Polski Bezład

Kilka dni temu rząd firmowany przez Morawieckiego przedstawił strategiczny dokument oparty na europejskim Funduszu Odbudowy pt. „Polski Ład”. Wcześniej tytuł miał brzmieć „Nowy Ład”, ale skoro „nowy”, to znaczy, że przedtem był jakiś inny ład, a jak wiadomo, dla PiS rządy Tuska i PO to nie był ład, ale zamach w Smoleńsku, Polska w ruinie i mroczne transakcje pod zielonym stolikiem. Żeby zaś był w ogóle jakiś ład, musi być polski, bo niepolski ład też nie istnieje. Co nie jest polskie, narodowe, katolickie, dla Polaka się nie nadaje i bez tego Polak umiera.

Słowo wstępne, omyłkowo nienazwane „słowem na niedzielę świętą”, oprócz reklamy PiS zawiera takie podsumowujące stwierdzenie: „Czas na Polski Ład – kompleksową strategię przezwyciężenia skutków pandemii. To nasz plan gospodarczej odbudowy. I nowa nadzieja na dobrą przyszłość”. Z tą „nową nadzieją” to znowu pomyłka: nie chodzi o serial „Gwiezdne wojny”. Chociaż nie, tam, gdzie Kaczyński i jego PiS, tam nieustające gwiezdne wojny tego lorda jasności odwrotnej i jego załogi w stanie pozornej ważkości.

O ile ja się znam na strategiach, a troszkę się znam, bo popełniłem niejedną dotyczącą tego i owego w dużej skali, to strategia powinna przedstawiać coś, co się nazywa wizją oraz misją – co się często myli, ale to inna sprawa – cele strategiczne, cele dalszego rzędu, instrumentarium kontroli kierunku zmierzania i stałej korekty, weryfikacji, czy cele zostały osiągnięte, a wizja spełniona. A tu nic z tych rzeczy.

Ponieważ Polski Ład ma nadzwyczajnej wagi ambicje: przezwyciężenie skutków pandemii i gospodarczą odbudowę – coś jednak jest w ruinie, ale to z pewnością chodzi o Tuska, czyli starożytności egipskie – to spójrzmy dalej, cóż tak ważny dokument zawiera.

Tu pora na uwagę: nie będzie to dokładna analiza wszystkich zapisów tego kolorowego materiału, ilustrowanego pod względem estetycznym i treściowym na sposób przedwojenny, góra rok 1950 – na te tematy trwa właśnie mniemana dyskusja pełna wrzawy – ale spojrzenie na wybrane aspekty wiążące się ze strategicznymi celami.

Rozdział: „Najważniejsze zmiany”. Dowiadujemy się z niego, że „w ciągu sześciu lat zwiększymy wydatki na zdrowie do 7% w relacji do PKB”. Czyli w 2027 r. tak będzie, jak tu mówią, a mówi to Kaczyński, który zawsze mówi prawdę smoleńską. Jednakże z następnego zdania wynika, że dopiero w 2023 r. osiągnięty zostanie poziom 6% PKB. Stan służby zdrowia dziś oraz w ostatnich 30 latach był taki, że jej właściwie nie było. Ma więc nagle skoczyć. Ilość. Co do jakości, wypowiedział się za pomocą rzucenia legitymacji partyjnej PiS poseł i lekarz Andrzej Sośnierz, który w kilku rządach różnych partii pełnił wysokie funkcje w służbie zdrowia. Mówi w takim duchu: trzeba zmienić głęboko cały system, dosypywanie pieniędzy samo z siebie niczego nie zmieni. Więcej pieniędzy zostanie po prostu, z punktu widzenia jakości leczenia, zmarnowane.

Nic to nowego, tak od tych 30 lat mówi mnóstwo lekarzy i menedżerów lecznictwa mających głębsze pojęcie o przedmiocie.

