Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

5.11.2019
wtorek

Solenizant

5 listopada 2019, wtorek,

Ta historia jest prawdziwa. Nie z powodu braku wyobraźni ale dlatego, że rzeczywistość jest o wiele bardziej ciekawa i twórcza niż nasze możliwości fantazjowania, które i tak mają swoje źródło w doświadczeniu. Wspomnienie które opisuję, pochodzi z okresu kiedy opiekowałam się wnukiem, czyli sprzed kilku lat.

Chodziliśmy z Bobem na spacery. To była jedna z tych dzielnic gdzie nikt rozsądny nie chodzi ulicami żeby nie być posądzonym o włóczęgostwo, ani też będąc gościnnie u znajomych nie wychodzi przed dom np. na papierosa z obawy przed spotkaniem z zastępcą szeryfa, którego właśnie wezwali sąsiedzi skarżąc się na brak poczucia bezpieczeństwa. Byłam obca i wprowadzałam obce zwyczaje chodząc codziennie wzdłuż jezdni (tutejsi nie zawracają sobie głowy budową chodników skoro samochodem można wjechać wprost do domu), przy czym spełnialiśmy we dwójkę warunek użytkowania drogi jako właściciele czerwonego plastikowego autka z kierownicą. Bob jechał a ja pchałam.

Tego dnia spotkaliśmy chłopca przy otwartych drzwiach garażu, w środku trwały przygotowania do uroczystości i tu trzeba wiedzieć że garaże są zazwyczaj miejscem uniwersalnym i właściwym dla życia towarzyskiego; tak naprawdę nie ma funkcji której garaż amerykański by nie spełnił. Sam chłopiec, jak się okazało solenizant, był  reklamą  wszystkich liczących się firm  ubierających nastolatków.

– Dzisiaj sa moje urodziny – zawołał.
– Happy birthday!- odpowiedziałam i podszepnęłam dziecku: powiedz  „happy birthday”.
Ale mały Bob milczał. On który wdawał się w rozmowy z nieznajomymi niezrażony tym, że większość nie rozumiała jego słowiańskiego języka, ten sam który chwalił popisy gimnazjalistów na deskorolkach  słowami: „dobra robota, chłopaki”, teraz stał i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w małe wyścigowe auto  stojące na parkingu. Miało wszystko – chromowane elementy, deskę rozdzielczą, otwierane drzwi a nawet pasy bezpieczeństwa. Prawdopodobnie był to prezent urodzinowy a jego właściciel postanowił  pokazać nam wszystkie zalety pojazdu, w tym przede wszystkim swoje umiejętności. Był to popis najlepszego kierowcy rajdowego w kategorii  „dziesięciolatkowie z Riverside St.”. Całkiem możliwe że udział brał tylko jeden zawodnik i to ten którego spotkaliśmy. Od czasu do czasu patrzył na nas żeby sprawdzić efekt i trzeba przyznać że zrobił  piorunujące wrażenie.

Chwilę później zaczęli przychodzić goście, a dla nas również był czas powrotu do domu. Przez całą drogę Bob był przygnębiony, odmówił jazdy swoim samochodem, rozchmurzył się dopiero na widok mamy która właśnie wróciła z pracy. Opowiedziałam jej o chłopcu z sąsiedztwa który cały czas starał się nam zaimponować i wtedy ona przypomniała sobie że  mieszkają tam dwie matki z dziećmi i te matki są lesbijkami.

Pomyślałam wtedy, że nauczanie trzeba by zacząć od rodziców, bo to oni przekazują dzieciom własne strachy i uprzedzenia, a wystarczyłoby zrozumienie. Zaś w przypadku ludzi wierzących więcej wiary w nieomylność stwórcy – i wtedy ten chłopiec nie musiałby zamartwiać się o swój wizerunek, dbać o to każdego dnia, ponieważ byłby taki sam jak wszyscy jego koledzy: z dwójką rodziców, z samotną matką czy tatą, z dwiema matkami, czy inaczej –  mógł być synem dwóch ojców i taki stan byłby akceptowalny i oczywisty.

żabka konająca

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 321

Dodaj komentarz »
  1. Dla mnie wydaje się zupełnie naturalnym fakt, że dzieciak cieszy się z prezentu i jest dumny z autka, które pewnie sobie wymarzył i w żaden sposób nie łączyła bym tego z lesbijstwem matek.
    I tu wchodzimy w inny temat – uprzedzeń w stosunku do innych ludzi wtedy kiedy etykietka jest ważniejsza od człowieka, kiedy słowo lesbijka mówi samo za siebie choć przede wszystkim za tego, kto je wypowiada.
    I obojętnie czy chodzi o lesbijstwo matek, czy o takie teksty jak: Przyklaskiwanie zabijaniu zwierząt strzałem między oczy aż mózg się rozpryśnie (dobrze żeby dzieci widziały i uczyły się), nie obroni tego charakteru. Pozostała spolegliwość – zawsze to jakaś zaleta.
    Toksycznie pozdrawiam E-J.
    i kilka innych w których jakimiś aluzjami obrabiasz mi tyłek licząc na niewiedzę czytających, dokładnie tak samo jak oceniasz innych uczestników bloga zarzucając im czy to brak wiedzy czy to brak moralności.
    Chyba mama cię źle wychowała.

    P.S. Na temat likwidowania populacji dzikich kotów w Australii pisałam nie raz i nie będę się powtarzać, tylko poprawię błędna informację – nie strzelamy im między oczy, trujemy łagodnie i humanitarnie i odchodzą bez bólu.

  2. Trochę się boję cokolwiek powiedzieć, więc tylko gratuluję żabce debiutu.
    A historia jest ciekawa.

  3. @Ewa-Joanna, ty się nie tłumacz!
    Ciesz się, że ci się nie dostało za ciężki los Aborygenów!
    No.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Na marginesie
    5 listopada o godz. 0:35
    Tfu!Tfu! na Krawacika urok!
    Nie wspominaj…

  6. Ewa-Joanna 5 listopada o godz. 0:38
    W dodatku znęcasz się wirtualnie nad bezbudnym i bezprizornym Krawacikiem. Jakieś uroki na niego, no-ż fi donc! Bez serca jestes 🙂

  7. @Na marginesie
    5 listopada o godz. 0:44
    I pewnie bez ducha. 🙂

  8. Nigdy nie byłem w USA. Nie znam tamtejszego społeczeństwa z praktyki, a tylko i wyłącznie z literatury oraz opowieści znajomych, którzy wybyli za wielką wodę, a także dwóch Amerykanów, dla których Ameryka wydaje się być już przeszłością i swą przyszłość związali z polskimi żonami i wychowywanymi w obecnych polskich warunkach dziećmi.
    W latach siedemdziesiątych w ramach studiów zajmowałem się rozmaitymi procesami społecznymi, przebiegających w USA. Ówczesne opracowania naukowe wskazywały na ogromne zróżnicowanie społeczeństwa amerykańskiego w zależności od miejsca zamieszkania, pochodzenia etnicznego i statusu zawodowego. Jednak nie było tam mowy o preferencjach seksualnych i możliwościach życiowych osób odbiegających od heteroseksualnego wzorca. Owszem te środowiska istniały ale nie miały jeszcze takich możliwości uzewnętrzniania swych preferencji jak obecnie.
    Natomiast amerykańskim patentem na życie jest idea życiowego powodzenia, realizowana przez wszystkie grupy wiekowe. I w przywołanym przez „żabkę” tekście, ten motyw wyraźnie wychodzi na czoło. Sukces młodego solenizanta jest pierwotny w stosunku do sytuacji rodzinnej. I jak widać nie wszystkim przeszkadza fakt, iż pochodzi z rodziny odmiennej seksualnie. Ba, nie wszyscy nawet mają pojęcie o dwóch matko-ojcach wychowujących swe dzieci.
    W Polsce jeszcze nie doszliśmy do tego etapu.

  9. Namargineska miała rację, że nie wytrzymam i zabiorę głos. Z powodów chyba nie muszę się tłumaczyć. Właściwie potwierdzę tylko swoimi słowami to, co powiedziała Ewa-Joanna.

    Ten debiut to kolejny koncert posługiwania się rzeczywistością jako pretekstem do objawiania własnych urojeń i obsesji autorki (Kiedyś z mojej wzmianki, że w przeszłości piłem alkohol, wyciągnęła wniosek, że jestem wyleczonym alkoholikiem). W jej tekście jest wyraz tego, co POMYŚLAŁA, trudno znaleźć czytelny związek onego pomyślenia z tym, co zobaczyła, i czy u swojego wnuka zobaczyła to samo, co u solenizanta, i że w obu wypadkach „nauczanie trzeba by zacząć od rodziców”. Pod pretekstem demonstrowania zewnętrznego obrazka, tak ustawiła aparat, że pokazała swoje selfie. I potwierdziła, że nigdy nie zrozumie, czemu ktoś nie widzi jej wnikliwości, moralnej czystości i szlachetności, skoro to obiektywna rzeczywistość.

  10. Zabka konajaca
    Ja przeczytalem Twoja szczegolowa historie inaczej (ostatni acapit). Blizej Ewa-Joanna czy Zak. Otwarte zycie pary etykietkowanej, w otoczeniu uprzedzonym, wymaga zawsze pewien rodzaj odwagi. Ta odwaga, wymaga rowniez stabilnosci, bezpieczenstwa ekonomicznego i emocionalnego. Przed wszystkim. Moze na lepszym poziomie jak otoczenie, lekko zazdrosne. Moze, dziesiecioletni chlopcy nie muszca nic rekompensowa chwaleniem. Raczej zadowolenie pokazuja, z wlasnej pozycji w domu. Taka interpretacja moja. Nigdy w USA nie bylem. Znam tylko z opowiadan corki.

    Kiedys na LA wspomnialem Astrid Lindgren. Ona ma do dzis, moze najwiekszy wplyw na wychowanie dzieci skandynawskich. Nie nauczyciele, nie szkoly, nie politycy, nawet moze nie rodzice (choc tez wychowani na jej ksiazkach). Samodzielnosc osadow, odwaga chodzenia „pod prad”. Mlodosc, spedzila w podobnych do dzisiejsze, pojecie moralnosc czy wychowanie polskie warunkach. I zmienila, w duzy stopien ona, bo nie podobaly jej te pojecia obowiazujace wtedy.

    pzdr Seleukos 🙂 niekonwencionalnie zyjacy chlopiec

  11. tak, @Tanaka przywołał mnie do porządku.
    @zak1953, dobrze zauważyłeś to zróżnicowanie, pierwsza rzecz która wywołała mój sprzeciw kiedy tu przyjechałam. Lepsze i gorsze dzielnice, szkoły w których prowadzi się statystykę z podziałem na kolor skóry i segregacja na podstawie zgromadzonego bogactwa. W ślad za tym lekceważenie albo podziw; tu bardzo wymowne było zwycięstwo obecnego Prezydenta który do tej pory nie ujawnił źródeł swoich dochodów. Wyborcy podziwiali i zapewne dalej to robią, jego zmysł do interesów, nie wnikając w uczciwość działania.
    Jedno jest pewne, pęd do zmiany statusu społecznego na wyższy wciąż jest żywy, w ślad za tym idą lepsze szkoły, uczelnie, bardziej popłatne zawody. Przypuszczam że w Polsce dzieje się teraz podobnie.

  12. skąd temat: niedawno koleżanka z sąsiedniego blogu zapytała o sens organizowania marszów równości które budzą tyle kontrowersji i złych emocji. Obiecałam że odpowiem, tymczasem okazało się że proste wyjaśnienie jest najtrudniejsze.
    Wygląda na to że nie dość dobrze opisałam zachowanie dziecka, nie chciałam użyć słowa „popisywał się”, więc może inaczej – bardzo chciał zwrócić na siebie uwagę. Nawet takich mało ważnych osób jak babcia z trzyletnim wnukiem. Jak na tę dzielnicę klasy średniej ten chłopiec materialnie posiadał więcej niż inni, można powiedzieć miał wszystko oprócz najważniejszego – swojego miejsca w społeczeństwie.
    To nie jest tak oczywiste jak opisał kolega powyżej; skoro moja rodzina po pewnym czasie zamieszkiwania w tej okolicy dowiedziała się o związku dwóch kobiet
    od kogoś z sąsiedztwa znaczy że uprzedzenia społeczne ciągle mają miejsce.

  13. Pombocku, pozwol, ze tak z doskoku.
    Najbardziej lubie w Tobie ‚niekonsekwencje’
    ie. czlowieczenstwo. Czasem denerwujace i dlatego ciekawe.
    Czy mozna kochac doskonale piekno, monolit moralny, ‚mienie’ zawsze racji?Ja niedoskonaly nie potrafie. Zanudzilbym sie na smierc taka doskonaloscia.
    Ty i zabka z innego materialu ulepieni.
    Moze jednak jest szansa na jakies porozumienie mimo, ze dotykacie sobie nawzajem zywego otwartego nerwu.
    Dialektyka przeciwienstw nie musi zaraz prowadzic do wojny.

  14. @Ewa-Joanna, naprawde nie zmuszaj mnie do sięgania do archiwum, ja doskonale pamiętam swój komentarz w którym nazwałam twoją zgodę na strzelanie do kotów schludnym wypracowaniem. Poniżej cała historia unicestwiania, okazuje się że chodzi o miliony istnień. Przeczytaj uważnie, także taki fragment: „wszyscy się chyba zgodzimy, że cierpienie zwierząt, które dzisiaj odpowiadają za ludzką głupotę, jest nie na miejscu..” Mowa jest również o polityce, cytuję: „Niektórzy twierdzą nawet, że polityka anty-kocia w Australii od początku była elementem podtrzymywania u władzy prawicowej Liberalnej Partii Australii i częścią jej anty-uchodźczej polityki „.
    https://ecoreactor.org/zdziczale-koty-w-australii/
    Ja bardzo żałuję że bierzesz udział w blogowych intrygach, miałam cię za zupełnie inną osobę.

  15. Ja tu najpierw nie tak całkiem nie na temat, bo też o USA, Ziemi Ludzi Wolnych, Imperium Dobra, Świetle na Wzgórzu, itp.

    Otóż właśnie sprawiedliwość, zasłużenie oczywiście-niewątpliwie 😉 , dosięgła Max Blumenthal’a, https://strajk.eu/cenzorski-terror-demokratycznego-zachodu-frapujacy-przypadek-maxa-blumenthala/.

    Liczba jego grzechów i wybryków długa jest i oburzająca!
    Jest on:

    – chorobliwym self-hater’em (hejterem swego dziedzictwa)!

    – zajadłym i zjadliwym ANTYSEMITĄ ! (wydał paszkwil „Goliath: Life and Loathing in Greater Israel” (którego @na margineska nie chce czytać, bo jeszcze by jej podkopało Efekt Potwierdzenia)!!

    – paszkwilantem co gniazdo kala, szerzącym oszczerstwa poddające w wątpliwość szlachetne pobudki i metody humanitarnych zagranicznych misji swego kraju!!!

    – wrogiem Demokracji Dla Wenezueli i chuliganem!!!!

    A fe!!!

    Śląc (na wszelki wypadek) perskie oczka 😉 😉
    Pozostaję, etc……

    PS. Co się tyczy solenizanta, to dziecka, zwłaszcza w czasach najnowszych, zazdroszczą jawnie i otwarcie oraz uparcie mękolą, w odróżnieniu od bardziej w tym dyskretnych dorosłych. Kręcą na tym mękoleniu lody: z jednego końca przemysł zabawkarski i ajfonowy, z drugiego wywóz śmieci.
    Wydaje mi się mgliście, że za mego dzieciństwa było jakoś bardziej komunistycznie dzieliśmy biedę i często zabawki, jakie tam one były. Ale to były ciemne dni pod dyktaturą paskudnej komuny! Jeszcze jedno 😉

  16. @żabka konająca
    5 listopada o godz. 5:26
    Guzik mnie obchodzi za kogo mnie miałaś, czy za kogo masz.
    Kręcisz.
    Nie jeden raz pisałam o szkodach jakie koty wyrządzają rdzennej australijskiej faunie i nigdy nie ukrywałam, że mając do wyboru śmierć kota a śmierć bilby czy jakiegokolwiek innego australijskiego zwierzaka czy ptaka wybiorę kota.
    Nieodpowiedzialność właścicieli to inna sprawa, od dawna postuluję wprowadzenie opłat za posiadanie kota tak jak płaci się za posiadanie psa.

  17. @zabka konjaca
    Ciekawie się czyta. Naprawdę czuje się i widzi te Amerykę interioru; garaż polivalent, brak chodnikow dla pieszych.
    Natomiast konkluzja
    Pomyślałam wtedy, że nauczanie trzeba by zacząć od rodziców, bo to oni przekazują dzieciom własne strachy i uprzedzenia, a wystarczyłoby zrozumienie. Zaś w przypadku ludzi wierzących więcej wiary w nieomylność stwórcy – i wtedy ten chłopiec nie musiałby zamartwiać się o swój wizerunek, dbać o to każdego dnia, ponieważ byłby taki sam jak wszyscy jego koledzy: z dwójką rodziców, z samotną matką czy tatą, z dwiema matkami, czy inaczej – mógł być synem dwóch ojców i taki stan byłby akceptowalny i oczywisty.
    Konkluzja jest od sasa do lasa. Chłopczyk popisuje się nowym gadżetem, drugi mu zazdrości. Rzecz ludzka. A ty Zabciu od razu z grubej rury o uprzedzeniach, własnym strachu i że wystarczyloby zrozumienie i aby wierzący więcej mieli wiary do nieomylności stwórcy.No i kto ma zacząc to nauczanie rodziców, bo to żadne odkrycie, że strachliwi rodzice przekazują strachy swoim dzieciom,a nie strachliwi nie przekazują.
    Tą konkluzją, Żabciu, popsułaś trochę wrażenie, jakie mialem czytając twoje perypetie a la Ulisses wędrowania z Bobem poboczem amerykańskiej drogi.

  18. Moja córka , która mieszka w Kanadzie, została zaproszona na ślub. Kiedy poinformowała swojego 5-letniego syna, że bedzie nieobecna przez wiele godzin, bo będzię na ślubie, chłopczyk zapytał; A kto się będzie żenił ? Czy to pani z panem, pani z panią czy pan z panem ?
    W Kanadzie takie dziwactwa są czymś zwyczajnym i już małe dzieci nie widzą w tym czegos nienaturalnego. Tak samo jak w patchworkowych rodzinach z odzysku.

  19. żabka konająca
    5 listopada o godz. 4:23
    Polskie społeczeństwo także mocno różnicuje się w ostatnich latach. Tak trochę w amerykańskim stylu. Tyle, że to różnicowanie ma źródło w pieniądzach, jakie zarabiają różne grupy zawodowo-polityczne. Polska jest jednak nadal prawie monolitem etnicznym. USA, to absolutny kogel mogel ludzki, gdzie prawie spokojnie kultywuje się swoje tradycje religijne, etniczne, kulinarne i inne. Stąd, większa gotowość tolerowania odmienności innych, obok licznie funkcjonujących związków o charakterze ksenofobicznym, jakie uaktywniły się także w Polsce. Ot, amerykanizujemy się coraz bardziej, nadal jednak utrzymując post-carski sznyt tego procesu, dominującego przez całą XX-to wieczną niepodległość Polski.

  20. Herstoryk
    5 listopada o godz. 6:08
    Kilka dni temu oglądałem ciekawy film o grupie Amerykanów, którzy zdemaskowali nadużycia FBI. Był to poczatek lat 60-tych. Agenci FBI infiltrowali środowiska akademickie, śledzili studentow, zbierali „haki” na nieprawomyslnych wykładowców akademickich, stosowali prowokacje, podglądali swerę prywatną, szukali seksualnych „odmieńców” pośród manifestujących przeciwko wojnie w Wietnamie, aby ich szantażować.
    Ta grupa(9 osób) postanowiła się włamać do któregoś z biur FBI i wykraść papiery z archiwum. Odpadały wielkie miasta jak Filadelfia czy NY, gdyż były to bastiony Hoovera pilnie strzeżone ,zaopatrzone w alarmy i kamery.
    Ale wypatrzyli w małym miasteczku o nazwie Media, filię FBI, , która znajdowała się w skromnym budynku, a biuro FBI było chronione zwyklymi zamkami yale. Jeden z chłopaków przyuczył się ślusarki, otwierania drucikami takich zamków. Tymczasem odpowiednio ucharakteryzowana dziewczyna zgłosił się do owej filli, prosząc o rozmowę z agentem na temat „Zakresu kompetencji kobiet zatrudnianych w FBI”. Agent z przyjemnością udzielił dziewczynie wywiadu. Ta słuchając go jednoczesnie uwaznie rozgładala sie po biurze i z zadowoleniem stwierdzila, że wszelkie akta znajdują się w szafach niezamykanych na klucz.
    Owa szturmowa grupa wybrała dzień, kiedy to Casjus Clay mial stoczyć walkę z Foremanem i wiadomo było, że połowa Ameryki będzie przyklejona do telewizorow.
    Najpierw do budynku wkradła się „ślusarz”, kiedy wykonał swoją robote, wyszedł z budynku, dał znak i wtedy czwórka wyskoczyła z samochodu wpadli do biura i zaczęli zgarniać wszystkie papiery do walizek. Odjechali zanim mecz sie skończył.
    Kilka dni przeglądali papiery i wybrali najbardzie kompromitujące, których kopie wyslali do kilku gazet . Wybuchł skandal. Hoover się wściekł. Przebrani za studentow agenci, którzy na tę okoliczność musieli zapuścić sobie włosy i brody, żeby się upodobnić do hippisowskich studentow, gorączkowo poszzukiwali sprawców. A sprawcom groziły wieloletnnie więzienia. Ryzykowali oni duzo, tym bardziej, ze kilkoro z nich mialo male dzieci, i wrazie wpadki tym dzieciom mógl przypaść los pensjonariuszy domu dziecka.
    Alle FBI nie udało sięich zidentyfikowaci dopiero po latach, kiedy juz ich wyczyn został przedawniony, a Hoover spoczął na cmentarzu, zostali ujawnieni.
    Gdyby nie działalnośc owej grupy Media, to nie byłoby późnie Watergatu i impeachmentu Nixona.
    Ps
    Działalność FBI właściwie niczym sie nie różniła o działalności KGB, a nawet przypomina naszą SBecje. Pamiętam prowokacje w 68 roku, kiedy byłem studentem.

  21. @Ewa-Joanna
    5 listopada o godz. 6:08

    Nie jeden raz pisałam o szkodach jakie koty wyrządzają rdzennej australijskiej faunie i nigdy nie ukrywałam, że mając do wyboru śmierć kota a śmierć bilby czy jakiegokolwiek innego australijskiego zwierzaka czy ptaka wybiorę kota.

    A coś się tak kotów uczepiła 😉 ?!? Obok nich w Australii plenią się zdziczałe:
    – psy no. 1 (dingo)
    – króliki
    – lisy
    – konie
    – kozy
    – karpie
    – osły
    – świnie
    – psy no. 2 (europejskie)
    – gołębie
    – ropuchy (cane toads)
    – wielbłądy
    – muchy owocowe (mediterranean fruit flies)
    – szczury
    – kilkadziesiąt morderczych chwastów (np. mimoza!)

    i cholera wie co jeszcze.

    Nie ma siły wytępić żadnego z tych przybyszy, nie ma nawet co próbować. Jedyne udane akcje usuwania przywleczonych gatunków miały miejsce na wyspach, lub niewielkich terenach ogrodzonych. Na dużych obszarach nawet myxomatoza i calici zadziałały tylko tymczasowo. Gdy tymczasem dla zagrożonych gatunków miejscowych są tylko 3 wyjścia:
    – zoo
    – przystosowanie się
    – wymarcie

  22. pełniąc dyżur na blogu zgodnie z poleceniem @Tanaki czytam stare blogi, nie bezinteresownie – chcę pomóc @Lewemu znaleźć moją nagą twarz antysemity. Rozumiem że jest zajęty poszukiwaniem dowodów, inaczej wyjdzie na kłamczucha i manipulatora szkalującego mój nick nieomal nałogowo. Wszystko po to żeby się przypodobać.
    Tymczasem znajduję coś tak zabawnego sprzed lat że trudno nie podzielić się się przed snem:
    Jerzy Pieczul
    17 września o godz. 20:09, 2013r.
    Żabka konająca
    „Kłaniam się, żabko, z rozmachem po długim niewidzeniu. Znów się z Tobą zgadzam. Twój miernik rozwoju jest moim.” – koniec cytatu
    To dla kolegi @act: „twój miernik rozwoju jest moim”.
    Wesołych snów, dobranoc.

  23. co wy z tą zazdrością!, dziecko chciało zostać jak najdłużej razem z takim nowym, fajnym kolegą i z jego gośćmi (przeważającej części dorosłymi – to również istotne), tym bardziej że poczęstowano go słodyczami.
    Idę spać.

  24. Lewy
    5 listopada o godz. 7:22

    „wystarczyłoby zrozumienie”.

    Na tym polega coś w rodzaju ukrytej wiary ateistów w demiurga, który dając wszystkim ludziom rozum i wolną wolę, dał tym samym jednakową dla wszystkich zdolność rozumienia. Głupek bez wiary wie, że rozum to efekt żmudnego uczenia się myślenia, więc rozumienie nie pojawia się na pstryknięcie palcami w rodzaju „wystarczyłoby zrozumienie”. Jak się nie nauczy myśleć, nie będzie rozumienia tysięcy rzeczy. „Wystarczyłoby zrozumienie” to nierozumienie, czym jest myślenie. Podobnie nie rozumieją posługujący się idiotyczną mantrą „myślenie nie boli” – jakby to był tylko akt chcenia, woli: „chcę i już myślę”. U takich umiejętność myślenia jest właściwością przyrodzoną – wystarczy chcieć korzystać. Stąd autorka ze skromną umiejętnością myślenia nie wpadła na myśl, że skoro z banalnego zachowania dzieciaka wypreparowuje jakieś większego kalibru społecznego obsesje, to w takim razie jej wnuk ma obsesje identyczne, więc tak samo jak solenizant jest gówniano wychowany. Ale to nie ja mówię, że gówniano – taka jakość wynika z logiki opowieści.

