Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

6.06.2019
czwartek

Nowotwór

6 czerwca 2019, czwartek,

Kiedy przestaje działać układ immunologiczny, komórka się degeneruje.

Geneza
Nie znający życia młody człowiek zaczyna w seminarium naukę. Są różne powody które sprawiają, że wybór pada na właśnie taką, a nie inną uczelnię. Ten najbardziej oczywisty, to wiara w Boga i chęć by mu służyć. Inne ukryte, nie mniej jednak istotne przyczyny, to ambicja rodziców, zwłaszcza matki, perspektywa społecznego awansu, prestiżu. Wreszcie, o czym pisze Frederic Martel, orientacja seksualna. Zachowanie chłopaka odbiega od normy, nie interesuje go piłka nożna, dziewczyny, jest jakiś miękki w gestach, w mowie. Koledzy zaczynają się z niego naśmiewać, dziewczyny drwić. Matka się zamartwia, ojciec usiłuje brutalnymi metodami „wyprostować” chłopaka. I wtedy okazuje się , że jest wyjście z matni. Chłopak idzie do seminarium i zostaje księdzem. Matka oddycha z ulga, ojciec, koledzy, kobiety okazują szacunek.

Seminarium
Od samego początku pobytu w seminarium chłopak jest poddany procesowi formatowania. Ten proces degenerowania przebiega zarówno intelektualno-psychicznie, jak i fizycznie. Fizyczną przyczyną jest celibat. Chłopakowi to jednak nie przeszkadza, skoro go kobiety nie interesują. Od samego początku doświadcza on „fali” (jak w wojsku gdzie stare wiarusy znęcają się nad „kotami”). Jest to łagodna fala. Koty seminaryjne są seksualnie sprawdzane przez seminaryjnych wiarusów, nawet przez wykładowców. Jeżeli młody seminarzysta jest heteroseksualny, a tacy też tam się zdarzają, i odrzuci takie awanse, to nic się nie stanie, dopóki się nie poskarży na molestowanie. Bo takie ujawnianie okazuje się być sianiem zgorszenia, czyli poważnym grzechem.
Wszystko to sprawia, że młody człowiek traci niewinność, traci wiarę, staje się cynicznym ateistą.

Praca, czyli posługa pasterska
Ale to mu wcale nie przeszkadza w pełnieniu tak zwanej posługi pasterskiej. Tym łatwiej jest mu wykonywać tę „pracę” wykorzystując ufność naiwnych owieczek. A jeśli nie został ateistą, to też daje sobie radę, jest pewny, że wolno mu wszystko, gdyż ma narzędzie, przy pomocy którego zawsze może zaszachować Boga; przez spowiedź zmyć wszelaki grzech, w czym pomoże mu udzielając mu rozgrzeszenia kolega pasterz. W takim przypadku trudno jest powiedzieć jak on sobie to rozgrzeszenie racjonalizuje; czy jest to zwykły cynizm, czy też niesamowity mechanizm psychiczny samooszukiwania siebie i Boga, w którego istnienie wierzy.

Funkcjonowanie nowotworu
Tak ukształtowani ludzie tworzą instytucję, która jak nowotwór żeruje na ciele społeczeństwa, żywi się nim jak pasożyt. Ten pasożyt ma czelność uważać się za źródło moralności, grzmieć groźnie w takich sprawach jak in vitro, aborcja. Nakazywać kobietom donoszenie w łonie kalekiego płodu, by rodziły żywe trupki.
Nowotwór wie jak zachować wpływ na organizm żywiciela, aby żywiciel z wdzięcznością przyjmował jego błogosławioną niezbędność. Jest to nieustanna, mentalna indoktrynacja. W szkole zastępuje się lekcje o teorii Darwina wiedzą o tym jak jaki święty za co został świętym, jak się nazywają trzej królowie i gdzie Jezus moczył stopy. Zachwaszczanie młodych głów taką wiedza, to właśnie precyzyjne formatowanie umysłów. No i ta seria „eventów” jak chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub, pogrzeb, święta, cotygodniowe msze, to nieustanne wstrzykiwanie trucizny w organizm społeczny. Podgrzewanie niechęci do Unii Europejskiej, popieranie amoralnych szaleństw
PISu.

I co dalej ?
O niemoralności watykańskiej odmiany chrześcijaństwa mówi się i pisze od wieków, od Lutra po Deschnera. I jak na razie nic. Nowotwór ma się dobrze.
Byli, są i zawsze będą ludzie, którzy potrzebują wiary; taka jest natura większości ludzi. Walka z wiara jest bezskuteczna. Istnieją kościoły, odłamy chrześcijaństwa, gdzie ludzie zaspakajają te potrzebę ,w dyskretny sposób uprawiając kult, co zapewnia im jakąś psychiczną równowagę, pewien rodzaj szczęścia. Ale dlaczego miałby to być zdemoralizowany watykański rak, to żmijowisko pedofilów, korupcji, kłamstwa.

Postulat

Co robić ? Nie chrzcić ! Od tego trzeba zacząć. Nie oddawać nieświadomych niczego niemowlaków w ręce pedofilów.

Lewy

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 480

Dodaj komentarz »
  1. @Lewy
    Nie trzeba przekonywac przekonanych. A przekonani sa zarowno ateisci jak i wierzacy. Im bardziej sie probuje przekonac wierzacego aby dal sobie spokoj z ta sterta bzdur, tym gorszy efekt . Ot, taka przewrotnosc natury ludzkiej. Niewierzacy tez chrzcza dzieci, tez biora koscielny slub , urzadzaja dzieciom komunie i katolicki pogrzeb babci. I wiadomo dlaczego. Nikt tego nie zmieni procz samoistnie nastepujacej sekularyzacji. Jedyne co mozna, to naglasniac wszelkie afery kleru, domagac sie zmiany prawa. Polacy cierpia na osobliwy rodzaj schizofenii, sa w stanie optowac za zniesieniem religii w szkole ale beda dzieci posylac na katecheze do sal ketechetycznych przy kosciele. Tyle, ze jak trzebabedzie za to placic to juz czesc rodzicow nie posle. Ale odnosze wrazenie, ze w Polsce jednak cos sie zmienia. Ze juz nie ma tak bezkrytycznego zaufania do kosciola. Afery pedofilskie, filmy na ten temat jednak zmienily stosunek do KK choc to jeszcze nie jest tak mocno widoczne i moim zdaniem trzeba troche czasu aby koscioly zaczely pustoszec. Ale, ze zaczna to pewne.

  2. @Polacy to ochrzczeni poganie przywiazani do rytualow. Wiara przecietnego Polaka-katolika to takie nieco bardziej rozbudowane odpukiwanie w niemalowane drewno. Zestaw zwyklych przesadow.

  3. Lewy, droga życiowa, którą wybiera kandydat na księdza, który ma pomagać ludziom w drodze do zbawienia, okazuje się w wielu przypadkach testem na przetrwanie w warunkach utraty wiary lub jej instrumentalizacji, w warunkach generalnego zakazu, który obowiązuje jawnie, a niejawnie jest zakazem-kpiną z zasad i obowiązków, w warunkach prowadzących w krótkim czasie do zapoznania się z realiami kapłaństwa ciężko zaprzeczającymi marzeniom i oczekiwaniom adepta kapłaństwa.

    Realiami, które są ściśle praktycznie (zawodowo) wykorzystywanymi przez duchownych i mającymi związek z wiarą wyłącznie fasadowy. Z realiami, które wytwrzają mnóstrwo pokus, wynoszą duchownego w szacunku i zaufaniu wiernych niebywale wysoko, do strefy uwielbienia, a jednocześnie jest to wynoszenie do bezkarności.
    W tych realiach wiarę utrzymać mógłby tylko jakiś mocarz duchowy, niezłomny człowiek który byłby w stanie przejść przez te wszystkie okoliczności i zachować coś w rodzaju niewinności (mimo grzeszności), wiarę w ludzi, w pomyślność i uczciwość swoich działań opartych przecież na indoktrynacji.

    Władza deprawuje. Władza niekontrolowana jeszcze bardziej deprawuje.
    Ksiądz posiada pewną cząstkę władzy duchowej. Utrzymanie i rozwijanie władzy duchowej, to jego posłanie, zadanie, misja, przy czym jeśli pominiemy te wzniosłe cele, to pozostaje tylko władza, a władza, im bardziej jest niekontrolowana przez podległych jej ludzi, tym bardziej deprawuje.

    Stąd taka wielość deprawacji w KK i idące za tym takie gwałtowne, niemoralne postępowanie zwierzchników kościelnych, w którym przełożeni ci usiłują ukryć, zaprzeczyć, schować pod dywan zjawiska, które mogłyby zaświadczyć dla wiernych o tym, że Kościół nie jest taki święty jakim się przedstawia, że powołania kapłańskie obywają się chyba bez pośrednictwa ducha świętego, że kapłani potrafią grzeszyć dużo intensywniej i dotkliwiej dla drugiego człowieka niż świeccy i nic wielkiego się nie dzieje poza powtarzaniem mantry, ze Kościół jest święty, ale ludzie w nim są grzeszni, bo taka jest natura człowieka.

    Ukrywanie czynów pedofilskich duchownych przez hierarchię kościelną jeszcze bardziej zaświadcza dla wiernych, ze KK nie jest i nie był święty. Ukrywanie, to stara tradycja, funkcjonująca od wieków w KK.

    Istotą problemu pedofilii w KK nie jest jej występowanie (które wedle oczekiwań wiernych powinno być bardzo rzadkie, śladowe), ale ukrywanie tego zjawiska przez hierarchów kościelnych w imię zasady – o czym się nie mówi, tego nie ma. Taktyka odwieczna dziś mająca krótkie nóżki.
    Pzdr, TJ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szkoda, ze nie masz fotki swojej pieknej. Kiedy powiedzialam Szperkowi, ze nazwalas go demonicznym, od razu pognal do lazienki. Siedzi tam teraz przed lustrem, robi miny i sie napawa.

  6. @ Mag
    , oj to do ciebie oczywiscie.

  7. Lewy, podoba mi się ta pamfletowa mieszanka groteski ze zjadliwą i bardzo trafną krytyką.

    Do seminariów, zwanych w metajęzyku kościelnym „wyższymi uczelniami”, a w języku oddającym rzeczywistość są to więzienia z regularną przemocą stosowaną metodycznie – i stąd zapewne owa naukowość nazwy – trafiają niemal wyłącznie chłopaczkowie straumatyzowani.
    O czym zwykle nie mają pojęcia. Są na to zbyt niedojrzali, żeby rozpoznać swój wewnętrzny stan, a jednocześnie są już wstępnie oślepieni w parafii przez proboszcza, środowisko, w tym także rodzinne i zanurzeni w fantazmatach wiary, które biorą za rzeczywistość i prawdę.

    Nie mogą więc wierzyć w bozię, poza zupelnie jednostkowymi przypadkami, wierzą w wiarę w bozię. O ile w ogóle wierzą, choć – co pewnie najczęstsze – jakieś ogólne rojenia o bozi są im przydatne do tego, by się w tych przybytkach wulkanizacji człowieka do postaci konsekrowanej, znaleźć. To taki rodzaj bezpiecznika na przygody które na nich w seminariach czekają.

  8. Klerycy na ogol cierpia na skutek pewnej niedojrzalosci, ifantylizmu, ktory sprawia, ze zamiast do swiata lgna do bozi.
    Infantylnosc :
    brak dojrzałości psychicznej, intelektualnej, emocjonalnej itp.; niedojrzałość, naiwność, infantylizm. /wiki/
    Seminarium konserwuje te postawy i utrwala. Pierwsze odkrycia i zabawy o charakterze seksualnym u dzieci , odbywaja sie na ogol przy wspoludziale osoby tej samej plci. Nie ma w tym nic dziwnego ani homoseksualnego kiedy dwoch kolegow lub dwie przyjaciolki ogladaja i porownuja swoje cialo. Ale z szybko wyrastaja z tych zabaw. A tymczasem w seminarium mlodzi chlopcy zdaja sie pozostawac na etapie tego typu niedojrzalosci, co z czasem utrwala postawy homoseksualne i wreszcie sklonnosc do pedofilii. Znam wielu duchownych, ktorych nawet sposob mowienia jest jakis zdziecinnialy, dziwnie przeslodzony i rozwlekly. Z pewnoscia wiecie o co mi chodzi.
    Od takich trzymalabym dzieci na odleglosc strzalu armatniego.

  9. @ Tanaka
    „… trafiają niemal wyłącznie chłopaczkowie straumatyzowani.
    O czym zwykle nie mają pojęcia. Są na to zbyt niedojrzali, żeby rozpoznać swój wewnętrzny stan,… ”
    Otoz to !

  10. @Lewy
    „Kiedy przestaje działać układ immunologiczny, komórka się degeneruje.”
    ……………………….
    Żebyś Ty wiedział, jak potężna prawda zawarta jest w tym zdaniu?
    To musiałbyś wiedzieć, co powoduje tę degenerację. Wiesz?
    Wiesz, „kiedy” i dlaczego „przestaje działać układ immunologiczny”?
    Podejrzewam, że nie wiesz. Ale….

  11. @
    „Infantylizm emocjonalny

    Infantylizm emocjonalny to zaburzenie występujące u dzieci. Jest zaburzeniem dojrzewania psychicznego wskutek sytuacji w domu lub szkole. Odpowiadają za niego najczęściej błędy wychowawcze, zła atmosfera w domu (przemoc, rozpad małżeństwa rodziców). Również brak akceptacji ze strony rówieśników i niska samoocena mogą opóźnić rozwój intelektualny.
    Ten rodzaj infantylizmu zwykle nie wymaga pomocy psychologa i ustępuje samodzielnie wraz z wiekiem.”
    Więcej: https://www.chillizet.pl/Zdrowie/Psychologia/I
    Zwykle – nie wymaga pomocy psychologa. Wyjatki , ktore zamiast do psychologa trafiaja do seminariow , maja zagwarantowane odchylenie od normy.

  12. „potrzebują wiary; taka jest natura większości ludzi”

    Serio?

  13. @jakub01
    6 czerwca o godz. 22:24
    @Polacy to ochrzczeni poganie przywiazani do rytualow. Wiara przecietnego Polaka-katolika to takie nieco bardziej rozbudowane odpukiwanie w niemalowane drewno. Zestaw zwyklych przesadow.
    ………………………………………..
    Zgadzam się.
    To nawet nie jest jakaś wiara, ale robienie czegoś na „odpierdol”.
    „Odpierdol” się ode mnie, bo wierzę, chodzę do kościoła i dzieci moje też, tak, jak ja.
    Ot cała polska filozofia WIARY. I tak od wieków. Z filozofią ma to niewiele wspólnego, ale jak to się mówi, tak to się mówi. No bo, „WIARA CZYNI CZŁOWIEKA GŁUPIM”.
    I jak tu dyskutować z przytłaczającym nadmiarem głupców? Zabiją cię przytłaczającą masą.

  14. Czy ta organizacja może czymś zadziwić…

    Catholic Church spent $10.6 million to lobby against legislation that would benefit victims of child sex abuse

    https://www.cbsnews.com/news/catholic-church-scandal-spent-10-million-lobbyists-fight-extension-statutes-of-limitations-child-sex-abuse-vicims/

  15. @Optymatyk,
    ale zauwaz, ze dzieki takiej wlasnie „filozofii wiary” czlowiek zyskuje najwiecej! Nie niepokoi go zadna watpliwosc, ba! Zadna glebsza refleksja w ogole! Lazi tam do tego kosciola raz w tygodniu albo raz na rok, wrzuci dwa zety na tace, kleka, wstaje, siada, zintonuje jakies zdrowas a reszte wymruczy, klepnie jakas bzdure na spowiedzi i niebo ma jak w banku.
    Zbawienie takim kosztem? A do tego sam pan Jezus powiedzial mu zeby byl jak dziecko, a dzieci nie potrzebuja zadnej filozofii. Za duzy zysk zbyt malym kosztem aby sie go wyrzec na rzecz…? No wlasnie na rzecz czego? Moralnego niepokoju? A po co to komu?

  16. @ PS.
    A do tego nie tylko jest po dobrej stronie mocy, co mu gwarantuje zycie wieczne ale i w zyciu doczesnym lepszym sortem Polaka.

  17. @jakub01
    Ja w sprawie kota i fota. Nie wiem czy ci już ktoś napisał, że nie można dodać na blog fotki z własnego kompa, ale trzeba ją umieścić na serwerze zewnętrznym, np. w gmail, flickr czy innym. Wtedy możesz dać linka do swojego zdjęcia na takim serwerze.
    Jak masz konto mailowe na gmail, to nie ma problemu – automatycznie masz tę opcje zdjęciową po prawej stronie.

  18. @Lewy & Co.

    Wydaje mi się, że podstawowym błędem, a nawet przestępstwem, wychowawczym jest wmawianie dzieciom nieomylności starszych i świętości hierarchii. W praktyce odbywa się to poprzez zatajanie wielu naturalnych obszarów życia – jak będziesz starsza/y… Niestety, wtedy jest już za późno na własne zdanie. Dlatego większość idzie niewłasną drogą przez życie i narzeka, ma problemy psychiczne, wyładowuje się na własnych dzieciach i cykl się powtarza. Dosadnym przykładem jest powszechne nazywanie rządu „władzą”. W demokracji!!! Kk po prostu korzysta z sytuacji i w ścisłaj współpracy z rządzącymi (praktycznie wszystkimi rządami III RP, o wcześniejszych szkoda pisać) podtrzymuje mit o nieomylności (a tym samym niekaralności) hierarchów.
    A przecież wszelki postęp ludzkości bazuje na cytowanym w nagłówku LA stwierdzeniu Kotarbińskiego.

  19. Mój krótki szkic oczywiście nie wyczerpuje kwesti KaKa. Gdzieżby tam ? Nawet Deschner w 10-ciu tomach nie wyczerpal do końca owej choroby, jaką jest chrześcijaństwo.
    Po prostu wypowiedziałem się, a Wy , np. Tanaka, Jakub czy Tejot dorzucacie do tego kolejne argumenty i myśli.
    Natomiast chciałbym sie odnieść do krotkiej wypowiedzi @bubekró
    „potrzebują wiary; taka jest natura większości ludzi”, który tak to spointował „Serio ?”
    Ano serio , kolego. Rzecz w tym, że jestesmy wytworem ewolucji i wciąż ewoluujemy. Okazuje się, że w przebiegu tej ewolucji, jedni ewoluowali szybciej inni wolniej. Ci „wolniejsi” są w przewadze ilościowej i tak to trwa od tysięcy lat i pewnie bedzie jeszcze długo trwać. Czy to takie wielkie odkrycie, że więcej jest ludzi niemądrych, bezkrytycznych, umysłowo leniwych , a tylko jakiś procent tych bardziej wyewoluowanych Darwinów. Mówienie glupcowi, że jest głupcem, jest bezproduktywne.
    Oczywiście tu na tym blogu, możemy wyrażać swoje opinie (do czasu !),obnażać nonsensy wierzeń, guseł. Natomiast jeśli chcemy okiełznać watykańską sekte, to raczej należałoby sprzyjać innym, konkurencyjnym dla tej sekty kościołom. Namawiać kogos, kto łaknie wiary, by szukał jej gdzie indziej, bo katolicyzm to zdegenerowana , wypasiona mafia sybarytow, klamców, pedofilów. Skuteczną strategią byłoby odebranie monopolu na „wiarę” KaKa..
    W 1517 roku Luter ogłosił swoje 95 tez skierowane przeciwko papiezowi. W 1520 spalił bullę papieską. Luter to nie był poczciwina, był mizoginistą, antysemitą, wierzył głeboko w słowo boże, w to co podaje Biblia (przetłumaczył ją na niemiecki). Ale ten augustianin dokonał wielkiego przełomu, podważył autorytet kościoła, papieza. Uznał, że człowiek winiene się kierować głosem włsnego sumienia a nie poddawać się autorytetowi nauczycielskiej władzy kościoła, odrzucal prawo kanoniczne.
    W sumie Luter nie była to sympatyczna postać, ale to on utorował drogę takim ludziom jak Giordano Bruno, Kopernik , Galileusz.
    W Stanach aż buzuje od wierzeń, ciągle pączkują, rodzą się jak bańki mydlane kolejne sekty, kolejni ewangeliści skupiają łaknące „słowa bożego” owieczki. Ale właśnie dzięki tej religijnej „polifoni” KaKa dostał tam po łapach; tam dziennikarze w Bostonie ośmielili sie przeprowadzić śledztwo na temat pedofili wśród duchownych, tam sedziowie „osmielili się” wydać wyroki skzujące. No i ruszyła fala, która może w końcu nadszarpnie i skruszy mury bezkarnego Watykanu.
    W „Prerii” Coopera wędrowcy są zagrożeni pożarem prerii, Sokole Oko podpala przed obozowiskiem wysuszoną trawe i ogięń idzie na spotkanie pożarowi , Szczepionka jest to osłabiony zarazek.

  20. @jakub01
    7 czerwca o godz. 2:40
    …………………………….
    Czyli zwykły, choć nieświadomy „zakład Pascala”, bo niby skąd przytłaczająca większość mogłaby o tym wiedzieć ?, na katechezie o tym ani mru mru.
    W zamian mam psychiczne zdrowie, ale to już gadka nie do nich. Wiem.

  21. @Lewy 7 czerwca o godz. 7:28
    W Stanach aż buzuje od wierzeń, ciągle pączkują, rodzą się jak bańki mydlane kolejne sekty, kolejni ewangeliści skupiają łaknące „słowa bożego” owieczki. Ale właśnie dzięki tej religijnej „polifoni” KaKa dostał tam po łapach;
    Iiii tam, to nie dzięki temu, że cośtam ciągle „pączkuje”.
    Tutaj od początku, niejako z definicji Stanów Zjednocznych katolicyzm był spóźniony i kiedy się pojawił w zorganizowanej formie był niemile widziany.

    A współcześnie to nie nowo bąblujące sekty tylko siła i autonomia świeckiego państwa prawa umożliwia ciąganie Księży pedofilów i ich zwierzchników po sądach.

    Sojusz mocnych i fanatycznych jak nie wiadomo co ewnagelików z mocnymi Żydami tworzy atmosferę zdrowej przeciwwagi dla organizacyjnej potęgi Kościoła katolickiego, ale sama atmosfera nie wystarczyłaby. Co nie zmienia faktu, że w środowiskach katolickich dewotów albo tylko katolików zblatowanych (przez bycie absolwentem katolickich szkół, przez kręgi towarzyskie) z funkcjonariuszami Kościoła popularne jest oskarżenie, że procesy księzy-pedofilów to jest „zorganizowany i celowy, protestancki atak na Kościół wykonywany rękami żydowskich prawników”.

  22. @Lewy
    7 czerwca o godz. 7:28

    „Okazuje się, że w przebiegu tej ewolucji, jedni ewoluowali szybciej inni wolniej. Ci „wolniejsi” są w przewadze ilościowej i tak to trwa od tysięcy lat i pewnie bedzie jeszcze długo trwać. Czy to takie wielkie odkrycie, że więcej jest ludzi niemądrych, bezkrytycznych, umysłowo leniwych , a tylko jakiś procent tych bardziej wyewoluowanych Darwinów.”

    No, to sprowokowałeś kilka znaków zapytania.

    Którzy ewoluowali szybciej, a którzy wolniej? Ci z linii wolnej mają inne mózgi? Jeśli rodzice są z linii wolnej, to ich ich dzieci tylko dzięki błyskawicznej mutacji pozbywają się potrzeby wiary? W Czechach rozpylano jakiś mutagen, skoro tylu tam ateistów – a może ukrywają swoją prawdziwą naturę? I co znaczy szybciej, wolniej – ewolucja ma jakąś metę? A co z tymi, którzy w dzieciństwie mieli potrzebę wiary, a potem się jej pozbyli – dalej ta potrzeba jest częścią ich natury?

  23. zza kałuży
    7 czerwca o godz. 7:59
    Też masz rację. Po prostu widzisz to pod innym kątem, z innej perspektywy, może nawet lepszej ?

  24. bubekró
    7 czerwca o godz. 8:00
    Zadajesz mnóstwo niejasnych pytań. Np. co znaczy szybciej, wolniej-ewolucja na jakąś metę ?” Ano szybciej znaczy szybciej niż wolniej, a wolniej znaczy mniej szybciej.
    może Cię taka odpowiedź zadowoli ? A ewolucja nie ma żadnej mety, bo jest bezcelowa.

  25. zza kałuży
    6 czerwca o godz. 23:14

    Kawał tekstu. To, że nie ma nic o Świętym Ojcu Świętym, to jeden z ważnych sygnałów tego, co autorka omawia, choc chyba nie całkiem jest tego świadoma: złej diagnozy i złych środków zaradczych.

    Zła diagnoza wynika ze złej woli, a po części z zaślepienia, które utrudnia zobaczenie istoty tej potworności. Istotą nie są odosobnione przypadki, choćby ich było wiele, mnóstwo, gigantyczne ilości, ale ciągle odosobnionych, będących poza istotą Kościoła kat, a właśnie wynikających z samej jego złej istoty.

    Nie może dziwić osoby przytomnej to, o czym pisze autorka: działania w teorii i nawet intencji tego i owego mające wreszcie doprowadzić do ostatecznego wyrugowania pedofilii, są rozmywane, są tłumione, grzęzną, są sabotowane, a jeśli już, to ruchy są pozorowane, płytkie, ograniczone w zasięgu w sumie nie prowadzące do celu, do jakiego – w pustosłowiu Franciszka i paru jego biskupów – miałyby prowadzić.

    Gdyby zaś cel miał być osiągnięty, osiągnięty zostanie zupełnie inny cel: upadek Kościoła kat. I bardzo dobrze!
    Ale cel taki w żadnym razie nie jest zamysłem nikogo wewnątrz (chyba że jest to zdrajca świętej sprawy) , a jeśli ktoś wewnątrz ma jakieś sensowne władze sądzenia, pojmuje, do czego by to doprowadziło. Stąd i opór także tych więcej pojmujących, którzy też muszą być moralnymi cynikami i bronić przedsiębiorstwa przed upadkiem.

  26. @Optymaty,
    trudno aby katecheza obejmowala takie zagadnienie jak zaklad Pascala.
    Na lekcjach katechezy podobno uczy sie katechizmu. A tymczasem slysze od mlodych ludzi, ze np.trojca swieta to bog ojciec, matka boska i Jan Pawel II, co swiadczy zarowno o pilnosci uczniow jak i zdolnosciach katechetow do przekazywania wiedzy. Ja katechizmu nauczylam sie w wieku 6 lat i do dzis pare rzeczy pamietam. Mimo to jakos nie nasiaknelam za mlodu, moze dlatego, ze mialam swietna siostre katechetke. Opowiadala stary testament tak barwnie, ze od poczatku wiedzialam, ze to bajka. Ale na mszy zasypialam wiec przestalam w ogole chodzic do kosciola. Lubie koscioly zwiedzac ale wowczas, gdy nic sie tam nie odprawia, no i oczywiscie zabytkowe swiatynie a nie te nowe koszmarki architektoniczne.

  27. @Ewa-Joanna
    Dzieki.

  28. @Lewy
    ewolucja „promuje” najlepiej przystosowanych do srodowiska a to wcale nie musza byc ci najbardziej inteligentni, zwlaszcza, ze nie ma juz naturalnego doboru wsrod ludzi. Postepy medycyny sprawiaja, ze nie umiera juz charlactwo,wczesniaki, i wszelkie inne dzieci ,ktore jeszcze sto lat temu nie mialyby wielkich szans na przezycie. Material ludzki z jakosci przeszedl w ilosc. Mysle, ze ludzkosc (jak ja nie cierpie tego slowa!) ma swoj zloty wiek za soba.

  29. @Lewy
    7 czerwca o godz. 7:28

    Domyślam się o co Tobie chodzi z „szybkością ewolucji”. Być może coś w tym jest ale według mnie za mało, by wyjaśnić co się dzieje.
    Nasze możliwości umysłowe są jednak ogromne. Uczymy się od zera mówienia, pisania, liczenia i wszystkiego, co konieczne do życia w danych warunkach. I to ostatnie jest decydujące, czyli w jakich warunkach dorastamy. Przecież rodzice chcą dobrze dla nas, a nie dla społeczeństwa, więc próbują nas tak wychować, byśmy sobie w tym społeczeństwie dali radę: chrzczą, wybierają szkoły, żony/mężów, itd. Takie działanie nazywa się tradycją i prowadzi do zastoju społecznego, z którego natychmiast korzystają różni „nawiedzeni”.

  30. Lewy

    „Byli, są i zawsze będą ludzie, którzy potrzebują wiary; taka jest natura większości ludzi”.

    O ludzkiej „naturze” nie wiem nic, tym bardziej więc nie wiem, skąd mniemanie o „większości”. O wyrazie „większość” wiem, że jest gadaniową podpórką: Z tego, że dwie moje koleżanki sądzą, wyciągam wniosek, że „większość” sądzi. Podpieranie się „większością” jest epidemiczne, więc może to jest „natura większości ludzi”?

    Sformułowanie, że potrzeba wiary jest naturą większości ludzi sugeruje, że to potrzeba biologiczna, czyli przekazywana w genach, co, oczywiście jest absurdem. Wiara jest jedną ze zdobyczy cywilizacyjnych, a te są przekazywane drogą zwyczajnej językowej komunikacji, inaczej mówiąc kandydaci na ludzi są ich UCZENI. Potrzeby cywilizacyjne są nabywane drogą uczenia się, a nie dziedziczone. To dorobek kulturowy, nie biologiczny. Wiara religijna jest wklepywana w niewinne dziecięce umysły możliwie najwcześniej, żeby ją można było reklamować jako potrzebę „wrodzoną”. Bo skąd by ateista krzyczał „O Jezu!” zamiast „Kurrrwa!”, gdyby nie miał wrodzonej wiary w Boga. W związku z tym nazywanie wiary religijnej „potrzebą” jest oszustwem roznoszonym po świecie przez Kościoły i głupawe media. Wiara religijna to tylko przekazywany z pokolenia na pokolenie ZWYCZAJ, a nie dziedziczna, gatunkowa potrzeba ludzkiego umysłu. Podobnie jak nie jest dziedziczną potrzebą pisanie i czytanie czy posiadanie blaszaka.

    Rozmawiałem z doktorantem-muzułmanem, który powiedział mi, że muzułmańskie dziecko rodzi się z wiarą w Allaha. Na zdrowie.

  31. @jakub01
    7 czerwca o godz. 8:42

    A ja myślę, że jedyny „złoty wiek” ludzkości, to gorączka złota.

  32. jakub01
    7 czerwca o godz. 8:31

    Ja katechizmu nauczylam sie w wieku 6 lat i do dzis pare rzeczy pamietam. Mimo to jakos nie nasiaknelam za mlodu, moze dlatego, ze mialam swietna siostre katechetke. Opowiadala stary testament tak barwnie, ze od poczatku wiedzialam, ze to bajka.

    Skoro pamiętasz, jest w tym figlarnej książeczce i takie, fundamentalne zresztą, orzeczenie: jest jeden Kościół, powszechny i apostolski.. i tak dalej. Jakoś tak to brzmi, bo z pamięci cytuję. Istotne jest sformułowamie, że jest jeden.
    Tymczasem, różni wydłubywacze i manipulatorzy, którzy wolą sie odcinać od tego, co im w tym Kościele kat nie pasuje (dobrzy ludzie, hahahah!) gadają, że są jakieś różne Kościoły, takie miłe, dobre, grzeczne i tak dalej. I to one, rzekomo, mają być tym prawdziwym Kościołem kat.
    Czym w takim razie jest ta reszta, lepiej nie pytajmy krętaczy. Bo też musi być prawdziwa. Z mocy katechizmu i katolickiej logiki. Gdyby bowiem katolicka logika przyznała się do tego, że reszta jest nieprawdziwa, to ten prawdziwy Kościół w Kościele musiałby zlikwidować ten nieprawdziwy, jako uzurpatorski, bałwochwalczy i bluźnierczy, siejący zgorszenie. Tego jednak nie robią. Bo też i nie mogą. Ci prawdziwi są bowiem tak drobnym marginesem wobec tego nieprawdziwego, że ten nieprawdziwy czapkami, piuskami ich nakrywa i pod piuskami ani pisną. A jakby im nieprawdziwy pieniądze i materialność odciął, skończyłby szybko ten prawdziwy Kościół kat jak Szymon – na słupie.

    Ale na mszy zasypialam wiec przestalam w ogole chodzic do kosciola. Lubie koscioly zwiedzac ale wowczas, gdy nic sie tam nie odprawia, no i oczywiscie zabytkowe swiatynie a nie te nowe koszmarki architektoniczne.

    Kościoły bywają piękne. Głownie te stare, gotyckie, niezapaskudzone nadmiarem wrzasku dekoraliów w środku, a zachwycające czystością formy. I puste, albo prawie puste. Kilka osób, ledwo zauważalnych – i można się dobrze poczuć oraz pogadać ze swoją duchowością całkiem nieboską.
    Zdarzają się też kościoły czy kaplice nowoczesne, naprawdę świetnej roboty. Wśród nich jest taka mała kaplica wykuta w skale, pod powierzcnią terenu, w środku Helsinek. Znany obiekt i kapitalna, organiczna w sensie dosłownym architektura, bo wnętrze zostało ukształtowanie właśnie w skale, w Ziemi. Świetna akustyka, kameralność, uniwersalność, brak pretensji konfesyjnej. I woda, która cieknie po ścianach. Obiej natury. Genialna robota prostych Finów, co nie mają swojego Świętego Ojca Świętego, byli przez stulecia okupowani a to przez Szwedów, a to przez carów, z największą cerkwią poza Rosją stojąca na szczycie wzgórza w Helsinkach i centralnym placem miasta poświęconym pamięci cara Aleksandra, z jego wielkim pomnikiem.
    I nie jęczą i nie komercjalizują swojego historycznego cierpienia.
    Tacy ludzie. Odwrotność Polaka.

  33. Qba
    7 czerwca o godz. 8:55

    @jakub01
    7 czerwca o godz. 8:42

    A ja myślę, że jedyny „złoty wiek” ludzkości, to gorączka złota.

    To by mogło być trafne, ale wystarczy ze dwie myśli przyłożyć i jest wątpliwość: gorączka złota była zarazem gorączką kolonizowania Ameryk i wyrzynania miejscowych. Komu więc gorączka, temu gorączka, a komu złoto, temu złoto.
    Pozostaje więc, umowny, dowcip twierdzenia.

  34. Ciągle natykam się w Lyonie na trójki Świadkow Jehowy. Ustawiają stelaże ze swoimi pisemkami, książeczkami, stoją od rana do wieczora, obrzucając przechodniow przylepnymi spojrzeniami. Są grzeczni, przymilni. Wygląda na to, że oni rzeczywiście wierzą w swojego boga, że to nie kwestia rutyny, jaką przejawiają katolicy.
    Ale obawiam sie, że gdyby ci fanatycy zdobyli władze, gdyby uzyskali przewagę, to byliby groźni.
    No cóż w dalszym ciągu uważam, że wiekszość ludzkości potrzebuje tego religijnego opium i czy to w genach, czy w kulturze, można by rozważać.
    No może niektorzy przerzucili się na bardziej nowoczesne „religie” jak piłka nożna, nacjonalizm, pisizm itp. Zawsze tu chodzi o ludzi ograniczonych, nietolerancyjnych..
    Wszyscy jesteśmy idiotami, ale prawdziwym idiotą jest ten, ktory nie wie , że jest idiotą (taka wersja Sokratesa)

  35. W zapodanym przez @za kałużę tekście zaciekawił mnie eufemizm „surviver”. Może to wynika z mojej sredniej znajomości angielskiego, ale „survivers” odnosiłem do tych, co przetrwali, np. szkoły przeżycia, jakiegoś obozu szkolącego komandosow.
    Ale faktem jest, że niektóre ofiary nadużyć seksualnych nie przetrwaly, przedawkowały narkotyki, utopiły sie, zastrzeliły.
    A ci co przetrwali, przeżyli, połamani psychicznie ? Czy można ich traktować jako wyszkolonych komandosow ?

  36. @Qba
    Coz? Mimo wszystko mysle, ze Wergiliusz, ze Homer czy inny Szekspir, ze te piramidy i takie tam, nawet lot na ksiezyc. Wszystko to jakos czlowieka pocieszalo, ze nie taki glupi. A internet? Jakos mi sie to wydaje dziwnie slabym wynalazkiem bynajmniej nie sklaniajacym do myslenia. Ot zabawka, ktora zachlysnely sie masy podczas gdy resztki geniuszu ludzkiego spozytkowuje sie na wymyslanie coraz to ciekawszych metod na wzajemne wyrzniecie. Jakby malo bylo tych wszystkich super-broni.Dlaczego do cholery najpierw armia?! Chorobliwie nie znosze wszelkich mundurow. Sutanna to tez mundur.

  37. @wbocek,
    ja mowie -Jeezu, z pelna swiadomoscia zapozyczenia, a do tego jak mi czasem wygodnie, to wzywam wszelkich innych bogow jacy mi tylko przychodza na mysl z Huitzilopochtli wlacznie.

  38. jakub01
    7 czerwca o godz. 10:08
    Jak kogos ukłuje osa, to z automatu krzyknie ” qrwa!”, albo jak jest z dobrego domu to krzyknie „kuźwa”, no i czasami „o jezu!”. Ale chcialbym Ciebie zobaczyc, jak Ty wtedy krzykniesz „O huitzilopochtli”. Przeciez połabyś sobie jezyk

  39. @Lewy 7 czerwca o godz. 9:47
    Może to wynika z mojej sredniej znajomości angielskiego
    Marzyłbym aby móc z taką jak ty swobodą czytać artykuły we francuskim odpowiedniku „The Atlantic”. 😉

  40. Religia, wiara może nie być potrzebą pojedynczego człowieka, lecz jak wskazuje historia, religie były wszędzie. Mocnym dowodem na to były religie wykształcające się w Mezoameryce oraz w Andach, niezależnie od Europy, Azji i Afryki.

    Odpowiedź na pytanie dlaczego religie były niemal zawsze sprzężone z władzą, funkcjonowanie religii było nieodłączna częścią funkcjonowania władztwa cywilnego nad ludźmi, to jest inny, bardzo poważny problem do rozpatrzenia. Ten problem trwa w Umęczonej od wieków.

    Wraz z rozwojem cywilizacji kształtowały się religie. Bardzo różne, mnóstwo odmian, w każdej chodziło o kult czy to słońca, czy upierzonego węża, w każdej występowało pojęcie ducha.
    W Ameryce cywilizacje kształtowały się od zera, tak samo religie. Ameryka, to trzecie po Europie i Azji na Ziemi, niezależne laboratorium kształtowania się religii, które zaświadcza o nieuchronności wyewoluowania religii i o nieodłączności religii od władzy zachodzącej w trakcie rozwoju cywilizacji.
    Wspólnym mianownikiem dla całej ludzkości był kult. Kult przodków, kult słońca, kult świętych zwierząt, kult herosa, nauczyciela, zbawiciela. Nieco odmienny jest buddyzm oraz chińska duchowość, niemniej kulty tam się wykształciły.
    Kult to zjawisko społeczne, a nie potrzeba indywidualnego człowieka. Człowiek jest istotą stadną i zmuszany był do podporządkowania się, do brania udziału w obrzędach, a tym samym wyznawania religii, choćby przez udawanie (najczęstszy przypadek).
    Samo praktykowanie kultu w religiach było utożsamiane z wiarą, było przekazem wiary, samonapędzającym się.

    W społecznościach nazwijmy je prymitywnymi nie branie udziału w obrzędach jest nie do pomyślenia.
    Pzdr, TJ

  41. @bubekró 8:00

    No cóż. Uważa się, że mutacje (a to one są źródłem zmienności genetycznej) w organizmach zachodzą w mniej więcej stałym tempie, co pozwala na szacowanie, kiedy dochodziło do rozdzielenia się poszczególnych linii ewolucyjnych. Ale i tak są to szacunki bardzo mocno przybliżone; w najlepszym wypadku (jeśli chodzi o kopalny DNA) ich dokładność wynosi od kilku do kilkunastu tysięcy lat. Gdzież im tam do dokładności datowania radiowęglowego (tu z kolei mamy do czynienia z ograniczeniem dotyczącym dolnej granicy horyzontu czasowego).

    Dodatkowo trzeba by było uwzględnić pewną dozę szczęścia. Mutacja powinna dawać choćby minimalną przewagę i jeszcze nosiciel takiej musi dożyć momentu, w którym będzie w stanie przekazać potomstwu tę swoją korzystną cechę. Do tej pory się to udawało.

    A i tak są liczne dowody, że w pewnych miejscach ewolucja postępuje szybciej niż w innych. Chyba najbardziej znanym jest Jezioro Tanganika i pielęgnice tam występujące. Pewnie nie mniej popularnym przykładem są Wyspy Galapagos i tamtejsze łuszczaki.
    O genetycznym podłożu wiary jakoś mi ciężko się wypowiadać.

  42. @Lewy
    a wlasnie mialam o tym napisac! Wizyta u kardiologa, rozmawiam na korytarzu z moim ex po polsku, a tu nagle jakas pani sie wita. Polka. Sympatyczna taka i jakos tak od razu sie przedstawila, poopowiadala o sobie, anim sie obejrzala jak sie umowilam na kawe. A co mi tam mysle, lubie ludzi poznawac. Przyszla na spotkanie z kolezanka. Tez mila.
    Gadu, gdu i po pieciu minutach lup mi Straznice i jeszcze jakies inne badziewie. Az mnie zamurowalo. I dawaj mi tlumaczyc, ze bozia swiat stworzyla, bo przeciez nie moze byc cos z niczego. I o teorii wielkiego wybuchu slyszaly i o teorii wiadomej i wogle. Uprzejmie, grzecznie bez oszolomstwa, slowem wyzsza szkola oglupienia. Tylko obie jakies takie przygaszone z letka. No to ja sie pytam czy sa szczesliwe? Widac nie bardzo byly bo jakos nie mialy ochoty na nastepne spotkanie, na ktorym znow zapytam jak tam z samopoczuciem sama przy tym emanujac stanowczo zbyt wielkim jak na bezboznika zadowoleniem z zycia.

  43. @tejot 10:21

    Ale przecież rdzenni Amerykanie przenieśli się tam z terenów Eurazji z całym kulturowych dziedzictwem, które rozwinęło się jeszcze na terenach, z których emigrowali. Nic tam od zera nie powstało.

  44. @jakub01 10:24

    Może za gorąco im było? Albo siedziałyście przy kawie bezkofeinowej? Wódeczki trzeba było polać. Odrobinkę.

  45. @Lewy,
    prawda, ze nieraz zakurwie ostro. Nie cierpie slowa „kuzwa” i uwazam za wyjatkowy idiotyzm. Albo czlowieku klnij normalnie albo wcale jak cie razi, a nie upiekszaj sobie. Ale tez jak wytne orla to nie przychodzi mi do glowy wrzasnac – o Jezu! Nie jest to u mnie jakis automatyzm. Juz predzej przeklenstwo.

  46. Mnie natomiast bardziej wkurza ten drugi tekst. Nie wiem, ale w pierwszym tekście jest mowa o podobno (dajmy mu kredyt zaufania, temu biskupu) pozytywnej postaci, co przynajmniej uczciwie próbuje. @Tanaka dobrze wyjaśnia, że mu się nie uda, z definicji tej organizacji, no ale próbuje.

    Drugi tekst pokazuje nam, że ten miły dzieciom Kościół działa jak dobrze naoliwiony mechanizm. Przed chwilą skończyłem oglądanie sceny zdobywania plaży Omaha w filmie „Saving Private Ryan” i postępowanie Kościoła w sprawie pedofilów skojarzyło mi się z obroną plaży przez hitlerowców.

    Dobrze zorganizowane, metodyczne, profesjonalne.

    Kościół, skonfrontowany z oskarżeniami o podłe postępowanie swoich funkcjonariuszy montuje obronę w ramach istniejącego porządku prawnego. Skoro dotychczasowe prawo pozwala domagać się odszkodowań osobom do 23 roku życia to zróbmy wszystko, aby tego prawa nie zmieniać.
    -Co?
    -Pojawiła się inicjatywa ustawodawcza przedłużająca okres dopuszczający skarżenie Kościoła aż do 55 roku życia ofiary? No to oczywistym jest, że musimy wyasygnować pieniążki w celu przekonywania, wpływania na prawodawców aby ta zmiana nie została uchwalona.

    A przeciez wydawałoby się, że skonfrontowany z ogromem podłości niektórych swoich funkcjonariuszy, tak jak hitlerowscy żołnierze na plaży Omaha byli ich dobrze świadomi po 5 latach wojny, pozostali funkcjonariusze Kościoła powinni wznieść ręce do góry i po prostu poddać się.

    Zaprzestać oporu, przestać iść w zaparte, przestać sie ostrzeliwać.

    Ale oni nie, oni dalej prowadzą zorganizowaną, profesjonalną obronę. Dalej uczestniczą w obronie podłej sprawy.

  47. A tymczasem histeria i wzmożenie częstochowskoobronne mają się jak najlepiej.
    Grupa, która zawłaszcza sobie piękną nazwę „Solidarność”, zobaczyła w programie sfery społecznej gdańskiego święta wolności i solidarności spotkanie z Piotrem Augustyniakiem, prowadzone przez Leszka Jażdżewskiego.
    I zawyła:

    https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/599352,jazdzewski-solidarnosc-kosciol-4-czerwca-konflikt.html

    Pani prezydent, w sposób parlamentarny posłała ich na drrzewo.
    Spotkanie się odbyło. I wcale nie chodzi o zbrojną napaść na krk, ale o otwarty umysł:

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4876440/wyspianski-burzenie-polskiego-kosciola

    Niestety, wystarczy słowo „kościół”, żeby niektórzy wpadli w amok.

  48. @paradox57
    No cos ty? Wodeczki ? Zeby mi sie baby gdzies potem wyhustaly? Ja sama nie pije ale one nie wygladaly na takie co by szczegolnie byly przeciw.Nie wpadlam na ten pomysl ale dobrze, bo i bez wodeczki byly dostatecznie zgnebione moim dociekaniem dlaczego tak czarno widza swiat skoro jest dobra bozia, co czuwa nad nami? A raczej nimi, bo od razu zastrzeglam azeby czasem tej bozi nie przyszlo do glowy nade mna
    czuwac. Spodziewaly sie bidule jakiej gadki typu jest-nie ma ale nie pytania,dlaczego sa takie smetne? Nawet na moment probowaly sie ozywic ale po chwili znowu zwiedly byly jakos. Jedyne co wydukaly, to ze nie masz radosci na tym swiecie ,a za to po smierci. Ale wybuchnelam smiechem calkiem szczerym, bo brzmialo to rozpaczliwie
    a ja nie mam litosci nad tymi sekciarzami. Do tego wkurzylo mnie to, ze tak podstepnie sie umowily, niby towarzysko , bez wyjasnienia, ze sa swiadkami jehowy i ze zamierzaja mnie nawrocic. A kawa byla kofeinowa i jak to tutaj bardzo mocna.

  49. @wujaszek wania
    dobra rzecz otwarty umysl ale nie tak aby sie mozg wylal.

  50. @ jakub01 10:52
    Dobrze, że nie zaproponowałaś im, żeby od razu przeniosły się do tego lepszego i weselszego, zamiast tak się mordować bez sensu.

  51. @paradox 57
    Nie jestem pewna czy same na to nie wpadly po naszej rozmowie.
    A tak prawde mowiac, to zdaje sie,ze ja caly czas gadalam.

  52. jakub01
    7 czerwca o godz. 10:08

    Chyba nie zauważyłaś, jakubku, że kpię z przypisywania wrodzonego pochodzenia wiary na podstawie wrzasków „O Jezu!” i tym podobnych przez ateistów.

