Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

24.11.2019
niedziela

Demokracja

24 listopada 2019, niedziela,

Wybory w dzisiejszej postaci są zaprzeczeniem demokracji, ponieważ umożliwiają grupie wymuszenie zmian dotyczących wszystkich.

Posłużę się moim ulubionym przykładem komunikacji jako zmiany miejsca w przestrzeni. Dotyczy wszystkich. Ponieważ zawiera możliwość bezpośredniego zagrożenia, tak indywidualnego, jak masowego, społeczeństwa zgodziły się na ustalenie wspólnych reguł i do ich bezwzględnego przestrzegania z nieuniknioną surową karą w przypadku przeciwnym. Zarówno reguły, jak i kary obowiązują nawet międzynarodowo.

Celowo pomijam lokalne różnice i niekonsekwencje w ściganiu wykroczeń, bo chodzi mi o zasadę. Reguły są tu dosyć liberalne, bowiem określają sposoby poruszania się jednakowe dla wszystkich, dopuszczając wyjątki tylko w sytuacjach awaryjnych dla służb ratowniczych. I znowu pomijam lokalne uprzywilejowanie pojazdów nieuprzywilejowanych, np. tzw. polityków.

W obszarze komunikacji masowej mamy przewoźników indywidulnych (taksówki), zbiorowych (koleje, autobusy, linie lotnicze i morskie) oraz wszystkich innych, którzy poruszają się samodzielnie i niezależnie. Pomimo ogromnego zagęszczenia ludności na ziemi, ciągle jeszcze możemy poruszać się swobodnie, bacząc jedynie na obowiązujące lokalnie przepisy oraz na innych uczestników ruchu. I to niezależnie od sposobu poruszania się, bo przepisy obowiązują tak pieszych, jak i rowerzystów czy automobilistów. Do tego, by powyższy system komunikacji funkcjonował w miarę sprawnie jest konieczna i wystarczająca jedynie sporadyczna kontrola zachowania uczestników.

A teraz wyobraźmy sobie, że traktujemy system komunikacji „demokratycznie” i co np. cztery lata urządzamy wybory gremium zarządzania ruchem. I to gremium (potocznie zwane rządem) jest władne zmieniać przepisy ruchu dla całego kraju i produkuje rocznie kilka tysięcy nowych reguł. A ponieważ w gremium tym nie ma żadnego specjalisty, a czasu na konsultacje „jajogłowych” nie ma, bo przecież kadencja niedługo się kończy, wprowadzane zmiany są często wzajemnie sprzeczne, uwzględniają interesy tylko lokalnych grupek społecznych i wprowadzają totalny chaos, skutkujący zwiększeniem liczby ofiar, drastycznym wydłużeniem czasu przejazdu i ogromną zwyżką kosztów przewozu tak ludzi, jak i towarów.

Czy więc wybory w ich dzisiejszym kształcie są zaprzeczeniem demokracji? Twierdzę, że tak. Jaki system społeczny jest dzisiaj możliwy i sensowny? Możliwy jest każdy, natomiast sensowny musiałby zawierać minimalną, konieczną ilość demokracji i maksymalną możliwą ilość wolności. Praktycznie chodzi o demokratyczne określenie granic wolności indywidualnej, podobnie jak to jest w przypadku ruchu drogowego.

W obecnym kształcie demokracja mało różni się od monarchii czy dyktatury. Wygrywająca partia tworzy rząd, którego uprawnienia wykraczają daleko poza zarządzanie stanem ustalonym, a możliwości karania za przekroczenie uprawnień praktycznie nie istnieją. Aby było śmieszniej, to rząd ustala, co może, czyli jest sędzią we własnej sprawie. Oczywiście żaden kolejny rząd (nawet najbardziej opozycyjny do poprzedniego) nie poprawia stanu prawnego, a jedynie dokonuje wymiany „elit” i dalej pogarsza demokrację według własnych potrzeb. Historia pokazała wielokrotnie, iż każdy rząd, nawet najlepszy i najuczciwszy, z czasem wyrodnieje. Wzrasta poziom niekompetencji, kwitnie korupcja, bezkarność i idiotyczne przywileje. Można łatwo sprawdzić, iż prawa dotyczące uprzywilejowania aktualnie rządzących uchwalane są bardzo szybko, natomiast regulacje ogólne (np. związane z postępem technologicznym czy z aktualnym zagrożeniem powodziowym) ciągną się latami. I oczywiście każdy następny rząd jest znacznie większy, niż poprzedni. Jedną z podstawowych przyczyn takiego stanu rzeczy jest zatajanie przed społeczeństwem działania rządu, co nadaje mu charakter posiadacza w stosunku do państwa i obywateli. Nic dziwnego, że z zarządcy zmienia się w realną władzę.

Właściwym rozwiązaniem byłby zarząd z okrojonymi kompetencjami, przeciętnymi apanażami i świadomością nieuniknionych konsekwencji popełnionych świadomie wykroczeń, a nawet nieświadomych błędów. Natomiast wykonywane obecnie przez rząd zadania legislacyjne powinny być realizowane na bieżąco przez bardzo szerokie gremia fachowe przy pełnej transparentności na każdym etapie realizacji – od pomysłu po ostateczny projekt ustawy. Jest to praktycznie możliwe dzięki aktualnej technice upowszechniania, czyli m.in. poprzez Internet. Daje to gwarancję uniwersalności prawa, jego przejrzystości, dostępności i minimalności. I – co bardzo ważne w gospodarce rynkowej – stabilności systemu. Każdy wiedziałby z wieloletnim wyprzedzeniem, co może się zmienić. Przy tak małej liczbie zmian prawa nie będzie problemem wprowadzać je poprzez referenda, a ich koszt będzie wielokrotnie mniejszy od utrzymywania rozbudowanego rządu, obu izb parlamentu i prezydenta z własnym rządem. Do tego dojdzie drastyczne zmniejszenie możliwości korupcji.

Oczekiwany sprzeciw przeciwko takiemu systemowi spowodowany będzie głównie obawą przed daleko idącą wolnością. Znacznie wygodniej i bezpieczniej jest bowiem scedować na kogoś wybór i ograniczyć się do krytykowania. Wiemy bowiem doskonale, że wolność, to przede wszystkim odpowiedzialność za własne decyzje.

Pewne namiastki powyższego systemu istnieją: Szwajcaria z jej referendami oraz USA z daleko idącą indywidualną wolnością, wyrażającą się – niestety – m.in. brakiem państwa opiekuńczego. Znamienne jest przy tym, że w obu przypadkach obywatele są szczególnie dumni z przynależności państwowej.

Powiecie, że to utopia, że nie da się zrealizować? A wiara w Boga i życie pozagrobowe nie jest utopią? A funkcjonuje od ponad 2000 lat.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 264

Dodaj komentarz »
  1. wykonywane obecnie przez rząd zadania legislacyjne powinny być realizowane na bieżąco przez bardzo szerokie gremia fachowe przy pełnej transparentności na każdym etapie realizacji – od pomysłu po ostateczny projekt ustawy.
    Po pierwsze: rząd nie wykonuje zadań legislacyjnych.
    Od tego są bardzo szerokie gremia czyli parlamenty.
    Po drugie…
    Eh, nie mam dziś siły na burzenie infantylnych wyobrażeń, że wystarczy kilka referendów i kraj będzie funkcjonował jak w szwajcarskim zegarku.

  2. Sorry, Qba, ale to jakiś utopijny groch z kapustą, którego nie ogarniam.
    Jak niby ma to w rzeczywistości funkcjonować? I jaka ma być w tym rola internetu, który ma dawać
    gwarancję uniwersalności prawa, jego przejrzystości, dostępności i minimalności?
    W jaki sposób?
    Fakt, że każdy, kto zechce, będzie mógł czytać (i komentować/krytykować?) w internecie, co pichcą szerokie, fachowe gremia (kto je wybierze i sprawdzi kompetencje?) ma wystarczyć za ową gwarancję?

    Możesz to jakoś przybliżyć?

  3. @Qba

    Głównie lubię czytać Twoje wiersze.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wierszyki Qby słusznie wzbudzają wyłącznie zachwyt, a proza jak zawsze zawsze budzi wiele kontrowersji. Ale kontrowersje pobudzają dyskusję.

    Pomieszanie władzy legislacyjnej z wykonawczą we spisie wynika pewnie z tego że ona się w praktyce w Polce zupełnie wymieszała. W Polsce rządzi partia, a funkcje państwowe są czysto fasadowe. Aktorzy odgrywają przedstawienie dla gawiedzi. Celem kontroli wszelkich władz ojcowie założyciele powołali Trybunał Konstytucyjny oraz NIK, z kadencjami dłuższymi niż kadencje polityków, aby je uniezależnić od bieżącej władzy politycznej. Ale widać jak dobrze to poszło. Ostateczną bronią przed nadużyciami władzy mają być świadomi obywatele. I to poszło jeszcze lepiej.

    Jedyny pomysł jak wyjść z tego zaklętego kręgu niemocy, pochodzi z wielokrotnie przeze mnie wspominanej najlepszej książki o wszystkim, czyli Trylogii Marsjańskiej. Bo w niej ludzie mieli szansę wymyślić całe społeczeństwo i ekonomię od nowa. Od zera. Mądrzej, sprawiedliwiej, efektywniej. (Oczywiście po latach wojen z ziemią, która nie chciała wypuścić z rąk swojej dochodowej kolonii).
    No i tam po prostu losowano przedstawicieli władzy legislacyjnej (kongresu, powiedzmy) spośród wszystkich obywateli/ek. Posłowie i posłanki (zwalniali się z pracy na okres kadencji) mieli dostęp do wszelkich analiz i ekspertyz. Prezydent/premier był wybierany w wyborach powszechnych, i dobierał sobie rząd. A kontrolowali go obywatele poprzez kongres.

    Ale społeczeństwo marsjańskie było znacznie bardziej inteligentne niż ziemskie. Dla ziemi nie widzę nadziei, sorry.

  6. @Tobermory

    Nie denerwuj się, potraktuj moje dywagacje na całkowitym luzie.

    Po pierwsze, nasza cywilizacja obrosła przez wieki mnóstwem praw i zwyczajów, które nie mają dziś już prawa istnieć ze względu na postęp techniczny i organizacyjny, jak też zmiany kulturowe. A jednak istnieją, funkcjonują i są (na ogół) przestrzegane.

    Po drugie, jeśli każda propozycja zmiany jakiegokolwiek prawa będzie przez np. rok dostępna publicznie i takoż dyskutowana, to większość propozycji przepadnie, a te, które przejdą będą najprawdopodobniej sensowne.

    Po trzecie, taką zmianę systemu społecznego można przygotować off line czyli opublikować założenia i przez kilka lat publicznie dyskutować poszczególne jego elementy, jak konstytucja, kodeks karny, itd. Zauważ, że wiele aktualnych przepisów wprowadza więcej niedogodności niż pożytku, a wszystko dlatego, że mała grupa będąca aktualnie przy władzy ma takie możliwości. Poza tym (zasada sprawdzona w Internecie), im więcej osób sprawdza, tym większe prawdopodobieństwo wykrycia błędów. I dopiero przy powszechnej akceptacji, można taki system wprowadzić. A ponieważ całość jest kilka (kilkanaście) lat wałkowana, więc przejście powinno być na ogół płynne.

    Po czwarte, poziom świadomości cywilizacyjnej (ogólne wykształcenie i wiadomości o świecie i okolicy) ogółu społeczeństwa stale rośnie. Ludzie chcą i mogą współdecydować. Pomijając oczywiście kraje opanowane przez sekty. I podobnie, jak to jest u dzieci, gdy damy im poważne zadanie do wykonania, to wykonają je poważnie. Bo z pewnością nikt z kiedykolwiek rządzących nie miał podstaw, by wywyższać się ponad innych. Na ogół było i jest odwrotnie. Przecież każda z podjętych decyzji bazuje na informacji. A jeżeli informacja jest ogólnie dostępna, to każdy może rozwiązanie zaproponować i tylko w ten sposób można znaleźć wspólny mianownik. A jako wspólny, będzie powszechnie przestrzegany.

    Nie twierdzę, że to się uda, Być może przygotowanie potrwa dwa pokolenia. Ale – według mnie – warto wziąć pod uwagę taką możliwość.

  7. @Qba

    Toż się nie denerwuję, jeno dziwuję 😉

  8. @paradox57
    24 listopada o godz. 19:27

    Dziękuję, aliści moje wiersze dotyczą jednego czy kilku tylko apektów, to i łatwe są w odbiorze. Innych nie śmiem tu upubliczniać.

  9. poziom świadomości cywilizacyjnej (ogólne wykształcenie i wiadomości o świecie i okolicy) ogółu społeczeństwa stale rośnie

    Nie podzielam tego optymizmu 🙁

  10. Proszę blogopaństwa: wstępniak Qby ma wywołać dyskusję. A nawet – co autor przewiduje – może być pyskusja. Do poewnego stopnia.
    I o to chodzi i o to chodzi! – powiedział Gołas-taksówkarz.

  11. wiele aktualnych przepisów wprowadza więcej niedogodności niż pożytku, a wszystko dlatego, że mała grupa będąca aktualnie przy władzy ma takie możliwości

    Możesz podać przykład?

    Rozumiem, że takie porządki chcesz zaprowadzić globalnie albo chociaż w całej Unii?

  12. @izabella
    24 listopada o godz. 19:48

    Takoż dziękuję. I takoż twierdzę, że dajemy sobą powodować całkowicie bez sensu. Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że każdy może rządzić teraz (choćby Trump czy Kaczyński) i każdy mógłby zarządzać w przyszłości. Jako okresowy urzędnik, którego „władza” byłaby ściśle określona i publicznie kontrolowana. Tak, jak to jest w ruchu drogowym. Choć w polskim wydaniu, to nawet te reguły nie funkcjonują w stosunku do wybrańców – rząd, klechy.

  13. @Tobermory
    24 listopada o godz. 19:57

    Nie podam przykładów, ale wielokrotnie o takich słyszałem rozmawiając z prawnikami. Poza tym, dzisiejsze przepisy prawie zawsze prferują jakąś grupę, co pociąga za sobą utrudnienia dla reszty. Bez tych preferencyjnych przepisów wszyscy mieliby lepiej.

    Tych porządków nie chcę wprowadzać nigdzie. Chciałbym tylko, by ludzie zaczęli myśleć. Jeżeli dojdą do wniosku, że coś jest na rzeczy i się tym zajmą, to może coś z tego wyjdzie. Ale od czegoś trzeba zacząć. Np. od wstępniaka na LA.

  14. Tobermory
    24 listopada o godz. 19:55

    Też nie bardzo jestem optymistyczny, ale trudno nie zauważyć, że, nawet wymuszony okolicznościami tejże cywilizacji, a może właśnie dlatego, poziom i zakres kapowania przynajmniej części spraw poważnych, nieco się poprawia wraz z czasem i tymi sprawami.

    Trzymając się spraw nadwiślańskich: czy poziom kapowania, czyli „świadomości cywilizacyjnej” z czasów Piłsudskiego, weźmy, w 1926-tym, byłtaki jak dziś? Przypuszczam, że wątpię, że taki sam. Ja jestem człowiek niekształcony czyli ciemny, jak to się mówi – oświadczył gospodarz Wrońcki pod postacią Ludwika Benoit.
    Tych ciemnych była wtedy ilość przygniatająca. Ich ciemnota nie wynikała wszakże z osobistych win, a z win społecznych, cywilizacyjnych właśnie.
    Pod tym względem jest dziś mocno inaczej, lepiej. Pewien poziom zgody, w miarę racjonalnej, choćby wyuczonej, jednak działa. Działa też szokująca za Piłsudskiego nowość: kobieta też człowiek. Powiedzmy – półczłowiek jeszcze, co jednak się stopniowo zmienia i za drugie tysiąc lat chrześcijaństwa and Wisłą może będzie z kobiety już 3/4 człowieka.
    Tak czy inaczej jednak – jest postęp.

    Przewiduje też, że poziom świadomości cywilizacyjnej znowu nam się trochę poprawi, choć znowu w sposób wymuszony: albo się poważnie weźmiemy za problem z klimatem, albo on się ostatecznie weźmie za nas. Będzie przyspieszona mus-edukacja i pewne działania. Pierwsze oznaki zaczynają być zauważalne.
    A to sprawa cywilizacyjna.

  15. @Tobermory
    24 listopada o godz. 19:55
    @Tanaka
    24 listopada o godz. 20:07

    Ja jestem optymistą. Mózg (jak już wielokrotnie pisałem) można tak samo wytrenować, jak np. mięśnie. Jeśli można go wyuczyć czołobitności, poddaństwa, modlitw, itd., to można i samodzielnego myślenia.

  16. Czy byloby to ograniczeniem wolnosci i praw czlowieka gdyby predkosc pojazdu byla rejestrowana na biezaco i kierowca byl karany lub nagradzany odpowiednio do lamania lub przestrzegania ustalonej predkosci maksymalnej? Obecnie predkosc maksymalna jest raczej traktowana jako sugestia niz przymus przez kierowce, ktory decyduje jak jechac bedac swiadomym konsekwencji (ewentualnych korzysci i strat) wynikajacych z wolnego wyboru. Skoro panstwo nie ogranicza tu wolnosci i ufa obywatelom nie moniturujac kazdego pojazdu 24/7, podobnie mozna by zrobic z podatkiem dochodowym od osob fizycznych. Niech kazdy sam ustala sobie stawke podatku bedac swiadomym ze odpowiednio mniej lub wiecej zaplaci za inny podatek, usluge medyczna, leki w apiece, procent kredytu, czesne, benzyne itd. Kwota bedzie automatycznie zredukowana lub podwyzszona proporcjonalnie do wybranej stawki podatku dochodowego. To co do niedawna bylo utopia moze stac sie czescia rzeczywistosci dzieki technologii jak slusznie zauwazyl Qba.

  17. Qba,
    to zacznę końca. Masz rację, mózg na myślenie można wytrenować, ale gdzie nauczyciele? Przecież sami musieli by umieć myśleć, a tu od przedszkola…
    Ale to drobiazg.
    Piszesz jak mniemam o polskiej demokracji, która demokracją jest tylko z nazwy, bo już z definicji Polacy tkwią w większości swojej w tej woli większości.
    Polska demokracja jest ułomna i nic ani nikt nie jest w stanie, poza rewolucją totalną jej naprawić. A dlaczego? Ano dlatego, że opiera się nie na równości ale na feudalnej gradacji ważności. Po prostu dlatego, że nic innego Polacy nie znają, więc każda nowinka będzie dopasowana do tego w czym tkwimy mentalnie.
    Porównujesz to do przepisów ruchu drogowego. Trochę dziwnie, ale nich ci będzie, podam jak to jest w Australii, która też jest młoda, gorzej, wybudowana na skazańcach, strażnikach i biedocie.
    Główną zasadą owych przykładowych przepisów drogowych jest – give way. Nie ma znaku droga z pierwszeństwem przejazdu stoją tylko znaki podrzędności give way.
    Niby to samo, ale jednak mentalnie nie to samo, bo nie uczy że jestem królem szos, uczy że jestem użytkownikiem.
    Jeżeli mają się zmienić jakiekolwiek przepisy tego ruchu dotyczące, bo przecież zmieniać się muszą, zapowiadane są w państwowych mediach, umotywowane i podają termin w którym wejdą w życie. Dodatkowo jest okres karencji, kiedy to nie karze się za to nowe wykroczenie ale tłumaczy. Ale jak już wejdzie w życie to nic cię nie obroni przed karą jeżeli przepisy złamałeś.
    A teraz rozszerzmy dyskusję na całość funkcjonowania systemu.
    To drogowe podejście „jestem na uprzywilejowanej, mam prawo” funkcjonuje w całym systemie polskim. Jestem uprzywilejowany, to mam prawo.
    I znowu wrócę do Australii – tu nie ma immunitetu. Jeżeli polityk złamie przepisy podlega takiej samej karze jak wszyscy inni, bycie politykiem nie broni go przed niczym, przeciwnie – utrudnia, bo prasa natychmiast drze się i trzeba mocno pracować na reelekcję.
    I chociaż początkowo wydawało mi się to głupie i niepoważne, obecnie uważam, że obowiązkowe wybory mają swój sens.

  18. @MajsterKlepka
    24 listopada o godz. 21:16

    Zasada domniemania niewinności/uczciwości funkcjonuje w wielu krajach.

  19. Qba
    24 listopada o godz. 20:35 Edit →

    @Tobermory
    24 listopada o godz. 19:55
    @Tanaka
    24 listopada o godz. 20:07

    Ja jestem optymistą. Mózg (jak już wielokrotnie pisałem) można tak samo wytrenować, jak np. mięśnie. Jeśli można go wyuczyć czołobitności, poddaństwa, modlitw, itd., to można i samodzielnego myślenia.

    Mózgu nie można wytrenować jak mięśnie. Można uzyskać pewne jego reakcje, za pomocą wytesowania do automatyzmu.

    Ale zaczynając od uporządkowania pojęć, mózg to nie umysł, choć siedzibą umysłu jest mózg. W sprawie demokracji i „dojrzałości cywilizacyjnej” mózg nie ma zastosowania, a umysł. Umysł zaś jest tak związany wieloma wpływami, w tym zwłaszcza nieświadomymi i polegającymi na ugruntowanych oraz dziedziczonych uprzedzeniach, lękach, odruchu stadnym, impulsach beahwioralnych, hormonalnych, genetycznych i tak dalej, że w ogóle ostrożnie należy się wyrażać o umyśle, a pojęcie „mózg” odłożyć do formaliny.

    Poddaństwo i czołobitność to zupełnie inna kategoria niż samodzielne myślenie. Te pierwsze dają się łatwo zautomatyzować, wytresować indywdualnie lub społecznie. Polegają głównie na odruchach opartych na lęku, czego największa część jest pozaświadoma i nie ma z nią kontaktu świadomy umysł. Prawie nie ma, może mieć tylko w specjalnych, trydnych do stworzenia okolicznościach.

    Myślenie, jako proces świadomy i refleksyjny, jest niewyuczalne wprost i nie da się go uzyskać takimi środkami jak poddaństwo. Tu jest wręcz przeciwieństwo.

    Ale owszem, jak wyżej wspomniałem, widzę pewne podstawy do ostrożnego optymizmu, z założeniem, że procesy poprawy zajmują bardzo dużo czasu.

    Dobrym materiałem porównawczym jest PRL. Dwa i pół pokolenia życia w inych niż wcześniej warunkach, choć owa inność nie była caly czas stała, bo zanim się ukształtowała, trwał proces transgresji. Można wlaściwie przyjąć, że transgresja była głównym procesem i nie skonczyła się do końca trwania PR-u, co widać do dziś. Inność zaś pojawiała się z czasem, coś się niej utrwaliło, ale tylko część i nie całkiem pewnie. Zauważalne są pewne skutki nowego, ale też kruchość osiągnięć, pomimo kilkudziesięciu lat zmian „w mózgu” i trenowania tegoż.

  20. @Ewa-Joanna
    24 listopada o godz. 21:33

    W każdym kraju jest kilka przepisów wartych rozpowszechnienia. Informacje o nich dostępne są dziś wszędzie i każdemu. Czyli można już zacząć. Nawet w Polsce może się udać, skoro Solidarność kiedyś zaistniała.

