Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka
Obywatel Jones

4.12.2019
środa

Statystowałem na planie „Obywatela Jonesa”

4 grudnia 2019, środa,

Z dumą mogę powiedzieć: mam swój skromny udział w nakręconym przez Agnieszkę Holland filmie o Garecie Jonesie. Statystowałem na katowickim planie filmowym tej produkcji.

Dlatego z ogromną ciekawością pognałem na katowicką prapremierę filmu, która miała miejsce 23 października w studyjnym kinie Kosmos. Dwa dni przed oficjalną prezentacją ogólnopolską. Okazja wyśmienita, poparta dodatkowo osobistą obecnością pani reżyser i producenta tegoż filmu.

Spodziewałem się refleksyjnego, spokojnego w tempie filmu z ogromnie nośnym, mocnym przesłaniem moralnym. A zobaczyłem film kina akcji. Pani Holland absolutnie mnie zaskoczyła. Zamiast łagodności i delikatności – momentami sceny ostre, brutalne. Czarny, męski film. Nie znałem scenariusza. Nie znał go żaden ze statystów. Prawdopodobnie część ekipy twórczej i technicznej także nie miała o nim pełnego pojęcia. Na podstawie własnych przeżyć z planu i opowieści innych osób pracujących w kolejnych dniach katowickiego okresu kręcenia miałem zupełnie inne wyobrażenia od tego, co zobaczyłem na premierze. Przyznam, że całym sobą chłonąłem kolejne obrazy, z niepokojem i lekkim podnieceniem, czekając na sceny, do których maszerowałem przed kamerą.

Jak powiedziałem, film jest szybki. Nie ma w nim sentymentalnych dłużyzn i przestojów. Całodzienne filmowanie przed katowickim Sejmem Śląskim zaowocowało może 15 sekundami tego długiego w sumie filmu. Ale wreszcie się doczekałem. Mignąłem w kadrze przez ułamek sekundy. Ot, pstryknięcie palcami. Nawet nie ujrzałem własnej twarzy. Rozpoznałem się po ubraniu – płaszczu i kapeluszu. Dla rodziny i znajomych osobnik nie do zidentyfikowania. To mógł być każdy człowiek z ekipy. Jednak mam satysfakcję z tego momentu. Wiem, że zaistniałem w filmie Agnieszki Holland.

Dla tego ułamka sekundy w filmie nachodziłem się jako statysta tak, że pod koniec filmowania bolały mnie nogi. Byłem wypompowany, czułem się jak po solidnym, wielogodzinnym marszu z pełnym plecakiem na grzbiecie. Przyznam, że statystując, wczuwałem się w swoją rolę. Z pełnym oddaniem wraz z innymi wykonywałem kolejne polecenia. A w dobie rejestracji cyfrowej pani reżyser i jej ludzie do woli ćwiczyli warianty i ujęcia. Kamerzyści wraz ze zmianą kierunku światła słonecznego i jego jasności wymieniali tylko kolejne filtry w obiektywach. I kręcili, kręcili, kręcili.

Pani Holland w namiocie reżysera komentowała spokojnym głosem poszczególne obrazy i wydawała wskazówki kierownikowi planu, który każdą jej wizję wprowadzał w czyn. A my – statyści – powtarzaliśmy każdą scenę do znużenia, w rozmaitych wariantach ustawień.

W „Obywatelu Jonesie” odgrywałem moskiewskiego urzędnika spieszącego się do biura. Grałem małą śrubkę stalinowskiego systemu rządzenia radzieckim państwem. Ot, deptałem do pracy i nie zwracałem szczególnej uwagi na innych przechodniów i bohatera prowadzonego tuż obok przez enkawudzistów. Byłem szarym statystą dnia powszedniego w Związku Radzieckim lat 30. XX w. Niewidzialnym i niewidzącym otoczenia.

Na spotkaniu po filmie pytałem panią Agnieszkę Holland o ilość nakręconego materiału zdjęciowego. Podobno było tego dużo. Cóż, cyfrowe nośniki danych mogą pomieścić każdą ilość obrazu. Reżyserka miała więc z czego wybierać.

Jaki jest ten film? Nie będę opowiadał. Każdy powinien obejrzeć sam i wyciągnąć własne wnioski. Ja jestem usatysfakcjonowany.

Kiedy chodziłem w te i wewte, statystując do filmu „Obywatel Jones”, nie myślałem o przesłaniu, jakie ma dla nas pani Holland. Po seansie dotarło do mnie bardzo jasno. Pamięć Wielkiego Głodu na radzieckiej Ukrainie lat 1932-33 dopiero po wielu latach przebiła się do świadomości międzynarodowej. Część społeczności uznaje ten czas za ludobójstwo, jakiego dopuściły się sowieckie władze pod kierownictwem Józefa Stalina w stosunku do rolniczej części ludności Ukrainy.

Garet Jones, który przekazał światu dramatyczny obraz urzędowego zagłodzenia kilku milionów Ukraińców, z trudem przebijał się z tymi wiadomościami do świadomości Zachodu i ich władz. W ostatecznym rachunku zapłacił najwyższą cenę za determinację w głoszeniu prawdy.

W czwartą sobotę listopada przypada Dzień Pamięci Wielkiego Głodu lat 1932-33.

To jeden z efektów uporu bohatera filmu Agnieszki Holland. To także wezwanie do unikania obojętności wobec zła, z jakim spotykamy się w naszym życiu i otoczeniu. Na teraz i na przyszłość.

A co jeszcze ważne? W filmie Agnieszki Holland znalazłem liczne odniesienia do czasów obecnych. Bo rola mediów rośnie, nawet w czasach wszechobecnego internetu. A z nimi kwestia uczciwości i rzetelności dziennikarzy i polityków.

Chociaż każdy ma podobno taką prawdę, na jaką zasługuje?

zak1953

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 273

Dodaj komentarz »
  1. No,Zaku!Zagranie w filmie A.Holland to nie w kij dmuchał!Że króciutko? No i co z tego?Pozdrawiam.

  2. @Kostka
    3 grudnia o godz. 19:50

    Na skraju raju

    Na skraju raju mieszkają ludzie.
    Różni, przeróżni, tacy jak my.
    Nikt z nich nie marzy o jakimś cudzie,
    Bo cud, to życie. Spełnione sny.

    Na skraju raju nie słychać kłótni,
    Nikt nic nie burzy, nie stawia bram.
    Choć ludzie tutaj bywają smutni,
    To nikt w potrzebie nie jest tu sam.

    Na skraju raju nikt nie głoduje
    I nikt nie siada do pustych stołów.
    Tutaj świątecznie każdy się czuje,
    Bo tu są dzieci. Zamiast aniołów.

    I pięknie jest tu nie tylko w maju
    I nikt nie słyszy anielskich trąb,
    Bo dobrze jest im na skraju raju
    I jakoś nic ich nie ciągnie w głąb.

  3. @zak1953

    Gratulacje!
    Miałeś fajne doświadczenie i zostawiłeś swój ślad dla potomnych w porządnej produkcji filmowej.
    Kiedyś, w czasach studenckich stanąłem na wrocławskim dworcu głównym w kolejce do kasy biletowej, a tu jacyś ludzie zaczęli nas w tej kolejce przestawiać i kazali zachowywać „całkiem naturalnie”. Okazało się, że kręcą jakiś film, wśród aktorów rozpoznałem Władysława Kowalskiego.
    Nie wiem do tej pory, co to był za film, ani kto go reżyserował, a teraz na dodatek poczułem się wykorzystany.
    Wtedy bardziej mnie interesowało, czy zdążę kupić bilet i dobiec na peron…
    Mój tutejszy znajomy z pewnym doświadczeniem filmowym (jako 17-latek był statystą na planie Bonda w „On Her Majesty’s Secret Service”) dostał po latach propozycję statystowania w serialu „Band of Brothers” (Kompania braci) kręconych między innymi w tutejszej okolicy.
    Zdjęcie ojca wraz ze swoim wysłała jego nieletnia córka, która zagrała austriacką dziewczynkę w Zell am See.
    Rynek naszego miasteczka filmowany w jedną stronę przedstawiał Zell am See, w drugą – Berchtesgaden.
    Okazało się bowiem, że po zdjęciu skrzynek z pelargoniami, ustawieniu paru maskujących murków i zawieszeniu plakatów z Hitlerem nasza okolica wyglądała bardziej na lata 40. niż dzisiejszy, wysztafirowany oryginał.
    Ojcu zaproponowano rolę niemieckiego oficera, ale pod warunkiem, że zgoli brodę.
    – O nie! Dla paru sekund w jakiejś amerykańskiej serii? Nie ma mowy.
    – Ale producentem tego filmu jest Spielberg! I będzie honorarium 😎
    – I co z tego? 🙄
    Potem przyglądaliśmy się, jak wojskowe ciężarówki z żołnierzami pijącymi szampana i siedzącymi na wyszabrowanych dywanach i innych dobrach kilkakrotnie przejeżdżają przez mosty na naszej rzece, w huku wystrzałów i dymie, a w końcu nic z tych scen nie było widać w filmie 🙁
    Pewnie wycięli, żeby wstydu nie było, że kradli jak Ruscy 🙄
    Serial ten opowiadał podobno wiernie losy pewnej kompanii spadochronowej od D-Day do końca wojny w Austrii.

    W sumie nasza okolica załapała się na parę minut filmu (dobry tydzień kręcenia), a scena końcowa rozgrywa się nad naszym ulubionym jeziorem. Od tego czasu jakoś inaczej spoglądamy na murek, z którego jeden z bohaterów filmu skacze na główkę do wody…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. zak1953
    Filmu jeszcze nie widziałam, ale skoro zrobiła go Agnieszka Holland, z góry zakładam, że jest co najmniej dobry. Ataki na film i reżyserkę, których łatwo się spodziewać, mogą dotyczyć, jak zwykle, jej anty pisowskiego widzenia świata oraz pochodzenia.
    Swoją droga fajna przygoda z tym statystowaniem. Mnie się przydarzyła jako nastolatce na planie kultowego „Rejsu”.

  6. @zak1953
    Acha, zapomniałam dodać, ze takich „Rejsów” przeżyłam kilka w realu w ramach wczasów pracowniczych (tygodniowe kursy statkami żeglugi sródlądowej” „Bałtyk”lub „Pstrowski”). Moja siostra była kaowcem, jak u Piwowskiego, nota bene jej kolegi ze studiów, a mnie smarkuli zapewniała super atrakcyjne wakacje. Jako uczestniczka tych rejsów, mimo woli reporterka wcielona, zapewniam, że Piwowski nakręcił znakomity paradokument.

  7. mag
    4 grudnia o godz. 15:30
    W moim przypadku, świadome statystowanie przytrafiło mi się późno. W wieku, gdy raczej przechodzi się na emeryturę, ja zgłosiłem się na casting do filmu. Właśnie do produkcji pani Agnieszki Holland. Zostałem obejrzany i sfotografowany z każdej strony. Po jakimś czasie dostałem esemesa z informacją o planowanych dniach filmowania w Katowicach. Potwierdziłem swą gotowość. Wyznaczono mi termin. Bardzo wcześnie rano stawiłem się na miejscu zbiórki. Osoba z produkcji ponownie obejrzała wszystkich statystów i przydzieliła konkretne role. Następnie udaliśmy się do pomieszczenia choreografów, gdzie każdemu dobrano odpowiedni strój i ucharakteryzowano. Dopiero przebrani, zostaliśmy przewiezieni autobusem na plan filmowy czyli pod katowicki Urząd Wojewódzki. A tam po krótkiej informacji ze strony czeskiego kierownika planu, zaczęliśmy grać poszczególne sceny. I tak przez bite 8 godzin coś się działo na planie.
    Przyznam się, że miałem wcześniej kontakt z planem filmowym, ale to wynikało ze zlecenia dla firmy, w której pracowałem, a nie mojego wyboru. Tam był luzik, a u pani Agnieszki Holland było działanie i powtarzanie scen i ich wariantów. Swoją dniówkę rzetelnie zapracowałem.

  8. Tobermory
    4 grudnia o godz. 15:24
    Powiem jasno. Statystowanie u pani Agnieszki to było ciekawe, acz autentycznie ciężkie doświadczenie. Ale w efekcie, mogłem przez ułamek sekundy zobaczyć się na dużym ekranie.
    Fajne doświadczenia to miałem wcześniej. Np. na planie filmu z Cezarym Pazurą, który kręcono nieopodal zameczku myśliwskiego księcia pszczyńskiego w Promnicach (okolica jeziora paprocańskiego w Tychach), miałem okazję poklepywać go po nodze. On grał pilota balonu na ogrzane powietrze, a ja siedząc na podłodze w koszu, w ten sposób przekazywałem mu sygnały pozwalające sterować palnikiem i całym unoszącym się nad ziemią balonem. Przy okazji załapałem się 50-te urodziny tego aktora. Ich świętowanie rozpoczęliśmy na planie, tuż po północy w trakcie kręcenia sceny do filmu. Powiem jedno, pierwszy raz widziałem „ugotowanego” aktora, nieświadomego urodzinowej ustawki, jaką zgotowała mu ekipa do spółki z jego małżonką, która w pewnym momencie zastąpiła aktorkę grającą z nim w tym filmie. Było fajnie i radośnie. U pani Holland zobaczyłem max profesjonalny plan filmowy z międzynarodową ekipą. Jednak u niej nie było wcześniej spotkanego luziku. 15 sekund filmu z całego dnia pracy – nie wiem czy to jest satysfakcjonujący wynik dla uczestników?

  9. Do „teisty”:
    Polecam ci przeczytanie wspaniałego artykułu, którego fragment cytuję poniżej:

    „Zatem „ateista z prawdziwego zdarzenia”, to taki osobnik, którego areligijne poglądy oparte są na WIEDZY religioznawczej. Który dobrze zna historię naszych religii, a w szczególności tej, w której został wychowany (np. w moim przypadku – katolicyzmu).
    Dlaczego wg mnie to takie ważne?
    Bo z historii tej wynika aż nadto wyraźnie, że to nie Bóg stworzył ludzi na własne podobieństwo i obraz, lecz odwrotnie: to ludzie tworzyli swych bogów na własne podobieństwo, obdarzając ich nie tylko ludzkimi zaletami, ale też typowo ludzkimi wadami, jakich powstydziłby się niejeden porządny człowiek.”
    /Lucjan Ferus/
    http://www.listyznaszegosadu.pl/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/byli-ateisci-obecnie-wierzacy

    a oto jedna z opinii w dyskusji pod tym artykułem skierowana do takiego jak ty:

    „Tak, wiara jest upośledzeniem umysłu
    Upośledzeniem jego zdolności poznawczych i społecznych.
    Poznawczych, bo pod jej wpływem ludzie zdolni są do uznania za prawdę, czy nawet „Świętą Prawdę” najdziksze brednie urągające rozumowi, lekceważące dorobek poznawczy ludzkości.
    Z powodu wiary kursuje po świecie ogromna ilość religijnych mitologii, a jedna głupsza i bardziej niedorzeczna od drugiej.
    Społecznych, bo ludzie pod wpływem wiary zdolni są do każdej nikczemności i przykładów na to historia (łącznie z najnowszą) dostarcza w nieprzebranej obfitości.

    I popatrz na swoją wypowiedź. Nie ma tam żadnego konkretu, żadnego argumentu, żadnego dowodu. Przytaczasz jakieś jednostkowe, absolutnie gołosłowne opinie i chciałbyś by traktować cię poważnie kiedy z takich gołosłownych opinii próbujesz – jak królika z kapelusza – wyciągnąć Boga. Nie operuj uznanymi przez ciebie arbitralnie autorytetami, nie epatuj „doświadczeniami” ludzi upośledzonych wiarą. Jeśli rzeczywiście chcesz być traktowany poważnie przytocz i obroń jedno rozumne zdanie dowolnego religijnego giganta umysłu na temat Boga.
    Powtórzę co napisałem wcześniej: wkład religijnej myśli do dorobku poznawczego jest żaden. Zero, nul. Z potężnych bibliotek religijnego bełkotu najwybitniejszych nawet teologów, z deklaracji otumanionych wiarą „naukowców” nie wynika żadna wiedza o świecie rzeczywistym, o realnie zachodzących zjawiskach.
    A, ku żartobliwej acz bolesnej refleksji: wierzący naukowiec jest jak świnka morska – ani świnka, ani morska.
    Umysł ludzki jest bardzo elastyczny – pomieści się w jednym umyśle i Dr. Jeckyll nauki
    i Mr. Hyde wiary. Można być geniuszem w jakiejś dziedzinie nauki i obok tego kompletnym nieukiem odrzucającym rozum i bredzącym banialuki chroniace wiarę. Bo wiara i wynikajaca z niej religia jest zawsze poza granicami nauki.
    Wiara jest upośledzeniem podporządkowującym umysł ludzki do ochrony siebie. Ludzie niejednokrotnie posuną się do skrajnego samoupodlenia, by to upośledzenie i wywołane nim brednie w swoim umyśle zachować.”
    /”astrotaurus”/

  10. Prawdopodobnie psyjdę pogadać później ale ciągle zajentyk, przepraszam.

    Zak, lubię Twoje wstępniaki, pozdrawiam

  11. Przeczytałam porządnie, gratuluję i cieszę się z tobą.

    Pod koniec dwa ważne pytania, unikanie obojętności wobec zła i rola mediów w czasach internetu. To ostatnia chyba przegrywa mocno z trollami i bańkami internetowymi w których „moja racja jest najmojsza”.
    Ale gdyby nie rola mediów – tu TVN – ciekawe jak PiS zamiótłby Banasia pod dywan. Zamiast tego mamy serial kryminalny, codziennie nowy odcinek. Oby się na tym prezy-dęt przejechał razem z całym pisem, ament.

  12. Nefer
    4 grudnia o godz. 21:50
    Ilość oraz zróżnicowanie techniczne współczesnych mediów w zasadzie uniemożliwiają ukręcenie takiej informacji jak Wielki Głód. Garet Jones funkcjonował w czasach, gdy podstawowym medium była prasa, objęta wszechobecną urzędową cenzurą. I tak było we wszystkich krajach, bez względu na system polityczny. Radio było jeszcze w powijakach, a telewizja była na etapie zaawansowanych eksperymentów. Naszym obecnym problemem, jest raczej kwestia rzetelności i ilości przekazywanych informacji. Zwyczajnie, nie jesteśmy w stanie przerobić całego nawału dostępnych informacji, ani posegregować ich wg stopnia prawdziwości i wiarygodności. Sprawa prezesa Banasia dobitnie pokazuje obecne zagrożenia i możliwości zakłócenia odbioru przez zalew informacji wrogich (hejtu). A w efekcie zagubienia się w interesującym nas problemie.

  13. Nefer
    4 grudnia o godz. 22:19
    Ambitnych wiernych zbafcy Jarosławowi na razie nie zabraknie. Bo on im tutaj, na miejscu w kraju, daje to co mogliby uzyskać na zachodzie. Ale tam musieliby się wykazać fachowością i umiejętnościami, których wcale nie posiadają. Cóż, Banaś to wypadek przy pracy, w takiej masie klaskaczy zawsze może zdarzyć się odmieniec. Tak mówi statystyka.

  14. zak1953
    4 grudnia o godz. 22:19

    Ilość i rzetelność przekazywanych informacji to jedno ale nowe pokolenia nie są uczone oddzielania ziarna od plew. Brak nauki krytycznego myślenia, powierzchowność i pęd za sensacją.

    Nie uważam że Banaś to wypadek przy pracy. Raczej ostro przekombinowali i się zemściło i będzie się mścić dalej. Sprawa jest rozwojowa, dali władzę komuś kto im fiknął i nie mogą z tym nic zrobić. Straszenie rodziny jeszcze zaogni sytuację, prawie cosa nostra :/

    Na dzisiaj tyle, jak dam radę to pojawię się jutro wieczorem

  15. @ Nefer

    Nie potrafię obiektywnie ocenić TVN. Coraz częściej uważam, że jestem ogłupiany. W przypadku Banasia, red, Kitel wykonał znakomitą robotę, ale na co dzień dobijają mnie nieustanne reklamy i wiadomości dnia typu: policja złapała kierowcę, który do rowu wyrzucił torebkę śmieci. Dzisiaj cały wieczór poświęcony wybuchowi gazu w domku jednorodzinnym. Pamiętam dyskusje o wolności mediów z lat 1980-81, upartyjnienie telewizji publicznej odbieram jako osobisty policzek, dowód na miałkość i zakłamanie części ówczesnych opozycjonistów. Z drugiej strony komercja i nieodparte wrażenie, że wartościowi dziennikarze pracują na podniesienie cen wszechobecnych reklam.

  16. Chandra Unyńska
    4 grudnia o godz. 23:40

    Bardzo ciekawe do dyskusji ale już dziś nie dam rady, postaram się jutro, pozdrawiam

  17. Drogi Zak ,,wrzucenie” Garetha Jonsa to znakomity przyczynek do dyskusji o współczesności. O życiu w świecie dezinformującej informacji wszechwładzy mojej najsłuszniejszej na wszystko.
    1. Czy dziś Gareth Jones miałby szansę zaistnieć? Głód? No jest – jest i w Sudanie i i w Syrii – nieeee…to nie jest ,,temat”. Nieee…nie jest to tematyka pasująca do profilu naszego pisma, napisz coś co da parę klików…może o Banasiu? Ale załóżmy, że pismo ma ambicje i zdecyduje się opublikować jego relację:
    a) trolle, hejterzy i kontrdziennikarze utopią to jako ,,wyrwaną z kontekstu sensację”
    b) Gazprom złoży wydawcy pisma ,,propozycję nie do odrzucenia” – np. wykupi całoroczną, za ogromne pieniądze reklamę? Kto temu się oprze skoro prasa ,,walczy o byt?” Warunek? Nic wielkiego – więcej obiektywizmu w relacjonowaniu sytuacji w Rosji.
    Ktoś powie, że na szczęście jest jeszcze ,,wolna trybuna” – INTERNET. No, jest – problem w tym, że ,,rewelacje” Jonesa sąsiadowały by tam na równych prawach z ,,informacjami o Strefie 51″ (też sprawdzone fakty!!!), Maxem Kolonkiem, któr ,,wali jak jest” oraz informacjami o tragedii humanitarnej Kurdów oraz o prześladowaniach katolików w Polsce, że nie wspomnę o demaskacji spisku lewackiego.
    2. Jones nie tylko zdemaskował zbrodnię, nie tylko ujawnił prawdę ale także poszedł na zderzenie ze swoją macierzystą, lewicową ,,bańką” (nie wiem jak ją nazwać – intelektualną? medialną?). Na lewicy (z niewielkimi wyjątkami – częstokroć zresztą karanymi śmiercią) obowiązywał dogmat popierania ,,Jedynego Kraju Socjalistycznego”. Wierzono, bądź chciano wierzyć a bolszewicy uprawiali wtedy niezły trolling informacyjny, że ten kraj to spełnienie snu lewicy. Snu o postępie i braterstwie, o uwolnieniu od niesprawiedliwości w wyzysku, o wyzwoleniu z beznadziejnej klasowości. Kudy tej wizji do rzeczywistości – przecież dziś wiemy, że ZSRR był kontynuacją rosyjskiej, opartej na militaryzmie i niewolnictwie satrapii. Na usprawiedliwienie powiem tylko, że bolszewicy dokonując uzurpacji marksizmu i JEGO FRAZEOLOGII* zapewnili sobie monopol na określanie co jest lewicowo słuszne a co nie. Dlatego lewica zachodnioeuropejska była zakochana w ZSRR a tu nagle taki Jones przywozi takiego klopsa. Nie darmo bolszewicy zapraszali do Moskwy tuzów lewicy by im pokazać – ROZWÓJ (bo był) ale pilnowali by nikt z ich szlachetnych gości nie dostrzegł rąbka kości tych którzy zeszli w służbie rozwoju. Świetnie im się to udawało bo to oni wynaleźli wioski potiomkinowskie, nieprawdaż. Dlatego taki G.B. Show pytany podchwytliwie o głód w ZSRR (co za uciecha dla kapitalistów – nieomal tak samo fajna jak katastrofa gospodarcza w Wenezueli) uczciwie (?) i szczerze miał odrzec, że nigdzie tak dobrze nie jadał jak w Moskwie. Pewnie ci, których mu nagoniono także zostali odkarmieni…Finalnie jak wiadomo rewelacje Jonesa zbytnio obrazu świata różnym Showom nie zaburzyły…Co ważniejsze – za kilka lat nadeszły wydarzenia, które pokazały, że ZSRR naprawdę powalił faszyzm (reakcję etc.) Dopiero wiele, wiele lat później prawda wylazła na wierzch. Po co piszę ten przydługi wstęp do p. 2? Bo nasuwa mi się pytanie czy współczesna ,,lewicowa bańka medialna” byłaby w stanie strawić rewelacje ,,nowego” Jonesa? Czy gdyby ktoś napisał relację krytyczną np. na temat imigracji muzułmańskiej do Europy – niezgodną z lewicowymi aksjomatami – że ci muzułmanie w Europie to nowy ,,lud wyklęty” to czy nie zostałby wymłotkowany tak jak Jones przez ,,swoich”? Mam znajomków, którzy podzielali wiele moich lewicowych ,,izmów” i po emigracji na Zachód wrócili jako hmmm…muzułmanosceptycy? Stwierdzili, że ci ludzie mają tak silną tożsamość, co ważniejsze opartą na kompletnie absurdalnych podstawach (absurdalności założeń religijnych chyba nie trzeba chyba podkreślać na BA), która czyni ich trudnokompatybilnymi z naszym europejskim światem, że są na nie. Gadacie jak ci z marszu niepodległości! To jedź sobie pomieszkaj do Slough (Rotterdamu, Brukseli) i trzymaj się z dala od Tower Bridge.
    Cały ten wpis służy zadaniu pytania: czy jeżeli nawet ktoś poświęci się by nam otworzyć oczy to czy MY jesteśmy zdolni by przeskoczyć swoje aksjomaty i przynajmniej rozważyć: a może ten ksenofob (agent imperializmu – tak by się to chyba nazywało w czasach Jonesa) ma rację? Część racji?
    *o tym jak ważne jest panowanie nad językiem świetnie zaświadcza nasz ,,szeregowy poseł poza wszelkim trybem”, który przy kompletnej indolencji obozu lewicowo liberalnego zagarnął pojęcia związane z narodem, patriotyzmem, interesem publicznym etc.

  18. @
    „W przypadku Banasia, red, Kitel wykonał znakomitą robotę,”
    Zresztą nie pierwszy raz . Redaktor ma nosa, do znakomitych okazji.

  19. zak1953 et al.

    To i ja podziele sie wrazeniami z planu filmowego (‘Czlowieka z zelaza’).
    W akademiku Politechniki Gdanskiej na ulicy Wyspianskiego (bedac mlodym studentem architektury ktoregos dnia lutego 1981…) gruchnela wiadomosc z radiowezla, ze Wajda kreci film przy Dworcu Glownym.
    Caly blok (i sasiednie) jak siedzial, tak ruszyl do tramwajow.
    Przy dworcu juz zgromadzil sie spory tlum gapiow. Takoz i my stanelismy w tym tlumie zagapieni. Nic sie nie dzieje przez dlugi czas (czekali chyba na troche slonca), wypatrujemy Wajdy z ekipa. Pojawiaja sie wreszcie Wajda, Klosinski (operator kamery) i jacys asystenci produkcji. Ktos spostrzegl Radziwilowicza: zobaczcie Birkut! (pamietalismy swietnie ‘Czlowieka z marmuru’).
    Wajda przeszedl sie szybko wzdluz gromady gapiow i, ku mojemu przerazeniu, wyluskal z niej mnie i nieopodal stojaca dziewczyne. Jakos nie przyszlo mi do glowy zaprotestowac…ze strachu.
    Gestem nakazal mi zdjac moja zimowa derke (byl luty a scena dzieje sie w czasie wydarzen czerwcowych 1976) i poprowadzil nas po schodach w czelusc podziemnego przejscia. Na dole wydal nam szybko (wszystko na tym planie bylo ‘szybko, szybko!’) jakies instrukcje. Zaraz potem mignal nam przed oczami Radziwilowicz, za ktorym szparko ruszylismy po schodach.

    1:26:25
    https://m.cda.pl/video/397016241

    Za tych kilka minut statystowania wreczono nam bodaj po 150 zlotych (dobrze wydanych na wodke i ‘Sporty’).
    Nie ukrywam, ze bylo mi przyjemnie, kiedy film (zasluzenie, czy nie) otrzymal potem Zlota Palme w Cannes.

  20. No to mamy kolejnego egzberta od muzułmanów, który przestudiował dogłębnie i fachowo kwestię per procura znajomych po Rotterdamie i Brukseli, prawdziwych snafców zagadnienia, tolerancyjnych po polsku – https://pl.sputniknews.com/polska/2019120211440339-muzulmanie-i-swiadkowie-jehowy-to-ich-polacy-nie-lubia-najbardziej/.

    Z innej beczki i też nie na temat, to katoliccy Polacy, kompatybilni z naszym europejskim światem potrafią „utilizować” śmieci tego europejskiego świata, po europejsku oczywiście, niewątpliwie! https://nowyobywatel.pl/2019/12/04/palimy-zamiast-utylizowac/

    A na temat, to w filmowym statystowaniu doświadczeń nie posiadam, raz jeden coś tam na ulicy kręcili, na szczęście dzień był z lekka deszczowy, a więc gdy obrócili kamerę w moją stronę, zasłoniłem sobie pysk parasolem. Wstydliwy jestem i dyskretny z natury.

