Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

8.01.2020
środa

Windows

8 stycznia 2020, środa,

Kiedy okno tylko oknem było,

Zawsze mogłem się przez nie wychylić

I dlatego prościej mi się żyło,

Choć zdarzało mi się czasem pomylić.

Dzisiaj siedzę przy oknie, lecz patrzę przez Windows,

Widzę jakby więcej, lecz rozumiem niewiele.

Jak gdybym dokądś jechał ekspresową windą,

Albo też wsiadł na jakąś wściekłą karuzelę.

Kiedy okno tylko oknem było,

Świat się kręcił uczciwie, powoli.

Tyle rzeczy mnie wtedy bawiło.

Teraz większość z nich mnie tylko boli.

Dzisiaj siedzę przy oknie, lecz patrzę przez Windows,

Cały świat mogę mieć na wyciągnięcie ręki.

Jeden drobny ruch i na ekranie zastygną

Wielkie ludzkie nadzieje, zwycięstwa i klęski.

Kiedy okno tylko oknem było,

Spotykałem wśród ludzi człowieka.

Teraz tak się jakoś porobiło,

Że na wszystkich patrzę z daleka.

Dzisiaj siedzę przy oknie i piszę te słowa.

Nie wiem, kto je odczyta i kto je zrozumie,

Ale wciąż mi powtarza moja biedna głowa,

Że nie uda mi się zagubić w tym koszmarnym tłumie.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 288

Dodaj komentarz »
  1. Oj, byłby ze mnie też poeta, lby tylko głowa nie ta!
    Windows na monitorze HD to jedyne okno, z którego wyglądam, bo w ciasnym pokoju nie umiem dojechać do polskiego „window”.

  2. PS
    Nie wiem skąd się wzięło „lbi”!

  3. Qba

    Masz tak wiele racji…

    Wiesz. zdecydowanie wolałabym życie bez istnienia monitora. Bez względu na jego wiele zalet, w mojej ocenie przeważają wady. Oczywiście można powiedzieć sobie – precz z tą maszyną, ale w międzyczasie zaczęto od nas niemal wszędzie żądać posiadania internetu. A wtedy niemal bezwiednie zaczyna się go używać coraz więcej.

    Piękne, smutne i prawdziwe są te twoje wersy….

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @basia.n
    8 stycznia o godz. 10:39

    Dzięki. Nie wiem tylko, ile w tej mojej nostalgii jest smutku po minionej młodości, a ile obawy przed coraz intensywniejszą i trudniejszą do opanowania rzeczywistością. Dla młodych jest to ich świat. I nie jest dla absolutnej większości z nich istotne, że nie mają pojęcia, jak on działa w szczegółach. Ważne dla nich, że mogą/potrafią go wykorzystać. A jeszcze ważniejsze dla wszystkich, by w tym pędzie nie stracili gruntu pod nogami, bo tylko znając trud budowania można powstrzymać się przed burzeniem. Z tym jest jednak problem coraz większy, bo coraz mniej ludzi zajmuje się wytwarzaniem dóbr materialnych, a coraz więcej ludzi zarabia coraz więcej na wytwarzaniu i przetwarzaniu nikomu niepotrzebnych danych.

  6. @Antonius
    8 stycznia o godz. 10:30

    Jesteś poetą. Każdy jest poetą. A przynajmniej bywa. Tylko nie każdy się do tego przyznaje.

  7. Lepiej patrzeć przez Okna (Windows) niż przeżuwać nadgryzione Jabłko (Apple) ?

  8. Wiek męski, wiek klęski 🙁

    Dałem dzisiaj głos. Wystarczył na jedno słowo 🙁

  9. Tobermory
    8 stycznia o godz. 13:08

    No to jest wyjątkowo uciązliwy wirus !
    Ale teraz to już naprawdę z górki

    Tylko może nie przyjmuj chociaż narazie tylu gości . Daj sobie trochę dojść do siebie 🙂

  10. korekta – oczywiście na razie !

  11. Qba
    Usiadłam obok ciebie w oknie i widzę te same obrazy, za którymi tęsknię, podobnie jak ty. To nie jest tylko żal za minioną młodością, ale i lęk przed tym, co jeszcze przede mną, przed nami, schodzącym powoli lecz nieuchronnie pokoleniem. Czuję się trochę tak, jak w niewygodnym, źle dopasowanym ubraniu, które muszę jednak nosić, by się dostosować do obowiązującej mody.
    Poetą się bywa, jak powiedział bodaj Julian Przyboś.
    Ty na pewno bywasz nim bardzo często. Dzięki za ten piękny, poruszający wiersz.

  12. @basia.n
    8 stycznia o godz. 14:17

    Goście na razie się nie garną, ale nie mówmy hop przed weekendem 😉
    A na moje milczenie jakoś nikt się nie skarży 🙄
    Dzwonią codziennie z zapytaniem, jak się mam? Kaszlnę, charknę na znak życia i zadowoleni.
    Wirus jest wredny nad wyraz 👿
    Ciągle ten uporczywy katar i męczący kaszel, nigdy mnie jeszcze tak nie rozłożyło 🙁
    Mój lekarz domowy przez dwa tygodnie nie słyszał na oba uszy. Dopiero jakiś spray z antybiotykiem udrożnił mu kontakty.

  13. @Herstoryk
    Nie zdążyłam, jeszcze pod poprzednim wstępniakiem, podziękować ci za szczegółowe info na temat pożarów w Australii. Myślałam, że odzewie się @E-Jotka, do której adresowałam moje pytania. Przecież tam mieszka.
    W najbliższą niedzielę WOŚP zagra także dla Australijczyków. Jurek Owsiak zdecydował, że pieniądze zebrane przez tamtejszych wolontariuszy Orkiestry zostaną przeznaczone na pomoc ofiarom pożarów.
    Ciekawe, jak ten gest skomentują bardzo liczni wśród pisowczyków i klechów opluwacze Owsiaka i WOŚP. Czy na 28 edycję WOŚP też posypią się gromy?

  14. @Qba

    Wyrzuć to windows przez okno, bo cię wirusy pożrą. I jeszcze kogo zarazisz. Tobermory już kaszle.

  15. Ano sie porobilo przez te kompy, gadgety, internety tak ze juz nie raczki na kolderke a na klawiature dobrodziej klasc kaze.

  16. @ bubekró
    8 stycznia o godz. 18:38

    🙂 Czy to dlatego co 20 lat dopada mnie zaraza, że nie mam windows?
    Nigdy mi się w kompie nic nie zalęgło, poza jednym wirusem austriackim, który napisał tak (po niemiecku):

    Servus! Jestem austriackim wirusem komputerowym. Proszę, przekaż mnie dalej i skasuj wszystkie swoje pliki. Danke!

    Przekazując go dalej wzbudziłem panikę paru znajomych, głównie dam 🙄

    Wspominałem tu kiedyś, że natrętni hinduscy spece z „Microsoft Head Quater” od lat usiłują telefonicznie pomóc mi w pokonaniu problemów, które meldują im moje windows, ale żaden nie chce mi ich umyć 🙄
    A ja mówię: indeed, my seven windows need to be cleaned. Like every springtime. Not immediately but soon 😎

  17. bubekro
    g.18:30
    Zaraz wyrzuć. Po prostu zamknij okno. Najgorsze są przeciągi, jak mówiła moja babcia.

  18. ‚Jestze sie poeta, czy raczej tylko sie bywa?’
    – C.K. Norwid
    Potem przypisywano ‚poeta sie nie jest, poeta sie bywa’ Tuwimowi.
    Przybos mowil: poeta sie jest.
    Spore zamieszanie z tym powiedzeniem…

  19. W Onecie przeczytałam wiadomość, która bardzo mnie ucieszyła.
    Bo tu już przecież policja chyba nie wkroczy ????

    Sędziowie z kilkunastu krajów UE będą w sobotę w Warszawie bronić niezależności polskiego sądownictwa.
    W pełnych togach i z podpisanymi przez kolegów i koleżanki listami protestacyjnymi w ręku przyjadą do Polski sędziowie z kilkunastu krajów Unii Europejskiej. Wezmą udział w sobotnim Marszu Tysiąca Tóg w Warszawie w obronie niezawisłości sądownictwa w naszym kraju.

    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sedziowie-z-kilkunastu-krajow-ue-beda-w-sobote-w-warszawie-bronic-niezaleznosci/g4h5sqq?utm_source=detal&utm_medium=synergy&utm_campaign=allonet_detal_popularne

  20. act
    8 stycznia, g. 20:36
    Dylemat, o którym piszesz, tak oto próbował rozstrzygnąć prof. Edward Balcerzan, poeta oraz teoretyk literatury w jednym:
    „Norwid twierdził, że poetą się bywa; Przyboś, że poetą się jest. Obie odpowiedzi zostały „zajęte” przez Wielkie Postaci. Pozostaje trzecie wyjście, że poetą się bywa i poetą się jest. Jest się w tym sensie, że u poety pewien typ wrażliwości na język i świat nigdy nie ginie, nie może być zawieszony. Natomiast aktywność roli daje o sobie znać sporadycznie, gdy pisze się wiersz lub staje oko w oko z publicznością. Wtedy poetą się bywa.”

  21. Wułala Suomi czyli Finlandia. Warunki oświetleniowe nie rozpieszczały komórkowego aparatu, ale coś tam się pstrykło. Dwa dni w Rovaniemi, reszta w Lohiniva i Kittila. W wiosce ŚM mnogo Chińczyków, dalej na północ w każdej zaspie Francuz (w niektórych Niemiec). Huskie ride wart każdych pieniędzy. Podpisy pod niektórymi zdjęciami.

    https://photos.app.goo.gl/93xUYBmgYTnbUneu9

  22. @Szary Kot
    8 stycznia o godz. 22:29
    Prawie zmarzłam. 🙂

  23. Niesamowite. Wreszcie prawdziwa zima.
    Dzięki, Szary Kocie.

  24. Tobermory
    Trochę zimy zazdraszczam, a zwłaszcza prawdziwej, bo w Warszawie właśnie padał deszcz. Nawet nie ze śniegiem. Jutro też plusowo w całej Polsce i tylko na połedniu -1.

  25. @Ewa-Joanna 8 stycznia o godz. 4:19
    Fajny linek, ale skąd on czerpie dane?

    https://www.worldometers.info/faq/

  26. @mag
    8 stycznia o godz. 23:15

    To nie zima u mnie, tylko na obrazkach z Laponii.
    U mnie nadal słonecznie, sucho, zielono, co najmniej jeszcze przez tydzień.

  27. Puk ,puk w okienko, witaj panienko>
    https://dziennik-polityczny.com/2020/01/08/sensacja-kolejne-bezczelne-klamstwo-dudy-podczas-iranskiego-ataku-zginal-dowodca-pkw-w-iraku/?fbclid=IwAR1Qwc3SfGqkvLzWV2YKWJygh1Oe1W3bVkxIUwkmA3D3-ylAmAMA1i4srgI
    Na osobiste polecenie prezydenta Dudy, MON utajnia prawdziwej informacji o polskich ofiarach ataku na bazy USA. Błaszczak próbuje manipulować opinią publiczną i opowiada bajki, że żaden z polskich żołnierzy w Iraku nie ucierpiał po atakach rakietowych na bazy Al Asad i Irbil.

    Ale jak podaje informator zbliżony do Dowództwa Operacyjnego, podczas irańskiego ataku zginął dowódca PKW w Iraku płk Marcin Adamski. St.kpr. Radosław Sobczak został ciężko ranny, wybuch urwał mu prawą rękę. Ranny żołnierz został ewakuowany z bazy Al Asad do szpitala NATO w Ramstein. Oprócz tego oficer Dowództwa Operacyjnego dodał „Jak wszyscy zginą to mnie nie będzie ich żal. Wiedzieli, że jadą na wojnę za grubą kasę jako najemnicy USA. A odpowiedzialni za wysłanie polskich najemników już się w mediach tłumaczą bo wiedzą, że przywiozą ich w trumnach”.

  28. Jest całkiem możliwe, że to, co zapodałem, Optymatyk 9 stycznia o godz. 0:22, jest nieprawdziwe. Bo teraz za dużo na raz się dzieje, więc różni różne wieści rozsyłają.

  29. @Tobermory
    Pewnie jeszcze pamiętasz zimy z Polski. Zjeżdżanie sankami z jakiejś górki miejskiej lub wiejskiej, lepienie bałwana, który nie roztopi się następnego dnia.
    Jeszcze naturalne ślizgawki, a nie tylko sztuczne lodowiska. No i ten śnieg leciutko skrzypiący pod butami w mroźny, słoneczny dzień. Może jeszcze chuchanie w palce, które marzły mimo ciepłych rękawic.
    A propos tych ostatnich: Kiedyś jako zmarźluch nosiłam zimą jednopalczaste, na futerku. Teraz najczęściej w ogóle obywam się bez rękawiczek, albo ograniczam się do nieocieplanych.
    „Cztery pory roku” Vivaldiego stały się pasee, ale przynajmniej posłuchać warto.

  30. @Tobermory
    Na dobranoc
    youtube antonio vivaldi zima

  31. Nostalgia okienna za prostszym życiem, zgrabnie rymowana, jak najbardziej na miejscu. My (mam nadzieję, że mówię za większość komentatorów), jeszcze je (to życie) po pierwsze pamiętamy, a po drugie, wychowani z tymi dawnymi oknami, jesteśmy w pewnym stopniu odporni na pełne uzależnienie od tych nowych. Młodzi, chowani z nimi od dziecka już nie. Byłem parę dni temu na urodzinach 15-latka, w otoczeniu grona rodzinnego. Wszystkie obecne młodziaki: 1,5-roczne (!!), 7-letnie, 12-letnie i solenizant, spędziły 99% czasu, ślepiając w ajfona, czy ekran z wybuchową grą. Dorośli-rodzice zachwyceni (jak dziś zawsze), że mają spokój od zabawiania/wymyślania zajęć dla potomków, a ufniarze siedzą w jednym miejscu, zamiast ganiać i uprzykrzać się. Może ja jestem zrzędny zgred, ale widzi mi się że rośnie pokolenie https://photos.app.goo.gl/2ADMjbQYsJxtLr9u5 , (Copyright Steve Cutts).

    Nożem można kroić chleb, ale i kogoś zadźgać. Windowsów, jak wszystkich narzędzi wymyślonych przez gatunek, można używać dla pożytku (gdy z umiarem) lub szkody. Niestety, gatunek w przytłaczającej masie umiaru nie umie.

    Tak apropos, to drugim oknem, obok tego na podwórko, były dla mnie ongiś książki i polska wersja „National Geographic” – „Poznaj Świat”, które moja Mama kolekcjonowała od 1-go numeru, a ja z wypiekami czytałem.

    @mag
    8 stycznia o godz. 15:31
    Dzięki za podzięki, ja też mieszkam 🙂 .

    @
    BTW, Na sąsiednim blogu ktoś zamieścił linka do wściekle patologicznego antysemickiego paszkwilu (po ang.), https://www.unz.com/pgiraldi/americas-jews-are-driving-americas-wars/ co nieco związanego z Iranem, co jest na tapecie.

    W temacie tego ostatniego, bardzo fajny travelogue – https://natemat.pl/blogi/fundacjapoint/209891,iran-zyczliwy

    Kończąc nudzenie oddalam się do cedzenia twarożku na sernik……

  32. @Tobermory
    8 stycznia o godz. 20:18

    Bez windows co 20 lat, z windows co 2 miesiące 🙂 Otwierają się jak pory w skórze i wpada przez nie morowe powietrze.

    @mag
    8 stycznia o godz. 20:22

    Tyż racja. Najlepiej do kosza, a potem do zsypu.

  33. Qba

    Świetne! Napisałeś wierszem o czymś co mi się skojarzylo z tytułem książki Marii Janion: „Żyjąc, tracimy życie”. Zastanawia mnie to, czy to nam tak czas szybciej biegnie a horyzonty się poszerzają i spłaszczają zarazem, czy może wcześniejsze pokolenia miały doświadczenia pozwalające na takie same wnioski.
    Czy ktoś, kto przeżył wojnę, dwie, do tego rewolucję i lokalne konflikty, może się czuć bardziej doświadczony przez czas, albo inaczej: czy czas jemu szybciej płynał?
    Wiedza pierwszych pokoleń XX wieku nie była szokująco większa niż ich poprzedników. Materialne wyznaczniki życia, relacje z innymi także były zbliżone i to czego doświadczali ich rodzice a wcześniej dziadkowie i pradziadkowie, chyba z pewną płynnością przekazywane było następcom co tworzyło pewną ciągłość pojmowania świata i siebie.
    Bardzo jest prawdopodobne, że popieprzenie wewnętrzne w Polsce jakie mamy, związane jest z tym, że niedawno i gwałtownie wskoczyliśmy w zupełnie inne paradygmaty i punkty odniesienia. W dodatku ich nie tworzyliśmy wspólnie i nie tyle w pełni własnowolnie i rozumiejąc co robily w nie wskoczyliśmy, ale zostaliśmy wrzuceni. Z własnej woli tylko w zakresie mgławicowo ogólnym.
    Na to nałożył się gwałtowny skok zmian materialnych i zmian w relacjach i technologii życia, w której wyznacznikiem i niezbędnością stał się komputer, sieć, smartfon. Kto w to nie wszedł, ten wypadł z tego świata. Kto zaś wszedł, wcale nie jest bezpieczny. Uczy się tego świata zupełnie po omacku, a siła oddziaływania tego świata jest taka, że mniej odpornych i niezależnych wciąga i połyka.
    Wygląda też na to, że znajomość paradygmatów i układów odniesień z poprzedniego świata, jest jakimś rodzajem mechanizmu odpornościowego. Kto wie jak pachnie prawdziwy kwiat, nie daje się łatwo nabrać na kwiatek chemiczny.
    Ale co będzie, jak znikną ci co prawdziwe zapachy znają, nikt tego nie wie. Nie powstrzymuje to jednak świata, by będził, na łeb i ślepo, w nieznanym kierunku.

  34. Kochani!

    Nie przyłączę się do nostalgii za minionym bo jakże mogę? Byłaby to wszak hipokryzja z mojej strony… Przykład pierwszy z brzegu…Oto otwieram „okienko” wczoraj a tam piękny wiersz Qby. Cieszy oko, co ma nie cieszyć. Jest w nim nutka nostalgii a może i dwie ale i tak cieszy. Coś przepłynelo przez ekran komputera Qby (via komputer Tanaki) i wylądowało w moim „okienku”, a z okienka w mojej głowie. Mam teraz o czym myśleć, czy to nie piękne? Ciepło mi jakoś na sercu czasem jak czytam wiersze Qby, także te nostalgicze, więc jak mogę na „okienko” narzekać i wzdychac, że drzewiej żyło się prościej. Pewnie, że prościej. Też to pamiętam. Też mam obawy co do zalewu technogii i natłoku informacji i jak odnajdzie się w tym mój syn i jego dzieci w przyszłości ( o dzieciach napiszę osobno). Ale w tym samym czasie cieszy mnie to okno na świat – otwieram je na to na co chcę, nie ma jednego widoku – czasem na rzeczy piękne, czasem na bolesne, czasem na głupiutkie – nikt mnie do tego nie zmusza. A dla wielu ludzi, którzy z różnych powodów mają trudności z wyjściem z domu to czasem jedyne okno wiec jak można powiedzieć, że więcej z tego wynika złego niż dobrego? Ejże, naprawdę tak myślicie?

    Przyznam się bezwstydnie – pociąga mnie to, że przez magiczne okienko widać inne światy – muzykę, którą linkuje- dajmy na to @basia.n, wiersze, które podsyła @Aborygen czy @act, piękne zimowe zdjęcia Szarego Kota czy ptaki ktore kradną skarpetki @Ewie-Joannie. Smutne rzeczy też widać, np płonąca Australię, ale chyba lepiej o nich wiedzieć niż chować głowę w piasek.

    Tylko kilka przykładów z brzegu. Specjalnie te z blogowiska bo łatwiej zilustrować. Ale to jeszcze nie koniec. Nic nie poradzę, że jestem ciekawska jak młody lis a informacje, które kiedyś tak trudno byłoby zdobyć (a może wcale w niektórych przypadkach) mogą być na wyciągnięcie ręki, jeśli się pójdzie za tropem i trudno czasem się oprzeć. Od razu, nie za kilka dni kiedy pójdzie się do (niedofinansowanej) biblioteki. W której i tak czasem trudno znaleźć tego co się szuka.

    Taki Bukowski Charles na przykład. Aborygen i act porzucili wiersz, który przeczytałam w przerwie w pracy. I już ciekawość przemogla. Kto go napisał? Kim był? Czemu pisał tak jak pisał? Co jeszcze napisał? Czarodziejska szkatułka. Kiedy podniosłam oczy znad „okienka” po pochłonieciu kolejnych wierszy i spojrzałam nieprzytomnie przez prawdziwe okno w moim biurze zobaczyłam ciężarówki z rogacizną wyjeżdżające z jednej stony, i inne załadowane mięsem w pudełkach jadące w drugą. Wózek widłowy z paletami, podskakujacy z fasonem na zakrętach.  Parking pełen samochodów w większość których  po kilku na raz będą się wtłaczać robotnicy na koniec zmiany (bo tak taniej). Szaro. I deszcz. January spleen. Trudno o coś mniej poetyckiego chyba. A ja tu poezje sobie czytam, co samo w sobie jest poezją i mogę się tylko z absurdalnosci tej sytuacji śmiać do siebie.

    Albo wezmy to przyspiewywanie puszczyka za oknem, które nie dawało mi spokoju. Nie „huuuu hu-hu” samca. Nie „kii- łiit” samicy. Jakieś trele dziwne, których nigdy nie słyszałam. Przekopalam wszystkie książki o ptakach, które mamy w domu (bo okienko na swiat to jedno a półki z książkami to insza inszosc) i nic. Wreszcie zaczęłam kopać elektronicznie i… bingo (choć też zajęło mi trochę czasu). Trele to puszczykowy love call. Śpiewane z dziupli do partnerki. Niezbyt głośno. Dziuple mam za oknem i nie potrzebuję do jej wykrycia „okienka”. Ale przynajmniej teraz wiem co śpiewa jej mieszkaniec 😉  Oh, the little joys of life…

    Nostalgia? Troszkę też ją czuję. Ciemne strony technologii martwią mnie. Z drugiej strony nie jestem uzależniona od „okienek”, nie mam problemu z zamykaniem ich kiedy chcę. Mam znajomych, którzy świadomie się od nich odcieli. Ja nie jestem na to gotowa, za dużo sprawia mi frajdy gonienie tropów, które mnie interesują.

    Dzięki za świetny wstępniak, Qba!

  35. @Tanaka
    9 stycznia o godz. 10:09
    „Kto wie jak pachnie prawdziwy kwiat, nie daje się łatwo nabrać na kwiatek chemiczny.”
    …………………………………..
    https://www.youtube.com/watch?v=IJWT68OumVs
    Utwór „Co stało się kwiatom” pochodzi z legendarnego albumu zespołu Breakout „Blues” wydanego w roku 1971 i uważanego za szczytowe osiągnięcie grupy.

  36. @Kostka
    9 stycznia o godz. 10:55

    Dzięki. Ładnie i delikatnie dajesz kopa. Przydaje się. Tak trzymaj do końca świata i jedno życie dłużej.

  37. Kostka
    9 stycznia o godz. 10:55

    Z dużą przyjemnością cię czytam zawsze, bo ciekawie dzielisz się tym, co „gra ci w duszy”. Jeśli chodzi o mnie, to bardzo długo bronilam się przed zajrzeniem do tego okienka, ponieważ moja praca tego nie wymaga. Więc jakoś instynktownie trzymałam się od tego z daleka. W sumie tylko zbieg okoliczności sprawił, że je otworzyłam, szukając wiadomości o polskim prezenterze muzycznym i jego audycjach. Znalazłam informację na forum Trójki , na jakim portalu mogę znaleźć nagrania audycji i tak zaczęła się moja przygoda netowa. Być może nie trwałoby to długo, gdybym nie zauważyła, że ludzie pokazują zbiory muzyczne zarówno w bardzo złej jakości, nienajlepszych wykonawców, najczęściej nawet bez podawania ich nazwisk.
    Wtedy pomyślałam, że mogę zrobić coś dobrego dla innych i udostępnić do słuchania mojej kolekcji muzycznej, bo kupuję tylko specjalnie wybranych wykonawców, których najbardziej cenię. I przyznam, że zrobiłam ogromną robotę – która wymagała ode mnie wiele czasu. Ale mam poczucie, że strumień piękna popłynął do wielu ludzi .
    Sama również znalazlam tam wiele prozy i poezji po polsku i z przyjemnością powróciłam znów do czytania po polsku, zamiast tylko po holendersku.
    Więc w sumie to okienko otworzyło się zarówno dla mnie, jak dla innych.
    Oczywiście przyszedł też potem czas na polską prasę i polski blog.
    Skype, whatsapp – otwierają wolną drogę do bezpłatnej komunikacji z całym dalekim światem 🙂 No i można właśnie coś dać z siebie i otrzymać 🙂
    Wędrować różnymi ścieżkami, ale tylko na trochę – bo nic nie zastąpi mi tej jednej .
    Za instrumentem 🙂

    ps. Z okienka dla cellisty 🙂
    Yo-Yo Ma, Kathryn Stott – The Swan (Saint-Saëns)

  38. @herstoryk, ja wprawdzie nie bylam na urodzinach, ale w czasie swiat spedzilam dwa dni m.in. z mlodymi ludzmi w przedziale wiekowym 10 do 20+. W domach nie byl wlaczony tv, w drugim byl ze zmieniajaca sie plansza w zaleznosci od koledy jaka spiewano ze stacji. Zreszta, nie znam domu w USA, gdzie tv jest wlaczony w czasie spotkan. No chyba, ze chlopy ogladaja jakies finaly, albo kobitki Zlote Globy, albo Oscary ( a fe, taka prymiytywne rozrywki).
    Wiec mlodzi ludzie w pierwszym dniu, grali w jakas gre planszowa, ktora jedno z nich dostalo. Wielce skomplikowana. Nastepnie odbyl sie konkurs dla wszystkich, kto jest bedzie najblizej sumy jaka zebrana byla w kloszu z monetami. Ja bylam wraz z jednym mlodym najbardziej pesymistyczna, podalam 38 dol. Wygral mlody entuzjasta, ktory powiedzial 110$ i byl najblizej – bo bylo 104. Final byl zaciety a do liczenie w slupkach zaangazowali sie omal wszyscy. Zawsze jest tez losowanie jakiejs kretynskiej zabawki, w tym roku byla to ryba spiewajaca Jingo i machajaca ogonem. Na drugi dzien bylo rowniez nieintelektualnie, najpierw grali mlodzi z jednym starym w jakas „pijacka gre” , ktora dostal jeden – ustawianie plastikowych krzeseleczek jeden na drugim, cos tam w miedzyczasie trzeba bylo wykonac, a potem byla dluga, ostra walka w texas holdem. Nie wiedzialam, ze znam takich hazardzistow.
    A w miedzyczasie 2 godzinny spacer po wymarlym miasteczku, mlodzi na wszelakim sprzecie, bylismy mili i wyszlismy, zeby gospodarze ladnie przygotowali stol do deseru.
    Nie nadazam za obecna technologia . Nie tesknie specjalnie za minionymi latami, te cieple atmosfery, o ktorych wszyscy pisza czesto wydaja mi sie podejrzane. Za to wielce interesuje mnie jakie jeszcze zmiany zdarze zaobserwowac przed odejsciem z tego swiata. I tego mi najbardziej szkoda.

  39. @Qba
    9 stycznia o godz. 12:32

    Żadnego życia dłużej. Chyba że po skopiowaniu mózgu (umysłu) na twardy dysk.

  40. @

    I znów siedzimy w gie po uszy,
    Choć część próbuje wciąż grymasić:
    Wszyscy doprowadziliśmy do suszy,
    A nie ma kto pożarów gasić!

