Na zielonej Ukrainie gdzie hiszpański żyje lud, czyli lato na Krymie

Krążownik rakietowy „Ukraina”. Budowany, ale porzucony w trakcie, rdzewiejący i niesprzedawalny nikomu mimo usiłowań. Symbol stanu państwa. Fot. zn.ua

Kiedy byłem chłopcem, hej *, dostała mi się przypadkiem w ręce płyta winylowa, czarna jak krymska opalenizna Cecylii B. Były na niej utwory śpiewane przez harcerski zespołu Gawęda.

Największe wrażenie wywarła na mnie skoczna i dowcipnie przewrotna pieśń „Na zielonej Ukrainie, gdzie hiszpański żyje lud”. Oto fragment dla wprowadzenia w nastrój i tok.

Umfa, umfa, umfa, umfa,
Umfa, umfa, umfa, umfa..
.

Na zielonej Ukrainie,
Gdzie hiszpański żyje lud,
Tam gdzie rzeka Ganges płynie
I Japończyk spija miód.

Fajduli, fajduli, fajduli, fajduli,
Fajduli, fajduli, bęc, bęc, bęc!

Gdy Sobieski był sułtanem,
Stary Bismarck z konia spadł,
Napoili osła sianem,
A ten osioł wodę zjadł.

Fajduli, fajduli…

Pieśń mi się spodobała, miała w sobie coś egzotycznie odległego w czasie i przestrzeni. Parę razy zanuciłem, opowiedziałem kolegom harcerzom o tej dowcipnej pieśni, w której występują też harcerze gubiący buty, nic niemający i od siebie nawzajem pożyczający portki. Ale że Ukraina była za granicą, a sowizdrzalski tekst odniesiony do odległych mi spraw, dalej się pieśnią nie zajmowałem. Dopiero po latach, gdy już bliżej interesowały mnie sprawy historii i Ukrainy – tego polskiego Dzikiego Wschodu – przypomniałem sobie o tym intrygującym „hiszpańskim ludzie” na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej. Dowiedziałem się wtedy, że zabawowa treść pieśni była wyrazem konstatacji, że Polak nie miał bladego pojęcia o Ukrainie, nie interesował się nią, nie miał na to zapotrzebowania, bo i tak tam rządził. A że była daleka, egzotyczna i nieznana, więc nadawała się na taką rozrywkowo-kpiarską pieśń, zwłaszcza dla skautów, którzy lubią łazić po krzakach i mieć zwariowane przygody.

Pieśń jest dziś zapomniana, nie zmienił się jednak jej wydźwięk: Polak – nie tylko on – dalej nie ma pojęcia ani o Ukraińcach, ani ich sprawach współczesnych. Dziś w sprawach politycznych sensowny stosunek do spraw Ukrainy bardzo utrudnia Polsce historia, zwłaszcza zaś jej fałszowanie, mity i uprzedzenia. Każda strona fałszuje po swojemu, co rodzi rezultaty konfliktowe. Z polskiej perspektywy Ukraina to niemal wyłącznie trzy hasła: mordy na Polakach i Bandera, gazociąg i sprawa Krymu wraz z wewnętrznym konfliktem zbrojnym, czyli Putin. Reszta nie istnieje.

We wszystkich trzech przypadkach Polaków w ogóle nie obchodzą realne powody zdarzeń ani uwarunkowania, fakty i poważny ogląd.

W sprawie rzezi na Wołyniu w ogóle nie chcemy pamiętać, że przez stulecia prawosławni mieszkańcy Polski byli przez Polaków traktowani jak podludzie. Zaś II RP, ta ponoć cudowna przedwojenna Polska, urządzała swoim prawosławnym mieszkańcom – teoretycznym Polakom! – pogromy i rzezie. Niszczono ukraińskie wsie w tej cudownej Polsce, palono domy, wypędzano ludzi, niweczono skromny dorobek ich życia, palono cerkwie. Wielu prawosławnego wyznania Polaków Polacy katolicy zabili, ponad 200 cerkwi zostało spalonych lub zburzonych – zwykle wraz z wsiami.

