Problem niektórych (niepotrzebnych) kompetencji prezydenta

Galopujące zmiany prawa w różnych dziedzinach życia i ciągoty rządzących wcześniej lub później doprowadzą do zmian w konstytucji, tej biedaczki, chamsko gwałconej wielokrotnie. Proponowałbym przy takiej okazji zrewidować ustawę zasadniczą w temacie niektórych przywilejów i zadań prezydenta, w szczególności zlikwidować prawo łaski, ten idiotyczny, anachroniczny i najbardziej kryminogenny przywilej „Głowy Państwa” .

Jestem laikiem w dziedzinie prawa, ale miłośnikiem. Są według mnie bardzo poważne łamania litery i ducha prawa i to w wykonaniu najwyższych dostojników, a dokładnie m. in. wszystkich prezydentów, którym nierozumna hołota – hałastra, jak mówił Miecugow o parlamentarzystach, przyznała monarsze prawo łaski. Śledziłem dyskusje w mediach po ułaskawieniu M. Kamińskiego et consortes i skopiowałem ciekawsze informacje i wypowiedzi oraz zaopatrzyłem je swoimi uwagami, być może udostępnię je przy okazji. Podam też garść informacji ogólnych, dotyczących ułaskawienia przestępców, cytując odpowiednie artykuły z obowiązującego dawniej i dziś w Polsce Kodeksu Postępowania Karnego. Tłumaczenie bezprawnego ułaskawienia przestępców przez prezydenta jest żałosną i cyniczną niegodziwością w ustach człowieka, który teoretycznie liznął trochę nauk prawniczych. Ze wstydu powinien się spalić, gdyby miał tzw. „zdolność honorową”, albo przynajmniej odrobinę godności osobistej. Tylko kretyn uważałby to tłumaczenie „wyręczania” sądów za poważną wypowiedź doktora prawa. Nawet student pierwszego roku prawa nie powiedziałby takich głupot.

W Polsce obecnie prawem łaski dysponuje prezydent na podstawie art. 139 Konstytucji.

W 2017 Sąd Najwyższy orzekł, że prawo łaski jako uprawnienie Prezydenta może być stosowane wyłącznie wobec osób, których winę stwierdzono prawomocnym wyrokiem sądu, a jego zastosowanie przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych.

Jeśli o mnie chodzi, to Sąd Najwyższy nie musiał się trudzić tą sprawą, bo wystarczy przeczytać fragment KPK, dotyczący ułaskawienia skazanych prawomocnym orzeczeniem. Dawno temu uczono mnie czytać polskie teksty ze zrozumieniem, to wystarczyło. Analfabetom i ćwierćinteligentom w rządzie i jego otoczeniu Sąd Najwyższy chciał ułatwić zrozumienie bardzo prostego tekstu.. Prezydent go jednak nie zrozumiał, albo – co gorsze – zrozumiał, ale złamał prawo świadomie, bo czuje się tak wielki, że wystaje głową ponad prawo. Istnieje jednak możliwość ucięcia mu niżej osadzonych organów – o tym pewnie zapomniał!

Z literatury wiem, że monarchowie mieli prawo łaski. Na czym ono polegało? Jeśli obywatel złamał prawo i został skazany na śmierć, ale czyn miał znamiona szlachetności (np. chciał zabić tyrana) , to łaskawy monarcha mógł zmienić karę np. na wygnanie lub inną karę, bo śmierć jest zjawiskiem nieodwracalnym, a pozostałe kary na ogół nie, choć bywały wyjątki – np. ucięcie rąk za złodziejstwo.

Ludzie nieco wykształceni mogą znać fragmenty literatury światowej, np. urywki dzieł Schillera i Goethego – to jak w Polsce Słowacki i Mickiewicz.

Jedna ze sławnych ballad Schillera (Die Bürgschaft) opisuje sytuację, gdy szlachetny człowiek, patriota, chciał zabić ich „niby-prezesa” – tyrana, ale niestety mu się to nie udało, bo go przyłapano z nożem w kieszeni. Za przestępstwo usiłowania zabójstwa według prawa dyktatora słusznie należała mu się czapa.

Przejdę od razu do ułaskawienia, zainteresowani mogą śledzić sprawę u dr Gugla, tzn. sprawę zmiany poglądów tyrana. Dalsze postępowanie przestępcy dało tyranowi asumpt do ułaskawienia, a nawet do przyjaźni ze zbrodniarzem. Taki efekt widzę również teraz w stosunkach – ułaskawiony i „monarcha” (przyjaźń i to nie szorstka). Taka motywacja w oparciu o dalsze zachowanie po wyroku też jest w KPK w naszym kraju, niezbyt demokratycznym, i może dotyczyć pana K., może przeprosił prezesa za nieudaczne działanie przestępcze w interesie PiSu?

