Adam Asnyk jako minister spraw zagranicznych

Abp Jędraszewski, z którego jestestwa już prawie zbawionego za pomocą świętych usteczek buchają gejzerami nazistowskie wypowiedzi – co bardzo celnie diagnozuje na blogu Jan Hartman – bucha jeszcze coś innego: psychologia i psychoanaliza. Musi być z niego tęgi fachowiec w tych dziedzinach, bo postawił diagnozę: psychoanaliza niszczy człowieka! To przez wiarę w psychoanalizę pustoszeją kościoły na Zachodzie, a zamiast się pojednać z panem bogiem, człowiek ucieka w psychologię!

Bladym świtem popędziłem do ogrodu, by sprawdzić stan roślin przed spodziewanym upałem. Gdy je poprawiałem i podlewałem, uzmysłowiłem sobie, że od dłuższej chwili wyświetlają mi się w umyśle słowa: daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia! I jeszcze raz i znowu… O co chodzi, ki diabeł? – myślę i niewątpliwie jacyś szatani musieli być przy tym czynni, bo przecież Jędraszewski zna się na rzeczy. To wiadomo psychologicznie: ateista to sługa szatana, więc nic dziwnego, szatan zawładnął moim umysłem i każe mi powtarzać w myślach: daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia!

Ale że ateista jest cwana bestia i szatanem się nie zadowala, kontynuowałem badanie, skąd te myśli, co jest ich przyczyną. Kombinowałem, że może chodzi o to, że w walce z upałem nie mam szans, nie da się uchronić wszystkich roślin przed przesuszeniem, a może nawet zwiędnięciem. Wyjaśnienie wydało mi się w pierwszej chwili sensowne: no tak, przejmuję się i troskam o rośliny, stąd taka nawracająca myśl, że moje zabiegi mogą się okazać spóźnione i bezowocne. Jednak po pierwszej myśli przyszły następne, a raczej pewna intuicja: niekoniecznie o to chodzi, może przyczyna jest inna i jeszcze głębiej ukryta. Czyli sam zacząłem sobie robić psychoanalizę, acz bezbolesną dla Kościoła, bo dla niego od dawna jestem już stracony, czyli bardzo zadowolony.

Nie rozwiązawszy zagadki, wróciłem do domu i spojrzałem w kompa. Po otwarciu trzeciej czy czwartej strony nagle mnie olśniło! Czytam oto wypowiedź polskiego ministra spraw zagranicznych, niejakiego Raua, z wywiadu udzielonego „Rzeczpospolitej” i umieszczonego na oficjalnej stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych (sic!):

Jędrzej Bielecki: Polska mocno zaangażowała się w zablokowanie budowy Nord Stream 2. Jednak 19 maja prezydent Joe Biden zrezygnował z nałożenia sankcji na konsorcjum budujące gazociąg. Projekt może zostać bez przeszkód zakończony. Jak się Pan o tym dowiedział?

Prof. Zbigniew Rau: Z mediów. Sojusznicy amerykańscy nie znaleźli czasu na konsultacje z najbardziej narażonym na skutki tej decyzji regionem świata.

I dalej Rau: Niestety, przyjeżdzająca do Europy delegacja amerykańska z prezydentem Bidenem na czele jest do tego stopnia zaaferowana jego spotkaniem z Władimirem Putinem, że nie znalazła czasu na organizację spotkań z sojusznikami ze wschodniej flanki. Nie jest więc także planowane spotkanie prezydenta Dudy z prezydentem Bidenem.

Oto potęga psychoanalizy, w dodatku rzutowanej wstecznie w przód! Post factum przeczytałem ten wywiad tzw. ministra spraw zagranicznych, ale od tzw. zawsze wiedziałem to, co wie Adam Asnyk: polskie mniemania o wielkości – zwłaszcza w czasach rządów mentalnego i realnego gatunku Kaczyńskich – nie są niczym więcej niż urojeniami, w dodatku będącymi wynikiem ciężkiej choroby o podłożu głęboko psychicznym.

Ani abp Jędraszewski, ani cały Kościół nie wierzą w psychologię, tylko w zbawienie, więc z nią przegrywają. Mniemany minister spraw zagranicznych o najważniejszych sprawach decydowanych przez „najbliższego sojusznika i wypróbowanego przyjaciela” dowiaduje się post factum z gazet. Poszerzając nieco interpretację, cały czas zasadnie – Polska przegrywa z Adamem Asnykiem, który sto kilkadziesiąt lat temu wiedział już, co to za psychiczne zjawisko: suwerenna Polska. Jeśli ciężkie urojenia miałyby się zamienić w proces terapeutyczny – bez chęci pacjenta jednak nic z tego nie będzie – Adam Asnyk musi zostać ministrem spraw zagranicznych, premierem, prezydentem i wyrzucić Kaczyńskich z Kościołem jako diabłów na psychoanalityczny śmietnik.

Tanaka