Taki Fin. Polaku, nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem*

Swego czasu miałem długą rozmowę z szefem firmy odpowiedzialnej za dostarczanie ciepła z Helsinek. Siedzimy u niego w gabinecie i dyskutujemy. Szef – powiedzmy, że miał na imię Jurkka – przedstawiał mi zasady funkcjonowania przedsiębiorstwa: aspekty techniczne i technologiczne; wyniki ekonomiczne i wpływ na rozwój miasta. Przedsiębiorstwo zaopatrywało stolicę w ciepło z dwóch elektrowni węglowych i jednej pracującej na rosyjskim gazie.

Z gazem wszystko było w porządku, gorzej z węglem. Jak tylko Jurkka poruszył tę sprawę, bardzo posmutniał i przeszedł do dręczącej go opowieści. Otóż z węglem są same problemy. Hałas, pylenie, mnóstwo hektarów w środku miasta zajętych na hałdy, koszmarnie wyglądające galerie, taśmociągi, mieszkańcy w okolicy mają brudne auta, ci, co jadą do Espoo z centrum, muszą patrzeć na te straszne industrialne rzeczy itp. itd. Słowem: bród, smród i ubóstwo. A przecież Helsinki to piękne miasto i na tle zurbanizowanego krajobrazu miękko się łączącego z naturą taki stan rzeczy to wręcz hańba!

Zdziwiła mnie ta zatrważająco smutna opowieść głównego menedżera firmy – tym bardziej że zdawało mi się, iż Finowie przodują w Europie w ochronie środowiska. Więc próbowałem znaleźć jakieś lepsze strony tej sytuacji. Starałem się go jakoś pocieszyć – w wielu innych krajach wcale nie jest lepiej. Weźmy taką Polskę! Z Polski idzie do was węgiel, to nie tylko u was ten brud, smród i hałas, ale i w Polsce!

Niestety, Jurkka był niepocieszony. Owszem – przyznawał – naprawdę się staramy, robimy, co możemy, ale wciąż daleko do wystarczająco dobrej sytuacji i bolejemy nad tym bardzo.

Moje próby szukania pozytywów nie dawały oczekiwanego rezultatu. I już chyba bym się poddał, gdyby nie to, że mój wzrok padł przypadkowo na ścianę za Jurkką. Wisiał tam jakiś duży dyplom, wielkości ok. 70 x 100 cm. Ozdobny nagłówek głosił, że to dokument ONZ. Podszedłem bliżej i czytam.

To dyplom agendy ds. ochrony środowiska, która potwierdza wybitny wkład miasta i jej przedsiębiorstwa energetycznego w ochronę środowiska planety. Są gratulacje i podziękowania za tak znakomity wynik i odpowiedzialność za stan naszej wspólnej ziemi.

Zdębiałem! Szok poznawczy! Z jednej strony markotny biedak, niezadowolony z wysiłków w ochronie środowiska, z drugiej – dyplom ONZ będący laudacją na cześć wybitnych skutków działania tegoż Jurkki, jego przedsiębiorstwa i całego miasta!

Zwracam mu uwagę, że przecież jego firma jest oficjalne uznana na forum ONZ za wybitne osiągnięcia! To jak to możliwe? Na co Jurkka odpowiada, że owszem, ale to wszystko i tak za mało i ciągle się muszą starać więcej i więcej…

W ramach starania się Finowie wymyślili, żeby te wielkie hałdy węgla i nieestetyczne konstrukcje schować. Pod ziemię. Wydrążyli w skale zasobnie i ukryli węgiel. Nie ma hałasu, nie ma pylenia, nie ma szpecących widoków, nie ma wielu hektarów gruntu zajętych przez góry węgla widoczne z daleka. W miejscu składowisk postawili zespół biurowców, nad samą wodą, trzymających się skali zabudowy miasta. Zadbali o to, o co dbają od dawna: są mariny, tereny spacerowe, otwarcie na wodę i morze, piękny krajobraz. Wygoda dostępu dla wszystkich.