  25. żabka konająca
    5 listopada o godz. 8:56

    Kiedyś rżnąłem w pieluchy, od jakiegoś czasu przestałem i może znów zacznę. Nie będę szukał, w którym momencie uznałem żabkę – bo nie od razu było dla mnie czytelne – żabkę za wcielenie kołtuństwa: „Co złego to nie ja”, lecz wy, którzy nie są ze mną.

  26. No i masz babo placek, Żabcia ni z gruszki ni pietruszki tak napisała;
    „..chcę pomóc @Lewemu znaleźć moją nagą twarz antysemity. Rozumiem że jest zajęty poszukiwaniem dowodów, inaczej wyjdzie na kłamczucha i manipulatora szkalującego mój nick nieomal nałogowo. Wszystko po to żeby się przypodobać.

    Ja Żabcię pochwaliłem, że przedstawiła dość sugestywnie amerykańską prowincję, tylko trochę skrytykowalem, za niedorzeczne konkluzje, a Żabcia mnie oskarża o szukanie jej nagiej twrzy antysemity, żebym nie wyszedł na kłamczucha.
    Żabciu, gdzie tu w mojej wypowiedzi znalazłaś jakies nałogowe szukanie twojej nagiej twarzy ? No gdzie ?
    To że jesteś antysemitką, to wiadomo z innych twoich wypowiedzi, ale które nie mają nic wspólnego z twoim spacerem z Bobem i chromowanym samochodem.

  27. Lewy
    5 listopada o godz. 9:33

    Tyle samo wspólnego ma z Bobem i chromowanym samochodem przywołanie przez nią mojego zgadzania się z nią (Ależ się naszukała!) w konkretnych sprawach w prehistorii. Tak wygląda w praktyce jej własne rozumienie zawarte w apelu „Wystarczyłoby zrozumienie”. Cześć jej niepokalanej pamięci.

  28. Spadam z żabki, bo to tylko maluteńkie blogowe kuriozum. Większe od niej jest bardzo do niej intelektualnie podobne kuriozum w postaci pani Chojny-Duch kandydującej do Trybunału Konstytucyjnego:

    „Te podziały w naszym społeczeństwie są tak głębokie, absurdalne i niesprawiedliwe, że uważam, że należy to pominąć i nie przejmuję się tym specjalnie. Uważam, że są głupie i groźne” – powiada ta pani.

    Mój komentarz:

    Te słowa wykluczają ją z nielicznego grona ludzi myślących. PODZIAŁY są „głębokie, absurdalne i niesprawiedliwe” oraz „głupie i groźne”, ale ona się tym nie przejmuje. I kandyduje do Trybunału Konstytucyjnego, który jest jednym z najpierwszych efektów PODZIAŁU dokonanego przez złoczyńcę…ktoś zgadnie nazwiskoi?

  29. @pombocek 9:44

    Wcale się nie naszukała. Sądząc z jej radosnej twórczości ona takie rzadko trafiające się pozytywne opinie, jak tak przytoczona, skrzętnie gromadzi jak perełki w oddzielnej skrzyneczce. I w miarę potrzeby je wyciąga na światło dzienne. Dużego tłoku to tam pewnie nie ma.

  30. Kaczor świadomie obsikuje moczem demokracje i wszystkie jej instytucje; Sejm, prezydenta(dobierając sobie taką ściereczke Duda i ciągle upokarzając tę ściereczkę), NIK z Banasiem, nieczytającego książek ministra kultury, trzymając kłamczuszka Krzywoustego na stanowisku premiera, honorując babcię Szydło, matkę jurnego księdza Tymka, mandatem do Brukseli, jebakę małolatow miłośnika samolotow analfabety Kuchcińskiego, pokazując twarz z horroru belfegora Terleckiego. Teraz z radością obsikuje, już raz obsikany przez Przyłębską Trybunał Konstytucyjny.
    On wie, że jest ohydny zarówno fizycznie, intelektualnie jak i moralnie, więc chce wszystko zohydzić, będąc sam małym gowno zamienić Polskę w wielkie gówno.
    Robi to starannie, systematycznie i jak narazie skutecznie.

  31. Tak czy owak, paradoxie, jest mi głupio, bo niby dorośleję, a znów się wdałem w…ufff!
    Co mnie w końcu może obchodzić, co mówi, czego nie mówi zamorskie życie w sytuacji, kiedy na Jamnie jest fantastyczne zimowe bezmałpie i mogę jechać 10 km w jedną stroną, potem trzynaście z powrotem, nie spotykając ani sztuki (tej na moim okręcie nie liczę, bo mi nie przeszkadza, nawet pomaga). Lete, dysc mo psestać.

  32. @pombocek 10:57

    Mam tak samo. Mogłem poprzestać na pierwszym wpisie i się nie wdawać. Bo nic dobrego z tego nie mogło wyniknąć. Ale to już chyba zboczenie zawodowe. Człowiek stara się racjonalnie wytłumaczyć co i jak i nie wchodzi.

  33. @Zabka konajaca
    Doznalem olsnienie, na Parnas wiedzy wzbilem… Twoj „„..chcę pomóc @Lewemu znaleźć moją nagą twarz antysemity. Rozumiem że jest zajęty poszukiwaniem dowodów, inaczej wyjdzie na kłamczucha i manipulatora szkalującego mój nick nieomal nałogowo. Wszystko po to żeby się przypodobać.” na co Lewy uwage zwrocil, wyjasnil mnie, dlaczego pisalas do mnie resolucje Rady Bezpieczenstwa lista dluga, a rozmowy wykrecilas. Co widze dzis, kaffke popijajac (przy lunczyku), lekko rozczarowany. Ale juz nie. A nick Twoj Zabka nigdy nie przekrecilem, no skrocilem, ale to lenistwo tylko. Cos w kazdym musi byc pozytywnego.

    Ja Zabka agnostyk jestem. Agno- znaczy wlasciwie bez-. To moze znaczyc konkretnie nprzyklad agnokaffkarz, czy agnokociarz, czy agnowhiskarz, czy agnomarycharz. Bylem. Inne nie wymieniam, zeby nie bylo… Wtedy, jak ja wyprobuje, to zostaje filo lub anty. To ja na Parnas wlazlem, nprzyklad filokaffkarz aktualnie, dawno zostalem. Innych nie wymieniam, zeby nie bylo… Process lazikowania po Parnasie uwazam za naturalny, chec przynajmniej, co nic wspolne z filoalpismem nie ma. Rownie dobrze moglbym jednak antyalpista byc. Rozumiesz konstrukcje Zabka. Filo to filo-, anty to anty-. Moze byc na -styk z tym agno-.

    To ja z Parnas wiedzy mowie, jestem filosemickiantysemita, a Twoja niechec do resolucji rozumiem. Tez bym mial, fteczywefte, jakbym filo czy anty. Ja tylko agno-. Znaczy antyfilo, czyli agnosemita czy agnokosmita. Z przyczyny calkiemcalkiem, co nie wymieniam, zeby nie bylo…

    Ty nie szukaj tego po Google Zabka, czy Wiki, zeby nie bylo…
    pzdr Seleuk

  34. @żabka konająca
    No i jak tu z Tobą polemizować, skoro każdą uwagę krytyczną uważasz za atak na siebie i natychmiast się odwijasz, sięgając po „kwity” ukryte w swoich skrzyneczkach, które masz na każdego.
    @Lewy pochwalił Twoją zgrabną narrację opisującą z dużym wyczuciem kawałeczek amerykańskiej rzeczywistości, a zganił, słusznie moim zdaniem, mocno naciąganą konkluzję jakby ni pri czom.
    Od razu obraza i wypominanie przy okazji innych „grzechów” interlokutora, jakich się wobec Ciebie dopuścił.
    Trzeba mieć do Ciebie anielską cierpliwość i przymykać oko na efekty Twojego nienasyconego ego albo… To już zależy od adwersarza.

  35. Lewy
    5 listopada o godz. 10:41

    czepiasz się Lewy 😉
    A tymczasem piiiii, piiii … zmiana nie ustaje w wysiłkach żeby zadbać o godność suwerena:
    https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,25378805,abp-glodz-i-abp-jedraszewski-honorowymi-goscmi-konferencji.html#s=BoxOpImg5
    dzielni patrioci sprawdzają się w boju:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25377958,malopolska-antyterrorysta-i-zolnierz-wot-podejrzani-o wysadzanie.html#a=66&c=159&s=BoxNewsLink
    trwają wysiłki w przygotowaniu nowych wojowników do walki z wiadomą zarazą:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25378996,burza-po-wizycie-grupy-rekonstrukcyjnej-w-przedszkolu-pojawily.html#a=66&c=159&s=BoxNewsLink

    I co Ci to przeszkadza, Lewy? Nominaci pasują do tego piii, piii, jak ulał (nie tylko z pijackiej … Głódzia).

  36. mag
    5 listopada o godz. 13:17
    O to chodzi Kaczorkowi, żebys ty i inni mówili, że jest bezczelny. Nareszcie go doceniają, mimo że kurdupel, amoralny, nieznający mowy polskiej, co nadrabia wydłubując ze słownika „trudne” słowa, nie zawsze ma zapięty rozporek, brzuszek mu wisi jak w 9-tym miesiącu, rozczochrany, z zepsutymi zębami, wyzywa, insynuuje. A co !
    Jestem bezczelny !

  37. W RP horror goni horror. Rano przychodzi wiadomość o znamiennych kandydaturach do TK, a po południu mamy nominację Antoniego M. na marszałka seniora Sejmu.
    Można by pytać, czy to cyniczny żart, a to po prostu prawda…
    Ręce opadają i brak jest słów na to wszystko co się dzieje.

  38. basia.n
    5 listopada o godz. 16:23

    Basia, ależ to przecież Tożsamość Polaka od tysiąca lat: władza duchowa z prawną w jednym kopie go w tyłek, nahajem ćwiczy po grzbiecie, wali na odlew po gębie, a Polak w swojej Tożsamości jest zadowolony, klęka, w rączkę i pierścień całuje, za powodzenie władzy odmawia paciorek i daje na tacę.
    Taki Polak. Bez tego nie wie kim jest.

  39. paradox57

    Paradoksie, po czterech dniach badziania się czort wie gdzie, Krawacik spotkał mnie, a ja – jego na drodze do Łabusza. Nie dałem mu po drodze nic, bo będę go oswajał z budą, której nigdy nie zaznał. A jest taki nieufny, że mimo że mnie zna, to kiedy go zapraszałem do kajaka, od razu odbiegł na parę kroków i pokazywał gest Kozakiewicza, choć najpierw sam zaglądał. Ten dzisiejszy filmik to pierwszy dzień oswajania. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Budę przywieźli mi taczką sąsiedzi za 5 dych, flaszkę i łososia. Chcieli oddać za frajer, ale przeca nie honor. Buda stanęła przy rodzonej chałupie Krawacika.

    https://photos.app.goo.gl/aEayR1fRrSBm74r89

  40. paradoks57

    No i rzuć fachowym okiem, paradoksie, na stan jego zabiedzenia.

    https://photos.app.goo.gl/5B5PDk2bBDR4cjgk9

  41. @pombocek
    No, jestem pod wrażeniem. A z Krawacika całkiem ładne psisko. Wygląda na odkarmionego i jeszcze ten śmieszny pyszczek jakby w mące unurzany.
    Chyba załapie się na budę, gdy skojarzy, że tam papu dają, a i do środka warto zajrzeć – pomyśli sobie po swojemu.
    Pozdrówka dla obu panów.

  42. Nacjonalista Artur Zawisza, który jako recydywista, bez prawa jazdy ciężko ranił kobietę, tak wyraził skruchę: Przepraszam wszystkich którzy się zawiedli i rozczarowali, jak równiez pania Anete.
    Ten faszysta przeszkolony przez kościół w sztuce przepraszania, nieźle sobie radzi z tym bełkotem. Ale gdzie mu tam do mistrzów kk, którzy nikogo nigdy nie zawiedli i nie przepraszają tych, którzy sie poczuli obrażeni. No co, qrwa, ryknął generał Głodź, spierdalaj.
    Ale sorry, jest taki prymas Polak, który przeprasza za zgwłacone dzieci, ale obiecuje, ze te jurnne chłopaki w sukienkach już więcej tego nie będa robić.
    No zobaczymy. Dajmy prymasowi szanse .

  43. mag
    5 listopada o godz. 18:51

    Mag zawsze wiosenna o każdej porze roku minus ten cholerny kręgosłup. Ale nie jesteś sama cierpiąca. Wczoraj zatruliśmy się oboje z żoną plackoma kartoflanemi – tłuszcz. Starość nie radość. A jeszcze sekundę temu zjadłem dwa opakowania po pół kilo orzeszków ziemnych i nic. Z tego wszystkiego chyba kupię elektryczny rower, żeby jednak tych sto i sto dwadzieścia pękało. Bo 20 do Krawacika i z powrotem to dla dziadków.

    Jego pan nazywał Krawacika „Sinobrodym”.
    – Aleś – mówię – wymyślił, żeby się język plątał. Cztery sylaby! Jak wystarczą dwie., np. Oleś. Ale jedna polsko-niemiecka pani wymyśliła „Krawacika” i tak zostało.

  44. Nefer
    4 listopada o godz. 13:38
    Lewy
    5 listopada o godz. 10:41
    mag
    5 listopada o godz. 13:17

    Nadal nie mają naszego płaszcza i nikt im nic nie zrobi.
    To jakoś jest celowo robione, dla przecwelenia Narodu.

  45. Szary Kot
    5 listopada o godz. 19:34
    „Przecwelenie Narodu” dosadnie ale precyzyjnie. Tak jak dobrodziej ministranta.

  46. No i na szczęście Tusk nie będzie kandydował na prezydenta.
    Muszą się teraz zdecydować i to szybko, kogo wystawią na kandydata. Oby w końcu przemówił u nich rozum, a nie własne interesy.

  47. Dostalem za darmo mitsubishi lancer 4×4 z 1999r (113 KM z przebiegiem 240 tys km). Wymienilem mu juz sprzeglo. Ma dalej dobrego kopa i blache wiec sobie na nim pouzywam. Do lancera czuje miodzio, bo to byl pierwszy zachodni samochod, ktorym sie przejechalem w Austrii po wydostaniu sie z PRLu w 1986. Po Pirenejach i Masywie Centralnym na osniezonych drogach bedzie jak znalazl.

  48. @żabka konająca
    Dla większości blogowiska anegdota, którą mam zamiar przytoczyć, zapewne od dawna przydeptuje sobie brodę, ale co tam, według mnie pasuje. Było to o dwóch, dajmy na to, orkiestrach, jednej, dajmy na to, z Falenicy, a drugiej, powiedzmy, z Otwocka. Starsi ode mnie znają pewnie kilka innych wersji, zapewne bardziej uzasadnionych historycznie. W każdym razie dyrektorzy obu orkiestr, rozmawiając, chwalili się tolerancją dla odmienności narodowościowej swoich muzyków. Jeden stwierdził, że przeciw Ż…(taka narodowość bliskowschodnia, ale mogłoby też chodzić, znów dajmy na to, o mieszkanki wyspy Lesbos) to on nic nie ma, a na dowód tego przedstawił rejestr, z którego wynikało czarno na białym, że w orkiestrze gra 17 Ż…. Drugi nie mógł się wykazać taką tolerancją, bo niestety w rejestrze swoich grajków nie miał rubryki „narodowość”.
    Nie jestem pewien natomiast, czy chodziło Ci bardziej – jak zrozumiałem z całkiem fajnego opowiadania – o zazdrość o lepszy samochodzik, czy – na podstawie zakończenia – właśnie o te rubryczki, które ktoś dziecku, może niechcący i nieświadomie, w głowie założył. Bez wątpienia tolerancja w sferze seksualnej (a właściwie partnerskiej, bo to jest to, co widać bardziej niż same obyczaje łóżkowe, domalowywane wyobraźnią), jako wywołującej naturalnie większe emocje, niż np. zbieranie pocztówek, jest ważnym (chociaż niejedynym) elementem codziennego egzaminu na człowieka.

  49. Niesamowite, Rossi poucza Passenta w kwestii przyzwoitości.
    Pzdr, TJ

  50. Ramschel
    5 listopada o godz. 20:29
    😀 Wygralem w 2006 pod MonteCarlo Volvo S90, za pol stawki. W drodze bylismy, wybrzezem, z Toscana do Provansji. Stajemy na lunczyk, patrze, w jednym salonie (nie)ruletek stoi za korzystna stawke. Nie opanowalem hazardu i zagralem, z krupier (sprzedawca). Poinformowal mnie, gral przedtem z jednym, co wjechal hazardzista, ale wyszedl na piechotke. To jak ja zagralem, a zeton mialem w kieszeni, to juz nie moglem do Provansji (przez MonteCarlo), tylko odrazu udalismy na Polnoc. Ale tez bylo przyjemnie 😀

    W zeszlym roku sprzedalem.

    pzdr wieczorowom porom, Seleukos

  51. seleuk|os|
    5 listopada o godz. 21:34

    Trudno je teraz kupić (S90/V90), zwłaszcza w jako takim stanie. Bardzo rzadki model.

  52. tejot
    5 listopada o godz. 21:24
    Proszę o skasowanie mojego komentarza:
    tejot
    5 listopada o godz. 21:24
    TJ

  53. Szary Kot
    5 listopada o godz. 21:44
    To bylo najlepsze auto jakie mialem. Niezniszczalne. Nie pamietam ile KM ale duuuzo. Przejechalem coschyba 120000km. Wada, jak teraz okazalo, ilosc paliwa. Na komputerku (bez pedalow) jechal 8,5litra/100km. Jak chcialem z pedalami to dobrze ponad 10 do 12 a i wiecej bywalo, bo ja stope mam ciezka. Z jedynki moglem od razu na5. Jak „automatyczna” skrzynia. Zadnych wad nie mial, zadnych. Poza te paliwo
    pzdr Seleuk

  54. cd
    Prawdopodobnie dlatego za pol stawki „wygralem”. W okolicach MCarlo to AlfaRomeo gosc.
    pzdr Seleuk

  55. No to ja jestem zgłupiały. Co ma chłopczyk co dostał samochodzik i chce się nim pochwalić do preferencji seksualnych jego mam?

    @zak1953 5 listopada o godz. 1:35
    Ówczesne opracowania naukowe wskazywały na ogromne zróżnicowanie społeczeństwa amerykańskiego w zależności od miejsca zamieszkania, pochodzenia etnicznego i statusu zawodowego.
    Swój ciągnie do swego. A przynajmniej ten, którego na to stać. Ci, których nie stać zostają „z tyłu” i z konieczności „cieszą się tyglem”. Oczywiście trochę inaczej wygląda to z perspektywy młodych osób, bo oni (jeszcze) cieszą się tą różnorodnością.

    Podatek katastralny plus lokalnie zbierane i lokalnie wydawane podatki.
    Po wprowadzeniu tego podatku i tego systemu zaczyna działać pozytywne sprzężenie zwrotne.
    „Dobre” miejsca stają się jeszcze lepsze a „złe” miejsca – jeszcze gorsze.

  56. @zza kałuży i pozostali. Zgoda na brak przejrzystości, skoro posiadanie autka na akumulator a nie na babcię stało się tematem głównym. Oraz zazdrość. Może powinnam była użyć poezji „Gonił, uciekał, wywracał koziołki, strzelał i trąbił, i krzyczał do znoju…”‚ wtedy wiadomo – dziecko odstaje od normy.
    Reakcja koleżeństwa oznacza brak zaufania do mnie jako mamy, później babci która już wie kiedy przytulić dziecko, a kiedy po prostu uśmiechnąć się wiedząc że jest wystawiana na próbę wymuszenia. A wcześniej musiała jak każda matka nauczyć się wiele, nawet takiej wiedzy że ciągłe ustawianie siedmiu posiadanych przedmiotów w jednym rzędzie nie jest OK, tak samo jak zabawa w przygotowanie do zabawy, czy wiele innych niestandardowych zachowań. Stąd pozostała czujność i stąd zachowanie nieznajomego dziecka zapadło mi w pamięć. Oczywiście od @zza kałuży nie mogę wymagać takiej nadwrażliwości ponieważ jak sam wielokrotnie podkreślał zarówno ciąże, porody i wychowanie jego dzieci przebiegały bezproblemowo.
    Uważam że opisanym przypadku problem istniał, niewielu z koleżeństwa go skomentowało, a jeśli nawet blado i niewyraźnie.
    Najbliżej sedna był @Szary kot i za to zrozumienie dziękuję.

  57. @seleuk|os|, za krótko się znamy, nie rozumiem tego zdania: ” na co Lewy uwage zwrocil, wyjasnil mnie, dlaczego pisalas do mnie resolucje Rady Bezpieczenstwa lista dluga…”
    @Lewy – seksista, od lat szkaluje mnie na blogach łajdacko na zasadzie – a co mi zrobicie… Ostatnio znalazłam tutaj jego wypowiedzi na swój temat i to w czasie mojej nieobecności, @Tanaka po koleżeńsku nie reagował. Ostatni zarzut to „antysemitka”, po kompletnym niezrozumieniu poleconego przeze mnie tekstu, być może z lenistwa nieprzetłumaczonego. Artykuł mówił o postępowaniach karnych w sprawach współpracy Żydów z nazistami i winnych śmierci swoich współobywateli. To jest bardzo trudny temat w świetle Holokaustu ale autor (Żyd) postanowił się z tym zmierzyć i zrobił to moim zdaniem uczciwie. Reakcja @Lewego, @mag była kompromitująca ich oboje, stąd zamieściłam tłumaczenie. Zresztą przeczytaj sam:
    https://www.yahoo.com/news/israel-justice-system-dealt-alleged-203055788.html

    agnostyk?, kiedy mój zięć (Polak) określił się jako agnostyk zrozumiałam z przyczyny jego młodego wieku. Być może ty również jesteś ciągle młody.

  58. aha, chciałam wrócić do swojego komentarza na temat Rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, okazuje się że sam temat ociera się o kryminał i jest ukryty. Jak nie wierzysz to sprawdź.

  59. pozostali – musimy się rozstać. Nie czuję się na tym blogu dobrze, nie oceniam, tzn. nie odsłaniam swoich opinii o koleżeństwie. Niektórych spotykam po raz pierwszy, a okazuje się że oni już mnie znają.
    Pozostało mi wyjaśnić jedną sprawę, kiedyś zarzucano mi kłamstwo, wręcz pomówienie – dziś znalazłam czas żeby to sprostować. Kto pisał na blogu w tym okresie pamięta moją obronę matki J.Pieczula przed nim samym kiedy opisywał wstydliwe szczegóły jej choroby na blogu. Do wiadomości publicznej.
    Teraz mogę napisać śmiało – Jerzy Pieczul skłamał, tak bardzo wypierał się zabijania kretów, że aż tak bardzo wszyscy mu uwierzyli. Ja myślę że skoro skłamał raz to robi to często, a może zawsze kiedy ma w tym interes.
    Jerzy Pieczul
    27 września o godz. 2:34
    żabka konająca
    Żabko, nieciekawie się pisze na laptopiku w środku nocy na leśnym parkingu pod namiotem, ale muszem, bo zdaje się, niechcąco wyszedł zgrzyt. O motyce powiedziałem z uznaniem i alegorycznie – jak alegorycznie się mówi o rąbaniu lasów, choć nikt siekierą nie rąbie. We wsi Rubno na Wileńszczyźnie w 1560 roku spis pokazał, że jeden z siedmiu dymów się nazywa „Pieczul”.
    „wbrew temu co pisze Pan Jerzy P., w ogrodzie można być artystą”. Ja miałbym coś tak głupiego palnąć?! Gdzie?!
    Mam w związku z tym na pendrajwie parę słów.
    CZEGO UCZĄ KRETY
    Jako leśny robotnik dostałem szmat ziemi przy lesie. Zrobiliśmy z ugoru z żoną taki cud, że cała wieś się dziwowała. Nawtykaliśmy nasionek, czekamy, co wyrośnie.
    Najpierwsze wyrosły krety. Przez parę dni zrobiły taki bardak, że nie wiem, czy czasem w moim pokoju nie bywa ładniej. Wcześniej wiedziałem o nich tyle: małe, czarne, ryje. Czyli guzik wiedziałem, bo słowo nie ma w sobie materii, którą nazywa. Kiedy mówię: “hałaśliwy sąsiad”, nikt, kto nie miał nad głową czołgowiska, nie zrozumie – słowo nie jest hałasem. “Kret” nie jest żywym kretem – jest pojęciem, abstrakcją. Pytałem ludzi, co się z tymi abstrakcjami robi. Naród ma wielkie serce do cudzych nieszczęść – radził: szmaty w ropie, zgniłe śledzie, gwiżdżące butelki, wiatraczki, gaz, łapki, srapki, wiadrami wodę lać. Robiłem wszystko po kolei, a krety siedziały i się śmiały. Rzuciłem chłopski rozum, kupiłem naukową książkę. Nie powiem, przydała się. Nie w tym sensie, że krety na sam widok uciekły – naukowe sposoby były tak samo mądre jak chłopskie – a w tym, że pomogła poznać krecie życie. Chcesz kogoś wykopać – wpierw go poznaj. Poznałem, wziąłem trójzębną haczkę do kartofli i już nie miały szans. Przykro mówić, parę pierwszych sztuk zatłukłem. A złapałem przez ileś lat ze dwieście – strasznie byłem skuteczny. One też: co jedne wyrzuciłem – przychodziły następne.
    Opowiem, jak przestałem tłuc. Złapałem raz jednego, wrzuciłem do pustego wiadra, bo nie miałem czasu zabijać, lecę po drugiego. Ktoś by powiedział: na co tu czas – wystarczy trzepnąć raz. Otóż nie jestem ktoś. Najpierw muszę zamknąć oczy jako zabójca, pomyśleć, westchnąć itede. Złapałem drugiego, niosę, patrzę: ten
    w wiadrze zdechł. Zawsze uważałem, żeby nie zrobić krzywdy przed zabiciem – więc o co poszło? Domyśliłem się, że przeżył w nie swoim środowisku szok i zmarł, najpewniej – na zawał. Wszystkie najpierw wkładałem do wiadra – ten widać był najwrażliwszy. Stoję nad nieboszczykiem jak zaskoczony chirurg – i naraz widzę nie szkodnika, nie gatunek, nie abstrakcyjne pojęcie, ale jedyne w świecie niepowtarzalne życie, które się mnie bało i fest się namęczyło, zanim się przestało bać. To był punkt zwrotny w wojnie.
    – Ateistą jestem – mówię ze zgrozą – nie bandytą, więcej zabijał nie będę.
    Odtąd obchodziłem się z nimi jak z jajkiem: sypałem do wiadra ziemi, wkładałem złapane stworzenia – od razu się chowały, bo miały w czym – i spokojnie siedziały. Wywoziłem parę kilometrów w las i z całym szacunkiem wypieprzałem razem z ich środowiskiem. Słowem, znalazłem humanitarny sposób na regulację czarnej populacji. Nawet to polubiłem i ręce mi opadały, jak czarnuchy nie chciały ryć – żona musiała sama zaiwaniać na działce.
    Pojęcia pomagają mądrzeć, ale taka ich kretyńska natura, że błyskawicznie kamienieją we łbie, układają się jak klocki i odzwierciedlają życie też jak klocki – czyli jeszcze szybciej pomagają głupieć. Odkąd się żona nauczyła na mnie mówić “dziad”, wszystko, co we mnie pod to nie podpada, przestało dla niej istnieć. Tak samo w świętym radiu: dzwonią po nocy patrioci, mówią: “Wiadomo, kto pod naszą świętą ziemią ryje, nie musimy głośno nazywać”. To, czego nie muszą nazywać, nazywa się, na przykład, “Żyd”. Najpogodniejszy w świecie nieboszczyk de Mello, który jezuitą był mądrzejszym od każdego radia o całą wieczność, powiada: “Za każdym razem, gdy zobaczę osobę narodowości amerykańskiej, powiem: „Amerykanin”. W ten sposób zatracam niepowtarzalność, unikalność, którą posiada każdy człowiek”. Dodajmy: każde stworzenie i każda rzecz. Moja dobra żona nie wyrzuci na śmieci ostatniego łacha – na przykład mnie – bo dla niej na dnie serca to nie jakiś łach, ale cała historia, którą targała na grzbiecie. Nie zmarnowałoby się przez pojęcia ani jedno ludzkie istnienie, gdyby Niewidzialni, zamiast się kryć po kątach, wyszli na jaw i powiedzieli:
    – “Pojęcia nie są życiem – są tylko konwencją. Zapomnijcie o czymś takim jak my, odrzućcie precz mamonę, ojczyznę, honor i żyjcie jak powietrzne ptaki”.
    Tak właśnie w pocie czoła żyję. Ale oni nie wyjdą, nie powiedzą. Dopiero krety mnie musiały uczyć, że słowo jest drgnieniem powietrza: brzęknęło, przepadło – a drzewa dalej rosną. Słowo nie jest rzeczą, którą nazywa. Kiedy moje rude szczęście zrozumie tę oczywistość – będę drugim najpogodniejszym nieboszczykiem na świecie. Na razie, jak powiedziałem na nią: “stara krowa”, musiałem sobie przed świtem – żeby się w kuchni z nią nie spotkać – przez trzy tygodnie obiady gotować.
    Kłaniam się, żabko. Wielkieś mi uczyniła smutki w domu moim, a tu jeszcze zimna noc. Niech to szlag!”

    niech to szlag. Zaraz na blogu zaczną się złorzeczenia jak można takiego poczciwego, spolegliwego, przyjaznego wszystkim co żyje oszczercę tak potraktować. Po chamsku:” Złapałem raz jednego, wrzuciłem do pustego wiadra, bo nie miałem czasu zabijać, lecę po drugiego…”

  60. Wydaje mi się, że tu trzeba raczej popracować nad „małym Bobem” niż solenizantem. Mamy tu do czynienia z ewidentna, wręcz polską zawiścią, która była tak silna, że dzieciak nie był w stanie wykrztusić nawet z siebie tradycyjnego Happy Birthday, gdzie nie trzeba wcale znać angielskiego.

