Wiedza kontra wiara, pożoga klimatu kontra „Pożoga” Kossak-Szczuckiej

Właśnie ukazał się raport ONZ na temat stanu klimatu i środowiska. Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres nazwał go „czerwonym alertem dla ludzkości”. Dane w nim zawarte znane są nie od dziś, choć z dnia na dzień spływają nowe, potwierdzające z jeszcze większą mocą alarmujące wnioski.

Prof. Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący zespołu doradczego PAN ds. kryzysu klimatycznego, rozmawia z dziennikarzem „Wirtualnej Polski” o stanie klimatu i raporcie ONZ. Dziennikarz przywołuje w sprawie wypowiedź doradcy Dudy, niejakiego Sałka: „wpływ człowieka na zmiany klimatu to tylko głośniejsza koncepcja w przestrzeni medialnej”.

Taki doradca, jaki pryncypał. Dla Dudy węgiel i jego wydobycie to polska racja stanu, której on broni jak niepodległości. I on, i cała grupa trzymająca władzę. Gdy Kaczyński zaczął swoje drugie rządy, wziął się za rzucanie kłód pod nogi sektorowi energetyki wiatrowej. Wbrew wiedzy o stanie środowiska, wbrew polityce Unii intensywnie szukającej mniej szkodliwych rozwiązań energetycznych, wbrew polityce miast i państw Skandynawii przyjmujących za cel neutralność środowiskową w horyzoncie najbliższych lat, wbrew racjonalności gospodarczej, wreszcie wbrew zdrowiu i życiu Polaków – zaczęto budowę kolejnej elektrowni węglowej. Budowa wreszcie została wstrzymana po zmarnowaniu około półtora miliarda złotych. Stoją dwie żelbetowe wieże. Jako wieże zastępcze spółki „Srebrna” w Warszawie.

W tym samym czasie, gdy grupa trzymająca władzę rzucała pod nogi kłody energetyce wiatrowej i budowała kolejną elektrownię węglową, minister od tzw. środowiska – Szyszko – przerabiał na kłody Puszczę Białowieską. Minister przeniósł się co prawda do Domu Pana, gdzie miło spędza czas ze Świętym Ojcem Świętym, natomiast trwa przerabianie na kłody kolejnej puszczy – karpackiej.

Polską niepodległość i węglową rację stanu widać też codziennie w sprawie wyrobiska węglowego w Turoszowie. Czesi od lat zgłaszali Polsce problemy środowiskowe, jakie wywołuje wielkie wyrobisko na granicy, Polska i Czechów i problem lekceważyła. Aż spór trafił na poziom UE i stanęła w obliczu ogromnych kar finansowych. Polska – rzekomo – dogaduje się z Czechami i środowiskiem, jednak ani Czesi, ani środowisko nic o tym nie wiedzą.

Słowa doradcy Dudy prof. Malinowski skomentował następująco: „Uważam to za skrajną nieodpowiedzialność i nieuctwo. (…) To jest sytuacja, kiedy przekonania górują nad wiedzą. To jest niezwykle niebezpieczne dla nas wszystkich”.

Trafił w samo sedno. To sedno wcale jednak nie dotyczy ochrony środowiska. Trafił w polską rację stanu. Trafił w polską niepodległość. Trafił w tożsamość Polaka. Trafił w Mickiewicza, w romantyzm; w urojenia o historii Polski. Trafił w to, co fenomenalna Maria Janion miała za katastroficzność polskiej mentalności.

Czucie i wiara silniej mówi do mnie / Niż mędrca szkiełko i oko

Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, / widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce. / Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! / Miej serce i patrzaj w serce!

Polak jest szczery i prawdziwy, bo jest katolik. Dlatego widział Maryję fruwającą nad polem bitwy w 1920 r. i przerażającą sowieckich żołdaków, o czym nieustannie przypomina tożsamość w Polaku, czyli Kościół katolicki z wybitnym orędownikiem fruwającej – arcypasterzem Hoserem. Znawcą i Maryi, i Rwandy, i wszystkiego. Maryja fruwała też – widać tylko rozrywkowo zamiast w trybie roboczym – nad powstańczą Warszawą w 1944 r., ale nie fruwała nad Warszawą w czasie powstania w getcie.

Dlaczego Maryja nie fruwała nad gettem? Wyjaśnia to „tysiącletnia chrześcijańska tradycja Polski” oraz katolicki naukowiec-minister od edukacji publicznej, niejaki Czarnek, za pomocą wyrzucenia z kanonu lektur niesłusznych i wprowadzeniu słusznych. Słuszna jest pisarka Kossak-Szczucka, która wyjaśniła, że Żyd nienawidzi Polaka i jest jego wrogiem.

Jak wie każdy Polak, który nic nie wie i dlatego religia katolicka to jego tożsamość, Dobry Pan Bóg osobiście mordował tych, co mu się nie podobali. Brak fruwania Maryi nad gettem i przerażania Niemców jest tego skutkiem. Nie obaczysz cudu!

