Solenizant

Ta historia jest prawdziwa. Nie z powodu braku wyobraźni ale dlatego, że rzeczywistość jest o wiele bardziej ciekawa i twórcza niż nasze możliwości fantazjowania, które i tak mają swoje źródło w doświadczeniu. Wspomnienie które opisuję, pochodzi z okresu kiedy opiekowałam się wnukiem, czyli sprzed kilku lat.

Chodziliśmy z Bobem na spacery. To była jedna z tych dzielnic gdzie nikt rozsądny nie chodzi ulicami żeby nie być posądzonym o włóczęgostwo, ani też będąc gościnnie u znajomych nie wychodzi przed dom np. na papierosa z obawy przed spotkaniem z zastępcą szeryfa, którego właśnie wezwali sąsiedzi skarżąc się na brak poczucia bezpieczeństwa. Byłam obca i wprowadzałam obce zwyczaje chodząc codziennie wzdłuż jezdni (tutejsi nie zawracają sobie głowy budową chodników skoro samochodem można wjechać wprost do domu), przy czym spełnialiśmy we dwójkę warunek użytkowania drogi jako właściciele czerwonego plastikowego autka z kierownicą. Bob jechał a ja pchałam.

Tego dnia spotkaliśmy chłopca przy otwartych drzwiach garażu, w środku trwały przygotowania do uroczystości i tu trzeba wiedzieć że garaże są zazwyczaj miejscem uniwersalnym i właściwym dla życia towarzyskiego; tak naprawdę nie ma funkcji której garaż amerykański by nie spełnił. Sam chłopiec, jak się okazało solenizant, był  reklamą  wszystkich liczących się firm  ubierających nastolatków.

– Dzisiaj sa moje urodziny – zawołał.
– Happy birthday!- odpowiedziałam i podszepnęłam dziecku: powiedz  „happy birthday”.
Ale mały Bob milczał. On który wdawał się w rozmowy z nieznajomymi niezrażony tym, że większość nie rozumiała jego słowiańskiego języka, ten sam który chwalił popisy gimnazjalistów na deskorolkach  słowami: „dobra robota, chłopaki”, teraz stał i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w małe wyścigowe auto  stojące na parkingu. Miało wszystko – chromowane elementy, deskę rozdzielczą, otwierane drzwi a nawet pasy bezpieczeństwa. Prawdopodobnie był to prezent urodzinowy a jego właściciel postanowił  pokazać nam wszystkie zalety pojazdu, w tym przede wszystkim swoje umiejętności. Był to popis najlepszego kierowcy rajdowego w kategorii  „dziesięciolatkowie z Riverside St.”. Całkiem możliwe że udział brał tylko jeden zawodnik i to ten którego spotkaliśmy. Od czasu do czasu patrzył na nas żeby sprawdzić efekt i trzeba przyznać że zrobił  piorunujące wrażenie.

Chwilę później zaczęli przychodzić goście, a dla nas również był czas powrotu do domu. Przez całą drogę Bob był przygnębiony, odmówił jazdy swoim samochodem, rozchmurzył się dopiero na widok mamy która właśnie wróciła z pracy. Opowiedziałam jej o chłopcu z sąsiedztwa który cały czas starał się nam zaimponować i wtedy ona przypomniała sobie że  mieszkają tam dwie matki z dziećmi i te matki są lesbijkami.

Pomyślałam wtedy, że nauczanie trzeba by zacząć od rodziców, bo to oni przekazują dzieciom własne strachy i uprzedzenia, a wystarczyłoby zrozumienie. Zaś w przypadku ludzi wierzących więcej wiary w nieomylność stwórcy – i wtedy ten chłopiec nie musiałby zamartwiać się o swój wizerunek, dbać o to każdego dnia, ponieważ byłby taki sam jak wszyscy jego koledzy: z dwójką rodziców, z samotną matką czy tatą, z dwiema matkami, czy inaczej –  mógł być synem dwóch ojców i taki stan byłby akceptowalny i oczywisty.

żabka konająca