Afganistan: jak upada pomnik

USA sromotnie, bezwzględnie, poniżająco, ośmieszająco, szyderczo przegrały wojnę z Afgańczykami w Afganistanie. Najpotężniejsze militarnie, gospodarczo i politycznie państwo świata, przez ostatnie 30 lat będące potęgą numer jeden, 20 lat okupowało skrajnie biedny, mało ludny i żyjący w realiach jak w XIX w. kraj, nieposiadający gospodarki we współczesnym rozumieniu tego pojęcia.

USA, mające coroczny budżet wojskowy większy niż wszystkie pozostałe państwa globu razem wzięte, doznały totalnej klęski w stylu nokautującym i przez to ostatecznie upokarzającym. Za uciekającymi z Afganistanu dumnymi żołnierzami z USA jechały kolumny odwożących ich do granic talibów. Jechali na sprzęcie porzuconym, co należy rozumieć jako sprezentowany im przez USA. Jechali na paliwie sprezentowanym im przez Amerykanów, z bronią będącą prezentem od kolejnych amerykańskich prezydentów, którzy twierdzili uporczywie, że są w Afganistanie po to, by pozbawić talibów pojazdów, sprzętu, broni, amunicji, zapasów, źródeł zaopatrzenia i wszelkich możliwości bojowych.

Talibowie otrzymali w prezencie od Amerykanów lotnictwo. Samoloty i helikoptery. W tym sławne „latające czołgi” – poradzieckie Mi-24/35, które do Afganistanu, na zlecenie USA, dostarczyły Indie, w stanie pełnej sprawności bojowej, z przeszkolonymi załogami i obsługą. Teraz przeszkoleni talibowie będą na nich latać ku chwale własnego triumfu nad USA i śmierci przeciwników. 20 lat pozbawiania, osłabiania i likwidacji zwieńczone skutkiem dokładnie odwrotnym.

Sceny ucieczki jak sceny w Sajgonie, chyba jeszcze bardziej dramatyczne, a po stronie Amerykanów paniczne i tchórzliwe.

Po wycofaniu się kontyngentu ZSRR z Afganistanu, który był tam lat 10 – dwa razy krócej niż Amerykanie – przez kolejne trzy i pół roku rządzili ci sami Afgańczycy co wtedy, gdy radzieckie wojska siedziały w ich kraju. Po ucieczce Amerykanów wystarczyło kilkanaście dni i prezydent kraju najpierw wygłosił przemówienie, że rządzi niezachwianie i będzie zawsze na miejscu, na co dał dowód, fotografując się z dziećmi na ulicy, a bodaj dwie godziny później wsiadł do samolotu i odleciał za granicę. Zdaje się, do Uzbekistanu, niedawnej jeszcze republiki radzieckiej. Jakże jaśniejszy staje się obraz interwencji radzieckiej wobec okupacji amerykańskiej.

Koszmar, którego nie da się wysłowić: los kobiet. Które naiwnie sądziły, że za Amerykanów awansują na ludzi. Zaczęły mieć jakieś oczekiwania, wymagania, próby emancypacji, kształcenia się, jakiejś wolności osobistej i decydowania o sobie. Zdradzone, zawiedzione, porzucone. Za władzy w kraju, w którym siedziała Armia Radziecka, miały trochę więcej praw i nadziei. To kolejny fundamentalny zawód i kolejna zdrada. Dopiero co Amerykanie zdradzili Kurdów.

*

Mały wtręt osobisty: kilkanaście lat temu miałem okazję do długiej rozmowy z Rosjaninem, który był w Afganistanie tłumaczem. Trafił tam dobre kilka lat, zanim trafiło radzieckie wojsko. Afganistan otrzymywał pomoc gospodarczą i rozwojową. Stosunki między stronami były niemal serdeczne. Zaczęło się pogarszać, gdy w kraju nastąpiły zmiany polityczne z udziałem czynników zewnętrznych. Gdy wkroczyło wojsko radzieckie, zrobiło się źle i niebezpiecznie. Mimo to mój rozmówca dalej miał kredyt zaufania, na który zapracował wcześniej. Zna kilkanaście języków obcych, większość to języki, jakimi mówi się w Azji Centralnej. Doskonale więc orientował się w realiach życia Afgańczyków. Kredyt kredytem, ale nie u tych, którzy go nie znali i mieli przeciwne pokojowi zamiary, więc rozumiał, że musi mieć się na baczności, bo logika wydarzeń postawiła go w sytuacji przeciwnika. Gdy z nim rozmawiałem, pracował w ministerstwie odpowiedzialnym za kolejnictwo i inwestycje na wschodzie Rosji. Znajomość realiów i języków niewątpliwie była jego mocną zawodową stroną. Zapewne też ma swój udział w wielkich inwestycjach, jakie Rosja czyni na wschodzie kraju i we współpracy z Chinami oraz innymi partnerami. Ale to już osobna historia.

