Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

27.07.2019
sobota

Ostry stan przedzawałowy

27 lipca 2019, sobota,

Od trzech lat Kaczyński i jego akolici doją bez pardonu swoją (podobno) ukochaną ojczyznę. Parasol ochronny nad tym procederem zapewnia podporządkowany rządzącym wymiar sprawiedliwości wraz ze wszelkimi organami ścigania oraz media (podobno) publiczne. Dostęp do zasobów zapewnia repolonizacja dużych przedsiębiorstw oraz banków. Jako instytucje państwowe powinny być całkowicie transparentne ale kto to wymusi, gdy sądy są „ich”? Aby było śmieszniej, koszty repolonizacji wliczane są do PKB i są istotną pozycją „wzrostu” polskiej gospodarki. Drugą istotną pozycją tego wzrostu jest znaczne zwiększenie wewnętrznej siły nabywczej społeczeństwa, spowodowane przedwyborczym rozdawnictwem (500+ i inne +).

Sytuacja przedwyborcza w Polsce jest więc tak karykaturalna, że może wystąpić tylko w rzeczywistości. W żadnej literaturze by nie przeszła, jako całkowicie niewiarygodna. Ponieważ Polska nie należy do unii monetarnej euro, nie może liczyć na pomoc, jaką otrzymały Grecja, Włochy, Hiszpania czy Portugalia. Nasze zadłużenie rośnie bardzo szybko i nie dziwię się, że rząd nie chce go ujawnić. W tej sytuacji opozycja (jakakolwiek) wykazałaby się ogromną głupotą, gdyby odważyła się wygrać wybory. Mogłaby zostać bardzo szybko odsunięta od władzy, gdyby tylko PiS chciało do niej powrócić. Bo aktualnie istotnym pytaniem jest, czy PiS chce te wybory wygrać?

Wariant I: PiS chce wygrać najbliższe wybory. Przesunęło najbardziej „zasłużonych” ministrów do Parlamentu Europejskiego i zastąpi ich nowymi wiernymi – jakiekolwiek inne kompetencje nie są przecież pożądane. Ale co zrobi z ogromnym długiem? Mam nadzieję, że Kaczyński nie zamierza do odizolowania Polski na kształt PRL aby nie spłacać długów i zabrać obywatelom wszystkie przyznane wcześniej świadczenia.

Wariant II: PiS nie chce wygrać wyborów, a opozycja daje się nabrać i je wygrywa. Jedynym wyjściem będzie drastyczne ograniczenie świadczeń przyznanych przez PiS oraz rosnąca inflacja. Należy się też liczyć ze znacznym ograniczeniem środków unijnych ze względu na brak wkładów własnych. A PiS siedzi na ogromnym majątku, otwarcie krytykuje rząd i bardzo demokratycznie nie zmusza go do ustąpienia. Oczywiście o jakichkolwiek sądach nad PiS-em nie ma mowy – sądy nie te i kościół katolicki nie pozwoli. Jest on najbogatszy w Polsce i dyktuje wszystko, czyli o jakiejkolwiek sekularyzacji można zapomnieć.

Wariant III: PiS nie chce wygrać wyborów i opozycja też nie. Wybory wygrywają ultrakatonacjonaliści. Polexit jest pewny raczej wcześniej, niż później. A co potem, to nawet nie chcę myśleć. Na pewno będzie w tym szalejący katolicyzm z „odważnymi” bojówkami, czego przykłady mieliśmy niedawno w Białymstoku. Będzie ich znacznie więcej pod przewodnictwem Macierewicza, przez co staną się mało efektywne, co będzie musiała nadrobić intensywna współpraca policji.

Aby było ciekawiej, Polska jest ewenementem wśród krajów (podobno) demokratycznych, bo do uznania wyborów powszechnych za ważne wystarczy jeden (cyfrą: 1) ważny głos. Dzięki Wałęsie. Obywatele nie mają więc nawet tej ostatniej szansy, by zignorować wybory i dać „elitom” do zrozumienia, że nie ma kogo wybrać. Aby było jeszcze ciekawiej, referenda mają wysoki próg ważności – więcej niż połowa uprawnionych do głosowania. Ponieważ ostateczna decyzja o przeprowadzeniu referendum należy do Sejmu, żadna władza w Polsce nie musi się obawiać niewygodnych pytań obywateli. Pamiętać też należy, iż w Polsce obowiązuje w wyborach do Sejmu metoda D’Hondta, zatem preferowane są duże ugrupowania. A jedynym dużym ugrupowaniem w Polsce są katolicy.

Sfinalizowany ostatnio podział opozycji wskazuje na jej „mądrość” – chce wytrwać przy korycie ale bez jakiejkolwiek odpowiedzialności (jak „zwykły poseł”). Obóz rządzący natomiast przymierza się do uzyskania w wyborach większości pozwalającej na zmianę konstytucji. Prezes zdaje sobie sprawę z powstrzymywanej znacznym kosztem galopującej inflacji, dlatego nakazał ostatnio zakup 125 ton złota. Chodzi o zabezpieczenie tych, którym „się to po prostu należy”. Tym samym prezesowi i jego najbliższym poddanym wynik wyborów jest w zasadzie obojętny. Są zabezpieczeni do końca życia i przez całą wieczność.

Powyższe dywagacje są oczywiście wyrwane z otoczenia i z kontekstu społeczno-obywatelskiego. Realny przebieg będzie z pewnością łagodniejszy (niezależnie od wariantu) i rozciągnięty w czasie. Naród się przystosuje i jakoś to będzie. Tylko z nawoływaniami do wypełnienia „obywatelskiego obowiązku” przy urnach wyborczych pogodzić się jakoś nie mogę, bo brzmią one jak „prawo i sprawiedliwość” w wersji Kaczyńskiego.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 312

Dodaj komentarz »
  1. „Oczywiście o jakichkolwiek sądach nad PiS-em nie ma mowy – sądy nie te i kościół katolicki nie pozwoli”

    C’mon Qba!
    Znaczy na dnie z honorem lec? Sytuacja beznadziejna?
    Nowy rząd nie może dokonać żadnych zmian i musi kontynuować tę degrengoladę? Wóz już za głęboko w błocie i nie da się wyciągnąć, nawet podsmalając konia pod ogonem?

    A propos wczorajszego listu do kardynała, to
    I have a dream
    , że autorzy kiedyś zbiorą na odwagę i napiszą nowy, wspierając się tym wzorem
    Zaporoscy Kozacy do sułtana tureckiego!

    Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz ty, suki ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, kurwa twoja mać. Kucharzu ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego, co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju złamany. Świński ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa twoja mać.

    O tak ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie nas w dupę pocałować!

    Podpisali: Ataman Koszowy Iwan Sirko ze wszystkimi zaporożcami

  2. Tobermory
    27 lipca o godz. 9:20

    hahahaahh!
    Aleś celność wydobył!

  3. Tobermory
    27 lipca o godz. 9:20
    Obraz widzialem, tresc list/odpowiedz atamana Sirko nie znalem. Przewaznie na ramkach obrazow jest tabliczka mosiezna. Uwazam list powinien byc „mosieznie” obok opublikowany, wielojezykowo. Jak widzialem, nie bylo. Celem doksztalcaniu w sztuce, globtroterow/ogladaczy.

    pzdr Seleuk

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Żadna rewolucja nie została rozpoczęta przez wykształconych.

    Faszyzm powstał na grobach milionów ojców.

    sPiS powszechny ujawni tysiące gasnących starych drzew, których się nie przesadza.

    Czy Qba mieszka w Polsce i jest rodzicem { gimnazjalistki | gimnazjalisty } { mającej | mającego } świadectwo z szóstkami i czerwonym paskiem. Czy włóczące się z braku szkoły dziecko zostanie zatrzymane Przez Strażników Dobrej Zmiany i wcielone do liceum na Chamowie ? Patrz Miron Białoszewski.

    Polskie ścigające się cudowne dziecko dwóch pedałów nie przejdzie do żadnej polskiej drużyny kolarskiej. Brat wyraźnie i jasno wyraził, że mający osłabiony instynkt zwycięstwa kolarz nie przepada za kobietami.

    Dawno temu mędrzec przeciwstawiał się upowszechnianiu pisma, bo to przeszkadza uczeniu się eposów i przemów na pamięć.

    Trzeba było wieków, ruchomych czcionek i dających się zapisać krótko rozsądkowych tez, aby rozbić na części zachodnio-europejski kościół chrześcijański.

    A dziś ( przenośnia lub mądrzejsza forma ) na maturze się ściąga mając w uszach dwa orzeszki on-line dyktujące
    zmiana pędu jest równa iloczynowi siły i czasu jej oddziaływania

    Ilu Polaków potrafi stworzyć takie barokowe zdania jakie poznaliśmy z listu ( atamanów ) kozackich wojowników.

    Ile młodych Polek i Polaków jest gotowych umrzeć za 500 PLN ( bez uwzględnienia inflacji ).

    Czy wy rozmawiacie ze swoimi dziećmi i wnukami?

    Czy wpadniemy w zaimkologię?

    Pakuję walizkę i po powrocie nie zmierzam zajmować się kłamstwami niby-katolików, których niby mamy 19/20.

  6. seleuk|os|
    27 lipca o godz. 10:14

    dot. poprzedniego „wstępniaka” zstąpionego

    Wcale nie miałem zamiaru poddawać w wątpliwość jakichkolwiek Twoich umiejętności. 🙂 . Ciekaw jestem, jakie masz możliwości reagowania na ew. niemoc łącza netowego. Napisałem Ci, że my mniej więcej możemy sobie pisać na Berdyczów, gmina Tygdy, powiat Nigdy. Możemy wrócić do tematu chamstwa, tym razem nobilitowanego tzw. filozofią produktu albo firmy (vide Twój opis IKEA). W nadwiślańskiej prosperity montowni wszelkiego czegokolwiek idea jest taka, żeby garnąć grosz pod siebie pod najmodniejszymi hasłami tzw. targetu:

    https://www.sklep.mleczko.pl/environment/cache/images/0_0_productGfx_df111e1327d0d149a39befa907ad1382.jpg

    To, co wyżej dotyczy wszelkich tzw. dóbr konsumpcyjnych. Przesyłania bitów i bajtów też. Ale podobno był czas, żeby przywyknąć. Ciąg dalszy konsekwentnego urządzania się w czarnej d…. wymoszczonej paździerzem.
    https://www.blasty.pl/upload/images/large/2016/04/spokojnie-nie-pchac-sie.jpg
    I akurat po kliknięciu w OPUBLIKUJ KOMENTARZ wywaliło Gateway error 505. Tak sobie myślę, że EDZ (ekipa dojnej zmiany) marzy o przejęciu kontroli nad netem. a przecież wystarczy zablokować węzły sieciowe. Np z powodu zagrożenia bezpieczeństwa suwerena. Oj, co jo godom, co jo godom!

  7. List ten jest dobrym przykładem na to, jak lubimy sobie humor poprawiać. Że nie wszyscy są takimi jak my tchórzami. Bo gdyby byli, to albo kiła-mogiła żyć tam gdzie teraz jesteśmy takimi jakimi jesteśmy, albo z tej wsi trzeba spierpapier do miasta (to za PRLu) albo za granicę, (to teraz).

    W klasie taki jeden kozak zawsze był. Czasami jak nie w naszej, to w równoległej klasie. Nawet wicedyrektorce podskoczył, a jej to się sam dyrektor bał. Na podwórku taki był, co dorosłym a nawet dzielnicowemu podskakiwał. Na roku był taki, co go relegowano. Wprawdzie on już nie był naszym bezpośrednim znajomym, no ale słyszeliśmy o takim. W zakładzie zdarzył się taki desperat, który za poglądy nie awansował, ale to była aspołeczna jednostka, bo on nie pił z nami, nie donosił, nie należał, znajomych ani nawet rodziny w SB nie miał. Jego ojciec cywilnym pracownikiem wojska nie był, wujek nie był wojakiem a ciotka nie wyszła za wojskowego. Jednym słowem nikogo z jego rodziny ani na obiedzie w kasynie nie widzieliśmy, ani w zwykły dzień ani nawet na zabawie sylwestrowej. Talonów na nic nie dostawał, no ale sam był sobie winien.
    Jak on wolał wypisywać te swoje głupoty do sułtana to niech teraz nie ma pretensji, że go sułtan nie lubi.
    Każdy wie, że z sułtanem trzeba jakoś się ułożyć i jakoś z nim żyć.
    Zawsze jakiś sułtan jest nad nami i trzeba być życiowym człowiekiem.
    Albo rybka albo pipka.

    No ale fajnie być z miasta, co miało Majora od krasnali. Frasyniuka itd. Sam też takim kozakiem byłem i podobne listy pisałem.
    Znaczy, ze jestem dzielny i mogę z dumą w lustro spojrzeć.
    Marne życiowe luksusy mam w pogardzie i umiem cierpieć i walczyć za sprawę! A nawet robić to z fantazją!

  8. Zaraz poszukam w necie jak się nazywał ten ukraiński Sienkiewicz, który ku pokrzepieniu wymyślił ów list do sułtana.

  9. @scrambler

    Bądź proszę miły i napisz szerzej o zdarzeniu zakończonym wzmiankowanym komunikatem zwrotnym Gateway error 505.

    Byłby to element naszego dialogu o komputerach, co może nadawać się do przewijania przez innych gości bloga. Ale …

    sądzę, że postronni ( z pełnym szacunkiem dla postronnych ) dziś mogą sobie nie zdawać sprawy co może nas czekać. I żadne modele demokracji i żadne donty nie będą w polu walki.

    Muszę napisać wstęp zapewne niejasno związany z zagrożeniem bezpieczeństwa suwerena.

    Zmiany w prawie idą w tym kierunku, że posiadacz jednej akcji spółki może mieć dostęp do dużej bazy danych osobowych innych akcjonariuszy. Rozumiem obronę przed szarą strefą i potrzebę wiedzy o szalbierstwach mafii narkotykowej oraz mafii paliwowej i innych takich szemranych interesach.

    Baza danych jaką stworzy Spis Powszechny już sama w sobie jest powodem do powstawania lęku zrodzonego z możliwości ataku legalnego konkurenta stosującego biały wywiad i dysponującemu dużą mocą przetwarzania danych I wyrugować uczciwego biznesmena.

    Fanatyczni wyznawcy Ojdyra mogą obalić Glapińskiego i Kaczyńskiego za pomocą metod wojny sieciowej. I w miejscu Pałacu Kultury będzie stał Antoni o 100 metrów wyższy.

    Jakiekolwiek znaczenie podłożymy pod nazwę uczciwość, to nie ma wątpliwości, że bezadresowy masowy atak na stargetowanych ludzi niechętnych ludziom niskim może wynieść kurdupla do absolutnej władzy, która będzie nękała nawet tylko obojętnych wobec problemu zimnego Lecha.

    Wszyscy którzy polecali rysunki Andrzeja Mleczki mogą zostać zepchnięci w kłopoty różnymi subtelnymi zabiegami.

    Tu nie potrzeba odcinać społeczeństwa od dostępu do internetu. Wystarczy spychać ich w kolejce do okazyjnych zakupów na allegro.

    W Polsce Święta Okazja jest świętsza od Matki Boskiej i wyobraź sobie tysiące osób za kółkiem zdezorientowanych i zdenerwowanych z niejasnego powodu. Na drogach będzie żniwo śmierci zanim ktokolwiek że impulsem do chaosu stanie się plotka, że ci co kupowali w sieci bilety na kinowy pokaz filmu Vegi wrzuceni zostali do worka wrogów Rzeczpospolitej i w chwilę potem wchodzili na allegro.

    Pisanie, że absurdów polskiej polityki żaden fantasta by nie wymyślił dobrze się czyta. Ja też jestem absurdalnie nowy i nie nękałem żadnego internauty przez pierwsze 36 lat mego. A później przypłynął statek z kubańskimi pomarańczami. W Amsterdamie sprzedali by to drożej.

    Bardzo wyrafinowany atak znam od prawe czterdziestu lat. Każde uruchomienie edytora X zmienia ci losowo jeden bit w losowo dobranym pliku na twoim komputerze co jedną tysięczna sekundy, bo pracujemy w środowisku wielozadaniowym. Zanim odpiszesz @guzdrze będzie po ptokach. Leonardo był geniuszem, a handlu śmieciami nie przewidział.

    Dziękuję za uwagę.

  10. guzdra
    27 lipca o godz. 18:22

    …przepraszam, że nie od razu. Mimo soboty – u mnie ANF (arbeit nach…). Krótko: zdarzenie akcydentalne, a nawet unikalne, od kilku lat pracuje na różnych linuxach, dzisiaj widziałem to po raz pierwszy. Szkoda, że nie zrobiłem printscreen’a – byłoby dokładniej. O ile zapamiętałem – poza kodem error 505 było coś o remote proxy i nieakceptowanej wersji http. Przypuszczam, że zdarzenie i komunikat ma związek i to ścisły z opisywaną przeze mnie neciową padaczką tzw. operatora, któremu za down- i upload płacę. Od wczesnych godzin popołudniowych transfery wróciły na poziom wskazujący na koniec ataku epilepsji.
    Podzielam pozostałe obawy. Uczciwości i racjonalność to wg EDZ plastelinowy abstrakt, a rączki lepkie. Tak do, jak i od władzy.
    Dlatego po każdym podobnym error robię reset modemu i często go potem wyłączam. Pomagam temu, co ponoć i tak dynamiczne. Poza tym jest kwestia tzw higieny: nad pobranym do przetworzenia z tytułu ANF śmieciem panuję jako-tako, ale okazuje się, że taki np modem jest – bez resetu – flejtuch niemyty. Lubi zostawiać se na potem zaśmierdłe okruchy niby-ciasteczek. Chociaż tak właściwie nie mam pewności, co to ew. jest, a najlepszą szczotką do zębów jest wyprostowany spinacz biurowy, bo przodujący kitajski producent oszczędził zostawiając na ów drucik dziurkę w miejscu należytego guzika.
    Pozostaje zawierzenie w zaplątane sznurówki EDZ – to jedyne, co działa w sposób zauważalny.
    ukłony.

  11. @Scrambler

    Ostatni wpis zrobilem 26 lipca o godz. 15:29 i poszedlem opalac przy blasku ksiezyca, plus inne mniej nudne.
    Blad jest niewatpliwie moj, z opalania przy ksiazycu, opalenisny byc nie moze. O tym Tanaka zawiadomil mnie w liscie i wpisem na blog 27 lipca o godz. 8:43 . Ja udalem najszybciej jak moglem, od mojego moderowanego wpisu o ksiazka MBialoszewszki, czytajac szereg perel, miedzy i pozniej. Gdzie znalazlem Ciebie, Guzdra, EwaJoanna. EJ, z cala slusznoscia uwaza, jest duren co opala ksiezycowymi promieniami. Dlatego z cala powaga odpowiedzialem Wam, jakto z ta opalenisna. Zadnego z Waszych wpisow nie uwazam za krytyke moich umiejetnosci czy co. Uwazam, odpowiedzialem Wam wszystkim w duchy raczej troski Waszej o obecnosc mnie, bez opalania.

    Przy okazji Scrambler, dodalem art link z the Post, ktorym bylem w zasadzie zajety, do Zetus. Plus te pod spodem (okazyjnie). Art ten uwazam pasowal dobrze do Zetus pytania do mnie pare dni wczesnej, 25 lipca o godz. 15:17 . Mam nadzieje Zetus (jesli czytal) rowniez zniesmaczony nie jest dodatkiem, jak dziala Szw (w przedluzeniu Skand).

    Na Twoje zdania o jakosci uslug internetoeych w Polsce nie mam zadania inne jak. Kazdy admin/supervisor robi jak mu podoba, mniejwiecej jakco jada zwyczajowo na sniadanie. I ZA ILE MU PLACA (zauwaz grube literki Scrambler).

    Moja wlasna siec do Ciebie (koszt) moge opisac kulinarnie. Trzy laptpy sa interface(k), nie polaczone w jakikolwiek sposob razem. Nigdy. Poza tym tel co podlaczam jak znajde kabel, zeby flaszke whisky zrobic foto albo co i zapresentowac Blogosfera. Podlaczone sa do router CISCO z demobilu (ostatnie zatrudnienie). Koszt jednorazowy byl lunczyk z nowy admin (za mnie). On ma swoje favoryty (modelki) jak kazdy. C router jest wielowarstwowy, na dwoch processorach. Obciazenie kazdego mozna balansowac dowolnie, rowniez tworzyc tzw virtualne servery w teoretycznie dowolnej ilosc lub podzielic oba 50/50. Jest rowniez siec WiFi. Podlaczony do szklanego kabla, gleboko w ziemi. Szwecja jest praktycznie okablowana swiatlowodami. Mam staly adress DSN (wlasny) typ 2345.ub.we3.48z.11.guma.do.majtkow.com. To jest tzw postac kanoniczna i tylko, nie mam alias, typ http://www.majtkow.com . Nie probuj surfowac Scrambler. 😎 Zadaniem tego jest kopiowac ciagle adresy z dynamicznych DSN, do siebie. Sterowanie tego jest z treci laptop, dzis praktycznie nie uzywam. NA KABEL (com port). Jade tylko TOR browser. Drugi laptop rzadko uzywany, sluzy mnie zeby wchodzic do moj bank (Nordea). Nie uzywam tzw BankID (plik w compie), tylko moja wlasna karta (czytnik). Kiedys uzywalem ten comp jak mialem ambicje byc Android (virtualny fake), dla testowania wlasnych appek Androidow kod/funkcje. Teraz mam brak ambicji. Fake Android (virtualny) wyrzucilem.
    Ten najczesciej uzywany laptop, teraz jest co pisze. Ogladm filmy, tv rzadko, slucham muzyka/opera jade Azureus/Vuze (torrent client), prenumeraty, podradio etc. Na temat szerokosc pasma max nie chce mnie patrzc. Wszystko to co ja robie/korzystam moga cztery osoby robic podobne. Bez klotni. Ja, Moja (ang filmy ze sfer wyzsiejszych), Elena (sale koncertowe action) dwa Niedobraczki (syn, synowa, cokolwiek ruchome i Spotify). To jest tzw test Seleuka razem. Wiecej ludzi nie testowalem. Ten laptop uzywam tez jako nawigator na WooHoo2. Ostanio tylko mapy Navionics (lenistwo). Mozesz bawic Siebie Scrambler na calym swiecie jak masz ochote. Blomberg jest moj domowy port (na srodku) https://webapp.navionics.com/#boating@9&key=ahhdJwpgpA
    Jak masz jacht i GPS (podlaczony do kompa) bedziesz zaznaczony mala strzalka gdzi plyniesz, na srodku ekranu. Przesuwal w miare postepu zeglugi. Dowolna skala mapy (tzw wektorowa). Kiedys uzywalem SeaClearII.
    Wszystkie laptopy maja powyrzucane programy typ „teraz przetestujemy twoj sys czy dobrze chodzi”. Moje laptopy sa chinskie, najtansze, jak najwiecej RAM, reszta bez znaczenia. Moj sys chodzi jak ja, wlasne drogi. Chinczykom nic do tego. Wszystkie Windows10.
    Poza tym mam wlasny domain http://www.softmould.com (opanowany teraz przez duuuze lenistwo)
    Jest tzw McDonald´s Index (Big Mac Index kulinarny). Latwo kosztorys na wszystkie kraje porownac. BigMac w Szw kosztuje dzis 110Skr (+ frytki ,Cola). Koszt jazdy sieci (bez jednorazowych co wyzej) kvartalnie.
    DSN virtualny (staly adress wlasny ukryty)- 2BigMac
    Swiatlowod (bez granic GB)- 0,5BigMac
    WiFi kompy (120GB)- 2,8BigMac
    WiFi tel (4GB, dowolna ilosc rozmow, SMS, MMS)- 1,4BigMac
    Domain SoftMould (nie pamietam ile GB + WHOIS anim)- 3,5BigMac
    Nordea- 0,4BigMac
    Zadnej innej komunikacji nie mam. Moje auto jest w Internetach „za darmo”, hi, haaa… Dobre. Mila pani mowi „200metrow do kontroli szybkosc” albo „15km najblizszego CHAdeMO i Typ2 ladowania” i pokazuje na mapce. Na krotkie odl mila pania zgluszam. Nie uzywam pieniedzy, tylko automatycznie rachunki. Razem koszt jest 10,6BigMac/kvartal co Skr jest dzis 1166/kvartal

    Moja siec wyjasnilem najbardziej jak moge/chce Scrambler (patrz nizej). Masz dokladny obraz(???) zeby jednoczesnie nie czul nieswoje ja. Do Ciebie i Guzdra jednoczesnie teraz. KAZDY admin/supervisor moze zastapic KAZDE standardowe typ Gateway error 505… dowolnym innym (zamieszac w herbatke), albo wstawic wlasne typ Gateway error 505, PC will automatically power down in a few seconds. Service the PC immediately to prevent damage to the PC. Kosh otaman Ivan Sirko. Plus, wstawic foto golej baby. Czasem nawet powinien obowiazkowo. Wtedy jezd zagwozdka dla klient maszyna (front/end) co robic. Zeby czuc swojo, admin w Internetach 😎 na TCP/IP protokolow rodzince (gagatkow) chodzacych.

    pzdr Seleukos

  12. @Tobermory
    27 lipca o godz. 9:20

    Jak wspomniałem na końcu, jakoś to będzie. Obojętnie kto będzie rządzić, potrzebuje rządzonych. A tych mu nie zabraknie.
    Po dłuższych lub krótszych pobytach w różnych krajach, po przeczytaniu wielu milionów liter ułożonych w (na ogół) zgrabne i zrozumiałe zdania, nie mam złudzeń. Niezależnie od ustroju, do władzy pchają się tchórze, którzy władzą i pieniędzmi chcą dodać sobie odwagi. Im większy tchórz, tym bardziej desperacko pragnie władzy. I zawsze znajdzie się duża grupa takich, którzy mu pomogą i świetnie na tym wyjdą. A widzieliście kiedyś tchórza, który ma dalekosiężne plany dla całego społeczeństwa?
    Który coś zbudował dla wszystkich oprócz schronu dla siebie?
    Czyli jedyne, co nas odróżnia od innych (przynajmniej tych nieco poznanych) gatunków, to niepohamowana pazerność. O ile ma ona jakiś sens w przypadku samotnej jednostki, o tyle w każdej społeczności jest zabójcza dla niej samej i całej okolicy.
    Wróćmy zatem na podwórko, pokłóćmy i pogódźmy się z sąsiadem, ponarzekajmy na rodzinę i na pogodę i połóżmy się spać z nadzieją na cud, że może jednak będzie lepiej.

  13. @scrambler oraz inni gotowi coś do mnie zaadresować

    …przepraszam, że nie od razu.

    Nie ma sprawy. Staram się nawet powtórzyć komentarz jeśli mam coś ważnego takiego jak tsunami. Zwykle cierpliwie przeczesuję nawet komentarze po starymi wpisami gospodarzy.

    Przypominam, ze 12 dni będę z dala od mego komputera i stoi za tym raczej oddech a nie duszenie się.

    Spodziewam się, że gorączka polityczna zacznie się dopiero gdy pielgrzymki dotrą do Częstochowy i Naród usłyszy o Nowym Oblężeniu Jasnej Góry.

    Będzie chaos i podwyżka cen zeszytów oraz cen książek, bo jest mnóstwo chętnych na wtórne przyjęcie 500+.

    Gdy zwiększono zasiłek pogrzebowy, to mniej więcej o tę zwyżkę wzrosły oczekiwania firm pogrzebowych. Nie sądzę aby zderzenie dwóch głównych polskich zaniedbań będzie powszechne, ale spodziewam się żenującej groteski z wtórną rekrutacją młodzieży do techników. Przed przyjęciem trzeba będzie dziecko pokazać lekarzowi a okres oczekiwania może obejmować rocznicę Powstania Listopadowego.

    Nie umiem sobie wyobrazić skutków suszy oraz ograniczeń w dostawie wody. Elektrowni Kozienice jest potrzebna pełna Wisła i może być tak, że zbieg różnych drobnych zdarzeń może spowodować ograniczanie dostaw energii elektrycznej. Polski system energetyczny miejscami jest bardzo nowoczesny, ale zwracam uwagę, że jedna niedawna awaria stacji transformatorowej w Południowej Ameryce posłała zawartości milionów lodówek na śmietniki.

    Nie silę się na łatwe dowcipy, ale zapewne wplątana w takie kłopoty będzie szkodliwa działalność Donalda Tuska.

    Wyjeżdżającym na urlop życzę przypływu dobrej energii i proszę o zabranie waty do uszu. Jak długo może się udawać trzymanie się z dala od ostrzeżeń, że na miasta Polskie Bóg sprowadzi Ogień Piekielny i zapewne wtedy kretyni robiliby sobie z nim selfie.

    A forach społecznościowych mogą być liczne wskazania skąd można ściągnąć na smartfon film Prawo i pięść

    Pogody klimatycznej i duchowej!

  14. „Nie umiem sobie wyobrazić skutków suszy oraz ograniczeń w dostawie wody.”

    A ja wcale sobie nie muszę wyobrażać, tylko wiem, że kilka dni temu ograniczono moc dwóch elektrowni atomowych (jedna w moim kantonie, czynna od 1972 roku), bo woda w rzece używana do chłodzenia jest za ciepła. W trzeciej, młodszej o 7 lat i chłodzonej chłodnią kominową – spięcie w sterowni wyłączyło wczoraj wszystkie turbiny…
    Dobrze, że dziś nieco chłodniej, a jutro ma porządnie padać…

  15. seleuk|os|
    27 lipca o godz. 20:56

    dzięki. dzisiaj nie dam już rady dokładnie całości ogarnąć, bo mam niezapowiedzianą wizytę gromowładnego z polewaczką: burza wywraca mi tzw elementy krajobrazu w ogrodzie. nie mam już wolnych cegieł ani trelinki. pozostaje ciężka plandeka i woda, co leci z góry.
    Nara.

  16. Nefer
    27 lipca o godz. 21:43

    zzzz….

    A’Tomek?

  17. Tanaka
    27 lipca o godz. 23:42

    eee… chyba raczej zzzzgrzyta zębami na okoliczność np obecności obowiązkowej na wieczorku u (przyszywanej) ciotki Matyldy z obligatoryjnym dokształtem jedzenia łyżeczką. Ale da radę! Bo jakeśmy żabojadów nauczyli widelcem…

  18. Moim zdaniem jest znudzona. Wypocinami wielonickowca.

  19. Na marginesie
    28 lipca o godz. 0:41

    I to być może. Taka sytuacja:

    https://i.pinimg.com/750x/2d/7c/cc/2d7ccc5498d14f39936b3d4af45369bd.jpg

    … albo podobna.

  20. @

    Bo życie jest cudem. Zwłaszcza tzw. inteligentne. Czyli nieco świadome. Cieszmy się tym cudem sami dla siebie. Bez pomocy „wiedzących”, „widzących” i innych nawiedzonych. Również wielu „uczonych”.
    Każdy jest światem dla siebie. I choć mamy mało czasu (bo cóż to jest 107 lat), próbujmy go poznać. Nie zmieniać na wzór i podobieństwo …! Poznać i spróbować zrozumieć. Dla samego zrozmienia warto żyć.

  21. @Qba 28 lipca o godz. 1:35
    No więc właśnie. Tylko że czasem dzielenie się tym światem… bywa cokolwiek niepohamowane. Bywa 😉

  22. W temacie wstępniaka:
    @Qba
    Racja! Zresztą bez względu na to kto wybory wygra władza będzie „zatrutym kielichem”. Nawet jeśli opozycja, to zmiany ograniczą się do kosmetyki, o ile.

    Jeśli idzie o stan przed-zawałowy, to jest on ostry nie tylko dla Polski ale i dla całej reszty – cywilizacji, gatunku i znacznej części biosfery. Jak twierdzą Kasandry – https://exignorant.wordpress.com/2019/07/24/pozostalo-niewiele-czasu/ i https://www.fairobserver.com/more/environment/climate-change-global-warming-heating-planet-earth-environment-news-44892/
    Czyli czasu możemy (jako gatunek) mieć mniej niż 107 lat, a inteligencja życia (ewolucji), może działać przeciw nam – https://www.reddit.com/r/entp/comments/abz8v6/selfdestruction_is_a_fact_of_what_it_means_to_be/

    Jeśli Kasandry mają recht, to rozdzieranie szat nad zawałem w RZplitej jest pokrewne marudzeniu o kurz pod koją w kabinie Titanica. Czyli, jak mówi mądrość ludowa, „Nie przejmuj się swoją dolą, bo i tak cię zapier dolą”.

    @Nefer, ja też, ale po prostu przewijam. W temacie Epstein’a, to bęcki niekonieniecznie dostał od antysemitów, ale sam się poturbował, by załatwić sobie przeniesienie do przyjemniejszego więzienia. Na razie bezskutecznie. Self-hater i tyle!

    @Na marginesie. No właśnie!

  23. Ten list/text do Repnin, wczoraj co Tobermory podal, spokoju mnie nie dawal. Szczegolnie jedno zdanie, ktore koszowy ataman podobno napisal. Zaczalem szukac, szukac, szukac… Duzo z Was zna moje zainteresowanie morska kutura plnEuropy. Uwielbiam, pare razy na sezon, jedna replike okretu z Gokstad wioslowac/zeglowac…

    List koszowego Ivan Sirko nie znalazlem w orginale. To zdanie jedno, tak mnie podobalo, co bycmoze napisal mozna by na dzisiejszy przetlumaczyc, na wspolczesna sytuacje w Polsce kommentarz. Mnie mniej interesuajaca.

    „Jaki z  ciebie do diabła reformator/analityk/polityk, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić ???”

    Ivan Sirko postac jest historyczna i ciekawa. Dla mnie. Tak jak inni ludzie czasow przelomow granic i kultur. Przenikania. List nie znalazlem, ale znalazlem inny [mem] w drodze, dziesiatek innych odniesien. Moze kogo z Was zainteresuje. Krotki text.
    http://www.ukrweekly.com/old/archive/2005/280528.shtml

    pzdr Seleukos

  24. Tobermory
    27 lipca o godz. 21:57
    „Nie umiem sobie wyobrazić skutków suszy oraz ograniczeń w dostawie wody.”

    A ja wcale sobie nie muszę wyobrażać, tylko wiem, że kilka dni temu ograniczono moc dwóch elektrowni atomowych (jedna w moim kantonie, czynna od 1972 roku), bo woda w rzece używana do chłodzenia jest za ciepła.
    ————
    „Za ciepła” woda nie była powodem ograniczenia mocy. Ograniczenie mocy wprowadzono ze względu na przepisy o ochronie środowiska, które nakazują elektrowni w Muhleberg (bo o niej zdaje sie mowa) zmniejszenie mocy gdy temperatura wody w rzece Aare przekroczy 20.5 (według innych źródeł 18) stopni Celsjusza. Ma to na celu ochronę ryb w tej rzece.

    A co do „ograniczeń w dostawie wody”…fenomen dość regularny w mieście, w którym mieszkam. Nie tyle zresztą w dostawie, co w użytkowaniu. Magistrat wprowadza wtedy zakaz podlewania ogrodów, mycia samochodów itd. Ma to miejsce prawie co roku tak długo jak dawno sięga moja pamięć w tym miejscu, czyli ponad 40 lat.

  25. @Taieri
    28 lipca o godz. 9:17

    Mühleberg i Beznau. Korki wywaliło w Gösgen.
    Dzięki za uzupełnienie, bo jeszcze by ktoś pomyślał, że reaktor by się popsuł z powodu upałów 😉
    Woda była oczywiście za ciepła w stosunku do przepisów zezwalających (koncesji) na korzystanie z wody rzeki Aare. Oblicza się stale ilość ciepła wprowadzanego do rzeki przy wpuszczaniu z powrotem wody użytej do chłodzenia reaktora.
    Ten reaktor budzi grozę, bo jest popękany i poskręcany śrubami, od lat trwają naciski na wyłączenie, po Fukushimie natężone, i podobno w grudniu ma to wreszcie nastąpić, co nie znaczy, że reaktor przestanie zagrażać środowisku.

    W przypadku Beznau moc musi być redukowana po osiągnięciu przez rzekę temperatury +25 stopni. Tak było 23 lipca i moc została zredukowana o połowę (365 MW). Potem w nocy już tylko o 100 MW.
    We Francji są podobne problemy i powyłączano szereg reaktorów.