  21. Slawczan
    5 grudnia o godz. 1:18
    Niewątpliwie masz wiele racji.
    1/Dzisiaj łatwiej jest być takim Garetem Jonesem, aniżeli w latach 30-ch ub. wieku w ZSRR. Pytanie – czy to się opłaca z marketingowego punktu widzenia? Tym bardziej, że na ogół większość ludzi spogląda na innych przez pryzmat własnej pozycji w społeczeństwie. Pomijamy przy tym na ogół warunki otoczenia w jakim przychodzi żyć opisywanym ludziom, a różniącym się drastycznie od naszych. Czyli kwestia relatywizowania informacji.
    2/ Informacji Jonesa nie przyjmowały do wiadomości środowiska kierownicze Zachodu, szefowie rządów i mediów, a nie grupy lewicowe, dla których przemiany w ZSRR były alternatywą prawicowych rządów. Zwłaszcza, iż rządy te były zainteresowane intensywną wymianą handlową z sowietami. A trzeba pamiętać, iż był to okres bezpośrednio po apogeum wielkiego kryzysu, którego źródła były w USA , i który rozlał się mocno po rozwiniętych gospodarkach. Paradoksalnie, biednym krajom niewiele to zmieniało sytuację. Im się zwyczajnie wtedy ani zdecydowanie nie pogorszyło, ani nie poprawiło – egzystowały zgodnie z warunkami swego otoczenia. Z drugiej strony, w tamtych czasach podróże po świecie nie były tak rozpowszechnione, a ewentualny kierunek podróży był raczej odwrotny – od biedy do bogactwa.
    3/ państwa narodowe z systemem paszportów i wiz, były w jakiś sposób także zamknięte. Ludzie z zewnątrz nie byli wpuszczani aż tak chętnie jak obecnie. Chociaż i dzisiaj mamy miejsca, gdzie wjazd jest mocno utrudniony, jeśli nie uniemożliwiony. Z różnych powodów.
    Myślę, że w historii ludzkości mieliśmy częściej do czynienia z dyktaturami i satrapiami, aniżeli demokratycznymi formami rządów. Nawet greckie demokracje nie były tak łagodne dla swych obywateli, jakby nam się wydawało.A żaden dyktator nie lubi krytyków i opozycji, bo oni zagrażają jego pozycji. Indywidualny konformizm obywateli zdaje się gwarantować niektórym relatywną łatwość rządzenia współczesnymi społeczeństwami. W końcu, większość z nas goni przede wszystkim za indywidualnym spokojem i dobrobytem.

  22. act
    5 grudnia o godz. 2:13
    Dzisiaj taka przygoda jak Twoja z „Człowiekiem z żelaza” jest mało prawdopodobna. Nie każdy gap z ulicy mógłby poświęcić statystowaniu tyle czasu ile to zajmuje obecnie. Powód? Technologia kręcenia. Nawet Wajda nie miał tyle taśmy filmowej, aby pozwolić sobie na liczne duble w rozmaitych wariantach. Trzy, góra cztery duble i koniec. Technologia cyfrowa pozwala na kręcenie dowolnie wielkiej ilości materiału. Do tego jest odporniejsza na zmiany warunków świetlnych. Ot, kamerzyści częściej zmieniają filtry na obiektywach, na bieżąco widząc uzyskane efekty. Zaś obraz na błonie filmowej widziałeś dopiero po wywołaniu. A stawki dzienne dla statystów niewiele się zmieniły. Normą są kwoty oscylujące około 100 zł za dniówkę. Może niedługo podskoczą z uwagi na rządowe obietnice podniesienia najniższych wynagrodzeń.

  23. We Wrocławiu często w akademikach ogłaszali nabór na statystów. A jak się już było zarejestrowanym to wzywali jak potrzebowali tłumów. To chyba epizody aktorskie w życiorysie ma sporo osób.
    Mnie się przy okazji udało załapać na wyjazd do studia w Łodzi i popatrzeć jak powstaje film, podglądnąć montaż i robienie dźwięku na tych postsynchronach czy jak to się nazywało. Przy dzisiejszej technice to jak maszyny parowe 🙂

  24. Have ever you heard of the Land of Beyond,
    That dreams at the gates of the day?
    Alluring it lies at the skirts of the skies,
    And ever so far away;
    Alluring it calls: O ye the yoke galls,
    And ye of the trail overfond,
    With saddle and pack, by paddle and track,
    Let’s go to the Land of Beyond!

    Have ever you stood where the silences brood,
    And vast the horizons begin,
    At the dawn of the day to behold far away
    The goal you would strive for and win?
    Yet ah! in the night when you gain to the height,
    With the vast pool of heaven star-spawned,
    Afar and agleam, like a valley of dream,
    Still mocks you a Land of Beyond.

    Thank God! there is always a Land of Beyond
    For us who are true to the trail;
    A vision to seek, a beckoning peak,
    A farness that never will fail;
    A pride in our soul that mocks at a goal,
    A manhood that irks at a bond,
    And try how we will, unattainable still,
    Behold it, our Land of Beyond!

    …and one more

    I was in Warsaw when the first bomb fell;
    I was in Warsaw when the Terror came –
    Havoc and horror, famine, fear and flame,
    Blasting from loveliness a living hell.
    Barring the station towered a sentinel;
    Trainward I battled, blind escape my aim.
    ENGLAND! I cried. He kindled at the name:
    With lion-leap he haled me. . . . All was well.

    ENGLAND! they cried for aid, and cried in vain.
    Vain was their valour, emptily they cried.
    Bleeding, they saw their Cry crucified. . . .
    O splendid soldier, by the last lone train,
    To-day would you flame forth to fray me place?
    Or – would you curse and spit into my face?

    by RWS

    Dla kanadoli.

  25. Ewa-Joanna
    5 grudnia o godz. 9:53
    We Wrocławiu zawsze były studia i atelier filmowe, gdzie za czasów PRL-u nakręcono wiele pamiętnych filmów z czołówką polskich aktorów. To własnie na wrocławskim dworcu Zbigniew Cybulski wpadł pod wagon, gdy spóźniony ze zdjęć do filmu, próbował wskoczyć do pociągu zdążającego do Warszawy.

  26. @act
    A propos „Człowieka z żelaza”. Film zdążył powstać i wejść na ekrany podczas tzw. karnawału Solidarności. Do kin waliły tłumy. Podczas seansu wciąż miałam „mokre oczy”. Zaciągnęłam na ten film ciotkę, która po raz pierwszy po wojnie przyjechała z Argentyny w odwiedziny. Pełna emocji, choć oglądałam „Czlowieka”… po raz drugi, ze zgrozą spostrzegłam, że cioteczka przysypia. No cóż, „przerobienie” najnowszej historii Polski nie było dla niej łatwe, ale robiłam, co mogłam. Niedługo po jej wyjeździe generał ogłosił stan wojenny. Minęło kilka lat i ciotka zjechała do Polski, a konkretnie do mnie (jej „ukochanej siostrzenicy”, której wcześniej nie mogła znać) na stałe. Żywo interesowała się polityką, pilnie czytała podziemne wydawnictwa, które „przechodziły” przez nasz dom. Szkoda, że nie doczekała 1989 (dobiegała dziewięćdziesiątki, w pełni sprawna umysłowo, gdy odeszła). Tak czy owak nie żałowała powrotu na „ojczyzny łono”.

  27. @basia.n
    Serdeczne życzenia imieninowe wszystkiego naj… o dzień spóźnione.

  28. mag
    5 grudnia o godz. 11:58
    „Człowiek z żelaza” był tylko aktualny politycznie, wtedy na fali zmian. Tym niemniej, wg mnie to nie był najlepszy warsztatowo film. Do wartości artystycznych „Człowieka z marmuru” trochę mu zabrakło. Nie budził takich emocji jak … z marmuru. Może dlatego, że te emocje mieliśmy tuż obok siebie?

  29. @mag
    5 grudnia o godz. 12:00

    Bardzo dziękuję za życzenia. Chociaż na zachodzie nie znają tej tradycji imieninowej, ale ja właśnie bardzo ją lubię 🙂
    Jest dla mnie jednym z polskich wspominków.

  30. @zak, ciekawe doswiadczenie, a jeszcze ciekawsze nawiazanie do tej tak malo znanej zbrodni, ktora byla w imie walki…. no o co? (ironia zamierzona) Dlatego tym wieksza chwala dla rezyserki, ze swoj talent zawsze wykorzystuje dla waznych politycznie, czy spolecznie projektow.
    @Slawczan „Tym bardziej teraz zyjemy w swiecie dezinformacji informacji”. Dodam, ze dezinformacja i cyniczne wykorzystywanie wszelakich medii, zwlaszcza platform internetowych dot. kazdej opcji politycznej, na calym swiecie. Przyjdzie pora to wyciagniemy te czy inne haki, o ktorych wiedzielismy wczesniej, albo tez pospiesznie zbieralismy… Ludzie wybieraja sobie opcje, ktora im pasuje i… jej wierza i… daja sie prowadzic na pasku.
    Jest tak duzo amerykanskich filmow demaskatorskich jak wyglada swiat wladzy i jak powiedzial Bill Clinton po slynnym serialu o Bialym Domu: „nie jest tak, jest gorzej.” I ja sie tego trzymam. Nie wierze nikomu w polityce, ani polskiej, ani amerykanskiej. No, oczywiscie nie dot. to mojego ulubienca od wielu lat B. Sandersa i E. Warren, he,he ( niekoniecznie musicie wiedziec kto to jest).
    Wlasnie obejrzalam pierwsze 2 godziny z filmu „Irishman”. Obsada i rezyser – pierwsza polka, a takze scenariusz „oparty na ksiazce, ktora oparta byla” na „faktach autentycznych”. Ciekawe ile nominacji do Oscara dostanie. Film gangsterski – sojusz mafii, zwiazkow zawodowych i w tle polityka. Miedzy wyrokami na niewygodnych, scenkami rodzinnymi, spotkaniami mafiozow, sceny z wiecow charyzmatycznego, skorumpowanego, cynicznego szefa zwiazkowego. Rozentuzjazmowany, naiwny tlum, ktoremu cos te zwiazki daly skanduje podniecony: Solidarity, Solidarity. Widac nazwa naszego zwiazku nie byla tak odkrywcza.
    Ja tez taki entuzjazm mialam, skonczyl sie w pierwszych dniach pazdziernika onego roku , kiedy kosciol wszedl na calego do gry. Ja to zauwazylam w moim miescie, co to nie bylo ani kolebka, ani stolica, a nie zauwazyli wielcy opozycjonisci? Zauwazyli, zauwazyli, ale wyzsze cele… ale i tak potem oburzalam sie, ze mowia o jakis dziwnych Magdalenkach itd. Niekoniecznie trzeba byc prostym kierowca, mozna byc intelygentem co mysli, ze wie, zeby sluzyc interesom kasty, mafii…
    Co do samego filmowania. Obecna mozliwosc krecenia w nieskonczonosc kazdej sceny bardzo „demoralizuje” ludzi z planu filmowego. Bawia sie godzinami, a potem rzuca sie edytorom 500 godzin nakreconego materialu , zeby zrobili jednogodzinny film w ciagu jednego miesiaca, bo taki jest ostateczny termin zgloszenia filmu do takiego, czy innego festiwalu. Festiwali jest chyba ze sto i to sie nazywa promocja, he,he. Niestety, przyslowie – siedz w kacie a znajda cie nie dziala i chyba nigdy nie dzialalo. Ci odpowiedzialni za krecenie wiedza, ze placa za kazda minute wynajmowanego terenu, sprzetu, firm od oswietlenia, kateringu, transportu, ale i tak nie moga sie opanowac.. Potem sie mowi, ze przekroczyli budzet.
    Od jakiegos czasu coraz bardziej rozumiem dlaczego taki, czy taka dostaja za wiodaca role wiele milionow, a ci troche nizej kilkudziesieciokrotnie mniej. Ci pierwsi sa znani i ciagna film. Tez rozumiem, ze obecnie jest coraz wiecej nagrod „technicznych”, bo gdyby nie tacy ludzie, to na nic by sie zdaly wizje rezyserow, artystow. W Ameryce wielu juz to zrozumialo i kiedy po filmie leci dluga lista nazwisk wszystkich zaangazowanych w produkcje grzecznie siedza w fotelach do konca. Az podadza, ze „studio posprzatala….”
    Jesli chodzi o casting, to w mojej dzielnicy krecono wielu scen z filmu „Irishman”. Uliczki z ciasnymi waskimi domami, charakterystyczne dla bardzo wielu dzielnic miasta sa wprawdzie kawalek ode mnie, ale w widocznym na filmie kosciele na ulicy Catalpa odbywaja sie chyba ze dwie msze po polsku, a w naroznej knajpie, w ktorej sie spotykaja i w ktorej sie strzelaja bedziemy miec spotkanie naszego klubu juz za tydzien. Tylko jednorazowo, bo nasza stala kawiarnia, ktora przypomina taka zubozala wersje warszawskich knajpek bedzie robic w innym filmie.

  31. @zak1953
    Cybulski byl tak najebany, ze byloby prawdziwym katolskim cudem wskoczyc do odjezdzajacego pociagu i nie wpierdolic sie pod kola. Mialem wtedy juz prawie 13 lat i jako urodzony i mieszkajacy we Wroclawiu troche to pamietam. Ponadto mniej wiecej w tym samym czasie zaczalem sie zastanawiac nad ta wszechotaczajaca religijna sciema o niebie i piekle.

  32. Robert William Service (1874-1958) byl ateista i jest jednym z moich najbardziej ulubionych poetow.

  33. Nie pamietam kto powiedzial. „Wszyscy gramy glowne role we wlasnym zyciu. Dobrze jest, grac role dobrze”. Zastanawiam… Czy grac statyste, we wlasnym zyciu, jest tez rola, co mozna dobrze zagrac? 🙄 Za drobna oplata

    pzdr Seleuk

  34. Ramschel
    5 grudnia o godz. 15:56
    Tym niemniej źle się stało, że Cybulski tak skończył. Na nasze warunki, ten człowiek był wtedy gwiazdą, a jednak musiał podróżować od roboty do roboty środkami komunikacji publicznej. Firmy nie było stać na odwiezienie go do W-wy. A jako polski gwiazdor nie mógł sobie pozwolić na samochód z kierowcą. Bo mieliśmy socjalizm. Fakt, aktorzy mieli robotę, nie zdychali z głodu, ale na zbyt wiele także nie mogli sobie pozwolić. Zawsze jest coś za coś.Przyznam się, ze w tamtym czasie Cybulski mnie fascynował jako aktor. Trochę próbowałem go naśladować. Moje klasowe koleżanki zauważały nawet jakieś moje do Cybulskiego podobieństwo, tym bardziej że w tamtym okresie udzielałem się w szkolnym kółku teatralnym, co owocowało moim udziałem w szkolnych przedstawieniach i akademiach. Jednak aktorem nie zostałem. W aktory poszedł mój kolega – Andrzej Grabarczyk, zresztą syn aktora Wincentego.
    A wiersz RWS ciekawy, na ule dobrze zrozumiałem angielską treść.

  35. zyta2003
    5 grudnia o godz. 14:42
    O wielkim głodzie na Ukrainie słyszałem już dawno temu, zanim oficjalnie zaczęli o tym mówić historycy. Jakoś tak, te historie wychodziły w opowieściach o froncie wschodnim, jakie wygłaszali moi śląscy wujowie, których wysłano w niemieckich mundurach w tamtym kierunku. Również mojemu teściowi ten temat obił się w czasie wojny o uszy. O ile do końca życia teść był mocno antykomunistyczny, to współczuł Ukraińcom życia pod sowieckimi rządami.
    Natomiast, przyznam się, że nie miałem pojęcia o Garecie Jonesie i roli jaką odegrał w ujawnieniu stalinowskiej maskirowki związanej z zagłodzeniem kilku milionów ludzi na Ukrainie. Zabrana im żywność posłużyła do zapłaty za kupione w USA i na Zachodzie maszyny dla intensywnie rozwijanego w ZSRR przemysłu, w tym zbrojeniowego. Dopiero po castingu, dowiedziałem się więcej o tym człowieku. A to są dwa ostatnie lata. Późno, oj późno.

  36. zak1953
    Można było odnieść wrażenie, że „Człowiek z żelaza” powstawał w pośpiechu, z jednej strony ku pokrzepieniu serc, zaś z drugiej, by utrwalić legendę S, bo za chwilę oddech wolności mógł być stłumiony, co się zresztą sprawdziło. Pamiętam jedno z ostatnich ujęć, gdy bonza partyjny, którego grał Franciszek Trzeciak, odjeżdżając autem, rzucił do świeżo „nawróconego” dziennikarza (świetna rola Mariana Opani) ) jakoś tak – to podpisane porozumienie to lipa. Zobaczysz pan.
    Nagroda w Cannes była niejako hołdem dla ruchu „Solidarności”. Jasne, że „Człowiek z marmuru” był o klasę lepszy, ale Wajda w 1980/81 trzymał rękę na pulsie i chwała mu za to.
    A co sądzisz o filmie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”? Hagiograficzna opowieść czy wprost przeciwnie? Bez wątpienia znakomity Więckiewicz w roli Wałęsy.

  37. @basia.n
    W Polsce tradycja imienin zanika. Ja już ich nie obchodzę od wielu lat. Podobnie większość moich rówieśników, ale składamy sobie życzenia telefonicznie, esemesowo (albo nie). Dla młodych istotne są tylko urodziny.
    Swoją drogą szkoda imprez imieninowych. Z upływem lat niechętnie spogląda się w kalendarz, więc i na imprezowanie urodzinowe raczej nie ma się ochoty.
    O imieninach Basi łatwo się pamięta, bo to Barbórka do dziś hucznie na Śląsku obchodzona. Oczywiście paraprezydent Adrian kadził górnikom i plótł podniosłe dyrdymały o ich „służbie dla ojczyzny”. Niesłychanie dziś kosztownej i zgoła niepotrzebnej, skoro kupujemy tańszy węgiel np. z Rosji.
    Pozdrówka

  38. mag
    5 grudnia o godz. 17:29
    Czyli mamy podobne poglądy na Człowieka z żelaza. Być może, gdyby w tamtych czasach istniała już technika cyfrowa, Wajda potrafiłby ukryć owe zjawisko pośpiechu. Kilka dubli więcej dawałoby taką szansę. Wyszedł film paradokumentalny i na czasie, a to też jest jakaś wartość.
    Filmu o Wałęsie nie widziałem. Poznałem oryginał. I kilka razy miałem okazję widzieć i słuchać go na żywo, w dużym rozrzucie czasowym. Zwierzę polityczne, chociaż lekko leniwe i zarozumiałe. Kiedy nie udaje kogoś lepszego, potrafi ciekawie mówić. Niestety, większość zna go właśnie jako swoistego chłopka-roztropka.

  39. Zainteresowanych informuję, że moje opinie przestały się ukazwać na Blogu J.Hartmana ponieważ znów jestem tam zablokowana przez wyjątkowo wrednego moderatora.

  40. Niezapominajka.
    5 grudnia o godz. 18:37
    Czyzbys zostala blogowiczka „wykleta”? 🙄 To nowa jakosc. Pomysl Niezapominajka, Twoje dzieci odszkodowanie uzyskaja. Od „Polityka” za kilkanascie lat. Walcz Niezapominajka z systemem. LA jeszce nie „wyklal” Ciebie.
    pzdr S

  41. W grudniu 1985 roku statystowałem w filmie reżyserowanym przez Cesare Ferrario „Il mostro di Firenze” („Potwór z Florencji”), którego premiera odbyła się w kwietniu 1986 roku w Italii.
    Ten kryminalno-sensacyjny film był „kręcony” w słynnej wytwórni filmowej Cinecitta , a ja brałem udział w scenach rozgrywających się na sali sądowej gdzie odbywał się proces „potwora” czyli okrutnego mordercy.
    https://www.youtube.com/watch?v=ISVTdi9KBEY
    https://www.imdb.com/title/tt0188071/

    Miłe wspomnienie ze świata filmu tym bardziej, że kinematografia Italii jest interesującą częścią historii kina prawie od samego jej początku, a ja miałem okazję przyjrzeć się z bliska tej wielkiej „wytwórni snów”.

  42. @

    Nie ma wyjścia,
    Niech Tanaka założy
    AA (Anonimowi Aktorzy).

  43. zak1953
    Jeszcze a propos rozmaitych „człowieków”, niekoniecznie filmowych. Przyszło mi do głowy, że mamy do czynienia z głową państwa, którą można nazwać „Człowiekiem z budyniu”.

  44. @Qba
    Dobry pomysł. Proponuję, by brzmiało poważniej, SAA (Stowarzyszenie Anonimowych Aktorów).

  45. @

    Wielce szanowny drugoplanowy Statysto!
    Według mnie jesteś równie wielkim artystą,
    Jak ten, który porusza się na pierwszym planie,
    Bowiem to jego pierwszoplanowe poruszanie
    Jest niczym innym, jak wykonywaniem rozkazów,
    Dostosowanym do multimedialnych przekazów
    Decydujących o powodzeniu nakręconego.
    A co ma wielka sztuka do tego?
    Tylko drugoplanowa rola
    Jest wolna od image idola!
    Tym samym jest to sztuka dla sztuki,
    Bo wynika z natury, a nie z nauki!

  46. mag
    5 grudnia o godz. 22:05
    Dzisiaj po przyjęciu ślubowania dwóch przestarzałych adeptów trybunalskich, to i ten budyń wątpliwy. To wyraźnie inny materiał jest…

  47. @mag
    5 grudnia o godz. 22:08

    By uniknąć zupełnie niepotrzebnych sporów,
    Zgadzam się na Stowarzyszenie Anonimowych Aktorów,
    Imienia Jana Pawła II-go.
    Czy zna ktoś aktora równie dobrego?

  48. @Herstoryk
    5 grudnia o godz. 4:04
    Zapewne ma Pan rację a przeze mnie przemawia podszyty rasizmrm antymuzułmański resentyment.
    Ci moi znajomi pomieszkawszy przez kilkanaście lat w środowisku multikulturowym, także dokonali oceny sytuacji bazując na swoich rasistowskich uprzedzeniach.
    Na tym blogu bardzo wielokrotnie dokonaliśmy profanacji, znieważenia czy profanacji jedynej słusznej wiary katolickiej. I zapewne dokonamy jeszcze nie raz. Jakoś (na razie?) żaden wzmożony katolik nie najechał redakcji Polityki co by ją ukarać za tolerowanie takiego bagna bluźnierczego bezbożnictwa. Czołowy bluźnierca – Tanaka obywa się (na razie?) jak mi wiadomo bez ochrony policyjnej. W odróżnieniu np. od takiego S. Rushdiego. Wiem, wiem islam jest wielonurtowy. Tym samym otwarci katolicy tłumaczą ekscesy swoich fundamentalistów…
    Jak na razie tylko w Nowej Zelandii antymuzułmański ekstremista dokonał czynu na miarę tego co w Europie Zach. od czasu do czasu…
    Na koniec pytanie- kiedyś w Warszawie miała miejsce ateistyczna inscenizacja pod tytułem ,,Łyszczyński wraca do miasta”. W rolę pierwszego polskiego ateisty, z atrapą jego traktatu ,,De non egzisti dei” w ręku wystąpił sztandarowy polski niedowiarek (wg. religianckiej terminologii: bluźnierca) prof. Hartman. Pytanie brzmi: czy w kraju z liczną mniejszością muzułmańską pozwoliłby sobie paradować publicznie z traktatem w ręku ,,De non egsisti Allahi”? Przypominam, że kilka karykatur Mahometa wystarczyło islamskim ekstremistom, rzecz jasna, do wyrżnięcia redakcji francuskiego pisma, a profesor Hartman (na razie?) paraduje sobie bez policyjnej ochrony…Ale co ja tam wiem o islamie.

  49. Ech, brakuje mi tego mikołajowego zakradania się, teraz już nie to samo

  50. @Niezapominajka.
    5 grudnia o godz. 18:37

    Ten moderator to Hartman nikt inny.

  51. @Nefer
    A ja właśnie wystąpiłem w roli św. Mikołaja i moim dziewczynom powkładałem w buty podarki…Starsza (chyba) wie, że to ściema ale buty wyczyścić i tak musiała…

  52. @Qba
    5 grudnia o godz. 22:21
    Jezus albo Mahomet…ci to mieli granie…

  53. Chandra Unyńska
    4 grudnia o godz. 23:40

    Z cyklu nie wiem ale się wypowiem. Mam dostęp, mogę oglądać ale nie oglądam. Ręce mi opadły po wyborach w maju i nie mam już ani siły ani ochoty mielić polityki. Wcześniej oglądałam od „Tak jest” do „Kropki nad i” w TVN24, może nie co dzień ale dość regularnie. Teraz już nie, żadne gadające głowy niczego ozorami nie zwojują, efekt taki sam jak ten blog. A do sensacyjek nie mam smaku, nigdy nie miałam. Na Fakty nie mam ochoty, reszta mało mnie obchodzi.

    Jak się nazywał ten politruk którego Kurski tak godnie naśladuje? Szczepański? Pisowskiej szczekaczki nie włączam od 4 lat, jedyny wyjątek zrobiłam niedawno dla prof. Grodzkiego żeby wysłuchać orędzia. Mogłam potem obejrzeć w internecie, no ale trudno.

    Reklamy w polskiej tv to straszna plaga, 10 minut (ustawowo dozwolone) krótka przerwa (żeby się nazywało) i dawaj następne 10 minut (bo przecież wolno, nikt nie mówił o długości przerwy między blokami). Prysznic można wziąć w międzyczasie. A ilu tych wartościowych dziennikarzy się ostało?

    ***

    Filmowych występów nie zaliczyłam ale 3 razy zagrałam na głównej scenie w prawdziwych teatrach. Zdarzyło się. Trema że matko przenajświyntso.

  54. Slawczan
    5 grudnia o godz. 23:02

    Ja zaraz będę Mikołajem. Prezent i czekoladowy Mikołaj gotowe i będę podkładać. Ale co innego jak się z mamą przygotowywało ciasteczka dla Mikołaja i marchewkę dla konia (mama robiła i za Mikołaja i za konia, obgryzając tę marchewkę w nocy że niby koń był) a co innego jak się wie że mama jest Mikołajem. Czas za szybko leci :/

  55. Slawczan
    5 grudnia o godz. 22:31

    Zapewne ma Pan rację a przeze mnie przemawia podszyty rasizmrm antymuzułmański resentyment.
    Ci moi znajomi pomieszkawszy przez kilkanaście lat w środowisku multikulturowym, także dokonali oceny sytuacji bazując na swoich rasistowskich uprzedzeniach.
    Na tym blogu bardzo wielokrotnie dokonaliśmy profanacji, znieważenia czy profanacji jedynej słusznej wiary katolickiej.

    Biorąc pod uwagę cherlawe silenie się na ironię i sarkazm, w połączeniu ze popisem żałosnej ignorancji oraz oczywistym uprzedzeniem, nie będę zniżać się do dna i próbować rzeczowo prostować opinie niewiele różniące się od poziomu komentarzy na Onecie, YT, czy witrynkach „patryotów”.

    Podsumuję tylko po belfersku:
    – Znajomość historii najnowszej, ze szczególnym uwzględnieniem zachodniej kolonizacji i interwencji blisko-wschodnich niedostatecznie!.
    – Znajomość historii i podstawowych kanonów i nauk islamu niedostatecznie!.
    – Znajomość socjologii migracji i asymilacji imigrantów niedostatecznie!.
    – Znajomość zagadnień bezpieczeństwa publicznego Europy Zachodniej i USA, z uwzględnieniem statystyk terroryzmu niedostatecznie!.

    Jako że jestem człowiek dobroduszny i chętny do pomocy, polecę powrót do szkoły (podstawowej), albo co najmniej przeczytanie czegoś na poziomie naukowym „na temat”. Bo formowanie opinii na trudny i drażliwy temat na podstawie plotek znajomych i krzykliwych nagłówków jest na poziomie Pani Dozorczyni z dyplomem szkoły podstawowej w Pasikurowicach Dolnych.

  56. Być może ciekawe:

    Europe’s Last Soviet Economy Approaches Its ‘Hour of Reckoning’

    Belarus kept old factories, jobs, and social services alive after communism. Now that model is under threat from Russia.

    https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-11-27/belarus-s-soviet-economy-has-worked-better-than-you-think?utm_source=pocket-newtab

  57. @Slawczan
    5 grudnia o godz. 22:31

    Ale co ja tam wiem o islamie.
    Rzeczywiście niewiele wiesz a jako lewicowiec powinieneś wysnuć wnioski bardziej rzeczowe a mniej emocjonalne.
    Powinieneś wiedzieć co nieco o wykluczeniach, rasizmie, pogardzie i konsekwencjach społecznych tegoż. Powinieneś wiedzieć, że niezadowolenie rodzi radykalizm, bo przecież jest to wykorzystywane we wszystkich politycznych zagrywkach.
    Mówisz, że w Polsce Tanaka może chodzić bez obstawy policyjnej. Bo niewiele osób wie kim jest Tanaka. Ale już niektóre protesty czy demonstracje bez ochrony policyjnej nie mogły by się odbyć, bo zostały by rozpędzone przez patryjotów albo innych heteronormatywnych, prawda? A czy jeżeli taki Rydzyk albo inny klecha powie – idziemy walczyć, to nie pójdą? Pójdą.
    Nie tylko w Nowej Zelandii ale i wszędzie na świecie napada się na synagogi i meczety, ale nie jest to medialne w środowiskach chrześcijańskich więc nawet jak jest wzmianka to gdzieś tam na czwartej stronie.
    Od 30 lat mieszkam w środowisku multikulti. Różnie bywa nie z powodu jednej rasy czy religii, ale z pielęgnowanych uprzedzeń podlewanych delikatnie odpowiednią polityką. I zawsze ci winni to są tamci nie my, nie nasze fobie i nie nasz strach przed zmianą.
    Kiedyś tam mieszkałam jakieś 3 km od meczetu. Najpierw był to dom przerobiony na meczet, potem uzbierali pieniędzy i wybudowali sobie większy. I wiele razy widziałam jak czyścili go z grafitti, w końcu ktoś im ten meczet podpalił. Komu szkodzili?
    Ale jak Brisbane walczyło ze skutkami powodzi to do sprzątania stawiły się całe gminy muzułmańskie.
    I powiem ci – przez te 30 lat NIGDY nie spotkałam się z żadnym atakiem ze strony „Arabów” za to kim jestem, natomiast ze strony tzw. „chrześcijan” to i owszem.
    A ostatnia, dla mnie oburzająca sprawa to sprawa Israela Folau, gracza w rugby (?), bardzo pobożnego sekciarza biblijnego który w mediach społecznościowych pozwolił sobie na komentarze na temat ateistów i homoseksualistów wysyłając nas do piekła. Rugby Australia zerwała z nim kontrakt bo w tymże kontrakcie jest odpowiedni paragraf. No i rozkrzyczał się o wolności religijnej, że mu się wiary praktykować nie daje, podał RA do sądu żądając 18 m odszkodowania. Krzyk środowisk chrześcijańskich o dyskryminacji osób wierzących był mocno słyszalny, zebrali pieniądze na opłacenie adwokata biednemu prześladowanemu religiantowi. Wczoraj czytałam, że zawarli settlement. A rząd usiłuje przepchnąć ustawę o ochronie wierzących… i nie o muzułmanów tu chodzi.