    Nie ma w biologii żadnej religii. Jeśli ateiści tego jasno nie mówią, to odbywa się bliski religijnej mowie bełkot w wykonaniu ateistów. Nie ma w genach żadnej cywilizacji i żadnej kultury. To wszystko nabywa się nie drogą dziedziczenia, lecz uczenia się. Choć naukowcy zgadzają się, że można mówić o dziedziczeniu, ale tylko w znaczeniu nauczenia się od rodzicieli, od otoczenia. Jeśli w toku wychowania powstaje w kimś potrzeba, to tylko dlatego, że tę potrzebę w nim ukształtowano – świadomym uczeniem lub niekoniecznie świadomym podpatrywaniem przez uczącego się. Nie ma w człowieku żadnej potrzeby wiary religijnej, dokąd jej w nim nie zaszczepią drogą wbijania gumowym młotkiem w główkę. Tylko z mnogości ludzi wierzących powstaje głupie przekonanie o wrodzonej potrzebie wiary religijnej. Tylko że ta mnogość wzięła się z uczenia wszystkich bez wyjątku w dzieciństwie. Poza tym wątpię nawet przez nauczanie nabytą POTRZEBĘ WIARY RELIGIJNEJ. Ona się może objawiać w jednostkach, ale nie w miliardach. Na co dzień wierzący nie różnią się od ateistów i nie zajmują się żadną wiarą – odbębniają rytuały z większym, mniejszym zaangażowaniem i to wszystko. Kultywują wyuczone zwyczaje, a nie zaspokajają jakąś potrzebę. Oczywiście, w pojedynczych przypadkach może powstać potrzeba, a nawet nałóg, jak alkoholizm czy palenie. Dokąd nie poznałem pewnej ziemianki, nie miałem potrzeby przebywania z nią – identycznie jest z religią.

  53. Poprawka. Ma być: „Poza tym wątpię w nabytą nawet przez nauczanie POTRZEBĘ WIARY RELIGIJNEJ”.

  54. @jakub01 11:20

    Coś może w tym być

    Ale to już uwaga do admina. WordPress zdaje się oferować taką usługę, w której da się graficznie pokazać aktywność poszczególnych uczestników: częstość wpisów i ich długość w okresie, powiedzmy, ostatnich trzydziestu dni.
    Może warto by było, dla uspokojenia wyrzutów sumienia z tego powodu, podpowiedzieć takie rozwiązanie adminowi? Luźna sugestia.
    Wtedy jedni mogą zechcieć się ograniczyć, a inni zaktywizować.

  55. A tymczasem Armia Nasza (terytorialna), będzie jeszcze bardziej zwycięzska, natychana łaską niebios przez 35 kapelanów, za skromne co łaska minimum 5500 PLN miesięcznie dla każdego. Szable w dłoń, krzyże w dłoń, etc…. https://strajk.eu/obrona-terytorialna-w-imie-boga-trwa-kosztowny-nabor-kapelanow/

  56. @wbocku,
    alez zauwazylam, zauwazylam, tylko ja tak nie w zwiazku z tym.
    Co do reszty, to pelna zgoda. W genach nie tylko nie ma zadnej cywilizacji i kultury ale i w ogole zadnych cech osobowosciowych. Sa co najwyzej sklonnosci, ktore nie zawsze moga sie ujawnic a juz na pewno nie musza.
    Determinizm genetyczny nie istnieje jako ze wystapienie jakies cechy zalezy od ukladu genow i wzajemnych interakcji . Totez dziedziczne moga byc choroby ale nie potrzeby religijne, nawet jesli religie nazwiemy choroba umyslowa. Rownie dobrze mozemy twierdzic, ze rodzimy sie z biologiczna potrzeba posiadania pieniedzy.

  57. @jakub01

    Wracając do tego, żeś od razu nie skumała z kim masz okoliczność. Może dlatego, że oni zazwyczaj napadają od razu we dwóch lub trzech. Rzadko w pojedynkę, chyba że tu na blogu.

  58. jakub01

    Jakubku, dzień dobry i na razie. Śmierć do mnie nie przyjdzie – ja do niej pójdę. Lub popedałuję. Marzy mi się elektryczny rower – nie dlatego, że lżej, lecz dlatego, że dalej, zwłaszcza przy pieprzonym kolanie, no i bez uzależnienia od pociągów. Jak będę brał ze sobą jeden lub dwa zapasowe akumulatory, może być całkiem daleko.

    https://youtu.be/EDKS3JtcEGg

  59. Lewy
    Obawiam się, że Twój postulat „Co robić ? Nie chrzcić ! Od tego trzeba zacząć. Nie oddawać nieświadomych niczego niemowlaków w ręce pedofilów” to wołanie na puszczy. Ciemnogrodzki, liczny niestety, Polak będzie nie tylko chrzcił swą progeniturę, ale i bronił „wartości chrześcijańskich” np. w osobie słynnego księdza z Tylawy.
    Artykuł do którego podaję niżej link, po prostu mną wstrząsnął. Aż trudno o komentarz.
    https://natemat.pl/275263,tylawa-15-lat-po-wyroku-ws-ksiedza-pedofila

  60. @wbocek
    ” ze względu na wielość czynników wpływających na proces dziedziczenia i wyrażania cech, bardziej adekwatne wydają się umiarkowane i słabe rozumienie determinizmu.Wszystkie wymienione powyżej niuanse znane są z pewnością specjalistom – genetykom oraz lekarzom. W dyskursie publicznym i mediach kwestia ta jest zwykle przedstawiana zupełnie inaczej. W celu uzyskania możliwie prostego obrazu sytuacji, a niejednokrotnie z powodu niewiedzy i ignorancji, zagadnienie dziedziczenia jest prezentowane tak, jakby występowanie danego genu bądź jego mutacji w sposób konieczny i jednoznaczny przekładało się na wystąpienie konkretnej cechy czy choroby.”
    https://etyka.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2015/06/Etyka47__P_Wasilewska-Roszkiewicz.pdf
    No wlasnie – mamy „gen religi” wiec wierzymy ?

  61. @wbocek
    o rany ale sie rozgadalam, a mam wizyte u mojego wielblada, tzn. lekarza domowego, ktorego tak nazywam z racji zdumiewajacego podobienstwa.
    Musze leciec.

  62. @jakub01
    Kuźwa, kurna, motyla noga – dostaję pryszczy, gdy słyszę te ugrzecznione przekleństwa. Swoją drogą żadne z tych słów raczej nie robi za przerywnik. W tej funkcji niezastąpiona jest jednak kurwa.

  63. paradox57
    7 czerwca o godz. 11:31

    WordPress niestety sam z siebie nie da znać że któregoś uczestnika brakuje tylko w lodówce /westchnienie/

  64. @Nefer 12:07

    Tak, pewnie trzeba by było coś w konfiguracji pogrzebać. Ja wykręciłem w lodówce żarówkę.

  65. paradox57
    7 czerwca o godz. 12:14

    Strach przed otwarciem lodówki powoduje odchudzenie uczestników, niekoniecznie dla zdrowia (blogu) No cóż. Ach, gdyby tak się dało trochę przykręcić śrubkę zamiast żarówki :/

  66. mag
    7 czerwca o godz. 12:05

    Maguś, jako osoba fachowa, na pewno się znasz, bo to mnie nurtuje: skoro Jezusek był „w pełni człowiekiem”, to czy on brzydkie wyrazy powtarzał po parę razy?
    Bo tacy, weźmy, rybacy, to powtarzali, jak dwa a dwa – cztery. Pombocek z pewnością potwierdzi. no, inaczej się przy takiej robocie nie da. Bo przy każdej innej – też.
    Jakby tak powtarzał, to te ewangelie byłyby takiej jakieś bardziej dla człowieka zdatne i zaraz by się pokapowali: dobrze gada! Nasz człowiek!
    A tak, to co? Nikt nic nie kapuje, a wszyscy się kłócą, o co TAK NAPRAWDĘ chodzi w tej ewangelii.
    Jak by było prosto, konkretnie, bez ściem a po naszemu, zaraz byłoby jasne, ludność byłaby zadowolona a i Dobry Pan Bóg z synkiem, jak najbardziej – też.

  67. paradox57
    7 czerwca o godz. 10:28
    @tejot 10:21

    Ale przecież rdzenni Amerykanie przenieśli się tam z terenów Eurazji z całym kulturowych dziedzictwem, które rozwinęło się jeszcze na terenach, z których emigrowali. Nic tam od zera nie powstało.

    Mój komentarz
    Rdzenni Amerykanie wkroczyli do Ameryki w okresie przedpaństwowym, przedcywilizacyjnym. Były to grupy zorganizowane plemiennie, społeczności w dużej części zbieracko-łowieckie. Forma religii, jaką praktykowali miała charakter przedinstytucjonalny.
    Państwa-miasta, religie, nauka, pismo ukształtowały się dużo później od przybycia, po kilku, kilkunastu tysięcy latach (różnie szacowane są daty przybycia ludzi na kontynenty Ameryki.
    Pzdr, TJ

  68. @Tanaka
    Jaka tam ze mnie fachurka. Brzydkie wyrazy powtarzam po wiele razy, gdy wymuszają to na mnie okoliczności, a tych nie brakuje i zawdzięczam je ostatnio głównie czymającym waadzę.
    Jezusek na pewno się po człowieczemu wkurwiał (powodów nigdy dość, ani 2 tysiące lat temu, ani dziś) i być może jego boska część nie miała nic naprzeciwko.
    Weźmy takich rybaków co byli na co dzień jego kumplami. Z pewnością znajdowali wspólny język, nierzadko gruby, jak to w życiu bywa. Innego wyjścia dla Jezuska nie było. Musiał być „swój” czyli ich.
    Gdy czterech z nich pisało swoje ewangelie, to niechybnie byli napruci winem i ziołami (co słusznie zauważa Doda), bo skąd u prostych ludzi taka wena? Chyba że to wszystko ściema, a raczej na pewno.

  69. @tejot 12:52

    Jeśli mowa o formach zinstytucjonalizowanych i strukturach charakterystycznych dla kultur rolniczych, to tak.

  70. No dobrze, nie ma żadnych podstaw by twierdzic, że religie nie maja ani żadnych podstaw biologcznych ani kulturowych. No to skąd ten chwast wyrasta ? i dlaczego ciagle wyrasta ? Mozna by to oczywiscie zrzucić na głupote.
    Ale poczatki religi wiążą się chyba ze skokiem jakosciowym, malą zmianą kilku genow, co nas rózni od szympansów tylko w jakims ułamku procentu. A co ta zmiana spowodowała. Otóz oprócz lęków egzystencjalnych typu; a co po smierci ? jaki jest sens życia ? czy swiat ma jakichś sens i jeśli ma to kto mu ten sens nadał ?, wyloniła sę z tego potrzeba stworzenia jakiegoś koherentnego obrazu świata i możliwość wpływania na rzeczywstość. Obrazem koherentnym stała się religia, a wpływaniem na rzeczywistość magia. Nawet najbardziej rozwinięte zwierzeta nie wykazują takiej wnikliwości, umiejętności tworzenia obrazów, systemów pojęciowych, całościowego ujęcia świata, nie mają potrzeby takiego toalnego zrozumienia, zaspokojenia ciekawości. A religia dostarczała na poczatku takie poczucie zrozumienia, jakiejś pewności, wrezszcie skuteczności; no bo jak złożę w ofierze swojego syna, to otrzymam nieowybrażalnie wielką zapłatę.
    Taka jest geneza religii i to trzeba zrozumieć. Kiedy przez naukę zaczął się pod religi usuwać teren, a technika skutecznie zastapiła magię (np. piorunochron zastapił modlitwę), to zapędzone w kąt religię zaczęły się wić, szukać ratunku w mechanice kwantowej, w bogu-matematyku (ks.prof Heller).
    Ta ciekawość, którą w początkowym etapie zaspokajała religia, przekształciła religię w filozofie (u Greków), a potem w naukę. Ten ruch , ta przemiana odbywała się wewnątrz religii; Kopernik był dychownym kanonikiem.
    Więc takie grzmienie, jak tu zaprezentował @pombocek, że „Nie ma w człowieku żadnej potrzeby wiary religijnej, dokąd jej w nim nie zaszczepią drogą wbijania gumowym młotkiem w główkę. Tylko z mnogości ludzi wierzących powstaje głupie przekonanie o wrodzonej potrzebie wiary religijnej.”, to dosyć prostackie rozumowanie. Oczywiście, że dzisiaj nasi dobrodzieje w kieckach staraja się na wszelaki sposób wbijać w główke potrrzebę religijną. Ale ta potrzeba wśród wielu ludzi wystepuje rzeczywiście, gdyż są ludzie, którzy emocjonalnie i intelektualnie, mimo tego, że potrafia posługiwac sie gadżetami współczesnej cywilizacji, jak samochód czy komputer, wciąż nie opuścili jaskiń.

  71. @Lewy
    7 czerwca o godz. 8:11

    No właśnie, nie ma celu, więc i nie ma czegoś takiego, że jedni szybciej do czegoś wyewoluowali – tzn. do braku potrzeby wiary. A jeśli jednak gdzieś była taka specjacja, to gdzie? Kto wyewoluował do tego etapu, w którym zmieniła się jego natura?

  72. @Lewy
    7 czerwca o godz. 14:47

    A jesteś w stanie dowieść, że dzieci ateistów dziedziczą biologicznie ateizm, zaś dzieci wierzących dziedziczą biologicznie wiarę?

    Jeśli nie da się czegoś dowieść, to mówienie, że „może tak jest” stosuje się w takim samym stopniu do dziedziczenia potrzeby wiary, jak i do istnienia różowych znikających jednorożców.

  73. bubekró
    7 czerwca o godz. 15:27
    Nie będę się powtarzał, ale jak Ci się chce to zajrzyj na mój wpis o 14:47

  74. @paradox57
    7 czerwca o godz. 10:23

    W medycynie, choć to niełatwe, określa się geny odpowiedzialne za jednostkę chorobową. W przypadku schizofrenii to już jest teraz grupa ponad 30 genów wywołujących równe efekty, które z kolei oddziałują na rozwijanie się cechy jaką jest schizofrenia (w różnych postaciach).

    Ale geny oddziałujące na to, że ktoś ma potrzebę wiary? Ktoś to badał? Lewy twierdzi, że większość to dziedziczy – a ja pytam – skąd to wiadomo, że większość to dziedziczy. I skąd nagły skok liczby ateistów np. w takim kraju jak Czechy? To efekt niekontrolowanej zabawy z bronią biologiczną? Czy też przypadkiem jakaś grupa ateistów w szybkim tempie zaczęła przekazywać swoje geny ateizmu?

    W XIX wieku, nie wiedząc jak działa dziedziczenie, zaczęto rozwijać programy eugeniczne. Być może wierząc, że dobór hodowlany jest właściwszy od naturalnego.

  75. post scriptum do 14:47
    Mozna powiedziec, że w wyniku zmian ewolucyjnych człowiek został wyposażony w narząd, który go postawił przed kwestiami, pytaniami, na które nie mógł, nie był w stanie na podstawie owczesnej wiedzy, dać adekwatnej odpowiedzi, więc zaczął sobie radzic udzielając fałszywych wyjasnień, ale z tych fałszywych zaczeły sie stopniow , powoli wyłaniać właściwie wyjasnienia. Trochę jak ten pierwszy płaz , który powoli wyłonił się z wodnych odmętów by postawić stope na twardym gruncie, tak nauka wyłoniła się z religii. Tyle, że odpowiedzi religii, oprócz tego, że były fałszywe, to uzurpowały sobie prawo to osiągnięcia prawdy absolutnej, czyli niezmiennej. Nauka natomiast , jej siła polega na pozornej słabości, ze nieustannie się weryfikuje, falsyfikuje, sama szuka w sobie słabości , ewoluuje, jak organizm biologiczny, a religia jak na poczatku była atrapą, tak i martwą atrapa pozostała

  76. 7 czerwca o godz. 16:00
    Lewy

    Ilustracja z płazem podoba mi się. Nieco dodam.
    Otóż różne emocjonalne odruchy, najpierw pojedyncze, później zebrane w coś bardziej trwałego, były pierwszymi odpowiedziami na ogrom nieznajomego i groźnego świata.

    Odpowiedzi wcale nie musiały być trafne i na ogół nie były. Ich wartość polegała nie na trafności, a na usmierzeniu przerażenia i wyparciu leku przed nieznanym.

    Z czasem te zebrane sposoby reagowania stawały się zorganizowane. A to oznaczało, że byli pierwsi specjaliści od organizacji emocjonalnych reakcji i nadawania im treści oraz wartości.
    Dziki zwierz dalej zabijał, piorun zabijał, woda topila, choroby niszczyly, ale to już było poniekąd dobre, a nawet zbawienne, bo to były wyroki boskie.
    Społeczności już się lepiej czuły od tego.
    Zyskiwaly też przewagę nad sąsiadami, którzy byli pod tym względem słabiej zorganizowani. Czyli mieli gorszego Boga.
    To uzasadnialo ich eksterminacje i kradzież

    mienia oraz mienia rozplodowego : kobiet

    Coś takiego dawało przewagę ewolucyjna. Napadanie i grabienie wylanialo silniejszego, słabszy albo uciekał w miejsca niedostępne i tam przepada, albo ginal od razu, lub zostawal niewolnikiem.
    Ukradzione, zdrowe kobiety rodziły, inne robiły jako niewolnice
    Tak czy inaczej, silniejszy był górą, ewolucja działała.
    Trwalo to wiele tysiącleci i doszło do czasów Starego Testamentu, gdzie zostało detaliczne opisane. Jak z Bogiem mordować i wygrywać oraz mieć korzyść.

    Właściwie, niespecjalnie się to do dziś zmieniło. Jedynie pewna refleksja moralna, która szła w parze z osiągnięciem takiej pozycji wobec

  77. Lewy
    7 czerwca o godz. 14:47

    Być może zarodkiem, ośrodkiem wykrystalizowania się religii są zachowania rytualne, które wykazują również zwierzęta. Jakieś geny muszą odpowiadać tym zachowaniom, wywoływać je. Człowiek często zachowuje się rytualnie, musi mieć geny, które są podłożem takich zachowań.

    Na przykład zachowania godowe (zaloty), które są uruchamiane raz w roku i są dokładnie odtwarzane przez wszystkie osobniki (plus modyfikacja tych zachowań przez inteligencję).

    Zachowania rytualne są pokrewne, a może i tożsame ze zwyczajami czyli zachowaniami wyzwalanymi przez określone okoliczności. Na przykład zachowanie się osobnika (zwierzęcia) przy przywitaniu. Dzień dobry pani Zielińska, ładna pogodę mamy dzisiaj, oj jaki piękny twarzowy płaszczyk, gdzie pani go nabyła?
    Zachowania rytualne mają swój ściśle określony sens, zadanie. U ludzi sens jest bardzo rozbudowany.
    Zwyczaje są mniej lub więcej rytuałami.
    Rytuał to podstawa religii, forma zawierająca przypisane jej znaczenie, sens, celowość, forma podtrzymująca religię.
    Zdarza się, że forma rytuału nie zmienia się, lecz przypisane jej znaczenie ulega ewolucji, niekiedy w bardzo przeciwnym kierunku.

    Jeśli chodzi o pierwociny w postaci rytuałów u zwierząt.
    Każde takie zachowanie niesie ze sobą określony przekaz, komunikat. Rytuał może wyrażać postawę, zamiar, akceptację lub odrzucenie.

    Stąd wniosek, że skoro u zwierząt takie zachowania występują, to i pojęcia akceptacji, niechęci, przyjaźni, zamiaru muszą być jakoś wyobrażane przez te zwierzęta. Wniosek ryzykowny, bo u zwierząt występuje automatyzm zachowań.
    Ale u zwierząt występuje coś ,co nazywamy inteligencją i zachowania rytualne, w szczególnie te dziejące się w wymagających okolicznościach, mogą być modyfikowane, usprawniane przez tę inteligencję. Jedni potrafią efektywnie usprawnić,by odprawienie rytuału dało korzystny efekt, drudzy mniej efektywnie. Inteligencja okazuje się tym języczkiem u wagi, cechą decydującą, która spowoduje jej preferowanie przez ewolucję w następnych pokoleniach.

    Osobniki następnych pokoleń posiądą większa inteligencję, a ta szersza inteligencja pozwala szerzej interpretować zachowania (rytuały, zwyczaje), nadawać im sens, co wymaga powstania nowych pojęć w głowach posiadaczy inteligencji. Preferowana zostaje przez ewolucję szersza interpretacja (przez posiadaczy większej inteligencji) zachowań niż tylko mechaniczne, bezmyślne, powtarzanie rytuału.

    Pomijam zwierzęta „niższe”, u których też występują zachowania rytualne, ale chyba bez kojarzenia ich z takimi pojęciami, jak sympatia, przyjaźń, czy gdy tylko cie ujrzałem zakochałem się w tobie.
    Są to zachowania czysto instynktowne, nie są wspierane przez wyższe piętra układu nerwowego, bo takich pięter zwierzęta te nie mają.
    Pzdr, TJ

  78. @bubekró 15:46

    Nie pytaj mnie o genetyczne podłoże wiary. Swoje zdanie w tej kwestii wyraziłem wcześniej. A raczej wyraziłem brak zainteresowania tym problemem. Być może to taka specyficzna cecha mózgu, uboczny skutek jakiejś mutacji, jak niemożność syntetyzowania przez człowieka witaminy C, co odróżnia nas od pozostałych ssaków. Taka dodatkowa informacja dla @Qby dotycząca kolejnej z cech, jaka nas odróżnia od zwierząt. Z wyjątkiem świnki morskiej. Ta też nie potrafi.
    A może nadmiarowość potencjału mózgu musiała być jakoś wykorzystana w obliczu zbyt małej ilości danych a ogromnej zdolności obliczeniowej? Żeby nie zwariować, ludzie zwariowali w inny sposób. Oddając się religii. Nie wiem i możemy tak sobie dywagować. Podobno oznaki mistycyzmu można wykazać u neandertalczyka. Dowód na to, że jest to naturalna kolej rzeczy od pewnego stopnia rozwoju ewolucyjnego człowieka? Czy dowód na to, że neandertalczyk jest nam biologicznie bliższy, niż chcieliby niektórzy sądzić? Sądząc po dowodach genetycznych to drugie raczej tak. I mając na uwadze znalezioną w Rumunii hybrydę człowieka współczesnego i neandertalczyka.

  79. Lewy
    7 czerwca o godz. 14:47

    otóż to.
    ewolucja (bezcelowa?) homo sapiens (czasem sapiens ale ledwo) wskutek przerostu zawartości czaszki (często i tak b. mało lub nie używanej) modelowanego przez wyeksponowane na szkodliwe lub wręcz przekraczające zdolności adaptacyjne niebezbłędnego zapisu genetycznego oraz wskutek zaprogramowanych mechanizmów reakcji układu immunologicznego. Skutek : diagnosis ex iuvantibus – noeoplasma malignum (diagnoza na podstawie wyników leczenia – nowotwór złośliwy). Od jakichś +2000 pokoleń zmieniają się tylko zewnętrzne objawy – omamy transcendencji sensu istnienia ożywionej formy materii. „Lekarzu, lecz się sam.” Jak odróżnić szczepionkę od s(z)czepienia, zaszczepionego od s(z)czepionych?

  80. PS

    A może po prostu defekt mózgu.

  81. @paradox57
    To mi się podoba, co napisałes
    „A może nadmiarowość potencjału mózgu musiała być jakoś wykorzystana w obliczu zbyt małej ilości danych a ogromnej zdolności obliczeniowej? Żeby nie zwariować, ludzie zwariowali w inny sposób. Oddając się religii.”
    Syntetycznie ująłes to, co ja troche rozwlekle tłumaczyłem

  82. @Mag,
    apostolowie nie pisali ewangelii.

  83. tejot
    7 czerwca o godz. 16:27
    Tejocie dziś przyglądałem sie, jak kawaler gołąb zataczał kółka wokół panienki gołąbki, jak stroszył pióra, gruchał, podskakiwał. Słowo daje, ciężka jest dola faceta, który chciałby przekazać panience swoje geny. Ileż on sie musi nabiegać, a to kupić kwiaty, zaprosic na kolacje, na wspólne oglądanie zdjęć, słuchanie razem Bacha albo discopolo, w zalezności od preferencji muzycznych gołąbki. Oj znam to z autopsji.

  84. @Tanaka
    ewangelisci pisali wg. Jana, Marka, Mateusza i Lukasza ale zdaje sie sporo lat po smierci Jezusa i apostolow (70 -100 albo nawet wiecej). Apostolowie glosili Dobra Nowine ale jej nie spisali. Nie widomo czy potrafili pisac.

  85. Tanaka
    7 czerwca o godz. 16:27
    Kazdy z nas wnosi coś do widzenia religii od różnych stron, zaczynamy uzyskiwać obraz stereoskopowy. Oczywiście bandytyzm religi, to istotny element, wręcz atrybut religii. Czasami jakas religia się zestarzeje, zbyt obżarta, zmysłowo zaspokojona i wyczerpana, złagodnieje, wtedy siega do bardziej wyrafinowanych srodków, jak zawstydzania, zastraszanie, oblewanie syropem miłości. Ale nie bój sie, jak trzeba, to zawsze Got mit uns i dawaj na Stalingrad.

  86. @Lewy
    oj, oj, juz ty nie narzekaj. Ja hodowalam golebie i gdybys musial sie tyle nabiegac co golab, to pewno bys odpuscil. Ludzie to zalatwiaja w o wiele prostszy sposob.

  87. 7 czerwca o godz. 17:05
    Jakub01

    Ewangelisci są mniemani.
    Ewangelie jakie znamy, zostały ulepione w latach 370 – tych, na soborze. Z jakiejś magmy, nazywanej protoewangelia, będącej zlepkiem różnych wsiowych i miejskich oraz pustynnych opowiastek, legend, facecji.

  88. 7 czerwca o godz. 17:08
    Lewy

    Kurde, w drodze jestem, sygnał mi wsiakl i dalsza część wpisu golebiem pofrunela.

  89. jakub01
    7 czerwca o godz. 17:13
    Wyobraź sobie jakubko, ze znam zycie, ale to juz nie mój problem. Ale muszę się pochwalić; dzisiaj byłem swietym Franciszkiem. W parku, gdzie wczesniej ogladałem zaloty gołębia, siedzę sobie nieruchomo na ławce. Podbiega wiewiórka, przyglada mi sie ciekawie, podejrzliwie. Ja ani drgnę, udaję trupa. Wiewiórka wskoczyła na ławke i dalej mi sie przyglada. Ja dalej nic. Więc wskoczyła mi na kolano i po brzuchu wspieła się na moje ramię.Rękę trzymałem przy uchu, więc ta małpa ugryzła mnie w palec, a ja nic..wtedy nadeszli jacyś ludzie i wiewiórka czmychnęła. Pierwszy raz w zyciu miałem tak bliski kontakt z wiewiorką. Niesamowite przezycie, powiem Ci.

  90. @paradox57 7 czerwca o godz. 10:23
    O genetycznym podłożu wiary jakoś mi ciężko się wypowiadać.
    Robert Sapolsky mówi ciekawie na ten temat:
    http://www.openculture.com/2014/12/robert-sapolsky-explains-the-biological-basis-of-religiosity.html

  91. @Mag,
    wulgaryzmy maja swoje miejsce i swoja funkcje. Nie lubie kiedy ktos je znieksztalca w imie jakiejs …cholera wie czego? Poprawnosci? Sa dowcipy gdzie dosadny jezyk dodaje smiesznosci i nie mozna go zastepowac bardziej oglednym. Sa ludzie, ktorzy potrafia klac z ogromnym wdziekiem i tacy, ktorzy chocby nie wiadomo jak sie starali, tak kazde przeklenstwo bedzie w ich wykonaniu ordynarne, wiec lepiej zeby nie kleli. Przeklenstwo spelnia swoja funkcje pod jednym warunkiem – musi byc spontaniczne. Rownie spontaniczne jak okrzyk -o Jezu, czy o boze! Przypomina mi sie stary kawal z broda o hipisie i prostytutce.
    On mysli- O Jezu ale k…a!
    Ona- O k.. ale Jezus.

  92. @paradox57
    7 czerwca o godz. 16:30

    Ok, jako nieeksperci możemy sobie gdybać, ale nie piszmy, że coś jest naturą człowieka (większości ludzi, którzy chyba/pewnie/być może mają inny genom), skoro tego nie wiemy. To do nikogo personalnie.

  93. @Contrarian
    Ciekawy artykułe, pozwole sobie przytoczyć fragmenty Sapolsky’ego, bez tłumaczenia. Trudno, niech sie @pombocek podenerwuje

    Where many critics of religion explicitly reject religious authority and belief, Sapolsky, though himself “stridently atheistic,” has no such agenda. As an article in the Colorado Springs Independent puts it, “he’s no Christopher Hitchens.” Sapolsky freely admits, as do many scientists—religious and non—that religion has many benefits: “It makes you feel better. It tends to decrease anxiety, and it gets you a community.” However, he claims, these positives are the result of evolutionary adaptations, not proofs of any supernatural realm. In fact, religiosity, Professor Sapolsky argues above, is biologically based and related to seemingly much less adaptive traits like obsessive compulsive disorder, schizophrenia, and epilepsy.

    Part of a lecture course on “Human Behavioral Biology” at Stanford, the religion lecture is one Sapolsky admits he is “most nervous for, simply because this one people wind up having strong opinions about.” As he moves ahead, he presents his case (with occasional interruptions from his students) for religiosity as a result of natural selection, connecting belief to the selection of genes for diseases like Tay-Sachs, the existence of which can help to explain dispiriting historical cases like the European Pogroms against the Jews in the Middle Ages. Throughout his lecture, Sapolsky makes connections between religiosity and biology, theorizing, for example, that St. Paul had temporal-lobe epilepsy.

  94. @Tanaka,
    tak czy owak nie byli to apostolowie. Kanon ewangelii zmieniany przez wstawki apokryfistow i zwykle pomylki kupy sie nie trzyma choc wlasnie po to powstal aby sie trzymac. Stary testament musi, bo Zydzi z nim tak niewydziwiali, za to ladnych rzeczy sie tam mozna dowiedziec he, he. Ten Jahwe to dopiero mial pomysly!

  95. @Lewy,
    z ta wiewiorka to yyyyyh ! Ja tak kiedys mialam z dzikim krolikiem. nie dziabnal mnie ale systematycznie obwachal a ja balam sie drgnac majac w rece kanapke. Maslo mi pocieklo na portki i bluzke. A z ptakami to mi sie pare razy zdazylo i z wezami, ktore sunely w poprzek mojej stopy . Raz maly synogarliczak usiadl obok mojej filizanki z kawa na werandzie i obwachal wszystko co stalo na stoliku. Moglam go poglaskac bo byl zupelnie durnowaty ale matka go zawolala, histeryczka jedna.

  96. @Lewy 7 czerwca o godz. 17:56
    Trudno, niech sie @pombocek podenerwuje
    Dla pombocka miałbym ciekawe pytanie czy wiara i religijność to są bliskie synonimy? Odnoszę wrażenie, że ‚wiara’ traci językiem klechow (wyraz pierwotnie neutralny (np. brac na wiare, czyli akceptując coś bez racjonalnych podstaw) zmienil znaczenie na domniemane zaufanie w istnienie Jedynego-Wszechobecnego-Wszechmogącego.

  97. Mini pytanko, lubicie Grupę MoCarta?

  98. @Tanaka
    Wez na ten przyklad takiego Zeusa. No fakt, dziwkarz byl i co sie ta Hera z nim miala, to krzyz panski, ale zeby tak potopic albo spalic kogo dla samej uciechy?

  99. Lewy
    7 czerwca o godz. 17:56

    Mój komentarz
    Wg Sapolskiego, podłożem religii jest biologia, geny.
    Geny, ich dobór naturalny wytwarzają podobne religii stany u ludzi (wiara w cokolwiek, choćby w istnienie skrzatów, bezwarunkowe zawierzenie przywódcom duchowym lub państwowym lub autorytetom społecznym, odprawianie rytuałów na ich korzyść, a także wiara w teorie spiskowe), jak i inne stany nie mające odległe od religii. Geny są od tego. Geny także potrafią sprzyjać chorobom np. poprzez mutacje na jakimś odcinku DNA, który w organizmie służy do wytwarzania enzymu (niezbędnego jako katalizator w rekcjach biochemicznych) usuwającego zużyte substancje z komórek.

    Religia tym się różni od chorób, że jest zjawiskiem społecznym, uprawianym przez zgromadzenie, grupę, społeczność, co oznacza, że geny pośrednio wytwarzają, czy sprzyjają wyewoluowaniu w społeczności religii.

    Ile w religii jest nadkładki kulturowej sprzężonej z genami i ewoluującej za pośrednictwem genów i dlaczego ta nadkładka trzymała się mocno przez tysiące lat, to problem inny.
    Kultura ( w tym religia), to suma rytuałów, zwyczajów, idei połączona z inteligencją, suma przejawiająca się zbiorowo. Przy czym udział inteligencji nie oznacza połączenia „prawidłowego”.
    Pzdr, TJ

  100. @Nefer
    Nie wiem, nie slyszalam.

  101. @Tejot
    geny nie przekladaja sie na jakas ceche w prosty sposob. To nonsens.
    Nie ewoluuja tez w jakims okreslonym kierunku z racji jakiegos sprzezenia z kultura. Niczego takiego nie ma.
    https://etyka.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2015/06/Etyka47__P_Wasilewska-Roszkiewicz.pdf

  102. Nefer
    7 czerwca o godz. 18:27

    Lubicie, mo.
    To znaczy, lubicie, no. Że MoCarta.

  103. @Tejot,
    wybacz ale o funkcjach genow nie masz pojecia. Dobor naturalny, to cos zupelnie innego! (Dobor naturalny i walka o byt to baza procesu ewolucji). Genotyp sie dziedziczy w polowie od matki w polowie od ojca i od interakcji, ukladu genow i srodowiska zalezy czy taka a nie inna sklonnosc sie rozwinie czy nie. Powyzszy link wyjasnia dlaczego determinizm genetyczny jest slaby. Przeczytaj tez moj wpis
    jakub01
    7 czerwca o godz. 11:57.
    Pozwole sobie zacytowac raz jeszcze wazne zdanie.
    ” W celu uzyskania możliwie prostego obrazu sytuacji, a niejednokrotnie z powodu niewiedzy i ignorancji, zagadnienie dziedziczenia jest prezentowane tak, jakby występowanie danego genu bądź jego mutacji w sposób konieczny i jednoznaczny przekładało się na wystąpienie konkretnej cechy czy choroby.”
    https://etyka.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2015/06/Etyka47__P_Wasilewska-Roszkiewicz.pdf

  104. jakub01
    7 czerwca o godz. 17:56

    Nie, nie apostołowie, choć wyznawcy zwykle przysięgają, że właśnie oni. taka wiara.
    Żaden mniemany ewangelista nie znał Jezuska. Też mniemanego. Takie qui pro quo. I stąd się wziął nasz ulubiony Święty Ojciec Święty ze swoim Józefem góralskim. Znaczy: Tischnerem. Obaj strasznie dużo gadali o tych mniemaniach. Jednego to zaprowadziło daleko i wysoko, że aż za wysoko. Mówią, że nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wiedział. Bo mu Zdziwisz nie powiedział. A on też nic nie wiedział i w ogóle – sami niewinni.
    W tej sytuacji należy zjeść pączka.

  105. @PS.
    Nie ma takiego genu badz jego mutacji, ktory w sposob „konieczny i jednoznaczny” przekladalby sie na rozwoj uczuc religijnych ! To nonsens.

  106. Tanaka
    7 czerwca o godz. 18:52

    No ale poważnie no

  107. jakub01
    7 czerwca o godz. 18:28

    Zeusa można. .Albo takiego Ozyrysa, też można. Jak nic – Jezusek na nim wymodelowany. I w ogóle – na sąsiednich religiach, zwłaszcza egipskiej i mezopotamskiej, prawie wszystko, toczka w toczkę w historyjce o Jezusie wzorowane.
    To ja się zapytam, ale nie Zdziwisza, tylko może jakiego innego: to na co Jezusek, skoro taki zlepiony? I że był młodziak, i że miał mamusię wieczniedziewicę, i że bozię miał w sobie, i że umarł i zmartwychwstał, nawet dokładnie na trzeci dzień i że do piekieł zstąpił i że do nieba wziął się wstąpił. No kurcze blade, nic tylko zrzynanie się odbywało, że aż echo grało.
    A tu się zdawało, że co oryginalnego się działo.

  108. @ Tanaka
    A mnie to sie bardzo podoba prof.Obirek. Jak zobaczyl w co wdepnal to uczciwie prasnal ta kiecka i przestal firmowac swoim nazwiskiem instytucje, ktora znal lepiej przeciez niz jakikolwiek wierny, bo od srodka.
    Ateista nie musial zostac ale zgnilizny sie pozbyl.

  109. Nefer
    7 czerwca o godz. 18:58

    Ale w środku poważny jestem. Tylko z wierzchu nie bardzo.
    Bo są takie chwile, kiedy człowiek pragnie popisać się przed kobietą. O!
    https://www.youtube.com/watch?v=bpr8lyPX92E

  110. @tejot
    7 czerwca o godz. 18:29

    A ten Sapolski pisze, które to geny, czy tak sobie gdyba?

  111. jakub01
    7 czerwca o godz. 18:40
    @Tejot
    geny nie przekladaja sie na jakas ceche w prosty sposob. To nonsens.
    Nie ewoluuja tez w jakims okreslonym kierunku z racji jakiegos sprzezenia z kultura. Niczego takiego nie ma.

    Mój komentarz
    Jakub01, nie wyważaj otwartych drzwi.

    1) Geny nie przekładają się na cechy organizmu w prosty sposób, chociaż geny sprzyjające nowotworom przekładają si z biegiem czasu na powstanie nowotworów.

    2) Geny nie ewoluują, ewoluują gatunki poprzez losowe mutacje w DNA. Mutacje sprzyjające reprodukcji lub nie sprzyjające reprodukcji lub mutacje letalne (śmiertelne), a także obojętne.

    Gatunek ewoluująepoprzez losowe mutacje w istniejących genach, a specjacja (powstawanie nowego gatunku) zachodzi poprzez losowe tworzenie nowych genów. W uproszczeniu tak to wygląda.
    Środowisko pełni rolę selekcyjną. Mechanizm nie jest prosty.

    Mutacje nie mają kierunku, są losowe. Dobór ma kierunek najogólniej mówiąc, bowiem zmusza poprzez selekcję, preferuje wytworzenie i zachowanie cech (nadawanych za pośrednictwem genów), które preferuje środowisko.

    Kultura jest zbyt młodym zjawiskiem, by doszukiwać się jej wpływu zwrotnego na dobór naturalny.
    Pzdr, TJ

  112. @Tanaka,
    no przecie, nawet trzej medrcy tez Horusa (Chrystusa?) odwiedzali. 3 i pol tysiaca lat p.n.e. Ale przeciez nie moznabylo ludziom zabrac od razu ich mitow i swiat (niedziela- swieto Appolina, noc swietojanska – noc Kupaly, ze pierwsze z brzega wymienie, ktore mi sie na mysl nasunely,itd.). To nawet nie bylo czerpanie pelnymi garsciami z poprzednich wierzen ale ewolucja tychze pod czujna opieka powstajacego i umacniajacego sie Kosciola. Przeciez na poczatku bylo wiele odmian chrzescijanstwa. Gnostycy czy Manichejczycy chociazby. KaKa rozprawil sie ze wszystkimi. A to i tak juz bylo sporo „potem”.
    Neron kazal ukatrupic okolo ..100 chrzescijan i zadnej im jatki nie urzadzil. A przynajmniej nie wieksza niz niechrzescijanom.

  113. bubekró
    7 czerwca o godz. 19:12
    @tejot
    7 czerwca o godz. 18:29

    A ten Sapolski pisze, które to geny, czy tak sobie gdyba?

    Mój komentarz
    Sapolski nie pisze jakie to geny. Sapolski stawa tezę o biologicznym podłożu religii poprzez analogię.
    Pzdr, TJ

  114. jakub01
    7 czerwca o godz. 18:55
    Przeczytałem zapodany prze Ciebie artykuł, bardzo dobry. Ale dlaczego zarzucasz tejotowi ignorancję.?
    To oczywiste, że stosujemy uproszczenia, że szczegolnie na blogu, nie rozważamy wszystkich możliwych przyczyn i skutków, wszystkich determinizmów. Z pewnością nasza znajomość wplywu genów na kształtowanie psychiki człowieka jest mniej oczywista niż wpływ na ciało. Kształt nosa, kolor oczu itp zawdzieczamy któremuś z rodziców czy dziadkowi, ale czy Kaczyński swoją podłą naturę odziedziczył po swoich rodzicach, a na ile uformowała się ona w tym człowieczku pod wpływem otoczenia ?
    Nie mamy pewności, wątpimy, a Ty trochę apodyktycznie wyrażasz pewność, że żadnego determinizmu nie ma. Zarzucając innym dogmatyzm sama stajesz się troche dogmatyczna.
    Ps
    A ja kiedyś trzymałem w reku dzięcioła, który wpadł na szybę i stracił przytomność. potrzymałem go, próbowałem go ocucić wlewając mu do dziubka wody. A kiedy zaczał sie ruszac, to go polożyłem na trawie i ten w koncu odzyskał siły i odleciał.
    Tak było, jak mówił Jan Paweł po obejrzeniu Pasjii wg ewangelii Mela Gibsona

  115. Tanaka
    7 czerwca o godz. 19:07

    Bilety kupiłam. A film widziałam wcześniej, teraz młody zobaczył kawałek i zachwycony 🙂

  116. @tejot
    7 czerwca o godz. 19:18

    Stawia tezę? Moment, a to jest coś nowego, czy literatura sprzed kilkudziesięciu lat, gdy ten i ów pisał, że zachowania człowieka są efektem ewolucji? Toż to, za przeproszeniem, banał.

  117. @Tejot,
    na boga nie ucz mnie teorii ewolucji bo te znam. Nie wywazam otwartych drzwi skoro twierdzisz chociazby, ze
    ” geny sprzyjające nowotworom przekładają si z biegiem czasu na powstanie nowotworów.”
    Otoz to zwyczajna nieprawda. Bo nie czas jest czynnikiem, ktory przy okreslonym genotypie moze wywolac nowotwor ale srodowisko, ktore zespol genow (a nie pojedynczy gen) uaktywni lub nie.
    Przypuszczam, ze twoja wiedza jest nieco przestarzala. Dzis juz tak sie nie uwaza. Determinizm genetyczny okazal sie teoria nie calkiem nieprawdziwa ale z pewnoscia nie oddzialywuje tak jak jeszcze do niedawnoa sadzono. Dlatego podalam link aby nie zanudzac wyjasnieniami.
    2″) Geny nie ewoluują, ewoluują gatunki poprzez losowe mutacje w DNA. ”
    Owszem geny ewoluuja na skutek zmian srodowiskowych a losowe mutacje nie musza byc z” punktu widzenia przystosowania” (czyli doboru naturalnego) korzystne. DNA jak najbardziej podlega procesowi ewolucji.
    3″Kultura jest zbyt młodym zjawiskiem, by doszukiwać się jej wpływu zwrotnego na dobór naturalny.”
    Co ma piernik do wiatraka? Dobor nie „bierze pod uwage”tego, czego sie nie dziedziczy biologicznie. Nie dziedziczymy np. umiejetnosci pisania.
    Jak mielibysmy dziedziczyc wyobrazenia religijne, ktore w dodatku sa
    zalezne od kultury danego czasu i miejsca? Jaka religie mialby preferowac dobor jako te, ktora najlepiej umozliwia przetrwanie? Totemizm ? Chrzescijanstwo?

    Czytales „Samolubny gen”?

  118. @Tejot,
    przepraszam, nie zarzucam ci ignorancji. Ale nie wydaje mi sie abym nie zrozumiala tego o czym piszesz. Moim zdaniem tak nie jest.

  119. @jakub01
    7 czerwca o godz. 19:49

    Kultura nie jest aż tak młodym zjawiskiem. Wszak narzędzia (kamienne) wykonujemy od 2 mln lat i to działanie przez setki lat było dostosowawcze. Podobnie jak artykulacja dźwięków i anatomia krtani (Begun; Dunbar i inni). Ale o tym, to lepiej się „powywodzić” na sąsiednim blogu, gdzie siedzi paru naukowców 😉

  120. @Lewy
    nie wdajac sie w szczegoly, bo nikt z nas o ile sie nie myle nie jest genetykiem moja konkluzja jest taka – Z tego co wiem na temat dziedziczenia, nie dziedziczy sie cech wyuczonych, choc nie twierdze, ze taka mozliwosc calkowicie nie istnieje. Cywilizacja wyprzedza ewolucje dlatego jestesmy malpami z brzytwa.

  121. „przez setki lat było dostosowawcze” a „tysięcy” to kto mi zjadł?

  122. „Co ma piernik do wiatraka? Dobor nie „bierze pod uwage”tego, czego sie nie dziedziczy biologicznie. Nie dziedziczymy np. umiejetnosci pisania.”

    Jakub01, zaczynasz jechać demagogią, tzn. wyrywkami.

    Nie dziedziczymy umiejętności do pisania bezpośrednio, jak i umiejętności do mówienia, itd. Dziedziczymy zdatność do nauczenia się mówienia i pisania. Pombocek pisał o tym wiele razy na LA.

    Dobór naturalny u ptaków bierze pod uwagę potencjał do latania, czyli latanie po nauczeniu się. Ten potencjał jest inny u wróbli, u ptaków wodnych, u drapieżnych, itd.

    Ptaki nie dziedziczą umiejętności latania natychmiastowego, jak owady. Zrealizowanie umiejętności latania musi u nich zajść przez naukę. Muszą się tego latania nauczyć w odpowiednio młodym wieku. Geny umożliwiają naukę latania oraz determinują mechanikę latania.
    Pzdr, TJ

  123. @Lewy

    Jeszcze tak mi się skojarzyło z tą wyzwoloną od religii (poprzez szybszą ewolucję) rasą ubermenschów. Galton był kuzynem Darwina.

  124. bubekró
    7 czerwca o godz. 20:00
    zgadzam sie, tylko, ze to nie ja twierdze, ze kultura jest zjawiskiem mlodym.
    Skoro rozwoj i uzywanie coraz bardziej skomplikowanych narzedzi wplynal na ksztaltowanie sie roznych funkcji naszego mozgu, to czy pierwotne wrazenia natury duchowej nie mogly wyksztalcic w nas specyficznej potrzeby czyli tego co nazywamy chyba- duchowoscia? I czy ta potrzeba nie wyksztalcila w nas zdolnosci do tworzenia religii?
    Otoz mysle, ze nie. Bo niby skad wzielaby sie ta pierwotna duchowosc?
    Tego czego czlowiek nie znal, tego sie bal i nadal boi. Stad bogowie wszelkiej masci byli i sa nade wszystko okrutni. Strach kaze uciekac albo sie bronic, czyli raczej tworzy psychopate jesli taki stan trwa dlugo ( w dziecinstwie albo jest wynikiem stresu przezywanego przez ciezarna matke) a nie sklania do tworzenia mitow, do czego potrzebna jest . refleksja.

  125. @
    Zmamutowal mi sie leb. Ide go wsadzic pod kran.

