Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

22.01.2020
środa

I jak tu szanować „władców”?

22 stycznia 2020, środa,

Historia dzisiejsza – tytuły tekstów na portalu TVN24 – spowodowały, ze przeczytałem ponownie mój tekst z roku 2010, który zaproponowałem Tanace na wstępniak (o szanowaniu autorytetów):

„Umiar w słowach jest bardzo ważny. Wszyscy powinni uważać z podważaniem autorytetu instytucji”

„Sposób, w jaki sprawuje urząd prezydent Duda, to demonstrowanie pogardy dla konstytucji”

„Czara goryczy przelała się”. Sędzia skrytykował prezydenta, błyskawicznie zajął się nim rzecznik dyscyplinarny.

Okazuje się, że mówienie prawdy o prezydencie jest „znieważeniem”. Od kiedy prawda znieważa?

Szanowni blogowicze!

Chyba już zauważyliście, że mój świat jest specyficzny, dla normalnych ludzi niezrozumiały. Żyję przeszłością, może nie pełnej chwały, ale przynajmniej z pozorami normalności. Reagowałem na wszystkie zauważone przeze mnie bezeceństwa wszelkich władców pisaniem satyrycznych komentarzy, co mi ulżyło w losie osoby niepełnosprawnej w „dzikim” kraju, w którym przyszło mi żyć, bo nie chciałem opuścić mojej „małej ojczyzny”. Moje felietony z dawnych lat już znikły bezpowrotnie w nirwanie globalnej sieci (to się podobno teraz nazywa „chmurą”?), ale mój twardy dysk, to jedyny twardy element, który mi pozostał. Myślę tu o charakterze, rzecz jasna, bo ten zmiękł niesamowicie i na wiele spraw patrzę, a nie powoduje to już skoków ciśnienia, tylko chce mi się … no wiecie co!

Czytam czasem moje wypociny i ze zdziwieniem stwierdzam, że wypowiadane myśli są jakby leninowskie, tzn. wiecznie żywe. „Nihil” za bardzo „novi”, tylko w wykonaniu innych władców – te same, a nawet gorsze świństwa!

Mój stosunek do władz wszelkiego autoramentu wyraziłem na bazie rzeczywistości przeszłej… i zaprzeszłej (nie znam dobrze gramatyki, ale chodzi mi o bardzo dawne dzieje w moim długim życiu) opisałem 8 lat temu (prawie 10) w pewnym felietonie. Nic ująć, tylko dodać lub uzupełnić o nowe świństwa, popełnione przez władców Umęczonej (np. zniszczenie systemu prawnego). Oceńcie, czy miałem rację w roku owym – 2010, a w załączniku (jeśli się odważę na jego napisanie) może będzie garść informacji na temat aktualnej rzeczywistości – „wyimaginowanej” jak Unia zdaniem superwładcy!

Wracam do przeszłości – mamy złowrogi rok 2010 – początek kłopotów państwa polskiego po tragedii smoleńskiej. Przeżywajcie to ze mną jeszcze raz!

Uwaga: Współczesne wtręty do starego tekstu będą kursywą!

Mili młodzi Panowie w Szkle Kontaktowym (niedzielnym) zmagali się z problemem „majestatu” funkcji prezydenta, którego należy jakoby szanować głęboko, niezależnie od tego co sobą reprezentuje i co wyprawia prezydent na tym stanowisku. Osobiście uważam, że na szacunek musi sobie zasłużyć człowiek piastujący wysokie stanowisko i wtedy wszyscy będą go szanować. Różni ludzie różnie podchodzą do tego problemu, przeważa opinia tych, że prezydenta musi się szanować, bo formalnie jest tzw. głową państwa. Trzeba sobie jednak uzmysłowić, że mądrość ludowa nie zawsze dobrze mówi o głowach. Ryba podobno zaczyna śmierdzieć właśnie od głowy, więc ostrożnie z tym bałwochwalczym szanowaniem urzędu a nie człowieka. Jeśli jednak chce ktoś tak nierozważnie postąpić, wtedy powinien być konsekwentny. Według mnie należy się wtedy szacunek i Jaruzelskiemu i Wałęsie, a nawet człowiekowi, którego trapi choroba filipińska. Wprawdzie burzy mi się krew i szczękają zęby, gdy myślę o przymusie szanowania byłego elektryka, choć znów nie z powodu zajmowanego stanowiska elektryka, które szanuję, a z powodu „walorów” osobistych człowieka, „psującego” jakieś wózki akumulatorowe. Czy dobrze pamiętam wyposażenie muzeum w stoczni? Zasada jest zasadą, musiałbym po jej przyjęciu przez cały naród przełknąć tak gorzką pigułkę, zresztą „co mnie nie zabije, wzmocni mnie”!

Przeciwnicy Jaruzelskiego podają jako argument nie poszanowania go, że nie został wybrany przez cały naród. Pozostali prezydenci – również filipińsko chory – niby poddali się testowi wyborczemu i grając umiejętnie na fobiach, wykorzystanych przez ich piarowców, przy niskiej zresztą frekwencji, pozwolili np. Panu K. na zameldowanie wykonania zadania partyjnego swemu prezesowi partii. Czy za to mam go szanować? Sami Panowie KK niezbyt szanowali jednego z poprzedników, paląc jego kukłę, więc nie powinni się dziwić, że ich też ludzie mają prawo nie szanować. Pewna Pani zwróciła na to uwagę, ale miły Pan Grzegorz Miecugow zasugerował stosowanie „grubej kreski” dla takich wybryków. To jest absolutnie błędne, trzeba to właśnie pamiętać i wykorzystać w dniu wyborów, bo wysoki urząd nie uszlachetnia nikogo, wręcz przeciwnie. Ś.p.(?) sekretarz Katowicki PZPR (Żabiński) wypowiedział kiedyś znamienne słowa (myśląc o przywódcach Solidarności): „Nie znam człowieka, którego by władza nie zdemoralizowała..”, a znał dużo ludzi z światka polityki. Był chyba prorokiem – może fałszywym – ale przepowiedział idealnie rządy pana Śniadka w Solidarności, która z prawdziwą solidarnością między ludźmi nie ma już nic wspólnego, jest tylko narzędziem politycznym – aktualnie w służbie pewnej „dynastii”.

Wspaniale kontynuuje jego działalność „druga” Duda w symbiozie z „pierwszą”.

Całe swoje dorosłe życie miałem kłopoty z pewnym jakoby wymogiem obywatelskim – szanuj swoje władze! Jedyne hasło w tej materii, które mnie przekonywało, było: „Szanuj kierownika swego, bo możesz mieć gorszego!” Przeciw ogólnemu wymaganiu zawsze burzył się mój umysł – o sercu nie wspomnę. Mój brak uwielbienia dla wszelakiej władzy miał dla mnie wiele przykrych konsekwencji, ale nigdy nie przestałem pyskować, choć byłem też zawsze lojalny mimo braku szacunku.

Starałem się zawsze być jak najdalej od wszelkiej władzy – nawet najdrobniejszej, lokalnej – co oczywiście wpływało negatywnie na stosunek „władców” do mnie. Wypływało to z wpojonej mi przez ojca zasady: „Gehe nicht zum Fürst, wenn Du nicht gerufen wirst”! (Nie idź do księcia, jeśli cię nie woła).

Ojciec wiedział o czym mówi, bo miał służbowe kontakty z pewnym księciem (Hohenlohe ze Sławięcic).  

Stąd na wstępie moja deklaracja ideologiczna! Zawsze uważałem za kretynizm żądanie „wielkich” ludzi (polityków), że naród ma obowiązek szanować jakiś abstrakcyjny twór – Urząd – (np. prezydenta RP, ale nie tylko), a nie człowieka piastującego wysoki urząd, którego czyny często daleko odbiegają od sytuacji, która pozwoliłaby go szanować. Sam „Urząd” to równie dobry fetysz co „pałac” lub „pseudo krzyż”. Dlaczego mam np. szanować budynek albo dwa zbite kawałki z drewna, czy dlatego, że garstka ludzi obłąkanych chce umrzeć przed tą specyficzną budowlą dla takiego tworu? Szanuję krzyże, symbolizujące religię chrześcijańską lub jakieś poważne zdarzenie, związane z śmiercią bliskich osób, nawet obok dróg jako „memento mori” dla nierozumnych kierowców, ale nie to co się dzieje w Warszawie. Mnie to tylko śmieszy oraz coraz bardziej denerwuje. Szlag mnie trafia, że państwo nie może zaprowadzić porządku w stolicy mając do dyspozycji wiele środków „uspakajających”.

Nie szanowałem w swym długim życiu wielu ludzi piastujących najwyższe stanowiska w państwie – podam kilka przykładów i powodów:

Wałęsy za bezgraniczną pychę i zarozumialstwo, głupotę i brak podstawowego wykształcenia (o 100% chciał obniżyć ceny – śmierć handlu!) i również nienawiść do wszystkich, którzy go nie uwielbiali – był mistrzem w niszczeniu jak nie przymierzając Macierewicz (poza tym okradł Skarb Państwa o pół miliona dolarów podatku).

Kwaśniewski nie zasłużył na mój szacunek za ewidentne, i zupełnie niepotrzebne okłamanie narodu w sprawie wykształcenia, do tego trochę się dołożyła nieuleczalna i skrywana „choroba filipińska”.

Jaruzelskiego szanowałem dość długo, bo nie zauważyłem u niego dążenia do wykorzystania władzy do prywatnych interesów. Trochę zwątpiłem, gdy jeszcze na początku grudnia „wyciągał rękę” do Solidarności (prawie wypadała ze stawu), ale na wszelki wypadek drukował już ogłoszenia o stanie wojennym. Później mu to wybaczyłem, gdy przypomniałem sobie buńczuczną wypowiedź Wałęsy z tego okresu, że to on zamierza stosować „rozwiązanie siłowe”, ale wybierze odpowiedni moment konfrontacji – nie zdążył, biedaczek i musiał napisać wiernopoddańczy list kaprala W. do generała J., o którym nie lubi pamiętać, ja niestety pamiętam i nie powiem co o tym myślę!

Gomułka też wzbudzał u mnie pozytywne emocje – do czasu kiedy stracił zupełnie kontakt z rzeczywistością, od której go „ochraniało” szczelnie otoczenie partyjne. Cyrankiewicza nawet lubiłem za klasę i dowcip. Bierut i inni „władcy” byli mi obojętni, wyrzuciłem ich z pamięci.

Przechodzę do dynastii bliźniaków Kaczyńskich – tak nierozerwalnie ze sobą związanych, że praktycznie nie można ich oddzielnie rozpatrywać – nawet po śmierci jednego z nich. Już w dzieciństwie pokazali, że potrafią się urządzać cudzym kosztem, podobno wygryźli z filmu inną parę bliźniaków, którzy mieli zająć się „Srebrnym Globem”. To oczywiście „…wężykiem…” – nie była to ich zasługa a raczej świadczyło o tym, że ich rodzice wspaniale radzili sobie w tym brzydkim PRL’u. Drobnym dowodem zażyłości z problematyką tamtych czasów jest wpis mamusi do pamiętnika Lecha z wierszykiem o Leninie. Teraz ta „pisarka”, która niedawno temu była już umierająca, chce stanąć na czele Komitetu Budowy Najważniejszego Dla Narodu Polskiego, Wiekopomnego Dzieła Artystycznego – najlepiej gigantycznego pomnika nieudacznika, najgorszego prezydenta w historii Polski, który ją ośmieszał systematycznie na całym świecie. Do tego dąży brat-bliźniak z uporem maniaka wszelkimi siłami wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Już osiągnął cel i są początki pomników na Placu Piłsudskiego!

Pomniki stawia się bohaterom po zweryfikowaniu ich czynów przez historię przez wiele, wiele lat, czasem wieki, a nie przed ogłoszeniem raportu o przyczynach katastrofy lotniczej, której być może był głównym, moralnym winowajcą. Przykro byłoby zobaczyć obalanie pomników (jak np. Saddama w Iraku) oraz wyrzucenie sarkofagu z Wawelu na bruk, jeśli raport komisji wskaże „bohatera” jako winowajcę – przynajmniej pośredniego – bo pilot nie chciał być „…zabitym za nie lądowanie…”(wołał ryzykować i zabić się sam przy lądowaniu) – tyle już wiemy, jak również to, że prezydent „…nie podjął jeszcze decyzji…” – o czym tak dumał krótko przed katastrofą, jeśli nie hamletowskim wzorem – „lądować, czy nie lądować – wot jejst the woproz?”, jeszcze po rozmowie z osobą, która nim przez całe życie sterowała („panie prezesie – melduję wykonanie…itd.”)? Czy znowu chciał dumnie zameldować prezesowi wykonanie zadania partyjnego, tylko nie zdążył? Nie dowiemy się nigdy, ale nie można tego wykluczyć. Palikot jest jaki jest, stawia jednak niewygodne pytania, na które wiele osób chciałoby znać odpowiedzi, nie maja tylko odwagi zapytać publicznie. On jest niezależny finansowo i może sobie pozwolić na ryzyko.

Działanie prezesa JK przypomina mi audycję rozrywkową z PRL’u, w której prowadzący kwiz zadawał pytania pewnemu widzowi. Widz był absolutnym kretynem, nie odpowiedział na żadne pytanie – nawet nie wiedział, jak się nazywa stolica Polski, nie pomogły nawet szczegółowe podpowiedzi typu – założyli to miasto Wars i Sawa. Z całą mocą powtarzał tylko po każdym pytaniu: „Ja chcem skuter!” (główna nagroda kwizu). Prezes oraz jego fani postępują dokładnie tak samo. Na wszystkie pytania, argumenty lub zastrzeżenia innych ludzi żądają tylko tego umownego skutera, tzn. pomników i władzy. W monologu – bo przecież nie dyskusji – Giżyński – obok siedzącego w studiu Kutza, też nie odpowiedział na żadne pytanie, zadawane przez redaktora, tylko jak katarynka powtarzał jaki to kiepski rząd mamy obecnie. Po trzecim razie nawet do mnie to dotarło mimo pewnej ociężałości umysłowej, do której się przyznaję, a on dalej swoje, aż Kutz wezwał niepotrzebnie Matkę Boską do pomocy – ale Ta niestety nie przyszła!!! Była pewnie zajęta przyglądaniem się z rozkoszą sukience z wkomponowanym kawałkiem sedesu z ustępu dla pasażerów tupolewa. Dlaczego sadzę, że to z sedesu? Pamiętam z Boeingów, że sedesy są białe i mają śrubki a tak scharakteryzowano klejnot, którym ma się cieszyć Królowa Polski w Częstochowie. Wkurzyła mnie megalomania hierarchy kościelnego, który autorytatywnie stwierdził, że Matka Boska bardzo ukochała Naród Polski – skąd ma takie przecieki? Odwrotnie to rozumiem, wolno każdemu kochać Matkę Bożą, ale w tę „wzajemność” nie bardzo wierzę, bo próbowałaby uratować tenże naród przed kompromitacją przez klan Kaczyńskich. Jej syn (i Jego Ojciec) rozporządzają chyba środkami technicznymi, aby nas uratować (przykład Sodomy i Gomory świadczy o możliwościach usuwania nierządu). Może próbuje to robić, ale np. pioruny nie trafiają dokładnie w te miejsca gdzie trzeba (np. przed pałac prezydencki), tylko uderzają w niewinnych ludzi (ostatnio często)?

Bawarczycy też twierdzą podobnie obwołując Matkę Boska „Patrona Bavariae”, nie pytając o zgodę istoty zainteresowanej, ale hymn pod takim tytułem jest piękny, jak i wczorajszy ewenement z Radia Horeb, odpowiednika Radia Maryja w Niemczech, gdzie chłopak życzył sobie dla swojej babci pieśń o „Czarnej Maradonie”(Diego Armando?).

Niestety można dalej ciągnąć analogię z kwizem, przypominając sobie, że chodzą słuchy, iż jeden z bliźniaków – wielki patriota – nie zna nawet słów polskiego hymnu – to informacja z sieci. Fakt, że prezydent nie wiedział w meczu międzypaństwowym, jakiej drużynie piłkarskiej kibicuje, widziałem na własne okulary. Z uporem trzymał szarfę z napisem „Polska” literkami do siebie, aby sobie od czasu do czasu przypomnieć, czy kibicuje Pereirze, czy Olisabebe, natomiast widzowie nie wiedzieli po co tę szarfę trzyma i za kim kibicuje.

To wszystko jest jednak nieistotne, gafy się zdarzają każdemu i nie stanowią powodu do tego, aby kogoś nie szanować, ale te przechwałki i przepychanki z samolotami, krzesłami, glorią przewodniczenia każdej delegacji i wyjazdami zagranicznymi na wydarzenia, gdzie nikomu nie był potrzebny, tylko przeszkadzał premierowi Tuskowi, to już poważniejsza sprawa. Dziurę w dnie wybił sam wtedy gdy był faktycznie potrzebny – nie potrafił zająć żadnego stanowiska bez konsultacji z premierem Kaczyńskim w kraju. Zachodni politycy nie są wszyscy kretynami, zrozumieli o co chodzi i nie pytali już polskiego prezydenta nawet o nazwisko lub menu na bankiecie, tylko od razu dzwonili do Polski do premiera w każdej sprawie – hańba! Na miejscu prezydenta popełniłbym seppuku, a on się tylko uśmiechał i był zadowolony z własnej genialności. Bardzo dobrze rozumiałem Komorowskiego, gdy scharakteryzował nieco oryginalnie wizytę prezydenta w ogarniętej wojną Gruzji – proszę mi wybaczyć, ale ja dołożyłbym jeszcze sarkastycznie po Smoleńsku – „jaki prezydent, takie lądowanie”. Zatargi z pilotem i przebieg wizyty w Gruzji to było tak żałosne widowisko, że można było tylko pukać się w czoło. Przyjaciel przyjacielem, ale „Głowa Państwa” polskiego nie ma prawa narażać się za awanturnika z pod znaku „Dżugaszwili”. Przy okazji „przyjaciel” odsunął kretynów-borowców na koniec konwoju i naraził prezydenta innego kraju na „odgłosy” strzałów pograniczników. Pewnie nie byli to snajperzy, bo prezydent zidentyfikował hałas jako pochodzący od Kałasznikowów. Snajperzy (np. agent Tomek z CBA) mają karabiny za ponad sto tysięcy dolarów sztuka, aby łatwiej uwodzić idiotki z PO. Stąd też był uzasadniony drobny przytyk „odległościowy” Komorowskiego, który ma doświadczenie z pukawkami z czasów chodzenia po lesie w poszukiwaniu zwierzyny („co to jest 30 m dla snajpera”?). Czego szukał polski prezydent nad granicą Osetyńską w nocy? Oficjalnie miał wizytować obóz uchodźców (w zupełnie innym miejscu, dalekim od granicy) – czy chciał o tak późnej porze sprawdzić, czy mężowie śpią ze swoimi własnymi żonami albo – co nie daj Boże – z kolegami? Taka informacja byłaby pewnie niezwykle istotna dla bezpieczeństwa narodowego Polaków i dlatego prezydent wybrał się na tak niebezpieczną wyprawę. I takiej „Głowie Państwa” teraz mają być stawiane wielbiące ją pomniki? Idiotyzm lub jak kto woli – paranoja!

Zdążający teraz do władzy prezes jest i tak gorszą częścią nieistniejącej kategorii politycznej bliźniaków. Za życia kierował z ukrycia czynami prezydenta, a teraz nie chce go słuchać ten przeklęty nowy prezydent. To straszne! Nie dziwię się, że nie szanuje nowego, demokratycznie – choć przez pomyłkę i po trupie Lecha – wybranego prezydenta. On już wcześniej nie szanował nikogo, jednego prezydenta nawet symbolicznie doszczętnie i publicznie spalił, tak bardzo go szanował, prawie go uwielbiał i dlatego nosił mu piwo do okrągłego stołu! Żąda jednak, aby szanowano pamięć jego brata. Dlaczego miałbym to uczynić ja lub inni obywatele? Żyjąc i działając tak jak to robił, nie zasłużył na szacunek co najwyżej na chrześcijańskie wybaczenie i zapomnienie. Jego reakcja na śmieszne porównanie niemieckiej gadzinówki do kartofla (plus hasło ogólne zbioru felietonów – „Łajdacy, którzy rządzą światem”) spowodowało ciężką chorobę, jego zdrowie (psychiczne?) szwankowało i nie pojechał na ważne dla Polski spotkanie weimarskie. Miejsce takiej „mimozy” jest w ogrodzie botanicznym a nie w pałacu prezydenckim, gdzie potrzebny jest ktoś posiadający przysłowiowe „balls”.

Kłamcami i oszustami przedwyborczymi są – lub byli – obaj bliźniacy. Niedotrzymanie obietnic wyborczych nie jest tylko zastrzeżone dla polityków PO, popisywali się nim obaj Kaczyńscy. Nie wspomnę o milionach wybudowanych mieszkań, ta obiecanka to był oczywiście zrozumiały dla każdego wspaniały żart, ale przysięganie na „…jądra świętych młodzianków…”, że nie obejmie stanowiska premiera, jeśli naród wybierze jego brata prezydentem, było wielkim i niepotrzebnym świństwem. Miał średnio dobrego premiera, spolegliwego, który był akceptowany przez wielu Polaków, ale nie wytrzymał przy pociąganiu sznurków z ukrycia, zamarzyły mu się jupitery i kamery i wypędził kolegę. Na szczęście związał się z szumowinami i z kretesem przegrał wybory i dlatego tak nienawidzi narodu polskiego. Jak naród mógł go tak skrzywdzić i to dwukrotnie mimo demonstrowania jagnięcej delikatności? Chciał przecież tak dobrze, zlikwidować wszystkie układy, z układami współrzędnych w matematyce włącznie i wzorem Kononowicza nie miało pozostać niczego oprócz dynastii Kaczyńskich i grupki wiernych poddanych – nie będę wymieniał nazwisk, bo lista za długa. Zachował jednak cechę typową dla satrapów – niszczy lub nienawidzi wszystkich, którzy są mu życzliwi. Pokazał to po przegranych wyborach prezydenckich swym stosunkiem do ludzi, którzy sobie żyły wypruwali pracując na jego rzecz w kampanii, myślę że często brzydzili się sami sobą za takie postępowanie, wytrwali jednak dzielnie. Nie może przeboleć, że uległ perswazji rozsądnych ludzi i ubrał się w te owcze skóry, kochając nawet „Przyjaciół Moskali” – i Gierka, choć dzięki takiemu oszustwu rosły mu słupki i przez kilka minut koło północy dawało mu to nawet zwycięstwo nad Komorowskim.

Cnotę straciliśmy, a rubla nie zarobiliśmy”

mówi JK obecnie swoim wielbicielom, potwierdzając swe oszustwo przedwyborcze. Również zmarły prezydent popisał się niezłym oszustwem. Uśmiechał się z billboardów w otoczeniu wzorowej, wzorcowej, zdrowej katolickiej rodziny, aby zachęcić mohery do swojej kandydatury, a doskonale wiedział, że Martusia rozwodzi się z mężem dla postkomunisty, z którym nadal żyje w śmiertelnym grzechu i spłodziła dziecię, a żadnemu z bliźniaków to nie przeszkadzało i nie przeszkadza – tacy to katolicy i prawdomówni obywatele – tylko naśladować i dzieciom postawić za wzór. Nie wspomnę nawet „dziadka z Wehrmachtu”, który zniechęcił wielu wyborców do Tuska i obniżył jego „słupki”, bo jako zmarły nie mógł bronić swych racji. Bulterier PiS’u – pomocnik, który to wymyślił – nadal ma się dobrze, mimo tak chamskiego ataku.

Teraz JK jest tylko istotą, przeżartą własnym jadem, którym pluje na wszystkie strony, kłamie i pomawia, przekręca wszystko tak jak mu wygodnie i nie wierzy już w demokrację – bo gdyby takowa istniała, to on zostałby lokatorem pałacu i z Martusią i Alikiem pełniliby honory domu. Krzyż mógłby nawet zostać i można by pobierać opłaty za prawo do modlenia się do zmarłego i wnet wyniesionego na ołtarze brata.

Wiadomo powszechnie, że demokracja jest kiepskim ustrojem. Dlaczego głos kretyna i głos mędrca mają mieć tę samą wagę? Statystycy wierzą jednak w działanie prawa dużych liczb, ale czy słusznie? Przypomnę tu cytat z dobrej książki: „Nawet jeśli miliony ludzi mówią głupstwa, to nie przestaną być głupstwami”. Mam też zastrzeżenia do demokracji, szczególnie jeśli ma dodatkowe przymiotniki (np. Ludowa lub Parlamentarna). Wiem jednak, ze nawet takie demokracje bywają niszczone przez zamachy, szczególnie przez niezadowolone wojsko. Obawiam się, że premier Tusk za mało wagi przywiązuje do „głaskania” generałów, mogą dokonać przewrotu. Ci, którzy zginęli, kochali wodza klanu Kaczyńskich, obiecano im dodatkowe gwiazdki, dlatego polecieli na śmierć i pewnie „pomagali” w kokpicie. Za czasów Wałęsy też istniały szanse na przewrót i były tajne knowania wojskowych, tylko nam się wydaje, że te czasy słusznie minęły, a jeśli nie? Minister od wojny i pokoju jest psychiatrą, ale czy aby dobrym? Rozróby w Gromie i Pułku Lotnictwa mnie niepokoją. Może Jareczek się dogada z wichrzycielami, wtedy jesteśmy zgubieni. Mogłoby nas uratować podanie do publicznej wiadomości treści rozmowy bliźniaków – jeśli prezes nakazał prezydentowi lądować mimo mgły, jak niektórzy sugerują. Niestety po wymianie fachowców z WSI (tych brzydkich) na harcerzyków Macierewicza obawiam się, że premier Tusk nie dysponuje nagraniem tej rozmowy, ci skauci pewnie nie umieją nawet składać pałatek w namiot wieloosobowy, a mogliby się znać na sygnałach satelitarnych? Rosjanie pewnie mają zapis, choć nic by nie dało odtajnienie, żaden Prawy Polak nie uwierzy oprawcom z Katynia, a superprzyjaciel USA nie chce nam przekazać tej informacji, bo oficjalnie przecież nie szpieguje się przyjaciół – fe! Prezes oczywiście nie pamięta niczego istotnego, rozmawiali podobno tylko o chorobie mamusi, nawet o swoje zdrowie nie zapytali a lądowanie lub mgła to były sprawy tabu. Przyjdzie nam więc oczekiwać dalszych rozrób i kompletnej destabilizacji państwa, „ukrzyżowanego” w centrum stolicy. I tym to optymistycznym akcentem przerwę moje smutne rozważania na temat przeszłości. Następnych może nie być, jeśli „prawda zwycięży” (cytat JK).

Szanse na to są, bo nowy władca – prezydent – już pokazuje, że jest tchórzem i oportunistą. Jeszcze nie zamieszkał w pałacu ani nie wypoczywał w Juracie, a chyba już myśli o drugiej kadencji, wpisując się w nurt wielu poprzednich i aktualnych przedstawicieli władzy, który nazywam „powszechną pederastią polityczną – tzn. włażenie bez wazeliny w d**y wszystkim czynnikom, które mogą mieć wpływ na duszyczki wyborców – szczególnie hierarchii kościelnej, która toleruje i po cichu wspiera awanturnika z miasta Kopernika, miesza się do wszystkich istotnych spraw świeckich, gdy jej to wygodne, ale nie chce brudzić rączek poskromieniem oszołomów pod pseudo-krzyżem, tam „nie jest stroną”, ale przy „in vitro” i szkoleniu młodych dusz za społeczne pieniądze i owszem, majątki (dobra doczesne) też chętnie przyjmuje, wtedy czuje się stroną, oczywiście pokrzywdzoną, ale łaskawie akceptującą „dary” służalczych rządzących „świeckim” krajem..

Podobno ponad 95% Polaków to katolicy. Wprowadźmy podatek kościelny jako jedyne źródło utrzymania kleru, żadne „datki” i „co łaska, ale nie mniej niż…” za wszelkie posługi religijne oraz szkolenie ideologiczne młodzieży – w salkach katechetycznych, a nie w szkołach publicznych – i zobaczymy co się stanie. Może wróci normalność z czasów Chrystusa albo początków zakonu franciszkańskiego, gdy reguły zakonu zabraniały posiadania własności? Może kościół odda swój ogromny majątek dla biednych rodaków i wdzieje zamiast purpurowych szaty pokutne? Rozmarzyłem się, to nie jest możliwe, już sam podatek zapewnia inne stosunki, ale będzie przejrzyściej i bardzo dużo pieniędzy podatników może być wykorzystanych dla likwidacji biedy. Ogromne rzeszy kapelanów – oficerów i wykładowców religii zrzeknie się apanaży i zacznie pracować dla chwały Bożej – co za wspaniała idea! Pewnie okaże się też, że liczba 95% jest „nieco” zawyżona, niektórzy „głęboko wierzący” wypiszą się z kościoła, jak nagminnie robili to polscy robotnicy sezonowi w Niemczech.

Na koniec muszę podkreślić mój smutek i rozczarowanie nowym prezydentem (Komorowskim), którego wybierałem z wielkim poświęceniem – psychicznym, bo złamałem swe zasady i nie olewałem tym razem wyborów i fizycznym, bo musiałem tego dokonać w wózku inwalidzkim i to w lokalu nieprzystosowanym do potrzeb osób niepełnosprawnych. Żałuję teraz bardzo. Szkoda było mojego i mojej opiekunki wysiłku! Czekałem i czekam, aby prezydent powiedział jasno i otwarcie, że nie widzi potrzeby ani sensu w uhonorowaniu kiepskiego poprzednika żadnym pomnikiem, bo na to nie zasługuje. Pomijam tu zupełnie problem ewentualnej odpowiedzialności za śmierć setki znakomitych obywateli w katastrofie. Byłaby to godna odpowiedź na szantaż moralny Jarosława K.. Na taką deklarację czekałem, a nie na pertraktacje jego kancelarii z terrorystami pisowskimi, lub obłędny strach przed egzekwowaniem prawa przez siły porządkowe stolicy. Przynajmniej w tym przypadku wszystko jest w rękach Warszawiaków, bo wybory ich prezydenta są blisko!

To ostatnie zdanie znowu jest bardzo aktualne!!!

Niech żyje opolski fircyk „w galotach”! To nie błąd ortograficzny, tylko śląskie określenie części ubrania prawdziwego mężczyzny, którą trzepie wiatr histo(e)rii, jak to pisał pewien komunista. Jeśli go wybierzecie, aby rządził „stolycą”, to będziecie sobie sami winni, ja was nie będę żałował. Czy ja przypadkiem nie popełniłem „bocika”?

Komentarze w sieci (do mojego wpisu):

Raimundo Silesius 2010-09-05 19:24

Miasto Warszawa wydało już ponad 3 miliony na ochronę tej garstki półgłówków pilnujących skradzionego harcerzom krzyża.
A przecież na tym można dobrze zarobić: Ulicę zamknąć,ustawić kasy biletowe. Za wstęp do cyrku zawsze się płaci.Trzeba to tylko zareklamować w Europie.Oni jeszcze takich małp nie widzieli.

Jurek De Lacroix 2010-08-29 15:18

Stosunek innych do demokracji: Wyrok śmierci na Sokratesa za wypowiadanie niepopularnych poglądów zniechęcił Platona do tego systemu rządów. Platon twierdził, że demokracja w końcowym etapie prowadzi do degeneracji i zepsucia moralnego i w efekcie tyranii jednostki. Przeciwstawiał temu rządy najlepszych – t.j. arystokracji. W Komorowskim mamy zaczątki rządów arystokracji, teraz tylko należałoby zawiesić konstytucję i nastanie Nirvana. Tusk, Komorowski i Jaruzelski i może paru innych będzie odpowiedzialnyc h za wybór „najlepszych” do sprawowania rządów.

Andrzej Kukuła 2010-08-26 04:56

Artykuł mi się podobał, mocny. Parafrazując Churchila Nigdy w prasie tak wiele treści, o tak licznych politykach nie napisano takimi małymi słowami. Ale Ci, których Pan opisał nie zasługują na słowa wielkie. Nie zasługują na żadne pomniki, na wspomnienie nawet. Sprowadził ich Pan do należnego im poziomu, czyli zrównał ich z ziemią. I chyba na szczęście dla niektórych (a dla nas szczególnie) zdążyli oni uciec pod nią.

Słowo końcowe:

Tekst jest już tak długi, że nie sposób go przedłużyć opisem aktualnych łajdactw władców i ich kłamstw, te ostatnie są szkodliwe jedynie dla kurskowego ludu, który każdy idiotyzm z szlachetnych ust spija jak koliber nektar z kielicha kwiatu. W tym otumanieniu narodu celują obecnie prezydent i premier Rzeczpospolitej w kampanii wyborczej ich partii. Jeśli udział premiera-bajkotwórcy w kampanii PiSu można jeszcze zrozumieć, to ujadanie prezydenta w nie swojej kampanii wyborczej to już prawie przestępstwo, przecież jest to nasz władca, nawet dla gorszego sortu, a nie pacynka prezesa pewnej partii. Fe! Tak się nie godzi, o „głowo państwa”! Wypada przecież przynajmniej udawać, że się nie jest członkiem jednej partii, gra pozorów obowiązuje każdego, w miarę przyzwoitego i/lub uczciwego polityka!!!

Wprawdzie określenie „uczciwy polityk” jest typowym oksymoronem, ale nie powinno się tak zupełnie zapomnieć o złożonych przysięgach! Nie wspominam o konstytucji, nie chcę skalać ust tak brzydkim wyrazem, bo brzydzę się wszelkiego gwałtu, a nawet ofiar gwałtu – są często same sobie winne. W tym przypadku należało użyć rozumu w dniu wyborów, olewając propagandę (jakieś „boty”?).

PS

Moje uwagi na temat roli prezydenta zawarłem w osobnym tekście, który być może ujrzy „światło dzienne” na jakimś blogu.

Co ja myślę o morale aktualnego prezydenta pozostanie na razie moją tajemnicą, bo „mam żonę i dzieci” (cytat autorstwa Mariana Załuckiego).

Antonius

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 266

Dodaj komentarz »
  1. @Antoniusie
    Pane Havranek, ja se ne boje, bo ja mam raka.
    Antoniusie, świetny przegląd wydarzeń z ostatnich 30-tu lat. Ale w naszym tzn Twoim i moim wieku to my se ne bojem, ale szkoda mi młodych.
    Wypunktowałeś wszystkich prezydentów, nawet Kwasniewskiemu przypomniales chorobe filipińską.
    Ja jestem bardziej wyrozumiały wobec takich ułomności. Od dawna nie miałem złudzeń, że do polityki aplikują ludzie pozbawieni zasad, zdolni do popełnienia podłości. Czasami trafi się tam jakiś wyjątkowy poczciwiec jak np. Gorbaczow , Kuroń , Geremek czy Mazowiecki. Ale na ogół polityczna centryfuga wyrzuca takich poczciwców, a zostają ci pozbawieni w większym lub mniejszym stopniu moralnych skrupułów. Tusk i brudna afera z Jarucką, afery SLD, afery w PO. Jak świat światem, zawsze byly i zawsze będą (że sparodiuję mistrza Ildefonsa) afery, czy to w Polsce, w Stanach czy we Francji. Wystarczy przeczytać kilka powieści Zoli, żeby zobaczyć, ze to co dzieje sie w Polsce to nihil novi.
    Wychodząc z takiej pesymistycznej oceny politykow, trójpodział władz Monteskiusza, miał na celu ograniczenie tej amoralnej samowoli polityków. Owszem politycy zawsze jakoś starali się „legalnie” postępować nielegalnie, czyli jakoś omijać,pomijać prawo, które , jak wiesz, w przeciwieństwie do matematycznych, ma rozmyte granice, i w tej rozmytej strefie politycy buszują wspomagani przez dyspozycyjnych prawników, a sędziowie własnie tam podejmują arbitralne decyzje. Gdyby nie bylo tych „szarych stref” prawodawstwa, to sędziowie byliby ze swoim sumieniem niepotrzebni, tylko odpowednie algorytmy by wydawały wyrok. Naginanie prawa, naruszanie prawa, naciaganie prawa itp też były, są i będą zawsze i tylko owi wyposażeni w sumienie sędziowie mogą stanowi jakąs w miarę skuteczną zaporę wobec totalnego bezprawia.
    Oczywiście, że bywają sędziowie niekompetentni, nieuczciwi, tacy co kradną wiertarki i batoniki. Przecież to też ludzie, a wśród ludzi trafiaja się czarne owce. Ale nie ma wyjścia, owa bariera przeciwko bezprawiu jest budowana z takiego materiału, jakim społeczeństwo dysponuje. Natomiast oczyszczanie z owych „owiec” powinno być przeprowadzane przez kompetentne środowisko, czyli sędziów, podobnie jak ocenę operacji chirurgicznej podejmują inni reprezentacji kasty chirurgów, a nie jakiś pan Zbyszek.
    Dlatego, Antoniusie, wszystkie grzechy popełniane przez Wałęse, Jaruzelskiego, Kwasniewskiego , Tuska czy Komorowskiego są niczym wobec zbrodni popełnionej przez szajkę pisu na demokracji, przez rozmontowanie owej bariery chroniącej demokrację, jaką jest niezależne sądownictwo. To jest jak wirus aids który niszczy barierę immunologiczną, odpornościową. Gangsterzy opanowali sądownictwo.
    Jedyna nadzieja, że UE zakwestionuje prawomocność owych sędziow, że wyroki owych sądów będą mialy taką sama moc prawną, jak moc nabywczą wydrukowane na drukarce pana Zbyszka bankoty euro czy dolara i że to zaniepokoi suwerena. Ale czy zaniepokoi ?
    Prawdziwą winą Tuska, Komorowskiego, Schetyny i całej tej ospałej Platformy jest to, że nie dostrzegła nadchodzacego faszyzmu, tak jak politycy Republikki Weimarskiej nie zauważyli zbliżającego sie nazistowskiego tsunami.
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Uhmm, gwałty. Gwałty, zachęcanie ze strony ofiar (tych podłych dzieci rozwodników w konfesjonale).