  58. Ewa-Joanna
    6 grudnia o godz. 3:45

    „Ale co ja tam wiem o islamie.”

    Rzeczywiście niewiele wiesz a jako lewicowiec powinieneś wysnuć wnioski bardziej rzeczowe a mniej emocjonalne.

    Lęk i uprzedzenia są zawsze prawie odwrotnie proporcjonalne do wiedzy, bez względu na lewicowość/prawicowość. Są nieracjonalne, a więc dyskutować się nie da, a przekonywanie jest jałowe.
    Jak świadczą jakże typowe dla Polaków komentarze pod https://strajk.eu/niemcy-spoleczenstwo-wielokulturowe-coraz-mocniejsze-ale-wiele-jest-jeszcze-do-poprawy/ Sławczanów jest większość.

  59. PS. I „wiedzą” lepiej!!!

  60. @Herstoryk
    6 grudnia o godz. 5:03
    Rzeczywiście. Cycki opadają! 🙂
    A ja tu znam Polaków, którzy od 40lat siedzą na zasiłkach i pracą się nie skalali, chyba że na czarno. I znam takich, co to po tych 40 latach do załatwienia sprawy w urzędzie potrzebują tłumacza.
    I nie chce być złośliwa ale większość z nich to pobożni chrześcijanie. 🙂

  61. Qba
    5 grudnia o godz. 19:55

    Uwazam pomysl zalozyc Anonimowych Aktorow za doskonaly. Zglaszam moja kandydature, choc nigdy w zadnym filmie nie gralem czy statystowalem. Ale to moze byc jak z organisacja co nazywala ZBOWiD (za moich czasow). Albo teraz coraz wiecej aktualnych, co „tymy rencamy, tymy Polskiesmy budowaly…”. Znaczy, im wiecej czasu uplywa, tym wiecej zasluzonych czlonkow czegokolwiek przybywa, nie uplywa.

    Zglaszam moja kandydature bo PRAWIE AKTOR zostalem. Od razu, z marszu. A bylo tak. Moja Druga Malzonka, swiezo poslubiona „Hiszpanka” pracowala w jednej wytworni prog seryjnych do Tv. W budynku wiele takich przybytkow egzystowalo. Przy Danvikstull, Stockholm. To ja tam czesto lunczykowalem, bo niedaleko od mojego przybytku owczesnego. Zeby milosc rozwijac i kwitla w miedzyczasie. Nie tylko wieczorowa pora. Raz zaczepiony zostalem, przez nieznajoma osobe. W aktualnie produkowanym na biezaco serialu mialem wystapic jak rosyjski gangster, z mafii. Popularny temat wtedy. Na kazdy serial, przynajmniej jeden gangster przypadal, z ryssmafia. Podejrzewam, moja postawa przy wchodzeniu na lunczyki i plaszcz skorzany do kostek, graly niejaka role rowniez niebagatelnie. Zaproponowano mnie role, typ „wejscie smoka” i jedno zdanie po rosyjsku. Krotkie, dosadne.

    Nie wydawalo mnie, zbyt wielkie wymaganie. W czasie lunczyku, dowiedzialem jednak o niewielkich mozliwosciach wytworni, mnie zrekompensowac wejscie, zuzycie plaszcza i smoczy akcent. I tak nie zostalem aktorem, ze szkoda dla niejakiego Oscar. W czym moja, wtedy aktualna malzonka, pozostala nieutulonym zalu. Do konca naszej milosci.

    Z powyzszym zwiazkiem, uwazam moje zgloszenie do AA (alt SAA ) za calkowicie uzasadnione.

    pzdr Seleuk
    ,

  62. @Ewa-Joanna
    6 grudnia o godz. 5:50

    A ja tu znam Polaków, którzy od 40lat siedzą na zasiłkach i pracą się nie skalali, chyba że na czarno. I znam takich, co to po tych 40 latach do załatwienia sprawy w urzędzie potrzebują tłumacza.
    I nie chce być złośliwa ale większość z nich to pobożni chrześcijanie.

    Sądząc po nowinkach w polskiej prasie, rozprawy nożowe, kibolstwo, morderstwa, gwałty (nie tylko przez wielebnych), zachowania aspołeczne i inne patologie kwitną bujnie w białym katolickim kraju, bez pomocy imigrantów z islamem. Ale, jak (słusznie) mówi Biblia – „belka i słomka”, a bardziej dosadnie – własny smród nie razi.
    A tymczasem ludzie, bez względu na kolor, wyznanie, itp. są wszak wszędzie tacy sami w imigranckich gettach Belgii i w blokowiskach polskich miast.

    @
    AA mogłoby być, ale może się kojarzyć z Alcoholic Anonymous. Mogłoby kogoś urazić w dzisiejszym klimacie POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ. A propos tej ostatniej, w temacie jaknajbardziej filmowym, studio Disney przerabia swe stare kreskówki, czyszcząc je z „OBRAŹLIWYCH 😉 NIEPOPRAWNOŚCI”. Nie upiekło się nawet syjamskim kotom (https://www.youtube.com/watch?v=_zxa1S34dco) z „Zakochany Kundel” („Lady and The Tramp”) – https://variety.com/2019/film/news/lady-and-the-tramp-janelle-monae-revamp-siamese-cat-song-1203204041/ Ouch!!!

  63. @ Herstoryk
    6 grudnia o godz. 5:03

    Ewa-Joanna
    6 grudnia o godz. 3:45

    Człowiek zawsze bardziej boi się nieznanego (choćby najbardziej niewinnego) niż najgorszego znanego. Cecha ta jest gwarantem stabilności cywilizacji i skutkuje odruchowym, stadnym sprzeciwem przeciwko wszelkim zmianom. Aby ewolucja miała szansę, pewien procent populacji musi dążyć do zmian. Są to najaktywniejsi, najsprawniejsi jej członkowie, którzy mają największe szanse przeżyć w nowych warunkach. Śmiertelność wśród nich jest znikoma. To powoduje, że coraz więcej nieprzygotowanych wkracza na nowy teren i wtedy śmiertelność wzrasta (samochody, wspinaczka, itd.).
    Mechanizmy te dotyczą wszelkich przejawów działalności ludzi. Im bardziej one praktyczne (bliskie realiów), tym łatwiej nad nimi zapanować (lepsze samochody i drogi, sprzęt wspinaczkowy i przewodnicy). Przy tych bardziej teoretycznych (religie, ideologie), możliwości ograniczają się do powszechnego szkolnictwa, bo wychowanie jest sprawą indywidualną (przynajmniej w demokracjach). Gdy jednak ideologia (również gospodarcza) czy religia wkracza do szkół i wychowania, jest w zasadzie za późno. Taka społeczność wypada z cywilizacji, co jest ewolucyjną samoobroną.
    Na szczęście takie procesy są bardzo powolne i zawsze (jak do tej pory) znajduje się jakaś Greta Thunberg, która (czasem) powoduje wyprostowanie drogi ewolucyjnej. Rozsądny, przeciętny człowiek, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z sytuacji, jest na ogół przerażony ogromem pracy koniecznej do jej poprawy. Na szczęście nie wszyscy są normalni. I dlatego jeszcze jakoś leci.

  64. @ seleuk|os|
    6 grudnia o godz. 6:18

    Rozumiem, że chcesz być członkiem-założycielem z niskim numerem legitymacji członkowskiej. A członków może być bardzo wielu, bo statystami są prawie wszyscy.

  65. @Qba
    6 grudnia o godz. 8:01

    pewien procent populacji musi dążyć do zmian. Są to najaktywniejsi, najsprawniejsi jej członkowie, którzy mają największe szanse przeżyć w nowych warunkach.

    Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że emigrują najlepsi i najgorsi. Najlepsi, czyli najodważniejsi, najaktywniejsi, najbardziej otwarci na świat i nieznane. I najgorsi – nieudacznicy, przegrani, desperaci. Własne doświadczenia i obserwacje wydają się potwierdzać.

  66. Qba
    6 grudnia o godz. 8:07
    Sprawiloby mnie duza przyjemnosc. Rozumiem Ty Qba, pomyslodawca, mialbys typ AA/00001. Zadowole mnie typ AA/00004, lub podobna leg. Glowna role gram tylko w moj film (jescze niekrecony), statystowalem w okropnej ilosci projektow. Niezliczonej.
    pzdr Seleuk

  67. @Herstoryk
    6 grudnia o godz. 8:10

    Co prawda to racja (czy jakoś tak). Jest w każdej społeczności grupa, która usiłuje się „załapać”. Kiedyś mówiliśmy na takich „ludzie przy” (bo jednostka to nic, dopiero zera robią z niej miliony). Tak, jak odwaga może pozwolić na czyny niezwykłe, tak i desperacja. Jednak takim zdesperowanym wyjechanym trudno się zasymilować. Tworzą dobrowolne getta takich jak oni, niechętnych czy niezdolnych do nauki (dla nich) obcych.
    Może jestem brutalny ale uważam, że nie należy nikogo na siłę uszczęśliwiać. Oczywiście należy go wychować/wyuczyć na samodzielnego osobnika, zdolnego do samonauczania i ciekawego świata. A przynajmniej spróbować.
    Jeżeli już musi być aktualna (kapitalistyczna) wersja demokracji jako ustroju społecznego, to wszelkich kandydatów na urzędy powinno się badać jak astronautów, kierowców autobusów, pilotów komunikacyjnych, nurków, itd., itp. razem.

  68. @seleuk|os|
    6 grudnia o godz. 8:27

    To ja rezerwuję dla siebie legitymację z numerem 0. Jedno zero wystarczy, jest dostatecznie adekwatne. Dzięki temu, nikt mnie nie będzie nigdzie ciągać – no bo jak można się chwalić zerem?!
    A na okładce legitymacji będzie czaszka, jako symbol monologu Hamleta?

  69. Tez się pochwalę, być może byłem pierwszym z was uczestnikiem ” anonimowym aktorem ” TV, bo występowałem w 1952 lub 1953 jako uczeń w doświadczalnym studio telewizyjnym w obecnym budynku (chyba) Politechniki Warszawskiej ( nazwy ulicy nie pamiętam).

  70. @ Nefer

    Poziom politycznych dysput, kojarzący się z zapachem gotowanej kapusty w starej kamienicy, przygnębia i zachęca do kliknięcia wyłącznikiem, ale późna jesień na wsi i brak okazji do dyskusji, działa a rebours i tak rodzi się uzależnienie. Polityka w Polsce wzorowana na kościelnych rytuałach (wszak trzeba dotrzeć do suwerena) straciła świeżość i oryginalność, wmawiam sobie, że będę ją śledził do wyroku Trybunału Stanu. W swej naiwności sadzę, że dosięgnie on obecnych „psujów”, po czym wyrzucę telewizor przez okno i pójdę na długi wiosenny spacer.

  71. @Chandra Unyńska
    6 grudnia o godz. 9:43

    … wyrzucę telewizor przez okno…
    Jestem przeciwny zanieczyszczaniu środowiska, w tym wypadku jednak wstrzymam się z krytyką pod warunkiem, że poczekasz z wyrzuceniem do chwili, gdy prezes (ten prezes) będzie przechodzić pod oknem.

  72. Chandra Unyńska
    6 grudnia o godz. 9:43

    Zawsze możesz tu pogadać, też wciąga. W tych wszystkich dyskusjach na TVN24 nie mogę ścierpieć zaproszonych pisowców wobec czego oglądając wyłączałam im pilotem głos bo tego się nie dało zdzierżyć. Sasina mam słuchać? Tej paplającej zakłamane idiotyzmy kataryny której nie sposób przerwać? Szkoda mojego mózgu.
    Zdziwił mnie Tusk (nie oglądałam wywiadu) który stwierdził że przyszłość w polityce to PO + PSL, liberalno konserwatywna. No chyba się na rozumy pomieniał. Dalej schlebianie kościołowi? Nawet ja, też w Bxl, widzę z perspektywy że społeczeństwo co bardziej oświecone puszcza skompromitowany kościół w trąbę i tendencje są coraz bardziej lewicowe. I tutaj nowsze wieści, otóż PO ma przegłosować ciotunię Kidawę na kandydatkę, nie Jaśkowiaka. Jaśkowiak to jest właśnie to czego Polsce potrzeba, wzięli by dudy w troki i choć raz pomyśleli bo zęby bolą :/

    Za Piotrowicza i Pawłowicz Du*a Trybunał ma w kieszeni. Oby tylko paru głosów z PO nie zabrakło. Albo żeby guzików znowu biedactwa nie pomyliły :/

    Ja już nie śledzę tv, wystarczy mi co w internetach wyczytam. Netflix i Star Trek skutecznie mnie relaksują i odcinają od rzeczywistości, temu mnie na blogu nie ma wieczorami ostatnio.

    Pisz bo my tu się wszyscy za dobrze znamy i zaczyna być nudno, nawet żarty są przewidywalne :/

  73. Polscy statyści grający Rosjan w amerykańskich produkcjach stali się już takim standardem, że jak na jakimś tutejszym przyjęciu wzniosłem toast „Na zdrowie!”, to zapytano mnie, czy pochodzę z Rosji.
    Na moje zaskoczone spojrzenie wyjaśniono mi, że przecież Rosjanie w filmach (szpiegowskich, thrillerach, wojennych etc.) zawsze tak mówią 😎

    Prawdziwy Rosjanin, notabene, pije „Za zdarowje”.

  74. Ewa-Joanna

    Wierzący i wiedzący w jednym stali domu. Niewiele ich od siebie wzajem różni – są jak Świadkowie Jehowy: klepią wyuczone. Tak klepiecie Ty i Herstoryk. Z reguły NIE NA TEMAT. Wiecie znacznie lepiej z Australii o tym, co jest w Niemczech niż żyjący w nich Niemcy lub Polacy żyjący tam 30 – 40 lat. Od wierzących i wiedzących radykalnie różnią się myślący, czyli przyjmujący postawę poznawczą Sokratesa. Każda sprawa konkretnego człowieka lub społeczności jest jedyna we wszechświecie, więc żeby mieć o niej zdanie, muszę ją pierw poznać, zaczynając od tego, że odrzucam ogryzki wiedzy o niej i nie wiem nic. Wy zaczynacie od tego, że wiecie o niej wszystko, bo wszystkie sprawy na ziemi są takie same i ludzie – tacy sami. Takie ogólniki to właśnie kołtuństwo.

    Kiedy Sławczan lub ja przekazuję nie ploty z dziesiątych ust, lecz własne doświadczenia, lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec, Wy przeciwstawiacie własne doświadczenia z Australii lub ze świata. A czemu kpiące przeciwstawienie, a nie przyjęcie do wiadomości tego, co nie jest z Waszych szerokości? Wasza wiara i wiedza są wiarygodne, a ich doświadczenia – nie? Prezentujecie klasyczną postawę kołtuńską: nie może być inaczej niż wiemy z własnych doświadczeń. Tymczasem islamscy nachodźcy w Europie, którzy byli przyjmowani bez wizowych i granicznych procedur to wielotysięczne masy przemieszczające się w wyniku przestępczej działalności mafii, a nie zwyczajna, zgodna z procedurami migracja jak Wasza. Masowa migracja ludzi z obcej kultury ma swoją psychologię i swoją logikę, o której z drugiego końca świata nie wiecie nic (ja wiem tylko z przekazu znajomych i z doniesień lokalnej niemieckiej prasy, które oni mi przysyłają) – a wiedzą ci, na których garby to spadło. Z tym że i w samych Niemczech ludzie na jednym końcu większego miasta niekoniecznie mają wiedzę o tym, co się dzieje na drugim końcu. Herstoryk uczepił się kiedyś mojej nazwy „tsunami”, Ty pleciesz o przyczynach wykluczeń imigrantów – to przykłady mówienia nie tylko bez znajomości tematu, jakim stały się masowe migracje za lekkim chlebem do krajów wysoko rozwiniętych (przyjmowanie ich to najmądrzejszy sposów ratowania świata?), ale i kompletnie nie na temat. Tematem Sławczana i moim (onegdajszym, bo dawno uznałem, że szkoda słów i wyjątkowo dziś – może przez gównianą pogodę – mnie ruszyło) są przeżycia ludzi w ich ojczyznach, którzy na własnej skórze odczuwają skutki antydemokratycznych decyzji władz. Ludzie, którym to tsunami radykalnie zakłóciło spokojne, uregulowane życie, żyją nowymi dla nich FAKTAMI, dziczejącą codziennością, a nie filozofowaniem o przyczynach nieszczęść islamistów w islamskich krajach. 70-letniego Niemca w jego poczuciu zagrożenia nie interesują ani dziejowe procesy, ani dziejowe przyczyny biedy i migracji, ani to, czy obcy za 30 – 40 lat się zintegrują, czy zaczną w Niemczech tworzyć kalifaty, lecz to, że dziś przez nich przestał się czuć u siebie, w swoim świecie, który budował własnymi rękami dla siebie i swoich bliskich, nie dla obcych, roszczeniowych i wrogich, i żyje w ciągłym stresie. Będzie w nim żył do końca swoich dni. A życie ma jedno.

    Na blogu ateistów mówimy o religii katolickiej w naszym kraju jako o złu (widzę również jej dobro dla części ludzi) i Wy o tym mawiacie. Ale islam, który nie tylko pretenduje, jak to robi od nowa katolicyzm w Polsce, do bycia religią państwową, lecz jest nią od początku swego istnienia – a jego żywą i żywotną część stanowią pretendujący do barbarzyńskiej władzy nad światem fundamentaliści, złem ani zagrożeniem, chyba dla Was nie jest, skoro o tym nawet nie piśniecie. Tak właśnie wygląda logika ludzi wierzących. W siebie. No jakżeż w islamie może być zło, skoro w mojej pipidówce – nie jest. W katolicyzmie może być zło i jest, ale w islamie?!

    Nie frustrujcie się, ludzie, nie panikujcie. Za 300, 400 lat islam będzie taki sam jak teraz katolicyzm – więc jeśli cierpliwie dożyjecie, będziecie mieli nagrodę z łaski Pana Boga. W postaci wielebnego władztwa, pedofilii, złodziejstwa, kurewstwa, naciągactwa, służenia mamonie, politykowania, nienawidzenia bliźniego, pychy i dokładnej odwrotności tego, co sobą prezentował trochę może rzeczywisty, ale więcej wymyślony Jezus Chrystus. Allahu akbar.

  75. No i pombocek wsiadł znowu na ulubionego konika i galopuje 😉 Choć sam nigdy nie był w Niemczech, to zna paru tamtejszych (w tym polskich) rasistów i już WIE, jak tam jest.
    A ja dalej nie wiem, dlaczego ci przerażeni islamistami znajomi nie wracają do czystorasowej i bezpiecznej Polski.
    Albo dlaczego 70-letni, zagrożony kalifatem, Niemiec nie przeniesie się za Odrę, z niemiecką emeryturą będzie mu tu jak w raju. Najwyżej spoliczkują go w tramwaju za mówienie po szwabsku, ale nie we wszystkich polskich miastach są tramwaje 😎

  76. @pombocek
    Ależ w tobie wezbrało, że aż taką filipikę przeciw blogowemu kołtuństwu wygłosiłeś. Czy aby nie przegiąłes, stawiając jednocześnie siebie samego za wzór pokornego WIEDZĄCEGO na podstawie własnego doświadczenia i dalekiego od wszelkich, często niesprawiedliwych uogólnień w ocenie ludzi i faktów? Na koniec masz pretensje, że nie widzimy (tak ogólnie MY?) zagrożenia , jakie niesie islam, choć polski katolicyzm oceniamy prawidłowo.
    To właśnie kwestia doświadczenia lub jego braku.
    Wbocku, pozdrawiam cię ciepło z nadzieją, że uniknę twojego gniewu za ten post.

  77. Króciótko i ostatecznie, bo nie lubię przeżuwać znowu N-razy odgrzewanego kotleta. @Pombocek, @Sławczan oraz ich krewni i znajomi, typowi „Polacy poinformowani i tolerancyjni”, wiedzą lepiej niż Niemiecki Urząd Statystyczny, https://strajk.eu/niemcy-spoleczenstwo-wielokulturowe-coraz-mocniejsze-ale-wiele-jest-jeszcze-do-poprawy/
    Ww. na pewno przecież zakłamuje, dfa poprawności politycznej i w spisku z lewakami, a być może nawet z Bildebergiem i Sorosem 😉 .

    PS. Nikt tu nie broni islamu. Krytykowane jest stereotypowanie w czambuł jego wyznawców. Ale takie subtelne rozróżnienie widać za trudne dla lękliwie uprzedzonych ignorantów.

  78. Najbardziej mnie zadziwia logika tego zdania:
    przekazuję nie ploty z dziesiątych ust, lecz własne doświadczenia, lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec

    Nie ploty z dziesiątych ust, o nie!
    To są własne doświadczenia, wprawdzie nie pombockowe, lecz Niemców i Polaków z Niemiec, ale jednak własne 😎
    Pisałem tu już o moich własnych doświadczeniach z wieloletniego życia w społeczności złożonej w ponad 20 proc. z obcych, pisał Herstoryk, pisali inni, ale nie są to wiarygodne informacje, bo my nie jesteśmy przerażeni i nie straszymy?
    Bo nie potwierdzamy uprzedzeń, nie dajemy pożywki dla ksenofobii i antagonizmów?

  79. @ zak1953

    Gratulacje z powodu wzięcia udziału w filmie Agnieszki Holland.
    Ciekawi mnie, jak się wczułeś w rolę urzędnika moskiewskiej machiny biurokratycznej z lat 1930-tych? Zrobiłeś rozpozanie uczestniczące w jakimś dużym urzędzie pełnym pisoidów rok temu? 😀
    I ten płaszcz, kapelusz i pewnie postawiony kołnierz. Rączka w rękawie tegoż płaszcza mignęła w kadrze.
    Nikt Cię co prawda nie pozna, ale sam się poznasz. I dobrze: jest frajda, jest udział, na planie filmowym byłeś, maszynerię filmową w robocie widziałeś, no i miałeś okazję zamienić parę zdań z Agnieszką Holland przy pracy. Plus gratyfikacja. Może kupon na jesionkę III klasy urzędniczej, wyrobu Moskiewskich Zakładów Szwalniczych „Czar Rewolucji”? 😀

    Ciekawi mnie sam koncept filmu Agnieszki Holland, że raczej kino akcji, niż „moralnego niepokoju”. „Wielki głód” na Ukrainie skłania może w pierwszej mierze do nakręcenia jakiegoś moralitetu, a tu coś innego.

    Swoją drogą, Hołodomor to niewyobrażalny koszmar, zwłaszcza w czasach masowej konsumpcji i marnowania żywności, jako „podstawowego prawa człowieka”, choć ten „człowiek” to nieco na wyrost dane słowo, bo chodzi o konsumenta klienta, pożeracza macdonaldów i wszelkiego śmieciowego żarcia pełnego chemii, a nie tam jakiegoś „człowieka”.
    I sprawa Hołodomoru jest horrorem trzymanym gdzieś w tyle, i sprawy setek innych hołodomorów z czasów kolonialnych, wojennych czy zbliżonych, są podobnie traktowane: nie wracać, nie wypełniać luk wiedzy, nie zadośćuczynić. Tego ostatniego właściwie nie ma jak zrobić. To co można się starać robić, to nigdy do tego więcej nie dopuścić.

    Miałeś okazję statystować w filmie fabularnym, ja parę razy wystąpiłem w reportażu i dokumencie. Kolega sprzed lat, jeżdżący sportowo na koniach, wystąpił w „Potopie”. Zdaje się, że nie w płaszczu i kapeluszu, ale w tłumie jazdy, chyba jakichś rajtarów. Potem przez pół roku albo rok wszystkim na okrąglo opowiadał o tym jak nakręcony i ciągał do kina, żeby sobie popatrzyli na „najważniejszego jeźdźca w polskim kinie”.
    Co to film robi z porządnego człowieka 😀

  80. Ja się już wypowiadać nie będę, bo jak ktoś chce rżnąć głupa to mu tego zabronić nie mogę.

  81. Tobermory
    6 grudnia o godz. 11:53

    Tylko dlaczego w tych holyłódzkich produkcjach, ci Rosjanie udawani przez Polaków tak dziwacznie po rosyjsku gadają? A właściwie, to rzadko cokolwiek gadają, poza tym „zdarowiem”, „niet”, albo „strielaj”. Ewentualnie, w przypływie nadzwyczajnej elokwencji, gadają „job twoju mać”.

  82. Tobermory
    6 grudnia o godz. 12:13

    O konikach, Tobermorku, to rozmawiaj z koniarzami lub sam ze sobą. Samo to, że rzuciliście się na mnie – WY, a nie tylko TY – ani przez ćwierć sekundy nie poświęcając rzeczowej uwagi psychologicznym FAKTOM i kompletnie nowej sytuacji w Europie, dyskwalifikuje zabierających głos jako dyskutantów. Identycznie było z nieistniejącym „prądem wstecznym”: nikt, poza Tanaką, nie zabrał głosu na poruszony przeze mnie temat ani nie starał się go zrozumieć.
    Więc nikt NIE ZROZUMIAŁ i nie rozumie do dziś. Dlatego podnoszenie na blogu czegokolwiek wymagającego woli rozumienia, jest głupotą, do której chętnie się przyznaję.

  83. @Tanaka
    6 grudnia o godz. 13:30

    Żeby chociaż „zdarowie”, ale oni furt tylko „zdrowie” krzyczą i bach, kieliszkiem o ziem 😎
    To jest normalny sabotaż i krecia robota, ale Amerykańcom i innym niekumatym i tak wsio ryba 🙄

  84. mag
    6 grudnia o godz. 12:27

    Kłamiesz, mag. Oto Twoje kłamstwa.

    „Czy aby nie przegiąłes, stawiając jednocześnie siebie samego za wzór pokornego WIEDZĄCEGO na podstawie własnego doświadczenia (…)?

    To nie jest uczciwe przekazanie tego, co powiedziałem, lecz subiektywna deformacja i ocena, a znak zapytania niczego nie zmienia.

    „Na koniec masz pretensje, że nie widzimy (tak ogólnie MY?) zagrożenia , jakie niesie islam, choć polski katolicyzm oceniamy prawidłowo”.

    Chyba nikt tu nie umie czytać i się nie chce uczyć, łącznie z Tobą. Nie trąbiłem o żadnych zagrożeniach, lecz o krzycząco niekonsekwentnym traktowaniu islamu i katolicyzmu. Widać za duże subtelności jak na ten blog. Idę do diabła.

  85. pombocek
    6 grudnia o godz. 14:20

    mag
    6 grudnia o godz. 12:27

    Kłamiesz, mag. Oto Twoje kłamstwa.

    Pombocku, a to dobra metoda – tak na ostro? Skąd to? Nie buzuje w Tobie cos, co nie jest w proporcji i rzeczy? Myślę, że warto się przyjrzeć. Wiesz przecież świetnie, że nierzadko pojawiają się mijanki w myśli, niedoprecyzowania; bywają niedoczytania ale i tak samo niedopisania u źródła. A mag znamy jako bardzo świetlaną i światłą blogowiczkę i cud-dziewczynę. Jeśli cokolwiek, to nie ze złej woli, co należy założyć – i nie ze świadomości, a raczej niespójności wzajemnych przekazów. Zaś brak świadomości kłóci się z definicją kłamstwa, pozostaje co najwyżej podanie nieprawdy.
    Spojrz nasię, Pombocku i bądź jako i jesteś chłop na łonie przyrodniczym: łagodny wobec jeziora, kaczki, pstraga, ćciny i podróżnika w łodzi.

  86. Trzymając się co nieco tematu filmowego, choć tangencjonalnie, bo nie o statystowaniu.

    Właśnie obejrzeliśmy z żoną film „Twarz”. Być może zainspirowany „Metamorfozą” F. Kafki, ale w czysto polskiej wersji. Nie wiem jak wielu członków szanownego gremium „Twarz” widziało, ale byłem przyjemnie (i nieprzyjemnie, ale o tym dalej) zaskoczony, bo film bardzo dobry, no i kręcony w dobrze nam znanych okolicach, nad Dunajcem i jeziorem w Czchowie, gdzie scenariusz przeniósł świebodzińskiego „Chrystusa”.

    Nieprzyjemnie, bo pokazuje prowincjonalną obskurancką i obskurną Polskę ze całą jej brzydotą – ogłupiałą katolicką dewocją, nienawiścią do „obcych” a nawet do swoich którzy stali się „obcy”, jak bohater po przeszczepie twarzy. Są w nim ksiądz łapczywie wypytujący przy spowiedzi o szczegóły „dotykania”, idiotyczne egzorcyzmy, spasieni purpuraci, komisja lekarska orzekająca o inwalidztwie, wódochlanie, pijaczki pod sklepem, bójki rodzinne „o pole” nad grobem i mnóstwo hipokryzji. Nie jest tak źle, jeśli takie coś można było nakręcić.

    @E-Jotko luba, jeśli nie widziałąś, obejrzyj – https://www.sbs.com.au/ondemand/video/1628059203884/mug, warto!

  87. Tobermory
    6 grudnia o godz. 14:10

    @Tanaka
    6 grudnia o godz. 13:30

    Żeby chociaż „zdarowie”, ale oni furt tylko „zdrowie” krzyczą i bach, kieliszkiem o ziem

    Zdaje się, że u Tewje Mleczarza jest jeszcze inna wersja, jakaś taka niewyraźna, bardziej brzmiąca jak „zdrowja”, niż „zdrowie”, czy „zdarowie”.
    No i jak taki oglądacz tych monosłowych i pogiętych produkcji holyłódxkich ma cokolwiek z Rosjanina kapować? No, nie da się, zostaje coś jak u Rossa z Fronczewskim na czery nogi:
    Dwa razy dwa? Szszczsztyeeee.., niech pan jeszcze raz spyta!
    W holyłódzie ani nie pytają, ani nie odpowiadają.

