Świętujmy rocznice!

Nota wprowadzająca: niniejszy tekst Antoniusa jest powtórką tekstu z dnia 13 grudnia 2018 roku. Jest dobry powód, by go powtórzyć, niezależnie od tego, że zaproponował go sam autor. Nie tyle sama, kolejna, rocznica, ale stan spraw polskich, po trzydziestu z górą już latach po „odzyskaniu niepodległości”. Co to w ogóle znaczy „niepodległość”, czy są nad Wisłą „obywatele” – co to już byli w 1981 roku, a od tej pory niepomiernie się ponoć rozmnożyli, co z tą „niepodległością”, z „wolnością” zrobiliśmy? Kto i jak to zrobił , że jest tak nędznie i dlaczego to zrobili „obywatele”?

Warto o tym pomyśleć przypominając sobie prostą, zero-jedynkową opozycję „wy – my” i co najmniej naiwne hasła w rodzaju „zima wasza, wiosna nasza” sprzed 40 lat. Czyja jest aktualna zima i szereg poprzednich – wiadomo, a czyja będzie wiosna i za ile lat? Będzie to wiosna jakichś „obywateli”? Jakie realne problemy zostały rozwiązane, a jakie tylko pozornie, bądź nawet nie tknięte?

*

Polacy to jednak dziwny naród. Są objawy, świadczące o tym, ze nie różnimy się pod pewnymi względami od innych narodów Europy – „kochamy” sąsiadów! Tak jak Francuzi Anglików i Niemców. Dalsze geograficznie narody są miłe dla naszego serca, stąd hasło o bratankach z Orbanami, albo sentyment do Francuzów. Polska szlachta nawet głównie rozmawiała po francusku. Z oczywistych względów Polacy , kochający Węgrów, nie mówili po węgiersku, bo to jednak za trudny język.

Jest jeszcze coś wspólnego wszystkim narodom – kochają świętować wszelkie rocznice ciekawych zdarzeń, mających związek z ich historią. Dla przykładu Anglicy i Francuzi upamiętniają wydarzenia historyczne, sławiące ich naród, a więc zwycięstwa, a jedynie Polacy świętują porażki!!!

To jest ta istotna różnica między Polakami a w/w narodami Europy.

Na ten fakt zwróciłem uwagę w Paryżu, zwracając uwagę na dziwne dla mnie nazwy stacji metra, mnóstwo nazw miast, dalekich od Francji. Pytałem kolegę i on mi wytłumaczył, że chodzi o bitwy Francuzów (głownie Napoleona) z innymi narodami. Z głupia frant zapytałem, dlaczego nie widzę stacji Waterloo? Odpowiedział prosto – szukaj tej nazwy w Londynie! Przypomniałem sobie natychmiast film „Waterloo bridge” – smutną historię z czasów wojny.

Wracajmy do Polski! Jakie rocznice obchodzimy namiętnie i często? Przegrane powstania! Ulice i place „bohaterów” powstania – wzniecanego bezmyślnie i zakończonego okrutnie. Jedyną jaskółką normalności były obchody setnej rocznicy uzyskania niepodległości, wreszcie świętowanie zwycięstwa. Może jeszcze można zaliczyć do pozytywów obchody rocznicy bitwy warszawskiej. Czy jednak w tych przypadkach widać duże zasługi bohaterstwa narodu? Wątpliwe! Niepodległość podarowały Polsce obce narody, a nawet przepędzenie bolszewików było podobno zasługą latającej nad polem bitwy Matki Boskiej (świadectwo abp Hosera!). Przy takiej pomocy nawet palcem nie trzeba było machać , ani szabelką, a radzieccy padali jak muchy.

Po tym wstępie dochodzę do zasadniczego tematu: Jak zakwalifikować bardzo bliską 40-tą rocznicę ważnego dla Polaków wydarzenia – 13-go grudnia?

