Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

27.04.2019
sobota

Nie jesteśmy w stanie udowodnić Twojego istnienia ani nieistnienia?  Ojej!

27 kwietnia 2019, sobota,

Tanako, pozazdrościłem Ci zakwestionowania wypowiedzi takiego tuza dziennikarstwa jak pan Szostkiewicz i zakwestionowałem kawałek modlitwy pana Diderota, którą przywołuje pan Szostkiewicz.

„żadnymi rozsądnymi sposobami nie jesteśmy (…) w stanie udowodnić ani Twojego istnienia, ani Twojego nieistnienia”.

Z tych słów zrobiła się mantra powtarzana publicznie przez wierzących harcowników. Oczywiście, że nie da się eksperymentalnie udowodnić ani istnienia, ani nieistnienia Boga, w taki sposób, w jaki się udowadnia funkcjonowanie prawa Archimedesa. Ale kiedy ktoś mówi, że „żadnymi rozsądnymi sposobami nie jesteśmy (…) w stanie udowodnić ani Twojego istnienia, ani Twojego nieistnienia”, można by pytać, jakie to sposoby są rozsądne. Czyżby tylko eksperymentalne? W takim razie nikt nie udowodni istnienia wielu innych rzeczy, np. miłości, współczucia, przyjaźni itp. Bo na przykład te stany bardzo łatwo udawać.

Ale jest rzecz o wiele bardziej ważka od tego, co powiedział Diderot i akceptował prof. Kołakowski: Bóg, którego istnienia bądź nieistnienia nie muszę udowadniać, bo nie mam takiej potrzeby. Bóg nie dla świata, nie do żadnego udowadniania czy wymachiwania nim publicznie, lecz Bóg prywatny. Ten, który JEST wyłącznie we mnie i dla mnie. Lub go NIE MA. Otóż we mnie go nie ma i nigdy nie było. Był tylko w wyobraźni w dzieciństwie, ale się zmył. 60 lat temu, może ciut później. Zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy obecności żadnego Boga w sobie nie doświadczałem. Były we mnie wyłącznie słowa, którymi mówiono mi o Bogu, o aniele stróżu, o Matce Bożej, o świętych. Nie doświadczałem w wyobraźni żadnych desygnatów tych słów, żadnych świętych postaci ani ich wizerunków innych niż te, które widziałem w kościele lub na obrazkach. Nikt z obrazków do mnie nie przyszedł, nie przemawiał, nie pouczał, nie groził, nie chwalił, nie ostrzegał i nie mówił, że mnie chroni, kocha – czytałem tylko cudze słowa o chronieniu i kochaniu. Nigdy nie objawił mi się Bóg, który, jako wszechobecny, jest niby wszędzie. Po okresie kilkuletniego postępującego obojętnienia na sprawy religijne, zapanowała we mnie religijna cisza i trwa do dziś (Gadam, rzecz jasna, o religii, bo to był ważny kawałek życia, ale teraz to tylko zwykły temat poznawczy i prywatne śledztwo w sprawie oszustwa).

Dopiero wiele lat później, jako niereformowalny ateista, zainteresowałem się Biblią, w której znalazłem niezliczone dowody na to, że i starotestamentowy Bóg Jahwe, i udający jego syna Jezus to tworzony nie przez domniemanych bogów, lecz przez ludzi spektakl – niekoniecznie w złej wierze – obcowania z wymyślonym, a nawet wytęsknionym światem nieistniejących abstraktów: DOBRA, MORALNEGO PIĘKNA, POKOJU, BEZPIECZEŃSTWA, NIEŚMIERTELNOŚCI. Same słodkości i ani jednego bożego okrucieństwa, barbarzyństwa, dzikości, złodziejstwa, mordowania, oszukiwania, mściwości.

Modlitwę Diderota mam za tak samo niepoważną jak prowadzone na maglowym poziomie rozmowy wierzących z niewierzącymi o istnieniu/nieistnieniu Boga. Niepoważną, ponieważ oderwaną od źródeł konkretnej religii. To modlitwa do uogólnionego, myślowego konstruktu mającego niewiele lub nic wspólnego z biblijnym okrutnikiem Jahwe. Względnie zasadnie można rozstrzygać o istnieniu/nieistnieniu tylko konkretnych bogów na podstawie krytycznej analizy źródeł religii, w których ci bogowie są głównymi osobami dramatu. Tam można wyczytać w bogach czysto ludzkie nielogiczności, sprzeczności, niekonsekwencje, boską niemoralność, nieporadność, niedoskonałość Doskonałego, niedorzeczności itp. – można pokazywać czarno na białym, że każdy bóg w każdej bez wyjątku religii pochodzi od człowieka, a nie odwrotnie.

Istnienia zaś lub nieistnienia BOGA ABSTRAKCYJNEGO, jakiegoś demiurga, absolutu, siły sprawczej, Inteligentnego Projektu, czyli boga, który nie ma żadnych właściwości, rzeczywiście nie da się udowodnić. Ale da się znaleźć źródło tak głupiego pomysłu jak szukanie dowodów istnienia/nieistnienia czegoś, czego ludzkość nigdy nie doświadczyła, a zna wyłącznie ze słów – podobnie jak zna baby-jagi, krasnoludki, wilkołaki, trolle. Starożytni wymyślili mnogich bogów z zagrożeń, lęków i niewiedzy, natomiast myśl o abstrakcyjnym absolucie wzięła się z niemożności oderwania się od tego, z czym się jest oswojonym. Psychika człowieka była od tysięcy lat skażona domniemanym istnieniem człekopodobnych bogów. Ale poziom intelektualny i moralny tych bogów z czasem stawał się dla coraz sprawniejszego umysłowo człowieka żenujący – nawet dla ciut trzeźwiejszych wierzących. Mój przyjaciel, mocny katolik i ojciec czwórki synów, zwierzał mi się, że nie może zrozumieć, jak wszystkomogący niebieski Ojciec mógł posłać na śmierć Syna i po co, skoro jednym błyskiem bożej myśli mógł sprawić, że wszyscy staliby się bezgrzeszni bez jakiegoś głupiego i niepojętego odkupiania.

Abstrakcyjny bóg, siła, absolut czy jak go zwał, nie jest tworem wyobraźni starożytnych ludów, lecz współczesną myślową konstrukcją wyabstrahowaną z idei bogów w konkretnych religiach, z powietrza skażonego bogowością. Jest obsesyjną syntezą, nieuprawnionym uogólnieniem bogotwórczej i bogobojnej myśli wystraszonych ludzi szukających ratunku przed śmiercią i spragnionych jakiejś logiki w istnieniu świata i wszechświata. Na gruncie judeo-chrześcijańskim to tylko wyższy myślowy konstrukt przykrywający żenującego choleryka i dzikusa Jahwe.

Podsumujmy.

Sam dla siebie nie potrzebuję żadnego udowadniania nieistnienia Boga, bo nigdy jego istnienia ani istnienia czegokolwiek nadprzyrodzonego nie doświadczałem. Choć bałem się diabłów i ciemności, ale to nie było przecież DOŚWIADCZANIE diabłów. W dzieciństwie doświadczyłem tylko ludzkich słów o Bogu i przekonania o istnieniu Boga, ale nie doświadczyłem Boga. Mój kolega z jednego pokoju w internacie nie doświadczył w swej ateistycznej rodzinie nawet słów o Bogu. Żył więc od urodzenia do śmierci bez Boga. A przecież główną treścią Biblii są relacje Boga z ludźmi. Biblijny Bóg może wszystko, wie wszystko, widzi wszystko i jest wszędzie. Ale z paroma miliardami ludzi, w tym z moim kolegą i ze mną, nie wszedł w żadne relacje – po prostu może wszystko, ale do nas nie dotarł. Może zabłądził.. To jest fakt, nie interpretacja, i zarazem jeden z wielu ROZUMOWYCH dowodów nieistnienia Boga judaizmu i chrześcijaństwa.

Pombocek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 412

Dodaj komentarz »
  1. Zacytujmy zatem Ludwiga Feurbacha:

    Bezgraniczna jest dowolność w używaniu słów. Ale żadne słowa nie są używane tak dowolnie, żadne nie są brane w tak sprzecznych ze sobą znaczeniach, jak słowo „Bóg” i „Religia”.

    Celem moim było sprawić, abyście wy moi słuchacze z przyjaciół boga, stali się przyjaciółmi człowieka, z ludzi wierzących – ludźmi myślącymi, z ludzi modlących się – ludźmi działającymi, z kandydatów do tamtego świata – badaczami tego świata, z chrześcijan, którzy wedle swego wyznania są „na pół zwierzętami, na pół aniołami” – ludźmi, pełnymi ludźmi.

    „Walka” z „religianctwem” nie tylko nie może być skuteczna, ale jest przeciwskuteczna.
    Uruchamia bowiem znaną zasadę marketingową: „nie ważne, że źle, byle mówili”.

  2. Pombocku, ja mialem nie komentowac Twoich wypowiedzi. Ale niech bedzie. 1:1 wyrownanie. Dosc mnie usmialem. Ty nazywasz siebie ateista. Ty jestes czysta woda agnostyk. Jak do tego doszles, bez znaczenia. Nie kazdy musi miec taksama droga. To jest czysty agnostycysm, choc przez bezsensowne texty religijne Ty szedles. Co ja piec minut nie dal zeby czytac.

    Ateism, to troche jak przygody donKichot, Dulcynea i Sancho Pansa. W kupie. Antyklerykalism to jak antykolejnictwo, antykasjerstwo czy antylodziarstwo etc. Ja jestem Pombocek agnostyk, to znaczy bardzo bylbym zdenerwowany (na moj sposob) 😎 gdyby mnie lodziarze(Unilever) kazali jesc lody do kazdy obiad, prawnie nakazali. I jeszcze podatkiem obkladali jak niejem. I przepis cytowac codziennie, do sniadania, na waniliowe. Bo ja lodow niejem w ogole. Ale nic mnie do tego zeby inni jedli. Nawet nic inne, tylko lody.

    Nie oczekuje Pombocek odpowiedzi, bo znow bedzie inaczej jak 1:1.

    Pozatym @wujaszek wania. Co ja uproscilem. Test na godnosc? Czy sugerujesz sa zawody 3/5 godnosci, czy 7/8? Czy nauczyciele maja tylko 2/7 a chcieli 9/11 godnosci?

    Wzywaja mnie do stolu, w zwiazku pzdr seleuk, pa

  3. wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 9:46

    Coraz piękniejszy wiatr, więc lecę się pokiwać, dlatego krótko. Wujaszku, skoro pierwszy dałeś głos, to jakby wprost do mnie (jeśli nie, to sprostuj). Z łaski swojej nie wmawiaj zdrowemu na jedno kolano jakiejś „walki”. Bez znaczenia, czy z cudzysłowem, czy bez – wybrałeś wyraz „walka”, a nie na przykład „analiza”, „krytyka”. „Walka” jest głupawym stereotypem o charakterze mantrycznym. Głupawym, bo bywa „walka o pokój”, „walka o postęp”, „walka o zrozumienie”, „walka o edukację”, „walka z kalectwem” itp. „Walka” prymitywizuje komunikację przy całym bogactwie możliwych do zastosowania słów. Źle się czuję jako „walka”. Nigdy nie byłem bokserem i nie marzyłem.

    O jakiej też przeciwskuteczności raczysz bałakać, skoro najpierw trzeba zobaczyć u zawodnika dążenie do skuteczności? Coś wiesz o takim moim dążeniu? Bo ja nie i nawet nie wiem osochozi. Widzę, że ktoś mantryczy i do tego się odnoszę – to wszystko. Gdzie tu jakaś walka?

    Chyba że u Ciebie. Jesteś z luźnego zgrupowania krukowatych przykrochmalającego się do tutejszych ateistów za ateizm. Czyli, mówiąc Twoim językiem, „walczysz” – i to przeciwskutecznie. Ale mi to nie wadzi – choć zafałszowuje rzeczywistość. Dlatego skoro musisz walczyć, to Bóg z tobą, walcz. Gęsi za wodą, kaczki za wodą, ceś, lete.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 11:10

    Jak mnie nazywasz, to Twoja własność. Dla mnie „agnostyk” to ni pies, ni wydra, czyli człowiek, który w religijne źródła się nie wgłębia, bo leniwy lub nie potrafi. Może jest Bóg, może nie ma, nie da się ustalić – to jest agnostyk. I niech mu idzie na zdrowie. Jezu, jak się zagadałem! Precz, pombocek z moich ocek!

  6. Przeczytalem. Ide piec kaczke. Dzis i na jutrzejszy obiad kaczka dla leniwcow, czyli wyciagam z lodowki i wkladam do nagrzanego pieca tak, jak ja w sklepie nabylem, czyli w opakowaniu.

    Kaczka z pewnoscia istnieje, wazy 1,85 kg i jest rasy Gressingham i kosztowala £5.74. Konkretna kaczka nie wymaga zadnych przypraw, ale ja i tak ja doprawie sosem Hoisin, gdy na ostatnie pol godziny pieczenia rozetne opakowanie.

    Moge o kaczkach pogadac, one istnieja.

    Pozdrowka
    ~l.

  7. Wyrażenie oporu wobec biernej akceptacji religijnej tyranii jest, jeśli nie obowiązkiem, to co najmniej prawem każdego ateisty.

    Zdumiewająca jest gotowość osób podających się za niewierzące do nazywania tego walką z religiantami 🙄

  8. „…nikt nie udowodni istnienia wielu innych rzeczy, np. miłości, współczucia, przyjaźni itp…
    Ten, który JEST wyłącznie we mnie i dla mnie. Lub go NIE MA…”


    Tekst pombocka, od niepamiętych czasów – na temat tego bloga, zachęca do komentarza, nawet w konwencji niegościnnej nieprzysiadalności.

    Wypunktowłem dwa stwierdzenia moim zadniam kluczowe.

    Otóż, wszystko pierwsze się zgadza w tym, co pombocek pisze, a drugie niezupełnie, choć niesprzecznie.

    Po pierwsze, istotnie, konstrukt boga to ideizacja ludzkiej, personalnej, fizjologicznej kondycji zdolności do wiary (a religia jest tej kondycji uspołecznieniem). Elementem tej warunkowej i potencjalnej zdolności, a więc nie imperatywnej, jest jej równie fizjologiczna alternatywa zdolności nieuaktywnionej, czyli braku potrzeby ideizacji.
    Słusznie zatem stan zdolności wiary jest przez pombocka lokowany w regionach emocji (tzw. uczuć, a nieprawidłowo: wyższych).

    Po drugie, stany uczuciowe, w tym potencjalne warunkowane kondycją osobistą (czyli, że nie każdemu dane się uaktywnić), jak zdolność wiary, są jak najbardziej nauką badalne i udowodnione.

    Dowodów więc na istnienie odczuć i kondycyj psychofizycznych nie brakuje, co w zupełności czyni dysputy o istnieniu czy nieistnieniu boga stanem odległym od współczesności i rozumu…
    …W przeciwieństwie do tego i innych, licznych a ostatnio pięknie wysublimowanych humanizmem tekstów pombocka, odkupujących sporą ilość uprzednich blogowych paroksyzmów bólów egzystencjalnych, niekoniecznie dobrą retoryką maskowanych.

    Załączam wyrazy uznania.

  9. @Gekko
    27 kwietnia o godz. 12:12

    ”Słusznie zatem stan zdolności wiary jest przez pombocka lokowany w regionach emocji (tzw. uczuć, a nieprawidłowo: wyższych).”

    One są wyższe dla osób z lękiem wysokości 🙂

  10. O tyranii tez da sie pogadac, bo istnieje, tak jak kaczki istnieja. Wyobrazenia tez sa. Na przyklad liczne wyobrazenia kaczek. Ale wsrod tych wyobrazen sa i takie, ktore przedstawiaja nieistniejace kaczki. Sa kaczki konkretnie istniejace i sa ich wyobrazenia, ale pomiedzy nimi sa tez wyobrazenia fantastycznych, cudnych wrecz kaczek, ktore niestety nie istnieja. FAkt istnienia wyobrazenia, nie jest dowodem istnienia takiej kaczki. Jest tylko dowodem istnienia wyobrazenia. Sa zapewne tacy, ktorzy beda twierdzic, ze jak jest wyobrazenie, to jest ono dowodem istnienia. Ale mnie ta przypadlosc szczesliwie ominela.

    Swoja kaczke juz z lodowki wyciagnalem, niech sie biedactwo ogrzeje, nim do pieca ja wloze.

    Pozdrowka
    ~l.

  11. Kiedys mnie Stachu(nieboszczyk) nazwal tchorzem. Nie odpowiedzialem, bo i po jakie licho. Nie jest tchorzostwo, sam zbudowac wlasny system wartosci. Beznakazowy. Sam zbudowac system, co innych ludzi nie niszczy dookola. Oczywiscie mozna przyjac, z lenistwa(?) wiare innych, w inny system. Sam energii, pomylek, czasu nie wkladac. To jest lenistwo, intelektualne najczesciej. Miedzy innymi nagrod oczekiwac, od innych. Np w krasnoludki/trolle wiare porzucic. I z nimi walczyc, trollami pozniej. Nie ma krasnoludkow? Trzeba udowadnic? Przeciez sa. Elsa Beskow malowala, musiala widziec, spotkac. Calkiem sympatyczne stworzonka. Obrazkowo/textowe. Tak wszyscy mowia, nawet niewierzacy (ateism krasnoludzki).
    https://www.bing.com/images/search?q=Elsa+Beskow&FORM=HDRSC2
    A w tych textach, pelno jest regul, jak porzadne krasnoludki postepuja. A w tych textach jest, „bron ciebie KoszalekOpalek” inaczej robic. Elsa Beskow, papiez(a) krasnoludysmu.

    A jak Whiskas na zewnatrz wystawic, to na drugi dzien nie ma. Krasnoludki wyzarly. Co chyba Dziady, albo Zaduszki nazywa po polsku. Wielkie zarcie krasnoludkow. A daltonism (Gekko) nie robi mnie lepszy/gorszy grafik czy rysownik. Inne sa kryteria.

    Pzdr Seleuk, krasnoludek(porzadny) po baraninie, przed drzemka.

    P(ost)S(os do mies) @lonefather, mnie baranina zaczyna nudzic, a jutro chyba tez bede musial. Tego barana ortodoxyjnego, to chyba krasnoludki beda musialy dokonczyc. Moze jutro na vegetarianism rzuce, jednodniowo.

  12. wbocek
    27 kwietnia o godz. 11:30

    Feurbacha: Celem moim było sprawić, abyście wy moi słuchacze z przyjaciół boga, stali się przyjaciółmi człowieka, z ludzi wierzących – ludźmi myślącymi …

    Właśnie zakończył się dramatycznie strajk nauczycieli. Strajk byśmy stali się … ludźmi myślącymi.
    I co? Na LA ten strajk przeszedł praktycznie bez echa. Ciągle bije się tę samą pianę.
    Gdzie tu sens?
    Żeby przeciwstawić się religijnej tyranii, a jest to nam potrzebne na cito, trzeba najpierw umieć myśleć.

  13. bubekró
    27 kwietnia o godz. 12:41

    Ladne.

    Ale wypadaloby dodac skale, zeby wiedzec o ile wyzsze i od czego. No i jeszcze skutek wdrazania tych „wyzszych uczuc” w zycie trzeba by bylo uwzglednic w ich ocenie. Jak ja wspomniany skutek obserwuje, to w „zyciu Romana” nie nazwe ich wyzszymi! No chyba ze to jest jakis nowy rodzaj obelgi.

    Pozdrowka
    ~l.

  14. seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 11:10

    Nie trywializuj.
    Poczucie godności jest częścią obrazu siebie, obrazu własnego Ja. Jednym z mechanizmów budowanie tego obrazu jest mechanizm porównań społecznych. Również porównań w zakresie dochodów. Jeżeli porównania wychodzą na niekorzyść, zaburzeniu podlega poczucie własnej godności.

  15. @Seleuk

    Lubie baranine, glownie w postaci jagnieciny. Na rozne sposoby. Ostatnio udusilem z warzywami i sluszna iloscia czosnku. Jedna wada jest, trzeba szybko jesc, zanim wystygnie. Na ucztowanie sie nie nadaje.

    Ociepke sie pytali dlaczego maluje krasnoludki, jak one nie istnieja. Ociepka odpowiadal, jak to nie istnieja? A jak „nie istnieja”, to kto mu wodke wypija i szcza do farb?

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Bedzie dwa dni, bo dzis sie oszczedzam i nie bede rozcinal opakowania, na ktorym wyraznie widac instrukcje: „SIMPLY ROAST IN THE BAG”

  16. wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 12:59

    Ty tak na serio?

    Pozdrowka
    ~l.

  17. @seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 12:51

    Nie ma krasnoludków?!
    No, nie wiem 🙄
    Nie zdarzyło się nigdy w twoim domu, że znikają pewne przedmioty (okulary, nożyczki, memory stick, jedwabny szalik etc.) i żadne poszukiwania nie dają rezultatów, a po jakimś czasie te rzeczy znajdują się jakby nigdy nic?
    Od kiedy pewien zaprzyjaźniony Fin uświadomił mi, że nie ma sensu szukać, wystarczy poczekać, aż tonttu (domowy skrzat) odniesie, co sobie pożyczył, po prostu zaprzestaję poszukiwań.

  18. wujaszek wania, 27 kwietnia o godz. 12:53 i pozniej
    Ja nie trywialisuje. Ja upraszczam do jadra. Strajk ludzi bezmyslnych, ~30lat bezmyslnosci, nie moze nagle wyzwolic pokladow myslenia. I zwiekszonej godnosci procenta. Szczegolnie bezmyslnych zawodowych zwiazkow, przwodcow (prawidlowo pisownia pszywutcuf), hasel etc… obecnosci. Co jest cel byc nauczyciel, co lekarz, co kierowca autobusa? Co byc poeta, co muzyk, co xundz nprzyklad. Godnosc @wujaszku daje mierzyc. Miarka. Najlepsze jest, miarka jest taka sama dla wszystkich.

    Klopot jest taki @wujaszku, ~30lat temu, miarke polamano. Co nazwano transformacja. Mnie zdaje, niedlugo o godnosc walczyc beda sluzba zdrowia, opieka nad staruszkami, kierowcy ciezarowek i taxi, chlopi i pare innych, bez godnosci. A wszystko to, polamanie miarki, jest wynik zabawa w berka. Gonic zachod. To teraz jestes berek. Oslepienie pieniedzmi, co miala splynac i splywa jest 100%. W tej gra w berka „gonic zachod” nikt nie zauwazyl skad te pieniadze sa, dlaczego. Pieniadze sa z Bankomat. Nie? To jak Bankomaty beda to i forsa bedzie. I tak trzydziesci lat minelo.

    Kiedys kuzyn mojej pierwszej zony, na wizycie (~90) wakacyjnej, zapytal mnie ile lat trzeba, zebysmy „my” dogonili (gra w berka). Ja wtedy powiedzialem, ze dwa pokolenia. Pomylilem, sorry. Dzis moja odpowiedz jest nigdy.

    Tobermory, 27 kwietnia o godz. 13:21
    😀 😀 😀 😀

    pzdr S

  19. @wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 12:53
    I co? Na LA ten strajk przeszedł praktycznie bez echa.
    A co? Ktoś dołączył? Ktoś zapowiedział poparcie? Partie opozycyjne odwiedzały strajkujących nauczycieli?
    Znaczy wszędzie były te echa, Polska grzmiała tylko tu nic się nie działo?
    Ten strajk tak jak KOD był zmarnowaniem energii ludzkiej bo był zrobiony na wariata.

  20. Tobermory
    27 kwietnia o godz. 13:21

    Mój nosi skarpetki nie do pary, jestem pewna.

  21. Nie lubię jagnięciny i baraniny bo śmierdzi. Uprasza się o nieprzekonywanie, niezachęcanie i niepodawanie mi przepisów bo mnie nie przekonają, szkoda czasu.

  22. wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 12:53

    Chyba jakies echo jednak bylo. Pamietam ze odpowiedzialem na echo. Poparlem strajk i na konto przelalem na 10 dni strajkowania dla 1 nauczyciela, bo mi wyszlo, ze tyle wypada na mnie.

    Sam strajk poparlem, ale od poczatku uwazalem go za bezskuteczny, choc wazny i potrzebny. TAkie ambiwalentne odczucia, ktore nie minely.

    Pozdrowka
    ~l.

  23. @Nefer
    27 kwietnia o godz. 13:47

    Skarpetki też wsysa pralka 🙄
    A jeden mój znajomy się skarżył, że ostatnio włożył do pralki parę niebieskich skarpet i parę szarych, a wyciągnął dwie pary, w których jedna skarpeta była niebieska, a druga szara 🙄

  24. seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 13:32

    Nigdy nie mow nigdy. Jak nie wiesz, to powiedz, ze nie wiesz, a nie ze nigdy.

    Pozdrowka
    ~l.

  25. @Nefer

    Nie będę cię przekonywał, ale jaką ty jagnięcinę jadałaś?
    Na święta u mnie był udziec jagnięcy (Silver Fern z NZ) pieczony w niskiej temperaturze (140 st.) przez 3 h, aż termometr wetknęty w mięso pokazał dokładnie 60°C. To był delikates – mięso mięciutkie i soczyste, pachnące tymiankiem i rozmarynem, naszpikowane czosnkiem, podlane dobrym czerwonym… Rozmarzyłem się 🙄

  26. Na Nowej Zelandii, jeśli jadałem mięso (prawie co dzień), to była to przeważnie jagnięcina, i nic mi nie obrzydła.

  27. Ewa-Joanna
    27 kwietnia o godz. 13:37

    Na „wariata” powiadasz?

    Nie byl na wariata, byl na naiwniaka zrobiony. Na NAIWNIAKA, co nie zadal sobie trudu zrozumienia z kim ma do czynienia i co sie nalezy i jak zrobic, zeby wygrac. To wlasnie nazywam „na naiwniaka”.

    Pozdrowka
    ~l.

  28. Zgadzam sie, ze palce lizac, bo oblizuje. A do jagnieciny pieczone pasternak i marchewka, popruszone tymiankiem. I absolutny „must be”, czyli sos mietowy. I dopiero to polaczenie pieczonej jagnieciny z sosem mietowym jest ukoronowaniem dziela. Zurawina tez moze byc, ale sos mietowy lepszy.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Kaczucha juz czeka … piec sie nagrzewa.

  29. Nefer
    27 kwietnia o godz. 13:54
    Jak jestes u greckich agnostykow ortodoxow z wizyta na Påsk to baranina jest obowiazkowa. Nawet przy PolarnymKole. To jakbys bigos Nefer na Jul wzbraniala. Jeszcze gorzej ~3,2 raza.
    pzdr S

  30. Tobermory
    27 kwietnia o godz. 14:04
    A wyobraz Tobermory, takie mieso moze byc naturalnie doprawiane (tymianek, dzika herbata i podobne) i solone(woda). Bez kucharka/kucharz. Mmmmm……
    pzdr Seleuk

  31. @seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 14:32

    Owieczki naturalnie przyprawione salicornią (soliród) wypasają się w okolicach Mont St. Michel…
    Nowozelandzkie też się nie odżywiają niezdrowo 😉

  32. Tobermory
    27 kwietnia o godz. 14:04

    Natknęłam się w restauracji w pracy. Dwa razy próbowałam i się poddałam. Wiem, marność nad marnościami i wszystko marność.

    (uśmiecham się nad skarpetkami)

    seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 14:28

    Wolę bigos 😉

  33. @Nefer
    27 kwietnia o godz. 14:43

    We Francji powiadają, dziecko musi 10 razy czegoś spróbować, aby było pewne, że nie lubi.
    Idź tym tropem, byle nie w kantynie 😉 Może być choćby restauracja w Normandii.

  34. Tobermory
    27 kwietnia o godz. 14:54

    No dobrze, ale jeszcze 10 razy? Bo te dwa to się pewnie nie liczą :/

  35. seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 14:32

    Errrr…

    A jak bedziesz podlewal drzewko wisni wodka w okresie formowania owocow, to w owockach nie sok, ale wisniowke znajdziesz.

    Pozdrowka
    ~l.

  36. Nefer
    27 kwietnia o godz. 15:31

    Oj tam, oj tam… 10 razy…

    Raz a dobrze wystarczy. Wybierasz sie moze do Long Sally? Jesli tak, to zapraszam. Upieke taka, ze nie wyjdziesz zanim przepisu ode mnie nie wydusisz.

    Pozdrowka
    ~l.

  37. @lonek

    Dzięki ale przestałam jeździć do Londynu, najpierw jak Eurostar miał problemy w Calais przez imigrantów, potem nagonka brexitowa na Polaków mnie odstręczyła a teraz czytam że nożownicy po Londynie biegają, jakoś mi się odechciało.

    A lubiłam te jednodniowe wycieczki zakupowe, szkoda mi.

  38. @Nefcia

    Nozownicy biegaja wszedzie. A w Brukselce airport wysadzaja w powietrze. A ja jakbym mial odwiedzic, to bym przylecial, a nie przyszedl na piechote. Eurostar jezdzi. Tydzien temu na King Cross bylem akurat jak odjezdzal sklad do Brukseli. A Long Sally jest gdzie byla. Wiec jedyne co pozostaje to odechcenie sie. Mi sie tez, jakos czesciej niz dawniej, co jakis czas odechciewa. Najbardziej to mi sie odechcialo pisac Kontrrewolucje, ale od paru dni mi chodzi po glowie, ze pora sie zmobilizowac, bo ten upadly strajk to syganal wchodzenia w faze „ostrej” walki o utrzymanie sie przy wladzy. Wiec chyba trzeba wrocic do pisania, choc sie nie chce…

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Gdyby sie zachcialo przypadkiem, lub nieprzypadkiem, to daj znac, moze sie da ogarnac to i owo. Choc z tym ogarnianiem to u mnie ostatnio tez nielatwo, bo mnie nosi wiecej niz dawniej i mniej w domu bywam. Mlody rosnie na lazika, wiec lazikujemy. Ostatnio lazikowalismy od Firenze do Napoli i w okolicach. Moze sie juz da wrzucic okolicznosci, ktore glupio bylo wstawiac, jak wstepniak nowy.

  39. lonefather
    27 kwietnia o godz. 13:09

    Ty tak na serio?

    Tak.
    Niestety, nie jestem taki mądry. Powtarzam jedynie to, co mają w tej sprawie do powiedzenia autorytety w dziedzinie problematyki tożsamości.
    Dzięki za wsparcie dla strajku nauczycielskiego.
    Również pozdrawiam 🙂

  40. Ewa-Joanna
    27 kwietnia o godz. 13:37

    Ten strajk tak jak KOD był zmarnowaniem energii ludzkiej bo był zrobiony na wariata.

    Praktycznie co tydzień jestem na zabraniu KOD. Są to wykłady, szkolenia, akcje samopomocy, spotkania integracyjne. Bardzo ważna była praca przed wyborami samorządowymi. Nie bez sukcesów. Angażuje się wiele osób.

    Ale Ty oczywiście wiesz lepiej.

  41. seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 13:32

    taaa, przez 30 lat, tfu, przez osiem lat Polcy i Polacy …

  42. Właśnie, wstępniak nowy a ja tak nieelegancko.

    Pombocku, z wielką przyjemnością przeczytałam Twój wstępniak, napisany w taki wyważony, spokojny sposób, piękną polszczyzną i z logiczną argumentacją. Pisz częściej, blog i wszyscy tylko na tym skorzystają. Co do meritum to muszę przemyśleć czy dam radę co rozsądnego powiedzieć.

  43. lonefather
    27 kwietnia o godz. 15:47
    Bede probowal podlewac. Zeszlego roku postanowilem. Troche od jedego pszczelarza zalezy czy ule wystawi. Jak wystawi, drugi gasiorek nabede. Zeby ptaki nie popily i burdy nie robily wieczorami popite. To jest odpowiedzialnosc. Jak ,mieszkalem w Tiveden to przyszly raz losie, na fermentowane jablka. Jeden mlody, tak zanietrzezwial, wykopyrtnal na rownej drodze. Krzyku narobil i przyszla mamuska, w nielepszym stanie. Zrobilem nawet foto i opublikowalem, ale gdzies mnie zginelo. To jest odpowiedzialnosc. Jakby te ptaki popily, chyba lataly tylem.

    wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 18:19
    Bardzo dobrze, jestes zaangazowany lokalnie. To jeden z warunkow zmian, byc zaangazowany. Inny jeszcze jest skutecznosc. Czy zmiany lepsze, czy gorsze, to nigdy nie wiadomo. Ocene daje otoczenie. Nie uczestnicy zaangazowania. Dlatego bo sa zaangazowani. Osobiscie, dotad bylem zaangazowany w prawie 50projektow, grupowych zbiorowych. Dwa z nich byly/sa sukcess. Jeden jakotako. Reszta, nikt nie pamieta nawet. Aktualnie dwa, ocena jeden za rok bedzie. Drugi sam zrezygnowalem, zakanczam.

    Drzemka po baraninie, rozjasnia widzenie. Zycze sukcesu @wujaszku, z lekkim dystans do zaangazowania.

    A wogole @Wszystek. Sajt jest polityczny, nie zywnosciowy. To bedzie polityczny film.
    https://www.youtube.com/watch?v=R3tErFvAgag

    pzdr seleuk

  44. wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 18:16

    Czuje sie zazenowany, bo nie dla podzekowan wsparlem, tylko z solidarnosci.

    Powtarzac za autorytetami? To powtarzac rowniez ich bledy. Na ten przyklad, gdybym teraz mial powtorzyc za Lechem Walesa, ze mam bozie w koputerze najnowszej generacji, to co mialbym zrobic z moim starym kompem, w ktorym musi byc bozia starej generacji? Mysle, ze lepiej poznac co autorytet o czyms mowi, pomyslec co ja o tym mysle i powiedziec co mysle. Ja mysle, ze samo porownywanie sie na stan posiadana, to glupota dziecinna. Tylko glupiec uwaza, ze ma wiecej, jak ma wiecej pieniedzy. Ma pewnie wiecej pieniedzy, ale raczej ma mniej, jesli tylko pieniadze sie licza. W/g mnie, gdyby sie do pieniedzy ograniczyc, to nie ich ilosc, ale „wystarczalnosc”, czyli czy posiadana ilosc wystarcza na zaspokojnie potrzeb i niezbednych wydatkow, moze wplywac na samopostrzeganie sie. Jesli mi wystarcza i nie odczuwam braku, to nie odczuwam gorszosci w stosunku do innych.

    Tak to widze i zawsze widzialem.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps A z KODem widze bardzo podobnie jak TY.

  45. Nefer
    27 kwietnia o godz. 18:20

    Neferko, poleciałem z tym do jakubka na EP, a tu lecę do Ciebie. Odkryłem dwa tygodnie temu piękny, cichy, bezmałpi mokradłowy las, koło którego przejeżdżałem parę lati ge widziałem. Myślałem: co ja mam do szukania na mokradłach. No i zobaczyłem, że mam. A on się ciągnie fest kawałek przy jeziorze. Będzie gdzie się szwendać. Mokradłowy las to dla Ciebie chyba słaba motywacja, spróbuję poszukać innej.

