Kardynał Dziwisz, czyli potwory i spółka

Z opisu filmu „Potwory i spółka”: Potwory straszą dzieci, bo to ich praca, ale w rzeczywistości panicznie się ich boją. Pewnego razu do ich świata trafia dziewczynka, która nie czuje przed nimi strachu.

* * *

Piotr Kraśko przeprowadził w TVN wywiad z kardynałem Dziwiszem. Długi, ale co do istoty bardzo krótki. Kardynał zrobił wyznanie wiary: nie wiem, nie mówili mi, nie wiedziałem, nie miałem odpowiedzialności za to, to nie moja diecezja, do tego się nie wtrącałem, nie słyszałem, nie pamiętam, ONI chcą na mnie przerzucić odpowiedzialność, to do mnie nie dochodziło, tych rozmów nie pamiętam, filmów nie oglądałem, listu nie dostałem, wszystkie papiery były w urzędach odpowiednich, było zero tolerancji, Jan Paweł II nigdy nie ukrywał, pierwsze słyszę, nie wiem kto by mógł dochodzenie wstrzymać, nie mówiło się o tym w kurii rzymskiej…

Tygodnik „NIE”, na Twitterze, pokazuje samą esencję umysłu, mentalności, intelektu i sumienia kardynała Dziwisza: Piotr Kraśko – Czy wie pan kim był Jan Paweł II? Kardynał Dziwisz – Pierwsze słyszę o człowieku.

Słodkość kardynała: Nie wiem, widocznie ci, którzy musieli zrezygnować, może są winni czemuś. CZEMUŚ… Może „ci” poplamili kawą obrusik i taka ich wina?

Jeszcze większa słodkość kardynała Dziwisza. Słodkość absolutna i sama istota rzeczy: Przecież mamy sumienia. Nie mogę wziąć na moje sumienie, że komuś nie pomogłem, a ktoś się starał i szukał u mnie wsparcia. To jest niemożliwe. Przecież każdy ksiądz ma sumienie. Biskup szczególnie ma odpowiedzialność i poczucie odpowiedzialności. Gdybym wiedział o wszystkich szczegółach, chociaż nie miałem prawa do tego, ale bym reagował.

Ależ O-CZY-WIŚ-CIE! Kardynał Dziwisz ma sumienie! Ma szczególnie sumienie i szczególnie poczucie odpowiedzialności! Wybitnie, wzorowo katolickie. Tak właśnie wygląda wzorowe katolickie sumienie i wzorowa katolicka odpowiedzialność. On nie jest zwykłym wyznawcą, tylko wyznawcą konsekrowanym! On nie jest zwykłym wyznawcą konsekrowanym, tylko kardynałem! Prawie papieżem. Pamiętajmy: „prawie”czyni drobną różnicę. Bodaj żadną. Wojtyła wybrał go sobie już w 1966 roku. Razem, ręka w rękę, umysł w umysł, codziennie i zawsze, byli ze sobą czterdzieści lat. Wojtyła go sobie umiłował, właśnie takiego, a Dziwisz, właśnie takiego, umiłował sobie Wojtyłę. Stali się JEDNIĄ. Dziwisz ma Wojtyłę w sobie. Patrzymy, słuchamy, widzimy. Rozumiemy. Jeśli mamy rozum. Drwi z ofiar, drwi z człowieka. Szydzi z siebie. Nic z tego nie pojmuje.

Do seminariów i klasztorów trafiają młodziankowie i dziewice boże z bólem. Z niedojrzałą, a już skrzywdzoną i zbolałą psyche. Wielu wśród nich takich, co byli poddani molestowaniu i gwałceniu. Bardzo wielu, zdecydowana większość, poddana była przemocy co najmniej psychicznej i poniżeniu. Gdy trafiają w tryby kościelnej machiny, nie mają już odwrotu. Są formatowani do postaci klerykalnej. Niedojrzała psychika, słaby intelekt, brak autonomii osobowościowej nie mogą być przeszkodą, nie są środkiem obronnym przeciw przemocy jakiej są poddani wewnątrz przedsiębiorstwa świętej wiary. Spętani dogmatami, szantażowani świętością, są szczurami w klatce. Szprycowani osobowością urzędową, wiarą urzędową, moralnością urzędową. Zostają automatami. Nigdy nie staną się sobą. Między autentyczną, głęboką oraz moralną osobowością wolnego człowieka a osobą klerykalną zieje przepaść nie do przebycia. Bardzo niewielu jest w stanie się wyrwać z okowów osobowej, świętej śmierci. A nawet jeśli się wyrwą i uciekną, jeszcze mniej z nich jest w stanie uwolnić się z traumy bycia członkiem kleru i katolickiej machiny śmierci.

* * *

Ci ludzie straszą, przerażają, szantażują, rozliczają i potępiają. A wszystko z lęku, z przerażenia, ze śmierci z której nie mogą się uwolnić, bo są siebie pozbawieni. Przeraża ich, że spotkają kogoś, kto się ich nie boi, nie boi się ich potwornego szefa w niebie i pokaże, jacy są nadzy. Wtedy bowiem stracą wszystko co mają. Na takie doświadczenie nie mogą sobie pozwolić, muszą więc przeklinać i tępić ludzi wolnych i autentycznych. Robią to od dwóch tysięcy lat. A tylko przez ujrzenie własnej nagości i nędzy prowadzi droga do wyzwolenia.

Kardynał Dziwisz sto dziewięćdziesiąt tysięcy osiemset trzynaście razy zjadł „Ciało Chrystusa” i wypił „Krew Chrystusa”, dwadzieścia siedem tysięcy trzysta jedenaście razy otrzymał „odpuszczenie grzechów” i „zadośćuczynił panu bogu i bliźniemu”, dwa miliony trzysta dwadzieścia tysięcy razy odmówił „zdrowaśki”, milion sto tysięcy trzy razy odmówił „Ojcze nasz” i dziewięćset tysięcy czterysta czterdzieści cztery razy zdążył przed tym wywiadem powiedzieć z najwyższym natężeniem prawdziwego uczucia: „boże, choć cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję!”.

Nic nie pomogło, a wprost przeciwnie.

Tanaka