Czy będziemy świętować jak zwykle klęskę narodu, czy wzorem innych narodów mówiąc o zwycięstwie? Może nie generała nad narodem, a rozumu ludzkiego nad pychą i głupotą przywódców „panny S”? Sądzę, że nawet po tylu latach i śmierci generała zdania są podzielone, na co też wskazują niektóre sondaże. Pewnie wszyscy ateiści blogowi są świadkami tak bliskiej historii i mają określone zdanie. Ci co realnie ucierpieli (jak Jarosław K., zlekceważony przez generała brakiem internowania?) bluźnią na temat generała, a inni (jak np. ja) z biegiem lat zmienili pogląd na celowość proklamowania stanu wojennego. Według Wałęsy byłyby plusy ujemne i dodatnie i ja te ostatnie doceniłem, choć nie od razu. Pamiętam bardzo dobrze sytuację społeczno-polityczno-ekonomiczną przed 13-tym grudnia.

Podobno młodzież określiła tragiczne kroki generała – zablokował Internet, a poza tym w Carrefourach był tylko ocet! Była kompletna degrengolada gospodarcza, w całej Polsce tylko strajki, a Wałęsa jeździł po kraju i judził, mówiąc przewrotnie, ze gasi strajki – dolewaniem paliwa do ognia. Straszył generała „siłową” konfrontacją z władzą, ujawniając, że sam dobierze moment tej konfrontacji. Pamiętam, że w Opolu S. już planowała, kto z kim będzie walczył na barykadach. Może to i było tylko śmieszne, bo nie było czym walczyć, ale ludzie się bali, bo zginąć można przez przypadek.

Generał wyciągał rękę do zgody, aż zatrzeszczała niebezpiecznie w stawie barkowym, ale na wszelki wypadek drukował w Moskwie ogłoszenia o stanie wojennym.

Wybrał jednak sam moment „konfrontacji”, bardzo ostrą zimę i późniejszy rozpaczliwy okrzyk „zima wasza, wiosna nasza” był tylko pustym dźwiękiem. Plułem w kierunku telewizora na widok zielonych ludków – nie za blisko, bo nasz aparat nie miał wycieraczek. Podobno w Grecji były takie telewizory, a z wycieraczek korzystano, gdy pokazał się ichni generał. Kląłem na niepotrzebne w moim mniemaniu ograniczenia, ale to było prawie wszystko. Dałem odpór władzy tylko w ten sposób, że nie zabierałem więcej „pachołków Jaruzelskiego” autostopem, gdy z Opola jechałem na południe (mijając czołg, postawiony na rogatkach miasta) i żołnierze wybierali się na urlop z pobliskiej jednostki. Na tym moje bohaterstwo się skończyło.

Wiem, że nie wszystkim wiodło się tak dobrze jak mnie (i prezesowi). Opowiadała mi aktywistka Solidarności o pobycie w obozie w Gołdapi, gdzie „dżentelmeni” gnębili kobiety, korzystając z okazji. Wiele bezeceństw działo się, gdy podli ludzie wykorzystywali sytuację do celów prywatnych. Nie było jednak rozlewu krwi jak na Węgrzech i możliwy był okrągły stół, przy którym nie lała się krew a najwyżej piwo, przynoszone w ramach obowiązku przez pewnego Jarka (to słowa Walesy o roli historycznej prezesa). Nie dziwię się, że spalił jego kukłę po tak wysokiej ocenie zasług, a tak się starał!

Wówczas nikt nie był w stanie przewidzieć, czy bratnie narody nie przyjdą z pomocą jak Polacy Czechom, a Mongołowie w Budapeszcie. Teraz mądrale pieprzą, że Moskwa nie myślała o pomocy, a bracia z DDR już grzali silniki czołgów, czekając na odpowiedni moment, który nie nadszedł tylko dzięki generałowi.

Nie umiem ocenić strat gospodarczych spowodowanych stanem wojennym, ale intuicja – i obserwacja skutków przemiany politycznej przekonywują mnie, ż nie są porównywalne z późniejszymi stratami. Kradzież majątku narodowego na potęgę i wyprzedaż za symboliczne złotówki dochodowych instytucji zamiast kiepskich – to już dzieło „powojennych” władców Polski.

