Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

1.08.2018
środa

Warszawa moja miłość

1 sierpnia 2018, środa,

Tak się składa, że kocham Warszawę, w której wprawdzie się nie urodziłam, choć pochodzą  z niej  moi przodkowie, ale spędziłam w stolicy pół wieku.
 Pamiętam jeszcze odcinek  „parterowej” Marszałkowskiej, wzdłuż którego powstawała wysoooka  Ściana Wschodnia, ruiny Zamku Królewskiego, ale także słynny Super Sam (pierwszy w stolicy super market rodzimego chowu), dzieło polskiego modernizmu w powojennej architekturze. Niestety,  został wyburzony pod „dzieło” bezimiennego [czegoś*]. Cedet, łącznie z neonem, pierwszy w Warszawie po wojnie  dom towarowy (centralny).
W zamkowych ruinach zdarzało mi się pijać paskudne winko w towarzystwie bynajmniej nie menelskim, lecz studentów i studentek  UW.
Modne były kolejne piosenki o Warszawie i nie chodzi mi  o „grzeczną” Irenę Santor z jej „Jest na mapie świata maleńki znak”, ale o Niemena z jego „Znam to miasto jak ty” albo „gondolierów znad Wisły, o których śpiewała Irena Jarocka. Moja ulubiona warszawska piosenka to utwór   Muńka Staszczyka  z T.Love „Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz”.
Dlaczego „wzięło”mnie  akurat na Warszawę?
Za chwilę kolejna rocznica powstania warszawskiego, absolutnej hekatomby, która zniszczyła miasto i zabiła ponad 200 tys. jego mieszkańców.  Nigdy nie pogodzą się obrońcy tej masakry („młodzież tak rwała się do walki, że…”) z tymi, którzy uważają, że zgoda dowódców AK na wybuch powstania była zbrodnią. Mój tata siedział  wtedy w oflagu i  rwał włosy z głowy, bo miał podobne zdanie, jak gen Anders. (swoją drogą córcia niezbyt mu się udała).
W powstaniu zginął młodszy brat mojej mamy, jej przyjaciele i dalsi krewni. Czułam jednak, że nie powinnam  komentować sensowności ich „ofiary” w gronie najbliższych. Mieli i mają prawo do legendy, choć nie jest to legenda z pozytywnym morałem.
Patrzę na dzisiejszą Warszawę, która wyrasta na prawdziwą europejską metropolię z  wielką… ulgą i nadzieją.
 Duch tego miasta jest naprawdę niezłomny. Ufam, że nie podda się jakiemuś Jakiemu z PIS.
Warszawa”jest w kwiatach”, jak zwykle latem. Autorem przedwojennego  hasła o  ukwieconej  Warszawie był prezydent Starzyński. Oby nigdy tych kwiatów szlag nie trafił.
Przepraszam za nutki patosu, ale mnie „wzięło”.

 mag
 
[*] – dodano, Tanaka

28.07.2018
sobota

Do Europy marsz na rękach. Casus prezes Gersdorf w Karlsruhe

28 lipca 2018, sobota,

Rok 2018: Państwo polskie, wraz z milionami mieszkańców zapada się w głębokie mroki głów dymiących trującymi wyziewami wstecznej mentalności pełnej złych i autokratycznych emocji, zanurzonej w fantazmatycznych mitach o Polsce, Polakach i Europie. Mentalności niezdolnej widzieć rzeczywistość, bo opartej o wzmożenia autokratycznej religii i histerię przewrażliwienia na własnym punkcie; usiłującej kryć zwykłość i małość pod maską heroiczną. Niezdolnej widzieć realne problemy, stawiać trafne diagnozy i znajdować trwałe rozwiązania budujące tak Polskę, jak i Europę. To mentalność narzucania własnej a chorej „Prawdy” wszystkim, rozdętej gangreną uzurpacji i moralnej deprawacji do wielkiego „P”. To mentalność zawziętej walki z kanonami demokracji i panstwa prawa; ludzkiej wolności kształtowania się wedle własnego sumienia i odpowiedzialności za wybory w złożonym świecie. To mentalność niezdolności do swobodnej, twórczej współpracy i współżycia w oparciu o demokrację wartości, kompromis, szacunek dla cudzych wyborów, a nie odgórne i jedyne wartości, wmuszane wszyskim. To mentalność złodzieja, co nas okrada z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Ten złodziej okrada nas z życia.

