Smoleńsk – drugi Katyń, noc św. Bartłomieja czy jeszcze coś innego?

Katyń to świadome i celowe zniszczenie obronności pewnego państwa poprzez fizyczną eliminację kadry oficerskiej, mogącej organizować obronę państwa przed zewnętrznym wrogiem.

Noc św. Bartłomieja to unicestwienie wszystkich sił wewnętrznych mogących szkodzić organom władzy (podobnie noc „długich noży”, firmowana przez Hitlera).

Czym jest Smoleńsk? Unicestwieniem fizycznym całej czołówki wojska począwszy od głównodowodzącego, czyli prezydenta oraz szefów wszystkich rodzajów broni, najcenniejszych filarów systemu obronności kraju, najlepiej i najdrożej szkolonych żołnierzy, których trudno zastąpić.

Wszystkie wymienione rzezie oprócz praktycznie wspólnego efektu miały także inne istotne cechy  wspólne: Działanie  znienacka i atak globalny. Inna metoda nie byłaby skuteczna, pozwoliłaby na obronę i opór tych, którzy uniknęliby śmierci.

W Katyniu ewidentnie zadziałał wróg zewnętrzny, w słynnych „nocach” wewnętrzny, a kto w Smoleńsku? Tu zdania narodu są podzielone. Są ludzie, którzy obwiniają wroga zewnętrznego, tego odwiecznego, ale nieco chłodniej myślący dopuszczają myśl, że i tu zadziałał wróg wewnętrzny. Co za tym przemawia? Sposób organizacji przedsięwzięcia. Żaden wróg zewnętrzny przy obecnych możliwościach komunikacji i informacji nie byłby w stanie zgromadzić w jednym czasie i jednym miejscu wszystkich tych, których należy unicestwić, tylu kretynów nie ma chyba w żadnym wojsku. Mógł to uczynić tylko jakiś ukryty, dobrze zakonspirowany „Konrad Wallenrod”, przygotowując zaproszenia, których nie wypada nie przyjąć. Krewni „poległych” powiedzieli, że nie odmawia się prezydentowi. Nieważne czy „misja” była wyłącznie patriotyczna i ważna dla narodu, czy tylko elementem kampanii wyborczej dla reelekcji, skutek jest ten sam –„koń jaki jest, każdy widzi”.

Efekt finalny można było przewidzieć. Nieistotny jest fakt pojawienia się mgły, sztucznej lub prawdziwej, takiej mgły nie da się ukryć – wróg zewnętrzny znał psychikę głównodowodzącego (i jego doradców w kraju) choćby po ujawnieniu swego „wnętrza” w Gruzji, nie potrzebował rakiet, urządzeń elektronicznych, złego samolotu, helu itp. Mógł ze 100-procentową pewnością założyć, że TU 154 spróbuje wylądować, niezależnie od ryzyka. Czy Putin upił kontrolerów i wspólnie z Tuskiem przeniósł latarnie, tego się nie dowiemy nigdy. Może nawet nie trzeba było tego robić? Wystarczyło, że przyroda wykopała głębokie rowy przed lotniskiem, a piloci o tym nie pamiętali, bo nie mieli odpowiednich map? Wiem, ze wiedzieli!

Na wysokości 400 m mieli ostatni poprawny odczyt  z wysokościomierzy obu typów i byli „na kursie” według kontrolera – na szczycie między dwoma jarami, potem nie mieli prawa wierzyć nikomu – ani kontrolerowi ani przyrządom, a przecież nie widzieli lotniska, a sygnały o zbliżającej się niebezpiecznie ziemi zlekceważyli.

Wracam do problemu osoby (osób) odpowiedzialnej (ych) za zgromadzenie w jednym miejscu i czasie setki tak istotnych osobistości, czyli działalności wroga wewnętrznego. Zespół Macierewicza uważa, że była to kancelaria premiera. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak na kancelarię prezydenta. Gdyby kancelaria premiera, która na niewiele godzin przed odlotem została poinformowana o ustalonej liście pasażerów obu samolotów (TU i JAK), próbowała protestować to krzyk Prawych Polaków bez radia i TV byłby słyszalny za oceanem – bez udziału pani Fotygi!!! Należy więc wroga szukać w pałacu, przed którym wystawiona jest farsa z krzyżami.