  21. @Tanaka
    24 listopada o godz. 22:00

    Wielokrotnie dyskutowaliśmy na temat mózgu, myślenia, itd.
    Wiemy za mało na temat budowy i funkcjonowania tego, co mamy pod czaszką, by pisać coś stanowczego. Z punktu widzenia ewolucji nie jest, moim zdaniem, możliwe, by to, co ja nazywam nadmiarową mocą obliczeniową, mogło być jakkolwiek wstępnie zaprogramowane, bowiem nie moglibyśmy myśleć abstrakcyjnie. Nasze wychowanie (dom, szkoła, podwórko, itd.) decyduje o tym, jak myślimy. Im trudniejsze i bardziej zmienne warunki, tym intensywniej myślimy (warunek przeżycia). Im sytuacja nasza jest stabilniejsza, tym szybciej gnuśniejemy umysłowo.
    Dlaczego w USA tak szybko rozwija się technika? Bo brak opieki socjalnej wymusza działanie. W PRL ogólne braki wszystkiego wymuszały kombinowanie. Przy okazji kwitła również kultura.
    Czyli im mniej „szczęśliwego dzieciństwa”, tym lepiej. Oczywiście bez przesady.
    Jeżeli dorosłym bezrobotnym (świeży przykład z Norwegii) zapewnimy pieniądze bez żadnych wymagań, to w pierwszym pokoleniu może się nic nie zmienić. Ale młodzi byłiby zachwyceni i pewnie stworzyłiby mnóstwo ciekawych rzeczy, w tym kilka całkiem pożytecznych. Czyli w tym sensie projekt norweski był od początku chybiony.
    Co do wychowania dzieci/młodzieży: Każda teoria wychowania zawiera indoktrynację wynikającą z próby wdrożenia systemu akceptowanego przez jej twórców. Jeżeli społeczeństwa mają się rozwijać, to młodzi muszą mieć sporo swobody fizycznej (w sensie realizacji pomysłów) i bardzo dużo swobody umysłowej. Czyli jak najmniej pamięciówki i jak najwięcej konfrontacji z problemami. Również albo wręcz głównie rzeczywistymi i przyziemnymi, takimi, które spotykamy na codzień. Życie jest zbyt krótkie, by marnować je na wkuwanie niepotrzebnych teorii, faktów historycznych czy innych zdrowasiek.

  22. @Qba
    24 listopada o godz. 22:03
    Jakoś jestem pesymistka.
    W Polsce, czego przyznam nie zauważałam wcześniej, natychmiast szuka się sposobów obejścia regulacji.
    Tak było z metodą wyborów proporcjonalnych, która w swoim założeniu miała przecież zapewnić przedstawicielstwo szerokiemu spectrum wyborców a w wykonaniu polskim zapewniła dominację dwu partii poprzez wprowadzenie progów wyborczych.
    Pamiętam też jak Allegro wprowadziło zachętę do wpłat za usługę poprzez przyznawanie wirtualnych złotówek do wykorzystania w serwisie i jakie były awantury potem, bo ludzie potraktowali to jako bank – wpłacili jakąś sumę i chcieli wypłacić podwójną i byli bardzo źli, że nie działało choć regulamin był wyraźny.
    I takich przykładów jest mnóstwo jak myślę. Choćby te parkowania ponbocka 🙂

  23. @Qba
    24 listopada o godz. 22:30
    Bo brak opieki socjalnej wymusza działanie.
    Nie zgodzę się z tobą. Brak opieki socjalnej wymusza cwaniactwo i oszustwo a nie jest to działanie pozytywne. Albo spycha w marazm.
    Wspomniane tu zdobycze kulturalne PRL nie brały się z braku opieki socjalnej ale właśnie z bezpieczeństwa socjalnego pozwalającego tworzyć bez oglądania się na zysk a omijanie cenzury było tylko dodatkowym bodźcem.

  24. @Ewa-Joanna
    24 listopada o godz. 22:56

    Obchodzenie prawa jest normalne przy braku identyfikacji z tymże. Jakiś rząd to prawo ustanowił i nie tylko nie konsultował ze mną, jako obywatele, ale uchwalił je niespodziewanie, bez jakiejkolwiek zapowiedzi. To czyni prawo podejrzanym i godnym obejścia.

    Ewa-Joanna
    24 listopada o godz. 23:02

    Jeżeli brak opieki socjalnej wymusza cwaniactwo i oszustwo lub spycha w marazm, to jest to wina wychowania (obowiązującej kultury), a niekoniecznie wymienionego braku.
    Generalnie, jeżeli „góra” nie stosuje się do obowiązującego prawa, to można oczekiwać tego samego od społeczeństwa. I żadne zaklinania, kary, pokuty itd. tego nie zmienią. Bo każdy jest równy, tylko nie każdy na to wpadł.

    Oczywiście w PRL było pewne minimum socjalne (każdy miał pracę) ale za płacę nie wiele było do kupienia. Więc trzeba było kombinować.

  25. Szanowny autorze.
    Teraz powiem krótko. Masz rację. Twoje zastrzeżenia są poprawne i słuszne. Tyle, że ustosunkowanie się do nich wymagałoby napisania sporego dzieła. Dlatego tyle na teraz. A szerzej napiszę wkrótce.

  26. @Qba
    24 listopada o godz. 23:19
    Częściowo zgodzę się na winę wychowania, ale tylko częściowo.
    Tu jest dość ciekawy artykuł na ten temat:
    https://www.abc.net.au/news/2019-11-24/australia-talks-growing-up-poor-intergenerational-disadvantage/11708596
    To już nie pierwszy taki. ABC przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję- survey na którą odpowiedziało ponad 50 tysięcy uczestników. Pytania były bardzo różne i na podstawie odpowiedzi stacja ABC analizuje problemy jakie ma społeczeństwo, uzupełniając to dodatkowymi wywiadami. Ciekawe i pouczające, często burzy mity i uprzedzenia.

  27. Tanaka, 24 listopada o godz. 17:08 (i nie tylko)

    Pijac kaffke porannie, w dobry humor mnie Twoj komentarz wprowadzil Tanaka wczorajszy, ze wklejka, co zadosc poczynic postanowilem, podzielic, a nawet podwojnie 🙂 Znaczy dwa napisac teraz, ta sama zawartosc, ale kontext zagiac, Kruk mnie tez zapytala, co mysle. Qba temat, Demokracja, jest jak ulal tu. Demokracja byla Ting, gdzie kobiety i mezowie powazni, sprawy powazne dysputowali, bez udzialu niedojdow. Dzis, czesc po tutejszemu nazywa Offentlighetsprincipen, co link niedawno dawalem, ale po niemiecku. Zeby kto zrozumial, co jest demokracji podstawa. W kazdym wypadku, zostalo jak bylo. Kobiety i mezowie powazni, wszyscy, dysskutuja. Niedojdy zostaja w domu, pilnuja ogniska, znaczy domowego i koty. Spraw indywidualnych, mniej powaznych. Bo sprawy publiczne, tylko dla dojrzalych, niedomowych. Tak nieszczesliwie zlozylo, zajety bylem lykendowo, co przeszkadzalo mnie debate sledzic w Polityka (biezaco LA i DE) i udzial wziac biezacy, ale sledzic inne nie przeszkadzalo. Bo ja sledzic lubie gdziekolwiek nie jestem. Nawet na pozadomowym ognisku. Co z tego wyszlo, a wyszlo…

    Teraz opowiadam. Otoz od poczatku, dawnodawno, wspomnialem cos model ledungowy. Niestety, tylko moglem link ang dac, co zwierze jest to za istota. Dzis moge dac polski, brak uzupelniono(!!!), ktos, choc jak zwykle… https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Ledung Pamietam @Zetus(chyba) przetlumaczyl to „wszystkie rece na poklad”. Ten link ang. Wiecej otem nie bylo, boco mialem pisac Glowna zasada tego sys nie polegala „renkow na pokladzie trzymac”, tylko export/import na obszarach granicznych morskich i ladowych uprawiac. Przewaznym towarem, byli ludzie do prac budowlano/rolniczych (mezczyzni) i opiekunczo/gospodarczych (kobiety). Co niektore, zastosowanie inne mialy, kobiety. Towar towarzyszacy, byly metale kolorowe (zolte i swiecace) i kolorowe kamienie, (nie)balastowe. Ta ludnosc, co poddawana tym import/export procesom, byla ludnosc, co zyla na cytatach z pism. Jedni Koran w Bagdzadzie, drudzy Testamenta Dwa blizej. Cytowali a i zaspiewac umieli. Z tych pism costamcostam. Czasem nawet niepismienni trafiali. Ja jakotako w tym modelu oblatany jestem, to pisze jak bylo.

    Otoz, wyobrazcie sobie Szanowni, wczoraj czytam papierowo, odkryto za pomoca georadar , w Norwegii, taki ledungowy okret (import/export szybkie narzedzie desantowe). On bedzie wykopany, z przynaleznosciami, i wtedy bedzie dokladnie wiadomo coijak. Teraz wiadomo, ale bedzie lepiej wiadomo. Czy nalezal do floty HaraldPieknowlosy czy pozniej jakiej floty innego gagatka? Link nie podaje, bo SvenskaDagbladet nikt z Was prenumerant. Znalazlem inny link, jezyk rownie zagmatwany https://www.corren.se/nyheter/over-tusen-ar-gammalt-skepp-upptackt-i-norge-om6398090.aspx Ten gagatek, Harald z ladna frysura, mial tam niedaleko kungsgård (pod Trondheim), znaczy wyzerke i popite okresowa, bylo oco walczyc. Blisko, posilic jak trzeba i uczesac jak potrzeba. Nie potrzeba bylo ciezka pogode w morze isc.

    Dlaczego o tym napisalem krotko Szanowni, coby Wam zdawalo, nic o przyszlosci nie ma? Tu w grubomylnym bledzie byc mozecie. Otoz ledungowy model nazywany jest dzis modelem nordyckim. Zgrubsza te same zadania ma co za Harald, co dbal o frysure, swoja i innych, pierwszy miedzy rownymi. Importowac do prac budowlanych/opiekunczych, exportowac wyroby inne, kolorowe. I po morzu nie potrzeba szwedac. Jak inny import trafi, tylko lepiej. W bylejaka pogode, nie szwendac. Wyzywienie zalatwiono w innym sposobem, to import zrezygnowano, w dziedzinie konkretnie. A frysura, zawsze w porzadku, u kazdego.

    I wydawaloby Wam Szanowni, to nic niema z Zandberg i Lewica czy jakie inne zapoznione osoby. Znow w grubomylnym bledzie jestescie, co Wasza uwage musze skierowac. Otoz, jeden Francuz, co teraz presydent krajowy, zwrocil uwage na rzecz pewna. On jest duzy zwolennik takich modeli. Rozne teraz nazwy sa. Bo niejednemu psu Burek, a kazda Ala ma As wlasny. Otoz on ten Francuz zauwazyl i zapodal w poczytnym pismie. Majac takie modele, nie potrzebujemy z innych lask korzystac. Europa Szanowni bedzie Federacja, czy kto chce czy nie chce, integrowac. Mniej wiecej taka jak Federacja KamczatskoTatarska zwana na skroty Rosyjska czy Federacja MontanskoFlorydzka zwana krotko USA. Federacja ManczurskoTybetcka, zwana dla krotkosci wiecie jak, tez wchodzi. Ale lepsza, w drodze, Europejska. Ten Francuz zauwazyl, zeby nie wiem jak denerwowali presydeci tych Federacji, co wymienilem, zeby nogami tupali, to Europejska jest jedyna co ma jakotako przyszlosc 😀 Zeby ci presydeci, nadymali, wysylali ludzi tuitam, dolki kopali i co jeszce robili. Nawet na tfiterze czy Analityca. Najwyzej sami w dolki wpadna. A gdzie on to zauwazyl? Aaaaaa…

    Aaaa, Wy tez Szanowni Blogosfero mozecie zauwazyc. Dam Wam mozliwosc 🙂 przy kaffce. Tam mozecie INTERAKTYWNIE (wlasnom ronczkom) badac i patrzec. Kraje zestawiac i rejony. Strefy EU i dolarowe. €uro zestawiac, z czym Wam tylko podobuje. Te zestawienia, po prawej stronie, a wykresik zawsze po lewej otrzymacie. Bez pospiechu proponuje, min dwie kaffki. Tu link
    https://www.imf.org/external/datamapper/NGDPD@WEO/OEMDC/ADVEC/WEOWORLD

    Taki prezydent, Szanowna Blogosfero, to ma wiecej dokladnych mapek jak Ty i ja razem. Wykresikow. Znaczy, dla niego zauwazyc, dlaczego Kungsgård Europa, ma PRZYSZLOSC i JAK to zrobic, prosciutko. Taki wynalazek tego Harald Pieknowlosy (nie tylko, to zbiorowy wysilek intelektualny). Zeby tu nie wiem jacy presydeci, a nawet historycy oponowali. Zandberg razem z Kaczynski oponowal i KorwinMikk dolozyl Szetyna, to tylko chwilowa obstrukcja byc moze. Oslabienie, dlatego za burte ich trzeba. Oni oponuja, a i maja innych pomocnikow, co idea Harald obca jest kompletnie. Ludzie Pism, co na biblijno-koranicznych cytatach zyja koczowniczo-pasterskich codziennie czy konfucjanskich (dalekodaleko) rownie czesto. Idea Harald jest prosta genialnie. Stosowana w dzisiejszym swiecie. Zeby Trump z Putin i Xi Jinping, i kto Wam jeszcze pasuje LePen czy Orban z Salvini, tupali, wyli jak wilcy nocami. Pieniazek wysylali i trolli, a rakiete zbudowali. Macierewiczow na obrone powolywali. Nic nie pomoze. A dlaczego? Bo oni nic nie wiedza o szybkich ledungowych okretach, hird na przednim pokladzie, po jakiego diabla plywa. Dzis raid, demokratycznie, jak dawniej. I Jutro 🙂 Wez pod uwage Blogosfera. Ta Europejska to zupelnie mlodziutka, nie tak co pozostale staruszki.

    Z cala pewnoscia, te same programy czytalismy Kruk. Sa inne? Wg mnie, pastersko/koczownicze texty wiary po polsku, calkowicie niekompatibilne sa, z kolumna Policies/funds available per stage, co jest Europa.

    skål Harald, porannie przy kaffce, Seleuk na Tanaka wezwanie

  28. Ech, lakoniczność dobrze się sprawdza wyłącznie u @Nefer

    @Qba
    Jawiłeś się dotąd jako zagorzały zwolennik indywidualizmu, posuniętego czasem do granic akceptowalności, jako jedynego czynnika postępu. Tymczasem o czym we wstępniaku? Na bazie dyskusji o demokracji jako wzór do uregulowania stosunków społecznych powołujesz się na kodeks drogowy, gdzie jak w mało którym systemie pozostawiony jest bardzo wąski margines do interpretacji i atomizacji. Oczywiście kwestia stosowania to rzecz odrębna. Podobnie zresztą ma się to w każdym innym przypadku próby regulowania.

    A już najbardziej zadziwia mnie Twoja recepta na taki stan rzeczy jaki obserwujemy. Ta mała grupa zarządzająca z ograniczonymi kompetencjami, marnymi honorariami (bo w gruncie rzeczy do tego sprowadzają się te średnie apanaże). Ewentualna kontrola społeczna nad tym ciałem w sposób, jaki chciałbyś to ustanowić jest iluzoryczna, a i w samoograniczanie się członków tej grupy (mimo tych nieuniknionych konsekwencji, o których piszesz) nie bardzo wierzę. Zresztą takie eksperymenty wielokrotnie już były prowadzone z wiadomym skutkiem. Zawsze będą dążenia do poszerzania zakresu władzy i możliwości. I nie, nie wierzę, że nawet w najlepiej zorganizowanych społeczeństwach nie dochodzi do nadużyć, być może w mniejszym wymiarze, ale dochodzi. Żadne kary nie są w stanie ich wyeliminować. Tak jak najdoskonalszy kodeks drogowy nie wymusi jego rygorystycznego przestrzegania. Co najwyżej mniej lub bardziej ograniczy liczbę ofiar wypadków.
    Ale co tam, próbujmy. Jakiś skutek może przyniesie. Pytanie tylko, czy więcej szkody, czy pożytku.

  29. @

    Obywatelu!
    Możesz robić wszystko lecz nie daj się złapać.
    Możesz sobie ulżyć, pofolgować albo się nachapać.
    Idź według tych zasad między świnią, a chlewem,
    Bo prawo jest prawem, a lewo jest lewem.

  30. @paradox57
    25 listopada o godz. 8:13

    Ładnie to ująłeś. Zgadzam się z Tobą. I dalej jestem za indywidualizmem. Ale skoro jesteśmy w kupie, to … Jak napisałem …chodzi o demokratyczne określenie granic wolności indywidualnej….
    I oczywiście granice te będą przekraczane – inaczej nie byłoby ewolucji. I, jak słusznie zauważyłeś <i?…Zawsze będą dążenia do poszerzania zakresu władzy. A na to widzę tylko jedno lekarstwo – pełna jawność i pełna kontrola przez wszystkich członków społeczeństwa. Oczywiście większość i tak nie będzie się tym w ogóle zajmować. Ale sama potencjalna możliwość będzie mocno ograniczać próby. Zwłaszcza te nieudolne. Bo przeciw fachowcom w takim systemie nie mam rozwiązania. W każdym innym systemie też nie. Oprócz wychowania, które może ukierunkować indywidualizm. Ale musi to być przekonanie, nie przymus. Że to jest powszechnie możliwe, wiemy w katolickiej Polsce. Uwaga: Gdyby kościół katolicki w Polsce się otworzył, stałby się siłą nie do pokonania. Na szczęście jego zaściankowość na to nie pozwoli. Tak nam dopomóż Blog.

  31. @paradox57
    25 listopada o godz. 8:13

    Napisałeś Na bazie dyskusji o demokracji jako wzór do uregulowania stosunków społecznych powołujesz się na kodeks drogowy, gdzie jak w mało którym systemie pozostawiony jest bardzo wąski margines do interpretacji i atomizacji.
    A przecież możesz jechać dokąd chcesz i kiedy chcesz. Jedynie sposób jazdy jest zdeterminowany, co ogranicza nie tyle wolność osobistą ile chuligańskie wybryki będące zagrożeniem dla innych uczestników ruchu. Twoja uwaga ma (dla mnie) sens jedynie w przypadku, gdy jazda po utwardzonych nawierzchniach stanowi cel i sens życia.

  32. paradox57
    25 listopada o godz. 8:13

    O

    🙂

  33. Drogi Qbo – nie wiedziałem, kolega tyż anarchista. Ustalić raz na zawsze reguły i niech się kręci…

  34. Qba
    24 listopada o godz. 22:30
    @Tanaka
    24 listopada o godz. 22:00

    Wielokrotnie dyskutowaliśmy na temat mózgu, myślenia, itd.
    Wiemy za mało na temat budowy i funkcjonowania tego, co mamy pod czaszką, by pisać coś stanowczego. Z punktu widzenia ewolucji nie jest, moim zdaniem, możliwe, by to, co ja nazywam nadmiarową mocą obliczeniową,

    Mój komentarz
    Co to jest to coś, które nazywasz nadmiarową mocą obliczeniową mózgu?
    Pzdr, TJ
    Pzdr, TJ

  35. @tejot
    25 listopada o godz. 10:00

    Już wielokrotnie składałem tu zeznania na ten temat. To jest moja nazwa tego obszaru mózgu, który wykorzystujemy świadomie, czyli myślimy np. abstrakcyjnie, znaczy wymyślamy sytuacje, których nie doznaliśmy naszymi zmysłami. Obejmuje m.in. możliwość długoterminowego prognozowania przy niepełnej informacji.

  36. @Slawczan
    25 listopada o godz. 9:52

    Nieładnie tak wyrywać z kontekstu. Ale rozumiem, taki mamy klimat…i niech sie kręci.

  37. paradox57
    25 listopada o godz. 8:13

    Mój komentarz
    Qba pomija w swoim rozważaniach o systemie element probabilistyki.

    Każde zjawisko społeczne, takie jak niezadowolenie społeczne, stosunek do prawa, do władzy, składa się z mnóstwa wektorów, trendów, dążeń, chceń i niechceń i jest sterowane, samosterowne przez wiele zmiennych o różnej wadze.

    Nawet wystąpienie tych najprostszych zjawisk, powodowanych przez konkretne czynniki, jak choroby, zachorowalność (czy przyjdą i kiedy, ile ludzi obejmą jaki będzie ich przebieg) może być przewidywane tylko w kategoriach prawdopodobieństwa, a jak prawdopodobieństwa, to przewidywanie to dotyczy jakiejś populacji (takiej która spożywa np. cukier ponad normę w porównaniu z tą, która spożywa niżej jakiejś normy, itd), co oznacza, że mogę zachorować, ale nie muszę, mam jakieś szanse, a szanse to jest kategoria arytmetycznie wyrażona i mówiąca jaki procent populacji coś obejmie.
    Podobnie jest z buntami społecznymi. Mogą wybuchnąć lub nie, a jak wybuchną, to w jednym kraju potrwają dwa dni i zgasną, w drugim ciągną się przez miesiące, jeszcze w innym doprowadzają do zmian w prawie lub zmian we władzach.

    Przewidywalność ma charakter probabilistyczny, opiera się na obserwacji działania pewnych zmiennych dobranych do badań i rozciągania tego działania na przyszłość (przy założeniu takich samych lub podobnych warunków).

    Qba pomija zasadniczą sprawę. System społeczny jest układem ewoluującym w długich okresach czasu oraz podlegający wstrząsom nieprzewidywalnym w krótkich okresach.

    Z punktu widzenia kosmitów system społeczny jest absolutnie samoregulujący się, tzn. jeśli nie ma w nim wpływu bezpośredniego kosmitów, to sam się reguluje oraz ewoluuje.
    Suwerenność, samorządność, to postulaty samoregulacji. Samoregulacja opiera się na kulturze, a kultura na dziedzictwie. Kultura się zmienia powoli jak na nasze oczekiwania bowiem ciągnie za sobą dziedzictwo zwyczajów nawyków, stereotypów w zachowaniach, w przyswojonej etyce, itd.
    Pzdr, TJ

  38. Qba
    25 listopada o godz. 10:10
    @tejot
    25 listopada o godz. 10:00

    Już wielokrotnie składałem tu zeznania na ten temat. To jest moja nazwa tego obszaru mózgu, który wykorzystujemy świadomie, czyli myślimy np. abstrakcyjnie, znaczy wymyślamy sytuacje, których nie doznaliśmy naszymi zmysłami. Obejmuje m.in. możliwość długoterminowego prognozowania przy niepełnej informacji.

    Mój komentarz
    Czy nadmiarowość mózgu można wyjaśnić ściślej? Jak dotychczas twoje wyjaśnienia polegały na wziętym z powietrza wniosku – człowiek wykorzystuje tylko ułamek potencjału swojego mózgu. Jeżeli tylko ułamek, to dlaczego tak się dzieje?
    Ewolucja, to dobór. Nadmiarowość kłoci się z doborem. Dobór oznacza – tyle ile trzeba by zwiększyć reprodukcyjność, nadmiarowość nie jest potrzebna.
    Pzdr, TJ

  39. @Qba 8:47

    To co nazywasz chuligańskim wybrykiem, chuligan może uznać za coś , co mu się przynależy. Ale to już jest celowe zapętlanie dyskusji przeze mnie, więc nie poświęcajmy temu uwagi.
    Miałem w poprzednim wpisie umieścić umieścić dygresję dotyczącą mojego osobistego (wyłącznie osobistego bez generalizowania) doświadczenia jako pieszego użytkownika przejść. Bez żadnego związku z tematem wstępniaka (chociaż… te przepisy o ruchu drogowym). Tak się złożyło, że dosyć często korzystam z jednego w pobliżu mojego domu. Ulica jest dosyć szeroka jak na warunki miejskie: po dwa pasy ruchu w obu kierunkach. Przejście bez sygnalizacji świetlnej. Toteż żeby zwiększyć bezpieczeństwo, rozdzielono je na dwa, budując pośrodku wysepkę. Mimo tego zabiegu i tak oba pasy są na tyle szerokie, że samochody mogą się na tymże wyprzedzać, co podobno jest zabronione. I teraz tak: jeśli uda mi się przejść jedną część i dojść do separatora, to muszę czasem na nim tkwić, czekając aż przejadą ci z prawej strony. Bo nie ma u nas obowiązku przepuszczenia pieszego. Bo ten stary dureń, który tam stoi z pewnością to lubi i nie ma nic lepszego do roboty, a mnie się spieszy i strata tych dziesięciu sekund spowoduje koniec świata, a co najmniej upadek firmy. Więc raczej docisnę gaz do setki (mimo ograniczenia prędkości) niż zwolnię albo się zatrzymam.
    Przyznam, że coraz częściej ostatnio przepuszczają. I tu moja obserwacja. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby przepuściła mnie kobieta. Ciekawe. Nie żeby mi to jakoś specjalnie dokuczało, poza tymi wypadkami, kiedy zostaję ochlapany brudną wodą z kałuży, która ma dziwną skłonność do gromadzenia się po każdym deszczu przy krawężniku.

