Dama bije wieże, a pedryl – katolika!

Zbok! Sodomita! Pedał! Pedryl! Parówa! Ciota! Syfiarz! Dupojebca! Gównojad! I wiele, wiele innych definicji geja krążyło i krąży po podwórkach, szkołach, domach, urzędach, zakładach pracy, domach wczasowych, kościołach, salach katechetycznych, procesjach, pielgrzymkach; mościły się w dowcipach i głowach. Samych katolików. Inna ludność w Polsce bowiem nie występuje.

Geje do bardzo niedawna nie występowali w przyrodzie, podobnie jak homoseksualiści. Zdaje się, że pierwszy raz termin „homoseksualista” poznałem z książki prof. Andrzeja Jaczewskiego. Ale on sam musiał być zbok, że o takich zboczonych rzeczach pisał.

Jeszcze gorsza musiała być Michalina Wisłocka, dlatego masowo ją czytano, z wypiekami i pod kołdrą. Żeby nie gorszyć Absolutu Miłości – Dobrego Pana Boga.

Odhumanizowanie człowieka, którego natura, pardon – Jego Przenajwyższość, Doskonałość Miłości – Dobry Pan Bóg, uczyniła homoseksualistą czy transseksualistą, to 2 tys. + lat Tradycji. W imię Miłości człowieka do człowieka.

Żyjemy zanurzeni w potwornym, zabójczym odmęcie. W ogóle nie czujemy trującego smrodu. Zewsząd lecą bluzgi na homoseksualistów. Odczłowieczanie, brukanie, odmawianie godności, praw i wolności bycia, kim się być chce, nie szkodząc innemu. Na geja bluzgają sami prawidłowi katolicy pod przewodnictwem biskupów i wzorowych katolików z państwowej nawy.

Bluzga ochoczo Duda. Tym samym się odczłowieczył, choć należy wątpić, czy kiedykolwiek był człowiekiem, bo nie robi tego przecież z niskiej chęci zysku – by dalej móc niszczyć konstytucję, prawa, międzyludzkie więzi i Polskę, ale z głębi tzw. serca – taki jest. Tak wychowany, porządny, prawidłowy katolik.

Mam luksus bycia hetero. Gdy dookoła prawidłowi katolicy wypróżniają się na dobrych i zwyczajnych przecież ludzi będących gejami, dostaję wścieklicy. NIE MA MOJEJ ZGODY na odczłowieczanie!

Prześladowane kobiety potrafią już wychodzić na miasto, iść pod pałace władzy i biskupów z protestem, robić marsze czarnych parasolek. Nie potrafi i nie chce tego porządny katolik, a porządny on jest z mocy bycia katolikiem. Nie wychodzi w tłumnych marszach na miasto, by pod pałacami swojej władzy biskupiej i państwowej drzeć się wniebogłosy: DOŚĆ! Nie wychodzi, bo to bezprzedmiotowe dopóki spotwornienie nosi we własnej głowie. Więc katolik albo rzuca bluzgami, albo siedzi cicho, czyli głośno i ładnie się modli do Absolutu Miłości, który z lubością morduje i sodomitów i mężczyzn i kobiety z dziećmi i dziećmi poczętymi. Dowodzi tym sobie, sąsiadom i Dobremu Panu Bogu, jaki jest prawidłowy katolik.

Niech więc w wyborach pedryl pobije katolika! Pedryl i ten, co ma geja za człowieka godnego jak inni. Po prostu za człowieka, a nie obiekt, przedmiot drwin, bluzgów, bicia i zabijania. Tak! Bo poniżanie, odmawianie człowieczeństwa zabija.

Niech sczeźnie religia przemocy zlepiona w jedno z władzą państwa. By wreszcie ludzie byli ludźmi, a nie słusznymi katolikami, a państwo było dla nich. To całkowicie wystarczy.

Pedrylu – bij w wyborach katolika! Człowieku – rób to samo!

Tanaka