Dzięki Bogu popęd śmierci w Kościele zwycięża

Od porządku, ludkowie moi, jest Pambuk. On pilnuje, żeby wszystko szło jak trzeba. I było jak na początku, teraz, zawsze i na wieki wieków, amen. A diabeł chce zmieniać, ulepszać, słyszycie – ulepszać! Już jemu mało, że krowa się cieli, on chce żeby się źrebiła. O, do czego idzie. Krowy będo się źrebili, owieczki cielili, chłop z chłopem spać będzie, baba z babo! Wilki latać bedo. Słońce wzejdzie na zachodzie, a zajdzie na wschodzie!

A Pambuk? Co na to Pambuk?

Z tym bieda, że Pambuk coraz starejszy. *

*

Żeby można było jakoś przytomnie dyskutować, należy pozostawać w kontakcie z rzeczywistością. Służy temu uporządkowanie pojęć podstawowych, co dobry nauczyciel robi na początku szkoły podstawowej właśnie. Informuje adeptów myślenia, że nie dodaje się jabłek do gruszek, a temperatura wrzenia wody (na poziomie morza – co dodaje na pierwszej lekcji fizyki) wynosi 100 stopni Celsjusza. Niestety, myślenie to bolesna męka i są miliony katolików nad samą tylko Wisłą – a wśród nich co biskup to doktor i nawet habilitowany – które nie zgadzają się na to, że gruszka nie jest kiszonym ogórkiem.

A zatem, przypomina się katolikom, że obowiązuje ich w sposób absolutny, znajomość i wierność Słowu Bożemu. Katolik jest wyznawcą bolesnej męki, nie powinien więc uciekać przed bolesną męką poznania Słowa Bożego a jednak to z zawziętością robi. Jak wiadomo z licznych badań, standardowy katolik w Polsce nie umie przeczytać więcej niż pół stroniczki formatu A4, natomiast rozumienie czytanego tekstu kończy się zwykle po jakichś 5-6 zdaniach, o ile w ogóle zachodzi.

Nie jest to co prawda usprawiedliwienie, bo nim być nie może gdy ma się do czynienia ze Słowem Bożym czyli czymś najpoważniejszym ze wszystkiego, ale da się to zrozumieć. W celu ułatwienia katolikowi rozumienia tego i owego, zacznijmy od tychże pojęć podstawowych.

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Dalszą część opuszczamy, żeby oszczędzić katolikowi męki – przyda się na później – i przechodzimy do finału: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Co prawda niedobre są przecinki w tym zdaniu, ale nic to – tak mówi Słowo Boże. A wiadomo, że ani przecinka zmienić nie wolno, bo to zmiana Słowa Bożego, czyli bluźnierstwo i w skutku bolesna męka w piekle.

Pan Bóg stworzył koronawirusa. Wszystko co stworzył jest doskonałe i święte. Pan Bóg miłuje w sposób absolutny i doskonały człowieka. Ma dla każdego Wspaniały Plan. Dlatego stworzył tego wirusa, żeby zabijał człowieka. Człowiek przyjmuje ten Wspaniały Plan ze skromnością i godnością; w pokorze i z radością. Nie może się wszak doczekać, żeby znaleźć się w Niebie. W czym mu wirus łatwo dopomoże – jest Boskim Posłańcem.

Jak wiadomo jednak z doświadczenia, katolik z coraz większą niechęcią przyjmuje Wspaniały Plan Boga na swoje życie. Jeszcze jakoś tak do czasu końca II wojny światowej przyjmował entuzjastycznie. Później zaczęło się robić coraz gorzej. Katolik coraz chętniej mordował dzieci poczęte, zaczął używać wyrobów przemysłu gumowego na części niesforne **, katoliczki zaś wyrobów chemii gospodarczej na podobnie niesforne części.

