Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

14.01.2020
wtorek

Od życia do śmierci: 10 sekund

14 stycznia 2020, wtorek,

Iran szybko przyznał, że jest odpowiedzialny za strącenie pasażerskiego samolotu własną rakietą przeciwlotniczą.

Za zupełnie nietrafne uważam sądy, że łatwo było uniknąć tego tragicznego zestrzelenia, wystarczyłoby bowiem popatrzeć na niebo. Gołym okiem, przez lornetkę czy radarowy monitor. Wniosek płynący z takiego oglądu jest taki, że tylko skrajni idioci, terroryści i degeneraci mogli coś takiego zrobić.

Odkładam na bok bliższe rozważania, czy są w tej sprawie jacyś terroryści i czy na pewno są to ci, na których się powszechnie, bo w dominującym przekazie medialnym, pokazuje paluchem. Istotą sprawy z tymi kluczowymi 10 sekundami, jakie upłynęły od momentu zarejestrowania obiektu w powietrzu do decyzji skutkującej śmiercią ludzi na pokładzie samolotu, jest zupełnie co innego. Nie dobrze widzące oko, lornetka czy jakiś identyfikator elektroniczny, ale ludzka psychika jako czynnik główny, a konkretnie jej zawodność oraz zawodność sprzętu jako czynnik dodatkowego ryzyka katastrofy.

Naiwnością jest mniemanie, że człowiek „widzi to, co widać”. W stanie psychicznej równowagi każdy widzi nieco inaczej niż dowolna inna osoba patrząca na to samo. Nieidentycznie postrzega się kolory, kształty, wzajemne relacje, wielkości, poczucie dystansu. Widzi nie oko, a mózg, mózg zaś, odbierając impulsy z siatkówki, dokonuje ich obróbki, dołączając emocje i ocenę. To są od dawna oczywistości psychologii: jedna osoba weźmie ciemny kształt za rozwiniętą rolkę papy, inna za czającego się na nią potwora. Znamy to z ery przedpsychologicznej: „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Albo odwrotnie: lekceważymy to, co jest poważne. Epoka smartfonów dostarcza każdemu poręczny dowód: włazimy na dach wieżowca, żeby sobie zrobić piękną słitfocię na tle dla znajomych i płacimy za minutową towarzyską atrakcyjność lotem na łeb, na beton i na własne życzenie. Czyli jesteśmy zadowoleni.

W stanie silnego stresu, a w sytuacji irańskiej musiał on być skrajnie silny, ryzyko błędu staje się tak wielkie, że może być niemożliwe jego uniknięcie. Przykładów nie brak. Znany jest przypadek zestrzelenia przez dowódcę amerykańskiego niszczyciela w Zatoce Perskiej irańskiego samolotu pasażerskiego Airbus, w którym zresztą rolę odegrał element wyrachowania po stronie amerykańskiej, wręcz cynizmu. Znany jest przykład zestrzelenia koreańskiego samolotu pasażerskiego, który wleciał głęboko w przestrzeń powietrzną ZSRR, a którego przyczyną były błędy ludzkie, wydawałoby się, niemożliwe do popełnienia. Koreańska załoga źle ustawiła kompas, co nie miało prawa się zdarzyć, bo była bardzo doświadczona, ale się zdarzyło. Miała się upewniać o położeniu samolotu w przestrzeni, ale się nie upewniała. Leciała „na pamięć”. Radziecka obrona przeciwlotnicza uznała, że to wrogie wtargnięcie na jej terytorium, w dodatku w pobliżu wrażliwych obiektów wojskowych, bo w rejonie tym ciągle krążyły amerykańskie samoloty szpiegowskie. A wryta głęboko w pamięć każdego żołnierza historia setek takich wtargnięć, znanych ze sławetnego przykładu zestrzelenia samolotu szpiegowskiego U-1 z Gary Powersem, wytwarzała przeświadczenia skrajnie utrudniające zimny obiektywizm oceny. Musiała się w końcu stać taka tragedia.

Warto sobie przypomnieć paradoksalny zbieg podobieństw katastrofy obecnej z jeszcze inną: w 2001 r. Ukraina zestrzeliła rakietą przeciwlotniczą nad Morzem Czarnym niedaleko Krymu rosyjski samolot pasażerski Tu-154. Urządzano ćwiczenia wojskowe i nikt nie pomyślał, że niewolno ich robić w okolicznościach dających choćby śladowe ryzyko trafienia w taki cel. Ten tragiczny błąd nie stał się nauczką: później w Donbasie nie pomyślano o tym, by zabronić lotów w pobliżu niebezpiecznego rejonu.

Te przypadki rożni od poprzednich to, że nie było tu specyficznie stresowej sytuacji. A jednak różne strony popełniały błędy wręcz nadzwyczajnie proste: superdoświadczony kapitan jumbo-jeta nie przestawił kompasu – jak to możliwe? I nikt inny z kilkuosobowej załogo tego nie zrobił! Jak to możliwe, żeby w tak skrajnie nieodpowiedzialny sposób urządzać strzelanie poligonowe? A jednak tak zrobiono.

Amerykanie za pomocą dronów zabili już sporo tysięcy przypadkowych ludzi w co najmniej kilkunastu krajach świata. Weselników we wsi, dzieci jadące do szkoły autobusem, pasażerów taksówek z kierowcami, ludzi na targu. Teraz dokonali następnego zabójstwa. Mordercze strzelanie rakietami w cel w krajach, które zwykle nawet nie wiedzą, że to się odbędzie. W dowolnym momencie, w dowolnym niemal kraju, dowolny cel uznany przez USA za interesujący może zostać zaatakowany. I będą to robić dalej.

W takich warunkach stałej presji psychologicznej, gdy nie zna się dnia, miejsca ani godziny, każda osoba czy obiekt może być uznany za zagrożenie. To nie ma znaczenia, czy mały, czy duży, jaki ma kolor i gdzie jest. Każdy może zobaczyć, co mu stres dyktuje. A jak się doda obowiązek: musisz bronić (kraju, sprawy) za wszelką cenę! Jak się doda rozkaz, jak się doda reżimy działania sprzętu, odległości i pozycje pozwalające przechwycić i zniszczyć cel oraz inne uwarunkowania, to muszą być błędy, muszą być trupy i kolejne eskalacje konfliktów i wojen.

Śrubowanie metod podejmowania decyzji nic nie pomoże. Jeszcze wyższy poziom automatyzacji – też nie. Warunki do decyzji i decyzje o ataku podejmują ludzie. Trump, człowiek nieposiadający kwalifikacji do podejmowania tak poważnych decyzji – a może żadnych decyzji innych niż egotyczne – podjął ją. Myślenie o skutkach nie istnieje. Widać to anatomicznie także w raportach samych Amerykanów pokazujących, jak spieprzyli i rozwalili Irak i Afganistan, jak rozpieprzają Syrię, a wcześniej – Wietnam.

Po drugiej stronie są ci, co mają zadanie niedopuszczenia, żeby na ich kraj czy na ich ludzi spadały rakiety czy bomby.

Jedyna droga minimalizująca ryzyka katastrof to zrobienie wszystkiego, by nie dopuścić do pierwszego kroku w agresji. Jak to się stanie, łańcuch błędów natychmiast rusza. Tworzy się sytuacja nieuchronna, bez mała obiektywna. Ale to subiektywne działania konkretnych ludzi rozpędzają maszynerię, którą później tak trudno choćby zwolnić. Im większy kraj, tym większa jego odpowiedzialność. Nie Iran jest tu głównym odpowiedzialnym.

Współczesne ataki, państwowy terroryzm, wojny – prowadzą państwa pełne chrześcijan przede wszystkim, a regionalnie z dużym udziałem wyznawców islamu. Wszyscy uważają swoje religie za religie pokoju, a siebie za jego głosicieli – słowem i czynem. Co widać.

Są błędy i zbrodnie na mniejszą skalę. Możliwe, że świat to wytrzyma, choć to niepewna hipoteza: przemoc rodzi przemoc, a ta nakręca mechanizm prawdopodobieństwa Armagedonu.

Przypomnę jeszcze inny przykład zdarzenia, najwyższy w skali. W czasie największego zimnowojennego napięcia między USA i ZSRR za czasów Reagana oficer nadzoru rakiet nuklearnych w Związku Radzieckim odmówił wykonania rozkazu uruchomienia przeciwuderzenia nuklearnego. System komputerowy ocenił, że USA właśnie odpaliły wiązkę rakiet nuklearnych na ZSRR. Oficer ten doszedł do wniosku, że to musi być błąd automatycznego systemu w ocenie. Miał rację: bardzo specyficzna konfiguracja czynników meteorologicznych spowodowała mylne ich skojarzenie z atakiem nuklearnym.

Rzecz bez mała niemożliwa: w warunkach skrajnego stresu oficer podjął właściwą decyzję. Ocalił ludzkość. Żyjemy, nadal żyjemy.

Jak długo? Kiedy rachunek prawdopodobieństwa oparty na naszym szaleństwie wyznaczy taką konfigurację błędów, że znikniemy z powierzchni ziemi?

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 286

Dodaj komentarz »
  1. Shit happens.

  2. Zmęczenie „przerafinowanego” materiału musi kiedyś nastąpić. Byle nie za naszego życia i życia naszych wnuków, ich dzieci itd. Na dłużej wyobraźni nie staje?
    Ten materiał to coraz doskonalsze i bardziej precyzyjne metody zagłady. Z drugiej strony cichy, powolny lecz śmiertelny wróg – ogromne wysypisko śmieci w których toniemy, coraz trudniejsze do eliminacji, bo już sama eliminacja (jej technologie) niesie zagrożenia.
    Tanaczku, ech, widzę się na plaży w Karwii, wydawało się całkiem nie tak dawno. Złocista szeroka plaża, połyskliwy jeszcze nie zatruty Bałtyk…
    Przejmujący, smutny wstępniak.
    Tymczasem abep Jędraszewski, dla idiotów „człowiek roku”, potępia „ekologizm”

  3. @ Tanaka, mag

    Choćbyś z każdym wypił mnóstwo wódek,
    Choćbyś na szkoleniu wszystkim dawał wycisk,
    O tym, jaki w rezultacie będzie skutek
    Decyduje ten, kto wywiera nacisk na przycisk.

    Kiedyś to był spust kuszy albo cięciwa łuku,
    Dziś wynalazek Nobla załatwia rzecz masowo.
    Znacznie większy jest efekt, znacznie więcej huku,
    Ale ty w kabinie dowodzenia czujesz się luksusowo,

    Bo nie widzisz zabijanych matki, dzieci i ich taty.
    Na stanowisku ogniowym nie masz takich danych,
    Dla ciebie są ważne geograficzne koordynaty
    I trafienie wszystkich celów tobie przekazanych.

    Twoi przodkowie byli myśliwymi, lecz było im mało,
    Najpierw stali się wojownikami, a potem żołnierzami.
    I będą się zabijać, choćby tylko dwóch ich pozostało.
    Chyba, że wcześniej zmiecie ich klimatu tsunami.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Złocista szeroka plaża, połyskliwy jeszcze nie zatruty
    Bałtyk…

    Kiedy to było? 100 lat temu?
    Od czasu II wojny światowej Bałtyk jest tykającą bombą.
    Decyzją konferencji poczdamskiej zatopiono w nim ca 13 000 ton chemicznych środków bojowych takich jak iperyt siarkowy, arsyny (difenylochloroarsyna, difenylocyjanoarsyna, adamsyt), tabun czy fosgen.
    Pierwsze przypadki skażenia ludzi i sprzętu rybackiego stwierdzono już w 1947 roku.
    W 1995 roku doszło do najpoważniejszego w skutkach wypadku na polskim wybrzeżu. Na plaży w Darłówku doszło do poparzenia 102 dzieci iperytem. Czworo z nich trwale straciło wzrok.
    Do zatopionych pojemników z bronią chemiczną dochodzą liczne wraki. W samej Zatoce Gdańskiej jest ich ponad 150.
    Jednym ze szczególnie niebezpiecznych jest „Stuttgart”, leżący przy wejściu do gdyńskiego portu. Wokół wraku ciężkie paliwo rozlane jest na powierzchni 35 hektarów.
    W pobliżu Helu rdzewieje pod wodą tankowiec „Franken”, w nieuszkodzonych zbiornikach może do dziś zalegać ponad 5 tysięcy ton oleju napędowego i 1000 ton produktów naftowych.
    Prawie 80% prądów morskich w ciągu roku kieruje się w stronę lądu…

  6. >>Przypomnę jednak jeszcze inny przykład zdarzenia, najwyższy w skali.<<

    Było nieco podobne 'zdarzenie' i z drugiej strony – Nixon po pijaku w środku nocy wydal rozkaz nuklearnego uderzenia na Wietnam Północny.

  7. W czasie największego zimnowojennego napięcia między USA i ZSRR za czasów Reagana, oficer nadzoru rakiet nuklearnych w Związku Radzieckim…

    Po trzecim akapicie jakoś zacząłem szukać właśnie tego. A właściwie to chciałem o tym przypomnieć, zakładając, że tego przykładu nie będzie. Ależ skomplikowana ta ludzka psychika.

  8. Przepraszam za skursywienie drugiej części powyższej wypowiedzi. Znowu niedopatrzenie.

  9. Chcieliście, to macie, kaczki w tomacie.
    https://wiadomosci.onet.pl/swiat/rosja-przeniesie-wojne-historyczna-z-polska-do-rady-europy/48y2p71
    „Rosjanie będą przekonywać innych parlamentarzystów, delegatów w Radzie Europy do poparcia rezolucji
    Przewodniczący rosyjskiej Dumy nastroje antysemickie w przedwojennej Polsce tworzyły podatny grunt pod Holokaust
    Poseł prezydenckiej partii Jedna Rosja przekonuje, że Józef Piłsudski akceptował wywiezienie Żydów z Europy na Madagaskar.”

  10. A tu jeszcze taki problem, z którym musi się zmierzyć orzeł biały węglem pomazaniec

    https://www.newsweek.pl/biznes/gospodarka/unijne-miliardy-dla-gorniczych-regionow-przejda-polsce-kolo-nosa/bgz22cl

  11. Zaintersowanym:
    _____________

    Зачем Польша пытается переложить на СССР ответственность за начало Второй мировой?
    (Dlaczego Polska probuje przerzucic na ZSSR odpowiedzialnosc za poczatek II wojny swiatowej?)
    Вечер с Владимиром Соловьевым, Rossija 1, 12.01.2020
    https://www.youtube.com/watch?v=Q0wqtPjtIk8 (l.rosyjski)

  12. @ozzy
    Witaj ozzy
    Posluchem debaty, interesujace. Na ile mi pozwila znajomosc rosyjskiegO. Poslidnij raz ja govoril20 let tomy nazad!!! Przynajmniej sie nie przekrzykuja jak u nas we Francji.
    Za rzadko cie widac§ To wiek?
    Mazel tov

  13. Ostatni akapit…Tego właśnie się boję. Ale najgorsze jest to, że dawne błędy były podejmowane w ,,otoczeniu” racjonalnych przesłanek. Racjonalnych i bynajmniej nie doraźnych. Przynajmniej z punktu widzenia podejmującego decyzję. Obecnie – takie mam wrażenie – podbijamy stawkę kretynizmu a decyzje np. takiego Trumpa mają charakter kaprysu zrytego łba.

  14. Moja odpowiedź na komentarz @Tobermory’ego znikła (?!), więc tylko ją streszczę. Znałam Karwię z lat 60., kiedy jeździłam tam z rodzicami na „wczasy pod gruszą”. Karwia była wtedy głównie rybacką wioską, a o bombie tykającej w Bałtyku zaczęło być głośno znacznie później, zwłaszcza odkąd można było o tym przeczytać choćby w googlach.

  15. @ozzy
    zobacz to
    Польша. История болезни. Специальный репортаж na youtube

  16. @bubekro
    „trim tim tim tyrim tym tim”
    … że niby co?

  17. Nawiedzony politruk nawet tragedię irańską będzie przypisywał państwom pełnym chrześcijan. Kto gościa wpuścił do blogosfery Polityki?

  18. „Za zupełnie nietrafne uważam sądy, iż tak łatwo było uniknąć tego tragicznego zestrzelenia, ”

    Guardian cytuje dowódcę irańskiej obrony przeciwlotniczej, który wielokrotnie zwracał się o zamknięcie lotnisk. Co stało na przeszkodzie?
    Dlaczego nie przedsięwzięto tego podstawowego środka bezpieczeństwa?

    Stresem tłumaczyć naiwne, coś tak jak kierowca tłumaczy, że niewinny bo po pijanemu jechał. Owszem drony wysyłały rakiety przez pomyłkę, ale IED nie przez pomyłkę instaliwano. Każdy, kto prochu wąchał wie ile samodyscypliny wymaga nie strzelać do wszystkiego co na celowniku kiedy jest się pod ogniem. Owszem zdarza się, ale żołnierz, który do nieuzbrojonych cywili strzela popełnia zbrodnię wszystko jedno pod jakim pozostaje stressem. To nie jest kwestia interpretacji, takie są przyjęte międzynarodowe prawa, a to że kto inny w podbnej sytuacji strzelał nie usprawiedliwia sprawcy.

    Iran na odwet się zdecydował. Jego prawo. Rakiety wystrzelił, ale przecież ostrzegł. Odwetu się spodziewał, ale lotnisk nie zamknął choć powinien. Dlatego zginęli ludzie. Cała reszta to verbal idling.

  19. Tobermory
    14 stycznia o godz. 18:23

    Bałtyk jest morzem o największej ilości wraków na świecie. Licząc co najmniej od czasów Wikingów, zebrało się.
    To prawda, że zatopiono ogromne ilości chemicznych środków bojowych, w dodatku w miejscach wcześniej nieprzebadanych i bez należytego udokumentowania „złoża”, więc dziś nieraz trudno ustalić gdzie się znalazło część tego, co do morza wrzucono. Prądy morskie też zrobiły swoje.
    Były poparzenia, sporo, pisano o nich w prasie. Z czasem rybacy się poduczyli i stali ostrożniejsi, co zmniejszyło ilość wypadków. Upływ czasu powoduje, że zagrożenie rośnie, bo niszczeją beczki i inne pojemniki w które pakowano tą chemię. Poza tym następowały liczne naruszenia składowisk przy połowach, badaniach czy inwestycjach.
    W międzyczasie jednak, dla plażowiczów, zagrożenia były minimalne. Stąd wspomnienia mag z wakacji nad morzem i poczucie, że Bałtyk jest „jeszcze nie zatruty” są, z tej perspektywy, trafne.

