Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

16.06.2019
niedziela

Jak bezpieka księdza pognębiła

16 czerwca 2019, niedziela,

Dawno, dawno temu, w czasach które niewielu już obywateli pamięta, był sobie ksiądz co władzy się nie kłaniał. Można by nawet powiedzieć, że władzy ziemskiej nie pobłażał, wiodąc swe owieczki ku królestwu niebieskiemu. Ówczesna władza mocno skonsternowana z tego powodu była, bo formalnie ludową, robotniczo-chłopską proweniencją się chwaliła. A nieba, to obiecywała ludziom przychylić jeszcze na tym łez padole. I choć nie wychodziło jej to zbytnio w miarę lat rządzenia,  chciała być szanowana jak większość ziemskich władz od początków historii pisanej. Dlatego niektórzy miejscowi karierowicze krzywo na pasterza patrzyli. I czekali jak zbawienia, kiedy księdzu noga się na czymś powinie.

W zasadzie, to ksiądz ten władzy ziemskiej niewiele wadził, bo królestwo jego nie z tej ziemi było. Ot, czasami tylko z ambony miejscowemu  sekretarzowi przygadał, czy przedstawiciela administracji państwowej zignorował. Czasami też w trakcie chrztu dziecięcia rodzicom ich zaangażowanie polityczne wypomniał albo w związku z pogrzebem drobne przykrości czynił.  A okolicznym milicjantom potrafił szpetnie przygadać, gdy zdarzyło im się przez nieuwagę zatrzymać jego pojazd do kontroli. A on się akurat spieszył z nagłą religijną  posługą w terenie. Czynił to jednak w trosce o zbawienie duszyczek ku potępieniu wiecznemu spieszących. Co jasno wyłuszczył swego czasu jakiemuś oficerowi Służby Bezpieczeństwa, którego władza wysłała na rozmowę prewencyjną z wielebnym. Zrobił to zdecydowanie i skutecznie, rezygnując jednocześnie z nawracania owego oficera na prawdziwą wiarę.

Generalnie był ten ksiądz w swym mniemaniu prawdziwie dobrym człowiekiem renesansu. Zawsze niósł dobrą wiadomość w powierzony mu ludek, rzetelnie edukował dziatwę w ramach katechezy, prowadzonej wtedy w parafialnej salce. Dla każdego znalazł dobre słowo. Nie dorobił się wprawdzie żadnego kleryka w diecezjalnym seminarium duchownym ale stworzył wokół siebie w miarę silny i prężny aktyw parafialny, oparty na rzetelnych Matkach-Polkach, pochodzących tak z ziemi śląskiej jak i przyjezdnych, których w to miejsce przygnał wiatr historii, bądź oferta pracy w okolicznych kopalniach węgla kamiennego.

Co ważne z dzisiejszego punktu widzenia: duszpasterz ten w randze proboszcza – daleki był od zmory obecnych księży – nie był pedofilem. Poświadczało to formalne stwierdzenie oficera pionu czwartego SB, weryfikującego postawę moralno-polityczną księdza. Ba, można powiedzieć, ze od dzieci go odrzucało, co udowadniał w trakcie katechez, pierwszych komunii czy nawet przygotowania nastolatków do bierzmowania. Ojcem był wybitnie duchowym.

Miał jednak ogromną słabość, charakterystyczną dla prawdziwych mężczyzn. Kochał samochody, pieniądze, wino, kobiety i śpiew (nie zawsze religijny). Miał także w tym wyraźne wsparcie sił niebieskich. Dorobił się niezłej klasy (ówcześnie) samochodu, jego sprzęt audio, a nawet wideo wyróżniał się w okolicy, a kobiety spoglądały na niego łaskawym okiem. Oprócz dobrego słowa, miał dla nich zawsze czas, a także gotowe narzędzie męskiej roboty. Do tego nigdy nie zanotował bezpośredniej konfrontacji z mężem adorowanej akurat parafianki. W najbardziej kryzysowej sytuacji zdążył się ewakuować  przez okno parterowego budynku, gdy mąż odwiedzonej właśnie pani, niespodziewanie wrócił do domu z powodu wypadku do jakiego doszło na niedalekiej kopalni i dyrekcja wstrzymała zjazdy górników na dół do pracy.
Szczęście proboszczowi dopisywało. Parafianie go kochali, a biskup ordynariusz i kurialni urzędnicy się nie czepiali. Nawet potraktowany z buta esbek jakby podkulił ogon pod siebie i nie nachodził więcej z umoralniającymi politycznie i społecznie pogadankami.

A jednak musiał czymś ksiądz proboszcz uwłaczyć Opatrzności, bo któregoś dnia szczęście  niespodziewanie go opuściło.
Było to po jakimś spotkaniu w większym księżowskim gronie, gdy po ceremonii religijnej, zjedzono suty obiad wzbogacony charytatywnymi darami z Zachodu oraz zakropiono wysokoprocentowymi trunkami. A ponieważ każda uroczystość ma kiedyś koniec, nasz bohater wsiadł w swój samochód i wyruszył w drogę powrotną do swej parafii. Pomimo sporej ilości spożytych trunków, spokojnie oraz szybko zdążał do celu. Niewiele już brakowało do domu, gdy jeden z zakrętów okazał się zbyt ciasny. Samochód opuścił jezdnię i po kilku koziołkach zatrzymał na uprawnym polu. Niestety, nie nadawał się do dalszej jazdy.

Świadkiem zdarzenia był jakiś kierowca przejeżdżającej ciężarówki, który po upewnieniu się, iż kierowcy nic się nie stało, z najbliższej miejscowości powiadomił milicję o zdarzeniu. Wkrótce na miejsce zdarzenia dotarły dwie karetki: wypadkowa MO oraz medyczna. Lekarz po krótkim, acz gruntownym badaniu szybko przekazał całego i zdrowego kierowcę milicjantom. Ci, na widok kierowcy w sutannie, zrobili wszystko, aby nie zasłużyć  na zwyczajowy opeer, jakim zazwyczaj ksiądz obdarzał milicjantów. Jednakże bełkotliwa mowa oraz mocny zapach procentów bijących od kierowcy, zmusiła ich do przewiezienia duchownego na najbliższą komendę, gdzie stacjonarny alkomat wykazał ponad 3 promile w wydychanym powietrzu.
Ponieważ w okolicy nie było jeszcze izby wytrzeźwień, duchowny trafił na dołek w komendzie. A dyżurnemu jednostki pozostał smutny obowiązek przekazania informacji do komendy wojewódzkiej. Takie były wtedy czasy i zasady, że o zatrzymaniu duchownego należało niezwłocznie powiadomić  województwo.

I tak w pewnym momencie na stanowisku dowodzenia komendy wojewódzkiej MO zadzwonił krótko telefon. 
– oficer dyżurny, porucznik Zimny, słucham.
– komenda milicji Kożuszki, dyżurny chorąży Blaszka. Zgłaszam wydarzenie drogowe z udziałem księdza pobliskiej parafii  – proboszcza Niezłomnego, który będąc w stanie nietrzeźwym wypadł z drogi i rozbił swój samochód. W trakcie badania alkomatem ksiądz wydmuchał ponad 3 promile. Księdza zatrzymano w miejscowym areszcie. Przy rozbitym samochodzie pozostawiono funkcjonariusza w celu zabezpieczenia mienia.
– meldunek przyjęto. Powiadomimy was niedługo o dalszych działaniach w tej sprawie.

I ruszyła bezpieczniacka machina. Dyżurny wojewódzkiej SB skontaktował się z komendantem wojewódzkim MO i telefonicznie z będącym już w domu naczelnikiem wydziału IV SB KW MO. Sytuacja była jasna. Nieprzychylny ziemskiej władzy ksiądz wyraźnie popadł w niełaskę Opatrzności  i trzeba coś z tym zrobić. Naczelnik czwórki wkrótce zameldował się u komendanta wojewódzkiego. Mieszkał tuż obok komendy. Spacer do pracy zajmował mu cztery minuty.

W gabinecie komendanta wojewódzkiego ruszył naprędce powołany sztab. Z podręcznego archiwum wydziału IV przyniesiono teczkę ewidencyjną księdza.  Naczelnik zadzwonił do kierownika sekcji zajmującej się księżmi diecezjalnymi. Ten dotarł już po pracy do domu i był pod telefonem.  Kiedy padło nazwisko – Niezłomny –  zapadła chwila milczenia, poprzedzona krótkim, acz dosadnym przekleństwem. To było zgniłe jajo, którego nikt nie chciał ruszać.

Dla kierownictwa komendy sprawa była jasna – należy wysłać natychmiast oficera, aby ten przeprowadził szybką rozmowę z księdzem i pozyskał go na agenta. Od strony formalnej rzecz zdawała się prosta. A wpadka księdza wyraźnie jednoznaczna. A jednak funkcjonariusze operacyjni, do których zdążono już się dodzwonić, wyraźnie próbowali wykręcić się z takiego rozwiązania. Trudno powiedzieć, ile twardych i niecenzuralnych słów padło z obu stron. Szefowie naciskali, operacyjni opierali się jak mogli. Nikt nie chciał pojechać na rozmowę z księdzem Niezłomnym. Telekonferencja w gabinecie komendanta była wyjątkowo gorąca. I ostatecznie funkcjonariusze pierwszego kontaktu zaczęli przeważać. Wykazali, że agenturalna wartość księdza Niezłomnego jest żadna, jego możliwości informacyjne niewielkie, a do tego to ksiądz małej kultury rozmowy.

I wreszcie padła rzadka w tamtych czasach propozycja. – Szefie, olejmy go, on i tak jest teraz totalnie zalany. Rozmowa z nim będzie żadna, a to straszny bufon. Lepiej oddajmy go bezpośrednio ordynariuszowi. Niech pojadą po niego na komendę i tam sobie go odbiorą.
I jak to w takich opowieściach bywa, jak uradzono tak zrobiono.
Oficer dyżurny komendy wojewódzkiej zadzwonił do kurii i poprosił o rozmowę z biskupem ordynariuszem. Rozmawiać miał sam komendant wojewódzki MO. Takiemu rozmówcy trudno było kurialistom odmówić . Komendant w krótkich słowach przedstawił ordynariuszowi sytuację i zaprosił go siebie, aby wspólnie pojechać do komendy w Kożuszkach, aby przekazać pijanego księdza pod opiekę biskupa.

Nie minęło pół godziny, gdy biskup Herbert, będący ówcześnie ordynariuszem wraz z kanclerzem kurii został powitany z honorami w komendzie. Na moment trafili do gabinetu komendanta, a następnie w dwa auta udali się w niedługą drogę. W czasie przejazdu biskup podzielił się z komendantem swymi uwagami nt. wizyt funkcjonariuszy w kościołach diecezji.
– Pan komendant wie, ja często widzę jak wasi ludzie siedzą niedaleko ołtarza i skrzętnie notują treści głoszone w trakcie nabożeństw. My jesteśmy otwarci na wszystkich ludzi i nie wypraszamy ich z kościoła, ale jednak widzimy, że władze nas ciągle kontrolują.
I tak sobie rozmawiał biskup ordynariusz z komendantem wojewódzkim milicji .

A w tym czasie dyżurny komendy w Kożuszkach otrzymał wiadomość o bliskiej wizycie szefa wojewódzkiego wraz biskupem w jego jednostce. W pewnym momencie wpadł nawet w panikę, informując że nie zdążą posprzątać aresztu zanieczyszczonego przez pijanego proboszcza. Usłyszał jednak uspokajające słowa dyżurnego wojewódzkiego: – zostawcie, niczego nie ruszajcie, niczego nie sprzątać.

Ksiądz Niezłomny, który w zamknięciu miotał się jak lew po całym pomieszczeniu, czuł się wyraźnie spostponowany sytuacją. Przebywając w celi zdążył wyrzucić z siebie całą zawartość żołądka. W pomieszczeniu nie było miejsca bez jego wymiocin. Również jego sutanna została w całości zanieczyszczona. Jego wrzaski pełne obelg słychać było w całej komendzie. I nagle usłyszał dźwięki otwierania zamków. Kolejna szybka i głośna wiązanka bluzgów poleciała w przestrzeń.
I nagle, głos uwiązł mu w gardle. Pijanym wzrokiem ujrzał nie milicjanta, a człowieka w sutannie, z biskupim krzyżem przy pasie,  który spokojnym, zimnym głosem zwrócił się do niego: – czy ksiądz widzi jak wygląda? Co to za wrzaski ksiądz tutaj urządza? Czy to ksiądz tak zanieczyścił to pomieszczenie? Żadna odpowiedź ze strony księdza Niezłomnego nie padła. Trzeźwiał jednak w oczach. Żaden dźwięk więcej nie wydostał się z jego gardła.
Po błyskawicznym pokwitowaniu odbioru pijanego księdza, biskup samochodem komendanta wrócił do kurii. Kanclerz zabrał księdza Niezłomnego do swego samochodu.

Zapytacie pewno jaki był koniec owej opowieści?
Nie minął nawet tydzień, gdy na parafii księdza Niezłomnego pojawił się nowy proboszcz. A sam ksiądz Niezłomny, decyzją surowego, acz sprawiedliwego ordynariusza trafił do klauzurowego  ośrodka zakonnego o ostrej formule, gdzie poświęcił się modłom i trwaniu w trzeźwości. I do końca PRL-u nie pokazał w żadnej miejscowości swojej diecezji.

Chwile satysfakcji mieli także wspomniani  esbecy, którym przyszło zmierzyć się z Niezłomnym. Wyraz twarzy biskupa ordynariusza był dla nich swoistą nagrodą. Jego rękami pognębili rozpustnego pijaka w sutannie i przywrócili go do porządku. Kiedy opowiadali mi tę historię świeciły im się oczy. Tylko czy można im wierzyć? Może zmyślili sobie tę opowiastkę?

zak1953
 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 194

Dodaj komentarz »
  1. Muszę się jeszcze wczytać ale podziwiam niewątpliwy talent literacki.
    Przy okazji, słowo „niezłomny” coraz gorzej się kojarzy :/

  2. Cudownie optymistyczna historia. Jeżeli to nie bajka, to mogła się wydarzyć tylko na Śląsku. taki biskup to nie mogł być z Kongresówki, ani nawet z Galicji.Pamiętam jeszcze opolskie i biskupa Nossola (przepraszam, pewnie pomyliłam pisownię).

  3. Sprawdziłam,napisałam dobrze. Jakieś 45 lat temu księża nie przyjmowali kopert *po kolędzie* i trwało to dobrych kilkadziesiąt lat. Nie wiem, jak jest teraz, pewnie tak jak w całej Polsce.Zły pieniądz wypiera zawsze dobry.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. zuzanna51
    17 czerwca o godz. 9:31
    Akurat imię tego biskupa, które pada w tekście jest prawdziwą informacją osobową, pozwalającą identyfikować bohaterów. Był to człowiek nieco podobny do wspomnianego przez Ciebie bp Alfonsa Nossola i rządzący na śląskiej diecezji. Cóż, nie da się ukryć, iż tamci ludzie pochodzący jeszcze sprzed epoki II wojny, inaczej podchodzili do swej funkcji społecznej.

  6. Nefer
    17 czerwca o godz. 8:47
    Ta „niezłomność” była charakterystyczna dla części ludzi żyjących nad Wisłą i Odrą po 1945 roku, do czasu „wyzwolenia”. I chyba nieźle oddaje stan faktyczny polskiego morale i wiary w jedynego…

  7. zuzanna51
    17 czerwca o godz. 9:56

    Przepraszam, zuzanno, że Ci przytnę, ale broń cię, Panie Słupski, nie złośliwie. Tak hojnie to nie rozmnażaj skromności księży, żeby aż w liczbie mnogiej: „nie przyjmowali kopert po kolędzie”. Mogli nie odbierać w kopertach, bo nie w każdym domu były, ale nie tylko mój ksiądz proboszcz przyjmował, ale i mnie, ministrantowi w latach 50 – 54 zawsze coś kapnęło – skromniutko, ale zawsze. Ja byłem w kościele Serca Jezusowego, ale miałem kolegów u Ottona i św. Jacka, więc świetnie wiem, że kolęda to było dla nas przede wszystkim LICZENIE. Zdarzało się rzadko, że dawali nam grosiki gospodarze, ale najczęściej – ksiądz, z tego, co jemu wpadło.

  8. wbocku
    Pisałam o diecezji opolskiej. Być może bywało różnie. Pierwszy raz próbowałam ( bo taki był zwyczaj u mnie nad Wisłą )*wetknąć*-wstydliwie , bo uważałam to za upokarzające i dla mnie i dla księdza-w 73 roku w jednym z miast na opolszczyżnie. Ksiądz odmówił, i powiedział, że w którąś tam niedzielę chętni mogą dawac na tacę na potrzeby kościoła. Mieszkałam tam 15 lat i to się nie zmieniło, a i potem słyszałam od przyjaciół że trwa. Ale, jak już pisałam Slązacy, także na opolszczyżnie mieli pewien etos.

  9. zuzanna51
    17 czerwca o godz. 10:40

    Dla mnie to ciekawostka, co mówisz o kolędzie u Ślązaków. Lubiłem ich za solidność i szanowałem. I w szkole miałem kolegów, i pływałem na barce holowanej ze sternikiem Hońką, seniorem łodziarskiego rodu, chyba gdzieś z okolic Kędzierzyna-Koźla – skrupulatny, oszczędny, śmiertelnie uczciwy gość – pamiętaj o nim, Panie tam u góry, bo ja ci, kurde, nie wierzę. Co to znaczy „Polak” – że w Polsce żyje, po polsku lepiej lub gorzej mówi? Polacy ze ściany wschodniej, repatrianci zza Buga (to ja), warszawka, Ślunzoki, Pyry poznańskie, Kaszubi, centralna Polska, Kujawiaki – to tak różni ludzie, że aż różniści.

  10. Nawet jeżeli to prawda alternatywna to i tak podoba mi się.
    A swoją drogą – funkcjonariusze państwa totalitarnego, dysponujący całym aparatem represji z czołgami i workami do topienia włącznie, nie umieli sobie poradzić z jednym bezczelnym ksiądzem?
    To ja się pytam jak tego (wyegzekwować prawo) mogą dokonać funkcjonariusze państwa demokratycznego, pozbawieni worków i czołgów? Funkcjonariusze dla większości których najwyższym faworem jest obślinić biskupie klejnoty (na palcu?)?

  11. Slawczan
    17 czerwca o godz. 11:45
    Myślę, że przeceniasz możliwości jakie miała Służba Bezpieczeństwa w czasach Jaruzelskiego i Kiszczaka. Owszem worki miała, głównie papierowe i jutowe (wzór pocztowy). Ale z czołgami to już lekka przesada. Fakt, rządził nimi Jaruzelski ale Milicja takiego wyposażenia nie miała. Największym pojazdem używanym przez jednostki interwencyjne był SKOT, a potem BRDM i ewentualnie BRDM-2. Najczęściej używanym pojazdem anty-zamieszkowym był Star-polewaczka z armatką wodną, którą wielu mieszkańców PRL-u zdążyło zapamiętać z czasów masowych manifestacji, rozpędzanych przez ZOMO.
    Musisz także pamiętać, że SB nie była samodzielną służbą specjalną, a pionem MO. I to kierownictwo Komend, a od 1983 roku Urzędów Spraw Wewnętrznych koordynowało działania obu pionów. Do tego sporo zmieniły się warunki pracy esbecji w porównaniu do czasów 1945-56, a latami 80-mi.
    Zadaniem SB – jak każdej służby specjalnej – było zdobycie informacji potrzebnych władzom centralnym i wojewódzkim. A tego w latach 80-ch nie byli w stanie wyciągnąć brutalnym biciem, jak tuż po wojnie. Założę, się że gdybyś dostał od kogoś lanie, to byś z nim za diabła nie rozmawiał. Nawet gdyby posługiwał się najwznioślejszymi argumentami. W przypadku Kościoła katolickiego sprawa wydaje się jeszcze bardziej kłopotliwa. Bo faktem jest, iż Jaruzelskiemu i Kiszczakowi zależało na cichej współpracy albo przynajmniej przychylnej neutralności w relacjach z tą instytucją. Stąd najbardziej upierdliwą dolegliwością były formalne rozmowy jakie część funkcjonariuszy SB przeprowadzała okresowo z księżmi, angażującymi się bardziej otwarcie w antypartyjną aktywność. Ci, nie wyskakujący z jakimiś sensacjami drażniącymi władze, na ogół mieli święty spokój. Bo funkcjonariuszy IV też nie było zbyt wielu, jeśli spojrzymy na ilość parafii i księży.
    W niedawnym wstępniaku pisałem o zaskakującej wypowiedzi abp-seniora Damiana Zimonia, który na oficjalnym, publicznym spotkaniu w katowickim IPN, stwierdził, iż obecne czasy (tzn. wolności) są zdecydowanie trudniejsze dla Kościoła, aniżeli z czasów istnienia SB i pionu IV. Bo istniała pewna przewidywalność działań i skutków.
    Obecna swoboda wypowiedzi i działań, do tego o wiele większe wyjście kleru w społeczeństwo, pozbawiły wielu księży przezorności w działaniach i łatwiejsze angażowanie się czynności społecznie naganne. Zniknęła obawa przed dekonspiracją rozmaitych negatywnych zachowań jakim ulega część księży. Szczególnie jeśli obecna władza i spora grupa obywateli ślini im pierścienie na palcach.

  12. Fajnie napisane, z napięciem, nie mogłam się doczekać jak się to wszystko skończy.
    Pokazuje istniejący (i wówczas i zawsze) strach przed księdzem, pewnie typowy dla chłopskich synów (i nie tylko). Lepiej z księdzem nie zadzierać, więc co zrobić żeby się nikomu nie narazić. Po latach jeszcze są dumni ze swojego sprytu, a nie zawstydzeni nieuzasadnionym lękiem.
    No i nie ma się co dziwić że nawet PRL nie dał rady zrobić więcej, żeby kościół przestrzegał prawa, a Polak był najpierw obywatelem a potem wyznawcą.

  13. Ale historia! W dodatku z nerwem napisana. Trudno byłoby wypunktować wszystkie smaczki, ale żeby je docenić warto przeczytać jeszcze raz. I jeszcze raz.

    Po błyskawicznym pokwitowaniu odbioru pijanego księdza, biskup samochodem komendanta wrócił do kurii. Kanclerz zabrał księdza Niezłomnego do swego samochodu.

    Znaczy kanclerz był od brudnej roboty. W sensie dosłownym.

  14. Na marginesie
    17 czerwca o godz. 17:03
    „Znaczy kanclerz był od brudnej roboty. W sensie dosłownym.”
    Nie da ukryć, iż zanim została zanieczyszczona podłoga pomieszczenia, zawartość księżego żołądka znalazła się na księżej sutannie. Nawet, zrzucając z siebie cząstki stałe, księżowski strój zdążył nasiąknąć częścią płynną. A ten zapach należy do bardzo, bardzo trwałych. I potrafi poruszyć każdego, czującego ów aromat.
    Myślę, że po tej jeździe Kanclerz nie był stronnikiem księdza Niezłomnego.

  15. @zak1953 17 czerwca o godz. 17:38
    🙂 🙂 🙂

  16. @Historyjka moze i nie wymyslona ale podkoloryzowana. Bezpieka miala bardziej perfidne metody kaptowania kolaborantow i raczej nie uciekala sie do szantazu. Zreszta jakiego w tym wypadku? Zmuszony do kolaboracji czlowiek raczej slabo sie do niej nadaje. Gdzie trafil rzeczony ksiadz i na jak dlugo tez trudno orzec. Alkoholizm wsrod ksiezyto temat osobny, ale ponoc JPII nie wyrazil zgody na to aby ksiadz, ktory codziennie spozywa podczas rytualu na mszy dawke alkoholu, co w konsekwencji uzaleznia na starosc (plus alkohol poza rytualem), zamist wina mszalnego pil wode z niewielka, symboliczna kropla wina podczas podniesienia. Nie wiem ile w tym prawdy ale znajac konserwatyzm JPII jestem sklonna uwierzyc.
    @wbocku drogi, ale wertepy!
    Mnie to strach oblega na takich falach.

  17. @zak 1953
    Dobrze opisales owczesna sytuacje. Mlodzi ludzie, ktorzy nie pamietaja lub slabo pamietaja PRL raczej nie wiedza o takich niuansach. Poza tym kolaborowali wyzsi ranga kaplani, ktorym ci nizsi i tak musieli skladac obowiakowo sprawozdania z tego, co dzieje sie na parafii. Nie bylo potrzeby angazowania jakiegos malo znaczacego proboszcza. Wspolpraca KK i PZPR miala sie dobrze i przebiegala na ogol bezkonfliktowo. Takich ksiezy jak Popieluszko raczej wlasne, koscielne wladze temperowaly. Trudno powiedziec jak na prawde wygladala sprawa Popieluszki od strony jego zwierzchnikow. Tego sie chyba nigdy nie dowiemy.

