Jak prawidłowo bić dzieci, by były dobrymi katolikami. Zeznanie świadka ateisty

W ostatnich dniach mamy nowy gorący temat: oświadczenie sił naukowych i moralnych episkopatu Polski w sprawie skutkującego śmiercią po śmierci przyjęcia szczepionki na koronawirusa powstałej z mordowania dzieci poczętych. Co się nazywa przestrogą moralną Kościoła katolickiego. Jest on bowiem jedynym drogowskazem moralnym i do tego słusznym, co wiadomo od zawsze oraz od Adama Michnika.

Temat bardzo niebłahy, ale w jego cieniu jest ważniejszy i mocniej jeszcze mnie poruszył, bo to mnie stale porusza bardziej niż zdeprawowany kler: dziecko. Oto znowu czytam, że na katechezie ksiądz walnął dziennikiem w głowę kilkuletnią dziewczynkę. Tematem przez 30 lat zajmował się Jerzy Urban, ale Urban to Antychryst, a ksiądz to Jesus Christ. Dobrodziej, więc z księdzem trzyma Polak i każdy katolik otwarty, bo udaje Greka i bardzo dobrze mu idzie.

Dziś zaczyna być trochę inaczej, co znaczy, że Bóg Miłości miłuje Antychrysta Urbana, więc nareszcie za sprawę wziął się prokurator.

Stwierdził, co następuje: „miał bić i poniżać wiele dzieci w trakcie swoich lekcji religii. Ustalono, że w ciągu 7 lat pracy mógł skrzywdzić nawet 200 uczniów. Kilkunastu z nich występuje teraz w śledztwie jako poszkodowani. Z dziecięcych zeznań wynika, że duchowny miał uderzać uczniów dziennikiem bądź linijką, ale też ciągnąć za włosy, nos czy uszy. Potrafił poniżać przed całą klasą, wyzywać i krzyczeć. Stosował też nieadekwatne kary za niewłaściwe zachowanie np. rozmowy na lekcji religii, czy kręcenie się w ławce”*.

Czytając o systematycznym biciu i poniżaniu przez konsekrowanego naśladowcę Jezusa kilkuletnich dzieci w szkole państwowej w katolickiej Polsce, będącej demokratycznym państwem prawa im. Wielkiego Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II, co pozostał Lolkiem, zobaczyłem żywy obraz z czasu, gdy sam byłem dziecięciem bożym komunijnym.

Siedzę oto w salce katechetycznej wraz z dużą grupą dzieciaków na świętej katechezie. Prowadzi ją fajny ksiądz, któremu co kilka minut robi się nudno od własnego nudzenia, więc rusza zza biurka na podwyższeniu, by wejść między dzieci boże i zrobić co należy. Robił to chłopcom: „wyrywanie trawy”. Łapał palcami za pejsik włosów na skroni, gdzie skóra najcieńsza i najwrażliwsza, i skręcał go do samej skóry – jak pęk perzu do wyrwania – i dalej jeszcze wraz z nią. Nieraz kępka włosów zostawała mu w palcach. Spróbujcie dać to zrobić na sobie komuś krzepkiej budowy, rękach jak obcęgi i zawzięcie konsekwentnemu w tym „wyrywaniu trawy” do końca, i napiszcie, czy udało się Wam wytrzymać bez skowytu. Małe dzieci, mimo że skóra delikatniejsza, czasem dawały radę nie wrzasnąć. Ale mdlały albo lekcje spędzały na dygocie z przerażenia. Ten i ów uciekał z lekcji, ale w katolickim świecie syn marnotrawny musi wrócić do wyrozumiałego ojca, który mu zbrodnię ucieczki jakoś wybaczy.

Dla dziewczynek konsekrowany dobrodziej był łaskawszy: trzepnął dziennikiem w głowę, szarpnął za warkocz, przydepnął konsekrowanym buciorem stópkę, więc starały się pamiętać, by siedzieć z podwiniętymi stopami. Chociaż tyle. Do chłopców miał znacznie większe upodobanie. Ja się uchowałem bez „wyrywania trawy” ze skroni. Chyba nie byłem w odpowiednim typie, a może udawała mi się lepiej mimikra. Takich było może kilkanaście procent. Raz miałem mieć rwanie przez konsekrowanego, żebym się bardziej skupił, ale wtedy komuś z sąsiedniej ławki coś spadło na podłogę, a ktoś inny to popchnął, więc konsekrowany pobiegł zrobić rwanie trawy ze skroni tamtemu. Miałem luksusowo, czyli bardzo niedobrze: musiał to być Znak Boży, że zostanę ateistą.

Konsekrowany katecheta miał duży przerób grup dzieci bożych, bo w PRL dzieciaków było zatrzęsienie. To żadna nietypowość. Bywało jeszcze lepiej i bardziej widowiskowo, o czym może wspomnę przy innej okazji. Teraz o tej dziewczynce, bo znam jej poprzedniczki, a dziecko mnie szczególnie wzrusza.

Było to za PRL, czyli złej komuny, a dobrego Kościoła katolickiego, który jest tożsamością Polaka i z komuną tak walczył, że zwalczył. Żeby było dobrze, czyli jak przez dwa tysiące lat minus komuna.

Tanaka

*Powiedział w rozmowie z „Gazetą Krakowską” Sławomir Korbelak, prokurator Prokuratury Rejonowej w Gorlicach. Cytat za o2.pl.