  41. @Tanaka
    9 stycznia o godz. 10:09

    Wąchanie kwiatów to też chyba gdzieć tak w XX wieku lub parę wieków wcześniej. Wcześniej to na pewno ważniejsze było wąchanie korzonków i inne organoleptyczne badanie jadalnej roślinności 😉

    Podobnie z chodzeniem do teatru i z czytaniem powieści. Wszystko to efekt industrializacji ;p

  42. @bubekró
    9 stycznia o godz. 17:18

    A może SSD? Albo cóś jeszcze nowszego?
    Najlepsi naukowcy (oczywiście amerykańscy) z pewnością cóś wynajdą. I na cóś napadną. Mają często takie napady. Uszy do góry!

  43. Właśnie przeczytałam, lekko zgrzytając zębami, książkę „The New Digital Age. Reshaping the Future of People, Nations and Businesses”, która próbuje przybliżyć czytaczom tę nową, wspaniałą przyszłość. Rok wydania – 2013, wtedy była jak świeża bułeczka. Entuzjastyczne opinie („nareszcie, nareszcie!”) napisali o niej Bill Clinton, Henry Kissinger, Madeleine Albright, Tony Blair i Michael Bloomberg. Nie wiem, na ile chodziło im o jakość głoszonych proroctw, a na ile o nazwiska autorów – Eric Schmidt i Jared Cohen, obaj panowie dość intymnie i na wysokim szczeblu związani z Googlem.

    Przeczytałam bo uznałam, że warto dowiedzieć się, co myślą o cyfrowej przyszłości jej twórcy. Zgodnie z przewidywaniami, nie myślą zbyt wiele – bo wirtualna rzeczywistość szybko się zmienia, zarówno dzięki nowym rozwiązaniom w cyfryzacji jak i rozgryzaniu tych rozwiązań przez hakerów, a poza tym nie jest jasne, kto kogo, z jakim skutkiem i na jak długo. Panowie z Googla omawiają przyszłość osobistej tożsamości, obywatelstwa, przechowywania danych, dalej przyszłość państw, rewolucji, terroryzmu, konfliktu, walki i interwencji, i wreszcie rekonstrukcji – np. po konflikcie zbrojnym lub katastrofie ekologicznej.

    Wyczuwam (oczywiście) nienachalną promocję Googla, w tym rozwiązania zwanego „cloud” – które, rzecz jasna z żadną chmurą nie ma nic wspólnego. To jej po prostu gigantyczny blok „hardware” usytuowany – no właśnie, gdzie? – i jak wszystkie tego typu urządzenia podatny na wyciek danych. To ostatnie to moja konkluzja, bo autorzy książki ograniczają się gładko do informacji, że „chmura” ma konkretny kształt i lokalizację.

    Zabawne wydają się dziś ich rozważania o użyciu dronów do… podsłuchu. Ale również jako broni, no tak, no tak. Zaciekawiła mnie informacja o tym, że na razie tylko dwa miliardy (z siedmiu) homo sapiens korzystają z dobrodziejstw wirtualnych połączeń. Autorzy są wyraźnie podekscytowani wizją podłączenia pozostałych pięciu miliardów, bo wtedy – ho ho! Innowacyjność wskoczy na nowy poziom. Ja sobie myślę (hi hi!) „prywatnie” – bywalcy EP wiedzą, kogo cytuję – że przyszle zakodowane informacje o tych pięciu miliardach to musi być dla kogoś łakomy kąsek.

    Mimo wszystko, niektóre szczegóły są ciekawe, np. fakt kierowania przez osadzonych gangami działającymi na zewnątrz za pomocą smartfonów – albo nawet zwyczajnych komórek. Karty SIM szmuglowane do więzień przez gołębie pocztowe (bardzo dowcipne połączenie zaawansowanych technologii i tradycyjnych metod), tymczasowe hot-spoty tworzone za pomocą dronów, wydzielony blok więzienny w Afganistanie, z którego więźniowie kierowali działaniami terrorystów, dziesięcioletnia dzieweczka w Meksyku odwiedzająca kuzyna z siedziemdziesięcioma telefonami i rewolwerem, przyklejonymi taśmą pod sweterkiem (strażnicy zauważyli dziwny kształt pleców dziecka) albo chłopaczek w Kolumbii strzelający z łuku prosto do więzienia, z telefonem przymocowanym do strzały. Miał pecha – jedna ze strzał trafiła strażnika. He he.

    Qba ma rację sugerujac, że okienko narzuca sposób widzenia świata. Potem czytamy np. oburzone komentarze o tym, jak izraelscy żołnierze znęcają się nad biednym arabskim dzieckiem. To sfilmowano! Jednak nikt nie sfilmował gradu kamieni, jakim niewinne, wielkookie arabskie dzieci obsypały chwile wczesniej izraelskich chłopaków w mundurach. Publika dostaje to, co chce oglądać – takie jest prawo rynku.

  44. @Na marginesie
    9 stycznia o godz. 20:14

    „Zabawne wydają się dziś ich rozważania o użyciu dronów do… podsłuchu.”

    W latach 80. był taki film z Scheiderem i McDowellem „Błękitny grom” – jeszcze helikoptery obsługiwane przez ludzi, ale podsłuch i podgląd przez ściany wieżowców 😉

    A co do okien i ekraników – wolę ”’czarne zwierciadło”’ od niebieskiego monitora 😉 Jako konsument rzecz jasna.

  45. fragment artykułu:
    „Sąd w Zawierciu nie miał wątpliwości, że doszło do zbrodni: (…)
    skoro świat został stworzony przez Boga to oczywiste, że cały należy do niego.
    Pana Boga w Złożeńcu reprezentuje ksiądz Jacek, a zatem to jemu należy się ziemia, którą duchowny wskaże.”
    Artykuł pt. „Dzwon w dom” tygodnik NIE #51-52/2019

    … a Polacy bronią takich sędziów i takie sądy.
    „brawo!”, „gratuluję” wszystkim obrońcom sędziów i sądów.
    Nie chce się wierzyć, że w Polsce jest taka boża praworządność i taki tępy boży ludek.
    Warto przeczytać cały artykuł.

  46. @

    Jak już zapewne wszyscy wiecie,
    Bo przecież tkwicie w tym po uszy,
    Różne bywają okna na świecie
    I różny na nich naród muszy,

    Bo z oknem to jest taka sprawa,
    Jak, przykładowo, z połowem kryla:
    Jeżeli sieć nie jest dziurawa,
    Lepiej się zbytnio nie wychylać.

  47. Dżizas, jakie to irytujące 🙄
    Zacznie jakiś pryk powtarzać „tak sobie myślę” w każdym komentarzu, a już nie uchodzi użycie tego zwrotu bez przyznania mu copyrightu, jakby to on ten zwrot wynalazł i opatentował 🙄
    A najgorsze jest to, że jest to taki baca, co jak ma czas, to siedzi i tak sobie myśli.
    A jak nie ma czasu, to ino siedzi i… pisze komentarze na EP.

    W mojej rodzinie całe starsze pokolenie używało tego zwrotu, i nikt nie mówił, że właśnie pozwolił sobie zacytować dziadka.

  48. @Tobermory 9 stycznia o godz. 21:22
    „Prywatnie” to on myśli dopiero od kilku dni. Od chwili, gdy ktoś mu coś napomknął w komentarzu o tym „myśleniu”.

  49. Pomyślałem dziś o oknach mego dzieciństwa… Moich pierwszych oknach na świat.
    Były pojedyncze, mroźną zimą o poranku pokryte czasem lodowymi kwiatami o fascynujących formach. Okno mojego pokoju wychodziło na wschód, więc kiedy za szybą pokrytą lodowym obrazkiem pojawiała się czerwona tarcza wschodzącego słońca, było jak w bajce.
    A czasem wieczorem, kiedy po ścianie wędrował prostokąt światła z krzyżem ramy okiennej, wiedziałem, to jadą Cyganie 😎
    Ulicą przejeżdżała pewnie zwyczajna ciężarówka, ale moja fantazja malowała cygański tabor drewnianych wozów ciągniętych przez konie.
    Prawdziwy taki tabor pojawiał się w okolicy co roku i co roku ta sama Cyganka z kolejnym oseskiem przy piersi usiłowała powróżyć mojej matce z ręki. Matka nigdy się nie zgodziła, nie chciała znać przyszłości. Dawała tylko, co miała, do jedzenia, tamta skrzętnie pakowała do tobołka nie przestając śpiewnie lamentować i narzekać…

    Najciekawsze jednak widoki były z okienka w dachu wielkiego domu mojej ciotki. To była już porządna wysokość, świat się rozszerzał i kusił odległym horyzontem, i wabił…

  50. Kostka
    9 stycznia o godz. 10:55

    Kochani!

    No, jak sprawa taka, to należy zauważyć, że jest powiedziane: Kochajmy się! Przez kolegę Mickiewicza.
    Oraz było powiedziane: Rok 1812. Przez tego samego kolegę.
    Co razem może znaczyć tyle, że to i racja, że okno to nostalgia od 208 lat, a z Windows nie jest źle.

    Qba tak bardziej folozoficznie, refleksyjnie i nostalgicznie, a nawet politycznie, tak z drugiej strony zaszedł, a Ty z inszej strony, takiej praktyczno-techicznej. Wiem co mówię, bo sam miałem w szkole „zajęcia praktyczno-techniczne”, co się nazywało ZPT, albo fachowo „zetpety”. I została nostalgia!

    To całkiem racja, że teraz można bardzo łatwo znaleźć mnóstwo informacji które było dawniej trudno znaleźć. Ale też znalezione z trudem było cenione, jako owoc pewnego wysiłku, pomyślunku, no i informacja, nawet jak płocha, była ważka. Ho, ho, nie byle co!

    Teraz tak łatwo, że nieraz zbyt łatwo. Prawie miałbym podziw dla takich dziennikarzy, gdybym sobie nie żartował: w trymiga znajdują wszystko o wszystkim i jak coś o tym napiszą, to wychodzi, że nic o niczym.
    Nawet mamy takiego premiera, co też ma mnóstwo informacji i zrobił na ten temat niejedną prezentację. Zdążył już naprodukować mnóstwo tabelek w temacie gospodarki ale ciągle nie wiadomo co on w tej gospodarce robi, oprócz tego, że robi trzy rzeczy: nic nie robi, robi desant pisoidów na gospodarkę i załatwia transfery pieniężne i majątkowe ze spółek skarbu państwa do episkopatu, doktora Rydzyka, stu lat niepodległości w złamanym jachcie i tak dalej.
    Miał wyprodukować milion katolickich aut elektryczych dla suwerena, ale im bliżej inauguracji tym ciszej nad tą trumną.

    Największa prawda z tym, że dzięki oknom Windows, czy może siostrom Sisters, można posłuchać i pogapić się na najlepsze podpowiedzi muzyczne basi n., foty tego i owego blogowicza oraz pogadać z tym i owym tak, że się nie chce przestać gadać.

    Kostka, a że tak powiem – Twoje świeże foty z okolic w kratę, to gdzie, hę? Jak windows, to foty poproszę.

  51. basia.n 13:20

    laureatem prestizowej nagrody izraelskiej Dan David Prize (Tel Aviv Univ.) w 2006 byl Yo-Yo Ma
    a takze…Adam Michnik
    https://www.dandavidprize.org/laureates/2006

    innym laureatem z Polski w 2014 r. byl Krzysztof Czyzewski, publicysta, pisarz, zalozyciel Fundacji Pogranicze w Sejnach, Teatru Gardzienice.
    Inni znani laureaci tej nagrody Bracia Coehn, Margaret Atwood, Amoz Oz, Atom Egoyan, Al Gore, Zubin Mehta

  52. @Tobermory
    9 stycznia o godz. 21:22
    Tak sobie myślę, że niektóre komentarze Stasia są celne, niektóre głupie ale w sumie większość zabawnych. Dużo ciekawsze niż wypociny wszelkim mądrych na wszystko, co to się znają i wiedzą lepiej w swoim nadęciu.
    Jak wejdę na EP czasem to tylko Stasia i żabę czytam. 🙂

  53. Właśnie, okna dzieciństwa.
    Pierwsze spojrzenia w okno jakie pamiętam: ciepłe światło i ogrom tego światła. Okna były od południa, nieocienione drzewami ani innymi budynkami, więc słońce dostawało się do wnętrza swobodnie.
    Okna wydawały mi sie gigantyczne, ale bylem maluch. Gdy wyrosłem, po latach już, znowu spojrzałem w te okna i wrażenie pozostało to samo. Okna były rzeczywiście wielkie, niemal od ściany do ściany. Bo to były szklane okna Żeromskiego.
    Gdy porównywałem moje okna z oknami w domach wielu innych osób, tym wyraźniej potwierdzało się to poczucie, że są to okna Żeromskiego.

    Inny obrazek z oknem: jestem na strychu dużego drewnianego domu u przyjaciół Czechów. Maleńkie okienko, takie że ledwo mieściła się w nim mała głowka parolatka. Wysuwam przez to okienko rękę z dzbanuszkiem od kwiatów pełnym wody i leję strumień wprost na stojące na dole dzieci gospodarzy. Wśród nich była pewna absolutnej śliczności panienka. Słyszę damskie piski. Szczęście absolutne.

  54. Ateista
    9 stycznia o godz. 20:58

    Nie chce się wierzyć, że w Polsce jest taka boża praworządność i taki tępy boży ludek.

    Prawdę mówiąc, to nie wiem, dlaczego nie chce się wierzyć, skoro w Polsce wierzą wszyscy. Nawet ateiści wierzą w to, że bozi nie ma. Tak o nich mówią wierzący, a oni wierzą w to co mówią.
    To jaka inna ma być ta praworządność i ten boży ludek?

  55. The New York Times

    „Samolot ukrainskich llinii lotmiczych byl trafiony przez iranski robot”
    Byc moze przez pomylke /?/

  56. @Ewa-Joanna
    9 stycznia o godz. 22:02

    Fakt, że bywają celne lub zabawne, albo nawet jedno i drugie, choć zamieszczane lawinowo tracą na oryginalności, jednak nie o to mi chodziło w mojej uwadze, tylko o ten copyright.
    Co jakiś czas zdarza się na blogach, że ktoś pierwszy raz spotyka jakiś zwrot (stary i znany, ale dla niego nowy) i z emfazą używa go nie omieszkując przyznać praw autorskich osobie, która ten bonmot zamieściła.
    Ogarnia mnie wtedy poczucie zażenowania, jak ubogi musiał być dotąd zasób słów tego „kopisty” 🙄
    Tu akurat nie chodzi o „tak sobie myślę”, ani o „prywatnie”.

  57. Sorry, coś mnie chyba dzisiaj wszystko irytuje, a najbardziej ten cholerny kaszel, który dusi jak koklusz, którego nigdy nie miałem. Jeśli będę kaszlać 12 tygodni, to się potwierdzi 🙁
    Głos nadal szwankuje, mojego szeptu nie słychać przez telefon 🙄 Niech to licho!!!

  58. @Tobermory
    9 stycznia o godz. 22:26
    Copyright nie komentowałam bo to takie oczywiste było 🙂
    Zdrowiej energicznie. Skąd ten koklusz?
    Ja w dzieciństwie na koklusz chorowałam i to był bardzo szczęśliwy dla mnie okres – oddali mnie ojcu na holownik i pływałam robiąc co chciałam cale lato. Tylko z maszynowni mnie wyrzucali nie wiem czemu. A dla mnie do dziś zapach smarów jest bardziej fascynujący niż Chanel Nr5 🙂

  59. @Ewa-Joanna
    9 stycznia o godz. 22:43

    Nie wiem, czy to koklusz, tak sobie tylko ponuro żartuję. Przecież to dopiero dziesiąty dzień 🙄
    A zapach smaru też mnie fascynuje od dzieciństwa.
    Zaraz sobie łyknę syropku na bazie opium (dextrometorphan) i popiję kolejnym litrem gorącego roztworu soku z czarnej porzeczki.
    Anyway, wrócił mi apetyt i ciągle jestem głodny, no i od dwóch dni nie rośnie mi temperatura…
    Pomyśleć, że się kiedyś przymierzałem do pisania dziennika hipochondryka 🙄 🙂

  60. @Tobermory
    9 stycznia o godz. 23:00
    Rosołek i kołdunki polecam. Na rekonwalescencję jak znalazł. A jakie dobre! 🙂

  61. @Tobermory
    9 stycznia o godz. 23:00

    Z dziennika hipochondryka
    Jednoznacznie wynika,
    Że kto nie choruje,
    Tego nikt nie szanuje.

  62. @English listeners
    Mój wkład w ramach wzajemnego ubogacania okienkami. Historia Otto Wächtera, członka NSDAP i SS, gubernatora dystryktu krakowskiego, a potem Galicji, gorliwego współwykonawcy Endlösung, współtwórcy SS-Galizien. Wächter po wojnie przez 4 lata ukrywał się w Austrii, a w 1949 został ukryty w Rzymie przez bpa Aloisa Hudala, gdzie niedługo zmarł. Trza mieć godzinę na odcinek, a kto ma tylko jedną godzinę, niech posłucha drugiego.
    Polska Wikipedia jednym zdaniem zbywa jego powojenne losy, dopiero angielska wspomina o Hudalu; z kolei program dramatycznie dywaguje o tym, komu mógł być przydatny Wächter, a kto mógł na niego dybać. Przyczyną śmierci było jednak najprawdopodobniej zakażenie.
    1.
    https://www.bbc.co.uk/sounds/play/m000cn22
    2.
    https://www.bbc.co.uk/sounds/play/m000cldq

  63. @Szary Kot 9 stycznia o godz. 23:56
    Zacząłem od lektury angielskiego hasła o Alois Hudalu.
    Jeden z tych milusińskich księży. Czasami mi się zdaje, że ta organizacja miała i nadal ma personel dobrany w taki sposób, aby było „dla każdego coś miłego”. Takich, kórzy „walczą o powrót do tradycji” i chcą tylko po łacinie i takich, którzy by msze odprawiali dla Papuasów ubrani tak jak oni.
    Popierających nazistów (jak ten milusiński Austriak nawrócony na pangermanizm, jak ten serbski przyjemniaczek Stepinac czy też nawet dzisiejsze Międlary) oraz księży popierających ich przeciwne strony w danym konflikcie.

    Czy to konflikcie fizycznym, jak wojna, czy każdym sporze dotyczącym organizacji życia społecznego.

    Jedno z wyjaśnień zagadki ich trwania?

  64. @ozzy 9 stycznia o godz. 22:23
    „Samolot ukrainskich llinii lotmiczych byl trafiony przez iranski robot”
    Byc moze przez pomylke /?/

    Jedno kurestwo to samemu zabijać innych. Chyba mniejsze kurestwo, bo morduje się wtedy z otwartą przyłbicą, pod własną flagą.

    Większe kurestwo, dla większych hipokrytów, to jak zorganizać życie W INNYM KRAJU, KOMUŚ INNEMU taką rozpierduchę, że SAMI BĘDĄ SIĘ TAM mordować PRZEZ POMYŁKĘ.

    Och, jak ja bym chciał otoczyć samochód @ozzego na ulicy 20 ścigającymi się ciężarówkami prowadzonymi przez pijanych i naćpanych kierowców.

    Patrzyłbym – z oddali i z przyjemnością – jak @ozzy „myli się”.

  65. @Na marginesie 9 stycznia o godz. 20:14
    To wszystko o czym napisałaś opowiada o systuacjach z udziałem człowieka.
    To tylko jedna, chociaż bardzo nam, ludziom znajoma, część zagadnienia. Ale człowiek nie jest koniecznym elementem na naszych oczach dziejącej się „przyszłości”. Nasza wewnątrzzakładowa wystawa najnowszych projektów działu badawczo-rozwojowego. Jedno ze stoisk opowiada o projekcie samoorganizującego się roju mikrorobotów-czujników dla rolnictwa.
    Wiesz, produkujemy maciupeńkie czujniki zdolne do mierzenia temperatury, nasłonecznienia, wilgotności, pH, takich tam nudnych rzeczy. Zasilanie czerpiące z otaczającego środowiska. Łączące się ze sobą nawzajem w sieci komórkowe, jak telefony. „Wybierające” spomiędzy siebie „delegatów” do łączności „z wyższym szczeblem”, czyli z „kierownictwem”. Tanie jak barszcz.
    Produkujemy je milionami.
    Są tak tanie, że dosypujemy je do nawozów i rozpylamy nad polami razem z nawozami. Pojedyncze roboty-czujniki są rozmiarów ziarnka maku albo mniejsze.
    Ja wiem, wiem, wiele podobnych projektów zakończyło życie w zapomnieniu a niektóre okazały się gigantyczną komercyjną klapą.
    Ale wystawa, o której piszę odbyła się w roku 1995. I był na niej film z farmerem, opowiadającym jak to na jego polu testowano prototypy sieci czujników i jak poranna praca w polu zaczynała się od wejścia do (na razie) firmowej sieci i dowiedzenia się jak wygląda stan pola raportowany przez setkę robotów.

    Od tej pory minęło ćwierć wieku, firma, o której piszę ogromnie się zmieniła (i częściowo znikła), ale przecież prac nad mikro- oraz nanoskalowymi, samoorganizującymi się robotami nie zaprzestano.

    Dla celów z najróżniejszych dziedzin, od medycyny do wojska.

  66. Co za wspanialy pomysl Qba. Ladny, pelen refleksji wiersz jako wstepniak. Jest w nim sporo gorzkiej prawdy. Mimo propagandy uprawianej przez producentow medialnych gadzetow o mozliwosci stalej lacznosci z calym swiatem, stajemy sie coraz bardziej samotni, odizolowani od siebie, zamknieci we wlasnych, skrojonych na swoje potrzeby swiatach. Nawet tak sympatyczny blog jak LA nie jest w stanie w pelni temu zaradzic. Czytajac niektore wpisy opatrzone nickiem staram sie dokleic do nich twarz, a pojawiaja sie tylko maski. Czesto nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo potrzebny jest kontakt osobisty, ile dodatkowych informacji otrzymujemy o czlowieku z jego “body language” usmiechu, z trudem skrywanych lez. Na Facebooku i blogach pojawiaja sie zbyt czesto nasze wizerunki takich jakimi chcielibysmy byc, a nigdy nie bedziemy, konczac jako wiecznie rozbawiona, beztroska gawiedz, madrale, hubrystycznie, wszechwiedzace bufony. Sam bije sie w piers az dudni. Nie chce przez to powiedziec, ze internet nie ma zalet. Trzeba w nim tylko umiec grzebac by w tej gorze smieci znalezc grudki rzadkich metali. Wspomina o tym Kostka.

    A wlasnie Kostka. Co za piekny, autentyzny wpis z pogranicza poezji. Widze, ze Bukowski ucapil za grdyke. Ten czar podlanej etanolem wrazliwosci. Glebia tej poezji ma cos wspolnego z wypowiedzia E.M.Ciorana w jednym z nielicznych wywiadow jakie udzielil.

    Pytanie: Co by pan odpowiedzial na pytanie “Gdzie jest tabernakulum”? Tzn: Gdzie sa Tablice Prawd? Kim sa straznicy. Czy sa miedzy nami tacy swiadkowie, badz kronikarze?

    EMC: Tak sa. Mozna ich znalezc w kazdym srodowisku. I nie ma to zadnego zwiazku z tzw poziomem intelektualnym. Stykalem sie z ludzmi wszelkiej kategorii, z ludzmi, ktorzy ZROZUMIELI. Dla mnie ludzkosc dzieli sie na dwie kategorie: tych, ktorzy nie zrozumieli (w praktyce jest to niemal cala ludzkosc), i tych, ktorzy zrozumieli, bedacych ledwie garstka. Znalem w Paryzu zebraka, ktory na tarasach kawiarn grywal na flecie. Przez caly czas rozmyslal. Nieraz sypial pod mostami, nieraz w wielkich hotelach, gdyz zarabial duzo pieniedzy, ale przepusczal wszystko. Pewnego dnia przyszedl do mnie w calkowitej rozpaczy. Podczas tego spotkania powiedzlem mu: “Suchaj, jestes najwiekszym filozofem wspolczesnym. “Lacha sobie ze mnie ciagniesz, wysmiewasz sie ze mnie” . Zaprotestowalem. “Wcale nie. Powiedzialem ci to, bo ty zyjesz, rozmyslasz przez caly czas ; doswiadczasz swoich problemow, a one splataja sie z twoim zyciem”.

    xxxxx
    Is one a poet or not – that is the question. I suppose that we all are without even knowing it. After all, poetry is what happens when nothing else can, which is what happened to me on Halloween.

    My Guardian Angel

    My sad-eyed Guardian Angel with
    an old face and crumpled, frizzled wings is called Fate.
    Before me, he looked after an old beggar
    from one of Rio’s favelas.
    Later on, he took charge of a little girl from Nevada
    who died of leukaemia at the tender age of five.
    That’s as far as his memory extends.
    He says he likes me because I don’t ask for any favours
    nor seek his advice, mindful of his self-professed ineptitude.
    We sit in resigned silence as we usually do at the kitchen table
    in the gathering dusk, confused as ever about our guardianship
    roles in relation to each other.

    I hope this poem finds you well
    Aborygen

  67. @Kostka 9 stycznia o godz. 10:55
    Albo wezmy to przyspiewywanie puszczyka za oknem, które nie dawało mi spokoju.
    Dawno, dawno temu, AltaVista (to był taki Gógiel przed Góglem) miała opcję wyszukiwania dźwięków. W tym głosów zwierząt. No ale od tej pory wiele się zmieniło, Gógiel zabił AltaVistę, przy dużej zresztą pomocy „speców” z Yahoo!

  68. No i wreszcie doczłapałem od dołu do samej góry, czyli do wstępniaka @Qby.
    Windows, po polsku Windowsy, (ach, jacy ci Amerykanie gupi; nie wiedzą, że „pierogi” to już liczba mnoga i mówią: „pierogis”!), to dla mnie coś w rodzaju lingua franca, to nowa, wspólna religia świata.

    Technologiczne religie są czymś żywym i z czasem zmieniają się kolejnością w rankingu popularności wśród użytkowników.

    W grudniu 2017 sekta numer „10” pokonała popularnością sektę numer „7” wśród wyznawców Windows:

    https://gs.statcounter.com/press/microsoft-breakthrough-as-windows-10-overtakes-7-globally-for-first-time

    Ach, jak rozczarowanymi muszą być wyznawcy innych sekt, a w szczególniości sekt numer „8” oraz „8.1”!

    Wcześniej, bo w marcu 2017 roku okazało się, że wewnętrzne kłótnie wyznawców Kościoła Windows pogodził telefoniczny Android który wtedy właśnie stał się bardziej popularny od (wszystkich rodzajów) Windowsów:

    https://gs.statcounter.com/press/android-overtakes-windows-for-first-time

    Windowsy schroniły się na desktopy, gdzie dominują:

    https://gs.statcounter.com/os-market-share/desktop/worldwide/#monthly-201703-201703-bar

    Ciekawostka, w Europie sekta „7” nadal idzie łeb w łeb z sektą „10”:

    https://gs.statcounter.com/os-version-market-share/windows/desktop/europe#monthly-201703-201703-bar

    a w USA sekta „10” wygrywa minimalnie:

    https://gs.statcounter.com/windows-version-market-share/desktop/united-states-of-america#monthly-201703-201703-bar

    Wieczny problem producentów czegokolwiek; jak robić rzeczy dobrej-ale-nie-za-dobrej jakości, tak, aby klient chciał kupić nasze „najnowsze” produkty? Kiedyś Windows XP, oczywiście w porównaniu z następcami, okazał się „za dobry dla dobra firmy” a potem Windows 7 (znowu, w porównaniu z następcami), „za dobry aby chcieć cokolwiek nowego”.

    Przepraszam za te szczególiki ale ja naprawdę myślę (jak się pisze „naprawdę”, razem czy osobno?) że lepiej jest dla świata, gdy dzieciak z Afryki czy z Europy Wschodniej mogą spotkać się przed taką maszynką z ekranem, czy to komputerem czy to telefonem, i natychmiast się porozumieć w znanym obojgu im języku. Siedząc w tym samym miejscu czy będąc oddalonymi o tysiące kilometrów, godziny stref czasowych i oceany.