  18. jakub01
    17 czerwca o godz. 19:59
    Najprostsze metody są najskuteczniejsze. Nie potrzeba żadnej perfidnej metody aby nakłonić kogoś do odpowiedniego zachowania. Tak w dobie naszego kapitalizmu działają np. niektórzy przedstawiciele handlowi, gotowi sprzedać wszystko co im się zleci, a klienci łykają ich bajer i kupują niepotrzebne badziewia za wygórowane ceny.
    W tej historyjce nic nie jest podkoloryzowane, zmienione są wyłącznie nazwy i nazwiska. W końcu obecnie obowiązuje RODO, a wcale nie mam pewności, iż opisany proboszcz odszedł już do Pana. Nie ma już wspomnianego biskupa, ale żyje jego kanclerz i zajmuje obecnie fotel swego byłego szefa. Gdyby zdarzyło mu się przeczytać nasze wypociny, z łatwością rozpoznałby siebie i sytuację.
    Muszę cię także rozczarować, bezpieka bardzo często korzystała z wpadek obywateli. Ukręcenie biegu ewentualnemu postępowaniu karnemu, to specyficzna forma szantażu w stosunku do delikwenta. Policje i służby specjalne na całym świecie tak działają. Za PRL-u niczego nowego nie wymyślono, skorzystano z doświadczeń wcześniejszych pokoleń. Jako gatunek nie zmieniamy się tak szybko, jakby się wydawało. Ksiądz, jak większość chłopów lubi wypić, szczególnie jeśli ma nadmiar wolnego czasu.

  19. jakub01
    17 czerwca o godz. 19:59

    Jakubku, po burzy przyszło słońce, po słońcu będzie burza. Noga mi wysiadła, a dziś z powrotem wsiadła i skoczyłem na próbę dookoła Jamnika. Próba udana, więc się szykuję na większą trasę. A dziś, jak nie zaśniesz albo ja nie zasnę, podrzucę Ci trochę dzisiejszego urobku. Z całym szacunkiem dla zaczka. Bardzo go uważam, ale on jest z ciut innych szerokości i wysokości, ja zaś za bardzo nie mam czasu, żeby żyć przeszłością. Gdybym żył, to jestem taki przejmujący, że się na wodzie raz-dwa utopię, zamiast chodzić. Lete do fotek.

  20. jakub01;potakiwacz-na czym sie ty nie znasz?Typowy piasarz gminny!

  21. wbocek
    17 czerwca o godz. 20:56
    Podstawa naszego działania, to dzisiaj i jutro. Przeszłość może być wyłącznie odniesieniem codzienności do czynów i zdarzeń przeszłych, jako możliwość nauki chroniącej nas przed błędami, które już kiedyś popełniliśmy. Ale jak patrzę na niektórych młodych, to jestem przerażony ich ignorancją i pakowaniem się w problemy, z których my kiedyś tam wyszliśmy.
    Im więcej mamy lat tym ważniejszy jest ruch i konkretna aktywność chroniąca nas przed zastaniem i zalegnięciem. Dlatego z ciekawością czekam na Twoje jamneńskie fotki. Pozdrawiam

  22. Jak to powiedział Kiszczak po pobiciu (przez zwykłych milicjantów) na śmierć Grzegorza Przemyka:
    „gdybyśmy chcieli rozprawić się z Przemykiem, wzięlibyśmy fachowców”.
    A potem ten sam Kiszczak – zamiast osądzić bijących szeregowych milicjantów, zresztą wiejskich głupków na służbie w stolicy, zamiast poświęcić swoich ludzi, tyle, że tych z „milicyjnego ramienia” resortu, – wolał w jakże kulturalny sposób wrobić sanitariuszy i lekarkę.

    Bo oni już nie byli z jego resortu i w ich obronie żaden z jego generałów nie wystąpił. Gdyby była to karetka jedenej ze służb, (kto wie, może WSW też miało swoje karetki?) to wtedy winnym pobicia byłby kominiarz albo bileterka z pobliskiego kina.

    Jaki cywilizowany.

    Po zatrzymaniu mnie na demonstracji 31 sierpnia 1983 SB przeszukało nasze mieszkanie. Fajnie to wyglądało, dwójka maluchów pod nogami funkcjonariuszy, żona w zaawansowanej ciąży, w małym mieszkaniu każdy kąt zawalony dziecinnymi rzeczami, a jak nie dziennymi ubrankami, kocykami czy zabawkami, to książkami. Regały przy każdej ścianie, pod sufit, ksążki w kilku rzędach.
    Fajny był wyraz twarzy trzech młodych ludzi po wejściu z nakazem przeszukania do śodka. Jak zaczęli przerzucać żoniną bieliznę wymieszaną z dziecinnymi ubrankami na półce ledwo się otwierającej szafy, gdyż drzwi od niej blokuje nierozpakowany karton to myślałem, że ich mocno ciężarna żona pobije. Zresztą jej zachowanie było najlepszym lekarstwem na kulturalnych, młodych utrwalaczy władzy ludowej przy pracy, po prostu kazała mi przebierać dziecko – jak zwykle i niech sobie panowi wachają kupki. Może pomogą przepłukać tetrowe pieluchy?

    Gnoje „pracowali” dobre pół dnia, przekopali większość książek ale mojej kolekcji zerwanych plakatów i urzędowych obwieszczeń, – źródło wielu piątek i szóstek dzieci na późniejszych lekcjach historii i WoSu, nie znaleźli. Wychodząc wynieśli tylko kilka oficjalnie skonfiskowanych pozycji ale najlepszy był jeden z nich, chyba początkujący w tej robocie. Cały czas zamiast przeglądać kolejne półki – co brał coś do ręki to się zaczytywał. I tak stał z rozdziawioną gębą i chłonął wyraźnie mu nieznane teksty. A wychodząc podszedł do mnie w przedpokoju z książką i próbował uzyskać ode mnie pozwolenie na „pożyczenie”. Że on tak niby prywatnie, bo jemu się zdaje, że on nie może formalnie mi skonfiskować, no ale że książka jest szalenie ciekawa i obiecuje, że on na pewno odda.

    Dobrze, że nie próbował mi dawać esbeckiego słowa honoru.

    Myślący byli, inteligentni, umieli sie uczyć i prawidłowo wyciągać wnioski. Po kilku tygodniach dostałem wezwanie do ich siedziby i tam zaapelowali do moich obywatelskich uczuć i obywatelskiej powinności pomagania dobrej władzy.

    Otóż przez przypadek nasze mieszkanie miało mieć okna wychodzące dokładnie na mieszkanie położone po drugiej stronie ulicy, mieszkanie będące jakoby dziuplą gangu handlarzy kradzionymi samochodami.

    I miły pan z SB (dlaczego nie z milicji zajmującej się łapaniem złodziei?) poprosił mnie o wyrażenie zgody na zainstalowanie u nas w stołowym pokoju funkcjonariusza. Na tydzień. Będzie przychodził rano o 6-tej i wychodził o 22-giej, (ach, juz sobie wyobraziłem reakcję żony i dziatek!), bedzie miał aparat fotograficzny i statyw.

    Okazało się, że pan esbek czytał w moich myślach i „za zrozumiałe kłopoty” zaproponaował mi kwotę 5 tysięcy złotych, o, tutaj na dole, wystarczy że pan podpisze nam pokwitowanei otrzymania, za współpracę. To tylko formalność, rozumie pan, że my nie możemy tak sobie prywatnie rozdawć państwowych pieniędzy.

    Poprosiłem o czas do namysłu, pan ebek się uśmiechnął, powiedział, ze od doskonale rozumie, tylko abym się pośpieszł z decyzą, sam pan rozumie, złodzieje mogą się w każdej chwili przenieść gdzie indziej.

    Zapytałem ojca, matkę, ciotkę, wujka, ojca chrzestnego, byłego drużynowego, księdza z ostatniego miejsca. Wszyscy byli tego samego zdania – pieniądze brać, bo są nasze a nie ich. Oni je ukradli a tobie (czyli mnie) się przydadzą, bo masz małe dzieci. (Społeczne zrozumienie dla programu 500+ już wtedy było żywe w narodzie!).

    Niektórzy tylko doradzili, jak mam napisać pokwitowanie oraz co jeszcze mam zroboc.

    Wobec tego forsę wziąłem a pokwitowanie podpisałem zgodnie z instrukcjami. „Kwituję odbiór kwoty 5 tys. złotych wypłaconych mi w dniu xxxxx, w budynku xxxxxx, pod adresem xxxxxx, przez ofcera xxxxx słuzby xxxxxx o nazwisku xxxxxx jako wynagrodzenie za pomoc w postaci udostępnienia mieszkania pod adresm xxxxx w dnicah xxxxxx w godzinach xxxxxxx na cele wyśledzenia grupy złodziei samochodów, który to cel został mi podany przez oficera xxxxxx w dniu xxxxxxx w budynku xxxxxxx pod adresem xxxxxxx. Jednosczęsnie oświadczam, że nie godzę się na wykorzystanie mojego mieszkania na jakiekolwiek cele związane z walką z opozycją, z Solidarnością czy z jakimikolwiek strukturami niezaleznych związków zawodowych.

    I tak w teń deseń, maczkiem, gęsto, od krawędzi do krawędzi do końca strony pokwitowania. Na koniec wcisnąłem mój podpis i odałem papier.

    Pan esebek przeczytał, usmiechnął się, pieniążki wypłacił.

    Po powrocie do domu zrobiłem druga doradzaną mi przez rodzinę i znajomych rzecz. Poszedłem na drugą stronę ulicy i zastukałem do prawie wszystkich mieszkań w 2-3 klatkach schodowych położonych naprzeciwko moich okien. Krótko ostrzegłem o ebeckich próbach, „czy państwo wiedzą o czym mówię czy nie, ja tylko tak na wszelki wypadek, że państwa mieszkanie może być pod obserwacją”

    Nigdy więcej nie miałem przykrości czy pytań z tym związanych ze strony SB.
    Dzieci forsę zjadły (częściowo) a (częściowo) książek przybyło…

    Kiedyś spróbuję dowiedzieć się czy to moje pokwitowanie jest gdzieś do odnalezienia.

  23. zak1953
    17 czerwca o godz. 21:08

    Zaczku, ostatkiem sił, bo ślipia lecą w otchłań. Kurde, taki młody, a taki stary. Mocno przeżywałem i przeżywam Twoje latanie, bo to fantastyczna rzecz. Tyle że mam pieruński lęk wysokości. Od paru lat przejeżdżając W Mielnie koło karuzelowego miasteczka patrzyłem tęsknie na okropność jak ogromne, pionowo stojące karuzelowe koło. W górnej pozycji – najwyższy punkt w Mielnie. Nigdy nie miałem śmiałości z tego skorzystać, a bardzo chciałem pstryknąć w najwyższej pozycji parę fotek jeziora. Dziś jadę, patrzę tak samo tęsknie jak zawsze, naraz – rower mi sam skręca na karuzelę. Nie będę się z rowerem przy ludziach kłócił, powiedzą, że wariat. No i mówię chłopakom obsługującym, w czym rzecz – że od lat mam marzenie, ale się boję. Kazali siadać i pojechałem w górę sam jeden. Nawet specjalnie zatrzymali w najwyższym miejscu, żebym spokojnie napstrykał. I co Ty powiesz? Tak pstrykałem, że nie miałem kiedy się bać. Zajechałem na dół, a oni mówią, że jak chcę, to jeszcze raz. Nawet nie zdążyłem chcieć, apiać jechałem w górę. I co Ty, zaczku drugi raz powiesz, jak Ci powiem, że za cholerę nie chcieli od mnie pieniędzy. Kazali pójść do szefa, bo oni nie mogą brać. Oni nie mogli, a szef nie chciał.

    – My też możemy być bezinteresowni. Przyjemnie nam, że sprawiliśmy panu przyjemność. Marzył pan, przełamał pan strach, no i udało się. Zdrowia-szczęścia. Upierałem się, upierałem, nawet chciałem flaszkę przynieść – nic to nie dało. Cholera, taka rzadkość, że chyba w ich intencji dam na mszę. Albo nie – kupię jutro flaszkę i piwo jednemu alkoholikowi. Niech też ma przyjemność jak ja. Dwie, trzy godziny się zdrzemnę, zaczku, dokończę obróbkę fotek i wyśle. Rozgadałem się, bo się zapaliłem, żeby powiedzieć o tej karuzeli.

  24. Acha, zapomniałem dodać, że żaden z esbeków nigdy się w naszym mieszkaniu nie pojawił… forsa za friko!

  25. @ https://www.cda.pl/video/1541185cb
    Dlaczego ulegamy wladzy? Gdyby ktos mial czas i oochote obejrzec.

  26. @Zak 1953
    ” Ukręcenie biegu ewentualnemu postępowaniu karnemu, to specyficzna forma szantażu w stosunku do delikwenta. ”
    Jakie postepowanie karne grozilo wowczas pijanemu klesze? Byly takie?
    Ja sobie nie przypominam. Nie chodzi mi o postepowanie bezpieki w ogole
    ale o postepowanie wobec kleru. O ile sprawa nie miala wymiaru pilitycznego o tyle zawsze tuszowano pojedyncze wybryki ksiezy. Szantaz polega na ujawnienieu i zwiazanej z tym kompromitacji. Przed kim mianowicie mialaby policaja ujawnic wybryk ksiedza, przed wiernymi, ktorzy zawsze wiedzieli o zachowaniu swojego proboszcza i w niczym im to nie wadzilo i nadal nie wadzi? Nawet w wypadku pedofilii a nie tylko zwyklego uchlania sie? Przed wladzami koscielnymi, ktore nie o takich wybrykach wiedzialy i nie takie kryly? Czym moznabylo zatem zaszantazowac ksiedza ? Z wlasnej parafii znam co najmniej kilkanascie opowiastek o pijanstwie, romansach i dzieciach poszczegolnych ksiezy z czasow tzw.komuny. Tajemnica Poliszynela. W zamian za kolaboracje z UB mianoby nieujawniac czegos o czym wszyscy i tak wiedzieli ?

  27. @jakub01 17 czerwca o godz. 22:59

    Za PRLu środki masowego przekazu miały zapisy cenzury. Także na takie rzeczy jak informacje o pijanych księżach, o ich wypadkach samochodowych, ich dzieciach, biznesowych szwindlach czy homoseksualnych preferencjach. Na to w którym kraju spędzili ile lat i co tam robili. Praktycznie na wszystko.

    Ludzie „wszystko” wiedzieli tylko na wsiach i tylko o tym, co się działo w tej wsi. W większym mieście gie wiedzieli.

    Ani na wsi ani w mieście nie mieli pojęcia co dany ksiądz robił albo przekrobał przedtem ani potem. Dlatego właśnie tak łatwo było kościelnej władzy przesuwać księży, o których w aktualnej wsi już „wiedziano wszystko”.

    Cały ten system cenzury służył esbecji do szantażu księży i instytucji Kościoła a kto o tym nie wie musiał chyba urodzić sie wczoraj.

  28. Wystarczy zresztą wziąć do ręki gazety drukowane w czasach PRLu i dzisiaj. Konia z rzędem temu, kto w prasie tamtych czasów znajdzie 1/100 tego, co można wyczytać dzisiaj.

    Czyli co, za peerelu księża byli uczciwsi? Nie robili dzieci na boku? Nie pili? Nie rozbijali aut po pijaku?

  29. @Zak 1953
    „W tej historyjce nic nie jest podkoloryzowane, zmienione są wyłącznie nazwy i nazwiska. ”
    Napisalam „podkoloryzowane” majac na mysli „wage” tegoz wydarzenia, ktora w obliczu dzisiejszych skandali jest wlasciwie zadna a i wowczas nie byla czyms wyjatkowym. Upil sie ksiadz i zarzygal jakas prowincjonalna komende MO. Odebral go przelozony, bo inaczej nie moglo byc. Nie trafil klecha przed Sad w trybie szybkiego postepowania ani na kolegium, bo ksieza tam nie trafiali. Wiec coz wlasciwie sie stalo?
    Moje osobiste kontakty z bezpieka byly zupelnie innego kalibru niz te, ktore opisujesz. Nikt mi nie oferowal ani kasy ani wspolpracy. Za to dostalam propozycje (nie do odrzucenia naturalnie) zmiany kraju na
    jakis inny.

  30. @Zza kaluzy
    Bylam doroslym czlowiekiem za komuny i na pewno nie urodzilam sie wczoraj. Co wiecej, doskonale pamietam te czasy, jako ze zadna polska wspolczesnosc mi ich nie zacmila. Wjechalam w ’86 z 10-cioletnim synem.W ciemno i z paszportem waznym na rok. Nie wrocilam do dzis. O ksiezach z mojej parafi sasiedzi wiedzieli wszystko co tylko mozliwe a bylo to we Wroclawiu a nie na wsi. W moim wlasnym domu snuli sie ksieza i zakonnice z przykoscielnego klasztoru siostr franciszkanek, bo matka swego czasu przechodzila przez rodzaj religijnego wzmozenia podobnego do mistycznej paranoi. Pomagala nie tylko wyszywac ornaty ale i latac ksiezowskie gacie. Wowczas klasztor byl dosc biedny(lata 55-65). Parafianie zawsze dobrze wiedzieli o grzeszkach proboszcza i ksiezy, rowniez w miescie. Inna rzecz, ze pewnych rzeczy po prostu nie chcieli przyjmowac do wiadomosci. Nie wyobrazam sobie aby w tamtych czasach jakies dziecko osmielilo sie rodzicom poskarzyc na molestowanie seksualne! Taka byla atmosfera tamtych czasow. A cenzura to zupelnie inna bajka. Nie musisz mi mowic jak to wszystko wowczas wygladalo, bo ja zylam w PRL-u przez 31 lat.

  31. zza kałuży
    17 czerwca o godz. 23:17

    częściowo odpowiedziałeś powyżej. 1. priorytety tzw. cenzury. 2. inne archaiczne w dzisiejszych kategoriach formy obiegu informacji – zero internetu, ćwiternatów i tym podobnego szumu, telefon preferencyjny na plebanii standard, że na podsłuchu? A który nie był? Panie na centrali mogły bez wiedzy rozmówców podsłuchiwać do woli. 3. inne priorytety sukienkowych: nie było kategorii prałata Jankowskiego, obatel Xionc też był chciał się wyrwać gdzie na placówkie (no nie do Mongolii), a że kolejka korporacyjna była długaśna – cenne przesunięcia i awanse kosztowały. Reszta mizeroty urządzała się w dupie parakomuny jak każdy inny: wszystkim po równo, każdemu grówno.

  32. @PS.
    Zapomnialabym o najwazniejszym – ja sama jako kilkuletni dzieciak pomagalam sprzatac kosciol! Calkiem mi sie to podobalo, nikt mnie nie zmuszal.Mialam szczescie, ze ksiadz proboszcz, ktory czasem dawal mi cukierki nie oczekiwal niczego w zamian. Za to o romansie jego i siostry katechetki dowiedzialam sie pare lat pozniej. Podobno bylo to przyczyna wyslania obojga do roznych innych parafi. Sasiedzi mowili, ze to nic dziwnego, jako ze oboje byli bardzo urodziwi.

  33. @ Zza kaluzy
    „Cały ten system cenzury służył esbecji do szantażu księży i instytucji Kościoła a kto o tym nie wie musiał chyba urodzić sie wczoraj.”
    Otoz nie do konca masz racje. Ten szantaz bylby i tak wlasciwie nieskuteczny i co prawda istnial w jakiejs mierze ale przeceniasz te metode wplywania na KK i to bardzo. Wierni byli bardziej sfanatyzowani niz dzis, zwyczajnie nie uwierzyliby nawet w to, co widzieli na wlasne oczy. Widzieli nawalonego proboszcza ale nie uwierzyliby, ze kler chleje. O pedofilii nikt nawet nie slyszal i malo komu samo slowo bylo znane, bo to byl czas silnego tabu jesli chodzi o kwestie seksualne w ogole, a w KK wrecz niewyobrazalne. Wszystko, co powiedzianoby na temat KK obrociloby sie przeciwko potwarcom, bo spoleczenstwo 1. nie wierzylo propagandzie, 2. uznawalo KK za ostoje wolnosci nade wszystko antykomunizmu. Do dzis wielu tak uwaza mimo odbrazowienia tej instytucji. Kosciol mial wszak inna twarz dla wiernych a inna dla wladzy, z ktora kolaborowal calkowicie dobrowolnie w zamian za sprawowanie wladzy nad rzedem dusz, korzysci materialne i pozostawienie w spokoju. To raczej KK mogl zaszantazowac wladze swiadom swojej sily w spoleczenstwie takim jak polskie. Powiedzmy, ze wytworzyla sie sytuacja patowa, ale na pewno wladze nie mialy tu przewagi. Barany i owieczki ani nie zdawaly sobie sprawy ani nie mogly (i nie chcialy) zdawac z prawdziwej relacji KK-PRL, bo panowala na ten temat zgodna omerta obu stron. „Niepodleglosciowe” dzialania KK kanalizowaly ten nurt a przy okazji KK donosil na kogo trzeba. Chyba nikt nie ma zludzen, ze „sakrament” spowiedzi nie byla tu wykorzystywany. Zreszta do tego zostal stworzony.

  34. jakub01

    Otworzyłem jedno oko, poprawiłem obrazki i wrzucam – ale już na ślepo, bo się oko zamkło. Czym się, jakubku.

    https://photos.app.goo.gl/7WTak18p6kgCgimR6

  35. @ Wbocek
    Dzieki i dobranocka (Gaska Balbinka). Ja jezdem nocny szpuk jak wiesz, wiec teraz se popacze i sie ponapawam. Nara.

  36. @jakub01 18 czerwca o godz. 0:27
    Ten szantaz bylby i tak wlasciwie nieskuteczny
    To jest zawsze względne.
    SB oczywiście zdawało sobie z tego sprawę (że lepszy jest donosiciel i współpracownik ideowy a nie stale przymuszany niewolnik) ale z ich perspektywy:
    1/ lepszy był marny współpracownik niż żaden,
    2/ szantaż zwykle był stosowany tylko na samym początku, przy rekrutacji. Potem esbecja robiła wszystko, aby nadać relacji z donosicielem pozory przyjacielskich, dobrowolnych, wrecz towarzyskich kontaktów.

  37. W latach 1985 -1989 (do czerwcowych wyborów do parlamentu)
    bezpieka i wydziały do spraw wyznaniowych Urzędów Wojewódzkich współpracowały ze sobą w różnych sprawach. Współpraca ta dotyczyła stosunków Państwo – Kościół Rzymskokatolicki oraz inne kościoły i związki wyznaniowe. Po procesie sądowym zamordowania księdza Popiełuszki, decyzją Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR I- Sekretarze Komitetów Wojewódzkich zostali zobowiązania do nawiązania stałego i częstego kontaktu z ordynariuszami diecezji KRK oraz z władykami Kościoła Prawosławnego.

  38. @zza kałuży
    17 czerwca o godz. 22:19
    Tyż niezła historyjka…
    Cóż Kiszczak jako ,,człowiek honoru”…
    A sama story – maszPan szczęście żeś za dużą wodą i nie aspirujesz do politykowania na ,,tej ziemii” bo panowie Piotrowicz i Kryże pod czułym przewodem Ziobry bądź innego bohatera walki z tzw. komuną by wiedzieli jak takowy papiór czytać. Sakiewicze by pisały takie gmyzy, że aż Holecka by orgazmowała na wizji.
    Ps. mam nadzieję, że ja za lat dziesiąt nie będę miał materiałów do takich wspominek. A to z powodu kilku komentarzy w internecie bądź jako uczestnik przestępczego bo zagrażającego tkance narodowej , zgromadzenia zwanego Marszem Równości.

  39. wbocek
    18 czerwca o godz. 0:37
    Fajnie się ogląda twoje fotki, szczególnie że są opisane. W twoich okolicach byłem ostatni raz w 1980 roku. Od tego czasu jakoś nie miałem okazji ponownie tam wpaść, a jak widzę ładnie tam. To diabelskie koło, z którego robiłeś zdjęcia, to jest stała atrakcja czy też jakiś biznesmen postawił je tylko na lato? Nie da się ukryć, iż z pewnej wysokości świat wygląda nieco inaczej.

  40. @Slawczan 18 czerwca o godz. 8:42
    Ps. mam nadzieję, że ja za lat dziesiąt nie będę miał materiałów do takich wspominek.