  20. mag
    14 stycznia o godz. 17:56

    Tanaczku, ech, widzę się na plaży w Karwii, wydawało się całkiem nie tak dawno. Złocista szeroka plaża, połyskliwy jeszcze nie zatruty Bałtyk…

    Maguś, widź się cały czas! Dziewczyny nadbałtyckie są absolutne, taka prawda! 😀
    Plaże są boskie, jak Greta Garbo, ale znacznie bardziej. Najgenialniejsze miejsce to zatoka, od Helu po Mierzeję. To i owo o tym jakiś czas temu we wstępniaku pisałem. Chociaż zalewy – Wiślany i Szczeciński też kochamy.
    Na okoliczność, rzecz obowiązkowa, bo polski cud i geniusz filmowy – Kobiela na plaży Kondratiuka.
    https://www.youtube.com/watch?v=SN5S4hE7Kfs

    Przejmujący, smutny wstępniak.
    Pewnie tak, acz skupiłem się na rzeczowości.

    Tymczasem abep Jędraszewski, dla idiotów „człowiek roku”, potępia „ekologizm”
    To są katolicy, czyli wyznawcy popędu śmierci. Rydzyk walnął mową dopełniającą: lewactwo, sodomictwo i ekologiści wykończyli niejakiego Szyszkę od wykańczania Puszczy i reszty.
    Patrzysz na facjatę Szyszki i widzisz ścisły rejestr tego, co go wykończyło. W sumie to samo: popęd śmierci.

  21. ahasverus
    22:02

    Dziekuje. Ciekawe fragmenty o Legnicy. I osoba Jerzego Tyca, ktory opiekuje sie zdewastowanymi nagrobkami po zolnierzach sowieckich.

  22. @mag
    14 stycznia o godz. 22:01

    dżast dżingiel 😉

  23. @Tanaka
    Czuję się wywołany do odpowiedzi, bo to ja zacząłem pod poprzednim wstępniakiem. Spróbuję doprecyzować, ale na początek zastrzeżenie: napisałem o patałachach – słowo emocjonalne i żartobliwe, do zastąpienia innymi, np. niedostateczny poziom kwalifikacji – ale nie o terrorystach i degeneratach. Drugie zastrzeżenie: nie mieszam do tego polityki, sympatii pro- czy antyirańskich.
    Skwitowanie sprawy, że wypadki się zdarzają i każdemu może zadrżeć ręka, zwłaszcza w stresie, jest OK w ogólnym ujęciu statystycznym oraz wtedy, gdy nie ma się wpływu na zdarzenie (nie jest się odpowiedzialnym za zdarzenie). W takiej komfortowej sytuacji znajduję się ja na kanapie, a także pasażerowie nieszczęsnego lotu do Kijowa, dla których rzecz się zdarzyła i tyle.
    Natomiast w komfortowej pozycji „trudno, zdarza się” nie znajdują się projektanci i nadzorcy systemów i urządzeń, na jakich opiera się codzienne życie cywilizowanego homo sapiensa, migransa i fabera, a nawet ludensa. I nikt z nas nie byłby gotów im odpuścić. Akurat lotnictwo jest tu szczególnie dobrym przykładem, bo w warunkach ogromnej komplikacji konstrukcji i zmienności warunków pogody osiągnęło bardzo wysoką niezawodność, a przecież piloci czy kontrolerzy lotów są ludźmi. Ludzi się w pewnych granicach zmienia – odpowiednio dobiera i szkoli (jako zwyczajny kierowiec przechodziłem psychotesty i szkolenia oraz miewam szkolenia okresowe) – ale jednocześnie tworzy się im warunki: procedury, precyzyjne zakresy odpowiedzialności, automatyczne urządzenia, ergonomiczne stanowiska; za to odpowiada kto inny, nie pilot/kierowca.
    Nie wiem, dlaczego muszę to tu tłumaczyć, bo np. w sprawie Mirosławca i Smoleńska wydawało się to zrozumiałe – odbicie choroby państwa itd. Skoro tak, to analogicznie odpowiedzialność – i moje określenie „patałachy” – nie kończy się na przestraszonej czy chojrackiej załodze wyrzutni.

    (Ten „antyprzypadek” z lat 80. też mi chodził po głowie… mogliśmy już dawno mieć spokój…)

  24. @Na marginesie 14 stycznia o godz. 3:12
    Ale że Trump jest winien (nawet pośrednio) zestrzelenia ukraińskiego samolotu pod Teheranem – tej narracji to ja zupełnie nie kupuję.

    Jak to któreś z moich starszych dzieci bardzo dawno temu powiedziało młodszemu, zmęczone wyjaśnianiem mu/jej czegoś: „nudzi mi się tobie tłumaczyć.”

    Pytania pomocnicze:

    1/ Ile samolotów pasażerskich startujących z teherańskiego lotniska strąciła durowata, nieodpowiedzialna i źle wyszkolona rewolucyjno-gwardyjska irańska obsługa wyrzutni rakietowych w okresie od wynalezienia rakiet przez Chińczyków do 3 stycznia 2020 roku?

    2/ Co się zmieniło 3 stycznia 2020?

    3/ Jak decyzje Trumpa wobec Iranu są odbierane w Iranie?
    3.1/ Komu w Iranie podobają się amerykańskie sankcje (zaordynowane przez Trumpa) wobec Iranu?
    3.2/ Komu w PRLu podobały się amerykańskie sankcje wobec PRLu?
    Moja humorystyczna odpowiedź: Tylko niektórym Irańczykom oraz polonusom mieszkającym z rodzinami w USA, czyli z mieszkających dzisiaj w Iranie oraz wtedy w PRLu – nikomu.

    Podobnie można zapytać komu w PRLu podobało się amerykańskie walczenie o pokój za pomocą rozmieszczania w Europie rakiet Pershing II? Nie sugeruję, że komukolwiek w PRLu podobało się radzieckie straszenie Zachodu Pionierami, ale mówimy teraz o roli Trumpa w podnoszeniu poziomu stresu.

    4/ ponawiam moją propozycję dla @ozzy’ego; na autostradzie otoczę twoje autko kilkoma wielkimi ciężarówkami prowadzonymi przez prących do konfrontacji debilów, którzy postanowili „zabawić” się z tobą.
    Zobaczymy wtedy, czy i jak szybko „popełnisz błąd” w rezultacie którego twój samochód wpadnie w poślizg, przekoziołkuje i rozbije się o podporę wiaduktu.

    A przecież zderzak żadnej z ciężarówek nawet nie dotknął twojego autka! Tamci kierowcy zatem nie są niczemu winni. Sama jesteś sobie winna! I martwa.

  25. Zaczynam od tematów lotniczych, no bo na temat.
    Zgodnie z niektórymi doniesieniami źródeł poinformowanych, operator baterii, która ukraiński samolot zestrzeliła, bezskutecznie próbował skontaktować się z przełożonym zanim nacisnął guzik, no więc decyzję podjął sam. Czy miało miejsce zatkanie kanałów komunikacyjnych przez nawał „ruchu”?

    Przypomniała mi się przy tym katastrofa lotu 165 z Warszawy do Krakowa w 1969 r., https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotnicza_na_Policy .
    Praktykę podczas służby wojskowej miałem 10 lat później, w jednostce obrony przeciwlotniczej. Jeden z wyższych stopniem oficerów powiedział mi, rozluźniony napojem narodowym podczas jakiejś uroczystości ogólnowojskowej, że samolot leciał do Wiednia zamiast na Balice, i że został zestrzelony, że on służył wówczas przy rozpoznawaniu i naprowadzaniu na cele, i że „był przy tym”, podając sporo fachowo brzmiących detali. Brzmiało przekonywująco i logicznie.

    Kilka lat po katastrofie łaziłem jesienią z plecakiem po Beskidach, sam jeden. Późnym popołudniem, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, doszedłem do dolinki ze studnią pod kopcem szczytowym Policy, kilkaset metrów od pobojowiska. Spomiędzy ciemnych świerków na szczycie wysnuwały się szerokie wstęgi mgły, bezszelestnie, w dzwoniącej w uszach ciszy, bez szmeru wiatru, czy ćwierknięcia ptaka. Jestem przekonanym niedowiarkiem i sceptykiem, ale atmosfera była tak niesamowita, że wiałem stamtąd co sił w nogach.

    Co się tyczy rosyjskiego ataków na polską historię, to można to bardzo krótko podsumować zoologicznie – niedźwiedź znudził się ciągłym jazgotaniem ratlerka i zaczął porykiwać w odpowiedzi.

    Bałtyk jako tako czysty pamiętam z Sobieszewa we wczesnych latach 60-ch – niezaśmieconą plażę, a w głąb lądu podmokłe łęgi i jeziorka aż po horyzont. Gdy tam zajrzałem po 40 z górą latach, piasek na plaży pełen był śmieci i plastyku, woda woniała nieciekawie i pieniła się podejrzanie mocno, a w głąb lądu zamiast łęgów były instalacje przemysłowe i gigantyczna hałda czegoś brudnobiałego. Też wialiśmy stamtąd z żoną co sił w nogach.

  26. @Szary Kot 15 stycznia o godz. 1:14
    Ludzi się w pewnych granicach zmienia – odpowiednio dobiera i szkoli (jako zwyczajny kierowiec przechodziłem psychotesty i szkolenia oraz miewam szkolenia okresowe) – ale jednocześnie tworzy się im warunki: procedury, precyzyjne zakresy odpowiedzialności, automatyczne urządzenia, ergonomiczne stanowiska; za to odpowiada kto inny, nie pilot/kierowca.

    TAK TAK TAK ALEŻ TAK OCZYWIŚCIE TAK TAK TAK !!!!!!!!!!!!

    Szczególnie w teokratycznej republice islamskiej, w której wszelkie awanse i cała polityka kadrowa jest oparta tylko i wyłącznie na podstawie rzetelnie ocenianych kompetencji. A nie na podstawie lojalności religijlno-partyjnej wobec rządzącej kliki potwierdzonej związkami rodzinno-klanowo-plemiennymi.

    Nie wiem, dlaczego muszę to tu tłumaczyć, bo np. w sprawie Mirosławca i Smoleńska wydawało się to zrozumiałe – odbicie choroby państwa itd. Skoro tak, to analogicznie odpowiedzialność – i moje określenie „patałachy” – nie kończy się na przestraszonej czy chojrackiej załodze wyrzutni.

    Mnie nie trzeba tego tłumaczyć. Ja to rozumiem. Te same powody.

    Tyle tylko że w przypadku lotu na wiec wyborczy swojej partii ukryty pod pozorem obchodów rocznicy katyńskiej musisz podać nam @Szary Kocie dodatkowe powody, które spowodowały podjęcie przez załogę nadmiernie i niepotrzebnie ryzykownych prób lądowania na siłę we mgle na źle wyposażonym niby-lotnisku.

    Moim zdaniem takimi powodami były:

    1/ mocno tkwiące pilotom w pamięci sceny z lotu do Gruzji oraz pamięć pisowskiego mobbingu i hejtu jakim został poddany kapitan Pietruczuk

    2/ psychiczny terror ze strony obecnych na pokładzie pisowców i wojskowych zwierzchników

    Ja zupełnie dopuszczam myśl, że załoga irańskiej wyrzutni rakiet mogła być JEDNOCZEŚNIE słabo wyszkolona ORAZ poddana wielkiej presji.

  27. zza kałuży
    15 stycznia o godz. 2:14

    A ja dalej swoje. Zestrzelili, bo było do czego strzelać Gdyby lotniska zamknięto nie byłoby do czego strzelać. I tu jest pies pogrzebany.

  28. @zza kałuży 15 stycznia o godz. 1:50

    Ale za to ile było tłumaczeń! I jakże elokwentne były one 🙂
    Blog na tym zyskał…

    Nie musimy się wcale zgadzać. I tak lubię cię czytać. Mnie te sążniste objaśnienia raczej bawią niż irytują. Towarzystwo zawzięło się wyjaśniać ab ovo, że jeśli chodzi o Bliski Wschód, to wszystkiemu winni są… Amerykanie. Nic innego się tu nie liczy – ani krwiożerczy al Bashar w Syrii, wspierany napalmem (czy innym fosforem) przez bogoojczyźniano pobudzonych Rosjan („Siria, maja siestraaaa!”), ani kompletnie rozdarty Liban, ani Iran, który rozpycha się łokciami w całym regionie i energicznie mąci w krajach ościennych. Amerykanie do domu i kropka! A do tego jeszcze Izrael. Na EP nadaktywna blogowiczka tłumaczy teraz wszem i wobec, że ten brzydki Izrael sprowokował… wojnę sześciodniową. Cukiereczek!

    Co do strzelacza, który był, jak twierdzisz, trigger-happy, zestresowany i zaczadzony. Warto pamiętać, że zaczadział się był dwukrotnie, w odstępie 23 sekund. Dwie rakiety trafiły ten samolot.

  29. Nowe twarze na blogu ateistów… Calvina Hobbsa pamiętam mgliście jako chyba quasi-religianta. Ahasverus na EP pisał ciekawie, zwłaszcza o Francji. Aoz Roon to chyba jakiś oszołom albo się zgrywa.

  30. @Calvin Hobbs 15 stycznia o godz. 2:37
    A ja dalej swoje. Zestrzelili, bo było do czego strzelać Gdyby lotniska zamknięto nie byłoby do czego strzelać. I tu jest pies pogrzebany.

    Jestem pod dużym wrażeniem skromności twoich postulatów!
    Zauważ i doceń proszę, że nie używam słowa „żądań”.

    Ja bym się tam nie szczypał.
    Zamykanie lotniska to przecież są tylko półśrodki.
    Ja bym zamknął także dworce kolejowe, tramwaje (@Herstoryk na pomoc – mają oni tam w Iranie tramwaje?), autobusy, taksówki, motocykle, rowery i riksze. (Znowu wołam cię @Herstoryku na pomoc – mają oni tam riksze czy popierdoliło mi się z Indiami?)
    Zamknąłbym także pieszych, elektryczność i wodociągi.
    Wszystko co się rusza.
    Jak wszystko stanie to nie będzie do czego strzelać ruskimi rakietami, co nie?

    Czy ja nadążąm za sensem i duchem twoich @Calvin Hobbs „porad”?

    Czy ja jestem złośliwy antyamerykański antysemita podejrzewając, że dokładnie o to właśnie chodzi Trumpowi oraz jego podżegaczom z rodzaju sekretarzy stanu przekonanych, że popierając Izrael wypełniają plan boży?

    Ach, gdyby tak wszyscy Irańczycy palnęli sobie w łeb!
    Wtedy rekomendacja „zamknięcia” podsunięta nam tu przez @Calvin Hobbsa” osiągnęłaby stan doskonały! Iran zostałby zamknięty!

    A Izrael uratowany!

    Uff, można by było wtedy przejść do dokończenia zamykania Syrii, Libanu, Egiptu, Jordanii i zacząć na poważnie pracę nad zamykaniem Pakistanu.

    A także, ale o tym cicho sza, zacząć grzebać przy zamykaniu królestwa Saudów…

  31. @Na marginesie 15 stycznia o godz. 3:37
    jeśli chodzi o Bliski Wschód, to wszystkiemu winni są… Amerykanie.
    Biłaś się z chłopakami z sąsiedniego podwórka?
    Ile razy w wasze bijatyki wtrącali się chłopacy z Ameryki?
    Mówi ci coś słowo „kolonializm” czy „imperializm”?
    Przecież USA to tylko jedno z wielu imperiów, jakie w historii świata rościły sobie prawo do wtrącania się we wszystkie bijatyki „ich świata” tak, aby to przyniosło korzyści imperialnej kaście rządzącej.

    Nie są ani trochę lepsze ani gorsze od poprzedników, tyle tylko, że nam współczesne i dlatego o nich mówimy.

    Nic innego się tu nie liczy – ani krwiożerczy al Bashar w Syrii,
    Ani Hussein w Iraku, itd.
    Ale tutaj to już wkracamy w sferę twardych liczb i ja bym chciał zestawić w tablekę liczbę zabitych przez Assada czy Husseina mieszkańców Syrii czy Iraku podczas ich dyktatorskich rządów z liczbą zabitych ludzi podczas „operacji wyzwalania” miejscowej ludności czy to za pomocą wojskowej inwazji czy to za pomocą wywołania „ludowego powstania”.
    Z tabelki może się okazać, że krwiożerczy Assad i krwiożerczy Hussein byli mniej krwiożerczy od wyzwolicieli…

    ani kompletnie rozdarty Liban,
    A kto rodziera ten Liban, kto?

    ani Iran, który rozpycha się łokciami w całym regionie i energicznie mąci w krajach ościennych.
    Ja bym ich zbombardował tak, aby się cofnęli do epoki kamienia łupanego. Zaraz, zaraz, czy jakiś amerykańśki prezydent już tego pod adresem jakiegoś energicznie mącącego w kraju ościennym państwa nie powiedział?

    Amerykanie do domu i kropka!
    Tak jest!
    Na miejsce Amerykanów posłałbym Norwegów. Zarówno do Iranu jak i do Wenezueli. Jestem dziwnie przekonany, że postawiliby obie kulejące gospodarki na nogi. Bez wojen, bez mordowania, nie w amerykański ale w skandynawski sposób.

    A do tego jeszcze Izrael. Na EP nadaktywna blogowiczka tłumaczy teraz wszem i wobec, że ten brzydki Izrael sprowokował… wojnę sześciodniową. Cukiereczek!
    Wytłumacz mi z łaski swojej dlaczego za winy Europejczyków, w ogromnej większości Niemców, mają płacić Arabowie? Holokaust miał miejsce w Europie a rachunki zapłacić mają Arabowie? Dlaczego?

    Co do strzelacza, który był, jak twierdzisz, trigger-happy, zestresowany i zaczadzony. Warto pamiętać, że zaczadział się był dwukrotnie, w odstępie 23 sekund. Dwie rakiety trafiły ten samolot.
    Oczywiście. Należy zamknąć Iran. Napisałem wyżej dlaczego.

  32. @zza kałuży
    15 stycznia o godz. 3:42

    (@Herstoryk na pomoc – mają oni tam w Iranie tramwaje?), autobusy, taksówki, motocykle, rowery i riksze. (Znowu wołam cię @Herstoryku na pomoc – mają oni tam riksze czy popierdoliło mi się z Indiami?)

    Tramwajów nie ma i zdaje się nigdy nie było. Teheran ma bardzo przyzwoite metro (wybudowane kilkakrotnie szybciej niż w W-wie, BTW). Są też autobusy miejskie, z reguły powolne i przepełnione oraz taksówki, z taksometrami ale głównie bez, jazda którymi wymaga wyższego wykszałcenia miejscowego. Riksz nie ma wogóle, rowerów niewiele, sporo motocykli (publikę obowiązuje limit pojemności silnika, tylko policja może mieć większe) i chmary motorków/mopedów, którymi jeździ się: po ulicach, po chodnikach, po arkadach bazarowych, no wszędzie. Są też b. porządne autobusy międzymiastowe, oraz wyjątkowo kulturalne, czyste i punktualne pociągi, a na krótkich dystansach busiki, działające na zasadzie wolnej amerykanki.