  69. A jak wyglądałby (dzisiejszy) świat bez Internetu?
    Oczywiście inni zadali to pytanie dawno temu:

    https://www.theatlantic.com/technology/archive/2016/04/a-world-without-internet/476907/

    Nie mówiąc o starym artykule o świecie bez okienek:

    https://www.neowin.net/news/a-world-without-windows/

    i tym zdaniu:

    Mobile: iOS, Android, Blackberry OS, Windows Phone and Windows RT.
    Don’t laugh, but the advances in mobile hardware and software could make an iPad, a Samsung Galaxy Tab or even a Windows Phone a serious contender for a PC replacement.

    No, bez żartów, „telefony miały być poważnym konkurentem” dla komputera osobistego? Co im się w tym 2012 roku roiło w łepetynach!

  70. @zyta2003 14:27
    Właśnie przed chwilą czytałem wiersze Szymborskiej zanim trafiłem na twój wpis. Nie potrafię wskazać palcem jak i gdzie, ale jakoś podobny nastrój od ciebie emanuje.
    Dlaczego wspominki ciepłych atmosfer wydają ci się podejrzane? Jak słucham “Co się stało kwiatom” Nalepy, to tak, jakbym był tam, wtedy, z nią… Choć jestem techniczny i technologia mnie pasjonuje, to wspominki nachodzą mnie coraz częściej.
    Pozdrowienia

  71. Wieści z dobrego świata normalnych, niezaślepionych rasą czy religią ludzi:

    Kierowca z Iranu nareszcie może wrócić do domu. Udało się kupić nową ciężarówkę

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25579751,kierowca-z-iranu-nareszcie-moze-wrocic-do-domu-udalo-sie-kupic.html#opinions

    Komentarze (213)

    Gdy odsunie się politykę i religię pojawią się dobrzy ludzie.

    Tym, którzy pomogli Irańczykowi , należą się wielkie podziękowania .

    Tak się powinien zachowywać każdy człowiek, jeśli jest człowiekiem, a nie bydlakiem.

    I kto jest prawdziwym Ambasadorem? Ludzie którzy zebrali kasę….

    Ta grupa zaangażowanych Polaków zrobiła więcej dla naszej polityki zagranicznej niż rządowy MSZ. Szczególnie teraz, kiedy możemy być postrzegani przez Iran jako najwierniejszy sojusznik USA w Europie. Pokazaliśmy, że mamy nie tylko łeb ale i serce.

    Brawo.

    To piękne ,ludzie poza władza zawsze się dogadają i potrafią sobie pomóc. Życzę Panu Kzemi szczęśliwej podróży do domu i niech miło wspomina ludzi z Polski.

    Brawo Polacy- 250 tysięcy zebrane na samochód zrobiło więcej niż 111 ml zł wydane przez Polską Fundację Narodowo- tak trzeba działać

    Brak słów! Oby sprawę nagłośniła irańska prasa i oby nie podszyli się do niej nasze dyplomatoły.

    To jest najlepsza reklama Polski. Nie trzeba na nia wydawac 103 mln złotych na jakichś cwaniakow, posrednikow i zlodziei. O tym pisze prawie caly swiat !!!

    Obywatele Polski pomagają Iranowi, Rząd polski chce wojny. Co to za świat?!?!?!?!

    Wielkie dzięki rodakom za podtrzymanie dobrej opinii o nas i pokazanie, że tkwią w nas nasze tradycyjne prastare cechy, gościnności , pomocy, uczynności i dobrego serca. Gratuluję.

    Irańskiemu kierowcy pozostaje życzyć, żeby nic i nigdy nie przeszkodziło mu w przyjazdach do Polski.

    Ludzie zawsze się dogadają .Rządy i politycy nie.

    Jedno powiem : SUPER !!!

    Jedna z jaśniejszych informacji o solidarnośći człowieczej, o skutecznym działaniu dobrych ludzi… a polaczki – nędzne podłe kanalie – podsrywają jak zawsze, bo to wyssane z mlekiem…

    Wielkie brawa. Właśnie ta solidarność międzyludzka jest najważniejsza a nie ta goowniana polityka. Polacy pokazali klasę i to z pewnością zostanie zauważone w Iranie. W czasie II w.ś. to Irańczycy pomagali Polakom.

    Najgorsze jest to że Religie dzielą a nie łączą takie zło świata od setek lat .Teraz przynajmniej nie zabijają hurtowo w imię religii bo mózgi bardziej się rozwinęły .

  72. Myslalem, ze Abo, to czlowiek dwoch slow: a man of few words. Jakze sie mozna mylic, mylic mile!
    Pozdrawiam Aborygenie serdecznie.
    Fajnie, ze jestes i wnosisz tak wiele…nie tylko dla pan.
    Daj wiecej slow. Nie ma obowiazku bycia poeta zawsze…bywa sie.
    Najtrudniej jest gadac proza sensownie.
    Ps.
    Kosto, jestes poetka, byc moze niespelniona…zycie.

  73. ‚Kostko’ przepraszam. Gubie klucze i litery…ale tylko czasem.

  74. @zza kałuży
    10 stycznia o godz. 3:11
    Razem.

  75. @zza kaluzy
    1:04

    duzo tego „kurestwa”, nieprawdaz? Mala uwaga: prawidlowo ma byc „kurewstwo” (od „kurew” a nie od „kur”. Ale to tylko bagatela.
    Zginelo wczoraj w Iranie, w wypadku autobusowym 20 osob i ponad 20 osob bylo rannych.
    Autobus byl na trasie z Teheranu do Gonbad (prowincja Mazandaran). Jak podaje
    dziennik iranski Shargh Daily, wedlug al-Jazeera, przyczyna byl „blad w systemie hamulcowym”.
    Ilosc wypadkow drogowych w Iranie jest 20.krotnie wieksza niz srednia swiatowa
    (wedlug Unicef)

  76. @mag
    8 stycznia o godz. 15:31

    @Herstoryk
    W najbliższą niedzielę WOŚP zagra także dla Australijczyków. Jurek Owsiak zdecydował, że pieniądze zebrane przez tamtejszych wolontariuszy Orkiestry zostaną przeznaczone na pomoc ofiarom pożarów.

    Szacunek dla Owsiaka i pox na jego potwarców!
    Pieniądzy i bez niego zebrało się już sporo, pomogą, przynajmniej na krótką metę, głównie ludziom, choć może też i zwierzynie. Apropos tej ostatniej, właśnie toczy się kampania społeczna, domagająca się od dwóch wielkich sieci australijskich supermarketów, by niesprzedaną żywność, trafiających obecnie do “landfills” przerabiać na paszę do dokarmiania zwierzaków domowych i dzikich, przymierających głodem na wypalonych do ziemi obszarach.
    Żadna pieniądze nie pomogą jednak naturze, bo – jak wynika z https://exignorant.wordpress.com/2020/01/09/nagla-zmiana-klimatu-w-tasmanii/, w Australii Wisła się pali, a raczej ocean. W wyniku bezprecedensowych fal ciepła w wodzie, zdychają puszcze krasnorostów morskich – https://au.images.search.yahoo.com/search/images;_ylt=AwrgDdu9DhheQ0QAlSIL5gt.;_ylu=X3oDMTByNWU4cGh1BGNvbG8DZ3ExBHBvcwMxBHZ0aWQDBHNlYwNzYw–?p=kelp&fr=yfp-t .

  77. @Ewa-Joanna
    9 stycznia o godz. 22:43

    Tylko z maszynowni mnie wyrzucali nie wiem czemu. A dla mnie do dziś zapach smarów jest bardziej fascynujący niż Chanel Nr5

    Kinky!! 😉

  78. @Tobermory
    9 stycznia o godz. 23:00

    Zaraz sobie łyknę syropku na bazie opium (dextrometorphan) i popiję kolejnym litrem gorącego roztworu soku z czarnej porzeczki.

    Niedawno oglądałem TV dokument, z którego zapamiętałem test porównujący skuteczność aptecznych syropów na kaszel i mikstury roztartego z masłem miodu. Wyszło im, że ta ostatnia była marginalnie lepsza. Spróbuj, może akurat….

  79. @zyta2003
    9 stycznia o godz. 14:27

    @herstoryk, ja wprawdzie nie bylam na urodzinach, ale w czasie swiat spedzilam dwa dni m.in. z mlodymi ludzmi w przedziale wiekowym 10 do 20+. W domach nie byl wlaczony tv, w drugim byl ze zmieniajaca sie plansza w zaleznosci od koledy jaka spiewano ze stacji……

    Obawiam się, że to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Urodziny były u syna, gdzie TV + gry + ajfony chodzą na okrągło w świątek, piątek i w niedzielę. Z lektury i obserwacji własnych wychodzi mi, że to jest typowe i powszechne, z wyjątkiem wyjątków, głównie „osób w wieku”. On sam tego nie lubi, tak go wychowaliśmy, ale jest w mniejszości 1:3 i nie ma ani czasu ani siły ani już na tym etapie ochoty by użerać się walcząc z wiatrakami.

    Nie tesknie specjalnie za minionymi latami, te cieple atmosfery, o ktorych wszyscy pisza czesto wydaja mi sie podejrzane. Za to wielce interesuje mnie jakie jeszcze zmiany zdarze zaobserwowac przed odejsciem z tego swiata.

    Ludzka pamięć jest ponoć wybiórcza i eliminuje przykre wspomnienia oraz zachowuje przyjemne. To może trochę tłumaczyć skłonność do nostalgii.
    Z osobistej perspektywy dziesięcioleci, widzi mi się, że bardzo wiele dziecek wylano z kąpielą, że w wielu dziedzinach wypędzono diabła szatanem, i że wiele lekarstw okazuje się gorszych od choroby. Czyli jakby jednak tęsknię, ale głównie przecież za własnym młodzieńczym entuzjazmem, za frajdą z odkrywania uroków świata, no i – last but not least, za traconą z wiekiem sprawnością ciała.

  80. Ktoś obnażył niechcący charakter chwaląc się cichą statysfakcją z katastrofy lotniczej, wypadku autobusu i 20 – krotnej średniej.

  81. @ozzy wczoraj 21:57

    basia.n 13:20

    innym laureatem z Polski w 2014 r. byl Krzysztof Czyzewski… zalozyciel… , Teatru Gardzienice.

    Z całą pewnością nie. Założycielem Teatru Gardzienice jest Włodzimierz Staniewski.
    Nie wiem, czy Krzysztof Czyżewski miał cokolwiek wspólnego z rym teatrem.

  82. @paradox57

    Oyoz to, trzeba wiedziec. Byl Krzysztof Czyzewski wspolautorem Stowarzyszenia Teatralnego „Gardzienice” i wystepowal jako aktor ok. 1977-1983.
    O teatrch tzw. alternatywnych cos nieco wiem np. Teatr Dnia 8, Kana, Provisorium, Scena Plastyczna Leszka Madzika, Wierszalin
    Wielu z nich bylo na edynburgskich festiwalach i innych scenach swiatowych

  83. Herstoryk,
    musze zmartwic cie, ale po prosu lzesz, chamie

  84. @Herstoryk
    10 stycznia o godz. 7:29

    Zbawienny wpływ masła i miodu (na rogaliku) znany mi jest od dawna 😉 Nie jest jednak w stanie obniżyć nadmiernego pobudzenia receptorów kaszlowych w przeciwieństwie do wspomnianego przeze mnie derywatu morfiny.
    W każdym razie udało mi się spokojnie przespać parę godzin, a na śniadanie zaaplikowałem sobie zgodnie z wiedzą ludową i twoją poradą – masło (bretońskie) i miodek z rumuńskiego Maramuresz. Lepiej mi.

  85. Dzień doberek wszystkim! Nadrabiam sobie to zerkając przez okno pociągu w drodze na nudną konferencje (mgła więc nie widać zbyt wiele) to w okienko telefonu. Lepsze to niż rozmyslanie nad miałkością własnego rozumu, który w przypływie kawaleryjskiej fantazji doradził mi założenie pantofli na obcasach dzięki czemu do peronie pomknelam jak na łyżwach bo po trzech tygodniach wiosny złapał dziś mróz (tu nastepuje emotikon zwany facepalm)

    @Qba
    9 stycznia o godz. 12:32

    Kopa? Nigdy w życiu! 😉 Gdzieżby tam śmiał! I za co? Uroda twojego wstępniaka polega na tym, że zmusza do myślenia. I odkrywa różne sposoby spojrzenia na to samo – co się pięknie w dyskusji pod wierszem objawiło. 

  86. @Szary Kot
    8 stycznia o godz. 22:29

    Bardzo piękne foty z komentarzem! Tylko co tam Santa, a gdzie Muminki?! 😉

    PS. A wiesz, że na moim ulubionym letnisku/zimowisku w Cairngorms też są renifery (free range herd) i husky dogs? Tylko śniegu nie ma, buuuu…W zeszłym tygodniu było tyle co kot napłakal (no pun intended 😉 ) i tylko w postaci łat na najwyższych szczytach…

    @mag
    9 stycznia o godz. 0:51 napisała:

    „@Tobermory
    Pewnie jeszcze pamiętasz zimy z Polski. Zjeżdżanie sankami z jakiejś górki miejskiej lub wiejskiej, lepienie bałwana, który nie roztopi się następnego dnia.”

    Też mi tego brakuje! Tym bardziej w Glasgow gdzie zimy są deszczowe i łagodne. Co do zimowego dzieciństwa to po zjezdzaniu na sankach w dół lokalnej stromej ulicy Mostowej biegnącej wzdłuż Narwi do tej pory czuję dyskretną pamiątkę kiedy przesune językiem po górnych siekaczach, którymi pewnego zimowego dnia zarylam w lód pędząc z sankami z powrotem do góry… Samochodów było wtedy na tyle mało, że większość zjezdzania odbywała się właśnie na tej ulicy bo była odpowiednio długa i pochyła. Płozy smarowalismy stearyna, żeby lepiej się slizgaly bo punktem honoru było dolecieć jak najbliżej mostu 😉

    Czego brakuje mi z dawnych czasów? Właśnie tego, że było mało samochodów i dzieciaki mogły bezpiecznie szaleć po ulicach. Moja ulica w ogóle była „ślepa” więc traktowalismy ją jak wielkie podwórko tocząc niekończące się mecze badmintona, mazac kredą, czy zjeżdżając na sankach ulicę dalej. Kiedy mój syn w szkole przerabial ostatnio temat „Szkola w czasach wiktorianskich”, który obejmował też zabawy zdziwił się ogromnie że w wiele z nich bawiłam się jako dziecko. Teraz w jego wyobrażeniu Polska wczesnych lat osiemdziesiątych to coś jak czasy wiktorianskie. 😀

  87. @Kostaka

    Za mojej młodości jeździły jeszcze samochody, które miały kierunkowskazy w postaci „semaforków” wychylających się ze środkowego słupka. W tych nowocześniejszych nawet ze światełkiem w środku. A ulica była brukowana, zimą właściwie nie odśnieżana, tylko ubita jeżdżącymi samochodami. Było więc ślisko bardzo. Samochody jeździły tak wolno, że czepialiśmy się tylnych zderzaków i ślizgaliśmy się na butach za nimi. Mało to było bezpieczne ale poważniejszych wypadków nie pamiętam.

  88. @basia.n
    9 stycznia o godz. 13:20

    Dzięki, basiu. No i widzisz, dokładnie o tym piszę – okienka mogą prowadzić do czegoś naprawdę pieknego i pożytecznego. Trudno to zignorować zupełnie. Wiem zbyt dobrze, że nazbyt często wykorzystywane są do celów niegodnych, politycznych, zbrodniczych – cóż zapewne jak wiele zdobyczy postępu, zwłaszcza słabo regulowanych. Czy mielibyśmy Brexit gdyby brudnej kampanii przed referendum nie wspomagaly intensywne akcje na mediach społecznościowych sterowane przez Rasputina który teraz doradza naszemu kudłatemu premierowi? Kto wie. Trudno to wszystko okiełznać, jak dzina który wyrwal się z butelki. Może kiedyś się nauczymy. W międzyczasie pozostaje cieszyć się tym co dobre. Jak ten piękny utwór Yo-Yo Ma, który przysłałas! Dziękuję!

    Yo-Yo Ma puszczamy czasem w ramach motywowania potomka 😉 Zwłaszcza ten bo opowiada jak zaczynał:

    https://youtu.be/3uiUHvET_jg

    A Yo-Yo Ma grającego  bluegrass znasz? 😉

    https://youtu.be/O7EcT5YzKhQ

  89. Jeszcze do wpisów pod poprzednim wstępniakiem bo za prawdziwym oknem wciaz nie za wiele widać

    @Tanaka
    8 stycznia o godz. 8:36
    @konstancja
    8 stycznia o godz. 1:33

    W kwestii szkockiej kraty – potomek nie posiadając żadnych szkockich korzeni rodowych „klanowych” tartanów (przypisanych do nazwiska klanu) nie powinien nosić ale za to może się ustroic w jakikolwiek tartan ogólnego dostępu np. Black Watch, Royal Stewart (moj ulubiony, czerwony z zielonym) albo Scotland Forever. Może też nosić tartan „regionalny” przypisany do regionu albo miasta albo jak podrośnie zaprojektować sobie własny  – zarejestrowanych wzorów kraty jest kilka tysięcyp! 😀 

    Na okoliczność wesela miałam straszną ochotę ubrac go w kilt w tartan czerwony, żeby było pod kolor klanowej kraty mojego przyszłego szwagra ale zdecydowaly wzgledy praktyczne. Ekwipunek w całości wypożyczamy (bo potomek rośnie zbyt szybko żeby kupować własny) przystaliśmy więc na kolory stonowane bo akurat tylko takie były w dziecięcym rozmiarze – takie jak te z linku poniżej. 

    https://slanjkilts.com/best-selling-kilts/grey-slanj-kilt

    Przy okazji zorientowałam się, że poprzednio podrzuciłam niechcący link do najbardziej strojnej wersji Highland dress – Prince Charlie Jacket czyli wersja super wieczorowa. Nasze chłopaki wyskocza na weselu w Argyle Jackets wlasnie takich jak z nowego linku.

    Konstancja zapytała o ten kawałek tkaniny na ramieniu – to bajer czysto reprezentacyjny w najbardziej wyczesanej wersji stroju i panowie chyba pozbywają się go przy pierwszej okazji bo najczęściej widzi się wersje bez zapasowego kocyka.

    W Szkocji w każdym mieście są wypożyczalnie kraciastych przyodziewkow dla tych którzy nie chcą inwestować we własny zestaw bo to spory wydatek – oprócz kiltu dochodzi marynara i kamizela, sporan czyli skórzana albo futrzasta torebka z przodu, specjalne skarpety i trzewiki. A także ozdobny sztylet do skarpety i szpila do spódnicy… A jak jest dodatkowo kocyk na ramie to jeszcze brosza, która go trzyma. Plus porządny kilt powinien być w 100% z wełnianej tkaniny. Najlepiej ręcznie szyty. Komplet szwagra kosztował więcej niż suknia ślubna siostry… No, ale suknia ślubna przydaje się tylko raz a kilt na różne okazje… 😉

    Tak czy innaczej cieszę się z wyprzedzeniem na wielkie przebieranie! I to obaw , że ktoś nas oskarży o „kulturowe przywlaszczenie” bo Szkoci nie mają nic przeciwko nie-Szkotom w kiltach. Wręcz przeciwnie zdobywa to na ogół dodatkowe punkty 😉

  90. Po pierwsze,
    skoro nostalgiczny nastrój się szerzy, to wkleję tu linka (kiedyś zdaje się już go tu zapodałem), do pełnej nostalgii piosenki, z fajną animacją, przemawiającej szczególnie od tych co „wonder’d many weary fit”, i którym „seas between us braid hae roar’d”. I z mądrym zakończeniem, że takie wspominki to sen i fantazja – https://www.youtube.com/watch?v=o2qXgUq5ei8

    Za zjazdami na sankach, z najlepszym kumplem, spod Kopca Kościuszki też łza mi się w oku kręci, jak przy wielu innych słonecznych wspominkach z uliczki na skrajuszku miasta, będącej placem zabaw dla chmary dzieciaków, pełnej kuszących kałuż po deszczu, gdzie znajomi byli wszyscy, łącznie z psami.

    Po drugie,
    Wyzwiska w reakcji na grzeczny komentarz o wklejeniu, nie na temat, ze słabo ukrywaną satysfakcją, powszechnie nagłośnionej w krzykliwych nagłówkach listy katastrof dotykających jakieś miejsce, są typowym odezwaniem się nożyc!

  91. @ozzy 8:53

    Nie mam zamiaru podważać Twojej wiedzy o teatrach alternatywnych. Jedynie gwoli uzupełnienia: Zarówno Teatr Provisorium jak i Scena Plastyczna Leszka Mądzika to ośrodki ściśle związane z Lublinem, a więc moim miejscem zamieszkania.

    A co do Krzysztofa Czyżewskiego. Nie wiem, skąd czerpiesz wiedzę o nim jako współzałożycielu i pomysłodawcy Stowarzyszenia Teatralnego „Gardzienice” czy Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice (bo o nim pisałem).

    18 stycznia 1978 roku Urząd Wojewódzki w Lublinie, na wniosek trzydziestu dwóch członków-założycieli, zarejestrował Stowarzyszenie Teatralne „Gardzienice” i zatwierdził jego statut w oparciu o ustawę z 1932 roku. Osobami, które tworzyły Stowarzyszenie, byli m.in.: Edward Balawejder (Lublin), Jerzy Bartmiński (Lublin), Jan Bernad (Zgorzelec), Maria Brzezińska (Lublin), Barbara Koterwas (Lublin), Krystyna Kotowicz (Lublin), Danuta Mirosław (Lublin), Jerzy Młotkowski (Lublin), Bolesław Resch (Lublin), Tomasz Rodowicz (Warszawa), Włodzimierz Staniewski (Wrocław), Irena Szczepowska-Szychowa (Lublin), Jan Tabaka (Gniezno), Katarzyna Wilska (Warszawa), Wanda Wróbel (Ostrowiec Świętokrzyski).
    Być może jego nazwisko przewija się wśród tych 32 wymienionych na początku akapitu, niemniej jednak mam wrażenie, że lekko przesadzasz z jego rolą jako współtwórcy. Od kiedy pamiętam, Gardzienice zawsze były kojarzone z Włodzimierzem Stanowskim jako głównym inicjatorem, nie umniejszając roli pozostałych.

    Wkład Krzysztofa Czyżewskiego w rozwój kultury wschodnich obszarów Polski jest niepodważalny.

  92. @Qba
    10 stycznia o godz. 10:34

    Też mi się kołaczą w pamięci samochody (Lublin?) z wyrzucanym semaforem-chorągiewką, a jeszcze kierowca dla pewności wystawiał rękę, jeśli skręcał w lewo.
    Moja ulica była asfaltowa, poniemiecka, z niewielkim ruchem, właściwie była to aleja czereśniowa, długa na 3 km, z kilkoma domami na początku, na dodatek mieszkałem „za torami”, od których było z górki, więc czasem całą sąsiedzką bandą zjeżdżaliśmy po ujeżdżonym i zlodowaciałym śniegu na łyżwach 😎 Łyżwy były przykręcane do butów z „żabką” w obcasie.
    Po drugiej stronie przejazdu, za nasypem kolejowym był spory wądół, jakby jar, do którego zjeżdżaliśmy na sankach, co odważniejsi – przez „skocznię” czyli pagórek po drodze.
    Kiedyś jeden z kolegów przyniósł poniemieckie narty, długie na jakieś 2,5 m, ale nikt nie miał stosownych butów, ani pojęcia jak się zjeżdża, więc próbowaliśmy różnych wersji. Najlepiej wychodziło kucanie bokiem na jednej, zamykanie oczu i… jazda. Nikt nigdy nie wylądował w tym samym miejscu, co narta, więc ten sport znudził nas po krótkim czasie 🙄

  93. @paradoksie

    czeroie wiadomosci z roznych zrodel biograficznych i czesto pojawia sie nazwisko Krzysztofa Czyzewskiego, masz racje odnosnie Stanowskiego. Zreszta wszyscy wymienieni to duzy wklad w kulture pogranicza . Lublin to moje drugie miasto po Warszawie. Pomieszkiwalem na ul. Leszczynskiego, niedaleko chyba biograf Kosmos.
    Pozdrawiam

  94. paradox:
    z Lublinem tez zwiazana byla pani prof. Irena Slawinska, teatrolog, z ktora kiedys rozmawialem.

  95. @ozzy 11:12

    Kina „Kosmos” już nie ma. Zburzone. Teraz jest tam Centrum Stomatologiczne i Biedronka.

    https://www.youtube.com/watch?v=lD-vkP2fRig

    Pozostał po nim jedynie neon, przeniesiony na budynek po Lubelskiej Fabryce Wag na Czechowie.
    Zresztą żadne lubelskie kino nie wytrzymało konkurencji z multipleksami, ani Robotnik, ani Wyzwolenie, ani Kolejarz. Nie ma. Z naszych starych jedynie kino Bajka w Domu Nauczyciela przy Curie-Skłodowskiej jeszcze zipie.

  96. @Aborygen
    10 stycznia o godz. 2:08

    Abo! (jak pisze @act) Zabrakło mi słów… Your poem finds me very well indeed… Your own, I presume? 

    Wiele rzeczy napisałeś w swoim wpisie, które bardzo silnie rezonują. Czas mi się kończy więc napiszę więcej w drodze powrotnej, a w międzyczasie tyle do myślenia… Dziękuję.

    @act
    10 stycznia o godz. 6:07

    Pozdrawiam was obu! I napiszę potem. Za późno dotarłam do waszych wpisów czytając od góry w dół. A teraz bardzo poetycko udam się na konferencję poświęconą przyszłości szkockiego przemysłu mięsnego. Nie wiem czy się śmiać czy płakać z takich paradoksów.

    @Tanaka
    9 stycznia o godz. 21:55

    Do ciebie też na temat zetpetow skrobne później. Patrzcie go, będzie mi tu praktyczno-techniczne zarzuty stawiał! 😀 😉 A ja tu dzisiaj taka romantyczna, że nawet na obcasach. I w kiecce. A ten, że zetpety 😀

  97. @paradox57
    10 stycznia o godz. 10:59

    Na tej (alfabetycznej) liście „trzydziestu dwóch” nie ma żadnego Czyżewskiego.
    http://gardzienice.org/Kalendarium.html

    1978

    18 stycznia, Lublin – Urząd Wojewódzki w Lublinie rejestruje Stowarzyszenie Teatralne „Gardzienice” i zatwierdza jego statut w oparciu o ustawę z 1932 roku na wniosek trzydziestu dwóch członków-założycieli (Stefan Aleksandrowicz (Lublin), Henryk Andruszko (Brzeg), Edward Balawejder (Lublin), Jerzy Bartmiński (Lublin), Jan Bernad (Zgorzelec), Maria Brzezińska (Lublin), Henryka Cichesz (Świdnik), Włodzimierz Dębski (Lublin), Kazimierz Drwiła (Gardzienice), Janina Jarzyna (Lublin), Teresa Jarzyna (Puławy), Mieczysław Karczmarczuk (Lublin), Barbara Koterwas (Lublin), Krystyna Kotowicz (Lublin), Ryszard Królikowski (Lublin), Maria Meksuła (Lublin), Danuta Mirosław (Lublin), Jerzy Młotkowski (Lublin), Elżbieta Nowak (Lublin), Edmund Prokopiński (Lublin), Antoni Przybysz (Lublin), Bolesław Resch (Lublin), Tomasz Rodowicz (Warszawa), Jacek Różycki (Lublin), Elżbieta Rzewuska (Lublin), Włodzimierz Staniewski (Wrocław), Irena Szczepowska – Szychowa (Lublin), Jan Tabaka (Gniezno), Katarzyna Wilska (Warszawa), Wojciech Wincierek (Wrocław), Wanda Wróbel (Ostrowiec Św.), Barbara Ziemska (Lublin).

  98. @Tobermory
    10 stycznia o godz. 11:09

    Te semafory-chorągiewki pamiętam z samochodów osobowych, produkcji głównie przedwojennej. Samochodów ciężarowych było w mojej, peryferyjnej, dzielnicy raczej mało.

  99. Czyżewski o sobie (?) w Wiki:

    W latach 1978–1983 pracował jako aktor i instruktor w Stowarzyszeniu Teatralnym „Gardzienice”.