Wielowiekowa choroba umysłu: mity i kłamstwa, uświęcona deprawacja moralna, pogarda zlepiona w jedno z nienawiścią. To choroba która jest ustawicznie wypierana ze świadomości, co tworzy fundament jej wiecznotrwałości i bujnych odrodzeń. Słabo i niekonsekwentnie przytłumiana w krótkich chwilach przejaśnien w polskiej historii. Szczepionką byłoby spojrzenie prawdzie w oczy – zmierzenie się z bólem własnej realności wobec mitu wielkości. I przyznania do tego, że tacy jesteśmy: w niczym herosi, w wielu sprawach byle jacy, a zakłamani – do imentu. A jeśli zdarzy się chwila nadzwyczajna, to jest ona raczej wynikiem histerii: panicznej reakcji na chwilowy przebłysk kontaktu z bolesnym stanem rzeczy, nie zaś trwałej i konsekwentnie działającej twórczej dyspozycji wspólnoty.

Pojedyncze i niewykorzystane wiktorie, w międzyczasie zaś nieustające gnicie państwa urządzanego przez nielicznych przeciw licznym: stała opozycja pomiędzy śladowo występującym w państwie, ale pełnym pychy Polakiem – czyli wyłącznie dobrze urodzonym i dobrze ustosunkowanym – a niewolniczą masą ludzką niemającą praw, perspektyw, i godności życia; ludzie którzy nie mieli prawa zwać się Polakami; upadek rozdętego państwa które samo siebie zjadało – przez samych Polaków głównie sprokurowany a zwany w języku kłamliwego wyparcia „krzywdą od wrogów”. Liczne i nieudane powstania, emigracja nielicznej i światłej elity i w miliony idącej nędzy. Opresyjna, deprawująca państwo i ludzi rola Kościoła i katolicyzmu, zwana w tym samym kłamliwym języku wyparcia świętą opieką, jedyną tożsamością Polaka i wyłącznym źródłem moralności. Zawzięta walka tegoż Kościoła przeciw ludzkim prawom świeżo wyzwolonego – przez obcych mocarzy – niewolnika pańszczyźnianego oraz wolnościom ogółu. Wszystko to zaś zwane odwiecznie „miłością bliżniego swego”.

Szczęśliwie odrodzone państwo – dzięki zbiegowi okoliczności Wielkiej Wojny skutecznie wykorzystanych, co chwalebne, acz krótko bo szklany dom stanie się kratą autorytaryzmu – kulawe jednak i słabe, bo zaplątane w historyczych sprzecznościach, nie przyznanych i nie zadość uczynionych niesprawiedliwościach. Żyjące ćwierćdostatnio w drobnych punktach mapy, a w biedzie, często wykluczeniu a nawet czynnym prześladowaniu – na jej wielkich połaciach.

Ta Wojna. Ludzie porażeni szokiem przegranej obnażającej próżność mitu, zdrady elit i kolejnego upadku państwa; nieustannego zagrożenia, śmiercią na co dzień i widokiem obracanych w pył, płomień i popiół miast, wsi i całych krajobrazów. Próbujący się desperacko bronić aż po samobójcze Powstanie; bez szans na zwycięstwo i zdani w tym na innych; dający upust pielęgnowanej długo nienawiści bądź deprawacji sprowadzenia sąsiada do towaru zamiennego na 3 kilo cukru, ludzie – Polacy zamrożeni wśród niezałatwionych spraw poza jedną, jak się wielu złych cieszy: jaki Hitler był taki był, ale dobrze że się Żydów pozbył; niewyleczeni z dawnych konfliktów, a już przygnieceni chorobą wojny; pozbawieni dachu, drobin majątku, podstaw życia i bliskich; edukacji, zdrowia i złudzeń; wyzwoleni i zbawieni od młyna śmierci nie tyle własną zasługą a cudzą, jedni cieszą się ze zwycięstwa co daje życie i perspektywę, inni – przeciwnie: chcą kolejnej wojny, a zwycięstwo mają za wielką klęskę i drugą okupację. Prawdziwy Polak poniósł klęskę, zaś nieprawdziwy i jego centrala w Moskwie – zwycięstwo. Wygrana i ratunek to nowa okupacja, nie lepsza od hitlerowskiej, właściwie gorsza i bardziej deprawująca, trwającą dekadami. Nie te granice, nieprawdziwa Polska. Najbardziej rujnujące doświadczenie – jak brzmią głosy nowych autorytetów i jak za chwilę zabrzmi głos jednego z nich. Nieuleczalna choroba.
* * *
O Polsce Ludowej nie będę tu mówił, przecież Polski przez te lata nie było, co jest formalnym oświadczeniem państwa. Do trzech nie umiejąca zliczyć elita już po Drugiej Rzeczpospolitej zacina się w liczeniu i wywala Polskę Ludową do śmietnika. Odrzuca artytmetykę szkoły i rzeczywistość – jak zwykła to robić przez stulecia. Rzeczpospolita nr 3 zaczęła się w 1989 roku. To samo państwo jednak uroczyście oświadcza, że oto mamy 100-lecie niepodległości, liczone od roku 1918. Zamiast mnie, w sprawie Polski Ludowej i Polski w ogóle głos zabierze pani profesor Małgorzata Gersdorf, pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Pani prezes, parę dni temu, wygłosiła mowę w Karlsruhe, do przyjaciół Niemców, do Europejczyków, mowę prawdy w obronie prawdy o Polsce przed uzurpatorem i despotą który niszczy Polskę tejże prawdy i tegoż prawa na rzecz jakiejś innej prawdy i innego prawa. Prawda jest jedna, co każdy Polak i każdy dziennikarz co rano ujawnia: prawda jest taka, że… Pani prezes ujawnia prawdę.

