Polska to ideologia

Pod rządami konkordatu i biskupów Polska miała być państwem arcymoralnym. Katolicka indoktrynacja w szkołach miała zagwarantować bratersko-siostrzane stosunki jako przeciwieństwo strasznego zdziczenia szkoły czasów komunistycznych. Po wieloletniej okupacji Naród miał wreszcie wstać z kolan i być sobą oraz zgodnie i tłumnie przebóstwiać Świętego Ojca Świętego, a nawet Maryję; niedziele spędzać w kościołach, a lata na pielgrzymkach.

Polacy mieli być zjednoczeni pod wodzą Kościoła katolickiego, a żywym świadectwem wiary wzniecać odrodzenie chrześcijaństwa w Europie. Co niedziela w kościele miał się Polak dowiadywać, na czym polega dobro i na czym zło. Miała Polska być silna katolicką rodziną, a dzięki 500 plus miało nastąpić masowe rodzenie nowych Polaków. Miała zadziałać biskupia komisja ewangelicznej troski o Radio Maryja. Kościół katolicki miał mieć najlepiej działające procedury wykrywania pedofilów i procedury te miały być wzorem dla całego państwa polskiego oraz Watykanu. Ludzie spod znaku LGBT mieli być ideologią.

Polska miała się stać główną siła polityczną Europy. Miała być liderem Grupy Wyszehradzkiej, filarem trójkąta Paryż-Berlin-Warszawa, przywódcą Dwójmorza i Trójmorza. Bo Polska wszystko może. W silnym sojuszu z braterskim narodem Ameryki Polska miała dawać radykalny i bezwzględny odpór chudopachołkowi Putinowi, pokazując, gdzie jego miejsce: nie na żadnym Krymie, a w wiecznej zmarzlinie. Miała Polska obronić Ukrainę, otwierać przed nią świat i do niej świat prowadzić. No i wymóc na Ukrainie zgodę na polską politykę historyczną. Dzięki tak kompetentnej i sprawczej polityce wschodniej miała być Polska potężnym przywódcą i w tej części Europy. Po przechadzce po Chińskim Murze męża pierwszej damy Polska miała zostać Chinami Europy i mieć z Pekinem bezpośrednią magistralę kolejową z największym centrum dystrybucji dóbr na kontynencie. Mieliśmy być Węgrami Europy, Turcją, Irlandią, a jeszcze wcześniej – Japonią nad Wisłą. Bo małą Moskwą to już byliśmy i dlatego biskupi musieli wkroczyć wszędzie, by nigdzie już Moskwy nie było.

Konstytucja miała być konstytucją, miał jej strzec jak źrenicy oka i na nią przysięgał jeden taki strażnik. Sądy miały być sądami niedziałającymi pod presją, a wyłącznie w sposób sprawiedliwy i niezależny, zaś odpowiedni Trybunał miał być organem najwyższej prawości, odpowiedzialności i powagi, bo nic z tych rzeczy wcześniej nie zachodziło.

Po wcześniejszej zamianie w ruinę Unia miała już teraz podziwiać ekspansję odrodzonej polskiej gospodarki, a Niemcy trząść się z obawy przed nowym gigantem. Mieliśmy w przyspieszonym tempie wychodzić z pułapki średniego rozwoju, „strategia odpowiedzialnego rozwoju” miała rządzić Polską, a LOT miał kupić niemieckie linie i stawać się głównym rozgrywającym na rynku. W tym celu już miała trwać budowa gigantycznego lotniska w środku Polski, a koleje z całego kraju w szlakach ułożonych w szprychy, a właściwie ramiona gwiazdy, miały się szykować do zjeżdżania do tej perły architektury podniebnej. Polskie stocznie miały masowo produkować polskie promy i inne statki. Za 70 mld zł miały zostać uregulowane Wisła z Odrą, żeby żegluga śródlądowa stała się potęgą. I już miał wyjeżdżać na tory prób polski samochód elektryczny. Węgiel miał być przez następne sto lat polską racją stanu, żeby była ta racja i ten stan. Miała być polska elektrownia atomowa. Polski grafen miał położyć świat u naszych stóp. No i miała być „tarcza antykryzysowa”, testy, maski, respiratory, oddziały, szpitale, opieka, uczciwe i przejrzyste procedury.

Miały być kupione 54+ śmigłowce wielozadaniowe i powstać centrum badawczo-rozwojowe oraz wydział politechniczny w Łodzi, dzięki czemu miała Polska dołączyć do światowego giganta know how w najbardziej zaawansowanych technicznie dziedzinach – Airbusa. W budowie miały być 3+ najnowocześniejsze na świecie okręty podwodne strzelające spod wody rakietami manewrującymi. Te okręty miała budować stocznia Marynarki Wojennej w Gdyni. Polska armia miała być znowu silna, zwarta i gotowa, a konsorcjum przedsiębiorstw przemysłu obronnego podbijać wszechstronną produkcją kolejne wymagające rynki światowe. Dzięki wieloletnim specjalistycznym badaniom i udziałowi najwybitniejszych ekspertów świata oraz takich laboratoriów miała zostać ostatecznie udowodniona, druzgocząca pachołków Putina z dr. Laskiem na czele, teza, że Kaczyński został w Smoleńsku zamordowany przez Tuska z pomocą Putina. Mieliśmy się zbliżać do Prawdy, dojść, wejść, stanąć w tej Prawdzie i pójść dalej.

Miała zostać ukazana dumna i prawdziwa historia tysiącletniej Polski wypełnionej po brzegi piękną katolicką treścią. Miało powstać 700 dzieł filmowych narodowych w formie i patriotycznych w treści, ewentualnie odwrotnie. Telewizja, po mrokach PRL i rządów PO, miała wreszcie przestać kłamać i wreszcie pokazywać prawdę o Polsce i świecie. Polska Fundacja Narodowa miała sławić polskie imię na morzach, oceanach, kontynentach i w całym kosmosie, by imię „Polska” znowu brzmiało dumnie. Emigranci masowo mieli wracać na Ojczyzny łono, a Szwajcarzy, Luksemburczycy, Holendrzy, Duńczycy, Szwedzi i inni europejscy półdzicy cywilizacyjnie maruderzy masowo się w Polsce osiedlać, by cieszyć się dostatkiem, spokojem, wolnością i możliwością robienia uczciwych interesów oraz słuchania państwo-kościelnych wykładów o złu i dobru, a bez demonicznego oddziaływania cywilizacji śmierci, która tak ich zatruwa w krajach zamieszkania.

Miało być skromnie i uczciwie, jak zapowiedział Kaczyński. Miała być odpowiedzialność za słowa i czyny, a polityka miała być szlachetną służbą, nie złodziejstwem, bezkarnością i drwiną z ludzi. I Kaczyński miał już cokolwiek wiedzieć o świecie oraz tak gadać, żeby była w tym jakaś zborna treść. Żeby dać tego dowód, zagadał na temat Irlandii. W związku z tym Irlandczyk z Galway Peadar de Burca napisał do Kaczyńskiego: panie Kaczyński, pan o moim kraju nie wie nic! W miejsce Irlandii można wstawić dowolny inny kraj, włącznie z Polską. Wniosek będzie identyczny.

Ta lista nie ma końca. Wszystko, co miało, właśnie się spełniło i spełnia. Dokładnie odwrotnie. Dlatego Polska to ideologia. Nic rzeczywistego.

Tanaka