  61. żabka konająca
    6 listopada o godz. 5:42
    Zabka, dla porzadku, bez zlosliwosci. Z mojej strony nie mam powodu.

    1. Nie znamy siebie wcale, nawzajem. Nigdy nie poznamy.
    2. Zdania, bycmoze nie zrozumialas, bo bez cytat, ktory byl integralna czesc.
    3. Jak Ty Zabka rozumiesz slowo agnostyk (i Twoj ziec) nie musi byc moj poglad i rozumienie. Moj wylozylem. Niezainteresowanie. Znaczy brak teoretycznej i praktycznej (cuda w zyciu) wiedzy. Gdybym tematem jakimkolwiek zainteresowal, lub doznal cudu, np trzecia noga mnie wyrosla, tobym zaprzestal byc agnotematykiem w tym wypadku _stykiem.
    4. Jedyna kosmogonia, co jakotako jestem zainteresowany jest asatro. Tu jestem ateista Zabka. Biore jednak udzial (komunia) w obrzedach niektorych. Np zegluje Sigrid Storråda. Pare razy zdarzyla mnie rowniez komunia cial z wyznawczyniami, co jednak nie doprowadzilo, ze wierzacy zostalem.
    5. Zebym niewiem ile resulucji przeczytal, wypowiedzi, pogladow wysluchal, ksiazek naczytal i co jeszczem moj podstawowy poglad jest niezmienny. Na temat konflikt palestynsko/israelski. Poglad moj Zabka, na tym blogu wyrazalam parokrotnie. Raz nawet pojawilem, po dluzszej przerwie (znudzenie). W pewnym sensie, niezbyt mnie dotykajacym, ale… W pewnym sensie antysemitysm dotknal mnie osobiscie. Choc nie mam najmniejszy zwiazek z Israel, Zydami czy zydami. Szerzenie antysemitysmu, z jakichkolwiek powodow (np Twoj Zabka, moze byc moralnosc i sprawiedliwosc) uwazam powinno byc karalne bezwzglednym (bez zawieszenia, zwolnienia warunkowego) wiezieniem, na dole w ciemnek kopalni.
    6. Twoja decysja opuszcenia blog LA rozumien. Choc nie powod. Sam tez w drodze jestem, na blog Dziennik Europejczyka. Bo ja jestem Zabka Europejczyk 🙂

    pzdr, przy porannej kaffce Zabka, kaffce, Seleukos

  62. apropsik Zabka. Pglad na temat Twoj wstepniak wyrazilem pierwszym wpisem.
    pzdr S

  63. @pombocek wczoraj 18:50
    Swoją ocenę „zaniedbania i sponiewierania” Krawacika już wcześniej wyraziłem i nic się pod tym względem nie zmieniło. O budzie i misce w miejscu, do którego był mniej więcej przywiązany przez osobę byłego „opiekuna” też już wcześniej rozmawialiśmy.

    Ale chciałbym o czym innym. Trochę wspomnieniowo, w związku z tekstem powyżej. Takie przebłyski z lat dziecięcych, które zapewne nie są obce i części innych osób. Tak, urywaliśmy nogi kosarzom. Z ciekawością patrzyliśmy, jak się zginają i prostują. Tak, włóczyliśmy się całą bandą na glinianki łowić karasie, które potem zabijaliśmy, oprawialiśmy i jedliśmy. Nie z konieczności, o której mówił kiedyś Niesiołowski w kontekście mirabelek i szczawiu. Lubiliśmy to. Do tej pory lubię ryby. Nie mam też żadnych problemów i oporów jeśli chodzi o zacięcie kury i sprawienie jej. I gdyby zaszła taka konieczność zrobiłbym to sprawnie i szybko również dziś. Tak, strzelaliśmy z procy do szpaków. Ot, takie czasy.
    Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co wyrabiałem na studiach. Mam na sumieniu trochę żab uśmierconych na zajęciach z fizjologii. Ale to też pryszcz. Prawdziwa hekatomba odbywała się niezależnie od ćwiczeń. Pewnie gdyby policzyć, to odłowiłem różnymi metodami (stożki*, żywołówki, pułapki zatrzaskowe) i uśmierciłem parę tysięcy drobnych ssaków, które dekapitowałem, preparowałem, robiłem z nich bałwanki. Czy jestem z tego dumny? Bo ja wiem? Takie były warunki i konieczności. Poza tym byłem w tym naprawdę niezły. Przygotowując pracę magisterską na biologii już tego nie musiałem robić. Skorzystałem z pomocy pierzastych drapieżników, które za mnie załatwiły problem odłowienia zwierząt i wypreparowania kości. Ja musiałem tylko je odnaleźć i zebrać i oznaczyć. Niewielki problem.

    A teraz już tego nie robię. Nie zabijam.

    *Stożek to takie @pombockowe wiadro. Stożki z blachy, o głębokości 30 lub 50 cm wbijało się w podłoże w. Wpadały w nie drobne ssaki. Jeśli nie zachodziła jakaś szczególna konieczność, takie pułapki sprawdzało się raz na dobę. Ryjówka, która tam wpadła, mogła w nim przeżyć maksymalnie dwie godziny. Inne drobne niewiele dłużej, zwłaszcza w nocy.

  64. Zabko konajaca a nie-do-konana, moralna ostojo i przestrogo blogu samych mordercow.
    Baz winy, bez skazy. Zazdroszcze takiej kondycji…nigdy nie bylem w takiej a chcialbym ale nie dane mi bylo.
    Ale najlepsze bylo: ‚nie oceniam’ (tzn. blogowiczow – act).
    Definicja dulszczyzny, czystej wody hipokryzji.
    Jestem pewien, ze prywatnie jestes calkiem znosna, moze nawet mila od swieta.

  65. żabka konająca
    6 listopada o godz. 6:22

    Cóż, żeby aż tak szukać dowodów mojego barbarzyństwa, trzeba być obsesjonatką z umiejętnością myślenia na poziomie przedmaturalnym. A żeby aż tak nie rozumieć, czego te dowody dowodzą, trzeba być żabką.

    Droga racjonalnego poznawania jest prosta jak Sokrates: Zabieram się do badania sprawy, odrzucając wszystko, co o niej wstępnie wiem, i badam, jakbym nie wiedział nic. Ty, zagubiony w życiowym buszu dzieciaku, odwrotnie: działasz jak wierzący: najpierw wiesz, że jest Bóg, bo ci wbito w główkę, potem niby-racjonalnie i obiektywnie udajesz, że dowodzisz, że on jest.

    Wiemy, że Pieczul jest barbarzyńcą i oszczercą (chyba nie znasz znaczenia wyrazu „oszczerca”): morduje zwierzęta, udając ich przyjaciela. A teraz będziemy szukać racjonalnych dowodów, że tak jest.

    Zabiłem w życiu dwa krety (nie pytam, ile zeżarłaś w życiu zwierząt z pomocą rączek nie splamionych ich krwią), bo kiedy dostaliśmy dużą działkę, znałem tylko powszechny w Polsce standard: krety, które potrafią robić na działkach spustoszenie, się zabija. Pozwala na to również prawo. Nie pozwala natomiast zabijać na polach.

    Ciebie nie obeszły w cytowanym tekście moje moralne sęki i wczuwanie się w przeżycia kretów, lecz fakt zabicia tych dwóch. I kompletnie cię nie obeszło, że z powodu tych moralnych sęków sam doszedłem, obserwując życie kretów, jak pozbywać się ich z działki bezkrwawo. Twój głupawy zabieg z cytowaniem całego tekstu po to, by na koniec powtórzyć najważniejsze, że zabiłem dwa, co niby jest dowodem mojej podłości, i imputowaniem zachowań, które dopiero jakoby będą: „Zaraz na blogu zaczną się złorzeczenia jak można takiego poczciwego, spolegliwego, przyjaznego wszystkim co żyje oszczercę tak potraktować” to nie tylko myślowy chaos, ale i podłość nie tylko w stosunku do mnie. Nazwałem cię „kołtunką” właśnie z powodu notorycznych imputowań, które można też nazwać „insynuacjami”, „szkalowaniem”, „nieuprawnionymi domysłami”, „wmawianiem
    zdrowemu choroby” itp. A ty chyba do końca swoich dni nie zrozumiesz, że tak właśnie się zachowujesz i że to jeden z najpodlejszych chwytów w komunikacji: uczciwy człowiek trzyma się faktów, a nie szkaluje ludzi swoimi domysłami). Kiedy mówię, że zabiłem dwa krety, nikt uczciwy i rozumiejący elementarne zasady myślenia i komunikacji nie może tego uogólniać.

    Nieszczęsny, odwetowy jak Kaczka dzieciaku, nie widzisz tego, co ślepy widzi – że mój tekst był opowieścią o tym, czego UCZĄ krety! O tym, czego mnie nauczyły, kiedy znalazłem się w sytuacji, że nam zryły sześć arów zasiewów, a ja nie wiedziałem, co robić, bo nigdy wcześniej, poza wszami i komarami, zwierząt nie zabijałem! Znałem tylko z pobytów na wsi – zachowań moich ciotecznych braci – i ze słyszenia jeden sposób: zabić. I z wielkimi oporami od tego zacząłem.

    Nie obszedł cię cel napisania tego tekstu i otwartość – jak z Szawła stał się Paweł – lecz wyłącznie okrutny szczegół. O czym to świadczy? Ano o twojej znanej mi od paru lat obsesji. miotasz się po blogach, robiąc za wcielenie czystości i szlachetności i potrzebujesz złoczyńców dla kontrastu. Więc ich sobie insynuacjami, kłamstwami, przekręcaniem, stawianiem nieuprawnionych hipotez i akcentów, czyli NIEPRZYZWOITYM SPOSOBEM urabiasz. Tak ci dopomóż złośliwy i mściwy Jahwe Bóg.

  66. paradox57
    6 listopada o godz. 8:29

    Też pamiętam to dziecięce znęcanie się nad małymi zwierzątkami. Czy to było w intencjach znęcanie się, czy tylko okrutna w skutkach ciekawość – nie zastanawiałem się. Co zrobi majowy chrabąszcz, jak mu słomkę w dupkę wsadzić? Ano poleci z tą słomką, bucząc jak bombowiec. Albo żabka co zrobi ze słomką w dupce? Już nie pamiętam – po prostu wsadzało się, bo inni tak robili. Sam nie robiłem tych rzeczy, w mieście mieliśmy inne zabawy – granie w noża, strzelanie z zapałczanej siarki, łapanie szczupaczków na oczko w melioracyjnych rowach pod miastem – a na wsi bywałem tylko w wakacje. Nie robiłem, ale patrzyłem z ciekawością, więc też, mimo oporów, byłem okrutny. Do dziś pamiętam z dzieciństwa dwie okrutne rzeczy.

    Grabarz strzelał z wiatrówki na cmentarzu do wiewiórki na drzewie, aż w końcu krwią zbroczona spadła. Miałem wtedy ze siedem latek. Druga rzecz to zabijanie o mur plebanii (miałem z 8 lat i byłem ministrantem) przez naszego starszego kolegę i szefa nowo narodzonych szczeniaków na polecenie suki proboszcza…nie!…samego proboszcza.

    Że dzieci, nie tylko z gównianych rodzin, bywają okrutne, nie trzeba specjalnie przekonywać. Niektórym zostaje to na całe życie. Żabka na przykład znęca się nad blogowiczami (nie tylko nade mną) swobodnie przykrawając ich wypowiedzi do swoich rewizorskich potrzeb. Tak krawiec kraje, jakie ma nożyce.

  67. I o tym trzeba gadac, skad (bezinteresowne) okrucienstwo dzieci. Jako choroba (nie sadze) z ktorej sie wyrasta…albo nie? Oto tajemnica ‚glebokiej psychologii’, byc moze zbyt glebokiej. A moze nie… Wyekwipowanie, przygotowanie do doroslego zycia, adaptacja, by nie dac sie pozrec przez silniejszego (choc moze glupszego)?
    Rzecz calkiem naturalna jednak – ‚ a brutal fact of life’.

  68. PS. mowie o okrucienstwie dzieci w stosunku do ‚slabszych’ dzieci, tych ‚innych’.
    Widzialem to na codzien i na podworku i w szkole. Tzw. bullying to jest dopiero temat.

  69. W ramach uzupełnienia.
    Z racji wykonywanej obecnie pracy musiałem uzyskać certyfikat pozwalający mi na pracę ze zwierzętami używanymi do doświadczeń. W jego skład wchodzi kilka, że tak to określę, poziomów wykonywanych procedur. M.in. wykonywanie procedur, nadzór nad osobami je wykonującymi, szkolenie takich osób. Procedury mają różny zakres inwazyjności, aż do konieczności uśmiercenia zwierzęcia po wyjątkowo drastycznych doświadczeniach. Mam uprawnienia w każdym z tych zakresów. Poza czynnościami lekarsko-weterynaryjnymi, które takich zgód nie wymagają. Wszystko w ramach realizowanych doświadczeń wymagających zgody odpowiedniej komisji bioetycznej.

    Teraz do meritum. Mimo spełnienia tych dosyć restrykcyjnych wymogów od dwudziestu lat nie biorę udziału w żadnym projekcie badawczym wymagającym użycia zwierząt doświadczalnych. Czyli nie muszę zmagać się z własnym sumieniem. Wszystko w czym biorę udział, to prace wynikające z pracy klinicznej, z pacjentami.
    Podsumowując. Mógłbym, mam odpowiednie umiejętności i uprawnienia, ale nie robię. Nie widzę w chwili obecnej takiej potrzeby. Materiału klinicznego jest aż nadto. I nie jest to żadne rekompensowanie tego, co robiłem wcześniej, a jedynie kolejny etap w życiu.

    Lubię też mięso i pewnie nie zostanę zaprzysięgłym wegetarianinem. Chociaż nie muszę jeść mięsa codziennie i tak też robię. Lubię alkohol w różnych postaciach. Zdarzało mi się popijać, czasem, rzadko, nieumiarkowanie. Ale też mogę spokojnie z niego zrezygnować. I nie pić. Żaden problem. Ludzie tak mają. My wszyscy jesteśmy przez swoje doświadczenia, wiedzę, umiejętności już ukształtowani. Przez siebie, środowisko, otoczenie. Możemy się tym dzielić na blogu, a nie wymuszać formatowanie innych pod własny sztrychulec i własne domniemania.

  70. @act
    6 listopada o godz. 10:22
    PS. mowie o okrucienstwie dzieci w stosunku do ‚slabszych’ dzieci, tych ‚innych’.
    Widzialem to na codzien i na podworku i w szkole. Tzw. bullying to jest dopiero temat.

    Mój komentarz
    Okrucieństwo dzieci, to jest temat. Skoro dzieci, to chyba jest naturalne.
    Większość zwierząt w określnych sytuacjach jest okrutna – od kukułczych piskląt, które wyrzucają pisklęta innego gatunku z gniazda, sroki, które zadziobują na śmierć mniejsze ptaki, koty, które polują na ptaki, krety i gryzonie, morsy, które walcząc o dominację potrafią ciężko ranić inne osobniki, lwy, które bez żadnego ale zagryzają młode lwiątka, szympanse, które gdy czują apetyt, zabijają dla zjedzenia np. gerezy (inne małpy), itd.

    Walki o dominację u zwierząt stadnych, o pożywienie, o teren są okrutne. Małpy i ludzie, którzy z nich wyewoluowali, były gatunkami stadnymi i terytorialnymi. Walki o awans w hierarchii stada (a tym samym o dostęp do samic), oraz o terytorium nie były tylko cackaniem się, odstraszaniem. Często były okrutne, do momentu pokonania przeciwnika.
    Krowy z reguły nie są okrutne, ale spróbuj zdenerwować byka.
    Pzdr, TJ

  71. Okazuje się, że w kolejnej kadencji Sejmu będziemy żyli w jeszcze ciekawszych czasach. Zapowiadają to najnowsze nominacje sonecka zolibosza.
    Będzie się działo.
    Z jednej strony ofensywa katobolszewi, z drugiej, co raz częstsze, walenie, dotąd nietykalnej, czarnej zarazy z liścia przez małolatów. I to ostatnie jest najbardziej symptomatyczne i prognostyczne. Pochód chamstwa i bezprawia zaowocował. I nie da się tego zatrzymać.
    „Nie pochwalam, ale rozumiem”.

  72. tejot
    6 listopada o godz. 11:13
    „Władca much” Goldinga

  73. Kiedyś to smoki albo minotaury gwałciły i pożerały dzieci. Dzis robią to dobrodzieje ojczaszkowie za przyzwoleniem rodziców dzieci.
    Fakt, że czasem zdarzy się nie ojczaszek, lecz dyrygent , ale to tylko wyjątek od reguły.
    Ale co mają robić, jak im ich pęczniejące od spermy jaja bolą ?

  74. Zawsze najciemniej jest przed świtem.

  75. Lewy
    6 listopada o godz. 11:41
    tejot
    6 listopada o godz. 11:13
    „Władca much” Goldinga

    Mój komentarz
    Tak by było.
    Kultura i cywilizacja, długotrwałe wychowywanie, długotrwałe przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycji i obyczajów, prawo, które wyrasta ze zwyczajów i tradycji, praktykowana organizacja społeczeństw w państwo, namacalna i widoczna dla każdego na co dzień, składająca się z egzekwowanych nakazów, zakazów, wszystko to powodowało wykształcenie się w psychice ludzkiej hamulców, które działają pod rządami zwyczajów i prawa, są logicznie uzasadnione poprzez obserwację, są przestrzegane wzajemnie, bo przynoszą korzyści i mogą w przypadku nieprzestrzegania przynieść straty.

    Jeśli zaniknie jakiś ważny element konstytuujący ten układ, to nie trzeba wiele czasu by naturalne dążenie ludzi do rywalizacji odhamowane przez usunięcie tego elementu znalazło ujście w działaniach prowadzących do dystopii.

    Liczne przykłady, to wojny i rewolucje. Co się dzieje, gdy na jakimś terenie zanika władza? Zanika również prawo, moralność, przyzwoitość. Ulegają one zniekształceniu lub eliminacji przez instynkty. Rozpoczynają się gwałty, kradzieże, rabunki, wyłaniają się samozwańczy przywódcy, grasują stronnictwa, grupy rewindykacyjne, bandy oraz przeciwstawiające się nim inne grupy i bandy, itd.

    Eksperyment Milgrama i eksperyment więzienny Zimbardo pokazały, ze to siedzi w nas, że hamulce są, lecz w pewnych sytuacjach nie dają rady.

    Treść Starego Testamentu, to jest mniej więcej to co powyżej, tylko na etapie powstawania, a nie uwsteczniania, na etapie od kształtowania się cywilizacji – od wspólnot plemiennych do królestw (miast-państw).
    Pzdr, TJ

  76. Dla mnie sensacja na osiemnaście fajerek. Krawacik, który nigdy nie zaznał budy, zamknięcia, obroży, smyczy, kagańca ani szlachetnej żabki, po wczorajszym eksperymencie z kładzeniem mu żeberek przy budzie i w budzie, zaakceptował budę! Przyjeżdżam dziś, a z budy wygląda jego siwa broda! Cud. Idę robić dla niego ciepły kojec do tej budy.

    https://photos.app.goo.gl/fm6PeuNTXYh1h9BUA

  77. tejot
    6 listopada o godz. 13:29
    „Władcę much” Golding napisał aby sobie zadrwić z wyidealizownego obrazu dzieci, które naiwnie pokazuje Juliusz Verne w „Dwa lata wakacji”pozbawione owej kulturowej ramy.
    Mlodzi u Verne’a są szlachetni, pomagaja słabszym, doskonale się organizują. Bardzo mi się to podobało, kiedy czytałem jako nastolatek.
    Golding pokazuje, jak te dzieci zamieniają się w bandę oprychów, morderców. Muszla,która dawała z początku autorytet rozsądnemu chłopakowi, jest synonimem umowy, konstytucji itp.Ale jest zlekceważona, a potem nastepują morderstwa.
    Jest to jedna z najbardziej przenikliwych antyutopi.

  78. Golding jest bezlitosny jak Orwell

  79. pombocek
    6 listopada o godz. 15:55

    Faktycznie, to kapitalna wiadomość w sprawie Krawacika. Nie wyszedł z budy pewnie dlatego, że ją dla siebie oswaja i nie chciał też być „wyciągany” z niej na życzenie człowieka.
    Jak się kto w chałuie urządza, też nie ma czasu ani ochoty na piwko skoczyć z kumplami. To później.
    Jak pozna szczegóły – gdzie zimniej, gdzie cieplej, gdzie można przez szpary obserwować świat, którędy może kapać, podrapie w podłogę, pokokosi, to bedzie gotowy do wychodzenia na próg i przywitania: w goście prosim!

  80. Tanaka

    Zielony w rozumieniu psychiki psa jestem, choć po trochu zaczynam to i owo kumać, więc wydało mi się, że on ten nowy dom jakoś już przyswoił, a nie chciał z niego wyjść, bo się obawiał, że mu zabiorą. Twoje rozumienie jest może bardziej skomplikowane, ale i chyba bardziej rzeczowe i prawdopodobne. Tak czy owak cieszę się jakbym sam znalazł chałupę po czasowej bezdomności. Kończę robić kojec i pewnie spróbuję okleić budę styropianem. Dzięki, Tanako

  81. @Lewy
    5 listopada o godz. 7:31

    Już sam ślub jest dziwactwem (czymś nienaturalnym).

  82. pombocek
    6 listopada o godz. 15:55

    Wspaniale, że eksperyment się udał. Skoro pies zaakceptował swoje miejsce, z całą pewnością będzie zadowolony z przytulnego kojca.Zyskał dom, nie stracił wolności, więc jest to z pewnością ogromny powód do twojej radości i wszystkich innych, zainteresowanych jego losem .

  83. Lewy
    6 listopada o godz. 16:03

    Mój komentarz
    Można sobie wyobrazić jakim szokiem dla współczesnych było ogłoszenie przez Darwina teorii ewolucji. Świat się zawalił, natura człowieka została sponiewierana, akt stworzenia unieważniony, boskość gdzieś się zapodziała, pozostała otchłań przemocy, walki o byt, świat bez sensu. Takie wrażenie musiało wywrzeć na ludziach ogłoszenie wyników badań i dociekań Darwina w postaci książki o zwięzłym tytule – „O pochodzeniu gatunków”.

    Emocje wibrowały, widmo klątwy krążyło nad odstępcami od prawdy biblijnej.
    Nie może być, niemożliwe byśmy byli kontynuacją linii ewolucyjnej. Kłamstwo, jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo. Zestawianie człowieka ze zwierzętami, to objaw pogardy dla człowieka, kpina z majestatu, nihilizm (ulubiony termin Jarosława Ka). Spalić nieczyste księgi, posadzić tych którzy chcą doprowadzić do tragedii, chcą zniszczyć ludzkość.