Kossak-Szczucka wyjaśnia też przystępnie Polakowi z 2021 r., co jest znane, a co nieznane dla ludu:

W chatach tych mieszkał lud rosły i krzepki, śpiewający naj­piękniejsze w całym święcie pieśni, leniwy i senny […] był przy tym, niestety, opłakanie niekulturalny i ciemny.

Kobiety wiejskie w ogóle odegrały dużą rolę w sprawie rozbudzania świadomości swej siły u chłopów. Przez chwilę tylko oszołomione nieoczekiwanie spadłym na nie równouprawnieniem, zdolne i sprytne jak cały szczep rusiński, a niepowszednio zajadłe, poczuły w sobie powołanie polityczne i stały się najlepszymi agitatorami. Nikt tak chciwie nic pragnął wszystkie­go, co dworskie, nikt tak bezwzględnie do tego nie dążył jak one, Żydzi prowadzili je jak chcieli i dokąd chcieli, a one prowadziły ostrożniejszych i powściągliwszych od siebie mężów.

Pytany przez dziennikarza, co można zrobić z tak fatalnymi politykami, prof. Malinowski odpowiada: „Trzeba przede wszystkim wybierać polityków, którzy kierują się wiedzą. (…) Musimy budować wiedzę w świadomości społecznej. Bo politycy są bardzo wrażliwi na głos swoich wyborców. Powinniśmy wytykać te błędy, te słowa, żeby politycy nie czuli się komfortowo”.

Lud polski i suwerenny śpiewa najpiękniejsze w całym świecie pieśni, ale jest – cóż za pyszna zbitka słów – leniwy i senny, niekulturalny i ciemny! Baby, wiadomo, oszołomione nieoczekiwanie spadłym na nie równouprawnieniem – i dlatego, wbrew cnotom niewieścim, robią sobie to mordowanie dzieci poczętych, łażą do pracy, zamiast pilnować dzieciaków, paciorków, dawania na tacę i jeszcze im to LGBT w durnych łbach siedzi – zajadłe są, chciwe i prowadzą swoich cnotliwych mężów tam, gdzie Żyd im każe.

Kościół katolicki, jako ta tożsamość Polaka, wraz z polityczną i edukacyjną emanacją tej suwerennej tożsamości – Kaczyńskim i jego grupą trzymającą władzę – po to są właśnie tą tysiącletnią tożsamością i tą władzą, żeby Polak nie wybierał polityków kierujących się wiedzą i nie budował wiedzy w świadomości społecznej – jak chce prof. Malinowski. Lud ma śpiewać najpiękniejsze pieśni, a z nich najpiękniejsza jest pieśń „Barka” im. Świętego Ojca Świętego „Barką” zachwyconego, jak i autorem pieśni, wybitnym pedofilem konsekrowanym, niejakim Cesáreo Gabaráinem, którego zrobił swoim osobistym prałatem.

Na wyzwania niezwykle złożonej cywilizacji, w jaką zabrnęliśmy, na czerwony alarm w sprawie klimatu i środowiska – „Barka”, leniwy i ciemny lud polski, ale za to w romantycznym uniesieniu falą zmierzający do samounicestwienia, czyli do swojego zbawienia.

O tym profesor nie wspomina, może dlatego, że martwe zna prawdy, nieznane dla ludu, no i jest jak ta kłoda, martwy na wezwanie: patrzaj w serce! Polak to tysiąc lat czucia, przekonań, wiary i urojeń miast wiedzy. Jakże więc – i kto ma zrobić to, co tak zasadnie postuluje profesor: zbudować wiedzę jako podstawę świadomości społecznej? Jak nie wpuszczać do polityki typów bez wiedzy, ale pełnych przekonań, i jak takich z życia publicznego wywalać?

I najważniejsze z najważniejszych, jak sama „Barka” Świętego Ojca Świętego: by mieć szansę na stworzenie działającej zasady, iż wiedza jest podstawą działania państwa, niezbędne jest nazwanie głównego i zajadłego jak polska niewiasta przeciwnika i wiedzy, i Polaka: Kościoła katolickiego.

Prof. Malinowski postuluje to, co powinno być polską racją stanu, bo też polską racją życia, jak i życia w ogóle. Ale nie jest, bo są nią urojenia prowadzące do samozniszczenia. Profesor jest fizykiem, więc powinien to wiedzieć: czas w Polsce biegnie od stuleci inaczej niż na zachód od niej.

Bez dobrej odpowiedzi na najważniejsze pytania ani profesor, ani ja, ani ten cały leniwy pieśniarz Polak ze swoją zajadłą babą nie obaczymy cudu. Cudu zmądrzenia Polaka po tysięcznej szkodzie.

Tanaka

Cytaty z Kossak-Szczuckiej za OKO.press.