Bajka o pszczołach i chrabąszczu

Dawno, dawno temu, jakieś tysiąc lat temu, był sobie ul. Ulem rządziła, piękna jak róża, królowa Wanda. Koło Wandy kręciło się wielu kawalerów. Każdy z nich chciał dostąpić zaszczytu dzielenia z królową łoża. Jeżeli któryś z kawalerów był bardziej przystojny i spodobał się Królowej, przyjmowała go w królewskiej alkowie i z takiego krótkiego spotkania rodziły się małe pszczółki. Królowa nigdy nie wiązała się na stale z jednym kawalerem, gdyż nie chciała dzielić władzy z nikim. Owi kawalerowie, zwani trutniami, po spełnieniu zaszczytnego obowiązku zapłodnienia Królowej, byli zabijani przez gwardię Królowej, specjalnie przygotowanych do utrzymywania społecznego porządku w ulu wojowników.

Natomiast prosty lud, składający się z pszczelich robotnic, zajmował się zbieraniem z kwiatów pyłków, które w ulu zamieniał w miód, wosk, mleczko pszczele, propolis i jad pszczeli. Robotnice budowały przemyślne plastry, które wypełniały miodem; zajmowały się noworodkami pojawiającymi się po każdej spędzonej przez Królowa Wandę nocy z kolejny trutniem.

Z pewnością ten ul wyda wam się – kochane dzieci – przedziwny . Ale zważcie, że działał skutecznie, że wszyscy spełniali w nim pożyteczne funkcje, a ilość kręcących się wokół Królowej trutni była ściśle kontrolowana i reglamentowana.

Ale pewnego razu do ula dostał się chrabąszcz. Natychmiast otoczyli go pszczeli wojownicy. Nagabywany przez straż o cel wizyty w ulu, chrabąszcz odpowiedział, że jest on nie z tego świata, ze jest synem boga wszystkich owadów i przyszedł by te owady zbawić. Zapytany o to, czy kwestionuje on władzę Królowej i czy chce obalić system społeczny ula, odrzekł tajemniczo, że jego królestwo nie jest z tego świata i że przyszedł by zaprowadzić sprawiedliwość i zmazać grzech pierworodny, który ciąży na wszystkich owadach od czasu, gdy pierwszy owad zbuntował się bogu, stworzycielowi ziemi, nieba, ula i owada.

W końcu zirytowało to dbających o porządek ula wojowników, wynieśli gadającego chrabąszcza z ula i tam go przy pomocy żądeł przybili do zewnętrznej ściany ula.

Ale wśród ciężko pracujących robotnic, które latały w te i we w te dostarczając do ula kwiatowego nektaru i które mijały użądlonego na ulu chrabąszcza, a które słyszały o tym, ze chrabąszcz był nie z tego świata i chciał zbawić wszystkie owady, narodziła się religia zwana chrabąszczanizmem.
Robotnice wyznające chrabąszczanizm, czyli chrabąszcznice były okrutnie prześladowane, torturowane. Ale raz zasianej w pszczelą duszę wiary nie dało się wytępić.

I wtedy trutnie namówiły Królową, żeby uznała chrabąszczanizm za oficjalną religię ; że oni są gotowi wziąć na siebie obowiązek krzewienia owej wiary, ująć ją w odpowiednie ryty, w ten sposób skanalizować marzenie ciężko pracujących robotnic o sprawiedliwości i szczęściu. No i udało się. Chrabąszczanizm stał się religią pokrzywdzonych robotnic, które pokorą, ciężką pracą zasługiwały sobie na wieczne zbawienie w niebie u boku użądlonego Chrabąszcza, jego Ojca i niejakiego Ducha Świętego. Symbolem oficjalnej religii stał się wszechobecny, użądlony Chrabąszcz.

A w świecie doczesnym ula z nowej religii najbardziej skorzystały trutnie. Jako kapłani po spędzeniu upojnej nocy z Królową, nie byli więcej zabijani przez wojowników. Mało tego, zaczęli dobierać się do co ładniejszych robotnic, a nawet przystojni wojownicy budzili w nich gorące namiętności. Sterroryzowana Królowa przydzielała im z racji pełnienia przez nich odpowiedzialnych funkcji kapłańskich, coraz obfitszej ilości miodu, wosku, mleczka pszczelego, propolisu i.. co najważniejsze jadu pszczelego.

Jako, że pierwotnym zadaniem trutniów przepoczwarzonych w kapłanów był seks z Królowa, więc nic dziwnego, że w ich wypowiedziach rzadko występuje potępianie takich grzechów jak chciwość, obżarstwo, kradzież i inne przesłania użądlonego Chrabąszcza. Za to namiętnie interesują się tym co mała pszczółka ma między nogami, czy się ogląda nago w lustrze, czy się dotyka, gdzie się dotyka i jak to robi. Zaś sami chodzą w sukienkach, a na głowach w zależności od zajmowanej pozycji w hierarchii trutniów noszą przedziwne czapki. Najwyższy w hierarchii truteń nosi się na biało.

Ostatnio w ulu wybuchł skandal. Przez całe lata, wieki tłumiono wszelkie opowieści o tym, że trutnie nie tylko pożerają najwięcej miodu, że zatruwają pszczelim jadem niepokorne pszczoły, ale że gwałcą swymi żądłami niepełnoletnie pszczółki, tym samym podważając przyszłość ula, gdyż to pszczela młodzież jest gwarantem przyszłości ula i nic tu nie pomoże 500+, skoro trutnie dobrały się do tego, tak pieczołowicie chronionego przez robotnice i wojowników, pszczelego żłobka.
Ale trutnie przeprosiły, wyraziły żal i obiecały, że powołają komisje, która się zajmie. Będzie dobrze.

Lewy