Sodomo, Sodomo, cóżeś ty za pani

Chłopcy malowani

Własny róż im nie przeszkadza, cudzy to zaraza.

Konkurs-zagadka, czyli pytanie fundamentalne: czy na sali jest niesodomita?

* * *

Frédéric Martel napisał książkę. Właściwie – księgę, pt. „Sodoma”. Książka-dokument. Hipokryzji, posuniętej do absolutnych granic; fałszywości fundamentalnej i przemocy strukturalnej. Watykan: Kuria, kardynałowie, nuncjusze, biskupi; współpracownicy, interesariusze, służący i przyjaciele. Cały szczyt, cały świat.

Ulubiony termin dwutysiącletniej „cywilizacji miłości”: sodomita. Pozostańmy w duchu tradycji. A więc – sodomici.

Zdecydowana większość należy do sodomickiej „familii”. W kulturze „cywilizacji śmierci”, jak ją nazywał Wojtyła, używa się dziś terminu „gej”. Ale gej to właściwie „gay” – osoba radosna, a takie słowo przecież ukrywa straszną rzeczywistość katolickiej Prawdy: sodomickiej deprawacji, za którą jest biblijna kara – śmierć. Orzeka bowiem Miłujący Pan Bóg, własnymi słowami, w Księdze Kapłańskiej: Będziecie strzec ustaw moich i wykonywać je. Ja jestem Pan, który was uświęca! I nakazuje: Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.

W Sodomie więc, chcąc zapobiec zbrodni, ojciec dziewiczych córek oferuje je swawolnikom, zatem gejom właśnie, w zamian za oszczędzenie dwóch mężów-aniołów, z którymi ci chcieli poswawolić. Taka moralność Objawienia: mniej grzeszne jest zgwałcic dziewczynki, niż popełnić zbrodnię obcowania mężczyzn.
To działa i dziś: drobny to grzeszek, właściwie nic zgoła – gdy konsekrowany gwałci dzieci, straszna to obraza Boga, gdy sobą cieszy się dwóch dorosłych mężczyzn.

Książka Martela jest w istocie starannie zrobionym raportem na temat współczesnej sodomii w Kościele katolickim. Autor sięgnął zarówno głęboko jak i szeroko, badając tak sam Watykan jak i najważniejsze episkopaty oraz najważniejszych nuncjuszy na świecie. Autor, sam gej, rozszyfrowuje świetnie mu znane kody porozumienia między konsekrowanymi sodomitami. Wie kto jest kim. Kto należy do obfitej sodomickiej familii, a kto do bardzo nielicznej grupy czystych celibatariuszy.

Wnioski z badania Frederica Martela są zupełnie jasne: na szczytach hierarchii Kościoła nie być sodomitą to rzadka rzecz. Najważniejsi wokół Wojtyły – sami sodomici. Przez niego wyniesieni, przez niego popierani, przez niego chronieni.

Owszem, są tacy, którzy mając głęboko ukryte sodomickie skłonności nie pozwalają sobie na praktykowanie. Z największym wysiłkiem woli walczą ze swoją wrodzoną, przez Dobrego Pana Boga daną, naturą. Cierpią na wzór Maritaine’a, niegdyś nadzwyczaj znanego francuskiego filozofa, teologa, myśliciela i zakonnika; przyjaciela śmietanki biskupów i kardynałów Watykanu, mającego ogromny wpływ na teologię i myślenie całego Kościoła. Zarazem przyjaciela wielu znanych francuskich artystów, który latami walczył z własną sodomicką naturą i usiłował otaczać opieką innych, by nie stoczyli się w zbrodnię sodomii. Na próżno. Ponosił klęski jako opiekun i poniósł największą klęskę osobistą: wyparł się siebie, do końca.

Dziś myśli Maritaine’a są zupełnie zwietrzałe, a on zapomniany. Lecz jego wartość w książce Martela, oprócz poznania jak działa w wybitnym katoliku i niewątpliwie bardzo żywym umyśle zaparcie się siebie samego w imię religijnych rojeń, polega i na tym, że poprzez niego poznajemy całą śmietankę największych twórców kultury francuskiej i zarazem światowej. Tak wielu z nich to byli i są geje. Cóż by europejska i światowa kultura bez tych gejów poczęła, o ileż sami bylibyśmy duchowo i poznawczo ubożsi.