    PS. W temacie wojny 6-dniowej i zbliżonych kwestii przeżutego na śmierć kotleta tłuczesz głową w mur! Jeśli fakty nie pasują, tym gorzej dla faktów.

  33. @Tanaka
    Z tymi Wikingami to prawda nawet po genach sie petaja;
    Podle mojego testu DNA to jestem:
    1. Wschodnioeuropejczykiem(Luzyce, Wielkopolska Mazowsze)-81%
    2. Finem?????-9.9%
    3. Baltem (Prusowie, Jadzwingowie)-5.7%
    4. Skandynawem-3.4%.
    Teraz wiem dlaczego lubie Nightwish i inny hevy-metal z Polnocy.

  34. @Ramschel
    15 stycznia o godz. 6:54

    To pewnie jeszcze 3-4% neandertalczykiem i 98% małpą.

  35. zza kałuży
    15 stycznia o godz. 3:42

    Czy ja nadążąm za sensem i duchem twoich @Calvin Hobbs „porad”?

    Nie, nie nadanżasz.
    A ten facet po drugiej stronie ulicy co się tak dziwnie gapi, to co? Na pewno terrorysta, a co najmniej szpieg. Odstrzelić!
    A czemu między tymi domami te budy i te cienie? Tam się chowają terroryści i montują bomby. Zburzyć, a najlepiej – zbombardować i jeszcze napalmem podlać.

  36. Ramschel
    15 stycznia o godz. 6:54

    Wszystko prawda, ale niejasna. Z północy to jakoś słabogenetyczny jesteś. Powinieneś lubić kujawiaczki i oberki. Byłoby na te 81% genów. No i golonkę z kapustą i kartoflem ze smalcem też masz lubić i nie grymasić.

  37. Teraz polskie media są polskie nie tylko z nazwy

    https://oko.press/wirtualna-polska-ziobro-machala/

  38. bubekró
    15 stycznia o godz. 8:14

    @Ramschel
    15 stycznia o godz. 6:54

    To pewnie jeszcze 3-4% neandertalczykiem i 98% małpą.

    Biorąc rzecz naukowo, należy zauważyć, że:
    1. Od szympansa różnimy się 1,6% genów.
    2. Dobry Pan Bóg ulepił nas z gotowca, czyli z tego małpiszona, tylko po wierzchu jakąś politurkę dodał z tych 1,6%. I to nierówną. Na tyłku nie ma różnicy, tylko w rączkach: mamy krótsze. W związku z tym, w głowie też różnica ledwo zauważalna. No i tyle, że mniej futrzaści jesteśmy i to by załatwiało te 1,6%.
    3. Te 100% genów człowieka = 1,6% genów w ogóle. W tej sytuacji przyrodniczej, jak ktoś ma w sobie 3,4% Skandynawa, to on ma nie 3,4% tylko 0,000544 Skandynawa. Znacznie mniej niż skandynawskie piwo bezalkoholowe.

  39. @Ramschel 6:54

    A gdzie się podziało te ok. 1,5% neandertalczyka? I kawałek od Czyngis-chana?

  40. I jeszcze 50% genów chomika. A co to znaczy? Twoja matka była chomikiem.

  41. Szary Kot
    15 stycznia o godz. 1:14

    Jedna rzecz, to jest odpowiedzialność za to co się robi. Zarówno potoczny sąd jak i konstrukcja prawa mówi, że ponosimy odpowiedzialność za to co robimy. Zatem: samolot strącony, zginęli ludzie plus straty materialne – jesteś odpowiedzialny. Standardowo często, właściwie do niedawna z zasady: śmierć za śmierć.
    Trochę się to skomplikowało w ostanich czasach. Żaczęliśmy przyjmować nieco inną zasadę: trzeba się odpowiedzialnemu dokładnie przyjrzeć. Może nie tak całkiem odpowiedzialny i może niekoniecznie winny.

    Druga rzecz: lotnictwo. tak jest, dobry przykład i ten przykład ma zastosowanie tak we wstępniaku jak i dyskusji. Procedury i tak dalej, a wypadki się zdarzają. Projektant systemu niby nie działał w warunkach stresu, ale to teza, którą można podważyć. Projektant tez podlega stresowi, też podlega presji: musi skończyć projekt na czas. Projektant tez jest głupi, czegoś nie przewidzi, choć powinien, a czegoś nie przewidzi, bo nie może – o tym jeszcze nie wiadomo. Dowie się o tym 20 lat poźniej, na razie za wcześniej. Krótko mówiąc: wszystko jest sumą niedoskonałych składników.
    Zdaje się, że ostatnio 2 boeingi spadły z nieba, z powodu błędów w oprogramowaniu, a nie błędów pilotów czy kontroli lotów.

    Irański problem jest taki, że te sprawy lotnicze dzieją się w napięciu wojennym, które w szkicu opisałem. Wszystko działa pod zwiększonym ciśnieniem emocji i ryzyko błędu musi być większe. Jedyna droga do obniżenia ciśnienia TAKIEGO stresu, a zatem obniżenia ryzyka takich tragedii to nietworzenie zdarzeń które taki stres wywołują. To, oczywiście, nie zachodzi, bo pewien ktoś postanawia odpalić rakiety, które spadną w jakimś kraju, zabiją tego kogo zabić mają oraz jeszcze tego i owego. Bedące następstwem tego zdarzenia zestrzelenie przypadkowego samolotu z cywilami może być – i często bywa – powodem do kolejnej wojny, albo rożnych odwetów i dalszych, w tzw. dobrej czyli złej wierze – do tego usprawieliwień: stąciliście nasz samolot/ludzi, to my wam strącimy 5 samolotów albo spuścimy bomby na miasto.

  42. bubekró
    15 stycznia o godz. 8:45

    I te 43% genów banana?

  43. W ferworze dyskusji o tym i owym, czyli czyja wina większa i po której stronie leży, zapominamy o jednym. Na razie nie słyszymy o jakichkolwiek akcjach odwetowych na Iran, za to na Irak w dalszym ciągu spadają jakieś rakiety.

  44. Szary Kot
    15 stycznia o godz. 1:14

    i słówko: katastrofa w Smoleńsku jest modelowym przykładem. Stresu nie było, prawda? Żadna tam wojna, tylko zwyczajna, luksusowa podróż cywilna i z procedurami. Na pokładzie odprężeni i uroczyści podróżnicy-pielgrzmi. To jak oni to zrobili, że się wzięli i zabili?
    Kocyki wybuchowe w głowie niejakiego badacza Biniendy, polsko-hamerykańskiego, odkładamy na bok, dla ulatwienia niewariackiej odpowiedzi na pytanie.

  45. @bubekró @Tanaka

    O drożdżach nie zapomnieliście przypadkiem? Jak inaczej doprowadzić do fermentacji banana?

  46. PS

    Przy okazji. Czy Ramschel w związku z tym (te 5,7% Prusa) nie powinien też wziąć na siebie odpowiedzialności za dekapitację św. Wojciecha?

  47. Paradox 57
    i jakis procent od Drosophila melanogaster.

  48. @ozzy 10:26

    Czyli tak. Drosophila nawali się tym co drożdże wyfermentują z banana. To gdzie tu człowiek, co brzmi dumnie?

  49. Wirujemy.
    Nie stresujcie nas!
    / Rohani, prezydent Iranu/

  50. paradox57

    Czlowiek je banana.

  51. @Tanaka
    15 stycznia o godz. 8:58

    A, oczywiście. I stąd wiemy, że Ziemia ma kształt banana.

  52. @Ramschel

    Bardzo Ci współczuję. Firma, której zapłaciłeś ciężki pieniądz za próbę umiejscowienia Cię w genealogii, poważnie spieprzyła pracę. Nie wiem, czy nie powinieneś zażądać zwrotu kasy za powierzchowne potraktowanie Twojej potrzeby ustalenia związków. Poważnie też zastanowiłbym się nad zażądaniem odszkodowania za straty moralne spowodowane pominięciem co najmniej 95% Twoich przodków i krewnych.

  53. @ozzy 10:35

    Kanibal jaki, czyco? Swojego krewniaka jeść?

  54. @ genofile

    Nie dajcie się darwinistom zbałamucić,
    Bo oni chcą was tylko skłócić.
    Najprawdziwsza prawda bowiem jest taka,
    Że pięćdziesiąt procent genów Prawdziwego Polaka
    Pochodzi z najczystszego źródła na świecie,
    O czym z pewnością sami dobrze wiecie,
    Bo źródło to z cudownej butelki wypływa,
    W której nigdy alkoholu nie ubywa.
    I modlą się, by cud ten nigdy nie przeminął,
    Bo dobry Bóg, przy stworzeniu ich, inne geny pominął.

  55. Qba
    DNA, gen, genopyp, kodon itd., wszystko co się da z nas „wyodrębnić” to determinanty, na które wpływu nie mamy. Ale czy naprawdę nie da się z tym nic zrobić? Łatwo powiedzieć, jestem alkoholikiem, bo tak mam albo bozia mi tak dala już przy chrzcie (?). Chyba jednak udaje się czasem odkręcić swoje „przeznaczenie”, czy jak to zwał.
    Taak, człowiek to dziwny ssak.

  56. @mag 13:07

    W dzisiejszych czasach, z czysto technicznego punktu widzenia, daje się zrobić.

  57. @Antonius
    Dzisiaj znalazłam w skrzynce pocztowej Twoją książkę. Wielkie, wielkie dzięki!
    Zaraz zabieram się do czytania. Na razie porwał mi ją mój Krzyś, który wie, kim jesteś itd. Odezwę się e-mailowo
    Serdeczności

  58. @

    Ta smutna historia miłosna zaczęła się od tego,
    Że posłanka Krysia pokochała posła Kaczyńskiego.
    I, chociaż totalnej opozycji to głęboko wisi,
    Poseł Kaczyński zakochał się w posłance Krysi.
    I mogła być z tego wspaniała ślubna fota
    Gdyby nie to, że poseł Kaczyński ma kota
    I nigdy nie zdecyduje się na zaloty
    Bo wie, że posłanka Krysia drze koty.

  59. @Qba 15:56

    Musiałeś?

  60. Licznik mi przeskoczył o dwie godziny.

  61. Tanaka
    15 stycznia o godz. 8:58

    Myślimy o tym samym, zaś nasza dyskusja porusza się po obszarze nieostrości pojęć, którym w potocznej mowie opisywane są bliższe i dalsze kręgi odpowiedzialności: bezpośredni sprawca, przyczynił się, nie zapobiegł, zbieg okoliczności, okoliczności sprzyjające, mógł/powinien był/nie mógł przewidzieć, zaistniały warunki… Gdzieś na początku łańcucha odpowiedzialności za wypadki lotnicze stoją bracia Wright (i wina Tuska 🙂 ).
    Masz rację, że udział Trumpa jest wcale konkretny: pociąganie za sznurek z napisem „Wojna” bardzo przewidywalnie rodzi „nieprzewidziane” nieprzyjemności i chłopcy jakoś nie mogą wrócić do domu na Christmas. Nie chcę jednak wchodzić w przepychanki, czy Iran był na tyle niedobry, że „musieli”, itp.

  62. @Tanaka 15 stycznia o godz. 8:58
    Zdaje się, że ostatnio 2 boeingi spadły z nieba, z powodu błędów w oprogramowaniu, a nie błędów pilotów czy kontroli lotów.

    Niezupełnie. Spadły z powodu niezamieszczenia procedury w podręczniku czy czegoś równie banalnego. Piloci nie znali procedury, bo się nie naumieli, a się nie naumieli, bo tego od nich nie wymagano… Mieli uprawnienia do pilotowania boeinga, ale dla boeinga max nie mieli, bo to niby ta sama maszyna. Jednak boeing max był trochę inny, bo został zmodyfikowany na życzenie klientów – którzy to klienci nabyli na pniu te zmodyfikowane maszyny jeszcze przed ich opracowaniem, stawiając firmę przed faktem dokonanym. Dodatkowo, FAA uprościła procedurę zatwierdzania tych nowych rozwiązań, eliminując własne testy i przyjmując na wiarę wyniki wewnętrznych badań boeinga.

    Wniosek: w zależności od punktu widzenia komentatora, winni są albo wstrętni Amerykanie (FAA powinna była sprawdzić!) albo wstrętni kapitaliści (bo dla boeinga pecunia non olet, a pecunię mu wciskali klienci żądni nowych „ulepszonych” boeingów). W żadnym wypadku nie są winni piloci, bo oni przecież działali w wielkim stresie! Poza tym kto by tam studiował procedury…

  63. Dymisja rzadu prem. RF Miedwiediewa.
    Bylo do przewidzenia po ostatnich wypowiedziach parlamentarzystow Dumy.

  64. @zza kałuży 15 stycznia o godz. 4:16
    Biłaś się z chłopakami z sąsiedniego podwórka?
    Ile razy w wasze bijatyki wtrącali się chłopacy z Ameryki?
    Mówi ci coś słowo „kolonializm” czy „imperializm”?

    Nie, nie biłam się nigdy z chłopakami. Zresztą z dziewczynami też jakoś nie. Kolonializm? Imperializm? Królestwo Inków też było kolonialne. Nie mówiąc już o dziadziu Dżingis-Chanie. A teraz świat jest globalną wioską. Co do brzydkich chłopaków z Ameryki – ile razy świat błagał o ich interwencję tu i tam? Oczywiście, można zaczekać, aż „chłopaki z podwórka” wyrżną się nawzajem do nogi, ale wtedy i tak będzie winny brzydki Zachód – bo nic nie zrobił, żeby zapobiec zbrodni!

    Jared Diamond pisze o Nowej Gwinei – że przed przybyciem kolonialistów mieszkańcy wyrzynali się regularnie na zasadzie „oko za oko”. Potem przyszli najeźdźcy i postawili im nad głową policjanta z bronią palną… Wyrzynanie się skończyło. Teraz zaczyna się przeludnienie…

  65. @Na marginesie’

    powyzszy wpis raduje moja „dusze”

  66. @Na marginesie
    15 stycznia o godz. 16:34

    Spełniło się marzenie Herberta McLuhana
    I przemiana świata w wioskę została dokonana.
    Tyle, że w negocjacjach, tradycyjne sztachety
    Zastąpione zastały przez efektywniejsze rakiety.

  67. @paradox
    Lepiej miec cechy wspolne Neandertalami,
    Niz z katowolskimi, bogobojnymi baranami.

  68. Lepiej z dzikiem dzielić łoże
    Niż w katolskiej szczekać sforze

  69. @ Na marginesie
    15 stycznia o godz. 16:34

    Jared Diamond pisze o Nowej Gwinei – że przed przybyciem kolonialistów mieszkańcy wyrzynali się regularnie na zasadzie „oko za oko”.

    Ale też pisze, że ledwo parę żab potrafili upolować, za to się chwalili jakimi to są łowcami, że hej 😉

  70. @Tobermory
    15 stycznia o godz. 19:07

    Z dzikiem, świnią jest nawet git
    Gdy się potem zrobi Brexit

  71. Tobermory
    15 stycznia o godz. 19:07

    Lepiej z dzikiem dzielić łoże
    Niż w katolskiej szczekać sforze

    Z dzikiem postępujmy ostrożnie
    rzec trzeba nawet – nabożnie
    Albowiem właśnie zeżarły swego pana
    z którego nic nie zostało do rana

    Lecz prawda w tym, że w katolskiej sforze
    jest znacznie gorzej

  72. Lepszy piorun na Giewoncie
    Niż w pisowskim być chomącie

  73. Tanaka!
    Cus u Ciebie nie tego z tym obliczaniem procentow. Z rodzicami dzielisz okolo po 50% DNA tak jak ze swoim rodzenstwem. Z dziadkami i rodzenstwem przyrodnim juz tylko 25%.
    3,4% mowi ze juz moj pra-pra-pra-pra-dziadakowie mogli byc stuprocentowymi Skandynawami. W finiskim wypadku to nawet moi pradziadowie (12.5% nie tak daleko od 9.9) a w baltyckim pra-pra-dziadowie.
    To dziala wedle tzw postepu geometrycznego o podstawie 2. Masz jedna pare rodzicow, dwie pary dziadkow, cztery pary pradziadkow, osiem par-pra-dziadkow, szesnascie par pra-pra-pra-dziadkow, trzydziesci dwie pary prax4-dziadkow. Dzielisz teraz jeden przez 32 i twardo stoi 0.03125 co jest 3,125%.
    Simple like… konstrukcja cepa.

  74. Qba
    15 stycznia o godz. 17:19

    Spełniło się marzenie Herberta McLuhana
    I przemiana świata w wioskę została dokonana.
    Tyle, że w negocjacjach, tradycyjne sztachety
    Zastąpione zastały przez efektywniejsze rakiety.

    Całkiem się inne ziściło marzenie McLuhana:
    Polak powstał z kolana
    Po czym przywalił z buta
    Bo Europa strasznie zatruta

  75. @Ramschel
    15 stycznia o godz. 19:20

    Gdy dziad inteligent, to wnuk ćwierćinteligent

  76. paradox57
    Dołncjufakinłori o moje wydatki i moj heritage. Je sie o Twoje nie martwie.

  77. Mam wrażenie, że jakaś głupawka was dopadła.

  78. „Nikt nie plakal po smierci Sulejmaniego”
    w GW’ rozmowa z pisarzem iranskin Huszanem Asadi.

  79. Worth to watch and follow on youtube:
    1.The Atheist Experience
    2.Talk Heathen
    3.Truth Wanted
    4.The Godless Bitches
    5.Atheist Vanguard
    6.Secular Sexuality
    7.Parenting Beyond Belief
    and couple other shows from Atheist Community of Austin, Texas.

  80. Ramschel
    15 stycznia o godz. 19:20

    Zasadność dzielenia przez dwa jest tylko lokalna – po paru pokoleniach wyczerpuje się założenie o kojarzeniu między osobnikami niespokrewnionymi, bo obliczony w ten sposób procent pokrewieństwa przestaje odstawać od tła. To jest prawdziwe dla teoretycznej dobrze wymieszanej populacji. Tyle genetyka populacyjna. Z molekularnego punktu widzenia niektóre geny są tak konserwatywne, że prawie nie zmieniły się od czasów naszej jednokomórkowej prababci.

  81. Lepiej z blogiem wpaść w głupawkę
    Niż mieć w polskim sądzie sprawkę 🙄

  82. Lepszy w genach tyran Turek
    Niż cykoria i ogórek

  83. Alternatywne spojrzenie na możliwe przyczyny zestrzelenia samolotu (ang.) – https://www.sott.net/article/427303-Was-Iranian-Missile-Operator-Tricked-Into-Shooting-Down-The-Ukrainian-Airlines-Plane-Over-Tehran

    Jak pisze autor:
    1. systemy radarowe rosyjskich TOR-M1 nie są zabezpieczone przed hakowaniem/podszywaniem się (hacking i spoofing). Wikileaks ujawniła, że Rosja już dawno przekazała syjonistycznej kolonii kody dostępu do irańskich TORów.