Polska czuje się dziś oburzona tym, że Ukraińcy tworzą sobie „tożsamość narodową”, stawiając pomniki Bandery i innych wodzów. W dzisiejszej Polsce uważanych za bandytów i ludobójców. Na Ukrainie przeciwnie: uchodzą za słusznych obrońców i państwowców.

* * *

Patrzę na współczesną Ukrainę ze smutkiem i niepokojem. Wielki kraj, drugi z największych w Europie, geograficznie bardzo dobrze położony, bogato wyposażony przez naturę, z ogromnym potencjałem do rozwoju, a jednocześnie bardzo słaby, w istocie ciężko chory. Z win historycznie zwłaszcza cudzych, w tym polskich, i z win współcześnie głównie własnych.

Rozrywając ZSRR na kawałki, główni przywódcy wtedy jeszcze republik radzieckich w ogóle nie myśleli o skomplikowaniu mechanizmów życia gigantycznego państwa ani o konsekwencjach, jakie to wywoła. Miało być wyłącznie dobrze. I o ile drobne peryferia imperium – Litwa, Łotwa i Estonia – ewidentnie więcej na tym zyskały, niż straciły, to Ukraina, rąbiąc siekierami w system państwa, by się od niego odciąć, zadała sama sobie tak poważne rany, że jej zdrowie jest w bardzo złym stanie, a byt w perspektywie niepewny. Organizm może się rozpaść lub stać ponownie Dzikimi Polami, tak dla sąsiadów, jak Europy, co będzie dla niej wielkim problemem. Bez wątpienia obciąży to także Polskę, i to w największym stopniu. Tak jak w XIX w. mówiono „chory człowiek Europy” na Imperium Osmańskie, tak Ukraina współcześnie wykazuje wiele symptomów i może się stać nieuleczalnie chora.

W lutym 2018 r. 18 byłych ambasadorów Polski skierowało list otwarty do niejakiego Dudy, pokazując powagę zagrożeń dla państwa, jakie sprokurował Kaczyński ze swoimi dewastatorami i sprzeczność tych działań z polską racją stanu. Przestrzegano, że Polska już jest postrzegana (2018!) jako „chory człowiek Europy”. List niczego nie poprawił, przeciwnie – Kaczyński, Duda i reszta przyspieszyli spychanie państwa w kierunku otchłani samobójczej dewastacji. Podobieństwa w urojeniach i popędzie śmierci są między Polską a Ukrainą bardzo wyraźne. Bardzo więc możliwe, że Europa ma już dwóch poważnie chorych ludzi.

* * *

Poniżej naszkicuję swoistą mapę głównych problemów i zagrożeń, jakie w mojej ocenie wpływają na bardzo zły stan spraw Ukrainy i słabe rokowania.

1. Republiki związkowe w ZSRR stanowiły jeden organizm społeczno-gospodarczy. Budowany przez dziesiątki lat. Blisko współpracujące przedsiębiorstwa, uczelnie, laboratoria znajdowały się w bardzo rożnych miejscach państwa. Bardzo dobrze to widać zwłaszcza w zaawansowanych dziedzinach gospodarki, w których na wyroby finalne składała się współpraca setek kooperujących podmiotów.

Infrastruktura była planowana i realizowana tak, by obsłużyć sieciami ten organizm. Elektrownie węglowe, wodne i atomowe; kolej, system dróg, porty lotnicze i kierunki połączeń związane z ruchem towarowym i pasażerskim, porty morskie wraz z zapleczem, z którego spływały potoki towarów i na które trafiały z morza, system żeglugi śródlądowej – wszystko to tworzyło sens i miało efektywność jako całość. Centrum, swoiste słońce, tworzyła Moskwa.

2. Jeśli chce się w miarę bezpiecznie zdemontować skomplikowany organizm, niezbędny jest spójny i obejmujący wszystkich zainteresowanych plan oraz wzajemne umowy tworzące zespół odpowiedzialnych za stopniowe rozłączanie gigantycznego systemu znikającego państwa, który do nowej sytuacji nie pasuje. Jednak lokalne ambicje, partykularyzmy i walka o wielkie łupy szybko wzięły górę. Zresztą rozbicie państwa było wynikiem wcześniej planowanych zdobyczy. System rozrywano jak popadnie, aby szybciej, aby było „nasze”.