Całe wystąpienie zamieściła „Polityka” [1], nie będę więc go powtarzał, a przedstawię cytaty z głosu pani prezes Sądu Najwyższego. Cytaty są o szerszym stanie rzeczy, jednak pod ich powierzchnią siedzi te 45 lat ze stu, co to ich niby nie ma. Mówi pani prezes:

* Zgodnie z art. 2 Konstytucji RP z 1997 r. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej [,,,] Niezliczone orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego oraz sądów napełniły je konkretną treścią przez dwadzieścia pięć lat stopniowego wychodzenia ze stanu komunistycznej dyktatury. Jak zatem doszło do tego, że obecnie możemy mówić o kryzysie państwa prawnego w Polsce?

* Podważany jest powojenny konsens demokratyczny. Przywództwo stało się miałkie, wartości uległy zapomnieniu, a przynajmniej są bagatelizowane. Ważniejsze od nich stają się wyniki ekonomiczne. Społeczeństwa europejskie zostały uprzedmiotowione, sprowadzone do roli maszynek do głosowania. Czują się oszukane, a w najlepszym wypadku zagrożone. W takiej chwili do głosu dochodzą siły skrajne, wrogie zasadom godności człowieka, wolności jednostki i rządów prawa.

* Mogłabym mówić długo o polskich doświadczeniach historycznych ostatnich dwustu lat, które kładą się długim cieniem na współczesnych sporach narodowych, choć chyba nie ma to sensu, bo takie mroczne zakamarki kryją się w duszy każdego narodu. Nie mam natomiast wątpliwości, że najbardziej rujnujące doświadczenie – okres czterdziestu pięciu lat rządów realnego socjalizmu – nadal ciąży nam jak kamień u szyi. [podkr. T.]

* Doświadczenie ruchu „Solidarności” lat 80. poprzedniego stulecia bardzo wiele zmieniło na lepsze. Przeorało świadomość społeczną. […] Procesowi demokratyzacji kraju nie towarzyszyła wystarczająca debata ani akcja edukacyjna na masową skalę. Obywatelom nie pokazano, co to jest prawo, jak ono działa i dlaczego trzeba go przestrzegać. […] Wprowadzenie Polski do zachodnich struktur politycznych „odhaczono” jako wielki i trwały sukces, patrząc bardzo powierzchownie na różne liczbowe wskaźniki, a nie na głębokie struktury, które zawsze ulegają zmianie w długim cyklu. [podkr. T.]

* W każdym narodzie i ustroju, pod każdą długością i szerokością geograficzną, zrodzić się może cyniczny gracz, „rentier rewolucji”1 , perfekcyjnie analizujący słabości społeczeństwa i państwa po to, aby wyzyskać je do zbudowania autokracji. Ofiarą bezwzględnej walki politycznej zawsze są sądy – jako najsłabsza z władz, która stoi na straży praw jednostek. [podkr. T.]

* […] prawnikom nie wolno milczeć w obliczu zła, które zostało wyrządzone polskiemu wymiarowi sprawiedliwości przez ustawy uchwalone w ciągu ostatnich dwóch i pół roku. Te szkody są niestety bardzo poważne i nic nie zapowiada ich naprawienia w najbliższej przyszłości.