    Ksiądz, na którego zajęcia wtedy chodziłem i którego pytałem, czy brać pieniądze od Słuzby Bezpieczeństwa jest do znalezienia w dwóch miejscach:

    https://inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=244948&q=j%C3%B3zef%20sza%C5%84ca&page=1&url=%5B|typ=0]

    https://fakty.lca.pl/legnica,news,74990,Ojciec_J_zef_Sza_ca_zosta_zawieszony_w_obowi_zkach.html

  41. zak1953
    18 czerwca o godz. 9:20

    Stałe, zaczku, jest składnikiem całego miasteczka ruchomych zabawek. No kurde, miałem i mam lęk wysokości, ale co poradzisz, jak widoki z lotu drona, Twojego balonu czy choćby tego koła są nie tylko urokliwe, ale i fantastyczne poznawczo. Sto razy lepszy wgląd w oglądaną krainę niż z pozycji mrówki, choćby wlazła na c]sam czubek mrowiska. Jak zobaczyłem w internecie fotki kanału Jamneńskiego i mierzei z lotu drona, to jakbym odkrył inny świat. Z siodełka roweru pokażę świat pełzaczy – choć też przecież może być urokliwy, ale nie ma porównania z widokiem z lotu szybującej mewy. Ale znowu jak se przypomnę, że wracajęcy z północnego brzegu zobaczyłem ze 20 metrów od przystani zaskrońca płynącego jak podwodniak z peryskopem na wierzchu, też się zachwyciłem. Ale zanim zaskoczony złapałem zmartwiona – który wymaga jednak paru operacji nim pstrykniesz – wiatr mnie odniósł za daleko i straciłem zaskrońca z oczu. Zawróciłem i, kurde, znalazłem go: kręcił się z szyją wystawiona z 10 cm nad wodą. Ale zanim się odpowiednio ustawiłem, znów mnie zdmuchnęło. Szukałem jeszcze, ale nie znalazłem.
    Nie nadaję się na kowboja strzelającego z każdej pozycji. Jak wracałem do chaty, zobaczyłem boćka przy samej szosie wpatrzonego w rów przy budowanej obwodnicy. Zanim stanąłem, zsiadłem z roweru, chwyciłem zmartwiona, bociek wyszedł z rowu, dostojnym krokiem przeszedł przez szosę (ten moment właśnie chciałem w nerwach złapać) i pofrunął. Latający bociek to nie rewelacja, ale spacerujący po szosie – nie taki codzienny widok jak rozjechane borsuki, jeże, sarny, zaskrońce (na moim terenie), żabki, ptaszki, a ostatnio matka i dwie może dwudniowe sarenki.

  42. Udało mi się przeczytać wpis i początkowe komentarze, tym wyczerpałem moje aktualne możliwości psychofizyczne. Jest mi przykro, bo chętnie skomentowałbym nie tylko znakomity wstępniak, faktycznie na wysokim poziomie artystycznym, sam nie potrafiłbym lepiej. Chcę się choć włączyć do dyskusji na temat zwyczajów kolędowych w diecezji Opolskiej. Póki rządził biskup Nossol kolęda była odwiedzinami księży ze słowem mniej ub więcej Bożym i stanowiła dla proboszcza okazję do uzyskania informacji statystycznych. Kto chciał, to mógł zanieść do kościoła ofiarę, ale nie musiał. Pozostał jedynie zwyczaj, że kapnęło coś do puszki zmarzniętym ministrantom. Ten piękny zwyczaj „”antykopertowy” umarł wraz z posługą abp Nossola i znów są w ruchu koperty. Znam biskupa i miałem z nim kontakt służbowy na uniwersytecie i sporadycznie prywatny, ale wysoko oceniam jego działanie na rzecz Opolszczyzny, ważniejsze od pięknych i gładkich słów innych polskich hierarchów kk.

    Opisałem już na blogu zeszłoroczną kolędę, gdy zaszczycał nas sam proboszcz – nowy, bo „stary” poszedł na emeryturę i niech mu życie lekkie będzie -wzorcem moralności nie był dla mnie.
    Proboszcz, widząc mnie na wózku inwalidzkim, zasugerował mi ćwiczenie pokory dla działań Boga, który mnie na tym wózku posadził w swój boski sposób (udary). Odpowiedziałem mu, że ja ćwiczę, biorąc przykład pokory z polskich biskupów. Zamiast mnie pochwalić, że naśladuję np. Głodzia (choć nie mam w ogrodzie danieli, a wódki w ustach od 20 lat) to wkurzył się maksymalnie i obiecał, że mojej „zbrodni” nie zapomni. Do dziś nie wiem, dlaczego się uniósł – czyż polscy biskupi nie są wzorcami pokory i szlachetności ogólnej, godni naśladowania przez maluczkich?
    PS
    Czekam na odpowiedź od ekspertów blogowych na moje pytanie. Zaznaczam, że jeszcze nie oglądałem „Kleru”, bo nie ma go na YT.

  43. Antonius
    18 czerwca o godz. 10:52
    Ależ zuchwalstwem żeś się Pan wykazał. Taki brak szacunku dla osądów (moralnych) zaserwowanych przez (dusz)pasterza.
    W dawnych w domyśle lepszych czasach byś Pan został oćwiczony lolą a rodzina na gwiazdkę by musiała w ramach zadośćuczynienia oddać ostatnego prosiaka na kapłański stół.

  44. @zza kałuży
    18 czerwca o godz. 9:57
    Prawda to czy prawda alternatywna? To o tym ksiądzu?
    Cóż ludzie ,,brudni” niekoniecznie muszą być głupi.

  45. Z tych samych mgliście formułowanych powodów Kościół nie zgadza się na jakiekolwiek dyskusje nad wprowadzeniem w Polsce dobrowolnego podatku kościelnego, tak jak jest np. w Niemczech. Obywatel wypełnia odpowiednia deklarację dl urzędu skarbowego w której określa się, czy chce jako wierzący wpłacać co miesiąc składkę na swój kościół i sprawa datków dla kościoła zostaje załatwiona, uporządkowana. Kościół dostaje pieniądze i wykonuje posługę.

    Dlaczego kapłani w Umęczonej jak jeden mąż są przeciwni?
    Nietrudno się domyślić. Podstawową przeszkodą jest transparentność finansowa KK, a co za tym idzie transparentność działań KK. Jeśli taka zostanie wprowadzona prawnie, to kościół stanie się wg jego zarządców nagi i bezbronny. Wszyscy będą wiedzieć (może nie do końca), ile przyszło i na co poszło. Koniec z nieformalnymi przepływami, fundusze staną się jawne.

    Funkcjonowanie probostw i biskupstw stanie się szalenie dokuczliwe dla ich szefów, bo transparentność według KK, według tysiącletniej praktyki, może być tylko w jedną stronę – co wierni robią, jak się zachowują, czego nie dopełniają, itd. W druga stronę transparentność jest niewskazana, ponieważ KK od wieków rządzi się wg prawa wewnętrznego – kanonicznego, według wielowiekowej tradycji, według uznania poszczególnych hierarchów na swoim terenie.

    To są bariery, z których wierni nie bardzo zdają sobie sprawę, a hierarchia broni tych barier z najwyższa determinacją, bowiem gdyby usunąć te bariery, to kościół byłby już nie ten – przemożny, uznany, autonomiczny w zakresie duszpasterstwa rozumianego jako kierownictwo, nadzór duchowy sprawowany nad społeczeństwem.

    Podatek Wyznaniowy (kościelny) w Polsce, to byłby cios w KK. Żegnajcie 55 000 w kopercie dla księdza od dewelopera-amatora budowniczego wież 2K w Warszawie.
    Pzdr, TJ

  46. jakub01
    17 czerwca o godz. 23:29
    Oddawanie zatrzymanego pijanego księdza po wypadku samochodowym jego przełożonemu, w czasach PRL nie było wcale regułą. Ba, należało do rzadkich zdarzeń. A wynikało to z nastawienia i wymagań jakie kierownictwa rozmaitego szczebla stawiało przed funkcjonariuszami resortu spraw wewnętrznych. Ich zadaniem było przede wszystkim wiedzieć i ewentualnie zapobiegać rozmaitym zdarzeniom. W tamtych czasach nie było rozmaitych urządzeń, bez których obecnie ludzie nie potrafią żyć. Pamiętam z czasów dzieciństwa (lata 50 i pocz. 60.) wąsatego sierżanta, który był dzielnicowym na moim osiedlu (Koszutka w Katowicach). Przypominał z wyglądu cesarza Franciszka Józefa, a widywałem go chodzącego po osiedlu i często rozmawiającego z rozmaitymi ludźmi. Spotkania z dozorcami i niektórymi emerytkami były swoistym rytuałem. Poświęcał im sporo czasu, rozmawiał i czasami coś sobie notował w swym notatniku. Rozmówcy nie wstydzili się być widywanymi w jego towarzystwie. Potrafił zagadać tez do dzieci. Czuliśmy przed nim respekt ale się nie baliśmy. Stąd w tamtych czasach tak liczne były chłopięce odpowiedzi na pytanie kim będziesz w przyszłości; milicjantem, żołnierzem, potem strażakiem wreszcie kolejarzem. Prawie sama mundurówka. Ale ten dzielnicowy był kopalnią wiedzy o mieszkańcach i wszystkim co się działo na Koszutce. Dzisiaj, dzielnicowy może pomarzyć o takim wsparciu. Musi się przydarzyć coś drastycznie wstrząsającego, aby mogli liczyć na nasze wsparcie. Radzą sobie techniką, która każdy z nas nosi przy sobie. Jesteśmy śledzeni monitoringiem i zapisem rejestrów ze stacji bazowych telefonii komórkowej.
    Dlatego takie oddanie księdza, który mógł być źródłem informacji bądź jej potwierdzenia, było rzadkie. Raczej starano się przymknąć oko w zamian za potencjalne spotkanie. I dlatego opisałem tę historię, bo była zdarzeniem incydentalnym. W zasadzie porażką funkcjonariusza operacyjnego, który nie potrafił w tym przypadku nawiązać kontaktu.

  47. tejot
    18 czerwca o godz. 11:54

    Dlatego kiedy rządził SLD myślałem już od początku ich kadencji, że mają świetną atmosferę do ODGÓRNEGO ZARZĄDZENIA, gdzie i jakie jest miejsce Kościoła w państwie. Do niczego tu nie była potrzebna zgoda piskopatu, papieża ani kogokolwiek z tej zgrai oszustów. Państwo ma pytać złodziei, czy się zgadzają, żeby nie być złodziejami?! Niestety, nikt nie miał i do dziś nie ma w Polsce aż takich cojones, żeby pomóc pasożytom trafić do nieba. Bo jako bogaci z rozdwojonym językiem będą mieli kłopoty.

  48. tejot: przynje mniej ty jedyny od wielu lat dokladnie omowiles problem !
    Tylko to upraszcza sprawe! O ile znasz jak Niemcy zorganizowali swoje panstwo, to czekam na prawidlowe pytania , bo czytajac wypowiedzi roznych specow piszacych w Polityce o RFN mam wrazenie ze pisza o ksiezycu! Bzdura goni bzdure, idiota popycha idiote!
    Podatek koscielny jest tylko jednym , i to malym elementem ich sposobu zwiekszania dobrobytu! Tj. temat rzeka i mnie osobiscie wkurza to ze piszacy tu za wszystko obwiniaja kk:totalna glupota!
    Od conajmniej 40-50 lat interesuje mnie problem dlaczego Niemiec potrafi a varszaviak/ zwacy siebie Polakiem/ nie!
    Sam nie bylem i nie bede nigdy katolikiem:znam tylko gosodarke i systemy zarzadzania w tych krajach!

  49. Jak wynika z oficjalnych oświadczeń KK w Niemczech podatek kościelny, to 80 % przychodu KK.
    Reszta, to wpływy z datków na tacę podczas mszy, z opłat dodatkowych przy posługach takich jak śluby, chrzty oraz przychody z prowadzenia szkół, z wynajmu, ze zbiórek pieniężnych na określone cele.
    Pzdr, TJ

  50. Tejot: ten np. bocek nie potrafi odp. bez rzucania blotem i bzdurami , dlaczego o kk takie same zdanie jak on, mieli najwieksi mordercy w historii ludzkosci : Lenin, Stalin , Hitler , Mao itd ! I to we wspolczesnych czasach! On zaraz zacznie bluzgac swoja glupota i nikt mu nie skontruje , aczkolwiek bedzie zmyslal jak hitlerowcy !

  51. Antonius
    18 czerwca o godz. 10:52

    Za eksperta sie w zadnej mierze nie uwazam, ale pokusze sie i odpowiem Tobie.

    „Uniosl” sie byl wzmiankowany duszpasterz, bo Ty w najmniejszej mierze nie nasladujesz wzorcow, na ktore sie powolales. Gdybys zdolal wykrzesac choc odrobine hipokryzji w sobie i nia sie posluzyc, zasluzylbys na jego uznanie. A tak, walac prosto z mostu, choc zapewne delikatnie, to tylko wywolales w nim stres zetkniecia sie z prawda, a teraz sie dziwisz, ze sie „uniosl”. No i sam musisz przyznac, ze to walniecie prawda i to prawda wymierzona we wzorce do nasladowania, to z pewnoscia jest zbrodnia. Moze nie dla Ciebie, ale dla „wzorcow” i calej tej szajki kosciolkowej, prawda z calkowita pewnoscia, to zbrodnia.

    Pozdrowka
    ~l.

  52. Tejot:skad masz te 80%:ale dokladnie =nie z paly ? Pytam :bo odp. jest b. skomplikowana ; o ile wogole mozliwa!?

  53. wbocek:moze jednak potrafisz odp. na moje pytanie bez bluzgania plwocinami! Ja nie naleze do oszustow!

  54. xpawelek
    18 czerwca o godz. 15:36
    Tejot: skad masz te 80%:ale dokladnie =nie z paly ? Pytam :bo odp. jest b. skomplikowana ; o ile wogole mozliwa!?

    Mój komentarz
    Wpisz w google frazę „cennik niemieckich kościołów”. Wyświetli się artykuł na dw.com/pl. itd. Deutsche Welle.
    Pzdr, TJ

  55. wbocek
    18 czerwca o godz. 10:01
    Osobiście robię niewiele fotografii, głównie chodząc twardo po ziemi. To co widzę z powietrza na ogół chłonę do swego wnętrza. Często jednak pomagam swoim pasażerom robić ciekawe fotki. A to wymaga albo odpowiedniego ustawienia balonu albo przynajmniej zwrócenia uwagi na konkretne elementy krajobrazu. Kiedyś woziłem pasażerów szybowcami, ale to jest na ogół wysoko i relatywnie szybko, więc fotki były wyłącznie wielkoplanowe i mało szczegółowe. Najlepsze widoki z balonu są między 50 a 200 m wysokości nad gruntem. Im wyżej tym mniej szczegółów widać na ziemi. Ostatnio byłem z pasażerami ponad 1500 m nad gruntem w rejonie zalewu goczałkowickiego. Pasażerka nie była w stanie zauważyć samochodów poruszających się drogami. Stąd im niżej tym lepsze zdjęcia można zrobić. Balon ma tę właściwość, że zwraca na siebie uwagę wszystkich stworzeń – ludzi i zwierząt – na ziemi. Dzikie zwierzęta na ogół ukryte przed naszymi oczami widząc balon zaczynają się poruszać po terenie i stają się zauważalne. Jako ludzie mamy tę cechę drapieżników, że zauważamy ruch. Zwierzę nieruchome na ogół pozostaje niezauważalne. Możesz stać dwa metry od sarny w trawie i jej nie zauważysz. Balon jest przez nie traktowany jak fruwający drapieżnik. Obserwują go pilnie i bardzo długo nie poruszają się. Co najwyżej matki młodych próbują odwrócić naszą uwagę odbiegając od miejsca ukrycia młodzieży. Czasami pokazują swą gotowość do walki w obronie młodych. Swego czasu miałem pokaz tańca bojowego w wykonaniu czapli siwej, chroniącej gniazdo w rejonie zbiorników Goczałkowice i Łąka. Fantastyczny widok, ale fotki zrobili tylko pasażerowie. Ja musiałem pilnować balonu bo leciałem na ok. 30-tu metrach, a w pobliżu były wysokie drzewa. Trochę zazdroszczę możliwości operatorom dronów. Mogą zrobić każde zdjęcie z powietrza, ustawiając sobie ekspozycję dzięki niesamowitej manewrowości drona oraz nowoczesnej technice fotografii cyfrowej. Operator ma ciągły podgląd z kamery, może więc tak zmieniać pozycję jak żaden inny obiekt. Ale moja przewaga jest taka, iż ja te widoki mam na żywo, a on tylko na ekranie.
    W ubiegłym roku mijałem gniazdo bocianów. Przeleciałem obok nich jakieś 30-40 m, a one obserwowały kolegę robiącego z ziemi ich zdjęcie na tle lecącego balonu. Mnie całkowicie olały. Człowiek na ziemi wydał im się większym zagrożeniem od lecącej obok kuli. Czasami zwierzęta potrafią mocno nas zaskoczyć i zadziwić.

  56. 27. zza kałuży
    18 czerwca o godz. 1:25
    Nie da się ukryć, iż masz dobre rozeznanie w specyfice pracy służby specjalnej. Rzeczywiście, reguła że z niewolnika nie dobrego współpracownika jest prawdziwa. A funkcjonariusze potrafili przejść do bardzo bezpośrednich relacji ze swymi współpracownikami. Nieco inaczej te relacje wyglądają z kryminalistami złapanymi na gorącym uczynku. Oni na ogół nie mają żadnych zahamowań, o ile funkcjonariusz zapewnił im bezkarność i anonimowość.

  57. lspi
    18 czerwca o godz. 6:13
    Ta współpraca, o której piszesz miała miejsce już w początkach PRL-u. Pracownicy urzędów miejskich i wojewódzkich otrzymywali na bieżąco wyciągi z informacji MO i SB ze swego terenu. Z mojej wiedzy wynika, że nie wyznaczali funkcjonariuszom konkretnych zadań. Swoje potrzeby w zakresie wiedzy o kościołach i księżach funkcjonujących w obrębie ich jednostek, przekazywali swemu kierownictwu, które przez MSW zlecało je do realizacji komendom. Pełną wiedzę o wszystkich wydarzeniach miało wyłącznie kierownictwo państwa, otrzymujące dzienne raporty z całej Polski. Taki zbiór raportów, przypominał nieco biuletyny PAP, rozdzielane pomiędzy najwyższych urzędników państwa. Każdy taki biuletyn liczył kilkadziesiąt stron najważniejszych informacji z kraju i ze świata. A ludzie bili się wtedy o dostęp do takich biuletynów, bo i wtedy i dzisiaj informacja była warta każdych pieniędzy. Dzisiaj w świecie Internetu niektórzy nie potrafią przefiltrować wszystkich napływających informacji i zagregować ich wg stopnia ich ważności. Nadmiar informacji potrafi zadziałać jak brak informacji. Zwyczajnie, niektórzy nie potrafią ich przerobić .

  58. @zak1953
    Podoba mi się Twój wstepniak, świetnie opisana heca z rzygającym predstawicielem Pana Boga. Oj, najadl się pan Bóg wstydu, kiedy zobaczył tego kapłana, jak sie bije z milicjantami, kopie, gryzie i zapaskudza sobie sukienkę. Szwejk by tego nie wymyślił.
    W tamtych czasach było dużo smiesznych wydarzeń, np. słynne obwożenie kopi obrazu Maryji czestochowskiej po wioskach. Milicja ganiała tę kopię, a rozmodlony suweren podążał za obrazem na kolanach. Raz nawet milicji udało się skonfiskować obraz. Ale została rama, więc bozy ludek podkarpacki i świetokrzyski modlił się do pustej ramy.
    A propos zwierzeń @zza kałuzy, tez mam coś do opowiedzenia..
    Była to połowa lat 70-tych. Pracowałem na uczelni. Nie wiem dziś dlaczego, ale wtedy marzyłem o posiadaniu samochodu, żadnego tam mercedesa czy ferrari, ale zwykłego malucha. Kolega wrócił ze Szwecji i poinformował mnie, że gdzies tam na jesieni potrzeba dużo pracowników na wysypisku smieci i że można zarobić na samochód. Problem polegał na tym, ze pracując na uczelni nigdy bym ne dostał na ten okres paszportu. Więc postanowiłem chytrze ominąć tę przeszkodę. Podanie o paszport najpierw składało się na uczelni; tak zwany personalny przybijał pieczatkę. Więc ja dokonałem małego fałszerstwa; podanie wypełnilem czarnym długopisem, a daty wypełniłem czarnym ołówkiem. Kiedy dostałem podbity kwestionariusz zmazałem gumką date 10 grudnia 10 stycznia i wpisałem 1 listopada do 30 listopada.
    Zadowolony oddałem moje podanie do wydziału paszportowego.Umówiłem się z kolegą, że w tym czasie poprowadzi za mnie zajęciaa ze studentami.
    Mija tydzień i jeszcze troche, a tu wzywają mnie na uczelni do telefonu. Odbieram i słysże miły głos, ktoś przedstawia sie jako kapitan C. i serdecznie mnie zaprasza na rozmowe na komende. Udałem się w umówionym czasie. Wprowadzono mnie do pokoju wyposażonego w surowe meble; szafe, biurko i kilka krzeseł. Uprzejmie podsunięto mi krzesło i kazano czekać na kapitana C. Ten długo się nie zjawiał, aż kiedy chyba uznał, z ja dostatecznie skruszałem, wszedł i od wejścia zapytał mnie;
    A gdzie to sie pan, panie Lewy, wybieramy ?
    No to będąc zdemaskowanym postanowiłem niczego nie kryć i powiedziałem mu, że do Szwecji.
    -po co pan jedzie do Szwecji ? – zapytał kapitan C.
    -Żeby zarobić na malucha – odpowedziałem szczerze
    -A co tam pan będzie robił ?
    -Będę pracował na wysypisku smieci.
    – -Nie wstyd panu, pan pracownik naukowy na wysypisku smieci ?
    –Żadna praca nie hańbi. -zwróciłem kapitanowi uwagę.A poza tym zwracam panu kapitanowi uwagę, że nasz kraj potzrebuje dewiz, które ja bym mógł dostarczyc.
    – Co pan opowiad ? Przecież jedzie pan tam, żeby kupić malucha.
    – No własnie, ja bede miał malucha , a kraj dewizy.
    -Tak, ale my tu potrzebujemy wykształconych ludzi, a pan będzie pracował fizycznie w kapitalistycznym kraju ? Chyba jest pan patriotą !
    – Pewnie, że jestem. A jakbym pojechał na Mazury rąbać drewno, to czy to by uchodziło pracownikowi naukowemu ? -zapytałem podstępnie kapitana.
    – Panie Lewy, przed panem otwiera się kariera naukowa i my nie chielibyśmy panu zaszkodzic. Jest pan zdolnym mlodym człowiekiem, moglibyśmy nawet pomóc. Ale niech pam powie, kto panu pomógł na uczelni w wypełnieniu podania o paszport.
    -Nikt – powiedziałem zgodnie z prawdą nie ujawnijąc mojego fałszerstwa.
    Widząc , że ze mnie twarda sztuka, kapitan postanowił jeszcze mnie pogrilować. Powiedział, że niepokoi się o moją przysłosć, ale, że z pewnością jeszcze się spotkamy. Rozstaliśmy się kulturalnie uścisnąwszy sobie ręce.
    Kilka dni później zadzwonił do mnie, zapraszając mnie na komende. Powiedziałem, że nie mogę, bo mam pod opieką małe dziecko i nikt mnie nie może zastapić. To kapitan powiedział, ze nie ma sprawy i ,ze on przyjedzie do mnie. Zjawił się za pół godziny.
    No i zaczęło się od ubolewania nad moją naukową karierą. Ale ! Ale ! nagle rzucił takie ale kapitan. Gdybysmy sie spotykali np raz na miesiąc lub częściej w jakiejś kawiarni. Wie pan, nas interesuje to, jakie nastroje panują na uczelni…Pan jako bezpartyjny byłby takim bezstronnym obserwatorem..
    Najpierw próbowałem delikatnie, żeby mi tej kariery nie popsuł i mu rzucam taki argument; Panie kapitanie, pan wykonuje swoją prace, ja mam moją. Jakby sie pan czuł, jakbym chciał pana zatrudnić jako pommocnnika, żeby mi pan np. przynosił na wykłady książki. A pan chce , żebym był pomocnikiem w pana pracy.
    – Ba – rzekł kapitan aż rozkładając ręce – przecież to nie da sie porównać.
    I znów sięgnął po atomowy argument „Chyba jest pan patriotą!”
    Wtedy nie wytrzymałem i mu powiedziałem prosto: Panie kapitanie, nie będe judaszem”
    _ Ależ się pan rozpędził – wstał i powiedział – Jak już pan będzie w tej Szwecji, to prosze zwrocić uwagę na te sjonistyczne organizacje w tym kraju.
    – To znaczy , panie kapitanie, że dostanę paszport ?
    – A to już zależy od decyzji wydziału paszportowego – odpowiedział skromnie.
    Przed wyjściem jeszcze poprosił, żebym podpisał, zobowiązując się, że nic z tego, co miedzy nami było omawiane, nikomu nie opowiem.
    Odpowiedziałem, że ma moje gwarancje , ale niczego nie podpiszę, że może liczyć na moje słowo honoru.
    Tego samego dnia opowiedzialem moim przyjaciołom, a paszportu nie dostałem, przez tego h..ja kierownika wydziału paszportowego.
    Na koniec taka refleksja, w porównaniu z dzisiejszą pisiarnią, tą pisowską hołotą, te sbeki miały jakąś klasę, kulturę, używały w przeciwieństwie do Kaczora czy Suskiego, poprawnej polszczyzny. Wiedzieli, że zajmują się czymś brudnym, z tego powodu mieli kompleksy. Ale to dotyczy chyba wszyskich służb specjalnych róznych fbi czy cia.