    Tyle o zasadach współżycia w społeczeństwie.

  40. @tejot 10:35

    Qba w swoich rozważaniach pomija praktycznie wszystko. On ma podejście projektanta zamkniętych układów technologicznych, w których wszystko jest zaplanowane pod konkretne zadanie. Droga i zasady na niej panujące mają służyć najbardziej efektywnemu przejechaniu z punktu A do punktu B. I to wszystko, jak deklaruje, jako zwolennik indywidualizmu. Ignoruje wszelkie warunki zewnętrzne i nieoczekiwanie zjawiska. Odnoszę wrażenie, jakby @Qba był pod przemożnym wpływem lektury Isaaca Asimova i jego „Fundacji”. Tam Sheldon też ściśle zaplanował rozwój ludzkości. Wszystko grało do momentu, w którym pojawił się mutant.

  41. Ludzki mózg nie ma żadnych „nadmiarowych mocy obliczeniowych”.
    Taki pogląd, że używamy tylko 10 procent możliwości naszego mózgu, próbują od lat lansować Scjentolodzy, sprzedając ludziom bardzo drogie kursy na poprawę tych możliwości.

  42. Tobermory
    25 listopada o godz. 11:31
    Mój komentarz
    Nie wiedziałem o tym, ze scjentolodzy są aż tak sprytni. To jest jak sprzedawanie pieczonego powietrza.
    Pzdr, TJ

  43. @Tobermory 11:31

    Może elastyczność i możliwość tworzenia nowych połączeń neuronowych w miejsce uszkodzonych bądź ich kompensację przez inne obszary bierze się za nadmiarowość.

  44. Obchodzenie prawa jest normalne przy braku identyfikacji z tymże. Jakiś rząd to prawo ustanowił i nie tylko nie konsultował ze mną, jako obywatele, ale uchwalił je niespodziewanie, bez jakiejkolwiek zapowiedzi. To czyni prawo podejrzanym i godnym obejścia.

    Hmm…
    Dlatego stojąc w Warszawie przy przejściu dla pieszych musiałem się gwałtownie cofnąć, bo jakiś kozak w samochodzie zamierzającym skręcić w prawo postanowił przejechać mi po butach?
    Czy tylko krawężnik uszkadzający opony byłby ochroną w takiej sytuacji?

    Anarchia w polskim wydaniu prowadzi prostą drogą ku przemocy.

  45. @paradox57
    25 listopada o godz. 11:38

    Nie. Tu wcale nie chodzi o kompensację w szczególnych sytuacjach.
    Oni to odnoszą do zdrowego, nieuszkodzonego mózgu, który jest przecież taki wielki (1,5 kg), a myśleniem zajmuje się może 150 gramów 🙄
    Wziąłem kiedyś (z łapanki na ulicy) udział w tzw. badaniach naukowych. Myślałem, że to rodzaj badania opinii publicznej 🙄
    Na sali pełnej podobnych naiwniaków proponują ci wielostronicowy formularz z pytaniami z różnych dziedzin (bardzo wiele osobistych), taki test psychologiczny. Potem w rozmowie na osobności przedstawiają ci twoje słabe strony, problemy, uzależnienia etc. i proponują kurs (bardzo kosztowny), który ci pomoże.
    Jak się dasz nabrać, to mogą cię doprowadzić do ruiny finansowej, bo nigdy nie będą (ty też nie) zadowoleni z osiągniętego poziomu.
    Ja się wykręciłem, nie chciałem nawet proponowanej mi lektury książki ich guru Hobbarda, którą mi wciskali za 10 franków. Zaproponowałem, żeby mi ją wypożyczyli, skoro tak się martwią o moją psyche i intelekt, ale nie chcieli 🙁
    No to dalej korzystam z moich 10 proc. i jakoś żyję 😎

  46. @Qba
    Mogłoby to działać podobnie do np. Stackoverflow?

  47. @Tobermory 12:00

    Że tak przewrotnie zapytam. Ty nie skorzystałeś. A ilu skorzystało? I czyżby nawet tych 10% nie wykorzystywali?
    Pewnie wykorzystywali, tyle że do zupełnie innych zadań.

    Swoją drogą, tanio chcieli za książkę. Wyszło po (zależy jak liczyć) circa 1 frank za 1%, albo circa 10 centymów za 1%.

  48. Tobermory
    25 listopada o godz. 12:00
    Pozyczanie ksiazek dowolnych za 10Skr od sztuka, nie mozna przecenic. Nawet gdyby 20/sztuka niechby. Warte kazda korona. Nie chce mnie szukac teraz przelicznik korona do franka ale…

    przy lunczyku pzdr Seleuk

  49. @paradox57
    25 listopada o godz. 12:11

    Ja nie skorzystałem, ale wiem, że wielu korzystało, a potem skarżyli się w mediach, że zostali wykorzystani 🙄 Niewdzięczni, ale może zadzałał ten jedenasty procent?
    A swoją drogą, też się zastanawiam, ilu ludzi korzysta choćby z połowy tych rzekomych 10 procent.
    Książka nosiła tytuł „Dianetik” (Dianetyka).
    Polskie wydanie z 1999 roku jest na Amazonie (używane) za… 10 dolarów 😀

  50. paradox57
    25 listopada o godz. 11:01

    Mój komentarz
    Stopień przestrzegania przepisów drogowych obserwowany w jakimś kraju, np. przy przechodzeniu przez jezdnię, przy zmianie pasa ruchu, w zachowaniach kierowców w sytuacjach trudniejszych, itd. moim zdaniem dość wiernie (korelatywnie) pokazuje stosunek obywateli:
    a) do siebie
    b) do prawa
    c) do demokracji
    Pzdr, TJ

  51. paradox57
    25 listopada o godz. 11:38
    @Tobermory 11:31
    Może elastyczność i możliwość tworzenia nowych połączeń neuronowych w miejsce uszkodzonych bądź ich kompensację przez inne obszary bierze się za nadmiarowość.

    Mój komentarz
    Zapewne tak jest. Elastyczność mózgu jest traktowana jako zdolność do wykorzystywania obszarów nadmiarowych, „pustych”.
    Pzdr, TJ

  52. @seleuk|os|
    25 listopada o godz. 12:11

    1 CHF = 9.65168 SEK
    1 SEK = 0.103609 CHF

    To aktualny kurs. 30 lat temu był może inny, nie pamiętam.
    Nie skorzystałem, bo miałem węża w kieszeni.
    Albo jakiś instynkt mnie ostrzegł.

  53. A ja mrugam światłami kiedy zobaczę samochód z kamerą. Podobno nie wolno, ale oni twierdzą że te łapanki są po to żeby ludzie zwolnili i żeby było mniej wypadków, to jak zamrugam to zwalniają, że hej! Czyli robię dobrze. 🙂

  54. A tak na poważnie – nie wiem czemu uczepiliście się akurat przepisów drogowych, ale niech wam będzie. Przepisy drogowe i każde inne powinny być przede wszystkim jasne i jednoznaczne, nie zostawiające pola do interpretacji. Pieszu na przejściu ma absolutne pierwszeństwo i nie ma tłumaczenia, poza pasami to już inna inszość. Wszyscy o tym wiedzą i stosują – piesi po pasach łażą jak święte krowy ale śmigają bystro poza pasami, kierowcy zatrzymują się przed pasami nawet wtedy kiedy pieszy się do nich zbliża. Każdy bowiem kiedyś jest pieszym i każdy kierowcą.

  55. @tejot
    25 listopada o godz. 12:29
    Jaka to nadmiarowość, kiedy muszą powstać nowe połączenia neuronowe albo inne obszary mózgu (dotąd przecież aktywne w innej dziedzinie) muszą przejąć jakąś funkcję.
    Przecież takie zastępcze połączenia powstają tylko w sytuacji uszkodzenia neuronów wykonujących dotychczasowe zadania. A jak przyjdzie alzheimer, to nic już nie powstaje. I nie pomogą na to żadne kursy.
    Poza tym już dawno stwierdzono, że np. pamięć gromadzona jest w różnych miejscach mózgu, a nie w jednym określonym „magazynku”. Szczególnie pamięć długotrwała rozciąga się na całą korę mózgową.

  56. @Ewa-Joanna 12:38
    Czemu, wiadomo. Wszystkiemu winien @Qba. Zapodał, to mamy.
    A co do drugiego. Z Ciebie to dopiero optymistka. Albo w Australli wszystko postawione na głowie. U nas pieszy na przejściu ma pierwszeństwo, jak je sobie wymusi (co bywa ryzykowne). Nawet zielone światło niczego mu w 100% nie zagwarantuje, czego mamy rozliczne przykłady. Chociaż przepisy w tym względzie są jasne.
    Ot pierwszy z brzegu przykład. Nieoznakowany radiowóz zatrzymał się przed przejściem, żeby przepuścić pieszego, który się do niego zbliżał. I nagle obok niego śmignął dostawczak. Zatrzymany kierowca tłumaczył, że przecież nie ma obowiązku puścić piechura. Zupełnie nie był w stanie pojąć, że nie chodziło o przepuszczenie pieszego, tylko zakaz wyprzedzania tuż przed i na przejściu dla pieszych.

    Dobra, przesadzam. Bywa różnie, a nawet trochę lepiej. Ale i tak do dupy.

  57. Tu się ładnie samochody zatrzymują jak człowiek do pasów podchodzi. To macham ręką w podziękowaniu i z kurtuazji energicznie przez te pasy przechodzę.
    W Polsce oczy dookoła głowy, raz mnie mało co rozpędzona ciężarówka nie przejechała na pasach i innym razem samochód, ledwo nogi pozbierałam :/

  58. @paradox57
    25 listopada o godz. 13:43
    Po prostu u nas nie ma tłumaczenia, że pieszy wtargnął czy coś. Wina kierowcy. Tak jak nie ma dyskusji z policjantem. Można iść do sądu ale ta wątpliwa satysfakcja kosztuje sporo czasu, nerwów i pieniędzy, łatwiej zapłacić ticket. 🙂

  59. Nefer
    25 listopada o godz. 9:06

    paradox57
    25 listopada o godz. 8:13

    O

    Taka prawda!

  60. paradox57
    25 listopada o godz. 11:01

    No popatrz, a mnie to bardzo często przepuszczają. I do tego też kobiety.
    Mam na to patent: przyjmuję przed wejściem na jezdnię postawę władczą a wzrok laserowy. Jak się znajdę na wysepce na środku jezdni, robię to samo.
    Jesli widzę za kierownicę białogłowę, ewentualnie przyjmuję jakąś inną postawę, a spojrzenie to już w ogóle. I pani staje. Że się tak wyrażę.

    Skuteczność metody taka sama jak szamponu na porost włosów: nie, że zaraz 100%, ale prawie. Tak jest napisane na metkach.

  61. @Tanaka 14:09

    Bajki opowiadasz, że niby wzrok władczy, a postawa laserowa. Cuś innego w tym być musi. Może jakiś wdzięk, albo czar nieodparty. Ale o tym już panie musiałyby.

  62. paradox57
    25 listopada o godz. 13:43

    Wiele lat temu, będąc pieszym, osobiście rozwaliłem takiemu śmigaczowi (niedoinwestowany strupiel zresztą) prawe lusterko, a czem? Otóż zwiniętem w rulon warszawskiem weekendowem wydaniem Wyborczej. Jak wysiedli (dwóch dużych) żeby mi sklepać miskę, to obok zatrzymał się ratunek w postaci radiowozu. Misce by wiele nie zaszkodziło, ale pewnie bym funkcjonował w stanie warzywnym albo wcale.
    Tak przy pomocy Michnika i skumanej z nim policji wyegzekwowane zostało bezwzględne, służące elitom (to ja!!) prawo na niewinnym, śpieszącym się do ciężkiej pracy narodzie.

  63. Drogi Qbo przepraszam za lapidarność komentarza przez co odebrałeś go jako czepialstwo oderwane od kontekstu.
    Jak rozumiem w swoim wstępniaku usiłujesz wyrazić opinię w kwestii: Jak się rządzić ( analogicznie do ,,jak żyć”). Sam gdy KRYTYKUJĘ rzeczywistość jestem w końcu przypierany do ściany: co w zamian. Tak robią ci cwańsi (retorycznie) i inteligentni. Ci mniej kwitują to jako ,,lewacki debil”.
    Niestety – na obecnym etapie ludzkości – takie mam odczucie – nie ma uniwersalnego rozwiązania a może inaczej: każde ma potężne wady.
    Monarchia oświecona? Proszę bardzo – tylko co dla jednego jest światłem dla innego jest ciemnotą. Klasycznym przykładem ,,monarchii oświeconej” i jej możliwości jest słynny przekop mierzei. ,,Król” mając mnóstwo argumentów kazał i co mu zrobisz?
    Merytokracja? Grupa ekspertów, która wie najlepiej – jasne – EKSPERTEM był też nieboszczyk Szyszko (a w kazdym razie miał na ekspercenie papiery). Niezadowoleni zwołają swój kontrpanel swoich ekspertów i znowu pat…a w zasadzie pyskówka. Co gorsza ekspertów można kupić, zastraszyć bądź mogą się mylić. Merytokracja to jeden mitów – bezpartyjni eksperci, którzy kompetentnie chcą dobrze. Dla mnie klasycznym przykładem wad merytokracji są ,,sukcesy” pewnego niezmiernie fetowanego profesora ekonomii: owszem odniósł on sukces. Bez wątpienia. Jest jedno małe ale…CENA. W swej mądrości całkowicie pominął (to jeszcze bym zrozumiał) ale i spostponował KOSZTY SPOŁECZNE. Zatruwając taką postawą całe pokolenie tzw. wolnej Polski. Nienawiść wobec tych dla których 500+ jest istotną ulgą w sprawach bytowych doskonale koresponduje z jego podejściem. Czy ów profesór był EKSPERTEM? Bez wątpienia TAK. Problem wtym, że byli też inni EKSPERCI, którzy mocą zakulisowych decyzji zostali wykluczeni z debaty.
    Może demokracja bezpośrednia – dziś technologie informatyczne czynią to wykonalnym. Wady są dwie: kto będzie nadzorował przepływ strumieni danych z głosowań? No i jakość uzyskiwanych opinii; tu mała glosa: kuzyn żony wpadł do nas z przedbrexitowej Anglii, jego angielski znajomek nie może się doczekać aż pozbędą się tych wszystkich ,,obcych”, ustawią sobie budki i będą decydować kogo wpuścić a kogo nie. Przedsmak raju – old merry England? ,,A czy wiesz o tym, że TY TEŻ nie będziesz mógł sobie latać ot tak do Hiszpanii albo na city breaks do Amsterdamu…Really? Jak ów kuzyn twierdzi wyraz twarzy owego Anglika był bezcenny. Czyli demokracja bezpośrednia (referendalna) też nam odpada…Bardzo łatwo wyborcy zmienią się w łatwomanipulowalną tłuszczę, którą kolejni demagodzy będą próbowali korumpować. Teraz korupcja ma miejsce co 4 lata.
    Niestety – rewolucji nie będzie (tak sądzę) – musimy po prostu ulepszać nasz dom. I tu wkracza ,,wyklęte” przez Ciebie – ,,ciągłe” grzebanie, manipulowanie rządzących. Po to ich wybieramy (wybieramy??) by POPRAWIALI RZECZYWISTOŚĆ a ich obietnice wyborcze są poddawanymi naszemu osądowi tych poprawek wyborczych. Tak wyklęte, oplute, wyszydzone przez tych ,,świadomych, że nie ma darmowych obiadów” 500+, zaoferowane w ramach ordynarnej korupcji politycznej etc. NAPRAWDĘ KILKU MILIONOM POLAKÓW ULŻYŁO, czasem realnie finansowo a czasem choćby osłabiając terror naszych polskich dobrodziejów czyli zatrudniającycjh

    Ps. Gdyby wszystkim małpom odpowiadały ustalone reguły to byśmy nadal na drzewach siedzieli

  64. Metafora z ,,niezmiennymi regułami” i jej odniesienie do ruchu drogowego – właśnie kolejny rząd próbuje ,,majstrować” przy tym – zważywszy na to do jakiej rzezi dochodzi na polskich drogach to chyba dobrze, ze ,,pomajstrują”? Bo ja jako przeważnie pieszy i rowerzysta DOMAGAM SIĘ ZMIAN i zniesienia terroru kierowców. Z góry odrzucam tezę, że oznacza to nowy terror pieszych i rowerzystów wobec zmotoryzowanych: ilość ofiar śmiertelnych spowodowana przez pieszych i rowerzystów contra trupy sprokurowane przez kierowców

  65. @Tobermory, tejot

    Wybaczcie, ale moje określenie „nadmiarowa moc obliczeniowa” w stosunku do naszego mózgu było tu już wałkowane wielokrotnie. Ale chętnie powtórzę: chodzi mi o to, czym odróżniamy sie od innych (ziemskich) gatunków. One nie mają tej dodatkowej mocy (a przynajmniej nie tak dużo, jak my), u nich (prawie) wszystko jest wykorzystane do bieżącego sterowania. Czyli nie chodzi mi wcale o to, ile z tej dostępnej mocy wykorzystujemy – nie mam pojęcia.

  66. @tejot
    25 listopada o godz. 10:35

    Świetnie to ująłeś. Dlatego też przewiduję zaprzęgnięcie wszystkich obywateli do ustalania praw i reguł. Są to metody sprawdzone zarówno w lokalnych społecznościach do pacyfikowania niesfornych, jak i w przypadku całych narodów – niestety, tylko w przypadkach ekstremalnych (wojna, odbudowa powojenna, epidemie, etc.).

  67. @Szary Kot
    25 listopada o godz. 12:02

    Raczej dużo szerzej i absolutnie powszechnie – mogę sobie wyobrazić (oprócz prywatnych) publiczne interaktywne terminale z ogólnym dostępem do ogólnych i lokalnych problemów. Zamiast stać w kolejce do urzędnika czy do urny …

  68. @Tobermory
    25 listopada o godz. 12:00

    Rzeczone dzieło posiadam w znanym Tobie języku. Otrzymałem za darmo ale nie przebrnąłem przez pierwszą stronę. Chętnie odstąpię.

  69. @paradox57
    25 listopada o godz. 11:12

    Ciekawy punkt widzenia. A nie jest przypadkiem tak, że budowa coraz lepszych dróg została wymuszona na kolejnych rządach jako urzeczywistnienie wolności indywidualnej, manifestującej sie posiadaniem auta? I ci wszyscy indywidualiści zgodzili się na ograniczanie ich wolności?
    Kodeks drogowy ewoluował zgodnie ze zmianami techniki i kultury. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy i zawsze się do niego stosują. Rozsądnym kompromisem są okresowe kontrole. Ale czasem rząd powinien ingerować. Przykład: Po aneksji NRD, RFN wybudowało na zdobytych terenach autostrady, na których częściowo nie było w ogóle ograniczenia szybkości. Po kilku miesiącach wprowadzono tam generalne ograniczenie do 100 km/h. Z powodu mnóstwa wypadków, bo lokalna ludzkość przesiadła się z trabantów na golfy ale jeździła jak dawniej.

  70. zaprzęgnięcie wszystkich obywateli do ustalania praw i reguł. Są to metody sprawdzone zarówno w lokalnych społecznościach do pacyfikowania niesfornych, jak i w przypadku całych narodów – niestety, tylko w przypadkach ekstremalnych (wojna, odbudowa powojenna, epidemie, etc.).
    Poważnie?
    W jakim kraju i po której wojnie/epidemii/katastrofie sprawdziło się to naprawdę?
    Polska 1945, epidemia ospy we Wrocławiu 1963, Czarnobyl, tsunami w Azji, Fukushima, zagrożenie ptasią czy świńską grypą?
    Jeśli coś zadziałało, to prawa i reguły oraz organizacje istniejące przedkatastrofą, a nie tworzone na łapu capu w trakcie.
    Jaki był udział wszystkich obywateli w tworzeniu jakichkolwiek praw czy reguł?
    Takie coś można ewentualnie zorganizować w małej społeczności, wspólnie zadecydować – zamykamy bramy, podnosimy most zwodzony, odpędzamy obcych, bo nam przyniosą zarazę, zjedzą zapasy albo zbałamucą córki.
    Niech idą do sąsiedniego fortu, miasta, państwa…
    Sąsiedzi odpłacą się tym samym lub zerwą z nami stosunki, przestaną kupować od nas i nam sprzedawać, a jak nam zagrozi jakieś niebezpieczeństwo – nie przyjdą z pomocą.
    Albo zażądają ekstremalnej ceny: królewnę, pół królestwa i całą zawartość skarbca 😎

  71. @Qba
    25 listopada o godz. 16:46

    Dziękuję, ale nie chciałem tego ponad 30 lat temu i zdania nie zmieniłem. I tak mi już nie pomoże 🙁

  72. @Slawczan
    25 listopada o godz. 16:27

    Piszesz świetnie ale troszkę obok.
    Ja traktuję ludzkość jako mniej lub bardziej przypadkowy zbiór samoodzielnych i samorządnych osobników. Zatem wszelkie próby wciśnięcia ich w jakiekolwiek ramy prowadzą do jakiejś dyktatury. Dlatego jedynym rozwiązaniem, jakie aktualnie widzę, to udział wszystkich w ustalaniu wspólnych reguł, czyli demokratyczne określenie granic wolności indywidualnej. Przy czym chodzi zawsze o konkretną sytuację, jak np. w przypadku wspólnego korzystania ze wspólnych dróg.
    Argumenty o niedojrzałości, braku inteligencji itp. części społeczeństwa są niesprawiedliwe. Mówimy o absolutnie podstawowych sprawach, których powinno się nauczać w przedszkolu zamiast religii czy innego statutu partii. Liczba przypadków beznadziejnych jest ujęta w statystykach chorobowych/klinicznych. Jest ich na prawdę mało w stosunku do reszty.

  73. @Tobermory
    25 listopada o godz. 16:58

    Świetnie, ale kto mówi o „łapu capu”? Przecież napisałem, że przygotowanie może trwać lata, a nawet pokolenia. KK pracował też długo i patrz, jakie ma wyniki. Wyobrażasz sobie ile jest na świecie chrześcijańskich kościołów?!

  74. @

    Znane mi reguły ruchu drogowego:

    Cmentarz jest pełen tych, którzy mieli pierszeństwo.

    Pierszeństwo na pasach mają zebry.