    Ograniczenia

  26. Ograniczeń w dostawie wody u mnie nie ma, ale latem (każdego roku) psuje się jakość wody pitnej, bo rezerwuary na źródlaną wyczerpują się szybko i trzeba pompować gruntową, a ta jest twarda i szybko pokrywa czajniki i ekspresy do kawy kamieniem. Na potrzeby „herbaciane” przywożę wodę z okolic źródeł Rodanu albo z granitów St. Gottharda.
    Mój wielkopolski szwagier przez całe lata woził wodę do picia z sudeckiego źródła gnejsowego w ogrodzie drugiej siostry.
    Teraz kupuje wodę w wielkich butlach, bo dom i źródło zostały sprzedane.
    Woda w studniach wielkopolskich jest okropnej jakości i zanika coraz głębiej.

  27. Tobermory
    28 lipca o godz. 10:32
    @Taieri
    28 lipca o godz. 9:17

    Mühleberg i Beznau. Korki wywaliło w Gösgen.
    Dzięki za uzupełnienie, bo jeszcze by ktoś pomyślał, że reaktor by się popsuł z powodu upałów
    Woda była oczywiście za ciepła w stosunku do przepisów zezwalających (koncesji) na korzystanie z wody rzeki Aare. Oblicza się stale ilość ciepła wprowadzanego do rzeki przy wpuszczaniu z powrotem wody użytej do chłodzenia reaktora.
    ————-
    Ja bym trochę odwrócił pojęcie – to nie tyle woda schładza reaktor (chociaż tak faktycznie jest), co reaktor podgrzewa wodę i produkuję parę, która służy do napędzania turbiny. Ta część procesu odbywa się w obiegu zamkniętym. Woda z rzeki pobierana jest do chłodzenia skraplacza. W sumie obliczanie ilości ciepła nie jest tu potrzebne, w praktyce odbywa sie to przez monitorowanie temperatury wody chłodzącej na wylocie ze skraplacza. Przekroczenie odpowiednich wartości spowoduje automatyczne zmniejszenie mocy. Ta sama zasada ma zastosowanie zresztą także i w konwencjonalnych eletrowniach węglowych.

  28. Tobermory
    28 lipca o godz. 10:42

    Woda w studniach wielkopolskich jest okropnej jakości i zanika coraz głębiej.
    ————————

    Tu ma zdaje się zastosowanie prawa niezamierzonych konsekwencji, czyli kopalnia węgla brunatnego w Koninie.

  29. Dziekuje @zza kałuży (28 lipca o godz. 11:24) za link
    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2019/07/27/ostry-stan-przedzawalowy/#comment-572676

    Niektorzy historycy uwazaja jednak, to mistifikacja (podrobka) preparowana w celach parawdopodobnie (???) propagandowo/rozrywkowych. Trudno mnie roztrzygnac roznice miedzy ukrainski 17 a 19 wiek i kto pisal (jak pisal). Podpisany, nie musial byc wykonawca/piszacym text. Org brak. Co nic nie zmienia, mnie baaardzo podobalo zdanie z jezem.

    pzdr Seleuk

  30. Uściślenie prze wymądrzanie, chociaż nie jestem pewien, czy tak jest.

    W silnikach cieplnych, w turbinach nie istnieje wykorzystanie 100 % ciepła.
    Cześć ciepła jest „marnowana”. Wynika to z termodynamiki.
    Zmarnowane ciepło trzeba odebrać z obiegu pary przez skroplenie odchodzącej pary z turbiny, a w przypadku silnika spalinowego ciepło jest odbierane z bloku silnika przez płyn chłodniczy i wywiewane go przez wentylator chłodzący chłodnicę.
    Nie ma systemów wykorzystujących 100 % ciepła w paliwie, zamieniających go na pracę.
    Zawsze część ciepła trzeba odprowadzić z systemu by nie przegrzewała systemu. System przegrzany staje się mniej sprawny.
    Zarówno elektrownie konwencjonalne, jaki i atomowe potrzebują intensywnego chłodzenia.
    Pzdr, TJ

  31. @Taieri
    28 lipca o godz. 11:28

    Dzięki, jeszcze precyzyjniej.

    „Die Wasserkonzession regelt unter anderem die Einleitungstemperatur und den Wärmeeintrag des für die Kühlung des Kraftwerks benutzten Wassers”

    Koncesja wymaga, aby temperatura wody wpuszczanej z powrotem do rzeki nie przekraczała +30 stopni, temperatura płynącej wody nie może z powodu spustu wody z elektrowni wzrastać o więcej niż 3 stopnie, a na odcinkach, gdzie występują pstrągi o więcej niż 1,5 st. Przy czym temperatura rzeki nie może przekraczać +25 stopni.
    Odszkodowanie za użytkowanie wody do chłodzenia (Wasserzins) obliczane jest na podstawie maksymalnej dopuszczalnej mocy (1.75 Fr za kilowat) oraz ilości ciepła wprowadzonego do rzeki (0,0375 ct/kwh) w poprzedzającym roku.
    Opłaty pobiera kanton.
    Również elektrownie wodne płacą za użytkowanie wody do produkcji prądu.

  32. @zza kałuży
    28 lipca o godz. 11:24

    Czytałem wczoraj, również po ukraińsku 😉
    Pomyślałem, nie będę ci wchodzić w paradę, skoro szukasz.

    A wzór jest niezły, niezależnie od tego, kto naprawdę napisał i po co.
    Який ти в чорта лицар, коли голою сракою їжака не вб’єш.
    List miał cztery wersje, a obraz Repina – dwie.
    Pokazana przeze mnie (niedokończona) wisi w Wiedniu.

  33. tejot
    28 lipca o godz. 12:04
    Uściślenie prze wymądrzanie, chociaż nie jestem pewien, czy tak jest.
    —————

    No to wymądrzajmy się dalej…

    „Zmarnowane ciepło” nie jest zmarnowanym ciepłem, jest nieprzetworzoną energią.
    W paliwie nie ma ciepła; jest w nim energia wyzwalana podczas egzotermicznego utleniania węgla.

    Bez chłodzenia nie byłaby możliwa wymiana ciepła (a zatem energii) czyli praca układu. Chłodzenie służy nie tylko „odprowadzaniu ciepła”. W turbinach parowych służy również do zmniejszenia ciśnienia (i temperatury) pary odlotowej.
    W silnikach spalinowych chłodzenie ma jeszcze inne zadanie – do utrzymania odpowiednich”luzów” w cylindrach, łożyskach itd. Nie moga być one ani za duże ani też za małe. Odpowiednie wartości pracy układu chłodniczego zapobiegają w nich również korozji niskotempereturowej.

    Na zakończenie…system przegrzany nie staje się mniej sprawny. Raczej przestaje pracować w ogóle. Zazwyczaj z wielkim hałasem:)

  34. Tobermory
    28 lipca o godz. 12:20
    @Taieri
    28 lipca o godz. 11:28

    Dzięki, jeszcze precyzyjniej.

    „Die Wasserkonzession regelt unter anderem die Einleitungstemperatur und den Wärmeeintrag des für die Kühlung des Kraftwerks benutzten Wassers”

    Koncesja wymaga, aby temperatura wody wpuszczanej z powrotem do rzeki nie przekraczała +30 stopni, temperatura płynącej wody nie może z powodu spustu wody z elektrowni wzrastać o więcej niż 3 stopnie, a na odcinkach, gdzie występują pstrągi o więcej niż 1,5 st. Przy czym temperatura rzeki nie może przekraczać +25 stopni.
    —————–

    Niestety nie znam niemieckiego, ale to nieistotne.

    Ostatnie zdanie ma głęboki sens. Przy temperaturze ok. 27 stopni pstrągi przestają żerować. Czym się to kończy dobrze wiemy…

  35. @Taieri
    28 lipca o godz. 12:40

    Zdanie po niemiecku mówi, że koncesja wodna reguluje to, co zacytowałem wyżej: dopuszczalną temperaturę wody wpuszczanej z powrotem do rzeki oraz wysokość opłat na podstawie pomiarów dopływu ciepła do płynącej rzeki.

  36. @seleuk|os| 28 lipca o godz. 11:57
    Niektorzy historycy uwazaja jednak, to mistifikacja

    No właśnie dlatego napisałem to, co napisałem:

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2019/07/27/ostry-stan-przedzawalowy/#comment-572656

    @Tobermory 28 lipca o godz. 12:31
    Pomyślałem, nie będę ci wchodzić w paradę, skoro szukasz.
    Szukałem przewodnika po wystawie z Muzeum Rosyjskiego (wtedy) jeszcze w Leningradzie.

    Niestety kicha. W kartonie z pamiątkami z tamtego czasu nie ma po nim śladu.

    A ten przewodnik był jedną z trzech bardzo pouczających pamiątek.

    Ławrę Peczerską zwiedzałem 3 razy; raz z ukraińska, raz z rosyjską a raz z angielskojęzyczną przewodniczką. Ukraińska opowiadała tak, abyśmy (my Polacy z wycieczki) dobrze zrozumieli, że cywilizacja w ten rejon świata przyszła za pośrednictwem Ukrainy i Ukraińców a nie tego rosyjskiego bydła. Wszystkie freski na ścianach i na kolumnach datowała natychmiast porównując z najstarszymi kościołami w Polsce i w Rosji i wskazywała na podobieństwo dat i okresów w Polsce i na Ukrainie (oczywiście ze wskazaniem, że „my jednak wcześniej”) oraz podkreśała „przepaść kilku wieków” dzielącą kulturę ukraińska od rosyjskich chamów.

    W Ermitażu, w sali wypełnionej portretami generałów Wielkiej Armii i generałów armii rosyjskiej z nią walczących byłem już wyczulony. Dobrze pamiętam do jakiego rozjuszenia doprowadziłem przewodniczkę rosyjskojezyczną pokazaniem paluchem wiszących tam portretów polskich generałów. Angielskojęzyczna, po przypomnieniu, bardzo uprzejmie objaśniła i jeszcze wynalazła jednego na suficie, którego przegapiłem.

    Obraz Kozaków piszących odpowiedź sułtanowi zapamietałem dobrze, bo po pierwsze wisiał w bardzo jasnej sali, na przeciwko ściany wielkich okien, był bardzo jasny i powierzchniowo wielki. Ludzi w sali mało, czasu mu poświęciłem dużo i szczegółowo przeczytałem to, co w przewodniku o nim – znaczy tym zdarzeniu, stało.
    Generalnie zapamiętałem to, co jest w wikipedii, ale było w przewodniku podane kilka nazwisk najbardziej podejrzanych, hipotetycznych autorów. Kawałek historii literatury znaczy się. Bez sciągi nie mam zadnych szans na przypomnienie sobie. Czyli wizyta w dużej tradycyjnej, rosyjskiej bibliotece z książkami a nie internet.

  37. @zza kałuży
    28 lipca o godz. 13:01

    W Pieczerskiej Ławrze byłem w 1970 roku. Przewodnika nie pamiętam, choć na pewno nie mówił po angielsku, ani niemiecku, ani polsku, za to zapamiętałem mumię Ilii Muromca (obok szeregu mnisich trucheł) wielkiego bohatera 😎

  38. Tobermory
    28 lipca o godz. 14:07

    Instytut Ocalenia od Zapomnienia w Moskwie preferuje mumifikacje, co najlepiej wyjaśnić na przykładzie:

    https://andrzejrysuje.pl/wordpress/wp-content/uploads/2016/10/Tutenchamon.png

  39. Dodam do tego „co opowiadaja przewodnicy”, ze jestem ciekawa co mowia przewodnicy izraelscy w jezyku hebrajskim w Auschwitz.
    Chyba nic dziwnego, ze przewodnicy maja swoje opowiadania zgodnie z tendencja polityczna w danym kraju a zapewne i grupa jezykowa. A dlaczego uwazamy, „ze w ksiazce”, ktora wlasnie jest dla na dostepna to jest na pewno tak jak bylo? Jak widac nie tylko na przykladzie Polski historie mozna ciagle od nowa kroic i zszywac w nowa szate.
    Pamietam salwy smiechu rozbawionych Japonczykow w trakcie wyjasnien ich przewodnika w miejscu najwiekszej kleski Amerykanow. Dziwic im sie? Przeciez odreagowuja pamiec o tym co bylo potem. I chyba dosyc to sie im udalo.
    Na calym swiecie, w kazym miejscu prawo do oprowadzania turystow ma licencjonowany przewodnik z danego kraju. Nawet jesli jest cudzoziemcem to swoja dzialalnosc ma zarejestrowana w danym kraju, rezydent. I tam pobiera nauki przewodnika. W UE jest na pewno prosciej. Ale np. kraje latynowskie bardzo pilnuja, zeby zorganizowane grupy zaplacily i tym samym skorzystaly z miejscowego przewodnika.

  40. @zyta2003 28 lipca o godz. 14:35
    A dlaczego uwazamy, „ze w ksiazce”, ktora wlasnie jest dla na dostepna to jest na pewno tak jak bylo?
    Masz rację, zasadniczo, może tylko chodziło mi o to, że w przewodniku stało coś podobnego do: „Sienkiewicz (ukraiński czy rosyjski) mógł to napisać bo w tej i tej książce pisał to i to”.
    Wiecej nie chcę zmyslać, bo nie pamiętam.

  41. https://studioopinii.pl/archiwa/194109
    Zbigniew Szczypiński: Faszyzm po polsku 2019-07-25

    Obecność polskich faszystów na krajowej scenie politycznej nie podlega dyskusji. Oni po prostu są tutaj i mają się dobrze. To jest prosty fakt, rzecz niepodlegająca dyskusji – musi to przyznać każdy, komu ideologiczne klapki na oczach nie odebrały zdolności do logicznego rozumowania i wyciągania poprawnych wniosków z oczywistych faktów.
    (…)
    Tu jeszcze lepiej. Kościół katolicki w Polsce, pretendujący do rządu dusz Polaków, wspiera i propaguje organizacje narodowców i kiboli nazywając je wprost emanacją polskiego ducha; a ich członków nazywa obrońcami wiary. Szczytowym wydarzeniem jest coroczna pielgrzymka tych organizacji i środowisk na Jasną Górę – do najważniejszego polskiego sanktuarium. To, co się dzieje na Jasnej Górze — przechodzi wszelkie wyobrażenia o całkowitym oderwaniu polskiego kleru od elementarnych wartości chrześcijańskich, od nauczania papieża Franciszka.
    …………………..
    Zgadzam się całkowicie z treścią tej wklejki. To potwierdza całkowicie moje twierdzenie, już od wielu lat, że religia jest narzędziem systemu do kontroli ludzi za pomocą wiary. To Kościół (z niewielkimi wyjątkami) w dzisiejszych czasach faszyzuje nam społeczeństwo, nie taka miała być rola wiary. Przesłanie NT ma zupełnie inny plan dla ludzi.
    Aż mi, człowiekowi areligijnemu, chce się głośno zakrzyczeć, Boże Ty to widzisz i nie grzmisz?

  42. Taieri
    28 lipca o godz. 12:37
    tejot
    28 lipca o godz. 12:04
    Uściślenie prze wymądrzanie, chociaż nie jestem pewien, czy tak jest.
    —————
    No to wymądrzajmy się dalej…
    „Zmarnowane ciepło” nie jest zmarnowanym ciepłem, jest nieprzetworzoną energią.
    W paliwie nie ma ciepła; jest w nim energia wyzwalana podczas egzotermicznego utleniania węgla.

    Mój komentarz dla wytrwałych
    Ściśle, fizycznie i naukowo mówiąc ciepło nie jest energią lecz „przekazywaniem” porcji energii (delta Q) z jednego ciała do drugiego, a przekazywanie to zachodzi dlatego, że istnieje różnica temperatur między jednym, a drugim ciałem (delta T).

    Każde ciało ma w sobie zasób tzw. energii wewnętrznej. Energia ta popularnie jest nazywana ciepłem. Mówi się potocznie, popularnie, niefizykalnie, że ciało ma w sobie ciepło lub że jest ciepłe (lub zimne). No bo jeśli butelkę z ciepła wodą włożymy pod kołdrę, to możemy się ogrzać od niej. A więc ta butelka ma w sobie ciepło.

    Energia wewnętrzna popularnie zwana „ciepłem”, to energia drgań wszystkich cząstek chemicznych wchodzących w skład tego ciała lub wszystkich atomów, jeżeli ciało jest krystaliczne.
    W każdym ciele stałym, ciekłym lub gazowym cząsteczki drgają jak oszalałe, stale i nieodwołalnie. Energia tych drgań jest energią wewnętrzną ciała. Im wyższa temperatura ciała, tym intensywniej drgają.

    Czym jest temperatura ciała? Temperatura jest miarą energii ciała. W ciele o wyższej temperaturze cząsteczki (lub atomy) drgają intensywniej – z większą energią, w niższej temperaturze drgania cząsteczek (atomów) są mniej intensywnie.

    Co się staje, gdy ciało o wyższej temperaturze, np. żelazo, zetknie się z ciałem ciekłym o niższej temperaturze, np. wodą? Gorące żelazo z zimną wodą.

    Nastąpi przepływ energii z ciała o temperaturze wyższej do ciała o temperaturze niższej – z żelaza do wody. Odwrotnego przepływu fizyka nie przewiduje. Żelazo się oziębi, woda się nagrzeje. To jest oczywiste lecz interpretacja fizyczna pozwala pogłębić rozumienie tego procesu.

    Atomy żelaza przekażą energię drgań cząsteczkom wody. Atomy żelaza stracą częściowo energię, czyli „zmniejszą drżenie”, cząsteczki wody zyskają energię – „zintensyfikują drgania”.
    Żelazo zmniejszy swą temperaturę, zmniejszy swa energię wewnętrzną. Woda zwiększy swą energię wewnętrzną, a tym samym temperaturę.

    Temperatura jest miernikiem tej energii. Gorące ciało ma wyższą energię wewnętrzną, zimne ma niższą.

    Jest jeszcze energia chemiczna, ale to jest inna para butów.

    W technice wystarczy powiedzieć – energia cieplna i wiadomo o co chodzi lub jeszcze gorzej – energia produkowana z ciepła (np. wód podziemnych) i to też jest rozumiane.

    W chemii mówi się, że w reakcjach egzotermicznych wytwarzane jest ciepło – energia pochodząca z wiązań chemicznych. Też jest zrozumiałe. Energia chemiczna wydziela się i podwyższa temperaturę środowiska w którym zachodzi reakcja, czyli zwiększa intensywność drgań wszystkich cząsteczek w nim.

    Analogicznie jest z rozumieniem pracy i energii. Praca, to jest proces dynamiczny – przekazywanie energii.
    Praca nie jest energią, lecz w technice mówimy nieraz o tym ile możemy pracy uzyskać z danego źródła energii i traktuje się pracę i energię jako jedno i to samo.
    Pzdr, TJ

  43. tejot
    28 lipca o godz. 16:14

    Ściśle, fizycznie i naukowo mówiąc ciepło nie jest energią lecz „przekazywaniem” porcji energii (delta Q) z jednego ciała do drugiego, a przekazywanie to zachodzi dlatego, że istnieje różnica temperatur między jednym, a drugim ciałem (delta T).

    Co się staje, gdy ciało o wyższej temperaturze, np. żelazo, zetknie się z ciałem ciekłym o niższej temperaturze, np. wodą? Gorące żelazo z zimną wodą. Nastąpi przepływ energii z ciała o temperaturze wyższej do ciała o temperaturze niższej – z żelaza do wody. Odwrotnego przepływu fizyka nie przewiduje.

    Przepływ energii z ciała cieplejszego do ciała zimniejszego jest po prostu (i wyłącznie) bardziej prawdopodobny. Oczywiście można powiedzieć że fizyka przewiduje zjawisko bardziej prawdopodobne. (Ale nie może wykluczyć zdarzenia mniej prawdopodobnego).

  44. izabella
    28 lipca o godz. 17:13

    Przepływ energii z ciała cieplejszego do ciała zimniejszego jest po prostu (i wyłącznie) bardziej prawdopodobny. Oczywiście można powiedzieć że fizyka przewiduje zjawisko bardziej prawdopodobne. (Ale nie może wykluczyć zdarzenia mniej prawdopodobnego).
    —————-
    2 zasada termodynamiki przesyła ukłony. Nadal jest aktualna…

  45. izabella
    28 lipca o godz. 17:13
    Przepływ energii z ciała cieplejszego do ciała zimniejszego jest po prostu (i wyłącznie) bardziej prawdopodobny. Oczywiście można powiedzieć że fizyka przewiduje zjawisko bardziej prawdopodobne. (Ale nie może wykluczyć zdarzenia mniej prawdopodobnego).

    Mój komentarz
    Izabela, możesz coś więcej o prawdopodobieństwie przepływu ciepła z ciała cieplejszego do ciała zimniejszego w takim układzie, jak żelazo – woda?
    Pzdr, TJ

  46. Taieri
    28 lipca o godz. 17:28

    I owszem, ale chyba rozumiesz ją zbyt powierzchownie. Poczytaj Boltzmanna, np. o związkach przepływu ciepła ze strzałką czasu. I że kierunek nie determinuje żadne prawo fizyczne, ale czyste prawdopodobieństwo.

    Żeby długo nie szukać:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Ludwig_Boltzmann
    Paragraf: Second thermodynamics law as a law of disorder

  47. Ależ dałem asumpt do rozważań 😯
    Na dworze +17 i siąpi deszcz. Rodzina zabrania wypuszczać ciepło z domu.

  48. izabella
    28 lipca o godz. 17:41
    Taieri
    28 lipca o godz. 17:28

    I owszem, ale chyba rozumiesz ją zbyt powierzchownie. Poczytaj Boltzmanna, np. o związkach przepływu ciepła ze strzałką czasu. I że kierunek nie determinuje żadne prawo fizyczne, ale czyste prawdopodobieństwo.

    Żeby długo nie szukać:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Ludwig_Boltzmann
    Paragraf: Second thermodynamics law as a law of disorder

    Mój komentarz
    Rozważania Boltzmana nie mają wiele wspólnego z rzeczywistym układem gorące żelazo-zimna woda. To są rozważania bardziej filozoficzne niż praktyczne.
    Bez względu na strzałkę czasu, czy prawdopodobieństwo zdarzeń w skali atomowej, silniki cieplne będą działały, a gorące żelazo zawsze będzie ulegało ochłodzeniu w zimniejszej wodzie.
    Pzdr, TJ
    Pzdr, TJ

  49. Aż strach zapytać, jak to będzie z zimnym żelazem w gorącej wodzie 🙄
    Na razie testuję prawa termodynamiki wkładając gorące stopy do zimnej wody z solą. Stopy się wyraźnie ochładzają.
    Myślę, że jakoś pomagam tym biednym molekułom soli, co się tak z zimna trzęsą, że aż ten dreszcz czuję w stopach 🙄

  50. tejot
    28 lipca o godz. 18:22
    Bez względu na strzałkę czasu, czy prawdopodobieństwo zdarzeń w skali atomowej, silniki cieplne będą działały, a gorące żelazo zawsze będzie ulegało ochłodzeniu w zimniejszej wodzie.

    I owszem, ale nie ma co powoływać się tu na prawa fizyki (nie ja się powołałam). Bo fizyka mówi co innego. Redukowanie Boltzmanna i jego argumentacji do zaledwie „filozoficznej”, chyba trochę nie na miejscu. Ale za życia też go nie brano serio, i wielka szkoda dla nauki.

  51. zza kałuży
    28 lipca o godz. 13:01
    Bije mnie w cycki, prawa piescia az gluchy huk rozlega. Resztki owlosienia z cyckow, na podloge opadaja. Moja kulpa. Twoj zalinkowany text, doczytalem jedynie do ciotki z SB.

    Nie zmienilo to nic. Postac mnie zainteresowala Ivan Sirko ataman. Kto zdanie napisal mniej. Ale mnie podoba. Ma zastosowanie nie tylko w skamleniu, szantazach polityki nadwislanskiej. Jojczeniu o wysychaniu wody gruntowej, znikaniu rzek Wisla, Notec. Zamulaniu jezior kacza zupa na fosforze i azocie. Budowach na chronionych terenach. Parkingach pod oknami sasiadow. Listach do Franka o pedofilach i rodzicach zaniepokojonych… do biskupa piszacych z prosba o… Skomlenie z ogonem podkurczonym. Niedojdow razem. Niech pisza, o zamulaniu kacza zupa, szczesc im jesusmaryjka.

    Jest po szwedzku takie powiedzenie. „Trzeba umiec dorosnac do swojego wlasnego kapelusza.”. W ciezkich sytuacjach, czesto bez wyboru, brak dobrych rozwiazan, stosowane. Kazdy tu zna, idiom. Szukam dobrego dobrego, soczystego tlumaczenia Zza_kaluzy. „Trzeba umiec gola dupa jeza zabic”. Jak potrzeba.

    A teraz inna para przechodzonych sandalkow. Musze sprzatnac owlosienie moje z podlogi.

    Pzdr Seleuk

  52. Może nie na temat, ale aktualne.

    Bardzo mi się podoba wykorzystanie przez homofobów treści z Bożego Słowa, zawartego w biblii, będącej połączeniem absolutnie niekompatybilnych elementów – judaizmu i chrześcijaństwa. Znamienny jest przykład pracownika IKEI, mówiący o losie, jaki powinien spotkać osoby homoseksualne.
    Odnalazłem źródła jego wypowiedzi, chłop dobrze przeczytał, a jego fani zaczęli realizację nakazów Jedynego, Prawdziwego Boga w miasteczku Białystok, na razie tylko krew przy łamaniu kości, a reszta jeszcze przyjdzie.
    Pana z IKEI gorąco wspierali hierarchowie kk, bo też są zauroczeni obrazem groźnego i zawistnego Boga żydowskiego. Mądry skąd inąd kardynał Ratzinger napisał długi traktat o stosunku kościoła do problemu homoseksualizmu, wyrażając sprzeciw wobec pragnień LGBTIITQ (tyle literek już widziałem, choć nie pamiętam znaczenia wszystkich liter, zresztą i tak przekracza to moją fantazję). Tekst jest długi i pewnie nie przeczytam, ale wnioski są jasne. Okazało się, że nawet królowa Polski włączyła się do walki z homoseksualizmem, zwracając się z przesłaniem do kapłanów. Każdy, który przeczytał „Sodoma” widzi, że jej starania są uzasadnione, bo w Watykanie „Sodoma” jest maksymalna, prawie wszyscy są w „parafii”! Wysłuchałem długi wstęp do audiobooku – „parafia” to hasło przynależności do grona homo, które tam jest potężne i wszechobecne.

    Matka Boska znalazła księdza, któremu przekazała swoje orędzie, ale nie znalazłem informacji o formie (elektroniczna?), np. optyczna jak u Natanka?

    Mnie interesuje upór hierarchii kk w trzymaniu się sztywnych reguł starego judaizmu, które dziś tylko śmieszą, jak i niektóre dogmaty i prawidła, narzucane do idei chrześcijaństwa tak niczym wrzody na dupie. Dawno temu ten sam Bog, który stworzył podobno kosmos i musiał wiedzieć co się obraca (czy Ziemia czy Słońce) a swoim sługom kazał zabić Giordano Bruno za odkrycie prawdy. Wtedy to była święta prawda, a dziś małe dzieci wiedzą, że jest inaczej. Gdyby szefowie kk byli porządni, to dalej wierzyliby we wszystkie bzdury w biblii, jak mahometanie w treść koranu. Oba teksty napisali, jak to zdradziła celebrytka „zapruci winem starcy”, a my mamy w to wierzyć?
    Wiadomo, że celem twórców każdej religii jest uzyskanie znakomitego życia doczesnego za obiecankę wiekuistego, oczywiście po złożeniu sowitego funduszu dla sprawców tego cudu. Wystarczy obiecywać, skasować majątek, a reszta sama przyjdzie. Nikt z raju nie wróci na paskudną Ziemie z reklamacją, a z piekła diabeł nie wypuści klientów. Łgarstwo może być spokojnie kontynuowane i kasa gromadzona.

    Reformatorzy próbowali nieco oczyścić stajnię bzdur, ale i tak nie wierze w możliwość pogodzenia obrazu Jehowy, nienawistnej i paskudnej istoty z pięknym wizerunkiem miłującego ludzi boga rabina Jezusa. Skoro nauka i rozwój techniki zmusiły kk do drobnych retuszy przestarzałych prawideł, to dlaczego nie wyrzucić tych bzdur o karaniu inaczej kochających? Podobno nic nie dzieje się bez woli Boga, więc geje i lesbijki rodzą się z jego woli. Dlaczego nie kocha własnych (umownych) dzieci? Zawsze nieźle się śmieję i kpię z niektórych wpojonych mi w dzieciństwie „prawd” wiary, jeśli są sprzeczne z logiką.
    Twierdzenie, ze Bóg wie wszystko co było, jest i będzie, kłóci mi się z informacją biblijną, ze Pan żałował, iż stworzył człowieka (przed ludobójstwem w Sodomie). Skoro wiedział, że będzie żałował, to po jaką cholerę czynił taką głupotę???
    Poza tym kłoci mi się to z image istoty doskonałej, jest chyba głupsza niż przeciętny pisowiec!

  53. PS – dla zainteresowanych źródłem – ten ksiądz nazywa się Stefano Gobbi.

  54. Antonius
    28 lipca o godz. 18:45

    „Reformatorzy próbowali nieco oczyścić stajnię bzdur, ale i tak nie wierze w możliwość pogodzenia obrazu Jehowy, nienawistnej i paskudnej istoty z pięknym wizerunkiem miłującego ludzi boga rabina Jezusa”

    Nie pogodzili Antonius. Ortodoxyjnych „reformatorow” spotkalem. Kiedy moja przyjaciolka, chciala znalezc pozycje proboszcza parafii. Proboszcza parafii u reformatorow wybieraja ortodoxy. Ja, co towarzysz zycia owej proboszczy, nie pasowalem.

    pzdr Seleuk

  55. izabella
    28 lipca o godz. 18:37
    tejot
    28 lipca o godz. 18:22
    Bez względu na strzałkę czasu, czy prawdopodobieństwo zdarzeń w skali atomowej, silniki cieplne będą działały, a gorące żelazo zawsze będzie ulegało ochłodzeniu w zimniejszej wodzie.

    I owszem, ale nie ma co powoływać się tu na prawa fizyki (nie ja się powołałam). Bo fizyka mówi co innego. Redukowanie Boltzmanna i jego argumentacji do zaledwie „filozoficznej”, chyba trochę nie na miejscu. Ale za życia też go nie brano serio, i wielka szkoda dla nauki.

    Mój komentarz
    Wyniki rachunków dokonywanych w obszarze mechaniki na poziomie atomowym i sub oraz z drugiej strony w wymiarze kosmicznym są interpretowane niekiedy w kategoriach fizycznych nie dających się przełożyć na język potoczny.
    Pzdr, TJ

  56. „Bardzo dziękuję wszystkim za to, że łączycie w sobie pragnienie lepszej Polski, coraz silniejszej Polski, bardziej dostatniej, z tą piękną polską kulturą, historią, tradycją. To jest właśnie nasz program – łączenie tego, co najlepsze w przeszłości z tym, do czego dążymy: do Polski dostatniej, gdzie europejskość rozumiemy jako konkret, wysokie zarobki, a nie eksperymenty kulturowe czy obyczajowe”
    Powiedział premier.
    Dupek dzwoncy, który długo się nie odzywał po wydarzeniach w Białymstoku. Ale spoko, suweren z ambony usłyszy, na kogo głosować. I zamelduje preziowi, że wykonał zadanie.

  57. Antonius
    28 lipca o godz. 18:45

    Pewnie że aktualne!

    Bardzo mi się podoba wykorzystanie przez homofobów treści z Bożego Słowa, zawartego w biblii,…

    Antoniusie, mnie się to też podoba. Właściwie, jestem fanem i wyznawcą biskupów gadających plugawo, podle, kłamliwie, chamsko i gangstersko. Od razu widać, że głoszą słowo boże.

    Kto ma pojęcie o chamstwie, podłości i kłamstwie, nareszcie się obudzi i splunie na biskupa i Kościół kat. Czyli, jak to mówią w niebieskiej książeczce: dostaną to, co im się należy.

    W konsekwencji faszystowskiej napaści katolików w Białymstoku na ludzi pewne ślady przebudzenia w różnych miejscach Polski są obserwowalne, a jednym z tych śladów jest list otwarty rodziców dzieci LGBT.

    Mnie interesuje upór hierarchii kk w trzymaniu się sztywnych reguł starego judaizmu, które dziś tylko śmieszą, jak i niektóre dogmaty i prawidła, narzucane do idei chrześcijaństwa tak niczym wrzody na dupie.

    Mnie również interesuje, przy czym sprawa jest jasna: to ich tożsamość sodomicka, zgwałcenie i bolesna męka

  58. Alicja-Irena
    28 lipca o godz. 19:18

    Morawiecki w dodatku „podziękował wszystkim”.
    Nic o tym nie mówiąc, podziękował bitym gejom i podziękował kopiących ich w twarze katolickim faszystom przylepionym do pisoidów i biskupów.

  59. izabella
    28 lipca o godz. 17:13
    Oczywiście można powiedzieć że fizyka przewiduje zjawisko bardziej prawdopodobne. (Ale nie może wykluczyć zdarzenia mniej prawdopodobnego)
    Tych prawdopodobnychz zjawisk jest wiele – przypomniał mi się
    wykład sprzed dziesiątków lat gdy wykładowca w bardzo prosty sposób zobrazował stan energetyczny cząstek rysując odwróconą parabolę mówiąc ,że owe maksimum jest b. mało prawdopodobne ale wykluczyć nie można.

    @Tobermory
    Odpowiedź Kozaków przednia!

  60. Red. Szostkiewicz znowu nie puścił mi posta o takiej treści;
    Optymatyk
    28 lipca o godz. 18:44
    @Spencer
    28 lipca o godz. 13:42
    „I po tych 12 latach i po przegranej wojnie Niemcy w ciagu jednej dekady (rok 1955) dokonaly cudu gospodarczego i staly sie liberalna demokracja.”
    ……………
    To nie takie proste jak napisałeś. Niemcy po tej strasznej wojnie powinny ulec unicestwieniu. Powinny przestać istnieć jako państwo. Podział świata po „żelaznej kurtynie” spowodował, że zainwestowano gigantyczne pieniądze z USA, jak i instalacje na stałe wielkiego kontyngentu amerykańskich wojsk, zresztą nie tylko. Pracowity z zasady naród niemiecki mógł się wydźwignąć dość szybko. My natomiast dostaliśmy kompletnie zniszczony kraj w innych granicach i obcym protektoratem. Nikt nie inwestował w nas pieniędzy, sami musieliśmy odbudować kraj i jeszcze spłacać długi i jeszcze spłacać gotówką mienie obce pozostawione w kraju w walucie wymienialnej.
    I Polska sprostała tym wyzwaniom. A żeby nie zagrażała swoją „socjalnością” innym zachodnim krajom, to trzeba było zorganizować nam kolejne powstanie, tym razem „Solidarności” i potem rozebrano/rozkradziono cały majątek wypracowany po tak tragicznej dla nas wojnie. Proszę zapoznać się z książkami profesorów Kieżuna, Poznańskiego, Króla, Bożyka.

  61. https://wiadomo.co/prof-zbigniew-mikolejko-inteligencja-przegrywa-z-cieniami-panszczyznianych-przodkow/?fbclid=IwAR3Rmx4cGPqVJD0V7MjgUqFiPREFjUl4PNkmU9A4TD9Ja3_zCImkmQf-IAY
    Prof. Zbigniew Mikołejko: Inteligencja przegrywa z cieniami pańszczyźnianych przodków
    W naszym kraju zawsze decyduje drobnomieszczanin. Chłop o mentalności drobnomieszczańskiej czy mieszkaniec małego miasta. To on dokonuje zasadniczych wyborów, a jemu nie podobają się łysogłowi, bo się ich boi, nawet jeśli hasła, które wykrzykują, są mu bliskie – mówi nam prof. Zbigniew Mikołejko, filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. – Inteligencja przegrywa teraz w konfrontacji z cieniami swych pańszczyźnianych przodków. I z grupami społecznymi, które – jeśli dostąpiły już jakiejś emancypacji – to tylko ekonomicznej i technicznej, nie kulturowej czy mentalnej. Jesteśmy więc dziś świadkami załamania pozycji nowych warstw oświeconych, inteligenckich, które w zderzeniu z przemożną siłą populizmu o agrarnych korzeniach przegrywają. Chociaż – co dobre i co może okazać się kiedyś płodne – przegrywają nie bez walki – podkresla

  62. zezem
    28 lipca o godz. 20:03

    Nie na darmo nazywa się to statistical mechanics.