    Cóż mogę odpowiedzieć: Syf i malaria.

    https://www.youtube.com/watch?v=Huy-Tvem7ic

  3. Lewy
    22 stycznia o godz. 11:45
    „Oczywiście, że bywają sędziowie niekompetentni, nieuczciwi, tacy co kradną wiertarki i batoniki.”
    Ma kradzieży „wiertarek i batoników” nie da się zgromadzić wielomilionowych majątków ale jest to możliwe, korzystając ze sposobów jakich „prawo nie zabrania” !
    Przecież od wielu lat przekonuje się ludzi, że „czego prawo nie zabrania to jest dozwolone”.
    Czy przyszłoby Tobie na myśl, gdybyś był „twórcą prawa” ( nie czarujmy się – władza ustawodawcza tylko „zatwierdza” ustawę – jej treść przygotowują fachowcy czyli prawnicy ), że można ustanowić pełnomocnika osoby nie żyjącej od kilkudziesięciu lat ?
    Prof. Ewa Łętowska w wywiadzie dla WP powiedziała, że wśród prawników ( zwłaszcza tych z „wyższych półek” ) modne stało się współzawodnictwo, kto „wyciągnie więcej” w sposób, jakiego prawo nie zabrania !
    ” oczyszczanie z owych „owiec” powinno być przeprowadzane przez kompetentne środowisko, czyli sędziów ” – to dlaczego przez 30 lat tego sami nie uczynili i musiał się tym zająć „słoń w składzie porcelany”?
    Dla sędziego czy prokuratora większym zarzutem było to, iż działał, wykonując swe obowiązki w czasach PRL-u niż fakt, że dopuszcza do wyrządzania wielkich szkód, wielu ludziom bo sprawca robi to w sposób, którego prawo nie zabrania, a karze tych, którzy nikomu żadnej znaczącej szkody nie uczynił ale „złamał przepis”
    Nie można PISiorów krytykować, że się za to zabrali lecz przekonać trzeba wyborców, że MY ZROBIMY TO LEPIEJ !
    Na koniec podsumowanie – dane zaczerpnięte z „Komunikatu z badań CBOS nr 31/2017 – „Społeczne oceny wymiaru sprawiedliwości”
    Wykres rys. 6 – Jak Pan(i), ogólnie rzecz biorąc, ocenia działanie wymiaru sprawiedliwości w Polsce?
    Odpowiedzi wg kolejności:
    1. zdecydowanie dobrze
    2. raczej dobrze
    3. raczej źle
    4.zdecydowanie źle
    5. trudno powiedzieć
    rok 2005 – 1% ; 21% ; 45% ; 24% ; 9%
    rok 2007 – 4% ; 42% ; 32 % , 9% ; 13%
    rok 2012 – 1% ; 27% ; 48% ; 13% ; 11%
    rok 2017 – 2% ; 34% ; 39% ; 12% ; 13%
    Reasumując – nasz wymiar sprawiedliwości w latach 2005 – 20017 jako ZDECYDOWANIE DOBRY średnio w ocenie zaledwie 2% badanych . natomiast jako ZDECYDOWANIE ZŁY średnio w ocenie 14% badanych czyli 7-krotnie więcej. W kategorii RACZEJ też ZŁY ( 36% ) przeważa nad DOBRYM ( 31%) !
    Czy Wymiar Sprawiedliwości to nie służba społeczeństwu wymagająca jego najwyższego zaufania ?
    W tych badaniach proszono badanych także o wskazanie najistotniejszych problemów obecnego wymiaru sprawiedliwości (rys. 7).
    Na trzecim miejscu znalazła się ” Korupcja wśród sędziów ” – 25% badanych w 2012 roku a w 2017 aż 30%.
    Czy można powierzać rozstrzyganie spraw spornych między obywatelami osobom do których nie ma się pełnego zaufania ?
    Czy środowisko prawnicze nie jest tego świadome ?
    Jeśli tak, to co zamierzają zrobić by to zmienić ?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. kaesjot
    22 stycznia o godz. 14:10
    Tak krawiec kraje, jak mu materi staje. Takie sobie powiedzenie.
    Otóż sędziów mamy takich jaki mamy naród. Tak samo lekarzy mamy takich jaki mamy naród..
    I jedni i drudzy są omylni. I wśród pierwszych i wsród drugich zdarzaja się skorumpowani. Ale to nie znaczy, że felczer pan Zbyszek będzie oceniał błędy chirurga.
    W Ameryce olbrzymie wpływy ma „mafia” adwokacka. Znam to tylko z literatury np. Grishama. Ale wydaje mi sie, że mimo tych niedoskonałości, lepszy jest taki „kulawy” demokratyczny system, niż rządy jakiegoś satrapy, który nie musi się obawiać żadnej kasty sędziów.
    Wśród sędziów piłkarskich tez zdarzają się pomyłki, bywają sędziowie przekupywani, ale przecież bez sędziego żaden „demokratyczny” mecz nie móglby sie odbyć, jakby o tym czy była bramka, spalony, faul decydował z trybuny pan Zbyszek albo szary posel.
    Co do zaufania społeczeństwa do sędziów, to powinieneś wziąć pod uwagę fakt, że conajmniej połowa ludzi mających do czynienia z sądami, jest z nich niezadowolona, bo przecież połowa w sądach przegrała skoro druga połowa wygrała. A nawet ci co wygrali tez bywaja niezadowoleni, bo uważają, że dostali za mało. Dlatego podane przez ciebie statystyki mają takie samo znaczenia, jakbys np. pytał ludzi czy chcieliby, żeby każdy mógł sobie wydrukować dowolny banknot.
    Zawód sędziego wiąże sie z wielkim ryzykiem. Jeżeli władza niszczy autorytet sędziow, który w tym zawodzie jest niezbędny, jak muzykowi niezbedny jest słuch, to rzeczywiście prawo przestaje funkcjonować, tak jak srzęt elektryczny przestaje działać, kiedy zabraknie prądu.
    Czytalem inne statystyki, gdzie porównywano skutecznośc polskich sądów w stosunku do sądow w innych europejskich krajach, Według tych statystyk okazywalismy się być sredniakami.
    Demokracja , jak każdy żywy organizm, jest niedoskonała, ulega chorobom, narażona jest na wrogów zewnetrznyych i wewnetrznych i może lepszy bylby plastikowy organizm, gdzie z jednego decyzyjnego centrum impulsy przekazywałby mu dyktator?

  6. Jak na mój system nerwowy, tekst prze długi.
    Odnośnie prezydenta Wałęsy.
    W dniu jego dyskusji z szefem OPZZ, na moje wątpliwości, kto zwycięży, odpowiedział mi były wojewoda gdański, uczestnik negocjacji ze strajkującymi stoczniowcami. Po stronie rządowej.
    Pierwsze: Wałęsa zniszczy szefa OPZZ. W kwestii drugiej, był pełen uznania dla późniejszego prezydenta za jego zdolność podejmowania decyzji (bez doradców) w trakcie negocjacji w Stoczni Gdańskiej.
    Jestem daleki od apoteozy byłego prezydenta.
    Być może, iż prof. Modzelewski w swojej książce racjonalnie ocenia byłego prezydenta.

  7. Gdzieś tam w 1990 zakończył sie totalitaryzm sowiecki ale zaraz i bardzo chętnie zastąpiono go totalitaryzmem matky boske w klapie.
    Czyli przejebane tak czy tak.

  8. @kaesjot
    22 stycznia o godz. 14:10

    Polityk niemiecki na „G”, który powtarzał, że Żydom nie wolno ufać?

  9. Lewy
    22 stycznia o godz. 15:35
    „Otóż sędziów mamy takich jaki mamy naród. Tak samo lekarzy mamy takich jaki mamy naród..”
    Czyli co – nie mamy szansy na lepszych ?
    „Felczer Zbyszek” nie może oceniać metody pracy chirurga ale jak najbardziej może oceniać jej EFEKT, czyli czy ten zabieg był SKUTECZNY., czy sprawił iż pacjent został wyleczony lub stan jego znacząco się poprawił.
    Podobnie z sędziami – „Pan Zbyszek” z trybuny czasem widzi to, czego sędzia na boisku nie zauważył lub zauważyć nie chciał.
    Co do wyników badań CBOS-u
    Zauważ, że wyniki nie są „pół na pół” . Średnie z czterech badań wynoszą :
    Zdecydowanie: źle – 14,5% ,dobrze – 2,5% . Prawie 6-krotnie więcej !
    Raczej: źle – 41%, dobrze – 31%
    Ludzi swe opinie formułowali w oparciu o osobisty kontakt z sądami, (17-18% ), opinie innych ludzi ( 16 – 21%) oraz przekazy medialne ( 54 – 61%). Spośród tych z osobistymi doświadczeniami „zdecydowanie źle”
    ocenia dwukrotnie więcej niż „zdecydowanie dobrze”
    Ponadto trzeba zwrócić uwagę, że sprawy cywilne typu ” jeden przeciw drugiemu” stanowią tylko część spraw załatwianych przez sądy.
    Ponadto w społeczeństwie funkcjonują pewne normy etyczne, moralne i ludzie mają swoje rozumienie „sprawiedliwości”
    Jeśli sędzia puszcza wolno kogoś, kto wyrządził komuś wielką szkodę tylko dlatego, że zrobił to w sposób jakiego prawo nie zabrania albo nie zachowano określonej procedury to wybacz ale to „są jaja” a nie sprawiedliwość.
    To nie władza zniszczyła sędziom autorytet lecz część z nich na to zapracowała. Kolega kiedyś był mimowolnym słuchaczem rozmowy w kawiarni w której sędzia prowadzący sprawę instruował oskarżonego – jakie zada mu pytania i jak ma na nie odpowiedzieć.
    Tak może być ???
    Coraz bardziej przekonuję się do wybierania sędziów tak jak wójtów, burmistrzów cz prezydentów miast – w wyborach bezpośrednich na określoną kadencję. Jak będą z jego orzeczeń niezadowoleni to na następną kadencję go nie wybiorą a jak będą BARDZO niezadowoleni to muszą mieć możliwość jego odwołania ( w referendum ) przed upływem kadencji.
    Niezawisłość nie oznacza samowoli i bezkarności !

  10. @kaesjot
    22 stycznia o godz. 20:48

    Jesteś impregnowany na logiczne argumenty, bo masz swoją wizję skuteczności i nikt ci nie wmówi, że białe jest białe 🙄
    Jeśli pan Zbyszek uzna, że operacja się nie udała i pacjent zmarł, to do pudła z chirurgiem, prawda?
    Jeśli ktoś ci obieca, że inwestując w jego pomysł uzyskasz po roku 20 proc. zysku, choć nigdzie indziej nie dają więcej niż 2 proc., ty zainwestujesz wszystkie swoje pieniądze i je stracisz, to sędzia powinien tego gościa uznać winnym i skazać?
    Jaka kara by cię satysfakcjonowała?
    Straciłeś wszak dorobek całego życia.

  11. Przeczytałem cały tekst Antoniusa i zastanowiłem się nad jego wymową w 10 lat po napisaniu. Widać, że był poruszony, pełen emocji, choć niby spokojnie pisał.
    I ta galeria polskich prezydentów…
    Czy Kwaśniewski z niedokończonymi studiami i problemem alkoholowym przyniósł nam kiedykolwiek na forum światowym choćby część tego wstydu, w który wprawia nas ten fagas bez kręgosłupa, ale z doktoratem?
    Tego drugiego nie wpuściłbym za próg.

  12. kaesjot
    22 stycznia o godz. 20:48
    1.Normy etyczne, które funkcjonują w społeczeństwie i ludzie mają swoje rozumienie „sprawiedliwości” (sic pytam dlaczego „sprawiedliwość” umiesciłes w cudzysłowiu)- funkcjonują w głowie pana Zbyszka a nawet szarego posła
    2. Jesli prawo czegos nie zabrania, a sędzia w zwiazku z tym nie ukarał ciebie, bo np. zrobiłes siusiu w krzakach, to nie sa żadne „jaja”, tylko sędzia nie mógł cie ukarać za ten czyn, który może „etycznie” nie jest ok, ale prawo taki czyn olewa.
    3. Ludzie sobie swe opinie formułowali w oparciu o osobisty kontakt z sądami, (17-18% ), opinie innych ludzi ( 16 – 21%) oraz przekazy medialne ( 54 – 61%).
    Te procenty mają wzmocnić twoją ocenę sądów. Ludzie, np.pan Zbyszek oceniają lekarzy negatywnie. No to co, może lud zacznie na podstawie osobistych kontaktów wybierać w glosowaniu znachorów ? Chyba trzeba zlikwidować fakultety lekarskie i wydziały prrawa na uniwersyytetatch, skoro lud w osobistych kontaktach będzie wyznaczał lekarzy i sędziów.
    4. Plotka, jak to twój kolega kiedyś był mimowolnym słuchaczem rozmowy w kawiarni w której sędzia prowadzący sprawę instruował oskarżonego – jakie zada mu pytania i jak ma na nie odpowiedzieć, jest ostatecznym argumentem za zlikwidowaniem mimochodem niezawisłych sędziow i zawislić ich na dobrej woli pana Zbyszka i szarego posła
    5. Dlatego twoja konkluzja, by wybierac chirurgów , sędziów, pilotów, kontrolerów lotów podobnie jak sie wybiera na kadencje wójtów na okresloną kadencję, wydaje mi sie logiczną konsekwencja twoich przemyśleń.

    Moja konkluzja jest taka; nie jesteś cynicznym zwolennikiem pisu, ale ograniczonym pożytecznym idiotą, który wierzy Leninowi, że kucharka może rządzić wszystkim, np dyrygować orkiestrą jednoczesnie grając pierwsze skrzypce.
    Wybacz mój sarkazm, ale twoje „przemyslenia” są tak niemądre, ze nie mogłem się powstrzymać.

  13. @kaesjot
    22 stycznia o godz. 20:48
    Wtrącę się z bardzo prostym wyjaśnieniem – najlepszy, najuczciwszy i najbardziej kryształowy sędzia musi orzekać zgodnie z prawem. A kto ustanawia prawo w tym kraju, no kto?
    Naoglądają się ludziki Judge Judy i chcieliby tak samo, a życie to nie serial tv.

  14. Co do Kwaśniewskiego i wykształcenia.
    Za moich polskich czasów było coś takiego jak wykształcenie wyższe bez tytułu dla określenia osoby mającej ukończone 5 lat studiów ale nie obronioną pracę magisterską. Czy się mylę, że zmieniono to właśnie „pod Kwaśniewskiego”?
    Schetyna podobno historyk z wyższym wykształceniem wyrwał się z oświadczeniem, że Oświęcim wyzwolili Ukraińcy. Ot i wykształcony historyk…

  15. Kwaśniewski studiował w latach 1973-77.
    Na prezydenta kandydował w 1995.
    Kiedy by miano coś zmieniać „pod Kwaśniewskiego”?
    Temat stał się gorący, kiedy Kwaśniewski obejmował prezydenturę i zaraz znaleźli się tacy, którzy wygrzebali kwity i zarzucili mu, że kłamał podając swoje wykształcenie jako wyższe.
    Ukuto nawet termin „wykształcenie prezydenckie”.
    Najwyżej wykształcony był Lech Kaczyński i co z tego mamy?

  16. Czyli 5 lat studiów się do wykształcenia nie liczy?
    Coś mi tu nie pasi w tej logice.
    Pamiętam inaczej, bo pamiętam nauczycieli bez magisterki uczących w liceach, nie mieli prawa do używania mgr ale wykształcenie wyższe jak najbardziej.

  17. Lewy
    22 stycznia o godz. 21:46
    Zapomniałeś dodać, iż w wielu przypadkach w sprawach karnych sędziowie związani są prokuratorską kwalifikacją czynu. I nagle może się okazać, iż w ramach tej kwalifikacji można delikwenta ukarać zawiasami zamiast wyrokiem opisanym w innym, pominiętym artykule kodeksu karnego. I nakazać tylko naprawienie szkody, zamiast dokładnego wyspecyfikowania odszkodowania. A my w efekcie musimy potem wchodzić na drogę kłopotliwego postępowania cywilnego.

  18. Ewa-Joanna
    22 stycznia o godz. 22:39
    W latach 70-ch, a więc czasach studenta Kwacha, funkcjonowało określenie – wykształcenie niepełne wyższe. Co oznaczało, iż taki człowiek w ramach studiów magisterskich, nie obronił pracy ale uzyskał absolutorium, kończąc formalnie program nauczania.

  19. @Ewa-Joanna
    22 stycznia o godz. 22:39

    Wiesz, w polityce mierzy się różnymi miarami i robi z igły widły. Pobłażliwość i chrześcijańskie miłosierdzie wobec swoich, bezwzględna surowość purytańskich katonów wobec przeciwnika, to reguła.

  20. Znalazłam: https://sip.lex.pl/orzeczenia-i-pisma-urzedowe/orzeczenia-sadow/iii-sw-38-95-postanowienie-sadu-najwyzszego-520103165
    A w tym: Powołał się też na treść przepisu art. 91 ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (jednolity tekst: Dz. U. z 1992 r., Nr 4, poz. 16 ze zm.) oraz art. 12 ustawy z dnia 11 maja 1995 r. o Naczelnym Sądzie Administracyjnym (Dz. U. Nr 74, poz. 368) czy art. 28 ustawy z dnia 20 września 1984 r. o Sądzie Najwyższym (jednolity tekst: Dz. U. z 1994 r., Nr 13, poz. 48), w którym wyraźnie rozróżniono ukończenie studiów wyższych i uzyskanie tytułu magistra prawa. Podniesiono, że oceny czy Aleksander Kwaśniewski ukończył wyższe studia należy dokonać według przepisów obowiązujących w 1978 r. Według tych twierdzeń obowiązująca wówczas ustawa o szkolnictwie wyższym z dnia 5 listopada 1958 r. nie dawała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kto jest absolwentem wyższej uczelni. Natomiast ustawa z dnia 25 lutego 1964 r. o zatrudnianiu absolwentów szkół wyższych w art. 11 ust. 2 polecała stosować jej przepisy także do studentów ostatniego roku studiów, którzy po dniu wejścia w życie ustawy bez usprawiedliwionej przyczyny nie przystąpili do egzaminów magisterskich (dyplomowych), lub nie przedłożyli pracy magisterskiej w terminie. Zdaniem Komitetu Wyborczego w świetle niejednolitości przepisów jest naturalne, że człowiek nie posiadający formalnie dyplomu może być uważany za posiadającego wyższe wykształcenie.
    Czyli do tamtej pory nie było jednoznacznych przepisów określających
    prawa do używania „wykształcenie wyższe”. Może się zmieniło po wprowadzeniu tych 3-letnich studiów albo tych wyszyńskich studiów, tego nie wiem.

  21. @Tobermory
    22 stycznia o godz. 22:52
    No wiem. Szczególnie w polskiej polityce.
    Ale mam wrażenie, że to przeniosło się na szersze wody w odbiorze powszechnych i wiele osób straciło prawo do wykształcenia wyższego bo nie zrobili magisterki 🙂

  22. @kaesjot 22 stycznia o godz. 20:48
    Jak będą z jego orzeczeń niezadowoleni to na następną kadencję go nie wybiorą
    KTO mianowicie miałby o tym decydować? I na jakiej podstawie? Zadowolenia z orzeczeń? Kpisz sobie?

  23. @Herstoryk 22 stycznia o godz. 3:01
    Znalazłem przekład sonetu Shelley’a, pióra Asnyka:

    Magdalena Abakanowicz (ale to jest tylko moje zdanie! 😉 ) była bardzo złośliwa stwiając Amerykanom ten tłum bezgłowych postaci….

    https://en.wikipedia.org/wiki/Agora_(sculpture)

  24. Antoniusie potężny text że Pan popełnił że poza braćmi KK (dziwnie zbieżnie z firmą świadczącą usługi religijne te ,,KK”)…że dyskusja może ,,polecieć” w tylu kierunkach..
    Odpiszę w kierunku elementu filozofii władzy(?)…
    Nie uważam, że jakiemukolwiek urzędowi i komukolwiek należy się ,,autorytet z urzędu” z mojej strony. Tak już mam. Może się mylić w swej dziedzinie inżynier (ściągał na studiach?), pitolić Polak mieszkający 10lat np. w Anglii (bo ni wooja nie obserwuje polityki kraju w którym mieszka? – poza benefitami) , lekarz (bo jest interesownym nieempatycznym konsumentem?), ptezes firmy (wygłaszający komunały z podręcznika dla akwizytorów a swój sukces osiągnęli bo ,,bo na twoje miejsce jest szuflada siwi”?) Jeżeli jednak jeden z drugim mnie przekona to: proszę bardzo – nie odczuwam dyskomfortu wobec autorytetu. Generalnie anarchista mimo wieku średniego ze mnie pozostał…
    Skupię się na poprzedniku naszej obecnej główki państwa boś Antonousie pominął go a a należy mu się słow kilka bo w nim naszych terminów początek…
    Wiadomo po katastrofie smoleńskiej jak wiadomo Prezes chciał ,,objąć swoje dziedzictwo” jadąc ,,na proszkach i nie będąc sobą” w czym mu niezmiernie udatnie(ale jak się okazało, nie dość) pomagała pani Kluzik- Rostkowska. (Jako przegrana via PJN wróciła na masz wikt z ramienia PO i chyba nadal je za nasze). Z woli Donalda Tuska byłem i zagłosowałem na wąsatego fanatyka katolickiego, myśliwego.
    Liberalnego gospodarczo i konserwatywnego obyczajowego polityka co jest dla mnie wyjątkowo ohydną specialite a’la III RP. Jego pierwsze wystąpienia utwierdziły mnie w moim poczuciu niesmaku oraz nienawiści wobec JK, że doprowadził mnie do zagłosowania mnie tak bardzo wbrew mej naturze (SLD mi w tym pomogło wystawiając Niewybieralskiego). Potem…było już tylko lepiej. Naprawdę. Gdyby miał II kadencję podpisałby by choć in vitro i związki partnerskie…
    Pierwsza lampka alarmowa (bo słynne gafy wręcz mi go uczłowieczały) błysnęła: święto ku czci tzw. żołnierzy wyklętych. Ale zracjonalizowałem sobie: jego ojciec należał do podziemia poakowskiego. Nie zarzynali krowy-żywicielki, nie zabijali Białorusinów albo sołtysów co to ,,komunistami” byli bo czytac umieli i mieli autorytet we wsi a łbem odpowiadali za podatki i ,,kontyngenty”
    Collaps(oto dlaczego mamy dzis problem): Warszawa: Panie Prezydencie – moja siostra dwa lata szukała pracy, zarabia dwa tysiące ,,na rękę” i jak ma żyć? Jak kupić mieszkanie? ,,NIECH ZMIENI PRACĘ I WEŹMIE KREDYT” – z dezynwolutą się HRABIA odezwał, hrabia co to GODZINY W POLSKIM ZBYDLĘCONYM KAPITALIZMIE NIE PRZEPRACOWAŁ. Taką łączność z ,,bazą” prezentują nasi konserwatywni liberałowie”. W II turze nie wziąłem udziału. PiS ma kosmiczne szczęście: koniunktura+niż demograficzny bo bat polskich pijawek zelżał ale owe wyklęte przez liberałów 500+ TEMU POMOGŁO.
    Wystarczyło dać , 500″ i dziś kaczyzm byłby na śmietniku historii. Ale w HRABIOWSKIEJ logice oprócz ,,więcej chamom pracy za mniej” się nie mieściło.
    Gdy patrzę na PRAWNUCZKĘ I WNUCZKĘ PREZYDENTA I PREMIERA i to władców ,,epoki Arkadii” to czuję, że Adrian wygra. Po prostu: jest XXIw a oni myślą, że da się wrócić do Nawłoci…

  25. Mój brak uwielbienia dla wszelakiej władzy miał dla mnie wiele przykrych konsekwencji, ale nigdy nie przestałem pyskować, choć byłem też zawsze lojalny mimo braku szacunku.

    Starałem się zawsze być jak najdalej od wszelkiej władzy – nawet najdrobniejszej, lokalnej – co oczywiście wpływało negatywnie na stosunek „władców” do mnie.
    I dlatego w znanych mi firmach za kałużą pracownik ma dwie ścieżki kariery; naukowo-techniczną oraz administracyjno-organizacyjną.

    Pierwsza jest dla niepokornych pyskaczy a druga dla pokornych podlizywaczy. Zwykle jednak to ci drudzy zarabiają znacznie więcej od tych pierwszych.

  26. Jakaś gałąź mojej rodziny nadal mieszka w Sławęcicach. Świat jest mały.

  27. Później mu to wybaczyłem, gdy przypomniałem sobie buńczuczną wypowiedź Wałęsy z tego okresu, że to on zamierza stosować „rozwiązanie siłowe”, ale wybierze odpowiedni moment konfrontacji – nie zdążył, biedaczek
    Jak każdy lider Wałęsa musiał tak manewrować aby go nie wymanewrowano z siodła. Po prawej mając prącą do konfrontacji i organizującą bardzo popularne i bardzo liczne demonstracje uliczne „Solidarność Walczącą” Morawieckiego trudno było uniknąć używania podobnego do ludzi Morawieckiego języka nie ryzykując oskarżeń o kolaborację, bycie złamanym czy tylko ugodowym.

  28. Drobnym dowodem zażyłości z problematyką tamtych czasów jest wpis mamusi do pamiętnika Lecha z wierszykiem o Leninie.
    A tego smakowitego szczegółu nie znałem! Dzięki wielkie!

  29. jak i wczorajszy ewenement z Radia Horeb, odpowiednika Radia Maryja w Niemczech,
    Hm, chyba nie jest to ścisłe…

    Rydzykowe Radio Maryja nazywa się tak jak się nazywa dlatego (tutaj zainspirowany przez @Antoniusa robię WIELKIE JAK DLA MNIE ODKRYCIE) aby odróżnić się od wielkiej, ogólnoświatowej sieci Radia Maria!

    https://www.wikiwand.com/en/Radio_Maria

    Knechci Rydzyka ani słówkiem nie pisnęli nigdy na antenie o istnieniu Radia Maria! Przynajmniej ja nigdy takiej wzmianki nie słyszałem.

    Patrzcie ludzie, że też nigdy żaden polityk opozycji nie przekuł tego faktu na żaden „mem”, na żadną kpinę z komtura Rydzyka i jego knechtów uderzając oczywiście w nich tylko mimochodem a za cel biorąc sobie liżących siedzenie Rydzyka polityków PiSu.

  30. Na pomysł stworzenia Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk wpadł podczas pobytu na zachodzie Europy w drugiej połowie lat 80. Redemptorysta był wtedy kapelanem sióstr zakonnych w Oberstaufen. Dziesięć kilometrów od tej miejscowości leży Balderschwang – miasto, w którym nadawało wówczas Radio Maria Internazional, przez Niemców uważane za ksenofobiczne i agresywne. Prowadziło modlitwy, ale także atakowało imigrantów, New Age i moralną zgniliznę. Ojciec Rydzyk bywał częstym gościem stacji, a że mówił biegle po niemiecku, szybko uczył się radiowej kuchni. Według autorów „Imperatora” to właśnie wtedy wyklarowały się poglądy zakonnika. Określają je sformułowaniem „lęk przed nowoczesnym Zachodem”.

    https://wyborcza.pl/1,75398,21060462,jak-mala-rozglosnia-zmienila-sie-w-imperium-radio-maryja-ma.html?disableRedirects=true

  31. Drogi Antoniuszu

    Wielkie dzieki za interesujacy wpis, ktory pzeczytalem od deski do deski. Niestety ze wzgledu na oddalenie do wielu watkow nie moglem znalezc odniesienia. Ale to nic. Ciagnie z twojej analizy jakims smutkiem, uczuciem, ktore nie jest mi obce w wielu innych kontekstach.

    Trudno miec szacunek do politykow. Pelna zgoda. Pozwol tedy, ze opatrze twoj ciekawy wpis (nienawidze slowa wstepniak), krociutkim wierszykiem, ktory przyszedl mi do glowy.

    Oddajmy wladze w rece malp
    niech rzadza niby Pany
    i tylko na uwadze miec,
    ze beda krasc banany.

    Moc pozdrowien od ciagle jeszcze goscia na tym blogu.

    PS Moja lista wladcow, do ktorych czuje jakikolwiek respekt jest niezwykle krotka. Rozpoczyna sie i konczy na Marku Aureliuszu.

  32. @zza kałuży
    23 stycznia o godz. 1:35
    jak mała rozgłośnia zmieniła się w imperium
    I by się nie zmieniła gdyby nie trafiła na podatny grunt polskiej prowincji.

  33. @Kostka

    Pierwsze znaleziska z plazowiska.

    Plaza
    Plaza jest cmentarzem muszelek
    i ryb malych i duzych
    i ma w sobie cos ze smutku wydm
    w polamanych, chitynowych pancerzykach losu.

    Tak usiasc nad bezkresna woda
    leniwosc fali lowic uchem
    w przymkniete oczy slonce wsiaka
    mysli wiruja mewim puchem
    w oddali oblok rozwiany wiatrem
    jak wyciagnieta boza reka
    i rzec za Faustem urzeczony;
    trwaj chwilo – chwilo jestes piekna.

  34. @
    Artykuł w „Nowym Obywatelu” poleca książkę Rafała Wosia, „Zimna trzydziestoletnia. Nieautoryzowana biografia polskiego kapitalizmu”, https://nowyobywatel.pl/2020/01/20/tak-rodzil-sie-polski-kapitalizm/
    Głównie o polskim kapitaliźmie, ale dotyczy też i władców. Których polskie społeczeństywo (jak zresztą każde) ma takich, na jakich zasługuje, jak słusznie wspomniała @Ewa-Joanna, 23 stycznia o godz. 3:29, w odniesieniu do polskiej prowincji.

    @Aborygen
    22 stycznia o godz. 10:18

    Szanowny Herstoryku. Z bólem patrzę jak sporo blogowiczów erratuje literówki…

    Wiek robi u niektórych swoje, życie wśród obcych u innych, u mnie osobiście pośpiech, niewyspanie, a dalej ww. Dla cudzych literówek i pomyłek jestem wyrozumiały, dla swoich już nie!

    @ zza kałuży
    23 stycznia o godz. 0:24

    Magdalena Abakanowicz (ale to jest tylko moje zdanie! ) była bardzo złośliwa stawiając Amerykanom ten tłum bezgłowych postaci….

    Co chciał powiedzieć Ormianom twórca Tłustego Kota w Jerewaniu?? http://www.traveladventures.org/continents/asia/yerevan-cascade09.html
    W Armenii ludzie raczej chudo żyją, z wyjątkiem nielicznych „Nowych Ormian” 😉

  35. @Aborygen
    23 stycznia o godz. 3:29

    Wierszyk samo sedno, ale mnie wychodzi, że małpy rządzą i rządziły zawsze. Kradnąc banany.

  36. Nie wiem, czy będzie to miało jakiś związek z dotychczasową dyskusją, ale co mi tam. Bo rzecz o mniemanym znaczeniu Polski i jej przedstawicieli, głoszonym od trzech dekad. A punktem wyjścia tego jest wczorajsza rozmowa z byłym prezesem PZU o odbywającej się właśnie konferencji w Davos. Właściwie jej fragment, bo na tyle zdążyłem po pracy. Panowie (redaktor i prezes) porozmawiali sobie o rodzaju ludzi, jacy są tam zapraszani, kosztach reprezentowania (znowu w zależności od stopnia znaczenia) i wreszcie o udziale w czymś, co nazwałbym strukturą. Mam wrażenie, że jako uczestnik kilku kolejnych konferencji wiedział o czy mówi (aczkolwiek zaznaczam, że to jedynie moje wrażenie). Pytany więc o znaczenie naszego kraju w tym towarzystwie bardzo marnie je ocenił. I to nie tylko teraz ale w czasie minionych trzech dekad. Owszem, z uwagą wsłuchiwano się w głos Kwaśniewskiego i Belki. Ale też nigdy żaden inny przedstawiciel naszego kraju nie zabrał głosu w panelach ogólnych, skupiających uwagę wszystkich środowisk. Jeśli już, to były to spotkania poświęcone jakimś bardzo szczegółowym zagadnieniom, gromadzące niezbyt liczne grono słuchaczy. Ona sam, jak stwierdził, wziął udział w takich dwóch. I tak właśnie je określił. Nigdy nie byliśmy w tym gronie pierwszoligowym, ani chyba nawet drugoligowym graczem.
    Przy okazji odniósł się do udziału najwybitniejszego prezydenta Polski – Lecha Kaczyńskiego. Tenże miał uczestniczyć w dwóch panelach, chyba dosyć istotnych. Nie wiem czy jako mówca, czy jako słuchacz. Ale pewnie miałby szansę coś powiedzieć. W końcu prezydent nie byle jakiej potęgi światowej. Na pierwszy się spóźnił, na drugi już nie przyszedł.

  37. Antonius
    Bardzo dziękuję za książkę po raz drugi (nie wiem, czy przeczytałeś moje pierwsze podziękowanie pod poprzednim wpisem). To prawdziwa kopalnia wiedzy i obfity zbiór twoich przemyśleń „świadka dziejów na temat przeżytych wydarzeń często aktualnych mimo upływu czasu”. Tytuł książki na pierwszy rzut oka nie jest „chwytliwy”, ale rzetelnie oddaje jej zawartość. Wróć, jednak intryguje. Odezwę się do ciebie e-mailowo. Na razie ( zauważ, nie – póki co) mam kłopoty z pocztą.

  38. @Tobermory
    „Czy Kwaśniewski z niedokończonymi studiami i problemem alkoholowym przyniósł nam kiedykolwiek na forum światowym choćby część tego wstydu, w który wprawia nas ten fagas bez kręgosłupa, ale z doktoratem?
    Tego drugiego nie wpuściłbym za próg”.
    Ja bym go nawet pogoniła z użyciem psa typu obronnego.
    Deprecjacja tytułów naukowych od doktora do profesora jest postępująca, gdy widzi się i słyszy ich „nosicieli” i obserwuje ich kariery.
    Czy nasze uczelnie wyższe są całkiem do kitu (co potwierdzają rankingi światowe), czy też mamy do czynienia z popytem na miernoty, wykorzystywane cynicznie dla celów politycznych (vide -zero Ziobro)?

  39. Kilka uwag – do niektórych uwag!

    Nie jestem w stanie odpowiedzieć lub dopowiedzieć coś w związku z komentarzami jak Tanaka, ale próbuję przynajmniej przeczytać wszystkie uwagi. Pewnie jest tak, że z częścią się zgadzam, z inną nie – proszę sobie wybrać. Do kilku uwag chciałbym jednak coś dorzucić:
    Najpierw o prezydentach:
    Wałęsa! Tu zdania nie zmienię.
    Kwaśniewski! Machnąłbym ręką na filipińskość, ale sam słyszałem jak powiedział publicznie – „jestem magistrem”!
    Po co taka głupota w kraju, gdzie kiepski absolwent Zasadniczej Szkoły Zawodowej może być prezydentem?
    Komorowski! Miałem go za oportunistę, nie śledziłem jego działań ani myśli, żałowałem tylko, że brałem udział w wyborach.
    Kaczyński! Chyba wystarczająco pisałem o jego genialnych działaniach. W jednym nie miałem racji – określiłem go jako najgorszego prezydenta wolnej Polski. Otóż jego „uczeń” przebił go w tym rankingu i zasługuje na osobny wpis lub dłuższy komentarz. Mam tylko problem nazewniczy: Obcuję z kulturą polską od 75 lat i poznałem chyba wszystkie ważniejsze brzydkie wyrazy w ojczystym języku, ale nie wiem, czy wypada mi użyć tego arsenału bogactwa kulturowego przy opisie działań „Adriana”. Ten pan nie lubi podobno obcych wyrazów, szkoda, bo mógłbym dorzucić niewielką garŚć ciekawych określeń w moim drugim języku ojczystym i ukoronować całość wtrętami francuskimi, bo po angielsku znam tylko „motherfucker”, a ten wyraz mnie brzydzi. Zresztą uważne studiowanie dzieł Fredry wystarczy na początek. Tam też chodzi o działalność władz (król i królewna P.) – to nie skrót prokuratorski, tylko się wstydzę podać imię tej „dziewicy”).

    Teraz problem, którym się zajmowałem wiele lat – ob. Tadeusz R., jego kariera i związek z Radio Maria i/lub Horeb.
    „Zza kałuży” podjął ten temat i sugerował drobną nieścisłość w mojej wypowiedzi. Mam wrażenie, jeszcze nie potwierdzone, że jego słowa też nie są dokładnie odwzorowujące historię biznesmena nad biznesmenami, gdzie R. faktycznie powinno mieć charakter prokuratorski, tylko nie ma w Polsce prokuratora, który odważyłby się napisać (i podpisać!) akt oskarżenia za ewidentne przestępstwa tego „świętego” człowieka.
    Wracam do niemieckiego Radia Maria. Pamiętam z dawnych lat fakt, że włoskie Radio Maria zostało oskarżone przez prokuratora generalnego Włoch o pranie pieniędzy mafii (słuchałem wywiadu tego prokuratora). Znamienne było to, że powiedział, iz w Niemczech też jest coś niedobrze. Były już początki RM w Polsce i on sugerował to samo, nie ma jednak jeszcze dowodów. Episkopat niemiecki, nie tak oportunistyczny i strachliwy jak polski wziął i zlikwidował niemiecką filię, którą zresztą kierował krewniak szefa włoskiego RM. Powstała luka i wtedy, podobno w jakiejś stodole w Balderschwang, urodziło się Radio Horeb, prawdziwie katolickie, apolityczne itp. Fałszywy ojciec R. miał ścisłe kontakty z szefem RH, z którym korespondowałem przez dłuższy czas, m.in. sondując jego zdanie o „koledze” z Polski z miasta Kopernika. Odciął się od niego zarówno w treści jak i od formy RM. Podziwiał jednak jego talent organizatorski. Może nie wiedział o tym, że jest przestępcą również w Polsce? Podczas kontaktów Tadeusza R. z Pater Kocher „pracował” w klasztorze i handlował samochodami „podarowanymi” do celów religijnych, które szmuglował do Polski i się bogacił. Wszystko na podstawie fałszywych dokumentów. Przeorysza klasztoru podpisywała wszystkie fałszywe dokumenty. Zapytana o to, dlaczego, odpowiedziała naiwnie: „co miałam robić, przecież to był ksiądz”!
    O kontaktach pana R. z Radiem Horeb wiem z korespondencji z szefem tego radia, o kontaktach z niemieckim RM czytam pierwszy raz.

    Jest też półroczny okres w tajemniczym życiu ojczulka, gdy absolutnie nikt nie wiedział co robił lub gdzie był. Po latach pojawiła się plotka, ze pewne służby go przeszkoliły na agenta i stąd późniejsze zezwolenie na emisję RM w Kazachstanie co wszystkich dziwiło.
    Moje zainteresowanie Radiem Horeb nastąpiło dzięki starszemu rodzeństwu, bardzo religijnemu. Początkowe oczarowanie polskim RM znikło, gdy zbrzydła im polityka i sianie nienawiści w katolickim niby radiu i zwekslowali na Radio Horeb. Dwujęzyczni jak wszyscy starsi Ślązacy nie mieli bariery językowej i słuchali aż do śmierci. Ja korespondowałem w ich imieniu z szefem radia w różnych sprawach i stąd moje informacji o okresie niemieckim ojczulka biznesmena, niezbyt uczciwego o poglądach, z którymi nie zgadzał się Pater Kocher..

    Przygotowanie tego komentarza zajęło mi pół dnia, więc przerwę działalność blogową.
    PS
    Próbowałem publikować tekst i komputer wyplul, że nastąpił błąd.

  40. Antoniusie

    Dałeś kapitalną panoramę, w istocie, swoistą mapę mentalną, która jest konglomeratem mnóstwa spraw polskich, będącą popląteniem z pomieszaniem i razem tworzącą zlepieniec pod tytułem „Polska”, albo „Polak”.
    Gdy się przyjrzeć uważniej, w tym zlepieńcu nie ma konsekwencji, nie ma mocnego, konsekwentnego tonu, jest zaś mnóstwo dziwactw, wzajemnych sprzeczności, wsteczności, braku elementarnej zdolności do ważenia rzeczy i powagi.

