Obserwacje i reminiscencje przed-, około- i poszczepienne

Zaczęło się jak w bajce: było wiele przemówień ministra zdrowia i innych osób odpowiedzialnych za wiekopomne dzieło, jak zawsze w takim przypadku „narodowe”.

Przyjęliśmy do wiadomości, że stworzono wspaniały plan szczepienia obywateli, oczywiście „Narodowy”, podobno najlepszy na kuli ziemskiej, a może nawet w całym kosmosie. Takie wrażenie miałem po każdym wystąpieniu premiera. W ramach tego Narodowego Planu (NPS) wybitni fachowcy (anonimowi) opracowali program komputerowy z procedurami, różnymi, rzecz jasna, dla kierowników punktu szczepień i pacjentów, czyli obywateli, którzy chcieli się zaszczepić. Problem z tym programem był taki, że pacjent miał tylko prawo zarejestrować tzw. wizytę lub z zarejestrowanej zrezygnować, a kierownik punktu mógł szachrować tymi terminami do woli i olewać potwierdzone podpisem i podziękowaniem ministerstwa zdrowia wizyty, aby we właściwym miejscu planu szczepień umieścić ludzi godniejszych. Ani pan minister, ani zainteresowany, oszukany pacjent nic nie mogli, gdy pan/pani anonim realizował/a przekręty. Twórca programu był zbyt ufny, nie przewidział istnienia ludzi nieuczciwych wśród może dziesiątek tysięcy osób zajmujących się szczepieniem. Szacunek bazuje na liczbie punktów (ok. 6500). Wystarczyłoby uniemożliwić dokonania zmian terminów pracownikom punktu, tylko zezwolić na przypisanie innych osób do wolnych terminów.

Nie jestem informatykiem na usługach ministra zdrowia i widzę być może tylko fragment większego dzieła, gigantycznej cyfryzacji usług medycznych (nie znam tylko nazwy tego programu). Funkcjonuje już od pewnego czasu i korzystałem z e-recept, bo reszta mnie nie interesowała, nie potrzebuję przecież np. e-zwolnienia, bo do czego? Sądzę więc, że NPS jest tylko doczepką do znacznie bardziej uniwersalnego programu dzięki linkowi „e-rejestracja” związanemu z covidem.

Opiszę procedurę na moim przykładzie. Zgodnie z zaleceniem ministra zarezerwowałem termin wizyty z proponowanych przez program, korzystając w pierwszym dniu zgłoszenia dla seniorów 80+ z mojego konta pacjenta pod hasłem e-rejestracja. Po kilku sekundach lub minutach otrzymałem mail i SMS: resort zdrowia informuje o ustalonym terminie wizyty i dziękuje za mój trud. Termin był znakomity – pierwszy dzień szczepień dla seniorów (25 stycznia, koło południa). Moje zadowolenie i podziw dla wspaniałej organizacji bez typowych w Polsce przekrętów trwał tylko trzy dni. Ni stąd, ni zowąd ministerstwo zmieniło mi termin o prawie miesiąc później, nie podając powodu, ale zakpiło ładnie, znów dziękując. Za co te dzięki, skoro niczego nie robiłem i tej zmiany nijak nie polubiłem? Taka sobie kpina z obywatela, widać gorszego sortu. Nie miałem szansy ani się poskarżyć albo przynajmniej poznać przyczyny tego przesunięcia, wszystko anonimowo, żadnych danych personalnych osób odpowiedzialnych za punkt, ministra też nie, znam go tylko z tego smutnego, usypiającego głosu w TV. Maksymalne wkurwienie z biegiem czasu opadło i nadszedł dzień przed dniem X. Znowu sukces programu – otrzymałem SMS o terminie. Aby było śmieszniej, nie otrzymała SMS-a żona, która miała być szczepiona zaraz po mnie – historia zmiany terminu była identyczna. Skąd minister (w domyśle program) miał pewność, że przekażę nowinę żonie? A może mieliśmy ciche dni? Rzecz typowa po diamentowym weselu!

Jestem fanem science fiction i wiem, że komputery mogą przejść w stan wyższej „itligencji“ (pisownia JK) i buntować się przed głupimi zadaniami, nakazanymi przez programistę, ale to u Lema, czy my już jesteśmy na takim etapie rozwoju cywilizacyjnego? Jeśli tak, to niech PiS rządzi dalej i przegoni Hołownię z tym nędznym terminem 2050 i wskoczy od razu do następnych wieków. Może tego nie doczekam, ale nie szkodzi, zobaczą to dzieci moich prawnuków.

Tak prywatnie w to nie wierzę – ani w rozumną reakcję ministra. Chyba znam prawdę, ale o tym potem.