Intuicja mówi mi, że nie ma w Polsce gorszego wroga narodu, niż osławiony niszczyciel, pan M., który szermując „dobrem narodu” zniszczył osłonę wywiadowczą zagranicznych misji naszych wojsk, zastępując fachowców harcerzykami, którzy nawet nie przeszli szkolenia skautowskiego w składaniu pałatek w namiot wieloosobowy w Anglii lub USA. Czemu nie wysłano tych  harcerzy do Smoleńska – najlepiej pieszo i dużo wcześniej, aby usłać różami teren przylotu? Zauważyliby knowania wroga zewnętrznego, te ogromne maszyny mgłotwórcze i nie działające światła (powkręcaliby cichcem mocne żarówki). Zauważyliby też te dziury w ziemi i zawiadomili szefa.

Na wycieczkę wybrał się przecież też najlepszy specjalista od Bezpieczeństwa Narodu (też znany szef „durniów” z Afganistanu). Czy nie uważał, że prezydent i generałowie są „dobrem narodowym”, któremu się należy troska ze strony BBN? Kto w Polsce powinien dbać o bezpieczeństwo, jeśli nie BBN? Czy takie marne jest to BBN, że nie stać go było, aby wysłać odpowiedniej ekipy do Smoleńska? Biedna ta Polska, gdy tacy ludzie zajmują się m. in. moim bezpieczeństwem, czuję paskudne mrowienie na plecach.

Nie wiem, czy to pan M. doradzał prezydentowi, kogo zaprosić do latającej, ruskiej trumny, ale nie byłbym zdziwiony, gdyby tak było. Na pewno teraz dojdzie do prawdy, kto spowodował taką beztroskę o dobro narodu. Nie należy podobno źle mówić o zmarłych, no może jest jednak kilka wyjątków ??? (Hitler, Stalin). Co trzeba zrobić, gdy nie można sobie przypomnieć niczego dobrego o zmarłym? Milczeć? Można, ale stawiać milcząco pomniki? To już przesada! Cisza nad trumną, a nie bałwochwalcze zapędy i stawianie krzyży. Zmarły (a może poległy męczeńsko?) prezydent miał tylko jedno dokonanie poza ośmieszaniem Polski w kraju i zagranicą oraz namiętnym wetowaniem ustaw, uchwalonych przez nielubiany sejm. Zorganizował Muzeum Powstania Warszawskiego. Chwała mu za to. Teraz proponuje się nazwać to muzeum jego imieniem, choć garstka jeszcze żyjących powstańców niezbyt entuzjastycznie się do tego odnosi – uważają, że „za słabo” walczył u boku mamusi w powstaniu – to oczywiście odrobina sarkazmu – sorry! Mnie to uhonorowanie nie przeszkadza, bo nie jestem przekonany o celowości organizowania powstania w tym momencie i bez uzgodnienia z aliantami, więc i to muzeum mnie nie zachwyca, nie lubię świętowania klęsk i to tak strasznych, raczej wolałbym o nich zapomnieć. Nie chcę przypomnieć całej dyskusji na temat powstania. Jest czasem nawet zabawna. Słyszałem, że dowódcy AK chcieli „pokazać” Stalinowi (ekshibicjonizm?), że własnymi siłami przepędzą faszystów, ale jednocześnie mieli pretensje, że „drugi wróg” nie wkroczył z pomocą do akcji – to obłuda lub debilizm. Dlaczego miałby to uczynić? Odzywające się sumienie albo uczucia ludzkie u tyrana? Czy dowództwo AK uzgodniło ze Stalinem termin wybuchu powstania? Z rządem londyńskim nie zrobili tego, stąd gen. Anders określił dowódców mianem przestępców wojennych. W dyskusji radiowej mądrych głów (m. in. Nałęcz) słyszałem, że Stalin właśnie chciał zniszczenia Warszawy, aby osłabić naród polski przez wybicie cudzymi rękami młodzieży i reszty inteligencji pozostałej po Katyniu, która nie będzie przeszkadzała w rządzeniu Polską po wojnie. Załóżmy, że tak było, nawet nie trzeba dowodów. To kto realizował plany Stalina i dlaczego? Czyżby znowu Konrad Wallenrod w dowództwie AK? Coś ta biedna Polska jest wciąż niszczona przez wewnętrznego wroga, nawet nie potrzebuje zewnętrznych. Kto przejmuje obecnie pałeczkę w tym zbożnym dziele?  Powiem jak Macierewicz i Kaczyński – ja wiem, ale nie powiem!