  59. zak1953
    18 czerwca o godz. 16:27

    Dzięki, zaku, za te podniebne refleksje. Dla takich opowieści, mogę razwiesit’ uszi i w ogóle nie odwieszać, choć się przed wysokością trzęsę. Tak się trzęsę, że jak sześć bodaj lat rybaczyłem w Gąskach, ani razu nie wlazłem na latarnię, choć nie raz i nie dwadzieścia nam pokazywała drogę w nocy. Dopiero parę lat temu zebrałem się w sobie i wlazłem. Zrobiłem fotki, ale tak przyklejony do ściany, że potem nie mogłem się odkleić. Na latarnię w Czołpinie wlazłem już z ciut mniejszym strachem – nawet obkuśtykałem cały taras widokowy dookoła, nie trzymając się ściany. Tak że wczoraj, jak wsiadłem do gondoli, bałem się już może nie na cały gwizdek, ale na dziewięćdziesiąt dziewięć setnych.

    Masz rację, zaczku, że przygotowanie do odmaszerowania z tego świata może oznaczać u niektórych osobników większy ciąg do życia zmysłowego. Właśnie mnie w tę stronę ciągnie. A i Ciebie podziwiam, że ani Ci w głowie fajeczka, gołąbeczek, ławeczka, ogródeczek.

  60. Lewy
    18 czerwca o godz. 17:09

    Miałem i ja coś takiego, jak się starałem o książeczkę żeglarską, bo prosto z lektora ruskiego w szkole oficerskiej posunąłem na kutry w „Korabiu” w Ustce.

    Szef biura paszportowego w komendzie powiedział, że będzie zgoda, ale jeszcze rozmowa z jednym panem. Zostawił mnie z tym panem i rozmawialiśmy o moim życiu. Nic podejrzanego być nie mogło, bo skończyłem szkołę pływającą, więc był to tylko powrót do wodnego zawodu. Do niczego z panem nie doszliśmy i umówił się ze mną do kawiarni. Kurde, wcześniej ani razu nie byłem w kawiarni i wcale mnie tam nie ciągnęło. Ale co było robić – poszedłem. Pan zaczął od tego, że chyba się już zorientowałem, co jest grane i się przedstawił jako major kontrwywiadu. Nawet po koniaku chlapnęliśmy na jego koszt. A gadka jego była identyczna jak u Ciebie: że może kiedy przyjadę na Boże Narodzenie, on się do mnie zgłosi i porozmawiamy o tym, jak się pracuje, o czym się z kolegami rozmawia, takie tam. Mnie, jako prostolinijnego, szlag trafił. Co jak mam takiego w sobie, że na mnie padło? Choć wiedziałem od kolegów ze szkoły, którzy już pracowali we flocie, że to rutynowa procedura. Powiedziałem grzecznie panu majorowi, że mam zwyczaj pracować na jednym etacie, jak będę chciał zmienić pracę, to się może zgłoszę. Pan major powiedział, że nie chodzi o etat. Rozstaliśmy się z jego obietnicą, że w okolicy Bożego Narodzenia się do mnie zgłosi. Poszedłem od razu do koleżanek z byłej lektorskiej pracy, popiliśmy, ja się z goryczy poryczałem, że chyba mam wygląd kapusia, więc zapuszczę brodę albo nie wiem, co zrobię.

    Na szczęście pan major się już nie zgłosił.

  61. @Slawczan 18 czerwca o godz. 11:29
    Prawda to czy prawda alternatywna? To o tym ksiądzu?

    A o prezydencie Wałęsie? Prawda to czy prawda alternatywna?

    @Sławczan, ja w spisie IPNu własnego ojca znalazłem.
    Raczej on, bo data urodzenia się zgadza i pseudonim miał być jego drugim imieniem.

    „Teczka pracy tajnego współpracownika” ma datę poczatkową na samym początku lat 70-tych a końcową w rok potem.

    Obie daty w kilka lat po rozwodzie rodziców, ze 7-8 lat po wyprowadzce ojca z domu.

    Z tego co wiem, wtedy był jeszcze cywilnym pracownikiem wojska, albo właśnie przestał a rozpoczynał pracę w swoim ulubionym wystawiennictwie i (chyba) rozpozynał od robienia (nie mam pojecia czego) na MTP(oznańskich).

    Niby logiczne byłoby jego zapisanie w rejestrach SB, no niby będzie miał codzienne kontakty z zagraniczniakami, ale w takim razie dlatego ma w papierach „współpracę” tylko przez rok? I dlaczego nie ma tam nic w późniejszych latach, kiedy awansował i rzeczywiście w tym polskim wystawiennictwie cośtam zaczęło od niego zależeć?

    A zatem co do tego księdza to wiem tyle co ty.
    Baardzo, ale to bardzo ptzykro mi się zrobiło, jak w spisie IPN zobaczyłem jego nazwisko.

    Wspomnieniem ze stanu wojenngo i „straconej dekady”, z którego byłem do tej pory najbardziej dumny, był fakt kilkukrotnego odprowadzenia tego księdza z budynku kościoła do budynky parafii. Odprowadzaliśmy w kilku kolegów, licealistów i studentów, bo pod samym kościołem zaczęła godzinami parkować oliwkowa nyska z zakratowanymi oknami. Bez milicyjnych czy wojskowych napisów (było to o rzut beretem od dowództwa ŚOWu i w dzielnicy porządek od lat utrzymywało WSW a nie milicja), na cywilnych numerach.
    Z nyski co jakiś czas wychodziło kilku młodych byczków po cywilnemu, krótko ostrzyżonych. Wychodzili sobie zapalić i pozartować. I spowrotem do budy. Tylko buty wszyscy mieli jednakowe.

    Ja miałem w podstawówce kumpla, którego ojciec był milicjantem i razem z kolegą chodziliśmy czasami popatrzeć, jak jego tata ćwiczył boks na hali „Gwardii”. Mój ojciec dawno temu „wyrobił mi chody”, czyli „wujków” w „Śląsku”. Zwykle chodziłem na basen, ale kilka razy byłem na treningu i na meczach piłkarzy ręcznych.

    W skrócie, – przechodząc koło byczków z nyski wyobraźnia podpowiadała mi obrazki z hali „Gwardii” i „Śląska”.

    Kilku licealistów i student „ochraniających” księdza,… śmiechu warte. Szczęki by nam połamali w trzy sekundy.

    Robiłem w majty ze strachu, żeśmy wtedy nie scykorowali.

    A teraz czytam na stronie IPNu, że być może i oni i ksiądz sobie jaja robili. Wspólpracownicy z tej samej listy płac.

    Tylko kilku naiwnych młodzików uważało się wtedy za bohaterów walczących o lepsza Polskę.

    Tfu, a nie wspomnienia.

  62. jakub01

    Jakubku, dziś – drobiażdżek. Z powodu upalność przejechałem się tylko sprawdzić, czy jest jeszcze w sklepie dmuchany jednoosobowy kajak, a w drodze powrotnej skontrolowałem dwie peryferyjne dzielnice: Rokosowo i trochę Dzierżęcina – na południowy wschód od Koszalina. Tam las jest w mieście i miasto w lesie. To morena czołowa, która się ciągnie może do Mińska i na Kamczatkę. Takie się mnóstwo dookoła Koszalina buduje, że głowa boli. Ale i są wilgotne i ponure zakątki Kłapouchego – te mi najbardziej tego. Zobacz.
    Szumy z miasta jednak dochodziły do czułego mikrofonu zmartwiona, dopiero przy jeziorze albo głęboko w lesie mam ciszę.

    https://photos.app.goo.gl/VaxtagewyFuwzdws6
    https://photos.app.goo.gl/KqEAVbVNRLU6pQ8s6

  63. Urodziny Wodza

    Gdy raz w roku naród wstaje
    Z kolan, co to na nich klęczy,
    Wyraz swej miłości daje,
    Nie narzeka i nie jęczy,

    Lecz radośnie i miłośnie
    Patrzy w twarz natchnioną wielce
    I wyraża wielogłośnie
    Zachwyt tym, co ma w butelce,

    To wiadomo wszem i zawszeć,
    Że to wodza urodziny,
    I że każdy musi patrzeć,
    Bo on skutkiem jest przyczyny,

    Że się w kraju dobrze dzieje,
    Bo kulturą rządzą mnisi,
    I że trzebią w końcu knieje,
    I że wszędzie teraz wisi

    Jego portret przystrojony
    Kwieciem, zielem i różańcem,
    A on na nim zamyślony,
    Bo narodu jest kagańcem.

    W tym jest właśnie stanu racja:
    Choć się wstrząsa od gorzały,
    To ma dzisiaj polska nacja
    Taką wielkość w takim małym!

  64. Tejot:jakos ,wydaje mi sie ze nie potrafie sprawdzic kiedy napisano to= dzisiaj 14.32 czy w 2013 ! Ale fakty :sume podatku kos. rocznego w nastepnym roku odejmuje sie od podstawy do opodatkowania, co w efecie daje 1-2% dochodu rocznego idzie na podatek koscielny!
    Dlaczego Niemcy oddali kosciolom duza czesc opieki socjalnej? Poprostu potrafaia liczyc , bo w kosciolach dosc czesto wiecej ludzi ochotniczo zajmuje sie dzialalnoscia socjalna niz chodzi na msze czy nabozenstwa!
    Na etacie kosciolow oblicza sie pracuje 2,3 mil. prac. w dzialalnosci socjalnej kierowanej przez koscioly!
    Te chopcy w kozich myckach / po slasku/ piszacy tu stale te same dyrdymalki i to od wielu lat , sa tak ograniczeni intelektualnie , ze nie sa w stanie odpowiadac na proste , ale krytyczne dla nich pytania!Dobranoc Polsko!

  65. Lewy
    18 czerwca o godz. 17:09
    Wow. Nisko się kłaniam za Twój tekst. Jest naprawdę cudowny. Ja nie mogę się pochwalić takim zdarzeniem w czasie studiów. Dopiero w 2009 roku mój kolega ze studiów (lata 70), który został wtedy zwerbowany do pracy w cywilnym wywiadzie MSW i sporo lat spędził jako nielegał na Zachodzie, zwierzył mi się, że byłem rozpatrywany jako kandydat do pracy w wywiadzie. Na przeszkodzie stanęło moje śląskie pochodzenie i realny fakt odmowy wydawania paszportu na „wszystkie kraje świata”, jaki obowiązywał na Śląsku wobec autochtonów, szczególnie że brano mnie pod uwagę do pracy na kierunku niemieckim.
    Cóż, pierwszą wyprawę na Zachód (południowe Włochy) zaliczyłem dopiero w lipcu 1990 roku. Wcześniejsze moje wnioski kończyły się odmowami, bez uzasadnienia przyczyn odmowy.
    Ale do rzeczy. Myślę, ze pan Bóg nie najadł się wstydu za wspomnianego księdza proboszcza. Natomiast spotkało to ówczesnego ordynariusza diecezji katowickiej bpa Herberta, który był człowiekiem surowego wychowania i postępowania. Ten Ślązak, surowo wychowany w domu, uczciwy i prawy do bólu został brutalnie skonfrontowany z realiami dnia zwykłego, zafundowanymi mu przez podległego księżynę na funkcji proboszcza początku lat 80-ch. Ja nie mam żadnych wątpliwości, że bp Herbert nigdy wcześniej nie przeżył takiego afrontu, sprokurowanego mu przez jego środowisko. On potrafił twardo rozmawiać z każdą władzą, każdym jej urzędnikiem, a jego tarczą była jego czystość, prostota i bezkompromisowość. I nagle, ta władza bez wątpliwości konkurująca z Kościołem w walce o rząd dusz mieszkańców ziemi śląskiej, ni stąd ni zowąd przekazała mu upadłego duchownego, zarzyganego w całej okazałości jego osoby.
    Co do Twego paszportu na wyjazd do Szwecji – myślę, że odmawiając kapitanowi C. kartki z informacją o zachowaniu w tajemnicy waszej rozmowy w SPRAWIE PASZPORTOWEJ pozbawiłeś się jego akceptacji wyjazdu, co zaowocowało odmowną decyzją naczelnika wydziału paszportów. Bo dla mnie nie ulega wątpliwości, że ów kapitan C. był funkcjonariuszem, któremu podlegała twoja uczelnia. Bez jego zgody nie było szansy na akcept paszportowca. Do tego zrobiłeś prawie publiczny cyrk informując znajomych o rozmowie. A to z pewnością dotarło do opiekuńczej wiadomości kapitana. Niezbadane są źródła informacji służb specjalnych. Te oficjalne i nieoficjalne.

  66. xpawelek
    18 czerwca o godz. 20:42
    Tejot:jakos ,wydaje mi sie ze nie potrafie sprawdzic kiedy napisano to= dzisiaj 14.32 czy w 2013 !

    Mój komentarz
    Pod artykułem dw.com (Deutsche Welle) na temat podatku kościelnego jest podany autor i data – 21.02.2018
    Pzdr, TJ

    Pzdr, J

  67. zak1953
    18 czerwca o godz. 20:48
    Ależ ja nie mam wątpliwości, że to kapitan decydował, a nie wydział paszportowy. Ja sobie zażartowałem, i brzydko nazwałem kierownika działu paszportowego. Zresztą kapitan C. był „opiekunem” uczelni, ale nie mialem wątpliwości, że etatowy pracownik uczelni czyli personalny, też był bezpiecznikiem. I bawiło mnie, że byc może kapitan C. podejrzewał swojego kolegę o jakieś konszachty ze mną i dlatego chciał się dowiedzieć o to skąd się wzieły te dziwne daty.

  68. Kurcze uzyłem przeklętego nicku. Tanako , ratunku, mój komentarz czeka na moderacje z powodu tego o.r.t.e.k.a

  69. wbocek
    18 czerwca o godz. 18:36
    Wbocku drogi, znając Ciebie od lat z blogu, zapewniam Cię, że absolutnie nie wyglądasz na kapusia. Nawet o.r.t.e.q nic nie znalazł na Ciebie.

    No z kropkami przeszło

  70. Qba
    18 czerwca o godz. 19:55

    Bardzo fajne

    ***
    Nie mam o czym gadać ale może mnie ktoś wyciągnie z Deep Space 9 bo całkiem mnie wciągnęło.

  71. @Nefer
    18 czerwca o godz. 22:26

    Choć odcinki serialu mijają
    I Deep Space wciągnął już wielu
    Dopiero dziś odkryto, że wciągnięci przebywają
    W dupie u murzyna w tunelu

  72. @zak1953
    Nareszcie wylazłam z aresztu i mogę zaszaleć na blogu. 🙂
    Pisz te wstępniaki częściej ja cie proszę, świetnie się czyta.
    Nie wiem czy zazdroszczę balona, bo nogi mi się trzęsą jak wlazę na krzesło, ale widoki są na pewno warte strachu.
    Kiedyś taki balon przelatywał nad naszym domem, pies szału dostał, ganiał, szczekał i opowiadał o straszliwym czymś co było i już nie ma i o.. o … tam poleciało! Nie wiedziałam co się dzieje i dopiero sąsiadka powiedziała mi o balonie lecącym dość nisko, bo miała okno z właściwej strony.

  73. @bubekró
    18 czerwca o godz. 19:19
    Ty nie dawaj takich linków bo jak czytam to mi się coś robi z umysłem…

  74. Z internetów, autora nie znam:
    Duduś – prezydent Pisiorów : Błogosławiona macica, która cię nosiła!
    I ta pierś duża, polska, co cię wykarmiła!
    Błogosławiona pochwa, przez której otworek
    Wyszedłeś na ten padół w pewien piękny wtorek!
    I dlatego też wtorek, najdrożsi rodacy
    Winien być po wsze czasy dniem wolnym od pracy!
    (Kto nie wierzy niech sprawdzi – ten kaczy potworek
    Naprawdę się urodził dokładnie we wtorek:)
    Błogosławione jaja twojego rodzica!
    I plemniki w tych jajach! Bo to jaj tych chcica
    Sprawiła, że ten penis (też błogosławiony)
    Do pochwy świątobliwej został wprowadzony.
    I nastąpił wytrysk w efekcie którego
    Mamy tu prezydenta. Niestety – kaczego:))

  75. Qba
    18 czerwca o godz. 22:54

    No właśnie przebywają i dlatego udają że nie :/ niedługo nie będzie o czym ze mną rozmawiać bo przestałam czytać prasę opiniotwórczą i tvny oglądać

  76. Lewy
    18 czerwca o godz. 21:05
    Zawsze podkreślałem, że diabeł tkwi w szczegółach. Kapitan C. także musiał o tym wiedzieć i prawdopodobnie wnikliwie oglądał wszystkie papierki, jakie mu przedstawiano do wglądu i zaopiniowania. A przecież nawet najlepsza gumka myszka nie była w stanie wytrzeć ewentualnych przeróbek w dokumentach. Sami czasami robimy paści na siebie, ufając w głupotę i bylejakość innych. A to może sporo kosztować. Porządna analiza pokazuje nam prawdę i pozbawia przyjaciół, którzy obrażają się na nas za zbyt analityczne podchodzenie do życia. Dawni milicjanci także mieli pretensje do kierownictwa SB, że podbiera im ludzi z wyższym wykształceniem. A przecież bez studiów wyższych nie można było zostać oficerem. Co wiązało się z poziomem wynagrodzenia. Człowiek po studiach bez stopnia oficerskiego zarabiał połowę tego co jego kolega awansowany na oficera. Ten problem występuje zresztą w tym resorcie do dzisiaj. Tyle, że dzisiaj namnożono rozmaitych służb, dając im jednak odrębną osobowość prawną, przez co trudniej jest zmieniać firmę, czyli np. w ramach awansu trafić z policji do CBA bądź ABW. W PRL-u dzisiaj byłeś milicjantem, jutro służyłeś w SB, a pojutrze mogłeś zostać szefem w milicji. Dzisiaj podobnie może być wyłącznie w PiS-ie.

  77. Ewa-Joanna
    18 czerwca o godz. 23:11
    Przelotu balonu na ogrzane powietrze nie da się ukryć. Raz, że to duże ustrojstwo, bo wysokości dobrze powyżej 20 metrów. Dwa, że hałasuje palnikiem i zawsze zwraca na siebie uwagę. Dolatując do jakiejkolwiek miejscowości, pierwsze co słychać, to szczekanie psów. Cała wiocha, czy miasteczko szczeka. Domowe ptactwo ogarnia popłoch, kury w te pędy biegną do kurnika. Tylko kaczki i gęsi robią to spokojnie i majestatycznie zdążając pod jakieś przykrycie. Dla ptactwa balon jest jak jastrząb, wiszący na niebie i czekający aby zaatakować. Psy odszczekują się zawzięcie, pokazując, że to ich niebo, ale nie przekraczają bezpiecznego odstępu, po którym wyszczekane mogą schować się za róg domu bądź do budy. Psy szczekają zawsze, czy leci się nisko czy wysoko. Ptactwo przy wysokim locie nie reaguje na balon jakby miało świadomość, że ten drapieżnik nie spadnie na nie gwałtownie z nieba. Zwierzyna płowa czyni podobnie. Reaguje wyłącznie na niższy lot.

  78. @zak1953
    Myślę, że to dźwięk powoduje te psie i zwierzęce awantury, podobnie jak fajerwerki czy wybuchy. Coś co one słyszą a my nie.
    Mój pies był bardzo uczłowieczony, dostaliśmy go jak nawet jeść sam nie umiał i tak wrósł w rodzinę, a że był to pies z rodzaju pracujących to i „pracował” jak mógł, głównie w ogrodzie.

  79. Mnie nigdy nikt nie próbował na donosiciela werbować.
    Żonę owszem. W jej akademiku zjawił się milicjant z wezwaniem na komendę miejską. Pognała przerażona, nie wiedząc czy coś przeskrobała. Recepcjonista demonstracyjnie sprawdził jej nazwisko na liście, było podkreślone na czerwono, co ją biedną jeszcze bardziej przeraziło. Zaprowadzono ją roztrzęsioną do gabinetu, wyglądającego jak pokój przesłuchań, z magnetofonem na biurku. Zaraz zjawiło się dwóch facetów, którzy, wbrew obawom, grzecznie się przywitali, co ją trochę wyluzowało. Włączyli magnetofon i zaczęli wypytywać o różne sprawy, wykazując zadziwiającą wiedzę o jej rodzinie, życiu, itp. ale wykręcali się gdy próbowała pytać o powód wezwania. Rozmówka trwała dosyć długo, zanim przeszli do rzeczy – obietnicy ułatwienia studiów, życia i kariery w zamian za współpracę. Nie miała zamiaru wdeptywać w substancję organiczną, choć faceci bardzo fachowo przekonywali i kusili przez prawie godzinę, ale ona jest uparta jak osioł i nie takich przetrzymała. Wreszcie wypuścili, po podpisaniu zobowiązania, że nikomu nie powie. Podejrzewała, że daleki kuzyn, który zrobił zadziwiająco niespodziewaną i szybką karierę na uczelni polecił ją uwadze bezpieczników.

    PS. Już po studiach dowiedziałem się, że jeden z bliskich kolegów był współpracownikiem SB.

  80. Ktos tu napisał, że byli grzeczni i na poziomie. A dlaczegóż nie, kiedy rekrutowali po 68 wśród studentów obiecując szybko mieszkanie i dobrą pracę. 🙂
    Ja tam nie mam żadnych takich wspomnień, ale prawdopodobnie życie zawdzięczam szefowi UB w mieście bo wyciągnął mnie za odzieże z kanału w który radośnie wjechałam na rowerku Bobo. Ojciec by nie doleciał, bo był za daleko.
    Przydało się potem kiedy ojca zgarnęli, na skutek donosu, bo wypuścili dość szybko ‚po znajomości’.

  81. Ponieważ wszelakie obnażanie pedofilów wśród księży,złodziejstwa kleru, złodziejstwa,chamstwa i głupoty pisu spływaja po tych indywiduach jak woda po kaczce, więc chwilowo dam sobie spokój, bo cóż to da, że się odkryje jeszcze jeden przekręt pisu, albo kolejne zgwałcone przez wielebnego dziecko. To tak jakby zdumiewać się, że jakiś ssman zachował się nieladnie i zastrzelił kolejnego Żyda. Trudno, albo suweren zrozumie, że ten pis i kaka do brzydkie mendy i odsunie ich od żłobu, allbo będziemy w czarnej dupie jeszcze przez dziesięciolecia.
    Ale jest światełko w tunelu; cena masła, chleba, pietruszki, mleka wzrasta jak szalona. Jak sie suweren zorientuje, ze te darowane przez dobrodzieja Jarosława pięćsetki, beda warte 5 złotych to chyba go ruszy, bo gwałcone dzieci go na pewno nie ruszą.
    Więc zajmę się jakimś ciekawszym tematem, mianowicie stosunkami męsko-żeńskimi.
    Ale drogi czytelniku i Ty nadobna czytelniczko, wstrzymajcie oddech, nie tak od razu.
    Pan Lewy musi się zastanowić.