* Kanclerz federalny Konrad Adenauer, powiedział kiedyś zdanie, które szczególnie wryło mi się w pamięć: „Dzieje świata są również sumą tego, czego można było uniknąć” [podkr. T.]

* * *

Pani prezes Gersdorf dała się poznać na szerokim forum publicznym bodaj wtedy, gdy głośno powiedziała o niezgodzie na łamanie prawa przez władzę i potrzebie stanowczego sprzeciwu wobec tego zamachu. Wielu ufnych ludzi, będących po stronie opozycji i głośnego bądź milczącego protestu, szanujących konstytucję, rozumiejących fatalność i głębię zamachu na państwo jaki realizuje Kaczyński z pomocą swoich janczarów, szybko zapałało sympatią do pani I prezes Sądu Najwyższego, pani profesor, pani Małgorzaty Gersdorf. Ja również. Żywotnie – dosłownie – potrzebne i konieczne są bowiem głosy z takiego miejsca i poziomu i potrzebne są działania. Elita ma szersze uprawnienia od ogółu i ma głębsze obowiązki, a sędziowie są w jej szpicy, nieliczni – jakieś 10 tysięcy – a ponad proporcję ważni. Albo to idzie w parze, albo nie ma elity. Niedługo jednak po tym mocnym i dramatycznym głosie pani Gersdof, usłyszeliśmy jej kolejne słowa: za 10 tysięcy może da się wyżyć na prowincji, ale nie w Warszawie. Zdziwienie i cień powątpiewania, czy aby pani prezes dobrze wie, co mówi i do kogo, mówiąc publicznie.

Po tych uwagach wprowadzających, czas na odniesienie się do mowy prezes Gersdorf w Karlsruhe. Cel przemówienia – szczytny i godny pochwały: apel, nie wprost wyrażona sugestia pod adresem gospodarzy by wesprzeć Polskę chcącą być Europą bo inaczej zostanie zagrabiona przez cynicznego despotę, oraz wyjaśnienie powodów dla których zło się dzieje w Polsce, ale i jest coś z niego w Europie i świecie. Cel szczytny, wykonanie – no właśnie, jakie? Myśl w jednym cytacie kłóci się z myślą w następnym, jedna chce w prawo, druga w lewo, wnioski budzą wątpliwość, lub sporo więcej, a rzeczy fundamentalne są jak uderzenie głową w słup. Autorka wystąpienia zadaje główne pytanie – o powody kryzysu państwa prawnego, ale odpowiada nie w kategoriach rozważań prawnych, a społecznych, politycznych, wręcz cywilizacyjnych. Szeroko i ryzykownie, lecz wypowiedzi są śmiałe i pewne. Dziwię się nieporównanie silniej niż za pierwszym razem. Ale oprócz mocnego zdziwienia, pojawia się coś dalece większego.

Oto kluczowy cytat: Mogłabym mówić długo o polskich doświadczeniach historycznych ostatnich dwustu lat, które kładą się długim cieniem na współczesnych sporach narodowych, choć chyba nie ma to sensu, bo takie mroczne zakamarki kryją się w duszy każdego narodu. Nie mam natomiast wątpliwości, że najbardziej rujnujące doświadczenie – okres czterdziestu pięciu lat rządów realnego socjalizmu – nadal ciąży nam jak kamień u szyi.