Nie mamy w Polsce monarchii, tylko pełzającą dyktaturę – tzw. „dobrą zmianę”, analogiczną sytuację jak w Niemczech w latach 30-tych, ale już wcześniej niepotrzebnie postanowiono wyposażyć – proszę się nie śmiać – „Głowę Państwa” – w to monarsze prawo.

Przypominam:

W Polsce prawem łaski dysponuje prezydent na podstawie art. 139 Konstytucji.

Jak ono bywa zastosowane w sytuacji, gdy nie ma już nieodwracalnej kary śmierci, a nawet rąk się już nie ucina złodziejom? Byłoby zresztą w Polsce za dużo osób niepełnosprawnych – bez rąk.

Taki przykład: Był sobie złodziej, który okradł fundusz dla osób niepełnosprawnych. Niestety nie ma już kary śmierci, więc więzienie. Zięć prezydenta potrzebował wspólnika do szemranych interesów, a ten złodziej znał fach, ale jako skazany przestępca był nieprzydatny potencjalnemu wspólnikowi, więc prezydent ułaskawił go dla zięcia – hańba!!!

Współdziałanie wspólników w musiało być owocne przy tak uczciwych przedsiębiorcach w stylu jednego z nich, bo zięć też wpadł w konflikt z prawem i aktualnie jest w areszcie wydobywczym. Honor prezydenta ratuje fakt, że zięć to nie rodzina, a poza tym już przestał być zięciem.

W normalnej sytuacji prerogatywa prezydenta podlegała jeszcze innym warunkom:

Warunkiem rozpatrzenia przez prezydenta prośby o ułaskawienie jest poparcie jej przez sąd lub prokuratora generalnego(chyba że za skazanym specjalnie wstawia się sam prezydent).

I tu jest pies pogrzebany, w tym słóweczku „lub”, które wszystko zmienia! Ustawodawca zakładał – pewnie słusznie, że prezydent i prokurator generalny są (taki mały żarcik!) ludźmi uczciwymi – wprost krystalicznymi i koleżków nie ułaskawią bez opinii sądu. Mogę w ciemno założyć, że obaj działali rączka w rączkę razem, bo prezes oczekiwał efektów, więc ekspres zadziałał.

Normalna procedura ułaskawienia wydaje się być sensowna. Jej etapy, to złożenie wniosku do Sądu I Instancji, który wydał wyrok. Jeśli uprawomocnienie nastąpiło brakiem apelacji, sąd opiniuje wniosek i dostarcza prokuratorowi generalnemu, ten aktami zawraca głowę „Głowie Państwa”, która albo zatwierdza, albo odrzuca wniosek. Zazwyczaj skazany jest niezadowolony z wyroku i składa apelację. Sąd Sądowi przekazuje akta z opinią. Jeśli ta jest negatywna, wniosek ląduje w koszu, jeśli pozytywna Sąd Apelacyjny też opiniuje i akta via prokurator generalny dochodzą do prezydenta. Jeśli obie opinie są negatywne, pęcznieje kosz w kancelarii prezydenta, jeśli jedna jest pozytywna „Głowa” myśli i decyduje. Obostrzenia przy rozpatrywaniu wniosku przez oba sądy są tak mocne, że korupcja jest praktycznie niemożliwa. Wstawienie do tej procedury możliwości unikania sądów rodzi szanse na przekręty różnego rodzaju, właśnie takie jak widzieliśmy – ułaskawienie umiłowanych przez obu panów zbrodniarzy.

KPK jest napisany dla sądownictwa w dowolnych warunkach systemowych i mogłoby się zdarzyć, że obaj wymienieni „słudzy narodu” są zwyczajnymi draniami, wtedy co się może dziać? Należy koniecznie uniemożliwić robienie takich kantów jak ułaskawienie w/w przestępców i podobnych, potrzebnych innym politykom.

Tu uwaga:

Ten artykuł KPK pozwala prezydentowi rozpatrzyć wniosek bez opinii sądów – przecież „głowa państwa” jest z założenia tak mądra, ze nie potrzebuje cudzych opinii, jej geniusz i niezawodna intuicja wystarczają. Pomijam tu ewentualne naciski zainteresowanych ułaskawieniem osób! Wygląda na to, że prezydent może działać bez łamania prawa, stosując ten wybieg z KPK dla wybranego przestępcy. Nie mógł tego jednak uczynić legalnie z Kamińskim z powodu braku uprawomocnienia wyroku, a tak długo prezydent nie chciał czekać, więc popełnił przestępstwo.

