Bezczelność Jażdżewskiego w kraju okupowanym

W kraju imienia Świętego Ojca Świętego, Maryi Wieczniedziewicy która orzekła w 1608 roku, że ma być nazywana Królową Polski i Jezusa – też Króla Polski, na co dowodem jest blacha w Świebodzinie, oraz prezydenta smoleńskiego który się ruskim kulom nie kłaniał, ten bezczel, to chamidło – Jażdżewski, ośmielił się wyjść przed ludzi i zacytować Konwickiego: W tym nieszczęsnym kraju rządziły duszami ludzkimi przez wieki zdeprawowana religia i sprzedajny Kościół. Religia na usługach państwa, religia kierowana przez głowę państwa. A istotą tej religii była zawsze forma: rozdęta, zabsolutyzowana, zmitologizowana forma. A w tej formie najważniejsze było słowo. Słowo stało się krwawym tyranem, okrutnym zabobonem i bezlitosnym bogiem.
A nawet od siebie coś powiedział: o czarnoksiężnikach i świni w błocie, która lubi się w nim tarzać.

Ale wiadomo: cham i cywilizacja śmierci Jażdżewski nie wyszedł wcale przed ludzi, tylko przed „Wina-Tuska”, który zamordował tego smoleńskiego – i resztę tej zgrai Polaków najgorszego sortu, co zrobiła z Polski ruinę.

Zaraz się odezwali Polacy najlepszego sortu, którzy wstali z kolan i odbudowali Polskę, przywrócili jej godność oraz wiarę w węgiel kamienny; postawili sto tysięcy pomników Jana Pawła II, no i skasowali dżender z aborcją i unijną szmatą: mały prezes, duży minister od nauki i szkolnictwa wyższego wraz całą resztą prawdziwych Polaków i jeszcze większy episkopat, ciężki od najprawdziwszych biskupów: to mowa nienawiści oszalałego lewactwa, to atak na Kościół czyli na Polskę! Pod sąd z chamem i won z nim z polskiego domu!

Jak ci pierwsi tak zaraz, to na to też zaraz się zgłosił rektor Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie cham wygłosił co wygłosił przed Tuskiem, z państwowo słusznym słowem potępienia Jażdżewskiego, którego słowo „rażąco odbiega od standardów dialogu”. Za rektorem i jego zastępca powiedział co trzeba, a za nimi rzeczniczka Uniwersytetu: „Uniwersytet nie zamyka przed nikim drzwi, ale nie planujemy w bliskiej przyszłości organizowania podobnych spotkań wspólnie z Liberte”.
Nawet Schetyna się zorientował, że na taką bezczelność należy pryncypialnie zareagować.

Słowem: jak to w życiu rodzinnym w kraju okupowanym. Polska roku 2019 jak Francja roku 1819. Wtedy, we Francji, było tak samo: źli ludzie, zdrajcy ojczyzny i Boga mieli czelność mówić jak jest i na to się nie zgadzać, żądając nowego kształtu stosunków i wolnego państwa którym nie będzie rządził Kościół, czyli kłamstwo i zniewolenie.

Leszek Jażdżewski powiedział to, co konieczne i co jest rozumnie oczywiste oraz przyzwoite. Jeśli w ogóle pojęcie przyzwoitości ma zastosowanie w sprawach państwa i tak zwanego narodu – a wedle okupantów Polski nic bez tego nie istnieje, bo Bóg, honor i Ojczyzna, czyli niewolnik, stosy trupów i rozpaczająca Matka Polka – to Jażdżewski pokazał tą przyzwoitszą twarz Polaka. Który, po stu pięćdziesięciu latach od teoretycznego uwolnienia od niewolnictwa pańszczyźnianego, chce wreszcie być realnie wolnym i stanowić o sobie. To zaś oznacza, że wolnym od drugiego i największego opresora: Kościoła katolickiego.
Ta przyzwoitość ma jednak siedzieć cicho w kraju okupowanym. Gdy zaś da o sobie znać, jest to straszna bezczelność, uzurpacja i nienawiść. W kraju okupowanym bowiem rządzi Prawda co wyzwala i miłość bliźniego – czyli jednostronne transfery konkordatu.

Mówiąc przyzwoicie, popełnił jednak Jażdżewski konwencjonalny błąd języka, gdy stwierdził, że Kościół stracił moralny mandat do tego, by sprawować funkcję sumienia narodu. Jeśli bowiem stracił, to ją wcześniej sprawował, zaś Jażdżewski zrobił tu pewne domniemanie: sumienie było dobre. Skoro zaś sprawował funkcję sumienia narodu, to naród się na to godził – co oficjalnie jest treścią polskiej tożsamości narodowej. Gdyby zaś miał się nie godzić, na co nie ma dobrych dowodów a są jednoznaczne i nie do odparcia za zgodą i dumą z tego – i cóż to był za historyczny „naród”, jak nie wyłącznie szlachcic – to czym jest ten naród którego sumienie definiował i nim tak długo rządził – i dalej czyni wszelkie usiłowania – Kościół, za pomocą zdeprawowanej religii i sprzedajności? Zgoła nie tym, za kogo się przedstawia.

Źródło nadziei na zmianę widzi Jażdżewski przede wszystkim w Polkach. Pewnie ma, w cześci, rację, widzę to podobnie, ale z dodatkową uwagą. Owszem, realna zmiana na lepsze może bowiem pochodzić od najbardziej uciśnionych, którym najwięcej się odmawia i pierwszych potępia. Nie postawił jednak kropki nad i: to mężczyzna zawiódł kobietę, Polak zawiódł Polkę, a teraz spodziewa się od niej ratunku. Ale i sama Polka nie zbuduje wolnej Polski. Bez mężczyzny który zdoła się wyzwolić od własnej, uzurpacyjnej i wstecznej roli i jej dorównać, nie będzie to budowla zrównoważona i trwała.

Tanaka