  88. Qba
    6 grudnia o godz. 8:01

    Człowiek zawsze bardziej boi się nieznanego (choćby najbardziej niewinnego) niż najgorszego znanego. Cecha ta jest gwarantem stabilności cywilizacji i skutkuje odruchowym, stadnym sprzeciwem przeciwko wszelkim zmianom.

    Ta obawa przed nieznanym jest naszym atawistycznym wyposażeniem. Działa automatycznie, dopóki tego nie rozpoznamy i nie przemożemy świadomym, refleksyjnym działaniem, opartym m.in. na edukacji. A edukacja ma w sobie – rzadko uświadamianą – funkcję oswajania się z lękiem za pomocą poznawania. dowiadywania się, rozpoznawania, szukania sposobów, by – dzięki poznaniu – niewiadome przestawało być niewiadomym i dawało sobą powodować w konstruktywny sposób.
    To samo robią nasi kuzyni w ewolucji: uczą się rozpoznawać i opanowywać lęki.

    Aby ewolucja miała szansę, pewien procent populacji musi dążyć do zmian. Są to najaktywniejsi, najsprawniejsi jej członkowie, którzy mają największe szanse przeżyć w nowych warunkach. Śmiertelność wśród nich jest znikoma.

    Co do pierwszej części – zgoda. Nie całkiem jest tak w przypadku ostatniej konkluzji, dotyczącej śmiertelności. Wysoka aktywność, śmiałość w badaniu niezbadanego, by odkryć i zająć nowe nisze życia i nowe sposoby jego lepszego prowadzenia, wiąże się z podwyższonym ryzykiem strat.
    Kto włazi na skałę, by na wysokościach szukać nowego, łatwo zleci i się ukatrupi, albo co najmniej połamie. Kto polował na gołębia, a bierze się za polowanie na mamuta albo co najmniej na baribala, znacznie podwyższa ryzyko śmierci.
    Kto się wypuszcza na morze szukając obfitszego połowu czy nowego lądu do zamieszkania, gdy dotyczczasowy zaatakowali skutecznie wrogowie plemienia, lub zalała lawa, łatwo może życie postradać.
    Na końcu zawsze jest gen i jego interes. Jak gen zostanie przekazany, może sobie figlarz ginąć, będzie dość kolejnych figlarzy co na morze ruszą i w końcu coś z tego wyniknie dla genów pozytywnego.
    Chyba, żeby nie wynikło.

  89. @pombocek
    Nie chodź do diabła, bo jemu tylko w to graj. Chichocze sobie złośliwie, jak się zapieniasz niekoniecznie w słusznej sprawie. Nie chcę ciągnąc tematu, czyli rozkładać na czynniki pierwsze, co kto powiedział i co miał na myśli, ale do kłamstwa, co mi zarzucasz, absolutnie się nie poczuwam.
    Z tobą bywa tak, że albo rzucasz się komuś na szyję i go nasładzasz albo przyjmujesz bojową postawę i masz wszystko za złe. Krótko mówiąc, jesteś zmienny w uczuciach i łatwo obrażalski.

  90. pombocek tak ma że jak się huknie w mały palec u nogi to dunderuje że się wszyscy w ćciny chowają

  91. @ Qba
    Trafienie telewizorem w Prezesa z powodu pomieszkiwania na wsi jest mocno utrudnione, ale co do ekologii pełna zgoda, bo przy większym zamachu wylądowałby w Rospudzie. Pomysł na SAA znakomity, ileż satysfakcji mogą czerpać niespełnieni aktorzy z pracy np. w komisji rewizyjnej, nie mówiąc już o członkach zarządu, i o czym już strach nawet myśleć-prezesowania.
    Mróz powoli ścina jezioro, wieje od wschodu, ale w niepamięć odchodzą suwalskie zimy. Dyskusja o kulturze, głodzie i aktorstwie w takich okolicznościach przyrody przywołuje rodzinne opowieści o Syberii. Mało kto słyszał o rosyjskiej awangardzie artystycznej, wszyscy wiedzą co to był GUŁAG, choć mylą urząd z łagrem i na mapie nie odnajdują Kołymy.

  92. @Tobermory 6 grudnia o godz. 12:13; mag 6 grudnia o godz. 12:27

    Mnie najbardziej rozbawiło zdanko pombocka:
    Prezentujecie klasyczną postawę kołtuńską: nie może być inaczej niż wiemy z własnych doświadczeń.

    Po czym pombocek zaprezentował, a co, klasyczną postawę kołtuńską – według swojej własnej definicji 😀

    Jednak zacietrzewienie i brak rozwagi dostrzegam łatwo po obu stronach u co poniektórych dyskutantów.

    U Sławczana natomiast go nie widzę…

    A liberalne przegięcia rządów w celu przypodobania się wyznawcom proroka są smutnym faktem. W Kanadzie „pokrzywdzony” terrorysta otrzymał od premiera 13 milionów… odszkodowania. I został przyjęty z otwartymi ramionami. Omar Khader, jeśli kogoś to interesuje.

  93. @Żak – jak zwykle ciekawy wstępniak, że się tak wyrażę z niejakim opóźnieniem 🙂 Podoba mi się (tak na ogół) twoja rzeczowość

  94. @Na marginesie
    6 grudnia o godz. 15:44

    Jak na razie to zacietrzewiony jest tu tylko jeden.
    Ktokolwiek mu odpowiedział, uczynił to spokojnie i bez emocji.
    Przecież to nie pierwsza taka erupcja i bywalcy wiedzą, że tylko spokój może nas uratować 😎 😉

  95. Zak1953, bardzo dobrze mi się czytało twoje sprawozdanie statysty z planu filmowego, takie od serca, z przestrzeganiem porządku w przekazywaniu przeżyć i zdarzeń, dociekliwe, ujmujące, przemawiające, scalające ładną prozą w jedno opowiadanko zdarzenia i przeżycia.

    Nefer
    4 grudnia o godz. 22:52
    zak1953
    4 grudnia o godz. 22:19
    Ilość i rzetelność przekazywanych informacji to jedno ale nowe pokolenia nie są uczone oddzielania ziarna od plew. Brak nauki krytycznego myślenia, powierzchowność i pęd za sensacją.
    Nie uważam że Banaś to wypadek przy pracy. Raczej ostro przekombinowali i się zemściło i będzie się mścić dalej. Sprawa jest rozwojowa, dali władzę komuś kto im fiknął i nie mogą z tym nic zrobić. Straszenie rodziny jeszcze zaogni sytuację, prawie cosa nostra :/

    Mój komentarz
    Też tak uważam. To nie jest wypadek przy pracy. To zaplątanie się Prezesa we własne sznurówki, dotarcie do tego momentu w przewodzeniu Polsce, gdy tak źle i tak niedobrze, co doskonale wyczuł Banaś i postanowił nie tylko zagrać Prezesowi Polski na nosie, ale i drzeć z niego łacha.
    Autorytet Jarosława jako zbawcy narodu (pamiętamy okrzyki J-a-r-o-s-ł-a-w, J-a-r-o-s-ł-a-w) nagle, jednym niefortunnym zdarzeniem, w które to wydarzenie Jarosław Ka sam się wplątał, został poważnie nadkruszony, poddany najwyższej próbie i w niej niemal ośmieszony. Marionetki mają o czym myśleć. Wiatr roznosi zapach porażki.
    Pzdr, TJ

  96. @Nefer
    A Holowniu ci nie pasi na prezia. GWniano-TVNowe maja nowego czarnego konia. Bedzie sie scigal z budyniowa dupa w lapaniu spadajacych serc jezusowych.

  97. Zakupilem sobie test DNA na pochodzenie genetyczne (my heritage). Sprawdza ile jest we mnie zydo-mongolo-ruskiej malpy a ile prawdziwego polskiego katolika.

  98. @Hersortyk
    ,,Podsumuję tylko po belfersku:””
    – Znajomość historii najnowszej, ze szczególnym uwzględnieniem zachodniej kolonizacji i interwencji blisko-wschodnich niedostatecznie!.
    Jak rozumiem z względu na kolonialną przeszłość i amerykański imperializm (o Izraelu nie wolno mówić) ludzie, którzy przybywają do NASZEGO domu mają prawo odreagować swoją nienawiść zabijając losowo wybraną, maksymalnie dużą liczbę osób? W ten sposób ,,myśląc” Polak- masowy morderca ma prawo zabić losowo wybraną grupę Niemców? ,,No bo okupacja”! A doraźnie kradnąc ichnie samochody (wiem, wiem rasistowski stereotyp Polaka) dokonałby wypłaty reparacji? Niestety nie kupuję ,,teorii upokorzenia”
    – Znajomość historii i podstawowych kanonów i nauk islamu niedostatecznie!.
    Znam historię islamu oraz jej wkład w rozwój naszej cywilizacji. Co do nieznajomości ,,podstawowych kanonów i nauk islamu” – cóż chrześcijaństwo ma szlachetne założenia, ba i katolicyzm jest za ,,dobrym”. Nie wiem tylko dlaczego od jakiegoś czasu jarmarki bozonarodzeniowe w Niemczech muszą być zabezpieczane.
    – Znajomość socjologii migracji i asymilacji imigrantów niedostatecznie!.
    W tej kwestii prosiłbym o więcej danych. Jak rozumiem otwarte do niedawna i tolerancyjne społeczeństwa Zachodu popadły w rasistowski amok pod wpływem rosyjskiego trollingu?
    – Znajomość zagadnień bezpieczeństwa publicznego Europy Zachodniej i USA, z uwzględnieniem statystyk terroryzmu niedostatecznie!
    Nie wiem jakie są ,,statystyki terroryzmu” ale jak już pisałem (na razie) żaden buddysta, katolik, ateista nie wjechał do redakcji pisma satyrycznego i nie powybijał tych, którzy ,,obrazili” jego religię. Urban zajmuje sie tym od lat i żaden katolik jakoś mu nie odpłacił. A jak wiadomo katolickich maniaków u nas ci nie brak. Statystyka…tja…pewien profesor utopił się w jeziorze, które statystycznie miało 15cm głębokości. ,,Zagrożenie terrorystyczne” – nie oszukujmy się nie jest ono w Europie prawie żadnego innego pochodzenia niż ze strony ,,wyznawców religii miłości” jest doskonałym pretekstem dla rządów do obcinania naszych swobód, kontrolowania nas.

  99. Ramschel
    6 grudnia o godz. 16:49

    Hołownia, ten chłopczyk w komunijnym garniturku? Daj pan spokój :/

  100. Tobermory 🙂

  101. Nefer
    Na zartach sie nie znasz? Po prostu dziwi mnie jak to tzw opiniotworcze, opozycyjne media GW czy TVN zaczely bic piane na ten temat (wybor miedzy noszacym gromnice i lapaczem serc jezusowych).

  102. Ramschel
    6 grudnia o godz. 17:06

    Dlaczego zaraz się nie znam? To był sarkazm 🙄

  103. Tobermory
    4 grudnia o godz. 15:24

    W sumie nasza okolica załapała się na parę minut filmu (dobry tydzień kręcenia), a scena końcowa rozgrywa się nad naszym ulubionym jeziorem. Od tego czasu jakoś inaczej spoglądamy na murek, z którego jeden z bohaterów filmu skacze na główkę do wody…

    Tobermory
    4 grudnia o godz. 15:40

    Murek nad jeziorem

    * * *

    Czy z takim murkiem to się robi tak jak z papieżem: że jak pogłaskał parafiankę na występie pielgrzymkowo-zagranicznym w Watykanie, to ona do końca życia tego miejsca już nie umyła i co wieczór się długo do lusterka modliła?

    Swoją drogą, akurat ten Bond On Her Majesty’s.. to jakiś taki najmniej doceniony został, a George Lazenby nie bardzo panie zachwycił.

  104. @tejot
    „Autorytet Jarosława jako zbawcy narodu (pamiętamy okrzyki J-a-r-o-s-ł-a-w, J-a-r-o-s-ł-a-w) nagle, jednym niefortunnym zdarzeniem, w które to wydarzenie Jarosław Ka sam się wplątał, został poważnie nadkruszony, poddany najwyższej próbie i w niej niemal ośmieszony. Marionetki mają o czym myśleć. Wiatr roznosi zapach porażki.”
    Lejesz miód na moje serce, ale to raczej wishful thinking. Pancerny Suweren zagłosowałby dzisiaj (dane z grudnia) w przewadze na PIS. AŻ 45% suwerena. Republika Banasiowa snadź mu pasi.

  105. Ta samam rozmowa, te same role do odegrania. A szkoda, bo tematyka jest skomplikowana. Polecę Panem-Szczerkiem:

    Czy nie lepiej pokazywać publicznie, że rozumiemy obawy społeczne, że widzimy, że w islamie, tak jak w chrześcijaństwie, jest wielki ładunek niebezpieczeństwa i należy rozbrajać go zawczasu?

    Ale żeby to osiągnąć, trzeba mówić tak, żeby ludzie nas zrozumieli, komunikować się z nimi i ich lękami, a nie obrażać się na nich, że są głupi.

    Nie możemy być wyłącznie pogubionym i pouczającym innych elitarnym klubem ludzi z wyższym wykształceniem. To jest śmieszne, że ludzie, którzy nie rozumieją i nie reprezentują społecznych lęków, nazywają się „lewicą prospołeczną”. Połammy tę pierdoloną polityczną poprawność. Pozwólmy ludziom zadawać konfrontujące pytania, mieć wątpliwości. Wiele rzeczy we współczesnym świecie wymaga przedefiniowania, pojawiły się nowe pytania i nowe – uzasadnione – lęki społeczne. Odpowiadajmy na nie. Nie bójmy się dzikiej, czasem bolesnej debaty. Są rzeczy ważniejsze od naszego, kurwa, dobrego samopoczucia, lewico, i naszych zranionych uczuć.

    Zerwijmy się w końcu z tej nieszczęsnej smyczy lewicowej politycznej poprawności i „szacunku dla odmienności kulturowej”, bo w jej ramach zdychamy na marginesie poparcia, a nasze miejsce w symbolicznej walce z wszystkimi religiami przejmują prawicowi, antyislamscy fanatycy, którzy pociągną w dół całą naszą cywilizację.

    https://krytykapolityczna.pl/felietony/ziemowit-szczerek/europa-islam-a-oswiecenie/

  106. Bardzo dobry wstępniak, dzięki @zaku, zmotywowałeś mnie do poszukania filmu.
    I aż mi głupio że nigdy nigdzie nie statystowałam 🙁

    Czy ktoś czytał „Red Famine” pani Applebaum i jest gotów tę książkę polecić?

  107. lecher
    6 grudnia o godz. 9:25
    To co dla Ciebie było studencką eksperymentalną przygodą z TV, dla mnie było już czymś normalnym, chociaż ten kontakt rozwijał się stopniowo. Jako 4-ro latek, w początkach 1957 roku miałem możność oglądać u sąsiadów pierwsze programy dla dzieci oraz niektóre programy dla dorosłych (rodzice b. rzadko zostawiali mnie samego w mieszkaniu). Problem takich wędrówek zniknął, gdy w lecie 1958 tata przywiózł nowego „dużego” Belwedera. Jak widać telewizja w Polsce nie osiągnęła jeszcze szacownego wieku 70-ciu lat. A już widać, że znany nam dotąd system ulegnie niedługo ogromnym zmianom. Standardowa TV odejdzie do lamusa, dając nam coś interaktywnego, reagującego na nasze bieżące potrzeby bądź możliwości oglądania. Może warto by było przypomnieć nieznane większości początki?

  108. Ramschel
    6 grudnia o godz. 17:06
    Po prostu dziwi mnie jak to tzw opiniotworcze, opozycyjne media GW czy TVN zaczely bic piane na ten temat (wybor miedzy noszacym gromnice i lapaczem serc jezusowych).

    Czytam głównie nagłówki, rzadko całe teksty oraz czasem słucham podcasty z tokfm, ale ani razu nie natknęłam się na bicie piany w sprawie Hołowni. Raczej uprzejmy sceptycyzm, i zdziwienie skąd taka kasa.

  109. Nefer
    5 grudnia o godz. 23:09

    Filmowych występów nie zaliczyłam ale 3 razy zagrałam na głównej scenie w prawdziwych teatrach. Zdarzyło się. Trema że matko przenajświyntso.

    Oooo.., to klękam, pod nogi podejmuję i tak dalej. 😀
    Prawdziwe deski i prawdziwe teatry! Psenajśfintsy!
    I zapisujesz się do miejscowego koła zbowid-światowid pt. AA?

  110. @Tanaka
    6 grudnia o godz. 15:00

    Upieram się przy stwierdzeniu, że ekstremaliści mają statystycznie mniej wypadków, a zwłaszcza poważnych. Wynika to z ich, wymuszonego przez ekstremalne warunki, profesjonalizmu. O górach się nie wypowiem, bom żaden profesjonalista, choć wiele lat się po różnych wędrowałem i tylko dwa razy spadłem. Ale przez kilka lat jeździłem po niemieckich autostradach bardzo dużo i bardzo szybko. Prawie zawsze zbierała się grupka kilku samochodów i jechaliśmy około 200 km/h wymieniając się na prowadzeniu. Nigdy nie mieliśmy żadnej kolizji, a nawet trudnej sytuacji. Statystyki wypadków ogłaszane co roku potwierdzają naszą sytuację. Niestety, zdarzają się – na ogół młodzi – kierowcy, którzy usiłują tak jeździć. Kończy się często tragicznie. Zapominają, że my byliśmy wszyscy przynajmniej po 40-ce i mieliśmy za sobą wiele lat za kierownicą w różnych warunkach. I co ważne – my nie musieliśmy tak jechać. Była to zawsze decyzja podjęta po uwzględnieniu zasadniczych czynników, jak pogoda, nasilenie ruchu, samopoczucie, itd. Bo szybka jazda w stresie udaje się tylko w kinie.

  111. izabella
    6 grudnia o godz. 19:21

    Szczerek ma dużo racji, acz hipotetycznej.
    Jak się jednak „komunikować z nimi i ich lękami”, a jednocześnie „porzucić poprawność kulturową”? Porzucenie poprawności polega wszak na zadawaniu „ostrych pytań” i podobnych sprawach. Jak się „ostro zapyta”, to się „ich lęk” pogłębi”, zatną się w sobie, ale im się noże nie zatną.
    Ten, co nie ma lęków, ma trudność z „komunikowaniem się z lękami”, bo ich nie czuje i dziwi się, że można się bać czarnego kota, albo innych niewywułujących żadnych lęków spraw.
    Z kolei „porzucenie poprawności kulturowej” jest porzuceniem albo pełnym, albo udawanym. A pełne porzucenie poprawności będzie oznaczać także ich porzucenie wobec spraw wewnętrznych: własnej kultury, tej „tożsamościowej”, politycznej, domowej religii, a nie tej przybyłej z pustyń Arabii. Jak kwestionować i gadać ostrym językiem, to o wszyskim i z każdym.
    Czy powinen więc być jakiś moderator ostrej dyskusji? na czym jego uprawnienia do moderacji miałyby się zasadzać, skoro należy je kwestionować? Uzurpator? Kogo będzie mniej, a kogo bardziej moderował? Zasada moderacji wszak opiera się na nieporzucaniu „poprawności kulturowej: gadamy grzecznie, gładko, pewnych tematów nie dotykamy, a jak dotkniemy, to takiego mamy cykora, że nici z „ostrej dyskusji” i żadnego zmurszałego gmachu uprzedzeń ani obcości nie skruszymy. Zaś lęki pozostaną takimi jakie były, albo się wzmogą.

    Jak się porzuca „poprawność kulturową”, to pierwsi przeciwnicy porzucenia są w domciu: nad Wisłą – biskupy i ich przylgnięci politycy z interesariuszami, czyli Polska prawie cała. Widać to wyraziście: nawet grzeczne, nieśmiałe i ledwożywe słóweczka krytyczki pod tymi adresami już takie ścieklice budzą. A gdzie tu „komunikacja z lękami” takich biskupów i ich przylgniętych polityków, co nieprzyssani tracą siły i życie?

    Trzeba by ze Szczerkiem pogadać o tym jak się „komunikować z lękami” zachowując „ostrość dyskusji” – niech zeznaje co wie. Coś mi się zdaje, że sobie jeszcze tego w głowie nie ułożył i nie zrobił testu podwórkowego.

  112. izabella
    6 grudnia o godz. 19:27

    Jestem niedobry zachecac, bo b lubie czytac Anne Applebaum 🙄 Ostatnio czytalem Iron Curtain. Red famine mozesz pobrac tu
    https://www.booklibrarian.com/pdfepub/red-famine

    pzdr Seleuk

  113. Tanaka:tak samo jak stwierdziles ze Hitler byl wierzacym katolikiem , tak samo piszesz bzdury o islamie ! Ci dzieje sie w twoim umysle : co to za dzienikarstwo: oglupiasz ludzi ktorzy nie wiedza co to islam!
    izabella : ten Szczerek chce tylko zmusic do myslenia opierajacego sie na faktach , ale tez znowu nie za duzo wie na ten temat! Przynajmniej proboje myslec ; nie zmyslac!

  114. Tanaka
    6 grudnia o godz. 19:56

    Trochę teoria a trochę metoda prób i błędów. Bo kto jak kto, ale Szczerek z ludźmi gada, i to bardzo różnymi. Przypuszczam że w ostrej dyskusji o lękach z odrzuceniem politycznej poprawności by sobie jakoś poradził. W razie czego on chyba nie ułomek.

    Ja to chciałam odnieść do blogowiska, bo dla mnie gadanie do ludzi z wyżyn swojej moralnej wyższości świadczy co najwyżej o intelektualnej bezradności. W znacznej mierze byłaby to powtórka z rozrywki w której nikt nikogo nie jest w stanie przekonać, a temperatura rośnie.
    Ale ze Slawczanem można było pogadać, zamiast stawiać mu niedostateczne. To takie właśnie bezradne i niepotrzebne. Jakby brakowało odwagi zaadresowania realnych ludzkich obaw, które są i nie przestaną być bo się kogoś zwyzywa od ignorantów i rasistów.

  115. seleuk|os|
    6 grudnia o godz. 19:58

    Dzięki, już pobieram. Ja czytywałam jej felietony, ale ona jest dla mnie nieco za konserwatywna.
    Ale w historii, mam nadzieję, to nie wychodzi.

  116. @izabella
    6 grudnia o godz. 20:43

    Popieram.

  117. @izabella 6 grudnia o godz. 20:43
    No więc właśnie – ta belferska maniera Herstoryka jest zupełnie niepotrzebna i niedorzeczna.

  118. Znowu ten ratlerek 🙄

  119. @Nefer 6 grudnia o godz. 20:50
    ?????

  120. Nefer
    6 grudnia o godz. 20:50

    Jak radzi Szczerek: trzeba gadać z lękami ratlerka. ratlerek, co raz, gada. Kto zbada, jakimi lękami?

  121. @@Tanaka, Nefer
    Co Wy z tym latrelkiem?! Niech się Szczerek martwi.

  122. Ja tam wiem swoje z mojej moralno-intelektualno-epistemologiczno-logicznej,
    panie, wyzszosci:
    wszystkie rybki maja pipki a karasie po kutasie.
    I tego sie trzymiem, panie tego, kochanku.

  123. izabella
    6 grudnia o godz. 20:43

    Tanaka
    6 grudnia o godz. 19:56

    Trochę teoria a trochę metoda prób i błędów. Bo kto jak kto, ale Szczerek z ludźmi gada, i to bardzo różnymi. Przypuszczam że w ostrej dyskusji o lękach z odrzuceniem politycznej poprawności by sobie jakoś poradził. W razie czego on chyba nie ułomek.

    Gadanie indywidualne to jedno, gadanie zbiorowe to drugie. W drugim przypadku idzie o przekonstruowanie większej części z fundamentu. Na łeb łatwo może się zwalić. to znaczna różnica.

    Ja to chciałam odnieść do blogowiska, bo dla mnie gadanie do ludzi z wyżyn swojej moralnej wyższości świadczy co najwyżej o intelektualnej bezradności. W znacznej mierze byłaby to powtórka z rozrywki w której nikt nikogo nie jest w stanie przekonać, a temperatura rośnie.

    Przedwczoraj dostałem lekcję, co to znaczy intelektualna bezradność.
    Gadam z panią ze wspólnoty mieszkaniowej. Pani dała głos na „nie” w sprawie ważnej inwestycji, jaką wspólnocie zaproponował zewnętrzny podmiot. Wspólnota miałaby z tego tytułu poważny zarobek, pozwalający jej rozwiązać wiele ważnych i kosztownych problemów.
    Pani, będąc na „nie” jednocześnie jest wkurzona, że wiele ważnych problemów nie jest rozwiązywanych.
    Pytam panią: skoro pani jest przeciw, czyli wspólnota nie ma środków na inwestycje jakich sobie pani życzy, to z jakiego innego źródła wziąć środki? Wspólnota sama sobie wyznaczy dwa-trzy razy wyższe opłaty?
    Pani, oczywiście, jest przeciw podnoszeniu opłat. A na pytanie „skąd wziąć środki” odpowiada: no wie pan, tyle jest różnych sposobów..!
    Pytam: jakich, proszę wskazać? Pani: wie pan, ja to mogę panu paczkę wysłać na Borneo, a o resztę to niech się pan nie pyta, bo się nie znam.

    Zdaje się, że jest na taką sytuację intelektualną dobra nazwa: „Smutek tropików”.

  124. mag
    6 grudnia o godz. 21:15

    No, latrelek ma lęki, więc wpada i coś panicznie. A Szczerek się zna na komunikacji z lękami latrelka. To niech radzi jak zbawić.

  125. mag
    6 grudnia o godz. 21:11

    Słowo na dobranoc
    https://static.polityka.pl/_resource/res/path/b1/75/b175ff1b-24e8-4866-9a3c-a08c4712ad80_830x830

    Tak jest! Po tym się poznaje, że Polak jest katolik.

  126. @mag 6 grudnia o godz. 21:15
    To chyba o xp, ale jak zwykle cryptic.

  127. Qba
    6 grudnia o godz. 19:51

    @Tanaka
    6 grudnia o godz. 15:00

    Upieram się przy stwierdzeniu, że ekstremaliści mają statystycznie mniej wypadków, a zwłaszcza poważnych. Wynika to z ich, wymuszonego przez ekstremalne warunki, profesjonalizmu.

    Qba, wiem, wiem, że lubisz się poupierać. Przy czym sam zgłosiłeś sytuację ewolucyjną, a teraz jako przykład swojej słuszności do do ewolucji dajesz kierowców pędzących po autostradzie. Co oni załatwiają dla ewolucji?
    Dajesz przykład oderwany. Miło sobie popędzić na autobanie, też sobie pędziłem; miło być doświadczonym, bezpiecznie jeżdżącym kierowcą, co nie morduje ani po pijaku, ani na pasach, ani w ogóle, co w takiej Polsce słabo działa. Więc może jest nad Wisłą skutek – antyewolucyjny? Może to byłby poważny argument; ewolucja, osiągnąwszy poziom Polaka-katolika, popada w regres i się cofa?

  128. Na marginesie to dobra w zagadki jest 😛

  129. Afery są równoważone kasą dla społeczeństwa
    mag
    6 grudnia o godz. 19:19
    @tejot
    „Autorytet Jarosława jako zbawcy narodu (pamiętamy okrzyki J-a-r-o-s-ł-a-w, J-a-r-o-s-ł-a-w) nagle, jednym niefortunnym zdarzeniem, w które to wydarzenie Jarosław Ka sam się wplątał, został poważnie nadkruszony, poddany najwyższej próbie i w niej niemal ośmieszony. Marionetki mają o czym myśleć. Wiatr roznosi zapach porażki.”
    Lejesz miód na moje serce, ale to raczej wishful thinking.

    Mój komentarz
    Utrzymujące się wysokie (chociaż nie tak zdecydowanie jak pół roku temu) słupki dla PiSu pozwalają, jeśli je skojarzymy z sytuacją niedawną (deptanie konstytucji, unieważnienie sejmowych uchwał oraz orzeczeń TK, wysłanie na emeryturę Prezesa SN, ciąg różnych afer – Chrzanowski, blondspecjalistki w NBP Glapińskiego, 50 000 zł w kopercie dla księdza, zapłacę jak podasz mnie do sądu, numer w hotelu na godziny z lustrzanymi pokojami, telefon gangstera do szefa NIK, itd.)

    i z sytuacją dzisiejszą – afera z upartym Banasiem zdzieranym z konstytucyjnego urzędu szefa NIK, bezprawne spotkanie w sprawie państwowej, spotkanie odbywane w siedzibie partii z udziałem niekonstytucyjnej osoby – szef partii oraz ważny minister konstytucyjny Kamiński. Co ma szef partii na prywatnym gruncie do polecania ministrowi? Dochodzą do tego gwałtownie rozwijające się zawirowania z sędziami, z którymi minister (władza wykonawcza) postępuje mało taktycznie, wręcz bezmyślnie, obniża za karę pozycję zawodową, straszy sądem dyscyplinarnym, 50 kilka zarzutów dyscyplinarnych dla sędziego za to, że się publicznie opowiedział za niezależnością sędziów, itd.,

    to zadziwia reakcja społeczna na to całe niszczenie państwa prawnego, na te występki, przekręty, skandale. Prawie nic się nie dzieje, słaby odzew w społeczeństwie na afery i rympały PiSu w parlamencie, sądownictwie, ministerstwach. Afera z organizowaniem hejtu na sędziów SN w ministerstwie sprawiedliwości (!) przeszła niemal bez reakcji w społeczeństwie.

    To nic nie dzianie się wskazuje na dwie sprawy:

    1) Społeczeństwo krajan w swej masie bardzo słabo interesuje się państwem, prawem i ustrojem, co oznacza, że skandale w tych sektorach odbijają się nijakim echem w większości społeczeństwa. Większość społeczeństwa nie interesuje się wystarczająco swoim państwem by zrozumieć znaczenie tych wydarzeń dla państwa, by dostrzec destrukcyjną działalność PiSu w odniesieniu do instytucji państwa prawnego.

    2) W związku z tym stawiam wydumaną tezę mówiąca o tym, że np. 5 lub 10 afer ustrojowych, prawnych, z których jedna gdzie indziej wywołałaby masowe żądania o ustąpienie ekipy rządzącej, w Umęczonej skutkuje co najwyżej rachitycznymi protestami typu skromne wiece lub pikiety.