Mam pewną koncepcję przemianowania „reformy” sądownictwa na „zamach kiepsko wykształconych magistrów prawa”: Ziobro, KaKaO i jako wisienka na torcie Julia P., prawdopodobnie najgorszy sędzia z tych 10000 kolegów i koleżanek „Kasty”. Dlaczego tak sądzę? Przeczytałem o osiągnięciach zawodowych pani sędzi. Dwa wpisy do akt z naganą za brak profesjonalizmu w prowadzeniu rozpraw i bezprawne orzekania. Czy ma konkurenta w tak negatywnej ocenie może powiedzieć Justitia, ma pewnie dane. Uważam, że nawet kradzież części do wiertarki jest mniejszym złem, niż krzywdzenie ludzi nieodpowiednimi wyrokami. Wybór tej pani mgr mimo takiej opinii był celowy, będzie posłuszna. Na to jeszcze dołożyła umiejętności kulinarne zdaniem prezesa i sprawa załatwiona – działa tak jak w sądzie uprzednio, nieprofesjonalnie, ale zgodnie z linią partii. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek przeczytałem konstytucję, ale doszły mnie wieści, że tam lub w ustawie są określone wymagania wobec kandydatów na sędziów TK. Jestem przekonany, ze ich nie spełnia z takim dorobkiem (negatywnym) jak wynika z Wikipedii.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa nowych sędziów TK – działanie prokuratorskie, nagrodzone przez komunę w stanie wojennym. jest rękojmią dobrego sądzenia w najważniejszych sprawach dla narodu, a bogate doświadczenie pani P. w sądzeniu także. Przecież odsądzała od czci i wiary systematycznie, wszystkich adwersarzy, wszędzie tam gdzie działała. Poza tym bardzo szanowała konstytucję, przerwała nawet na chwilę konsumpcję sałatki i płakała wtedy, gdy głosowała za ustawą, niezgodną z konstytucją. Może jednak naiwnie źle zrozumiałem przyczynę pojawienia się łez, może nie były to resztki sumienia a cebulka z sałatki?

Wracam do sprawy ulaskawień.

Mimo starań grupy „magistrów” ułatwienia prezydentowi Dudzie ułaskawienie przestępców poprzez kosmetyczne zmiany w KPK, złamał on prawo, bo ci nieudacznicy mini-kasty magistrów nie zauważyli innej przeszkody, której nie dało się zresztą rozsądnie ominąć, to maleńkie słowo „po”, które w chronologii procedur karnych odgrywa zasadniczą rolę – najpierw uprawomocnienie wyroku, potem inne możliwości. Znany doktor prawa też tego nie zrozumiał. Dziwnym trafem ci głupi profesorowie z dużym dorobkiem nie przegapili tego małego słówka (pewien znany mi laik też nie). Poza tym gonił czas – trzeba było wypróbowanych przestępców uczynić ważnymi urzędnikami państwowymi : „Also sprach Zaratustra…”!. Dla mnie to odpowiednik – „Roma locuta, causa finita”! Ostatnio się mówi – „i kropka”!

Poza tym mam pewne pytanie. Ułaskawienie polega na zmniejszeniu lub darowaniu kary, ale taki ułaskawiony nie jest dziewicą przed Bogiem, to nie zatarcie kary! Jeśli komuś daruję karę za występek, to jednak nie będzie moim przyjacielem i nie zapomnę mu tego świństwa, które popełnił. Nie powierzyłbym takiemu beneficjantowi łaski poważnego urzędu, nawet dojenia… i tu mam rozterkę, czy pisać „krów” czy „ojczyzny”? Co na to prawo? Od rozstrzygania takich wątpliwości są odpowiednie sądy, m. in. Najwyższy.

Czy prezydent mógł legalnie ułaskawić Kamińskiego? Nie miał prawa!!! Z czego to wnoszę?

Przeczytałem odpowiednie fragmenty KPK i je zrozumiałem, nie potrzebowałem do tak prostego tekstu interpretacji Sądu Najwyższego!

Nie wiem, czy pan prezydent chodził się opalać podczas zajęć z prawa na UJ , czy też był zbyt mało rozgarnięty, aby zrozumieć zawiłości Kodeksu Postępowania Karnego, ale miał przecież ludzi światłych w swej kancelarii, mógł ich zapytać przed łamaniem prawa. Widać nie umiał przeczytać i zrozumieć odpowiednich fragmentów KPK, dotyczących ułaskawienia. Ja jestem laikiem, ale zrozumiałem bez problemów, jak wygląda sprawa. Ta sprawa jest omawiana szczegółowo w Dziale XII KPK – zatytułowanym „Postępowaniepouprawomocnieniu orzeczenia”!!! Zwracam uwagę na wyraz „po”, bardzo ważny!

Układ artykułów w KPK jest logiczny i chronologiczny jeśli chodzi o procedury sądowe. Najpierw jest akt oskarżenia, potem rozprawa, którą wieńczy wyrok, potem albo uprawomocnienie lub apelacja i nowy wyrok, a dopiero po jego uprawomocnieniu możliwości dalsze, m. in. ułaskawienie, kasacja i w dalekiej przyszłości zatarcie kary. O takiej kolejności wiedzą na pewno nawet marni studenci prawa, ale doktorzy już tego nie rozumieją, a szkoda!