    Z rzeczy partykularnych zauważę, że w sprawie wykształcenia nie mam pretensji do Kwaśniewskiego. Jeśli powiedział, co słyszałeś, że jest magistrem, to minął się z prawdą, co jest ewidentnie złe, ale chlapnięte. Nie od rzeczy jednak jest odnotować, że w potocznym i powszechnym rozumieniu, kto zrobił absolutorium, uważany jest za osobę z wyższym wykształceniem. Od czasu jak pojawi się licencjat, chyba to też daje podstawę do uważania się za osobę z wyższym wykształceniem, choć w czasach poprzednich byłoby to uważane za wykszałcenie „półwyższe” (kurs 3, 3 1/2 roku wobec 4, 5,6 lat pełnego magisterium, zależnie od kierunku).
    Kwaśniewskiego czepiano się i usiłowano go zohydzić wyborcom nie tyle za brak „magistra”, ale za rzekome kłamstwo, że nie ma wyższego wykształcenia.
    Ale to w istocie przyczynek tylko, bo Kwaśniewski jako prezydent dał się poznać jako ewindentny posiadacz „wyższego wykształcenia”: przytomny, poważny, słuchany na świecie i mający dobre kontakty z całym światem, a dla „suwerena” komunikatywnie i normalnie gadający, bez napuszenia. Przeprowadził Polskę przez wiele niełatwych etapów, dociągając ją do członkostwa w UE. Tak więc zdał egzamin praktyczny, z magisterki albo nawet więcej.
    Kaczyński Lech, odwrotnie: dowiódł braku wykształcenia, pomimo posiadania papierka.

    Masz całkiem rację wspominając, że rodzina dwóch braciszków z mamusią bardzo zgrabnie sobie radziła za PRL-u, a to dzięki niewidzialnemu, choć żywemu tatusiowi Rajmundowi, o ktorym braciszkowie z mamusią zawzięcie milczeli. Tatuś wiózł ich na swoich plecach, ale należnego uważania za tą ciężką robotę nie otrzymał. To dosyć częsty przypadek stosunków rodzinnych.

    Pytasz, skąd hierarcha posiada wiadomości, że Matka Boska „szczególnie sobie Polskę umiłowała”. Odpowiedź jest oczywista: z własnej głowy. Przy czym ta głowa została fachowo przygotowana, w seminarium i znacznie wcześniej. Wczesność przygotowania ma grube setki lat, właściwie – dwa tysiące.
    Nie da się nie zauważyć, że w Hiszpanii gadają tak samo: „Matka Boska szczególnie sobie upodobała Hiszpanię”. Nie inaczej we Włoszech, w Meksyku, Argentynie i wszędzie indziej. Wszystko, wszędzie i zawsze jest „szczególne” z tą Matką Boską i całą resztą. Nasz przyjaciel, Święty Ojciec Święty, nie mniej niż siedemset tysięcy razy powtórzył: „na sposób szczegolny”.
    Jak gdzieś jest „szczególna” świętość, to nie jest nieświętość. A za „szczególność” jest obowiązek uiszczać. To i naród uiszcza i o nic nie pyta. Sprawa jasna.

  41. Charakterystycznie podłe i prawdziwe jednocześnie, zdanie:
    „co miałam robić, przecież to był ksiądz”!
    …………………….
    To jest odpowiedź, jakich strachliwych mamy prokuratorów (oni też są pewnie wszyscy katolikami, więc jak to, swój swojego? – braterstwo w zakłamaniu), że:
    „tylko nie ma w Polsce prokuratora, który odważyłby się napisać (i podpisać!) akt oskarżenia za ewidentne przestępstwa tego „świętego” człowieka?
    No co mieli zrobić, przecież to jest ksiądz. Osoba nienaruszalna w Polsce, zwłaszcza
    wtedy, na początku złodziejskiej transformacji.
    I tu polecam:
    https://nowyobywatel.pl/2020/01/20/tak-rodzil-sie-polski-kapitalizm/

  42. Po opuszczeniu „ateistów” rzuciłem okiem na tytuły wpisów na portalu TVN24 i ogromnymi literami informowano o wymianie uprzejmości między znakomitą kucharką a Panią Gersdorf. Pani Przyłębska ucieszyła mnie swoją niesamowitą powtarzalnością w działaniach prawniczych. Czytałem jej życiorys zawodowy i odniosłem wrażenie, że była najgorszym z pośród tych 10000 polskich sędziów i dlatego prezydent ją polubił, wiedział, ze na jej profesjonalizm może liczyć..
    Zarzucono jej m.in. że nie obchodzą ją artykuły ustaw, na podstawie których wydawała wyroki. Ten zwyczaj tak się w jej mózgu utrwalił, ze stosuje go w tej wymianie pism z SN. Mogę to ocenić, bo wczoraj doszkolił mnie mecenas Kalisz, podając numery artykułów ustawy o TK, których „cudowna gospodyni” widać nie zna, bo ich nie cytuje. Chodzi o artykuły od 113 do 115. Kalisz powiedział ich treść, więc zapamiętałem. TK nie ma prawa polubić marszałkini sejmu, jeśli Sąd Najwyższy nie zamierza wyreczać sejmu uchwalaniem ustaw. To byłby spór kompetencyjny – pokarm dla TK.

    Jest jeszcze inny problem natury moralnej z kolejnością rozpatrywania spraw w TK. Podobno czekają tysiące spraw od kilku lat i przepracowany TK ich nie opracowuje, pewnie pani P. za dużo piecze i gotuje inie ma dla nich czasu. A tu nagle – zawiadomienie z sejmu i natychmiastowa reakcja TK, nawet się być może gołąbki dla prezesa przypaliły. Najpierw się zdziwiłem i posądzałem o łamanie procedur, ale nagle mnie uświadomiło, że wszystko jest ok, ale przy założeniu, że sejm i/lub pani marszałkini są istotami niepełnosprawnymi w stopniu znacznym – wtedy i tylko wtedy sprawa w urzędzie może być załatwiana poza kolejnością. Podobnie jest w sklepach i przychodniach lekarskich. O tym wiem, bo czasem próbuję skorzystać z tego przywileju, t. j. zamierzam, bo jeszcze nie zacząłem.
    Mam tylko niejasność, jakie jest to inwalidztwo pani marszałek sejmu. Widziałem, Że ruchowo jest sprawna, stoi bez rolatora (nie jak pan Weinstein w USA), podskakuje żwawo, ma płynną gadkę itd. więc obawiam się, że jest niepełnosprawna psychicznie (jest na to określenie fachowe i żargonowe), ale to mnie nie dziwi, bo podejrzewam taki stan u wielu polityków.

  43. Jedynie słowo uzupełnienia.
    Powyższe rozważania dotyczą formalnego uzyskania magisterium. Czyli rzecz dotyczy w czystej postaci studiów uniwersyteckich. Natomiast funkcjonowały jeszcze studia politechniczne, absolwenci których albo legitymowali się tytułem magistra inżyniera bądź samym tytułem inżynierskim. Formalnie ci drudzy nie złożyli pracy magisterskiej i nie przystąpili do egzaminu magisterskiego. Mimo to nikt im nie odmawiał posiadania wyższego wykształcenia. Zresztą podobna sytuacja panowała na niektórych kierunkach studiów rolniczych. Więc w gruncie rzeczy nie bardzo jest o co kruszyć kopie. O tego nieszczęsnego „magistra”?A tak zupełnie na boku. Zważywszy na istniejące trendy panujące w szkolnictwie wyższym, niedługo dojdzie (o ile już nie doszło) do takiej sytuacji, że wśród pracowników tychże ze świecą nie uświadczy nikogo z tytułem magistra, a i tych ze stopniem doktora będzie próżno szukać. Nawet jeśli jakiś się trafi, to będzie to stan bardzo przejściowy i krótkotrwały. Powiada się u nas, że obecnie habilitacje i profesury rozdaje się jak naklejki w Biedronce.

  44. paradox57
    23 stycznia o godz. 13:49

    Zdaje się, że na politechnikach jeszcze w latach 60-tych, a może do początku 70-tych funkcjonowały dwa poziomy: magisterski i inżynierski. Były też osobne uczelnie: wyższe szkoły inżynierskie, zwykle w niemetropolitalnych miastach, w rodzaju Częstochowy, Koszalina i podobnych. Poziom inżynierski był po prostu krótszą wersją magisterskiego, czyli czymś w rodzaju dzisiejszego licencjatu. Z tym, że pewnie należy zrobić zastrzeżenie: dzisiejszy licencjat to w ogóle nie wiadomo co, jeśli chodzi o wiedzę merytoryczną, natomiast „inżynier” pulą konkretnej wiedzy musiał się wykazywać. Do dziś stoją setki tysięcy domów, tysiące wiaduktów, mostów, setki fabryk, oraz wszelakich innych budowli inżynierskich, zaprojektowanych i zbudowanych przez inzynierów nieposiadających tytułu magistra inżyniera.

    Natomiast studia doktoranckie stały się masówką i lgną do nich absolwenci magisterscy tuż po dyplomie, niemający często w ogóle pojęcia o praktyce zawodu który zdobyli. Tak więc ich doktoraty są często zwykłymi figielkami.

  45. Antonius
    23 stycznia o godz. 13:45

    Pani „odkrycie towarzyskie prezesa” prezes TK, małżonka – zdaje się, że sakramentalna – małżonka który miał to i owo do czynienia ze współpracą specjalnego sortu ze specjalnym resortem a teraz szerzy pisoidyzm ambasadorski w byłej stolicy III Rzeszy, która nabiera rumieńców aktualności przez pisodowskie wciórności żądania reparacji wojennych – uznała, że zachodzi „spór kompetencyjny” między Sejmem a SN. Na co także Ryszard Kalisz, całe grono poważnych prawników i pani prezes SN jasno odpowiedzieli: nie ma żadnego „sporu”. SN bowiem nie zamierza uchwalać żadnych ustaw, co jest zastrzeżone dla parlamentu, a parlament nie rości – i nie może – sobie praw do kompetencji SN.
    Tytularna pani odkrycie towarzyskie magister prawa, ma poważne trudności z wykształceniem maturalnym, a nawet mała matura może się okazać zbyt poważna jak na możliwości pani odkrycie towarzyskie ciasteczko upieczone prezesa prezes TK.

  46. Bardzoś @Tanako łaskawy dla dzisiejszych doktorantów. Bo figielek to figielek, a stopień doktora niesie za sobą określone konsekwencje i swoją wagę ma. Co widać po obecnym prezydencie. Więc z dwojga złego trochę lepszy był niedouczony elektryk niż doktor praw* po ujocie.

    *Tak został nazwany przez któregoś z pisowczyków. Bodajże Girzyńskiego.

  47. PS
    Niedouczony w zakresie nauk prawnych – chciałoby się rzec.

  48. Świeżynka. Kolega z Katedry, który niedawno uzyskał był nominację profesorowską, dostał dziś list gratulacyjny z tej okazji od ministra. I w tymże, oprócz zwyczajowych duserów, padło zdanie, w którym kolega nazwany został Mistrzem dla studentów, doktorantów i wszelkiej maści planktonu uniwersyteckiego.
    Kiedy przyszło zawiadomienie o nominacji czynione były zakłady, czy kolega pojedzie czy nie pojedzie po odbiór osobisty z rąk. Ja od razu zdecydowanie obstawiałem, że pojedzie w podskokach a nominację będzie odbierał w lansadach. Środowisko akademickie jak się patrzy.

  49. paradox57
    23 stycznia o godz. 14:15

    Jak taki doktór nauk takich czy owakich zostaje na uczelni i mebluje główki studentom, to faktycznie, figielek przestaje być figielkiem. Ale może jednak nie jest źle: takie figielki jakie uczelnie – i odwrotnie. Wtedy wszystko sumuje się do całości: jest jak jest. A jak jest, każdy wie.

  50. paradox57
    23 stycznia o godz. 14:26

    Czyli to nie profesor uczelniany tylko taki więcej belwederski? Odbieranie takiej tytularności od lokatora owego przybytku to duże fuj. Rączkę uścisnąć, a następnie starannie wytrzeć w alkoholizowaną mokrą chusteczkę?

  51. Rozgorzała dyskusja na temat wykształcenia w ogóle a u Kwaśniewskiego w szczególności. Myślę, ze mam w tej sprawie prawo do wtrącenia się, bo zajmowałem się szkolnictwem od przedszkola do habilitacji, rączki prezydenta nie zdążyłem uścisnąć przed emeryturą.
    Skąd to przedszkole w mojej karierze nauczycielskiej?
    W zasadzie zacząłem pracować jako pełnoprawny nauczyciel szkoły podstawowej po liceum pedagogicznym. Po roku pracy zostałem sam w szkole i inspektor mianował mnie kierownikiem – pierwszy awans. Równocześnie zaczęła pracę przedszkolanka, bezpośrednio po liceum „przytulanek”. Pan inspektor nie dowierzał jej kwalifikacjom na stanowisku kierowniczki przedszkola i powierzył mi nadzór nad nią, przecież byłem starszy (o rok) i już doświadczony (też rok). Muszę powiedzieć, że polubiłem tę funkcje może dlatego, że podopieczna miała najpiękniejszy biust, jaki widziałem w moim życiu, kwalifikacje w opiece nad dziećmi nie za bardzo mnie zajmowały. Dalsza „kariera” to szkoły średnie, zawodowe i ogólnokształcące, potem Wyższa Szkoła Pedagogiczna i w końcu uniwersytet. Zawsze interesowały mnie wszelkie statuty i ustawy o szkolnictwie, m. in. Byłem ofiarą różnych interpretacji pojęcia „wyższe wykształcenie”. Na blogu ludzie przypominają swoje doświadczenia, a każdy ma inne, bo było różnie w różnych typach szkół wyższych i jeszcze się wszystko zmieniało w czasie.
    Gdy mój rocznik absolwentów WSP zaczął pracę, to był taki bałagan w przepisach, że w tym samym mieście, tylko w różnych szkołach płacono różnie, choć wszyscy byli po studiach, większość bez tytułu magistra. W mojej szkole nie miałem wyższego wykształcenia, koledzy mieli, a magistrowie jeszcze dodatek. Po WSP, albo było się mgr, albo się nie miało wyższego wykształcenia. Po miesiącu uzyskałem „wyższe wykształcenie” aż do „najwyższego” – lub prawie.

    Tyle ogólnie, teraz kilka słów o Kwaśniewskim.
    Znam jego karierę od czasów PRL, był takim zdolnym młodzieńcem , który musiał zrobić karierę jako „dziecko socjalizmu”, a po zmianie ustroju też sobie radził. Widać był inteligentny. Tu wtrącę definicję inteligencji, która mi odpowiada: Inteligencja to umiejętność przystosowania się do (zmieniających się lub nowych) warunków. Gdybyśmy teraz przeszli na dyktaturę kaczystowską, to pewnie tez by sobie poradził np. jako szef ZUS (ze względu na wiek).
    Nie mam Olkowi za złe, że sobie dobrze radził, nawet miałem o nim pozytywne zdanie – poza tym znakomicie wybrał żonę, ale to magistrowanie było żałosne i niesmaczne, straciłem sentyment.

    O „chorobie” długo nie wiedziałem, aż się zaprodukował w telewizji jak ta staruszka z tym „coś tam, coś tam”, która umęczyła swoje ciało alkoholem w służbie Boga, o co Kwasniewskiego raczej nie podejrzewałem.
    Nie miałem jednak racji, bo on pił dla ojczyzny jako dowódca wojska. Pił z szefem kapelanów – a więc służbowo i może nawet ze wstrętem do alkoholu, ale święty żołnierz miał zbyt mocną głowę i stąd wypowiedzi prezydenta po ciężkiej służbie były nieco bełkotliwe.

  52. @Tanaka 14:38

    Wszystko opisałeś dokładnie, jakbyś przy tym był. Poza ostatnią częścią ostatniego zdania. Nie będzie żadnego wycierania rączki w chusteczkę, alkoholizowaną czy nie. W związku z tym zasugerowałem mu, żeby po tym wiekopomnym wydarzeniu wziął sobie miesiąc urlopu w ramach obowiązkowej kwarantanny.

  53. @Antonius

    Najlepszym przywódcą jest taki,
    Który podwładnym nie przeszkadza.
    Najgorszy zaś, to typ nijaki,
    Któremu marzy się władza.

    Dobry przywódca upublicznia cele,
    Strategie, możliwości, szanse i ryzyka.
    Kiepski przywódca wyjawia niewiele,
    Głownie oskarża innych i konfrontacji unika.

    Jeżeli w państwie demokratycznym
    Rząd niewiele swych działań publikuje,
    Tłumacząc to interesem politycznym,
    To znaczy, że zwyczajnie oszukuje.

  54. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 14:35

    Czasami, gdy studenci chcą mieć wolne od takich figielków, a uczelnia ich wesprze, to potem władze najwyższe robią figielek wszystkim uczelniom.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25621070,uczelnie-nie-beda-mogly-zakazac-dyskryminujacych-wykladow-ordo.html

  55. Niezawodny system dyscyplinowania sędziów
    Lewy
    22 stycznia o godz. 11:45

    Mój komentarz mówiący tym, że nie ma systemów doskonałych

    Lewy, masz 100 % racji. Od początku świata było to wiadome.
    Demokracja jest systemem niedoskonałym w sensie dużo niższej „sprawności” jak 100 %, ale jest to system oparty na określonych zasadach. Zasady te są idealnymi definicjami jak np. zasada trójpodziału władzy, co nie oznacza, że system pracujący na tych zasadach jest idealny.
    Sto procent jest realizowane tylko w niebie, nawet w raju nie było 100 % sprawności, bo skąd się wziął grzech pierworodny. Z niestuprocentowej sprawności, uczciwości, wiedzy, wierności, niestuprocentowego posłuszeństwa, ogólnie z niedoskonałości.

    W technice jednym z dogmatów jest zasada – nie ma systemów niezawodnych w 100 %, szczególnie w systemach o składowych mechanicznych.
    Taki młotek ma tylko 3 lub cztery części, a może ulec awarii gdy krzywo rąbnie w coś twardego lub gdy obuch się rozklepie po uderzaniu w kowadło lub obsada się poluzuje lub trzonek się złamie. Kilka części, a mnóstwo możliwości zawodności. Hulajnoga ma kilkanaście, może dwadzieścia kilka części składowych, ale niezawodność tego urządzenia jest daleka od 100 %. Tak proste urządzenie jak ciągi rury gazowych czy kanalizacyjnych połączone mufkami i kolankami rozszczelniają się po latach, a przecież jest to jedno z najprostszych urządzeń technicznych. O zapałkach nie wspomnę, albo się łamią, albo nie zapalają.

    Jak się okazuje, jeśli chodzi o stosunek ilości części składowych do niezawodności, to proporcjonalnie do ilości tych części (setek miliardów komórek w głowie i gdziekolwiek indziej) niezawodność żywego organizmu jest super wysoka. Układy elektroniczne złożone z układów scalonych są bardzo niezawodne.
    Niemniej dogmat mówiący o tym, że nie ma układu niezawodnego w 100 % obowiązuje w świecie wytworów ludzkich.
    Demokracja jest układem stworzonym przez człowieka, zatem jest zawodna. Problem jest w tym, by nie było to lub 70 % lub 80 %.

    Społeczeństwo jest układem skomplikowanym bowiem składa się z milionów osobników złożonych z setek miliardów części każdy oraz ze środowiska, w którym funkcjonują miliony maszyn, komputerów, pojazdów, kuchenek, pralek, itd. oraz drugi najważniejszy składnik systemu – kultura, czyli obyczaje, konwenanse, mentalność, tradycje oraz prawo, które pisane jest przez prawie niezawodnych ludzi, lecz samo w sobie nosi aspekty niezawodności wynikające m.in. z niedoskonałości języka (luki prawne, niejasności definicyjne, nieokreśloności warunków działania, tradycje prawne nie przystające do nowych warunków, itd.)

    System jest w mniejszym lub większym stopniu zawodny. Problem w tym, by ta zawodność nie była zbyt wysoka, by była kontrolowana, uwzględniana i zrównoważona według określonych zasad. Zasad tych nie można omijać lub łamać,
    ponieważ są one szkieletem, rdzeniem, istotą systemu.

    Jarosław Ka wraz ze swoimi uczonymi w prawie podaje do wierzenia ludowi sprytną teorię o sądownictwie. A mianowicie wszystkie władze są kontrolowane, np. posłowie przez wyborców, wójtowie przez wyborców, rząd przez sejm, policja przez rząd, itd. tylko władza sądownicza nie jest kontrolowana i w dodatku wybiera się sama. O zgrozo!
    Teoria pozbawiona logiki, zawierająca gotowe odpowiedzi i silnie nasycona emocjami.

    To niedopuszczalne, to nie jest demokracja, to brak demokracji – głoszą apologeci autorytaryzmu. Poprzez serwowanie ludowi takich opowiastek odrzucają oni mimochodem, po drodze zasadę niezawisłości sędziów i niezależności sądów, odrzucają trójpodział władzy, nabierając lud na plewy o niezawisłości sędziów jako o niekontrolowanej władzy, która sama się wybiera. Tymi plewami są postulaty PiSowskich uzdrowicieli państwa dotyczące zdyscyplinowania sędziów, a tym samym odebrania im niezawisłości, a sądownictwu niezależności.

    Zapyta lud – kto ma zdyscyplinować sędziów? – Odpowiedź jest oczywista – ten który to głosi, czyli władza wykonawcza.
    Jak zdyscyplinować? Dziwne pytanie. Odpowiedź PiSu jest stanowcza, prawna i sprawiedliwa – dyscyplinować bezpośrednio poprzez ustanowienie specjalnej komórki w Sądzie Najwyższym (z 40 % wyższymi pensjami dla personelu), która będzie karać sędziów, np. za takie postępki jak złożenie zapytania do TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) lub stosowanie prawa UE w Polsce.

    Na podstawie jakich kryteriów będą sędziowie karani? Na podstawie kryteriów, które będą zapisane w nowych ustawach, które uchwali większość PiSowska w Sejmie, czyli suweren.

    Z grubsza jest to wszystko co zawiera teoria państwa i prawa sporządzona przez ideologów PiSowskich. Sędziowie mają być przywoływani do porządku najróżniejszymi metodami i systemami dyscyplinującymi, a system Izby Dyscyplinarnej nie będzie jedyny i najważniejszy. Dla sędziów orzekających cokolwiek będzie ustanowiony dyscyplinujący kaftanik, który zawsze będzie wisiał na ścianie gotowy do użytku. Najważniejszym egzekutorem będzie minister sprawiedliwości, czyli władza wykonawcza.

    W ten sposób PiSowscy ideologowie obalają dogmat mówiący o tym, że nie ma systemów niezawodnych, wprowadzając nowy system oparty na założeniu że da się zrobić, da się zbudować taki system, który będą niezawodny, bo wskutek dodania naszej interwencji będzie się ten system błyskawicznie sam (przy pomocy ministra i jego delegatów w Izbie) się naprawiać.
    Będzie pracować niezawodnie i choć tu i ówdzie z przerwami na odbieranie prawa orzekania sędziom lub wydalenie ich z zawodu, to system jako całość będzie działał niezawodnie, co ma oznaczać dla ludzi – sprawiedliwie – wygrasz każdą sprawę, która będzie słuszna, jeśli my się tym zajmiemy.
    Pzdr, TJ

  56. tejot
    23 stycznia o godz. 20:24

    Przykład zawodności kanalizacji jest całkiem dobry, choć kanalizacja jest prosta. ta prostota jest akuratna, na prostą polską głowę. Bo przykład z miliardami komórek w mózgu jest za trudny, Prawdziwy Polak nie wie co ma w głowie, oprócz tego, że wie, że ma uklęknąć i dać w mordę, zależnie od impulsu w głowie.
    A zatem: jak rura cieknie, to gdzieś cieknie – jak mówi ten co mówi, czyli prosty poseł z ławy. Skoro gdzieś cieknie, to się szuka gdzie cieknie i się cieknięcie uszczelnia.

    W sprawie sądów i sędziów w ogóle nie chodzi o to, żeby szukać gdzie i co z którego sędziego cieknie. Mogłoby sie okazać, że wcale nie z sędziego tylko z ministra cieknie. Bo taką kanalizację zaprojekował, że muszą być zatory i wybija.
    Zatem jak cieknie, to się wyrzuca wszystkich sędziów o których się powie, że ciekną. A już cieknący poseł zarządzi którzy sędziowie ciekną. Wywali się nie to co cieknie, ale całą kanalizację, zwaną tutaj „kastą”.

    Chodzi, tylko i wyłącznie, o zamordyzm. Nic innego nie ma znaczenia i nie jest sprawą merytoryczną.

  57. @Tanaka
    23 stycznia o godz. 20:46

    Chodzi, tylko i wyłącznie, o zamordyzm.
    Na razie chodzi tylko o kasę. Duuuużą kasę. Zamordyzm przyjdzie za chwilę. Pytanie: Na ile PiS może liczyć na policję i wojsko?
    Generalnie: Ach, jak ci katolicy nieudolnie kłamią! I jakie to śliczne, kiedy tacy durnie decydują o przyszłości milionów. Tylko dlatego, że powołują się na jakiegoś wymyślonego boga.
    Opuszczam Ziemię. Poszukuję wspólników do wioseł i żagli.

  58. Bo Polak wielce się nie zżyma
    Jak Swój za mordę mocno trzyma
    i mamiąc przygłupawą bajka
    po plerach grzmoci go nahajka.

  59. tejot
    23 stycznia o godz. 20:24
    Dzięki tejocie. Nareszcie głos w sprawie istotnej, a nie częstochowska rymowanka Qby, czy problem braku magisterium filipińskiego prezydenta, czy tolerancji herstoryka wobec cudzych literówek.
    Mamy do czynienia z dramatyczną sytuacją, kiedy pisowski wirus rozkłada od wewnątrz organizm polskiego społeczeństwa. Jest żle, strasznie.
    Wlaśnie słucham wypowiedzi sędziów i riposty pana Zbyszka.
    Qrwa, mógłbym p…dolnąc Polskę, mieszkając we Francji. Ale to boli, ten lot w przepaść. I ta dzielna, na prawde dzielna, postawa sędziów, którzy jak sędziowie Falcone i Borsalino, którzy bohatersko polegli w walce z sycylijską mafią, walczą o praworzadną Polskę.
    Może , koledzy zawiesilibyście na chwile wasze prywatne pawie pióra i trochę zadumali się nad przyszlością demokracji w wyjechanej Ojczyźnie ?

  60. @Qba
    23 stycznia o godz. 21:11

    Pytanie: Na ile PiS może liczyć na policję i wojsko?

    Na tyle, na ile może dać im część „odebranej” kasy. A jeszcze się paru znajdzie, którym odebrać można.

  61. @Lewy
    23 stycznia o godz. 21:19

    Gratuluję patriotycznego wzmożenia. Pomaga?
    A co do rymów, masz oczywiście rację.

  62. @Lewy
    23 stycznia o godz. 21:19

    Specjalnie dla Ciebie prosto z Częstochowy:

    Polak prywatnie ma rządy i kościoły w dupie.
    Z gówienkami daje sobie radę. Ale w większej kupie
    Mówi jednym głosem z płacącą zwierzchnością.
    I dumnie nazywa to osobistą wolnością.

  63. Tanaka
    23 stycznia o godz. 20:46

    Mój komentarz
    Zasadą nadrzędną nad wszystkimi innymi zasadami jest w PiSie autorytaryzm (poprawniej zwany zamordyzmem) sprzedawany ludowi jako rządy suwerena.

    Z definicji zasady zamordyzmu wynika, że wszystkie inne zasady, takie jak zasada trójpodziału władzy, niezawisłości sędziów, niezależności sądów, stoją niżej w hierarchii zasad PiSowskiej dobrej zmiany w rządzeniu państwem.

    Właściwie nie jest to zasada jako taka. To jest definicja totalitaryzmu, to jest joker, który bije każdą inną kartę, sprowadza prawo do bezprawia, bezprawie czyni prawem, to jest środek działania, który organizuje dla PiSu wszystkie inne oddziedziczone po III RP (państwie wg PiSu postkomunistycznym, czyli niegodnym szacunku, a wg samego premiera Mateusza Em państwie promującym sędziów morderców jego towarzyszy walki w stanie wojennym) zasady w pakiecik zażaleń nie mający mocy prawnej, coś takiego jak opinie Komisji Weneckiej, czy orzeczenia dawnego Trybunału Konstytucyjnego jako klubu kolesiów siedzących przy kawie i gadających o czymś tam.

    Jarosław Ka wymyślił taką nadrzędną zasadę, by wyrobić sobie pozycję pierwszego wśród nierównych, Przewodnika Pierwszego Sortu, Najwyższego Brata, Wielkiego Mistrza w jednoosobowej misji nawracania świata, a jego pomocnicy wymyślili do tej reguły uzasadnienia.

    Resztę pracy wykonują, czyli wprowadzają tę generalną zasadę w życie giermkowie, pacynki i decydenci ostatniej chwili, jak np. szefowa kancelarii Sejmu, która w ostatniej chwili otrzymała wiadomość o unieważnieniu delegacji sędziego do Kancelarii na przegląd list poparcia do KRS, jak marszałkini Sejmu, która w ostatniej chwili na żądanie szeregowego posła wysyła wniosek-dziwo do Trybunału Konstytucyjnego z zapytaniem – co Sąd Najwyższy może, jak szefowa niby Trybunału Konstytucyjnego, która po kolacji przy świecach z Jarosławem Mądrym oświadcza uroczyście, że Sąd Najwyższy nic nie może. Itd.

    Zasada zamordyzmu ma różnorakie zastosowania, nadaje się do każdego przypadku, który zdarzy się na drodze Jarosława Ka we wprowadzaniu Dobrej Zmiany na Wyspie Wolności. To jest najbardziej niezawodna, sprawdzona w dziejach zasada. Ta zasada niesie wolność w działaniu dla szeregowego posła, podnosi z kolan naród, z ruin Polskę, uwalnia z okowów postkomunistycznej konstytucji państwo, wyzwala naród, daje mu wolność i nadzieję. Niech będzie błogosławiony nasz Wielki Brat, oby żył wiecznie.
    Pzdr, TJ

  64. @Qba

    Prawie Halina Poświatowska

  65. Lewy
    23 stycznia o godz. 21:19

    Mój komentarz
    To jest moment, kiedy PiS pod wodzą Prezesa idzie na zwarcie. Dlaczego na zwarcie? Bo to jest jedyna taktyka Prezesa, którą on uznaje za najbardziej przydatną – spór, upór, veto wobec całości.
    Syndrom ten (Prezes zaraził nim w większości swoją partię) wywodzi się w całości z mentalności Jarosława Ka.
    Nawiasem mówiąc doskonale to wyczuł Banaś. Poszedł na zwarcie z Prezesem i co się okazało? Skutecznie, bo Prezes wziął i zgłupiał w jego sprawie. Banaś pokonał Prezesa jego własną taktyką.

    Jarosław jest w permanentnym stanie przeciwstawienia się wszystkiemu poza własnymi pomysłami, w przekorze, w opozycji wobec świata. Ta przekora, przeciwstawianie się, opozycja wobec rzeczywistości, to jest całe jego życie, jak powiedziała jego dobra znajoma Jadwiga mówiąc niedawno o polityce uprawianej przez Jarosława Ka.
    To „całe życie” Prezesa, to nic innego jak kompleks urazów, lęków, omamień, urojeń, wygrażania światu, odwetu i ślepej uliczki przeznaczenia wyobrażonego przez Prezesa dla siebie.
    Pzdr, TJ

  66. https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/jerzy-stepien-to-jest-teraz-w-rekach-spoleczenstwa-czy-jestesmy-w-stanie-obronic/vsqy9m1
    „Rząd nie ma podstawy prawnej do kwestionowania wyroków sądowych. Takich kompetencji Konstytucja mu nie daje – mówi w rozmowie z Onetem Jerzy Stępień, komentując oświadczenie Ministerstwa Sprawiedliwości dot. uchwały Sądu Najwyższego. – To jest teraz w rękach społeczeństwa, czy jesteśmy w stanie obronić demokrację, czy jest nam to obojętne – dodaje były prezes TK.

    – Pytanie, czy sądy się obronią? Czy społeczeństwo da sądom wsparcie, żeby to poukładać? Wówczas politycy będą musieli się cofnąć – mówi.”
    …………………………….
    Mam obawy o to nasze społeczeństwo, które prawie nic z tego nie rozumie i wsparcia nie będzie. To w większości biedne społeczeństwo, zastanawia się bardziej, co tu jutro do garnka włożyć, a nie tam, komu w palestrze z jakichś tam niezrozumiałych powodów będzie gorzej. A tu potrzebne są wielesettysięczne demonstracje w stolicy a nie to, co do tej pory.

  67. Siedzac na blogu LA czasem zapominam,
    ze to przeciez nie Lost Angels (nie mylic z Los Angeles hehe).
    PS.
    Abo,
    jak fajnie widziec Cie czesciej.
    Dawaj te wiersze ‚z szuflady’.
    Qba, zadziwiasz mnie jak zawsze, swietnie, ze nie masz szuflad. wszystkich nas niepoetycznych zamienisz w poetow.
    A o to przeciez chodzi.

  68. @Antonius 23 stycznia o godz. 11:52
    Teraz problem, którym się zajmowałem wiele lat – ob. Tadeusz R., jego kariera i związek z Radio Maria i/lub Horeb.
    „Zza kałuży” podjął ten temat i sugerował drobną nieścisłość w mojej wypowiedzi. Mam wrażenie, jeszcze nie potwierdzone, że jego słowa też nie są dokładnie odwzorowujące historię biznesmena nad biznesmenami

    @Antoniusie, „moje słowa” to tylko skopiowanie początkowych słów z artykułu w GW, a oryginalnie z książki „Imperator”. Mój wkład jest tu żadny.
    W przeciwieństwie do twojej wiedzy, nabytej podczas korespondowania, o którym napisałeś.

    gdzie R. faktycznie powinno mieć charakter prokuratorski, (…) Fałszywy ojciec R. miał ścisłe kontakty z szefem RH, z którym korespondowałem przez dłuższy czas, (…) którymi nie zgadzał się Pater Kocher.

    Moim skromnym zdaniem powinieneś powyższy tekst, czyli opis swoich dociekań na temat pana R. posłać autorom „Imperatora”. Możesz być posiadaczem unikalnych wiadomości.

  69. Antonius,
    nieustajaca admiracja i szacunek!
    Czuje sie nieslychanie uprzywilejowany, ze dane mi jest czytac Twoje komentarze i byc moze zrozumiec troche lepiej ten skomplikowany kraj.
    act

  70. W chicagowskiej bibliotece publicznej nie ma „Imperatora”. Napisałem następującą rekomendację aby zakupili:

    Father Rydzyk is a catholic priest in Poland of a rather low rank, who mysteriously acquired enormous political power and become a king maker in Polish political spheres. He built an educational and media empires forcing politicians from all sides to finance his very costly ideas. Imagine president Trump publicly thanking some Baptist pastor for his election and saying that “without your help it would be impossible”. Imagine whole US government plus all leaders of Republican Party showing for a birthday party of a Baptist pastor and dancing together on camera.

  71. Ciekawe spojrzenie na historie we fragmencie cioranowskiego wywiadu.

    Interlokutor: W swoich ksiazkach niezle pan sobie uzywa na historii.Jakos niezbyt sie wzajemnie lubicie.

    EMC: W gruncie rzeczy wszyscy ludzie ze wschodniej Europy sa przeciwko historii.Zaraz panu powiem, dlaczego. Otoz wszyscy ludzie ze Wschodu , niezaleznie od ich orientacji ideologicznej, sila rzeczy maja uprzedzenia do historii. Dlaczego? Dlatego, ze sa jej ofiarami. Wszystkie te wschodnioeuropejskie kraje bez przeznaczenia to kraje, ktore w istocie byly napadniete i zniewalane; dla nich historia jest z koniecznosci czyms demonicznym.

    Ale powiem jeszcze wiecej; historia jest zaprzeczeniem moralnosci Jesli zaczniemy zglebiac historie, jest absolutnie niemozliwe nie popasc w pesymizm. Historyk-optymista to sprzecznosc w zalozeniu. Co do mnie, historie jako dyscypline teoretyczna odkrylem zbyt pozno. W moldosci bylem zbyt dumny by czytac historykow. Czytalem tylko filozofow, a potem poetow. A okolo czterdzistki odkrylem historie, ktorej nie znalem. No i zdjelo mnie PRZERAZENIE. To najwieksza lekcja cynizmu, jaka mozna sobie wyobrazic. Niech pan wezmie jakakolwiek epoke w historii, niech pan ja przestudiuje bodaj troche glebiej, a wnioski do jakich pan dojdzie, beda bez watpienia okropne. Dla ludzi ze wschodniej Europy, ktorzy zawsze byli przedmiotami historii, jest ona czyms wstretnym. Jaki z tego wniosek. Otoz taki, ze wszelkie wartosci moralne i inne, o ktorych sie mowi, nie maja zadnej realnosci, zadnej skutecznosci. Historia to nieodwracalny rozwoj zdarzen, nad ktorym czlowiek probuje zapanowac, sadzac, ze jest to mozliwe

    Dalsza czesc tegoz wywiadu poswiecona jest nieistniejacej wolnej woli, tematu, ktory mam nadzieje doczeka sie wzmianki na tymze sympatyczny blogu.

    @ Kostka i act

    Ow! my silent friend (to do Kostki nie do ciebie mily kanberski bucu who keeps me going. Don’t get any funny ideas.), bardziej do Kostki, ktora byc moze zamilkla gdzies w oparach ateistycznych wywodow, skazona awersja do polityki.

    Do tejze sle ten godny polecenie link “Illneas Charles Bukowski” – sporo Bukowskiego ale nie tylko . Piekna poezja w wizualno-muzycznym wydaniu, calosc przywodzaca do lez.

    https://www.youtube.com/watch?v=qb07yIAKyuQ&t=2s

  72. Zza kaluzniku,
    od kilku miesiecy czytam Twoje wpisy.
    Twoje poczucie humoru rozbraja mnie.
    Niczego wiecej nie oczekuje.
    Twoja analiza ‚rzeczywistosci’ to inna historia. CIesze sie, ze nie mieszkam w Ameryce, choc bylem i lubialem, co widzialem. Ale to tylko muzea w NYC.
    Widzialem tez the Amish country. Pamietasz film z Harrisonem Fordem i ta ladna pania, ktora byla w filmie The Accused, chyba.?
    Najbardziej lubilem New Endland, Boston etc. Connecticut, zakochalem sie.
    Nigdy nie ciagnelo mnie na Zachod, nie wiem czemu. Mimo wszystkich skojarzen: Hendrix, Morrison i muzyka z San Francisco.
    O urodzinach grunge w okolicach Seattle ( Hendrix tam sie urodzil) to orca wie wszystko. No i to na tyle, chaotycznie.
    Pozdrawiam.

  73. Zrobiles sie lzawy na na starosc Abo.
    Nazywasz mnie ‚bucem’ ale i to Ci wybacze.
    To chyba licencia poetica, kto tam kiedy zrozumial poetow.
    Czy mam inne wyjscie, tylko lubic cie?
    Idz do diabla i daj nam wiecej poezji.
    Pozdrawiam poete.

  74. Wszyscy mi mowia, ze musze isc na rehab.
    Wolalbym: wszystko ci mowi, ze ktos cie pokochal.
    I said, NO, NO, NO!
    Do uslyszyska kochani.