    2. Urządzenia wojny elektronicznej do bałamucenia radarów, https://www.militaryaerospace.com/computers/article/16726118/navy-continues-buying-radarspoofing-electronic-warfare-ew-equipment-from-mercury-systems, są w wyposażeniu jankeskiej marynarki wojennej.

    3. Transpondery identyfikacyjne samolotów pasażerskich są niezabezpieczone przed hakowaniem.

    Czyli do wyboru, do koloru, może teorie spiskowe, a może jednak???

  84. @Herstoryk
    16 stycznia o godz. 1:36
    No przecież od początku było wiadomo, że to Putin! 🙂

  85. @Ewa-Joanna
    16 stycznia o godz. 1:44

    Hoges zrobił kiedyś numer o „Morderczych koalach” („Killer Koalas”) 🙂

  86. @ Ewa-Joanna
    16 stycznia o godz. 2:01

    No przecież od początku było wiadomo, że to Putin!

    Albo Mossad, albo Janks, Bildeberg, Marsjanie 😉 ???

    https://www.unz.com/pgiraldi/who-targeted-ukraine-airlines-flight-752-iran-shot-it-down-but-there-may-be-more-to-the-story/

    A tak na poważnie, wojna elektroniczna jest dziś faktem, co i jak było nie dowiemy się zapewne nigdy, za to spiskolodzy będą mieli wodę na młyn.

  87. @Szary Kot
    Nie zmieniaja sie tylko dwa chromosomy;
    Y-DNA przechodzcy z ojca na syna i detrminujacy plec (M)
    X-mitokondrialny przechodzacy z matki na kazdede jej dziecko,
    pozostale 44 sa rotacyjne., dlatego nawet dwoch braci od tego samego ojca i matki moga sie znacznie roznic zarowno cechami fizycznymi jak i psycho.

  88. Podobno Hitler mial Y-DNA haplogrupe D1b1b (semicka) co plasuje go bardziej w Afryce Polnocnej niz w Europie gdzie najblizsze byloby mu obecne Kosowo.

  89. @Ramschel 7:05
    Ależ zmieniają się jak najbardziej, zarówno mitochondrialne, jak i te determinujące płeć. Jak każdy inny również podlegają mutacjom.
    I co właściwie znaczy „rotacyjne”? Kręcą się?

  90. @Szary Kot wczoraj 21:53

    Jedynie dla uzupełnienia. Jedne są konserwatywne i przetrwały, inne zostały wymiecione z puli skuteczniej, niżby wynikało z teoretycznych założeń.

  91. Przew. Dumy Wolodin o przedwojennej atmosferze antysemickiej w II RP’ ktora przygotowala grunt pod Holocaust. „Tak sobie mysle”, jak zwykl byl mawiac blogowicz Slowianin, jest w tym stwierdzeniu Wolodina duza dawka prawdy

  92. Ramschel
    16 stycznia o godz. 7:05

    X nie jest mitochondrialny. DNA popakowane w chromosomy jest w jądrze komórki, a mitochondrialne jest poza jądrem, nie w chromosomach. Y (u człowieka) – zgoda. A nad wszystkim unasza się duch ś-ty…

    paradox57
    16 stycznia o godz. 7:59

    Dla przykładu człowiek dzieli z drożdżami gen produkcji alkoholu. 😉

  93. @Szary Kot 9:03

    Pora na wymianę ciekawostek? Człowiek i świnka morska (przepraszam, kawia domowa) nie syntetyzują witaminy C i muszą ją czerpać ze źródeł zewnętrznych typu kiszona kapusta i kiszone ogórki. Swoją drogą dobre na kaca. Te implikacje…

  94. PS
    Dopadnięta głupawka nie odpuszcza.

  95. @Szary Kot

    Tak mi wpadło. Krótki kurs z podstaw genetyki? Czyli czekamy na głębsze zaangażowanie @Tobermory’ego i odzew @tejota. Na początek. Inni uczestnicy też mile widziani. Przynajmniej podstawowe błędy się naprostuje.

  96. paradox57
    16 stycznia o godz. 9:38

    Rozumiem, że już się to mieliło. 😉

  97. @Szary Kot 9:58

    Wiesz jak jest. Pewne tematy co jakiś czas wracają. Co całkiem nieźle świadczy o kondycji bloga, wbrew pesymistycznym opiniom, co pewien czas się pojawiającym. Świeża krew i te rzeczy.
    Chyba że to objaw zupełnie czegoś innego. Jak mawiają starożytni Rosjanie: codziennie nowi znajomi.

  98. Dumnie ogłaszam, że genetycznie jestem 100% spadkobiercą Wspólnego Przodka, który dla doraźnej korzyści zlazł był z drzewa, w typowo już ludzki sposób nie zastanawiając się czym się to skończy, wykazując tym samym równie już ludzki brak odpowiedzialności 🙂 .

  99. @Herstoryk 10:27

    Znaczy Wspólnym Przodkiem był Jan Szyszko, który, po wycięciu wszystkich drzew, nie miał innego wyjścia, jak z nich zleźć.

  100. Oblicza Polskiego katolicyzmu:
    https://kobieta.onet.pl/zakonnica-byla-przez-20-lat-wieziona-w-klasztorze-ta-sprawa-z-krakowa-zyl-caly-swiat/f8jjejs
    (…)
    Płynie z tej historii jakaś nauka dla współczesnego Kościoła?

    Trudności karmelitanek w zmierzeniu się z prawdą sprzed 150 lat są symptomatyczne. Jeżeli ludzie Kościoła mają problem z przyjęciem prawdy o tym, co się działo ponad wiek temu, to nic dziwnego, że nie potrafią rozmawiać o tym, co dzieje się obecnie.

    Ukrywanie prawdy odstręcza wiernych.

    Pewnie. Ja mam taką historię: niechlubna prawda w mojej rodzinie była zamykana w szafie przez lata. W końcu zdecydowałam się o niej napisać i to bardzo przewietrzyło atmosferę. Niestety w Kościele, gdy się chce szczerości, gdy się dotyka niewygodnej prawdy, często uważane jest to za atak. Tak samo jak wtedy. Twierdzono, że to nie Barbara jest ofiarą, lecz siostry. Zresztą po drugiej stronie nie było lepiej – antyklerykałowie nazywali wszystkie zakonnice i w ogóle katolików „robactwem”, plagą, którą trzeba wyplenić. Można powiedzieć, że człowiek nic się nie zmienił. Jaki był kiedyś, taki jest i dzisiaj.
    …………………………………………
    I to „robactwo” ma się dzisiaj w najlepsze. Miejmy jedynie nadzieję, że procesy gnilne polskiego katolicyzmu przyspieszą i rozłożą je na łopatki.
    Podobne „robactwo” dostało się do parlamentu europejskiego i wczoraj dało popis swoim jazgotem i bigoterią. Skandal to mało powiedziane, warcholstwo vide XVIII wiek
    Takie są właśnie oblicza „naszyzmu katolickiego”, wielki krzyk, jazgot, opluwanie, głośne prymityzownie dyskusji. I wiceminister (nie)sprawiedliwości, nomen omen Warchoł. No, „lepiej” już być nie może!
    Będzie tak, jak powiedziała jedna dyskutantka, której nazwiska nie wspomnę teraz, że jeśli tak, to Polska już członkiem UE być nie może. Tak moi drodzy blogowicze, rozpoczyna się „rechrystianizacja” Europy i refeudalizacja stosunków społecznych, na naszych oczach. Tego w demokratyczny sposób zwalczyć się nie da, takie jest moje zdanie. Niestety, trzeba będzie postawić na radykalny akt nieposłuszeństwa obywatelskiego, celem zaprowdzenia demokratycznego porządku społecznego.
    A obecną „dobrą zmianę” ROZLICZYĆ!
    Pytanie, czy jest taka siła polityczna i wola ku takiemu działaniu? Tu jestem mniej optymistycznie nastawiony. Wiadomo co, ale nie ma kto, ale samo się nie zrobi!
    I przypomnę:

    „To nie obcy są najważniejszym zagrożeniem narodu. (…) Bywa, że swoi wprowadzają w zawartość pojęcia ojczyzna treści, które usuwają w cień jego właściwy sens. Słowo wciąż jest w obiegu, wciąż się je wykrzykuje, wciąż strzela się nim do innych, ale im głośniej brzmi, tym jest mniej substancjalne. Po jakimś czasie każdy widzi: po dokonanych obróbkach Polska nie jest polska – polska moralność jest faryzejskim przekrętem moralności, myśl polska jest pospolitą bezmyślnością, polska wiara – polską dewocją, a polski katolicyzm – sektą, którą z nicości do bytu powołała schorowana wyobraźnia”
    Tischner kończy swój esej „Znicestwienie Polski” tak:
    (…)
    Norwid mówił: „Znicestwić narodu nikt nie podoła bez współdziałania obywateli tegoż narodu…” Norwidowskie „znicestwić” znaczy nie tylko „unicestwić”, ale również „zmarnować”, „zaprzepaścić”, „opróżnić” i sprawić, że „spełznie na niczym”. Rozmaitymi drogami biegnie marnotrawienie wielkich wartości. Wartości marnotrawią ich przeciwnicy, gdy dowodzą, że nie są one wartościami. Robią to jednak również zwolennicy wartości, gdy przemieniają je w karykaturę, w parodię, w pośmiewisko. W tę właśnie stronę idzie dziś „znicestwienie narodu”. Nie przeciwnicy, lecz zwolennicy „znicestwiają naród”. Nasze myślenie, przedstawiające się jako „narodowe”, stało się rzadkim przykładem bezmyślności. Ono też – przedstawiające się jako „polska myśl narodowa” – znalazło się pośród tych „automatów”, co to stoją przy drodze i… „myślą, że myślą”.

    Tako rzecze Optymatyk

  101. ozzy
    16 stycznia o godz. 8:02
    Przew. Dumy Wolodin o przedwojennej atmosferze antysemickiej w II RP’ ktora przygotowala grunt pod Holocaust. „Tak sobie mysle”, jak zwykl byl mawiac blogowicz Slowianin, jest w tym stwierdzeniu Wolodina duza dawka prawdy

    Mój komentarz
    Ozzy, coś więcej o przygotowywaniu gruntu pod Holocaust w Polsce. Mniej enigmatycznie.
    Pzdr, TJ

  102. Coś się za często zacina w kontakcie moim z LA. Ekran drży, kursor skacze lub nagła przerwa, brak kontaktu, itd.
    Ramschel
    16 stycznia o godz. 7:05
    @Szary Kot
    Nie zmieniaja sie tylko dwa chromosomy;
    Y-DNA przechodzcy z ojca na syna i detrminujacy plec (M)
    X-mitokondrialny przechodzacy z matki na kazdede jej dziecko,
    pozostale 44 sa rotacyjne., dlatego nawet dwoch braci od tego samego ojca i matki moga sie znacznie roznic zarowno cechami fizycznymi jak i psycho.

    Mój komentarz
    Każdy potomek (metaforycznie) jest losową mieszaniną genów dwóch dziadków i dwóch babć, a ci są mieszaniną swoich antenatów, itd.

    To mieszanie odbywa się w trakcie tworzenia jajeczek w organizmie kobiety lub plemników u mężczyzny, w linii tzw. komórek płciowych matki lub ojca. W tej linii u obu płci odbywają się podziały komórek zwane mejozą, które prowadzą do wytworzenia komórek płciowych (każda z kompletem chromosomów pojedynczych) – jajeczek i plemników zwanych łącznie gametami.

    U kobiet mejoza odbywa się tylko w fazie płodu, u mężczyzn w fazie dojrzałości. U kobiet w fazie dojrzałości odbywa się dojrzewanie jajeczek.

    Mejoza polega na wytworzeniu na bazie jednej komórki z podwójnym kompletem genów, czterech komórek z pojedynczymi kompletami genów. Każda z czterech komórek zawiera inny wariant mieszaniny genów od ojca i od matki,

    Mieszanie genów zachodzi w dwóch mechanizmach mejozy.

    Pierwszy mechanizm, to losowe wymieszanie całych pojedynczych chromosomów, takich paczek genowych, oraz pobranie w trakcie mejozy z tej losowej mieszanki kompletu chromosomów pojedynczych do nowej komórki płciowej. Byłoby to zbyt proste, ograniczające mieszanie się genów do wymiany ich paczkami – w postaci chromosomów.

    Dlatego w mejozie działa drugi mechanizm mieszania genów (uważa się, że jest on odpowiedzialny za więcej niż połowę wymiany genów), nazywa się crossing over i polega na zetknięciu dwóch chromosomów homologicznych (jeden od ojca, jeden od matki), czyli posiadających te same, tylko nieco różniące się geny (allele) i wymianie kilku, czy kilkunastu odcinków chromosomów pomiędzy dwoma chromosomami – jeden od ojca i matki.

    Te dwa mechanizmy działają w czasie mejozy. W rezultacie ich pracy i zajściu losowego rozdziału chromosomów, powstają 4 komórki płciowe (gamety) z kompletem pojedynczych chromosomów (23 sztuki) z wymieszanymi losowo genami matki i ojca.

    Biologia rozmnażania z tego punktu widzenia, to operacje logiczne, bardzo złożone, które są w podręcznikach opisywane na dwa sposoby. Pierwszy sposób to – ot tak sobie – przeznaczony dla bystrzaków lub coś już wiedzących na ten temat. Drugi sposób, to nędzenie wciąż o tym samym i gdy dochodzi się do końca wyjaśnień, zapomina się co było na początku.

    To są bardzo trudne problemy do wyłożenia, ponieważ dotyczą bardzo złożonego systemu funkcjonowania komórek żywego organizmu w skali nano.
    Pzdr, TJ

  103. „System komputerowy ocenił …..” – nie jestem pewny/a czy w tych czasach zsrr dysponowal informatyka, w ktorej mial ogromne opoznienia w porownaniu z zachodem.
    howk

  104. @Szary Kot
    16 stycznia o godz. 9:03

    Ale różnica taka, że drożdże w zbiorniku idą kożuchem ku powierzchni, a człowiek sięga DNA.

  105. @paradox57
    16 stycznia o godz. 9:32

    A to świnia!

  106. Znowu jedynie dla uzupełnienia. Tym razem @tejota. W trakcie crossing-over może dojść do rotacji. Ale dotyczy ona jedynie fragmentów homologicznych chromosomów (im dalej od siebie leżą, tym słabiej są sprzężone, a to jest jeden z warunków, jakie muszaa być spełnione, aby doszło do wymiany), które dzięki temu zabiegowi mogą się „skleić”.
    I, jak zauważył, to właśnie ten proces jest uważany za zasadnicze źródło różnic między potomstwem pary rodziców. Przy zachowaniu jednego z podstawowych warunków. Bo, jak wiadomo, matka jest tylko jedna.

  107. paradox57
    16 stycznia o godz. 18:15

    Mój komentarz
    Być może mechanizmy wymiany genów działające w najbardziej pierwotnym i zasadniczym etapie przedzapłodnieniowym tak się ułożyły by „wyciągać” to co jest możliwe, utrzymywać korzyści z całej puli genetycznej jaka jest w danej populacji, innymi słowy, by ta pula w całości grała ze środowiskiem.
    Pzdr, TJ

  108. Ramschel
    15 stycznia o godz. 19:20

    Tanaka!

    Cus u Ciebie nie tego z tym obliczaniem procentow

    w sprawie cusia, to nie obliczałem procentów wstecz, tylko coś innego.

  109. Znalazłem ciekawy dokument o (nie)szkoleniu pilotów. Części pewnie znany.

    http://nowypompon.pl/np_19/pages/09_19/artk/kazde_ladujace_ufo.html

  110. Lepiej poczuć zęby hieny
    Niźli z glizdą mieszać geny

  111. Lepiej pompon mieć za uchem
    Niźli drożdże pod kożuchem

  112. Optymatyk
    16 stycznia o godz. 12:07

    Przeorysza trafiła na miesiąc do aresztu. Niewiele, ale przynajmniej jakiś znak tego, że zajęto się w końcu sprawą. 150 lat temu. Przy czym władza była w Wiedniu.
    Dzisiaj żaden kościelny przełożony do żadnego aresztu nie trafia. Władza mieści się w prostym pośle nad Wisłą.

  113. mang
    16 stycznia o godz. 15:39

    Jak to mówią, mogło być różnie.

  114. Drożdża znalazł pewien Polak
    i wynikła stąd niedola.

  115. Podobno Hitler mial Y-DNA haplogrupe D1b1b (semicka)

    Kto to badał i na jakiej próbie?

  116. „Pośle Kaczyński, wraz ze swoją świtą, bądźcie przeklęci, za to, że tak bardzo skłóciliście i podzieliliście naród na dwa wrogie rozpalone, zwalczające się obozy, gotowe skoczyć sobie do gardeł przy pierwszej iskrze. Za to, że wczorajsi przyjaciele, są dzisiaj zaciętymi wrogami. Za to, że wykrzesaliście z Polaków ogromne pokłady wzajemnej nienawiści. Za to, że brat staje przeciw bratu. W końcu do krwi” – głosi wpis.
    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/wadim-tyszkiewicz-gotowy-do-zlozenia-mandatu-senatora/rvpzx8q

  117. Optymatyk
    16 stycznia o godz. 19:45

    Wadim Tyszkiewicz to chyba jeden z niewielu samorządowców w parlamencie i jeden z niewielu, ktorzy na czymś się znają oraz mają osiągnięcia. A przy tym wygląda na porządnego człowieka. Do czego zalicza się to, że mówi Dudzie, Morawieckiemu i Kaczyńskiego to, co im się należy.

  118. Ramschel
    16 stycznia o godz. 20:47

    Na tym polega szajba i robienie interesów.

  119. @
    W tym rozmodlonym kraju,
    Dzięki poparciu kościoła,
    Kolejne wybory w maju
    Znowu wygra pierdoła,
    Bo tu się ten tylko liczy,
    Kto o Bogu krzyczy.

  120. @Tanaka
    16 stycznia o godz. 19:09

    A ja przeciwko drożdżom w genach nic nie mam,
    Bo dla pół litra ostatnie sakramenty sprzedam.

  121. @Optymatyk
    16 stycznia o godz. 19:45
    I tu dochodzimy do znanego już wniosku – polscy dziennikarze w większości są do dupy i manipulują informacją.
    WT ma rację – głosował za porządkiem obrad a nie za PiS jak przedstawiono w mediach. Insza inszość.

  122. @Ewa-Joanna
    16 stycznia o godz. 22:54

    Bo „człowiek”, to brzmi dumnie.
    Zwłaszcza, gdy leży w trumnie.