Kto zaludnia biurowce? W Polsce nie do przyjęcia: wielka rosyjska firma zajmująca się budową elektrowni atomowych. I buduje: kolejną elektrownię nuklearną na północy Finlandii. A drzwi w drzwi z Rosjanami fińskie firmy z nimi współpracujące, tworzące w sumie wielki zespół integralnie działającego biznesu. Razem – brain park, wielkie centrum know-how. Kto nie wie, uczy się. Dlatego mają najlepszy system edukacji w świecie.

Tuż obok hałd węgla była wielka fabryka kabli Ericssona. Stała się największym centrum kulturalnym w Finlandii. Ponad 5 ha pod dachem i mnóstwo współpracujących instytucji w sąsiedztwie.

Fin nie byłby sobą, gdyby dalej nie narzekał, że się za mało stara. Obok hałd z węglem, po drugiej stronie basenu portowego, był wielki terminal kontenerowy. Jak elektrownia – właściwie przy samym centrum miasta. Coraz bardziej przeszkadza. Cóż jednak robić, port to port, musi być, racja gospodarki i stanu. Zainwestowane gigantyczne pieniądze i kto by co z tym zrobił? Jak to kto – Fin! Myślał, myślał, aż wymyślił. Zanim jednak Finowie wymyślili, dobrych kilka lat szukali najmniej intruzywnej dla środowiska lokalizacji. Miejsce na pozór najwygodniejsze było tam, gdzie siedliska miały kaczki. Ale kaczki to też obywatele. Więc szukali dalej. I znaleźli. A jak znaleźli, to zrobili: port kontenerowy przenieśli na drugi koniec miasta, na jego zewnętrzne perymetry, znacznie wygodniejsze w dostępie i pozwalające od razu połączyć funkcje portowe z tworzeniem wartości dodanej, czyli rożnego rodzaju działania na towarach zwiększających wielokrotnie ich wartość. Ułatwiali tymi przenosinami portu dostęp do i z rynku rosyjskiego – z pobliskiego Petersburga. Jakieś cztery godziny jazdy naczepą z kontenerem i już jest Petersburg. Handel, wymiana, współpraca, korzyści i zyski.

A co w miejsce portu kontenerowego w centrum Helsinek? Jak to co – jeszcze lepsze miasto!

Helsinki postanowiły, że do 2035 r. będą neutralne środowiskowo. Nie tylko one zresztą, bo to dotyczy chyba już całej Skandynawii. Ścigają się, kto pierwszy, Helsinki czy może Sztokholm. W Polsce Strajk Kobiet ściga się z policją: czy uda się polskim kobietom ujść spod pał i gazu katolików Kaczyńskiego i Ziobry. O absolutnej konieczności walki z katastrofą klimatyczną już od roku nic nie słychać.

Finlandia miała w ostatnich tygodniach około 50 potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem na 100 tys. mieszkańców. Polska ok. 30 razy więcej. Finowie mają bardzo dobry wywiad epidemiologiczny i wiedzą, jakimi drogami wędruje wirus, są więc w stanie w bardzo wysokim stopniu sytuację kontrolować. Około połowy obywateli używa aplikacji w smartfonach pozwalających śledzić kontakty, a więc potencjalne ścieżki rozprzestrzeniania się wirusa. Nie mają nakazów, wystarczą zalecenia, do których się stosują, rozumiejąc wagę współodpowiedzialności. W walce z pandemią mają bodaj najlepsze wyniki w Europie.

Fin nie byłby jednak sobą, gdyby dalej nie narzekał, że się nie dość stara: staramy się w sprawie wirusa, choć nie możemy zapewnić, czy się nasze osiągnięcia jakoś nie zmienią.

Zdecydowanie nie da się tego objąć szlifowanym w żelazie nad Wisłą rozumem. Nie otworzyły się jeszcze oczy niebieskie **, choć każdy Polak żyje w niebiosach.

Tanaka

*/** Cytaty: utwór z tekstem Józefa Czechowicza, śpiewany przez Marka Grechutę, pt. „Motorek”.