Nie chcę być bogiem!!

Dziś rano utopiłem szczura. Zatrzasnął się nocą w klatce pułapce, znęcony ziarnami słonecznika i arachidami. Siedział w środku skulony, bez ruchu, patrząc na mnie przez kratę okiem pełnym inteligencji i rezygnacji. Wiedział chyba, że nic dobrego go nie czeka. Postawiłem klatkę na kuble do śmieci, zastanawiając się, co z tym fantem zrobić.

Mogłem albo wsadzić ją do auta i wypuścić szczura w zalesionej wysepce kilometr od domu. Mogłem go wypuścić na miejscu. Mogłem wreszcie zrobić to, do czego klatka pułapka służy – wrzucić wraz ze szczurem do głębokiej wody. Przez te kilka minut namysłu byłem jego bogiem, decydującym o życiu czy śmierci. Wreszcie zebrałem się w sobie i wrzuciłem klatkę do wielkiego kubła z deszczówką. Stałem nad nim przez minutę czy dwie, nie mogąc oderwać wzroku od desperacko walczącego o oddech stworzenia, aż wreszcie z ciężkim sercem poszedłem do domu. Wróciłem za kwadrans, by wyciągnąć z ociekającej wodą klatki mokry łachman martwego mięsa, w który zmieniło się odziane w schludne futerko czujące i myślące stworzenie. Jak pisali Strugaccy, trudno być bogiem.

Epizod ten skłonił mnie do zastanowienia się nad istotą boskości. Bo przecież władający rzekomo Wszechświatem doskonały, wszechinteligentny, wszechmocny i wszechwiedzący bóg musi bez przerwy podejmować decyzje o życiu, śmierci i cierpieniu jego wiernych/poddanych. Trudno mi coś powiedzieć o reszcie Kosmosu, ale biorąc pod uwagę, jak jest zorganizowany i jak działa nasz świat tu na Ziemi, te rzekome wyroki boskie wydają się nie tylko często bezsensowne, ale i bezlitośnie okrutne. Mój własny, skazujący na śmierć złapanego szczura, miał przynajmniej jakieś usprawiedliwienie. Podsądny, wraz z innymi podobnymi przestępcami, obżerał i zrzucał co noc nasze cytryny. Tak więc dla mnie, nie żadnego Wszechmocnego, ale zwykłego, przeciętnego człowieka, ochrona mego źródła pożywienia ma sens. Jaki jednak sens dla teoretycznego boga ma cierpienie milionów niewinnych ofiar wojen, zbrodni, przemocy i chorób i jak można usprawiedliwić jego zadawanie?

Analizując kwestię racjonalnie i logicznie, można tylko dojść do wniosku, że rządzący takim światem bóg może być złośliwy i okrutny, a nie miłosierny, sprawiedliwy i kochający. Albo że jest kosmicznym politykiem par excellence, składającym ofiary na ołtarzu jakiegoś „większego dobra” (jakiego?), czyli w sumie socjopatą, bo najczęściej tacy przecież wybierają i robią karierę wymuszającą ciągłe moralne kompromisy, bardzo często oportunistyczne. Co zresztą od zawsze potwierdzają wyznawcy, próbując go przekupywać modłami i ofiarami.

Albo że po prostu nie istnieje i wiara w niego jest pomyłką ewolucji czy też, w erze racjonalizmu i oświecenia, szkodliwym anachronizmem. W każdym jednak przypadku na koncepcji „boga” i na zaślepianych mitem boskiej doskonałości i miłosierdzia tłumach żerują kapłani i politycy, tumaniąc „owieczki” i poddanych podtrzymującymi na duchu bajeczkami o boskich „miłości, sprawiedliwości, miłosierdziu” i wykręcając dla własnej korzyści wypracowane przez ewolucję podstawowe zasady etyki – na „dogmaty wiary” czy na wymieszane z religią doktryny polityczne.

Konieczność decydowania o życiu i śmierci może przytrafić się każdemu człowiekowi. Jednak prześladowanie i zabijanie bez rzeczywistego powodu – w obronie życia – jest uzurpacją rzekomej boskości przez ludzi, czyli swego rodzaju bluźnierstwem. Co jednak nie przeszkadza w najmniejszym stopniu tym, co prześladują i mordują w imię „wiary”. Ani też, w innej kategorii, pilotom samolotów, śmigłowców czy dronów zabijających „wedle rozkazu” z „niebios” – czyli bezpiecznej wysokości czy odległości. Być może nawet jedni i drudzy przeżywają w takich momentach trochę „haju” dzięki swej chwilowej „boskości”.

Analizując swe uczucia po uśmierceniu szczura doszedłem do wniosku, że nie chciałbym być bogiem. Mam zbyt wiele empatii dla wszystkich żywych stworzeń. Wrodzoną ludzką skłonność do napawania się władzą nad czyimś losem usilnie zwalczam. Co zrobię z następnym złapanym szczurem, jeszcze nie wiem.

Herstoryk