  63. Takie zjawiska fizyczne jak przepływ ciepła oraz dyfuzja w ciałach stałych są opisywane z narzuconymi założeniami statystycznymi, co nie oznacza, ze ten przepływ zachodzi tak jak chce, że nie zachodzi dokładnie, tak jak wykazują obliczenia z uwzględnieniem różnych czynników, w tym błędów pomiarów, których jest mnóstwo i które powodują odchylanie się rzeczywistych wyników od wyników obliczeń.
    Pzdr, TJ

  64. tejot
    28 lipca o godz. 20:49

    Istnieją systemy i procesy w których stochastyczność jest cechą inherentną, a nie wynika z błędów pomiaru.

    Według Boltzmanna stochastyczność w procesach wymiany ciepła wynika z naszej ignorancji. Byłoby to trzecie źródło obserwowanej (przez nas) przypadkowości.

    Pytanie czy stochastyczność w mechanice kwantowej jest cechą inherentną, czy wynika z naszej ignorancji. Podobnie z genetyką. Ja skłaniam się ku pierwszej opcji.

  65. Optymatyk
    28 lipca o godz. 20:16
    Red. Szostkiewicz znowu nie puścił mi posta o takiej treści;
    Optymatyk
    28 lipca o godz. 18:44
    @Spencer
    28 lipca o godz. 13:42
    „I po tych 12 latach i po przegranej wojnie Niemcy w ciagu jednej dekady (rok 1955) dokonaly cudu gospodarczego i staly sie liberalna demokracja.”
    ……………
    To nie takie proste jak napisałeś. Niemcy po tej strasznej wojnie powinny ulec unicestwieniu. Powinny przestać istnieć jako państwo.

    Mój komentarz
    Niby dlaczego? Zemsta?
    Pzdr, TJ

  66. tejot
    28 lipca o godz. 21:23

    @Optymatyk użył „Solidarność” i „rozkradziono”. No pasaran!

  67. Słuchając Gości Passenta czekałam kiedy ktoś wreszcie zwróci uwagę, że retorykę anty-LGBT zaczął kościół. No i się nie zawiodłam, zauważyli. Bo ile razy zacznie się poważna rozmowa o pedofilii w kościele, zaraz jak z kapelusza wyciągają a to dżender, a to LGBT. Nie można ludziom zabronić protestów, ale dajemy się ograć jak dzieci we mgle. KK może tylko powiedzieć, a nie mówiliśmy? Jest inwazja ideologiczna i trzeba się bronić.
    Może lepszą opcją było ignorować, ale nie jesteśmy wystarczająco zorganizowani.
    Jest nadzieja (aczkolwiek znikoma) że kk i pis przelicytowali i wkurzyli młodzież która teraz ruszy do wyborów.

    A profesor Mikołejko mówi że pis się kiedyś skończy bo wszystko się kiedyś kończy. Bardzo pocieszające.

  68. izabella
    28 lipca o godz. 21:28

    taaa… imperium rzymskie też się kiedyś skończyło…

  69. izabella
    28 lipca o godz. 21:21
    tejot
    28 lipca o godz. 20:49

    Istnieją systemy i procesy w których stochastyczność jest cechą inherentną, a nie wynika z błędów pomiaru.

    Mój komentarz
    Pisząc o niezgodności pomiarów z wyników obliczeń dotyczących dyfuzji, czy przepływu ciepła w ciałach stałych nie miałem na myśli stochastyczności inherentnej. Miałem na myśli różne czynniki, które zniekształcają nieco procesy, np w ciałach stałych, których skutki są przewidywalne na podstawie obliczeń.

    W mechanice kwantowej, na której zupełnie się nie znam, położenia poszczególnych cząstek są skwantowane i jednocześnie określane funkcjami prawdopodobieństwa. Taka jest natura rzeczy. Co nie oznacza, że stół złożony z atomów, które oddziałowują na siebie wzajemnie w nim, może sam wyjść pokoju.

    Także sam wynik pomiaru czegokolwiek teoretycznie nie może być dokładny, w punkt.
    Pzdr, TJ

  70. @Alicja-Irena 28 lipca o godz. 19:18
    do czego dążymy: do Polski dostatniej, gdzie europejskość rozumiemy jako konkret, wysokie zarobki, a nie eksperymenty kulturowe czy obyczajowe”

    Tak sobie myślę, że nazistowskie Niemcy miały wielkie osiągnięcia organizacyjno-inżyniersko-przemysłowo-wojskowe.
    ZSRR też potrafił zamordyzmem w tych dziedzinach dokonać bardzo dużo.

    Dzisiejsze Chiny są o niebo bardziej ludzkie, pewnie nie ma sensu porównywać poziomu zamordyzmu miedzy nimi a przeddrugowojennymi Niemcami i ZSRR, ale centralizm podobny i pewnie podobne ma wady i zalety.

    Co do przedwojennej atmosfery we Włoszech czy w Japonii za mało wiem aby coś gadać.

    Wydaje się mi jednak, że do sukcesu takiej Doliny Krzemowej krytycznym składnikiem była miejscowa tolerancja a nawet akceptacja różnych ludzkich dziwactw, w tym seksualnych. Tak, wiem, kilka z pierwszych firm półprzewodnikowych i elektronicznych miało kadrę z długim doświadczeniem w wojsku a przynajmniej z firmową kulturą bardzo silnie przesiaknietą atmosfera wojskowej dyscypliny, ale jednak na tzw. „tle” były to i tak całkiem liberalne firmy.

    I w tym sensie myślę sobie, że może być bezpośrednie połączenie między „wysokimi zarobkami” a „eksperymentami kulturowymi czy obyczajowymi”.

    Chyba, że Morawieckiemu i jego szefom chodzi model rozwoju bardzo podobny do nazistowskich Niemeic i ZSRR i chca poszukiwać źródeł motywacji i kreatywności w narodowym szowiniźmie.

  71. zza kałuży
    28 lipca o godz. 21:44

    Michael Pollan w książce „How to Change Your Mind: What the New Science of Psychedelics Teaches Us About Consciousness, Dying, Addiction, Depression, and Transcendence”, twierdzi (po adekwatnym zgłębieniu tematu), że w latach 50-tych i 60-tych Silicon Valley jechało na grzybkach. Bardzo popularne były częste, małe dawki „na kreatywność”.

    W obecnych czasach podejście zamordystyczne chyba już nie starczy. Po pierwsze, trzeba by zamknąć granice, bo kto kreatywny ten ucieknie. (Co prawda Chiny granic nie zamknęły, ale one mają większy narybek). Po zamknięciu granic, kto wie? Można budować narodowy socjalizm. Próbuję sobie wyobrazić Polskę która wychodzi z unii i zamienia się w drugą Albanię (byle nie Koreę Północną) . Czy ktoś by się przejął?

    Narodowy szowinizm motywuje niezbyt utalentowanych ludzi. A reszta robiłaby sabotaż. Albo założyła państwo podziemne.

    Przypomniał mi się artykuł z gazety pod tytułem „Narodowcy chcą stworzyć państwo podziemne.”

    i komentarz: „Tworzenie państw nadziemnych wyraźnie Polakom nie wychodzi.”

  72. @tejot
    28 lipca o godz. 21:23
    Nie zemsta, ale pragmatyzm na przyszłość, że tak to ujmę.
    Uważasz, że wywołanie dwóch wojen światowych w jednym półwieczu to za mało?
    To nasz kraj poniósł największe straty tak materiale, jak i ludzkie, że o moralnych już nie wspomnę. No ale jak komuś tak pasuję to gratulacje. Wiem, wiem, że dzięki tym wojnom dokonaliśmy jako ludzkość, potężnego kroku technologicznego i o mało co nie skończyła się historia cywilizacji ludzkiej na tej planecie. Już nawet na maczugi nie miałby kto walczyć w czwartym otwarciu wojennym.
    „Historia to hańba rodzaju ludzkiego” J. G. Seume

  73. i zamienia się w drugą Albanię

    Cementu na bunkry nie starczy… przecież cementownie rozkradli i sprzedali…

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Cement

  74. @scrambler
    28 lipca o godz. 21:27
    @Optymatyk użył „Solidarność” i „rozkradziono”. No pasaran!
    …………
    Ot, trafiłeś w sedno mego wpisu. Tylko niech no wejdzie w dysputę Szostkiewicz z wymienionymi przeze mnie Profesorami, to mu rura zmięknie, chociaż jako były opozycjonista pójdzie w zaparte.
    Przypominasz sobie, jakie było pierwotne hasło i motto „Solidarności”? Podobno wisiało jako główne, na I zjeździe tego związku-partii w Oliwie.

  75. Optymatyk
    28 lipca o godz. 22:39

    Solidarność jak się okazuje to w zasadzie może tylko sól za darmo. Ta ziemi czarnej.

  76. zza kałuży
    28 lipca o godz. 22:32

    Zapomniałeś o wynalazku ziemianki. W sam raz na nawiedzające nasze międzymorze anomalie pogodowe. Ponadto poważne oszczędności. Przy okazji dało by się zrestrukturyzować i odchudzić etatyzm w górnictwie. Nie musieliby po skonsumowaniu tzw odprawy ryć biedaszybów. Nadmetraż też gołym okiem niewidoczny. Same zalety. Czy Pisiory mnie słyszą?

  77. Optymatyk
    28 lipca o godz. 20:16

    Red. Szostkiewicz znowu nie puścił mi posta o takiej treści;

    My natomiast dostaliśmy kompletnie zniszczony kraj w innych granicach i obcym protektoratem. Nikt nie inwestował w nas pieniędzy, sami musieliśmy odbudować kraj i jeszcze spłacać długi i jeszcze spłacać gotówką mienie obce pozostawione w kraju w walucie wymienialnej.
    I Polska sprostała tym wyzwaniom. A żeby nie zagrażała swoją „socjalnością” innym zachodnim krajom, to trzeba było zorganizować nam kolejne powstanie, tym razem „Solidarności” i potem rozebrano/rozkradziono cały majątek wypracowany po tak tragicznej dla nas wojnie. Proszę zapoznać się z książkami profesorów Kieżuna, Poznańskiego, Króla, Bożyka.

    Że redaktor nie puszcza tego i owego, sprawa jasna.
    Nienadzwyczajnie przejrzyście wygląda mi myśl, że trzeba było nam zorganizować kolejne powstanie z powodu naszego zagrażania „socjalnością”.
    Mógłbyś to jaśniej wyłożyć?

    Niemcy byli w zupelnie innym miejscu rozwoju cywilizacyjnego niż Polacy w roku 1939. Nawet ich straty wojenne były, relatywnie, nienadzwyczajne, a poza tym odnieśli znaczne korzyści z powodu uporządowania i ujednolicenia terytorium państwa.
    Państwo stało się przez to znacznie efektywniejsze.

    Podobną korzyść, nawet na większą skalę, odniosła Polska: oddać Kresy, by zyskać „Ziemie odzyskane”, to była bardzo korzystna zamiana.
    Natomiast katastrofalną różnicą po stronnie polskiej było gigantyczne osłabienie biologiczne i o innej niż u Niemców strukturze: Polacy tracili głownie cywilów.
    Skutkiem działania „Solidarności” było kolejne katastrofalne osłabienie: najpierw gospodarki („głupcze!”), z jej kulturą, niewystarczająco wysoką, bo dopiero w powijakach – co nas drastycznie rożniło od Niemców – a następnie rozwalenie i rozkradzenie gospodarki, którą przejęły solidaruchowate rządy.
    Wymienieni profesorowie mają rację.

    Redaktor jest człowiek robiący w słowie polonistyczym. takie słowo dużo zniesie, a nawet znacznie więcej niz mieści w sobie rzeczywistość.

  78. Festiwal rockowy, WOŚP, parady równości i wszelkie inne objawy wspólnoty i radości są tępione przez religiantów.
    Tak sobie myślę – dlaczego? 🙂

  79. No co, wy chcecie żeby Szostkiewicz przyznał, że nie miał racji? Toż to rozwala całą jego egzystencje jako wielkiego wojownika o.

  80. Optymatyk
    28 lipca o godz. 22:39

    Ot, trafiłeś w sedno mego wpisu. Tylko niech no wejdzie w dysputę Szostkiewicz z wymienionymi przeze mnie Profesorami, to mu rura zmięknie, chociaż jako były opozycjonista pójdzie w zaparte.

    Niech no, niech no, a co ma wejść w dysputę jak nie wejdzie? Sam sobie wyjaśniłeś, że zamiast wejść, to pójdzie. W zaparte.
    Sam też wyjasniłem: polonista z niego i bojownik słowa. To w ogóle polska specyfika: nadprodukcja katolickich oraz humanistów. Którzy się nudzą, więc dłubią w nosach. Z tej nudy i nosa bierze się im rewolucja. Myśl mają taką luźną, że ani pomyśleć mogą o konsekwencji dłubania w nosie.
    Więc mamy, co mieć musieliśmy: skutki solidarności dowodzące jej przeciwości.
    Inżynier też umie w nosie dłubać, ale umie też coś niedostępnego katolickiemu humaniście nadwiślańskiemu: dłubać i myśleć o konsekwencjach. Dlatego mosty stoją a humaniści, zwłaszcza katoliccy, leżą.

  81. Ewa-Joanna
    29 lipca o godz. 0:56

    No co, wy chcecie żeby Szostkiewicz przyznał, że nie miał racji? Toż to rozwala całą jego egzystencje jako wielkiego wojownika o.

    No, rozwala bojownika o.
    Czy chcemy albo i nie chcemy to nie jest całkiem jasne. Co innego jest jasne: obcowanie z myślą onego zapewnia wrażenia. Obcowania z mocną hipokryzją i gęstwiną fobii. Rzucasz okiem na dowolny niemal wstepniak i widzisz.

  82. zza kałuży
    28 lipca o godz. 22:32

    Cementu na bunkry nie starczy… przecież cementownie rozkradli i sprzedali…

    Ale o co się rozchodzi z tym cementem? Przecież jesteśmy zacementowani na amen.

  83. @Tanaka
    29 lipca o godz. 0:48
    „Nienadzwyczajnie przejrzyście wygląda mi myśl, że trzeba było nam zorganizować kolejne powstanie z powodu naszego zagrażania „socjalnością”.
    Mógłbyś to jaśniej wyłożyć?’
    …………..
    Ok, miałbym b.dużo pisania i chyba wybaczysz mi, że się posłużę odpowiednim, ale znamiennym, i dającym w pełni odpowiedź na Twoje wątpliwości co do „socjalności”, tekstem niejakiego M.F. Rakowskiego „Przepraszam za PRL”
    A zatem:
    – przepraszam za likwidację podziałów klasowych, która była dziełem komunistów, socjalistów i lewicowego odłamu ruchu chłopskiego;
    – przepraszam za reformę rolną, o której marzyło i bezskutecznie walczyło kilka pokoleń polskich chłopów;
    – przepraszam za nacjonalizację przemysłu, a ściślej tego co przetrwało okupację hitlerowską;
    – przepraszam robotników za to, że komuniści przywrócili im poczucie godności;
    – przepraszam za awans społeczny milionów synów i córek chłopskich i robotniczych;
    – przepraszam za bezpłatny dostęp młodzieży robotniczej i chłopskiej na wyższe studia;
    – przepraszam za likwidację znalfabetyzmu, masowego zjawiska w Polsce międzywojennej;
    – przepraszam za zbudowanie Polski przemysłowo-rolniczej ;
    – przepraszam za masowy exodus chłopów z przeludnionych wsi do miast, do przemysłu. Los ten dotknął kilkanaście milionów obywateli PRL;
    – przepraszam za to, że dwa pokolenia Polaków żyły, nie znając plagi bezrobocia, że zaczynały każdy dzień z poczuciem bezpieczeństwa socjalnego, że były wolne od troski o przyszłość swoich dzieci;
    – przepraszam, że na ulicach polskich miast nie było żebraków ani dziesiątków tysięcy bezdomych, że nikt nie wyobrażał sobie, by milion dzieci zaczynało dzień bez śniadania;
    – przepraszam naukowców, artystów, twórców za to, że dzięki państwowemu mecenatowi nad kulturą i sztuką powstały arcydzieła filmowe, znane i cenione na całym świecie, a aktorzy, kompozytorzy, dyrygenci i soliści, wnosili cenny wkład w życie narodu i kulturę ogólnoświatową;
    – przepraszam za tysiące bibliotek, za tanie książki, za miejskie i wiejskie domy kultury;
    – przepraszam, że w czasach PRL powstała kadra znakomitych fachowców i świetnych menedżerów;
    – przepraszam za niespotykaną w historii stosunków polsko-rosyjskich inwazję kultury polskiej na bezkresne obszary Związku Radzieckiego. Twórczość znakomitego pisarza Stanisława Lema wydano w ZSRR w nakładzie 3 milionów egzemplarzy;
    – przepraszam za odbudowę zniszczonej przez hitlerowców Warszawy i wielu innych miast, za przywrócenie pięknej warszawskiej i gdańskiej Starówki;
    – przepraszam za odbudowanie z pietyzmem pałaców, kościołów i licznych pomników narodowej kultury, zniszczonych w czasie wojny;
    – przepraszam już trzecie pokolenie Polaków, które gospodarzy na ziemiach nad Odrą i Nysą Łużycką, żyjące w bezpiecznych granicach;
    – przepraszam za pokolenie komunistów, które w 1945 roku nie wezwało narodu do walki o zachowanie przy Polsce terenów na wschód od rzeki Bug, na których żyło 5 milionów Ukraińców i 1,9 mln Białorusinów oraz mniej niż 5 mln rdzennych Polaków;
    – przepraszam za morską granicę Polski, liczącą 440 km;
    – przepraszam za pokolenie Władysława Gomułki, które zagospodarowało Ziemie Zachodnie i z uporem walczyło o uznanie zachodniej granicy, przez ćwierć wieku nie uznawanej przez kolejne rządy Republiki Federalnej Niemiec;
    – przepraszam za plan utworzenia strefy bezatomowej w Europie (tzw. plan Rapackiego), który rozsławił Polskę na świecie;
    – przepraszam za ustawę o działalności gospodarczej, której projekt mój Rząd przedstawił Sejmowi w końcu 1988 roku, a która po uchwaleniu otworzyła drogę do gospodarki rynkowej;
    – przepraszam za Okrągły Stół, wspólne dzieło mojego obozu i opozycji. Po raz pierwszy w dziejach Polski, nie tylko nowożytnej dwa zwaśnione obozy polityczne zasiadły przy jednym stole i znalazły pokojowe rozwiązanie głębokiego kryzysu politycznego, który gnębił kraj przez niemal całe dziesięciolecie.

    Drodzy Przyjaciele,
    taki jest niepełny rejestr moich, a mam chyba prawo powiedzieć naszych przewinień.
    Dziejów PRL, podobnie jak wielu narodów i państw, nie da się wtłoczyć w z góry przyjęte schematy. Znamy słabości, błędy, a nawet zbrodnie, które też tworzą historię PRL. Wiemy, że byliśmy więźniami dogmatów, od których uwalnialiśmy się stopniowo, z upływem czasu. Ale historia PRL to nie tylko tragiczne wydarzenia. To przede wszystkim ofiarność, poświęcenie, gotowość służenia Ojczyźnie. Stać nas było na czynienie dobra, z przekonaniem, że jesteśmy w stanie doskonalić siebie, kraj i państwo. Za wielkie, historyczne osiągnięcie mojej formacji uważam zachowanie naszej osobowości narodowej.

    Sądzę, że powyższe wystąpienie Mieczysława F. Rakowskiego na konferencji, zorganizowanej przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka w dniu 22 lipca 2006 r. w Warszawie, możnaby uzupełnić jeszcze o szereg dalszych „przewinień”, obciążających rządzących w Polsce Ludowej w latach 1945-1989. Na przykład jak poniżej zapisano kursywą:

    – przepraszam za wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń na starość i powszechnej bezpłatnej opieki zdrowotnej;
    – przepraszam naukowców, artystów, twórców za to, że dzięki państwowemu mecenatowi nad kulturą i sztuką powstały arcydzieła literackie i filmowe, znane i cenione na całym świecie, a aktorzy, kompozytorzy, dyrygenci i soliści, wnosili cenny wkład w życie narodu i kulturę ogólnoświatową;
    – przepraszam za odbudowę zniszczonej przez hitlerowców Warszawy i wielu innych miast, za przywrócenie pięknej warszawskiej, wrocławskiej i gdańskiej Starówki;
    – przepraszam za odbudowanie z pietyzmem pałaców, kościołów, Zamku Królewskiego w Warszawie i licznych pomników narodowej kultury, zniszczonych w czasie wojny;
    – przepraszam za morską granicę Polski, liczącą 440 km i za otwarcie Polski na szeroki świat, przez budowę wielkich portów, stoczni i floty morskiej;
    – przepraszam za to, że w Polsce Ludowej ludność powiększyła się z 23,9 mln (I.1946) do 38 mln i że przyrost naturalny w PRL w każdym pojedynczym roku był większy niż łącznie w 16 latach 1990-2005. W ogóle realnie po wielkim przyroście ludności w PRL, po 1989 r. w III RP ma miejsce ubytek ludności (1990 – 38.183 mln, 2000 – 38.254 mln, 2004 – 38.174 mln).

    http://www.binek.pl/6_t8.html

    Ja tak to widzę. Nic mądrzejszego bym nie dopisał. Starczy.

  84. @Optymatyk
    29 lipca o godz. 1:18

    Zakładam, że każdy, choć trochę samodzielnie myślący Polak przyzna Tobie rację. Ale kk posiadło przez 2000 lat wiedzę/doświadczenie, które wskazuje, iż łatwiej kierować tłumem, niż jednostką. Dlatego tworzy parafie, dlatego msze i wszelakie modły są zbiorowe.
    Trudno wystąpić przed szereg i sprzeciwić się władzy. Jest to bardzo szczególne przeżycie: jako „młody gniewny” wyrażasz opinię wielu współpracowników. Opinię poznaną w indywidualnych rozmowach. A na forum/zebraniu występujesz, ogłaszasz, krytykujesz i … jesteś sam. Nikt Cię nie popiera. Pierwszy raz obarczasz siebie winą. I drugi. Ale po trzecim masz ich dość. I zmieniasz obywatelstwo. I stwierdzasz, że ludzie wszędzie tacy sami. I dajesz sobie spokój z „socjalizmem”, otwierasz (kolejną) butelkę wina. Wszyscy (swoi i goście ) poszli już spać, a Ty sam z wszechświatem delektujesz się niebem pełnym gwiazd (to wieś, więc świateł mało, a w tle – z Internetu – lecą stare romanse rosyjskie) i jest cudownie. Mam nadzieję, że nie tak, jak latem 1939 roku.

  85. @Qba
    29 lipca o godz. 1:51
    Bardzo mądrze to napisałeś.

  86. @Ewa-Joanna
    29 lipca o godz. 2:04

    Dzięki. To nie mądrość, to doświadczenie. Które pewnie też jest częścią mądrości (jakby jej nie definiować). Teraz stać mnie na wybredność – dopuszczam w pobliże tylko tych, którzy SĄ. Jakkolwiek, ale SĄ. Może to śmieszne, ale wielu jest tu inżynierów (w sensie technicznego wykształcenia), którzy odkryli w sobie artystę – świetnie piszą, grają, śpiewają, malują, fotografują. Wniosek – marnujemy setki (może tysiące czy miliony) talentów. Czyli szkolnictwo do dudy.
    Z jednej strony – szkoda, że urodziłem się w Polsce, gdzie nawet język jest bez sensu skomplikowany. Z drugiej strony – nie żałuję nawet sekundy swego życia. I nie dlatego, że było świetne. Ale dlatego, że było (i jest) ciekawe i bardzo wcześnie zacząłem sam o nim decydować. A ponieważ mam zamiar żyć jeszcze długo, więc rada dla wszystkich:
    jeśli to możliwe, unikajcie wszelkich kaznodziejów/przywódców/prezesów/ itd., itp. Własna inteligencja wystarczy. Trzeba tylko spróbować. Potem już pójdzie. Bo każdy system bazuje na strachu podwładnych. Tylko. I nie ma systemu, który miałby środki na zniewolenie wszystkich poddanych.
    Dawno temu, czyniąc różne kabarety, stwierdziliśmy:
    Najlepiej, gdy bawi się publiczność i twórcy.
    Zdarza się niezbyt często.
    Ale jest nieźle, gdy dobrze bawią się twórcy. Pies drapał publiczność.

    Idę spać, bo nocne żyjątka są już nachalne. o klimat im sprzyja.
    Trzymaj się tam na dole. Ciągle się tam wybieram i chyba w końcu …
    Bo niby dlaczego ma Wam być lepiej niż tym, tutaj…

  87. @ zyta2003
    28 lipca o godz. 14:35

    Dodam do tego „co opowiadaja przewodnicy”, ze jestem ciekawa co mowia przewodnicy izraelscy w jezyku hebrajskim w Auschwitz.

    Co mówią? Można na początek przeczytać tu https://www.yadvashem.org/download/education/conf/Feldman1B.pdf i tu https://www.lookstein.org/journal/shoah-security-victory-critique-israeli-youth-voyages-poland/

    Żerowanie na lękach, na żonglerce historią z dodatkiem emocjonalno-psychologicznego podszczuwania to niezawodne niezbędniki w polityce. Po każdej stronie.

  88. Optymatyk
    29 lipca o godz. 1:18

    Optymatyku, niezupełnie o to pytałem, co wyjaśniasz. Istota mojego ptabia dotyczyła wywołania „powstania Solidarności” w związku z Zachodem i męczenia go (?) naszą „socjalnością” jak to nazwałeś.

    Wszystkie przeprosiny Mieczysława F. Rakowskiego precyzyjnie oddają osiągnięcia minionej Polski i jej ludzi, a często naszych rodziców, czy dziadków, a po części może i nas samych. Sądzę, że blog ma o tym pojęcie, choć nigdy dość przypominania. Bowiem i żywa myśl i napór łajdackich kłamstw solidaruchowato-kościelnej, a obecnie i pisoidalnej Polski usiłuje zamienić PRL w czarną dziurę.

    Solidaruchy, rozwalając państwo, żeby była „wolność”, ani myślały o tym, że rozwalają dorobek i osiągnięcia państwa i jego mieszkańców, w tym nieraz też własne.
    Zapewne też solidaruchy nie miały pojęcia o tym, że osiągnięcia te nie wzięły się z wstania, ogolenia się, wypicia kawy i załatwienia spraw na pstryknięcie humanistycznym paluszkiem, a z bolesnej męki, nadwzyczajnego i wieloletniego, konsekwentnego uporu budowania czegoś z niczego. Niemal z niczego.
    W zamian za „wolność” (Polska państwem wolnych niewolników), rozwalono wielką część tego co stworzono, by teraz – chaotycznie, niekonsekwentnie i licho – usiłować zrobić to, czego już nie ma. „Wolność”, „prawda”, „godność” i „duma” są takie, że się nie daje tego zrobić. Ani w gospodarce (choćby „milion katolickich aut elektrycznych w 2022 roku” – ani śladu nawet początku tej katoelektryfikacji), ani w kulturze, ani w pozycji politycznej i dyplomacji.

    Red. Szostkiewicza należy obejrzeć pod światło, ale strasznie on tego nie lubi. Co jest bardzo dziwne, gdy sam pod światło oglądał tzw. komunę.

  89. Qba
    29 lipca o godz. 1:51

    Ta pani (Ewa-Joanna 29 lipca o godz. 2:04) ma rację.
    Slusznie pochwaliła. Żeby znowu nie było, że słusznie wyrażasz, a zostałeś sam więc wino i żeby nie było lata ’39, to też pochwalę.
    Raźniej. Raniej. Albo jakoś tak.

  90. @seleuk|os|
    27 lipca o godz. 10:14
    Do poprzedniego wątku:
    As prime minister, you can have your government propose laws and try to get parliament to decide on them, but once that’s done, your role in how they are implemented is absolutely zero. There certainly are countries around the world where the judiciary is little more than an instrument of the arbitrary powers of the ruling strongman, and where the political leadership can send people in and out of prison at their discretion. Sweden is most certainly not one of those countries.

    A Swedish prime minister who tries to order a court to release a suspect or dismiss a case is first going to fail and then, with high probability, will be kicked out of office.

    Dzieki Seleukosie! Jak ja bym się cieszył, gdyby szwedzkie zasady mogły być stosowane w Polsce. Nie są i nie będą, tak długo jak suweren nie zrozumie co traci, zgadzając sie na podporządkowanie judykatywy exekutywie. Dużo informacji mi dałeś, i nie dziwie się, że dałeś sobie „ksywę” freerider. Do tego potrzeba warunków

  91. Z wyliczanką Rakowskiego jest ten kłopot, że aż rzuca się w oczy pytanie; skoro było tak dobrze to dlaczego było tak źle?

    Wszelkie podsumowania PRLu nie mogą byc jednostronne. Cała masa rzeczy została zrobiona dobrze a cała masa została spartolona. Tego doświadczenia nie da się powtórzyć w innych warunkach tak więc nigdy nie dowiemy się o ile lepiej a może o ile gorzej żyłoby się Polakom gdyby w Polsce zamiast PRLu był niemiecki kapitalizmo-socjalizm, szwedzki cokolwiek oni tam mają, fiński, hiszpański (często do porównań wybiera się Hiszpanię no bo ona przed wojną podobno była podobna…).
    Można tak wyliczać… a o gdyby było choćby NRDowo, a co gdyby była Czechosłowacja, a co gdyby Jugosławia? A co gdyby była 16 republiką?

    Czy te wszystkie skoki cywilizacyjne udało się komunistom w PRLu wykonać lepiej niż podobne skoki zachodnim demokracjom?
    Czy w ogóle któryś kraj był wystarczająco podobny do Polski aby o tym spekulować? Czy doświadczył podobnej historii, podobnych zniszczeń, startował z podobnego poziomu?

    To wszystko jest cała masa zmiennych, strasznie trudno cokolwiek powiedzieć. Trzeba by pewnie jakoś analizować kawałkami, sektorami, zagadnieniami no i wystawiać się na natychmiastową krytykę „przegrywającej strony” w razie, gdyby na takim wyizolowanym polu okazało się, że PRL był „lepszy”, „gorszy” albo „podobny”. Ta druga strona zaraz zakrzyknęłaby: „ale przecież zapomniacie o tym i o owym!” Pomimo tego, iż pięć minut wcześniej sama dla celów dyskusji zgodziła się aby „wszytsko inne pominąć”. 😉

    Dla mnie równie sensowne jest wykrzykiwanie przez Rakowskiego swojego panegiryku jak i krytykowanie w czambuł całego PRLu.

    Nie ma jak powtórzyć tego eksperymentu w warunkach, w jakich żyły inne społeczeństwa, inne kraje. Ani Polakom spróbować przeżyć pół wieku w warunkach szwedzkich czy francuskich ani Szwedom czy Francuzom zakosztować warunków peerelowskich.

    Nigdy nie będziemy zatem wiedzieć, o ile wydajniejszym (w sensie maksymalizowania ilości punktów przy danym rozdaniu) był ten czy tamten system…

    Moim nieuczonym zdaniem komunizm, tak jak katolicyzm i tak jak inne wielkie religie najlepsze rezultaty osiąga na najniższym poziomie rozwoju, w warunkach największej biedy. Rewolucje są potrzebne aby wyciągnąć ludzi z najbardziej rozpaczliwych warunków. Bez rewolucji – patrz Ameryka Łacińska, patrz Afryka, kiedyś carska Rosja, kiedyś Chiny, Wietnam, itd.

    Ale po osiągnięciu pewnego granicznego punktu na „krzywej rozwoju” wszelkie komunizmy, katolicyzmy, socjalizmy, itd., wyczerpują swoją zdolność ulepszania ludziom życia i zaczynają się degenerować. W uformowanych, na pewnym poziomie rozwoju, umocnienia demokracji, państwa prawa, poziomie tylko taka inna wersja kapitalizmu może zapewnić warty wysiłu i kosztów rozwój.

  92. miało być „taka czy inna”

  93. @Adam100, @404, @AllEnglishSpeaking

    Nt. nowego PM Wielkiej Brytanii „BoJo” Borysa Johnsona:
    Fareed Zakaria: Boris Johnson is bad for Britain, Europe and the US

  94. @allEnglishSpeaking
    Trochę mniej poważne ujęcie tematu „BoJo”, ale za to nie mniej niepokojące, raczej bardziej . Dlaczego brytyjczycy też daja się nabić w butelke klaunowi? Nie wiem.

    Boris Johnson: Last Week Tonight with John Oliver (HBO)

  95. zetus1
    29 lipca o godz. 10:23

    a jak tam giełdowa ruletka? Przed BJ i po? Reszta to kurpiowskie wycinanki.

  96. Optymatyk
    28 lipca o godz. 22:28
    @tejot
    28 lipca o godz. 21:23
    Nie zemsta, ale pragmatyzm na przyszłość, że tak to ujmę.
    Uważasz, że wywołanie dwóch wojen światowych w jednym półwieczu to za mało?

    Mój komentarz
    Z twojego wywodu wynika, ze Niemcy powinny być zlikwidowane jako państwo z powodu wywołania dwóch wojen światowych.
    Czy dałoby się coś takiego przeprowadzić? Kto? Jaka organizacja, jakie ciało, jakie porozumienie i z jakim skutkiem przeprowadziłoby likwidację państwa? Z jakim podziałem pozostałości, komu, w jakich proporcjach? Gdzie zostaliby wcieleni Niemcy? Co z kultura, techniką, identyfikacją narodową? Kto miałby zarządzać i na jak długo? Na zawsze?
    Pzdr, TJ

  97. zza kałuży
    29 lipca o godz. 9:42

    Z wyliczanką Rakowskiego jest ten kłopot, że aż rzuca się w oczy pytanie; skoro było tak dobrze to dlaczego było tak źle?

    Rakowski wyliczył, co było dobre i co zostało osłabione, zdemontowane, rozwalone, zanegowane. Mówił o realnych osiągnięciach. Nie wyliczał wszystkiego z czego w ogóle PRL się składał. Tego nikt nie zrobił i nie zrobi. Rzecz zbyt wielka.

    Dlaczego było tak źle? To jest teza. A jakie są dowody na jej trafność? Komu było źle i wedle jakich miar? A komu nie było, więc teza nie ma mocnych podstaw? Co by owo „takie zło” wystarczająco skorygowało, bez nieproporcjonalnego burzenia i wywoływania strat ubocznych?
    W „przeprosinach” Rakowskiego masz dużą część odpowiedzi, komu nie było „tak źle”, a jeśli było w czymś źle, to mniej więcej tak, jak wszędzie źle jest.

    Wszelkie podsumowania PRLu nie mogą byc jednostronne. Cała masa rzeczy została zrobiona dobrze a cała masa została spartolona. Tego doświadczenia nie da się powtórzyć w innych warunkach tak więc nigdy nie dowiemy się o ile lepiej a może o ile gorzej żyłoby się Polakom gdyby w Polsce zamiast PRLu był niemiecki kapitalizmo-socjalizm, szwedzki cokolwiek oni tam mają, fiński, hiszpański

    I innych warunkach może się nie da A może – w sporej mierze – da. Dużo warunków początkowych było jednak znanych. Można się więc do nich odnieść i spróbować ocenić.
    Jeden z głównych problemów jednak polega na tym, że ci, co uważają PRL za czarną dziurę, nie chcą się zgodzić z rzeczywistością, czyli nie zgadzają się na warunki początkowe. To sprawa rzetelności i wiedzy, bądź niewiedzy i złej woli. W poznaniu sprawy to nieistotne, choć ma przełożenia społeczne.

    To wszystko jest cała masa zmiennych, strasznie trudno cokolwiek powiedzieć. Trzeba by pewnie jakoś analizować kawałkami, sektorami, zagadnieniami no i wystawiać się na natychmiastową krytykę „przegrywającej strony” w razie, gdyby na takim wyizolowanym polu okazało się, że PRL był „lepszy”, „gorszy” albo „podobny”. Ta druga strona zaraz zakrzyknęłaby: „ale przecież zapomniacie o tym i o owym!” Pomimo tego, iż pięć minut wcześniej sama dla celów dyskusji zgodziła się aby „wszytsko inne pominąć”.