W tym samym rozdziale, dalej: „500 tysięcy nowych miejsc pracy. Stabilne i dobrze płatne miejsca pracy powstają tam, gdzie zapewnione są warunki do inwestycji i rozwoju infrastruktury”. Owszem, inwestycje publiczne, zwłaszcza w infrastrukturę, czyli fundament gospodarki i życia społecznego, dają podstawę rozwoju na dekady i tworzą miejsca pracy – bezpośrednio i pośrednio. Co zatem zostanie stworzone w ramach fundamentu rozwoju gospodarki?

Ot co – dwa obszary inwestowania! Pierwszy: „Pierwszy to wielkie inwestycje strategiczne – warunek ambitnej modernizacji i skoku rozwojowego Polski”. I tu padają nazwy trzech inwestycji strategicznych: 1. „domknięcie budowy dróg ekspresowych”, 2. „budowa szybkiej kolei łączącej największe miasta” oraz – uwaga, uwaga – „realizacja wielkich programów infrastrukturalnych, takich jak Centralny Port Komunikacyjny”. Spodziewać się należało długiej i pękającej z dumy listy „realizacji wielkich programów infrastrukturalnych”, a jest jeden i pół: urojone megalotnisko do obsługi urojeń mocarstwowych i nieurojonych pensji pracowników partii PiS i wujków w spółce od lotniska oraz te koleje. Ze trzy-cztery lata temu ilość nowych szlaków kolejowych zbudowanych po 1989 r. w Polsce wynosiła 14 km. Reszta to remonty i przebudowy.

Kaczyński z jego Morawieckim obiecali, że w okolicy 2024 r. milion katolickich samochodów osobowych napędzanych elektrycznym prądem katolickim (taka, weźmy, wielka spółka elektryczna Energa – i inne podobne oraz niepodobne – została zawierzona Maryi, a może Jezusowi, a może Wszechmogącemu tatusiowi Jezusa. Więc niewątpliwie jest prąd katolicki nad Wisłą) – będzie jeździć po katolickich drogach. Oczywiście, całe auta wyłącznie katolickie, czyli wykoncypowane, zaprojektowane, wyprodukowane od A do Z z krajowych części; no i organizacja produkcji też autorstwa katolickich menedżerów oraz takiż banków. Jak dotąd, jeśli Polak w ogóle kupuje auta elektryczne, to wyłącznie niepolskie. Takich bowiem nie ma i nic nie wskazuje, że w ogóle będą.

Wielka zapowiedź Kaczyńskiego z początków rządów PiS dotyczyła regulacji Wisły i Odry za co najmniej 70 mld zł. Co mamy? Rozwaloną Mierzeję Wiślaną w celu wojennego odporu wobec Rosji w wykonaniu nieistniejącej Polskiej Marynarki Wojennej, mającej w kanale pływać po linii prostej jako kaczki na strzelnicy. No i wielki port Elbląg położony na bagnach głębokich na 15 i więcej metrów mający być czymś jak przedwojenna Gdynia: wielką inwestycją infrastrukturalną, podstawą gospodarki i handlu ze światem. Całość wielkiego tematu urojonego w wielkim Polskim Ładzie nie istnieje.

Przewijam dalej reklamy sponsorowane PiS-owi przez Polskę, Naród, Katolika, Suwerena i nawet „Polaka najgorszego sortu” oraz ciągi słowne będące lokowaniem produktu politycznego. Krótki przystanek znowu należy zrobić na wielkiej Polsce, jak za Sasa: „Polski Ład to więcej niż plan odbudowy, to strategia cywilizacyjnej zmiany”. Żebyśmy nie zapomnieli, z jak wiekopomnym dziełem mamy do czynienia i jak wiekopomny jest Polak: elektryfikacja i cała cywilizacja!

Przewijam kolejne obrazki małego Zdzicha z młodszaków i wysiadam na przystanku: „Pięć fundamentów Polskiego Ładu”: 1. 7% na zdrowie, 2. obniżka podatków dla 18 mln suwerenów (dla przedsiębiorców, jak słychać, podwyżka), 3. inwestycje, które wygenerują 500 tys. miejsc pracy, 4. mieszkania bez wkładu własnego i dom do 70 m kw. bez formalności, 5. emerytury bez podatku do 2500 zł.