  75. Qba
    25 listopada o godz. 16:39
    @tejot
    25 listopada o godz. 10:35

    Świetnie to ująłeś. Dlatego też przewiduję zaprzęgnięcie wszystkich obywateli do ustalania praw i reguł

    Mój komentarz
    Ten postulat pachnie utopią i przybiera często formę eufemizmu zmazującego faktyczny stan demokracji i udziału w niej obywateli

    Większości obywateli w Umęczonej (taka tradycja pochodząca z archaiku cywilizacyjnego) nie bardzo interesują szczegóły rządzenia ani ustanawiania praw, ani organizacja państwa.
    Większość obywateli interesuje się tylko codziennością i comiesięcznością, co przybywa, co wybywa.
    Wszystko inne, to dla nich dalsze horyzonty nie warte patrzenia, to szczegóły, niech tym się zajmują ci co do tego zostali wybrani.

    I tak kółko się zamyka. Nie interesujemy się za bardzo państwem, politycy są w stanie chwilowo nas zjednać wciskając nam kit wyborczy, a jak już zostają po tym wciskaniu kitów wybrani, to zainteresowanie państwem gwałtownie maleje w myśl zasady – moja chata z kraja.

    Świadczy o tym bardzo niski stopień zaangażowania w NGO. A także niziutkie zainteresowanie samorządem, które rozpala się tylko wtedy, gdy ujawniony zostanie jakiś przekręt, korupcja, nepotyzm, co jest traktowane jako sensacja, teatr, a nie zdarzenie, z którego powinno się wyciągnąć wnioski na przyszłość. Po chwili wszystko mija, zainteresowanie słabnie, a samorząd ma okazję stać się ponownie interesowny (dla siebie).
    Pzdr, TJ

  76. @

    Jako pieszy, mam najlepsze wspomnienia z Rzymu. Było to co prawda ponad 30 lat temu, ale (Włosi mi to pokazali) tam można było przy największym ruchu przejść w dowolnym miejscu przez ulicę. A jak się miało ze sobą bambini, to i tramwaj się zatrzymał i pozdrowił dzwonkiem.
    Było nas wtedy na świecie nieco mniej, ale samochody smrodziły bardziej. Jako zapalony mechanik nawet ten smród lubiłem.

  77. @Qba
    25 listopada o godz. 17:11

    No tak, KK jest idealnym przykładem demokratycznego ustalania praw i reguł dla całej społeczności 🙂

  78. @tejot
    25 listopada o godz. 17:16

    Nie twierdzę, że to kiedykolwiek ruszy, a już na pewno nie natychmiast. A poza tym, nie chodzi o jakąś wielką, wydumaną politykę, lecz o sprawy codzienne, jak np. ruch drogowy.
    Problem dzisiejszych demokracji polega m.in. na tym, że – przykładowo – o transporcie publicznym decydują osoby, które nigdy z niego nie korzystają.

  79. @Tobermory
    25 listopada o godz. 17:18

    Doceniam dowcip.

  80. @Tobermory

    „High noon” na Arte?

  81. @Qba
    25 listopada o godz. 17:26

    Tak jest. O 20:15. Znam na pamięć, ale obejrzę jeszcze raz.
    A potem jeszcze „Misja” z de Niro i Jeremy Ironsem.

  82. @Qba 25 listopada o godz. 17:12

    Po angielsku to się nazywa “dead right” 🙂
    Jak na dyskusję to zajentyk, ale wsadziłeś kij w mrowisko…
    Efekt: przyjemnie się czyta ten blog. Bez szitu.

  83. nie chodzi o jakąś wielką, wydumaną politykę, lecz o sprawy codzienne

    To weźmy transport publiczny. Na przykład w Warszawie.
    Jakimi metodami nakłonić ludzi, aby przesiedli się z samochodów na tramwaj, autobus i metro? Obniżyć ceny biletów i powiększyć tabor oraz częstość kursowania (jak sfinansować deficyt?), zlikwidować parkingi w mieście albo podnieść ceny za parkowanie, wprowadzić road pricing?
    Widzisz tę dyskusję dwóch milionów ludzi w internecie, Qba?
    Po ilu latach przewidujesz realizację najlepszego (bo wyłonionego demokratycznie) projektu?
    Co w tym czasie robi rada miasta i prezydent, i czy będą w ogóle potrzebni?
    Jeśli nie, to kto zrealizuje ten projekt? I wszystkie inne, niezbędne do funkcjonowania wielkiego miasta?

  84. @Tobermory
    25 listopada o godz. 18:30

    A jak to się dzieje w pierwszym lepszym koncernie? Zebranie udziałowców wyznacza prezesa (zarządcę). On, przy pomocy licznych doradców-fachowców opracowuje strategię i taktykę dalszego postępowania zgodnie z celem istnienia koncernu (np. zysk długoczasowy). Propozycja może, ale nie musi, być zaakceptowana przez udziałowców. I jedyne, co prezes może robić, to realizować ustalone. I to samo w państwie. Wszak obywatele są udziałowcami/współwłaścicielami państwa. I nikt nie ma prawa przed nimi czegokolwiek ukrywać.
    Wiem, że nie jest łatwo stwierdzić, iż to, co robiliśmy zawsze jest właściwie bez sensu. Że sensowna idea z czasem kompletnie się wynaturzyła i właściwie już nikt nie pamięta, o co chodziło.
    Pytanie: Czy prawa/obowiązki zecera (jako zawodu wymarłego) zostały z kodeksów usunięte?
    Dlatego potrzebny jest głos wszystkich, bo tylko wtedy można wyłapać możliwie dużo błędów i wypaczeń.

    PS
    Zaczepił mnie dziś na ulicy młody człowiek z pytaniem, czy zechciałbym wziąć udział w małej ankiecie. Zechciałem. Pytania były bardzo ogólne w formie „stosunek do…”. Między innymi do religii. Odpowiedziałem, że wybitnie negatywny. Młody ankieter uśmiechnął się aprobująco. Niestety, nie było to w Polsce.

  85. @Tobermory
    25 listopada o godz. 18:30

    Po zmianie ustroju oczekiwałęm, że Polska położy ogromny nacisk na transport publiczny. Tak, jak po wojnie na edukację. Niestety, mieliśmy już kapitalizm i jedynym wzorcem do kopiowania były USA. I mamy, co mamy.

    „Cudowny” absurd: Budujemy super nawierzchnie, budujemy super samochody. Budujemy garby na tych super nawierzchniach, by super samochody nie jechały, a pełzały.

    Jeżdżą po drogach automobile
    Kierują nimi autodebile

  86. W tak dobrze zorganizowanej, demokratycznej i podziwianej Szwajcarii zdarzają się co roku maksymalnie 4 referenda, co niektórzy obywatele uważają za męczące i przesadne dając temu wyraz w niskiej frekwencji.
    Większość obywateli nie czyta albo nie rozumie tekstu, na podstawie którego ma podjąć decyzję TAK albo NIE. Wielu kieruje się sloganami i plakatami propagandowymi, nieliczni – debatą w mediach.
    Wielu uważa, że po to wybrali polityków, aby za nich myśleli, co dla narodu i kraju jest najlepsze, i za to im płacą.
    Nie wyobrażam sobie, jak by to miało funkcjonować bez parlamentu i rządu. W końcu ten system został wypracowany przez ponad 700 lat. Niech inni korzystają z gotowych wzorców i się uczą 😎
    A sprawy ruchu drogowego z zerową wizją wypadków śmiertelnych jako celem, wyglądają na razie tak, że w 1970 roku śmierć w wypadkach poniosło 1750 osób, a w 2018 – 233.
    W latach 2000-2018 liczba ofiar śmiertelnych spadła o ponad 60 procent.
    Pieszy jest świętą krową, w strefach 30 km/h przełazi przez ulicę w dowolnym miejscu, ruch staje, kiedy zbliża się do pasów, turyści azjatyccy przełażą w poprzek ronda i nikt na nich nie trąbi…

  87. Poniewaz, rozmowa o demokracjach, zeszla na problemy ruchu drogowego i ruchu neurologicznego, ja wypowiem, w tych samych kategoriach. Drogowo neurlogicznych. Pare razy napomykalem zreszta warunki wszystkie. Tutejsi naukowcy od tematu uwazaja, moze nie naukowo calkiem, ale… To mozecie zreszta sprawdzic, gdybyscie spotkali jaki utytulowany tutejszy naukowiec, powazny. Prywatna rozmowe, zadne dem kongresy. Malo kto zaprzeczy ze Skand jest demokratyczna. Otoz sa podstawowe warunki demokracji CZTERY. Cztery siostry Apokalipsy.

    1. Deszcze obfite 2. Politeism 3. TY reforma 4. Okret (srodek komunikacji) zaglowy

    Gdyby kto chcial, w srode po powrocie, dluzszy wstepniak uzasadniajacy moge opublikowac 😎

    pa narazie Ateisci, Seleuk

  88. @Tobermory
    25 listopada o godz. 19:01

    A gdyby w tej dobrze zorganizowanej, demokratycznej Szwajcarii nie było rządu, tylko przeciętnie opłacany zarząd? I nie byłoby na kogo scedować decyzji? I nie byłoby na kogo narzekać?
    A przecież Wikipedia powstała i funkcjonuje. I każdy może tam pisać według ustalonych zasad. I bardzo wielu pisze. I pogodzili się z obowiązującymi zasadami.
    A blogi? Każdy może pisać i wielu pisze. A jeszcze więcej czyta i dowiaduje się mnóstwa rzeczy, o których nikt „poważny” nie pisze. A przy okazji może uda się „wychować” niektórych.

  89. Wikipedia?
    Tak, ale nie polska, w której pełno jest błędów, nieścisłości, tekstów politycznie tendencyjnych.
    Aby jakiś artykuł ukazał się tam na stałe, muszą go zatwierdzić „wikipedyści”. Jakość polskich pozostawia wiele do życzenia.

    Blogi mają wychowywać? Te tutaj, na łamach „Polityki”?
    Już mnie brzuch boli ze śmiechu 😀

  90. „Wychowywanie” dorosłych ludzi to już raczej resocjalizacja.
    Wychowywać trzeba od wczesnego dzieciństwa. Na blogi trafiają jednostki ukształtowane, czasem zwichrowane, a niektóre nawet nieźle szurnięte. To nie jest materiał do wychowywania.
    Co najwyżej do studiów psychologiczno-socjologicznych.

  91. @Qba 19:00

    W Polsce jak w Polsce. Powiem, jak to wygląda u mnie, średniej wielkości mieście (no może nie na warunki polskie, bo poniżej 400 tys. mieszkańców + jakieś 80-90 tys. studentów przez większą część roku. Całe śródmieście nijak już od dawna nieprzystosowane do istniejącego ruchu drogowego, bo wojennych zniszczeń jak na polskie warunki było stosunkowo niewiele, więc i cały główny układ komunikacyjny zachował się w prawie niezmienionym stanie. Ot, połatano jedynie ubytki w budynkach. Nowe dzielnice już projektowane były z perspektywą. Od kilkunastu lat miasto mocno zainwestowało w rozbudowę komunikacji publicznej, głównie trolejbusowej. Wymieniono starą i dołożono mnóstwo trakcji elektrycznej do napędu tych pojazdów. Przedłużono zasięg pojazdów. Wprowadzono nowe wozy, które są w stanie przejechać spory kawałek nawet bez drutów. Wymieniono prawie cały tabor autobusowy. Cena biletu 3,20, ulgowego – 1,60. Miesięczne czy trzymiesięczne też niezbyt drogie. Mnóstwo rowerów do wypożyczenia, praktycznie przez większą część roku (jeszcze stoją), a teraz hulajnogi elektryczne.
    A efekt? Pojazdy, poza niektórymi liniami i pewnymi godzinami jeżdżą z kilkunastoma osobami. Za to na ulicach śmigają autka rozmaitej maści i gabarytów. W każdym jeden człowiek. I jeżdżą jak te durne szukając miejsca do zaparkowania. Dodatkowo, o czym już tu pisałem, ale co zaszkodzi jeszcze raz. To miasto generalnie jest dość kompaktowe. Do łatwego i sprawnego pokonywania pieszo.

    Teraz już nawet w wakacje jest ciasno.

  92. PS.
    Coś Ci pokażę. To żadna groźba.

    https://photos.app.goo.gl/E3WuaD11DjF4j8uh6

    Na tym zrzucie widać moją najbliższą okolicę. Można sobie mniej więcej wytyczyć drogę, jaką mogę zasuwać do pracy. Z uwzględnieniem wariantu dojazdu samochodem, albo pieszo (preferuję). A i tak piesza, którą wybieram odbiega trochę od tego, co wyznacza układ „urbanistyczny” obszaru (10 lub 15 minut jeśli się nie spieszę). I wyobraź sobie, że znam ludzi, którzy w analogicznych warunkach wsiadają do blaszaka.
    W moim przypadku jazda komunikacją miejską do pracy jest totalnie bezsensowna. Jedna przesiadka i dalekie dojście od przystanku. Szkoda czasu i kasy.

  93. @Qba 25 listopada o godz. 17:17

    Wspomnienia z Rzymu… W Rzymie po prostu nie przejdziesz przez jezdnię, jeśli nie wejdziesz samobójczo komuś pod koła. Po czym natychmiast jeden samochód – bo tylko ten, który jedzie prosto na ciebie – grzecznie zwalnia. Wszystkie inne jadące równolegle w ogóle nie zwalniają, dopóki nie znajdziesz się bezpośrednio na ich linii ruchu. Mówię o przejściu dla pieszych!

    Nigdzie nie widziałam tylu „kapliczek” na ulicy w miejscach, gdzie ktoś stracił życie, co właśnie w Rzymie. Nigdzie nie widziałam, żeby kierowca po rozwaleniu auta o rynnę (te wąziutkie rzymskie zaułki!) wlazł z powrotem do auta i z rozpędu walnął – tym razem rozmyślnie – w tę samą rynnę. Luksusowym, nowiutkim autem!

    Rzym – potworny hałas, obłąkany ruch uliczny, zwariowani Rzymianie. Uwielbiam to miasto i nie mam pojęcia, dlaczego.

    Nie tak dawno pewna Rzymianka zwierzała mi się, że w Holandii nie była w stanie jeździć, bo tam obowiązują jakieś… przepisy! Za to w Rzymie nie ma problemu – jeździ „na czuja”.

  94. @paradox57
    25 listopada o godz. 20:21

    Rozumiem. Od ponad 15 lat nie mam samochodu. Gdy bardzo potrzebuję (głównie za granicą), to wypożyczam. Jeżeli mam czekać na autobus 15 min., wolę iść pieszo. I nie boli mnie, że wyprzedza mnie po drodze. Owszem, nie jestem aktywny zawodowo w sensie określonego czasu pracy. Ale chodziłem zawsze. I nawet jeśli mam pod ręką samochód, wolę iść. Mam wtedy więcej czasu dla siebie.
    Dlaczego wokół mnie wszyscy chcą jeździć, nawet do sklepu na rogu? Według mnie, jest w tym wiele wychowania i presji kulturowej.
    Po tym, jak cały tydzień jeżdżą wszędzie, w niedziele idą na spacer, bo trzeba zażyć ruchu. Albo chodzą na jakieś gimnastyki, fitnessy i td., jakby nie mogli tego robić zawsze przy okazji innych działań.

    A w Twoim mieście bywam czasem. Do „Bramy Grodzkiej” wozimy różnych gości z zagranicy.

  95. @Na marginesie
    25 listopada o godz. 20:56

    Może to inne czasy, a może inne podejście do codziennego ryzyka. Dziś jako pieszy (najczęściej) rozglądam się uważnie, zanim podejmę ryzyko kolizji na pasach. Również prowadzenie samochodu przestało być takie interesujące. Już się raczej „wożę”.
    Ach, te stare dobre czasy. Kiedyś wracałem z Toskanii i jakoś nie chciało mi się nocować po drodze i zrobiłem 1.600 km w jednym kawałku (oczywiście z przerwami na pipi i mniam mniam). A żeby było śmieszniej, wcale mi się nie spieszyło. Było lato, ładna pogoda, autostrady. I tak wyszło. Fakt, że ruch był wtedy znacznie mniejszy. I samochody wolniejsze. A mój był szybki.

  96. @Tobermory
    25 listopada o godz. 19:56

    I znowu przyznaję Tobie rację. Sam tak zresztą twierdzę.
    Istnieje jednak pewna możliwość. Sprawdziłem ją wielokrotnie jako nauczyciel. Polega ona na pomocy w zrozumieniu problemu, bo sama wiedza to stanowczo za mało. Zrozumienie wywołuje długotrwały proces przetwarzania informacji, a nie tylko jej zapisywania. Nawet dorosłych można nauczyć myślenia. W wielu wypadkach znacznie szybciej i łatwiej, niż dzieci. Bo dorośli posiadają już wypracowane mechanizmy. Trzeba je tylko poskładać do kupy i uruchomić. Niestety, działanie takie jest lekkie, łatwe i przyjemne tylko na filmach. I pewnie dlatego mało kto się tego podejmuje. A potrzebujących jest coraz więcej. I będzie jeszcze więcej, przy tym systemie nauczania i wychowaniu w rodzinie i w kościele.

  97. paradox57
    25 listopada o godz. 20:21

    Dawno temu, idąc z dworca do chaty (jakieś 1,5 km) w godzinie porannego szczytu liczyłem blaszaki z jednym manekinem w środku. Jak dotarłem do chaty, miałem na liczniku 300 sztuk. Zadałem sobie wtedy pytanie, dokąd zmierza cywilizacja, w której 50, 100, 200 koni wiezie jedną chudą dupę i wydziela smród. Dziś wiem, że pytanie było głupie, bo cywilizacja nie ma celu. Kręcenie się ziemi w kółko nie ma celu, wszechświat nie ma celu i bogów wymyślono tylko dlatego, że jakoś nijako było żyć bez celu. Cywilizację napędza wyłącznie raz uruchomiona wewnętrzna logika fanaberii i nic więcej. Świat w służbie blaszaka – to własnie ta logika. Wszystko dla blaszaka. Patrzę z nowych wiaduktów na budowaną 20-kilometrową obwodnicę Sianowa i Koszalina i liczę w myślach, ile w całej Polsce wycięto żywych drzew dla tych ogromnych martwych powierzchni nie dla ludzi (ludziom wystarcza nic nie kosztująca i nie zabierająca miejsca ścieżka wśród zieleni), ile zmarnowano ziemi, jak ogromne zaangażowano moce, jak zaświniono krajobraz. A celem jest wyłącznie wożenie chudych/tłustych dup. I, oczywiście, zysk (np. robiony na wożeniu bananów tam, gdzie przez tysiące lat wystarczały własne jagody, gruszki, jabłka), a nie martwienie się tym, że w Zatoce Puckiej przez cywilizację fanaberii rybom wypadają oczy, a ptaki karmią pisklęta niedopałkami papierosów.

  98. Wszystko zależy od odległości. Wy tam macie ciasno, my – daleko.
    Prawda, w Australii przybyło samochodów. Kiedyś był jeden na rodzinę, dziś nierzadko 2-3, bo dzieci kupują. A dlaczego kupują samochody? Bo coraz bardziej ich nie stać na dom a mieć coś się chce.
    Taka jest prawda, chociaż tu mimo nachalnych reklam samochód nadal nie jest statusem ale narzędziem. Wygodą. Sama wożę się samochodem zamiast transportem publicznym.
    Pamiętam kiedyś w niedużej miejscowości jak musiałam szybko dostać się do szpitala to leciałam 4 km na piechotę, bo autobus jechał i jechał po wszystkich uliczkach, kierowca uprzejmie zamieniał po parę słów z pasażerami, miłe to było ale nie wtedy kiedy się człowiek śpieszył. Z tej frustracji zrobiłam prawo jazdy. 🙂

  99. @

    WebCam nie widzi nic bez lupy,
    Uszy mi ranią mysie piski,
    Całość się ledwo trzyma kupy
    Przez moje niezbyt twarde dyski.

    Mikrofon trochę niedosłyszy,
    Głośniki chrypią nieprzyjemnie,
    Napisy starły się z klawiszy,
    I jakiś wirus utkwił we mnie.

    I chociaż nie jest najmodniejszy,
    Mój system raczej jest zadbany.
    I software jakby jest sprawniejszy,
    Choć hardware jakby do wymiany.

    Gdy się zgłosiłem do serwisu,
    Ażeby mnie upgrade’owano,
    Bez najmniejszego kompromisu
    Po prostu głośno mnie wyśmiano!

    Bo czas gwarancji dawno minął,
    A zatem, sam już, bez namowy,
    Lepiej, bym swoje kable zwinął
    I nie zawracał więcej głowy.

    Nie ciągnie mnie na złomowisko,
    Więc wziąłem sprawę w ręce swoje.
    Zresetowałem prawie wszystko
    I z wirusami wszcząłem boje.

    Kamera ma szkło kontaktowe,
    Mikrofon wzmacniacz ma na wejściach,
    Głośniki też prawie jak nowe
    I dużo jest na dyskach miejsca.

    Dobrze jest wyjść z segregatora
    I by mieć z życia jak najwięcej,
    Zadania administratora
    Wziąć w swoje ręce jak najprędzej!

  100. @pombocek
    25 listopada o godz. 21:38
    Widzisz pombocku, i to wszystko przez demokrację?!hehehe
    Ach ta demokracja, demokracja – czyja kasa tego racja.
    „chcieliście to macie, skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie”…. demokracie, bęc!

  101. Ewa-Joanna
    25 listopada o godz. 21:48

    Własnie dałaś przykład wewnętrznej logiki w służbie fanaberii jako jej ofiara: Ja blaszaków nie wymyśliłam, ale jak są, to czemu nie skorzystać.

    Odległości od milionów lat są takie same – kilometr to kilometr. Istnienie blaszaków wywołuje nonszalanckie traktowanie odległości w organizacji społecznego życia. I tak się ten pieprzony postęp sam napędza. Po co mam iść piechotą lub jechać na osiołku, wielbłądzie, rowerze, jak mogę blaszakiem. A jak już blaszak, to i potrzebna przestronna autodroga, garaż, CPN (mówię po staremu), mieszkalny wózek, serwis. Serwis, Ewo, jestem nerwis.

  102. Oto najjaśniejszy przykład demokracji stosowanej:
    https://www.wiesci24.pl/2019/11/25/to-juz-anarchia-minister-zapowiada-ze-kancelaria-sejmu-nie-wykona-nakazu-sadu/
    Wiceminister Michał Wójcik najwidoczniej nie przejmuje się obowiązującym w Polsce prawem. Pomimo tego, że sąd w Olsztynie nakazał ujawnić listy poparcia KRS, by zbadać, czy sędzia, którego dotyczy sprawa, został powołany legalnie, minister twierdzi, że Kancelaria Sejmu zignoruje ten nakaz. A to już anarchia.
    …………………….
    Demokracja, demokracja, czyja władza tego racja.

  103. pombocek
    25 listopada o godz. 22:31
    I co mi to da jak spędzę cały dzień i energię na dotarcie do supermarketu (15 km) zakupy i powrót? Mam co prawda sklep bliżej (5 km) ale ceny i wybór takie, że wszystko opada.
    W moim przypadku odległości na pewno nie są takie same jak w twoim i kilometr ma inny wymiar 🙂

  104. @Optymatyk
    25 listopada o godz. 22:35

    Raz pewien demokrata
    Napisał donos na brata.
    Zamieścił go w gazecie, której szefuje,
    Bo uznał, że brat demokracji nie szanuje.
    A brat, co telewizją publiczną kieruje
    Uznał, że donos jego wizerunek psuje.
    Spotkali się w sądzie,
    Co stoi przy rondzie.
    Każdy pod krawatem
    I każdy z adwokatem.
    Opłacana z publicznych pieniędzy
    Rozprawa trwa już kilka miesięcy.
    Bo ten rodzaj demokracji
    Jest typowy dla naszej nacji:
    Kasę biorą winni,
    A płacą za to inni.

