Powyborcze myśli nieuczesane w wyprasowanej koszuli

Najsympatyczniejszą częścią wyborów było to, że Olga Tokarczuk otrzymała Nobla. Pioruńsko się cieszę i gratuluję pani Oldze i jej pięknemu umysłowi. Więcej – później, bo to za ładne na nieładne wybory.

Co do samych wyborów – najbardziej cieszy mnie powrót lewicy do parlamentu. Mijająca kadencja była pod tym względem – każdym zresztą – chorobliwa, ale nie ma co udawać: to sama lewica zapracowała sobie na to, że została z Wiejskiej wyrzucona przez wyborców. Teraz będzie ją lepiej słychać i więcej będzie mogła.

Od ożywionej lewicy oczekuję jednego i najważniejszego: ma się przestać żreć wewnętrznie, a ma pożreć i następnie zrobić wypluwkę z dewastatorów tzw. Ojczyzny. Ma mieć – do cholery! – porządny program i ma zasuwać tak, żeby go w maksymalnym stopniu zrealizować mimo dewastatorów tejże tak zwanej.

Dobre, a może bardzo dobre jest to, że w Senacie przewagę ma opozycja. Minimalną, ale jednak. Przy mądrym działaniu sporo można dobrego zrobić przeciw złoczyńcom.

Za rok będą wybory prezydenckie. I to jest dobre, że sukces lewicy, sukces PSL i przeżycie KO w sumie tworzą szansę i dają dość czasu na to, by przygotować mocnego kandydata. Jeśli taki zostanie prezydentem, kimś na miarę Kwaśniewskiego, pisoidyzm będzie krwawił i się wykrwawi. Nie mam przekonania, że PO się dołoży do zgody na wspólnego kandydata opozycji, ale tym się nie ma co lewica przejmować, tylko ma ciężko i twórczo pracować.

Niejeden komentator celnie skonstatował, że największą porażkę odniosła PO. W ogóle mnie to nie dziwi. PO przestała być sobą, jak tylko sobą została, czyli jak się pojawiło „trzech tenorów”. Jak tylko się pojawili, zaraz się zaczęli kłócić, a Tusk w końcu pozostałych tenorów się pozbył, czyli został basem o cienkim, jak się okazało, głosie.

PO jest – co od dawna jasne dla przytomnych ludzi – siłą współistotną pisoidom. Odwrotną stroną tego samego, „z pnia solidarnościowego”.

PO nie potrafiła nic sensownego zaproponować, bo nie mogła. Jest to niemoc konstytutywna, wynikająca z fałszu założycielskiego. Całkiem więc możliwe, że PO się po prostu rozlezie. Brak jej sił żywotnych i to widać boleśnie. Jazda na mitach, czyli ciepłej wodzie z mydłem, ma swój kres jak zimowa ślizgawka.

Identycznie ma Kościół katolicki, tyle że ma bogatsze środki. Może tylko straszyć i mamić, ładnie się przy tym malując. Dał temu niezawodnie wyraz w czasie przedwyborczym. Nihil novi. Właściwie – nihilizm. Jędraszewski i spółka znają się na tej robocie od wieków.

Główny wynik wyborów jest niepomyślny, czyli jest to sytuacja pomyślnie rokująca. Kaczyński będzie dalej rządził, więc przyjdzie pora, żeby zapłacił za te kłamstwa, rozdęte obietnice, ideologię zamiast powagi gospodarczych celów i działań, korumpujące rozdawnictwo i moralną deprawację. Zacznie się sprawdzanie. Nie zbilansuje, choćby pękł, całkowitych przeciwieństw: rozwalanej systematycznie służby zdrowia, oświaty, systemu emerytalno-rentowego, sądownictwa, duszenia samorządów i wielu innych dziedzin z korupcyjnym rozdawnictwem, niekończącymi się obietnicami, obłudnym ogłaskiwaniem „suwerena” i opluwaniem całej reszty.

Koniunktura zewnętrzna nie potrwa przez następną kadencję, a wewnętrzne zasoby będzie zmuszony wyduszać z ludzi. Przestanie być miło nawet suwerenowi. Zderzy się swoim 500 plus z mniemaniem o istnieniu państwa. Rzecz jasna pisoidy będą się usiłowały wspinać na koleje szczyty kłamstw, pomówień i szantaży, ale nogi będą się im coraz bardziej ślizgać.

Jest ciekawe pytanie, które mnie niespecjalnie ciekawi: czy Kaczyński skutecznie pójdzie w pełen zamordyzm. Ciekawe wydaje się to w tym aspekcie, na ile wśród Polaków wykształciło się poczucie podmiotowości, przyzwoitości i pewnej odwagi obywatelskiej. Czyli na ile z niewolników pańszczyźnianych stali się ludźmi wolnymi. Wolnymi od rzucającej stęchły cień historii niewoli pańszczyźnianej i od mroków trwającej niewoli pod Kościołem katolickim. Pozna się na swoim niewolnictwie i zrzuci kajdany czy się nie pozna? Ma pomoc: Europa się poznała i coraz mniej w niej niewolników.

Kaczyński się w przyspieszonym tempie zużywa. – I o to chodzi i o to chodzi! – powiedział taksówkarz do Asa. Zużycie ujawnia nihilizm, a pod Kaczyńskim, bo przecież nie wokół, sami nihiliści mniejszego rozmiaru, chociaż aspiranci.

Trudno być nagłym optymistą, zdaje się jednak, że ten proces bolesnej męki zmierza powoli ku lepszemu.

Oczywiście, Polak za wszystko zapłaci. Własną męką, krwawicą i całą resztą. I to jest dobre oraz sprawiedliwe. Kto tanio dostaje, licho dostaje. Ale Polak to lubi. Gdyby nie lubił, byłby jakimś Holendrem, Duńczykiem albo kosmitą. Czyli nie byłby sobą. A jest, bo mówi, że jest.

Tanaka