    Generalnie rzecz biorąc, analizuje się sektorowo. Wreszcie przychodzi pora na syntezę. Takie syntetyczne ujęcie pokazał Rakowski.
    Krzyki drugiej strony, o czym to się zapomina, są poniekąd ciekawe, chociaż znane, zgrane i ostatecznie – nudne. Krzykacze nadzwyczajnie rzadko krzyczą coś z sensem, rzeczowo i na podstawie gruntowej znajomości rzeczy.

    Moim nieuczonym zdaniem komunizm, tak jak katolicyzm i tak jak inne wielkie religie najlepsze rezultaty osiąga na najniższym poziomie rozwoju, w warunkach największej biedy. Rewolucje są potrzebne aby wyciągnąć ludzi z najbardziej rozpaczliwych warunków.

    Zgoda: Polska była, najdosłowniej, na najniższym poziomie rozwoju w czasie II wojny, a i przedtem także. Jest to początkowy stan rzeczy, o którym wyżej wspomniałem.

    Konsekwencją nieuchronności, że rewolucja nie może trwać wiecznie, bo przestaje być efektywna a obraca się przeciw swoim górnym celom, było to, że PRL – bardzo szybko, mniej niż dekadę – przestawał być rewolucyjny, a stawał się coraz bardziej rzeczowy i pragmatyczny. Działał więc racjonalnie wobec fundamentalnej zasady.

    Tym samym jednak sam dajesz sobie sporą część odpowiedzi: czy cokolwiek w PRL-u można było do czegokolwiek innego odnieść, porównać i w rezultacie – ocenić.

  98. zza kałuży
    29 lipca o godz. 9:42

    ..degeneracja umacniani demokracji part 1:

    https://andrzejrysuje.pl/wordpress/wp-content/uploads/2010/09/odchody-30-rocznicy.jpg

  99. scrambler
    29 lipca o godz. 11:43

    hahahaahahah!!

  100. Likwidacja analfabetyzmu w PRL
    Jednym z argumentów służących do dyskredytacji transformacji ustrojowej po 1990 roku poprzez przeciwstawienie jej skutków z osiągnięciami PRL, kłucie w oczy tymi osiągnięciami, jest likwidacja analfabetyzmu przez Polskę Ludową.

    Argument o likwidacji analfabetyzmu w PRL ma podwójny wydźwięk. Są w nim zawarte dwie sugestie, dwie domyślności:

    1) W PRL zaszła jednorazowa, szybka likwidacja analfabetyzmu

    2) Likwidacja analfabetyzmu w innym ustroju byłaby niemożliwa

    Ad. 1) Likwidacja analfabetyzmu to proces rozciągnięty na wiele lat. Jednorazowa kampania przeprowadzona w PRL, polegająca na wysłaniu analfabetów na kursy alfabetyzacji nie zlikwidowała analfabetyzmu, ponieważ analfabetyzm, to nie jest brak umiejętności czytania literek, to jest także stan ducha, mentalność, stan egzystencjalny, stosunek do rzeczywistości, do cywilizacji, którego nie da się zmienić jednym kursem nauki czytania i pisania.

    Analfabetyzm ulega likwidacji, gdy kolejne pokolenia wchodzące w życie kończą szkołę przynajmniej podstawową. Na to trzeba kilka pokoleń, by wypełnić lukę po starej mentalności niepisatych i nieczytatych. Stara mentalność musi wymrzeć.

    Nawiasem mówiąc w rodzinie znam z autopsji kampanię walki z analfabetyzmem we wczesnym PRL. Kursy dla analfabetów, przynajmniej te, w których „nauczali” członkowie mojej bliższej i dalszej rodziny, to była w dużej części fikcja, ponieważ ani sami analfabeci nie byli przygotowani do zmiany mentalności, nie chcieli się uczyć, ani nauczyciele nie widzieli perspektywy przeorania mentalności ludzi w ciągu powiedzmy kilku miesięcy kursu, całego cyklu kursu.

    Jeszcze w późnych lat pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych można było spotkać wielu analfabetów funkcjonalnych i nie było na to żadnej rady, trzeba było z nimi żyć.

    2) Likwidacja analfabetyzmu jest to proces długofalowy odbywający się w sposób naturalny, gdy w państwie jest zorganizowany system edukacji, jest przymus szkolny, istnieje odpowiednio duża kadra wykwalifikowanych nauczycieli (która nie bierze się znikąd), itd.

    Te czynniki, przynajmniej w Europie, nie były w wyłącznym posiadaniu państw socjalistycznych.
    Pzdr, TJ

  101. Co za okrutni komuniści, kazali ludzi uczyć.

  102. dnia 19-07-2019 r. o godz. 10:43:34
    84. posiedzenie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniach 17, 18 i 19 lipca 2019 r.
    Głosowanie nad rozstrzygnięciem wniosku o uzupełnienie porządku dziennego o punkt: Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o ochronie własności Rzeczypospolitej Polskiej przed roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego
    Wyniki indywidualne w formacie PDF
    Głosowało – 421 posłów Za – 49 Przeciw – 234 Wstrzymało się – 138 Nie głosowało – 39
    Wyniki głosowania wg klubów
    Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
    PiS
    237 229 3
    226
    – 8

    PO-KO
    155 139 3
    – 136
    16

    Kukiz15
    25 21 21
    – – 4

    PSL-KP
    22 18 17
    1
    – 4

    niez.
    10 8 1
    5
    2
    2

    Konfederacja
    5 3 3
    – – 2

    TERAZ!
    3 1 1
    – – 2

    WiS
    3 2 – 2
    – 1

    PS. Głosami posłów PiS polski Sejm sprzeciwił się przyjęciu ustawy
    „O ochronie własności Rzeczpospolitej Polskiej przed roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego”
    Prezes PiS okazał się zdrajcą narodowego interesu RP.

  103. Oni znów nie zrozumieli…

  104. Ewa-Joanna
    29 lipca o godz. 14:08

    albo ktoś źle przetłumaczył naczelnikowi treść karteczki z ambasady. Kładę areszt na Waszeci, ta karczma Wizy się nazywa…

  105. tejot
    29 lipca o godz. 13:38
    Jako czterolatek miałem okazję poznać prawdziwego analfabetę, o jakich piszesz. Przyjechał na Śląsk do pracy. Był człowiekiem inteligentnym i ambitnym. Nawet został brygadzistą i kierował grupą innych robotników. Również ich rozliczał z wykonanej pracy. Rozliczenia były na piśmie, z jego osobistym podpisem, bo tyle rzeczywiście potrafił. Nauczył się swojego podpisu i przez jakiś czas unikał obowiązku szkolnego. Kiedy miał coś napisać albo przeczytać, zawsze wymigiwał się brakiem okularów. I znajdował osoby, które albo mu napisały albo przeczytały odpowiedni dokument. On już tylko podpisywał. Dopiero kłótnia po wódce z prawdziwym autorem jego sprawozdań i rozliczeń, spowodowała wpadkę. Pod groźbą degradacji został zmuszony do wieczorowego podjęcia nauki. I szkołę podstawową rzeczywiście ukończył.

  106. No to zaczynamy od początku.

    Proponuję policzyć gdzie wprowadzanie nowego ustroju/utrzymanie starego ustroju kosztowało więcej trupów np. na 100 tys. mieszkańców; w Polsce czy w Grecji?

    Powojenna sytuacja obu krajów wydaje mi się bowiem identyczna, tylko odbita w lustrze, a zatem wojska wyzwalające wobec sporego procenta populacji stały się kolejną okupacją i z użyciem brutalnej siły narzuciły wygodne sobie rozwiazania polityczne. Szczegółem w tej historii było to, iż były one ideologicznie przeciwne, a zatem w Polsce polegały na mordowaniu partyzantki tzw. „londyńskiej” a w Grecji komunistycznej.

    Bez znaczenia dla obu wyzwolicieli był fakt, że zarówno w Polsce „londyńscy” jak i w Grecji komuniści nie dostali żadnego wsparcia odpowiednio od „Londynu” i od Stalina.

    Ale mi się strrrasznie nie chce liczyć… 🙁

    Jak rozumiem za chwilę będziemy liczyć ilość trupów na 100 tys. chilijczyków i argentyńczyków i porównywać z ofiarami polskiego grudnia 70, czerwca 56, grudnia 81, czyli ofiarami tej „łagodniejszej” fazy PRLu, już nie bierutowskiego terroru. Dostrzeżemy, że trwające kilkadziesiąt lat wewnętrzne konflikty w krajach Ameryki Łacińskiej (a zasilane z zewnątrz politycznie i militarnie) pochłonęły z pewnościa kilka setek tysięcy ofiar…. no i ogłosimy przewagę ustroju panującego w PRLu!

    Być może nawet ilość ofiar konfliktu irlandzko-brytyjskiego sama przewyższyła ilość post-bierutowskich ofiar w PRLu…

    Czyli nasze argumenty będziemy opierali na porównywaniu najgorszych przypadków. Gratulacje. Niedawno zdałem sobie sprawę, że żadne z moich dzieci nie było w więzieniu ani nie spowodowało wypadku po pijaku. Mogę być dumny, bo z tego wynika, że mamy z żoną lepsze rezultaty wychowawcze od najsłynniejszejszych wielodzietnych rodziców w Polsce!

    Co za głupota z mojej strony, że ja wolałbym porównywać się z rodziną państwa Serenos; 6 dzieci – 6 doktoratów.
    https://www.chicagotribune.com/news/ct-xpm-2009-04-24-0904230870-story.html

  107. A które państwa wybieramy do porónań osiagnięć edukacyjnych, kulturalnych, przemyslowych i każdych innych PRLu? Cały czas Hiszpanię? Bo (podobno, bo sam nie sprawdzałem) zbliżony punkt przedwojennego startu?

  108. @tejot 29 lipca o godz. 13:38
    Likwidacja analfabetyzmu w PRL. (…) Argument o likwidacji analfabetyzmu w PRL ma podwójny wydźwięk. Są w nim zawarte dwie sugestie, dwie domyślności: Ad. 1) Likwidacja analfabetyzmu to proces rozciągnięty na wiele lat.

    Sam tutaj na blogu wklejalem dane nt. procentów analfabetyzmu wśród przedstawicieli różnych religii w przedwojennej Polsce. W odpowiedzi na komentarz @Herstoryka o jakoby wyższym poziomie wykształcenia u Żydów. Dane, które przytaczałęm pochodziły z przedwojennych roczników statystycznych i wyraźnie pokazywały, ujęte chronologicznie, że proces likwidacji analfabetyzmu postępował i wtedy i że był całkiem szybki.
    Szybki, tzn. te procenty analbabetów szybko malały. Nb. ciekawe były ówczesne definicje różnych stopni analfabetyzmu i dokładnie odpowiadały temu, o czym @tejot dalej pisze, czyli „czy umie przeczytać własne nazwisko?”, „czy umie się podpisać?”, „czy umie przeczytać gazetę?”
    „Szybko” to tez jest oczywiście kryterium względne, ale z tamtych statystyk wynikało, że jeszcze powiedzmy 20-30 lat i ten problem, przynajmniej w najcięższej postaci, by zniknął.
    Co bardzo dobrze koresponduje zarówno z moimi jak i z @tejotowymi wspomnieniami o poczatku lat 60-tych jako o ostatnich latach, kiedy spotykało się ludzi zdolnych tylko do podpisania się.

  109. Rozmawiałem o analfabetyzmie ze znajomym Portugalczykiem. On jest murarzem, żona sprzątaczką – gastarbeiterzy w Szwajcarii. Dzieci urodzone tutaj, wykształcenie średnie zawodowe. Rodzice skończyli edukację na 3-4 klasach, bo do szkoły trzeba było dojeżdżać, i mieć buty, a rodzina nie miała na to pieniędzy, w latach 70!
    W Portugalii jest nadal ok. 5 proc. analfabetów, w Polsce 0,2 proc. Ilu jest analfabetów funkcjonalnych, nie wiadomo. Ale jest całe mnóstwo osób, które nie rozumieją tekstu przeczytanego w gazecie, nie potrafią przeczytać/interpretować rozkładu jazdy albo znaleźć coś na planie miasta. Kupno biletu w automacie przerasta ich możliwości. Mówię także o mieszkańcach Szwajcarii.
    Rozgryzienie tematu referendum przyprawia ich o ból głowy, więc głosują, jak zaleci im… nie, nie ksiądz na sumie, ale stosowny radca federalny, który oczywiście jest przeciwnikiem inicjatywy, która w końcu doszła do fazy głosowania… 🙁

  110. zetus1
    29 lipca o godz. 10:23
    Fareed Zakaria: Boris Johnson is bad for Britain, Europe and the US
    Czy Fareed Z jest znany z innych „przepowiedni”, które się ziściły?
    Czytałem przeciwstawne opinie o obecnym premierze.
    Przyszłość wykaże czy oczekiwania nie tylko Fareeda Z. się spełnią.

  111. Tobermory
    29 lipca o godz. 20:47
    Przyznam ,że na automaty , które proszą aby u nich kupić, nie wzbudzają mojego zaufania. Byłem świadkiem , jak „klientowi” automat wciągnął kartę kredytową i zamilczał. Był to weekend…
    Miałem podobą przygodę w Kanadzie – mała miejscowość w Quebec , po 21-szej – ja i automat. Chcę money, karta pobrana i CISZA. Czarna rozpacz. Dobra kobieta (przypadek, ufff!) pokazała,że trzeba było nacisnąć dodatkowy „knefel” , który był znany tylko locals. W Montrealu „światowe” automaty bankowe też wzdrygały się do wydania gotówki. Chińskie nie miały żadnych objekcji (pecunia non olet jak mawiają Chińczycy).
    Dąży się do wycofania pieniędzy wprowadzając electronic cash.
    Przypuszczam – będzie „wesoło”.

  112. @tejot
    29 lipca o godz. 11:08
    „Czy dałoby się coś takiego przeprowadzić? Kto?”
    …………..
    Jakoś z nami sobie poradzono w XVIII stuleciu. Nie te czasy?, zawsze są te czasy.
    Dla chcącego nic trudnego. Były strefy okupacyjne „trizonia” potem „bizonia” i przebąkiwano, ale jakoś nieśmiało, o takiej koncepcji rozbioru, czyli unicestwienia takiego agresywnego państwa. Widocznie biznes bardziej się liczył niż polskie zadupie.
    Kto?, ówczesna Europa pełna kolaborantów. Jakie to państwa nie kolaborowały z III Rzeszą i nie organizowały dywizji SS?
    Można było, tylko się zwyczajnie nie opłaciło.
    A teraz to możemy sobie tylko pogdybać.
    I ucinam temat, nie ma o czym dyskutować, tym bardziej że, nie to było zamysłem mego wpisu.

  113. @zezem

    Nie znam automatów, „które proszą aby u nich kupić”.
    Miałem na myśli automaty na dworcach kolejowych, przystankach tramwajowych, kasach parkingowych itp. Kiedy nie masz wyboru, bo obiekt nie jest obsługiwany przez ludzi. Możesz jednak płacić kartą lub gotówką, a automat wydaje resztę.
    Raz mi się zdarzyło, sporo lat temu, że automat w kwiaciarni pobrał pieniądze, ale nie otworzył okienka z wybranym bukietem. Była niedziela, nie było jak reklamować, ale poszedłem tam w poniedziałek i pieniądze dostałem z powrotem. Z przeprosinami i małym upominkiem.

    Drobnego szoku doznałem w ostatniej podróży do Bretanii, kiedy się okazało, że automat na stacji benzynowej nie przyjmuje gotówki tylko karty, mojego maestro nie chciał, a karta kredytowa została w domu 🙁 Dopiero uprzejma kierowczyni z innego samochodu pokazała mi automat obok, który przyjmował gotówkę i wydawał kwitek z kodem kreskowym, który z kolei skanował automat przy dystrybutorze…
    O finansowanie podróży się za bardzo nie martwiłem, bo kartą maestro mogłem pobierać gotówkę z bankomatu, ale to było ciekawe uczucie – radzić sobie za granicą bez karty kredytowej, po raz pierwszy od 23 lat 😎
    Nawet mi się spodobało to niezostawianie za sobą śladów.

  114. Tobermory
    29 lipca o godz. 20:47
    W Portugalii jest nadal ok. 5 proc. analfabetów, w Polsce 0,2 proc. Ilu jest analfabetów funkcjonalnych, nie wiadomo. Ale jest całe mnóstwo osób, które nie rozumieją tekstu przeczytanego w gazecie, nie potrafią przeczytać/interpretować rozkładu jazdy albo znaleźć coś na planie miasta. Kupno biletu w automacie przerasta ich możliwości. Mówię także o mieszkańcach Szwajcarii.
    Rozgryzienie tematu referendum przyprawia ich o ból głowy, więc głosują, jak zaleci im… nie, nie ksiądz na sumie, ale stosowny radca federalny, który oczywiście jest przeciwnikiem inicjatywy, która w końcu doszła do fazy głosowania

    Mój komentarz o państwie i analfabetyzmie
    Społeczeństwo składa się z ludzi różnie postrzegających rzeczywistość, różnie rozumiejących państwo i swoją obywatelskość, różnie oceniający polityków, itd. Istotne jest dla dobrze funkcjonującego państwa, by te różnice nie były zbyt duże we wrażliwych obszarach oraz by nie wynikały z nieznajomości rzeczy i spraw, czyli tego co niesie ze sobą analfabetyzm funkcjonalny.

    Trochę nieskładnie

    Trudno określić te obszary. Moim zdaniem jest to wspólne rozumienie i traktowanie elementów ustrojowych państwa poprzez pozytywne rozumienie prawa, demokracji, swoich i państwa obowiązków, podziału ról w społeczeństwie, równości wobec prawa i w dostępie do dóbr, do awansu, do urzędów, prawo do krytyki, prawo do uzyskania odpowiedzi od polityków (i państwa), wymaganie transparentności od państwa i mnóstwo innych.

    Jak w społeczeństwie uzyskać minimalną, konieczną dla sprawnego funkcjonowania państwa wspólnotę wyznawania podstawowych racji, idei i uwarunkowań, niekoniecznie wyrażaną w taki sposób jak w przemówieniach w parlamencie lub w traktatach o ustrojach państwa, ale koniecznie „prawidłowo” przekładającą się na praktykę?

    Analfabetyzm (funkcjonalny) zbyt dużej części społeczeństwa bardzo utrudnia osiągniecie takiej wspólnoty, trwałej, przewidywalnej w reakcjach.
    Pzdr, TJ

  115. Tobermory
    29 lipca o godz. 21:30
    Nawet mi się spodobało to niezostawianie za sobą śladów
    Może nie rozumiem. Jestem przekonany ,że płacąc elektronicznie zostawiasz ślad.
    Możesz jednak płacić kartą lub gotówką, a automat wydaje resztę.
    Znam parking w Katwijk (ładne plaże), gdzie płacisz tylko kartą i aby było weselej objaśnienia są wyłącznie po holendersku, co niekoniecznie ułatwia sprawę gdy stoisz z kartą z kasownika wjazdowego (ta jest konieczna , aby ustalić wysokość opłaty), za tobą kolejka,a tu trzeba odgadnąć w który wlot , którą kartę :-).

  116. @zezem
    29 lipca o godz. 22:34

    „Może nie rozumiem. Jestem przekonany ,że płacąc elektronicznie zostawiasz ślad.”

    Może nie rozumiesz. Przecież pisałem, że płaciłem gotówką.
    A to chyba nie zostawia śladu.
    To jest zupełnie szczególne uczucie, kiedy robiąc zakupy musisz się mieć na baczności, aby zmieściły się w granicach zasobów, które masz w portfelu, a na autostradzie wybierać kasę z piktogramem gotówki. Albo korzystać z dróg lokalnych.
    W moje okolice przyjeżdżają Chińczycy z walizkami pieniędzy i płacą za zegarki po kilkadziesiąt tysięcy (50-100 tys. CHF) banknotami 50-frankowymi. Właśnie po to, żeby nie zostawiać śladu dla swojego fiskusa, bo to zapewne dochody nieopodatkowane.

  117. Tobermory
    29 lipca o godz. 22:46
    Może nie rozumiesz.
    Dobrze ,że się zastrzegłem. Nieco zmęczony po późnowieczornym spacerze z psem ( te wiadomo ,chadzają własnymi drogami).
    A to chyba nie zostawia śladu Też tak sądzę.
    A propos zegarków, tych po klika,-dziesiąt,-set tys. CHF. Czym się różnią od tych po 150-400 CHF oprócz marki? Jestem kompletnym laikiem w tej dziedzinie.

  118. @zezem
    29 lipca o godz. 23:09

    Te po kilkadziesiąt, a zwłaszcza powyżej 100 tysięcy za sztukę są wyrobami unikalnymi, mechanicznymi, wszystko robione ręcznie i ze szlachetnych materiałów. Najwyższa precyzja plus marka. Takie zegarki się dziedziczy.
    Pisząc o wielkich sumach płaconych gotówką miałem raczej na myśli klientów kupujących po kilka zegarków na raz (dla siebie, szefa, rodziny), ale też nietanich, po kilka tysięcy za sztukę.

  119. Nie zostawianie śladu przy płaceniu gotówką zachodzi tylko wtedy, gdy zarówno punkt, w którym pobieramy gotówkę jak i punkt, w którym płacimy gotówką nie ma mają:

    1/ kamerki z geopozycjonowaniem i zegarkiem z datą (=czytaj nie jest podłączona do internetu)
    2/ zdolności rozpoznawania naszej twarzy oraz nie notują naszych danych
    3/ nie przekazuja tych danych do bazy danych, która je łączy

  120. A artykuł ma juz parę latek… 😉

  121. Z tego co ja pamiętam, to likwidacja analfabetyzmu miała jakby dwa etapy. W pierwszym starano się nauczyć ludzi czytać i pisać, drugim było ukończenie szkoły podstawowej, co wiązało się z nauką różnych przedmiotów: matematyki, historii, biologii, geografii.
    Nie wątpię, że ludziom dorosłym, obciążonym pracą i rodziną było bardzo trudno pokonać te progi, stąd pewnie frustracja inteligenckiej rodziny tejota, ale jednak pokonali je z lepszym lub gorszym skutkiem.
    Jak się to ma do dzisiejszego analfabetyzmu dobrowolnego, kiedy to mając łatwość dostępu do nauki ludzie nie chcą się uczyć?

  122. Za „Rocznikiem statystycznym 1939”:

    Analfabetyzm 1921, 1931 wedlug plci i wieku

    http://tinypic.com/view.php?pic=16j26bb&s=9

    (trzeba kliknąć aby powiększyć)

    Analfabetyzm 1931 województwami

    http://tinypic.com/view.php?pic=2ywxsnl&s=9

  123. No i co myśmy byśmy bez ciebie poczęli Zzakałużny? 🙂

  124. zza kałuży
    30 lipca o godz. 1:57
    Jak widać na załączonych zestawieniach analfabetyzmu w czasach II RP, Niemcy byli największymi wrogami Polski w kategorii edukacji społeczeństwa. Pozostawili po sobie najniższe wskaźniki analfabetyzmu obywateli. Biorąc pod uwagę rok 1931, nie można wykluczyć napływowego charakteru analfabetyzmu na ziemiach wcześniej będących w ramach Niemiec.

  125. @Ewa-Joanna 30 lipca o godz. 2:39
    No i co myśmy byśmy bez ciebie poczęli Zzakałużny?

    Wiem, wiem, sam jestem z siebie dumny!
    W podziękowaniu przyjmę kawałeczek serniczka. (Może być całkiem malutki.) Nawet takiego bez pieczenia, z homogenizowanego serka. Byle galaretka na wierzchu była… 😉

  126. Masz kawałek z brzoskwiniami.
    I zrób sobie najłatwiejszy sernik świata. Przepis ci mogę dać. 🙂

  127. Poniżej link do obrazka pokazującego tempo likwidowania analfabetyzmu w Polsce, zakładając prostą ekstrapolację w oparciu o dwa punkty, czyli dla 1921-go i 1931-go roku.

    Grube kolorowe odcinki oznaczają to, co zostało faktycznie zmierzone przez wojną. Przedłużające je cieniutkie linie są ektrapolacją (zakładaniem, że przyszłość będzie dokładnym powtórzeniem przeszłości) prowadzące aż do zera na osi „ygreków”, czyli do całkowitego zlikwidowania analfabetyzmu dla danej grupy wiekowej.

    http://tinypic.com/view.php?pic=2lvk9xl&s=9

    Obrazek poniżej jest powtorzeniem tego powyżej z tą różnicą, ze uwzględniłem wpływ II wojny światowej w postaci prostego przesunięcia wszystkich cienkich linii o 6 lat w prawo.

    http://tinypic.com/view.php?pic=2cmooax&s=9

  128. @izabella zaraz mi łeb zmyje za takie wróżenie z fusów, ale mymłam teraz serniczek z brzoskwiniami i się nie boję! 😉

  129. W moich wykresach użyłem danych dla „ogółem 1921” oraz „ogółem 1931” z tabelki poniżej:

    http://tinypic.com/view.php?pic=2cmooax&s=9

  130. No i jak zwykle zabrakło w moich rysuneczkach wniosku/konkluzji. Ktoś ma ochotę udowadniać, że PRL-cudotwórca znacząco przyspieszył procesy usuwania analfabetyzmu zapoczątkowane w II RP?
    Znacząco zwiększył nachylenie tych cieniutkich linii z wykresów?

    Bo ja raczej podjąłbym się bronienia opinii, iż tempo usuwania analfabetyzmu w PRLu było bardzo podobne do tego, co działo się za II RP.

    Np. ja do tej pory nie mam zielonego pojęcia jakie są zasady pisowni partykuły „by” – razem czy osobno? 😉

  131. @zza kałuży
    29 lipca o godz. 9:42

    Z wyliczanką Rakowskiego jest ten kłopot, że aż rzuca się w oczy pytanie; skoro było tak dobrze to dlaczego było tak źle? …… itd.

    Bardzo po mojemu trafny i rzeczowy komentarz. A dlaczego było tak źle? Otóż (dalej po mojemu), bo w miarę „zjadania” przez ustrój niewykorzystanych uprzednio zasobów naturalnych i społecznych przed-przemysłowego w zasadzie kraju, malała jego zdolność do zaspokajania potrzeb społeczeństwa i finansowania powszechnego socjalu. Prawo „malejących przychodów” (diminishing returns) przy niskiej wydajności i kiepskiej organizacji pracy. Aż się system załamał pod własnym ciężarem. Czy z resztek/pozostałości można było sklecić coś lepszego, to temat innej bajki.

    Tempo likwidacji analfabetyzmu jest bardziej zależne od naturalnej chłonności mózgów i motywacji niż ustroju.

    PS. Sernik lubię i jadam tylko pieczony, bez żadnych galaretek. Właśnie kisimy wiaderko mleka na twaróg. Będą naleśniki i sernik (pieczony oczywiście niewątpliwie!).

  132. @Herstoryk 30 lipca o godz. 7:24
    będą naleśniki i sernik (pieczony oczywiście niewątpliwie!).

    http://tinypic.com/view.php?pic=315omjk&s=9

  133. Herstoryk uważaj, Zzakałużny czyha!

  134. A ja nie lubię sernika ale piekę bo wszyscy inni lubią. No i łatwo. Ale nie robię własnego twarogu, tzn. robię ale mi go szkoda na sernik. 🙂

  135. zza kałuży
    30 lipca o godz. 6:33

    wykresy – wykresami. Kilka uwag: „przedłużanie kresek” to zwyczajne wróżenie z fusów. Wnioski mają sens na okres do wybuchu WWII. Potem to jakby kózka kwiecień plecień to by ślimak kij mu w oko. 🙂
    Zmiany terytorialne i związane z tym zmiany struktury społecznej nakładające się na fakt eksterminacji znaczącej liczby „tutejszych” , ofiary wojenne, emigrację etc inne czynniki to oczywiste brakujące „detale” (ilu +/- per saldo procentowo analfabetów?) . Trudno też założyć – poza pozytywnym trendem spadkowym – jednostajne i niezmienne tempo „alfabetyzacji” wykreślając IIWW. Łapanki najstarszych i opornych analfabetów i przymusowe obozy nauczania? czarny humor. Powojennej likwidacji analfabetyzmu nie da się porównać „na prosto” / wykresami: inne struktury państwowe / wielu brak, odmienny ustrój, społeczeństwo, priorytety (np. elektryfikacja + 200 innych) – w zasadzie wszystko inne. Analfabetyzm – paradoksalnie – też, vide @tejot z 29 lipca o godz. 13:38.
    Nie mniej jest powód przyznania nagrody VCC (Virtual Cheese Cake?) I stopnia.
    Aha, zapomniałbym: moi dziadkowie pochodzili z odmiennych dzielnic: ze strony ojca z tzw. Głodocji i Golicji (przedtem zabór austriacki – mam zdjęcie pradziadka w pickelhaubie z okresu IWW), drugi ze strony matki z zapadłej podlubelskiej wsi. Obaj jednakowo analfabetami nie byli. A przecież mogli.

  136. @zza kałuży
    29 lipca o godz. 23:30

    Wszystkie te metody (zwłaszcza zmiana pola grawitacji 😉 ) mogą, owszem, pomóc w ustalaniu miejsca pobytu poszukiwanej osoby albo osaczaniu domniemanego złodzieja, który coś za często bywa w tym samym sklepie, ale przecież niewiele dają informacji, co i za ile ta osoba kupuje płacąc gotówką albo wynosi na sobie bez zapłaty. Prostszą i szeroko już stosowaną metodą jest znakowanie drogich towarów, zwłaszcza odzieży i obuwia, specjalnymi elementami, które wzbudzą alarm na wyjściowej bramce, jeśli nie zostaną zdezaktywizowane w kasie.
    Miliony Chińczyków ze smartfonami w Europie, Australii, Nowej Zelandii, wydających ciężkie pieniądze poza Chinami, mogą interesować służby finansowe własnego kraju, ale jak któryś przepadnie bez śladu w Paryżu czy Amsterdamie, a nie miał włączonej komórki, to dupa blada 🙁

    A propos zacierania śladów…
    Widziałem jak celnicy łapią turystów, którzy na nartach udają się z Austrii do szwajcarskiej strefy bezcłowej Samnaun i wracają z nowymi zegarkami, sprzętem elektronicznym i kubańskimi cygarami, ale choć drogi zegarek już na ręku, to szkoda im było wyrzucić eleganckie opakowanie 🙄

  137. scrambler 30 lipca o godz. 9:30
    Wnioski mają sens na okres do wybuchu WWII.
    O.K. biorę co dają. A zatem „z wykresu wynika” że do wybuchu wojny praktycznie zlikwidowano analfabetyzm dzieci i młodzieży, czyli w przedziale wiekowym 10-19 lat.

    Przecież to jest fantastyczny rezultat tego biednego, zniszczonego I wojną światową, dopiero co poskładanego z kawałków oraz z nieszczęść wojny polsko-bolszewickiej (i innych wojen o granice) kraju!

  138. A w przedziałach 20-29 procent analfabetyzmu wynosił tylko około 10, to też nie było tak źle, biorąc pod uwagę, że na wykresie mamy „ogół” a rozkład ludnosci II RP według spisu z 1931 roku wyglądał następująco:

    Polska:____31.9 mln__100%
    miasta:_____8.7 mln___27%
    wieś_______23.2 mln__73%

    z pierwszej tabeli wyliczyłem, że dla roku 1931 stosunek analfabetów na wsi do tych w mieście, dla grup 20-29 lat wynosił jak 1: 3.57 czyli mozna sobie oszacować, że w 1939-tym na poziomie „ogółem” = 10% rozkładało sie to jakos tak:

    młodzi ludzie w miastach – 2.2% analfabetów
    młodzi ludzie na wsi – 7.8%

    To wcale nie był taki zły wynik, IMHO.

  139. Pomyłka, powinno być odwrotnie: „stosunek analfabetów na wsi do tych w mieście, dla grup 20-29 lat wynosił jak 3.57:1”

  140. Wygląda zatem na to, ze premier Rakowski chwalił się likwidowaniem analfabetyzmu wśród ludności w grupach wiekowych 30+.

    Zauważając, że wkład najstarszych obywateli w statystyki „ogółem” analfabetyzmu likwidowała raczej Matka Natura, pan premier największą rację miałby, gdyby ograniczył się do otrąbienia sukcesów PRLu w likwidowaniu analfabetyzmu w grupie osób pomiędzy 30 a 50 lat.

  141. Plus tych, którzy weszli w wieku szkolny w czasie wojny… a niech mu będzie!

  142. zza kałuży
    30 lipca o godz. 6:51

    No i jak zwykle zabrakło w moich rysuneczkach wniosku/konkluzji. Ktoś ma ochotę udowadniać, że PRL-cudotwórca znacząco przyspieszył procesy usuwania analfabetyzmu zapoczątkowane w II RP?
    Znacząco zwiększył nachylenie tych cieniutkich linii z wykresów?

    Bo ja raczej podjąłbym się bronienia opinii, iż tempo usuwania analfabetyzmu w PRLu było bardzo podobne do tego, co działo się za II RP.

    Tak jest: Niemiec to był wróg nasz ohydny i chamidło straszne: na Śląsku analfabetyzmu prawie nie było, w Wielkopolsce też marginalne. Im co bardziej polskie z dziada, tym analfabetyczniejsze.

    Co pokazują te dane, gdy coś pokazują, także pozostaje do ustalenia. Jaka była wedle tych danych definicja analfabetyzmu, a co juz analfabetyzmem nie było? Skończenie kursu czytania-pisania? Czteroklasówki? Jak to weryfikowano w rzeczywistości? Do pracy w polu, albo w krzakach trzeba się było wykazać znajomością be i me?

    Nie było przed wojną jednoznacznej zasady: kazdy dzieciak podlega edukacji szkolnej, czy chce, może-nie może, czy mu się nie chce, a głownie rodzinie. Duża część systemu edukacji była płatna.

    Po wojnie każdy dzieciak musiał i bez gadania, a za unikanie obowiązku szkolnego była konkretna kara. Chyba włącznie z więzieniem dla notorycznych rodziców, którzy do szkoły nie posyłali. O darmowym co do zasady i wedle nomenklatury systemie też należałoby co nieco wspomnieć i odnieść do przedwojenności.

    Starszych po wojnie też wyciągano z analfabetyzmu, choć zapewne część z nich pozostała śladowo zalfabetyzowana. Część tych śladowych to byli Polacy o etnicznie niepolskich korzeniach, bywało więc, że trudno się było im wyuczyć, a i tacy byli, co nie chcieli. Np niektórzy Mazurzy, czy Niemcy. Znane mi są takie osoby, które do końca życia mówiły po niemiecku i albo w ogóle nie pisały/czytały po polsku, albo udawały. Funkcyjnie były więc polskimi analfabetami, a oficjalnie niemieckiego używac nie mogły. Ich alfabetyzacja nie była całkiem pewna.
    Nie były to przypadki ograniczone wyłącznie do pochodzenia niemieckiego; nacje wschodnie miewały podobnie.

    Polska powojenna przyjeła zasadę: nikt nie będzie analfabetą i był to jeden z jej fundamentów.

  143. Ewa-Joanna
    30 lipca o godz. 0:27
    Z tego co ja pamiętam, to likwidacja analfabetyzmu miała jakby dwa etapy. W pierwszym starano się nauczyć ludzi czytać i pisać, drugim było ukończenie szkoły podstawowej, co wiązało się z nauką różnych przedmiotów: matematyki, historii, biologii, geografii.

    Nie wątpię, że ludziom dorosłym, obciążonym pracą i rodziną było bardzo trudno pokonać te progi, stąd pewnie frustracja inteligenckiej rodziny tejota, ale jednak pokonali je z lepszym lub gorszym skutkiem.

    Mój komentarz
    Władze PRL podjęły l się likwidacji analfabetyzmu w jednym etapie – poprzez kursy dla analfabetów (do wieku 50 lat).

    „7 kwietnia 1949 r. władza ogłosiła Dekret o walce z analfabetyzmem. Intencje nie były czyste i rządzący wcale tego nie kryli. W 1950 r. „Trybuna Robotnicza” opublikowała wypowiedź ministra Stefana Matuszewskiego, pełnomocnika rządu do walki z analfabetyzmem, niemal żywcem wyjętą z pism Kairowa:

    „Zagadnienie walki z analfabetyzmem nie może być traktowane w oderwaniu od wydarzeń polityki międzynarodowej […] nie może być również traktowane w oderwaniu od walki sił postępowych przeciwko podżegaczom wojennym. Wiąże się ono bowiem ściśle z całokształtem zagadnień politycznych, gospodarczych i kulturalnych. Walki tej zaś nie można w pełni rozwinąć dopóty, dopóki istnieją w kraju rzesze obywateli nieuświadomionych, a zwłaszcza tych, którzy nie umieją czytać i pisać”.