    Można pokusić się o wysunięcie drugiej bardziej złożonej tezy. Nie skutkują, ponieważ są zrównoważone z zapasem przez dotychczasowe posunięcia PiSu, które wywołują dającą się odczuć i wykazać aprobatę w dużej części społeczeństwa.
    Moim zdaniem istotną przeciwwagą dla tych brutalnych afer nie są takie godnościowe posunięcia propagandowe jak żołnierze wyklęci, jak przywracanie tożsamości Polakom, jak Polska Wyspą Wolności w Europie, czy Polska bijącym sercem Europy. Wywierają jakiś skutek, lecz pełnią rolę dopełniającą, a nie decydującą.
    Istotną przeciwwagą dla tych PiSowskich skandali, niszczenia państwa prawa, deptania konstytucji, kpin z praworządności i zawłaszczania państwa przez grupkę oligarchów z Kaczyńskim na czele, są takie posunięcia jak 500 +, trzynasta emerytura, podwyżka płacy minimalnej, obniżka wieku emerytalnego, „odzyskiwanie” pieniędzy od złodziei VATu, w ogólności łożenie kasy (bezpośrednio do rąk własnych) na poprawę materialnego stanu obywateli, itd.

    Ciężar afer ustrojowych w odbiorze społecznym okazuje się tak mały w stosunku do wagi 500 plus i innych benefitów dla obywateli (za to że są), że można pójść dalej i powiedzieć, że:

    Jedno posunięcie podwyżkowe (kasa dla ludzi w różnych formach), jeśli chodzi o efekt natychmiastowy, równa się 5 – 10 afer prawnych, ustrojowych, finansowych, obyczajowych, itd.

    Krajanie w dużej części gotowi są poprzeć u władzy tych, którzy im zapłacą, będą szczęśliwi usatysfakcjonowani, nasyceni i dlatego przez palce będą patrzeć na różne perypetie Prezesa PiSu z Banasiem, sędziami, blondspecjalistkami, itd. Dopóki jest kasa, to waga kasy – posłużę się ulubionym terminem Jarosława Ka – anihiluje wszelkie afery w państwie, sprowadza je do pewnych trudności, przeszkód, które są, ale gdzie ich nie ma i z którymi Prezes i towarzysze powinni się uporać.

    Jeszcze jedno. Moim zdaniem mimo że wpływ afer państwowych na poparcie społeczeństwa dla partii generujacej te afery jest relatywnie mały, ale ma cechy długofalowości, co oznacza, że niechęć, wątpliwości zrodzone, zasiane w społeczeństwie przez te afery dają skutek nie od razu.
    Są równoważone przez posunięcia władzy, które pozwalają postrzegać ją jako zbiór darczyńców i obrońców społeczeństwa przed złodziejami VATu, wrogami Kościoła partii i ojczyzny, zwolennikami błękitnej zarazy LGBT, strażnikami zdrowia społecznego. Te równoważące posunięcia wywierają pewien efekt ale efekt ten utrzymuje się tylko dotąd dopóki władza daje. Oddziaływanie afer ustrojowych jest słabe, ale trwa dalej.

    Jaki da skutek ścieranie się tych dwóch efektów – długofalowego i krótkofalowego, zobaczymy. Można wróżyć. Ja wróżę, że efekt afer ustrojowych będzie bardzo powoli narastał i jeśli się nie stanie nic szczególnie niekorzystnego dla KO, PSL, Lewicy, itd., a korzystnego dla tzw. obozu prawicy, może powoli równoważyć efekt kasy dla ludu.
    Pzdr, TJ

  130. Na marginesie
    g.21:27
    Zgadza się, ale w gruncie rzeczy to szkoda słów. Nie uważasz?

  131. @tejot
    g.21:53
    Dzięki za tak wyczerpującą i dogłębną analizę sytuacji, która zaczyna przerastać zarówno rządzących, jak i rządzonych. Oby do nowego roku, który może coś przyniesie sensownego…
    Pozdro

  132. mag 6 grudnia o godz. 21:56
    Na pawelka? Ma pewien walor rozrywkowy. Jak geo-cośtam u Passenta.
    Bo ten Maupo R. to mnie jednak raczej mierzi…

  133. @Tanaka
    6 grudnia o godz. 21:38

    Odnoszę wrażenie, że rozumiesz moje wypociny po swojemu i z tym polemizujesz. Cofam zatem wszystko i przepraszam, że bywam.

  134. No wszyscy się poobrażajmy i blog dechami zabić, kurcze pieczone :/

  135. @Nefer 6 grudnia o godz. 22:58
    Oj tam, oj tam. Jutro też jest dzień…

  136. Do „Ewy-Joanny”
    5 grudnia o godz. 23:01
    napisałaś:
    „@Niezapominajka.
    5 grudnia o godz. 18:37
    Ten moderator to Hartman nikt inny.”

    Dziękuję za informację. Teraz wiem kto jest tym wrednym moderatorem.

  137. Ze wszystkich bajań najpiękniejsze jest bajanie o Mikołaju 🙂
    Tego 6 grudnia to chyba nie ma nigdzie poza Polską?
    Ja pamiętam takie dwa ‚mikołaje’. Jeden z głębokiego dzieciństwa moich małych, kiedy to starsza córka poza prezentami dostała rózgę, bo była nieznośna i rano kiedy się obudziła a ja podstępnie spytałam – to co, był Mikołaj? Odpowiedziała -był, Maćkowi dał rózgę a mnie nic! (mała cwaniara przełożyła tę rózgę do łóżeczka brata) a ja na silę powstrzymując śmiech spytałam czy sprawdziła w kapciach albo pod poduszką. No i oczywiście się okazało, że ten Mikołaj jednak nie taki niedobry był.
    A drugi raz to było już tutaj w Australii w początkach naszego pobytu kiedy syn leżał w szpitalu po wypadku. Chcieliśmy mu trochę rozjaśnić ten pobyt i zrobić tego Mikołaja. Byłam zaskoczona i ujęta postawą personelu, nie tylko nie przeszkadzali w nocnych podchodach ale jeszcze z zapałem brali w tym udział organizując Mikołaja dla innych dzieci.

  138. @Niezapominajka.
    6 grudnia o godz. 23:19

    Dla rozjaśnienia: Jeżeli nie przechodzi jeden post a inne przechodzą to znaczy, że zadziałał skrypt blokujący pewne wyrażenia (nieodpowiednie słowa, nicki zbanowane itp), jeżeli natomiast nie pojawiają się wszystkie twoje posty to oznacza że trafiłaś na listę zbanowanych i tutaj to już gospodarz bloga jest odpowiedzialny.

  139. @Herstoryk
    Dzięki za namiary. Zapisałam sobie w kolejkę do oglądania.

  140. @Qba
    6 grudnia o godz. 22:37
    No i chyba o to chodzi, żeby polemizować, nie? 🙂

    No dobra, dość mnie na dzisiejszą noc.

  141. Qba
    6 grudnia o godz. 22:37

    Zacząłeś od tego

    Qba
    6 grudnia o godz. 8:01

    Człowiek zawsze bardziej boi się nieznanego (choćby najbardziej niewinnego) niż najgorszego znanego. Cecha ta jest gwarantem stabilności cywilizacji i skutkuje odruchowym, stadnym sprzeciwem przeciwko wszelkim zmianom.

    Z tym się, generalnie, zgodziłem. Choć są tu sprawy do wyjaśnienia.

    Aby ewolucja miała szansę, pewien procent populacji musi dążyć do zmian. Są to najaktywniejsi, najsprawniejsi jej członkowie, którzy mają największe szanse przeżyć w nowych warunkach. Śmiertelność wśród nich jest znikoma. To powoduje, że coraz więcej nieprzygotowanych wkracza na nowy teren i wtedy śmiertelność wzrasta (samochody, wspinaczka, itd.).

    Tu już robi się poważniej i passus jest wyposażony w zaskakujące stwierdzenia.
    1. co to znaczy: „aby ewolucja miała szansę”? Podstawowa „szansa” ewolucji polega na losowych, przypadkowych zmianach. Które dopiero po ich zaistnieniu, okazują się korzystne albo wręcz przeciwnie. Co to ma wspólnego, z „dążeniem do zmian” ? Z dążenia do zmian nie wynika nowy stan genomu. Zaś droga do hipotetycznej poprawy warunków życia, czy przeżycia w ogóle, w odniesieniu do „szansy ewolucji” jest odległa, zawiła, niejasna. Ty zaś stawiasz tezy kontretnie i śmiało. To ja się spodziewam, że rzecz rozsupłasz i ją jasno, wiarygodnie wyłożysz.

    Mechanizmy te dotyczą wszelkich przejawów działalności ludzi.
    To już porzuciłeś rozważania na temat ewolucji, czy kontynuujesz? Jaki jest związek między „przejawami działalności ludzi”, a ewolucją?

    „Przejawy działalności” to rzeczy chwilowe, codzienne, a nawet jeśli nieco dłuższe, to mieszczące się wewnątrz zmiennych kulturowych, czyli czymś i tak krótkotrwałym. O czym więc mówisz?

    Im bardziej one praktyczne (bliskie realiów), tym łatwiej nad nimi zapanować (lepsze samochody i drogi, sprzęt wspinaczkowy i przewodnicy). Przy tych bardziej teoretycznych (religie, ideologie), możliwości ograniczają się do powszechnego szkolnictwa, bo wychowanie jest sprawą indywidualną (przynajmniej w demokracjach). Gdy jednak ideologia (również gospodarcza) czy religia wkracza do szkół i wychowania, jest w zasadzie za późno. Taka społeczność wypada z cywilizacji, co jest ewolucyjną samoobroną.

    Zaraz, zaraz, o co tu chodzi z tą „ewolucyjną samoobroną”? Czy to ma związek z „obawą przed nieznanym” ? Czy „stabilnością cywilizacji”?
    To ewolucja broni się przed religią w szkołach, ideologią gospodarczą i tak dalej, czy odwrotnie – religia w szkołach jest samoobroną ewolucji i – skoro od tego zacząłeś – może „stabilizuje cywilizację”? A to dobrze, czy nie dobrze, bo już wszystko to od dawna nie jest jasne?

    „Wychownie jest sprawą indywidualną”, do tego „przynajmniej w demokracjach”? Dla spójności wywodu powinieneś był tą myśl rozwinąć, ale nie rozwinąłeś. To w demokracjach nie ma edukacji która pełni rolę wychowawczą? Czy może wychowaniem zajmują się rodzice? Zajmują realnie, czy teoretycznie? Jest ciągłość między wychowaniem w domu i szkole, czy nie ma; są sprzeczności, czy nie?
    Tworzysz więc dziwny, swobodny zestaw stwierdzeń nie łączących się w spójny przewód myśli.

    Na szczęście takie procesy są bardzo powolne i zawsze (jak do tej pory) znajduje się jakaś Greta Thunberg, która (czasem) powoduje wyprostowanie drogi ewolucyjnej.

    Qba, skąd wiadomo, że następuje „wyprostowanie drogi ewolucyjnej”? Gdzie jest prawidłowy wzorzec owej drogi ewolucyjnej, do którego można się odnieść i dowiedzieć, czy aktualna droga jest prosta, czy krzywa?
    „Zawsze”, ale „czasem” ?? A cóż to za zbitka?
    Czasem następuje „wyprostowanie drogi ewolucyjnej”? A co się dzieje, gdy nie czasem, a w przeważającym czasie biegu ewolucja się nie prostuje?

    Rozsądny, przeciętny człowiek, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z sytuacji, jest na ogół przerażony ogromem pracy koniecznej do jej poprawy. Na szczęście nie wszyscy są normalni. I dlatego jeszcze jakoś leci.

    Qba: zacząłeś wywód od stwierdzenia, że „człowiek zawsze bardziej boi się nieznanego”, a cecha ta jest „gwarantem stabilności cywilizacji”. Skoro więc „rozsądny, przeciętny człowiek” „jest na ogół przerażony” to musi to być dobry i prawidłowy stan. Wtedy bowiem „cywilizacja jest stabilna”. To o co chodzi z tymi „nienormalnymi”, dzięki którym „jeszcze jakoś leci”? Co „leci” i o co chodzi z tym „jeszcze”? A rozsądek jest przeciętnością? Bardzo powątpiewam, a powątpiewa także nauka. Zachowujemy się nadzwyczajnie często zupełnie nierozsądnie, co jest wyróżniajaca cechą naszego gatunku. Inne nie są takie wariackie.

    Z akapitu na akapit, tak sie oddaliłeś od tego od czego zacząłeś i takie niełączące się ze sobą wątki zebrałeś w miszmasz, że, zwyczajnie, nie wiem, o czym mówisz, jaką myśl wyrażasz i czym ją uzasadniasz.

    Spodziewam się jednak, że w miejsce obrażania się rodem z psetskola, po prostu porządnie wyjaśnisz o czym właściwie mówiłeś, porządnie odpowiesz na pytania, zamiast sugerować, że polemizuję nie z tym co napisałeś. Bo nie wiadomo o czym napisałeś.
    Spójrz na własną produkcję z zewnątrz, oceń poważnie, czy pojmujesz co autor napisał, czy myśl wyłożył jasno i spójnie, bez robienia sztuczek z przełączaniem się na tryb wewnętrzny, odautorski.

    A jako poważny autor poważnej i tak wszechogarniającej wypowiedzi, poważnie traktujesz jej czytelnika. Który również poważnie usiłuje sie zorientować o co Ci chodziło i nie może.

  142. I żeby nie było, że u nas zimy latem nie ma!
    https://www.facebook.com/hothamalpineresort/videos/475707083051361/

  143. mag

    „Czy aby nie przegiąłes, stawiając jednocześnie siebie samego za wzór pokornego WIEDZĄCEGO na podstawie własnego doświadczenia (…)?

    Przyznaję, że to o moim WŁASNYM DOŚWIADCZENIU napisałaś z mojej winy.

    Prawie nie zdarza mi się pisać na kolanie, ale to, co jest w mojej głowie, może być inaczej odczytane przez cudzą głowę. Odebrany komunikat niekoniecznie jest tym samym, co nadany komunikat. Dlatego bezpieczniejsze jest gadanie o dupie Maryni – wtedy jest zgoda, a Bóg rękę poda.

    Napisałem tak:

    „Kiedy Sławczan lub ja przekazuję nie ploty z dziesiątych ust, lecz własne doświadczenia, lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec, Wy przeciwstawiacie własne doświadczenia z Australii lub ze świata”.

    W tym zdaniu sformułowanie „własne doświadczenia” w mojej intencji jest składnikiem wyliczanki tego, co gnębi Niemców: własne doświadczenia, lęki i frustracje. Tym się różnię, że nie spocznę, dokąd nie znajdę błędu – cudzego lub własnego. Tu moim błędem było niepotrzebne dodanie do wyrazu „doświadczenia” wyrazu „własnego” – co stworzyło sugestię, że chodzi o MOJE własne doświadczenia. Nikt nie musi pamiętać, że kilkakrotnie informowałem o braku własnych doświadczeń z muslimami (również z takiej, niewłasnoręcznie zdobytej wiedzy składa się KAŻDY człowiek: nie widziałem na oczy Australii, a wiem, że jest). Wiedząc, że czytanie blogowe z zasady jest po łebkach – stąd kupa nieporozumień – mogłem to uwzględnić. Gdybym nie użył niepotrzebnie wyrazu „własnego” w konstrukcji „własnego doświadczenia”, jasne byłoby, że chodzi o doświadczenia, lęki i frustracje Niemców:

    „Kiedy Sławczan lub ja przekazuję nie ploty z dziesiątych ust, lecz doświadczenia, lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec, Wy przeciwstawiacie własne doświadczenia z Australii lub ze świata”.

    Tak więc za to moje jednak niedomyślenie możliwości odczytania zdania przez czytelnika niezgodnie z moją intencją, przepraszam Ciebie, mag, i tych, którzy odczytali podobnie jak Ty.

    No i przepraszam, że, jako więcej introwertyk niż gaduła, znalazłem się w tej nie mojej krainie niepotrzebnie. Stało się to przez początkowe zauroczenie łatwością internetowej komunikacji. Nieuchronnym skutkiem łatwości komunikacji są jej bylejakość i powierzchowność.

  144. pombocek
    7 grudnia o godz. 5:30

    Spieprzyło mi się ostatnie pogrubienie. Pogrubione miało być całe cytowane zdanie. Przepraszam.

  145. Do text Tejot (6 grudnia o godz. 21:53) do Mag hcialbym zwrocic uwage. Bez potrzeby polemika, z mojej strony.

    Wyjecie wew sytuacji w Polsce, bez ogladania na europejskie otoczenie jest dosc ograniczajace. Powodzenie jakiejkolwiek alternatywy w Polsce, bedzie przed wszystkim zalezalo od ilosci pieniedzy, jakie z EU, trafia do Polski. Jak praktycznie zostana rozlozone priorytety EU w nowym wieloletnim budget.

    W Przypadku Polski dojdzie jeszce koszt (wysokosc funduszu restrukturysacyjnego) zmiany w polskiej energetyce, odejscia od wegla. Wydaje mnie (brak „warunkow lokalnych” znajomosci :smile:) bedzie dosc brutalny, bez wzgledu na wysokosc pomocy. Taki styl jest polskich politykow, zawsze byl. Rowniez podwyzka nieuchronna cen elektrycznosci i wplyw na konkurencyjnosc gospodarki.

    Do tego co wyzej, na korzysc Polski jest jeden argument. Nikt, za plotem w Europie, nie chce rozrob i ulicznych rewolucji. Za plotem. W koncu, jakby nie patrzyl, rzad polski jest rzadem z demokratyczna legitymacja Polakow.

    pzdr Seleuk
    ,

  146. @pombocek
    7 grudnia o godz. 5:30
    Ja zrozumiałam dobrze.
    Ale – Przyjmujesz opowieści znajomych za prawdę, bez sprawdzenia czy maja podstawy czy są tylko opowieściami urban legends. Jednocześnie odrzucasz nasze WŁASNE doświadczenia jako nieprawdziwe, bo nie pasują do twojego obrazu. To dlatego ci napisałam o tym rżnięciu głupa.

  147. @Tanaka
    7 grudnia o godz. 0:00

    Oczywiście moja wina, przepraszam. Popełniam (tak mi się wydaje) ten sam błąd, który nieobcy jest pombockowi. Pamiętając, że już wielokrotnie temat tutaj wałkowałem zakładam, że inni wypowiadający się takoż pamiętają. A to jest raczej mało prawdopodobne. A nawet, jeżeli pamiętają, to nie muszą być mego zdania. A ponieważ wydaje mi się upierdliwym, powtarzanie co jakiś czas tych samych argumentów, więc mogę mieć pretensje tylko do siebie. Tak i mam.
    Spróbuję odpowiedzieć na Twoje obfite zapytania.
    Stwierdzenie …aby ewolucja miała szansę… należy traktować jako określenie jednego z warunków koniecznych, bo jak sama nazwa wskazuje, ewolucja to zmiany.
    …przejawami działalności ludzi… wszelkie przejawy działalności ludzi mogą mieć wpływ na ewolucję gatunku. Np. zmiana klimatu, jako przejaw tej działalności. A zaczęło się tak niewinnie, od koła (czy jakoś tak).
    …ewolucyjną samoobroną… jest ujemne sprzężenie zwrotne stabilizujące proces. Przykładowo – jest ciepło i jest nadmiar jedzenia, więc osobniki poszczególnych gatunków są coraz większe i w pewnym momencie okazuje się, że dalej się nie da, bo szkielet nie wytrzymuje. Czyli ta gałąź raczej dalej nie pójdzie. Podobnie jest z masową religią czy ideologią – blokuje zmiany ewolucyjne, co w praktyce oznacza cofanie się czyli degenerację.
    …wyprostowanie drogi ewolucyjnej… to porzucenie jednej/kilku bocznych dróg ewolucyjnych i pójście drogą dającą większe szanse przeżycia gatunku, np. próba ograniczenia zmian klimatu.
    Na szczęście takie procesy są bardzo powolne i zawsze (jak do tej pory) znajduje się jakaś Greta Thunberg, która (czasem) powoduje wyprostowanie drogi ewolucyjnej. Ponieważ ciągle istniejemy jako gatunek, napisałem „zawsze (jak do tej pory)”, a „czasem”, ponieważ „prostowanie drogi ewolucyjnej” oznacza tu próbę ograniczenia zmian klimatu, natomiast istnieją niewątpliwie (nawet, jeśli ich teraz jeszcze nie znamy) inne odgałęzienia rozwoju, np. odkrycie innych możliwości energetycznych (jakaś zimna fuzja) czy komunikacyjnych (ciemna materia, jako bezzwłoczny nośnik informacji zamiast fal elektromagnetycznych).
    Zdania Rozsądny, przeciętny człowiek, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z sytuacji, jest na ogół przerażony ogromem pracy koniecznej do jej poprawy. Na szczęście nie wszyscy są normalni. I dlatego jeszcze jakoś leci. odnoszą się do poprzedniego, czyli tego o Grecie Thunberg. Ludzie, których stać na próbę globalnej zmiany istniejącego porządku (w jakąkolwiek stronę) nie są przeciętni. Na ogół charakteryzują się (między innymi) mniejszą wrażliwością na bezpośrednie bodźce, tak zewnętrzne, np. odczucie bólu, jak i wewnętrzne, np. popęd płciowy czy łaknienie. Ta cecha pozwala im na bardziej globalne spojrzenie, bo nie rozpraszają ich „pierdoły”.

    Twoje uwagi końcowe są jak najbardziej słuszne. Przyjmuję z pokorą, klękam w kącie na grochu trzymając ręce w górze (moja stała kara w początkach szkoły podstawowej za „pyskowanie” nauczycielom) i nie obiecuję poprawy z nadzieją, że nie dotrzymam słowa.

  148. @Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 6:32

    Osobiście zakładam, że wygłaszane zdanie o własnym doświadczeniu jest prawdziwe. Jednakże jest nas (ludzi) bardzo wielu i każdy ma inne doświadczenie. Wyciąganie ogólnych wniosków na podstawie kilku wypowiedzi jest nie w porządku. Zwłaszcza w gronie fachowców, jakimi jest wiele osób z tu piszących. W końcu żyjemy za granicą już wiele lat i również znamy sytuację, a do tego często nie siedzimy na jednym miejscu, tylko wędrujemy. Czyli nasz pogląd jest co najmniej tak samo istotny.

  149. @Slawczan
    6 grudnia o godz. 16:54

    @Hersortyk
    „– Znajomość historii najnowszej, ze szczególnym uwzględnieniem zachodniej kolonizacji i interwencji blisko-wschodnich niedostatecznie!.”
    Jak rozumiem z względu na kolonialną przeszłość i amerykański imperializm (o Izraelu nie wolno mówić) ludzie, którzy przybywają do NASZEGO domu mają prawo odreagować swoją nienawiść zabijając losowo wybraną, maksymalnie dużą liczbę osób? […]

    „– Znajomość socjologii migracji i asymilacji imigrantów niedostatecznie!.”
    W tej kwestii prosiłbym o więcej danych. Jak rozumiem otwarte do niedawna i tolerancyjne społeczeństwa Zachodu popadły w rasistowski amok pod wpływem rosyjskiego trollingu?

    „– Znajomość zagadnień bezpieczeństwa publicznego Europy Zachodniej i USA, z uwzględnieniem statystyk terroryzmu niedostatecznie!”
    Nie wiem jakie są ,,statystyki terroryzmu” ale jak już pisałem (na razie) żaden buddysta, katolik, ateista nie wjechał do redakcji pisma satyrycznego i nie powybijał tych, którzy ,,obrazili” jego religię. [……],,Zagrożenie terrorystyczne” – nie oszukujmy się nie jest ono w Europie prawie żadnego innego pochodzenia niż ze strony ,,wyznawców religii miłości” jest doskonałym pretekstem dla rządów do obcinania naszych swobód, kontrolowania nas.

    Nie mam zamiaru zawracać Wisły kijem i korygować tutaj bezmiaru czyjejś ignorancji.

    Ignorancji dot. kilkudziesięcioletniej medialno-politycznej wojny propagandowej urabiającej poparcie zachodniej opinii publicznej dla bliskowschodnich awantur.

    Ani zerowej wiedzy o tym czym jest terroryzm nie-państwowy i jakie są jego źródła i motywy (bez względu na ideologię sprawców).

    Ani też powoływać się na bardzo sensowne moim zdaniem porównanie Charlie Hebdo do Sturmera, poparte ilustracyjnymi analogiami i statystykami dowodzącymi szczególnego wyszydzania jednej z religii (co nie usprawiedliwia sprawców, ale pomaga zrozumieć przyczyny ich furii).

    Ani też wreszcie podawać tutaj, czy linkować periodyczne statystyki ataków terrorystycznych na Zachodzie z podaniem pochodzenia i ideologii sprawców.

    Ani prostować ignoranckiej i kłamliwej bredni o jedynym zagrożeniu w Europie (kłania się Breivik i jego fellow travellers).

    Wszystko to jest łatwo dostępne na sieci, dla każdego, komu uprzedzenia, efekt potwierdzenia, czy wreszcie lenistwo intelektualne nie przeszkadzają wyszukać.

    A wreszcie, użycie wyświechtanego bzdetu fobów i hejterów, o „wyznawcach religii miłości”, jednym zdaniem podsumowuje postawę i wiedzę.

    Nie wie, ale pisze Ipse dixit!!!

    Podtrzymuję postulata moje i oceny niedostateczne! Bez odbioru!

  150. @pombockowi należą się podziękowania za przepiękną ilustrację przewagi emocji nad wiedzą i racjonalizmem.

  151. @ Ewa-Joanna
    6 grudnia o godz. 23:38

    Dzięki za namiary. Zapisałam sobie w kolejkę do oglądania.

    Nie czekaj zbyt długo. Po jakimś czasie filmy spadają z listy.

  152. zak1953
    6 grudnia o godz. 19:
    lecher
    6 grudnia o godz. 9:25
    To co dla Ciebie było studencką eksperymentalną przygodą z TV, dla mnie było już czymś normalnym, chociaż ten kontakt rozwijał się stopniowo ”
    Mój pesel zaczyna się od 38.i dnia flagi.Zdążyłem jeszcze zaliczyć 3 m-ce niemieckiej szkoły podstawowej, potem już od drugiej klasy j.polskiego ( mama była nauczycielką). W szkole średniej ( bez „nauki” religii ) byli sami przedwojenni nauczyciele. Mieszkałem w internacie, a do kościoła można było bez przeszkód chodzić w niedziele. Była za to jedna lekcja tygodniowo poświęcona „savoir vivre”. W takim wieku młodocianym swoim życiem raczej sam nie kierujesz-prawda.

  153. Dodatek do Herstoryk, bez checi polemiki, „nieracionalny”.

    Trzeba miec niepokolei poukladany rozumek, zeby sam sobie prawo nadac mieszkac nprzyklad w Niemczech, a innym odmawiac. Albo na biegunie (na razie tam nikt nie mieszka) ale…

    A to niewatpliwe „prawo” jest racionalisowane. Ja to bliskokulturowy jestem tak ze hohohoho, ale te muslimy to tylko dla materialnych korzysci tu sa i kalifat(???) zalozyc pragna.

    Trzeba miec niepokolei poukladane w rozumku. Siebie sam widziec jak Cud Stworzenia, z przynaleznymi prawami. Innych za podgatunek… O nielegalnosci przemieszczen pisac wtedy i podobne michalki. Kazdy czlowiek, ma prawo zyc i mieszkac, spiewac jak mu podoba. Z taki punkt, mozna praktyczne ograniczenia wprowadzac. Ktos co uwaza, rozwiazania z wlasnego uprzywilejowania mu naleza (oczywiscie racionalisowanego, powody) jest tylko kretynem.

    Bez polemiki please…

    pzdr Seleuk

  154. Qba
    7 grudnia o godz. 7:02

    Qba, dzięki za wyjaśnienia; myślę, że i tak wiesz, że właśnie tak działają dyskusje na blogach: czasem trzeba wracać do tych samych argumentów, albo w inny sposób je przedstawiać. Nie zawsze bowiem jest pewne, kto wpis czyta, co zostanie na trwałe zapamiętane jako wyjaśnienie argumentacyjne i czy rzecz zostanie w pełni przedystkutowana aż do zamknięcia tematu ze zgodą, lub jasno wyartykułowanymi zdaniami odrębnymi.
    Bywa też, że nastąpi małe qui pro quo, pomyłka co do osoby i coś się komuś przypomni z dawniejszej dyskusji, ale przypisze to nie tej osobie, co argument wyartykuowała.
    To trochę różni kawiarenkę blogową od knajpy „Pod trupem” u Przybory i Wasowskiego. Chociaż tam inne argumenty mogą przeważyć. Na przykład majcher – i jest opera za trzy grosze.

    W dyskusji o sprawie, zwłaszcza nieco bardziej złożonej od cepa – cep też bywa argumentem, acz, powiedzmy, specyficznym, choć ewolucyjnie podstawowym – dobrze jest prowadzić myśl maksymalnie jasno i spójnie.
    Wtedy i łatwiej pojąć o co chodzi, zapamiętać argumentację i można na pojmowalną sensowność odpowiedzieć tym samym. Zaraz się lepiej i z większą satysfakcją intelektualną i kawiarenkową czyli towarzyską, gada.

    Lubię się z Tobą wdawać w wymianę myśli, co też oznacza, że się więcej spodziewam. Zaś Twoich wierszyków jestem wyznawcą, więc się dużo do nich modlę. Jak mogę, chętnie nawiązuję, a czasem się rzucę pierwszy.
    Na poziomie rozumu, lubiąc dyskutować z osobą całkiem przytomną, równie lubię poprzyglądać się porządnie zawartości myśli, spojrzeć ze stron kilku i też coś wygłosić przytomnego. Nie ma to jak podłubać w rzeczywistości, albo wydłubać na wierzch fantazmaty udające coś sensownego. Choć i fantazmat miewa, specyficzny, sens: zabezpiecza przed rzeczywstością. Co wytwarza sens kolejny: gwarantuje przylgnięcie do biskupa, lub postaci rownoległej.

