Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

14.07.2019
niedziela

Le Tour, La Mer i La Plaża

14 lipca 2019, niedziela,

Le Tour de France. Oprócz emocji z rywalizacji sportowej – a rower staje się częścią ekoczłowieka – Le Tour oferuje też inny fenomen: oglądu krajobrazów Francji. Nie sposób nie zauważyć, że Francja ma w sobie pod względem krajobrazowym bodaj wszystko, sami zaś Francuzi cenią to i są z tego dumni. Najwyższe góry Europy i poldery solne krainy Camargue, geologicznie starą krainę wulkanów, rozległe falistości krajobrazu; małe intymne nisze i otwarte przestrzenie; duże rzeki i – przede wszystkim zaś – morze. Z trzech stron oblewające Francję. Z wybrzeżami płaskimi i skalnie wypiętrzonymi. Oszałamiająca uroda krawędzi morza i lądu, nieskończoność morza; podstawa siły państwa, filar gospodarki i francuskiej cuisine, kultury oraz coś ważnego w myśli: co jest za horyzontem? Dziś też radość wypoczynku nad morzem we wszelkich tego odmianach.

Skoro o wakacjach i radości z morza mowa, to – wśród innych skojarzeń – mam nieodmiennie i te z „Małym Pływakiem”, sceną bodaj z St Malo z „Wielkich wakacji”, serią o „Żandarmie” z Louisem de Funesem, czy „Gamoniem”, którego de Funes zrobił razem z Bourvilem. Lois de Funes kojarzy mi się także ze świeżym oddechem i słońcem, powrotem do radości życia po francusku po mrocznym czasie wojny, gdy mogła znów – i może najwyraziściej, bo już prawie dla każdego w latach powojennej prosperity – wejść na pierwszy plan. Z której strony nie spojrzeć – morze, radość, życie, Francja.

Miasto i urbanizacja połączone z krajobrazem w jedno. Zrobione często z kulturą, poszanowaniem historii i wyczuciem wartości krajobrazu; bez gwałtu, a raczej łagodnie i spójnie. Mnogość starych osad, miasteczek zagubionych gdzieś na uboczu; ruiny zamków katarów, wypiętrzone na wzgórzach ryneczki oflankowane ciasno ułożonymi domami i strzeżone przez fragmenty murów obronnych bądź kamiennych podparć; zwieńczone szpicami ratuszów czy kościołów, z których tak wiele to konstrukcje sprzed 500, tysiąca i więcej lat. Gdzieś obok czy niżej winnice, gaje oliwne, pola warzywne czy sady. Mnogość urodziwych chateaux, od niewielkich, ledwie większych niż zwykły dom jednorodzinny, po obfite, wręcz ogromne, cięższe i bardziej przysadziste, bądź koronkowo lekkie i architektonicznie wysmakowane pałace. Wszystko wśród plastycznie, rzeźbiarsko wręcz szczodrego krajobrazu, z mostami, strażnicami, wieżami na wypiętrzonych skałach.

Ale i miasta – duże, złożone, z bogatymi nawarstwieniami: czasu, potrzeb, możliwości, ambicji, funkcji. A to portu, a to miasta uniwersytetu, a to cichego miasteczka rolniczego.

Wszystkie te fenomeny możemy zobaczyć w czasie Le Touru, z powietrza bądź z trasy, w zbliżeniu, bądź w fascynujących i niezwykle obfitych w struktury, formy i światłocienie panoramach. Dla milionów i dla mnie – uczta.

To czysta frajda: być świadkiem tego, jaką zabawę i ucztę mają co roku z Le Tour Francuzi. Co kilometr, dwa, a bywa, że znacznie bliżej siebie, widać – zwykle dowcipnie urządzone i kapitalnie z góry widoczne – scenografie, wystawy, widowiska. A to sylwetka wielkiego roweru w skali 100:1 ułożona na łące z bel słomy, a to wielka flaga Francji zrobiona z kwiatów, a to miejscowe dzieciaki na rowerach jeżdżące po wielkim kole, co z góry wygląda na kręcące się żywo koło wyścigówki, a to wystawa starych, klasycznych maszyn rolniczych, a to taneczne pary w kolorowych strojach, a to wozy strażackie rozpylające na kolarzy wodną mgłę w trójkolorze, czy przebierańcy biegnący skrajem szosy i dopingujący zawodników. A nade wszystko tłumki i tłumy wiwatujące, klaszczące i radośnie przeżywające wielki wyścig, cieszące się, ze oto jedzie przez ich wioskę czy miasteczko.

I te ronda uliczne, z wysepkami będącymi często wystawą i reklamą miejscowych atrakcji. Jednak nie jakąś prostacką tablicą reklamową, a raczej dioramą inteligentnie i estetycznie atrakcje miejsca przedstawiającą.

Jest Le Tour, to gra mu Kraftwerk:

*

Dopełniający obrazek, już spoza wyścigu: malutkie miasteczko, stare ale pełne życia i krętych, pochyłych uliczek i ścieżek; stare kamienne domy, w których toczy się współczesne życie. Na zawiniętym wypiętrzeniu skały przed domami, skąpana w słońcu, mała, kamienna kaplica z widokiem na port rybacki i morze. Kaplica już nie pełni funkcji religijnej, ale jest cząstką francuskiego sposobu życia, kultury i wspólnoty.

Oto w środku kaplicy kilkuosobowy zespół muzyków. W rękach mają dawne instrumenty, pewnie z czasów Rewolucji, a może starszych: flet, specyficzną gitarę, akordeon i rodzaj cymbałów. Muzycy ubrani stosownie do historycznych okoliczności: miejsca i klimatu muzyki którą wykonują. Grają i śpiewają. Śpiewają też w jakiejś starej, a może lokalnej odmianie języka francuskiego, niewiele z tego rozumiem, ale nie rozumienie słów jest najważniejsze. Oto bowiem rozgrywa się urokliwe i emocjonalne widowisko: kaplica pełna jest ludzi, przybyszów i miejscowych. Ciasno, więc stoją w odrzwiach i na placyku przed wejściem. Wszyscy śpiewają, wszyscy się w rytm kołyszą chwytając za ręce. Ktoś mnie łapie, ja łapię kogoś, fala radości, brzmień instrumentów i śpiewu zagarnia wszystkich. Są to piosenki bardzo znane, wszyscy więc śpiewają razem, ale i jakieś lokalne, więc niektórzy śpiewają całość, inni włączają się na refren, niektórzy tylko podchwytują frazy; ja zaś tylko nucę łatwo wpadające w ucho melodie. Kościółek wypełnia ludzka radość, z własnej kultury, urody miasteczka i krajobrazu; słońca i bycia we wspólnocie. Z Francji i bycia Francuzem.

La Mer, które wszystko łączy we Francji. Morze i piękna piosenka, którą śpiewali i śpiewają wszyscy wielcy i drobni francuscy piosenkarze i ludzie w domach oraz na wakacjach. Spośród wielu kapitalnych wykonań tego znanego utworu wybieram – mając co prawda krótki dylemat, ale z góry przesądzony – „La Mer” w wykonaniu Dalidy. Ta nieskończoność, ta swoboda, ten urok i ta uroda.

*

Plaża. Zjawisko w Polsce rzadkie i bodaj nieistniejące w szerokim kulturowym kontekście. Cóż powiedzieć o kontekście morza: że mamy na dnie, na dnie twoim lec, z honorem lec – jak głosi niedoszły hymn narodowy? Plaża, dzika plaża Stana Borysa już znacznie lepiej brzmi, ale to lalalalanie drażni, choć Borysa lubię, utwór jednak przepadł gdzieś w piasku plaży i dziejach polskiej piosenki.

Nie da się porównać krajobrazu Polski z krajobrazem Francji. Polska urbanizacja współczesna to ból serca, a i dawna też nie taka. Nie da się porównać historii z historią. W historii Polski morze właściwie nie istnieje. Może jako bajka, w typie zamorskich Niderlandów, to co je sprzedawał Zagłoba szwedzkiemu królowi, zaś polski szlachcic i obszarnik żyjący z eksportu zboża za morza, a głównie do tychże Niderlandów, równie niewiele o morzach słyszał i jego skojarzenia zapewne kończyły się na Gdańsku. Niby Polska była krajem od morza do morza, ale to lipa, która zwłaszcza dziś brzmi fałszywą nutą: do mórz konkretnie nie sięgała, z mórz istotnie nie żyła, żyła interiorem, nie morzem, nie handlem, nie wyzwaniami i odkryciami; nie budową statków, małymi i wielkimi portami czy rybactwem. Dopiero po II wojnie, całkiem świeżo, stała się Polska, najpierw nominalnie państwem morskim, ale szybko też realnie względną potęgą, z powodu gospodarki, która i dziś, głównie dzięki portom i wymianie handlowej, poważnie ją napędza. Jednak słabo się to przekłada na zjawiska w kulturze, znowu więc nie ma jak tego do Francji porównać.

*

A jednak, mam dla was opowieść. Prawie bajkę, bo wśród polskiej suchej nacji takie doświadczenie to rzadkość, co jest wielką szkodą dla stanu społecznej psychiki. O plaży bałtyckiej, a łączącej – na wielu poziomach – naszą plażę z plażą francuską i francuskim morzem. I o czymś znacznie głębszym, chociaż morze niegłębokie.

Lato, wakacje. Dzieciarnia szkolna pędzi co dnia nad morze. Najczęściej grupkami, czasem tłumnie. Chłopaki niosą czarne dętki, zdarzają się wielkie, takie od traktora. Dziewczynki zwykle bardziej kolorowo ubrane i z czymś odpowiednim do urody: dmuchanym kołem w łabądka i w landrynkowych kolorach, czerwonym bądź zielonym wiaderkiem i małymi grabkami, chustką na szyi czy w kolorowych japonkach. Chłopaki banalniej: bardziej rozebrani niż ubrani, wszyscy, często idąc boso, spieszą sie niecierpliwi spotkania z wodą, słońcem, wiatrem i przygodą.

Morze to żywioł. Nie ma żartów. Wraki: ten i ów się zranił, ktoś się utopił. Ale plaża i morze taką mają siłę przyciągania, a wraki bywają przedmiotem fascynacji o wiele większej niż siła obawy. Nie lęk rządzi tam, gdzie morze i ląd się spotykają, a czysta, atawistyczna, potrzeba, pożądanie tego spotkania, tego doświadczenia i nieopisywalna, bo tak pierwotna radość z przeżycia.

Leżysz na białym piasku i doświadczasz jak działa przyroda: stopy rytmicznie głaszcze subtelna fala, wygasająca gdzieś na wysokości kostek, czasem wyżej – łydek lub kolan. Jak kto lubi, a lubią wszyscy. Słońce praży. Ucho przyłożone do piasku i słyszysz całe życie plaży i morza: skrzypienie piasku pod nogami spacerowiczów, a każdy porusza się inaczej. Odróżniasz kroki dorosłego, ciężkiego, chromego, od kroków lekkich, skocznych, równo stawianych. Słyszysz zabawę: ktoś piska, szura nogami, wkręca, wciska je w piasek, by poczuć jego struktury, uziarnienia, różnice w wilgotności, między palce złapać muszelkę; wkręca się tak, by się z plażą zrosnąć w jedno. Takie pragnienie: odczuć jedność.

Słyszysz bieganinę, zmienność rytmów kroków i skoków, puknięcia pięt lądujących w piasku po wyskoku, do piłki albo z czystej, dzikiej radości życia. Słyszysz brzdęknięcia gumowej piłki plażowej i bardziej głuche pacnięcia skórzanej piłki do siatkówki. Wszystko słyszysz i wszystko możesz odróżnić. Zaczynasz mówić językiem plaży i przyrody. Masz w sobie te umiejętności, ale poza plażą o tym nie wiesz.

Czujesz zapachy plaży i morza. Całe, rozległe nuty i gamy. Pachnie piasek: inaczej drobny i suchy, a inaczej gruby i wilgotny. Pachnie, swoiście, linia wygasającej na piasku fali. Ma swój dźwięk, za każdym razem inny. Pachnie kępka wydmowej trawy, pachnie muszla, pachnie kamyk i kawałek drewna wymoczony w morzu. Pachnie mokry ręcznik, gdy schnie razem z tobą i pachnie po swojemu, gdy łopocze na wietrze gdy go okręcisz wokół patyka, albo zawiesisz na szyi.

Roztapiasz się w słońcu leżąc na piasku, jak masło, wsiąkając w plażę. To uczucie nieskończone. Chcesz się stać plażą. Po chwili podrywasz się, paroma susami dopadasz wody i rzucasz się w nią nieprzytomnie. Pod falę albo na falę. Taką ma moc przyciągania morze. Pluskasz się, chlapiesz, nurzasz, nurkujesz, przewracasz, pływasz. Grasz w piłkę z innymi, łapiesz ją i ze złapaną piłką, albo tylko w pościgu za nią – dajesz nura. Ładujesz się do koła, albo w ośmiu ładujecie się na dętkę traktora, a potem trwa przepychanka: kto się utrzyma, a kto wpadnie w wodę.

Między plażowiczami snują się lodziarze. Z niewygodnymi pudłami, pełnymi jednak smakowitej zawartości. Choć mnie kusiły wyłącznie kalipsiaki, zwłaszcza te duże. Też pachnące – śmietaną, słodyczą i słońcem. Jadło się z papierka, nie nadążając za topiącą się zawartością, która ściekała po palcach i rękach, więc była kolejna zabawa: zlizywanie kalipsiaka z rąk lub kolan. Albo jadło się z patyka, co miało podobny efekt: lód ciekł czystą śmietaną, albo tą ciemną, kakaową czy kawową i też trzeba było szybko lizać by nie stracić, zwłaszcza, że pod lodem porafił się znaleźć młodszy braciszek, lub kolega-spryciarz łowiący lody-gołąbki wpadające do gąbki.

Morze też pachnie. Pachnie świeżością wody, pachnie sztormem, czasem portem. Pachnie północą albo zachodem. Pachnie nieznanym światem. Pachnie przygodą i śmigającą w niej rybą. Pachnie, gdy wynurzysz się z meduzą na twarzy: jestem Meduzą! Pachnie wodorostami, złapiesz też czasem zapach zdechłej ryby, albo ropy oblepiającej dryfującą kłodę. Pachnie słońcem, pachnie fotosyntezą bilionów glonowych komórek pracowicie przerabiających energię światła na pożywienie i tlen.
Inaczej pachnie woda chłodniejsza, a inaczej ciepła. Pływasz w morzu, a między jeziorami – wody cięższej i chłodniejszej oraz lżejszej i cieplejszej.

Dajesz nura w głębinę. A tam pokaz laserów i świetlnych mieczy: snopy słonecznego światła, odbijane w żywych lusterkach wody lub puszczane mimo, drążą wodę po dno, rysując na nim szalone wzory, a nieprzewidywalnie ruchliwa powierzchnia morza tworzy na piaszczystym dnie nieustanne sieci, koronki, wydzieranki wzorów będących osnową dla słonecznych snopów. Tak cię wciąga niesamowistość widowiska, że zapominasz o oddechu. Staje się niepotrzebny: słuchasz i patrzysz, masz morze w oczach. Stajesz się morzem.

Na plaży szczęśliwi ludzie. Jedni przyszli tu może o czymś zapomnieć, ale wszyscy cieszą się słońcem, wiatrem, niebem plażą i morzem. Plaża i morze są zmysłowe i są demokratyczne. Zobaczysz tu mnóstwo zgrabnych i pięknie młodych sylwetek ludzi, będzie pełno szczęśliwych zwierzątek plażowych: maluchów nago sie taplająch w morzu albo czołgającyh po piasku. Ale zobaczysz też ludzi niemłodych i nawet starych, zgarbionych, krzywych, naznaczonych cierpieniem, formalnie nieestetycznych. Ale ta nieestetyczność się przemienia w coś ładnego, gdy czujesz organiczne złaknienie i radość ludzi ze słońca i wody, przed którą nie chcą mieć tajemnic, więc i swoje zmęczone ciała odsłaniają chcąc, by słońce, morze i wiatr dobroczynnie na nie działały. Zobaczysz ludzi dawno juz dorosłych, starych nawet, którzy położą się w płytkiej wodzie, by fala nimi kręciła, obracała, poniewierała, a oni bawią się tym jak dzieci, śmiejąc sie i popiskując czy wesoło komentując. Bo może pierwszy raz od dzieciństwa znowu poczuli sie dziećmi, szczęśliwi przypomnieli to sobie, a może też pierwszy raz w życiu w ogóle poczuli się dziećmi. I tak bywa na plaży.

Zdarzy się, że na plaży pojawi się zakonnica. Uwięziona w czarnym, czasem szarym habicie, co boli gdy na więźniarkę patrzysz, ale i ona łaknie odrobiny choć szczęścia w nieuświadomionym nieszczęściu: zdejmie sandały i z lekka unosząc krawędź więziennego stroju, zanurzy gołe, białe stopy w wodzie. Wtedy chcesz krzyknać: mon Dieu, co robisz ludziom!

Pora roku nie ma znaczenia. Niezależnie od tego, czy to skwarny lipiec, listopad czy marzec, ludzie chcą i potrzebują morza, plaży, powietrza i nieskończonego widoku, po daleki horyzont. Nie wiedząc o tym, coś poza świadomym umysłem ich pyta: co jest za tą linią. Coś woła: chcę tam wędrować. Za góry, za lasy, za siedem mórz.
Ludzie się opalają, bawią i nieustannie wędrują brzegiem. Jedną noga po suchszym gruncie, drugą chlapiąc w wodzie. Coś w środku nas, o czym nie mamy pojęcia, tak nam każe.

Afrodyta wynurzająca się morza to archetyp, istota nas samych, o której zapomnieliśmy jako ludzie poddani presji kultury. Jest w nas Wielki Błękit.


*

Kiedy to się działo, nie miałem o tym pojęcia, bo zacząłem pojmować później: na plaży wracałem do pierwotnego stanu – ateisty. Odradzało się we mnie to, co było tłumione: ja sam. Nie żaden katolik, a dziecko plaży, dziecko morza, dziecko ewolucji i Wszechświata. Jestem pełen wody, morskiej wody. W wodzie się urodziłem: każda komórka mojego ciała powstała pierwej w oceanie i każde jej tętnienie z oceanu się wzieło; z wody na świat wyszedłem. Zanim zaś wyszedłem, byłem zarodkiem, rybką z solidnym ogonem. Nic we mnie bez tego nie działa. I to jest dobre, to jest sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, choć zupełnie niereligijne. To mi się podoba i w tym mam upodobanie.
Jestem falą, jestem rybą, jestem morświnem, jestem meduzą. Czyli jestem sobą. I do morza wrócę. Do tego kosmosu, który nie ma końca.

Bo gdzie się kosmos, kurna, kończy, skoro stół się kończy tu?! – jak wykrzyczał, przeczuwając siebie, chuligan Janek w Big Bangu.

Czyż to nie jest też francuskie?

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 282

Dodaj komentarz »
  1. Nie dziwi mnie zachwyt nad Francją. Jest tak piękna i urozmaicona, że dziwię się Francuzom, którzy urlop spędzają za granicami swego kraju. Przemierzałem ten kraj kilkakrotnie i to różnymi ścieżkami, np. z Paryża przez Lyon do Nicei, TGV z Paryża przez środek do bordeaux i powrót z Lourdes przez Masyw Centralny autem. Były chwile, gdy myślałem, że jestem na pustyni i bałem się awarii samochodu na pustkowiu, ale nie zapomnę smaku dojrzałych brzoskwin, kupionych od producenta przy drodze (departamentale lub kiepskiej nationale?) w okolicy Orange – 9 franków za kilo i to w 1974 roku- cholernie drogie, ale niebo w gębie!
    W zasadzie nie lubię plażowania, ale spacerowałem kilometrami na plażach atlantyckich koło Touquet i podziwiałem, błyszczące kawałkami miki w słońcu, morze w Cannes – ach – łza się w oku kreci. „Nie dla mnie sznur samochodów…”!

  2. PS
    Nie przepadam za Dalidą, a „La mer” łączy mi się wyłącznie z Charles Trenet!

  3. Antonius
    14 lipca o godz. 19:53

    Mój komentarz
    Francuzi zostali obdarowani przez historię najlepszym kawałkiem ziemi w Europie. Ale też na tym kawałku zagospodarowany został i wytworzył, wydał jedną z „najlepszych” cywilizacji, od Gallów i Franków poczynając.
    Pzdr, TJ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Francja jest super, byle nie korzystać z ich służby zdrowia 🙄

  6. Ewolucja jest abstrakcją, daleką od realnych doświadczeń codziennego życia. Jest intelektualnym konstruktem szacownych profesorów, którzy w swoich laboratoriach badają jedynie wypreparowane naukowo aspekty życia. Człowiek jako wytwór ewolucji też jest abstrakcją, w rzeczywistości taki ogólny człowiek nie istnieje. Istnieją tylko poszczególni ludzie, których doświadczenie nie obejmuje milionów lat ewolucji od prostych organizmów wodnych do homo sapiens, ale jedynie kilkadziesiąt lat rozmaitych przeżyć. Bowiem konkretny człowiek jest złożonym kompleksem przeżyć i doświadczeń między narodzinami a śmiercią i to one konstytuują tak naprawdę życie i istotę człowieczeństwa, a nie procesy komórkowe, czy też ekspansje paleozolicznych płazów na ląd. Nie uczestniczyłem w tych ewolucyjnych procesach, nie wyłaziłem z wody na ląd, nie jest to częścią mojego ludzkiego doświadczenia. Moje istnienie i doświadczenie jako człowieka zaczęło się kilkadziesiąt lat temu i najdalej za kilkadziesiąt lat się zakończy. Tak naprawdę konkretny człowiek jest tylko trójwymiarowym kolorowym filmem (z uwzględnieniem dodatkowych wrażeń dotykowych, zapachowych itd.) który w pewnym momencie ni z tego ni z owego zaczyna się wyświetlać i po pewnym czasie ni z tego ni z owego urywa się. Uświadomienie sobie tego pozwala zrozumieć, że wszelkie historie czy to naukowe, ewolucyjne, kosmologiczne czy inne są tylko próbą racjonalnego wyjaśnienia, dlaczego ten film zwany indywidualnym człowiekiem nagle się zaczyna i równie nagle się kończy. Te racjonalizacje są jednak średnio skuteczne, gdyż nie wyjaśniają absurdu doświadczenia człowieczeństwa, które trwa przelotną chwilę w historii wszechświata, zaczynając się i kończąc w czarnej pustce wieczności. Innymi słowy, nie było mnie przez miliardy lat istnienia wszechświata, teraz jestem przez kilkadziesiąt lat, a potem znowu mnie nie będzie przez następne miliardy lat. No i niech nauka objaśni racjonalnie jak potrafi ten irracjonalny do bólu fakt.

  7. Louis de Funes był Hiszpanem, n’est ce pas. Ale taki Trintignant nie był, awww Delona za to nie lubimy w ogóle.

  8. A Lino Ventura? Wprawdzie urodzony we Włoszech…
    Philippe Noiret, Belmondo, Gabin, Fernandel, Jean Rochefort, Jean Reno…?

  9. Tobermory
    14 lipca o godz. 21:14

    Nie, nie, nie, nie, nie(!), nie, no ostatecznie…

  10. Hmmm… 🙁 Chyba nie Depardieu? 😯
    Reszta to same jakieś wymoczki 🙄

  11. Tobermory
    14 lipca o godz. 21:26

    😀 nie i hm, bo link się nie otwiera ale zdjęcia całkiem niczego

    Bardotka czy Catherine Deneuve? Albo jakaś inna?

  12. Tobermory
    14 lipca o godz. 21:28

    no nieeeee no, coś pan

    Trintignant. Albo Jasiukiewicz, ten sam typ /somebody has a type/

  13. A ten, nie Francuz przypadkiem? /pobożne westchnienie/

    znikam bo za dużo

  14. Było ich trze.
    Jeden napisał.
    Drugi sfilmował.
    Trzeci zagrał.

    https://www.youtube.com/watch?v=Btz5vG74laA

  15. We Francji nie byłem, ale:
    1/ czwórka dzieci była,
    2/ jedno mówi po francusku,
    To chyba jest jakaś forma cywilizacyjnego postępu, żeby dzieci były lepsze od rodziców i więcej widziały, co nie?

    Uważam, że Polska powinna spróbować właśnie z Francją rozwinąć współpracę naukowo-przemysłowo-wojskową. Polityczno-emocjonalnie strawniejsze dla Polaków od tego samego z Niemcami, a w sumie, biorąc pod uwagę duży stopień integracji twardego jądra EU wyjdzie na to samo.

    Uwalenie kontraktu na francuskie śmigłowce to durnota albo robota agenturalna. Kupowanie a nawet branie w dzierżawę tak wielu Boeingów zamiast produktów Airbusa to durnota albo robota agenturalna. Z USA nigdy nie osiągniemy możliwego moim zdaniem poziomu współpracy naukowo-technicznej jak z Francją.
    Wiedział to już Gierek.