  105. @Ewa-Joanna

    Mam na uwadze warunki „lokalne”. W Rosji mówią, że jak do sąsiada jest 500 km, to niedaleko. U mnie zdarzają się kierowcy miejscy, którzy potrafią zatrzasnąć drzwi autobusu, mimo że widzą dobiegającą dziewczynę i odjechać. Co mu tam. A Ty piszesz, że kierowca lubi sobie pogadać.

  106. @Ewa-Joanna
    25 listopada o godz. 22:37

    Stoi na placu wielka kolumna,
    Wzniosła, wyniosła i bardzo dumna.
    A ma do dumy sto powodów,
    Bo to kolumna samochodów.

  107. Ewa-Joanna
    25 listopada o godz. 22:37

    Czyli już nie zrozumiesz, że jesteś ofiarą i równocześnie współsprawczynią cywilizacyjnej drogi ku samozagładzie, skoro kilometry mają u Ciebie inną miarę. Odwiedzałem co miesiąc matkę, jeżdżąc rowerem 67 km w jedną stronę. U Ciebie kilometr ma więcej niż tysiąc metrów?

    Poza tym mówię o czymś większym – o tym, że człowiek, organizując stadne życie, nie nauczył się oszczędnie gospodarować przestrzenią. A w sytuacji, kiedy już są 20-milionowe miasta i 7 i pół miliarda największych szkodników na ziemi – na naprawę już za późno. Więc faktycznie: niech się dzieje, co chce.

  108. @paradox57
    25 listopada o godz. 22:57

    W Warszawie widziałem inną scenkę. Jechałem tramwajem z Pragi do Centrum. Na placu z palmą tramwaj już ruszał, kiedy dobiegła do niego starsza pani. Motorniczy ją dostrzegł, zatrzymał pojazd i otworzył drzwi przed nosem damy. Ta zajrzała do wnętrza, zastanowiła się przez 2-3 sekundy, a potem machnęła ręką i… nie wsiadła 😎

  109. @Qba
    25 listopada o godz. 22:55

    Pięknie Ci Qbo dziękuję,
    Świetnie się Tobie rymuje.
    W takiej oto demokracji,
    Każdy szuka swoich racji.
    I kiedy włączą się ludzkie żądze,
    Wnet w ruch pójdą grube pieniądze.
    Jak u Hezjoda, już drzewiej bywało,
    Emocja wzbudzi aktów niemało.
    W wyniku takiej ludzkiej gorączki,
    Pieniążki pójdą z rączki do rączki.
    Zatriumfują – sprawiedliwość i prawo,
    Tak to ludziska bawią się klawo.
    „Równość wobec prawa bez równości posiadania,
    Jest bezużyteczna”, tak prawi Diodor, z Sycylii się kłania.
    ………………………………..
    Rany boskie, to sem ja, popełnił te rymy częstochowskie, hehehehe

  110. @paradox57
    25 listopada o godz. 22:57
    Lokalsi tutaj są na ogól życzliwi, jeżeli spotkasz się z niechęcią i nieuprzejmością to ze strony emigranta niestety. Poza tym inaczej jest w małych miasteczkach, inaczej w metropolii takiej jak Melbourne czy Sydney czy nawet Brisbane.
    Kiedyś ciężkie warunki życia wymuszały współpracę i pomoc i to w dużej mierze pozostało niejako w genach. Z rozpędu 🙂

  111. @pombocek
    25 listopada o godz. 23:00
    To był twój wybór ( te 67 km) i mniemam że nie miałeś na względzie ochrony ziemi przed zagładą ale własne motywy – skomplikowany być może dojazd pociągiem czy autobusem, ceny biletów czy wreszcie dużo czasu i chęć powdychania widoków.
    Ja takiej poniekąd komfortowej sytuacji nie miałam ganiając 6 km w jedna stronę do syna do szpitala, wracając żeby odebrać córkę ze szkoły, ugotować obiad, lecieć z duszą na ramieniu znowu do szpitala zostawiając córkę samą w domu, potem znowu gnać do domu żeby położyć córkę spać. Mąż co prawda był, ale ponieważ pracował na zmiany nie zawsze nam pasowało.
    To po tych wyścigach z ulgą przesiadłam się na samochód.
    A to było małe miasto. W dużym ( a nasze duże miasta są naprawdę duże obszarowo) dojazdy do pracy komunikacją miejską zajmują ludziom do 3 godzin dziennie, kiedy ten dojazd samochodem skraca się o godzinę. I ta godzina to jest być może czas na pogadanie z dziećmi, na odpoczynek czy prace w ogródku jak jest jeszcze widno.
    To wybór. Twój czy mój, czy kogokolwiek innego.

  112. Qba
    25 listopada o godz. 23:00

    Stoi na placu wielka kolumna,
    Wzniosła, wyniosła i bardzo dumna.
    A ma do dumy sto powodów,
    Bo to kolumna samochodów.

    Tych samochodów jest pińcet plus
    siedzi w nich prezes – i szlus!
    w ostatnim siedzi prezydent malutki
    i czyści zawzięcie prezesa butki
    własną koszulą!
    taki sie ulągł

    Butki podaje mu Pierwsza Małżonka
    co się przy małym co raz i błąka
    ma go ozdabiać
    i przykład dawać
    co to jest forma co nie ma treści
    i ile w niej sie próżni pomieści

  113. pombocek
    25 listopada o godz. 21:38

    Patrzę z nowych wiaduktów na budowaną 20-kilometrową obwodnicę Sianowa i Koszalina i liczę w myślach, ile w całej Polsce wycięto żywych drzew dla tych ogromnych martwych powierzchni nie dla ludzi (ludziom wystarcza nic nie kosztująca i nie zabierająca miejsca ścieżka wśród zieleni), ile zmarnowano ziemi, jak ogromne zaangażowano moce, jak zaświniono krajobraz. A celem jest wyłącznie wożenie chudych/tłustych dup. I, oczywiście, zysk (np. robiony na wożeniu bananów tam, gdzie przez tysiące lat wystarczały własne jagody, gruszki, jabłka), a nie martwienie się tym, że w Zatoce Puckiej przez cywilizację fanaberii rybom wypadają oczy, a ptaki karmią pisklęta niedopałkami papierosów.

    Pombocku, to w dużej części racja, aczkolwiek…

    Aczkolwiek, te wiadukty i białe wstęgi szos ( że białe to oświadczyła za pomocą piosenki Karin Stanek. Ale dlaczego białe, to nie mam pojęcia), nie tylko do bezmyślego wożenia chudych dup służą (ale czemu chudych, jak większość coraz tłustszych? I może dlatego: jak tłusta dupa zrobi krok, nawet w dobrym kierunku, zaraz sobie kość udową złamie, albo kolano – i dupa!) , ale i do obsłużenia tak zwanej gospodarki.
    Jest bowiem powiedziane: bez infrastruktury nie ma gospodarki. Czyli w skutkach nie ma tez obywatela. I w dodatku nie ma też 500+ na tego obywatela, bo te 500+ się bierze z gospodarki.

    Inna rzecz, że te białe wstęgi szos często mogłyby iść inaczej: nie tędy, a owędy, nie tak głupio, a trochę mądrzej, z mniejszą stratą dla przestrzeni i środowiska, a nie większą oraz z odpowiednią kompensacją faktyczną a nie udawaną. Co też się przekłada na gospodarkę.

  114. pombocek
    25 listopada o godz. 21:38

    Pewnie Cię zaskoczę, ale się zgadzam w 100%, chociaż tkwię w jeżdżeniu po uszy. Gdyby liczyć odległość wedle czasu, można byłoby przemieszczać się wolniej, a świat byłby większy.
    Niestety, indywidualny opór ma wymiar już tylko symboliczny, taki świat sobie człowiek umeblował. Meble już wrosły w podłogę.

    Odległość, powiedzmy, 5 km to szara strefa, może być blisko lub daleko, jak dla kogo, jaka pogoda, czy z zakupami itd., no ale kilometr dla dziecka do szkoły to już przecie spacerek. I tu mnie trafia apopleksja codziennie jak widzę dzieci dowożone ten kilometr do szkoły, 1 szt. dziecka na dwutonowe auto. Dekarbonizacja gospodarki w wydaniu angielskim, i walka z otyłością jednocześnie.

  115. @@Szary Kot
    26 listopada o godz. 1:01
    no ale kilometr dla dziecka do szkoły to już przecie spacerek
    Bezpieczeństwo może? Tak nas straszą z każdej strony, że aż strach się bać. Ja ze swoimi latałam na piechotę, wiele dzieciaków dojeżdżało rowerami, ale jak jest obecnie nie widać. No ale ja teraz na zadupiu mieszkam.

  116. Po kolei, od końca:

    @Ewa-Joanna
    25 listopada o godz. 23:57

    Honkers nie jest taki zły (choć akurat nie w tej chwili). Czy bym tam chciał mieszkać nie wiem, być może, gdyby tzw. układy rekompensowały mi jakoś miejskie zagęszczenie. Transport publiczny jest pierwsza klasa, równie dobry jak w Singapurze, aut stosunkowo niewiele. Zieleni jest tam też trochę, jak widać na załączonych obrazkach – https://photos.google.com/share/AF1QipOt8w6krSJTIS4Q6zC1FORge84cMCCPq6iyMvWH_D29Ixz1GFLYMd0Ih-60bIom-w?key=MUJqcTN1TWFzVmNmTmRtbkdIX3BnRDdtOWZ4ak1n, tylko trzeba się do niej pofatygować. No i najlepsze Yum Cha (obok innych rarytasów) jedliśmy ze ślubną właśnie tam.

    @Qba
    25 listopada o godz. 21:48
    WebCam nie widzi nic bez lupy,…
    i
    25 listopada o godz. 23:00
    Stoi na placu wielka kolumna…

    🙂 🙂 🙂 🙂

    @
    We wstępniakowym temacie demokracji akurat czytam bardzo interesującą książkę – Pankaj Mishra „Age of Anger: A History of the Present”, https://www.amazon.com/Age-Anger-History-Pankaj-Mishra/dp/125015930X/ref=cm_cr_arp_d_product_top?ie=UTF8. Spojrzenie na historię i dziś zachodniej demokracji właśnie, na kapitalizm i społeczeństwa światowe z perspektywy nie-europejskiej. Polskiego tłumaczenia niestety nie ma. Gdy skończę i przetrawię machnę może wstępniaka „Demokracja 2”, z uwzględnieniem.

    Inne książki tego autora też są godne polecenia – „From the Ruins of Empire: The Intellectuals Who Remade Asia „, „Temptations of the West: How to Be Modern in India, Pakistan, Tibet, and Beyond”, choćby dla skonfrontowania z zachodnio-centrycznym punktem widzenia.

    Co się tyczy samochodów, to najbardziej wystraszeni byliśmy w Iranie. Przejście przez ulicę wymagało tam stalowych nerwów, straceńczej odwagi i grupy innych ryzykantów, bo w kupie zawsze raźniej (i bezpieczniej). Olewanie przejść dla pieszych i świateł, 5 sznurów samochodów na 3 pasach jezdni, jazda pod prąd na dwupasmowej autostradzie to tam normalka, statystyki mają najgorsze na świecie. Baliśmy się też ulic w Indonezji ex aequo z …. Polską….., gdzie parę razy o mało nie rozplajszczono mnie na pasach. Najbezpieczniej to było nam w Australii, Finlandii i (surprize, surprize) w Omanie.

    Jak ze wszystkimi ludzkimi wynalazkami, samochody używane z umiarem są pożyteczne i potrzebne. Tyle że, niestety, większość gatunku umiaru nie umie, a gospodarka rynkowa produkcją aut stoi. O ile mnie pamięć nie myli, samochody itp. produkują ok. 17% emisji cieplarnianych. Nie uwzględnia to chyba emisji z ich produkcji i recyklingu ani też innych szkód dla środowiska i społeczeństw, drażniących (i słusznie) @pombocka. Motoryzacja to zresztą tylko jedna z 3 śrub napędowych cywilizacyjnego Titanic’a prującego „całą naprzód” na spotkanie z iceberg’iem.

  117. Ewa-Joanna
    25 listopada o godz. 23:54

    I Ty, Ewo, i Tanaka daliście koncert logiki funkcjonującej wewnątrz kultury blaszakowej. Ani mi w głowie polemizować.

    Też jestem w tej kulturze, choć mimo ukończenia w technikum wydziału obsługi silników okrętowych nigdy nie chciałem mieć blaszaka ani niczego spalinowego i nie miałem, i nie mam. I żyję. Rower elektryczny, który kupiłem, też się mieści w tej kulturze, więc jestem złamasem tak samo kudłatym jak Wy, tylko mam o dwa, trzy kudły mniej, co mnie nie nobilituje. Jeździłem przecież pociągami, autobusami i tylko do samolotu bym za Boga nie wsiadł.

    Żyję też w kulturze bogów i nic na tę kulturę, jako ateista, nie poradzę.

    Żyję w cywilizacji mięsożernej i też nic na to nie poradzę, choć ją odrzucam (z drobnymi wyjątkami, kiedy żrę słoninę przed długą rowerową trasą).

    Żyję w kulturze dramatycznego marnotrawstwa drewna i wyrzucania mebli, które się znudziły, a sam po wprowadzeniu się do nowego mieszkania 36 lat temu zrobiłem nowe meble ze starej szopy i gdybym żył pięć żyć, starczyłyby na pięć. Inna rzecz, że wolałbym domy i meble z kamienia na 1500 żyć – utrzymywanie czystości odbywałoby się w 5 sekund raz na tydzień z pomocą prysznica – jak w blaszakowej myjni.

    Żyję w kulturze hałasu i jedno, co mogę na to cholerstwo, to zatkać uszy. Więc zatykam ponad 25 lat. Najpierw używałem plasteliny, po której myłem uszy alkoholem i wodą pól dnia, potem próbowałem kulek z mydła lub z chleba, aż się dowiedziałem, że są w aptekach gotowe stopery z wosku i waty. Cudo. Mam je w uszach 24 godziny na dobę i żyję prawie w grobowej ciszy, bo wymyśliłem z nich malutkie kuleczki, które wtykam ołówkiem bardzo głęboko w uszy zaokrąglonym na końcu ołówkiem. No i zawsze mam przy sobie haczyk do wyciągania, jak wchodzę do sklepu, odbieram telefon czy cóś.

    Krótko mówiąc, żyję w kulturze, na którą się nie zgadzam, ale się zgadzać muszę. Tyle że na tyle, na ile mogę, nie biorę w niej udziału i nie daję się jej logice zjeść.

  118. Ewa-Joanna
    25 listopada o godz. 23:54

    Rzuć, Ewo, okiem w wolnej chwili na luźne kawałki mojej cywilizacji i kultury. Te kawałki bywały czasem moją drogą do pracy, jak zasuwałem w lesie. W ostatnią niedzielę przejechałem się pierwszy raz po wielu latach. Widoczna droga płytowa to smutna nowość. Smutna, bo nie dla wygody spacerowiczów ją zrobiono, lecz dla wywozu drewna, które pójdzie w części na produkcję papierowych reklam wyrzucanych do kosza bez czytania.

    https://photos.app.goo.gl/6Rfs5UcFLm2m7ZZ9A

  119. @Herstoryk
    Może i można się zauroczyć na chwilę, ale mieszkać w tym mrowisku? Nigdy! 🙂

    @pombocek
    Mniód na moje serdce, bo ja jestem leśny człowiek. Pochodzić, popatrzeć i poczuć i to wszystko w ciszy, coby nie spłoszyć.
    Mój widok z okna https://photos.app.goo.gl/idYLy7fX7wqUUSmb6

  120. @

    Nie ma wolności bez demokracji!
    Kto widzi sprzeczność, ten nie ma racji,
    Bowiem bazując na wspólnej biedzie,
    Gdy wszyscy jadą, wolniej się jedzie.

  121. @Optymatyk
    25 listopada o godz. 23:38

    Po prostu świetnie. I rymy pasują i rytm się ujawnia i puenta dosadna.
    Zawsze twierdziłem, że wykorzystujemy niewiele z naszych umysłowych możliwości. Ech, lenie jesteśmy.

  122. @ Tobermory 23:22

    Nie piszesz o porze roku, w której ta scenka się zadziała. Z Twojej obserwacji wynika, że zajrzała. Wniosek może być pochopny. Może główną rolę odegrało czułe powonienie. Tak też się zdarza.

  123. @paradox57
    26 listopada o godz. 8:21

    To było 25 października 2019. Tramwaj nie był zatłoczony. Ludzie w środku nie wyróżniający się ani wyglądem, ani zapachem, ani zachowaniem.

  124. @Tobermory
    26 listopada o godz. 8:49

    Wychodzi na to, że źle na staruszkę popatrzyłeś. Wstydź się!

  125. @Qba
    26 listopada o godz. 9:16

    Zawstydziłeś mnie, bo o tym nie pomyślałem 🙁
    Scenkę obserwowałem wprawdzie przez okno, parę metrów od drzwi, ale starsze panie mają szczególny dar obserwacji i widzą więcej, niż nam się zdaje.
    Kiedyś przysłuchałem się rozmowie kilku takich dam na temat zakochanej młodej pary, to było bardzo pouczające, ale i budzące lęk przed wiedźmami.
    Miały chyba rentgena w oczach, bo przeanalizowały wygląd, zachowanie, wzajemne dopasowanie, wyciągnęły wnioski co do stanu majątkowego i uznały, że z tej mąki chleba nie będzie. Wiedziały, kto kogo rzuci, jak szybko i dlaczego 🙄
    A młodzi gruchali sobie nie mając pojęcia, co ich czeka 🙁

  126. Ewa-Joanna
    26 listopada o godz. 6:17

    Uomamuniu, Ewo! Na moje mokre serce – dwa miody! Masz o wiele piękniej z okna niż ja, bo ja wprawdzie widzę swoje jezioro i morze, ale mieszkam w bloku, więc najpierw widzę bloki, potem – blaszactwo, dopiero potem-potem, przy dobrej widoczności, wodę. A Ty możesz siąść na parapecie i nogi w morzu/jeziorze/rzece(?) moczyć. W dodatku nic człowiekowatego na horyzoncie. A u mnie nad głową parę dni temu była balanga i mi parapet zarzygali.

  127. @pombocek
    26 listopada o godz. 4:56

    Pankaj Mishra w „Age of Anger: A History of the Present” bardzo krytycznie podsumowuje „kulturę blaszakową” czyli cywilizację techniczną. Powinno być przetłumaczone, jest tam trochę o Polsce i Polakach.

  128. pombocek
    26 listopada o godz. 9:44
    Jeżeli już to w morzu. Ale to wcale nie tak blisko, prawie kilometr z tym, że rzeczywiście ta strona nie ma budynków, są nieco bardziej po prawej i też nie za blisko. Za to kangurów nie brakuje. I węży. Kilka dni temu znaleźliśmy wylinkę o długości prawie 2 metrów.

  129. pombocek
    26 listopada o godz. 5:26

    Zdjęcia piękne, w ogóle las+rower to moja ulubiona kompozycja, jako że nieopodal mojego osiedla rozciąga się spora połać lasu z przyzwoitymi przecinkami i dróżkami. Można jeździć cały dzień nie spotkawszy człowieka, za to drobnej zwierzyny – pod dostatkiem. Ja nie jestem taki hardcor jak Ty, jeżdżę wtedy gdy temperatura jest powyżej +10 st. C, przeważnie 40 do 50 km za jednym zamachem. W maju – sama rozkosz, ptactwo drze się, aż uszy bolą.
    (Chyba się JM Tanaka nie pogniewa że niezupełnie na temat, ale myślę, że dobrze jest czasem odbiec 😉

    * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
    Ewa-Joanna
    26 listopada o godz. 6:17

    – Ewo z antypodów (które podobno nie istnieją – to ze Szwejka 🙂 )
    Mieszkam na południu Polski, więc do morza mam spory kawałek, tym bardziej Ci zazdroszczę widoku za oknem. To-to zielone na dole to jakiś fikus? A sztachety tak swojskie, że nawet u nasz nie uświadczysz, chyba że w jakiejś agroturystyce… To Twoje?

  130. @Tobermory
    26 listopada o godz. 9:38

    Twój przykład starszych pań analizujących młodych.
    Sądzę, że spędziły życie przy mężach i dzieciach w gronie sobie podobnych i obserwowały i plotkowały czyli wymieniały dane. Po latach nazbierały tyle materiału porównawczego, że spokojnie mogły prognozować.
    W literaturze spotkałem starsze osoby (na ogół kobiety), które były w stanie ocenić szansę młodej pary na długie pożycie. Pewnie wzięte z życia.

  131. @Stentor
    26 listopada o godz. 10:43
    Fikus. Tylko go przycinam coby się nie rozbuchał za bardzo. I płot też mój a jakże. 🙂 Muszę mieć, żeby mi moje psy kosmatych nie ganiały.
    https://photos.app.goo.gl/wR2PincqcDcPNjqr6

  132. Ewa-Joanna
    26 listopada o godz. 12:35
    Obejście ładne, inwentarz także zarówno fotogeniczny. Przyjemnie popatrzeć 🙂 Pozdrawiam

  133. @Qba
    Jak to jest z tymi starszymi paniami, które były/są „przy mężu”? Czy rzeczywiście jest ich dużo i jaką ustalić granicę wiekową?
    Pracowała moja babcia, mama, dużo starsze siostry i ja – już emerytka – moja synowa, wnuczka mojej przyjaciółki, która studiuje i pracuje.
    Mamy więc sześć pokoleń kobiet pracujących, co żadnej pracy się nie boją/bały. Myślę, że takich rodzin jest/było wiele. Chyba znacznie więcej niż ci się wydaje.

  134. pombocek
    26 listopada o godz. 5:26

    Piękne obrazy tego świata. Gapiąc się w to piękno, zauważyłem, że mi się w głowie parę myśli wyświetliło na okoliczność.

    Pierwsza taka, że to co obrazy przedstawają, jest istotą konstrukcyjną naszej psychiki. Brak doświadczania takie rzeczywistości stanowi poważny brak w psychice, wpędzający ją w różne dysfunkcyjne stany.

    Druga taka, że w Polsce lasy są ogólnodostępne co do zasady. Spuścizna PRL-u. Coż wiedziałby o lasach standardowy Polak, jak zawężone doświadczenia miałby, gdyby nie ta dostępność i jak wpływałoby to na jego życie psychiczne?
    Z tym się wiąże inny fakt: masowego budowania przez PRL wszelakich ośrodków wczasowych w lasach i nad jeziorami, także ogólnodostępnymi, oraz pędzenia młodzieży i dzieciaków na niezliczone obozy i kolonie, organizowane wśród takich właśnie i podobnych okoliczości przyrody, a podstawową formą spedzania czasu poza domem było w PRL-u łażenie po lasach w celu grzybobrania, jagodobrania oraz czynności przeciwnych – wożenia śmieci do lasu.
    Nawet mieszkaniec bezleśnych połaci Mazowsza czy Wielkopolski miał wszelkie możliwości doświadczania dobrodziejstw lasu, jezior, rzek i morza.

    Trzecia myśl jest taka, że mając niegdyś bogaty zasób przyrody, mniemaliśmy durnowato, że tak będzie zawsze. W związku z tym cięliśmy i tniemy, zasypujemy, palimy, betonujemy ten zasób i już się okazuje, że sprawa jest coraz gorsza. A życie w betonie najlepiej się sprawdza w filmach gangsterskich, w których delikwenta zalewa się betonem i wrzuca w morze. Następuje wtedy tzw. cisza i spokój.