  126. @

    Prześledziłem (może nie bardzo dokładnie) powyższą dyskusję na temat przyczyn skłonności do religianctwa/wiary.
    Człowiek, jako jedyny gatunek stworzył cywilizację nie mającą odwzorowania w naturze. Chodzi mi głównie o wszelakie techniki i technologie. Oznacza to, że człowiek jest w stanie wyobrazić sobie nieistniejące i nawet to wyobrażone czasem zrealizować. Tworzy bajki, lata choć mało ma z ptaka, nurkuje choć nie może oddychać jak ryba, itd., itp. No to niby dlaczego nie mógłby wymyśleć religii? Bo np. taki samochód jedzie, choć mało kto pojmuje zasadę pracy silnika. Albo taki komputer. Jeszcze mniej osób to rozumie, a działa cholera i prawie wszyscy się nim posługują. A telefon bezprzewodowy? Jak niby te fale, co to ich nie widać i nie słychać, mają głos przenosić do Ameryki? Wbija się nam te fakty w głowę od dziecka i większość wierzy w nie bez zrozumienia. Z bogami jest identycznie. Mają większe powodzenie niż nauka, bo wszystko wyjaśniają i nie trzeba przy tym myśleć.
    Nasze geny sa odpowiedzialne za możliwość myślenia abstrakcyjnego. I to wystarczy.

  127. @jakub01
    7 czerwca o godz. 20:19

    Niektórzy zakładają, że początkowo to była wiara w duchy zmarłych, które mogły karać za łamanie reguł. Tu jest parę przypisów do literatury na ten temat:

    http://www.memetyka.us.edu.pl/dokumenty/pliki/zm13_2011_GORAJ.pdf

    Ale to nadal gdybania – niepotwierdzone eksperymentalnie założenia.

  128. bubekró
    7 czerwca o godz. 20:00
    @jakub01
    7 czerwca o godz. 19:49

    Kultura nie jest aż tak młodym zjawiskiem. Wszak narzędzia (kamienne) wykonujemy od 2 mln lat i to działanie przez setki lat było dostosowawcze.

    Mój komentarz
    Formalnie jakieś zalążki kultury posiadają szympanse, np. bonobo.

    Mówiąc o kulturze jako zjawisku młodym miałem na myśli to, o czym dyskutujemy na LA – kulturę, której rozwój przyspieszył w neolicie.

    Opanowanie technik uprawy roli, udomowienie zwierząt, usprawnienie technik ceramicznych i innych pozwoliło na tworzenie większych skupisk ludzi osiedlonych w jakichś dogodnych miejscach na stałe, a wydajność gospodarki spowodowała, że przybyło wolnego czasu oraz gospodarujący ludzie na większą skalę musieli stosować jakieś formy planowania (przewidywania, co mogłoby zajść w przyszłym roku, gdy rzeka wyleje zbyt obficie, lub jak zapobiec temu, by nie zjawili się tu jacyś przybysze i nie wzięli nas w niewolę (trzeba było zbudować mury). Pojawił się podział społeczeństwa na klasy, powstały wyspecjalizowane zawodowo grupy, nastąpił rozwój oraz instytucjonalizacja kultów religijnych. Czczono i świętowano. Rozwijała się kultura.
    Pzdr, TJ

  129. @Qba
    7 czerwca o godz. 20:36

    I niby mam ci w to uwierzyć? ;p

  130. @tejot
    7 czerwca o godz. 20:40

    Ale ceremonie pogrzebowe pojawiły się znacznie wcześniej. Nawet proste, pośmiertne dekorowanie czaszek było już u wspólnych przodków ludzi i premiera 🙂

  131. @jakub01
    Twoje doświadczenia ze Św.Jeh. to mały pikuś, były, minęły i się skończyły.
    A moje trwają nadal i to w najlepsze, tzn. w najgorsze.
    W mojej rodzinie babcia (rocznik 1899, ze strony mamy) była od 1948 r. do śmierci w 1981 taką sekciarą. Potem udało się jej namówić na to moją o 2 lat młodszą siostrę, to były lata 70 te. Co ciekawsze nie namówiła do tego własnej córki, czyli mojej mamy. Ale historia zatoczyła koło, udało się to mojej siostrze w 84 r. Dobre, co?
    Siostra, stara panna, poślubiła Jehowę. No to nie wiem jak taki związek nazwać. Małżeństwo urojone hehehe. Bezpotomne i chyba nieprzytomne do granic bezrozsądku. Tata powtarzał, że czytają na okrągło, jedną książkę i gówno z niej rozumieją, i miał rację.
    I tak ja i mój nieżyjący już tata byliśmy (ja jestem nadal) nominalnie katolikami ( bez aktu apostazji, bo to i tak nic nie daje, jak mawiał tata – oni nas i tak nie wymażą ze swoich indeksów) a rzeczywiście ateistami. Tata dokonał pośmiertnej donacji ciała na cele naukowe do jednej z AM.
    Mój kontakt osobisty z KrK zakończył się zaraz po I komunii zw. nie wiadomo dlaczego świętą, posłali mnie do niej, a ja jako dzieciak nie miałem wtedy nic do powiedzenia.
    Z katechezy, jak można się domyślać, nie kumałem nic, tym bardziej że, poszedłem do komunii rok po właściwym jej czasie i na przyspieszonym kursie, a wcześnie nie chodziłem na religię, bo rodzice nie uważali za stosowne mnie tam posyłać, cholera, nie wiem dlaczego, ale tak było. Później miałem wolną drogę co do swego, światopoglądu, naczytałem się różnych takich Darwinów i filozofów wszelakich, i pana bozię szlag trafił, że tak powiem. No ale szlag trafił w próżnię, no bo w co, jak tego nie ma hehehe.
    Ile ja się później nasłuchałem wykładów, od babci i siostry a w końcu od mamy nt. zbawienia i tamtego urojonego świata, to przerasta Twoje/Wasze wyobrażenia.
    Dałem się namówić jedynie do przeczytania biblii, czego nie żałuję.
    Ichniejsze piśmidełka są dla mnie za infantylne. Znam lepiej od nich historię powstania tej sekty, bo tę prawdziwą i „nie ze mną Brunner te numery”. Teraz też raz po raz nagabują mnie na te tematy, ale „dzisiaj jest już za późno, czas miniony nie wróci…”. Mówię im, że jest człowiekiem małej wiary a zasadniczo żadnej. A moim mottem od jakiegoś czasu jest, Staszicowskie „wiara czyni człowieka głupim”. Nie mówię im tego, bo by się obraziły, a to cholera jakby nie było rodzina i to najbliższa, nie licząc mojej własnej. Tak to religia zatruwa życie człowieka.

  132. jakub01
    7 czerwca o godz. 20:05
    Masz absolutnie rację. Na tym polega różnica między Lamarkiem a Darwinem. Słynne pytanie : Dlaczego żyrafy maja długie szyje ?
    Lamarc uważał, że w wyniku wysilania sie osobników by dosiegnąć wysoko połozone liscie, wydłużała im sie szyja i to wydłużenie odziedziczało potomstwo. To tak jakby pozbawionemu w wyniku wypadku człowiekowi urodziło sie dziecko bez nogi.
    Darwin powiedział, że selekcja przebiega w ten spoósb , ze zawsze rodzą sie przez przypadek osobniki o róznych długościach szyj i te z dłuższymi są uprzywilejowane. Darwin genialnie odkrył istote nie mając pojecia o jakichś genach. Po prostu, ze ontogeneza nie wpływa na filogonezę.
    Ale w omawianym przypadku przeze mnie i tejota chodzi o cos innego. Juz to pisałem, ale dla Ciebie powtórzę. W wyniku mutacji genetycznych wyłonił się z pośród naczelnych homo sapiens, wyposazony w potęzny mózg. Ten mózg posiadł wyjątkową ceche zdziwienia, zadawania pytań i potrzeby zrozumienia sensu życia, świata, celu itp. Ale nie potrafił na te pytania znaleźć odpowiedzi i w początkowej fazie wymyślił sobie odpowiedź – religie, która dawała całościowy obraz świata. Ale ten mózg u nielicznych na poczatku ludzi nie zadawalał się tymi religijnymi tłumaczeniami. Pierwsi byli Grecy, którzy odrzucili religijne wytłumaczenia i szukali racjonalnych wyjasnie i powstała filozofia. Odpowiedzi jakie udzielali były naiwne, bo skąd, nie znając chemii, bez mikroskopu, lunety, nie mieli szans. Ale powoli nauka zachecona przez filozofie, zaczęła sobie coraz smielej poczynać i stopniowo wyjasniac nieznane wczesniej tajemnice. Ale naukę tworzy garstka najbardziej inteligentnych mózgów. Dzieki nim wiemy jak wyglada Kosmos, posługujemy się przez nauke wymyślonymi narzedziami, a masa ludzi, która korzysta z tych narzędzi, np. z blogu Tanaki, nie majac pojecia o tym jak to narzędzie funkcjonuje są jak małpa, ja też jestem taka małpą, które wiedzą jak coś włączyć i posługiwać sie tym, ale nastąpił kompletny odlot nauki od potocznego rozumienia, bo kto rozumie Einsteina, Heisenberga…zreszta nawet fizycy często posługując się matematycznymi formułami, nie potrafia sobie wyobrazic przestrzeni wielowymiarowych. I tak wyalienowana, niezaspokajając zrozumienia świata przez owe małpy nauka, jest wciąż zastępowana przez zrozumiałe, choć bałamutne wierzenia.
    W prawdzie religijne dogmaty też sa niezrozumiałę, ale skoro zakłada sie z góry, że bóg nie może być pojty i jesli nałozy sie na to zapach kadzideł, muzykę organową, beczenie księdza, odpowiednią oprawe i stroje, to da się przełknąć ową tajemnice. A co tajemniczego w jakichs zderzaczach hadronów, gdzie ganiają sie jakies protony, elektrony czy kwarki, skoro nie ma tam owych kadzideł i żaden ksiądz nie beczy mudmysie.
    Uf, troche sie rozgadałem, ale chodzi o to, zebyś zrozumiała na czym polega wpływ genów na cały ludzki gatunek, mózg człowieka i wynikającą z tego potrzebę religii.

  133. jakub01
    7 czerwca o godz. 20:05

    albo raczej z coraz to nowym smarkfonem, co świadczy rzekomo o postępie. Ale to może taki podstęp, znaczy „chłit martekingowy”.

  134. Qba
    7 czerwca o godz. 20:36
    no dobra, to wszystko prawda ale pytanie bylo inne, a mianowicie czy czlowiek dziedziczy potrzebe posiadania religii i czy w ogole taka potrzeba w nim istnieje jako konstrukt wyksztalcony na drodze ewolucji? Jako zatem pewna cecha biologiczna, a nie skutek walenia religijnym mlotkiem w leb niemowlaka od kolyski?

  135. bubekró
    7 czerwca o godz. 20:40
    przeczytam bo ciekawe ale dosc obszerny tekst, wiec pozostawie sobie troche na pozniej.

  136. tejot
    7 czerwca o godz. 20:40

    pewnie słyszałeś o tym:

    https://www.chantek.org/project-chantek.

    żyrafy mają długie szyje z tego samego powodu, dla którego pobratymcy Chantek’a nie używają na co dzień języka migowego.

  137. @jakub01
    7 czerwca o godz. 21:05

    Toż napisałem, że religia wymyślona przez człowieka jest wynikiem jego możliwości abstrakcyjnego myślenia. Jeden wymyślił colta, inny maszynę parową czy samolot, a ten leniwy ale ambitny – religię. Trzeba sporej inteligencji, by wymyśleć coś – z definicji – niesprawdzalnego (jak paragraf 22).
    Cena za myślenie jest wysoka – potrzebujemy bardzo dużo energii. I nie każdemu chce się ja wydatkować. Sądzę, że ludzie ograniczają myślenie, bo wydatek energetyczny szybko powoduje uczucie zmęczenia. W przeciwieństwie do wiary.

  138. scrambler
    7 czerwca o godz. 21:08
    tejot
    7 czerwca o godz. 20:40

    pewnie słyszałeś o tym:

    https://www.chantek.org/project-chantek.

    żyrafy mają długie szyje z tego samego powodu, dla którego pobratymcy Chantek’a nie używają na co dzień języka migowego.

    Mój komentarz
    Nie kojarzę.
    Pzdr, TJ

  139. Qba
    7 czerwca o godz. 21:13
    Zgadzam sie z Tobą. Wydatek energetyczny , mózg zużywa chyba połowe całego zapotrzebowania organizmu. A jak sie mniej mysli, to mniej zuzywa, a religia wrzuca mózg na bieg jałowy. Sprytni sa ci religianci i jak oszczedni i gdyby nie to, że palą węglem, śmieciami i oponami, to można by im gratulować nie powodowania klimatycznego ocieplenia.

  140. tejot
    7 czerwca o godz. 21:19

    przepraszam za tak nieprzystępny skrót. Chodzi wspominany powyżej „potencjał” zawarty w genach.
    cyt:”Mój komentarz
    Formalnie jakieś zalążki kultury posiadają szympanse, np. bonobo.”

    Zlinkowany projekt (jest też o tym dokument filmowy – polecam) udowadnia istnienie odpowiednich potencjałów u innych „człowiekowatych”. Ale tylko nas ewolucja doprowadziła do rozterek nad sensem życia (wg mniej najlepsza jet wersja Monty Phyton’a). Reszta – jak wyżej.

  141. @Lewy,
    rozumiem ale mnie to nie przekonuje. Scislej – nie do konca przekonuje.
    Wynikaloby z tego, ze kazdy czlowiek taka potrzebe posiada i ze jest ona wobec tego przyrodzona istocie ludzkiej. a ja wcale nie uwazam aby kazdy posiadal taka potrzebe. A jesli nawet posiadal, to dlaczego z latwoscia sie jej wyzbywa, do czego wystarcza mu racjonalizacja zjawisk.
    Piszesz
    „Ten mózg posiadł wyjątkową ceche zdziwienia, zadawania pytań i potrzeby zrozumienia sensu życia, świata, celu itp. Ale nie potrafił na te pytania znaleźć odpowiedzi i w początkowej fazie wymyślił sobie odpowiedź – religie, która dawała całościowy obraz świata. Ale ten mózg u nielicznych na poczatku ludzi nie zadawalał się tymi religijnymi tłumaczeniami”
    Hola, hola! Nieliczni na poczatku ludzie nie byli zdolni do stawiania pytan czy rozwazan na temat sensu zycia, ktore wymagaloby tlumaczenia rzeczywistosci za pomoca religii. Nie wyksztalcili jeszcze ani mowy ani odpowiedniego zasobu pojec. Po nich nie nastapili od razu Grecy ze swoja filozofia. Okres od relatywnie swiezej starozytnosci (Grecja Rzym) do wspolczesnosci to niewiele a juz z pewnoscia zbyt malo jak na wyksztalcenie sie jakiejs ewolucyjnej cechy. Wszak ludzie wygladali wowczas tak jak i obecnie. Ewolucja niczego im nie dodala ani nie odebrala w tak krotkim czasie. Zatem aby potrzeba religii zaistniala w naszym genotypie jako jakas biologiczna cecha , to jej poczatki musialyby siegac do czasow pitekantropa czy innego australopiteka czy jakiegos innego jaskiniowca. A ci nie byli zdolni do tworzenia takiego obszaru pojec, podobnie jak zwierzeta. To juz predzej mnie przekonuje to, co podeslal @bubekro, ze wiara w duchy byla przyczyna pra-religii, bo tego rodzaju wiara mogla powstac juz u wczesnego homo sapiensa, wyposazonego w niezbedne psychologiczne narzedzia. Ale tu znowu powstaje ten sam problem – czas.

  142. Geny przestały mnie jeneteresować od momentu, kiedy się dowiedziałem, że są konstruktorami człowieka jako kupki materii i tylko skromnymi determinantami jego psychiki, poza tym jestem z wyboru ignorantem. Do rozumienia człowieka wystarczy mi wiedza, że determinanty to malutenieczka część paznokcia małego palca u niemowlaka, która potencjał człowieka różni od potencjału szympansa. Z tej maluteńkości powstają gigantyczna wiedza i umiejętności, które człowieka od szympansa różnią gigantycznie. Same z siebie, rzecz jasna, nie powstają. Z genów na przykład jest aparat głosowy, mniej lub bardziej udany, ale sam z siebie mówić nie potrafi ani śpiewać – trzeba go nauczyć. Podobnie jest ze staniem na dwóch, z chodzeniem, z myśleniem, mówieniem, paleniem fajek i graniem na gitarze. człowiek jest tym, czego się nauczy. BEZ UCZENIA SIĘ NIE BĘDZIE CZŁOWIEKIEM!!! Jakiego znamy z definicji. Choćby miał jak tych genów jak rurek z kremem, których żądał dobrodziej: cztery miliony. Nie będzie nawet najostatniejszą w stadzie małpą – będzie CZYMŚ człekopodobnym jak betonowy Jezus w Świebodzinie.

    Tyle wiedzy dla zwykłego człowieka wystarczy. Szczegóły są dla człowieków szczególnych.

  143. @Lewy, mnie w ogole w tej historii ludzkosci cos nie pasuje.
    Ile potrzeba czasu aby z dydelfa o zrosnietych palcach, z przeblyskami pierwotnego rozumy wyksztalcil sie krzesacz ognia, wynalazca luku, metalurg,rolnik zdolny do uszlachetnienia dzikiej winorosli i traw? Budowniczy megalitycznych obiektow? Mnie tu gdzies brakuje czasu.
    Moze Daniken ma racje? Moze co przylazlo i nas popchnelo do przodu?
    A my uznalismy to za bostwa? Podobno moi przodkowie zreszta, bo mam grupe krwi B rh -. Jedni twierdza, ze jaszczurza inni, ze anielska.
    Ale zarty na bok. Nie zdumiewa cie taki nagly skok cywilizacyjny? Skad ludzie zaczeli nagle wiedziec? Przecie wszystkie mity mowia, ze od bogow. Moze to prawda? Jak to jest, ze latamy w kosmos a ty nadal musisz sie golic, bo ewolucja nie do konca pozbawila cie zarostu na twarzy? Dlaczego cialo w jakims stopniu w jaskini a umysl w kosmosie?
    Dlaczego rownie mocno nie ewoluowal umysl zwierzat, oczywiscie na ich miare? No, moze poza moim Szperkiem.

  144. scrambler
    7 czerwca o godz. 21:33
    tejot
    7 czerwca o godz. 21:19

    przepraszam za tak nieprzystępny skrót. Chodzi wspominany powyżej „potencjał” zawarty w genach.
    cyt:”Mój komentarz
    Formalnie jakieś zalążki kultury posiadają szympanse, np. bonobo.”

    Zlinkowany projekt (jest też o tym dokument filmowy – polecam) udowadnia istnienie odpowiednich potencjałów u innych „człowiekowatych”

    Mój komentarz
    Przeczytałem opis realizacji projektu „Chantek”. Cenne rezultaty.
    Był też inny projekt, a dotyczył nauczenia mówienia szympansów bytujących chyba na jakiejś wyspie, w warunkach naturalnych prawie. Również ten projekt pokazał, że małpy są niezwykle inteligentne, są w stanie przyswoić sobie mnóstwo pojęć oraz operować sprawnie ich nazwami łącząc je w zdania, w których jakiegoś zalążka gramatyki się dopatrzono. Zaobserwowano nawet, że małpy umiejące posługiwania się pojęciami potrafią tego nauczyć inne małpy.

    Eksperymenty tego rodzaju pokazują, że w mózgach naczelnych są już predyspozycje do myślenia – operowania pojęciami, reagowania na sytuację, wyrażania nastroju, zamiarów, analizy zdarzeń, liczenia, umiejętności analizy zbiorów – widzę 1, 2, dużo bananów oraz widzę tam więcej niż tu, itd.

    Jednego te małpy nie zdołały się nauczyć – mówienia artykułowanego, ponieważ nie posiadają aparatu zdolnego wytworzyć artykulację. Rozumieją słowa i posługują się nimi, tylko w ślad za tym nie idzie u nich mowa gębą i krtanią, co chyba jest barierą ograniczającą w kolejnych pokoleniach rozwój inteligencji, ponieważ to mowa, sprawne użycie jej w komunikacji z innymi jest czynnikiem wyzwalającym stosowanie logiki, co jak sądzę jest podstawą w rozwoju inteligencji.
    Pzdr, TJ

  145. Contrarian
    7 czerwca o godz. 18:23

    Czy wiara i religijność to synonimy? Jak najbardziej. W potocznej praktyce „wiara” i „religia” to też synonimy: „wiara chrześcijańska” i „religia chrześcijańska”. „Mieć wiarę” czyli być religijnym. Oczywiście, wyraz „wiara” ma znaczeń więcej, ale rozumiem, że chodzi Ci o jego znaczenie religijne.

  146. Optymatyk
    7 czerwca o godz. 20:53

    Każdy powinien porządnie przeczytać niebieską książeczkę. Zwłaszcza ateista. I to z powtórkami, żeby dobrze mieć w głowie zakonotowane co tam sie wyprawia i kim jest Absolut Miłości.

    Ateiści nieraz czytają, choć może nienadzwczajnie. Znacznie gorzej idzie wyznawcom bozi i niebieskiej książeczki, o czym w ogóle nie mają pojęcia.

    Opowiadasz ciekawie, a temat zasadniczy. Powinieneś napisać o tym wstępniaka.

  147. jakub01
    7 czerwca o godz. 20:36

    @
    Zmamutowal mi sie leb

    Podobno mamut ma być symbolem prawobrzeżnej Warszawy. Że znaleziono łeb mamuta, albo coś innego mamuciego.
    Jak się mamut zgodzi z Syrenką nie wiem, ale już oni się chyba skutecznie rozmówią. Może się podzielą wedle brzegów?

  148. @wbocek 7 czerwca o godz. 22:11

    Tak, tak … to rozumiem, ale czy to zawężenie pojęcia ‚wiara’ w sensie automatycznego znaczenia „wiara chrześcijańska/…” to relatywnie nowa (ostatnie ~30 lat) praktyka?

  149. Contrarian
    7 czerwca o godz. 18:23


    Dla pombocka miałbym ciekawe pytanie czy wiara i religijność to są bliskie synonimy? Odnoszę wrażenie, że ‚wiara’ traci językiem klechow

    Wiara klechami trąci, owszem. Ale ja wiarę traktuję szeroko, bo też z istoty wiarą jest to, co nie jest wiedzą i zawiera w sobie przekonanie, czy spodziewanie co do rzeczy. Mozna by dyskutować, jak się wiara ma np. do intuicji, ale zostawiam to na boku, bo pytałeś o wiarę.

    Każdy z nas jest wierzący, bo wierzy, że będzie lepiej.

    Religia to wiara z konkretną treścią, formami i rytuałami oraz sprawdzaniem, rozliczaniem i karaniem Nie wszystkie te elementy w równym stopniu występują w każdej religii, ale zapewne są do siebie silnie zbliżone.
    Bez kary właściwie nie ma religijnej wiary. Dźganie w tyłek gorącym prętem dobrze robi na wiarę religijną.

  150. @jakub01
    7 czerwca o godz. 21:59

    Mnie dziwi, że Ciebie dziwi. Zastanów się, jak ogromny skok wykonała ludzkość za naszego życia! A tamto trwało setki tysięcy lat.

  151. Contrarian
    7 czerwca o godz. 22:23

    Nie, Contrarianku. Odkąd pamiętam – a pamiętam od lat 50-tych – w mesjańskim naszym kraiku wieloznaczne pojęcie „wiara” kojarzyło się automatycznie z wiarą chrześcijańską. Przypuściłeś wcześniej, że wyraz „wiara” raczej jest używany przez sukienkowych. Pierwszy raz się z taką sugestią spotykam. Może historycznie tak było, ale ja tak głęboko nie sięgam. Nurkowałem kiedyś gdzieś do 5. metrów, ale teraz – góra 2.

  152. Optymatyk
    7 czerwca o godz. 20:53

    Przednie to: … jesli nałozy sie na to zapach kadzideł, muzykę organową, beczenie księdza …
    &#x1F923

  153. Nefer
    7 czerwca o godz. 19:25

    No, to dobrych wrażeń na występie 🙂

  154. @jakub01 21:59

    @Lewy, mnie w ogole w tej historii ludzkosci cos nie pasuje.
    Ile potrzeba czasu aby z dydelfa o zrosnietych palcach, z przeblyskami pierwotnego rozumy wyksztalcil sie krzesacz ognia, wynalazca luku, metalurg,rolnik zdolny do uszlachetnienia dzikiej winorosli i traw?

    Mam nadzieję, że to tak z rozpędu napisane o tym dydelfie ze zrośniętymi palcami. Nie słyszałem, żeby syndaktylia była cechą charakterystyczną dla dydelfa. Nie słyszałem również, żeby to akurat on wyewoluował w dalszym ciągu do człowiekowatych. Nie słyszałem też, żeby nagle z kończyny jedno- dwu- czy trzypalczastej rozwinęła się pięciopalczasta. To tak nie działa. Owszem, redukcja jest faktem.
    Jeśli byłabyś łaskawa podać źródło tych informacji, byłbym zobowiązany.

    A jeśli chodzi o czas na to wszystko. Mam wrażenie, że mieliśmy go aż nadto.

  155. Skursywiłem całość. Więc gwoli wyjaśnienia: moje jest od „Mam nadzieję”.

  156. jakub01

    Jakubku, zatrudniony dziś byłem do wymiany węża na żony farmie, więc trzy obrazki żonine, jeden działkowy obcy (filet…tfu!…fiolet), no i trochę natury bezpańskiej, kiedy pojechałem…ten…pokuśtykałem nakarmić Krawacika. Te kosaćce to bym pstrykał za każdym spotkaniem, bo mi się właśnie z nieuprawianą naturą kojarzą, a nie z uprawianą, gdzie kolorowych wariantów człowiekowata małpa namnożyła pod swój niepohamowany gust co niemiara. Tylko patrzeć, jak różowe wrony będą na parapetach wieżowców wywodzić słowicze trele sześć razy mocniej niż słowiki.

    https://photos.app.goo.gl/pdRQ3owLkzMRnysm9

  157. Tak sobie myślę, że od czasów rewolucji neolitycznej i przejścia z łowiecko-zbierackiego na osiadły tryb, ludzie zaczęli potrzebować do życia coraz więcej rzeczy. Trzeba je było wymyślać, doskonalić. I tak doszliśmy do czasów obecnych: nowy blaszak co trzy lata, zmartwion co roku, meble kuchenne co 5 lat. Tylko mózg wystarcza na ok. 70 – bo mało używany.
    Podobno australijscy Aborygeni do funkcjonowania potrzebowali trzydziestu kilku sprzętów, a Tasmańczykom wystarczał tuzin. I paczcie państwo jedna cywilizacja przetrwała jakieś skromnie licząc 40 000 lat, a potem nastał Europejczyk. No to niech ktoś mądry pokaże mi którąkolwiek z tych tzw. rozwiniętych o tak długiej ciągłości.

  158. Tanaka
    7 czerwca o godz. 22:29

    Zgrabnie to ująłeś. Też mam takie odczucie, że pojęcie religia niesie ze sobą ta stygme kary-pręta, instytucjonalności. Zdecydowanie nie jest milusińskie. Słowo ‚wiara’ jest przyjazne i może dlatego wydaje mi się, że chętniej używane jako synonim religii.

  159. @Tanaka

    Tak w kwestii formalnej, gdy kliknę na ikonę kciuka to kto ma dostęp do tej informacji? Czy tylko Ty jako administrator?

  160. Contrarian
    7 czerwca o godz. 23:34

    Dotąd nie sprawdzałem, czy u mnie widać kto komu ile razu kciuka pokazuje.

  161. @Lewy
    7 czerwca o godz. 17:27
    Ugryzła bo nie miałeś orzeszka. A to znaczy, że ona wie, że od ludzi orzeszek pochodzi. I już masz religię, no prawie.
    Tak jak moja żaba, wyznawca słoika z pasikonikiem w środku. Co prawda jak pasikoników zabrakło to i wyznawca przepadł, pewnie żaby nie mają genu nadziei. 🙂

  162. @Ewa-Joanna 23:46

    Co to za wyznawca, co własnego bozię kopie? Musi, co @Lewy jeszcze musi popracować.

  163. paradox 57
    To dosc niezbyt dokladnie zapamietany cytat z ksiazki „Jozef i jego bracia” T.Manna.Nie rosci sobie pretensji do naukowosci. Chodzilo mi raczej o to, ze moim zdaniem tak znowu wiele czasu nie uplynelo abysmy stali sie czym stali.

    @Qba
    Niby dlaczego ma mnie to nie dziwic? 9000 lat naglego fenomenalnego rozwoju a wczesniej przez 200 tysiecy lat nie moglismy wygrzebac sie ze stanu zwierzecego. Czy to nie podejrzany objaw naglego zmadrzenia?
    Wspolczesny czlowiek to zaledwie 200 tysiecy lat. A cywilizowany tryb zycia czlowiek zaczal prowadzic jakies 9000 lat temu. Wcale nie wydaje mi sie to duzo. Przeciwnie.

  164. tejot
    7 czerwca o godz. 22:08

    Jeżeli Cię to zainteresowało, polecam dokument filmowy „The Ape That Went to College” by AnimalPlanet, obecnie dostępny tu:

    https://www.youtube.com/watch?v=c2sBmtJko-g

  165. @wbocek,
    te fioletowe, to tez irysy. Uwielbiam je i mam pod domem. Wole bezpanskie niz panskie chociaz tez czasem zaszaleje w ogrodku, tylko, ze u mnie to tak w porywach, a poza tym to mi zal wyrywac tzw. chwastow czyli roslin, ktore chca tam byc tylko my ich nie chcemy.

  166. @wbocek,
    kupilam pudelko malin i drugie jerzyn i wlasnie sie nimi napycham. Nie wiem z czego one sa zrobione, bo oprocz tego, ze kwasne wlasciwie bez smaku i bez zapachu. Truskawek nie kupuje, bo smakuja tak samo a do tego twarde.

  167. @ Tanaka,
    skoro Syrenka ma rybi ogon, to dlaczego by jej nie przyozdobic mamucimi klami? Czy ja wiem zreszta? Moze to jakis projekt nowego pomnika Lecha K? Taki bardziej symboliczny.

  168. Taki tam odgłos bębnienia palcami

  169. jakub01
    8 czerwca o godz. 0:21

    ok 9000 lat ma najstarszy eksponat aborygeńskiego bumerangu. Na przykład. A ich Czas Snu to najstarsza na Ziemi nieprzerwanie z pokolenia na pokolenie przekazywana mitologia. Wg badań antropologów przez co najmniej 6800 do 8000 lat. Mit „założycielski” bez praw na zawsze niezmiennych, mit kreujący kanony moralne świadomego i równoprawnego powiązania ze środowiskiem życia.
    Malowidła typu Uluru mają do 30 tys. lat. „Niektórzy członkowie starszyzny potrafili wymienić imiona przodków do kilkudziesięciu pokoleń wstecz.” No i ten „Sen miodowej mrówki” z Papunya. Dlaczego o tym piszę? To jest pewna forma alternatywnej ścieżki ewolucji homo, innej koncepcji cywilizacji, przechowana w izolowanym od tysięcy lat sarkofagu ekstremalnych warunków życia. Aborygenom udało się przetrwać. Neandertalczyk nie miał tyle szczęścia w rywalizacji o „swój kawałek podłogi” w Eurazji.

  170. @scrambler
    ” Czas Snu,” ” Sen miodowej mrowki „. Coz za nazwy! I to odniesienie do snu. Musze sie z tym blizej zapoznac, brzmi fantastycznie. A wlasnie obejrzalam swietny rosyjski film” Listy martwego czlowieka.” Wizja postapokaliptycznego swiata bijaca na glowe wszystkie amerykanskie gnioty. Zdaje sie, ze Aborygeni twierdza, ze ich praprzodek tez przybyl z kosmosu i ze wroci. Podobne to troche do oczekiwania na ponowne przyjscie Mesjasza.Ale malo wiem o tym. Jakbys mial jakies linki przyblizajace temat to wrzuc prosze.

  171. @scrambler
    Znalazlam tytul francuskiego filmu dokumentalnego „Sen miodowej mrowki” ale samego filmu nie moge znalezc. Ide szperac dalej. Nara.

  172. Optymatyk
    7 czerwca o godz. 20:53

    Ile ja się później nasłuchałem wykładów, od babci i siostry a w końcu od mamy nt. zbawienia i tamtego urojonego świata, to przerasta Twoje/Wasze wyobrażenia.

    Nie bój nic Optymatyk, podejrzewam że wielu z nas się nasłuchało. Jestem przekonany, że matka by mnie z domu (gdy byłem od niej zależny) wyrzuciła gdybym się postawił. Czy nie było/jest tak, ze xunce obciążają rodziców, gdy dzieci schodzą ze ścieżki jednej prawdy? Dla przypomnienia czym ich straszono w szerokim kulturowo-historycznym ujęciu:
    https://www.preposterousuniverse.com/podcast/2019/05/27/episode-48-marq-de-villiers-on-hell-and-damnation/

  173. wbocek
    7 czerwca o godz. 22:39
    Może historycznie tak było, ale ja tak głęboko nie sięgam. Nurkowałem kiedyś gdzieś do 5. metrów, ale teraz – góra 2.

    To niech się google pomęczy z nurkowaniem:
    Porównanie czestotliwosci wystepowania faith i religion w książkach wydanych po angielsku.
    https://books.google.com/ngrams/graph?content=faith%2Creligion&year_start=1700&year_end=2018&corpus=15&smoothing=3&share=&direct_url=t1%3B%2Cfaith%3B%2Cc0%3B.t1%3B%2Creligion%3B%2Cc0#t1%3B%2Cfaith%3B%2Cc0%3B.t1%3B%2Creligion%3B%2Cc0
    Między 1740 i 1840 religion jest używane znacznie częściej (~1.5x), potem jest po równo z tendencja spadkowa aż do 1990. Od tego czasu jest tendencja wzrostowa.

  174. Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 23:46

    @Lewy
    7 czerwca o godz. 17:27
    Ugryzła bo nie miałeś orzeszka. A to znaczy, że ona wie, że od ludzi orzeszek pochodzi. I już masz religię, no prawie.
    Tak jak moja żaba, wyznawca słoika z pasikonikiem w środku. Co prawda jak pasikoników zabrakło to i wyznawca przepadł, pewnie żaby nie mają genu nadziei.

    O, to to! U ludzi tak samo. NIe ma orzeszka, nie ma religii, nie ma pasikonika w słoiku, to i wyznawca rozczarowany daje dyla w krzaki.
    Nie od dziś wiadomo, że bogowie się rodzą od gadania, a jak się o nich przestaje gadać, to się rozpuszczają i znikają.
    Znam się na tym, bo to i owo w kwasie rozpuściłem jako adept wiedzy chemicznej w szkole.
    Dlatego wyznawcy mówią o ateistach, że im zakwaszają bozię. Powinni być zadowoleni w kraju kiszonej kapusty i ogórków. A nie są.
    Dziwny jest ten świat.

  175. jakub01
    8 czerwca o godz. 0:37

    @wbocek,
    kupilam pudelko malin i drugie jerzyn i wlasnie sie nimi napycham. Nie wiem z czego one sa zrobione, bo oprocz tego, ze kwasne wlasciwie bez smaku i bez zapachu.

    Jestem trochę zorientowany: maliny i jeżyny z truskawkami bez smaku, ale odobnym wyglądem robi się z mielonej gumy z trampek. Rozumiesz, recykling.

    jakub01
    8 czerwca o godz. 0:50

    @ Tanaka,
    skoro Syrenka ma rybi ogon, to dlaczego by jej nie przyozdobic mamucimi klami? Czy ja wiem zreszta? Moze to jakis projekt nowego pomnika Lecha K? Taki bardziej symboliczny.

    To być bardzo może. Że pomnik i ta symboliczna konkretność.

  176. @jakub01 0:21

    A cywilizowany tryb zycia czlowiek zaczal prowadzic jakies 9000 lat temu. Wcale nie wydaje mi sie to duzo. Przeciwnie.

    Chyba kierują Tobą jakieś dziwne uprzedzenia. Bo niby dlaczego cywilizowany tryb życia miałby się łączyć z utworzeniem pierwszych osad?
    Neandertalczyk pomieszkiwał Euroazję kilkaset tysięcy lat. W tym czasie zdołał wytworzyć całkiem bogatą kulturę materialną. Niemniej bogatą kulturę materialną tworzyły wszystkie ludy zbieracko-łowieckie. A że nie pozostawiły po sobie śladów w postaci miast, świątyń? To i cóż z tego? Wymiana „myśli” pomiędzy poszczególnymi odłamami, migracje, mieszanie się musiały sprzyjać rozwojowi. Tak zresztą dzieje się dzisiaj, tylko sprawność i szybkość przepływu informacji zwiększyła się niepomiernie.

  177. jakub01

    jakub01
    8 czerwca o godz. 0:32

    Cześć, jakubku, i dzień dobry.

    W ogrodzie (trudno nazwać „ogródkiem” 13 arów, które miałem z nadleśnictwa jako robotnik leśny, gdzie mieliśmy nawet własne kartofle na cały rok) szalałem przez 10 lat pracy w lesie i mi przeszło. Żona z roli powstała i w rolę się obróci. Jak 6 lat temu dorobiła się wreszcie działki po utracie mojej leśnej, służy jej ona jako lekarstwo na wszystko, co ją w domu gryzie. Ustaliliśmy, że niech na stare lata każde ma swoje przyjemności i drugiemu w duszę nie zagląda. Więc ona zapiernicza, a ja się byczę na siodełku albo na wodzie. Z rzadka tylko jej w czymś pomogę.

    Plewienie, przycinanie trawy to na zblokowanych działkach obowiązek, bo inaczej wszystko by się po sąsiadach rozsiewało.

    Tzw. Ziemie Odzyskane, gdzie głównie były PGR-y, to obecnie ogromne obszary nieużytków. Chwastów, czyli najstarszych mieszkańców tej ziemi, bywa na nich tyle, że przyjemność patrzeć. Miałabyś używanie na siodełku, bo z blaszaka wiele nie zobaczy.

    Podrzucam Ci, jakubku, skromny przegląd zachodniopomrskich i pomorskich nieużytków. Na niektórych fragmentach wielkich obszarów są ślady koszenia trawy. Po co i na co, jak potem zbelowana leży latami i nie to, że kiśnie na paszę, ale normalnie gnije – nie pojmu. Może pobożne krasnoludki delikatnie tym koszeniem sugerują, że ziemi u nas dostatek, więc trzeba się ostro rozmnażać, bo jeden katolicki poseł wyliczył, że Polska śmiało wyżywi 100 milionów?

    https://photos.app.goo.gl/ExWhhYhCKfr5RyrB9

  178. Bardzo lubię nieużytki.

  179. jakub01
    8 czerwca o godz. 3:27

    obawiam się, że niełatwo będzie odszukać w wersji polskojęzycznej. Widziałem co najmniej dwa godne polecenia dokumenty filmowe. Pierwszy to rzeczony „Sen …” skupiony wokół aborygeńskiego totemicznego malarstwa kropkowego i współczesnych kontynuatorów tej tradycji, a przynajmniej tych, którzy dostali od starszyzny pozwolenie na „pozaplemienne” wystawy. Drugi to kilkuczęściowa podróż przez najstarsze dzieje Australii z oczywistym współudziałem jej naturalnych gospodarzy. Niestety, nie pamiętam tytułu serii, jak odszukam, podam link. Odtworzona w dokumencie trwająca ok 50 tys lat epopeja wędrówki Aborygenów do miejsc współcześnie przez nich zamieszkiwanych dokonana była również w oparciu o translację szczegółów mitu Czasu Snu.
    Dyskusja n/t „Nowotworu” zyskuje inną głębię w relacji do przetrwałego do współczesności nurtu alternatywnej kultury cywilizacji homo sięgającego swymi korzeniami do schyłku średniego paleolitu (30-40 tys lat p.n.e). Jak się uwolnię od bieżących obowiązków „leśniczego” postaram się skrobnąć kilka spostrzeżeń.

  180. wbocek
    8 czerwca o godz. 8:47

    Pombocku – czyste piękno na fotach. Pachnie, dźwięczy i nęci. Wzrusza.

    To reportaż ze stanu naszej cywilizacji.
    Z jednej strony – dobrze. Nieużytki są użytkami, dla swobodniejszej przyrody. Nie trzeba już tyle ziemi, żeby wyżywić ludność nadwiślańska i pozostałą. Mogą byc nieużytki i mogą być lasy, co Unia bardzo promuje i za to płaci.
    Z drugiej strony – niedobrze. Bo rolnictwo stało się takim przemysłem i i tak bardzo się oddaliło od w miarę naturalnej gospodarki na ziemi, że samo z siebie jest źrodłem nienaturalności i silnie sie przyczynia do dewastacji przyrody, zmian klimatu i zbierających się ciemnych chmur nad naszą przyszłością.

    Ostatnie swobodnie chodzące po niwie krowy to są te krowy, których nie mógł odzyskać pewien człowiek, nie tyle już rolnik, a raczej przyjaciel krów i może zwierząt w ogóle, a które mają być zakatrupione przez system państwa, bo wolno chodziły, a tego nie wolno.

    W tej sytuacji przyrodniczej, ogród, jako świat sztuczny, wygląda jednak ciągle na nieziemsko piękny.O ile umie się go uprawiać i kreować to piękno. Co dosyć rzadkie. Najczęstszym przypadkiem ogrodu jest dramat: rozdarcie pomiędzy kreatywnością, sztuką i czystym pięknem, a nieudolnościa, niepojmowalnością i rozpaczliwym tkwieniem w zachwaszczeniu. Najpierw w głowie. Potem w krzakach.

  181. Ewa-Joanna
    8 czerwca o godz. 8:57

    Bardzo lubię nieużytki.

    Tak jest!
    Weźmy takie bagienko i bagienną rzekę. Nie wiadomo gdzie płynie, po co płynie i w ogóle – o co jej chodzi.
    Bywszy jakiś czas temu na Biebrzy, nie mogę wyjść spod jej uroku i przestać się nią wzruszać.
    Chamy chciały zniszczyć Rospudę, chamy chcą zniszczyć Biebrzę, chamy robią co mogą żeby zniszczyć Śniardwy. Chłop żywemu nie przepuści.

  182. @Tanaka
    7 czerwca o godz. 18:56
    Jednego to zaprowadziło daleko i wysoko, że aż za wysoko. Mówią, że nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wiedział. Bo mu Zdziwisz nie powiedział. A on też nic nie wiedział i w ogóle – sami niewinni.
    W tej sytuacji należy zjeść pączka.

    KREMÓWKĘ!!!

    @Tanaka
    7 czerwca o godz. 22:29
    Każdy z nas jest wierzący, bo wierzy, że będzie lepiej.

    Mnie nie całkiem dotyczy, bo wierzę że lepiej już było!

  183. Tanaka
    8 czerwca o godz. 9:46

    Tanako, jak chamy chcą zniszczyć takie wielkie morze Śniardy? Bo nic nie wiem. Kiedyś wpadliśmy we mgle pustym statkiem na kamienie po prawej stronie, patrząc od wejścia od strony Mikołajek. Zadudniło, zachrobotało, kapitan od razu zgasił silnik. I nie wiem, co jest. Wiemy, że siedzimy, ale co ze śrubą, co z wałem? Wykonałem – osiemnastolatek – swoje dziejowe zadanie.
    – Panie kapitanie, idę popatrzeć.
    Rozebrałem się, wskoczyłem na zakazaną przez durne media główkę (statek miał 1,80 m zanurzenia), obejrzałem, obmacałem dokładnie śrubę. Miała nieźle powywijane, ale tylko końce wszystkich trzech piór. Obróciłem wał – wszystko grało. Wylazłem i opowiedziałem z sugestią, że da się jechać. Spokojnie dojechaliśmy do Giżycka na stocznię. A ja, jak widać, do dziś się pysznię. Kapitan miał 37 lat, reszta załogi była od niego sporo starsza, wychodzi więc, że czasem smark to atut, a nie tylko poruta.

  184. Już ponad 100 tysięcy podpisów pod listem skierowanym do papieża, w którym oskarża się naszego pasterza Tadzia Rydzyka o złodziejstwo, sprzeniewierzanie się wartościom chrześcijańskim, czyli odchodzeniem od wartości, które głosił pan Jezus dla mamony.
    Dalej nie będę komentował, tylko przytoczę opinię, którą znalazłem w internecie, a z kórą całkowicie się zgadzam.

    ‚Ale naiwni. Franek jako herszt watykańskiej mafii doskonale zdaje sobie sprawę z bandytyzmu członków watykańskiej bandy, bo tak ma być. To jest cały i jedyny sens istnienia KRK. Wygodne i dostatnie życie jego członków na koszt durnych owieczek i wciskanie im watykańskich bajek. Co niby miałby zrobić? Podważyć sens istnienia czarnej mafii? Wspólnikami tej mafii w jej złodziejstwie są tysiące sługusów wszelkiej maści od prawa do lewa i to ich należy wskazywać i piętnować.”

  185. Lewy
    7 czerwca o godz. 14:47
    No dobrze, nie ma żadnych podstaw by twierdzic, że religie nie maja ani żadnych podstaw biologcznych ani kulturowych. No to skąd ten chwast wyrasta ? i dlaczego ciagle wyrasta ? Mozna by to oczywiscie zrzucić na głupote.
    Ale poczatki religi wiążą się chyba ze skokiem jakosciowym, malą zmianą kilku genow, co nas rózni od szympansów tylko w jakims ułamku procentu. A co ta zmiana spowodowała. Otóz oprócz lęków egzystencjalnych typu; a co po smierci ? jaki jest sens życia ? czy swiat ma jakichś sens i jeśli ma to kto mu ten sens nadał ?, wyloniła sę z tego potrzeba stworzenia jakiegoś koherentnego obrazu świata i możliwość wpływania na rzeczywstość. Obrazem koherentnym stała się religia, a wpływaniem na rzeczywistość magia. Nawet najbardziej rozwinięte zwierzeta nie wykazują takiej wnikliwości, umiejętności tworzenia obrazów, systemów pojęciowych, całościowego ujęcia świata, nie mają potrzeby takiego toalnego zrozumienia, zaspokojenia ciekawości. A religia dostarczała na poczatku takie poczucie zrozumienia, jakiejś pewności, wrezszcie skuteczności; no bo jak złożę w ofierze swojego syna, to otrzymam nieowybrażalnie wielką zapłatę.
    Taka jest geneza religii i to trzeba zrozumieć.

    Mój komentarz
    Jeśli założymy, że religia ma jakieś podłoże biologiczne, to tym samym przyznamy zasadniczą rolę genom, które nie tylko zestawiają osobniki danego gatunku w działające autonomicznie i społecznie organizmy, dające im ciało i metabolizm, dają tym osobnikom ogrom cech wspólnych dla całego gatunku oraz dają każdemu z nich indywidualne piętno, charakter, psyche na zasadzie czerpania z różnorodności puli genetycznej gatunku, nieskończonej ilości kombinacji zestawów genowych (alleli), które każdy z nas w sobie nosi.

    Dla zwierząt odmienność, różnice pomiędzy indywidualnymi osobnikami nie mają takiego znaczenia jak dla ludzi, bowiem warianty ich zachowań nie muszą być tak liczne by dać sobie radę w środowisku. Jeżeli środowisko się zmienia (poprzez powolne rozprzestrzenianie się zwierząt na nowy teren lub przez zmiany klimatyczne), to po prostu powstaje nowa odmiana lub gatunek.

    Dla człowieka środowiskiem najbliższym jego ciału i umysłowi jest to, które on sam stworzył, czyli kultura materialna i nazwijmy to duchowa oraz inni ludzie, z którymi nie tylko rywalizuje, lecz wymienia poglądy, dyskutuje, napędzany jest ciekawością, zdziwieniem, nadzieją, a także obawą.