    Walkę z analfabetyzmem traktowano jako przecieranie drogi do większego „uświadomienia” społeczeństwa.

    2) Wynik walki z analfabetyzmem podano w raporcie rządowym jako ilość zarejestrowanych na kursach dla analfabetów osób w wieku do 50 lat.

    „Po trzech latach pracy przeszkolono ponad 600 tys. analfabetów i półanalfabetów w wieku do pięćdziesięciu lat. W meldunku pełnomocnika rządu o likwidacji analfabetyzmu jako zjawiska masowego, z 21 XII 1951 r. podano bardziej +optymistyczny+ wynik 845 402 osób, które zarejestrowano oraz nauczono czytać i pisać. Różnica wynika głównie z zestawienia liczb osób zarejestrowanych oraz tych, które ukończyły kurs. Wielu zarejestrowanych nie podjęło nauki lub ją przerwało”.

    3) Wieczorowe szkoły podstawowe nie miały na celu walki z analfabetyzmem, stały się popularne gdzieś od 1956 roku, gdy zaczęto dokładniej przestrzegać kryterium minimum wykształcenia (wykształcenie podstawowe) przy wykonywaniu pewnych zawodów.
    Kursu na prawo jazdy lub kursu obsługi jakichś maszyn roboczych nie mógł ukończyć,(ani zacząć) nieczytaty i niepisaty. Nauka w szkole podstawowej dla dorosłych, to nie była likwidacja analfabetyzmu, którą partia i rząd i podjęły w 1949 roku.

    3) W mojej rodzinie nie zarejestrowałem żadnych frustracji z powodu pozorności likwidacji analfabetyzmu w PRL jednym sztychem edukacyjnym.
    Moja rodzina nie była inteligencka, bowiem klasowe podejście do siebie w mojej rodzinie nie istniało.
    Moja rodzina była taka jak miliony innych rodzin.
    Pzdr, TJ

  144. zza kałuży
    30 lipca o godz. 10:01

    Do listy niekłamanych sukcesów dolicz jeszcze wszystko to, co choćby Wiki pisze o II Rzplitej w zakładce Szkolnictwo. Zwłaszcza po 1928 r pierwsze pasmo samych sukcesów. Wniosek: mogło być jeszcze lepiej, niż Ty wnioskujesz z wykresów. No ale przeca był kryzys…
    https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/3123/1/doktorat.pdf
    cyt:”W 1928 roku tekę ministra oświaty objął Kazimierz Świtalski, który rozpoczął działalność od dokonania w resorcie czystki personalnej. Naczelnym kryterium przy doborze kadry była lojalność wobec rządu. Po przewrocie majowym sanacja rzuciła hasło prowadzenia „wychowania państwowego”. Nowym ideałem wychowawczym miał być model obywatela – państwowca, opierający się na syntezie postawy bojownika i pracownika. Cechami tego wzorca miały być : dzielność życiowa, silna wola, potężna energia, zdolność do czynu i pracy, wytrwałość, honor oraz lojalność i ofiarność w stosunku do państwa. Czynniki oficjalne otwarcie wskazywały, że nauczyciel musi służyć nie tylko państwu ale i grupie rządzącej”.
    Ciekawe. I jakże do czegoś znajomego podobne.

    To może inaczej: reforma rolna 1920. Taki sam sukces. „Do 1939 r. reformę zrealizowano w 58% przez przymusową sprzedaż nabywcom lub wykup przez państwo gruntów podlegających parcelacji. Rozparcelowano około jednej piątej ziemi należącej do majątków ziemiańskich. ”

    Jest w narodzie tradycja sukcesów. Z przewagą tradycji.

  145. zza kałuży
    30 lipca o godz. 6:25
    Poniżej link do obrazka pokazującego tempo likwidowania analfabetyzmu w Polsce, zakładając prostą ekstrapolację w oparciu o dwa punkty, czyli dla 1921-go i 1931-go roku.

    Grube kolorowe odcinki oznaczają to, co zostało faktycznie zmierzone przez wojną. Przedłużające je cieniutkie linie są ektrapolacją (zakładaniem, że przyszłość będzie dokładnym powtórzeniem przeszłości) prowadzące aż do zera na osi „ygreków”, czyli do całkowitego zlikwidowania analfabetyzmu dla danej grupy wiekowej.

    http://tinypic.com/view.php?pic=2lvk9xl&s=9

    Obrazek poniżej jest powtorzeniem tego powyżej z tą różnicą, ze uwzględniłem wpływ II wojny światowej w postaci prostego przesunięcia wszystkich cienkich linii o 6 lat w prawo.
    http://tinypic.com/view.php?pic=2cmooax&s=9

    Mój komentarz
    Zza kałuży, wykresy spadków analfabetyzmu w poszczególnych przedziałach wiekowych ludności są bardzo poglądowe. Dobrze ilustrują to, co piszesz.
    Pzdr, TJ

  146. @zezem
    29 lipca o godz. 20:52
    Myślę, że użyłeś niewłaściwego określenia nawet z cudzysłowem („przepowiedni”). Zakaria z pewnością nie jest „astrologiem”, a raczej analitykiem, który przedstawia polityka, przypominając dotychczasowe dokonania i daje widzowi okazję do wyrobienia sobie opinii. Czy dobry dla Europy jest ktoś, kto chce rozbić UE ? To sprawa do rozstrzygnięcia w Twoim umyśle ( czy UE jest dobra dla Europy?) Np.: Putin i Trump uważają, że UE jest zła i należy ją zniszczyć. Czy podzielasz tę opinię ? 27 państw europejskich miało przeciwne zdanie, a jest jeszcze kilka, które chciałyby się przyłączyć do UE.
    Niewątpliwie Europa zjednoczona jest silniejsza, ma wieksze znaczenie i trzeba sie z nią bardziej liczyć. Europa bez UE nie istnieje.
    Spektrum opinii jakie można znaleźć w internecie na niemal każdy temat jest niczym nieograniczone. Ważne jest co ty uznasz za prawdziwe, korzystne, uczciwe, moralne, etc.

  147. @zza kałuży
    Mam nadzieję, że rozgraniczasz analfabetyzm i szkolnictwo. Bo do bycia nie-analfabetą wystarczy rok nauki w szkole. Czytać, pisać i rachować. 🙂
    To ja tu widzę różnicę między tym co było przed wojną a tym co po wojnie. Bo jednak były te szkoły dla dorosłych.

  148. Ooops, zdublowałam się z Tanaką chociaż on to lepiej ujął.

  149. No właśnie, trzeba by poszukać definicji analfabetyzmu używanej w czasie spisów powszechnych 1921, 31 i późniejszych.
    Pewnie każdy z nas ma trochę racji i pewnie każdy z nas trochę ulega obecnej na każdym etapie propagandzie sukcesu. Przeca my jesteśmy tu same Polaki! Sanacja przed wojną chciała się chwalić tak samo jak komuna po wojnie. A teraz premier Moradziecki. (wczoraj napatoczyłem się na to, mnie jeszcze nieznane przekręcenie 😉 )

    Każdy „na danym etapie” sobie i tylko sobie chce przypisywać wszystkie sukcesy. Przed nim była spalona ziemia, złodziejstwo, zniszczenie, zdrada i zaprzaństwo. Taka propaganda, chciałem napisać – taki klimat! 😉

    Trump robi to samo, wali na chama, na rympał, bezwstydnie, a co mi zrobicie?

    Także ja jestem bardziej otwarty na argumenty i nie jestem przyspawany do żadnej koncepcji.

    Rakowski mówiąc o „zlikwidowaniu” analfabetyzmu za PRLu leci jednak troche skrótowo, przyznacie państwo… przedwojenna sanacja, wprawdzie Polskę straciła i przez Zaleszczyki zwiała, no ale przecież cośtam w kierunku tej likwidacji też zrobiła… 😉

  150. @zza kałuży
    Kolejny „food for thought”, prawie tak dobre jak sernik (chociaż ja za ciastami nie przepadam, no chyba żeby makowiec)

    Takie mi jeszcze drobiazgi wpadły w oko:
    1 – wynik rewelacyjny wśród dzieci urodzonych w latach 1917-1921 w miastach, prawie 98% dzieci nauczyło się czytać i pisać, i jedyny czas i miejsce w okresie międzywojennym że dziewczynki przewyższały pod tym względem chłopców
    2 – kobieta jeśli nie nauczyła się czytać i pisać do wieku 20 lat, to już raczej się nie nauczyła. U mężczyzn widać postęp nawet po 40tym roku życia.
    3 – ciekawe zjawisko dla ludzi starszych, procent analfabetów w wieku 50-59 w 1921 roku po 10 latach wzrósł, dla obu płci. Więc albo śmiertelność czytatych i pisatych była większa, albo ludzie zapominali czytać i pisać (bo nie używali). Albo błąd pomiaru.

    (Ja komuś zmywać głowę?)

  151. Po namyśle (i kawie) wycofuję (3), bo przedział 60+ to nie to samo co 60-69. A z drugiej strony ciekawe jaka była wtedy średnia długość życia. Pewnie zza-kałużnik będzie wiedział.
    Widzę że rocznik statystyczny z 1939 jest zeskanowany w wiki. Przydałoby się zapuścić na tym ocr.

  152. Herstoryk
    30 lipca o godz. 7:24
    Myślę, ze to kwestia mocno rozbudzonych oczekiwań ludzi pracy fizycznej. Z powodów ideologicznych wmawiano im, że są solą ziemi i tworzą najważniejszą warstwę społeczeństwa. Pamiętam wypowiedzi towarzyszy z rozmaitych szczebli partii, którzy studentom i ludziom po studiach wmawiali, iż muszą się liczyć z tym, że robotnik będzie zarabiał więcej aniżeli wykształcony specjalista po studiach. W efekcie doszło do swoistego bojkotu w sferze zarządzania. Np. był czas, iż kadra inżynierska w kopalniach odmówiła pracy w nadgodzinach oraz dodatkowej w soboty i niedziele, co skutkowało brakiem nadzoru dołowego. W efekcie górnicy podjęli strajk mający na celu przyznanie kadrze uprawnień podobnych szeregowym górnikom (książeczka „G”, płatne nadgodziny). To temat rzeka, nie do opisania w naszych komentarzach.

  153. zza kałuży
    30 lipca o godz. 14:13

    Tekst Agnosiewicza także jest mocno ułomny, bo odwołuje się do procentów, wziętych stąd czy inąd, bez wniknięcia w głębsze zjawiska.
    Niewątpliwie, po 1918-ym, państwo uznało, że alfabetyzacja generalnie rozumianego społeczeństwa jest jednym z bardzo ważnych zadań. I na oświatę przeznaczano duże środki.

    Jednocześnie, hasło „oświata” niewiele mówi o jakości owej oświaty, a nic nie mówi, o stanie wyjścia: trójsystemie bedącym spadkiem po okresie zaborów i – co najmniej – trójjęzyczności alfabetyzowania.

    Uporządkowanie tego było(by) bardzo dużym osiągnięciem, ale czy i na ile to uporządkowano, to sprawa zasadnicza i niemająca w wybrakowanych statystykach odzwierciedlenia.

    Z podobnym uporządkowaniem spadku w infrastrukturze materialnej, przedwojenna Polska sobie nie poradziła. Czynione wysiłki były fragmentaryczne, niekonsekwentne, niefachowe.

    Należy też pamiętać, o czym bardzo nie lubi współczesna Polska pamiętać, że stosowano politykę dyskryminacyjną wobec mniejszości narodowych. I wobec ludności żydowskiej i wobec, szeroko rozumianej – ruskiej, czyli prawosławnej. Ale także i dodatkowo – chłopskiej.

    Chłop, świeży wyzwoleniec z niewolnictwa (a największy jego właściciel to był Kościół kat, nie żaden pojedyńczy magnat, przy czym hierarchowie Kościoła kat byli zarazem osobistymi właścicielami niewolników jak i Kościół jako przedsiębiorstwo był wielkim właścicielem niewolników), został uznany przez Kościół kat za wroga. Chłopi, chcąc się wydobyć ze stanu zwierzęcego, chcąc móc mieć jakieś znaczenie szersze, móc jakoś wymóc swoje interesy w klasowym państwie, siłą rzeczy znaleźli się w opozycji do Kościoła kat który ich wyzwolenie uważał za ograbienie siebie. Czyn zbrodniczy. I wszelkimi sposobami z chłopskością walczył.

    Ludności prawosławnej polskie państwo urządzało regularne pogromy. I ta ludność i ludność żydowska należały do najbiediejsych w Polsce. Żydzi w Warszawie, samej stolicy, żyli w niezwykłej nędzy.

    W okresie międzywojennym, kilka milionów Polaków (umownie nazywanych Polakami), głownie analfabetów, lub ćwierćalfabetów, wyjechało, właściwie uciekło z Polski szukając w świecie szans na przeżycie. Wyjeżdżali przez porty Niemiec, później też przez Gdynię, do Ameryki i wszędzie indziej, ale głownie za ocean. Odciążali tym swoim wyjeżdżaniem statystyki analfabetów,a dla państwa przestawali istnieć. Często też ich bliscy i dzieci, bo często i tak bywąło, że jechali tylko ojce, żeby „przetrzeć drogę” i „się jakoś urządzić”, a na bilet okrętowy, nawet IV klasy – czyli jako towar na wagę – nie starczało dla rodziny.
    Bardzo słabo, może wcale nie są w statystykach odnotowywani bezrolni, fornale, wędrujący „pracobiorcy”, albo tylko zbieracze „runa”, którzy, nie mając adresu i nieprzypisywalni do stale uchwytnego zakotwiczenia, praktycznie byli niewidzialni. I dla systemu szkolnictwa i dla statystyk. A poza tym, dla państwa także bardzo wstydliwi.

    W takich realiach alfabetyzacja i oświata to nierzeczywistość. Komu podpalają dom, wyganiają z niego, biją i zatlukują rodzinę, kto nie ma z czego żyć, nie siedzi grzecznie nad podręcznikami do gramatyki.

    Mówienie, że – w takiej rzeczywistości – państwo polskie przed wojną (bo dużo pieniędzy przeznaczało na oświatę) dobrze oświecała, a alfabetyzacja bardzo szybko postępowała, jest mówieniem nieprawdy. Żadne też słupki statystyczne nie oddają rzetelnie zjawisk życia.

    Wszystkie te zjawiska bardzo osłabiają wiarygodność przedwojennych statystyk alfabetyzacji. Poprawki, poważne, należy brać w dół, nie w górę. A jak poważne, to także niezwykle trudno stwierdzić, może jest to niemożliwe.

    Realia powojenne, czyli PRL-u, były pod tymi względami zupelnie inne. Nierównie lepsze.

  154. zetus1
    30 lipca o godz. 11:54
    1. Boris J.
    Bodaj gdzieś w pierwszej połowie lat 60-tych dochodziły echa, że Wielka Brytania bardzo chce do ówczesnej EWG. Sprzeciwiał się temu de Gaulle.
    Przypuszczam ,że miał powody, na podstawie swoich pewnych doświadczeń – niewykluczone ,że z czasów II WS.
    Z kolei nie bardzo rozumiem, dlaczego członkostwo w UE /EU jest drogą w jedną stronę. Media, poltyka twierdzą ,że odejście takie czy inne to niemal katastrofa. Być może. Z tym ,że przy układaniu się wysokich stron chyba nie pomyślano o tym ,że kiedyś komuś z tych czy innych względów nie będzie się podobać i opisać warunki wyjścia…
    Unia twierdzi ,że w tej chwili nie odda nawet guzika. Johnson twierdzi: damy radę bez umów etc.
    Zycie i realia dyktują swoje warunki. Czyli obie strony z czasem dojdą do ładu.
    2. Putin i Trump uważają, że UE jest zła i należy ją zniszczyć.
    Chętnie przeczytam wypowiedź Putina, że UE trzeba zniszczyć.

  155. Tobermory
    29 lipca o godz. 23:28
    Ach, zegarki.
    Te very,very expensive to chyba dla snobów. Faktem jest , gdybym miał te kilkanaście mln Euro to pozwoliłbym sobie może na Patek Philippe.
    Jak się ma tyle szmalu to nie uchodzi mieć inaczej. Tak se myślę ;–)
    Może te b. drogie są kunsztownie wychuchane, ale… przypuszczam ,że chodzą tak samo dokładnie jak te dla „pospólstwa”.
    Poza tym:
    https://www.youtube.com/watch?v=fEoowY9hXuM
    ;–)

  156. @zezem
    30 lipca o godz. 18:05

    „Ach, zegarki.
    Te very,very expensive to chyba dla snobów.”

    Dla snobów, kolekcjonerów, miłośników precyzji i wyrafinowanego rękodzieła, niektóre także jako inwestycja, bo w ponownej sprzedaży uzyskują ceny wyższe niż za pierwszym razem.
    Kto kupuje luksusowe zegarki, nie potrzebuje na ogół dokładnie wiedzieć, która jest godzina, zegarek ma zdobić i cieszyć właściciela, oraz pasować do ubrania i wykonywanego akurat zajęcia np. lotu na Księżyc, samotnego okrążania globusa jachtem albo wykonywania misji On Her Majesty’s Secret Service 😎

    https://www.prestigetime.com/blog/must-know-luxury-watch-brands.html

  157. @Tobermory
    Jaeger-LeCoultre Hybris Mechanica à Grande Sonnerie.
    Ten mi się podoba. Typu: nikt nic nie wie. A jak już to po kursie obsługi.
    Jutro idę do banku, skoro potem zyskuje na wartości.
    To będzie deal życia przy obecnej polityce procentowej ;–)))

  158. Tanaka
    30 lipca o godz. 16:55

    Kwestie związane z odrodzeniem szkolnictwa po odzyskaniu niepodległości są dokładnie omówione w zlinkowanej powyżej dla @zza kałuży pracy doktorskiej. Kobylaste ponad 400 stron, ale poza „przewodowym szczególarstwem” zawiera bardzo interesujący zestaw syntetyczny wiedzy czysto historycznej. Majstrowanie przy oświacie też ma – jak stamtąd wynika – „wiekopomne” tradycje. Różnica podstawowa jest moim zdanem taka, że po odzyskaniu niepodległości (i nieco przed także – w ramiach dostępnych możliwości) likwidacja analfabetyzmu miała być: 1.przyczynkiem do nominalnej przynajmniej zdolności komunikowania tzw ludowi oficjalnego przekazu państwowego, 2. nadzorowanym przez państwo skutecznym i nieodwleczonym zbytnio w czasie procesem ukształtowania myślenia w kategoriach pozbawionych cech ponad 120 letniego zniewolenia. Poza tym – jak zaznaczyłeś – wielonarodowość w objętości ok 1 / 3 ludności. Dalej – watykański koń trojański zwany potocznie końkordatem z 1925 r i jego reperkusje w szkolnictwie. A! zapomniałbym, wtedy też był tzw wyż demograficzny dodatkowo nakładający się na lata kryzysu finansowego – gdzieś ok 1931/ 32 mimo podtrzymania % obciążeń budżetowych na oświatę i tak zabrakło miejsc w szkołach dla ok 300 tys uczniów.
    Nie ma wątpliwości, że statystyka jest w zasadzie dla statystycznego obywatela. A ów nie istnieje. Nie można też zaprzeczyć, że statystycznie właściciel i jego pies mają po 3 nogi, czyli sama prawda z 33% błędem statystycznym. Albo wg G.B.Shaw: Jeśli mój sąsiad codziennie bije swoją żonę, ja zaś nie biję jej nigdy, to w świetle statystyki obaj bijemy je co drugi dzień.
    https://andrzejrysuje.pl/wordpress/wp-content/uploads/2011/11/kazanie-ok.jpg

  159. Z sąsiedniego blogu:

    Symetryczny
    30 lipca o godz. 10:39
    mag
    30 lipca o godz. 10:01
    Polska pod butem Pisowsko Solidarnościowej dyktatury nigdzie nie dryfuje. Jest taka jaką była od wieków. Ciemna, zacofana, katolicka, leniwa i zapijaczona. Tylko w Polsce Ludowej miała okres świetności. Była w stanie hibernacji, w którym Polaków zachęcono do pracy, do wysiłku intelektualnego, kultury, nauki, sztuki i realizacji własnych ambicji i karier. Wszystko to działo się z pomocą państwa. Ale to już nie powróci
    ………………………
    Czy można krócej?, nie wiem, ale chyba nie.

  160. Było bardzo krótko, a teraz baaaaaardzo dłuuuuugo:

    https://studioopinii.pl/archiwa/194115
    26.07.2019

    Rówieśnikom dla pamięci, młodszym ku przestrodze

    Wszystko, co w tym czytadle nie jest niebieskie i nie jest kursywą, zostało napisane pięć lat temu, na 70-lecie Manifestu PKWN, 22 lipca 2014. Wówczas nie wyrobiłem się na czas z napisaniem całościowego eseju. Na obecną, 75. rocznicę, pochłonięty bieżączką, też nie zdążyłem z poprawnie napisanym esejem, a planowanie tekstu na okrągłą osiemdziesiątą rocznicę wydaje mi się ryzykowne. Ładuję więc, jak leci. Kursywą dopisuję to, co mi teraz przychodzi do głowy, a na niebiesko zabarwiam swoje dawne publikacje, które mi jakoś pasują do rozliczenia z tym fragmentem polskiej historii, a zarazem, wciąż „większej połowy” mojego życia.

    A i tak nie zdążyłem na datę 22.07.2019. Wybaczcie.

    Uprzedzam, będzie to dłuuuugie. Ale to o historii, więc nie ma pośpiechu z czytaniem. I nie trzeba całości czytać ciurkiem. To zbiór felietonów, a nie systematyczny wykład, nie poważna rozprawa z logiczną strukturą materiału i solidnym aparatem naukowym. Tego, na szczęście, nie brakuje.

  161. Na temat wstępniaka, bo z doskoku o czym innym gadałem:

    Qba orzeka: Od trzech lat Kaczyński i jego akolici doją bez pardonu swoją (podobno) ukochaną ojczyznę

    Oczywiście, jest to racja. należy jednak zauwazyć, że inaczej się nie da. No nie da się nie doić. Żeb rzecz zrozumieć, posłużmy sie przykładem mamusi i synusia. A wiernych synusiów, ma mamusia całe mnóstwo. Otóż synusiowie mamusię kochają. Mamusie są wyposazone w cycysie. To co mają robić synusie, jak nie ssać, czyli po naszemu – doić?
    Tak działa Prawo Naturalne.
    A że synusie są katolickie, wszystko się zgadza.

    Qba ma też drugą rację: wygranie najbliższych wyborów przez opozycję to będzie w skutkach bolesna męka. Przyjdzie bowiem kumulacja tego, co narozwalają pisoidy. Trzeba się będzie wziąć za naprawianie zdewastowanego państwa, ukradzionego budżetu i leczenia tzw. obywateli z deprawacji, jaką zaprowadził Kaczyński z biskupami.

    Nie sposób oszacować głębokości zniszczeń, gdziekolwiek się jednak spojrzy widać, że są one znacznie głębsze, niż się w codziennym oglądzie zdaje.

    Racjonalność sugeruje, że lepiej byłoby, gdyby pisoidy zginęły pod ruinami, jakie sami stworzyli powstaniem z kolan. Pisody przepadną, truchła wrzuci się do dołu z wapnem i po sprawie.

    To jest sytuacja modelowa. Dopóki jednak Kaczyński jeszcze macha nóżkami i kolanka mu jakoś działają, będzie odwlekał moment katastrofy, choć na łeb się będzie sypać. Bardzo długo nie odwlecze, bo korumpując swojego suwerena sprawił, że korumpować musi coraz szybciej, żeby korupcja ciągle podniecała. Co ma stały poziom, staje się zwyczajne, nudzi się i przestaje się czuć smaczek. Klient żąda coraz silniejszych wrażeń, a potrzeby ma bezdenne.

    Będzie się więc musiał Kaczyński coraz silniej odwoływać do metod policyjnych. Jednak i te metody na długo nie wystarczą. Wszystko bowiem zostanie zniweczone przez wiecznotrwałe polskie dziadostwo.
    Kaczyński dziadzieje, właściwie od małego jest dziadem, a jego pisoidy są dziadostwem dziada, proces ten tylko przyspieszy i zleje się w jedno z dziadzieniem powszechnym.
    I będzie jak zwykle w polskiej historii: dziadostwo dziadów zwycięży swoich wytwórców.

  162. Nie do uwierzenia. Kilkunastu ludzi przy pomocy kłamstw rozjechało Polską demokrację. To żadni intelektualiści, wybitne umysły – to najprymitywniejsi z prymitywnych i to mnie zadziwia. Te kilkanaście osób było w stanie wmówić narodowi, „że Polska w ruinie”, „że wystarczy nie kraść” i że Smoleńsk to zamach, który wymaga zemsty narodowej. Te kilka haseł wystarczyło, aby wygrać wybory i rozjechać państwo. Nic nie zadziałało, a kilkanaście osób zaczęło niszczyć podstawy prawne państwa łącznie z konstytucją i niezawisłością sądów, Trybunałem Konstytucyjnym i Krajową Radą Sądownictwa. Za pomocą kłamstw wmówiono społeczeństwu, że środowisko sędziów to szumowiny społeczne, bez zasad etycznych i przeprowadzono zmiany, które pozwalają na ręczne sterowanie składami sędziowskimi w celu wymuszania wyroków korzystnych dla szeroko pojętej władzy politycznej. Błyskawicznie zlikwidowano służbę cywilną, zrezygnowano z przetargów oraz konkursów na część stanowisk. Wszystkie ważniejsze stanowiska zostały obsadzone kreaturami zdolnymi do zniszczenia wszystkiego i wszystkich, co mają inne zdanie. Padła stadnina w Janowie, zaczęto niszczyć rezerwaty przyrody, a w ciągu kilkunastu tygodni wycięto 1/3 drzew w Polsce. To niewyobrażalne – jakiego spustoszenia w przyrodzie dokonało kilkunastu ludzi pozbawionych wszelkich skrupułów, posiadających ogromną władzę porównywalną z monarchią. Państwo i my okazaliśmy się bezradni na nikczemność, na protekcjonizm, na pazerność liczoną w setkach milionach korzyści finansowych władzy. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do kłamstwa, że hasło „dla dobra narodu” oznacza realizację kolejnego świństwa i rozwiązania systemowego, które pozbawia obywateli kolejnych praw i przywilejów. Realnie rządzi państwem kilkunastu ludzi, bezwzględnych, bez skrupułów, cynicznie wykorzystujących naiwność ludzką. Mają poparcie administracji k.k., który zatracił poczucie obiektywnej oceny stanu społecznego państwa i w jakimś sensie uczestniczy w tworzeniu reżimu politycznego. Teraz wyznanie i wiara ma być wzmacniana autorytetem państwa, a nie drogą osobistą rozwoju każdego obywatela. Polska jest w matni, która prowadzi do konfliktów międzynarodowych i my wszyscy za lat parę znajdziemy się w rozpaczliwej sytuacji materialnej. Polskę rozjechało kilkanaście osób prymitywnych, bezczelnych, bez szacunku do dorobku instytucji państwa i prawa i gotowych na wszystko, aby osiągać maksimum korzyści z posiadanej niczym nie ograniczonej władzy

    Jerzy Gogół

  163. Optymatyk
    30 lipca o godz. 21:54 Edit →

    Z sąsiedniego blogu:

    Symetryczny
    30 lipca o godz. 10:39
    mag
    30 lipca o godz. 10:01

    Polska pod butem Pisowsko Solidarnościowej dyktatury nigdzie nie dryfuje. Jest taka jaką była od wieków. Ciemna, zacofana, katolicka, leniwa i zapijaczona. Tylko w Polsce Ludowej miała okres świetności. Była w stanie hibernacji, w którym Polaków zachęcono do pracy, do wysiłku intelektualnego, kultury, nauki, sztuki i realizacji własnych ambicji i karier. Wszystko to działo się z pomocą państwa. Ale to już nie powróci

    Właśnie, krócej może się juz nie da. Mnie się szczególnie podoba to lapidarne połączenie: wysiłku intelektualnego z nauką, sztuką, kulturą zebranych razem do realizacji własnych ambicji. Dodałbym jedno słowo: i marzeń.
    I to, w ujęciu społecznym i powszechnym, faktycznie, już się nie powtórzy w przewidywalnej przyszłości.

  164. Optymatyk
    30 lipca o godz. 22:52

    Nie do uwierzenia. Kilkunastu ludzi przy pomocy kłamstw rozjechało Polską demokrację. To żadni intelektualiści, wybitne umysły – to najprymitywniejsi z prymitywnych i to mnie zadziwia. Te kilkanaście osób było w stanie wmówić narodowi, „że Polska w ruinie”, „że wystarczy nie kraść” i że Smoleńsk to zamach, który wymaga zemsty narodowej.

    Mnie to mało dziwi. Powiedzenie „nie do uwierzenia”, gdybym stosował, miałbym raczej za figurę mowy, niż treść.
    Tych kilkunastu ludzi, owszem, uruchomiło proces, ale wcale nie kilkunastu, a tłumy czekały na święte słowa kłamstwa i pomówienia. Byli i są ich głodni. Jako wcześniej już mentalnie obrobieni przez wiecznotrwałą firmę zniewolenia – Kościół katolicki – czekali, cierpliwie, na tą chwilę. Na te słowa, na te znaki. Oni zawsze przeczuwali jak jest, o co w tm wszystkim chodzi i kto jest temu winien. Tylko sami nie umiel tego tak dobrze wyłożyć.
    Wszystko im się zgodziło z wewnętrznymi, głębokimi strukturami w glowach. Zespawało się w jedno. I zadziałało.

  165. Tobermory
    30 lipca o godz. 19:58
    pamiętam swoją radość, gdy dostałam od Rodziców męża Rolexa…był niewielki, prawie kwadratowy, z zaokrąglonymi kantami, metalowy, niemal bez ozdób, miał ładną metalową bransoletkę. Nosiłam go głównie latem, do sukienek, bo zastępował mi biżuterię na ręce
    Po jakimś czasie, gdy wokół nas było wiele podróbek z Chin w postaci sprzętu elektronicznego, odbiorników radiowych, magnetofonów, telewizorów, vide o znajomo brzmiących markach typu Panasonix, Timex, Sonix pomyślałam, że może mój zegarek nie jest oryginałem. Ale sprawdziłam to dopiero niedawno. Okazało się, że mój Rolex jest podróbką; w niczym mi ten fakt nie przeszkadza, noszę go do dziś.
    Zastanawiam się, czy teściowie wiedzieli, co kupują, czy kupili mi zegarek wg mojego życzenia – minimalistyczny, bez żadnych ozdóbek, datownika (dziury w zegarku-jak mawiał Laskowik) z ładna bransoletką. Acha, był na baterie…to nowinka w tamtych czasach

  166. https://historia.org.pl/2018/06/09/czterdziesci-piec-lat-ktore-wstrzasnely-polska-historia-polityczna-prl-j-eisler-recenzja/
    Okres przez jednych wspominany z sentymentem, przez innych kojarzony przede wszystkim z sowiecką dominacją w Europie Wschodniej i podejmowaniem najważniejszych decyzji dotyczących Polski na Kremlu. Jakim państwem była Polska Rzeczpospolita Ludowa?

  167. @konstancja
    30 lipca o godz. 23:17

    😀 To był Lolex 😉

    Szkoda, że nie kupili ci prawdziwego. Kwarcowy Rolex Oyster Quartz 17000 Bleu, stalowy, z 1980 roku kosztuje dziś ponad 3000 euro. Złote – powyżej 8 tysięcy.

  168. No właśnie, wstępniak Qby przepadł niejako w analfabetyzmie i nie zdążyłam napisać co mi do głowy przyszło czytając.
    A przyszło mi to:
    Nigdy nie jest tak, żeby się państwo popsuło do imentu bo jednak się nie da. Więc im szybciej pozbawi się PiS mandatu do rządzenia tym lepiej, choć owszem, trudno będzie jak cholera.
    Nie należy ludziom odbierać tego co dostali czy żądać od nich wyrzeczeń, bo wyrzekali się przez te pierwsze lata transformacji i głupich poczynań Balcerowicza i spółki wystarczająco. Oszczędności i pieniędzy należy szukać gdzieś indziej i wcale nie jest to takie trudne, wystarczy odebrać przywileje i zastosować transparentność.
    Problem to – czy znajdzie się odważna partia czy ludzie?

    Według mnie nadzieja może nie na odebranie całej władzy ale na poważne osłabienie jest w powstaniu Lewica Razem.
    Powstała bowiem partia która może skupić lewicowy elektorat a tego wcale nie jest tak mało.

  169. http://thefad.pl/aktualnosci/adam-mazgula-przepros-i-oddaj-honor-powstancom/?fbclid=IwAR07KDdlvqFq3yjUVYqME5EJdT6BsPYG7D0FpwZ5yuryG2T0YGJAWQKa-UU

    Panie J. Kaczyński,
    czy kiedykolwiek widział Pan ludzkie trupy leżące na ulicach, czuł ich odór po kilkudniowym zaleganiu na słońcu? Czy słyszał Pan krzyk zbiorowo gwałconych kobiet, wrzucanych do ognia, które wcześniej z wrzaskiem oglądały rozrywanie ciał swoich dzieci? Czy widział Pan góry ludzkich popiołów po zagazowanych ofiarach, tylko za to, że nie należały one do rasy panów?

    Tak wygląda, tak śmierdzi i tak wyje FASZYZM. Wszędzie, gdzie się pojawił: czy to we Włoszech B. Mussoliniego, w Hiszpanii gen. F. Franco, czy A. Hitlera w Niemczech — zawsze doprowadzał do szerzenia ideologii śmierci. Mordował wszystkich, kto był uznany za wroga.

    Zawsze jednak zaczynało się niewinnie, przez pobudzanie patriotyzmu i narodowej dumy, potem szukano wrogów, by, na nienawiści do nich, budować jedność narodową. Przejmowano media i wtłaczano ludziom kłamliwą partyjną propagandę. Niszczono parlamentaryzm, niezależność sądów oraz zawłaszczano przedsiębiorstwa.

    Panie J. Kaczyński,
    dostrzega Pan analogię z obecną sytuacją w Polsce? Pańska partia wyraźnie buduje hybrydowy ustrój faszystowski.

    Przedstawiam Panu cechy doktryny faszyzmu (źródło: Wikipedia).
    1. Autokratyzm w stylu wodzowskim.
    2. Militaryzm.
    3. Walka z odmiennymi ideologiami (np. demokracja, komunizm).
    4. Pełna kontrola partii rządzącej nad dużą częścią aspektów życia społecznego i gospodarczego.
    5. Gospodarczy etatyzm oraz korporacjonizm.
    6. Nacjonalizm, w skrajnych przypadkach szowinizm bądź rasizm.

    Pozwoli Pan, że zapytam: czy jakiejś cech brakuje PiS-owi, aby nazwać go partią faszystowską?

    Jak Pan myśli, dlaczego prokuratura i policja jeszcze Pana i Pańskich kolegów nie aresztowała za bezprawne wprowadzanie i propagowanie ustroju totalitarnego? Odpowiedź jest prosta, bo z kierownictw tych instytucji zrobił Pan swoich popleczników!

    Panie J. Kaczyński,
    zwracam się do Pana, bo zamiast zdelegalizować ruchy rasistowskie i skrajne prawicowe, które nawołują do przemocy, Pan wspiera ich aktywność na wiele sposobów. Nie będę ich wyliczał, bo to wiedza ogólnie znana. Jednak zbliża się rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego i podobnie jak w roku ubiegłym organizacje faszystowskie już nawołują do marszu przez Warszawę.

    Jakim prawem posługują się oni symbolem Polski Walczącej, świętej relikwii walki z faszyzmem?

    Trzeba mieć wiele podłości, aby ponownie wyprowadzić zwolenników ideologii śmierci na ulice tego bohaterskiego miasta z kotwicą Polski Walczącej obok ich symboli krzyża celtyckiego i falangi.