  75. @act

    A no tak to bywa ze starymi pierdolami, they get maudlin. Oczywiscie, ze nie jestes zadnym bucem. Nie ma sie czego wstydzic. Na rehab nadaje sie wielu tu piszacych, lacznie z autorem niniejszego wpisu. No i dobrze, stad urok tego bloga. Przychylam sie do twojej prosby i sle ostatni z tej antypodzkiej serii poemat. Napisalem go po smierci psa siedzac pod drzewem, pod ktorym czesto odpoczywalismy z sobaka w trakcie codziennych spacerow. Dedykuje go wszystkim, ktorzy rozstali sie ze swoimi ulubionymi zwierzakami.

    Pod drzewem tym byl blask i polmrok
    zdyszany wiatr i zar miodowy
    plochliwa migotliwosc slonca
    owadow szept i ptakow mowy
    i ku kaskadom trwoznych lisci
    skrytych w przyjaznym chlodzie cienia
    biegly me skolatane mysli
    w modlitwie o dar zapomnienia.

  76. @Aborygen
    24 stycznia o godz. 3:32

    Tak dobre, że nie wiem co napisać, a napisać chcę, bo takie dobre.

  77. Do koncika poetyckiego wrzucam pieśń, w oryginale The Wild Rover, którą śpiewali angielscy marynarze , w wersji nadwiślańskiej

    Pieśń skruszonego pijaka

    Pijakiem włóczęgą, bywałem na dnie
    I pieniądze puszczałem na wódkę i beer
    Lecz już z tym skończyłem i zmieniłem się
    I już więcej nie wydam na wódkę i beer

    Chór pijaków
    Bo już nigdy więcej
    Nigdy więcej o nie !
    Nigdy więcej nie wydam złotówki na beer!

    Gdy zacznę pracować zarobię jak gość
    I z wypchanym portfelem w Bristolu zjem coś.
    Poproszę kelnera by dał mi na borg
    Ale ten mnie wyśmieje i każe iść stąd.

    Chór pijaków
    Bo już…

    Pokażę mu wówczas co w portfelu mam
    I zobaczę kelnera jak kłania się w pas.
    Przeprosi i powie mi, że to był żart
    I że pierwszą kolejkę on stawia jak brat.

    Chór pijaków
    Bo już

    Powrócę do domu i rodzicom mym
    Wyznam wszystko co robił marnotrawny syn
    Na pewno wybaczą i wypieszczą mnie
    A ja więcej nie wydam złotówki na beer

    Chór pijaków

  78. I jeszcze jedna moja jasnogórska twórczość

    W pewnym kraju nad rzeką Wisłą
    Gdzie dorodne ogórki w beczkach kisną
    Takie się myśli do głowy cisną
    Komu to Rydzyk samochód piznął ?

    Gdy kiedyś wrócę na Ojczyzny łono
    Za powrót do Niej zapłacę słono
    Na tacę rzucę mą starczą dłonią
    Me serce skrwawione pielgrzyma dolą.

    Starałem się, jak pewnie krytycy zauważyli, trzymać się z żelazną wolą rymu a-a-a-a.
    Rym a-b-a-b , ktory stosuje Qba jest dla mnie za trudny

  79. @ Lewy
    24 stycznia o godz. 8:05

    Drobna polerka

    W pewnym kraju nad rzeką Wisłą
    Gdzie ogórki ciągle w beczkach kisną
    Takie się myśli do mej głowy cisną
    Komu to Rydzyk samochód świsnął ?

    Gdy kiedyś wrócę na Ojczyzny łono
    Za powrót do Niej zapłacę słono
    Na tacę rzucę serce starczą dłonią
    Lecz oczy me jednej łzy nie uronią.

    Rymy a-a-a-a dają mało możliwości, więc trzeba się ograniczać. A jako niewierzący, nie uznajemy samoograniczeń. Ale na krótkie aforyzmy są akurat.

  80. Aborygen
    24 stycznia o godz. 2:24

    Mój komentarz
    Lud Umęczonej, nie jesteśmy inspirowani historią w sensie przestrzegania przykazań w rodzaju historia jest nauczycielką życia. Co to to nie, bo dla nas historia, to księga gruba, ale zamknięta i jeśli znajoma, to z przepowiadania proroków lub bazgrolenia poetów, którzy męczą wyobraźnię swoimi pokrętnymi wersami, nie pozwalają odetchnąć, drążą to co płytkie, uświęcają, to co skalane, a niektórzy z nich odwrotnie.

    Uczyć się pd sąsiada, bo dobrze gada, uczyć się od pieniądza, bo najlepsza jest żądza, historia się powtórzy i jak zwykle nastanie cisza po burzy.
    Pzdr, TJ

  81. George Best, geniusz pilkarski z Manchester
    United (nie przestal pic po transplantacji watroby) zapytany slawetnie na co wydal majatek odpowiedzial: karty, kobiety i alkohol.
    A co z reszta, pyta dziennikarz.
    Reszte roztwornilem…

  82. Chyba ‚roztwonilem’; trudna jezyk polskij po 34 lat emigracji. Slabo mowic, dobrze czytac.

  83. Sorry, przeczytałem tylko końcówkę i znowu muszę kołek w zęby i do śniegu 🙄
    Od środy wieczorem – najazd, Inferno i w ogóle.
    Inferno…
    „W 1928 roku grupa brytyjskich śmiałków stworzyła najbardziej szalony wyścig narciarski na świecie pod nazwą Inferno. Do dziś ten wyścig jest piekielnie trudny. Startuje na Kleines Schilthorn na wysokości 2900 m n.p.m. i kończy się na 800 m n.p.m. Doświadczeni narciarze potrzebują 40 minut na przejechanie całości, ponieważ trasa zawiera też odcinki płaskie lub nawet lekko pod górę”
    W sumie 15 km.
    Tatuś huniątka bierze jutro udział, cała rodzina w lekkiej panice 🙄

  84. Qba
    23 stycznia o godz. 21:11

    @Tanaka
    23 stycznia o godz. 20:46

    „Chodzi, tylko i wyłącznie, o zamordyzm.”

    Na razie chodzi tylko o kasę. Duuuużą kasę. Zamordyzm przyjdzie za chwilę. Pytanie: Na ile PiS może liczyć na policję i wojsko?

    Droga do kasy wiedzie przez zamordyzm. To widać jak na dłoni i taka jest logika. Bez zamordyzmu kasa nieduża i chwilowa; nowe wybory, nowe rozdanie i koniec kasy.
    Jest jeszcze druga konieczność do zamordyzmu: parcie chorej psychiki. Te wszystkie Prawdy, Słuszności, Jedyności, Tożsamości – wymagają zamordyzmu. Bez niego są niepewne, a nawet boleśnie śmieszne i bandycko ośmieszane przez zdrowych ludzi. No to się zdrowych wsadzi i nie będą wyśmiewać.

  85. @Qba
    Twoje poprawki przyjmuję z pokorą, jako uczeń od mistrza.

  86. Tobermory
    24 stycznia o godz. 9:36

    Wiadomo wobec tego skąd u huniątka bierze się ten zapał do nart. Idzie z pokolenia na pokolenie. Trzymam wobec tego jutro kciuki na duzego narciarza 🙂
    Bedziesz go widział z małym ?

  87. Tanaka
    24 stycznia o godz. 9:44
    I chyba ku temu zmierza. Ale ta cholerna Unia krępuje zamordyzm. Ale Hitler nie przestraszył się i zaczął skromnie od zremilitaryzowania Nadrenii, a potem już poleciało , Austria, Czechy, Polska, Dania, Norwegia , Francja. Ale z Anglią zgrzytneła, a potem łomot pod Stalingradem i strzał w głowę poprzedzony romantycznym ślubem z Ewą Braun.
    Czy Kaczor też sie nie przestraszy ?

  88. Tobermory
    24 stycznia o godz. 9:36

    Znalazłam trasę z 2017 🙂

  89. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 9:44
    @Lewy
    24 stycznia o godz. 10:03

    Na razie jednak kasa. Zamordyzm wprowadzany jest od dudy strony, bo jawnego UE nie przepuści. Jeżeli Dudzie uda się wyprowadzić (pałających słusznym gniewem na inteligencję) masowo robotników na ulice, to będzie zamordyzm równoznaczny z wyrzuceniem Polski z UE. Oczywiście przy sprzeciwie kościółka, bo odpadnie mu mnóstwo kasy.
    Generalnie: Inteligencja w Polsce (ta prawdziwa, nie mianowana) zajmuje się swoimi działkami. Do polityki szli (jak zwykle) nieudacznicy. Tym razem rządzą przypadki wyrzucone z psychiatryka jako beznadziejne. Cudownie jest obserwować na żywo, jak rośnie ich buta i czuć jednocześnie coraz intensywniejszy smród strachu.

    A teraz świeży przykład działania wolnego rynku:
    UE dąży do zunifikowania ładowarek telefonów komórkowych i wtyków do nich. Argumentuje to dążenie wygodą konsumentów oraz ochroną środowiska, bo spowoduje to znaczną redukcję liczby ładowarek.
    Przeciwko unifikacji protestuje firma Apple, argumentując niedopuszczalnym ograniczeniem innowacyjności.

  90. @ Lewy
    23 stycznia o godz. 21:19

    Dzięki tejocie. Nareszcie głos w sprawie istotnej, a nie częstochowska rymowanka Qby, czy problem braku magisterium filipińskiego prezydenta, czy tolerancji herstoryka wobec cudzych literówek.
    Mamy do czynienia z dramatyczną sytuacją, kiedy pisowski wirus rozkłada od wewnątrz organizm polskiego społeczeństwa. Jest żle, strasznie.

    Ojej! Ojej! Ale co my wraz z bratnimi fellow travellers mamy zrobić by pomóc organizmowi polskiego społeczeństwa w sprawach istotnych??
    Przecież w najlepszym razie możemy zaledwie pretendować do roli chóru w greckiej tragedii, który komentuje dramat jojcząc i biadając, ale nie ma żadnego wpływu na akcję sztuki i aktorów. Dlatego też, po odrobinie catharsis dzięki ww. jojczeniu, możemy wymieniać się pogodnymi komentarzami o (m.in.) kotach, dupie Maryni, muzyce i literówkach. Blog jest forum wymiany informacji oraz plotek (dzięki mu za to) oraz miejscem do wygadania się i podzielenia opiniami i doświadczeniami. Świata nie zmieni i nie zbawi. Niestety…..

    @Aborygen
    24 stycznia o godz. 2:24

    historia jest zaprzeczeniem moralnosci Jesli zaczniemy zglebiac historie, jest absolutnie niemozliwe nie popasc w pesymizm. Historyk-optymista to sprzecznosc w zalozeniu. Co do mnie, historie jako dyscypline teoretyczna odkrylem zbyt pozno. W moldosci bylem zbyt dumny by czytac historykow. Czytalem tylko filozofow, a potem poetow. A okolo czterdzistki odkrylem historie, ktorej nie znalem. No i zdjelo mnie PRZERAZENIE. To najwieksza lekcja cynizmu, jaka mozna sobie wyobrazic.

    Historia nie jest żadnym zaprzeczeniem moralności, ale szpilką przekłuwającą balon mitów, złudzeń i chciejstwa.
    Dlatego, jako poniekąd herstoryk, jestem zdecydowanie pesymistą, mizantropem i cynikiem.

  91. Ja tylko kontrolnie, bo moje posty znikają od wczoraj na innych blogach, zanim się ukażą.
    Tanaczku, help!

  92. Drodzy blogowicze. Wpedzony w skrajna rozpacz niektorymi wpisami oraz wlasnymi niedorzecznosciami udaje sie na zasluzony spoczynek po jeszcze jednym dniu calkowitego nierobstwa, ukolysany cieplym Cohenowskim barytonem.

    https://www.youtube.com/watch?v=NM8YuVaizdE

    PS: Dzis tylko dwa piwka i jeden maly G&T. Praiseworthy restraint, sami przyznacie.

  93. mag
    24 stycznia o godz. 12:17

    Podobnie napisalaś u Passenta, więc tam nie masz problemu.
    A jeśli chodzi o blog Hartmana, to chyba od początku stycznia zmiernił się tam sposób „wchodzenia ” na pocztę blogu. Poprzednio widać było własny tekst po wysłaniu, z adnotacją, że czeka na moderację. W tej chwili po wysłaniu tekst znika i czeka niewidocznie gdzieś w przestrzeni na moderację. Sama się o tym przekonałam jakiś czas temu, więc wiem. Poczekaj więc spokojnie, aż ukazę się tam nowa seria wpisów.
    Przypuszczam, że ten system mógł przejąc blog Szostkiewicza. Napisałam tam coś na próbę,żeby się przekonać i rzeczywiscie po nadaniu tekst znika.
    Ale poobserwuję, kiedy się ukaże.
    Czasem lepiej nie wpadać w panikę, mysląc, że to chodzi tylko o ciebie.
    Wiesz również, że na blogu EP, są pewne słowa , ktore nie przechodza przez moderację. Tam wystarczy znać niektore z nich,zeby uniknąć zablokowania 🙂

  94. mag
    24 stycznia o godz. 12:17

    Właśnie sprawdzilam u Szostkiewicza. I jest tak, jak wyjaśnilam powyżej,
    Mój wpis wlaśnie się ukazał. Pewnie tak szybko, bo redaktor zmienił temat, więc szybko otworzył ostatnie reakcje.
    Ale eksperyment się udał i już wiadomo, jakie są i tam nowe zasady dzialania wpisów

  95. mag

    Teraz sama możesz się przekonać,ze te wszystki twoje posty są wlasnie u Hartmana.
    Ten alarm, że twoje posty znikają , był bezpodstawny. Jeśli wiesz,że są blogi na ktorych się czeka, to trzeba spokojnie jakiś czas poczekać i tyle… 🙂

  96. @

    LOT kupił niemieckie linie Condor. Chyba po to, by było uzasadnienie budowy nowego lotniska. Na razie, bo budowa (jeśli kiedykolwiek ruszy) będzie trwać wiele lat, LOT płacić będzie Niemcom placowe i za obsługę. Ponieważ nie będzie mieć wielu pasażerów nawet, gdyby otworzył 100 biur w Niemczech, będzie wykorzystywać samoloty Condora zamiast uziemionych Dreamlinerów, bo przecież odszkodowania od amerykańskiego Boeinga nie może oczekiwać. Bo niby jak, od brata? I to Wielkiego?

  97. @basia.n
    24 stycznia o godz. 10:02

    W tym roku trasa musiała być skrócona, bo nie ma śniegu, aby dojechać do Lauterbrunnen. Kończy się więc w Winteregg. Poza tym co roku ma ten sam przebieg.
    Gdyby się kończyła w dolinie Lauterbrunnen, to bym się wybrał, ale tam wyżej jest strasznie ciasno.
    Udział bierze zawsze około 2 tysięcy osób, start co 12 sekund.
    Rekord w kategorii męskiej 13min 20sek, żeńskiej – 14.34

    Pogoda się psuje…

  98. @basia.n
    Dzięks. Miałaś rację. Nie spotkałam się jeszcze z tym, że post nie znika, choć go fizycznie nie ma przez jakiś czas. Inna sprawa, ze cierpliwość nie jest moją mocną stroną.
    A przy okazji i nie na temat – zastanawiam się, co sprawia, że „wyjechani” i rozproszeni od Europy po Australię czy Kanadę upodobali sobie ten blog i że nierzadko lepiej się z nimi czuję i dogaduję niż z tubylcami?

  99. Tobermory
    24 stycznia o godz. 17:05

    A wiesz już o ktorej startuje papa Hun ?
    Trasa dość przerażająca ! Te miejsca z zabezpieczeniem siatką…
    Zjeżdżałeś kiedykolwiek tą trasą ?

  100. mag
    24 stycznia o godz. 17:11

    Maguś, ratunku i już wszystko dobrze? Taka maszynka jak działa u Hartmana i może jeszcze gdzieś jest fatalna, bo uniemożlwia w miarę naturalny tok dyskusji.

  101. mag
    24 stycznia o godz. 17:11

    „Wyjechani ” upodobali sobie nie tylko ten blog, bo u Passenta jest ich również wielu.
    Chodzi chyba bardziej o digitalną Politykę. Jej czytelnicy, zaglądają również do artykułów z możliwością wymiany zdań i tak to idzie.
    Ja rownież zaczęłam od abonamentu na Politykę i trwało to okolo 8 miesięcy, zanim zajrzałam do ateistów.

  102. Qba
    24 stycznia o godz. 16:07

    Nie przyglądałem się kupowaniu przez LOT Condora, być może jednak zakup ma mieć takie uzasadnienie jak podajesz. Z tymi zakupami światowymi jest nad Wisłą spory problem. Są często nieprzemyślane biznesowo, licho menedżersko prowadzone i wreszcie nieoplacalne.

    Poniekąd ciekawa jest sytuacja z tym nadzwyczajnym katolickim lotniskiem pisoidów. Mieszkańcy z terenów które lotnisko ma zająć nie wiedzą na czym stoją, a właściwie to wiedzą, że na niczym, lotnisko jest mgławicą koncepcyjną, a potencjalna droga do jego uruchomienia – nadzwyczajnie długa. Żeby w ogóle mogło działać, wymagać będzie stworzenia bardzo rozległej infrastruktury dostępowej, inaczej nic z tego.
    Koncept lotniska polega na tym, że ma być hubem przesiadkowym. Tylko, że już teraz linie lotnicze i producenci zaczynają zmieniać parametry samolotów, które mogą latać na coraz większe dystanse i hubów będą potrzebować mniej, a nie więcej.

  103. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 18:01

    Nie jestem pewien czy masz rację z lotami długodystansowymi. Ostatnie kilkadziesiąt lat to loty krótko- i średniodystansowe. Samoloty długodystansowe (np. A380) sprzedają się kiepsko. Podobnie ma się rzecz z koleją. Podróże nocą na długie dystanse upadły, a próby reaktywacji jako alternatywa dla samolotu mocno kuleją. Pewnie dlatego, że ludzie zaczęli szybciej żyć, bo tyle rzeczy/miejsc jest dostępnych, a życie tak samo krótkie. Ale prezes to zmieni. Powstanie europejski hub imienia Prezesa, który obsługiwać będzie 7 pielgrzymek smoleńskich rocznie. Po czterech latach zabraknie i samolotów i chętnych.

  104. @Tanaka
    24 stycznia o godz. 17:50

    Bo blogi generalnie nie są zaprojektowane jako fora dyskusyjne / listy mailingowe etc. Można co prawda robić hiperłącza do miejsc, na które się odpowiada, ale w dyskusji lepiej, jak to robi maszyna.

  105. https://wiernipolsce1.wordpress.com/
    Jeszcze raz polscy politycy i komentatorzy polityczni głównego nurtu wyszli na amatorów i chorobliwych rusofobów. Zapowiadali W.Putina ” Polakożercę”, a tymczasem wystąpienie prezydenta Rosji w Jerozolimie było niezwykle wyważone i pokazało m.in. olbrzymią skalę ludobójstwa Słowian i ich wielki, decydujący wkład w zwycięstwo nad niemieckim nazizmem – wspieranym przez zachodnie lobby finansowo-przemysłowe związane z antyludzką „elitą” anglosasko-syjonistyczną.

    Zagubiony prezydent A.Duda i ahistoryczny awanturnik polityczny M.Morawiecki wyszli na durni, którzy zmuszeni byli umizgiwać się do wypowiedzi wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a, aby ratować twarz i osłabić wrażenie własnej śmieszności.

  106. @Aborygen
    23 stycznia o godz. 3:41

    Lubię wiersze, które się od razu czuje na skórze i pod powiekami, wystarczy zamknąć oczy i jest się nad morzem (do tej kategorii zalicza się też pewien wstępniak Tanaki, który wprawdzie wierszem nie był pisany ale wywołał podobne skojarzenie więc- czysta poezja)

    Piękny wiersz, Abo! Przypomniała mi się jedna z moich kieszonkowych antologii „Najpiękniejsze wiersze z nad morza” a w szczególności wiersze Nikos Chadzinikolau, z którymi zaszywalam się na wydmach w ujściu Wisły, na obozie obrączkarskim, tak ze 20 lat temu

    Powtórzę za actem – dawaj nam więcej poezji… Remember: „After all, poetry is what happens when nothing else can…” 😉

    Słowo na usprawiedliwienie – nie znikam z bloga zrażona awersja do polityki (choć na krajowej rozumiem się coraz mniej) – wstępniak Antoniusa przeczytałam ze smakiem. Tylko akurat przechodze przez wariacki okres w życiu przez ostatnie kilka tygodni … mało mam czasu chwilowo na pisanie bo jestem w trakcie stawiania swojego dotychczasowego życia na głowie. Lack of sleep, too much emotional strain and so on. And lots of mundane stuff to sort out.

    Ale ciągle podczytuje, więc będę się pojawiać kiedy tylko dam radę. Lubię koniec końców ten ateistyczny lokal gdzie przy jednym stoliku siedzą nad szklankami poeci i filozofują, a przy sąsiednim sekcja polityczna gromi ich czasem chmurnym spojrzeniem ;-). A czasami ktoś wstaje i łazi pomiędzy stolikami albo się przesiada. 

     

  107. @basia.n
    24 stycznia o godz. 17:50

    Papa Hun startuje dopiero po południu, bo ma numer powyżej 1400. W przyszłym roku ma nadzieję zakwalifikować się na wcześniejszą porę. To jest jego wyścigowy debiut.
    Osobiście znam tylko części tej trasy, na nartach zjazdowych nie jeżdżę już od lat, w Alpach to za bardzo stresujące. Za dużo ludzi, coraz częściej za mało śniegu.
    Może bym jeszcze pozjeżdżał w Colorado, widziałem tam kiedyś piękne, rozległe zbocza…

  108. Tobermory
    25 stycznia o godz. 9:52

    No to kciuki będą na popołudnie. Wyobrażam sobie, że mały Hun już teraz zapowiada, że on też tak kiedyś będzie startował.
    Robicie jakieś postacie śnieżne ?
    Napisz, proszę potem coś o wyścigu.

  109. @Lewy
    24 stycznia o godz. 8:01

    Lewusku,

    W podzięce za podesłanie tej jakże zgrabnej interpretacji Wild Rover zadałam sobie trud wyszukania wersji jednego z naszych ulubionych folkowych grajków. Jakość  nagrania niestety nie oddaje frajdy z oglądania Andy Gordona na żywo ale cieszy oko zmiana tekstu pod koniec piosenki. „Wild Rover” jest jedną z najczęściej „zamawianych” piosenek podczas tradycyjnych występów i niektórzy muzycy mają go (i zamawiajacych go wesołków ) po dziurki w nosie:

    When I go to a folk club 

    I take shotgun along

    And I’ll shoot the first bastard

    That asks for this song

    And as they lay bleeding

    There on the floor

    They never will ask for „Wild Rover” no more

    And it’s no, nay, never

    No, nay, never, no more
    I won’t  play the „Wild rover”
    No never, no more

    https://youtu.be/BOzNYq9T-7A

    Oraz, z pozdrowieniami dla tych którzy dali się na spokój z Dry January jakis czas temu, jeszcze jeden Andy Gordon:

    https://youtu.be/5yiKmmZPv6o

    (Chorus)
    Oh there’s sober men & plenty
    And drunkards barely twenty
    There are men of over ninety
    That have never yet kissed a girl
    But give me a rambling rover
    Fae Orkney down to Dover
    We will roam the country over
    And together we’ll face the world

    There’s many that feign enjoyment
    From merciless employment
    Their ambition was this deployment
    From the minute they left the school
    And they save and scrape and ponder
    While the rest go out and squander
    See the world and rove and wander –
    And they’re happier as a rule

    Chorus

    Oh there’s sober men & plenty…

    I’ve roamed through all the nations
    Ta’en delight in all creation
    And I’ve tried a wee sensation
    Where the company did prove kind
    When parting was no pleasure
    I’ve drunk another measure
    To the good friends that we treasure
    For they always are in our mind

    Chorus

    Oh there’s sober men & plenty…

    If you’re bent with arthritis

    Your bowels have got colitis

    You’ve galloping ballicitus

    And you’re thinking it’s time you died

    If you’ve been a man of action

    While you’re lying there in traction

    You may gain some satisfaction

    Thinking „Jesus, at least I’ve tried

    PS. Może jest za pozno na przeprowadzkę do Szkocji ale na wizytę jest zawsze czas 😉

    PS2. Wczoraj udaliśmy się na doroczne szkolne „family ceilidh” czyli tradycyjną potańcówkę. Po dwóch godzinach podziwiania jak mój syn z gracją obraca w tańcu szkockie koleżanki (kolegów też ale to tutaj nie jest takie dziwne) jak rodowity Highlander wrócilismy do domu z usmiechami na około głowy. Atmosfera była tak ciepła i rodzinna, że michy śmiały nam się szeroko przez cały czas. Widok tatusiów w kiltach (większość miała do tych kiltow zwykłe koszulki) obracajacych córki i synów w mininiaturowych kraciastych przyodziewkach był nieziemski. W pewnym momencie pojawiła się duża rodzina o wyraźnie chińskiej urodzie i ku mojej zgrozie znali kroki lepiej ode mnie! Tak jak i my byli jak najbardziej na miejscu, u siebie, bo za to najbardziej kocham Szkocje. A na koniec wszyscy odspiewalismy Auld Lang Syne, w wielkim kręgu i z przytupem na koniec!

    Lecę nabyc dodatki do haggisa na dzisiejszy obiad ku czci poety Burnsa 😉

  110. Ech, jakby tak w Polsce zastąpić Dniem Kaszanki te wszystkie martyro-bogo-honoro-ojczyźniane zapiewy…

  111. Qba
    24 stycznia o godz. 16:07
    Zakup niemieckiego Condora przez LOT, raczej nie zmieni wielkości ruchu lotniczego na ewentualnym nowym CPL. Ten niemiecki przewoźnik to specjalista od lotów urlopowych (najczęściej czartery dla biur podróży) obsługujący ok. 20 % rynku niemieckiego. Statystyki pokazują, że na tamtym rynku Condor ma lepsze wykorzystanie miejsc w samolotach od LOT-u. Czyli był zarządzany efektywniej, aniżeli dobry ostatnio LOT. To jednak kwestia wielkości obu rynków. I Condor musi pozostać na tamtym rynku, albo zacznie mocno dołować. Jego problem wynikał z upadłości większościowego udziałowca czyli Thomasa Cooka, a nie kłopotów wewnątrz firmy. Czy kierownictwo LOT-u potrafi się przestawić na nową skalę? Nie wiem.
    Co do latania długodystansowego, to nie masz racji. Ono się nie zwija. Dalej funkcjonuje i ma się dobrze, a nawet lepiej. Tyle, że obecnie mniejsze samoloty np. Dreamliner czy mniejsze Airbusy, niż A-380 latają do odległych lotnisk. Czyli maleje rola tzw. hubów, mogących przyjmować najcięższe szerokokadłubowe samoloty. A to wiąże się z czasem podróży. Te mniejsze dalekodystansowce mogą lądować na odległych mniejszych lotniskach, które nie są w stanie przyjąć Jumbojeta B-747 czy A-380. To kwestia nośności pasów startowych. Do tego wielkość ruchu generowanego na poszczególnych kierunkach nie wymaga już łączenia obsady z kilku mniejszych samolotów w jeden duży transport do odległego hubu, a potem kolejnego rozwiezienia mniejszym sprzętem. To efekt postępu technologicznego ostatnich lat w lotnictwie. Lepsze, oszczędniejsze silniki pozwoliły wydłużyć dystans lotu tych mniejszych maszyn. Pozostaje kwestia czasu pracy załóg pokładowych.

  112. Kostka
    25 stycznia o godz. 12:41
    Z moją przyjaciołką juz od jakiegoś czasu planujemy skok do Szkocji. Jestem mentalnie człowiekiem północy i dlatego lepiej mi było w Norwegii czy na Alasce, niż w Prowansji czy Maroko.
    Mam zbiór piosenek angielskich i ze dwadzieścia lat temu bawiłem się w przekładanie ich na polski.
    Dam Ci przykład. Z pewnością znasz szantę „Maggie May”o Małgoście, która okradała spragnionych kobiecego ciepła wracających z dalekiego rejsu marynarzy. Owi jeszcze żeglujący marynarze-żeglarze urozmaicali sobie prace przy wciąganiu żagli na maszt śpiewając świetne szanty. Najpierw oryginalna wersja po angielsku.

    Come gather round you sailor boys and listen to my plea.
    And when you’ve heard my tale youll pity me,
    For I was a bloody fool in thrr port of Liverpool
    The first time that I came home from sea.
    I was pais off at the home from the port of Sieera Leon
    And three pound ten month it wasmy pay.
    With a pocket full of tin I was very soon taken in
    By a girl with the name of Maggie May

    Oh Maggie MaggieMay, they are taking her away
    And she’ll never walk down Lime Street any more.
    For she robbed so many sailors
    And captains of the whalesr
    And she’ll neverwalka downLime Street any more.

    Too well do I remember when I first met Maggie May.
    She was cruising up and down old Canning Place.
    With a figure so divine, like frigate of the line,
    And me, being just a sailor I gave chase.
    Next morning I awoke, I was flat and stony broke,
    No jackket, trousers, waistcoat could I fiind.
    When I asked her where they were, she said „My veruy good sir
    They’re down at Kelly’s pwnshop, number nine”
    To the pawnshop I did go, but no clothes did I find
    And a policeman came and took that girl away.
    The judge he guilty found her of robbing a homewardbounder
    And paid her pasage out to Botany Bay.

    Były to lata 80-te i wielu rodakow wyjeżdżało na saksy do Niemiec. Przeczytałem wtedy o tym, jak taki rodak zwabiony przez dwie śliczne panny, zatrzymał się w zatoczce by z pannami pofiglować. No i tak to się skończyło jak w moim tekście. Były tu więc dwie inspiracje.
    Więc posłuchaj
    Gośka R
    Podejdźcie do mnie bliżej by wysłuchać skargi mej,
    A gdy już usłyszycie mą historię
    Okażcie zrozumienie i raczej się nie śmiejcie
    Z biednego głupca który stracił spodnie.
    Wracałem z RFNu w portfelu marek plik
    Herr Meister mi wypłacił dosyć hojnie
    Mój opel grzał jak wiecie ,
    Gdy nagle na granicy
    Machnęła na mnie reką Gośka R

    O Gośka, Gośka R siedzi teraz w ciupie gdzieś
    I nie będzie więcej krążyć koło Odry
    Bo rodaków okradała, gdy do żon swych powracali
    I dlatego siedzi tam gdzie miejsce jej.

    A była to maszyna jak malina Gośka R
    A nogi miała jak opony opla
    I nie przeczcie każdy z was spróbowałby choć raz
    Pościgać się na trasie z Gośką ostro.
    Gdy zbudziłem się nad ranem
    byłem jeszcze nieprzytomny
    Jak już wam mówiłem znikły moje spodnie
    Również opel i deutschmarki, jak i japońskie zegarki
    Wraz z Gośką R bez wieści gdzieś przepadły

    O Gośka, Gośka R..

    Gdy policja ją złapała miała Gośka czarny dzień
    Znaleziono u niej zrabowane rzeczy
    I przeróżne alkohole, dawką valium wzbogacone
    Każdy koniak Gośki mógłby uśpić konia.
    Wielki tłum się zebrał w sądzie, żeby świadczyć przeciw Gośce
    Każdy chciał odzyskać skradzione pieniądze.
    Sędzia uznał Gośkę winną i dwa lata tak brzmiał wyrok
    Ku uciesze zgromadzonych w sądzie żon .

    O Gośka, Gośka R

    A tu link do piosenki
    https://www.youtube.com/watch?v=eDYrDhcPLY0

  113. @zak1953
    25 stycznia o godz. 14:52

    Co do Condora, to raczej LOT będzie mieć mocno pod górę, by utrzymać się na rynku niemieckim. Najprawdopodobniej nie udźwignie całości finansowo, bo nie uzyska ulg, z jakich korzystał Condor, a umowy z biurami podróży też trzeba dopiero wypracować. A zarządzanie polskich państwowych firm jest tak efektywne, że …
    Co do lotów długodystansowych, Twoja argumentacja jest jedną z możliwych interpretacji. Z danych, które posiadam wynika raczej, że prognozy masowych lotów długodystansowych nie sprawdziły się i produkcja wielkich samolotów została znacznie zredukowana. By jednak zarabiać również na tym polu (konieczność wielu przesiadek wydłużyłaby znacznie podróż i zmniejszyła istotnie liczbę chętnych), przeznaczono fundusze na takie udoskonalenia mniejszych jednostek, by w miarę komfortowo pokonywały duże odległości. W sumie była to kwestia zmniejszenia liczby pasażerów na rzecz paliwa i przestrzeni zapewniającej nieco większy komfort. Lepszy płatowiec i ekonomiczniejsze silniki to raczej normalny rozwój wymuszony konkurencją i zyskami.
    Co do lotnisk, to zgadzam się z Tobą. W efekcie ważniejsza jest dziś obsługa jak największej liczby średnich i mniejszych jednostek, niż spektakularne lądowania wielkich maszyn.

  114. Qba
    25 stycznia o godz. 15:24
    Condor pozostanie pod swoją nazwą. To jest w zapisie umowy. I musi pozostać na rynku niemieckim. Oczywiście, w razie problemów może próbować może próbować wypchnąć z polskiego rynku zewnętrzne firmy czarterujące swój sprzęt naszym biurom podróży. Ale wtedy dojdzie do wojny cenowej. Z drugiej strony, wielu polskich touroperatorów pracuje na umowach z zachodnimi biurami, gdzie sprawy transportu są dawno ustalone i to na dłuższy czas. A małe, niszowe ale specjalistyczne biura? One często funkcjonują na zasadzie doskoku. Bardziej obawiam się skoku na kasę ze strony polskiego managementu, posiłkującego się naszą kasą podatkową.
    Wracając do wielkich szerokokadłubowców. One nadal mają swój rynek, u kilku wewnętrznych przewoźników, latających na średnich dystansach. Tyle, że to skromniejszy rynek, aniżeli dla lotów długodystansowych. Airbus ma zamówienia na nowe A-380, chociaż na rynku są też te samoloty z drugiej ręki. Jednak przewoźnicy wolą nowe egzemplarze, lepiej dostosowane do konkretnych potrzeb linii. Poczekamy, zobaczymy.

  115. Qba
    24 stycznia o godz. 18:26

    @Tanaka
    24 stycznia o godz. 18:01

    Nie jestem pewien czy masz rację z lotami długodystansowymi. Ostatnie kilkadziesiąt lat to loty krótko- i średniodystansowe. Samoloty długodystansowe (np. A380) sprzedają się kiepsko. Podobnie ma się rzecz z koleją. Podróże nocą na długie dystanse upadły, a próby reaktywacji jako alternatywa dla samolotu mocno kuleją. Pewnie dlatego, że ludzie zaczęli szybciej żyć, bo tyle rzeczy/miejsc jest dostępnych, a życie tak samo krótkie.

    W wyjaśnieniu częściowo już wyręczył mnie @zak1953. Rzecz nie tyle w A380 i tej klasie samolotów, ale w samolotach średnioładownych, które jednak latają na coraz dłuższze dystanse, stąd konfiguracja połączeń i potrzeba ew. hubów przesiadkowych podlega ewolucji.
    Decyzje co do wielkiego lotniska w Polsce i jego konfiguracji muszą być podjęte w najbliższym czasie (przyjmując oczywiście zasady racjonalnej menedżerki projektami a nie szaleństwo zideologizowanych zachowań pisoidów), a pojawienie się sprawnego produktu w postaci lotniska nie nastąpi wcześniej niż za kilkanaście lat.
    Ta duża rozpiętość w czasie, w samej branży lotniczej, nie biorąc innych czynników pod uwagę, oznacza bardzo poważne ryzyko nietrafienia w potrzeby przyszłego rynku.

    Co do kolei – jej przyszły sposób używania może być zupełnie inny niż dziś. Dziś zresztą, a właściwie od jakiegoś już czasu, obserwuje się wzrost zainteresowania koleją w stosunku do połączeń lotniczych krótkodystansowych, co dobrze widać po europejskim systemie kolei wielkiej prędkości (opartej na TGV).

    Inna (znacznie większa) rola kolei może się wiązać z tym co jest nieuchronne: kryzysem klimatycznym i coraz silniejszymi działaniami które będą miały zmniejszyć wymiar katastrofy. Koleje, pod tym względem, są znacznie mniejszym problemem dla środowiska niż samoloty. Chyba, że uda się zupełnie zmienić ich napęd, ale i więcej: samo istnienie lotnisk i infrastruktury wokół nich skupionej jest poważnym problemem dla środowiska, a megalotniska są megaproblemem.

    W przypadku tego katolickiego lotniska ponadrozmiarowego w środku Polski, mówimy o horyzoncie wykonawczym poza rokiem 2030, raczej nawet po 2035. W tym czasie cała Skandynawia zamierza już (dziś!) być neutralna emisyjnie, za chwilę reszta Europy będzie robić to samo. Polska znajdzie się w kleszczach, bo węgiel to Dobro I Tożsamość Narodowa Polaka – jak gada Duda i reszta pisoidów, a „ekologizm” to, wedle biskupów nadwiślańskich zbrodnia stalinowska i nazizm w jednym.

    Krótko mówiąc, za lat kilkanaście padnie wiele paradygmatów, będą nowe bo być muszą, a rozglejone we łbach i rozwleczone w czasie katolickie nadlotnisko połknie wszelkie ryzyka, znane już i nieznane, co je łatwo może wykończyć, a narodowy Polak katolicki zostanie z ręką tam gdzie zwykle, co bardzo zresztą lubi, inaczej nie byłby sobą.

  116. Lewy,
    tlumaczenie kongenialne a moze i nad.

  117. Goski sa fajne, boje sie Goch.

  118. @Tanaka 25 stycznia o godz. 18:06

    Decyzje co do wielkiego lotniska w Polsce i jego konfiguracji muszą być podjęte w najbliższym czasie (przyjmując oczywiście zasady racjonalnej menedżerki projektami a nie szaleństwo zideologizowanych zachowań pisoidów), a pojawienie się sprawnego produktu w postaci lotniska nie nastąpi wcześniej niż za kilkanaście lat. Ta duża rozpiętość w czasie, w samej branży lotniczej, nie biorąc innych czynników pod uwagę, oznacza bardzo poważne ryzyko nietrafienia w potrzeby przyszłego rynku.

    I dlatego ja, będąc sceptycznym co do wystarczalności samej Polski jako zaplecza dla takiego wielkiego lotniska, chciałbym mieć „buy-in” od naszych sąsiadów. Czy takie poparcie jest zapewnione? I jak wpłynęło ono na ulokowanie tego lotniska?

  119. Z okazji urodzin poety Burnsa dwa jego wiersze:

    https://youtu.be/b2pGWkjwOBw

    https://youtu.be/p1t2OY_9DIQ

    Album z pocztówkami:

    https://photos.app.goo.gl/fq9Uxo2gs8VkDKHq8

    I bard Dougie MacLean na żywo o pożytkach z picia whisky:

    https://youtu.be/vZRo02oy-sE

    😉

    Slainte!