    Przez więcej jak 150 lat ludzkość oswaja się z koncepcją ewolucji, której rezultatem jest człowiek rozumny i przez te 150 lat duża część homo sapiens nie jest w stanie stanąć na czele pochodu ewolucyjnego, który zhominizował zwierzę, wytworzył nas.

    Nadzwyczajność ludzkiej natury jest faktem, ale jej zwyczajność gdzieś tam w głębi, u podstaw też istnieje i daje znać o sobie częściej niż byśmy chcieli i tak jak dawniej tłumaczona jest spekulacjami o błędzie, pysze, grzechu, upadku za karę, itd.
    Pzdr, TJ

  84. @tejot
    6 listopada o godz. 17:50

    Wdał się w dziadka, który o tym pisał wcześniej. Aczkolwiek świat już na jego prace nie reagował tak, jak na wcześniejsze pisma, np. Lamarcka, i na konstatację, że człowiek musi pochodzić od małpy / jest małpą.

  85. Syn 2 ojców lub 2 matek ? Tu na Ziemi ? Niech w taką rolę wejdą pomysłodawcy takiego „rodzicielstwa „. Solenizant lada chwili przestanie cieszyć się autkiem , bo koleżeństwo powie mu , że najlepszy jest kontakt z naturą.

  86. bubekró
    6 listopada o godz. 17:39

    To jest genialna scena z arcygenialnej „Hydrozagadki” – której jestem wyznawcą. 🙂

  87. @Tanaka
    6 listopada o godz. 18:24

    i iija ija ą

  88. basia.n

    Dziękuję, basiu, że się cieszysz cieszeniem się Krawacika. Jutro mu powiem w czasie wręczania kojca, to potrójnie się ucieszy.

  89. tejot
    6 listopada o godz. 17:50

    Nadzwyczajność ludzkiej natury jest faktem, ale jej zwyczajność gdzieś tam w głębi, u podstaw też istnieje i daje znać o sobie częściej niż byśmy chcieli i tak jak dawniej tłumaczona jest spekulacjami o błędzie, pysze, grzechu, upadku za karę, itd.

    Tejocie, a co to takiego ta „nadzwyczajność ludzkiej natury”?
    Co jest nadzwyczajnego skoro zwyczajna ewolucja wyprodukowała człowieka?
    I co to jest takiego ta ludzka „natura”?

    „Zwyczajność gdzies tam w głębi” brzmi dla mnie niejasno i nietrafnie.
    „Zwyczajność” łączysz z przywołanymi kategoriami ocen moralnych różnych religijnych figlarzy: grzechu, upadku itp. To czym właściwie jest ta zwyczajność ?

  90. Nie chcem, ale muszem. Żabka odeszła (jak zwykle) zniesmaczona, ale ja rzucę pytanie w blogową przestrzeń: czy gdyby pombocek zabił dwa złapane szczury to też zasługiwałby na ostre potępienie? A lis w kurniku? Czy należy go dokarmić? A jak wygląda ocena sytuacji np. w parku Yellowstone, gdzie brzydkie wilki zabijały słodkie sarenki? Gdy wytępiono wilki, sarenki wyżarły całą roślinność na brzegach rzek, powodując załamanie ekosystemu. Dodam, że kret zabity humanitarnie przez człowieka wygrał los na loterii, bo w naturalnych warunkach zginie zapewne w o wiele bardziej bolesny sposób.

  91. @pombocek 6 listopada o godz. 15:55
    „Nikt mi nigdy tego nie da co mi moja buda da…” Kaczmarski dixit.

  92. bubekró
    6 listopada o godz. 17:49
    Pewnie, że jest dziwactwem. Ale skoro to dziwactwo istnieje, to ci inaczej przez naturę sformowani , niż „normalni” hetero, nie chcą być z tego dziwactwa wykluczeniu.
    Ale ja też im się dziwie, że im na tym zależy.

  93. bubekró
    6 listopada o godz. 18:27

    @Tanaka
    6 listopada o godz. 18:24

    i iija ija ą

    To znaczy: on powiedział, że cieszy się niezwykle z tego, że może wziąć udział, jako oficjalny reprezentant społeczności lokalnej, w spotkaniu na szczycie: jedna część ludzkości spotyka się i brata w drugą cześcią ludzkości.
    W tej oto historycznej chwili – on powiedział – że może się wspiąć ponad podziału, uścisnąć ręce wszystkim i dowieść, że resocjalizacja szmondaka-przestępcy, ktory przemycał na rynek gospodarki nieuspołecznionej elementy mogące służyć do budowy stosu atomowego, w pełni sie powiodła.
    On powiedział, że czuje się już w pełni zresocjalizowany razem z pijanym staruszkiem-liliputem udającym dziecko górala, ktory miał go w mgnieniu oka zlikwidować za pomocą scyzoryka, a zbrodnia ta nie miałaby żadnych walorów widowiskowych.

  94. Tanaka
    6 listopada o godz. 18:33
    Trochę niezręcznie się wtrącę, bo myślę, że tejot sam sobie da radę. Ale podejmę się egzegezy fragmentu tekstu tejota
    „..Nadzwyczajność ludzkiej natury jest faktem, ale jej zwyczajność gdzieś tam w głębi, u podstaw też istnieje i daje znać o sobie częściej niż byśmy chcieli i tak jak dawniej tłumaczona jest spekulacjami o błędzie, pysze, grzechu, upadku za karę, itd.

    Nadzwyczajność, to proste, i bez wpadania w pychę wobec braci mniejszych, czyli innych ssaków, czy nawet gadów , płazówi ryb. W końcu co nie co człowiek wymyślił, stworzył, ma swiadomość i pierwszy wylądował na księżycu.
    A zwyczajnośc, że jestesmy ssakami, jesteśmy okrutni, głupi, podli, wredni, podlegamy biologicznym instynktom a te instynkty przetwarzamy w bezsensowne z punktu widzenia przyrody przyjemności, gdy np. seks uniezależnił się od prokreacji. Ta kryjąca się w głebi zwyczajność, szczególnie wybucha jak gejzer, kiedy zabraknie reguł, kultury, obyczajów, kiedy owa cienka warstwa humanizmu zostanie starta i ze zdolnego doktora Mengele uczyni mordercę dzieci.
    Jesteśmy szczegolnym zwierzęciem. I chyba o to chodzi tejtowi,kiedy mówi o zwyczajności za owe „wstydliwe” , obrażające naszą pyche, wyjątkowość przypadłości, obarczamy Adama i Ewe, którzy wkurzyli pana boga.
    Ja się mojej zwierzęcości nie wstydze, nie odczuwam potrzeby, by szukać jakiegoś wytłumaczenia, że jest ona wypadkiem,który się przydarzył Adamowi, bo rzekomo, to jestem na podobieństwo stwórcy, który się wnerwił.
    Ba, ale ja, mimo, że ponoszę winę Adama, mam niesmiertelną duszę, i jak oczyszczę się z tego pierworodnego grzechu, to ta moja dusza nie bedzie sie smarzyla w piekle.
    No i są specjaliści, którzy mi to mogą załatwic u pana boga.
    Jest jedna rzecz, która mnie dziwi; Dlaczego ateista ma jakieś sumienie,postępuje moralnie ? Skoro wygodniej jest być ateistą bez sumienia, tak jak Kaczyński, Rydzyk i większość kleru. Po cholera nam jakas moralność ?
    Czasami żałuję, że nie ma boga i piekła, bo wiem, że te cyniczne, pozbawione skrupułow łobuzy nie będą się piekły w smole. I oni tez to wiedzą

  95. @Lewy
    6 listopada o godz. 19:18

    Chyba Cię polubię. Cholera.

  96. Qba
    6 listopada o godz. 19:30
    Też cię lubię

  97. @Na marginesie 18:35

    Odpowiem nie wprost. Gdy pojawiłem się dziś rano w pracy, pierwszą wiadomością, jaką usłyszałem od naszej recepcjonistki było to, że w budynku, na poziomie gdzie są umieszczone konie pojawił się szczur. Nic dziwnego, mimo że środek miasta. Podobno był bardzo agresywny. Niestety, nie dostanie szansy pojawienia się ponownie. Szansy tej pozbawił go stajenny. Ku uldze i nawet zadowoleniu recepcjonistki. Z niecierpliwością czekam na informacje o kolejnych pojawieniach. Nie wiem z całą pewnością co na to recepcjonistki i stajenni. Mogę się jedynie domyślać.

    Wilki. Na Roztoczu bytuje niewielka lokalna populacja wilków. Mają tam swoją ostoję. Niestety, w tym roku zabito już dwa. Chodzą słuchy, że kłusownicy. Przychylałbym się raczej do opinii, że jakiś myśliwy skłusował. Nasi myśliwi chyba nie życzą sobie konkurencji, żeby potem móc alarmować, że jelenie nadmiernie się rozmnożyły i trzeba zwiększyć limit odstrzałów. Bo niszczą uprawy.

  98. @Qba @Lewy
    I to jest konkret.

  99. Tanaka
    6 listopada o godz. 18:33
    tejot
    6 listopada o godz. 17:50

    Nadzwyczajność ludzkiej natury jest faktem, ale jej zwyczajność gdzieś tam w głębi, u podstaw też istnieje i daje znać o sobie częściej niż byśmy chcieli i tak jak dawniej tłumaczona jest spekulacjami o błędzie, pysze, grzechu, upadku za karę, itd.

    Tejocie, a co to takiego ta „nadzwyczajność ludzkiej natury”?
    Co jest nadzwyczajnego skoro zwyczajna ewolucja wyprodukowała człowieka?
    I co to jest takiego ta ludzka „natura”?

    „Zwyczajność gdzies tam w głębi” brzmi dla mnie niejasno i nietrafnie.
    „Zwyczajność” łączysz z przywołanymi kategoriami ocen moralnych różnych religijnych figlarzy: grzechu, upadku itp. To czym właściwie jest ta zwyczajność ?

    Mój komentarz
    Nadzwyczajność ludzkiej natury polega na tym, że człowiek od pewnego etapu ewolucji zaczął wytwarzać dużo bardziej złożone złożone narzędzia niż poprzedzające człowieka gatunki małp, zaczął postrzegać czas, wytworzył kulturę, która jest dziedziczona „pozagenowo” przez pokolenia, wytworzył złożoną organizację społeczną, która ewoluowała w związku z kulturą, a najważniejszym wyróżnikiem człowieczeństwa jest zdolność do posługiwania się językiem i nieodłącznie z nią związane wytworzenie się układu (sieci) pojęć, które z konkretów ewoluowały w abstrakcje, co pozwoliło człowiekowi zając się teorią będącą zbiorem zasad, reguł, praw oraz rozpoznaniem zasad logiki, co prowadziło do powstania nauki.

    Zwyczajność człowieka, to niższe piętra układu nerwowego oraz cechy somatyczne, które w przeciwieństwie do kultury niewiele różnią się od zwierzęcych, a w samych podstawach są tożsame ze zwierzęcymi.
    Pzdr, TJ

  100. @tejot
    6 listopada o godz. 20:17

    Rozumiem, że analogicznie nadzwyczajnością:
    – geparda jest jego szybkość
    – jeża są jego kolce
    – lwa jest jego siła
    – itd.
    Jeśli tak, to zgadzam się z przedmówcą, choć podziwianie człowieczej nadzwyczajności jest mi nieco obce. Właściwie to jestem trochę zawiedziony, że stosujemy tę nadzwyczajność głównie do zaboru dostępnych dóbr.

  101. Lewy
    6 listopada o godz. 19:18

    Lewy, widzę tu taką dychotomię: co zwyczajne, to prymitywniejsze i zwykle złe, a co nadzwyczajne, to wysoko rozwinięte i dobre.

    Nauka coraz silniej podaje w wątpliwość podział na dwa odrębne światy. Jesteśmy w całości zwierzętami, choć potrafimy prowadzić pewne bardziej zaawansowane operacje w umyśle niż nasi kuzyni.
    Gorzej, albo znacznie gorzej niż oni radzimy sobie jednak z innymi dzialaniami umysłów.
    Nasza podróż na Księżyc wygląda zaiste imponująco, zwierzęta nie skonstruowały rakiety księżycowej, to niezaprzeczalny fakt. Jednak chwalimy się własnymi wielkimi osiągnieciami, nie robiąc porównań. A nie robimy, czy nie robiliśmy do bardzo niedawna, zakładając, że zwierzęta to prymitywy, więc w ogóle nie ma czego z czym porównywać.
    Bardzo jednak możliwe, że mają one osiągnięcia nie mniejszej miary, daleko wykraczające poza jakąś zwyczajność, choć nie potrafią wymyślić teorii względności i zapisać jej matematycznie.
    Dość zauważyć, że świecie ludzi, człowiek ułomny, chory, z cięzką niesprawnością ciała czy umysłu, gdy pokona swoją głęboką słabość, może tym samym dokonuje większego wyczynu niż nasza podróż na Księżyc?
    Warto przy tym zauważyć, że podróż na Księżyc to dzieło bardzo wąskiej, zdecydowanie niezwyczajnej grupy ludzi. reszta jest nadzwyczajnie przeciętna.

    Dobro – zło, to kategorie wartościujące. Niby nie do zastosowania w świecie ludzi w relacji wobec zwierząt. A tymczasem i to jest już zupelnie podważone przez naukę. Zwierzęta zdolne są do kierowania się najwyższymi wartościami jakimi się posługujemy w naszym świecie, a może i wyższymi.
    Tylko ludzie czynią zło dla zła i tylko oni są okrutni. W świecie zwierząt chyba tylko orki potrafią – na bardzo ograniczoną skalę – coś podobnego jak ludzie.

  102. no nie, esencja blogowa, muszę to wydrukować pogrubionym pismem:
    ..Dodam, że kret zabity humanitarnie przez człowieka wygrał los na loterii, bo w naturalnych warunkach zginie zapewne w o wiele bardziej bolesny sposób
    Dwieście plus jeden krecików opuściło świat dzięki humatarnitarnej i strasznie skutecznej trójzębnej haczki do kartofli. A potem walnięcie w mur.
    Ja nie sugeruję alkoholu ani żadnych używek, raczej bezgraniczne oddanie się idei blogu ateistów. Co to za idea?, nie wiem ale wymaga wyparcia się nawet zdrowego rozsądku już nie mówię o ludzkich uczuciach, bardzo bliska jakiegoś przykazania
    1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.

  103. to także znalazłam w archiwach, blogowicza szanuję chociaż kotów nie lubi :
    @sugadaddy
    9 września o godz. 10:52
    Prof. Kotarbiński:
    „Ze prawość, męstwo, Dobre serce, godne szacunku SA, o oszukaństwo, głoszenie kłamstw ZE strachu, znęcanie SIĘ nad słabszymi – godne pogardy SA, To Jest równie oczywiste Jak to, ZE JEST słodki cukier, a słona Sol. I nie potrzeba żadnych uzasadnionych pozaludzkich ”.
    W tym jednym zdaniu zawartym jest cała mądrość, jak być porządnym człowiekiem.

  104. Lewy
    6 listopada o godz. 19:18

    Mój komentarz
    Lewy, zgodzę się tobą. Najprawdopodobniej koncepcja grzechu pierworodnego, to próba wyjaśnienia skąd się bierze komponent zwyczajności, tfu – zwierzęcości w człowieku i dlaczego tej zwyczajności należy nadać piętno grzechu źródłowego, nieodłącznego, od którego może uwolnić tylko obrzęd, czyli kontakt ze stwórcą.
    Logiki jest mało w tym, ale ta koncepcja działała przez wieki w obrębie tej części kultury, która związana była z religią.
    Pzdr, TJ

  105. Tanaka
    6 listopada o godz. 20:37
    Zgadzam się z Toba, że ten podział jest trochę sztuczny(sztywny), ale takie jest nasze myslenie, że dla zrozumienia upraszczamy.
    Ale musisz przyznac, ze pod jednym względem jestesmy wyjątkowi. Żadne inne zwierze nie jest w stanie tak zniszczyc zycia i siebie samego jak człowiek. Potężne dinozaury zniszczył meteoryt. My sami sobie poradzimy.
    To znaczy, przyroda da sobie rade i tak jak po dinozaurach, dała szanse ssakom i nam, tak po nas, znowu spróbuje z jakimiś rozsądniejszymi szczurami, żeby się wueoluwały w istoty inteligentne bez Trumpa, kościoła i innych łotrów.
    Może będzie próbowała jeszcze kilka razy aż do skutku. W końcu ma czas, bo Słońce zacznie puchnąć dopiero za 5 miliardów lat.

  106. @Lewy 6 listopada o godz. 19:18

    Alternatywna eksplikacja „wyjątkowości” homo sapiens – w ostatniej książce Yuvala Harari. Chodzi o umiejętność kreacji współdzielonej wirtualnej rzeczywistości – która jednoczy i mobilizuje do działania. Buddyzm, katolicyzm, pieniądz, Microsoft…

  107. żabka konająca

    Ty insynuatorko, niechluju i przekręcaczu cudzych tekstów, stoi w tekście jak byk, że dwa krety zabiłem, a ze 200 złapałem i wywiozłem, szkarado. Haczka do kartofli służyła do wyrzucanie kretów na powierzchnię bez robienia im najmniejszej szkody. Jak Boga kocham, czysta katolicza bez cienia wstydu. Tfu, na psa urok!

  108. żabka konająca
    6 listopada o godz. 20:51
    Żabciu, pozdrawiam. Ciekaw jestem co ty masz w papierach na mnie. Jestes w zbieraniu materiałów na podejrzanych równie skuteczna, jak jakies KGB czy FBI.
    Czy mógłbym zajrzec do Twoich archiwów i zobaczyć, co ja gadałem na twój temat 2 albo 3 lata temu. Ja niestety nie prowadzę takiej dokumentacji, jestem strasznym bałaganiarzem. Podziwiam twoją skrupulatność i dokładność. Szkoda, że nie wykorzystałas tych cech by zostać astronomem. Tam takich dokładnych ludzi bardzo potrzebują

  109. pombocek
    6 listopada o godz. 21:07
    Jureczku, nie denerwuj się. Żabcia ma zanotowane że nie było żadnych 200 kretów, a dwa, nie da sie ukryć, wysłaleś do bozi szpadlem. Zabcia ma haki na wszystkich, na mnie też. Dlatego drżę ze strachu, jak je ujawni.

  110. Na marginesie
    6 listopada o godz. 21:03
    Też, namarginesko. Dzięki Tobie czytałem i zaakceptowałem

  111. powyższe między innymi dla: @Lewy, @paradox57, @Qba, @act, którego nie znam, ale za to on mnie zna – prawo plotkarza.
    Czasem jest tak, że jeden talent wyjątkowy przytępia inne szlachetne zalety, jakaś zasada równowagi w przyrodzie musi działać stąd @basia.n jest przeze mnie rozumiana.
    @J.Pieczul może do mnie nie pisać, ja nie czytam tego łajdactwa. Kłamstwo udowodnione, bestialstwo również. Wszystkie komentarze odsłaniają wyjątkowo podły charakter, a jeśli Pieczul szuka konfesjonału na blogu ateistów wraz z rozgrzeszeniem to dobrze trafił, nawet właściciel świątyni spolegliwy.

  112. Tanaka
    6 listopada o godz. 20:37

    Mój komentarz
    Zwierzęta (małpy) mają mniejsze mózgi oraz nie przeszły takich etapów ewolucji jak homo, nie nabyły takich zdolności do abstrakcyjnego myślenia oraz planowania (co wiąże się z postrzeganiem czasu). Nadzwyczajność człowieka jest im niedostępna.

    Biolodzy chyba już piętnaście lat temu zrezygnowali z nauczenia małp języka artykułowanego, ponieważ małpy nie mają wykształconego aparatu mowy, chociaż są na tyle inteligentne, ze można ich nauczyć komunikowania się między sobą językiem migowym, czy jakimś innym.

    Małpy nie mają aparatu mowy dlatego, że ewolucyjnie nic by to im nie dało. Mimo że człowiek w podobnie do małp rodzi się w stanie podobnym jak one, lecz mózg i psychika oraz inteligencja kształtują się w nim przez kilkanaście lat (do 25).
    Małpy mają po urodzeniu mózgi tak samo małe chyba jak człowiek, lecz u człowieka mózg, a z nim psychika oraz inteligencja rozwijają się przez kilkanaście lat i przez te kilkanaście lat wchłaniają z otoczenia ludzkiego kulturę i wiedzę oraz logikę zawartą w języku mówionym. U małp jest to kilka lat. Na te kilka lat małpom inie jest potrzebny duży mózg.
    Pzdr, TJ

  113. Tanaka napisał:
    „Tylko ludzie czynią zło dla zła i tylko oni są okrutni”

    Mój komentarz
    A lis co wyprawia, gdy znajdzie się w kurniku?
    Pzdr, TJ

  114. @paradox57 6 listopada o godz. 19:45
    O tym, jak funkcjonuje zrównoważony ekosystem nadal wiadomo stosunkowo niewiele. To jedna prawda. Wystarczy, że jeden gatunek nadmiernie się rozmnoży i… kończy jak wirus który „pokonał” żywiciela.

    O tym, jak ludzie demonstrują solidarność z niektórymi zwierzakami… No właśnie. Solidarność ludzka rzecz. Niedawno widziałam amatorski filmik o tym jak krokodyl prawie pożarł antylopę. Mięsista, smakowita gnu wyrwała mu się po dłuższej szarpaninie, z rozoraną i bezużyteczną tylną nogą. A to wszystko przy akompaniamencie tryumfalnych okrzyków jakiejś pani. Antylopa uratowana! No i hosanna! Znając realia, to raczej tylko na chwilę. A z kolei krokodyl nadal głodny. Tylko kto by się przejmował krokodylem?

    A te podchody myśliwych… trzecia prawda i chyba najważniejsza. Los zwierząt – tak czy siak – w sumie i tak zależy od konkretnych interesów homo sapiens. Widziałam wywiad z afrykańskim tubylcem, który oburzony perorował, że po co obcy biały człowiek się wtrąca do spraw pasterzy. Jakiś rezerwat, sanktuarium dla lwów? Kto to słyszał? Przecież Masajowie od wieków „współistnieją” z lwami. Los lwów powinien spoczywać w rękach Masajów! No tak, a kuku. O tym, że Masaj w dzisiejszych czasach ma karabin nie było wzmianki. No ale gdyby Masaj zrozumiał, że turyści… I że lepiej się opłaca Masajowi żywy lew? To insza inszość. I tylko na to lew może liczyć.

  115. @Lewy
    6 listopada o godz. 21:03

    Co do dinozaurów, to aktualna teoria mówi o meteorycie. Poprzednie teorie sugerowały inne przyczyny. A może było tak, że dinozaury rosły i wyżarły wszystko do gruntu? Jak ludzie dzisiaj.

  116. @tejot 6 listopada o godz. 21:28
    Lis w kurniku czyni dobro – dla lisa 🙂

  117. @tejot
    6 listopada o godz. 21:28

    Lis w kurniku robi to co robi. A my – właściciele kurnika – osądzamy go okrutnie. Czy przesadzamy? Przecież niszczy naszą własność. Kury są naszą własnością. Hodujemy je, by je pożreć.

  118. @lewy nie drżyj, sam się ujawniasz.
    Przy okazji, kwiaty na grobie króla Leopolda II złożyłeś?, bo chyba w tym momencie twojego podziwu dla kolonializmu jako źródła postępu rozstaliśmy się.
    Ps1.Ja mam dobrą pamięć, nic ponadto – kojarzę nick z poglądami, czasem wymaga to trochę czasu żeby znaleźć oryginał. Jeśli zajdzie taka potrzeba – jest we mnie taki sprzeciw wobec kłamstwa, pogardy i poniżenia że czasem się postaram.
    Ps. na EP poleciłam prognozy i zalecenia naukowców dotyczące zagrożenia dla Ziemi i ludzkości. 11 000 ludzi nauki zaleca wstrzemięźliwość w dogadzaniu sobie, w tym zapewne mają na myśli papier toaletowy, który zanim stanie się mięciutki i śnieżnobiały musi przejść wiele metamorfoz zużywając surowców i energii. Zacznij przystosowywać się – liść?

  119. Qba
    6 listopada o godz. 21:34
    Może wyżarły. To tez może być prawdą. Chociaz wtedy trawy nie brakowała, a była wysoka jak drzewa, a paprocie jeszce wyższe.
    Jest jeszcze taka teoria, ze dinozaura przestały interesowac się seksem, po prostu nie podniecały sie wzajemnie, nawet pedały, i dlatego nie rozmnażały sie i wymarły.
    A moze po prostu nie opiekowały się swoimi jajami ?

  120. @

    Jestem zachwycony możliwością myślenia. I jestem przerażony tym, do czego to myślenie wykorzystują moi współplemieńcy. Chciałbym ograniczyć się do tego, co czyni @pombocek m.in. z Krawacikiem. Ale nie potrafię. Za dużo widziałem, słyszałem, czytałem. Widzę świat, jako coś, co pragnę poznać. Rozebrać na części. Sprawdzić, jak funkcjonuje. By móc naprawić. Być może poprawić.

  121. @żabka konająca 6 listopada o godz. 21:44
    W latrynie zamku w Malborku wiszą na gwoździu liście kapusty. Chyba sztuczne, ale ten lokalny koloryt… Co do papieru toaletowego, czytałam wywiad z jakąś sławną aktorką, która twierdziła, że wystarcza jej jeden arkusik… Ekologia w życiu codziennym! Moja reakcja: takiej osobie chyba nie podam… ręki. A co do liści – naprawdę proponujesz ogołocenie roślin? I tak jest ich coraz mniej. Poza tym rośliny przecież też odczuwają ból i strach. Liście??? Jak możesz!

  122. o @Lewy – o ilości kretów jest wyraźnie w brudnopisie. Trzeba się doczytać w tej paplaninie o wszystkim i niczym, razem z Orszulką która odeszła (?). Pamiętam że @mag również zaprotestowała, obie chyba napisałyśmy że krety są pod ochroną i od tego czasu moja sympatia dla rzeźnika zaczęła maleć. Do nieskończoności.
    Wystarczy.

  123. żabka konająca
    6 listopada o godz. 21:44
    Żabciu, powaznie, to ty się podcierasz liśćmi ? Musze przyznać, że to ekologiczne, ale jednak dosyć kłopotliwe. No bo jak ja muszę zrobić kupę np. w filharmoni (tzn. w ubikacji w filharomoni, to skąd ja tam znajdę jakiegos liścia) A ja czesto chodzę na koncerty.
    Jak ty to robisz ? Masz w torbie zapas liści na wypadek, gdyby cie naszła potrzeba ?
    Poradź, proszę.