    Dziś były dwie niespodzianki we włóczykijowaniu: dziki i bobry. Znajomy wyjaśnił mi na przystani, że nasz dzik, którego nazwałem „Kazik” i którego razem odkryliśmy przy kanale, nie nazywa się „Kazik”, lecz „Kazia” i właśnie ma czwórkę małych. W mokradłowym lesie z kolei zobaczyłem siwą wronę, która na mój widok nie uciekała. Uciekła dopiero, jak się już fest zbliżyłem. Zobaczyłem, że siedziała na małym warchlaczku, cześć jego pamięci. A drzewa przy naszej rzeczce Dzierżęcince, pogryzły chyba bobry i zostały przez władzę wyproszone, bo gdyby zrobiły tamę, okoliczne ogródki działkowe byłyby zalane, a może i parę chałup.

    https://photos.app.goo.gl/A8vWsrPhSHFuy4ER7

  46. seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 19:27

    Dawno nie wspomnialem, zem jest po wyksztalceniu pastuch dyplomowany. Jako ten tego fachowiec wyksztalcony w pasieniu miedzy innymi owiecek, powiem tak. I owszem tym co sie jagnie zywi, wplywa na smak jedzenia z jagniecia przyrzadzonego. Niemniej proces utrwalania sie smaku w miesie jest tak dlugotrwaly, ze nim odpowiednio miesko smaku nabierze, to sie jagniatko w starego barana zmieni i wlasne smaki baranie zdominuja smaki z zieleniny dla smaku zezartej. Z tego powodu niech juz sobie jagniatko chasa po lace i zajada trawy, ziola i co mu tam do pyska wpadnie, a ja juz sobie rozmarynem, tymiankiem i czosnkiem, do smaku doprawie.

    Nawalone ptaki nie lataja. Nawalone ptaki przedstawiaja tak smutny obraz, ze nie bede go opisywal. WIdzialem nawalone ptaki.

    Pozdrowka
    ~l.

  47. @seleuk|os|
    27 kwietnia o godz. 19:27

    Dawno temu gęsi mojej ciotki nażarły się wyrzuconych do kompostu wiśni z wiśniówki i padły pokotem. Ciotka na widok ptaków nie dających oznak życia postanowiła choć puch uratować i jęła skubać póki jeszcze ciepłe. Kiedy częściowo już ogołociła brzuch pierwszej sztuki, ta zaczęła się ruszać i cicho pogęgiwać 🙁 Ciotka w szoku zaprzestała skubania i dawaj nasłuchiwać bicia serca pozostałych gęsi. Przeżyły wszystkie, ale przytomniały przez wiele godzin, a historia przeszła do rodzinnej legendy.

  48. wbocek
    27 kwietnia o godz. 19:36

    Piękne pombocku, podobają mi się mokradła. Chwilowo się nie rozpiszę bo coś mię zeźliło i czmucham nosem.

    Poczytałam ostatnio artykuł jak to betonowa marina w Sopocie powoduje powstanie łachy piasku z drugiej strony mola czyli nowej wyspy JP2 i zaraz mi się przypomniałeś. Już dwa razy koparką wywozili. Mają sopocianie rozrywkę, molo na piasku i gnijące glony.

  49. lonefather
    27 kwietnia o godz. 19:28

    Powtarzac za autorytetami? To powtarzac rowniez ich bledy

    Autorytet autorytetowi nie równy, to raz. Dwa, czym innym są opinie polityka, a czym innym potwierdzone empirycznie dane naukowe.
    Oczywiście, w nauce również zdarzają się błędy. Ale jak na razie nic nie słyszałem o zakwestionowaniu mechanizmu porównań społecznych, jako jednego z mechanizmów budowy struktury Ja. A Ty? 😉

  50. @wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 21:38

    A podasz doi?

  51. Jeszcze na chwilę wrócę do głupawej mantry powstałej z równie głupawej modlitwy Diderota:
    „żadnymi rozsądnymi sposobami nie jesteśmy (…) w stanie udowodnić ani Twojego istnienia, ani Twojego nieistnienia”.

    Mnie udowadnianie do niczego nie jest potrzebne, odkąd zdałem sobie sprawę z tego, żadnej bogowości w swoim życiu, mimo wychowania w duchu katolickim, nie doświadczyłem. To wystarczyło do stania się ateistą, czyli samo życie, żywioł, nie jakieś słowne dowody, które zawsze można kwestionować. Mogę również, wbrew temu co plecie Diderot, rozsądnym sposobem, czyli racjonalnym rozumowaniem, udowadniać nieistnienie Boga. Czy kogoś takie rozumowanie przekona, to już inna para kaloszy. Żadne rozsądne sposoby nie przekonały i nie przekonają smoleńskich religiantów.

    Religianccy harcownicy, jak na przykład niejaki Mauro, nie szukają żadnych dowodów, lecz gmerają w szczególikach, ponieważ ich żywiołem jest gmeranie dla samego gmerania, paplanie dla samego paplania, konfrontacja dla samej konfrontacji, błyszczenie dla błyszczenia – oni do niczego nie zmierzają, nie istnieje cel i najmniej ważny jest Bóg, wiara w niego i wynikająca z mów Jezusa religijność – najważniejsze jest bycie na widoku, miłość własna. Dla człowieka używającego rozumu w celu rozumienia, a nie w celu ubierania w słowa religijnej pustki wystarczy sam rozum i brak zmysłowego doświadczania jakiejkolwiek bogowości do stwierdzenia, że Boga niet. A komu nie wystarczy, to nie dlatego, że dowody są słabe, lecz dlatego, że słaby jest on. Nie zdobył umiejętności myślenia na poziomie koniecznym do poznania obiektywnego, wykluczającego wszystkie możliwe subiektywizmy, w tym wiarę w Boga, która właśnie jest krytykowana. Wierzący w Boga nie będzie przecież poważnie traktował obiektywnych dowodów jego nieistnienia, a tym bardziej sam nie będzie szukał.

    Żadne rozsądne argumenty nie przekonają tych Rosjan, którzy wielbią Stalina, i żadne argumenty nie przekonają zatwardziałych kaczofilów, że ich wiecznie smarkaty wódz to pasożyt, narcyz, szkodnik i wołowa dupa.

    Diderot miałby więc rację tylko wtedy, gdyby powiedział:

    „żadnymi rozsądnymi sposobami nie jesteśmy (…) w stanie udowodnić SŁABYM NA GŁOWĘ Twojego nieistnienia”.

    Istnienia zaś Boga tym samym słabym na głowę nie trzeba udowadniać, bo sami widzą – na drzewach, na chmurach, na szybach, na kominach.

  52. Żeby nie było, że nie włożyłem pracy w szukanie godności. Godność ma ten, kto kontroluję narrację:

    https://www.youtube.com/watch?v=zH_C6o1dJm8

  53. bubekró
    27 kwietnia o godz. 21:54

    wrzuć do wyszukiwarki „mechanizm porównań społecznych”, „Ja”

  54. @wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 22:33

    wyskakują mi bryki, skrypty i strony kul i deon – podaj artykuły weryfikujące badania 🙂

  55. wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 21:38

    Wez i zerknij na gore na to motto prof Kotarbinskiego. Otoz ja nawet go nie znajac, nie daje sie omamic autorytetem i moze nie tyle, ze kwestionuje, ale nazwijmy to sprawdzam, czyli porownuje z tym co znam. I jesli chodzi o pieniadze, to znam ludzi, ktorych zakwalifikowalbys jako biedakow, ale oni sami uwazaja sie za szczesliwych, bo im wystarcza na zaspokojenie potrzeb.

    Poniewaz znam takich ludzi, to kwestionuje poglad, ktory zaprezentowales jako materialny warunek godnosci. Skoro mam podstawy do zakwestionowania rzeczonego pogladu, to pod znakiem zapytania stawiam definicje.

    Nie dyskwalifikuje, ale kwestionuje ten jej fragment. I nie tylko kwestionuje, ale jednoczesnie proponuje poprawke.

    Pozdrowka
    ~l.

  56. @wujaszek wania
    27 kwietnia o godz. 18:17
    Ważna jest skuteczność nie zbieranie się co tydzień. Zebraliście się raz dobrze, ale zmarnowaliście szansę zrobienia czegoś rzeczywistego poza gadaniem, bo zwyczajnie stchórzyliście. Bo to tak dobrze jest wygłaszać światłe idee, popierać i mieć rację, to taki mniód na duszę. A odpowiedzialność niech ponoszą inni.
    Jeżeli we wrześniu strajk nauczycieli odżyje w takim wymiarze jak teraz i odbędzie się i odniesie sukces, to posypię głowę piaskiem i pokajam się publicznie a ciebie przeproszę i uznam swoją porażkę.

  57. @lonefather
    27 kwietnia o godz. 14:09
    Ty mówisz „na naiwniaka” ja mówię „na wariata” – w sumie znaczy to prawie to samo.

  58. @wbocek
    27 kwietnia o godz. 19:36
    Nie dyskryminuj! Kazik też może mieć małe 🙂
    A w ogóle to dzięki za wstępniaka, bym mogła napisać podobnie, ale mój język nie jest taki sprawny, to podpisze się pod twoim

  59. Pombocku, ja tam sporo razy doświadczyłem Boga.
    Pamiętam jak dziś, a nawet jak przedwczoraj: wracałem ze spowiedzi świętej do domu, była to może 2-3 spowiedź w życiu, nie pamiętam już dokładnie czy jeszcze przed komunią, czy już nieco po.
    W każdym razie poczułem w pewnej chwili nadzwyczajną lekkość w sobie: hurrra!, nie mam już na sumieniu żadnych grzechów, Bóg jest we mnie, a ja z nim! Cóż za piękne uczucie, oto doświadczyłem Boga!
    Tak było.
    Jeszcze parę razy miałem podobne doświadczenia. I byłoby to bardzo miłe, ale miałem też doświadczenie odwrotne: szedłem ci ja do tejże spowiedzi świętej, a tu w drodze słyszę nagle w głowie myśl: Bóg jest głupi! Głupi, głupi! Bardzo się tej myśli wystraszyłem, tym bardziej, że usiłowałem przestać myśleć „Bóg jest głupi!”, a tu nic – myśl nie chce się przestać myśleć! Doświadczyłem obecności Szatana!
    Tak było !
    To chyba jest prawidłowe: doświadczyć kompletu. Jak kto doświadcza jednostronnie, to ma jednostronne pojęcie o rzeczach.

    Był to czas komunijny, czyli taki, gdy niewinne dziecię dowiaduje się, że jest strasznym grzesznikiem. Właściwie, cokolwiek zrobi, zgrzeszy, a dobre uczynki tak trudno zrobić i tak rzadko się zdarzyć mogą, że nijak nie równoważą się ze strasznymi grzechami.
    Nic wcześniej nie wiedząc o tym, że mam „nieskromne myśli”, a nawet „brudne myśli” właśnie się dowiedziałem, że jestem nieskromny, brudny, grzeszny i w ogóle – do dupy.
    Dupa jest tu bardzo na miejscu, albowiem za pomocą owego „brudu myśli i uczynków” Kościół kat dokonuje seksualizacji dzieci, ale przede wszystkim czegoś jeszcze gorszego: odcina dziecko od własnej osoby, kradnie je i wydaje na łaskę Boga, od którego wszystko zależy, zaś dziecko już całe życie będzie nieustannie winne grzeszenia i przy każdej spowiedzi musi powtarzać: obraziłem Pana Boga następującymi grzechami…

    Minęło od tamtego doświadczania lat trochę, gdy wróciwszy do nich dojrzalszą myślą, zdałem sobie dobrze sprawę z tego co było powodem owych „doświadczeń Boga” a i Szatana i na czym to polegało: pobudzona lękiem, przerażeniem, lub zwolniona z ciążącego kamienia psychika a to odczuje ulgę, a to popadnie w panikę czy nieuświadomioną złość niezgody na to, by musieć się dać upokorzyć do tego, by nieistniejące grzechy w sobie znaleźć i przed nieistniejącym Bogiem za nic się korzyć błagając go o łaskę przebaczenia i nigdy nie będąc jej pewnym. Nie dostajemy bowiem nigdy dowodu przebaczenia i dowodu łaski, a wyłącznie o nich mniemamy. Odtąd całe życie będziemy drżeć niczego niepewni przed Bogiem.
    To jest straszna, demoralizująca i degenerująca tortura i coś absolutnie niegodnego. Żadne to doświadczenia Boga czy Szatana albo Przenajświętszej Panienki z Maksymilianem Kolbe i Bernadettą Kózką oraz Teresą z Avila w jednym. To pobudzenie psychiki i wyłącznie to.
    Kto twierdzi inaczej, ma do udowodnienia, że jest to „obcowanie z Bogiem”. Nikt jeszcze takiego dowodu nie przeprowadził.
    Ten co twierdzi, że doświadczył Boga może wyłącznie mowić, że doświadczył, nie może stwierdzić, że doświadczył. Nigdy nie wydostanie się spod mocy działania ludzkiej psychiki, wszelkie jego dochodzenia rzeczywistości owego „doświadczenia” skazane są na porażkę i mogą, wobec innych, być wyłącznie oszustwem.

    Z dzisiejszej perspektywy, dosrzeżenie w słowach Diderota nietrafności jest łatwiejsze niż w czasach gdy on je wypowiadał. Należał bowiem do pionierów rozumu i każda myśl niezależna, wolna od spętania religią i niewiedzą już była wielkim osiągnięciem, nie każda mogła więc być na tyle oczyszczona z niedoskonałości, by i dziś trwać w doskonałej kondycji.

    Niemożność dowiedzenia istnienia czy nieistnienia Boga jest zaś zwyczajnym falstartem istnienia Boga w ogóle. Ów istnieje wyłącznie o tyle, o ile istnieje człowiek. Nie w związku z istnieniem pokrzywy. Skoro więc człowiek nic nie może: ani stwierdzić na TAK, ani na NIE, w ogóle z kwestią Boga nic nie może zdobić, lepiej więc zrobi, jak się uda na ryby. Wyznawca powie, że może UWIERZYĆ, to jednak nic nie ma wspólnego ani z orzeczeniem Diderota, ani z rozumiem.
    Uwierzyć z kolei oznacza uwierzyć w COŚ. To coś musi mieć kształt oraz treść. Usiłowania dowiedzenia istnienia Boga mają długą tradycję i są druzgocąco nieskuteczne, a repertuar kombinacji jak by tu dowieść istnienia Boga jest już bodaj całkowicie wyczerpany. Zaś znane „dowody” są po prostu liche, oszukańcze metodą bezczelną lub nieco bardziej subtelną.
    Jeden z głównych dowodów na istnienie Boga pochodzi od niejakiego Augustyna bodaj, może jednak od Tomasza – obaj siebie warci: coś największego co tylko możesz pomyśleć, jest Bogiem. Augustyn był pewnie człekiem dowcipnym – takie można zrobić założenie z miłosierdzia, inaczej należałoby stwierdzić, że był cymbał. Zapomniał bowiem był, że człowiek nijak się ma do swojego Boga, który jest bytem absolutnym, czyli różnica jakości i wielkości pomiędzy Bogiem a lichym człowiekiem jest absolutna: najwyższego rzutu myśl człowieka jest absolutnie nędzna wobec Absolutu Doskonałości Bożej, nie może go więc sięgnąć i zasadnie orzec, że najwyższa myśl człowieka dotyka Boga i dowodzi jego istnienia.

    NIemożliwe dowiedzenie najwyższą myślą Boga nie jest dowodem na Boga konkretnego: Jahwe. To wyłącznie gadanie o abstrakcie. Jahwe zaś ma mnóstwo, najpewniej nieskonczona liczbę konkretnych cech i właściwości. Stworzył niebo i ziemię, w dodatku najpierw światłość, a dopiero później źródło światłości – gwiazdy. Jego cechą jest więc zdolność tworzenia, ale kulawego, w istocie – niemożliwego.
    Bóg Jahwe przechadzał się po Edenie i nawoływał Adama: posiada więc narządy ruchu, zapewne nogi a nie czułki czy wypustki – taka myśl, że wypustki, byłaby niewątpliwie obrazą Boga, a to grzech śmiertelny. Więc – nogi! W innym miejscu, w dodatku nie raz, Jahwe sam o sobie opowiada, że posiada ramię! Mamy więc pewność cechy: ma konstrukcję antropomorficzną – ramiona, rączki, a jak rączki, to ile palców w każdej? Chyba nie tyle co Bolek z Lolkiem, czyli nie po cztery, a po pięć.
    I ta dalej i temu podobne: Bóg musi mieć konkretną substancję. Także po to, by była rożnica między Jahwe a Allahem, Manitu, Zeusem, Ozyrysem i innymi bogami. Iaczej człowiek nie wie, którego boga najwyższą myślą dowiódł.
    Samo użycie pojęcia „Bóg” jest oszustwem. Bóg bowiem jest bogiem chrześcijan, zaś najwyższa ludzka myśl nie może dowieść konkretnej substancji, a roić wyłącznie o abstrakcie. Jeśli nie ma to być oszustwo, konieczne jest użycie innego słowa, „Bóg”, „Allah”, „Zeus” i cała reszta musi zostać wykluczona.
    W tej sytuacji należy użyć pojęcia „elektrokapuściocha”. teraz można próbować powziąć najwyższą do powzięcia myśl i sprawdzić, czy jest dowodem na istnienie elektrokapuściochy.

    Bóg jest niedoświadczalny, można wylącznie gadać o „doświadczeniu”, a to, że w istocie nie zdarza się nam go doświadczyć, jest naturalnym i prostym, a skomplikowanego nie trzeba, potwierdzeniem nieistnienia onego. Rodzimy się ateistami, żyjemy będąc ateistami i umieramy jako ateiści. Są jednak tacy, co ten stan uważają za katolicyzm, mahometanizm i tak dalej – i niech im będzie: wedle tego ateiści sądzą wyznawców.

  60. @wbocek
    Jestem pod wrażeniem Twojego wstępniaka – credo. Przejrzystego merytorycznie, opartego na żelaznej logice, a jednocześnie ujmującego lekkością pióra czyli klawiszy. Gdybym nie była ateistką „na chwilę obecną”, byłabym dzięki Tobie na najlepszej drodze, by nią zostać.
    Do widzenia, do jutra.
    Jako małolata byłam zachwycona tym filmem. Pamiętasz?

  61. wbocek
    27 kwietnia o godz. 11:36,
    pombocku drogi, nie znalazlam linku do zdjec z tymi zebami bobra, zatem jesli moglbys mi odpisac u DP. Troche jestem rozerwana pomiedzy blogi.
    Za to dobrze, ze tu mnie przynioslo, bo przeczytalam twoj swietny tekst i pare innych.
    Pombocku, w kwestii agnostycyzmu: kiedy ktos twierdzi, ze jest agnostykiem, to ja pytam czy wobec tego dopuszcza istnienie takich postaci jak Zeus, Tammuz, Baal i conajmniej paruset innych bogow.
    Bo skoro nie wyklucza istnienia boga, to chyba nie tylko chrzescijanskiego? W takim wypadku logika podpowiada, iz agnostycyzm to postawa, w ktorej czlowiek nie wyklucza istnienia jakiegokolwiek z wymyslonych przez ludzkosc bogow a takze tych niewymyslonych,zupelnych abstraktow. No i wowczas agnostycy zaczynaja mi tlumaczyc, ze …noooo, tak nie mozna stawiac sprawy.
    A to czemu? To ja juz wole slepa wiare, ktora wyklucza wszelka dyskusje od takiego niedowiarstwa. Agnostyk to po prostu niedowiarek i zadnej filozofii w tym ni ma. Ament pombocku, wrzuc mi te bobry por favor .

  62. @pombocku,
    alez mam juz mam! Nie wiem jak moglam nie zauwazyc czerwonego linku pod wpisem! Ale ja juz mowilam Mag, ze mnie sie czasem slipia zarza na czerwono, to moze dlatego. Pozdrowko ,lete w las.

  63. @Ewa-Joanna
    dzieki ale znalazlam juz. Nie wiem jak moglam przeoczyc?

  64. @ Wyobrazmy sobie, ze na swiecie nigdy nie bylo zwierzat. Nie ma i nigdy nie bylo. Sa tylko ludzie i rosliny. I oto nagle znajdujemy krowi ogon. Cokolwiek bysmy sobie wyobrazili, to nie wyjdzie nam z tego krowa.
    Nie da sie kochac bezosobowego boga, nie da sie modlic do abstrakcyjnej sily. Czy ktos ( poza fizykami) pokochal kiedy grawitacje? Nie sposob sobie boga nie wyobrazic, acz niekoniecznie ze szczegolami (podobno jego oblicze jest niewyobrazalnie piekne, do tego stopnia, ze gdybysmy je ujrzeli, to od razu trafilby nas szlag). Nie da sie modlic do pustki, ktorej nawet nie umiemy sobie wyobrazic. Neti,neti, jak mowia Hindusi – nie to, nie to. Wyobrazic mozemy sobie jedynie to, czego doswiadczamy zmyslami, totez nigdy nie wyobrazimy sobie czegos czego nie ma lub czegos, czego nasze zmysly nie sa w stanie doswiadczyc. Bog z natury rzeczy musi byc osobowy. Ponoc nie nalezy tworzyc jego wizerunku ( w wielu religiach, w tym w chrzescijanstwie) ale czlowiek i tak go stworzy wewnatrz siebie. A potem nada mu wlasciwosci natury i oto mamy religie, chocby prosty totemizm. Jak mozna podejmowac proby udowodnienia istnienia tych roznorakich wyobrazen? Obiektywnego ich istnienia? To nonsens. Jest tylu bogow ilu wierzacych ludzi. Wszelkie doswiadczenie boskosci, jest doswiadczeniem wylacznie naszej wlasnej natury, ktorej nie znamy do konca, stad sklonnosc do przypisywania roznych zjawisk (wizji, proroctw, objawien, opetan) jakims istotom nadprzyrodzonym. Wiedza o tym psychiatrzy.
    Wszak istnieje wrecz schorzenie o nazwie paranoja mistica, na ktore sadzac po objawach cierpieli glownie tzw. swieci. A wracajac do kleru. Nigdy nie spotkalam nikogo sposrod nich, kto mialby jakies osobiste doswiadczenie boga. Dlatego ich gadki sa takie dretwe, nudne, niechlujne pozbawione bodaj sladu osobistego przezycia, a na domiar koszmarnie grafomanskie.

  65. Krowi ogon zachwycający! Prosto w punkt. 🙂

  66. Agnostycyzm jest postawą ostrożną, wygodną, asekuracyjną. Ateizm można z punktu widzenia logiki podciągnąć pod… religię (wierzę, że nie ma). Taką argumentacją posługują się klerycy i trudno odmówić im racji. Czysta semantyka.
    Całe te bajania jednakowoż sprowadzają się do tego, że problem (jak i bogów wszelakich) stworzył człowiek. Człowiek, który ponad inne gatunki wyrósł i coś zaczęło mu przeszkadzać. Najwygodniejszym wytłumaczeniem ludzkich rozterek i niejasności musiało być coś, co jest absolutnie nie do podważenia. ABSOLUT. Mózgi (te sprytniejsze) sobie z tym szybko poradziły, a reszta (dla potrzeby komfortu psychicznego spowodowanego narastającymi nierównościami) to powoli kupowała. Reszta to akcesoria, bo to było w różnych wersjach. W zasadzie nikomu taki układ nie przeszkadzał, mimo, że w różnych częściach świata kreował nierówności. A może właśnie dlatego nie przeszkadzał. Religia jest narzędziem do substytutu spełnienia. Spełnienia istnienia świata takiego, jaki stworzył bóg, którego stworzyli kreatorzy boga. Czyli my.
    Oczywiście potem się to wszystko porozwijało w różnych kierunkach (chyba najmniej ściemniali Chińczycy), niewątpliwie najbardziej destrukcyjnymi dla ludzi, ich rozwoju psychicznego, kulturowego, jak i fizycznego są monoteizmy. Narzucane wiary – sieci, trucizny. Ale to temat na inną pogadankę.
    wbocek, seleuk: nie będzie problemu agnostycyzmu, ani ateizmu, jeżeli umysłowo wrócimy do czasów przed bogami. Nie cywilizacyjnie. Mentalnie, wewnętrznie. Nie szukajmy, jak nasi przodkowie absolutu na górze Kalwarii, w Mekce i gdziekolwiek oni (przodkowie) sobie to powymyślali. Absolut jest w każdym nas. Trzeba dorosnąć do tego, by go znaleźć i się z nim zaprzyjaźnić.
    Pozdrawiam.

  67. @pombocek
    file:///C:/Users/robert/AppData/Local/Temp/33021977_104538047098370_3955064451777953792_n.jpg

  68. p.s.
    No, niestety nie wyszlo. Ide do krypty, bo dnieje. Pa, pa.

  69. @jakub01, 1:28
    Teraz przeczytałem.
    Napletek Jezusa bez Jezusa. Można dowolnie rozwijać 🙂
    Szacunek i pozdrowienia:)

  70. @Guziec
    ” Ateizm można z punktu widzenia logiki podciągnąć pod… religię (wierzę, że nie ma). Taką argumentacją posługują się klerycy i trudno odmówić im racji. Czysta semantyka.”
    Niezupelnie. Oczywiscie, ze taka argumentacja posluguja sie klerycy, ale nie jest ona prawdziwa. Ja nie WIERZE, ze boga nie ma , ja to WIEM.
    I w tym roznica. Dla kleryka wierzacego prosta opozycja, to niewiara, dla mnie nie ma czegos takiego jak wiara w nieistnienie. Nie musze w nic wierzyc, czyli dokonywac jakiejs argumentacji wewnetrznej na rzecz nieistnienia boga, do czegos sie przekonywac. Moge uwierzyc w zjawiska niedostepne zmyslom ludzkim, bo sa inne metody ich odkrycia.
    Ale nie wierzyc w istnienie boga, to wierzyc ze znakiem przeciwnym.
    Nonsens.
    @ Ewa- Joanna. Dzieki. Mnie ten przyklad tez sie podoba choc nie jest mojego pomyslu. Zaczerpnelam go z ksiazki Anthonego de Mello „Przebudzenie”.

  71. Dyskusja rośnie żywiołowa, to i ja się dołożę.

    Po pierwsze primo,
    to gratulacje @wbocku, za wstępniak. Jeśli idzie o modlitwę Diderot’a, a za nim P. Szostkiewicza, to po mojemu od tamtych czasów zarówno nauki ścisłe jak i filozofia z logiką poczyniły znaczne postępy, które uczyniły teorię istnienia boga o wiele mniej prawdopodobną. Muszę tu dodać, że cała ludzka wiedza to po mojemu teorie, żadna z nich nie udowodniona na 100% – tu ukłon w stronę solipisyzmu. Niektóre mają wysoki stopień prawdopodobieństwa, jak np. ewolucji czy względności, inne bliski 0, jak istnienia boga. Ateistom, nawet tym nie mającym potrzeby boga, przydatna jest jednak w ich ateiźmie jakaś podkładka intelektualna, zarówno do obrony przed normalnym ludzkim zwątpieniem w trudnych chwilach, jak i do zwalczania bajerowania przez natrętnych religiantów. Mnie osobiście za ww. podkładkę służy od 14-go roku życia logika, która wyklucza boskie połączenie wszechwiedzy z wszechmocą oraz drastyczną niezgodność teodycji z aksjomatyczną doskonałością i miłosierdziem rzekomego boga. Dyskutowanie infantylnej wiary w dziewicze porody, trójce, cielesne wniebowstąpienia, rajskie dziewice, jakubowe drabiny i inne podobne bajeczki będące opium dla ludu, jest moim zdaniem marnowaniem czasu.

    Po drugie primo, w temacie jagnięciny. Choć przyznaję, że zapodany pod poprzednim wstępniakiem filmik ”Człowiek”, w którym występuje jagnię, zwiększył mi dyskomfort moralny wobec zjadania zwierząt. Jak na razie, mimo to, łakomstwo wygrywa u mnie z etyką.

    @lonefather
    27 kwietnia o godz. 13:07,

    @Nefer
    27 kwietnia o godz. 13:54,

    @ 27 kwietnia o godz. 14:04

    My pichcimy jagnięce nóżki, wedle przepisu Lamb shank testi kebab. Jedyna modyfikacja to zamiast pieczenia przez 4 godziny, 40 minut w szybkowarze. Trochę pracochłonne ale Pycha!

    Po trzecie primo,
    @Nefer 27 kwietnia o godz. 15:59

    Dzięki ale przestałam jeździć do Londynu, najpierw jak Eurostar miał problemy w Calais przez imigrantów, potem nagonka brexitowa na Polaków mnie odstręczyła a teraz czytam że nożownicy po Londynie biegają, jakoś mi się odechciało.

    Trochę to odechcenie nielogiczne. Bo raczej powinno odstręczać wychodzenie na ulicę, a już całkowicie przerażać wsiadanie do auta. Tu są podpierające to statystyki przyczyn zgonów, z wyjątkowo pouczającym wykresem. W streszczeniu – średnio na świecie, od s…czki umiera się 4,25 raza częściej niż w wyniku morderstwa, a 47,8 raza częściej niż w zamachu terrorystycznym. I tu naiwne pytanie: Dlaczego nożownicy i terroryści budzą taki strach i sensację, a s….czka tak niewielki??

  72. @Ewa-Joanna
    28 kwietnia o godz. 0:01

    Bobry nie te co w Kurta Vonneguta „Breakfast of Champions”….. hmmmmm 😉

  73. @Tanaka
    27 kwietnia o godz. 23:30

    Jeśli nie ma to być oszustwo, konieczne jest użycie innego słowa, „Bóg”, „Allah”, „Zeus” i cała reszta musi zostać wykluczona.

    Allah to nie imię! To po arabsku rodzajnik określony „al” przed rzeczownikiem „lah” (bóg). Natrafniejsze tłumaczenie to „jeden bóg” H. Sienkiewicza („Ogniem i mieczem”). Choć skrajni islamscy dosłownicy (literaliści) wierzą i głoszą, że jest to bóg osobowy, bo Koran pisze o „boskich rękach”, a skoro ręce, to musi być cała reszta.

  74. Kapkę sknociłem, to i poprawiam:
    Najpierw link: Przyczyny zgonów.
    Dalej: powinienem był, wspominając wsiadanie do auta i odwołując się do porówywania zgonów z różnych powodów, porównać wypadki samochodowe z morderstwami i terroryzmem. Wypadki drogowe są tuż za s…czką na liście przyczyn – 3,43 zgony w tych pierwszych na każdy z tych drugich. W przypadku terroryzmu proporcja to 38,64. Należy też pamiętać, że powyższe proporcje to średnie dla całego świata, a zatem dla tzw. Zachodu byłyby co najmniej o rząd większe, bo i s…czka i terroryzm są tam o wiele rzadsze niż gdzie indziej.

  75. Dlaczego nożownicy i terroryści budzą taki strach i sensację, a s….czka tak niewielki??

    Bo w naszej okolicy na s..czkę w ogóle prawie się nie umiera, tak jak prawie nie umiera się w wypadkach samochodowych na pustyni jemeńskiej.
    Terroryzm i katastrofy lotnicze są też znacznie bardziej medialne niż cholera w Mozambiku 🙄

  76. Tekst @pombocka ciekawy i poparty ( autor co i rusz to zaznacza) wieloletnią hermeneutyką tekstu Pisma Świętego oraz życiową empirią, aczkolwiek od razu bije w oczy fakt, że pisany przez wybitnie rozumowo (racjonalistycznie) usposobioną jednostkę, co jest charakterystyczne szczególnie dla przedstawicieli przodującego kręgu kulturowego.
    Ale niestety świat zachodni ze swoim racjonalizmem doświadcza stopniowej degrengolady i nieuchronnej anihilacji co może dawać asumpt do twierdzenia że wierzący w swoich monoteistycznych Bogów, Allahów wchodzą w relacje z materialnym i duchową sferą bytu w sposób bardziej „kompleksowy” i ta perspektywa jednak bardziej rokuje na przyszłość.

  77. Herstoryk
    28 kwietnia o godz. 4:14

    Herstoryku, nie wątpię, że jesteś uintelektualniony do granic wytrzymałości i to Ci służy. Więc pewnie służy przekonanie, że

    „Ateistom, nawet tym nie mającym potrzeby boga, przydatna jest jednak w ich ateiźmie jakaś podkładka intelektualna, zarówno do obrony przed normalnym ludzkim zwątpieniem w trudnych chwilach, jak i do zwalczania bajerowania przez natrętnych religiantów”.

    Ale może tylko TOBIE służy. Bo nie masz podstaw do domyślania się, co służy lub nie służy nielicznym, ale przecież paru milionom ateistów. Takie ogólniki jak „służy ateistom” są Twoim prywatnym mniemaniem, a nie potwierdzoną naukowo cywilizacyjną potrzebą i, niestety, sprowadzają rozmowy do poziomu magla.

    Wspomniałem o moim szkolnym koledze urodzonym i wychowanym bez bogów. Spotkaliśmy się po 46. latach na zjeździe absolwentów dwóch równoległych klas w roku 2008. Stasiu ani w trudnych chwilach nie odwoływał się do bogów (Już wtedy chorował na raka i trzy lata później, jako marynarz, został rozsypany w Zatoce Pomorskiej), ani nie zwalczał „bajerowania przez natrętnych religiantów”. Żył bez bogów – sam nikogo nie bajerował i nikt nie bajerował jego (na bajerowanie musi być zgoda bajerowanego, Stasiu wszelkie próby ucinał).

    „Allah” to w świecie niemuzułmańskim imię! Jeśli muzułmanie traktują wyraz inaczej, to ich sprawa. Nikt konkretny o tym nie decyduje. Wyraz staje się imieniem własnym w społecznej praktyce bez pytania kogokolwiek o zgodę. Chciałeś się pochwalić znajomością budowy słowotwórczej wyrazu „allah”, to się pochwaliłeś. Ale wyraz (irański?) „bog” też nie był imieniem własnym – stał się nim po pojawieniu się religii monoteistycznych, w których nazwę najwyższej istoty piszemy dużą literą (nie ma to nic wspólnego z czcią – to nazwa własna).

  78. bubekró
    27 kwietnia o godz. 22:44

    tam znajdziesz

  79. lonefather
    27 kwietnia o godz. 22:47

    sam sukces materialny nie jest wystarczającym warunkiem poczucia własnej wartości (godności). Ale jednym z wielu. Poniżej pewnego stopnia ubóstwa doznaje się upokorzenia. Nauczycieli w Polsce spauperyzowano i upokorzono. To jest cios w poczucie godności.

    Wybacz, że zapytam. Czy emigrując do GB zupełnie nie brałeś pod uwagę kwestii finansowych?

