Już tu jest!

Cała Polska z niecierpliwością czekała na nadejście koronawirusa. Cała aparatura państwa z Nowogrodzkiej była najbardziej niecierpliwa: wstaliśmy z kolan, odzyskaliśmy suwerenność i rozkopujemy Mierzeję, ONI mają, a my nie? Całe państwo zwarte i gotowe. Jak w pamiętnym momencie. O nim jednak nie będziemy rozmawiać.

Wyglądany – wreszcie jest. Państwo jest przygotowane na uroczyste przyjęcie. Jak zawsze najuroczystsi, z wyprzedzeniem, są nasi kochani biskupi. Arcybiskup Polak powtarza: „Nie radziłbym przesadzać, podajmy sobie dłoń! Nie ma przecież żadnych potwierdzonych przypadków”. Czyli do czasu potwierdzenia wirus skacze z ręki na rękę i wszyscy są zadowoleni: nie przesadzają!

Jak wiemy, w Polsce są jednak źli ludzie: Polacy najgorszego sortu, zblatowani z wiadomymi siłami. Oni nie wierzą w biskupa i przesadzają. Puszczają w sieci relacje, jak to osobiście zderzają się z niedowładem organizacyjnym i niekompetencją służby zdrowia. Lekarze najgorszego sortu mówią to samo: nie jesteśmy przygotowani.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski właśnie ogłosił: „Mamy pierwszy przypadek koronawirusa. Procedury zadziałały”. Jest dobrze.

Minister jest w tzw. mylnym błędzie. Arcybiskup zaniedbał, choć miał przećwiczoną całą obronę za pomocą akcji „różańca do granic”. Katolicy stanęli na granicach i skutecznie zablokowali modlitwą różańca przeniknięcie do ojczyzny matki Boskiej oraz Jana Pawła II miazmaty zła.

To dlaczego teraz nie stanęli i pozwolili, żeby wróg chytrze przedostał się do jądra cywilizacji miłości? Uśpił ich arcybiskup z tym swoim „nie przesadzajmy” i ta tradycyjna zwartość z gotowością?

Arcybiskup jest tradycyjnie elastyczny, choć na co dzień sztywny: można przyjmować komunię świętą „na rękę” zamiast do ust. Czy to aby nie nagła zmiana świętej procedury katolickiej na protestancką? Protestant jest gorszego sortu, więc weźmie do rączki i może schowa do kieszeni albo wypluje i potrzebna będzie policja.

Zapytajmy więc elastycznego arcybiskupa: czy komunię świętą wyznawca dostanie do ręki z ręki proboszcza opakowanej w gumową rękawicę i zaopatrzonego w strój wymagany do walki z zagrożeniem biologicznym? To jednak mało, albowiem cały proces tworzenia, składowania, transportu i dostarczania na miejsce wydania do ręki świętości musi polegać na ścisłych procedurach stosowanych w razie wojny bakteriologicznej. Kto wyda świadectwo spełnienia procedur zabezpieczenia świętości i bezpieczeństwa świętość rozgryzającego katolika?

„Jak ktoś się obawia, nie musi się żegnać wodą święconą” – kontynuuje elastyczność arcybiskup Polak.

Czy przed wejściem do kościoła wyznawcy będą otrzymywać odpowiednie stroje i będą poddani odkażaniu? Może święty obowiązek uczestniczenia w mszy świętej będzie można sobie odpuścić i wręcz zostanie to nakazane? Przez kogo – biskupów czy sanepid? Zwolniony ze świętości mszy katolik może już nie wrócić. Świętość jakaś taka mało konkretna.

Zasadne pytania można mnożyć. Nie w tym jednak rzecz. W konfrontacji religijnych mniemań z rzeczywistością materii religijne fantazmaty zostają sprowadzone do rzeczywistości tejże. Można już nie przyjmować komunii „doustnie”, można już nie wkładać rąk do „wody święconej”, można nie podawać rąk poświadczających „miłość braterską” i można będzie nie robić bodaj wszystkiego, co katolik musi robić.

To na czym polega owa świętość, która przegrywa z wirusem? „Mistyczna obecność Jezusa”, „ciało Chrystusa”, „woda święcona”, modlitwa różańca przegrywają z prymitywnym wytworem ewolucji, jakim jest wirus, i tym cholernym Darwinem, z którego chrześcijanie szydzą i go stale tępią. Na czym w ogóle polega świętość wody święconej, skoro woda święcona jest zupą pełną bakterii E.coli i mnóstwa innych, którą codziennie i pracowicie katolicy się częstują, zapadając na odpowiednie choroby? To świętość idzie w parze z bakteriami, wirusami, chorobami oraz śmiercią, którą się załatwia, obcując z tą świętością? Ewolucja zna symbiozę organizmów, ale żeby świętość wymagała symbiozy z ewolucją?

A przecież można było nie wpuścić wirusa za pomocą „różańca do granic”. Nikt by nie zachorował, nikt by nie ucierpiał, nie trzeba by stawiać na nogi całego aparatu państwa, które jest tak gotowe, że dziurawe. No i miliony, zamiast iść na potrzebującego 500, 600, 700 plus katolika, wydawane są na to, co różaniec na granicach bezpłatnie by załatwił. Dlaczego różaniec nie działa? I co w ogóle działa z tych świętości, do diabła?

Tanaka

Cytaty za wp.pl.