Dział XII Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia

Rozdział 59 – dotyczy „ułaskawienia” – w artykułach od 560 do 568.

Pan prezydent tak dokładnie zapomniał o najprostszych sprawach prawnych, że uznał wyrok I instancji za prawomocny. Nawet sam pan Kamiński na początku wyraził żal do prezydenta, że mu uniemożliwił oczyszczenie z zarzutów w sądzie II Instancji (czego był pewny i bardzo tego pragnął) – czyli przed uprawomocnieniem orzeczenia! Wyrok pierwszej instancji byłby prawomocny, gdyby pan K. nie złożył apelacji od wyroku, a on ją złożył! Był nieroztropny, mógł się nie odwoływać, a tak zmusił prezydenta do przestępstwa.

Moje uwagi i wniosek końcowy:

Wiem, że rządzenie tak dużym krajem z pozycji fotela prezydenta jest trudne i żmudne, wymaga od prezydenta wiele czasu, a musi jeszcze dodatkowo pilnować żyrandole w pałacu. Kiedy ten biedak może do tego jeszcze uważnie czytać uzasadnienia wniosków o ułaskawienie? Nie da rady przy w/w „przerobie” kilka tysięcy w czasie kadencji, więc ktoś usłużny podsuwa mu gotowce, które podpisuje – w tym ma wprawę! Brak rozsądnej kontroli tej procedury jest chyba najbardziej kryminogennym przepisem prawnym w tzw. wolnej Polsce. Jest rzeczą normalną, ludzką, że ułaskawiony przestępca pała nieodpartą chęcią odwdzięczenia się wybawcy, bezpośrednio lub przez pośredników, którym się głęboka wdzięczność też należy – choćby za podsuwanie właściwego aktu do podpisu. Taka sytuacja aż prosi o nadużycia i cudowny wzrost fortun przy blisko 10000 wdzięcznych osób, raczej nie biednych. Niewykluczone są też zachęty dla pośredników przed ułaskawieniem. Ewentualne dowody „wdzięczności” niezwykle trudno wykazać, szczególnie wtedy, gdy osoba odpowiedzialna za walkę z korupcją sama jest osobą ułaskawioną – kozioł ogrodnikiem?

Samo podejrzenie o normalne, ludzkie zachowania urzędników, poddanych presji możliwości popełnienia przestępstw powinno skutkować przerwaniem tej niezdrowej sytuacji – stosowanie prawa łaski przez osobę, która nie ma na pewno pojęcia, co podpisuje – oczywiście oprócz wniosków kilku osób jej dobrze znanych – np. „przyszły wspólnik” zięcia osoby, która stosuje to prawo, albo skarbnik partii, z której wywodzi się prezydent..

Taka drobna zmiana nie wyklucza starania się skazanych o łaskę. Prawo łaski mogłyby mieć sądy, a procedura jest już teraz taka przy rozpatrywaniu wniosków, że korupcja jest niemożliwa lub niezwykle utrudniona. Tak czy tak procedura ułaskawienia zaczyna się wnioskiem, złożonym wyłącznie do sądu pierwszej instancji i tam tez powinna być zakończona. Jest bowiem wymóg, aby sprawę wniosku rozpatrywał sąd w tym samym składzie jak wtedy, gdy wydał wyrok skazujący. Podobno należy nawet zatrudnić tych samych ławników, jeśli to możliwe. Nie wyobrażam sobie korupcji na taką skalę, trzeba być chyba multimiliarderem, a taki unika skazania swoimi sposobami i nie potrzebuje niczyjej łaski.

Natomiast podczas procedury laski u przepracowanego innymi sprawami prezydenta, podejrzenie o przekręt jest normą i nie do wykazania poza bardzo głębokim kopaniu w życiorysach pracowników kancelarii prezydenta. Kto mógłby to robić? Ułaskawiony przestępca innym przestępcom? Wolne żarty!

Można się przyjrzeć armii ułaskawionych przestępców przez kilku prezydentów (ponad 10000 wniosków do głębokiej analizy) i pomyśleć nieco! To są kpiny z sądownictwa i kompletny brak zaufania do organów sprawiedliwości. Z tych tysięcy przypadków ułaskawień znam tylko jeden usprawiedliwiony, gdy prezydent ułaskawił rodzinę, która zlikwidowała bandziora, z którym ani policja ani prokuratura sobie nie poradziły. Za to znam kilka przypadków wołających o pomstę do nieba (na prezydenta) za niesłuszne ułaskawienie oprychów.

Nie chcę przedłużać tekstu, więc nie przedstawiam danych, ale mogę je umieścić w komentarzu.

Antonius