  124. @namarginesko
    Amoże Żabcia ma na myśli liście wielokrotnego użytku ? Taki liść się umyje jak widelec czy łyżkę i można ponownie użyć. Czy to tak się dzieje Żabciu ?

  125. @Na Marginesie, przeczytaj na EP artykuł w oryginale, ja tu sobie żartowałam bo dawno temu (znowu haki na Lewego) blogowicz poświęcił spory tekst wybrzydzaniu szarości PRL-u, w tym szczególnie papieru toaletowego. Dopiero we Francji odczuł różnicę w podcieraniu się.
    Teraz już naprawdę wystarczy.

  126. @Lewy
    6 listopada o godz. 21:56

    Tu Cię, niestety, nie lubię. Kopanie leżącej? Po co? Przecież już leży i kwiczy żabim zwyczajem.

  127. @Lewy prowokuje do rozmowy, całkiem poważnie wyjaśniam: chodzenie do filharmonii, oglądanie wystaw mistrzów malarstwa i innych dziedzin sztuki, podróżowanie (w tym poznawanie różnych kultur) a nawet o zgrozo! czytanie lektur i obcowanie ze wszystkim co piękne i wzniosłe w postaci tzw.” przeżywania” to jest bardzo niewiele, właściwie nic jeśli nie potrafisz pomóc drugiemu, czy uratować jakieś małe zwierzęce życie. Kapewu?

  128. Qba
    6 listopada o godz. 21:50

    Jestem zachwycony możliwością myślenia. I jestem przerażony tym, do czego to myślenie wykorzystują moi współplemieńcy

    Uciąłem dziś małą pogawędkę ze współplemieńcem. Zapytał mnie ni z gruchy o postępy w pogodzie. Ja mu na to, że nie wiem jaka będzie za tydzień czy dwa, ale wiem, że się oddala coraz mocniej od stanów obowiązujących przez tysiąclecia i więcej.
    Współplemieniec się zatroskał. Sapnął i rzucił peta na ziemię.
    Co to ta ludzkość wyprawia, proszę pana! – dorzucił.
    Następnie otworzył bagażnik auta, zawartość wyrzucił na ziemię i ostro ruszając, zniknął za dymkiem. Już nie z peta, a z rury.

  129. @

    Po tym Cię poznać, czym się podcierasz!
    A ja oświadczam Wam tu i teraz,
    Że gdy wybieram się z suką na „zakupy”,
    Zabieram z sobą papier do dupy.
    Nie całą rolkę, lecz listków sześć.
    Aby na temat ten przestać pleść
    Stwierdzam dosadnie i ostatecznie,
    Że niekulturalnie i niegrzecznie
    O podcieraniu pisać publicznie.
    Oraz – być może – niehigienicznie.
    I chyba z tłumu się tym wyróżniam,
    Że bardzo prywatnie się wypróżniam.

  130. Lewy
    6 listopada o godz. 21:47
    Qba
    6 listopada o godz. 21:34
    Może wyżarły. To tez może być prawdą. Chociaz wtedy trawy nie brakowało, a była wysoka jak drzewa, a paprocie jeszce wyższe.

    Mój komentarz
    Od tego by nie wyżarły, były drapieżniki. Żyli obok siebie roślinożercy i drapieżniki. Tych ostatnich jest zawsze mniej niż ich żywicieli-roślinożerców. Drapieżniki bytują w danym ekosystemie w równowadze z ich żywicielami. Żywiciel nie może być znacznie szybszy i silniejszy od drapieżnika, bo drapieżniki by wyginęły. A z kolei drapieżnik nie może być mocno sprawniejszy od żywicieli, bowiem w krótkim czasie nadmiernie by się rozmnożył jako gatunek i wytępił żywicieli.

    Drapieżnik powinien być tak sprawny, aby upolować tyle ile trzeba dla przetrwania gatunku, a żywiciel tak zbudowany, aby wybronić się w takim procencie osobników przed atakami drapieżników, by trwać w równowadze dalej.
    Dotyczy to warunków, ekosystemów naturalnych ukształtowanych przez czas wystarczający do ewolucyjnego przystosowania się gatunków.

    Nagłe wprowadzenie jakiegoś gatunku do ekosystemu „obcego” może zaburzyć rownowagę w nim.
    Pzdr, TJ

  131. Qba
    6 listopada o godz. 22:33

    Z tłumu wyróżniony
    wyszedł z pieskiem
    pan –
    spóźniony

    Piesek strzelił raz i drugi
    (za całodzienne zasługi)
    Pan pomyślał:
    też strzelę
    choć strzelam w niedzielę

    No i strzelił.
    Anieli zbaranieli

    Co to się robi
    przy niedzieli

  132. Tanaka

    Myślałem, że już chrapiesz, Tanako. więc zerknij. Prawie skończyłem szyć kojec dla Krawacika. Jeszcze tylko ten dziób, który mi się z gorączki z okrętem pomylił, poprawić i jutro wiozę.

    https://photos.app.goo.gl/ohNJbz5LiawjTBSD7

  133. @Tanaka
    6 listopada o godz. 22:39

    Ach! Cóż za finezja! To piesek strzelił.
    A to pan miał fuzję i tak się wybielił.
    A na fuzji wielka przytwierdzona lupa.
    A ze strzału wyszła niewielka kupa.
    Jeno nie wiem co do tego mieli anieli.
    I dlaczego stało się to przy niedzieli.

  134. @pombocek
    6 listopada o godz. 22:42

    Doceniam pracę uszycia kojca. Bo …
    Towarzyszyło mi w życiu psów kilka, płci obojga. I zawsze, zanim legły spać w swoich kojcach, to je skołtuniły doszczętnie.
    Wyszła z tego tradycja – rano porządkowałem kojec, a wieczorem ona/on kojec demolował. Jakoś im spanie na gładkim nie pasowało.

  135. Qba
    6 listopada o godz. 22:50

    Qbo, przecież mówiłem, że nie mam doświadczenia z opiekowaniem się zwierzakami, ja tylko zabijam. Na przykład dziś: cztery krety, jednego jenota i dwie sarenki. Nie będę już udawał humanisty i ogrodnika – niech się leje krew. Bardzo zresztą lubię pić świeżutką, jak paruje.

    Mam nadzieję, że Krawacik nie narozrabia, bo ciut za stary – 12 lat, poza tym buda trochę mała, żeby wariować. A jeśli – to najwyżej kupię ze sześć małych poduszek i niech se robi, co chce.

  136. Qba
    6 listopada o godz. 22:50

    Doceniam pracę uszycia kojca. Bo …
    Towarzyszyło mi w życiu psów kilka, płci obojga. I zawsze, zanim legły spać w swoich kojcach, to je skołtuniły doszczętnie.

    Pies jest drapiszon. Wejdzie i rozdrapie. I musi skołtunić, bo mu pańskie porządki i poglądy estetyczne nie pasują. Ma własne.

  137. Qba
    6 listopada o godz. 22:45

    Jeno nie wiem co do tego mieli anieli.
    I dlaczego stało się to przy niedzieli.

    Bo przy niedzieli jest ładniej
    podejdzie parafianin
    i zagadnie:
    cóż tak, sąsiedzie,
    na trawę sracie?
    Jest wszak powiedziane:
    zesrał się w gacie

    Na to srający odpowie:
    jestem wszak dobry człowiek
    sranie na trawę relaksuje
    i – pacz pan – pies to pojmuje.

  138. pombocek
    6 listopada o godz. 22:59

    Dobrą alternatywą jest słoma, o ile w okolicy jest jakikolwiek rolnik indywidualny, bo o to coraz trudniej.

  139. tejot
    6 listopada o godz. 22:38

    Drapieżnik powinien być tak sprawny, aby upolować tyle ile trzeba dla przetrwania gatunku(…)

    Pojęcia „powinności” należy unikać w ekologii jako nieuprawnionej antropomorfizacji. Mnie natomiast stuprocentowo przekonują poglądy reprezentowane i znakomicie opisane przez Dawkinsa. Jeśli coś się w przyrodzie powinno, to starannie przeczytać „Fenotyp rozszerzony”. 🙂

  140. Szary Kot
    6 listopada o godz. 23:17

    Jest jeden rolnik, ale nie ze słomą – z sianem. W belach. Myślałem o czymś takim, ale musiałbym mieć większą budę, tyle że wszystkie zajęte. Trafiła się tylko jedna wolna, trochę mała. Kupiłbym większą w sklepie lub sam zrobił, ale nie chce mi się już majstrować, a poza tym znajomi z wioski powiedzieli, że nową – „zap…dolą”.

  141. Szary Kot
    6 listopada o godz. 23:28

    Ano właśnie, Szary Kocie, masz rację z „powinnością”, która sugeruje planowość działań. Jest takich wyrazów w powszedniej komunikacji sporo, ale nie mam już dziś głowy, żona się gówniano czuje. Sądzę jednak, że tejotek, ma pełną świadomość tego jak trzeba mówić, tyle że stereotypy mocno się trzymają nawet trzeźwych głów.

  142. @Szary Kot 6 listopada o godz. 23:28
    Ale „powinien” w tym kontekście nie oznacza obowiązku, tylko wymóg.
    To jest warunek konieczny do przetrwania.

  143. Na marginesie
    6 listopada o godz. 23:43

    Spróbuję odpisać jutro. Dobrej nocki.

  144. żabka konająca
    6 listopada o godz. 5:07

    Oczywiście od @zza kałuży nie mogę wymagać takiej nadwrażliwości ponieważ jak sam wielokrotnie podkreślał zarówno ciąże, porody i wychowanie jego dzieci przebiegały bezproblemowo.
    Przecież to jest nieprawda.
    Z rodzeniem i z byciem w ciąży rzeczywiście moja żona nie miała jakichś specjalnych trudności i na tle opowieści wielu innych pań mogę uważać się za w czepku urodzonego.
    Gdzie natomiast chwaliłem się bezproblemowym wychowaniem moich dzieci to już zapomniałem. Wygląda mi to na wytwór nieskrępowanej przywiązaniem do prawdy wyobraźni @ żabki konającej.

  145. Natomiast reszty wpisu @ żabka konająca z 6 listopada o godz. 5:07 kompletnie nie zrozumiałem.
    Zdaje się mówimy zupełnie innymi językami, które tylko przez przypadek posługują się tak samo wyglądającymi wyrazami. A zatem na przyszłość dam sobie spokój.

  146. zza kałuży
    7 listopada o godz. 0:26
    To było w czasie Wojny Stuletniej, kiedy to Anglicy systematycznie lali Francuzów. Ale do czasu, bo w końcu uridziła się Joanna D’Arc i odmieniła losy wojny.
    Pewnego razu udało się francuskiemu rycerzowi zrabować Anglikom książkę. A książki wtedy były w wielkiej cenie, bo to jeszcze przed Gutenbergiem. Ten cenny łup postanowił ofiarować swojej damie. Ta się poczatkowo ucieszyła, ale zaraz się rozczarowała.
    – To nie po francusku, to po angielsku!
    – Skąd wiesz, że po angielsku ?
    – Bo nic nie rozumiem
    – Ale przecież litery są takie same. Poparz , o tu „a”, tu „m” , tu „o” .To musi być po francusku, bo litery są francuskie
    – Ale ja nic nie rozumiem.
    Bo tu wyrazy nie były takie same.

  147. Kłopot dla szkalowanych – np. przez szkaradę żabkę udającą anielicę – jest ten, że nikt prócz szkalowanego nie poszuka dowodów szkalowania. Plus natomiast – że blogowicze poziomem intelektualnym przewyższają wszystkie żabki na świecie wielokrotnie, więc szkalujący płaz udający motylka od lat jest znany z udawania motylka z pomocą krętactw, kłamstw, insynuacji i udawania, że umie czytać. Tylko dla samego siebie jest on tajemnicą.

    Oto jeden z wielu przykład jego uczciwości w czytaniu i publicznym obrabianiu dupy autorowi.

    „o ilości kretów jest wyraźnie w brudnopisie. Trzeba się doczytać w tej paplaninie o wszystkim i niczym”

    „Dwieście plus jeden krecików opuściło świat dzięki humatarnitarnej i strasznie skutecznej trójzębnej haczki do kartofli. A potem walnięcie w mur”

    A oto z czego tak sobie wyczytała obrabiająca ludziom dupę kołtunka (nawiasem mówiąc, to nie był żaden brudnopis, lecz od lat gotowy i publikowany literacki tekst, który ta szkolona może nawet w liceum anielica, z powodu formy „ja” przyjęła jako zwierzenia i śmiertelnie prawdziwy życiorys – co jej dawno temu wytknąłem – a nie jako literacki wymysł, dlatego, swoim szkaradnym zwyczajem, wie lepiej od autora, kiedy co miał na myśli).

    „Chcesz kogoś wykopać – wpierw go poznaj. Poznałem, wziąłem trójzębną haczkę do kartofli i już nie miały szans. Przykro mówić, parę pierwszych sztuk zatłukłem. A złapałem przez ileś lat ze dwieście – strasznie byłem skuteczny. One też: co jedne wyrzuciłem – przychodziły następne.
    Opowiem, jak przestałem tłuc. (…)
    Odtąd obchodziłem się z nimi jak z jajkiem: sypałem do wiadra ziemi, wkładałem złapane stworzenia – od razu się chowały, bo miały w czym – i spokojnie siedziały. Wywoziłem parę kilometrów w las i z całym szacunkiem wypieprzałem razem z ich środowiskiem”.

    Szkarada, podobnie jak pisowate, powie prawdę, jak się pomyli.

  148. A komary można tłuc?
    Bo tak się tłumaczycie. 🙂

  149. Dopiero rano mogłem przeczytać wieczorne wpisy i widzę, że rozgorzała gorąca dyskusja o sposobach podcierania. Więc spóźniony, chciałbym dorzucić jeszcze jeden załatwiający jednocześnie problem zużycia papieru i recykling. W czasach moich studiów mówiło się, że do podtarcia wystarczy bilet autobusowy (trolejbusowy). Opis sposobu pozostawiam dla ewentualnych ciekawych lub domyślności tychże.

    Co do wpisów rzeczonej. Coraz bardziej podnosi poprzeczkę. Niedługo będzie musiała przystawić drabinę lub wynająć podnośnik koszowy.
    A zaleca wstrzemięźliwość.

  150. Dziś nad ranem i rano pstryknąłem, jak wygląda podjazd pogotowia ratunkowego pod klatki schodowe zastawione blaszakami. W tym wypadku pogotowie nie musiało wywozić chorego alarmowo do szpitala, ale nietrudno sobie wyobrazić gorszą sytuację, kiedy ratownicy musieliby marnować czas na slalomy między blaszakami, żeby się przedostać z chorym do karetki. Straż pożarna ze swoim sprzętem miałaby jeszcze gorzej. A obok jest prawie pusty parking. Tyle że kosztuje gigantyczne pieniądze: 50 zł na miesiąc.

    Powiedziałby ktoś: tak malutka rzecz, że niewarta uwagi. To i ja powiem: 50 zł na miesiąc za parking i przejście tych paru metrów dalej do parkingu to tak malutka rzecz, że niewarta uwagi. Ale w razie biedy jest swobodny dostęp ratowniczych służb do bloków. Nie wiadomo kiedy i co ta malutka może ratować.

    Ślepy widzi, że cywilizacja to na ciele największego na ziemi pasożyta i szkodnika ledwie cieniutka, błonka, którą mucha zdmuchnie, przelatując. Bo najwyższą i najpowszechniejszą wartością są grabie. Postęp postępem, a one grabiły, grabią i będą grabić – do siebie.

    Kultura blaszactwa się umacnia: wszystko w służbie blaszaka.

    https://photos.app.goo.gl/1U39YMgzem7iJjar7

  151. @Ewa-Joanna 7:44
    Też nie można. Kiedy miałem praktykę studencką w Białowieży, jeden z tamtejszych pracowników BPN, ciągając nas po chaszczach tłumaczył, że jeśli znajdziemy na sobie kleszcza, nie powinniśmy go zabijać, tylko wyrzucić. Zmarł na kleszczowe zapalenie mózgu.

  152. PS. Jeden z moich kolegów z pracy mówi o mnie, że mam zmarnowany dzień, jak nie kopnę staruszki. Więc sama widzisz, że mam się z czego tłumaczyć.

  153. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 7:44

    Masz rację, ale wybiórcza pięknoduchowość – czyli pomijanie zabijania mniej ważnych bożych stworzeń, których pięknoduchy akurat w swym pięknym zaślepieniu nie zauważają lub zauważać nie chcą, to oczywistość ich logiki, której nikt żadną argumentacją nie skieruje na mądrzejsze tory.

  154. @Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 7:44

    A komary można tłuc?

    To zależy. Jeśli jest się praktykującym Dżainistą, https://en.wikipedia.org/wiki/Jainism, to nie.

    Ja nie jestem, więc tłukę. Ale już karaluchy i pająki wynoszę za drzwi, a muchy staram się nakłonić do wylotu przez drzwi (najczęsciej bezskutecznie). Nie protestowałem też, gdy Kocurski tarmosił i pożerał myszy, ale on na pewno Dżainistą nie był…..

  155. @Herstoryk 8:48

    Nie mogłeś mu wytłumaczyć, że to niemoralnie?

  156. PS. Tym samym dołączyłeś do grona blogowych zwyrodnialców i morderców. Puszczałeś Kocurskiego luzem.

  157. @paradox57
    7 listopada o godz. 8:13

    Roztargniony uczony,
    By zasadzić pietruszkę,
    Zamiast swoje zagony
    Skopał troszkę staruszkę.

    Naukę z tego wyciągam niewielką:
    Gdy cię gryzie sumienie,
    To odpowiedzialność wszelką
    Przerzuć na roztargnienie!

  158. @paradox57
    7 listopada o godz. 9:04

    PS. Tym samym dołączyłeś do grona blogowych zwyrodnialców i morderców. Puszczałeś Kocurskiego luzem.

    Żeby tylko! Chwaliliśmy go za te myszy! Dla nas kot to osoba, a nie zabawka, myszy są jego naturalnym jadłem, a nie karma z utylizacji. Tak a propos, to parę tygodni temu mieliśmy na obiad polędwicę z krokodyla, a gdy nam się trafi kupić filety z rekina też je ze smakiem zjadamy. Krokodyle i rekiny mogą jeść ludzi, a jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.

  159. Szary Kot
    6 listopada o godz. 23:28
    tejot
    6 listopada o godz. 22:38

    Drapieżnik powinien być tak sprawny, aby upolować tyle ile trzeba dla przetrwania gatunku(…)

    Pojęcia „powinności” należy unikać w ekologii jako nieuprawnionej antropomorfizacji.

    Mój komentarz
    Ewolucja, to mechanizm, w którym występują zależności nie mające wiele wspólnego z potocznym przyrównywaniem ich do moralności, etyki, planowego działania, zamiarów, itd.
    Niemniej w biologii używane są tego rodzaju pojęcia, jak np. strategia przetrwania, np. ten gatunek obrał taką strategię, inny inną w rozwoju ewolucyjnym, co w skrócie ma wyjaśniać linię, ciąg następstw ewolucji, która nie została obrana z jakimś zamiarem, lecz zaszła.
    Pzdr, TJ

  160. O dinozaurach coś pamiętam w tomacie ich zdrowia, na przykład tu:
    https://www.theguardian.com/science/2016/apr/18/dinosaurs-in-decline-long-before-asteroid-catastrophe-study-reveals

    Oczywiście nie ma zgody wśród paleontologów, jedni twierdzą, że były o krok od wymarcia (bioróżnorodność spadała). A inni mówią „e, tam”.

    Dinozaury lubimy bo z nich wyewoluowały ptaszki, ale z gadami i płazami ten blog szczęścia nie ma. Za to ssaki to ho ho, nasi.

    Też pamiętam w Malborku liście kapusty, i wielką „gdańską” wieżę, którą kleszki srały na ludność.

  161. @Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 7:44

    Mnie narodu wybawca
    Jawi się jako sprawca
    Mordu z premedytacją
    Przed wczorajszą kolacją,

    Kiedy z wielkim rozmachem
    Oraz niewielkim strachem,
    Za przelaną krwawicę
    Utłukł komara samicę.

  162. W epoce bidetów i sedesów z ciepłym wodotryskiem i suszarką egzotycznie jest wspomnieć bilet autobusowy albo papierek od cukierka czy też garść mchu lub wiecheć lnianych paździerzy 😉
    Moi rodzice wspominali, jak pilnie trzeba było wycinać zdjęcia Stalina z gazety, zanim powiesiło się ją (pociętą na arkusiki) na gwoździu w wygódce.

    Oj, biedna babcia Boba 🙁
    Gdzie nie trafi, nikt jej nie rozumie i nie ceni.
    Na szczęście Bob już nie ma trzech latek, przestał zazdrościć chromowanych samochodzików, a na jego urodziny przybywa (zamiast stada dorosłych homoseksualnych przyjaciół rodziny) chmara amerykańskich rówieśników.
    I tak trzymać 😎

  163. @ izabella
    7 listopada o godz. 10:20

    Też pamiętam w Malborku liście kapusty, i wielką „gdańską” wieżę, którą kleszki srały na ludność.

    Wawel krakowski też miał taką wieżę, dokąd Jagiełło udawał się piechotą, co świadczy, że jego królestwo nie był cywilizacyjnie zacofane w porównaniu z Niemcami.
    Czy syn i następca Jagiełły, Władysław nazwany pośmiertnie Warneńczykiem, nadwiślański prekursor LGBT (a może nawet dżenderyzmu 😉 ) baraszkował tam ze swoimi chłopiętami jest mało prawdopodobne. Urządzenie było otwarte i raczej na widoku publicznym. Wspomniany wyżej Jagiełło był ponoć najbardziej wyluzowany i otwarty na prośby petentów właśnie tam.

  164. U mnie zakończyły się właśnie niezapowiedziane ćwiczenia z ewakuacji budynku w ramach ćwiczeń przeciwpożarowych. Niezapowiedzianość ich polegała na tym, że od poniedziałku nie mówiło się o niczym innym. W związku z tym, co bardziej zapobiegliwi w sposób niezapowiedziany udali się od rana do teraz do niezaplanowanych zajęć. Znacznie przyjemniejszych niż konieczność wystawania w bramie wjazdowej. A i pogoda zdecydowanie mało sprzyjająca takiej formie spędzania czasu. Teraz spokojnie mogę zacząć realizować zaplanowane wcześniej zajęcia. Ku zadowoleniu pacjentów.

  165. Byłam wczoraj w szpitalu na planowanej, długo oczekiwanej tzw. blokadzie kręgosłupa, dzięki czemu mają mi ustąpić bóle (przesadne). Sorry za prywatę, ale to było dla mnie bardzo ważne, więc…
    Dziś, już w domu, przeczytałam wszystko jak leci i nie posiadam się ze zdumienia. Żabka wzniosła się na takie wyżyny samouwielbienia i pogardy dla nędznego ludu blogowego, (morderców, mizoginów, antyhumanitarnych troglodytów), że… no właśnie co?
    Naprawdę brakuje mi słów na określenie osoby tak pokręconej empatycznie i chyba jednak pełnej kompleksów, z których, jak widać, nie zdaje sobie sprawy.
    A już na marginesie. Podobno popierałam ją kiedyś w sprawie kretów, które podobno są pod ochroną. W ogóle tego nie pamiętam, a z kretami i nornicami miałam tyle wspólnego, że mój syn wsypywał coś tam kupionego w markecie „mrówa” u nas w gminie, by te fajne podziemne zwierzaczki po prostu wykurzyć z norek. No i poszły sobie w piz.. Zresztą nie było ich wiele, bo działka jest głównie leśna.
    Mój kot (podobnie jak poprzedni) tylko udaje, że poluje na ptaki i wiewiórki. Lubi się bawić z żabkami, które sobie podrzuca łapą, a one udają, że są nieżywe. Myszy same się wyprowadziły z powodu jego obecności. Degenercja jakaś drapieżników, czy cóś?

  166. Przyznajcie się rubaszni emeryci, który wsadził żabce słomkę do doopy i ją napompował. Nie może pójść na dno, to utrzymuje się na powierzchni i skrzeczy gorzkie żale.

  167. Wczoraj byłem drugi raz na Jokerze w Kinotece.

    https://www.youtube.com/watch?v=zAGVQLHvwOY

    Polecam! Fenomenalny obraz- psychologiczne studium postaci, bardzo głębokie i uniwersalne. Coś takiego powstaje raz na wiele lat.

    Posłuchajcie Raczka, on lepiej to opowie.

    https://www.youtube.com/watch?v=DaQlYfntfas

  168. Słyszałem w TV, że Polacy używają tylko 2.5 kg papieru toaletowego rocznie- mniej niż na zachodzie.

  169. Dużo wody święconej i mało mydła. Różnego rodzaju pasożyty i pierwotniaki mają raj, nie muszą szukać uchodźców.

  170. mag
    7 listopada o godz. 11:58

    Mag, współczucie podwójne, bo żona musiał dziś alarmowo lecieć do otolaryngologa z powodu bólów z tyłu głowy. Cudem zarejestrowała się prywatnie o 10 na 12. Właśnie gadaliśmy przez telefon: kręgosłup. Obowiązkowo rezonans. I obowiązkowo wszystko prywatnie, bo inaczej umrzesz w kwiecie nie doczekawszy dnia ni godziny. Lete kupować elektryczny rower dla staruszków. Czym się, mag

  171. Nie dam głowy czy potrafiłbym się powstrzymać przed przywaleniem pewnemu egzemplarzowi drobiu.
    Tylko czym potem ręce umyć?

  172. @pomocek
    Rezonans magnetyczny jest najważniejszy, bo „mówi” najdokładniej o schorzeniu. Zastanowicie się, co potem, jakie będą wskazania. Ewentualnie mogę coś podpowiedzieć ze swojego doświadczenia. Znasz mojego meila.
    Czymcie sie.

  173. paradox57
    7 listopada o godz. 11:53

    Nas wywalają niespodziewanie ale zawsze jak nie pada. Podnośnik koszowy mówisz. Wydaje mi się że ślepaki chybiły celu to teraz będzie na ostro, eskaluje jak u, nie przymierzając, Jarozbawa.