  16. Nefer
    14 lipca o godz. 21:02

    Meteor. Całego kubełka nie zdążysz.

  17. zza kałuży
    14 lipca o godz. 22:10

    Uważam, że Polska powinna spróbować właśnie z Francją rozwinąć współpracę naukowo-przemysłowo-wojskową. Polityczno-emocjonalnie strawniejsze dla Polaków od tego samego z Niemcami, a w sumie, biorąc pod uwagę duży stopień integracji twardego jądra EU wyjdzie na to samo.
    Uwalenie kontraktu na francuskie śmigłowce to durnota albo robota agenturalna. Kupowanie a nawet branie w dzierżawę tak wielu Boeingów zamiast produktów Airbusa to durnota albo robota agenturalna. Z USA nigdy nie osiągniemy możliwego moim zdaniem poziomu współpracy naukowo-technicznej jak z Francją.

    Mój komentarz
    Uwalenie kontraktu na caracale, to jest osobista durnota Jarosława Ka, który nie zna historii Europy choćby w zakresie szkoły średniej, a nie zna, bo to mu było w życiu niepotrzebne. U niego wiedzę zastępują stereotypy oraz insynuacje.

    On został na wieki ignorantem w tej dziedzinie, co pociąga za sobą groźniejszą rzecz – ignorancję przywódcy obozu politycznego w Polsce w dziedzinie stosunków międzynarodowych, zupełny brak rozeznania kto jest kto i co się za tym kryje, co to jest UE, jaką rolę mogłaby pełnić w niej Polska.
    Generalnie Kaczyński nie jest w stanie zrozumieć pojęcia „wspólnota”. U niego istnieją tylko MY i ONI oraz przyjaźń w objęciach aż do zaduszenia lub wrogość na bagnety.

    Też jestem tego zdania, ze przemyślane dokończenie kontraktu na caracale przyniosłoby wiele korzyści dla współpracy wewnątrz UE, wiele technicznych i organizacyjnych rozwiązań jako że Airbus, to jest poważna marka. Przyniosłoby więcej współpracy i przyjaźni wewnątrzunijnej. Polska stałaby się bardziej unijna.
    Pzdr, TJ

  18. @tejot 14 lipca o godz. 23:27

    Dla takiego jak ja stolarza z młotkiem w ręce wszystko na co patrzy wygląda jak łepek gwoździa, wiem.
    Tak, w elektronice Amerykanie i Tajwańczycy i Koreańczycy Południowi i Japończycy i Singapurczycy mają dużo wiecej i dużo bardziej innowacyjnych i dużo bardziej zyskownych firm elektronicznych niż Francuzi.
    Ale…
    To ale IMHO polega na tym, że oni wszyscy raczej nie widzą, tu i teraz, żadnego interesu w dzieleniu się swoimi kompetencjami z Polakami. Nawet aktualny prezydent Trump, mimo, że podobno tak lubi się z Dudą i tak pasują mu zwiezione autobusami góralsko-podlaskie wiwaty w Warszawie, patrzy globalnie i inwestował nadmiernie w Polskę vis-a-vis Rosji nie będzie. Dzisiejsza Ameryka Trumpa nie widzi w Polsce państwa frontowego, mimo wszystkich wrzasków pisoidów. A zatem nie ma motywacji udzielania Polsce podobnej pomocy jaką obdzieliła w/w państwa frontowe. Frontowymi kiedyś w zimnowojennej konfrontacji z ZSRR a dzisiaj z Chinami kontynentalnymi. Bez tej amerykańskiej asysty żadne z w/w. państw nie rozwinęłoby, albo wcale albo w dużo mniejszym stopniu i dużo później swój przemysł elektroniczny.

    Podejrzewam, że podobnie było z resztą ichniej gospodarki.

    Francuskie firmy elektroniczne są zatem „troszeczkę gorsze” od tego, najlepszego miałby do zaoferowania Wielki Brat z Hameryki wraz z azjatyckimi wychowankami, ale – GDYBY ZOBACZYŁY PO POLSKIEJ STRONIE POWAŻNĄ OCHOTĘ DO INTEGRACJI – ZUPEŁNIE NATURALNIE WRÓCIŁYBY DO PRZEDWOJENNEGO MYŚLENIA O RÓWNOWAŻĄCEJ NIEMCY ROLI POLSKI.

    A z Polskiej strony ten „troszeczkę gorszy” od najlepszego na świecie poziom francuskiej elektroniki to i tak i tak stratosfera. To nieosiągalny kosmos. To – na razie – nieziszczalne marzenie.

    Myślę, ze z Polską łatwiej mógłby przebiec proces rozpuszczania niemieckości w Europie. Dodalibyśmy objętość polskiego społeczeństwa do tej mikstury i z jednej strony owo „rozpuszczanie”, czyli zmniejszanie stężenia Niemców w Europie z pewnością podobałoby się wielu innym krajom w EU a z drugiej strony MUSIELIBYŚMY WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SUKCES INTEGRACJI.

    No ale to wszystko myślenie z księżyca dla sukienkowych chcących z Wolski uczynić jakiś ostatni szaniec katolicyzmu w Europie oraz dla pisoidów, nie mających żadnych innych poza narodowym szowinizmem oraz izolacjonizmem pomysłów na rządzenie ludźmi.

  19. tejot
    14 lipca o godz. 23:27

    w przyrodzie i w biznesie nie ma miejsca na próżnię: caracale będą produkować orbanowskie Węgry tak dla siebie, jak i np dla Ukrainy. U nas z wyrobów zaawansowanej elektromechaniki będą wkrótce beczki na kapustę kiszoną klejone z brzozowych trocin (wersja smoleńska), specjalne przedłużacze (cienkie i długie) do polskich aut elektrycznych. Reszta priorytetów już prawie zrealizowana, zostało jeszcze tylko:
    1 powołać 5. wirtualna dywizję trolli korpus Karnowski Brothers do skutecznego zwalczania opozycji w internecie
    2. potem 6. dyw. różańcową (nie mylić z krokodylem) w Tęczochowie do obrony „narodu polskiego suwerena” przed LGTB i innymi dżenderami
    3. to i przyda się 7. dyw. „tatowska” im. O. Tadeusza Dyrektora zlokalizowana w Toruniu (a gdzie by indziej?) do walki z UE i Izraelem,
    4. skok technologiczny ale nie wskutek nabycia F35 czy temu podobnych przeżytków, bo od razu powstanie 8. dywizja numer 30303 z niepoliczalną liczbą ultra tajnych i kompletnie niewidzialnych suuuuuper przez to nowoczesnych samolotów tylko dla niepoznaki upodobnionych do dronów z Biedronki. W sam raz na okoliczność zagrożenia niepodległości na paradach LGTB, KODu i Obywateli RP. Sterownia na Nowogrodzkiej, miała być w drugiej wieży, ale pierwszej też na razie nie będzie, czyli może jakieś dżojstiki na „pieprz… Żoliborzu” (to nie ja, to Muniek).

    Jak już wyklepiemy (byle do Wiosny?) ten pierwszy milion elektrycznych aut, to z rozbiegu zrobimy se jeszcze z tego, co zostanie tak z 50 okrętów w radomskiej stoczni, z głowicami kupionymi okazyjnie na ebayu, w sam raz do patrolowania trójmorza, rzek, jezior, rowu helskiego i basenów.

    Taki to jest kill łoter ten nasz żoliłoter.

  20. /znad papierów/

    Tanaka, bo nie powiedziałam. Ładnie literacko napisane, włożyłeś dużo pracy 🙂

    /papiery, niestety/

  21. To ja dołączę trochę plaży i morza …
    https://photos.app.goo.gl/eDqYcEbVG9of3FAw5

  22. Kaczyński oddzielny, Polska oddzielna w Europie
    Zza kałuży, dodam do moich i twoich postulatów dla Polski, Francji oraz niemieckości w UE, przykrą konstatację.

    Kaczyński jako Prezes Polski jest generalnie za osobnością Polski w Europie.
    Symbolem czynem dla tej osobności jest całkowite uwalenie Trójkąta Weimarskiego oraz kultywowanie Grupy V4 (Wyszehradzkiej) jako środka do mobilizowania czterech krajów Międzymorza przeciwko pomysłom na integrację UE tu i ówdzie w Unii się pojawiającym.

    Kaczyński jeśli chodzi o politykę zagraniczną, jest człowiekiem nadzwyczajnym, bo ma naturę osobnika oddzielnego i tą swoją oddzielność (autyzm plus solipsyzm) stara się zaaplikować państwu, któremu prezesuje, przełożyć na działania polityczne międzynarodowe, na których słabo się wyznaje. Stąd to głoszenie Polski jako Wyspy Wolności w Europie, stąd Polska bijącym sercem Europy, stąd rechrystianizacja Europy, o której marzy prawdomówny premier-kłamczuszek, stąd zawracanie kijem Wisły we wczorajszym przemówieniu PMM na mszy zlotowej Radia Maryja w Częstochowie:

    „jest też droga pusta, ponura, droga donikąd. Chcemy wszystkich tych, którzy są na takiej drodze, przyłączyć do nas. Polska musi być jednością. Chcemy zjednoczenia naszego całego narodu pod biało-czerwonym sztandarem”.

    Dla Prezesa Polski Europa, to jest właśnie taka droga donikąd. Morawiecki powtórzy wiele za Prezesem, a może i wszystko.
    Pzdr, TJ

  23. @Tanaka
    Ech, ta piękna Francja elegancja!
    Nie powiem, że poznałam całą, ale głównie od Paryża po Marsylię.
    Opisujesz ją z wielkim smakiem i – rzekłabym – z czułością, jaką traktuje się miejsca i osoby szczególnie bliskie. W przypadku Francji mam podobnie.
    Bardzo żałuję, że Polska, bogata w różne krajobrazy (góry, niziny, lasy, łąki, jeziora, morze), nie szczyci się przesadnie tym, co poniekąd ją do Francji upodabnia. Skala urody trochę mniejsza, ale warta, by się nią szczycić.
    P.S. Dla @Neferki, której znakiem rozpoznawalnym jest jak najmniejsza liczba słów, wspartych westchnieniami i monosylabami, Twoja opowieść o Francji jest za długa. Nie przejmuj się. To tylko różnica pokoleniowa, znak czasu. Czy teraz ktoś pisze dluuugie listy, zwłaszcza w internecie?

  24. Chciałam przypomnieć że Pierre Brice (Winnetou) był Francuzem. Depardieu znakomity aktor, ale okropny, tłusty brzydal. Syna miał niczego sobie (też aktora), ale zmarł młodo w jakiś idiotyczny sposób. Kiedy myślę o przystojnych aktorach, to Francja raczej mi nie przychodzi pierwsza do głowy (ani druga, ani nawet trzecia,…)

    Nigdy nie byłam frankofilką, ani nawet francuskiego się porządnie nie nauczyłam :(. Trochę szkoda, piękny kraj, dobre żarcie, trzeba by tam spędzić więcej czasu, może na emeryturze. Czy można się tam już bez bólu dogadać po angielsku, czy jednak brać się za ten francuski?

  25. /szeleszcząc/

    Pierre Brice to Konstancji jest, zaklepany.

  26. Nefer
    15 lipca o godz. 13:01

    Brice czy Winnetou i tak był komiczny w wersji niemieckiej : apacz i hande hoh!. Śmiech za każdym razem.

  27. @scrambler
    15 lipca o godz. 13:47

    Od razu poznać, komu pierwsze kontakty z językiem niemieckim zawdzięcza „Czterem pancernym”, „Stawce większej niż życie” czy innym polskim filmom wojennym 😉
    Pierre Brice przez całe życie nie opanował niemieckiego na tyle, żeby nie musiał być dubbingowany.

    @izabella
    15 lipca o godz. 12:36

    No właśnie, żadnych Connerych w tej Francji 🙁 Ale aktorki – owszem, owszem.
    Co do dogadania się po angielsku, to największe szanse są w regionach nadmorskich, gdzie gości dużo turystów brytyjskich – Bretania, Normandia, Akwitania… W sklepach i hotelach super, restauracje – so so la la, szpitale – marnie.
    We Francji byłem już chyba we wszystkich regionach poza Ch’tis (Nord-Pas-de-Calais), choć od dawna mam to w planach. jakoś dotąd nie po drodze. Wszędzie znajdzie się coś interesującego, pięknego, smacznego… Byle mieć dużo czasu 🙄

  28. errata
    nie „komu”, lecz „kto”

  29. @Tanaka
    Popieram całkowicie. Francja to jest Francja i inaczej nie potraffię jej nazwać. No bo jak zaczne wliczać, to nie skończę. Ma góry, lasy, doliny, rzeki, miasta, zabytki i caracale, którymi Macierewicz wzgardził.
    Ale Tanako nie wspomniałeś ani słowa o Lyonie, mieście , które trzeba zobaczyć i umrzeć, jak to powiedział jakiś bałwan o Neapolu.
    No i kultura na codzień, uśmiechy przypadkowych ludzi, uprzejmość, która ponurym nadwiślańskim rodakom wydaje się powierzchowna, obłudna. Tak powiedział mlody Polak o kasjerce w auchanie: Dlaczego ona się do mnie uśmiecha, jak na mnie wcale nie leci ?
    Na tym kończę moją laurke; Twoja jest wystarczająca, pełna opisów i zachwytu.
    Ps
    Mam taka uwagę do zgryźliwej opinie Tobermorego na temt francuskiej służby zdrowia. Znam tę służbę bardzo dobrze; byłem kilkakrotnie operowwany, wyciągnięto mnie z raka, jestem pod stałą kontrolą cudownej lekarki, która rok rocznie wyeżdza na miesiąc do Afryki by zajmować się tam chorymi. Lyon jest jednym z europejskich centrów leczenia raka. Przyjeżdżają tu chorzy z Włoch, Hiszpani, Wlk.Brytani.
    Będąc skromnym emerytą mam całkowite ubezpieczenie; w aptece odbieram lekarstwa za darmo. Może w Szwajcarii też jest tak smo dobrze; nie ośmieliłbym się krytykować szwajcarskiej służby zdrowia, nie znając jej.
    Francuzi nie wiele ustępują Amerykanom pod wzgledem wynajdowania i stosowania nowych lekarstw (instytuty Pasteur, Merieux). Róznica jest jednak taka, że we Francji nawet skromny emeryt ma łatwy dostęp do leczenia, a w USA ten dostęp jest dla bogatych (taka uroda kraju selfmenów)

  30. Rogger77
    14 lipca o godz. 20:54
    Takie myśli przychodzą człowiekowi od początku, kiedy stał się człowiekiem uzyskując świadomośc i pytając się : Co ja na tym świecie robię ?
    Więc powtarzasz to egzystencjalne pytanie. Nihil novi, choćby zakład Pascala. Kiedyś to mnie tez trochę trapiło. Ale wiesz, że jakoś z tym egzystencjalnym niepokojem sobie poradzilem. Wiem, że wyłonilem się z niebytu i do niebytu wrócę i to życie, które mialem, mam i jeszcze trochę będę miał, raz mnie przygnębia, jak mam depresję, a raz mnie cieszy. Najgorsza jest nuda, ale ta zdarza mi się rzadko, ponieważ fascynują mnie osiągnięcia nauki, ewolucja, Kosmos, i nie przeszkadza mi w tym zachwycie to , że jestem, jak znów powiedział Pascal, myślącą czciną. Ojej, jaki ja biedny, umrę więc po co ja żyję, uczę się czegoś, bogacę jak i tak mnie nie będzie
    Jest wiele tajemnic, choćby ewolucja. Pytania; dlaczeg big bang, dlaczego wodór zacząl się organizowac w gwiazdy, dlaczego w gwiazdach powstają cięższe pierwiastki, dlaczego te pierwiastki tworzą związki chemiczne, dlczego z tych związków powstały żywe organizmy, dlaczego z tych organizmów wyłania się świadomość i dlaczego ta świadomość zadaje sobie te wszystkie pytania „dlaczego” ?
    Ale na boga, Rogger, co to ma wspólnego z rzekomymi tajemnicami, które serwuje oszust religijny, jakąs trójcą świętą wyposażoną w ducha świetego , Maryją dziewicą itp.
    Nauka w horyzoncie, w granicach prawdziwych tajemnic porusza się rozwija, odsłania ciągle rąbek owej tajemnicy świata i na tym polega duchowośc ateisty, nie mająca nic wspólnego z pseudo-duchowością oszustów albo glupców.
    Ale jeśli Ci jest potrzebna wiara w transcendencję, w niesmiertelność, no to Ci wspólczuję i życzę pomyślności.

  31. Tobermory
    15 lipca o godz. 16:20

    Winnetou / Brice raz widziany przelotnie na jakimś deutche welle faktycznie machał ustyma coś innego niż leciało z głośników. Ale efekt niezapomniany. Wychowywałem się w małym miasteczku z malutkim, zaśmierdłym i ciasnym kinem. Bilety sprzedawano wszystkim chętnym, ale nie każdemu dane było wejść do środka na jakiś lepszy ówczesny hit (Laurel & Oliver , Winnetou etc), ostatni wpuszczeni szczęśliwcy konsumowali kulturę na stojaka. To ja już wolałem książki, a jak tak, to choćby serię A. Szklarskiego o przygodach niejakiego Tomka. Ale największe wówczas wrażenie zrobiła na mnie trylogia Proxima autorów Borunia i Trepki. Potem był Lem. Czyli wieloświat bez dubbingu wyobraźni.

  32. @Tanaka

    Streszczenie części drugiej w koncepcji brutalno-osobistej:
    … a słowo ciałem się stało i pływać przestało,
    … bo w plaży nad Styksem się zakochało.

    Taki kant do okrągłego stołu. I najlepiej bez kasy dla ferrymena.

  33. Tanaka puścił wodze… ale z jakże smakowitym efektem.
    Elegancja, Francja, krajobrazy, morze, plaża i czar dwóch kółek. Wszystko w jednym. Fajne!

  34. @Ewa-Joanna 15 lipca o godz. 9:42
    Aaaach. Jak za morzem generalnie nie przepadam, tak mnie jednak rozmarzyłaś tym oceanem.
    A te białe plamki na piasku to te kraby co jest jeden na ostatnim zdjęciu?

  35. Dzięki Tanaka!!!
    Mieszkam we Francji od wielu lat, z podziałem na dwa departamenty Gard i Ariege oddalone od siebie o około 200km ale drogami 300 (takie skróty do nadmorskich nizin) i kocham to.
    Takich pięknych i „łatwych” dziewczyn nigdzie więcej się nie spotyka.
    Dla hardcore ateistow następny link warty obejrzenia:
    https://www.youtube.com/watch?v=N5UzaaxLo00

  36. No, miałem nadzieję, że ktoś się wreszcie ujmie za francuską służbą zdrowia, która w Lyonie, a może nawet w Paryżu, Tuluzie i Bordeaux ma przodujące w świecie kliniki i troskliwych oraz fachowych lekarzy 😎
    Ja opisałem subiektywnie moich ponad 5 godzin w prowincjonalnym szpitalu, kiedy ze złamaną kostką czekałem na pomoc i obserwowałem, co się działo na oddziale Urgence w tym czasie. Niczego nie zmyśliłem ani nie podkolorowałem dla wzbudzenia dodatkowej grozy.
    A potem jeszcze przeczytałem opinie pacjentów (francuskich) na stronie tego szpitala w internecie… 🙁

    Les urgences ne prennent pas en charges les gens quand il le faut, et ne font pas attention à leur patient.

    Incompétence du médecin lors de la prise en charge aux urgences. J’en subi toujours les conséquences.

    ller aux urgence pour agression avoir un jour d’arret Soit disant n’avoir presque rien alors qu’apres Être aller voir des professionnels compétant j’ai deux fracture à la mâchoire.. Merci !
    …..

    Miałem szczęście, że tutejsza lekarka, do której poszedłem na zaleconą kontrolę poziomu trombocytów, złapała się za głowę na widok mojego gipsu i zorganizowała natychmiast właściwe zbadanie nogi i założenie gipsu stosownego do rodzaju kontuzji. Badanie krwi (z palca) trwało 5 minut i zrobiła je asystentka tej lekarki. We Francji zajęły się tym trzy panie z tytułem doktora, pobrały krew z żyły, a wyniki chciały mi wysłać pocztą do domu. Na mój stanowczy protest zgodziły się łaskawie (sarkając między sobą na temat „Allemands, co chcą wszystko natychmiast”) podać mi wyniki po godzinie.
    W obu badaniach mierzono dokładnie te same parametry (cały szereg), w takiej samej maszynie.
    O braku mydła w szpitalnych toaletach nie będę już wspominać.

    Następnym razem udam się do Lyonu 😎

  37. Dziś na arte dwie Francuzki (Isabelle Huppert i Miou-Miou) spotykają się w… Lyonie, zakochują w sobie i próbują wyrwać z ich mieszczańsko-kołtuńskiego życia 😎

  38. Tobermory
    15 lipca o godz. 20:12

    A dzis na arte o 01 z minutami – Lucerna 2016 Mahler symphony no 8 pod dyr. Riccardo Chailly ( jego inauguracja jako szefa festiwalu )

    No i cieszę sie, że za kilka dni w końcu pozbędziesz się gipsu 🙂

  39. Na marginesie
    15 lipca o godz. 18:41

    19 do 34 przeciw, po raz drugi. Ho ho. Tak mi przykro /eyeroll/

  40. @Nefer 15 lipca o godz. 21:01
    Auć! To niechybnie podła zemsta i szykany?

  41. basia.n
    15 lipca o godz. 20:47

    mimo usilnych poszukiwań w neciowym zsypie – nie znalazłem w nim załącznika do Twojego wstępniaka-podstępniaka letnio paprociowego. Ale od czego są stare zakurzone (ino z wierzchu) tzw. nośniki magnetyczne. Poniżej brakujący element :

    https://drive.google.com/file/d/1tOGoraM8nh-3TDT_KGTU2aEzjCPvN3l5/view?usp=sharing

    Do @Tanaki
    plażowania pasuje jakby mało, ale „bierta i jedzta” jak powiedział starszy pan w stroju piekarza z torbą po mące na głowie.

  42. Na marginesie
    15 lipca o godz. 21:22

    Na salę obrad zapewne przyniesiono wiadome wina.

  43. Na marginesie
    15 lipca o godz. 18:41

    Ech, gdybym to ja tak umiał: oknem włazić, jak drzwiami wyrzucą.

  44. Szary Kot
    15 lipca o godz. 21:49

    Ja oczyma duszy mojej widzę ośli zad na siłę zbiorowo przepychany przez zbyt wąskie przejście. Sorry za ten mental image…

  45. scrambler
    15 lipca o godz. 21:33

    Sprawiłeś mi ogromną przyjemność !
    Właśnie słucham .

    Dziękuję !

  46. Och, nie. No jak mogłam zapomnieć. Jest jeden Francuz, który, z którym, no na którego mam chrapkę nie do pokonania. To Jean Luc Picard 🙂

    Dobranoc państwu

  47. izabella
    15 lipca o godz. 12:36
    Czy można się tam już bez bólu dogadać po angielsku, czy jednak brać się za ten francuski?
    Do podróży wystarczy parę zdań /hotel czy pytanie o drogę/ , aby
    prowadzić konwersację… Ale w końcu chodzi o zwiedzanie czy o rozmowy w kawiarni?

  48. Nefer
    15 lipca o godz. 21:51

    Trafne. Choć bywają i przykłady bezczelności innego rodzaju, nie pasujące do takiego obrazu, np. Nigel Farage. Ten przynajmniej wybornie mówi po angielsku. 🙂

  49. @Na marginesie
    15 lipca o godz. 18:36
    To kuleczki z piasku. Robi je chyba inny krabik, siedzi w tym piasku (dziurkę do chatki widać) i tak je wypycha na zewnątrz. Ale tak naprawdę to go nie widziałam, nieśmiały jest, a mnie brak cierpliwości żeby tam sterczeć.

  50. Francuska ciekawostka, może mało znana.
    Zamek Costaeres /Château de Costaérès – Département Côtes-d’Armor /; na wysepce o podobnej nazwie – swego czasu /koniec XIXw/ był w posiadaniu Bruno Abakanowicza, a bywali tam m.in Gierymski, Wyczółkowski i… Henryk Sienkiewicz, który tam właśnie napisał „Quo vadis”.
    Okolice i sam zamek jak w bajce.
    Dojazd drogą D788 w kierunku na Saint-Guirec – Plage Saint Guirec.

  51. scrambler
    15 lipca o godz. 21:33

    Z doskoku do bloga:
    pisanie o La Plaży pasuje bardzo akuratnie. Może jednak trzeba sie poddać narracji wczytując i nurkując razem z meduzą i dorszem. Wtedy się daje nura w głąb rzeczy, o czym wstepniak traktuje 🙂

  52. Ewa-Joanna
    15 lipca o godz. 22:28

    jako, że jestem doskakujący, więc telegraficznie: pyszne foty, a może najpyszniejsze te piaskowe, bo graficznie kapitalne. Też bym o kuleczki/ziarenka spytał, a o co chodzi, to się może dowiem, jak znowu doskoczę.
    No, to wyskakuję. Cześć i czołem i tak dalej 🙂

  53. basia.n
    15 lipca o godz. 22:06

    naprawdę? eeee… bo to takie plumkanie zagajnikowo-łąkowe dla oczu szeroko zamkniętych…
    a krabik dalej zawija te kuleczki z piasku…

  54. @Ewa-Joanna

    Czy te przybrzeżne, czarne a w każdym razie ciemnego koloru skałki to są jakieś wulkaniczne twory?