To wyjaśnienie, mające być fundamentem wyjaśnienia zła przez prezes Gersdorf, zszokowało mnie. Najgłębiej się z nim nie zgadzam i – by sprzeciw oddać możliwie łagodnie – nazwę słowami zagubienia i nierozumności. By sprawa była jasna: zszokowało mnie to, że słowa zostały wypowiedziane przez Małgorzatę Gersdorf jako osobę o takiej roli i pozycji oraz w takim miejscu i wobec Europejczyków. Znacznie mniej mnie zaskoczyło to, że w ogóle takie słowa wybrzmiały, ponieważ słychać je, od dawna, jako obowiązkowy i niedyskutowalny slogan. To taki kanon fałszywej mowy współczesnej Polski, po którym swój i słuszny rozpozna drugiego w tym samym gatunku. Oto pani Gersdorf, osoba co najmniej pięciu cnót w jednym – I prezes SN, sędzia, profesor, przedstawiciel wąskiej i światłej elity i przypisanej mądrości z powagą w jednym, o czasach najgłębszej demoralizacji i okrucieństwa, zaprzeczenia wszelkim zasadom europejskiego rozwoju, czyli czasach ostatecznego upadku Rzeczpospolitej i zaborach mówi z nadzwyczajną miękkością: długi cień, oraz oraz daje mocne, a fałszywe usprawiedliwienie: każdy naród ma takie mroczne zakamarki. Nieprawda – takie ma tylko Polska. Zaś gdy jej myśl ogarnia Polskę Ludową, z której wszyscy przeszliśmy do Polski wolności, rządów prawa i demokracji, przez nas, tych przychodniów zbudowanej, nie zaś anioły, to ma dla niej wyłącznie najniemiłościwsze słowa potępienia i żadnej wątpliwości: najbardziej rujnujące doświadczenie. Jak należy rozumieć – w całej historii Polski, owych sławetnych tysiącu i pięćdziesięciu lat! Co to za postać: profesor niemający żadnej wątpliwości? Bez żadnej wątpliwości zatem pani Gersdorf najbardziej rujnującym doświadczeniem nazywa i swoje urodzenie, życie, rozwój osobowy i karierę naukową. Jak i wielu milionów innych Polaków. Najbardziej rujnującym doświadczeniem było też dla niej odbudowanie z ruin Warszawy, do czego i polska, niepeerelowska ręka się przyłożyła, oraz zbudowanie całej powojennej materii, kultury i życia. Tego wielkiego zasobu firm i przedsiębiorstw, który był prywatyzowany i stał się podwaliną dzisiejszej Polski, tych wielkich państwowych spółek infrastrukturalnych – od portów morskich i lotniczych poczynając, przez rafinerie ropy, gazownie, elektrownie, elektrociepłownie, kopalnie węgla czy miedzi i ich systemy rurociągowej, wodnej, kolejowej czy samochodowej dystrybucji i zaopatrzenia całego kraju – bez czego nic nie działa a Polak żyje z piastowskiego szczęścia w kurnej chacie (Polak byle jaki, dodam, bo współczesna elita – cokolwiek słowo znaczy – żyje bogato: obsadziła te przedsiębiorstwa swojakami i z nich żyje bez racji innej niż nepotyzm i prywata. Nie od Kaczyńskiego bynajmniej się to zaczęło, choć tenże ma tu już najwybitniej złe zasługi, glosząc przy tym obłudnie, że nie dla pieniędzy idzie się w politykę). Aż po żłobki, szkoły, uniwersytety; kursy dokształcające, bursy, stołówki, ochronę zdrowia; wypoczynek, sport, kolonie i obozy – a wszystko bezpłatne, lub na symbolicznym poziomie. I emerytury dla każdego. Jaki rodzaj myślenia, rozumu, namysłu i poczucia etycznego trzeba mieć w sobie, by to wszystko nazywać – bez żadnej wątpliwości – najbardziej rujnującym doświadczeniem w całej historii Polski?

Jest też jeszcze inny aspekt przemówienia pani prezes Gersdorf w Karlsruhe, nie mniej ważny. Nazywając najbardziej rujnującym doświadczeniem Polskę Ludową, mówiła te słowa do Niemców. Do Niemców Willego Brandta, który w 1970 roku klęknął w Warszawie przed pomnikiem, przepraszając za krzywdy, za ludobójstwo Polaków, za zrujnowanie Warszawy i innych miast, zaś pani Gersdorf to co odbudowano nazywa największą ruiną. Mówiła też do Niemców kanclerza Helmuta Schmidta , równie jak Brandt Polsce Ludowej (sic!) życzliwego i kontynuującego dzieło budowania wzajemnie pozytywnych relacji i współpracy, upewniania Polski Ludowej w granicach na Odrze i Nysie przeciw tym Niemcom, którzy nieustannie zamierzali odebrać te granice Polsce. Z czym by Polska wtedy została? I wreszcie, po Helmuta Kohla, z którym już Tadeusz Mazowiecki serdecznie się ściskał, co jednak nie miałoby miejsca, gdyby nie – przeciwnie do tezy pani Gersdorf o ruinie – wcześniejszy wspólny dorobek obu państw i narodów. Z mocnej tezy pani prezes wynika więc i to, że Niemcy bratali się i kolaborowali z tą zbrodniczą Polską Ludową, współczyniąc z niej ruinę. Kolejny raz spalili Warszawę? Jakich odczuć u Niemców spodziewa się pani prezes po takim dictum? Jakiego zrozumienia, podzielania poglądów, pomocy i wciągania Polski do Europy, a przeciwstawiania się dzisiejszej rujnacji Polski?