* * *

Profesor Baniak, który od kilkudziesięciu lat bada członków kleru, podaje, że standardowo jest wśród konsekrowanych 30-50% homoseksualistów. Badacz stosuje taki termin, jest on bowiem terminem medycznym i psychologicznym, lecz z punktu „cywilizacji miłości” pamiętamy: to sodomici.

Im wyżej w hierarchii, tym sodomitów większy procent. W Watykanie procent ten sięga zapewne 80-90, może nawet więcej. Wśród członków episkopatów procent może jest pośredni: 60-70 procent biskupów to sodomici. Da się wśród nich znaleźć takich, co mają w jakimś sensie pogodną naturę, choć u biskupa to rzadkość, kłóci się bowiem z fachem. Jeśli są tacy, będą to sodomiccy geje.

Naszpikowany sodomitami, Kościół katolicki z niewiarygodną wręcz zaciekłością i dwutysiącletnią konsekwencją z sodomitami walczy. Nic dziwnego, to święty obowiązek: realizuje nakaz Dobrego Boga.
Dziś jednak realizuje coraz bardziej niechlujnie, czym bluźni Bogu: zamiast zabijać, jak jeszcze niedawno, tylko opluwa, poniża, judzi innych do powszechnej przemocy – jak arcybiskup Jędraszewski wśród tłumu pozostałych biskupów z episkopatu i prawdziwych katolików.

Jeśli ma się pojęcie o psychologii, a zwłaszcza o psychologii głębi, w żadnym razie nie wywołuje to zdziwienia.
Najpierw jest wytworzona święta norma: sodomita to zbrodniarz którego się zabija. Następnie ci zbrodniarze kryją się pod latarnią Kościoła. Musi nastąpić fundamentalne zaparcie się siebie, zawzięta walka z własną żywą psyche i własnym ciałem, z ciepłem i naturalną potrzebą bliskości oraz miłości, jaką mają, z zasady, wszyscy po równo: i heteroseksualiści i homoseksualiści i wszyscy pozostali spod tęczowego znaku LGBT. Muszą prześladować tych, którzy nie skryli się wśród kleru, by siebie tym skuteczniej ukryć i rozgrzeszyć, a nastepnie wieść wygodne – z pozoru jednak, bo trupie – życie policjanta, prokuratora i sędziego-kata.

To istota chrześcijaństwa w ogóle, ale zwłaszcza dziś jeszcze – Kościoła katolickiego. Nic bardziej go nie roznamiętnia i nie wścieka niż naturalna ekspresja ludzkiej seksualności, ktora jest jako taka straszną obrzydliwością, a jej dopuszczalność możliwa tylko pod ścisłą kontrolą i na drakońskich warunkach.
Niszczenie siebie, by zadowolić fantazmat. Nienawiść do siebie rozszerzona do nienawiści do innych. Za to, że są sobą. Że żyją jak ich Bóg stworzył.
Horror i zbrodnia. Czyli Kościół kat.

* * *

W całej tej horrendalnej sprawie należy zwrócić uwagę na coś, co umyka, co nie jest przedmiotem powszechnej dyskusji. Przy tym zaś, to wszystko co powyżej, to nieledwie drobiazgi. Przyczynki do najważniejszego.

Oto jedni purpurowi sodomici wybierają drugich purpurowych sodomitów. Oto kompania sodomitów w Kaplicy Sykstyńskiej wybiera papieża. Oto – jak sami mówią – wyborem kieruje Duch Święty. Co Duch Święty sprawia, święte jest i sprawiedliwe.
Pojmujecie?

Oto konsekrowani sodomici ustalają doktrynę Kościoła katolickiego, oto sodomici wypełniają ją praktykami wiary. Oto sodomici przed ołtarzami i na ambonach odprawiają liturgię świętą dzieląc się „ciałem Chrystusa” z ludem i pijąc jego krew, a sodomici w konfesjonałach spowiadają z największych intymności.
Oto konsekrowani sodomici w wielkiej mierze decydują czym w ogóle jest religia katolicka, jak działa i dlaczego jest takim koszmarem pełnym przemocy.
Znajdźcie większą perwersję.

Pamiętajmy: gej, a konsekrowany sodomita to zupełnie różne postaci.

Tanaka

Foto: gazeta.pl