Demokracja

Wybory w dzisiejszej postaci są zaprzeczeniem demokracji, ponieważ umożliwiają grupie wymuszenie zmian dotyczących wszystkich.

Posłużę się moim ulubionym przykładem komunikacji jako zmiany miejsca w przestrzeni. Dotyczy wszystkich. Ponieważ zawiera możliwość bezpośredniego zagrożenia, tak indywidualnego, jak masowego, społeczeństwa zgodziły się na ustalenie wspólnych reguł i do ich bezwzględnego przestrzegania z nieuniknioną surową karą w przypadku przeciwnym. Zarówno reguły, jak i kary obowiązują nawet międzynarodowo.

Celowo pomijam lokalne różnice i niekonsekwencje w ściganiu wykroczeń, bo chodzi mi o zasadę. Reguły są tu dosyć liberalne, bowiem określają sposoby poruszania się jednakowe dla wszystkich, dopuszczając wyjątki tylko w sytuacjach awaryjnych dla służb ratowniczych. I znowu pomijam lokalne uprzywilejowanie pojazdów nieuprzywilejowanych, np. tzw. polityków.

W obszarze komunikacji masowej mamy przewoźników indywidulnych (taksówki), zbiorowych (koleje, autobusy, linie lotnicze i morskie) oraz wszystkich innych, którzy poruszają się samodzielnie i niezależnie. Pomimo ogromnego zagęszczenia ludności na ziemi, ciągle jeszcze możemy poruszać się swobodnie, bacząc jedynie na obowiązujące lokalnie przepisy oraz na innych uczestników ruchu. I to niezależnie od sposobu poruszania się, bo przepisy obowiązują tak pieszych, jak i rowerzystów czy automobilistów. Do tego, by powyższy system komunikacji funkcjonował w miarę sprawnie jest konieczna i wystarczająca jedynie sporadyczna kontrola zachowania uczestników.

A teraz wyobraźmy sobie, że traktujemy system komunikacji „demokratycznie” i co np. cztery lata urządzamy wybory gremium zarządzania ruchem. I to gremium (potocznie zwane rządem) jest władne zmieniać przepisy ruchu dla całego kraju i produkuje rocznie kilka tysięcy nowych reguł. A ponieważ w gremium tym nie ma żadnego specjalisty, a czasu na konsultacje „jajogłowych” nie ma, bo przecież kadencja niedługo się kończy, wprowadzane zmiany są często wzajemnie sprzeczne, uwzględniają interesy tylko lokalnych grupek społecznych i wprowadzają totalny chaos, skutkujący zwiększeniem liczby ofiar, drastycznym wydłużeniem czasu przejazdu i ogromną zwyżką kosztów przewozu tak ludzi, jak i towarów.

Czy więc wybory w ich dzisiejszym kształcie są zaprzeczeniem demokracji? Twierdzę, że tak. Jaki system społeczny jest dzisiaj możliwy i sensowny? Możliwy jest każdy, natomiast sensowny musiałby zawierać minimalną, konieczną ilość demokracji i maksymalną możliwą ilość wolności. Praktycznie chodzi o demokratyczne określenie granic wolności indywidualnej, podobnie jak to jest w przypadku ruchu drogowego.

W obecnym kształcie demokracja mało różni się od monarchii czy dyktatury. Wygrywająca partia tworzy rząd, którego uprawnienia wykraczają daleko poza zarządzanie stanem ustalonym, a możliwości karania za przekroczenie uprawnień praktycznie nie istnieją. Aby było śmieszniej, to rząd ustala, co może, czyli jest sędzią we własnej sprawie. Oczywiście żaden kolejny rząd (nawet najbardziej opozycyjny do poprzedniego) nie poprawia stanu prawnego, a jedynie dokonuje wymiany „elit” i dalej pogarsza demokrację według własnych potrzeb. Historia pokazała wielokrotnie, iż każdy rząd, nawet najlepszy i najuczciwszy, z czasem wyrodnieje. Wzrasta poziom niekompetencji, kwitnie korupcja, bezkarność i idiotyczne przywileje. Można łatwo sprawdzić, iż prawa dotyczące uprzywilejowania aktualnie rządzących uchwalane są bardzo szybko, natomiast regulacje ogólne (np. związane z postępem technologicznym czy z aktualnym zagrożeniem powodziowym) ciągną się latami. I oczywiście każdy następny rząd jest znacznie większy, niż poprzedni. Jedną z podstawowych przyczyn takiego stanu rzeczy jest zatajanie przed społeczeństwem działania rządu, co nadaje mu charakter posiadacza w stosunku do państwa i obywateli. Nic dziwnego, że z zarządcy zmienia się w realną władzę.

Właściwym rozwiązaniem byłby zarząd z okrojonymi kompetencjami, przeciętnymi apanażami i świadomością nieuniknionych konsekwencji popełnionych świadomie wykroczeń, a nawet nieświadomych błędów. Natomiast wykonywane obecnie przez rząd zadania legislacyjne powinny być realizowane na bieżąco przez bardzo szerokie gremia fachowe przy pełnej transparentności na każdym etapie realizacji – od pomysłu po ostateczny projekt ustawy. Jest to praktycznie możliwe dzięki aktualnej technice upowszechniania, czyli m.in. poprzez Internet. Daje to gwarancję uniwersalności prawa, jego przejrzystości, dostępności i minimalności. I – co bardzo ważne w gospodarce rynkowej – stabilności systemu. Każdy wiedziałby z wieloletnim wyprzedzeniem, co może się zmienić. Przy tak małej liczbie zmian prawa nie będzie problemem wprowadzać je poprzez referenda, a ich koszt będzie wielokrotnie mniejszy od utrzymywania rozbudowanego rządu, obu izb parlamentu i prezydenta z własnym rządem. Do tego dojdzie drastyczne zmniejszenie możliwości korupcji.

Oczekiwany sprzeciw przeciwko takiemu systemowi spowodowany będzie głównie obawą przed daleko idącą wolnością. Znacznie wygodniej i bezpieczniej jest bowiem scedować na kogoś wybór i ograniczyć się do krytykowania. Wiemy bowiem doskonale, że wolność, to przede wszystkim odpowiedzialność za własne decyzje.

Pewne namiastki powyższego systemu istnieją: Szwajcaria z jej referendami oraz USA z daleko idącą indywidualną wolnością, wyrażającą się – niestety – m.in. brakiem państwa opiekuńczego. Znamienne jest przy tym, że w obu przypadkach obywatele są szczególnie dumni z przynależności państwowej.

Powiecie, że to utopia, że nie da się zrealizować? A wiara w Boga i życie pozagrobowe nie jest utopią? A funkcjonuje od ponad 2000 lat.

Qba