    He was one of the co-creators of the „Gardzienice” Theatre with which he worked from 1977 up to 1983

    participó en la creación del Teatro Gardzienice, donde trabajó de 1977 a 1983.

    W wersji francuskiej ani słowa o Gardzienicach.

  100. @Tobermory,

    pamietam go ze spektaklu Gusla, nie byl na liscie zalozycielskiej ale przez dobrych pare lat byl czynny w Gardzienicach.

  101. @Qba
    10 stycznia o godz. 11:40

    W mojej okolicy samochodów w ogóle było jak na lekarstwo, a jak już się coś pojawiło, to taki lublin z demobilu.
    Pamiętam jeszcze wielkie czarne wołgi z komitetu powiatowego, później jakieś warszawy, syreny…
    Mój ojciec jeździł trofiejnym motocyklem BMW z własnoręcznie dorobioną przyczepką, stryjowie na junakach i triumfach, jeden wuj miał wartburga i był szychą 😎
    Do dziś pamiętam niezwykłe wydarzenie przyjazdu czeskich krewnych mojej ciotki (z tak daleka, na Ziemię Lubuską!) skodą, w której po drodze stracili przednią szybę.
    Kierowca miał na głowie skórzaną pilotkę i lotnicze okulary, chyba był przygotowany na wszelkie ewentualności.

  102. @ozzy
    10 stycznia o godz. 11:45

    Mnie jest obojętne, czy był, ale trochę śmieszy mnie podczepianie się, bo to sugeruje jakąś niesytość splendorów.
    W ten sposób właśnie mnożą się szeregi kombatantów 😉

  103. @paradox

    z Gardzienicami zwiazany byl tez moj „krajan” z bialostocczyzny Wlidzimierz Pawluczuk.

  104. @Kostka 11:28

    Bardzo upraszam o nie płakanie nade mną. Żaden ze mnie skot, chociaż nie ukrywam, że często miewam do czynienia.

  105. @@Tobermory, Qba
    Moje najstarsze samochodowe wspomnienia kojarzą się przede wszystkim ze stacją benzynową. Mieliśmy ją dosłownie pod nosem, bo po drugiej stronie ulicy. Naprzeciwko balkonu, gdzie zabawiałam się w kierowcę, siedząc pod dużym rozłożonym leżakiem, który robił za samochód. Jak wiadomo byłam dziewczynką, ale najbardziej lubiłam zabawy „motoryzacyjne”, również na podwórku. Stał tam wrak samochodu, chyba „cytryny” (widywało się takie porzucone (?) auta jeszcze w późnych latach 50.) Siedzieliśmy w tej cytrynie my, tzn. chlopacy i ja, udając że jedziemy. Wydawane były odpowiednie dźwięki, ktoś siedział za kierownicą (ocalałą) na zmianę. Najrzadziej wypadało by na mnie, ale miałam fory jako jedynaczka.
    Pamiętam też przejażdżki na tylnym siodełku lub w koszu Sokołem, kultowym przedwojennym polskim motocyklem, którego pracowicie wyremontowali mój tata z wujkiem.
    Qba
    Nie zauważyłeś mojego komentarza na temat twojego wstępniaka? Jednego z pierwszych, w którym razem z tobą „siedziałam w oknie”?

  106. @mag
    10 stycznia o godz. 12:46

    No jak mogłem nie zauważyć?! Normalnie mowę/pisanie mi odjęło. Tak się czasem zdarza na przedstawieniach różnych, że publiczność siedzi bez ruchu, bez głosu. I dopiero po dłuższym czasie zaczynają się nieśmiałe oklaski jak pierwsze krople deszczu, które szybko przeradzają się w długotrwałą burzę. Na stojąco.
    A ta nostalgia za minionym, głównie młodością, jest (chyba) naturalnym składnikiem życia każdego człowieka/pokolenia. Ech, dopiero teraz pożyłby sobie człowiek. Wie o co chodzi, a przynajmniej tak mu się zdaje, choć ta wiedza zmienia się z każdą chwilą życia. Może to i dobrze, że ciało już nie bardzo ma ochotę, że rano potrzebuje coraz więcej czasu na rozpęd, a wieczorem coraz wcześniej zaczyna przysypiać.

  107. @Qba 13:03

    A bo albo abo (jak kto woli) zamiast czekać na pierwsze nieśmiałe klaśnięcia czy burzliwy aplauz, autor powinien sam w pierwszych słowach pod wstępniakiem się pochwalić. Najlepiej jednak burzliwie. Bo te pojedyncze klaśnięcia nie bardzo wiadomo jak odbierać. Jako aplauz, poklepywanie czy wręcz klapsy. A tak od razu wiadomo jak publiczność ustawić.
    Takie mamy czasy.

  108. @paradox57
    10 stycznia o godz. 13:40

    Sugerujesz Waść celową akcję ze sprzężeniem zwrotnym, mającą na celu uzyskanie określonej reakcji odbiorców. Jam na to za mały, za leniwy, za strachliwy, za … . Pisuję, bo chcę, bo lubię, bo tak mnie czasem nachodzi. I jeżeli nie ma żadnej reakcji, to po prostu nie ma. A jeżeli jest krytyczna, to świetnie. Najwięcej mówi ona o krytykującym i nierzadko wzbudza moją ciekawość, a nawet szacunek. Inne krytyki, czyli dla mnie niezrozumiałe, staram się wyjaśnić. Niestety, rzadko coś z tego wychodzi.
    Generalnie, aplauz bez uzasadnienia jest podejrzany.

  109. Tanaka
    Z góry przepraszam, że licząc na twoją wyrozumiałą gościnność, zamieszczę tutaj komentarz, który powinien ukazać się EP. Dwa razy poleciał w niebo, bo nawet nie czekał na moderację. Zapis jest na mnie u Passenta, czy cóś?
    @@Gajowy, Legat
    „Napaść na te nieszczęsne dwie posłanki, jakby to była kwestia życia i śmierci”jest pochodną wkurwu (pardą), który dopada nawet tak zdeterminowanych (mimo wszystko) zwolenników/czek obecnej opozycji, jak ja.
    Mówiąc grzecznie, odnoszę nieodparte wrażenie, że „rozszerzeni” peowiacy i lewacy wciąż snuja się w chocholim tańcu, jakby niczego nie nauczyli się na własnych i cudzych błędach. Niby nic w tym odkrywczego, więc dlaczego nic ważnego, ba – przełomowego -z tej opozycyjności nie wynika?
    A warto mieć się na baczności, bo – jak powiada @pombocek -„kurdupel z kompleksem kurdupla to więcej niż stu pijanych goliatów”.
    Pozdrawiam obu panów (notabene moich sympatii blogowych).

  110. Przeszedłem się godzinkę po okolicy.
    W ogrodach kwitną śnieżyczki i pierwiosnki, ale także niedobitki nagietków, a nawet zapomniane brokuły.
    Kwitnie też rozmaryn.
    Nad rzeką, w miejscu, gdzie jesienią bez wyraźnego powodu ścięto starą wierzbę płaczącą (ludzie tygodniami stawiali znicze i pisali nekrologi), pojawiło się nowe, już kilkumetrowe drzewko. Poprawił mi się humor.
    Nadciągnęły chmury, ale chyba nic z nich nie będzie. Znowu kolejny tydzień suszy na horyzoncie.

  111. Tobermory
    10 stycznia o godz. 11:44

    Jeśli IP nie zmieniało lokalizacji, to ta edycja (4 dni po utworzeniu hasła przez IP z Wawy i kolejny z okolic Białegostoku) poszła z Poznania

    https://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Krzysztof_Czy%C5%BCewski&diff=prev&oldid=42299027

    Tobermory 10 stycznia o godz. 10:07

    Chleb (raczej grubsza pajda) posmarowany miodem, następnie smalcem i poprzetykany czosnkiem. Pychota.

  112. @Tobermory
    10 stycznia o godz. 16:11

    Heh, a wystarczyło drzewo wierzby powtykać tu i ówdzie. Kiedyś tak cały zagajnik wierzbowy „zasadziłem”. Jeszcze go nie wycięli.

  113. @bubekró
    10 stycznia o godz. 17:46

    To nie takie proste. Miejsce jest na wypielęgnowanym i umocnionym brzegu rzeki, na spacerowej promenadzie, w zabytkowej części miasteczka. Wetknąłby kto patyki, zaraz służba miejska posprząta albo skosi kosiarką.
    Ale sprawa jest naprawiona, nowe drzewko zasadzone porządnie i zabezpieczone przed złamaniem i chyba nawet mrozem, bo pień owinięty słomianą matą.
    Zrobię mu zdjęcie któregoś dnia.

    Na podwieczorek zjadłem chleb z marynowaną włoską słoniną i czosnkiem, ale bez miodu, bo na to nie wpadłem.

  114. Oho, świnia znów się cieli. Zobaczyłem za oknem:

    https://forum.arctic-sea-ice.net/index.php/topic,429.1400.html

  115. Nostalgia niejedno ma imie, ogromna pajda chleba z gruba smietana i cukrem i glodomory z podworka proszace ‚daj gryza’.

    Dzis jednak o 4:40 rano, nostalgia muzyczna podejszla mnie:

    https://youtu.be/oeLDLVImwYA

    Pierwszy magazyn ‚Jazz’, ktory kupilem (1971) przyniosl wiadomosc o smierci Jimi Morrisona a w pare miesiecy pozniej o smierci Duane Allmana (mial niecale 25 lat, gdy zginal zaraz po powyzszym koncercie, na i pod Harleyem).
    W tym roku The Allman Brothers Band obchodzi 50 (troche spozniona) rocznice powstania juz bez zadnego czlonka oryginalnego skladu.
    Koncert (tu skrocony) ‚At Fillmore East’, to jeden z pierwszych, ktore mialem nagrane na tasmie. Kto ciekaw, ten poslucha.

  116. @bubekró
    10 stycznia o godz. 18:33

    To teraz tylko cielę podciągnąć do Australii i chłodzić, chłodzić, chłodzić…

  117. Toby,
    5 rano i juz 23°.
    Skonczylo sie piwo a do otwarcia sklepow 3 godziny!

  118. Czytam wlasnie 2200 komentarzy pod tym koncertem T.A.B.B. Wielu z komentatorow bylo na tym wlasnie koncercie i zazywalo LSD. Wspomnienia nostalgiczne 70-latkow.
    Nic sie nie zestarzeli…duchowo.

  119. @act
    10 stycznia o godz. 19:04

    Okropne! Ale na takie sytuacje to ja mam w piwnicy zapasową skrzynkę.
    Wiesz, w razie gdyby nagłe trzęsienie ziemi rozwaliło lokalny browar 🙄
    Żartuję sobie, ale mi łatwo z +7 za oknem.

  120. Słucham w tle tego koncertu, właśnie dobiega końca.
    Parę lat później Gregg ożenił się z Cher.

  121. Mial siedem zon Toby, z dwiema, w tym Cher utrzymywal przyjacielski kontakt do konca (zmarl w 2017).

  122. Wczoraj, 50 metrow od mojej pracy:

    https://www.canberratimes.com.au/story/6575688/hundreds-gather-at-sackscomo-rally-in-garema-place/

    Pozary zblizaja sie do Canberry, przezylem je w 2003. Zgineli ludzie, spalilo sie duzo domow.
    Wzruszyla mnie ta 5 letnia dziewczynka: how can I be vet, if all the animals are gone!? Od wrzesnia zginelo szacunkowo pol miliona zwierzat. Ok. 8000 misiow koala.

  123. Jutro ma być protest tysiąca tóg, a tymczasem prezeska Sądu Rejonowego w Elblągu zaaresztowała ubiory służbowe wszystkim swoim sędziom. Togi wyda w poniedziałek, jak przyjdą do roboty.
    Ale kino.

  124. Na marginesie
    10 stycznia o godz. 17:56
    Maupo wyraźnie już nie nadąża za tejotem.
    Łupież i wata, Maupo, łupież i wata.

    Mój komentarz
    Reguła propagandy PiSu – niewygodne tematy omijać lub zapewniać, że nie istnieją, co oznacza palenie głupa. Powoływać na ich miejsce fakty wymyślone, co także oznacza palenie głupa.
    Rossi dokładnie wypełnia tę regułę PiSu – unika zakazanych tematów, wymyśla nowe i dokłada do tego unikania i wymyślania swoje żarty tynfa warte.

    PiSowscy propagandyści sprowadzają problemy, których nie są w stanie ugryźć, przeskoczyć, nadążyć za nimi, albo do nieistnienia, albo do żartu, banalizują je lub nadają im w celach deprecjacyjnych karykaturalny wymiar. Na jedno wychodzi – nie wiadomo o co chodzi.

    I tak katastrofa smoleńska staje się zamachem, koniunktura rynkowa wynika z walki PiSu ze złodziejami VATu, a wizytę delegacji Komisji Weneckiej w Polsce PiSowscy funkcjonariusze rządowi przekształcają w nielegalny (?) pobyt wysłanników komisji w Umęczonej, w związku z czym wszystkie ustalenia, zalecenia, osądy tej komisji będą traktowane jako nielegalne.
    To jest prawdziwa wata! Walenie w łeb poduchą wywatowaną brukowcami.
    Pzdr, TJ

  125. Tobermory
    10 stycznia o godz. 19:46
    Jutro ma być protest tysiąca tóg, a tymczasem prezeska Sądu Rejonowego w Elblągu zaaresztowała ubiory służbowe wszystkim swoim sędziom. Togi wyda w poniedziałek, jak przyjdą do roboty.
    Ale kino.

    Mój komentarz
    Jaja jak berety. PiSowscy funkcjonariusze w poczuciu obowiązku względem zaleceń Prezesa wpadają w panikę i zaplątują się we własne sznurówki.
    Pzdr, TJ

  126. @ tejot
    10 stycznia o godz. 20:51

    Na marginesie
    10 stycznia o godz. 17:56

    —-
    10 stycznia o godz. 17:56??

    crossposting? czy jaki inny cross?

  127. bubekró
    10 stycznia o godz. 21:55
    @ tejot
    10 stycznia o godz. 20:51

    Mój komentarz z 20:51 jest do skasowania.
    TJ

  128. @ act & Kostka
    Dzieki za cieple slowa.

    Wracam do krotszego formatu. Wiersz jak to wiersz czort wie skad przyszedl i dlaczego; lepszy, gorszy, taki, a nie inny. Wystarczy cos lyknac, a swiat staje sie od razu bardziej ponury lub debilnie radosny.

    Dwa linki. Jeden przezabawny z Bukowskim z wyjatkowo mocnym, polskim akcentem. Musialem zmienic papnersa ze smiechu. Oj znaja nas w swiecie, znaja. Drugi to “Oblivion” Piazzolli. Cos dla basi.n. Nie wiem dlaczego jak tego slucham ktos zawsze kroi cebule. Ot chamstwo i tyle.

    https://www.youtube.com/watch?v=_Hhx3h6_deU

    https://www.youtube.com/watch?v=Ez62cQPYyI8

    P.S.: Dzis w Gippsland chlodno i pada. Co za ulga po bezsensownym okrucienstwie pozarow.

  129. Aborygen
    10 stycznia o godz. 23:42

    Nie tylko @act i @ Kostka lubią Bukowskiego.
    basia.n również lubi i jego poezję i prozę.
    Dlatego zareagowałam poszukaniem tłumaczenie Bluebird 🙂
    Więc z przyjemnoscią obejrzalam link z Bukowskim.

    Kiedy po raz pierwszy słyszałam „Oblivion ” grane przez Piazzollę, też ktoś kroił cebulę… Więc niech zagra jeszcze raz on sam..
    Astor Piazzolla – Oblivion

    U ciebie na szczęście chłodno i pada, może chociaż trochę pomoże !
    Ale @act dzis napisał, że zblizają się do Canberry…Oby nie doszy !
    To wszystko jest niewyobrażalne !

    P.S.
    Pisz więcej 🙂

  130. @ozzy 10 stycznia o godz. 7:14
    Zginelo wczoraj w Iranie, w wypadku autobusowym 20 osob i ponad 20 osob bylo rannych.

    Ilosc wypadkow drogowych w Iranie jest 20.krotnie wieksza niz srednia swiatowa

    Gratuluję skuteczności gospodarczych sankcji.

    Ja jako amerykański podatnik czuję krew ofiar tych wypadków na moich rękach. Ty patrzysz na kałuże irańskiej krwi na asfalcie z satysfakcją i z niecierpliwością czekasz na pełnoskalową inwazję amerykańskiej armii.
    Nie będziesz przecież narażał życia twoich krewnych, twoich wnuków czy wnuków twoich pociotków. Umiesz tak się urządzić, aby życie za takich jak ty narażali kolorowi biedacy z Ameryki „C”.
    Dzisiaj mający na czele takich religinych fanatyków jak sekretarz stanu Mike Pompeo.
    Ten to pogoni Irańczykom kota, co nie @ozzy?

    Poniższy artykuł świetnie opisuje poglądy tego religijnego pojeba.
    Jak tu już wiele razy pisałem, polskie rydzyki przy takich jak on proizraelskich debilach to pikuś.

    *********************************************************

    The Rapture and the Real World: Mike Pompeo Blends Beliefs and Policy
    By Edward Wong
    March 30, 2019

    JERUSALEM — When Secretary of State Mike Pompeo sat down for an interview with the Christian Broadcasting Network in a hotel in Jerusalem earlier this month, he made a remark that was perhaps the most revelatory of any in his nearly one year in office.

    An evangelical Christian, Mr. Pompeo had just returned from tours of the Church of the Holy Sepulcher, built on the ground where Jesus is said to have been crucified and buried, and of tunnels beneath the Western Wall, by the holiest site in Judaism.

    The interviewer posed a question around a biblical tale about a queen who saved Jews from slaughter by a Persian official: Did Mr. Pompeo think President Trump had been “raised for such a time as this, just like Queen Esther, to help save the Jewish people from the Iranian menace?”

    “As a Christian, I certainly believe that’s possible,” Mr. Pompeo said.

    “It was remarkable — so we were down in the tunnels where we could see 3,000 years ago, and 2,000 years ago, if I have the history just right — to see the remarkable history of the faith in this place, and the work that our administration’s done, to make sure that this democracy in the Middle East, that this Jewish state, remains. I am confident that the Lord is at work here.”

    White evangelical Christians are a powerful force in the Republican Party. Vice President Mike Pence is a staunch believer and former President George W. Bush is an adherent, too.

    But no secretary of state in recent decades has been as open and fervent as Mr. Pompeo about discussing Christianity and foreign policy in the same breath. That has increasingly raised questions about the extent to which evangelical beliefs are influencing American diplomacy.
    On Monday, in a speech at the annual conference of the American Israel Public Affairs Committee, the pro-Israel group, Mr. Pompeo told an anecdote about Tibor Baranski, a Christian who saved 3,000 Jews in Hungary during World War II. Then he said, “As secretary of state and as a Christian, I’m proud to lead American diplomacy to support Israel’s right to defend itself.”

    The next day, Mr. Pompeo announced an expansion of Trump administration anti-abortion policies, saying the United States would stop funding foreign organizations that support other groups that perform abortions. It is a policy popular with conservatives, Catholics and evangelical Christians.

    Though Mr. Trump is secular, white evangelicals are a big part of his voter base, and some of his major foreign policy moves, planned or supported by Mr. Pompeo, are intended to shore up political support.

    “I am confident that the Lord is at work here,” Mr. Pompeo told a reporter in Jerusalem who asked whether President Trump was sent to protect Israel from Iran.

    The most notable examples involve Israel. When Mr. Trump moved the United States Embassy from Tel Aviv to Jerusalem, evangelicals applauded.

    Studies show that white evangelicals are much more likely than other Americans to believe that Israel fulfills a biblical prophecy. Known as Christian Zionists, they believe God promised the land to the Jews, and that the gathering of Jews in Israel is foretold in the prophecy of the rapture — the ascent of Christians into the kingdom of God. Mr. Pompeo talks about the rapture. “We will continue to fight these battles,” he said at a “God and Country Rally” in 2015, because there is a “never-ending struggle” until “the rapture.”
    “Be part of it,” he said at the meeting, at the Summit church in Wichita, Kan. “Be in the fight.”

    In November, Mr. Pompeo told a reporter for The New York Times Magazine that the Bible “informs everything I do.” The reporter noticed an open Bible in his office, with a Swiss Army knife marking his place at the end of the book of Queen Esther.

    Mr. Pompeo, 55, became a devoted Christian at West Point, where he joined a Bible study group. After moving to Kansas, he joined the Eastminster Presbyterian Church in Wichita, which is affiliated with the Evangelical Presbyterian Church, a relatively conservative denomination.
    The State Department did not respond to questions about the intersection of Mr. Pompeo’s Christian beliefs and policy.

    American evangelicals who supported Mr. Trump’s embassy move might also approve if Israel annexes part or all of the West Bank. After Mr. Trump formally recognized Israel’s sovereignty over the Golan Heights in a meeting on Monday with Prime Minister Benjamin Netanyahu, many conservative Israelis said they are hopeful that annexing part of the West Bank will be next.

    Then there is the question of what an Israeli-Palestinian peace plan, as drawn up by Jared Kushner, Mr. Trump’s adviser and son-in-law, will recommend for the disputed territories of Jerusalem and the West Bank.
    Evangelical Christians supported Mr. Trump’s order to move the United States Embassy from Tel Aviv to Jerusalem.

    Martin Indyk, a former assistant secretary of state for Near East affairs, noted the evangelical influence on the Trump administration in saying he doubted that the peace plan would propose ceding any Israeli-occupied territory in the West Bank to Palestinians. Nor was it likely to provide a route to Palestinian sovereignty, Mr. Indyk said.

    “In the view of evangelicals, that is the land that God gave to the Jews,” he said. “They’re strongly opposed to any territorial concession there. If there is any of that in the plan, I think there will be strong evangelical opposition to it.”
    Mr. Trump’s decision in December 2017 to move the American Embassy was intended to please evangelical voters in the United States, as well as some Jews.

    Mr. Netanyahu has embraced evangelical support for his right-wing policies, and sees evangelicals as more reliable American allies of Israel than liberal American Jews.

    An evangelical pastor, Robert Jeffress of First Baptist Dallas, gave an opening prayer at the embassy building’s dedication ceremony in May. His presence made many Israelis uncomfortable; he has said Jews, Muslims and Mormons are bound for hell. In 2017, during a conference call of Mr. Trump’s top evangelical supporters, Mr. Jeffress led a prayer for the protection of Mr. Pompeo, then C.I.A. director, and thanked God for putting him in the job.

    Mr. Pompeo has gotten rid of a diplomatic consulate in Jerusalem for Palestinians and merged its work into the new embassy.

    Elsewhere in the Middle East, Mr. Pompeo also has broadcast his Christian beliefs. At the start of a January speech in Cairo, Mr. Pompeo said the trip was “especially meaningful” for him “as an evangelical Christian, coming so soon after the Coptic Church’s Christmas celebrations.”
    He added, “In my office, I keep a Bible open on my desk to remind me of God and his word, and the truth.”

    Observers found it remarkable that Mr. Pompeo would open a speech in a majority-Muslim country by highlighting his Christianity. And some critics have pointed out that Mr. Pompeo, before becoming secretary, made us-versus-them statements about Christians and Muslims while talking about terrorism and war.

    Mr. Pompeo broadcast his beliefs in Cairo, where he said his trip to Egypt, a Muslim-majority country, was “especially meaningful” for him “as an evangelical Christian.”

    At Mr. Pompeo’s confirmation hearing in April 2018, Senator Cory Booker, Democrat of New Jersey, asked him about his ties to prominent anti-Islam activists. Mr. Pompeo acknowledged the ties but said he had a strong record “with respect to tolerance and the equal treatment of people.”

    When Mr. Pompeo traveled to Lebanon after his recent stop in Israel, he toured a church and a Crusader citadel and talked with a bishop about religious freedom, one of his favorite themes. He plans to host a second conference on religious freedom at the State Department in July.

    Mr. Pompeo has made Iran a signature issue, blaming it for stirring unrest in the Middle East. He reliably calls the country by its full name — the Islamic Republic of Iran — to highlight its religious identity.

    Last year, Mr. Pompeo and Mr. Pence led an extraordinary campaign to pressure President Recep Tayyip Erdogan of Turkey, a proponent of political Islam, to release an American evangelical pastor, Andrew Brunson, who was arrested in 2016.

    But Mr. Pompeo, citing the mission of religious freedom, has also defended the rights of Muslims oppressed by some Asian nations.
    He has criticized Myanmar for its ethnic cleansing of Rohingya, though he has declined to describe it as genocide. And Mr. Pompeo has denounced China for its detentions of one million or more Muslims.

    Hours before leaving for Kuwait, Israel and Lebanon, Mr. Pompeo hosted an on-the-record conference call with just “faith-based media,” barring journalists who regularly cover the State Department.
    Though widely criticized for the move, Mr. Pompeo and the State Department have refused to say who was on the call or release a transcript.

    Representative Susan Wild, Democrat of Pennsylvania, told Mr. Pompeo during a House hearing on Wednesday that his action “raises concerns about First Amendment violations.”

    Mr. Pompeo said it was “no different” than giving selective interviews. He added, “I am confident I will do so again.”

    *********************************************************

    duzo tego „kurestwa”, nieprawdaz? Mala uwaga: prawidlowo ma byc „kurewstwo” (od „kurew” a nie od „kur”).

    Tak, kurestwa amerykańskich sekretarzy stanu takich jak Pompeo czy jak Albright było i jest cała masa:

    https://www.youtube.com/watch?v=bntsfiAXMEE

  131. Nie widzieli, zobaczo.
    Znowu o ksiundzach?
    Masz ty zdrowie.
    Ale dobra, nie ma to, jak dobry ksiac na upaly. Kto wie, moze pomodli sie o deszcz u nas.

  132. ‚Ksiadz to drugi Chrystus’ – zaczalem czytac.
    To ile tych Chrystusow chodzi po Ziemi?
    ‚I ty zostan Chrystusem’ albo ‚Zrob to sam’ czyli ‚Maly Chrystus’.
    Nie wiem, czy doczytam do konca.
    Ta E-jotka, jak juz cos podrzuci…

  133. @act
    Jadąc widziałam plazdron z napisem (pewnie tam jakiś kościół był, ale przeoczyłam wgapiona w plazdron) żeby modlić się o deszcz. Aż strach się bać, powodzie będą!

  134. @zza kałuży
    Nie denerwuj się bo jeszcze ci zaszkodzi. To przecież celowe działanie dla udowodnienia polskiego antysemityzmu.

  135. ozzie – zza kaluznik,
    herstoryk et al.
    Nie rowiazecie tego glupiego konfliktu na Bliskim Wschodzie gadajac i obrazajac sie wzajemnie na blogu.
    Powstana biblioteki analiz politolo w czasie kiedy beda ginac niewinni ludzie po obu stronach.
    Na zdrowie.

  136. E-J,
    przeczytalem o calowaniu rak ksiezy i mialem odruch wymiotny.
    Pytanie, czy oni myja rece po wyjsciu z toalety albo grzebaniu w….
    Brrrr…

  137. @act
    Jakże tak święte ręce myć? Nie należy, bo świętości ubędzie.

  138. @act

    @zza kaluznik, herstoryk et al.
    Nie rowiazecie tego glupiego konfliktu na Bliskim Wschodzie gadajac i obrazajac sie wzajemnie na blogu.

    A gdzie i kiedy ja kogoś obraziłem????! Nie używam w kulturalnych (na ogół) tutejszych dyskusjach:
    – słów obraźliwych;
    – pomówień opartych na biało-czarnym rozumieniu świata, nt. charakteru/osoby dyskutantów;
    – stereotypowania;
    – etykietek.
    Staram się komentować wyłącznie wypowiedzi i stojące za nimi idee.

    BTW. Jaka szkoda, że nie ma polskiego odpowiednika angielskiego „to gloat”, z lekka pejoratywnego czasownika dot. posiadania lub radości z czyichś kłopotów. Pasowało by w sam raz.
    Konfliktu nie staram się rozwiązać, komentuję hipokryzję, propagandę i plemienne widzenie tunelowe. Satis!!