  80. O fakcie któremu poświęciłem jakiś czas temu zdań kilka.
    Epigonizm zlaicyzowanego, opartego na wartościach Oświecenia Zachodu zgrabnie oddaje te kilka zdań z artykułu poświęconego bohaterowi współczesnych igrzysk, czyli piłkarzowi rodem z islamskiego Egiptu nazwiskiem Salah. Mohamed Salah.
    Sportowiec udziela się z wielkim powodzeniem w angielskim mieście Liverpool.

    Oto ten tekst:

    „Strzel jeszcze kilka goli, a ja zostanę muzułmaninem – śpiewają od ubiegłego sezonu kibice Liverpoolu. W Egipcie stawiają mu pomniki, Mekka obiecała kawałek ziemi. Słychać głosy, że więcej niż Mohamed Salah nie zrobił dla islamu żaden polityk.”

    Stawiają pomniki, to trochę jak u nas papieżowi.
    I pomyśleć, że pochodzący z katolickich krajów Ronaldo, Lewandowski i Messi są coraz starsi.

    Cała nadzieja w wielkim (Krzysztofie) Piątku.

  81. Wawrzyniec Biebrzeniewierzyński
    28 kwietnia o godz. 8:24

    piłka nożna, jako jedna z odmian świeckiej religii, doczekała się wielu poważnych opracowań naukowych.
    Dyskutowaliśmy również o tym ta LA.

  82. I Saleh się zestarzeje, i przestanie strzelać gole…
    Łaska tłumu na pstrym koniu jeździ.

  83. Lewandowski taki był świetny, a nie powstrzymał ciągłego ubywania katolików w Niemczech 😉

  84. Dziękuję wszystkim, którzy dali głos na temat tekstu pombocka. Siadamy z tematem „Ma religia katolicka wpływ na moralność braci katolików, czy tylko się tak mówi?” na pompowane siodełko i jadymy. Najbardziej mnie ciekawi, czy uda się zobaczyć Kazię z młodymi. Na wszelki wypadek kupię im ze dwa kilo bananów i pół litra…tfu!…pół litra kupię Waldkowi, który jednak wpuszcza Krawacika do pokoju na nockę. Zara letymy.

  85. Będzie remake „Egzorcysty”:
    Matka wzywa diabła, aby wypędził księdza z jej dziecka.

  86. Nie było moją intencją ukazanie jedynie wyjątkowej adoracji ( która rzeczywiście w Jego przypadku ma miejsce) osoby Salaha. Raczej ten przykład świadczyć może o nowej formie przenikania kultur, religii, wartości.
    Już nie tylko miecz, ale inne formy „prezentacji” atutów ( albo defektów) kulturowych odnoszą sukcesy.
    Ciekawe czy ktoś robił odpowiednie symulacje i porównywał skuteczność amerykańskiej wersji propagowania zalet demokracji w Iranie i Afganistanie i tej która dokonuje się na rzecz świata islamu przy okazji
    wyczynów Salaha.
    „Time” umieścił osobę egipskiego piłkarza na liście 100 najbardziej wpływowych osobistości współczesnego świata.

  87. Muhammad Ali też był wpływową osobistością.
    Sukces Saleha może co najwyżej poprawić image muzułmanów w Europie, może będą chwilowo nieco mniej kojarzeni przez prosty lud z nożownikami i terrorystami. Potem jedna bomba w Brukseli, Londynie lub Paryżu i będzie jak było.

  88. Na całościową, pogłębioną i wyczerpującą analizę strajku nauczycieli przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Poczekać na uspokojenie emocji. Na ujawnienie się efektów odłożonych.

    Pokusa szybkiego i łatwego podsumowania: wygrali vs przegrali jest duża. Ale nie powinno się ulegać takiemu uproszczonemu rozumowaniu. To nie mecz piłki nożnej.

    Strajk nauczycieli zapoczątkował pewien proces społeczny i jako taki nie może być traktowany zero jedynkowo. To byłby zbyt prymitywny ogląd rzeczywistości.

    Nauczyciele nie uzyskali, na ten moment, oczekiwanych podwyżek.

    Co uzyskali?
    To, że wycofano się z wielu idiotycznych posunięć Zalewskiej.
    To, że tak bardzo nagłośniono problem edukacji.
    To, że rząd poczuł się zmuszony, do pierwszej po 3 latach, pozorowanej, ale jednak debaty na temat edukacji. Nie mógł dalej udawać, że problemu nie ma.
    To, że Morawiecki sam nazwał stan oświaty po deformie Zalewskiej dziurawym bakiem. Przyznając się tym samym do porażki.
    To, że na ulice wielu miast polskich wyszły tysiące ludzi, w tym uczniów i ich rodziców, w poparciu dla nauczycieli.
    To, że zawiązało się porozumienie, nieformalne i formalne, pomiędzy nauczycielami, uczniami, rodzicami, samorządowcami, szerszym społeczeństwem.
    To, że odbywają się koncerty na rzecz funduszu strajkowego.
    To, że powołano Społeczny Fundusz Strajkowy.
    To, że nauczyciele się policzyli i poczuli swoją moc.
    To, że obudzono politycznie młode pokolenie.
    To, że kolejny raz odsłonięto cyniczną, brutalną twarz rządu.
    To, że pokazali elastyczność i zdolność do rezygnacji z walki „do ostatniego ucznia”.

    Nauczyciele, i my jako społeczeństwo, osiągnęliśmy bardzo wiele dzięki nim. Trudno dzisiaj przewidzieć w jakim tempie i z jaką dynamiką będzie przebiegał proces, który zapoczątkowali. Jedno jest pewne, tego nie da się już zatrzymać.

    Nauczyciele nie strajkowali po to, żeby zaspokoić „sportowe” oczekiwania biernych, ale nastawionych roszczeniowo „kibiców”.

    Tylko bezrozumny, tępy dureń nie jest zdolny do ustępstw. Człowiek rozumny wie, że czasem trzeba się ugiąć, jak we wschodnich sztukach walki. Przegrupować siły, zmienić taktykę. Nauczyciele pokazali, że to potrafią.

    Jestem dla nich pełen podziwu i szacunku.
    Co nie znaczy, że jestem wobec tego środowiska całkowicie bezkrytyczny. Żadne środowisko nie jest doskonałe.

  89. @wbocek
    28 kwietnia o godz. 7:41

    ani nie zwalczał „bajerowania przez natrętnych religiantów”.

    Pryncypialny jesteś @wbocku wyjątkowo. Są wojujący religianci, są wojujący ateiści. Ja wojujący nie jestem i, dla uniknięcia zagryziactwa z otoczeniem, bajerowanie pierwszych puszczam mimo uszu, zmieniając temat i nie próbując ich zarazem leczyć z ich przypadłości.

    „Allah” to w świecie niemuzułmańskim imię!

    Zarówno religijni, broniący swojej „tożsamości”, jak i ateiści powinni brać do serca zalecenie Sun Tzu w „Sztuce Wojny” – „Dlatego powiadam: Znaj wroga i znaj siebie, a choćbyś stoczył sto bitw, nic ci nie grozi.” – i wiedzieć o czym mówią i z czym mają do czynienia, zamiast papugować ignorancję!

  90. Czy to „nowa forma przenikania kultur, religii, wartości”?
    Nie sądzę. Raczej poprawa samopoczucia współwyznawców Saleha, wzmocnienie godności, dumy, poczucia własnej wartości, co powinno ich też odprężyć i nastawić łagodniej i przyjaźniej do niewiernych. To jest bez wątpienia zjawisko pozytywne.

  91. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 9:31

    Jeżeli coraz częściej właścicielami topowych klubów są Chińczycy, Amerykanie, ale przede wszystkim mieszkańcy Rijadu, Abu Zabi i innych tego typu osiedli mieszkaniowych i trend ten się utrzyma ( a nic nie wskazuje że jest i będzie inaczej) to tak jak dzisiaj dla europejskich właścicieli mediów nie są łakomym kąskiem tragedie dziejące się gdzieś np. w Jemenie, to może za kilka lat kiedy właścicielem Agory, czy tygodnika Niedziela zostanie jakiś arabski inwestor to epizody z Europy rodem będą drukowane z należnym im poważaniem.

  92. @Wawrzyniec Biebrzeniewierzyński
    28 kwietnia o godz. 9:47

    Ruscy już wyprzedają?

  93. @Tobermory
    28 kwietnia o godz. 9:36

    Nie sądzę. Raczej poprawa samopoczucia współwyznawców Saleha, wzmocnienie godności, dumy, poczucia własnej wartości, co powinno ich też odprężyć i nastawić łagodniej i przyjaźniej do niewiernych. To jest bez wątpienia zjawisko pozytywne.

    Jestem pesymistą! Tak długo jak zachodnie sankcje, bomby i rakiety szerzą demokrację w krajach muzułmańskich, usłużni „demokratorzy” w rodzaju Sisiego torturują niepokornych, a Syjoniści kolonizują, brutalizują i strzelają, wszystko do wtóru propagandy „Wojny z Terrorem”, na odprężenie i łagodnienie nie ma co liczyć. Nie pomoże nawet legion Salehów. Poza boiskiem często bijają ich zresztą obrońcy wartości.

  94. Herstoryk
    28 kwietnia o godz. 9:36

    pozwolisz się przysiąść do Twojego stolika 😉

  95. @Herstoryk
    28 kwietnia o godz. 9:59

    Ja też to czarno widzę, wyliczyłem tylko teoretyczne szanse na rzecz hurra-optymistów w różowych okularach 🙄

  96. Najwięcej obelg i skórek od bananów leci na nauczycieli ze strony „kibiców”, którzy nie zapłacili za bilet wstępu na ten „mecz”.

  97. Szlag by trafił idiotyczną moderację na EP, której powodów sam diabeł się nie domyśli. Wklejam więc tu, bo będę miał zepsuty dzień, jak nie wkleję obrazka ze świętej krainy. Obywatel quentin wkleił bez komentarza, bez adresu, bez podania źródła tekst o domniemanym znęcaniu się Biedronia nad matką i poszedł. Taki typ. Zareagowałem na to:

    quentin t.
    28 kwietnia o godz. 8:06

    Nie wiem, do kogo, od kogo i w jakim celu to przytoczyłeś, wiem natomiast, że wzmożenie moralne czyścioszków polegające na przepełnionym szlachetnymi intencjami wieszaniu psów na bliźnich, własnoręcznym kolorowaniu, imputowaniu, insynuowaniu i sugerowaniu własnej tajemnej wiedzy – np. o ZNĘCANIU SIĘ nad matką – to zwykle twórczość własna czyścioszków-obsmarowywaczy-pleciug, którzy dla ludzi z otwartą kapustą są o wiele bardziej podejrzani od tych, których opluwają.

    Przytoczę informację PAP i TVN:

    „Nigdy nie doszło do żadnych aktów przemocy między nami, a wszystkie przytaczane w mediach oskarżenia są nieprawdziwe; jedynym sprawcą przemocy w naszym domu był nasz mąż i ojciec – napisali we wspólnym oświadczeniu lider Wiosny Robert Biedroń i jego matka Helena.

    (…)

    W ocenie Biedroniów zaistniała sytuacja wykorzystywana jest przez niektórych, by formułować „bardzo dotkliwe” dla nich „oskarżenia i wnioski bez żadnych podstaw”. „Szczególnie było to widoczne w publikacji »Warszawskiej Gazety«. W związku z tym zdecydowaliśmy się wejść na drogę prawną i złożyć pozew w sprawie naruszenia naszych dóbr osobistych przez wydawcę »Warszawskiej Gazety«” – oświadczyli.

    Autorzy oświadczenia zaznaczyli, że jest im przykro, że muszą zabierać głos w tej sprawie. „Przeszłość naszego domu rodzinnego była dla nas koszmarem. Te okropne doświadczenia i wspomnienia, które kosztowały nas i całą naszą rodzinę lata cierpień, chcielibyśmy zostawić za sobą. (…) To był dla nas dramatyczny czas, nasz dom często przypominał piekło, z powodu przemocowego ojca, który nadużywał alkoholu i regularnie znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie” – czytamy.

    Jak tłumaczą Helena i Robert Biedroniowie, w okresie tym cała ich rodzina wielokrotnie zmuszana była do ukrywania zachowań ojca dzisiejszego lidera Wiosny przed innymi ludźmi, a „w skrajnych przypadkach także przed organami ścigania”. „Robiliśmy to ze strachu. Tak było i w przypadku, o którym mowa, kiedy zostaliśmy przez niego zmuszeni do złożenia nieprawdziwych zeznań. Mogą to zrozumieć pewnie tylko osoby, które doświadczyły przemocy w rodzinie” – stwierdzili w oświadczeniu.

    „Jesteśmy jedną z wielu rodzin w Polsce, która doświadczyła, czym jest przemoc domowa. Podobnie jak miliony ludzi w Polsce, przez lata robiliśmy wiele, by o tych doświadczeniach zapomnieć. To bardzo trudne i być może nigdy nam się w pełni nie uda. Dlatego apelujemy do Państwa – dziennikarzy, polityków i innych osób o uszanowanie naszej prywatności” – dodali Biedroniowie.

    Sprawa była tematem czwartkowego wydania „Faktów” w TVN.

    – W ogóle do uderzenia nie doszło, tylko do potrącenia. Mąż robił często awantury, dzieci stanęły po stronie ojca. Za ojcem były – mówiła w programie matka polityka.

    – Moja mama nie mogła znieść, że ja staję po stronie ojca – dodawał sam Biedroń. Według jego słów, „jak się jest synem alkoholika i kocha się swojego ojca i kocha się matkę tak samo, to się nie wie często, po której stronie stanąć”.

    Do pogodzenia matki i syna doszło na Sali sądowej.

    – I mama, i ja dostałem nowe życie. Ja nigdy nie byłem na grobie mojego ojca przez to. Nigdy. Nie wiem jak wygląda grób mojego ojca. Dlatego, że mam taką traumę – mówił”.

    Intymne relacje i domowe sytuacje bywają milion razy bardziej skomplikowane niż są je w stanie ogarnąć skromne rozumki pospolitych paplaczy.

  98. wbocek
    28 kwietnia o godz. 9:15

    „Ma religia katolicka wpływ na moralność braci katolików, czy tylko się tak mówi?”

    Oczywiście, że ma!
    Zatrzymuje i konserwuje rozwój moralny na poziomie orientacji na nagrodę i karę. Skutecznie blokując dalszy rozwój.
    Jest to działanie świadome, zamierzone i bardzo dobrze zorganizowane przez funkcjonariuszy krk.
    Obecna władza pomaga im w tym bardzo gorliwie.

  99. @wujaszek wania
    28 kwietnia o godz. 10:02

    pozwolisz się przysiąść do Twojego stolika

    Cieplutko zapraszam! 🙂

  100. @wujaszek wania
    Nieco z innej perspektywy widziany problem

    To nie jest czas na jakieś wzniosłe apele, odwoływania się do szczytnych haseł tryskających troską o przyszłość polskich dzieci, o poziom polskiej edukacji. Żyjemy tu gdzie żyjemy, w czasach tych a nie innych. Najważniejszy jest pragmatyzm, w tym przypadku skoligacony z liberalną demokracją i określonym modelem gospodarczym.
    I tak:
    – pragmatyzm, czyli słuszne jest to co przyniesie pozytywny skutek i PIS twierdzi, że biorąc na przeczekanie strajkujących i dając grosz innym (emerytom, matkom…) odniesie większą korzyść wizerunkową niż ofiarowując go nauczycielom

    -liberalna demokracja, czyli rację ma ten kto wygra wybory, a według większości – żeby nie powiedzieć wszystkich – sondaży partia Prezesa ( ale oczywiście nie Prezesa Broniarza) je wygra.

    – gospodarka rynkowa – w słowniku tejże istnieje pojęcie koniecznych kosztów i nauczyciele i ich słuszne prawa, na tym etapie dziejów zostali jako grupa zawodowa ujęci w rubryce kosztów. Tym bardziej, że proste symulacje mówią, że pierwszy lepszy absolwent kierunku ekonomii powinien jakoś skomentować fakt, że ta sama ilość nauczycieli ( ponoć 600 tysięcy) w 1990 roku uczyła około 13 mln dzieci i młodzieży, a w roku 2017 ( dokładny, GUS owski odczyt ) podopiecznych było już tylko 9 mln. Prawie 30% uczniów mniej, a w tym czasie ( 27 lat ) czynnik ludzki w procesie dydaktycznym wspierany jest coraz bardziej przez różnego rodzaju patenty i wynalazki branż wiadomych, co w przypadku kiedy pieniądz na oświatę idzie za uczniem (budżet lokalny również się dokłada) daje takie a nie inne problemy.
    Uczniów jest mniej, a więc gorsza jest mniej, a kolejka przed kasą po wypłaty ciągle o tej samej długości.
    I mówią, że chcą więcej.

  101. Herstoryk
    28 kwietnia o godz. 9:36

    To, co nazywasz „pryncypialnością”, jest tylko językową dyscypliną. Nie masz najmniejszych podstaw do wypowiadania się o ATEISTACH, i ja nie mam, i nikt nie ma – tylko to Ci wytknąłem. Jest nieprzytomny upór w posługiwaniu się ogólnikami, tyle że to magiel.

    Twoje mówienie o nazwie jest życzeniem, ja mówię o JĘZYKOWYCH FAKTACH, których z języka nie wyrzucisz, choćbyś stanął na jednej rzęsie, tak jak nie wyrzucisz „siedzącego miejsca” czy „pracującej soboty”. Możesz to wyrzucić z własnej mowy i to jest najmądrzejsze, co można zrobić ze społecznymi faktami. Wio, Kacper!

  102. @@ jakub01 i guziec. W zwiazku z Wasza niekompetencja.
    W sprawie boskosci jestem specialista. Ogladam boskosc codziennie przy goleniu. Czasem zaniedbam, to nic nie zmienia. To chwilowy brak lustra byc musi. Nie inne. W sposob autorytatywny zatem, moge stwierdzic. Boskosc odczuwam czesto. Czy Wy nie golicie siebie? Trimer? Tego bym niespodziewal. Jak pozostala higiena? To nawet jesusmaryja drzewniana, powierzchnie malowane, musza szmatka przetrzec, bo kurze osadzaja powierzchniowo. Co dowod na grawitacje jest i odczucie grawitacyjne. O czucie grawitacyjne, mozna Lech Wawelski zapytac, jak znac nr komorki. Czy bilet reserwowac na trase turbulentna, w kasie. Tu nr latwo znalezc.

    Dysputka ta blogowa, poczeto od nieudolnosci efektu, na erekcji godnosci opartej, a srodowiskach dzieciecych zauwazonej. Erekcja, nie jest metoda rozwiazywania klopotow, zrodlem bywa. Zalecam codzienne golenie.

    Pzdr Seleuk

  103. @Guziec
    „Wierzę,że nie ma?” Lepsze chyba jest:nie wierzę,że jest?
    @Tanaka
    Właśnie-słowa!Wciskane dziecku od przysłowiowej kołyski:bozia,anioł stróż…Przedkomunijne wmawianie niewinnym dzieciakom grzechów.z których mają się wyspowiadać.Ogólnie-coniedzielne wytykanie grzechów ze szczególnym uwzglednieniem czystości-nieczystości,w czym księża sa ekspertami.I tak sobie myślę,że to słowne molestowanie,tzw,katecheza jest złem tylko troszkę mniejszym od seksualnego.
    A tak w ogóle to ta cała wiara tylko na słowach jest oparta.Klepanych bezrefleksyjnie,jak w Credo.

  104. Dziekuję Pombocku za tak czytelny, klarowny – zarówno pod względem treści jak i formy „wstępniak”. To czysta przyjemność posłuchać(tu:przeczytać) kogoś mądrego.
    Co do tematu, mam kilka przemyśleń i doświadczeń(raczej odwrotna(?) kolejność) ale to myśli na tyle „nieuczesane”, że powstrzymam się z przelaniem na ekran.
    Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe – „pociągnę” wątek zagrożenia zejściem z udziałem rekina i …orzecha (kokosu):
    ***
    https://marekkramarczyk.com/czy-nurkowanie-z-rekinami-jest-bezpieczne/

  105. Poprawka do jagnięcych nóżek po turecku!
    Cholera niech weźmie ten MS Word w którym pisałem 28 kwietnia o godz. 4:14. „Domyśla” się Hyperlinka i manipuluje cudzysłowiami. Tu jest poprawnie – Lamb shank testi kebab .

  106. Ladnies tu ujal Pombocku. 2:2

    wbocek, 28 kwietnia o godz. 10:05 do quentin t., 28 kwietnia o godz. 8:06

    Osobiscie to nawet niewiem czy moj tatusio jest nieboszczyk czy zywy. Dobrze mnie z tym brakiem wiedzy.

    pzdr Seleuk

  107. wujaszek wania
    28 kwietnia o godz. 8:22

    Po pierwsze primo to ja ani przez jedna tysieczna sekundy nie pomyslalem, ze emigruje do UK, ja tylko zmienlem miejsce zamieszkania i zawod wykonywany. Z przyczyn rodzinno/osobistych zmienilem. I pierwsze niemal 3 lata, to bylo obnizenie zarobkow o niemal 3/4, a nie podwyzszenie. Zyc za co mialem, spac gdzie mialem, ale zarabialem okolo 1/4 tego co w kraju. Dopiero pod koniec 3 roku w UK, trafilem w swoja nisze i dopiero wtedy sie „odwrocilo”. Ale dla jasnosci powtorze, ze nie wyemigrowalem, tylko zmienilem miejsce zamieszkania i nie z powodow ekonomicznych, a osobistych.

    Przeczytalem co napisalem i widze, ze jeszcze cos musze uzupelnic, zeby bylo zrozumiale lepiej. Jak wiekszosc bywalcow LA, tez dorastalem w PRLu w ukladzie mentalnym, ze jeden zawod, jedna praca, cale zycie. Tak mieli moi oboje rodzice, skonczyli studia i poszli do pracy i tam gdzie poszli, tam do emerytury pracowali. W jakims stopniu i ja to mialem zakodowane, ze tak bedzie. Nie bylo. Nie wiem jak jest teraz, ale ja gdy sie uczylem na pastucha dyplomowanego, to po 3 roku mialem miec polroczne praktyki zawodowe, najlepiej w jakims PGRze. Poszedlem do dziekanatu i sie zapoznalem z lista praktyk. A tam same smieci, jakies Spoldzielnie polupadle, jakies fermy zwierzat futerkowych, jakies Kolka Rolnicze w miejscach zapomnianych przez bozie i ludzi, slowem kicha totalna, bo praktyki pewnie zalicze, ale niczego zawodowego sie nie naucze. No to wzialem sprawy w swoje rece, czyli poszedlem do Ministerstwa Ronictwa i dostalem liste 150 najlepszych w PRLu PGRow. Wsiadlem w samochod i przez dwa tygodnie je wszystkie objechalem, o praktyki sie starajac. Wszedzie mnie z kwitkiem odprawiono. Rozne powody, rozne traktowanie, ale przekaz jasny, ze nie ma pracy, nawet dla darmowego, poldarmowego chetnego do pracy praktykanta. Te dwa tygodnie uswiadomily mi, ze w zawodzie ktorego sie ucze, nie ma pracy. Z praktykami sobie poradzilem. Pomogla wiedza zdobywana z zainteresowania i umiejetnosc praktycznego zastosowania jej. Przypomne, ze moim „konikiem” byly i sa konie. Czytalem i nadal czytam wszystko co mi w lapy wpadnie, a dobra pamiec zapamietuje co przeczytalem. Otoz w jednym z numerow „Jezdzca i Hodowcy” z 1936, czy 1937 roku, przeczytalem wywiad z Panem Andrzejem Krzysztalowiczem, ktory byl wtedy zastepca Glownego Hodowcy w stadninie w Janowie Podlaskim, a w czasach gdy szuklem praktyk, byl Dyrektorem Janowa. Dociekliwy dziennikarz zadal Panu Andrzejowi pytanie, jak to sie stalo ze on chlopak z Warszawy trafil i pracuje w Stadninie w Janowie. A Pan Andrzej Krzysztalowicz odpowiedzial mniej wiecej tak:

    Mialem pelna swiadomosc tego, ze choc juz sporo wiem o koniach i hodowli, to pochodzac z Warszawy nic nie wiem o stronie praktycznej i zeby sie tego nauczyc, musze odbyc praktyki w miejcu, w ktorym dostane je na mozliwie wysokim poziomie. Moj wybor padl na Janow Podlaski i przyjechalem do Janowa nie umowiony, wiec stalem pod gabinetem dyrektora i czekalem, az mnie przyjal. Jak juz rozmawialismy, to wlasnie wyznalem, ze jestem z miasta i nie mam doswiadczenia, ale chce je zdobyc w Janowie, ktory uwazam za najlepsza stadnine w Polsce, okazalo sie przewazajace i zostalem przyjety.

    I gdy nic nie wyszlo z praktyka w jednym ze 150 najlepszych PGRow, to sobie przypomnialem tamten wywiad i pojechalem do Janowa Podlaskiego. Z drobnymi roznicami historia sie powtorzyla. Calkiem mozliwe, ze Pan Andrzej Krzysztalowicz zapomnial, ze udzielal jakiegos wywiadu przed pol wiekiem, ale z pewnoscia pamietal co sam kiedys powiedzial, dlaczego chce dostac sie na praktyke do Janowa, bo gdy uslyszal swoje wlasne slowa, to na dlugo sie zamyslil, a potem postawil warunek, ze musi nas byc dwuch, to nas przyjmie. Znalazlem chetnego i zostalismy przyjeci.

    Poprzynudzalem wspominkami, ale sa one potrzebne do wyjasnienia kilku rzeczy.

    Juz w polowie studiow wiedzialem, ze w zawodzie ktory zdobywam, jesli bedzie praca, to tylko przez przypadek, lub przez znajomosci, lub dzieki okolicznosciom dodatkowym. Czyli lepiej bedzie sie szykowac na elastycznosc i czeste zmiany, zeby nie byc uzaleznionym niewolnikiem jednej mozliwosci. A dodatkowo, ze im sie wiecej wie i umie, tym wiecej ma sie mozliwosci. Co w praktyce sie przelozylo na to, ze ilekroc mialem okazje sie czegos dowiedziec, czy nauczyc, to sie dowiadywalem i uczylem. I to nie z waskiej specjalizacji wybranej, ale z mozliwie szerokiego asortymentu mozliwosci. A to wyzwolilo mnie nie tylko z uzaleznienia od jednego zawodu, ale dodatkowo dalo mi potwierdzona w praktyce pewnosc siebie i zaufanie do tego, ze sobie w kazdych okolicznosciach poradze.

    Widzisz @wujaszku, ja rozumiem to, ze zeby byc dobrym nauczycielem, czlowiek musi sie w tym wyspecjalizowac, a waska specjalizacja, to ograniczenie sie do tylko jednej mozliwosci. Co sie przeklada na uzaleznienie od pracodawcy, kotrym jest szkola, a dokladniej to szkola zarzadzajacy. Ja sie od wszelkich uzaleznien pracowych wyzwolilem i uprawialem w zyciu kilkadziesiat roznych zawodow, bodaj ze 23, czy 24 rozne zawody. Jedne lepiej, inne slabiej, ale jak gdzies nie szlo, to zmienialem, az szlo lepiej. I moze tylko raz, czy dwa ktos mnie czyms trzymal w szachu, albo probowal trzymac, zawsze bardzo krotko, bo albo sie dogadywalismy, albo odchodzilem.

    Nauczyciele nie maja tej mozliwosci. Sa przywiazani i dlatego jak wladza moze z nimi zrobic co chce. Zwlaszcza wladza, ktora chce.

    Ja znam i rozumiem role i znaczenie dobrej edukacji i to jak bardzo sa potrzebni dobrzy, dobrze uczacy nauczyciele. Dlatego wsparlem i bede wspieral nie tylko samych nauczycieli, ale jeszcze bardziej reforme edukacji. Bo po „reformie” PiSowskiej, prawdziwa reforma jest jeszcze bardziej potrzebna niz byla kiedykolwiek.

    Pozdrowka
    ~l.

  108. Nie wiem co jest nielogicznego w tym że nie ma się ochoty jechać do miejsca (poświęcać urlop, wydawać pieniądze na podróż) w którym statystycznie atak nożownika jest bardziej prawdopodobny niż gdzie indziej. Świadomość tego faktu odbiera przyjemność z wycieczki, simple as.

    Wyjście na ulicę mnie nie przeraża a poza tym nie mam wyboru skoro muszę iść do pracy. Mam wybór czy kupić bilet do Londynu czy nie.

    https://edition.cnn.com/2019/03/05/uk/uk-knife-crime-graphics-gbr-intl/index.html

    /wzruszenie ramion/

    Uprasza się o nieciągnięcie jałowego tematu.

  109. lonefather
    28 kwietnia o godz. 11:55

    bardzo ciekawą historię opowiadasz z tym dostaniem się na praktykę do Janowa Podlaskiego i spotkania z mieszczuchem, co przed wojną chciał poznać praktyczną stronę fachu, a Ty trafiłeś na jego ambicje z młodych lat, które musiały w nim pozostać jako fundament rozumienia wagi rzeczy i osobistych dążeń.

    Podzielam Twoje stanowisko w sprawie naucycieli. Całkiem niedawno wywiadu udzielił w tej sprawie Nauczyciel Roku, z Sopotu. Mówił coś oczywistego dla ludzi myślących: nauczyciele walczą o to, żeby nie być przedmiotami w rękach szefów, ministrów i wszyskich tych producentów wyrobu, który osiągnął ciężkostrawną postać. W istocie – trującą. Tak dla uczniów jak i nauczycieli ale i dla rodziców. W sumie – dla całości spraw nad Wisłą.
    Gdy, swego czasu, miałem to i owo do czynienia z edukacją po fińsu, z ich myśleniem o młodym pokoleniu, ale i znacznie szerzej: o inkuzywności, edukacji, kulturze dla wszystkich, o współżyciu społecznym w którym nie wyrzuca się nikogo i nie pozostawia samemu sobie – a obrzydliwą demonstrację wyrzucania dały pisoidy protestującym niedawno w Sejmie rodzinom dzieci niepełnosprawnych (w Finlandii cieszyły się życiem wśród innych) – to chory się zrobiłem na samą myśl porównawczą ze stosunkami w Polsce.

    W tej chorobie siedzą nauczyciele, nie mając właściwie wyjścia. Mogę sobie tylko próbować wyobrazić, jak frustrujące i w sumie dewastujace jest zderzenie ich ambicji i naiwności z machiną sterowana politycznie, urzędniczo bezduszną, która miażdży ich marzenia i także nieraz morale.
    To część polskiej choroby politycznnego sterowania wszystkim czym się da i nieustannych prób sterowania tym, czym się nie da. Ze szkodą dla wszystkiego co dobre być mogło, ale nie jest i nie będzie w takich warunkach.

  110. Brokoz
    28 kwietnia o godz. 10:58

    religia to tylko słowa, które są – co do zasady – puste. Ściślej mówiąc: u podstawy są słowa kłamstwa założycielskiego o bozi. Na tym kłamstwie religia (znowu, ściśle: ludzie ją tworzący) produkuje niezliczone kolejne kłamstwa przechodzące w pustkę gadania o niczym, ale bardzo zobowiązującego gadania. Brzemiennego w konsekwencje w życiu wyznawców i niewyznawców.

    „Jako pokutę zlecam ci odmówienie dziesięciu Zdrowaś…” – to podstawowy standard w konfesjonale. Odklepane, zaliczona spowiedź. Religia sprzecza się z myśleniem. W istocie – jest mu całkowicie przeciwna i dlatego jest religią. Jednakże religia udaje, że do myślenia wdraża, bo ona wszystko udaje. Klery kończy seminarium, czyli „studia” – z nazwy wynikałoby, że coś się w nim studiuje, a to oznacza, że się myśli. Można też być „księdzem profesorem” – z takim samym skutkiem: nie ma myśli. Albowiem albo jest myśl, która jest swobodna, albo jest dyktatura: pozór myśli musi się zgodzić z aprioryczną tezą.

  111. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 12:26

    O praktykach napisalem, co daje posiadanie wiedzy, nawet takiej pozornie bezuzytecznej. Ja jej uzylem z premedytacja, co moznaby uznac za minus mnie obciazajacy. Ale ja tego tak nie widzialem, ani teraz po uplywie lat nie widze. Widzisz, problem jest zlozony i to wielokrotnie zlozony, bo w tamtym czasie w Janowie Podlaskim, od ponad 17 lat nie bylo zadnych praktyk studenckich. Nie bylo, bo sie Pan Andrzej Krzysztalowicz zaparl, ze dopuki on zyje, to w Janowie nie bedzie praktyk. Zaparl sie nie z oslego uporu, tylko dlatego, ze w czasie praktyk w ’81/82 roku, pochlani studenci zajezdzili 3 klacze, w tym jedna zrebna. To jest trudne do uwierzenia, bo konia arabskiego jest trudno zajezdzic na smierc, ale w przypadku klaczy hodowlanych okazalo sie mozliwe. No to jak silny musial byc sentyment i jakie emocje wywolal w twardym czlowieku, zdawalo sie uodpornionym na niemal wszystko, to az strach pomyslec. Ale wywolal i ja sie na te praktyki w Janowie dostalem. Mysle, ze ani ja, ani Pan Andrzej Krzysztalowicz nie zalowalismy tej jego decyzji o zmianie postanowienia odnosnie praktyk. Nie bede sie przechwalal za co, ale poza normalnym uposazeniem praktykanta dostalem na koniec premie.

    Niemniej wszystkim czytajacym zwracam uwage na to, ze z emocjami innych ludzi, to trzeba delikatnie, delikatnie, bo nigdy nie wiemy do konca jakie demony mozemy niechcacy obudzic.

    A z nauczycielami, a dokladniej ze stosunkiem do nich waaaadzy, to jest tak, ze jest taki jaki jest stosunek spoleczenstwa. Jesli spoleczenstwo rozumie role i znaczenie, to waaadza nie zadrze ze spoleczenstwem.

    Wlasnie w tym widze problem, ze w ogolnosci to spoleczenstwo liznelo i nabylo tyle wiedzy, ze mysli ze to wystarczy i wiecej nie musi. Nie cale tak mysli, ale wystarczajaco duzo tak uwaza i dlatego „nie widzi”, ze nie o tyle wiedzy i umiejetnosci chodzi, tylko o o wiele wiecej i znacznie lepiej, jesli ma byc lepiej temu spoleczenstwu w przyszlosci. I dlatego wlasnie, ze znaczaca czesc spoleczenstwa ma taki stosunek, to waaadza sobie pozwala nie cenic i upadlac nauczycieli, przy okazji dewastujac edukacje w calosci, okrawajac ja do przekazu ideolo skrojonego pod rojenia jednego szajbnietego z Zoliborza.