    Czwarta myśl taka, że to co powyżej, jest skutkiem popędu samozniszczenia, śmierci, co niewątpliwie jest związane z cudnymi religiami, najgłowniej monoteistycznymi i sprzedającymi oszukańcze kawałki o zbawieniu i niebie, podczas gdy niebo jest na tych obrazkach które przedstawiasz i innego nie trzeba.

    Wreszcie, myśl piąta. Otóż za naszego cudnego przodka Jagiełły, Rzeczpospolita tylko w 15 procentach nie była pokryta lasami i puszczami, wliczając w to wody, skaliste połacie i poletka uprawne. Po odjęciu, wyjdzie pewnie, że raptem kilka procent powierzchni państwa było gołe i bose.
    Coś mi się zdaje, że jest to w ogóle nie do wyobrażenia przez tak zwanego normalnego człowieka. Nie kapujemy już, jak silnie innym życiem żyli nasi przodkowie, co znaczy, że niewiele o nich możemy zasadnie powiedzieć, a głównie zmyślamy.
    Zatem i o sobie niewiele możemy przytomnie powiedzieć, poza pitoleniem jak to miło jest gdy szerokie wstęgi szos i zasuwa się po nich gładko oraz higienicznie na sposób mniemany.

  135. Pogrzybałem dziś przelotem w górkowym lesie (buki). Znalazłem tyle co pies nasikał, ale był i mister. Data mi się tylko pomyliła Dziś jest 26, nie 25.

    https://photos.app.goo.gl/yDxYbDQgAHCDu4hQ8

  136. Wstęgą szos, miedzą pól złoconych,
    Krętą ścieżką poprzez las,
    Po ten fiat, po ten fiat czerwony
    Skoro przyszedł na to czas…

  137. Och, ten pombocek 🙄
    Robi apetyt, a u mnie tereny grzybowe pod śniegiem 🙁
    Ale ostatniego prawdziwka znalazłem na torfowisku pod Zieleńcem 3 listopada 2019.

  138. @Qba
    Piszesz o „zwyczajowym” plotkowaniu pań, które to lubią, mają do tego predyspozycje, niezależnie od wieku. Słyszałam młode dziewczyny bezlitośnie analizujące wygląd i zachowanie swoich koleżanek.
    Oczywiście starsze, doświadczone plotkary są jak rentgen.
    Nie można pominąć panów, którzy bynajmniej plotkowaniem nie gardzą. A nawet są w tej „sztuce” niedościgli. Znam takich z autopsji. Żaden jednak nie jest „przy żonie”. Chociaż bo ja wiem?

  139. Jeszcze nazwy tych, których nie byłem pewny:

    Kolczak rudawy – jadalny, wiedziałem, że kolczak, nie wiedziałem który (jest parę gatunków), a tego rudego znalazłem dopiero pierwszy raz.

    Kruchaweczka namakająca (psatyrella piluliformis)

    Gałęziak (nie wiem, który)

    Łuskowiec czarnobrzeżny

  140. Tobermory
    26 listopada o godz. 17:27

    Tobermorku, to jutro skoczę w Twojej intencji specjalnie, bo dziś byłem tylko przelotem. Nowe raczej już nie rosną, ale zimnica pomaga długo przetrwać tym, które już wychynęły na świat. Liczę, że trafię na ucho bzowe i pokażę, może jakaś żagiew, a może, nie daj Boże, sześć prawdziwków-gigantów. Ślina to mi nie leci, ale oczy mało nie wyskoczą, bo nie tyle przepadam za jedzeniem, ile za szukaniem w taki własnie niegrzybowy czas.

  141. Oczywiście że mężczyźni plotkują, ozory mają że ha.

    Ależ miałam okropny dzień, urwanie głowy w pracy, może teraz pora reraksu w końcu :/

  142. @mag
    26 listopada o godz. 16:59

    Proszę, nie bij! Ja niewinny. Ja pisałem przypuszczenie o tych kilku (grono). Niczego nie uogólniałem. W moim otoczeniu było dokładnie tak samo, czyli wszystkie kobiety były czynne zawodowo, choć niektóre zawiodły, ale to już inna sprawa.
    Poza tym, dałem do zrozumienia, że nie tylko nie były gorsze, ale same wypracowały metody prognozowania na podstawie zebranych danych.

  143. @mag
    26 listopada o godz. 17:33

    Masz oczywiście rację z plotkowaniem. Skoro nauczyliśmy się mówić, to trzeba gadać. Zastanawia mnie tylko, dlaczego w języku polskim słowo „gaduła” występuje tylko w rodzaju żeńskim. Pewnie trzeba to zmienić podobnie, jak ukobiecić wiele „męskich” zawodów.

  144. mag
    26 listopada o godz. 16:59

    @Qba
    Jak to jest z tymi starszymi paniami, które były/są „przy mężu”? Czy rzeczywiście jest ich dużo i jaką ustalić granicę wiekową?

    Maguś, z tym jest sprawa prosta. Otóż bycie pań „przy mężu” polega głównie na tym, że pani odwiedza męża, sadzi na nim kwiatki, poopala się i oplotkuje męża z drugą panią, która również przy mężu wygracowała elegancko ścieżkę.
    I panie są zadowolone. Nareszcie.

  145. Nefer
    26 listopada o godz. 17:51

    Otóż to właśnie – pora reraksu.
    Bo jak człowiek próbuje relaksu, to jakieś to nie takie.

  146. Tanaka
    26 listopada o godz. 17:12

    Tanako, z uczuciem czytam takie Twoje refleksje, bo z uczuciem piszesz. W kontakcie z przyrodą byłem od dziecka, ale najmocniej mnie wzięło fest po sześćdziesiątce, zwłaszcza kiedy kupiłem pierwszą komórkę z aparatem i mogłem okoliczności zabierać ze sobą do chaty. Kiedyś miałem „myślę, więc jestem”, potem „wątpię, więc jestem”, teraz mam „czuję, więc jestem” i chyba starczy. Oczywiście, nie byłoby „czuję” bez wcześniejszych „myślę” i „wątpię”, ale rozum zrobił swoje i może iść spać.

    Uzmysłowiłem sobie niedawno, że kiedy rybaczyłem, nie kontemplowałem urody morza, nieba – podobnie chyba rolnik nie podziwia wschodów, zachodów słońca, jak ma dwie krowy, cielęta, sześć świń, dwa konie, czterdzieści kur i dziesięć hektarów plus gołębie, króliki. Dopiero teraz mogę siedzieć na klifie dwie godziny, nic nie myśleć, patrzeć…

  147. Qba
    Wszystko w porzo. Jesteś niewinny, ale… uważaj.

  148. pombocek
    26 listopada o godz. 18:20

    Uzmysłowiłem sobie niedawno, że kiedy rybaczyłem, nie kontemplowałem urody morza, nieba – podobnie chyba rolnik nie podziwia wschodów, zachodów słońca, jak ma dwie krowy, cielęta, sześć świń, dwa konie, czterdzieści kur i dziesięć hektarów plus gołębie, króliki.

    „cipciulki moje.., jeszcze trochę, a będzie je można do garnka włożyć” – rozczuliła się na swoje kurczaczki żona gospodarza Wrońskiego.
    „dajesz im żryć, to rosną. co mają robić” – przytomnie odpowiedział żonie gospodarz Wroński.

    Zdaje się, że jakoś tak chłop się ma do zwierzątek. Jak to mówią: krótko i na temat. Kurcacek jest śliczny, więc siekierą w łeb i jest rosołek.
    I wtedy następuje kontemplacja. Rosołku i dobrobytu.

  149. @Tanaka
    Tanaczku, rozumiem, że to taki ponury żarcik z wdów. Najgorsze są wdowy „Po” znanych ludziach. Wdowa po jakimś poecie, pisarzu, czy innym artyście wciąż grzeje się w blasku jego talentu i sławy, którą najczęściej przecenia. A ta rośnie w jej oczach, rośnie, wiec wdowa „Po” zadręcza odpowiednie osoby w sprawie wystaw, kolejnych wydań oraz innych oznak należnej Mu pamięci.

  150. mag
    26 listopada o godz. 19:34

    Żarcik pół ponury, a pół wesoły.
    Zdarza się bowiem usłyszeć i zobaczyć uroki żoninych wywczasów przy umajonym mężu. razu pewnego dwie zażywne panie bardzo zaangazowaną prowadziły przy mnie dyskusję o niebywałych zaletach spacerków do mężów, gracowania, przycinania kwiatów i poprządkowania paprotek oraz wymianie odpowiednich zniczy, a przede wszystkim – cnotach ruchu na świeżym powietrzu, opalania się, swobodnego relaksu oraz bezstresowej a towarzysko pożytecznej konwersacji – jak można było zrozumieć, dwustronnej – z mężami spoczywającymi na płasko i bardzo ze swoimi wdowami zgodnymi, co im się za życia nieczęsto zdarzało.

    Też mam podobne wrażenia co do wdów po znanych mężach, acz znam też bezpośrednio bardzo budujące przykłady. Dotyczt to jednak pewnie tylko pań bez pretensji i frustracji, a z poczuciem spełnienia i własnej wartości.

  151. Pisz Qba wstępniaki, ruch się w interesie zrobił a już myślałam że nic ino łopatą blog przyklepać

  152. @Nefer
    26 listopada o godz. 21:19

    Napisać mi coś kazałaś. Usiadłem przy stole
    I spojrzałem na papier. Ja pier.olę!
    Tyle miejsca, że choćbym wszystkich liter użył
    I dziwnością tworzonych wyrazów się nie zrażał
    I choćbym każdy wyraz rozciągnął i wydłużył
    I tak papieru nie zapełnię. Chyba, że bym się powtarzał.
    Tu myśl filozoficzna z kartki się wyłania,
    Że być może przyczyną nowych myśli zaniku
    Jest brak możliwości ich artykułowania.
    Stąd pewnie permanentne powtarzanie się polityków.
    Ale powtarzanie ma też swoje niezłe strony:
    Wysłuchawszy raz, a dobrze kobiecej gadaniny
    I zaniechawszy ostatecznie wszelakiej obrony,
    Odważnie przyznaję rację raz na pół godziny.
    Biorąc więc pod uwagę, że w polskim języku
    Słowo gaduła jest żeńskiego rodzaju,
    Nie chcę się nabawić i tego nawyku
    I zostać wygnanym z milczącego raju.
    Kończę więc to pisanie i bukiecik wręczam,
    Wirtualny, lecz wszystko w nim – nawet rdest.
    Życzę zdrowia i byś nie była nigdy jędza
    Bowiem summa summarum est!

  153. @mag
    26 listopada o godz. 19:09

    Kto nie ryzykuje, ten nie siedzi.
    A ja zmęczony jestem staniem,
    A, że nie chadzam to spowiedzi,
    To i nie param się klękaniem.

    Tylko siedzenie mi zostało,
    (By tak dwuznacznie to powiedzieć)
    A, że siedzenia ciągle mało,
    To Twoja postać, a moja posiedzieć.

  154. Qbusiu!
    Tylko, zebys od tego siedzenia hemoroidow nie dostal, parda.
    Cos mi komp swiruje, tez parda.

  155. @mag
    26 listopada o godz. 22:30

    No patrz! Nie wiedziałem, że rzucili hemoroidy,
    Zaraz pójdę zapisać się do kolejkowej listy.
    Wszystkiego się spodziewałem, ale żeby PiSoidy?
    Na ogół tylko włażą na rękę ateisty.

    A te hemoroidy to pewnie z Ameryki,
    Kiedyś jednego jadłem, jak w USA byłem,
    Do ich jedzenia potrzebne są specjalne nożyki.
    Chyba, że z nazwą coś pokręciłem.

  156. @mag brawo i dzieki za czujnosc w kwestii kobiecej.
    @Qba, jesli w twojej rodzinie i twoim srodowisku kobiety „zawsze i wszedzie pracowaly”, to skad ci sie wzial taki obraz kobicisk przy mezu co to plotkuja itd? Nie dociekajac tego stwierdzam, ze ten stereotyp bawi wszystkich polskich panow niezaleznie od opcji politycznej.
    @Tanaka glupim dowcipaskiem o kobietach, ktore zgodnie z prawem natury sa wdowami i biegna do „swojego” na cmentarz nie lagodzisz tylko potwierdzasz gaffe Qby. Widac w wielu sprawach polskie koltunstwo jest jednakowe niezaleznie od opcji politycznej.
    Btw jestem od bardzo wielu lat wdowa, meza mam pochowanego na cmentarzu 20 min. drogi na nogach 10min autem i jestem na cmentarz zaledwie kilka razy w roku. I nie twoja sprawa jest oceniac, czy podgladac ktora wdowa jak czesto chodzi na cmentarz. Ja jako osoba bezposrednio zainteresowana jakos nigdy sie nad tym nie zastanawiam. I nie skrecaj tematu na wdowy, ktore potrafia czerpac wszelakie korzysci z tego swojego stanu cywilnego.

  157. Waskotorowa, parowa ciuchcia, z dumny napis Demokracja na owiewkach, przybrudzony OrzelBialy na czolowej plycie, dotarl zasapany do stacyjki NaszjonalGielografis. Na gorce. Widoki ladne, przyroda, ptasze spiewa, grzyb kangur zbiera. NaszjonalGielografis stacyjka jest wezelek komunikacyjny, na strukturze. Waskotorowka gdzieby (nie)ciuchciala, zawsze przez stacyjke. Pod gorke, caly czas wspimajac, do stacyjki zasapana dojdzie. Demokracji widoki nieograniczony horysont maja, na gorce. (Nie)zatrzymujac po drodze dluzej, na ruch blaszakow i skomplikowane zjawiska co w cialach wdow zachodza, jak one wdowy zachodza. Orla przybrudzonego szmatka przeczysci zawiadowca, zeby napis na owiewkach Demokracji wyszedl swiecacy.

    Ateism katolicki jest bardzo silna wiara 🙄

    Postanowilem zaproponowac nagrode redaktorom Polityka (CC4.0). Nasz Wiesiek Kochany, z niewiadomej mnie przyczyny opuscil LA, zeby zagoscic DE. On, ten Wiesiek, taki text potrafi wyprodukowac, ze MontegoPytona, skromnoscia zawstydzi i wiedza. Ale…

    Oferta moja dla LA, czesc pierwsza Wplyw Deszczow Obfitych (november) na Demokracje, jest dalej aktualna 😀 https://www.youtube.com/watch?v=TBu4A7EOJY4

    przy klawiaturze, przy kaffce, pzdr Seleuk

  158. @zyta2003
    27 listopada o godz. 3:06

    Proszę, więcej dystansu do siebie i do innych. To wszystko dowcipy i przekomarzanki. Osobiście – jeżeli w ogóle – oceniam/kwalifikuję ludzi według ich postępowania oraz tego, co z siebie wydają werbalnie czy pisemnie.
    A co do kobiet „przy mężach”, to znam wiele takich. I rzeczywiście, większość z nich mówi bez przerwy. I nie ma tu znaczenia w jakich sferach społecznych się obracają. Po prostu ten typ tak ma.
    Co nie znaczy, że nie ma tyle samo, takich samych typów męskich. A przynajmniej płci męskiej.
    Przepraszam zatem, jeśli nadepnąłem i proszę bez złości o uśmiech wyrozumiałości. No, zaraz lepiej. Dziękuję.

  159. zyta2003
    27 listopada o godz. 3:06

    „I nie twoja sprawa jest oceniac, czy podgladac ktora wdowa jak czesto chodzi na cmentarz”.

    Dwie kołtunki znane są na blogach z tego, że fatygują się zza mórz niemal wyłącznie po to, by oceniać, wystawiać cenzurki i mieć za złe.

    Niestety, Tanako, nim coś powiesz – na przykład: „Nic, co ludzkie, nie jest mi obce” – musisz przez morza pytać, czy można.

    „Widac w wielu sprawach polskie koltunstwo jest jednakowe niezaleznie od opcji politycznej”.

    Widać kołtuństwo jest zależne wyłącznie od kołtuństwa..

  160. Widziałem kiedyś fajny włoski film.
    Jeden pan, wielki smakosz, miał żonę (tak, przy mężu), która namiętnie oglądała w TV programy kulinarne, naśladowała dokładnie wskazówki telewizyjnego kucharza i serwowała cągle nowe, atrakcyjne dania swojemu ukochanemu mężowi.
    Pan miał kochankę, która też oglądała ten program i serwowała mu te same potrawy.
    Kiedy pan po obfitej kolacji u metresy wracał do domu, czekał go nakryty stół i żona ciekawa, jak mu będzie smakował jej najnowszy kulinarny wyczyn.
    Aby się nie zdradzić, że już jadł i nie sprawić jej przykrości, pan zjadał kolejną porcję i chwalił. Z żadnej z rozpieszczających go dam nie potrafił zrezygnować.
    Nadmiar jedzenia oczywiście nie wychodził mu na zdrowie, ale jakoś dawał sobie radę.
    Któregoś dnia jednak obie ugotowały podwójną porcję pulpetów cielęcych w sosie śmietanowym z parmezanem, bo przecież tak mu zawsze smakuje…
    Opłakujące go dwie damy w czerni przychodziły codziennie na jego grób w różnych godzinach, ale każda karmiła okruszkami kosa przesiadującego na krzyżu. Ptaszek grubł i pęczniał, aż któregoś dnia spadł z krzyża i już się nie podniósł 🙁

  161. @ Qba
    25 listopada o godz. 17:07
    Drogi Qbo wydaje mi się, że przeceniasz ludzkość. Nie piszę, że popełniasz tą samą nieuczciwość intelektualną jaką popełniają neoliberalni ekonomiści zakładając, że ,,ludzie działają racjonalnie więc…”. Najpierw przyznawano Nobla z ekonomii za udowadnianie tej tezy, teraz (po 2008) przyznaje się za wykazanie ludzie nie działają racjonalnie a więc i przewidywalnie ale pod wpływem impulsów. Ludzie nie są ani samorządni ani samodzielni. Jak masz kredyt w banku i zarabiasz tyle, że cie starcza,,od…do” to masz tyle samorządności.
    ,,Dlatego jedynym rozwiązaniem, jakie aktualnie widzę, to udział wszystkich w ustalaniu wspólnych reguł, czyli demokratyczne określenie granic wolności indywidualnej” – bardzo to słuszna uwaga i wręcz, chciało by się rzec, zbawienna ale…Nie wiem jaka jest Twoja sytuacja wiekowo-rodzinna ale ja właśnie przerabiam chodzenie na zebrania szkolne u swojej córki. Cóż za ,,samorządność”, cóż za ,,ustalanie reguł” a dotyczy to ,,konkretnej sytuacji” np. wycieczki szkolnej bądź organizacji jakiegoś wydarzenia. Nagle cisza, nagle ,,nie wiem” po czym gdy już ,,władza” (nauczyciel) ,,narzuci” coś to zaczyna się DEBATA – o drugorzędnych pierdołach: co dzieci mają zjeść w MacDonaldzie (ja niestety, jak zwykle bym rzekł, jestem w mniejszości bo nie chcę by moje dziecko przekraczało progi czegoś takiego) – o tu od razu jest wykwit kreatywności i samorządności…Potem – post factum – częstokroć są pretensje*. Dlatego jakieś wspólne ustalanie reguł – brzmi szlachetnie i racjonalnie ale ludzkość składa się z tak różnorodnych osobników, że jest to utopia. Ruch drogowy, którym się posłużyłeś, jest świetną metaforą: gdziekolwiek nie wejdziesz na artykuł na ten temat i jest tam dyskusja (choć sensowniej byłoby powiedzieć: pyskusja) w komentarzach to przeczytasz: debile nastawiali znaków i bezzasadnych (rzecz jasna) limitów prędkości, piesi i rowerzyści to kompletne (i co ważniejsze: nieznające przepisów) zawalidrogi…Gdyby tym forumowiczom pozwolić ustalać reguły…Dane, rozsądek mówią, że należy ,,uciemiężyć” naszych władców szos ale przecież w ,,dyskusji” (w tym wypadku podstawowym argumentem jest kierowca=wyborca) każdy rząd podtrzymuje ,,racjonalny argument” by jatka na drogach trwała. Ustalanie reguł…Przypominam, że w latach siedemdziesiątych ,,ustalono reguły” w ekonomii: neoliberalizm. Piszę ,,ustalono” bo były ,,nieodparte w swej logice” argumenty. Finalnie:kiedyś przeczytałem, że większość wykładowców polskich uczelni ekonomicznych ma neoliberalne poglądy i swoimi bzdurami zatruwa studentów i debatę publiczną. Niby wszytko się zgadza: ustalono reguły i to bazujące na racjonalnych przesłankach: nie można wydawać więcej niż się ma + oddajmy kasę ludziom bo oni będą najlepiej wiedzieli co z nią zrobić**= TINA. Jasne? A gdzie potrzeby? Częstokroć niezbywalne? ,,Słuszność” tych ,,ustalonych reguł” potwierdzona została w 2008r no i teraz gdy w wyniku narastających nierówności narasta quasi faszystowska, która grozi tym, że wkrótce zaczniemy się tradycyjnie (w sumie wg. ustalonych od wieków reguł) wyrzynać…
    Dlatego uważam, że nie nauczysz tego, nie zaimplementujesz bo jak już podkreśliłem: ludzie mają różne osobowości, temperamenty, ulegają emocjom i popędom. Z jednej strony jest to straszliwie destrukcyjne ale z drugiej strony gna to ludzką menażerię do przodu (choćby ku samozagładzie).
    Ps. też chciałbym by tak było jak Ty piszesz ale nie jest…Najlepszym dowodem moje poglądy na politykę i ekonomię: kompletnie nieracjonalne…
    *tu piękny przyczynek do owej samorządności: kolega podjął się przygotowania tzw. dnia rodziny. Podjął się bo żadna z tych ,,samodzielnych i samorządnych jednostek” obecnych na zebraniu podjąć się tego nie chciała. Cały proces przygotowań był transparentny: od wyboru atrakcji (powszechnie zaaprobowana), cateringu (zaaprobowana przez brak zastrzeżeń) wraz pełnym i szczegółowym kosztorysem (brak zastrzeżeń= aprobata???). Impreza się udała a po niej do kolegi dotarło…dlaczego coś takiego? Za drogo! Za te pieniądze kiepskie żarcie! Litania pretensji a przypominam, że ci sami ludzie byli przez mojego kolegę na każdym etapie włączeni w proces decyzyjny…
    **wiadomo, ci najbogatsi najlepiej wiedzą co z nim zrobić. Ci biedni w głupocie swojej wydają wszystko do reszty miast inwestować…

  162. Tobermory
    27 listopada o godz. 9:31
    😀
    To jest przypowiesc wybitna Tobermory, choc film nie widzialem stwierdzam. Zeby za ptaszka nie narabiac jednak…

    Wizyty miedzy permasenowymi sosami, a bliny na lojrom, komponowac wspolnymi wisytami w prysznic. Poczem podklad sniadaniowy wspolnie. Sniadanie, Tobermory, jest podstawa erotyki. Na caly dzien mozliwosci daje, bo nie tylko kulinarne przyjemnosci i higiena. Rowniez Pan intelekt mozna wydobyc, przy lekturze wspolnej prasowej. Co One Panie, pasjami lubieja 🙂

    pzdr Seleukos (musze leciec niestety)

  163. @Slawczan
    27 listopada o godz. 9:38

    Wyraziłeś dokładnie to, co na samym początku pisząc „to jakiś utopijny groch z kapustą, którego nie ogarniam.
    Jak niby ma to w rzeczywistości funkcjonować?”
    – chciałem powiedzieć, ale nie miałem siły.

    ludzie mają różne osobowości, temperamenty, ulegają emocjom i popędom.
    Tak jest, a Qba widziałby ich chętnie jak maszyny, które można zaprogramować i oczekiwać, że będą racjonalnie reagować na bodźce i oczekiwania. I jeszcze będą kreatywne, pozbawione zawiści, empatyczne, rozsądne, wspaniałomyślne, tolerancyjne, gościnne, pobłażliwe, życzliwe, bezinteresowne, hojne i wyrozumiałe…

  164. @Slawczan
    27 listopada o godz. 9:38

    Dzięki za obfity komentarz.
    Jako wstęp do odpowiedzi: w szkole średniej (technikum, 5 lat) nasza klasa miała dwie wycieczki klasowe. Obie zorganizowałem. Tak byłem wychowany – jeżeli czegoś chcę, to muszę sam to zrobić/zdobyć, uczciwie. Takie wychowanie ma jeszcze dodatkowy efekt – nie chcę wiele, a już na pewno nie chcę tego, czego stale nie wykorzystuję. Czyli nie kupuję, bo nowe czy tanie.
    Każda populacja składa się w większości (warunek stabilizacji czyli przetrwania) z osobników skłonnych do niewychylania się. Pyskować – owszem, podjąć decyzję – nigdy. Ale krytykować decyzję – zawsze.
    To wszystko odnosi się do konkretnych sytuacji, które opisujesz.