    Ocean i plaża przepiękne, ale bałbym się palec w wodzie zamoczyć, bo a to jadowity wąż, pająk, ryba, mięczak czy rekin… zresztą na lądzie też bałbym się w Australii, bo a to jadowity wąż, pająk, jaszczurka czy inna cholera… panie premierze, no jak tam w ty jadowity Australii żyć?!

  55. Ewa-Joanna
    16 lipca o godz. 0:12

    Ale fajne stworzonko! Ja mam tylko rybiki cukrowe w łazience – czytałem, że samiec tańczy przed samicą. Nocne śpiewy atrybuuję jednakowoż innej grupie zwierząt.

  56. @zza kałuży
    16 lipca o godz. 1:19
    To węgiel. 🙂 Jest czym na plaży ognisko rozpalić jakby co.
    Jakoś mnie jeszcze nic poza komarami nie użarło. Ale fakt , są takie różne.

  57. @Szary Kot
    16 lipca o godz. 1:43
    Poszukam na drugim kompie to dam ci linka do innych krabików, bo różniste są. Koło mnie, znaczy niedaleko mojego domu są mangrowce a tam mieszkają sobie wielkie kraby błotne, kraba nie wiedziałam, bo siedzą w dziurach, ale widziałam szczypiec. Palca zzakałużnemu utnie jak nic 🙂

  58. Wpisałem w gugla: „australijski krab błotny” i dostałem:

    http://blondedownunder.blogspot.com/2015/05/my-aussie-seafood-mud-crab-moje.html

  59. Podobał się? Ten krab znaczy? 🙂

  60. Bosze drogi… no więc ja jestem gejem!
    Gejem!
    Słyszycie kobiety blogowe?
    Gejem, gejem, gejem!

  61. Pierwszy raz w życiu gdy jadłem takie cosik podobnego, tzn. homara, to było na „Stefanie Batorym”, dziecięciem nieodrosłym będąc.

    Oraz płonące (palące?) się lody.

    No i sok pomarańczowy do śniadania = jajecznicy z szynką!
    (wtedy już lubiłem jajecznicę z szynką)

    Reszta mojego życia od tamtej podróży „Batorym” to już była zjeżdżalka w dół… 😉

    I żadnej blobynki nie zauważyłem ani się żadnym czerwonym koszulkom nocnym nie przyglądałem ani temu, że czerwony lakier z jednego paznokcia się był zdrapał…

    Jestem gejem, gejem, gejem!!!!

  62. blobynki?!

  63. Ewa-Joanna
    16 lipca o godz. 0:12

    No ludzie, dajta spokój! Przecież ten plażowy krab to jest całkiem zając. Tyle bobków strzela. Australijski zając pod postacią kraba. I odwrotnie!
    Jak bym byl taki zając, to nic, tylko bym focił te bobki plażowe, bo pod względem estetyki to one są wybitne.

  64. @Tanaka
    16 lipca o godz. 7:30
    I tu masz rację Tanaczku, piękne są te wzorki. I istnieją dopóki przypływ nie zmyje.

  65. @zza kałuży
    16 lipca o godz. 4:58
    🙂

  66. Inny ocean, inne plaże, inne klimaty:
    ‚moje’ wybrzeże

  67. Inny ocean, inne plaże, inne klimaty:
    ‚moje’ wybrzeże
    (poprawka linku)

  68. @Contrarian 16 lipca o godz. 8:37
    Piękne. Ale czy tam nie jest zimno? 🙂

  69. zezem
    15 lipca o godz. 22:21
    Do podróży wystarczy parę zdań /hotel czy pytanie o drogę/ , aby
    prowadzić konwersację… Ale w końcu chodzi o zwiedzanie czy o rozmowy w kawiarni?

    Podróż (zwłaszcza dłuższa) to raczej zanurzenie się w kulturze niż po prostu zwiedzanie i pytanie o drogę. Ale nie da się opanować języka wszędzie, więc angielski często musi wystarczyć (i czasem wystarcza). W Chinach nawet zapytać o drogę to byłoby mistrzostwo, ale oni chętnie popiszą się angielskim jeśli go znają. A Francuzi są znani z negatywnych reakcji. Mi się nie przydarzyło, ale słyszałam tu i ówdzie.

  70. @Nefer
    Widok zbiorowo wpychanego przez okno zada będzie mnie prześladował. Ja tego nie narysuję, ale może zainspiruje jakiegoś satyryka.
    Czy ta pani może jeszcze po takim upokorzeniu kandydować na prezydętkę RP? (Odpowiedź: może, a nawet bardziej).

  71. A mnie kiedyś urzekły Calanques, czyli śródziemnomorskie fiordy między Marsylią a Cassis.
    https://cache-graphicslib.viator.com/graphicslib/page-images/742×525/165306_Viator_Shutterstock_27026.jpg
    Ale tak w ogóle to jednak wolę piaszczyste plaże z wydmami nad polskim Bałtykiem, którego nienachalna uroda ma swój wdzięk. Morze zmienia barwy, chmury też i nigdy nie wygląda jak z kiczowatej pocztówki.

  72. @@Izabella, Nefer
    No to Becia dostała, na co zasłużyła. Najlepiej podsumował ją Giertych.
    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/roman-giertych-znow-szydzi-z-beaty-szydlo/c7xe05q

  73. izabella
    16 lipca o godz. 11:10

    O to! to! prezy- dętka! Umęczona broszka prezydętką umęczonej! A może umączonej? Grówno już mamy, Ubu Roi też się zbliża…. franczuska franczyza. Francowata.

  74. Ser i cuda internetu (taka zagadka na wakacje)

    Lafarre

  75. @Ewa-Joanna 16 lipca o godz. 10:04
    Gdy reszta CA smaży się przy stu stopniach F. za sprawa zimnego prądu z Alaski nad samym oceanem temperatura jest komfortowa, w okolicach sześćdziesięciu paru stopni.

  76. izabella
    16 lipca o godz. 11:08
    Aby się zanurzyć we Francji, to jest mój osąd, trzeba sporo czasu.
    Przynajmniej kilka miesięcy,a lepiej lat.
    Jeżdżąc nieco zwróciłem uwagę ,że Francuzi za bardzo nie „udzielają się” turystycznie w Europie. Będąc we Francji zrozumiałem dlaczego.

  77. Vivat Leyen-King (Queen?)!

  78. @zezem
    16 lipca o godz. 17:54

    Mając góry, morze, ocean i 643,8 tys. km kwadratowych między nimi, potrzeba kawał życia, żeby to wszystko poznać. Aż dziw, że są ciekawi innych krajów europejskich.
    Mimo to Francuzów można spotkać na całym świecie, choć w niezbyt dużym stężeniu, więc jakoś nie rzucają się w oczy.
    Na campingu w Bretanii miałem sąsiadów z Saint Tropez. Do domu mieli ponad 1000 km. Prawie tyle samo, co ja.

  79. Kto ze mną chce wzmacniać tę Europę, sprawiać, żeby rozkwitała, aby rozrastała się, może liczyć na mnie jako na oddaną wojowniczkę. Kto jednak chce osłabiać tę Europę, pozbawiać ją wartości, ten napotka we mnie nieprzejednanego wroga.
    Hm, czy kogoś konkretnego Ursula von der Leyen miała na myśli?

  80. @mag 16 lipca o godz. 12:22
    Tylko żeby jeszcze pan mecenas nie robił takich kiksów:

    Wiem, że zrobiła Pani ogromny postęp! Skoro prezes Kaczyński uznał 1:27 za sukces godny witania Panią kwiatami, to dzisiejszy wynik jest o 21 razy lepszy!

  81. Przypominam, że tym komentarzem Roman Giertych gratulował jej wyniku 21:27.

  82. Trudno, świetnie. Ale wierchuszka szampany otwiera, Selmayr out.

  83. @all
    Przeczytajcie sami, Hartman preszedł samego siebie.
    „Nie wstaniecie z grobów! Chińczycy i Hindusi nie zostaną jak jeden mąż katolikami i nie przyjdzie na ziemię Jezus, by rządzić w Pekinie i Bombaju. Nie będziecie musieli żyć wiecznie ani uczestniczyć po śmierci w niekończącej się nigdy mszy. Nie będzie raju na ziemi, bez znoju, chorób i śmierci. Nie zostaniecie „zbawieni” ani nie doznacie żadnych specjalnych „łask”, gdy ktoś pokropi was wodą, wypowiadając magiczne zaklęcia. Zjadając placek z pszenicy, nie spożywacie ludzkiego mięsa.” (…)

    Modlitwa niewierzącego

    To nieprawda, że niewierzący się nie modlą. Robią to po swojemu. Bóg nie musi istnieć, żeby się do niego modlić, tak jak życie nie musi być wieczne, aby trzeba było żyć, a dobro nie musi być bez skazy, aby było dobre. Nie wierzyć w Boga to tylko nie wierzyć w wiarę. Wszechmogący Bóg obejdzie się bez istnienia, tak jak człowiek obejdzie się bez istniejącego Boga. Czyż nie można żyć i umrzeć bez Boga u swego boku? Można. I tej możności, ba, tej konieczności nikt nie może człowiekowi odebrać.

    Kimkolwiek jesteś, Boże, nie masz takiej mocy, by zabrać mi moją niemoc i nicość. Moje jest królestwo skończoności, a Twoja jest tylko nieskończoność. Jakże Ci współczuję. Masz tylko Siebie. Jakże nudna jest Twa potęga i jakże okrutna Twoja nieśmiertelność. Ja odejdę – Ty musisz zostać. Czy modlisz się sam do siebie o zmiłowanie? Ach, Ty nie możesz się modlić. Wszak masz wszystko. Całego Siebie…

    Jesteśmy przewrotni, tworząc Twój obraz na swoje podobieństwo. My, bałwochwalcy, posunęliśmy się do ostateczności, czcząc człowieka w Tobie. Przed sobą się korzymy, siebie się w Tobie lękamy i w sobie pokładamy nadzieję, składając swój los w Twoje ręce. Jesteś dzieckiem naszego bluźnierstwa, naszego lęku i naszej pychy.

    A jednak wierzymy, że jesteś nie tylko człowiekiem. Wierzący czują Twoją obecność, Twoje wścibskie oko i Twoją przemożną i nieodwołalną wolę. Niewierzący czują zaś ciężar idei Najwyższej Istoty, którą przodkowie obciążyli umysły i serca ludów. Choć istniejesz na łasce naszej wyobraźni, ciężar Twojej Idei jest prawdziwy i dojmujący. Tak jak prawdziwa jest nadzieja ożywiająca tę Ideę. Dla wierzących to nadzieja drugiego, doskonałego życia. Dla niewierzących – nadzieja, że śmierć usprawiedliwia nasze nikłe życie i stwarza granice, w których skończone dobro, na jakie nas stać, jest prawdziwym dobrem.

    Boże nieistniejący, nie masz oczu ani uszu, aby widzieć i słyszeć piękno. Nie masz skaz i niedoskonałości, koniecznych, aby być tylko człowiekiem. Jakże nie chciałbym być na Twoim miejscu. Wymyślili Cię ludzie, biorąc sobie za wzór swoich ojców i panów. Jakże Ci to uwłacza! Czyż można ostateczną podstawę wszechrzeczy roić sobie, patrząc w wizerunek samego siebie jak w lustro? Jakże to tak wyobrażać sobie absolut w postaci czującej i myślącej osoby, osoby ojcowskiej i królewskiej, samotnej, władczej? Wybacz nam tę pychę. Ach, zapomniałem – nie istniejesz poza naszymi marzeniami. To my musimy sobie samym wybaczyć tę pychę i naiwność, nieznającą niczego oprócz człowieczeństwa.

    Boże, Ty jesteś niewierzący, tak jak ja. Sam wiesz najlepiej, że czym bardziej w naszych marzeniach istniejesz, tym bardziej nie istniejesz. Wybacz wierzącym, że stworzyli Cię tak niedoskonałym jak oni sami. Nie wiedzieli, co czynią. Ale my, niewierzący, wiemy, że spoza legend i snów o sprawiedliwym Królu nieba wyziera niepojęta bez-prawda absolutu. Zimny i obcy jak kosmos absolut rzucił nas na peryferie bytu, w ciemność świadomego życia, które wszystko pogrąża w mroku swym światłem – tak jak lampa zapalona wśród lasu. Nie mogąc wytrzymać tej nieczułości, stworzyliśmy Ciebie, dobry Boże. Na wieczną pamiątkę tajemnicy człowieczeństwa.

    Jak dobrze, że Cię nie ma, Boże! Nie zgasisz swym rozjarzonym blaskiem mądrości i piękna człowieka. Nie zalejesz powodzią swego miłosierdzia naszej ułomnej miłości. Wymyśliliśmy Ciebie z tęsknoty za czymś doskonalszym od nas. Ta tęsknota przynosi nam chlubę. To pięknie, że chcemy większej mądrości, większego piękna i większego dobra. Ale właśnie dlatego, że one nie istnieją, jesteśmy godni uznania w swych własnych oczach.

    Muszę Cię zdradzić, Boże Nieistniejący, choć tak ludzki jest Twój rodowód. Muszę Cię zdradzić, bo ważniejszy jest dla mnie twórca niż jego dzieło. Dla miłości człowieka, dla jego wielkości i dla jego klęski muszę pozostać przy nim, nawet jeśli oznacza to dla mnie porzucenie jego największego marzenia. Bo ten, kto marzy, jest ważniejszy od marzenia. Nie pozwolę, aby Twa Idea przygniotła nasze życie i ośmieszyła jego wartości. Nie pozwolę, by miłość do człowieka ustępowała wobec miłości do Ciebie, a cześć dla ludzkiego dobra i geniuszu była ledwie odpryskiem Twojej chwały.

    Nie odbierzesz nam człowieczeństwa. My, niewierzący, będziemy szanować i kochać ludzi za to, kim i jacy są, a nie za to, że są Twoimi dziećmi i obrazem Twojego majestatu. Nie zdradzimy człowieka z Tobą. Będziemy stać na straży wolnego człowieka i jego wszystkich dzieł – moralnych, intelektualnych i artystycznych – mimo że są ułomne i dlatego że są ułomne. Nie pozwolimy, aby człowiek ostatecznie ukorzył się przed swoim własnym wytworem, którym jesteś. Choć czcimy Cię jako wyraz ludzkiego geniuszu, to nie pozwolimy na to, by człowiek poniżył się, stawiając swoje dzieła ponad samym sobą i zdradził samego siebie. Znaj swe miejsce, Boże! Służ człowiekowi, jeśli jesteś taki dobry, jak powiadają. A jeśli my jesteśmy tak marni, jak powiadają, nie oczekuj od nas, abyśmy służyli Tobie i korzyli się przed Tobą.

    Mówię do Ciebie, a Ty nie słuchasz, o Nieistniejący! Ale słuchają ludzie, bogowie śmiertelni i grzeszni. Mówiąc do Ciebie, mówię do nich. Jesteś przesłaniem i pamiątką po naszych pradawnych przodkach. Nie wyrzekam się pamiętania o nich. Dlatego zawsze będę do Ciebie się modlił, zwracając się do nich i do wszystkich ludzi, którzy marzą o Tobie.

    Przez Ciebie spełnia się chwała człowieka i w Tobie wyraża się cała jego nędza. Powstały z lęku i pychy ludzkiej, oddajesz swą postacią to, co mamy w sobie najlepszego – miłość i nadzieję. Dlatego i ja Cię potrzebuję.

  84. Optymatyk
    16 lipca o godz. 20:47

    ja, 1 E-3 bloga (na lewe oko zarażone dioptriami) siem zapytowywuje, na jakie okoliczność ten blekot?
    Bo jak żart to za długi, tak prawie, jak tasiemiec diplodoka.
    A prof. Hartman napisał niekumatym, jak krowie na miedzy, że niecały świat czeka na second coming. Co najwyżej ta część pod nadzorem V kolumny tzw. chrześcijaństwa. Podobno, bo słabo to widać. I nie chodzi o dym kadzideł.

  85. Tobermory
    16 lipca o godz. 19:27
    Vivat Leyen-King (Queen?)!
    Nie jestem przekonany. Królik z kapelusza.

  86. @Tobermory
    Mimo to Francuzów można spotkać na całym świecie.
    To fakt. Jadąc w kierunku Goeteborg’a przecierałem oczy widząc niewielki samochodzik z francuskimi znakami rejestracyjnymi. :–)

  87. zza kałuży
    16 lipca o godz. 20:24

    ale tak konkretnie:
    21/27 : 1/27 = 21/27 x 27/1 = 567/27 = 21
    to gdzie ten kiks?

  88. scrambler
    16 lipca o godz. 21:49

    🙂

  89. Kiks jest w słówku „o”

    Pan Giertych ma ostry język i jest dobrym prawnikiem, niech więc nadal wytrwale gnębi pis jako obrońca jego wrogów. Ale może jednak z polityki by zrezygnował, bo poglądy ma co najmniej wsteczne. Kiksy nie kiksy, nauka nie jest jego mocną stroną.

  90. Chyba nie jestem zachwycona tym wyborem. Jeszcze nie wiem czemu, ale na pewno z czasem się dowiem.

  91. izabella
    16 lipca o godz. 22:02

    Ja też nie. Trochę na siłę przepchana, z braku laku i „bo kobieta”. I wielkie niewiadomo co. Szkoda mi Timmermansa.

    Giertych ostatnio trochę pajacuje i szczerze mówiąc w złym guście, pod słabą publiczkę.

  92. @izabella 16 lipca o godz. 22:02
    Chyba nie jestem zachwycona tym wyborem. Jeszcze nie wiem czemu, ale na pewno z czasem się dowiem.

    Ja coraz bardziej patrzę na te europejskie, unijne polityki z lotu ptaka, tak jakbym z czasem zmniejszał powiększenie układu: amerykański okular x polski obiektyw.

    W końcu zostanie mi już tylko jedno pytanie; czy w Europie wojna?

    Tak długo jak odpowiedź będzie negatywna, tak długo nie jest źle.

    Ukraińsko-rosyjskie pogranicze geograficzne jest czymś na pograniczu wojny, więc tam jest niefajnie. Szczególnie, że to blisko Polski.

    Szkoda, że trzeba czekać:
    a/ na Snowdena II oraz na WikiLeaks
    aby dowiedzieć się jaką rolę w tamtejszym konflikcie odgrywały USA,
    b/ pierestrojkę II w Rosji
    aby dowiedzieć się jaka była rola Rosji

  93. izabella
    16 lipca o godz. 22:02
    Obiekt „niezachwycenia” jest dobrze wykształcony, elokwentny i niesłychanie ambitny. Dzałalność na ostatnim zajmowanym stanowisku budziła spore wątpliwości wśród znawców przedmiotu.
    „Układanie się” z różnymi odległymi politycznie od siebie stronnictwami w sprawie wyboru potwierdza sceptycyzm czy chodzi tu o dobrze pojmowaną przyszłość kontynentu czy też o własne ego…

  94. @all

    dot. wyboru nowej cesarzowej (tą razą): ale kochani, osssochodzi? Przecie to tylko służba wartownicza forsy tak samo czyjejś, jak poprzednio i jak zawsze w przyszłości. Czyli jaka forsa, taka służba wartownicza.

  95. Lewy
    15 lipca o godz. 17:28

    Przyjmujesz założenie, że transcendencja i nauka są sobie wzajemnie przeciwstawne, że jak ktoś fascynuje się nauką, ewolucją, Wielkim Wybuchem itd. musi odrzucić transcendencję. Nie bardzo rozumiem, skąd miałaby wynikać taka konieczność. Zainteresowanie nauką nigdy mi nie przeszkadzało w zainteresowaniu metafizyką. Jak to sam znakomicie wywiodłeś, odkrycia i teorie naukowe nie przynoszą ostatecznych odpowiedzi, tylko raczej przynoszą kolejne pytania. Nowożytna nauka istnieje dość krótko w skali historycznej, teorie ciągle się kształtują pod wpływem nowych odkryć, mogą się jeszcze wiele razy zmienić. Oprócz teorii Wielkiego Wybuchu, jest teoria strun, teoria wielu wymiarów, wszechświatów równoległych itd., tak naprawdę bardzo niewiele wiemy o wszechświecie, jaka jest jego natura i co w sobie kryje. Nie mamy jako ludzie żadnych podstaw żeby uważać że już wszystko odkryliśmy, że wiemy to co najważniejsze o rzeczywistości, ani nawet że dostępna naszemu poznaniu rzeczywistość jest jedyną jaka istnieje. Dlatego uważam że błędem jest wyobrażać sobie, że już wiemy wszystko, co istnieje, a co nie istnieje, co jest prawdą a co jest nieprawdą. Umysł naprawdę otwarty i wolny nie wyklucza żadnych możliwości, nie odrzuca z góry różnych możliwych wyjaśnień rzeczywistości, bo niby dlaczego i w imię czego? Jakiegoś kolejnego dogmatu, tym razem o nieomylności nauki? Nauka nie jest bynajmniej doskonała, też popełnia błędy i też wkracza na manowce. To przecież nauka stworzyła broń atomową, to technologia zdewastowała środowisko naturalne prowadząc ludzkość na skraj zagłady. I cóż tej postępowej ludzkości przyjdzie z tego naukowego postępu, jeśli zniszczy swój własny świat i siebie samą?

    Piszesz że pogodziłeś się z „niepokojem egzystencjalnym”. Nie bardzo wyobrażam sobie jak można się z czymś takim pogodzić, można najwyżej jakoś w sobie go stłumić i odsunąć od siebie. Przecież tutaj chodzi o nasze życie, nasze istnienie, wszystko co mamy. Czy jest ktoś o zdrowych zmysłach, komu na tym nie zależy, na własnym życiu? Ja w to nie wierzę, każdy człowiek chce żyć, każdy kocha życie. Każdego przeraża myśl o utracie istnienia na całą czarną wieczność, nawet jeśli wielu ludzi na co dzień nie myśli o tym, to to przerażenie jest zawsze w podświadomości. Żadne wzniosłe słowa o przyszłości ludzkości i o przyszłych pokoleniach nie przesłonią tej prawdy, a pocieszenie że „będę żył w pamięci potomnych” jest słabe. Jeśli mnie pokryje ziemia, przyszłe pokolenia będą mnie miały w czterech literach, to one będą cieszyć się życiem, a nie my, do nas przyszłość już nie będzie należeć, o nas nikt już nawet nie będzie pamiętać ani o naszych cierpieniach i wysiłkach żeby im tę przyszłość zapewnić, nie ma co się łudzić. Każdy żyje w swoim czasie i na własny rachunek.

    Chcę żyć i kocham życie, nie wstydzę się tego i nie wypieram tego instynktu życia do podświadomości. Dlaczego miałbym się tej miłości życia i pragnienia przetrwania wstydzić i wypierać? Dlaczego miałbym się wstydzić nadziei, że jest coś więcej, że to wszystko nie kończy się w bezpowrotnej ciemności? Żeby to jeszcze zawsze było tak jak to przedstawiasz, że sobie człowiek pogodnie i beztrosko żyje do samego końca, znajdując pocieszenie w rozważaniach o naturze wszechświata i fascynujących odkryciach nauki. Ale tak nie zawsze jest, widziałem jak to się dla wielu kończy i w jakich miejscach. Starzy ludzie chodzą tam w pampersach po korytarzu od jednego końca do drugiego, inni siedzą nieruchomo z wytrzeszczonymi oczami, jedna kobieta krzyczy przeraźliwie, inna pyta pielęgniarkę od drogę do swojej rodzinnej miejscowości szarpiąc za klamkę zamkniętych drzwi, a potem robi kolejną rundę po korytarzu i znowu pyta i znowu szarpie i tak na okrągło. Smród odchodów z pampersów stale unosi się w powietrzu. Taki ma być koniec tej naszej świetlanej przyszłości? A może jednak to się tak nie skończy, może jest coś więcej, może jest nadzieja na życie?

    Jeśli więc jakaś religia, obojętnie jaka, czy katolicka, prawosławna, czy buddyjska, czy jakakolwiek inna, mówi że można przezwyciężyć śmierć, że jest jakaś nadzieja, to dlaczego z góry odrzucać tę możliwość, tę nadzieję? Dlaczego koniecznie musimy tak łatwo godzić się z obrzydliwie obs..nym końcem? Jeżeli dana religia przekazuje historię, że niegdyś żył człowiek, któremu udało się pokonać śmierć, to nie da się tak łatwo tej historii zignorować, bo ona dotyka najgłębszych ludzkich obaw i nadziei. Koncentrujesz się na religii katolickiej, patrząc z polskiej perspektywy, gdzie ta religia dominuje. Ale przecież nie chodzi tutaj o jakąś instytucjonalną religię, religii jest wiele i na różne sposoby opisują transcendencję, chodzi o prawdę. O to czy jest jakaś nadzieja na życie, czy nie ma? Czy jest jakaś przyszłość przed nami (nie przed jakąś abstrakcyjną ludzkością, tylko konkretnie przed nami, ludźmi istniejącymi tu i teraz) czy nie ma? Dlatego uważam że te „pytania egzystencjalne” są ciągle ważne i próby odpowiedzi na nie przez różne religie, są ciągle warte uwagi.