W wielu miejscach rożnych, teraz już niepodległych państw, było tak, że np. elektrownia w jednym państwie musiała obsługiwać inne państwo. Pasażerowie i towary, jadąc z punku A do punktu B w jednym państwie, musieli kilka razy przekraczać granice. Bywało, że kilku państw. Za każdym razem kontrole, stracony czas, spadek sprawności systemu, kłótnie o to, kto odpowiada za stan infrastruktury i pewność dostaw. Jedni rozgrywali swoje interesy przeciw drugim, a wszyscy na tym tracili. Z jednej strony młode państwa pełne chaosu, brak działającego prawa i pieniędzy, z drugiej buszujący złodzieje i polityczno-gospodarcze gangi.

3. Państwo bez infrastruktury, bez systemu – nie jest państwem. Wszystkie nowe niepodległe państwa powstałe na gruzach Imperium szybko się o tym dowiedziały. Może w najmniejszym stopniu ucierpiały małe republiki bałtyckie. Ale one były specyficzne, a ich rozmiary w skali potężnego państwa były mikro, choć np. w dziedzinie transportu były ważne. Też jednak wchodziły w skład działającego systemu. Kulturowo znacznie bliżej było im do dawnych „starszych braci” ze Skandynawii. Inne państwa szybko zaczęły się staczać w kierunku bankructwa. Jelcyn zrobił z Rosji państwo realnie upadłe. Koszmarnym i symbolicznym podsumowaniem skali tego upadku była katastrofa dumy floty Rosji – atomowego okrętu podwodnego „Kursk” – w 2000 r. Całe państwo wpadło w szok. Nie dało się dłużej udawać, że funkcjonuje choćby z grubsza normalnie. Dopiero prezydent Putin, tak, ten znienawidzony w Polsce za wszystko i cokolwiek, zaczął odbudowywać Rosję wielkim wysiłkiem. Rosja dziś, a Rosja 20 lat temu to dwa zupełnie różne państwa. To zaś wkurza USA i histeryczną Polskę.

4. Ukraina była niezwykle ważną częścią systemu ZSRR. Wielkie stocznie, porty, elektrownie zakłady chemiczne; biura konstrukcyjne i wielkie zakłady lotnicze Antonowa, główny producent silników dla lotnictwa – zakłady Motor Sicz, zaplecze naukowo-badawcze, przemysł kosmiczny, obronny i rolnictwo.

Główne komponenty w najbardziej zaawansowanych dziedzinach trafiały na rynek wewnętrzny ZSRR, a następnie do niepodległych krajów sąsiednich. Oczywiście głównie do Rosji. Tak było np. z silnikami lotniczymi. Ale tak już nie jest.

5. Ukraina otrzymała ogromne wiano, ale je systematycznie marnowała. Wszystkie najnowocześniejsze do niedawna branże gospodarki są w kryzysie albo są bankrutami. Najlepsi inżynierowie i naukowcy dawno wyjechali do Rosji. Zwykle z rodzinami. Rosja, niedawno jeszcze zmuszona kupować silniki lotnicze na Ukrainie, już ma własne typoszeregi najnowszych silników i innych systemów samolotowych. Cały przemysł kosmiczny ma u siebie, laboratoria, uczelnie, uczonych – też. I ma finanse.

Ukraina sama doprowadziła do bankructwa dumne zakłady lotnicze Antonowa. Lata w barwach Ukrainy jeden jedyny egzemplarz największego samolotu na świecie – Antonow 225 „Mrija”. Niedługo przestanie, skończą mu się resursy i następcy nie będzie. Ukraina nie jest w stanie wyprodukować realnie żadnego, nawet niedużego samolotu seryjnego. Nie ma laboratoriów, naukowców, pieniędzy ani pomysłów. Może jeszcze jakiś czas bazować na rozwiązaniach rodem z ZSRR, sprzedając je niewymagającym i biednym klientom, ale to droga donikąd. Silniki lotnicze i inne zaawansowane produkty wymagają nieustannego unowocześniania.