  120. Jakis czas temu blogowicz o enigmatycznym nicku bubreko podal link do artykulu z czeskiej Wikipedii na temat aborygenow. Nie podejrzewam go o jakiekolwiek kpiarskie zamiary w odniesieniu do ludnosci tubylczej. Domyslam sie, ze chodzilo glownie o zestawienie zabawnie brzmiacego dla Polakow jezyka czeskiego, z jakze odlegla temoz tematyka. Artykul jak artykul, mozna sie posmiac. Gorzej ze zdjeciem przedstawiajacym przedstawiciela tut. ludnosci tubylczej w postaci owlosionego starca z blaszana tabliczka na piersi przypominajaca emblemat fieldgendarmerie z okresu drugiej wojny swiatowej, ktory to wizerunek pozostawil slad pamieciowy.

    Moze jestem w tej tematyce przeczulony, ale mam do ginacych aborygenow i ich kultury ogromna sympatie. Juz sama koncepcja Dreamtime (Epoka Snow), w ktorej wszystko jest mozliwe, ludzie zmieniali sie w zwierzeta, a pies dingo mial szesc zon ( prawie tyle co niektore hollywoodzkie gwiazdy), jest basniowo urzekajaca. Dziwic moze jedynie brak zrozumienia dla kultury tubylcow majac na wzgledzie fakt, ze opowiesci biblijne o gadajacych wezach, plonacych krzewach i mannach spadajacych z nieba, w ktore balwochwalczo wierzy tyle bialych twarzy, nie roznia sie zbytnio od aborygenskiej mitologii.

    To skrobnawszy czesto wsrod Polakow drazni mnie niczym nieuzasadniona bufonada, bunczuczne ziutkowstwo, pogardza dla innych nacji i ras. Smierdzacy Arab, tchorzliwy Pepik, zapity Rusek zalatujacy cebula Zyd, zlodziej Wloch i cygan. Rozumiem, ze wynika to z wielu historycznie uzasadnionych narodowych kompleksow. Ale czesto brak mi wsrod wielu Polakow tolerancji i wiekszego zrozumienia dla wspolnoty ludzkiej niedoli, ktora tak przepelniony jest swiat. Jakze chcialbym sie mylic.

    Koncze gdyz ponoc wszystko co ma powyzej 500 slow ugina sie pod wlasnym ciezarem a “brevity is the soul of wit”.

    Historia Lukasza
    https://www.youtube.com/watch?v=8ZEDPlhpf2k

    Geoffrey Gurrumul Yunupingu – Djarimirri (zmarly niedawno, niewidomy od dziecka aborygenski piesniarz)

    https://www.youtube.com/watch?v=gyAa1-jOZpI

  121. @Lewy
    25 stycznia o godz. 15:21

    Daj znać kiedy! 😉 Bonnie bonnie banks of Loch Lommond są  ode mnie pół godziny 

    Tłumaczenie/inerpretacja bomba! Uśmiałam się setnie. Podrzucam w odpowiedzi inny wariant historii o obudzeniu się bez spodni 😉 (text w opisie pod filmikiem). Wprawdzie Andrew Gordon śpiewa Close shave o wiele lepiej ale jego wersji nie mam

    https://youtu.be/CKttmV2iW74

    Z moim napredce skleconym luźnym tłumaczeniem:

    Podejdźcie tu górnicy, za złotem co kopiecie
    Opowiem wam historię mą, wnet mnie pozalujecie

    Zaszedlem ja do miasta raz z urobkiem że aż miło 
    I tam spotkałem dziewczę gładkie 
    Co serce me zdradziło

    Jej usta tak jak róże, w jej oczach błękit nieb
    Jej włosy złote jak to złoto co skradla z naszych kies

    Poszliśmy wraz do baru i ostro popiliśmy 
    Mocne portery, inne świństwa i oczywiście whisky 

    Do łóżka chętnie się udałem kiedy mnie zaprosiła 
    Lecz szczerze mówiąc się pospalem
    Nim grosz swój zarobiła 

    Zbudziłem się o świcie lecz gdzież są moje spodnie?
    Gdy na podłodze się ostały  jedynie damskie suknie 

    Kapota, buty oraz złoto zniknęły też z pokoju 
    Została kiecka, blond peruka i brzytwa lecz nie moja!

    Ach, po cóż była jej peruka i do golenia sprzęt?
    Aż nagle prawda mnie dopadła i z piersi wydarł jęk

    Ma piękna panna to był chlop, wrzasnalem błędnie tocząc okiem  
    Wolałbym stracić worek złota niż zbudzić się z tym zbokiem!

    By wyjść z powrotem na ulice chcąc nie chcąc ogolilem się
    Przywdzialem kiecke, blond peruke
    I dalej hajda w step

    I kiedy szedłem już ulicą ten górnik puścił do mnie oko…
    Więc go na drinka zaprosiłem
    Wszak też ma w kiesie złoto!

  122. @Kostka

    Kostko, dzięki za miłe słowo i skojarzenie mych wypocin z antologia poezji o morzu. Dla mnie tut. ocean jest źródłem wiecznej inspiracji. Jest w nim jakiś majestat w połączeniu z ciągnącymi się w nieskończoność, opustoszałymi plazami.

    Co to za poemat pisany proza gospodarza bloga, o którym wspominasz ? Chętnie przeczytam. Oczekując na poetycki odzew z twojej strony sle moc serdeczności dla Cię i act’ a w przededniu rehabu.

  123. @Kostka
    Chyba jesteś za ?
    Independence for Scotland now! Even England can get itself together and become an independent nation – whatever, let them do as they wish. Scotland will become independent and it will be the greatest nation on the planet.

    Może to przesada, że będzie, jak napisal ten Szkot, największym narodem świata. Ale i tak są trzy wielkie małe narody, ktore podziwiam, to są Szkoci, Holendrzy i Szwajcarzy. Dodałbym jeszcze do tej trójki malych wielkich Czechow, ale ci mieli mniej szczęścia.
    Czytalem, że w przeliczeniu na głowę mieszkańca Szkocji przypada najwięcej noblistów. Ale najwiekszy Maxwell, umarł za wcześniej , a bez niego nie byloby Einsteina i do dziś nie wiedzielibysmy co to są fale elektro-magnetyczne.

  124. Robert Burns, szkocki skald byl wielkim inspiratorem Boba Dylana
    „Highlands” (najczesciej wykonywany live)
    ________________________________________
    Bob Dylan – Highlands (Glasgow 2000)
    https://www.youtube.com/watch?v=Gz-WYn-XU_8 —–10 min

    Well my heart’s in The Highlands, gentle and fair
    Honeysuckle blooming in the wildwood air
    Bluebells blazing where the Aberdeen waters flow
    Well my heart’s in The Highlands
    I’m gonna go there when I feel good enough to go
    (Bob Dylan)
    —–
    Ostatni utwor na albumie Boba Dylana „Time Out of Mind” i najdluzszy 16 min 31 sek
    ___________
    ”I’m a poet and I know it. Hope I don’t blow it.” (Bob Dylan)

  125. Dla mnie gdzies od 1971roku zaistnialy Deep Purple, Uriah Heep, Free, Grand Funk Railroad, Led Zeppelin, Black Sabbath, Pink Floyd i cala masa innych ktorych po nich nastapila i nigdy nie zamienilbym na bardow typu Boba Dylana. Gdzie on sam wycenil swoja tworczosc na przypadkowa i bez zadnego przeslania. Kilka jego songow jest OK ale tylko kilka. Niektore w innych interpretacjach brzmia duzo lepiej niz oryginaly (chocby Knockin’ On Heaven’s Door by Guns’n’Roses).

  126. Kostka
    26 stycznia o godz. 0:41
    W dobie MeToo dawne tęsknoty marynarzy, zołnierzy za kobiecym ciałem będą potępiane.Nawet tak zawoalowane jak śpiewane przez żeglarzy
    She’s goty hair between her knees
    Like the branches of the trees,
    Nelly put your belly up to mine.
    (Między kolanami rosną jej włosy
    Długie jak kukurydzy kłosy,
    Nelly, oprzyj swój brzuszek o mój)
    Albo ta pieśń „Whip Jamboree” stęsknionych za kobietami marynarzy właśnie dopływającymi do portu, która konczy każdą zwrotkę prośbą o placek owsiany.
    O Jenny get your oat cakes done
    Soczysty język marynarzy tworzy prawdziwe , poetyckie metafory.

  127. zza kałuży
    25 stycznia o godz. 23:38

    Ani poparcie dla ‚buy-in’ nie jest zapewnione, ani nie ma ono związku z lokalizacją lotniska.
    Polska zresztą utraciła zdolność do realizacji inwestycji na dużą i wielopłaszczyznową skalę. Autostrady da się jeszcze budować, przy czym to budowanie należy wziąć z zastrzeżeniem, bo nie jest ono związane z rozwiązywaniem powiązanych problemów w sposób należyty. Ale autostrada w sensie ścisłym to inwestycja jednobranzowa: drogownictwo i koniec. W przypadku dużych lotnisk rzecz ma się zupełnie inaczej. Konieczne są kompetencje i zdolności zarządcze nie występujące w Polsce już od dosyć dawna.

    Przestrogą powinny się stać losy najnowszego lotniska w Berlinie. Pomimo nierównie większych kompetencji i zdolności będących w posiadaniu Niemców, los tej inwestycji jest biblijny: bolesna męka.

    Ale żeby cokolwiek było przestrogą, żeby nad Wislą nie było bolesnej męki, to być nie może. Bolesna męka musi być w ojczyżnie Jezuska, czterokrotnego króla Polski i dwustukrotnej królowej Maryi co chwila cuda czyniącej.

  128. My tu o jakichś pierdołach a tu proszę:
    https://www.youtube.com/watch?v=rXkPTdQNp5g&t=16s
    Ważny komunikat generała z Federacji Galaktycznej – Stanisław Milewski
    ……………………….
    31.01.20. – koniec teorii spiskowych, będzie praktyka, aresztują rządy wszystkich państw. A kto? – Akterianie z galaktyki Andromedy. Nareszcie tak długo oczekiwane zbawienie.
    Oni już są wśród nas, tylko odpowiednio zakamuflowani. W Europie spodziewany blackout. Pobudka dzieci Indygo i wszystkich innych psychopatów.hehehe

  129. Optymatyk
    26 stycznia o godz. 17:23

    I że wszyscy szatańscy pedofile znajdą się w Guantanamo ponieważ przygotujcie się na awarię elektryczności w całej Europie więc nastąpią aresztowania przez oficerów wojska z Andromedy pod wodzą generała Galaktyki który Tumpowi zlecił ochronę wojskiem całej ludności żeby nie trzeba się było denerwować w Davos skąd przyjdą wkrótce najważniejsze wiadomości że demokracji odpowiedzą za swoje zbrodnie ponieważ przyszła era Wodnika i energetycznie wzniesiemy się do góry?

    Wszystko jasne – to mówi codziennie arcybiskup Jędraszewski z biskupem Dydyczem oraz całą resztą.
    Hosanna i tak dalej!

  130. https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/nie-przyjeli-ksiedza-po-koledzie-dostali-list-od-proboszcza/8cvj7b0
    „Według Katolickiej Agencji Informacyjnej w ubiegłym roku księdza z wizytą duszpasterską przyjęła ponad połowa Polaków. Najczęściej na wsiach i niewielkich miejscowościach. 21 proc. nie otwiera mu drzwi, a 14 proc. waha się, czy to zrobić.”
    …………………………
    z komentarzy:
    Wojciech Kowalski
    Tylko i wyłącznie wprowadzenie podatku kościelnego pozwoli ustalić ilu mamy w Polsce katolików. Kościół watykański jest organizacją z której nie można się wypisać. Dlatego ONI uważają że wszyscy ochrzczeni są ich stadem baranów. Zostałeś ochrzczony to należysz do „wspólnoty”, czy sobie tego życzysz czy nie. Księża mają w swym władaniu cmentarze i to jest powód dla którego wielu ludzi ich akceptuje, aby rodzina nie miała problemu z pochówkiem po ich śmierci. Kto został przeczołgany przez księdza przy okazji załatwiania pogrzebu bliskiej osoby, ten wie o czym piszę. Wszelkie religie z katolicką i islamem na czele są źródłem i przyczyną wielu nieszczęść i ludzkich tragedii. Miliony ofiar na przestrzeni wieków to ich dzieło.

    Hanna Jordanik
    Do wszystkich ksiezy !
    Szanowni kaplani Wasze swiecenia nie chronia Was przed odpowiedzialnoscia i rozliczeniem przez Boga.Jestescie tak samo przeciez smiertelni jak kazdy z nas.Zastanowcie sie przedto co tak naprawde zrobiliscie dla drugiego czlowieka ,dla Boga i jak wyglada Wasza wiara ,Wasza droga pielgrzyma na ziemi.Jak ona jest podobna do drogi Jezusa.
    Pan Jezus przyszedl do ludzi i byl tak samo ubrany jak oni .Pielgrzymowal i pochylal sie nad kazdym a nie mieszkal w luksusach chociaz przeciez mogl.
    Jak Wasze szaty wygladaja? Wasze mieszkania? Konta czy samochody?
    Czy ten czlowiek do ktorego przychodzicie ma to samo i czy ma sie czym z Wami dzielic?
    Wiara jest cudowna i bardzo ,bardzo osobista .Najpiekniejsza i delikatna . Latwo ja zniszczyc zastanowcie sie zatem jak ja niszczycie w drugim czlowieku?
    Wasze postepki rodza bunt i odejscie od Kosciola i co najgorsze to Wy jestecie temu winni.
    Zastanowcie sie chociaz przez chwile moze jeszcze nie jest zapozno.
    …………………………..
    Kiedy wreszcie ukrócą to podomowe łazęgostwo kiecoli? Co za bezczelność nachodzić ludzi w ich domostwach? Wyłudzacze ostatniego grosza, pasożyty i uzurpatorzy niby boskich racji.
    „Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające.” J.T.

  131. OSTRZEZENIE!
    Oto rezultat zżerania mięsa innych zwierząt.
    Ewolucja wyposażyła inne zwierzęta w wirusy obronne, którymi bronią się one przed człowiekowatymi.
    Obecnie jest to śmiertelny wirus „coronavirus”.
    Żółta rasa i jej odmiany zabijają i żrą wszystko, co się rusza między innymi psy, koty, świnki morskie, krokodyle, węże a także różnego rodzaju robaki.
    Wirus ten dzięki podróżom „żółtych” rozprzestrzenił się już poza Chiny do wielu innych państw świata.
    Kanadyjski epidemiolog w TV CBC stwierdził, że jedzenie mięsa z innych zwierząt powoduje wszystkie najgorsze choroby zakaźne.
    Afrykańczycy roznieśli po świecie małpopochodne wirusy takie jak AIDS i wiele innych, a azjaci roznoszą obecnie ten śmiercionośny wirus a wcześniej wiele innych.

    ps:
    Ciekawa jestem czy humaniści w Polsce i w innych krajach świata nadal popierają wielokulturowość i ruchy imigranckie do swoich krajów…
    Wszystkim mięsożernym człowiekowatym dedykuję niniejsze ostrzeżenie.

    https://www.cbc.ca/news/health/coronavirus-zoonosis-1.5440146

  132. Optymatyk
    26 stycznia o godz. 19:16
    Ta Hania Jordanik to poczciiwiina, która odwołuje się do sumiienia klechów. Poprawcie się, mówi im, bójcie sie boga. .
    Wiara jest cudowna i bardzo osoobista. Najpiekniejsza i delikatna Latwo ja zniszczyc zastanowcie sie zatem jak ja niszczycie w drugim czlowieku?
    No i o to chodzi. Te spasione cwaniaki, zboki potrzebują takie Hanie, które w sprzedawanym przez nich towarze widzą coś najpiękniejszego i delikatnego.
    Dlatego, pani Haneczko, trzeba zacisnąć zęby, pokornie zaakceptować , że choć księża to ułomni ludzie, których postępki pani nie odpowiadają, ale skoro oni handluja takim najpiekniejszym, delikatnym towarem, to nie wolno ją niszczyć w drugim człowieku.
    A niech tam , niech ją Pani bierze w pakiecie, razem z pedofilami, złodziejami, pasożytami, bo przeciez to takie piekne i delikatne.

  133. Lewy
    26 stycznia o godz. 19:57

    Pani Hania jest pewnie miła i ma tzw. dobre chęci, tyle, że pomyliła rzeczy. Ta „najpiekniejsza i delikatna wiara” ( w co tam kto sobie wierzy), to sfera pozostająca w całkowitej sprzeczności z wiarą w bozię. Wiarę w bozię mogą sobie członkowie kleru niszczyć ile wlezie, a nawet niech to robią pasjonacko i z absolutną konsekwencją. Usuną te złogi złego z duszyczek dając dowody jak te złogi są trujące, dzięki czemu tym lepiej rozkwitną te wszystkie kwietne delikatności roślinek wiary w najpiękniejsze rzeczy jakie mogą się każdemu zdarzyć, o ile nie wierzy w te koszmary wzięte z niebieskiej książeczki i „nauczania kościoła”.

    To takie proste, choć – niestety – ludzie są często tak wytresowani, że takie często trudne: wierz w co chcesz, w dowolne piękno i zacznij fruwać motylem nad łąką pełną kwiatów. Tylko jeśli chcesz to osiągnąć, trzymaj się daleko od kościoła i jego mrocznego cienia.

  134. Tanaka
    26 stycznia o godz. 20:30
    Tyle, że takie poczciwe Hanie to fundament kościoła, pożyteczne idiotki i idioci.
    Mark Twain powiedział; Religia powstała kiedy pierwszy cwaniak trafiił na pierwszego naiwniaka.
    Gdyby nie było naiwniakow to cwaniakow też by nie było, a przynajmniej ujawnialiby się jakos inaczej, bo to taka dialektyczna zależność; nie ma cienia bez światła, nie ma zimnna bez ciepła, wiemy co to zdrowie bo wiemy co to choroba.
    Teraz łobuzy w sukienkach intensywnie działaja we wspołpracy z pisem, żeby wyprodukować w nowym pokoleniu kolejnych pożytecznych idiotów.
    Stąd te wszystkie reformy szkolnictwa, miliony dla wyższej szkoly rydzyka.
    Ciekawe, czy to się tej szajce uda, czy też skończy się jak w Quebeku, Irlandi czy Hiszpani ? Na razie czarno widzę.

  135. Lewy
    26 stycznia o godz. 21:34

    Nagłych przełomów raczej nie ma się co spodziewać. Stąd Irlandii nie będzie. Ale sądzę też, że widzenie czarno nie oddaje już w pełni stanu rzeczy. Robi się mniej czarno, powiedzmy, że jest buro, a to już coś.
    Podana wyżej iustracja z przyjmowaniem kolęd także jest wskaźnikiem zmiany. owszem, z połowa ludzi jeszcze przyjmuje kolędę ale coraz mniej daje, coraz krótsze i bardziej techniczne są te wizytacje; zwłaszcza w miastach przyspieszają zmiany społeczne, ubywa tych babć i dziadziusiów u których dobrodziej siedział na naleweczce i brał grubszą kopertę, a przybywa takich, co nic o parafii i księdzu nie wiedzą, więc albo w ogóle nie wpuszczą, albo na minutę i o co chodzi?
    To tylko jeden ze wskaźników.

    Używając metafory wziętej z filmu będącego sequelem „Dział Nawarony”, trzeba odczekać. Wojskowy inżynier odpalił ładunki wybuchowe założone we wnętrzu tamy na rzece Neretwie, a ponieważ tama nie zwaliła sie od razu, reszta komanda zwątpiła w skuteczność swojej misji. Saper im prosto rzecz wyjaśnił: trzeba dać trochę czasu przyrodzie!
    I miał rację: małe pęknięcia w strukturze żelbetonu, pod wpływem naprężeń zaczęły się pogłębiać, poszerzać, zamieniać w większe, te w w jeszcze większe, wreszcie pojawiły się głębokie przełomy i całość zwaliła się do rzeki. A inżynier-saper siedział na zboczu, pykając z fajki i czekając na to, co się miało nieuchronnie stać.
    Tym wszystkim faktom, które się pojawiły w ciągu ostatnich lat, ich nagromadzeniu i spiętrzeniu, temu zalewowi podłości i łajdactwa kleru i ich wyznawców, należy dać czas. Takie rzeczy jak film Smarzowskiego, dokument Siekielskich, za chwilę kolejny dokument, a w międzyczasie i dalej kolejne fakty i zdarzenia tego rodzaju, oraz odbywające się zmiany społeczne doprowadzą do tego, że się przedsiębiorstwo nie tyle może tak spektakularnie w dynamicznym akcie zawali, ale się rozlezie, rozleje, spróchnieje na tyle, że nie da się tego cofnąć.
    Ten, nnieukrywalny już proces rozkładu, ośmieli dzisiaj nieśmiałych czy jeszcze niedowierzających i zacznie się zmieniać prawo oraz, zwłaszcza, praktyka i obyczaj. Łażenie do kościoła, dawanie na tacę popieranie i wszelkie kontakty z klerem staną się synonimem czegoś brudnego i niegodnego.

    Inna rzecz, że pozostaną finanse. Pieniądz ponad wszystko. Dowód zobaczyliśmy, po raz tysiączny: Jędraszewski wywalił na buzię 5 pań, co się dla niego i dla Przenajświętszej Panienki szczerze poświęcały, pracując w nienormowanym trybie i jak się okazało – na czarno. Więc je wywalił z mety, bez skrępowania prawem pracy. Cięcie kosztów będzie polegać na wywalaniu najsłabszych i naiwnych. To niby dobra metoda, ale ludzie potrafią w takich sytuacjach przejrzeć na oczy, gdy nareszcie dostaną obuchem w łeb. Bo gdy żyją w fantazmatach, podsycanych przez kler, są ślepi. Metoda, ,oszczędzająca koszty, będzie zmniejszać pogłowie ślepych i robiących za frajer.
    Ale biskupi się obronią, choć nie wszyscy. Forsa będzie trafiać do rożnych rajów podatkowych i będzie zgrabnie obracana. Tym niemniej, zostanie forsa, nie cała i niewiele już więcej. A to, właściwie, wystarczy.

  136. Niezapominajka.
    26 stycznia o godz. 19:45

    Ale o co chodzi z tą wielokulturowością i pożeraniem mięsa innych zwierząt?

  137. @Tanaka
    26 stycznia o godz. 22:10

    [BYŁO] kanibalizm!

  138. @basia.n
    25 stycznia o godz. 11:26

    Najazd Hunów szczęśliwie przetrzymany, pogoda utrzymała się też do dzisiejszego wieczora, lekka mżawka szybko niestety minęła, może we wtorek coś nam pokropi, a w górach posypie.
    Papa Hun dojechał cało i zdrowo, co było największym sukcesem, bo 10 osób w ogóle nie dojechało do mety, kilkoro z nich helikoptery zawiozły do szpitala.
    Startując w 17 setce (wszystkich uczestników było 1850) uplasował się w połowie stawki z czasem 10 min. 16 sek. i coś tam setnych. Zwycięzca potrzebował 6.36.98, najwolniejszy zjazdowiec ok. 28 minut.
    Najstarsza dama (Ladies) rocznik 1957 była szybsza od papy Huna o 2 sekundy!
    Jeden z najstarszych gentlemanów (było kilku z rocznika 1943) był tylko o dwie sekundy wolniejszy.
    Uczestnicy pochodzili z wielu krajów, m.in. ze Szwecji, Finlandii, Francji, Niemiec, Polski, ale najwięcej było oczywiście Szwajcarów i Brytyjczyków, którzy to całe szaleństwo wymyślili.
    Na liście startujących widziałem parę znajomych nazwisk od 25-letniej córki lokalnych znajomych, którą znam od urodzenia, po 71-letniego byłego męża znajomej, Anglika z krwi i kości.
    Po wyścigu było wielkie party i powrót do domu prawie o północy, w rozanielonym stanie…
    Teraz pora na nieco wytchnienia i odespania stresu i kilkudniowego napięcia.
    Wnuczek też o niczym innym nie nadawał, jak o szirenne (Skirennen = wyścig narciarski) i dzisiaj cały dzień spędził na nartach i sankach.
    Wczoraj zaś spotkanemu na zimowej trasie znajomemu nauczycielowi geografii pokazał, gdzie jest Emme i Emmental, a gdzie Lombach 😎
    Byliśmy na górce rozdzielającej tereny źródliskowe rzeki i potoku o tych nazwach.
    Zresztą informował o tym wszystkich napotkanych wędrowców 🙄

    Figur ze śniegu na razie nie tworzymy, bo śnieg tam, gdzie byliśmy, za zimny i za suchy.

  139. @ Aborygen
    26 stycznia o godz. 0:06

    Jakis czas temu blogowicz o enigmatycznym nicku bubreko podal link do artykulu z czeskiej Wikipedii na temat aborygenow

    To jest po czesku

  140. @Aborygen
    26 stycznia o godz. 0:06

    Ja ci dam enigmę pożeraczu kangurzego mięsa. Z czeskim całkiem blisko. A obrazki są tu

    https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:King_plate

    a tu kilka więcej

    https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Aboriginal_Australians

  141. @ Tobermory

    To jest po czesku.

    To tez z odwiecznym pytaniem dlaczego laska jest nebeska?

    https://www.youtube.com/watch?v=cV-Jt0jZnGU

  142. @Niezapominajka.
    26 stycznia o godz. 19:45
    Ale brednie. Niezapominajka, nie kompromituj się zupełnie.
    Wszystkożerne, jak sama nazwa wskazuje, żrą wszystko. Tak było, jest i będzie, póki ten świat istnieje. I póki nie będą wiedzieć, co mają jeść, a czego nie, będzie tak, jak jest.
    „Z potraw, które się zjada, powstają wszystkie choroby ludzkie” Herodot „Dzieje”

    Wirusy są takimi samymi rzeczami jak inne na tym świecie, i wcale nie one są tu winne, tylko bardzo osłabiona immunologia organizmów na nie, najogólniej rzecz biorąc. Sam doświadczyłem kiedyś, a mianowicie w 1997 roku, wirusowego zapalenia rogówki oka, to była opryszczka, groziło zajęciem całego oka (wygląda to jak sieć pajęcza) i w efekcie jego zmętnienia – oślepnięcia. W szpitalu usunięto mi to narzędziem w postaci niewielkich rozmiarów stalowej kulki zamrożonej do temp. -73 C, przyłożonej w miejsce zajęcia. Czasami, chociaż teraz już coraz rzadziej atakuje mi ta opryszczka wargi ust, w dzieciństwie to było istne przekleństwo. Odziedziczyłem to po ojcu a moja córka po mnie, syn jakoś nie. Obecnie po 22 latach żywienia optymalnego, zw. też dietą optymalną lub Kwaśniewskiego, nie imają się mnie żadne choroby przewlekłe. Tych paru katarów nie liczę oraz kamieni nerkowych co z wielkim bólem, ale mi zeszły parę lat temu, musiałem zmienić spożywaną wodę, miała za dużo szczawianów. To nie choroba, tylko dolegliwość, której nikomu nie życzę, bo schodzenie tych kamyków porównywalne jest do porodu, jak mi powiedziała jedna pani doktor.

  143. @bubekro

    Ty mi tu ze mnie bubrekro nie rob karniwora, omamiajac mnie wielozyczna , encyklopedyczna wiedza. Miej na uwadze, ze rzucam celnie dzida i bumerangiem
    ( srebrny medal w igrzyskach w Alice Springs w rzucie dzida do biegnacej zwierzyny z 1998r – jako jedyny non-aboriginal entrant).
    Miej na uwadze tez i to, ze z natury jestem msciwy i latwo wpadam w deliryczny szal niepoddajacy sie srodkom uspakajajacym.

    A tak ogolnie lubie twoje blazenskie poczucie humoru. Sam czesto takim bywam. Czasami jednak leb sie zachmurza, geba idzie w ciup i durnowata, krotochwila odprawiana jest do kata, gdzie siedzi posepna w kucki, w oczekiwaniu nastepnych wystep.

    Cheers

  144. @Tanaka, @Lewy
    Coś z waszej „bardziej zasadniczej” łączki postępowania z Kościołem kat.
    Otóż chicagowska polonia, a właściwie ta jej część, którą to obchodzi, na swoim niejako grzbiecie odbiera poglądową lekcję podmiotowego traktowania przez kościelną administrację.
    Chodzi o protesty w sprawie zamknięcia kościoła św. Wojciecha (Adalberta po tutejszemu).
    Otóż miejscowy kardynał Cupich, po o ile pamietam jednej-jedynej odpowiedzi na początkowe protesty polonusów, zaprzestał wszelkiej z polonią komunikacji.
    Można mieć różne nastawienie do Kościoła i do tych właśnie polonusów, ale będąc nawet najbardziej krytycznym w moim pojęciu kardynał najzwyczajniej w świecie swoim upartym milczeniem okazuje głęboką pogardę.
    Ja inaczej jego pożal się boże „strategii komunikacyjnej” z owieczkami, i to tak wiernymi jak polonia, nie potrafię ani opisać ani zrozumieć.

    Nie to, że nie wyjaśnił. Wyjaśnił. Odpowiedział. Raz. Jednym listem i jedną rozmową, która tylko dolała benzyny do ognia.

    Na polonijne płaki i jęki że jak to tak sprzedawać taki piękny polonijny kościół i jak to tak go burzyć, przecież nasi przodkowie za swoje grosiki odejmowane od gęby taki wielki kościół zbudowali a teraz kardynał tylko na forsę za tę działkę liczy…

    …kardynał odburknął, (z sensem), że polonia dawno temu już się z tej dzielnicy wyprowadziła, na mszach są pustki, do parafii jest formalnie zapisana (=znaczy płaci składki!) tylko garstka polonusów, jego koncepcją parafii jest tworzenie żywej wspólnoty wiernych a nie opieka nad budynkami, no i na koniec (moim zdaniem głupio, bo zbyt głęboko, aż do krwi zaciął) zakończył, że jemu „muzea nie są potrzebne”.

    Ale mu to polonusy zapamiętały!

    I teraz clou tego wszystkiego; otóż po wielu miesiącach (ponad roku?!) pisania proszalnych listów do kardynała, do samego Watykanu, wynajęcia adwokata i założenia sprawy w Watykanie, chodzenia na cotygodniowe protesty pod katedrą i pod rezydencją kardynała, otóż po tych wszystkich działaniach, które można w skrócie opisać jako „dopominanie się o sprawiedliwość na drodze kościelnej”, polonusi ostatnio wpadli na pomysł zwrócenia się do administracji świeckiej!

    Czyli do amerykańskiego państwa pod postacią lokalnego radnego!

    Pomysł polega na przekonaiu miasta Chicago, (lokalny radny, z pochodzenia latynos, zwietrzył okazję do politycznego wzmocnienia się dopomożeniem swoim, jakkolwiek nielicznym, wyborcom), aby miasto zmieniło status nieruchomości „były kościół” na status „zabytek chroniony przez miasto”.
    Mając taki status kardynał Cupich nie będzie mógł tego kościoła, nawet byłego, sprzedać na przykład jako plac pod budynki mieszkalne. A już z pewnością żaden nabywca nie będzie mógł go zburzyć lub też znacząco zmodyfikować.
    Były kiedyś propozycje przebudowy na szkołę muzyczną z zachowaniem bardzo dużej części struktury w stanie nienaruszonym, bo podobno akustykę ma ten kościół całkiem znośną. No ale skutkiem polonijnych protestów właściciel szkoły muzycznej zniechęcił się i sobie poszedł, tym bardziej, że jego zdolność kredytowa podobno i tak i tak zbyt dobra nie była i żaden bank nie dałby mu kredytu wiedząc, że remontować będzie nie „zwykły budynek” ale „zabytek”. To jest podobno zupełnie inny rząd administracyjno-budowlanych trudności no i kosztów.

    Co mnie, w końcu z boku stojącego, w tym wszystkim cieszy?

    Ano fakt, że polonusi, i to ci, którym najbardziej zależy na zachowaniu polsko-narodowo-kościelnej tradycji, a więc „element najbardziej ideowy”, właśnie odbierają lekcję bycia pranymi po mordzie zarówno przez kościelną administrację w Watykanie jak i przez lokalnego księcia Kościoła, na dokładkę sondując skłonność do uzyskania poparcia dla swoich protestów ze strony polonijnych księży napotykają na mur strachu, np. chicagowska centrala Radia Maryja siedzi jak mysz pod miotłą, I JEDYNEGO RATUNKU MUSZĄ SZUKAĆ U URZĘDNIKÓW ŚWIECKIEGO PAŃSTWA.

    Nie mam pojecia co w końcu wyjdzie z ich apeli do miasta Chicago o przyznanie statusu zabytek, o fundusze na remont wież (oplecionych rusztowaniami od kilku już lat, bez żadnego postępu prac remontowych), ale najważniejsze dla mnie jest teraz obserwowanie narastania rozczarowania polonusów działaniami strony kościelnej…

    Opisany proces nie może w żaden sposób umacniać struktur Kościoła.

    A polonijnych kościołów czekających z identycznych powodów na identyczne decyzje o zamknięciu i sprzedaniu czeka w kolejce w samym Chicago, lekko licząc, kilkadziesiąt.

  145. @ Lewy

    Lewy, jako dla osoby głęboko związanej z jedynym, prawdę głoszącym kościołem rzymsko-katolickim mam dla ciebie dobry limeryk.

    From the crypts of the Church of St. Giles
    Came screams, you could hear them for miles.
    O Jesus, o gracious!
    Cried father Ignatius
    I didn’t know bishop had piles.

  146. Pouczająca infografika – katolicyzm jest najbardziej restryktywną i wygrażającą potępieniem wiecznym sektą, ze wszystkich gałęzi dwóch religii abrahamicznych – https://wiadomosci.onet.pl/religia/aktualnosci/co-warto-wiedziec-o-religii-muzulmanow/77e1g84

  147. @Herstoryk
    27 stycznia o godz. 4:50
    Ale księdza homo nie potępia!

  148. Aborygen
    27 stycznia o godz. 3:32
    Fajny limeryk. Tego znaczenia „piles” nie znałem, może dlatego że na tę dolegliwość jeszcze nie cierpiałem

  149. @Ewa-Joanna
    27 stycznia o godz. 6:21

    Na ile ta tabela jest wiarygodna trudno powiedzieć. Wg. niej tylko sufi dopuszczają rozwody, co jest błędne, bo są one OK u sunnitów i szyitów też.

  150. @ Ewa-Joanna
    27 stycznia o godz. 6:21

    Ale księdza homo nie potępia!

    Seminaria by opustoszały (jeszcze bardziej) gdyby….

  151. Herstoryk
    27 stycznia o godz. 4:50

    „Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce obchodzony jest corocznie 26 stycznia, jako dzień modlitw poświęcony islamowi”

    To jest prawie interesujące: katolik nadwiślański i każdy inny modli się o powodzenie islamu, żeby islam rósł zdrowy, tęgi, mnożył się ochoczo i na chwałę Allaha? A jego wyznawcy byli jak najbardziej zadowoleni i wołali do każdego katolika: chodźcie do nas?

  152. Aborygen
    27 stycznia o godz. 3:32

    😀 😀 😀

    Cud cymesik!

  153. zza kałuży
    27 stycznia o godz. 3:08

    Brzmi to ciekawie i zarazem charakterystycznie przewidywalnie, o ile ma się głowę do rozumienia a nie zaczadzania się fantazmatami. Przecież te słodkie polonusy, co to sobie od gęby odejmowały, żeby kościół trzasnąć jak się patrzy, to są tak przejęte ślicznością tego kościoła, tej tradycji i swojego polonusostwa, że się zrzucają na świetlaną przyszłość tegoż przybytku nadwiślańskiego szczęścia polonijnego. Tak im zależy!

    Jeszcze by jaką kooperatywę zmontowali, w kościele uruchomili jakąś księgarnię imienia Rydzyka, z kawą i ciasteczkiem z nadwiślańskiego ziarna, kursy kroju i szycia oraz kuchni chłopa pańszczyźnianego – co by było nadzwyczajną egzotyką i w trymiga nabiło tylu chętnych turystów, że biznes by hulał jak się patrzy.
    Te i ów polonus wziąłby szczotkę na kiju, w mydlinach umoczył i ściany kościółka w mig wyszorował, żeby świeciło na całe Chicago. I zaraz byłby Cud Maryjny: oo! , świeci!

    Ale czegoś te polonusy niechętne. Tylko, żeby im biskup zapłacił, albo niech miasto bierze na utrzymanie, a oni się będą wzruszać, że ta Tradycja i te pieniądze od gęby odjęte na tą cud budowlę.
    Czy to nie Hameryka, do licha? Chcesz się, polonusie, powzruszać, to płać!

    A to, że biskup jest ekonomista, to się rozumie. Zawsze tak było, tylko wyznawca nic z tego nie kapuje, bo on jest płatnik, więc żeby dawał ie trzeba, to nie może nic kapować, tylko ma się wzruszać Cudowną Panienką.
    Płatnikiem może, ma i musi być też skarb państwa, samorządy i wszelkie przedsiębiorstwa do skarbu państwa należące oraz różne inne – jak nad Wisłą. I to jest tym bardziej ekonomiczne. Dla biskupa i jego kremówkowego. Bo nie dla tych przedsiębiorstw ani skarbu państwa.

  154. We wczorajszym Szkle Kontaktowym można było zapoznać się z zadaniem domowym z podręcznika do religii dla klasy piątej. Nie przytoczę dosłownie, ale sens był taki: zamiast kupić sobie z „kieszonkowego” ulubione słodycze, wrzuć te pieniądze na tacę.

  155. @magdar49 to ja. Uporczywie zamiast nicku „wyskakuje” mi część e-maila, który nie powinien być publikowany,

  156. @magdar49 to ja, czyli @mag.
    Przepraszam za zamieszanie.

  157. @mag

    Nie wiem, czy zorientowałaś się już, dlaczego rzekomo „znikają”, a potem jednak pojawiają się twoje komentarze na innych blogach.
    To nie jest kwestia zmiany moderacji, tam nic się nie zmieniło.
    To zwyczajnie twoja nieuwaga.
    Zamieściłaś tam komentarze pod nickiem @magdar49,choć byłaś zalogowana jako @mag.
    Komentarze na tych blogach (Szostkiewicz, Hartman) trafiają do moderacji, a komunikat o tym jest widoczny tylko dla zalogowanych autorów moderowanych komentarzy. Wszyscy pozostali uczestnicy nie widzą, że jakieś komentarze czekają na moderację. Także ty jako @mag nie widzisz czekających komentarzy @magdar49.
    Na tym blogu jesteś znana pod obydwoma nickami, dlatego komentujesz bez przeszkód.

  158. Albo jeszcze inaczej.
    Przypuszczam, że na potrzeby logowania w „Polityce” używasz nicku @magdar49, który jest częścią twojego adresu mailowego.
    Natomiast jako komentatorka na tych blogach jesteś od dawna znana jako @mag.
    Logując się w serwerze „polityki” używasz @magdar49, a potem nie sprawdzasz, czy w rubryce „Podpis” widnieje nick z logowania czy ten, którego od dawna używasz na blogach.

  159. Przed kliknięciem w „opublikuj komentarz” dobrze jest sprawdzić, czy w rubrykach „Podpis” i „Email” widnieją dane, które zna serwer bloga. Nie są one zazwyczaj identyczne z danymi użytymi do logowania na serwerze „Polityki”.

  160. @ mag
    27 stycznia o godz. 13:21

    Bo to wszystko proszę pani przez te „nicki”.
    Przez te „nicki” każdy czuje się jak celebryta.
    Dawniej każdy pod nazwiskiem miał wyniki,
    Kiedy pchał się tak jak wszyscy do koryta.