    Wracając do Twojego wywodu, mam jeszcze takie uwagi: dostatek pożywienia i brak wyraźnego zagrożenia, nie musi i bodaj rzadko ewolucyjnie prowadzi do takiego rozwinięcia się tkanek miękkich, by ich szkielet nie mógł sprawnie obsłużyć. Przed tym zabezpiecza sama zasada ewolucji. Dobrym tego przykładem jest wielokrotny rozwój wielkich zwierząt w historii życia na ziemi. Roślinożerne giganty miały i wielką masę miękkich tkanek i odpowiednią do jej sprawnego noszenia budowę układu kostnego. Wszystko w odpowiedniej relacji do warunków środowiska. Gdy warunki się zmieniają, a gatunek nie daje rady się zmieniać adekwatnie, przepada jako gatunek, ale geny nie przepadną: wykształcą inny gatunek, choć z innym już genomem. Nowy genom zwykle będzie bardzo podobny to tego już nieużytecznego, bo w ewolucji dziala zasada ekonomizacji. Dlatego też czlowiek ma mniej więcej połowę genów takich samych jak banan.
    Dlatego mówimy: ale banan z niego!
    A o pewnej pani ten i ów powie: co za kaszalot!

    Krzywość wobec mniemanej prawidłowej ścieżki ewolucyjnej człowieka w dziedzinie „ideologii gospodarczej”, czy politycznej, trudno jest jednoznacznie stwierdzić. Łatwiej w dziedzinie religii. Religie – wprost i pośrednio – są zwykle motywowane popędem śmierci. Chrześcijaństwo, z wybitnym udziałem katolicyzmu – wzorowo.
    Interes gospodarczy łatwiej zmienić niż pozaświadome, najgłębiej w psyche osadzone motywacje religijne, z dążeniem do samobójstwa, jego wyznawaniem, umiłowaniem, tkliwym w sobie rozpamiętywaniem i chwaleniem się tym wśród rodziny, parafii, narodu i ludzkości w całości – włącznie.

  155. @Tanaka
    7 grudnia o godz. 10:05

    Również dzięki.
    Przy dywagacjach na temat coraz większej wielkości zwierząt, miałem na umyśle prosty fakt wytrzymałości materiałowej. Przykładowo, konkretną wytrzymałość stali np. na zginanie zwiększamy poprzez ukształtowanie odpowiedniego profilu. Podobnie z liną – splatamy z wielu cienkich linek i już mamy super wytrzymały powróz, na którym możemy powiesić czołg. Ale w pewnym momencie lina urwie się pod własnym ciężarem. I podobnie jest ze szkieletem. Wieloryb ma łatwiej, bo on w wodzie ale na lądzie by w takiej formie i postaci szans nie miał. Poza tym to wszystko ma się poruszać, a więc potrzebne mięśnie, ścięgna itd. Pająk ma łatwiej, bo używa hydrauliki, a ta – jak widzimy dookoła – jest strasznie mocna, sprawna i odporna. Aż dziw, że pająki są takie niewielkie.

    Generalnie, niektórzy z nas mają skłonność do upraszczania, a inni do komplikowania. I dlatego też życie jest takie piękne.

  156. Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 6:32

    „Przyjmujesz opowieści znajomych za prawdę, bez sprawdzenia czy maja podstawy czy są tylko opowieściami urban legends. Jednocześnie odrzucasz nasze WŁASNE doświadczenia jako nieprawdziwe, bo nie pasują do twojego obrazu”.

    Dałaś kolejną ilustrację powierzchownego czytania, które jest w konsekwencji kłamstwem – aż żałosnym. Znajdź choć jedno moje sformułowanie, w którym odrzucam cudze doświadczenia jako nieprawdziwe, bo nie pasują do mojego obrazu. Od początku tego tandetnego sporu jest dokładnie odwrotnie: To moi przeciwnicy, jak jeden muż i żena – również Ty – zaocznie negują wiarygodność opowieści moich znajomych z Niemiec (trzeba mieć nie lada tupet, żeby z Australii wiedzieć lepiej od Niemców w Niemczech, co jest w Niemczech). I jeszcze pleciesz o jakimś sprawdzaniu ich opowieści (nie założę biura dochodzeniowego). Nie potrafisz, widzę, odróżnić negowania prawdziwości czyichś słów – którego u mnie nie ma, a u Was, krytykujących mnie, JEST – od mojego wytykania Wam, że swoje doświadczenia uogólniacie na cały świat. Zarzut nieprawdziwości i zarzut nieprawomocnego uogólniania własnych doświadczeń to dwie bardzo różne rzeczy. To Wy kwestionujecie wiarygodność mojego przekazu cudzych doświadczeń i Ty napomykasz mi o urban legends, a nie ja Tobie.

    Czyżby poniższe moje słowa posłużyły Ci za podstawę oskarżenia mnie o ODRZUCANIE Waszych doświadczeń jako NIEPRAWDZIWYCH (chyba tylko nastoletni smark miałby czelność odrzucać cudze DOŚWIADCZENIA, w dodatku nie mając o nich najmniejszego pojęcia)?. Robisz identycznie jak PiS: odwracasz kota ogonem i własny grzech przypisujesz mnie.

    „Kiedy Sławczan lub ja przekazuję nie ploty z dziesiątych ust, lecz (tu odrzuciłem niepotrzebny przym. „własne”) doświadczenia, lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec, Wy przeciwstawiacie własne doświadczenia z Australii lub ze świata. A czemu kpiące przeciwstawienie, a nie przyjęcie do wiadomości tego, co nie jest z Waszych szerokości? Wasza wiara i wiedza są wiarygodne, a ich doświadczenia – nie?”. Prezentujecie klasyczną postawę kołtuńską: nie może być inaczej niż wiemy z własnych doświadczeń.

    Tak wygląda to maglowo-jarmarczne rozmawianie na inteligenckim blogu.

  157. Tanaka
    7 grudnia o godz. 10:05
    Wracając do Twojego wywodu, mam jeszcze takie uwagi: dostatek pożywienia i brak wyraźnego zagrożenia, nie musi i bodaj rzadko ewolucyjnie prowadzi do takiego rozwinięcia się tkanek miękkich, by ich szkielet nie mógł sprawnie obsłużyć. Przed tym zabezpiecza sama zasada ewolucji. Dobrym tego przykładem jest wielokrotny rozwój wielkich zwierząt w historii życia na ziemi. Roślinożerne giganty miały i wielką masę miękkich tkanek i odpowiednią do jej sprawnego noszenia budowę układu kostnego. Wszystko w odpowiedniej relacji do warunków środowiska. Gdy warunki się zmieniają, a gatunek nie daje rady się zmieniać adekwatnie, przepada jako gatunek, ale geny nie przepadną: wykształcą inny gatunek, choć z innym już genomem. Nowy genom zwykle będzie bardzo podobny to tego już nieużytecznego, bo w ewolucji dziala zasada ekonomizacji. Dlatego też czlowiek ma mniej więcej połowę genów takich samych jak banan.

    Mój komentarz
    Tak jest. Zmiany ewolucyjne, przystosowanie się gatunku do środowiska, to kwestia baaardzo długiego czasu, szczególnie dla organizmów takich jak gady, ssaki.
    Przybywanie masy ciała nie odbywa się ot tak sobie, ponieważ ewolucja, to kompleks zmian, a wiec nie tylko masa tkanek miękkich. Jeśli rośnie masa ciała, to rośnie także masa szkieletu i mięśni.
    Poza tym proces ewolucji, to rozrodczość plus środowisko, a środowisko, to nie tylko dostatek pożywienia, to także konkurencja osobników własnego gatunku oraz drapieżnicy.
    Np. słonie podlegają stałym naciskom drapieżników. Są duże i mocne, lecz nie mogą być niezdarne, muszą posiadać pewne minimum sprawności w starciach z drapieżnikami i jak w każdym gatunku, występuje u nich problem młodocianych osobników. Te aby przeżyć muszą być bardzo chronione przed drapieżcami, co zmusza stado do ścisłego, dyżurnego pilnowania młodych, a młode do utrzymania cech posłuszeństwa i ścisłego trzymania się stada.
    Przyrost masy ciała podlega w procesie ewolucji różnym ograniczeniom, tworzy różne komplikacje.

    Żyrafy też podlegają, konie też. Dlatego tworzą stada. A stada wymagają spełnienia wielu warunków, co ogranicza ewolucję.

    Czy gatunek ludzki nadal ewoluuje? Część naukowców przychyla się do zdania, że taka ewolucja zachodzi, ale jej nie widzimy, bo jest bardzo powolna. Druga część twierdzi, że nie zachodzi, bo to co widzimy, to są zmiany wynikające ze statystycznego rozrzutu, a nie z tendencji ewolucyjnych.

    Wszyscy zgadzają się, że ewoluuje w bardzo szybkim tempie kultura, a ewolucja kultury jest napędzana przez technikę. Właściwie, to oba czynniki wzajemnie się napędzają, przy czym ten pierwszy, to kultura konsumpcjonizmu, opartego o starą, niezmienną cechę każdego gatunku – mieć więcej (nie tylko jedzenia).

    Sprawa się komplikuje przez to, że ewolucja, aby była skuteczna, musi być oparta na rozrodczości. Rozrodczość, czyli to co jest konieczne dla przesiania genów, w krajach o wysoko rozwiniętej technice spada lub stoi w miejscu na niskim poziomie. Rozrodczość w krajach o tradycyjnej kulturze (biednych i bogatych, np. Katar) utrzymuje się na wysokim poziomie. W krajach biedniejszych lub zabałaganionych powstaje tendencja do puchnięcia populacji i wędrówki ludów by mieć lub mieć więcej.
    Pzdr, TJ

  158. Qba
    7 grudnia o godz. 10:46
    @Tanaka
    7 grudnia o godz. 10:05

    Również dzięki.
    Przy dywagacjach na temat coraz większej wielkości zwierząt, miałem na umyśle prosty fakt wytrzymałości materiałowej. Przykładowo, konkretną wytrzymałość stali np. na zginanie zwiększamy poprzez ukształtowanie odpowiedniego profilu.

    Mój komentarz
    Dla porządku. Ukształtowanie profilu ze stali nie zwiększa wytrzymałości stali. Ukształtowanie profilu lepiej wykorzystuje wytrzymałość stali przez sztuczkę z geometrią, lecz nie zwiększa ani o krztynę wytrzymałości stali.
    Pzdr, TJ

  159. Do dwoch uczestnikow na blogu DE opublikowalem link do raportu ostatniego o celach polityki, praktycznie realisowanej. Uczestnicy, zdaja niewiedziec dlaczego ludzie organisuja siebie, w wieksze grupy, organisacje i panstwa. Oczywiscie rozne grupy, moga inaczej priorytetowac. Zdaje mnie, uczestnicy blog LA rowniez maja klopot. Z naiwnym pytaniem. Po jaki diabel organisowac siebie, w wieksze zbiorowosci.

    Ostatni raport Instytut Bertelsmann Social Justice in the EU and OECD.

    https://www.bertelsmann-stiftung.de/fileadmin/files/BSt/Publikationen/GrauePublikationen/SJI_2019_In_a_nutshell_Web.pdf

    Mam nadzieje, Towarzystwo nie zapomni o dzisiejszym wykladzie Olgi Tokarczuk w Akademii Szwedzkiej, godz 16.30

    pzdr Seleuk, do jutro

  160. tejot
    7 grudnia o godz. 11:18

    Np. słonie podlegają stałym naciskom drapieżników. Są duże i mocne, lecz nie mogą być niezdarne, muszą posiadać pewne minimum sprawności w starciach z drapieżnikami i jak w każdym gatunku, występuje u nich problem młodocianych osobników. Te aby przeżyć muszą być bardzo chronione przed drapieżcami, co zmusza stado do ścisłego, dyżurnego pilnowania młodych, a młode do utrzymania cech posłuszeństwa i ścisłego trzymania się stada.

    To jest bardzo ciekawa sprawa, pokazująca jak ewolucja z działania indywidualnego przechodzi na zasadę społeczną.
    Owady nie potrzebują w ogóle mieć ze sobą styczności. Wiele, bodaj większość ryb – też. Samiec zapładnia ikrę anonimowej samicy i sam robi to pośrednio, z którą żadnej styczości nie miał i nie musiał jej fundować flakonu od Diora by było miło – i gatunek działa.
    U słoni i wielu innych wyżej rozwiniętych zwierząt, ewolucja wykształciła mechanizmy społeczne. Słoń nie byłby sobą, gdyby miał działać jak węgorz. Bez umowy społecznej (tak jest!) między poszczególnymi słoniami, bez wytworzenia społeczności z jej regułami, poczuciem wzajemnej odpowiedzialności, ochrony, współdziałania i kedy trzeba – poświęcania się za innych, nie byłoby słoni. Nie byłoby też naszych najbliższych kuzynów – człekokształtnych i wreszcie – nas samych.
    Dorosłemu i sprawnemu słoniowi żaden drapieznik nie zagrozi, dlatego też dorosłe samce mogą żyć w pojedynkę, ale i tak pozostają w relacji do grupy, grupa, społeczność, rozwinięta w nią rodzina, jest zasadą i bez niej słonia nie ma.
    Ale ponieważ ewolucja działa zawsze i wszędzie, najsprawniejszemu słoniowi może zagrozić niewidzialny przeciwnik: wirus, bakteria, pasożyt.

    Oszuści, tworzący kler i kościół religii wmawiają, że bez bozi nie ma rodziny i że wyłącznie „rodzina bogiem silna” . Jest to jawne, bezczelne, kłamstwo. Słonie nie są katolikami i mają się nadzwyczajnie dobrze w swoich rodzinach i społecznościach. Podobnie jak wszystkie inne społeczne stworzenia. Które – co także jest bezczelnym skutkiem choroby religii – bozia nakazuje człowiekowi eksploatować, używać, niszczyć, na swój obraz i podobieństwo.

    Czy człowiek podlega ewolucji? Nie widzę żadnego powodu, by ewolucja (już) wobec człowieka nie działała. Działać będzie tak długo, jak długo życie człowieka będzie się opierać o genom i jego samorzutne i niemodyfikowane działanie.
    Gdy jednak zasadą stanie się projektowanie genomu, ewolucja w sensie znanym historycznie, działać przestanie. Będzie horror projektowania, opartego na wyborze: kto jakie geny dostanie, komu się co należy, z jakiego powodu, a komu się nie należy.

    Zdaje się, że w tym kierunku zaczęliśmy zmierzać, choć to dopiero początki, więc działania ewolucji jeszcze nie zniosły i jeszcze nie zaburzyły, choć są przesłanki do sądu, że wkrótce się to zmieni i niekoniecznie jeszcze z powodu bezpośredniej i masowej ingerencji w genom.
    W skali masowej, a w niektórych kręgach cywilizacji jest to już zauważalne, spada zdolność cześci osobników męskich do płodzenia. Z powodu stresu, chemii w żywności, wodzie i powietrzu, a szerzej – w środkowisku; złych nawyków żywieniowych jako takich, złych nawyków higienicznych (np. przegrzewanie układu rozrodczego modą na spodnie ciasno opinające ciało, czy spędzanie większej części doby w grzanych pomieszczeniach lub siedzenie przez wiele godzin bez ruchu).

    Dziś to jeszcze nie jest zagrożenie gatunku, bo niepłodnych zastąpić może wystarczająca jeszcze ilość płodnych, ale i tu potrzebna jest uwaga: ci niepłodni, sami wyposażeni w być może bardzo wartościowe dla gatunku kwalifikacje ciala czy mózgu, już swoich genów nie przekażą. Dziś to strata drobna, lokalna, ale za jakiś czas – chyba niezbyt długi, rzędu może kolejnych kilku pokoleń – zacznie to być problemem dla gatunku.

    Inny z problemów dotykających ewolucji: dziś zaczynamy utrzymywać przy życiu i leczymy osobniki, które ewolucja eliminuje przez wzgląd na samą siebie. Mało tego, wchodzimy w kolejny poważny problem: skoro osobniki takie ratujemy, to przypisać musimy im pewne wartości i prawa. Wśród nich – prawo do rozmnażania się. Osoba o niesprawnym genomie może płodzić potomków rownie, a może bardziej jeszcze niesprawnych, których też trzeba ratować, leczyć i przyznawać im wszelkie ludzkie prawa. Zaczyna działać reakcja łańcuchowa i coraz więcej jest takich osobników, a to coraz wyraźniej będzie się przenosić na sam mechanizm ewolucji gatunku.

  161. @pombocek
    7 grudnia o godz. 11:07

    Drogi pombocku,
    srytytyty pierdyty! Jeżeli ktoś odwraca kota ogonem to ty. Proszę podać konkrety, fakty owego prześladowania polskich Niemców przez muslimów. Napisz proszę jak owi muslimi skrzywdzili twoich znajomych.
    Muzułmanów w Niemczech jest około 6% z tego prawie połowa to zasiedziali od lat Turcy z niemieckim obywatelstwem. I ta garstka tak terroryzuje niemiecką większość że policja nie daje rady?

  162. Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 12:08

    Nie interesują mnie muslimy w Niemczech ani gdziekolwiek, temat dla mnie zamknięty. Mówiłem o Waszych kłamstwach pod moim adresem. Ale nie raczysz na nie nawet spojrzeć, więc już nie mówię, pies z nimi tańcował. >”Pani twych wdzięków nie trzeba mi wcale” – rzekł i poszedł, i więcej nie wrócił<.

  163. @tejot
    7 grudnia o godz. 11:25

    Troszkę chyba się czepiasz, oprócz tego, że masz rację.

    Ale można i tak:
    Jeżeli dodam do stali jakiś składnik, który większy jej np. twardość, to ciągle będzie mowa o stali i o jej twardości. Jeżeli próbkę ukształtuję w np. dwuteownik, to ta sama stal będzie mieć większą wytrzymałość na zginanie.

  164. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-o-kaczynskim-pis-nie-bedzie-rzadzic-w-polsce-za-cztery-lata/jpwng2n
    – Widać teraz każdego dnia, jak to zaczyna się kruszyć. Proszę sobie wyobrazić, jak z miesiąca na miesiąc będzie narastał ich strach. Strach tych, którzy teraz rozwalają system sędziowski, obrażają sędziów, szantażują ich, wyrzucają z pracy, organizują hejt przeciw nim. Ta władza najzwyczajniej w świecie boi się odpowiedzialności, i słusznie – jest wiele ewidentnych powodów do pociągnięcia wielu funkcjonariuszy tej władzy do odpowiedzialności karnej i procesowej – ocenił Tusk w rozmowie z „Wyborczą”.

    Dodał, że „oni (red. – PiS) teraz nie spoczną na wysiłkach, by rozwalić system do końca, bo wiedzą, ze już stracili władzę”.
    ……………………….
    Ano trzeba było „bandę czworga” postawić przed Trybunałem Stanu jak był na to czas, a był. Teraz trzeba na podstawie takich właśnie wypowiedzi, oczekiwać zemsty dopóki się ma jako taką władzę.

  165. Qba
    7 grudnia o godz. 10:46

    Generalnie, niektórzy z nas mają skłonność do upraszczania, a inni do komplikowania. I dlatego też życie jest takie piękne.

    Czy akurat z upraszczania, bądź komplikowania wynika piękno życia, to nie bardzo jestem przekonany, choć mam jasne przekonanie, że niektóre komplikowania, są pięknu życia z zasady i absolutnie przeciwne.
    Dotyczy to – wprost – religii.

    O pięknie życia bodaj najtrafniej wyraził się, tytułem równie pięknej ksiegi – Richard Dawkins: „Najwspanialsze widowisko świata”
    Może jednak być, że z upraszczania bierze się piękno świata.

    Upraszczanie skomplikowanych wzorów matematycznych do prostego i eleganckiego finału, spośród których dzidzie w szkole mają możność poznania upraszczania ułamków, a ludzkość w całości ma uproszczenie pod postacią eleganckiego E=mc2, może właśnie być tą urodą świata.
    Co, właściwie, przesądził Bertrand Russel, wypowiadając taką formułę: „matematyka zawiera nie tylko prawdę, ale i ostateczne piękno”.
    Tym samym likwiduje bozię, bowiem nie może być wielu różnych prawd i ostateczne piękno też nie może występować w liczbie mnogiej, skoro występuje bozia.
    I na tym, niewątpliwie, polega piękno matematyki, choć niekoniecznie klasówy z matematyki, z którą jest często bolesna męka, co mogłoby dowodzić istnienia Jezuska. Ale nie boskiego.

  166. Optymatyk
    7 grudnia o godz. 12:50

    Ano trzeba było „bandę czworga” postawić przed Trybunałem Stanu jak był na to czas, a był. Teraz trzeba na podstawie takich właśnie wypowiedzi, oczekiwać zemsty dopóki się ma jako taką władzę.

    Ano, trzeba było. Ale właśnie Tusk się temu sprzeciwiał.

  167. Ewolucja, stado, inteligencja kultura, etyka
    Tanaka
    7 grudnia o godz. 11:52
    Gdy jednak zasadą stanie się projektowanie genomu, ewolucja w sensie znanym historycznie, działać przestanie. Będzie horror projektowania, opartego na wyborze: kto jakie geny dostanie, komu się co należy, z jakiego powodu, a komu się nie należy.

    Mój komentarz

    Tanaka, poruszyłeś bardzo fundamentalne sprawy. Kilka najważniejszych problemów, jakie ma lub będzie miała ludzkość i które się nie biorą znikąd. Mechanizmy, które je współtworzyły, działały od milionów lat.
    Pierwsza sprawa
    Stado, to bardzo efektywny twór ewolucji. Promuje współdziałanie, a jak współdziałanie, to i inteligencję. Powstaliśmy w stadzie i ze stada.

    Druga sprawa – ewolucja, a hodowla

    Współczesna technika pozwala zastąpić ewolucję hodowlą.
    Czynnik ewolucji – dobór naturalny, to dobór poprzez nacisk środowiska.
    Dobór sztuczny ma tyle wspólnego z ewolucją, że jest doborem i prowadzi do zmian w gatunku.
    Dobór sztuczny, to hodowla. Hodowla bardzo się różni od ewolucji, bo nie opiera się na zdarzeniach (mutacje w DNA) losowych i przesiewaniu ich przez otoczenie, a jej podstawą jest ocena i nielosowy, intencjonalny dobór wyników zdarzeń losowych (mutacji) oparty na inteligencji dobierających.
    Aczkolwiek na hodowlę można spojrzeć jako na super błyskawiczną wspomaganą ewolucję.

    Człowiek od momentu zbudowania cywilizacji opartej o coraz bardziej złożone narzędzia i materiały oraz nadzwyczajnego rozwoju kultury, która ewoluuje z przyzwolenia i w sprzężeniu z techniką, stworzył dla siebie sztuczne środowisko, a tym samym osłabił, a w przypadku zaawansowanego rozwoju cywilizacyjnego praktycznie unieczynnił mechanizm doboru naturalnego (oprócz mechanizmu eliminacji mutacji letalnych).

    Powstał olbrzymi problem etyczny, problem zasadniczy, dotyczący całej kultury. Co dalej z ludźmi, z gatunkiem homo? Czy ludzie zabronią sobie doskonalenia samych siebie (jako gatunku) poprzez np. edycję genów? Czy jednak niektórzy osobnicy dysponujący odpowiednimi narzędziami się skuszą i będą pchali proces sztucznego doboru (hodowli) naprzód?

    Na koniec mego skrótowego oglądu postawię pytanie. Czy ludzkość jest w stanie przyjąć problemy, które nadchodzą, problemy globalne, jako ludzkość?
    Pzdr, TJ

  168. Ewa-Joanna: nie pisz o moslemach: nie wiesz nawet o co chodzi ! Pisz , zrobisz to o wiele dokladniej o ludziah zamieszkalych na ksiezycu! Twoja pewnosc siebie i prymityw , przeraza! Daj sobie na wstrzymanie!

  169. Tejot: jestem przedwojenny i od conajmniej 60 lat czytam te same , tym razem Twoje wypociny. I wciaz to samo! Jestes chyba b. mlody/ oceniam ponize 50/ i kazda zla wiadomosc robi cie happy! Juz z tego wyroslem: zrob to samo!

  170. Qba
    7 grudnia o godz. 10:46

    @Tanaka
    7 grudnia o godz. 10:05

    Przy dywagacjach na temat coraz większej wielkości zwierząt, miałem na umyśle prosty fakt wytrzymałości materiałowej. Przykładowo, konkretną wytrzymałość stali np. na zginanie zwiększamy poprzez ukształtowanie odpowiedniego profilu.

    wyżej już to @tejot wyjaśnił: to nie wyższa wytrzymałość stali, ale udpowiednie ukształtowanie profilu zwiększa jego wytrzymałość. A to co tejot nazywa „sztuczką z geometrią” jest dodatkową metodą zwiększania wytrzymałości, w tym przypadku już układu.
    Stąd też wymyślono układy kratowe, w których działa zasada trójkąta, zapewniająca największą sztywność w dwóch płaszczyzach, a w trzech, gdy powstaje z trójkątów układ przestrzenny, np. przekrycie dachowe hali.
    Nie każdy pręt w układzie kratowym jest obciążony, ale wszystkie sa potrzebne ze względu na stabilność i pracę całości. Niezależnie od tego, że niektóre pręty są potrzebne ze względów praktyczych i celu jakiemu krata ma służyć, czyli np ułożeniu pokrycia, czy związania z ramą ściany.

    W układach linowych działa to mniej więcej tak jak mówisz: wiązka ma większą wytrzymałość niż pojedyńcze cięgno/pręt. W betonie sprężonym, liny/pręty zostają wstępnie poddane naprężeniu by podczas pracy były rozprężane, co przedłuża ich czas sprawności.

  171. @pombocek
    7 grudnia o godz. 12:45
    Stary a dziecinny jesteś. Wytykasz innym kołtuństwo, smarkatość i brak wiedzy o tym co mówią – a ty? Jak przychodzi co do czego, jak potrzeba faktów, to uciekasz , obrażasz się i zarzucasz innym złe intencje. Kręcisz tym kotem i kręcisz.

  172. Qba
    7 grudnia o godz. 12:47
    @tejot
    7 grudnia o godz. 11:25
    Troszkę chyba się czepiasz, oprócz tego, że masz rację.
    Ale można i tak:
    Jeżeli dodam do stali jakiś składnik, który większy jej np. twardość, to ciągle będzie mowa o stali i o jej twardości. Jeżeli próbkę ukształtuję w np. dwuteownik, to ta sama stal będzie mieć większą wytrzymałość na zginanie.

    Mój komentarz
    Poczepiam się jeszcze trochę w imię logiki.
    Dodanie do stali jakiegoś składnika może zwiększyć jej wytrzymałość. Ukształtowanie tej stali o zwiększonej już wytrzymałości nie zwiększy dalej jej wytrzymałości.
    Wytrzymałość materiału oraz wytrzymałość profilu na obciążenia, to dwie różne rzeczy.

    Dla przykładu porównanie wytrzymałości 2 beleczek.

    a) belka będąca paskiem blachy stalowej

    Następnie jakąś metodą taki sam pasek (o tej samej wadze, z tej samej blachy, z tej samej stali) wygniemy wzdłuż tak, że jego przekrój będzie miał kształt np. litery C. Powstanie belka:
    b) tzw. ceownik

    Belka (b) zniesie dużo wyższe obciążenie niż belka (a). Wytrzymałość stali w obu przypadkach jest taka sama, ale „wytrzymałość” drugiej belki będzie większa. Mimo, że w obu przypadkach jest to ta sama stal, o tej samej wytrzymałości.
    Zdanie powyżej zaznaczone wytłuszczoną czcionką jest nieprawdziwe.
    Pzdr, TJ

  173. xpawelek
    7 grudnia o godz. 13:09
    Tejot: jestem przedwojenny i od conajmniej 60 lat czytam te same , tym razem Twoje wypociny. I wciaz to samo! Jestes chyba b. mlody/ oceniam ponize 50/ i kazda zla wiadomosc robi cie happy! Juz z tego wyroslem: zrob to samo!

    Mój komentarz
    Xpawelek, rośnij zdrowo.
    Pzdr, TJ

  174. @Tanaka
    7 grudnia o godz. 13:18
    @tejot
    7 grudnia o godz. 13:30

    Dla ścisłości:
    Kratownice projektowaliśmy w pierwszej klasie technikum. Potem były konstrukcje bardziej złożone, a kończyło się kompletnym projektem skrzyni biegów. Dużo później, już poza Polską, kierowałem wiele lat międzywydziałowym laboratorium maszyn energetycznych, obejmujących m.in. wszelkie typy silników, nawet turbin parowych. Niejaką wiedzę mechaniczno-konstruktorską zatem posiadam. Nie chcę jednak zanudzać blogowiska fachowymi wynurzeniami.
    W moim rozumieniu fachowość, to m.in. możliwość/chęć wychodzenia poza wyuczone ramy. Bo również w technice można/warto być twórcą. Oczywiście uznaję Wasze uwagi i chociaż nie budujemy tu konstrukcji stalowych ani nie prowadzimy szkolenia postaram się nie kaleczyć wiedzy fachowej.

  175. @

    Na Tanakę
    Kiepski ma humor dzisiaj od rana,
    Bo pewnie powstał z lewego kolana.
    Głosi kazania na prawo i lewo,
    Leśnikom prawi, co to jest drzewo,
    O ewolucji w niejednym zdaniu
    Także wspomina w każdym kazaniu.
    Wierzącym każe porzucać wiarę,
    A niewierzącym, chyba za karę,
    Każe studiować Stary Testament,
    Na którym dawno wyblakł atrament,
    Że pierwotnego tekstu nie widać.
    Nie mówi po co to może się przydać.
    Nie chcę już dalej sensu dociekać
    I stwierdzę jeno – trzeba przeczekać.

  176. @

    Religia dla niewielu jest źródłem przybytku,
    Aliści wierzącym nie przynosi pożytku.

  177. @pombocek

    przekazuję nie ploty z dziesiątych ust, lecz własne doświadczenia, lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec

    Mnie by ucieszyło, gdybyś zaakceptował fakt, że przekazując tu lęki i frustracje Niemców i znajomych Polaków z Niemiec przekazujesz ploty z drugich ust.
    Bo to nie są ani twoje własne doświadczenia, ani nie byłeś ich świadkiem, ale bronisz ich własną piersią i przyjmujesz za swoje bezkrytycznie i z pełnym zaufaniem do źródeł tego przekazu.