  82. Kobyłka u płota, rzekło się. Oto temat zastepczy na sezon ogórkowy.
    Jako mężczyzna, który to i owo przeżył, taki dziadziuś zabytek, poddzielę się z Wami moim życiowym doświadczeniem w sprawach męsko-żeńskich.
    Primo, lubię kobiety, wciąż mnie zachwycają. Podobaja mi się ich pupy, nogi, piersi,ramiona, no i buzie z oczami jak dwie latarnie(trochę zapoetyzowałem, ale niech tam). Oczywiście wolę te mądre od tych mniej mądrych, ale tymi mniej mądrymi nigdy nie pogardzałem. Fajnie jest jak kobieta ma ładną pupe i jednocześnie moge z nią porozmawiac o Kancie, Einsteinie albo Bachu, ale i z tą mniej mądrą też znajdzie się jakiś temat, że księżna Kate nie lubi Meghan, albo, że woli discopolo od Bacha. Zawsze się z taką zgadzałem byle miała te inne walory, o których wyżej wspomniałem.
    Mężczyźni są dla mnie jacyć toporni, jakby wycięci z jednego kloca, w przeciwieństwie do łabędzich szyj kobiet, mają karki goryli, szybko łysieją, a już tyłki i nogi mężczyzn to
    katastrofa, obrzydliwość. Ja nie rozumiem kobiet, że im się coś w mężczyznach podoba. Rozumiem, że sa ppotrzebni dla prokreacji, ale im się rzeczywiście jakoś podobamy. Jest to dla mnie kompletna zagadka.
    Doskonale rozumiem lesbijki, maja one poczucie smaku, estetyki, które koresponduje z moim, ale gejów nie potrafię zrozumiec. Oczywiście ja ich nie krytykuję, nie ich wina, że maja wypaczona poczucie piekna.
    Na blogu obserwuję koleżanki, są inteligentne, lubię je, ale brak mi wglądu w ich ciało. Ale jakoś sobie radzę wyobraźnią. Niejedną prześwietliłem moim przenikliwym radarem, rozebrałem do naga i ….podobały mi się.
    Ale muszę zaznaczyć, że są dla mnie pewne granicę kobiecości, których nigdy nie byłbym w stanie przekroczyc. I tak, nigdy bym nie miał ochoty przeswietlic Szydły, Kempy albo Pawłowicz. Gdyby mi ktoś kazał dokonać wyboru pomiedzy Mazurek i Biedroniem, to wybrałbym Biedronia. Niestety wśród koobiet trafiają się takie potwory, ze nawet ja miłośnik kobiet nie byłbym w stanie tegoprzełknąć.
    Ps
    Gdybym uraził subtelne uczucia dziewic, co to nie zaznały ani razu,to przepraszam, że jestem taką świnią.Ale takim panienkom powiem, że i Rabelais i Boy tez byli świniami. Nawet Sobieski w swoich listach do Marysieński pisałe peany na cześć tej dziurki miedzy nogami Marysieńki no i Chopin też.
    Ps
    Napisałem „primo” a potem nie było „secundo” chyba pora umierać

  83. @zak1953

    Bardzo mi się podoba Twój wstępniak. 🙂
    Ma w sobie humoreskę i żart i krytykę (może, w tej konwencji – krytyczkę) i tak zwane zrozumienie dla człowieka, trochę przewrotności i Kapitana Żbika oraz coś a la moralitecik.
    Razem – niezła dawka.

    Bardzo poczciwy jest proboszcz, glówny bohater. Właściwie, porządny człowiek: swoje auto rozwalił, nie cudze, swój strój roboczy obrzygał nie cudzy; co prawda cudzych żon zażywał, ale przecież własnej nie miał. Jakby miał, to by się może podzielił?
    No i kulturalny mężczyzna, co się w każdej sytuacji znajdzie: mąż wchodzi drzwiami, a on wychodzi oknem i nie muszą się sobie przedstawiać, co ułatwia sytuację. Nie ma niepotrzebnego skrępowania. Może nie proboszcza, onże wszak używał wielu mężatek sakramentalnych, ale męża owej, który pewnie nie używał, skoro dołował – w kopalni. Pardon, chyba należy się wyrazić fachowo: na kopalni.

    I Milicja Obywatelska jakaś taka życzliwia, oraz sam biskup! A z delikwentem poradził sobie jak należy, no i po myśli komisariatu i jego tajnych agentów nie tyle może Królewskiej Mości, a Ludowej Ojczyzny.

    I pomyśleć: tak dobrze było! Współpracy ile trzeba, omijania się – ile konieczne, a każdy w swojej branży robi i wszyscy są zadowoleni.

  84. zak1953
    17 czerwca o godz. 13:52

    Myślę, że trafnie to oceniasz. przypuszczalnie nawet SB z milicja i całą resztą „aparatu represji” miała mniej sił oraz możliwości, a zwłaszcza swobody politycznej do działania, niż się mitomanom po drugiej stronie zdawało.
    Generał Jaruzelski, częściowo z własnej woli a częściowo w spradu po wcześniejszym rozwoju wydarzeń oraz w ramach nieuchronnego trendu, miał niezbyt duże pole manewru do potencjalnych działań przeciw Kościołowi kat, a jednocześnie szukał w nim – i widział – swoistego sojusznika, lub co najmniej mediatora.
    Biskupi to z pewnościa kapowali, tworzyli odpowiednie wrażenie, że „pomediują”, „odniosą się życzliwie”, „przemodlą to” i tak dalej, za co kazali sobie płacić korzyściami. Tak się w tym umościli, że zdeprawowali po krótkiej a zdrowej odsapce od deprawacji (w tym zakresie jedynie) za wczesnego PRL-u.

    W niedawnym wstępniaku pisałem o zaskakującej wypowiedzi abp-seniora Damiana Zimonia, który na oficjalnym, publicznym spotkaniu w katowickim IPN, stwierdził, iż obecne czasy (tzn. wolności) są zdecydowanie trudniejsze dla Kościoła, aniżeli z czasów istnienia SB i pionu IV. Bo istniała pewna przewidywalność działań i skutków.

    Mnie w ogóle nie dziwi ta wypowiedź Zimonia. Wolność, różnorodność, demokracja, są to straszne diabły Kościoła kat. Dwa tysiące lat żyje z tlumienia, blokowania, odmawiania, przerażania owymi diabłami. NIC INNEGO NIE UMIE. Musi to budzić jego lęki i przerażenia, oraz głęboką wścieklicę Oto bowiem ich biznes, uzasadnienie racji ich życia – dla oszukiwanego i okradanego klienta i nie mniej dla nich samych – rozmięka, cieknie, rozłazi się.
    Śmiertenie niebezpieczny trend.

  85. @
    Moze mi ktos pomoc? Nie wiem co porobilam z komputerem ale niektore slowa mam podkreslone czeronym wezykiem. Jak to skasowac?

  86. Tanaka napisał:
    „Mnie w ogóle nie dziwi ta wypowiedź Zimonia. Wolność, różnorodność, demokracja, są to straszne diabły Kościoła kat”

    Mój komentarz
    Do kompletu dodałbym transparentność – integralny składnik demokracji.

    Krycie pedofilii, chowanie sprawców po różnych kościelnych instytucjach, udzielania kanonicznych nagan za karę i usuwanie sprawców z oczu publiczności, to nic innego, jak zaprzeczenie transparentności.
    KK w Polsce brzydzi się transparentnością, a brak transparentności, to zachęta do kłamstwa, zachęta do przekrętów, zachęta najłagodniej mówiąc do incydentów seksualnych.

    Poza tym jak to by było, gdyby transparentność zaistniała w KK?
    Spowiednik, któremu wyznaje się grzechy, miałby ujawniać swoje? To cóż to byłby za spowiednik? Lud mógłby przestać poważać takiego spowiednika.
    Tego rodzaju problemy wizerunkowe każą hierarchom chować głowę w piasek i palić głupa publicznie przez oznajmianie w sprawie czynów pedofilskich w KK, że nie jest tak źle. To tylko promile. Dużo mniej niż wśród świeckich. Po co szkalować kościół.
    Pzdr, TJ

  87. @Lewy
    mile polechtales moja babska proznosc. Alez my uwielbiamy pewnien rodzaj swintuszenia, tylko, ze nie wszystkie sie do tego potrafimy przyznc.
    Ja wszystkich blogowiczow nie potrafie wyobrazic sobie jako starycych, choc o swoim wieku nieraz pisza. Jakos tak mimowolnie widze wszystkich jako ludzi ok. 30-tki. Totez z niejakim zdumieniem przyjmuje wyrazenie -„dziadek”. To chyba zreszta normalna reakcja. Nie ma tu ludzi starych umyslem czy jak kto woli -duchem.
    A co do meskiej urody..hmmm? Mnie nigdy nie podobali sie napakowani kulturysci. Przeciwnie, raczej tacy, w ktorych byl jakis lekko kobiecy wdziek i piekna twarz. A jestem wybitnie hetero i nie lubie bliskosci kobiet nawet w tramwaju. Jest taki obraz Wrobla pt. Siedzacy demon,
    to moj ideal urody meskiej.

  88. @jakub01
    19 czerwca o godz. 17:52
    @
    Moze mi ktos pomoc? Nie wiem co porobilam z komputerem ale niektore slowa mam podkreslone czeronym wezykiem. Jak to skasowac?
    …………….
    Wygląda mi na to, że masz zainstalowany program wykrywający błędy językowe, gramatyczne, interpunkcyjne itp. U mnie tak to działa.

  89. @Optymatyk
    ale to sie wlaczylo dopiero teraz, do tej pory tak nie mialam. Nie mam tez zainstalowanego programu. Np. w tej chwili jest podkreslony na czerwono twoj nick. Rzeczywiscie podkreslone sa tylko te wyrazy polskie, gdzie nie ma znakow diakrytycznych. I co to teraz z tym zrobic? Wolalabym pisac ze znakami ale nie wiem jak? Mam hiszpanski komputer, z hiszpanska trzcionka.

  90. @Ewa-Joanna
    18 czerwca o godz. 23:18

    life is life

  91. @jakub01
    19 czerwca o godz. 18:22

    Coś tam musisz mieć zainstalowane. W końcu piszesz komentarze na blogu 🙂 Wężyk jest ok. Jak sobie jeszcze ustawisz język na polski, to może i diakrytyki się pojawią. Nie wiem niestety z czego korzystasz – przeglądarka/system operacyjny.

  92. Zak 1953,
    pochlebne recenzje Twego tekstu uważam za trafne i tę kwestię zostawiam.

    Pozwolę sobie jednak na pewną uwagę innego rodzaju. Otóż z treści wynika, jakbyś chciał nieco spostponować PRLowską milicję i bezpiekę i przedstawić te służby jako „ciepłe kluchy” na dodatek. Otóż z Twojej opowieści wynika, że x.Niezłomny był dla ówczesnych władz jednostką upierdliwą i nieznośną, którą – z ich punktu widzenia – byłoby warto spacyfikować. Nie ma przesłanek by twierdzić, że biskup Herbert Bednorz był „na kontakcie” SB ale doświadczenia z bezpieką to przecież miał więc pewno się nie zdziwił, gdy postanowiono się z nim skontaktować. Ani pion IV SB dla niego nie był jakąś niewiadomą a i bezpieka znała go, jego charakter, stosunek do niech a więc bezpieka wiedziała, czego po nim może oczekiwać. Skoro stało się tak, że „Niezłomny” już na zawsze zniknął jako niewygodny dla „władzy ludowej” klecha to oznacza, że SB wykorzystała biskupa Herberta instrumentalnie i jego rękami pozbyła się upierdliwego klechy na zawsze. Mało tego, ponieważ sprawa pewnie została zamieciona pod dywan i żaden skandal nie wyszedł w mediach, to bp Herbert stał się osobą od której „czwórkarze” w razie potrzeby mogli się zwrócić o jakiś „wyraz wdzięczności”.
    Przecież to sukces SB-ckiej „czwórki” – nie uważasz? Jednego szkodnika mieli od tego momentu mniej, co sam zaznaczasz ale też „wdzięcznego” purpurata.
    Ten wypadek, to świetnie wykorzystana przez „czwórkę” okazja – tak ja uważam.

    Kiedyś, z pomocą hierarchy próbowano pozbyć się z parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie niejakiego Popiełuszki. Dep. IV MSW doprowadził do tego, że Glemp zaproponował Popiełuszce „misję” w Watykanie na którą tenże w pierwszej wersji się zgodził ale po „głębszym” przemyśleniu Uszatka olał i powiedział, że nigdzie nie jedzie. Glemp był zawsze dupkiem bez autorytetu i dlatego Wyszyński go wywyższył, by lud boży dostrzegł kogo stracił (prymasa tysiąclecia znaczy) i to mu się udało. Dlatego Popiełuszko mógł sobie Glempa ważyć lekce. To tak na marginesie. Czwórka tu poniosła klęskę a na dodatek oszalały ze złości Piotrowski, szajbus z przerostami ambicji Popiełuszkę zamordował, co tę klęskę spotęgowało Piotrowski to podobny gatunek pojeba jak ten student, co zamordował Kristinę. Wyeliminowali osoby, które wg ich mniemania, stanęły im na drodze. (To też tak na marginesie).

    To takie moje luźne dywagacje nieuczesane 😉 .
    Pozdrawiam.

  93. @bubekro
    Mam windows 8,1. Probuje znakow diakr. wg wiki ale mi nie wychodzi.

  94. wbocek
    18 czerwca o godz. 0:37

    Już bym Ci, Pombocku, zaczął objaśniać, jak to jest być prosiaczkiem-niebojaczkiem co do tych wysokości, ale widzę, żeś sam z siebie niebojaczek, w dodatku ostateczny.
    I bardzo dobrze, bo własnie gapię się na foty z lotu ptaka, tfu!, kręcioła Pombocka, i są one bardzo dobre. Całkiem jak światłość.
    Z góry widać plastyczniej, no i nowy powód do zaciekawień materią krajobrazu.
    Czy ten młyn w takim miejscu stoi, że ludność wali się kręcić, czy to jakaś fanntazja właściciela? Miejsce nie wydaje się specjalnie ludne, ale może na biznes wystarczy?

    Wspomniałeś o osiedlu „złodziejówka”, więc mi się włączył licznik i zacząłem badać, czy są gdzieś jakieś niezłodziejówki nad Wisłą. Trochę pewnie jest, ale to wyjątki. Wsie, oblepione wsiami, przy czym te drugie to już nowotwory, to polska specjalność. Zaduszą wieś i będzie spokój.

    Nie mam pojęcia co do ciągnika, w każdym razie to już mocny klasyk i właściwie – zabytek. Wsiowy dinozaur, jak i wieś w ogóle.

    Zaciekawiło mnie to przysypane wydmą wojskowe ogrodzenie. na samej plaży, to chyba było niewielkie, ot na kilka pojazdów, baterię rakiet „ziemia-woda”?

    Pokpiwamy sobie z niekompetencji znikającego patrona wyspopółwyspu imienia JPII i jego mimowolnych budowlańców, ale niespecjalnie lepiej, a może i gorzej jest w Sopocie. Zbudowana, przy końcówce molo marina, fatalnie wpłynęła na dynamikę morza, zupełnie zmieniła układ prądów, co dało taki skutek, że linia brzegowa przy nasadzie molo bardzo poważnie się zmieniła, zaczęły się robić wypłycenia, łachy, swoiste laguny, a na nich zatrzymywać i odkładać materiał biologiczny, który szybko gnije, zwłaszcza w słońcu, śmierdzi, wytwarza bakterie i zarazki, grzebią w nim ptaki, psy i dzieciaki – jest więc problem na nielichą skalę.
    Teoretycznie, władze Sopotu jako inwestor powinny były przeprowadzić zaawansowane badania hydrodynamiczne przed podjęciem decyzji o miejscu i kształcie inwestycji, ale, jak widać, albo nie wykonały koniecznych badań i modelowania, albo zostało to spaprane. Teoretycznie także powinien był tego wymagać Urząd Morski, ale dowody świadczą także przeciw niemu.
    Tak to jest, gdy w miejsce porządnej roboty – świętość.

  95. jakub01
    19 czerwca o godz. 17:52

    jakubku, Cię rozumiem, że się irytujesz, ale przecież ta czerwień, jeśli nie będziesz sobie nią zawracać głowy, nie pójdzie do druku. Abaut ją pies kaukaski.

  96. jakub01
    19 czerwca o godz. 18:44
    A jakbyś wyklepała „klawiatura polska”, pojawi się jakaś propozycja i wtedy mogłabyś przykleić na dolnym pasku, gdzie są narzedzia. Ja mam na pasku polskie i francuskie, a klwiaturę mam polską. Pisze np francuski tekst szybko na polskim, a potem przerzucam się na francuski i tylko muszę pamietać gdzie tam są te wszystkie „e z accent grave” czy c z ogonkiem itp i to wszystko uzupełniam, bo w koncu polski, francuski i hiszpański w 90% procentach uzywa alfabetu łacińskiego.

  97. tejot
    19 czerwca o godz. 18:00

    Tanaka napisał:
    „Mnie w ogóle nie dziwi ta wypowiedź Zimonia. Wolność, różnorodność, demokracja, są to straszne diabły Kościoła kat”

    Mój komentarz
    Do kompletu dodałbym transparentność – integralny składnik demokracji.

    Krycie pedofilii, chowanie sprawców po różnych kościelnych instytucjach, udzielania kanonicznych nagan za karę i usuwanie sprawców z oczu publiczności, to nic innego, jak zaprzeczenie transparentności.
    KK w Polsce brzydzi się transparentnością, a brak transparentności, to zachęta do kłamstwa, zachęta do przekrętów, zachęta najłagodniej mówiąc do incydentów seksualnych.

    Poza tym jak to by było, gdyby transparentność zaistniała w KK?

    Nie robiłem dalszego wykładu pozostając przy zasadach głownych, trafnie dodałeś transparentność jako ich składnik.
    Na pytanie, co by było gdyby transparentność (sama transparentność, bo demokrację, wolność i rożnorodność z tego wykluczam, jako całkowicie sprzeczne z Kościołem kat zasady), odpowiem, że jest z nia podobnie: też sprzeczna, choć może w jakimś śladowym zakresie potencjalnie stosowalna bez wielkiej szkody dla Kkat.

    Kiedyś, gdy abepe Hoser Henryk wdeptywał w ziemię swojego podwładnego, księdza Lemańskiego, zrobiłem przeglad tzw. transparentności. W jednym tylko aspekcie: czy istnieją i co robią tzw. rady pariafialne, czyli potencjalnie bardzo ważne ognisto transparentności.
    robiłem to dlatego, że a stronie interetowej parafii ks. Lemańskiego była informacja o radzie parafialnej, wymienieni byli z nazwiska członkowie rady i – lakonicznie, ale jednak – opisano w kilku zdaniach, czym się zajmuje.
    Nie jest to dowód na transparentną rzetelność księdza Lemańskiego, parafii czy wymienionych członków rady parafialnej, ale chodziaż jakiś ślad, że w ogóle cokolwiek takiego ćwierćistnieje, a może nieco więcej.
    Wśród sprawdzonych przeze mnie kilkudziesięciu parafii, losowo wybieranych w rożnych diecezjach, praktycznie nigdzie nie było niczego porównywalnego z tym, co znalazłem u Lemańskiego. W ogóle ani słowa o jakichś fanaberiach – „radach”, a jak, w może 3 na bodaj 50-60 weryfikacji, użyto słowka „rada”, nic więcej nie było. „rada”, jako maskirowka dla samodzierżawia proboszcza – to jest maksimum transparentności w parafiach. Albo i bez rad, na co komu one?
    O samych kuriach w ogóle nie mówię – biskup rządzi a reszta to przydupasy.

    Tak więc i transparentność jest sprzeczna z Kościołem kat. Tylko jej pozór może mieć rację bytu, nigdy istota, choć podobno, ci mityczni „pierwsi chrześcijanie” to, ho-ho, transparentni byli. Chyba dlatego, że chodzili bez portek.

  98. @Lewy
    19 czerwca o godz. 19:12

    Kieruj, kieruj 🙂 Aż się zląkłem, że nie mam dolnego paska. Ale, uff, nie mam W 8.1 😉

  99. Achtung! Achtung!

    Czarne paski się replikują

    https://oko.press/ksiadz-molestowal-rekolekcje-ksiadz-pedofil/

    Ewa-Joanna – nie klikaj po zmroku

  100. Tanaka
    19 czerwca o godz. 19:01

    Tanako, ja się ze trzy lata temu, jak spróbowałem zanurkować, żeby przejść pod falochronem między słupami, na których stoi i się trochę zmojrałem, że mogę się tam w coś nieprzewidzianego wplątać i nie wyplątać i zrezygnowałem, zastanawiałem się, czy ktokolwiek z projektujących słyszał o działaniu dyszy. Tak właśnie pod wodą myślałem. Że kiedy nie było falochronu, ujście było w czasie sztormów zasypywane. Kiedy jest falochron, ujście jest zasypywane jeszcze bardziej. Toż to elementarne działanie dyszy między słupami. Prąd wody (czy powietrza w jakiejś powietrznej dyszy) jest większy w dyszy niż przed nią i za nią, więc niesie więcej piasku. Między słupami jest wiele dysz, ale największa jest między falochronem a brzegiem. W związku z tym, że prądy w strefie brzegowej są zachodnie lub wschodnie – czyli wzdłuż brzegu – ta wielka przenosi mnogie tony piasku. Przy dłuższych wiatrach zachodnich lub wschodnich naniesie w końcu tyle piasku w przestrzeń między falochronem a brzegiem, że nie daje rady go przenieść poza dyszę, więc się piasek gromadzi i powstają duże płycizny – mam taki materiał, że połowa tej przestrzeni to właściwie pustynia Gobi do chodzenia suchą nogą, a nie mokre morze. Spróbuję znaleźć. Pomyślałem sobie, że tacy sami fachowcy plotą o „prądzie wstecznym”.

  101. @@Tanaka,tejot
    W dzisiejszej Polittyce artykuł Joanny Podgórskiej „Księża i książęta”
    W archidiecezji płockiej księża zażądali od biskupa Libery transparentności. Ośmielili się wysłać do biskupa otwarty list. No i heca, bo biskup uciekł do pustelni aby się wyciszyć, a Franciszek mianował Nycza administratorem apostolskim.
    Chłopaki z podległych parafi wkurzyli się, że biskup żyje jak pączek w maśle w pałacu,a oni muszą zapiernczać zaganiając trzodę do kościoła, harować przy chrztach, komuniach. a całą smietana zbiera biskup. Zobaczycie, że jeszcze w kościele powstaną związki zawodowe. No bo w końcu nie kapitalista biskup, lecz kleszy ploretariat wytwarza ową wartość dodatkowa, o której pisał Marks.
    Żeby Was zachęcić do lektury cytat
    Wśród księży krąży powiedzenie, że podczas wizytacji koperta z pieniędzmi przekazywana biskupowi powinna być stojaca
    Że też im się chce tak ciężko pracować w tym zawodzie, podobno murarze też pedofilą, a nie mają na karku biskupa.

  102. @Qba
    Wiem, tez to znalazlam ale ja mam komputer hiszpanski i nie wszystko rozumiem w tych ustawieniach. Stary mi cos tu pokombinowal dla ulatwienia i tak mi ulatwil, ze sie polapac nie moge. Wychodzi mi np.polska klawiatura przy google ale pisac na tym trudno. No nic, bede kombinowac.
    Dzieki wszystkim za pomoc.

  103. Wbocek,
    a ja w telewizorze widziałem, że przeszło więcej ryb w Jamnie pływa brzuchami do góry! Ty się nie leń na blogu tylko wodę mieszaj.

  104. Mialem z nimi, czyli SBekami pare razy mniejsze, lub ciut wieksze nieprzyjemnosci, a raz smiesznosc mialem. Opowiem o smiesznosci.

    Dostalem powolanie do woja, a ze jakos odeszly ode mnie plany zyciowe, to sie zdecydowalem nie migac i odbyc. „Piora” co je mialem do tylka dlugie, sprzedalem fryzjerowi z Europejskiego na peruki, wiec mialem sie za co pobawic ze dwa tygodnie. Szybko minelo, kasa sie skonczyla. No niemal sie konczyla i jakos musialem „zabic” popoludnie przed wyjazdem do jednostki. Pijany nie mialem zamiaru przyjezdzac, wiec kulturalnie postanowilem je spedzic i z licznych mozliwosci, skuszony tytulem i wspomnieniami milymi, udalem sie do Muzeum Archologicznego na wystawe p.t. „Zbiory archeologiczne Narodowego Muzeum Szczecinskiego. Wspomnienia mialem z sezonu wykopaliskowego spedzonego na Wolinie. Dotarlem do Arsenalu, gdzie sie miescilo i nadal miesci muzeum i w kolejce do kasy napadla na moje oczy wywieszka, ze „Szeregowi WP wchodza za darmo”, znaczy sie bez wykupywania biletu. No to majac w kieszeni powolanie i bilet, to ja sie juz czulem tym szeregowym WP i bylem calkowicie pewien, ze mi sie ten darmowy wstep, jak najsluszniej nalezy. I jak przyszla moja kolej, to bez cienia watpliwosci w glosie o ten darmowy bilet dla „szeregowcow WP” poprosilem. Pani z kasy poprosila o Ksiazeczke Wojskowa, ktorej nie mialem oczywiscie, ale to mnie nie zrazilo i wyciagnalem powolanie na dokladke bilet i zaczalem dokumentowac, ze skoro jestem powolany, to mi sie tan bilet nalezy. Pani z kasy miala watpliwosci i zawolala faceta, ktory siedzial gdzies z boku zaczytany w jakiejs gazecie. Niski, napakowany, ogolony na lyso leb, kraciasta marynareczka i okragla puculowata geba dopelniala obrazu. Podszedl, a kasjerka pokazala jemu moje papiery i sie zapytala, czy moze mi dac ten darmowy bilet. Do tej pory jak widzicie wszystko choc „po grudzie” to sie jakos tam trzymalo mojego zamiaru.

