Komandosi z Nawarony a sprawa polska

Porządny saper nie myli się kilka razy. Jak ma do rozebrania jakiś obiekt, stosuje metodę wybuchu totalnego albo mikrowybuchów. Jest jeszcze metoda mechaniczna albo „na dewelopera”. Mechaniczna polega na żmudnym pukaniu młotkiem, aż się rozpuknie, a na dewelopera – na tym, że się ma „mieszkanie w najatrakcyjniejszej okolicy”.

W związku z czym nieopłacalny w remoncie zabytek musi się w nocy zawalić albo spalić. Przeważnie sam z siebie, czyli ze wstydu z powodu braku tej atrakcyjności.

Jako że mówimy o komandosach z Nawarony, skupimy się na metodach saperskich. Otóż w znanym filmie pod tym tytułem występuje niejaki „Szakal” – też ze znanego filmu – czyli Edward Fox. To typ niezbyt bezpieczny, zajmujący się szkodliwymi dla przeciwników robotami. Jako komandos z Nawarony wziął się za rozwalanie tamy, żeby Niemcom w Jugosławii zrobić coś bardzo nieprzyjemnego, do czego miał poważne powody. Saper Fox razem z kolegami komandosami zaminował tamę w różnych miejscach, po czym spowodował eksplozję. Tama nie runęła, o co koledzy mieli do niego pretensje. Ale Fox, czyli saper Miller, siadł spokojnie na wzgórzu nad tamą, zapalił fajeczkę i uświadomił komandosów, że teraz wystarczy trochę poczekać: wybuchy i parcie wody zrobią co trzeba, konstrukcja właśnie pęka i będzie widowiskowa katastrofa. I stało się, jak powiedział, co dowodzi, że Szakal-Miller-Fox miał właściwości boskie.

Strajk Kobiet miał swoją erupcję, ale jego siła już nie taka jak na początku. Co zrozumiałe i nieuchronne: wybuch zawsze jest zdarzeniem chwilowym. Dalej są kobiety, dalej są sojusznicy, dalej jest ostry, a nawet jeszcze ostrzejszy podział na zdeprawowaną, żyjącą z przemocy władzę PiS i Kościoła katolickiego i dramatycznie pogłębiające się, nierozwiązane problemy milionów Polaków. Oraz stanowcza niezgoda tych, którzy dobrze rozumieją, że władza pogłębia zniszczenia i jest dla państwa samobójcza, a rozwiązania znajdują się tylko w oparciu o wolność i podmiotowość ludzi, którzy żądają dla siebie obywatelstwa, nie poddaństwa.

To samo z siebie bardzo interesujące: czy strajk kobiet, kolejny i najsilniejszy z dotychczasowych, zadziała tak, jak zadziałały mikrowybuchy w żelbetowej tamie i pozostaje trochę poczekać, aż władza Kaczyńskiego i biskupów się zawali, czy niezbędny jest też udział całego szeregu innych mikrowybuchów: konfliktów wewnętrznych w rządzie i niszczycielskiej koalicji; jeszcze większego poczucia odrazy w stosunku do biskupów, kleru i ich przedsiębiorstwa przemocy; cichego sprzeciwu sędziów i prokuratorów pamiętających o przysiędze i sensie zawodu; wzięcia się organów UE za polski zamordyzm; kumulacji śmierci i zniszczeń wywołanych przez wirusa i skrajnie nieudolną, skorumpowaną, aferalną władzę; przeciwnej złej władzy roboty obywateli w każdym możliwym miejscu, czy wreszcie głęboki kryzys społeczny, fala bankructw przedsiębiorstw i niewydolność gospodarcza wywołane całym zbiorem powyższych czynników i jeszcze dziś niezauważonymi powodami.

Wszystkie te czynniki działają, choć w trudnym do precyzyjnego wyważenia stopniu i kierunku. Znany od dawna problem, jaki Polacy mają sami ze sobą, jest taki, że demokratyczna opozycja jest rozmemłana, marnie współpracująca i ma cienki, bo też bojaźliwy głosik. Ciśnienie działa, nie można jednak palić fajeczki, czekając, aż się samo zawali. Ciśnienie trzeba na każdy sposób wzmagać.

Tanaka