Neomiłosierdzie

Ksiądz Wojciech Lemański starał się pomóc koczującym w nieludzkich warunkach na granicy uchodźcom. Podobnie jak robiły i robią to inne osoby. Robił to tak po frajersku i durnowato, że aż katolicki śmiech na sali. Uroił sobie, że stosuje jakieś miłosierdzie, a okazało się, że to neomiłosierdzie. Przystępnie wyjaśnił mu to wzorcowy katolik i minister edukacji w jednym, absolwent KUL i profesor tej wybitnej placówki katolickości im. Wojtyły – niejaki Czarnek.

„Niejaki ksiądz Lemański próbuje tam uprawiać jakieś swoje neomiłosierdzie. Miłosierdzie nie oznacza naiwności i głupoty” – orzekł po katolicku i naukowo tenże Czarnek. Doprecyzował swoje katolickie orzeczenie naukowymi szczegółami: ksiądz Lemański i inni podobnie czyniący „swoją postawą tak naprawdę napędzają mafie, handel ludźmi i nielegalną migrację”. Wojciech Lemański karmicielem mafii i handlarzy żywym towarem!

Inny wybitny katolik i wielka siła PiS, były marszałek Senatu, niejaki Karczewski, wyraził się w duchu Ducha Świętego i swojego katolickiego kolegi Czarnka: „nie wiem, czy Lemański jest jeszcze księdzem”.

Wygumkowywaniem z Lemańskiego księdza zajmował się bardzo gorliwie przez czas długi jego szef abp Hoser Henryk. A przy tym medyk jak Karczewski oraz wielki znawca Rwandy i fruwania Mari nad polem bitwy w 1920, na co ma zeznania tysięcy świadków. I prawie całkiem mu się udało, bo Lemański w ogóle niepodobny jest do księdza, a z parafii w Jasienicy został wywalony i Watykan potwierdził, że bardzo słusznie.

Niemożliwe więc, żeby katolik Karczewski nie wiedział. To musi być ten katolicki śmiech na sali, lekarskiej sali, na której Karczewski wykonywał dobrze płatne dyżury w szpitalu, w którym był na bezpłatnym urlopie na czas wykonywania mandatu senatora. I pracował, pracuje i będzie pracował dla idei – jak sam po katolicku opisał siebie, mieszkając przy tym na koszt państwa w willi koło Łazienek Królewskich.

Podobnie jak Lemański i każdy Polak tysiące razy byłem przez konsekrowanych fachowo informowany w czasach młodości – i jestem po dziś dzień – że pierwsi chrześcijanie byli bardzo katoliccy. Otóż to właśnie – i dlatego katolik to taki piękny człowiek! Polak składa się w 95 proc. z katolika i dlatego te nieustająco rozległe skutki: Polska jest Polską, a Polak w niej jest sobą.

W kraju w 95 proc. katolickim, czyli chrześcijańskim w procentach stu, jest 25 tys. konsekrowanych i ponad drugie tyle poślubionych katolickiemu Bogu od pierwszych chrześcijan. Dają właśnie teraz – i nieustająco – wymowny dowód swojej miłości bożej na wieki, no i miłości bliźniego swego, wraz z episkopatem i każdym wyznawcą z osobna.

A teraz klęknijmy i zmówmy paciorek za katolika otwartego, który – jak się bardzo natęży i sobą wzruszy – zobaczy nawet belkę w oku u pięciu bliźnich i ze dwóch księży, a nie widzi puszczy.

Tanaka