Na Ukrainie budowano największe statki i okręty wojenne ZSRR z lotniskowcami włącznie. Dziś jej stocznie to ruina. Tak samo Polska zmarnowała potencjał stoczni wojennej i w sporej mierze przemysłu okrętowego w ogóle. Oszustwa rządu Morawieckiego, udającego, że odbudowuje przemysł stoczniowy, fałszywe kładzenie stępki pod prom, stateczki sklejane na taśmę – to specjalność i Ukrainy, i Polski. Swoista mentalna sztama w bezradności, niekompetencji i rojeniach o wielkości.

Na Ukrainie budowano też rakiety atomowe i komponenty do rakiet kosmicznych. Rosja robi je teraz bez pomocy Ukrainy. Był rozwinięty przemysł budowy broni pancernej, zostały puste hale.

Niedawno dumne zakłady produkcji silników lotniczych, ledwo żywe, chcieli kupić Chińczycy. Ale w ostatniej chwili Ukraina zablokowała transakcję, co wywołało ostry spór. Ukraina znacjonalizowała resztkę zakładów i nie ma pojęcia, co dalej z nimi zrobić. Żeby biznes mógł się odrodzić, trzeba gigantycznych nakładów finansowych, zasobu doświadczonej kadry i zaufania rynków. Ukraina nic z tego już nie ma.

Parada wojskowa sprzed kilku dni, z okazji 30-lecia niepodległości Ukrainy, to było smutne widowisko: cała niemal broń Ukrainy to broń radziecka lub poradziecka, nieco przerobiona: śmigłowce, samoloty myśliwskie i transportowe, czołgi, transportery. Przez 30 lat nie zbudowano żadnego nowego samolotu bojowego. Jeśli jest coś nowszego, to pojedyncze egzemplarze testowe, składaki z różnych komponentów, z których serii i tak nie będzie. Jak nisko upadli, świadczy pomysł, by w Odessie zacząć produkcję nie własnego nowego śmigłowca, ale amerykańskiego Bella UH-1 Iroquisa, znanego z wojny w Wietnamie, nieprodukowanego już od ponad 30 lat. Dłużej niż istnieje niepodległa Ukraina. Niszcząc kontrakt na śmigłowce Airbusa, niejaki Macierewicz ogłaszał, że Ukraina i Polska zbudują sobie własny i lepszy.

Główna siła wojskowa to machanie flagami i tryzubem, gorące pieśni patriotyczne, gromkie zapewnienia, że „Ukraina potęgą jest i basta” i marsze neofaszystów. Jakże to znane znad Wisły. Choć tu przynajmniej jest więcej nowszego sprzętu, to i on jest napędzany wiarą.

6. Nie ma państwa bez ludzi. Tymczasem w ciągu 30 lat niepodległości liczba mieszkańców spadła z ok. 52 mln do 38. Tyle co w Polsce przy dwa razy większym terytorium. W dodatku terytorium Polski jest zwarte, a Ukraina jest terytorialnie rozciągnięta. Infrastruktura się sypie, jej duża część została już dawno rozkradziona (jak niegdyś tory kolejowe w Polsce). Ludzie, nie mając znośnych warunków do życia, bo i opieka zdrowotna jest w rozsypce – a lekarze nie chcą leczyć „darmo” starych bab i dziadów, co zostali na wsiach i małych miasteczkach – uciekają do dużych miast, za granicę, a najczęściej do grobu. Społeczeństwo się gwałtownie starzeje. W konsekwencji życie zawęża się do dużych ośrodków i okolic, a na prowincji zanika, tereny pustoszeją i powstają nowe Dzikie Pola. Też polski przypadek, choć na zamożniejszym poziomie. Spora część polskich miast, nawet dużych, ma zbyt mało potencjału rozwojowego, słabnie i wyludnia się.

