Bóg zapłać – i w mordę!

Episkopat zdecydował, że nie przekaże kościelnych akt państwowej komisji ds. pedofilii. Na to z niecierpliwością czekałem: że nie przekaże. Zdaje się jednak, że niektórzy czekali, że przekaże. W państwie, które jest urojeniem, a nie państwem rzeczywistym o sobie stanowiącym przez jego obywateli, inaczej nie ma.

Kościół, nieustająco mówiąc „Bóg zapłać”, nieustająco wali obywateli w twarz. Wali wszystkich, rzecz jasna, ale tłum – zwany wskutek urojeń oraz cynizmu „Narodem” – jest wzwyczajony od tysiąca lat, więc gdy dostaje w mordę, klęka i nabożnie całuje rękę, która go w mordę zdzieliła.

„Państwowa komisja”, to – jak wiemy – ściema i drwina, bo zmajstrowana po to, by masowe i systemowe zbrodnie gwałtu popełniane przez członków kleru rozcieńczyć murarzami, stolarzami, spawaczami, którzy także mają w dorobku zbrodnie gwałtu, ale nie są funkcjonariuszami przedsiębiorstwa przemocy za pomocą religii, a banalnymi parafianami. Czyli też katolikami.

Ściemą i drwiną jest ta państwowa komisja z wielu innych powodów, w tym dlatego, że jest ubezwłasnowolniona. Niczego na Kościele uzyskać nie może, bo nie ma uprawnień. Nie może akt zażądać, może liczyć tylko na tzw. dobrą wolę. Co samo z siebie jest upokarzające, ale Polak o to się codziennie modli i codziennie dostaje: „Proście, a będzie wam dane!” – mówi tzw. Pan.

Ale zostawmy tę komisję w tle. Oprócz tego, co wiadomo każdemu myślącemu i uczciwemu człowiekowi, więc też tego, że episkopat niczego nie przekaże i co się sprawdziło, jest pewna nowość. Poniekąd ciekawa. Choć i ona nie jest niezwykła.

Otóż episkopat – łaskawca – bez żądania dał wyjaśnienie, czemu nie da. Poza innymi krętackimi powodami dał powód najważniejszy: „gromadzono w archiwach kościelnych jak najmniej informacji, szczególnie danych wrażliwych, związanych ze sferą prywatną konkretnych osób”*. Bardzo dba o te osoby, na co daje nieskończone dowody. Wojtyła w 99 proc. – czyli Dziwisz – nic nie pamiętał, nic nie widział, nic nie wiedział i nic do niego nie docierało. Dbał o wrażliwe dane.

To swoista rewelacja, że Kościół „gromadził jak najmniej informacji”, bo wiedza historyczna mówi coś całkowicie przeciwnego: papiery ma na wszystko i wszystkich. Mieć papiery na kler zwykły to niezbędne narzędzie menedżerskie kleru wyższego. A papieży – na kler wyższy. Wszystkim dziurom w archiwach winna jest – jak wyjaśnił – komuna, bo to przez nią nie gromadził. Kościół jak zawsze jest ofiarą złych ludzi, więc należy mu się współczucie, bycie ponad prawem i prawdą, dawanie na tacę i dostawanie w mordę.

Przez ostatnie lata publisia w Polsce była karmiona nieustannie powtarzaną przez biskupów informacją, że odsetek kleru gwałcącego dzieci jest tak drobny, że właściwie żaden. Za to wśród murarzy i cukierników odsetek ten jest przeogromny. Czyli Kościół twierdził, że wie, ilu i że tak niewielu, ale teraz twierdzi, że nie wie, bo „gromadzono jak najmniej informacji”. Była publisia karmiona nieskończonymi oświadczeniami, jak to KK chce współpracować, jak wzorowo się zachowuje, jaki jest transparentny i miłujący prawdę, choćby była niemiła; jakie ma własne normy w sprawie pedofilii, tak doskonałe i tak wzorowo działające, że niech się całe państwo chowa ze wstydu i przeprasza Kościół za zwłokę i usterki i w ogóle niech się pokornie od niego uczy, jak postępować z pedofilami.

Wiemy, że u zarania aktualnej Polski państwo przekazało Kościołowi mnóstwo teczek gromadzonych przez służby PRL, a drugie mnóstwo te służby spaliły. Zachowane resztki są też u ludzi. Spodziewano się znaleźć cymesy u wdowy po gen. Kiszczaku. Wiemy, że w większości krajów, bodaj w każdym, w którym działały komisje znacznie bardziej państwowe badające zbrodnie Kościoła, Kościół niszczył kompromitujące biskupów i firmę archiwalia. Było tak np. w Niemczech czy Irlandii. To także oczywiste.

Słówko jeszcze o niezależnych od Kościoła komisjach ds. pedofilii. Jedyna komisja faktycznie zasługująca na nazwę niezależnej była w Australii. Żądała dokumentów od Kościoła i je dostawała. Ale nie od urzędników Kościoła, a sama szła do archiwów i je wyciągała. I ta komisja stwierdziła, że 7 proc. kleru dopuszczało się przestępstw i zbrodni seksualnych. Komisja np. w Niemczech żądała dokumentów, ale to Kościół sam wydobywał z archiwów papiery, czyli komisja nie miała nad tym kontroli. I tu odsetek konsekrowanych gwałcicieli był – rzekomo – mniejszy. Trzeba też pamiętać o „ciemnej liczbie” kryminalistycznej. Która mówi o tym, że ilość faktycznie popełnionych przestępstw, które podlegają silnemu tabu, jest wielokrotnie większa od ilości ujawnionych i ściganych. Te 7 proc. to też odsetek znacznie niższy niż rzeczywista ilość zbrodni Kościoła.

Teraz z Polski dowiadujemy się, że Kościół wszystko wie, ale nic nie wie, ma archiwa, ale ich właściwie nie ma. Każde słowo, każda liczba, każdy fakt jest więc nieprawdziwy, wzięty bowiem z archiwum, czyli z niczego.

I na tym polega Kościół w czasach papieża Franciszka: mówi „Bóg zapłać” i wali w twarz – ofiary zbrodni i resztę. Bo na tym polega w każdych czasach.

Tanaka

* Cytat: OKO.press