    Te uczucia sprzęgają się z inteligencją, z zasobami doświadczeń (także doświadczeń poprzednich pokoleń) oraz z wiadomościami przekazanymi przez innych. Człowiek staje się istotą nie tylko ciekawską, lecz i twórczą. Zaczyna komplikować środowisko, w którym przebywa, przez wynalezienie i stosowanie narzędzi, budowę coraz bardziej złożonych schronień, planowanie wypraw, usprawnianie organizacji działania.

    Powstaje mechanizm samonapędzający się. Im bardziej człowiek jest ciekawy, wynalazczy, tym bardziej zmienia swoje bytowanie, czyli krok po kroku modyfikuje część „pobytową” niszy ekologicznej, w której przygotowuje się do wypraw, spożywa, śpi, gada, robi dzieci, wychowuje te dzieci, uczy ich posługiwania się narzędziami, uczy różnych zachowań, a tym samym myślenia.

    Na tej drodze wynalazczości i myślenia napatoczyć się musi mnóstwo pytań typu – skąd to się wzięło, co jest na górze, co jest za horyzontem (życia), czy człowiek znika – e, to niemożliwe, jego duch pozostaje, itd.
    A skoro człowiek myśli, analizuje i przewiduje, to z odpowiedzi na te pytania powstają różnorakie wyjaśnienia, pocieszenia, konstrukty myślowe o siłach wyższych, powstają wyobrażenia (w kategoriach ludzkich) o gniewie tych sił, o karze i nagrodzie, o wstawiennictwie, o możliwości przebłagania ofiarą, o konieczności ofiary, modlitwy, itp. projekcje z życia ludzkiego wzięte, powstają wierzenia i religie, a zarazem logika równoległa, logika tajemnicy, która nie jest do pojęcia, wymaga tylko uwierzenia.
    Pzdr, TJ

  186. tejot
    8 czerwca o godz. 12:05
    Jak zwykle, tejocie, precyzyjnie w punkt.

  187. Pan papież Franek zdobył się na kolejną bezczelność w dziejach katolicyzmu: poprawił Boga. Zmienił słowa „nie wódź nas na pokuszenie” – najpierwszej Chrystusowej modlitwy (poprawianie słów doskonałego Boga jest katolicką specjalnością). Zwala winę na tłumaczy i twierdzi, że Bóg nie może wodzić na pokuszenie.

    Tak? To przeczytaj, przenajdostojniejszy Franku, dokładnie księgę Wyjścia:

    „gdy więc pójdziecie, nie pójdziecie z pustymi rękami. I każda kobieta poprosi sąsiadkę i kobietę będącą przybyszką w jej domu o przedmioty ze srebra i o przedmioty ze złota oraz o płaszcze, i włożycie je na waszych synów i wasze córki i ogołocicie Egipcjan”

    Przez tysiące lat nikt nie widział tego „ogołocicie” wypowiedzianego przez Boga? Czemu więc teraz widzisz „nie wódź nas na pokuszenie” w modlitwie a bożego wodzenia na pokuszenie w „ogołocicie” nie baczysz, Franek? Ano chyba temu, że świetnie wiesz, że do Biblii pies z kulawą nogą nie zagląda, a „Ojcze nas” znają i powtarzają wszyscy katolicy. Niewykluczone, że za kolejnych parę tysięcy lat kolejny papież zobaczy, jak głupie są w tej samej modlitwie słowa „i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy”. Bo przecież znaczą: „Rób tak jak my”, „Bierz z nas przykład, doskonały Boże”.

    Nawiasem mówiąc, odkąd przyszedł na świat nic innego nie robi.

  188. Herstoryk
    8 czerwca o godz. 10:25

    jak wierzysz, że lepiej już było, znaczy się – wierzącyć. A w którą stronę tego lepiej, to już nie ma znaczenia dla wiary.
    Inna rzecz, ze jak nic, zanim uwierzyłeś, że było, to wierzyłeś, że będzie lepiej.
    Bo że będzie lepiej, to każdy słuszny dziad oraz przedszkolak, któremu wydłubują tumor z mózgu też wierzy: będzie lepiej, będzie lepiej, będzie lepiej…!

    Świt rozumu zwykle jest zmierzchem prostej wiary w boziocuda, że będzie lepiej. Ale też potwierdzeniem, że lepiej może być. Weźmy taką moją azalię. Ledwo żyła, a teraz tak szaleje, że licealista niech się schowa i zazdrości.

    Że kremówkę to się zgadza pod względem Lolka. Akuratnie jednak bardziej właściwy dla ludzkości wydał mi sie jednak pączek. Słabiej się od niego zostaje Świętym Ojcem Świętym.
    Chociaż, diabli wiedzą.

  189. wbocek
    8 czerwca o godz. 11:11

    Śniardwy to jest wielkie morze na mapie. A w rzeczywistości, istotka delikatna.

    Kudyż jej do innego jeziorka, takiego Ładoga Albo, weźmy, Bajkału? Nad który jak się pojedzie, to choćby traktorem, ale nie odciągną. Takie jezioro.
    Jak chamy chcą istotkę zadusić – wraz z resztą jezior mazurskich – proszę bardzo, tu masz objaśnienie:
    http://wyborcza.pl/7,75398,24876010,znikna-torfy-wyschna-sniardwy-mieszkancy-protestuja-przeciwko.html

  190. wbocek
    8 czerwca o godz. 12:18

    Tak działa Franciszek.
    I Kościół jego.

    Właśnie się zderzyłem z innym umysłem teologicznym. Normalnie – ściana. Umysł ten wyjaśnia, że teologia wie lepiej niż ewangelia, co jest w ewangelii i w razie sporu, wygrywa teolog.
    Mam ochotę tego teologa przerobić na mielonego wstepniaka.

  191. Przez przypadek zajrzałem na blok LA a tu tyle ciekawych wpisów nawet Lewy;
    tu mi się podoba i wart pochwały.
    Religii jak i ludzi wierzących w jakiegokolwiek boga unikam jak lis trutki
    chociaż wiem ze to narkotyk dla milionów.
    No cóż, genialny protoplasta Jezus czyli Żyd no bo któż by inny stworzył
    najgenialniejszy geszewt w historii ludzkości – wiarę w życie pozagrobowe
    czyli niebo dalej już wszystko poszło samo i kręci się aż do dzisiaj.

    https://www.youtube.com/watch?v=V5CaGOWM0XA&t=1s

    Cała prawda o religii.

  192. Wy tu pitu pitu o kremówkach i religiantach a świat się zmienia
    https://www.abc.net.au/news/2019-06-08/putin-stands-with-china-against-trump-in-trade-war/11193642
    Tego się obawiałam.

  193. Z tymi nowotworami to jest przeważnie nieco inaczej.
    ‚Komórka się degeneruje’ zwykle sama z siebie.

    Zdecydowana większość ludzi cierpiących na nowotwory złośliwe ma sprawny układ odpornościowy, wyjąwszy umiarkowaną niesprawność wynikłą z wieku.

    Tak jest chyba też z instytucjami (choć na tych znam się mniej, jak na nowotworach). Same się pogrążają, z czasem.

  194. Tanaka

    Dziękuję, Tanako, za informację. Przeczytałem tylko to, co można było przeczytać bezpłatnie. Zlikwidowałem konto w banku, ale i tak bym chamom nie zapłacił. Chamom, bo każą płacić nawet za zawiadomienia o śmierci, za ważne informacje obywatelskie. Czyli nawet Wyborcza nie jest medium publicznym. Pies z nią tańcował. Znalazłem, oczywiście, w internecie i nie to, że jestem poruszony, ale jestem z wściekłości uniesiony. To bydlę człowiek nie zatrzyma się, dokąd nie zdechnie ostatni.

  195. paradox57
    8 czerwca o godz. 8:40
    Niby dlaczego uprzedzenia? Przeciez stwierdzam tylo fakt. No i jaki, to co napisales ma zwiazek z biologiczna potrzeba religii , o ile taka istnieje?

  196. @wbocek
    Na nieuzytkach (czwarte zdjecie od gory po prawej i piate pod nim) jest moja ulubiona kipszyca wierzbowka a ponizej kwiaty mojego dziecinstwa.
    Te zolte kwiaty (zapomnialam jak sie nazywaja) byly bardzo pospolite i rosly przez cale lato blisko mojego domu. Mam do nich ogromny sentymeny. Dzieki.

  197. @wbocek
    milosc do nieuzytkow to po prostu sympatia do niczym nieskrepowanej natury. Ogrody sa piekne, np. te japonskie ale i tak ich piekno polega na udawanej i scisle kontrolowanej „dzikosci”.
    W Holandii byly modne laczki, czyli ogrodki stworzone z tego co samo wyroslo z niewielkim dosiewem roznych ziol i kwiatow chwastowatych i niegolona trawa. Niektore przecudne. Np. olbrzymi oset, ktory jest piekna roslina (a ktore nie sa? )w otoczeniu kepy puszystej trawyprzetykanej zoltym pelnikiem, cykoria i innymi ziolkami. Widzialam taki kacik w czyims ogrodku, cudo. Ale jak widze zwirowane sciezki to uciekam, podobnie nie lubie strzyzonych zywoplotow. A juz chyba najbarrdziej nie lubie jakichs ogrodow „krolewskich”! Z powystrzyganymi zwierzatkami, wygolona jak na golfowisku trawa i rozami w kwadracikach jak w skrzynkach. Moj przydomowy ogrodek „szaleje” sam, ja tylko wode pompuje ukladajac w roznych miejscach kabej z kapiaca woda na noc.

  198. @Wbocek
    ach, w tych moich zoltych kwiatach, a scislej w ich zdrewnialej lodyzce jest biala puszysta tkanka. Kolega, ktory mi to poraz pierwszy pokazal powiedzial, ze to dusza i zmienil moj poglad na rosliny na cale zycie. Nie mam wazonow, nie scinam kwiatow, wole wsrod nich polezec.

  199. jakub01

    Jakubku, dzisiejszy malutki dorobek. Nie mogę Ci na razie pokazać wielu ciekawostek, bo przez kolano obawiam się dalej ruszyć (dziś się przewróciłem, zakręcając, bo jak muszę się nagle felerną nogą podeprzeć, nie wytrzymuje – jest z cienkiego szkła). Muszę się kręcić jak ge w przerębli. Roślin znam mało. To znaczy – znam je z widzenia, ale nie z nazw. Na przykład ta ostowata na dwóch fotkach. Albo biała róża, koło której tysiąc razy przejeżdżałem, a dopiero dziś się przyjrzałem, że to róża, tylko nie znam gatunku. Najlepiej znam to, co znam, a jak czegoś nie znam, to, wstyd powiedzieć, ale, kurde, nie znam – i co poradzisz, jak sama kość.

    https://photos.app.goo.gl/vU4QzEZ1neheVA7Y8

    https://photos.app.goo.gl/q9Q5giDE4EruWd4F6

  200. Misiek Tadek,
    dzieki za wyklad (wyklady, bo wysluchalam od razu kilku )Listkiewicza. Lubie tego faceta, zwlaszcza za to, ze operuje swietnym jezykiem bez pobekiwania -eee, po kazdym zdaniu. Zdaje sie, ze on czyta ale to nie zmienia faktu, ze najpierw tekst musial napisac i opracowac. To chyba jedyny facet, ktorego wykladni” boga” (sam zreszta mowi o zamianie tego okreslenia na energie) moge sluchac bez irytacji.

  201. @wbocku,
    ja kiedys bylam niezla w nazwach a nawet troche zajmowalam sie zielarstwem i nawet lacinskie nazwy troche znalam. U mnie to troche rodzinne bo i mama i babka i ciotki to byly takie zielachy, ze wlasciwie w domu bardziej uzywalo sie ziol niz jakichkolwiek prochow na drobne i wieksze dolegliwosci. Ale to bylo wieki temu i zapomnialam juz. Dzika roza kwitnie bialo i rozowo ale niesamowicie intensywnie pachnie. Moja mama robila z jej owocow wino i konfitury. Jak rany, uwazaj zesz na to kolano.

  202. jakub01
    8 czerwca o godz. 21:45

    Z tym cięciem/zrywaniem kwiatów to się rozumiemy. Nie mogłem żony oduczyć, bo, jako wiejskie dziecię, musiała wracać z wędrówek do chaty z naręczem. Mówiłem:
    – Nie wystarczy popatrzeć, pocieszyć się, powąchać, nawet pogłaskać?
    Nie wystarczało. Dopiero jak na 13. arach miała od groma areału również na kwiaty, nawaliła ich tyle, że ludzie z wioski się zatrzymywali. Ale sama przestała rwać i znosić do chaty. Swoich nie będzie rwać. I tak już jej zostało i przeszło nawet na polne. Teraz na nowej działce, jak jej się kwiaty rozszaleją, a koleżanki przychodzą po jakieś rzadsze gatunki, ta się grzecznie, nie dając po sobie poznać, wścieka:
    – Nie wystarczy popatrzeć?

  203. jakub01

    Dobranocuję Ci, jakubku. Przepedałowałem dziś nie za wiele – ze 30 km, ale dwie godziny wiosłowałem. Do kupy zebrało się w sam raz, żeby teraz się odmeldować. Czym się.

  204. @wbocek,
    ta twoja lodka to niezle grzeje. Na wiatr tak zasuwa?

  205. @Scrambler
    znalazlam pare filmow. Zaczynam od tego o swietej gorze Uluru, a potem reszta. Znikam zatem na dzis w australijskim interiorze.

  206. @Tanaka,
    znalazlam w malinach cos co przypomina skuwke od sznurowadla.A calkiem nowe pudelko otworzylam, wiec wiem, ze mi Szperek nie podrzucil ( bo on ma nieraz takie pomysly). Wyglada na to, ze z tymi trampkami to prawda. Nara.

  207. @turpin
    8 czerwca o godz. 17:19
    (…)
    „Zdecydowana większość ludzi cierpiących na nowotwory złośliwe ma sprawny układ odpornościowy,…”
    ……………………………….
    Skąd takie wieści? Źródło poproszę! Ok?

  208. To ja się tu zaczaję z kieliszkiem cytrynówki kupionej przez pomyłkę. Paradox nie marudź.

  209. Raz pewna damulka w Brukseli
    cytrynówką się chce rozweselić
    Ale sama, do lustra?
    O, butelka już pusta
    No i rano nie wyjdzie z pościeli

  210. (gdyby mnie ktoś szukał jestem na Deep Space Nine, obok na kanapie)

  211. Nefer
    8 czerwca o godz. 23:51

    Wesoła jak pliszka
    łyka z kieliszka?
    Toż będzie rano
    niezły dyszkant

    Spojrzy dama do lustra
    och, butelka już pusta
    cóż więc robić?
    Deep Space Nine –
    well, that would be fine!

  212. jakub01

    Pewnie, że na wiatr, jakubku, z żaglem po nawozach, bo jestem ekologia i żadne świństwo się u mnie nie zmarnuje. Myślałaś, że na parę, czy na ropę? Wiatr był zachodni, więc w stronę Mielna i potem na północny brzeg wiosłowałem, a z powrotem – za frajer.
    Ciń dobry.

  213. @ Ewa-Joanna
    8 czerwca o godz. 14:10

    Wy tu pitu pitu o kremówkach i religiantach a świat się zmienia
    https://www.abc.net.au/news/2019-06-08/putin-stands-with-china-against-trump-in-trade-war/11193642
    Tego się obawiałam.

    Czego się tu obawiać? To po mojemu dobra wiadomość, że rośnie opór przeciw rozbójniczemu imperium, tyranizującemu/zastraszającemu resztę świata. Kibicuję, bez złudzeń, że te dwa od stania razem to anioły czy zbawcy (na rozbójnictwo i terroryzowanie jeszcze nie mogą sobie pozwolić).

  214. Patrząc od tej strony to masz rację, choć też niebezpieczne, ale mnie bardziej chodzi o marginalizacje Europy, która w tym układzie stanie się skansenem.
    Rosja skłaniała się ku Europie w sposób niejako naturalny i to byłby dobry układ dla obu stron, ale bardzo niebezpieczny dla hegemonii hegemona, więc robił wszystko aby do tego nie dopuścić. Z pomocą osłów trojańskich 🙂

  215. @wbocek
    8 czerwca o godz. 19:20

    Re Śniardwy, itp. Znalazłem, oczywiście, w internecie i nie to, że jestem poruszony, ale jestem z wściekłości uniesiony. To bydlę człowiek nie zatrzyma się, dokąd nie zdechnie ostatni.

    Zegar zagłady ponoć coraz szybciej tyka – https://pl.wikipedia.org/wiki/Zegar_zag%C5%82ady

  216. @ Ewa-Joanna
    9 czerwca o godz. 2:13

    Patrząc od tej strony to masz rację, choć też niebezpieczne, ale mnie bardziej chodzi o marginalizacje Europy, która w tym układzie stanie się skansenem.

    Tak na dobrą sprawę Europa popełniła samobójstwo już dawno, w dwóch odsłonach – 1914-1918 i 1939 – 1945. Trafiła potem do skansenu, emanując dobrymi chęciami, ale oddając inicjatywę i akcję dwóm mięśniakom – za oceanem i za Łabą.

  217. @ wbocek,
    ano myslalam, ze sie czyms posilkujesz, bo grzeje niezle a ja nie mam pojecia jak sie plywa na zaglach. Pamietam jak perkotal Tur, mozna sie bylo zdrzemnac nim przeplynal pol km. Poza tym to troche kajakiem bez zagli he, he.

  218. jakub01

    Jakubku, posyłam Ci orientację w terenie. Fotki z jeziorem i kanałem Jamneńskim są z internetu, dałem tylko nazwy na kopiach.

    W Łabuszu na południowym brzegu za cyplem jest moja przystań WOPR.

    Kanał Jamneński został zaświniony, czyli oblany betonem oraz zbudowano na nim wrota sztormowe, których zadaniem jest niedopuszczenie do wlewania się wody morskiej w czasie sztormów do jeziora. Niby to miało zapobiegać powodziom, których tu nigdy nie było. W ten sposób przerwano odwieczny cykl wymiany wody w jeziorze i przerwano rybom słodkowodnym, które żyją w Bałtyku przy brzegach, drogę na tarło, które odbywają w jeziorze.
    Poza tym widoczny przy brzegu morza falochron miał zapobiegać zakorkowywaniu piaskiem ujścia kanału w czasie sztormów. Tak zapobiega, że ujście jest zamulane jeszcze bardziej niż bez tego falochronu. Co widzisz na fotce: przez tę piaskową łachę woda z jeziora nie ma odpływu. Czasem cała przestrzeń między falochronem a brzegiem jest tak zamulona, że suchą nogą można chodzić. Dla mnie ciekawe było obserwowanie, jak w czasie sztormów powstają między falochronem a brzegiem wyspy, półwyspy i mierzeje, które wcześniej nigdy nie powstawały, tyle tylko, że samo ujście było zamulane i od czasu do czasu miała robotę koparka. Ma i teraz. Więc po co nam to było?

    Nazywam te piaskowe wyspy, półwyspy i mierzeje „imienia JPII”. Bo przecież rozkazał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi”. No to odnowił – tak, że tylko siąść i płakać.

    Dodałem jedną fotkę, którą zapomniałem dodać w poprzedniej furgonetce. Tablica reklamująca obudowywanie jeziora ludzkimi odchodami…tfu!…chałupami, daczami, sraczami. Najwięcej ma narobić Norweg, który chce na mierzei zbudować coś , kuwa mać, niespotykanego w naszej galaktyce: Palm Bicz z hotelami, kasynami, hałasami, marinami. Oż jego taka owaka! Już parę lat temu wykupił 200 ha. Najbardziej biczów nam brakuje, żeby takich pogonić. Ale przecież jaki to zarobek dla miejscowych w perspektywie. No właśnie. Ten oryginalny w pomysłach Norweg już i w Jamnie wykupił ziemię i zbudował sześć bud do zamieszkania. Ludzie chętnie ziemię sprzedają, bo kto by się tam rolnictwem teraz zajmował, jak się szykują na spokojnej na razie mierzei wieżowce, garaże, wodne wyjce, podniebne muzyki i zarobek.

    Ładnie to współgra z tym, co Tanaka zapodał: ekspresowa droga przez sam środek Mazur. Szczęście, że się urodziłem tak, że finału tej ewolucji wstecz nie doczekam.

    https://photos.app.goo.gl/4mGngYRn81uRpNDC7

  219. @wbocek
    A zebyz to ……strzelil. Wiesz ja ogladam teraz filmy o Australii i tak mysle -ile z tego przetrwalo do dzis? Od czasu nakrecenia tych filmow? Mamy kolejna epoke wielkiego wymierania zwierzat. Cholerny antropocen.
    Dobrze jest jednak odwalic kite patrzac na niebo, po ktorym jeszcze smigaja wroble. A wnuki? A co ja moge? Nie glosowac co najwyzej, bo nie ma na kogo. Czytalam ten wpis o drodze i az mnie zemdlilo. No i co cholera? Niech sie wnuki martwia o tanie powietrze w puszkach i czysta wode z przydzialu o ile beda sie tym martwic. Nie zanosi sie na to aby czlowiekowate w przyszlosci byly madrzejsze. Czlowiek wymrze jako kolejny gatunek, ktory sie nie dostosowal do zmian, ktore sam wywolal.
    Nie poradzi sobie bez natury, za to natura bez czlowieka jak najbardziej i to mnie pociesza.

  220. @wbocek,
    tu tez coraz mniej sadow cytrusowych, ktore dzieki nawadnianiu tworza mikroklimat i utrzymuja resztke naury na poludniu . Rzeki powysychaly, deby kazal Franco powycinac. A przeciez to miedzy innymi po to aby sobie posiedziec w sadzie pomarancz czy mandarynek ludzie przyjezdzali z chlodniejszych krajow Europy. Beton i morze maja u siebie. Poludnie Hiszpanii ginie. Warstwa ziemii tu cienka, wiec tylko drzewka z plytkimi korzeniami a do tego wapiennolubne mogly te ziemie uratowac przed erozja. Cyklony wieja coraz silniejsze, i niosa sol od morza mocno przeciez zasolonego a upaly do 50 st. Rzodkiewka tu nie urosnie (nb. raz zasialam ale kwietniowy cyklon wyrwal mi flance co do jednej).
    Te wszystkie hotele to beda jakies koszmarne budynki-widma, po ktorych dawnej swietnosci bedzie hulal wiatr.

  221. @wbocku, moze czas pomyslec o kupnie wielblada?

  222. Słowo na niedzielę

    Szaleństwem są wszelkie religie, gdzie omamiona głosem szamana tluszcza wyje peany na cześć czegoś co nie istnieje. Po czym w imię tego nieistniejącego szerzy ciemnotę, śmierć i zniszczenie.

    Przekażmy sobie znak pokoju

  223. @Ewa-Joanna 8 czerwca o godz. 14:10
    Wy tu pitu pitu o kremówkach i religiantach a świat się zmienia
    (…)
    Tego się obawiałam.

    Dla ciebie obrazek pokazujący względną wielkość największych gospodarek świata, dane za Wikipedią

    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(nominal)

    wziąłem tabelkę IMF

    http://tinypic.com/view.php?pic=dw9k4&s=9

    jak zwykle, aby powiekszyć trzeba kliknąć w obrazek

  224. „Jak z obrazka wynika”, jak sobie na słupku chińskiej gospodarki położysz rosyjski kloceczek to on niewiele zmieni.

    Rosyjska gospodarka to coś wielkości Korei Południowej albo Kanady… gdyby nie mieli tysięcy atomowych głowic na transkontynentalnych rakietach to nikt by ich za wielkie mocarstwo nie uważał… najwyżej za wielkie marnotrwstwo zasobów największego obszarowo kraju świata.

  225. @zza kałuży
    9 czerwca o godz. 9:35
    No właśnie – zasoby.

  226. @

    Jeżeli ktoś ma możliwość i nie brzydzi się TVPiS, to bardzo polecam

    „Powrót Robin Hooda”, 12:00, TVP 2
    film przygodowy, USA 1976, reż. Richard Lester, wyk. Sean Connery, Audrey Hepburn, Robert Shaw, Richard Harris

  227. Dodalem wartości liczbowe

    http://tinypic.com/view.php?pic=2vja109&s=9

    Chiny to gospodarczo ponad 8 Rosji a USA ponad 12… z czym do gościa?

    Putin może prężyć muskuły, ale gdyby obie Koree się połączyły i ta północna sprezentowała tej południowej broń jadrową a ta południowa w 5 minut doprowadziła północny „prezent” do stanu nowoczesnej broni XXI wieku, co dla nich byłoby pestką, to mielibyśmy równoważne wielkiej jak kontynent Rosji „mocarstwo” koreańskie. 😉

    Zaprawdę, jedyne co pozostaje Rosji to wielkie terytorium, czyniace ją jednym z bardzo niewielu państwa świata zdolnych przyjąć atak nuklearny bez całkowitego odparowania kraju. No ale na czasy pokojowe to oni powinni siedzieć w 6 ławce a nie pchać się do pierwszej.

  228. Wracam do tematu wstępniaka
    Widzę dwie podstawowe teorie w sprawie religii – dlaczego powstały

    1) Religia ma podłoże biologiczne, podłoże biologiczne (geny) przyczynia się do wytworzenia podłoża kulturowego, w którym zachodzi powstawanie, wytwarzanie, produkcja religii.

    2) Religia nie jest musem, nie jest zdeterminowana przez biologię, czyli geny.
    Religia, to posiew, który się przyjął i rozwinął w ludzkich populacjach, w cywilizacjach na zasadzie mutacyjno pasożytniczej, tj. gdy jakiś organizm nabiera cech żywiciela, to zawsze się znajdzie inny organizm, organizacja, zbiorowisko, które nabierze cech pasożytniczych.
    Pzdr, TJ

  229. Pisnę se że dzisiaj idę do kina pierwszy raz na film w 4D taki co to niby ma ruchome krzesła i efekty specjalne i trochę się bojam.

    Tanaka
    9 czerwca o godz. 1:01

    Dzięki 🙂 oglądałam filmy do białego rania. Dzisiaj pewno też bo jutro mamy wolny poniedziałek.

  230. zza kałuży
    9 czerwca o godz. 11:04

    Mój komentarz
    Język Chińskich przywódców jest wyjątkowo dyplomatyczny, metaforyczny, a bywa i poetycki. Aby rozebrać ten język, należy skonfrontować go z realiami, oraz z retoryką, która Chińscy przywódcy prezentują przy innych okazjach.
    Xi był wiele razy w Rosji i wiele razy mówił podobnie.
    Pzdr, TJ

  231. Nefer
    9 czerwca o godz. 12:14

    Ja zaś, dzieckiem będąc w kołysce, co łeb urwał misiu, wziąłem i poszedłem z kolegą do kina na extrafilm: „Trzęsienie ziemi”.
    Tak było!
    W wielkiej kinowej sali, stały w kilku miejscach drewniane rusztowania, a na nich solidne pudła. W odpowiednich momentach extrafilmu, z pudeł wydobywały się infradźwięki i wszystko się trzęsło.
    Tak było !
    Taki to był film, dobry, bo hamerykański!

    I czy to się wlicza do 4D?
    Bo jak się wlicza, to socjalizm i Edward Gierek Zachód dawno przegonili. Chyba po to, żeby potem Zachód przegonił socjalizm. Albo odwrotnie, bo już nie pamiętam, ale Szurkowski i tak wygrał.

  232. Tanaka
    9 czerwca o godz. 12:38

    Ale pamiętasz tę gumową Godzillę co wychodziła z morza 🙂 hej były czasy 🙂

    pewnie się wliczają (te pudła) a Szurkowski jest cudowne dziecko.

  233. Tanaka
    9 czerwca o godz. 12:38

    a ja dziecięciem będąc żem Sznurkowskiego za szytkę trzymał u roweru jak się w mojej okolicy z innymi Szozdami o miszczostwo górskich pedałowań zmagali. Jam to, nie chwaląc się sprawił.

  234. Nefer
    9 czerwca o godz. 12:44

    uwolniona Godzilla wersja 5.0

    https://cdn.natemat.pl/4f005021fb8d5b1882407eba6a03f4a5,780,0,0,0.jpg

    a w środku – wiadomo Hedora

    https://dzienniknaukowy.pl/assets/media/gumowekaczki2.jpg

  235. Nefer
    9 czerwca o godz. 12:44

    Ale pamiętasz tę gumową Godzillę co wychodziła z morza hej były czasy

    No, pewno!
    Jak idę nad morze, to mi zaraz wychodzi ! 😀
    Ale szał był.

  236. scrambler
    9 czerwca o godz. 13:04

    a ja dziecięciem będąc żem Sznurkowskiego za szytkę trzymał u roweru jak się w mojej okolicy z innymi Szozdami o miszczostwo górskich pedałowań zmagali. Jam to, nie chwaląc się sprawił.

    jak Tyś to, nie chwaląc, się – to może i rączkę Sznurkowskiemu ściskłeś?
    Bo jak tak, to wiesz: rączki się potem nie myje.
    A rączka uwalana fachowym smarem od roweru to jest święta rączka.
    Taka prawda.

  237. Nefer
    „Cudowne dziecko dwóch pedałów”! – chyba to było o Szurkowskim.

  238. Tanaka
    9 czerwca o godz. 13:15

    Nie ściskłem, bo mnie sie rower bardziej podobał, niedwuznacznie. Brat mojej babci był wykwalifikowanym (od 36′ w Hiszpanii do ’46 w Afryce Płn Legia Cudzoziemska) mechanikiem ekstremalnym (takim co to śmigłowiec schowany ma w rowerze) , mieszkał piętro niżej a warsztat miał pod oknem mojego pokoju. Rączki miewałem najmniej fachowo uwalane z całego jestestwa, głównie zresztą z ciekawości. No a wiesz, pralek automatycznych w Polszcze było wcale, Frania słabo dawała radę a ew zbawienne opakowanie wszędołaza nie wchodziło w rachubę takowoż z braku onej folii. Tak, że nosiłem troszkę zakamuflowanych śladów łagodnej perswazji rodzicielskiej do czasu wyfasowania mi przez wujka wdzianka / zdejmanka warsztatowego w kształcie jutowego worka a otworami w ilości wystarczająco bezpiecznej względem BHP i rozmiarów zainteresowania.
    A elita pedałami napędzana przez kilka kolejnych lat (choć może z przerwami) jeździła raz w roku w kółko (kilkanaście kółek?) po okolicznych górach. Poza tym też „się działo” : nakręcono na pobliskich „serpentynach” epizod „Motodramy” z Fedorowiczem, albo np w rajdowych miszczostwach PZMot tamtej Polski pojawiały się m. in. Lancie Stratos. Masz pojęcie? W czasach imperium forda kartona i lancii tektury PRAWDZIWA Stratos? Toż nawet za zdjęcie tego cuda z Motoru szły największe asy kolekcji filatelistycznych z edycji „Ruch”. W tamtych latach to jak zobaczyć w Garwolinie prom kosmiczny w aureoli. No ale nie beło smarkfonów coby udokumentować.
    Wiency cudów nie pamiętam, ale może mi sie przypomni. Albo się jaki temat nawinie. Może być owocowe.

  239. Qba
    Właśnie leci Robin Hood, a ja rzucam jednym okiem. Audrey Hepburn – śliczności. No i strasznie dużo hałasu, gdy rycerze walą się mieczami po metalowych zbrojach. Wyglądają jak jakieś wielkie niezgrabne chrząszcze w chitynowych pancerzach.
    O, właśnie film się skończył.

  240. @scrambler
    9 czerwca o godz. 12:55
    Nie ma się czym podniecać.

  241. Nie chciałabym psuć koleżeństwu dobrego nastroju przy niedzieli, ale trudno mi nie zareagować na komentarze, zwłaszcza sukienkowych, po wczorajszej Paradzie Równości w Warszawie. Niech przynajmniej wyrzucę z siebie mega rozczarowanie, złość i wszystkie złe uczucia, które zawdzięczam ludziom trzymającym władzę, czyli sojuszowi tronu i kościoła.
    Przekleiłam poniższy tekst z blogu red. Szostkiewicza, ale tam musi swoje odleżeć, a mnie się spieszy (emocjonalnie i pod każdym innym względem).

    Kler, a zwłaszcza jego najwyżsi rangą funkcjonariusze zachowują się tak, jakby utracili instynkt samozachowawczy. No i na zdrowie!
    Jeszcze nie opadł kurz, nie wypogodziło się niebo po burzy, jaką wywołał kolejny (po „Klerze) film, tym razem dokumentalny, a sukienkowi, tak jakby nic się stało, ciskają gromy na uczestników parady równości i bredzą o obrażaniu przez nich Boga. Mając w swoich szeregach nadreprezentację osób orientacji homo, nie uważają za niestosowne, że tacy kapłani odprawiają msze, spowiadają i Pan Bog jakoś nie czuje się obrażany. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo, bo z racji swej boskiej natury (jeśli w ogóle taki byt istnieje) jest chyba ponad TO. I chyba nie „gniewa się” także na pedofilów w czarnych kieckach, skoro przymyka oko na ich krycie i wszelkie manewry mające ich chronić przed sądową odpowiedzialnością.
    I tu aż się prosi przywołanie ludowej sentencji – „ponbocek nierychliwy, ale jak przypier…”
    Poziom hipokryzji i deprawacji środowiska kleszego wciąż rośnie. Można odnieść wrażenie – że im gorzej tym lepiej, czyli tym bardziej twierdza się broni, choć mleko dawno rozlane. Żal mi tylko przyzwoitych księży, którzy „świecą oczami” za swoich skompromitowanych współbraci nie poczuwających się do winy, idących w zaparte.
    Mam tylko nadzieję, że na koniec (tak jak np. w Irlandii) tym potężniejsze będzie wielkie Buuum!

  242. Zaraz, bo właśnie wróciłam z roweru, cały następny tydzień będzie lało, ostatnia szansa dzisiaj

  243. Słodziak

    Sorry, nie dam rady na poważnie dzisiaj

  244. mag
    9 czerwca o godz. 14:34

    Mój komentarz
    Biskupi definiują bluźnierstwo, stwierdzają, że w marszu równości w Warszawie zaistniały bluźnierstwa i biskupi w imieniu ludu i dla przykładu czują się obrażeni, załamują ręce i rozpaczają – jak tak można bluźnić publicznie i nic się nie dzieje.
    I nic się nie dzieje.
    Biskupom względna masowość marszu nic nie mówi. Wycofali się do rzeczywistości równoległej.
    Pzdr, TJ

  245. Ewa-Joanna
    9 czerwca o godz. 14:16

    Nie czaję bazy z tym podniecaniem. Może cóś konkretniej? Może bym mnie cóś zdestabilizowało, gdyby cóś z tego (w linkach?) okazało się ściemą. Przywołałem Aborygenów jak skrót myślowy z żywą (ledwie?) skamieliną kultury na okoliczność powyższych rozważań i domniemań uogólnionej podatności tzw rodzaju ludzkiego na „Nowotwór”. Tak sobie myślę, że ten ich jest jakby łagodniejszy. Ot, i tyle. Aha – nie oni zjedli kpt Cook’a, a mogli.

  246. @mag 14:34

    Żal mi tylko przyzwoitych księży, którzy „świecą oczami” za swoich skompromitowanych współbraci

    Najwyższy czas przestać ich żałować. Jeśli są faktycznie w takiej przeważającej masie, już dawno powinni z tym łajdactwem zrobić porządek. Widać jednak jest im w tym wszystkim całkiem wygodnie trwać. Kaska płynie, ludek boży szanuje, w rączkie cmoknie proboszcza, kościół wysprząta i umai, nowa fura co roku. To i od święta można okiem zaświecić.

  247. @scrambler
    Dzieki za linki. Temat mnie zafascynowal Jesli znajdziesz kiedy czas i ochote to polecam film -Contakt-Australijska odysea kosmiczna.
    https://www.youtube.com/watch?v=MSWM44x9pmg
    Najwazniejesze, ze mowia w nim sami Aborygeni, o swoich wrazeniach przy pierwszym spotkaniu z bialymi, ktorzy ich wywiezli z pustyni, ich domu. Oczywiscie chroniac przed szczatkami rakiet jakie spadaly na terenie Aborygenow podczas prob w 64r. Film jest wstrzasajacy. Poplakalm sie.

  248. @paradox57 9 czerwca o godz. 16:30
    @mag 14:34
    Żal mi tylko przyzwoitych księży, którzy „świecą oczami” za swoich skompromitowanych współbraci
    ******************************************
    Najwyższy czas przestać ich żałować. Jeśli są faktycznie w takiej przeważającej masie, już dawno powinni z tym łajdactwem zrobić porządek. Widać jednak jest im w tym wszystkim całkiem wygodnie trwać.

    Trochę rozumiem @mag, przynajmniej na gruncie postępowania polonijnych księży.

    Jest kilku bardzo „patriotycznych”, czyli na nutę smoleńskiej religii, „żołnierzy wyklętych”, wszystko_co_pisowskie będziemy popierać, Rydzyk naszym papieżem. Ale jest też pewna część, trudno powiedzieć jaka, bo przecież jest niemożliwe, aby polonusi chodzili tylko do około (raczej mniej niż więcej) „patriotycznych” 10 kościołów, która w polonijnych mediach pojawia sie bardzo rzadko i tylko z okazji kościelnych świąt.

    Ta pierwsza grupa to młodsi, dużo bardziej energiczni kościelni biznesmeni. Bardzo żywotni, głośni, takie dusze towarzystwa.

    Ci drudzy są niewidoczni, cisi, raczej zbliżający się do emerytury, zupełnie nie uczestniczący w narodowo-religijnej pisowskiej hucpie.

    Jak raz na rok spotkam ich gdzieś w radio, to nieporadnie próbują organizowac jakąś okołokościelną akcję pomocową albo stricte przetrwaniową, czyli parafia im się sypie bo wymiera i „coś by tu trzeba z tym zrobić”.

    Ta druga grupa nieśmiało apeluje do „w imię Boże pomagajmy sobie wzajemnie” i nie bardzo radzi sobie z rozpruwającą im się w rękach parafią.

    Ta pierwsza wali jak czołg do przodu, ciągle ma nowe pomysły (pielgrzymka piesza, pielgrzymka rowerzystów, pielgrzymka motocyklistów, pielgrzymka kierowców ciężarówek, dzieci na wózkach inwalidzkich, ekstremalna droga krzyżowa, bieg żołnierzy wyklętych, mięsięcznica zamachu, procesja na Boże Ciało, itp., itd.) wrzeszczy, robi szum, ma rezultaty i wygląda na to, ze dobrze sie przy tym bawi.

    Jeden z nich, zresztą z Radia Maryja kiedyś, na razie jako jedyny duchowny w polonijnym radio, w rozmowie z doradcą finansowym bardzo sie go dopytwał o szczegóły inwestowania w polskie OFE. 😉

    No a ci drudzy – i tu właśnie nie wiem, czy to z braku energii (takiej życiowej) czy to z porządności, nie pozwalającej im dołączyć do tej energetycznej grupy biznesenów – organizatorów, jakby dogorywa.

    Wygląda na to, że na polonijnym rynku parafialnym przetrwa tylko ksiądz-biznesman z pomysłem „poza modleniem się”. Taki, który potrafi zorganizwać wokół siebie towarzyskie kółko zainteresowań niekoniecznie tylko związanych z wiarą. Trochę oportunista.

    A staroświeckie kościoły – przystanie dla skołatanej duszy, ciche, trochę zimne, zamkną za soba wieko trumny.

  249. Zresztą pierwszy zamknięty w czasie dnia kościól katolicki napotkałem w Chicago i był to kościół polonijny.

  250. Ewa-Joanna
    9 czerwca o godz. 2:13

    Patrząc od tej strony to masz rację, choć też niebezpieczne, ale mnie bardziej chodzi o marginalizacje Europy, która w tym układzie stanie się skansenem.
    Rosja skłaniała się ku Europie w sposób niejako naturalny i to byłby dobry układ dla obu stron, ale bardzo niebezpieczny dla hegemonii hegemona, więc robił wszystko aby do tego nie dopuścić. Z pomocą osłów trojańskich

    Kategoria „niejako większej naturalności” wygląda mi na bardzo miękką i nie całkie pewną.
    Oczywiście, większa część, hm, „ciężaru historii” Rosji przypada na Europę, europejskość jej kultury jest taka, że jest nie tylko jej bardzo ważnym filarem, ale też ważną częścią jej historii jest parcie na wschód, aż po Alaskę. A i kierunkek południowy, czy południowo-wschodni ma w jej historii znaczenie.

    Na Europie Rosji zależało może bardzo szczególnie za Jelcyna. Ale też Jelcyn ostatecznie rozwalił Imperium i doprowadził do upadku na kolana samą Rosję. Głębia bałaganu, wręcz nędzy, zwłaszcza w kontraście do osiągnięć Imperium była szokująca, co większość Rosjan pewnie do dziś pamięta i odczuwa.
    Swego czasu, ten upadek nazwał wprost Putin, słowami o „największej katastrofie XX wieku”. Nie sądzę, żeby była to poważna przesada, może nawet wcale. Skutki tego upadku miały konsekwencje globalne, zupełnie załamała się przybliżona równowaga między wpływami supermocarstw.

    Pamiętasz może, jak zachodnia popkultura drwiła sobie z upadku ZSRR i bezsiły Rosji. Powstawały dziesiątki, ba, setki filmów, oglądanych na całym świecie i wiele z nich miało status „kultowy”. Na tle wielu ostro drwiących produkcji z USA, w pewien sposób wyróżniały sie brytyjskie produkcje z Jamesem Bondem, w których ZSRR/Rosja jest przedstawiana mniej szyderczo i potępiająco, a z niejaką łagodniejszą nutą, jako poczciwe, nieruchawe imperium, w których zdarzą się dobrzy ludzie, tylko nieruchawe, nieudolne i bezzębne.

    Europa nie miała pomysłu na Rosję postradziecką, a jednocześnie, idąc za przykładem USA, postanowiła ją obcinać ile się da, żeby uczynić politycznym, gospodarczym i militarnym impotentem. W sprawie współpracy i budowania bliższych więzów, robiła coś podobnego do tego, co tego, co robiła wobec Turcji, choć Turcja, wtedy, była znacznie bliższa Europie: postanowiła trzymać Rosję w przedpokoju, jako wiecznego petenta.
    Żaden poważniejszy kraj nie może sobie pozwolić na taką rolę, zarówno Turcja jak i Rosja poszły swoją drogą.

    Rosja zaś musiała się po prostu zbudować na nowo, bo ostatni raz była Rosją na początku XX wieku. W całkowicie innych warunkach, z każdej strony patrząc. To własnie robi i w sporej mierze już tego dokonała. Innej drogi po prostu nie miała, jeśli chciała istnieć, a jak należy przypuszczać – państwa lubią istnieć, wraz z ich społeczeństwami, o czym w Polsce podobno coś wiemy, ale ta wiedza jest ślepa, wyłącznie wspobna i nieużyteczna.

    Rosję z Chinami sporo łączyło. Taka specyficzna relacja konfliktowo-sojusznicza. Swego czasu ZSRR był Wielkim Bratem dla Chin, choć wielkość owego brata nie miała wymiaru ludnościowego.
    Współcześnie – chyba – stosunki są znacznie bardziej partnerskie, oba państwa mają wiele wspólnych interesów i wzajemnie się stymulują, oba mają sprawy do załatwienia z USA.
    Podobno USA „nigdy nie upadną”, jak się wyraża Trump i każdy podobny polityk w USA. Pewnie to racja w sensie trwałości istnienia USA, natomiast można mieć zasadne wątpliwości, czy tak samo należy rozumieć przyszłość polityczno-wojskowo-gospodarczą USA. Jako współczesne imperium powstały z bezwględnego dominowania i podbojów najpierw wewnęttrznych – na samym kontynencie Ameryki, a nastepnie rozszerzając podboje i dominację na większą część świata. Korzystając z zasobów większej cześci świata i wywalając na świat własne odpady cywilizacyjne, w nieprawdopodobnych wręcz ilościach.

    Sporo na to wskazuje, choć nie jest to pewne, że ukształtuje się w trójpodział globalny, choć Rosja akurat nie bardzo ma możliwość bycia równie mocnym filarem w tej trójce w każdym z zakresów. Możliwe też, że zdaje sobie z tego sprawę i dąży raczej do takiego stanu rzeczy, żeby była wystarczająco bezpieczna, pewna swoich granic i wewnętrznie odpowiednio nowoczesna, co ma ewidentny związek z bezpieczeństwem zarówno wewnęrznym i zewnętrznym. A biorąc pod uwagę stopień skomplikowania tego gigantycznego państwa i sumę zasobów niezbędnych do jego sprawnego funkcjonowania, jest to – samo z siebie – ogromne zadanie.

    Co do Chin, pytanie, czy widzi siebie w perspektywie takiej, jaką szły i dalej usiłują iść USA – to byłoby skrajnie niebezpieczne, czy szuka własnej drogi. Chiny, dotąd, były bardzo swoiste w tej mierze. A co zrobią w bardzo ciasnym świecie, mając ilość ludności zbliżającą się do półtora miliarda, pragnącą żyć nowocześnie i zamożnie?
    Podobne pytanie dotyczy Indii, które są ciągle trochę z tyłu i są wypierane przez Chiny. Jak siebie widzą w długiej perspektywie i co w związku z tym zamierzają zrobić.
    Jest jeszcze grupa kilku iinnych państw, które, w pojedynkę, nie mogą objąć roli filarowej, ale mogą mieć wpływy mniejszego rodzaju.

    A Europa? To najbardziej gorące pytanie dla samych Europejczyków. Czy ma, lub wypracuje sobie odpowiednio mocną pozycję, w oparciu o dawniejsze zdobycze i zasoby, połączone z z jakimiś bardziej „miękkimi” kompetencjami, bardziej „eko”? Może coś takiego jest najlepszą perspektywą.
    Sama Europa – chyba – nie ma tego problemu co USA. Po dwóch wojnach światowych, których rezultat jest dla Europy katastrofalny w sensie potęgi i bardzo specyficzny w sensie wyniku politycznego, gospodarczego i kulturowego (bardzo ważną częścią współczesnej Europy jest przecież największy historycznie zbrodniarz tejże Europy – Niemcy). Unia Europejska, która ma fundamentalny sens, jest przecież wynikiem zarowno klęski jak i przyjęcia – wprost – w siebie, i niedawnego imperium zła samej Europy i sukcesu, jakim stało się to przyjęcie. Jest to niezwykle ciekawy eksperyment cywilizacyjny. Czy wystarczająco dobry? Dobre pytanie.

    Natomiast same USA, które z kolei odniosły gigantyczny sukces wskutek wojen, w tym dwóch światowych, idą inną drogą niż Europa i wyglada na to, że raczej maja przed sobą inne problemy do rozwiązania, bardziej podobne – byłby to niezły paradoks – do problemów ZSRR czasów późnego Imperium.
    Trump i jego sukces, może niekoniecznie całkiem świadomie, to wyrażają.

    Niestety, można się obawiać, że Polska na tym wszystkim wyjdze najgorzej, nie pojmuje bowiem wcale co się dookoła dzieje. sama siebie bowiem nie pojmuje. Ślepota historyczna ma swoją kontynuację współcześnie.

  251. mag
    9 czerwca o godz. 14:34

    Generlanie, Maguś, zgoda.

    Tylko, co to są ci „przyzwoici księża”? Jak można zdefiniować ową przyzwoitość? Co w ogóle może być przyzwoitego w osobie, która jest zdeformowana osobowościowo i żyje z głoszenia nieprawdy, a oszustwo komercjalizuje?

    Czy można wskazać palcem: oto przyzwoity ksiądz? da się oddzielić ową mniemaną przyzwoitość księdza od jego przedsiębiorstwa ktoremu służy, a nie „służy ludziom”, bo do do tego nie potrzeba żadnego przedsiębiorstwa, a z pewnością potrzeba przyzwoitości?