    @
    Znikam na łykend, do usłyszenia (miejmy nadzieję) w przyszłym tygodniu.
    Na pożegnanie, okno na Jerewan – https://www.youtube.com/watch?v=nCDGi21OVh4
    i „Hasret” w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Borusan z Istambułu – https://www.youtube.com/watch?v=LIihyY6spAA
    Można ożenić Wschód z Zachodem.

    PS. Iran przyznał się do omyłkowego zestrzelenia ukraińskiego samolotu. Wystartował 6 godz. po odpaleniu rakiet na Jankesów w Iraku, trasa lotu kierowała go w stronę obiektów wojskowych Gwardii Strażników Rewolucji, komuś puściły nerwy.

  139. https://noizz.pl/opinie/hejt-po-ataku-i-smierci-pawla-adamowicza-podczas-finalu-wosp/xyfx5my
    Naszą chorobę widać na każdym kroku
    I nie może być inaczej, bo żyjemy w jakimś mentalnym kanale. W gnilnych miazmatach, które nas otumaniają. Jesteśmy wku*wieni, bo przez pół roku nie ma tu słońca, a przecież nikt nie będzie korzystał ze specjalnej lampy czy suplementował witaminy D. To dobre dla słabych. Nienawidzą się wszyscy, tylko niektórzy to świetnie ukrywają.

  140. Zza kaluzy, 4:20
    F…ck off, jeszcze jeden cham….laczcie sie!

  141. @act

    To, ze każą się całować w rączkę to małe piwo. Częściej do całusów eksponowane są inne, bardziej intymne części ciała.

  142. Chodzenie po wodzie, znowu w modzie.

    W nadwiślanskim klechistanie
    Klęczy się na zawołanie.
    W ramach styropianu ducha
    POPiS robi za pastucha
    Pod dyktando kościołkowe
    Suwerena równo rucha
    Na religii twoje dziecko
    Kśiunc dobrdziej miał pod kiecką
    Uczył je tam zmiłowania
    W formie fiuta obciągania
    Kleryk odwiedza biskupa
    „Co kleryku w kroku macie”
    Po wizycie, boli dupa
    Oby się nie posrał w gacie.
    Po jotpe2 też same świetości
    Światowe zloty młodych się gości
    Po nich rosną brzuchy w ciąży
    Gdzie „czystości” fama krąży
    Nowe pincset+ się spłodzą
    Jedne skrobią, inne rodzą
    Żydem i komuną śmierdzi
    Gdy moher w Toruniu pierdzi
    My Europę rechrzestniemy
    Mamy króla i królowę
    Pjetrową opoką staniemy
    Macie słuchac bożą mówę
    Staniem tak jak kiedyś w kupie
    Choć świat cały ma nas w dupie.

  143. Proponuję urlop dla naszego kulturalnego przyjaciela. Niech ochłonie.

  144. Jaki tam urlop. Natychmiast dołączyć do antologii poezji polskiej z okresu pisowskiego. Ha,ha,ha!!

  145. act
    11 stycznia o godz. 7:00

    E-J,
    przeczytalem o calowaniu rak ksiezy i mialem odruch wymiotny.

    Niesłusznie, niesłusznie.. Sakrament uświęca rączki usakramenconego.

  146. Optymatyk
    11 stycznia o godz. 9:09

    https://noizz.pl/opinie/hejt-po-ataku-i-smierci-pawla-adamowicza-podczas-finalu-wosp/xyfx5my
    Naszą chorobę widać na każdym kroku
    I nie może być inaczej, bo żyjemy w jakimś mentalnym kanale.

    Optymatyku, ja tu dostrzegam poważną trudność: jak może coś być widać, skoro żyjemy w kanale? O ile sie orientuję, w kanale jest bardzo ciemno.

  147. @

    O dzisiejszej Polsce delikatnie:

    Chwileczkę!
    Ktoś mi ukradł chusteczkę!
    Niedawno tu leżała,
    A tylko zawartość została!

  148. Qba
    W sprawie chusteczki to cię pocieszę. Te jednorazowe, które wyrzucamy, tak czy owak, nie pozostawiają po nas śladu. Chyba że jesteśmy np. mordercami i na podstawie zawartości chusteczki uda się ustalic DNA i te inne rzeczy, które pomogą zidentyfikować nas jako przestępcę.
    Niedawno odkryłam w bieliźniarce, przyznam ze wzruszeniem, w specjalnej saszetce zapomniane chusteczki wielokrotnego użytku. Niektóre wręcz dziełka sztuk użytkowej: obszyte np. koronkami, drukowane w rozmaite wzory, obrazki, stanowiące pewne kompozycje plastyczne. Mam np. zestaw cztery pory roku. Cudo!
    Te chusteczki śmiało można by wystawić w twoim magicznym oknie, jako relikt epoki epoki, która odeszła.

  149. @Tanaka
    11 stycznia o godz. 12:50

    Ach! Te ręce tak godne całowania!
    Godne miłości i pieniędzy godne.
    Tak przywykłe do obłapywania
    Części ciała. Zwłaszcza tych, co płodne.

  150. Qba
    11 stycznia o godz. 13:25

    @
    O dzisiejszej Polsce delikatnie:
    Chwileczkę!
    Ktoś mi ukradł chusteczkę!
    Niedawno tu leżała,
    A tylko zawartość została!

    Złodziej zwędził formę a zostawił treść
    Czyli jest prawidłowo i się Polaku ciesz

    treść ksenofobiczna jest oraz kwaśna
    czyli kochana, buracka i przaśna
    w niej się pławimy, nią się sycimy:
    a teraz, babo, zrób mnie te bliny!

  151. Qba
    11 stycznia o godz. 14:26

    @Tanaka
    11 stycznia o godz. 12:50
    Ach! Te ręce tak godne całowania!
    Godne miłości i pieniędzy godne.
    Tak przywykłe do obłapywania
    Części ciała. Zwłaszcza tych, co płodne.

    Rączka biskupa sięga po płodność
    przez co zapewnia mu wyższą godność

  152. @mag
    11 stycznia o godz. 14:25

    Ja Ciebie rozumiem. Ja Ciebie popieram. Ale ja byłem uszczęśliwiony po spotkaniu jednorazówek. A bardzo uszczęśliwiony po wyprostowaniu przegrody. Teraz to mogę i ładną chusteczkę ponosić. Tylko nie wiem po co, więc na wszelki wypadek takowych nie posiadam. Może i przykro, ale ja nie posiadam tak wielu rzeczy, że tęsknota za nimi dawno przerodziła się w radość korzystania z wolnej przestrzeni dookoła.

  153. mag
    11 stycznia o godz. 14:25

    Qba

    Niedawno odkryłam w bieliźniarce, przyznam ze wzruszeniem, w specjalnej saszetce zapomniane chusteczki wielokrotnego użytku. Niektóre wręcz dziełka sztuk użytkowej: obszyte np. koronkami, drukowane w rozmaite wzory, obrazki, stanowiące pewne kompozycje plastyczne. Mam np. zestaw cztery pory roku. Cudo!

    Te chusteczki śmiało można by wystawić w twoim magicznym oknie, jako relikt epoki epoki, która odeszła.

    Tak jest, maguś!
    Przy czym należy zauważyć, że magiczne okno jest częścią magicznego domu. Nie jest całkiem jasne, co w takim domu dzieje się z chusteczkami w koronki, ale jest jasne, że w takim domu sam się rozgryza orzech.
    O czym nas fachowo informuje Hanna Banaszak
    https://www.youtube.com/watch?v=CNP672a25CU

  154. @Tanaka
    11 stycznia o godz. 14:30

    Sięgaj wzrokiem,
    Gdzie ręka nie sięga,
    Bo przed wyrokiem,
    To wielka udręka,
    A po wyroku wszystko jedno,
    Więc możesz sięgać po sedno.

  155. Uwaga! Radzę włączyć TVN24 i znaleźć się w okolicy siedziby Sądu Najwyższego przy placu Krasińskich, skąd ruszy o g.15 Marsz Tysiąca Tóg.
    Wysłuchałam przejmującego przemówienia tureckiego sędziego, który przestrzega – nie idźcie tą drogą. On już wie, co to „ustawa kagańcowa” w praktyce.

  156. Qba
    11 stycznia o godz. 14:37

    @Tanaka

    Sięgaj wzrokiem,
    Gdzie ręka nie sięga,
    Bo przed wyrokiem,
    To wielka udręka,
    A po wyroku wszystko jedno,
    Więc możesz sięgać po sedno.

    Więc po wyroku sięgam po sedno:
    zostanę papieżem – na pewno!

  157. @mag
    11 stycznia o godz. 14:37

    Juryści ubrali się w togi
    I ruszyli w miasto pokazując rogi!
    Ponieważ chcą pójść na całego,
    Pojawia się zasadne pytanie:
    Czy ugodzą mocno Kaczyńskiego,
    Czy zawisną u niego na ścianie?

  158. @Tanaka
    11 stycznia o godz. 14:42

    Przecież orzekł Pan Bóg odpoczywając w niedzielę,
    Że każdy może być papieżem. W swoim własnym kościele.

  159. @ mag
    11 stycznia o godz. 14:25

    Niedawno odkryłam w bieliźniarce,…

    A ja w bieliźniarce odkryłem
    Nieco dolną połowę. I patrzyłem
    Na wzgórza kolan co nieco kościste
    I tak sobie pomyślałem: Zaiste
    Niech bieliźniarka troszczy się o bieliznę,
    A ja pójdę na lody. I coś sobie liznę.

  160. Qba
    11 stycznia o godz. 14:51

    @Tanaka
    11 stycznia o godz. 14:42

    Przecież orzekł Pan Bóg odpoczywając w niedzielę,

    Czyżby Dobry Pan Bóg miał roboty wiele, że tak niedzielę?

    DPB sześć dni tylko gadał
    mógł zakończyć do obiadu
    Jedno zdanie na dzień i taki zmęczony?
    To nie żadna męka, a zwykłe androny.

  161. @Qba
    Na dolną połowę, jeśli dobrze odczytuję jej przeznaczenie, mój wujek mówił elegancko – podspody.

  162. Qba & all
    Nie spodziewałam się takich tłumów na trasie marszu od placu Krasińskich aż po Sejm na Wiejskiej. No i uczestnictwa w nim sędziów z całej Europy (zdarzenie bez precedensu).
    Działo się coś bardzo ważnego, o czym świadczyło także poważne, spokojne zachowanie maszerujących, idących w skupieniu i milczeniu. Okrzyki brawo i dziękujemy (zwłaszcza pod adresem gości zagranicznych) padały ze strony warszawiaków stojących na chodnikach i z których wielu dołączało do marszu.
    Co będzie dalej? Chyba nawet pambuk nie wie.

  163. Oto jakie co wygłosił Mateusz Em w sprawie wzięcia za twarz sędziów ustawą kagańcową:

    „Zdaniem premiera komunistyczni sędziowie odpowiadają za to, że procesy sądowe się przeciągają. Na pytanie niemieckich dziennikarzy jak można oskarżać obecnych sędziów, którzy mają średnio 40 lat o związki z komunizmem, premier stwierdził, że „komunistyczni sędziowie wychowali sobie następców”.

    Ach to tak, ach to tak, teraz wiemy jaki to ptak.
    Ojciec komunista wychował syna, wsadził do sądu, bo była przyczyna, oszukał Temidę, ustawił rodzinę, a premier woła – idziemy po was, nie macie prawa, będzie ustawa, zlikwidujemy na sądy skoki, zrelegujemy mafię czerwoną, nie będą ZOMOwcy wydawać wyroki, niech kukły sędziów czerwienią zapłoną. Symbol odnowy, wielka cezura, nowe przychodzi, niech sczeźnie stare, świat się odrodzi, hura, hura, hura.
    Pozwani się cieszą, sądy próżnują, sędziowie nie spieszą, premierzy błaznują.
    Pzdr, TJ

  164. @Tanaka
    Uwielbiam Hannę Banaszak, choćby za tę sambę
    https://www.youtube.com/watch?v=2NXKYI9WnA8

  165. @Tanaka
    A tu Banaszak tragiczna, rozdzierająca serce. Przynajmniej mi.
    https://www.youtube.com/watch?v=nGflKytxiWg
    Pozdrawiam Tanaczku, ciągle pod wrażeniem Marszu Tysiąca Tóg. Nie wiadomo, czy cieszyć się, czy smucić.

  166. @mag,

    dzięki, że byłaś na marszu!
    Ja tylko duchem, bo nie ta odległość i nie to zdrowie. Ale jestem wdzięczny każdemu kto był, dawał świadectwo i wspierał.
    Pewnie pislamu, katobolszewi to nie zatrzyma, ale ten staromodny honor jednak coś znaczy.

  167. @
    „Samolot został wzięty za pocisk i operator mając 10 sekund na podjęcie decyzji…”

    Co za patałachy. Pocisk wznoszący się z prędkością 400 km/h, na światłach, od strony czynnego lotniska pasażerskiego. Niech sobie założą Flightradar na komórki, albo przynajmniej sprawdzą czasem rozkład lotów.
    Oprócz patałactwa świadczy to jednak też i o wielkim napięciu w oczekiwaniu na odwetowe uderzenie.

  168. mag
    11 stycznia o godz. 18:00

    Rozgryzający się orzech też był samboidalny, co nie może dziwić: samba rozgryza wszystko. Nad Wisłą samby się nie praktykuje, dlatego taka smuta w człowieku i ta miłość w Zakopanem niejakiego Sławomira oraz taki Zenek Martyniuk.

  169. @wujaszek wania
    Nie chcę przypisywać sobie cudzych zasług, więc od razu wyprowadzam cię z błędu. Tym razem byłam tylko duchem (podobnie jak ty) na marszu. Z powodu kłopotów zdrowotnych, które – mam nadzieję – miną.
    Gdy sobie pomyślę, ile się w życiu namaszerowałam, namanifestowałam , a nawet trochę „nakonspirowałam” w stanie wojennym, robi mi się smutno. Dopadł mnie po prostu „chichocik historii” i czuję się wystrychnięta na dudka. Do głowy by mi nie przyszło, że moim krajem będzie rządzić mafia pisowska razem z mafią kaka.

  170. Kostka
    10 stycznia o godz. 10:17

    Dostrzegłem powód przeprowadzki do Szkocji – możliwość wbicia się w taki garniak z kiltem.

    Co do Mumunków, to byliśmy w Laponii, a nie w muminkowo-morskiej południowej Finlandii – ale przywieźliśmy drobny muminkowy gadżet (choć zastanawiałem się i nad lokalnie stosowniejszym otwieraczem do kapsli oprawnym w róg renifera).
    Na południu byłem 20 lat temu w porze letniej – Wyspy Alandzkie są nadzwyczajnej urody. W ogóle Skandynawia mnie nęci. Natomiast i tam się ociepla – spotkana Finka przeprowadziła się niedawno z południa kraju do Rovaniemi za  porządną zimą „jak niegdyś”.

    Tanaka
    11 stycznia o godz. 19:18

    Samba ta była w dodatku nowa, choć bosa!

    A to znacie i posłuchacie?
    https://youtu.be/3X1JaJbzkaQ
    I to:
    https://youtu.be/hgj_1n8rXyw
    „…a księżyc jak saksofon alt.”

  171. @Aborygen
    10 stycznia o godz. 2:08

    Planowałam wrócić do twojego wpisu wczoraj ale nie wyszło więc nadrabiam teraz. 

    Jako, że wpis ów niejako składa się z trzech części skomentuję je osobno

    Napisałeś:

    „Mimo propagandy uprawianej przez producentow medialnych gadzetow o mozliwosci stalej lacznosci z calym swiatem, stajemy sie coraz bardziej samotni, odizolowani od siebie, zamknieci we wlasnych, skrojonych na swoje potrzeby swiatach. Nawet tak sympatyczny blog jak LA nie jest w stanie w pelni temu zaradzic. Czytajac niektore wpisy opatrzone nickiem staram sie dokleic do nich twarz, a pojawiaja sie tylko maski. Czesto nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo potrzebny jest kontakt osobisty, ile dodatkowych informacji otrzymujemy o czlowieku z jego “body language” usmiechu, z trudem skrywanych lez”

    Jest w tym co powiedziałeś bardzo dużo prawdy. Zważywszy jak łatwo ludzie przywdziewaja rozmaite maski w kontaktach bezpośrednich internet daje nam tylko większe pole do popisu w temacie autokreacji pod publikę – czy to jako internetowego wcielenia z własną twarzą na Facebooku (nie mam aktywnego konta więc tylko mogę zgadywać że tak się to odbywa) czy też beztwarzowego awatara jak te na LA3. I nie chcę nawet tu wspominać internetowych upiorów w całości wykreowanych w sieci w kryminalnych celach tak jak właśnie skazana 21letnia brytyjka która uwodziła nastolatki jako 16letni chłopak.

    Coś z bezpośredniego międzyludzkiego kontaktu zawsze gubi się w internetowej wymianie… A jednak… jeśli chodzi o fora gdzie interlokutorów spotyka się regularnie – tak jak LA na przykład – kiedy popatrzeć uważnie po jakimś czasie przez suchy krótki nick na białej stronie zaczyna przeswitywac osobowość awatara – u jednych mniej, u innych więcej ale zawsze jakiś odblask prawdziwej osoby przesiewa się przez ekran okienka. W tym co pisze, co cytuje, czego słucha… Do jednych „nicków” czuję niepohamowana sympatię, za innymi nie przepadam, niektóre podziwiam ale trochę  się ich boję, i tak dalej. Bo są za nimi prawdziwe osoby, z krwi i kości i z wszelkimi zaletami i wadami. Niektóre nawet pod własnym imieniem 😉

    Miałam okazję (przyjemność) w tym roku poznać dwóch z „piszących listy ateistów” i muszę powiedzieć, że w obu przypadkach osoba stojąca za nickiem okazała się pelnokrwistą  wersją internetowego awatara, a nie bladym odbiciem rozbudowanej internetowej wersji czy też zupełnie kimś innym niż ten na kogo pozuje. Pamiętam, że mocno się nad tym zastanawialam zanim spotkalismy się w realu i że byłam mile zaskoczona że właśnie tak wyszlo. Nie wiem czy po prostu miałam szczęście i czy awatary miały takie samo wrażenie co do mojej osoby ale jakoś mnie to uspokoiło. W końcu w dawnych czasach ludzie miewali pen-pals których tak samo czasem nawet nie widzieli na oczy 😉 Pewnie, że nic nie zastąpi mowy ciała, oczu, głosu, uśmiechu. Mimo to z blogiem ateistów czuję się nieco mniej samotna bo są w tej wirtualnej kawiarence prawdziwi ludzie a nie boty. I czasem mozna sobie z nimi pogadac. W dodatku z prawdziwymi adresami mailowymi, które przekazują sobie jeśli najdzie ich taka ochota przez gospodarza blogu kiedy chcą pogadać bezpośrednio. Albo proszą o adres a gospodarz przekazuje to zainteresowanego.

    Marzy mi się zlot piszących listy ateistów (dla tych, którzy mają ochotę spotkać się w realu). Może kiedyś nam się uda, myślę że byłoby warto bo ta społeczność jest dosyć unikatowa…

  172. @Kostka
    Bywały już zloty ateistów w Warszawie, w których brały udział także osoby „wyjechane”, np. Lewy i lonefather, poza tym stasieku, ja, nieodżalowany anumllik czy Żorż Ponimirski. Widywaliśmy się np. w kawiarni Na Rozdrożu Bywało też, że spotykaliśmy się w węższym gronie u mnie na Żoliborzu.
    Te nasze kontakty na żywo jakby siadły, więc bardzo się cieszę, Kosteczko, że chcesz się spotkać w realu z tymi, którzy też tego pragną. Warto wskrzesić tradycję!

  173. Kostka
    11 stycznia o godz. 22:47

    Pięknie się wpisałaś. Kłaniam sie po same szarawary 🙂
    Albowiem oprócz tego, że od przedszkola chciałem być Szkotem oraz Irlandczykiem, to chciałem nosić szarawary, buty z klamrami, po kolana, kapelusz z dużym rondem i z wielkim piórem, koszulę luźną ze spływającymi rękawami i mieć szelmowski uśmiech Fanfan Tulipana oraz odpowiednio oczarowujący wszelkie panie, oczywiście te śliczne.
    Taka prawda.
    To i owo udało mi się w powyższych dziedzinach osiągnąć.

    Pombocek nieraz podkreślał, że na blogu głównie zajmujemy sie wygłaszaniem, pewnego rodzaju popisem i mową właściwie głównie do siebie. Sporo w tym racji, acz i coś takiego, że można to w części podważyć. Bo też podwyższony zakres anonimowości pozwala niektórym co najmniej wyrażać się swobodniej i szczerzej Tak w dobrym jak i marnym. Wyrzuty fobii, lęków, złości, dziecinady, demonstracje narcyzmów nie są blogowi nieznane. A równocześnie nieraz, ba, powiem, że często, trafiają się wypowiedzi nadzwyczajnie ciekawe, niecodzienne, głębsze, bardzo osobiste i przez to będące marką, twarzą osoby, choć to niby awatary. Nie brak też awatarów pełnych humoru, przewrotności, ze zdolnościami twórcczymi i porządną wiedzą o niejednej dziedzinie.
    Czyli jednak awatary mogą mieć twarze i twarze te są, co najmniej u niektórych, integralnie z awatarem związane. I jak – znowu, niektórzy – twarz mają jedną, tak i jeden awatar. I – co wyczuwalne – dbają o awatar, bo to ich twarz.

    I znamy jednocześnie niejedną postać, która awatary i twarze zmieniała jak rękawiczki. Był tu taki, co z pięć razy zmieniał awatar, a nawet płeć, twierdząc przy tym o sobie, że jest konserwatywny i przywiązany do tradycji. Niezawodnie, tego „biologicznego mężczyzny” i jednocześnie „biologicznej kobiety” w jednym.
    Bywają też awatary niezmienne, bo dobrze w żelazobetonie zrobione. Nic go nie poruszy.

    Na blogu mamy właściwie jeden środek wyrazu: słowo pisane. Można go próbować poszerzać, a to linkiem do muzyki, obrazu – cudzego bądź własnego – a obrazów własnych mamy na blogu niemało – czy innego słowa. Ciągle to jednak nie dość. Mimo to jednak, są awatary o których sporo, może dużo, można powiedzieć. Trafnie, bądź trafnie w domyśle, co ciągle pozostawia pewien margines zagadki, niedosyty i choty na żywe poznanie.

    Może więc uda się kiedyś zrobić zlot blogwiczów LA. Byłoby to i ciekawe i fajne.

  174. @Aborygen

    Co do drugiej części twojego wpisu ze świetnym cytatem z Ciorana

    „Glebia tej poezji ma cos wspolnego z wypowiedzia E.M.Ciorana w jednym z nielicznych wywiadow jakie udzielil.

    Pytanie: Co by pan odpowiedzial na pytanie “Gdzie jest tabernakulum”? Tzn: Gdzie sa Tablice Prawd? Kim sa straznicy. Czy sa miedzy nami tacy swiadkowie, badz kronikarze?

    EMC: Tak sa. Mozna ich znalezc w kazdym srodowisku. I nie ma to zadnego zwiazku z tzw poziomem intelektualnym. Stykalem sie z ludzmi wszelkiej kategorii, z ludzmi, ktorzy ZROZUMIELI.”

    I przykład żebraka, który był prawdziwym filozofem choć sam siebie tak nie widział.

    Zgadzam się w 100%! A nawet 110%. Może dlatego Bukowski rough around the edges tak mi się spodobał od razu.

    Nie jestem filozofem ani poetą tylko weterynarzem i to w najnudniejszej specjalizacji jaką jest higiena żywności ale moja praca ma jedną ciekawą zaletę (niektórzy mówią, że wątpliwa) – każdego dnia spotykam się z bardzo prostymi ludzmi – farmerami, rzeźnikami, sprzątaczami i innymi fizycznymi. Niektórzy ledwo piszą i czytają. Niektórzy są prości ale żyją sobie normalnym spokojnym życiem, inni za to co i rusz popadają w tarapaty. Drugs and alcohol issues. Very rough background… You’ve got the picture. Żaden nie jest filozofem pełną parą ale już kilka razy mnie zaskoczyli momentem naprawdę głębokiej refleksji nad życiem czy jakimś poetycko-lirycznym przeblyskiem. Trwa to na ogół mgnienie oka, jakby na chwilę uchyliła się zasłona za którą widać inną osobę. Potem wszystko wraca do normy a mój rozmówca nagle speszony i zacukany zaczyna się z własnego górnolotnego momentu śmiać i macha ręką, że ot tak mu się wyrwało. Po czym kwituje własne zmieszanie kolorową wiązanka przekleństw w soczystym glaswigian patter – chwilę później sumiennie przepraszajac za to ostatnie 😀 Ciekawe, ze takie odleciane momenty zdarzaja mi się częściej w Glasgow niż jakimkolwiek innym miejscu w którym pracowałam. 😉 

    Co przypomina mi, że w pogoni za współczesną szkocka poezją trafiłam dzisiaj na taką oto zabawę słowami:

    https://www.scottishpoetrylibrary.org.uk/poem/outwith/

  175. @mag
    11 stycznia o godz. 23:14

    Cały czas mam taki plan ale jako że moje życie jest w fazie ciężkiego bałaganu od roku jesli nie dwóch i jakoś nie starczyło mi energii, żeby zacząć lobbowac i organizować (zwłaszcza, że jestem też z wyjechanych). Ale mam nadzieję, że jak już się ogarnę z własną osobą (wygląda na to, że niedługo) to przypomnę się w kwestii zjazdu 😉

    Pomijając to, że chciałabym znowu zobaczyć Warszawę bo ostatni raz (nie licząc lotniska) byłam bardzo dawno.

  176. @Tanaka
    11 stycznia o godz. 23:31

    Szarawarów mieć nie chciałam ale takie wysokie buty z klamerkami, kamizele i kapelusz z wielkim piórem i owszem! 😀

    Bardzo trafnie napisałeś i owszem. Pisząc o awatarach zapomniałam o kukającej sambie i kilku innych hahaha . Ale popatrz jak to potwierdza mój wywód – prędzej czy później zawsze udawało się zidentyfikowac awatary wielu ników nawet po zmianie płci właśnie przez to, że nie udało im się zamaskowac do końca własnej postaci i zawsze coś wylazlo niechcący i odsłoniło przebierańca.

  177. @Kostka
    11 stycznia o godz. 23:38

    Nie jestem filozofem ani poetą tylko weterynarzem…

    Istotą Twego stwierdzenia jest jestem. Niestety, mało kto „jest”. Czasem ktoś „bywa”. Jeżeli zatem „jesteś”, to masz co robić i życie ma sens. Czy trzeba więcej?

  178. I jeszcze do @Aborygen

    Żeby dokończyć rozbiór twojego wpisu w trzech częściach

    Napisales: „Is one a poet or not – that is the question. I suppose that we all are without even knowing it. After all, poetry is what happens when nothing else can.”

    Powiem ci szczerze, zagapilam się na te słowa i piękny wiersz pod nimi z otwartą niemądrze buzią bo po pierwsze oszczędna trafność tego stwierdzenia trafiła mi prosto do serca, a po drugie (kiedy już ochłonęłam) zżarla mnie zazdrość. „What a superb turn of phrase!” Pomyslalam wyskakując na peron „I to w dodatku w języku nie-ojczystym. Jak on to robi, damn it! ;-)”

    Tu dygresja i ukłon w stronę @acta, który jakimś cudem przez wielką wodę a nawet kilka, przez ekrany „okienek” oraz roznice czasu trochę mnie rozgryzl posądzajac o bycie „niespełniona poetką” ;-). Poetką wprawdzie nie nazwałabym sie ale i owszem – pisałam kiedyś. Dziecieciem będąc rymujac kwieciscie, zaś przerzucajac się w większości na wiersz biały w okresie nastoletnim. A potem nagle mi się przestało tak ze dwadzieścia lat temu i już nie wróciło. Niespełniona jednak się nie czuję pod tym względem. Mam do tego stosunek praktyczno-filozoficzny. Tak wyszło. Jakieś połączenia w mózgu się zablokowały i już. Pisałam do szuflady oraz rzadko dla przyjaciół jak coś mi grało w duszy, a potem przestałam. Może pod wpływem tego co działo się wtedy w moim życiu, może z innego powodu. Może po prostu źródełko wyschlo. Koniec kropka i nigdy nie próbowałam na siłę wdrożyć się do tego z powrotem. 