    Może Pan zatem wyjaśnić, cóż takiego świętowali rok temu młodzi rasiści, maszerując przez Warszawę w ochronie policji? Co było powodem do ich świętowania?

    Hołd dla poległych warszawiaków? Czy może świętowali zwycięstwo faszyzmu, upadek powstania oraz masakrę ludności i miasta? Czy noszenie symbolu Polski Walczącej przez faszystów jest rodzajem gestu zwycięstwa nad powstańcami?

    Dlaczego faszyści odpalali race i skandowali hasła nawołujące do przemocy i zbrodni, a spotkali się z biernością, a nawet akceptacją organów porządkowych? Kogo mieli na myśli, krzycząc „chwała bohaterom”? Przecież zaraz potem skandowali „śmierć wrogom ojczyzny i na drzewach, zamiast liści będą wisieć…”? Podporządkowana Panu PiS-policja nie reagowała na agresję uczestników marszu, na zapalone w tłumie race i hasła wzywające do nienawiści, ale zauważyła i ponownie spisała Obywateli RP i takich pokojowo protestujących jak ja.

    Co za podłość Pańskiej ”niepartyjnej policji”, czy „niepartyjnej prokuratury” Z. Ziobro?

    Co zrobią w tym roku w rocznicę Powstania faszyści na ulicach Warszawy? Czy wydał im Pan albo któryś z Pana współpracowników wytyczne, bo chwalą się udziałem w tegorocznych obchodach?

    Panie J. Kaczyński,
    nie po raz pierwszy daje Pan dowody na wspieranie faszyzmu w Polsce. Jedno Pańskie słowo z pewnością byłoby wystarczające na przerwanie rozwoju tej patologii. Pan jednak woli kpić z powstańców, poległych mieszkańców Warszawy i historii narodu. Wspiera Pan politycznych potomków ludobójców i pozwala im obrażać Polaków w dniu ich pamięci.

    Panie J. Kaczyński,
    potrafi Pan ubliżać; pamiętamy ten sygnał do szczucia na Polaków, kiedy publicznie wskazał Pan swoją „rasę panów”, a potem, razem z J. Brudzińskim nazywał Pan obywateli naszego kraju „komunistami i złodziejami”. Stworzył Pan w policji organizację partyjnych agentów, podsłuchiwaczy i sygnalistów. Nie interesuje Pana bezpieczeństwo obywateli. Buduje Pan warunki do rozwoju brunatnej armii faszystowskich fanatyków.

    Dla mnie stał się Pan jednym z najbardziej nieodpowiedzialnych ignorantów politycznych współczesnej Polski, człowiekiem o najniższych walorach moralnych, miłośnikiem przemocy, człowiekiem cynicznym, nadętym i podłym, mistrzem propagandy kłamstwa, który pod postacią starszego dobrodusznego i schorowanego dziadziusia ukrywa krwiożercze instynkty.

    Każdy przyzwoity człowiek, pamiętający lub znający skalę ludobójstwa faszystowskiego na Polakach powinien uznać Pana za niebezpiecznego wroga. Zasługuje Pan na pogardę i na sprawiedliwy wyrok za niszczenie kraju!

    Tymczasem dalej, oddaj Pan honory bohaterskim obrońcom Warszawy i przepraszaj, proś ich o wybaczenie za faszystów z kotwicą na ulicach Warszawy.

    Płk. rez. Adam Mazguła

  170. Zastanawiam się też, kiedy Pułkownika (rezerwy) zapuszkują?, albo będzie jak z Petelickim!

  171. Tobermory
    30 lipca o godz. 23:27

    no jasne! LOLEX 🙂

  172. @

    Z uporem prostego niedowiarka twierdzę, że w Polsce zbieramy owoce wielowiekowego wychowania według „prawa naturalnego” stanowionego przez sektę katolicką. Pierwotną wiarę przekształcono w prawo, rozszerzając je na wszystkie obszary życia doczesnego. Wychowani od urodzenia (chrzest) w tym systemowym kłamstwie, nie zadają sobie trudu zrozumienia czegokolwiek z mamrotanych modlitw i rytuałów komunijnych czy spowiedzi. Walcząc o chleb ich powszedni nie mają na to ani czasu, ani siły.
    A przecież każdy widzi tysiąc razy dziennie, że to kłamstwo – bo modlitwa nie uzdrawia, nie przynosi deszczu, nie zwiększa plonów, itd. I bóg ma wszystkich gdzieś. Tylko ksiądz coraz grubszy i bardziej nachalny.
    Skoro obecna – wyjątkowo prokościelna władza – twierdzi, że w minionym systemie wszyscy w milicji/policji/wojsku byli winni, to cóż nam broni przyjąć, że wszyscy w kościele katolickim są winni. Jeżeli dostojny jubilat Boniecki dobrowolnie pozostaje w kościele katolickim, to oznacza, że uważa go (kościół) za wart jego osoby. Być może jestem aspołeczny ale nie chcę być członkiem społeczeństwa, które toleruje tę zbrodniczą sektę.
    Nie da się ukryć, że powodzenie Kaczyńskiego (a także częściowo Tuska i wszystkich jego poprzedników) możliwe było tylko przy poparciu tej sekty. Przykro mi, ale wobec dostępnych obecnie powszechnie informacji o jej poczynaniach, każdy jej członek jest nim dziś albo świadomie (czyli przestępca) albo beznadziejnie durny (czyli jako pasterz raczej do dudy). Tym samym, (jeżeli nauczyliśmy się czegoś z poprzednich prób, czyli PRL), żaden system nie ma prawa być w najmniejszym stopniu totalitarny.
    Mam już sporo lat za sobą i nie uśmiecha mi się bieganie z giwerą po lasach. Ale jeśli podejdą za blisko, będę to robić. Nie dla jakiejś durnowatej formuły „ojczyzny”, ale dlatego, że cenię sobie moją osobistą wolność. I tej będę bronić.
    Stąd mój apel: Nie patrzmy na rząd. Każdy rząd w Polsce dba wyłącznie o siebie. Taki wzór dawała i daje sekta katolicka. Patrzmy na siebie i najbliższą okolicę. To jest to, co (ewentualnie) możemy obronić. Kształtujmy to według własnych pomysłów/oczekiwań. Dlaczego mamy głosować na faceta z Warszawy, który startuje jako kandydat innego miasta, w którym (być może) był kilka razy? To jest demokracja?

  173. Qba
    Brawo!

  174. Qba
    31 lipca o godz. 1:53

    Oba, to jest racja i na wiele sposobów ją tu wyrażamy, bo to konieczność. Ja z kolei tropię i się tego czepiam, gdy małymi słówkami, niepotrzebnie i wbrew zasadniczym twierdzeniom, osłabiamy je, rozcieńczamy, wywołujemy u nie dość wyrobionego i umiejącego rozszyfrowywać wszelkie katolickie/religijne szalbierstwa i krętactwa, dysonans i niepewność.
    Cóż to bowiem znaczy: sekta katolicka? Kościół kat rządzący Polską od wieków nie jest żadną sektą. Sekta jest bowiem czyś niszowym, jakimś błędnie działającym odgałęzieniem, nawet zaprzeczeniem wartości, cnót i racji organu głównego.
    To jest ten, co świetnie wie „co naprawdę mówi ewangelia”. I co „mówi” Jezusek.
    To jest ten, co kłamie: nie żadna ewangelia cokolwiek „mówi”, ale cała niebieska książeczka „naprawdę mówi” do każdego wyznawcy katolika i każdego innego wyznawcy oraz niewyznawcy. I cała książeczka obowiązuje katolika, a nie jej ten czy ów kawałek.
    Sekty zaś, dlatego są sektami nie wiedzą co kto mówi. Tylko sobie sektorowo coś ustalają – i dlatego sąsektami. A Kościół kat posiada CAŁOŚĆ, PEŁNIĘ, JEDNOŚĆ, INTEGRALNOŚĆ. No i Absolut: PRAWDĘ !
    Oraz WSZELKIE ŚRODKI ZBAWIENIA.

    Nie, to nic błędnie obocznego, żadna ślepa, zagubiona, sprzeciwiająca się wartościom katolickim odnoga. Żadna sekta.
    To cały, okazały Kościół kat. On, w swojej pełni, majestacie, słuszności, doskonałości nauki, depozytu, posiadania łączności i wiedzy o bozi, o jego zarządzeniach wymaganiach, woli, z niedoskonałością ludzką, która wszakże jest doskonale doskonała, w niczym nie naruszająca świętości i abslotu prawa do wszelkich żądań i niezgód wraz z ich zaspokojeniem.
    To cały ten organizm, cała ta struktura JEST POTWOREM, który gwałci i pożera ludzi.

  175. Kościół to sekta, której się powiodło 😎

  176. @Tanaka
    31 lipca o godz. 8:31

    Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą.
    Moje określenie kościoła katolickiego w Polsce jako sekty opieram na definicji wydanej przez komisję do spraw tychże. Powstała ona krótko po zmianie ustroju jako ogranizacja przy/rządowa. Oczywiście jej członkami byli fachowcy, czyli hierarchowie kk oraz (wierzący) przedstawiciele rządu. Komisja obradowała i po kilku miesiącach wydała z siebie komunikat, zawierający m.in. definicję zwalczanego. I według tejże definicji, pierwszy paragraf (przykazanie) konstytucji kk spełniał najważniejsze cechy sekty.
    Komisja więcej komunikatów nie wydała. Istnieje do dziś, choć żaden rząd się już do niej nie przyznawał. Ale komisja (już o nieco zmienionej nazwie) komunikaty wydaje, np. o szkodliwości LGBT.
    A wielkość i wytrwałość sekty świadczy jedynie o jej skuteczności. Nigdy natomiast nie powinno to przesłaniać jej charakteru.

  177. @Tobermory
    31 lipca o godz. 9:10

    Bardzo trafne!

  178. TANAKA „Ludności prawosławnej polskie państwo urządzało regularne pogromy. I ta ludność i ludność żydowska należały do najbiediejsych w Polsce. Żydzi w Warszawie, samej stolicy, żyli w niezwykłej nędzy.
    Mam w związku z powyższym pytanie, dlaczego dziś mówią ” wasze ulice a nasze kamienice „

  179. @lecher
    31 lipca o godz. 10:02

    Nie możesz sam sobie sprawdzić? Jest tyle antysemickich portali po polsku…

  180. Qba
    31 lipca o godz. 9:14

    Nie bardzo widzę, z czym konkretnie się nie zgadzasz, poza stwierdzeniem ogólnym, że nie.

    Sekta, sekciarstwo, jest czymś zaprzańskim, dziwacznym, odstępstwem od nurtu głownego, pnia, konstrukcji, w sumie – czegoś słusznego, rządzącego, normatywnego.
    W istocie, wszystkie wyznania chrześcijańskie, których formalnie jest dziś ponad 41 tysięcy, a wielokrotnie więcej zostało zlikwidowanych, wymordowanych przez siłę główną, normatywną i słuszną (nieraz też szczezło z powodów wewnętrznych), vide waldensi, albigensi, katarowie, templariusze, anabaptyści, abelardyści, husyci, różnowiercy, mennonici, wyznawcy wolnego ducha, egalitaryści, ezoterycy, ascetycy, spirytualiści, biczownicy, beginki i tak dalej i temu podobne – to były sekty. Wedle tej siły głownej.
    Siła głowna zaś nazywa się rzymskim kościołem katolickim.

    Sila głowna do dziś uważa, choc nie w każdym przypadku ma czelność mówić to głośno, że protestanci, luteranie baptyści i inne bardzo liczne wyznania chrześcijańskie to sekty. Chyba też za sektę uważa kościół prawosławny, który z kolei uważa rzymskich katolików za zdrajców i zaprzańców Prawdy. Dlatego też sam się nazywa prawo-sławnym i prawo-wiernym.
    Kościoły te są zbyt silne i liczne, by kościół rzymski mógł dalej otwarcie uważać je za sekty i tak je trakować. Za pomocą twardego oporu i całego ciągu technologicznego wielowiekowych, najkrwawszych bodaj w dziejach ludzkości, wojen – prokurowanych zwłaszcza przez katolicyzm, nienawidzący owych sekt, zwłąszcza za zamach na jego uroszczone prawa i prawdy czyli władzę – owe sekty wywalczyły swoją pozycję.
    Takiej pozycji nie wywalczyli sobie świadkowie Jehowy, a istnieją pewnie dlatego, że się wycofali na margines, do nisz i jaskiń oraz do Ameryki i paru innych różnowierczych miejsc.

    Powyższe podejście poznawcze ma przełożenie na rozumienie powszechne: sekta to zło, odstępca, zaprzaniec Prawdy i prawidłowego, zdrowego pnia. W potocznym i natychmiastowym rozumeniu dowolnego człowieka, tak to działa.
    „To sekta”, „ty sekciarzu!” – to obelga. W żadnym razie nie jest skojarzona z kościołem katolickim, a kierowana w przeciwną strone i dająca mu przez to ochronę, jako czemuś dobremu i prawdziwemu.

    To, czy komisja rzymskokatolicka sobie wymyśliła jakąś definicję sekty, nnie ma żadnego znaczenia dla stosunków. Nikt się nie wgłębia w wydumane i podytkowane ineresem definicje, rządzi masowość przekonań i fobii.
    To, że definicja sekty przyjęta przez katolików ściśle opisuje – wbrew zawziętemu zamiarowi – sam kościół katolicki nie dowodzi tego, że kościół katolicki jest sektą, ale tego, że spełnia warunki zła, które sam opisuje. Sam jest – po prostu i najdogłębniej – złem, co, pozaświadomie, i ze złych motywów, wykazują sami katolicy.

    Ta wielka rzeka trucizny, ten wulkan wiecznie plujący zabójczymi wyziewami , to ów główny nurt. Nie znosi to wcale zasady sektorowej, że boczne nurty także są trucizną, choć może w czymś usiłują być mniej trujące. Nigdy zaś zdrowe, co jest niemożliwe z istoty rzeczy jaką jest religia i jej wyznawanie.

  181. lecher
    31 lipca o godz. 10:02

    Mam w związku z powyższym pytanie, dlaczego dziś mówią ” wasze ulice a nasze kamienice „

    Ja też mam pytanie: dlaczego mówią „szklanka wody zamiast”?

  182. Tobermory
    31 lipca o godz. 9:10

    Tak jest, tej sekcie się powiodło. Było ich 1+12 i już na samym początku – zdrajca. A założyciela sekty zdradził tatuś.
    Nie jest łatwo sekcie odnieść sukces w takich warunkach. Trzeba często uzywać miecza.

  183. @Tanaka
    31 lipca o godz. 10:43

    Tak jest, tej sekcie się powiodło

    I to do tego stopnia, że nawet jej późniejsze odłamy zdobyły status kościołów. I tak mamy katolików, protestantów, zielonoświątkowców, ewangelikalnych, anglikanów, ewangelików reformowanych, luteranów, metodystów, baptystów, adwentystów, prawosławnych i kościoły orientalne, mormonów, ŚJ etc.

    Tylko tych całkiem małych i nieokrzepłych nazywamy jeszcze sektami.

  184. „Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd” – Albert Einstein

  185. Nazywanie KK sekta nic nie wnosi do problemu. Jest tylko kolejnym epitetem. Mniej bardziej bez pokrycia, po kogoto uwazaniu. KK jest wielowiekowa korporacja. Cele miala i ma jak kazda korporacja. Monopol na zbieranie pieniedzy od uzytkownikow (nazwa wlasna „wierzacy”). Walka z innymi probami monopoli konkurencyjnych.

    Traktowanie KK jak korporacji jest jedyna szansa na zlamanie monopolu. Tak jak wszystkich innych monopoli. Rozdac, zmusic monopol, zebrany majatek dotychczasowym uzytkownikom. Nieodplatnie, bez odszkodowan etc. „Wiernym” (nazwa wlasna). Okolo 15-20% dotychczasowych uzytkownikow monopolu („wiernych”)pozostanie przy KK i tak. Taka jest natura monopoli.

    Proby oddzielenia KK od Panstwa sa najwyzszym rodzajem idiotysmu. Bardziej KK od panstwa, Polski, oddzielic nie mozna. Ja, osobiscie mam problem, jakby jeszcze bardziej oddzielic Kosciol i Panstwo Polskie wymyslec. Brak pomyslow mam, przy tym jednoczesnie zachowac fasadowosc demokracji 😎

    Stockholms Katolska Stift https://pl.wikipedia.org/wiki/Katolicka_diecezja_Sztokholmu obejmuje wszystkich katolikow w Szwecji (~100tys osob). Po ang troche dokladniej.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Katolicka_diecezja_Sztokholmu

    SKS spelnia wszystkie wymagania panstwa szwedzkiego prawne. Szczegolnie w zakresie finansowania dzialalnosci jak sprawozdawczosci finansowej tej dzialalnosci. Podlega te same przepisy finansowe jak jakakolwiek org tzw „uzytecznosci publicznej”. Miedzy innymi moje solectwo, bardzo uzyteczne publicznie jest (to byl nprzyklad). Tu jest link (podstawowy) jak te reguly sprawozdawczosci realisowane sa, niestety tylko szwedzki, kiedys czesc przetlumaczylem, teraz mnie nie chce.
    https://www.srfredovisning.se/redovisningsforfattningar/
    Dla katolokow jest:
    BFNAR 2002:8 Redovisning av intäkter och kostnader i ideella föreningar och registerade trossamfund

    Jojczenie przymiotnikami jest jedynie kontraproduktywne. Kosciol Szwecji (Skand i inni protestanci) i inne (np muslimskie) tez podlegaja te same przepisy. Zaden zwiazek(???) religijny nie jest wylaczony (oddzielony od panstwa). Niedawno, pare imamow (muslimscy ksieza) zostalo zapudlowanych i wydalonych z kraju (chyba, nie jestem pewien) bo uwazaja inaczej. Przestepstwo finansowe popelnili. Cos jak AlCapone. Katoliccy siedza cicho. Maja doswiadczenie jak to jest pakowac paluszki miedzy drzwi. Przed zamknieciem dzrwi. Muslimscy jeszcze nie mieli. To nabiora, doswiadzczenia.

    pzdr Seleukos

  186. @seleuk|os|
    31 lipca o godz. 11:37

    Katoliccy siedza cicho w Szwecji i wielu innych państwach, bo nie mają monopolu. To samo z „muslimskimi”.

  187. @seleuk(os)
    „Nazywanie KK sekta nic nie wnosi do problemu. Jest tylko kolejnym epitetem. Mniej bardziej bez pokrycia, po kogoto uwazaniu. KK jest wielowiekowa korporacja. Cele miala i ma jak kazda korporacja. Monopol na zbieranie pieniedzy od uzytkownikow (nazwa wlasna „wierzacy”). Walka z innymi probami monopoli konkurencyjnych.”
    100/100. Też określałam krk jako korporację, tym bardziej niebezpieczną, że nie tylko jak wampir wysysa kasę, ale uwodzi „duszę”. Gra strachem i obietnicą „życia wiecznego” w bliżej nieokreślonym niebie. Dalej piszesz:
    Traktowanie KK jak korporacji jest jedyna szansa na zlamanie monopolu. Tak jak wszystkich innych monopoli. Rozdac, zmusic monopol, zebrany majatek dotychczasowym uzytkownikom. Nieodplatnie, bez odszkodowan etc. „Wiernym” (nazwa wlasna). Okolo 15-20% dotychczasowych uzytkownikow monopolu („wiernych”)pozostanie przy KK i tak. Taka jest natura monopoli.”
    Trochę utopijny to postulat. Jak zmusisz monopol, by pozbył się „zebranego majątku” na rzecz wiernych, którzy przecież dobrowolnie ten majątek pomnażali?
    P.S. Pozdrawiam z nutką melancholii. Byłam niedawno w Sztokholmie, zapewne ostatni raz, bo pochowaliśmy moją starszą siostrę, a więcej rodziny tam nie mam. Odbyłam m.in. sentymentalną podróż Tunelbaną z T-Centralen do Skarholmen, trasę znaną mi na pamięć od lat 80.

  188. To jest szybki przeklad (Microsoft) do
    Przepisów dotyczących księgowości
    Zawartość
    Rachunkowość (1999:1078)
    Rozdział 1. Przepisy wstępne
    Rozdział 2. Obwodu księgowością wymaganą
    Rozdział 3. Rok obrotowy
    Rozdział 4. Zamieszczenie jego znaczenie
    Rozdział 5. Rachunki bieżące i bony
    Rozdział 6. Jak jest rozwiązana bieżącego księgowania
    Rozdział 7. Archiwizowanie informacji księgowych, itp.
    Rozdział 8. Rozwoju z ogólnie przyjętymi zasadami rachunkowości, a także środków
    Rozdział 9. Odwołanie
    Szwedzki rocznych sprawozdań finansowych Act (1995:1554), Oferta ważna do 2015-12-31
    Rozdział 1. Przepisy wstępne
    Rozdział 2. Przepisy ogólne dotyczące rocznego sprawozdania
    Rozdział 3. Bilansu oraz rachunku zysków i strat
    Rozdział 4. Zasady wyceny
    Rozdział 5. Informacje uzupełniające
    Rozdział 6. Raporty roczne, itp.
    Rozdział 7. Skonsolidowane sprawozdanie finansowe
    Rozdział 8. Publikacja
    Rozdział 9. Raport okresowy
    10 Cape. Odwołanie
    Załącznik 1. Prezentacja pozycji bilansowych (konta)
    Załącznik 2. Układ w rachunku zysków i strat (formularz raportu z rodzaju podział)
    Załącznik 3. (II) prezentacji rachunku zysków i strat (formularz raportu z klasyfikacji funkcjonalne)
    Szwedzki rocznych sprawozdań finansowych Act (1995:1554), obowiązuje od 1 października 2016-01-01
    Rozdział 1. Przepisy wstępne
    Rozdział 2. Przepisy ogólne dotyczące rocznego sprawozdania
    Rozdział 3. Bilansu oraz rachunku zysków i strat
    Rozdział 4. Zasady wyceny
    Rozdział 5. Notatki
    Rozdział 6. Raporty roczne, itp.
    Rozdział 7. Skonsolidowane sprawozdanie finansowe
    Rozdział 8. Publikacja
    Rozdział 9. Raport okresowy
    10 Cape. Odwołanie
    Załącznik 1 prezentacji pozycji bilansowych (konta)
    Załącznik 2 prezentacji w rachunku zysków i strat (formularz raportu z rodzaju podział)
    Załącznik 3 (II) prezentacji rachunku zysków i strat (formularz raportu z funkcjonalna klasyfikacja)
    Przepisy przejściowe
    Rozporządzenie (1995:1633) w niektórych latach zagadnienia księgowe

    Te wszystkie rubryki sa linki ze strony (wyzej)
    https://www.srfredovisning.se/redovisningsforfattningar/

    Wytyczne reguly jak akceptowalne sprawozdania ksiegowe musza wygladac. Nie wykazanie wg tych zasad i na czas jest przestepstwem finansowym/ksiegowym. Czasem grubym (grov). Wszystkie przestepstwa grube, nprzyklad pobicie grube, molestowanie grube etc sa karane bezwzglednym (bez wyjatku) pudlowaniem. Po okolo 1/3 kary mozna ubiegac o przedterminowe zwolnienei, w sadzie w Örebro (spec wydzielony do ev przedterminowych zwolnien)

    pzdr Seleuk

  189. Tobermory
    g.11:59
    Nasi księża katoliccy są do rany przyłóż poza Polską. Serdeczni, wyrozumiali, skromni, broń boże, nachalni, gdy chodzi o datki. Słyszałam o tym nie raz, ale i doświadczyłam tego nie tylko w Szwecji. W Brukseli nie zapomnę widoku księdza z odkurzaczem w ręku, który pomagał w sprzątaniu i ustrojeniu kościoła mamom i babciom(wolontariuszkom) przed dniem I Komunii.

  190. @mag
    31 lipca o godz. 12:29

    Natrafiłem tylko na księdza z Polskiej Misji Katolickiej we Fryburgu. Taki sam nadęty i rozpolitykowany bufon jak jego kumple w Polsce. Na szczęście służy tylko polskiej parafii.

  191. @Mag
    Trochę utopijny to postulat. Jak zmusisz monopol, by pozbył się „zebranego majątku” na rzecz wiernych, którzy przecież dobrowolnie ten majątek pomnażali?

    Ja nie jestem utopista. Monopolu zmusic nie mozna do niczego. Zadnego monopolu. W przypadku KK, tzw „wierzacy” musza wzic wszystko. Do tego tylko przyzwolenie jest potrzebne. Pierwszy polityk/analityk/pomyslodawca zostanie szybko prawodawcca. „Wierni” znajda wszystkie potrzebne narzedzia. Beda modlic o wiecej. Do jesusmaryja. Przed modlitwa o deszcz i slonce. Szczegolnie chlopi (wies).

    Ja, jak jestem w Stockholm, sentymentalnie zwiedzam, jak mam czas, Ogrod CarlMiles
    https://www.millesgarden.se/home.aspx
    albo Patricia
    https://patriciastockholm.se/nattklubb-sodermalm

    pzdr Seleuk

  192. Tobermory
    31 lipca o godz. 10:58

    @Tanaka
    31 lipca o godz. 10:43

    Tak jest, tej sekcie się powiodło
    I to do tego stopnia, że nawet jej późniejsze odłamy zdobyły status kościołów.
    […]
    Tylko tych całkiem małych i nieokrzepłych nazywamy jeszcze sektami.

    Tak, wyżej o tym pisałem dokładniej. To zdobycie przez „odłamy” statusu kosciołów, jakoś (nigdy całkiem bez wybrzydzania) przez Kkat znoszonych, odbywało się – sic! – zdobywaniem statusu w walce. W wojnach z rzymskim katolicyzmem, na którym musieli ci „odłamowcy” wytłuc swoje prawa, w tym prawa do życia i znośnego życia.

    Kto z nich wojnę z rzymskimi katolikami przegrywał, był wybijany do nogi, lub musiał uciekać lub się kryć w ciemnościach. Ewentualnie – zrobić konwersję na prawidłowego wyznawcę rzymskiego i długo pokutować pod bacznym okiem i surowym rygorem.

    Ech, jak dobrze jest się miłować wzajemnie!
    Zaraz kwiatek jaki rozkwitnie, motylek przyfrunie, słoneczko przyświeci, „Barkę” skadsiś zaśpiewają, Maryja z obrazka prześle łaskawy uśmiech, a Zosia z VII B założy krótką spódniczkę. Rzyć, pardon: żyć, nie umierać!
    Dlatego słusznie i pięknie jest być katolikiem rzymskim. Najpierw małym, potem dużym, a na końcu suchym.

  193. mag
    31 lipca o godz. 12:29

    Swego czasu badałem, jak działa polski ksiądz katolicki w Czechach.

    Polski ksiądz w Czechach nie działa. na drzwiach kościoła, albo gdzieś z boku, lub nigdzie, jest numer komórki i wojskowo lakoniczne info: ksiądz Dariusz, dzwonić pn. 15-15.30, czw. 10-10.15. Ksiądz zażywa pobytu nad Wisłą, jakby co, może za tydzień przyjedzie.
    Albo zażywa innego pobytu nad Wełtwą. I stamtąd też może przyjedzie, jak się jakiś dureń postanowi koniecznie wyspowiadać. Ale powinien to połączyć z odpowiednią tacą Inaczej może nie przyjechać. Sprawdzałem.

    W Czechach kościoły puste, albo pożytecznie przerobione. Na przykład widziałem (i skorzystałem, razem z pokoleniem młodszym) mały górski kościółek przerobiony na całkiem pomysłowy element zabaw rodzinnych Można było sobie przysiąść w kamiennej ciszy, podumać, podumać, następnie napisać list obywatelski, albo dowolnie inny, do burmistrza miejscowego miasteczka, w sprawie ulepszenia urządzenia życia w gminie, albo go pozdrowić.
    Odpowiedni list wrzuca się do odpowiedniej skrzynki, identyczne ze skrzynkami fachowo zbierającego datki parafialne w Polsce, a korespondencję rodzinną mieszkańców w Czechach.

    Na miejscu był drewniany stół, papier, kolorowe kredki, nożyczki, plastelina i inne rodzinne fikuśności. dzieciaki rysowały listy, lepiły je z plasteliny, wycinały z papieru robiąc kolorowanki i nadawały w adekwatnej skrzynce.

    Nad Wisłą byłyby to „Listy do Koryntian”, a w Czechach – do burmistrza albo sąsiadów.

  194. Czy nie jest takie powiedzonko (przyslowie) polskie?
    „-Dajcie mnie ksiundza, a ja mu znajde paragraf”
    Jakos tak bylo.

    Pa nara Seleuk

  195. Tobermory
    g.12:29

    Nasze pojedyncze doświadczenia (moje dobre, Twoje złe) to tylko wyjątki potwierdzające regułę. W obie strony.
    W Polsce przerażające jest to, że ołtarz i tron idą pod rękę. Nie tylko podczas „pokropków” jakiejś nowej drogi lokalnej czy odcinka autostrady.
    Premier Morawiecki i jakiś abep widnieją na wielu „pamiątkowych” zdjęciach z takich uroczystości. Bez trudu znajdziesz w googlach, jeśli będzie ci się chciało. Ale czy warto? Również nie warto przytaczać bredni pisowskich polityków-mega katolików. Na przykład posła Szczerskiego, kandydata PIS na jakieś ważne stanowisko w parlamencie europejskim, pomysłodawcy paszportów katolickich.
    Co za fiksacja religijna dotknęła wielu polityków? Co za jakaś „cafka” mentalna cofa ludzi żyjących w XXI w mroki niemal średniowiecza. Dyabeł ich dopadł, czy cóś?

  196. @mag
    31 lipca o godz. 13:15

    Nie Dyabeł tylko Konyunktura

  197. Hollywood Creme de la Creme
    ???? ?? ???

    https://www.youtube.com/watch?v=6eJp-83RQD8

  198. Było już sto razy

  199. Tobermory
    31 lipca o godz. 13:42
    Sam kiedys dalem link, raz (chyba) @Na_marginesie. Wiecej, pewnie przegapilem. Rome, nalezy do moich favorytow filmow. Sorry T.
    pzdr Seleuk

  200. mag
    31 lipca o godz. 13:15
    Mój komentarz
    Toberomory chodzi po ziemi – nie Dyabeł tylko koniunktura.

    Sojusz PiSu z Kościołem w pojęciu PiSowskich wiernych jest sojuszem partii ze społeczeństwem, z suwerenem.
    Jarosław Ka najczęściej powtarza zaimek MY – my dotrzymujemy słowa, my bronimy naród przed LGBT, my podnosimy Polskę z ruin i z kolan, itd.

    MY, to wspólnota narodowa, a jak wspólnota, to i kościelna, ponieważ kościół bądź bądź, to wspólnota wiernych. Co prawda z dodatkiem hierarchii, ale ten dodatek w argumentacji o sojuszu partii PiS z kościołem powszechnym hierarchia pomija, a wierni powtarzają to pominięcie mówiąc, ze wspólnota, to MY.
    Państwem rządzi PiS, bo tak chciała wspólnota. Niech tak będzie dalej życzy sobie wspólnota, czyli MY Jarosława ka. MY + PiS = państwo.

    Hierarchia nie protestuje, a wręcz przeciwnie jednoczy się w wysiłkach z ludem swoim, aby było jak zawsze. Aby hierarchia była, jak zawsze, zasadniczą, fundamentalną i decyzyjną częścią wspólnoty. Wspólnota ma się składać się z hierarchii z dodatkiem ludu bożego. Rozmawia się z nami.
    Pzdr, TJ

  201. mag
    31 lipca o godz. 13:15

    Ten Dyabeł aflabetyzm funkcjonalny się nazywa. Wszakże analfabetyzmu już nie ma.

  202. @zezem
    30 lipca o godz. 17:47

    „2. Putin i Trump uważają, że UE jest zła i należy ją zniszczyć.
    Chętnie przeczytam wypowiedź Putina, że UE trzeba zniszczyć.”

    „Not what they say, watch what they do”. Nie ważne co mówią, ważne co robią. Np.: finansowanie Nigela Farage’a, Marine LePen.
    Dla jasności partia Farage’a nazywa się „brexit”
    Znani są różni „wojownicy” o pokój (retorycznie), dzięki którym mieliśmy krwawe wojny. Rolą polityka jest umiejętne ukrywanie prawdy. Wybacz, ale twoje pytanie razi naiwnością.
    Wygląda, że pytasz: dlaczego w dzień jest jasno. Odpowiadam niechętnie. 🙂

  203. @seleuk|os|
    31 lipca o godz. 13:51

    Sorry za obcesowość, ja ten film bardzo lubię i też już dawałem link do tego kawałka.

  204. @stasieku
    30 lipca o godz. 18:52
    Mam podobne dylematy. Jedno co wiem na pewno to to, na kogo nie będę głosować. I tu zakładam, że możemy być w jednym „kościele”.

  205. @@Tomembory, scambler
    Cały ambaras w tym, że choć uciekłam od kaka (zero kontaktów z mojej strony), to on mnie wciąż goni i osacza. Władza, dając mu mandat do wtrącania się w życie nie tylko wiernych, ba, dopuszczająca ingerencję w stanowienie prawa, stała się moim prześladowcą na równi z kaka.
    Nawet jeśli trochę demonizuję, to i tak mam, niestety, rację.

  206. zetus1
    31 lipca o godz. 14:40
    Znani są różni „wojownicy” o pokój (retorycznie), dzięki którym mieliśmy krwawe wojny
    Mieliśmy?
    Zapytaj Alicji co jest po drugiej stronie lustra.
    PS. Rozumiem także niechęć. Dziękuję za tłumaczenie ;–)

  207. Na wielu balkonach w moim przedwojennym bloku na Żoliborzu, który przetrwał powstanie, już są wywieszone biało-czerwone flagi. Jak co roku w rocznicę 1 sierpnia. Jeszcze żyje kilka osób pamiętających powstanie jako dzieci. Flagi wywiesza trzecie pokolenie.

  208. @Tanaka
    31 lipca o godz. 8:31
    „To cały ten organizm, cała ta struktura JEST POTWOREM, który gwałci i pożera ludzi.”
    …………………
    No, masz dar od boga, chciałoby się rzec… he he he… dzięki bogu jesteś ateistą.

  209. mag
    31 lipca o godz. 17:03

    Z jednej strony to zrozumiałe.
    Z drugiej – wiążące.
    Kto i do czego będzie używał tego wydarzenia, gdy już wszyscy powstańcy pomrą? Pytanie właściwie retoryczne: od dawna używają.

  210. @Tanaka
    31 lipca o godz. 10:37

    Cały ten Twój wywód F. Nietzsche ujął bardzo krótko, acz prawdziwie:

    „CHRZEŚCIJAŃSTWO TO ODCHODY SPOŁECZEŃSTWA”

    Czyli po naszemu, jedno wielkie śmierdzące gówno.

  211. Optymatyk
    31 lipca o godz. 22:02

    Dla każdego bozia ma Wspaniały Plan.
    Dla mnie – ateistyczny. Dla Lolka – kremówkowy.
    Dla warszawiaków – powstańczy.
    Dla 96 – smoleński.
    Wszyscy są zadowoleni.

  212. Optymatyk
    31 lipca o godz. 22:14

    To jest ujęcie zagęszczone. Esencja. Dobrze jest badać, jak się ten proces odbywa. Pomaga to w dziedzinie nawozów sztucznych, którymi góral obsypuje swoje Podhale, żeby spłynęły do morza i w nim zakwitły plony. Znaczy – sinice.
    Mówiąc krótko jak Nietzsche, dobrze jest wiedzieć. Oraz myśleć.

    Ech, cóż tam sobie myślał ten Lolek, wsuwając w Wadowicach tłustą kremówkę…

  213. Tanaka
    31 lipca, g.22:15
    Mam nadzieję, że bozia w ramach Wspaniałych Planów nie ma już żadnych szczegółowych planów/projektów dla Warszawy. Chwatit.
    Boję się obchodów jutrzejszej rocznicy powstania warszawskiego. Odkąd działa (a to już kilka lat co najmniej) ciche przyzwolenie PIS na patriotyczne wzmożenie narodowców, jest coraz gorzej, zuchwalej, groźniej. Trudno będzie z tej drogi zawrócić.