  252. Żeby się oderwać nieco i dostarczyć powodu do radości z pomysłowości człowieka. Tym razem w dziedzinie zmniejszenia śladu węglowego. Słucham, że zorganizowano akcję oszczędzania energii elektrycznej poprzez zaprzestanie prasowania ubrań. Człowiek wymięty – człowiek ekologiczny. Ale przecież chciałby wyglądać schludnie, czyli gładko. Jak to zrobić? Ano, na kilka sposobów. Na przykład nie przeładowywać pralki, to ubrania mniej się pogniotą. I od razu mi się włączyła pralka. Zamiast nastawiać jedno pranie, trzeba rzecz jasna nastawić dwa, albo nawet trzy. Zaoszczędzimy na prasowaniu.

  253. @Nefer, kiedyś tam wczoraj wieczorem.

    Nie widzę nic złego w cytrynówce. Może tylko trochę ta kupiona… Ale niech ta. Nie to co porzeczkowe coś tam.
    Chyba trzeba będzie w któryś piąteczek wystawić własnoręczną. Strasznie mętna mi zawsze wychodzi, bo tej nie filtruję.

  254. @mag@Tanaka
    A niektórym to żal jest niektórych poczciwych SS-manów, no bo pewnie byli tacy, grzeczni, lubili słuchać Mozarta, ciepli ojcowie, mężowie, osobiście nie skrzywdzili nikogo.
    No tak, ale ich demaskowała nazistowska ideologia, która nie kryła się z zamiarami, była szczera.
    Zaś ci poczciwi księża głoszą przecież miiłość, ubóstwo, niektórzy nawet chodzą w sandałach nawet w zimie; Papież Franciszek to nawet przeniósł się do skromnego hotelu. Lubią dzieci, no nie tak jak dr Mengela, skądże, i dlatego dzieci do nich lgną.
    A takie dorobkiewicze jak Tadzio Rydzyk, czy żyjący jak jakiś Radziwiłł , Głódź, czy miłujący młodych bliźnich Petz, to są tylko wyjątki, które wypaczają obraz kościoła, ale to nic, bo kościoł jest świety, więc ci grzesznicy nie mogą mu zaszkodzic.
    Oj naiwny byl ten Adolf H, naiwny. Trzeba było nie odkrywać kart. Gdyby tak sprytnie grał w te karty, jak ten watykański szuler, to jego 1000-letnia Rzesza trwałaby troche dłużej niż 12 lat.

  255. „Sporo na to wskazuje, choć nie jest to pewne, że ukształtuje się w trójpodział globalny, choć Rosja akurat nie bardzo ma możliwość bycia równie mocnym filarem w tej trójce w każdym z zakresów. Możliwe też, że zdaje sobie z tego sprawę i dąży raczej do takiego stanu rzeczy, żeby była wystarczająco bezpieczna, pewna swoich granic i wewnętrznie odpowiednio nowoczesna, co ma ewidentny związek z bezpieczeństwem zarówno wewnęrznym i zewnętrznym. A biorąc pod uwagę stopień skomplikowania tego gigantycznego państwa i sumę zasobów niezbędnych do jego sprawnego funkcjonowania, jest to – samo z siebie – ogromne zadanie.”

    Mój komentarz
    Podstawową siła Rosji od 1945 roku, która pcha Rosję w stronę mocarstwowości rozumianej historycznie jest armia, uzbrojenie jądrowe wraz z bardzo rozbudowanymi jak na potencjał gospodarczy kraju środkami przenoszenia, patrz ostatnia demonstracja Rosji ze swoimi rakietami średniego zasięgu wystrzelonymi z Morza Kaspijskiego do Syrii.
    To jest podstawa, na której rosyjscy politycy próbują zebrać Rosję z powrotem, przybliżyć do siebie Europę, przybliżyć świat do siebie nie przez stosunki wielostronne, tyko, co jest typowe dla awansujących mocarstw, ucisnąć mniejszych z otoczenia tak, by byli przyjaźni z obowiązku, a z wielkimi rozmawiać sloganami i proponować powiązania, które w miarę sił i środków byłyby dla Rosji dobrowolne, a dla innych zobowiązujące. Rosja próbuje zbudować nowe formy zależności, zbudować po rozpadzie ZSRR (największa katastrofa 20 wieku – powiedział Putin) najpierw jakąś małą strefkę wokół siebie, a potem zobaczymy.

    To nie jest łatwe zadanie. Gdyby było proste, to tanki rosyjskie by się przejechały po Ukrainie jak po poligonie i koniec pieśni. Dlatego Rosja krok po kroku postępuje, co chwile naprawia co się psuje lub w zamrożeniu czasowym trwa, by wybrać moment, powiedzieć – pa, pa.
    Przerysowałem.
    Pzdr, TJ

  256. @ All
    Zawiodłem się.
    Ale nie na Was.
    U Szostkiewicza panuje cenzura, skasował mi tekst w temacie „Lewico, to też wasza wojna”. I na pytanie, dlaczego?, też nie odpowiedział i również go skasował. A nie używam słów uważanych powszechnie z niecenzuralne.

  257. @Tanaka
    9 czerwca o godz. 18:09
    G. Arbatów, doradca M. Gorbaczowa za czasów jego prezydentury, miał powiedzieć do dyplomatów amerykańskich po rozpadzie krajów KDL-u na jakimś spotkaniu:
    ” zrobiliśmy wam wielką przykrość, zabraliśmy wam wroga.”
    Znamienne!?

  258. Sorrki, powinno być Arbatow.

  259. @Optymatyk 9 czerwca o godz. 19:03
    @ All
    Zawiodłem się.
    U Szostkiewicza panuje cenzura

    1. Zabronione jest krytykowanie @Autora.
    Uwaga: red. Szostkiewicz nie lubi, jak się go nazywa „gospodarzem”, poprawia, ze on jest „autorem”.
    Krytyka jest o tyle niewskazana, że nigdy nie wiadomo, który wpis krytyczny zostanie wycięty. Niektóre @Autor puszcza, niektóre nie. Ja nie umiem powiedzieć, czy robi to losowo czy ma swój system (Alcybiadesa? 😉 )

    2. Nie publikuje się wpisów rasistowskich ani antysemickich. Problem w tym, że definiacja @Autora jest tak politycznie poprawna i tak subiektywna jak jego osobista ortografia nakazująca pisanie „Żydzi” zawsze wielką literą.
    Co mnie akurat nie przeszkadza, szczególnie po przeczytaniu w pierwszym numerze „Rycerza Niepokalanej” o „zbogaconych na wojnie żydkach”, jako sposobie przedstawienia katolickiemu czytelnikowi pasażerów przedziału kolejowego, w którym dzieje się akcja umoralniającego opowiadania.

    3. Nie wolno – nigdy przenigdy – pod karą natychmiastowego wyrzucenia komentarza do kosza – wytknąć @Autorowi przebywania w albo/i kreowania wirtualnej rzeczywistości.

    4. @Autor jest kombatantem Pierwszej Solidarności i nie waha się użyć tej maczugi w polemice. Wszelkie krytykowanie Bohaterów Pierwszej Solidarności, a już w szczególności zrównywanie ich w krytyce z pisowcami_którzy_nie_byli_internowani jest bardzo niemile widziane. Podobnie @Autor jest synem zamordowanego w Katyniu i to czyni go tym bardziej wiarygodnym od dzieci innych rodziców.

    5. Krytyka USA jest (czasami) dopuszczalna, ale ma swoje bardzo wyraźne granice. USA to nasz sojusznik i krytyka sojusznika musi być sojusznikowi życzliwa. 😉

    6. Chwalenie Rosji (za cokolwiek oprócz kultury) automatycznie kwalifikuje komentarz do szczegółowej i często uszczypliwej krytyki a bardzo często kończy się w koszu.

    dalej nich inni dopiszą… 😉

  260. @tejot 9 czerwca o godz. 19:03
    Dlatego Rosja krok po kroku postępuje, co chwile naprawia co się psuje lub w zamrożeniu czasowym trwa, by wybrać moment, powiedzieć – pa, pa. Przerysowałem.

    Pod jednym z filmików na youtube pokazującym jakiegoś skonstruowanego jeszcze w ZSRR potwora drogowego, potwora z powodzeniem przekopujacego się przez zupełnie nieprzytomne błoto, wodę, koleiny głębsze od lokomotywy, powalone pnie drzew, wodospady, kaniony, bagna i śniegi, pustynne piaski i skaliste pustynie (przerysowałem, ale bardzo niewiele! 😉 ) jakiś youtuber zostawił komentarz po rosyjsku:

    – Musimy umieć budować takie maszyny skoro nie umiemy porządnej drogi zbudować.

    I to jest kwintesencja problemów Rosji!

    Oczywiscie ktoś mi zaraz wytknie, że warunki na Syberii w wielu miejscach są takie, że nikt na świecie nie umiałby tam porządnej drogi (czy linii kolejowej) wybudować, ale jednak coś w tym jest. Moim zdaniem tak dużo jak oni zrobili w kwestii infrastruktury dalej jest o wiele za mało i zamiast pompować forsę w te pieprzone rakiety mogliby spróbować jednak te drogi… 😉

    Rozumiem, ze durowate amerykańskie zbrojenia nie pomagają. I tak się ten durnowaty wyścig zbrojeń toczy, bez sensu.

    Gdyby tak połączyć amerykańskie, chińskie, niemieckie, japońskie, rosyjskie, szwedzkie, itd, siły, dodać, to co każde z państw ma najlepszego, przecież nawet Polacy mogliby coś unikalnego i cennego wnieść do takiej współpracy (oscypki do czeskiego piwa? muzykę Chopina w tle? 😉 ) to i Syberyjskie błoto byłoby do pokonania.

  261. „Podobnie @Autor jest synem zamordowanego w Katyniu i to czyni go tym bardziej wiarygodnym od dzieci innych rodziców.”
    zza kałuży
    9 czerwca o godz. 19:39
    …………………………………
    Adam Dawid Szostkiewicz (ur. 22 czerwca 1952 w Częstochowie[1]) – polski dziennikarz, tłumacz i publicysta, działacz opozycji w okresie PRL, członek Rady Języka Polskiego, Polskiego Oddziału PEN Clubu oraz Stowarzyszenia Autorów ZAIKS.
    wikipedia
    Jakim cudem może być synem „katyńczyka”, kiedy data urodzenia się nie zgadza z datą Katynia, to już chyba kolejna słodka tajemnica wiary. hehehe

  262. @paradox 57
    „Najwyższy czas przestać ich żałować. Jeśli są faktycznie w takiej przeważającej masie (księża), już dawno powinni z tym łajdactwem zrobić porządek. Widać jednak jest im w tym wszystkim całkiem wygodnie trwać.”
    Przecież nie napisałam, że są w przeważającej masie, bo jest oczywiste, że nie są, więc i nie ma potrzeby tego podkreślać. A ksiądz przyzwoity to tyle co człowiek przyzwoity, wedle definicji Władysława Bartoszewskiego.
    Jestem w stanie wyobrazić sobie, że zdarzają się tacy, a wiem o dwóch czy trzech. Nie wypisują się z tej czarnej (dosłownie i w przenośni) korporacji w nadziei, niech będzie – złudnej, że zło w kościele można dobrem zwyciężyć. Nie dają się złamać swoim szefom i nie chcą zawieść wiernych, którzy im zaufali. Klasyczny przypadek to pokręcone losy ks. Lemańskiego.
    @Lewy
    Lecisz trochę po bandzie, pisząc o „poczciwych” esesmanach.Tout proportion gardees – monsieur.

  263. @zza kałuży
    9 czerwca o godz. 19:39
    Żadna z wymienionych przez Ciebie rzeczy nie miała miejsca, szkoda jedynie, że tego tekstu nie skopiowałem na potwierdzenie swoich słów.
    Jak to mówią, jak tam tego, to ta niech ta.

  264. @Optymatyk 9 czerwca o godz. 20:01
    Adam Dawid Szostkiewicz (ur. 22 czerwca 1952 w Częstochowie[1])
    Jakim cudem może być synem „katyńczyka”,

    A to może wujek?

    Juz rzucam się sprawdzać.

  265. @zza kałuży
    Posłuchaj i pooglądaj to:
    https://www.youtube.com/watch?v=k8QbEYWAwRE
    Rosja
    To faktycznie nie jest takie proste z tą budową dróg tam w Rosji, a szczególnie w jej syberyjskiej przepastnej części. Wiele innych ciekawostek o tym ogromnym kraju.
    Polecam wszystkim.

  266. Stryjek!

    Mnie osobiście – a mój ojciec stracił w Katyniu brata

    https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2010/04/07/putin-kleka-w-katyniu/

  267. jakub01: na twoje, potakiwaczu, obrzydliwe bzdury u Hartmana odpowiedzialem! Poniewaz ten rzekomy dziennikarz nie ma argumentow , zastosowal stosowana przez lewakow od 100 lat metode,takze hitlerowcow= cenzure! Ciesz sie i pisz dalej swoje dyrdymalki , potakiwaczu:argument macie zawsze ten sam :cenzura!

  268. @mag
    9 czerwca o godz. 13:47

    Ten film został obwołany najbardziej niedocenionym filmem roku 1976/77. Warto go obejrzeć i – przede wszystkim posłuchać. Czyli świetny scenariusz, zdjęcia no i aktorzy!

  269. zza kaluzy: dodam do Szostiewicza:krytyka wyznawcow Mahometa jest niedopuszczalna: on nie uznaje faktow= typowy lewicowiec uwazajacy sie za liberala! Moje wyowiedzi kasuje cenzura! Obrzydzenie! Ciekawe czy dozyje , przy tak kiepskim dziennikarstwie , plajty Polityki! Oni jada tylko na krytyce kk , a to tylko najwyzej 1% polskich problemow w ostatnich 100 latach!

  270. mag
    9 czerwca o godz. 20:02
    Zawsze piszesz mądrze. Pozdrowienia 🙂

  271. jakub01

    Jakubku, wróciłem dziś z trasy rowerowej chata-Mielno-Sarbinowo-Gąski na ostatnich nogach, a to raptem pińdziesiunt parę kilometer. Starzeję się? Aż nie wierzyłem i zerkłem w lustro. Wcale się nie starzeję – ten sam, co wczoraj, nawet tak samo ogolony. To osochozi? Nie wiem. O kolano. I o zrealizowany mimo wszystko plan. Chciałem Ci – i kogo zajenteresuje – pokazać starą naturalną trasę lasem wzdłuż wybrzeża i porównać z tym, co teraz na tym samym miejscu robią w ramach tworzenia międzynarodowej trasy rowerowej dookoła Bałtyku R10. Sam nie bardzo mam zdanie. Spodobała mi się nowa trasa z Ustronia Morskiego do Kołobrzegu (też w ramach R10), ale ta, co dziś pokazuję, już nie bardzo. Kurde, asfalt w lesie! Jak i tak całkiem piknie się jeździło. Ale w powrotnej drodze, jak mi kolano zaczęło napierniczać, to ta wygodna trasa nabrała, że tak żmijowato powiem, walorów. Punkt widzenia zależy od kolana, jego mać.

    Ciekaw jestem Twojego zdania i mistrza Tanaki.

    https://photos.app.goo.gl/R5JndsGaRMv59hgN6

  272. Tam, gdzie kamera odwraca się w lewo do kamienia, jest szesnasty południk – tuż przed Chłopami. Niby jest, a prócz kamienia nic nie widać. Pełno nas, a jakoby nikogo nie było.

  273. mag
    9 czerwca o godz. 20:02

    A ksiądz przyzwoity to tyle co człowiek przyzwoity, wedle definicji Władysława Bartoszewskiego.

    Władysław Bartoszewski bardzo dużo i szybko mówił. Bywało, że sam za sobą nie nadążał. Cóż to miałoby znaczyć, że „przyzwoity ksiądz to tyle, co przyzwoity człowiek”?
    Ksiądz nie jest taki jak dowolny niekonsekrowany człowiek. Ksiądz jest głęboko sformatowany na umyśle i MUSI, oraz MA, a także robi to „ze szczerego serca”: głosi różne rzeczy, a są one osadzone na fałszu. Czyni uroszczenia, mieni się tym, kim żaden inny, czyli ów „przyzwoity człowiek” mienić się nie może, nie śmie, bylby bowiem bluźniercą – i zwykle mu to do głowy nie przyjdzie, właśnie dlatego, że jest przyzwoity.
    I konsekrowany CHCE i MUSI głosić i czynić niemoralności.

    Zatem, ponawiam pytanie: na czym polega bycie „przyzwoitym księdzem”?

  274. Tanaka,
    Ty wszystko wiesz najlepiej i potrafisz wytłumaczyć. Na przykład myśli Władysława Bartoszewskiego. Ciekawa jestem, czy potrafisz wytłumaczyć słowa „Wiem, że nic nie wiem”. Wiadomo, kogo.
    Pokory trochę…

  275. Gojira w 4D, ho ho ale nam się z małym podobało

  276. Alicja-Irena
    9 czerwca o godz. 22:02

    Powiedz o sprawie coś mądrego. To trudniejsze, więc wybierasz łatwe: szukasz frajdy w mniemanych pstryczkach. Dlatego też brakuje substancji do dyskusji.

  277. zza kałuży
    9 czerwca o godz. 22:12
    Nowy autorytet oszołomstwa

    Mój komentarz
    Naukowcy biorący udział w konferencji na temat seksualizcji młodzieży głosili bardzo śmiałe tezy, zupełnie podobnie jak naukowcy smoleńscy o zamachu samolotowym wielowybuchowym termobarycznym na prezydenta II RP. Jedni i drudzy zapewniają, że mają mocne dowody na swoje twierdzenia.

    Np. taka teza o braku „czynnika męskiego”:

    „Badacz problemów związanych z teoriami gender, autor publikacji dotyczących relacji seksualnych Jean-Paul Benglia z Francji pokreślił, że przyczyną wielu problemów związanych z rozwojem młodzieży jest „rugowanie czynnika męskiego z kultury”. Według niego ma to wpływ szczególnie dotkliwy na młodzież męską, która cierpi frustracje z powodu niezrozumienia samej siebie i płci przeciwnej. Prowadzi to do porażek w relacjach damsko-męskich. A to z kolei powoduje frustracje psychiczne, seksualne, prowadzi do depresji, a o ostatecznie do wzrostu liczby samobójstw.”

    Przez brak czynnika męskiego to tylko frustracje seksualne, depresje i samobójstwa wśród młodzieży się szerzą panie dziejku. Młodzież męska nie rozumie samej siebie i płci przeciwnej.
    Pzdr, TJ

  278. wbocek
    9 czerwca o godz. 21:52

    Pombocku, najpierw o zaległych fotach, które wyciągłeś byłeś z netu: kanał kanalizacyjny z jeziora.
    Foty z drona pokazują zupełną niewspółmierność malego cieku ściągającego słodką wodę, do zakresu robót hydrotechnicznych. Także falochron siedzi w taki miejscu i taki ma kształt, że ni z gruchy. Zaś równoległe do brzegu prądu przenoszą rumosz denny wedle ich uznania, zasupując ujście, które zamienia się w wewnątrzplażową kałużę.
    Kałuża ma bgrzegi naturalne, kanał za nią – pancerne.
    Mostek dla pieszych jest daleko od plaży, nie da się kontynuować spaceru wzgłuż brzegu, zakładając, że kanał działa, czyli woda spływa do morza. Jak widać, nie spływa, a wypełnia zagłębienie terenu i tyle, zaś stojąca woda to nie jest świeża woda.
    Z kolei wrota nie są przy moście, gdzie byłoby to naturalne i możba by to sprząc w jeden zespół techniczny z łatwym dojazdem, a ni z pietruchy, gdzie indziej.

    Razem, widać dokładnie to, o czym wcześniej nieraz mówiliśmy: inwestycja z cyklu „łomatkoboska, czyli szajba polska radosna.”

  279. wbocek
    9 czerwca o godz. 21:52

    Asfalt w lesie jakoś się ułoży i będzie. Szkoda mi tego, że nie zrobiono innego podłoża: uwałowana glina ze żwirem byłaby trwała i lepiej się z lasem zgadzała, byłaby też frajda podróży po czymś prawie naturalnym.
    Co to był za kamulec po drodze, z przykręconą śrubami płytą, w typie „grobu partyzanta”?

  280. Alicja-Irena
    9 czerwca o godz. 22:02

    Może jak zrozumiesz znaczenie „Wiem,że nic nie wiem” wiadomo, kogo, wtedy daj głos? Bo akurat z pokorą te słowa wiele wspólnego nie mają. To metoda podejścia do nowego tematu, nie pokora. Nie wiesz i wiedzieć nie możesz, czy dla Tanaki to temat nowy. Nie występuję w obronie Tanaki, bo jest Tanaka, a nie tam, panie kmieć, sam się broni, lecz w obronie …cholera…zapomniałem.

  281. Tanaka
    9 czerwca o godz. 22:46

    Kamień z napisem, że tu leci nie jakiś przypadkowy wróbelek, ale szesnasty południk.

  282. zza kałuży
    9 czerwca o godz. 19:39

    Trudno jest być, oraz boleśnie, światłym i otwartym katolikiem. Co widać jak na dłoni: należy pokiwać paluszkiem z subtelną dezaprobatą dla odrażającego słówka jakiego biskupa, następnie drugiego, trzeciego, a potem wrócić znowu do pierwszego i tak co i raz, ale nie wolno wyciągnąć z tego żadnych poważniejszych i strukturalnych wniosków co do istoty przedsiębiorstwa i jego religii.

    Należy też mieć fobię oraz dużo pretensji. We wszystko należy umoczyć Rosję i jej Putina, zamieniając robotę dziennikarską w ideologię i czarny pijar. Przywalić należy kombatanctwem, które co parę tygodni koniecznie trzeba przypominać.
    Jest to mowa wsobna, producent mowy jest z siebie zadowolony, a wszystkie detaliczne elementy są równo ułożone na stole.

  283. wbocek
    9 czerwca o godz. 22:54

    To jest nadwiślańska zagadka: czemu cokolwiek, zaraz musi być na wzór i podobieństwo grobu partyzanta?

  284. Optymatyk
    9 czerwca o godz. 19:19

    bardzo ciekawa jest historia relacji ZSRR-USA i spotkań Gorbaczow-Reagan. Było okienko w czasie, przez które można było przejść do innych, lepszych stosunków. Reagan postanowił to, co zwykle robiło USA. I historia potyczyła się dalej marnym torem.

  285. Nefer
    9 czerwca o godz. 22:23

    To fajowo!

  286. Tanaka
    9 czerwca o godz. 22:42

    Ta woda, jak się latem trafi sztorm i zarygluje wodę tak jak na fotce – bo różnie bywa, a to było właśnie długie, wielotygodniowe zamknięcie – to faktycznie przy upałach po jakimś czasie zaczyna się w niej zieleń. Na fotkach to tamtoroczna robota.

    Most jest drogowy, ale małpy też chodzą, a nawet Kazia z ferajną.

  287. Tanaka
    9 czerwca o godz. 23:00

    No 😀 mieliśmy super ubaw (że tak sobie poprywacę) dopiero wróciliśmy
    Jak nadrobię blog to może się odezwę ludzkim głosem a jak nie to DS9 😉

  288. paradox57
    9 czerwca o godz. 18:49

    Żeby się oderwać nieco i dostarczyć powodu do radości z pomysłowości człowieka. Tym razem w dziedzinie zmniejszenia śladu węglowego. Słucham, że zorganizowano akcję oszczędzania energii elektrycznej poprzez zaprzestanie prasowania ubrań. Człowiek wymięty – człowiek ekologiczny. Ale przecież chciałby wyglądać schludnie, czyli gładko. Jak to zrobić?

    Coś mi się zdaje, że jest sposób na korzystny wygląd w nieprasowanej garderobie: należy nałozyć na siebie co się tylko ma nieprasowanego, pozamykać drzwi i okna, a następnie wykonać sto pompek w sto dwadzieścia sekund.
    Należycie przepocone części garderoby już są zdatne do wygładzenia. Następnie kładziemy się na podłodze i rolujemy od ściany do ściany przez dwadzieścia minut, dzięki czemu mamy dodatkową korzyść: poznajemy wojskowe znaczenie czasoptrzestrzeni.
    Po czym wstajemy, otrzepujemy się, zaczesujemy włos i udajemy się tak, gdzie mamy się udać.

  289. Nefer
    9 czerwca o godz. 23:06

    Co to DS9?, bo znam się na DS3.

  290. Tanaka
    9 czerwca o godz. 23:10

    Deep Space 9, serial Star Trek, oglądam wieczorami na Netflixie, w ramach reraksu i zapomnienia od skrzeczącej rzeczywistości (pospolitości)

  291. @Tanaka 9 czerwca o godz. 22:56
    To jest nadwiślańska zagadka: czemu cokolwiek, zaraz musi być na wzór i podobieństwo grobu partyzanta?
    Akurat tutaj zgadzam się z @wbockiem – ja bym chętnie zobaczył może nie kamień ale kawał gładkiego betonu wylany w ziemi z wprawionym w niego solidnym paskiem błyszczącego mosiądzu i wmurowaną tablicą obok opisującą na co się właśnie gapimy. Zresztą zegar słoneczny na tym kawałku ładnego, wypolerowanego betonu także bym widział. Kilka ciekawostek astronomuicznych na tablicy.

    To by było przeciwieństwo grobu partyzanta, bo zamiast o martyrologii gadałoby o czymś dużo ważniejszym i większym od nas, o czymś na temat czego nie ma (już od kilku wieków) sporów po linii „wiary” tylko jest twarda wiedza.

  292. Tanaka
    9 czerwca o godz. 23:08

    Tanako, Twój wojskowy sposób prasowania jest, że tak powiem, kształcąco rolatywny, ale przypominam, że równie ekologiczny jest o wiele starszy: pod materacem. Tego też mnie w technikum uczyli.

  293. zza kałuży
    9 czerwca o godz. 23:26

    Akurat tutaj zgadzam się z @wbockiem – ja bym chętnie zobaczył może nie kamień ale kawał gładkiego betonu wylany w ziemi z wprawionym w niego solidnym paskiem błyszczącego mosiądzu i wmurowaną tablicą obok opisującą na co się właśnie gapimy.

    Ba, ja też się zgadzam z Pombockiem, a nawet z jego filmem, ze tam ten grób partyzanta, co udaje południk.
    No i właśnie: jakaś sensownie nowoczesna, nawiązująca do nauki stylizacja formy oznaczenia południka, to by było bardzo na miejscu.
    Toż i ten sam kamień można bez trudności do tego wykorzystać, jak już tak koniecznie akurat taki kamień.

    A tymczasem, u nas prawie wszystko musi być takie partyzanckie.

  294. jakub01

    i kto chce.

    Jakubku, zechciałem Ci pokazać pewien kontrastujący kontrast: Chłopy i Sarbinowo. Chłopy zachowały sporo z charakteru – a nawet z dzisiejszego punktu widzenia można mówić: urody – starej rybackiej wioski. Sarbinowo o tyle było rybackie, że był tam jeden rybak (podobnie jak w Gąskach), a i ja na przyprzążkę ze swoją wiosłowo-żaglową łódeczką przez parę miesięcy. Teraz to nadmorska, panie, metropolia z wieżowcami i wszechobecnym straganiarstwem, dlatego jej ciut mniej uwagi poświęcam. Nowe ścieżka rowerowa z Chłopów do Sarbinowa i dalej do Gąsek też już prawie gotowa – jazda się odbywa bez przeszkód. Jeszcze tylko muszę skontrolować taką samą leśną drogę z Gąsek do Pleśny. Cholera, jak jest gdzie spokojnie i bezpiecznie jeździć, to trzeba kitę odwalać. Jestem przeciw. Inna rzecz, że jesteśmy w Polsce, więc jedna większa podróż rowerem to 1600 stresów z powodu, pieszych, rowerzarzy i blaszactwa. Przez to mniej jestem przeciw.

    https://photos.app.goo.gl/ATrB99hPpTuSS15U8

  295. Nefer
    9 czerwca o godz. 23:17

    Aaaa, to o to się rozchodzi.
    Jak się dowiaduję, że jest pora reraksu, to mi się zaraz tak Tym wyświetla, że z krzesła spadam na podłogę, a następnie z podłogi. I przed innym wyświetlaniem muszę sobie zrobić porządną przerwę, taki jestem napełniony.

  296. Tanaka
    9 czerwca o godz. 23:53

    Ale jaki kurna południk jak to przeca północnik? Idąc śladem trafisz na cały.

  297. jakub01

    Jeszcze kawalątek asfaltu z Sarbinowa do Gąsek. Ścieżka jak ścieżka, blaszaki obowiązkowo połamią, ale ujął mnie piesek pasjami, jak widać, lubiący morską wodę. Wg moich obserwacji – rzadkość. Jak rybaczyłem w Ustroniu, przychodził nam pomagać kolega z pudlem. Pudel pierwsze, co robił, jak przychodzili na przystań, wskakiwał do wody. Nawet zimą łaził po kolana i chłeptał.

    https://photos.app.goo.gl/AE6gpNetnwSGQGgZ9

  298. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzeczpospolita-falenta-chce-ulaskawienia-ujawniono-list-do-andrzeja-dudy/fbp6ykh
    „Proszę potraktować ten list jako ostatnią szansę na porozumienie się ze mną. Nie zamierzam umierać w samotności. Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły” – pisze Falenta.”
    Będzie z tego zamieszanie, czy nie?

  299. wbocek
    10 czerwca o godz. 0:41

    „Nawet zimą łaził po kolana i chłeptał.”

    Nie, żebym miał się wtrącać czy pouczać, ale zasadniczo morska woda jest m. in. dla psiowych zabójcza. Sól w niewielkiej już ilości uszkadza im trwale nerki. Nawet niewinne z pozoru zabawy w zasolonym piasku nadmorskich plaż są niebezpieczne, zwłaszcza dla szczeniaków. Morska popitka od razu psiowego nie ten tego, ale mniej czy poważniej uszkodzone nerki mogą nie dać rady np przy zakażeniu odkleszczowym. Tego się wyedukowałem dawno już temu kosztem jednego z moich byłych psiowych. Tak, że sierściuchy jak do wody to tylko słodzonej, a najlepiej jak jest sucha 🙂 .

  300. @Tanaka 9 czerwca o godz. 18:09
    Podobne pytanie dotyczy Indii, które są ciągle trochę z tyłu i są wypierane przez Chiny. Jak siebie widzą w długiej perspektywie i co w związku z tym zamierzają zrobić.
    I tutaj wchodzi ta cholerna geopolityka.
    Z punktu widzenia hegemona, czyli USA sensownie jest podgrzewać wszystkie lokalne konflikty i za ich pomocą dążyć do osłabienia potencjalnych rywali.

    Na Ukrainie – Majdan i Krym. Niech Putin ma ból głowy.
    5 mld Victorii_Fuck_the_ EU_Nuland to tylko jeden z bardzo
    medialnych przykładów.

    W Chinach cieszymy się (czy tylko biernie?) z problemów w Tybecie i nagłaśniamy traktowanie Ujgurów, chrześcijan i obozy pracy. Tajwan jest przecudownym dla nas prezentem.

    Pakistan popieramy żeby Indiom psuć krew.

    Indie, Wietnam, Myanmar czy Filipiny popieramy, aby z kolei dokuczyć Chinom. Wyhaczyć Indie z rosyjskiej orbity, o ile się uda. Różnie nam to wychodzi, ale próbujemy!

    Dogadzamy Japonii; niech się Korea Południowa wkurza.

    Robimy dobrze Południowej Korei – niech sobie Japończycy za dużo nie myślą.

    W Europie Unia nam za bradzo urosła to sobie wybierzemy takiego prezia, który cieszy się z brexitu i aktywnie popiera go obietnicami większej współpracy.

    Od kilku już prezi popieramy polskiego osła trojańskiego.

    Zacieramy rączki, że w dużej mierze przez nas rozpętane wojny skierowały strumień uchodźców nie do nas tylko do granic EU. A co, niech się czymś zajmą, zamiast wynajdywać nowe produkty czy robić naukowe odkrycia.

  301. Optymatyk
    10 czerwca o godz. 0:45

    Jak już jest back in town, może nie być. Może np pośliznąć się na szczoteczce do zębów albo zjeść nieświeżej sałatki z tuńczyka. Po pierwsze należałoby Falente zapytać, czy wie, że napisał list do PAD.

  302. Ciekaw jestem w jaki sposób Amerykanie wykorzystują polskie oferty kupienia sobie Fortu Trump w negocjacjach z Niemcami finansowych spraw związanych z obecnością ich baz w Niemczech?

  303. scrambler
    10 czerwca o godz. 0:55

    Nie sumuj się, nie można pouczyć o FAKCIE, który wielokrotnie widziałem na własne oczy. Oprócz wykoncypowanych zasad, są konkretne organizmy. Zasada: cukier to biała śmierć. A ja na przykład zjadałem – i teraz w wieku 75 lat zjadam niewiele mniej – całymi latami po 6, 7 kilo czystego cukru miesięcznie, którym słodziłem picie. Z niesłodkich pić uważam tylko kwas buraczany i z kiszonej kapusty. Prócz tego lody, ciasta żony, ze trzy kilo krówek. Nigdy nie miałem najmniejszych objawów cukrzycy czy innych paskudztw. Bóg nieistniejący, oczywiście, nie wie, czy tak będzie do mety.

  304. Zgodnie z:

    http://www.attuario.pl/pliki/Tablice_trwania_zycia_Glowny_Urzad_Statystyczny_2015-2016.pdf

    najprawdopodobniej dożyjesz do 85 lat.

    Z cukrem czy bez cukru. 😉

  305. zza kałuży
    10 czerwca o godz. 1:08

    coś do koszyczka:

    http://www.defense-aerospace.com/articles-view/release/3/203102/us-ultimatum-to-eu%3A-save-role-for-us-arms-industry%2C-or-else%3A-report.html

    Wydaje mi się, że na polskie przytupy mało kto w EU zwraca uwagę. Dość powszechnie wiadomo, że nasze wojaki nie mają współczesnego oporządzenia (ostatnio zamiast nowych i współczesnych odmalowuje się stare blaszane berety), a pozostała mizeria finansowa pozwala na zakup kilku egzemplarzy czegoś w celach defiladowych. Za robotę V kolumny dostaniemy „ochronę” o wartości bojowej starego namiotu z drużyną halabardników. Oczywiście opłacone po korzystnych sojuszniczych cenach.

  306. @ wbocek
    zazdraszczam ci tych wycieczek bo zazdraszczam. A co do morskiej wody, to scrambler ma racje. Dla psow (zreszta najczesciej rzygaja krotko po nachleptaniu sie jej) jest zabojcza, zreszta zdaje sie, ze dla ludzi i innej zywiny tez. Kto patykiem neci psa aby wskoczyl do wody ten nie wie co czyni a do tego pewno nie oplukuje psa z soli slodka woda. Tu nie wolno psow przyprowadzac na plaze, choc glownie dlatego aby nie brudzily.Niestety z ta sola to nie sa zasady, ktore moze sa a moze nie sa sluszne.Nie ma tu „odpornych” organizmow.Slona woda jest zabojcza niemal dla kazdego organizmu, ktory w niej nie zyje. Zdaje sie, ze wielblad moze ja pic ale nie jestem pewna.
    Nie take Polskie pamietam. Wyladnialo, jakos, czysto, tylko te stoiska -kiczowiska koszmarne ale to chyba wszedzie. Tu tez tandety na tony.
    Ale las yyyyh!

  307. @xpawelek
    Po pierwsze to chlopcze wytrzezwiej. A po wtore nie przenos swoich zali na tutejszy blog skoro cie zbanowano wszedzie i to ostatnie miejsce gdzie mozesz probowac macic . Kogo obchodza twoje zale?
    Mnie nie.

  308. @Lewy
    Ależ ja mówię o tym od lat. Gdyby w Polsce nie było monopolu jednej religii to wiele problemów by znikło. Ale to zwykli ludzie musieliby zrezygnować z katolicyzmu na rzecz innych religii. Również niechrześcijańskich, także politeistycznych. Wiele lat temu to właśnie zrobiłem i zacząłwm świętować słowiańskie obrzędy. Uważam to za prawdziwie NASZĄ religię i bliską przyrodzie. Ale nawet w najbardziej lewackich pismach mówi się tylko o katolicyzmie, judaizmie i islamie, czasem o protestantach, prawosławnych i jehowach. No i o ateistach. A o słowiańskiej religii prawie wcale, choć są zarejestrowane bodaj 3 związki wyznaniowe. Więc może zamiast pisać jak coś powinno wyglądać, warto coś samemu zrobić?

  309. jakub01
    10 czerwca o godz. 1:46

    Jakubku, scrambler nie ma racji i mieć nie może, ponieważ ja nie mówiłem o jakiejś innej niż on zasadzie, lecz o konkretnym psie kąpiącym się w morzu, który nie chłeptał – powiedziałem z poetycką przesadą – jak ja kiedyś piwo, ale za każdym razem, kiedy wpadał na przystań i do wody, to se mlasnął językiem w wodzie. Zadziwieni byliśmy tym kąpielowym psem. Ja nie tyle chłeptaniem, bo się na zwierzakach nie znam, ile każdorazowymi kąpielami. Sądziłem, że takie chłeptnięcie jest u psów normalne. Tak czy owak ono BYŁO.

  310. jakub01
    10 czerwca o godz. 1:46

    Teraz sobie przypomniałem, co mi żona powiedziała, jak byłem zdziwiony, że Krawacik nie chciał jeść przysmaku (dla ludzi) śniadaniowego z jakiejś mięsnej mieszanki: to było solone, dlatego nie chciał. Ale ja nie przeczę zasadzie, mówię tylko o konkretnym psie. Teraz wiem, że to był wyjątek, podobnie jak ja z wyjątków pewnie jestem w bezkarnym szuflowaniu cukru. Czym się, jakubku, lecę pomarzyć o lodach.

  311. @ wbocek
    Moj sp.Gucio byl tez taki kapielowy. Potrafil sie wytarzac w najmniejszej kaluzy. No w morzu nie, bo go tam nie prowadzalam (jest zakaz) ale gdyby tam sie znalazl to na bank nie chcialby z wody wylezc. Zawsze mu mowilam, ze ktorys z jego przodkow musial byc wodolazem. Niektore psy tak maja.

  312. @scrambler
    9 czerwca o godz. 15:40
    A ja tylko tak sobie…
    Mam dziwne wrażenie, że nastała moda na „mądrość „dzikich, a to Indianie a to Aborygeni, a to Papuasi…
    Owszem, przeżyli. W Australii dość łatwo tak naprawdę, drapieżników nie ma, klimat łagodny. Ale przez 40 tys lat NIC nie stworzyli poza paroma gryzmołami na skałach. Porównaj sobie okres 40 tys lat i kilka obrazków na skałach.
    Dlatego piszę, że nie ma się czym podniecać.
    My ich tu teraz głaszczemy, nazywamy tradycyjnymi władcami tej ziemi, przywracamy aborygeńskie nazwy, które przetrwały zapisane przez białych a których znaczenia często nie można odtworzyć, bo nikt nie pamięta.
    Ale może to pomoże im się wpasować w czasy współczesne bo mają dwie drogi – dostosować się albo wyginąć. Innych nie ma.

  313. Wybaczta zanudzanie, za oknem pierze żabami, to sobie postukuję w klawiaturę…..

    W temacie przyzwoitych księży – każda organizacja/struktura społeczna faworyzuje ludzi o psychice i umysłowości dopasowanej do jej środowiska i natury. I tak, w wielkim uproszczeniu, w polityce robią kariery psycho/socjopaci mający pociąg do władzy, a w korporacjach psycho/socjopaci mający pociąg do pieniędzy. Nie oznacza to, że w strukturach politycznych i gospodarczych nie ma porządnych ludzi nie-socjo/psycho. Są. Na najniższych szczebelkach, gdzie zajmują się kwestiami technicznymi i praktycznymi. I tam pozostają na zawsze, jeśli nie wywalą za burtę swej porządności. Jaki typ człowieka jest faworyzowany przez Kk (i inne religie) każdy (nie mający klap na oczach) widzi.

    Co do u żywania GDP (produkt krajowy brutto) do porównywania USA, Rosji, Chin, itp., to gdzieś czytałem, że jest dziś bajerem pokazującym głównie szybkość obrotu pieniądzem w gospodarce. Czyli najwyższy mają kraje z największą bańką spekulacyjną, najwyższą konsumpcją i największym zadłużeniem. Na ile jest to prawda nie wiem, nie jestem ekonomistą i chętnie bym przeczytał opinię eksperta na temat.

    Jeśli idzie o politykę USA wobec reszty świata, to po upadku ZSRR, czyli systemu dwubiegunowego, Stany gorączkowo próbują utrzymać globalną hegemonię, mimo utraty dominacji gospodarczej i bankructwa soft power.
    Pozbawione przeciwwagi:
    – zmarginalizowały ONZ, bo nie była dostatecznie spolegliwa w firmowaniu amerykańskich awantur wojennych;
    – prześladują sankcjami, pobrzękiwaniem szabelką, kordonowaniem bazami wszystkie kraje próbujące prowadzić niezależną politykę zagraniczną;
    – otwarcie sterują ręcznie polityką krajów wasalnych;
    – podkręcają konflikty lokalne (jak słusznie tu ktoś zauważył), angażujące tych niezależnych;
    – bez oglądania się na prawo międzynarodowe (patrz ONZ) orzą Bliski Wschód, który jest pozbawionym lokalnego hegemona absolutnie kluczowym dla globalnej dominacji regionem.

    Tyle że USA są coraz mocniej schyłkowe, politycznie, gospodarczo i społecznie, i ta obrona dominacji jest coraz bardziej desperacka a zatem coraz groźniejsza dla bezpieczeństwa świata. Rosja i Chiny są, jak na razie, naturalnymi sojusznikami – ta pierwsza ma atomy jak domy, ta druga jest fabryką świata, i mogą razem stać się skuteczną przeciwwagą dla USA.

    Stałem równocześnie na dwóch półkulach – północnej i południowej, na równiku, w Bonjol na Sumatrze –
    https://www.google.com/maps/place/Monumen+Equator/@0.0012112,100.2201018,3a,75y,90t/data=!3m8!1e2!3m6!1sAF1QipNUmFFGCrmxVVSFFCetbVyetHBo-doLbCvSej2m!2e10!3e12!6shttps:%2F%2Flh5.googleusercontent.com%2Fp%2FAF1QipNUmFFGCrmxVVSFFCetbVyetHBo-doLbCvSej2m%3Dw152-h86-k-no!7i4128!8i2322!4m8!1m2!2m1!1sBonjol,+equator!3m4!1s0x302a9fd5c2bc680b:0x241cdac9006f85b4!8m2!3d0.0011943!4d100.2199918

  314. @Ewa-Joanna 10 czerwca o godz. 2:58
    Ale przez 40 tys lat NIC nie stworzyli
    Ale też NICZEGO nie zepsuli.
    Doceń to! 😉

  315. Herstoryk
    10 czerwca o godz. 3:23
    Co do u żywania GDP (produkt krajowy brutto) do porównywania USA, Rosji, Chin, itp., to gdzieś czytałem, że jest dziś bajerem pokazującym głównie szybkość obrotu pieniądzem w gospodarce. Czyli najwyższy mają kraje z największą bańką spekulacyjną, najwyższą konsumpcją i największym zadłużeniem.
    Całkiem to być może, ale zauważ, że staje się ważne dopiero wtedy, gdy całość wali się nam na przysłowiowy pysk. Czyli w momencie globalnego kryzysu. Tak długo jak ta bańka się trzyma a cyrk wirtualnych pieniędzy, w tym kredytów się kręci, tak długo wirtualne pieniądze w postaci przyszłych zarobków są akceptowane jako forma płatności i kupują rzeczywiste mieszkania, samochody, ubrania i inne zabawki, potrzebne i niepotrzebne.

    Ja jestem znany z mordowania dowcipów, więc z góry przepraszam.

    Kiedyś czytałem anegdotkę na temat tego, czym jest GDP. Otóż szef NBP miał się pokłócić z którymś z pracowników i któregoś dnia wychodząc z pracy i idąc do swojego samochodu minął na parkingu samochód swego wroga i zadrapał kluczykiem jego karoserię.
    Chciał to oczywiście zrobic dyskretnie ale miał pecha i został przez kogoś zauważony.
    -Panie dyrektorze, co pan robi?! Zawołała zgorszonym tonem ta osoba.
    -Powiększam PKB Polski, miał z przekąsem odpowiedzieć dyrektor. 😉

  316. Rosja i Chiny są, jak na razie, naturalnymi sojusznikami – ta pierwsza ma atomy jak domy, ta druga jest fabryką świata, i mogą razem stać się skuteczną przeciwwagą dla USA.
    W razie takiego sojuszu amerykańska flota staje dużo mniej groźna, gdyż oba te kraje między sobą mają wszystkie surowce świata i ogromna większość ich wzajemnej, (a także z Europą i Azją Centralną) wymiany handlowej odbywałaby się drogą lądową. Wystarczyłoby delikatnie zachęcić Mongolię do dołączenia do trójkąta i strach się bać, co za państwo by się narodziło.

  317. @zza kałuży
    10 czerwca o godz. 5:14

    Trudno doceniać. Szczególnie jak dopłacasz.

  318. @mag
    Rzeczywiście pojechałem po bandzie z tymi porządnymi SS-manami. Poniosło mnie tą analogią. Może lepsza by była, gdyby porównać z porządnymi pisowcami. A tacy są i oni stanowia dla mnie najwiekszą zagadkę. Nie chodzi o tych z otoczenia szajki karla z Żoliborza. Ci są dla mnie zrozumiali; łobuzeria pozbawiona jakichkolwiek skrupułów, którą sobie Kaczor precyzyjnie dobrał. Ale ci zwykli, przyjaźni, którzy nigdy niczego podłego nie zrobią, a wobec Kaczora mają jakiś nabożnych stosunek, są ślepi na jego łajdactwa, oszustwa, chamstwo.
    I tak nie rozumiem i trudno mi jest zdobyć się na odrobinę szacunku współczucia wobec tych porządnych księży; Tischnera, Lemańskiego, Bonieckiego,Życińskiego, Popieluszki….a może JPII i Dziwisza, też „dobrych”(?) ludzi, którzy nie zauważali dziejącego się zła, tak jak ci poczcwi pisowcy nie widzą tego, co Kaczyński wyprawia.
    Poniosło mnie, ale muszę Ci się przyznać, że ja się tymi sukienkowymi brzydzę, tą ich obłudą, która skrywa własciwie ich kryminalne, mafijne postepowanie. I to chciałem uwypuklic, że nazistowscy zbrodniarze mordowali z otwartą przyłbicą , szczerze, a kościół robił to w imię miłości, dla dobra palił czarownice, katarów, urządzał wyprawy krzyżowe. A to, że trochę się zestarzał, że sytuacja się zmienila i tak jak niegdyś strzelający gangster ustatkował się i stał się czcigodnym businesmenem, tak Kaka sięgnął po nowocześniejsze srodki eksploatacji, pasożytowania.
    Na przyszłość będę ostrożniejszy w stosowani analogii, choć nie ręczę za siebie, bo mnie często ponosi temperament.

  319. @ zza kałuży
    10 czerwca o godz. 5:45

    „Rosja i Chiny są, jak na razie, naturalnymi sojusznikami – ta pierwsza ma atomy jak domy, te drugie są fabryką świata, i mogą razem stać się skuteczną przeciwwagą dla USA.”

    W razie takiego sojuszu amerykańska flota staje dużo mniej groźna, gdyż oba te kraje między sobą mają wszystkie surowce świata i ogromna większość ich wzajemnej, (a także z Europą i Azją Centralną) wymiany handlowej odbywałaby się drogą lądową. Wystarczyłoby delikatnie zachęcić Mongolię do dołączenia do trójkąta i strach się bać, co za państwo by się narodziło.