  174. @Nefer 13:20
    Granatnik podwieszony pod Kałacha czy od razu Topol M?

  175. paradox57
    7 listopada o godz. 13:53

    Się zobaczy. Tymczasem gratuluję sobie że nigdy nigdzie nie napisałam gdzie pracuję. Bo za 3 lata zostałoby to wyciągnięte i przenicowane. A byłoby co.

  176. @Nefer 14:04

    Wiesz, to co napisałaś może być zinterpretowane jeszcze gorzej. Takie szerokie pole do domysłów pozostawia. A znając talent rzeczonej…

  177. paradox57
    7 listopada o godz. 14:13

    Mam to w głębokim poważaniu 🙂 zawsze mogę powiedzieć że przecież na zmywaku i tylko ściemniałam.

  178. @ pombocek 7 listopada o godz. 8:07
    Straż pożarna ze swoim sprzętem miałaby jeszcze gorzej.

    Dlaczego??? Kiedyś w bliskim sąsiedztwie straż pożarna miała utrudniony dostęp do hydrantu, bo ktoś – wbrew przepisom – zaparkował przed hydrantem samochód. Strażacy błyskawicznie przebili otwór na wylot w tym luksusowym aucie i potem na miejscu pozostawili auta wrak. Właśnie ze swoim sprzętem straż pożarna nie zna granic ni kordonów. Ja Polski często nie rozumiem, to fakt.

  179. @Qba 7 listopada o godz. 9:17
    Uprzedzam, że zaczęłam kolekcjonować twoje poezje.
    W osobnym fajlu 🙂

  180. Na marginesie
    7 listopada o godz. 15:47

    Po prostu w miarę postępującego postępowania postępu odbywa się równolegle kulturowa ewolucja wstecz. Ot choćby dzisiejsze doświadczenie. Powiozłem Krawacikowi kojec do budy. Zajeżdżam, chcę mu dać obiad do miseczki, którą mu wczoraj W BUDZIE zostawiłem (za miseczkami nie przepada – z ręki czy z miseczki musi najpierw prezent upuścić na ziemię, obwąchać, oblizać i zacząć jeść lub obsikać), a miseczki ani śladu. Podobnie było dwa lata temu, jak zacząłem podkarmiać białego Leosia i jego czarnego. Przywiozłem dla każdego miseczkę i zostawiłem pod krzakami. Następnego dnia już ich nie było. Plastykowe gówienka po 1,50 zł sztuka. To właśnie ten suweren kupiony za 500+.

    A w mieście łajzom żal 50 zł miesięcznie za parking – niech się się ludzie na chodnikach między ich blachami przeciskają.

  181. @pombocek 7 listopada o godz. 16:45

    Ja chyba po prostu inaczej patrzę na wiele spraw. Tam gdzie ty widzisz zdziczenie obyczajów i ułomność „człowiekowatych” ja dostrzegam np. brak przepisów lub ich egzekwowania. Ludzie się stopniowo przyzwyczajają do ograniczeń, jeśli nie widzą innego wyjścia. To właśnie miał na myśli zakałużnik pisząc o Polakach, którzy bez pudła przestrzegają przepisow… w Stanach.

    Inny przykład: blaszaki na ścieżkach rowerowych. Wina kierowców? Ale wystarczy postawić na początku ścieżki solidną barierę, z wąskim przesmykiem – tylko dla rowerów. Takie bariery widziałam np. na ulicach Starowki w Gdańsku – więc technologia jest znana w Polsce.

    Inny przykład: lament nad losem ściętego lasu. Ten las (czy lasek?) na twoich zdjęciach wygląda mi na las przemysłowy, a nie naturalny. Tam rosną drzewa jednego gatunku, w jednym wieku, sadzone jak pod sznurek. Większa wichura w takim układzie rozłoży na łopatki cały las – efekt domina. Każda zaraza zniszczy wszystkie drzewa, jeżeli są jednego gatunku. Te ścięte pnie, które pokazujesz, są tej samej grubości. To jest taśmowa produkcja drewna, które w pewnych warunkach samo rośnie. Ja nie płakałabym nad losem takiego lasu. Co innego Puszcza Białowieska – tam wycinka to zbrodnia. Tak uważam.

  182. Trochę filozofii puchatkowej, którą staram sobie przyswoić
    Własnie sięgnąłem do Kubusia Puchatka po francusku.

    Quel jour on est ?
    On est aujourd’hui.
    C’est mon jour préféré.

    Teraz przetłumaczę ?
    Jaki to dzień mamy ? – zapytał Kubuś
    Mamy dzisiaj. – odpowiedział Prosiaczek
    To mój ulubiony dzień. -stwierdził Kubuś

    I tego musimy się trzymać póki żyjemy

  183. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 15:51

    W osobnym fajlu zamknięty!
    Sam z sobą i tylko dla Ciebie?
    Czy mam się poczuć dotknięty?
    Czy mam się poczuć jak w niebie?

  184. @Qba
    Brawo, pasuje, rymy prawidłowe – nięty, nięty..iebie.iebie

  185. Temat się nieco odleżał w czasie moich zajentyków. Nadłubałem się dzisiaj, a wszystko jakieś drobiazgi i łażenie w kółko. Na początek zapewniam, że nie było moim zamiarem unoszenie się ponad @tejota. Zgadzam się z uściśleniem @namargineski i to właściwie zamyka sprawę, tyle że my to sobie tu możemy mieć w domyśle, a takie sformułowania idą w lud i żyją własnym życiem (aha, właśnie… „samolubny gen”…).
    Natomiast chciałbym nadgryźć to trochę jeszcze z innej strony: mianowicie w świetle „genocentryzmu” pojęcie gatunku się na tyle rozmyło, że nawet bez naiwnej antropomorfizacji trudno mu cokolwiek przypisywać. W całej potencjalnej przestrzeni genotypów większość kombinacji ma przeżywalność zerową, a tylko pewne kombinacje (które my wyróżniamy jako gatunki) mają przeżywalność znacząco większą od zera. Realność gatunku jest w takim ujęciu podobna do realności chmury utrzymującej się w jednym miejscu nad grzbietem górskim w strumieniu wiatru: gatunek jest jeno właściwością przestrzeni genowej. I co tu ma chcieć przetrwać? Osobnik – tak, ale gatunek?
    Ufff… Nie jestem genetykiem, a i Dawkinsa czytałem dawno. Chyba naleję seczego.

  186. Na marginesie
    7 listopada o godz. 18:13

    Zajmując się subiektywnym filozofowaniem o szczególikach świata, można dowieść, że zmierza on do raju, do piekła, do czarnej dziury i dokądkolwiek. Ja nie filozofuję, lecz doświadczam, i zbiera się we mnie qrwica lewoskrętna. Na Twoje mogę odpowiedzieć moim.

    Na przykład ścieżki rowerowe mają nie tylko początek i koniec, ale i ciąg. Więc chamski blaszak zaparkuje sobie na ścieżce w dowolnym miejscu, a właściciel pójdzie na plażę. Zadysponuj, żeby na każdym kilometrze jakiejkolwiek drogi stał stójkowy z mandatami do 50. tysięcy, bo inaczej porządku w Polsce się nie zrobi. Czyli w tym tysiącleciu w ogóle się nie zrobi. A jeszcze Ci powiem, że na moich popegeerowskich terenach jest dużo dróg płytówek polnych I na przykład koło jednej takiej idzie świeżutka ścieżka rowerowa w kropki bord…tfu!…w systemie via Baltica. Równiutka, więc blaszakowcy – rzadziej traktory – jeżdżą z wiochy do wiochy ścieżką rowerową. Dopiero jak mnie widzą, zjeżdżają na płytówkę. Grzeczni. Albo na wsi blokują ścieżkę tak, że musisz zleźć z roweru i się przecisnąć między blachą a płotem.

    Teoretyzowanie o lesie może być logiczne, ale mnie logika nie obchodzi. Las jako żywe dobro NIEGOSPODARCZE jest dla mnie sześć milionów razy ważniejsze niż jego martwe drewno. Las przemysłowy to dla mnie skurwysyństwo w rodzaju hodowli zwierząt futerkowych. Niekończące się zawłaszczanie ziemi przez największego pasożyta i szkodnika.

    Od monokultur odchodzi się już od dawna. Skończyłem robotę w lesie w 1994., a już wtedy od paru lat sadziliśmy las mieszany.

    Na moim terenie było trochę wichur, ale żadna nie rozłożyła lasu na łopatki. Był epidemiczny wysyp brudnicy mniszki. Niewesoło było. Kolega mało nie stracił życia, jak wracajęcy z roboty, choć był zakaz pracy w tym miejscu, trafił pod opryski. Chodziłem po gąsienicach brudnicy jak po grubym dywanie (mordowałem – powinienem dostać dożywocie), a ona, jak lubi sosnę, tak się wściekła, że polubiła prawie wszystko zielone, a nawet betonowe, bo na ścianach bloków były miliony. Fakt, że w sosnach było jej najwięcej, ale przecież lasy żyją i my jeszcze dyszymy.

    Więc obojętne co optymistycznego, Namarginesko, wykalkulujesz, jest coraz gorzej, głupiej, fanaberyjniej, nerwowiej, prymitywniej. Tak nam dopomógł dobry Bóg.

  187. Na marginesie
    7 listopada o godz. 18:13

    @pombocek 7 listopada o godz. 16:45

    Ja chyba po prostu inaczej patrzę na wiele spraw. Tam gdzie ty widzisz zdziczenie obyczajów i ułomność „człowiekowatych” ja dostrzegam np. brak przepisów lub ich egzekwowania. Ludzie się stopniowo przyzwyczajają do ograniczeń, jeśli nie widzą innego wyjścia. To właśnie miał na myśli zakałużnik pisząc o Polakach, którzy bez pudła przestrzegają przepisow… w Stanach.

    Wystarczy, że Polak do Czecha pojedzie, zaraz się robi znośniejszy. Nie to, że bardzo, ale jakaś pomadka się daje zauważyć. Tylko, że Czech za blisko, więc jak nasz wróci, pomadka szybko sie ściera.

    Nad Wisłą stopniowo zaczyna się rozkręcać dyskusja na temat klimatu. Samorządowcy w sporej części dostrzegają już problem, bo wszelkie skutki na gminy spadają, a rząd się sam wyżywi.
    Jednym z jęków samorządów jest brak odpowiedniego finansowania, na czym łapę trzyma parlament z rządem i jego właścicielem. Jęki są jednak w dużej mierze fałszywe. Za te same pieniądze które samorządy już mają i od dawna je inwestują, mnóstwo rzeczy z punku widzenia zysków dla środowiska i lokalnego obniżenia złego wpływu na klimat, można osiągnąć o wiele lepszy skutek. Brak jest jednak cywilizacji w Polaku i jesn nadmiar wiary w bozię.

    Gmina inwestuje w drogę. Bardzo dobrze robi, a ze złym skutkiem: zalewa betonem i asfaltuje co się da. Nie dość, że zabija wegetację, odcina możliwość wsiąkania wody w grunt, to jeszcze produkuje piece wzmacniające wzrost temperatury i wysuszania powietrza.
    Gmina robi ładną drogę i sadzi tak zwany trawniczek, tak zwane drzewka i tak zwane krzaczki. Żeby było zielono, miło i ten klimat.
    Pół roku po posadzeniu nie ma trawnika, bo został rozjechany, zostało klepisko. Drzewa połamane i krzaczki to samo, a wszystko obsrane i zaśmiecone. Pieniądze nie tylko zmarnowane, ale osiągnięty zostaje efekt ściśle odwrotny: za górę pieniędzy coraz bardziej pogarsza się stan rzeczy.
    Tak działa w Polaku popęd śmierci, napędzany Jezuskiem.

    Gdyby gmina najpierw pomyślała w co inwestuje, jak i po co, byłoby sensowniej. Gdyby przypilnowała wykonanej roboty i pogroziła ludowi gminnemu paluszkiem: nein, nein, nie rozjeżdżamy trawnika ani drzewka, sami zresztą za to zapłaciliśmy, też by było sensowniej.

    A jeszcze sensowniej byłoby, gdyby gmina najpierw pogaworzyła ze swoim gminnym ludem, żeby nie musieć potem grozić paluszkiem.

    Ale nie: i ci i tamci jęczą, nie nie ma dofinansowania, prawa i czegoś jeszcze. Wszyscy patrzą w niebo i czekają na kaszkę manną, zamiast odwrotnie: zbierać co leży a ziemi, a jak będzie kaszka to będzie dobro dodane.
    Prawo też może być, nie to samo co w Sejmie, ale lokalne. Wszystkiego nie załatwi, ale bardzo dużo.

  188. Tanaka
    7 listopada o godz. 21:18

    Dziś zostawiłem w budzie czwartą mieseczkę z psimi chrupkami. Jak jutro jej nie będzie, przestaję gadać, bo nie ma sensu się truć w tym dzikim kraju dzikich ludzi w imię dzikiego ojca i dzikiego syna sukinsyna.

  189. Szary Kot
    7 listopada o godz. 20:38

    Mój komentarz
    Szary Kocie, twoje wpisy odebrałem jako rzeczowe, wnoszące coś istotnego do dyskusji, warte zastanowienia.
    Pojęcie gatunku w ostatnich dekadach ewoluowało tak szybko, że nie nadążałem i nie nadążam za nim. Odjechało daleko od prostych rozróżnień i definicji Darwina.

    Biologia staje się powoli tego rodzaju nauką, jaką była fizyka od lat 60-tych ubiegłego wieku – tłumaczącą bardzo wiele, prawie wszystko, ale odnosząca się do świata ożywionego i nas w nim. Biologia, to chemia, fizyka, (od iluś lat kandydaci na studia medyczne muszą zdawać egzamin z fizyki), biologia mocno zahacza o filozofię, a dziś dochodzi informatyka, analogie z AI oraz potężne narzędzia badawcze w postaci aparatury analitycznej, szczególnie tej służącej do sekwencjonowania DNA oraz edytowania genów (nowość ostatnich ku ilu lat). Strach pomyśleć, co będzie dalej.

    Pojęcie gatunku w świetle tych osiągnięć (ostatnie 25 lat ?) jest stale doprecyzowane, rozmywane, dzielone na drobniejsze klasy.

    Pojęcie ewolucji, w tym drzewo ewolucji, już w latach 80-tych ubiegłego wieku było rozczłonkowane na wiele koncepcji, odłamów, z mnożącymi się zastrzeżeniami.

    Biologia rozwija się szaleńczo, wkracza w etykę, politykę społeczną, medycynę, prawo, wszędzie wielkimi krokami, zuchwale i wyzywająco.
    Pzdr, TJ

  190. @pombocek
    Nie jeden raz narzekasz na te blaszaki pod domem. I masz rację. Ale i @namargineska ma rację. Gdyby właściciele blaszaków co miesiąc tylko zapłacili po 200 stówy mandatu, polecieli by na parking, bo byłoby taniej. Przestrzeganie przepisów nie jest dane z matki mlekiem, to tresura. Od małego do starego.
    Gmina narzeka, że nie ma pieniędzy – właściciele blaszaków się zrzucą. Ale jest jedno ale – trzeba tym urzędnikom z gminy przypominać o zjawisku, bo oni muszą mieć „sygnały od społeczeństwa” czy jak to się w Polsce nazywa. Same z siebie to się nie wychylą, bo może tam mieszka szef. 🙂

  191. pombocek
    7 listopada o godz. 21:31

    Napisz na miseczce niezmywalnym markerem dużymi kulfonami z daleka widocznymi coś w rodzaju „ukradziona Krawacikowi”. Zobaczymy czy zostanie.

  192. @pombocek
    7 listopada o godz. 21:31
    W poprzednim miejscu zamieszkania sąsiedzi przeciwpołożne mieli kota. Kot miał miskę koło drzwi domu. Razu pewnego na wycieczkę i na rekonesans terenu wybrały się dwa psy innego sąsiada. Znalazły kocią miskę. I zabrały. Sama widziałam i pokładałam się ze śmiechu nad psią pomysłowością.

    @herstoryk
    Oj myślałam, że się oburzysz 🙂 Większość właścicieli kotów kocha swoje kosmate, też bym pewnie kochała. Ale nie da się ukryć, że ta miłość u wielu nie idzie z rozsądkiem, bo przecież zdziczałe koty nie wzięły się z niebytu, ale zostały porzucone przez właścicieli, często wywiezione do buszu i tak to się zrobiło, że jest ich za dużo bo nie mają praktycznie naturalnego wroga.
    Z tą listą to przesadziłeś ale nie tak bardzo. Uczciwie powiem nie widziałam dzikiego wielbłąda, one pewnie głownie w NT ale konie to i owszem. Farmerzy narzekają ale oni zawsze narzekają, jeszcze nie spotkałam zadowolonego. I dzikie świnie upijają się opadłymi owocami mango.
    Mówisz o kotletach z krokodyla i rekina – od ładnych kilku lat nie widziałam w sklepach, tubylcy – sam wiesz – niechętnie jedzą ‚nowinki’ dlatego też trzeba utłuc karpia albo tingalpę ( wiem, to tylko podobne bo ciągle zapominam!) i wyrzucić. Jak powiesz, że zjadasz to oczy w słup ze zdumienia.
    Ropuchy też mam – sugar cane country – ale one też robią swoją robotę zjadając robactwo. Owszem jak jest ich za dużo to łapię i przerabiam na mrożonki bo każda taka złapana to kilka tysięcy mniej w przyszłym roku.
    Zdziczałe psy to wałęsają się głownie wokół osiedli Aborygenów, psy miejskie muszą być rejestrowane i zamknięte w posesji właściciela. Inaczej lądują w schroniskach i albo właściciel płaci ( drogo!) albo zostają oddane do adopcji, w rzadkich wypadkach uśpione.
    A od dingo się odczep! 🙂

  193. pombocek
    7 listopada o godz. 21:31

    w kraju dzikich ludzi może bezpieczniejszą miseczką będzie pudełko po lodach z Biedronki, albo po krakersach. Chyba mniejsze wzięcie u ludności katolickiej takie mają, bo sama ludność katolicka takie wywala na ulicę i jest zadowolona ze swojej katolickości.

  194. Tanaka
    7 listopada o godz. 22:27

    O, to właśnie – i teraz nie wiem, 🙂 czy 🙁

  195. @Qba 7 listopada o godz. 20:23

    Oj tam, zwyczajnie mi się podobają 🙂
    I chcę je sobie podczytywać bez zakłóceń.
    W osobnym fajlu – bo od dawna i tak kopiuję sobie całe blogowisko.

  196. Nefer
    7 listopada o godz. 22:32

    Na tym polega nadwiślański kamień filozoficzny 🙂
    /Leżący na dnie Wisły/

  197. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 21:38

    Gdyby właściciele blaszaków co miesiąc tylko zapłacili po 200 stówy mandatu, polecieli by na parking, bo byłoby taniej. Przestrzeganie przepisów nie jest dane z matki mlekiem, to tresura. Od małego do starego.

    Ja jestem wariat. Oraz straszny cham. To chyba wyssałem z mlekiem ciotki, albo to była tresura.
    Było tak: na ogólnie zaniedbanym tzw. trawniku posadziłem krzaczek. A nawet więcej. Krzaczek nazywa się azalia.
    Zaraz potem był na mnie donos. Sąsiedzki. Albowiem jest powiedziane (przez Alibabki): „Jak dobrze mieć sąsiada”.

    Na policję i do gminy donos był: cham zrył ziemię i złośliwie posadził krzaka, żeby się na nim wywalić i zabić.
    Znaczy, jestem też morderca. Oprócz, że wariat i cham.

    Była spec-komisja. Taka trójka klasowa. Zrobili specjalną dokumentację: pomierzyli, pobadali, obfocili i napisali spec-raport w sprawie mojej chamskiej bandyterki.
    Od trzech ponad lat – cisza i nie zostałem o 4 nad ranem capnięty do aresztu wydobywczego imienia ministra z hakiem w ziobrze.
    Następnie, jak się ten mój krzaczek zakwiecił, to ten i ów sąsiad zaczął klękać i się dużo modlić. Do krzaczka. Oraz robić ładne słitfocie z krzaczkiem.

    Dobrze jest być chamem, wariatem i mordercą, ale jeszcze nie jestem pewien, czy to przez to mleko, czy przez tresurę.

  198. @Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 22:03

    bo przecież zdziczałe koty nie wzięły się z niebytu, ale zostały porzucone przez właścicieli, często wywiezione do buszu i tak to się zrobiło, że jest ich za dużo bo nie mają praktycznie naturalnego wroga.
    Z tą listą to przesadziłeś ale nie tak bardzo. Uczciwie powiem nie widziałam dzikiego wielbłąda, one pewnie głownie w NT ale konie to i owszem.
    …… tubylcy – sam wiesz – niechętnie jedzą ‚nowinki’

    Brak naturalnego wroga to jest właśnie samo sedno problemu z przywleczonymi gatunkami. W warunkach naturalnych przychodzi walec ewolucyjny i wyrównuje, ale człowiekowate załatwiły te warunki odmownie. Zdziczałe czy to koty, czy króliki, ropuchy, etc. dla mnie wsio ryba, bez różnicy – owoc ludzkiej nieodpowiedzialności.
    Dzikiego wielbłąda też nie widziałem, mgliście pamiętałem jakiś TV dokument o nich, a żeby nie bić piany zerknąłem na Wiki – https://en.wikipedia.org/wiki/Australian_feral_camel. No i nie mogę się nadziwić ludzkiemu marnotrawstu. Bo skoro są, to czemu nie jeść, zamiast zabijać z powietrza i zostawiać dla much?! Wielbłąd wyżywi się tam gdzie żadna krowa nie przeżyje, mięso jest chude i smaczne (jedliśmy z żoną w Omanie i Jemenie), a mleko pyszne, słodkie i gęste jak śmietana. Ale to właśnie ta niechęć do nowinek.
    Za to widzieliśmy dzikie konie i bawoły gdy lata temu włóczyliśmy się bushwalking rodzinnie z grupą podobnych wagabundów po Kakadu, żyjąc w dziczy przez 2 tyg. Tambylec opowiadał, że bawoły są bardzo szkodliwe, niszczą oczka wodne (waterholes).

  199. PS. W temacie jadła i egzotyki warto obejrzeć Nigel Slater w Iranie https://www.bbc.co.uk/food/programmes/b09s3ys6
    Dobre, mniam!

  200. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 21:38

    Ewo-J, przy każdej wściekłej okazji tworzyłem sobie finansowe teorie uzdrawiania Polski lub przynajmniej najbliższego krajobrazu. Najchętniej wyobrażałem sobie, że nabieram ćwiczeniami takiej mocy, że odwracam blaszaki do góry kołami po nocy. Pewnie zadziałałoby od razu. Aż któryś blaszakowiec-katolik by mnie zastrzelił z większej odległości (z mniejszej byłoby za duże ryzyko).

    Ja tylko marzyłem, ale jeden koszaliński prezydent zawalczył praktycznie z dzikim parkowaniem. Przy tej samej uliczce, gdzie teraz legalnie obrzydzają mi widok blaszaki, był zakaz postoju, który olewało z dziesięciu blaszakowców. Aż raz zjawiła się policja i spisała blaszaki. Było trochę targów z właścicielami. Bodaj jeden blaszak policja załadował na furę i wywiozła. Jakiś czas blaszaków nie było. Ale w akcyjnej Polsce wszystko idzie przeczekać. Gdzieś po tygodniu blaszaki znów zaczęły się pojawiać tam, gdzie zakaz postoju. Policja tylko na to czekała. Spadła z nieba, spisała i blaszaki poznikały. Może na dwa tygodnie. Do trzech razy była ta sztuka. W końcu zwyciężyły blaszaki, policja poszła do ważniejszych zadań.

    Ostatnio spółdzielnia tak przerobiła uliczkę, że poszerzyła chodnik, zlikwidowała krawężniki, nie ma już znaków zakazu, więc blaszaki parkują na chodniku legalnie, czasem zostawiając dla pieszych pół metra, tak że sąsiadka z balkonikiem z trudem się mieści. A po przeciwnej stronie, gdzie jest krótki chodnik z krawężnikami, wjeżdżają jednym kołem na chodnik, drugie jest na ulicy. Znajdą bezczelni zawłaszczacze świata każdą dziurę, żeby się wcisnąć z blaszanym gównem. A grosze płatny parking – prawie pusty. W związku z tym, że takie szczurowato-lisie praktyki obywateli obserwuję w wielkiej ilości, mam tę całą blaszakową kulturę z jej szczurowato-lisim i wszystkoolewackim narodem poniżej pasa z tyłu. Już mnie żadne sposoby na polskie dosięgrabstwo nie interesują. Tylko „kurwami” się narzucam i idę spać.

  201. @ Na marginesie 15:47
    i przy okazji @Ewa-Joanna 21:38
    To był obrazek gdzieś z zagranicy (z naszej polskiej perspektywy). Chyba z Ameryki. Tam pewnie takie rzeczy są do pomyślenia. U nas nie można. U nas strażacy nie mogą zepchnąć samochodu blokującego drogę czy wjazd pożarowy. U nas ani straż miejska ani policja nie przyjmie zgłoszenia, jeśli taki samochód stoi na drodze osiedlowej. Chyba że wspólnota przyjmie uchwałę pozwalającą im na takie działania. Na co mieszkańcy wspólnoty nigdy się nie zgodzą. Wiadomo dlaczego.

  202. na uwagę zasługuje jedynie @Żorż Ponimirski ze swoim wyznaniem głębokiego przeżywania: ” Fenomenalny obraz- psychologiczne studium postaci, bardzo głębokie i uniwersalne. Coś takiego powstaje raz na wiele lat.”
    O blogu pisał i dmuchał w rurkę w dupie. Nie bójmy się tego dmuchania.

  203. „Coś takiego powstaje raz na wiele lat.”
    „Coś takiego powstaje raz na wiele lat.”
    „Coś takiego powstaje raz na wiele lat.”

    co za kretyn.

  204. Mamy listopad. Prawie połowę listopada. O tej porze każda przyzwoita żabka już od jakiegoś czasu powinna sobie znaleźć jakąś dziurę w ziemi, albo zagrzebać się w mule, zaleć tam i przygotować się do spędzenia zimy w stanie hibernacji, a nie rechotać bez sensu. To nie są warunki sprzyjające znajdowaniu partnera i składaniu skrzeku. Z tej aktywności dzieci nie będzie, więc próżny trud.