    Pozdrowka
    ~l.

  112. Tanaka, 28 kwietnia o godz. 12:26
    do
    lonefather, 28 kwietnia o godz. 11:55

    Opowiadanie o inklusywnosci, o okrecie ledungowym, bylo/jest podstawowe opowiadanie moj kurs Excel/Word dla nowoprzybylych MENA. Dlaczego tak musi byc. Kompletnie niezrozumiale. Z mojej strony tylko zmeczenie na koniec. Zadnej satysfakcji. Podejrzewam, mam podstawe np czytajac ten blog, polska kultura polityczna, edukacja, sposob rozmowy, cokolwiek temat, jest bardzo bliska MENA. To jest choroba. Te idiotyczne wpisy o upadku zachodniej cywilizacji. Ja rowniez slucham ustnych wypowiedzi, na ten temat. Moi rozmowcy, chca mnie rowniez „ratowac”, allahijnie, dobrze choc nie jesusmaryjnie. Co mam powiedziec, nie wychodzac za poprawne eleganckie zachowanie, dwie, trzy godziny? Przesolona schadenfreude. Jezyki skand maja wlasne slowo skadeglädje, skadefryd na ta choroba. Polskiego nie znam. Nie znam zadnej tabletki na to.

    Pzdr Seleukos

  113. @ seleuk, 10.52:
    przecież w ostatnim akapicie mojego wpisu ja właśnie o tym goleniu. Całkiem bez erekcji. Erekcja przy goleniu może być niebezpieczna. Zalecam ostrożność 🙂
    Pozdrawiam

  114. @wbocek

    dzięki za odważny sztych w „mocny” temat. Każdy choć trochę myślący prywatyzuje na swój sposób słabo zdeklarowane materialnie definicje, podobne do w/w motywu z Diderota. Taka jest przeca droga do zrozumienia, albo raczej być powinna. Czy prowadzi do akceptacji, odrzucenia albo – co najczęściej – do podszytej tłumionymi kulturowymi „barwami ochronnymi” mimikry (np. zadeklarowany „katolik niepraktykujący” albo casus „a jednak się kręci” G.Bruno itp), to rzecz osobna. Wiele – o ile nie wszystko – zależy od wychowania, jak opisałeś na własnym przykładzie. Matryca indoktrynacji tzw. dobrą nowiną już od zarania życia funkcjonuje czas jakiś (od średniowiecza?), stała się podścieliskiem tzw. kultury chrześcijańskiej. Nie wdając się w quasi filozoficzne dywagacje i bez dziergania po systematyce antropologii chciałem wtrącić dwie uwagi związane z podważaniem wszystkiego, co da się podważyć. Zasadniczo kto i po co miałby podważać? Pierwsze skojarzenie to postęp nauki (w uproszczeniu – zasoby instytucjonalne) i wiedzy ogólnej (nasze szare komórki). Konkluzja jest tutaj taka, że potencjał popadania w zwątpienie jest wprost proporcjonalny do poziomu wiedzy ogólnej. Jeżeli zatem na jakimś wcale nie zaawansowanym etapie poznawania świata pojawi się kwestia, pytanie klasy „po co jest to życie? dlaczego?” przywołana wyżej matryca usłużnie „podpowiada” gotowca zwalniającego w swej funkcjonalności z uciążliwego i mozolnego poszukiwania odpowiedzi na własną rękę. Jak w przypadku ambitnego ucznia kl IIIb, któren w ramach zadania domowego nabył własnym sumptem zdobytą wiedzę n/t „skąd jest na Ziemi woda”, co po udzieleniu przygotowanej zgodnie ze współczesnym stanem wiedzy przecież OGÓLNEJ odpowiedzi poskutkowało wezwaniem do szkoły rodzica i grubą awanturą. Dla ułatwienia dodam, że odpowiadał z … religii. Kapewu? Wracając do wątku podważania: pierwszym elementem do podważenia i resekcji jest właśnie taka matryca, konkretnie – wyeliminowanie jej z procesu kształcenia w szkolnictwie powszechnym. Kompletnie bez związku z jakąkolwiek polityką. Obecnie jest to zwyczajne pranie mózgu. I dewastacja trudnych, o ile nie bezpowrotnie traconych naturalnych predyspozycji do eksploracji otoczenia, ciekawości świata: nie myśl, nie kombinuj, my i tak mamy rację, a jak nie, to jak poprzednio. To właśnie tak skonstruowany system matryca podważa zdolność samodzielnego i w pełni świadomego określenia własnej relacji z wiarą lub nie w jakąkolwiek transcendencję. Bowiem jedynym rozsądnym sposobem rozwiązania kwestii z Diderota jest jej przedstawienie kolejnemu pokoleniu w sposób uczciwy i zgodny z racjonalnym sceptycyzmem postępu nauk, a mniej lub bardziej zaawansowane formy szamaństwa tylko dla chętnych i nie za państwowe pieniądze. Kościoły nie od tego pustoszeją.
    Druga uwaga wiąże się – tyż może luźno – z akapitem poniżej, ale zapodam ją oddzielnie. Okazuje się bowiem, że wg niektórych syntez antropologicznych to nie pieniądz ale dług jest paliwem dla gospodarki / ekonomii, bywa też często moralności.

    do @Wawrzyniec B:
    kiepska relatywizacja. Zna @Wawrzyniec jakieś konkretne normy ile kilo nauczyciela ma przypadać na kilo ucznia i po ile? No i jak w takim razie wypadamy w „te klocki” w porównaniu / na tle Niemiec, Czech czy może lepiej np. Albanii (bez urazy). Odwracanie kota+ ogonem i chowanie się za nim. Ten [+] to – przyjmijmy, że niezamierzona – manipulacja. Przywołany do porównania okres od 1990 r zawiera w sobie kilka kolejnych roczników wyżu demograficznego, który „opędziła” niewiele większa lub taka sama „armia” pedagogów. Dali radę. Jak pamiętam duża szkoła podstawowa obliczona na maks 1000 uczniów musiała „kształcić” przez kilka kolejnych lat (4-6?) od 2200 do 2600. Ot, taka gospodarka rynkowa… Kto nam kazał robić z własnych dzieci towar nawet jeżeli on oświatowy?

  115. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 12:26

    Piszesz o „chorobie” i choc ja znasz i znasz jej zrodlo, to z jakiegos powodu o tym nie piszesz. Moze az tak dobrze znasz, ze nie widzisz powodu, zeby napisac. Wiec ja napisze, zeby nie bylo, ze nie zostalo wprost nazwane i powiedziane.

    Ta „choroba”, tym rakiem, ktory dewastuje polskie spoleczenstwo jest religia i kosciol katolicki, ta religie utrzymujacy, kultywujacy i zarazajacy nia wszelkie dziedziny zycia.

    Religia jest narzedziem zniewalania i upodlania, ktore sluza utrzymaniu wladzy. I nasze obecne waaadze same upodlone religijnie i w upodleniu wyszkolone, stosuja to w czym same sa wytresowane, do umocnienia i utrzymania swojej wladzy nad spoleczenstwem.

    O detalach szczegolnego zniewolenia i upodlenia mowi w wywiadzie wyzwolona z upodlenia zakonnica Doris Reisinger.

    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,53662,24690091,metoo-w-kosciele-poniewaz-jezus-cierpial-za-nas-my-musimy.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.10-L.1.duzy

    Przygnebiajace i przygniatajace, ale zwroce uwage na to co wiele razy na blogu przypominalem. Na to co powiedzial kiedys Bertrand Russell:

    Tylko wtedy ludzie z sukcesem sie wyzwalaja ze zniewolenia, gdy sie jednoczesnie wyzwalaja ze zniewolenia religijnego i cywilnego.

    Polska w 1989 roku takiej szansy nie miala, bo religijny ciemiezca udawal, ze tez sie, jak spoleczenstwo wyzwala …

    Dzis mamy idealna symbioze cywilnego i religijnego ciemiezcy. Wiec jak sie zaczniemy wyzwalac, to sie skutecznie od obu uwolnimy i wyzwolimy. Niestety trzea bedzie na to jeszcze poczekac, bo zeby doszlo do wyzwolenia, to spoleczenstwo jeszcze musi zdrowo po dupie oberwac, zanim zrozumie, ze jedyne zmiany to beda jesli ono samo sie zmieni i ciemiezcow pogoni w „kibini mater” co najmniej, a najlepiej to w diably i pizdu… (jak mawiaja bracia Rosjanie).

    Pozdrowka
    ~l.

  116. lonefather
    28 kwietnia o godz. 12:59

    Lonek, nie całkiem jest dla mnie jasne, jak to w ogóle było możliwe, że studenci na praktykach, zajeździli na śmierć trzy konie w stajni Janowa Podlaskiego, pod okiem p Andrzeja Kryształowicza? Studenci nie powinni pozostawać bez nadzoru, wszak się dopiero uczą, nieraz zupełnych podstaw. Za bardzo wierzył w człowieka i nie założył, że studenci mogą wiary i zaufania nadużyć, a nawet je brutalnie złamać?

    Z nauczycielami i waaadzą mamy to co jasne: postniewolnicze społeczeństwo, które jest bierne,nieobywatelskie, a łase na łaski pańskie. Do łaski trzeba się dobić by coś uzyskać, gdzieżby więc społeczeństwo miało się przejmować jakimiś nauczycielami i myślą, że wspólne życie zależy od jakości kształcenia młodych ludzi, a ta zależy -w wielkiej mierze – od jakości pracy nauczycieli, którzy będąc na marginesie, jakości nie zapewnią.
    System społecznych odziaływań jest ciągle w decydującej mierze liniowy i separatystyczny: góra – dół, dół – góra. Brakuje koniecznego: odziaływań we wszyskich kierunkach. Męka pańska trwa i długo jeszcze tak będzie. Cóż by to był za kraj, bez męki pańskiej? Polska i jej Polak pozbawieni tożsamości. Zgroza!

  117. seleuk|os|
    28 kwietnia o godz. 13:03

    Jeśli dobrze Cię zrozumiałem, szkoliłeś przybyszów z MENA w podstawach spraw cywilizacyjnych obowiązujących w Szwecji, a szerzej może – w Skandynawii?
    Też nie wiem, czy polszczyzna zawiera dobry termin na szwedzkie skadeglädje i skadefryd. Pierwsze pobrzmiewa gleją, drugie – frytkami smażonymi na starym oleju. Może więc ta istota pasuje do problemu.

  118. lonefather
    28 kwietnia o godz. 13:52

    Lonek, pierwsza rzecz: wywiad z Doris Reisinger widziałem, ale czytałem w 10%, bo nie korzystam z prenumerty cyfrowej GW. Jeśli masz całość, podeślij mi, chętnie przeczytam.

    Druga rzecz: oczywiście! Co raz o tym mówię, obaj o tym mówimy i na blogu to się, co raz, przewija. Jest to ścisła, właściwie fizykalna, prawda: zniewolenie w jakim żyje Polak nad Wisłą ma za najmocniejsze źródło religię katolicką. Silniejszego, nawet porównywalnego, nie ma!

    Brutalna trwałość tego pandemicznego działania religii polega na jej swoistej przezroczystości urodzony w niej człowiek, wychowany i w niej żyjący, całkiem jest ślepy, podobnie jak nie widzi powietrza. Stąd też mamy i „otwartych katolików”, którzy gadają straszne bzdety o potrzebności religii i jej cnotach, tylko chcieliby, żeby ona była taka nieco polakierowana i troszkę uczesana. Dla picu. Jak będzie pic, „otwarty katolik” będzie zadowolony.

  119. @Tanaka
    28 kwietnia o godz. 13:54

    Dla mnie nie jest jasne, ile lat miał student-praktykant odbywający w Janowie praktykę w 17 lat po owym strasznym sezonie 81/82 czyli w w 1998 roku (21 lat temu).
    Zwłaszcza że Andrzej Krzyształowicz był dyrektorem stadniny w latach 1956-1991.

  120. seleuk|os|
    28 kwietnia o godz. 10:52,
    Nie odkrywam swojej boskosci przy goleniu, w ogole nie odkrywam w sobie zadnej boskosci, bo mi do niczego nie potrzebna. Wystarczy mi wlasne czlowieczenstwo, ktorego tez nie musze „odkrywac”.
    A swoja droga, to co mam golic codziennie? Nogi? Czy inne miejsca, aby te „boskosc” , odkryc?

  121. @pombocku,
    wpadlam tu dla cie i dobrze, bo okazuje sie, ze Krawacik sypia cieplo.
    Moj kot twierdzi, ze jest istota boska, niesmiertelna i nietykalna ale ogolic sie nie chce. Zreszta glupa rznie tylko przy gosciach. Normalnie to on jest ateista na wylot a do tego lgarz przeklety i bufon. Probowalam wyslac ci jego portret ale mi nie wyszlo. Znikam, hasta luego.

  122. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 13:54

    Wspomnialem juz, ze konia arabskiego jest niezwykle trudno zajezdzic. Nieco inaczej ma sie rzecz z klaczami, zwlaszcza z klaczmi w kondycji hodowlanej, czyli bez kondycji fizycznej. O tej sprawie z zajezdzeniem, to wiedzialem od swojego promotora, ktory znal sprawe, bo byl asystentem w Lublinie, ale detali zajezdzenia nie znal. Ja mialem praktyki od Wrzesnia do Lutego i raz, czy dwa probowalem tego czy owego w stadninie, za jezyk pociagnac. Z zerowym praktycznie rezultatem, bo to byl temat w Janowie zakazany. Jedyne co udalo mi sie dowiedziec, to to, ze sie „studenciaki w nocy pochlaly, poszly do stajni, osiodlali te 3 klacze i sobie wyscigi urzadzili…”

    Reszte sobie „dospiewalem” i dospiewanie wyglada tak:

    Bylo ich siedmiu, wiec jezdzili na zmiane, jak sie jedna trojka poscigala, to wsiadala druga, potem trzecia, potem czwarta, moze i piata …, bo trzeba byo jakos wywazyc wyscigi w roznych skladach i na roznych koniach… Ile razy kazdy jezdzil to byc moze oni sami nie wiedzieli, bo byli pijani, ale musieli sporo, skoro jedna z klaczy padla na miejscu „wyscigow”, a dwie pozostale doszly w kilkanascie godzin. Nawet sie nie musieli wysilac z poganianiem, bo dzialaja instynkty i emocje, ktore u koni sa niezwykle silne. Wszystkie trzy biegaly na Sluzewcu, wiec jak je ustawiali w linii, to sam instynkt dzialal „wyscigowo”, do tego dochodzi noc i nocne poddenerwowanie, kotre najlatwiej rozladowac w „ucieczce” czyli mozliwie szybkim biegu. Taki splot czynnikow fizycznych i psychicznych, z nalozana na nie powtarzalnoscia, bez szans na choc chwile odpoczynku. Tak je wlasnie zajezdzili, jak znam i rozumiem konie.

    A Pana Andrzeja Krzysztalowicza, to prosze z tym nie laczyc, nawet w blogowym tekscie, stwierdzeniem ze „pod jego okiem” to sie stalo. Teren stadniny rozlegy, a zaraz za padokami rozciagaja sie az do Bugu laki i pastwiska. Jest gdzie jezdzic, tak zeby w samej stadninie nic nie bylo slychac, nawet wsrod nocnej ciszy.

    A co do nadzoru, to chyba najwyrazniej zapomniales, ze studenta jesli sie sam nie upilnuje, to sie upilnowac nie da… Ech! Powspominac hadko … (lol)

    .

    *******

    Dodam do tematu niewolniczego, ze to jest obecnie „niewolnictwo mentalne”.

    Niewolnictwo mentalne, o ktorym Bob Marley spiewal, ze tylko kazdy sam sie moze z niego uwolnic … jesli bedzie chcial…

    Tyle tylko, ze Marley spiewal o mentalnych pozostalosciach zwyklego, fizycznego zniewolenia, a calkowicie pomijal, byc moze nawet nie zdawal sobie sprawy z mentalnego, religijne zniewolenia. Ale to wlasnie od niego sie trzeba wyzwolic, zeby byc naprawde wolnym.

    https://www.youtube.com/watch?v=kbyUPJooBfU

    Pozdrowka
    ~l.

  123. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 14:07

    Wywiad:

    Doris Reisinger: Byłam zakonnicą. Wmawiano mi, że dziewictwo to najcenniejsze, co mam. A potem zgwałcił mnie ksiądz
    WYWIAD Paulina Reiter
    24.04.2019
    Wyspowiadałam się. Proboszcz powiedział:
    ‚Jesteś narzędziem diabła’
    Wyspowiadałam się. Proboszcz powiedział: ‚Jesteś narzędziem diabła’ (Fot. LARS BERG/KNA)

    Powtarzano mi, że mam być pokorna. Że ja i moje potrzeby, życzenia, pragnienia nie są ważne. Moim celem jest służyć. Dopóki to robię, wszystko jest OK. Ta służba przyniesie mi radość
    REKLAMA

    Czytasz ten artykuł, bo masz prenumeratę Wyborczej. Dziękujemy
    Rozmowa z Doris Reisinger

    Paulina Reiter: Napisałaś list do papieża Franciszka. Odpowiedział?
    Doris Reisinger (Wagner): Wysłałam nie jeden list, ale trzy. W pierwszym, napisanym w 2014 roku, i drugim – z 2015 – opisałam, jak jako bardzo młoda kobieta, idealistka, głęboko wierząca osoba odkryłam swoje powołanie do życia religijnego i wstąpiłam do katolickiej wspólnoty Dzieło (Das Werk), bo chciałam podążać za Chrystusem. Napisałam, jak zostałam oderwana od rodziny, jak pozbawiono mnie wszelkich praw, jak najpierw zostałam pogwałcona duchowo, potem zgwałcona przez jednego księdza, a następnie byłam molestowana przez kolejnego. Napisałam też, że wewnętrzne śledztwo, do którego doprowadziłam, nie dało żadnych rezultatów i że straciłam wszelką nadzieję – pozostał mi już tylko on. Listy miały zostać przekazane papieżowi bezpośrednio przez kogoś zaufanego. Ponieważ nie otrzymałam odpowiedzi, napisałam trzeci list – w zeszłym roku w listopadzie – w którym oprócz swojej historii opisałam doświadczenia innych kobiet. Powołałam się na raporty irlandzkiej siostry Maury O’Donahue o nadużyciach seksualnych w Kościele katolickim. Ten list wysłałam drogą oficjalną na adres sekretarza stanu w Rzymie. Tym razem dostałam odpowiedź. To był dla mnie policzek.

    Co było w liście?
    To nie był list, raczej oficjalna nota. Ktoś w Rzymie dziękował mi za troskę o przyszłość Kościoła oraz prosił, bym modliła się za papieża, obiecując, że papież pomodli się za mnie.

    Więc papież go nie dostał?
    Myślę, że nie. Ale myślę też, że gdyby go dostał, to nic by nie zmieniło. Wielu ludzi powtarzało mi: gdyby papież tylko wiedział… Ale przecież to naiwne wierzyć, że papież nie wie.

    Zacznijmy od początku. Dlaczego chciałaś zostać zakonnicą?
    Pikieta w ramach akcji #MeToo/#YoTambien przed meksykańskim konsulatem w Los Angeles, 1 października 2018 r.
    CZYTAJ TAKŻE:
    #MeToo szkodzi kobietom? Menedżerowie boją się dziś wspierać w karierze młodsze stażem koleżanki
    Nie lubię tego pytania. Z wielu powodów. Po pierwsze, moja rodzina była bardzo religijna. Po drugie, byliśmy biedni. W domu siedmioro dzieci, mam trzy siostry i trzech braci. Wiara była dla moich rodziców oparciem. Nie mieli pieniędzy, przyjaciół, mieli problemy zdrowotne wynikające z biedy, tata przez wiele lat cierpiał na depresję. Nie mieli nic, ale mieli modlitwę, która dawała im pocieszenie. Moi rodzice nie byli fanatykami religijnymi. Wiem, że są rodzice, którzy używają wiary, by manipulować dziećmi i dominować nad nimi. Gdyby tak było, stawiałabym opór. Ale dla mnie wiara była, tak jak dla nich, jedyną rzeczą, która nadawała życiu sens. Miałam poczucie, że choć nasze życie jest trudne, to Bóg się o mnie troszczy.

    Był jak dobry rodzic?
    Tak. Nasza bieda miała też inne konsekwencje. Nie czułam, jak wiele innych dzieci, że świat stoi przede mną otworem, że mam wybór, by decydować, kim chciałabym być. Moi rodzice byli bardzo prostymi ludźmi, bez wykształcenia, mama była gospodynią domową. Ponieważ byłam wzorową uczennicą, dostałam się do dobrego liceum, ale iść na uniwersytet? To zdawało się zupełnie poza moim zasięgiem. Nikt wcześniej w mojej rodzinie nie studiował, nie mieliśmy na to pieniędzy. Nie wiedziałam, że mogę się ubiegać o stypendium. Gdybym nie wstąpiła do wspólnoty, zostałabym w domu, by zajmować się młodszym rodzeństwem. Poza tym byłam pewna, że mam powołanie. Gdy miałam 15 lat, poczułam, że Bóg mnie wzywa.

    Zakon był dla mnie naturalną drogą. Jako nastolatka byłam zaszokowana tym, jak zachowują się moje rówieśniczki. Myślałam: marnujecie się, traktujecie się jak śmieci. Dlaczego każda nagle musi mieć chłopaka? Uważałam, że to idiotyczne. Zwłaszcza że nie dostrzegałam, by przyniosło im to radość, przyjemność.
    Wręcz przeciwnie – odkrywanie tego, co to znaczy być kobietą seksualnie aktywną, wydawało mi się dość bolesne i przynosiło im głównie cierpienie i niepewność.

    Byłam skromną, refleksyjną dziewczynką, niezbyt radosną, bo w moim życiu nie było zbyt wielu spraw, z których można by się śmiać. Wydawało mi się, że wspólnota to odpowiednia decyzja dla mnie. I czułam, że to będzie wspaniała przygoda.

    PRZECZYTAJ TAKŻE: Wilki z Wall Street za wszelką cenę unikają kobiet. Efekt akcji #MeToo?

    Bo opuszczałaś dom rodzinny.
    Nie szłam do zamkniętego klasztoru. Wstępowałam do międzynarodowej wspólnoty katolickiej, która miała swoje domy na całym świecie – w austriackim Thalbach, Oksfordzie, Rzymie i Jerozolimie. Do Das Werk dołączyłam w 2003 roku, zamieszkałam w siedzibie głównej, w Thalbach, ale w listopadzie tego samego roku wysłano mnie do Rzymu.

    Ekscytujące?
    Bardzo. Szybko jednak się okazało, że nie ma wielkiej różnicy, w którym mieście jestem, bo we wszystkim miejscach zajmuję się jedynie sprzątaniem, modlitwą, siekaniem warzyw w kuchni. Tak od tego momentu miało wyglądać moje życie.

    Czyli nie mogłaś cieszyć się tym światem, który się przed tobą otworzył?
    Nie. Cieszenie się czymkolwiek było postrzegane jako grzech. Przez większość czasu nie wychodziłam z domu. W Das Werk, jak i w wielu innych religijnych wspólnotach, u podstaw życia konsekrowanego leży idea, że jest coś większego niż ja, czemu służę. To oznacza tak naprawdę, że ja i moje potrzeby, życzenia, pragnienia nie są ważne. Moim celem jest służyć. Dopóki to robię, wszystko jest OK. „Ta służba przyniesie ci radość” – mówi się siostrom. Zresztą wmawia się to wszystkim kobietom na świecie. Że ich życie jest po to, by służyć innym, i że tego tak naprawdę chcą – by inni byli szczęśliwi.

    W dodatku w tej społeczności, co charakterystyczne dla katolicyzmu, uświęcona jest idea cierpienia. Ponieważ Jezus cierpiał za nas, my musimy iść jego drogą. To oznacza, że cierpienie jest zawsze czymś dobrym. Trzeba się z nim pogodzić, zawsze się uśmiechać, nie narzekać, nie pozwolić, by ktoś zauważył, że cierpisz.
    Tak wam mówiono?
    I ja w to wierzyłam. Idee służby i cierpienia są połączone. Bo jeśli masz być tylko dla innych, to znaczy, że musisz być gotowa przyjąć cierpienie, które z tym nieuchronnie się wiąże. Pytanie, do jakiego stopnia, kiedy mogę powiedzieć: „Dość, teraz potrzebuję przerwy”. Dla wielu żon i matek ten moment nigdy nie nadchodzi, bo inni są zawsze ważniejsi niż one. A zwłaszcza jest tak z zakonnicami – masz się wyrzec siebie do momentu, aż znikasz.

    Rozumiałaś to?
    Aktorka Rose McGowan jako jedna z pierwszych przerwała milczenie i wyznała, że zgwałcił ją Harvey Weinstein
    CZYTAJ TAKŻE:
    Twarz #MeToo Rose McGowan. Zgwałcona przez Weinsteina nie boi się mówić o hipokryzji w Hollywood
    Tak, ale wierzyłam, że to zbliży mnie do Boga. Ufałam starszym, bardziej doświadczonym w duchowej podróży, że nauczą mnie, jak to osiągnąć. Liczyłam na to, że będę szczęśliwa, bo wyzwolę się ze wszystkich swoich pragnień, stanę się pusta i wolna dla Boga. I bardzo dużo czasu zajęło mi, zanim zdałam sobie sprawę, jak to wpłynęło na moje życie, że stałam się niezdolna, by się bronić, by wyrażać sprzeciw. Stałam się łatwą ofiarą. Nagle z dnia na dzień z mojego życia znikły gazety, książki, nawet jakakolwiek rozmowa. Gdy kiedyś przy stole chciałam porozmawiać o czymś poważnym z innymi siostrami, przełożona zwróciła mi uwagę: „Siostro Doris, musisz stać się bardziej pokorna. Jesteś zbyt dumna”. Miałyśmy rozmawiać o sprawach kuchennych, a najlepiej wcale. Innym razem zwróciła mi uwagę, że mówię zbyt głośno. Albo że chodzę zbyt szybko. Albo że źle siedzę.

    Czułaś się winna?
    Tak, bo ufałam jej i uwierzyłam, że rzeczywiście jestem zbyt dumna. Żyłam w środowisku, w którym nikt tego nie kwestionował. Kiedy powiedziałam spowiednikowi, że zgrzeszyłam zbytnią dumą, pochwalił mnie. Powiedział, że to wielkie oświecenie. Że będzie się za mnie modlił, bym stała się bardziej pokorna. Czułam, że jestem na dobrej drodze. To trwało miesiącami, latami. Nawet nie zauważyłam, jaki to miało na mnie zły wpływ. Jak straciłam całą pewność siebie.

    Myślałaś o sprawach cielesnych?
    Nie. Ten sposób życia bardzo skutecznie temu zapobiegał. Nie dość, że nie miałam już żadnego poczucia wartości, żadnej pewności siebie, to straciłam wszelkie poczucie atrakcyjności. Nosiłyśmy straszne ubrania.

    Niekobiece?
    Bluzy z długimi rękawami, pod samą szyję, o kilka rozmiarów za duże, tak by nie było widać naszych kształtów. Długie spódnice, wszystko szarobure.

    By chronić was przed pożądaniem mężczyzn.
    Nie po to, by chronić nas. Po to, by chronić ich przed nami. Byśmy nie stały się dla nich niebezpieczne. Miałam 20 lat i czułam, że moje ciało znikło. Najpierw przestałam myśleć, potem przestałam czuć cokolwiek. Nie czułam nawet bólu fizycznego. Raz w Oksfordzie drzwi uderzyły mnie w głowę, aż się przewróciłam, ale nic nie poczułam. Innego razu sparzyłam się w rękę w kuchni. I też nic nie poczułam. Byłam otępiała. Jestem pewna, że byłam poważnie psychicznie zaburzona.

    I jest jeszcze jedna rzecz, która od samego początku nie dawała mi spokoju. Zadawałam sobie pytanie: jaki sens ma cnota? Rozmyślałam o tym i dosłownie wariowałam, bo nie byłam w stanie znaleźć logicznej odpowiedzi. Dlaczego Bóg stworzył mnie jako kobietę i powołał do życia, w którym nie doświadczę seksu i macierzyństwa? Jaki to ma sens? To pytanie nie pojawiło się dlatego, że odczuwałam jakieś napięcie seksualne, pożądanie, raczej jako problem logiczny i biologiczne pragnienie.

    Chciałam być matką. A jednocześnie przygotowywałam się z innymi nowicjuszkami do ślubów czystości. To jeden z trzech ślubów ewangelicznych – ślubuje się czystość, życie w ubóstwie i całkowite posłuszeństwo. U nas ślubowało się najpierw zachowanie cnoty. To było wielkie święto, w którym uczestniczyli księża i biskup, celebrowanie dziewictwa. Poczułam, że Bóg wie, i mu zaufam.
    Wszystko, co miało dla mnie wcześniej wartość w życiu – mój potencjał intelektualny, rodzina, przyjaźnie – już nie istniało. Doris już nie istniała. Byłam po prostu siostrą. Dziewictwo było jedyną rzeczą, która nadawała wartość mojemu życiu.

    A potem i to ci odebrano.
    Uma Thurman
    CZYTAJ TAKŻE:
    Akcja #MeToo nie cichnie. Uma Thurman oskarża Harveya Weinsteina o molestowanie
    Zostałam przydzielona do opieki nad biblioteką. Oczywiście nie mogłam czytać, do moich obowiązków należało jedynie utrzymywanie porządku i odkurzanie. Ksiądz przełożony naszego domu miał nadzorować moją pracę. To był ten sam ksiądz, który był odpowiedzialny za przygotowanie do ślubów czystości. Kręcił się koło mnie. Za każdym razem, gdy byłam sama, pojawiał się obok i zaczynał gadać. Narzekał na swoje życie we wspólnocie, na przełożonych, był pełen frustracji i nienawiści. Prosiłam go, by zostawił mnie w spokoju, mówiłam, że rzeczy, które mówi, są niewłaściwe. Nie przestawał mnie nachodzić. Uznałam, że muszę być cierpliwa i widzieć to jako próbę, na którą wystawił mnie Bóg. Jednocześnie wiedziałam, że to nie w porządku, że ksiądz spędza tyle czasu sam na sam z nowicjuszką. Ale instynktownie czułam, że jeśli ktoś nas zobaczy, zostanę ukarana ja, nie on. Próbowałam go więc odprawiać. Bezskutecznie.

    Pewnego dnia objął mnie ramieniem. Struchlałam. Wszelki kontakt fizyczny był u nas tabu. Pomyślałam: dość, muszę to zgłosić przełożonej, powiedzieć jej, że on mnie prześladuje. Ale bałam się, bo powtarzała mi wielokrotnie, że na siostrach spoczywa wielka odpowiedzialność, by nic się nie wydarzyło między kobietą i mężczyzną.

    Powiedziałaś jej?
    Tak. A ona się wściekła. Zaczęła krzyczeć, podskakiwać, była czerwona na twarzy. Zrzuciła całą winę na mnie. Na koniec powiedziała: „Zostaw go w spokoju! Jesteś dla niego niebezpieczna”.

    Nie zrobiła nic. Tymczasem ja zostałam przeniesiona z apartamentów sióstr, które mieszkały na pierwszym piętrze, do pokoju gościnnego na trzecim. Księża i bracia mieszkali na drugim piętrze. Nie wiem, dlaczego mnie przeniesiono, ale cieszyłam się, bo dawało mi to większą wolność. Z tego, że jest to niebezpieczne, zdałam sobie sprawę, gdy było już za późno.

    Co się stało?
    Zanim mnie zgwałcił… Nadal próbowałam…

    Wiesz, do głowy mi nie przyszło, że on to może zrobić. To było niewyobrażalne. Księża takich rzeczy nie robią. Ponieważ nie przestawał się wokół mnie kręcić, próbowałam z nim spokojnie porozmawiać, że sobie tego nie życzę. Pewnego dnia po modlitwie wieczornej znalazłam notkę od niego w swojej skrzynce pocztowej. Pisał, że jest gotowy porozmawiać. Przyszedł do mojego pokoju, ale nie powiedział ani słowa. Od razu zaczął mnie rozbierać.

    W kilka sekund wiedziałam, co się stanie. I natychmiast wiedziałam, że będę musiała milczeć. Bo i tak nikt mi nie uwierzy. I jeszcze miałam takie głupie przekonanie, że muszę milczeć, by chronić tę wspólnotę, Kościół. Najgorsze dla mnie w tym, co zrobił, nie było wtedy to, że mnie skrzywdził, że robił mi coś, czego nie chciałam. Do tego byłam przyzwyczajona, nauczyłam się akceptować krzywdę i pokornie znosić to, że robię rzeczy, na które nie mam ochoty. Najgorsze było dla mnie to, że odebrał mi dziewictwo. A ono było esencją mojego życia (milknie).


    Po gwałcie nie czułam już nic. Byłam otępiała. Nie płakałam. Po prostu odpłynęłam. Wstawałam rano, ubierałam się, uśmiechałam, modliłam, pracowałam w kuchni. I nikt nic nie zauważył. Ale w środku byłam zdruzgotana. Miałam tylko jedną myśl: muszę iść do spowiedzi, bo wydarzyło się coś złego, nie jestem już dziewicą i nie wiem, czy jestem winna. Bałam się wyspowiadać we wspólnocie. Wymknęłam się do pobliskiego proboszcza. Wszystko mu wyznałam.

    Co powiedział?
    Powiedział: „Jesteś narzędziem diabła”. Potwierdzał moje obawy – to była moja wina. Powiedział, że opętał mnie szatan i że skrzywdziłam całą wspólnotę, uwodząc tego księdza. Moje życie, moja krzywda się dla niego nie liczyły. I dla mnie też już to się nie liczyło.

    Ksiądz, który mnie zgwałcił, wracał do mnie, zrobił to jeszcze kilka razy. Tego lata, w 2008 roku, zostałam wysłana do siedziby głównej, do Thalbach. Kiedy wróciłam na jesieni do Rzymu, przeniesiono mnie do apartamentu z siostrami, byłam bezpieczna, ale sprawca nadal mieszkał ze mną w jednym domu. Siedzieliśmy przy jednym stole podczas posiłków. Podawał mi komunię podczas mszy.
    Co sprawiło, że postanowiłaś powiadomić przełożonych?
    Latem w Austrii zdarzyło się coś, co uratowało mi życie. Z dala od niego, powoli, jak osoba chora dochodząca do zdrowia, zaczęłam być zdolna coś czuć i myśleć. Zaczęło do mnie docierać, jak bardzo jestem samotna. I w jak strasznej sytuacji. Zdałam sobie sprawę, że otacza mnie 50 sióstr, a nikt mnie nie zna. Wszystkie jesteśmy sobie obce. Nawet nie umiałam nazwać tego uczucia, które się we mnie budziło.