    Sojusz już się z lekka tworzy, ostrożnie i po cichu, bo Putin i Xi to wytrawni gracze i nie chcą prowokować otwartego starcia ze zdesperowanym, cieniutko rozciągniętym hegemonem, żonglującym zbyt wieloma piłeczkami.

  320. @jakub01, @scrambler

    Cholera, zburzyliście właśnie całą moją wieloletnią praktykę dotyczącą terapeutycznego postępowania ze zwierzętami. Muszę tę waszą wiedzę przekazać moim kolegom, aby już nigdy nie odważyli się podłączać choremu, odwodnionemu psu kroplówki z płynem fizjologicznym z powodu uszkodzenie im nerek i zlikwidowanie odporności na odkleszczowe zapalenia (a co konkretnie miałeś na myśli?). Przyrzekam też solennie, że z naszej apteki klinicznej usunę wszelkie zapasy płynów, które w składzie zawierają choć odrobinę soli.

  321. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 2:58

    Mam dziwne wrażenie, że nastała moda na „mądrość „dzikich, a to Indianie a to Aborygeni, a to Papuasi…
    Owszem, przeżyli. W Australii dość łatwo tak naprawdę, drapieżników nie ma, klimat łagodny. Ale przez 40 tys lat NIC nie stworzyli poza paroma gryzmołami na skałach. Porównaj sobie okres 40 tys lat i kilka obrazków na skałach.

    Jeśli NIC nie stworzyli, to zapytajmy, czy człowiek jest od tego, żeby COŚ stworzył, w dodatku takie coś konkretnego co nam, dziś, pasuje. I dlaczego akurat telewizor, wucet, armatę i paralizator?

    W ramach tego NIC, Aborygeni tworzyli kulturę. Nie jestem pewien, czy kultury współczesne są specjalnie cenniejsze, bo może niekoniecznie.

    Ciekawie wyglądają zasady kultury Aborygenów, połączone w jedno z wierzeniami. Cytuję za Wiki:

    Tradycyjne sposoby sprawowania władzy i prawo

    Sposób rządów w plemionach Australijskich wynika m.in. z wierzeń dotyczących czasu snu. Według nich, istoty boskie nie wprowadziły prawa jednorazowo, bez możliwości sprzeciwu, jak np. u Izraelitów Jahwe ustanowił niezmienne Prawo zawarte w Torze. Zastosowały one inną strategię – w zamierzchłych czasach wielokrotnie eksperymentowano i zmieniano ustalone wcześniej rytuały lub przepisy, przy czym często dochodziło między bogami do sporów[8]. Aborygeni naśladowali ten sposób władzy, więc nie było wśród nich despotycznych władców, a w ujęciu europejskim można powiedzieć, że w ogóle nie było żadnych wodzów. Decyzje były podejmowane przez starszych, którzy jednak mogli zostać pozbawieni władzy, gdy ogół plemienia uznał, że nie są już oni w stanie jasno myśleć. Ponieważ jednak Aborygeni rzadko myślą jako jednostka, z reguły identyfikują się bezgranicznie z plemieniem, społeczeństwa takie mogły istnieć.

    W moralności Aborygenów kluczową rolę odgrywa idea, że wszystkie istoty i rzeczy na Ziemi są jednakowo ożywione świadome i powiązane. Dla Aborygenów najważniejsze są[9]:

    autonomia – każda istota ma swoje prawo i nie wolno w nie ingerować;
    równowaga – żadna z sił nie może przeważać nad innymi;
    symetria – gdy któraś z sił jest potencjalnie groźniejsza, należy ustalić granice jej mocy;
    działanie – należy się nieustannie przyglądać światu i jeżeli ktoś łamie symetrię, należy go powstrzymać, chociaż nie znacznie silniej, niż jest on w stanie odpowiedzieć.

    Przykładem obrazującym tę logikę myślenia jest sposób postępowania ze żmijami – ma ona prawo kąsić, więc nie można jej tego pozbawić (autonomia); żmija nie powinna jednak przeważać nad innymi, więc gdy będzie zagrożenie ukąszenia człowieka, który od tego ukąszenia może umrzeć, należy ją przed tym powstrzymać. Nie można doprowadzić do tego, by żmije miały przewagę nad ludźmi, ale można to tylko czynić w taki sposób, by nie mieć przewagi nad nią. Nie można więc umyślnie niszczyć wszystkich siedlisk żmii i całkowicie jej wytępić, bo to zaburzyłoby równowagę[10].

    Praktyczne zastosowanie tej moralności wielokrotnie miało też miejsce podczas bitew z Europejczykami w XIX wieku, gdy wielokrotnie obserwowano, że rdzenni mieszkańcy Australii nie posuwają się do działań, w których wykorzystywaliby swoją przewagę nad wrogiem[11].

    Te zasady prowadzą mnie do dwojakich wniosków.
    Po pierwsze, w zakresie wierzeń, że jest to znacznie lepsze od Jahwe-mordercy dzieci i ludobójcy, oraz Jezuska zagubionego w sobie wraz z całym chrześcijaństwem
    Po drugie, stan świata i jego przyrody, do jakiego MY, twórcy WSZYSTKIEGO go doprowadziliśmy i brniemy z tym dalej wprost do centrum katastrofy jest taki, że powyższe zasady wygllądają na niebotycznie lepsze, mądrzejsze, bardziej etyczne i gdybyśmy do nich się stosowali, być może, nie zniszczylibyśmy świata i siebie nawzajem tak, jak już to uczyniliśmy, wyposażeni w Jezuska i jego tatusia z Maryją fruwającą, władzę zysku i pieniądza.

    Probując odwrócić nieuchronną katastrofę, ten i ów, bo ciągle tylko ten i ów z nas, reszta lezie ślepo ku przepaści, szuka jakichś zasad na których możnaby oprzeć próbu ratunku, a – jeśli coś się uda powstrzymać – może oprzeć na podobnych zasadach przyszłe życie ludzi. O ile w ogóle to jeszcze jest możliwe.

    Od jakiegoś czasu, może od 30 lat, w kulturze Zachodu, używa się pojęcia zrównoważony rozwój. Stosuje się go chaotycznie, fragmentatycznie, lokalnie, nie globalnie, nawet nie regionalnie. Jednak co do istoty, jest to mądra i absolutnie konieczna zasada. Aborygeni, od początków swojej kultury ją stosowali.

    Czy to jest NIC?
    Bo może WSZYSTKO czego nam trzeba? No, prawie. Zwłaszcza, gdy mowa o zasadach i istocie.

    Sztuka Aborygenów, jak i sztuka z Lascaux, Chauveta, Altamiry, Atlasu i setek innych miejsc, jest sztuką najwyższego rodzaju. Bardzo dziękuję, ale nie korzystam z badziewia jarmarczności cywilizacju konsumpcji, które są brane za sztukę. „Miłość w Zakopanem”, gdy polewaliśmy się szampanem, wraz z jej szansonistą i publisią mnie bierze, ale na womity.

  322. paradox57
    10 czerwca o godz. 7:45

    Przyrzekam też solennie, że z naszej apteki klinicznej usunę wszelkie zapasy płynów, które w składzie zawierają choć odrobinę soli.

    Ale czy to jest sól z tak zwanej Wieliczki, albo z czipsów Lays? Z dodatkiem papryki czili, pieprzu, smażonej cebuli z dodatkiem chemickeho posypku?

  323. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 2:58

    „Owszem, przeżyli. (…) Ale przez 40 tys lat NIC nie stworzyli poza paroma gryzmołami na skałach”.

    Podobnie nic nie stworzyły delfiny, kruki, zające i pijawki. Żadne życie nie ma celu – również największego pasożyta, wandala i mordercy. Cokolwiek wymyśli z korzyścią dla siebie, jest niekorzyścią dla innych mieszkańców ziemi. Jak dotąd, to najwyżej cywilizowany człowiek najefektywniej morduje życie na ziemi, nieustannie się rozmnażając, a nie jego mordują. Nie ma żadnych obiektywnych miar, wedle których dałoby się oceniać, że tworzenie czegoś nowego jest dobrem, a nie tworzenie – złem. Nie istnieje uniwersalne dobro ani uniwersalne zło. Jeśli popatrzeć okiem dinozaura na na zaludnioną wbrew prawom natury ziemię, można uznać za największy cud w dziejach, że są ostatki żyjących z rytmem natury ludów, które, na szczęście dla siebie i swego świata, niczego nie stworzyły. Będą za to ukarani przez wysoko cywilizowanych rozpychających się łokciami i zmierzających z wielką pychą donikąd.

  324. @Tanaka 7:54
    A to bardzo przepraszam. Dobrze, że zwróciłeś uwagę na te drobiazgi.

  325. Myślę, że @E-J , która mieszka na ziemii australijskiej od wieków , nie przepada za tymi prymitywnymi Aborygenami, którzy się tam panoszą ze swoją starozytną kulturą. Na szczęście mocno ich przetrzebiono, tak jak Indian w Ameryce, ale jednak, ciągle gdzieś tam są i irytują swoją obecnością prawowitych, bladolicych autochtonow, którzy zamieszkują Australię od tysięcy lat, podczas gdy Aborygeni zjawili się tam raptem 300 lat temu.

  326. @Tanaka ponownie

    Do ciebie, ponieważ odezwałeś się pierwszy. Po chwili namysłu, w przerwie między innymi aktywnościami, które na mnie spadły z samego rana.
    Przyjąłem (właściwie nie wiem, na jakiej podstawie, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa prawidłowo), że autorzy powyższej odkrywczej opinii o soli, pisząc „sól” mieli na myśli sodu chlorek (popularnie zwany solą kuchenną). I do tego też odniosłem swoją odpowiedź.
    Bo generalnie i poważnie traktując, to faktycznie, są takie rodzaje soli, które mogą uszkadzać nerki, wątrobę, serce, trzustkę, żołądek, jelita, a nawet mózg. Czego nikomu nie życzę.

  327. PS
    I do tego zachowałem się niegrzecznie. Prosząc o wybaczenie: do Ciebie.

  328. W kwestii Aborygenów (itp.) ja się zapytowywuję, czy my z naszą cywilizacją techniczną i wszystkim co stworzyliśmy jesteśmy szczęśliwsi od ww. Aborygenów. Czy ich problemy były gorsze, bardziej uciążliwe i niebezpieczne niż nasze?
    Co nie znaczy, żebym chciał żyć jak oni, czy cofnąć zegar do epoki kamiennej.

  329. No ale zamieszałam, aż miło że i Lewy się odezwał.
    Podtrzymuję moje zdanie i podkreślam raz jeszcze – 40 tysięcy lat to szmat czasu. Nasza cywilizacja ma pewnie około 10 tys i zobaczcie ile imperiów upadło, ile powstało i co dokonaliśmy.
    Aborygeni zasiedlili Australię i nic poza tym. Powstało kilkadziesiąt plemion mówiących różnymi językami i wędrującymi od jednego źródła pożywienia do innego. W międzyczasie toczyli o te źródła krwawe wojny, wybijając się wzajemnie i kradnąc sobie kobiety bo plemiona potrzebowały świeżej krwi – były na tyle małe że praktycznie wszyscy byli spokrewnieni.
    Te wszystkie Dreamtimy i struktury rządowe ładnie brzmią teraz w Wiki, kiedy potomkowie białych osadników/kolonizatorów mają wyrzuty sumienia i próbują naprawić wyrządzone krzywdy.
    Robi się ładne ramki, opowiada o wysokiej kulturze, pokazuje obrazki, ale to wszystko pic na wodę fotomontaż – bo tak naprawdę to brud, smród i przemoc i nie wiadomo co z tym zrobić. Czasu się nie wróci.
    @Herstoryk
    Których Aborygenów? Tych sprzed kolonizacji czy tych dzisiejszych?

  330. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 9:45

    Których Aborygenów? Tych sprzed kolonizacji czy tych dzisiejszych?

    Sprzed!!! Ci dzisiejsi dołożyli problemy zapadników do swych własnych i mają podwójne!

  331. W międzyczasie toczyli o te źródła krwawe wojny, wybijając się wzajemnie i kradnąc sobie kobiety bo plemiona potrzebowały świeżej krwi – były na tyle małe że praktycznie wszyscy byli spokrewnieni.

    Kiedy łaziłem po buszu w Teryt. Płn. gadało się sporo o Aborygenach. Mieli bardzo scisłe i ponadplemienne zasady małżeńskie, oparte na „skins”, zapobiegające genetyce wsobnej. Owszem tłukli się, ale i żenili ponadplemiennie i handlowali. Jak wszystkie człowiekowate.

  332. @Tanaka
    Chciałeś linków, proszę:
    https://www.creativespirits.info/aboriginalculture
    Masz tam różne działy i statystyki. Redagowane przez Aborygenów, żadna ściema 🙂

  333. @Herstoryk
    10 czerwca o godz. 9:52
    A i owszem, wymianę prowadzili też. Pewnie pod bunyami kiedy to obowiązywał czas pokoju.

  334. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 9:45

    To ICH brud, smród i ge komu do tego. I co z tego, że się zabijali? Tak było i JEST na całym świecie, w wysoko cywilizowanym – najbardziej. Widać niczego nie rozumiesz, podobnie jak chrześcijańscy misjonarze, którzy parli do uszczęśliwiania zamorskich i niezamorskich ludów, choć nikt ich o to nie prosił. Jedyną wartością dla ludu jest jego własna – w tym wypadku zgodna z naturą – egzystencja. To nie Aborygeni czy Papuasi poleźli zbawiać obcy świat przemocą, ale Ty i Tobie podobni jesteście w Australii intruzami.

    Nie ma i nigdy nie było żadnego uniwersalnego dobra ani zła, by homo ledwo sapiens gęby tym sobie wycierało dla usprawiedliwiania swojego zabójczego dla życia i ziemi istnienia.

  335. ” Podobnie @Autor jest synem zamordowanego w Katyniu i to czyni go tym bardziej wiarygodnym od dzieci innych rodziców.”
    Nie może być synem skoro urodził się w 1952 r.

  336. @Ewa-Joanna 9:45

    Można tak liczyć. Ale Australia to trochę dziwny kontynent. Tak, to prawda, że 40 000 lat to dużo na to, żeby dokonać znaczącego postępu, zwłaszcza porównując z tymi 10 000, jakie upłynęły od chwili „wynalezienia rolnictwa”. Aborygeni go nie wynaleźli, ale też i warunków do tego specjalnych nie mieli. Wystarczy spojrzeć, gdzie w Eurazji ten wynalazek został dokonany.

    A co do liczb. Człowiek współczesny liczy sobie jakieś 200 000 lat. Przejście z systemu zbieracko-łowieckiego do rolnictwa (które rzeczywiście dało potężny impuls rozwojowy) dokonało się jakieś 10 000 lat temu. Czyli 95% całej historii człowieka współczesnego upłynął totalnie bezproduktywnie na szwendaniu się z miejsca na miejsce, łapaniu, co tam się nawinęło pod oszczep czy kamień, zbieraniu ziarnka do ziarnka, korzonka do korzonka, byle przetrwać. Może gdyby Aborygenom dać jeszcze trochę czasu (tak ze 100 000 lat niezakłóconego rozwoju) to też by doszli do jakichś porównywalnych efektów. Rzecz jasna, warunki środowiskowi musiałyby się radykalnie zmienić.

    A tak z innej beczki. Ile obszarów w Australii w sposób być może nieodwracalny zdegradowano w wyniku wprowadzenia nowoczesnych systemów uprawy i hodowli? I to w ciągu jednego wieku?

  337. paradox57
    10 czerwca o godz. 7:45

    oj Panie paradox, zanim zaproszę zawodowego uzdrowiciela wszelakiej gadzina na konkretny dajmy na to fanpejdż smutno doświadczonych byłych właścicieli były pupilów poproszę o konsultację „na skróty” względem zaopatrzenia psa z kompletną niewydolnością trzustki, który rzekomo od 4 lat powinien być już składnikiem materii nieożywionej. Chętnie podzielę się z waszmością własnym z tej epopei doświadczeniem, z a potem pogadamy o standardach użytkowych wiedzy wiedzy weterynaryjnej. OK?

  338. @wbocek
    10 czerwca o godz. 10:00
    Nie zaperzaj się bo cię szlag trafi. Raczej poczytaj uważniej co ten intruz pisze.

  339. Jak bym był Aborygenem to jednak na te żmije chciałbym mieć laserowego guna.

    No i kiedyś przed śmiercią chciałbym spróbować ukradzionej kobiety.

    Seleukos, gdzie jesteś?
    Wracaj i poprzechwalaj się o aborygeńskich kobietach, którym dopomogłeś przetrwać ich szwedzkie ukradzenie.

  340. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 9:58

    Rzuciłem okiem, więcej poźniej, w dziale ‚health’ widzę pełno danych pokazujących znacznie większy wobec średniej dla całej populacji Australii, odsetek chorób, braków i innych związanych ze zdrowiem problemów. Jednocześnie 80% Aborygenów żyje w ‚metropolitan cities’.
    Przeprowadzka z buszu do takich miast, w tak krótkim czasie, wiele mówi o przyczynach ich chorób.

    https://www.creativespirits.info/aboriginalculture/health

  341. @paradox57
    10 czerwca o godz. 10:06
    Sporo jak myślę chociaż według mnie największy szkodnik to kopalnie odkrywkowe.
    Pozostawić owe uprawy odłogiem na 3 lata i terenu nie poznasz, a odkrywka zryje całkowicie i regeneracja postępuje powoli.
    Obok siebie mam jakby busz. Właściciel co jakiś czas jeździ po tym traktorem z takim czymś i kładzie to wszystko pokotem a po 4 miesiącach nowe drzewka mają po 50 cm wysokości. To sobie myślę, że i gdzie indziej będzie podobnie – tylko im pozwolić rosnąć.

  342. Tanaka
    10 czerwca o godz. 7:49

    serdeczne dzięki za twórcze rozwinięcie mojego kolejnego bezobrazkowego skrótu myślowego w kwestii alternatyw kulturowych. Dokładnie o to i mi chodziło: nas gnębi nowotwór, oni wolą dajmy na to nowy otwór. Mnie tam wcale nie przeszkadza rzekomo niskie średnie IQ społeczeństwa Aborygenów (któś zmierzył oczywiście białą miarką, że ca 64), bo codzienne sytuacje dają niepodważalne świadectwo zbliżonego (warto może zbadać) poziomu u suwerena. U nich proporcja i niezaburzona równowaga, a tutej chłop żywemu nie przepuści. Ajuści.

  343. @Tanaka
    10 czerwca o godz. 10:21
    W statystyce polscy Romowie wyglądają podobnie, prawda?
    I psińco 🙁
    Nie pomożesz komuś kto sam sobie pomóc nie chce.

  344. @lecher 10 czerwca o godz. 10:03
    Już mi na to zwrócono uwagę. poprawiłem się kilka wpisów dalej. Chodziło o stryjka.

  345. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 9:45

    cyt:”
    Podtrzymuję moje zdanie i podkreślam raz jeszcze – 40 tysięcy lat to szmat czasu. Nasza cywilizacja ma pewnie około 10 tys i zobaczcie ile imperiów upadło, ile powstało i co dokonaliśmy.”

    Trudno jest nam o obiektywizm we własnej sprawie. Jakby może zapytać jakiegoś Obcego…..
    Mam bowiem wątpliwości, czy we właściwej dla takiej oceny perspektywie czasowej nie zostalibyśmy zaliczeni do dżdżownic, co to zeżre wszystko przed sobą po to tylko, żeby wys..ć z tyłu. Z całym szacunkiem dla zwyczajnych dżdżownic.

  346. @scrambler 10:13

    A coś bardziej konkretnie? Zresztą nie. Udzielanie porad w wersji blogowej jakoś mi nie leży. Bez konkretnych wyników i znajomości historii konkretnego przypadku. Poza tym naszych pacjentów wolimy oglądać na żywo, osobiście.
    Natomiast co do twego wpisu. Nieodpowiedzialne jest pisanie o tym, że jakakolwiek, najmniejsza ilość soli w pokarmie jest śmiertelnie szkodliwa dla nerek. Bo nie jest. Jeśli nie jest podawana w nadmiernych ilościach. Przy czym prób wrażliwości jest inny dla każdego gatunku. Czym innym jest opowiadanie o szkodliwości wody morskiej. Bo tu nie sama sól jest czynnikiem powodującym problemy. Zwłaszcza w obecnych czasach.

    Nie wiem, czy ma być mi przykro z powodu takich a nie innych doświadczeń ludzi, których zwierzęta mają problemy zdrowotne. Nie wszystkie zwierzęta udaje się uleczyć i nie w każdej sytuacji. Natomiast moje wieloletnie doświadczenie podpowiada, że nie wszystkie takie przypadki mają miejsce wyłącznie z winy weta. Przynajmniej za połowę odpowiadają sami właściciele. Więc bardzo proszę, epatowanie mnie zaproszeniem na fanpejdż sfrustrowanych małe na mnie robi wrażenie.

  347. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 10:15

    Cudze szlagi są cudzą własnością. A na blogu wytykanie cudzych DOMNIEMANYCH emocji to maglowa obsesja. Właśnie takie zajmowanie się cudzym wiodło na podboje. To dla mnie myśl najważniejsza, reszta to paplanie dla paplania.

  348. jakub01
    10 czerwca o godz. 1:46

    O ile dobrze pamiętam, w starożytnych Chinach pewna ekskluzywna forma samobójstwa polegała na zeżarciu pół szklanki soli.

  349. @scrambler
    10 czerwca o godz. 10:35

    czy we właściwej dla takiej oceny perspektywie czasowej nie zostalibyśmy zaliczeni do dżdżownic, co to zeżre wszystko przed sobą po to tylko, żeby wys..ć z tyłu.

    Dżdżownicowy koncept trafny. Zamieściłeś pod wpływem dziewiątego obrazka, ok. 41-j sekundy, składanki Steve Cutts’a „The Present” – https://www.youtube.com/watch?v=9W-iWlqkzfI ? Jeśli nie to obrazek jest dobra metaforą ww. wysrywania.

  350. ” Ale może to pomoże im się wpasować* w czasy współczesne bo mają dwie drogi – dostosować się albo wyginąć. Innych nie ma…”
    To stwierdzenie całkowicie pokrywa się z opinią australijskich badaczy którzy wyniki raportu skomentowali: „… choć przyszłość zagłady nie jest nieunikniona, będzie, jeśli nie podejmiemy natychmiastowych środków…”
    Tym razem chodzi o białą rasę która w swoim rozpasaniu dawno przekroczyła wszystkie możliwe stany alarmowe, ostrzeżenie mówi o ogólnoświatowym zniszczeniu do roku 2050.
    https://allthatsinteresting.com/climate-change-report-2050-doomsday?utm_source=onesignal&utm_medium=referral&utm_campaign=ospush
    Szkoda że @Ewa-Joanna tego nie rozumie, tak jak kiedyś, dawno, zastrzelenie setek tysięcy kotów rozmnożonych przez Australijczyków przyjęła jako kosmetyczną poprawę nierównowagi w przyrodzie.

  351. paradox57
    10 czerwca o godz. 10:06
    @Ewa-Joanna 9:45

    Można tak liczyć. Ale Australia to trochę dziwny kontynent. Tak, to prawda, że 40 000 lat to dużo na to, żeby dokonać znaczącego postępu, zwłaszcza porównując z tymi 10 000, jakie upłynęły od chwili „wynalezienia rolnictwa”. Aborygeni go nie wynaleźli, ale też i warunków do tego specjalnych nie mieli. Wystarczy spojrzeć, gdzie w Eurazji ten wynalazek został dokonany.

    A co do liczb. Człowiek współczesny liczy sobie jakieś 200 000 lat. Przejście z systemu zbieracko-łowieckiego do rolnictwa (które rzeczywiście dało potężny impuls rozwojowy) dokonało się jakieś 10 000 lat temu. Czyli 95% całej historii człowieka współczesnego upłynął totalnie bezproduktywnie na szwendaniu się z miejsca na miejsce, łapaniu, co tam się nawinęło pod oszczep czy kamień, zbieraniu ziarnka do ziarnka, korzonka do korzonka, byle przetrwać. Może gdyby Aborygenom dać jeszcze trochę czasu (tak ze 100 000 lat niezakłóconego rozwoju) to też by doszli do jakichś porównywalnych efektów.

    Mój komentarz
    Jeśli przyjąć, ze prawa fizyki, a tym samym biologii są uniwersalne na Ziemi, to kwestia 10 000 lat opóźnienia Aborygenów nie jest istotna. Prędzej czy później by wynaleźli.
    W Ameryce Płn. większość chyba plemion w 16 wieku żyła w w formach łowieckich i zbieracko-łowieckich, ale część zajmowała się rolnictwem.
    Pzdr, TJ.

  352. ale część zajmowała się rolnictwem.
    Bo oni do Ameryki przyszli ze Związku Radzieckiego gdzie rolnictwo było już znane.

    „Matura to bzdura” na youtube. 😉

  353. żeby nie było że się zadamawiam – prosze mi wierzyć to zupełne niedzielny przypadek. „Leje jak z cebra” lepiej brzmi dla ucha – chociaż są tacy którym żaby wydają się mało efektowne. It’s raining cats and dogs.

  354. Kiedy po trwającej parę lat wojnie przegrywający Indianie Dakota w końcu zgodzili się na warunki stawiane im przez prezydenta Granta i za zaprzestanie wojowania z białymi osadnikami, otrzymali gwarancję od prezydenta, że ich terytotium będzie nienaruszone i żaden bialy nie będzie tam wkraczał, wydawalo się że nareszcie nastał pokój. Ale idylla trwał do czasu, gdy jakiś zabłąkany na terytorm Dakotów traper odkrył tam złoto.
    Ruszyła fala i wybuchła wojna na nowo. Tym razem była to już eksterminacja Indian. Wojsko pacyfikowało indiańskie osady, mordowano wszystkich, strzelano do dzieci, kobiet starców.
    A żeby proces wyniszczania Indian przyspieszyc, bohater Wojny Secesyjnej gen.Sherman wpadł na pomysł eksterminacji bizonów, które dla Indian były podstawowym źródłem żywności. Urządzano prawdziwe safari, strzelano z pociągów, konno, pieszo. Bufallo Bill chwalił się, że sam położył trupem 10 tysięcy bizonów. W sumie zlikwidowane kilka milionów tych zwierzat. Zwłoki tych zwierzat zalegały całymi miesiącami setki kilometrów kwadratowych prerii.
    Tak to światły biały człowiek usuwał bezużyteczną ciemnotę, która nie rozwinęła się do poziomu strzelajacego z winchestera Bufallo Billa.

  355. @tejot 11:12

    Może to trochę żartobliwie zabrzmi z mojej strony. Ale coś mi się wydaje, że udomowienie kangura na wzór bydła, czy wykorzystanie emu jako siły pociągowej wydaje mi się mało realne. Nie mieli chyba w tej Australii niczego sensownego do udomowienia. Nawet pies im zdziczał.
    Całe „dobrodziejstwo” cywilizacyjne z całym zestawem chorób przynieśli im dopiero Europejczycy.

  356. @zza kałuży 11:20

    Aleś Ty drobiazgowy. No przecież przez tę Cieśninę Beringa musieli pójść przez Związek Radziecki.

  357. paradox57
    10 czerwca o godz. 10:42

    cyt: „Jeśli nie jest podawana w nadmiernych ilościach.”
    i
    „Natomiast moje wieloletnie doświadczenie podpowiada, że nie wszystkie takie przypadki mają miejsce wyłącznie z winy weta.” itd… itp…
    Typowe. Nie liczyłem na żadną inną odpowiedź. Bez urazy. Gratuluję zatem sukcesów i pewności.
    A ten „fanpejdż” to efekt chęci udzielenia fachowej pomocy i porady właścicielom niezdiagnozowanych, źle zdiagnozowanych lub leczonych metodami z kosmosu (bo na studiach o tym nie dają) psiowych. Tam nie ma żadnych sfustrowanych, nie ma też wetów. Są informacje gdzie szukać realnej pomocy. Aha, żadna amatorszczyzna, licencja amerykańskich specjalistów od leczenia psiowych z chorą / niewydolną trzustką. Taki przypadek losowy: ledwie przywrócona do życia w rowie znaleziona (nota bene przez weta) znajda wymagała dla utrzymania przy życiu dużo więcej niż standardowa wiedza bardzo pewnych siebie i swoich umiejętności fachowców. Proszę nie mylić kroplówki z lewatywą.

  358. Herstoryk
    10 czerwca o godz. 10:59

    no niekoniecznie… koncept nasunął mi się paralelnie do sytuacji zawodowej i odległych już w czasie tokowaniach z instytucjami finansowymi. To one głównie chętnie każdą kasę „inwetycyjną” wezmą , trochę pożują i … tak dalej. Ale zlinkowane obrazki – cymesik. Popatrzę sobie, co ten Kuts jeszcze zmalował.

  359. zza kałuży
    10 czerwca o godz. 11:20

    znane bowiem są we świecie sukcesy radzieckiego rolnictwa, i te widziane z kosmosu (jez. Aralskie) i te malutkie przydomowe. To jest wielka sztuka podnieść wydajność z hektara. Podnieśli. I postawili na drugim. Niech stoi.

  360. Jak to zwykle u mnie, wszystkie rozwiązania przynosi nam przemysł półprzewodnikowy!

    Aborygenom trzeba po prostu wybudować fabryke układów scalonych i po kłopocie. Nauczą się lutować układy scalone i w ten sposób wskoczą w XXI wiek!

    Tak jak, już po wymordowaniu ostatniego bizona, zrobili to biali najeźdźcy w miejscowości Shiprock, w stanie Nowy Meksyk, gdzie od 1965 roku firma Fairchild była największym w USA pracodawcą Indian.

    https://www.computerhistory.org/atchm/indigenous-circuits/

  361. @scrambler 10 czerwca o godz. 11:38
    znane bowiem są we świecie sukcesy radzieckiego rolnictwa, i te widziane z kosmosu (jez. Aralskie)
    Widzisz, było ubierać się w plastiki a nie w bawełnę.

    Zresztą nie bądź takim malkontentem, Bajkału nie osuszyli. A mogli. Popatrz na jasną stronę radzieckiego rolnictwa!

  362. @scrambler 11:28

    Typowa odpowiedź na typowe smędzenie. I oczywiście amerykańska licencja załatwia problem dyskusji. Taki amerykański bejsbol powinien mnie powalić na kolana i zamknąć jadaczkę.

    Również na tym fanpejdżu wyczytałeś te mądrości o soli? To gratuluję.

  363. paradox57
    10 czerwca o godz. 11:59

    Pompujemy dalej? Nie widzę żadnego tematu ani dyskusji. Każdy się tak załatwia, jak potrafi. Doświadczenia właścicieli na własnych pupilach solą w oku fachowca być powinny. Chyba, że wie lepiej. No!

  364. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 10:26

    Nie pomożesz komuś kto sam sobie pomóc nie chce.

    To pomaganie polega na tym, że to my, słuszni, decydujemy wedle naszych wyobrażeń oraz cywilizacyjnego otoczenia, na czym ma polegac pomoc i że oni mają się dostosować do tego, co my tak nazywamy, bo inaczej nazwiemy ich niechcącymi sobie pomóc.

    W wielu kulturach świata, który już może odszedł, w wielu plemionach, szczepach, rodzinach występowało takie zjawisko, że gdy upadało coś ważnego, co było treścią i sensem ich życia, przestawali chcieć żyć. marnieli i szybko wymierali, a bywało także, że popełniali zbiorowe samobójstwa.
    To jest depresja społeczna, poczucie utraconego sensu. Możliwe, że Aborygenom, nie tylko Australii, podobnie jest z Indianami, podobnie z Eskimosami i innymi, ich świat się skończył. A w innym świecie ciężko, ciężej niż wytresowanym białym czy Chińczykom, żyć.

    Nieraz słyszałem od znajomych Duńczyków, że Grenlandczycy/Eskimosi „nie chcą dać sobie pomóc”. A metropolia tyle pieniędzy w nich pompuje: ogrzewanie im załatwia, porządne domy z szybami termoizolowanymi, śliczne łazienki z potrójnymi prysznicami, ba – lodówki darmo rozdaje! Skutery śnieżne dostarcza, szczepienia każe robić i nie ma tak, że tak maja być jacyś antyszczepionkowcy jak nad Wisłą gdzie panuje Matka Boska. A Eskimosi chleją, tną się, szprycują, życie im przez palce przecieka.
    Takie ćwoki.

  365. @scrambler 12:10

    Rób, jak uważasz.
    90% przypadków jest załatwiana zgodnie z opracowanymi procedurami. I to samo dotyczy funkcjonowania weterynarii w Stanach Zjednoczonych. Być może tam zwłaszcza. A sytuacje wyjątkowe i nietypowe załatwia się nietypowo. Nieobca jest nam instytucja konsultowania przypadków. Może Cię to dziwi, ale aż tak zaskorupiały nie jestem. Mamy swoje kontakty tu i ówdzie.

    Doświadczenia właścicieli są dla nas bardzo istotne. Temu służy kompleksowy i dokładny wywiad. Jest tylko jeden zasadniczy problem. Ludzie kłamią. Często. I często nie stosują się do zaleceń. Bo wiedzą lepiej, albo wyczytali w internecie.
    Albo ich po prostu nie stać na pełną diagnostykę i pełne skuteczne leczenie.

  366. zza kałuży
    10 czerwca o godz. 11:55

    Ależ ja się nie czepiam. Trudno w sumie jednoznacznie określić odczucia wobec realnych problemów egzystencji w rosyjskim country side. Ja mam raczej sympatyczne, oni może mniej ale za to z dużym dystansem do samych siebie. Przynajmniej ci, których poznałem. Ale to dawno było, wiesz, idee internacjonalizmu etc podobne dyrdymały. „Kuń to przeżytek”. Oni niestety muszą widzieć przeważnie jasne strony. Przeczytaj to :
    1. http://www.polska-azja.pl/j-wieczorek-chinskie-pily-tna-syberyjska-tajge/#comment-19828
    2. https://www.salon24.pl/u/wiescizrosji/772636,chinskie-glowice-jadrowe-na-granicy-z-rosja-i-inne-niemile-niespodzianki

    na okoliczność rosyjsko-chińskiej „integracji”. Moim zdaniem Chińczycy robią ładny gest traktując potencjał Rosji niby-na równi ze swoim. A po co? Kolejna partia szachów rozpoczęta dopiero. Za czas jakiś okaże się, kto gra w pokera.

  367. jakub01

    Jakubku, malutkie porównanie, jak wyglądał szkodliwy i brzydki kanał Jamneński, zwany też „nurtem Jamneńskim”, wczoraj i jak pożyteczny i piękny jest po upiększeniu. Lete do żab/pijawek.

    https://photos.app.goo.gl/Cf82sFGGLAhnRv6N6

  368. paradox57
    10 czerwca o godz. 12:23

    Przepraszając blogowiczów za prywatę: nie mam zamiaru się w żadnej kwestii mądrzyć.
    Przez nasz dom przewinęło się przez ok 10 lat ponad 20 znajd i podobnie doświadczonych psiowych w pełnym spektrum wiekowym i szerokim stanu zdrowotnego. 90% po „ogarnięciu” trafiło do nowych sprawdzonych i świadomych domów. Nawet bardzo stare i bardzo chore ( np po operacji guza mózgowia u dr Novaka w Pradze). Takie „hobby”. Tak, że procedury procedurami, kasa kasą, a jak nie idzie to… nie, nie wikipedia. Dokształt przyjacielu, dokształt pokorny w oparciu o posiadaną „ludzką” wiedzę medyczną i ostrożne poza proceduralne można-co-niemożna tylko z wolna i ostrożna. Rzeczywiście kompletnie nie mam zamiaru nikogo egzaltować swoimi doświadczeniami. Na profilu FB są informacje dla walących głową w szklany sufit fachowej niewiedzy (bez urazy – przecież nie wszyscy mają odpowiednie doświadczenia czy sprawdzone i skuteczne w każdym przypadku metody itp) właścicieli psiowych z konkretnym schorzeniem / zespołem dysfunkcji. Wierz lub nie, w Wawie nawet tzw autorytety spod drogich szyldów niewiele realnej pomocy mogą zaoferować za nawet wydumane procedury i stawki. Znamienne: nie spotkałem się z uczciwym postawieniem sprawy „nie mam w tym doświadczenia, nie znam, polecam tam i tam”. W zamian: „Pan wejdzie, pan usiądzie, pan zaczeka, dlaczego nie fersztejen? my wszystko fersztejen” … za twoje ecipeci.
    Odłóżmy na bok patologie po obu stronach.

  369. @Tanaka
    9 czerwca, g.21:57
    Wszyscy księża nie są, ba – nie mogą być przyzwoitymi ludźmi, bo są księżmi i to ich deprecjonuje z zasady. Tyle wynika z toku Twojego rozumowania.
    Tanaczku, nie może tak być, żeby stawiać znak równości na przykład między abepem Głódziem, Ryczanem czy Jędraszewskim a księżmi: Lemańskim, Bonieckim lub Drozdowiczem (proboszczem u Kamedułów z Bielan).
    Gdy się tym panom przyjrzeć, na pewno różni ich też umocowanie w hierarchii. Ci co poszli w biskupy i wyżej to karierowicze, często bezwzględni, zadufani w sobie, więc i z przyzwoitością mający raczej na bakier.
    Nie pytaj mnie o definicję przyzwoitości, bo obydwoje wiemy, co przyzwoitość oznacza, niezależnie od tego, kto jest kim: sędzią, piekarzem, policjantem, księdzem, taksówkarzem itp.
    A propos taksówkarzy. Trafił mi się niedawno taki jeden, który okazał się człowiekiem zdecydowanie nieprzyzwoitym. Otóż zostawiłam w taksówce kopertę z wynikami ważnych badań lekarskich. Podczas jazdy zgadało się o polityce. Niestety, trafiłam na hard pisowca. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że złośliwie nie oddał mojej zguby, a przecież w tych papierach były adresy, telefony itp.

  370. @scrambler 13:08

    Dołączając do przeprosin za prywatę.
    Czy Ty nie widzisz, o czym sam piszesz? Że jesteś nietypowym wielbicielem nietypowych psów? Schorowanych, zabiedzonych, ekstremalnych?
    Ja nie gadam z punktu widzenia właściciela ekskluzywnej, wysoko pozycjonowanej prywatnej kliniki. Tylko pracownika kliniki uczelnianej, przez którą przewija się rocznie kilka tysięcy pacjentów, służących również do celów dydaktycznych. My się tu w ecie-pecie nie bawimy, tylko staramy się pomóc każdemu, komu da się pomóc. I wiem, jak często mamy do czynienia ze spadami po nieudanych czynnościach naszych kolegów. Ale też wiem, ile razy trafia nam się pacjent leczony tzw. domowymi sposobami, bazującymi na wielowiekowej tradycji. I jak często w takich wypadkach możemy tylko rozłożyć bezradnie ręce. Bo na jakąkolwiek interwencję, poza poddaniem zabiegowi eutanazji jest za późno. W ostrych stanach żadne czary-mary, czy poważne konsultacje i poszukiwanie na zewnątrz nie pomoże, bo problem „rozwiązuje się” w ciągu minut, lub najwyżej godzin.

    A co do rozpoznania. O tym można by długo. Jedno tylko chciałbym przekazać. Rzadko jest tak, że trafia się pacjent z pełni rozwiniętym, typowym obrazem choroby, takim pełnobjawowym podręcznikowo. Symptomy rozwijają się stopniowo, po kolei, jedne ustępują, inne występują. Dlatego ważna jest rozmowa z właścicielem. Dlatego ważne jest badanie kliniczne i dodatkowe. Często za pierwszym razem, przy pierwszej wizycie nie da się postawić rozpoznania, najwyżej wstępne. I to wcale nie musi być tak, że jest to jedynie pretekst do wyciągnięcia kasy, chociaż bywa.

    I chyba starczy.

  371. @Tanaka
    10 czerwca o godz. 12:11
    No to pozostaje ci tylko wynaleźć maszynę czasu i cofnąć ten cały bajzel do Średniowiecza. Innej możliwości nie widzę, poza własnym nadymaniem się pt „Jaki to ja szlachetny jestem”. Bo to wszystko co napisałeś to niby ma sens, tylko jaki, kiedy mleko rozlane?
    A dzikie koty to chyba osobiście żabie podeślę.

  372. mag
    10 czerwca o godz. 13:31

    Maguś – oczywiście, typy Glódzia i Lemańskiego dzieli morze. I nie stawiam znaku równości między nimi, w tym równości w nieprzyzwoitości, co jest jasne dla bloga. Mnostwo razy różnicowałem tego typu ludzi.
    Z Lemańskim i z Bonieckim nie miałbym problemu być sąsiadem, spotykać się, zapraszać na koleżeńskie spotkania. Zapewne moglibyśmy prowadzić ciekawe dyskusje, na różne tematy, ale nie bardzo na tematy religijne i zwiazane z ich konsekrowaniem. Choć może i to. Spodziewam się, że Bartoś, Węcławski czy Obirek, niedługo przedtem, zanim podjęli ostateczną decyzję o porzuceniu roboty w potwornej organizacji i dla tej organizacji, mieli w sobie już wiele takich myśli, z którymi dałoby sie nawiązać dobry kontakt.
    Może wyżej wymienieni też mają coś podobnego.

    Akcent stawiam raczej na coś innego, o czym mówię, chyba, jasno: żeby zostać osobą konsekrowaną, trzeba mieć zdeformowany umysł.
    Taka jest zasada, taka maszyneria, taki cel.
    Trzeba wejść w świat zdemoralizowany.
    Trzeba się upierać, że się głosi „prawdę”, wbrew wszystkim dowodom, mocnym poszlakom, rozumowi, a wreszcie racji wyboru naturalności przeciw wydumaności.
    Mało tego, trzeba się upierać, że głosi się Prawdę, wielką, świętą prawdę, zaś wszelkie inne prawdy są, bo muszą, być gorsze.
    Świętą Prawdę się komercjalizuje. Każe sobie za to płacić i zbiera się, zabiera i rabuje na przedsiębiorstwo zła.

    Czy mają w sobie coś z przyzwoitości, która nakazywałaby im mówić: możliwe, że Bóg istnieje; nie wiemy, czy Jezus istniał, ale to bardzo piękna postać i na jej wzorze można się wiele nauczyć; wydaje mi się, że Jezum mógł być i bogiem i człowiekiem, choć to bardzo dziwna koncepcja, więc rozumiem zdania przeciwne; moim zdaniem Maryja nie mogła być wzięta żywcem do nieba; nie ma podstaw do twierdzenia, że Jezus zmartwwychwstał, ale jest to piękny i wymowny symbol; Maryja nie mogła począć z Ducha Świętego, to nieporozumienie, ale przecież była dobrą matką… I tak dalej i temu podobne: może, tak sądzę, nie wygląda na to, że… Coś z przyzwoitości i skromności sądu oraz jego skutków.
    Nie, tego jednak nie doświadczamy. Nie tak działa konsekrowany członek kleru i jego przedsiębiorstwo.

    Konieczne jest by być ślepym, mieć porażone poczucie moralne, porażony rozum. Kler i jego przedsiębiorstwo, nawet dziś jeszcze nie przejrzeli na oczy i nie chcą przejrzeć, że wśród nich jest armia pedofilów, a co trzeci lub co drugi to sodomita, co się absolutnie sprzecza z doktryną!
    Reszta robi dzieci pannom i mężatkom parafialnym (też gwałcąc doktrynę), oddaje się pornografii, dziwkarstwu, chlaniu i pozostałym skrzywieniom oraz degeneracjom – za takie ma je samo przedsiębiorstwo zła.

    I nie jest to przypadek, ani nic izolowanego. Nie jest to sprawa ostatnich 30-40 lat. Tylko do takiego horyzontu sięgnęły, wybiórcze, badania nt. konsekrowanych pedofilów. To sprawa wieczna – dwóch tysięcy lat. Istota przedsiębiorstwa.

    Inna część zbrodni jest lepiej znana, to cała kryminalna historia Kościoła kat. O niej, najpełniej bodaj mówi Karlheinz Deschner, w dziesięciu opasłych tomach, czyniąc jednak obraz syntetyczny, obraz bardzo detaliczny zaś wymagałby biblioteki większej niż biblioteka Watykanu, a i to byłoby ledwie cząstką zła, którego największa część w ogóle nie znalazła kronikarza.

    Lemański z Bonieckim o tym WIEDZĄ. Albo z wielką łatwością mogą sie dowiedzieć. Albo jedak to wypierają, albo nie chcą wiedzieć. Na codzień zaś głoszą fałsz. Mówią o nim miło, łagodnie, bez wullgarności i prymitywizmu słowa, gestu i działań, jak wielka część innych członków kleru, pocieszają swojego parafianina czy czytelnika – cóż to jednak zmienia?
    Nie znajdują się już w sytuacji najwyższego nadwyrężenia przyzwoitości? Czym jest to, co zrobili Węcławski, Bartoś czy Obirek, a z nimi, po cichu, ten i ów inny, mając podobną do nich motywację: wyjść, bo nie można żyć wśród zła, wspierać go, autoryzować i głosić?
    Czy to wlaśnie nie okazuje się przyzwoitością, a tkwienie w przedsiębiorstwie i wśród tłumu gwałcicieli i sodomitów klamców i krętaczy; oszustów fundamentalnych i partykularnych złodziei i złoczyńców dowolnego rodzaju – czy nie budzi najwyższej wątpliwości co do przyzwoitości?

    Ksiądz Boniecki, gdy okazalo się, że wśród księży marianów, gdy był prowincjalem ich zakonu, pedofilia także występowała, odparł: nie mieliśmy takich zgłoszeń.
    Wrzasnę: Jezu !!!
    Na zawartość dziesięciu tomów „kryminalnej historii Kościoła” też nie było zgłoszeń!

    Od czego, w dowolnym momencie, 38 tysięcy konsekrowanych i bodaj kilkanaście tysięcy zakonnic, nad samą tylko Wisłą, miało, ma i mieć będzie oczy, uszy, następstwo apostolskie, misję od Boga, dar błogosławieństwa sakramentalnego i wrażliwy, moralny, wszędobylski rozum?
    Gdzie oni to mają i co z tym robią?
    Od czego 95% Polaków, co to są katoliki i wiedzą co dobre, a co złe?
    Gdzie jest ta przyzwoitość, gdzie jest ta moralność, gdzie jest ta „głębia serca”, co to z tej „głębi serca” wszyscy katolicy z klerem sobie ciągle błogosławią?

    Bardzo więc chętnie się dowiem, na czym to polega i jak to jest, być przyzwoitym członkiem nieprzyzwoitej od dwóch tysięcy lat organizacji. Czy ksiądz Lemański z ksiedzem Bonieckim umieją to wytłumaczyć?

  373. Ewa-Joanna
    Mój kot (czyli nie dziki) lubi żaby. Skacze w ślad za nimi, przytrzymuje łapą i zaraz wypuszcza. Dzieje się to wszystko w okolicy oczka wodnego, nad który nieraz przesiaduje, na działce.
    Przeganiam go, bo nie wiem, czy żabom taka zabawa odpowiada. Chyba niekoniecznie.
    Nie wiem, jaka relacja by zaszła między dzikim kotem a Wielką Żabą.
    Kto by uciekł pierwszy?

  374. @mag
    Po prostu Wielka Żaba nie bardzo wie o czym mówi, ale lubi się pomądrzyć i pokazać jaka to ona szlachetna.
    A koty zarówno te domowe jak i te zdziczałe zabijają milion ptaków dziennie.
    https://www.theguardian.com/lifeandstyle/2017/oct/04/cats-kill-1-million-australian-birds-a-day-study-shows

  375. Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 14:15

    Ewa-Joanna
    10 czerwca o godz. 14:15 Edit →

    No to pozostaje ci tylko wynaleźć maszynę czasu i cofnąć ten cały bajzel do Średniowiecza. Innej możliwości nie widzę, poza własnym nadymaniem się pt „Jaki to ja szlachetny jestem”.