*

Totalna korupcja na miejscu i na linii Ameryka–Afganistan. Miliardy wywalone w błoto, bo w błoto miały być wywalone, żeby zarobił, kto zarobić miał. Rolnictwo, słabawe, ale jakoś przed Amerykanami działające, i talibowie ścigający hodowców roślin narkotycznych, za Amerykanów tak upadłe, że niemal wyłącznie hodowla roślin narkotycznych się opłaca. Gigantyczna produkcja na rynki Azji i całego świata, choć od dziesięcioleci USA zawzięcie ścigają biznes narkotykowy. „Zawzięcie” i „ścigają” nadzwyczajnie wybiórczo i, jak po Afganistanie widać, z tak samo odwrotnym skutkiem niż założony.

Ale przecież nie sami Amerykanie okupowali 20 lat Afganistan. Była tzw. koalicja, a w niej – Polska! Polska w Afganistanie rządziła całą prowincją i walczyła tam o bezpieczeństwo Polski! Tak głosili polscy generałowie i najwyżsi politycy. Gdyby Polacy nie strzelali tam do miejscowych, nad Wisłą talibowie strzelaliby do Polaków. W strzelaniu do tamtych umacniali naszych dzielni kapelani katoliccy. Może ktoś chciałby przepytać naszych, jak się teraz czują? Ja nie mam potrzeby, miny i słowa są z góry znane, pójdą w zaparte.

Różnego poziomu fachowości analitycy i eksperci – uważajcie zwłaszcza na ekspertów polskich! – już się biorą za rozbiór problemu: dlaczego Ameryka nie umie wygrywać wojen? No, dlaczego?

Klęska w Afganistanie jest potwierdzeniem, że Ameryka weszła w fazę zmierzchu. Długo ten proces będzie trwać, ale niewiele jest argumentów za tym, by USA zdołały go odwrócić, wrócić na pomnik i go ubrązowić, zaś bardzo wiele mocnych, że to ruch jednokierunkowy.

Ameryka sama złamała globalne tabu, jakie pomagało jej być potęgą: tabu strachu przed potęgą i tym, jak może jej użyć. W Afganistanie – po raz kolejny w ostatnich latach zaledwie – pokazała, że mały, biedny naród czy też jego część w postaci grupy mniejszych narodów, ze swoimi wartościami, pryncypiami i religią, może nie tylko przetrzymać 20 lat okupacji i nieustannej wojny, jaką im USA urządziły, ale zadać im klęskę i to upokarzającą, zmuszając do tchórzliwej ucieczki.

Zapewne to zwłaszcza będzie nośnikiem siły u wielu oponentów Ameryki i jej rządów nad światem za pomocą lotniskowców, inteligentnych pocisków, komandosów oraz nieskończonej korupcji. I to będzie nośnikiem przyspieszającego słabnięcia samej Ameryki. Kto się przestaje bać, staje się niebywale silny.

Czy się komuś talibowie podobają, czy nie, nie ma to znaczenia. Nie ma też znaczenia Polska, która uparcie i od dawna stawia bezalternatywnie na Amerykę, ostatnio próbując sobie kupić jej przychylność śmierdzącymi paniczną korupcją na pół świata wielomiliardowymi zakupami F-35 i czołgów Abrams.

Znaczenie, i to fundamentalne, ma słabnięcie Ameryki i mitu o niej. Ale też niejasna sytuacja Europy i jej niepewna siła. Wiele dotychczasowych, automatycznie podzielanych przez syty świat poglądów i żywionych przekonań, często urojonych, bo też wygodnych, ulegnie zmianie. Zmienią się paradygmaty i realia. Dla zbyt wielu zbyt długo były nieznośne.

Tanaka