Coś dla rozweselenia potencjalnego czytelnika – fragment literatury „pięknej” :

lucas.m.cracow
10 kwietnia o godz. 16:54 (część komentarza na blogu Pani Paradowskiej – link działa)

*****************************************************************************************

Dla ocucenia rozumu i przypomnienia, wszystkim wierzącym w zamach, wybuch i poległych pod Smoleńskiem … cytuję klasyka:

·  TU-154 we mgle

Nam lecieć nie kazano, wszedłem do kokpita
i spojrzałem na pole…trzeba brata spytać,
jak przekonać pilota w mglistej atmosferze,
by odwagą pokonał nieprzyjaciół wieżę,
z której Moskal przez radio próbuje dyktować
Prezydentowi Polski – gdzie ma wylądować.
Przez mgłę dostrzeże prawdę człowiek wielkiej cnoty,
co przejrzał dziadów, małpy oraz palikoty.
I z czystym sercem powie, że mgły tej przyczyna
tkwi w potajemnym spisku Tuska i Putina.
Chcą mnie z drogi zawrócić i wysłać do Mińska;
już widzę, jak się cieszy pewna morda świńska.
Lecz ja się nie ulęknę broniąc racji stanu;
już raz mnie zaciągnęli do Azerbejdżanu.
Wylądujemy tutaj, żeby zbaranieli
jak Tusk, kiedy wkroczyłem na salę w Brukseli.
A w najgorszym przypadku – śmierć na posterunku!
Przynajmniej cały naród nabierze szacunku.
I aby nie mówili “Lechu-Kamikadze”,
najlepiej, jeśli jeszcze brata się poradzę.
“Jarku, jest pewien problem i wygląda ślisko,
Ruskie chcą nas skierować na inne lotnisko”!
“Ależ to oczywista przecież oczywistość,
że kłamią, by nam zepsuć całą uroczystość!
Nie będzie nas kontroler wodził po manowcach,
bo przecież to samolot na bazie bombowca.
Nawet gdy walnie w ziemię, to się nie rozwali,
powiedz wieży, że stoi, gdzie zomowcy stali.
Będziemy postępować tak jak było w planie,
wiesz przecież co masz robić – Wykonać Zadanie!
A Błasik niech tam dobrze przypilnuje!
Zadzwoń ponownie do mnie jak już wylądujesz.
By Ci dodać otuchy – odmówię paciora,
I masz błogosławieństwo Ojca Dyrektora”.
Czego nie powiedziano w tej rozmowie braci,
że, by władzę odzyskać, trzeba czasem stracić.
“Gdybyś jednak wpakował rękę do nocnika,
cały naród Cię uczci jako męczennika…”

Utwór między gwiazdkami można usunąć, bo link działa!

I co? Czyż nie stawia się „poległym” pomniki i wywołuje wilka z lasu (sorry – apeluje do poległych o stawanie na apelu!) przy najbardziej idiotycznej sytuacji, nie mającej niczego wspólnego z pewną katastrofą lotniczą???

Jeśli ktoś dzisiaj proponuje powołanie międzynarodowej komisji do badania katastrofy smoleńskiej, wtedy musi coś zadeklarować – „nie wierzę w brednie Macierewicza”! W innym przypadku jest w sytuacji miłośników pana Antoniego, wystawiających sobie świadectwa ubóstwa duchowego, żądając powołania takiej komisji.

Pomijam fakt, że sam pomysł jest niedorzeczny, bo nie ma szans na jego realizację, choć brzmi ugodowo i pozornie logicznie.