Ukraina stała się wielkim biedakiem Europy, choć nędzarzy w latach 90. w Europie nie brakowało, a ich symbolem była wtedy Albania. Samo państwo straciło kawał terytorium i wewnątrz ma konflikty bardzo trudne do wyleczenia, z pewnością niemożliwe do wyleczenia metodą siłową. Poprzedni prezydent Ukrainy Poroszenko postanowił robić wszystko, by zerwać wszelkie więzi z Rosją. Gospodarcze, kulturowe oraz społeczne. To wprost szokujące. Odcina się od wielkiego i dobrze sobie znanego rynku zbytu, na którym miała wcześniej naturalną i silną pozycję. Komu i co nowoczesnego będzie Ukraina sprzedawać? Jak zamierza zdobyć nowe rynki i ich zaufanie?

Ukraińcy szukają czegoś, co można by nazwać „tożsamością narodową”. To ważne, jeśli państwo ma działać i jeśli ma być jakiś „naród”. Mit i wspólna historia spajają i nadają sens albo wiążą ręce i nogi. Ale Ukraina „ukraińska” to tylko część terytorium, ludność jest wieloetniczna i odwołuje się do rożnych „tożsamości” bądź jej elementów. Historia jest – siłą rzeczy – fałszowana i konstruowana przeciw komuś. Skutkiem tego zagubienia i bezradności wynikającej z urojeń jest dryf w kierunku faszyzmu. Co nie może nie budzić obaw i wręcz zgrozy u wielu mieszkańców Ukrainy i sąsiadów. To rodzi następne konflikty.

7. To, co w gospodarce Ukrainy zostało, to w wielkiej mierze przemysły niedochodowe i koszmarnie zanieczyszczające środowisko. To ją dodatkowo obciąża. W Polsce jest podobny problem, ale Polska jest w Unii Europejskiej. Z jednej strony przymuszana do zmian, z drugiej zaopatrywana w rozwiązania koncepcyjne, standardy i finanse, ma o wiele większe szanse wydobyć się z tych problemów, które ciążą całej Unii. Ukraina nie jest w UE i niemal na pewno nie będzie. To ukraińskie urojenia, bo byłaby ciężarem, który mógłby UE pogrążyć. Tu należy przypomnieć przypadek Turcji, wiecznego aspiranta, którego Europa stale trzymała w poczekalni, czyniąc złudne obiecanki. Aż się Turcji przestało chcieć czekać na zmiłowanie. Poszła swoją drogą, co się teraz Europie nie podoba, bo Erdoğan to autokrata. Podobnie jest z NATO. I nie ma ani pomysłów, ani środków, by to zmienić. Pożyczki z Banku Światowego są i będą za małe, trzeba je spłacać, co bardzo obciąża biedny budżet państwa, i trzeba się wyzbywać po kawałku niepodległości. Taka obowiązuje cena.

8. Gaz. Ukraina tak intensywnie żyje gadaniem o rosyjskim gazie, że wręcz kompulsywnie, i na nic innego zdaje się nie mieć już głowy. Gaz to historia kilkudziesięciu lat współpracy europejskiej z jednej strony, ale i równoległej wojny gospodarczej USA przeciw ZSRR/Rosji, a Ukraina i Polska są zakładnikami Ameryki i zarazem ofiarami, czego zdają się w ogóle nie rozumieć.

Ukraina żąda od Rosji, żeby nieustannie puszczała przez jej terytorium ogromne ilości gazu, bo z tranzytu ma duże pieniądze, bez których jej bankructwo byłoby jeszcze rozleglejsze. Ale to szantaż, podtrzymywany głównie przez USA, o którym głośno się nie mówi, bo nazwanie szantażu w fatalnej pozycji postawiłoby i pionki – Ukrainę i Polskę, ale i rozgrywającego – USA. Jest zasada wolności gospodarczej i Rosja nie ma żadnego obowiązku puszczać gazu dalej przez Ukrainę, by trafił na rynek Niemiec i dalej. Rosja musi przebudować infrastrukturę do potrzeb państwa w nowych granicach, nowoczesnej gospodarki i wymogów bezpieczeństwa. Stare gazociągi są spadkiem infrastrukturalnym po ZSRR i do współczesnej rzeczywistości mają się nijak.