Pani prezes Gersdorf zdaje się, że z takimi wyobrażeniami i czynami pomoże Polsce jasnej przeciw Polsce ciemnej. Nic z tego nie będzie: skutki jej słów i czynów są przeciwne fantazyjnym, choć dobrym intencjom. Swoimi słowami pełnymi skrajnego niepojmowania, choć pojąć może i ma obowiązek – jej członkostwo w elicie do tego zobowiązuje – umacnia poczucie „suwerena”, tego co się z Polski Ludowej wywodzi i niesie jej wyposażenie w sobie, że „elita” to pojęcie słusznie deprecjonujące, bo jej elitarni członkowie są zarozumiali i zwyczajnie głupi. Są szkodnikami, egotykami, zamkniętymi w swojej luksusowej kaście, nierozumiejący życia i pełni nierozumnej pogardy – trzeba więc z nimi walczyć i taką elitę rozpędzić. Zaś sędziowie i sądy to gniazdo żmij, nieuczciwości, przekupstwa, niesprawiedliwości wobec „zwykłych Polaków” . Tych co z PRL-u wyszli, tych których ojcowie oraz oni sami, budowali fabryki, drogi, porty, uniwersytety, odbudowali Warszawę i jej Zamek. Tych którzy się kształcili, odpoczywali w górskich czy nadmorskich zakładowych domach wczasowych, naprawiali zdrowie w komunistycznych szpitalach czy uzdrowiskach i małym fiatem odkrywali z radością Polskę – czyli jedną wielką ruinę, niegodną imienia Rzeczpospolitej, a w pełni godną pogardy. Kaczyński – którego tak zasadnie pani prezes potępia, tak samo zasadnie wygrał i tak zasadnie zamienia Polskę w ruinę. Ta zasadność opiera się na tym, co ma głowie pani Gersdorf i inni nosiciele jedynie słusznych, a tak nietrafnych ocen i wyobrażen. Pani prezes żyje fantazmatycznością wyobrażeń, podobną do tych, przez którą I Rzeczpospolita się rozpadła. Skoro mówi o długim cieniu, to owszem, takie rozumowanie pozostaje w długim cieniu polskiej choroby mentalnej – dawnej nienawistnej sprzeczności między panem – Polakiem, a pańszczyźnianym chamem, który Polakiem nie był. Skoro mówi o głębokich strukturach, które zawsze ulegają zmianie w długim cyklu, to owszem, mówi o głębokich strukturach psychicznych wśród Polaków, do dziś nie uwolnionych w pełni z konfliktu pana i plebana z chamem , który to pleban jest panem i dziś. Do dziś też zakleszczonym w sprzecznościach tożsamości: czy dawny niewolnik panszczyźniany, a poźniejszy czlonek dumnej klasy robotniczej to ciagle cham i zatruty zamordyzmem oraz bezpłatnością wszystkiego pomiot „komuny”, czy godny twórca Trzeciej – czyli czwartej – Rzeczpospolitej? Tępa tłuszcza to i żądna grabieży czern – jak mówił Sienkiewicz, czy dumny suweren panstwa polskiego? Nie PRL był źródłem konfliktu głębokich struktur , ale jego ofiarą i kontynuatorem na przetworzony sposób, bo to jest niezmienny mechanizm głębokiej psychologii. A jeśli miałby się zmienić, to musi się zacząć od spojrzenia w istotę konfliktu, pojęcia go i przyznania się do własnej roli w tym niegasnącym konflikcie. Jak werbalnie chce pani Gersdorf, choć temu następnie wewnętrznie zaprzecza – takie konflikty zawsze ulegają zmianie w długim cyklu. Niekoniecznie zawsze, celem zaś powinno być ich zdrowe wygaszenie, uwolnienie się wreszcie od tego polskiego przeklenstwa – tak osób jak i społeczeństwa. Nie zaś „zmiana”. Im więcej takich nieprzemyślanych, a potępiających fantazji jakie wygłasza autorka przemówienia, tym lepiej ma się Kaczyński i jego suweren. Tym żywiej dręczy polską wspólnotę ta zabójcza choroba. On bowiem, Kaczynski, jest tym cynicznym graczem, który perfekcyjnie analizujen słabości społeczenstwa i panstwa. Świetnie widzi te słabości i sprzeczności w mowie i myśli pani prezes, to fatalnie ulokowane potępienie, to podawanie w nieintencjonalną wątpliwość pewność wartości i obowiązki elity. Widzi, odbiera emocje, używa i rozgrywa. Pani prezes pyta o przyczyny kryzysu i sama sobie, odpowiedzi nie słysząc, odpowiada.
Pani prezes Gersdorf zdaje się już stawiać kropkę nad „i” nierozumienia istoty rzeczy także takimi słowami, w innym miejscu wypowiedzianymi: mam się przykuć do biurka? Odpowiada jej sędzia Tuleya: tego się po pani prezes spodziewaliśmy. Elita, jeśli nie jest konsumentem miłych rojeń o sobie a jest elitą, ponosi koszty nią bycia. Też i takie, gdy czas taki. Gdy elita nie pojmuje, wzgardza i się odwraca, zostają obywatele. Sami i bez złudzeń co do mniemanej elity.