    Trochęś mnie zdziwiła, wprowadzając kategorię mojej mniemanej szlachetności co do siebie.
    Da się skupić na sprawie, bez łapania za szlachetność?

  376. Nie zdanżam z blogiem. Dzisiaj wolny dzień a oto aktualny widoczek z okna

    https://photos.app.goo.gl/DVxT9TMZfTxXQ1ZX8

  377. Tanaka
    „Bardzo więc chętnie się dowiem, na czym to polega i jak to jest, być przyzwoitym członkiem nieprzyzwoitej od dwóch tysięcy lat organizacji. Czy ksiądz Lemański z ksiedzem Bonieckim umieją to wytłumaczyć?”
    Też chciałabym wiedzieć, a jedyne w moim odczuciu, co ich może usprawiedliwiać, to że chcieliby być reformatorami kk na swoich „odcinkach”, budzicielami księżych sumień, bo zakładam ich dobrą wolę.
    Ale to daremny trud z ich strony, jeśli go podejmują. Między ich wewnętrznym poczuciem przyzwoitości a jej brakiem, gdy natykają się na mur nieprzyzwoitości panującej w ich kościele, jest luka. Radzą sobie z nią różnie. Obirek czy Bartoś „przeszli do cywila”, by odnaleźć jakiś ład moralny w swoim życiu, zgodność myśli i czynów. Nie znam statystyk, jak liczne są zrzucenia sutanny, czy rozstania z klasztorem, ale na pewno jest tendencja wzrostowa. Z drugiej strony seminaria zaczynają świecić pustkami. Chciałoby się rzec… i chwała Bogu.
    Tanaczku, pozbywanie się rodzimej katolskiej mentalności to proces długi i niewdzięczny. Dobrze o tym wiesz. Zakłamane 95% katolików to przecież tylko wynik chrztów niejako z automatu, a co się dalej dzieje z ochrzczonymi łatwo przewidzieć. Trzeba jeszcze dopełnić sakrament I komunii, bierzmowania, by móc założyć tę piękną kieckę ślubną i usłyszeć w kościele organy. O paradny katolicki pogrzeb zatroszczy się rodzina.

  378. paradox57
    10 czerwca o godz. 13:50

    hawk!

  379. @
    „Rząd, który ogłosił plan wszczęcia eliminacji kotów w 2015 roku zobowiązał się do przekazania pięciu milionów dolarów na wsparcie grup, które zdecydują się zabijać koty.
    Krzyk ekologów

    Działacze na rzecz ochrony środowiska krytykują te plany.
    im Doherty, ekolog z Deakin University, zgadza się, że koty powodują „duże straty” pośród rodzimych gatunków Australii, ale uważa, że w planie eliminacji jest wiele niewyjaśnionych kwestii.

    – W 2015 roku, kiedy ustalano plany eliminacji, nie wiedzieliśmy, ile dzikich kotów żyje w Australii – powiedział, dodając, że niektóre szacunki mówiły o 18 milionach zwierząt, a to dużo więcej niż wynosi stan faktyczny.

    – Nie ma naprawdę wiarygodnego sposobu oszacowania populacji dzikich kotów na całym kontynencie, a jeśli zamierzasz ustawić znaczący cel, musisz zmierzyć wszystko – stwierdził.
    Kolejną palącą kwestią jest to, że zwykłe zabicie kota niekoniecznie ratuje życie ptaka lub ssaka, ponieważ kot musi mieszkać na obszarze, w którym faktycznie zagraża zwierzętom. Istotne jest także zagęszczenie populacji na obszarze występowania.

    – Musi być zagęszczenie, a nie rozproszenie – stwierdził.

  380. @Ewa-Joanna
    Zapewniam Cię, że jednak nie wszystkie koty są zajadłymi mordercami ptaków. Moje dwa przedostatnie w ogóle nie polowały na ptaki. Dlaczego? Nie wiem. Za to zdarzało się im przynosić „w darze” polne myszy.
    Dawno temu, gdy miałam jednocześnie owczarka, a raczej owczarkę niemiecką i kotkę, Miłoszka przynosiła ukochanemu psu upolowane zdobycze. Niestety, właśnie ptaki. Poza tym goniła z ogrodu każdego kota z sąsiedztwa, który ośmielił się prychnąć na JEJ psa. Nie przepuszczała też psom szczekającym zza ogrodzenia. Wyskakiwała do nich jak furia i trzepała po pyskach. Śmieliśmy się, że mamy kota obronnego i psa ozdobnego.
    A żabami , nawet Wielkimi nie ma się co przejmować. Pomyśl sobie, co by to było, gdyby taką żabę pocałował królewicz?

  381. @Rzez kangurow
    „Zierzęta są przejeżdżane samochodami, wbijane na haki, obdzierane żywcem ze skóry

    „To największa współcześnie masakra zwierząt. Od czasów kiedy w Ameryce wybijano bizony, świat nie widział czegoś podobnego. Każdej nocy, kiedy śpisz, oni mordują 20 tys. kangurów”, ostrzegają ekolodzy.
    „Oni” to myśliwi, którzy legalnie polują na te skaczące torbacze, oraz nietroszczący się o zezwolenie farmerzy, którzy uśmiercają masowo kangury. Zwierzęta te konkurują przecież z owcami o paszę, a zwłaszcza o wodę, której w nawiedzanej przez niszczycielskie susze Australii jest coraz mniej. Dlatego farmerzy uważają kangury za „szkodniki gorsze od zarazy”, zastawiają na nie pułapki i zatruwają wodopoje lub wyruszają nocą na łowy uzbrojeni we wszelkiego rodzaju dubeltówki i sztucery. Rząd Australii wydaje zresztą zezwolenia na „żniwa” (czytaj: odstrzał) kangurów, a nawet wallaby, jak Australijczycy nazywają mniejsze gatunki kangurowatych.
    Niemal co roku zwiększa się liczba zwierząt skazywanych na śmierć. W 1975 r. kwotę odstrzału ustalono na 850 tys., w 2002 r. – już na 6,9 mln. Do tego dochodzą torbacze zgładzone przez kłusowników. Zdaniem obrońców środowiska, w Australii

    co roku zabijanych jest 10 milionów kangurów.
    Władze zapewniają, że kangurowate nie są zagrożone wyginięciem. Według oficjalnych danych, w australijskim buszu żyje ich nawet 57 mln (podczas gdy na rozległym kontynencie mieszka tylko 19 mln ludzi). Jednak tak naprawdę nikt nie wie, ile tych zwierząt – umieszczonych przecież w państwowym herbie Australii – pozostało. Według poufnych ocen Federalnego Departamentu Ochrony Środowiska, może jedynie 19 mln. Oznaczałoby to, że bezlitosne polowania mogą unicestwić przynajmniej niektóre gatunki. Do tej pory wymarło sześć gatunków kangurów, zaś spośród tych, które przetrwały, niewiele dożywa podeszłego wieku – myśliwi likwidują najbardziej dorodne osobniki, co przyczynia się do osłabienia zasobu genetycznego tępionych bezlitośnie zwierząt.
    Masakra kangurów przynosi Australii 100 mln euro rocznie. Sami Australijczycy właściwie nie spożywają kangurzego mięsa. Jest ono składnikiem pokarmu dla psów i kotów, eksportuje się je także do Japonii, Francji, Belgii i innych krajów, gdzie smakosze cenią jego niską zawartość cholesterolu i smak nieco przypominający mięso sarny. Protesty ekologów sprawiły, że 1,5 tys. brytyjskich supermarketów wycofało ze swej oferty mrożone steki z kangura, nie zmniejszyło to jednak zapału myśliwych. „Kangury może są miłe, ale każdy z nich to kilogramy mięsa. Osobiście ustrzeliłem ponad 250 tys. tych stworzeń”, chełpi się zawodowy łowca, Peter Absalom. Z kangurzych łap wyrabia się otwieracze do butelek, torby sportowe i inne przedmioty. Włoski przemysł skórzany tylko w ciągu 12 miesięcy sprowadził z Australii 450 tys. kangurzych skór. Firma Adidas wyrabia z nich buty piłkarskie Predator, które nosił podczas ostatnich mistrzostw świata słynny futbolista David Beckham – co wzbudziło gorące protesty ekologów.

    Bestialstwo myśliwych
    Bestialstwo myśliwych

    Obrońcy zwierząt daremnie wskazują na bezlitosne metody „morderców kangurów”. Władze zalecają, aby zabijać zwierzęta szybko i bezboleśnie strzałem w głowę. Jak wiadomo, głowa tych torbaczy jest niewielka i znacznie łatwiej trafić w potężną tylną część kangura. Myśliwi zazwyczaj gnają nocą po buszu samochodami terenowymi, oślepiają reflektorami nieszczęsne stworzenia i strzelają do nich jak do kaczek. Często zdarza się, że postrzelone, lecz jeszcze żywe kangury, wbijają na haki i wloką do rzeźni. Niektórzy sadystyczni farmerzy przejeżdżają uciekające torbacze samochodami. Ekolodzy mają zdjęcia kangurów, które zostały dosłownie ukrzyżowane lub żywcem obdarte ze skóry. Osobny problem stanowią małe kangurki, zwane przez Australijczyków Joeys. Często samica ma dwoje młodych, jedno w torbie, a drugie „przy nodze”. Ale nawet starszy kangurek nie przeżyje w buszu sam, po śmierci matki wkrótce zginie z głodu i zimna lub pożarty przez lisy. Dlatego myśliwi, którzy zabiją matkę, mają obowiązek uśmiercić także Joeys. Niekiedy odbywa się to w wyjątkowo okrutny sposób: łowcy kopią małe kangurki, jakby grali nimi w piłkę, skaczą im po głowach, masakrują ciosami kolb lub stalowych pałek.
    Na ten temat nakręcono wstrząsające filmy „Kangaroos Under Fire” (Kangury pod obstrzałem) i „Goodbye Joey”.

    Władze nie są w stanie ukrócić tych praktyk.
    W rozległym stanie Nowa Południowa Walia, ponaddwukrotnie większym od Polski, poczynania łowców kangurów kontroluje zaledwie sześciu strażników. Rząd Australii twierdzi, że coroczne „żniwa” kangurowatych konieczne są z przyczyn gospodarczych – dzięki nim stworzono 4 tys. miejsc pracy. Obrońcy środowiska odpowiadają, że korzyści są iluzoryczne. Ostatecznie przemysł przetwórczy kangurzego mięsa i tak jest dotowany z pieniędzy podatników.
    Populacja kangurów topnieje, zwierzęta są coraz mniejsze i bardziej chorowite. Kiedy władze zmniejszą wreszcie kwotę odstrzału, być może dla niektórych gatunków będzie już za późno. Juliet Gellatley z brytyjskiego oddziału organizacji ekologicznej Viva apeluje: „Wylewamy krokodyle łzy nad tygrysami i nosorożcami, które właściwie zostały wytępione. Ale kangury możemy jeszcze ocalić – tylko musimy działać teraz!”.
    https://www.tygodnikprzeglad.pl/rzez-kangurow/

  382. @
    „Australia zabija misie koala. Dla ich dobra?
    Władze stanu Victoria po cichu poddały eutanazji 686 koali. Tłumaczą, że misie chorowały i były głodne.
    Kiedy telewizja ABC poinformowała o „sekretnym uboju” dokonanym na przestrzeni ostatnich dwóch lat w rejonie Cape Otway niedaleko Melbourne, w Australii zawrzało. A ministerstwo środowiska zaczęło tłumaczyć: misie zostały uśpione, bo było ich zbyt wiele.
    – Koale cierpiały z powodu chorób i głodu – powiedziała minister Lisa Neville. – Zapewniam, że wobec tej okropnej sytuacji podjęliśmy działanie możliwie najlepsze. Nie chcę, żeby misie cierpiały.

    Wyjadły ulubione eukaliptusy

    „Dlaczego władze utrzymują eutanazję w tajemnicy? Z tego samego powodu, dla którego Nixon próbował zataić naloty dywanowe na Kambodżę: bo bał się gniewu opinii publicznej”, pisze ze swadą redaktor portalu „The Daily Beast”.
    Jednak zdaniem Desley Whisson, specjalistki od koali z Uniwersytetu Deakin, rząd po prostu realizuje program – słuszny i wcale nie potajemny – ograniczenia populacji tych zwierząt. W Cape Otway na hektar przypadało ich 11 sztuk, a powinno być mniej niż jedna.

    Koale przywieziono tam w latach 80. Tak im się spodobało, że zaczęły się rozmnażać na potęgę. Aż niemal doszczętnie wyjadły swój ulubiony gatunek eukaliptusa i zaczęły przymierać głodem.
    Już pięć razy mniej misiów

    – O wiele więcej umierało naturalnie, niż zostało poddanych eutanazji – broni rządu Frank Fotinas, właściciel firmy turystycznej oferującej „kemping pod koalami”. – Cały przylądek śmierdział zdechłymi misiami… Są tu setki hektarów martwych drzew. A jak nie ma drzew, to nie ma koali – tłumaczy.

    Występujące we wschodniej Australii torbacze nie są gatunkiem zagrożonym, ale wskutek urbanizacji i dewastacji środowiska naturalnego jest ich coraz mniej. Australian Koala Foundation szacuje, że kiedy w pierwszej połowie XIX wieku na kontynent zaczęli napływać europejscy osadnicy, misiów było pięć razy więcej niż dzisiaj.
    Za dużo koali czy za mało drzew?

    Nie po raz pierwszy w Australii toczy się debata nad zabijaniem koali. W 1996 r. zaproponowano odstrzał 2 tys. misiów mieszkających na Wyspie Kangurzej. – Nie mamy za dużo koali – protestowała wtedy Deborah Tabart z Australian Koala Foundation. – Mamy za mało drzew.

    Kiedy zabijaniu „symbolu narodowego” sprzeciwiła się nawet stanowa minister środowiska, plan zarzucono. Rząd centralny obiecał, że nie będzie strzelał do misiów.

    Ale dziś rząd jest inny. A fundacja krytykuje władze, że przez lata, kiedy problem narastał, nie podjęły decyzji o sadzeniu drzew albo przenoszeniu młodych osobników w inne miejsca. ”
    http://wyborcza.pl/1,75399,17527457,Australia_zabija_misie_koala__Dla_ich_dobra_.html?disableRedirects=true

  383. „Horror w Australii! Choć trudno w to uwierzyć, urządzono tam wielką rzeź koali. Zginęło już blisko siedemset zwierzaków. Komu i czym mogły się narazić te urocze torbacze? Za ich zabijanie odpowiedzialne są władze lokalne stanu Victoria.

    Jak tłumaczą, niekontrolowany rozrost populacji koali na koloniach drzew zwanych gumowcami doprowadził do głodu i chorób wśród tych zwierząt i torbacze zostały poddane swego rodzaju eutanazji. Były zdejmowane z drzew, badane przez weterynarzy, a następnie usypiane. Cała akcja, zakończona jeszcze w zeszłym roku, była jednak trzymana w tajemnicy przed opinią publiczną. Teraz, gdy australijskie media ją nagłośniły, mieszkańcy zaczęli wyrażać oburzenie rzezią niewinnych zwierzaków.
    https://www.se.pl/wiadomosci/swiat/horror-w-australii-wielka-rzez-koali-aa-keCA-B34C-jAsN.html

  384. Nowa Zelandia wprowadzi zakaz posiadania kotów

    Teraz Nowa Zelandia chce kotów… zakazać. W niewielkiej gminie Omaui wszystkie koty mają zostać zarejestrowane, zaczipowane i wysterylizowane. Po śmierci kota właściciel nie będzie mógł sprowadzić nowego. Mają zostać wyeliminowane, by chronić lokalną faunę.

    Nie wszyscy są zachwyceni. Jak podaje „The Guardian”, część mieszkańców uważa, że koty są niezastąpione w tępieniu lokalnych gryzoni i bez nich te ostatnie opanują okolicę. Pojawiają się też sprzeciwy wobec ograniczania wolności, jakim byłaby niemożność posiadania kota w przyszłości.
    Ale Nowa Zelandia ma ambitny plan, aby wyeliminować wszystkie gatunki sprowadzone przez europejskich kolonizatorów (także szczury i myszy) do 2050 r. i prawdopodobnie protesty zdadzą się na nic”
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1762084,1,nowa-zelandia-chce-zakazac-kotow.read

  385. @ No i zeby nie bylo, ze tylko w Australii.
    Poznańscy przyrodnicy założyli w tym roku 54 nadajniki GPS-GSM młodym bocianom, które miały wyruszyć w swoją pierwszą wędrówkę na zimowiska do Afryki. W ciągu kilku tygodni po odlocie ponad połowa z nich już zginęła. Jeden z nadajników badacze znaleźli w przerażającym miejscu – obok wysypiska śmieci w pobliżu bułgarskiego miasta Burgas na brzegu Morza Czarnego. To cmentarz dla tysięcy bocianów z całej Europy.
    Jest tam duże wysypisko śmieci, gdzie koncentrują się stada wędrówkowe z całej Europy. Z numerów obrączek badacze rozpoznali ptaki z Niemiec, wschodnich i zachodnich, Słowacji, Szwecji i Polski.

    Bociany koncentrują się tam przed przekroczeniem cieśniny Bosfor, więc stada liczą nawet kilkaset czy kilka tysięcy ptaków. Wysypisko śmieci jest dla nich źródłem łatwego do zdobycia pokarmu. Zatrzymują się tam, żeby uzupełnić rezerwy pokarmowe. Nocują na pobliskich słupach średniego napięcia i masowo ulegają porażeniu.

    Ich szczątki zjadane przez psy tworzą przerażający widok.
    Tymczasem te ptaki, którym poznańscy badacze założyli nadajniki, nie zdołały wylecieć z Europy, a większość zginęła jeszcze w Polsce.

    – Były rażone prądem na liniach średniego napięcia – opowiada dr Tobółka. – Bociany przed nocą szukają miejsca, gdzie mogą odpocząć i bezpiecznie przenocować. Czasem wybierają drzewa pośród łąk, czasem dachy budynków we wsiach, a czasem słupy średniego napięcia. I na nich właśnie dochodzi do porażeń.”
    http://wyborcza.pl/7,75400,23961661,masakra-bocianow-w-burgas-ptaki-gina-nie-tam-gdzie-sie-tego.html

  386. Już dokładnie nie pamietam, kiedy to było, w którym roku. Miałem wtedy siedem tomów „Kryminalnej histori chrzescijaństwa” Deschnera, kolejne tomy przysyłał mi z Polski kolega. Ale na którymś tomie, chyba na siódmym, się skończyło. Kolejne tomy wydawało jakieś wydawnictwo w Lodzi. I zaczęly się dziiwne historie, kolejne pożary w drukarni, jacyś nieznani sprawcy, włamania i w końcu wydawca poddał sie i te ostatnie dwa lub trzy tomy nigdy sie po polsku nie ukazały.
    Czy mozliwe, żeby Putin maczał w tym palce ?

  387. iosenne migracje bocianów, które w marcu wracają do swoich gniazd w Polsce, są zagrożone, bo w Libanie, czyli na trasie ich wędrówki, znów uaktywnili się myśliwi. Szacuje się, że ptaki migrujące z Europy do Afryki giną w tym kraju milionami. Strzelają wszyscy, nawet dzieci. A potem chwalą się trofeami na portalach społecznościowych.Nie inaczej jest przy okazji tegorocznej wiosennej migracji polskich bocianów i innych ptaków, m.in. pelikanów, żurawi i jaskółek. „Strzelają w powietrze do wszystkiego, co się rusza. Trzeba działać, zanim będzie za późno. (…) W ten sposób nie ma szans na powrót do Polski wiele z 30 tys. par bocianów, które lecą z afrykańskich zimowisk do naszego kraju –” – zwracał uwagę jeszcze w styczniu Ireneusz Kaługa, przyrodnik i założyciel grupy EkoLogicznej. ”
    https://natemat.pl/94737,masowo-morduja-polskie-bociany-i-chwala-sie-zdobyczami-na-facebooku-w-libanie-to-jak-sport-narodowy

  388. @
    ” Otóż do ojca Pachomiusza żyjącego na pustyni przybył młody brat z zapytaniem: „Powiedz mi, ojcze, czy Pan Jezus kochał żaby i czy nakazał nam także je kochać?”. Ojciec Pachomiusz odparł: „Widzisz, synu, odpowiedź musisz znaleźć sam, bo gotowej nie ma. Otwórz skarbiec Bożego Słowa i szukaj tak długo, aż znajdziesz. Bo jeżeli jest pytanie, musi być odpowiedź”.

  389. @ No i czlowiek znalazl sobie odpowiedz.

  390. @
    Wytępienie psów dingo spowodowało zubożenie gleb
    11 maja 2017, 11:44 | Nauki przyrodnicze
    PartnerHund.com, CC BY 2.0

    Ponad 100 lat temu w Australii zbudowano długi na 5600 kilometrów płot, który miał uniemożliwić psom dingo pojawienie się na terenie stanów Południowa Australia, Nowa Południowa Walia i Queensland. Wykonane właśnie porównanie ekosystemów po obu stronach płotu wykazało, że brak głównego drapieżnika jakim jest pies dingo, nie tylko wpłynął na obfitość roślin i zwierząt, ale przyczynił się też do spadku jakości gleby. Po raz pierwszy wykazaliśmy, że obecność dingo jest powiązana z lepszej jakości glebą, gdyż dingo kontrolują liczebność kangurów żywiących się roślinami – mówi profesor Mike Letnic z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii.

    Psy dingo powszechnie występują po zachodniej stronie płotu, ale jest ich bardzo mało po wschodniej stronie, gdzie od dziesięcioleci są tępione za pomocą trucizn, odstrzałów i pułapek. Płot stworzył unikatową okazję do zbadania wpływu usunięcia głównego drapieżnika na populację roślinożerców, roślinność i składniki odżywcze w glebie – stwierdził student Timothy Morris, współpracownik Letnica.

    Naukowcy przeprowadzili swoje badania w czterech miejscach. W parku narodowym oraz na pastwiskach znajdujących się na Pustyni Strzeleckiego po obu stronach płotu. Przez cztery lata zliczali tam dingo i kangury, zbierali odchody dingo, by zbadać, czym psy się żywiły, badali też zawartość składników odżywczych w glebie.

    Liczba kangurów była wysoka w obu miejscach badań po tej stronie płotu, gdzie nie występowały dingo. Naliczono tam 3245 kangurów i zaledwie 1 psa. Po drugiej stronie płotu naliczono zaś 8 kangurów i 85 dingo.

    Uczeni odkryli, że tam, gdzie dingo rzadko występowały kangury w znacznym stopniu redukowały szatę roślinną, co prowadziło do zmniejszenia ilości fosforu, azotu i węgla w glebie. Gleba była uboższa niż tam, gdzie dingo występowały częściej.

    Badania Australijczyków są kolejnymi, które pokazują, jak katastrofalne skutki dla ekosystemu ma usunięcie z niego głównego

  391. @jakub01
    Zwolnij trochę tempo, bo nie zdanżam przeczytać. Zwolnij i na chwilę się zatrzymaj, bo przerzucasz się z miśków coala na koty, z kotów na psy, z psów na bociany i z powrotem. Trudno złapać oddech, a tym bardziej pomyśleć o możliwościach ratowania tych wszystkich zagrożonych zwierzaków.

  392. mag
    10 czerwca o godz. 15:41

    Tanaka
    „Bardzo więc chętnie się dowiem, na czym to polega i jak to jest, być przyzwoitym członkiem nieprzyzwoitej od dwóch tysięcy lat organizacji. Czy ksiądz Lemański z ksiedzem Bonieckim umieją to wytłumaczyć?”

    Też chciałabym wiedzieć, a jedyne w moim odczuciu, co ich może usprawiedliwiać, to że chcieliby być reformatorami kk na swoich „odcinkach”, budzicielami księżych sumień, bo zakładam ich dobrą wolę.

    Przywołujesz chrzest. Przecież chrzci się ledwo urodzone dzieci. Już się je naznacza. Przestają być dziećmi bezprzymiotnikowymi, a stają się miniaturowymi w rozmiarze katolikami. Semel catholicus, semper catholicus – ochrzczony, nigdy nie przestaje być katolikiem. Żadne apostazje nie pomogą, sakrament jest niezmywalny. Można, co najwyżej, apostatę „wykreślić” z ksiąg parafialnych, co jest oszustwem, bowiem robi się wyłącznie adnotację o apostazji, a poprzednie dane pozostają.
    Ale przecież, w rozumieniu katolickim, papier nic nie znaczy wobec sakramentu, więc nawet gdyby wszelkie papiery spalić, nic to nie zmienia.
    Los dziecka jest przesądzony: katolik!
    Ten gwałt fudacyjny na osobie ma skutki: ciążenie w rzeczywistości życia, za pomocą szantażu religii i presji rodziny oraz otoczenia katolickiego: jak to, chcesz się zaprzeć Pana Boga? On cię miłuje, a ty na NIEGO plujesz?
    I działa! Czy takie działanie kleru in gremio oraz każdego członka kleru z osobna, włącznie z księdzem Lemańskim i Bonieckim to jest przyzwoitość?
    Oni odpowiedzi udzielają codziennie, tkwiąc i chrzcząc: TAK! To wybitna przyzwoitość, to czyn święty!

    Jeśli tak, to całkowicie odwrotne mamy pojęcia o przyzwoitości.

  393. @Mag,
    mowie o jednym – najprostrzym sposobie radzenia sobie z problemem
    rozregulowanych ekosystemow – wyrznac wszystki jak leci.
    Gdyby wczesniej nie wyrznieto dingo, kangury nie rozmnozylyby sie tak aby je mordowac, na domiar bestialsko. Gdyby wczesniej pomyslano o zadrzewieniu koala nie ginelyby z glodu i nie trzbaby bylo ich „dobrotliwie” wybijac. Zwierzeta zyja juz tylko na niewielkich „wysepkach” ziemi nalezacej do czlowieka, niebawem i te wysepki znikna. Do tego jakis szal mordu ogarnal ludzi, jakby chcieli przyspieszyc zaglade wszystkiego co zyje i swoja wlasna.

  394. @Mag,
    w Australii jest jedno zwierze niewatpliwie chronione najbardziej a reszta musi sie do tego przystosowac albo zginac. Tym zwierzeciem jest owca.

  395. @ Mag,
    ” Nowa Zelandia ma ambitny plan, aby wyeliminować wszystkie gatunki sprowadzone przez europejskich kolonizatorów (także szczury i myszy) do 2050 r.”
    Owce tez? No i jak sie ma zamiar pozbyc gryzoni? Znowu trucizna od ktorej zdechnie wiecej oposow i ptakow niz wybija koty? Czy ktos w ogole mysli o tym ? Od setek lat nie udalo sie wytepic szczurow, ktore bija nas na glowe pod wzgledem przystosowania. Jesli wybije sie koty gryzonie nie majace konkurencji ani drapieznikow (koty, dingo) zezra Australie. No i oczywiscie bedzie plaga wezy, ktore tez trzebabedzie wybic.

  396. Tanaka
    Jeśli spojrzeć na rzecz całą od strony tzw. sakramentów, czyli fundamentu i świadectwa wyznawanej wiary, nie raz o tym pisałam: chrzest to rodzaj gwałtu na bezbronnym niemowlaku. I komunia to kolejny gwałt, choć aprobowany zwłaszcza przez dziewczynki (nie tylko prezenty, ale i piękna sukienka), a w dorosłości już świadomie katolik okazjonalny bierze ślub w kościele.
    Działania zarówno „przyzwoitych”(moralnie i etycznie), jak i niegodnych księży (udzielanie różnych sakramentów przez pedofilów) dotyczą osób wierzących. Przecież księży, którzy prawdziwie wierzą w to co robią, a wierni otrzymują od nich, czego chcą, nie mogę skreślać ze swojego ateistycznego punktu widzenia jako osoby niegodne miana przyzwoitych. Tanaczku pryncypialny aż do bólu, gdzie Twoja tolerancja?

  397. Łojezusickunazareński, nie wiedziałem że w ty Australii takie mordowanie odchodzi!
    Dobrze że nie sprowadzili tam górali bo by się nadmiernie z łowieckami rozmnożyli i teraz trzeba by australijskie górowiecki wybijać…

  398. @jakub01
    Australia, a zwłaszcza Nowa Zelandia wydawała mi się jeszcze nie do końca utraconym rajem dla rzadkich okazów zwierząt.
    Czasem oglądam na TV Planet albo World boje ekologów o ratowanie ginących czworonogów czy ptaków. Pamiętam np. udaną akcję z odtworzeniem populacji wilków na terenie parku Yellowstone.
    A co z dzikim psem Dingo ? Czy da się go ocalić? Pamiętam, że był taki duszoszczipatielnyj film (radziecki!) „Dziki pies Dingo”, ale samego filmu nie pamiętam. Byłam wtedy wczesną małolatą.

  399. jakub01:stwiedzeniem:Polska jest krajem wyznaniowym itd, oznacza , ze nie wiesz co pisesz! Gdyby tak bylo zostalbys ty i i inni potakiwacze Hartmana , ukamieniowani! Lepiej zajmij sie tym co wydaje sie lepiej znasz:ochrona kangurow i szczurow w …. Australii!

  400. @xpawelek
    Na temat wstepniaka prof.Hartmana gadam na blogu Hartmana ale zdaje sie, ze twoja obecnosc ani tam ani na EP ani tutaj nie jest mile widziana. I nic dziwnego. Poza inwektywami nie masz nic do powiedzenia. Na Berdyczow koles.

  401. @Mag
    ” Psy dingo jak i inne psy są mięsożerne. Na polowanie wyruszają w nocy, polują jak inne drapieżne w szczególnośći na drobne ssaki, takie jak jaszczurki, kangury. jeśli brakuje im pozywienie żywią sie także jajami ptaków, larwami owadów oraz ptactwem wodnym. Kiedy maja ochotę zapolowac na dużą zdobycz najpierw ją gonią aby ją zmeczyć a następnie przystępują do ataku. Psy dingo zabijają tylko tyle zwierząt, ile im potrzeba do przetrwania. Zapasy pożywienia zagrzebują w ziemi na później. Niestety inaczej zachowują się kiedy uda im się przedostać do ogrodzenia z owcami. Uśmiercają wtedy o wiele więcej sztuk owiec niż potrzebują do wyżywienia, co stanowi główny powód tępienia ich przez hodowców zwierząt.”
    http://www.drapiezniki.pl/795-pies-dingo.html
    Strzelanie do zwierzat jest widac tansze niz zwykly elektryczny pastuch lub solidne ogrodzenie. Najwazniejsza jest bowiem -owca! Z dingo, kangurow czy koala farmerzy australijscy zysku nie maja, a turysci niech
    sie pogapia w zoo. Zreszta moga u siebie, Australii do tego nie potrzeba.

  402. Dingo: zagrożenie dla Australijczyków?
    Spokojny piesek? Pozory mogą mylić…
    W Australii 9-letni chłopiec został w niedzielę pogryziony na śmierć, a jego 7-letni kolega – ciężko poturbowany przez dwa psy dingo. To zdarzenie sprawiło, że społeczność stanu Queensland zaczęła się domagać odstrzału wszystkich dzikich psów.
    Tymczasem John Sinclair, jeden z obrońców dzikich psów, apeluje o ich oszczędzenie. Opinia publiczna domaga się krwi, ale nie można zabijać tych zwierząt. W przeciwnym razie w stanie Queensland nie będzie już niedługo ani jednego dingo – mówił Sinclair.”
    https://wiadomosci.wp.pl/dingo-zagrozenie-dla-australijczykow-6109381406626945a
    Dlaczego dingo nagle staly sie zagrozeniem? O iloe pamietam przez ostatnie pol wieku nie wadzily szczegolnie nikomu, a przynajmniej nie w tej mierze co obecnie. Wyjasnienie jest proste, brakuje im miejsca do zycia i naturalnego pozywienia.

  403. @Mag
    Otoz to – „opinia publiczna domaga sie krwi”.

  404. @ Mag,
    ludzi ogarnal jakis amok. Tepia zwierzeta masowo, na potege, w sposob bestialski.Oczywiscie zawsze znajdzie sie jakies „usprawiedliwienie”, jakas racjonalizacja tego typu zbrodni. Tu nie chodzi o polowania (to tez) ale o masowe mordy, o ktorych co jakis czas slysze. W Libanie mordowanie milionow ptakow a glownie bocianow, to przeciez tez nie jakas tradycja, tylko calkiem nowe „hobby”. Swiat oszalal Mag.

  405. jakub01

    Jeśli pozwolisz ja również uprzejmie proszę o trochę mniej wpisów.

  406. Hartman i tacy jak ty nie znosicie ludzi ktorzy operuja faktami! Zajmuj sie dalej szczurami i kangurami:tu mozesz zmyslac!

  407. @Nefer
    @Mag
    Wybaczcie, ale chodzi o mord,wiec dlatego pozwolilam sobie tak obszernie.
    Prosze tylko jeszcze o przeczytanie zalaczonego linku.

    Zwierzaki
    Wakacje – czas pozbyć się psa? Latem porzucamy nawet 40 proc. zwierząt więcej ”
    http://wyborcza.pl/1,148125,18279775,Wakacje___czas_pozbyc_sie_psa__Latem_porzucamy_nawet.html

  408. x pawelek
    U Hartmana i na blogu EP cie pogoniono i zrobili to blogowicze, wiec probujesz swoja frustracje wyladowac na innym blogu. Facet lecz sie albo idz do kosciola albo diabli wiedza gdzie, ale nie nudz na blogu. Czego ty chlopino chcesz? Mnie twoje enuncjacje kompletnie nie obchodza i watpie aby obchodzily kogokolwiek.

  409. @ To wszystko w sprawie mordowania zwierzat. Wiecej tematu nie porusze, bo wiem, ze zdecydowanie przekroczylam czas , ale jak sadze rozumiecie, ze nie moglam krocej.

  410. nie chciałabym nadużywać Waszej cierpliwości, ale myślę, że warto poprzeć ten protest.
    Chodzi o okrojenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego o 5 ha na rzecz jakiegoś zakonu, który nie ma żadnych praw i roszczeń do tych terenów, którym nawet minister Szyszko odmówił przekazania ponad 150 lat temu zabranych terenów. Rząd PIS nie mogąc przyznać zakonowi terenu ŚPN postanowił okroić jego powierzchnię.

    https://bip.kprm.gov.pl/kpr/form/r3373137946,Projekt-rozporzadzenia-Rady-Ministrow-w-sprawie-Swietokrzyskiego-Parku-Narodoweg.html

    szczegóły na stronach OKO -Press

  411. @jakub01 – nie zwalniaj. Przed laty toczyła się tutaj rozmowa na temat odstrzału zdziczałych kotów w Australii i całe towarzystwo LA przegłosowało – problem ma być rozwiązany wedle ludzkich czyli nieludzkich standardów.
    Dalej koleżeństwo nie pojmuje okrucieństwa takich działań, będą płakać nad własnym zranionym paluszkiem i spokojnie znosić cierpienia trutych czy postrzelonych zwierząt, zamordowanych w imię ludzkich wartości.
    @mag, to prawda – nie wszystkie koty polują, z naszych 6-ciu przygarniętych ofiar ludzkiej bezmyślności i wygodnictwa poluje tylko jeden, czasem udaje się nam uratować zdobycz, przyznaję że rzadko. Przy okazji – żartowanie z nicka jest tak głupie i dziecinne że można to jedynie zakwalifikować jako starcze zdziecinnienie.
    @Ewa-Joanna w twoich komentarzach znajduję pogardę i niechęć do Aborygenów którzy mieli czelność zamieszkiwać w Australii i na dodatek przetrwać rzeźń białych osadników, tu cytuję:
    ” Przez ponad 100 lat ludność ta ginęła wskutek konfliktów z białymi osadnikami, z powodu braku pożywienia i nieznanych chorób, co spowodowało, że na początku XX wieku uznano ich za lud wymierający…”
    Zadowolona?, co mnie zastanawia a ciebie powinno zaniepokoić to bezrozumne pragnienie utożsamiania się białymi kolonizatorami którzy stworzyli ten kraj. Niestety można powiedzieć metodami „po trupach”, w tym również angielskich dzieci, najczęściej sierot czy z ubogich domów wysyłanych na ten kontynent aż do 1964 roku. Pomyśl, gdybyś ty, mag, czy ja byłybyśmy sierotkami w Królestwie bardzo prawdopodobne że skrzywdzono by nas już na statku płynącym przez ocean a później już bezustannie w klasztorach czy na farmach gdzie te dzieciaki były zatrudniane do pracy.
    Dlaczego o tym piszę? – bo w uwielbienie trzeba również kontrolować (patrz @Tanaka), znać i przyjąć odpowiedzialność za historię w którym jest się obywatelem. Jesteśmy w podobnej sytuacji, z tym że ja nie oceniam wszystkich dokonań osadników na tym lądzie jako moralnych i obiektywnych. Znajduję takie postawy na blogach, służalczość, zakłamywanie prawdy, wybielanie rzeczywistości, nie jesteś osamotniona.
    @Nefer, tu zaprotestuję. Akurat te komentarze są ważne i potrzebne dla zrozumienia roli człowieka w przyrodzie gdzie jest jeszcze jednym zwierzęciem z tym że nie respektuje jej praw. O żałosnym końcu cywilizacji podałam wczoraj link, chyba nie skorzystałaś z pomocy Google w zaznajomieniu się z treścią.
    Aha, twoje protesty przeciwko głupawym, infantylnym tekstom na blogach typu ziewnięcie, okazanie znużenia, są widoczne – myślę wtedy dlaczego nie masz odwagi zaprotestować z całą mocą. Starch przed wykluczeniem?

    Ps. Przepraszam, zajęło to więcej czasu niż pół godziny, bo tyle mam bezczynności pomiędzy lekiem na czczo a śniadaniem. Na szczęście już nie pada.

  412. /ziewnięcie/

    Nie przepadam za tybetańskimi młynkami.

  413. W zasadzie na blogu LA czytam wszystko…
    Ale ten młynek dawno przekroczył wszelkie granice.
    „Między lekiem na czczo a śniadaniem” można było na przykład nakarmić kota.

  414. po śniadaniu,
    Szkoda że takie płytkie refleksje, właściwie żadne na temat zabijania. Lepiej kręcić na swój temat, o sobie, o swoich zdjęciach, o swojej nodze, o własnej głowie pochylonej za wstydu że tak a nie inna partia sprawuje właśnie rządy, mimo że różni się od pożądanej jedynie nazwą…
    @a marginesie – koty w tym domu jedzą pierwsze, można powiedzieć że karmi się je na śpiąco. Nie wygląda na to żebyś opiekowała się kimkolwiek lub czymkolwiek poza sobą.
    Teraz już naprawdę* żegnam.

    *piszemy razem- nie osobno

  415. No szkoda, gównoburza się nie udała

  416. jakub01:u Hartmana moga tylko pisac potakiwacze ,tacy jak ty ! Fakty tego niby dziennikarza nie obchodza :potakuj dalej i zajmuj sie zwierzatkami= tylko to znasz , byc moze lepiej niz polityke!

  417. @żabka konająca 11 czerwca o godz. 0:18
    “Teraz to już naprawdę”- po raz który? Pisz albo nie pisz, mnie jest przecież ganz egal. Ale nie zachęcaj do wodolejstwa „kopiuj – wklej”.
    Uwagi Nefer – i również moje – akurat ciebie niespecjalnie dotyczyły.
    A twój komentarz o leku na czczo przypisałam przez pomyłkę komu innemu – za co przepraszam.

  418. Na marginesie
    11 czerwca o godz. 0:34

    W ogóle nie zauważyłam (przewinęłam?) jakiegoś wpisu a tu że zdziwieniem czytam (dobra, przelatuję wzrokiem) że miałam jakieś linki otwierać, pacz pani co się wyrabia.

    Gdyby mi się chciało zdenerwować to może bym się zdenerwowała ale akurat fajny odcinek DS9 leci /wzruszenie ramion/

  419. @Tanaka
    A czegóż więcej od mnie chcesz? Podałam ci linkę, wyraziłam swoje odrębne zdanie na temat zachwytów w Wiki i sensacyjnych artykułach w gazetach, że to moda na „dobrych dzikich” i że czasu nie wrócisz, mleko jest rozlane.
    Oburzyło moje stwierdzenie brud, smród jako rasistowskie. Nie, to skrzecząca rzeczywistość. Bardzo skomplikowana rzeczywistość. Historii zmienić się nie da, usiłuje się zmienić teraźniejszość. Gdzieniegdzie się udaje, tam gdzie elders czyli owi starsi ( choć znaczeniowo nie jest to synonim) zrozumieli że to oni powinni zadziałać, bo nikt za nich tego nie zrobi. Więc prowadzą turystyczne gospodarstwa czy przedsiębiorstwa i powoli wyłażą z dołka.
    Pozytywny i budzący nadzieję jest fakt coraz większego zrozumienia tego faktu w społecznościach
    https://www.abc.net.au/news/2018-12-28/what-the-yarrabah-community-did-to-solve-its-suicide-crisis/10507786
    https://en.wikipedia.org/wiki/Category:Aboriginal_communities_in_Queensland
    Jak będziesz miał czas to poczytaj sobie linki choćby z tego hasła ‚queensland aboriginal communities’ dużo tego, zarówno rządowe jak i regionalne.
    *
    @wszyscy przejęci i oburzeni
    którzy zapominają, że Australia choć na globusie czy mapie świata wygląda taka mała to kontynent. Głównie pustynny, słabo nadający się do zamieszkania poza pasem przybrzeżnym. Utrzymanie infrastruktury zapewniającej sprawne funkcjonowanie jest kosztowne. Drogi są istotne ponieważ to krwioobieg gospodarczy, większość transportu to transport drogowy inaczej się nie da dotrzeć do wszystkich. Przelotowe drogi mają ogrodzenia zabezpieczjące zwierzęta.
    Można się mądrzyć siedząc na kanapie w Europie, na temat elektrycznego pastucha jak się nie ma pojęcia o wielkości tutejszych farm hodowlanych
    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_the_largest_stations_in_Australia
    Problemem ekologicznym jest upór farmerów i niedostosowanie się do warunków lokalnych – fakt, niszczą w sposób nieodpowiedzialny, choć młodsze pokolenie już usiłuje co nieco robić. Praca na lata.
    Dingo – nie wiem czy gdziekolwiek poza Fraser Island istnieje jeszcze czystej krwi dingo, ponieważ mogą się one mieszać z psami domowymi. Australijska rasa psów pasterskich kelpie i cattle dog powstała ze skrzyżowania z dingo.
    Jako jedyny drapieżnik dingo stał się szybko wrogiem nr 1 hodowców i pod pretekstem polowania na dzikie psy wiele dingo wybito. Dingo atakują ludzi również. Moim zdaniem ludzi wina, ale każdy dingo atakujący człowieka zostaje zabity. Moim zdaniem większość problemów to wina ludzi no i co z tego? Psińco.
    Koale są już na granicy wyginięcia. W zastraszającym tempie giną mniejsze gatunki, nawet trudno czasem zauważyć, że ich nie ma.
    A u was jest inaczej? Guzik prawda. Chłop żywemu nie przepuści, mentalność biblijna ( większość rolników to ludzie wierzący) zakłada wyższość potrzeb człowieka nad potrzebami zwierząt.
    A jeszcze jak dochodzi do tego tradycja… My tu w Australii oglądamy wieloryby i zachwycamy się nimi, a cywilizowani Norwegowie wybijają je masowo. Głodni?
    To jak widzicie można tak długo i mało skutecznie obrzucać się oskarżeniami poprawiając jednocześnie własne samopoczucie zamiast walnąć się w piersi i powiedzieć – moja wina. Dzikie koty nie wzięły się z powietrza, ale z ‚dobroci’ i skąpstwa człowieka. No bo jakże to zabić takie małe koteczki? Lepiej wypuścić… No i przecież kot ma taką naturę, musi polować i musi łazić. No i poluje. A ja zbieram w swoim ogrodzie trofea owych polowań.
    Koniec tematu, więcej nie będzie.

  420. Sorki za skursywienie. Skleroza.

  421. @Ewa-Joanna
    „A u was jest inaczej?”
    Rzecz w tym, ze nigdzie nie jest inaczej. Ani u was ani u nas ani u nich.
    Zwierzeta sa mordowane masowo wszedzie. Nie tylko hodowane na rzez
    ale i dzikie. Wiem, pastuchy elektryczne to nie w Australii ale ogrodzenia przeciez sa.

  422. @Ew-Joanna
    „To jak widzicie można tak długo i mało skutecznie obrzucać się oskarżeniami poprawiając jednocześnie własne samopoczucie zamiast walnąć się w piersi i powiedzieć – moja wina”.
    Akurat moja nie, wiec sie nie zamierzam kajac za grzechy niepopelnione. Opiekuje sie bezdomnymi zwierzetami (w tym dzikimi kotami ) i robie wszystko aby sie nie mnozyly. Sterylizuje zwierzeta za wlasne pieniadze a w najgorszym wypadku sypie do karmy srodki antykoncepcyjne jesli sa to koty dzikie i nie sposob ich polapac ani utrzymac gdzies w zamknieciu po sterylizacji lub kastracji. Wspolpracuje z tut. klinika wet. Koty bezdomne i dzikie sa wszedzie ale w Hiszpanii sie ich nie morduje. Glownie poluja na myszy, nornice i ryjowki na ptaki znacznie rzadziej. Wiem po swoich kotach.
    Nie prawda jest tez, ze „lepiej male koteczki wypuscic”. Otoz male koteczki wypuszczone na wolnosc nie maja szans na przezycie. Musza nauczyc sie polowac i znajdowac wode a takze unikac niebezpieczenstw od matki. A to trwa pare miesiecy.

  423. Ależ te blogowe kmiotki to są: kręcą na swój temat, o sobie, o swoich zdjęciach, o swojej nodze, o własnej głowie pochylonej za wstydu, że taka a nie inna partia, i zero refleksji na temat zabijania żywych myszy przez koty. Przecież tak nie może być! Trzeba biedactwa ratować, wydzierać kotom z pyska. Wszystkim drapieżcom wydzierać – krokodylom, lwom, wilkom. Dobry Bóg chciał dobrze, ale jak zwykle się pomylił, więc trzeba zdecydowanie odbierać lwom antylopy i tłumaczyć, że one też chcą żyć. Ja jestem douczona, więc rozumiem, że lwy nie od razu będą siano żuć, ale kiedyś przecież trzeba zacząć. Kto to słyszał, żeby w mądrze urządzonym świecie jedne życia zjadały drugie. Nasz jest niemądrze urządzony i wiem, że żeby żyć, trza jeść, ale przecież można jeść ciastka. Ten blog jest głupi i niedouczony. To można to zmienić, jak się chce. Chciejcie! Przekażcie wszelkiemu stworzeniu znak pokoju i nieście dobrą nowinę: błogosławieni, którzy jedzą ciastka. Będą zbawieni.

    To powiedziałam ja ateistka od Franciszka. Nie papieża – on jest głupi – ateistka od świętego Franciszka, który rozmawiał z rybami, jako i ja teraz rozmawiam. Bądźmy wszyscy rybami, antylopami, lwami. Kochajcie się. Kochajmy się, bo kochanie jest dobre.

    Och, kurwa, jak ja nie cierpię tego głupiego kołtuńskiego blogu, a zwłaszcza pomobocka, co o swojej nodze bez końca opowiada!