  123. rymy częstochowskie
    są naprawdę bolskie

  124. zza kałuży
    15 stycznia o godz. 3:42

    Nie jestem pewien czy to poprawne polskie wyrażenie, ale wygląda mi na to, że zza kałuży odbiło.

  125. @Na marginesie 15 stycznia o godz. 16:34
    A teraz świat jest globalną wioską.
    Ależ skąd!
    Gdzie nie spojrzeć tam pełno pisowskiej (i duuuużo od pisowskiej gorszej!)
    parafiańszczyzny u władzy, głośno wydzierającej ryja aby im się w to pożal się boże rządzenie na lokalnym podwórku nikt nie wrącał.

    Co do brzydkich chłopaków z Ameryki – ile razy świat błagał o ich interwencję tu i tam? Oczywiście, można zaczekać, aż „chłopaki z podwórka” wyrżną się nawzajem do nogi, ale wtedy i tak będzie winny brzydki Zachód – bo nic nie zrobił, żeby zapobiec zbrodni!
    Cały problem w tym, że ZAMIAST PO ROZLANIU SIĘ ZUPY błagać Amerykanów o wojskową interwencję TO BYŁOBY DUŻO LEPIEJ SPRÓBOWAĆ PRZYJĄĆ ICH ZASADY DZIAŁANIA PAŃSTWA ZA SWOJE.

    A nie próbować żyć w jakichś teokracjach, narodowych demokraturach czy narodowo-religijnych apartheidach. W USA wszystkie narody kiedyś składające się na Jugosławię nie skaczą sobie do gardła. Ani Niemcy nie napadają na Polaków ani Rosjanie nie wywożą nikogo na Alaskę.

    Czytam teraz wspomnienia Infelda i jego opisy niebosiężnych murów obcości, nieznajomosci i wrogości oddzielających krakowskich Polaków i mieszkających w krakowskim gettcie (jego słowa) Żydów robią mocne wrażenie.
    Jego długaśne opisy komunikacji i poznawania świata opartych na języku hebrajskim, jidysz, niemieckim oraz polskim NIE MAJĄ DZISIAJ ŻADNEGO ZASTOSOWANIA W USA.
    Tutaj każdy Żyd mówi wzorowo po angielsku.
    Dlaczego się chciało jemu i jego rodzicom nauczyć angielskiego?

    USA mają całą masę wad, sam wielokrotnie przypominam o rasiźmie, ale na świecie nie ma dużego państwa zorganizowanego lepiej od USA. Są oczywiście różne małe państwewka o lepszych rozwiązaniach w niektórych dziedzinach życia ale dużo łatwiej jest poukładać sensownie sprawy kilku czy kilkunastu milionom ludzi niż trzystukilkudziesięciu milionom.

    Moją receptą na rozwiązywanie (a wcześniej na zapobieganie) lokalnych bójek byłoby wzięcie przykładu z zasad leżących u podstaw amerykańskiego społeczeństwa.

    Przynajmniej do czasów debila Trumpa od budowania murów i szczucia jednych na drugich. Co się tam podoba prawie połowie Amerykanów.

    Co jest tylko dowodem na wielką rolę przemyślanych zasad budowy państwa i na kruchość tej struktury.

    Jeżeli USA zacznie wzorować się na Izraelu to zamieni się w krwawą religijno-rasową jatkę poszatkowaną murami, zasiekami i polami minowymi.

    Jeżeli Izrael weźmie USA za przykład to może pokój nie zapanuje tam od jutra (patrz rozruchy rasowe i palenie dzielnic tego czy innego miasta co 20 lat) ale przynajmniej da sobie JAKĄŚ szansę.

  126. @Calvin Hobbs 17 stycznia o godz. 0:08

    Po atakach z 9 września 2001 prezydent Bush zachęcał Amerykanów do tego, aby nie rezygnowali z prowadzenia normalnego życia. Z robienia zakupów. Inaczej, mówił, terroryści odnosą zwycięstwo, przypominał, że terrorystom chodziło właśnie o „zamknięcie USA”.

    Zamykanie lotniska to jest początek zamykania Iranu.

    What’s good for the goose should be good for the gander, nie sądzisz?

  127. Nie wiem czemu oko zaczepilo sie na tych dziesieciu sekundach w naglowku wstepniaka (nie znosze tego slowa). Przez moment zobaczylem rzedy siedzen, a w nich przerazonych ludzi sciskajacych sie za rece w ostatnim odruchu trwogi i wymieniajacych ostatnie spojrzenia. W chwile potem przemknela wizja jakiegos pomieszczenia na lotnisku z napisem “No smoking” nad drzwiami, a w srodku zawodzacy, zrozpaczony tlum spokrewnionych z ofiarami zestrzelonego samolotu. Nie trwalo to jednak dlugo i uwaga zwrocila sie ku slowu “smierc” – la mort – ta sylaba.

    Zasadniczo nie interesuje mnie kto tej tragedii zawinil, cwano-glupawy ryzykudla z Bialego Domu, trigger happy nadgorliwy iranski zoldak, Putin, albo jakas inna swolocz. Wedle siedemdziesiatki nie interesuja mnie juz poszczegolne incydenty – I’m running out of time. Z panoptycznej wizji rzeczywistosci w mlodosci i srodka zycia ciagnie w strone syntezy, zamknietych systemow filozoficznych. A taka daje lektura “The Denial of Death” (Zaprzeczenie smierci) Ernest’a Becker’a, do ktorej to lektury goraco zachecam nieobeznanych z fascynujaca beckerowska hipoteza, ze strach przed smiercia jest powodem wiekszosci cywilizacyjnych nieszczesc.

    https://www.youtube.com/watch?v=pcVaD_pv50o

    Wspolgra z ta mysla cioranowski aforyzm:

    “Dlaczegoz niby bac sie oczekujacej nas nicosci, skoro nie jest ona rozna od tej, ktora nas poprzedza? Ta argumentacja starozytnych wobec leku przed smiercia nie jest warta jako pocieszenie. Przedtem mialem szanse na nieistnienie; teraz juz istnieje i ta wlasnie czastka istnienia, a wiec niedoli, boi sie zaglady. “Czastka” to nie najlepsze slowo, bo przeciez kazdy z nas samego przedklada nad Wszechswiat (badz przynajmniej stawia sie z nim na rowni.)”

    I pomyslec, ze tylu ludziom udalo sie umrzec.

    More respect for the dead commentators. The bell tolls for you too.

    Raz jeszcze wielkie dzieki gospodarzowi LA za powrot do dawno zapomnianych lektur.

  128. @Kostka

    Krolowo napisze, obiecuje w sprawach jezyka, temat ocean. Cos trzeba wokol tego zagospodarowac, format przekazu, kulturowe odniesienia, niwelujace sie na wzajem aksjomay, totalna niewiedza, cykuta poznania. Daj pomyslec. Przez wielszosc swej kariery zawodowej bylem tlumaczem przykutym do obcych slow. How does that feel?

  129. A ja akurat niedawno obejrzałem sobie wersję Monty’ego Pythona odpowiedzi na zadane przez podlinkowane przez @Aborygena filozoficzne rozważania. Oglądany o latach przerwy film wydał mi się jakiś taki nierówny, kolekcja skeczy trochę chaotyczna, no ale nie zmienia to faktu, że niektóre z nich były smakowite. Na przykład ten wyjaśniający różnicę między protestantami a katolikami:

    https://www.youtube.com/watch?v=PDBjsFAyiwA

    Bez bicia i bez silenia się na filozoficzne sofistykacje, do których w tak oczywisty sposób nie mam ani zdolności ani predylekcji, najlepszą odpowiedź na pytanie o sens życia znajduję w pościgu grupy przewiewnie ubranych pań, jakże zgrabnie przedstawionym nam poniżej:

    https://vimeo.com/10798467

  130. @zza kaluzy

    Dzięki za fajne przykłady tzw buforow kulturowych według E.Beckera.

  131. @bubekró
    16 stycznia o godz. 23:15

    Jeśli masz z moimi problemy, nie bądź hipokryta
    I czyń, jak ja z Twoimi. Po prostu nie czytaj.

  132. Oglądam właśnie
    https://tvn24.pl/programy/piec-lat-prezydentury-andrzeja-dudy-ijego-rola-wsadowej-rewolucji-pis-3100812
    I załamałam się. Co za pajac! I ludzie chcą na niego glosować… a on się do pierdla nadaje.

  133. @

    Szlag mnie trafił przedwyborczo w maju,
    Więc ruszyłem w drogę do bram raju,
    A wiodła tam przemiła cyprysowa alejka,
    Na której stała pierońsko długa kolejka.
    Nie mogłem uwierzyć, pewnie z powodu kaca,
    Że na bramie wisi kartka „Zaraz wracam”.
    Cholera, pomyślałem, sikając pod krzakiem,
    Czyżby nawet Pan Bóg był Polakiem?

  134. 17 stycznia 1944 zostala wyzwolona Warszawa. Jeden z moich dalszych krewnych, mlody wowczas oficer 1 Armii WP
    byl w zruinowanej stolicy. Jednak los nie byl mu zyczliwy. Niedlugo potem zginal w wypadku samochodowym. Zostaly po nim fotografie.

  135. The right to bear arms = prawe ramię niedźwiedzia?

    Kto zgadnie, co znaczy „Hey, who’s pole for bagnets”?

    Ukazał się anglojęzyczny serwis PolandDaily.com, który zdaniem telewizji Republika dotrze do szerokiej publiczności światowej zainteresowanej informacjami o Polsce.
    Jednakowoż anglojęzyczna publika podobno nic z tego nie rozumie albo bierze za program satyryczny 🙁

    Niektóre komentarze:
    Don’t boat yourselves, dark ice everything will buy
    Hey Sakiewicz, say it without a little garden
    Something is no yes here.

  136. https://www.youtube.com/watch?v=0MSDjcOozOQ&t=27s
    Regent Jezusa Chrystusa
    2856 wyświetleń•10 sty 2020
    ………………………………………….
    Na kolana, chamy!

  137. Tanaka
    Moja duża doza wdzięczności za ten chyba jedyny tutaj powiew rozsądku i chłodnych ocen.
    Może dodam tylko, że praktyka wielu lat pokazuje, że Iran tak jest przesycony szpiegami i informatorami z Izraela i USA, że i działanie na zlecenie, czyli prowokacja, też można by wziąć pod uwagę. Pamiętam, jak to irański pilot został kupiony i uciekł swoim MIG29 (chyba) dając możliwość ćwiczenia obejścia rosyjskiego systemu obrony samolotów. Skutkiem było 75:0 zestrzeleń w 1990.
    Co do pomyłkowych zestrzeleń to w zeszłym roku izraelski samolot pociągnął rakietę syryjskiego S300 i schował się za rosyjski IŁ obserwacyjny. Zginęło 18 osób. Tak, że z tymi rzekomymi pomyłkami to też różnie bywa.

  138. Hej, kto Polak, na bagnety!
    / Warszawianka/

  139. Brawo, ozzy 😉
    Mnie to zajęło chwilę czasu, ale w końcu zgadłem.

    A zrozumiałeś komentarze?

  140. Optymatyk
    17 stycznia o godz. 18:54

    Dobrze, że się przedstawił, tylko trochę krótko. Ja, czyli kto?

  141. Tobermory:
    komentarze? Nie!
    One koza death.

  142. Qba
    17 stycznia o godz. 12:47

    Cholera, pomyślałem, sikając pod krzakiem,
    Czyżby nawet Pan Bóg był Polakiem?

    Pan Bóg okazał się Polakiem z Radzymina
    i dlatego niejednemu strasznie zrzedła mina

  143. Don’t boat yourselves, dark ice everything will buy
    Nie łudź się, ciemny lud wszystko kupi

    Hey Sakiewicz, say it without a little garden
    … powiedz to bez ogródek.

    Something is no yes here.
    Coś tu nie tak.

    Village killed with planks – powiedział kiedyś Barańczak

  144. Aborygen
    17 stycznia o godz. 3:06

    Może bardziej niż o strach przed śmiercią chodzi o popęd śmierci. Swoiste przylgnięcie do niej, które ciąży cały czas i bez ktorej nic właściwie zrobić nie podobna.
    Myśl Ciorana brzmi ciekawie i może zastanawiająco trafnie, pytanie jednak, czy chodzi o samo nieistnienie, czy to co je poprzedza.
    Swoiście nieśmiertelny jest mechanizm ewolucji i jej naczelna zasada: przetrwanie genów. Jednostka nawozem przetrwania. Lenin byłby zadowolony.
    Zadowolona jest pewnie także bakteria. W zasadzie – nieśmiertelna. Człowiekowi wychodzi to słabiej, co może dziwić: jest przecież tzw. koroną stworzenia, a inne, podkoronowe stworzenia, przeganiają człowieka.

  145. Tobermory
    17 stycznia o godz. 21:37

    To mi wygląda na Polską Fundację Narodową.

  146. @Tanaka
    17 stycznia o godz. 21:13
    Tanako , ale jesteś mało inteligentny(sic!), przecież wtedy, kiedy obejmie pełnię władzy wszystkiego się dowiesz. To będzie KTOŚ, kto będzie vicebogiem na ziemi. Jestem, który jestem, mówi Ci to coś, coś a’la JHVH? Widziałeś twarz, mimikę i to powinno wystarczyć! – (aby zamknąć tego faceta w Tworkach). A imię, to swego rodzaju tajemnica wiary, Ty masz wierzyć a nie wiedzieć. Wtedy będziesz szczęśliwy. Przecież wszystko ulegnie całkowitej przemianie. Zaczniemy chodzić po wodzie, przemieniać H2O w C2H5OH… cuda… cuda… wyprawiać!?
    O kuźwa, ale się zagalopwałem. hehehe
    Tanako, wystarczy, że uwierzysz.

  147. @Tobermory
    17 stycznia o godz. 21:37

    Dziura zabita dechami? :D:D:D

    Piękne!

  148. @Kostka
    17 stycznia o godz. 22:15

    No, dokładniej biorąc, village to wiocha a nie dziura

    But about what is walking?!
    Don’t treat me from the mountain, my English weapons itself, said Mr Sakiewicz

    yc ryski tu drink bir after łyski

  149. @Kostka

    A wiesz jak po angielsku jest ciało niebieskie?
    Blue painted corpse 😎

  150. @Tanaka

    Bardzo poruszający wstępniak. Takoż komentarz Aborygena, który przesunął nieco optykę w wymiar bardzo ludzki. Link do terror management theory odsłuchałam z ciekawością (doczytujac potem to i owo) choć nie jestem w 100% przekonana czy teoria nie jest ciutke naciągnięta tu i ówdzie.
    Za dużo nie pokomentuje jednak bo…oj, dużo by gadać… Co najwyżej mogę sobie polurkować, jak mawia Nefer (która się uparcie ukrywa).

    @Ewa-Joanna

    Do Szkotki od jadowitych misiów koala się nie przyznajemy (facepalm). Wcale. 😀

    @Aborygen
    17 stycznia o godz. 4:04

    Brzmi jak temat na wstępniak w sam raz!

    Pozdrawiam wszystkich! Chyba właśnie zakończyłam dry January więc…. slainte!

  151. Tobermory:

    niegdys Tuwim w: „Pegaz deba, czyli Panopticum poetyckie”, chyba poczatek lat 50.
    pokazal swoj kunszt mistrzowski w tworzeniu takich slownych igraszek. Baranczak
    zas w „Pegaz zdebial”. Przypomnialem ciekawe zdarzenie, kiedy KSS „KOR” wydawal swoj Biuletyn Informacyjny. W jednym z numerow byl zamieszczony tekst Stanislawa Baranczaka („Szczesny Dzierzankiwicz”) , w ktorym pisal o owczesnym prymasie Polski (Wyszynski) napisal „ajatolach Wyszynski” i czesc nakladu rozkolportowano. Szybko poprawiono to i zniknal „ajatolach”.
    Powyzsze wspomnienie odzylo w zwiazku z jakas nagroda im. Prymasa, ktora
    KUL przyznal tegoz roku Jedryszewskiemu abpowi.
    Napisal Tuwim :
    „Leszku-goju!
    Zyj w spokoju.
    I – jak bida –
    Idz do Zyda”.

    ( O jakiego Leszka chodzilo, to sadze znawcy polskiej poezji wiedza.)

    Z glebokim verytrulyzmem

  152. @Tobermory

    😀

    Cukiereczki!

  153. On the fishless even a lobster is a fish.
    In March, like in a pot.

    He went to his head for reason.
    I’m telling you from the mountain.

  154. Weather of the ghost 😎

  155. Denmark from chicken
    Room with you
    It’s after the birds
    Hands are dropping
    For what mushroom?

  156. Rany Julek… Julek wounds

    To dlatego ja czytam dziwne rzeczy w polskich tłumaczeniach z angielskiego 🙂

  157. Who smelt, this one rolled out.

  158. Toby fajne ale dosc latwe:

    Dania z kurczaka.
    Pokoj z toba.
    No i po ptakach.
    Rece opadaja.
    Po kiego grzyba.

    Z poprzednich:
    Nie traktuj mnie z gory, moj angielski obroni sie sam.
    Jest ryzykownym pic piwo po whisky.
    Pogoda ducha.
    Ale o co tu chodzi?

    Aborygen twoje tez oprocz ostatniego,
    pomoz!

  159. Abo,
    poddaje sie.
    Who’s farted?
    Who’s let out that stinky?
    Nie wiem!!
    Kto smierdzial, ten pierdzial.

  160. Inna zabawa, przykazania,

    Nie pozadaj zony blizniego swego nadaremno! (Tuwim)
    Nie uprawiaj cudzego loza! (zaslyszane chyba u ‚Dudka’).

  161. Abo,
    ‚aforyzm’ Ciorana zawiera w sobie klasyczna juz dyskusje o smierci.
    Epikur ze swoim slynnym sylogizmem.
    Potem wersja Lukrecjana i wreszcie slynny esej (zapomnialem tytulu, pewnie ‚On death’, hehe) Thomasa Nagela.
    Ciorana znam slabo, zaczne go chyba odkrywac.
    Znam jego rozne aforyzmy np. ‚Powiesc to przedluzone samobojstwo’ etc.
    I wiem, ze byl skrajnym pesymista, cokolwiek to znaczy. Beckett tez cierpial wedlug Alvareza na ‚terminal depression’.
    Kilku Rumunow we Francji jak Ionesco, Cioran, czy kompozytor Enescu, wiecej grzechow nie pamietam.

  162. @act
    18 stycznia o godz. 6:45

    Wiem, że łatwe, ale zrozumiałe tylko przez Polaków, bo to dosłowne tłumaczenia polskich idiomów. Angielskojęzyczni robią wielkie oczy i nawet nie próbują zgadywać, że po ichniemu to by było:
    Poultry
    Peace be with you
    Goose is cooked (all hope is gone)
    Words fail me (I give up)
    Why on earth…?