    Co takiego zdarzyło się w Thalbach?
    Ksiądz, który był bibliotekarzem przede mną w domu w Rzymie, teraz był odpowiedzialny za bibliotekę w Thalbach. Stworzył nowy program rozwoju bibliotek wspólnoty. Pokazał mi książki, które były jego zdaniem warte zachowania, i takie, które były do wyrzucenia – cały stos XIX-wiecznych tekstów o wartości cierpienia. Byłam zaskoczona. „Dlaczego chcesz się tego pozbyć? – zapytałam. – Przecież cierpienie ma sens”. Zaśmiał się i powiedział: „Nie, cierpienie nie ma sensu”. Zaczęliśmy dyskutować. Ten ksiądz był zupełnie inny niż wszyscy, których poznałam we wspólnocie. Był zainteresowany tym, co mam do powiedzenia. Nie byłam bezimienną siostrą.

    Katarzyna Wężyk
    CZYTAJ TAKŻE:
    #MeToo. Pytanie: „Ruchasz się czy trzeba z tobą chodzić?” to nie flirt, a złapanie za tyłek to nie komplement
    Zaczęliśmy pisać do siebie listy, w sekrecie. Odkryliśmy, czytając je, że podobnie myślimy. W jednym z listów napisałam: „Równie dobrze mogłeś napisać do mnie list miłosny”. Odpisał, że miał w nocy sen, w którym przytulał mnie i chciał pocałować, ale gdy nasze usta miały się spotkać, obudził się. Moje serce biło jak szalone, kiedy to czytałam. Gdy znów się spotkaliśmy, zapytał, czy to, co napisał, było w porządku. Powiedziałam, że jak najbardziej, i zapytałam: „To może spróbujemy?”. I kiedy spotkaliśmy się następnym razem w bibliotece, próbowaliśmy się przytulić. Nie wiedzieliśmy, jak się do tego zabrać, jak się objąć, okulary spadły mi z nosa. Nagle usłyszeliśmy kroki na korytarzu, więc on uciekł. Gdy spotkaliśmy się, powiedział: „Następnym razem ty prowadź”.

    Zakochałaś się?
    Tak, pewnie byliśmy zakochani, ale nie byliśmy tego świadomi. Czułam, że spotkałam kogoś, komu mogę zaufać i z kim mogę rozmawiać otwarcie.

    Powiedziałaś mu?
    Wtedy jeszcze nie. Pod koniec lata wysłano go na Węgry, a mnie z powrotem do Rzymu. Ponieważ byliśmy oboje bibliotekarzami, mieliśmy powód, by od czasu do czasu rozmawiać. Powiedział mi, że mogę założyć konto mailowe. W naszym domu był jeden komputer do wspólnego użytku, musiałam uważać, by nikt nie zauważył, że z nim koresponduję. Pisaliśmy do siebie raz w tygodniu. Na jesieni uznałam, że muszę mu powiedzieć, co mnie spotkało. Czułam, że zatajenie tego przed nim to jakbym go okłamywała. Bałam się, że mnie potępi.

    I?
    To było niezwykłe. Natychmiast zrozumiał, co się wydarzyło i kto jest winny. Poprosił, bym podała nazwisko tego księdza. I powiedział mi, że to przestępstwo i że mogę je zgłosić. Ale nie naciskał, bo wiedział, jakie to wszystko dla mnie trudne. Powiedział, że jeśli ktoś jeszcze spróbuje mnie skrzywdzić, mam go natychmiast poinformować, a on mi pomoże. A potem kupił piękny szal i przesłał mi go. Zrozumiał, że skrzywdzono moją kobiecość, i chciał mi pokazać, że jestem wartościową osobą, że zasługuję na coś cennego.

    Kiedy postanowiłaś ujawnić sprawcę przemocy?
    W 2010 roku. Wtedy dość regularnie czytałam potajemnie gazety, bo miałam już w sobie dość wolności, by robić rzeczy zakazane. Przeczytałam o Klausie Mertesie, niemieckim jezuicie, który kierował szkołą, w której doszło do nadużyć względem dzieci. Sam poinformował o tym media, gdy tylko to odkrył, i poprosił osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej, o kontakt z nim. Byłam pod wrażeniem. Zrozumiałam, że i ja muszę mówić o tym, co mnie spotkało, bo jeśli nie będziemy mówić o krzywdach, to nic się nie zmieni i przemoc będzie trwała.

    Zdecydowałam się zwrócić do księdza, który zdawał mi się najbardziej rozsądny w całej naszej wspólnocie. Dziś jest podsekretarzem Kongregacji do spraw Edukacji Katolickiej w Rzymie. Kiedy opowiedziałam mu, co mnie spotkało, był zszokowany, przerażony, ale pierwsza rzecz, którą powiedział, to że czuje ulgę, iż jestem pełnoletnia. Gdybym była niepełnoletnia, musiałby zgłosić sprawę. Zachęcił mnie, bym porozmawiała ze swoją siostrą przełożoną.

    PRZECZYTAJ TAKŻE: #MeToo jak fala

    Tą samą, która wcześniej się na ciebie wściekła.
    Tak. I wściekła się znów. Zachowywała się jak oszalała. Nigdy wcześniej i później nie widziałam, żeby ktoś tak wrzeszczał. Nawet nie pozwoliła mi skończyć. Gdy się uspokoiła, objęła mnie i powiedziała: „Przebaczam ci”.

    Przebaczam ci?!
    Nie zapytała, co mi zrobił. Nie zapytała, czego teraz potrzebuję. Nie chciała o tym słyszeć. Kolejną osobą, do której się zgłosiłam, była matka przełożona z Austrii. Zwróciłam się do niej, płacząc. Powiedziała, że jest mną bardzo rozczarowana.

    Gdy do Rzymu przyjechał ojciec przełożony i mu opowiedziałam, co mnie spotkało, przeprosił mnie za to, co mi zrobił tamten ksiądz, i poradził, bym już o tym więcej nie rozmyślała. On ze swojej strony pomodli się za niego i wszystko będzie już dobrze. Wtedy interweniował mój przyjaciel – powiedział im, że muszą go jakoś ukarać. Postanowili więc, że nie będzie już nadzorcą domu w Rzymie, znaleziono mu pracę w Watykanie, co de facto było dla niego awansem.

    W liście do papieża piszesz o drugim księdzu, który cię molestował. W tym samym domu?
    Tak. Na jesieni tego roku, kiedy zostałam zgwałcona, w 2008, nowy ksiądz został wyznaczony na mojego spowiednika. Ksiądz ten był też spowiednikiem mojego gwałciciela i sam poprosił o tę zmianę. Zaczął zachowywać się wobec mnie dziwnie, przedłużać spowiedź, czasami nawet do godziny. Klęczałam przed nim, a on mówił: „Siostro Doris, wiem, że mnie lubisz, możesz mi wyznać, nie musisz się wstydzić. Dzielimy to samo uczucie, to naturalne, możemy się kochać, nie możemy wziąć ślubu, ale możemy być razem”. To było dla mnie straszne. Powiedziałam mu, że się myli, że nic do niego nie czuję. A on dalej mnie namawiał.

    Powiedziałaś mu, że zostałaś zgwałcona?
    Nie, ale uznałam, że wie to, bo był spowiednikiem mojego gwałciciela. Te jego godzinne spowiedzi ciągnęły się miesiącami. W końcu, gdy znów powiedział, że nie możemy wziąć ślubu, ale możemy się kochać, nie wytrzymałam. Po prostu wstałam i chciałam wyjść. Cała się trzęsłam z nerwów. Podszedł do mnie, przyparł mnie do ściany i próbował mnie pocałować. Uciekłam. I natychmiast zadzwoniłam do swojego przyjaciela, tak jak mi kazał. Poradził mi, żebym zażądała innego spowiednika. Zebrałam w sobie całą odwagę i poprosiłam o zmianę. Przełożona zapytała dlaczego. Powiedziałam, co się stało. Tym razem nie zrzuciła na mnie winy. Powiedziała: „Ach, tak, wiemy, że ten ksiądz ma problem z kobietami. Musisz zrozumieć, to dla niego bardzo trudne. To powód, dla którego musiał opuścić swoją parafię, że miał tę szczególną inklinację”. I wyznaczyła mi innego spowiednika.

    Ale w 2010 roku, kiedy opowiedziałam wszystkim przełożonym o gwałcie, jeszcze raz się na niego natknęłam. Czekał na mnie na schodach, powiedział: „Możesz mi opowiedzieć wszystko. Ojciec B. cię rozbierał i co ci dalej robił? Opowiedz mi”. To było obrzydliwe.

    Małgorzata, była siostra zakonna. Kraków, 28 lutego 2017 r.
    CZYTAJ TAKŻE:
    Zakonnica niewolnica?
    Wtedy zaczęłam mieć myśli samobójcze. Czułam, że jestem w potrzasku. Powiadomiłam już wszystkich przełożonych, wszyscy obwiniali mnie, moje życie nie liczyło się dla nikogo. W pewnej chwili pomyślałam, że jeśli Bóg wiedział, że to wszystko mi się przydarzy, jeśli chce, bym tak żyła do końca życia, to ten Bóg na mnie nie zasługuje. Nie muszę mu służyć. Ale potem pomyślałam, że jeśli Bóg stworzył mnie – wraz z moim intelektualnym potencjałem, z pragnieniem bycia kochaną – to znaczy, że jest dla mnie jakieś wyjście z tej sytuacji.

    Jak wyszłaś ze wspólnoty?
    Zostałam tam jeszcze przez rok. W tym czasie najważniejsza była dla mnie nowa przyjaźń. On zachęcił mnie, bym wróciła do czytania książek, wysyłał mi filmy na DVD i muzykę. Nabrałam siły i pewności siebie. W końcu, nie wiem dlaczego, pozwolono mi pójść na studia. Zaczęłam studiować filozofię i teologię w Rzymie na Uniwersytecie Opus Dei, który może nie reprezentował zbyt krytycznej myśli, ale wreszcie miałam czas, by się uczyć, czytać, dyskutować, myśleć. Potem wysłano mnie do Niemiec, do Freiburga, na wydział teologii. Tam nagle zobaczyłam, że wiara może być przedmiotem studiów krytycznych. Że można zadawać pytania typu: co tak naprawdę oznacza słowo „Bóg”? I że nie ma na nie łatwych odpowiedzi. Zobaczyłam, że fundamentalistyczne podejście do wiary – że Bóg stworzył ziemię, człowiek zgrzeszył, Bóg wysłał swojego syna, by umarł za nasze grzechy, że apostołowie są reprezentantami Boga na ziemi i to oni mówią nam, jaka jest jego wola – to nonsens. To mnie wyzwoliło.

    A potem dostałam stypendium za dobrą naukę. Musiałam założyć konto w banku. Co miesiąc wpływało na nie 700 euro. Poczułam się doceniona. I miałam pieniądze. A to oznaczało, że mogę odejść. We wrześniu 2011 roku przeniosłam się na uczelnię w Erfurcie, bo szybko się okazało, że 700 euro, które wydawało mi się majątkiem, to wcale nie aż tak dużo, ale w Erfurcie wystarczało. Miałam pierwsze małe, własne mieszkanie. Czułam się wolna.

    I jak?
    Ciężko. Pierwszy raz nosiłam spodnie i miałam poczucie winy. Całe lata zajęło mi, żeby się dobrze poczuć. Miałam 27 lat, a robiłam to, co dziewczyny robią, gdy mają 15 – zaczęłam pierwsze eksperymenty z makijażem. Trudno było mi znaleźć własny styl, odzyskać pewność siebie co do swojego wyglądu, swojego ciała. Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam nurkować, ale teraz nie mogłam się przezwyciężyć, w kostiumie kąpielowym czułam się naga.

    A ten przyjaciel?
    Pomógł mi najbardziej. Odszedł ze wspólnoty rok przede mną. Już nie był księdzem. Rozmawialiśmy o powołaniu, ja nadal je czułam i zastanawiałam się, czy nie przyłączyć się do innej wspólnoty.

    Ale po dwóch miesiącach samodzielnego życia już wiedziałam, że nie. Uznałam, że być może cała ta koncepcja powołania jest bez sensu. Poczułam, że jesteśmy zakochani, że prawdopodobnie kochaliśmy się już wcześniej, ale dopiero teraz byliśmy na tyle wolni, by zdać sobie z tego sprawę. Dziś ten mój przyjaciel jest moim mężem.
    Twój mąż (który krząta się po domu i zajmuje czteroletnim synem, byśmy mogły spokojnie rozmawiać) to ten chłopak?
    Tak. Wzruszyłaś się? To prawda, ta historia jest aż nazbyt romantyczna.

    Co odkryliście wtedy, gdy zrozumieliście, że się kochacie?
    Oboje byliśmy bardzo niewinni. Nasze uczucie było wzajemne i bardzo piękne. Uczucie bliskości, bycia kochaną, dostrzeganą po tych wszystkich latach, kiedy się dla nikogo nie liczyłam i nieważne było dla nikogo, czego pragnę, co czuję, było oszałamiające. Po tych wszystkich latach być w ramionach mężczyzny, który cię kocha… To było potężne przeżycie.

    Masz teraz takie fajne życie – męża, syna, pracę zawodową i akademicką, wyglądasz na bardzo szczęśliwą osobę. I do tego jasnego życia chcesz zapraszać tę ciemną przeszłość? Czy nie jest kuszące, by nigdy już o tym nie mówić?
    Tak naprawdę to nigdy nie chciałam o tym mówić. Chciałam tylko zrobić wszystko, co konieczne, by sprawiedliwości stało się zadość. Bo wiedziałam, że wspólnota nadal działa i że są w niej inne młode kobiety, które mogą zostać potraktowane tak jak ja. I choć to brzmi dziwnie, chciałam chronić przełożonych przed tym, by stawali się sprawcami przemocy. Uważałam, że to, iż przemówię, jest w interesie Kościoła. W 2011 roku ja i pięciu innych byłych członków wspólnoty złożyliśmy zawiadomienie. Głównie dotyczyło ono nadużyć duchowych, poniżania i wyzysku w pracy. Z Rzymu dostaliśmy bardzo szybko odpowiedź, że zlecą kontrolę wspólnoty. Wyznaczono inspektora, kontrola się odbyła. I nic. Uznałam więc, że skoro Kościół nie robi nic, muszę zgłosić sprawcę gwałtu na policję.

    I?
    To było najgorsze doświadczenie. Po całym dniu przesłuchań, podczas których zmuszona byłam opowiedzieć tę historię ze wszystkimi bolesnymi szczegółami, zostałam poinformowana, że w Niemczech prawo karne nie traktuje seksu wbrew woli jako gwałtu.

    Gwałt jest wtedy, gdy użyto ostrej fizycznej przemocy lub gdy sprawca miał broń. To było straszne. Bardzo to przeżyłam. Postanowiłam, że się jednak nie poddam i że zgłoszę przestępstwo w Austrii, w kraju, którego sprawca był obywatelem. Nawet go przesłuchano, ale zeznał, że seks był za zgodą i że planował długotrwały związek ze mną.

    W zakonie?
    Oni uznali, że to sensowne. I nic z tego nie wynikło. Pomyślałam, że to koniec. A jednak nadal czułam obowiązek, żeby ochronić inne młode kobiety. Chciałam sprawić, by dowiedziały się o mojej historii i by wiedziały, że w zakonie coś takiego może się zdarzyć. By były przygotowane. Wtedy skontaktowałam się z dziennikarzem. Napisałam list na anonimową skrzynkę e-mailową magazynu online „Die Zeit”. Odpisał dziennikarz, chciał się spotkać. Historię opublikowano w niedzielę wielkanocną. Artykuł zobaczył wydawca i zaproponował, bym napisała książkę. Odmówiłam. Bałam się, że zmieni moją krzywdę w jakąś voyeurystyczną opowieść. Ale on obiecał, że mogę ją napisać po swojemu.

    Kadr z filmu
    CZYTAJ TAKŻE:
    Niewinne. Historia zgwałconych zakonnic
    Po publikacji zostałam zaproszona do programów telewizyjnych. Zaczęły się do mnie zgłaszać inne ofiary. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo zostały skrzywdzone i że jest ich wiele. Zaczęłam drążyć temat i odkryłam raporty siostry Maury O’Donahue i badanie, które twierdziło, że 30 proc. zakonnic doświadcza molestowania seksualnego. Utwierdziłam się w tym, że muszę mówić w imieniu tych, które jeszcze się boją. Będę to robić, aż wystarczająco wiele z nich przerwie milczenie. Ludzie powinni zdać sobie sprawę, że te historie się zdarzają, że ofiary zasługują na pomoc i wysłuchanie.

    Zachęcasz, by przemówiły. Ale doradzasz też: „Zanim przemówisz publicznie, znajdź sprzymierzeńców”.
    Tak, ale tak naprawdę wolałabym mówić do innych, co mają zrobić, by stworzyć bezpieczne warunki, by osoby, które doświadczyły molestowania, mogły przemówić. Przecież to powinno być zupełnie proste. Przełożone żeńskich wspólnot powinny mówić siostrom, że przypadki molestowania w Kościele zdarzają się i są znane. I każda przełożona, do której zgłosi się skrzywdzona zakonnica, powinna być z nią solidarna – ona i wszystkie inne siostry. Siostra, która chce zgłosić sprawę na policję, powinna być zachęcana do tego. A przede wszystkim idea życia konsekrowanego powinna się zmienić – powinno być jasne, że kobieta, która wstępuje do zakonu, pozostaje kimś, kto ma prawdo do swoich pasji, projektów, pracy, przyjaźni. Powinna móc cieszyć się życiem. Oczywiście – służyć innym, ale nie poświęcać całego życia. Dopóki ten ideał życia konsekrowanego się nie zmieni, dopóty siostry będą narażone na wykorzystywanie.

    To, co mówisz, to opowieść o przemocy strukturalnej.
    Gdy jedna osoba, jedna instytucja dyktuje, jak wszystko ma działać, i kontroluje wszystko, mówimy o dyktaturze. Każdy, kto przeszedł transformację z systemu totalitarnego do demokratycznego, rozumie, jakie to trudne, ale tych demokratycznych zasad potrzebujemy w Kościele, inaczej nadużycia władzy będą trwały. Moja druga książka dotyczyła właśnie tego tematu – dwóch linii tradycji w Kościele. Jedna z nich zachęca ludzi, by mieli osobistą relację z Bogiem, by używali własnego sumienia. Druga jest autorytarna – gdy ktoś inny mówi ci, jaka jest wola Boga, a tym masz być posłuszna. Każdy teolog zaś powie ci, że osoba, która mówi, że wie lepiej, czego Bóg chce i kim Bóg jest, jest po prostu śmieszna i niebezpieczna. Nikt nie wie, kim jest Bóg i czego chce.

    PRZECZYTAJ TAKŻE:Irlandzkie zakonnice pogrzebały w szambie 800 dzieci. Kościół: nie wiedzieliśmy

    W listopadzie zeszłego roku pojechałaś do Rzymu na zaproszenie Voices of Faith, organizacji, która działa na rzecz praw kobiet w Kościele katolickim. Papież zwołał Konferencję Episkopatu w sprawie nadużyć seksualnych popełnionych przed duchownych wobec osób niepełnoletnich. Voices of Faith chciała zwrócić uwagę na nadużycia wobec kobiet i zaprosiła ofiary molestowania i gwałtów. W swoim wystąpieniu mówiłaś, że siostra Maura O’Donahue raport o nadużyciach seksualnych wobec zakonnic w Kościele przedstawiła Watykanowi w 1994 roku. I że gdyby wtedy zaczęto działać, to być może ciebie nie spotkałaby krzywda.
    Maura O’Donahue jest moją bohaterką. Pierwszy raz natknęła się na problem molestowania w Afryce. Zauważyła, że siostry były zakażone wirusem HIV. Tak odkryła, że były gwałcone przez księży. Zaczęła zbierać ich historie. Sprawy, które opisuje, są straszne. Jak historia z Tanzanii, gdzie 23 siostry zakonne były w ciąży w tym samym czasie. Siostry przełożone zakonów były proszone regularnie o przysyłanie biskupom zakonnic w celu uprawiania seksu, a jeśli któraś odmówiła, była zwalniana i zastępowana inną. Siostry, które zostały zakażone HIV, były wyrzucane z zakonu. Podobnie te, które zaszły w ciążę. Niektóre zmuszano do aborcji.

    Gdy Maura O’Donahue przedstawiła swój raport, papieżem był Jan Paweł II.
    Jestem pewna, że znał ten raport. Watykan nie zareagował. W roku 2001 raporty wyciekły. Wtedy Watykan wydał oświadczenie, w którym twierdził, że to „afrykański problem”. Ale przypadki, o których donosiła O’Donahue, były z 23 krajów – z Brazylii, Stanów Zjednoczonych, Irlandii, Włoch, Filipin. Watykan nie zareagował na to do dziś. Uczciwość moim zdaniem nakazywałaby, żeby Watykan je opublikował w pełnym wymiarze i powołał niezależną komisję. A przede wszystkim powinni odszukać przetrwanki, bo ich nazwiska są w raportach, i pomóc im odzyskać ich życie.

    Marta Abramowicz
    CZYTAJ TAKŻE:
    Dokąd idą nieposłuszne zakonnice?
    Organizacja Voices of Faith zwołała konferencję, podczas której chciała poruszyć temat nadużyć w seksualnych w Kościele, ale bardzo trudno było jej znaleźć kobiety gotowe mówić o swoim doświadczeniu. Nie chciałam tam jechać, bo byłam kilka dni przed egzaminem doktoranckim z filozofii. Poza tym jestem mamą małego dziecka na pełnym etacie. A do tego co tydzień odbieram maile od kilku kobiet, które były molestowane przez księży, i chcę je wspierać. Muszę znaleźć czas na to, by odpisać każdej z nich. Więc było mi trudno tam pojechać. Ale zrobiłam to w końcu, bo byłam ciekawa, jak liczna obecność ofiar przemocy seksualnej odmieni Watykan. I jak media będą o tym mówiły. Kiedyś dziennikarze rozmawiali głównie z biskupami, pytali ich o opinie. Teraz zadają im minimum pytań, bo i tak wiadomo, że biskupi na nie nie odpowiedzą, i to już stało się nudne. Rozmawiają więc z ofiarami i wreszcie ich historie docierają do widzów, czytelników.

    W Rzymie atmosfera było niesamowita. Przywiozłam stamtąd pod powiekami obraz przestraszonych biskupów kryjących się w swoich drogich samochodach, uciekających przed ludźmi, by schronić się w murach Watykanu, bezsilnych. I tych, co przetrwali – solidarnych, radosnych, z transparentami, razem przeciw przemocy, w tłumie, silnych, odważnych, zdeterminowanych.

    Zauważyłam, że nigdy wcześniej nie podawałaś nazwiska księdza, który cię zgwałcił. Robisz to jednak w filmie dokumentalnym, którego jesteś jedną z bohaterek. W „Cała przyjemność po stronie kobiet” Barbary Miller mówisz, jak się nazywa.
    To pierwszy i jedyny raz, kiedy wymieniam go z nazwiska. Producenci filmu tak zdecydowali. Nie robię tego, bo Kościół ma znakomitych prawników. I tobie również zalecam, by nie publikować jego nazwiska, zdarzały się już sprawy przeciw dziennikarzom, którzy robili ze mną wywiady. Sama też nie chcę być przez nich pozywana. Zresztą nie robię tego, by mścić się na nim. Jest mi obojętny. Chodzi o cały system. Sprawcami przemocy są również ludzie, którzy próbują zataić sprawę, i ci, którzy pozwalają takim mężczyznom zostać księżmi, choć ci zupełnie się do tego nie nadają. Więc jeśli miałabym podawać nazwiska, musiałabym wymieniać ich wszystkich.

    ***

    SPOTKANIE Z DORIS REISINGER
    Doris Reisinger będzie gościem warszawskiej edycji 16. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity. Spotkania z nią odbędą się po pokazach filmu „Cała przyjemność po stronie kobiet” 17 maja o 20.15 w kinie Luna i 18 maja o 20.30 w kinie Muranów. 16. Millennium Docs Against Gravity odbędzie się 10-24 maja w Warszawie, Wrocławiu, Lublinie, Gdyni, Bydgoszczy i po raz pierwszy w Katowicach. Zaprezentowanych zostanie 160 tytułów, a do Polski przyjedzie 80 twórców i bohaterów filmów z całego świata. Więcej informacji na http://www.mdag.pl

    ***

    Tekst premierowy, pochodzi z magazynu „Wysokie Obcasy”, który ukaże się 27 kwietnia

  124. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 13:54

    lonefather
    28 kwietnia o godz. 12:59
    Wybaczcie, ze wtrace swoje trzy grosze jako byly jezdziec zawodowy
    PTWK we Wroclawiu. Mialam przyjemnosc poznac osobiscie p. A. Krzysztalowicza. W srodowisku to czlowiek-legenda. Jakakolwiek sugestia, ze „pod jego okiem” zajezdzono konie na smierc jest wrecz obrazliwa. Pozdr.

  125. jakub01
    28 kwietnia o godz. 15:08

    O!
    Powitac kolezanke!
    W jakich latach jezdzilas? Sie pytam, bo jesienia/zima 83/84, roztrenowywalem 3 angloarabki po karierze we Wrocku, z kondycji wyscigowej do hodowlanej. Jak znajde fote to wrzuce, a i cos dopowiem, o Panu Andrzeju Krzysztalowiczu. Z tym roztrenowywaniem zwiazanego i z „okiem gospodarskim” Pana Andrzeja.

    Pozdrowka
    ~l.

  126. jakub01
    28 kwietnia o godz. 15:08

    A jak dla mnie to wtracaj jak najwiecej swoich groszy, zwlaszcza w konskiej tematyce, wtracaj.

    Pozdrowka
    ~l.

  127. Uff, znowu się zacznie… 🙄
    A zajeżdżenie na śmierć trzech koni w słynnej stadninie państwowej to sprawa kryminalna i jeśli rzeczywiście miała miejsce, to prokuratura zajęłaby się nie tylko sprawcami, ale i szefostwem. Więc albo to jakaś legenda, albo sprawa została skrzętnie ukryta przed władzami.

  128. I należałoby jednak podawać właściwe daty, bo sezon 1981/82 to na dodatek stan wojenny.

  129. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 15:30

    Sprawa zostala rozwodniona. Wsrod „wyscigowcow” byl jeden synalek kogos wowczas waznego. Doszlo do porozumienia i rodziny zapalacily odszkodowanie stadninie. Nie wiem ile konkretnie, ale sie domyslam, ze po cenie „rabanki”, czyli za kilogram padlego konia. Na 17 lat zastopowal Pan Andrzej Krzysztalowicz praktyki w Janowie majac taki argument, ale najpeniej wiedzial, ze kiedys bedzie musial odpuscic i dopuscic z powrotem odbywanie praktyk w Janowie, bo sie nie da tego zakazu na dluzsza mete utrzymywac.

    A teraz do poprzedniego pytania, kotre zamiast do mnie, do @Tanaki skierowales. Ja odbylem praktyki na przelomie 83/84. Jak sobie odejmiesz 17 lat bez praktyk, to wyjdzie Tobie kiedy to smutne wydarzenie mialo miejsce.

    ~l.

  130. Pytałem, bo napisałeś:

    „w czasie praktyk w ’81/82 roku, pochlani studenci zajezdzili 3 klacze, w tym jedna zrebna.”
    I że od tego czasu przez 17 lat nie było praktyk.

  131. troche muzyki na niedziele /zamiast kazania

    ‚Knee High & Risin’ The Hi-Jivers NASHVILLE BOOGIE
    https://www.youtube.com/watch?v=0hD53Sh-cG4

  132. Owszem tak napisalem. Nobody perfect … ze tak powiem.

  133. lonefather
    28 kwietnia o godz. 15:20
    Jezdzilam na poczatku lat 70-tych, na koniach pol -krwi. Pracowalam pod kierunkiem trenera W. Schmidta (stajnia Posadowo,ktora kierowala wczesniej trener D.Kaluba), bylego dyrektora PTWK we Wroclawiu i jednego z tych ludzi, ktorzy po wojnie postawili tor na nogi. Wybitnego fachowca, rotmistrza kawalerii w czasie wojny. Trudno mi mowic o znajomosci z dyr. Krzysztalowiczem, ktorego poznalam w Warszawie na Sluzewcu (czesto bywalam z konmi w delegacjach), po prostu mnie przy jakiejs okazji przedstawiono. Jak wiesz, w tym srodowisku autorytetem dla mlodych jezdzcow moze byc jedynie osoba o wybitnych umiejetnosciach i kwalifikacjach( takze moralnych), a p. Krzysztalowicz z cala pewnoscia byl taka osoba. Wsrod jezdzcow lipa nie przejdzie, zwlaszcza przynaleznosc partyjna zamist praktyki w siodle. Przerabialam to za komuny setki razy.

  134. lonefather,

    sie pytam…gdzie Ty uczyles sie polszczyzny?
    Ja nie posluguje sie jezykiem polskim od paru dziesiatek lat. Ot, okazyjnie czasami z kims
    pogadam albo napisze co nieco na jakims polskojezycznym blogu.
    Czyzbys zandto „roz-trenowal”?
    Nie mam danych przypuszczac, ze wiem lepiej niz ktokolwiek na tym blogu ale
    chyba „sie” mi tak nie wydaje

  135. 28 kwietnia o godz. 2:21
    Guziec

    Otóż to : agnistycyzm to ostrożność oparta na wygofnictwie. Człowiek rodzi się jako ateista, nie agnostyk, a agnostyk wzbrania się przed powrotem do stanu oryginalnego.

  136. p.s. o koniach pisalam w pazdzierniku na blogu DP, ( 12, 13, 14 ,16 pazdziernik 2018) dopoki nie zorientowalam sie, ze to bezczelna prowokacja osob, ktorym na zadnej polemice nie zalezy i ktore nawet nie czytaja moich wpisow. Mam dosc tematu. A co najzabawniejsze , kiedy napisales swietny post o tworcach marki „Arab Polski” posadzono mnie o to, ze wystepuje w dwu postaciach i dwu nickach -Jakub01 i wlasnie…lonefather. Probowala to wyjasnic znajaca cie osobiscie Mag, ale zdaje sie, ze do tej pory niektorzy uwazaja, ze jestesmy jedna osoba, z racji -cytuje- „tej samej znajomosci tematu koni”. Probowalam wowczas wyjasnic jednemu z blogowiczow, ze sie ogromnie myli twierdzac, ze konie arabskie w Polsce sa slabe, bez znaczenia we swiecie i, ze tylko 1 z nich wygral powazna gonitwe. Rozsmieszyla mnie az taka ignorancja i stad moje wyjasnienia na blogu. Ja sama pracowalam bodajze do 77 r, dokladnie juz nie pamietam. Ale zaczynalam w czasach, gdy jeszcze nie bylo w stajniach automatycznych pojnikow, „karuzel” dla koni ani start-boksow. Lekko wtedy nie bylo ale jak wesolo! Lacze pozdrowienia.

  137. Hej jakub/ko, my darling,
    dzieki za Twoja blogowa krzatanine

    The Velvet Underground & Nico „I’ll Be Your Mirror” (Warhol film footage)
    https://www.youtube.com/watch?v=ZudHYTya-dQ

  138. @Ozzy,
    a tus mi! Witaj, mialam juz zniknac alisci znow nie moge i to dzieki tobie.
    Ozzy, ja tez od 35 lat okazyjnie gadam po polsku i lapie sie na bledach, ale w jezyku jezdzcow sa pewne okreslenia nalezace do zargonu zawodowego, niektore z nich bywaja wrecz niepoprawne jezykowo, za to jak najbardziej poprawne technicznie. Dla przecietnego czlowieka np. przyzwyczajenie konia do siodla i jezdzca, ktory poraz pierwszy dosiada danego konia, to -ujezdzanie. Tymczasem ujezdzanie to kategoria sportowa, prawidlowo mowi sie – zajezdzanie (robilam to kazdego roku, bo to obowiazek jezdzcow wyscigowych a nie stadnin,przynajmniej za moich czasow). Nie ma to oczywiscie nic wspolnego z” zajechaniem” konia na smierc. Slowo „roztrenowac” rowniez nalezy do kategorii naszych, wewnetrznych okreslen technicznych i jest calkowicie poprawne w tym sensie, choc moze brzmiec zabawnie i malo „gramotnie”. Pozdr.

  139. @Ozzy, dzieki.

  140. jakub01, 28 kwietnia o godz. 14:37

    Zaszlo kompletne nieporozumienie. Przeczytalem o agnostycysm (guziec, Ciebie) posrednio do mnie skierowane. Tak przeczytalem. Baal, Dzeus etc… Odpowiedzialem.

    „Nie odkrywam swojej boskosci przy goleniu, w ogole nie odkrywam w sobie zadnej boskosci” 😕 😕 😕
    Ja „nie odkrywam” przy goleniu. Ja jestem, jestem w lustrze odbicie, bez „odkrywania”. Goleni nie gole, Przy goleniach (dokladnie miedzy) pare razy mnie zdarzylo, golic. Tu zachodza Jakub jakies nieporozumienia, na temat agnostycysmu. 🙁 Przeczytalem @lonefater teraz. Zorientowalem Jakub jestes Kobieta. Teraz rozumiem o goleniu goleni. Miedzy goleniami, pozostawiam Twojemu uznaniu. Ja osobiscie preferuje.

    W czasach mojej niedojrzalej mlodosci bylo takie radiowe(???) powiedzonko, „o wyzszosci swiat bozegonarodzenia, nad swietami wielkiejnocy…” Autor nie pamietam. Blogowe przekomarzanki Jakub, zaliczam calkowicie do tego gatunku.

    Tanaka, 28 kwietnia o godz. 16:15 do Guziec

    Blad Tanaka. Mylny blad. Czlowiek rodzi analfabeta. Powrot proponujesz? Zdaje mnie masz dookola Ciebie. Tych co wrocili do stanu pierwotnego. Lista pozostalych stanow pierwotnych jest (przykladow): lazic na czworaka, odchody pakowac w spodnie(majtki), mumlac nieskladnie (tu duza frekwencja zachowawcza, powrotna), chorowac na swinke, szkarlatynke etc. Liste mozna wydluzyc Tanaka. Co z tych „wartosci” zachowac/wrocic? Na powaznie Tanaka teraz, jakikolwiek -ism, jest rzecza nabyta, w ciagu lat zycia.

