Jan Kobuszewski. Humor w genach

Zmarł Jan Kobuszewski. Miał 85 lat. Mało. Śmierć boli. Pan Jan, pan Janek, dostarczył mi ogromnej radości swoim aktorstwem i pojęcia o nieskończoności.

Na jego aktorskiej postaci – do spółki z grupą innych fenomenów aktorstwa podobnego rodzaju: Wojciechem Pokorą, Piotrem Fronczewskim („pan Piotruś”), „Siostrami Sisters”: Krystyną Sienkiewicz i Barbarą Wrzesińską; Wiesławem Gołasem (Wiesiu, Wiesiu, jak Wiesiu?!), Wiesławem Michnikowskim, Markiem Kondratem, Januszem Gajosem czy Stanisławem Tymem – dowiadywałem się, co to znaczy humor, absurd, poczucie abstraktu, czyste szczęście realizowanej fantazji; nienazywalnej poetyczności, lekkości i lotności. Więc wysokiej sztuki i dziecięco beztroskiej zabawy. Swoistego kodu, którym można się było porozumiewać w gronie rówieśników, licealnych fantastów, marzycieli, pięknych umysłów, twórców własnego życia i może współtwórców kilku innych.

W te aktorskie figle Jana Kobuszewskiego zaplątana była przez dekady Olga Lipińska, której swego czasu wyznałem na blogu miłość, podobnie jak Monice Płatek. Czynię to samo, może spóźniony, ale może nie – to rzecz wieczna – pod adresem pana Janka: kocham pana, panie Janku!

Mówiąc te słowa, zdaję sobie sprawę, że to dalece nie koniec mojej listy kochania. Do wymienionych dodam i „Dudka”, i Starszych Panów i więcej. I tam też jest Jan Kobuszewski. To wielka przestrzeń urody, piękna, sztuki i w sumie życia. Jasne twarze w niekoniecznie prostych czasach.

Nieraz słyszałem opinie, że Jan Kobuszewski nie był dość wykorzystany jako aktor. Ale podobne opinie są i o innych. A przecież występował intensywnie w teatrze, w telewizji, był w kinie i radiu. To racja – na takie postaci, na takie talenty to zawsze zbyt mało.

Zbyt się czuję poruszony, by więcej mówić o panu Janku, zresztą istota tego co tworzył jest nienazywalna. A może nazywalna tylko na wewnętrzny użytek. Może uda się to nazwać zbiorowym wysiłkiem.

Mam jasne poczucie, że jestem z pokolenia uprzywilejowanego: właśnie tacy aktorzy, właśnie tacy reżyserzy i inni twórcy w takim właśnie czasie stworzyli coś, co jest nie do powtórzenia. Była taka telewizja. Nazywała się Telewizja Polska. Miała jakąś misję. Na niej się chowałem i ogromną część tego dobrego w niej zobaczyłem. To była telewizja cywilizacyjna. Szansa dla milionów.

Nie ma już TVP. Nijak się do tego mają współczesne „kabarety” i inne produkcje. Stawiam też na to, że w związku z tym taką mamy za oknem rzeczywistość, a nie całkiem inną.

Panie Janku, kocham i dziękuję! In vino veritas! Albo gdzieś jeszcze. Pan Jan: wódka pita w miarę nie zaszkodzi nawet w największych ilościach.

Tanaka

„Humor w genach” to tytuł książki Hanny Zborowskiej z Kobuszewskich, siostry Jana Kobuszewskiego.
Zdjęcie: Wikipedia.