    Czy jakoś tak…

    Go to the second page of the street
    Victim for the church
    Kiosk of movement
    I feel train to you
    My girlfriend is very expensive to me
    White without
    Without corpse
    I went out behind husband
    I wifed myself
    Can you throw me up?

    Railway on you!

  163. @

    Bo życie, proszę blogowiska
    Niektórym rzewne łzy wyciska,
    A innym wciska za ciasne buty,
    A jeszcze innym przestawia nuty.
    Czy cytowane publicznie aforyzmy
    Zastąpią chroniczny brak charyzmy?
    I czy z aforyzmów kiedykolwiek wynika,
    Na którego warto głosować polityka?
    Gdy prezydent ma charyzmę papucia,
    A premier jest jak guma nie do żucia,
    Nie wystarczą nawet najmądrzejsze słowa.
    Trzeba wszystko wymazać i zacząć od nowa.

  164. @Tobermory
    18 stycznia o godz. 10:18

    Cały ten serwis jest dla Bolaków, a nie dla inszych szpiegów. „Kto nie nasz, nie zrozumie”.

  165. @act
    Who smelt, this one rolled out. Kto poczuł ten wytoczyl (for compulsive farters only)

  166. Dla kibiców – I see in a boat.

  167. Toby,
    ostatnia seria bardzo fajna:
    Kilka sprawilo mi chwilowy klopot:
    Bialy bez
    Bezcielesny
    Kolej na ciebie
    ?

  168. Abo,
    hehe, rzeczywiscie bylo takie zawolanie.

  169. Bezcielesny?
    Bez zwłoki!

    Biały bez spodobał mi się najbardziej 🙂

  170. Behind-eyes student
    to underpepper

  171. Szary Kot,
    gdyby bylo: I will see you in a boat, to by bylo: do zobaczenia w Lodzi.
    Blisko?

  172. Ha, swietne to Widzew Lodz!!

  173. Undertowel
    My way Mary

  174. Student zaoczny do wypieprzenia?

  175. Podrecznik.
    Moja droga Mario.

  176. @act

    ach, ci francuscy Rumuni!
    Poza nimi byl Mircea Eliade, religioznwca, beletrysta, tworca polfilozoficznych ksiazek. Jednak Eliade, ktory dostrzegal wyjatkowosc chrzescijanstwa a jednoczesnie umiejscawial je jako kontynuacje archaiki (indyjska symbolika i kosmogonie) nie mial mjesca wkatolickiej narracji (judeo-chrzescijanskiej), bowiem uwazal ze przyczynila sie do desakralizacji swiata. Mial nadzieje, ze chrzescijanstwo odnowi sie dzieki dodaniu do niego kosmicznego i sakralnego wymiaru rzeczywistoci. Dla niego chrzescijanstwo bylo prownicjonalnie ograniczone („Histoire des croyances et des idées religieuses”)
    Emile Michel Cioran, jego „zeszyty” z lat 1957-1972, wydane przez Gallimarda, 1997. On o poezji Bloka i innych: „Ah! ces Russes – qu´ils me sont donc proches!” Chyba najlepszy cicerone, on sam do swojej biografii i o swoich refleksjach na temat „zycia”. lubil samotnosc. Niechetnie przyjmowal gosci:”Tout visite est me gression”, „Maudit soit qui sonne” –juz sam dzwonek u jego drzwi byl nieprzyjaznym sygnalem.
    Ja poznalem Ciorana przez Jozefa Czapskiego, ktory kiedys tam wspominal o tym Polaku, artyscie. Sam Cioran z kolei o Czapskim, przyjacielu Gierdroycia: Czapski, cet
    homme merveiileux” (s.714, Cahiers), „cette homme challereux” (s.805).
    Cioran w „Entretiens”, Arcades/Gallimard, 1995 to rowniez wspaniala introdukcja do tego wielkkiego Rumuna.
    Rumuni za Atlantykiem.
    I tak: Andrei Codrescu, ur.1946, emigrant z Sibiu do USA w 1966 roku, autor wielu ksiazek, znany profil radiowy, profesor lit.ang na Louisiana
    State Univ. Najbardziej znana ksiazka i przekladana na rozne jezyki (m.in.szwedzki)
    to „The Posthuman Dada Guide. Tzara and Lenin Play Chess”, 2009). Taki krotki
    przewodnik/instrukcja dla bytu „posthuman” (mam problem z polskim odpowiednikiem, czyzby „postludzki”?) by zyciu w stylu Dada., inna ksiazka tegoz
    autora to „Bibliodeath. My Archives (With Life in Footnotes” (szwedzki tytul: Bibliograv
    —Bibliogrobowiec.).
    Norman Manea, 1936, z Sucaeva, ocaleniec z obozu koncentracyjnego jako dziecko,
    i jego wstrzasajace wspomnienia z Rumunii: The Hooligans Return: A Memoir (The Margellos World Republic of Letters) 2003. Troche jak Kosinski ale autorowi „Malowanego ptaka” daleko do literackiego kunsztu i jezyka Normana Maney.

    Tak w telegraficznym skrocie.

    ————a tak, jak ktos wspomnial o „cudzolostwie”, to chyba Boya (?) slowka
    „bo jak ktos w swoje loze lozy, to ten nie cudzolozy”.

    Pozdrawiam z deszczowego zachodniego wybrzeza….who´ll stop the rain….

  177. @act
    18 stycznia o godz. 11:28

    Może być, ale to underpepper to raczej podpieprzyć 😉

  178. errata:
    ma byc: „agression”—a nie „gression” (termin medyczny)

  179. underfuck – ukrasc, doniesc (na kogos)
    afterfuck – biec, pracowac ciezko
    fuck off – ubrac sie elegancko
    ……etc.etc

    she is a pepper / she is so peppery

  180. Toby,
    wiem, ze to raczej podpieprzyc ale nie ukladala mi sie calosc w sens.
    Czyli jak ma byc, bo zdurnialem.

  181. @act
    18 stycznia o godz. 11:53

    To były dwa (student zaoczny, podpieprzyć) rozłączne (jeden pod drugim) zwroty bez żadnego związku ze sobą.
    Sorry za konfuzję.

    Pada u ciebie?

  182. ozzy,
    dzieki za przypomnienie Eliade. Czytywalem w Polsce jakies jego rzeczy.
    Zapomnales dodac, ze Tzara byl rumunskim Zydem.
    Pozdrawiam tez.
    PS.
    Moglbys te francuskie cytaty tlumaczyc.
    Ja sie w wiekszosci tylko domyslam znaczenia.

  183. @Aborygen
    17 stycznia o godz. 3:06

    Odrywając się na chwilkę od idiomowych wygibasów taki jeszcze przypis do Beckera i koncepcji immortality project (czy pewnych jego aspektów to be precise). Wyświechtane może trochę ale tak mi się skojarzyło z pewną Haśką z wadą serca, co to studiowała filozofów.

    Halina Poświatowska:

    czy świat umrze trochę
    kiedy ja umrę

    patrzę patrzę

    ubrany w lisi kołnierz
    idzie świat

    nigdy nie myślałam
    że jestem włosem w jego futrze

    zawsze byłam tu
    on – tam

    a jednak

    miło jest pomyśleć

    że świat umrze trochę
    kiedy ja umrę

    No cóż. W takim razie idę poddawać się kulturowym buforom poki co, tym razem w postaci spaceru. Typowo, w weekend na który zaplanowałam poważne domowe działania administracyjne zakrojone na dużą skalę wyszło słońce, po raz pierwszy od dwóch tygodni. No cóż, priorytety to priorytety. Wlażenie na górę wydaje mi się lepszym buforem niż robienie tax return 😉

  184. Cos kropi Toby, zapowiadali ulewne (nawet grozne) deszcze na weekend w Canberze. Poczekajmy.

  185. @Tobermory
    18 stycznia o godz. 10:18 napisał:

    „Railway on you!”

    Albo

    A train to you 😉

    Zmykam!

  186. i troche muzyki na sobote
    ———————
    Weyes Blood / Natalie Laura Mering, 31 /
    MOVIES (Official Video – in 4k)
    https://www.youtube.com/watch?v=RFtRq6t3jOo

    Niegdys zapytana jakim kompozytorem, poza soba, chcialaby byc, odpowiedziala krotko: Chopin. Melancholia, piekno, upojenie.

  187. act:

    Ok, czasami mam problemy z piekna polszczyzna; czasami bywam leniwy – to pierwsze wynika (czasami) z tego drugiego. Zreszta nie mowie w domu po polsku. Duzo natomiast czytam i czesto otrzymuje przerozne publikacje krajowe.
    Moim wielkim faworytem blogowym , a mowie tu o pieknym jezyku polskim, jest
    pan Chacinski z bloga muzycznego. A tak poza blogiem: Maria Dabrowska, Jaroslaw Iwaszkieiwcz – moze juz archaiczni ale niedoscigli mistrzowie polszczyzny.
    Zagajewski, Baranczak, Krynicki, Tokarczuk….przyjemnie sie czyta ich. Wydawnictwo
    Czarne Stasiuka to krynica wysmienitej literatury polskiej i obcojezycznej.

  188. act:

    jacys tam moi znajomkowie mieszkaja w okolicach Bond Beach (Melbourne)—navigare….
    nie dla mnie.

  189. Swego czasu w Szwajcarii naśmiewano się z jednego radcy federalnego pełniącego akurat funkcję prezydenta Konfederacji (każdy z siedmiu członków Bundesratu – kolegialnej głowy państwa pełni tę funkcję rotacyjnie przez jeden rok) który miał zaproponować prezydentowi Reaganowi przejście na „ty” mówiąc: You can say you to me 😎

  190. Poczem wypili Bruderschafta.

  191. Tobermory:

    takich wpadek jezykowych bylo wiele u szwedzkich notabli, ktorzy dosc czesto angielskie
    slowka pozyczali do swego jezyka: fair-mässa-mess ( np. bookfair, bokmessa), infart, småfolket – small people/little people. Sa to tzw. falszywi bracia. Jak w j.polskim i rosyjskim: „diwan”, „krawat”…

  192. …кресло, стул, люстра – z działu „Wyposażenie mieszkania” 🙂

  193. @ozzy
    18 stycznia o godz. 12:57

    Sam dałem niezłą plamę w rozmowie ze znajomym Szwajcarem, który długo był żonaty z Czeszką i w Czechach nawet miał letnią chatę. Wiedząc, że mówię po polsku wtrącał czasem czeskie zwroty, które przeważnie rozumiałem, niekiedy głównie z kontekstu.
    Spotykaliśmy się na naszych wędrówkach, często na ulubionym szczycie, na który on przeważnie wchodził wcześniej niż ja.
    Raz, widząc mnie z daleka, zawołał:
    – Hezké počasí! (Piękna pogoda)
    A ja zawstydzony późną porą odpowiedziałem:
    – Ja, schon fast Mittag! (Tak, prawie południe)

    Po chwili zrobiło mi klick w niedotlenionym mózgu, ale on chyba nie dosłyszał mojej nonsensownej odpowiedzi.

    O polskim „szukaniu” w Czechach już tu kiedyś wspominaliśmy, o domaganiu się burro na śniadanie w Hiszpanii chyba też.

  194. @Szary Kot
    18 stycznia o godz. 13:09

    płoche bruki i krasnaja roża 😉

  195. Tobermory:
    czlowiek uczy sie przez cale zycie i wielka sztuka jest przyjmowanie poprawek i nie szukanie /!@%$/usprawiedliwienia. Wiem po sobie’ ze najbardziej zapadaja te slowa w pamieci’ ktore ktos nas nuczyl.

  196. Tobermory
    18 stycznia o godz. 13:33

    Weszło do rodzinnego słownika. 🙂

  197. ozzy
    18 stycznia o godz. 14:01

    Słusznie! Anglicy są niestety bardzo powściągliwi (i przyzwyczajeni do różnych form angielszczyzny). Poprawiany wprost bywam rzadko, a na ogół poprzedzone jest to ostrożną prośbą o wybaczenie – szkoda, bo nie mam złudzeń, że stwarzam okazje do poprawiania w każdym zdaniu. (Jak to dobrze, że bodaj dzieciaki mają lepiej.) Tylko z ortografii mnie nie zagną – z tym generalnie u Anglików słabo. Spore błędy bywają np. w komunikatach ze szkoły lub urzędu.
    Ostatnio pogawędziłem chwilę po rosyjsku z kierowcami i pomogłem im dogadać się w biurze. Firma belgijska, dwa zestawy na polskich numerach, kierowcy – rosyjskojęzyczni Ukraińcy. Mój rosyjski niestety głównie bierny (radio), w mowie wymaga rozruszania i oliwienia – jeszcze dużo pracy.

  198. Słowo na poniedziałek

    4 25 I Czarci Pudding z Czarnym Królikiem władzę mieli nad Buddyniem Kokkosowym i Białym Królikiem.
    26 A Kisiel zapanował nad Metabudyniem i Prozą życia.
    27 Tak więc okazało się, że cztery są formy budyniu, a są nimi : forma ciekła i forma w proszku, zapach i smak.
    28 A Kisiel trzy formy jeno posiada, gdyż smak utracił, gdy formę uzyskał.

  199. Nic na niedzielę? 🙁

  200. Szary kocie,
    14:22

    Rodzina jezykowa: jezyki germanskie w obrebie jezyka indoeuropejskiego
    (gocki, staroislandzki, dzis: angielski, niemiecki, holenderski i jezyki skandynawskie)
    System fonologiczny jezyka szwedzkiego a zwlaszcza samogloski z ich iloczasowa
    wymowa, czyli opozycja samoglosek dlugich i krotkich a co w wymowie powoduje roznice znaczeniowa. Tego nie ma juz w jezyku polskim.
    I tak: samogloski dlugie i krotkie zmieniaja znaczenie wyrazu:
    dAg-dAgg (pierwsza dluga wystepuje przed jedna spolgloska a druga krotka przed -gg)
    dzien – rosa ( np.daggmask – dzdzownica).
    Nie bede kontynnuowal wykladu ale przyznam tylko, ze muzyczne ucho wychwytuje bardzo dobrze te roznice iloczasowe w wymowie samoglosek i na dodatek pomaga
    nie popelnic bledu ortograficznego.
    Przypominam sobie angielski np. prof.Leszka Kolakowskiego albo Slavoja Zizki.
    Wyrazne slowianska wymowa. Ale, daj boze, wszystkim takiego bogatego zasobu slow obu filozofow.
    Ta krotka refleksja w sprawie trudnosci jezykowych, zwlaszcza fonetycznych, jezeli
    jakis jezyk nie jest naszym ojczystym (w j.szwedzkim jest „modersmål” – jezyk macierzysty (?)

  201. Tobermory
    18 stycznia o godz. 17:37

    Pytasz o niedzielę – czy nie masz hunów na weekend, że potrzebna jest niedzielna rozrywka ? 🙂
    Świetne były te zabawy językowe
    Przeczytałam twoją wiadomość sprzed tygodnia, o wyczynach małego narciarza .
    Podziwiam jego pasję i zdecydowany charakter. Myślę, że dokonania są uwiecznione i na zdjęciach i na filmikach.
    Dziś jadąc na rowerze przez ulicę, gdzie zawsze najwcześniej pojawiają się żonkile – zobaczyłam cały trawnik pelen żóltego koloru. Spieszyłam się , więc nie zrobilam zdjęć, ale jutro rano pojadę tam i będzie wiosna zimą na niedzielę.

    P.S.
    kaszel jeszcze męczy ?

  202. @basia.n
    18 stycznia o godz. 18:46

    No, jakoś nie najechali, choć ostatniej nocy w górach spadło kilka mm świeżego śniegu.
    Mieli noc muzeów, to może odsypiali…
    Albo sumienie im się ruszyło.
    Mój kaszel w stanie lekko zanikowym, ale na potrzeby telefoniczne potrafię jeszcze wyprodukować charkot robiący wrażenie 😎
    Jutro pójdę na dłuższą wycieczkę. Chociaż niedziela może być kiepskim wyborem, mój ulubiony górski teren jest w weekendy bardzo oblężony z braku śniegu w innych regionach. Dawniej był to taki Geheimtipp, miejsce znane tylko lokalsom i nielicznym wtajemniczonym, a teraz zjeżdżają się z całkiem daleka i nie ma gdzie parkować 🙁

  203. ozzy
    18 stycznia o godz. 17:45

    Pamiętam jeszcze te długie i krótkie głoski z podstaw szwedzkiego – szwedzki spelling jest bardzo logiczny; np. pisownia norweska nie zaznacza długości głosek tak konsekwentnie. Melodia szwedzkiego jest niezwykła. Zazdroszczę znajomości.

  204. Tobermory
    18 stycznia o godz. 18:57

    Ponieważ wspomnialeś o Geheimtipp, pomyslałam o miejscu nad Wigrami, ktore było kiedyś też sekretem wtajemniczonych. Wioseczka Bryzgiel…
    Szkoda, że takich miejsc już prawie nigdzie nie ma. To twoje też straciło swój status.

    A kaszel, jak widzisz trwa minimum 3 tygodnie
    Masz dziś coś ciekawego na Arte ?

    P.S. teraz, skoro nie ma gości, a choroba wygasa, to mogę trochę upomnieć się o zdjęcia 🙂

  205. Do „pombocka”:
    Napisz, proszę co słychać u Twojego podopiecznego „Krawacika”?

  206. @atc

    Powiadasz, ze chcesz sie blizej zapoznac z Emilem C. moim guru po Schopenhauerze i M.de Montaigne. Niepezpieczna to podroz wiec przynajmniej na poczatku trzymaj sie blisko brzegu. Znam paru, lacznie z soba, ktorzy wyplyneli z tym panem za daleko w morze i juz nigdy nie wrocili takimi samymi. Byvayet i tak. Mialem to wielkie szczescie, ze poznalem jego ksiazki w kwiecie wieku, juz mocno nadgryziony kryzysem srodka zycia. Paradoksalnie niezawodna, jezeli nie jedyna terapia, na egzystencjalne bolaczki. Mam jego wszystkie ksiazki w polskim i angielskim tlumaczeniu. Ireneusz Kania radzi sobie z przekladem znacznie lepiej niz jego anglosaski odpowiednik Richard Howard. Angielski i francuski jakos z soba zbytnio nie wspolgraja, a moze to tylko takie wrazenie. W przypadku Ciorana polski jest mi dziwnie blizszy. Wiele z jego aforyzmow ma cos z modlitwy. A podobno modlimy sie i liczymy do konca w ojczystych jezykach.

    Przesylam dwa linki jako “primer”

    https://www.youtube.com/watch?v=wMOM34XEi2k

    https://www.youtube.com/watch?v=5Au_HAEX7jY

    Good luck.