    Dzisiaj człowiek jest anonimowym bytem,
    Nie bazuje na talencie czy na sprycie,
    Każdy tylko chowa się za jakimś mitem,
    Bo to dziś najlepszy sposób jest na życie.

  161. @https://wiadomosci.onet.pl/swiat/ambasador-rosji-bez-zwyciestwa-zsrr-nie-byloby-ani-polski-ani-polakow/lpgdwmp
    „- Polska istnieje dzisiaj dzięki zwycięstwu Związku Radzieckiego w II wojnie światowej. Gdyby nie było tego zwycięstwa, to nie byłoby na tej ziemi ani Polski, ani Polaków. Wiadomo, jaki los wodzowie III Rzeszy gotowali temu krajowi i jego narodowi – powiedział Andriejew. Dodał, że „z tego powodu, jeśli już mówić o długach, to Polska ma dług nie do spłacenia przed Rosją i przed innymi państwami byłego Związku Radzieckiego”.”
    ……………………………………
    No i czy się to komu podoba czy nie, takie są fakty, taka jest prawda w tej materii.

    ” Po raz kolejny całemu światu przypomniane zostanie, kto pokonał faszyzm, kto wniósł decydujący wkład w zwycięstwo (…), kto wziął najaktywniejszy udział w formowaniu powojennego systemu stosunków międzynarodowych – powiedział.

    Według słów dyplomaty właśnie to „nie wpisuje się w obecną wizję zachodnich partnerów, czy jak wolicie – oponentów, (wizję) tego, jak powinien być urządzony świat dzisiejszy”.”
    …………………………………
    Ciekawe, jaka to „wizja urządzenia świata”? Mocno i odważnie powiedziane.

  162. Nie wiem czy pojmuję właściwie znaczenię określenia „władzców” w kontekscie komentarza. Jeśli tak to oznacza ono zarówno „tych co się do władzy dorwali” jak i „tych, których moce ościenne do władzy wyniosły”.
    Do tych ostatnich należłoby zaliczyć rząd lubelski i wszystkie jego pochodne. Ta pierwsza kategoria wydaje się być wynikiem początkowo reakcji organizmu narodowego na to co się w „wyzwolonym „kraju działo i kto nim rządził, a następnie mieszaniną zobojętnienia i zawiedzionych oczekiwań.
    Zapewne innymi powoduję się kryteriami pisząc tu iż w demokracji obowiązuje poszanowanie zdania większości bez względu na to, czy się tą większość poważa czy też nie. Przyznaję nie jest to latwe. Dlatego też jestem zdania iż lepiej porzucić szacunek dla władzców na korzyść oceny na ile zasługują na szacunek ich decyzje. Inaczej trudno uniknąć polaryzcji elektoratu nieodmiennie sprzyjającej szalbierzom wszelkiego autoramentu.

    Ale być może się mylę, bo Polska to jednak nie jest USA.

  163. Do „Optymatyka”
    z 27 stycznia o godz. 0:12
    Swoją opinię poparłam stosownym linkiem.
    Nie kompromituj się brakiem znajomości języka angielskiego.

  164. Optymatyk
    27 stycznia o godz. 17:46

    Ambasador wyraził się trafnie. Armia Czerwona uratowała od zagłady 23,5 miliona Polaków (stan na rok 1945/46 w granicach Polski) i jeszcze ze 2-3 miliony Polaków którzy pozostali poza granicą na Bugu (część z nich w kolejnych latach przyjechała do Polski.
    III Rzesza mordowała Polaków w średnim rocznym tempie ok. 1,2 miliona, z tendencją rosnącą.
    Generalplan Ost przyjmował, że w ciągu 7-8 lat zlikwidowanych zostanie ok. 85% Polaków, reszta później. Zakłócenie realizacji planu zostało zapoczątkowane przegraną Hitlera pod Stalingradem oraz następstwami tej klęski.

    O podstawowych faktach wojny nie chcemy mówić, z powodu wstydliwego i głęboko ukrytego na dnie psyche zbiorowej: Polacy nie wyzwolili Polski. Ani kawalątka. Tu i tam troszczeczkę się nawet bili, pod Monte Cassino ( i na tym właściwie koniec), wyzwolili Bredę i to i owo z połnocnych okolic; walczyli na kilku okrętach i jako piloci. Ale Polski nic a nic nie wyzwolili, natomiast przyczynili się walnie do katastrofy polskiej stolicy.
    Wyzwolił Polskę znienawidzony Stalin z udziałem „polskojęzycznych oddziałów zbrojnych”. Dlatego niezbedne jest odczuwanie wobec nich pogardy, nienawiści i zakłamywanie historii. Na tym polega tożsamość Prawdziwego Polaka.

  165. Calvin Hobbs
    27 stycznia o godz. 18:10

    …w demokracji obowiązuje poszanowanie zdania większości bez względu na to, czy się tą większość poważa czy też nie.

    Współczesna definicja demokracji łączy większość i jej zdanie, ze zdaniem mniejszości, której interesy rządząca większość obowiązana jest uznawać.

    Natomiast „poszanowanie” należy raczej nazwać „uznawaniem”, a to nie to samo. Szacunek nie należy się z automatu, a z powodu konkretnej postawy. Tak więc Duda jest uznawany za prezydenta Polski, ale szacunek mu się nie należy. Często mówi się, że szacunek należy się „urzędowi prezydenta”, co jest dosyć mgławicowe co do treści, ale można przyjąć sens taki, że „urząd prezydenta” jest wyrazem demokratycznej, urządzonej przez tzw. naród konstrukcji państwa, polegającj na trójpodziale władzy, którego jednym z elementów jest właśnie „urząd prezydenta”. Szanujemy więc konstrukcję państwa, a nie automatycznie osobę. Z taką uwagą, że szanowanie bytu organizacyjnego jest samo z siebie dosyć dziwne o tyle, że szanowanie dotyczy osoby czy innego żywego stworzenia. Ale niech będzie: szanujemy „urząd prezydenta”. Duda po stokroć dowiódł, że szacunek mu sie nie należy.

  166. @Niezapominajka.
    „Nie kompromituj się brakiem znajomości języka angielskiego.”
    …………………………….
    A od kiedy to, nieznajomość jakiegokolwiek języka, no może oprócz ojczystego, jest kompromitująca? Chyba dla ciebie, od dzisiaj. Nie używaj słów, co do których nie masz pewności co rzeczywiście znaczą, bo wtedy właśnie się kompromitujesz.

  167. @Tanaka
    27 stycznia o godz. 19:43

    Drogie dzieci. Tu, na blogu
    Niechaj każde z was pamięta:
    Trzeba, by być wiernym Bogu,
    Kochać swego prezydenta.

    Zwłaszcza wtedy, kiedy szczerze
    Kłamie oraz nie przestrzega prawa.
    Jeśli przy tym krzyczy: wierzę!
    Wtedy jest to prosta sprawa.

  168. Qba
    27 stycznia o godz. 21:26

    z jaką onże kłamie wprawą
    z rączką wprost na sercu prawą
    i jak oczkiem zerka szczerze
    milion ludzi na to bierze

    ach te kłamstwa bez mrugnienia
    ach ten głosik bez wytchnienia
    co hejtuje lży i pluje
    i się tak wybornie czuje

    zasłużona jest nagroda:
    Wybitnego Katolika
    Prawdziwego Polaczyka
    na to (Narodowa) zgoda!

    I Bóg wtedy rączkę poda.

  169. @Tanaka 27 stycznia o godz. 9:45

    Nie doceniasz ludowego zapału. 😉

    Ale po kolei.

    Przecież te słodkie polonusy, co to sobie od gęby odejmowały, żeby kościół trzasnąć jak się patrzy
    to już leżą w grobie od kilku pokoleń. Kościół wybudowali przodkowie tych co teraz protestują w 1914 roku.

    https://en.wikipedia.org/wiki/St._Adalbert%27s_in_Chicago

    to są tak przejęte ślicznością tego kościoła, tej tradycji i swojego polonusostwa, że się zrzucają na świetlaną przyszłość tegoż przybytku nadwiślańskiego szczęścia polonijnego. Tak im zależy!
    (…)
    Ale czegoś te polonusy niechętne. Tylko, żeby im biskup zapłacił, albo niech miasto bierze na utrzymanie, a oni się będą wzruszać, że ta Tradycja i te pieniądze od gęby odjęte na tą cud budowlę.
    Czy to nie Hameryka, do licha? Chcesz się, polonusie, powzruszać, to płać!

    Są strasznie zacietrzewieni. Watykańska odpowiedź podała (jak twierdzą celowo i tendencyjnie zaporową) sumę 4 mln dolarów które jakoby ma kosztować remont kościoła. Wynajęty adwokat im podpowiedział aby nie dyskutować z watykańskim pismem tylko zebrać te 4 mln i w ten sposób zamknąć watykańczykom usta i odjąć im argumenty.
    No więc zaczęli zbiórkę i już mają deklarację od jednego z nich na ponad 1 mln. Zdaje się chodzi o 1.5 mln zapisane w spadku, a że polonus jest baaardzo wiekowy, to spadek jest bardzo bliski. Forsa już była przekazana do archidiecezji aby księżom pokazać, że nie jest wirtualna, ale (złośliwa!) archidiecezja przelew zwróciła mówiąc, że „to i tak i tak za mało na remont”. Komitet ratowania kościoła jest zdeterminiowany zebrać te 4 mln. A zatem prawdziwie im zależy…

    Ten i ów polonus wziąłby szczotkę na kiju, w mydlinach umoczył i ściany kościółka w mig wyszorował, żeby świeciło na całe Chicago.
    Do czasu fizycznego zamknięcia budynku kościoła po jego desekralizacji pobożne panie myły podłogę kościoła co sobotę a na grubsze sprzątanie całego budynku zwoływały się raz w miesiącu. Co jak co ale fachowców od tego wśród polonusów nie brakuje! W radio same kobiety się zwoływały, chociaż podobno kiedyś jakiś pan im też w sprzątaniu kościoła pomagał.

  170. @Tanaka
    27 stycznia o godz. 19:32

    „Na tym polega tożsamość Prawdziwego Polaka.”
    Idealnie pasuje jako podpis pod poniższą fotką:
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2551307535111280&set=a.1699183783656997&type=3&theater

  171. https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/schramm-do-maja-trwa-walka-o-zycie-dudy-i-wielu-osob/0zv5qnb
    – Do maja odbywa się walka o życie Andrzeja Dudy i wielu osób. Gdyby w maju okazało się, że prezydent Duda traci swoje stanowisko, to byłby nie tylko początek końca PiS-u, ale również początek wielkiego rozliczenia – mówił w „Onet Rano.” Piotr Schramm. – Prezydent Andrzej Duda będzie podpisywać wszystko, co szkodzi osobom, które będą chciały żyć jako wolni ludzie, nawet jeśli to nie będzie korzystne dla wyborców PiS – dodał.

  172. zza kałuży
    27 stycznia o godz. 22:42

    Że fachowców polonijnych od szorowania posadzek kościelnych, zwłaszcza pod postacią pań nie brakuje, to normalnie szczerze wierzę.
    Aliści, trzeba przyznać, że tych posadzek trochę jest.
    Obejrzawszy przybytek zauważam jego nietypowość jak na polonijność nadwiślańską. Najpierw to się spodziewałem standardu maryjnego: jedna oś, jedna wieża i nełogotycek jakiś taki eklektycny. I jest eklektycność, a nawet spora jarmarcność, ale z ewidentnie nietypowym nad Wisłą wnętrzem, zgapionym z włoszczyzny. Ma to zaletę: pojemność spora.

    Ja rozumiem, że fundatorzy już na cmentarzu od paru pokoleń, ale to świeże pokolenie jęczy, że biskup zamknął i forsy trzeba. Korzystnie, że jest chętny spadkodawca, natomiast mocno mnie zastanawia pomyślność zbiórki ponad zadeklarowany spadek. Nie wiem jak to działa w Chicago, ale orientuje się jak to działa nad Wisłą: wszelkie patriotyczne wzmożenia pomnikowe i podobne szybko się kończą na zbiórce w wysokości złotych stu dwudziestu trzech, gdy trzeba stu dwudziestu trzech tysięcy. W związku z czym, wzmożeni na sposób święty patrioci i katolicy w jednym, zapuszczają rączkę do kieszeni budżetu państwa, bo ich własna patriotyczność i honor są za krótkie na zapuszczenie się we własnych kieszonkach.
    Mnogość pomnickowości Kaczyńskiego Lecha oraz wcześniejsza mnogość pomnickowość Lolka giewontowego odbywała się bardzo patriotycnie głownie za pomoca pieniędzy publicznych, a nie wzmożonych prawidłowo katolickich honorowych patriotów.

  173. Optymatyk
    27 stycznia o godz. 22:55

    Spasowanie jest absolutne.

  174. Optymatyk do Tanackiego

    „Na tym polega tożsamość Prawdziwego Polaka.”

    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2551307535111280&set=a.1699183783656997&type=3&theater

    Lubie ekstrakty narodowych rysow charakterologicznych.

    W Australii ich wyrazcielem jest australijski Okudzawa, Paul Kelly an exponent of simplicity being the essence of life. (jakos to w j.language lepiej wyszlo – wybaczcie). Piosenka zatytulowana jest “I thought I was asleep”, Osobiscie zatytulowal bym ja “ A Moment in Time” , w ktorym to momencie kazdy z nas odnajdzie sie na swoj sposob.

    https://www.youtube.com/watch?v=wYzSePqxoRI

    We were driving back from the country one night
    Mum and dad up the front and the rest of us snug and tight
    My kid brother grizzled for a little minute
    Til my big sister told him he’d better quit it or die
    It had been a long day in the countryside
    Playing with the cousins on my mother’s side
    The sound of the radio closed our eyes drifting across the seat
    And then I fell asleep

    Well I don’t know what woke me up
    Maybe a country song or a big truck passing by
    I could hear mama and papa talking
    Papa said something and mama began to cry
    No more words then, just soft sobs an’ then my head began to throb
    I just lay there playing dog breathing slow and deep
    They thought I was asleep
    They thought I was asleep

    It seemed forever ’till the sobbing stopped
    Then they talked for a little but just to soft to hear
    Daddy kept looking at the side of her face
    One hand on the wheel an’ one hand stroking her hair
    The headlights shining from the other way
    Showed tears on the cheeks of daddy’s face
    I prayed for Jesus to send his grace
    And all our souls to keep
    Back then I believed
    They thought I was asleep
    The night was dark and deep
    How I wish I was asleep

    Dla Lewego: gryzzled – marudzacy bachor.

  175. errrata: tyt pioseniki „They thought I was asleep.”

  176. @Tanaka 28 stycznia o godz. 0:03
    natomiast mocno mnie zastanawia pomyślność zbiórki ponad zadeklarowany spadek. Nie wiem jak to działa w Chicago,

    Nawet jak zbiorą, to będzie to tylko przejściowy sukces pływaka próbującego walczyć z prądem rzeki.

    Kardynał jest arogancki ale zakładając, że chodzi mu o te „budowanie wspólnoty” to ma rację; niedzielne msze zapełniające kościół (po radiowych apelach i na pokaz nawet 2 tysiącami wiernych przyjeżdżającymi na tę okazję z przedmieść) nie zmienią stanu rzeczy.

    Ludzie „utworzą wspólnotę” na 1 godzinę mszy a potem do samochodów i się rozjadą? To z punktu widzenia parafii nie ma sensu. Nawet gdy kolekta z mszy pokryje bieżące wydatki (w to baaardzo wątpię, bo taki kościół to masa tych wydatków) to bez miejscowych latynosów o parafii mowy nie będzie.

    A wszyscy wiedzą, że chicagowski kościół katolicki od swego zarania był bardzo plemienny, bardzo narodowy. Każda grupa imigrantów budowała swoje świątynie, importowała ze starego kraju swoich księży i modliła się w swoim języku. Dopiero bardzo niedawno, zmuszeni kryzysem powołań, kształcą wielojęzycznych księży i przesuwają ich między parafiami. Coś, co dawniej było raz niekonieczne a dwa nie do pomyślenia! Wietnamski ksiądz po polsku głosi kazanie?! Polski po hiszpańsku? Koreański po włosku?! Koniec świata!

    Najbardziej optymistyczni przypominają, że ten i ów polonijny kościół przeznaczony do likwidacji udało się 15 czy 20 lat temu (dzięki masowym protestom) uratować i dzisiaj pozostają otwarte.

    Moim jednak zdaniem dzisiaj sytuacja jest jeszcze gorsza i zmiany następują jeszcze szybciej.

    Cupich ma rację, trzeba wycofywać się na z góry upatrzone pozycje, trzeba skracać front, skracać linie komunikacyjne, koncentrować siły i środki na wybranych odcinkach frontu bo na sukcesy w postaci utrzymania dotychczasowych posiadłości nie ma co liczyć.

    Polonusi mu brużdżą, bo już pewnie zaplanował dochody ze sprzedaży działki w postaci dofinansowania do kilku katolickich szkół.
    Bez tej forsy będzie musiał te szkoły pozamykać, czyli odciąć sobie dopływ, jakkolwiek w dzisiejszych czasach słabo gwarantowany, nowych wiernych.

    To w wariancie najbardziej dla niego pozytywnym.

    W wariancie negatywnym liczył, że forsa ze sprzedaży pokryje kolejne odszkodowania za pedofilię.

    Summa summarum, oprócz postępującej liczbowej likwidacji posiadłości Kk w Chicago z powodów że tak powiem zmian demograficzno-geograficznych patrzymy tutaj na strzelanie sobie Kk w stopę z powodu aroganckiego odnoszenia się hierarchy do swoich owieczek i rosnącego rozczarowania owieczek w miarę stopniowego zdawania sobie sprawy bycia traktowanymi przedmiotowo.

    Kaczyński i Rydzyk doskonale zdawali i zdają sobie sprawę z czułości suwerena na punkcie „godnościowym” i umieli tę czułość wykorzystać do swoich celów, wmawiając suwerenowi, że „oni” ich lekceważą a „my” was szanujemy.

    Kardynał Cupich zdaje się być zupełnie nieświadomy z jakim ogniem igra. 😉

  177. Mam dość pisania bzdur. Wynoszę się conajmniej na tydzien. Prosząc o wyrozumiałość kłaniam się nisko wszystkim życząc konstruktywnej wymiany poglądów.

    Aborygen

  178. Ty @Aborygen dostosowałbyś się do tematyki martyrologicznej i napisał, kogo Aussies obwiniają za Gallipoli…

  179. Calvin Hobbs
    27 stycznia o godz. 18:10

    „Współczesna definicja demokracji łączy większość i jej zdanie, ze zdaniem mniejszości, której interesy rządząca większość obowiązana jest uznawać.”

    Język polski jest w moim przypadku językiem wyuczonym. Tym niemniej, ta „współczesna” definicja demokracji zalatuje swędem anarchii, a zwłaszcza „obowiązana jest” wydaje mi się tu niezbyt logiczne. Mniejszość ma prawo do wyrażania swego zdania w oczekiwaniu iż będzie wzięte pod uwagę i na tym koniec – aż do następnych wyborów.
    Co do szacunku, to nakazać go niesposób. Można tylko na niego zasłużyć. W dywagacje na temat splendoru urzędu Prezydenta Polski wdawać mi się trudno, ale biorąc pod uwagę kto tym Prezydentem od zaczątków PRL do chwili obecnej był, trudno oczekiwać na tym stanowisku postaci świetlanej – taka tradycja.

  180. Tanaka
    27 stycznia o godz. 19:32
    „Wyzwolił Polskę znienawidzony Stalin z udziałem „polskojęzycznych oddziałów zbrojnych”. Dlatego niezbedne jest odczuwanie wobec nich pogardy, nienawiści i zakłamywanie historii. Na tym polega tożsamość Prawdziwego Polaka.”

    Z całym szacunkiem, ale to przecież stek półprawd. Istotnie, Armia Czerwona zajęła Polskę. Najpierw częściowo w 1939, a potem całkowicie w 1945. Stalin Polskę zajął, a nie wyzwolił. Okupację hitlerowską zastąpiła okupacja sowiecka, Gestapo zastąpiło NKWD.

    Istotnie Polacy walczący z Hitlerem poza Polską, od 1939 roku nie byli ani dostatecznie liczni, ani dostatecznie dobrze zorganizowani, aby choć z części kraju okupanta wyrzucić. Tym niemniej, z Hitlerowcami walczyli od początku wojny nie tylko pod Monte Cassino. Walczyli również w Norwegii, we Francji i w Afryce jeszcze w czasach kiedy ZSRR jako sojusznik Hitlera, więziło tych, którzy o Polskę mogliby walczyć i mordowało tych, którzy o nią walczyli. A jaki los czekał w „wyzwolonej” Polsce tych, którzy o nią poza Polską walczyli?
    Istotnie Powstanie Warszawskie trudno do chwały polskiej myśli politycznej i polskiego oręża zaliczyć podobnie jak masakry pod Lenino i Bautzen.

    Ale czy to wystarczy, żeby peany pod adresem byłego zaborcy głosić.

  181. Aborygen
    28 stycznia o godz. 0:27
    Znikasz na tydzień, to pewnie nie zareagujesz, a chciałem, że się tak wyrażę, wypowiedzieć w kwestii bardów anglojęzycznych.
    Wszyscy bardowie świata, łącznie z takimi jak Okudżawa, Wysocki,Brassens czy Brel, chyba trochę zazdroszczą tym anglosaskim elastyczności języka angielskiego. Ta elastyczność najbardziej widoczna jest u Boba Dylana, no i to samo u Paula Kelly i wielu innych.Chodzi o pewną nonszalancje, nawet, jak uważają zwolennicy częstochowskiej poezji, niechlujstwa, świadome opóźnienia śpiewanego tekstu w stosunku do rytmu gitary, charakterystyczną synkopę. Wojciech Młynarski potrafił osiągać podobne rezultaty z polszczyzną, nadając jej ten przedziwny, trochę drażniący, ale uwodzący efekt.
    Ps gryzzled – marudzący bachor. Czy to w panangielskim czy tylko w australijskim narzeczu?

  182. Z całym szacunkiem ale to przecież stek bzdur.

  183. Ooops! To do Hobbsa było.

  184. Calvin Hobbs
    28 stycznia o godz. 6:04

    We francuskim ruchu oporu też było trochę Polaków. I byli też Polacy z pochodzenia wśród Australijczyków czy Nowozelandczyków oraz Amerykanów walczących w II wojnie. Walczyli z pewnością dzielnie i mieli nadzieję, że przyczyniają się do tego, że Polacy w Polsce przeżyją oraz, że Polska zostanie wyzwolona.

    Skoro jednak o Polakach z pochodzenia mowa, istnieje związek między Polską a faktem, że przestali być Polakami z Polski, a zostali np. Amerykanami polskiego pochodzenia. Były do tego powody, a powód powszechny był taki, że nie dawało się w Polsce żyć.
    Był to ten sam powód, dla ktorego w czasie wojny, najpierw wskutek szoku doznanego z powodu błyskawicznej klęski we wrześniu ’39 która pokazała szaleńczą nieodpowiedzialność i niezdolność państwa do prowadzenia działań wojennych, a następnie przebiegu okupacji, nastroje ludności w Polsce zaczęły się zmieniać. Coraz szerzej zaczynano rozumieć, że taka Polska jak była, nie jest państwem do życia i żadna Armia Krajowa Polski nie obroni i nie wskrzesi, a ratunku można się spodziewać wyłącznie ze wschodu.

    Zrównywanie okupacji niemieckiej z rzekomą okupacją radziecką nie nadaje się do dyskusji. To samo dotycy celow działania III Rzeszy i państwa radzieckiego. Kto się nie zgadza na fundamentalne fakty, porzuca rzeczywistość na rzecz rojeń i fałszu.

  185. Trochę nie na temat wstępniaka, ale główny jak najbardziej. Otóż obok pojawił się nowy wpis red. Dziadula, którego artykuły gazetowe śląskie czytałem dawno i długo.
    Ten jego nowy wpis zafascynował mnie i po okresie minutowego stuporu postanowiłem przyłączyć się do jego czytelnych i ukrytych przesłań. Mętne i jasne myśli wybrane, wzorem red. przedstawiłem pisemnie. Współistnienie jako motto życiowe, nie tylko edukacyjne – temat rzeka i morze, dolina i góra, szczepionki i nieszczepionki, itp itd.
    Poniżej, na wszelki, mój komentarz na blogu red. Dziadula.

    Bez odpowiedzi pozostają też pytania o pozostałe obowiązkowe przedmioty nauki:

    Astrologię z elementami Chiromancji (nie można dzieci pozostawiać w niepewności co do ich przyszłości i związków z gwiazdami);
    Historię Wielkiej Lechii (prawda historyczna przede wszystkim);
    Podstawy Medycyny Holistycznej z elementami Demokracji Bezpośredniej WIRR czyli tzw. popularna ziębologia (wykłady i materiały już dostępne w sieci i sklepie);
    Biologię Naturalną Inteligentnego Projektu (odkłamującą m.in. tzw. ewolucjonizm, );
    Fizykę Pól Torsyjnych ( w tym zagrożenia sieci 5G i 6G, indywidualne środki).

    Oczywiście, powyższe nie wyczerpuje koniecznych zmian w programach nauczania dzieci i młodzieży. Patologie związane z obecnym stanem podstaw programowych wynikają z niezrozumiałej niechęci i oporu wobec nowoczesnych rozwiązań proponowanych w literaturze, piśmiennictwie i mediach elektronicznych (patrz listy, orędzia, wezwania, przesłania i strony).

    „Bez religii, ewentualnie etyki, wyrośnie nam społeczeństwo nihilistyczne. Stąd też apel hierarchy do rodziców, aby nie ulegali presji zbuntowanej latorośli i nie wycofywali deklaracji (zgody) uczestnictwa w lekcjach religii. Ponieważ: „nauczanie religii w szkole i zajęcia z etyki będą odpowiedzią na poczucie zagubienia, dezorientacji, niezadowolenia i braku poczucia sensu wśród młodego pokolenia, czego krańcowym wyrazem są samobójstwa młodocianych”.
    Dziwi postawa rodziców, którzy nie podzielają obaw liderów (przewodników) naszego życia. Nihilizm i niewiedza czają się za progiem naszych domów a często nawet, o zgrozo, w progach szkół, uczelni, ośrodków tzw. nauczania i pseudo oświaty. Więcej religii i astrologii w szkole polskiej, to mniej polskich dzieci samobójców. Więcej prawdziwych przedmiotów nauczania, to więcej Polaków znających prawdę, a o prawdę przecież chodzi.
    Należy też in extenso przytoczyć też znakomite opisanie pana Redaktora, odnosząc je nie tylko do tandemu religii i etyki, ale też innych wskazanych wyżej przedmiotów i ich jeszcze obecnych odpowiedników:

    „Gdyby Kościół dysponował elitarną kadrą duszpasterzy, odważnych i wykształconych – na lekcje religii młódź waliłaby jak w dym. Wystarczyłaby lotna brygada raz na dwa tygodnie, która podczas spotkań wywołałaby burzę mózgów, nie bałaby się kontrowersyjnych zaczepek, potrafiłaby porwać.

    Jak ich znaleźć – nie wiem. Jak to zrobić – nie wiem. Niech Kościół położy wszystkie najlepsze ręce na pokład. Każdej wszak Polce i Polakowi zależy na tym, żeby rosło pokolenie nie tylko światłe, ale i moralne, etyczne. Stąd pomysł arcybiskupa byłby niezły, gdyby nie krył w sobie drugiego dna, o które łatwo podejrzewać. Wiadomo, że etyka kuleje. Że mało nauczycieli. Że to kłopot. Ale gdyby przełamać te niedogodności i stanąć na głowie? Gdyby wyobrazić sobie spotkanie w szkolnej auli etyków z katolami – niech się spierają na argumenty i doświadczenia, niech kruszą kopie – może wyszedłby z tego kreatywny konsensus, twórczy kompromis, o który tak trudno nam, dorosłym i prawdopodobnie mądrzejszym?”

    Wołanie o „kreatywny konsensus, twórczy kompromis” pomiędzy nauczycielami polskiej wiary katolickiej a etykami, może być uznane tylko jak znakomity wkład do jakże potrzebnego dyskursu, gdzie Polacy spierają na argumenty naukowe i doświadczenia religijne, gdzie kruszą kopie o świadectwa historyczne wynikające z pism i nauk obu wspaniałych dziedzin. Co do sacrum i profanum – jeśli nawet Einstein powiedział to, co powiedział, to nam maluczkim nie pozostaje nic innego jak iść drogą wskazaną przez gigantów na ramionach których się wspieramy, przewodników duchowych- ewangelistów i ich kopistów, papieży, kardynałów i biskupów, ze szczególnym uwzględnieniem Św. Pam. JP II oraz biskupów Jędraszewskiego i Skworca.
    „Religia z etyką powinna nauczyć się współistnieć. Jeśli ktoś nie pragnie być religijnym – powinien chcieć zapragnąć zgłębienia tajników etyki. Tak myślę.”
    Współistnienie jest kluczem. Tak też i ja proponuję, współistnienie jak hasło Nowej Szkoły. Współistnienie Ducha Świętego, patrona nauczania w ogóle, nie tylko języków pomieszanych w Wieży Babel. Powinność zgłębiania tajników etyki i innych obecnych przedmiotów szkolnych należałoby w Nowej Szkole pielęgnować, by nie zaginęły jako martwe.
    „Toteż nie mam wątpliwości, że MEN za jakiś czas zareaguje na apel hierarchy, bo nie będzie miał wyjścia. Z obowiązkiem religijnym w szkole nie będzie łatwo. Pewnie oświata zacznie od zmiany organizacji zajęć w szkole, bo lekcje na pierwszej czy ostatniej lekcji nie sprzyjają katechezie.”
    Również i te myśli pana Redaktora są cenne. Organizacja zajęć jest dzisiejszą bolączką ale w Nowej Polskiej Szkole fundamenty edukacji i nauczania będą niewzruszalne, współistnienie nie może w dłuższej perspektywie ograniczać rozwoju właściwej nauki, nauki opartej o potrzeby prawdziwych Polaków. Biorąc powyższe pod uwagę należy z dystansem traktować wynurzenia pana Hołowni, a panu redaktorowi życzyć więcej wiary.

    Historię Wielkiej Lechii (prawda historyczna przede wszystkim);
    Podstawy Medycyny Holistycznej z elementami Demokracji Bezpośredniej WIRR czyli tzw. popularna ziębologia (wykłady i materiały już dostępne w sieci i sklepie);
    Biologię Naturalną Inteligentnego Projektu (odkłamującą m.in. tzw. ewolucjonizm, );
    Fizykę Pól Torsyjnych ( w tym zagrożenia sieci 5G i 6G, indywidualne środki).

    Oczywiście, powyższe nie wyczerpuje koniecznych zmian w programach nauczania dzieci i młodzieży. Patologie związane z obecnym stanem podstaw programowych wynikają z niezrozumiałej niechęci i oporu wobec nowoczesnych rozwiązań proponowanych w literaturze, piśmiennictwie i mediach elektronicznych (patrz listy, orędzia, wezwania, przesłania i strony).

    „Bez religii, ewentualnie etyki, wyrośnie nam społeczeństwo nihilistyczne. Stąd też apel hierarchy do rodziców, aby nie ulegali presji zbuntowanej latorośli i nie wycofywali deklaracji (zgody) uczestnictwa w lekcjach religii. Ponieważ: „nauczanie religii w szkole i zajęcia z etyki będą odpowiedzią na poczucie zagubienia, dezorientacji, niezadowolenia i braku poczucia sensu wśród młodego pokolenia, czego krańcowym wyrazem są samobójstwa młodocianych”.
    Dziwi postawa rodziców, którzy nie podzielają obaw liderów (przewodników) naszego życia. Nihilizm i niewiedza czają się za progiem naszych domów a często nawet, o zgrozo, w progach szkół, uczelni, ośrodków tzw. nauczania i pseudo oświaty. Więcej religii i astrologii w szkole polskiej, to mniej polskich dzieci samobójców. Więcej prawdziwych przedmiotów nauczania, to więcej Polaków znających prawdę, a o prawdę przecież chodzi.
    Należy też in extenso przytoczyć też znakomite opisanie pana Redaktora, odnosząc je nie tylko do tandemu religii i etyki, ale też innych wskazanych wyżej przedmiotów i ich jeszcze obecnych odpowiedników:

    „Gdyby Kościół dysponował elitarną kadrą duszpasterzy, odważnych i wykształconych – na lekcje religii młódź waliłaby jak w dym. Wystarczyłaby lotna brygada raz na dwa tygodnie, która podczas spotkań wywołałaby burzę mózgów, nie bałaby się kontrowersyjnych zaczepek, potrafiłaby porwać.

    Jak ich znaleźć – nie wiem. Jak to zrobić – nie wiem. Niech Kościół położy wszystkie najlepsze ręce na pokład. Każdej wszak Polce i Polakowi zależy na tym, żeby rosło pokolenie nie tylko światłe, ale i moralne, etyczne. Stąd pomysł arcybiskupa byłby niezły, gdyby nie krył w sobie drugiego dna, o które łatwo podejrzewać. Wiadomo, że etyka kuleje. Że mało nauczycieli. Że to kłopot. Ale gdyby przełamać te niedogodności i stanąć na głowie? Gdyby wyobrazić sobie spotkanie w szkolnej auli etyków z katolami – niech się spierają na argumenty i doświadczenia, niech kruszą kopie – może wyszedłby z tego kreatywny konsensus, twórczy kompromis, o który tak trudno nam, dorosłym i prawdopodobnie mądrzejszym?”

    Wołanie o „kreatywny konsensus, twórczy kompromis” pomiędzy nauczycielami polskiej wiary katolickiej a etykami, może być uznane tylko jak znakomity wkład do jakże potrzebnego dyskursu, gdzie Polacy spierają na argumenty naukowe i doświadczenia religijne, gdzie kruszą kopie o świadectwa historyczne wynikające z pism i nauk obu wspaniałych dziedzin. Co do sacrum i profanum – jeśli nawet Einstein powiedział to, co powiedział, to nam maluczkim nie pozostaje nic innego jak iść drogą wskazaną przez gigantów na ramionach których się wspieramy, przewodników duchowych- ewangelistów i ich kopistów, papieży, kardynałów i biskupów, ze szczególnym uwzględnieniem Św. Pam. JP II oraz biskupów Jędraszewskiego i Skworca.
    „Religia z etyką powinna nauczyć się współistnieć. Jeśli ktoś nie pragnie być religijnym – powinien chcieć zapragnąć zgłębienia tajników etyki. Tak myślę.”
    Współistnienie jest kluczem. Tak też i ja proponuję, współistnienie jak hasło Nowej Szkoły. Współistnienie Ducha Świętego, patrona nauczania w ogóle, nie tylko języków pomieszanych w Wieży Babel. Powinność zgłębiania tajników etyki i innych obecnych przedmiotów szkolnych należałoby w Nowej Szkole pielęgnować, by nie zaginęły jako martwe.
    „Toteż nie mam wątpliwości, że MEN za jakiś czas zareaguje na apel hierarchy, bo nie będzie miał wyjścia. Z obowiązkiem religijnym w szkole nie będzie łatwo. Pewnie oświata zacznie od zmiany organizacji zajęć w szkole, bo lekcje na pierwszej czy ostatniej lekcji nie sprzyjają katechezie.”
    Również i te myśli pana Redaktora są cenne. Organizacja zajęć jest dzisiejszą bolączką ale w Nowej Polskiej Szkole fundamenty edukacji i nauczania będą niewzruszalne, współistnienie nie może w dłuższej perspektywie ograniczać rozwoju właściwej nauki, nauki opartej o potrzeby prawdziwych Polaków. Biorąc powyższe pod uwagę należy z dystansem traktować wynurzenia pana Hołowni, a panu redaktorowi życzyć więcej wiary.”

  186. Jedyne społeczeństwo, które nałożyło sankcje na samych siebie, czci brexit monetą okolicznościową

  187. @Dwarf 10:23
    Rozumiem, że tekst wymaga niejakiego skupienia i uwagi przy czytaniu. Ale żeby aż dwukrotnie? raz za razem?

  188. @paradox57
    28 stycznia o godz. 11:33

    Po rozeznanie udałem się do Dziadula, wyszło prościej.
    No i zaraz znalazłem kwiatek
    apel arcybiskupa miałby sens – jeśli nie ma drugiego dnia

    @Dwarf

    Kościół byłby przeciwny nauczaniu astrologii i chiromancji, bo podobno Bóg w Piśmie Świętym wyraźnie tego zakazuje.
    Aczkolwiek dużym ułatwieniem by było postawienie każdemu porządnego horoskopu z umieszczeniem w centralnej kartotece do wglądu dla władz 😎
    Na kabałę też pewnie się nie zgodzi, chyba że chrześcijańską.

  189. @Tobermory
    28 stycznia o godz. 11:51

    Raz się spotkali na spacerze
    Chiromantka z sukienkowym.
    Ta pierwsza na rowerze,
    Ten drugi na warunkowym.

    I choć mu przepowiedziała,
    Że spełnią się jego marzenia,
    Ponieważ mu dupy nie dała,
    On nie dał jej rozgrzeszenia.

    Tu muszę cnotliwą panienkę
    Do porządku przywołać:
    Nie po to facet zakłada sukienkę,
    Aby z dupczenia rezygnować.

  190. Bo chodzi o to, aby język giętki
    Srogo dręczyła mordka plastusiowa…
    Przerzutka z sąsiedniego bloga 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=mxjstAX197U

  191. Na marginesie
    28 stycznia o godz. 15:23
    Ja wybaczam starym, którzy nie mieli szans na swobodną wymianę mysli w obcym języku, bo byli zatrzasnięci. Wiem to po sobie, bo ile ja po 40tce musiałem się namordować, żeby jako tako mówić po francusku. Dlatego mam szacunek dla Tuska, że ten, już nie młodzieniec, nauczyl się płynnie (z akcentem, a jakże) po angielsku.
    Ale inteligent ze stajni pisu, całkiem młody, który mógłby sie załapać na płynny angielski (mój syn, mój bratanek rówiesnicy Maliniaka władają językami biegle) nie jest w stanie. Tylko te smieszne powtarzanie AJM wery,wery wery.
    Ale przynajmniej po angielsku nie wrzeszczy i nie robi mussoliniego

  192. Qba
    28 stycznia o godz. 12:20

    Golizna chiromantki i jej w grochy majtki
    pobudzą różdżkę duchownego i jego ego?
    Z tym u nich częste trudności
    a widok zapewnia nudności.

  193. @Tanaka
    28 stycznia o godz. 16:14

    Jak duchowny nie bardzo jest w stanie,
    To kawałeczek pójdzie i przystanie.
    Dlatego marzą mu się katolickie raje,
    Bo podobno tam każdemu przystaje.

  194. @Lewy 28 stycznia o godz. 15:47
    Mussoliniego tutaj nie. Tu na tapecie jest uśmiechnięty plastuś.
    „Ładny jestem – postoję” 😀

  195. Qba
    28 stycznia o godz. 16:28

    Duch duchownemu uniesie sukienkę
    i wtedy już może obsłużyć panienkę?

