Wodewil, czyli katolik chce zostać Ludem Bożym

Co to jest Kościół? – pyta ksiądz dobrodziej dzieci przedkomunijne i zaraz fachowo wyjaśnia: Kościół to Lud Boży pod przewodnictwem hierarchii biskupów i kapłanów oraz zwierzchnością papieża w mistycznym Ciele Chrystusa. Każde dziecię boże dowiaduje się o tym z tysiąc razy, od chrztu do odpowiednio naturalnej śmierci. Tak więc każdy katolik jest starannie wyedukowany, że jest Ludem Bożym. I nawet tak o sobie myśli! A w każdym razie zdaje mu się, że tak myśli.

Oto w ubiegłym roku doszło do szokującego zdarzenia: Lud Boży, pod postacią kilkudziesięciu katolików, postanowił skorzystać ze swoich prerogatyw Ludu, czyli suwerena. Szokuje, że tak o sobie pomyślał i postanowił. Na co mu to – nie jest jasne, ale katolik żyje wśród takiego mnóstwa tajemnic wiary, więc nie może wiedzieć, na co mu coś, co jest na nic.

Ów kilkudziesięcioosobowy Lud Boży objawił się w Gdańsku, co także jest dziwne, albowiem najlepszym miejscem do występowania Ludu Bożego jest Kraków. W Gdańsku Lud wystąpił w sprawie różnych niegrzecznych zachowań bp. Głódzia i żąda jego odwołania, a przecież w Krakowie Lud też mógłby wystąpić w sprawie nie mniej niegrzecznego bp. Jędraszewskiego albo jego poprzedników, w tym tego, co występował w znanym oknie. Ale nie wystąpił. Na 37 mln członków Ludu Bożego w Polsce kilkudziesięciu wystąpiło. Szok! – czyli już jest wodewil.

Wystąpienie Ludu w Gdańsku odbyło się pod hasłem: „OdzyskajMY nasz KOŚCIÓŁ”. I tu już wystąpienie okazuje się kolejnym aktem wodewilu: odzyskajmy? Czyli wcześniej on był nasz, tylko jakoś tak się porobiło, że przestał być nasz, więc go chcemy odzyskać! Mało co, a byłbym się zapytał tego Ludu Bożego, kiedy to on był tym Kościołem i co robił, że przestał, ale nie zapytam przez grzeczność przedkomunijną. Gdybym bowiem zapytał, Lud Boży musiałby kłamać lub wpaść w głęboki i przykry dysonans poznawczy, co zwykle prowadzi do poważnych zaburzeń.

Biskup Głódź poczuł się bezczelnie i terrorystycznie atakowany. W związku z tym wyzwał liderkę protestującego Ludu Bożego, panią Zorn, na bitwę w kisielu: fachowym cytatem z Objawienia obala się przeciwnika i już leży, wołając o miłosierdzie, a biskup z bożą radością obwieszcza: nóżki w galarecie! Głódź powołał się więc na wysokie umocowanie – u św. Pawła, który w zagrożeniu życia nie wahał się skorzystać z obowiązującego prawa!

Wymowność cytatu i siła patrona – powalające! Ale Liderka Ludu Bożego ma mocne nogi i mocne cytaty. Nie pada, lecz odparowuje cytatem ze Słowa Bożego o biskupie: Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nieprzebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?…

Tak jest! Biskup powinien być mężem żony, więc dlaczego nie jest? Arii wodewilowej część kolejna. Ale jest i śmieszniej i straszniej jeszcze: biskup ma trzymać dzieci w uległości. Prawidłowy katolik zna od wieków, jak to się robi, i przykład płynie z samej góry: Dziateczki rózeczką Duch Święty bić radzi! To samo biskup, jak i każdy słuszny wyznawca robi z żoną, żeby – rzecz jasna – „dobrze rządzić własnym domem”. Dom jest biskupa i porządnego parafianina, nie baby, baba ma być dobrze rządzona, czyli w uległości trzymana. Bardzo przystępnie wyjaśnił, jak to działa, gwałconej przez siebie dziewczynce bp Szkodoń: mąż leje żonę przez cały tydzień, ale w niedzielę zgodnie idą do kościoła! Taka tradycja. Od tysiąca pięćdziesięciu lat nad samą tylko Wisłą.

Lud Boży pod kierunkiem duchowym i kolejowym pani Zorn, wskutek braku reakcji Kościoła, czyli samego siebie, napisał do nuncjusza Watykanu w Warszawie. Brak reakcji! – tego się właśnie spodziewamy, choć nie spodziewa się katolik. No, ale on nie może się spodziewać – przez te wszystkie tajemnice wiary i ten wodewil, który bierze za dramat. Mijają dobrze ponad dwa miesiące. Wreszcie nadchodzi odpowiedź nuncjusza, ale tylko dlatego, że Lud Boży ogłasza, że zrobi wystąpienie pod pałacem nuncjusza. Nuncjusz informuje Lud Boży, że darzy go najwyższym szacunkiem i jest otwarty! Na tym właśnie polega szacunek biskupa do Ludu: nie odpowiadać baranom. Chyba że nie ma już innego wyjścia.