    @Kostka

    Kostko, na tym ociekajacym poezja blogu przypomnial mi sie twoj niedawny wpis na temat wierszy jakie pisalas do szuflady. Nigdy bym sobie nie wybaczyl gdybym nie probowal namowic cie do siegniecia na dno tejze i ujawnienia w pelni swych talentow poetyckich. Ja tez postaram sie cos wygrzebac ze swojej komody.

  207. Abo,
    dzieki.
    Mnie Cioran nie straszny.
    Wszakze wielokrotnie przeszedlem przez ‚calego’ Becketta. Znam filozofie filozofow glebokiego pesymizmu, nihilizmu etc.
    Zawsze interesuje mnie jezyk.

  208. @act

    Thus reassured I can safely retreat to my bedroom for an afternoon nap.

  209. A sjesta is a good thing, if you stay up till 4
    o’ clock every morning every day. 🙂

  210. @act

    w kwestii zamiłowania Ciorana do samotności, o której wspomina @ozzy.W 1966r Cioran postanowił przybić na drzwiach kartkę z następującym ostrzeżeniem:

    Każda wizyta to agresja
    albo:
    Nie wchodźcie, bądźcie miłosierni
    albo:
    Każda twarz mi przeszkadza
    albo:
    Nigdy nie ma mnie w domu.
    albo:
    Przeklęty kto dzwoni.
    albo:
    Nikogo nie znam.
    albo:
    Niebezpieczny wariat.

  211. Widac, ze z Cioranem bylo gorzej niz myslalem: krol mizantropow.
    Przyszedlbym byl do niego z bateria alkoholi, byc moze dogadalibysmy sie w kilku sprawach. A moze wcale nie…

  212. @act

    Podobno był bardzo towarzyski ale kreował się na cierpiętnika i ponuraka. Niszczył np wszystkie fotografie na których się uśmiechał. Podobnie zachowywał się Schopenhauer i Kierkegaard. Zapewne jakas wspólna cecha u dwubiegunowcow.

  213. Niedawno @seleuk zapodał 1000-letni statek wykopany w Norwegii. A koło Łomianek wykopano sztukę… znaczy, szkutę (1 sztukę). Heavy Goods Vehicle sprzed kilkuset lat.

    https://warszawa.onet.pl/odkryto-wrak-polskiego-statku-w-wisle-moze-miec-ponad-500-lat/rvjds48

  214. Moje najnowsze odkrycie na YT
    W sam raz dla odświeżenia języka sąsiadów
    https://www.youtube.com/watch?v=oo1WouI38rQ

  215. Toby,
    sprobuje zaoszczedzic przeszlo dwie godziny, by to obejrzec w tym tygodniu.

  216. @Tobermory
    Zaczalem ogladac o tut swicie wylegujac sie w jeszcze w lozku. Oko sie troche przymknelo i sluchalem z prawdziwa przyjemnoscia rosyjskiego rozumiejac piate przez dziesiate. Taki piekny jezyk, jakze niepasujacy do tak okrutnego kraju.

    https://www.youtube.com/watch?v=ypOqKuXMLeY

  217. Jednak 9 lat (w moim przypadku) indoktrynacji w szkolach poprzez jezyk rosyjski, cholera, przydaje sie choc od swieta.
    Zaimponowalem tutejszym czytajac na glos krotkie opwiadanie Czechowa w oryginale,
    z czego rozumialem jakies 80 procent.
    Poprosil mnie o to kolega o korzeniach rosyjskich.

  218. Zaluje natomiast niemieckiego.
    Cztery lata w ogolniaku. Piatka na maturze
    (ustny) a dzis tylko: Hier ist das Hund begraben…czy jakos tak.
    A po maturze ‚czytalem’ Rilkego w podwojnej edycji, po lewej stronie Rilke, po drugiej tlumaczenie Jastruna.
    Nic z tego nie zostalo w glowie.

  219. @act
    19 stycznia o godz. 22:43

    Jeśli mialeś tyle lat rosyjskim do czynienia ,to może jeszcze jeden Wysocki.
    Wprawdzie klip mnie nie zachwyca, bo wolę zawsze samą muzykę, bez ilustracji, ale chodzi o jego romans Było tak

    https://www.youtube.com/watch?v=N2xO_FWR1z8&list=PL326E2965DCF063A7

  220. https://wiadomosci.onet.pl/swiat/kongresmeni-usa-z-apelem-do-andrzeja-dudy-ws-ustaw-sadowych/y2djgyk

    „Jako wieloletni zwolennicy partnerstwa amerykańsko-polskiego opartego na demokratycznych wartościach, wyrażamy głębokie zaniepokojenie reformą sądownictwa w Polsce, która nie wypełnia zasad niezawisłości sądów i podziału władzy” – tak rozpoczynają swój list kongresmeni.

    „Od 2015 roku pański rząd podejmuje niepokojące kroki w stronę konsolidacji władzy kosztem instytucji demokratycznych. Kroki te, między innymi próby pozbawienia urzędu dużej liczby sędziów polskiego Sądu Najwyższego oraz nękanie sędziów, którzy starają się zapewnić kontrolę nad władzą rządową, podważyły niezależność sądownictwa w Polsce” – czytamy w liście.
    ………………………
    Posłucha, czy nie? Czy… „nie będą nam w obcych językach…”

  221. https://www.youtube.com/watch?v=at42ZvDFF-Q
    Niesiołowski MOCNO o Kaczyńskim: OBLEŚNY waran z Komodo l Towarzyszka Panienka
    ……………………….
    Bardzo sugestywny wywiad. Kościół jako pisowska jaczejka itd.itp.

  222. @basia.n

    Basiu. Sama wzmianka o Wolodi W. jest pelna rehabiacja ducha and stands you in good stead among the living. Kazdego kto kocha muzyke cenie bardzie od wszystkich perorujacych medrkow. Samokreslajace sie wyznanie. Wracajac do Wolodi, jest jeszcze Bulat Okudzawa, jego niegdysiejszy “role model” od ktorego Wysocki odszedl ze wzgledu na wlasna, bardziej kostropata interpretacje sowieckiej rzeczywistosci. Okudzawy, ktory uwiodl tylu Polakow, nie moge dlugo sluchac. Calkowicie mnie emocjonalnie rozstraja. “Po smolenskoy dorogie” wpedza mnie w egzystencjalny skowyt, z domieszka jesiennej, prowincjonalnej ruskiej skuki, tak dobrze opisanej przez Czechowa. A w koncu jest to jedynie jakis ckliwy, duszoszcypatelnyj, romantyczny banal. Ale moze tak to juz z banalami jest, ze slyszac je stajemy w samym srodku zycia.

    Oj te Kacapy, ciezko sie od nich odczepic.

    v=fhirMwC4yzc&list=TLPQMjAwMTIwMjCd70BXpft9DQ&index=2

  223. @Optymatyk
    19 stycznia o godz. 23:47
    Odsłuchałam sobie z przyjemnością bo chociaż starszy pan trochę momentami kręci to jednak stać go na szczerość zarówno w ocenie siebie jak i innych, a głownie tego straszliwego prześladowania za ‚komuny’.

  224. Kostka
    18 stycznia o godz. 12:05
    Cześć Kosteczko. Jestem po lekturze niezwykłej książki „All That Remains: Life in Death” autorstwa Sue Black. Przypuszczam, że słyszałas, czytałaś, a może nawet zetknęłas się z autorką. Jest profesorem anatomii i antropologii na Uniwersytecie w Dundee.
    Niesamowita kobieta, która makabryczne relacje z przeprowadzanych sekcji zwłok, odsysania tłuszczu, wypełniania zwłok formaliną, opisywaniem kolejnych faz śmierci od bladości po zagnieżdzenie się ciała przez larwy plujki, przedstawia w zabawny sposób, z niesamowitym humorem.
    Potrafi godzić swoją profesję patologa z ludzkimi ,pełny empatii podejściem do krajanych zwłok.
    Kiedy jej ukochany wuj Willy leżał już w trumnie na katafalku, Sue przeprowadziła ostatnią inspekcję zwłok wuja. Zajrzała mu do ucha, sprawdziła na wszelki wypadek puls, czy sztuczna szczęka wciąż wzmacnia uzębieni wuja. Nawet nakręciła wujowi zegarek.
    To wyjątkowe połączenie wydawałoby się sprzecznych stanów ducha ; obcowania z makabrą i ciepłego, serdecznego podejścia do zwłok, olbrzymia wiedza i czułość , czyni z Sue Black niesamowitą postać. Wydawłoby się, że ludzie zajmujący sie taką profesją mają mentalność Mengele, że ich stosunek do zmarłego ciała, a nawet zywego, jest taki sam, jak rzeźnika do wieprzowej tuszy, że zawód patologa musi doprowadzić do znieczulicy. Tymczasem Sue jest dowodem na to, że można mieć takie oksymoronowe podejście , godzić wydawałoby sie takie sprzeczne nie do pogodzenia stany.
    Powiedz, Kosteczko, czy Sue Black jest tylko jakimś wyjątkiem, czy też w jakis sposób reprezentuje charakter przeciętnego Szkota ? Tzn.ciepłego, pragmatycznego, przełamującego wszelakie tabu, ale bez zbednych czułostkowości. Jeśli tak, to Szkoci bardzo mi sie podobają.

  225. Lewy,
    nie przy jedzeniu prosze…
    Serio: wyguglowalem od razu pania Sue Black (nie robi sie zartow z imion!).
    Zaslugi ma ogromne! Kosowo, Iraq, identyfikacja okrutnego gwalciciela etc.
    Ktos te robote musi robic i to dobrze.

    Nawiasem mowiac, dlaczego w serialach angielskich i amerykanskich ‚zimne chirurzki’ (?) sa zawsze ladne i seksowne?

  226. @act
    20 stycznia o godz. 10:29

    To naturalne, żezimne chirurzki’ (?) sa zawsze ladne i seksowne.
    Dlaczego patolodzy (jak już się jakiś trafi) to gruboskórne i cyniczne zgredy po ciężkich przejściach?

  227. @

    Gdy niewierzący harują codziennie od rana
    Katolik się w niedzielę zwraca z prośbą do Pana
    I otrzymuje wszystko, czego tylko zapragnie.
    I tylko niewierzący zarzucają mu, że kradnie.

  228. act
    19 stycznia o godz. 22:55

    Przypuszczam, że wielojęzyczyność jest tradycją rodzinną. Moja babka władała biegle kilkoma jezykami. Każde z rodziców było wielojęzyczne. Tak żona jak i ja sam byliśmy wielojęzyczni do dziecka. Nasze dzieci mówiły w wieku lat dziesięciu trzema, a czternastu czterema językami, każde z wnuków zaczynało w dwu językach mówić. Babka guwernantki miała i w kilku krajach dostatnie życie wiodła. Książek zawsze było w domu pełno. Kolejne trzy pokolenia to wyłącznie małżeństwa dwojga cudzoziemców pochodzących z dobrze usytuowanych rodzin. Każde z małżonków było jeszcze w stanie wolnym wielojęzyczne. Ojciec poznał matkę we Francji, ja żonę na studiach w Niemczech (wówczas jeszcze Zachodnich), jeden synów poznał żonę na studiach Salamance, drugi na studiach w Kopenhadze. Każde z wnucząt zaczęło w dwu jezykach mówić, tylko jeden język wspolny. Wszystkie, podobnie jak kiedyś ich rodzice, spędzają wakacje poza USA, w krajach których językami mówią.
    Żona, z duchem na ramieniu, co rok z dziećmi do PRL-u na wakacje latała. Sam Rosję, o której tyle od babki i matki słyszałem, a raczej to co z niej zostało dopiero za czasów Jelcyna zobaczyłem. Bez znajomości języka niewiele bym z tego co oglądałem zrozumiał, ale i tak pierwsze miesiące były trudne, bo to nie był ten sam język którym babka i matka mówiły, ale udało się osiągnąć to, że ani brodiaga, ani aparatczyk cudzoziemca we mnie nie widzieli. Niemcy również mnie za cudzoziemca nie mają, Hiszpanie natomiast za przybysza z Ameryki Południowej, a w Polsce często pytają gdzie się tak dobrze po polsku nauczyłem i tylko kiedy mówię po duńsku synowa oczy do nieba podnosi a wnuczki w kułak sie śmieją.

    Jedną z licznych EU zalet, jest ułatwienie wielojęzyczności tym, którzy z lenistwa na znajomości angielskiego nie poprzestają.

  229. Znajomość języków obcych stymuluje mózg, wzbogaca i ułatwia życie, zmienia spojrzenie na świat i ludzi…
    Z perspektywy znajomości kilku języków świadomość bycia zamkniętym w skorupie jednej mowy odczuwam jako niemal niepełnosprawność 🙁
    Bardzo bym chciał móc rozumieć chiński, arabski, tamilski, ale już chyba nie zdążę… 🙁

    Przypomniało mi się, jak w szkole na niemieckim koleżanka zapytana przez nauczyciela o ulubioną lekturę, odpowiedziała: „Krieg und Zimmer” 😎

  230. Tego Youtubera na Kołymie oglądałem po kawałku, bo mi się zimno robiło zarówno od tamtejszego klimatu, jak i tematyki.
    Warto jednak się z tym filmem zapoznać, bo wyjaśnia dużo z rosyjskiej mentalności, a angielskie podpisy mogą ułatwiać zrozumienie, jeśli rosyjski już trochę zardzewiał.
    Jest tam też fajna opowiastka o kocie.
    Nigdy nie mogłem pojąć postawy moich niektórych kolegów i koleżanek, którzy swoje lenistwo do nauki języków, szczególnie rosyjskiego, tłumaczyli oporem przed językiem okupanta, taki rodzaj patriotyzmu 😉
    Wprawdzie równie „patriotycznie” nie uczyli się matematyki i chemii, ale w ostatecznym rozrachunku w późniejszym życiu języki okazywały się bardziej przydatne niż budowa pantofelka albo zastosowanie suwaka logarytmicznego 🙄

  231. Calvin Hobbs,
    miales szczescie do ‚protoplastow’, niemniej uwazam, ze i bez takich tradycji mozna nauczyc sie samemu porzadnie, bo ja wiem, do 6, 8 jezykow. Przy pewnej determinacji i pewnej dozie talentu.
    Swietna pamiec oczywiscie niezbedna.
    Kiedys w gimnazjach uçzono laciny i greki i od takich podstaw moglo juz isc daleko do przodu w jezykach.

  232. Wróciłam z Antwerpii, gdzie byłam po to, aby obejrzeć znakomity film Polańskiego
    J’accuse. Nie mogłam tego zrobić u siebie, bo okazuje się że Holandii odbiło na punkcie „metoo”, chcą być świętsi od papieża i zbojkotuja Polańskiego, nie wyświetlajac jego filmu. Że też takie kołtuństwo istnieje właśnie tu gdzie mieszkam !
    Belgia jest bardziej normalna, tam grają od dawna.

    Przeczytałam mądry (jak zawsze ) felieton R. Walenciaka na temat, ktory pojawia się ostatnio tak często.

    https://fakty.interia.pl/opinie/walenciak/news-slaba-polska-zacheca-putina,nId,4279259

  233. @basia.n
    20 stycznia o godz. 20:35
    Też przeczytałam i po raz pierwszy się z autorem zgodzić nie mogę przy niektórych stwierdzeniach.
    Za to komentarze pod artykułem świetnie pokazują poziom komentujących. Jak to w Polsce mówią? Gimbaza?

  234. @basia.n
    20 stycznia o godz. 20:35
    No i co? – „wśród przyjaciół psy zająca zjadły”?
    Niestety, ale właśnie pisana jest druga część „dziejów głupoty w Polsce”.
    „…i przed szkodą i po szkodzie głupi”.

  235. Tobermory
    20 stycznia o godz. 22:25
    Dzięki. Bym przegapił.

  236. basia.n
    Na szczęście w Polsce można obejrzeć ten znakomity film Polańskiego. Nie rozumiem tylko, dlaczego zamiast przetłumaczyć tytuł dosłownie jako „Oskarżam”, (J’accuse) , ktoś wymyślił „Oficer i szpieg”.

  237. Bo to Polska właśnie i polska droga po polsku. Ile mam podwójnych książek bez sensu, bo tytuł polski jest inny niż angielski i nie ma zwyczaju podawania tytułu oryginału.

  238. Ewa-Joanna
    20 stycznia o godz. 23:40

    Nawet Puchatek zmieniał tożsamość. 🙂
    Ale tytuł oryginału? Nigdy nie widziałem, żeby w polskim wydaniu nie było. Za to w angielskich książkach, zwłaszcza nie z ostatnich lat, na ogół brakuje daty wydania.

    Tobermory
    19 stycznia o godz. 18:15

    Dzięki. Trochę tylko to potrwa, bo znowu okrutnie zajentyk.

    A w ogóle to co u Neferki??

  239. Tytuł oryginału jest zawsze na stronie, gdzie jest podany Copyright i ISBN. To jest na odwrocie wewnętrznej strony tytułowej. Tak jest w polskich tłumaczeniach.
    W niemieckich – na końcu książki.

    No i obejrzałem sobie „Pokot” po niemiecku.
    Wspominałem chyba, że książkę przeczytałem w trakcie moich zmagań z wirusem, a potem jeszcze w moch zbiorach znalazłem DVD z filmem, ale nie obejrzałem.
    I teraz nie wiem, czy oglądać po polsku. Może za jakiś czas.
    Agnieszka Holland zrobiła świetną robotę, na dodatek filmowała w moich znajomych stronach. Rozpoznałem Międzygórze, przełęcz Puchaczówkę, Bystrzycę Kłodzką, Nową Rudę…
    Aktorzy znakomici, zwierzyna prawdziwa, śnieg prawdziwy, historia w moim guście.
    Wspominałem, że znajoma, która ma męża myśliwego, wyszła z kina w połowie seansu?

    Chciałabym, żeby myślistwo tu mocno zabrzmiało, ale to historia starszej kobiety, która toczy walkę z patriarchalnym światem. Myślistwo jest metaforą władzy, zawsze tak było. To jest klucz do rozumienia mechanizmów, z którymi i dziś mamy do czynienia
    Olga Tokarczuk

    A w Polsce weszła właśnie nowa ustawa, która daje myśliwym prawo do polowania na prywatnym terenie, za przeszkadzanie w polowaniu karze więzieniem i pozwala do akcji masowej eksterminacji zwierząt włączać wojsko i policję. Pozwala też na strzelanie z tłumikiem, żeby nie płoszyć pozostałej zwierzyny. Szkoda, że nie włączyli broni maszynowej. Chociaż kto wie, skoro wojsko i policja też mają strzelać.

  240. @ Lewy
    Pszepraszam, ze się wtroncem (z prasko-warszawskim akcentem) Pszeczytawszy wpys czuje sie bezpeczne w ruinach Zuzi Black. W Australy nykt nie gada o śmierci. Wszyscy zyjom wiecznie.