    Jak tu już wspomniał seleuk, („Trzeba miec niepokolei poukladany rozumek, zeby sam sobie prawo nadac mieszkac nprzyklad w Niemczech, a innym odmawiac”) nieznośna jest postawa ludzi, którzy sami będąc niezapraszanymi przybyszami w danym kraju, uzurpują sobie prawo sprzeciwu wobec napływu innych obcych.
    Przypomniało mi się gwałtowne oburzenie znajomych Polaków, którzy sami mając azyl w Szwajcarii, zaczęli sarkać na wiadomość o fali tamilskich uciekinierów z wojny domowej na Srilance, również starających się o azyl.
    Uznali nagle, że szwajcarska łódź jest pełna i przypomnieli zasadę, że o azyl należy się starać w pierwszym kraju po przekroczeniu granicy.
    Trochę skonfundowało ich pytanie: a co jeśli Tamile przybyli samolotem prosto z Colombo do Zurychu? A wy? Przylecieliście tu prosto z Warszawy?
    Koronnym argumentem okazało się jednak stwierdzenie: Ale my jesteśmy BIALI 😎

  178. Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 13:29

    Nieśmiertelna kołtunko, nie pierwszy raz zabierasz głos nie rozumiejąc, o czym mowa. Od dawna przestały mnie interesować czyjekolwiek poglądy na temat muslimów i nigdy mnie specjalnie nie interesowały. Interesują mnie od ponad pól wieku mechanizmy i POZIOM komunikowania się człowiekowatych. Z tego i tylko z tego powodu odniosłem się do Twoich kłamstw o mnie, cytując je i komentując, a Ty, zamiast się odnieść do tych konkretów, dalej tłuczesz swoich muslimów, którzy mnie w końcu obchodzą tyle, co zeszłoroczny śnieg. Poprosiłem o konkretny przykład tego, co mi m.in zarzucasz w takich na przykład słowach:

    „Jednocześnie odrzucasz nasze WŁASNE doświadczenia jako nieprawdziwe, bo nie pasują do twojego obrazu”.

    Olałaś – przepraszam – tę prośbę i dalej o muslimach. Więc mówię wprost: Łżesz, kołtunko, z chorej pamięci, olewając fakty, zamiast przeczytać dziesięć razy swój i mój tekst, jako i ja czytam. Mówiłem, że własne doświadczenia w dowolnym miejscu świata nie upoważniają do wydawania uogólnień o innym miejscu – to wszystko. Elementarz racjonalnego rozumowania. Skoro nie rozumiesz, że nie ma to nic wspólnego z odrzucaniem cudzych doświadczeń jako nieprawdziwych i dalej mnie obrażasz swoimi kołtuńskimi rojeniami, to wracaj do przedszkola.

  179. Z tym rośnięciem szkieletu i wzmacnianiem konstrukcji w miarę przybywania tkanek miękkich, to chyba nie wszystkie szkielety nadążają 🙁

  180. Tobermory
    7 grudnia o godz. 15:46

    Robisz to samo, co australijska kołtunka. Tyle że ona imputuje odrzucanie jej doświadczeń jako nieprawdziwych – mnie, a ty deprecjonujesz w mojej obecności moich starych znajomych. Tym samym zachęcasz mnie, bym nikomu nie wierzył, więc i Tobie. Temat migracji zostawiam migrantom – moje zainteresowanie nim krótkie było i się zmyło.

  181. E-J no widzisz, jak ci się dostało?
    Życia nie znasz, dziewczyno, w Kutnie nie byłaś 😉

  182. Pombocku, zadano ci konkretne pytanie:
    Jaką krzywdę ponieśli twoi „starzy znajomi” z rak „muslimów”?

  183. Wyglada mnie, troche spoznienia
    https://www.nobelprize.org/
    pzdr S

  184. @pombocek
    Litości! Już sama nie wiem, czy jesteś intro-, czy ekstrowertykiem i z jakiej pozycji nacierasz na @Ewę-Joannę, która chodzi do góry nogami, ale nigdy ci to dotąd nie przeszadzało.

  185. Nie ma sensu udawać, że imigracja, zwłaszcza masowa i niekontrolowana, nie stwarza problemów, bo je stwarza. Na zalew „obcych” skarżyli się nawet Niemcy – po radośnie przyjętym zjednoczeniu. Przy czym „obcy” to byli Niemcy – z byłej NRD. Odróżnialni, zalewający swoją masą syte zachodnie miasta…

    Ja nie ukrywam, że ćwok parkujący nieprawidłowo na chodniku jest prawie zawsze ciemnoskóry. A głupkowata kasjerka w sklepie, poruszająca się jak księżniczka (czyli, mówiąc brutalniej, jak mucha w smole) ma śliczne oczy czarnej gazeli i czoło myślą nieskażone. Z drugiej strony – czy to jej wina? Ktoś jej przecież – tuż przed świętami – nie przeszkolił. A z kolei pięcioosobowa rodzina – same kobiety, w towarzystwie umysłowo zapóźnionego umysłowo nastolatka (jako przyzwoitki?) – na którą natknęłam się w Helsinkach – zachowywała się w supermarkecie jak spuszczona ze smyczy. Czy za kilka miesięcy będą zachowywać się tak samo? Kwestia otwarta.

    Z drugiej strony, jak zresztą dzisiaj wspomniano, rozrodczość w „pierwszym świecie” spada, a niektóre tereny się wyludniają. Ktoś musi pracować na tych sytych starzejących się białych… Lekarz, który we Włoszech od lat co noc wyławia z morza podtopionych Afrykańczyków stwierdził w wywiadzie, że poza skrajnym wyczerpaniem ci ludzie są zdumiewająco zdrowi. W porównaniu z „materiałem” z Europy, wyhodowanych w cieplarnianych warunkach… Wnioski oczywiste.

    Nie zgadzam się jednak z tezą seleukosa, że absurdem jest ograniczanie dostępu do własnego kraju. Imigracja stwarza problemy, a ich niedostrzeganie jest absurdem. Każdy kraj ma prawo chronić własnych obywateli i regulować dostęp do własnych zasobów i własnego terytorium. I każdy kraj ma obowiązek prowadzić rozsądną politykę imigracyjną, sprzyjającą integracji przybyszów. Elementary…

  186. Pombockowi chodzi o to, że nawet jeżeli opór wobec napływających obcych jest a to niemoralny (bo a to samiśmy kiedyś emigrowali, a to trzeba udzielić schronienia zagrożonym, itp.), a to nieuzasadniony statystycznie (bo bogacą społeczeństwo, a zarżnęli tylko kilka osób – przykłady z palca), to emocje u opornych są jednak prawdziwe, a sumując się w dużej skali wpływają na dynamikę procesów społecznych i politycznych i trzeba się z nimi liczyć.

  187. seleuk|os| – zdążyłem już skląć Telewizornie …

  188. @Szary Kot 7 grudnia o godz. 16:57
    I chyba o to chodziło temu Szczerkowi kiedy pisał, że nie warto przemilczać spraw.

  189. Szary Kot
    g.16:57
    Chyba dobrze wypunktowałeś punkt widzenia @pombocka, gdy chodzi o zagrożenia wynikające z niekontrolowanej imigracji, ale utonął (ten punkt) w silnych negatywnych emocjach wobec E-J, czy @Tobermory’ego. Mnie oberwało się wcześniej i nie chowam urazy, bo @pombocek jakby mi odpuścił.

  190. Rammstein über alles.
    https://www.youtube.com/watch?v=XirDCzZ-ITU
    The best industrial metal group with mission.

  191. Właśnie przeczytałam wspaniałe, przejmujące przemówienie noblowskie Olgi Tokarczuk (na WP). Zaraz je sobie wydrukuję, by smakować poszczególne części tej niewykłej prozy. „Czuły narrator” mówi wiele, a co „mówi” hejter na WP? To barbarzyńca, absolutnie nie czuły. Groza i wstyd.

  192. @pombocku
    To jest metoda – celowe i zlosliwe palenie glupa , udawanie, ze nie rozumie sie jasno wylozonych racji, byleby tylko nie przyznac sie do wlasnej intelektualnej mialkosci. Na tym blogu sie nie rozmawia a kazdy, kto probuje robic to uczciwie polegnie poniewaz wiekszosc nie potrafi lub nie chce zastanowic sie nad sensem jego wypowiedzi. Ma byc tak jak tego chce glupawa wiekszosc – krotko, glupio i nie na temat. Narazisz sie jedynie na kpiny i powtarzanie idiotyzmow w kolko tych samych. Odpusc sobie to towarzystwo. Zagladalam tu jedynie dla twoich zdjec. Pozdrowko.
    @Mag
    Twoj oportunizm jest obrzydliwy.

  193. @mag 7 grudnia o godz. 18:35
    „Żyjemy w rzeczywistości wielogłosowych narracji pierwszoosobowych i zewsząd dochodzi nas wielogłosowy szum.”
    No więc właśnie 🙂

    Olga Tokarczuk poszukuje syntezy, ale wszystko w jej prozie musi być indywidualnie, wręcz intymnie, przeżyte.

    Przy okazji: właśnie przeczytałam „Biegunów”, pierwszą pozycję Olgi Tokarczuk. Jeszcze nie wiem, czy przeczytam coś więcej. „Bieguni” to w moim odczuciu powieść momentami nudnawa, często obsesyjnie skupiona na oglądzie i konserwacji ludzkich szczątków, tak ogólnie interesująco skonstruowana.

    Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości. Jest to znakomita literatura. Wszelkie nagrody w tej dziedzinie – zasłużone. A robienie z autorki wroga publicznego albo pasowanie jej na wieszcza – jednakowo problematyczne. Jest to po prostu znakomita pisarka.

    Tylko tyle i aż tyle.

  194. O, jeszcze jeden latrerek się tu odezwał.

  195. mag
    7 grudnia o godz. 18:35

    Mój komentarz
    Odsłuchałem i przeczytałem wystąpienie noblowskie Olgi Tokarczuk.
    Początek wydał mi się troszkę sztywny literacko (jakbym czuł trochę tremy u autorki przy pisaniu) lecz noblistka szybko się rozkręciła i dalej jest dobrze, w większej części świetnie.

    Pisarka wplotła do swojego wystąpienia różne tematy na czasie, jak powódź informacyjna w internecie. Internet z jego prostotą, natarczywością i fejkową atrakcyjnością powoduje, że czytanie powieści staje się wyjątkiem, przywilejem. Poruszyła problem najbardziej aktualny, pilny – globalizacja, zmiany w kulturze, zagrożenia cywilizacyjne, nowy obraz świata, kto go ma nieść, ilu zrozumie ten obraz, jak opisywać świat, co jest nam potrzebne, czy osiągalne.

    Noblistka przywołała w swojej mowie istnienie oraz czułość i ciekawie się rozwodziła nad tymi kategoriami. W sumie poszło świetnie.
    Pzdr, TJ

  196. @seleuk /os/

    pozdrawiam z zachodniej Szwecji / ciemno, wiosna prawie /, jutrzejszy Dagens Nyheter (8.12) zamieszcza tekst noblowski Olgi Tokarczuk. Przeklady na szwedzki Olgi Tokarczuk wspaniale (Jan Henrik Svahn). Swietnym translatorem jest tutaj Tomas Håkanson ( Andrzej Sapkowski, Andrzej Stasiuk „Wschod”). Polecam tez Hanne Krall
    „Den inneboende” (Sublokatorka) na liscie hitow literackich ostatnich tygodni.
    Swego czasu mialem kontakt z Andrzejem S. (zmarl tragicznie w Szwecji) organizatorem produkcji filmow Andrzeja Wajdy (m.in. „Czlowiek z zelaza”, „Umarla klasa”, ), Janusza Zaorskiego „Matka Krolow” i innych.

  197. A ty czego tu, jakubku? Dawno nie czulismy twojego smrodu. Poczekaj, gdzie ja wsadzilem ten air-freshener.

  198. Czytam, w ramach prasówki porannej, o prawyborach w PO i debacie kandydatów, a potem komentarze pod artykułem.
    I to jest właśnie sedno dyskusji polskich – nie masz prawa do swojego zdania o ile nie jest zgodne.

    @Szary Kot
    7 grudnia o godz. 16:57
    Tłumaczenie co autor miał na myśli, niezbyt dobrze świadczy o autorze. 🙂 Zgoda co do interpretacji ale stanowiska nie zmieniam.

  199. ozzy
    7 grudnia o godz. 21:34
    Dziekuje Ozzy. Text po polsku, ang, szw byl po wykladzie (ca 2min) od razu tu
    https://www.nobelprize.org/prizes/literature/2018/tokarczuk/lecture/ jak pdf

    Na marginesie
    7 grudnia o godz. 16:57
    Mozesz niezgadzac. Jest roznica praktyczna, z jakiego pogladu wyjsc. Jakie beda regulacje kaosu praktyczne. Bo beda.

    @All. Nie jestem u mnie w domu. Nie moge brac udzial, cenzura 🙂 internetow. Bede (chyba) jutro wieczor.

    pzdr Seleuk

  200. Widzę, że ktoś w drodze na Łysą Górę wpadł na blog z tornado.

  201. jakub01
    7 grudnia o godz. 20:39

    Już mnie tu nie ma, jakubku. Skończyłem właśnie przerabiać miecz, jutro przerabiam ster, żeby był podnoszony, jak będę miał interes w ćcinach na płyciźnie, bo nie chce już mi się zimą włazić do wody. Starzeję się nie wiadomo po co, skoro lepiej być młodym.
    Moje fotki są na portalu „Zdjęcia” w Chrome, tylko nie wiem, czy można kopiować – blogi odpadają.

  202. @tejot
    7 grudnia o godz. 21:20

    Osobiście uważam, że wystąpienie noblowskie Olgi Tokarczuk powinno być lekturą obowiązkową w szkołach. Ale – bez omawiania na lekcjach. Niech uczniowie sami między sobą dyskutują, jeśli odczują taką potrzebę.
    Piękny język i mnóstwo wątków, a wszystko porządne literacko. Piękne podkreślenie słuszności nagrody.

  203. @seleuk|os|7 grudnia o godz. 22:09
    Oba poglądy należy ożenić, inaczej „kompletny kotlet”.

  204. @Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 13:29

    Na @pombocka
    Że uparty jest jak czołg, to każdy wie,
    Zatem zlituj się jakikolwiek Boże,
    Bo zepsuty ma wsteczny bieg
    I wycofać się nie może.

  205. zagrałam w „Ogniem i mieczem” w scenach w Biedrusku -poligon pod Poznaniem.
    Moje nazwisko jest nawet wymienione w tzw. liście płac .

    Nazywam się
    i inni…

  206. @jakub01
    Zanim w ogóle tu się pojawiłaś , @pombocek cieszył się zasłużoną estymą i nadal należy do ścisłej czołówki tutejszych oryginałów i ludzi WOLNYCH. Na EP zwą nawet uczestników LA – TWA (Towarzystwem Wzajemnej Adoracji).
    Bywa, że się spieramy, a nawet sobie przysrywamy (pardą), ale to się rozłazi po kościach, bo znamy swoje wady i zalety. Daruj więc sobie uwagi np. o moim konformizmie i nie broń @pombocka, który ostatnio trochę narozrabiał

  207. @konstancja
    7 grudnia o godz. 22:57

    Rozumiem, że (prawie) wszyscy byli gdzieś na planie. Jako zmieniający prawdopodobieństwo in minus, byłem tylko w telewizorach. A filmy to musiałem sam kręcić. Głównie promocyjne (np. o Wandzie Rutkiewicz), wyborcze i reklamowe. Trwało to kilka lat i wystarczy. A na scenę/plan nigdy mnie nie ciągnęło. Za dużo ludzi.

  208. @@@ Na marginesie, tejot, Qba
    Tak jak wspomniałam wcześniej, już wydrukowałam sobie noblowskie przemówienie Tokarczuk i dopiero powolutku, pomalutku mam zamiar smakować tę wspaniałą, soczystą, wielowątkową prozę. Odbieram ją jako bardzo ważne przesłanie do obecnych lokatorów świata, który zaczyna nam umykać spod stóp, za którym przestajemy nadążać.
    Do książek noblistki jeszcze wrócę. Dawno temu czytałam Prawiek i inne czasy, Podróż Ludzi księgi czy Dom dzienny, dom nocny. A już domagają się powtórki Księgi Jakubowe.

  209. „Inny z problemów dotykających ewolucji: dziś zaczynamy utrzymywać przy życiu i leczymy osobniki, które ewolucja eliminuje przez wzgląd na samą siebie. Mało tego, wchodzimy w kolejny poważny problem: skoro osobniki takie ratujemy, to przypisać musimy im pewne wartości i prawa. Wśród nich – prawo do rozmnażania się. Osoba o niesprawnym genomie może płodzić potomków rownie, a może bardziej jeszcze niesprawnych, których też trzeba ratować, leczyć i przyznawać im wszelkie ludzkie prawa. Zaczyna działać reakcja łańcuchowa i coraz więcej jest takich osobników, a to coraz wyraźniej będzie się przenosić na sam mechanizm ewolucji gatunku.”

    Jakież to interesujące ewolucyjne rozważania na tym „blogu” (który nota bene mocno obniżył się na liście blogów Polityki, nie jest już tak łatwo znaleźć, chyba jednak nie opłaciło się zadzierać z pewnym redaktorem). Bardzo ciekawy jestem wniosków, szkoda że nie ma dalszego ciągu – jak zaradzić tym negatywnym skutkom ratowania niesprawnych ewolucyjnie osobników? Przestać ich leczyć? Albo może jakoś bardziej aktywnie pomóc ewolucji? Gdzieś już chyba ktoś takie poglądy głosił, coś o zdrowej rasie albo tym podobne.

  210. @Qba 7:02

    Przykładowo – jest ciepło i jest nadmiar jedzenia, więc osobniki poszczególnych gatunków są coraz większe i w pewnym momencie okazuje się, że dalej się nie da, bo szkielet nie wytrzymuje.

    Żeby nie było konieczności zbyt długiego wyjaśniania, że Autor co innego miał na myśli, niż czytający zrozumiał. Podejrzewam też, że @tejot i @Tobermory jakoś ten temat rozwinęli, ale do lektury wrócę za chwilę.
    Wiem, że to przykład, ale, moim zdaniem, niezbyt fortunnie dobrany. Bo jakoś tak dosyć dziwnie się składa, że osobniki jakiegoś gatunku zamieszkujące zimniejsze okolice osiągają większe rozmiary niż te, które bytują w okolicach cieplejszych. A podejrzewam, że dostępność pożywienia w klimacie umiarkowanym jest jakby lepsza niż w polarnych. Więc tu raczej inne czynniki by się kłaniały.

    Faktem jest również, że np. izolacja na wyspach też powoduje dziwne „anomalie” w tej akurat cesze. Niektóre gatunki karłowacieją, inne olbrzymieją, czego rozliczne przykłady można znaleźć.
    No i jeszcze jedno, zwiększanie wytrzymałości szkieletu przy zwiększaniu się rozmiarów ciała nie musi odbywać się (i nie odbywa się) na drodze prostego zwiększania masywności tej całej konstrukcji nośnej. Praktycznie rzecz ujmując szkielet myszy w sposób prosty powiększonej do rozmiarów (nie przesadzajmy, że słonia) psa wyglądałby pewnie ze trzy razy masywniej niż u rzeczonego psa. Ale co ja Ci będę tłumaczył takie oczywiste rzeczy.

  211. @paradox57
    7 grudnia o godz. 23:57

    Nie tłumacz. Wstydu oszczędź!
    Gatunki wielkie zdarzały się wszędzie – w tropikach i w lodach.
    Mnie chodziło o granice wzrostu zdeterminowane materiałem budulca. Bez uwzględniania warunków zewnętrznych, czyli klimatu i wszelkich zagrożeń.

  212. Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 22:08
    Tak przy okazji, czy ostatnio przeprowadziłaś się do innej strefy czasowej? Czy tylko przestałaś chodzić spać? 😉 😉

  213. @Qba 0:07

    Takie są skutki nie śledzenia na bieżąco wymiany myśli. Dobrze przypuszczałem, że Twój wpis nie pozostanie bez odpowiedzi, a i tak wjechałem, jak goście się już rozchodzili. Wniosek: najpierw przeczytać, co było do przeczytania. Chociaż przy lekturze niektórych wpisów poczułem się jak zajączek z jednej z opowiastek rozpowszechnianych przez starożytnych Rosjan.

  214. @Szary Kot
    8 grudnia o godz. 0:18
    Jej a co? Czasem się błąkam po nocy szczególnie jak jest za gorąco, a czasem wyrywa mnie bladym świtem. Każdego by wyrwało jakby mu się kakadu rozdarła oburzona, że ziarenek nie ma.
    Ale strefa czasowa ta sama, u mnie nawet nie ma tej letniej godziny.

  215. @Herstoryk
    7 grudnia o godz. 7:32
    ,,bardzo sensowne moim zdaniem porównanie Charlie Hebdo do Sturmera” + ,, nie wiem jak to określić nie usprawiedliwia sprawców, ale pomaga zrozumieć przyczyny ich furii”. Czyli masz zrozumienie dla kogoś kto ulegając swoim irracjonalnym przeświadczeniom zabija z ich powodu innych ludzi? I jak rozumiem dziennikarze całego świata solidaryzowali się z wymordowaną redakacją ,,Stürmera”? Ciekaw byłbym Twojego hipotetycznego komentarza, gdyby jakiś katolicki maniak , obrażony płynącą latami antykatolicką propagandą,satyrą jak i informacjami niezgodnymi z katolickimi mniemaniami przeptowadziłby likwidację redakcji ,,Nie”? Czy też byś rozumiał gniew ,,obrażonych”?
    Celowo użyłem ,,kwestii muzułmańskiej” bo wiedziałem że na charakter silnie polaryzujący. Gdyby jakis wspólczesny Gareth Jones napisał cokolwiek w stylu ,,imigracja muzłmańska ma wrogi charakter wobec wartości europejskich” to Ty byś nawet nie rozważył czy facet nie ma czasami racji tylko byś go uznał za ,,agrna imperializmu” tak jak lewica uznała Jonesa.
    Trochę więcej otwartości i gotowości do zluzowania gumki w majtkach jeżeli chodzi o islam. Katolom nie przepuszczamy – nie róbmy taryf ulgowych dla wyznawców innych guseł…

  216. Ewa-Joanna
    8 grudnia o godz. 0:33

    Ależ nie mam pretensji, tak tylko jakoś zauważyłem. Zresztą odmeldowuję się już na (moje) dziś. Dobranoc!

  217. @ Tobermory
    7 grudnia o godz. 15:51

    Z tym rośnięciem szkieletu i wzmacnianiem konstrukcji w miarę przybywania tkanek miękkich, to chyba nie wszystkie szkielety nadążają 🙁

    Do środowiska jak to https://photos.app.goo.gl/RKw5KSMvfvJzW9By7 widać pasują…..

  218. @seleukos
    Dzięki za linkę do Olgi Tokarczuk, wspaniała GW każe zapłacić.

  219. Zostawilem mowe Tokarczuk na ‚deser’.
    Mam nadzieje, ze bedzie o czym pogadac tutaj.
    Chocby tylko, po to, by rozladowac nieznosna atmosfere na blogu, ktora powstala pod ciekawym, jak zwykle, wstepniakiem zetusa.
    Rozumiem animozje, niezgode i ‚dobre’ klotnie, rzecz bardzo ludzka, nie cierpie natomiast bezinteresownej wrednosci.

  220. E-jko mam ptaka pod oknem, ktory budzi mnie o piatej rano i nie daje zasnac poznym wieczorem. Co to za gad? Nie moge go zlapac kamera. Znam tutaj juz wszystkich opierzonych wrzaskliwcow, cale ich stada, ale ten ‚ptasior’ dobija mnie. Jak zyc?

  221. Przybyl bez zapowiedzi jakis miesiac temu i nie odpuszcza ani na jote.

  222. @act
    8 grudnia o godz. 4:21
    Spróbuj znaleźć stronkę z glosami ptaków na twoim terenie, może odróżnisz upierdliwca?
    Mnie teraz ptasi bachor życie zatruwa w ciągu dnia, drze dziób i drze, przestaje jak łyka. 🙂

  223. Dokarmilbym go, zeby zamknal dziob ale nie moge znalezc diabla.
    To juz lepiej byloby znalezc weza w lazience…
    Goraco sie robi w Canberze, a pare dni temu byla tu zima.

  224. U mnie już od 2 tygodni powyżej 30. I nie pada!!!!

  225. Do dobrze, czy zle? E- J.

  226. zaku1953. Pod 4:13 napisalem ‚…wstepniak zetusa…’oszibka’ freudowska, bo on tez swietnie pisze. Mam nadzieje, ze wybaczysz.

  227. To dobrze, czy zle? E-J.

  228. Źle. Susza okropna.

  229. @ Ewa-Joanna
    7 grudnia o godz. 12:08

    @pombocek
    7 grudnia o godz. 11:07

    Drogi pombocku,
    …… Proszę podać konkrety, fakty owego prześladowania polskich Niemców przez muslimów. Napisz proszę jak owi muslimi skrzywdzili twoich znajomych.

    Ja nie on, ale skoro nie napisał, postaram się odpowiedzieć, dedukcyjnie i ekstrapolacyjnie (bo owych znajomych nie spotkałem), na podstawie oficjalnych sondaży i przytłaczająco dominującego tonu komentarzy i wypowiedzi na sieci.

    Otóż „muślimy” (to takie patronizująco pogardliwe określenie, coś jak „ruskie”/”kacapy”, „ukropy”, czy „asfalty” i „żółtki”, powszechnie używane przez Prawdziwych Polaków), którzy cyt. przybywają do NASZEGO domu (wielkie litery nie moje!) i są cyt. trudnokompatybilni z naszym europejskim światem prześladują i krzywdzą, bo ośmielają się:
    – mieć inny kolor skóry (mocno podkreślane przez ww. komentatorów),
    – z uporem nosić swe własne stroje,
    – jadać swoje potrawy, które jak czytałem w jakimś komentarzu Prawdziwego, śmierdzą (różnią się przecie zapachem od schabowego z kapustą)
    – i mieszkać w gettach imigranckich wśród swoich, bo na nic lepszego ich nie stać (podobnie jak np. Prawdziwi w czikagowskim Jackowie, ale never mind).

    Dodatkowo, szwargoczą jakimś dziwnym językiem i, co najbardziej oburzające, mają czelność bić pokłony innym świątkom niż spaśny pleban, czy Santo-Subito-Smakosz-Kremówek.
    Zabierają przy tym często Prawdziwym zatrudnienie przy zmywakach, zamiataniu ulic, zbieraniu śmieci, czyszczeniu azbestu, czy podmywaniu tyłków staruszkom, a w innej kategorii konkurują o socjal z tysiącami Prawdziwych koczujących na berlińskich dworcach.
    Nie od rzeczy będzie też wspomnieć pewien pozytywny aspekt „muślimów”. Pozwalają przecież Prawdziwym i innym nieudacznikom z kompleksem niższości dowartościować się i wyżyć przez pogardę i nienawiść wobec grupy społecznej na jeszcze niższym od nich szczeblu drabiny. Ten drobny benefit nie równaży jednak listy straszliwych krzywd powyżej! 😉

  230. @Herstoryk
    8 grudnia o godz. 7:09

    Ciiii… starczy. 🙂

  231. Ano! Bo za długo głową w mur boli…… 🙂

  232. @Herstoryk
    8 grudnia o godz. 7:09

    I pomyśleć, że za dawnych (PRL) czasów pozytywnie (we własnych oczach) wypadaliśmy tylko na tle Rumunów 🙄

    A komentatorzy na blogu Passenta co i raz dają do zrozumienia, że LA ich drażnią brakiem większej liczby mędzących zgniłków, wrednych zawistnic oraz pokrętnych manipulatorów i łgarzy.
    Niektórzy płaczą już tam za fedrującym przodownikiem blogosfery, jakby nie mogli udać się na inny blog, gdzie rzeczony niestrudzenie kontynuuje produkcję urobku, tyle że hamowany niestety przez bardzo niespieszną moderację 🙁

  233. @ paradox57
    8 grudnia o godz. 0:23

    No patrz pan, jak to rozmijamy się w rozumieniu zrozumiałego. Mnie chodziło o to, że tłumacząc jako fachowiec, zawstydzasz mnie wykazując moją indolencję.
    Znaczy się, żargony fachowe są w miarę doprecyzowane, co wynika pewnie z przemożnej konieczności porównywania i korygowania osiągnięć. Natomiast dywagacje interdyscyplinarne (do których zaliczam – niestety – również tzw. politykę) szansy na unifikację środków przekazu mają małe. Ze strony rzeczonej polityki wręcz niewskazane, bo przecież politykom nigdy nie chodziło o to, by się dogadać. Straciliby rację bytu.
    Dobrze więc, że istnieje coś takiego jak literatura z jej różnorodnymi formami, zwalająca interpretację na czytelnika/odbiorcę. I na nic zaklinanie typu „powiedz Jasiu, co poeta/pisarz miał na umyśle”.
    Piękny dzień (w moim odczuciu) po wysłuchaniu wykładu Tokarczuk. Jaki on musi być mądry i aktualny, skoro obecne „elity” polskie omijają go szerokim łukiem. Tylko patrzeć, jak wymyślą prawdziwą polską nagrodę. Od pomysłodawcy będzie się zwać „polski, katolicko-narodowy Bubel”. Nagroda będzie co prawda dotowana, ale zgodnie z regulaminem, dotacja będzie przekazywana automatycznie na fundację niejakiego Rydzyka. Laureatowi przypadnie jedynie honor, przepraszam Honor, i statuetka, na którą wkrótce rozpisany będzie konkurs. Ponieważ to potrwa, statuetki przesyłane będą Narodową Pocztą Polską w terminie późniejszym. Za pobraniem. Bo Honor kosztuje.

  234. @
    Co tam Nobel dla jakiejś tam pisarki! Polska świętuje rocznicę Radia Maryja, Prezes śle listy dziękczynne……

  235. Herstoryk
    8 grudnia o godz. 10:53

    Co tam Nobel dla jakiejś tam pisarki! Polska świętuje rocznicę Radia Maryja

    A transmisja jest w TVP?