    Tu wracam do @Aborygena. Having said that… owszem przestałam pisać ale od czasu do czasu kusiło  mnie, żeby coś przetłumaczyć. O ile fragment wiersza „Inversnaid” z angielskiego na polski wyszedł mi chyba w miarę znośnie to próby w odwrotną stronę kiedy zachciało mi się przybliżyć tubylcom tudzież innym angielskojezycznym Harasymowicza czy Bellona, których tłumaczeń nie ma (czy innych. O Gałczyńskim nawet nie marzę) jak na razie okazały się głęboko frustrujace jeśli chodzi o rezultaty (bo jeśli chodzi o sam proces to miałam z tego dziką frajdę). Uznałam, że nie mam do tego ani wystarczającej gibkosci języka Albionu, ani wystarczającego talentu więc dałam się na spokój chwilowo. A tu @Abo wyskakuje z wierszem, który nie tylko rezonuje jak trzeba to jeszcze brzmi jakby napisał go autochton. Po prostu szapka bach! A nawet bach bach. Pobrzmiewa mi w tym wierszu Bukowski (ale nie w postaci słabej imitacji  jakich pełen jest podobno internet) ale i Poświatowska z jej „szpitalnych” wierszy. Po prostu piękne! I jak tu się nie cieszyć z magicznych okienek kiedy takie perełki można znaleźć…

    Wracając do bycia poetą. Mam piękną antologię polskiej poezji współczesnej „Po schodach wierszy” a w niej cały rozdział „Z tęsknoty pisze się wiersze” – od wiersza Poświatowskiej pod tym samym tytułem. Wyciągnęłam sobie z półki i czytam znowu z takim samym wzruszeniem jak wtedy kiedy dostałam ten tomik ćwierć wieku temu…

    Oj, Abo i act (nie mówiąc już o Qbie) – nabiliscie mi głowę wierszami i jak ja mam się teraz skupić na czyms tak przyziemnym jak food safety management system, który muszę skończyć. Albo tax return, za który nawet się jeszcze nie zabrałam 😀

    Mimo to dziękuję!

  179. Mamy tu stosowne opowiadanko o chwili – nie poezji wprawdzie, ale szczęścia. 😉

    МИХАИЛ ЗОЩЕНКО – СЧАСТЬЕ

    https://ostrovok.de/old/classics/zoshchenko/story073.htm

  180. @Qba
    11 stycznia o godz. 23:55

    😉 Ba! Żebym to jak wiedziała na pewno…

    „wywód jestem’u”

    jestem sobie
    jestem głupi
    co mam robić
    a co mam robić
    jak nie wiedzieć
    a co ja wiem
    co ja jestem
    wiem że jestem
    taki jak jestem
    może niegłupi
    ale to może tylko dlatego że wiem
    że każdy jest dla siebie najważniejszy
    bo jak się na siebie nie godzi
    to i tak taki jest się jaki jest

    Miron Białoszewski

    PS. A tymczasem gęsi nie dają mi spać za prawdziwym oknem…Rozsiadly się na polu za domem i a to gegaja a to gaworzą do siebie pod nosem. Jak nie sowy to gęsi. I jak tu żyć, panie premierze, jak tu żyć…

  181. @Kostka
    12 stycznia o godz. 0:58
    U mnie nice są pełne żab. Z dala dobiega chórek cieńszych głosów a na to odpowiadają im prawie basem moje upasione zielonki. A że siedzą pod samymi otwartymi drzwiami sypialni to… musiałam się przyzwyczić! 🙂

  182. Gapa ze mnie – noce nie nice.

  183. @Szary Kot 11 stycznia o godz. 18:46
    „Samolot został wzięty za pocisk i operator mając 10 sekund na podjęcie decyzji…”
    Co za patałachy.

    Ty nie byłbyś patałachem. Następny bohater z kanapy oodalonej o parę tysięcy kilometrów.

    Zoltan Dani, dowódca jugosłowiańskiej baterii, która jako pierwsza na świecie zestrzeliła „niewidoczny dla radaru” F-117 wymagał od swoich żołnierzy pracy w trybie 2×20 sekund. Maksymalnie.
    Tzn. radar mogli włączyć najdłużej na 20 sekund i po chwili powtórzyć to jeden raz.
    A potem NATYCHMIAST zwinąć swoje bambetle (tzn. radar i wyrzutnie rakiet) i SPIEPRZAĆ Z TEGO MIEJSCA gdzie pieprz rośnie.

    Praca w reżimie dłuższym niż 20 sekund oraz pozostanie na miejscu po 2-krotnym włączeniu radaru (w sumie na 40 sekund) równało się samobójstwu.

    To było 20 lat temu.

    Zupełnie się nie dziwię, że po 20 latach reżim pracy dla irańskiej wyrzutni rakiet został kilkukrotnie skrócony, czyli czas na decyzję o odpaleniu jest dzisiaj zbliżony do 10 sekund.

    Ty @Szary Kocie jesteś większym chojrakiem niż ci tchórzliwi Persowe i zastanawiałbyś się gapiąc się w twój telefon komórkowy pewnie ze 30 sekund. Po którym to czasie przywitałbyś się z antyradarowym pociskiem z amerykańskiego albo izraelskiego drona.

  184. Z innej beczki, czyli przypadkowe natknięcie się na – proszę mnie poprawić jeżeli coś tutaj naciągam, proszę skarcić za chciejstwo – swoisty komentarz do poniższych słów Olgi Tokarczuk:

    Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy,

    Czytam ja sobie „Adventures of a Mathematician” („Przygody matematyka”) Stanisława Ulama i na stronie 101 mojego wydania znajduję taki oto tekst:

    „Once at Christmas time in 1937, we (Ulam oraz John Von Neumann – mój przypisek) drove from Princeton to Duke University to a meeting of the American Mathematical Society.
    (…)
    This was the first time I visited the South, and I was much taken by the difference in atmosphere between New York, New England, and the southern states. I remember a feeling of „deja vu”: the more polished manners, the more leisurely pace of life, and the elegant estates. Something seemed familiar, and I wondered what it was. Suddenly I asked myself if it could be the remnants of the practice of slavery, which reminded me of the traces of feudalism still visible in the country life of Poland.

    Który to fragment google (z moją niewielką pomocą) tłumaczy na:

    „To był pierwszy raz, kiedy odwiedziłem Południe, i byłem bardzo zaskoczony różnicą atmosfery między Nowym Jorkiem, Nową Anglią i stanami południowymi. Pamiętam uczucie „deja vu”: bardziej eleganckie maniery, spokojniejsze tempo życia i eleganckie posiadłości. Coś wydawało się znajome i zastanawiałem się, co to było. Nagle zadałem sobie pytanie, czy mogą to być pozostałości praktyki niewolniczej, która przypomniała mi o śladach feudalizmu wciąż widocznych w życiu na wsi w Polsce.

    Wszystkie wytłuszczenia są moje.

    Hm, czyżby jeden z najsłynniejszych matematyków polskiego pochodzenia XX wieku potwierdzał słowa Olgi Tokarczuk? 😉

  185. @zza kałuży 12 stycznia o godz. 2:01

    Jest artykuł obok w „Polityce” o realiach tego zestrzelenia.

    W pigułce: rosyjski system jest na tyle prymitywny, że nie odróżnia obiektów wojskowych od cywilnych. Odróżnia tylko na zasadzie swój-nie swój. Tak samo było w Donbasie – zielone ludziki „myślały” że to obiekt ukraiński i wojskowy. Po drugie, w Iranie działa państwo w państwie – „Strażnicy rewolucji” nie koordynują swoich działań z regularnym wojskiem. Wygląda to na paździerz i badziewie. Małpy z brzytwą?

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1938270,1,jak-to-sie-stalo-ze-iran-zestrzelil-boeinga-przez-pomylke.read

  186. @zza kałuży 12 stycznia o godz. 2:37
    Bingo!
    Dobrze ze znowu jestes.

  187. @Na marginesie 12 stycznia o godz. 2:40
    Jest artykuł obok w „Polityce” o realiach tego zestrzelenia. (…) Małpy z brzytwą?
    Opisane w artykule procedury wyglądają mi na myślenie (bardzo) życzeniowe. Raczej z czasów PRLu, czytaj: wojowania w realiach wojsk Układu Warszawskiego i wojsk NATO albo realiach dzisiejszej Polski – członka NATO.
    Chodzi mi o zakładane w zacytowanym artykule względne bezpieczeństwo poszczególnych składników systemu obrony przeciwlotniczej.
    W warunkach zmagań czy to między UW a NATO czy to między NATO a Rosją nie zachodziła/nie zachodzi groźba natychmiastowego zniszczenia własnego systemu plot wskutek miażdżącej przewagi sił przeciwnika.

    Irańska obrona plot nie ma takiego komfortu. Walczy sama, nie w ramach jakiegoś sojuszu, nie wiem nawet (bardzo wątpię) czy Rosjanie dają im wsparcie satelitarne tak jak je dawali Argentyńczykom podczas Wojny Falklandzkiej.
    Amerykanie mają w regionie ogromną przewagę gdyż Iran został przez nich praktycznie okrążony. Mają bazy w Iraku, w Turcji, w Afganistanie, cholera wie czy także nie w Pakistanie, mają potężną flotę w Zatoce Perskiej i na Morzu Arabskim plus bazy w Arabii Saudyjskiej i tych małych państwewkach po drugiej stronie Zatoki Perskiej.
    Plus satelity.

    A zatem ja bym jednak upierał się aby do bardzo optymistycznego opisu pana Fiszera dodać korektę polegającą na walkę w warunkach kompletnego panowania w powietrzu przez przeciwnika.

    Właśnie tak, jak to było w Jugosławii w 1999 roku w konfrontacji lotniczej i rakietowej z NATO.

    Trochę rozśmieszyły mnie te „chmary myśliwców” redaktora Fiszera.
    Ani w przypadku Polski ani Iranu nie ma z czego sformować tej „chmary”, no chyba że przejdziemy na system liczenia według schematu: „jeden, dwa, trzy, chmara”.

  188. powinno być: „polegającą na walce”

  189. zza kałuży
    12 stycznia o godz. 2:01

    Zaprezentuj swój wywód ofiarom katastrofy, w tym irańskim. Przepełni je zrozumienie i współczucie dla ciężkiego losu załogi wyrzutni.
    Przykład z Jugosławią nieadekwatny. Nakreśliłeś wizję nieomal wrzawy bitewnej, tymczasem Teheran nie był pod ostrzałem ani nalotem. Miasto nie było nawet zaciemnione (video), a skoro funkcjonowało lotnisko, to pracowały radary lotniska oraz radary i transpondery startujących samolotów. Żadna partyzantka. Nieogarnięcie – nie tylko przez tego kolesia, który bezpośrednio odpalił rakietę, ale przez inne składniki obrony powietrznej – tego, że na podejściach do czynnego lotniska samoloty pojawiają się z przewidywalnością tramwaju na Marszałkowskiej, to dziadostwo, niezależnie od taktyczno-technicznych usprawiedliwień, a skutek mówi sam za siebie. Ja na swojej kanapie nie wiem, jak to się robi, ale chłopcy bawiący się rakietami powinni wiedzieć.
    Wygarnięcie w warunkach niepewności do celu, który mógł z wysokim prawdopodobieństwem być samolotem pasażerskim – jak to nazwiesz? Sukces? Cenię Twoje komentarze i przebijającą z nich wiedzę o historii zmagań wojennych, ale pozostaję przy swoim zdaniu.

  190. @Szary Kot
    12 stycznia o godz. 9:43

    Tak trzymać. Sytuacja znana do bólu. Niekompetentni, nieudaczni, aroganccy decydenci zmuszają podwładnych do pracy w skandalicznych warunkach (lot na drzwiach od stodoły), a po katastrofie oskarżają wszystkich, tylko nie siebie. I często robią to tak sprawnie, że fachowcy/”fachowcy” tłumaczą bezpośrednich sprawców w tzw. dobrej wierze.
    Dziś mamy taką sytuację w Polsce. Arogancja rządu jest tak wielka, że przestał dostrzegać swoją śmieszność i czyni rzeczy, z którymi trudno walczyć, bo są tak absurdalne. Żadne rzeczowe argumenty nie odgrywają roli – nie są rozumiane. Pozostaje tylko metoda proponowana przez Frasyniuka, bo sytuacja w kraju staje się szybko tak zła, że na ratunek może być za późno – likwidacja fachowców zeszła już do poziomu bezpośredniego wykonawstwa. Oznacza to, że nie można już polegać na kierowcach autobusów, hydraulikach czy lekarzach. No bo skoro wielkim politykiem, współdecydującym o losach kraju może być niejaki Suski, to tak prostą czynność, jak pilotowanie samolotu można wykonać po kursach przykościelnych.
    I wszystko będzie dobrze, bo obroni nas Wielki Brat, a pomoże mu nasze ubóstwiane bóstwo, cośmy je ogłosili królem Polski. Teraz musi się o nas troszczyć. Kwintesencja mentalności niewolniczej.

  191. Szary Kot
    12 stycznia o godz. 9:43

    zza kałuży
    12 stycznia o godz. 2:01

    Zaprezentuj swój wywód ofiarom katastrofy, w tym irańskim. Przepełni je zrozumienie i współczucie dla ciężkiego losu załogi wyrzutni.

    Kocie: powiedzieć komuś „zaprezentuj… ofiarom” zawsze można. Ofiar jest wiele. Zdziwimy się ile, w rożnych miejscach i do kogo o co mają pretensje. Temat ogromny, a poruszanie się w nim albo bardzo łatwe, albo wymaga dużej ostrożności i rozwagi.
    Zdaje się jednak, że tematem jest zagadnienie innego rodzaju niż cierpienie ofiar i ich bliskich: kwestia reakacji ludzi i systemu przeciwlotniczego.
    Nie będę teraz wdawał się w bliższe dywagacje, natomiast zauważę coś, co niemal nigdy się nie pojawia w dyskusjach nadzwyczajnych speców: ludzie mają emocje, działają w stresie, podlegają presji z wielu stron.
    Technika jaką dysponują także ma swoje wymagania. Złożenie tego razem jest jakąś wskazówką do odpowiedzi co w danych warunkach mogło się zdarzyć, a co nie mogło.
    Zanim ktoś pierwszy naciśnie jakiś guzik, powinen się zastanowić. Pierwsze wyzwala drugie, a zwykle i drugie i trzecie i ósme.
    Tak sobie prawie zażartowałem, że pierwszy powinien się zastanowić. Prawie, bo sytuacja nie wygląda mi na żartobliwą.

  192. @Szary Kot
    12 stycznia o godz. 9:43
    Shit happens wszędzie i u wszystkich. W warunkach sraczki wzmożeniowej i histerii wojennej wszystko może się zdarzyć.
    Zbadali sprawę, przyznali się do czynu i przeprosili. Nie każdego na to stać.

  193. Qba
    12 stycznia o godz. 10:14

    @Szary Kot
    12 stycznia o godz. 9:43

    Tak trzymać. Sytuacja znana do bólu. Niekompetentni, nieudaczni, aroganccy decydenci zmuszają podwładnych do pracy w skandalicznych warunkach (lot na drzwiach od stodoły), a po katastrofie oskarżają wszystkich, tylko nie siebie. I często robią to tak sprawnie, że fachowcy/”fachowcy” tłumaczą bezpośrednich sprawców w tzw. dobrej wierze.

    Co do decydentów: niejaki Błaszczak, na posadzie niejakiego ministra katolickiej obrony oświadczył, że Kanada zmusiła Iran do wyznania prawdy: sami zestrzeliliśmy samolot. I to samo miała zrobić (Kanada? Chile? Costa Rica albo sułtanat Brunei?) wobec terrorysty Putina co zamordował Kaczyńskiego rączką Tuska albo odwrotnie: zabrać im śledztwo i samolot.
    Naród nadwiślański idzie na klęczkach z narodową pielgrzmką do pomnika pedofila konsekrowanego czyli nadkatedry w Licheniu i się głośno modli, że katastrofę badała polska komisja złożona z przytomnych i rzetelnych badaczy za czasów niejakiego Tuska, który ułatwił Kaczyńskiemu znieprawienie Polski i Polaków za pomocą łajdackiego kłamstwa smoleńskiego, ale też umożliwił powstanie raportu zawierającego prawdę o wypadku, który jest zarazem narzędziem obrony przed politycznymi, moralnymi i nibynaukowymi gangsterami.
    Lub na klęczkach w pielgrzymce do pomnika pedofila konsekrowanego odmawia paciorki ku chwale pozostawania samolotu na miejscu katastrofy.
    Gdyby samolot był się znalazł w Polsce, byłaby wojna domowa między katolikami nadwiślańskimi. A tak jest sytuacja psychiatrycznie luksuwowa: jest wojna domowa, ale głównie z Putinem. Który jest tym troszkę przejęty, ponieważ się wyraził: dorośnijcie wreszcie!

  194. Ewa-Joanna
    12 stycznia o godz. 10:18

    @Szary Kot
    12 stycznia o godz. 9:43

    Shit happens wszędzie i u wszystkich. W warunkach sraczki wzmożeniowej i histerii wojennej wszystko może się zdarzyć.
    Zbadali sprawę, przyznali się do czynu i przeprosili. Nie każdego na to stać.

    Skoro niejaki Błaszczak – o nim wyżej – porównał wydarzenie w Iranie i w Polsce, należy zauwazyć, że Polska Błaszczaka, Morawieckiego, Dudy i reszty pisoidów, których właścicielem jest Kaczyński, tak badała sprawę katastrofy w Smoleńsku, że nie przyznała się do przyczyn katastrofy tylko sfabrykowała państwowe, gangsterskie i wojenne kłamstwo i nie przeprosiła ani nic nie naprawiła. O własne winy oskarżyła zaś kogo innego, co się wlicza do stosunków dwustronnych.
    Które z państw wygląda w tej sytuacji przyzwoiciej, nie bardzo budzi wątpliwości.

  195. Skoro zwekslowano temat dyskusji z windowsów – prawdziwych, sympatycznych lub paskudnych, wirtualnych na ekranie monitora, na obronę „plot”, to mogę się włączyć, bo byłem świadkiem takich plotów w zamierzchłych czasach i skromnych możliwościach technicznych załóg dział przeciwlotniczych – lata 40-te ubiegłego wieku. Była oczywiście różnica istotna, polegająca na tym, ze artylerzyści wiedzieli, że to samoloty wroga, bo własnego lotnictwa już nie było.
    Są na blogu wybitni specjaliści od wszystkich spraw, również plot’u, znają sprawy, o których nawet nie słyszałem, jak np. namierzenie radarem w ciągu 20 sekund obiektu, rzekomo niewidocznego dla radaru. Nie znam możliwości rosyjskich rakiet plot, ale podejrzewam, ze ich radary potrafią ocenić szybkość latających pod niebem obiektów, a z opowiadań wiem, że pociski – artyleryjskie lub rakietowe – lecą szybciej niż samoloty pasażerskie, szczególnie na etapie wznoszenia. Zestrzelenie rakiet było możliwe przy V1, ale później trzeba było już specjalnych systemów antyrakietowych. Przy rakiecie balistycznej samolot pasażerski to kulawa kaczka. Nie wierzę, aby w Iranie bawili się chłopcy – idioci nawet rosyjskimi zabawkami do zabijania pasażerów.
    Wystarczyłoby zabrać na stanowisko bojowe swojego syna (np. dowódcy) z komputerkiem z flightradarem. Ten zawołałby (<10 s):
    „Tatusiu, to samolot (tu podaje symbol), który przed chwilą wystartował z lotniska naszej kochanej stolicy”!
    Na to – być może – tatuś odpowiedział:
    „Synu, ja o tym dobrze wiem, ale są w nim nasi wrogowie (tu szybko przelatuje wzrokiem listę pasażerów – <10 s) i muszę ich zlikwidować. Ich przyjaciele zabili nam ukochanego generała! Nie bój się, synu, Allah nas pokocha, a rząd wytłumaczy, że to był błąd Ibrahima, którego nie lubimy i jest przecież na urlopie”!

  196. Tanaka!
    Dopiero teraz przeczytałem komentarz o ministrze wojny. Byłem wkurzony, gdy ten idiota gadał te głupoty. Kląłem tak, że żona zaprotestowała.

  197. Podczas dorocznej pielgrzymki kibiców na Jasną Górę, gdzie tradycyjnie nie obylo się bez rac i bluzgów, tym razem serdecznie powital kiboli abep Andrzej Dzięba. Wyjaśnilł na tę okoliczność, kto jest Polakiem, a kto nie nie jest. Nie pozostawil watpliwości, że Polakiem jest wyłacznie katolik.
    A tu zdjęcia z owej kuriozalnej pielgrzymki.
    https://czestochowa.naszemiasto.pl/pielgrzymka-kibicow-na-jasna-gore-2020-zdjecia-pod/ar/c1-7503127

  198. Ewa-Joanna
    12 stycznia o godz. 10:18
    @Szary Kot
    12 stycznia o godz. 9:43
    Zbadali sprawę, przyznali się do czynu i przeprosili. Nie każdego na to stać.

    Zgoda. Też mi się podobało i politycznie może stanowić ładne przejście do odprężenia. Co prawda jeszcze w nerwach przykaraulili brytyjskiego ambasadora:

    BBC News – Iran plane crash: Britain condemns Tehran’s arrest of UK ambassador
    https://www.bbc.co.uk/news/uk-51077897

  199. @Szary Kot
    12 stycznia o godz. 12:37
    Bo się pętał gdzie nie musiał, gorliwiec jeden.
    Dobranoc 🙂

  200. Tanaka
    12 stycznia o godz. 10:17

    Dlatego niespecjalnie chciałem wchodzić w szczegóły techniczne – poza lamerską obserwacją, że świeżo wystartowany z Teheranu samolot pasażerski różni się od czegokolwiek, co mogłoby atakować Teheran tak bardzo, że już bardziej się nie da. Chodziło mi najbardziej – jak zauważył Qba – o pokazanie odpowiedzialności całego systemu.
    Nożykiem można się skaleczyć w palec, piłą spalinową uharatać nogę, a rakietą – strącić nie ten samolot co trzeba. Za skutki jest odpowiedzialny operator nożyka, piły, rakiety, a nie, że „panie, ciemno było”. Samolot jest w proszku i 176 osób nie żyje.

  201. @zza kałuży 12 stycznia o godz. 3:36

    Ja rozumiem panikę z racji okrążenia, ale cywilne lotnisko? Please! Ten samolot przed chwilą wystartował z lotniska w Teheranie. Czy strzelacze nie porozumieli się z kontrolą lotów? Jeśli tak strasznie się bali ataku z powietrza – po tym, jak sami taki atak wykonali! – to po kiego grzyba nie zamknęli lotniska? A skoro już go nie zamknęli, to mogli sobie sprawdzić rozkład lotów. Elementary, my dear Watson. Ktoś się odznaczył totalnym brakiem pomyślunku. Mnie się kojarzy tragedia w Smoleńsku – „zmieścisz się śmiało”.

  202. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/kosciol-probuje-zawlaszczyc-przestrzen-publiczna/j162j63
    – Proszę pamiętać, że integralną częścią aparatu państwa jest przymus. Jeżeli sfery działania państwa i religii mieszają się, to rodzi się niebezpieczeństwo, że religia sięgnie po przymus państwa – mówi znawca prawa wyznaniowego Paweł Borecki.
    …………………………….
    Czyli refeudalizacja życia społecznego.

  203. Co do przyznania się Iranu do zestrzelenia samolotu – przypomnę jednak, że z początku ajatollahy gorąco zaprzeczały, pierwszy OFICJALNY komunikat wykluczył pocisk, a jakiś irański kacyk bredził o „strzale ognia z niebios” która unicestwiła samolot. Przyznał się i przeprosił dowódca wojskowy – komendant „Straży Rewolucyjnej”. Chyba nie mieli wielkiego wyboru… Jednak przyznanie się to ładny akt – tym bardziej, że pociągnie za sobą wymierne konsekwencje finansowe. Ukraińscy oficjele już domagają się odszkodowania.

    Z kolei co do przyznania się do zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad Ukrainą w podobnej sytuacji – Rosja nie tylko się nie przyznała, ale kremlowscy hakerzy gwałtownie zmieniali hasła o wyrzutniach w Wikipedii – żeby nawet nie wyglądało, że to oni. Zresztą zielone ludziki na Ukrainie – to ludzie znikąd! Putin kompletnie nic o nich nie wiedział… No tak, no tak. A jedzie mi tu czołg?

  204. @Na marginesie
    12 stycznia o godz. 15:07

    Ten samolot wyleciał z godzinnym opóźnieniem…
    A ewentualny atak amerykański mógłby przecież skoordynować swój plan z rozkładem lotów cywilnych.
    Ludziki strzelające do malezyjskiego samolotu nad Donbasem też nie rozpoznały, co leci.
    Najwyraźniej trzeba tych wszystkich wojskowych półgłówków wyposażyć w smartfony i przeszkolić w obserwacji flightradaru.
    Nie żartuję 🙁

  205. @Tobermory 12 stycznia o godz. 15:28

    Godzinne opóźnienia też figurują w rozkładzie lotów
    No chyba że w Iranie panuje jakaś odrębność kulturowa… 🙂

    Jednak kretyński „czynnik ludzki” często odgrywa istotną rolę w katastrofach. Już nie pamiętam, gdzie i kiedy, ale była katastrofa lotnicza spowodowana faktem, że cała załoga zajęła się bez reszty jakąś drobną usterką. I zapomnieli o pilotowaniu samolotu (d-uh!)

  206. Musicie tego posłuchać:
    https://www.youtube.com/watch?v=Y0LDAhCk_dQ
    List od Jezusa Chrystusa (z wczoraj )
    „Módlecie się do krwi Jezusa”.

  207. @Optymatyk
    Dobre, szczegolnie ten list.

  208. @Na marginesie
    16:20

    9 stycznia The New York Times opublikowal krotki zapis filmowy zestrzelenia
    ukrainskiego samolotu pasazerskiego UIF PS 752.
    Gdyby nie ten ewidentny dowod jak i ustalenia ekspertow, nigdy by mullowie nie przyznali sie do stracenia samolotu i smierci 176 pasazerow. Wedlug ich scenariusza mialy to byc „trudnosci techniczne” albo jak czytamy w sobotnim porannym oswiadczeniu wojskowym „niewybaczalny blad”. Teheran znal od samego poczatku przyczyne katastrofy Boeinga 737 i probowal zatuszowac to. Po prostu: Teheran klamal, podobnie jak w sprawie programu nuklearnego. Znali przyczyne od poczatku.
    Nie bylo to „nieintencjonalne zbicie”, lecz klamali intencjonalnie. Chcieli wprowadzic w blad swiatow opinie publiczna.
    Protestuja studenci nieopodal Amirkabir University w Teheranie. Wykazuja odwage wystepujac przeciw rezimowi iranskiemu. Demonstracja miala tez miejsce w Sztokholmie, organizowana przez iranskie ugrupowania opozycyjne na wychodztwie.
    Mowczyni w Sztokholmie o Iranczykach, ktorzy zasluguja na zycie w wolnosci, bezpieczenstwie i pokoju.

    —- U.S. Media podaly, ze izraelski wywiad pomogl Amerykanom zidentyfikowac obecnosc dowodcy iranskich Quds Solejmaniego w czasie lotu z Damaszku do Bagdadu. PM Netanyahu (jedyny nie-Amerykanin) byl poinformowany o zamachu na gen.Soleimaniego.

  209. @

    Stwierdzam, że nie mogąc się już dłużej chować,
    Dałem się dobrowolnie dzisiaj zapuszkować.
    I siedzę teraz przy stole naznaczony serduszkiem
    I piję zdrowie Owsiaka. Raz po troszku, raz duszkiem.

  210. @ozzy
    12 stycznia o godz. 20:31

    Bo wszystkim krajom na świecie politycy się marzą,
    Którzy kłamać potrafią z pokerową twarzą.
    Polsce się, niestety, taki prezes trafił,
    Co nawet porządnie kłamać nie potrafi.