Piszę te słowa ze smutkiem, z poczuciem, że kolejna osoba spośród tych, co do których należy mieć poważne spodziewania, co powinna być latarnią, wyłącznie pomocą, wsparciem i wzorem dla dobrych ludzi sprzeciwiających się złu, gubi się, w zły sposób myli miarę rzeczy, mimowolnie napędza współpracowników zła, zawodzi i rozczarowuje. Tym bardziej to martwi, że tak dobrze zaczęła – za co, wśród krytyki mam dla niej wielkie uznanie – gdy stojąc w drzwiach Sądu Najwyższego przypominała swoje przyrzeczenie na wierność konstytucji, jej wartości i procedur demokratycznych – którą jej zdrajcy i krzywoprzysięzcy nazywają konstytucją komunisty Kwaśniewskiego.

Nie byłbym jednak sobą, więc musiałbym zjeść snickersa i łyknąć pepsi, gdybym nie był przewrotny i nie był wyznawcą panów Przybory i Wasowskiego: przełom w Wilku Morskim może się zdarzyć. Pani prezes ma i potencjał i możność i wsparcie dobrych ludzi, by wrócić do dobrego początku i tak kontynuować. Czego jej życzę słowami z Klossa: a ja ciągle, ciągle nie tracę nadziei…

[1] [https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1757274,1,wystapienie-prezes-gersdorf-w-karlsruhe-polskie-panstwo-prawne-stracone-szanse.read ]

Tanaka

23.07.2018
poniedziałek

Bóg „dał rozum i wolną wolę” i poszedł

23 lipca 2018, poniedziałek,

Spotykają się na blogu ludzie, między którymi porozumienie bywa sporadyczne lub wcale nie bywa. Oczywistych przyczyn niebywania porozumienia jest 776. Rzucę lewym okiem na jedną: różnice w wyuczonej umiejętności myślenia. Myślenie to nabywana przez uczenie się i ćwiczenia umiejętność – jak wbijanie gwoździ czy podnoszenie ciężarów – a nie gotowy dar z nieba jednakowy dla wszystkich. Co wmawia Krk („Bóg dał rozum i wolną wolę”), ale nie tylko Krk – małpy same sobie wmawiają po przyswojeniu prostych umiejętności egzystencjalnych, że potrafią myśleć (potrafią tylko w obszarze prostych spraw egzystencjalnych – ale o tym nie wiedzą). Ilu powie szczerze: „Nie wiem, nie rozumiem, za gupi jezdem”? Z czegoś się wzięło przekonanie, że umiem myśleć nie gorzej niż myśliciel czy profesor. Choć żadne szkoły myślenia nie uczą w tym sensie, że nie jest to wyodrębniony przedmiot nauczania z określonymi celami i metodyką. Być może mniemanie, że się umie więcej niż się umie, wzięło się stąd, skąd w pięć minut po zdaniu egzaminu na prawo jazdy bierze się przekonanie smarka, że jest mistrzem kierownicy. Czyli szczegółowe mniemania biorą się z ogólnego mniemania o sobie. I z łatwości uogólniania: dwie moje koleżanki tak sądzą, więc i większość ludzi tak sądzi; mam 16 lat, poznałem pięć szczegółów życia, więc znam całe życie – i tak już do końca. Czytaj całość »

19.07.2018
czwartek

Mam mało pieniędzy, bo łożę na księży

19 lipca 2018, czwartek,

Większość tekstów (zarówno wstępniaków, jak i komentarzy) na Blogu Ateistów wskazuje na sprzeczności, nielogiczności czy wręcz kłamstwa zawarte w pismach i poczynaniach Kościoła katolickiego. Autorzy imponują przy tym niebywałą wiedzą, świadczącą o długiej drodze od chrztu do zrozumienia niezrozumiałego. Jest to typowe działanie hakerskie, jakie można zaobserwować w przypadku wszelkich idei czy systemów. Odnosi się ono zawsze do konkretnych rozwiązań szczegółowych. Na ogół efekt działania hakerów jest pozytywny dla systemu, bowiem wymusza jego ulepszanie, jednak niezwykle rzadko udaje się wykazać takie mankamenty, które doprowadzają do jego upadku. Obowiązuje przy tym zasada, że im system starszy, tym silniej opiera się zmianom. Czytaj całość »

13.07.2018
piątek

550… +. A bo co… ?