    Twierdzę, że w (prawie) każdym z nas tkwi możliwość podjęcia samodzielnej decyzji i ponoszenia odpowiedzialności. Wobec siebie i otoczenia. I jest to kwestia wychowania. Czyli żadnego wbijania do głowy jakichkolwiek teorii ale jak najwięcej samodzielnego opracowywania tematów i dyskusje, a nawet kłótnie. Oczywiście, jeżeli chcemy wychować świadomego, samodzielnego obywatela. Żaden świadomy człowiek nie obawia się dyskusji. Boją się ci, którzy nie mają argumentów oprócz „a bo tak”, „bo tak trzeba”, „jesteś za młody”, itd.

    „Tradycje” chrześcijańskie, judaistyczne, islamskie, itd. wymagają oczywiście wiernych – bezmyślnych, nastawionych wrogo do wszystkiego, co obce. Z takim osobnikami nie da się przeprowadzić zmian inaczej, niż wymuszeniem. A takowe jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek samodzielności.

    Wyjście: mozolna praca u podstaw, czyli każdy powinien wychowywać swoje dzieci na samodzielnie myślących osobników. Oczywiście wolnych od wszelkiej indoktrynacji, szczególnie religijnej. Nawet, jeżeli trzeba uczęszczać do szkół, by zdobyć jakiś dyplom. Czy jest to konieczne? Dla kariery w istniejących strukturach – tak. Ale wielcy tego świata na ogół szkół nie kończyli. Aby było śmieszniej, to większość z nich miała „trudne dzieciństwo” – wychowanie bez rodziców, w trudnych warunkach socjalno-bytowych. I to one nauczyły ich samodzielności.

    Wszystkie gatunki trenują ostro swych potomków, by przygotować ich do brutalnej rzeczywistości. Ludzie wymyślili „szczęśliwe dzieciństwo” i teraz mamy setki milionów młodych, zdrowych, wykształconych i niesamodzielnych. A jednocześnie coraz więcej automatów ich zastępujących.

    Zbudowaliśmy cywilizację, która produkuje dobra w nadmiarze. Niestety, ich podziałem zajmuje sie garstka, która z produkcją nie miała nic wspólnego. Dlatego jest ona pozbawiona wszelkich skrupułów w powiększaniu swego posiadania, bo nie ponosi żadnych kosztów. Mało tego, jest ona poza wszelką jurysdykcją, ponieważ to ona ustala reguły gry i obowiązujące całą resztę prawa. Globalizacja w systemie gospodarki rynkowej, to taki rodzaj światowej monarchii absolutnej. Tej garstce zagraża tylko ona sama. Ale czekać, aż się sami wytłuką nie warto. Ziemia może nie przetrzymać.

  165. @Tobermory
    27 listopada o godz. 10:06

    Przykro mi, ale zrozumiałeś mnie opatrznie (nie opacznie). Próbowałem wyjaśnić powyżej @Qba 27 listopada o godz. 10:18.

  166. Najpierw się serdecznie uśmiałam

    a zaraz potem mnie zmierziło

    :/

  167. @Nefer
    27 listopada o godz. 10:29

    Ty nie być taka zmierziona. Ja Ciebie przepraszam.

    M. Załucki napisał kiedyś:
    „Satyra, jak wiecie, nie na tym polega,
    Żeby naśmiewać się z towarzyszy.”

  168. Qba
    27 listopada o godz. 10:44

    To nie było do Ciebie w żadnym wypadku, przeprosiny odsyłam jako niebyłe 😉

  169. @Qba
    27 listopada o godz. 10:18

    Wyjście: mozolna praca u podstaw, czyli każdy powinien wychowywać swoje dzieci na samodzielnie myślących osobników. Oczywiście wolnych od wszelkiej indoktrynacji, szczególnie religijnej

    Każdy? Chyba nie.
    Ilu masz znajomych wolnych od „wszelkiej indoktrynacji, szczególnie religijnej”?

  170. @Nefer
    27 listopada o godz. 10:29

    Jeżeli to na temat „mojego” filmu, to była to włoska satyra z wczesnych lat 70.

  171. @Qba

    Zdefiniujesz różnicę między „opatrznie” i „opacznie”?
    Bo mi się kojarzy komentator z innego blogu namiętnie używający terminu „wietrzny” (tak, w cudzysłowie) w znaczeniu „wieczny” bez cudzysłowu.
    I chyba za każdym razem się zaśmiewa, jaki to on ma wyrafinowany dowcip.

  172. @Tobermory
    27 listopada o godz. 11:19

    Napisałem „każdy powinien”. Ale do wolności i samodzielności nie można zmuszać. Jeżeli cała nacja walczy z niewolą radziecką, a gdy okupant się wycofuje, nacja natychmiast znajduje dobrowolnie innego okupanta, to widocznie niewolnictwo ma głęboko wpojone i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Aby się z tego kręgu wyrwać, potrzebne są stabilne warunki przez kilka pokoleń. Albo katastrofa, która zmusi do samodzielności.
    Napisałem „wychować na wolnych od …” czyli wychowawca może/powinien mieć swoje przekonania ale nie wolno mu ich narzucać, jako jedynych. Dorastający musi mieć możliwość wyboru.

    Dygresja:
    Każdy mężczyzna musi mieć prawo wyboru. I dlatego powiedziałam mu: albo mecz, albo ja.

  173. Tobermory
    27 listopada o godz. 11:22

    Owszem, zabawnie zabrzmiało, dlatego się uśmiałam.
    Jeszcze trochę i zamiast prozą to monosylabami będę się posługiwać :/

  174. @Tobermory
    27 listopada o godz. 11:29

    „Opacznie” to odwrotnie niż przyjęte czy obowiązujące.
    „Opatrznie” to od opatrzności, czyli jakiejś prawdy nadrzędnej, niepodważalnej.

  175. @Nefer
    27 listopada o godz. 10:49

    Przepraszam, że biorę wszystko do siebie. Już nie będę. To był przedostatni raz.

  176. Nie bardzo nadążam. Qba stawia na indywidualizm, na wychowanie, na kształtowanie osobistej odpowiedzialności, a z drugiej strony oczekuje wspólnoty, która funkcjonuje dzięki ustalaniu dobrych praw dla tej wspólnoty przez tych indywidalistycznych obywateli.

    Qba narzeka na stan teraźniejszy, w którym mała grupka ustala prawa dotyczące podziału wyprodukowanych dóbr (jakie to są prawa – rynkowe, czy lex?) i przechodzi gładko do innego tematu – globalizacji, którą nazywa rodzajem dyktatury.

    Szeroki wachlarz tematów i mało co z tego wynika.
    Pzdr, TJ

  177. @tejot
    27 listopada o godz. 11:44

    Szeroki wachlarz tematów i mało co z tego wynika

    Ale blog się ożywił, przynajmniej na chwilę.

  178. U mnie po gęstej mgle i porannej ulewie wyszło słoneczko na błękitnym niebie i duch mój się też ożywił, ale chyba tylko na 2 godziny. Idą kolejne deszcze 🙁

  179. @tejot
    27 listopada o godz. 11:44

    Jeszcze raz: Człowiek wychowany na samodzielnego zwraca – z konieczności – baczną uwagę na otoczenie, bo musi sam je uwzględniać w swej samodzielności. Zatem zbiór samodzielnych osobników będzie uwzględniać wzajemne relacje indywidualnie, a nie przez jakichś przywódców czy przedstawicieli. Wypracowane wspólne prawa będą z konieczności minimalistyczne, ale z dużym prawdopodobieństwem przestrzegane, bo własne i zrozumiałe. Również kary za nieprzestrzeganie będą bardziej zrozumiałe.

    Narzekam, bo dzisiaj prawa (lex) również ustala rynek. A ponieważ podział dóbr jest jaki jest, to i mamy co mamy. A w sprawiedliwość rynku to już chyba nawet wierzący nie wierzą.

    A że z tego narzekania nic nie wynika? Od czegoś trzeba zacząć.

  180. Od czegoś trzeba zacząć

    Najlepiej od kursu samoobrony albo zaopatrzenia w broń – jak w USA.
    zbiór samodzielnych osobników będzie uwzględniać wzajemne relacje indywidualnie, a potem jednak wybierze sobie herszta, który zarządzi co i jak, 😎 a szaman odprawi czary.
    Tak zaczynały wspólnoty pierwotne, aż doszło do tego, co mamy dzisiaj.

  181. Był taki filmy Monty Pythona o wikingach.
    Przypomina mi się scena demokratycznej dyskusji na temat rozmieszczenia poszczególnych wioślarzy 🙄

  182. @Tobermory
    27 listopada o godz. 12:01

    Idą kolejne deszcze
    Kopsnij do mnie! Już 3 miesiące ani kropli.

  183. @Ewa-Joanna
    27 listopada o godz. 12:44

    Chętnie się podzielę, chociaż u mnie też się nie przelewa. Przynajmniej w mojej okolicy. Lato było bardzo gorące, jesień słoneczna i sucha, gdyby nie trochę deszczu w końcu października i wczesny listopadowy śnieg, który już prawie zniknął z powodu halnego…
    Na południu, w kantonie Ticino na wysokości 1500 mnpm leży od tygodnia 220 cm, a w wyższych partiach nawet 3 metry śniegu. U mnie na 2000 m zaledwie 50 cm.
    Mieszkam na 600 mnpm. W ogrodach kwitną jeszcze róże.

  184. @Tobermory
    27 listopada o godz. 13:17
    U mnie paskudnie. Ma być ta pora deszczowa i owszem czasem padają ale nie tu. Sucho jak diabli, łatwopalne się wszystko zrobiło. To i się pali. Az strach się bać co będzie jak się odmieni znienacka i cyklony nas nawiedzą.

  185. Ewa-Joanna
    27 listopada o godz. 12:44

    Idą kolejne deszcze
    Kopsnij do mnie! Już 3 miesiące ani kropli.

    *
    „Głupia sprawa. W naszym bloku wyłączyli wodę.”
    „Już trzy dzielnice odcięte są od wody”
    „Koledzy, mam pomysł: napiszemy do gazety, już oni ich załatwią!”
    „To nic nie da, droga pani Jolu. Tą sprawą powinien zająć się As!”
    On jest cudowny! Gdybym miała jego zdjęcie, nosiłabym je zawsze przy sobie!”

  186. U mnie teraz leje jak z cebra

  187. Nefer
    27 listopada o godz. 14:13

    As zajął się sprawą.

  188. Qba
    27 listopada o godz. 12:10
    @tejot
    27 listopada o godz. 11:44

    Jeszcze raz: Człowiek wychowany na samodzielnego zwraca – z konieczności – baczną uwagę na otoczenie, bo musi sam je uwzględniać w swej samodzielności. Zatem zbiór samodzielnych osobników będzie uwzględniać wzajemne relacje indywidualnie, a nie przez jakichś przywódców czy przedstawicieli.

    Mój komentarz
    Nie bardzo rozumiem
    Pzdr, TJ

  189. Wreszcie trafiła kosa na kamień.
    Apel studentów łódzkiej filmówki. „Spotkanie z panem Polańskim byłoby lekceważące”.
    Podpisani pod petycją studenci, pracownicy i absolwenci filmówki tłumaczą, że są przeciwni spotkaniu z Romanem Polańskim ze względu na ciążące na nim oskarżenia o przemoc seksualną.
    „Pan Roman Polański jest oskarżany o przynajmniej pięć tego rodzaju zachowań. Najmłodsza z domniemanych ofiar miała dziesięć lat. Nie do nas należy osądzanie, czy te oskarżenia są prawdziwe, czy nie. Jednocześnie uważamy, że powaga tych oskarżeń oraz ich liczba sprawiają, że spotkanie z panem Polańskim na terenie Szkoły byłoby lekceważące wobec wszystkich osób, które doświadczyły przemocowych zachowań seksualnych. Takie osoby są również wśród nas, są częścią społeczności naszej Szkoły” – czytamy w apelu.

  190. @tejot
    27 listopada o godz. 14:51

    Po prostu nie życzę sobie, by ktoś (mi absolutnie nie znany) za mnie decydował. Zwłaszcza współczesne wynaturzone demokracje są absurdalne, a wybory farsą – mam wybrać kogoś z drugiego końca kraju, kogo zupełnie nie znam i kto i tak w mojej okolicy się nie pojawi. Czyli precz z systemem partyjnym. Rządzi/zarządza najlepszy fachowiec, a nie jakiś pieprzony prezes jakiejś mafijnej partii.

  191. @woytek
    27 listopada o godz. 15:03

    A kto/co jest w tym wypadku kosą, a kto/co kamieniem?

  192. Qba
    27 listopada o godz. 16:02
    @tejot
    27 listopada o godz. 14:51

    Po prostu nie życzę sobie, by ktoś (mi absolutnie nie znany) za mnie decydował. Zwłaszcza współczesne wynaturzone demokracje są absurdalne, a wybory farsą – mam wybrać kogoś z drugiego końca kraju, kogo zupełnie nie znam i kto i tak w mojej okolicy się nie pojawi. Czyli precz z systemem partyjnym. Rządzi/zarządza najlepszy fachowiec, a nie jakiś pieprzony prezes jakiejś mafijnej partii.

    Mój komentarz
    Jak ten najlepszy fachowiec będzie kooptowany do rządzenia? Poprzez opinię Najwyższej Rady? Kto będzie wybierał Najwyższą Radę?
    Kto będzie oceniał jego fachowość? Jeżeli będzie on z drugiego końca kraju, to co? I od czego to ma być fachowiec? Od rządzenia?”
    Pzdr, TJ

  193. @tejot
    27 listopada o godz. 16:31

    A jak znajdziesz najlepszego szewca albo krawca nie znając się zupełnie na robieniu butów czy szyciu ubrań? Ustalasz Twoje własne kryterium i szukasz.
    Jeżeli chcesz poprowadzić drogę, to pytasz wszystkich, których ona dotyczy. Państwo nie potrzebuje przywódcy, a zarządcy, który działa według ustalonych wspólnie kryteriów.

  194. Qba (godz. 12:10) do @tejot „Narzeka, bo dzisiaj prawa (lex) również ustala rynek.”

    Nie narzekam. Mam abonament mobiltel 49Skr/miesiac. Nieograniczona ilosc smsow, rozmow/miesiac, 0 surfowania. W miescie Skövde, parkuje przy el slupie ladowania. CHAdeMO, za cene jeden sms ~60Skr. Tresc smsa: „start XXX gniazdo2”. 4X/miesiac smsuje. Na czas lunczyku, przed zajecia wtorkowe. Ten sms odpowiada ok 120km na bensyne. Naprawde nie narzekam, na prawa rynku. Czy musze byc sorry, narzekac?

    Do @tejot, o godz. 14:51 „Po prostu nie życzę sobie, by ktoś (mi absolutnie nie znany) za mnie decydował… …jakiś pieprzony prezes jakiejś mafijnej partii.”

    To jasne, tez bym nikomu nie zyczyl, ni sobie. Wprzod trzeba podejsc i powiedziec „poznajmy siebie”. Cos jak w szkole na potancowce. Usmiechnac, ale nie jak Adrian. To jest process ciagly socialnie. Process narzekac u wujka na imieninach jest nieciagly. Wujkowie i mafiosi, maja tendencje zejsciowe, czasem nagle. Generalnie. Sytuacja szczegolna socialnie zachodzi jak wujek jest mafioso. Ja nie znam zadnego mafioso, to moge tylko zainteresowac mnie socialnie i podejsc. Pytania przygotowane, publika slucha.

    pzdr Seleuk

  195. A jak znajdziesz najlepszego szewca albo krawca nie znając się zupełnie na robieniu butów czy szyciu ubrań? Ustalasz Twoje własne kryterium i szukasz.

    Najlepsi krawcy są na Savile Row w Londynie.
    3-4 tys. funtów za garnitur.
    W Bangkoku (taniej) – Rajawongse Clothier

  196. @Qba
    27 listopada o godz. 10:18

    „Zbudowaliśmy cywilizację, która produkuje dobra w nadmiarze. Niestety, ich podziałem zajmuje sie garstka, która z produkcją nie miała nic wspólnego. Dlatego jest ona pozbawiona wszelkich skrupułów w powiększaniu swego posiadania, bo nie ponosi żadnych kosztów. Mało tego, jest ona poza wszelką jurysdykcją, ponieważ to ona ustala reguły gry i obowiązujące całą resztę prawa. Globalizacja w systemie gospodarki rynkowej, to taki rodzaj światowej monarchii absolutnej. Tej garstce zagraża tylko ona sama. Ale czekać, aż się sami wytłuką nie warto. Ziemia może nie przetrzymać.”
    ……………………………
    Świetne podsumowanie cywilizacji kapitalistycznej, że tak ją nazwę. Zresztą tak było zawsze, od zarania dziejów. Z kart ST dowiadujemy się o ogromnym bogactwie króla Salomona, który pozwolił sobie nawet na napisanie „mądrości” zw. od jego imienia, podobno.
    A mnie interesuje ten fragment: „Ale czekać, aż się sami wytłuką nie warto.”
    No to, co warto? Trzeba im jakoś „pomóc”?

  197. Qba
    27 listopada o godz. 16:42
    @tejot
    27 listopada o godz. 16:31

    A jak znajdziesz najlepszego szewca albo krawca nie znając się zupełnie na robieniu butów czy szyciu ubrań? Ustalasz Twoje własne kryterium i szukasz.
    Jeżeli chcesz poprowadzić drogę, to pytasz wszystkich, których ona dotyczy. Państwo nie potrzebuje przywódcy, a zarządcy, który działa według ustalonych wspólnie kryteriów.

    Mój komentarz
    Kto te kryteria będzie ustalał i gdzie one będą zapisane?
    Co z konstytucją? Ma być, może być?

    Czy ordynacja wyborcza za ma być (wyłanianie kandydatów do rządzenia), czy każdy będzie głosował na swojego indywidualnego kandydata wg swojego indywidualnego sposobu?

    Czy trójpodział władzy będzie niepotrzebny? A jeśli będzie potrzebny, to gdzie będzie zapisany, kto ma ustalać reguły rządzenia?
    Pzdr, TJ

  198. Tobermory
    27 listopada o godz. 19:34
    Tak Tobermory. Tylko NAJLEPSZE rzeczy, jakotako mozna zaakceptowac. Oscar Jacobsson w Stockholm jest tez dobry. Wchodzisz, tkanine wybierasz, mierzony jestes z dokladnoscia, stojaco, siedzaco, pochylajaco. Po tygodniu przychodzisz na przymiarke, ponarzekac. Po tygodniu z powrotem, nie ma co narzekac. Placisz (cena jest stala ok roku 2000 byla 1800US$). Mam smoking bialy (letni) i wielbladzia marynarke dwurzedowa. Oskar Jacobson, tylko klasyczne rzeczy robi. Zadne extrawagancje. Te tygodniowe przerwy sa potrzebne bo process jest w Estonii 🙂

    To jak juz wszystko Tobie pasuje, wybierasz dodatki. Te sa z polki, gotowe. Ale placisz osobno. Tylko najlepsze rzeczy, sa jakotako dobre Tobermory. O szwcach nie wiem. „wedrowali szewcy przez zielony las, nie mieli pieniedzy ale mieli czas, wedrowali, wedrowali, i spiewali i spiewali, wedrowali szewcy przez zielony las, wedro…”

    pzdr Seleuk

  199. Rozczarowalem mnie do lez Tobermory. Zainspirowany, spojrzalem na firme na webb. Katastrofa, to nie jest ta firma co napisalem wyzej. Dobrze, nie czuje potrzeby miec co najlepsze teraz. Bo adress nie znam gdziebym znalazl.

    Swiat do upadku idzie Tobermory

    pzdr Seleuk

  200. @tejot
    27 listopada o godz. 20:00

    Przecież napisałem, że to Twoje własne kryteria. Masz być samodzielny. Jeżeli nie jesteś, to wszystko jedno kto Tobą rządzi. I taknie ma sz na nic wpływu.
    Podstawowe prawa/zasady powinny być umieszczone wszędzie – w każdej chwili do wglądu. Czy one zwać się będą konstytucja czy przykazania, to chyba nieważne.
    W wyborach lokalnych głosujesz na jedną/ego ztych, którzy kandydują. Wybrani tworzą gremium np. powiatowe, które wybiera przedstawicieli do województwa, a stamtąd do – nazwijmy to centrum zarządzania. I tylko ci wybrani mogą zarządzać. Wszystko jawne i w każdej chwili do sprawdzenia.
    Trójpodział władzy, jak sama nazwa wskazuje, potrzebny jest wtedy, gdy ktoś sprawuje władzę. To są efekty łagodnego przejścia od monarchii czy innej dyktatury do namiastki demokracji. Jeżeli nie będzie władzy, a zarząd, to i dzielić na trzy nie będzie co.
    Rozumiem, że trudno jest wymyśleć cokolwiek, bo natychmiast potykamy się o stan aktualny i stąd: niemożliwe, nie uda się, mrzonki, itd.
    Ale to tak, jak w lotto: żeby ewentualnie wygrać, trzeba wypełnić kupon. Warunek konieczny.
    Jestem optymistą, bo wielkie projekty w Internecie przekonują mnie, że gdy obywatele mogą coś dużego współkształtować, to czynią to chętnie i (na ogół) bardzo dobrze. Ale musimy usunąć z naszego życia wiarę w autorytety. Zwłaszcza moralne. I próbować. Zwłaszcza niemożliwego.

  201. Qba napisał:

    „Trójpodział władzy, jak sama nazwa wskazuje, potrzebny jest wtedy, gdy ktoś sprawuje władzę. To są efekty łagodnego przejścia od monarchii czy innej dyktatury do namiastki demokracji. Jeżeli nie będzie władzy, a zarząd, to i dzielić na trzy nie będzie co.”

    Mój komentarz
    Rozumiem, że trójpodział władzy nie bęzie potrzebny, bo władzy nie będzie, tylko zarządzanie.
    Zgłupiałem. Zarządzanie, to wykonywanie władzy.
    Pzdr, TJ

  202. @Qba

    Ciekaw jestem, jak samodzielnie wyszukujesz najlepszego krawca, szewca, dentystę?
    Metodą prób i błędów?
    Czy kierujesz się cudzymi opiniami?
    Jeśli tak, to komu ufasz najbardziej i dlaczego?

