Wszystko (nie)jasne


Był raz sobie człowieczek, niewielki absolutnie,
Który wszystko wiedział. I wszystko bałamutnie.
Zawsze robił na odwrót, niźli jego rodacy:
Leżał w łóżku, gdy inni dawno byli już w pracy,
Gdy odważni walczyli, on się krył pod pierzyną
I zadawał się z kotem zamiast z jakąś dziewczyną.
No i wybrał się z bratem aż na księżyc z motyką,
By się zająć złodziejstwem. Zwanym dziś polityką.
Chyba mu się udało, choć używa drabiny,
By zza muru, zza kraty, zza żelaznej kurtyny
Narzucać narodowi zachcianki psychopaty,
Które ludzkość ma spełniać. Bez względu na straty.
Jego wizje nie znają żadnych niemożliwości,
Bo dowodem być mają niewątpliwej wielkości:
Wodza, króla, cesarza oraz zbawcy narodu,
Którym bardzo chce zostać. Niezależnie od smrodu,
Który ciągnie się za nim, przed nim i od góry,
Bo dziś już nie pomagają kraty, płoty i mury,
Bowiem kiedy się pławił w uwielbieniu narodu,
Świat na niego nie czekał i pobiegł do przodu.
Dzisiaj każdy komentarz, a nawet pierdnięcie
Jest natychmiast słyszane. Również na okręcie
Na środku oceanu, czy na stacji w kosmosie.
A mimo to, gra rodakom od dawna na nosie.
Zanim ktoś mnie tu wrogiem ojczyzny obwoła
Przyznam, że ogromna jest w tym rola kościoła,
Który twierdzi, że przez Boga jest nam przekazane,
Że prawo do prawa tylko zbawcy jest dane.
Ustaliwszy w ten sposób, że zawsze ma rację
Przeprowadza uparcie kraju dewastację,
Dobrą zmianą nazwawszy ją, jak zwykle, bałamutnie.
I nikt mu za to raczej niczego nie utnie.
I to nie dlatego, że jest wielki czy możny,
On do niedawna nie był nawet pobożny.
To gdzie leży stanu tego rzeczywista przyczyna,
Że facet, który w żaden sposób wodza nie przypomina,
Wodzi za nos trzydzieści osiem milionów z hakiem
I decyduje kto, gdzie i kiedy może być Polakiem?
Tu stwierdzam, choć ostatnie włosy na karku mi się jeżą,
Że to wszystko dlatego, iż Polacy nie wierzą.
A sprawiło to tysiącletnie o Bogu gadanie,
Że nikt już nigdy nikomu uwierzyć nie jest w stanie.
Z tej niewiary właśnie charakter Polaków wynika,
Że olewamy kościół, partie i każdego urzędnika
I patrzymy nie dalej niż własnego nosa.
Dlatego suwerenna Polska jest głodna i bosa
I ma się w miarę dobrze tylko pod zaborem.
Pod warunkiem, że zaborca nie jest przeorem.

Qba