  196. @Tanaka
    28 stycznia o godz. 16:54

    Coś Ty często o seksie piszesz dzisiaj bracie.
    Czyżbyś sam także cierpiał w celibacie?
    Jedno mogę stwierdzić tu odnośnie ducha:
    Duch duchowi ducha nigdy nie wyrucha!

  197. Tanaka
    28 stycznia o godz. 8:23

    „Zrównywanie okupacji niemieckiej z rzekomą okupacją radziecką nie nadaje się do dyskusji. To samo dotycy celow działania III Rzeszy i państwa radzieckiego.”

    Tu nie chodzi o „zrównywanie” ale o proste stwierdzenie, że jedna okupacja zastąpiła drugą. Celem działania państwa radzieckiego NIE BYŁO niepodległe państwo polskie, było zniszczenie struktury społecznej, tradycji i zakłamanie historii narodu.

    Kto się nie zgadza na fundamentalne fakty, porzuca rzeczywistość na rzecz rojeń i fałszu.

  198. PROFESOR WOJCIECH KRYSZTOFIAK POTRZEBUJE POMOCY:
    „Szanowni Państwo
    W mijającym tygodniu zapukał do moich drzwi komornik z tytułem na 72 tys. złotych za napisanie dwóch tekstów publicystycznych w 2012 roku i 2013 roku pt. „Uniwersytety polskie – naga smutna prawda” oraz „Uniwersytety polskie – naga smutna prawda II”. Teksty dotyczyły kondycji polskiego systemu akademickiego. Zajęto mi konta bankowe. Moje teksty sa chyba obecnie najdroższymi w Polsce, za które musi zapłacić sam autor. I nie żartuję. Zorganizowałem zrzutkę „Wolnykraj” – bo to jest próba zmrożenia publicystów, zasiania strachu wśród piszących i mówiących publicznie. Jestem zmrożony. Pomógł mi prof. Hartman, który opublikuje na łamach „Polityki” 05 lutego tekst o tym wydarzeniu. Mam prośbę, abyście udostępniali link do zrzutki – może uda mi się wyjsć z tej opresji dzięki czytelnikom i zdobędę powera, potrzebnego do dalszego pisania na tematy ważne społecznie w interesie publicznym. Tak napisał prof. Jan Hartman: „To nie jest zbiórka na chore dziecko. To jest zbiórka na zdrowego profesora filozofii, ofiarę skrajnie niesprawiedliwego wyroku za krytykę przysłowiowych „wyższych szkół gotowania na gazie”. Prof. Krysztofiak był moim kolegą w czasie studiów na KUL, lecz nie dlatego mu pomagam. Został skrzywdzony za slowa, i to słowa prawdziwe, wypowiedziane w interesie publicznym. Przeczytajcie, co go spotkało, i wesprzyjcie choć małą kwotą. Dziękuję.”
    /Wojciech Krysztofiak/

    https://pomagam.pl/wolnykraj?fbclid=IwAR3rI2wkOEcxFclQRsvFyVhYa6iuzcVo7f27WbzR_b-zDqd5QYOKN86wQ8A

    Popieram działalność publicystyczną Profesora W.Krysztofiaka i przyłączam się do akcji pomocy finansowej w obronie podstawowych praw i wolności w Polsce.
    Niektórzy nadal bronią sędziów i sądów, a tymczasem 90% tych ludzi to lobbyści rządzących i kościoła pokroju Rzeplińskiego, który za swoją prorządową i prokościelną działalność został nagrodzony papieskim medalem.
    Proszę pamiętać, że sprawa Prof.W.Krysztofiaka trafiła do sądów w czasie rządów PO-PSL i jest przez PiS kontynuowana.
    To peowsko-pisowsko-kościelne badziewie chce zamknąć usta odważnym i mówiącym prawdę ludziom.

  199. Ateista
    28 stycznia o godz. 17:57

    Dobrze, że zrobiłeś ten wpis.
    Absolutnie czynnie popieram !

  200. https://www.yahoo.com/news/nazis-murdered-quarter-europes-roma-095912842.html
    Naziści zamordowali jedną czwartą Romów w Europie, ale historia wciąż pomija to ludobójstwo.
    ………………………….
    Ciekawe, czyżby kolejny anty, anty…… Romizm? anty…Cyganizm?
    A gdzie odszkodowania dla ich potomków? Gdzie pomniki i aple ku czci pomordowanych? Tak sobie myślę, „Jadą wozy kolorowe taborami”, czy „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma”?, albo „Z Cyganką, panowie wy ślubu nie bieżcie”.

  201. Długi wpis i komentarze, ale rozumiem, Antonius. Już nie pamiętam gdzie się spotkałem z Antoniusem, zdaje mi się, że u Dziadula. Ja tam byłem „ładowaczem”. Antonius nie polemizuje z kimś kto podziela jego poglądy. A mnie zawsze korci, żeby jednak spróbować. Zacznę od Wałęsy, który jak rozumiem nie jest bohaterem Antoniusa. Ale zaraz „Szkielko”, odkładam uwierającego Wałęsę do jutra. A tak w ogóle miło „spotkać” znane nicki.

  202. Optymatyk
    28 stycznia o godz. 21:12

    Historia nie jest sprawiedliwa, a społeczeństwa i indywidua mają zwykle wybiórczą pamięć oraz niespójne pojmowanie rzeczy.
    Romowie nie są wyznawcami jednej specyficznej religii, nie mają swojej „ziemi obiecanej” ani współczesnego państwa, nie zostali wpisani w książkę która odcisnęła największe piętno na historii człowieka Zachodu, nie mają też odpowiedniej siły ekonomicznej czy reprezentacji w świecie nauki czy sztuki. Są mocno „przezroczyści”.
    Romowie ginęli też w Auschwitz, podobnie zresztą jak świadkowie Jehowy.

  203. BWTB
    28 stycznia o godz. 21:50

    To zacznij od Wałęsy. też przeczytam.

  204. Ateista
    28 stycznia o godz. 17:57

    Sam autor opisał swoją historię dosyć skrótowo. Brak możliwości odwołania w jego przypadku, a w przypadku dwóch innych oskarżonych podmiotów odwołania mogą się toczyć? I autor nie mógł się odwołać choćby do Strasburga?
    Czy wiesz coś więcej?

  205. https://wyborcza.pl/7,75968,25638413,okragly-stol-z-pis-em-z-terrorystami-sie-nie-negocjuje.html#S.main_topic-K.C-B.4-L.1.glowka

    „Sprawa reakcji polityków PiS na czwartkową uchwałę Sądu Najwyższego pokazuje dobitnie, że z tą partią nie można normalnie rozmawiać. Sądzę tak od dawna i dlatego coraz bardziej mnie dziwią pojawiające się od jakiegoś czasu głosy, żeby „uzgodnić stanowiska”, „dogadać się”, czy też – i to był już szczyt wszystkiego – zorganizować okrągły stół, żeby pogadać z PiS o prawie.

    Sądzę, że wszystkie osoby mające tego typu pomysły powinny raz na zawsze wbić sobie do głowy, że (pozwólcie, że powtórzę) z PiS nie można normalnie rozmawiać.
    ………………………..
    No to co? – to co robić? Na kyterium ulicze też liczyc nie można, to co robić, czekać tatka latka.

  206. @anegdotka dla wszystkich

    Na jednym ze swoich zwykłych spotkań Stalin poprosił o przyniesienie mu kury:
    wziął ją i ścisnął jedną ręką, a drugą zaczął wyrywać pióra.
    Kura wrzasnęła z bólu i próbowała uciec ale bez powodzenia, uścisk był dla niej zbyt silny.
    Stalinowi udało się usunąć wszystkie pióra bez wielkich problemów, a kiedy skończył, powiedział swoim współpracownikom:
    „spójrzcie co się stanie”.
    Położył kurę na ziemi , poszedł po trochę pszenicy i rozrzucił ją na ziemi. Jego współpracownicy patrzyli na kurę ze zdumieniem, gdy obolała i krwawiąca podbiegła do niego.
    W tym momencie Stalin zwrócił się do swoich współpracowników zaskoczonych tym, co zaobserwowali i powiedział:
    „Tak łatwo rządzi się głupimi ludźmi.
    Widzieliście jak kura chodziła za mną pomimo całego bólu, który spowodowałem? Większość ludzi jest taka, nadal podążają za swoimi władcami i politykami, pomimo całego bólu, jaki im wyrządzają, a ich jedynym celem jest otrzymanie nagrody za nic lub po prostu trochę jedzenia na kilka dni.”

  207. Antoniusie,bardzo trafne spostrzerzenia odnosnie polskich Prezydentow,nic dodac,nic ujac.Tak chyba pozostanie na wieki wiekow AMEN.
    Pozdrowienia i zdrowie zycze. J.K

  208. @Optymatyk
    28 stycznia o godz. 21:12

    @Tanaka
    28 stycznia o godz. 21:55

    Naziści zamordowali jedną czwartą Romów w Europie, ale historia wciąż pomija to ludobójstwo.
    ………………………….
    Ciekawe, czyżby kolejny anty, anty…… Romizm? anty…Cyganizm?
    A gdzie odszkodowania dla ich potomków? Gdzie pomniki i aple ku czci pomordowanych?

    Moje dwa grosze:
    1. Naziści z Nazilandu, a nie Niemcy wymordowali?? Ciekawe dlaczego o japońskich zbrodniarzach wojennych nie mówi się „Szintoiści”?? Bo żółci i nie z Europy??

    2. Na temat pomijania przez historię i różnych „anty”.
    Pod natchnionym wezwaniem Szostkiewicza obok, do walki z antysemityzmem i rasizmem, z okazji 75 lecia Auschwitz i spędu wielkich tego świata w palestyńskiej kolonii, próbowałem dodać komentarzyk.
    W którym zamieściłem link do starego (ale niestety wciąż na czasie) artykułu nt. antysemityzmu – https://wolnemedia.net/jestesmy-izraelem/, oraz własne zadziwienie brakiem podobnych obchodów dat ludobójstw Hererów, Ormian, Ukraińców, Chińczyków, Khmerów, Tutsich, etc.
    Dodałem też, że pod antysemityzm legislacyjnie i usilnie podciąga się ostatnio każdą krytykę ww. kolonii, od Berlina i Paryża do Czikago.
    Oraz, że dziwi mnie rozgłośne potępianie rasizmu=Apartheidu tam gdzie jest właśnie otwarcie i intensywnie praktykowany.
    P. redaktor oczywiście mi tego nie puścił.

  209. @Herstoryk
    29 stycznia o godz. 0:59
    A czegóż ty od Szostkiewicza wymagasz? On przecież jest zwolennikiem ein Volk, ein Reich, ein Führer byle był ‚nasz’.

  210. @Ewa-Joanna
    29 stycznia o godz. 1:12

    Niczego nie wymagam, jest wyznawcą izmu a wiara jest ślepa. Uwaga była retoryczna 🙂 .

    BTW, Co za ulga, tylko 27 po dwóch 40-ch!

  211. @Herstoryk
    29 stycznia o godz. 2:07
    U mnie constant 32.

  212. @Calvin Hobbs 28 stycznia o godz. 6:04
    Stalin Polskę zajął, a nie wyzwolił. Okupację hitlerowską zastąpiła okupacja sowiecka, Gestapo zastąpiło NKWD.
    Gdyby Stalin zatrzymał Armię Czerwoną tam gdzie doszła, powiedzmy że w sierpniu 1944 roku i zawarł oddzielny pokój z Hitlerem, to powiedz mi @Calvin Hobbsie, co by stało się z Polakami pod hitlerowską okupacją?

    Wskazówka: Generalplan Ost.

    https://www.rp.pl/artykul/1321839-Polacy-w-kolejce-do-zaglady.html

  213. Obszar zajęty na wschodzie byłby tylko mniejszy a zatem jak mniemam liczba zachowanych przy życiu Słowian zbliżona do zera. W końcu kogoś trzeba było zlikwidować aby zrobić miejsce dla niemieckich osadników.

    Tak, Stalin i jego polscy współpracownicy brutalnie mordowali opozycję, w szczególności zbrojną opozycję. Ale to samo robili np. Brytyjczycy i Amerykanie w Grecji. Po wyzwoleniu.

    Czy tam też musimy pisać „po zastąpieniu jednej okupacji drugą”?

    We Wrocku miałem sąsiadkę w młodości regularnie bombardowaną i ostrzeliwaną zarówno przez „starych” jaki i przez „nowych okupantów” Grecji. Kiedyś przez ignorancję nazwałem ją „Greczynką” to mnie zbeształa że ona „nie jest żadną Greczynką tylko Macedonką!”

    Jako nastolatka była w (czy raczej „przy”) komunistycznej partyzantce i gdyby nie było to nieprzyzwoite (jej słowa) to „pokazałabym ci blizny po ranach od niemieckich, włoskich, angielskich i amerykańskich bomb”.

    Ona z pewnością miała prawo mówić o „zamianie jednej okupacji na drugą” a jednak tak nie mówiła. Dla niej najważniejsze było to, że musiała przeczekać rządy tzw. „pułkowników” aby móc pojechać w rodzinne strony. Pułkownicy nie chcieli wydać jej paszportu z macedońską narodowością. A ona nie chciała brać paszportu z narodowością grecką.

    Taka była harda!

  214. @ “across the pond” Ty Aborygen, dostowalbys sie do tematyki martyrologicznej i napisal kogo Aussies obwiniana za Gallipoli.

    I break my silence just this once , mainly for Lewy
    How the fuck am I supposed to know being Polish who’s to blame?
    My best regars for“Jackowo”

    Odp; Najprawdopodobniej Churchilla, glovono-upravlayuschyi marynarka wojenna,) z calym zafajdanym windsorskim dworem.

    Enough?

    @Lewy

    Poruszyles bardzo interesujacy temat. Tkwie w jakiejs dwujezycznosci, co jest uczuciem dziwnym ze wzgledu na brak osadzenia w czymkolwiek . And we all need some grounding to be become ourselves, if u know what I mean. Chodzi tu o kulturowe odniesienia. Np znam Polske do momentu jej opuszczenia w 1982r., a Australie od momentu pojawienia sie na Antypodach w tymnze roku. Pozostawia to luke trudna do zapelnienia. Wracajac jednak do lingwistyki. Angielski jest jezykiem bardzo elastycznym posiadajacym zdolnosc tworzenia czasownikow z rzeczownikow np “to pocket”. Wysiada w swerze emocjji, moze przez brak infleksji i jakiegos podpieranie sie szczudlami zdroworozstatkowosci. To samo dzieje sie z niemieckim. Potezny przekaz znaczeniowy w malo absorbujacej formie, moze za wyjatkiem dowcipnisia Schopenhauera. Do twojej wylicznaki wartych przelotnego wspomnienia ( gdyz tak latwo odchodzimy w niepamiec) dolaczylbym G. Moustaki i Jacka Kaczmarskiego,ktory otarwszy sie o Antypody pozostawil po sobie poetycki slad dla tak niewienu.

    W kontekscie tych rozwazan fascynujaca teoria Saphir’a i Wharf’a , ze jezyk ksztalktuje nasza rzeczywistosc. Kazdy kretyn tworca wlasnego szczescia. What a blissful thought.

    https://www.youtube.com/results?search_query=czerwcowy+wichert+przy+kominku

    Pls Do not disturb!!!!! Wywiesilem kartke!

  215. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 2:36

    Przypuszczam, że to samo co z Czechosłowacją. Patton doszedłby do Pragi szybciej od Koniewa i do Krakowa też.

    Ale wiesz co, ja z Jackowa nie jestem. Z dziadza pradziada Kalifornijczyk ze mnie, choć matkę miałem Rosjankę. Po polsku nauczyłem się w młodości po wyjściu z wojska na studiach w Niemczech, po to tylko żeby zdobyć względy dziewczyny, która dziś jest moją żoną. Ponoć mówię po polsku z rosyjskim, a nie amerykańskim akcentem. Sowietów widziałem w akcji w Austrii i w Berlinie w latach piędziesiątych więc trudno mi ich sympatią dażyć.

  216. zza kałuży
    29 stycznia o godz. 2:36

    A poza tym, przecież Stalin z Hitlerem pakt zawarł. Trochę wcześniej, jeśli się nie mylę.

  217. Patton doszedłby do Pragi szybciej od Koniewa i do Krakowa też.

    Gdyby Stalinowi wystarczyło dojście do Bugu i Niemcy mieli już tylko front na Zachodzie, trochę by jednak to wyzwalanie Krakowa potrwało. A Patton nie miałby czasu na sikanie do Renu.
    W maju 1945 Amerykanie doszli ledwie do Łaby…

  218. Nawet w celu spekulacji historycznych trochę mapy trzeba pooglądać.

    https://medium.com/@Inflab/western-front-maps-of-world-war-ii-58798ee9d792

    Gdyby Hitler ze Stalinem pokój zawarli i gdyby Hitler dzięki temu mógł zabrać jednostki z frontu wschodniego i przerzucić je do Francji to by twój Patton został roztrzaskany na długo przed dojściem do paryskiego południka.
    Napisałem „w sierpniu 44” i oczywiście im wcześniej w tym sierpniu tym dla Niemców lepiej, ale nawet pod jego koniec jednostki z wschodniego frontu zatrzymałyby natarcie Aliantów jeszcze przed granicami Niemiec.

    Bez atomówki przeciwko Niemcom moim skromnym zdaniem wojny żaden Patton nie byłby w stanie wygrać. Wystarczy przypomnieć sobie jaki piorunujący skutek na amerykańskiej armii zrobił kontratak smutnych niemieckich resztówek w Ardenach. Z pokojem na wschodzie Hitler zepchnąłby Eisenhowera do Atlantyku i wojna bez zrzucenia bomb atomowych na Berlin by się nie zakończyła. IMHO.
    A to dałoby Hitlerowi cały dodatkowy rok mordowania Żydów i wszystkich innych kategorii „podludzi”. W tym podludzi słowiańskich.
    Miliony ofiar więcej.
    ZSRR od sierpnia 44 polskich obywateli milionami nie mordował. Być może dziesiątkami tysięcy, licząc zwalczanie AK, WiN, itp. oraz wywózki na Sybir, ale nie w przemysłowy sposób, milionami, jak hitlerowcy.

    Zrównywanie okropności okupacji niemieckiej i radzieckiej w Polsce jest debilizmem. Polacy wycierpieli od obu mocarstw, od ZSRR też niemało ale od hitlerowskich Niemców o wiele, wiele bardziej.

  219. Ateista
    28 stycznia o godz. 17:57
    Niesamowita sprawa. Okazuje się, że takie rzeczy zdarzają się , a nie są tylko koszmarami wyobraźni Franza Kafki.
    Jestem po stronie sędziów walczących z gangiem pisu o niezwisłość, ale ów wyrok i dalszy przebieg (niepowiadomienie) przygnębia. Bo wszędzie może się zdarzyć czarna owca albo po prostu sędzia idiota. Ale jeśli środowisko sędziowskie nie potrafilo się oczyszcić z takich „owiec”, a przynajmniej unieważnić absurdalny wyrok, no to coś z tą praworządnością jest nie tak. Ale najgorsze , że ów wyrok zapadł wtedy, kiedy rządziła Platforma, a więc kiedy sądy były niezawisłe.
    Dla pana Zbyszka to niestety wyśmienita okazja by w dalszym ciągu „reformować” sądownictwo opierając się na radach takich prawniczych tuzów jak Schab, Jaki, Ociepa…

  220. @Lewy
    29 stycznia o godz. 7:50
    Nie podniecaj się niepotrzebnie. Sąd wydaje wyrok nie według widzimisię ale według istniejącego prawa. Nie znamy dokładnie sprawy i nie wiemy o co był oskarżony ów profesor, czy oskarżenie było publiczne czy prywatne i czego konkretnie dotyczyło.

  221. @Ewa-Joanna
    29 stycznia o godz. 8:00

    I o to właśnie chodzi. Sędzia, jak każdy urzędnik państwowy, winien dbać o zachowanie ustalonego porządku prawnego. A kto ustanawia prawa? Ano poseł. W tzw. demokracji jest to potakiwacz. Im głupszy, tym lepiej. Wszelką naprawę państwa zacząć trzeba zatem od prawa. Czy to możliwe? W demokracji, niestety, nie. Mieliśmy przykład z tworzeniem polskiej konstytucji. Jedyna realna droga to ta, wybrana przez Kaczyńskiego. On też usiłuje narzucić swoją wizję kraju. Tyle, że w jego wizji kraj jest podległy jemu, a nie jakiemuś abstrakcyjnemu prawu.
    Pewną nadzieję dawała gospodarka rynkowa, w której pieniądz miał jednakową wartość dla wszystkich (w demokracji taką rolę odgrywać ma prawo – jednakowe dla wszystkich). Szybko jednak stało się powszechnie jasne, że pieniądz może więcej. Im więcej masz pieniędzy, tym więcej możesz. Nawet zmieniać prawo i wygrywać demokratyczne wybory.
    Niestety, człowiek zdobył prymat na planecie dlatego, że nauczył się oszukiwać. I nie ma – jak dotychczas – żadnego powodu, by przestał. Bo niby dlaczego miałby być nagle uczciwy? A że przy okazji wykończy planetę, bez której nie może istnieć? Może to jest właśnie samoobrona natury?
    Czy trzeba będzie wkrótce ogłosić eksperyment z inteligencją jako nieudany? Czy będzie komu ogłosić?

  222. @Ewa-Joanna 8:00
    Tak, to prawda. Sąd wydaje wyrok według obowiązującego prawa. Ale też w naszych systemie funkcjonuje coś, co nazywają swobodną oceną dowodów. I tu już jest szerokie pole do działania według widzimisię.
    Poza tym, w jaki sposób da się wytłumaczyć fakt (sprawa z ostatnich tygodni), że dwoje morderców, którzy brutalnie zakatowali swoją ofiarę, dostali wyroki odpowiednio pięć i cztery lata? Wyjdą pewnie po odbyciu połowy kary, czyli realnie za dwa do trzech lat. O ile będą się poprawnie zachowywali w pierdlu. Zdecydowanie niższą niż ludzie siedzący za sprawy mniejszego kalibru.
    Tak, jest grupa sędziów, która sama wkłada argumenty do łap Ziobrze i jego akolitom. Wcale nie taka nieliczna.

    Zresztą, tu najświeższy przykład. I nie są to sędziowie mianowani przez neo-KRS.
    https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/tarnowski-schemat/6gweg

    Tak, żyjemy w takiej rzeczywistości. Ludzie tego typu informacjami są karmieni od lat. Oficjalnie, a najczęściej przez doświadczanie kontaktów z wymiarem sprawiedliwości bądź bezpośrednio, bądź pośrednio na zasadzie znajomy znajomych… Problemem też jest to, że środowisko nie pozbyło się przez tyle lat indywiduów w rodzaju mgr Przyłębskiej, Radzika czy im podobnych, mimo wszelkich podstaw do tego. O ileż mniejsze mogłyby teraz być problemy. Nie twierdzę, że na ich miejsce nie znaleźliby się inni chętni, ale być może byłoby to trudniejsze.
    Moim skromnym zdaniem największy kłopot nie tkwi w tym, że sędziowie są wychowankami tych postkomunistycznych (jak to łaskaw był określić mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego), ale w braku wpojenia im porządnych standardów.

  223. Herstoryk
    29 stycznia o godz. 0:59

    @Optymatyk
    28 stycznia o godz. 21:12

    @Tanaka
    28 stycznia o godz. 21:55

    „Naziści zamordowali jedną czwartą Romów w Europie, ale historia wciąż pomija to ludobójstwo.”
    ………………………….
    „Ciekawe, czyżby kolejny anty, anty…… Romizm? anty…Cyganizm?
    A gdzie odszkodowania dla ich potomków? Gdzie pomniki i aple ku czci pomordowanych?”

    Moje dwa grosze:
    1. Naziści z Nazilandu, a nie Niemcy wymordowali?? Ciekawe dlaczego o japońskich zbrodniarzach wojennych nie mówi się „Szintoiści”?? Bo żółci i nie z Europy??

    Masz, oczywiście, rację. Mam pewną wskazówkę, skąd ci „naziści”: szkoła, otoczenie, literatura, kawał historii kultury. Wszędzie powtarzało się słowo „nazizm”, często też „faszyzm”. Niemcy wywołali wojnę i Niemcy mordowali, w dodatku sami chrześcijanie oraz chrześcijanie-naziści.

    Co do Japończyków, to także należy przypominać, że to byli Japończycy-szintoiści. Nie jestem całkiem pewien, czy szintoizm w takim samym stopniu jest słodki i miłuje bliźniego swego ze wszystkich sił jak chrześcijaństwo, ale fakt pozostaje faktem: Japończycy-szintoiści napadali, mordowali i byli zadowoleni!

    Niestety, jest to fatalna hipokryzja, za owymi nazistami i faszystami schowali się sami chrześcijanie. Chrześcijanie sami to zrobili, w interesie własnej zbrodniczości i swoich zbrodniczych wyznań: winę zwalmy tylko na nazistów i faszystów, choć właściwie i na nich nie: tylko Hitler był dosyć niemiły, reszta „tylko wykonywała rozkazy”. Ale Hitler też był miły, on bowiem wykonywał „rozkazy Opaczności”. Co się doskonale zgadza z niebieską książeczką pt. Biblia: Bóg jest naczelny morderca i daje rozkazy do mordów. Hitler wykonywał, co było do wykonania.

  224. Aborygen
    29 stycznia o godz. 3:56
    Napisałeś
    (Angielski) wysiada w swerze emocjji, moze przez brak infleksji i jakiegos podpieranie sie szczudlami zdroworozstatkowosci. To samo dzieje sie z niemieckim.
    Ja mam taką obserwacje,odkrycie ; móżnaby to nazwać prawem Lewego
    Im bardziej idziemy na wschód tym bardziej język staje się emocjonalny.
    Polega to na tym, że w języku frncuskim i angielskim brakuje czułostkowych zdrobnień.
    Kiedy 30 lat temu nie byłem jeszcze za pan brat z francuskim, zdziwiłem się jak kolega z pracy przywital mnie rano : Salut, mon petit Christophe !
    Skoro on był niższy ode mnie, to dlaczego nazywał mnie małym Krzysztofem ?
    Dopiero po chwili refleksji zrozumiałem, że on nazwał mnie po francusku Krzysiem zdrobnieniem dorzucając to „petit”, To samo jest w angielskim, gdzie zdrobnienie tworzy się dodając „small” albo „little”.
    Ale kiedy podążamy na wschód, trafiamy na niemiecki, język , który już częściowo odchodzi od francuskiego czy angielskiego pragmatyzmu i nabiera rumieńców czulostkowości. Owszem stosowany jest czasami przymiotnik „klein”, ale mamy tu całą gamę zdrobnień słów z końcówką „-chen”(Betchen – szopka) czy „lein” (Tischlein – stoliczek, Blumlein – kwiatuszek)
    Ale to dopiero języki słowiańskie osiągają najwyższy poziom czułoskowości, są językami kobiecymi. To kobieta zwraca się czule do swojego syna; synek, syneczek, synunio, synuś..a do córki; córuś, córunia, córeczka….no i te prztwarzania imion ;Staś, Stasieczek, Stasienieczek…
    Wprawdzie Amerykanie też zdrobniają Willama na Billa, a Roberta na Boba, ale gdzie im do naszego bogactwa czułostkowych zdrobnień.
    Najbardziej jest to widoczne, wręcz karykaturalne w kobiecym odnoszeniu się do Jezusa, gdzie ów Jezusiczek malusieńki jako rękawicka w stajence z osiołkiem (broń boże osłem) leży na sianku rączkami i nóżkami wymachuje..
    Taki brzmi prawo Lewego.Nie wiem czy idąc dalej na wschód owaa czułostkowość będzie się powiekszac i ze rosyjski jest jeszcz e bardziej czuly, a najbardziej japoński. Ale być może prawo Lewego jest lokalne i nie odnosi sie do calej kuli ziemskiej.

  225. Wyroki orzeka sędzia, czyli człowiek według istniejącego prawa. Rzecz w tym, że prawo stwarza tylko ramy i w tych ramach sędzia porusza się. Gdyby prawo rozwiązywało wszelkie problemy, to człowiek-sędzia bylby zbędny. Prawo przełożone przez informatykow na język algorytmów z automatu „orzekałoby” wyroki. Byłby ścisły talifikator; zamodowałeś z premedytacją – 20 lat, bez premedytacji -5 lat. Problem polega na tym jaki algorytm oceniłby stopień premedytacji.
    Najprościej ten problem rozwiązywało prawo Hammurbiego.
    W sytuacji owego skazanego profesoora za podanie rankingu najgorszych szkół sprawa jest oczywista. Sędzia znacznie przekroczył margines owej interpretacji i wydał absurdalny wyrok.
    No chyba, że cała sprawa jest zmyślona, że wyglądało to zupełnie inaczej i, że jak podejrzewa niejaka E-Jotka, ów profesor zrobił coś gorszego, że np, nazwał tę najgorszą szkołę burdelem, szkołą kształcącą przyszłe prostytutki. No to rzeczywiście
    ‚Nie znamy dokładnie sprawy i nie wiemy o co był oskarżony ów profesor, czy oskarżenie było publiczne czy prywatne i czego konkretnie dotyczyło

  226. @Lewy 8:44
    Nie pomogę Ci w rozstrzygnięciu tego, jak sprawa ze zdrabnianie wygląda w Japonii. Ale może Japonia jest tak daleko na wschodzie, że zahacza już o normy obowiązujące we Francji. I żadnych zdrobnień nie stosują. Więc może obawa o lokalność prawa Lewego jest na wyrost i należałoby badania kontynuować (taka modna obecnie formułka w publikacjach z różnych dziedzin).

  227. @Lewy
    29 stycznia o godz. 8:44

    Trafne, o ile mogę ocenić z moją marną znajomością języków, w ogromnej większości, mi obcych.
    Dawno temu byłem w knajpie ze znajomymi, m.in. z dziennikarzem wybitnie zdolnym językowo. Przyznawał się do dobrej znajomości 8 języków i średniej kilkunastu. Ze mną usiłował rozmawiać po polsku, co mu nawet wychodziło mimo, że w Polsce był tylko tydzień. Przy zamawianiu nawiązał rozmowę z kelnerem, bo interesowała go knajpa. Okazało się, że portugalska i że kelner jest również wyjątkowo utalentowany językowo. Reszta gości (ze mną) siedziała zafascynowana, gdy ci dwaj dyskutowali na temat cech poszczególnych języków. M. in. potwierdzili ogólnie Twoje prawo. Przy okazji stwierdzili wyższość francuskiego nad niemieckim przy określaniu abstrakcyjnych stanów duchowych. Więcej nie pamiętam, bo było to dla mnie zbyt abstrakcyjne.

  228. paradox57
    29 stycznia o godz. 8:31

    Owszem, istnieje takie pojęcie i takie prawo sądu do „swobodnej oceny dowodów”, przy czym osoba niezorientowana może łatwo pomylić „swobodę” z ‚dowolnością”.
    „Swoboda oceny dowodów” oznacza raczej to, że to sąd je ocenia i nie jest związany oceną, jaką przestawia prokurator czy obrońca, ani nikt inny. Także biegły sądowy. Biegły przedstawia opinię w sprawie, ale ostatecznie to sąd ocenia wartość opinii biegłego. Sąd może żądać i nakazywać szukania innych dowodów niż te przedstawione przez strony – strony bowiem mają interes, sąd ma być obiektywny – tak, by możliwe było poznanie wszelkich dowodów w sprawie, by móc powziąć maksymalnie sprawiedliwy wyrok. Jest więc swobodny, niepodlegający nikomu w ocenie.
    „Swoboda oceny” jest przy tym związana logiką, spójnością, pełnością i wagą dowodów. Dowody mają „bez wątpliwości” dowieść czyjejś winy, błędu lub faktu, bądź im zaprzeczyć. Zaś „niedające się rozstrzygnąć wątpliwości” sąd ma obowiązek rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego.
    Oczywiście, jest pewien zakres pojemności w stwierdzeniu, że coś jest „bez wątpliwości” takie bądź inne. To jednak jest skutkiem ułomności ludzkiej natury. Wszystko jest, w jakimś zakresie, względne, poza faktami nauki – i to tej fizykalnej zwłaszcza. Grawitację na Ziemi możemy liczyć w jednostkach o innych symbolach czy nazwie, to jednak nie zmieni wartości grawitacji.
    Ów „brak wątpliwości” sądu, można poddawać w wątpliwość, stąd instytucja odwołania. Nie da się tego robić w nieskończoność, inaczej instytucja sądu straciłaby sens. Niestety, pozostaje pewien margines na błędy, czy brak możliwości dojścia do sprawiedliwego konsensusu, w sprawie „braku wątpliwości”.

    Morawiecki jest katolik, czym się publicznie chwali i jako katolik popełnił potworne łgarstwo, będące zarazem daniem fałszywego dowodu przeciw bliźniemu swemu mówiąc, że jacyś „komunistyczni prawnicy” wychowali sobie komunistyczych następców. Czyli też komunistów, żeby komunizm był wiecznie żywy.
    U „komunistyczego prawnika”, do tego profesora, doktoracik robił Kaczyński. Zdaje się, że obaj braciszkowie u takich robili swoje doktoraciki. Jakie tego skutki, zwłaszcza u pozostałego braciszka – widać.
    Funkcjonowanie pani Przyłębskiej w środowisku sędziowskim, a należy przypomnieć, że jej doświadczenie w sędziowaniu czegokolwiek jest strasznie liche, skromne, z dużymi przerwami, zaś oceny innych sędziów jej działalności sędziowskiej – co jest procedurą formalną dotyczącą każdego sędziego – były bardzo niskie. Pani Przyłębska jest po prostu bardzo lichym sędzią.
    Być może powinna zostać usunięta z grona sędziów mających prawo do orzekania, jednak może być wątpliwość, bo sama słabość zawodowa może być zbyt słabą przesłanką, zapewne, tu robię założenie, żeby sędzia nie mógł sądzić, musi być autorem określonych czynów czy braku formalnych wymogów, by sądzić nie mógł. Być może musi być skazany albo przez sędziowski organ wewnętrzny, albo nawet przez sąd powszechny.
    Dopóki zaś nie jest pozbawiony tego prawa, prezydent może powołać nawet najlichszego sędziego, zwłaszcza jeśli jest „odkryciem towarzyskim prezesa” (posiadacza doktoraciku z prawa wyprodukowanego pod nadzorem „komunistycznego promotora” i może nawet „komunistycznej komisji”, na wydziale prawa pełnego „komunistyczych prawników”. Zdaje się też, że w doktoraciku są odpwiednie komunistyczne serwituty – doktorancik Kaczyński przywoływał Włodzimierza Ilicza Lenina dla wagi wywodów doktoracikowych, w konteście pozytywnym, rzecz jasna).
    Przy znieprawionym prawie, ową Przyłębską na sędziego i na sędziego trybunału – takiego czy owego – może też powołać układ polityczny. Co zresztą wybitnie dowodnie widzimy obecnie.

    Nie sądzę, by środowisko sędziów było jakieś liche z zasady. Niewątpliwie, z racji specyfiki, bywają w nim także osoby trzymające się, pomimo wątpliwości co do nich. Jednocześnie też, środowisko to, także niewątpliwie, gromadzi ludzi o wyższych cnotach mądrości, rzetelności, wiedzy i pojmowania sprawiedliwości niż środowisko prawników w ogóle, oraz większość innych środowisk zawodowych.

    Kaczyński i jego draby, pomawiają sędziów o bycie „kastą”, bo takim splunięciem łatwo zarobić politycznie. Mnóstwo ludzi ma swoje zastrzeżenia do sędziów, wielu waża się za ofiary sędziowskich błędów czy złej woli, albo słyszało o „kaście”, a jak „kasta”
    to wiadomo – bandyci. Spośród tych wielu nie brak takich, co obiektywnie zostali niesprawiedliwie potraktowani, na co nie brak przykładów, a bardzo głośnym jest Tomasz Komenda – skazany na dożywocie rzekomu morderca dziewczyny, który wcale jej nie zamordował, był po prostu niewinny, ale 18 lat spędzil w mamrze i doznał niewypowiedzianej krzywdy. Sędziowie,niewątpliwie, osądzili go niesprawiedliwie. Ale trzeba też zauważyć, że sąd „swobodnie oceniając dowody” uległ nieuczciwej prokuraturze i jej wybiórczym oraz fałszywym dowodom oraz nieuczciwym biegłym sądowym. Zaś z kolei nacisk opinii publicznej, zwłaszcza w katolickiej Polsce – sąd ma być odporny na żądania „opinii publicznej”, ale nie zawsze jest, tym bardziej, że prawo zna też pojęcie „przykładu dla innych” – był i jest taki: mordercę powiesić!
    Zaś tzw. obywatel ma tak niskie rozumienie prawa i sprawiedliwości, że ocena „opinii publicznej” co do tego czy sędziowie tworzą jakąś „kastę” jest zwyczajnie mało wiarygodna, zaś plotki i zła wola szerzą się swobodnie.
    Nie bez powodu Kaczyński wykombinował, żeby swoje obrzydliwości i znieprawienia ukryć pod nazwą „Prawo i Sprawiedliwość”. To co robi on i jego janczary jest całkowitym zaprzeczeniem tych pojęć. Ale dla wielu „obywateli”, dla „suwerena” znaczenie ma metka, napis, logo, a nie treść.
    U katolika to standard: śmierdząca woda, w istocie zupa pełna bakterii E. coli nazywa się „wodą święconą”. Dlatego religijne społeczeństwa są tak daleko od prawa i sprawiedliwości.

  229. Lewy
    29 stycznia o godz. 8:44

    Ale to dopiero języki słowiańskie osiągają najwyższy poziom czułoskowości, są językami kobiecymi.

    Ale jest powiedziane, że przyszłość jest kobietą! I co teraz?
    No i Maryja Zawsze Dziewica.
    To tym bardziej.

  230. @paradox57
    29 stycznia o godz. 8:31
    Linek mnie wysłał na 404.
    Niewątpliwie masz częściowo rację a na dodatek czytam Urbana, ale jednak ciągle będę za tym, że to prawo koślawe a nie sąd.
    Rację ma też Tanaka, kiedy pisze że to prokuratura może manipulować dowodami ustawiając je jak jej pasuje. A z tego może wynikać różna kwalifikacja czynu, na przykład nie morderstwo ale pobicie.

  231. paradox57
    29 stycznia o godz. 8:31

    Mój komentarz
    Największy kłopot z sędziami, to standardy. Standardy, które wymykają się przepisom, prawu, raczej zwyczaje, ominięcia uciążliwosci i ułatwienia życia niż godne potępienia odstępstwa od norm pisanych i niepisanych. Te wpojone nam od młodości, te kupowane w wieku dojrzałym od otoczenia, rozpowszechnione w społeczeństwie, praktykowane codziennie przez miliony, jak np. nie płacenie na czas, nie odpowiadanie na telefony, różnorakie kłamstewka i kłamstwa dla korzyści uprawiane, nieterminowość, niesolidność, ocenianie ludzi na podstawie kroju garnituru, czy koloru krawata, tolerancja dla drobnych szwindli, itd.

    Sędziowie, jak inni obywatele, wyrośli w tych standardach i jeśli „kasta” sędziów ma składać się z ludzi innych, uczciwszych niż przeciętna społeczna, wyjątkowych, to muszą być oni wyselekcjonowani?