Z pięciu pozycji tylko jedna dotyczy inwestycji. O nich – i o zdrowiu – już było. Zwrócę tu uwagę na budowę „domu bez formalności”. 70 m kw. to nie tyle dom, ale mieszkanie. Niespecjalnie imponujące wielkością. Te 70 m kw. to „powierzchnia zabudowy”. Nie mieszka się jednak na „powierzchni zabudowy”, tylko na powierzchni realnie dostępnej do wykorzystania. Trzeba więc odjąć jakieś 8-10 m kw. i zostaje ok. 60 do mieszkania.

Z „domami do 70 m kw.” jest masa problemów zupełnie przeciwnych urojonym wielkim ambicjom o „zmianie cywilizacyjnej”. Skąd działki na takie domy, oczywiście z garażem? Kaczyński zapłaci? Kto zapłaci za infrastrukturę dla takich domów? Za drogi i uzbrojenie terenu, za obsadzenie drzewami? Za przystanki, autobus/tramwaj, za szkołę, przedszkole w pobliżu, a nie 15 km dalej, w przeciwnym kierunku od kierunku dojazdy do pracy. A za sklepy? Kto na nich zarobi, skoro takie domki zużywają ogromne ilości fizycznej przestrzeni, a liczba mieszkańców w takich domkach będzie minimalna? Dwie-trzy osoby, cztery to już wątpliwe, a więcej to już stancja z czasów Bolesława Bieruta. „Standardy cywilizacyjne” to ok. 30 m kw. na jednego Polaka. Zresztą Polki nie rodzą dzieci, więc skąd właściciele sklepów wezmą zarobek na osiedlu takich domków, z – weźmy – trzystoma mieszkańcami? Mały sklepik potrzebuje tysiąca klientów co najmniej, by się utrzymać. To nie sklep do zakupów raz na tydzień, a tak kupują Polacy i nie tylko oni.

Domy mają być budowane bez żadnej dokumentacji, bez kierownika budowy. Nie będzie więc żadnej realnej kontroli nad jakością takiej budowy. Może – i będzie – byle jak i niebezpiecznie, bo Zdzichu ze szwagrem najlepiej się znają na budownictwie. O ciepłochronności takich domów można zapomnieć. Tak jak o ekologiczności: tak rozciągnięta zabudowa, tak nieefektywna w użytkowaniu wymagać będzie zużycia ogromnych zasobów na początek i stałego ich zużywania w dużych ilościach w okresie eksploatacji. To marnowanie zasobu mającego niezmienną powierzchnię – Ziemi.

Domy takie będą realnie parterowe. Znowu marnowanie zasobów: ogrom prac budowlanych, marnowanie terenu, by wykonać tylko jedną kondygnację. To nie jest dom do miasta, bo miasto zniszczy ekstensywnością. Zniszczy je też złą architekturą, co będzie immanentną cechą takich domów, pardon, mówić należy wprost: bud! Zniszczony więc zostanie krajobraz podmiejski, z czym od dawna ma Polska koszmarny problem. I jeszcze gorzej: gdy przyjdzie do sprzedaży takiego domu – a zawsze w końcu przychodzi – okaże się, że z powodu całkowitego braku dokumentacji i wiedzy o jakości budynku będą problemy z wyceną; ceny uzyskiwane na rynku okażą się mniejsze lub znacznie mniejsze od wyobrażeń, a taki dom i taka okolica nie będzie budzić większego zainteresowania rynku jako coś, co bardziej przypomina fawele niż porządne budownictwo i architekturę. Ten Polak, co to się ma wzbogacić jak Niemiec na Polskim Ładzie, nie będzie chciał kupić śmietnika. Chwilę później jednak Kaczyński zapowiada „przeciwdziałanie rozproszeniu zabudowy” i ustanowienie „standardów urbanistycznych”. Oczywiście, nie dowiemy się, jak te sprzeczności pogodzić. Po Kaczyńskim i jego ludzie wiadomo jednak z całą pewnością, że ponieważ żyją z fantazmatów i fobii, nie mają żadnych problemów godzenia wszystkiego sprzecznego i są nadzwyczajnie z tego zadowoleni.