    Ale w momencie, w ktorym facet wzial od kasjerki moje kwity, przestalo. Facet nawet ich nie obejzal, wzial i podszedl do mnie.
    – Chodzmy tam na bok powiedzial rozkazujaco i wskazal odlegle od kasy okno.
    Poszlismy, a ja juz czulem pismo nosem, znaczy sie, ze sie robi nieciekawie. Bo facet od pierwszego rzutu oka wygladal na tajniaka i to nie takiego od myslenia, tylko na jednego z tych, od walenia.
    – Sluzba Bezpieczenstwa, powiedzial i dla rozwiania watpliwosci odchylil klape marynarki, gdzie pod spodem, faktycznie byla przypieta, znana tym co ja kiedykolwiek widzieli, tarcza z wytloczonymi literami S B.
    – Dokumenty.
    Wyciagnalem i podalem dowod osobisty, ktory jakis czas studiowal przewracajac krtkami.
    – Co tu robisz? (zapytal podstepnie i inteligentnie)
    Nie chcac zanizac poziomu, rownie inteligentnie odpowiedzialem.
    – Przyszedlem obejzec wystawe.
    Chyba sie ze mnie nie nabijal, ale glowy bym nie dal, bo sie dociekliwie zapytal.
    – Jaka wystawe?
    – No ta ze Szczecina, archeologiczna.
    Chyba mi nie uwierzyl, bo rozkazal.
    – Czekaj tu i sie nie ruszaj.
    A sam poszedl do kasjerki, chyba sprawdzic na jaka wystawe chcialem bilet. Chyba sie nie nabijal, bo czekajac rozgladalem sie po holu i zobaczylem plakat zachecajacy do obejzenia wystawy „Zloto Trakow” ze zbiorow muzeum w Sofii. Wrocil i oddal mi dowod i jednym slowem mnie uwolnil.
    – Spierdalaj! (warknal)
    A ja zamiast szczesliwie spierdalac, stalem.
    – No spierdalaj, powiedzialem. Na co czekasz?
    – Na powolanie i bilet do woja, czekam.
    Daje slowo, ze widac bylo jak sie zmieszal, a co najmniej lekko zaczerwienil. Niemniej siegnal do kieszeni i wyciagnal lekko zmiete papiery. Chwile w nich grzebal, ale sie udalo i znalazl zarowno powolanie jak i bilet…
    – A teraz wypierdalaj! (wydusil przez zacisniete zeby)
    Co prawda sie mi po glowie paletalo, ze jak SBek skonczy, to normalnie kupie i zaplace za bilet i obejze wystawe, ale patrzac na niego, przestalo mi sie paletac i jak radzil tak zrobilem.

    Zamiast na wystawe poszedlem na piwo.

    Pozdrowka
    ~l.

  105. Tanaka

    Mówię, Tanako, tytułem filmiku: Największe, jak dotąd zaszpuntowanie kanału Jamneńskiego, czemu budowa falochronu za 18 milionów, na którym czasem siaduję okrakiem (kategoryczny zakaz!) miała zapobiegać. Bywa, że idę do niego po pas w wodzie, a przy samym falochronie po szyję, tym razem obcas się nawet cały nie zamoczył. Dalej na filmiku widać obudowaną palami końcówkę kanału. Czyli piach wszedł daleko w kanał. Koparka z mojej firmy melioracyjnej miała przez dziesięciolecia robotę przy udrożnianiu. Ma i teraz. Nic się nie zmieniło, tylko moja firma upadła i robi inna koparka. Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję.

    https://photos.app.goo.gl/7LNp6GfLqcWiuNPg9

  106. wbocek
    19 czerwca o godz. 20:34

    Jesli przekopia Mierzeje Wislana, bedzie identycznie jesli nie beda stale i na okraglo wybierac i poglebiac. Bo Mierzeje uformowal i formuje stale, ten sam prad przybrzezny, co zatyka Kanal Jamnienski.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Ale fajnie popatrzec choc … Dzieki.

  107. tejot
    19 czerwca o godz. 18:00
    Drogi TJ-cie. Myślę, że każdy biskup chciałby mieć transparentność poczynań religijnych, społecznych i finansowych swych księży. Oczywiście mówimy o transparentności wewnętrznej, wyłącznie na własne – kurialne – potrzeby. Osobiście nie dziwię się księżom, że nie są zainteresowani społecznym nadzorem nad swymi działaniami. Podobnie czynią prawie wszyscy przedsiębiorcy, zatrudniający ludzi. Nie cieszy ich konieczność płacenia podatków, przestrzegania przepisów pracowniczych, BHP i kilku innych kwestii. Największe światowe konsorcja wg mnie już dawno ten problem rozwiązały i jeden diabeł wie, gdzie oni płacą podatki i w jakiej wysokości. A Kościół jest taką światową instytucją, gdzie część kasy rzeczywiście podróżuje pomiędzy rozmaitymi episkopatami, służąc zarówno celom zbożnym jak i szatańskim.
    Co do twoich wątpliwości spowiedniczych. Każdy spowiednik spowiada się okresowo innemu. Generalnie obowiązuje tzw. tajemnica spowiedzi i nie problemu z wyniesieniem uzyskanych informacji na zewnątrz. Przypomnę jednak (na wszelki wypadek), iż większość krajów ma zapis w swoich kodeksach, iż informacje pozyskane od księdza bądź adwokata nie mają wartości prawnej w ewentualnym postępowaniu procesowym. Swoje informacje o zboczonych, niemoralnych księżach, Kościół posiada na ogół z innych, aniżeli spowiedź źródeł. Jaka jest wielkość rozmaitych aberracji w ramach kościołów? Niestety, większa od przeciętnej dla społeczności danego kraju. Oczywiście rozkład jest rozmaity w zależności od rodzaju badanego czynu. Pisanie i mówienie o tych problemach nie jest szkalowaniem Kościoła. Chyba, że ktoś rozpętuje odrębną kampanię zwalczania określonych negatywnych zachowań wyłącznie wewnątrz danej, konkretnej organizacji religijnej. Ale wtedy mamy do czynienia z nierzetelnością i złą wolą.

  108. lonefather
    19 czerwca o godz. 20:41

    Zgadza się. Identycznie myślałem o całym rowczaku przez mierzeję, ale ujście będzie najbardziej zamulane. Różnica może być tylko w podejściu…ęą…fachowców. Ci od kanału Jamneńskiego nie musieli się chyba pod rządami PO za bardzo bać, skoro były przekręty i w konsekwencji aresztowania jeszcze za rządów PO. Ci od pisowskiego rowczaka chyba są pod większą presją, więc może musieli tak obliczać, żeby było zgodnie z niezłomną wolą Jarka, a nie z obliczeniami..

  109. lonefather 19 czerwca o godz. 20:18 pisze: – Sluzba Bezpieczenstwa, powiedzial i dla rozwiania watpliwosci odchylil klape marynarki, gdzie pod spodem, faktycznie byla przypieta, znana tym co ja kiedykolwiek widzieli, tarcza z wytloczonymi literami S B.

    Lonefather,
    Służba Bezpieczeństwa nie miała odznak identyfikacyjnych „z wytłoczonymi literami SB”. Odznaki identyfikacyjne z wypukłymi literami MO i wklęsłym numerem, przykręcanym do skórzanego paseczka z oczkiem mieli funkcjonariusze MO. Mogli ją nosić pod klapą marynarki, fakt ale też pasek z oczkiem służył do przypinania do kieszeni munduru. Poza tym, to w SB byli w większości ludzie z wyższym wykształceniem a co najmniej po maturze i 2 latach szkoły zawodowej w Szczytnie lub Legionowie, potem przekształconych w wyższe zawodowe. I chcesz nam tu powiedzieć, że tacy goście czytając gazetę pilnowali kasjerek w muzeum?
    Lonefather, weź no kurczę blade wymyśl jakąś inną historyjkę albo kontynuuj, to się chichrać będziemy dalej bo na razie to pitolisz jakby Cię co pogło 😉

  110. legat
    19 czerwca o godz. 18:31
    Problem z księdzem Niezłomnym polegał na braku u niego tzw. Kindrsztuby. Kiedy został księdzem wydawało mu się, iż znalazł się w kręgu wybranych, wtajemniczonych osób, wokół których się skacze i szanuje, za sam fakt bycia pomazańcem bożym. Nie wiem czy miałeś kiedyś do czynienia z tą grupą. Bo gdybyś miał, to zarejestrowałbyś ogromną selektywność ich codziennych zachowań. Po wyświęceniu, na ogół nie sprzątają, nie gotują i nie robią wielu czynności, które każdy z nas wykonuje, aby móc normalnie funkcjonować w społeczności. Od czasu objęcia probostwa jego ego poszybowało hen w górę, niestety, pozostawiając w dole zasady kultury i ogłady. Psycholodzy, nazywają takich osobników pojęciem „narcyzów”. A Niezłomny pewien swej ważności i wyższości nie krył się ze swym samouwielbieniem. Jako proboszcz podrzędnej parafii, dla SB nie przedstawiał prawie żadnej wartości operacyjnej. Jednak niektóre jego zachowania, wymuszały wizyty terenowego przedstawiciela IV-ki. Z funkcją prewencyjną, chociaż pozyskanie go jako ewentualnego osobowego źródła informacji, być może rozwiązało by te problemy. Jednak z uwagi na jego cechy osobowe, było to kłopotliwe. Stąd kiedy wyłożył się tak spektakularnie, kierownictwo postanowiło jak w tekście. Biskup Herbert Bednorz, nigdy nie współpracował z organami państwa. Był człowiekiem wysokiej wiary oraz surowej wewnętrznej dyscypliny. Absolutne przeciwieństwo Niezłomnego. Realnie, to przekazanie było policzkiem dla biskupa, pokazującym mu odmienne oblicze podległego biskupowi księdza. Stąd i jego reakcja, skądinąd spodziewana.
    Co do sprawy ks. Popiełuszki to trudno w tym momencie o tym pisać. Nadal są pewne niejasne kwestie. Może kiedyś pokaże się coś z archiwów Kościoła, co rozjaśni wątpliwości. Na razie o tym nie słyszałem. Co do Piotrowskiego, to słyszałem o nim akurat inne opinie, aniżeli przez ciebie wyrażona. Ale tak bywa kiedy przykłada się uszy do różnych ścian.

  111. legat
    19 czerwca o godz. 20:00

    Tele nie oglądam, a na wodzie byłem wczoraj. Nie widziałem ani jednej ryby do góry brzuchem. Dopiero potem, jak rowerowałem dookoła Jamnika widziałem na plaży do góry brzuchem panienki. Cóż mogę powiedzieć – nic nie powiem, bo z żalu się rozpłaczę.
    Teraz jest trochę inna sytuacja niż w tamtym roku, kiedy w czasie upałów jezioro się okropnie wypłyciło i woda była tak gorąca, że idąc do okrętowego garażu w ćcinach, trząsłem się ze strachu, że coś mi się na twardo ugotuje. Teraz jest o wiele więcej wody, zwłaszcza po opadach, więc ryby się jeszcze nie gotują. Ale nie chwalmy dnia przed zimą.

  112. @jakub
    Prawdopodobnie włącza ci się polski słownik ortograficzny. Prawy klik na podkreślone słowo, wybrać właściwą pisownie i kliknąć lewym klikiem. Poprawi się i zniknie z tego słowa. I tak z następnym… 🙂

  113. @zak1953 19 czerwca o godz. 21:06

    Porównywanie kaka z normalną korporacją jest o tyle chybione, że żadna korporacja nie twierdzi, że wywodzi się w prostej linii od człowieka-bożka i nie grozi piekłem tym, którzy nie podporządkują się jej dyktatom. Celem korporacji jest wydrapanie za wszelką cenę maksymalnego zysku – i tylko tyle. Istnieją, rzecz jasna, oczywiste podobieństwa – ale różnice są, że tak powiem, dość zasadnicze. Korporacje, przynajmniej w sensie prawnym, mają pieniądze, płacą podatki i często nawet ponoszą odpowiedzialność za krzywdę ludzi i degradację środowiska. Organizacje religijne funkcjonują na innych zasadach.

    Podobnie można dyskutować o tym, czy Watykan jest tożsamy z kaka i czy tym samym kaka zasadnie korzysta z przywilejów należnych państwom. Również i w tym wypadku kaka pragnie mieć ciastko i zjeść ciastko, domagając się eksterytorialności placówek i przywilejów dyplomatycznych (poczta!) a równocześnie udając, że ma na względzie jakieś (hi hi!!!) zaswiatowe cele i dlatego „nalezy mu sie” to i owo.

    Twoje ostatnie zdanie o „nierzetelności i złej woli” zabrzmiało mi cokolwiek dziwnie. Czy w takim razie dokument Sekielskich powinien traktować również o pedofilii wśród nauczycieli i sportowców – w interesie rzetelności i równowagi? No bez przesady.

    Prawda jest taka, że bez względu na porównania do tego czy owego kaka jest jednak zjawiskiem bez precedensu, nawet jako organizacja religijna. Żadna inna religia nie podszywa się pod miano państwa i nie domaga się z tego tytułu ekstraordynaryjnych przywilejów.

  114. @zak1953 19 czerwca o godz. 21:39

    Mała poprawka: „Po wyświęceniu na ogół nie sprzątają?” Przez całe seminarium mają ugotowane, uprane i nie są obciążeni żadnymi problemami bytowymi.

  115. Lewy
    19 czerwca o godz. 19:53

    Tak, czytałem ten tekst.
    jak tylko gruchneła wiadomość, że biskup postanowił się udać na półroczne wywczasy w „eremie” kamedulskim, jasne już było dla mnie, że musiał drastycznie narozrabiać i szuka teraz ratunku w krzakach.
    Podobno – tak było w tekście – Libera zwiał w krzaki nie z powodu listu otwartego swoich podwładnych, ale czegoś innego (bo w krzaki chciał wcześniej niż się list ukazał). Bzdura, poczuł pismo nosem.

    W tekście „Polityki” czytamy, że autorzy listu otwartego oświadczają, że „mają swoją godność”. To bardzo ciekawie użyte sformułowanie. Pewnie: każdy człowiek ma swoją przyrodzoną godność – jak poucza Kościół kat. Z przyrodzeniem to może nie dyskutujmy, ale z całą resztą, to obowiązkowo trzeba.

  116. lonefather
    19 czerwca o godz. 20:18
    Fajnie się czytało. Ale to wg mnie pic. A facet wcisnął tobie niezły kit, w stylu agenta policyjnego z przygód dobrego wojaka Szwejka.

  117. jakub01
    19 czerwca o godz. 19:54

    hola! Jeżeli masz hiszpańską wersję językową Win8 wykonaj test: napisz poprawnie słowa w j. hiszp, a potem powtórz je z błędami. Jeżeli masz teraz te czerwone glizdy to znaczy, że jest OK, tzn masz włączoną opcje autokorekty dla j. hiszp. Można ją wyłączyć i sprawdzić ponownie, ale jak to albo znasz perfect hiszp. albo musisz sama prześledzić w podpowiedziach microsoftu w j. ang i powtórzyć sekwencje / pozycje w swojej wersji językowej.
    Co dalej to zależy jakiego używasz edytora (Word?) i czy piszesz w nim bezpośrednio, czy może kopiujesz teksty z innych źródeł. Generalnie to jest uciążliwa duperela, którą przestawić jest łatwo jak zwrotnicę o ile się wie, gdzie jest górka rozrządowa. Jeżeli dotąd nie masz rozwiązania, podaj z jakiego korzystasz edytora i w jakim jest obecnie ustawiony języku. Coś bliżej napisała powyżej @Ewa-Joanna, ale to żmudna technika i chyba nie o to ci chodzi?

  118. Na marginesie
    19 czerwca o godz. 21:59
    A jednak w samych Stanach Zjednoczonych AP, ta korporacja musiała wypłacić potężne odszkodowania, których skutkiem było bankructwo jednej z diecezji.
    Co Sekielskich, ich film dotyczył konkretnych spraw i osób, przy czym oni nie twierdzą, że w innych środowiskach nie spotykamy się z takimi zjawiskami. Myślę, że kwestia pewnych proporcji w opisie.
    Watykan jest traktowany jako samodzielne, niezależne państwo. Jest podmiotem prawa międzynarodowego, którego głową jest papież. W obrocie międzynarodowym z innymi państwami podpisuje rozmaite umowy. Jedną z nich są konkordaty – bilateralne umowy z różnymi krajami.
    Jeśli chodzi o kleryków, to seminarium było ostatnim miejscem, gdzie sami musieli dbać o porządek. Wyświęconemu już nie wypadało brudzić sobie rąk doczesnymi staraniami.

  119. zak1953
    19 czerwca o godz. 21:06

    tejot
    19 czerwca o godz. 18:00
    Drogi TJ-cie. Myślę, że każdy biskup chciałby mieć transparentność poczynań religijnych, społecznych i finansowych swych księży. Oczywiście mówimy o transparentności wewnętrznej, wyłącznie na własne – kurialne – potrzeby. Osobiście nie dziwię się księżom, że nie są zainteresowani społecznym nadzorem nad swymi działaniami.

    Jeśli biskup chciałby mieć transparentność swoich księży, to by ją miał. Biskup wszystko może. Nie co do skutku, ale co do zasady. Jest, na swoim terenie, władcą absolutnym i musiałby zrobić coś równie absolutnie horrendalnego, żeby się nim papież zajął. Reszta, do niego należy.
    Ale biskup nie chce. Mętność, to w Kościele kat jego zasada główna i jego istota bytu. Przecież mętnością jest sam bozia, a w wraz z nim – wszystko. Biskup w ogóle nie ma pojęcia, co to takiego ta transparentność. Nigdy, w całym życiu, jej nie zaznał, a żeby został biskupem, musial się w mętności okazać nadzwyczajny.
    Biskup albo stawia zadania: ma być/ma nie być! , albo nawet bez słow wzyscy się domyślają, czego się biskup spodziewa. Odgadują to z powietrza, czyli Ducha Świętego.
    Proboszcz ma mieć: stojącą kopertę i całą resztę. Jak to zrobi – jego rzecz. Ma zrobić, nie jęczeć, nie stękać, bo wtedy kariery nie zrobi, a będzie z nim gorzej.
    Zwykły czlonek kleru też nie chce transparentności i tak samo jak biskup nie ma o niej pojęcia. Jest w tym też znakomity interes wspólny i interes wewnętrzny: kto z zewnątrz usiłuje się rozeznać jak działa Kościół kat i czym realnie dysponuje, trafia w bagno owej mętności – i tonie, albo się niepyszny wycofuje.

    Jaka jest wielkość rozmaitych aberracji w ramach kościołów? Niestety, większa od przeciętnej dla społeczności danego kraju. Oczywiście rozkład jest rozmaity w zależności od rodzaju badanego czynu. Pisanie i mówienie o tych problemach nie jest szkalowaniem Kościoła. Chyba, że ktoś rozpętuje odrębną kampanię zwalczania określonych negatywnych zachowań wyłącznie wewnątrz danej, konkretnej organizacji religijnej. Ale wtedy mamy do czynienia z nierzetelnością i złą wolą.

    Nie bardzo jest dla mnie jasne, o czym mówisz z tą nierzetelnościa i złą wolą. Czy możesz to rozwikłać?

  120. zak1953
    19 czerwca o godz. 21:06
    Co do twoich wątpliwości spowiedniczych. Każdy spowiednik spowiada się okresowo innemu. Generalnie obowiązuje tzw. tajemnica spowiedzi i nie problemu z wyniesieniem uzyskanych informacji na zewnątrz. Przypomnę jednak (na wszelki wypadek), iż większość krajów ma zapis w swoich kodeksach, iż informacje pozyskane od księdza bądź adwokata nie mają wartości prawnej w ewentualnym postępowaniu procesowym. Swoje informacje o zboczonych, niemoralnych księżach, Kościół posiada na ogół z innych, aniżeli spowiedź źródeł. Jaka jest wielkość rozmaitych aberracji w ramach kościołów? Niestety, większa od przeciętnej dla społeczności danego kraju. Oczywiście rozkład jest rozmaity w zależności od rodzaju badanego czynu. Pisanie i mówienie o tych problemach nie jest szkalowaniem Kościoła. Chyba, że ktoś rozpętuje odrębną kampanię zwalczania określonych negatywnych zachowań wyłącznie wewnątrz danej, konkretnej organizacji religijnej. Ale wtedy mamy do czynienia z nierzetelnością i złą wolą.

    Mój komentarz
    Jeśli chodzi o transparentność i autorytet moralny Kościoła, to wskazałem na problem wizerunkowy, z jakim mają do czynienia hierarchowie ilekroć zdarzy się jakaś wpadka z molestowaniem nieletnich przez duchownych.

    Tym problemem jest erozja zaufania wiernych do Kościoła, która jest napędzana ujawnianiem takich wpadek, a jeszcze bardziej ukrywaniem czynów lubieżnych dokonywanych przez kapłanów z nieletnimi, ich ochroną, by się nic nie wydało, przenoszeniem do innych miejsc, itd. Co po dłuższym czasie wychodzi jak szydło z worka.

    Dlaczego zwierzchnicy tych kapłanów to czynią, to ukrywanie? Dlatego że zależy im na wizerunku KK, na idealistycznie pojmowanym, niemal bajkowo widzianym przez dużą cześć wiernych kościele, który jest nauczycielski, przykładny, niewinny i święty. Każdy przypadek molestowania seksualnego dzieci wiernych przez duchownych plami, podważa ten wizerunek i wywołuje wzrost nieufności do Kościoła.

    Hierarchowie jak dotychczas stosowali taktykę zamiatania pod dywan, kręcenia, chodzenia w zaparte w sprawie czynów pedofilskich, ukrywania ich, wypychania wiadomości o nich na daleką bocznicę, a także, co jest już groteskowe, wyjaśniania ludziom, że dzieci same lgną do księży, a jak powiedział niedawno prokurator PiSowski, główny reformator prawa w Polsce – Piotrowski – to nic innego, jak tylko siadanie na kolanach, tulenie się (każde dziecka ma chęć się przytulić do starszego) oraz takie tam ciumkanie.

    Transparentność, jeśli ma być, to nie zostanie dobrowolnie przyjęta i wprowadzona przez ogół duchownych. Może być wymuszona poprzez prawne działania, poprzez obywatelskie domaganie się jej (co w Umęczonej jest bardzo trudne do wyobrażenia) oraz przez powstanie jakiejś masy krytycznej, poza która nie będzie już odwrotu. Na razie takiej masy nie ma, lecz nie mówmy hop.

    Jeśli chodzi o instytucję spowiedzi, to ważne jest, co sobie pomyślą o tej posłudze wierni, jeśli dowiedzą się, że ksiądz chodził na ksiuty, czy kochał ministrantów (inne czynności), lecz nie czuł się nie w porządku, ponieważ chodził do kolegi i się spowiadał po to, żeby być czystym i odprawiać msze z odpuszczonymi grzechami.

    Z punktu widzenia istnienia tego obrzędu (spowiedź), z punktu widzenia Kościoła transparentność jak dotychczas był w KK pełna, ponieważ każdy grzesznik kościelny mógł się wyspowiadać, dostać rozgrzeszenie i mieć w pełni oczyszczone serce i duszę. Nic nie miał do tego prokurator ani sąd.