  205. paradox57

    To nie żabka, paradoxiku – mimo że znasz się na zwierzynie milion razy lepiej ode mnie – to wicearcybiskup. Prosto od słynnego arcybiskupa i arcymendy Jędz…pardą…Jędr. od monalizy…od moralizy.

  206. czy ja mam napisać że @paradox57 jako weterynarz(?) paradoksalnie szerzy na blogu niewiedzę w temacie konieczności szczepienia, kastrowania zwierząt domowych? Ja tam nie wierzę w jego szkoły, może to umiejętności w dziedzinie inseminacji bydła?

  207. @mag nie pamięta niczego i słusznie, tyle razy kompromitowała się na blogach że jedynym ratunkiem było czym prędzej zapomnieć, żeby nie zapaść się pod ziemię. Ale dla pewności sprawdziłam- przepraszam, niesłusznie podejrzewałam o wrażliwość na cierpienie choćby kreta roztrzaskanego na murze. To była zupełnie inna koleżanka.

  208. ani słowa oceny na temat osób społeczności LBGT i ich potomstwa, nawet jeśli wpis nieprzekonywujący to problem prawdziwy. Czy wstyd pisać, wstyd wiedzieć, lub temat tak obrzydliwy że się „rzygać chce” – to ostatnie określenie z prasy codziennej. Głęboka tolerancja ujęta w słowa wygląda tak: niech ONI te świństwa robią między sobą ale nie muszą się obnosić i dzieci gorszyć.
    Są jeszcze marzyciele: „ja bym takiemu pedałowi rurę od kompresora do dupy wsadził…”‚ (nie bójmy się tego słowa jak to robi @Żorż Ponimirski) marząc przed snem.

  209. @Tanaka, wstąpiłam tu ze słowami – „wiem kim jesteś”, oczywiście zabrzmiało zuchwale. Ciągle się upewniam, ale jeśli twoja misja demaskowania podłości, chamstwa i obłudy sprawdza się, to wiedz że to tylko mała społeczność, właściwie kilka osób i przez to potwierdzenie założonej tezy jest niewiarygodne. To nie są poglądy ani zachowania wszystkich Polaków, ani nawet znaczącej części – taka zbieranina osób w podeszłym wieku.

  210. @żabka konająca 9:52

    Nikt nie broni Ci pisać czegokolwiek, co sobie wyssiesz z palca czy wymyślisz. Żadna konfabulacja, ani kłamstwo spływające z klawiatury mnie nie zdziwi. Więc nawet nie oczekuję, że znajdziesz w swoim archiwum cokolwiek na potwierdzenie tego co napisałaś. A jeśli nie znajdziesz, to sobie dopowiesz, swoim zwyczajem. Żeby była jasność. Oceniałem jedynie przypadek Krawacika bez żadnych odniesień do ogólności. Reszta to już Twoje wymysły. Co z tym zechcesz zrobić, to już nie mój problem.
    Więc bądź łaskawa już przestać kumkać, bo się zapędzasz. Jakbyś została zainseminowana przez kiepskiego fachowca.

  211. @żabka
    Ktoś już proponował, byś zahibernowała się w mule, bo nie ustajesz w prowokacjach i rozwalasz blog.
    Najlepiej załóż własny i wyżywaj się na nim do woli. Tylko kto cię odwiedzi?

  212. Tanaka
    7 listopada o godz. 22:27

    Przepardą, Tanako, zapomniałem podziękować za przypomnienie. Biedronkowych pudełek po lodach mam od lat od metra – w użyciu i w zapasie. Głównie trzymamy w nich suszone grzyby, bo mają świetne zamknięcie – żaden mól się nie wciśnie ani kurz.

    A przy okazji obrazek z katolickiej apteki przy kościele, którego proboszcz już założył katolickie liceum, katolicki slklep, a chciał zakładać katolicką sp-nię mieszkaniową, tylko lewicowi radni od szatana gruntu mu nie dali. Czekam, kiedy założy katolicki burdel.

    Otóż żona nie mogła znaleźć przepisanego lekarstwa, więc szukając, trafiła do tej – tfu!tfu! – katolickiej apteki. Dostała wszystko, ale w domu zaczęła skrupulatnie sprawdzać. Okazało się, że nie było bardzo ważnego przepisanego leku, lecz zastępczy. Sprzedająca pinda od Pana Boga ani nie zapytała żony, czy może być zastępczy, ani nie poinformowała, że go daje. Zastępcze leki to legalny biznes, ale bezczelne wciskanie – już nie. „Nie możesz dwóm panom służyć: Mamonie i Bogu”. „Prawda was wyzwoli”? Która prawda, Lolek?

  213. Zabka Konajaca
    😀 😀 😀
    Na Twoj wpis (wstepniak) rozczulajacy odpowiedzialem tu
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2019/11/05/solenizant/#comment-578213

    Nigdy Zabka, nigdy bym nie domyslil, z Twojego text, ze wystepujesz w obronie osob LGBTQ. Sam jestem switch, polyam. Zabka, jak o czym ktos pisze (Ty w tym przypadku), to trzeba uzywac adekwatny slownik. Jak jezyk polski, braki ma slownikowe, to mozna uzywac angielski, co nie ma brakow. Nprzyklad Zabka, napisac ktos zyje w zwiazku LAT czy variant (L)LAT. Proste. Nie trzeba o kretach czy kotach czy chromowanych autkach 🙄 Infantylnie rozczulajaco.

    pzdr Seleuk

  214. Tanaka

    Żabka od dawna spełnia wszystkie warunki, żeby jej na zawsze podziękować. Nie wnosi żadnych wartości – wyłącznie czepiactwo, rezonerstwo, wystawianie cenzurek, insynuacje i kołtuński sznyt. Jest czternaście razy bardziej konfliktowa od czepiaka Ortega, który zdumiony informował, że nie on się czepia, lecz jego się czepiają. PiS i Kaczka – wiecznie żywe w tej nieszczęsnej (bo jest nieszczęsna) bazarowej…

  215. Prawda jest Zabka, ateism, nie jest jedyna podstawa pogladow zyciowych. Ludzie sa bardziej skomplikowani, emocionalnie, socialnie, rodzinnie etc. Nie tylko na jednej nodze ateismu stoja. Mniej infantylismu. pzdr S

  216. Żeby na chwilę zmienić temat – następny kościelny pedofil i to w dodatku poszukujący kontaktu z dziećmi niepełnosprawnymi. Że też coś takiego chodzi po ziemi !

    https://dziennikzachodni.pl/ksiadz-w-katowicach-szukal-seksualnych-uciech-umowil-sie-przez-internet-w-katowickim-hotelu/ar/c1-14534757

  217. Kret na murze roztrzaskany
    Kot i pies niekastrowany
    Nieszczepiona morska świnka
    Tu koala, tam ptaszynka

    A na blogu ateuszy
    Twardych serc nic nie poruszy
    Nawet do nich czemuś lgnąca
    Żabka wiecznie konająca 🙁

  218. pombocek
    8 listopada o godz. 10:44

    Tanaka
    7 listopada o godz. 22:27

    „Nie możesz dwóm panom służyć: Mamonie i Bogu”. „Prawda was wyzwoli”? Która prawda, Lolek?

    No jak – która prawda? Ta prawda, którą ustalił Tischner: Lolkoprawda.

  219. taka zbieranina osób w podeszłym wieku.

    Kolejna dzierlatka na emeryturze?
    U Hartmana zbiera się coraz liczniejsze towarzystwo „wyklętych”, może tam i żabka poczuje się bardziej przytulnie?

  220. Tobermory
    8 listopada o godz. 11:09

    Dobrze,że długiej nieobecności wracasz i to z satyrycznym wierszykiem 🙂

    ps. co robi moja sympatia ?

  221. Tobermory
    8 listopada o godz. 11:15

    Zbieranina osob w podeszlym(???) wieku ma niewatpliwie jedna wielka zalete. Przynajmniej w moim rozumieniu. Brak ekonomicznych, socialnych, zawodowych etc ograniczen. Kompletna (praktycznie) wolnosc. Beztroska (bezpieczenstwo) na poglady innych, wymuszane. Wczesniej w wieku niepodeszlym, trudniej realisowac. Chyba nikt nie moze zaaponowac. Co to jest wiek podeszly?

    pzdr Seleuk

  222. Kto w podeszłym to w podeszłym 😛

  223. cd Tobermory
    Na kursie co jestem uczestnik, sa dwie grupy ludzi. W wieku podeszlym, co ja, i 25/30lat co szukaja pktow do kandydat czy licencjat. Ta w podeszlym wieku, rozmawia, pisze, daje podtytuly, co im slina na jezyk da. Ta w niepodeszlym, dosyc uwaza, co arkeolog prof, da im za punkty na zakonczenie seminarum. Taki przyklad to byl. Jak ja bede 120lat, to zostane licencjinowany historyk (nienauczyciel)
    pzdr Seleuk

  224. @basia.n
    8 listopada o godz. 11:21

    Byłem w podróży. Jak się ogarnę, to pokażę parę obrazków.
    Twoja sympatia rośnie podobno jak na drożdżach i rosną mu zęby trzonowe, mam nadzieję niebawem go zobaczyć. Nie widzieliśmy się już ponad miesiąc, bo najpierw on wakacyjnie podróżował na Wyspy Liparyjskie, a potem ja wyjechałem. Stęskniłem się.
    A na dworze listopadowa plucha nadrabia wszystkie zaległości z lata…

  225. @seleuk|os|
    8 listopada o godz. 11:23

    Przecież to był cytat.
    O definicję pytaj konającą.
    To @żabka tak podsumowała ten blog, rozżalona, sfrustrowana, bezrobotna babcia Boba, którego jej już nie pozwalają popychać na autku wzdłuż ulicy bez chodników 🙁

  226. @Nefer, jesteśmy blogowe siuśmajtki.

  227. Żorż Ponimirski
    8 listopada o godz. 11:43

    I Kostka. Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego 🙂

    Acha, Szary Kot też przynależy.

  228. Dwoje małolatów nie poprawi statystyki domu starców 🙁 😉

  229. @@Zorżyku & Nefer
    Nie ma się z czego cieszyć. Żabka , sama w wieku podeszłym, tego Wam nie daruje.

  230. @mag, coś czuje, że babcia Boba założyła na mnie folder.

    https://www.youtube.com/watch?v=Hpf2u3mbqIk

  231. Podlinkowałem wyżej żarłoczne żabsko.

  232. Właśnie rozpoczęła się w Gdańsku dwudniowa konferencja „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy“. Honorowymi gośćmi wydarzenia są m.in. kontrowersyjni arcybiskupi – gdański – Głódż i krakowski – Jędraszewski. Oczywiście dziennikarze GW i TVN24 nie uzyskali akredytacji od organizarorów (Solidarność Piotra Dudy).
    Wielka we mnie bulwersacja. Zionę ogniem i pluję jadem.

  233. @Żorż Ponimirski
    Take it easy. Przecież Ty nie jesteś żywa mysza.

  234. We czwórkę jesteśmy starsi niż wszyscy obecni:)

  235. pombocek
    8 listopada o godz. 10:55

    Jak wiesz, żabka wyrażała swoje krytyczne zdanie w sprawie bloga: wstępniaków, blogowiczów i wartości tego co się na nim dzieje.
    Skoro sprawa była taka i tak wosoko o sobie sądzi, zaproponowałem żabce, żeby zademonstrowała własne umiejętnosci i wartości jako autorka wstępniaka, uprzedzając ja zarazem, że wystawi się tym samym na weryfikującą ocenę innych. Miło i łatwo sie bowiem krytykuje oraz ma pretensje z pozycji gościa, sprawa robi sie poważniejsza, gdy samemu trzeba zebrać myśli w głowie, objawić je światu i sie pod nimi podpisać, niechby i nickiem.
    Nick jednak jest twarzą, co najmniej na blogu, a jak widać także i na innych blogach, zatem na portalu „Polityki” w całości. No, chyba, że się przywdziewa co chwilę nowe maski, jak robił to nasz długotrwały milusiński,który zaczynał bodaj jako „aaron sprężyner”, a na blogu LA tylko, dorobił sobie ze czery, a może pięć następnych gąb. W końcu został zredukowany.

    Żabka zebrała się na odwagę, uznała, że wymogowi powagi i sensu sprosta, wstępnika napisała w formie i treści jaką sama wybrała, a ja go puściłem na blog. Jako autorka mogła swojego tekstu bronić, wyjaśniać jego sens i wartość, co żabka właśnie czyni.
    Jej działanie jest komentowane i oceniane. Co sądzą blogowicze o wartosci jej wstepniaka – widać. Widać też jak żabka reaguje na krytyczne zdanie pod własnym adresem. Sama krytykowała, teraz jest obiektem krytyki także jako autorka wstępniaka.

    Taka blogowa lekcja w sprawie tego co się komu o sobie zdaje, co kto umie i co innym sobą proponuje. W sumie, w ramach tego czym jest blog LA.

  236. mag
    8 listopada o godz. 12:00

    Mam to w, eee, poważaniu.

    /papiery, zajentyk/

  237. Nefer
    8 listopada o godz. 12:44

    Też poobniżam poziom wody w Wiśle.

  238. mag
    8 listopada o godz. 12:31

    Właśnie rozpoczęła się w Gdańsku dwudniowa konferencja „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy“. Honorowymi gośćmi wydarzenia są m.in. kontrowersyjni arcybiskupi – gdański – Głódż i krakowski – Jędraszewski.

    Ja tam nic kontrowersyjnego nie widzę w onych arcydobrodziejach. Przeciwnie, widzę samą prawidłowość katolicką. To pomylenie pojęć. Troszkę kontrowersyjni byli tacy albigensi, waldensi i różni tacy, Luter, Bruno, Hus i spółka. Dlatego, jak tylko dali radę, prawidłowi wyznawcy bozi pt. katolicy skracali ich o nóżki, rączki, główki. Żeby dostosować do prawidłowego i niekontrowersyjnego formatu.

    Bardzo śliczny, bo o niczym, jest temat konferencji: godność i międznarodowa współpraca. Nastąpiło drobne przejęzyczenie Powinno być: maryjność a trzepanie dywanów z Tajwanu.

  239. Musiałem odejść do zajęć, więc teraz uzupełniam to o inseminacji. Taki despekt mnie spotkał, inseminatorem mnie nazwano. Widać, że @żabka utknęła w odległej prehistorii. To wtedy było tak, że jak inseminator przyjeżdżał do wsi, gospodyni wbijała w futrynę drzwi gwóźdź. Na pytanie po co? padała odpowiedź: żebyście se mieli na czym spodnie powiesić.
    Nie te czasy. Pobiera się jajeczka od krowy, spermę od byka i produkuje zarodki (to przeklęte in vitro). Następnie zarodki podlegają ostrej selekcji i te, które spełnią kryteria są mrożone. I jak przychodzi odpowiednia pora, implantuje się je krowom. Żeby uzyskać takie egzemplarze, jakie są pożądane. Bez niespodzianek. Tak się teraz to robi. Nie dla byle kogo taka robota, jak to sobie @żabka wyobraziła.
    Swoją drogą jak trzeba mieć zryte pod czachą, żeby próbować mi dopiec określeniem inseminator.

    Teraz poważnie. Jak się kobieta chce dalej narażać na śmieszność, nie mogę jej tego zabronić. Ale dorosłej, babci Boba, raczej chyba nie przystoi.

  240. Właśnie rozpoczęła się w Gdańsku dwudniowa konferencja „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy“.

    Mój komentarz
    Tytuł dziwaczny, wieloznaczny i nijaki, jak podszycie w starym lesie – krzaki krzaki i krzaki.
    Pzdr, TJ

  241. paradox57
    8 listopada o godz. 13:34

    Inseminator miał poważanie we wsi. Może to nie przygana ani kpina, ale uwznioślenie?
    Jedno mnie bardzo troska: te insemnacyjne krówki to się poczynały na jakimś zimnym szkiełku, zamiast wskutek błogosławionych czynności wzajemnych tatusia-byka z mamusią-krowiną.
    Czy z tego nie biorą się aby bruzdy dotykowe na czołach? Bo u ludzi się biorą i zaraz można poznać, kto z zimnego szkiełka, a kto z ciepłego łóżeczka i dlatego – biskup.

  242. tejot
    8 listopada o godz. 13:36

    Właśnie rozpoczęła się w Gdańsku dwudniowa konferencja „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy“.

    Mój komentarz
    Tytuł dziwaczny, wieloznaczny i nijaki,

    *

    To jest tytuł do wypłaty. Koszty konferencji i wizytacji dwóch arcydobrodziejów opłaca państwo polskie.

  243. @Tanaka 14:02

    We wsi tak. Ale @żabka z Ameryki, nie ze wsi, toteż co ona może wiedzieć o poważaniu? Ona wie tylko o własnych urojeniach, które jej się w głowie zalęgły i je tu wydala. Tyle że głupio i śmiesznie, więc cóż ty zrobisz? Jej się inseminator skojarzył. Jakby jakaś tęsknota nieodparta i nie zrealizowana.

  244. PS.

    I też tak będzie, że z cielęcia biskup nie będzie. Ani arcybiskup. Ku chwale.

  245. Tanaka
    8 listopada o godz. 12:48. Dziękuję za ten twój bardzo ważny wpis. Ja wiem, że nie wspomagam blog wpisami, ale pilnie śledzę. Pozdrawiam.

  246. Pojedynczy Krawacik stawia na wolność i nikt na blogu, poza @żabką, tego nie kwestionuje A co,, gdy wolnościowe jest spore stado krów.? Słynne „dzikie ” krowy z Deszczna znów są zagrożone i grozi im wybicie. Rzeźnicy zacierają ręce, ale i obrońców dzielnych krów nie brakuje.

  247. @basia.n
    Bezlitosny materiał (p)oglądowy. Straszna baba.

  248. Fragment listu prezydenta do Konferencji „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy”:

    „Dziś Solidarność jest nie tylko symbolem wolnościowego ruchu ludzi, którzy podjęli walkę z komunizmem, ale nadal przypomina o walce o wartości pracownicze, o czym świadczy chociażby tytuł tej konferencji”

    Mój komentarz
    Tejot nie zrozumiał tytułu. Tanaka załapał od razu – chodzi i o kasę. Kasa, to wartość pracownicza.
    Pzdr, TJ

  249. @paradox57 8 listopada o godz. 7:57
    U nas strażacy nie mogą zepchnąć samochodu blokującego drogę czy wjazd pożarowy. U nas ani straż miejska ani policja nie przyjmie zgłoszenia, jeśli taki samochód stoi na drodze osiedlowej.

    Intrygujesz mnie! Więc jak wybuchnie pożar, to niech się pali na zdrówko? Co na to ubezpieczyciele, czy odmawiają ubezpieczenia od pożaru? Bo logicznie rzecz biorąc chyba powinni? Czy może zamiast ochrony przeciwpożarowej jest koronka do Maryi fruwającej?

  250. @Na marginesie 15:05
    Jaka tam koronka. To nie wiesz, że u nas najskuteczniej przed piorunem chroni święty obrazek wstawiony w okno? Przed pożarem modlitwa do św. Floriana? A przed powodzią do Nepomucena?

    Nie mogą. Muszą dygać kilkadziesiąt metrów z wężami. Albo próbować jakoś się przecisnąć.

  251. @paradox57 8 listopada o godz. 15:17
    Aha, rozumiem. W razie czego – Bóg tak chciał…

  252. paradox57
    8 listopada o godz. 15:17

    A gromnica to pies?

  253. Przed piorunem chroni gromnica i palma wielkanocna zatknięta za świętym obrazem. Sam obrazek to za mało.
    Nie miałem żadnego z tych elementów ochronnych i piorun zniszczył mi router i DVD-player 🙄
    Dobrze, że choć ubezpieczony (za pieniądze) byłem.

  254. Obawiam się @Toby, że same akcesoria to za mało. Trzeba jeszcze w to wierzyć. Jeśli piorun nie uderzy, użytkownik powie- działa! Jeśli uderzy, powie- bóg tak chciał! I wszystko działa. Alleluja!

  255. W odróżnieniu od podkowy na szczęście, która działa podobno nawet wtedy, gdy się w nią nie wierzy 😎

  256. Z wyjątkami…
    Na szczęście nad progiem zawiesił podkowę
    Potem przechodząc rozbił o nią głowę
    🙁

  257. A jednak, jak się wierrzy to działa.
    Kapuściński w ‚Hebanie’ opowiada, że raz w Afryce został okradziony w hotelu.
    Zapytał właściciela hotelu o adres najbliższego komisariatu, by zgłosić kradzież.
    Właściciel mu to gorąco odradzał, twierdząc, że narazi sie nie tylko potenjcalnym zlodziejom, ale i policji,która nie lubi takich zgłoszeń i która na pewno nie pomoże.
    Natomiast zaproponował mu, że za niewielką sumę dostarczy mu pióro z ogona koguta. Kapuściński kupiła to pióro i stosując się do rad murzyna, zawiesił je nad drzwiami swojego pookoju. Rzeczywiście nie miał więcej problemów ze złodziejami. Pióroo strzegło jego dobytku lepiej niż policja, kamery, druty kolczaste i inne tego typu nowoczesne środki bezpieczeństwa

  258. @Tobermory
    Podkowa lub horse shoe musi wisiec w taki sposob aby szczescie z niej nie wypadlo. Jak bylem w US to podkowy zawsze wisialy aby lapac „szczescie”. Teraz mieszkam we Francji i podkowy wisza tak jak sie je przybije a „szczescia” jak nie bylo tak nie ma.

  259. Zima za pasem w Pirenejach snieg wali glupiej niz PiSsi w katowolsce.

  260. paradox57
    8 listopada o godz. 14:07

    @Tanaka 14:02

    […] Jej się inseminator skojarzył. Jakby jakaś tęsknota nieodparta i nie zrealizowana.

    Paradoxie, podsunąłeś mi pomysł na wstępniaka 🙂

  261. basia.n
    8 listopada o godz. 14:30

    W sprawie onej Pawłowicz Krystyny:

    Akcja – reakcja, teza – antyteza – synteza!
    Wielkie, genialne!
    – zawołał Profesor Milczarek w „Hydrozagadce”

    Pawłowicz Krystyna była koleżanką z roku na wydziale prawa Moniki Płatek, (którą kocham)
    Antyteza – teza !
    I nikt nam nie powie, że białe jest białe, a czarne jest czarne! – jak orzekł właściciel antytezy.

  262. @Ramschel
    Moje góry też pobielały powyżej 900m, przełęcze pozamykane na zimę, a jutro w nocy mróz zejdzie w doliny.
    Lubię zimę, ale mogłaby jeszcze poczekać 🙄

  263. Szarlo
    8 listopada o godz. 14:33

    Tanaka
    8 listopada o godz. 12:48.
    Dziękuję za ten twój bardzo ważny wpis. Ja wiem, że nie wspomagam blog wpisami, ale pilnie śledzę. Pozdrawiam.

    Prosimy do środeczka – powiedział docent Rosiak do Walczaka , pokazując mu otwarte drzwi lizumyzny.
    Oho, cóż to, proba przemocy…? zapytał grzecznie Jan Walczak.
    Niee, jest pan wśród przyjaciół, naukowców – odparł serdecznie docent Rosiak.
    Upewniony, Walczak wsiadł do limuzyny, a towarzystwo podążyło na spotkanie z profesorem Milczarkiem, (patrz wpis wyżej), by rozwiazać hydrozagadkę.

    Zatem: prosimy do środeczka 🙂

  264. tejot
    8 listopada o godz. 14:54

    Fragment listu prezydenta do Konferencji „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy”:

    „Dziś Solidarność jest nie tylko symbolem wolnościowego ruchu ludzi, którzy podjęli walkę z komunizmem, ale nadal przypomina o walce o wartości pracownicze, o czym świadczy chociażby tytuł tej konferencji”

    Tejocie, ja bym tu wytłuścił to, co jest najtłustsze: dowodem na walkę o wartości pracownicze jest tytuł konferencji

    Polska, z tą swoją solidarnością, to jest śliczna kraj.
    Drugiego takiego nie znajdziecie. No, może w jakiejś placówce lecznictwa bardzo zamkniętego.

  265. @Tanaka 17:34

    O żesz… A ja chciałem w ramach niewielkiej rekapitulacji zacytować jednego bacę.
    „Cosik mi się widzi, co zabka nie po nauki tu psysła, ale po wpierdol.”

    I z rekapitulacji nici. Będzie ciąg dalszy i będzie ciąganie za konsekwencje.
    Trzeba chyba seczego. Wiśniówka na stół. Tym razem, żeby nie zbrzydzać, bez mięty.

  266. Żorż Ponimirski
    8 listopada o godz. 16:22

    piorun nie uderzy, użytkownik powie- działa! Jeśli uderzy, powie- bóg tak chciał! I wszystko działa. Alleluja!

    Niedawno piorun strzelił w wieżę kościoła, chyba w Wielkopolsce. Kościół się porządnie sfajczył.
    Znaczy się – Bóg tak chciał!
    Kuroń powiedział: nie palmy komitetów, zakładajmy swoje! Bozia jednak nie słucha Kuronia, bo Kuroń był niewierzący oraz nosił sie niechlujnie. Nie to co biskup.

  267. paradox57
    8 listopada o godz. 18:13

    To wiśniówka z miętą obrzydza? Jak mówi kaszubski baca – i odwrotnie: pierwsze co słyszę!
    Aczkolwiek bez mięty też podchodzi.
    Jak powiedział Janek, chuligan, w sprawie przyjęcia dla kosmitów, co zlądowali na polu sąsiada Wrońskiego:
    jak im zwykła nie będzie podchodzić, to jest kolorowa. A jak nie, to się zrobi tatę z mamą.
    Skąd wiesz, że one pijące są ?
    – zapytał gospodarz Wroński.
    Co, chore chyba nie są?! A obrażać się też ni ma o co! – odparł fachowo i bardzo rozsądnie Janek.

  268. Tanaka
    8 listopada o godz. 17:55
    tejot
    8 listopada o godz. 14:54
    Fragment listu prezydenta do Konferencji :

    Mój komentarz
    Niechlujstwo tytułu konferencji – Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy – wskazuje na niechlujstwo jej organizatorów i uczestników. Dlatego prezydent skorygował intencje zawarte w tytule na „wartości pracownicze”. Nie zmienił tytułu, lecz poprawił swoimi słowy jego wydźwięk na bardziej związkowo-zawodowy.