  96. /przewijając/

    scrambler
    16 lipca o godz. 23:34

    Blotka. Obym się myliła.

  97. Księżyc lepiej pooglądajcie 🙂 częściowe zaćmienie w toku, zrobiłam kilka zdjęć

  98. Nefer
    16 lipca o godz. 23:50

    Problem jest taki, że te.. no… chmurwy jakieś som i xienżyca ni ma. Znowu go któś zajumał?

  99. U mnie był! Właśnie wczoraj miałam oba ciała niebieskie na widoku -spotkały się – z jednej strony zachodzące słońce a z drugiej wschodzący księżyc. Dziś już się nie spotkają…

  100. @Tanaka

    Bardzo piękny wstępniak (choć wykroiłoby się z niego może ze dwa albo trzy osobne ) . Nie wiem, która cześć bardziej mnie urzekła – ta o Francji nakreślona z ogromnym wdziękiem i sympatia (piękny prezent z okazji święta narodowego) czy ta o plaży. Obie części jakże smakowicie napisane! Do Francji pojechaliśmy kilka razy i podobało nam się za każdym razem coraz bardziej… aż przenieśliśmy się ciut za daleko na północ od kanału La Manche i nagle zrobiło nam się bliżej do naszego lokalnego La Mer i La Plaża (mimo, że zimne i zupełnie nie te klimaty). A jeszcze tyle zostało do zobaczenia i odkrycia… gdyby nie ten język to 7 lat temu już rwaliśmy się do przeprowadzki

    Jeszcze bardziej ujął mnie trzeci segment wstępniaka – zapiski z plaży. Tak poetycko i plastycznie przedstawione, że nagle poczułam te wszystkie zapachy, usłyszałam dźwięki, rozświetliło mi się falujące morze pod powiekami – czysta poezja! A najbardziej wzruszyło mnie to, że było to dokładne echo nostalgicznych wspomnień osoby, z która włóczyliśmy się po plaży w Sopocie pod koniec czerwca. Nasza przyszywana emigrancka babcia, która zjechała na ten sam rodzinny zjazd co my (i nigdy nie przestała tęsknić za Sopotem), zaczęła nam w pewnym momencie opowiadać, jak wyglądały jej dni jako malej dziewczynki, z plażą jako placem zabaw. Tak wiele z obrazów, które próbowała nam przekazać powtórzyło się w twoim wstępniaku, ze aż się wzruszyłam.

    Przyznam bez bicia, ze jako dziecię małoletnie nie przepadałam za morskimi plażami a kolonie wolałam zdecydowanie w górach . Az do czasu, kiedy jako studenci zaczęliśmy brać okazyjny udział w obozach obraczkarskich w ujściu Wisły – i dopiero wtedy zakochałam się w morzu i bałtyckiej plaży jak się patrzy!

    Plaza z dziecinstwa kojarzyła mi się za to z dzikimi plażami nad Narwią, gdzie latem wylegało cale miasteczko. Ten zapach rzecznego piasku, tataraku, mięty, łozin, łopuchów, sparzonej słońcem trawy nigdy do końca nie wywietrzał mi z głowy. Rzeka była naprawdę niebezpieczna i nam smarkom nie wolno było się pakować zbyt głęboko, chyba ze w płytsze „kacze dołki” na starorzeczu. W latach dziewięćdziesiątych nagle przestano chodzić zbiorowo nad rzekę, czemu – nie wiem do tej pory. Może ciekawsze stało się oglądanie filmów na VHS albo grillowanie w przydomowych ogródkach? Dzikie nadnarwiańskie plaże (przynajmniej w mojej okolicy) przestały być z dnia na dzień letnia atrakcja. Mniej topielców przynajmniej, skwitowała moja rodzicielka, ale mi i tak ładnie się ten okres kojarzy.

    Tak czy inaczej wielka mi przyjemność owym wstępniakiem zrobiłeś wiec dorzucę piosnkę o morzu z przepięknej irlandzkiej animacji „Song of the sea” (bo u nas na polnocy w morzu zyja selkies, to jest po prostu oczywista oczywistosc:

    https://youtu.be/81sigNx8prU

    A tu to samo ale w wykonaniu Lisy Hannigan:

    https://youtu.be/q6wVijh2n9g

    …która ma na koncie także i taką oto piosenkę o morzu (z filmu Neil Jordana „Ondine”, z pewna taka Podhalanka jedna, wyszlo z tego potem jedne nieślubne dziecie ale film i tak mi się podobal, tez z motywem morskim i z selkie ):

    https://youtu.be/2G21swi–fc

  101. @Tanaka

    Bardzo piękny wstępniak (choć wykroiłoby się z niego może ze dwa albo trzy osobne ) . Nie wiem, która cześć bardziej mnie urzekła – ta o Francji nakreślona z ogromnym wdziękiem i sympatia (piękny prezent z okazji święta narodowego) czy ta o plaży. Obie części jakże smakowicie napisane! Do Francji pojechaliśmy kilka razy i podobało nam się za każdym razem coraz bardziej… aż przenieśliśmy się ciut za daleko na północ od kanału La Manche i nagle zrobiło nam się bliżej do naszego lokalnego La Mer i La Plaża (mimo, że zimne i zupełnie nie te klimaty). A jeszcze tyle zostało do zobaczenia i odkrycia… gdyby nie ten język to 7 lat temu już rwaliśmy się do przeprowadzki

    Jeszcze bardziej ujął mnie trzeci segment wstępniaka – zapiski z plaży. Tak poetycko i plastycznie przedstawione, że nagle poczułam te wszystkie zapachy, usłyszałam dźwięki, rozświetliło mi się falujące morze pod powiekami – czysta poezja! A najbardziej wzruszyło mnie to, że było to dokładne echo nostalgicznych wspomnień osoby, z która włóczyliśmy się po plaży w Sopocie pod koniec czerwca. Nasza przyszywana emigrancka babcia, która zjechała na ten sam rodzinny zjazd co my (i nigdy nie przestała tęsknić za Sopotem), zaczęła nam w pewnym momencie opowiadać, jak wyglądały jej dni jako malej dziewczynki, z plażą jako placem zabaw. Tak wiele z obrazów, które próbowała nam przekazać powtórzyło się w twoim wstępniaku, ze aż się wzruszyłam.

    Przyznam bez bicia, ze jako dziecię małoletnie nie przepadałam za morskimi plażami a kolonie wolałam zdecydowanie w górach . Az do czasu, kiedy jako studenci zaczęliśmy brać okazyjny udział w obozach obraczkarskich w ujściu Wisły – i dopiero wtedy zakochałam się w morzu i bałtyckiej plaży jak się patrzy!

    Plaza z dziecinstwa kojarzyła mi się za to z dzikimi plażami nad Narwią, gdzie latem wylegało cale miasteczko. Ten zapach rzecznego piasku, tataraku, mięty, łozin, łopuchów, sparzonej słońcem trawy nigdy do końca nie wywietrzał mi z głowy. Rzeka była naprawdę niebezpieczna i nam smarkom nie wolno było się pakować zbyt głęboko, chyba ze w płytsze „kacze dołki” na starorzeczu. W latach dziewięćdziesiątych nagle przestano chodzić zbiorowo nad rzekę, czemu – nie wiem do tej pory. Może ciekawsze stało się oglądanie filmów na VHS albo grillowanie w przydomowych ogródkach? Dzikie nadnarwiańskie plaże (przynajmniej w mojej okolicy) przestały być z dnia na dzień letnia atrakcja. Mniej topielców przynajmniej, skwitowała moja rodzicielka, ale mi i tak ładnie się ten okres kojarzy.

    Tak czy inaczej wielka mi przyjemność owym wstępniakiem zrobiłeś wiec dorzucę piosnkę o morzu z przepięknej irlandzkiej animacji „Song of the sea” (bo u nas na polnocy w morzu zyja selkies, to jest po prostu oczywista oczywistosc:

    https://youtu.be/81sigNx8prU

    A tu to samo ale w wykonaniu Lisy Hannigan:

    https://youtu.be/q6wVijh2n9g

    …która ma na koncie także i taką oto piosenkę o morzu (z filmu Neil Jordana „Ondine”, z pewna taka Podhalanka jedna, wyszlo z tego potem jedne nieślubne dziecie ale film i tak mi się podobal, tez z motywem morskim i z selkie ):

    https://youtu.be/2G21swi–fc

  102. izabella
    16 lipca o godz. 21:58

    w kwestii kiksu „o” :
    macenas nie jest profesorem Bralczykiem, znaczy wykładnią poprawności językowej wcale. Jako ćwiternauta pisze zapewne luźniej niż w procesówkach. Znaczy „21 razy” się zgadza, a „o” słabo zawadza, ponieważ nie zmienia kontekstu wypowiedzi w konwencji tzw jęz. potocznego. 21 jest od 1 większe albo o 20 czegoś (głosów?), albo 21 (neutralnych) razy i to niezależnie, czy z „o”, czy bez.
    Pała z retoryki ale nieprocesowej.

  103. @Ewa-Joanna
    @Contrarian

    Piękne macie plaże! A tu moje:

    z tegorocznych wojazy po dalekiej polnocy:

    https://photos.app.goo.gl/B6YKDu9wJu4wDDxg7

    i z zeszlego:

    https://photos.app.goo.gl/Nb2tod6s457zMBKZA

    Gdyby jeszcze tylo udalo sie slonce czesciej lapac….. 🙁

    A tak to gapilismy sie na morze zakutani w wodoodporna odziez… Morzu to bylo zupelnie obojetne, wiec dalej sobie szumialo co dziala na czlowieka bardzo uspokajajaco. W budowaniu piaskowych budowli kurtka tez nie przeszkadza wiec…

  104. @Kostka
    Też wystartowałam z gór. Znaczy jak tu przyjechałam pognało mnie w góry, ocean olałam, bo nudny. A potem trafiłam wakacyjnie nad i wessało mnie tak skutecznie, że na starość wylądowałam tuż nad.
    Piękne są te twoje krajobrazy, światło mają inne to i inne barwy, ale wciągają …
    Lecę dooglądać.

  105. @Kostka
    Mogę parę ukraść? Położę sobie na pulpit 🙂

  106. @Ewa-Joanna
    17 lipca o godz. 0:45

    A proszę Cię bardzo, a ja nawzajem proszę 😉

    Nasze kraby nie robią takich bajeranckich wzorków! U nas wzorki robią razor clams ale nawet nie zrobilam zdjecia bo wygląda jak… nie powiem co. Ale nie ładne kuleczki 😀

  107. @Kostka
    Nie ma sprawy, jak wygrzebię więcej to dam linka. Na razie przeprowadzam się z jednego kompa na drugi i przy okazji sprzątam. Jakoś leniwie mi to idzie. 🙂

  108. @scrambler 17 lipca o godz. 0:16
    Pała z retoryki ale nieprocesowej.

    Jakiej retoryki, jakiej nieprocesowej?
    Pała z rachunków.

    Mama dała mi 3 kawałki czekolady.

    Siostrze mama dała 3 razy tyle co mnie.
    Siostrze mama dała o 3 kawałki więcej niż mnie.

    Nie sil się na tłumaczenie mnie, tutaj na blogu.

    Znajdź sobie w rodzinie siostrę i brata w podobnym wieku, oboje w okolicy 5-6 lat i poproś aby ich matka przed jednym położyła 6 a przed drugim 9 kawałków i obserwuj ich reakcję na jej tłumaczenie, że oboje dostali po równo.

    Jednych takie kiksy irytują z samej zasady, bo sygnalizują głupka w czaszce.

    Podobnie jak wtrącanie wszędzie słówka „niestety”.
    Jak w zdaniu: „niestety dzisiaj wygrałem milion złotych w totka”.
    Albo: „wygrałem dzisiaj niestety milion złotych w totka”.

  109. Wysoki poziom kultury materialnej Francji, Szwajacarii czy innych panstw Europy zachodniej przez ktore przebiega Tour jest zaiste imponujacy. Ale Polska, choc post komunistyczna i relatywnie jeszcze biedna, tez wyglada coraz lepiej. I oby ten postep Polski nadal trwal w swej obecnej formie.

  110. Antonius
    14 lipca o godz. 19:55

    Nie przepadam za Dalidą, a „La mer” łączy mi się wyłącznie z Charles Trenet!

    Tak jest, Antoniusie: gdyby nie Dalida, dałbym Treneta. Ale Dalida to Dalida i szlus! 🙂

  111. Nefer
    14 lipca o godz. 20:25

    Co ci powiem to ci powiem ale ci powiem. Długie

    Tys prowda! – powiedział ten z lewej i zamlaskał ukontentowany 🙂

  112. Rogger77
    14 lipca o godz. 20:54

    Ewolucja jest abstrakcją, daleką od realnych doświadczeń codziennego życia.

    Ewolucja jest substancją człowieka.

  113. Nefer
    14 lipca o godz. 20:57

    Louis de Funes był Hiszpanem, n’est ce pas. Ale taki Trintignant nie był, awww Delona za to nie lubimy w ogóle.

    W sprawie kolegi Trintignanta, to całkowicie rozumiejemy. A czemu Delona nie lubimy tak w ogóle?
    Że taki seksista i większy narwaniec?

  114. Kostka
    17 lipca o godz. 0:14

    Mmm.., dziękuję za docenienie wstępniaka 🙂
    Dosyć długi, bo ma być długi. Temat, w istocie, jest jeden, w kilku odsłonach: o tym co mami w głębi umysłu i co z niego się wydobywa; co z powierzchni wnika w jego głębinę. O doświadczaniu i probach nazywaniu nienazywalnej urody tego co w nas i wokół nas.

    O tym właśnie opowiadałem na trzech, łączących się wzajem, poziomach: wydarzenia sportowego, wplecionego w krajobraz i krajobraz spotkania morza z lądem. I tego, jak się w tym znajdujemy. Ile w nas z delfina, ile z Afrodyty i jak się to ma do dzisiejszego lata w cywilizowanym świecie.

    To są doświadczenia fascynująco głębokie. Sięgaja po naszą czystą biologiczność, jedność z przyrodą i po naszą nieosłoniętą nalotem cywilizacji i kultury psyche. A doświadczanie tego, siebie po prostu, najlepiej wychodzi właśnie w takim miejscu i czasie: plaża i dzieciak.
    Ale i później, zwłaszcza gdy ma się takie doświadczenie w sobie, chyba nietrudno o podobnego rodzaju doświadczenie, gdy się patrzy na Tour i poprzez niego wnika w bezbrzeżną urodę przestrzeni. Odwołanie do już posiadanego doświadczenia, dzieje się łatwo i dodaje się z nieskonczoną frajdą. Tym bardziej, że na tylu przykładach i w tylu detalach można zobaczyć, jak podobnego rodzaju doświadczenia innych przełożyły się na urzekający skutek: zespojenie krajobrazu kulturowego z krajobrazem naturalnym.

    Twoje doświadczanie narwii ma wiele z tego o czym napisałem, może jest dokładnie takie samo a wyłącznie nie to samo z powodu osobniczego: wyodrębnienia z substancji świata osoby. Ale też takie doświadczanie, różnice między osobniczym „ja” – „ty”, zmniejsza do wspólnotowego „my”. Powstaja pozawerbalne przestrzenie porozumienia. A jednym z tego przejawów jest nie tylko podzielanie wrażenia, że oto taki właśnie krajobraz jest nieskończenie piękny – i ten dziki i ten w który wpasował się człowiek, ale i to, że to wartość, która powinna być podkreślana, zachowana, nie niszczona.

    bardzo mi się podobają takie poetyckie, bajkowe właściwie i sięgające poza słowami do wewnętrznych przestrzeni piosenki jakie załączyłaś 🙂

    Cieszę się, że mój wstępniak Ci się dodał do spotkania z emigrancką babcią i jej opowieści o doświadczaniu tego, czym dla dziecka, a i dla najbardziej dorosłego, który ciągle tęskni: plaży.

    Człowiek się urobi, ale bywa z tego sympatyczny skutek 🙂

    *
    No i piękne foty nadmorsko-okoliczne dałaś. dawaj co i raz, bo bez nich czasem wyję. Czy akuratny aparacik do focenia tychże okoliczności już został nabyty, drogą kupna?

  115. Tanaka
    17 lipca o godz. 8:29

    Delon przystojny owszem ale z wzajemnością w sobie zakochany i robi wrażenie zimnego drania, thanks, but no thanks

  116. zza kałuży
    17 lipca o godz. 1:16

    1. przeczytaj mi mamo raz jeszcze
    2. przepłucz wodą przewód myślowy
    3. pisz na Berdyczów w kwestii korepetycji z polskiego.

  117. zza kałuży
    17 lipca o godz. 1:16

    4. wygrałem w totka we środę niestety.

  118. Nefer
    17 lipca o godz. 10:54

    Jakoś podobnie to widzę. Ale to kino, bo w domu to może inaczej. Albo tak samo i bardziej.
    I tu sobie pomyślałem o francuskim sowizdrzale: Jean-Paul Belmondo. Niby nic, a bardzo 🙂

    Jean-Louis Trintignant kiedyś sobą zdobił linię męskich perfum. Zapach ewidentnie klasowy i klasyczny. Spośród innych wyróżnialny.

  119. I znowu rachuj, rachuj… 🙁

    Jeśli mam do domu kilometr, a mój kolega 21 razy dalej, to on ma do domu 21 km. Jeśli on ma o 21 razy dalej, to ma mój kilometr plus 21 razy 1 km czyli w sumie 22 km.
    Jeśli x jest większe od y 21 razy, to
    x = 21y
    Jeśli x jest większe od y o 21 razy, to
    x = y + 21y = 22y
    o ile to jest dodawanie
    ile razy, ilekroć mnożenie

    Cegła waży kilogram i pół cegły… 😉

  120. Tanaka
    17 lipca o godz. 11:14

    Nie mam na myśli kina tylko zdjęcia jakie widziałam ostatnio w internecie, dla mnie jest odpychający. Filmów dawno nie oglądałam. Belmondo sympatyczny ale nie.

  121. Jean Marais był fajny gość, ale już go nie ma 🙁

  122. Chwilowo zajentyk

  123. Popołudnie dzisiaj wolne, jutro ostatni dzień do pracy 🙂

    Tobermory
    17 lipca o godz. 12:32

    Za żadne skarby.

    Jean Marais bardzo przystojny, fakt, ale kobietom do oglądania przez szybkę 😉 zresztą i tak bym do niego nie wzdychała chociaż podziwu godny.

    ***
    Wszystkim podziwiającym gwiazdy jako i mnie niespodzianie ostatnio trafiło przed tv, z dedykacją
    https://youtu.be/gEYMLDYBE18

  124. A skoro jest kanikuła, @Ewa Joanna, ja chyba jednak nie będę zbierać na wycieczkę do Australii 🙁
    https://www.boredpanda.com/australia-scary-nature-animals/?

  125. @Tombery
    Proste:
    l=sxt (m) droga
    s=l/t (m/s) predkosc
    t=l/s (s) czas
    Mozna popierdywac probujac przyspieszac albo zapierac sie przy hamowaniu ale to trochu kompliluje.
    Twoj koles ma do domu tylko 21 km, chyba ze twoja chata w przeciwnym kierunku od miejsca waszego spotkania, w ktorym to (miejscu) zaprosiles na piwo, joint albo inne czary mary (jesli skorzystal to wtedy mata 22 km miedzy waszymi chatami). Jednakze twoje zaproszenie zmusilo go do TOTALNEGO zrobienia 23 km z czym owe 22 moze narazic go DUI (Driving Under Influence of alcohol or [and] other drugs).
    Z tych wywodow jeden wniosek: Fuck such friends like you.

  126. Ramschel
    17 lipca o godz. 18:11

    .. bo najmniej waży kilo waty.

  127. @Tobermory

    To broszka przeszła? 21 na 27 głosujących? Czy 21 za, a 27 przeciw? Wtedy jest 21/48.

  128. bubekró
    17 lipca o godz. 19:03

    … aha , przeszła. Z histerii kaczej zupy do historii pomyłek.

  129. @Nefer
    16 lipca o godz. 22:20

    Ostatnio? Chyba w skali geologicznej.

  130. @bubekró
    17 lipca o godz. 19:03

    Nie pisałem nic o broszce. Skoro jednak pytasz, to w pierwszym głosowaniu dostała 21 głosów za, 27 przeciw, przy 2 wstrzymujących się.
    Nic jej to nie zraziło i kandydowała dalej, aby w kolejnym głosowaniu dostać 19 za i 34 przeciw, przy 2 wstrzymujących się.
    Ale może załapie się na jakiegoś komisarza, bo chyba będzie łapanka. Von de Leyen zapowiedziała parytet płci, a na razie na 28 komisarzy jest tylko 5 kandydatek. Jeśli sytuacja nie poprawi się sama, to szefowa KE zapowiada nacisk na poszczególne rządy.

  131. bubekró
    17 lipca o godz. 19:07

    Dinozaury by pasowały…

  132. Każdy potencjalny komisarz musi przejść wysłuchanie przed Parlamentem Europejskim, tak jak von der Leyen. Już widzę jak nominują Szydło.

  133. Ale kandydować może 😎

  134. Tobermory
    17 lipca o godz. 19:47

    Raz 😎

  135. Próby upokorzenia Szydło nie ustają. Kaczyński ogłosił, że Merkel zadzwoniła z przeprosinami za te nieudane podejścia, co już samo w sobie jest kompletną bzdurą.
    Chyba że to było tak:
    U Morawieckiego dzwoni telefon. W słuchawce głos Angeli Merkel
    – To ty Emmanuel?
    – Nie, to ja, Mateusz
    – A, to przepraszam

  136. @Nefer
    17 lipca o godz. 19:51

    Raz, a dobrze 😎

    Oglądam na arte historię zdobywania Księżyca. Wczoraj do zamordowania Kennedy’ego, który nawet proponował Rosjanom współpracę, ale Chruszczow był zbyt nieufny, a potem było Dallas 🙁
    Dziś i jutro dalszy ciąg.

  137. Tobermory
    17 lipca o godz. 19:51

    Dobre, tak na prawy górny 🙂

    Te samoloty zawsze mnie okropnie rozśmieszają 🙂 🙂 🙂

  138. Nefer
    17 lipca o godz. 19:51

    Tobermory
    17 lipca o godz. 19:51

    Jak intonował niejaki TrubaDuży (lyrics na licencji z oryginal akcyntem ludystycznym muuuu) :

    Mmm…, uuu…
    La la la la, la la la la la
    La la la la la la la la

    Zgasły już ogniska nad rzekami
    Na burzanach osiadł pierwszy szron
    Ale ty nie wracasz, choć czekamy
    Gdzie dziś jesteś, Becia, gdzie twój dom?

    Przeminęło z wiatrem tyle wspomnień
    Ile Dniepr o brzegi rozbił fal
    Ale nie możemy cię zapomnieć
    Twoich czarnych oczu wciąż nam brak!

    Becia, Becia czarne oczy miałaś
    Becia, Becia, kto nie kochał cię?
    Becia, Becia, spokój nam zabrałaś
    Becia, Becia, tak bez ciebie źle
    Becia, Becia, spokój nam zabrałaś
    Becia, Becia, tak bez ciebie źle

    No! tu macie full lamentation about caryca z Brzeszczy:

    https://www.youtube.com/watch?v=qtan78osb_E

  139. Tobermory
    17 lipca o godz. 19:51

    a tu tzw druga prawda wg xiao Tichnera:

    https://wiadomo.co/prof-roman-kuzniar-mizantropi-z-nowogrodzkiej/

  140. @Tobermory

    To bardzo dobra książka, polecam, Tobie i anglojęzycznym czytaczom

    https://www.amazon.com/Moonshot-Inside-Mankinds-Greatest-Adventure-ebook/dp/B0031RDWFY/ref=sr_1_15?crid=22E610Y6XH7TF&keywords=moonshot+book&qid=1563387974&s=gateway&sprefix=Moon+shot%2Caps%2C264&sr=8-15

    @scrambler

    Dzięki. Chwilowo zmęczenie materiału, pora na przerwę od tabletu, pozdrawiam 🙂

  141. Nefer
    17 lipca o godz. 20:23

    Hahahahah!

  142. Z nasłuchu polskojęzycznego radyjka chicagowskiego getta.

    A audycja zachęca do składania datków na kupno „bazy lokalowej” w Medjugorje.
    Zaczynali od ogłaszania zamiaru kupna domu z przeznaczeniem na „dom pielgrzyma”. Zachęcają do składania datków i obiecują, że w ten sposób pielgrzymi z polonijnego Chicago bedą mieli gdzie się zatrzymać w Medjugorje. Ostatnio ks. Grzegogrz spuszcza z tonu i zaczyna mówić tylko o wynajmowaniu mieszkania.