    Czy istnieje system, który by zapewnił idealną selekcję – tylko sędziowie z prawidłowymi standardami? Czy obecnie funkcjonujący system spełnia te warunki? Czy reforma ma poprawić ten system? W jaki sposób?

    Metoda jaką proponują ziobryści, to jest zwykłe, proste wzmocnienie nadzoru zewnętrznego nad sędziami, nadzoru bezpośredniego, w którym widzi mi się nadzorującego grałoby dużą rolę, co wiąże się z radykalnym osłabieniem generalnej zasady – niezawisłości sędziów.

    Jak pogodzić te zasadę z konstrukcją systemu wyboru, który ma wyłaniać sędziów z prawidłowymi predyspozycjami, o nieposzlakowanych opiniach, zdatnych, uczciwych? Zapewne nie ma takiego systemu, ale w praktyce należy do takiego systemu dążyć i tak usprawniać aktualnie funkcjonujący system aby procent „uczciwych” byłby jak najbliższy 100.

    Jak pogodzić, realizować kontrolę sędziów (przede wszystkim na etapie ich wybierania) z ich niezawisłością, aby ten procent był wysoki?

    Podstawowy warunek nie powinien być łamany. Aby sędzia miał poczucie niezależności, musi mieć świadomość, że kara, upomnienie, czy zwrócenie uwagi dosięgnie go tylko z powodu naruszenia prawa oraz naruszenia obowiązujących jasno sformułowanych procedur.
    Pzdr, TJ

  232. Pani Krysienko kochanienka, pani poda kochana dwa kieliszeczki wodeczki z kotleciczkiem z kartofelkami. Aha, jeszcze ogoreczki albo grzybeczki. Bo my tu z panem Rysienkiem mamy do pogadania. Tylko przesuniemy stoliczek pod okienko.
    Jezyk pijakow albo durnych zniewiescialych Polakow.

  233. Jestesmy narodem niedojrzalym, infantylnym i to sie wyraza w jezyku.
    I dlatego jestesmy tu a nie gdzie indziej…zawsze bylismy.
    Zaglaskac rzeczywistosc gadaniem dziecinnym. Gdzie jest nasza polska filozofia na przyklad. Nie ma!
    Panie Romeczku, pan poleje po jednym.

  234. tejot
    29 stycznia o godz. 11:26
    Wlasnie jak wyselecjonować dobrych sedziów, a również w wyniku negatywnej selekcji odrzucic takie specymeny jak Przyłebska, Schab itp
    Ideału nie osiagnie się nigdy, ale, jak słusznie mówisz, należy dążyć do ideału, mieć na uwadzę taką idee regulatywną.
    Nie studiowałem prawa, w związku z tym znam co tylko z drugiej reki. Ale ponoć niiegdysiejsi tzw. pzedwojenni profesorowie, testowalii przyszłych prawników pod kątem ich kultury, jakie książki czytali, czy chodzą do teatru czy filharmonii.
    Podobne pytania zadawano przy egzaminach na aplikacje sędziowskie.
    Ale ten system ma swoje ograniczenia. Może on wykluczał buraków, ale nie spryciarzy, ktorzy się dobrze kamuflowali.
    Za przykład może posłużyć Duda. Jego promotor z UJ i cały wydział prawa gryzą palce i biją się w czoło pytając, jak oni mogli takiego Dudę przepuścić przez studia i dać mu doktorat.
    A jak mogli przewidzieć,skoro mieli do czybienia z grzecznym chłopczykiem, który potrafił jak kameleon dostosowywać się do oczekiwań profesorów, powtarzać za nimi, ze prawo powinno być jednakowe dla wszystkiich, że nie ma rowniejszych itp.?
    Jeśli w dodatku ten chłopczyk był z dobrej krakowskiej, katolickiej rodziny, a błogosławione łono mamusi nosiło i wydało na świat taką Dudę.
    W filmie „Minoryty report” z Tomem Cruisem pokazany jest system, który przewiduje przyszłe przestępcze zachowania dotychczas niewinnych ludzi, i takich potencjalnych przestepców eliminuje. Absurd takich prewencyjnych akcji jest w filmie całkowicie obnażony.
    Ale ma się taka pokuse, żeby jednak…żeby np. przewidzieć co się stanie z milusim 5-letnim Adolfem Schickelgruber, który stał się Adolfem Hitlerem i w porę to milusie dzieciątko wyeliminować.
    Czy w zwiąku z tym promotor Dudy słusznie ma wyrzuty sumienia, że nie odrzucił doktoratu miluśkiego Dudusia, który teraz jak prawdziwy kameleon dostosowuje się do oczekiwań wszechwładnego Skunksa i wrzeszczy naśladując Mussoliniego ?. Skąd on mógl coś takiego przewidzieć ?

  235. Jeśli w jakimś języku nie ma słów na coś, to znaczy, że nie było potrzeby ich wymyślać.
    Język pełen zdrobnień i spieszczeń jak polski ma problemy z precyzyjnym wyrażeniem prawa, zapożycza terminy naukowe i techniczne z języków, które to potrafią i nie ma nawet własnego słowa na F, które by nie miało obcej etymologii 🙄

  236. @act
    29 stycznia o godz. 11:53

    No właśnie.

  237. Polskie media nie mają już odwagi użyć słowa „matka” poza kontekstem „wyrodna” lub „samotna”.
    Wymyśla się urlop tacierzyński zamiast ojcowski albo po prostu rodzicielski…
    Infantylizm na każdym kroku, a życie coraz brutalniejsze.

  238. No bo te polskie uniwersytety. Tacy doktoranci, jak ich promotorzy.
    Mozna bylo zepchnac UJ do dolnej piecsetki na swiecie. Mozna.
    Na wsi, w ktorej mieszkam, w Canberze, the the ANU bylo niedawno w pierwszej dziesiatce na swiecie. A Australia, to nie jest kraj intelektualistow!

  239. Mnie jakiś czas temu pewien bardzo mądry starszawy znajomy powiedział, że:
    Ludzie w swej naiwności idą do sądu oczekując sprawiedliwości.
    Tam im jednak serwuje się prawo, niekoniecznie sprawiedliwe.

  240. Herstoryku,
    to juz babka Kargulowa to rozumiala.

  241. Toby, 12:06,
    ostatnie zdanie Twojego wpisu, to dokladnie, co chcialem powiedzec, a nieudolnie wyrazilem.

  242. @act

    Act skarbonku. Miałem iść na urlop wirtualny ale mnie „czas się dłuży zza kałuży” wyszarpnąl z półletargu. Widzę, ze ci w głowie tylko kotleciki i harielka. A jeszcze z Panią Krysieńką przydałoby się trochę bara, bara..A co z rehabem ptaszyno? Ja dziś sobie poluzowałem. Trzy piwka i dwa kieliszki (duże).cab-sava. Ile jeszcze ta stara pieczeń wydzierży?

    Powiadasz, ze jesteśmy narodem infantylnym. Ale trzeba pamiętać o tym, ze dzieci do lat trzech uznają oddanie stolca za „creative act” Which stands us in good stead among the highly developed nations.

  243. act
    29 stycznia o godz. 11:38
    Jeszce płaci się w Polsce pieniążkami, trzyma się kapitalik na jakimś fundusiku, żeby później mmó kupić chlebek w sklepiku albo karfurku.
    I my mamy czelność nabijać się z infantylnej mowy Czechów.
    Mój syn kiedyś mnie zapytał, czy powierzylbym pieniądze bankowi, ktory się nazywa „Bubliczek i synki” ?

  244. Abo,
    fajnie, ze nie pijesz duzo…jak na poete.
    Dobrze, ze jestes!
    A propose’ Twojego rzucania dzida (impressed!). W podstawowce bylem wicemistrzem wojewodztwa w oszczepie.
    Ale nie bylo zywego celu, jestes lepszy!
    Pzdr

  245. Lewy, dobrze miec tych Czechow, co?
    Sam wiesz, ze sa o mile do przodu od nas.
    A jezyk smieszny, Jasna Gora. Nieszczescie!
    Normalny narod, ktory sie wydzwignie.
    Pokaz mi polskiego Haska czy Hrabala.

  246. ‚Biala Gora’ – Freudian mistake.

  247. Antonius postawił tezę, która każe nam szanować nie funkcję/stanowisko ale człowieka z zastrzeżeniem, że ów człowiek zasłużył na szacunek. Polemizowałaby tu Sokrates z „Uczty”, a ja choć nie jestem filozofem to, korci mnie trochę popytać.
    Po tym krótkim wstępie przedstawię moje zdanie o Wałęsie. Ważne w tym człowieku jest to kim był, a nie co robił (psuł wózki akumulatorowe?). Otóż Lechu był przedstawicielem milionów robotników, klasy robotniczej i równocześnie chłopskiej. Państwo ludowe dało tym ludziom władzę i oni z tego skorzystali. Jak skorzystali, widzimy wszyscy obecnie. Nikt w Polsce Ludowej nie był w stanie zmienić władzy poza właśnie klasą robotniczą i chłopami. Zaznaczam od razu, że to był jeden z wielu czynników, a na ile decydujący, to jeszcze trzeba chyba poczekać. Związek Radziecki był niewątpliwie tą siłą, która mogła zahamować te wszystkie procesy emancypacyjne w tej części Europy, ale historia potoczyła się inaczej, czego nie muszę tu opisywać. Nasz bohater (nie Antoniusa) znalazł się na scenie w tym czasie i tym miejscu, więc nie miejmy pretensji do okoliczności. Wyobraźcie sobie, że na czele strajku staje Kuroń albo Michnik (ze względów komizmu sytuacji nie wymieniam któregoś z bliźniaków K). I co, widzicie jakiś strajk, robotnicy popierają takich przywódców? Każdy rozsądny człowiek odpowie, że nie, nie poparliby.
    Ja byłem stosunkowo młodym karlusem (młody mężczyzna), który usłyszał o Wałęsie pierwszy raz w sierpniu roku pamiętnego, podczas strajku na kopalni. Sam wówczas byłem robotnikiem i czułem zażenowanie, gdy słuchałem Lecha. Jednak 99% robotników zobaczyło w nim siebie, swoje życie, swój sposób wyrażania emocji, wypowiadania się. Wałęsa zapełniał stadiony tłumem jego zwolenników. Co z tego, że jako prezydent Polski popełniał straszne gafy, nie rozumiał do końca czym jest demokracja. Ja go teraz bronię, choć zdaję sobie sprawę, że plecie głupstwa, ale przecież Wałęsa jest symbolem. Symbolem w tym sensie, że mógł to być ktoś inny o tym samym rodowodzie i życiorysie. Tu docieram do pytania o szacunek. Należy się „Wałęsie” szacunek, czy tylko mamy rozpatrywać Wałęsę? Symbol może uchodzić za coś, co w przybliżeniu stoi blisko urzędu prezydenta, czy jest inaczej?

  248. @BWTB
    29 stycznia o godz. 13:26

    Wałęsa był (i jest) „warchołem” i dlatego nadawał się na rewolucjonistę, czyli burzyciela istniejącego porządku. Niestety, rewolucjonista nie potrafi budować. Tu potrzebny jest sumienny urzędnik, czego ówczesna czołówka KORu, Solidarności, itd. nie chwytała (znam z autopsji).

    O szacunku dla człowieka wykonującego jakąś czynność możemy mówić wtedy, gdy znacznie przekracza on zadany/uznany/opłacony zakres.
    W Polsce panuje wiara w gwałtowne zmądrzenie z chwilą uzyskania posady (pewnie analogicznie do uzyskania tytułu naukowego). Z tego wynika wymuszanie szacunku dla stołka pod dudą.

  249. @act
    29 stycznia o godz. 13:15

    Prawdziwy Polak nie potrzebuje ani Haska ani Hrabala.
    Patrzy na siebie w lustrze, wyje i się nawala.

  250. Bez wymieniania nicków. No i mnie przygnietliście furą argumentów. Bo ja generalnie się z tym zgadzam. Że sędziowie też ludzie, mają prawo być przytłoczeni nawałem pracy, stosami dokumentacji, którą im zwalają na stół prokuratorzy bez względu na to, czy mają jakieś znaczenie dla sprawy, czy też nie. Że może trafić się jakiś od wiertarki czy kiełbasy. Ale że w ogólnej masie tych tysiące takich jest zdecydowana mniejszość. Że działają w granicach prawa, a prawo jest stanowione tak jak widać. I nie ma większego znaczenia, czy w ostatnich czterech latach, czy wcześniej. I że to prawo jest stanowione jakoś tak reaktywnie, w celu uregulowania jakiegoś bądź gównianego problemu bądź pod wpływem zachcianki decydenta, który aktualnie dorwał się do władzy. Ale… albo nie, bo jeszcze wyjdzie, że przychylam się co najmniej do forsowanych obecnie zmian.

    Dla @Ewy-Joanny.
    Nie wiem czemu link odsyła Cię do tej, której nie chcę z nicku wymieniać. Więc w ramach rekompensaty

    „Proceder, z którym zetknęli się dziennikarze Onetu, w Tarnowie wygląda następująco – zaczyna się od osoby, która z jakichś powodów nie jest wygodna dla lokalnego establishmentu. Może to być ktoś, kto podpadnie miejscowemu urzędnikowi albo posiada atrakcyjną działkę. Osobą tą zaczyna interesować się policja, prokuratura lub inny urząd. Sprawa idzie do sądu, a ten kieruje taką osobę na przymusowe badanie psychiatryczne. Wyznaczeni przez sąd psychiatrzy orzekają chorobę psychiczną i zalecają zamknięcie w zakładzie psychiatrycznym lub domu pomocy społecznej.

    Taka sytuacja dotknęła m.in. braci S., którzy mieszkają w jednej z podtarnowskich wsi. Mimo zaawansowanego wieku są samowystarczalni i nie wymagają pomocy. Żyją skromnie, lecz na niezwykle atrakcyjnej działce z dużym obszarem leśnym.

    Gdy się do nich zgłaszamy, są tak zastraszeni, że trudno namówić ich na rozmowę. Okazuje się bowiem, że Gminny Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarnowie postanowił przymusowo oddać ich pod opiekę państwa.

    – Żyjemy sobie spokojnie, mamy wypracowane emerytury, z opieki społecznej nie korzystamy. Nagle dostajemy pismo z sądu, że musimy zostać przebadani przez biegłego psychiatrę. Niedługo potem przyjeżdża policja, zakuwa nas w kajdanki i przewozi do sądu. Mój brat ma 80 lat i tak go skutego wieźli – opowiada pan S.

    Bracia faktycznie zostali poddani ocenie psychiatrycznej biegłej sądowej, która stwierdziła, że obaj mają identyczne przypadłości: „zespół urojeniowy” i „niezdolność do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych”. Zaleciła też przyjęcie obu panów do domu pomocy społecznej.

    Kiedy jednak niezależni psychiatrzy w Krakowie stwierdzili, że bracia są zdrowi, sąd odrzucił wniosek o umieszczenie ich w domu opieki. Tylko że na tym ich problemy się nie skończyły. W trakcie zatrzymania zarekwirowano im zwierzęta. Za każdy dzień przetrzymywania ich przez urząd braciom naliczane były opłaty. Ponieważ nie mieli oszczędności, dług mogli spłacić… jedynie działką.

    Niedawno nastąpił jednak kolejny zwrot akcji. Bracia S. dostali wyrok sądu, który uznał zabór ich zwierząt za bezprawny, lecz teraz urzędnicy zarzucają im złe traktowanie zwierząt.

    – Nie wiemy, czemu nas to wszystko spotyka. Nie złego nie zrobiliśmy, nie popełniliśmy żadnego przestępstwa, a traktuje się nas jak przestępców – opowiada jeden z braci S.
    Od sąsiedzkiego konfliktu do szpitala psychiatrycznego

    To niejedyny tego rodzaju przypadek w Tarnowie. Miejscowi policjanci, urzędnicy i lekarze uwikłani są w łudząco podobną sprawę, tyle że tym razem los zderzył ich ze specjalistką z zakresu prawa międzynarodowego – Katarzyną Guziak.

    Tę sprawę po raz pierwszy przedstawiono w materiale „Uwagi” TVN pt. „Poskarżyły się na sąsiada policjanta. Skierowaną je na badania psychiatryczne”.

    Wszystko zaczęło się od sporu sąsiedzkiego z miejscowym policjantem Dariuszem Majchrem o zakłócanie ciszy nocnej w bloku. – Cała historia miała swój początek we wrześniu 2015 roku, kiedy przyjechałam w odwiedziny do mojej mamy. Skarżyła się na to, że od dłuższego czasu u sąsiada są głośne imprezy, przez to nie może spać itd. No i faktycznie, okazało się, że ma rację. Pan nie reagował na upomnienia, więc zaczęłam dzwonić na policję z prośbą o interwencję. Bezskutecznie. Imprezy dalej się odbywały – opowiada Guziak i na dowód przedstawia liczne nagrania, na których słychać odgłosy imprez i widać agresywne zachowania uczestników libacji wobec kobiety.

    Niespodziewanie policjant Łukasz Wantuch (jeden z funkcjonariuszy przyjmujących zgłoszenia dot. nocnych imprez) skierował do komendy miejskiej policji wniosek o ukaranie Katarzyny Guziak za bezzasadne wzywanie policji do policjanta Majchra.

    Miesiąc później komendant policji w Tarnowie obaliła zarzuty policjantów i przeprowadziła rozmowę dyscyplinującą z policjantem Wantuchem. Jednak Dariusz Majcher nie odpuścił. Jeszcze w tym samym miesiącu zawiadomił prokuraturę w Tarnowie o bezzasadnym wzywaniu policji przez Katarzynę Guziak i jej matkę Krystynę. W policyjnej notatce stwierdził, że prowadził w sprawie pani Katarzyny szereg czynności, między innymi tę dotyczącą niebieskiej karty, a więc przemocy w rodzinie.

    Było to o tyle kuriozalne, że – jak wynika z dokumentacji ośrodka pomocy społecznej – policjant nie tylko nie prowadził procedury niebieskiej karty wobec Katarzyny Guziak, ale w ogóle nie prowadził takich procedur. Mimo to notatka Majchra trafiła do oficjalnych dokumentów tarnowskiego wymiaru sprawiedliwości. Wtedy też wyklarował się kierunek działań w sprawie Katarzyny Guziak i jej matki.

    Kobiety zostały wezwane na badania psychiatryczno-psychologiczne. Znowu – jak w przypadku braci S. – biegli zdiagnozowali u obu pań tyleż ciężkie, co identyczne przypadłości: „chorobę psychiczną”, „urojenia”, „patologiczne zmiany w mózgu” i zalecili umieścić je w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

    Po lekarzach do akcji wkroczył prokurator Artur Wrona z Prokuratury Rejonowej w Tarnowie, który skierował do sądu wniosek o umieszczenie Guziak w psychiatryku. Powołał się w nim między innymi na artykuł 29 Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Sęk w tym, że – jak objaśnia nam ekspert z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – dokładnie ten artykuł ustawy nie pozwala prokuratorowi takiego wniosku składać.

    – Ten zapis w ustawie mówi o tym, że można przyjąć bez zgody osobę na leczenie do szpitala psychiatrycznego, ale do sądu wnioskować mogą o to: małżonek, krewni w linii prostej, rodzeństwo, jej przedstawiciel ustawowy lub osoby sprawujące nad nią faktyczną opiekę. Nie jest tu nigdzie wymieniony prokurator – mówi dr Piotr Kładoczny.

    Mimo to prokurator złożył wniosek, nie zważając nawet na brak dokumentów medycznych, bo do takich nie należą opinie biegłych sądowych.

    Następnie sąd przyjął niezgodny z przepisami prawa wniosek i wszczął sprawę o umieszczenie kobiet w psychiatryku, mimo że – wbrew opiniom lekarskim o ciężkiej chorobie umysłowej – Katarzyna Guziak z matką stawiają się w sądzie i są w pełni sprawne umysłowo.
    „Jak można mówić o kimś, kto posiada wyższe wykształcenie, że on ma zmiany w mózgu?”

    W listopadzie 2017 roku sędzia Grażyna Maziarz postanowiła umieścić w szpitalu psychiatrycznym zupełnie zdrową Katarzynę Guziak.

    Skąd pewność, że jest zdrowa? Pani Katarzyna przebadała się u najlepszych polskich specjalistów, w tym u dr. Jerzego Pobochy – założyciela Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej

    – Mówić o kimś, kto ma wyższe wykształcenie, pracuje za granicą, zna języki, że on ma zmiany w mózgu? Na podstawie czego? To cały czas budzi u mnie zdziwienie. Jestem osobą, która wielokrotnie badała panią Katarzynę i mnie się nie powołuje i nie przesłuchuje jako świadka? Dlaczego? Czy ja nie jestem wiarygodny? Jeżeli oni mają co do tego wątpliwości, to niech się zapytają tych sądów i prokuratur, które przez tyle lat zlecały mi badania i zlecają w dalszym ciągu. To tam jestem wiarygodny, a tu nie jestem? Bo co? Bo nie jestem biegłym z tego kręgu? – oburza się dr Jerzy Pobocha.

    Żaden z lekarzy nie stwierdza u kobiet choćby śladu choroby, a tomografia mózgu wbrew sądowej opinii nie wykazuje żadnych zmian.
    Pobicie i sfałszowana dokumentacja medyczna

    Kolejny akt tego dramatu rozgrywa się w nocy z 30 na 31 marca 2018 roku. Podczas kolejnej próby interwencji u hałasującego policjanta Katarzyna Guziak zostaje pobita. Jeszcze tej samej nocy udaje się z matką na policję, gdzie składa doniesienie na policjanta Dariusza Majchra. Jednak prawdziwy dramat zaczyna się już po złożeniu doniesienia.

    Kobiety zostają zatrzymane siłą przez policjantów na ulicy i ponownie przewiezione na komisariat. Tam funkcjonariusze konfiskują im telefony i tablet z nagraniami z nocnej imprezy, a następnie zawiadamiają pogotowie. To przewozi kobiety do Szpitala św. Łukasza w Tarnowie, gdzie lekarz wypisuje dokument, że Katarzyna Guziak była leczona psychiatrycznie.

    Dlaczego szpital wypisał taki dokument nigdy nieleczonej osobie? Wszystko przez to, że policjanci przekazali tę nieprawdziwą informację ratownikom pogotowia. To wystarczyło, aby dokumenty o leczeniu nigdy nieleczonej osoby zostały rozesłane do prokuratur i sądów.

    – Ta dokumentacja jest używana przeciwko mnie w postępowaniach karnych, cywilnych, na korzyść funkcjonariuszy, więc dyrekcja szpitala powinna od razu to sprostować, czyli wykreślić zdanie o „leczeniu psychiatrycznym” i poinformować o tym wszystkie instytucje, do których rozesłała tę informację. Tym bardziej że szpital otrzymał od nas stanowisko Narodowego Funduszu Zdrowia, z którego jasno wynika, że nigdy nie byłam leczona psychiatrycznie – tłumaczy Guziak.

    Policja, pogotowie i szpital przerzucają się jednak odmowami wykreślenia fałszywej informacji. Sęk w tym, że – jak tłumaczy dr Pobocha – jest to przestępstwo. – W ustawie o ochronie zdrowia psychicznego jest specjalny artykuł, który mówi, że podawanie nieprawdziwych informacji odnośnie do stanu zdrowia psychicznego podlega odpowiedzialności karnej – wyjaśnia.

    Tej odpowiedzialności nie widzą jednak ani tarnowska prokuratura, ani sąd. Podobnie jak podczas wizyty w Szpitalu św. Łukasza lekarz nie dostrzegł u Katarzyny Guziak śladów pobicia, a jedynie obtarcia naskórka. Kobiety musiały poddać się obdukcji u niezależnego specjalisty, który stwierdził cały szereg uszkodzeń, od krwawych podbiegnięć i obrzęków po podejrzenie naruszenia kości.
    „Po prostu nie mamy życia”

    W gąszczu kolejnych postępowań Katarzyna Guziak nie jest w stanie kontynuować kariery za granicą. Sąd Okręgowy w Tarnowie uznał ustalenia prokuratury, policji i opinie biegłych za niewiarygodne, więc główna sprawa wróciła do sądu rejonowego. Ten jednak od ponad 20 miesięcy odmawia wyznaczenia rozprawy.

    – Mając takie postępowania, ma się rozregulowane życie prywatne i zawodowe. To oznacza, że nie mogłam się podjąć udziału w niektórych projektach, ponieważ mam przedstawione zarzuty. Non stop pojawiają się policjanci. Posunęli się również do tego, że przychodzą pod drzwi mieszkania mojej mamy o godz. 6:30 rano, wyprowadzają mnie w kajdankach z mieszkania. Była kilkakrotnie zatrzymywana. Od kilku lat po prostu… nie mamy życia – mówi Katarzyna Guziak. „

  251. BWTB
    29 stycznia o godz. 13:26

    Widzę Wałęsę dosyć podobnie.
    Skoro Antonius przeprowadził badanie sprawy szacunku, to w odniesieniu do Wałęsy jestem w stanie stwierdzić, że ogniskuje on pewne zagregowane poczucie szacunku, dla tego, co nazwę roboczo „chcieli dobrze”. Nie tylko Wałęsa, nie tylko strajkujący w Stoczni i gdzie indziej, ale, powiedzmy umownie – „duża część społeczeństwa” – czuła i tego jakoś oczekiwała bądź aktywniej chciała, żeby nastapiły poważne, strukturalne zmiany w państwie. Czyli „chcieli dobrze”.
    Ludzkie dobre i szczere chęci, pragnienia i zaangazowanie na rzecz realizacji tychże, moża powiązać z szacunkiem.
    W tym sensie mam dla Wałęsy szacunek.

    W pewnym zakresie osobistym także, ponieważ Wałęsa odniósł sukces osobisty i jest symbolem (agregatem) sukcesu zbiorowego. Do tego Wałęsa musiał być sobą, czyli facetem z niewyparzoną gębą, robolem, zapewne właśnie stoczniowcem, chytrusem, krętaczem, kłamcą, kombinatorem, leniem, katolikiem, masowym producentem dzieci – czyli mieć wszelkie najodpowiedniejsze cechy polskie, niezbędne do odniesienia sukcesu, choć niekoniecznie wystarczające. W skrócie: szczery polski chłop!
    I to coś, pomimo pejoratywnych określeń partykularnych, w sumie ma dosyć poważną siłę pozytywu. To właśnie zlożyło się na Wałęsę i sukces.

    Jasne tez jest, że jeśłi cokolwiek będzie w przyszłości pamiętane w sprawie „Solidarności” i nowej odsłony polskiego bytu zbiorowego to hasło „Wałęsa” – pewnie odklejone od osoby, co już się dzieje – bedzie dalej funkcjonować. I to pewne trwalej niż Wojtyła, którego dziś już niemal nikt nie pamięta. A ponieważ Walęsa jest dziś jedną z mocniej atakowanych postaci, dalej jego nazwisko i symbol funkcjonują wyraźnie.
    To kolejny powód do pewnego szacunku.
    Przy czym te wszystkie powody do szacunku są jakieś takie względne i podważalne. Trzymam się raczej pewnej racjonalności uzasadnienia, a nie pełnego i niepodważalnego wewnętrznego przekonania.

  252. Qba, 14:03
    niestety tak, niekoniecznie alkoholem.
    Sam durnym soba. A takiego nie odprowadzisz do domu ani nie wsadzisz taksowke. Byloby duzo latwiej!

  253. @act
    29 stycznia o godz. 14:22

    Widząc rano w lustrze moje głupie ryło
    Powtarzam: ty facet, łatwo, to wczoraj było.

  254. Szanowni!

    Kolega Antonius nas uraczył, teraz raczy nas rzeczywistość, pod postacią tzw. prawa i sprawiedliwości. Babcie raczą wnuczęta kaszką z mleczkiem podawaną ostrożnie łyżeczką i za zachętą: za babusię! za dziadziusia! Teraz raczenie odbywa sie za pomocą noża wpychanego do gardła, metodą „na dziada”.
    Ogląd i analizę bezeceństwa łagodzi udział kilku ładnie uczesanych pań, w tym dwie fałszywe, ale jedna pierwsza klasa.
    Zapraszam do czytania i komentowania.

  255. Do „Tanaki”:
    Piszesz czy wiem coś więcej na temat sprawy Profesora Wojciecha Krysztofiaka – ateisty, nauczyciela akademickiego Uniwersytetu szczecińskiego.

    Oto Jego historia:

    „Nazywam się Wojciech Krysztofiak. Jestem filozofem, logikiem i blogerem. W 2012 i 2013 roku opublikowałem dwa teksty pt. „Uniwersytety polskie – naga, smutna prawda” oraz „Uniwersytety polskie – naga, smutna prawda II”. Wymienione teksty cieszyły się popularnością wśród czytelników. Pierwszy z nich został przedrukowany w tygodnikach „Angora” oraz „Ochroniarz”. W wymienionych tekstach opublikowałem ranking najsłabszych szkół wyższych w Polsce, opracowany na podstawie światowego rankingu największej instytucji badań naukometrycznych w Europie. W 2013 roku jedna z prywatnych szkół wyższych (celowo nie wymieniam jej nazwy, gdyż boję się najgorszych następstw) pozwała mnie, domagając się 100 tysięcy złotych odszkodowania za naruszenie jej dobrego imienia. Na pozew odpowiedziałem,ze w swoich tekstach odniosłem się tylko raz do tej szkoły, wymieniając ja na liście najsłabszych szkół wyższych w Polsce. Skoro bowiem w gazetach sportowych podawane są tabele od najlepszej do najgorszej drużyny piłkarskiej, to sądziłem, że nie wyrządzam szkód swoją listą polskich szkół wyższych, znajdujących się na liście światowej wśród 20% najgorszych. Napisalem teksty, aby rozpocząć ogólnopolską dyskusję na temat kondycji polskiego szkolnictwa wyższego.
    Niestety, w 2016 roku Sąd Okręgowy w Łodzi wydal wyrok i nakazał mi oraz jeszcze trzem innym pozwanym, którzy przedrukowali mój tekst, wypłacenie 40 tysięcy złotych zadośćuczynienia wraz z ustawowymi odsetkami od marca 2013 roku. O wyroku nie zostałem powiadomiony. Dowiedziałem się o nim dopiero półtora roku później. Wniosłem o przywrócenie terminu do złożenia apelacji. Sąd odrzucił moją prośbę, tym samym zamknął mi drogę do dalszej obrony. Trzej pozostali pozwani nadal procesują się, ponieważ sąd im nie zamknął drogi do obrony. W styczniu 2020 roku otrzymałem pismo od komornika o zajęciu moich kont na kwotę 72 tysięcy złotych. Strzelił mnie piorun jak z jasnego nieba. Okazuje się,że mam zapłacić całą kwotę zasądzoną solidarnie na wszystkich pozwanych.
    Wszyscy prawnicy (sędziowie i adwokaci), z jakimi rozmawiałem, stwierdzili, że znalazłem się w „czarnej dziurze”. Poradzili mi, abym chronił swoją rodzinę, bo obecnie tkwię w sytuacji, w której mam do dyspozycji „sznur i gałąź”, skoro nie mam kasy na pokrycie swojej zabawy w „wolność słowa akademickiego”. Pomyślałem jednak, że może nadal warto walczyć o imponderabilia, podstawowe wartości definiujące prawa człowieka, bo jeśli wszyscy zrezygnujemy z tej walki, to w jakim świecie nasze dzieci znajdą się za dziesięć, dwadzieścia lat. Mam 56 lat, swoją dorosłość rozpoczynałem w czasach PRL, w których posiadanie marzeń i sensu życia wyróżniało jedynie promil społeczeństwa. Chciałbym, aby moja córka i jej rówieśnicy również posiadali sens życia i marzenia, kiedy wkroczą w okres „młodej dorosłości”. Bo czyż dla starego belfra nie jest to przyjemne, kiedy widzi, iż „młodo-dorosłym ludziom” (dzieciom, byłym uczniom) o coś w życiu chodzi?
    Sensu życia nie da się posiadać, kiedy czujesz, że nie wolno ci mówić na temat, na który chcesz mówić. Chciałbym nie mieć tego poczucia, aby móc moim uczniom i czytelnikom nadal pokazywać, że warto nie bać się, że warto mówić o sprawach ważnych publicznie. Dlatego organizuję tę zrzutkę, aby móc nadal mówić i nie zadawalać się niemym milczeniem, kiedy „system” łamie wolność słowa, wolność marzeń i prawo do dyskusji; kiedy czujesz symboliczne kajdany na swoich dłoniach. 72 tysiące złotych to dla wielu z nas ogromna suma. Ale tyle potrzebuję, aby zdjąć ze swoich dłoni kajdany, założone mi przez ludzi, którzy chyba nie rozumieli konsekwencji swoich prawniczych decyzji. Każdemu, kto wesprze moją walkę z „systemem, będę wdzięczny i postaram się odwzajemnić równie „energicznymi tekstami” jak dotychczas. Pisałem dla czytelników; nie dla siebie. Chciałbym móc wykrzyczeć radośnie, że zawsze warto pisać o wartościach.”
    /Wojciech Krysztofiak/

    Dodatkowo Prof.W.Krysztofiak jest szykanowany w pracy przez prokościelne władze Uniwersytetu w Szczecinie gdzie od roku toczy się przeciwko Niemu postępowanie dyscyplinarne za nieposzanowanie uczuć religijnych. Przez pół roku zabierano Mu pensję, a dodatkowo władze uczelni chcą Mu zabrać 25% wynagrodzenia przez dwa lata.

  256. Dziś Prof W.Krysztofiak napisał
    cyt:
    „Przygotowuję skargę nadzwyczajną. Wyrok bowiem lamie artykuły Konstytucji: Art. 73 Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury; Art. 54 Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
    Moje teksty „Uniwersytety polskie – naga, smutna prawda” oraz „Uniwersytety polskie – naga, smutna prawda II” stanowią popularyzację wyników badań naukowych.
    Niech nikt mi od dzisiaj nie mówi,ze sądownictwo w Polsce jest zdrowe; to chory system, a przyczyną tej choroby jest niski poziom wykształcenia wielu sędziów. Żadne ustawy tego nie zmienią.
    Jeśli na wydziałach prawa, przyszli sędziowie nie będą profesjonalnie kształceni, to nasze sądy będą stawały się coraz gorsze.”
    /W.Krysztofiak/

    Ps:
    Jeśli ktoś ma chęć poznać więcej szczegółów tej sprawy lub porozmawiać bezpośrednio z prof.W.Krysztofiakiem zachęcam do odwiedzenia Jego strony na FB:
    https://www.facebook.com/wojciech.krysztofiak.7

  257. @Herstoryk
    29 stycznia o godz. 0:59
    Podany przez Ciebie link https://wolnemedia.net/jestesmy-izraelem/
    świetnie koreluje z „Protokoły Mędrców Syjonu” – fałszerstwo oparte na faktach?”
    taki wyimek:
    „…przytoczmy dłuższy fragment z artykułu rumuńsko – amerykańskiego Żyda, Marcusa Eli Ravage* pomieszczonego w styczniowym numerze „The Century Magazine” z roku 1928 (M. E. Ravage, A real case against the Jews, „The Century Magazine”, January 1928):

    „Jeśli się wam przygląda [Ravage przemawia do „aryjczyków” jakby w imieniu Żydów, używając formy „wy ” dla „gojów” i „my” dla swoich współbraci – DR] i słucha się waszych dziecinnych zarzutów, można mieć wrażenie, że nie macie nawet najmniejszego pojęcia o tym, co się wokół dzieje… Jesteście oburzeni na nas, nie możecie jednak powiedzieć dlaczego! Niedawno słyszało się zwykle, jakobyśmy gonili za pieniędzmi i tylko patrzyli na własną kieszeń. Teraz lamentuje się, że żaden kierunek sztuki, żaden zawód nie jest wolny do Żydów… My odsuwamy się od obowiązku obrony ojczyzny w czasie wojny, bo z natury i tradycji jesteśmy pacyfistami. Jesteśmy arcypodżegaczami do wojen światowych i głównie odnosimy korzyści z takich rzezi narodów… Obwiniacie nas, że wznieciliśmy rewolucję w Moskwie. Niech będzie, my to przyznajemy. No i?… Robicie wiele krzyku z powodu szkodliwego wpływu żydowskiego na wasze teatry i kina. Pięknie! Zgoda, wasze skargi są usprawiedliwione. Ale co to ma znaczyć w porównaniu do naszego przemożnego wpływu na wasze kościoły, wasze szkoły, wasze prawodawstwa i na wasze rządy…? Rosyjski prostak fałszuje zwitek papieru i ogłasza w książce, którą nazywa „Protokołami Mędrców Syjonu”. Uważacie tę książkę za autentyczną. Dobrze! Dla dowodu chcemy się podpisać pod każdym słowem. Jest ona… autentyczna… Jeśli istotnie poważnie zajmujecie się całą tą gadaniną o żydowskich sprzysiężeniach, czyż nie powinienem zwrócić waszej uwagi na jedną rzecz, o której opłaciłoby się mówić? Bezcelowym jest tracić słowa na mniemaną kontrolę waszej myśli publicznej przez żydowskich finansistów, wydawców gazet i właścicieli kin (tekst powstał w latach, gdy nie istniała jeszcze telewizja, a radio nadal było nowością – DR), kiedy możecie równie dobrze oskarżyć nas o kontrolowanie waszej cywilizacji poprzez żydowski mit?… Nie zauważyliście… miary naszej winy. Wciskamy się, jesteśmy burzycielami, wywrotowcami. Myśmy wzięli w posiadanie wasz świat cielesny, wasze ideały, wasz los. Myśmy byli ostatnią przyczyną nie tylko wojny (I Wojny Światowej – DR), ale prawie wszystkich waszych wojen. Myśmy byli sprawcami nie tylko rewolucji rosyjskiej, ale podżegaczami do każdej większej rewolucji w waszej historii. Myśmy wnieśli niezgodę i zamieszanie w wasze życie osobiste i publiczne/…/ Ale myśmy was nie zostawili. Dostaliśmy was w nasze ręce i zburzyli piękną, wspaniałą budowlę, którąście stworzyli. Zmieniamy cały bieg waszej historii. Myśmy was tak zdobyli, jak nigdy żadna z waszych potęg nie zdobyła Afryki… Uczyniliśmy to wyłącznie nieodpartą siłą naszego umysłu, ideami, propagandą. Uczyniliśmy was roznosicielami naszej misji światowej, bez waszej woli lub bez waszej świadomości… Weźcie trzy główne rewolucje w naszych czasach, francuską, amerykańską i rosyjską. Czym innym były one, jak nie tryumfem żydowskiej idei sprawiedliwości społecznej, politycznej i gospodarczej/… / Czyż nie jest dziwne, że bierzecie nam to za złe?/…/ Dlaczegóż w całym świecie nie macie oburzać się na nas? Gdybyśmy byli na waszym miejscu, czulibyśmy więcej niechęci niż wy do nas. Tylko, że wypowiedzielibyśmy to bez skrępowania.”
    http://metta.lk/polish/Protokoly.html

  258. BWTB
    29 stycznia o godz. 13:26

    Mój komentarz
    BWTB, generalnie zgadzam się z twoją opinią o Wałęsie, ponieważ nie składa się ta opinia z uproszczeń i życzeń, a uwzględnia warunki jakie wtedy niosło życie.
    Pzdr, TJ