  214. scrambler
    31 lipca o godz. 23:24

    🙂 🙂

  215. mag
    1 sierpnia o godz. 1:09

    Bozia czuwa!
    Jak ktoś był zuchem, to mu zostaje na zawsze.
    A jak wiadomo z niebieskiej książeczki, zuch z niego nadzwyczajny.
    W ramach czuwa nia nad Warszawą, ma taki Wspaniały Plan, że niejaki Duda ukaże się pozostałym powstańcom, a następnie odda hołd faszystom.

  216. @ zza kałuży
    30 lipca o godz. 7:50
    @Ewa-Joanna
    30 lipca o godz. 7:56

    @Herstoryk 30 lipca o godz. 7:24
    będą naleśniki i sernik (pieczony oczywiście niewątpliwie!).
    http://tinypic.com/view.php?pic=315omjk&s=9

    Twaróg pycha, naleśniki usmażone i wchłonięte,
    https://photos.google.com/share/AF1QipOt8w6krSJTIS4Q6zC1FORge84cMCCPq6iyMvWH_D29Ixz1GFLYMd0Ih-60bIom-w?key=MUJqcTN1TWFzVmNmTmRtbkdIX3BnRDdtOWZ4ak1n

    sernik będzie jutro 🙂

    Co do planów niebios dla kraju nad Wisłą, to zsyłają one nań właśnie suszę i Trumpa z małżonką. Co jeszcze, okaże się we wrześniu.
    Mimo to w słonecznym nastroju (po naleśnikach) 😉

  217. mag
    1 sierpnia o godz. 1:09
    „Bo jesteśmy narodem silnym, dumnym i wytrwałym. Nigdy, przenigdy się nie poddajemy. Boże, błogosław Polsce wolnej, suwerennej i niepodległej! Boże, błogosław Polakom w Polsce i na całym świecie!
    Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda
    5 grudnia 2017, Zgromadzenie Narodowe, Warszawa”
    No właśnie.

  218. Alicja-Irena
    Duda z gębą pełną patriotycznych bzdurnych frazesów – masakra!!!
    Ciekawe, czy coś dzisiaj powie narodowcom.

  219. @zezem
    31 lipca o godz. 19:24
    „Rozumiem także niechęć.”

    Wyjaśniam : Niechęć nie jest bynajmniej skierowana do Ciebie tylko do pytania 🙂 , które wydało mi się nie wymagające odpowiedzi. Jeżeli inaczej tę niechęć zrozumiałeś to przepraszam za brak precyzji.
    Alicja przydałaby się, bo nie wiem co jest po drugiej stronie lustra, tylko brak jeszcze WonderLandu

  220. Alicja-Irena
    1 sierpnia o godz. 12:25
    mag
    1 sierpnia o godz. 1:09
    „Bo jesteśmy narodem silnym, dumnym i wytrwałym. Nigdy, przenigdy się nie poddajemy.

    Mój komentarz
    Duda mówiąc o narodzie MY wcielił się w ten naród jako ten, który nigdy przenigdy się nie poddaje.
    Akolici Prezesa nie tylko nauczyli się mówić prawdę kłamiąc, ale i pleść patriotyczne frazesy na każda okoliczność potrafią.
    Pzdr, TJ

  221. Alicja-Irena
    1 sierpnia o godz. 12:25

    Powstancy warszawscy się poddali. To po pierwsze.
    Po drugie i ważniejsze: mieliśmy 1050 lat historii, by wykazać ową „nigdość-przenigdość”.
    Wykazane to zostało w ten sposób, że oto jęczymy, pomstujemy, mamy za złe wszystkim dookoła, nasze nieskończone cierpienia jakich nikt-nigdy-przenigdy nie zaznał.
    W związku z tym domagamy się reparacji wojennych od Niemiec. „Nigdość-przenigdość” ma cenę handlową.
    Przez ponad połowę z „tysiąclecia nigdy-przenigdy”, 85% Polaków poddało się 12% Polakom. Niewolnictwo pańszyźniane jednych pod drugimi musiało być oazą wolności.
    Aha, bo te 85% Polaków, to nie byli żadni Polacy. Polak to pan, niewolnik to cham.
    „Polski pan nigdy-przenigdy” załatwił Polsce rozbiory i 123 lata dumnej niewoli nigdy-przenigdy.

    Polak nigdy-przenigdy nie podda się żydostwu ani żadnym mniejszościom. Trzeba je tępić.

    Aha: Powstanie 1944 miało nigdy-przenigdy. Czyli miało wygrać.
    Już pierwszego dnia nie osiągnięto żadnego z założonych celów wojny, poza hipotetycznym jednym. Po trzech dniach nieślepi już kapowali, że Powstanie nie ma szans, po pięciu – że będzie straszna klęska.
    W związku z tym, w ramach nigdy-przenigdy, zaczęto patrzeć na wschód, żeby Najwredniejszy Wróg Polski i Polaka Polskę zbawił wygrywając na nią Powstanie.

    Polak nigdy-przenigdy nie będzie cywilizowany. Bo nigdy-przenigdy nie przestanie być katolikiem i przedmurzem.

    I tak dalej, bo mi się już atrament kończy razem z czasem. A czasy mamy jakie mamy.

    Duda Andrzej kłamie. Nawet mu z tym do twarzy. Taka twarz. I najlepszy sort Polaka.

  222. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 13:06

    Mój komentarz
    Gdyby uosobienie Polskości – PAD – oznajmił, ze nigdy przenigdy nie będzie kłamać, to może coś pozytywnego z tego wyszło. Wytrzymałby dwa, trzy miesiące. I to dobre.

    Albo przyrzekłby, że nigdy przenigdy nie będzie deptać konstytucji. Może by wytrzymał jakieś pół roku, rok, konkretnie do następnego polecenia wydanego przez przywódcę obozu politycznego rządzącego Umęczoną cierpiącą z cudzych win, która nigdy, przenigdy się nie poddaje. Absolutnie, totalnie, zupełnie, kosmicznie się nie poddaje.
    Pzdr, TJ

  223. zetus1
    1 sierpnia o godz. 12:49
    OK. Odkładam na bok.

  224. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 13:06
    Powiedz to dudzie (mała litera dla małych ludzi), a nie mnie 😉
    Mam książkę – wielki album, znaleziony przez mojego przyjaciela -Kanadyjczyka „na śmietnikach”, czyli na jakiejś garażowej wyprzedaży. Wziął to dla mnie, bo zorientował się, że to coś o Polsce. Faktycznie – wydany w 1957 roku album „Dni powstania – kronika fotograficzna walczącej Warszawy” (J.Grużewski, S.Kopf).
    Jest to przejmujące dzieło – tekstu nie ma, przemawiają do wyobraźni fotografie, całe prawie czterysta stron. Przy najbliższym wyjeździe do Polski (za chwilę prawie!) zabiorę to ze sobą, bo tutaj nie ma kto po mnie dziedziczyć mojego zbioru książek, a nie chciałabym, żeby ten album znowu wylądował „na śmietniku”.

    zetus1
    1 sierpnia o godz. 12:49
    Nie wiem, co jest po drugiej stronie lustra – nigdy nie przeczytałam tej książki, która jest wręcz „obowiązkowa” dla osób o tym imieniu, szczególnie tych, które mieszkają w Kanadzie (Kraina Czarów! 😉 )
    I nie przeczytam – nie ten wiek. Aczkolwiek „Małego księcia” mogę czytać na okrągło, bo to jest książka na każdy wiek.

  225. @Tanaka 1 sierpnia o godz. 13:06
    Celny komentarz.

    Do którego dodałbym jeszcze, że nie tylko się nigdy nie poddajemy, patrz Katyń, ale jeszcze nasz największy przyjaciel Trump, ten, który już niedługo, (i to po raz drugi!) stanie się uosobieniem pisowskiego sukcesu, wyraźnie powiedział, że lubi tylko tych, którzy się nie poddali.

    Ktoś to białą farba na chicagowskim Pomniku Katyńskim nawet uwiecznił:

    http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/pomnik-katynski-zbezczeszczony/

    A historia dawniejszych nieco dziejów uczy nas, że jak juz się kto nam podda, na przykład nasz „polski brat”, nasz rodak, to mu gardło sami poderżniemy. Ot taka mamy honorową, polska duszę.

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/lekcja-bitwy-matwami/

  226. @Tejot
    Chyba źle mnie zacytowałeś, z kimś pomyliłeś.
    1 sierpnia o godz. 1:09
    „Bo jesteśmy narodem silnym, dumnym i wytrwałym. Nigdy, przenigdy się nie poddajemy.
    Mój komentarz z 1 sierpnia , g.1:09 w odpowiedzi @Tanace:
    „Mam nadzieję, że bozia w ramach Wspaniałych Planów nie ma już żadnych szczegółowych planów/projektów dla Warszawy. Chwatit.
    Boję się obchodów jutrzejszej rocznicy powstania warszawskiego. Odkąd działa (a to już kilka lat co najmniej) ciche przyzwolenie PIS na patriotyczne wzmożenie narodowców, jest coraz gorzej, zuchwalej, groźniej. Trudno będzie z tej drogi zawrócić.”

  227. mag
    1 sierpnia o godz. 17:24
    @Tejot
    Chyba źle mnie zacytowałeś, z kimś pomyliłeś.
    1 sierpnia o godz. 1:09

    Mój komentarz
    Zacytowałem Alicję-Irenę, a twój nick znalazł się w przytoczeniu dlatego, bo A-E nawiązała do twojego wpisu z dnia 1 sierpnia o godz. 1:09.
    Niepotrzebnie pozostawiłem:
    mag
    1 sierpnia o godz. 17:24
    Pzdr, TJ
    Pzdr, TJ

  228. Podczas 63 dni powstania warszawskiego udokumentowano 256 ślubów (cywile w tm czasie małżeństw nie zawierali). To były śluby powstańców. Polecam ciekawy materiał.
    https://natemat.pl/280465,jak-wygladaly-sluby-powstancze-nie-za-kazdym-mundurem-panny-szly-sznurem

  229. tejot
    1 sierpnia o godz. 15:26

    Żeby Duda Andrzej miał nigdy-przenigdy nie kłamać, czyli dwa miesiące, to jest to rzecz niemożliwa.
    Z natury rzeczy.

  230. Alicja-Irena
    1 sierpnia o godz. 16:24

    Kroniki fotograficzne „walczącej Warszawy” (nie wiem czy ta o której mówisz także) zwykle w ogóle nie pokazują Warszawy. Pokazują mniemania o Warszawie. Mniemania w postaci postaci biegnących powstańców, strzelających, rzucających butelki z benzyną, sanitariuszki opatrujące rannych, powstańcow wychodzących z kanałów itp. Słowem – tzw. bohaterstwo.
    Owszem, zdarzają się i zdjęcia nieco inne: znana fotografia bodajże „krowy” wybuchającej na fasadzie Prudentialu, rozbity most Poniatowskiego, zwaloną wieżę kościoła czy pogrzeby na skwerach.

    To jednak niewiele ma wspólnego z Warszawą. Nie powstańcy byli tą Warszawą, a jakiś milion cywilów, którzy znaleźli się w pułapce. Te wszystkie eksplozje wybuchy, płonące kamienice, walące się domy, rozpryskujace odłamki, to ci cywile. Oni się palili, oni byli paleni, na ich głowy waliły się stropy, dachy, fasady, oni byli rozrywani granatami, ich masowo rozstrzeliwano, podżynano gardła, cięto i rozrywano dzieci, rozbijano je o beton, miadżono pod gąsienicami.
    A nade wszystko, to cywile spędzili ponad dwa miesiące w skrajnym przerażeniu i drobnych chwilach wytchnienia, niemal tylko w kilku pierwszych dniach, gdy gdzieś obok byli „nasi chłopcy”, którzy tworzyli złudne wrażenie, że coś mogą i coś z Warszawą zrobią.
    Cywile nic nie mogli, nic nie mieli na obronę, a jeśli coś w ogóle mogli, to mogli w zwierzęcym przerażeniu czekać na nieznaną chwilę nieznanego, a pewnego strasznego końca.
    Wśród cywilów pełno było dzieci i starców.
    To jest poza możliwością wyobrażenia sobie, co to znaczy: wiedzieć, że moje dzieci, najpierw śmiertenie chore od przerażenia, następnie potwornie zginą. A ja może nie zginę.

    O tym zaś, niemal żadne „kroniki walczącej Warszawy”, wywiady, książki czy filmy nie opowiadają. Są tylko drogiazgi, fragmenciki, drobiny. Cała reszta to „bohaterstwo walki”. I merkantylny użytek dla marnych ludzi, zwłaszcza zaś polityków.
    Albo też skrajny infantylizm odcinający umysły od powagi i rzeczywistości: zabawa w powstańca.

    Ja z kolei trafiłem kiedyś na… komiks, wydany w podziemiu i traktujący o wojnie i Powstaniu.

  231. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 17:53
    tejot
    1 sierpnia o godz. 15:26

    Żeby Duda Andrzej miał nigdy-przenigdy nie kłamać, czyli dwa miesiące, to jest to rzecz niemożliwa.
    Z natury rzeczy.

    Mój komentarz
    Otóż to. Natura rzeczy jest taka, że Duda Andrzej został wystawiony na stanowisko prezydenta przez partię PiS (niewinna nazwa, o szlachetnym wydźwięku), która zapowiadała, ze będzie inna niż dotychczasowe partie.
    Szybko się okazało, że objęcie władzy przez partię polega na sortowaniu przez PiS społeczeństwa na sicie patriotyzmu, nacjonalizmu, Polski od morza do morza, sercu Europy, Najjaśniejszej Niepodległej, odbywa się w odwrotną stronę – gorsi przechodzą, lepsi zostają. W ten sposób PiS , złożony z tych co przeszli przez patriotyczne sito, nazwał się pierwszym sortem, wyrobił sobie pierwszosortowość.

    Pierwszosortowość w PiSie oznacza:

    nieustraszoność w kłamstwie, zaciekłość w oszustwie, pazerność w oskubywaniu państwa, gorliwość w podstawianiu partii pod Polskę, wyższość moralną, narodową, europejską i światową, poczucie, że samemu jest się trzy w jednym – Polską, narodem i uświęconym od pokoleń kultywowaną tradycją niezwyciężonym zwycięzcą.

    Takim jest Pan Prezydent – pierwszy z najpierwszych sort.
    Pzdr, TJ

  232. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 16:59

    Ludwik Stomma to jeden z najcenniejszych i najcelniejszych autorów w przekłuwaniu balona rzekomej narodowości i rzekomych przewag polskich nad wszystkimi innymi.
    A zna się na rzeczy. Dzięki za przypomnienie jego tekstu, to się zawsze dobrze czyta.

    Na okoliczność Trumpa i każdą inna amerykańską, robi sie zawsze wielka wrzawa nad Wisłą z podobnych okazji nawiedzenia, że my i USA to wielkie sojuszniki i przyjaciele. Od zawsze.

    Zapytałbym, na czym ta przyjaźń USA do Polski polegała, ale nie zapytam; w każdym razie nie teraz. Ale małe przypomnienie, całkiem świeże i na temat, bo Powstanie: USA miało zupęlnie inne interesy w II WŚ niż polscy fantazmatczycy z Londynu i w ogóle nie mieli ochoty się zajmować polską wojną pod okupacja hitlerowską, ani też polskim powstaniem w Warszawie.
    Olewali Polaków, nieco im fałszywie obiecując, ale tylko nieco. Resztę mówili całkiem jasno. Tylko, że Polacy w ogóle nie chcieli słyszeć, bo żyli fantazmatami i totalnymi bredniami oraz skrajną niekompetencją polityczną oraz wojskową .
    Głowny plan AK na czas wojny był taki, że w centralnej Polsce wyląduje kilka dywizji wojsk alianckich z pelnym uzbrojeniem, włącznie z czołgami (sic!). A jednocześnie z morza, na wysokości Helu i Władysławowa, zostanie dokonany welki desant morski, również kilku ciężko uzbrojonych dywizji! Czyli D-Day na południowym Bałtyku, jakieś 350 km od Warszawy, też zajętej, jak cała Polska wlącznie z brzegiem Bałtyku i całym morzem, przez Niemców .
    Następnie, z Helu miałyby się te alianckie dywizje przebijać…, no właśnie – dokąd? Wszędzie Niemcy.
    No jak – dokąd – do przodu!
    Pewnie w lasy świętokrzyskie (450 k od Helu), bo tam miały z nieba lądować Shermany.

    Sprzęt, pozwalający zrzucać bezpiecznie z nieba czołgi w ogóle nie istniał. Polacy nie przyjmowali tego do wiadomości, nieustannie domagając się od aliantów, żeby wykonali taki szalony, niemożliwy plan.
    Żeby w ogóle dolecieć do Polski, musieliby przelecieć jakieś 1500-2000 km nad Europą opanowaną przez Wehrmacht i Kriegsmarine.
    Żby dopłynąć do Helu, armada okrętów musiałaby wpłynąć na Bałtyk wąskimi cieśninami całkowicie kontrolowanymi przez Niemców i płynąć tak dwie doby, by dopłynąć do Helu. Do tego pod ogniem Niemców z wody, spod wody i z nieba.

    Te chore rojenia są tak patologiczne, że właściwie brak słownika, żeby o nich w miarę normalnie dyskutować.

    A co z zaopatrzeniem dla walczących dywizji? co z paliwem? Alianci puścili rurociąg przez Kanał La Manche do Francji, jak tylko zdobyli plaże. Rurociąg z Anglii do Gdyni? Pardon, nie Gdyni, a Gotenhafen.
    Co z amunicją, sprzetem, rannymi i zabitymi oraz nieskonczoną resztą?
    Dalej nie pytam, bo zaraz zwariuję od gadania o wariatach.

    Dlatego te psychiatryczne nigdy-przenigdy. I to cała Polska.

  233. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 18:12
    Oglądałeś ten album? To nie z Koluszek ani z Ciechocinka, a z Warszawy, więc nie tłumacz mi jak krowie w rowie, że to nie ma nic wspólnego z Warszawą, czy też „wyobrażenia o Warszawie”.
    To jest zbiór zdjęć z powstańczej Warszawy, najpierw obejrzyj, a potem wydawaj opinię.
    Wydanie I, 1957 r „Dni powstania – kronika fotograficzna walczącej Warszawy” (J.Grużewski, S.Kopf).
    Tekstu nie ma – są tylko zdjęcia i opisy do zdjęć.
    Nie wiem, czy były dalsze wydania.

  234. Tanaka

    Wielkie podziękowania za wpis z 18:12 o cierpieniach ludności cywilnej podczas powstania warszawskiego. Temat praktycznie nie występuje w historiografii polskiej, co najwyżej są krótkie, zdawkowe wzmianki. U apologetów powstania tego problemu w ogóle nie ma. Mogą się zdobyć co najwyżej na wspomnienie o zniszczeniu Warszawy, chyba że chodzi o reparacje od Niemiec.

    Trzeba było dopiero cudzoziemki:
    https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=57189

    PS Temat dla mnie ważny – moja mama podczas walk została postrzelona w nogę. Kulała do końca swoich dni. Po wojnie, jako osoba cywilna podczas powstania, na jakiekolwiek dodatkowe świadczenia z tytułu odniesionej rany nie mogła liczyć.

  235. Moim zdaniem Polacy to chyba jedyny Naród, który z wielką pompą potrafi świętować każdą narodową porażkę i tragedię.

    Od ponad 70 lat wiadomo, że Powstanie Warszawskie już w samym zamyśle było skazane na niepowodzenie, a mimo wszystko garstka ograniczonych karierowiczów zdecydowała o śmierci tylu ludzi
    i zniszczeniu miasta.
    Swego czasu, jako marszałek sejmu, a do niedawna prezydent RP Komorowski stwierdził :
    „…Powstanie nie miało szans, ale musialo być …”
    Dlaczego „musiało” skoro wielu znawców historii i powstańczych strategii już dawno doszło do wniosku, że żaden scenariusz nie mógł zakładać potencjalnego nawet zwycięstwa …?

    Także „obrona” Polski we wrześniu 1939 roku też nie miała żadnego sensu poza kolejną okazją do pomachania szabelkami.
    Był to przecież kolejny zryw w stylu „… z motyką na słońce…”
    Przywódcy i polityczne zaplecze Powstania Warszawskiego, to nie są bohaterowie, to są tchórze, mordercy, którzy musieli mieć pełną świadomość tego, że posyłają na rzeź młodzież i dzieci.
    Na rzeź bezsensowną, która nie mogła przynieść żadnego pozytywnego efektu.
    Ci mordercy wiedzieli od początku i do samego końca, że sen o wolności jest fałszem, wielkim łgarstwem i bezsensowną „ofiarą złożoną na ołtarzu” politycznej głupoty i politycznego awanturnictwa.

    Dowódcy Powstania mają krew na rękach, dopuścili się zbrodni ludobójstwa na polskiej młodzieży i ludności Warszawy.
    Cześć pamięci i wieczna chwała dla młodych bohaterów Powstania.
    Oni na zawsze będą otoczeni podziwem i szacunkiem.
    Wieczne potępienie dla tych, którzy posłali młodych na rzeź, dla ich tchórzostwa, dla ich awanturnictwa, a ktorzy swoje barbarzyństwo nazywali patriotyzmem.

    Tych ludzi trzeba nawet dziś, po latach osądzić (nawet pośmiertnie), potępić i wyrzucić na śmietnik historii.
    Ci ludzie nie zasługują na nic więcej.

  236. @ Ateista
    Zgadza sie. Martyrologie i honoro-bogo-ojczyzniany shit, przecietny wolak ssie razem z mlekiem swej katolskiej matki. Rodzisz sie, ochrzcza Cie i dalej juz leci. Niektorzy potrafia wykaraskac sie z tego kierata ale wiekszosc dalej w nim chodzi. Ja mialem moje pierwsze przemyslenia, ze ktos mi wciska kit w wieku okolo 12-13 lat. Nastepnie to ewaluowalo i doszedlem do wnisoku ze religion and faith are just one major bullshit (George Carlin) ale przed reszta rodziny dalej musialem udawac klenczona.
    Teraz 50 kilka lat pozniej wstyd mi za to, ze nie sprzeciwilem sie chrzczeniu mojich, wlasnych dzieci. Jedyne dobre co z tego wyszlo, to to ze one tez nie wierza w te religijne gowno.

  237. Alicja-Irena
    1 sierpnia o godz. 18:44

    Oglądałeś ten album? To nie z Koluszek ani z Ciechocinka, a z Warszawy, więc nie tłumacz mi jak krowie w rowie, że to nie ma nic wspólnego z Warszawą, czy też „wyobrażenia o Warszawie”.

    Ale czy najpierw przeczytałaś pierwsze moje zdanie?
    Napisałem wyraźnie: Kroniki fotograficzne „walczącej Warszawy” (nie wiem czy ta o której mówisz także) zwykle w ogóle nie pokazują Warszawy. Pokazują mniemania o Warszawie.

    Zanim będzie krowa na rowie, wystarczą kanarki na wierzbie i Szopen w garażu 😉
    Albo odwrotnie.

  238. @ Za kaluzy & tanaka.
    Czy wiecie (rozpoznajecie) a jesli… to jakie jest wasze ustosunkowanie sie do amerykanskiego cyklu na you tube „Atheist Experience”?

  239. hetajr
    1 sierpnia o godz. 19:04

    Tanaka
    Wielkie podziękowania za wpis z 18:12 o cierpieniach ludności cywilnej podczas powstania warszawskiego. Temat praktycznie nie występuje w historiografii polskiej, co najwyżej są krótkie, zdawkowe wzmianki.
    […]
    PS Temat dla mnie ważny – moja mama podczas walk została postrzelona w nogę. Kulała do końca swoich dni. Po wojnie, jako osoba cywilna podczas powstania, na jakiekolwiek dodatkowe świadczenia z tytułu odniesionej rany nie mogła liczyć.

    Właśnie: bohaterowie prawdziwi czy mniemani, nawet jeśli odnosili rany, bywało, że ciężkie, a przecież byli i tacy, co ran w ogóle nie odnieśli (mówię tu o ranach fizycznych, psychicznych nikt nie zbadał i są mało widoczne), mogli liczyć na medale, docenienie u innych, nawet formalną chwałę czy świadczenia materialne (owszem, nieraz późno), ale też mieli swoje poczucie bohaterstwa, którym mogli sie pocieszać i mieć swoje przeżycia za sensowne.

    A co mieli ci cywile?

  240. Ateista
    1 sierpnia o godz. 19:13
    „Cześć pamięci i wieczna chwała dla młodych bohaterów Powstania.
    Oni na zawsze będą otoczeni podziwem i szacunkiem.”
    Ja za – a tych, co parli do powstania, już historia osądziła. I to nie są medale i podziw. Baty raczej – ale to nic nie zmienia. Historia jest tylko tym – zapisem wydarzeń.
    Polecam też książkę Normana Daviesa „Powstanie ’44”
    ” Ateista
    1 sierpnia o godz. 19:13
    Moim zdaniem Polacy to chyba jedyny Naród, który z wielką pompą potrafi świętować każdą narodową porażkę i tragedię.”
    Owszem. Ale Powstańcom Warszawskim mimo wszystko należy się hołd. Niejaki duda się pod to podpiął, razem z rządem, a jak.
    Wykorzystuje każdą rocznicę, aby siać „propagandę sukcesu pis”
    I najgorsze, że suweren jesienią zagłosuje jak należy, jak mu ambona podpowie.

  241. Alicja-Irena
    1 sierpnia o godz. 18:44

    Mój komentarz
    Pamiętam ten album jako chłopak, gdy się pojawił w księgarniach. Nie nabyłem, bo dydków nie miałem.
    Pzdr, TJ

  242. Ateista
    1 sierpnia o godz. 19:13

    Obrona we wrześniu ’39 była czym innym niż Powstanie ’44. Miała swoje uzasadnienie i konieczność i powazniejsza i racjonalniejszą.
    Inna rzecz, czy zrobiono wszystko, by albo ten wrzesień się nie zdarzył, albo zdarzył w innej, korzystniejszej dla Polski sytuacji oraz czy mógł przebiec inaczej, dla Polski korzystniej, choć pewnie z podobnym finałem. Jednak inny przebieg także miałby znaczenie: konfiguracja zdarzeń ma wpływ na następne.

    Orgnizatorzy Powstania Warszawskiego byli – poza innymi sferami – strasznie, szokująco niekompetentni wojskowo, o czym na przykładzie powiedziałem wyżej. Ich wyobrażenia o wojnie były przedwojenne i zaściankowe, takie bardziej legionowe i mitologiczne.

    Inspektorzy brytyjscy, wizytujący armię Andersa w Syrii, wielokrotnie składali dowództwu meldunki mówiące o wojskowej arogancji polskich oficerów, krórzy uważali się za lepszych od oficerów brytyjskich, pomimo skromnego lub żadnego doświadczenia wojennego. I jednocześnie byli leniwi. Nie chcieli się uczyć.
    Po co, skoro byli lepsi i to Anglicy mogliby być u nich za uczniaków.
    Byli także niezdycyplinowani, co jest dosyć oczywistym skutkiem megalomanii.

  243. @Tanaka 1 sierpnia o godz. 18:35
    Zapytałbym, na czym ta przyjaźń USA do Polski polegała, ale nie zapytam; w każdym razie nie teraz.
    Kiedyś wklejałem na któryms z blogów polityka.pl moją listę polskich powodów do bycia wdzięcznym Stanom Zjednoczonym, ale teraz nie wiem gdzie się ona podziała, nic, ułożę ją od nowa.

    Głowny plan AK na czas wojny był taki, że w centralnej Polsce wyląduje
    Ja wiem, ja wiem, ale patrząc na to, co się rzeczywiście stało, jak ja mam przed samym sobą uzasadnić większą skuteczność zrzucenia 1 Brygady Spadochronowej w ramach Operacji Market Garden od wysłania tej brygady do Kampinosu?

    Tak, gdy „skuteczność” zastąpimy słowem „celowość” to wszystko się zgadza, ale w tzw. „życiu” wyszło jak wyszło i ja nie mogę opanować w sobie tego cholernie polskiego wzruszenia na myśl, z jaką energią i z jakim efektem psychologicznym na powstańców wchodzili by do walki w Warszawie żołnierze regularnej, polskiej, nowoczesnej armii Sosabowskiego.

  244. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 19:42
    Jeszcze raz – obejrzyj. I jeszcze raz podaję dokładnie namiary na album:
    wydany w 1957 roku album „Dni powstania – kronika fotograficzna walczącej Warszawy” (J.Grużewski, S.Kopf).
    Jest to przejmujące dzieło – tekstu nie ma, przemawiają do wyobraźni fotografie, prawie czterysta stron, format a-4.
    Zdjęcia TYLKO z Warszawy, z dni powstania – jest podane kilkadziesiąt nazwisk autorów zdjęć, a wielu nie udało się ustalić.
    Są też podane źródła (muzea itp) z których zapożyczono zdjęcia.
    Myślę, że drugiego wydania tej książki nie było, bo potem Powstanie było dość niemodne, zaledwie o nim wspominano na lekcjach historii.
    Pamiętam, jak kilkanaście lat temu byłam na Cmentarzu Powązkowskim, w kwaterze Powstańców. Nic nie robi takiego wrażenia, jak te brzozowe krzyże i tabliczki z nazwiskami, z rokiem urodzenia i śmierci. Dzieci…
    Oddzielili cie, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
    haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
    malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
    wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
    Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
    gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
    Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
    przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
    I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
    i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.
    Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
    Czy to była kula, synku, czy to serce pekło?
    20. III. 1944 r.
    (Elegia o chłopcu polskim, K.K.Baczyński)

  245. Ramschel
    1 sierpnia o godz. 19:44

    Coś mi sie obiło o uszy, może nieraz nawet oglądałem, ale nie mam w tej chwili w pamięci jako osobnego i konkretnie pamiętanego cyklu.
    To mów, co i jak, bo może ciekawe.

  246. A lotnicy , nie tylko polscy ale także brytyjscy, kanadyjscy, amerykańscy i południowo-afrykańscy chcieli latać na pomoc Powstaniu.

    To nieskończony skurwysyn Stalin nie pozwolił na lądowania na swoich lotniskach. Tutaj nie było nawet tego dętego usprawiedliwienia o logistycznej konieczności zatrzymania frontu. Dającego hitlerowcom czas na wymordowanie dużej części wrogiej komunistom patriotycznej elity.

    Brak pozwolenia na lądowania alianckich samolotów na lotniskach po radzieckiej stronie frontu to jest najbardziej odzierająca stalinowskie motywy z zasłony fałszywych wymówek decyzja.

  247. Tanaka
    1 sierpnia o godz. 19:57
    No właśnie. Łatwo było wysyłać do Powstania dzieci i młodzieniaszków, samemu w nim nie uczestnicząc, teoretyzując sobie gdzieś tam w Londynie, paląc cygaro i popijając whiskey. No i że za Wisłą już Ruskie, to pomogą. A Ruskie spoko, weszły do Warszawy lewobrzeżnej dopiero 17 stycznia. Na gruzy i popioły.
    Kto wie, czy na kartach tej książki nie odnalazłbyś swojej Mamy.
    Mną poruszają takie wspomnienia:
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25039462,mialem-pietnascie-lat-gdy-zabilem-pierwszego-niemca-wtedy.html#s=BoxMMtCzol3
    Coraz mniej ich jest, Powstańców.
    Moi Rodzice odbudowywali Warszawę po wojnie, byli z dala od tych wydarzeń ’44, ale pamiętali, co zastali po przybyciu do Warszawy krótko po wojnie, nie wiem, w którym roku, a i nie mam kogo o to zapytać teraz. Tata „pracował” przy wydobywaniu kolumny Zygmunta z gruzów, zapamiętałam. Dlatego z Warszawą czuję się jakoś tam związana 😉

  248. @Alicja-Irena 1 sierpnia o godz. 20:00
    wydany w 1957 roku album „Dni powstania – kronika fotograficzna walczącej Warszawy” (J.Grużewski, S.Kopf).
    Miałem ten album, ale w wydaniu dużo późniejszym , z początku lat 80-tych.

  249. Bandyta Stalin miał dwie okazje, aby z Polaków zrobić sobie przyjaciół; po 17 września potraktować ich po ludzku, bez zsyłek na Syberię, bez mordowania jeńców, bez masowych kaźni jak w Katyniach i drugą czyli pomoc Powstaniu.

    W zamian dostałby sfinlandyzowaną Polskę. A tak miał PRL. Może jemu i podobnym mu komunistycznym zbrodniarzom-potworom taki rachunek się opłacał, nie wiem.

    Teraz jego spadkobierca Putin ma bazy amerykańskie i intensywnie antyrosyjskiego hysia u dużej części polskiego społeczeństwa.

  250. zza kałuży,

    Ja wiem, ja wiem, ale patrząc na to, co się rzeczywiście stało, jak ja mam przed samym sobą uzasadnić większą skuteczność zrzucenia 1 Brygady Spadochronowej w ramach Operacji Market Garden od wysłania tej brygady do Kampinosu?

    Może zasięgiem Douglasa DC-3 i jakością obrony przeciwlotniczej Luftwaffe?

  251. p.s.Młodych zawsze łatwo namówić na tak zwany patriotyczny zryw.
    Niestety, w tych czasach bywa, że się zrywają pod hasłami haniebnymi (nawiązuję do Białegostoku między innymi), a przecież mają czas i możliwości, żeby się douczyć i dowiedzieć. No ale mięśniaki tak mają…zauważcie, że w tych pochodach białej siły i tym podobnych patriotów nie ma prawie kobiet. Są łysole wygoleni, mięśniaki.
    Cześć i chwała Twojej Mamie, Tanaka

  252. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 20:15
    No właśnie – to już lata, kiedy było wolno. Sprawdź, jeśli możesz, które to wydanie, pewnie drugie.

  253. mag
    1 sierpnia o godz. 17:43

    To jest Mag też fascynujące:

    https://natemat.pl/186591,ten-oficer-ak-robil-wszystko-aby-nie-dopuscic-do-przedwczesnego-wybuchu-powstania-zostal-nazwany-tchorzem

    „Mówił rzeczy, których nie chcieliśmy słyszeć”.
    Zawsze aktualne. Ostatnio znowu bardziej:

    https://andrzejrysuje.pl/wordpress/wp-content/uploads/2010/10/tu-jest-Polska1.jpg

  254. Gender – tęczowa zaraza neomarksistowska
    Kościelni hierarchowie w homiliach potrafią skojarzyć wszystko ze wszystkim. Na mszy w rocznice Powstania Warszawskiego w Krakowie arcybiskup Jędraszewski wygłaszając refleksje o PW powiedział z gruszki nie z pietruszki:
    ” Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły – mówił podczas kazania Jędraszewski. Po czym dodał: nie czerwona, a tęczowa.”

    „Po tej refleksji mówił o „tęczowej zarazie, które chce opanować nasze dusze, serca i umysły”. Według duchownego to nie jest ideologia „marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha – neomarksistowska”. – Nie czerwona, ale tęczowa”

    Widać wyraźnie, że arcybiskupa Jędraszewskiego Powstanie Warszawskie nie boli. To co go nurtuje i napełnia żałobą jest gender, ta czerwona zaraza neomarskistowska.

    Arcybiskup neokonserwatysta, neopatriota banialuki o tęczowym neomarksizmie wygadywał, a w Kościele rozlegały się oklaski. Czyż po takiej reakcji arcybiskup nie pomyślał, że jest wysokim przedstawicielem narodu, prawidłowym Polakiem, kapłanem i wychowawcą? Ze tacy jak on muszą być w sojuszu i na czele?

    Pomyślał, z pewnością pomyślał.
    Dwa napędzające się nawzajem nurty. Biskupi mówią, PiSowcy klaszczą, biskupi traktują to jako potwierdzenie sojuszu PiSowskiego państwa z kościołem i jeszcze głośniej mówią by sojusz był mocniejszy, a PiSowcy i ich następcy na ulicach potwierdzają swój zal i ból po Powstaniu Warszawskim machając dymiącymi pochodniami, zasnuwając ulice tęczowymi dymami i jest wesoło. Sojusz trwa i się utwierdza.
    Pzdr, TJ

  255. Lokalizacja: Austin, Texas. Maly dom studio. Zazwyczaj dwoch hosts. Program leci w niedziele po poludniu na zywo na youtube.
    Hosts sa dobrzy w biblii, testamantach, logice, kosmologii i ewolucji.
    Dzwonia do nich rozni ludzie i zaczyna sie dyskusja (na zywo) na tematy boskie, jezusowe i religijne (rowniez Judaiazm i czasami Islam). Hosts po prostu czolgaja po glebie wszelkich religiantow kazac im udowodniac empiryczne istnienia boga.
    Bardzo ciewkawe dyskusje z tym, ze troche takie amerykanskie i WASPowe. Nie zauwazylem aby kiedykolwiek probowali siegnac do Konstantyna Wielkiego i jego chrzescijanskich zaslug. Wszystko w wiekszasci krazy dookola interpretacji bibli.
    Moze tez w Polsce mozna by stworzyc podobny kanal na youtube.
    Tu jest link do ostatniego z nich: https://www.youtube.com/watch?v=xXfju0-m4Nk&t=894s

  256. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 19:59

    Ja wiem, ja wiem, ale patrząc na to, co się rzeczywiście stało, jak ja mam przed samym sobą uzasadnić większą skuteczność zrzucenia 1 Brygady Spadochronowej w ramach Operacji Market Garden od wysłania tej brygady do Kampinosu?