Znowu przewijam landrynkowe opowieści starego kawalera. Po drodze wyświetla mi się potwierdzenie tego, co mówiłem na początku o budowie szlaków kolejowych w Polsce: PiS chwali się nie budową nowych szlaków, a tym, że „zmodernizowano ponad 5 tys. km torów w latach 2016-20”. I zaraz po tej laudacji PiS dla siebie samego czytam: „Polski Fundusz Rozwoju zainwestował ponad 10 miliardów PLN od 2016 r, wspierając m.in. 300 innowacyjnych firm”. Niczego się jednak nie dowiemy o tych trzystu firmach. Ile z nich jeszcze żyje i ile realnie jest innowacyjnych, przebiło się na rynek, zarabia, oferuje coś ważnego, będącego elementem modernizującym strukturę polskiej gospodarki, bardzo poważnie obciążonej przez wielkie branże całkowicie nieinnowacyjne, niezarabiające, a topiące gospodarkę? Z firm typu start-up ledwie drobna część znajduje sensowne miejsce na rynku, reszta pada.

Wielką innowacją miał być „polski grafen”. Już nie żyje. Wielką innowacją miał być – oczywiście! – polski, katolicki samochód na prąd. Ani śladu. Wielką innowację proponował Polsce Airbus w ramach wygranego przez siebie kontraktu na dostawę śmigłowców wielozadaniowych. Miało być wielkie centrum innowacji w Łodzi, centrum know-how, jedno z kilku wielkich centrów współtworzących potęgę Airbusa w Europie i na świecie. Miejsce dla wielu naukowców, badaczy, inżynierów, menedżerów, właśnie na innowatorów i wynalazców, w najnowocześniejszym przemyśle. Jak tylko PiS doszedł do władzy, ukatrupił kontrakt z Airbusem, pouczając Francuzów, że to Polak żabojada nauczył jeść widelcem. W ramach niszczenia współpracy w dziedzinie innowacji niejaka Szydło Beata, premier rządu, oświadczyła, że Polacy mają dość bycia krajem magazynów i montowni, a chcą – i będą! – krajem płynącym mlekiem innowacyjności i miodem wynalazczości oraz produkcji od A do Z. Może nawet do „innowacyjności” dałoby się upchnąć program PiS „Mieszkanie +”, z którego jednak nic nie wyszło. Albo „PKS w każdej wsi”, z czego też nic nie wyszło. Może dlatego, że autobus PKS jeszcze nie był całkiem elektryczny i całkiem polski, niezrobiony z przetopionego widelca, choć na pewno ochrzczony.

Z humoresek fantazmatycznych na sposób rozpaczliwy znajduję zapowiedź w Polskim Ładzie będącym „strategią cywilizacyjnego awansu” – i w ogóle wszystkim – że zbudowany będzie na nowo od dawna nieistniejący Pałac Saski w Warszawie. Będzie śliczny jak za dawnych lat, choć gdy stał, jego historia była bardzo nieciekawa, co mu się rzucało na wygląd. „Natomiast wnętrza mają być użytkowe”. Czyli taki płaski biurowiec będzie dowoził Polaka do cywilizacyjnego awansu. Śmieszne i małe, a wielkie: budowa Pałacu Saskiego to testament małego Lecha Kaczyńskiego!

Będzie „przyjazna szkoła i kultura na nowy wiek”! PiS i przyjazność szkoły, z jego kolejnymi ministrami edukacji, to sprzeczność sama w sobie. Młodym ludziom jak powietrza, wody i pożywienia potrzeba otwartych głów, innowacyjnego myślenia, wolności i podmiotowości. Dla nich samych i dla Polski, żeby miała choć szansę rzeczywiście stać się państwem poważnym, nowoczesnym i przyjaznym mieszkańcom. Wszystko to niszczy PiS. Dlatego też, w ramach pokazywania widelca, PiS orzeka, że będzie „fundusz nowoczesnych kompetencji” oraz „kadry przyszłości”! A nawet „piaskownice regulacyjne”, czyli „środowisko testowe dla innowacyjnych dziedzin rozwoju”! Tak będzie.