Niekórzy zaczęli się zgadzać na komunistyczny wynalazek: prawa człowieka. Przyspieszyło dzieło zgody na to, że Ziemia nie jest płaska i nie tylko Kopernik miał rację ale nawet Darwin. Ostatecznie sam Karol co został papieżem figlarnie oświadczył, że „w ewolucji coś jest”, tylko nie dał rady wyjaśnić – co? Homoseksualiści już zaczęli awansować na ludzi, choć z wielkimi oporami ze strony miłującego katolika. Przecież Słowo Boże nakazuje ich potępiać i mordować. Żydzi może nie są aż tacy podli, choć przecież „zabili Chrystusa i nas prześladowali” – co dalej orzeka Słowo Boże. In vitro też już przestaje być dla wielu katolików zbrodnią, a nieustająco powtarzane twarde zakazy biskupów w sprawie seksu przedmałżeńskiego i pozamałżeńskiego są po kpiarsku traktowane przez większość katolików. Niektórzy nawet zaczęli uważać, że pies też człowiek i może nawet pójdzie do nieba. Zaś Ziemia, ta Ziemia na którą zstąpił Duch, nie może być eksploatowana jak nakazuje Bóg w Słowie, bo to szaleństwo i popęd śmierci.

I może najważniejsze: biskupi od tak zwanego zawsze tak mieli, że choć prześladowali wszelką myśl wolna i naukową, w tym brutalnie przeciwstawiali się medycynie, to z najwyższą ochotą korzystali z jej dobrodziejstw. Na naszych oczach otłuszczeni biskupi żądają by im robić bypassy, odsysać wiadra tłuszczu, naprawiać marskie wątroby, wstawiać sztuczne stawy, rozruszniki serca na baterie, wymieniać serca na cudze albo mechaniczne i bez pudła godzą się tu z nauką. Na codzienny użytek mają zaś wagony chemii. A wszystko to sprzeciwia się Bogu, bo „jest niezgodne z Naturą”. Bóg wzywa do siebie, do samego Nieba, a kler z resztą katolików krzyczy głośno: NEIN, NEIN, ZAJĘTE! * *

Jak wiemy od Karola Wojtyły, „Bóg umiłował Polaków na sposób szczególny”. Maryja też „umiłowała Polaków na sposób szczególny”. I Jezus także. Oraz wszystkie pozostałe postaci odpowiedniego rodzaju. Ma rację, bowiem Polak szczególnie gorliwie przestrzega Słowa Bożego.

Koronawirus szczególnie sprawdza teraz Polaka. O Niemca, Holendra a nawet Włocha mniej się tu martwimy. Wirus to taki „tajemniczy klient” który sprawdza jak działa system: kościół katolicki.

Każdego dnia, właściwie bodaj co kwadrans, Polacy którzy jakoś dorastają do powagi, pewnej wiedzy i jakiegoś poziomu moralnego, są konfrontowani z szaleństwem. Co biskup, to jakieś koszmarne oświadczenia, żądania, potępienia. Co biskup doktor habilitowany, to wręcz skrajnie bezrozumne, ślepe, samobójcze dla katolików tezy. Kłamstwo goni i dubluje kłamstwo. Bezczelność przechodzi w chamstwo i pogardę. Zaprzeczanie nie tylko naukowej wiedzy, ale i w miarę rozsądnemu rozumowi pokazuje swoje żelazobetonowe wnętrze. Cynizm, szaleństwo zasady, że choćby potop, ale musi być tak jak żądają słuszni wyznawcy i prawodawcy kościoła, od których katolik dowiaduje się „co jest dobre a co złe”. Kościół żąda i to dostaje, bo zawsze dostawał: być ponad prawem, ponad państwem, ponad człowiekiem, ponad i poza prawdą i faktami. Głośno krzyczy, że jest sługą, a objawia się jako pan i właściciel. Prześladowca krzyczy, że jest prześladowany! Tak robi od dwóch tysiącleci. I teraz, dzięki koronawirusowi, w tak skondensowany sposób to objawia.