Nadszedł ranek dnia X po nieprzespanej nocy ze strachu i innych emocji. Mierzę ciśnienie – za wysokie! Pewnie ze strachu nie tyle przed kłuciem, ile przed dojściem do punktu. Nogi spuchnięte to normalka u mnie, ale do żadnego buta ich nie wepchnę. Pozostają rozklepane papcie, ale na dworze śnieg. Jakoś wlazłem do auta wspomagany przez zięcia i dotarliśmy do punktu szczepień. Tu cudo – puste korytarze szpitala, trochę pobłądziliśmy nielegalnie po oddziale, ale wyproszono nas (żona, wózek i ja), w rejestracji poprawiono kierunek i dojechaliśmy do gabinetu. Była 8:10, czyli 5 min przed terminem. Był lekarz (chyba Ukrainiec) i pielęgniarka. Zgodnie z instrukcją przygotowałem na piśmie mnóstwo danych o stanie zdrowia. Ściskam papierzyska w ręce, podczas gdy żona obnaża częściowo mój tors i próbuję to wcisnąć lekarzowi, ten to olewa, nawet nie pytał o choroby „towarzyszące”, genialną intuicją założył, że mam na pewno cukrzycę i pytał o insulinę. Powiedziałem, że nie, tylko tabletki. Przyłożył stetoskop do piersi (mojej) i kazał szczepić.

Tu pierwsze zdziwienie! Pamiętałem widoki z TV z tymi strzykawkami i kilkucentymetrowymi igłami. Bałem się, że mi podziobią kości przy moich minimalnych mięśniach i tu nic! Prawie nie czułem ukłucia, mniej niż ukąszenie komara. Tak btw – zaszczepiono żonę pół godziny przed terminem, dano nam twarde kartoniki i poinformowano o terminie drugiej szczepionki. Lekarz podał datę 5 marca i kazał w recepcji ustalić godziny wizyt. My do rejestracji, a tam szereg chętnych do szczepienia…, ale drugiego! Przestaliśmy się dziwić, że rejestratorka po przywitaniu pytała nas, czy to drugi termin. Teraz wiem, że to musieli być ci, którzy nas wygryźli z pierwszego terminu. Faktycznie – gdyby nie zmiana, byłby to nasz drugi termin. Przyjrzałem się tym staruszkom 80+ i chyba zrozumiałem szybko – to byli sami młodzi ludzie!!! Albo był to u nas superprzekręt jak szczepienie aktorów warszawskich, albo celowe przesunięcie seniorów i może szczepienie ludzi młodych z grupy „0”?

Gdyby tak było, przestałbym złorzeczyć, ale i tak świadczy to o typowej „Polnische Wirtschaft”, bo z niczym to się nie zgadza i nie zostało uwzględnione przez program komputerowy. Dowód na to, że nie minister zdrowia rządzi tym programem, tylko idiotycznie dziękuje, dostałem przy ustaleniu godzin naszych wizyt i nieinformowaniu żony. To rejestratorka mordowała komputer, wpisując datę – inną, niż podał lekarz (pięć dni później), godziny porządne, znów koło południa. Gdy po kwadransie dotarłem do domu, już były na moim komputerze informacje o nowych terminach i kilka godzin później SMS do mnie, żonę znów uznano za nieważną.

Po dotarciu do domu dopiero przeczytałem ulotkę szczepionki, zwracając uwagę na możliwe skutki niepożądane. Lista jest długa, u nas wystąpił lekki ból ramienia, który utrudnił mi spanie, i leciutki ból głowy. Były jednak inne objawy NOP: bóle mięśni po stronie pokłutej, skoki ciśnienia tętniczego oraz – aby było śmiesznie – u mnie głównie w lewej łydce i spodzie stopy! Mam czas o wszystkim zapomnieć aż do 10 marca, powtarzając znane porzekadło – „aby do wiosny”!

Moje uwagi o realizacji „Narodowego Planu Szczepień”:

W zasadzie chodzi mi o jeden aspekt, o którym teoretycznie pomyślano, choć niezupełnie, ale w realizacji był niewypał – nie pomagano osobom o znacznym stopniu niepełnosprawności, i to niezależnie od wieku. Słyszałem pana ministra i/lub pana Dworczyka, że będzie pomoc dla osób niemogących samodzielnie dotrzeć do punktu.

To nie jest wystarczające rozwiązanie, co widać na moim przykładzie. Lokalnie próbowano ulżyć seniorom propozycją zgłaszania potrzeby dojazdu. Dowiedziałem się o tym dopiero po szczepieniu, poza tym mnie nie urządza, bo dowieźć może mnie rodzina, kłopot jest w moim braku mobilności w ogóle. Od ponad roku nie wyszedłem przed dom i obawiałem się, że nogi odmówią posłuszeństwa i zwalę się ze schodów, połamię co nieco i karetka zawiezie mnie do zupełnie innego „punktu”.