    To jest dokładnie ten sam problem, który poruszył 500 lat temu raczkujący protestantyzm.
    Wierni KK w Umęczonej nie są aż tak zainteresowani dziejami KK oraz Pismem Świętym, żeby tracić czas na jakieś rozważania typu – czy ksiądz molestujący wierną udzielił Brajanowi i Dżesice ważnego ślubu, a jeżeli ważnego, to dlaczego kazał przysięgać podczas ceremonii uroczyście takie tam, a sam regularnie odwiedzał swoją tajną konkubinę, a co gorsza jego kumpel zwabiał do domu chłopaczków na rozmowy. Potem się wyspowiadali i co? Do następnego razu? To jaką wartość mają posługi udzielane przez takich księży? Oraz nauki moralne przekazywane naszym dzieciom od najmłodszych lat? Tu nie wchodzi w grę żaden problem teologiczny, na jaki protestanci zwrócili uwagę.
    Tu chodzi o zwykłą, najprostszą, a rażącą niezgodność, która każdego bije po oczach i może się przełożyć na wiele różnych działań, zwątpień, odstępstw, na zburzenie autorytetu KK, zniszczenie jego wizerunku. Tę niezgodność ukrywał i pielęgnował niemal przez dziesiątki lat Kościół. Dzisiaj zbiera owoce.

    Jeśli chodzi o komentarze niektórych hierarchów KK dotyczące częstości występowania czynów pedofilskich w KK, o dokonywaną przez nich analizę statystyk budowanych na podstawie dobranych danych i o wmawianie ludziom tezy, że w KK czyny pedofilskie, to jest tylko promil, ułamek, dużo mniej niż wśród świeckich, np. tacy murarze, to
    tego rodzaju wyjaśnienia obracają się przeciwko KK, bowiem wyziera z nich obłuda, hipokryzja oraz chęć zamazania, bagatelizowania, zaprzeczenia, że istnieje problem, który polega na ukrywaniu przez zwierzchników przypadków czynów pedofilskich w KK, chronieniu ich sprawców- kapłanów, tuszowaniu ich czynów, itd.
    Pzdr, TJ

  121. Lewy,
    machnij ty jakiś wstępniak męsko-damski, niech ja się z tobą pokłócę, bo od tych biskupów i watykanów to już wszystko opada nie tylko cycki!

  122. zak1953
    19 czerwca o godz. 22:09

    100% autentyk. Nie smiem wciskac kitu, czy innej ciemnoty. Ja mam aspergera i zwyczajnie jestem niezdolny. Albo jak bylo, albo nic.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Moglem pomylic slowa wypowiedziane, poza „spierdalaj”, czy „wypierdalaj”, ale nie pomylilem znaczen wypowiedzianych. Opowiedzialem tak, jak bylo …

  123. zak1953
    19 czerwca o godz. 22:09

    On nie wciskal zadnego kitu. On byl ES-bek jak malowany. Wrecz przykladowy przyklad ES-beka od walenia. Wiem co mowie, bo mialem nieprzyjemnosc spotkac tych od „walenia” i tych od mamienia.

    Pozdrowka
    ~l.

  124. wbocek
    19 czerwca o godz. 20:34

    widzę, żeś się fachowo ukłonił patronowi Lolkowi imienia JP II, a łacha, fakt – imponująca, z zadławionym kanałem, takoż.
    Ratownicy przestrzegają, można to łatwo zobaczyć, ale ludność wie swoje i lubi się utopić: między palami tworzą się dysze, jak to nazywasz, choć może precyzjniej będzie powiedzieć turbiny.
    U mnie tego nie ma, ale na środkowym wybrzeżu tego chyba pełno: łamacze fal, zrobione z rzędów pali wychodzących w morze. Przy samych palach woda może być zdradziecko głęboka. 2-3 metry obok, po kolana, a przy palach nakryje. Prąd wody, właściwie obojętnie z której strony idący, bo albo prze, albo wyciąga, wytwarza wysokie ciśnienie między palami i woda wymywa podłoże, wynosi je w różnych kierunkach, tworząc łachy bliżej lub dalej i jednocześnie – głębie.

  125. legat
    19 czerwca o godz. 21:30

    Widzialem na wlasne, osobiste oczeta, 3 (trzy) takie odznaki. Tarcza, skrzyzowane miecze, a „nad nimi” jeszcze silniej wytloczone S B. Pierwszy raz widzialem w 1975, w lipcu, gdy 22go wrocilem z Bieszczad do Wawy. Drugi raz, w opisanym zajsciu. Pozniej widzialem trzeci raz, w okolicznosciach przyblizonych.

    Pozdrowka
    ~l.

  126. legat
    19 czerwca o godz. 21:30

    Nieuwaznie czytales….

    On nie pilnowal „kasjerek w muzeum”, on pilnowal tej wystawy „Zloto Trakow” co nieszczesliwie dla mnie miala miejsce jednoczesnie z wystawa, na ktora ja chcialem pojsc.

    Pozdrowka
    ~l.

  127. wbocek
    19 czerwca o godz. 21:24

    heheheehheee … „zgodnie z wola Jarka…. ”

    Sam wiesz lepiej niz ja, ze nie ma matemtyki na takie oblicznia, jak „wola Jarka”, wiec bedzie zanosic piaskiem rowno, a moze jeszcze rowniej.

    Pozdrowka
    ~l.

  128. @zak1953 19 czerwca o godz. 22:24

    Watykan jest traktowany jak samodzielne, niezależne państwo

    Jest tak traktowany kurtuazyjnie, bo nie jest ani samodzielny, ani niezależny – np. usługi komunalne z konieczności świadczy mu Stato d’Italia. Watykan nie ma przyrostu naturalnego i brak mu też innych okoliczności, jakich wymaga się od normalnego państwa. Status „państwa” jest dla Watykanu wygodny, dlatego kaka trzyma się go zębami i pazurami.

    Co do rzekomego „rozgraniczenia” Watykanu od kaka (bo Watykan miałby być państwem, a nie organizacją religijną?) to w istocie jest ono fikcją, choćby ze względu na „unię personalną”, czyli tożsamość kluczowych funkcjonariuszy. Z racji swojej „państwowości” Watykan domaga się udziału w gremiach międzynarodowych. Na razie odmówiono mu pełnego udziału w ONZ, ale naciski nie ustają. Kaka walczy.

    Że „korporacja” zwana kaką musiała wypłacić odszkodowania – to rzecz nowa, nawet w USA. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu pozwanie xiunca przed sąd było nie do pomyślenia. Ale przede wszystkim wypłacenie odszkodowań nie dowodzi, że kaka jest tożsamy z normalną korporacją i że powinien być traktowany na tych samych zasadach i oceniany według tych samych kryteriów, co korporacje.

    Kaka jest jak kameleon – porównuje się do tego czy owego jak mu wygodnie. W razie potrzeby udaje, że jest państwem, a gdy zostaje posądzony o pazerność – to wrzeszczy, że jest przecie… korporacją. A dla wygody udaje również, że jest wspólnotą nie z tego świata i że istnieje w nim np. jakaś tajemnica… spowiedzi. Bardzo wygodna przy przesłuchiwaniu ofiar sutannowych pedofili. One rzekomo się przesłuchującym „spowiadają” i dlatego potem o niczym ani mru mru… bo bozia pokarze!

  129. Ewa-Joanna
    19 czerwca o godz. 22:49

    Lewy,
    machnij ty jakiś wstępniak męsko-damski, niech ja się z tobą pokłócę, bo od tych biskupów i watykanów to już wszystko opada nie tylko cycki!

    Dlatego bardzo korzystnie jest się udać na plażę. Można się tam zorientować, że oprocz elementów opadających jest imponująca ilość nieopadających. Mówiąc krótko: serce rośnie, czyli sursum corda! – jak zawołał pewien biskup.

  130. Optymatyk
    20 czerwca o godz. 0:11

    Zadne nie jest tym co widziaem.

    Wzor wygladal tak:
    – Tarcza z wglebieniami na gornych rogach
    – Na niej dwa skrzyzowane miecze
    – Nad nimi, gorojace wytlocznie S B

    Prosto. Bez barwnikow. S B dominujace nad mieczami, ale wewnatrz tarczy.

    Tak jak widzialem i zapamietalem.

    Pozdrowka
    ~l.

  131. @lonefather
    20 czerwca o godz. 0:18
    To znaczy, że na użytek własny/(i)służbowy tworzyli (ktoś im to prywatnie robił, to było możliwe) sami dla siebie oznaki wg. swojego uznania, które miały wywierać odpowiednie wrażenie, i robiły to.

  132. Dwa razy w życiu funkcjonariusze „służb” przedstawiali mi się za pomocą jakieś tam legitymacji.

    Raz było to tych trzech młodych ludzi z SB, pokazali legitymacje i nakaz rewizji. Wtedy, z zaskoczenia, tylko okiem rzuciłem na pokazywane mi dokumenty. Za Chiny Ludowe nie pamiętam na co patrzyłem i nie potrafiłbym opisać ani ich legitymacji ani nakazu.

    Drugi raz był to funkcjonariusz FBI. Było to Chicago, przy budynku, w którym mieszkałem. Jakiś gość po cywilnemu, raczej młody, podszedł do mnie i dawaj się wypytywać o sąsiadów.
    Z początku odpowiadałem, ale irytacja w końcu wzięła górę i zamiast odpowiedzieć na któreś z kolei pytanie sam się go zapytałem (coś w stylu) kim on właściwie jest i dlaczego mnie wypytuje o sąsiadów?

    Wtedy przeprosił, zapodał (coś w stylu) że to jego wina, że on powinien się był przedstawić i wyciągnął legitymację FBI. Pamiętam jak mnie wtedy opanował kpiarski humor bo mu prychnąłem, że przecież i tak i tak nie mam pojęcia na co patrzę, bo po raz pierwszy w zyciu widzę taką legitymację!

  133. @Tanaka,
    nie mogę iść na plaże bo pada i zima straszliwa jest. Czyli muszę męczyć Lewego…

  134. 8 stopni Celsjusza mają w Melbourne i pada…
    W Sydney 10C i nie pada! Można iść na plażę!

  135. Optymatyk
    20 czerwca o godz. 1:16

    Nie wiem, ale watpie zeby to byla jakakolwiek oddolna inicjatywa.

    W miedzyczasie, przypomnialem sobie, o jeszcze jednym, czwartym razie, gdy toto widzialem. Konczylem sluzbe wojskowa i wlasciwie to juz bylem na „wylocie”. Mozliwe, ze bylo to na dwa, moze trzy tygodnie, przed koncem. Pryjecha do mnie ktos na odwiedziny do jednostki. Sluzbe oficera dyzurnego pelnil kapral z „sasiedniej kompanii”. Odwiedziny sie skonczyly i poszedlem sie odmeldowac z powrotem na kompanie. Odmeldowalem sie przepisowo i wtedy wspomniany kapral wyciagnal z kieszeni wspomniana odznake i sie zapytal, czy wiem co to jest. Wiedzialem i powiedzialem, ze wiem. I on sie wprost mnie zapytal, czy bym sie nie zdecydowal na sluzbe. Oferowal profity i to co oni zawsze dokladali, A ja zwyczajnie odmowilem. Powiedzialem, ze walczyc w obronie, to zawsze, ale na tajniaka sie nie nadaje…

    To byla jedyna proba werbunku. Ale odznake wspominana, na wlasne oczeta widzialem. Razem to bedzie cztery (4) razy. Moze wypada wspomniec, ze wszystkie razy, to byla Warszawa. Opowiedziana story z Muzeum Archeologicznego, miala miejsce moze ze 200 metrow od „Mostu”, czyli Palacu Mostowskich, gdzie sie miescila glowna siedziba SB.

    Moze ta wspominana odznaka, funkcjonowala tylko w Wawie. Nie wiem. Niespecjalnie mnie to interesuje.

    Pozdrowka
    ~l.

  136. zza kałuży
    20 czerwca o godz. 2:05

    Przy 10C nie ma co liczyc na skuteczne obserwacje, co sie wznosi, a co wisi. Wszystko pozakrywane i w ubraniach ukryte.

    Pozdrowka
    ~l.

  137. Tutaj jest mowa tylko o „legitymacji słuzbowej i innych dokumentach”:

    http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU19850380181

  138. A jak to widzi/ała strona kościelna:

    https://www.dbc.wroc.pl/Content/4763/PDF/Szymanowski.pdf

  139. @ Do tej pory pracowalam i udalo mi sie tak kompletnie rozregulowac komputer, ze pozostaje mi po nim poskakac. Czerwone glizdy nie znikly, za to zmniejszylam literki na planszy, tak, ze ich nie widze probowalam powiekszyc wg.wszystkich rad ale nie idzie. Za to zmienila mi sie klawiatura i nie mam malpy tam gdzie mialam, nie moge wystukac nawiasow i kochani zegnam was,jako ze ide sie powiesic. Czym sie wbocku.

  140. @jakub01 20 czerwca o godz. 4:24
    Gdy już wszystkie inne sposoby zawiodą – przeczytaj instrukcję obsługi.

    Moim pierwszym programowanym, komputero-podobnym ustrojstwem był TI-58c z końca lat 70-tych. A potem normalna droga przez różne ZX Spectrumy, Commodory i Amigi do pecetów. Swoje i znajomych. Czyli niby już się trochę otrzaskałem. A jednak mam książki opisujące każdy kolejny system operacyjny, w tym te „dla idotów”. I się wcale nie wstydzę.

    Jak się dzieją takie różne „cuda” to jest właśnie dobra chwila aby sięgnąć po pomoc. Książki nie gryzą.

    Alternatywnie zapytaj na youtube. Youtube wie wszystko.

  141. jakub01
    20 czerwca o godz. 4:24

    Jakubku, przepraszam, że się jako siwo-łysa małpa popisuję, ale niektóre rzeczy mam spraktykowane. Najstarszy sposób na zmianę znaczeń klawiatury, jeszcze sprzed potopu, to całkowite wyłączenie komputra i włączenie na nowo. Wymyśliłem na to nawet teorię, że cała ta fachowa smarkateria od komputrów dużo o swojej robocie wie, ale jeszcze więcej nie wie, stąd przyroda nad nimi panuje, a nie oni nad przyrodą, zysk zaś z tego musi być na wczoraj – stąd w programach setki idiotyzmów-pułapek dla niefachowców.

    Poczekaj na mnie z tym wieszaniem, jakubku. Zawsze to raźniej, jak się więcej wiesza – ma kto doradzić, coś poprawić, jak źle pójdzie, albo i w porę odciąć. Nie mówiąc o przywracaniu do życia, kiedy denat się rozmyśli.

  142. Tanaka
    19 czerwca o godz. 23:19

    Tanako, z taką głębią, żeby przy palach mnie kurdupla (175) przykrywało, się nie spotkałem. A już 2, 3 metry to kosmos (choć widziałem filmik nagrany przez ratowników, na którym się człowiek chował z głową). Ale nie wykluczam, bo pływackiego doświadczenia w szukaniu czegoś przy palach za dużego nie mam. Kiedy baraszkowałem w czasie sztormów północnych, kiedy pali nawet nie widać, tak wysoka jest woda, to raczej dalej od pali z oczywistych powodów. Natomiast mam doświadczenie rybackie. Sporo było sytuacji, że tylko głębszy korytarz przy palach pozwalał nam wychodzić w morze. Przy spokojnej wodzie – pół biedy, gorzej, kiedy trzeba było w nerwach wychodzić na zbieranie siatek przed zapowiadanym sztormem, bo w przystaniowym rewirze między palami była taka płycizna, że łódź w każdej pozycji – i przy biegu naprzód, i wstecz – siedziała dupą na piasku. Wtedy to była cała gimnastyka, żeby jakoś dotrzeć do tego głębszego, ale wąziutkiego korytarza przy palach. Kulminacja była wtedy, kiedy już byliśmy w tym korytarzyku i trzeba było wyczuć moment między falami i jak najszybciej wyskoczyć poza pale, żeby nas całkiem nawet nieduża fala na te dzidy nie nadziała, jak szliśmy 30, 40 cm od nich. Czas na decyzję liczył się w sekundach.

  143. @zza kałuży
    20 czerwca o godz. 2:05
    Zboczeniec! Przecież to prawie mróz.

  144. @Ewa-Joanna 20 czerwca o godz. 6:27

    Zawsze wolałem zimę od lata.
    Zima ma tę przewagę, że nie istnieje (no prawie) granica ilości warstw ubrań, jakie możemy na siebie nałożyć gdy nam jest zimno.

    W lecie niestety ta granica istnieje i jest bardzo szybko osiągalna.
    I niestety – nielegalna.

    A jeżeli upałowi towarzyszy duża wilgotność powietrza to ja dostaję kota. W Arizonie 100-110F (38-43C) mnie w ogóle nie ruszało. Bo to był suchy gorąc.

    Gdy wilgotność dochodzi do 90% to i 85F (30C) mnie z nóg zwala i mogę tylko umierać. A raczej wyjąc uciekać do klimatyzacji.

    W zimie najbardziej kocham stałe -10 do -15C. I wcale się nie boję -25C czy -30C. Wielokrotnie sprawdzone.

    Nie znam mroźnej zimy z wysoką wilgotnością. 😉

  145. A ja uważam,że obecne władze z Ziobro i Piotrowiczem na czele słusznie i ostro wzięły się za pedofilów. Postanowiły się nie ograniczać do dzieciolubnych w sutannach, ale ścigać i być bezlitosnym wobec każdego pedofila, ktory im się napatoczy; murarz, trener, wujek, stolarz, nauczyciel itp. Pole ścigania zostanie znacznie rozszerzone, nie tylko wykroczy poza świety kościół, ale nawet poza Ziemię. Ścigać się będzie pedofilów w całej Galaktyce, a kary będą bezlitosne. Niech się boją ci ohydni zboczeńcy na Syriuszu, Orionie, a nawet bliżej na Jowiszu czy Merkurym. Nie wymkną się karzącemu ramieniu pisowskiej sprawiedliwości. A jak się uporają z tymi galaktycznymi zbokami, to pewnie zrobią porządek na Ziemi, tej Ziemi. Niech się ci w sutannach zastanowią, mają czas zeby się poprawić , bo jak nie to nie unikną kary.

  146. @na marginesie
    Twoje komentarze są znakomite. Kiedyś mi się nie podobały, bo było w nich za dużo emocji, inwektyw, co mnie raziło. Ale teraz piszesz precyzyjnie, celnie, inteligentnie, na zimno rozkładasz na części tego załganego stwora , jakim jest kościół.
    Podziwiam

  147. @wbocek
    Racja wbocku, rozmyslilam sie. Ide powiesic starego.

  148. @wbocku, nic mi nie wychodzi. Wylaczanie z pradu i baterii i calonocne studiowanie w trzech jezykach, a k….a jego m. byla, nic, choc sie powies ! Postanowilam pozostawic w takim stanie rozgrzebania i sie przyzwyczaic.
    Narazie wleke sie do krypty bo mi leb peka od grzebania w tym ustrojstwie.Czerwone glizdy jak byly tak som, tylko klawiature jakos naprawilam wpisujac jez.hiszpanski. Za to ustawic nic po hiszpansku nie umiem,bo nie znam hiszpanskiego jezyka komputerowego (polski troche znam). No to by bylo na tyle wbocku. Ide poogladac Kazie przed snem.

  149. jakub01
    20 czerwca o godz. 7:38
    Doskonale Cię rozumiem. Coś podobnego kiedyś przeżywałem, kiedy próbowalem niegdyś naprawić radio (lampowe), co ja się namęczyłem, spociłem i nic radio nie chciało grać. W końcu zacząłem, ja kulturalnym człowiek, przeklinać a też nie znam hiszpańskiego. Ale nigdy nie posunąlem się za daleko i nigdy nie nazwalem radio Żydem.

  150. @No i nie moge zasnac z tych nerw.
    Lewy, z radiem to jakos zylam w zgodzie ale o ile pamietam to czarno-bialy tv byl daleko bardziej inteligentnym stworem. Jak sie przywalilo piacha z gory, od razu sie naprawial. A na tym ustrojstwie nawet wyzyc sie nie ma jak. Zlosliwe bydle takie i jeszcze czlowieka wpedza w kompleksy na starosc.

  151. jakub01
    20 czerwca o godz. 7:38

    Dobranocka, jakubku, i ciń doberek. Szykują się od jutra włóczykijowania, dziś jeszcze za fest patelnia jak na mój młody ten. A jutro tego, co nie? Znaczy – ruszę, nie? W lasy. Rozrywam się co rusz na kawałki, bo nie da się połączyć okrętu z rowerem. W myślach połączyłem – mój służbowy rower na oddzielnym pontoniku lub mały składaczek na tym samym, co ja dmuchanym okręcie – i morzem z Jamna do Rowów tym dojechałem (będzie z 80 km) i spałem na jeziorze Gardno w ćcinach – ale w praktyce nie kiwnąłem nawet palcem w tę stronę. Lubię włóczykijowanie proste, a tu by było trochę szykowania. A tam, też trochę nie spałem w nocy, idę kimnąć.

  152. jakubku1. spróbój opcji ” przywracanie systemu ” do poprzedniego stanu. Mnie to pomogło.

  153. @zza kałuży
    20 czerwca o godz. 6:57
    Mróz mi te nie przeszkadza, ale takie wilgotne pełzające zimno jest nie do zniesienia. Całe szczęście ta parszywa zima niedługo się skończy, byle do połowy lipca wytrwać.
    *
    *
    @wszyscy
    Jak się robi grzańca????
    Muszę jakoś dotrwać do wiosny…

  154. jakub01
    20 czerwca o godz. 8:15

    wracam w kwestiach okadzania zwartusiałego lapka. No pacz! nawet perdonen las molestias skubany iberyńczyk nie napisze! Perdonelowany. A do rzeczy: czasem mam do czynienia z wykolejonymi kompami, np przywiezionymi ze Skandynawii albo Włoch. Ale najgorzej jest z takimi, co mają przyjemność komunikować się za pomocą cyrylicy. Idziem zatem ku temu, żeby oddzielić groch od kapusty. Zakładam, że masz kompletny z „natywnym” systemem w j. hiszp., w tym również edytor tekstowy np. jakiś klon Worda’a MicroSoftu. Jeżeli tak jest – ważna uwaga: edytor domyślnie używa również j. hiszpańskiego i każda w nim zmiana ustawień językowych jest dość nietrwała i problematyczna. Najprostszym rozwiązaniem jest w ustawieniach edytora przywrócić domyślne.
    Ustawienia są specyficzne dla konta użytkownika. Jeżeli utworzysz nowe konto użytkownika i uruchomisz tam pakiet Office to będziesz miała ustawienia domyślne, czyli „fabryczne”. Oczywiście pojawi się inny kłopot pt. gdzie tera so moje dokumenty: no pewno, że so tam gdzie byli, znaczy pod katalogiem Twojego poprzedniego Ja. Inny sposób jest tu:

    https://docs.microsoft.com/pl-pl/office/troubleshoot/word/reset-options-and-settings-in-word
    i tu:

    https://docs.microsoft.com/pl-pl/office/troubleshoot/word/not-recognize-mispespelled-words-in-word

    ale pierwsze primo: instruktaż tyz jest w tłumaczeniu „maszynowym” (np. „Dodaj w pl moduł sprawdzania pisowni jest wyłączona.” – niedouczone AI ), po drugie primo: bez znajomego iberyjskiego znachora od zwartusiałych nie dasz rady, z chorym na język lapkiem sie nie dogadasz bez zachorowania na to samo.

    Powyższe zabiegi wg dotyczą oczywiście wyłącznie produktów MicroS. Jeżeli używasz czegoś ze stajni Open Office albo masz zainstalowany jakiś inny edytor, najprościej jest skopiować na wszelki tentego wszystkie dokumenty na gwizdek znaczy jakiś np pendrajw a potem usunąć cały te program z ew. wszystkimi dodatkami, o które deinstalator może / nie musi po drodze zapytać. Potem to już tylko restartujesz lapka i instalujesz edytor na nowo.
    Z MicroS nigdy za łatwo nie było. Przesiadłem się jakieś 6 lat temu na systemy linuksowe i odtąd nie marnuję czasu nad hydrozagadkami wykreowanymi przerośniętą wyobraźnią projektantów MS.

  155. Ewa-Joanna
    20 czerwca o godz. 8:40

    Sposobow na zrobienie grzanca wiele. Znaczy sie chyba tyle, co ludzi robiacych grzanca. Znaczy sie nie ma jednego najlepszego. Ogolnie to zasada jest jest taka, ze sie podgrzewa wybrany trunek bazowy z dodatkami.

    I tu zagwozdka jest ukryta w procesie podgrzewania. Im dluzej podgrzewasz, tym mniej alkoholu pozostaje, bo on wyparowywuje w trakcie podgrzewania. Zeby zminimalizowac te straty, osobno sie podgrzewa wywar korzenny i dopiero jak jest gotowy, dodaje sie do trunku, jak esencje do herbaty. Nie tylko oszczedza sie na minimalizacji strat procentow, ale mozna regulowac „korzennosc” grzanca, czyli jego esencjonalnosc, tak zeby do wlasnego gustu najlepiej pasowal.