Wirus go jednak sprawdza i już nie może jednak iść w zaparte we wszystkim. Okazuje się więc, że „niedzielna msza święta” – w której brak uczestnictwa jest śmiertelnym grzechem, można obejść i zostać w domu, słuchając radyjka albo i nie. Ale równocześnie msze dalej są obowiązkiem pod karą śmierci, więc są organizowane, a nawet biskupi wzywają, by ich robić jeszcze więcej. Jak więcej, to na danej mszy mniej katolików, a mniej katolików to mniejsze ryzyko zarażenia. Co jest sprzeciwianiem się Bogu i jego świętemu wysłannikowi – koronawirusowi, który ma przecież zabijać. Ilu zabije, tylu będzie. Bóg decyduje, a bezczelny katolik ma czelność uprawiać krętactwa: tak czyli nie, nie czyli tak.

U jednych biskupów może można nie chodzić do kościoła, ale u drugich jest to obowiązek, świętość i dawanie świadectwa. Niech będzie, że po pięćdziesięciu do środka. Ale najpierw ci co zapłacą za jakieś intencje, czy wypominki. Ci co mają znacznie poważniejszy powód by być w środku – „głęboką potrzebę duchową”, mogą zostać nie wpuszczeni, bo nie zapłacili. Mamona jest święta, choć Słowo Boże twierdzi, że jej uleganie jest śmiertelnym grzechem.

Prawidłowi katolicy mówią, że rezygnacja z mszy to przyznanie, że „Boga nie ma”. Dla ateisty to podstawowa oczywistość, dla katolika – coś absolutnie nie do przyjęcia.

Świętość wody święconej zaczyna się też okazywać nieświęta. Można się od niej zarazić. Dziś wirusem, a zawsze – bakteriami kałowymi. Kisiel z bakterii E. coli, który jest święty, przez każdego katolika jest przyjmowany na ręce, które to ręce „przekazują znak pokoju” innym katolikom. Rodzice, ciocie, babcie, rozmazują dzieciom na buziach kisiel z bakterii kałowych. Przez wielu zaś jest przyjmowany doustnie: katolicy ulewają wodę święconą i piją na choroby, smutki i na cokolwiek. Przez prawie dwa tysiące lat katolicy marli z tego powodu jak muchy, dziś mają bezbożną medycynę i chemię, którą się ratują. Ale nie uratuje ich sanepid, bo nie wolno mu kontrolować święconej wody i nakładać kar na proboszczów, biskupów i kościół katolicki. Kościół jest niezawisły, bo zawisły jest katolik, który idzie do ziemi. Mógłby żyć, ale nie jako wierny Bogu katolik. Jego obowiązuje wzajemne obmazywanie się płynnym świętym kałem. Zaś najważniejszą rzeczą w kościele jest „czystość”. Każda czystość, bo jest to święta obsesja katolików.

Hostia jest świętością nad świętościami. Wiemy to też dzięki Dudzie Andrzejowi, który rzutem bramkarskim ocalił Ciało Chrystusa przed upadkiem na posadzkę kościoła. Na posadzce jest godzący w godność Ciała Chrystusa kurz, ale na pewno nie ma bakterii. Kurz zmywają z posadzki wyłącznie kobiety, które usługują mężczyznom i nie działa zasada odwrotności, ani nawet równoważności: co drugi tydzień na kolanach szoruje posadzkę katolik, proboszcz oraz biskup. Żadna to ujma, prawda? Służą Bogu jedynemu, a każda służba Bogu jest równie dobra i godna. Biskupi zaś dają szczególny przykład nie szorują więc posadzek tylko skórzane fotele limuzyn biskupią szatą, ktorą szorują zakonnice.

Hostia jednak przestaje się okazywać świętościa nad świętościami, bo część biskupów zaczyna dochodzić do wniosku, że można ją dawać do ręki z powodu pobrudzenia wirusem. Dotąd też wsadzanie Ciała Chrystusa prosto do ust katolika, dla którego opłatek nie jest żadnym „symbolem Chrystusa”, ale „żywym i prawdziwym Ciałem Chrystusa” którego gryzł i połykał dowodząc nadzwyczajnie zakorzenionego w katolicyzmie kanibalistycznego popędu śmierci, czym potwierdzał, że Jezus umarł na krzyżu, ale wcale nie umarł, bo gryziony przez katolika unosi się do Nieba. To odróżniało katolików których wiara jest „jedyna prawdziwa” od wielu innych chrześcijan, których wiara jest ułomna, licha, po prostu byle jaka i zachodzi podejrzenie graniczące z pewnością, że są to trolle Putina. O dogmaty i drobiazgi, chrześcijanie mordowali się przez stulecia z nadzwyczajną zajadłością, by potem je porzucać. Wszystko, oczywiście, w ramach miłości bliźniego swego i dla większej chwały Bożej.