    Druga sprawa, która mnie fascynuje w tym niechlujstwie, to użycie w tytule terminu „ponadnarodowa współpraca” (nie mówiąc już o połączeniu jej z godnością) a nie współpraca międzynarodowa. Słowo ponadnarodowa ma odcień negatywny i jest często używane przez PiSowców do obrzydzania ludności takich przejawów, jak podejmowanie decyzji unijnych ponad głowami narodów, koncerny ponadnarodowe, organizacje ponadnarodowe, itd.

    Całość tytułu, to ad hoc, hocki klocki, patałachy, strachy na lachy, intelektualne palanciarstowo, kanciarstwo, pierwociny bez przyczyny.
    Pzdr, TJ

  269. Trudno, odlecę od poruszanych tu tematow, czyli kaka, kaczorka, i innych drobiazgów. No bo co to znaczy w porównaniu z tym , że Virginspace, odbierając monopol NASA, rozwija kosmiczną turystykę. I oni to robią troche powazniej, niz ten milion samochodów Morawieckiego. Oni juz mają skutecznego prywatnego wahadłowca. Przewidują pierwszych turystow, którzy będą mogli sobie pochodzić po księżycu za dwa lata. Bilet na księżyc jak narazie dość drogi 150 milionow dolarów. Tyle sobie życzy Bronson.
    Zacznijcie oszczędzać, jeśli was to interesuje. Bo mnie bardzo.

  270. Jakby kto nie doczekał, to wysyłka prochów na Księżyc wychodzi znacznie taniej.

  271. Tanaka
    8 listopada o godz. 18:17

    Tak było jak powiedział nasz milusiński po obejrzeniu Pasji Mela Gibsona. ‎

    🙂

  272. @Tanaka 18:24

    Podobno. Jest tu kilka osób (no może ze dwie), które obrzydza. Mnie też mięta obrzydza, ale wyłącznie sama. Po tym, jak się kiedyś zapiłem likierem miętowym. Do teraz mnie trzyma i obrzydza. Za to jedna gałązka świeżej mięty (albo dwie) na 5 litrów nalewki wiśniowej w ogóle nie obrzydza.

  273. Jak w sąsiednim kantonie piorun dwa razy strzelił w wieżę kościelną (drugi raz tuż po remoncie po pierwszym pożarze) proboszcz się ugiął, zmienił doktrynę na „strzeżonego Pan Bóg strzeże” i kazał zamontować piorunochron.
    Od tego czasu jest spokój.

  274. W imię godności i ponadnarodowej współpracy z sali konferencji „Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy” solidarnościowo igodnościowo wyrzucono dziennikarzy TVN i Gazety Wybiorczej.

    Abp Głódź w czasie mszy przedkonferencyjnej w kościele św. Brygidy w Gdańsku zapewniał, że:
    „My jesteśmy przy ludziach, przy ich problemach. My służymy człowiekowi, ojczyźnie, szczególnie w przeddzień Niepodległej.”

    Z faktu wyrzucenia dziennikarzy TVN i GW z konferencji wynika, że nie są to ludzie. Głódź nie dla nich, szczególnie w przeddzień Niepodległej.

    Hocki klocki od poranka do dobranocki.
    Pzdr, TJ

  275. Nefer
    8 listopada o godz. 18:56
    No nie wiem, czy bardziej mi był sprawił przyjemność napis na księzycu ‚Lewy’, tak jak na wielu katolickich cmentarzach widzę napisy ” magister inzynier Jan Nowak”, spoczywa w Panu.

  276. Lewy
    8 listopada o godz. 19:22

    A „Tu byłem”?

  277. Nefer
    8 listopada o godz. 19:27
    No tak „”byłem” ale po co? Chyyba , że jako magister to, to może być ważniejsze.
    Zwiedzalem cmentarze w Polsce kilka lat temu. i kiedy zobaczyłem wypasiony grób takiego magistra inżyniera, a obok skomny jakiegoś szewca albo fryzjerki, to mi się żal zrobiło. No bo co czuje ten skromny szewc albo taka fryzjerska, jak ich grob jest oświetlany jednym, dwoma zniczami , a ten marmurowy, bogaty, wypasiony i jeszcze do tego fryzjerka ? Bez szans.
    Ja nie mam nic przeciiwko magistrom. Ale niech sie, za przeproszeniem, nie puszą. Bo wyżej są doktorzy, docenci i profesorzy mianowanni i nie mianowani.
    A szweca żaden Duduś nie mianował. oni naprawiajął buty, nawet nielegelnialnie.
    Ale, wybacz Nefciu, odbieglem od napiisu ‚Lewy’ NA KSIĘŻYCU

  278. Lewy
    8 listopada o godz. 20:01

    No bo co czuje ten skromny szewc albo taka fryzjerska, jak ich grob jest oświetlany jednym, dwoma zniczami…

    Hmmm… To samo co Zbychu, gdy się urżnie z rana za sklepem i zapadnie się w czas?

    https://www.youtube.com/watch?v=gWjY9bo-e8A

  279. @Lewy Oprocz Virgin Bronsona do komercyjnych lotow na ksiezyc przygotowuja sie Bezos szef Amazonu i Musk z firmy Tesla. Ogladalam program na ten temat. Bronson wykorzystuje do prac pustynne plaskowyza stanu Nowy Meksyk.
    Rozne sa podejscia do sprawy. Ja mysle, ze komercyjne loty na ksiezyc sa mniej palacym problemem ludnosci globu ziemskiego. Nie imponuje mi, ze kolejka po bilety na te loty jest juz dluga a ich cena w milionach. Pieniadze wpadna do kieszeni tych trzech panow, przynajmniej jeden z nich w Ameryce wlasciwie nie placi zgodnie z prawem podatku i dopiero dzieki zmasowanym naciskom podniosl minimalna stawke do 15$. Zapewne nie mogl predzej, bo musi wyprzedzic Bronsona w tym wyscigu. Teraz wykladaja na ten wyscig pieniadze? A to juz ich sprawa.
    Teraz to firmy, zwlaszcza te od IT sa bogatsze od panstw, w tym chyba od Ameryki. Tyle, ze one nie maja obowiazkow wzgledem obywateli, to sie bawia w prywatne wahadlowce.
    Odkad mieszkam w Ameryce, a majac podstawy z socjalizmu w Polsce coraz bardziej nie lubie przeogromnej wiekszosci tych kolosow i ich wlascicieli i kapitalizmu w krwiozerczej wersji.

  280. Tanaka
    8 listopada o godz. 12:48

    Tanako, mnie nie krytyki insynuatorki żabki interesowały, lecz jej notoryczne i karalne w poważnych sprawach fałszowania – chyba nie z miłości? – cudzych wypowiedzi w postaci z sufitu branych interpretacji lub jeszcze gorzej – w postaci wymyślanych niby-faktów. Przytoczę jeszcze raz, w bardziej skondensowanym skrócie, jeden przykład jak sobie z uporem obsesjonatki pozwoliła ze mną.

    Jej wypowiedź:

    „Dwieście plus jeden krecików opuściło świat dzięki humatarnitarnej i strasznie skutecznej trójzębnej haczki do kartofli. A potem walnięcie w mur”.

    „@J.Pieczul może do mnie nie pisać, ja nie czytam tego łajdactwa. Kłamstwo udowodnione, bestialstwo również. Wszystkie komentarze odsłaniają wyjątkowo podły charakter”.

    Pies trącał charakter, najlepiej się przekonać na własne oczy, jak „Kłamstwo udowodnione, bestialstwo również”. Oto fragment z mojego tekstu, z którego wyczytała, że „Dwieście plus jeden krecików opuściło świat”:

    „wziąłem trójzębną haczkę do kartofli i już nie miały szans. Przykro mówić, parę pierwszych sztuk zatłukłem. A złapałem przez ileś lat ze dwieście – strasznie byłem skuteczny. (…) sypałem do wiadra ziemi, wkładałem złapane stworzenia – od razu się chowały, bo miały w czym – i spokojnie siedziały. Wywoziłem parę kilometrów w las i z całym szacunkiem wypieprzałem razem z ich środowiskiem”.

    „Walnięcie w mur” – to twórczość absolutnie własna tej wiceanielicy – żeby mocniej pokazać moje bestialstwo. Ona nie rozróżnia faktów i własnych insynuacji. Nie dotarło również do niej – choć dawno temu wyjaśniałem jej, jako filolog w końcu – że moje literackie teksty, mimo że narrator się nazywa „ja”, nie są moim życiorysem ani dokumentarnym zapisem rzeczywistych zdarzeń. Ale ona wie lepiej ode mnie, co robię. Dlatego nazywam ją nieszczęsnym dzieckiem na umysłowym poziomie głęboko przedmaturalnym.

    W jakim celu się z kimś tak notorycznie konfrontacyjnym użerać, skoro co wpis, to „kujcze piczone, prosto w pysk”. Przecież po pierwszym spotkaniu w prywatnych okolicznościach przyrody TWA, czyli ludzi, których coś emocjonalnie/intelektualnie łączy, taka zaczepna i fałszująca szlajucha na drugie nie byłaby wpuszczona. A blogi polityki.pl nie są kościołem otwartym dla wszystkich, bo inaczej po co byłby regulamin.

  281. paradox57
    8 listopada o godz. 14:07

    Przypomnij mi żebym ci się nie naraziła 🙂 nawet miętą z bóbrem

  282. nick 84 razy na blogu – poruszeni do żywego muszą się obronić, ja także:
    W temacie tematu niby kompletne niezrozumienie, nawet po licznych wyjaśnieniach. Ale ja myślę że to strach powstrzymuje koleżeństwo żeby napisać co sądzą o związkach LGTB i gdzie usytuować miejsce tych ludzi w społeczeństwie. Chyba że bezpieczniej nadmuchać przez słomkę do dupy (nie bójmy się tego słowa) niż napisac swoja opinię. Śmiało, zanim temat się skończy. Kto się nie wypowie ten tchórz i może jedynie Zosię nauczać jak słomkę do żabiej dupy (nie bójmy się tego słowa) wkładać i dmuchać.

  283. @Nefer 20:47

    Nigdy. Przecież wiem, że masz smak wysublimowany.

  284. Tanaka
    8 listopada o godz. 12:48

    Wiesz co, Tanako? Pojechałem na fali, fala przeszła, a ja stoję jak ten ułan na bidecie i się pukam w głupi łeb: „Co mnie obchodzi jakaś obca żabka, jak wczoraj, przewidując przekwitanie, kupiłem elektryczny rower, a dziś wypróbowałem na trasie do przystani. No mówię: nasza produkcja i cud, fantazja! Pod górkę, jak se życzę, pruje lepiej niź zwykły rower z górki, a tylko o to mi właśnie chodzi – o sporadyczną pomoc, a nie o ciągłą jazdę ze wspomaganiem. 3800 zł, jak na emeryta z 1400-złotową emeryturą trochę drogo, ale co ja z majątkiem zrobię w grobie?

    Poprawka: zapomniałem, że w tym miesiącu dostałem dodatek pielęgnacyjny 226 zł na pampersy, czyli już mam 1600 zł. Z pampersami poczekam, bo kiedyś ludzie tego nie znali i żyli. Będę odkładał na następnego elektryka. Dostałem takiego nowego popędu, że ten pierwszy szybko zajeżdżę. Niech żyją pampersy…tfu!…elektryki!

  285. paradox57
    8 listopada o godz. 20:53

    Tylko ta nieszczęsna porzeczkowa 🙁

    Już nie mam, przysięgam!

  286. A to osoby LGBT trzeba gdzieś sytuować?

    Nie wiedziałam 🙁 aż się boję napisać

  287. weterynarz nie znający zasad rzemiosła swego, niczym grabarz śpiewający sprośne piosenki przy kopaniu grobu powinien podpisać się własnym imieniem i nazwiskiem pod komentarzami o traktowaniu bezpańskich psów. Może również napisać pracę doktorską albo jeszcze ambitniejsze dzieło.
    Przypominam: nie szczepić, nie kastrować, nie odrobaczać, i rozpowszechniać bajanie J.Pieczula o psie który uśmiecha się do obiektywu. Znając łgarstwa tego ostatniego myślę że ten pies o ile w ogóle istniał, dawno zaginął.

    Ps. będę pomocna, uzupełnię materiał barwnymi zdjęciami ofiar takiej porady.

  288. Jeszcze trochę i mi struna pęknie

  289. 8 listopada o godz. 18:27
    Tejot.

    „Ponadnarodowa współpraca” z udziałem Głodzia, Jedraszewskiego i katolickiego związku Solidarność co udaje związek zawodowy to nic innego jak pitolenie o „”miłości bliźniego”. Czyli u katolika o niczym .

    Przypomnę, że Polska rzadowo- episkopacka wypiela katolicką dupę na imigrantów, a właściciel rządu oświadczył, że imigranci roznoszą choroby i pasożyty.
    Prawidlowi katolicy orzekli zaś, że imigranci będą nawracać katolika w Rzeszowie, Tarnowie i wszędzie indziej na islam oraz gwałcić katolickie dziewice a nawet emerytki od Rydzyka.

  290. kto tam jeszcze aktywny, koleżanka (?) @mag, tak chętnie podsumowująca, filisterka jak powiada @Saldo, czyli osoba o ciasnych poglądach. Ja się pod tym nie podpisuję ponieważ myślę że @mag w ogóle nie ma własnych ocen ani poglądów – jej opinię tworzy środowisko w którym się właśnie znajduje. @mag przytakuje większości i płynie z prądem, nie sądze też że złej woli -„taka sytuacja”, jak mawiał pewien rasista. Stąd @mag zmienna jest niczym kobieta w męskiej ocenie, raz zgadza się z rasistą, innym razem z @Saldo, który przecież rasistą nie jest a nawet kocha Polaków podobnie jak @Ozzy i pozostali; dużo by pisać o tej zmienności ale można zacytować poetę:”owca rzekła zatroskana – pójdę, spytam się barana”.

  291. Pombocek
    8 listopada o godz. 20:59

    Otóż to właśnie! Elektryk to świetny pomysł. I tym się zajmijmy. Chętnie się dowiem szczegółów eksploatacyjno-wyscigowych.

  292. @Neref przed chwilą.
    Tak właśnie, trzeba się określić – wzdychanie, siorpanie, mlaskanie w tej sprawie nie wystarczają. Zadam pytanie żeby nie było wątpliwości: co koleżanka sądzi o przysposabianiu dzieci przez małżeństwa homoseksualne, nawet nie czytając „niejasnego wstępniaka.”
    Bardzo proszę, mam córkę w tym wieku stąd przypuszczam że ogarnę.

  293. żabka konająca
    8 listopada o godz. 21:29

    Nie jestem twoją koleżanką. Żeby nie było wątpliwości.

  294. kto tam dalej z młodego pokolenia, @Szary Kot jako jedyny napisał na blogu swoją opinię i ja się z nią zgadzam. Przykro mi tylko że może popaść w niełaskę.

  295. ojciec Zosi sie nie liczy zajęty ostrzeniem słomek.

  296. Szanowna @żabko

    czyś ty się ostatnimi czasy zderzyła z serwantką albo innym kredensem? Bo najwyraźniej masz dziwny chaos pod sufitem, który każe zacząć się zastanawiać nad powiadomieniem Boba, aby wreszcie odwiedził babcię i poprosił o zrobienie mu skarpetek na drutach. To bardzo uspokajające i pożyteczne zajęcie i jakże ekologiczne.
    Moje znajome osoby LGBT (dwóch angielskich dżentelmenów nie wspominając psa) pokazują mojemu wnukowi Teletubisiów i nawet się przymierzałem pokazać im, gdzie ich miejsce, ale wnuczek sam zaczął preferować Shauna the Owcę, więc na razie odstawiłem bejsbola do kąta.
    Niebawem znowu będziem konkurować o względy wnuczka, kiedy rodzice zaczną próby chóralne.
    Będzie się działo 👿

  297. nie mam wątpliwości w ocenie zażyłości, również bałwochwalstwa. Zwrot kolega, koleżanka jest używany na blogach zamiennie z innymi np.pani szanowna.
    A teraz co się sadzi o małżeństwach homoseksualistów, bo głownie tu o nich chodzi w przypadku dzieci – bardzo proszę.

  298. @żabka

    Teraz już się na ogół prac doktorskich w mojej dziedzinie nie pisuje. Można złożyć kilka publikacji z impaktowanych czasopism, które składają się na konsekwentny cykl, w których jest się pierwszym autorem lub autorem korespondencyjnym. Plus jeszcze kilka wymogów określonych w regulaminie.
    Zanim znowu coś napiszesz, radziłbym zapoznać się z faktami. Twój osobisty pamiętniczek to trochę mało. Same bzdury tam masz.

  299. „Nie lubię wymiany poglądów. Zawsze na tym tracę.”

    (Antoni Słonimski)

  300. @seleuk|os|, zgoda – naiwnie, bo same dzieci mnie rozczulają, to moja słabość, siła, życie i wszystko o co warto zabiegać. Nie tak dawno rozmawiałam z osobą nieco młodszą i ona opowiedziała mi o swoich marzeniach z młodości i ambicjach związanych z biologią jako nauką. Los okazał siś bardziej prozaiczny – małżeństwo, dom, dzieci. Marzenia skończyły się na pielęgniarstwie a jej ocena na koniec rozmowy była taka – kiedyś bardzo żałowałam swoich wyborów, ale teraz kiedy patrzę na moja rodzinę jestem szczęśliwa że tak potoczyło się życie.
    O agnostykach może innym razem, może w ogóle nie – jak dotąd mam opinię o siedzeniu na płocie z możliwością spadnięcia na każdą stronę.

  301. Na EP żabka rozczarowała się… izabellą. Gratulacje, Izka, jesteś w dobrym towarzystwie. Zyta też cię nie pochwala (hi hi!!!)
    Przy okazji: Hołownia kandyduje na prezydenta. Będzie rodzima katolicka Cicciolina?

  302. Pręgierz ustawiony, a teraz przesłuchanie:
    co się sadzi o małżeństwach homoseksualistów (…) bardzo proszę

    Bardzo bezosobowe to pytanie, więc nie wiem, czy chodzi o to, co się sądzi w episkopacie, PiSie, Irlandii, Polsce, Europie?
    Co się sądzi w rodzinie żabki, która ma za złe chromowany samochodzik i modne ciuszki LGBT-owskiego dziecka?

    Minęło parę lat od historii opisanej we wstępniaku. Czy @żabka może przybliżyć dalsze losy owej biednej dzieciny czyli Solenizanta?

    Wspomniani przeze mnie angielscy dżentelmeni nie mają wprawdzie własnego potomstwa, ale lekkomyślni ich przyjaciele hetero powierzają im swoją progeniturę do pilnowania bez żadnych zahamowań.
    Czy ten fakt nie napawa cię zgrozą?
    Na dodatek te dzieciaki lgną do swoich babysitterów, a także do ich psa 😯
    I nawet zarażają się językiem angielskim z oksfordzkim akcentem 🙄

  303. Żabka nadziana na sztachetę, co za wizja 😆

  304. Niespodziewany najazd Hunów!
    Dobrej nocy życzę 😀

  305. zyta2003
    8 listopada o godz. 20:25

    Teraz to firmy, zwlaszcza te od IT sa bogatsze od panstw, w tym chyba od Ameryki. Tyle, ze one nie maja obowiazkow wzgledem obywateli, to sie bawia w prywatne wahadlowce.

    Odkad mieszkam w Ameryce, a majac podstawy z socjalizmu w Polsce coraz bardziej nie lubie przeogromnej wiekszosci tych kolosow i ich wlascicieli i kapitalizmu w krwiozerczej wersji.

    Jakoś podobnie to widzę. I w sprawie tego fruwania na Księżyc z komercyjnymi pasażerami to już w ogóle nie widzę tego ducha, tej wszechogarniającej fascynacji, tej świeżości odkrywania, tego współdzielenia emocji i pasji dowiadywania się o sprawach nauki i techniki oraz dumy z osiągnięć człowieka. I współpracy ponad podziałami, która wydała dobre owoce.

    Bo też w tej wersji ani to dla wszystkich ani fascynacji, ani impulsu do dalszego poznawania: co co mają górę forsy, pofruną z wycieczką. Będzie problem: śmieci w lesie i słitfocie z wielbłądem na tle krateru na Mare Tranquilitatis.

  306. Na marginesie
    8 listopada o godz. 21:57

    Sikorski też się przymierza. Ale czytałam dziś dwa sprzeczne artykuły, że prawybory będą i nie będą. Kosiniak-Kamysz w ogóle mi nie podchodzi, Kidawa-Błońska mniej ale też nie, Sikorskiego rozjadą na placek. Czaskoski ewentualnie ale za miętki jakiś.

    Wadim Tyszkiewicz całkiem za to niczego, oj dałby pisom popalić. Prezencję nawet ma.

    Co rzekłszy zagłosuję na to co będzie byle nie dupa i konfederaci albo święto..bliwi.

  307. Na marginesie
    8 listopada o godz. 21:57

    Na EP żabka rozczarowała się… izabellą. Gratulacje, Izka, jesteś w dobrym towarzystwie. Zyta też cię nie pochwala (hi hi!!!)

    Przy okazji: Hołownia kandyduje na prezydenta. Będzie rodzima katolicka Cicciolina?

    No, co to się wyrabia!
    Nasz milusiński Szymuś na Cicciolinę?

  308. Nefer
    8 listopada o godz. 22:09

    Kurde, a ja bym na Monikę Płatek!

  309. Szanowni!

    Czy na Księżycu liście opadają to nie bardzo wiadomo, natomiast jak to jest jesienią na miejscu, wyjaśnia nam niezawodnie Qba.
    Zapraszam w imieniu autora do czytania i komentowania nowego wstępniaka.

  310. @Nefer 8 listopada o godz. 22:09
    Tyszkiewicza nie kojarzę, ale zaraz nadrobię te braki 🙂

  311. @Tanaka 8 listopada o godz. 22:10
    Cicciolina – też z branży, ehem, rozrywkowej.
    Została posłem, nie prezydentem. Demokratycznie 🙂

  312. Tylko poddałem pod rozwagę nieprowadzenie rubryczki.

  313. o @paradox57 może coś na temat, którego nie podjęła się forma bezosobowa.
    Ja nie jestem zaskoczona, powiem więcej nie spodziewałam się odpowiedzi wydobytej z próżni umysłowej karmionej serialami.
    Czyli @paradox57 (rocznik?, znowu nie jesteś taki młody w porównaniu ze mną) bardzo proszę nie o zazdrości, nie o samochodziku ,ale o twoje zdanie na temat małżeństw homoseksualnych i ich prawie do wychowywania przez nich dzieci, zarówno własnych, z poprzednich związków, także adoptowanych. Z homoseksualizmem wśród zwierząt na pewno spotkałeś się.

  314. niezłe posunięcie – zakończyć temat. I o czym plotkara @Na marginesie będzie teraz rozprawiać?
    Ogólnie, żeby nie wychodzić poza ramy tego blogu. Takiej reakcji mogłam się spodziewać dlatego napisałam do @Tanaki – wiem kim jesteś.

  315. Na marginesie
    8 listopada o godz. 22:15

    Jak poznałem Tyszkiewicza z mediów, od razu było jasne: piekielnie obiektywny, rzeczowy, niezmordowany, stworzony przez dobrego boga Uranosa do służenia człowiekowatym. Mówię nie tylko dlatego, że Nowa Sól, gdzie prezydentuje, bywała miejscem postojów, kiedy łodziarzyłem na Odrze.

  316. Może obwód uda, długość rękawa, rozstaw okularów mikroskopie, którego używam. Może przypadkowa liczba, albo podoba mi się piątka (bo tak przyjemnie zaokrąglona tu i ówdzie) i siódemka (bo taka smukła) i figlarnie zagięta na górze. Albo liczba dioptrii w okularach. Kto to może wiedzieć?

    Ja tam jestem otwarty.

  317. zyta2003, 8 listopada o godz. 20:25
    do
    @Lewy napisala, a Seleuk przeczytal (przy porannej kaffce) 😀 😀
    Oprocz Virgin Bronsona do komercyjnych lotow na ksiezyc przygotowuja sie Bezos szef Amazonu i Musk z firmy Tesla. A komercyjne loty jeszcze dalej oferuje firma Virgin Mary od dawna. Ogladalam program na ten temat. Bronson wykorzystuje do prac pustynne plaskowyza stanu Nowy Meksyk. A ja czytam o wykorzystywaniu terenow nizinnogorzystych, w stanie Wolska, w pismo Polityka.
    Rozne sa podejscia do sprawy. Z pewnoscia. Ja mysle, ze komercyjne loty na ksiezyc sa mniej palacym problemem ludnosci globu ziemskiego. Nie imponuje mi, ze kolejka po bilety na te loty jest juz dluga a ich cena w milionach. Komercyjne odloty jeszcze dalej, sa palacym problemem ludnosci wolskiej. Mnie imponuje kolejka po bilety i cena w milionach. Pieniadze wpadna do kieszeni tych trzech panow, przynajmniej jeden z nich w Ameryce wlasciwie nie placi zgodnie z  prawem podatku i dopiero dzieki zmasowanym naciskom podniosl minimalna stawke… Pieniadze z Virgin Mary, wpadaja w rece tych panow. W Wolsce podatku nie ma, ani naciskow, co mnie imponuje wlasnie. A to juz ich sprawa.. To prawda, sprawa Wolakow, imponowac innym.
    Teraz to firmy, zwlaszcza te od IT sa bogatsze od panstw, w tym chyba od Ameryki. Tyle, ze one nie maja obowiazkow wzgledem obywateli, to sie bawia w prywatne wahadlowce. Firma kosmiczna Virgin Mary, ma obowiazek wszystkim lot zapewnic. Co bawi firme i obywateli
    Odkad mieszkam w Ameryce, a majac podstawy z socjalizmu w Polsce coraz bardziej nie lubie przeogromnej wiekszosci tych kolosow i ich wlascicieli i kapitalizmu w krwiozerczej wersji. Ja mieszkajac w kraju stricte kapitalistycznym, podstawy znajac kapitalismu i kleptokracji, coraz bardziej LUBIE, firme Virgin Mary oraz wlascicieli, bezinteresownych

    Zyta, Ty make my day (prawdopodobnie bez zamiaru)
    przy porannej kaffce, pzdr Seleuk