Ewa Siedlecka, sąd i państwo urojone

Dziennikarka Ewa Siedlecka właśnie opublikowała na swoim blogu tekst, w którym informuje iż została skazana przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia jako „hejterka”.

Spośród wielu podnoszonych kwestii uwagę zwraca zwłaszcza niżej przedstawiona, ponieważ wydaje się centralna zarówno w sprawie sądu, jak i wyroku, sytuacji dziennikarzy w Polsce, kontroli poczynań władzy oraz – sumarycznie – społeczeństwa i państwa jako takiego.

Cytat:

Żyjemy w kraju, w którym prokuratura chroni władzę przed odpowiedzialnością. W kraju, w którym nie ma prawnej ochrony sygnalistów. W którym władza notorycznie łamie prawo prasowe i ustawę o dostępie do informacji publicznej, nie odpowiadając na pytania. Sama wszczęłam kilka postępowań przed sądem administracyjnym – za własne pieniądze – bo władza nie odpowiada na moje pytania dotyczące jej działalności. I wiem, że nawet jeśli je wygram – i tak nie uzyskam odpowiedzi. Bo nie ma w Polsce instytucji, która wymusiłaby na władzy zachowania zgodne z sądowym wyrokiem. Poza Polską też, bo polskie władze nie wykonują orzeczeń międzynarodowych trybunałów.

W Trybunale Konstytucyjnym czeka sprawa wniesiona przeciw ustawie o dostępie do informacji publicznej przez pierwszą prezes Sądu Najwyższego. Jeśli zostanie rozstrzygnięta zgodnie z wnioskiem, wiele instytucji nie będzie już „musiało” łamać prawa, nie udzielając informacji, bo nie będzie miało takiego obowiązku.

Dziennikarze niedługo mogą się okazać jedyną instytucją kontrolną. Ustanawianie zaporowych standardów dla wyrażania opinii to piłowanie podstaw demokracji, opartej na wolności informacji i debaty.

*

Sąd – taki wniosek płynie z lektury tekstu Ewy Siedleckiej – niezależnie od tego, jak sformułował materię sądzenia i co mu się zdaje w sprawie dziennikarki, wydał wyrok, który ma wpływ na to, czy w Polsce będą jeszcze jakiekolwiek czynniki chroniące przed całkowitą degrengoladą prawa, społeczeństwa i państwa.

Na granicy katolickiego państwa miłującego bliźniego imigranci są dręczeni i umierają w ciszy. W dużej mierze dlatego, że władza blokuje dziennikarzom dostęp do strefy dramatu. Jeśli dziennikarze patrzący władzy na ręce i informujący społeczeństwo zostaną uciszeni, w ciszy umrze całe społeczeństwo. Polska, stojąca na krawędzi bytu rzeczywistego, zrobi wtedy krok do przodu i stanie się ostatecznie państwem urojonym. Jak przez wieki było.

O sprawy Polaka, któremu się w urojeniu zdaje, że jest suwerenem, inny Polak się nie upomni. Tak samo jak wtedy, gdy Polak nie upominał się o Żyda. Też Polaka.

Tanaka