    -No bo aby tu zakupić nawet zwykłe mieszkanie to trzeba mieć 150-200 tysięcy! (jak zrozumiałem dolarów, chociaz ks. Grzegorz nie wymienia waluty) Tu jest bardzo drogo! Nawet nie wiem, dlaczego tu jest tak drogo!

    Wtrąca się pani Krysia z chicagowskiego studio:
    -Tak to jest, że na cele biznesowe to ludzie zawsze pieniądze znajdą, a na święte cele to zawsze trudno nazbierać. Jak jest okazja, to wszyscy chca biznes robić na Matce Bożej!

    Na co ks. Grzegorz:

    -My się tu nawet z innymi księżmi śmiejemy, tak żartujemy, że niby dlaczego w Medjugorje jest dwa razy drożej niż w takiej Fatimie, no bo wszystko tu rzeczywiście dwa razy więcej kosztuje, a przecież Matka Boża jest ta sama! Ha, ha, ha, ha!

  143. Audycja – miało być

  144. zza kałuży
    17 lipca o godz. 21:30

    poezja w tym księdzu Grzegorzu. Masełko i dottore Rydzyk. Hihihi-hahaha, raz droga raz tania ta nasza Ma-ry-ja!

  145. @Nefer
    Dobry pyton nie jest zły. Jak miałam takiego w domu to był spokój ze szczurkami.
    A żabka w sraczyku też mi się zdarzyła:
    https://photos.app.goo.gl/7zie4HMTorD4trXr7

  146. Nefer
    17 lipca o godz. 20:31

    W temacie strzelania do Księżyca, właśnie głośno 50-rocznicowo przypominanego, pozwolę sobie przekornie polecić https://www.youtube.com/watch?v=QEJ9HrZq7Ro – podsumowanie postaci architekta amerykańskiego programu rakietowego. Który (być może) był też inspiracją dla niezapomnianego Doktora Strangelove (Petera Sellersa).

  147. Herstoryk
    18 lipca o godz. 2:24

    Nie mogę teraz wejść na youtube ale pewnie chodzi o tego importowanego Niemca

  148. Wernher von Braun?

  149. @Nefer
    18 lipca o godz. 9:16

    Wernher von Braun?

    Oczywiście! Nie można mu odmówić zasług naukowo-inżynieryjnych, ale unurzany był dosyć głęboko w nazistowskim gównie. Na jego temat panuje wspominkowa głucha cisza, choć jest upamiętniany od Księżyca, przez USA, do Niemiec.
    Rosjanie musieli się zadowolić Helmutem Grottrupem, mniej kontrowersyjnym.

  150. Herstoryk
    18 lipca o godz. 2:24

    Na temat amerykańskiego programu kosmicznego przeczytałam co następuje: Tom Wolfe „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”, Gene Kranz „Failure is not an option”, Dan Parry „Moon shot” (j.w) i Robert Kurson „Rocket Men: The Daring Odyssey of Apollo 8 and the Astronauts Who Made Man’s First Journey to the Moon” (bardzo dobre)

    A potem temat mi się przejadł 🙂

    /papiery/

  151. Herstoryk
    18 lipca o godz. 9:44

    I maczał paluszki przy V1 i V2 o ile mnie pamięć nie myli

    /teraz to już na pewno papiery/

  152. Nazi, Schmazi 🙄

    And what is it that put America in the forefront of
    the nuclear nations? And what is it that will make it
    possible to spend twenty billion dollars of your money
    to put some clown on the moon? Well, it was good old
    American know how, that’s what, as provided by good
    old Americans like Dr. Wernher von Braun!

    Gather ’round while I sing you of Wernher von Braun
    A man whose allegiance
    Is ruled by expedience
    Call him a Nazi, he won’t even frown
    „Ha, Nazi, Schmazi” says Wernher von Braun

    Don’t say that he’s hypocritical
    Say rather that he’s apolitical
    „Once the rockets are up, who cares where they come down?
    That’s not my department” say Wernher von Braun

    Some have harsh words for this man of renown
    But some think our attitude
    Should be one of gratitude
    Like the widows and cripples in old London town
    Who owe their large pension to Wernher von Braun

    You too may be a big hero
    Once you’ve learned to count backwards to zero
    „In German, oder Englisch, I know how to count down
    Und I’m learning Chinese!” says Wernher von Braun

    W dokumentacji, którą oglądam (wczoraj upiekła się załoga Apollo 1 🙁 ) Wernher von Braun występuje dość gęsto. W 20 lat po wojnie wygląda już na Amerykanina z niemieckim nazwiskiem. Jak Tom Lehrer 😉

    @Herstoryk

    Dzięki za przypomnienie. Przy okazji posłuchałem sobie paru dalszych songów. Lubię ten sarkazm 😎

    If, after hearing my songs, just one human being is inspired to say something nasty to a friend, or perhaps to strike a loved one, it will all have been worth the while

  153. Nefer

    Żeby tylko!! Sprzedał Hitlerowi projekt V-ów. Był jego szefem i naczelnym inżynierem. Należał do NSDAP (nakłamał Jankesom, że mu kazali) i pomocniczej SS. Odwiedzał obozy pracy, gdzie niewolnicy budowali w potwornych warunkach jego rakiety. Był zbyt cenny dla USA, by mu to wypominać i zrobił w Ameryce świetlaną karierę, m.in. projektując księżycowe Saturny. Tom Lehrer go trafnie podsumował!

  154. Herstoryk
    18 lipca o godz. 10:04

    więksi mogą więcej, nie od dzisiaj. Skończyła się wojenka no to łupy wzięli w juki a dupy w troki i do dom. Takich von Braunów były całe pociągi, w USA nawet małe miasteczka a za Uralem fajne pionierskie oboziki, dopiero z czasem pobudowali im tzw obiekty czyli tajne miasta. Z nieistniejącymi obywatelami.

  155. Są jednak granice wstydu. Szydło przestała być forsowana przez PiS. W trzecim głosowaniu na stanowisko przewodniczącej komisji ds zatrudnienia została wybrana Słowaczka z tego samego klubu konserwatywnego, zdominowanego zresztą przez PiS. Ta zaś o swojej kandydaturze dowiedziała się na krótko przed głosowaniem. Wynik: 38:14.
    Wygląda na to, że ostrzeżenie frakcji centolewicowej, że nie poprze ona żadnych kandydatów z PiS, chyba wreszcie dotarło do adresata.
    Szydło była za każdym razem jedyną kandydatką.

  156. Tobermory
    18 lipca o godz. 14:47

    trochę wyjaśnia ten temat wczoraj zlinkowana opinia prof. Kuźniara. PIS gra pod tuziemców, wszelkie „niewybrania” sprzeda potem suwerenowi jako zewnętrzną agresję i kontynuację umęczania umęczonej. O niewiele więcej w tym chodzi. Beacia na szefową europejskiej Cepelii!

  157. Tobermory
    18 lipca o godz. 14:47

    Są jednak granice wstydu. Szydło przestała być forsowana przez PiS.

    PiS i wstyd, to stany wzajemnie się wykluczające. W grę mogą wchodzić inne stany: ośmieszenia, przede wszystkim przed nawet bardzo starannie impregnowanym wyznawcą pisoidów. W jakimś stopniu może też chodzić o skuteczność, pomimo lansowania tezy, że to teutoni i lewactwo mszczą się na PiSie. Za polskość, chrześcijańskie wartości i wierność Prawdziwym Wartościom Europy – jak oświadczyła owa broszkonosicielka, jej szef i cała reszta pisoidów.

  158. scrambler
    18 lipca o godz. 15:06

    Pisoidy, owszem, sprzedają ja mogą tą swoją rzekomo bolesną mękę od lewactwa, ponoć nawet skrajnego lewactwa – jak się wyraził właściciel wszystkich pisoidów, co by znaczyło, że Unia aż pęka od nadmiaru tego skrajnego lewactwa, no i od teutoństwa z jakimś udziałem liberactwa.
    Ale też widać, że jednak chcą zejść z linii ciosu tego lewactwa.

  159. @Tanaka
    18 lipca o godz. 16:28

    Na lewo od Odry jest bardzo dużo unijnego lądu, na skraju jest Portugalia i UK. Chyba, że chodzi o prawy skraj tej lewej części – wtedy na 100% Merkel, bo z NRD.

  160. Tanaka
    18 lipca o godz. 16:28

    … bo w takich dajmy na to Krużewnikach skrajnego lewactwa ni ma, cheba że to podpite pod sklepem. A jak i nawet by było, to się do x. proboszcza albo innego derektora zwrócim z petycjom o wstawiennictwo u … no, wiadomo gdzie. I znów bedzie cud na Wisłą,taki co go już w 1921 roku szklanym okiem zobaczył ruski jeniec. Nie będzie nam lewarek jeden z drugim pluł w zupe ani młodzianków wyonacał! Bo jak dobrodziej, to insza rzecz, on tutejszy, tu się wyspowiada, pokute odbędzie u jakich kamedułów bosych to i zawróci na łono. Co by miał, bidulek zabłąkany, nie zawrócić?

  161. No to urlopik, i to długi 🙂

    Na blogu coś cienko, szanownych czytaczo-odświeżaczy uprzejmie uprasza się o wrzucenie 3 groszy bo maszyna się czegoś zacięła. Euro i dolary też przyjmujemy.

    W temacie francuskim bloga lat temu 9 we Francji kasjerka po tym jak już otworzyłam dziób zapytała uprzejmie – are you from Belgium?
    Do dzisiaj nie wiem jak ja to powiedziałam po francusku że wyszło po belgijsku.

  162. Nefer
    18 lipca o godz. 20:35

    Zamiast dularów i ełro naści tęczowy żetonik z dedykacyjom where are you from:

    https://www.bbc.com/news/world-europe-49037275

  163. scrambler
    18 lipca o godz. 21:36

    I ty, Brutusie. Mało się tu wstydu najadam z powodu art.7, to ten jeszcze solą sypie.

  164. Nefer
    18 lipca o godz. 21:40

    Musisz się hartować (albo hartmanować?), bo niedługo kasjerki w EU będą bezbłędnie rozpoznawać, kto umoczony w kaczej zupie. Ale – jak pewnie przeczytałaś – jest szansa, że wasalstwo będzie trochą klęczeć na amerykańskim grochu. Tyle, że oni se te umęczenie doliczą do emerytury jak odszkodowanie. Suweren zapłaci bo go stać, a co!

  165. scrambler
    18 lipca o godz. 22:09

    Będę mówić że jestem że Słowacji, nikt nie pozna 🙂
    Gdybyśmy tak mogli ukraść im tę panią prezydent :/

    Na resztę rozmyślania o pisiej polityce zaczynam wydawać odgłosy paszczą.

  166. Nefer
    18 lipca o godz. 20:35

    No to urlopik, i to długi

    Urlopik nad Prosną
    czytam wiadomość
    radosną
    i dla ochłody
    z lekką bielizną od spodu?

    W temacie francuskim bloga lat temu 9 we Francji kasjerka po tym jak już otworzyłam dziób zapytała uprzejmie – are you from Belgium?
    Do dzisiaj nie wiem jak ja to powiedziałam po francusku że wyszło po belgijsku.

    Na takie pytanie odpowiadamy z dumą: I’m from Barcelona!

  167. Ewa-Joanna
    18 lipca o godz. 22:28

    W sprawie kary więzienia za edukację: oto prokuratura w Gdańsku 3 raz odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie ukrywania przez arcybiskupa niejakiego Głódzia pedofilów konsekrowanych.
    Zaś parafianie kolejnej parafii zawzięcie bronią swojego proboszcza przed oskarżeniami o pedofilię.
    Gdyby bozia istniał, nie wypuszczałby Polaka-katolika z więzienia.

  168. bubekró
    18 lipca o godz. 16:54

    Otóż to właśnie otóż to! Merkel to i krzyżactwo i lewactwo i skrajne lewactwo i matactwo i niezapłacone reparacje wojenne i ukradli nam Opla z Gliwic za pomocą wrednych Francuzów z PSA od Macrona i caracala!
    Chamy i drobnomieszczanie z Bonn!

  169. Tanaka
    18 lipca o godz. 22:42

    bo to przeca sa dziarmagi!

  170. scrambler
    18 lipca o godz. 18:01

    Tanaka
    18 lipca o godz. 16:28

    I znów bedzie cud na Wisłą,taki co go już w 1921 roku

    To wygląda tak, że za wojtylizmu-pisoidyzmu cud nad Wisłą z Maryją fruwającą trwa bez przerwy. Co nie dziwi, że bez przerwy, bo Maryja wszystko na Sposób Szczególny – jak oświadczał oświadczacz giewontowy.

  171. Utrącenie Beaty Szydło w wyborach w Europarlamencie.
    Moim zdaniem stało się dobrze.
    Nie można wybierać do władz w EU osób niesamodzielnych intelektualnie.
    Pani Szydło jako premier nie wykazała się samodzielnością w podejmowaniu decyzji.
    Osobiście uważam, że prace europarlamentu nie powinny zależeć od opinii „zwykłego posła.

  172. Wiktor10p
    18 lipca o godz. 22:51

    „Niesamodzielna intelektualnie” – doskonała kwintesencja.
    Oni jej tu dobrze pamiętają wystąpienie. Oraz głosowanie przeciwko Tuskowi.

  173. Wiktor10p
    18 lipca o godz. 22:51

    Niesamodzielność intelektualna to niemal komplement, biorąc pod uwagę wyposażenie onej.

  174. scrambler
    18 lipca o godz. 22:45

    Toś mi coś zagiął: co to „dziarmaga”?

  175. Ewa-Joanna
    18 lipca o godz. 22:28

    Widziałam pobieżnie. I że w nocy mają coś przegłosować przeciwko lokalnym samorządom. Zaczynam sztywnieć na sam widok takich artykułów i nie mogę już tego czytać. Tusk odpuścił wybory i ponoć uważa je za stracone, opozycja w proszku, finis poloniae.

    @Tanaka

    Coś bym napisała śmichu chichu ale wena się skończyła na dziś.

    ***
    Gdyby mnie kogoś szukał to jestem na DS9 i bardzo wzdycham do takiego jednego, dla spokojności.

  176. Co tam Francja, to w USA są prawdziwe atrakcje, suspensy https://ahtribune.com/us/3296-did-pedophile-jeffrey-epstein-work-for-mossad.html

  177. Nefer
    18 lipca o godz. 23:33

    Gdyby mnie kogoś szukał to jestem na DS9 i bardzo wzdycham do takiego jednego, dla spokojności.

    Co chwilę wzdycham
    pomiędzy zaś –
    kicham.
    Tak dla spokoju
    wśród wzdychań
    znoju.

  178. Tanaka
    18 lipca o godz. 23:21

    powiedzonko wieloznaczne mocno lokalne, znaczy tutejsze ale gdzieś-tam. Ze słownika codziennego mojego dziadka nieodżałowanej pamięci rocznik 1907.
    Na ogół: ktoś jak błędny rycerz ale odwrotnie zmotywowany z zabarwieniem beznadziejnie nienaprawialnego.
    A przy okazji- pojęcie „niesamodzielności intelektualnej” mocno haczy o definicje upośledzenia na tym tle. 🙁

  179. Herstoryk

    Ciekawie było przeczytać, dziękuję, i więcej proszę

    Tanaka
    19 lipca o godz. 8:37

    Generalnie to zasypiam w połowie pierwszego z brzegu odcinka 🙂

    Idziemy dzisiaj z małym do https://www.musee-magritte-museum.be/en

    Tylko kawę wypiję i wio

  180. Nefer
    19 lipca o godz. 10:20

    łał! Magritte! Zazdrość i smuteczek. Mam tylko stary album. Albo, żeby jakiego Eshera…. uj…rzeć.

  181. Widzi mi się blog zdycha powolutku.

    ***

    scrambler
    19 lipca o godz. 12:09

    Jak się ogarnę to wrzucę zdjęcia

  182. Nefer
    19 lipca o godz. 17:17

    …zdechnięty. Powązki, Pere Lachaise albo unknown tomb gdzie pod krzakiem. Znaczy się mumia. OK, nie ma, jak poczekać.

  183. scrambler
    19 lipca o godz. 17:50

    A Wawel to pies? Na gaszenie świec przyszedłeś. A jeszcze tak z rok temu co tu się za brewerie wyprawiały…

    Masz trochę Magritte’a. 3 piętra, dużo zapchajdzur w postaci zdjęć i rysunków na serwetkach, bardzo niewiele obrazów i nie z tych znanych, nie masz co się zamartwiać. W sklepie reprodukcje pocztówkowe (kupiliśmy po trzy) były ciekawsze ale jak obrazy po świecie rozsiane tak cóż ty zrobisz. Mimo wszystko ciekawe, nogi uchodzone, na szczęście z -8 poziomu ogromniasta winda z krzesłami do usiądnięcia na. Bo jeszcze poszliśmy na wystawę fin-de-siecle, ledwo wyrobiwszy. I nie widziałam Alphonse Muchy, mojego ulubionego, szkoda. Ale muzeum nie ptica, zawsze mogę wrócić.
    Na końcu zdjęcie przed pałacem królewskim, przygotowują trybuny dla oficjeli i króla że to 21.07 święto państwowe i będzie parada wojskowa.

    Acha, Eshera ja też. I Daniela Mroza, bardzo.

    https://photos.app.goo.gl/DVxT9TMZfTxXQ1ZX8

    Nie będę tego sama ciągnąć…

  184. Nefer
    19 lipca o godz. 18:24

    dzięki za fotki. Faktycznie słabe to jakieś … żeby choć wąsy mieli, o jabłku nie wspominając. Tak to się jakoś porobiło, że w „starym albumie u mego dziadka” zobaczysz więcej, szczególnie jak wydany tak z 40 lat temu i na bogato. Mam trochę kupionych hurtem za psie wróbelki w Mińsku na Białorusi tuż przed padaczką sojuza ok ’88. Wziąłem tego tyle, że nie dałem rady donieść do hotelu. Szyszkin, Aiwazowski, Riepin, Rubens, Esher, właśnie Magritte i 3 x Leonardo, Vermeer i Hooper. Mniam. Gdybyś widziała miny białoruskich celników na granicy… podjeżdża wyraźnie przykucnięty Polonez na PL, już się ślinią na wziątki, a tu – lipa: dwie skrzynki z częściami do obrabiarki i wagon książek, na wszystko kwity ze stemplami. Symboliczna opłata pocztówkowa przekonała ich, że szkoda czasu na kartkowanie albumów, tym bardziej że „na prezent dla prezesa”. No!
    … jakby tak u nas wybrać tego zwykłego posła bez żadnego trybu…. gdyby za dużo napsocił (oj, może) to by się tak na podobnym placyku ze schodkami do niepodstawionego samolotu ustawiło na ich szczycie maszynkę wynalazku dr. Guillotin’a i tego… pociągnęło za sznurek do odpowiedzialności… albo i odwrotnie. Ale oczywiście z przyczyn humanitarnych zamienna z automatu na 25 lat banicji np na Madagaskarze albo innej wyspie jakiej świętej (Heleny?), a najlepiej ze św. Heleną olinklusiw i all time . W każdym razie taka perspektywa znacząco mogłaby wpłynąć na każdą autonomiczną tożsamość równoległą. Jak bowiem wszem i wobec (i pchłem też) wiadomo, jest obecnie najważniejsza i pełna 24 / 7 odpowiedzialność przed BHO (bób, homary i włOszczyzna).
    PS.
    Zawsze jeszcze można pchać, ale gorzej, jak wypadnie łańcuch.

  185. Nefer
    19 lipca o godz. 18:24

    No wiesz, przyjdzie Tanaka i posprząta. Jest bowiem granica, a potem to się wytnie. W końcu to nie jest blog Monty Python’a.

  186. Aby podtrzymać życie bloga, metodą podkradzioną mediom tzw. „głównego ścieku”:

    „Kto”? czyli osoby:

    Clarisa Figueroa, lat 46, mamusia Desiree
    Desiree Figueroa, lat 24, córeczka Clarisy
    Piotr Bobak, boyfriend Clarisy
    zdjęcia Piotrusia i Clarisy do znalezienia tutaj:
    https://heavy.com/news/2019/05/piotr-bobak/

    Yovani Lopez, mąż Marlen Ochoa-Lopez, ojciec małego Yovani Lopeza
    Marlen Ochoa-Lopez, mama małego Yovani Lopeza

    Advocate Christ Medical Center in Oak Lawn – szpital, ratujący życie małego Yovani Lopeza

    Motyw, czli „dlaczego”?

    Clarisa Figueroa chciała mieć dziecko.

    „Jak?”

    Clarisa Figueroa dała ogłoszenie o tym, że chce się pozbyć za darmo dziecięcego wózka.
    Marlen Ochoa-Lopez, będąc w zaawansowanej ciąży, odpowiedziała na to ogłoszenie i spotkała się z Clarisa Figueroa oraz z jej córką, Desiree.
    Podczas tego „spotkania” panie Figueroa udusiły antenowym kablem panią Marlen Ochoa-Lope a następnie wycięły z jej brzucha niemowlaka. Zdaje się, że domowa cesarka skończyła się bardzo niedobrze dla malucha, bo Clarisa Figueroa zadzwoniła po pogotowie.
    Dziecko przewieziono do szpitala Advocate Christ Medical Center, gdzie przez kilka tygodni ratowano mu życie. Clarisa Figueroa podała się za matkę chłopca, a więc przyjeto go do szpitala pod nazwiskiem Figueroa.
    Niestety w końcu mały zmarł.

    Teraz bedzie o biurokracji.

    Szpital wysłał rachunki za opiekę do rodziny Lopez.
    Na 300 tysi.
    Na których to rachunkach pacjenta opisano jako „Figueroa, chłopiec”

  187. scrambler
    19 lipca o godz. 19:38

    Wąsów wcale, po jednej fajce i jabłku. Z 6 pocztówek jakie mamy tylko jeden obraz w muzeum, to jabłko. Nie zrobiłam wielu zdjęć, niektórych nie wolno było fotografować.
    Podoba mi się ta ryba w perłach

    http://jungcurrents.com/wp-content/uploads/2014/03/magritte-fish-pearls-750.jpg

    Czy mi się wydaje czy Napoleon skazał Burbonów na więzienie zamiast gilotynę co potem się zemściło srodze (może mnie kto objaśni) Więc ja z sam-wiesz-kim bym nie ryzykowała z tego automatu. Żadnych mi tu humanitarnych.

    Czegoś mi duch oklapł, nie mam już ochoty rozrywać szanownych.

  188. Nefer
    19 lipca o godz. 20:38

    Oklapnięcie jest dozwolone i zrozumiałe. Z powodu braku ducha do pchania łańcucha. Ale jest u nas w świętalnym ubraniu tatowym dwa granata, to się rozerwiem. Bulba.

  189. Nefer
    19 lipca o godz. 20:38

    rozerwany ale jakby nie…

    https://sztukadluga.files.wordpress.com/2013/07/magic-mirror.jpg

  190. Duch oklapł, ale go nie gaście. No jakoś oklapł, jest pod wozem, i z czego tu czerpać energię? 🙁 Gorąco, w polityce syf. Ale … tomorrow is another day: https://www.youtube.com/watch?v=c_WkyalPOEI

  191. @herstoryk, dzien bylby stracony, zebys nie umiescil cos interesujacego… tym razem: naukowcy zbrodniarze (nawet uzyles slowo niemieccy, a nie nazistowscy) w wyscigu na ksiezyc. Twoja przypadlosc nie jest odosobniona, kazdy ma swojego konika, czasem na jakis czas o tych konikach sie zapomina.
    Np. jak uroczystosci pogrzebowe prezydenta Gdanska celebrowal arcybiskup Glodz, to nikt tu nie pamietal jaki to s….l i nikt sie nie dziwil wdowie, ze jej pasowal. A teraz o juz zpowrotem mozna o tym mowic jaki on be…..

  192. Co ty gadasz zyto? Znaczy co gadasz o Głodziu? Wszyscy mówili że wdowa go nie chciała a on i tak celebrował. Ani przez moment nie zapomnieliśmy że to s***. Co ma jedno do drugiego to nie mam pojęcia. Ale już mnie nic nie dziwi.