Rosja nie chce być szantażowana i za to płacić, więc układa gazociągi na dnie Bałtyku. Co więcej, ta trasa jest oczywista. Jest bowiem krótsza o 2 tys. km, licząc od źródła gazu w rurach do głównego odbiorcy – Niemiec – niż trasa przez Ukrainę. Niemcy i inni kontrahenci z pewnością nie mają ochoty płacić za przesył gazu trasą 2 tys. km dłuższą. Dla nich to wymuszona danina na rzecz Ukrainy. Też głośno nie mówią o szantażu Ukrainy, Polski i USA, bo nie chcą uchodzić oficjalnie za takich, co „wydali Ukrainę na pastwę Rosji”. Świetnie jednak rozumieją, co jest czym i na czym polega interes głównych gospodarek UE, w tym samych Niemiec. Angela Merkel przemówiła jak trzeba do Bidena i ten przestał już grozić kolejnymi sankcjami, tym bardziej że poprzednie nie zadziały, a zwiększyły determinację Rosji i jej partnerów w Europie. Jeśli Ukraina czy Polska żądają, by gazociągi były dalej o 2 tys. km dłuższe, niech rekompensują ten nadmiarowy koszt Niemcom i innym. Rzecz jasna, tego nie zrobią, bo robią całkiem co innego.

9. Krym. Sama Angela Merkel odwiedziła właśnie Władimira Putina w Moskwie, po raz 20. już, ale nie pojawiła się na „Forum Krymskim” zorganizowanym przez Zełeńskiego, na którym niewielka reprezentacja polityków, często „drugiego sortu”, z Dudą włącznie, gromko krzyczała, że zabierze Krym Rosji, bo Krym to Ukraina.

Te zaklęcia i pieśni wojenne nic nie dadzą. Ukraina ma słaby tytuł historyczny i „tożsamościowy” do Krymu, a jeszcze słabszy cywilizacyjny. Krymianie wybrali Rosję, czy się to komuś podoba, czy nie. Wybrali życie w znacznie zamożniejszym państwie na znacznie lepszych warunkach. Krym za Ukrainy popadał w ruinę mimo ogromnej ilości walorów przyrodniczych, turystycznych i gospodarczych. Pełno tam szkieletów budowli z czasów minionych, które szpecą krajobraz i źle świadczą o Ukrainie jako byłym gospodarzu. Teraz półwysep odżywa i intensywnie się modernizuje. Nowe drogi, nowa kolej, wodociągi, elektrownie, lotnisko, porty, infrastruktura w miastach, nowe szkoły, autobusy; modernizacja osiedli, stref nadmorskich i całej turystyki, rozbudowa „Arteku”, szkół, ośrodków zdrowia, obiektów sportowych. Trwa odbudowa zabytków i budowa nowoczesnej infrastruktury dla biznesu, której wcześniej w ogóle nie było. Inna perspektywa życia. Nie słychać, by Krymianie chcieli wrócić do zbankrutowanej Ukrainy.

Kijów fatalnie i obłudnie zachowuje się wobec mieszkańców Krymu. Twierdzi, że to Ukraińcy, i jednocześnie karze obywateli, których uważa za swoich. Odciął im główny kanał wodny, zbudowany za Chruszczowa i zaopatrujący półwysep w 85 proc. wody (i to było powodem, bezprawnego zresztą, „przekazania” Krymu ukraińskiej republice radzieckiej), dostarczający ją do celów rolniczych, gospodarczych i bytowych. Zaś nierosyjskie „zielone ludziki” po nocach wysadzały magistrale energetyczne prowadzące z interioru na półwysep. Słowem, Ukraina odcięła Ukraińców na ukraińskim Krymie od samej siebie i jednocześnie krzyczy, że Krym musi wrócić do Ukrainy.

