Z przygód kpt. Żbika: aresztować biskupa

Gorąca sprawa: pojawiły się poważne oskarżenia o nadużycia seksualne biskupa wobec kleryków w seminarium duchownym. Władze państwa wydały międzynarodowy nakaz aresztowania hierarchy.

Już masz jasność, Czytelniku: jednak nie chodzi o abp. Paetza. I nie może chodzić o Polskę. Co to, to nie. Chodzi o Argentynę. Tak, tak. To państwo dominującego katolicyzmu zbudowanego na ludobójczej pierwotnej polityce, nieraz wstrząsane zamachami stanu, krwawymi rządami oraz dramatycznymi kryzysami społecznymi i gospodarczymi. Położone na skraju świata i bez mała półdzikie z perspektywy polskich mniemań o sobie państwo może się zdobyć na formalne ściganie listem gończym biskupa.

Argentyna też ma konkordat z Watykanem. Ma też swojego papieża.

Jak to wygląda w Polsce, wie każdy, ponieważ na wszelkie sposoby i wielokrotnie został poinformowany. Przez media papierowe i elektroniczne, film fabularny ściśle oparty na faktach, film dokumentalny, który za chwilę będzie miał kolejną część. Od 30 lat pisał o tym co tydzień-dwa Jerzy Urban. W każdej parafii wiedzą – zawsze wiedzieli, tylko milczeli – czy proboszcz lub inni członkowie kleru molestują i gwałcą. O księdzu prałacie Jankowskim wiedziało od kilku dziesięcioleci całe miasto.

Czerwiec 2019, sprawa pokrewna: „Arcybiskup Stanisław Gądecki nie wydał prokuraturze dokumentów w sprawie księdza pedofila. Twierdzi, że wysłał je do Watykanu. Prokuratura wierzy mu na słowo i nie przeszuka poznańskiej kurii”*.

Prokuratura wie, każdy przytomny człowiek wie: jeden egzemplarz się wysyła, drugi, trzeci trzyma w archiwum.

O działalności abp. Paetza też wiedziało całe miasto. Cały Kościół nad Wisłą. Nikt nic nie robił. Zupełnie jednostkowa interwencja u papieża Wojtyły, przeprowadzona w tajemnicy przez jego najbardziej osobistą przyjaciółkę, doprowadziła do szyderczego skuteczku. Żadnej odpowiedzialności. Żadnej refleksji. Zero. Nul. Ani przedsiębiorstwa zawodowej Prawdy i Moralności, ani państwa, ani ludności, która stroi sobie drwiny, nazywając się przy tym „Kościołem”. Ci żartownisie dają publiczny wykład o sobie: Kościół katolicki jest przedsiębiorstwem wiecznotrwałej szydery. Dlatego ma największego Jezusa na świecie z anteną satelitarną przykręconą do głowy.

Co może Argentyna, tego nie może Polska. Dlatego Polska jest wzorem i ostoją chrześcijaństwa dla całej Europy. A nawet świata i kosmosu.

Kapitan Żbik łapał przestępców z nadzwyczajną skutecznością. Międzynarodowe szajki nie miały z nim szans. Biskupa złapałby w trymiga. Ale to był PRL i komiks. Teraz jest Rzeczpospolita i konstytucja, czyli jesteśmy we własnym domu. Dlatego prokuratura ma instrukcję: zanim cokolwiek zrobi w sprawie biskupów, ma pytać górę. Góra wie, skąd wiatr wieje, i że Kościół katolicki to Polska i nadkonstytucja, czyli konkordat. Załatwił to Święty. Ten święty, bo tamten „Święty” był jak kapitan Żbik, tylko bardziej: łapał przestępców, kochał panienki i jeździł ekstra autami. Kapitan Żbik nie ma dziś w Polsce roboty. Całe państwo staje się komiksem. W klimacie noir: Sin City.

Wygląda na to, że aby co należy zrobić serio, trzeba się udać do Argentyny.

*

Znowu gorąca sprawa z tej samej dziedziny: kolejny konsekrowany Legionista Chrystusa gwałcił dzieci. Od końca lat 60. pojawiały się oskarżenia. Ofiary i ich rodziny mówią, że wszyscy o tym wiedzieli.

Stały motyw, constans, zasada pierwotna i założycielska w Kościele katolickim: WSZYSCY WIEDZIELI o bezbrzeżnym złu, o zbrodni, NIKT NIC NIE ZROBIŁ.

Skutek? Awanse pedofila na wyższe stanowiska, jeszcze większa swoboda gwałcenia i skuteczne krycie. Zakon uciszał ofiary. Cały katolicki system to skutecznie robił. Dzisiaj gwałciciel mieszka – a jakże – w Rzymie. Oskarżenia się przedawniły. W przypadku innych oskarżonych członków kleru Kościół robi dalej to samo, co robił wszędzie: śledztwa okrywa tajemnicą i nie zawiadamia państwowych organów ścigania.

Jakżeż święty jest nasz Święty Ojciec Święty. Cały jego naród i całe przedsiębiorstwo. Święte, bo działa przez nie Dobry Pan Bóg. Tak jest!

Tanaka

*Wyborcza.pl