    Mozna miec zainteresowanie religiami (potrzeba, praktyki, historia etc), szewstwem, krawiectwem, wydobyciem metali ziem rzadkich, rozmnazaniem pingwinow w tropikach i jeszcze 834 zainteresowania. Ja jestem niezainteresowany tymi dziedzinami Tanaka. Analfabetysmem (wrodzonym) tez nie jestem. Ja wielokrotnie podkreslalem. Zainteresowanie moje skierowane bylo jak skarbonki koscielne oprozniac, systemowo i systematycznie. Tylko to bylem gotow powaznie rozmawiac. Dzis juz nie.

    pzdr Seleuk

  141. @Ozzy, o rany czy ja skoncze? Ale jak wsiade na konika too… Jadnak musze ci wyjasnic. Na wyscigach trenuje sie konie aby osiagnely tzw. kondycje wyscigowa (tym sie zajmowalam). Natomiast konie wracajace do stadnin po sezonie wyscigowycm, ktory jest jednym wielkim testem koni ras tzw.wysokich lub szlachetnych, selekcja, bez ktorej nie moglaby istniec hodowla , – nastepuje proces odwrotny- roztrenowanie wlasnie.
    Czyli przywrocenie zwierzecia do tzw. kondycji hodowlanej. Innymi slowy mozna rzec, ze to co bylo wynikiem mojej pracy lonefather musial zniwelowac. Roztrenowany , sympatyczny i dosc przy kosci konik w kondycji hodowlanej to ten sam, ktory na wyscigach jest smuklym, pozbawionym grama zbednego tluszcu, umiesnionym jak atleta koniem wyscigowym. Kon wyscigowy ma odpowiednia kondycje wyrabiana przez rok conajmniej lub dluzej, ktora pozwala mu nie pasc na torze. Roztrenowany kon tej kondycji sie wyzbywa na rzecz cech przydatnych w hodowli i dlatego latwo go zajezdzic na smierc. Mnie taka informacja omal tez nie przyprawila o zawal, a jeden juz mam za soba. Nara ozzy.

  142. seleuk|os|
    28 kwietnia o godz. 16:42
    Ja tez kochalam ITR i IMR z rodzina Poszepszynskich i wykladem z mniemanologii stosowanej. Jesne, ze przekomarzanki, to ta sama kategoria i nie traktuje ich inaczej niz ty. Pozdr.

  143. (mamrocząc, w złym humorze)

    Kupić dreamcatcher czy nie. Byle nie made in China. A Navajo z USA cło.

  144. ozzy
    28 kwietnia o godz. 16:08

    @jakub01 juz wyjasnila o co chodzi. Ja dopowiem tylko, ze sie staram pisac do niekoniarzy, zeby rozumieli. Do koniarzy tez pisze, zeby wiedzieli…

    Technicznie sie w „roztrenowaniu” z kondycji wyscigowej, rozchodzi sie o to, zeby przestawic w przyzwoicie krotkim czasie, procesy fizjologiczne organizmu klaczy z nakrecenia na wysilek wyscigowy, na kondycje hodowlana, niezbedna do zajscia w ciaze, donoszenia i urodzenia zrebaka.

    Klacz w kondycji wyscigowej, jest jak sportowiec, ktorego organizm jest nastawiony na staly maksymalny wysilek fizyczny i na to jest ustawiona jej cala fizjologia. Ciaza jest przeszkoda, wiec albo w ciaze nie zachodza, albo ja szybko ronia. Zeby temu zapobiec, konieczne jest przejscie do kondycji hodowlanej. Samo przejscie zajdzie jesli sie taka klacz pozostawi w spokoju i da jej czas na zajscie zmian w fizjologii. Ale to trwa nawet do roku.

    Mozna przyspieszyc odpowiednim treningiem i takie wlasnie zadanie postawil przede mna Pan Andrzej Krzysztalowicz na poczatku listopada ’83. Zapytal sie czy bym umial to zrobic, a gdy odpowiedzialem, ze tak, to poprosil o napisanie planu roztrenowania. Napisalem, przedstawilem i dostalem fuche na „po godzinach” normalnej pracy w stadninie. Dodatkowe 4 godziny pracy codziennie, po normalnej pracy, od polowy Listopada do konca Lutego. Codziennie to znaczy i w Swieta i w Sylwestra i niezaleznie od pogody. I za to dostalem premie, choc i tak prawdziwa premia byla nie ta kasa, choc tez miala znaczenie, ale ta premia byl szacunek Pana Andrzeja Krzysztalowicza, na ktory zapracowalem nie tylko tym, ze umialem to robic, ale i tym jak to zrobilem. Wszystkie roztrenowalem i przygotowalem do hodowli ciut, ciut ponad 3 miesiace, bez uszczerbku na zdrowiu i bez zadnych mozliwych komplikacji. I wszystkie elegancko zazrebily i donosily i urodzily fajne zrebaki.

    Podrowka
    ~l.

  145. @jakubko
    zero jedynkowa.
    Fajnie , że znów tu jesteś. Na EP ciężko idzie wytrzymać. Takiej liczby frustratów, złośliwców do potęgi entej, beznadziejnych malkontentów, nienawistników i mizoginów na jednej powierzchni blogowej trudno byłoby zebrać, gdyby nie kamienny spokój red. Passenta i anielska cierpliwość wobec swoich wieloletnich fanów. A są wśród nich takie ananasy, że nic tylko pogonić na cztery wiatry.

  146. lonefather
    28 kwietnia o godz. 18:16

    Na Amazonie samo chińskie badziewie, z metalowych kółek.

  147. @Lonefather,
    przyjmij moje gratulacje i wyrazy jak najszczerszego podziwu.
    Dla niezorientowanych w temacie – prosze panstwa , umiejetne roztrenowanie konia wyscigowego (podobnie jak wytrenowanie, ze tez sie pochwale) nie jest praca jedynie. To sztuka wymagajaca od czlowieka odpowiednich predyspozycji psycho-fizycznych. Nie kazdy sie do tego nadaje, a jesli nadaje to nie kazdy potrafi. Trzeba paru lat praktyki.
    Lonefather, pochwala p.Krzysztalowicza, to cos wiecej niz order, premia,
    i wysluga lat. Wybitni hodowcy nie sa tacy skorzy do pochwal. Na prawde trzeba na to mocno zasluzyc.

  148. Szary Kot, wstydź się

    (zły humor continues, burarum)

    A ja wiem czy ci Navajo nie odwalają chałtury dla głupich Bladych Twarzy :/

    Culture appropriation, co za głupi wymysł, powinniśmy się dzielić i cieszyć a nie jęczeć że drugiemu nie wolno grrr

  149. Nefer
    28 kwietnia o godz. 17:24

    Kupić niechińskiego – duża sztuka. Właściwie: dreamcatcher. A taki fachowy, Navajo, to ma pióra z kurczaka?
    Trzask i sam bym zrobił. Niech łapie co trzeba.

  150. Nefer
    28 kwietnia o godz. 18:19

    Oups… Nie wiedzialem. Ale sa wysylkowe mozliwosci w sklepach w rezerwatach. Jak nie znajdziesz to daj znac, zapytam moich przyjaciol z Arizony, czy by dla mnie nie kupili i przeslali. Moze sie im bedzie chcialo to dla mnie zrobic?

    Pozdrowka
    ~l.

  151. @Mag,
    mnie tez coraz bardziej brzydzi sasiedni blog. Nie chodzi o to aby ktos kogos przed kims bronil, bo takiej potrzeby nie ma ale o jakas zdumiewajaca obojetnosc wobec wyjatkowo chamskich wpisow zaledwie 3 czy 4 osob, ktore prowokuja i swinia na blogu, wiec nic dziwnego, ze czlowiek sie w koncu odwinie i nie strzeli z „liscia” tylo poda piachopiryne.
    Jak wiesz czasem tak mam. Nara.

  152. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 18:28

    Moj ma piorka z Redtail Hawk i piemna gwarancje na lapanie…

    Pozdrowka
    ~l.

  153. Nefer
    28 kwietnia o godz. 18:26

    Ale Kaczyński zeznał, że od 1990 jeździ po polskich drogach i zauważył, że „najszybciej zmieniało się tu, na wschodzie”.
    To ja bym się zapytał, w jakim stanie on jeździł, że widział ciągle Polskę w ruinie od 1990-go do 2015-go? I którędy on jeździł, bo wygląda na to, że nie po Polsce jeździł.
    Ale się nie zapytam.

  154. lonefather
    28 kwietnia o godz. 18:32

    Jak się złapie, to trzeba przelać do miseczki? Jakaś instrukcja łapania chyba jest?

  155. Nefer
    28 kwietnia o godz. 18:26

    Oho, prawie jajakobyły, nadęcie z zamydlaniem po konkrecie. Prezio jeszcze ma za mało wrogów? Kierowcy mu jeszcze potrzebni?

    (Wyrwałaś mię ze stanu doskokowo-lurkowego, spowodowanego najpierw urlopem, a potem – ach! – powrotem z tegoż w wir. Ogarnę się, to wrzucę trochę pachruści. Dziś tyram, i to nie za kierownicą, tylko za biurkiem.)

  156. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 18:28

    Cholera wie z czego (skąd) te pióra powyrywali. Jak mam sama kupować osobno piórka, koraliki kółko i bógwico to wyjdzie drożej i więcej zachodu

    lonek, dzięki ale się nie kłopocz, sama se znajdę. Jakoś.

  157. @Mag, na mnie jak plachta na byka dziala zlosliwosc ludzi, ktorzy uwazaja, ze jesli ktos sie pomylil, lub po prostu czegos nie wie, to od razu nalezy mu zwrocic uwage w zlosliwy, ironiczny sposob nie szczedzac przy tym obelg i insynuacji. Jezu, to chyba tylko Polacy tak maja. Czasem gadam na hiszpanskich blogach , gdzie tocza sie ostre dyskusje, nieraz niezle „okraszone” puta de madre ale to nie jest kierowane personalnie do nikogo. A tu wystarczy, ze ci sie paluch omsknie na klawiaturze a od razu znajdzie sie jakis jezykoznawca z bozej laski, ktory z chamska protkcjonalnoscia ci to wytknie. Opedzanie sie od plujek wiecej zabiera czasu niz rozmowa o czymkolwiek.

  158. seleuk|os|
    28 kwietnia o godz. 16:42

    Seleukosie, coś obok czytasz. Nie proponuję mumlać nieskładnie, chorować na świnkę, chodzić na czworakach i sprawdzać czy się zdąży do nocnika. Tylko o przyrodzonym stanie mówię – ateistycznym. A co przyrodzone, to i święte. Co zaś święte, słuszne jest i zbawienne.
    Tak to działa.

  159. jakub01
    28 kwietnia o godz. 18:24

    Sie rumienie …

    Pewnie zanudze malo zainteresowanych, ale sie mowi trudno, gdy sie … z kopyta rwie.

    Zastosowalem odwrocenie metody „przyspieszonego treningu wyscigowego”, o ktorej przeczytalem bodajze w Koniu Polskim. Amerykanie, ktorzy sa bardzo oszczednymi ludziami, wymyslili metode laczaca zmiane intensywnosci treningowego wysliku, ze zmianami w proporcji paszy tresciwej do objetosciowej. Jedynym sygnalizowanym problemem bylo „zwiekszanie wysilku…”, czyli o ile i jak ten wysilek zwiekszac. Z dodatkowym problemem wytrenowania sciegien, zeby ich nie zniszczyc przedwczesnym i zbyt intensywnym wysilkiem. Ja problemu ze sciegnami w „jezdzie na dol” nie mialem. Wiec odwrocilem metode, a z samym zmniejszaniem wysilku nie mialem najmniejszego problemu, bo klacze same mi dawaly znac, ze juz „dosc i wystarczy”. Zeby nie miec „przeklaman” komunikacyjnych, musialy nie miec zadnego innego wysilku, wiec poza czasem, gdy je bralem pod siodlo, musialy stac w stajni. I to stanie w boksie w Stajni Zegarowej przez 23 godziny na dobe, zamiast normalnych kilku godzin spaceru na padoku, to bylo jedno z dodatkowych pytan jakie mi zdal Pan Andrzej Krzysztalowicz. Wyajsnilem dlaczego musza stac i przyjal do wiadomosci, ze to jest konieczne, zebym mial kontrole nad postepem roztrenowania.

    Dla Twojej ciekawosci dodam, ze na poczatku to zanim „odpuszczaly”, to mialem do pol godziny jazdy canterem, tak byly napakowane.

    Pozdrowka
    ~l.

  160. jakub01
    28 kwietnia o godz. 18:45

    Nooo, jak Ty tak z tą Hiszpanią, to należy zauważyć, że jest Hiszpania za górami, oraz należy zauważyć a tu zima, karnawał jest z nami – jak śpiewał ten co śpiewał i miał feblika do pań, chociaż był nieduży i miał duże trudności z czupryną.
    Polak nie Hiszpan i Francuza nauczył widelca.

  161. (mamroczę że Navajo lepiej wyglądają, Cherokee straszna cepelia, eyeroll)

  162. Nefer
    28 kwietnia o godz. 18:45

    Różne porządne piórka, koraliki i sznureczki widziałem latem na jarmarku w pewnym porządnym skansenie. W przystępnej cenie.
    W ramach ceny było też pociągnięcie tabaki. Może się do dreamcatchera przyda?

  163. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 19:00

    Znalazłam. Indykowi powyrywali.
    Na hamerykańskiej stronie dream catcher osobno pisany 😛 obie wersje poprawne

  164. @jakub01

    Popacz sama jak czlowieka zmyla oczywistosc oczywista. Mialem problem nie z samym roztrenowaniem, ale z przestawieniem z jazdy wyscigowej na „piatej nodze”, na normalna, na „zadzie”. Poradzilem sobie, ale bardziej zadziala moja fizycznosc, bo mam prawie dwa metry i wtedy juz wazylem niemal 90 kilo. Wiec chcialy nie chcialy, na zad sie poprzestawialy pod normalnym dosiadem, ale na poczatku to potrafily, oj potrafily … (lol)

    Pozdrowka
    ~l.

  165. @Nefer
    28 kwietnia o godz. 18:56

    Pewnie, że Navajo lepiej wyglądają, nawet jak to ichnia cepelia. Mam dwa z New Mexico, kilka innych oddałem w dobre ręce. To jest idealny prezent dla noworodków 🙂
    Jak wielkie jest to cło z Ameryki?
    W Niemczech jest parę sklepów sprzedających „prawdziwe, indiańskie, z certyfikatem”.

  166. Z indyka?

    Pfuj! Pfuj! Wypluj i nie kupuj z indyka. Jakie dreamy indyczy catcher zlapie? O dniu Dziekczynnienia? Dziekuje postoje. Tylko z Hawk, lub inny Eagle, zeby to byly dreamy odpowiednie, latajace wysoko, polujace, a nie tluste z obzarstwa indycze…

    Pozdrowka
    ~l.

  167. @Nefcia

    Troche szukalem, bez pwoodzenia, bo sie w necie glownie handlarze bizuteria oglaszaja. Widac, ze dreamcatcher to nie bizuteria. Ale co Ci szkodzi wyslac emaila z zapytaniem o dreamcatchera?

    Skrobnij na przyklad do:

    Got a question? Contact us by snail mail or e-mail.

    Anderson’s Americana Indian & Western Shows
    P.O. Box 3447
    Flagstaff, AZ 86003

    info@americana.net

    Emaila skrobnij i zobacz co odpowiedza. W koncu Flagstaff to niemal w sercu Navajo Country.

    Pozdrowka
    ~l.

  168. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 19:20

    Nie wiem jakie cło bo musiałabym wpisać cały adres żeby zobaczyć koszty wysyłki a cło i tak w Belgii na miejscu naliczą. Masz może link to tych „prawdziwych indiańskich” z Niemiec?

    lonefather
    28 kwietnia o godz. 19:21

    No Cherokee sprzedają indycze.

  169. (chwila przerwy od humorzastego marudzenia)

  170. Nefer
    28 kwietnia o godz. 19:10

    To ja się teraz zastanawiam nad tym piaskiem z Sahary co upudrował auta nad Wisłą – co jest prawidłowo ekologiczne: wyrywanie dream kaczącego pióra z ogona red tail hawka, czy z indyka?
    Indyk wyglądać może na słusznejszego ekologicznie, bo ten „rdzawosterny” – no, tak się elegancko wyrazili – to ptak dziki, więc to nieelegancko, ale też indyka nikt nie pytał, co też nieelegancko i w dodatku indyk jako wyrób masowy zanieczyszcza, za pomocą swojego hodowcy, oną ekologiczność.

  171. /kopie po całym domu w poszukiwaniu jakiegokolwiek kółka #winatanaki /

  172. Nefer
    28 kwietnia o godz. 19:36

    Ale Flagstaff to nie Cheerokee Country, ktoren jest nad Wielkimi Jeziorami…
    Flagstaff to Navajo Country, rzut beretka z antenka, czy bez antenki, od Wielkiego Kanionu. Jesli gdziekolwiek uderzac to do nich. Jasli sami nie maja, to moze dadza namiar? No i jesli sami nie maja, to moga w „sklepie za rogiem” kupic i Tobie wyslac. A clo bedzie groszowe, wiecej wyjdzie za shipping, na ktorym USMail zdziera okrutnie.

    Pozdrowka
    ~l.

  173. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 18:35
    lonefather
    28 kwietnia o godz. 18:32

    Jak się złapie, to trzeba przelać do miseczki? Jakaś instrukcja łapania chyba jest?

    @Tanako,
    Wybacz, ze tak publicznie, ale Ty nie lapiesz o co chodzi z dreamcatcher….

    On nie „lapie”, zebys Ty je mial zlapane. On lapie „zle sny”, zeby Ciebie nie meczyly i spac spokojnie zebys mogl… Wiec o zadnym tam „zbieraniu do miseczki” nie ma mowy. To jest ochrona przed zlymi snami, czy zlymi myslami. Dlatego ja doradzalem @Neferce z piorkami z Hawka, czy Eagla, bo taki z piorkami z lowczego ptaka, wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa, bedzie lepiej lowil od takiego z indyczymi.

    Pozdrowka
    ~l.

  174. Najlepsze są pióra sowy (dla dziewczynek i pań) i orła (dla panów i chłopców)
    Dream catcher zatrzymuje złe sny i przepuszcza dobre.
    Rano światło słoneczne usuwa z sieci złapane koszmary i sieć jest znowu gotowa do użycia 🙂

  175. Nefer
    28 kwietnia o godz. 19:59

    /kopie po całym domu w poszukiwaniu jakiegokolwiek kółka #winatanaki /

    Ale, że kółko różańcowe to też #winatanaki ?
    Mój ty boże, co był orzeł (red-tailed hawk?) !

  176. lonefather
    28 kwietnia o godz. 20:08

    No, że nie jestem specjalista, to się dopytuję. Ale złych snów się nie zlewa do miseczki i za okno, żeb sąsiadce róże wypaliło?

  177. Zapytam po cichusiu czy opale przynoszą pecha?

  178. Opal daje rybom radość życia i pomaga przy zmartwieniach, rakom przynosi harmonię, wodnikom – kreatywność, uskrzydla fantazję i pomaga w osiąganiu celów, pannom podnosi samopoczucie i przysparza spontaniczności, strzelcowi przynosi szczęście.
    Pecha nie przynosi nikomu.
    Opal ładuje się energią przy pomocy kryształu górskiego 😎

  179. Mówiłem już, że poznany w listopadzie Kazik okazał się Kazią. Wczoraj usłyszałem, a dziś zobaczyłem na własne oczy, że biedna kaleka – jak ja, na lewą nogę – ma czwórkę dorodnych młodziaków. Z tej czwórki była dziś trójka, więc pewnie znajomy policzył razem z matką. Z imponującą matką: kaleka, bez pracy, bez zasiłku i wychowała zdrową trójkę.

    Wiedziałem, że są przy kanale, ale nie wiedziałem, gdzie, bo ich nie było widać. Nieznajomy moczykij poinformował, że są za kanałem w krzakach. Wystarczy zawołać i wyjdą. Tak było. Zawołałem: „Kazia!” i wyszła cała czwórka. Głupio mi się po chwili zrobiło, bo miałem tylko dwa kilo bananów. Kazia próbowała szukać po rowerowych torbach, ale przecież jak nie mam, to nie wytrzepię. W powodu głupiej chytrości pojechałem do Unieścia i kupiłem jeszcze 3 kilo bananów i trzy kilo marchwi. Jak wróciłem, Kazia z Kaziukami wyparowali. Wołałem, zapraszałem – nic. Dziki są bardziej nocne niż dzienne, więc może posły spać. Rozrzuciłem prezenty tak, żeby każde miało swoją działkę i żeby się nie pobiły, i wróciłem z niesmakiem do cywilizacji.

    https://photos.app.goo.gl/7LHLmSJMEeQr6p9o6

  180. @Nefer

    Kółko robi się z witki wiklinowej lub wierzbowej i owija skórą z jelenia – deerskin (można użyć takiej do polerowania samochodu)

  181. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 20:43

    A lwom?

    Zaraz poodpisuję podziękowawszy wszystkim tylko się ogarnę.

  182. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 18:48
    Mam dzis wieczorek pozegnalny, wiec ostatni wpis. Stan naturalny czlowieka jest agnostycysm, olewac wszystko. Boska (olimpijska) obojetnosc. Pierwsze hobby nabyte jest lapac za cycki. Taka jest kolejnosc. Oba stany u niektorych pozostaja reszte zycia. Np mnie. Do nic wracac nie musialem.

    Ty Tanaka, jako kazdy biskup masz zawodowe zboczenie. Ateism noworodkow jest postkonstrukcja. Lapanie cyckow lub flaszki jest zainteresowanie pierwotne. Z czasem pierwotne, nieprymitywne. Zachowane, ale nie u wszystek. U mnie tak.

    Bede w przelocie do wtorek wieczorny, vink vink Seleukos

  183. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 20:28

    Moja wiedza sie konczy na znajomosci zastosowania. Jak on lapie, to sie nei dopytywalem, cos mi mowilo, ze lepiej za duzo jest nie wiedziec. Lapie to lapie, pomyslalem, a ze ladna cholera, to nawet jak nie lapie… No sam juz wiesz, kupilem…

    Pozdrowka
    ~l.

  184. jakub01

    Jakubku, jak tu zabłądzisz, to z dzisiejszego włóczykijowania – tylko jedno drzewko dla Ciebie i spotkanie z Kazią, z którą się poznałem w listopadzie, kiedy była Kazikiem. Przewracam się, bo już nie mogę. Dobranocka.

    https://photos.app.goo.gl/AzGcHtidqkXckQmF9

  185. Dla lwa najlepszy jest cytryn – pomaga na stres, zmartwienia i depresje. Poprawia nastrój, pomaga lepiej znosić niepowodzenia, wzmacnia wiarę w siebie, budzi ciekawość nowego…
    Ładować ametystem (geodą).

    Opal może wzmocnić złe uczucia, nie patrzeć za długo.
    To kamień szpiegów i złodziei 😎

  186. @pombocek

    Te Kaziuki wyglądają na co najmniej zeszłoroczne. A może to rodzeństwo Kazi(ka)?

  187. Nefer
    28 kwietnia o godz. 20:33

    Zapytam po cichusiu czy opale przynoszą pecha?

    Potwierdzam. Raz, będąc studentem, zapoznałem w Rzeszowie pewną damę, która użyła za dużo opalacza. Przyniosło to pecha.

  188. @lonek

    Dziękuję za fatygę i szukanie, doceniam szczerze.

    @Tanaka

    Młody ma idealne kółko ale matce nie da :/ różańcowego nie mamy ani jednego. Krokodyla też nie.
    Mam opalacza w butelce i co teraz? Nie używać?

    @Tobermory

    Dziękuję za link, bardzo interesujący. Wiedziałam że opal felerny jakiś no i klops (bo jeden na stronie ma koralik z opala 🙁 )
    Poczytałam o witkach i rozmiarach dreamcatcherów żeby beleczego nie kupić, na tej stronie zdają się przepisowe i cła nie będzie (bo już wliczone)

  189. wbocek
    28 kwietnia o godz. 20:45

    Trochę to zaskakujące, że Kazia ze swoimi juniorami żyje. Przez dwa-trzy zimowe miesiące trwała bowiem w całej Polsce jatka: myśliwi rozstrzelali kilkadziesiąt tysięcy dzików, pod pozorem choroby.
    Dobrze, że Kazia przeżyła, ale czy jej życie jest niezagrożone z powodu ludzkiej głupoty i morderczych instynktów, to mam wątpliwość.

    Pombocku, druga rzecz fotograficzna: obejrzałem Twoje fory wsi Pomorza Środkowego, które robiłeś przez kilka lat i powiem Ci, że to kawał roboty etnograficzno-architektoniczno-urbanistyczno-kulturowej.
    Na zdjęciach zobaczyłem mnóstwo kapitalności pokazujących generalia zmian, przemian, rozwoju z upadkiem, końce światów i początki nowych oraz pełno smaczków indywidualnych.
    Właściwie każda fota nadaje się do skomentowania, a część z nich jak nic nadaje się na motyw dłuższej fachowej wypowiedzi.
    Dałoby się z tego zrobić niejeden wstępniak.
    Moje uznanie za Twoją wobec rzeczy ciekawość.

  190. Nefer
    28 kwietnia o godz. 21:16

    Opalacza używać można, ale ostrożnie.
    A propos, że dziecko nie da. Otóż byłem onegdaj zaprzyjaźniony z mamą, która miała dosyć oryginalny sposób na wychowanie synka. Mianowicie proces ten poprowadziła jako transakcyjny: jak synek miał do mamy sprawę, musiał wykazać się potencjałem handlowym. Na przyklad: miał smaka na obiadowego maka, to musiał wcześniej posprzątać mieszkanie wedle instrukcji mamy. Gdy zaś mama potrzebowała kalkulatora synka, musiała zapłacić. Synek inkasował za minuty. Jak synek chciał się dłużej bawić na podwórku z kolegami, to po 19-tej mama włączała licznik i nieraz synkowi opróżniała skarbonkę, co ten sobie odbijał gdy mama się spóźniła z obiadem, dłużej zostawała w pracy, czy nie kupiła synkowi ulubionych mazaków albo komiksów z Supermanem.

  191. wbocek
    28 kwietnia o godz. 20:45

    O rady sie nie dopytujesz, ani o nie nie prosisz. Szkoda. Co prawda nieproszone rady maja byc „do diabla”, ale zaryzykuje…

    Zaryzykuje z rada, bo mam wrazenie, ze lubisz ta Kazie i jej rodzinke. Dla dobra tej Kazi, zaryzykuje rade dla Ciebie, nieproszona.

    Otoz jak ja naprawde lubisz i chcesz jej dobra, to nie nos jej bananow, czy marchwi. Nie ucz jej, ze czlowiek jest dobry i zarcie przynosi. Zlo jej wyswiadczasz taka nauka. Zlo robisz, zwlaszcza w czasach, gdy wszystkie dziki zostaly skazane na wybicie z powodu Afrykanskiego pomoru swin. I jesli sie nei myle, to tylko w 2019 czyli przez 4 miesiace tego roku, juz jakies 300 000 (trzysta tysiecy) zostalo zastrzelonych w polskich lasach.

    Sam pomysl i sie zastanow nad tym, czy zamiast uczyc, zeby sie nei bala i uafala czlowiekowi, nie bedzie lepiej jej nauczyc, zeby sie bala, zaby uciekala, zeby sie ukrywala i ludziom na oczy nie pokazywala?

    Ty sie jej nie boisz i nie tylko sie nie boisz, ale jeszcze uczysz zaufania do czlowieka.

    A ja Tobie podpowiadam, zebys ja nauczyl strachu przed czlowiekiem. Naucz sie ja bac zwlaszcza ludzi ze strzelbami. Dziki sa inteligentne bardzo, wiec jedna, gora dwie lekcje wystarcza.

    Lekcja moglaby byc taka:

    1) Kij, czy drag, przypominajacy wielkoscia dubeltowke, przewieszony na ramieniu.
    2) Kazia sie pojawia
    3) Zdejmujesz i celujesz do niej, jak z dubeltowki
    4) Robisz jak najglosniejsze BUCH! imitujac strzal
    5) I rzucasz w nia kamieniem. W nia, lub jeszcze lepiej w ktoregos warchlaka, zeby kwiku narobil…

    Mysle, ze jedna, dwie lekcje wystarcza, zeby sia bac nauczyla i unikala, uciekala…

    Zrobisz jak zechcesz, czy Ci rozum dopowie. Licze, ze choc bedzie Cie Serce bolalo, to zrobisz dla dobra tej Kazi, jak podpowiadam.

    Pozdrowka
    ~l.

  192. @lonefather,

    dziękuję za ciekawy komentarz

  193. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 21:22

    Ja dostalem maila w koncu Marca od aktywistow z Greenpeace, z info ze jak podaje samo Ministerstwo Srodowiska ustami niejakiego Kowalczyka, do polowy Marca udalo sie im wybic ponad 264 000 (dwiescie szescdziesiat cztery tysiace)… To byla polowa Marca. Ile do tej pory, a jest koniec Kwietnia, to nie ma danych. Ale mysle, ze kolejne 100, czy 150 tysiecy.

    Wydaje sie za ta @wbockowa Kazia, to niedobitek z jakiegos wiekszego stada. Lochy nie chodza samotnie. Jesli nie musza.

    Pozdrowka
    ~l.

  194. wujaszek wania
    28 kwietnia o godz. 21:37

    Ktory?

    Pozdrowka
    ~l.

  195. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 21:30

    Na głowie postawione, ja bym tak nie mogła. Kółko jest jego i do czegoś potrzebne co uzasadnił a ja szanuję, trudno.

  196. lonefather
    28 kwietnia o godz. 21:42

    adresowany do mnie.
    Pozostałe również ciekawe.

  197. Nieśmiałe pytanie. Czy zostanie tu również uruchomiony kącik z horoskopami?
    W ramach propagowania racjonalnego myślenia, of course 😉

  198. Tobermory

    A co radzisz Bliźniętom ???

    🙂

  199. Jest tutaj tyle wszelkich kącików, że na wszystko znajdzie się miejsce 🙂

  200. @Nefer

    Authentic 5 Inch Navajo Indian Made Dream Catcher with Glass Beads znajdziesz na Amazonie.
    Wysyła do Belgii.
    Cło (sprawdź belgijskie przepisy) oblicza się od wartości, nie powinno ciię zrujnować.
    W Szwajcarii płaci się VAT, jeśli wartość przesyłki (towar+porto) z zagranicy przekracza 65 CHF.

  201. basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:15

    skoro tak, to może relikwie dla zdrowotności? 😉
    http://vademecumliturgiczne.pl/2017/11/13/kult-relikwii-swietych/

  202. wujaszek wania
    28 kwietnia o godz. 22:24

    No bez przesady 🙂 🙂

  203. JA wiem, ze w ciezkich czasach latwo odlatywac… Ale …, ale sa jekies granice odlatywania. Jak mniemam.

    Mozna sie pobawic, ale bez przesady. Prosze Pan i Panow ateistow.

    Pozdrowka
    ~l.

  204. @basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:14

    Żółty opal, złoto, akwamaryn, tygrysie oko, topaz…
    Zależy, która dekada 😉

  205. Boi się ktoś, że ulegnie magii?

  206. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 22:31

    Pierwsza dekada 🙂

  207. Kącik ze szpilami jest to horoskopy też mogą być

    Tobermory
    28 kwietnia o godz. 22:23

    Właśnie że nie wysyłają niestety (albo nie trafiłam)

    ***
    Zmieniając temat, podwójnie mi przykro ze względu na red. Passenta, aż nie wiem co powiedzieć 🙁

  208. lonefather
    28 kwietnia o godz. 22:30

    Lonku granice są płynne.Sam to wiesz 🙂

  209. @Nefer
    28 kwietnia o godz. 22:33

    Sprawdziłem, rzeczywiście – nie 🙁 Myślałem, że tylko do CH nie wysyłają.

  210. Nefer
    28 kwietnia o godz. 21:59

    Na głowie postawione, albo nawet poza. Moje nienachalne, acz serdeczne uwagi jakoś nie trafiały mamie do przekonania, więc kontynuowała. Z pewnego już później dystansu obserwowałem dziwaczność skutków jakie to wychowanie daje, a po jakimś czasie dowiedziałem się, że mamusia została całkiem olana, bo już jako mająca mocne problemy ze zdrowiem nie nadążała wykazywać się transakcyjnie i handlowo.

  211. Red. Passent właśnie podał do wiadomości u siebie na blogu,
    że zmarł profesor Karol Modzelewski.

  212. basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:26

    No ale dowiadujemy się, w dodatku od samego Josemarii Escrivy, jakiego poziomu świętości domaga się od nas Pan!

    Święty Josemaria Escriva
    Josemaria Escriva
    Droga -> Poziom twojej świętości -> Rozdz. 17
    Poziom świętość, której domaga się od nas Pan wyznaczają następujące trzy punkty:
    Święta nieustępliwość, święty przymus i święta bezczelność.

    Od razu rozpoznałem w sobie świętość, a właściwie, wszystkie trzy poziomy jednocześnie.

  213. @basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:32

    Jak pierwsza, to złoty topaz (imperialny) lub (tańszy, ale i nieco słabszy) żółty opal. Pomaga odróżniać ważne od mniej ważnego i w ten sposób nadawać kierunek ciekawości i kreatywności 😉
    Ładować kryształem górskim.

  214. basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:38

    Bardzo szkoda. niezwykła, ciekawa, ważka postać. Ponieważ lubisz Walenciaka to powiem, że uczestniczył w powstaniu solidnego monumentu poznawczego, książki „Polska Ludowa”, w której Karol Modzelewski rozmawia z Andrzejem Werblanem, a Walenciak co raz zadaje pytania.
    Książkę świetnie się czyta, choć jest bardzo obszerna. Obaj dyskutanci mieli bardzo szeroki i pogłębiony ogląd spraw poprzedniej Polski, chociaż Werblan chyba lepiej się rozeznawał na sprawach państwa niż Modzelewski, który jednak bardzo dużo się z czasem nauczył.

  215. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 22:43

    Za szybko napisałam. Wcale nie pierwsza, a trzecia .
    Bo pierwsza czerwca 🙂

  216. lonefather
    28 kwietnia o godz. 21:41

    Chyba masz rację, sam słyszałem o wybiciu znacznie większej liczby, ale mi się włączył jakiś nieuzasadnony optymizm, że kilkadziesiąt tysięcy. Tym bardziej zagrożone jest życie tej lochy i jej młodych.

  217. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 22:47

    Wciąż sobie obiecuję, że znajdę tę książkę. I w końcu znajdę.Bo to z całą pewnością bardzo ważny dokument tamtego czasu. Dzięki, że mi przypomniałeś.
    Czekam jutro na kolejny felieton Walenciaka w Interii/Fakty
    W ubiegłym tygodniu pisał o strajku nauczycieli. Więc myślę, że i jutro będzie temat kontynuował.

  218. @Tanaka
    27 kwietnia o godz. 23:30

    ”Bóg jest głupi! Głupi, głupi! Bardzo się tej myśli wystraszyłem, tym bardziej, że usiłowałem przestać myśleć „Bóg jest głupi!”, a tu nic – myśl nie chce się przestać myśleć!”

    Hehe. To prawie jak w „Zarysie psychiki Stephena Wolfa”.

