Święta z Kevinem, czyli boskim Don Stanislao

Boże Narodzenie to czas wielkiej radości. Radości w panu. Poznaje się to po tym, że kard. Dziwisz Stanisław, pół-papież przy całym papieżu, jako „Don Stanislao” został sam w domu. Jako ten Kevin, co w każde święta odwiedza nieustająco ludzkość za pomocą telewizora.

Kto siedzi sam w domu w święta, gdy słyszy pukanie do drzwi, odpowiada zgodnie z prawdą: „Nikto ne je doma!”. I w ten sposób od razu jesteśmy w domu, czyli w czechosłowackim serialu pod tymże tytułem. Jak Czechosłowacja, to musi być Słowacja i zacne, powiatowe miasto Ružomberok. Posiadające ładne położenie i 28 tys. ludności. Jak się tak ma, to musi się mieć też uniwersytet katolicki.

I ma się! Znakomita ta placówka naukowa, założona w roku pańskim dwutysięcznym, posiadała w latach 2008-14 rektora pod postacią ks. prof. Tadeusza Zasępy. Don Stanislao też jest tęgi naukowiec, z doktoratem, co natychmiast poznajemy w każdym słowie kardynała. Wśród tak korzystnych okoliczności przyrody sprawa musiała przybrać tak świątecznie szczęśliwy finał: nasz Don został honorowym obywatelem miasta oraz dostał złoty medal katolickiego uniwersytetu. Nasz bohater posiada już honorowe obywatelstwa właściwie wszystkich miast świata, kosmosu, a nawet Buenos Aires. W tej sytuacji musiał posiąść także powiatowe miasto Ružomberok. Takie opus magnum.

Nasz Don Stanislao wspiął się już tak wysoko, że się znalazł bardzo nisko. I dalej się wspina coraz niżej. Taki jego finis coronat opus.

Tanaka