Wprost niebotyczne uwłaszczanie partyjne widzimy obecnie. Spełniła się prośba prezydenta – „ojczyznę dojną, racz nam…itd.”. Nikt tych miliardów, a może bilionów nie wróci społeczeństwu, tylko garstka „prima-sortu” jest zaspokojona do śmierci. To się jej należy, krzyczała pewna przekupka. Inna dołączyła inteligentne nad miarę dzieci do grona profitujących z dojonego mleka.

Straty w ludziach, które można powiązać ze stanem wojennym to podobno około 100 osób. Nie pamiętam czasu trwania stanu w. (i nie chce mi się pytać Gugla), ale ludzi, którzy z głupoty zginęli w tym czasie na drogach to tysiące, a obecnie przez zaniechanie działań strachliwego rządu i parlamentu zginęły i giną nadal dziesiątki tysięcy obywateli przez covid. Najbardziej podkreślony fakt to kilka górników kopalni Wujek. Przez machlojki władz spółek węglowych w „wolnej” Polsce, jak nagminne fałszowanie zawartości metanu, ginie często dużo więcej górników, a pod willami prezesów spółek nie widać rok rocznie pikiet i nie słychać wrzasków jak pod domem generała.

Stan wojenny został wykorzystany przez wiele osób do celów prywatnych, ale na to generał ne miał wpływu, podli ludzie są w każdym narodzie.

Z mojego podwórka to zabawne było uzyskanie tytułu profesora przez osobę, która nie spełniała wszystkich wymogów ustawowych, a złośliwi mówili, że fruwała razem z WRONą i to jej pomogło. Znacie ten skrót? Ja pamiętam, ale nie powiem (jak prezes).

Wykorzystano stan wojenny np. do usuwania niewygodnych ludzi z ciekawszych posad, a nawet z byle jakich, jak próba wygryzienia aktywistek Solidarności z posad nauczycielskich, gdzie faktycznie politykowały. U nas do tego nie doszło, bo i wśród partyjnych zdarzali się przyzwoici ludzie (nie tacy jak prokurator , wrzeszczący „precz z komuną”, ale on to wrzeszczał dopiero po wielu latach, raczej nie podczas stanu wojennego). Wtedy zbierał odznaczenia za wierną służbę.

A co zrobili aktywiści Solidarności po przemianie? Obsadzali natychmiast ważne stanowiska niekompetentnymi ludźmi, ale swoimi. Nowy kurator wykazywał pewne predyspozycje – miał inteligentną żonę i księdza w rodzinie – więcej „grzechów” nie pamiętam, a znałem go dobrze i nawet jego żonę, bo była moja studentką. O jego osiągnięciach „naukowych” krążyły legendy.

Osiągnięć na stanowisku kuratora przemilczę, to w jego interesie.

Wykazywał np. bardzo wysokie morale (może dzięki księdzu w rodzinie?). Jednym z pierwszych zarządzeń był zakaz zatrudnienia emerytów w szkole – ma być miejsce dla młodych! Tylko przyklasnąć tak mądrej i uczciwej inicjatywie. Gdy wylano go ze stołka to co zrobił natychmiast? Zabiegał, jako emeryt, o dodatkowe zatrudnienie w szkole żony.

Summa summarum, zrozumiałem i usprawiedliwiłem generała i podobało mi się jego oświadczenie, że postąpiłby analogicznie i przeprosił naród za swoje i cudze winy.

Porozumienie z Wałęsą było niemożliwe z powodu jego potwornej pychy, o głupocie nawet nie wspomnę. Jak wysokiej kultury to człowiek, pokazał przy pyskówce z prezesem w sądzie. On wówczas był już tak wielki, że tylko przez lornetkę widział czubki butów i nie słuchał przyjaciół, którzy byli mu życzliwi mimo jego braku kindersztuby. Czytałem kiedyś raport służb, co i ile konsumował w odosobnieniu, np. hektolitry wódki – taka dieta zostawiła pewnie ślady do dziś.

Antonius