  236. Przeczytalem link @Lecher (godz. 8.45), art o emeryturach Zydow. W „Klup Yntelygency Polskiem”, uwaga, nazwa nieprzypadkowa, moge nowe logo wyprodukowac, nieodplatnie. Dawno tak dobrze nie ubawilem. Inteligentnymi inaczej. Bo oczywiscie nie moglem odmowic mnie przyjemnosc poczytac inne tematy. Nprzyklad o energetyce, czy cenach. Skad ci uczestnicy biora, nie mam najmniejsze pojecie. Podejrzewam rozmnazaja przez paczkowanie, co drozdze. Ale, w kazdym wypadku…

    Potwierdzilem, moja wlasna teorie, czytanie i pisanie to zupelnie niezwiazane dziedziny. Bo w koncu tam wystepujacy, cos kiedy przeczytali, nawet linki daja. Dzieki tej stronie, teoria moja rozwiniecia dostala. Otoz uwazam, czytanie od pisania powinna szkola nadwislanska rozdzielic. Inaczej to zaczyna byc niebezpieczne, dla samych autorow, przed wszystkim. Dlatego uwazam, pisac nalezy zaczynac w wieku ~5lat (umownie). Pierwszy olowek, czy dlugopis (zeby literki stawiac samodzielne) najwczesniej w wieku ~15lat (umownie). Pomysl daje nadwislactwu nieodplatnie (bez logo), troska ogarniety.

    Lecher, tez ostatnio dostalem decysje o emerytura z ZUS, choc Zyd nie jestem, nigdy bylem, czy bede. Poza decysja, dostalem sume zbiorcza (zalegla z odsetkami), text przez jeden dyrektor (meski) i jedna aprobant starsza (kobieta), drobnym maczkiem, dlaczego tak mnie zrobili. Rozumiem, bywaja aprobant(ki) mlodsze. Typ lata przezyte. Ale co, do licho, aprobant znaczy? Czyzby byli czlonkowie Klupa Yntelykencji? Przez jeden hamerycki bank, tez nietutejszy. Bez aprobant(e)k. Mnie Lecher, to na ta emeryture namowila jedna tutejsza, cos niezgadzalo w moich data, na jej laptop. Zadzwonila do mnie i zapytala, czy nie chce troche dodatku do moje tut standardowej typ emerytury. Czy ja Lecher, mialem zachowac jak czlonek Klupa Yntelykencji Pl i powiedziec NIE? Co Ty bys zrobil? Hmm,… Do jakich Klubow nalezysz? Ja naleze tylko do Zeglarzy Srodziemnimorskich. Z klubu HokiRyu wypisalem mnie, i moje kolano.

    Pzdr Seleuk

  237. Ewa-Joanna
    8 grudnia o godz. 5:14

    „U mnie już od 2 tygodni powyżej 30. I nie pada!!!!”

    *
    Cześć Janku.
    Głupia sprawa. w naszym bloku wyłączyli wodę.
    W naszym osiedlu już od trzech dni jesteśmy bez wody.
    Podobno już trzy dzielnice odcięte są od wody. Na jak długo, pytam?

    Koledzy, mam pomysł, napiszemy do prasy. Już oni to załatwią.
    Nic z tego, pani Jolu, do tego potrzebny jest As!
    On jest cudowny!; gdybym miała jego zdjęcie, nosiłabym zawsze przy sobie!

    Panowie, żar leje się z nieba, taka spiekota w mieście to piekło.
    W niedzielę wybiorę się nad zalew. Jolu; pojechałaby pani ze mną?
    Moi znajomi mają syrenkę. To miłe młode małżeństwo.
    Nas pani nie oszuka, pani Jolu. To „miłe młode małżeństwo” jest wysokim przystojnym brunetem!

    Chciałbym, żeby Wicherek zapowiedział na jutro deszcz.
    Nie jestem z cukru nie obawiam się deszczu, mam znakomitą parasolkę, wyrób krajowy. Kupiłam w centralnym Domu Towarowym. Śmiało więc mogę wyroszyć za miasto! Brzydko jest być zazdrosnym, panie Janku..!

    Na pani miejscu, pani Jolu, wziąłbym udział w pieszym rajdzie PTTK na odznakę nizinną. Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym i dobrze jest mieć odznakę!

  238. @@Herstoryk, Szary Kot
    Widząc Wasze zatroskanie wiarygodnością i słuchalnością naszych rozgłośni radiowych, podaję aktualne dane:
    Słuchalność rozgłośni ogólnopolskich i ponadregionalnych (dane w proc.)
    Chart
    VII – IX 2019
    IV – VI 2019
    I – III 2019
    X – XII 2018
    VII – IX 2018
    RMF FMRadio ZetProgram IProgram IIIVox FMAntyradioTok FMRadio MaryjaRMF ClassicPolskie Radio 24Program IIMuzo.fm0510152025303528.3%12.3%6.1%4.6%3.4%2.1%1.9%1.2%1.1%0.6%0.4
    Wynika z nich niezbicie, że wbrew swojej nikłej popularności, fawory ma tylko Radio Maryja. I to jakie! Czołobitne ukłony i życzenia od rządzących, nie tylko z okazji kolejnych urodzin radia, oraz sute przelewy na konto „wielkiego dzieła” ojdyra.
    A Pan Bożyczek (jeśli jest dla poniektórych) trzymie się tylko za brzuch ze śmiechu

  239. @ herstoryk
    >>>Z tym rośnięciem szkieletu i wzmacnianiem konstrukcji w miarę przybywania tkanek miękkich, to chyba nie wszystkie szkielety nadążają<<<
    Scierwo ukrzyzowane tez ma zewnetrzny drewniany (czasami metalowy) szkielet dlatego tak dluga trwa na ziemi, tej ziemi.

  240. Coś nie tak poszło z linkiem, sorry. A więc w skrócie, z pominięciem rozgłośni regionalnych: Radio Maryja osiągnęło właśnie najniższą słuchalność w swojej historii, która spadla ostatnio z 1,5 % do 1,2 %.
    Dla porównania RMF FM ma słuchalność rzędu 28,3%, a Radio ZET – 12,3%.
    Na poziomie kilku procent utrzymuje się popularność Jedynki i Trójki PR – niegdyś gigantów radiowych.

  241. konstancja
    7 grudnia o godz. 22:57
    Życie okazuje się nieprzewidywalne. Okazuje się, iż sporo naszych komentatorów ma rozmaite doświadczenia filmowe i telewizyjne. Czasami warto sobie przypomnieć czas miniony i zobaczyć, jakich rzeczy potrafiliśmy się łapać.
    Ja osobiście nie załapałem się na ekranową listę płac. Ale w przeszłości wykaz uczestników filmy kończył się sakramentalnym: „i inni”. Dzięki temu można było się chwalić, a wątpiącym zacytować ów napis. Skoro załapałem się na papierową listę płac, to mieszczę się w tej kategorii. W „Ogniem i mieczem” lista płac była szeroka. Pozdrawiam -zak

  242. Na marginesie
    7 grudnia o godz. 16:57 – „Lekarz, który we Włoszech od lat co noc wyławia z morza podtopionych Afrykańczyków stwierdził w wywiadzie, że poza skrajnym wyczerpaniem ci ludzie są zdumiewająco zdrowi”.
    Jak by nie patrzeć śmiertelność dzieci w krajach pochodzenia imigrantów jest nadal wysoka. Każde słabsze ma nieduże szanse dożycia dorosłości. Ten problem był znany naszym babkom (II RP i wcześniej) aż nadto dobrze. Stąd ówczesne rodziny rzadko odpowiadały naszym obecnym wzorcom. Sześć, siedem i więcej dzieci w rodzinie nikogo nie dziwiło. A dzisiaj? Medycy potrafią uratować życie wielu niemowlaków i następnie zapewnić im przeżycie. Pytanie, jaki jest poziom życia tych dzieci?

  243. mag
    8 grudnia o godz. 14:23

    Ciekawostka. Myślałem, że jednak mają więcej słuchaczy. Rządzący powinni zobaczyć tę tabelkę. Nie takie to znowu nieprzeliczone zastępy szabel (lub lasek i parasolek, pardon). Masz rację, że skuteczność biznesową ojdyra należy ocenić wysoko.
    Kiedyś zasilałem te zastępy na parę minut, nabrawszy na zapas oddechu, np. podczas radiomaryjnych wiadomości, dla zachwania czujności klasowej. Ale już dość.

  244. Warszawa 1982. Nieedytowany materiał filmowy, więc dłużyzny i powtórzenia (łącznie 30 min), ale może jakiś warszawiak nad tym westchnie. Albo się rozpozna 🙂 . Dużo ujęć z góry, m.in z hotelu Forum, potem Muranów.

    https://youtu.be/W8SPi1AIfF4

  245. @
    Rządzący na pewno wiedzą!! Widać jednak, mimo tylko 1,2%, prezes i duduś przymilają się ochoczo i emocjonalnie – https://wiadomosci.wp.pl/urodziny-radia-maryja-emocjonalne-listy-jaroslawa-kaczynskiego-i-andrzeja-dudy-6454209408075393a

  246. @zak1953 8 grudnia o godz. 14:41
    Jasne, powodem dobrego zdrowia imigrantów jest (chyba) naturalna selekcja. Poza tym człowiek chorowity nie zdecyduje się strawersować Mare Nostrum na pontonie. Co do postępów medycyny – oczywiście ratują życie, ale pojawia się jak zwykle problem za krótkiej kołdry. Śliczne dziecko naszych sąsiadów z Arabii Saudyjskiej nie przeżyłoby w ojczyźnie rodziców, ale w Kanadzie rozwija się w sam raz.

    W tejże Kanadzie ktoś musi podjąć decyzje – co za darmo, jak często, w jakim wieku? Czy zapłacić za masowe szczepienia, czy za drogie terapie ratujące życie – ale w rzadkich chorobach? Ratować jednostki – czy promować zdrowie populacji? Ktoś zdecydował się finansować wszystkim obywatelom coroczne szczepienia przeciw grypie. Przypuszczam, że ktoś inny wcześniej wyliczył, jakie społeczne zyski wynikną z zainwestowania tych pieniędzy w szczepionki. Business is business.

    Gorzej, jeżeli patent na tani lek wykupuje bezwzględny dorobkiewicz, który zaczyna inkasować dziesięciokrotnie więcej. I tani lek staje się elitarny. To też jest biznes. Poza tym gdzie się kończy medycyna, a zaczyna usprawnianie homo sapiens? Już teraz wiele osób łyka pigułki dla poprawy sprawności, wydolności, humoru… Poprawia się ogólny stan zdrowia społeczeństwa, ale i tak wygrywają ludzie, których po prostu stać na więcej, to znaczy na bajecznie drogie, niekonieczne zabiegi.

    Poza tym – oczywiście – istnieje problem przeludnienia. Zwalczenie głodu powoduje eksplozję demograficzną. I bądź tu człowieku mądry. Noah Harari spekuluje, że zdrowe społeczeństwo w dzisiejszych czasach przestaje się opłacać, bo nie jest już potrzebne mięso armatnie. Do wygrania wojny wystarczy armia dronów sterowana przez kilka, nawet chorowitych, osób.

    Ja dorzucę, że przemysł spożywczy sam generuje epidemię otyłości. Cukier i sól to najtańsze dodatki smakowe, więc producenci są gotowi sypać je ludziom nawet w buty. Nie każdy umie czytać etykiety i rozpozna pięć rodzajów cukru, pod różnymi nazwami, w puszce zupy. Jednak postęp medycyny też jest faktem. Produkty cukrzycowe – paski, wstrzykiwacze, glukometry – to prężna branża i znakomicie się sprzedają. Operacje, których niedawno odmawiano 60-latkom (nie warto!) dziś rutynowo wykonuje się po 90-tce. Zyć nie umierać 🙂

  247. @Rogger77 7 grudnia o godz. 23:48
    Bardzo ciekawy jestem wniosków, szkoda że nie ma dalszego ciągu – jak zaradzić tym negatywnym skutkom ratowania niesprawnych ewolucyjnie osobników? Przestać ich leczyć? Albo może jakoś bardziej aktywnie pomóc ewolucji? Gdzieś już chyba ktoś takie poglądy głosił, coś o zdrowej rasie albo tym podobne.

    Wniosek prosty – Wola ci Boża! Do NATURALNEJ śmierci. Ktoś już chyba takie poglądy głosi – pod szyldem kaka. A może wybulisz 40 złociszów na spotkanie terapeutyczne z Busz-oborą?

  248. Herstoryk
    8 grudnia o godz. 7:09

    Bo za długo głową w mur boli…

    A może by tak używać głowę do słuchania i rozumienia, zamiast walenia w mur. Mogłoby być z lepszym skutkiem.

    Mam wrażenie że Ty i EJotka wymyśliliście sobie przeciwnika, i z wielką zaciekłością z nim walczycie, z wyżyn swojej belferskiej wszechwiedzy. Nie zaprzeczam, że tacy ludzie istnieją w realu i wirtualu, w części trole, w części przestraszeni lub ogłupieni ludzie, ale ja takich na tym blogu nie widuję, więc po co ich tu przywoływać. Jest to chyba efekt wielu lat nauczycielstwa, i wypalenia zawodowego, kiedy człowiek wypowiada te same formułki bez względu na to, czy Jaś nie umie czytać, czy Jaś ma problem z teorią względności.

  249. Na marginesie 8 grudnia o godz. 15:48
    zak1953 8 grudnia o godz. 14:41
    Jasne, powodem dobrego zdrowia imigrantów jest (chyba) naturalna selekcja. Poza tym człowiek chorowity nie zdecyduje się strawersować Mare Nostrum na pontonie.

    Ja myślę że to też ale nie tylko. Nasz zachodni styl życia, dom, samochód, telewizja, bardzo nas upośledza fizycznie. W wielu częściach Afryki i Azji życie nie jest tak wygodne. Nasi zbieracko-łowieccy przodkowie też byli od nas o wiele zdrowsi, wyżsi i mieli większe mózgi.

    Więc kiedy już zjawią się w Europie miliony uchodźców klimatycznych (a się zjawią), nie mam wątpliwości kto będzie miał przewagę. Ciekawe jak długo seleuk się utrzyma w swoim cud ekologicznym domku z panelami na dachu i elektrykiem w garażu (zapomniałabym o yachcie). Pewnie zaproponuje im kursy excela żeby się łatwiej odnaleźli w nowej rzeczywistości, ale mogą być niezainteresowani.

    (Don’t shoot the messenger, drogi sele)

  250. „poza skrajnym wyczerpaniem ci ludzie są zdumiewająco zdrowi”
    A to ci dopiero!
    Niechże ten lekarz wybierze się do Afryki i zobaczy tych, którym zdrowie nie pozwoliło pokonać długiej drogi do portów Libii, gdzie by mogli wsiąść na ponton do Europy.
    Niech sobie obejrzy skrajne niedożywienie, przeróżne choroby i upośledzenia/niepełnosprawności, które nie zabiły w pierwszych kilku latach życia.
    Afryka to nie tylko AIDS, malaria i gruźlica.
    To także cukrzyca, o której większość chorych nie ma pojęcia, a tylko nikły procent jest zdiagnozowany i leczony. Ponad 20 milionów (5 proc.) Afrykańczyków ma już tę „chorobę dobrobytu”, a częstotliwość otyłości powiązanej z cukrzycą typ-2 w dużych miastach afrykańskich jest już porównywalna z amerykańską i europejską.
    Na przykład w Tanzanii, gdzie dzięki zahamowaniu epidemii AIDS długość życia wzrosła z 58 do 60 lat, akurat w wieku 30-50 lat dają o sobie znać konsekwencje wysokiego ciśnienia (wylew, zawał) i cukrzycy (niewydolność nerek, stopa cukrzycowa) przyczyniając się do 20 proc. zgonów.

    Poza tym nie wszystkie defekty genetyczne są dziedziczne i nie jest tak, że „zdrowa rodzina” może być pewna, że nie przydarzy się jej jakieś rzadkie schorzenie albo na przykład dziecko z syndromem Downa.
    Również w Afryce rodzą się takie dzieci, tyle że wiele z nich dość wcześnie „znika”. Gdy pomyśleć, że narodziny „dziecka z Downem” wiązane bywa z wpływem demonów… 🙄

  251. @
    Ludzie swój świat zmieniają, a świat zmienia ludzi.
    Dziś już rzadko która tragedia głos sumienia budzi,
    Słabo dociera do niewiernych głos biskupa anielski,
    Bo na Błoniach ich straszy groźny smog wawelski,
    A na plaży znajdują w jakimś polskim tropiku,
    Wyrzucone przez morze, owady zatopione w plastiku.
    Może naszym wnukom wyrosną plastikowe skrzela,
    Zanim problem rozwiąże napalmowa niedziela.

  252. Jaś ma chyba problem z teorią względności.

  253. @izabella
    8 grudnia, g.16:54
    Twoja wizja przyszłości (zapewne niedalekiej), kiedy to nasz lepiej czy gorzej uporządkowany świat zachodni zderzy się z milionami uchodźców klimatycznych wydaje się się całkiem realna. Jak się z tym uporają obie strony, trudno jednak przewidzieć. Ale myślę sobie, że zdolności adaptacyjne „czlowiekowatych” wydają się niezmierzone.
    Schodząc z drzew, doszliśmy aż do dzisiejszej cywiliizacjii. Jej regres może w nas wykształcić zachowania i nawyki stosowne do okoliczności. W tym sensie wierzę w człowieka. Ha!
    P.s. W szwedzkiej drugiej ojczyźnie Seleuk(osa) imigranci są już tak wpisani w krajobraz, że chyba nie straszne im kolejne hordy (?!)

  254. /piecze pierniki i nie może dyskutować o życiu przez duże Ż/

  255. @izabella, mag
    Ta wypowiedź włoskiego lekarza jest autentyczna. Zresztą Włochy miały „problem” z uchodźcami już od lat, kiedy jeszcze nikt w Europie o tym nie słyszał, czy słyszeć nie chciał. Czy zdrowsi, bo wyselekcjonowani, przybysze wyprą cherlawych białych? Całkiem możliwe. Takie wyparcia/wymarcia zdarzały się przecież w historii wielokrotnie. Neardentalczycy… i nie tylko.

    Warto jednak pamiętać o dwóch sprawach: pierwsze primo, taki zdrowy byczek po przybyciu do Europy obrasta w piórka i posyła pieniądze rodzinie albo tę rodzinę sprowadza. Ta liczna muzułmańska rodzinka, którą spotkałam w Helsinkach, nie była zdrowa – jedna stara kobieta, ledwo kuśtykająca o lasce, dwie nieco młodsze babuleńki, jedna młoda dziewczyna bardzo wysoka, głośna i energiczna i jeden nastolatek upośledzony umysłowo. Drugie primo – oni w Europie przecież nie będą prowadzić dawnego trybu życia. Oni zaczną się stołować w McDonaldzie i gapić w TV… Z wiadomym skutkiem.

  256. Podobno jeszce jednego katola prze na szklo. Bedzie holowiowal symetrycznie.

  257. Tobermory

    Hearing the Silence
    Program- dokument zrealizowany przez Arte. Oglądam nie po raz pierwszy i zawsze z tym samym ogromnym zainteresowaniem. Nawet jeśli kiedyś oglądałeś, jest wart powrotu.

  258. Podobno Szymon Hołownia dwa razy uciekał z eremu, choć „już był w ogródku, już witał się z gąską”, czyli Matką Boską i Trójcą Świętą. A jak dla odmiany nie wytrzyma w pałacu prezydenckim i da nogę do jakiegoś klasztoru?

  259. mag
    8 grudnia o godz. 20:10

    Podobno Szymon Hołownia dwa razy uciekał z eremu, choć „już był w ogródku, już witał się z gąską”, czyli Matką Boską i Trójcą Świętą.

    Maguś – i czy my nie za to kochamy Szymusia? Jakież to śliczne: tak się witać i zwiewać, zwiewać i witać.

  260. Szanowni!

    O miejscowych występach w przemyśle filmowym wiemy już całkiem sporo, a nawet znacznie więcej, oraz szczególnie dokładnie poznaliśmy się na muslimach, pora zatem na temat nowy i nadzwyczajnej wagi, który ogłosiła w Sztokholmie Olga Tokarczuk, którą kochamy i inaczej się nie da.
    O tym w nowym wstępniaku, do którego czytania i komentowania zapraszam.

  261. mag
    8 grudnia o godz. 20:10
    Szymon Hołownia już się przyzwyczaił do medialnego szumu wokół siebie i wyraźnie go polubił. Ucieczka w zacisze klasztoru już nie wchodzi w rachubę. Jego problemem na przyszłość może być żona, kobieta latająca myśliwskim MIG-29. Ta pani wygląda na osobę bardzo kompetentną i zdecydowaną w działaniu. Kandydat na prezydenta musi i będzie musiał się starać o zachowanie swej pozycji celebryty w małżeństwie.

  262. izabella
    8 grudnia o godz. 16:54
    Wszyscy pchający się do Europy marzą o wielkich pieniądzach jakie ponoć są tutaj do zdobycia. Media pokazały im wielki, bogaty świat wypełniony wszelkimi dobrami o jakich tylko można pomyśleć w ich rodzinnych stronach. Natomiast nie mają bladego pojęcia o wymaganiach, jakie trzeba spełnić, aby te bogactwa zdobyć od ręki.
    Do tego, wielu z nich to ofiary naganiaczy przemytników ludzi, którzy wytwarzają w ich głowach silną potrzebę natychmiastowego przeniesienia się do ziemskiego raju, jakim ma być Europa.
    A Europa? Faktycznie nie robi prawie nic, aby zlikwidować lukratywny przemysł przemytniczy. Unia powinna podjąć działania mające na celu określenie warunków i możliwości przyjazdu emigracji ekonomicznej, bo taką jest większość z imigrantów.

  263. Drogie Panie Izabella i Mag

    W pierwszych slowach mojego listu 🙂 pragne Wam podziekowac, o troske i zmartwienie o moja przyszlosc. Czuje mnie nawet zlekko zaklopotany i zazenowany. W mojej okolicy kreca dwie Panie, ktore sa rownie zamartwione o moja przyszlosc. Permanentnie, co znajduje ja, jako ich hobby najwieksze. Czasem musze bronic rekami i nogami. Ale jak mowia, od przybytku glowa nie boli 🙂

    Pragne rowniez naprawic Izabella Twoj blad, mam dwa jachty, skiff i ULDB.

    Zebyscie Panie, mialy podstawy do zamartwiania o mnie rzetelne, podaje troche innych danych. O moich okolicach.

    Od roku 1930 Szwecja nie prowadzi statystyk rejestrujacych wyznanie kogokolwiek. W zwiazku ztym trudno jest okreslic dokladnie ilosc muzulmanow i innych wyznan. Kiedys podalem liczbe ~110tys katolikow. To byly dane StockholmStift (aktualnie Arcybiskupstwo Szwecji). W zwiazku ztym moge podac tylko dokladna statystyke Urzedu Migracyjnego (Migrationsverket). Nie chce mnie (lenistwo) tlumaczyc calej tabelki rubryk. W kazdym razie, 1980/2018 wydano w Szwecji 2431166 pozwolen na pobyt permanentnych (PUT). Z tej liczby nie podano oczywiscie ilosci co opuscili Szw. Poniewaz, jak rozumiem, zmartwienie Pan dotyczy imigrantow muzulmanskich, relewantne cyfry zawarte sa w kolumnach z naglowek Flykt—– (uchodzcy) i obejmuja wszystkie kategorie (np Polacy do roku 2004 i pare innych podobnych przew ZSRR). Zadalem mnie trud, w zwiazku z Wasza troska, posumowac kolumny Flykt— i wyszlo mnie 1251698 muzulmanow (uchodzcow muzulmanskich plus innych). Inne kolumny PUT, z cala pewnoscia muzulmanow nie dotycza. Jest rowniez kolumna o uchodzcach z USA (przewaznie) co nie chcieli odbywac sluzby wojskowej, ale czy oni byli/sa muzulmanie nie wiem.

    https://www.migrationsverket.se/download/18.c861a2c162e2ba0298691/1573042359491/Beviljade%20uppehållstillstånd%201980-2018.pdf

    Z innych badan, Uniwersytet Stockholmski co kiedys podawalem, wynika wierzacych praktykujacych wszystkich wyznan, jest kolo18% wszystkich w Szwecji. Z kolei jeden badacz problematyki, Tobias Hübinette, podaje ok 30% z krajow muzulmanskich sa muzulmanie praktykujacy(???). Wedlug SST, Szwedzka Sluzba Bezpieczenstwa(???) (2015) jest muzulmanow 143950. Wedlug Dispatch International (2011) 574000. Te liczby maja taki rozrzut (moje podejrzenie), bo nie ma def kto jest muzulmanin, kto katolik, kto hinduista etc, etc statystycznej nigdzie. Kazdy kombinuje na wlasna raczke. Dokladniejszych danych podac nie moge, mimo najszczerszych checi.

    Co bedzie jak klimatyczna katastrofa nastapi z cala sila, to moge krotko napisac. Ci ludzie wymra, zanim zaczna wedrowac gzdiekolwiek. Bez wzgledu na wyznanie/religie. Nie bede Izabella i Mag, tu pisal dlaczego. To jest bardzo smutne, naprawde. Nie ma tym ludziom jak pomoc, inaczej jak za wszelka cena zatrzymac/wyhamowac zmiany, szczegolnie brak czystej wody.

    Jezeli chodzi o muzulmanki (Syria i Eritrea), to znajduje je bardzo nudne (na kursach Excel i Word), co dla mnie jest najwieksza wada i kalectwo. Spotkalem tylko jedna muzulmanke, dawno, co mnie bardzo podobala, ale bylem jej kursant 🙂 Jezeli to jest dla Was, Izabella i Mag jakie pocieszenie.

    Nie zamartwiajcie siebie rowniez o przyszlosc Szwecji czy Skand 🙂 Ja zdaje mnie sprawe, czesto pisze, cos zupelnie niepojete. Ta statystyka, tabelka, to jest rzeczywistosc. Mnie juz dawno nie chce prostowac tych stereotypow co czasem czytam o Skand. Zmiany klimatyczne na swiecie, dotkna tylko biednych. Grupy i cale panstwa. Naprawde, tylko.

    pzdr Seleuk

  264. seleuk jak zawsze odpowiada swoim myślom a nie cudzym słowom.
    Lubię Cię drogi @sele, ale się zupełnie o Ciebie na martwię, ani o Twoje yachty, ani o Szwecję. Ani nie liczę szwedzkich muzułmanów. Katastrofa klimatyczna dotknie nas wszystkich, Szwecję również. Nikt się z tego nie wykupi swoim „bogactwem”. Ale jak ktoś chce się łudzić, to mu wolno, to też forma religii.

  265. Izabela, napisz mnie, jak ja moge to przeczytac, o tych milionach… Mag oczywiscie tez.

    „Więc kiedy już zjawią się w Europie miliony uchodźców klimatycznych (a się zjawią), nie mam wątpliwości kto będzie miał przewagę. Ciekawe jak długo seleuk się utrzyma w swoim cud ekologicznym domku z panelami na dachu i elektrykiem w garażu (zapomniałabym o yachcie). Pewnie zaproponuje im kursy excela żeby się łatwiej odnaleźli w nowej rzeczywistości, ale mogą być niezainteresowani.”

    ” W szwedzkiej drugiej ojczyźnie Seleuk(osa) imigranci są już tak wpisani w krajobraz, że chyba nie straszne im kolejne hordy (?!)”

    Jak czytac? Jak nie zmartwienie o moja przyszlosc. Moja jest swietlana. Za10 lat, poplyne do Valhall, gdzie bede cale dnie w bijatykach, wieczorem popita i dziewczyny 😀 Reszte zostawiam moim dzieciom i ich rowiesnikom.

    Tez Was lubie, Izabella i Mag, choc Mag nieuwaznie czyta.

    Dobranoc, Seleuk

  266. zak1953
    8 grudnia o godz. 14:26
    pojechałam tam ze znajomym, który już bywał u Hoffmanna statystą. Był kwiecień, było Jerzego i wspólnie z innymi Jurkami obchodzili imieniny. Nie było hucznie, ale sympatycznie.
    Byłam przebrana za chłopczyka uciekającego ze wsi, ale na ekranie się nie odnalazłam. Jerzy znalazł swoją rolę, 10 sekund na ekranie. Ja odnalazłam się jedynie na liście płac właśnie

  267. Qba
    7 grudnia o godz. 23:17

    szkoda, że Ci się nie udało, nie próbowałeś czy nie miałeś szansy; warto było to przeżyć. Choć błoto było tam straszne i trzy dni moczyłam się potem w wodzie oraz trzykrotnie prałam ciuchy.

  268. seleuk|os|
    8 grudnia o godz. 23:05

    „Ciekawe jak …” to nie jest oznaka zmartwienia tylko ciekawości. Tak jak jestem ciekawa, co będzie w nowych „Wojnach Gwiezdnych”.
    A Twoje posesje to był tylko symbol. Symbol sytej Europy, albo nawet całego Zachodu, która uważa że wszystko mu się należy, bo sobie zapracował. Tak jak i znajomi pombocka z Niemiec, ale nie wiem co oni posiadają, nie chwalili się. To jest dobre pytanie, co się komu należy i kto będzie sędzią.

  269. izabella
    9 grudnia o godz. 8:10
    Jakkolwiek masz sluszne spostrzezenie. Zachod „uważa że wszystko mu się należy”, nie zmienia to faktu, kto bedzie sedzia, „…a slabi musza zawsze ustepowac”. Rozmowa w kategoriach „sprawiedliwosc” jest troche bezprzedmiotowa. Kategoria jest rozumiana, w roznych miejscach roznie. Milionowe hordy naprawde nie maja dzis zadne znaczenie. Pytanie jest, ile w pojecie „sprawiedliwosc” Zachod zdecyduje wbudowac pojecie humanism czy empatia, podobne. Zachod zdecyduje (bedzie sedzia).

    pzdr Seleuk

  270. Probujac zakonczyc watek Izabella 🙂 bo musze odejsc od laptop. Dzien wzywa.

    Chinczyczy masowo wykupuja ziemie uprawna i inne zasoby w Afryce. Milionowe hordy (Afrykanczykow) z przyczyn „energetycznych” (bliskosc), w pierwszym odruchu, w katastrofach lokalnych, beda szukac ratunku w okolicach. Nie beda wedrowac (pieszo) tysiace kilometrow.

    do wieczor, pzdr Seleuk