Gdy całkiem niedawno dzieciak wziął hostię do ręki i ponoć schował w kieszeni, proboszcz wezwał policję, która się natychmiast zjawiła i dziecko zostało poddane przesłuchaniu bez obecności rodziców, co jest złamaniem prawa. Teraz nie musi być wzywana policja, bo można. Można, ale nie można, bo ksiądz dając do ręki, przekazuje koronawirusa. Katolik odbierając opłatek, przekazuje księdzu swojego wirusa. Ksiądz oddechem sprzedaje – tym razem może bezpłatnie – wirusa parafianinowi. Jak kichnie, od razu przekaże dwudziestce. Jak przed wyjściem z zakrystii potarł nos ręką, uprawia znaną grę towarzyską „podaj dalej” – i wygrywa! Działa to we wszystkie strony.

Arcybiskup szczecińsko-kamieński orzeka, że „Chrystus nie roznosi zarazków”. Łódzka kuria mówi, że „nie ma co panikować”. Można więc gryźć w czystości, czyli łapać wirusów i bakterii ile tylko wlezie, ale przecież one nie istnieją, bo „Chrystus nie roznosi”. Posłowie Lewicy proszą papieża o interwencję: „Episkopat Polski nie zwraca uwagi na zalecenia lekarzy”. Czarzasty mówi do arcybiskupa Gądeckiego: „niech pan naprawdę stuknie się w czoło!”. Mówi z taką subtelnością, że gdyby stuknięcie w czoło się odbyło, dałoby się usłyszeć.

Papież w tym samym czasie porzuca pomysł, żeby zamykać kościoły. „Niech będą otwarte dla biednych”. Po to są biedni, żeby byli jeszcze biedniejsi, tłoczyli się w kościele i szybko wirus przeniósł ich do Nieba. To działa znakomicie od 2 tysięcy lat. Franciszek rozstrzyga: „Nie zawsze drastyczne środki są właściwe.” Co to znaczy „nie zawsze”, czy „właściwe” – nawet nie pytajmy, bo nie zdążymy dojść do siebie na takie dictum, a już kardynał Zuppi Franciszka popiera: „Franciszek ma rację: potrzebny jest zdrowy rozsądek”. Kościół katolicki i „zdrowy rozsądek”!

„O ile dwa dni wcześniej Franciszek i De Donatis zdecydowali o zamknięciu kościołów w Rzymie do 3 kwietnia, by uniknąć dalszych zakażeń koronawirusem, o tyle wczoraj zmienili dekret. I teraz pozostawiają w rękach księży i wiernych ostateczną odpowiedzialność za zapewnienie wstępu do świątyń bez narażania ludzi na ryzyko zakażenia.” Dopełniając miary szaleństwa, teraz ślepi, bo Bogu wierni katolicy niezgadzający się z wiedzą nauki ponoszą „ostateczną odpowiedzialność” i „mają nie narażać”. Papież i biskupi umywają ręce. Wina spada na zwykłych wyznawców. Jak zawsze.

Katolik, gdyby miał ten zdrowy rozsądek, wrzasnąłby: Boże, słyszysz i nie grzmisz?? Po czym wrzasnąłby znowu: Jezu! – jak to możliwe, że twoi najwyżsi następcy to jeden w drugiego takie tępe, zdeprawowane typy, choć po 30 lat się kształcili i odmówili po milionie koronek rożańca świętego? Dałby tym samym dowód całkowitego braku rozsądku, ale może jakiejś drobiny moralności, asekuracyjnej zresztą, czyli bez wartości. Ateista nie bardzo ma jak wrzasnąć, przecież nie wezwie nieistniejącego Boga, choć serie piorunów powinny być w robocie; może tylko użyć słów powszechnie używanych jako grzeszne w najwyższym stopniu, przed czym stara się jakoś powstrzymywać, choć to zaiste męka. Po wicemarszałku Czarzastym widać z jaką nieśmiałością się wyraża i jakie to daje skutki których nie daje.