  424. @ Ewa-Joanna
    Litosciwe wypuszczanie malych koteczkow na wolnosc, to skazanie zwiarzat na powolna smierc z glodu, pragnienia lub rozszarpanie przez drapiezniki, o najgorszych czyli ludziach nie mowiac.
    Trzeba byc wyjatkowo okrutnym lub glupim aby sadzic, ze „kotka sie wypuszcza na wolnosc”. Kotka sie wyrzuca i tyle „czyszczac” sobie skarlale sumionko przekonaniem, ze kotek sobie poradzi. G…prawda. Kotek skona w potwornym cierpieniu o ile jakis drapieznik litosciwie nie skroci jego meki. To nie kotki wyrzucane z domu stanowia zagrozenie dla innych zwierzat ale dziko mnozace sie zwierzeta. A na to sa sposoby bez uciekania sie do rzezi. Oczywiscie wymordowanie jest najtansze i najprostsze.

  425. jakub01
    10 czerwca o godz. 21:45

    Ile razy się o czymś takim dowiaduję, zawsze dostaję kurwicy.
    Jako dzieciak, bywałem na wsi, nieczęsto ale aż nadto wystarczająco: praktycznie każdy pies od „pilnowania dobytku” był torturowany, co najmniej za krótkim, za ciężkim łańcuchem, w ogóle – przywiązaniem do budy, zaniedbaniem i przede wszystkim – traktowaniem jako przedmiot od szczekania.
    O zwierzętach pozostałych nie wspomnę.
    W każdym razie odechciało mi się „uroków wsi” i uroków polskiego katolika wsiowego i miejskiego, co żywemu nie przepuści.

  426. wbocek
    11 czerwca o godz. 9:29


    To powiedziałam ja ateistka od Franciszka. Nie papieża – on jest głupi – ateistka od świętego Franciszka, który rozmawiał z rybami, jako i ja teraz rozmawiam. Bądźmy wszyscy rybami, antylopami, lwami. Kochajcie się. Kochajmy się, bo kochanie jest dobre.

    Kolega święty Franciszek to był mily gość. Rozmawiał z ptaszkami i rybkami i ogólnie – kochał wszystkie zwierzątka.
    W niczym mu to jednak nie przeszkadzało odrąbać świniakowi nogę, żeby nie łaził gdzie chce, tylko lazł tam, gdzie mu święty Franciszek każe. A że nie miał akurat sznura jako tej smyczy dla świniaka, to, wraz z towarzyszami drogi postanowili świni nogę odrąbać.
    Mniejsza mobilność = większa grzeczność.

    Tak to kolega święty Franciszek kochał zwierzątka. Całkiem jak Polak-katolik co żywemu nie przepuści.
    Kochał użytecznie, albowiem zwierzątko było dowodem na cudność bozi. Obiekt dowodowy, a nie zwierzątko samo przez się.
    I dlatego te skutki.

    Och, kurwa, jak ja nie cierpię tego głupiego kołtuńskiego blogu, a zwłaszcza pomobocka, co o swojej nodze bez końca opowiada!

    Tak jest, tylko że odwrotnie: jest Święte Jezioro i jego biskup Pombocek, to święte jest i kolano. Kolana nie odrąbujemy, metodą na świętego Franciszka, tylko do niego mówimy paciorki.

  427. Tanaka
    11 czerwca o godz. 9:40

    Wiedziałam, że wszyscy tu jesteście jak jeden mąż i jedna dypa pod spodem katoliki i mówicie paciorki.

  428. wbocek
    11 czerwca o godz. 9:50

    No pewno, że jo! Bo Szydło zawsze wylezie. Z wora, alboco.

  429. „GOOOOOOOL! To już jest pogrom! Prowadzimy z Izraelem 4:0!” – taki post opublikował PZPN na swoim profilu facebookowym. Rzecznik związku po zwróceniu uwagi: „Jeśli mielibyśmy takie podejście, to nie moglibyśmy używać słowa »spalony«”.

    Trwają eliminacje do Euro 2020. W poniedziałek polska reprezentacja rozegrała kolejny, czwarty mecz, tym razem z Izraelem. Czterobramkowe zwycięstwo daje Polakom w sumie 12 punktów i pięć przewagi właśnie nad Izraelem. Jeszcze wczoraj pisaliśmy, że Jerzy Brzęczek i jego kadra mogą już cieszyć się wakacjami. Ale osoby odpowiedzialne za obsługę mediów społecznościowych PZPN – już niekoniecznie.

    Mecz relacjonowano na profilu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Oficjalny fanpage „Łączy nas piłka” ma szerokie grono odbiorców – ponad milion fanów.

    Radość z czwartej bramki dla polskiej reprezentacji, strzelonej przez Damiana Kądziora, opatrzono następującym komentarzem: „GOOOOOOOL! To już jest pogrom! Prowadzimy z Izraelem 4:0!”. Nacechowany antysemicko wpis, mimo upływu kilkunastu godzin od publikacji, wciąż znajduje się na stronie.

    „Pogrom” to termin, którym określano krwawe wystąpienia przeciw ludności żydowskiej w Rosji w 1880–81, ale upowszechnił się w świecie jako nazwa wszystkich antyżydowskich wystąpień zbiorowych w historii. Do pogromów dochodziło także w Polsce, najgłośniejszy był w Jedwabnem (1941, zginęło 340 osób) i w Kielcach (1946, zginęły 42 osoby, ponad 100 poniosło rany).
    PZPN: nie ma problemu

    Jakub Kwiatkowski, rzecznik związku, poproszony przez nas o komentarz, powiedział: – Proszę nie doszukiwać się tu żadnych kontekstów. W meczach często używa się słowa „pogrom”. Jeśli mielibyśmy takie podejście, to nie moglibyśmy używać w relacjach z meczów słowa „spalony”. Może to słowo było niezręczne, bo niepotrzebnie budzi – jak widać – takie emocje.

    A co na to fani piłki? Pod postem znalazły się liczne antysemickie wpisy: „Normalnie holokaust”, „To już jest pogrom LOL”, „No i rozstrzelali ich”, „Pogrom adekwatnie do kraju”. Zaledwie kilku komentujących zwróciło uwagę na to, że „pogrom”, ze względu na trudną polsko-żydowską historię, nie powinien się pojawić: „Pogrom? Wiecie że gramy z Izraelem?”, „Komentarz do wyniku niefortunny albo zwyczajnie głupi”.

    Kwiatkowski tłumaczy, że nie widział komentarzy internautów zamieszczonych pod wpisem, ale poleci przyjrzeć się sprawie. Uspokaja, że hymn Izraela był oklaskiwany przez 57 tys. osób na Stadionie Narodowym. Za fanpage PZPN odpowiada – jak mówi „Polityce” – grupa młodych, ok. 20-letnich osób. Sam mecz przebiegł spokojnie, nie doszło do żadnych incydentów.

    Czytaj także: Po meczu z Izraelem. Spokojne wakacje reprezentacji

    To nie pierwsza sytuacja, gdy w oburzający sposób użyto kontekstu historycznego na profilach facebookowych. Na stronie reklamującej wódkę Extra Żytnia w 2015 r. opublikowano zdjęcie grupy mężczyzn niosących śmiertelnie rannego Michała Adamowicza, ofiarę wydarzeń w Lubinie z 31 sierpnia 1982 r. Zdjęcie zostało opatrzone opisem: „KacVegas? Scenariusz pisany przez Żytnią”. Wybuchł skandal, producent zdjął zdjęcie, tłumacząc się niewiedzą.

    Redakcja

    ******************************************************

    –Larry! Słuchaj, będziesz moim niewolnikiem!

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2019/05/28/ciemno-wszedzie/#comment-568288

    @Lewy 1 czerwca o godz. 12:04
    @zza kałuży
    No tak, trochę przesadziłes z tym niewolnikiem, w kontekście historycznym to był zgrzyt. To tak jakbyś powiedział Żydowi ; Przydałbyś się jako podpałka do pieca. (Takie żarty sobie stroją nasze łajt pałery). To są sytuacje graniczne, tych granic nie wolno przekraczac.

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2019/05/28/ciemno-wszedzie/#comment-568292

    ******************************************************

    Ile kłopotów by sobie rzecznik PZPN zaoszczędził, gdyby czytał LA3.0!

  430. oczywiście „wstrząsająCY raport GW”.

  431. Pytanie niewinne do wielbicieli własnych kotów: dlaczego pozwalacie im się włóczyć? Kot jest drapieżnikiem i nic na to nie poradzi. Dlatego będzie polować na wszystko co żyje. Tłumaczenie jakuba że „mój dzidziuś to raczej nie poluje na ptaki, bo ja przecież sama widzę i stwierdzam” – jest absurdalne. Właściciel kota nie jest w stanie sprawdzić, co wyprawia puszczony samopas kot.

    A tekścik żabki konającej 11 czerwca o godz. 0:18
    Szkoda że takie płytkie refleksje, właściwie żadne na temat zabijania. Lepiej kręcić na swój temat (…)
    @a marginesie – koty w tym domu jedzą pierwsze, można powiedzieć że karmi się je na śpiąco. Nie wygląda na to żebyś opiekowała się kimkolwiek lub czymkolwiek poza sobą.

    Jest już w ogóle majsterszykiem idiotyzmu.

    Z drugiej strony wiele osób po prostu nigdy nie wypuszcza kota z domu. Ale to byłoby zapewne dręczenie… kota? Kot ma przecież swoje prawa. Zaciekle bronimy praw zwierząt w Australii. Tylko ptaki i ropuchy w ogrodzie, w tym również cudzym (bo mój nie zna granic ni kordonów) – tylko one nie mają żadnych praw… Czuły poddany nakarmi kota „na śpiąco”. I tylko wredna @a marginesie zapewne „nikim się nie opiekuje”. Ajajaj!

  432. Poprawka: Bo mój kot nie zna granic ni kordonów

  433. P.S. Rozumiem, że dla wielu samotnych osób domowy kot jest surogatem dziecka czy w ogóle jakiejś ludzkiej obecności. Ale spełnianie zachcianek kota „na śpiąco”? Please. Mogę potwierdzić, że we Włoszech i Hiszpanii bezdomne koty są dokarmiane przez różne babcie i dziadziów z miękkim serduszkiem (bo kot też człowiek). No a poza tym łagodny klimat… Dlatego każdy hiszpański park jest przesiąknięty smrodem kociego moczu.

  434. Spieszę się wytłumaczyć. Moja kota nie wychodzi, mieszka sobie w domu, mając do dyspozycji cały lokal. Jedynie na balkon, a i to z dużym umiarem. Trafiła wbrew mojej woli, moja żona i synek uparli się, żeby ją zostawić. Synka bym dał radę spacyfikować.
    Na żadne ptaszki, żaby i inne nie poluje, dostaje do michy co pańcio uzna za stosowne nałożyć. Najwyżej jak się jakiś konik polny albo chrabąszcz zabłąka na moje trzecie piętro.
    Poza tym jakiekolwiek wyjście na zewnątrz jest dla niej tak traumatyczne, że ograniczam je do sytuacji koniecznych, jak na przykład ostatnie wyjścia do firmy w celu zrobienia badań. Więc chyba mogę się czuć usprawiedliwiony w oczach zarówno obrońców, jak i przeciwników kotów.

  435. @paradox57 11 czerwca o godz. 15:23
    Dzięki za input. Ja nigdy ciebie nie posądzałam o brak rozsądku 🙂

  436. paradox57
    11 czerwca o godz. 15:23

    bo twój kot z miasta Łodzi pochodzi 🙂 ? Kot domowy doniczkowy to odmiana najcenniejsza. Też takiego dawno temu śmy znajdę posiadali, sypiał czasem – kaskader jeden – na barierce (mniej niż 10 cm szerokości) balkonu na V. piętrze, nocami łazikował po balkonach sąsiedzkich. Aż razu jednego wziął był zniknął. Wybrał wolność totalną. Lato, pod oknami park ze starodrzewem…. pewnie się wynajął za znajdę gdzie indziej.

  437. Ja nie mam kota, sąsiedzi mają koty. Całą zimę był karmnik w ogrodzie dla ptaszków, a potem znalezione trzy kupy piór tychże ptaszków w różnych częściach ogrodu.

  438. @Na marginesie 15:32

    Dzięki, ale z tym rozsądkiem to u mnie nie do końca. Gdybym był rozsądny, bym żadnego zwierza w domu nie trzymał. Bo uważam, że kto jak kto, ale wet nie powinien mieć w domu. Czego najdobitniej doświadczyłem na własnym przykładzie. I dobrze mi tak.

  439. Na marginesie
    11 czerwca o godz. 15:05

    Namarginesko, nie chciałbym urazić jakubka, którą kiedyś tu z powodu moje krzywe oko uraziłem, ale moje stare przekonanie, że sprawcami nieszczęść zwierząt udomowionych – np. wyrzucanie na bruk – są miłośnicy zwierząt. Nie dlatego, że oni sami miłują, ale dlatego że stworzyli modę na trzymanie zwierząt w mieszkaniach. Już nie robię wymówki o to, że kiedy wchodzę na moje szóste piętro lub schodzę, na trzech mijanych piętrach rozlega się wściekłe szczekanie, które słyszy cały blok, ale o tym, że sezonowi miłośnicy znudzeni żywą zabawką bez skrupułów ją wyrzucają. W dziewięćdziesiątych latach, kiedy szalała inflacja, bezrobocie, Urban pisał o sprzedaży nerek, a biorcy kredytów popełniali samobójstwa, zasuwając w lesie, spotykałem bezdomne psy. Trzymały się parami lub sporymi – 5, 6, 8 sztuk – sforami. Nie wiem jak powszechne to było zjawisko, na własne oczy mogłem widzieć sześć, siedem grup wyrzutków. Raz nawet przeżyłem ciężki stres, kiedy wracałem w nocy piechotą od kolegi z wioski odległej o 12 km od mojej sadyby. Idąc szosą wśród przykoszalińskich lasów, usłyszałem liczne psie głosy. Nie przejąłem się, bo głosy były kundlowate. Ale jak usłyszałem nagle głęboki bas na miarę kaukaskiego owczarka, to się przejąłem. A najbardziej zapamiętałem parkę. Duży pies wielkości niemieckiego owczarka, a przed nim – kundelek dwa razy mniejszy od Krawacika, którego karmię. Ślepy mógł widzieć, że ten mały jest alfa. Pośmialiśmy się z kolegami i trochę im daliśmy na ruszt.

    A mój brat miał kłopot z grzebaniem zmarłego kota moich kuzynów. Kuzyn – częściowo sparaliżowany, jego żona – po szpitalu z powodu połamana na schodach jako czterodrzwiowa szafa (co dzień obowiązkowo golonka – obojętne, czy na śniadanie, czy na obiad, czy na kolację). Pogrzebowy kłopot brata polegał na tym, że kot ważył 25 kilo.

    Z domowych zwierzaków, które nie mają żadnych obowiązków prócz być, czyli są niekoniecznym dodatkiem do ludzkiego życia, przyjemnością, fanaberią, człowiekowate nie zrezygnują tak samo, jak nie zrezygnują z blaszaka, dokąd nie zgaśnie słońce albo się ziemia nie zacznie w drugą stronę kręcić.

  440. @mag 11 czerwca o godz. 14:03
    oczywiście „wstrząsająCY raport GW”.
    To akurat była polityka.pl 😉

  441. @zza kaluży
    Zalinkowałam raport do przeczytania w GW, na polityce.pl nie znalazłam. Zresztą jakie to ma znaczenie, gdzie? Ważne jest co, a to CO poraża.
    Kto pogoni wreszcie epidiaskopy? Na ich poczucie winy, samooczyszczenie się, a tym bardziej zadośćuczynienie choćby w postaci odszkodowań dla ofiar nie ma co liczyć.

  442. @Na marginesie
    Przez 18 lat mojego pobytu w Hiszpanii nie zauwazylam aby w jakimkolwiek parku cuchnelo kocimi odchodami. To bzdura. Koty dziko zyjace przewaznie mieszkaja da campo, na terenach sadow cytrusowych, takze tych juz wycietych, lub w porcie, gdzie otrzymuja resztki ryb, ale glownie poluja na szczury a ich populacja raczej jest ustalona. Zajmuje sie nimi od lat i jestem w stalym kontakcie z grupa wolontariuszy wiec wiem o czym mowie. Tu jest obowiazek sterylizowania lub kastrowania kota. A co do kociej diety, to oczywiscie,ze jestem w stanie zauwazyc co moje dzikie koty znosza do drewutni, gdzie maja swoja kryjowke, podobnie jak moj kot rezydent, ktory daleko od domu sie nie oddala i czesto przynosi swoj lup pod drzwi. Czasem bywaja to ptaki, znacznie czesciej gryzonie.

  443. @those-who-don’t-have-pets
    Moje relacje z domowymi psami i kotami nigdy nie układały się dobrze. Odkąd pamiętam, wiek moze 4-5 lat, konkurowały z moją potrzeba przestrzeni. Bo oczywiście w tym wieku latem punktem honoru dla mnie było wybudowanie nowego, lepszego zamku w piaskownicy, a to trzeba było zacząć od wygrabienia kocich wiadomo czego. Do dzis to pamietam, bo zapachy (nie tylko wiejskiego świeżo wypieczonego chleba) zapamiętuje się na długo, a ten smród wywoływał u mnie torsje. Również psy, te puszczane wolno i niby domowe, uwielbialy pogonić i obszczekać takiego bajtla, popisując się przed właścicielem jakie one bojowe. Oczywiscie i były te zdziczałe, w lesie, ale to rzadziej i później, gdy już miałem rower i dobrze dopasowany kij „w razie czego”. Lata później, po naleganiach latorosli, zamieszkał u nas kocur czarny jak samo dno kotla ze smola. Nazywałem go belzebub. Polował na wszystko, nawet na mnie. Kiedyś wskoczył mi na łydke i wbił się w nią czterema łapami i zębami … rodzina byla zachwycona bojowoscia koteczka, ja mniej :(. No ale, stare dzieje. Z nowszych peregrynacji to może taka anegdotka. Lubię się czasem włóczyć sam po szlakach górskich. Pewnego razu, gdy schodziłam do doliny, zbliżyłem się do szlaku bardziej uczęszczanego i wtedy nagle wyskoczyły na mnie trzy duże owczarki niemieckie(?). Na szczęście miałem kijki (hiking poles), co być może trochę je powstrzymało. Po za długiej jak dla mnie chwili z pobliskich krzaków wyszedł właściciel jeszcze poprawiając spodnie i je przywołał do siebie. Cerbery oczywiscie z niesmakiem niedokończonej dobrej zabawy niespiesznie podreptały do pana i władcy zadowolonego, jak mniemam, że ma takich wspaniałych obrońców i nikt go nie zaskoczy, gdy on w tych krzakach, na łonie natury sobie dogadza.
    No i tak …, może dlatego do dziś pamiętam ten dialog z filmu „The Departed”
    Billy Costigan: [looking around in her home] You don’t have any cats.
    Madolyn: No.
    Billy Costigan: I like that.

  444. mag
    11 czerwca o godz. 17:58

    Kto pogoni wreszcie epidiaskopy?

    Epidiaskopów nikt nie pogoni.
    Ewentualnie pogonią ich jacyś my.

    Tak jest napisane w preambule konstytucji: my, obywatele.
    Taki żarcik z tymi obywatelami.

  445. Panie i panowie, żar leje się z nieba. Idzie lato. Znaczy: pora ruszać w drogę, wakacje się zaczynają. Różne przedsiębiorstwa obiecują cudowne przeżycia i aktywny wypoczynek, ale tej oferty nic nie przebije.
    Zapraszam do zapoznania się z ofertą nie do odrzucenia.

  446. @wbocku,
    w niczym mnie nie urazasz ale ja akurat zajmuje sie zwierzetami porzuconymi . Trudno abym nie reagowala na rozpaczliwe wolanie o pomoc dwutygodniowego kota przez kogos wyrzuconego. Dzikie koty maja bardzo male mioty, ktore czesto w calosci gina zagryzane przez samce. Ich populacja sie nie powieksza ani nie bardzo zmniejsza przynajmniej na moim terenie, gdzie je obserwuje. Tutaj to glownie problem wody. Z tego samego powodu zajmuje sie kotami z jakiego ty zajmujesz sie krawacikiem. Moj syn tez przygarnal malenkiego kota, znajde ledwo zywego z glodu. Natomiast jestem przeciwnikiem trzymania zwierzat w domu, zwlaszcza w miescie. Lacznie z ptaszkami w klatce i rybkami w akwarium. Na wsi tez juz chyba i w Polsce stac ludzi na zamontowanie sobie alarmu w domu zamiast trzymania psa. Tu trzymac psa na lancuchu nie wolno, pies musi miec czip i co roku przechodzic kontrole weterynaryjna, no i jest cos takiego jak policia ecologica lub policia local, gdzie takze trzeba zglaszac przypadki znalezienia bezpanskich zwierzat. Tak wiec wbocku zgadzam sie w zupelnosci, ze trzymanie zwierzat, ktore sprawia frajde czlowiekowi rzadko daje przyjemnosc zwierzeciu poza tymi, ktore maja rzeczywiscie odpowiednie warunki. Jaki jest sens trzymania psa malamuta albo husky na 10 pietrze w mieszkaniu? To powinno byc stanowczo zakazane ( w Hiszpanii jest).Ludzie ida do pracy, szkoly, a pies siedzi w wiezieniu.
    Tylko, ze nie tyle chodzi o milosnikow zwierzat ile o nieodpowiedzialnych ludzi. Np. uszczesliwiajacych kogos podarkiem w postaci zwierzecia.

  447. @wbocku
    milosnicy zwierzat nie stworzyli mody na trzymanie ich w mieszkaniu. Ludzie od zawsze je trzymali w domach, w jaskiniach tez. Czlowiek po prostu zyl wsrod zwierzat wiec je oswajal i udomowial. Zreszta czlowiek nieodpowiedzialny nie jest zadnym milosnikiem zwierzat, wrecz przeciwnie. Nie ma wiekszego zla niz ludzka glupota.

  448. @Tanaka
    gdzies slyszalam aby preambule k. zmienic na – „my k..wa obywatele..”

  449. jakub01
    11 czerwca o godz. 18:30

    Jakubku, żadna historia niczego nie tłumaczy. Kiedyś zwierz nie był zabawką jak teraz, lecz miał zadania. Współczesne realia są takie: W 50-tych latach na mojej ulicy było parę psów w domach, które miały z tyłu podwórka, ogrody, komórki, mój dziadek siódma woda po kisielu nawet miał krowę, którą z nim chodziłem pasać na miejsca walk o Wał Pomorski. Psy pilnowały biedy z nędzą, na ulicach nikt ich nie widział, więc i śladów po nich nie było. Teraz w co drugim mieszkaniu w blokach – albo i częściej, bo niektórzy mają po kilka – jest zwierz rezydent. Tacy właśnie miłośnicy trzymania zwierząt w miejskich mieszkaniach stwarzają popyt na zwierzęta-zabawki, zwierzęta dodające prestiżu jak blaszaki, zwierzęta obronne nie wiadomo przed czym (pokaż mi swojego psa, powiem ci jak wielki jest twój strach). Więc nie mówię o ludziach w ogóle lubiących zwierzaki (bardzo często chodziłem we Wrocławiu do ZOO i nigdy nie chciałem mieć w domu niczego żywego, nawet pcheł), lecz o ludziach trzymających zwierzaki w miejskich mieszkaniach. To chyba wszechświatowa moda, która czyżby znaczyła, że człowiekowatym coraz gorzej układają się relacje z człowiekowatymi?

  450. @wbocku,
    jest i taka teoria, ze do jaskin matki przynosily mlode zwierzeta dzieciom do zabawy i stad w ogole wzielo sie udomowienie zwierzat. Ja sie tam nie upieram. Wbocku, nie twierdze bynajmniej, ze jest inaczej niz mowisz, czepiam sie tylko okreslenia „milosnicy zwierzat”, ktore powinno byc brane w cudzyslow. Czy pani, ktora przekarmia swojego ulubienca do tego stopnia, ze trzeba jej zwierze odebrac jest milosniczka ? Wbocku ja nie trzymam zwierzat z upodobania tylko z koniecznosci. Moj Szperek jest kotem na wpoldzikim a dzikich bynajmniej nie oswajam. Uratowalam kotu zycie, no to sie nim opiekuje, bo wzielam ten obowiazek na siebie. Nie jest prawda, ze kot ktory z domu nie wychodzi sie w nim „meczy”. Kot jest zwierzeciem terytorialnym i nawet na wolnosci potrafi zajmowac malutki skrawek ziemi, a jego rodzony brat czy siostra -ogromny. Sa koty, ktorym wystarcza doslownie kilka m.kw. i takie, ktorych teren to ok.16 km kw! Zalezy to od bardzo wielu czynnikow. Ludzie, ktorzy nie maja na ogol pojecia o tym jakim zwierzeciem jest kot czy pies wyrazaja swoje przekonania autorytarnie, bo oni – widzieli, slyszeli! Ale nigdy nie czytali, nie zajmowali sie, nie wspolpracowali z wet. czy organizacja zajmujaca sie pomoca zwierzetom. I to nadecie ignorantow jest mocno wkurzajace a takze zwyczajnie szkodliwe dla zwierzat. Kotu, ktory wychowal sie w domu od malego kociaka ten dom wystarcza w zupelnosci, a kazdy wyjazd z niego to ogromny stres. „Wypuszczony na wolnosc” szybko by zginal, bo uliczne koty maja juz dawno podzielony miedzy siebie teren a domowy kot nie zna ich kodow znaczeniowych,nie umie sie lac o swoj teren i jest
    z niego przeganiany. Sa tez koty, ktore lubia podrozowac, zwlaszcza do miejsc sobie znanych (to zdaje sie przypadek Dzezi Mag), i ktore maja swoje „wakacyjne” tereny. Zajmuje sie tymi zwierzetami wlasciwie przez cale zycie i sluchanie bzdur o kotach, ktore zanieczyszczaja parki moge tylko skwitowac wzruszeniem ramion. Kot nie poluje nawet w parku, bo to dla niego miejsce zbyt ruchliwe i glosne.Nie chodzi tam nawet sie wys..c, tym bardziej, ze koty maja swoje ustalone toalety i nie wala byle gdzie. Miejskie koty wola piwnice, strychy i rozne miejskie zakamarki, gdzie moga spokojnie sie wyspac i zjesc upolowana zwierzyne. Kot nie je zwierzecia tuz po upolowaniu, tylko je zanosi w bezpieczne miejsce, i w ogole nie od razu zjada stad wiem najczesciej na co poluja moje dzikusy kazdego dnia, bo wiem gdzie jest ich spizarka. I musi to byc miejsce wzglednie bezpieczne (np. drewutnia przy moim domu, gdzie moga sie schronic przed deszczem czy huraganem). Park takim miejscem nie jest. Totez twierdzenie, ze w hiszpanskich parkach smierdzi kotami, bo bacie je dokarmiaja, to bzdura. Babcie dokarmiaja golebie albo wiewiorki albo zielone papugi w parku.

  451. jakub01

    Jakubku, w moim życiu przed Krawacikiem był Leoś (15 -16 lat), który w sezonie robił się psem przystaniowym, a opiekował się nim bosman Krzysiu, który potem zmarł na zawał w łódce po dojechaniu do przystani. Leoś miał pana, który wpadł w alkoholizm i miał pieska w dupie. Czasem po pijanemu rzucił kawał kiełbasy. Jak poznałem niewesołą sytuację Leosia, zacząłem mu przywozić futer. Z reguły ten specjalny dla psów. Leoś był stary i było z nim coraz gorzej. Orientowałem się w schronisku. Powiedzieli, że przyjmą, ale najpierw trzeba zawiadomić straż miejską, oni wyślą hycla, który Leosia przywiezie do schroniska. No, kurde, żebym wolnościowego psa-marynarza, który łódką z Krzysiem chętnie jeździł lub wypatrywał go z pomostu, kiedy ten był na wodzie, hyclem częstował?! Całujta wójta. Zgłosiłem się telefonicznie do towarzystwa ochrony zwierząt. Pan powiedział, że zadzwoni do mnie, jak ekipa będzie gotowa pojechać do Łabusza i się umówimy. Dzwoni do dziś. Parę razy się przypominałem, ale akurat byli zajęci. Przy takim zainteresowaniu ludzi powołanych do zainteresowania wysiadam. Po prostu dowoziłem Leosiowi jedzenie, a on się włóczył. Raz spał w swojej budzie, raz u sąsiada. Uznałem, że takie jest jego życie i tylko mu dowoziłem futer. Miało się na wiosnę, jak Leoś zniknął po tym, kiedy go widziałem przy drodze na przystań, jak się grzał w lutowym słonku. Dałem mu gulasz z puszki i odjechałem. Już go nie zobaczyłem.

    Przy Leosiu poznałem Krawacika. Pan – też alkoholik. Zmarł tej wiosny. Został w jego chałupie rezydent, ale i on – alkoholik, więc Krawacika nie nakarmi. Paru mieszkańców (nawet jedna pani doktor) pamięta, że był pieskiem Adama i mu coś podrzuca. No i ja jestem dosyć regularny. Pijacy zwykle lubią swoje zwierzaki, bo to stali towarzysze, ale w miarę staczania się panów ich towarzysze mają coraz gorzej. A już nie daj Bóg choroby. Alkoholik na choroby pieska nie ma kasy, nawet gdyby miał. To nie mój przyjaciel Tosiu ze Słupska, który miał od dziecka pieski, kotki z przerwą na parę lat, kiedy w bloku mieszkał: brał zwierzaki ze schroniska i nie patrzył na modę-urodę, tylko na coś, czego nie widać. Ostatnio wziął suczkę z wadą serca. Przez niego ma rajskie życie z długimi spacerami po polach.

  452. jakub01

    Jakubku, przecież się już wytłumaczyłem z nazwy „miłośnicy zwierząt”. Źle ją sformułowałem. Miałem na myśli trzymaczy zwierząt w miejskich mieszkaniach w blokach. Nie wiem jak się żyje tym zwierzakom, bo takim nie byłem, ale że bywają uciążliwe dla otoczenia, to na pewno.

  453. @wbocku,
    niestety w Polsce ta formalna opieka nad bezdomnymi zwierzetami jest fatalnie zorganizowana i trzyma sie dzieki zapalencom, ktorzy poswiecaja swoj czas i pieniadze, bo panstwo ma to w dupi. A zorganizowac mozna. Czemuz to w Holandii nie ma bezpanskich zwierzat? Przepisy restrykcyjne? Moze i tak ale jakie maja byc wobec niewyobrazalnej ludzkiej glupoty i nieodpowiedzialnosci? No i swiadomosc tam jest znacznie wieksza, bo szacunku do zwierzat dzieci sie uczy w szkolach.( Nb. dzieci w Holandii..lubia szkole! A to ci co?)
    W Polsce stosunek do zwierzat to w ogole rodzaj jakiejs spolecznej choroby. Koszmar. O zadnej swiadomosci nie ma tu mowy, oczywiscie
    wylaczajac ludzi ,ktorzy wiedza jak pomagac i chca to robic a nie kazdy, ktory chce – wie.

  454. @wbocek
    ” Zwykle właściciele porzucanych zwierząt pozostają bezkarni. – Podstawowy powód to brak chipów. Znajdujemy psa i nie jesteśmy w stanie ustalić, do kogo należał – tłumaczy Burakiewicz.

    Pracownicy fundacji i wolontariusze przyznają też, że brakuje im czasu na żmudne procedury policyjne i sądowe. Kiedy trzeba jechać po zagłodzonego psa, interweniować w nielegalnej hodowli czy ratować kolejne potrącone zwierzę leżące na poboczu – ściganie właściciela, który podrzucił psa pod schronisko, spada na koniec listy zadań. Zwłaszcza że z góry można się spodziewać umorzenia sprawy.
    Mimo zaostrzenia trzy lata temu kar za znęcanie się nad zwierzętami policjanci nadal niechętnie przyjmują zgłoszenia o takich przypadkach. Reakcji można się spodziewać w szczególnie drastycznych sytuacjach, kiedy psy są brutalnie zabijane. A i w takich przypadkach sędziowie rzadko sięgają po maksymalny możliwy wymiar kary.

    – Kilka miesięcy przygotowań, zeznania, dokumentacja, świadkowie, wszystko jest jasne. A wyrok? W zawiasach i symboliczna kwota do zapłaty – nie ukrywa frustracji jedna z wolontariuszek działających na rzecz praw zwierząt.
    Niskie wyroki zapadają nawet w sprawach, które nie powinny budzić wątpliwości. Pijana kobieta związała psu łapy, położyła go na pieńku i odrąbała głowę siekierą, „bo ją denerwował”. Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, że wystarczającą karą będzie dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na cztery lata i 500 zł nawiązki na lokalne schronisko. Dodatkowo – przepadek siekiery, którą zabiła zwierzę.

    Za wyprowadzanie psa bez smyczy można dostać mandat w wysokości 250 zł.
    http://wyborcza.pl/1,148125,18279775,Wakacje___czas_pozbyc_sie_psa__Latem_porzucamy_nawet.html

  455. @wbocku,
    problem w tym, ze nie ma w Polsce instytucji, ktore zajmowalyby sie wylacznie prawami zwierzat. Tj. specjalnych wydzialow na policji, w prokuraturze, sadzie. Przyjmuja zgloszenia i rozpatruja je wydzialy, ktorych zadaniem jest przede wszystkim zajmowanie sie sprawami ludzi, wiec sprawy zwierzat sa rozpatrywane na ostatku lub w ogole. Slyszalam kiedys wypowiedz policjanta, ktory mowil – panie kochany, ja mam tutaj wlamanie, usilowanie gwaltu, kradzieze i pobicia a pan mi tu o glodnym piesku gada!
    I trudno sie gliniarzowi dziwic. Powinien powstac przy policji specjalny wydzial, ktory sie wylacznie tym zajmuje ale to wymaga odpowiedniej woli politycznej i ludzi, ktorym zalezy. Sa tacy w Polsce? Raczej odwrotnie. Najbardziej czynne jest lobby mysliwskie, futrzarskie czy inne halal. A i przecietny Polak to raczej czlowiek obojetny na los zwierzat, choc oczywiscie deklaruje inaczej jesli sie go spyta.

  456. @wbocku
    moja przyjaciolka w Holandii ma malego, chorowitego pieska. Ktoregos dnia u weterynarza powiedziala -„ten pies mnie tyle juz kosztowal, ze uspienie byloby tansze”. Oczywiscie tak sobie chlapnela, bo kocha tego zwierzaka i nie zamierza go usypiac. Ale juz nastepnego dnia miala w domu wizyte dwojga ludzi z opieki nad zwierzetami. Spokojnie i grzecznie poprosili o okazanie psa oraz miejsca gdzie pies spi, sprawdzili czystosc misek i czy ma wode w misce i w ogole warunki w jakich zyje. Warunki okreslili jako odpowiednie a na koniec zapytali Anke czy chce psa uspic, bo jesli tak, to oni go zabiora do adopcji.
    Otoz moja przyjaciolka (Polka) opowiadala mi to na wpol ze smiechem na wpol z oburzeniem. No i tym sie wlasnie roznimy od Holendrow.
    Oni nie czekaja az jakas pani z oszczednosci sama pieska uspi za pomoca siekiery na przyklad. Pojawiaja sie niemal od razu i bez zadnej awantury. Normalnie i spokojnie sprawdzaja warunki w jakich zyje zwierzak kiedy tylko zgloszono e w e n t u a l n a chec pozbycia sie zbyt wiele kosztujacego psa. Nikt jej psa nie odbieral, nikt nie grozil zadnymi sankcjami, ale po prostu dokonano kontroli a nie jak to widziala moja polska kolezanka – n a j s c i a na jej dom i to t y l k o z powodu psa. Taka swiadomosc i organizacja w Polsce, to nie w tym zyciu i nie, jak sadze w zyciu obecnego pokolenia Polakow.

  457. @jakub01 11 czerwca o godz. 18:04

    Przez 18 lat mojego pobytu w Hiszpanii nie zauwazylam aby w jakimkolwiek parku cuchnelo kocimi odchodami. To bzdura. Koty dziko zyjace przewaznie mieszkaja da campo, na terenach sadow cytrusowych, takze tych juz wycietych, lub w porcie (…)

    I tu leży kot pogrzebany. Twoje 18-letnie doświadczenie Hiszpanii wydaje się ograniczać do portowych małych miejscowości. Zapewnienie, że „to bzdura” jest chyba trochę na wyrost, nie uważasz? Ja widziałam bezpańskie koty w hiszpańskich parkach, widziałam jak są karmione i czułam smród kociego moczu. Wszędzie.
    I zaraz piszesz, (11 czerwca o godz. 19:49), że koty są zwierzętami terytorialnymi. Jak w takim razie miałyby znaczyć swój teren? No przecież moczem, który zwyczajnie śmierdzi.

    A co do kociej diety, to oczywiscie,ze jestem w stanie zauwazyc co moje dzikie koty znosza do drewutni, gdzie maja swoja kryjowke, podobnie jak moj kot rezydent, ktory daleko od domu sie nie oddala i czesto przynosi swoj lup pod drzwi. Czasem bywaja to ptaki, znacznie czesciej gryzonie.

    Całkiem możliwe, że w twojej okolicy ptaków już nie ma – bo twój kot je przetrzebił. Zwłaszcza skoro zapewniasz (nie wiem na jakiej podstawie), że kot „daleko od domu się nie oddala”.

    @jakub01 11 czerwca o godz. 19:49
    Zajmuje sie tymi zwierzetami wlasciwie przez cale zycie i sluchanie bzdur o kotach, ktore zanieczyszczaja parki moge tylko skwitowac wzruszeniem ramion.
    Totez twierdzenie, ze w hiszpanskich parkach smierdzi kotami, bo bacie je dokarmiaja, to bzdura.

    W hiszpańskich parkach śmierdzi kotami, nie dlatego że je babcie dokarmiają tylko dlatego, że koty się w tym parku załatwiają. A ponieważ są terytorialne, więc również moczem znaczą teren.

    Tak się zastanawiam przy okazji: czy twój zmysł powonienia jeszcze działa?

  458. Wlasnie, w Polsce wszystko jest TYLKO. To tylko kwiat, to tylko kot, pies, woda , itp. Wiec nie ma sie czym przejmowac. To t y l k o zycie.

  459. Dziękuje wszystkim, którzy się odezwali na temat kotów. Nefer, nóż się w kieszeni otwiera gdy czytam o tych znalezionych trzech kupach piór. Moi sąsiedzi też mają koty… niestety. A ogród jest dość duży i wiosną jest tam wylęgarnia. Młode ptaki są głupiutkie i tym łatwiej stają się łupem.

    A w ogóle to powoli już zaczyna mi się wyłaniać jakis obraz. Właściciele, którzy wypuszczają koty „w teren” chyba po prostu nie czują się za nie odpowiedzialni. Poza tym wiele osób stopniowo zaczyna dokarmiać i tym sposobem adoptują na wpół dzikiego kota – który jednak pozostaje dziki. W związku z tym robi co chce, bo jak inaczej 🙂

  460. @ Na marginesie
    Nie wiem czy Barcelona to mala miejscowosc. W zadnym z tamtejszych parkow nie czuc kotow, bo ich tam nie ma i nie znacza swojego terenu w miejscu tak ruchliwym, ze je omijaja. Podobnie jest u mnie ( wielki park im. Ribalta) w Castellon, ktore tez nie jest znowu zapyziala dziura. W Madrycie tez zreszta nie. Wiec nie wiem gdzie ty w hiszpanskich parkach czulas te koty? Moglas widziec przechodzacego kota, bo o to nie trudno ale nie oznacza, ze on zyje w parku i na domiar znaczy tam teren. Moze akurat trafilas na jakies miejsce gdzie czuc bylo kota rzeczywiscie i stad wysnulas taki ogolny wniosek. Ile czasu spedzilas w Hiszpanii i gdzie aby pisac – „wszedzie”?
    Moj kot sie nie oddala, bo wiekszosc domowych wychodzacych kotow daleko nie chodzi. Latwo to ocenic kiedy na zawolanie kot pojawia sie w ciagu 2 minut. Ptakow nie przetrzebil, bo to niemozliwe na kilku ha sadow. Nawet cale stado moich kotow ich nie przetrzebilo w ciagu ostatnich lat. Nie wiem czy wiesz, ze ulubiona dieta kotow sa gryzonie i jesli tych maja pod dostatkiem, to na ptaki poluja jedynie „dla zabawy”
    czyli rzadko. Niewiele wiesz o kotach, ich zwyczajach, naturze. Cos tam slyszalas. A ja sie tym zajmuje na codzien i od lat. Moj zmysl powonienia ma sie dobrze. Niby dlaczego twoim zdaniem mialby nie dzialac? Bo nie czuje zapachu kotow w parkach? Inni tez nie czuja. Spedzenie dwu tygodni wakacji w jakims kraju to zbyt malo aby sie na jego temat wypowiadac. A nie sadze abys przebywala tu dluzej.

  461. @jakub01 11 czerwca o godz. 21:27

    Spedzenie dwu tygodni wakacji w jakims kraju to zbyt malo aby sie na jego temat wypowiadac. A nie sadze abys przebywala tu dluzej.

    I to jest kwintesencja większości twoich wypowiedzi. Nie znasz mnie, nie masz pojęcia, jak długo mieszkałam w Hiszpanii, ale zapewniasz solennie i bezpodstawnie, że twoje „doświadczenie” nieskończenie przewyższa moje. Bo ty nie czułaś smrodu kota w parku, więc smrodu nie ma! Nie ma !!! Nie ma !!!!

    Napisz jeszcze ciurkiem ze czterdzieści kilka postów i wtedy już na pewno blogowisko ci uwierzy 😉

  462. @ na marginesie
    „Każdy okręg administracyjny w Hiszpanii ma swoje własne przepisy regulujące sytuację zwierząt domowych. Można jednak zauważyć, że nie ma zbyt wielu ograniczeń dotyczących kotów; wyjątkiem są jedynie dachowce. W przypadku Barcelony nie znajdziesz bezpańskich kotów w centrum miasta, jednak trafisz na nie bez problemu w mniej uczęszczanych okolicach takich jak Montjuïc, w wąskich uliczkach dzielnicy Gracia czy koło dawnych murów obronnych przy Muzeum Morskim.
    Grupy bezpańskich kotów w Katalonii są pod kontrolą i nie mogą być adoptowane, ponieważ obawiają się ludzi. Można natomiast adoptować koty znajdujące się w schroniskach lub kupić je w hodowlach i wyspecjalizowanych sklepach. „

  463. @PS.
    „Jeśli chcesz adoptować kota w Barcelonie, najlepiej wybierz się do jednego z wielu schronisk w Barcelonie, które mają pod swoją opieką te słodkie zwierzaki. Schroniska bardzo chętnie korzystają również z pomocy wolontariuszy i darczyńców. Sam proces adopcyjny różni się w zależności od danej placówki, jednak najczęściej wygląda on w poniższy sposób:

    Sprawdzenie mieszkania kandydata pod kątem czystości i przestrzeni niezbędnej dla kota;
    Rozmowa z kandydatem;
    Ponowna wizyta celem sprawdzenia, czy kot dobrze odnajduje się w nowym domu
    Każde kot oddawany jest odrobaczony, wykastrowany, zaszczepiony i z wszczepionym chipem. Jeśli to młody kociak, nowy właściciel jest zobowiązany zaprowadzić go do weterynarza, kiedy tylko będzie to możliwe.
    Tytułem pokrycia kosztów weterynarza pobierana jest opłata ok. 125€ (protectorabcn.com
    https://www.barcelonacheckin.com/pl/r/barcelona_przewodnik/artykuly/koty-barcelona

  464. @ Na marginesie
    Ja tu mieszkam od blisko 20 lat i bynajmniej nie tylko w jednym miescie, mam wiec prawo sadzic, ze niewiele czasu spedzilas w tym kraju skoro twierdzisz to co twierdzisz, a co po prostu jest nieprawda. Nie zalezy mi na tym aby blogowisko mi uwierzylo lub nie, bo sporo osob z blogowiska bylo w Hiszpanii wiec nie musi dawac wiary ani mnie ani tobie. Mysle, ze koniecznie chcesz miec zawsze racje we wszystkim, nawet wbrew faktom.

  465. @Na marginesie
    Swego czasu uslyszalam opinie, ze Barcelona jest brudnym miastem, bo ktos tam byl w 81 roku i widzial brudna ulice. I do dzis nie dal sie przekonac, ze to nieprawda, bo dzisiejsza Barcelona jest akurat czystym miastem mimo natloku turystow. No ale on przeciez byl, widzial wiec wie lepiejniz ci, ktorzy tam mieszkaja.

  466. @PS.
    A tak nawiasem mowiac to jak dlugo mieszkalas w Hiszpanii i gdzie, bo to chyba nie tajemnica?

  467. @jakub01 11 czerwca o godz. 21:50

    To cenne informacje, ale co z tego wynika? Czy np. po „rozmowie z kandydatem” kandydat gwarantuje, że nie będzie pozwalał kotu się włóczyć? Ani polować?

    Poza tym piszesz tylko o Katalonii, w której akurat nigdy nie byłam. Czy Katalonia to Hiszpania? Administracyjnie tak. Ale niejeden Katalończyk by się obraził, gdybyś uznała go za Hiszpana. Wniosek: nie pokrywają nam się doświadczenia i już chyba wiadomo, skąd te różnice. Po prostu chodzi o różne obszary, a „piel de vaca” jest sporym krajem. Nie ma sensu się podniecać ani zarzucać mi pisania bzdur. No i to chyba byłoby na tyle 🙂

  468. @Na marginesie,
    Podobne przepisy sa w Murcji, Andaluzji, Leone i Asturii. Napisalam o Katalonii jako raczej typowym przykladzie. Temat czy Katalonia to Hiszpania, to temat zupelnie odrebny. Wiem, ze kotami w parkach nie smierdzi. To tyle.
    ” Czy np. po „rozmowie z kandydatem” kandydat gwarantuje, że nie będzie pozwalał kotu się włóczyć? Ani polować? ”
    Tak. „Sprawdzenie mieszkania kandydata pod kątem czystości i przestrzeni niezbędnej dla kota;” Oznacza to, ze balkony, tarasy i okna musza byc zabezpieczone gesta, specjalna siatka, ktora zapobiega wypadnieciu kota przez okno lub z balkonu, a tym samym uniemozliwia mu lazenie do sasiadow. Kot to zreszta nie samobojca aby skakal z balkonu czy okna. Koty wychodzace maja specjalne obroze, ktore odstraszaja ptaki. Nie ma w hiszpanii tego problemu co w Australii, czyli
    nadmiernej populacji kotow, ktore zagrazalyby ptakom. Ptakom zagrazaja przede wszystkim ludzie. Kotom tez.

  469. P.S. Natomiast jeszcze do niedawna problemem byly bezpanskie psy. Teraz od paru lat sytuacja sie normuje dzieki lepszym przepisom ale jeszcze daleko do idealu. Schroniska sa przepelnione i nadal trudno ukrocic
    nielegalne rozmnazanie psow.

  470. @Na marginesie
    Przepraszam jesli cie urazilam, nie zamierzalam, ale jak mowi @wbocek – jestem choleryczka. Totez czasem tak mam, ze jakis drobiazg zaraz mnie
    podgotuje. Jak sie wkurze to bym rozdarla jak mi przejdzie to bym zszyla.
    Na szczescie dosc latwo mi przechodzi. A teraz ide poogladac jakis stary film. Gdybys miala kiedy czas i ochote, to polecam stary (52r.bodajze) francuski film „Cena strachu”. Lubie stare filmy, bo nie byly ograniczane zadna poprawnoscia. A ten czarno-bialy film z Yves Montandem trzyma w napieciu lepiej niz jakiekolwiek wspolczesne filmy choc nie ma w nim zadnej durnej jatki i nie jest to kryminal. Szczerze polecam wszystkim.
    No to nara.