  193. Co do drugiego typa doradzam prysznic.

  194. Tour de France.
    Nie cierpię tzw „sportu zawodowego”. Niby dlaczego mam się podniecać pojedynkami milionerów opłacanych przez miliarderów z bliższego, czy dalszego wschodu? I do tego umoczonych w niezliczone afery dopingowe, już od ponad dwudziestu lat, jak nie dłużej. W szkole podstawowej trenowałem łyżwiarstwo. W średniej kajakarstwo. Na studiach grałem w reprezentacji wydziału w nogę. To jest sport, a nie Tour de France, czy inny Mundial. Teraz pozostała jazda na rowerze, pingpong, ogród. Panem et circenses obowiązuje nadal, a Tour to nic innego, jak nowocześni gladiatorzy, którymi tłumy bezsensownie się podniecają.
    Plaża.
    Moje dzieciństwo to łąki nad brzegiem Wisłoki. Żadnego piasku, tylko mnóstwo kamieni, mniejszych i większych, bo to górska rzeka wcinająca się w flisz karpacki. Nie było lodziarzy. Jeśli chciałem coś dobrego zjeść, szedłem do wody po rybę. Bez wędki, bez sieci. Gołe ręce i ryba, nic poza tym. Potem ognisko i odrobina soli. A na wieczór kartoflanka z miętą zerwaną na łące. Zapach mięty, wody, ryby. Teraz to otulina Magurskiego Parku Narodowego, jednego z mniej znanych. I dobrze, bo przynajmniej nikt go nie zadeptuje na śmierć.
    Porównania.
    Porównywać można wszystko do wszystkiego. Nie zamienił bym tamtych beskidzkich wsi i krajobrazów na żadne zamki nad Loarą, czy pejzaże Owernii, Bretanii, czy innej Prowansji. Nie z racji jakiegoś tam patriotyzmu. To część mnie, nie wyrwę jej z siebie, niezależnie od okoliczności.
    A tak brzmiała woda płynąca po kamieniach 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=OE0Avd0uV1g

  195. No to bierzemy kalkulator. Najniższe wynagrodzenia 2250 zł, Potrącamy składki na ubezpieczenie społeczne(emerytalna 9,76% rentowa 2,45 % i chorobowa też 2,45 %) czyli 219,60+55,13+ 55,13 =329,86. To są składki na ubezpieczenia społeczne potrącane z wynagrodzenia przed opodatkowaniem-dlatego potrąca się podatek z emerytur i rent-nie są one podwójnie opodatkowane. I tak zostaje nam kwota 1 920,80 od której odejmujemy koszt uzyskania przychodu w kwocie 111,25 zł czyli zostaje nam 1 808,89 stanowiącą! Uwaga Uwaga! Podstawę opodatkowania!
    Obliczamy podatek 18% wg starej zasady i mamy 325,60. Jest to kwota od której najpierw! potrącamy składkę zdrowotną czyli 9.75% od PODSTAWY! opodatkowania czyli mamy kwotę 176,37 zł, którą odejmujemy od obliczonego wstępnie podatku 325,60 – 176,37= mamy 149,23 zł. To jeszcze nie koniec! od kwoty 142,19 odejmujemy jeszcze ulgę w podatku (jest jedna , więc pracujący emeryci mają ją rozliczoną w emeryturze czy rencie) około 46 zł.
    W sumie samego podatku zapłaciliśmy około 103zł.
    Opowieści o wielkich zyskach z obniżenia stawki podatkowej o 1 % są dla matematycznych osłów. Proszę sobie policzyć , to jest dość proste, bo żadne stawki potrąceń z wynagrodzeń się nie zmieniają- na tym samym poziomie pozostają składki ubezpieczenia społecznego, a obliczony podatek w skali 17 % wynosi 307,01 zł….
    Te 60-70 zł zysku dla osoby zarabiającej najniższą krajową to zysk roczny, nie miesięczny, co mam nadzieję kalkulatorem udowodniłam.może pomyliłam grosz, bo pewne kwoty się zaokrągla do pełnych złotych, ale nie o tyle, ile sugeruje PMM

    a poza tym najprostsza matematyka :ile jest 1% od dwóch tysięcy? i dlaczego mówi się o kilkudziesięciu złotych zysku? ile to jest kilkadziesiąt? kilka dziesiątek, dla mnie powyżej trzech aż do dziewięciu włącznie

  196. pac, pac! przepraszam, wkleiłam, gdzie nie trzeba:-)

  197. pastucha
    19 lipca o godz. 22:44
    mogę słuchać bez końca…

  198. konstancja
    19 lipca o godz. 23:01

    ale jest OK. Za te kilka?dziesiąt złotych rocznie to się pochula…. 1% zysku a inflacyjka np 1,5% up. To juz wiadomo, do czego ta podwyżka obniżki? Bo np taki emeryt-hulaka jak już wrócił z wymarzonej wycieczki do Medjugorie (Międzygórza?) za swoją 13-tkę (czyli miał La Tour), teraz właśnie się dowiedział, że leki, które przyjmuje od wielu lat będzie musiał sobie wystać w kolejce, zabukować u znajomego współchorego, albo łatwo nabyć lek dostępny w najbliższej aptece, która jest prawie jak w tym Miedjucóstam. To jest La Mer(de). Czyli ogólnie bez zmian na zachodnim i wschodnim brzegu Vistula River. A gdzieniegdzie jest i La Plaża. Z przewagą La.

  199. errata: pohula jak pohulanka.
    Mnie sie skojarzyło idiotycznie-fonetycznie: pochu….a. I tak wszystko jedno.

  200. @all
    my tu se hulamy a tam się pozornie szykują się niezłe bęcki:

    https://www.bbc.com/news/uk-49053383

    Ciekaw jestem, kto podpuszcza Irańczyków, bo nie sądzę, żeby mieli zamiar w pojedynkę wystawić zadek. Ale cóż, ropa jest za tania. Jak trochę zdrożeje, sytuacja się zapewne „wyjaśni”. „I o to się rozchodzi”. Tylko.

  201. A propos pedofili, podobno szlagier w pewnych kręgach (https://youtu.be/pGKKv9KIuS8)

    Pójdź tu do mnie, dziecko, pójdź,
    Ukój moją starczą chuć!

    A gdy ją tak ujrzał w refleksach całą,
    To już mu wtedy brakowało mało.

    A gdy zobaczył to, czego nie trzeba,
    To mu się zdało, że to rąbek nieba

    A gdy ją ujrzał taką całą w groszkach,
    To mu się zrobiło jak po dobrych proszkach

    A gdy ją ujrzał tak całkiem bez groszków,
    To nie trzeba mu było nawet dobrych proszków.

    Pójdź tu do mnie, dziecko, pójdź,
    Ukój moją starczą chuć!

  202. @scrambler
    20 lipca o godz. 1:05

    W temacie Iranu – kibicuję Teheranowi. Nie dlatego, żebym lubił mułłów z ich teokracją (zdecydowanie NIE), ale dlatego, że:

    – lubię Irańczyków,

    – uważam że ich kraj jest prześladowany i atakowany przez skorumpowane i bandyckie imperium próbujące go zneutralizować lub nawet uzależnić,

    – mają prawo robić co im pasuje na własnym podwórku,

    – Iran jest „underdogiem” i chłopcem do bicia dla światowego capo di tutti capi.

    Co się tyczy tankowców, to jak Kuba bogu itp. Byłe imperium, obecnie najwierniejszy lokaj i pudel (choć jednak nie osioł trojański) ww. mafioza zrobił, na jego rozkaz, kuku tankowcowi z irańską ropą no i karma wróciła. Pudel może straszyć konsekwencjami, ale buldogiem już od dawna nie jest, tak więc to tylko jazgot.

    Bęcków raczej nie będzie, mimo najszczerszych chęci i entuzjazmu ogona, psem prawie na pewno nie uda mu się merdnąć w tej kwestii, za duże ryzyko, tym bardziej, że ów przechodzony już pies szybko opada z sił i coraz bardziej parszywieje.

    Nie dość, że odeszłem daleko od la belle France, to, psiamać!, jakoś mi się zoologicznie zmetaforzyło, pudle, buldogi, osły, ogony….. 🙂

  203. @zyta2003
    19 lipca o godz. 22:21

    Zyto miła! Moim najulubieńszym konikiem jest nakłuwanie. Czasem baloników, czasem czyjejś dupy. I uciecha z obserwowanych reakcji.

    O moich bardziej niewinnych rozrywkach już tu pisywałem. O przypdałościach nie będę mówił, to prywatna sprawa.

    Jeśli idzie o np. Wernher von Braun’a to chodziło mi o to, że oprócz wypominania mu nazistowskiego upaprania, należy zadać pytanie, czy jego dorobek naukowo-inżynieryjny a) posłużył ludzkości i b) czy w ten sposób wymazał winę tego upaprania.

    Nie on jeden, zresztą, Caravaggio był mordercą, Villon złodziejem i alfonsem. Itp. itd. No więc lepiej unikać zarówno bezkrytycznego uwielbienia i adulacji, jak i bezrefleksyjnej krytyki i potępienia.

  204. MajsterKlepka
    20 lipca o godz. 1:46

    Piosenka ta jest również na płycie Janusza Grzywacza „Młynek kawowy”.
    https://www.youtube.com/watch?v=bqCljOK6tl0

  205. @Herstoryk 20 lipca o godz. 2:22

    Pudel może straszyć konsekwencjami, ale buldogiem już od dawna nie jest, tak więc to tylko jazgot.
    Co do bycia pudlem zgoda, ale do obrony własnych tankowców, nawet w cieśninie Ormuz, nie trzeba żadnego buldoga. Brytyjski pudel wystarczy aż nadto. Brytyjska Navy w swoim dzisiejszym stanie może zmieść nie tylko z wody, (to jest banalnie proste i łatwiutkie) ale i z nieba wszystko to, co mułłowie będą w stanie wysłać przeciwko temuż pudlowi.

    Militarnie Iran nie ma niczego groźnego dla brytyjskich okrętów i samolotów. To nie są Falklandy i Iran nie ma niczego porównywalnego z bardzo wtedy nowoczesnymi francuskimi rakietami Exocet, które miała Argentyna.

    Irańskie samoloty to jest amerykańskie muzeum lotnictwa na dodatek serwisowane w kuźni przez kowala.

    Innym problemem jest finasowa (nie)zdolność pudla do przeprowadzenia dłuższej antyirańskiej kampanii na swój rachunek. Przypomina się Suez.

  206. Ooops, I stand corrected.
    Zapomniałem / nie wiedziałem, że irackie Mirage F1, które w czasie pierwszej wojny przeciw Irakowi schroniły się w Iranie, były wyposażone w rakiety Exocet…

    https://en.wikipedia.org/wiki/Exocet

    Pozostaje zawsze pytanie, czy i jak Irańczycy byli w stanie je serwisować przez te ponad 30 lat? No i ile lat wynosi ich przydatność do spożycia…

  207. @konstancja

    Utarło się używanie słowa matematyka tam gdzie
    { mowa | pismo } o rachunkach.

    Z Wikipedii:
    Szkolne rozumienie matematyki jako nauki wyłącznie o liczbach i pojęciach geometrycznych zdezaktualizowało się już w XIX wieku wraz z postępami algebry i teorii mnogości.

    Najprostsza matematyka ( istota zbiorowa )jest przekonana, że procent to nie jest ułamek.
    Ułamek to jest ułomek, a giganci żyją z procentów dzięki nieczytaniu przez normalnych nie nudziarzy tego co drobnym drukiem.

    Gdy byłem dzieckiem, to grałem w wojnę.
    A dziś mamy irańsko-amerykańskie zagrywki

    ***
    Le Tour jest drobnym zdarzeniem podczas pikniku, o ile jest ignorowany przejazd długiej karawany reklamującej badziewie.

    Gdy komentuje ten wyścig kolarski osoba zdająca sobie sprawę, że:

    po wynalezieniu smartfonu ludzkość (ha! hihi olbrzymie słowo) jest w interakcjach stymulowana głownie obrazami

    to telewidz dowiaduje się tego, że to nie jest rzeka, ale kanał i nie dowiaduje się w którą stronę płynie ta woda.

    Gdy pokazują opactwo to Jaroński podaje nazwę opactwa w nabożnym tonie i liczbę odwiedzających w ciągu roku, a Wyrzykowski (ewentualnie) podaje liczbę mnichów, którzy jeszcze są gotowi żyć na tym odludziu.

    Były kolarz podaje szczegóły technicznych udogodnień zainstalowanych w pokazywanym rowerze wartym tyle co trzy mercedesy. Chyba że wspomina kolarskie spotkania.

    Na podobieństwo artystów miłe kolarskie spotkania przesycone są gadaniem o forsie.

    Jest jeden kolarz, jedyny, którego Le Tour bawi. To Peter Sagan.
    Przyjeżdża na metę jako ostatni lub mija linię mety na jednym kole.

    Dla całej rzeszy Polaków wyścig kolarski pokazywany ze śmigłowca to jest ziszczone marzenie. Nie stać ich na latanie nad Francją kilka godzin na lotni.

    No ale ta rzesza nie kuma tanaki i jej nie zażywa.

    Miłego końca tygodnia życzy wam nudziarz projektowany do zbanowania cudzą klawiaturą.

    Rzekł staruszek aka guzdra aka dwa soczki aka zna.czek aka niechlujna mantyka.

  208. @ zza kałuży
    20 lipca o godz. 7:24

    @Herstoryk 20 lipca o godz. 2:22

    „Pudel może straszyć konsekwencjami, ale buldogiem już od dawna nie jest, tak więc to tylko jazgot.”
    Co do bycia pudlem zgoda, ale do obrony własnych tankowców, nawet w cieśninie Ormuz, nie trzeba żadnego buldoga. Brytyjski pudel wystarczy aż nadto. Brytyjska Navy w swoim dzisiejszym stanie może zmieść nie tylko z wody, (to jest banalnie proste i łatwiutkie) ale i z nieba wszystko to, co mułłowie będą w stanie wysłać przeciwko temuż pudlowi.

    Moim skromnym zdaniem popełniasz tutaj ten sam błąd co niektórzy imperialni generałowie i większość klawiaturowych wojowników w Waszyngtonie i gdzie indziej, którym w konfrontacji z Iranem marzy się wojna III generacji. W takiej wojnie lotniskowce, krążowniki, F-16,22,35, Abramsy, itp. rzeczywiście są decydujące i Iran nie miałby w niej najmniejszych szans, z czego mułłowie i ich generalicja świetnie zdają sobie sprawę. Dlatego też Iran stawia na chmarę rakiet wymierzonych w Zatokę i okolice, trzymanych w dobrze ukrytych/chronionych miejscach i na obronę przeciwlotniczą i przeciw rakietową, która pozwoli im te rakiety odpalić, oraz asymetrię. Artykuł https://nationalinterest.org/blog/the-buzz/what-war-between-iran-america-would-look-21615 teoretyzuje na ten temat lepiej niż ja.

    Zmyślna, szybka i zręczna małpa nie powali głupawego ociężałego Tyranozaura, ale on z nią też nie wygra. Co więcej, wielgus może się przewrócić choć niekoniecznie od tego zdechnie (znowu mi odbija zoologią…..).

  209. W kolarstwie nic nie jest pewne.

    Etapy Le Tour różnią się głównie niespodzianką:

    który kolarz dzisiaj zostanie przewrócony przedramieniem uzbrojonym w smartfon?

    Uważni mogą się jeszcze dowiedzieć, kto dziś jadąc na tylnym siodełku nie będzie miał szans pokazać cudzych szlifów oraz usłyszeć od zagabywanego szczegółów taktyki obrony przed nudą spoglądania na przednie koło roweru .

  210. No to robi się ciekawie https://film.wp.pl/sekielski-rozliczenie-jana-pawla-ii-szalenie-wazne-6404246191183489a

    Utną ancykrystowi (rękę), czy nie utną?

  211. mantyka
    20 lipca o godz. 7:59
    w któreś klasie w podstawówce miałam wychowawcę-niezłego oryginała. Po pierwsze- oprócz wychowawstwa uczył nas fizyki u wychowania muzycznego. Grał na skrzypcach, czym dodatkowo niektórych rozśmieszał, bo niektórym wszystko z wszystkim się kojarzy, a nam kojarzyło się z Jankiem Muzykantem. Ale grał dobrze, jak na moje odczucia wówczas, chałturzył z innymi do kotleta w Adrii- takiej naszej przyTargowej (od poznańskich Targów) restauracji z dancingiem dla targowych gości. Knajpa miała dwie kondygnacje. Dziś już nie istnieje, ale przez lata była synonimem luksusu, niezłej wyżerki i popitki (tak mówili zblazowani tym luksusem bywalcy…).
    Przepraszam za dygresję; pora wrócić do tematu.
    Otóż ten nasz nauczyciel mawiał nam, nieskorym do śpiewu klasowego, niezdolnym do pojęcia zjawisk fizycznych, że za jego czasu dzieci miały w szkole Rachunki i umiały dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić. Dziś mają matematykę i nie potrafią matematykować. Miały naukę śpiewu i muzyki, umiały śpiewać i znały nutki; teraz mają Wychowanie muzyczne, a na temat muzyki nie wiedzą nic….
    Ciepło go wspominam, choć miał sporo swoich dziwactw, ależ jakie one były niewinne wobec dzisiejszych wymagań. Miałam szczęśćie do nauczycieli, co doceniać zaczęłam wchodząc w dorosłość i mogąc porównać swoją wiedzę i zakres zainteresowań, które zawdzięczam po części tym nauczycielom, jeszcze z przedwojennego sortu. Nie każdy miał studia, czasami byli tylko po liceach pedagogicznych, ale zaangażowania i pasji związanej z przedmiotem nauczania oraz umiejętnością zarażenia nią swoich uczniów dzisiejsi nauczyciele pewnie mogliby pozazdrościć.
    To se ne vrati…

  212. zza kałuży
    20 lipca o godz. 7:39

    Przydatne Exocet’y pewnie jeszcze są. Ale zmieniły się parametry celu. Nawet jeżeli Francuzi robili im jakiś upgrade (wątpię bo: 1. sankcje. 2. interesy), to od co najmniej 20 lat istnieją skutecznie przeciw- pociski. Reszta to współcześnie diametralnie większe możliwości rozpoznania elektronicznego.

  213. Herstoryk
    20 lipca o godz. 2:22

    W temacie Iranu – kibicuję Teheranowi. Nie dlatego, żebym lubił mułłów z ich teokracją (zdecydowanie NIE), ale dlatego, że:

    – lubię Irańczyków,

    – uważam że ich kraj jest prześladowany i atakowany przez skorumpowane i bandyckie imperium próbujące go zneutralizować lub nawet uzależnić,

    – mają prawo robić co im pasuje na własnym podwórku,

    – Iran jest „underdogiem” i chłopcem do bicia dla światowego capo di tutti capi.

    Z tym lubieniem to sprawa dosyć subtelna. Nad Wisłą, oraz nad niejedną inną rzeką lubi się, do uwielbienia i ponad – Amerykanów.

    Również nadwiślańsko standarowe jest gadanie, że się „lubi Rosjan”, oraz – tu już nagła zmiana – nie znosi Rosji.

    Nie znam się na Iranczykach w Iranie, znam, czy może znałem, kilku studentów-Irańczyków. Nie robię projekcji z tych znajomości na Irańczyków in gremio oraz Iran, więc, w sumie, nie bardzo mam podstawę do twierdzenia czy lubię, bądź nie lubię Irańczyków.

    Podzielam Twój drugi pogląd, że Iran został ustawiony przez Amerykę jako chłopiec do bicia, co jest skutem globalnego, hegemonistycznego zapędu Ameryki, z licznymi – co jasne – sukcesami. Ktokolwiek ma inne zdanie na ten temat, nawet co do siebie czy niedużego kręgu regionalnego, musi zostać naznaczony przez imperium medialne jako czarny charakter i wróg ludzkości.
    Aktualne wydarzenia u granic Iranu są bezpośrednim skutkiem odrzucenia przez USA długo negocjowanego porozumienia z Iranem, którego głownym architektem była Rosja.
    Gangsterskie zachowania USA w regione dają ciekawe, a mało atrakcyune dla samych Stanów, skutki: oto Turcja, największy po USA kraj NATO, niegdyś bezpośredni sąsiad ZSRR i baza rakietowa wymierzona w Moskwę, dziś odrzuca szantaże Waszyngtonu i traktowanie Ankary jak lokaja, instalując system broni przeciw dowolnej napaści z powietrza, kupiony od Rosjan, a nie z USA.

    Żeby było jeszcze weselej, Polska właśnie kupiła przestarzałe amerykańskie patrioty i znalazła się w pozycji podlokajskiej.

  214. izabella
    19 lipca o godz. 22:29

    Co ty gadasz zyto? Znaczy co gadasz o Głodziu?

    Zyta jest, ogólnie, niespecjalnie zorientowana. Głódź był dziesiątki razy należnie tu prezentowany I będzie więcej. Co do pogrzebu Adamowicza także nie jest zorientowana, ale cóż zrobisz: komentuje nie przejmując się tym, co się na blogu dzieje.

  215. MajsterKlepka
    20 lipca o godz. 1:46

    Pójdź tu do mnie, dziecko, pójdź,
    Ukój moją starczą chuć!

    Kler gwałci dzieci ze swojej istotnej natury, w wieku każdym. Gdy gwałci staruch, sprawa jest do tego arcyżałosna: oto człowiek, zgwałcony przez własną firmę, który zmarnował życie, strawił je na życie w kłamstwie i na zarabianiu oszustwem, wykonuje ostatnie podrygi życia. Robi to na sposób potworny, wymownie podsumowując trupiość swojego żywota.

  216. Alicja-Irena
    20 lipca o godz. 19:49

    Alicjo, znowu podrzucić linka i w nogi?
    Tak troszkę to mnie to dziwi. A coś opowiedzieć od siebie, pogadać, alboco?

  217. Ja się nie nadaję do dyskusji, bo staję się zażarta, a potem żałuję. Niemniej jednak czytam, chociaż nie wszystko i nie codziennie.
    Poza tym chyba wszystko w temacie kleru i kościoła zostało powiedziane. rydzyka nie obalimy, ani nie obalimy pozycji kościoła w Polsce – suweren tego nie czyta i nie słucha, my sobie krytykujemy, nakręcamy się tym i nic z tego nie wynika. Chociaż tyle, że sobie pogadamy. Ja mam nadzieję, że bracia Sekielscy ruszyli bryłę i z chęcią dopłacę do ciągu dalszego ich przedsięwzięć dokumentalnych.
    Będzie ciężko, bo w Polsce wszyscy politycy z wyższej półki to święci i na kolanach. Lider opozycji? Schetyna powinien wejść pod wielki głaz i się nie pokazywać, a lidera wyrazistego nie widać. Jedyny, który dla mnie ma jakąś charyzmę i łatwość w nawiązywaniu kontaktów to Robert Biedroń, jego bym widziała jako przyszłego prezydenta 🙂
    Myślę, że byłby dobry na tym stanowisku, a Polska zyskałaby na wizerunku w świecie. Ale nie mam wątpliwości, że suweren słucha ambony, a nie zajmuje się czytaniem artykułów w gazetach. I nie mam złudzeń, że ambona odpowiednio suwerena nastawi i zmobilizuje do pójścia na wybory. I to by było na tyle.

  218. Nie wiem dlaczego wybory w Polsce są w niedziele a nie w sobotę. Sobota odebrałaby sporo głosów PiSowi. 🙂

  219. @Ewa-Joanna
    21 lipca o godz. 1:16

    E-Jotko luba! Sama sobie odpowiedziałaś!

  220. Po części w odpowiedzi i w komentarzu do @Alicja-Irena
    21 lipca o godz. 1:12

    To lubię, rzekłem, to lubię…..https://strajk.eu/oko-pierdololo-czyli-faszyzm-zwyczajny-w-optyce-upadlego-polskiego-inteligenta/

    Czyżby znowu sedno robiło się takie duże???

  221. I, zanim się oddalę do innych zajęć, w modnym i gorącym obecnie w Polsce temacie LGBT, nieśmiertelna pieśń drwala – https://www.youtube.com/watch?v=FshU58nI0Ts 🙂 🙂 😉

  222. @Herstoryk
    21 lipca o godz. 2:31
    Cicho, wiem. 🙂

  223. Do ( zdaje misie, a nawet misie dwa ) niezaczadzonej koleżanki:
    @konstancja

    ( autocytat z blogu Passenta – tam chyba to czeka na zbawienie )

    Głód muzyki, czy też dręcząca cisza z braku łomotu.
    Czad jest trujący.

    Odtrutka:

    https://www.youtube.com/watch?v=hUvcWXTIjcU

    ***

    Bronisław Komorowski ( były katecheta zawodowy ) już jako prezydent został zbesztany publicznie na gali przez nagrodzonego współczesnego polskiego pisarza z dorobkiem kilku kryminałów, za zaniedbanie kształcenia młodzieży i w szczególności kształcenia muzycznego.

    Nie przepadam za tym poczytnym kryminologiem.

    A przypominam tamto zdarzenie, by je wzbogacić swoim przekonaniem:

    To młodzi przegonią katechetów.

    Co rzekł były @staruszek.

    Biadolenie z powodu spustoszenia jest najczęściej wtórnym echem żalu za utraconą młodością.

    Będę obserwował co zrobią w nadchodzących tygodniach te tysiące polskich kandydatów do liceów i techników wyrzuconych za burtę.

    W nich ma nadzieja na iskrę burzliwego oporu wobec terroru nawiedzonych staruszków.