  211. @

    Zgłaszam niniejszym polskim służbom specjalnym,
    By objęły mnie swoim programem socjalnym,
    Bo myśl mi do głowy przyszła (chyba) godna Polaka,
    Żeby królem Polski ogłosić Owsiaka!

  212. @Qba
    20:31

    OK!
    Wazny jest jezyk, piekno frazy i poczucie slowa. Masz dobry grunt.
    & Follow your stars without academic guides.

  213. Optymatyk
    12 stycznia o godz. 16:59

    Jezus napisał ten list wczoraj, jak oświadczył ten konsekrowany na filmie. Skąd on wie, że wczoraj? I że Jezus? Jak od Jezusa trafił w rączki konsekrowanego?
    List jest bardzo interesowny. A podobno Jezusek nie był interesowny. Konsekrowany nie łapie tej pułapki smoleńskiej? Nie wyniuchał tego merkantylizmu pisma z wczoraj? Całe życie się przecież ćwiczy w tym, żeby ściśle znać się na tym, „czego naprawdę chce Pan Jezus”.

  214. @Optymatyk
    To autentyczne czy jaja?

  215. Optymatyk:

    a moze ten list od Jezusa, odreczny (!), wystawi ksiezulo na sprzedaz np w domu aukcyjnym Christie? Ogromna suma za te epistole -apel. Kiedys w jakiej gazecie bylo ogloszenie: „Sprzedam Biblie z autografem”.

  216. @Ewa-Joanna
    12 stycznia o godz. 21:42
    No ja się też nad tym zastanawiam, ale myślę, że prawdziwe jaja, hehehe
    Zresztą, czy u nas brakuje zafiksowanych księży?
    Na YT jest sporo filmików z tymi kreaturami, którzy święcie wierzą w to, co mówią.
    Czasami jak posłucham to mi uszy więdną. Psychiatryk!

  217. • Qba
    12 stycznia o godz. 21:12

    @
    Zgłaszam niniejszym polskim służbom specjalnym,
    By objęły mnie swoim programem socjalnym,
    Bo myśl mi do głowy przyszła (chyba) godna Polaka,
    Żeby królem Polski ogłosić Owsiaka!

    Albowiem wstąpił Polak na działo
    i rozerwało, nic nie zostało
    Owsiak kundelek jest i nie-Polak
    więc dzieje się jego nieświęta wola

    Dzieci z przedszkola
    i ten nie-Polak
    w Orkiestrze grają
    i wygrywają

    Jurek jest Królik
    Króla nie trzeba
    bo to się dzieje
    za zgodą nieba

  218. @Tanaka
    12 stycznia o godz. 23:00

    Wybacz, że u mnie dzisiaj nostalgia taka,
    Ale jakoś preferuję teraz Owsiaka
    I myślę sobie, że bez Jarka i Dudy,
    Byłyby w Polsce okropne nudy.
    Zatem nieśmy pokłony i dzięki dozgonne
    Prezesowi za jego beznadzieje płonne,
    Które wzbudził w narodzie przez pięćset z plusem,
    Jakby sam już nie był dawno krezusem.
    Jednak tkwi wciąż w narodzie nadzieja niejaka,
    Że warto łożyć ciągle i wiele na KaKa.
    Brak tu uzasadnienia i myśli racjonalnej,
    Bo wszystko sprowadza się do prawdy banalnej,
    Że w kościele, co mury ma grube nad miarę
    Zachować można życie. Nie tylko wiarę.

  219. @Antonius 12 stycznia o godz. 10:59
    Są na blogu wybitni specjaliści od wszystkich spraw, również plot’u, znają sprawy, o których nawet nie słyszałem, jak np. namierzenie radarem w ciągu 20 sekund obiektu, rzekomo niewidocznego dla radaru.
    Zamiast się wyzłośliwiać wystarczy trochę poszukać. Przecież to są wielokrotnie publikowane informacje oparte na wspomnieniach/wywiadach kilku członków załogi wyrzutni, która zestrzeliła F-117.
    Do znalezienia w sieci z kilku paragrafów.
    1/ Kiedy samolot F-117 nie był wcale aż taki „niewidzialny”? (otwarte drzwi od komory bombowej)
    2/ z paragrafu organizacji wywiadu (wspólne cechy pola walki w Jugosławii i np. w Somalii polegające na połączeniu staroświeckiej obserwacji lotniska i przekazywaniu tych wiadomości swoim przez zwykły telefon komórkowy)
    3/ z paragrafu pytania „Czy jugosłowiańska bateria rakiet Newa miała na wyposażeniu polskie komputery Rodan?
    4/ albo też wreszcie z paragrafu „jak wyglądał reżim pracy czeskiego radaru „Tamara”?

  220. Komentarz do początkowych zaprzeczeń Irańczyków co do swojego sprawstwa.
    Radzę poszukać sobie jak wyglądały pierwsze komunikaty Pentagonu po zestrzeleniu irańskiego samolotu pasażerskiego przez amerykański krążownik. Był na ten temat artykuł w „Waszyngton Post”.

  221. @

    Myśl mi przyszła do głowy (niezwykła u prostaka):
    Po co Polsce Chrystus, skoro mamy Owsiaka?

  222. Qba
    12 stycznia o godz. 23:30

    Ja to kupuję bo błotem czuję
    bieżą do sianka trzy lipne króle:
    Ka-Mo-Du – niezłe z nich szuje
    każdy każdego na siebie szczuje

    Chór wyje: zwyczajne uje!

    Każdy przychodzi z fałszywym złotem
    teraz igrzyska, rachunki potem
    Byłyby w Polsce okropne nudy
    gdyby tych dwóch, no i nie Dudy?

    Chór rzęzi: co za paskudy!

    Jakoż obiadków darmowych nie ma
    jak nie zasiejesz, nie zrodzi ziemia
    nudy tu nie ma lecz sensu brak
    zamiast do przodu idziemy wspak

    Chór śpiewa: przez to że ludzi z rozumem brak !

  223. Qba
    12 stycznia o godz. 23:57

    @

    Myśl mi przyszła do głowy (niezwykła u prostaka):
    Po co Polsce Chrystus, skoro mamy Owsiaka?

    Nie zmieniaj, Qba, Owsiaka w il-Jesu
    zamiast paciorków trzeba nam jazzu
    Owsiak to kmini, nie łapie Jezus

    Z Jurkiem zaś sprawa wyglada taka:
    Jezus raz zstąpił i dał drapaka
    A Owsiak gra i grać dalej będzie
    to na co z Jezuskiem takie półszczęście?

  224. @Kostka

    Czesc Kostko. Dzieki za wspaniały wpis. Dam głos trochę później. Miło się z tobą gada.

  225. Irańscy żołnierze czy gwardziści, podobnie jak donbaskie czy rosyjskie zielone ludziki, podobnie jak amerykańscy marynarze oraz radzieccy lotnicy, jak ich tam wszystkich zwać, nie strzelają do samolotów; wojskowych, cywilnych, swoich czy obcych, dzień w dzień, wiosna, lato, bez powodu, albo tylko tylko dla ubawu.

    Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie; czy amerykańskie myśliwce byłyby w 1983 roku w trybie alarmowym podrywane w celu przechwycenia kanadyjskiego samolotu pasażerskiego, który z jakiegoś powodu zabłądził i przekroczył granicę USA w złym miejscu?

    Musi zaistnieć przyczyna, musi być sytuacja konfliktowa.

    Tak jak w 1983 roku, podczas zimnej wojny, nad Sachalinem.
    Między USA a Kanadą, ani dzisiaj ani wtedy, nie było zimnej wojny. Kanada nie zagrażała USA atomowymi rakietami ani okrętami podwodnymi.

    Dzisiaj nad USA, nawet przy granicy z przyjazną Kanadą, PO ATAKU z 9 września 2001, śmiem twierdzić, że reakcja amerykańskiego lotnictwa na zabłąkany kanadyjski samolot też będzie całkiem inna niż PRZED tym terrorystycznym atakiem.

    Ja nie twierdzę, że Amerykanie rozkażą dzisiaj zestrzelić pasażerski samolot tak jak radzieccy w 1983 roku tylko dlatego, że przeleciał nad jakąś tajną bazą, ale chyba każdy się zgodzi, że nerwów będzie w takiej sytuacji sporo.

    Bez racjonalnej przyczyny nikt do samolotów nie strzela.
    Proszę podać mi ile pasażerskich samolotów startujących z teherańskiego lotniska zestrzeliła irańska armia, ta czy inna, regularna czy gwardysko-rewolucyjna, w grudniu 2019 roku? A w kwietniu 2018?

    Zobaczymy czy irańska jednostka wojskowa do której należy bateria rakiet zostanie teraz w nagrodę odznaczona wysokimi odznaczeniami za wzorową służbę, tak jak został odznaczony krążownik Vincennes, jego załoga oraz jego dowódca w uznaniu „zasług” zabicia prawie 300 pasażerów i załogi irańskiego samolotu pasażerskiego.

  226. When airliners get shot down, facts get skewed quickly
    Washington Post
    Dan Lamothe
    July 17, 2014

    The suspected shootdown of a Malaysia Airlines flight over eastern Ukraine on Thursday brought quick denials from two camps: pro-Russian separatists said they had nothing to do with it, and so did the Ukrainian government.

    That’s hardly a surprise. Rather, it simply reinforces the basic playbook that has been used when other commercial airliners have been shot down by military forces over the last three decades. Those involved in other high-profile incidents have covered up key details, only for the truth to emerge later when the immediate pressure of the moment had subsided.

    One obvious example involves the United States. On July 3, 1988, a helicopter from the USS Vincennes, a guided missile cruiser, came under fire from Iranian gunboats while over the Persian Gulf. Seeing an aircraft speeding their way, the ship’s crew opened fire with two surface-to-air missiles — and brought down a commercial jet, Iran Air Flight 655, carrying 290 people. Navy officials said the Vincennes crew thought it was an Iranian fighter jet, and a threat to their safety.
    As outlined in The Washington Post the next day, the Pentagon at first denied Iranian accusations that the Navy had shot down an airliner. Within hours, however, the chairman of the Joint Chiefs at the time, Adm. William J. Crowe Jr., said the United States had confirmed the incident.
    Even then, Crowe moved quickly to to back the skipper of the ship, Capt. William C. Rogers III. He said the Airbus had flown four miles west of the usual commercial airline route, that the pilot ignored repeated radio warnings from the Vincennes to change course, and that its altitude was decreasing as it got closer. U.S. officials also said repeatedly the ship was in international waters, which would put the Iranians in the wrong for opening fire on the ship in the first place.
    Few of those details turned out to be true. The Vincennes and helicopter were actually in Iranian waters and airspace, subsequent investigations found. ABC News, among others, later reported that the plane actually was flying where it should have been and had already turned away from the Vincennes when it was shot down. U.S. officials also said the helicopter that came under fire was checking on a vessel that had issued a distress call, but later investigations show the ship did not exist.

    In another airliner shootdown, the Soviet Union targeted Korean Air Lines Flight 007 on Sept. 1, 1983, over the Sea of Japan while the Boeing 747 airliner was flying from New York to Seoul, South Korea, with a refueling stop in Anchorage, Alaska. Two hundred sixty-nine people were killed. In that case too, the responsible party — the Soviet Union — initially denied being involved. Officials in Moscow eventually acknowledged that the plane was shot down by an Su-15 fighter jet, but insisted the commercial aircraft was involved in “espionage activities.”

    In 2001, another shootdown involved Russia and Ukraine and stoked tensions between the two nations. In that case, Siberian Airlines Flight 1812 crashed into the Black Sea on Oct. 4, 2001, after being struck by a Ukrainian missile. The plane was carrying 78 people at the time, and was flying from Tel Aviv, Israel, to Novosibirsk, Russia.
    Within days, Russian officials said they had discovered pieces of S-200 anti-aircraft missile at the crash site and accused the Ukrainians of taking the aircraft down. Ukraine denied it for more than a week before finally acknowledging it and saying it was a training mistake by the country’s military.

  227. Jerzy siedzi na wieży
    I wierzy aż włos się jeży.
    W moich Sewennach wczoraj na czystym niebie z jedną chmurką, własnie na(w) tej chmurce pokazała sie tęcza.
    Cuda panie, cuda. Zboki na chmurkach w biały dzień?

  228. zza kałuży
    13 stycznia o godz. 4:13

    Bardzo trafny wpis.

  229. @Tanaka
    13 stycznia o godz. 10:22
    Bo nic nie jest ani całkiem białe ani całkiem czarne, a wiele jest w kropki! 🙂

  230. Z jakichś powodów mój komentarz na wrzaskliwy komentarz Teisty u Hartmana w ogole nie wchodzi (nawet nie czeka na moderację) więc korzystamm z gościnności Tanakki

    Teista
    13 stycznia o godz. 0:51
    Kilka uwag, bo nie ma sensu rozpisywać się na tak oczywiste tematy. Wierzysz w Jezusa i to mi nie przeszkadza. Natomiast mieszasz mnóstwo rzeczy i to tylko w celu zaatakowania obelgami.
    Więc po pierwsze, jesteśmy takimi samymi zwierzętami jak koń, słoń, małpa czy pies. Różnica genetyczna miedzy nami a małpami jest niewielka (niecały 1 %), dużo większa jest między psem a krokodylem. Mnie to pokrewieństwo nie obraża, ciebie i wszystkich religiantow wierzacych w Jezusa, Allacha, Marduka, Huitzilopochtli czy kogoś tam, przepełnia pycha, że wy tacy wyjatkowi, ze jakiś bóg się wami zainteresował, że was zbawi, że da wam pożyć w szczęśliwści w jakimś wyobrażonym raju, a nie jakiemuś krokodylowi.
    Po drugie. Odmawiasz ateistom posiadania duchowości. Otóż duchowość ateisty to poezja, muzyka, zachwyt nad pięknem, miłość, ciekawość świata, wszystko to bez zbędnego szczudła jakiejś domniemanej duchowości religijnej. Myślę, że bliskie nam genetycznie zwierzęta,może delfiny, też posiadają jakiś rodzaj duchowości. Bo szanowny teisto, duchowość to stan psychiki, który nie daje sie precyzyjnie ująć w naukowe formuły, jest jak mgla, jak rosa, która przecież jest, a nie można jej schwytać.
    Po trzecie. Moralność ateisty jest uczciwa, a twoja niestety nie bardzo, gdyż ty , jesli postępujesz moralnie, to ze strachu przed karą, jaką ci mógłby wymierzyć twój wyimaginowanny bóg. Ateista, jeśli postępuje moralnie, to robi bez oczekiwania na jakąś nagrodę i bez obawy że spotka go kara, jak postąpi amoralnie.
    Po czwarte. Wykształcony wspólczesny ateista nie traktuje świata jako bezdusznego mechanizmu, tak jak to widzieli francuscy materialisci (np.Holbach). Mechanika kwantowa ujawniła tajemnicze fluktuacje prózni, tajemniczy jest big bang, jest wiele pytań „dlaczego”. Nauka na wiele pytań już udzieliła odpowiedzi, na większość nie i być może, że zawsze trafi na kolejne światy i nigdy wszyystkiego do końca rozum ludzki nie pojmie. Ale to nie powód, żeby tę odchłań niewiedzy zapychać jakimś Jezusem, czy duchem świętym.

    Więc, drogi Teisto, wierz sobie w co, czy w kogo chcesz, ale nie wydzieraj się, nie obrażaj, nie strasz swoim duchem świętym. Bój się go, jeśli musisz, ale nie zmuszaj innych, żeby bali się twoich urojonych strachów. Ale dobrze by było, gdybyś zachował te strachy dla siebie i dla tobie podobnych i żeby te strachy nie wychodziły poza mury twojego kościoła. Ja was mogę szanować, jesli wy mnie i moją inteligencję będziecie szanowali.

  231. @Lewy
    13 stycznia o godz. 13:33

    Rozumiem, że zamieszczasz ten komentarz dla własnej satysfakcji i uspokojenia nerwów, albowiem wypowiedzi tego rodzaju było już bez liku i ukazanie się twojej u Hartmana też nic nie zmieni.
    Teista to jest chory świr, były lekarz, pozbawiony prawa do wykonywania zawodu przez przytomnych kolegów.
    Błąka się jak nawiedzony po blogach w poszukiwaniu sprawiedliwości, impregnowany na rzeczowe argumenty, pochłonięty jedną misją „obrony wiary prawdziwej”.
    Gorszy niż dezerter.
    Ja bym po prostu na niego nie reagował.

  232. PS. jak się ma twój wnuczek?
    Mój (2,5 roku) zjeżdżał wczoraj samodzielnie na prawdziwych nartach i w w prawdziwych butach (klik-klak, jak je nazywa), i sam wchodził na ruchomy chodnik transportujący małych narciarzy do góry, i nie mógł przestać…
    A najpierw w domu nie chciał tych butów zdjąć i najchętniej by w nich spał 😉

  233. Tobermory
    13 stycznia o godz. 13:56
    Dzięki za pamięć, wnuczek ma się dobrze; dużo gaworzy, intensywnie uczy sie polskiego. Niestety mój drugi to dramat i smutek. Wie o tym Basia i Tanaka.

  234. Tobermory
    13 stycznia o godz. 13:49

    @Lewy
    13 stycznia o godz. 13:33

    Rozumiem, że zamieszczasz ten komentarz dla własnej satysfakcji i uspokojenia nerwów, albowiem wypowiedzi tego rodzaju było już bez liku i ukazanie się twojej u Hartmana też nic nie zmieni.
    Teista to jest chory świr, były lekarz, pozbawiony prawa do wykonywania zawodu przez przytomnych kolegów.

    Może Lewy napisał to dla satysfakcji i ukojenia nerwów, co w niczym nie przeszkadza, a inaczej: napisał celnie, mądrze i dobrze się to czyta, co jest nieczęste między tak zwanymi ludźmi, co wiadomo co najmniej od czasów Jezuska: szedł między ludność nienadwiślańską, a tam same cymbały. Nawet jak sobie tych 12 uczniów wybrał, to oni mieli poważne problemy z pojęciem, o co właściciwle Jezuskowi chodzi. I do dziś tak jest.

    *

    Ów teista wziął i napisał:
    Nawet głupi widzi cud stworzenia wszystkiego, a ty masz rozum, oczy, uszy… Jeżeli uważasz, że nie posiadasz duszy to jesteś postawiony tylko trochę wyżej zwierząt. W twoim języku powiem Ci, że małpy pochodzą od Ciebie, bo nie ubliżają Stwórcy, a Ty nawet nie chcesz Go znać.

    Teista wie, że każdy głupi widzi. Zna zatem miarę widzenia, a do tego trzeba być takim samym jak ci głupi co widzą. Lewy przystępnie wyjaśnił temu teiście o poznaniu bozi przez ateistę. Ateista poznaje bozię, po czym mówi: fe, nie dziękuję! Teista ma odwrotnie: nie poznaje bozi, więc się do niego lepi.
    Teista wie, że małpy nie ubliżają stwórcy, co niezawodnie działa identycznie jak w przypadku każdego głupiego co widzi.

  235. Lewy
    13 stycznia o godz. 14:30

    Lewy, dobrze, że wpadłeś. Pozdrawiam.

  236. @Qba
    „Myśl mi przyszła do głowy (niezwykła u prostaka):
    Po co Polsce Chrystus, skoro mamy Owsiaka?”
    Cud na cudy! Coroczne zstępowanie Owsiaka na Ziemię.
    Wciąż jednak dręczy mnie pytanie, jak to jest, że nie tylko politycy, kaka, ale i tzw. normalni ludzie plują na Owsiaka i WOŚP, ulegając medialnym narracjom (to zresztą sprzężenie zwrotne). Co u diabła nimi kieruje? Diabeł we „własnej osobie”?

  237. @zza kałuży 13 stycznia o godz. 4:13

    Przypomnienie INNYCH przypadków zestrzelenia samolotów pasażerskich jest ciekawe, ale do zestrzelenia samolotu w Teheranie ma się nijak. Jedyny wspólny mianownik: zestrzelono samolot. I ci, którzy zestrzelili z początku (a gdzieniegdzie również do tej pory) wypierali się, że to nie oni. Jednak okoliczności w tym przypadku wcale nie muszą być takie same. Zakładasz, że powód zestrzelenia mógł być inny niż denny system rozpoznania i/lub czyjaś piramidalna głupota. No dobrze, ale gdyby były jakieś realne powody zestrzelenia, czyli okoliczności łagodzące, to chyba Irańczycy pierwsi trąbiliby o tym na cały świat. A czy trąbią?

  238. @mag 13 stycznia o godz. 16:26
    Nie wiem, czy wyłapałaś na EP komentarz o „genezie” Matki Kurki. Bloger zaczynał karierę na pozycjach bliskich „NIE” Urbana. Po utracie władzy przez PiS w 2007 stracił czytaczy i dochody, bo cel krytyki stał się mniej widoczny. A potem przeszedł na pozycje bliskie PiS, a w szczególności zaczął nękać Owsiaka. Teraz oferuje milion PLN za ujawnienie przez Owsiaka WSZYSTKICH faktur. Zakładając, że nie blefuje i nagle ma pieniądze, to skąd je teraz ma? Jurek Owsiak stoi kaka kością w gardle, a PiS chodzi na pasku kaka…

  239. Na marginesie
    Pamiętam zadziwiające metamorfozy Matki Kurki, ale nie czaję, jaki jest jej obecny nick i gdzie się produkuje. Oświeć mnie z łaski swojej.

  240. mag
    13 stycznia o godz. 16:26

    @Qba

    Cud na cudy! Coroczne zstępowanie Owsiaka na Ziemię.
    Wciąż jednak dręczy mnie pytanie, jak to jest, że nie tylko politycy, kaka, ale i tzw. normalni ludzie plują na Owsiaka i WOŚP, ulegając medialnym narracjom (to zresztą sprzężenie zwrotne). Co u diabła nimi kieruje? Diabeł we „własnej osobie”?

    Co nimi kieruje? Odpowiedź jest znana od 2000 lat: przypadki nie istnieją – oświadczył papa Franciszek, wszystko w rękach tzw. Pana.
    Plucie na Owsiaka wyjaśnia nasz milusińki Święty Ojciec Święty:
    Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje
    A zatem, Owsiak, Orkiestra i jej sojusznicy, cierpiący od opluwania, pomawania, poniżania, cierpią słusznie, przez tą Bożą Miłość, która jest ostatecznym sensem wszystkiego. Co przecież przewidział Jurek Owsiak, oświadczając, że Orkiestra będzie grała do końca świata i jeden dzień dłużej. W ciągu tego dnia dłużej, już się Owsiak i reszta dowie bezpośrednio, czemu ta Boża Miłość tak właśnie działa, że do końca świata byli opluwani.

  241. @jobrave na EP – warto powielic

    jobrave 13 stycznia o godz. 15:37
    Teo & others
    Wywiad Jacka Żakowskiego z prof. DanielemRotfeldem skomentowaleś następująco:
    „Zatem, należy z Rosjanami rozmawiać. Przekonywać ich, prostować ich wyobrażenia, urabiać; ścierać mity i ucierać prawdy. Tego drużyna prezesa Kaczorka nie robi. Nie potrafi tego robić ni w ząb. O takich wysublimowanych poczynaniach nie ma zielonego pojęcia”.

    Dokładnie to samo miałem na myśli, kiedy dwa blogi temu pisałem o tym, że powinniśmy, jako państwo dążyć do zmiany, prawdziwie dobrej zmiany w naszych relacjach z Rosją, a co wcale nie musi oznaczać całkowitej akceptacji jej polityki, czy- w jakiejkolwiek formie-podporządkowania się Rosji.

    Pisałem już o głupich polskich politykach niepotrafiących wychynąć poza stereotypy i nie mam tu na myśli li tylko panującej obecnie ekipy, ale i poprzednie, choć za poprzednich jeszcze cokolwiek się działo, choćby uzyskanie dokumentacji katyńskiej od Jelcyna, komisja ds. trudnych, doprowadzenie do przyjazdu Putina na uroczystości w Katyniu, czy na Westerplatte. Najbardziej spektakularne było potępienie przez Dumę zbrodni katyńskiej i przeprosiny – „za” głosowało 342 posłów, a 52 wstrzymało się od głosu (komuniści z KPR) https://tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/rosyjska-duma-potepila-katyn-342-razy,153710.html?h=19cf

    I cytat z „Super Expressu”, z relacji dot. uroczystości katyńskiej: „Następnie obaj premierzy złożyli kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym zamordowanych Polaków, a rosyjska orkiestra wojskowa odegrała polski i rosyjski hymn. Premier Rosji podczas stawiania znicza znacząco przyklęknął przy grobie polskich oficerów. Kolejna część uroczystości miała miejsce w rosyjskiej części cmentarza, gdzie pochowane są ofiary Wielkiej Czystki z lat 30. To właśnie tutaj szefowie rządów, po kolejnym złożeniu kwiatów, zabrali głos.

    Pierwszy przemawiał Putin. – Zebraliśmy się tutaj w związku ze wspólną pamięcią i wstydem. Chylimy czoła przed tymi, którzy mężnie przyjęli tutaj śmierć, kogo nie doczekały matki. Z pamięci nie da się wymazać męczeńskiej śmierci niewinnych ofiar – rozpoczął premier Rosji. I choć z jego ust nie padło słowo „przepraszam”, to zdecydowanie potępił zbrodnie stalinizmu. – W tej ziemi leżą obywatele Rosji, którzy zostali zniszczeni podczas Wielkiej Czystki lat 30., polscy obywatele, którzy zostali zabici na rozkaz Stalina oraz ci, którzy zginęli z rąk nazistów w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Katyń na zawsze połączył ich losy. Tutaj jak brat z bratem we wspólnej mogile osiągnęli wieczny spokój, ale nie niepamięć”. (tu cała relacja: ‚https://www.se.pl/wiadomosci/swiat/putin-poko-ni-sie-polskim-bohaterom-w-katyniu-aa-QZao-tTMU-Eb5E.html).

    Przekopując internet, wykopałem jeszcze coś takiego – opublikowany w „Przeglądzie” list czytelnika:
    „Dlaczego nie pokazujemy, jak w 1993 r. prezydent Rosji mówił prastitie przed krzyżem katyńskim?

    Wśród polskich elit i większości społeczeństwa utrzymuje się przeświadczenie, że Rosjanie po dzień dzisiejszy nie przeprosili Polaków za zbrodnię katyńską. I dlatego prezydent czy premier Federacji Rosyjskiej powinien to uczynić przy okazji kolejnej wizyty w Polsce. A kiedy tego nie czyni, rozlegają się słowa zawodu i oburzenia. Tak było i podczas wizyty premiera Władimira Putina na Westerplatte.
    Tymczasem Rosjanie – prawni sukcesorzy Związku Radzieckiego – już dawno temu przeprosili Polaków za mord katyński. Uczynił to w 1993 r. na cmentarzu Powązkowskim, przed krzyżem katyńskim, ówczesny prezydent Rosji Borys Jelcyn. Wypowiedział wtedy wielce znamienne słowo prastitie (przebaczcie) i bardzo wzruszony uronił łzę. Działo się to w obecności wielu ludzi, dziennikarzy, fotoreporterów i kamer telewizyjnych.
    Scena ta i ten akt żalu są więc dobrze udokumentowane, a taśmy filmowe są powszechnie dostępne. Dziwi przeto, że po te zapisy prawie wcale nie sięgamy, nie przypominamy ich, nie eksponujemy. I dlatego ten doniosły gest i to pokajanie się Rosjan nie utrwaliły się i nadal się nie utrwalają w świadomości, pamięci i odczuciach Polaków.
    Nie chcę być adwokatem Rosjan. Ale po ponad dziesięciu latach pracy w Rosji nieźle, jak sądzę, znam mentalność Rosjan i panujące w tym kraju obyczaje. Otóż ani dawni, ani współcześni „carowie” Rosji nie zwykli – a wielka to szkoda – okazywać skruchy, a tym bardziej jej ponawiać, i to zarówno wobec partnerów i społeczeństwa z zagranicy, jak i wobec swoich obywateli. Powinniśmy mieć to na uwadze i przypominać raz już okazany żal i prośbę o wybaczenie.
    W tym miejscu godzi się wspomnieć, że uklęknięcie kanclerza RFN Willy’ego Brandta przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie w 1970 r. jest odtwarzane i pokazywane w polskiej telewizji po wielokroć. I dlatego zapadło w świadomość Polaków jako wyraz żalu i zarazem hołdu Niemców wobec ofiar Zagłady. Zapytam jeszcze raz: dlaczego nie eksponujemy podobnego uczynku prezydenta Rosji wobec ofiar Katynia?