    Ja od początku miałem świadomość, że spowiedź (już pierwsza) była nieważna, bo nie było zadośćuczynienia. Trzeba było przeprosić wszystkich, wobec których się zgrzeszyło do 8 roku życia. Nie do zrobienia. A że nie do zrobienia, to komunia świętokradcza. Po jakimś czasie zrezygnowałem z tego masochizmu.

  219. Po czym poznajecie, że to są dzieci Kazi(ka)? Z tego, co widać, wszystkie są tak samo duże i w podobnym wieku. Po Kazi(ku) nie widać płci, ale nie ma cech odyńca (kły). To raczej młoda locha z siostrami albo kuzynkami.

  220. @wujaszek wania
    28 kwietnia o godz. 8:15

    Niestety nie znalazłem.

  221. @Tobermory
    28 kwietnia o godz. 9:21

    Remake był w „Twarzy”

  222. @basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:48

    Jeśli pierwsza dekada czerwca, to druga dekada bliźniąt.
    W takim razie – złoto 😎
    Złoto wzmocni cię w twoich kontaktach zewnętrznych. Zintensyfikuje zdolność wiążącego przekonywania innych ludzi do ciebie i twoich pomysłów (muzyka na blogu?)

  223. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 22:49

    Danych z po polowie Marca brak, ale biorac pod uwage tempo do polowy, to sadze, ze bez ryzyka pomylki mozna dorzucic te 100, czy 150 tysiecy… Niestety.

    Pozdrowka
    ~l.

    ps Jej los jest przesadzony, jesli sie nie przylaczy do wiekszego stada. Jej los jest pewny, jesli Jerzy sie nei otrzasnie z sentymentow i dalej bedzie ja oswajal.

  224. @bubekró
    28 kwietnia o godz. 23:18

    Nie widziałem 🙁

  225. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 23:21

    🙂
    Z tym złotem to trochę pech – bo ja lubię i noszę srebro.
    Ale coś wymyślę 🙂
    Łąka krokusów przepiękna.

  226. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 22:42

    No to czastuszke Tobie zaspiewam:

    Ech Ty, Ach Ty!
    Wsie my kosmonawty!

    Znaczy sie boskie i swiete, my wsie jestesmy!

    Pozdrowka
    ~l.

  227. Może być złota plomba 😉
    Żartuję.
    Krokusy od dwóch dni pod śniegiem 🙁 Zimno okropnie.

  228. @Tobermory
    28 kwietnia o godz. 22:32

    Magi nie używam, wymieniłem na sojowy. Ale nie z powodu lęków, tylko właściciela marki.

  229. @bubekró
    28 kwietnia o godz. 23:29

    No patrz pan! Sojowego używam od lat. Jakiś czas temu zmieniłem markę na Marukin Koikuchi Shoyu.

  230. @pombocek,
    jestem pewna, ze wezmiesz pod uwage rady dot. Kazi. Ja tez mysle, ze dzikie zwierzeta trzeba przeplaszac aby nie ufaly ludziom. Nieufne zwierze to zdrowe zwierze, to ktore podchodzi do czlowieka moze byc chore na wscieklizne. Na twoim zdjeciu jest maly,padly warchlaczek. Ciekawe z jakiego powodu padl? Pombocku nalezy w takim wypadku powiadomic sluzbe lesna, ktora powinna zabrac padline do zbadania.
    Idiotyczna rzez dzikow jest dla mni nie do zniesienia, zwlaszcza, ze za rozprzestrzenianie pomoru odpowiadaja glownie ludzie glownie ludzie.

  231. lonefather
    28 kwietnia o godz. 23:26

    To ja pod tą czastuszkę troszkę seczego, ten tego..!

  232. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 22:49

    Wiesz @Tanako, w miedzyczasie sie roznosciami domowymi zajmowalem, ale o tej loszce, znaczy sie Kaziku pomyslalem. Z tego co wiem o dzikach, to los jej malych jest pewny, czyli zwyczjanie padna, bo sama mama nie wystarczy, zeby ochrone neizbedna zapewnic. Ochrone zapewnia pelne stado kilku loch, z podrostkami i dwulatkami. Dopiero takie stado daje szanse na skuteczny odchow mlodzikow do doroslosci. Jak go nie ma, nie ma ochrony, jest pewna smierc. To tylko kwestia czasu. Chyba zeby ktos je wzial do swojego chlewika i jak swoje odchowywal. Ale to jak znam zycie jest obecnie niemozliwe, bo jeden donos „zyczliwego” sprawe definitywnie zalatwi.

    Wiec stawiam na to, ze jak padna wrchlaki, to Kazik bedzie szukal nowego stada, zeby sie do neigo przylaczyc. Gdyby Kazika w GPS wyposazyc, rozstawic kamery (niejedna) , moznaby nakrecic znakomity film o poszukiwaniu nowego stada i szansy na zycie i przezycie… Wzruszajacy i jednoczesnie prawdziwy, z mozliwoscia, ze sie nigdy nei uda Kazikowi znalezc tego nowego stada i zycia, bo wszystkie dziki na setki kilometrow dookola zostana zwyczajnie wybite. Albo z happyendem, ze Kazik po przemierzeniu 200 czy 300 kilometrow odnajduje stado i zostaje do neiga przyjeta …

    Jest mozliwosc. Ja znam jedna rezyserke filmow dokumentalnych, ale ona sie para sztuka, a nie przyroda. Ale jak by mnie ktos podjudzil, to do samgo Sir Davida jestem gotow dotrzec… Jesli uznam, ze warto, ze jest szansa…

    Pozdrowka
    ~l.

  233. Tanaka

    Poszukałam, znalazłam i mam już książkę Walenciaka
    na dysku.Zacznę jutro czytać.

  234. basia.n
    28 kwietnia o godz. 22:54

    To książka dla poważnych czytelników. Nie zawodzi, mimo, że mam wobec niej rożne uwagi krytyczne. Poza uwagami do tego o czym mówili obaj profesorowie, mam poczucie zasadniczego braku, choć wiem doskonale, że żaden z nich się na tym nie znał i nie miał o tym pojęcia: gospodarce.
    Bez wiedzy o niej, trzeba uważać na to o czym obaj mówią i umieć to w głowie skorygować. Ale, jak powiedziałem, ta książka nie mogła traktować równocześnie o gospodarce. musiałaby być inna formuła i inny współtwórca. Widziałbym, np ekonomistę gospodarki prof. Zdzisława Sadowskiego, ale on już być może nie mógłby dołączyć do tandemu, bo był w czasie powstawania książki u kresu życia. Choć przydałby się jeszcze inny reprezentatnt świata wiedzy o gospodarce, bardzo bezpośrednio w niej uczestniczący. Bardzo ciekawą książkę napisał prof. Karpiński: „Prawda i kłamstwa o przemyśle”, a wydał ją „Przegląd”.
    Dopiero złożenie – co najmniej – tych dwóch pozycji, daje szerokie pole wiedzy i pozwala dosyć realnie spojrzeć na Polskę minionych dekad.

  235. lonefather
    29 kwietnia o godz. 0:09

    Skoro mówisz o sir Davidzie, to mnie po prostu trzęsie. Trzęsie, bo nie mamy postaci podobnego formatu. A jak nie ma takich, to rodzą się tacy Kaczyńscy i im podobni, którzy wszystko zakłamią i zdewastują.

    Te młodziaki od Kazi co je Pombocek sfocił wyglądały mi na spore, ale nie podejmuję się ocenić ich wieku, więc i trudno mi oceniać czy mają szanse na przeżycie. Natomiast pomysł z czipem z kamerką dla Kazi całkiem mi się podoba. To mogłaby faktycznie być ciekawa rzecz.

  236. Dlatego lubię ten blog! Różnorodność tematów i bałaganiarstwo stylu ma swój niezaprzeczalny urok.
    Jakub i Lonek, dzięki za wykłady o koniach wyścigowych. Żeby jeszcze wiedzieć który wygra… 🙂

    A trochę magii też nie zaszkodzi nikomu. A pomoże bo się człowiek pośmieje i odpręży.

    Dziki pombockowe przeurocze, ale niestety racja z tym uzależnieniem od człowieka.

  237. lonefather
    28 kwietnia o godz. 19:16
    Cha, cha. Ja akurat tez mialam ten problem. Zawsze kolana pod broda i tylny lek. Nauczylam sie jezdzic w dosiadzie wyscigowym i na koniu sportowym siedzialam jak lamaga. Nic mi tam nie pasowalo. A juz najgorzej dlugie strzemie, w ogole go nie czulam. Teskno mi czasem za siodlem. Trzym sie.

  238. basia.n
    29 kwietnia o godz. 0:10
    & Tanaka

    Warto. To nie tyle książka Walenciaka, co rozmowa dwóch łebskich panów, którzy mieli ogląd z samego środka (zwłaszcza Werblan), i to przez wiele lat. AW w 1945 był już dorosły.
    Ale ja nazwisko Werblan poznałem najpierw na zajęciach z botaniki. 🙂

  239. jakub01
    29 kwietnia o godz. 0:30

    Errrr…

    W siodle, w siodle, a nie na koniu … Droga przyjaciolko koniaro.

    Pozdrowka
    ~l.

  240. Ewa-Joanna
    29 kwietnia o godz. 0:27

    Wlanie w tym caly urok, ze nei wiemy. Urok sie konczy tam, gdzie sie wie. Tam sie zaczyna ciemna strona jaka sa tak zwane „zaklady sportowe”. Po prostu forsa z wygranych, a precyzyjniej z przegranych faworytow, sciemnia obraz niezbedny do decyzji hodowlanych. Z tego powodu nienawidze wyscigow, bo przyciagaja metne typy, ktore dla forsy ida na wszystko, a ofiara pada sama hodowla.

    Pozdrowka
    ~l.

  241. @ Tanaka, 28.04, 16.15:
    Człowiek nie rodzi się jako ateista, czy agnostyk. Człowiek rodzi się jako człowiek. Koniec i kropka. Wszystko, czym później jest okadzany, jest wytworem jego przodków. Czyli ludzi okadzonych przez poprzednich ludzi.
    Trochę to trudno wyrazić słowami, bo odnosi się do abstraktu. Opisałem różnice wyimaginowanych postaw (ateizm, agnostycyzm), co nie znaczy, że je uznaję za element logiki. Logika, tak jak matematyka wymaga dyscypliny umysłowej. Dla mnie pojęcia ateizm, agnostycyzm, to teologia. Teologia jest zaprzeczeniem logiki. Teologia jest próbą uzasadnienia (usprawiedliwienia istnienia) abstraktu, odlotu, majaka, czyli abstraktem, odlotem, majakiem samym w sobie. Krótko mówiąc: nażarłem się kwasu i piszę teraz biblię, czy tam jakiś koran. A potem zajmuje się tym bełkotem gromada jakichś teologów, żeby im się dobrze żyło. I okadzają.
    Obojętne czy ateista, czy agnostyk, obaj w swoich rozważaniach biorą pod uwagę boga. Chodzi o to, że abstraktowi należy się ignorowanie. Nie rozważanie. Tak sobie myślami pomykam. Może to jakaś wyższa forma ,,ateizmu”?
    Inaczej, krócej:
    Z mojego punktu widzenia samo rozpatrywanie abstraktu wiary-niewiary, istnienia-nieistnienia nie ma racji bytu. Może tylko jako forma zabawy? Ostatecznie zaglądam na ten blog:)
    Pozdrawiam

  242. @lonefather
    29 kwietnia o godz. 1:36
    Na forsę nie ma mocnych.
    Ale czasem trafiają się zabawne obserwacje – jeden z dżokei nawet jadąc na dobrym koniu nigdy nie dojechał pierwszy, w najlepszym wypadku był drugi ale na ogól to gdzieś tam z tyłu. I sobie wymyśliłam, że on czymś musiał śmierdzieć dla konia, bo tak to wyglądała, jakby koń usiłował uciec w bok od jeźdźca.

  243. @lonefather.
    Dora, w siodle ale niekoniecznie. Do treningu tez uzywalismy siodel sportowych a nie wyscigowych, tyle ze strzemiona zapinalo sie krotko, a nieraz trzebabylo wyborowac dodatkowe dziurki w puslisku. Lonefatherku drogi, nie zapominaj, ze ja jezdzilam w czasach, w ktorych wszystko wygladalo nieco inaczej. Piszesz, ze nie znosisz wyscigow, bo przyciagaja metne typy. akurat to prawda, tak zawsze bylo. Ale za moich czasow wyscigi sluzyly selekcji, bez ktorej nie ma przeciez hodowli i chyba nadal tak jest. Pieniadze z totalizatora szly na utrzymanie toru, stajni, sprzetu i samych koni na wyscigach, ktore sluzyly selekcji. Sam totalizator byl tylko dodatkowym zrodlem dochodow ani jedynym ani nawet nie najwazniejszym w owczesnej hodowli. I chyba tak jest do dzis? No i ja jezdzilam w czasach, gdy stadniny i tory byly panstwowe a to oczywiscie inna bajka niz dzisiejsze wyscigi, na ktorych puszcza sie prywatne konie. Dzisiaj dzokej jezdzi o wszystko aby udowodnic swoja przydatnosc,” za moich czasow „wygladalo to inaczej. Wygrana dlaa jezdzca nie miala az takiego znaczenia, bo i tak dostawal swoje i co najwyzej 1000 wiecej za dosiad.
    Premie za wygrana przeznaczalo sie i tak na wspolna balange po kazdym dniu wyscigowym. A i same wyscigi, to byla taka jedna wspolna wioska, gdzie przeciez mieszkalo sie z rodzina, na ogol rowniez zatrudniona na torze. Ja tez mieszkalam na terenie wyscigow i raczej byl to wowczas sposob zycia a nie praca.

  244. p.s. nie lubie okreslenia -koniarz, bo wlasciwie co to oznacza? Hodowce, jezdzca, wlasciciela, gracza czy w ogole milosnika koni? Fatalnie mi sie to kojarzy jakos tak z ” grabarz”, he,he, ale to juz moje osobiste skojarzenia.
    Jakoklwiek na to patrzec, jezdzilam niemal pol wieku temu ! Czy p A.Krzysztalowicz jeszcze zyje? Jesli tak, to chyba jest bardzo wiekowy.

  245. jakub01
    29 kwietnia o godz. 2:56

    Przyjmuje do wiadomosci. Nie powtorze.

    Mnie nie razi, bo dla mnie oznacza kogos znajacego sie na koniach, jakby to ujac „od podszewki”. W kazdym razie doglebnie i na zasadzie bezinteresownej milosci.

    Intensywnie, czyli po pare godzin codziennie, to ja jezdzilem jeszcze regularnie na poczatku lat 90tych. Pozniej kilkanascie lat przerwy, a od 3 lat „zrywami”, czyli 2/3 razy do roku po tygodniu, czy dwuch.

    Pan Andrzej odszedl kilka lat temu, ale do konca pozostal DYREKTOREM SK Janow Podlaski, choc juz od kilku lat praktycznie to dyrektorem byl Jurek Trela.

    A poza wszystkim, to po wielu godzinach szukania, odnalazlem kilka fotek z Janowa. Mlody bylem i zdecydowanie przystojniejszy, wiec pokazuje (lol)

    https://photos.app.goo.gl/hCzh4g1VNWCPenXp9

    Pozdrowka
    ~l.

  246. lonefather
    29 kwietnia o godz. 4:23,
    Alez co tam , mozesz mowic jak chcesz, taka znowu przewrazliwiona to ja nie jestem. Ladne zdjecia. Ech,poczciwy stary Janow. Ojoj, az poczulam zapach i pare buchajaca z konisia zima. Ja tu zimy nie widzialam juz od 16 lat. Moge pojechac do Andory ale mi tak znowu nie teskno. Do tego Andora jest tak nastawiona na turystow, ze wszedzie potworne kiczowisko.
    Nie jezdze od dobrych 20 lat. Ostatnio troche u przyjaciol w Holandii ale to tak zupelnie z doskoku troche po parku, wiec sie w zasadzie nie liczy.
    Na torze spedzilam 8 lat, z przerwa na urlop macierzynski. Po wyjezdzie z kraju w’ 86 wlasciwie juz nie mialam wielkiego kontaktu z konmi. Zostaly przyjemne wspomnienia i milosc do koni. Pozwolilam sobie twoje zdjecia zamiescic w swoim albumie, przywodza mi na mysl fajny czas, mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko temu. Dzieki.

  247. lonefather

    Lonek, i Ty, i jakubek, i każdy, kto w tym troskliwym duchu mówi o niepotrzebnie cywilizowanej dziczyźnie ma rację. Niestety, podręcznikową. To nie ludzie świadomie zaprosili do siebie dziki w dziesiątkach miast w Polsce i, na przykład, gołębie grzywacze, lecz one same się wprosiły, bo znalazły przy ludziach źródło łatwiejszego pożywienia najpierw na śmietnikach, potem ludzie świadomie zaczęli im podrzucać. Można mieć do nieuczonych pretensje, że zamiast się litować nad zwierzakami, kijami ich od siebie nie odganiają? Nie jestem bogiem ani etatowym regulatorem życia przyrody, tylko – gapiem. Stado dzików buszuje na mierzei od zawsze. Bazę mają gdzieś w lasach koło Łazów. Kulawa Kazia pojawiła się w okolicy kanału jesienią tamtego roku. Bodaj rok temu obiegł Polskę filmik z lochą z młodymi na plaży w Mielnie w środku sezonu (takich filmików już jest od metra). Mierzeja to teren turystyczny i spacerowy dla turystów i wczasowiczów z całej Polski, Niemiec, Ukrainy, koszalinian, sianowian i innych. Na niewielkiej przestrzeni przewijają się tysiące ludzi, latem – dziesiątki tysięcy. Miałbym ustawić przy wjeździe na mierzeję – w Mielnie, w Łazach – dwa stoliki i każdego wjeżdżającego pouczać, by nie karmił dzików, mew, łabędzi, tysięcy kaczek, ani czegokolwiek niepodobnego do człowiekowatych, i potem kontrolować wykonanie? Co daje niekończące się pouczanie Polaków od dziesiątków lat, by nie karmić ptaków chlebem, który dla nich ponoć jest szkodliwy? To daje, że ptaków w miastach jest coraz więcej, a ludzie po staremu karmią głównie pieczywem. Na mojej przystani jest od paru lat kaczka, która właśnie tu co roku wyprowadza młode i kręci się między łódkami i ani myśli od przystani się oddalać, a jak idę do swojego garażu w ćcinach, to mi młode do kieszeni zaglądają. Mam na nie krzyczeć, przepędzać, wygrażać, tłumaczyć, że są dzikie i mają być dzikie, więc niech od ludzi szybko spie…lają na inne planety, bo wkrótce tu zabraknie dla nich miejsca?

    W odróżnieniu od Ciebie, jakubka, mag i innych nie przyczyniam się do rozmnażania zwierzaków w ludzkim świecie, bo nigdy nie trzymałem w domu psów, kotów, papug, świnek ani koni. Ze współczucia zatroszczyłem się o Krawacika i żal mi się zrobiło kulawej Kazi – to są jedyne w moim życiu ciut bardzie intymne epizody ze zwierzakami. Nie warto do mnie wygłaszać pouczeń o zwierzętach, bo ja do zacieśniania więzi z nimi nigdy nie dążyłem.

    I jeszcze drobiazg. Będąc emigrantami, chyba tracicie powoli duchową więź z pierdzistołkową Polską. Parę lat temu przy mojej dawnej trasie do pracy w lesie zobaczyłem, a najpierw wywąchałem, leżącego dzika – z 80 kg. Jak śmierdzi, to znaczy parę dni już leży. Nie jest to ruchliwa szosa, ale tych parę setek blaszaków dziennie jedzie. No i, kurde, nikt nie zgłosił, że przy publicznej drodze leży zaraza?! Szlag mnie trafił i obywatelsko porowerowałem szukać odpowiedniej instytucji – nie było jeszcze wtedy komórek. Odwiedziłem chyba trzy czy cztery, od sanepidu poczynając. Spławiali mnie tak, jakby to była moja prywatna sprawa. Wreszcie trafiłem na właściwą instytucję, ale też rozmawiali ze mną, jak z intruzem. Obywatelska postawa kosztowała mnie z półtorej godziny rowerowania po mieście i użerania się z pierdzistołkami. Teraz całujta wójta. Mam ćwierć ćwierci do śmierci, nie jestem od naprawiania świata, nie wiem, co to ojczyzna i nie jestem, kuwa, żadnym obywatelem.

  248. @Tobermory
    28 kwietnia o godz. 20:59

    Opal może wzmocnić złe uczucia, nie patrzeć za długo.
    To kamień szpiegów i złodziei
    .

    Żona lubi i nosi opale. Odkąd jesteśmy razem (a to już dłuuuugo), jeszcze nigdy nie przyłapałem na szpiegowaniu czy kradzieży. Czyli raczej nie! Że złe uczucia wzmacniają to chyba prawda, zdarzało się, musiała się wpatrywać, szczególnie gdy wracałem do domu późno i w stanie wskazującym na spożycie 😉 .

    Gdyby ktoś chciał sprawdzić eksperymentalnie – Aukcja opali….

    Sny najlepiej łapał Pan Kleks.

    Parę lat temu przy mojej dawnej trasie do pracy w lesie zobaczyłem, a najpierw wywąchałem, leżącego dzika – z 80 kg. Jak śmierdzi, to znaczy parę dni już leży……nie jestem od naprawiania świata…

    Jadąc przez pociągiem przez Mongolię, pomiędzy Ułan Bataar a rosyjską granicą w Nauszkach zoczyliśmy z wagonu stado sępów, spożywających nad brzegiem rzeki padłego konia. Wątpię czy ktoś coś zgłaszał, nabliższa osada była oddalona o jakąś godzinę podróży. Są jeszcze miejsca, gdzie świat naprawia się sam, bez udziału pierdzistołków, ale coraz jakby ich mniej…… 🙁

  249. Tanaka
    28 kwietnia o godz. 22:42

    Od razu rozpoznałem w sobie świętość, a właściwie, wszystkie trzy poziomy jednocześnie

    I tak trzymać 😉

  250. bubekró
    28 kwietnia o godz. 23:16

    no to masz problem 😉

  251. @Herstoryk
    29 kwietnia o godz. 7:09

    Opal nie czyni złodzieja ani szpiega, jeno ewentualnie wzmacnia posiadane talenty 😉

    A propos sępów, to przez wydany podczas histerii BSE unijny nakaz usuwania padłych zwierząt dzikich i hodowlanych głodowały one w hiszpańskich Pirenejach i na przedgórzu. Te ważne i chronione ptaki były zagrożone w egzystencji do tego stopnia, że zaczęto je najpierw nielegalnie, a potem, po ustaleniu specjalnych wyjątków w przepisach, dokarmiać, głównie odpadami (kośćmi) z rzeźni. Miejsca dokarmiania egzystują nadal, ale nakaz zbierania padliny poluzowano po paru latach.
    Moi przyjaciele z Katalonii hodowali przez lata różne zwierzęta (włochate świnie, indyki, perliczki, kury) ale korzystali tylko z jaj. Świnie były karmione pomidorami, ryły ogrodzoną działkę i nawoziły, a rok później w tym miejscu wyrastały piękne pomidory 🙂
    Kiedy któreś ze zwierząt padło ze starości, było wywożone w góry sępom na pożarcie.
    Wspominałem tu kiedyś o rozsypaniu prochów hiszpańskiego przyjaciela na górskiej hali. To był właśnie ten Katalończyk.

  252. Kamień wzmacnia talenty, medalik chroni przed nieszczęściem, święty obrazek strzeże, woda święcona odgania zło, pójdź Anielka na trzy zdrowaśki do piekarnika! WOW 😉

    Susznom linie ma nasza partia, że sie nie cacka z belframi. Na co szkoła, na co szpitale? Wystarczy kamień i inne takie.

  253. Szczepień też nie potrzeba 😎

  254. Tobermory
    28 kwietnia o godz. 23:11

    Masz rację. Trochę zmniejszyłem swoją niewiedzę, jak przeczytałem, że młode dzika mogą mieć typowe paski nawet do szóstego miesiąca życia. Gdyby więc nawet w listopadzie tamtego roku Kazia była w ciąży, to ona trwa 3 miesiące, więc młode miałyby teraz trzy miesiące. Te z filmiku na to są za wielkie. Jakoś się z nią zeszły, bo kręcą się po całej mierzei, i na razie są razem. Poza tym Kazia ze swoją nogową dolegliwością jest coraz sprawniejsza.

  255. Szeptucha, doktor z Ciechocinka i inżynier Zięba oraz parę wróżek wystarczą, a znajdą się pieniądze dla belfrów. Na przekwalifikowanie 😎

  256. guziec
    29 kwietnia o godz. 2:11

    @ Tanaka, 28.04, 16.15:
    Człowiek nie rodzi się jako ateista, czy agnostyk. Człowiek rodzi się jako człowiek. Koniec i kropka.

    Jako człowiek, fakt. Są jednak co najmniej dwa dobre powody, by zauważyć, że rodzi się jako ateista. Pierwszy taki, że jakby na człowieku był koniec i kropka, nie możnaby nawet zauważyć, że ma rączki, nóżki oraz błękitne oczka. Słowem – jakieś cechy i detale.
    Drugi taki, że zaraz po urodzeniu robi się z człowieka katolika, żyda czy muzułmanina. Jest katolik w niedużym rozmiarze, a nie człowiek. I tak ma przez resztę życia. Jeśli człowiekowi w ogóle należy się jakaś wiedza, powiedzmy w ramach „praw człowieka”, to i należy się wiedza taka, ze nie jest urodzonym katolikiem tylko ateistą, a katolika i żyda z niego zrobiono. A jak zrobiono, to może się odkręcić i przestać być zrobionym i nareszcie zostać sobą. Taka wiedza miewa, a nawet ma, kapitalne znaczenie dla dowolnego człowieka. Niekoniecznie wyznawcy: wie się, co jest prawdą a co fałszem i można to odnieść do każdej sprawy.

    Dla mnie pojęcia ateizm, agnostycyzm, to teologia. Teologia jest zaprzeczeniem logiki. Teologia jest próbą uzasadnienia (usprawiedliwienia istnienia) abstraktu, odlotu, majaka, czyli abstraktem, odlotem, majakiem samym w sobie. Krótko mówiąc: nażarłem się kwasu i piszę teraz biblię, czy tam jakiś koran. A potem zajmuje się tym bełkotem gromada jakichś teologów, żeby im się dobrze żyło.

    Ateizm, w wersji najprostszej, to brak powodów do uznawania, że istnieje jakiś nadprzyrodzony byt. To nie wiara w niestnienie boga. Natomiast wyznawcy usiłują wmówić atestom, że oni wierzą. Tak też robił Wojtyła, gdy miał do czynienia z jakimś ateistą, lub o nich gadał: „coś nas jednak łączy – wiara”.
    W świecie, w którym żyje się nie w całkowitej izolacji, a wśród innych to często nie wystarcza. ma się bowiem do czynienia z wyznawcami, którzy skutkami swojej wiary obciążają ateistę. Własny interes, ale i pewnie ciekawość, oraz poczucie podmiotowości podpowiadają, że przydatne w takiej sytuacji ateiście jest jasne, rozumowe poczucie braku istnienia bogów, a często coś kolejnego: poznanie, jak działa wyznawca i w co wierzy oraz aktywny stosunek do skutków ich wierzenia. Bierny ateista, wśród aktywnych wyznawców usuwany jest bowiem na margines wspólnego życia, lub z niego eliminowany.

    Obojętne czy ateista, czy agnostyk, obaj w swoich rozważaniach biorą pod uwagę boga. Chodzi o to, że abstraktowi należy się ignorowanie. Nie rozważanie. Tak sobie myślami pomykam. Może to jakaś wyższa forma ,,ateizmu”?
    Inaczej, krócej:
    Z mojego punktu widzenia samo rozpatrywanie abstraktu wiary-niewiary, istnienia-nieistnienia nie ma racji bytu. Może tylko jako forma zabawy? Ostatecznie zaglądam na ten blog:)
    Pozdrawiam

    Abstrakt wpływa na życie, nie widzę więc powodów by go z zasady ingnorować. Abstrakt może być ciekawym modelem do badania, a to też powód by się nim zająć. Zajmując się abstraktem dobrze jest cały czas wiedzieć, że to abstrakt, coś co istnieje wylącznie w myśli – i nie mieszać tego z realem istnienia. Jest to zwykłe rozróżnianie rzeczy, a to ważna umiejętność człowieka, w sumie podstawowa.

    Pozdrowiony pozdrawia pozdrawiającego. Jako na blog zaglądający, tak i zaglądaj dalej i dawaj temu wyraz. 🙂

  257. @wbocek
    29 kwietnia o godz. 9:02

    10-miesięczny dzik wygląda jak dorosły, a te na twoim filmie wszystkie tak wyglądają. Może to jakieś zeszłoroczne sieroty odłączone od stada. Tegoroczne byłyby znacznie mniejsze i pasiaste.
    Kazika spotkałeś późną jesienią, więc był to już taki podrostek. Jak dożyje następnej zimy i spotka stosownego odyńca, to może doczekasz się wnuków 😉

  258. W znakomitym, choć nie kasowym, filmie „Jak pies z kotem” jest scena, która mówi wszystko o …
    Scena pokazująca zajęcia w szkole filmowej. Reżyser zachęca do szerszej na temat filmu. Na co zniecierpliwiony student przerywa mu, mówiąc, że oni nie chcą o tym rozmawiać, bo przyszli nauczyć się zawodu.
    Zrezygnowany wykładowca kończy zajęcia zapowiedzią, że następnym razem będą rozmawiać o Bergmanie. Bergman to model szwedzkiego samochodu, dodaje. Żaden ze studentów nie chwyta gorzkiej ironii.

    Skąd my to znamy? Że drzewo, że stół, że koń …

  259. wbocek
    29 kwietnia o godz. 6:35

    Żyjemy wśród takiej ilości rożnych przesądów na temat tego co robić czy nie robic wobec przyrody, że niełatwo się wśród tego gąszczu rozeznać i rozplątać.
    Mnie brakuje wróbli. jak byłem dzieciak, były i one. Teraz weź i z latarką ledową szukaj. Wróbel to wytwór cywilizacji, żyje bodaj wyłącznie wśród ludzi i wśród ludzkiego niedbalstwa, czyli niskiego ucywilizowania. Jak są na podwórkach, między budynkami czy przy ulicznej kanalizacji krzaczory, chaszcze, gąszcze – zwykle są i wróble. Jak ich nie ma, albo są ulizane, wystrzyżone i tylko niektóre, aspiracyjnie modne gatunki – wróbli nie ma.
    Ludność/ nadwiślańska kocha tuje. Tuje sadzi w szlaczki i jest dwór, majątek i pałac. Albo jest ekran, żeby nikt się nie gapił na pałac, bo pałac ma mieć widok regulowany i za opłatą: trzeba się odpowiednio komercyjnie zapoznać z właścicielem.
    Wróbel źle znosi właściciela i jego stosunki – z tujami włącznie, więc się tam nie gnieździ.

  260. Uczyć i leczyć bendom zakonnice i księża. Psychiatrię przejmą egzorcyści.

  261. @Tanaka

    U mnie wróble wracają. Też chwilowo bardzo ubyło, a teraz są. Wczoraj siedział jeden na parapecie, 50 cm ode mnie i ćwierkał jak najęty.

  262. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 9:10

    Zasugerowałem się opowieścią kolegi z przystani, który Kazika ze stadkiem widział dzień wcześniej. No i wczoraj jechałem tam już zasugerowany. Z leśnymi zwierzakami trochę jestem opatrzony po 12. latach pracy w lesie – ale tylko opatrzony, nie interesowałem się nimi głębiej i nie zakłócałem im spokoju, jak i kiedyś, spotkany prawie o zmierzchu wielki odyniec (na oko skromne 150 kilo) na mój widok się usunął, a ja miałem pełne gacie. Ale Kazi będę się przyglądał i woził banany, tak jak żonie obieram jabłka, bo lubi.

  263. @wbocek
    29 kwietnia o godz. 9:40

    Na śpiącego w bagienku odyńca natknąłem się w czasie studiów wędrując korytem strumyka na zachaszczonym bezludziu. Jak się zaskoczony zerwał i ruszył w jedną stronę, a ja w panice – w drugą, to tylko słychać było łamane przez nas krzaki i łomot mojego serca 🙄
    Kiedy ochłonąłem i doszedłem do siebie, poczułem przejmujący ból w boku na wysokości prawego biodra. Było pełne sińców od chlebaka z próbkami skał, które zbierałem z odsłon w tym korycie. Głównie granodioryt.
    Prędzej bym chyba podjął walkę z tym dzikiem niż porzucił mozolnie zebrany materiał 🙄

    @Tanaka

    Wróble w wielkim (?) mieście

  264. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 9:30

    Też, w kilku miejscach, zauważyłem powroty wróbli, ale to rzecz niepewna. Wróble żyją stadnie i w jednym miejscu, bardzo rzadko się swobodnie przemieszczają na duże odległości. Zniszczenie ich małej niszy ekologicznej zwykle skutkuje zniszczeniem miejscowej populacji wróbli. Tak się, niestety, dzieje przy okazji różnych inwestycji, np. budowie dróg czy osiedli, ale także gdy ktoś własną posesję czyści z krzaczorów, żeby było ślicznie.
    Sam mam z tym pewien problem badawczy i introdukcyjny. Obserwuję, że choć wzdłuż linii ogrodzenia ktoś, kiedyś, posadził tzw. żywopłot, wróble nie chca się w nim zagnieździć. Odpowiedź – dla mnie – jest jasna: żywopłot nie jest żywopłotem. te krzaki to nie krzaki. To są wielkie drzewa, konkretnie klonojawory, które wyrastają na jakieś 25 i więcej metrów. Są więc w tym fałszywym żywopłocie coraz grubsze pnie i prawie całkiem proste, gołe i szybko drewniejące pędy pnące sie pionowo w górę. W jeden sezon potrawią wyrosnąć na 3 i więcej metrów. Ich ścinanie nic nie daje, w następnym sezonie będzie to samo. Wróbel nijak nie może się odnaleźć na grubym pniu i do niczego nie przyda mu się długi, gładki pęd.
    Natomiast na sąsiedniej ulicy, gdzie rosną krzaki a nie drzewa zmuszane do udawania krzaka, wróble mają się nieźle i z odległości je słychać jak w krzaczorach prowadzą ćwierkające życie. Krzaczory są niestrzyżone, obfite, duże, mają ze 3 metry i są rozległe. Szczęśliwie mieszkańcy posesji ich nie wycięli. Ale może dlatego, że w ogóle mało się zajmują posesją. jak się zjawią nowi właściciele, to pewnie krzaczory zostaną wycięte i posadzone tuje. „Żeby mi nikt nie zaglądał do ogródka i domu” – jak standardowo słychac uzasadnienie. No to nie będzie wróbli.