  224. @ Nefer
    19 lipca o godz. 10:20

    Herstoryk
    Ciekawie było przeczytać, dziękuję, i więcej proszę

    Najusłużniej służę dalszymi sprośliwkami pysznymi (w temacie):
    https://crooksandliars.com/2019/07/alan-dershowitz-i-kept-my-underwear-during
    https://mondoweiss.net/2019/07/israel-jeffrey-epstein/

    I tu i tam smakosze dzieciątek pod świętokrowim parasolem……

  225. Tanaka
    20 lipca o godz. 21:46

    Herstoryk
    20 lipca o godz. 2:22

    wklejam ponownie:
    https://www.salon24.pl/u/mind-service/971153,bandyterka-iranu

    Bzdetny tytuł, ale informacje we właściwych proporcjach. Nie chodzi o nic innego jak o:
    1. ceny ropy, bo (wiadomo komu) lepiej żeby zdrożała i na dłużej,
    2. zbliżające się w Iranie wybory; w kajru znowu bida, nendza, drożyzna (w 2017 i 2018 ceny up 40%) i bezrobocie, żeby więc nie było ew. powtórki wyjścia na ulice z 2013 przyda się szlafrokowej władzy jakiś powód – nawet tylko potencjalny – do odłożenia wyborów, ich zawieszenia etc.

  226. @scrambler
    21 lipca o godz. 10:35

    Problem jest w tym, że nie wiadomo komu wierzyć.
    Jankesi i ich pudle mają bardzo niską wiarygodność po irackich „broniach”, a ich media głównego nurtu w większości pompują demonizującą Iran propagandę.
    Media irańskie też robią swoją, gdzieś pomiędzy biegunami są Al Jazeera, RT i witryny/media niezależne w rodzaju Antiwar.

    Co się tyczy nastrojów społecznych w Iranie, to z tego co wiem Trump i neokoni pomagają mułłom (z głupoty, dla dogodzenia grupom nacisku??) w przenoszeniu frustracji społeczeństwa z własnego, często nieudolnego i skorumpowanego rządu na wroga zewnętrznego. Persja/Iran ma ponad 100 letnią tradycję oporu przeciw często chamskim kolonialnym interwencjom zagranicznym – brytyjskim, rosyjskim a wreszcie amerykańskim. Dlatego też nawet jeśli znaczny odsetek Irańczyków ma powyżej uszu mułłów z ich teokracją, staną oni murem za rządem w obronie niezależności kraju. Tak więc mułłowie zawieszać nie muszą i prawie na pewno nie będą.

    Tytuł bzdetny. Jak wiele razy tu i gdzie indziej pisałem, to nie Iran/Korea/Wenezuela/Kuba/etc. ale USA i ich pudle zachowują się jak kraje rozbójnicze/bandyckie, otwarcie i bezczelnie olewając prawo międzynarodowe i ONZ. Tak apropos, szeroko i nagminnie używane przez USA sankcje wtórne są kategorycznie zakazane przez ww. prawo. I co? I nic. Jak słusznie zauważyłeś, więksi mogą więcej. Co mnie wpienia!

  227. Herstoryk
    21 lipca o godz. 11:41

    mułłowie też mają nieźle za uszami wobec własnych ziomków, ale im nie widać spod zawiniętych ręczników. Moim zdaniem główny problemem Iranu jest rozdymanie przez władzuchnę nadmiernych ambicji „imperialnych” w imię trzymania wielonarodowego społeczeństwa krótko za uzdę. Sierpomłot czy chudy półksiężyc – metody podobne. Paradoks jest taki, że nawet jeżeli mieliby już te swoje świecące nadzienie w ilości całych kilku sztuk, nie maja do tego odpowiednio skutecznego opakowania. Realne zapóźnienie technologiczne może nie być istotne dla kompozycji sytuacji wewnętrznej, ale ono istnieje. Buńczuczne zapowiedzi blokady Ormuz są funta kłaków warte. Dwie duże łódki zza kałuży, jedna przed, druga za i „po ptokach”. Mogliby wystrzelic naraz wszystko, co mają, bez większego efektu, zakładając, że w ogóle by im się to udało. Chodzi mi o to, że zmierzanie chyłkiem ku własnej en. atomowej w kulce ma być może odpowiedni prestiż wewnętrzny. Próba ew. wykorzystania takiego oręża skończyła by się zapewne co najwyżej świecącym deszczem na głowy Irańczyków. Ale to w sumie ich zmartwienie. Przecież tam u władzy młodzież jeszcze bardziej młodzieżowa niż nad Wisłą, wszystko po 20 najwyżej 30 lat. Do 100-tki.

  228. U nas by to niestety nie przeszło.
    https://wiadomosci.onet.pl/religia/opinie/chiny-kosciol-katolicki-w-chinach-jak-wyglada/z1r3w31
    – Porozumienie zostało podpisane trochę za późno. Trzeba spojrzeć na to, co się wydarzyło przed jego zawarciem. Zjazd partii z jesieni 2017 r. spowodował, że konstytucja została zmieniona w ten sposób, że prezydent będzie mógł być wybierany wiele razy na swój urząd. Przeforsowano również zaostrzenie norm dotyczących życia religijnego. Te postanowienia partii wywieszone są przy wejściach do świątyń tak, aby każdy dobrze znał obowiązujące zasady. Dzieci do 18. roku życia nie mogą uczestniczyć w nabożeństwach. Jest to sprawdzane przez policję. Młodzież ma nawet prawa donieść na swoich rodziców, jeśli byłaby jakkolwiek edukowana w kwestii religii. Nie chodzi zatem tylko o Kościół, miejsca publiczne, ale nawet o rodziny. Dorośli nie mogą przekazywać wiary nieletnim. Jest też nakaz odśpiewywania hymnu państwowego przed każdą liturgią. Architektura kościoła również musi być chińska. Inaczej władza może zburzyć taką świątynię. Dotyczy to także innych religii – mówi o. Kalisz.

  229. Optymatyk
    21 lipca o godz. 12:34

    Prawie raj. Zawartość szarych komórek ma pomieścić inne, równie doktrynalne treści. Ale może zostanie trochę miejsca na własne przemyślenia. Z ich uzewnętrznianiem też jest kiepawo, o ile różnią się od ustawowych lub nakazowych norm państwa środka. Inside out.

    „And with these words I can see
    Clear through the clouds that covered me
    Just give it time then speak my name
    Now we can hear ourselves again

    https://www.youtube.com/watch?v=B201O63uqhk

  230. @scrambler
    21 lipca o godz. 12:54
    Aleś mi utwór podesłał, kurde ja uważam Pink Floyd za najlepszy zespół progressive rock na świecie. Szkoda, że już zaprzestał działalności, teraz Australian Pink Floyd kontynuuje i kultywuje zarazem tę wspaniałą twórczość muzyczną. I jeszcze psychodeliczna twórczość Salvadora Dali, no super. Ten to dopiero dziwakiem był.
    Dzięki.
    https://www.youtube.com/watch?v=UB959y47FcA

  231. Chciałoby się więcej wiedzieć o tych wojskowych zabawkach. Co tu propagandą a co tu faktem? USA krzyczą, że po zakupie S-400 nie pozwolą Turcji kupić F-35 bo mając oba systemy mogliby zbyt dokładnie scharakteryzować F-35 za pomocą S-400 a zdobytą wiedzę przekazać Rosjanom (i komu tam by się im spodobało przekazywać) i w ten sposób ujawnić słabe strony F-35.

    No niby ma to sens.

    Tyle tylko, ze S-400 to, zgodnie z nazwą, system działający na około 400 km. Czyli zaglądający w dal na mniej więcej tyle od miejsca rozlokowania radarów. Biorąc pod uwagę fakt wielokrotnego lądowania F-35 zarównio w Polsce jak i w krajach Pribałtyki, okazję do pooglądania sobie obrazków F-35 na radarach S-400 bazowanych na Białorusi i w Kaliningradzie Rosjanie mieli już bardzo dużo.
    Nawet zakładając, że „jak leci wysoko i daleko”, właśnie na te kilkaset km od stacji, to być może ciężko go zobaczyć, no bo jest „niewidzialny”, i ciężko powiedzieć „co jest co”, ale skoro laduje np. na Litwie, to jest to tylko np. o 100 lub mniej km od radarów S-400. A zatem w połaczeniu z innymi środkami rozpoznania, dużo bardziej tradycyjnymi, podsyłanie przez Amerykanów F-35 tak blisko S-400 daje Rosjanom dużo okazji do przyglądania się, do testowania, itd. itp. Oczywiście działa to w obie strony i F-35 lataja tam właśnie po to, aby poniuchać sobie z bliska sygnały radarów S-400 a każdy wie, że i jeden i drugi sprzęt mają tryb pracy „pokojowy” oraz „wojenny” i to w obu wersjach, tzn. krajowej i eksportowej. Kombinacji jest więc kilka do namierzenia i scharakteryzowania. Z czasem pewnie „wyjdzie” to co ma „wyjść” z obu…

    Podsumowywując, trochę rozumiem poirytowanie amerykańskich wojskowych i trochę zgadzam się z ich technicznymi argumentami, ale trochę uważam je za przesadzone. Dlatego, że ta wiedza sama niejako „wyjdzie” z czasem i z rozpowszechnieniem się F-35 na lotniskach w pobliżu Rosji (czy Syrii, czy innych krajów z podobnymi systemami, np. Chin itd.)

  232. Optymatyk
    21 lipca o godz. 16:42

    Komanda Pinka Floida ma jeszcze parę fajnych ciastek do kawy, może być popołudniowej.

    https://www.youtube.com/watch?v=gh_pAII16pw

    Obrazki też klawe.

  233. @scrambler 20 lipca o godz. 19:24
    od co najmniej 20 lat istnieją skutecznie przeciw- pociski. Reszta to współcześnie diametralnie większe możliwości rozpoznania elektronicznego.

    Ten artykuł popiera twoje przekonanie:
    https://whitefleet.net/2017/05/28/falklands-war-cruise-missiles/

  234. zza kałuży
    21 lipca o godz. 17:23

    no właśnie… dzięki za link, mam ich małą kolekcję dot. Falklandów i Exocet’ów, tu :

    http://wiekdwudziesty.pl/exocet-na-falklandach/

    jest o tym dość obszernie napisane. Brytyjczycy w zasadzie nie mieli czym się przed Exocet’ami bronić, dopiero po Falklandach zamontowali szybkostrzelne uzbrojenie dające jakieś szanse. W sieciowych zasobach trafiłem kiedyś na brytyjski dokument, w którym dość jasno określono francuskie zasługi w „zakłóceniu działania układów sterujących” argentyńskich Exocet’ów. Niedwuznacznie wynikało z komentarza, że „przeprogramowali głowice”. Francuska ekipa techniczna była w tym czasie w Argentynie właśnie w związku z kontraktem na integrację tego uzbrojenia. Uważam, że odpowiednie służby odpowiednio zadziałały, a pisanie o jakichś rzekomo skutecznie użytych dipolach itp duperelach to zwykła ściema.
    Podejrzewam, że dowódca USS Mason dał się zmylić tym właśnie, że pociski odpalono – oficjalnie brak na to dowodów – z przerobionego cywilnego samolotu dyspozycyjnego. Podobnie stało się niedawno w Syrii, rosyjskie lotnisko chronione przez ich suuper systemy (albo zestrzeliwują ptaki albo nic nie widzą do chwili trafienia) zostały nieźle wystraszone napadem domowej roboty dronów z ładunkami zapalającymi. Zawsze po takim epizodzie zmieniane są procedury na ostrzejsze.

  235. No proszę, niby weteranka pisania, a wcięło mi wpis. Nawiązując do tematu, chciałam trochę o Le Tour – nie mam kanału sportowego, ale obejrzałam dwa odcinki tydzieć temu. W domu mam cyklistę, ale on woli jeździć niż oglądać (bicykl zwie się cannondale i waży ok.5kg).
    Okoliczności Francji przepiękne, jak się ogląda wyścig.
    St Malo ( zdjęcie w poprzednim wpisie)jest mi znane, bo stamtąd wyruszałam w rejs na Darze Młodzieży w ramach Tall Ship Races 2012. Płynęliśmy do Lizbony – niestety regaty przerżnęliśmy o długość dzioba z bliźniaczym Mirem. Bliźniaczym, bo ten sam konstruktor, Zygmunt Choreń. W St. Malo była parada załóg i w ogóle wielkie święto, było około stu załóg żaglowców różnych kategorii, z polskich Dar Młodzieży, Chopin, Zawisza Czarny, Pogoria i Kapitan Borhardt, a może i ktoś jeszcze. Chopin w swojej klasie nie do doścignięcia 🙂
    A Dalida?
    Spoczywa tutaj, na cmentarzu Montmartre:
    https://photos.app.goo.gl/tXiQppqHGoufHniv7

  236. Człowiek może się dowiedzieć fenomenalnie fantastycznych rzeczy. Istnych fikołków, przewrotek i sięgania prawą ręką za lewe ucho. Czyli banialukow na sposób szczególny – jak mówił ten, co mówił. Na przykład tego, że „homofobia jest sprzeczna z chrześcijańską miłością bliźniego”.
    Jak wiadomo, śpiewac każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Jak wiadomo równie niezawodnie, jak w kościele śpiewają, to straszliwie niezawodnie zawodzą.

  237. Alicja-Irena
    21 lipca o godz. 20:04

    Zygmunt Choreń jest w dziedzinie projektowania jednostek żaglowych, choć nie tylko takich, klasą sam dla siebie, na poziomie światowym – i to w ścisłej czołówce tej klasy.

  238. Czytam Shadow divers (W pogoni za cieniem) Kursona i hiperwentyluję jak sobie powyobrażam, matko przenajświyntso, za nic

  239. Tanaka
    21 lipca o godz. 21:18

    .. a te tutaj fałszują wcale choć faktycznie ciut zawodzą:

    https://www.youtube.com/watch?v=nG5gEzymh5c

    ale pewnie temu, ze ortodoksy. Bez prundu też.

  240. Alicja-Irena
    21 lipca o godz. 19:52
    wyobrażam sobie ich urodę w pełnej krasie, w pełnym ożaglowaniu…

  241. mantyka
    20 lipca o godz. 9:34
    W kolarstwie nic nie jest pewne.
    Etapy Le Tour różnią się głównie niespodzianką
    W roku 1913 Eugene Christophe przy zjeździe z Col du Toumalet złamał widełki swojego roweru. Pomocy w postaci samochodu towarzyszącego wówczas nie było. Christophe z zawodu metalowiec-mechanik udał się więc do odległej o 14 km kuźni w Saint-Marie-de-Campan, gdzie ciężką pracą młotem na kowadle uformował nowe widełki , montując w miejsce uszkodzonych, wsiadł na rower by jeszcze zdążyć razem z drużyną do celu. N.b. rower był marki Peugeot.
    PS. Inicjatywa Tour de France wyszła od czaspisma „L’Auto” w 1903r.

  242. Miało być: Col du Tourmalet

  243. scrambler
    21 lipca o godz. 21:58

    Kapitalne! i tak, pewnie temu, że ortodoksy. czyściej brzmią.
    A to, obok, coś takiego, bodaj kapitalne do kwadratu:

    https://www.youtube.com/watch?v=P9Hres93mBs

  244. zezem
    21 lipca o godz. 22:49

    Jeden tako to znowu nie był w kuźni żeby sobie wykuć kawał roweru, ale żeby sobie metę przybliżyć podczas gdy inni zasuwali na dwóch kółkach, wsiadł do pociągu i podjechał kilkadziesiąt kilometrów.
    Były wtedy takie etapy, które przekraczały 400 km długości.
    Kolarze mieli kiedyś fantazję. A teraz to co, jak ten niesławny Amerykaniec się naćpają, krew przetoczą od sąsiada i tylko na tyle ich stać?

  245. zza kałuży
    21 lipca o godz. 16:49

    Amerykanie krzyczą przede wszystkim z innego powodu: Turcja przestała być kontrolowalna przez USA, przestała być klientem masowego kupowania broni z USA, a jej członkostwo w NATO znaczy już coś zupełnie innego niż znaczyło, zwłaszcza wtedy, gdy na jej terytorium były rozlokowane amerykańskie rakiety atomowe wycelowane w ZSRR, co było podłożem kryzysu tureckiego, znanego dla niepoznaki jako „kryzys kubański”.

    Amerykanie mają podwójną i podwójnie bolesną stratę w dziedzinie spieniężania strachów wojennych: ponieważ Ankara kupiła S-400, stracili niesprzedawszy jej swoich patriotów i równocześnie nie mogli już sprzedać swoich – ciągle niedopracowanych – F-35.

    Skoro jednak nie sprzedadzą Turcji F-35, inne samoloty muszą je zastąpić, bo Turcja potrzebuje najnowocześnieszych samolotów, tym bardziej, że ma je Izrael. A skoro tak, to jest bardzo możliwe, że albo kupią rosyjskie myśliwce klasy 4++, albo kupią Su-57. Będzie wtedy kolejny ból dla USA, dołożony do dwóch poprzednich zaboli jeszcze mocniej.

    Jeśli Turcy kupią sprzęt rosyjski, właściwie już się staną sojusznikiem Rosji. Gdy się ma tak dużo klas sprzętu danego państwa oraz tak drogiego, nie ma już wyjścia i przez kolejne 20-30 lat, albo i więcej, jest się bliskim partnerem kraju producenta.

    Jeśli Turcja przy tym sama nie wyjdzie z NATO – a po cóż miałaby to robić? – NATO się już samo nie pozna i nie będzie w stanie ustalić, czym właściwie jest. Na Bliskim Wschodzie zaś pozostanie całkiem „gołe”, nie mając tam żadnego pewnego i solidnego przyczółka, co w przypadku Turcji było czyms o wiele większym niż przyczółek.

  246. Wikipedia wie wszystko:

    1913 and the Tourmalet incident

    https://en.wikipedia.org/wiki/Eug%C3%A8ne_Christophe

    najlepszy jest ten fragment:

    „the race judge penalised him 10 minutes – reduced later to three – because Christophe had allowed a seven-year-old boy, Corni, to pump the bellows for him.”

  247. Z opisu na Wikipedii wynika także wniosek, że w wypadku popsucia się roweru czas konieczny na wykonanie naprawy nie był liczony do całkowitego czasu ukończenia wyścigu. Dlatego Eugène Christophe – mimo straty 5 godzin godzin zanim mógł wrócić na trasę wyścigu (2 godziny na dojście do kuźni plus 3 godziny na samą naprawę) zdołał ukończyć wyścig na 7-ym miejscu.
    Głównie z powodu nałożonej na niego przez sądziów kary 3 minut za przyjęcie pomocy 7-letniego chłopca, który w kuźni operował miechami i w ten sposób stał się niedozwoloną przepisami wyścigu „zewnętrzną pomocą” dla kolarza.

    Ja tam całkowicie zgadzam się z decyzją sędziów; skoro kolarzom nie wolno było akceptować niczyjej pomocy to skandalem było zatrudnienie owego chłopca!
    Kara sie należała jak psu kość.

    I tak sędziowie byli moim zdaniem bardzo łagodni i nie ukarali gościa za udzielone mu porady zawodowego kowala…

  248. zza kałuży
    21 lipca o godz. 23:36

    … łagodni, bo w zasadzie węgla do paleniska też powinien sam sobie nakopać. Może zdążyłby przed następnym Tour’em, ale przecież bez kary.

  249. Tanaka
    21 lipca o godz. 23:02

    „…się naćpają, krew przetoczą od sąsiada i tylko na tyle ich stać?”

    No przeca onych to som piniondze! Przecież wiesz, jak im się bardzo należą.
    W czasach Piaseckiego stymulacja polegała na „kontrolowanym” zagęszczaniu krwi. Efekty uboczne były tej kontroli były takie, że jak któregoś organizm się przeciwstawił, zrywali delikwenta np w środku nocy i musiał dygać po schodach parę pięter w podskokach tam i z powrotem, aż mu się „płyny znormalizowali”. Jak wiemy z historii kilku za długo po tych eksperymentach nie pożyło. Przetaczanie krwi ogólnie rzecz biorąc bardzo zdrowotne nie jest, szczególnie, że można dostać w bonusie niezapomniane dożywotnie pamiątki typu WZW etc. Pan kolarz amerykański grał w klipy z kontrolą antydop bo podobno chorował był – zawodowo, jakby inaczej – na raka jąder. Może miał za małe/ za twarde siodełko? I pacz pan, wyleczyło się samo! Sport to jednak zdrowie. Znaczy jest , o ile było przedtem.

  250. Nikt przedtem przed Armstrongiem nie robił takich rzeczy. Facet poszedł na całość, bo myślał, że mu się uciecze. Nie mam dla niego żadnej empatii, nawet przeczytawszy biografię „Jak wróciłem do życia”, o jego walce z rakiem. Lekturę polecam, mimo wszsysto.

  251. konstancja,
    żeby nie było…trochę się wysiliłam 🙂
    https://photos.app.goo.gl/XvSAEvsgPpajjsdG2
    Odbyłam trzy rejsy Darem, a potem przyszła dobra zmiana, dla mnie wiatry nie te.

  252. @Izabella, prosze podaj jakiekiekolwiek zrodlo informujace, ze wdowa po prezydencie Gdanska nie chciala azeby celebrowal uroczystosci Glodz. Moze cos przeoczylam. W minionych czasach bylo tak samo, czyli wrecz przeciwnie, ale to byla komuna a nie demokracja.
    Za wszystkim kryje sie kalkulacja, co sie oplaca, w tym przypadku politycznie. Z tym pogrzebem tez tak bylo, Glodz sie oplacal.
    Mnie zas ciagle cos zadziwia, np. dlaczego na bezkompromisowym forum nikt sie nie zajaknal, ze uczestnictwo tego biskupa to bylo disgusting. Na ten moment nie chciano zaklocac tu patriotycznej atmosfery?
    @herstoryk, wiem, ze lubisz przedziurawiac rozdete balony, a ja glupia nie przechodze nad tym do porzadku…. Ponizszy akapit pisze zeby unaocznic, ze czasem lepiej nie przyszpilac, ale moze dlatego, ze chce sie pochwalic ze bylam w bajkowym stanie Nowy Meksyk. Cokolwiek…
    W zeszlym roku bylam w Los Alamos. Obecnie skromne, turystyczne, polozone omal na wysokosci Kasprowego miasteczko. W miasteczku nieduze muzeum, izby pamieci, filmy, hole za zdjeciami, pierwsze baraki dla naukowcow, jakies sciezki.. Moja corka byla swiezo po wycieczce do Japonii, gdzie „zaliczyla” tez Hiroszime. I tak jak Ty nie mogla sie powstrzymac i przypominala o koncowym skutku wybuchow. Po co przyszpilala tych bogu ducha winnych rozentuzjazmowanych woluntariuszy- przewodnikow?

  253. Podzielam poglad, ze Iran jest obecnie ofiara idiotycznej polityki administracji w Bialym Domu. Poprzednia ekipa w Bialym Domu zawarla jakies ulomne, ale zawsze jakies, porozumienie z Iranem, o czym mozna pamietac. Zreszta podobnie bylo widac swiatelko w tunelu na okolicznosc Kuby. Obecna administracja prowadzi najglupsza z mozliwych polityke zagraniczna. Jednak ambasador UK, ktory podal sie do dymisji nie mowil, ze to Ameryka jest durna, tylko administracja Trumpa z nim na czele. Nigdy wladza w USA nie byla tak spersonifikowana i wyrazista jak teraz.
    @Tanaka od czasu do czasu jezdze do Polski, w tym roku juz bylam. Omal nigdy nie rozmawiam o kraju mojego zamieszkania, chyba, ze w negatywno-drwiacym tonie. I to wszyscy lubia, bo to oddaje ich nastawienie. Gdzie ty Tanako znajdujesz milosnikow Ameryki w Polsce? I w tym przypadku nie utozsamiaj rzadu z narodem.

  254. Zyta2003,
    co by nie powiedzieć – wszak amerykański suweren zagłosował i ma takiego prezydenta, jakiego ma… Chciałoby się to samo powiedzieć o Polsce, ale pewności nie mam, polski suweren kocha swój rząd, rydzyka i te inne tam. Za miesiąc z groszem lecę, jak co roku, przyjaciół i rodzinę mam po swojej stronie 🙂

  255. @Alicja-Irena

    Wytłuszczę ziarno czyli sedno z świeżym komentarzu kobiety pełnomorskiej:

    polski suweren kocha swój rząd, rydzyka i te inne tam

    Opowiadano mi około czterdziestu lat temu sceny z iwentu umiejscowionego ( chyba za ówczesne pieniążki ) w domu później przejętym przez Machulskich na prywatny teatr ).

    Spotkanie jakiejś zorganizowanej regionalnej grupy badylarzy i cuchnące wódką ożywienie.

    Niech powie cham albo chłop od gnoju! Ale jakiś taki to ja sobie wypraszam.

    Ja ( uwaga: preludium consensusu ! ) niesłusznie zapewne, że gdy czytający moje komentarze, gdy czegoś nie zrozumieją, to się obrażą. Na mnie. Moim zdaniem, mój bełkot wydobywa tylko niezgodę na wiele zachowań mających ze mną, i z moim komentarzem mało wspólnego.