  241. @@Szary Kot, Tobermory
    Już od dawna nie kupuję papierowych książek z Polski a to ze względu na ceny wysyłki, kupowałam ebooki jakiś czas temu i nie mogłam znaleźć oryginalnego tytułu, może byłam gapa, nie wiem. Sprawdziłam, teraz rzeczywiście jest.

  242. „Pokot” – jak po każdym prawie polskim filmie tylko łbem o ścianę tłuc… albo się urżnąć w czarnoziem.

  243. errata: weczne

  244. As the blog grinds to a halt
    With my comments not worth a tuppence
    Ones gaze shifts to its dawn
    Which proudly declares that „ Shit happens”.

  245. Said Abo: cos z blogiem slabo.
    Dam mu pietaka, jak splodzi wstepniaka.

  246. Rzecze Tanaka.

  247. @

    Jeżeli jakaś akcja ma za podstawę wiarę,
    Bardzo ważne jest jej właściwe planowanie:
    Kto odwali brudną robotę, kto poniesie karę,
    A kto po wszystkim jeszcze nagrodę dostanie.

    W katolickim kraju sprawa jest dosyć łatwa,
    Bo polityk ma zapewnioną pomoc Boga,
    Który wszystko tak strasznie zagmatwa,
    Że nie rozwikła jej żadna sędziowska toga.

    Umowy z Bogiem zawsze znane są z góry,
    Bo wszystko z prawa naturalnego wynika:
    Wiadomo kto beknie, kto dostanie konfitury,
    I jaka jest wysokość prowizji pośrednika.

  248. @Aborygen
    21 stycznia o godz. 4:09

    This blog won’t come to a grinding halt
    We simply cannot let it perish
    We’ll see it through another dawn
    For years to come to cherish

    😉 Oddalam się chichocąc.

  249. @zza kałuży
    17 stycznia o godz. 1:11

    USA mają całą masę wad, sam wielokrotnie przypominam o rasiźmie, ale na świecie nie ma dużego państwa zorganizowanego lepiej od USA.

    Przykro mi @zza kałużniku z Tobą się nie zgodzić, ale właśnie skończyłem czytać „America: The Farewell Tour” – https://www.amazon.com/America-Farewell-Tour-Chris-Hedges/dp/150115267X/ref=cm_cr_arp_d_product_sims?ie=UTF8, której autor nie jest o tej doskonałości przekonany i twierdzi całkiem przeciwnie.

    Jeśli jego ocena i doświadczenia są choć w połowie trafne i prawdziwe, USA to polukrowana zgnilizna, następne w kolejce upadłych imperiów.

    I met a traveller from an antique land
    Who said: Two vast and trunkless legs of stone
    Stand in the desert. Near them, on the sand,
    Half sunk, a shattered visage lies, whose frown,
    And wrinkled lip, and sneer of cold command,
    Tell that its sculptor well those passions read
    Which yet survive, stamped on these lifeless things,
    The hand that mocked them and the heart that fed:
    And on the pedestal these words appear:
    ‚My name is Ozymandias, king of kings:
    Look on my works, ye Mighty, and despair!’
    Nothing beside remains. Round the decay
    Of that colossal wreck, boundless and bare
    The lone and level sands stretch far away.

    Percy Bysshe Shelley

  250. @

    Zajrzałem do urny wyborczej najlepszej na świecie nacji
    I zobaczyłem popiół. Po skremowanej demokracji.

  251. Tobermory

    Nie przebiję „Krieg und Zimmer”, ale pamiętam „am Horne der Strasse”, zamiast „na rogu ulicy”, to są problemy tłumaczy.

  252. @Antonius
    21 stycznia o godz. 17:19

    😀 😀 😀 Nieźle!

    Jak się masz?

  253. @Aborygen
    Having bad luck,
    Or not luck at all
    How to the fuck
    Could anyone call?
    Does shit happen?
    Of course it does
    How to prevent it?
    Just have more buzz!!!

  254. @Aborygen
    Jeff Daniels fuck’em beautifully. Awesome. No more Dumb and Dumber.

  255. Trzeba jeszcze mieć takiego „tekściarza” jak Aaron Sorkin.

  256. Ślabikŏrzowy szrajbōnek 😯
    Super! 😎

  257. Tyn artikel ńy bůł jeszcze sprawdzůny we poprawnośći zapisowańo Steuerowům uortografijům a gramatycznyj. Jeli zdo Ći śe, co je to fest do porzůndku narychtowany artikel, symńij tyn muster.

    Czy to Mjetek Poljak pisal?
    Eee, robicie se jaja.

  258. Wersyjŏ dlŏ mobilniŏkōw…..hehehehe….

    • ćymno karnacyjo (farba uod šekůladowyj do čornyj)
    • kryncůne abo welowane, brůnotne a čorne kuduy
    • dugo gowa (dolichocefalijo)
    • šyroko šnupa
    • průgnatyzm
    • mocne zymby

  259. Z opóźnieniem (bom zajętyk wielce)

    @Lewy
    20 stycznia o godz. 9:44

    Lewy, miło Cię widzieć z powrotem! O Sue Black słyszałam, ale jeszcze nie czytałam. Przyuważyłam „All that remains” ostatnio na półce znajomych, którzy prowadzą nieformalny „book club” dla krewnych i znajomych królika, a w którym regularnie zaopatruje się w lektury. Ale zwinięto mi ją sprzed nosa więc capne w następnej turze za miesiąc. Sue Black była zaangażowana z tego co pamiętam w próbę identyfikacji nieszczęsnego wisielca z moich okolic, którego portret wykonany na podstawie jej badań wraca co jakiś czas do prasy, niestety jak na razie nieskutecznie.

    Co do twojego pytania: 

    „Powiedz, Kosteczko, czy Sue Black jest tylko jakimś wyjątkiem, czy też w jakis sposób reprezentuje charakter przeciętnego Szkota ? Tzn.ciepłego, pragmatycznego, przełamującego wszelakie tabu, ale bez zbednych czułostkowości. Jeśli tak, to Szkoci bardzo mi sie podobają.”

    Nie czytałam jeszcze Sue (choć znam jej niesamowitą biografię, fest babeczka!) ale mogę potwierdzić twoje przypuszczenia na podstawie Szkotów, których znam – Szkoci są właśnie tacy, bezpośredni, do bólu pragmatyczni ale ze zdrową dozą humoru i pewnej autoironii. Są ciepli i otwarci (zwłaszcza w porównaniu z Anglikami). Trudnych tematów się nie boją ale podchodzą do nich często ze zdrową dawką stoickiego humoru. Ponoć według stereotypu Szkoci to ponuracy ale takich okazów spotkałam bardzo mało. Do tej pory natomiast pamiętam jak wielkie wrażenie po pierwszych spotkaniach pracowych wywarła na mnie różnica pomiędzy Anglikami a Szkotami – pomijając fakt, że na miesięcznych zebraniach z ludźmi z rządowej agencji dla której wtedy pracowałam często wszyscy obecni najpierw musieli serdecznie i wylewnie mnie usciskac (Anglik dostałby prędzej palpitacji) jak dawno nie widziana kuzynke – to ze Szkotami po prostu pracuje się o wiele łatwiej bo jak coś im się nie podoba to powiedzą to prosto w twarz, bez obrabiania tyłka za plecami. I najczęściej w taki sposób, że rozmówca się nie obrazi. A poza tym jest w nich taka fajna miśkowata rubasznosc, że człowiek po prostu czuje się z nimi dobrze. Lubię tu mieszkać, co tu kryć! 😉

    Uczę się w ciągu ostatnich tygodni wielu szkockich słów (np carnapcious) bo potomek w szkole jak co roku, przed zbliżającymi się obchodami urodzin narodowego barda Roberta Burnsa przerabia szkockie wzmozenie narodowe i uczy się nowych rzeczy. W sobotę w całym kraju będą się odbywać Burns suppers – huczne imprezy z piciem whisky i adoracją haggisa wnoszonego na srebrnym półmisku, nad którym odczytywany będzie poemat ku jego czci… 😉 Czy to nie komiczne, że narodowym poematem szkockiego narodu jest „Oda do kaszanki? 😀  Nie zawodzenia na temat wielkich bitew ani innej martyrologii ale haggis na półmisku. Co w jakiś sposób ilustruje jakim narodem są Szkoci. Down-to-earth.

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  260. Rosa91b
    21 stycznia o godz. 14:31

    Rzadko widywany obecnie na blogach Polityki, świetny blogowicz Jacobs’ky, miał 21 stycznia „nawiedzić” jachtem Świnoujście, a potem Gdynię.

    Czy ktoś mógłby bardziej skonkretyzować jego plany?

    Sam jestem byłym żeglarzem, więc liczę na wypicie kawy z tym dzielnym człowiekiem morza.
    Hej
    P.s. 1.
    Tekst zamieszczony także na blogu Passenta.
    P.s.2.
    antonius,
    ciągle składam szczegóły naszego sporu sprzed laty.
    Pamiętam, że wielkie emocje wzbudził akapit mojego wpisu, który los Polski wiązał z położeniem geograficznym świetnie służącym przemarszom konnicy i wojskom pancernym.
    Klimat naszego kraju oraz ukształtowanie, a także zasoby wody były wręcz wymarzone dla szybkich manewrów wojsk walczących stron.

    Ty pisałeś o obozach koncentracyjnych dla miejscowej ludności niemieckiej.
    Mało na ten temat wiedziałem, ale zgadzałem się z tobą, że zbrodnie są ohydne, jednak porównywać polskie zbrodnie do niemieckich nie sposób, zwłaszcza że niektórzy (nieliczni) polscy zbrodniarze zostali później ukarani.
    Wiem, że po wojnie przeżyłeś szykany ze strony władz polskich jak i moich rodaków, więc emocje są uzasadnione, zwłaszcza gdy się uwzględni że spory kawałek życia został bezpowrotnie zmarnowany.

    Nie mam przed sobą tekstów ówczesnych wpisów, więc skoncentrowałem się na tym co mi najbardziej utkwiło w pamięci.
    Pozdrawiam.

  261. Jeszcze troszkę prywaty

    @Aborygen
    18 stycznia o godz. 23:09

    Abo, zapytałeś mnie o zawartość szuflady. ‘Too personal!’ (poems) oraz ‘too shy!’ (author) spanikowałam na wszelki wypadek   😀

    Ale tak naprawdę to jest to bardziej skomplikowane. Kiedy niechcący wymknęło mi się blogowe wyznanie grzechów młodości zaczęłam się poważnie zastanawiać a gdzie ja właściwie mam to co pisywałam bo ciekawie byłoby rzucić okiem po latach. I wyszło mi, że nie mam pojęcia! O ile w ogóle gdzieś to jeszcze jest. Bo jeśli chodzi o formę zapisywania to miałam do niej stosunek raczej frywolny a nie pieczołowity…

    Tu dygresja – nie wiem czy widziałeś film Bertolucciego „Stealing beauty”. Zawsze najbardziej podobały mi się w nim sceny w których młoda bohaterka, grana przez Liv Tyler, pisze na karteluszkach wiersze, które potem pali nad świeczką, wciska w dziurę w murze czy drze w kawałeczki i rzuca na wiatr.

    https://www.youtube.com/watch?v=OErg2J5pXcg

     
    Krytyka trochę na Stealing beauty krecila nosem porównując z innymi filmami Bertolucciego ale mi ten film (obejrzany w warszawskim kinie „Paradiso”!) niezmiernie się wtedy podobał. Może dlatego, że jest w nim tyle poezji, może dlatego, że z ekranu lał się wręcz namacalny żar toskańskiego lata a może dlatego, że po prostu byłam wtedy w podobnym wieku co filmowa Lucy wiec jej rozterki poruszyły czulą strunę.

    Wprawdzie do zjawiskowej Lucy/Liv nie śmiem się porównywać ale jeśli chodzi o pisanie to bazgroliłam podobnie (i to jeszcze zanim zobaczyłam film) – nie w specjalnym zeszyciku ale najczęściej na przypadkowych kawałkach papieru, które wpadły mi w ręce – a ze z jakiegoś powodu w domu było najwięcej post-it notes tudzież innych notatników dostarczanych przez przedstawicieli farmaceutycznych (sic!) to większość moich produkcji miała w nagłówku nazwy leków (i poł biedy jeśli na serce, a nie na – na ten przykład – hemoroidy… ) . Wprawdzie nie miałam do tych produkcji tak destrukcyjnych zapędów jak bohaterka filmu, tylko wpychałam je do szuflady albo pomiędzy kartki w zeszytach – ale ponieważ tez niezbyt się do nich przywiązywałam teraz nie jestem nawet pewna, ile z nich się zachowało i gdzie są (jeśli są). Może poszukam za jakiś czas, bo akurat będzie na to dobry moment.

    A w międzyczasie liczę na twoja komodę! Bo próbka wywarła na mnie duże wrażenie, i owszem!

    Zmykam. Miałam pracować a znowu bujam w obłokach (facepalm)

  262. PAD w Davos:

    „During my first term, (…) my country has developed significantly”

  263. @Kostka
    21 stycznia o godz. 23:39

    Ty chyba jeszcze za młoda jesteś 😉
    Wprawdzie wierszy dawniej nigdy nie pisałem, to nie wiem, ale jak patrzę na moje teksty sprzed paru lat, to odnoszę wrażenie, że dziś bym już tak nie zgrabnie nie sformułował, bo i myśli mi się ciężej i nieskładniej 🙁

    A nawet jak natrafię na moje rymowane przekomarzanki z Anumlikiem, to łezka się kręci. Jak on mnie inspirował…

  264. Coś za dużo „nie” w moim komentarzu powyżej 🙄

    dziś bym już tak zgrabnie nie sformułował…

  265. @Herstoryk 21 stycznia o godz. 10:31

    Jeśli jego ocena i doświadczenia są choć w połowie trafne i prawdziwe, USA to polukrowana zgnilizna, następne w kolejce upadłych imperiów.

    1/ Szwagier mojego ojca odkąd go pamiętam, czyli od lat 70-tych powtarzał, że „Kapitalizm jest zupełnie zgniły i musi upaść. Przewiduję, że już za 200 lat”.
    Uśmiechał się przy tym od ucha do ucha i wsiadał do mercedesa w czasie, gdy mój ojciec jeździł przechodzonym junakiem a swój pierwszy samochód, czyli malucha kupił 20 lat później.
    Nie dziwota zatem, że powiedzenie szwagra ojciec zaadaptował jako swoje a po nim uczyniłem to ja. 😉

    2/ Zauważ proszę, że ja pochwaliłem USA w odniesieniu do innych dużych krajów. Nie na absolutnej skali. Jak chcesz porównywać ze Szwajcarią, Danią czy ze Szwecją to zaraz wykroję ci któryś z mniejszych stanów tak dobranych, aby jak najbardziej przypominały mniejsze państwo. Albo (równie tendencyjnie) ileśtam powiatów z bardzo dużego stanu, np. z takiej Kalifornii czy Teksasu…

    Poważniej to jasne, że chorób toczących USA jest dużo, no ale są też jaskółki poprawy, np. coraz więcej stanów zalegalizowało sprzedaż marihuany. To powinno mieć wpływ na ilość więźniów, przecież w USA straszliwie największą na świecie.

  266. @zza kałuży
    https://www.tygodnikprzeglad.pl/bez-glosu-ameryce/
    Możesz napisać coś na ten temat, tzn, jak to z tym rejestrowaniem wygląda w prawie i praktyce?

  267. @zza kałuży
    22 stycznia o godz. 0:58

    Poważniej to jasne, że chorób toczących USA jest dużo, no ale są też jaskółki poprawy, np. coraz więcej stanów zalegalizowało sprzedaż marihuany. To powinno mieć wpływ na ilość więźniów, przecież w USA straszliwie największą na świecie.

    Wątpię czy legalizacja maryśki zatrzyma coraz szybszym moim zdaniem zjazd USA po równi pochyłej, drogą innych upadłych imperiów. System polityczny wydaje się gnić coraz szybciej, gospodarka jest kasynowo-spekulacyjna, potęga wojskowa też podobno politurowana. Co do więźniów, to Hedges twierdzi, podpierając się statystykami, że są super dochodowi dla:
    – korporacji zatrudniającej ich więzieniach za grosze lub darmo;
    – policji;
    – lokalnych władz samorządowych;
    Zatem ich liczba nie spadnie, bo nikt nie zrezygnuje z łatwych zysków.
    W sumie, opierając się na historii, wszystkie imperia w dziejach rozdymały się ponad swe możliwości, a w ostatnim stadium zżerały własne tkanki, by w końcu upaść, z hukiem lub jękiem. USA wydają się być w stadium zżerania.

    Znalazłem przekład sonetu Shelley’a, pióra Asnyka:

    Ozymandyas

    Podróżnik wracający z starożytnej ziemi
    Rzekł do mnie: — Nóg olbrzymich z głazu dwoje sterczy
    Wśród puszczy, bez tułowia. W pobliżu za niemi
    Tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy,

    Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu —
    Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu
    Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce,
    Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce.

    A na podstawie napis dochował się cało:
    „Ja jestem Ozymandyas, król królów. Mocarze!
    „Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą

    „Gińcie z rozpaczy!” Więcej nic już nie zostało…
    Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
    I piaski bielejące w pustyni obszarze.

    PS. Dla lubiących Fado
    https://www.youtube.com/watch?v=bYVIHYXAcCs
    https://www.youtube.com/watch?v=0bPIvQpSC34

  268. Errata:
    …coraz szybszy moim zdaniem….
    – korporacji zatrudniających ich w więzieniach…..
    Po 7 nocach bezsenności łeb nie pracuje jak powinien….. 🙁

  269. Szanowni!

    Nowy wstępniak. Obszerny. Będący swoistą panoramą czasu, na tle której można dobrze zobaczyć przyczyny i istotę tego, co dzieje się w Polsce i z Polską dziś. Do czytania, smakowania i przemyśliwania. Autor – nieoceniony Antonius.
    Zatem zapraszam do czytania i dyskutowania w imieniu zacnego Antoniusa. Samemu zaś Antoniusowi, za tak poważny wysiłek i świetną robotę specjalnie dziękuję.

  270. @Herstoryk

    Szanowny Herstoryku. Z bólem patrzę jak sporo blogowiczów erratuje literówki i inne drobne niedociągnięcia językowe. Osobiście byłbym wielce rad z siebie gdybym znał mowę ojczysta w takim stopniu jak większość tu piszących.a jestem daleko w tyle. To jest blog, a nie publishing house. Bądźmy dla siebie bardziej tolerancyjni. Ot, taka sugestia przyszła do łepetyny wieczorowa pora.

  271. Kostka
    21 stycznia o godz. 22:50
    Dzięki. Obraz Szkota, który tak starannie namalowałaś , zgadza się z tym , który zobaczyłem w książce Sue Black. Chyba byłoby mi też dobrze w Szkocji. Szkoda, że juz za późno na kolejną przeprowadzkę.
    Serdecznie pozdrawiam