Dawno temu pisałem felieton pt. „Czy Polska to dziki kraj”. O blaskach i cieniach podejścia społeczeństwa do osób niepełnosprawnych. Można by o tym napisać grubą książkę. Ja w tekście zwróciłem uwagę, że prawo jest na ogół dobre lub zmiany idą nawet w dobrym kierunku, ale szwankuje przestrzeganie go. Wtedy jeszcze korzystałem z samochodu i wkurzało mnie zajmowanie miejsc parkingowych dla inwalidów przez osoby nieuprawnione. Teraz mam gorszy problem, kłopot z dotarciem do dowolnego samochodu. Zejście do garażu lub wyjście przed dom jest równie niepewne i niebezpieczne.

Dla takich osób „NPS” formalnie widzi rozwiązanie, minister zwalił odpowiedzialność na samorządy – trzeba organizować „mobilne punkty szczepienia”. Teoretycznie to bardzo proste i może lub powinno być rozciągnięte na wszystkie osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności, niezależnie od wieku. Nie jest to jakaś specjalna, dodatkowa łaska pana ministra, ale wymóg ustawowy. Opiszę sytuację prawną później. Tu zatrzymam się tylko na podaniu bardzo łatwej procedury dla naszego prezydenta miasta (płci żeńskiej). Jeden telefon z Koźla do Koźla do odpowiedniej komisji z prośbą o podanie listy osób, udostępnienie samochodu, polecenie lekarzowi i pielęgniarce, zawiadomienie zainteresowanych i w ciągu jednego dnia wszyscy byliby zaszczepieni i zadowoleni, nie martwiliby się w nocy, jak się wydostaną z domu i do auta, bo potem to już łatwo – wózek i opiekunka. Niestety pani prezydent tego nie zorganizowała, tylko na drzwiach sklepu osiedlowego powiesiła kartkę o możliwości dowozu. Do sklepu nie chodzę, żona raz lub dwa w miesiącu po chleb, a auto mamy własne.

Ironia losu polega na tym, że w/w osoby mają prawo do uzyskania dowolnego świadczenia opieki medycznej poza ustaloną kolejką chętnych, jeśli to świadczenie jest finansowane ze środków publicznych. Tak brzmi ustawa z 2004 r. ze zmianami do 2017, uzupełniona w 2018 dla osób o znacznym stopniu niepełnosprawności: dostęp w dniu zgłoszenia poza kolejnością, a jeśli to jest niemożliwe w danym dniu, to nie później niż do 7 dni roboczych.

Prawo jest, bo świadczenie jest finansowane ze środków publicznych. Ustawa obowiązuje, bo „nie masz ci u nasz” stanu wyjątkowego – wiemy dlaczego. Niestety żyjemy w kraju, gdzie nikt nie szanuje prawa od prezydenta do ostatniego menela. Wspominając o menelu, nie podkreśliłem, że do niego nie mam żalu, bo ma prawo nie znać prawa – na tym kończę ten wątek, bo osoby, które mam na myśli, poznały prawo, m.in. dzięki mnie (moja doktorka), a jedna z nich podpisała wspomnianą ustawę, czyżby nie czytając? Jak uzasadnienia wniosków o łaskę dla przestępców?

Jako humoreskę może załączę kiedyś opis moich nieudanych prób wymuszania respektowania prawa, ale w innym punkcie szczepień, jakby moim właściwym, bo jestem pacjentem tej przychodni od ponad 20 lat. Historia zawiera elementy humorystyczne obok chorobotwórczych, bo obawiałem się załamania psychicznego, gdy wszystkie próby skorzystania z mojego „prawa“ zawiodły.

PS Przywilej (prawo) do świadczeń zdrowotnych poza kolejką obowiązywał we wcześniejszej ustawie dla wszystkich osób niepełnosprawnych, ale Sejm wyrzucił lub zmodyfikował odpowiedni paragraf w 2004 r. Wkurzył mnie maksymalnie nie ten fakt, bo nie przeceniam miłości społeczeństwa do tych darmozjadów, śmierdzących i denerwujących strajkiem niewdzięczników, ale uzasadnienie kasacji. Uznano, że jest martwy, bo nie określono w ustawie, jaka kara czeka łamiących to prawo. Wspomniane uprawnienie zostało jednak w nowej ustawie, ale dla innej grupy osób i nadal bez grożenia karami za łamanie prawa. Wystarczyło dodać – jak w przedszkolu – za łamanie prawa – raz w pysk!

Widać z tego, jak uczciwe było to uzasadnienie, jedno wielkie chamstwo i obłuda. Lista osób uprzywilejowanych jest długa i zaczyna się od kobiet w ciąży i kombatantów (nie wiem, z której wojny). W 2018 r. dołączono ponownie osoby niepełnosprawne, ale nie wszystkie, tylko te ze znacznym stopniem wspomnianej niepełnosprawności.

Antonius