    Eugeniusz Jabłoński, Warszawa” (‚https://www.tygodnikprzeglad.pl/jelcyn-przeprosil-za-katyn/)

    A poniżej fragment relacji z moskiewskiej premiery filmu „Katyń” Andrzeja:
    „- Polacy, wybaczcie nam! – powiedział znany rosyjski dysydent i obrońca praw człowieka Siergiej Kowaliow po obejrzeniu filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy. – Nie daj Boże, żeby coś takiego kiedykolwiek się powtórzyło – wtórowała mu historyk Natalia Lebiediewa (…), która jako pierwsza dotarła w rosyjskich archiwach do dokumentów dowodzących, że to NKWD ponosi odpowiedzialność za mord na polskich oficerach w Katyniu, wyznała, że film nią wstrząsnął.
    – Film mną wstrząsnął, choć kto, jak kto, ale ja o Katyniu wiem chyba wszystko. Dokumentalnie wierny i artystycznie potężny. Ani przez sekundę nie pozostawia nikogo obojętnym. Przez cały czas czuje się ból w sercu – powiedziała.
    Inna historyk – Inessa Jażborowska wyraziła natomiast nadzieję, że „widz rosyjski zobaczy ten film”. – Obraz jest obliczony przede wszystkim na widza rosyjskiego. To bardzo ważne, bo tyle kłamstw jest na ten temat. To będzie bardzo pożyteczne dla rosyjskiej opinii publicznej – zaznaczyła.

    – Tak to wyglądało – powiedział z kolei b. prokurator wojskowy, generał w stanie spoczynku Aleksandr Trietiecki. – Gdy 17 lat temu – 27 września 1990 roku – powierzono mi prowadzenie dochodzenia w sprawie mordu na polskich oficerach oznajmiłem, że śledztwo musi być wszechstronne, obiektywne i pełne. Tak też pracowaliśmy – by sprawiedliwości stało się zadość – przypomniał Trietecki.(…)”.
    [‚https://fakty.interia.pl/swiat/news-rosja-przeprasza-za-katyn,nId,830129#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox].
    I jeszcze to: ‚https://tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/putin-przyznal-ze-katyn-to-stalinowska-zbrodnia,49793.html?h=1e86
    A na to wszystko Jarosław Kaczy odpowiadał, że to za mało – bo Rosja nie tylko ma przeprosić, ale jeszcze zapłacić.

    Wrzuciłem tu garść cytatów nie dlatego, że jest „prosowietem” albo pożytecznym durniem, jak delikatnie -przy innej, podobnej okazji – dali mi do zrozumienia niektórzy blogowicze, którzy -przynajmniej w tej materii -myślą podobnie jak Kaczyński, a których o to nie podejrzewałem. No bo czym jest takie gadanie: „Niech się najpierw Rosja rozliczy ze swoją przeszłością, wtedy będziemy rozmawiać”.

    Co by nie rzec jakieś jaskółki się pojawiły, ale nie skorzystaliśmy z tego, a po przejęciu Krymu przez Rosję, mocno wysunęliśmy się przed szereg. Zachód i państwa UE ogłosiły sankcje wobec Rosji, ale Tusk i Sikorski uznali je za mało dotkliwe i domagali się dotkliwszych, na co ani Zachód, ani USA nie miały ochoty, a skutkiem tego było m.in. wykopanie Polski z komisji obradującej w Mińsku i tzw. formatu normandzkiego. Zanim do tego doszło, prorządowe media piały z zachwytu nad pozycją Polski w świecie, jakim to liczącym się graczem na skalę globalną jesteśmy. Oczywiście nikt polskich nawoływań nie posłuchał i sankcji nie zaostrzył, a nawet wręcz przeciwnie -zaczęto je omijać na różne sposoby, a wielu zachodnich polityków skłaniało się ku temu, by je złagodzić. Tak czy owak, robienie za ratlerka szarpiącego za nogawki, za harcownika niespecjalnie się nam się opłaciło. Ruscy natychmiast to wykorzystali, pokazując Polskę, jako prowokatora, organicznego wroga Rosji itp.
    Zrozumiał to, niestety poniewczasie, Radosław Sikorski, który niedawno stwierdził w TVN24, że weszliśmy rolę „dyżurnego rusofoba”, że stosunki dyplomatyczne zamarły, choć powinniśmy z Rosją rozmawiać, bo nieobecni nie mają racji, bo niedopuszczalne jest to, by inni rozmawali o nas, bez nas.
    No, ale jeśli chcemy, żeby „najpierw się rozliczyli ze swojej historii”, jak mniemam co do jednego polskiego trupa, przyznali się do wszystkich niegodziwości popelnionych wzgledem nas, to obawiam się, że coś takiego nigdy nie nastąpi, jeśli i my nie będziemy nad tym pracować.

    Dojścia do konsensusu, szczególnie w tej materii, nie da się załatwić rewolucyjnie, z dnia na dzień, to musi być proces odbywający się w mozole i warto go wszcząć, dopóki są chętni po obu stronach. A są. I można go rozpocząć na niwie kultury – co zreszta proponował Jerzy Giedroyć. Nasza kultura była, wcześniej w ZSRR, a później w Rosji, wysoko ceniona, to nie byle jaki przyczółek, ale głupole to wszystko marnują.
    Tu na blogu też nie brakuje głupoli, którzy w sposob mniej lub bardziej zawoalowany mówią: – A na ch** nam Rosja? A ja się pytam: -a na ch** nam głupole, ktorzy takie pytania zadają?

  242. @mag 13 stycznia o godz. 16:48
    Jego, nie jej – Piotr Wielgucki. Komentarz o nim pod poprzednim wpisem Passenta na EP. Poszukaj „Matka Kurka”

  243. Rodzina przetrzyma.

    Prawdziwego katola żona
    Powinna dostać w ryj
    Gdy zupa jest za słona.
    Na babę musi byc kij!
    Obligatoryjnie a nie tendencyjnie.
    Gdyż jak wiadomo przecież,
    W prorodzinnym, wolskim świecie,
    Że jak się baby nie bije
    To jej wątroba gnije.
    W EU tego nie znajdziecie
    Ale gdzie styropianowe śmiecie
    Masz kobieto gwarantowane,
    Że twe życie jest przejebane.

  244. @ Lewy

    Z brakiem Stwórcy jestem całkowicie pogodzony. Gorzej z koncepcja życia pozagrobowego. Ile razy kosze trawę w pobliżu miejsca pochówku ukochanego psa i kota przepraszam ich za hałas.

  245. @Aborygen
    13 stycznia o godz. 17:35

    Robaki przepraszaj, że im konsumpcję przerywasz.

    Jak śpiewał Henryk Begdor

    Bród, smród, zgnilizna
    To ostatnia
    Śmierci
    Ojcowizna

  246. Ojej bubekro tak brzydko zapachniało, ze spryskalem tableta odswiezaczem powietrza.

  247. @Aborygen
    13 stycznia o godz. 18:09

    Uuu. Kropidłem i wodą destylowaną, ewentualnie utlenioną.

  248. Daj sobie spokój z tym kropidłem i wodami. Muszę przyznać, ze nie znam tej piosenki w wykonaniu H. Begdora. Mógłbyś mi ja zaśpiewać? Przestawiam tablet na głośnik. O, już możesz zacząć, najlepiej basem.

  249. @Aborygen
    13 stycznia o godz. 19:03

    Tralala
    Bumcykcyk

  250. Tanaka
    13 stycznia, g.16:49
    Czyż jest coś bardziej pokrętnego, absurdalnego, będącego antytezą miłości jako takiej i po ludzku – nieludzkiego niż przywołana przez ciebie cytata z Ojca Św.?
    Nawet towarzyszące „miłosierdziu bożemu” atrybuty – symbole we wszelakich przedstawieniach (Jezus „błogosławiący” z otwartym, krwawym sercem czy jego pełne męki wizerunki na krzyżu) pełne są okrucieństwa, przemocy a przede wszystkim bezbrzeżnej samotności człowieka w obliczu „bożego miłosierdzia”.

  251. @mag
    13 stycznia o godz. 19:27

    Każdemu bluźniercy brakuje bożego miłosierdzia. Każdemu postaramy się go dostarczyć!

    https://www.youtube.com/watch?v=SxJASsVRRpQ

  252. Blasphemy

  253. A kto się wybiera jesienią do Krakowa? Moc atrakcji!

    https://oko.press/jedraszewski-lgbt-teczowa-zaraza-dialogi/

  254. mag
    13 stycznia o godz. 19:27

    Tanaka
    13 stycznia, g.16:49

    Czyż jest coś bardziej pokrętnego, absurdalnego, będącego antytezą miłości jako takiej i po ludzku – nieludzkiego niż przywołana przez ciebie cytata z Ojca Św.?
    Nawet towarzyszące „miłosierdziu bożemu” atrybuty – symbole we wszelakich przedstawieniach (Jezus „błogosławiący” z otwartym, krwawym sercem czy jego pełne męki wizerunki na krzyżu) pełne są okrucieństwa, przemocy a przede wszystkim bezbrzeżnej samotności człowieka w obliczu „bożego miłosierdzia”.

    Maguś, najpierw odpowiadam na drugą część wpisu.
    Oczywiście! Okrucieństwo jest fundamentem chrześcijaństwa, ale i judaizmu. Dobry Pan Bóg jest tak okrutny, jak żaden człowiek nie zdołał nawet w najdrobniejszej cząstce.
    DPB jest we wszystkim NAJ i jest ABSOLUTEM. W okrucieństwie jest właśnie taki. Wszystko to jest dokładnie opisane w Słowie Bożym. Które zna na pamięć nasz Święty Ojciec Święty, czyli specjalista, jak każdy wyznawca DPB, od fałszowania Słowa Bożego.
    Rezultat jest taki, że od 2 tysięcy lat chrześcijaństwo walczy z przemocą i rozsiewa Miłość w taki sposób, że przemoc nie tylko nie zniknęła, ale samo chrześcijaństwo było i jest jej głownym siewcą, a Miłość chrześcijaństwo zasiewa na tej płonnej skale, o ktorej mówił Jezusek.

    Skoro objawia się ŚOŚ oraz ta Miłość, pora na pierwszą kwestię. Przywołam znowu gadkę Wojtyły:
    Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje.

    Po pierwsze, ŚOŚ JPII narciarski nie wie i nie może orzekać czy cierpienie jest czy nie jest „karą za grzechy”, może tylko spekulować. Ale to tylko dlatego, że ŚOŚ i tak dalej, wypiera się Słowa Bożego, które miłuje nad życie, co widać z dołu. DPB dokładnie wyjaśnia, co robi z tymi którzy mu się nie podobają: morduje osobiście i zleca mordowanie Izraelitom, a następnie daje im za to łapówki oraz łupy, w tym dziewice do używania.
    W związku z tym, nasz ulubieniec ma podstawy do oświadczenia, ze WIE iż Dobry Pan Bóg karze za grzechy cierpieniem. Co więcej, ponieważ ŚOŚ jest prawdomówny i poważny człowiek, uzupelnia, że dziewice ani dzieci poczęte nie są grzeszne. DPB morduje dzieci poczęte wyłącznie z ABSOLUTNEGO okrucieństwa, a dziewicami obchodzi się niewiele lepiej tylko dlatego, że nie wszystkie morduje, a część wydaje Izraelitom dla nagrody, żeny sobie gwałcili do woli.

    Po drugie, „rozumienie cierpienia wyłącznie w świetle Bożej miłości” jest czystą manipulacją i uroszczeniem, a w istocie – oszustwem. Kombinowanie z tym „zrozumieniem w świetle…” jest możliwe tylko wtedy, gdy się najpierw dokona samooszustwa i będzie upierać, że DPB jest ASOLUTEM Miłości – a ta Miłość to jest coś co uskutecznia w sposób wyżej przywołany.
    Owa „wyłączność” jest zwrotem bezczelnym, który ma być dowodem na „zrozumienie” poprzez sam fakt użycia tego słowa, a nie dowód na prawdziwość owej wyłączności, której udowonić się nie da, w tym dlatego, że dowód przeciwny daje sam DPB we własnym Słowie.

    Być może, „miłość jest ostatecznym sensem” , co jednak nie jest całkiem pewne i podlega kwestionowaniu – w odniesieniu do człowieka jako istoty ograniczonej, a w odniesieniu do DPB to uroszczone twierdzenie jest ABSOLUTNIE zanegowane Słowem Bożym DPB, o czym wyżej było.

    Można przyjąć założenie robocze, że Wojtyła się starał tak Miłować, że aż strach i uch! Rezultat był taki, że nie bardzo mu wyszło. jako Lolek i ŚOŚ bardzo nieładne rzecz robił i to grubego sortu, rzecz można: na skalę globalną. Nie lepiej, może poza drobnymi wyjątkami, sprawili się i sprawiaja pozostali członkowie kleru. Można wyciągąć z wora dowolnego biskupa metodą losową i zasada potwierdzi się niezawodnie. Miłość im nie wychodzi, bo też jej zaprzeczają, poczynając od zaparcia się osobistego Slowa Bożego w sprawie tej, i każdej innej.

  255. Ewa-Joanna
    13 stycznia o godz. 21:45

    Ładnie śpiewają.

    taka prawda! I jak te panie wyglądają!

  256. bubekró
    13 stycznia o godz. 20:26

    Z linku dowiadujemy się, że:
    Jędraszewski w ramach „Dialogów” z wiernymi będzie mówił „jak walczyć z tęczową zarazą”

    Dowiadujemy się zarazem czegoś więcej – tego, co znaczy słowo „dialog” w głowie onego Jędraszewskiego: wystąpi i naurąga.
    Ponieważ termin „dialog” w słowniku języka polskiego oznacza rownoprawną wymianę poglądów, dyskusję i ucieranie się poglądów, oznacza to, że dialog będzie polegał na tym, że Jędraszewski będzie dialogicznie walczył z tęczową zarazą, a inni dialogiści będą walczyć z zarazą Jędraszewskiego.
    Dzięki temu, że będzie ta zaraza, dojdzie do konsensusu.
    Jędraszewski będzie zadowolony z dialogu. Dialogiści też.

  257. mag
    13 stycznia o godz. 19:57

    Wychodzi na to, że jedno bogosławieństwo Jezusa jest za 76 groszy. Właściwie nieco mniej, ale nie ma miary ceny mniejszej niż grosz.
    Jstem oburzony, że tak poważna sprawa, w dodatku dotycząca samego Jezusa, taka tania.
    Może taniość tłumaczy choć troszkę niewielki rozmiar karteczki?

  258. @Tanaka
    13 stycznia o godz. 21:51
    Ja się tam na panie nie patrzałam 🙂

  259. bubekró
    13 stycznia o godz. 19:38

    @mag
    13 stycznia o godz. 19:27

    Każdemu bluźniercy brakuje bożego miłosierdzia. Każdemu postaramy się go dostarczyć!

    no przecież! Boskie!

    https://www.youtube.com/watch?v=SxJASsVRRpQ

  260. Tanaka
    No właśnie, taki tani Jezus. Jakby z wyprzedaży albo z demobilu.
    Masakra.

  261. Ewa-Joanna
    13 stycznia o godz. 22:15

    Od czasu telewizyjnej baśni o Iwanie i Warwarze, to ja się patrzę. 🙂

  262. mag
    13 stycznia o godz. 22:36

    Nie jestem pewien, czy jest Jezus-masakra, ale jestem pewien, że jest człowiek-demolka. Co chyba na jedno wychodzi?

  263. Tak przedstawia się prawdziwy obraz tzw. prawdziwych Polaków-katolików i ich wodza.
    https://thefad.pl/aktualnosci/adam-mazgula-list-do-kaczynskiego-idac-logika-ustawy-dezubekizacyjnej-powinien-pan-oddac-wille-na-zoliborzu/?fbclid=IwAR0KAKIXPifAXvu09yTfW9hJlhJaNMMnHJA7hwDRuluZCRIvCAmXNe9GYB0
    (…)
    „Panie Jarosławie Kaczyński,

    aby być konsekwentnym, musi Pan ratować sytuację i ogłosić, że Polska nie będzie przestrzegała ustaleń z Jałty i Poczdamu. Tam przecież zapadły decyzje o granicy na Odrze i Nysie, o oddaniu większości naszych przedwojennych terenów i ostatecznym podporządkowaniu Polski komunistycznej Rosji Sowieckiej. Jak Pan to zrobi?

    Myślę, że, w następstwie, powinien Pan doprowadzić do oddania naszych terenów zachodnich Niemcom i do zmuszenia Ukrainy, Litwy i Białorusi do zwrotu naszych ziem.

    Powinniśmy – konsekwentnie, porzucić ONZ. Tylko wtedy – po co nam sukces, gdy wybierano nas na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa?

    Powinien Pan również namówić swoich współpracowników do cofnięcia nacjonalizacji przemysłu czy reformy rolnej.

    Anulować swoim partyjnym politykom, oraz ich rodzinom i zwolennikom, wszystkie peerelowskie tytuły naukowe. A w pierwszym rzędzie tym, którzy w swoich pracach powoływali się na Lenina lub Stalina. Trochę szkoda by mi było pani prof. Krystyny Pawłowicz oraz, oczywiście, Pana, ale to przecież właśnie Wy, swoim trudem naukowym w latach Polski Ludowej, wspieraliście „zbrodniczy reżim”.

    Radzę również spalić wszystkie nielegalnie powstałe książki. Unieważnić wszelkie międzynarodowe układy i porozumienia, zdegradować generałów, oficerów, a w ogóle najlepiej każdego żołnierza!

    Wszyscy Pańscy zwolennicy, którzy pobierają emerytury i renty przyznane im w okresie starego reżimu, powinni, w ramach dekomunizacji, zrzec się tych – jakże obrzydliwych – apanaży i za karę powinni pobierać nowe, według przelicznika 0% za każdy rok.

    Idąc taką logiką, powinien Pan oddać rodzinie płk. Lisa-Kuli willę na Żoliborzu.
    ………………………..
    To gdzie teraz są te „zaplute karły reakcji”? – w (P)Bezprawiu i (S)Niesprawiedliwości.

  264. @Na marginesie 13 stycznia o godz. 16:27
    Przypomnienie INNYCH przypadków zestrzelenia samolotów pasażerskich jest ciekawe, ale do zestrzelenia samolotu w Teheranie ma się nijak. Jedyny wspólny mianownik: zestrzelono samolot. I ci, którzy zestrzelili z początku (a gdzieniegdzie również do tej pory) wypierali się, że to nie oni. Jednak okoliczności w tym przypadku wcale nie muszą być takie same.

    Hm, myślałem, że napisałem co moim zdaniem jest/było wspólnym mianownikiem. Napisałem poniższe zdanie:

    Musi zaistnieć przyczyna, musi być sytuacja konfliktowa.

    Zakładasz, że powód zestrzelenia mógł być inny niż denny system rozpoznania i/lub czyjaś piramidalna głupota.

    Nic podobnego, albo napiszę lepiej i dokładniej – wymienione przez ciebie dwa powody NIE WYSTARCZĄ aby z nieba zaczęły spadać pasażerskie samoloty.

    W dodatku zgadzam się z tobą, że w prawie każdym z wcześniej przypomnianych przypadków zestrzelenia mieliśmy zarówno denny system rozpoznania i/lub czyjąś piramidalną głupotę.

    Twierdzę tylko, że one same w sobie są tylko warunkami koniecznymi ale nie dostatecznymi.

    Takim dodatkowym warunkiem jest sytuacja wojny, otwartego konfliktu zbrojnego albo bardzo bliskie niebezpieczeństwa otwarcia ognia. Bez takiego dodatkowego czynnika te wszystkie słabo wyszkolone i dowodzone przez piramidalnych głupców załogi wyrzutni jakoś nie strzelają do pasażerskich samolotów. Ukraińskie zestrzelenie rosyjskiego samolotu jest tu wyjątkiem bo tam doszło do przypadkowego zestrzelenia podczas wspólnych manewrów i ciężko mi stwierdzić kto za to ponosi winę.

    No dobrze, ale gdyby były jakieś realne powody zestrzelenia, czyli okoliczności łagodzące, to chyba Irańczycy pierwsi trąbiliby o tym na cały świat. A czy trąbią?

    Taką dodatkową ale najważniejszą przyczyną jest napięcie między Iranem a USA wywołane przez Trumpa najpierw zerwaniem umowy z Iranem a potem zabiciem generała.
    I o tym Irańczycy trąbią.

  265. @zza kałuży 14 stycznia o godz. 2:16

    Że Trump jest bufonem i nieodpowiedzialnym „loose cannon” – to ja się całkowicie zgadzam. Że głupawo prowokuje, najpierw Koreę Północną, a potem Iran – nie mam wątpliwości. Że zabójstwo Sulimaniego było aktem co najmniej nieprzemyślanym – bez dyskusji. Ale że Trump jest winien (nawet pośrednio) zestrzelenia ukraińskiego samolotu pod Teheranem – tej narracji to ja zupełnie nie kupuję. A że trąbią o tym media – i to wcale nie tylko irańskie – no fakt, trąbią. Coś w rodzaju „winy Tuska” jako frytki do wszystkich dań 😀

  266. @ Tanaka
    13 stycznia o godz. 22:39

    mag
    13 stycznia o godz. 22:36

    Nie jestem pewien, czy jest Jezus-masakra, ale jestem pewien, że jest człowiek-demolka.

    Jest taki, nawet 2 w 1 (właściwe 3 w 1 – ten trzeci to człowiek-gołąb)

    https://www.youtube.com/watch?v=MTqvQAsFgXU&lc=UggpjmCiVEU4nHgCoAEC

  267. bubekró
    14 stycznia o godz. 7:02

    Co racja, to racja! Człowiek-synogarlica. Co robi Izraelita prawidłowo wyznający tatusia Jezuska? Składa synogarlicę w ofierze całopalnej. Czyli jest ciąg technologicznie zamknięty.

  268. Optymatyk
    14 stycznia o godz. 0:25

    Płk Adam Mazguła bardzo mi się podoba. Mało jednak takich. Zaś Kaczyński robił doktorat u bardzo prawidłowego komucha. Słodkie! Musi iść w zaparte.

  269. Wczoraj wieczorem z mojej winy straciłem niepowtarzalną okazję. Chyba jedyną w życiu. Zareagowałem spontanicznie, bez nawet płytszego namysłu. I przepadło.
    Było tak. Wieczorem zabrzęczał domofon. Odebrałem i usłyszałem jakiś nieśmiały cienki głosik mówiący, że dzwoni, bo wie, iż ostatnio wiele osób chciałoby poznać boga. A ja, prostak, nie pojąłem, jakiego szczęścia mógłbym dostąpić. Osobiście i naocznie boga poznać. Mało, że nie wpuściłem, to jeszcze zelżyłem, i że mi dupę wieczorową porą zawraca.

    Co prawda jeszcze nic straconego. Dziś rano zauważyłem ogłoszenie, że jutro od 15.30 będzie chodził kolejny domokrążca. Zobaczy się. Ci przynajmniej ostrzegają o nadejściu.

  270. @paradox57
    14 stycznia o godz. 8:37

    Nie przegap szansy!
    Bóg może przyjść w skromnej postaci inkasenta 😎

  271. @Tobermory 9:02

    Inkasent w sutannie? Kto wie?

  272. Szykuj kopertę, a nie skąp 😎

  273. Pośrednia wina Trumpo w tragedii ukraińskiego samolotu jest łatwa do udowodnienia, przy pomocy prostego łańcucha logicznego:
    – jest dobrze udowodnione, że podejmuje on niedpowiedzialne i nieobliczalne decyzje;
    – jest udowodnione, że sterowany jest w znacznym stopniu przez neo-konów i podżegaczy wojennych, w rodzaju Bolton’a i Pompona;
    – świadomość powyższego, w warunkach skrajnego napięcia niezadeklarowanej wojny, mogła prowadzić do spanikowanej i nieprzemyślanej reakcji irańskich operatorów obrony przeciwlotniczej. Co ich nie usprawiedliwia – patrz niżej!

    Tyle o odpowiedzialności Trumpo.

    Gwardia Ochrony Rewolucji z drugiej strony wykazała:
    – karygodny brak dyscypliny;
    – karygodnie kulawy łańcuch komunikacji w hierarchii służbowej;
    – karygodne braki w wyszkoleniu;
    – karygodny brak koordynacji z organami cywilnymi.

    Rząd Iranu wykazał się:
    – karygodną lekkomyślnością, bo powinien był wstrzymać loty cywilne do czasu wyklarowania się sytuacji.

    Przy tym wszystkim, irański bałagan jest mniej naganny i kompromitujący niż bezmyślne chciejstwo agresywnego i wysoce niezdyscyplinowanego dowódcy krążownika USS Vincennes w 1988 r. Co więcej, irańscy operatorzy odpowiedzialni za tragedię na pewno nie będą sławieni jako bohaterowie i nie powieszą na nich medali. W odróżnieniu od Rogers’a III.

    PS. W kwestii bałaganu, chciejstwa, hipokryzji i korupcji odsyłam do podsumowania szerzenia demokracji w Afganistanie przez Imperium Dobra – https://exignorant.wordpress.com/2020/01/12/najdluzsza-wojna-najdluzsze-klamstwo/

  274. @Herstoryk 10:47

    I tylko Irak odgrywa tu rolę gajówki z dowcipu. Ciekawe tylko, kiedy w końcu znajdzie się gajowy, który to całe towarzystwo z Iraku wyp…

  275. Może bardziej zagajnika niż gajówki…

  276. PS. Do listy sterowników Trumpo zapomniałem dodać uwielbianego przez „informacyjnego” Adelson’a i ska.

  277. @Herstoryk

    Zostawiając na boku „zasługi” jednej i drugiej strony, mam taką refleksję, że fajnie toczy się wojenkę na cudzym terytorium. Jeden odstrzeli generała, drugi w odwecie zbombarduje bazy wojskowe. I tyle na razie szczęścia, że nie pudłują.

  278. @paradox57
    14 stycznia o godz. 13:00

    Jako postronny obserwator pragnę zauważyć, iż niepokoi mnie ogólnoświatowa tendencja systematycznego wzrostu jakości sprzętu wojennego przy jednoczesnym spadku jakości posługujących się nim. Im wyżej w hierarchii tym gorzej – im większy psychopata, tym większe ma szanse na ministra „obrony”.
    W wojsku jest bardzo mało zawodowców, a na najniższych szczeblach prawie ich nie ma – spust uruchamia przyuczony cywil służby czasowej. Do tego dochodzi tendencja prywatyzacji działań wojennych i to jest już zupełna klęska, bo fachowców w prywatnych armiach jest mniej więcej tylu, ilu w prywatnych firmach ochroniarskich albo naukowców w prywatnych uczelniach.
    Pamiętam szok jakiego doznałem, gdy na początku lat dziewięćdziesiątych przywiozłem natowski sprzęt komputerowy na pokazy w podwarszawskim instytucie wojskowym, a przy bramie służbę wartowniczą pełniła prywatna firma ochroniarska. Jakość jej usług była adekwatna do ich wyglądu. Pytanie, które sobie wtedy zadałem, brzmiało: Ile warte jest wojsko, które ochraniać muszą cywile?

  279. @Herstoryk 14 stycznia o godz. 10:47
    Winę Tuska też jest łatwo „udowodnić” – bo drań zdezerterował do Brukseli! A wcześniej szczerzył się do Putina. I wszystko jasne! 😉

  280. Szanowni!

    Dobrze nie jest, choć w placówkach lecznictwa zamkniętego na otwartym powietrzu trwa bal. Co to znaczy 10 sekund – o tym w nowym wstępniaku.
    Zapraszam do czytania i komentowania.

  281. U Was:
    Hej kolęda deska zabił Maciek wieprzka.
    Ksiunc nadodzi bóg sie rodzi.

    A u mnie…Neige ou pas neige sur ma Ariège?

    Świat bez religii na codzień…bezcenne.
    Czego Wam wszystkim życzę w 2020.