Europejskie sukcesy polskiego solidarnego miękiszona

Unia osiągnęła kompromis w sprawie budżetu. Polska wygrała, bo zagroziła wetem, a Europa przed nią uklękła. Tak głosi premier Morawiecki, podwładny wicepremiera pozbawionego obowiązków rządowych, ale mającego różne marzenia. Jeszcze bardziej wygrał minister sprawiedliwości, który ogłosił, że miał rację: nie wolno być miękiszonem, trzeba twardo przeciwstawiać się kradzieży polskiej wolności. Rząd uległ Unii, a tylko minister okazał swoją twardzicę.

Co to twardzica, można sprawdzić w książeczce o botanice. Żeby swoją twardzicę potwierdzić, minister o nazwisku Ziobro będzie musiał coś zrobić z rządem i koalicją sejmową. Poniekąd to ciekawe, o ile w ogóle w przyrodzie występuje takie zjawisko: ciekawość po prawicy.

Michał Wawrykiewicz, prawnik działający w ramach inicjatywy „Wolne Sądy” i badający polskie nieprawości wobec praw Unii, twierdzi, że UE zyskała skuteczny mechanizm kontroli praworządności. Dała Polsce i Węgrom pretekst do mikrosatysfakcji, ale bez znaczenia formalnego. Dotychczasowe mechanizmy kontroli działają dalej, zapisy ustaleń dotyczące budżetu i zasad dystrybucji nie zostały zmienione choćby o przecinek. Europa będzie mogła realizować bardzo ważne działania ratunkowe w związku z pandemią oraz intensywnie inwestować w to, co jest absolutną koniecznością: długofalową przyszłość, w tym walkę z kryzysem klimatycznym.

Niezadowolony z kompromisu jest George Soros, znany jako Polakożerca. Krytykuje Unię za jakiekolwiek kompromisy z bezczelnymi rządami Polski i Węgier kwestionującymi wartości, na których zbudowano UE.

I trzeci głos, który chyba najbardziej mnie poruszył, bo jest może perspektywicznie najważniejszy. Trudno się nie zgodzić – od dawna słuchając, co mówią Holendrzy, Duńczycy czy inni Skandynawowie, słyszę, że mówią to samo. Chodzi o holenderskiego dziennikarza w Polsce Ekke Overbeeka. Mówi o zniechęceniu, rozczarowaniu i irytacji Europejczyków. I obłudzie Polski, która chce tylko pieniędzy, ale nie chce dzielić fundamentalnych wartości, bo polskie są lepsze i ważniejsze. Przypomina: gdy był wielki problem z uchodźcami i Unia debatowała, ilu z nich powinno trafić do poszczególnych krajów, Polska, 38-milionowe państwo, nie chciała przyjąć nawet 7 tys. osób. Od najbardziej katolickich Polaków miłujących bliźniego jak siebie samego Europa się dowiedziała, że uchodźca roznosi choroby, pasożyty, zniszczy polską tożsamość i będzie gwałcił Polki, bo ma taką misję.

Ci Europejczycy, którzy byli przychylni, by Polska stała się krajem Unii, czują się zapewne szczególnie zawiedzeni. „Solidarność” była swoistą marką, głównym i może jedynym poważnym argumentem za akcesem. Teraz cała ta solidarność okazuje się mitem. Mit pryska, zostają odpryski i odłamki boleśnie – i trwale – godzące w przekonania Europejczyków. Overbeek mówi coś bardzo ważnego, co będzie bardzo trudno usunąć i bardzo długo będzie Polsce szkodzić: „Narasta irytacja zachowaniami Polski i Węgier, narasta poczucie, że przyjęcie ich do UE było błędem. To bardzo, bardzo niebezpieczne i dla Polski, i dla Węgier, bo takie poczucie zostaje w głowie, odkłada się, kumuluje”.

Polska sama rozbiła swój główny atut: państwa „Solidarności”. Czy cokolwiek jej zostało? To bardzo ważne pytanie, a odpowiedź zdeterminuje jej pozycję na dziesięciolecia. Problem w tym, że nie Polska jest teraz władna udzielić odpowiedzi. Niemal nikt jej nie słucha, a rozczarowanie powoduje, że to inni odpowiadają. I gdyby odpowiedź miała się zmienić na naszą korzyść, musiałby to być skutek wielkiego i bardzo konsekwentnego wysiłku. Bez pewności, czy się w ogóle uda. Zniszczoną markę trudno odbudować, a nie widać, by Polska miała w zanadrzu inną do sprzedania.

Inna rzecz, nie mniej ważna, a w sumie ważniejsza: ile faktycznie w tej polskiej „Solidarności” było prawdy i rzeczywistości, a ile od początku mitu, rojeń i wielkiego rozdęcia małej gumki do postaci niebotycznego balonu? Gdyby solidarność była autentyczna, nie spadlibyśmy do tak żałosnego i wręcz samobójczego poziomu. Brytania, w słowach Churchilla, zawdzięczała tak wiele tak nielicznym. Powiedział to o polskich pilotach czasu Bitwy o Anglię. Chyba to samo było z „Solidarnością”. Tych niewielu już nie żyje, są dziadkami albo zostali dziadersami. Wylazła ta koszmarna, cholerna polska obrzydliwość i niezdolność do bycia ani siłą i wartością na Zachodzie, ani na Wschodzie. Wiekowe siedzenie w okopie pełnym zgniłej wody i wołanie do nieistniejącej Maryi o nieustające Cuda nad Wisłą.

Tanaka

Cytat z Overbeeka za gazeta.pl.