Gdy Rosja zaczęła bardzo szybko budować gigantyczną infrastrukturę dostępową – most kolejowy i drogowy przez cieśninę kerczeńską na półwysep – wielu Ukraińców popadło w szok poznawczy. Urojenia zostały boleśnie obnażone przez rzeczywistość życia. Krzyczano, że mostu nie będzie! Że to w ogóle niemożliwe. Że Rosjanie nie umieją nic zbudować porządnie, że wszystko się zawali, że będzie trzęsienie ziemi, że nie ma tam gruntów nośnych, że Rosja zbankrutuje, że nawet jak wybudują, to ciężarówki, pociągi i wiatry most złamią. Krzyczano, że prędzej zbombardują most, a nie pozwolą, by powstał i działał. I takie szokujące rzeczy potrafili wykrzykiwać nie tylko politycy, dziennikarze, politolodzy i inni durnie, ale nawet inżynierowie, konstruktorzy, szefowie instytutów badawczych, naukowcy. Wiedza o inżynierii, geologii, mechanice budowli, środowisku stała się nieważna wobec amoku. Takich wrzasków ludzi, którym przestały działać rozsądne umysły, słucha się z rozbawieniem pomieszanym ze zgrozą.

Most jest, most działa, jest najdłuższą tego rodzaju konstrukcją w Europie, jest ikoną, dumą Rosjan i Rosji i wyjaśnia, gdzie jest Rosja na mapie świata. I wyjaśnia też, gdzie jest Ukraina.

10. Rozsądny polityk nie przestałby co prawda wspominać o Krymie i gazociągu, ale od dawna rozumiałby też, że to historia, do której nie da się wrócić. I trzeba szukać nowych pomysłów na przyszłość. Rozumiałby też, że Ukraina jest za mała na ogrom ciążących na niej problemów, a za wielka geograficznie, by je rozwiązać, i niech raczej Krym będzie dobrym sąsiadem po stronie Rosji niż ciężarem i wrogiem z powodu zachowań samej Ukrainy.

Ale w krajach żyjących z urojeń i oszustw w sprawie historii i „tożsamości” takich polityków nie ma. Widać to po Ukrainie i po Polsce Kaczyńskiego. Poroszenko, baron biznesu, który się na swoich rządach nadzwyczajnie jeszcze wzbogacił, przegrał wybory prezydenckie z komikiem Zełeńskim tak sromotnie, jak bodaj w Europie nikt nie przegrywał. To bardzo wiele mówi o stanie desperacji samych Ukraińców. Triumfalny Zełeński, któremu poparcie spada, coraz wyraźniej idzie tropem Poroszenki. Jego pomysły i przemówienia stają się coraz bardziej tragikomiczne, mimo że jest teraz prezydentem.

Takim politykiem jest, jak widać, Angela Merkel. Z Putinem się spotyka intensywnie, na Ukrainę nie pojechała, z Bidenem sprawę załatwiła. Niemcy na wszystkim skorzystają, nie Polska. Rosja kiedyś Polsce proponowała gazociąg, który miał iść przez Białoruś. Polska postanowiła być chytra i uznała, że się nie zgodzi, bo gazociąg musi iść przez Ukrainę. Rosja nie chciała być z gazu na Ukrainie dłużej okradana, więc jak Polska się uparła, to Rosja się dogadała z Niemcami, innymi poważnymi państwami i partnerami. Gazociąg leży na dnie Bałtyku i za chwilę dwie nowe nitki zostaną napełnione gazem. Co jest też wybitnym osiągnięciem nauki i inżynierii, bo dotąd nikt nie budował tak długich odcinków gazociągu bez stacji pośrednich, a cały system jest wyposażony w tak nowoczesne rozwiązania.

Partnerstwo w biznesie, nauce i polityce jest dla ludzi i państw przytomnych, a nie żyjących z urojeń. Pierwsi uciekają do przodu, drudzy zostają i wiecznie mają pretensje, żądając za swoje cierpienia pieniężnego zadośćuczynienia. W tym Polak i Ukrainiec są jak syjamscy bracia. Polska Ukrainie w niczym poważnym nie pomoże, bo nie ma o niej pojęcia, a i o sobie ma słabe.

Tanaka

*Tadeusz Nalepa, „Breakout”