    Nie widzę sensu i zasadności w porównywaniu realnej kampanii na froncie zachodnim z mniemaniami o kampanii w Kampinosie z pomocą Sosabowskiego.
    Jasne: w przypadku Arnhem był to ciężki błąd dowodztwa powyżej Polaków, jednak w ramach racjonaności całego frontu.
    Hipotetyczne wysłanie oddziału Sosabowskiego do Kampinosu nic z racjonalnością miec nie mogło, a z ciężkim i katastrofalnym błędem – wszystko.
    Sosabowski dowodził brygadą. Około 2000 ludzi, z tego jednostki bezpośrednio bojowe to cześć, nie całość. Prawdopodobnie ok 700-800 żołnierzy.
    Lądowanie w Kampinosie było niemożliwe ze względu na warunki fizjograficzne i bliskość Niemców.
    Przelot (skąd – Anglii, czy Normandii, z południa Włoch?) nad Warszawę – niemożliwy.
    Zapasy i środki walki – niemożliwe do dostarczenia.
    Brygada nie była wyszkolona do walk w mieście, a miasto było jedynym miejscem, w którym w pewnej mierze można było skompensować bronią lekką brak broni ciężkiej. Nie w otwarttm terenie.
    Dostarczenie broni ciężkiej wraz z brygadą – niemożliwe.

    Co by to miała być za pomoc dla Powstania? Psychologiczna? Zniszczenie przez Niemców jednostki idącej z pomocą miałoby nie pozytywny, a raczej dobijający morale powstańców efekt psychologiczny.

    A poza wszystkim – o użyciu operacyjnym brygady Sosabowskiego decydowali Brytyjczycy.

  257. Alicja-Irena

    Dziękuję w imieniu mojej Mamy za wpis z 20:30;
    a własnym za link do albumu, który umożliwił na jego kupno.

  258. tejot
    1 sierpnia o godz. 20:49
    No właśnie. Nie chcę używać słów powszechnie uznane za obraźliwe, ale k…, jak to się stało, że „wolska” wybrała to, co teraz rządzi Polską? Ręki opadajo.
    Rozpakowuję walizy – miałam wracać na stałe z dalekiej 36 letniej podróży, ale teraz to już nie.
    Znajoma na mojego męża „a polityka, co nas to w Polsce będzie obchodzić…” odpowiedziała słusznie – możesz się nie zajmować polityką, ale polityka zajmie się tobą.
    Jakże słuszne – przecież rząd wydaje ustawy i wszelkie „przepisy” na codzienne życie!!!
    Nie chcę w takim kraju żyć.

  259. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 20:24

    Stalin mógł też zakończyć rączkami naszemi przed 1950 beztroskie panoszenie się KK, ale widocznie z kalkulacji wyszło mu, że słuszna w tym zakresie opinia Piłsudskiego (o największym wrogu Polski – KK ) jest mu bardziej na rękę w trzymaniu za uzdę „prywislańskich”. O czym powiadomiła przemiła pani Wandzia (Wasilewska), mająteczek KK trzymano w zamrażarce reformy rolnej do 1950, a potem owszem wywłaszczenie, ale z utworzeniem Funduszu Kościelnego.
    Divide et impera.

  260. hetajr
    1 sierpnia o godz. 20:58
    Cieszę się i pozdrów Mamę 🙂

  261. Przy okazji…ja lubię oglądać i słuchać tych opowieści:
    https://www.youtube.com/watch?v=SRoBlWiUOZ4

  262. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 19:59
    No właśnie, nie armia a tylko brygada, jak powyżej podkreślił Tanaka. Trzeba pamiętać, iż na zachodzie alianci jeszcze nie wkroczyli do Niemiec. Trzecia Rzesza może już miała problemy z lotnictwem, ale artylerię plot. mieli sprawną i skuteczną. Loty polskich pilotów bombowych z Brindisi pokazały problemy z lotami do Warszawy. A Stalin był wkurzony na aliantów za otwarcie drugiego frontu w Europie dopiero w czerwcu 1944 roku. Ponadto nie życzył sobie na naruszanie zawartych porozumień. A te nie przewidywały możliwości akcji aliantów na przedpolach Armii Czerwonej, w tym na Bałkanach. A cóż dopiero mówić o kierunku polskim. Wtedy, Stalin miał gwarancje Roosevelta i Churchilla.

  263. https://www.youtube.com/watch?v=DN53K_Rze2c&t=110s
    Agnieszka Fatyga (Olszańska) Pieśń o powstaniu w samotnej Warszawie

  264. Jeszcze kilka słów charakteryzujących nekonserwatyzm, neopatriotyzm i neochrześcijaństwo Arcybiskupa Jędraszewskiego:

    „Spójrzmy dzisiaj na Australię, gdzie kardynał Pell został skazany. Tam się łamie prawa człowieka” – powiedział abp. Marek Jędraszewski. Duchowny wziął w obronę kardynała Georga Pella, który został skazany na 6 więzienia lat za pedofilię. „Chrześcijaństwo zawsze było prześladowane” – dodał arcybiskup. Słowa zostały wypowiedziane publicznie podczas Europejskiego Kongresu Samorządów.”

    Arcybiskup wypowiedział tę archaiczną, agresywną kulturowo opinię na międzynarodowym kongresie. Co jest charakterystyczne, skazanie biskupa Pella w Australii na 6 lat więzienia za czyny pedofilskie arcybiskup Jędraszewski nazwał „prześladowaniem chrześcijaństwa”.
    Z tego nazwania wynika, że pedofilia, to chrześcijaństwo. No tak! Biskup Pell wg arcybiskupa Jędraszewskiego został skazany za chrześcijaństwo.
    Pzdr, TJ

  265. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 20:10

    A lotnicy , nie tylko polscy ale także brytyjscy, kanadyjscy, amerykańscy i południowo-afrykańscy chcieli latać na pomoc Powstaniu.

    Z tego, że „chceli latać” nic nie wynika. O ile faktycznie chcieli.
    Wojsko działa na rozkaz. Posiadanie ochoty nic do tego nie ma.

    To nieskończony skurwysyn Stalin nie pozwolił na lądowania na swoich lotniskach. Tutaj nie było nawet tego dętego usprawiedliwienia o logistycznej konieczności zatrzymania frontu. Dającego hitlerowcom czas na wymordowanie dużej części wrogiej komunistom patriotycznej elity.

    To, że Stalin byl skurwysynem, mordercą mnóstwa ludzi, a zwłaszcza tych co żyli w państwie jakiego był wodzem, pozostaje tak oczywiste, że poza sensem dysutowania.
    Tu jednak mówisz o czymś specyficznie konkretnym:

    Brak pozwolenia na lądowania alianckich samolotów na lotniskach po radzieckiej stronie frontu to jest najbardziej odzierająca stalinowskie motywy z zasłony fałszywych wymówek decyzja.

    Uważam to za niewojskową i niepolityczną ocenę, a emocjonalną i przez to mało trafną.

    1. Alianci zachodni potrzebowali samolotów do bombardowania Niemiec od strony idącego frontu zachodniego oraz transportowej obsługi lotniczej frontu i zaplecza. Tam były strategiczne i taktyczne cele, a wojna w powietrzu bardzo zażarta.
    Skupienie sił i środków w celu osiągnięcia skutku za minimalną cenę to podstawowa zasada wojny.
    2. To samo dotyczyło alianta wschodniego, czyli ZSRR.
    3. Warszawa była celem bez znaczenia strategicznego. Była węzłem kolejowym, co nadawało jej pewne znaczenie, ale wyłącznie lokalne, zaś z chwilą gdy Niemcy (sami) zniszczyli mosty na Wiśle, straciła i takie znaczenie.
    4. Latanie niewielkiej ilości samolotów transportowych w żadnej mierze nie mogło odwrócić losów Powstania.
    5. Musiałyby latać ogromne ilości samolotów trasportowych. Ich ogromna ilość osłabiłaby wysiłek wojenny aliantów na głownych kierunkach operacyjnych i miejscach o znaczeniu strategicznym.
    6. Odciągnięcie znacznych sił lotniczych znad celów wojennych miałoby co najmniej dwa fatalnne dla Polaków i Powstania skutki:
    a. spowolniłoby postępy zwłaszcza frontu zachodniego
    b. zmniejszyło tempo słabnięcia Niemiec, czyli relatywnie wzmocniło ich siły przeciw Warszawie.
    7. Lotnictwo transportowe jest bezbronne. Dwusilnikowe samoloty (takie miały ponoć latać nad Warszawę) mogły zabierać nie więcej niz kilka ton ładunku.
    8. W miarę skuteczne loty transportowe w warunkach wolny na niebie wymagałyby bardzo silnej osłony myśliwskiej.
    9. razem wymagałoby to użycia gigantycznej ilości zasobów wojennych i do tego w długim czasie.
    10. stopień prawdopodobieństwa dostarczenia samolotami środków wojennych do właściwej strony (powstańców) – bardzo niski, właściwie śladowy, czego dowiodły zrealizowane zrzuty.
    11. zasięg samolotów transportowych i mysliwskich był graniczny, lub poza normalnym zasięgiem. Zabieranie dodatkowego paliwa poważnie ograniczałoby udźwig transportowców, a wykluczało udział myśliwców. Myśliwce nie mogą w locie o konfiguracji bitewnej mieć dodatkowych zbiorników paliwa.
    12. zatem jedyną możliwością i wyłącznie w zakresie (hipotetycznego) rozwiązania kwestii paliwa, byłoby lądowanie na lądowiskach armii radzieckiej. Czyli: loty w jedną stronę.
    Podkreślam: mowa o sytuacji hipotetycznej, czyli takiej, że myśliwce bez dodatkowych zbiorników bedą w stanie ochronić w walce (ogromne zużycie paliwa) konwój transportowców (które gdyby miały zwiększony zapas paliwa miałyby zmnniejszoną nośność i byłyby silnie narażone na zapłon przy trafieniu, czyli załogi byłyby żywymi pochodniami)
    13. Lądowanie na lądowiskach sowieckich nie skończyłoby się w żadnej mierze na lądowaniu. Armia radziecka musiałaby zaopatrzyć floty samolotów w olbrzymie ilości paliwa (czy paliwo jakiego używało lotnictwo radzieckie byłoby odpowiednie dla samolotów amerykańskich?), smarów (ten sam problem), uzbrojenia (inne pociski, inne kalibry, inne właściwości balistyczne), części zamienne i naprawy, obsługi technicznej i logistycznej oraz miejsca na lądowiskach i zwiększonej ochrony przeciwlotniczej i przeciwlądowej (front cały czas niepewny). Żywnośc, kwatery, kuchnie, leczenie itp pomijam, choć to też byłoby konieczne.
    14. Skąd by to miała armia radziecka dostarczyć, jak zabezpieczyć i w jakim celu ekonomii wojny? Byłoby to poważnym uszczupleniem możliwości wojennych armii radzieckiej.
    15. Przypominam, że mowimy o okresie świeżo po wykonaniu największej w tej wojnie operacji strategicznej „Bagration”, która wyczerpała i zużyła dużą część zasobów frontowych armii. Zaś żeby przywieźć gigdantyczne ilości zaopatrzenia koniecznego do wykonania nastepnej wielkiej ofensywy przełamującej front na Wiśle, konieczne było przezbrojenie kolei radzieckiej na miejszy rozstaw szyn w Polsce.

    Taka – i tysiące innych – operacja była działaniem strategicznym i uzasadnionym ekonomiką wojny, a nie poświęcanie sił i środków na Warszawę jako cel bez znaczenia dla wojny.
    Lista może być sporo dłuższa, nie w długości jednak rzecz, a w tym, że było dość argumentów rzeczowych, wojennych, ekonomicznych, by nie mieć uzasadnienia dla „przyjmowania” samolotow z zachodu lecących z transportami nad Warszawę.

    Amerykanie i Brytyjczycy wielokrotnie nakłaniali rząd polski w Londynie do porozumienia się ze Stalinem. Polacy tego nie chcieli. Nie miał też na to ochoty Stalin, więc nie było żadnej podstawy do „przyjmowania samolotów”. Przyjmowanie (czyli ponoszenia tego kosztów, zwłaszcza na dużą skalę, nie pojedyńczych samolotów) zawsze musi się odbywać na podstawie formalnego porozumienia stron.

    Kwestia polityczna także jest zrozumiała: po co Stalin miałby pomagać Powstaniu, kosztem duzych strat własnych, skoro Powstanie było politycznie przeciw niemu skierowane?

    I jeszcze jedna uwaga: zrzuty zaopatrzenia nie były w stanie w żaden sposób skompensować utraty siły żywej, ludzi, powstańców. Zwłaszcza, że nie było ich kim i jak zastąpić. Nie było odnawialnych zasobów. Nie było czasu na szkolenie następców. Jednyne szkolenie odbywało się w walce na śmierć. To bardzo marna metoda szkolenia.

    Podsumowując: ta „chęć do latania”, w całościowym ujęciu, na nic się zdała, nie mogła być zrealizowana, więc w sumie to sfera mitologii a nie rzeczywistej możliwości.
    Niestety jednak, rządziły i rządzą fantazmaty z rojeniami, a nie racjonalne planowanie, rzeczowość i kompetencja w prowadzeniu wojny. To zaś przekłada się na politykę.
    Stalin, choć nam się to bardzo nie podoba, był racjonalnym ( w skali globalnego prowadzenia wojny i interesów) i skutecznym wodzem (choć doradzali mu znacznie lepsi stratedzy wojny, zwłaszcza zaś marszałek Rokossowski) i politykiem. Miał przed sobą szalonych, zyjących w oparach chciejstw i absurdów, niekompetentnych politycznie i wojennie Polaków.

    Bolesne to, ale tak się rzeczy miały. Z takich historii powinny być wyciągane nauczki, zwłaszcza, ze nauka była krwawa, ale Polacy są politycznymi i wojennymi nieukami. Żyją mitami i fobiami, nie rzeczywistością. Dlatego tak często płacimy za nieuctwo i rojenia najwyższą cenę. najwiękcej płacą ci na dole, nie ci niekometentni i zdegenerowani sprawcy nieszczęść.
    Losy Powstania tego dowodem. Anders mówił o autorach Powstania w kategorii zbrodniarzy, a ci zbrodniarze sobie nawzajem nadali najwyższe medale. I Anders dostał.

  266. Jak się komuś zechce ryć to jest tu trochę ciekawych dokumentów
    https://avalon.law.yale.edu/subject_menus/wwii.asp

  267. Stalin, choć nam się to bardzo nie podoba, był racjonalnym ( w skali globalnego prowadzenia wojny i interesów) i skutecznym wodzem
    @Tanaka, proszę nie ośmieszaj się.

    Bez czystek stalinowskich w ich armii w latach 30-tych, bez stalinowskiego terroru w całym okresie jego rządów prawdopodobnie wielkość strat ZSRR w wojnie z III Rzeszą byłaby mniejsza o wiele, wiele milionów. Nie mam pojęcia, o 10? o 15 milionów?

    Ja wiem, to Niemcy strzelali (w wiekszości, bo zaporowe oddziały NKVD też parę razy sobie do swoich postrzelały plus „normalny”, stalinowski terror), czyli nie można powiedzieć, że Stalin technicznie zabił te „dodatkowe” 10 mln swoich obywateli (obywatel w stalinowskim ZSRR brzmi śmiesznie), ale gdyby nie on, to ci ludzie by żyli. Bo jakość kadry byłaby inna, bo inaczej działałoby społeczeństwo. I wojna byłaby wygrana.

    Racjonalny Stalin to jest tak okrutne szyderstwo, że aż mnie ciarki przechodzą. Jego racjonalność była takiego rodzaju, gdybym teraz rekomendował wymordowanie wszystkich ludzi, co do jednego. Bo tylko wtedy mamy gwarancję, że z powierzchni ziemi usuniemy wszystkich złoczyńców.

  268. A reszta twojej wyliczanki, te wszystkie punkty, to jest podsumowanie moich emailowych rozmów z moją żoną. Streściłeś @Tanaka odpowiedzi mojej żony na powtarzane przez lata pytanie: „dlaczego ty właściwie nie idziesz do pracy?” „Przecież dzieci już podrosły, najmłodsze ma 16 lat, a ty ciągle zajmujesz się ich opieraniem, gotowaniem i sprzątaniem. Dlaczego?”

    Na co moja żona udzielała mi @Tanaka identycznej jak ty teraz odpowiedzi:

    „Bo nie da się i już!”

  269. Coś mi się zdaje zzakałużny, że czasami rozumiesz co chcesz rozumieć a nie to co jest powiedziane.
    A dlaczego gonisz żonę do pracy?

  270. Goniłem, teraz już nie gonię.
    Kiedyś to robiłem, bo się bałem, że przy dzieciach zdurnieje.
    Myślałem że w pracy, z dorosłymi, ciekawymi ludźmi jej umysł wróci do stanu z czasu, gdy miała 20 lat.
    Nie udało się.

  271. Coś mi się zdaje zzakałużny, że czasami rozumiesz co chcesz rozumieć a nie to co jest powiedziane.
    @Tanaka wylicza sto powodów, dla których „nie dało się”.
    Gdyby tak myślał broniąc Leningradu czy Stalingradu to by tamtą wojnę przegrał.

  272. To po co jej te dzieci robiłeś? 🙂
    Przepraszam, wiem że to okropne pytanie i nie powinnam, ale coś mnie w tym skrobie.

    * 23:03
    Chodzi mi o twoje podejście do Stalina. Tanaka w osądzie ograniczył się do jednego faktu, ty rozciągnąłeś to na całość.

  273. @Ewa-Joanna 1 sierpnia o godz. 23:22
    To po co jej te dzieci robiłeś?
    Bo mnie się to robienie dzieci podobało a ona miała talent do ich rodzenia. Dobrały się dwa głupki.
    Teraz też, różne rzeczy przykro zapamiętała, ale akurat robienie i rodzenie dzieci mile wspomina. Mam to na piśmie. 😉

  274. To chyba o tym albumie mówiła Alicja-Irena: Dni powstania. Kronika fotograficzna walczącej Warszawy. Stanisław Kopf, Jan Grużewski, Instytut Wydawniczy „PAX”, Warszawa, 1957

    Zdjęcia z albumu do obejrzenia tutaj:
    https://fotopolska.eu/94,zrodlo.html

    /Robertus af Upsala

  275. Menering
    1 sierpnia o godz. 23:44
    Dokładnie o tym. Dzięki.

  276. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/powstanie-warszawskie-abp-marek-jedraszewski-o-teczowej-zarazie/ql7g87q
    No proszę. Ci, co zagarniają historię dla swoich politycznych interesów, i kościół polski ma ten interes.

  277. @zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 23:29
    Dziękuję.
    Dałam sobie po nosie za niezdrową ciekawość i wkraczanie na prywatny teren. 🙂

  278. @Tanaka
    1 sierpnia o godz. 13:06
    „Polak nigdy-przenigdy nie będzie cywilizowany. Bo nigdy-przenigdy nie przestanie być katolikiem i przedmurzem.”
    ……………………………………….
    Czyli podzielasz zdanie prof. Jana Szczepańskiego:
    „„Jestem zdania, że upadek Polski rozpoczął się w drugiej połowie XVII wieku. I ciągle jeszcze idziemy w dół. Z kryzysu wyjdziemy chyba w XXII wieku”.
    Nie nasze doczekanie.
    Powstanie Warszawskie 44 roku jest tylko jednym z licznych zakończonych hekatombą ludzkich istnień i materialnych zniszczeń, jakimi usiana jest cała nasza historia, naznaczona celowością katolickiego cierpiętnictwa. My hołubimy swoje cierpienia to niejako nasza narodowo-katolicka specjalność, w tym jesteśmy pierwsi w świecie.
    A wszystko to zawdzięczamy tylko i wyłączenie temu, że zawsze za władzami polskimi o pół kroku z tyłu stał katolicki kler ze swoimi knowaniami. Może jedynie z wyjątkiem okresu PRL. To nie dużo by wywarło swoje otrzeźwiające znaczenie. „Ciemny lud” już tak się do tego przyzwyczaił, że nie dostrzega tego, gdzie, jak mawiał wieszcz, „dla Polski zguba”.
    Kiedyś, nie tak dawno temu chyba wczoraj, zapytałeś mnie o wywołanie powstania „Solidarności” i tzw. „socjalność”. Kluczem do tego jest powstanie KOR w 1976 roku i Anglosasi. Otóż twierdzę, że na podstawie tej wiedzy, oczywiście, że książkowej i różnych informacji w necie ,YT, czasopismach, mogę śmiało powiedzieć, że wszystkie te tzw. powstania narodowe wywołano specjalnie co do celu i czasu. Wszystkie przegrane z wyjątkiem dwóch wielkopolskich (1806 i 1919), sejneńskiego 1919, II powstania śląskiego 1920. Nawet geneza „rozbicia dzielnicowego” 1138, Grunwaldu 1410, wojny trzynastoletniej 1454-1466, tzw. potopu szwedzkiego 1660-1665 jest inna, niż nam podają. Za wszystkim stoją parszywe i lepkie łapska kleru katolickiego.
    To nie kolejna teorie spiskowe a praktyki spiskowe, że tak powiem.
    Kiedyś przeczytałem znamienne zdanie J. Giedroyca, że Polska ma jedną z najbardziej zakłamanych historii wśród narodów świata. I wystarczyło przeczytać tylko „Dzieje głupoty w Polsce” Bocheńskiego, aby nabrać podobnego przekonania jak Giedroyc. Oczywiście było tego wiele, wiele więcej, np. L. Stomma „Polskie złudzenia narodowe” czy M. Bobrzyńskiego „Dzieje Polski w zarysie”, S. Staszic „Przestrogi dla Polski”(nadal aktualne).
    Facet aktualnie na stanowisku premiera, zapowiedział rechrystianizację Europy a czy biorąc też pod uwagę jego „za miskę ryżu”, nie dąży on (nie sam) przy okazji do refeudalizacji Europy? Przecież chrześcijaństwo „kwitło” najlepiej w dobie feudalnej, nieprawdaż? „Ciemny lud ” to chłopi pańszczyźniani i dzisiejsi robotnicy, barany prowadzone na różańcu kleru. Nie mylił się Piłsudski, że Kościół będzie największym wrogiem naszego kraju w przyszłości. Bo nie ważne, jaka będzie Polska, byle była katolicka, jadę klasykiem z pocz. lat 90 tych.
    I brniemy w to z niesamowitym impetem pod rządami obecnymi zespawanymi z trwałymi strukturami KK.
    Powiem i zapytam przewrotnie, pod czyją protekcję teraz się uda ta część społeczeństwa będąca w opozycji wobec aktualnej władzy? Bo sami sobie nie poradzą.
    Sorosa? – qrva mać? Putina – do qrvy nędzy? Komu się qrva znowu zaprzedamy?
    Biedroń pier…li teraz o maryjkach tęczowych, no skaranie boskie, qrva mać.
    Przepraszam całe towarzystwo LA za przekroczenie limitu vqurvienia.
    Dlaczego w tym kraju jest tak, jak jest?
    Znam odpowiedź innego autoramentu, ale na tę chwilę zamilczę, bo i tu wielu się na mnie obrazi.
    „Polska to piękna kraj do uczenie się” – Zulugula

  279. Dzieki @zzakaluzy za przypomnienie haniebnej roli Stalina. W ferworze tego komu nalezy przylozyc zapominamy o nim. Nie zgadzam sie z @Tanaka, ze poniewaz rola Stalina jest tak „oczywista”, to nie warto jej wspominac. Pamiec ludzka, zwlaszcza stosownie kierowana, jest bardzo krotka.
    Czy mozna sie dowiedziec na podstawie jakich zrodel @Tanako mowisz: „Inspektorzy brytyjscy, wizytujący armię Andersa w Syrii, wielokrotnie składali dowództwu meldunki mówiące o wojskowej arogancji polskich oficerów, krórzy uważali się za lepszych od oficerów brytyjskich, pomimo skromnego lub żadnego doświadczenia wojennego. I jednocześnie byli leniwi. Nie chcieli się uczyć.
    Po co, skoro byli lepsi i to Anglicy mogliby być u nich za uczniaków.
    Byli także niezdycyplinowani, co jest dosyć oczywistym skutkiem megalomanii.”
    I dla porzadku, @zzakaluzy, a mozna wiedziec skad ty masz taka informacje? : „a lotnicy , nie tylko polscy ale także brytyjscy, kanadyjscy, amerykańscy i południowo-afrykańscy chcieli latać na pomoc Powstaniu.”

  280. Jeszcze o powstaniu – moim zdaniem trzeźwy głos.
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,25050597,prof-leszczynski-opowiesc-o-powstaniu-warszawskim-ktore-bylo.html#s=BoxOpImg3
    zyta2003
    2 sierpnia o godz. 2:57
    Zgadzam się – o wszystkich należy pamiętać, świętych i zbrodniarzach, chociaż historia jest słabą nauczycielką, niestety.
    Czytam „Cichy Don”, po wielu latach – warto.

  281. Czy ktos ma scenariusz jak powinny wygladac oficjalne uroczystosci z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, jak powinny byc napisane mowy?
    Jak wyposrodkowac zalobe i pamiec po tych wydarzeniach? A moze nie nalezy mowic o bohaterstwie tych dzieciakow, tylko mowic rodzinom jak ich wykorzystano przez zbrodniczy „londyn”? Dla mnie – „bron boze”. Historia wielu krajow kultywuje niepotrzebne bohaterstwo i sa to naogol jej kamienie milowe.
    Zydzi w ramach rocznic Powstania w Gettcie, o kgtorych co roku bardzo duzo mowi sie na kanalach publicznych w NY nie szukaja winnych, kto tych ludzi pchnal do niego. Powiecie, oooo, oni nie mieli nic do stracenia, to byla czysta desperacja. Moze…

  282. A po cholerę jakieś uroczystości? Zaryczeć o właściwej godzinie na pamiątkę i chwacit. Na 100 lecie można się ewentualnie zastanowić.

  283. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 22:47

    @Tanaka, proszę nie ośmieszaj się.

    Masz pretensje do Stalina za nieprzyjmowanie mniemanych samolotów zachodnich aliantów z pomocą dla Powstania. Wyjaśniłem Ci racjonalnie i przystępnie, w punktach, co się wiązało z ową pomocą.
    Widzę jednak , że i przejrzyście podane punkty są zbyt trudne byś się mógł równie przejrzyście i w punktach do nich odnieść.
    Zamiast tego wziąłeś się za fikołki na niebie za pomocą gułagów Stalina i żony.

    Przez te figle, dałeś ilustrację tego, jak działało to, co nie działało. I w sprawie Powstania też.
    Przy pomocy metody jaką zastosowałeś nie pogadamy, ale jeszcze później zerknę, czy na moje punkty odpowiedziałeś swoimi i należycie przytomnymi.

  284. zyta2003
    2 sierpnia o godz. 2:57

    Nie zgadzam sie z @Tanaka, ze poniewaz rola Stalina jest tak „oczywista”, to nie warto jej wspominac.

    Zyto, widzę, że robisz jak zzakałużnik: czytasz co innego niż jest napisane i nie zgadzasz się z nieistniejącą u mnie tezą.
    Pani w szkole mówi, ze jak się nie rozumie co się czyta, trzeba dużo czytać. To samo. Może w końcu kliknie i sie zrozumie.

    Napisałem:
    To, że Stalin byl skurwysynem, mordercą mnóstwa ludzi, a zwłaszcza tych co żyli w państwie jakiego był wodzem, pozostaje tak oczywiste, że poza sensem dysutowania.

    Tak jest: dyskutowanie, czy Stalin był mordercą i skurwysynem, czy nim nie był, jest poza sensem dyskutowania.

    Ty zaś wkładasz mi w głowę zupełnie inną tezę: że roli Stalina nie warto wspominać.
    Ja piszę po polsku, Ty mnie czytasz po serbsko-chorwacku z akcentem albańskim.

    Aha, skoro o roli Stalina piszesz, to i owszem: rolę Stalina na okoliczność nieprzyjmowania przez część czasu trwania Powstania samolotów zza frontu zachodniego, właśnie w punktach poddałem dyskusji.

  285. Optymatyk
    2 sierpnia o godz. 0:40

    @Tanaka
    1 sierpnia o godz. 13:06
    „Polak nigdy-przenigdy nie będzie cywilizowany. Bo nigdy-przenigdy nie przestanie być katolikiem i przedmurzem.”
    ……………………………………….
    Czyli podzielasz zdanie prof. Jana Szczepańskiego:
    „„Jestem zdania, że upadek Polski rozpoczął się w drugiej połowie XVII wieku. I ciągle jeszcze idziemy w dół. Z kryzysu wyjdziemy chyba w XXII wieku”.
    Nie nasze doczekanie.

    Zdanie prof. Szczepańskiego należałoby pogłębić, także z powodu dalszych wyjaśnień, jakie w komentarzu dałeś.
    Nie tyle Polska zaczęła upadać w drugiej połowie XVII wieku, ale nigdy nie została dostatecznie uformowana, nigdy nie okrzepła na tyle, by mogła być państwem i życiem o sensownej wewnętrznej strukturze i treści.
    To niedorobienie i ta słabości z siłą zaczęły się przedstawiać – faktycznie – gdzieś od czasu, gdy skończyła się epoka Jagiellonów.
    Nie było jednak żadnej cezury: silne państwo Jagiellonów i słabe, rozłażące się zaraz potem. Państwo Jagiellonów nie było dość silne, już miało w sobie czynniki gnilne.
    Siłą państwa nie jest liczba jego zwycięstw na polu bitwy, ale coś nierównie bardzoej złożonego i wewnętrznego.
    Tzw. wielkie zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem było wielką klęską Polski. Sobieski fatalnie ocenił interes państwa, w tym interes Polski z Turcją oraz interesy swoich sąsiadów.
    Swoim zwycięstwem wzmocnił swojego wroga (Austrię), zawiódł Węgrów i przyspieszył wewnętrzny rozpad Polski, który niedługo później doprowadził do jej zniknięcia z map i stosunków politycznych.

  286. Tyle emocji znowu, a Tanaka po prostu napisał, jakie były wtedy realia. Organizatorzy powstania też nie chcieli ich znać, bo po co nam jakiś pragmatyzm, zimne kalkulacje, strategia, plan B? My wiemy lepiej. Wygramy i pokażemy Stalinowi, a co!
    Haniebna to była rola „Londynu” i powstańczego dowództwa, ale winą za potworną tragedię i śmierć całego miasta jednak najłatwiej obciążyć Stalina.
    A w Smoleńsku był zamach.

  287. Do seminarium duchownego w Olsztynie nie zgłosił się ani jeden kandydat na pierwszy rok studiów. Hierarchowie będą się zastanawiać, dlaczego.

    Obejrzeli „Kler”?

    Naprawdę nie znalazł się nikt, kto chciałby pojść śladami swojego tatusia?

    To wynik emancypacji LGBT.
    Dzisiaj młody, wrażliwy gej po maturze ma jednak więcej opcji życiowych i jednak coraz częściej wsparcie od swojej rodziny i swojego środowiska.

    Dawniej takich opcji ani żadnego wsparcia nie było. Był tylko strach przed własną rodziną i środowiskiem. Jedyną szansą przed wykluczeniem było ukrycie się pod sutanną w kościele ginekologiczno-katolickim. Dlatego seminaria pękały w szwach.

  288. @Tanaka
    2 sierpnia o godz. 8:41

    @i inni

    Tak jest: dyskutowanie, czy Stalin był mordercą i skurwysynem, czy nim nie był, jest poza sensem dyskutowania.

    Moje króciutkie 2 grosze nt. Stalina (itp.), o którym można dyskutować dwojako:
    1. Stalin był politykiem => polityka jest ex definitio sprzeczna z moralnością => polityka należy oceniać przedewszystkim za skuteczność => Stalin był skuteczny! kropka!
    2. Stalin był człowiekiem => ludzi można oceniać po ich moralności => Stalin jako człowiek był psycholem, mordercą i skurwysynem! kropka!

    Mieszanie 1 i 2 jest etycznym błędem.

  289. Herstoryk
    2 sierpnia o godz. 10:38

    Mieszanie 1 i 2 jest funkcjonalnym błędem. A czy etycznym? To nieco inna sprawa.
    Żeby nie mieszać 1 i 2 przedstawiłem w punktach nawet nie tyle rzecz polityczną, a ściśle wojskową, techniczą i logistyczną. Co znacznie bardziej zawęża, uściśla i pozwala na racjonalne spojrzenie na sprawę.

  290. Szanowni!

    Żyjemy w niezłych czasach. Kościół katolicki już nie morduje tak masowo jak niemal przez całą swoją historię, zdarza mu się to rzadziej, w Europie już może wcale, ale słowem morduje bez ustanku.
    Bywa jednak, że to mordowanie da się przeżyć. Dlatego czasy mamy niezłe.
    A jeszcze lepsze są dlatego, że bozia ma dla nas Wspaniały Plan: likwidację kościoła katolickiego. Dotąd marnie bozi z tym szło, mylił kierunki, ale osatnio się poprawił i coraz bardziej przyspiesza.

    Trzeba co prawda mieć cierpiliwość – w końcu stworzenie świata zajęło mu sześć dni – no i trzeba mu pomagać, jak mówią zachęcająco biskupi, ale kierunek jest już właściwy.
    Oto wylazł (znowu) arcybiskup Jędraszewski i przypomniał czym jest Kościół kat.
    Jak przypomniał, to i posłuchajmy: jak arcybiskup Jędraszewski zbliża wszystkich porządnych ludzi do zlikwidowania Kościoła kat. Dzięki Bogu!

  291. Herstoryk
    2 sierpnia o godz. 10:38

    Mój komentarz
    Oddzielenie polityka i człowieka wyjaśnia wiele, ale tylko dlatego, że ten podział, to daleko idące uproszczenie.
    Moim zdaniem Stalin mordował z pozycji politycznej w prywatnym interesie – by zdobyć i utrzymać jedyność swojej władzy w państwie. Dziś przesadnie wielu Rosjan jest przekonanych (wynika to z sondaży), ze tak trzeba było, bo innej drogi nie miał.

    Historii nie da się zweryfikować doświadczalnie, nie da się odtworzyć Rosji porewolucyjnej i całego otoczenia zewnętrznego. Można bazować tylko na analogiach, na wykoncypowanych regułach.
    Pzdr, TJ

  292. Tanaka
    2 sierpnia o godz. 11:06

    Projekt pocztówki bez- i okazjonalnej dla Abepe Jędraszewskiego:

    https://ichef.bbci.co.uk/wwfeatures/wm/live/1600_900/images/live/p0/7h/lx/p07hlxs1.jpg

    Mnie się kojarzy ze zdekapitowanym końskim łbem w pościeli…

  293. scrambler
    2 sierpnia o godz. 16:33

    faktycznie, celne skojarzenie 🙂

  294. @Alicja – Irena Och, Cichy Don. Jaka to byla wspaniala, epicka powiesc. Na wspolczesny antykomunizm chyba wielce niepoprawna politycznie. Zyciorys Szolochowa tez chyba nienajlepszy. Ale czytalo sie tomiszcza swietnie. Batiuszka S. tez byl epopeja zafascynowany.
    @Herstoryk, kiedy polityka bedzie gra w szachy prowadzona przez roboty to bedzie mozna wyeliminowac pierwiastek tzw. czlowieczenstwa czy braku czlowieczenstwa z polityki i pozostanie tylko fascynowanie sie skutecznoscia zbrodniarzy.Ja taka nonszalancka w ocenach nie jestem. Moze to blad, ze historia to nie czlowiek, tylko gra planszowa.