*

Państwo nie działa, bo pozwala kościołowi być ponad sobą. Uznaje własną lenna pozycję i naraża ludzi na śmierć. Nieliczni przyzwoici ludzie, usiłujący wśród tego zabójczego szaleństwa kościoła katolickiego wzmocnionej żelazobetonem konkordatu Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II i niewolnictwem katolików szukać jakiegoś rozwiązania, choćby częściowego, by zapobiegać jeszcze gorszemu rozwojowi wypadków, mówią, że należy skorzystać z obowiązujących przepisów prawa powszechnego. Prawo takie jest: „Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 18 grudnia 2002 r. w sprawie warunków sanitarnych i higienicznych w obrocie środkami spożywczymi sprzedawanymi luzem”.

Święte „Ciało Chrystusa” może być więc traktowane przez normalne bo świeckie państwo jako „środek spożywczy luzem”. Państwo może wymagać świadectw higienicznych od księży i ich przedsiębiorstwa, a środków ochronnych przy wydawaniu „Ciała Chrystusa”, które jako środek spożywczy luzem” może być „wyłączony z obrotu” ze względu na „szkodliwość dla zdrowia lub życia” .

*

Od każdego katolika, a szczególnie od biskupów, należy żądać wyjaśnień. Żądać dowodów, faktów, logiki. Żądać przyzwoitości, postawy etycznej i nadzwyczajnej powagi. Porzucenia, natychmiastowego, ostatecznego, języka przemocy i czynienia przemocy.

Przede wszystkim zaś należy żadać zdania bezwzględnej sprawy z tego, czym uzasadniają swoje uroszczenia: reprezentowania Boga i bezwzględnego przestrzegania Słowa Bożego. To rzecz najwyższa, dla życia doczesnego, wartości katolika jako człowieka i dla zbawienia wiecznego. Albo jest się wiernym Bogu a jego Słowo jest absolutną, jedyną, pełną i niezmienną Prawdą, albo jest całkowicie przeciwnie. Bóg i jego Słowo nie jest troszkę prawdziwe, a poza tym nieprawdziwe, czy częściowo pełne, a częściowo puste. Wtedy kościół katolicki ma obowiązek samolikwidacji i pełnego zadośćuczynienia człowiekowi za sumę zła, jaki mu wyrządził. Tak nakazuje mu jego własna moralność mniemana i święta reguła Sakramentu Pojednania i Pokuty.

Jak Bóg jest Absolutem, tak jest absolutnie pewne, że niczego takiego nie będzie. jest to niemożliwe z samej zasady istnienia kościoła. I tak jak nigdy nie było, tak i nie będzie żadnego zadośćuczynienia. Szczególny obowiązek moralny spoczywa więc na „katolikach otwartych”. Oni bowiem twierdzą o sobie, że wiedzą lepiej, więcej, są rozumniejsi i ponad większość „błędów kościoła”. Wiedzą „co naprawdę mowi nam ewangelia”. Zatem nic nie wiedzą, bo ewangelia nic nie mówi. Mówi wyłącznie całe Słowo Boże.

Katolik otwarty nie bylby jednak sobą, gdyby nie robił dokładnie tego samego co reszta katolików: wydłybywał tego co mu chwilowo pasuje w Slowie Bożym, a resztę wyrzucał. Więc i od katolika otwartego niczego sie nie doczekamy. Zresztą, należy od do „pokolenia Jana Pawła II”, który sprokurował taki episkopat i ten kościół boży jaki jest. Ponieważ z żadnej strony należnej wszystkim i każdemu z osobna odpowiedzi nie będzie, bo będzie to co jest od dwoch tysięcy lat, poważny człowiek ma obowiązek: wsadzać obłudnikom i oszustom palce w oczy. niech nigdy nie zaznają spokoju, dopóki nie przestaną być sobą i staną się tym, kim powinien być należyty człowiek.