    Trunki bazowe:
    – wina czerwone i moga byc zarowno wytrawne, jak i slodkie
    – piwa wszelakie, z wylaczeniem smakowych radlerow, i innych nieczystopiwnych
    – miody pitne, maksymalnie dwujniaki

    Korzenie:
    – gozdziki
    – cynamon
    – imbir
    – pieprz czarny
    – suszona skorka z owocow cytrusowych

    Gozdziki w calosci, cynamon i pieprz kruszone w mozdzierzu, imbir dwa, czy trzy plasterki na butelke, cytrusy do smaku.

    Mozesz robic grzance temtyczne na jednym skladniku. Mozesz stosowac mieszanki kilku skladnikow i eksperymentowac z proporcjami. Mozesz tez eksperymentowac z nieklasycznymi dodatkami jak: anyzek, czy czosnek, lub zastapic cytrusy n.p. zurawina suszona.

    Napar: poswiecasz niewieka ilosc trunku bazowego i w nim robisz napar. Co jakis czas kontrolujac zapach i testujac smak. Jesli za duzo odparowuje dodaj wody, bo w naparze chcodzi o smak i zapach, ktore pozostana mimo odparowania.

    Gdy napar jest gotowy, podgrzewasz trunek bazowy na malym ogniu i w trakcie podgrzewania dodajesz stopniowo napar, az do stanu, kotry Tobie pasuje.

    Smacznego i zdrowego picia i satysfakcji z eksperymentowania.

    Mozna podrasowac smakowo, dodajac whisky, czy inny „liquor”, ale trzeba uwazac z iloscia, zeby z grzanca nie stoczyc sie w groga.

    Pozdrowka
    ~l.

  156. @scrambler
    20 czerwca o godz. 9:34

    Z MicroS nigdy za łatwo nie było. Przesiadłem się jakieś 6 lat temu na systemy linuksowe i odtąd nie marnuję czasu nad hydrozagadkami wykreowanymi przerośniętą wyobraźnią projektantów MS.

    Nienawidzę MS i windołsów! Przez lecia administrowałem pudłami z Unixani, programując w ich shell’u tak że siadały i służyły na komendę. Co z tego, skoro na potrzeby roboczo/domowe muszę żyć z tym mikro ufnem……

    W temacie niewstępniakowym, satelitarne zdjęcia szpiegowskie https://www.usatoday.com/story/news/nation/2019/06/19/himalayan-glacier-melt-spy-images-reveal-impact-global-warming/1500695001/ świadczą, że od 1975 r. 28% himalajskich lodowców się stopiło. Biorąc pod uwagę, że znaczna część 1,3 miliarda populacji subkontynentu żyje dzięki wodzie z tychże, lepiej nie być Hindusem!

  157. Wybaczta wytłuszczenie, mea maxima 😳

  158. Herstoryk
    20 czerwca o godz. 11:28

    pisałem już o tym wcześniej: interesujące są efekty badawcze uzyskane w ramach projektu:

    http://www.evk2cnr.org/cms/en/evk2cnr_committee/pyramid

    Jak masz cierpliwość odszukać w ich archiwach opracowania sprzed ca 15 lat, napotkasz ciekawy materiał o wykrytych przyczynach już wówczas gwałtownego zanikania czapy śnieżnej i wskutek tego również lodowców. Zapewne nie jedyny, ale z uwagi na tempo zmian – wówczas uznany za decydujący. W skrócie: obserwatorium na wys ok 6000 m n.p.m. notowało unoszone monsunem i wpychane głębokimi dolinami wraz z masami ciepłego powietrza na tak duże wysokości ogromne ilości sadzy, która osadzając się na powierzchni śniegu zmieniała diametralnie jej albedo. Wzrastała absorpcja, wytapiały się najpierw połacie powierzchni wystawione na silne nasłonecznienie. Wystające spod białej pokrywy ciemne elementy powodowały akumulację zjawiska. W ciągu kilku kolejnych sezonów udokumentowano znaczne, gołym okiem widoczne ubytki pokrywy śnieżnej. Skąd zatem była ta sadza? W całym podgórskim rejonie nie ma grama przemysłu, to ubogie rejony tradycyjnego rolnictwa. Tradycyjnie wypalającego pozostałości po każdych zbiorach, czyli tak samo jak nadwiślańskie tradycyjne trawopalenie wiosenne. Tyle tylko, że w tym rejonie żyje u podnóża Himalajów 200-300 mln ludzi.
    Resztę i wiele innych nigdy przedtem nieznanych ciekawostek znajdziesz w ich archiwach, część jest / była w .pdf , inne mogą być jeszcze dostępne na www członków ekip badawczych.
    Ale zawsze znajdzie się medialna okazja, żeby popisać się refleksem albo mieć pierwszeństwo w inauguracji sezonu ogórkowego. Oczekujmy zatem kolejnych „nowych” rewelacji me(n)dialnych.
    Znajomość przyczyn nie zmienia bezradności w zapobieganiu. W opisanym wyżej przypadku to niby jak? np zaprosić do siebie część zadymiaczy?

  159. Herstoryk
    20 czerwca o godz. 11:28

    znalazłem, bo wiedziałem gdzie szukać:

    http://www.evk2cnr.org/cms/en/share/project/intro

    a tu masz całoćc o tym wunglu z nieba:

    http://www.evk2cnr.org/cms/files/evk2cnr.org/MN_SHARE_English.pdf

  160. Lonefather,
    tak dla Twojej wiadomości. Od likwidacji MBP, każdy funkcjonariusz SB był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej. Nawet legitymacje mieli identyczne tylko wewnątrz pod napisem „funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej” była wbijana czerwona pieczątka „Służba bezpieczeństwa”. Ponieważ byli funkcjonariuszami MO, żadnych blach z literami „SB” nie mieli. Mogli mieć „blachę milicyjną” z numerem identyfikacyjnym ale z reguły się nimi nie posługiwali. Natomiast na co dzień posługiwali się nimi „tajniacy” np. ze służby kryminalnej czy wywiadowczej Milicji Obywatelskiej. Gdyby taki „tajniak”, znaczy wywiadowca został skierowany do zabezpieczania jakiejś wystawy w muzeum i zbijał sobie tam bąki, to powiedzmy że mogłoby to być wiarygodne ale żeby komunistyczna policja polityczna się czymś takim zajmowała to wybacz – moim zdaniem – coś Ci się chyba pozajączkowało. Ja mam znaczek z dużymi literami SB na tle czachy, przypinany na szpilkę, który nabyłem na zjeździe założycielskim ruchu społecznego gazety „Nie”.
    Nie gniewaj się Lonefather 😉

  161. legat
    20 czerwca o godz. 13:17

    A za co mam sie niby gniewac? Ze mi uzmyslowiles, ze sie mi 4 (CZTERY) razy przywidzialo? Albo, ze sie dalem 4 (CZTERY) razy podpuscic? I za to mam sie gniewac?

    Oswiadczam, ze sie nei gniewam.
    Oswiadczam tez, ze wiem co widzialem.

    Przydalby sia jakis byly SB-ek, zeby wyjasnic, czy byly, czy nie bylo Odznak SB, jak je widzialem i zapamietalem. Dopuszczam mozliwosc, ze jakas ilosc zostala wyemitowana i w Warszawie jako pierwszej, rozprowadzona. Pozniej cos sie moglo zmienic i zostala wycofana. Tak mi na mysl przyszlo, ze mogli chciec wprowadzic te odznaki, zeby legitymacji z nazwiskami nie pokazywac. Samo pokazanie tej odznaki, na mnie przynajmniej wywarlo dosc silne i raczej paralizujace odczucie. Tak silne, ze z trudem sobie przypomnialem „Zasady odpowiadania w trakcie przesluchania.” Z trudem…

    Pozdrowka
    ~l.

  162. Ewa-Joanna 8:40

    Jak się robi grzańca?

    Potrzebne są:
    Wiaderko lub spory garnek (metalowy)
    Flaszka rumu (białego albo czerwonego bez różnicy); najlepiej kubański Havana Club
    Flaszka koniaku – żaden tam z górnej półki, może być z najniższej

    Wykonanie:
    Wlać zawartość flaszek do naczynia, wymieszać. Można podgrzać.
    Wypić albo lepiej nie.

  163. legat
    20 czerwca o godz. 13:17

    Ty chyba nie z Warszawy jestes. Gdybys byl, to bys wiedzial, ze Arsenal jest niecale 300 metrow w linii prostej od Palacu Mostowskich i z niego najblizej bylo wydelegowac „ochroniarza” do tej wystawy Trackiego Zlota. Wiec wydelegowali nie inteligenta od odpytywania, tylko byczka od walenia. Facet nie byl bystry, nie byl zorganizowany, byl na miejscu i pilnowal, zeby nikt zlota nie podgrandzil.

    I byl na 100% tajniakiem, i najpewniej byl z SB. Jak wspomnialem, paru spotkalem i wszyscy mieli ten rys bezczelnej pewnosci, z poczucia wyzszosci nad innymi.

    Pozdrowka
    ~l.

  164. paradox57
    20 czerwca o godz. 13:33

    hehehhee

    Nie trzeba pic, wystarczy inchalowac.

    Pozdrowka
    ~l.

  165. @lonek
    Ten pieprz mnie nieco spłoszył, ale reszta składników ujdzie. Jak się narobię przy tym gotowaniu to i bez picia gorąco mi się zrobi. Dzieki.
    @paradox
    Rum tylko Bundy, ale rzeczywiście tylko inhalacje, bo to mi pasi na koktajl Hu!Hu! Za słaba w uszach jestem 🙂

  166. Trochę z innej beczki:
    https://wiadomosci.onet.pl/politico/amerykanscy-senatorowie-dostaja-tajne-raporty-na-temat-ufo/w7kcnjh
    Trzech amerykańskich senatorów otrzymało ostatnio tajne sprawozdanie Pentagonu na temat serii zgłaszanych przez marynarkę wojenną spotkań z niezidentyfikowanymi statkami powietrznymi, twierdzą pracownicy Kongresu i rządu. Wnioski w tych sprawach coraz częściej składają przez komisje nadzorujące obronę narodową – pisze Bryan Bender z POLITICO.
    …………………………………………………..
    https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/paul-davies-powstawanie-zycia-jest-albo-bardzo-proste-albo-prawie-niemozliwe/km0lmbt
    – Nie mamy kompletnie pojęcia jak dokładnie zaczęło się życie. Nie wiemy, czy był to długi i złożony proces, czy też zadziałała jakaś prosta siła – mówi Onetowi prof. Davies, jeden z największych autorytetów światowej astrobiologii

  167. Ewa-Joanna
    20 czerwca o godz. 13:55

    Sie nie plosz pieprzem. Dwa/trzy ziarna skruszone w mozdzierzu jednym, czy dwoma uderzeniami, nie narobia szkody, a smaku dodadza. Zwlaszcza jesli za baze wezmiesz wino slodkie. Zupelnie jak w piernikach, a ktorych sie tez smak pieprzem podkreca. Niewielka iloscia oczywiscie.

    Pozdrowka
    ~l.

  168. Ewa-Joanna

    Pieprz jest dobry do grzańca. I do krupniku. Dobrze pisze @lonefather.

  169. PS

    Jeszcze gałka muszkatołowa

  170. Optymatyk
    20 czerwca o godz. 14:03

    Mam kolege, chemika organicznego, znaczy sie od chemii organicznej. I on uwaza, ze jesli tylko sa warunki, to zycie zawsze powstanie, bo taka jest „natura” atomow, ze pewne polaczenia tworza „chetniej”. I w/g niego wiekszosc, jesli nie wszystkie zwiazki organiczne znane z natury, maja ta wlasnie wlasciwosc, ze sa „chetnie” tworzone przez atomy. Tak wiec zwiazki organiczne powstaja, a dalej jesli tylko sa do tego warunki, powstaje zycie. A jak ono powstanie, to tu wlacza Pan Darwin, czyli ewolucja.

    Co do Ziemi, zycia na Ziemi, to sa uzasadnione podejzenia, ze moze byc pochodzenia marsjankiego. Uzasadnienie polega na tym, ze w okresie, w ktorym sa najwczesniejsze slady, stezenia zwiazkow organicznych, w „zupie” praoceanu, bylo niskie, za to w tym samym czasie, na Marsie, ktory wlasnie wysychal, wysokie, co ewidentnie zwiakszalo szanse na powstanie zycia.

    A jak powstalo, to zostalo na Ziemie przeflancowane na marsjanskich meteorytach. Czyli marsjanskich skalach wybitych w przestrzen, przez uderzenia meteorytow. Szalony pomysl, zdawaloby sie, ale prawdziwy, bo o ile sie nie myle i dobrze pamietam, to do tej pory znaleziono na ziemi bodajze 3, a moze 4/5 meteorytow, zakwalifikowanych, jako marsjanskie.

    Pozdrowka
    ~l.

  171. paradox57
    20 czerwca o godz. 14:22

    Dzieki. Zapomnialem, bo nie dodaje. Jakos mi nie „lezy”, czyli smakuje.

    Pozdrowka
    ~l.

  172. @Jakub01
    Metoda II. (w tym przykładzie).

  173. @jakub01

    Jak już wszystkie te sposoby zawiodą, możesz jeszcze zrobić twardy reset systemu.

  174. zaraz wyjaśnię nie żabojadm
    Trump pyta Macrona
    Emanuel, dlaczego nie zaprosiłeś mojego przyjaciela Władimira na rocznicę desantu w Normandi
    Donald, przecież wiesz, ze Rosjanie nie brali udzaiału w tym desancie
    Merkel
    Nie rosumiem, brzedziesz my tesz nie bardycybowaliśmy w dym idiodycznym dezancie

  175. @lonefather 14:29

    Jak wyżej wspomniałeś. Proporcje i składniki należy wypróbowywać wedle własnego smaku. Więc i gałka muszkatołowa winna się znaleźć w spisie. Użycie w każdym razie niekonieczne

  176. Lewy
    20 czerwca o godz. 15:06

    🙂 🙂

  177. Lewy
    20 czerwca o godz. 15:13

    errrr…

    A Ty jadasz zaby? Ze sie zapytam…

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Ale dobre, jak zaby dobre.

  178. paradox57
    20 czerwca o godz. 15:13

    Juz dziekowalem za przypomnienie i dorzucenie do listy korzeni. Zgadzam sie ze na liscie byc powinna i potwierdzam, ze sam nie stosuje.

    Pozdrowka
    ~l.

  179. @Lewy 20 czerwca o godz. 7:18

    Dzięki! Odbieram jako komplement. Więc się sienkiewiczowsko zapłoniłam po korzonki 🙂

    Ale to najpierw. Bo zaraz potem nieposkromiony wewnętrzny sceptyk mi podpowiada, że może po prostu teraz inaczej wyglądam na tle? Od tamtej pory zmienił się nieco skład osobowy blogowiska, kilka nicków było i znikło, przewaliły się przez blog różne tematy i różne style… Poza tym trochę się jednak zmieniło w odbiorze kaka przez suwerena poza blogiem. Może po prostu z tej perspektywy moje komentarze wydają się bardziej strawne?

    Ja zresztą przecież cały czas eksperymentuję ze środkami wyrazu, bo nadal w mediach w Umęczonej obowiązuje pewien styl mówienia o kaka, a ja tego stylu nie akceptuję. Jak się mówi o kaka na ulicy – nie wiem, bo dawno nie byłam. W internetowych komentarzach – tak w ogóle – dominuje teraz zupełnie inny ton niż jeszcze kilka lat temu. Nie muszę już przebijać otwartych drzwi, bo to, co próbowałam ludziom uświadomić kilka lat temu powtarza teraz co drugi komentator. Ja już nie muszę…

    Może dlatego przeszedł mi bojowy zapał? No kto to wie.

  180. @Lewy 20 czerwca o godz. 15:06

    Hi hi. Jak to się zmienia ten no, układ sił na świecie. I sojusze. Familia Windsor… ale co ja tu będę, wszyscy wiedzą. Petaina chyba lepiej nie wspominać.

  181. Komentarze na dzisiejsze święto… I to nawet wcale nie moje ;/

    Denerwującym zjawiskiem jest wyłażenie kościoła do przestrzeni publicznej, wolność Tomku w swoim domku mówi stare przysłowie i obrzędy religijne powinny być urządzane na terenach kościoła.

    Łazić za facetami w sukienkach i słuchać cierpiętniczego zawodzenia ? No chyba was pogięło. Na rowerek z rodzinką!

    N I E!!!! I znowu w całej Polsce wycięte tysiące brzóz, tylko po to, żeby na jeden dzień „ozdobić” wiejskie płoty

    Nie. Nie pozwala mi na to sumienie. Mam szacunek dla tysięcy molestowanych dzieci. Milionów zabitych przez kk na przestrzeni wieków…

    https://natemat.pl/276491,swieto-bozego-ciala-podzielilo-polakow-wiele-osob-nie-akceptuje-procesji

  182. Dobrze być w kraju bez procesji i bez wolnego :/ chociaż też mają za uszami

  183. lonefather
    20 czerwca o godz. 14:26

    … a d… Jasiu pierdział Stasiu, jakie panie meteory? Toż przecie znany polski wizjoner niejaki Lem Stanisław z 50 lat temu jasno wyłożył, że dwóch takich co nie ukradło marsa jeden Ban a drugi Pug (albo na odwyrtke?) przywlekli toto paskudztwo na czyściusieńką Ziemię. A potem już przenosi się ta śmiertelna choroba, nawet czasem Zanusi się drogą pciową.

    Optymatyk
    20 czerwca o godz. 14:03

    Aha, ciekawa opinia, ale to chyba nieomylny znak sezonu ogórkowego. W zasadzie jakby wydrukować von Daenikena pod zmienionym nazwiskiem i aktualnym fotkami, też by się znowu zaufiło. A Pentagon puszcza farbę niby to przez senatorów, bo nie da się już dłużej ukryć ich nowych zabawek, więc dla zmyłki UFO jest jak znalazł. Ciekawe kiedy po Warszawie znów będzie jeździła czarna wołga.

  184. Na marginesie
    20 czerwca o godz. 15:30

    @Lewy 20 czerwca o godz. 7:18
    Dzięki! Odbieram jako komplement. Więc się sienkiewiczowsko zapłoniłam po korzonki

    Łomatko! To u Siękiewicza występują korzonki?

  185. Szanowni!

    Porządny deszcz potrafi sprawić cuda: rozproszyć aktualną procesję. A mówią,, że katolik nie z cukru.
    Człowiek potrafi się z kolei zdziwić. Rzeczami tego świata i różnymi głowami. Nawet przy piciu kawy i bez stroju służbowego.
    O tym zdziwieniu i o takiej głowie, w nowym wstępniaku. Zapraszam do czytania i komentowania.

  186. lonefather 20 czerwca o godz. 13:35 do mnie: – Ty chyba nie z Warszawy jestes. Gdybys byl, to bys wiedzial, ze Arsenal jest niecale 300 metrow w linii prostej od Palacu Mostowskich i z niego najblizej bylo wydelegowac „ochroniarza” do tej wystawy Trackiego Zlota. Wiec wydelegowali nie inteligenta od odpytywania, tylko byczka od walenia. Facet nie byl bystry, nie byl zorganizowany, byl na miejscu i pilnowal, zeby nikt zlota nie podgrandzil.

    I byl na 100% tajniakiem, i najpewniej byl z SB. Jak wspomnialem, paru spotkalem i wszyscy mieli ten rys bezczelnej pewnosci, z poczucia wyzszosci nad innymi.

    Lonefather,
    no to teraz się zgadzamy, bo po pierwsze jestem ze wsi a nie z Warszawy. Tego ukryć się nie da, to przecież widać, słychać i czuć. A Arsenał, to może ten, co go zbudowano niedaleko muzeum Wołodymira Ilicza przy Świerczewskiego? – i co w linii prostej to do komisariatu na Jezuickiej byłoby z 572 i pół metra?
    Ponieważ „facet nie był bystry, nie był zorganizowany”, to z pewnością musiał być z SB i to z Pałacu Mostowskich, to przecież jasne. Przecież to była banda przygłupków no i faktycznie musiał być tajniakiem, bo jawniak miałby założony mundur a ponieważ miał „rys bezczelnośći”, to musi co był z SB, bo przecież gdyby był z milicji, to miałby wyraz skromny i sympatyczny i poczucie „wyższości” byłoby mu obce. Przekonałeś mnie, to musiał być SBek, byczek od walenia, bo tacy to już byli ci SBcy, byczki od walenia, no bo czym się ta bezpieka zajmowała? – no waleniem przecież, mordowaniem przyjaciół i kolegów Mateusza Morawieckiego itd. To też jest jasne. To wszyscy wiedzą.
    W czasie, gdy chciałeś wejść do muzeum w Arsenale, to faktycznie stołeczna SB mogła testować nowy typ blach identyfikacyjnych z dwoma mieczami (nagimi może?) i literami „SB” a biorący udział w takich badaniach socjologicznych SBcy mieli następnie obowiązek zdawania raportów jakie wrażenie na delikwencie robiło pokazanie takiego znaczka. No cóż, byłeś obiektem socjologicznego testu. Tu też się mogę zgodzić.
    Pozdrawiam i współczuję, że stałeś się ofiarą SBckiego byczka od walenia, choć chyba to nie był specjalista od walkiller’ów, bo mogłoby się to dla Ciebie skończyć źle, szczególnie gdybyś bawił się na Gnojnej.
    Z szaconkiem …

  187. Za stolat w kościołach będą głosić kazania naukowcy.
    Najpierw zagra organista na organach, a potem ubrany w zieloną togę z czapką ozdobioną w liście tataraku profesor biolog tak przemówi
    – Drodzy parafianie, zebraliśmy się, żeby wspomnieć wielkiego Karola Darwina, który objawił nam prawdę, podobnie jak wcześniej św.Franciszek, że wszyscy pochodzimy od małego pantofelka, a małpy, psy, koty, krokodyle są naszymi kuzynami, braćmi i siostrami. Nie bójmy się prawdy, która was wyzwoli. W milczeniu złóżmy hołd wielkiemu Darwinowi przekazując sobie znak pokoju.
    Po czym znów zagrają organy, rozlegną się dźwięki dzwoneczków, a w powietrzeu rozejdzie się zapach kadzidła.
    Na ambonę wejdzie ubrany w fioletową togę z czapką na głowie przyozdobioną w laserowe światelka aureolą profesor fizyk.
    Moi drodzy, przynoszę wam radosną nowinę.W naszym parafialnym zderzaczu hadronów narodził się nowy lewoskrętny bozon higgsa. Do naszego skromnego, zbudowanego z drewna zderzacza przybyli władcy z całego świata by zlozyć hołd nowo narodzonemu bozonowi. Prowadziła ich do Niego gwiazda zbudowana z neutrinów mioceńskich. Cieszmy się, bo oto nastał nowy czas, nowa era szczęścia i powszechnej radości. Szczęśliwymi rodzicami bozonka są Maria i Piotr Curie.
    Kościół będzie przepełniony, oszołomieni kadzidłem i potężnym warkotem organów przestępujący z nogi na nogę parafianie będą wysluchiwać tych tajemniczych wieści.
    Wtedy dziewczynki ubrane jak księżniczki w białe sukieneczki , chlopcy w granatowych garniturkach, wybrani z klas matematyczno-fizycznych, trzymając w rekach napędzane neutrinami świece, wkroczą do kościoła i podejdą do glównego ołtarza, gdzie zaśpiewają przepiękną Hac festa die tota
    Bozonie, błogoslawiony bozonie
    Z Maryi i Piotra zrodzony
    Twego dziela krzciciela, Bożyce,
    Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze
    Słysz modlitwę, jąż nosimy,
    A dać raczy, jegoż prosimy,
    A na świecie zbożny pobyt,
    Po żywocie rajski przebyt.
    Kiryjelejzon
    Niektóre nieuki będą zaliczać owe naukowe nabożeństwa po łebkach. Nawet do kościoła nie wejdą, tylko posluchaja w głosniku co kolejny profesor będzie gadał , żeby potem móc zdać sprawozdanie profesor babci czy profesor mamie o czym była homilia.
    Tak kiedys będzie.

  188. No dobrze, Tanaka to przerzuce moją futurologią pod nowy wstepniak

  189. @Tanaka 20 czerwca o godz. 16:34

    Sienkiewiczowskie donny się programowo zapłaniają.
    Po korzonki włosów. Czy jakoś tak.

    „Pełno powagi i błogosławieństwa” było w którejś jak chodziła w ciąży.
    Aha, jeszcze ciotula. Powoli z sanek wyłaziła.
    I hajduczek na drabinie, co było pannie niepolitycznie.
    Ten Sienkiewicz…