13 lipca 2018, piątek,

Czyli KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO-KOŚCIÓŁKOWEJ dzień 984 (13/07/2018)

„Wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie są równiejsze…”
George Orwell.  Folwark Zwierzęcy

Potrójnie smutny jest ten dzień, ten 13 lipca 2018 roku.

Po pierwsze, rządzący Polską Jarosław Kaczyński zarządził świętowanie 550 rocznicy parlamentaryzmu polskiego. Zarządził świętowanie 550 rocznicy raptem 25 lat po tym, gdy w 1993 roku świętowaliśmy 500 rocznice… Stachanowiec Kaczyński w 25 lat wyrobił 200% normy i nadrobił zaległości, dzięki czemu możemy radośnie świętować 550 zamiast nędznych 525 lat parlamentaryzmu polskiego. Czytaj całość »

9.07.2018
poniedziałek

Ateizm dialektyczny

9 lipca 2018, poniedziałek,

Kiedy w latach 30. XIX w. filozofia niemiecka odwróciła się od kantowsko-heglowskiego idealizmu, niektórzy materialiści i ateiści wpadli w skrajność, którą Marks określił mianem materializmu topornego. Ów materializm wykluczał istnienie swoistych bytów duchowych i np. Molechotte uważał, że myśl ma się tak do mózgu, jak żółć do wątroby, a mocz do nerek. Ten redukcjonizm drażnił Marksa. Uważał, że ośmiesza on materializm, sprowadzając myślenie do fizjologii, fizjologię do chemii, chemię do zjawisk czysto fizycznych. Dla dialektycznego materialisty Marksa było oczywiste, że owo materialne podłoże jest niezbędne dla zaistnienia owych bytów duchowych, ale prymitywne utożsamianie myśli, życia duchowego z żółcią czy moczem uważał za zwykły obskurantyzm. Dziś moglibyśmy posłużyć się pojęciami software i hardware.
Czytaj całość »

4.07.2018
środa

Strach, strach, rany boskie!

4 lipca 2018, środa,

Czytam w jednym poważnym tygodniku, że w Szwajcarii działa cały szereg prywatnych klinik wyspecjalizowanych w terapii stanów lękowych. Aby taki luksusowy biznes się kręcił, potrzeba licznych klientów o dużych możliwościach płatniczych lub pacjentów w potrzebie. Większość tych klinik opiekuje się też ofiarami burnout, może chodzi więc o fenomen łatwy do leczenia?

Strach jest zjawiskiem normalnym, jednym z istotnych bodźców naszego zachowania. Ewolucja wpoiła nam na przykład lęk przed wężami i pająkami, którego się trzymamy, mimo że w naszych okolicach nie ma naprawdę jadowitych pająków. Nawet małpy mają w sobie ten strach. Wrzucisz do klatki z małpami plastikowego węża, to wpadną w panikę, chociaż urodziły się w zoo i nigdy węża nie widziały na oczy. Skąd ta panika? Czytaj całość »

25.06.2018
poniedziałek

Podejrzane kontakty z Bogami

25 czerwca 2018, poniedziałek,

Ostatnio często słyszy się z szlachetnych ust hierarchów KK, że Pan Bóg nie życzy sobie stosowania metody „in vitro” w prokreacji i stąd te wszystkie szantaże i groźby ekskomuniki dla „miłośników” tej metody. Mnie zawsze intryguje wtedy sprawa – skąd oni wiedzą, że taka jest wola Boga? W piśmie świętym jawnego zakazu takiego zapłodnienia nie wyczytałem, wręcz przeciwnie – niektórzy ludzie zastanawiają się obecnie poważnie nad tym, czy dogmat o „Niepokalanym Poczęciu” nie sugeruje metody „in vitro” (może bez „vitro” jako materiału probówki, tylko czegoś bardziej szlachetnego?). Kto w XXI wieku ma jeszcze sprawdzalne metody kontaktów audio-wizualnych z „Istotą Najwyższą”? Czytaj całość »