Odbyło się nareszcie spotkanie z nuncjuszem. Pani Zorn ze swoim Ludem wyszła bardzo zadowolona, albowiem wszyscy okazywali sobie wzajemny szacunek i ładnie się pomodlili za siebie nawzajem. Nuncjusz poinformował Lud Boży, że jest dyplomatą i on nikogo nie osądza, a tylko przekazuje do Watykanu. Że prawo kanoniczne i prawo międzynarodowe oraz że zarzuty muszą być potwierdzone wyrokiem właściwego sądu!

Krótko mówiąc, językiem mniej dyplomatycznym, ale bardziej zrozumiałym, kazał Ludowi Bożemu spadać na drzewo. Lud Boży najpierw był bardzo zadowolony, że ma spadać na drzewo, bo nie zrozumiał tej tajemnicy. Zdawało mu się więc, że jak się ładnie wspólnie modlili, to nie muszą spadać na drzewo.

Miesiące jednak mijały – i nic, cisza! Lud Boży zaczął więc czuć się niespokojnie. Wśród tylu tajemnic nie sposób czuć się spokojnie, więc nas to nie dziwi. Jak już Lud osiągnął dostatecznie wysoki poziom zaniepokojenia, napisał apel do papieża w postaci płatnego ogłoszenia w największym dzienniku Włoch – „La Repubblica”. Widać inaczej głos Ludu do niego nie dociera. Gazeta jednak postanowiła ocenzurować treść apelu do miłego papieża Franciszka i dopiero kilkudniowe negocjacje między prawnikami stron doprowadziły do konsensusu. Wodewil wciąga coraz bardziej.

Wreszcie przychodzi zbawienna wiadomość wybita sensacyjnie w czołówkach mediów: Papież zareagował na list! Odpowiedź miłego papieża Franciszka ogłosił rzecznik Watykanu Matteo Bruni: Papież został poinformowany o tej akcji i modli się za ogłoszeniodawców. Kościół musi zastosować normy kanoniczne, by ujawnić przypadki nadużyć i ukarać winnych zbrodni.

Odpowiedź cytują liczne media światowe, w tym „New York Times” i „Washington Post”. Cały świat dowiaduje się, że papież modli się za panią Justynę Zorn, czyli za Lud Boży. Dokładnie tak samo, jak się modlił nuncjusz w Warszawie. Co prawda o istocie sprawy Lud Boży niczego się nie dowiaduje poza kolejnym powtórzeniem tych samych formułek bez treści, ale najważniejsze, że był paciorek papieża. Czyli po raz kolejny i na samym szczycie: spadajcie na drzewo! Aktorzy wodewilu w pełnym transie!

Czy Justyna Zorn cieszy się, że ogłoszenie dotarło do papieża? – pyta Wirtualna Polska.

Zorn: Ja codziennie modlę się w intencjach Ojca Świętego, ale w życiu nie przypuszczałam, że papież będzie się też modlił za mnie [podkr. T.]. Wierzę, że teraz nie da się już zamieść tych spraw pod dywan ani przykryć ich milczeniem episkopatu. Teraz czekam na administratora z Watykanu, który pojawiłby się w Gdańsku, aby wyjaśnić zarzuty wobec abp. Sławoja Leszka Głódzia. Taki administrator działa wtedy, gdy biskup jest pozbawiony uprawnień. Głódź byłby odsunięty od pełnienia obowiązków na czas wyjaśnienia wszystkich zarzutów, w tym ukrywania pedofilii czy mobbingu wobec podległych mu księży.

Pora na wielki finał i oklaski zadowolonych widzów wodewilu: Przypomnijmy, że abp Sławoj Leszek Głódź 13 sierpnia kończy 75 lat i ma przejść na emeryturę. Został mu więc właściwie niewiele ponad miesiąc rządów w Gdańsku. Ten administrator z Watykanu, co to ma przybyć do Gdańska i co trzeba wyjaśnić, zastosować prawo międzynarodowe i prawo kanoniczne, a następnie doprowadzić do skazania, pardon – uzyskania wyroku odpowiedniego sądu – ma na wszystko miesiąc.

Tak więc za miesiąc bp Głódź uda się do swojej emeryckiej pałacowej rezydencji na uboczu i w miłym klimacie, którą szykował przez tyle lat biskupiego, polowego i stacjonarnego znoju i wierności Dobremu Panu Bogu i Jezusowi w bolesnej męce. Podobno ludność miejscowa, czyli Lud Boży, już na niego z wytęsknieniem czeka. Pan da ludowi zarobić przy koszeniu emeryckich łąk i ogrodów oraz wożeniu zaopatrzenia; z serca będzie błogosławił i rozdawał ładne obrazki, a nawet ochrzci kolejnych suwerenów pod nazwą Lud Boży – i wszyscy będą zadowoleni oraz będą za siebie odmawiać przyjemne paciorki.

By zareagować, Lud Boży miał 30 lat co najmniej. Już wtedy był informowany o wyczynach bp. Głódzia. Po 30 latach jedna milionowa część katolików w Polsce doszła do wniosku, że należy się uznać za Lud Boży. I dlatego te wodewilowe skutki. Inaczej być nie mogło.

Tanaka