  203. @Qba 16:03
    Ten co kosił panienki jest kosą.
    Czy Agnieszka Holland publicznie wyrazi swoją opinię na temat listu studentów?

  204. @woytek
    27 listopada o godz. 21:36
    Może skieruj to pytanie do Agnieszki Holland a nie do Qby.

  205. @seleuk|os|

    Nie załamuj się. Zawsze jeszcze masz Londyn w odwodzie.
    Albo wypróbujesz innych krawców z Top 10 w Sztokholmie.
    Wiesz, jaki dramat przeżywałem, kiedy przestała istnieć firma produkująca buty Camel? 🙄
    Właściwie ciągle jeszcze się nie pozbierałem, choć to już parę lat 🙁
    Marka została sprzedana, model moich butów (półbuty ze skóry juchtowej, na podeszwie z naturalnego kauczuku) przepadł na wieki, normalnie – katastrofa.

  206. @tejot
    27 listopada o godz. 21:35

    No to mamy różne poglądy na temat władzy i zarządzania.
    Według mnie, zarządzanie to realizacja określonych zadań według ustalonych procedur. Ustalonych, czyli stałych.
    Władza natomiast, to możliwość zmiany prawa, procedur, itd.

    @Tobermory
    27 listopada o godz. 21:36

    Oczywiście, że korzystam z doświadczenia innych klientów, pacjentów, itd. Ale, niestety często, zadowolony nie jestem. Czyli doświadczenie własne jest najistotniejsze. I co najważniejsze: absolutnie nie wierzę reklamom. Czego wszystkim życzę.

  207. @woytek
    27 listopada o godz. 21:36

    Dałbym mu najpierw szansę obrony.
    Być może się mylę, ale wtedy obowiązywała inna moralność, a na pewno w branżach związanych ze sztuką. Zresztą i dzisiaj tak jest.
    Typowa podwójna moralność: w czasach wzmożenia religijnego wielkie wzięcie mają burdele.

  208. @

    Zapytała malarza,
    Dlaczego się w ruchach powtarza.
    A on, jak prawdziwy artysta,
    Natychmiast ja wykorzystał.
    Stąd można wyciągnąć naukę,
    Iż ciało przyciąga sztukę.
    Albo inne nauki,
    Że ciało lgnie do sztuki.

  209. Tobermory
    27 listopada o godz. 21:36

    U dentysty ma się najwyżej 32 błędy.

  210. @Szary Kot
    27 listopada o godz. 22:11

    Jeśli to dentysta angielski, to nie wolno mówić, by wyrwał ten 🙄

  211. @

    Zapytały reżysera,
    Czy sam aktorki rozbiera.
    A on na to: Drogie panie,
    Owszem, ale nigdy na planie.

  212. Qba
    27 listopada o godz. 21:56
    @tejot
    27 listopada o godz. 21:35

    No to mamy różne poglądy na temat władzy i zarządzania.
    Według mnie, zarządzanie to realizacja określonych zadań według ustalonych procedur. Ustalonych, czyli stałych.
    Władza natomiast, to możliwość zmiany prawa, procedur, it

    Mój komentarz
    Kto te procedury ma ustalać? Gdzie mają być zapisane. Czy będzie istniał obowiązek przestrzegania tych procedur. Jeżeli tak, to taki zbiór procedur, to jest prawo. Kto będzie ustalał prawo? Kto będzie kontrolował jego przestrzeganie? Pod jakimi warunkami?
    Pzdr, TJ

  213. @Qba
    27 listopada o godz. 21:56

    Za najbardziej zawodne/rozczarowujące uważam opinie na temat jedzenia w restauracjach i innych obiektach żywienia zbiorowego.

  214. @tejot
    27 listopada o godz. 22:19

    Ja już dałem sobie spokój.
    Nasze pojęcia na temat legislatywy/egzekutywy/judikatywy różnią się tak diametralnie od Qbowych, że niemożliwe jest znalezienie jakiejkolwiek platformy porozumienia.
    Nie jesteśmy kompatybilni 🙁

  215. @Tobermory
    27 listopada o godz. 22:22

    Zgadzam się z Twoją opinią. Jest to zrozumiałe, bowiem smaki są najróżniejsze. Mam to szczęście, że jedzenie nie jest dla mnie istotne. Pewnie dlatego, że zmysł smaku mam kiepski.
    Aliści. Kiedyś byliśmy grupką w Zamościu i zostaliśmy skierowani przez znawcę do baru Asia. Nazwa pochodziła nie od Azji, lecz od polskiej Asi. A bar był prawie żywcem przeniesiony z PRL, zarówno wystrojem, jaki i organizacją. I zjedliśmy tam wspaniałe, świeże i bardzo tanie jedzenie. Polecam.

  216. @tejot
    27 listopada o godz. 22:19

    Już kilka razy o tym pisałem. Poddaję się.
    Ale jak już zorganizuję swój kraj, to Cię zaproszę, bo będziesz gwarantem niezmienności.

  217. @Qba
    27 listopada o godz. 22:31

    Bary „mleczne” na ogół nie zawodzą oczekiwań, ale kiedy czytam zachwyty np. na temat jakiejś pizzerii (w Polsce) i widzę do tego zdjęcia potraw, to ufam tylko opiniom negatywnym.

  218. @Tobermory
    27 listopada o godz. 22:22

    Jeżeli lubisz włoską kuchnię, to mam propozycję. We włoskiej knajpie zapytaj kelnera, czy kucharz jest Włochem. Jeśli tak, to nie patrząc w kartę (bo tej potrawy i tak tam nie ma) zamów szpinak w liściach zapiekany z serem. Ja zamawiam bez czosnku. Sprawdziłem w wielu knajpach. Funkcjonuje. Zakładam, że to ich jakieś pośledniejsze danie domowe i do karty się nie nadaje. A jest pyszne.

  219. Doniesiono mi dziś o pierwszym polskim pojeździe autonomicznym.
    Policja zatrzymała pijanego woźnicę, który przyznał, że jest pijany i zasnął, ale mógł sobie na to pozwolić, bo kobyła zna drogę i do domu trafi bez problemu 😎
    Mój wuj przed laty zwykł tak był wracać z młyna do domu (12 km). Konie nigdy go nie zawiodły 😎 A i milicja nie złapała.

  220. @Qba
    27 listopada o godz. 22:39

    Szpinak lubię głównie z czosnkiem.
    Spinaci alla fiorentina to klasyk kuchni włoskiej (florenckiej). Na ogół z jajkiem sadzonym w gnieździe ze szpinaku, zapieczonym pod kołderką z beszamelu z parmezanem.
    Trudno zepsuć. Jeśli kocharz jest Włochem.
    Polski kucharz zaraz „ubogaci” alla polacca 🙁

  221. Tobermory
    27 listopada o godz. 22:27

    Mój komentarz
    Dyskusja siadła, osiadła na mieliźnie.
    Pzdr, TJ

  222. @tejot
    27 listopada o godz. 22:56

    Było do przewidzenia 🙁

  223. A deszcz poszedł bokiem.
    Może do Australii?

  224. Tobermory
    27 listopada o godz. 23:31

    Tu jak nie Pada, to Siąpi albo Mży, a przynajmniej Obłazi Wilgocią. Żeby nam się @Kostka nie rozpuściła 😉 bo u niej chyba jeszcze gorzej. Uśrednić klimat z @E-J by się zdało. Moje poletka nieobsiane, zostaną na wiośniany siew, chyba że w grudniu przyjdzie jaki wyżyk, obsuszy i pozwoli wskoczyć ciągnikiem.

  225. @Tobermory
    27 listopada o godz. 23:31
    Guzik. Słoneczko. Ale dam mu 2 dni na dojście, potem się przyczepię. Do ciebie oczywiście za nieskuteczność 🙂
    @Szary Kot
    27 listopada o godz. 23:52
    Popieram. Mogę oddać nieco gradusów i suszy w zamian za chociaż jeden dzień drobnego deszczu.

    PeeS – Nie znoszę szpinaku! 🙂

  226. Słyszy poranny kaffki kubek:
    „Zocha ja to cie nawet lubię”
    tako rzecze Marian do Zochy
    po czym strzela straszne fochy

  227. Team No Szpinak

  228. Nefer
    28 listopada o godz. 8:03

    Team No Szpinak

    „Co do szpinaku jestem ateistka
    i bardzo się obrażam
    gdy mi go kto wciska”

  229. @Team No Spinak

    Pewnie nie jedliście nigdy dobrze przyrządzonego.
    Albo dręczono was nim w dzieciństwie?
    Jako dziecko miałem swoją listę rzeczy niejadalnych: konina, szpinak, tran, karp, ruskie pierogi i smażone płocie.
    Z autopsji znałem tylko smak tranu i płotek.
    Karpia zaliczałem do niejadalnych zwierząt domowych jak pies i kot, bo zdążyłem się zaprzyjaźnić, gdy pływał w wannie. Nie jadam dotąd. Koniny też nie.
    Bo rycerz nie zjada swojego przyjaciela – mawiał mój dziadek.
    Ruskich nie lubiła i nie robiła moja mama, więc musiały być niedobre. Spróbowałem dopiero na studiach i pokochałem.

  230. Tobermory
    28 listopada o godz. 8:52

    Dręczyć nie dręczono, raz w przedszkolu i wystarczyło. Potem spróbowałam w pracy i nic się nie zmieniło.

    Koniny nie tykam z tych samych powodów, karpia nie cierpię i nigdy nie kupuję/nie jem. Zawsze wydziwiam co wszyscy z tym PRLowskim karpiem na święta, może być jakakolwiek ryba, for Christ’s sake

  231. @

    Nie zaznał życia, kto nie jadał wciąż szpinaku,
    I kto nie cierpiał przy jego braku,
    Bo po szpinaku nikt już w nocy się nie moczy,
    I nawet prezes mu nie podskoczy.
    Zatem do dzieła bierzcie się panowie, panie,
    Niech na talerzu nic nie zostanie,
    Bo gdy dokoła cały świat już wariuje,
    To tylko szpinak nas uratuje.

  232. Jemy z ukochaną w zasadzie prawie wszystko co jadalne, bez wybrzydzania.

    Konina jest OK;
    wielbłąd b.smaczny;
    krokodyl nienajgorszy, ale nie przepadamy;
    rekin – jak najbardziej;
    kangur – mniam!;
    w Chinach zjedliśmy w wyniku pomyłki językowej psa, w smaku niezły, ale nieprzyjemny posmak po, wymagający wódki, powtórki nie będzie!;
    dzik i jeleń – normalka;
    wymiękliśmy przed smażonymi karaluchami w Tajlandii, żałujemy;
    kozie flaczki w pomidorach w Portugalii pyszne, ale żona zjadła nić, którą były powiązane w ruloniki;
    tamże koźlę Chanfana duszone w glinianym garnku – PYCHA!;
    baranie flaczki (sirabi) i głowy w Iranie, bardzo dobre;
    jarzyny, strączkowe i owoce – wszystkie, w każdej ilości, z wyj. durianów, które ja uwielbiam a żona nienawidzi.

    Nie tknę kotów, z przyczyn emocjonalnych i porów, bo się strułem czymś z porami jako dziecię.
    W podsumowaniu – człowiek nie wie z czego tyje, a pożywienie należy traktować DEMOKRATYCZNIE.
    Co do szpinaku, niech nam przykład da Popeye!

  233. O tak, Popeye naszym bohaterem jest!
    Porów nie lubię tylko surowych. Po zjedzeniu jakiejś wielowarstwowej sałatki w Polsce, którą się wszyscy zachwycali, a mnie się tymi porami odbijało przez wiele godzin 🙁 Z cebulą nie mam tych problemów.
    Poza tym jadam też chyba wszystkie warzywa i owoce, aktualnie jest sezon na kaki. U Afgańczyka w sklepie odkryłem wspaniałe, bardzo soczyste nashi. Drogie trochę 🙁

  234. @Tobermory
    28 listopada o godz. 10:17
    A co to są te kaki bo mam problemy z nomenklaturą 🙂

  235. @Herstoryk
    28 listopada o godz. 10:00
    Też jadam różne. Ale dlaczego szpinak? Paskudny jest i już. Pokrzywę jadłam i była lepsza.

  236. Szczaw i szpinak zostawiam kozom. Żadne czosnki i inne ulepszacze im nie pomogą. Nie cierpię. Ewentualnie jako koźlęcinę – to tak. Koninę przyswajam. Zostało mi z kartkowych czasów, kiedy w miejscowym sklepie GS (kto pamięta ich czar?) kiełbasa z koniny była jedyną niereglamentowaną. Robiłem za zaopatrzeniowca dla rodziny i znajomych. Po wysuszeniu nic lepszego onczas nie było. Miejscowi nie kupowali. Krótko trwało. Po roku zrezygnowałem z pracy w szkole i przestałem jeździć na wieś.

    Ryby – wszystkie dostępne. Karp też. A śledzie to już w każdej postaci. Zupa z porów równie dobra jak cebulowa.

  237. Pokrzywa najlepsza jest na zupę. Ze szczawiem.

    Diospyros kaki to inaczej Japanese (Chinese) persimmon czyli persymona albo Sharon fruit, bo uprawiana jest w Izraelu. Ma kilka odmian.
    Może w Australii niezbyt popularne?
    Nazwa „kaki” jest japońska, po polsku może się brzydko kojarzyć, ale owoc jest wspaniały.
    W Europie rośnie w Hiszpanii, Włoszech, lubi klimat śródziemnomorski. Mój przyjaciel w okolicach Locarno też ma takie drzewo. W tym roku owocowało bardzo obficie.

  238. Sharon to od izraelskiej równiny o tej nazwie, nie od polityka.

  239. Teraz jem takie
    Inną odmianę je się (łyżeczką) dopiero, kiedy w środku jest płynna, inaczej jest w smaku cierpka i ściągająca, w jamie ustnej robi się coś w rodzaju zamszu 🙄

  240. @Tobermory
    28 listopada o godz. 11:54
    Tak podejrzewałam. Persimon u nas. Bardzo popularny wśród Azjatów. My bardzo lubimy, posadziliśmy 3 drzewka na jednym nawet mamy 2 owoce. Nie wiem jak Australijczycy bo czasem bywają na bakier z owocami i warzywami. My to jak gang owocowo-warzywny kupujemy na kilogramy nie na sztuki.
    Teraz zaczyna się sezon na mango, pojawiły się czereśnie mniam. 🙂

  241. Jak demokratycznie, to demokratycznie.
    „Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem.” Hipokrates
    Jaja wszystkich gatunków ptaków są jadalne dla człowieka. Dlatego też najczęstszymi w naszej szer. geogr. są jaja kur. Najlepsze są jaja zielononóżki kuropatwianej, oczywiście rodzaj chowu ma znaczenie, najlepsze z wolnego wybiegu w indywidualnych gospodarstwach rolnych czy też tzw. ekologicznych. Wszędzie tam, gdzie kury mają wolny dostęp do całego gospodarskiego areału i same sobie dobierają to, co zjedzą. Ja takie kury i jaja pamiętam z lat bardzo ubiegłych. Dzisiaj też takie warunki się zdarzają, ale już coraz rzadziej, a szkoda. Nie ma lepszego pożywienia dla człowieka niż takie jaja, ponieważ zawierają w sobie kondensat wszystkich odżywczych skladników ułożonych przez naturę w proporcjach biologicznie dla nas ludzi najlepszych. Oprócz witaminy C, a tę dostarczamy z innych znanych produktów ją zawierających, więc nie ma potrzeby wypisywać jakich.
    Moim codziennym daniem żywienia optymalnego są jaja kurze w ilości 6szt. w postaci jajecznicy a zasadniczo „żółtkownicy” lub gotowane na miękko albo sadzone również na miękko. Jajecznica (żółtkownica) to jedno całe jajo i 5 żółtek, do tego 50g smalcu lub masła 82%, do tego do 100g boczku wędzonego lub takiego podgardla albo też słoniny wędzonej. Cebula krojona (wit. C) ,sól i pieprz do smaku. Często zdarza się też, że na obiad jem jaja pod inną postacią więc dzienna dawka się zwiększa do 10-12. I tak już od 21 lat z okładem. Dziwna rzecz, masło mógłbym jeść z kostki, tak jak ciasto, łyżeczką. Lubię samk masła, ale tego prawdziwego. Czasami są takie warunki, że nie mogę spełnić tego swojego, nazwijmy to programu żywienia, lecz to zupełnie nie szkodzi, zawsze są jakieś inne, również optymalne produkty żywnościowe, wysokotłuszczowa śmietana, takoweż sery białe lub żółte i produkty mięsne jak karkówka, golonka, żeberka, flaki, wątroba wieprzowa lub wołowa smażona w ogóle podroby wieprzowe lub kurze, wszelkie orzechy i ziarna roślin oleistych jak słonecznik, dynia (cynk), kokos, ryby tłuste. Węglowodanów w odpowiedniej proporcji dostarczają ziemniaki, wszelkie warzywa i owoce jagodowe, czasami żytni chleb bez chemii. To tak w wielkim skrócie, reszta w książkach Twórcy żywienia optymalnego.
    No to było demokratycznie.
    Jeszcze raz Hipokrates
    „Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą własnością i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby.”
    Sam sobie jak na razie jestem lekarzem (nie korzystam z usług medycyny) bo „instrukcja obsługi organizmu ludzkiego” jest zawarta w dziele Doktora Jana Kwaśniewskiego, WIEDZY DLA LUDZI NAJWAŻNIEJSZEJ.
    No bo cóż ważniejszego nad ZDROWIE?
    Pozdrawiam wszystkich co mają „oczy i uszy”.

    Tako rzecze Optymatyk

  242. Ciąg dalszy z powodu sklerozy.
    Takie ‚dzikie’ persimony to miałam w poprzednim domu, rzeczywiście nie dały się zjeść wcześniej a później już nie było co – possumy były pierwsze ale im nie żałowałam. Teraz mam black sapote też trzeba czekać aż się zrobi ciapate. Ale nie bardzo mi smakuje, zostawiam latającym lisom.
    Najsmaczniejszy owoc jaki jadłam to monstera ale bardzo trudno się je z powodu tych czarnych ostrych dodatków.
    Jest jeszcze rollinia https://en.wikipedia.org/wiki/Rollinia_deliciosa
    też bardzo smaczna.

  243. @Tobermory 12:01

    Nie przepadam. Skarmiam żoną. Jej odpowiadają. Chociaż gdyby dało się je marynować to kto wie.

  244. @paradox57
    28 listopada o godz. 12:27

    A próbowałeś skropione koniakiem lub rumem albo zamarynowane w porto?

  245. Wszelkie owoce smakują najlepiej tam, gdzie rosną, bo mają szansę dojrzeć przed zbiorem.
    Od kiedy spróbowałem ananasów w Afryce, ociągam się bardzo przed kupowaniem ich tutaj. Nie wiedziałem, że mogą tak wspaniale smakować.

  246. @Tobermory
    Do tej pory porto, rum, koniak i inne takie spożywałem osobno. Może dlatego. Mieszanie zachodziło już poza kubkami smakowymi.

  247. @Tobermory
    28 listopada o godz. 12:35
    Taa, te ciąganie owoców po całym świecie zmusza do zbierania niedojrzałych, bo lepiej się przechowują i przewożą.
    Ananasy sobie posadziłam, zobaczę co mi wyrośnie.

  248. Parsimony owszem, jak najbardziej. Już tu kiedyś wspomniałem, moje najulubieńsze owoce to salaki/snakeskins. Ananasy prosto od krowy jadało się w Indonezji, a w Tajlandii czerwone banany o smaku cynamonowym.
    Najlepszą w życiu rybkę wchłonęliśmy na wyspie Lombok, świeżo złowionego na wędkę na rafach 3kg tuńczyka, ugrilowanego bez fidrygałów na węglach, był tak pyszny że we dwoje zeżarliśmy go całego do ostatniej okruszyny…..ech…. wspomnienia, łza się kręci….

    PS. W temacie szpinaku – wyśmienite są (przynajmniej dla nas) naleśniki nadziane szpinakiem wymieszanym z serem fetta, przyprawione drobniutko posiekanym czosnkiem i zapieczone na chrupko. Mniam!

  249. To po polsku też pitaja.
    Owoce rosnące na kaktusach to szczególny rarytas.
    Na Sycylii jadłem owoce opuncji figowej. Bardzo smaczne, ale obierać trzeba w rękawicach. Jest na nich mnóstwo cieniutkich kolców, które wbijają się szczególnie w skórę między palcami, jak wata szklana.
    Można je też tylko przekroić i wybierać miąższ łyżeczką.

  250. @Optymatyk
    28 listopada o godz. 12:13

    Interesująca dieta. Skoro zjadasz codziennie 5 żółtek, to zostaje 5 białek. Codziennie. Teraz już wiem, z czego bijesz pianę.

  251. @Qba 28 listopada o godz. 19:40
    wow! 🙂

  252. @Qba
    28 listopada o godz. 19:40
    „Teraz już wiem, z czego bijesz pianę.”
    ………………..
    Nie zdanżam, za szybko leci do zlewu.

  253. Panowie @@Tobermory, Tejot, jak rowniez Szanowni Kucharze ktorych nickow wymienial nie bede. Poniewaz, poznym powrotem, zajrzalem na blog DE, nie moglem nie zajrzec na LA. Stad…

    Jak pierdyknal samolot smolenski, ja w Gr mieszkalem. Jakos wyszlo, razem wiadomosci byly, w Islandii jeden wulkan wybuchl, pare razy mial aktywnosc. Puszczal pumex, pyly, kamienie, co tam jeszce wulkany puszczaja. Na Europe i okolice. Ja myslalem, typ pilot w leb dostal kamieniem wulkanicznym, lub pyly zakradly w silnik. To spadl. Ale szybko mnie przeszlo. Zainteresowalem idiotysmem, na odleglosc oczywiscie, blisko bez kaftanik bezp ani rusz.

    Potem Ty Tejot, latami LA tlumaczyles detalicznie, dlaczego samolot pierdyknal. Roznym ludziom. Bez skutku. Im bardziej tlumaczyles, tym bardziej pewnosci nabieralem ja. Cos na ksztalt Puchatek i Prosiaczek. Dzis, pewny jestem, pilot w leb dostal pumex (alboco). Do tego Tejot, Twoje proby tlumaczenia doprowadzily mnie 😀

    Proby wytlumaczenia co jest Demokracja, Panowie Tejot, Tobermory, i InnI Szanowni Kucharze, rozmowa, przypomina mnie historie pierdykniecia smolenskiego z Puchatkiem historia zagladania do Dziury. Dokladnie kombinacja islandzka. A Prosiaczka i tak nie ma, jak demokracji. Dziura jest, a plaszcza Prosiaczka tez nie ma. I co mnie Pan zrobisz?

    wieczorowo pzdr Seleuk ( i dobranoc Ananasy)

  254. Tylko ten orzełek nieszczęśliwy 🙁

  255. To jest ptak na skalę naszych możliwości 😎

  256. Na deser i dobranoc kabaret w komentarzach pod artykułem o Banasiu na GW

  257. Fakt, jest co poczytać 🙂

  258. Nefer
    28 listopada o godz. 23:15

    Are you lonesome tonight

    Hahahahahahah!
    Hahahahahhhhh!

  259. Szanowni!

    Co to się z nami wyrabia? Gdzie my, kurna, żyjemy? Przy okazji Dnia Onego, Neferka proponuje nam pomyśleć o czymś poważniejszym niż codzienne byle co.
    Zapraszam, w imieniu autorki, co czytania nowego wstępniaka i dyskusji.