    Szanowna żeglarko!

    Te i inne tam oraz wprawie wszędzie to forsa.

    Badani socjologiczne przeprowadzone na licznej grupie Polaków obdarowanych w ramach przedsięwzięcia 500+ wskazują, że około 3/4 z nich żyje w wstanie zagrożenia. Że odbiorą.

    W Niemczech zdaje się ( w niemieckim kościele to ja tylko jako turysta ) zamiast na tacę płaci się w skarbówce. Chyba, że zobowiązująco oświadczy się o wyjściu z kościoła.

    W Polsce sukienkowe i sukienkowi są przerażone i przerażeni, że nie przyjdą i nie rzucą na!

    Zbawca Narodu sięgnął po teorię szturchania zamiast oskarżać o zdradę. Wielu sądzi, że po wyborach szturchanie przejdzie w bicie.

    Na dziś szturchnie się białostockich faszystów i po sprawie.

    ***

    Białostockie i religia to trudne tematy.
    Polak katolik gdy spotka się z prawosławiem, to dziwi się brakiem muzyki. Bo muzyka to raio ze wzmacniaczem i muzak drażniący za życia Lutoslawskiego.

    ***

    Bardziej wykształcony od Fredka ma przywyczkę:
    Niestetynie masz racji!

    Tak! Wiem!
    Fredek konstantypolitańczykuwna pisze z drugiej.

    Dla jego prześmiewców są trudności geometryczne.
    Kiepsko tłumaczone przez naukawych.

    Trafiam w punkt procentowy i od dziś mam prawo do zasiłku pielęgnacyjnego. A wolę bardziej od tego zasiłku, aby nie dosypywali węgla do pieca.

    Teraz jest moda na nazywanie mgły smogiem i odśmiecania tracy Le Tour ekologią. A kamerzysta ma zakaz pokazywania niestojących sraczyków.

    Na wyścigu po Turcji na czas jazdy chowane są minarety.
    A na czas prawosławnej ceremonii chowane są organy.

    Fredek ma kłopoty z dyfamowana fredalizacją.

    Naraził się i chyba kiepsko zejdzie z ekranu.

    https://www.youtube.com/watch?v=XjsmOFrLzmQ

  256. No i z robiłem kilka niechlujnych literówek.

    Konstantyn … z dużej.

    Bo ja mam klawiaturę angielską a nie polską.

  257. Blogi Polityki są zdominowane przez emigrantów.

    Nie mam za złe braku w treści napisów komentarzy ( głośni nie słychać ) miękkiego ce.

    Natomiast śmieszy mnie obecność ą wraz ce z daszkiem w wyrazie ciąć. Czyli ktoś niechlujnie używa windowsowej opcji zmiany oprogramowanej klawiatury.

    Wart przeczytania tekst sprawia, że nie widzimy literówek.
    Jest znana zwykła cech mózgu.

    Proszę pisać Nudzisz! po tym gdy moja żona zawoła:
    Oderwij się od tego dżumowatego komputera.

    Jutro popłyniemy daleko …
    Nadamy jeziorom nowe imiona!

    Cóż! Stare też bywa równie nudne, tak jak atakowanie nawiedzonych polityków. I równie owocne.

  258. @scrambler
    21 lipca o godz. 11:58

    Moim zdaniem główny problemem Iranu jest rozdymanie przez władzuchnę nadmiernych ambicji „imperialnych” w imię trzymania wielonarodowego społeczeństwa krótko za uzdę. Sierpomłot czy chudy półksiężyc – metody podobne. Paradoks jest taki, że nawet jeżeli mieliby już te swoje świecące nadzienie w ilości całych kilku sztuk, nie maja do tego odpowiednio skutecznego opakowania. Realne zapóźnienie technologiczne może nie być istotne dla kompozycji sytuacji wewnętrznej, ale ono istnieje. Buńczuczne zapowiedzi blokady Ormuz są funta kłaków warte. Dwie duże łódki zza kałuży, jedna przed, druga za i „po ptokach”.

    No to ja jeszcze pomędzę o Iranie:

    Ambicje Imperialne
    Iran ma tradycje imperialne. Imperialnych ambicji na razie nie, bo nie ma czym. Może być najwyżej graczem regionalnym ale nawet i to bardzo bruździ Ogonowi i amerykańskiemu psu. Kraj ma przy tym BARDZO poważne problemy środowiskowe (wysychanie, przeludnienie), gospodarcze i polityczne, a więc agresja i wojny potrzebne mu są jak dziura w głowie.
    Jeśli więc Teheran cokolwiek planuje, to po pierwsze utrzymanie niezależności od USA i ski, po drugie zachowanie-umocnienie-rozszerzenie wpływów na bliską zagranicę, co mu się należy jak psu micha. Iran jest pobłogosławiony i przeklęty naftą i gazem oraz strategicznym położeniem przy najważniejszym dziś wąskim gardłem świata – cieśniną Ormuz, oraz na prawie równie ważnym skrzyżowaniu pomiędzy Chinami, Indiami, Azją Centralną i Oceanem Indyjskim. W regionie kluczowym dla globalnej hegemonii. A zatem Hegemon musi go kontrolować, a co najmniej kordonować jeśli chce pozostać hegemonem.

    Wielonarodowe społeczeństwo
    Mniejszościom jest w nim albo znośnie, albo są skutecznie trzymane za łeb. Tylko na obrzeżach buntuje się arabska nad Zatoką, Kurdowie na zachodzie oraz na wschodzie Sunnici w Baluczystanie. Najważniejsza mniejszość – Azerowie, nie narzeka.

    Atom i broń jądrowa
    Iran ma pełne prawo do rozwijania i użytkowania technologii atomowej w celach pokojowych. Od co najmniej 2003 r. deklaruje brak planów budowania potencjału militarnego, co potwierdza ścisła kontrola MAEA. „Bomba” jest zresztą na szczeblu państwowym wyłącznie obronna i liczy się nawet bez „opakowania”. Ogon i jankeski pies demonizują irański „atom” nie z obawy przed irańską „agresją” ale tylko dlatego, że (nawet potencjalne) posiadanie takiej broni uniemożliwiło by napaść na Iran. Gdyby Irak miał „Bombę”, do Wojen w Zatoce 1991/2003 nigdy by nie doszło. Korea ma i dlatego Imperium chodzi koło niej jak koło śmierdzącego jajka. Ogon też ma i jest ona jednym z filarów jego bezkarnego bandyctwa.

    Blokada Ormuz.
    To na pewno nie funt kłaków! Wedle linkowanego już wcześniej https://nationalinterest.org/blog/the-buzz/what-war-between-iran-america-would-look-21615 Iran może cieśninę zablokować, przynajmniej tymczasowo i zrobić kuku znacznej części amerykańskiej floty. Jedno i drugie byłoby bardzo trudne do przełknięcia dla Imperium i związane z tym ryzyko powstrzymuje (jak na razie) jego wojownicze zapędy.

    A wreszcie uwaga osobista – w rozmawach z irańskimi tambylcami prawie zawsze słyszałem niechęć do i krytykę mułłów. Zarzuty jak w Polsce – politykowanie, hipokryzja, bogacenie się i zadawanie szyku, bezkarność, konta zagranicą, kobiety, przekręty. Mimo to, tak jak w Polsce katolicyzm, szyicka odmiana islamu jest tak silnie zrośnięta z identyfikacją narodową, że instytucja szyickiego „kościoła” jest nietykalna. Jeśli dodać do tego portrety szyickich świętych na każdym kroku, sanktuaria, procesje i pielgrzymki, ma się tam silne poczucie swojskiego „deja vu” w orientalnej wersji.

    I konkluzja. Polski rząd, jeśli ma choć odrobinę rozsądku i oleju w głowie powinien za wszelką cenę unikać jakiegokolwiek czynnego angażowania się w amerykańskie awantury kolonialne na Bliskim Wschodzie. Wiem, wiem, chciejstwo……

  259. Żarty żartami, w tym kolarskim wyścigu znaczy się, a twarda nauka podpowiada, coby za blisko za kolarzem nie jechać. Chyba, że się chce troszeczkę pooszukiwać konkurencję.

    Tak, tak, ZA kolarzem, a nie PRZED.

    https://www.insidescience.org/news/do-tour-de-france-cyclists-get-unfair-boosts-support-cars

  260. Herstoryk
    22 lipca o godz. 8:54

    Szkic do wstępniaka!

  261. Szanowni!

    Jest lato, jest Tour, a nawet są jakieś żaglowce. Czyli jest dobrze. A jak jest dobrze, to znaczy, że jest europarlament. i tam są nasi! Jak wszędzie. A jak są gdzieś nasi, to już w ogóle jest najlepiej, prawie jak w chicagowskim radyjku polonijnym.

    Tam gdzie my, tam Polska! – powiedział pułkownik. Wiedział co mówi. Zobaczmy więc, co robi Polska w parlamencie Europy, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej broszki.

    Zapraszam do lektury i komentowania nowego wstępniaka w imieniu autora – zaka1953.

  262. mantyka @staruszek. W dniu Twojego święta t.j. rocznicy urodzin życze Ci dużo zdrowia , tak abyś doczekał ca najmniej setki.
    też świąteczny ( Dzień Flagi ) przedwojenny (38) solenizant.

  263. @Herstoryk 22 lipca o godz. 8:54
    Ambicje Imperialne. Iran ma tradycje imperialne. Imperialnych ambicji na razie nie, bo nie ma czym. Może być najwyżej graczem regionalnym ale nawet i to bardzo bruździ Ogonowi i amerykańskiemu psu. Kraj ma przy tym BARDZO poważne problemy środowiskowe (wysychanie, przeludnienie), gospodarcze i polityczne, a więc agresja i wojny potrzebne mu są jak dziura w głowie. Jeśli więc Teheran cokolwiek planuje, to po pierwsze utrzymanie niezależności od USA i ski, po drugie zachowanie-umocnienie-rozszerzenie wpływów na bliską zagranicę, co mu się należy jak psu micha. Iran jest pobłogosławiony i przeklęty naftą i gazem oraz strategicznym położeniem przy najważniejszym dziś wąskim gardłem świata – cieśniną Ormuz, oraz na prawie równie ważnym skrzyżowaniu pomiędzy Chinami, Indiami, Azją Centralną i Oceanem Indyjskim. W regionie kluczowym dla globalnej hegemonii. A zatem Hegemon musi go kontrolować, a co najmniej kordonować jeśli chce pozostać hegemonem.

    Wszystko to prawda. Dlaczego zatem – ci mułłowie i niektórzy delegowani przez nich politycy – są tak durni, aby Ogonowi i Psu dawać pretekst w postaci debilnego wzywania do /usunięcia z mapy/zniknięcia ze stron czasów/ (niepotrzebne skreślić) – Ogona?

    Ja nie mam siły, a co dopiero przęciętny ciemny, światowy lud, czytać rozdzielania zapałki na czworo w artykułach takich jak ten:

    https://www.washingtonpost.com/blogs/fact-checker/post/did-ahmadinejad-really-say-israel-should-be-wiped-off-the-map/2011/10/04/gIQABJIKML_blog.html?noredirect=on&utm_term=.24ea7f66b784

    O ileż mądrzejsi są Chińczycy, po cichu i bez (nadmiernego) pobrzękiwania szabelką budujący swoją potęgę militarną.
    Oczywiście Chiny to wielki kraj i tam także od czasu do czasu zdarzy się jakiś generał, który powie coś bardziej buńczucznego pod adresem USA, ale aż takich prowokacyjnych stwierdzeń jak te słyszalne z Iranu (chyba, że coś przeoczyłem) nie zauważyłem.

    Wielonarodowe społeczeństwo. Mniejszościom jest w nim albo znośnie, albo są skutecznie trzymane za łeb. Tylko na obrzeżach buntuje się arabska nad Zatoką, Kurdowie na zachodzie oraz na wschodzie Sunnici w Baluczystanie. Najważniejsza mniejszość – Azerowie, nie narzeka.
    Bardzo celne obserwacje w bardzo ważnym aspekcie. Naczelną zasadą działania Psa jest wspieranie wszelkich potencjalnych konfliktów i prucie szwów w państwach-kolejnych celach Psa.
    A zatem jak któreś państwo nie chce się stać celem to lepiej niech się stara o zachowanie wewnętrznej spójności. M.in. z tego powodu KPCh tak dba, nawet brutalnymi metodami, o zwalczenie wszelkich tendencji odśrodkowych. Dobrze wie, że jak im się coś zacznie pruć to Pies będzie pierwszy do pomocy w tym pruciu.

    Atom i broń jądrowa. Iran ma pełne prawo do rozwijania i użytkowania technologii atomowej w celach pokojowych. Od co najmniej 2003 r. deklaruje brak planów budowania potencjału militarnego, co potwierdza ścisła kontrola MAEA. „Bomba” jest zresztą na szczeblu państwowym wyłącznie obronna i liczy się nawet bez „opakowania”. Ogon i jankeski pies demonizują irański „atom” nie z obawy przed irańską „agresją” ale tylko dlatego, że (nawet potencjalne) posiadanie takiej broni uniemożliwiło by napaść na Iran. Gdyby Irak miał „Bombę”, do Wojen w Zatoce 1991/2003 nigdy by nie doszło. Korea ma i dlatego Imperium chodzi koło niej jak koło śmierdzącego jajka. Ogon też ma i jest ona jednym z filarów jego bezkarnego bandyctwa.
    Duzi i silni mogą więcej. Korea ma tylko dlatego, że miała wielkich i silnych protektorów, czyli ZSRR, Rosję i Chiny. Bez nich nikt by im nie pozwolił na żadne prace nad bombą.
    Indiom nie było jak zakazać, nawet gdyby nie (podobno) przegapiono ich prac nad bombą. Pakistańskiej historii nie znam, bo kiedyś czytałem ale zapomniałem szczegóły. Znaczy dlaczego USA im pozwoliło? Wydaje mi się, że Pies wolałby, aby Ogon nie miał bomby. Ale skoro dzisiaj to Ogon macha Psem a nie odwrotnie to jest już pozamiatane. Kiedyś, w czasach gdy Ogon dopiero konstruował bombę, oraz wtedy, gdy jeszcze dopiero usilnie pracował nad staniem się Ogonem, musiał się dobrze napracować nad ukrywaniem prawdziwego celu swoich nuklearnych programów i wielokrotnie dezinformował Psa. No ale wtedy, czyli w czasach zimnej wojny z ZSRR, było bardziej czarno-biało, były czytelniejsze sfery wpływów, był Naser i wszystkie wojny o panowanie nad krajami Bliskiego Wschodu, była rywalizacja pełną gębą. Bardziej rozumiem, że w końcu patrzono w USA przez palce nie tylko na bombę Ogona ale nawet na takie zbrodnie, jak napaść na USS Liberty. Liczył się „większy obrazek”.

    Blokada Ormuz. To na pewno nie funt kłaków! Wedle linkowanego już wcześniej https://nationalinterest.org/blog/the-buzz/what-war-between-iran-america-would-look-21615 Iran może cieśninę zablokować, przynajmniej tymczasowo i zrobić kuku znacznej części amerykańskiej floty. Jedno i drugie byłoby bardzo trudne do przełknięcia dla Imperium i związane z tym ryzyko powstrzymuje (jak na razie) jego wojownicze zapędy.
    Dalej się nie zgadzam. I dobrze życzę mułłom i zwykłym Irańczykom aby broń ich boże nie próbowali żadnego robienia „kuku” amerykańskiej flocie.
    Po pierwsze nic takiego się nie uda. A gdyby nawet „coś” im się udało, to będzie to prezent dla neokonów. Wolfowitz is very much alive and kicking. On i jemu podobni tylko czekają na pretekst.
    Zatopienie jakiegoś amerykańskiego okrętu i to jeszcze ze znaczną stratą w ludziach dałoby – IMHO – w oczach amerykańskiej opinii publicznej, ZARÓWNO republikańskiej jak i demokratycznej – zielone światło prezydentowi do potężnego ataku odwetowego.
    Zresztą nie się co dziwić, mocarstwo, żadne mocarstwo, nawet Pudel, patrz wojna o Flaklandy, nie może sobie pozwolić na „wyglądanie na słabe”. Gdyż koszta takiej opinii mogą być dla kogoś powodem do podjęcia zupełnie pomylonej decyzji. I do doprowadzenia do jakiejś wielkiej wojny.

    Bardzo , ale to bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Trump nie atakując irańskich instalacji po zestrzeleniu amerykańskiego drona.
    Mówiąc szczerze po raz pierwszy urósł w moich oczach bo pokazał, ze jest zdolny do podejmowania prawdziwie prezydenckich decyzji. Trzeba było mieć prezydenckie cohones aby nie zaatakować. Taka wstrzemięźliwość kosztuje ciężką forsę z wyborczego kapitału ulokowanego w Trumpa bazie wyborczej.

    Trump był i jest dla mnie czymś potwornie niewłaściwym jako amerykański lider, ale powstrzymanie się od ataku w odwecie za drona, podobnie jak ostrzelanie lotniska w Syrii w taki sposób, aby Tomahawki przypadkiem niczego ważnego nie zniszczyły i nikogo nie zabiły, obie te decyzje bardzo poprawiły w moich oczach obraz Trumpa jako przywódcy. Może jeszcze będą z niego ludzie. Jak mu się uda porządzić jeszcze drugą kadencję BEZ WYWOŁYWANIA ŻADNEJ WOJNY to kurcze blade, ale stanę się jego obrońcą!!!

    A wreszcie uwaga osobista – w rozmawach z irańskimi tambylcami prawie zawsze słyszałem niechęć do i krytykę mułłów. Zarzuty jak w Polsce – politykowanie, hipokryzja, bogacenie się i zadawanie szyku, bezkarność, konta zagranicą, kobiety, przekręty. Mimo to, tak jak w Polsce katolicyzm, szyicka odmiana islamu jest tak silnie zrośnięta z identyfikacją narodową, że instytucja szyickiego „kościoła” jest nietykalna. Jeśli dodać do tego portrety szyickich świętych na każdym kroku, sanktuaria, procesje i pielgrzymki, ma się tam silne poczucie swojskiego „deja vu” w orientalnej wersji.
    Powinni zatem bardziej uruchomić Amerykanów pochodzenia irańskiego. Ja wiem, oni w dużej mierze za szachem itd. Ale gdyby mułłowie mieli rozum to … i teraz zaczynam sobie wyobrażać kaczyńskiego i spółkę proszących dyplomatyczną postkomunę
    i część emigracji o pomoc w docieraniu do amerykańskiej opinii publicznej z pro-polską informacją. \

    Kaczyński i spółka właśnie kończą niszczenie w amerykańskich oczach pozytywnego obrazu Wałęsy… o czym my tu zatem mówimy?

    Podobnie mułłowie nie będą w stanie odwołać się do zadomowionego w USA obozu irańskich emigrantów – zwolenników szacha.

    I konkluzja. Polski rząd, jeśli ma choć odrobinę rozsądku i oleju w głowie powinien za wszelką cenę unikać jakiegokolwiek czynnego angażowania się w amerykańskie awantury kolonialne na Bliskim Wschodzie. Wiem, wiem, chciejstwo……
    Nie ma takiej durnoty, jakiej Błaszczak, Duda i Kaczyński by nie popełnili!

  264. zza kałuży
    22 lipca o godz. 9:59

    100/100
    + mułłowie mają zapewne coś pod ręcznikami, a na pewno właściwe rozeznanie własnych sił versus zamiary.
    Ropa już zdrożała. Uda się tak zostawić na dłużej? Zobaczymy najpóźniej za 30 dni, jak się zakończy albo zostanie przedłużony areszt dla irańskiego tankowca w okolicach Gibraltaru.

  265. @lecher

    Serdecznie dziękuję.

    Doceniając 200 PLN dodatku pielęgnacyjnego dołożę starań aby moje komentarze były porządniejsze i mniej irytujące współczesnej Polce oraz współczesnemu Polakowi niemającemu czasu na rozwikływanie zagadek.

    ***

    Uwaga! Będzie niespodzianka!

    Unikałem zachęt do słuchania i czytania wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Nawet świeży pozew sądowy napisała mu Pani Basia. Staram się starannie i zrozumiałe oddzielać mowę i pismo.

    Jarosław Kaczyński celowo używa trudnych lub staromodnych słów. Komunikuje on swoją głęboką pogardę dla suwerena.
    Niespienieni jemu mocno niechętni – moim zdaniem – widzą, tę pogardęi są przekonani, że zdaje sobie on sprawę z nadchodzącej przegranej dobrej zmiany oraz utraty przywództwa.

    Ostatnia konwencja Prawa i Sprawiedliwości ponownie przyniosła łagodne Jeszcze nie zwyciężyliśmy! Nie można krzyknąć po trzykroć: Nadchodzi! Nadchodzi! Nadchodzi!, bo sprytny suweren zacznie poddawać tyły.

    Ja słyszę przerażenie.

    W ciągu blisko dekady podwoiła się w Polsce liczba samochodów.
    Kto nie ma fejsa i nie gada do siebie, oraz nie głaszcze smartfona to dziwak, frajer i z takim nie zrobi się dilu i nie wymieni najnowszymi memami. Dla przykładu: Krzysztof Wyrzykowski.

    A na najbardziej politycznym blogu Polityki najbardziej chwalony analityk pijący w Bar Norte rzutuje Rewolucję Francuską na dzisiejszą Polskę. Niepomny, że dzisiejsza gilotyna, to ban. @Tejot – najbardziej aktywny stawiacz do pionu chce uzdrowić sitwę Opus Dei ze służbami specjalnymi stosującymi klauzulę sumienia. Niepomny, że anegdota nie musi głosić prawdy i z faktami może być na bakier, ale ma być chętnie { słuchana | czytana }.

    @Mauro Rossi sekuje naukawców z bożej łaski lub z nałogu i wciąż zaleca: Sprawdź zanim pieprzniesz solą.

    Tymczasem jak to powyżej staranny kolega mimochodem podał najbardziej ordynarny, wręcz wegetatywny czynnik polityczny.

    Nie ma wody na pustyni.
    Ropa musi zdrożeć, bo odsalanie jest bardzo drogie.

    ***

    Cenie osoby i awatary nie używające słowa straszne i innych słów z tej rodziny. Nie mam raka i nie jestem obojętny na podnoszący się nacjonalizm i faszyzm. Bo jest dla mnie oczywiste, że media najwięcej płacą za strach.

    Żyjemy w pokoju i nie żebrzemy.
    I jestem przekonany, że strach jest i będzie niemodny.
    Ten, który zechce nam ten pokój odebrać dostanie po łapach i po kulasach.

    Głowa do góry kolego, jeśli ją pochyliłeś. Już jutro może my stwierdzić, że dożyliśmy. I dodam: jestem zdziecinniały. Dzieci lękliwe żyją krótko.

    Nie ma wody na pustyni.
    A są plantacje amaruli.

    Przyjdzie susza i po ptokach.

    Preludium Deszczowe

    https://www.youtube.com/watch?v=MIpjkIC1wQs

  266. Na preriach w USA mogą zadziwić zielone koła.

    Staniały rury i pompy. I kukurydza cieszy się głębinową wodą.
    W środku koła jest pal i silnik, a nad wszystkim światło słoneczne i wiatr. I podparty na końcu metalowy promień jest obracany powoli i zrasza zielone.

    Podwarszawska kuma żony donosi, że jej zięć y się obok będzie miał wodę. Bo Unia Europejska dopłaca do pomp głębinowych. O czerpaniu wody na Roztoczu pisałem niedawno. Być może w komentarzu czekającym na sąsiednim blogu na zbawienie. Dla podarku UE 100 metrów lessu nad złożem wodzy nie jest problemem. Też przyjdzie.

    Problemem jest, aby utrzymać wioskowych w wioskach.
    Bo wolne pokoje w hotelach i w miastach zajęli Libijczycy i Syryjczycy.
    Z żonami i dziećmi.

    Zachęci się przybyłych spoza Europy do okopywania szparagów i kuzyni Grażynek i Januszów wrócą z restrukturyzowanej Bawarii.

    Mateusz Krzywousty żartował z tym zachęcaniem do powrotu.
    Pracujący na saksach mogą nie lubić baerów. Ale przyzwyczaili się dostawać regularną pensję za regularną pracę.
    Cholerny ordung!
    Ale nawet na lepiej skomunikowanym Podlasiu tyle nie zarobisz.

    Gdy Mahalia w 1968 nagrywała tą pieśń, to młodzież wstrząsnęła Francją. Gdy moderację się powierzy Tadeuszowi Rydzykowi, to będzie to zjadanie własnego ogona i smarkaci na ulicach.

    https://www.youtube.com/watch?v=NQ5un9Ohafg&feature=related

    A Mateuszek Klamczuszek wciąż za szefem o wyspach Bergamutach ( szybko mdlą te gruszki )

    https://www.youtube.com/watch?v=zi-ulN820p8

  267. … zięć budujący się tuż obok …
    Przepraszam.