Smutek topików*

Dobrze to już było. Ameryka nadzwyczajnie obłowiła się na wojnach światowych, a na drugiej tak bardzo, że stała się niekwestionowanym supermocarstwem trzęsącym większością świata. Resztą trzęsło drugie supermocarstwo, które się znacznie mniej na wojnie obłowiło. Tu i ówdzie coś się samo w cieniu działo, jednak bez tak globalnego znaczenia.

Oliver Stone przypomina w swoich filmach, że miało już nie być gorszych prezydentów od Nixona czy Reagana, bo w historii Stanów było ich nadto. Miało nie być, więc byli: Bush Jr, a teraz Trump. Gdy Trump został prezydentem, wielu psychologów i psychiatrów otwarcie mówiło o jego problemach osobowościowych. Inni zaś przypominali, że nie wolno stawiać diagnozy publicznie i na odległość. To racja, ale nie w tym rzecz. Ważne jest to, jaką osobowość ma Trump i jak ją manifestował jako kandydat, a następnie prezydent państwa mogący podejmować decyzje katastrofalne dla kraju i świata. To ważne: jakie osobowości i z jakich powodów na taką osobowość głosują, biorąc ją za atrakcyjną i wiarygodną; taką, która spełni marzenia głosujących.

Cokolwiek by mówić o tym, jacy wyborcy głosowali na Trumpa, nie da się bez rozbratu ze sprawami fundamentalnymi nie zauważyć, że coś bardzo niedobrego dzieje się w USA. I to od dłuższego czasu, a proces ten się pogłębia. I ci „lepsi” prezydenci pomiędzy tymi gorszymi: Clinton czy „pierwszy czarnoskóry prezydent” Obama ich nie rozwiązali, więc po nich następowali ci gorsi. Być może nie mieli w tym interesu, czy mieli przeciwny, a być może nie byli w stanie rozwiązać tych problemów, bo są już nierozwiązywalne bez nadzwyczajnych środków, którymi Ameryka nie dysponuje.

„Amerykański sen” jest w dużej mierze skutkiem – dla dzisiejszego stanu rzeczy w mierze decydującej – powojennego Pax Americana. Gigantyczne wzbogacenie na II wojnie; niekwestionowana niemal na Zachodzie marka zwycięzcy, któremu należą się wszelkie tantiemy, hołdy i nikt za nic nie śmie krytykować; pierwsze państwo, które stworzyło broń atomową i jej użyło – rzekomo dla pokoju; wreszcie marka obrońcy Zachodu przed „imperium zła”, co je spec od gwiezdnych wojen Ronald Reagan, żartując niby, a skrycie po amerykańsku marząc, kazał zbombardować i anihilować.

Marzenie spełnione: ZSRR zniknął, upadł tak nisko, że w kasie niedawno wielkiego Imperium nie było pieniędzy nawet na najbliższą pensję dla garstki urzędników, a na cały kompleks rutynowych zobowiązań państwa – nic. Wodzowie czterech największych republik ZSRR rozdrapali do swoich suwerennych już państw wszystko, co się dało rozdrapać i znacznie więcej. Ameryka triumfowała: jesteśmy niepodzielnym już właścicielem świata, jedynym supermocarstwem! Hollywood na tony kręcił filmy rozrywkowe i sensacyjne pokazujące śmiesznych, biednych, durnych, zahukanych Rosjan, których dzielny Amerykanin za każdym razem robi w bambuko, więc było się z czego śmiać do rozpuku, wsuwając popcorn. I tak było.

A jednak coś się zaczęło dziać nie tak, jak dziać się miało. I to nie dopiero po rozpadzie ZSRR. Sporo wcześniej. Ululani, uśpieni tym swoim „amerykańskim snem” Amerykanie coś ważnego przegapiali. Trudno, żeby było inaczej, gdy się człowiek zajmuje rechotaniem z durnego przeciwnika, nic więcej nie widząc. Rechot miał być zdrowy dla gospodarki, bo rechot to kino, cola, popcorn i styl życia. Zdrowie coraz mniej zdrowe się okazywało. „Wzorowa demokracja” – o ile była faktycznie wzorowa, od dawna rozmywana przez sprzeczności, nierówności, niesprawiedliwości i draństwa czynione na gruncie zewnętrznym i wewnętrznym, doszła do takiego stanu, jakiego obrazem jest Trump. Czego jeszcze wielu nie widzi i nie widziało wcześniej. Prezydent elekt Biden powiedział o napastnikach w Kongresie, że nic nie mówią o Ameryce. Owszem, mówią.

Jest duży, upasiony topik i jest mały, skurczony topik nad Wisłą. Jeden to arcynarcyz i arcyegotyk o właściwościach socjopatycznych, niemający hamulców przed notorycznym kłamaniem, wygłaszaniem sprzecznych tez jedna po drugiej i wreszcie podjudzający do puczu, co się w Ameryce od XIX w. nie zdarzyło, a teraz się z tego wyłgujący, by uniknąć odpowiedzialności sądowej; moralną bowiem się nie przejmuje. Drugi, ten mały topik, to potworny zawistnik, frustrat, mistrz kłamstwa smoleńskiego, którym posłużył się jako siekierą polityczną, by wyrąbać sobie władzę, z którą nie jest w stanie nic dobrego dla państwa zrobić, ale zniszczyć wszystko, owszem, co w pocie czoła i wściekłości na „zdradzieckie mordy” wykonuje wraz z podobnymi sobie.

Pierwszy to topik globalny, drugi to topik lokalny. Małego topika przyciąga osobowość dużego. Na niego postawił wszystko. Wykonawca zleceń małego topika nadstawił plecy do poklepania przez wielkiego topika, gdy ten był w Warszawie i kupił sobie maluchów paroma miłymi zdaniami o niczym, bo taka już polska chora właściwość: dać się kupić za złudzenia, za rojenia. Za poklepanie po plecach i przedszkolny uśmieszek do foci przy biurku wielkiego topika należy się zapłata dużemu: kilkadziesiąt miliardów za mniemaną obronę za pomocą F-35. Mały płaci i nie pyta. Żyje w szczęściu rojeń.

I zbiegły się dwa złudzenia: amerykański sen z polskimi fantazmatami. Żeby żyć w fantazmacie, mały topik postanowił pokazać Europie swoją wielkość mniemaną, czyli realną karłowatość. Teraz wydobyć się z tej topieli będzie dramatycznie trudno. Maleją szanse na to, by Ameryka była dalej przywódcą świata i co więcej – by miała wiarygodne argumenty za sobą. Narzędzia, jakich ciągle używa, są te same co niegdyś. A mapa sił na świecie już się bardzo zmieniła i narzędzia przestają pasować.

Wyjaśnienie tych zjawisk terminem „populizm” na niewiele się zdaje. Populizm jest hasłem cokolwiek już zużytym, nigdy zresztą nie nadawał się do analizy zjawisk i sił głęboko schowanych pod społeczną powierzchnią, a na te zjawiska składają się indywidualne mroki. Nie po to się jednak jest prawdziwym Polakiem, żeby się tym frasować. „Polacy, nic się nie stało!”.

Tanaka

* Argyroneta aquatica. Pająk wodny. Posiada kądziołki. Trump też posiada kędziorki, a mały topik kędziorki bardzo już niewielkie.