Skoro Polacy sami nie potrafią załatwić takiej sprawy (jako podludzie), a jest ona ważna dla narodu – to można się zwracać do mądrzejszych i uczciwszych narodów (nadludzi), aby nam pomogły.

Kłopot jest m. in. w tym, że kilka narodów już nam pomagało – w MAK (M-międzynarodowy), ale widać ich mądrość i uczciwość nie zostały zaaprobowane przez mądrego inaczej prezesa, który łaknie prawdy jak kania dżdżu, bo sam głównie używa kłamstw i czuje pewien niedosyt „Prawdziwej Prawdy” – i Sprawiedliwości! Masochista jakiś? Przecież rozmawiał z bratem kilka minut przed katastrofą i dyskutowali tylko o zakupie nowej porcji pampersów dla mamusi, a o mgle i wybuchach ani słowa!!!  To zbyt wstydliwy temat!

Nawet słowem nie wspomnieli o zadaniu partyjnym – mocnym uderzeniu propagandowym przed próbą reelekcji. Ja w to równie głęboko wierzę, jak we wszystkie słowa Macierewicza.

 Każda rozsądna komisja musi wierzyć w to, że dysponuje prawdziwymi danymi o stanie sprawności samolotu i działaniu załogi, a te można odczytać z zapisów w czarnych skrzynkach o kolorze pomarańczowym. Ewentualna komisja międzynarodowa musiałaby się udać do Moskwy i sporządzić dobre kopie zapisów, aby mieć nad czym dumać. Niestety nie ma to sensu, gdyż Macierewicz – jedyny uczciwy Polak, patriota, ostatnio stwierdził stanowczo, że te zapisy są sfałszowane. To na czym ma pracować komisja? Fałszerstwa spowodują, że nie może odkryć tej prawdy, którą sobie życzy prezes, więc domagać się tak kompletnego fiaska mogą tylko kretyni.

Jest jedna skrzynka, która zaraz po znalezieniu została przewieziona do Warszawy. Tę chyba sfałszował osobiście premier Tusk, aby nikt nie odkrył jego układu z Putinem o planowanym zamachu na najgroźniejszego dla Imperium Rosyjskiego człowieka, który już nieraz machał szabelką – nawet jako dziecko (choć nie na podwórku z pospólstwem)! Bojąc się upadku Rosji po reelekcji prezydenta, Putin pomógł Tuskowi, zapraszając go do wizji lokalnej i przygotowania pułapki obezwładniającej. Hel, mgłę, trotyl i lasery przywiózł Putin z Moskwy, Tusk tylko genialne pomysły.

Nie ma sensu obnażyć doszczętnie przed światem indolencji polskiego państwa prośbą o pomoc z zagranicy, bo nikt nam już nie jest w stanie pomóc, gdy zabraknie dowodów na zamach, bo skrzynki sfałszowane.

Wiele lat temu prorokowałem prawdopodobny rozwój wydarzeń:

 Po dojściu do władzy „napoleonka” unieważni się wszystkie skrzynki (…ja cofam wszystkie sęki…, jak mówił Dziewoński w starym skeczu) i zadekretuje oczywistą prawdę, taką jaką sobie będzie życzyła nowa władza.

Wyrosną, jak grzyby po deszczu, pomniki poległego bohatera, a więzienia zostaną zapełnione niedowiarkami w boskość, lub co najmniej świętość lokatora Wawelu.

No cóż! Spełniło się moje proroctwo po dojściu „Napka” do władzy. Mam tylko nikłą nadzieje, że suweren się kiedyś zreflektuje i zakończy koszmar.

 PS

Ostatnio doszedł nowy element do farsy smoleńskiej – jedyny człowiek fachowy, który próbował dojść do prawdy – Pan Lasek – został przez „pana sejma” wyrzucony z podkomisji związanej z katastrofami lotniczymi i nic już nie zatrzyma potężnego potoku prawdy, która nas zaleje razem z barakami blaszanymi, parówkami i puszkami po piwie. Na szczęście wszystkie te gadżety wybuchną w powietrzu i ucierpi głownie poligon „naukowców”, na nas spadnie tylko deszcz kawałków.

Antonius