Na początku było Słowo, a właściwie mnóstwo

Prawdziwi Katolicy prowadzą biblijną kampanię edukacyjną dla młodzieży starszej, całkiem starej i ledwo co czytającej. Żeby ukazać Prawdę Słowa Bożego w całym jego majestacie. Dobrze robią, bo katolik ma to do siebie, że słabo jest obeznany ze Słowem Bożym i ma nadzwyczajnie fantastyczne co do niego mniemania, a wiedzy tyle co nic albo znacznie mniej.

Polak kocha Pana Boga swego, zna go na wylot, ciągle się modli i wzywa imienia Jego w słusznej sprawie, a więc nienadaremno. Łatwo to poznać: wczoraj jedna pani nadepnęła mi na nogę i zawołała: O Boże! Na co jej uprzejmie odpowiedziałem: jak też panią witam, ale proszę nie tak głośno, bo to wielka tajemnica! Bo cóż to za bóg, jak nie jest Wielką Tajemnicą? Nawet byle reżyser z byle bezbożnej Francji wiedział, o co chodzi, i dlatego film bogobojnie zatytułował: „Tajemniczy blondyn w czarnym bucie”. W tym przypadku raczej nie chodziło o Boga Ojca, a o Syna, bo jak wiadomo z miliardów świętych obrazków, Jezus jest blondynem.

Tak więc Prawdziwi Katolicy informują pozostałych prawdziwych i nawet nieprawdziwych katolików o tym, co mówi Dobry Pan Bóg własnym Słowem. Za pomocą billboardów: Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie*.

Jak informują organizatorzy szczerej katolickiej edukacji w miłości bliźniego za pomocą słów Absolutu Miłości, w Warszawie jest kilka dziesiątek bilbordów z różnymi Jego Słowami. Bardzo fajnie! Nie ma to jak nie tylko przypominać Słowo, ale je ściśle wypełniać. Wyłącznie po wypełnianiu poznaje się prawdziwego katolika, a nie gadaniu lub czytaniu, w dodatku bez zrozumienia. Albowiem rzecze Absolut Miłości w Księdze Kapłańskiej: Ja jestem Święty. Ja, Pan, Bóg wasz! Będziecie strzec ustaw moich i wykonywać je. Ja jestem Pan, który was uświęca!

W Księdze Kapłańskiej, Księdze Wyjścia oraz innych księgach Absolut Miłości wykłada zasady ochrony rodziny i małżeństwa, co nadzwyczajnie ściśle wykonują biskupi z papieżami. A zatem porządny, bo bogobojny i wierny katolik morduje swoje dzieci, gdy go ręką, nogą, biodrem lub czymkolwiek uderzą. Ba, nawet za złorzeczenie ze strony dzieci ma je zamordować, tego bowiem żąda Sprawiedliwy, Pełen Miłości i tak dalej ten, „który was uświęca!”.

Gdyby mężczyźni, bijąc się, uderzyli kobietę brzemienną, powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Bardzo odpowiednie jest tu orzeczenie Absolutu Miłości, który kocha dzieci poczęte, o „braku szkody” dla kobiety z powodu poronienia. Poronienie nie jest szkodą, ale rozmazana szminka lub zepsuta fryzurka może być największą szkodą, o czym wie każdy towarzysz porządnej katolickiej elegantki, więc się domaga zapłaty grzywny od łobuza, co jej pani popsuł fryzurkę. Tymczasem jego konsekrowani urzędnicy dalej się sprzeciwiają Słowu Onego, czepiając się kobiet za dzieci poczęte.

Jeżeli katolik dowie się o kimś, kto wróży lub wywołuje duchy, ma go zabić kamieniem. Często się zdarza, że właśnie katolik wróży sobie z kart, obowiązkowo w Andrzejki wróży sobie z kawy, talerzykiem wywołuje duchy, więc powinien się sam kamieniem zabić, co jego współbraciom w wierze oszczędzi potu przy tłuczeniu kamieniami w sąsiada albo nawet własnego tatusia. Niech się sam spoci, waląc się kamieniem w łeb, skoro się Absolutowi Miłości sprzeciwił.

W Księdze Powtórzonego Prawa Absolut Miłości tak rozstrzyga rzecz wielkiej wagi w dziedzinie ochrony rodziny: Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości.

W Księdze Jeremiasza Absolut Miłości, bezinteresowności, wyrozumiałości i też tak dalej orzeka: Idą walczyć z Chaldejczykami, by napełnić miasto zwłokami ludzi, których zabiję w przystępie swego gniewu. No jak tak, to wierny katolik, który jest na obraz i podobieństwo, naśladuje swojego boga, albowiem gniew i mordowanie są to cnoty boskie, czyli święte i nie wolno się obcyndalać. I tak wierny katolik 2 tys. lat robił, tylko ostatnio jakoś mu słabiej trochę idzie, bo cywilizacja śmierci z niechęcią reaguje na te ciągłe mordy i ustanawia prawa człowieka oraz różne trybunały.

Na koniec tych i wielkiego jeszcze bogactwa orzeczeń i żądań wyłącznie sprawiedliwych, wyłącznie moralnych, będących wyłączną i świętą Prawdą niczym niewzruszalną, bóg katolika, który go wielbi nad życie i bez ustanku służy mu wiernie i bardzo ściśle, robi podsumowanie:

Będziecie strzec wszystkich moich ustaw i wszystkich moich wyroków i będziecie je wykonywać, aby was nie wypluła ziemia, do której was wprowadzam, abyście mieszkali w niej.

Nie uświadczymy jednak billboardów przypominających te wszystkie święte słowa Absolutu Świętości, tak jak nie zobaczymy żon mężów swoich chodzących bez rąk i z wyłupanymi oczami, choć w katolickim zaciszu domowym to i owszem; nie uświadczymy też bardzo nabożnych przecież uroczystości kamienowania dzieci – choć w zaciszu domu także owszem. Polska pełna jest katolików, a innych nie ma. Konkluzja z tego może być tylko jedna: katolik nie wie, co mówi, nie wie, co robi, nie ma pojęcia o swoim bogu, więc go zdradza, a jak uzna, że poznał, to i tak zdradzi. I po tym się poznaje, że jest sobą, czyli katolikiem, czyli zasłużył na życie wieczne.

Żyj nad Wisłą, nie zwariuj i się nie zdeprawuj katolicką moralnością – przy tym robota Syzyfa z głazem to robota z fistaszkiem.

Tanaka

*Cytat z Listu do Rzymian. Wszystkie z „Biblii Tysiąclecia”.