Ponieważ dla PiS węgiel to „polska racja stanu”, a rządy zaczął od niszczenia branży energii elektrycznej z wiatru, to będzie program „fotowoltaika”, „czyste powietrze”, „Mój Prąd” i nawet 100 mln zł na program „Moja Woda”, który zresztą dotyczy wyłącznie domów jednorodzinnych, czyli pewnie tych „domów bez zbędnych dokumentów do 70 m kw.”.

Ponieważ PiS szaleńczo niszczy Puszczę Białowieską, a obecnie Puszczę Karpacką, rżnie drzewa wzdłuż dróg, a na protestujących świadomych obywateli i ekologów urządza polowania, to będą „nowe parki narodowe”. Będzie też „zagłębie wodorowe”, bo wodór to przyszłość! Niewątpliwie to nowa nazwa na program katolickich aut elektrycznych. Ponieważ PiS stosuje immanentną przemoc w każdej dziedzinie, bo bez przemocy PiS nie istnieje, będzie „walka z przemocą domową wobec dzieci i rodziców”.

Najważniejsze zaś jest to, że „Polska wychodzi z pułapki średniego rozwoju”. Na co dowodem ma być to, że Polak lepiej zarabia! Taki dowód, że aż szok! Kaczyński z PiS, Morawieckim i całą resztą nie zrobili nic, by zmienić strukturę gospodarki na nowocześniejszą, a mnóstwo, by ją zakonserwować. Inwestycje publiczne były za PiS mniejsze niż wcześniej i poniżej niezbędnego progu, a „kraj montowni i magazynów” jest dalej krajem montowni, magazynów i europalet. Polaków drastycznie ubywa, starzeją się, wyznają płaskoziemstwo i biskupów; szkoła jest miejscem opresji, a Polacy spod znaku LGBT są gorsi od „czerwonej zarazy”.

Powiedzmy, że są w tej prezentacji im. Morawieckiego różne tzw. słuszne hasła. Słuszność haseł i PiS jako kierownik i wykonawca to byty wzajemnie się wykluczające. Wiele z tych haseł to pozór dla oszukania suwerena, ponieważ ich wewnętrzny (i dobry!) sens trafia ostrzem w interesy PiS. Hasła o nowoczesnej edukacji, większych możliwościach wyboru, likwidacji przemocy, równości, powszechności badań prenatalnych, powszechnym wzroście kompetencji zawodowych i życiowych oraz dobrobycie Polaków – to hasła wprost dewastujące PiS i jego wodza. Ci ludzie są modelowo przeciwni temu, co fałszywie głoszą. Żyją z przemocy, nieświadomości ludzkiej, niekompetencji, edukacji wstecznej, pozbawiania praw itd. itp.

Wielka mnogość rzeczy bałamutnych, fantazmatycznych i mgławicowych oraz sprzecznych w tym Polskim Ładzie gwarantuje znacznie więcej niż bolesną mękę w realizacji rzeczy hipotetycznie słusznych. Jednego nie da się oddzielić od drugiego, a rzeczy złe będą topić te lepsze. Będzie jak z tą „Strategią odpowiedzialnego rozwoju” Morawieckiego z początków rządów PiS: zostały wyblakłe slajdy, pobożnie niepobożne życzenia, niestrawności i nieznośności. Żadna dobra konstrukcja nie powstała, żadne fundamentalnej wagi cele cywilizacyjne dla państwa i jego mieszkańców nie zostały trafnie wskazane i choćby w poważnej części zrealizowane. W ogóle nie wiadomo, o co Polakom i ich państwu ma chodzić, jak rzeczywiście wyjść z pułapki średniego rozwoju, natomiast widać dowodnie, jak z niej Polska ukradziona przez PiS nie wychodzi, bo bardzo się o to stara.

I na koniec podsumowanie całości takie jak należy i takie jak być musi, gdy rządzi PiS: eurodeputowani z PiS zagłosowali, jako jedyni w UE, przeciw kontroli pieniędzy, jakie Polska będzie dostawać z Funduszu Odbudowy.

Tanaka