*

Kościół katolicki rozłazi się. Szwy ukrywające straszne wnętrze, mocno trzymające, gdy kościół mógł bezpośrednio opluwać, skazywać na banicję, wykreślać z życia publicznego lub mordować, puszczają. Fastrygi też nie pomagają, bo nie mogą. Widać jak na dłoni, że wnętrze kościoła pełne jest siarki i ognia w jednym miejscu, a w drugim pełne trupiego zimna.

Kler i wyznawcy nie mają żadnego pojęcia o człowieku, nic z niego nie rozumieją. Psychologiczne rozumienie człowieka jest żadne. Mają swoją świętą sztancę na którą musi zostać człowiek nadziany jak Jezus na krzyż. Kościół zabija człowieka w czlowieku. Biskupi są do szpiku faszywi, zakłamani i cyniczni, ale też zupełnie pogubieni. Bo czują już, że Prawdy przestają być jako prawdy traktowane. Batogi wypadają im z rąk, świętości wietrzeją, sypią się resztki wiarygodności dla wyznawców i niczym już nie dysponują by to zmienić.

Słowo Boże jest słowem zazdrosnego, egotycznego Boga, tyrana który musi wypełnić swoj los: być ludobójcą. Antytezą siebie przedstawianego jako absolut miłości. Tego odkrycia człowieka boi sie najbardziej.

Msza święta nie musi być święta; „Ciało Chrystusa” musi się stać w państwie dla wszystkich „środkiem spożywczym luzem”, bo jego uroszczona świętość jest niebezpieczna dla życia; woda święta nie jest święta a jest zwykłym mazidłem kałowym. Katolik udaje się Domu Boga, by się zarazić i skonać, mniemając w fantazmatach, że oddaje sie celebracji życia i esencji dobra.

Wszystko jest tu względne i elastyczne, zależnie od okoliczności i chwilowego interesu, choć od zarania kościół katolicki uważa relatywizm za emanację szatana, a do Marksa za wynalazek komunistów. Wszystko jest odwrotnością siebie, ujawnianą z coraz większą siłą dowodu.

Jeśli można nie chodzić, można się nie święcić, po co się mazać kałowym bakteriami z wirusem; można do ręki, do kieszeni ten środek spożywczy luzem, to po co wracać do kościoła na obowiązkowe msze, do pożartego przez śmiertelną pustkę Domu Boga i kleru który nic innego nie ma, jak jeszcze więcej niczego w ustach i głowach, ale za to nic każe jeszcze więcej płacić?

Będzie tak, że wielu zwolnionych nie wróci. Zdecyduje o tym wygoda spoczynku oraz może nieczytelne jeszcze przeczucia moralne i poznanie szkicu faktów. A dla części ludzi, tych hipotetycznie najcenniejszych dla religii – zdecydują najmocniejsze powody: do zdemoralizowanego, zakłamanego, do potwornego się nie wraca. To racja poczucia własnej wartości i autentyzmu. To racja własnego życia.

Rozkład przyspieszy. Nie dość dobrze działali sami ludzie, słabi i gnuśni wobec molocha, więc pomaga im w tym Boży Posłaniec: koronawirus. Na tym polega Wspaniały Plan Boży dla każdego człowieka.

Tanaka

Cytaty: „Biblia Tysiąclecia” ze szczególną dedykajcą Świętego Ojca Świętego dla młodzieży akademickiej czyli niebieska książeczka; tokfm.pl, wyborcza.pl, oko.press.

* „Konopielka” wg Edwarda Redlińskiego, reż. Witold Leszczyński. 1982. Monolog „dziada-proroka” – Franciszka Pieczki

* * części niesforne – copyright Tomasz Beksiński – „Monty Python”

* * * NEIN, NEIN, ZAJĘTE! – Franek Dolas w „Jak rozpętałem II wojnę światową”. Reż. Tadeusz Chmielewski. 1969.