    A te wróble z sąsiedniej ulicy mają blisko do fałszywego żywopłotu o którym mówię, ale się przeprowadzić w ogóle nie chcą. Sam z kolei robię eksperymenty ogrodnicze w celu przyciągniecia rożnych owadów, ktore też znikają. Miałem w ubiegłym roku sporo frajdy, bo dzięki posadzeniu lawendy przybyły owady robiące miód i motyle, których dawno nie widziałem. No i miałem przygodę z fruczakiem gołąbkiem, który okazał się wyznawcą fuksji. Ale też czuję, że mój ogród nie jest przyrodniczo zrównoważony, bo jest ogrodem projektowanym i mającym robić wrażenie estetyczne, jako rodzaj dzieła sztuki. Jest w nim duża rożnorodność gatunków, ale są to gatunki nie wybierane konkretnie pod wróbla. Zalatują, owszem, ale się nie zatrzymują na stałe. Coś jednak i dla wróbli zamierzam wymyśleć, tylko jeszcze nie wiem jak to zmieścić, bo miejsce nie jest z gumy. Przyciąga natomiast sporą gamę ptactwa w ogóle. Wśród nich dużo jest sikorek w tym modraszek, które częściowo zajęły nisze opuszczone przez wróble, oraz kosy.

  265. Tanaka

    Walenciak napisał piękne pożegnanie dla
    prof. K. Modzelewskiego.
    Ale przecież jego dzisiejszy felieton nie mógł być inny…

    https://fakty.interia.pl/opinie/walenciak/news-dziekuje-profesorze,nId,2963609

  266. Tanaka

    Myślę,że jeśli napiszesz do znanego ornitologa ( i nie tylko)
    Andrzeja Kruszewicza, poradzi Ci z pewnością 🙂

  267. Tanaka
    29 kwietnia o godz. 9:19

    Wróbel lubi, jak mu na dziób nie pada i z tego powodu na zamieszkanie przedkłada architekturę nad krzaki. Bocianie gniazdo też ujdzie, ale tylko dolne piętra. Kąpiele – owszem, ale na żądanie, jak widać na zdjęciach zamieszczonych przez @Tobermory’ego.

  268. @Tanaka

    Fruczaki faktycznie lubią fuksje. Te „koliberki” przylatują co roku na mój balkon, a w ubiegłym roku widziałem ich sporo na promenadzie w Montreux, gdzie oblegały licznie coś kwitnącego niebiesko. Muszę sprawdzić, co to było.
    Wróble lubią krzaki głogu, zapuszczone forsycje (u znajomych gnieździ się całe stado) i inne krzaki, gdzie można swobodnie wlecieć i się ukryć.

  269. Wygląda na jakąś odmianę szałwii

  270. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 9:53

    Bardzo piękne i żywiołowe te kąpielowe fotki wróbli w wielkim mieście. Z przyjemnością się pogapiłem i wykąpałem, jakbym sam był wróblem.

  271. Dziękuję, wbocku! To był bardzo upalny dzień wrześniowy.

    A tu Koliberek i fuksje

  272. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 10:12

    Mam foty fruczaka w osobistych fuksjach, ale pernamentnie nie zdanżam ich zawiesić.
    A grubelek w fontannie bardzo jest pyszny.

  273. Nowe podejście do religii przez demokratycznego kandydata do prezydentury – geja, Peta Buttigieg’a. Skrytykował prawicowych chrześcijan za ” mówienie dużo o tym o czym Chrystus mówił tak mało ( zetus:o aborcji) i bardzo mało o tym o czym mówił dużo”
    Inny cytat wybrany przez Buttigieg’a z Bibli: “And when you pray, do not be like the hypocrites, for they love to pray standing in the synagogues and on the street corners to be seen by others.”

    A kiedy sie modlicie, nie bądźcie jak ci hipokryci, bo oni lubią się modlić w synagodze lub na rogu ulicy, aby inni ich widzieli.

    Marka Jurka z tymi cytatami trudno sobie wyobrazić 🙂

    Pete Buttigieg

    @mag, @tanaka @seleuk|os| & others
    Happiness

  274. @jakub wczoraj 16:32

    Tymczasem ujezdzanie to kategoria sportowa,
    Chyba ujeżdżenie. Niby błąd w nazwie niewielki, ale w środowisku zawodników trochę rażący.

  275. @ Tobermory
    29 kwietnia o godz. 8:25

    Opal nie czyni złodzieja ani szpiega, jeno ewentualnie wzmacnia posiadane talenty

    A propos sępów, to przez wydany podczas histerii BSE unijny nakaz usuwania padłych zwierząt dzikich i hodowlanych głodowały one w hiszpańskich Pirenejach i na przedgórzu.

    Na szczęście żonie nie wzmocnił mocno tych złych uczuć, przechodziły po jednym dniu i po kwiatku 🙂 .

    Lata już temu wyczytałem w artykule w czasopiśmie historycznym, że z ziem polskich sępy znikły definitywnie ok. 1840 roku. Zadziwiło mnie to wielce, bo kojarzyły mi się zawsze z bardziej egzotycznymi stronami. Nie pamiętam szczegółów i nie wiem czy to prawda, chyba dotyczyło kresów.

  276. @Herstoryk
    29 kwietnia o godz. 11:41

    Nie wiem, jak dokładnie było z sępami w Polsce, ale wiem, jak było w Alpach. Zostały wytępione, bo posądzano je o porywanie nie tylko jagniąt, ale i małych dzieci.
    Wróciły jednak tzn. zostały ponownie introdukowane i żyją sobie nikomu nie wadząc. To piękne ptaki (orłosępy brodate) o rozpiętości skrzydeł dochodzącej do 280 cm.
    Od czasu jak je tu na nowo osiedlono, zapuszczają się nawet podobno aż na Ziemię Lubuską 😎 Stwierdzono to dzięki nadajnikowi radiowemu na ptaku.
    Mogły żyć na kresach, bo preferują klimat suchy, bardziej stepowy.
    W Hiszpanii w paru miejscach miałem okazję obserwować z dość bliska naukę latania młodych sępów różnych gatunków. W gorącym wietrze wyczyniały przeróżne akrobacje, bardzo trudne do fotografowania.

  277. @Herstoryk
    29 kwietnia o godz. 11:41

    Normalnie opal rozładowuje się hematytem, ale widzę, że znalazłeś też dobry i skuteczny sposób 😀

  278. @ Tobermory 9:58

    Twój grubelek taki bardziej mazurkowaty

  279. @paradox57
    29 kwietnia o godz. 12:02

    Tak myślałem, jak się bliżej przyjrzałem. Ten kasztanowy łebek… Ale mazurek też wróbel, czyż nie?

  280. On i tak jest italiański 🙄

  281. paradox57
    29 kwietnia o godz. 12:02

    Grubelek jest katolik, a mazurek to pewnie takie LGBT.

  282. jakub01
    29 kwietnia o godz. 6:10

    Nie mam nic naprzeciw umieszczaniu w albumie jesli sie spodobaly foty z Janowa. Tym bardziej, ze podobnych niemal nie ma. Ja znam tylko jedno poza moimi, na ktorym jest jezdziec na tle Stajni Zegarowej.

    Do wyscigow mam stosunek ambiwalentny, bo tak naprawde posluzyly do wychodowania tylko jednej rasy koni. A presja na wygrywanie powoduje zanieczyszczanie innych, scigajacych sie ras konskich. Na fotach widzisz moje gabaryty, wiec choc sie pare razy scigalem, to bylo to z kolegami, towarzysko i ad choc. Moj zwiazek z wyscigami byl bardzo watly i praktycznie ograniczal sie do bliskiej znajomosci z dr. Wasowskim, ktory wystawial Koncowe Swiadectwa Weterynaryjne, eksportowanym koniom. Przy okazji zalatwiania formalnosci eksportowych poznalem doktora i sie zaprzyjaznlismy. Pozniej leczyl dwa moje konie i liczne konie moich znajomych i przyjaciol.

    Pozdrowka
    ~l.

  283. @zetus1
    29 kwietnia o godz. 11:30

    Buttigieg… Meet Pete?
    Jeśli go wybiorą, to będą mieli problem (już mają) jak wymawiać to maltańskie nazwisko 😉
    Buttidżidż – wywodzi się z arabskiego i oznacza hodowcę… kur 😎

  284. Tanaka
    29 kwietnia o godz. 9:19
    do
    wbocek
    29 kwietnia o godz. 6:35

    Mnie brakuje wróbli. jak byłem dzieciak, były i one.

    Bo wroble sie przy czlowieku przytulily, gdy czlowiek zaczal zboza uprawiac. Do miast sie wprowadzily w czasach transportu konnego. Transport konny w polskich miastach zanikal stopniowo po WW2, ale byly za to niekoszone pobocza i ogrodki przydomowe o parkach nie zapominajac. Przyszla moda na koszenie i wraz z koszeniem trawnikow, wykoszono przy okazji wrobla domowego. Czy powraca ten kiedys pospolity wrobel domowy, to nie ma pewnosci, raczej sa to inne gatunki z rodziny wroblowatych, ktorych w Europie mozna spotkac.

    Pozdrowka
    ~l.

  285. wbocek
    29 kwietnia o godz. 6:35

    Z calego serca zycze Tobie i kulawej Kazi wszelkiego powodzenia.

    Pozdrowka
    ~l.

  286. Mazurek? LGBT? Jak się Kaczyński dowie pióra polecą :/

    1. Mam drewniane kółko 🙂
    2. Mam dużo krzaków, forsycji i duuużo wróbelków 🙂

  287. @Tobermory 12:10

    A jakże.

    @Herstoryk 11:41
    Sęp kasztanowaty zalatywał w Tatry. Trzeba by było zajrzeć do Taczanowskiego. Z tym, że dla niego ziemie polskie to były inne ziemie niż obecnie, więc może być mylące.

    Takie miałem. W sobotę rano moja kota zaczęła się skradać do drzwi balkonowych (były uchylone). Musiałem capnąć ją za skórę i wyrzucić z pokoju, bo z wizytą wpadł wiórek. Tym razem na parapecie nie miał orzechów, więc dobrał się do torby z jabłkami. Skubaniec siedział przy samych drzwiach i się częstował. Ten jest odważny. Rozsiada się jak w stołówce. Bo druga wpada, porywa co się jej w łapy nawinie i ucieka. Trochę wkurzał mnie modrzew posadzony zbyt blisko budynku. Teraz już mi pasuje. Wiórki traktują go jak wygodną drabinę.
    A od kilku dni co wieczór mam w wąwozie koncerty drozda śpiewaka. Potrafi zasuwać do 23.00. Wszystko przez to światło.
    Wróbli też w okolicy sporo. Przez to, że ludzie przy domach mają prawdziwe żywopłoty, a i miejsc do gniazdowania w samych budynkach też się sporo zachowało. Okapy, trochę komórek gospodarczych i różne takie.


  288. „Podsiadły z wypiętym brzuszkiem, nie bardzo zgrabny, krótkie nogi skakanie utrudniają, krótkość lotek nie dozwala szybkiego lotu bez wysilenia, używa też lotu z potrzeby, nigdy nie lata dla rozrywki, jak inni mieszkańce powierzchni. Wróbel wyrachowany, zna wartość czasu, i to co mu pożytku nie przynosi bezpośredniego, za tem nie goni”

    Z zapisków ornitologicznych hr. Wodzickiego (1880)

  289. @paradox57
    29 kwietnia o godz. 13:30

    Fajnie masz z tą menażerią 😉
    Drozda śpiewającego widziałem raz wiosną w paryskim ogrodzie botanicznym. Nie śpiewał jednak, bo jak się tu wydzierać, kiedy dziób pełen wijących się dżdżownic 🙄
    U siebie często obserwuję kosy przy tym samym zajęciu – wyciąganiu z trawnika lub ściółki żarcia dla przychówku. Grzebią jak kury.

  290. @pombocek
    oj, oj pombocku, nie denerwuj sie, wszak nie bylo w moim i longf. wpisach krzty zlosliwosci czy checi pouczania cie. Tak myslelismy majac na uwadze dobro Kazi. Nie przemyslelismy tematu do konca i rzeczywiscie to sa takie teoretyczne porady i oderwane od realiow Polski. Przeciez nie watpie, ze
    zadnej krzywdy nawet nieumyslnej zwierzeciu bys nie zrobil. Ja nie rozmnazam pombocku zwierzakow. Moj Szperek jest wysterylizowana kotka, znajda dwutygodniowa zaledwie, kiedy sie nia zaopiekowalam. Pozostale dzikie koty chronia sie w poblizu mojego domu, czasem do niego zagladaja a ja podkarmiam je troche aby moz przemycic w karmie srodki antykoncepcyjne wlasnie i odrobaczajace. Z roznym zreszta skutkiem. Bo ta antykoncepcja nie zawsze dziala. Ale robie co moge w porozumieniu z weterynarzem aby ograniczyc stezenie
    kota na km2. Nie zlosc sie pombocku, bo mi serce krwawi i nie gniewaj sie na mnie. Niestety pozostawiamy dzikim zwierzetom tak malo miejsca do zycia, ze sa zmuszone coraz czesciej dzielic je z nami. W Barcelonie jest park, w ktorym swobodnie biegaja dziki i ludzie tez je karmia choc zupelnie bez glowy, np.chipsami. Ale jakos zyja choc swinia nie czlowiek i nie wszystko zezre. No to tyle pombocku, czym sie.

  291. Tanaka
    29 kwietnia o godz. 9:19

    „Żyjemy wśród takiej ilości rożnych przesądów na temat tego co robić czy nie robic wobec przyrody, że niełatwo się wśród tego gąszczu rozeznać i rozplątać”.

    Fantastyczne odkrycie, Tanako! To świetne pojęciowe narzędzie do rozumienia człowiekowatych. Te małpy żyją wśród takiej ilości przesądów, przekonań, urojeń, mniemań o sobie, domniemań o bliźnich, nieuświadamianych stereotypów, zaklęć, przeklęć, niekonsekwencji, dwuminutowych pewników, jeszcze głupszych logik, że okropnie niełatwo się w tym gąszczu rozeznać i rozplątać. Człowiekowate przeżywają życie od końca ogona po czubek nosa zaplątane w mniemania i odchodzą bez rozplątania.

  292. paradox57
    29 kwietnia o godz. 11:31, pewno masz racje z tym ujezdzeniem. Ja sie zupelnie nie znam na konkurencjach koni sportowych, wiem ze w tym ujezdzeniu chodzi o pokaz roznych chodow konskich ale i tego nie jestem pewna.Pozdr.

  293. @jakub01 14:03

    Bo ta antykoncepcja nie zawsze dziala
    I tak będzie „nie działała”. Bo nie ma gwarancji, że odpowiednia dawka trafi do zwierzaka, o ile w ogóle trafi. Doustne preparaty muszą być podawane w miarę regularnie i, niestety, z dość dużą częstotliwością, żeby odniosły skutek. Iniekcyjne z kolei, o przedłużonym działaniu stwarzają dodatkowe problemy. Poza tym do lamusa należy odesłać pokutujące przekonanie o sezonowości rui u kota domowego, czyli tzw. marcowaniu. To już nie działa. Więc jedynym skutecznym sposobem jest, niestety, sterylizacja. A tu już robi się problem społeczny.

  294. jakub01
    29 kwietnia o godz. 14:03

    Jezu, jakubku, nie ma i nie było nawet cienia gniewu. Po prostu dobitne mówienie to specjalność zakładu.

    Nie tylko się trzymam, ale i Ty nie odfruwaj. Choć ja na razie muszę przymierzyć ster do okrętu. Lete.

  295. @jakub 01
    PS. To tylko gwoli ścisłości. Moi znajomi startujący w tej konkurencji bardzo się obruszają na „ujeżdżanie”. Jak rozumiem, Twoją domeną były wyścigi.

  296. @Tobermory 13:51
    Z tą menażerią mam rzeczywiście nieźle. A to środek miasta. Kilka lat temu był nawet lis, tyle że został wysiedlony. Teraz trochę poprawili, trochę pogorszyli. Nie ma już całych stad szczygłów. Tyle co późnym latem zaleci parę sztuk na modrzewie. Za to są sikory, pierwiosnki, zaganiacz, zięby, świstunki i pokrzewki. Dwa lata temu w zimie była parka krzyżodziobów. No i wilgę już słyszałem, ale tylko raz. Potem już się nie odezwała. Słowiki też wymiotło. Kosy i kwiczoły to standard. Podobnie jak szpaki. Mamy sporo budek nawieszanych w wąwozie.

  297. @Lonefather
    „.. presja na wygrywanie powoduje zanieczyszczanie innych, scigajacych sie ras konskich.”Daruj ale ja nie bardzo to rozumiem.Jak testowac konie jesli nie na torze? Utrzymywac tor w kazdej stadninie? Jak porownywac wyniki koni z roznych stadnin? Moze teraz jest inaczej, nawet na pewno, ale kiedy istnialy PTWK , to przeciez byl rowniez specjalny tor dla koni innych ras w Sopocie. Warszawa miala czysta i pelna krew, Wroclaw pelna i polkrwi (a takze okresowo uzyczalismy gosciny koniom rumunskim i rosyjskim), a Sopot pozostale hodowane w Polsce rasy. Wtedy nie chodzilo o wyscigi jako takie, tory (trzy w kraju) sluzyly glownie testom selekcyjnym. W jaki sposob przeprowadza sie dzisiaj testy? Chyba tez na torze?

  298. @paradox57
    29 kwietnia o godz. 14:30

    U mnie nocą można napotkać borsuka przełażącego przez ulicę, kuny to już codzienność, lisy kradną kury u znajomych na obrzeżach miasteczka, orzeł krąży nad domem i rozgląda się za kotami, a bobry wycinają drzewa w rezerwacie nad jeziorem. Ale słowików nie uświadczysz, ani wilgi. Nie ten klimat 🙁
    Widziałem rezultat doustnej antykoncepcji u perskiej kotki: kocięta na trzech łapkach 🙁

  299. p.s. No i konie ras wysokich uszlachetniaja wszystkie pozostale rasy WKU, takze zaprzegowe . Nie sa przeciez hodowane po to aby ktos sobie mogl pograc w koniki. Gra, to bylo zawsze cos co prawda dochodowego ale niejako „przy okazji” przeprowadzanych testow, choc naturalnie istnialy tory scisle wyscigowe na swiecie, dla koni prywatnych. Moze teraz w Polsce tez sa, gdzi puszcza sie konie( nie tylko ras wysokich) dla czystego hazardu. Nie wiem. Ja jestem jezdziec -selekcjoner starej daty choc to za „moich czasow” hodowla stala na b.wysokim poziomie a fachowcy polscy byli najlepsi na swiecie. Stworzylismy przeciez wlasnego fulbluta na bazie krwi angielskiej i polskiej rasy slaskiej, odpornego na wyrasowienie i nie mniej szybkiego od anglika. Od lat w tym nie siedze, wiec nie wiem co sie dzis dzieje.

  300. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 14:44,
    to nie jest wynik doustnej antykoncepcji, ale prawdopodobnie miot kazirodczy. Koty sa kazirodcze, a do tego kotka w jednym miocie moze miec dzieci od roznych samcow.Srodki antykoncepcyjne albo dzialaja albo nie, ale nie rodza sie po nich zwierzeta kalekie. Uzywam tych srodkow od lat. Jesli nie dzialaja to raczej dlatego, ze zwierzeta ominely karme nimi nafaszerowana. Zreszta koty akurat sa dziwnymi zwierzakami, nie da sie wszystkiego zastosowac u wszystkich. To co jednemu pomoze nie zawsze pomoze innym.

  301. paradox57
    29 kwietnia o godz. 14:15,
    Racja. Ja zwierzakom podrzucam srodki antyk. kiedy zauwazam, ze moje dzikie kotki zaczynaja sie kulac i w specyficzny sposob maiuczec, a to pare razy do roku moze im sie zdarzyc. Jesli nie zajda w czasie jednej rui to niebawem bedzie nastepna. Podobnie jak zginie miot.Niedawno obie moje dzikuski okocily sie w drewutni i oba mioty zagryzl nowy kocur, ktory chce zawladnac terenem. Kotki niemal natychmiast „popadly” w ruje. Podalam srodki ale jaki bedzie efekt nie wiem. U mnie co roku jest akcja weterynarzy. Przez dwa tygodnie kliniki sterylizuja za darmo dzikie koty, tyle, ze to dosc teoretyczne.Bo dzikich kotow nie da sie tak znowu polapac a tym bardziej utrzymac w zamknieciu do czasu zdjecia szwow, czyli przez tydzien. Choc animalsi robia czasem lapanki.
    Tak na prawde, to populacja dzikich kotow reguluje sie sama i nigdy nie ma tych zwierzat w nadmiarze, zwlaszcza, ze zagrozen (auta, trucizny) jest wiele. Sama sie zastanawiam czy ta moja akcja antykoncepcyjna ma sens.

  302. /westchnienie/

  303. Nefer
    29 kwietnia o godz. 13:29

    Mazurek? LGBT? Jak się Kaczyński dowie pióra polecą :/

    Może i polecą, ale krótkotrwale. Kaczyński się sypie i z niego leci, w dodatku nie pióra. Zdaje się przy tym, że w szkole był lany po rączkach piórnikiem i to było jego największe zbliżenie do piór.

    1. Mam drewniane kółko
    2. Mam dużo krzaków, forsycji i duuużo wróbelków

    Ja masz, to bardzo dobrze. Możesz teraz udrapować odpowiednio i łapać niesłuszne sny – i do kanalizacji! Chociaż nie, może zgodnie z euronormami trzeba posegregować, opisać i zamówić odpowiednią utyizację. Dla dobra Unii i środowiska. Albo może w celu odzyskania energii, co może być bardzo słuszne.
    Natomiast dobre sny trzeba kolekcjonować i demonstrować. Pan Kleks został tu adekwatnie przywołany: demonstracja dobrego snu działa jak ziewanie: rozpowszechnia takie sny.

    Jak masz dużo wróbelków, to zazdraszczam. Nie jestem pewien, czy głogi są dla nich optymalne, chyba miękkie krzaczory bardziej: wisterie, ligustry, śniegulice złotliny, pięciorniki i podobne; forsycje i pewnie też berberysy. Cisy są zbyt zwarte i ptaki nie mają jak pohasać między gałązkami/liściami.
    Wróble bardzo mi się kojarzą z tłumnością z dzieciństwa: tłumy dzieciaków na podwórkach i tłumy wróbli. To pewnie brak ścisłej zależności, ale brak dzieciaków i brak wróbli w przyrodzie nadwiślańskiej występuje równocześnie.
    Natomiast zależność nieścisła może być taka, że teraz człowiek sztuk jedna musi mieć dookoła luz i kontrolę: wycina i się grodzi. Nie krzakami dla wróbli, ale płotami, panelami i ślaczkami z tui.

  304. wbocek
    29 kwietnia o godz. 14:11

    Jest to całkiem miłe, że możemy sobie, tu na blogu, to i owo porozplątywać. Rozplątanie zaś pokazuje dowodowy kontrast z trwaniem splątania dookólnego.

  305. Wróbelki elemelki mieszkają w mojej żoliborskiej okolicy, ale przeważają sroki, gołębie i i krukowate. Niestety. Dlaczego? Otóż staram się parkować nie pod drzewami, co jest niełatwe, bo wzdłuż al. Wojska Polskiego i małych uliczek dookolnych rosną prawie wszędzie, więc samochody bywają regularnie obsrywane przez ptaki. Mało kto ma tu garaż, więc cierpimy zgodnie.
    Tym dużym ptaszyskom, regularnie dokarmianym przez zwariowane staruszki niezależnie od pory roku, wszystkiego jest mało. Na chodnikach wciąż walają się rozbebeszone śmieci, wywlekane z ulicznych koszy.
    Ale co tam ptaki, gdzie indziej po ulicach i śmietnikach szwendają się dziki.

  306. @
    ” miliony ptakow rocznie ginie w samych tylko kolizjach z pojazdami.
    „Obecnie uważa się, że ze względu na bezpieczeństwo przelatujących ptaków, żadna z głównych dróg nie powinna powstawać bez ekranów lub gęsto sadzonych krzewów kolczastych”
    http://ekoimy.most.org.pl/02_2009_05_artykul.html

  307. Dwa miliony .

  308. jakub01
    29 kwietnia o godz. 14:36

    Zeby wygrywac „dolewa sie” pelna krew do ras biegajacych wolniej. Drastycznym przykladem sa konie rasy Achal-Teke (Achaltekince z rosyjska). Przyjaciel pisal doktorat z fizjologii koni Achal-Teke w latach 70-tych. Od promotora dostal do porownania wyniki zebrane pod koniec lat 90-tych.

    Przedmiotem badania byl czas potrzebny do odtworzenia zdolnosci do kolejnego startu. U koni „czystych”, bez domieszki pelnej krwi, czas zdolnosci do kolejnego wyscigu powinien byc w granicach od 11/12 minut do maksymalnie 15. Bada sie pobierajac probki krwi co minute i okreslajac stosunek tlenu w krwi do ilosci kwasu mlekowego.

    W badaniach z lat 90-tych, ten czas wzrosl do niemal 20 minut…. Za to „poprawily sie” szybkosci Achal-Teke na torze. Oczywisty dowod na zanieczyszczanie krzyzowaniem z pelna krwia.

    Tylko te dane sa z pewnego zrodla, ale znajac pazernosc, bez ryzyka pomylki mozna zalozyc, ze proces „przyspieszania” folblutem, dotyczy rowniez innych ras. Ja to nazywam zanieczyszczaniem.

    Errr…

    Nie wierze, ze mieszanka anglik/slazak jest w stanie dorownac „czystym” koniom pelnej krwi angielskiej. Cuda to sie w krk zdazaja, albo w totalizatorze…

    Uszlachetnianie to moze wystapic w przypadku ras prymitywnych. Ale z punktu widzenia hodowlanego, to jest zanieczyszczanie.

    Z naszych polskich ras, to juz chyba tylko Konik Polski oparl sie „uszlachetnianiu”, ale oparl sie chyba tylko dzieki wpisaniu do rejestru UNESCO.

    Testy szybkosciowe sa i sa nim poddawane jak wymienilas pelna, czysta i szlachetna… tak jak wymienilas.

    Sopot chyba juz sie ograniczyl wylacznie do roli ZTK i jesli testuje, to sporadycznie.

    Mania szybkosci legla u podstaw stworzenia folbluta i przy nim powinna pozostac. Arab powinien bys testowany krzyzowo, na szybkosc z wytrzymaloscia, polkrew testy na steeple, ktore moznaby na Sluzewcu robic.

    Pozdrowka
    ~l.

  309. kilka fotek

    Dwa ostatnie dla porównania jak wyglądał widok na „mój” wąwóz onegdaj, a jak obecnie

    https://photos.app.goo.gl/21dHrktyLNG81FyBA

    I coś dla „koniarzy” się znajdzie

  310. jakub01
    29 kwietnia o godz. 16:03

    A jo! Tylko że ekrany z krzewów nie chronią przed drobnym ptactwem (czyt. nie chronią drobnego ptactwa), które przelata z lewego krzaka na prawy i z powrotem. Zaznaczam to tylko w kontekście ptactwa, bo są i inne powody za i przeciw obsadzaniem dróg zielonymi ekranami/żywopłotami (raczej jestem za, a trochę przeciw 🙂 ).

    Tobermory
    29 kwietnia o godz. 14:44

    W jakim celu orzeł rozgląda się za kotami? Nudzi się jemu? Szuka kompanii do wódki? Do brydża?

  311. @Szary Kot 17:16

    Pewnie chciałby się poprzyjaźnić.

  312. @Szary Kot
    29 kwietnia o godz. 17:16

    Żebyż to do brydża 🙄
    One zapraszają na kolację.
    Koty stanowią 40 proc. pożywienia orłów mieszkających w pobliżu ludzkich osiedli. Stwierdzono badając wypluwki w okolicach gniazd z młodymi.
    Te bardziej oddalone łapią świstaki (też 40 proc.). Reszta to drobna żywina – myszy i inne gryzonie, ptaki, płazy, węże, młode kozice i sarenki…

  313. lonefather,
    nie spieram sie, bo az tak gleboko moja wiedza w zakresie hodowli nie siega i do tego jest mocno przestarzala. O ile pamnietam, to w „Koniu Polskim” ukazywaly sie w owym czasie artykuly pelne pien zachwytu nad polskim folblutem, odpornym na wyrasowienie. No i te wszystkie arabo-angliki czy anglo-araby, na ktorych jezdzilam rowniez przeznaczone jako dolew do czystych ras. To wszystko zanieczyszczanie? Nie probuje sie wadzic, tylko dziwie. Bylam cale zycie swiecie przekonana, ze to calkowicie przemyslana polityka hodowlana ( o rany ja chyba na prawde zaczne rapowac), zwlaszcza przy naszych osiagnieciach w tej materii. W koncu parametry szybkosci nie wydawaly mi sie najwazniejsze poza anglikami czy slazakami a za „moich czasow”
    araby w istocie testowano krzyzowo. Achal-Tekin to dla mnie fascynujaca egzotyka. Niestety nie przypominam sobie abym gdzies widziala na zywo. Znam tylko ze zdjec, podobnie jak zlote konie, o ktorych slyszalam, ze wyginely bezpowrotnie. Okazuje sie, ze nie.

  314. @paradox57
    29 kwietnia o godz. 16:54

    To wszystko masz blisko domu? Super!
    Czy ja dobrze rozpoznałem szczygła?

  315. lonefather
    29 kwietnia o godz. 13:17

    Dziękuję, lonek. Przekażę też Kazi. Jest już parę miesięcy przy ludziach, więc po trochu się uczy języka. Jak wczoraj zawołałem: „Kaaazia!”, od razu wykuśtykała z krzaków.

  316. @lonefather
    Gdybym miala kupic konia dla siebie, to wybralabym wlasnie Achal-Tekina.

  317. @lonefather
    Cos mi sie wydaje, ze jak hodowla byla panstwowa to wszystko szlo jakims dobrze przemyslanym trybem, zwlaszcza, ze sie wladze nie w…ly do tego, wiedzac ze to kura znoszaca dewizy i materia zbyt delikatna aby tam wprowadzac swoje partyjne porzadki. A dzis to wszystko jakies rozmemlane, kady sobie rzepke a do tego cala masa ignorantow lasych na kase. Starym koniarzom szara istota sie przekreca.Pare lat temu afera w mojej macierzystej stadninie Posadowo. Jakis kutas tam konie zaglodzil. Wtedy wydawalo mi sie to jakims koszmarem nie wiedziec skad wyniklym. Jak mozna bylo do takiej tragedii dopuscic? A dzis jak slysze o pisowskich wyczynach w hodowli to juz wole nic o tym nie wiedziec, bo mnie ktoregos dnia trafi szlag na dobre.

  318. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 17:29
    paradox57
    29 kwietnia o godz. 17:18

    Zatem ktoś zajmuje się ograniczaniem populacji, i to nie pierdzistołki. Choć to raczej inicjatywa odgórna. Ziuuu!…

  319. @Tobermory 17:40
    Niektóre blisko, niektóre jeszcze bliżej. A szczygieł jak malowanie. Trochę mi się poruszył, albo raczej ręka mi drgnęła. Tak bywa przy dłuższej ogniskowej i foceniu z ręki. Jak mawiał jeden stary baca: siły w ręcach nie starca.

    @Szary Kot 18:04

    Ano. Radzą sobie, jak mogą. @Tobermory ma fart. Ja, żeby bielika zobaczyć, muszę jechać na Polesie. Albo nad Wisłę. Ale się udaje. W mieście jest sokół wędrowny. Ma gniazdo na kominie elektrociepłowni.

  320. @paradox57

    Z wielkim sentymentem patrzę na Twoje zdjęcia 🙂

  321. U mnie nie ma bielików, muszę się zadowolić orłem przednim. Ma gniazdo na skale za domem.
    Czasem obserwują, jak w powietrzu molestują go kruki, ale nie dają rady go przepędzić nawet we trzech.
    Fajnie jest, jak rodzice uczą młodego fruwać.
    Sokół wędrowny zagnieździł się na poddaszu domu znajomej, mocno starszej (>90) damy i fajdał jej na ścianę szczytową i beton na ziemi, co ją bardzo irytowało, dopóki na podstawie wypluwek nie przekonałem jej, że wyłapuje myszy w ogrodzie.
    Rok temu dama trafiła do domu starców, dzieci sprzedały dom, który właśnie jest izolowany i uszczelniany, nic już się nie zagnieździ 🙁

  322. Tobermory
    29 kwietnia o godz. 18:48

    Jak to punkt widzenia zależy. W Polsce o wiele łatwiej o bielika, przednich jest ze cztery na krzyż. A kania ruda, o zobaczeniu której marzyłem w moim świętokrzyskim dzieciństwie, w Anglii miejscami niebo zaciemnia. 😉 Nocny Londyn (który poznałem nie ciągając się po pubach, niestety, tylko rozwożąc towary) pełen jest lisów. Kiedyś pisali w gazecie, że lis jechał grzecznie nocnym autobusem.

  323. A konie huculskie nikogo nie zachwycają? Profani. Robiłem je w Wołosatym. Tam jest taka piękna spora stadninka. Ten w boksie to ogierek. Okropnie temperamentny.

    Próbowałem zrobić lepsze zdjęcie kruków, ale miałem zbyt słaby aparat. Mogłem niby podejść bliżej, tyle że to było na końcu, nie na początku trasy i spory dystans musielibyśmy odbić w bok, a potem wrócić.

  324. jakub01
    29 kwietnia o godz. 17:36

    Slowo „czysta” zarezerwowane dla Arabow, wciaz oznaczane OO
    Slowo „pelna” zarezerwowane dla Anglikow, wciaz oznaczane XX
    Slowa „szlachetna polkrew”, dla tych ktore wciaz nazywasz „angloaraby”, ja tez z przyzwyczajenia nazywam. Juz nie oznaczane XO, czy XXOO, dzis SPK, choc na wielu boksach wciaz znajdziesz stare oznaczenia.

    Problem sie zaczal, gdy do Polskiej hodowli koni polkrwi angloarabskiej zaczeto wprowadzac ogiery Selle Francais. Ktore tez sa polkrwi angloarabskiej, ale Zwiazek Hodowcow Selle Francais tak stanowczo zaprotestowal, na polskie usilowania pisania „po staremu” XXOO, ze nasi ustaplili i zeby wyjsc na swoje, czyli nasze, wymyslili ta Szachetna Polkrew, na ktora z nieznanego mi powodu zgodzili sie Francuzi.

    Wylom zostal uczyniony. I teraz zagrozone jest dalsze trwanie Wielkopolakow, czy Malopolakow, ktore o zgrozo, po tylu latach i tylu konskich pokoleniach, tez sa w praktyce, piszac po staremu bardziej xxoo, niz Malo, czy Wielkopolaki. Jedyne co stanowi tame, zaliczeniu ich do SPK, to narastajacy w ostatnich latach dolew krwi Hanowerskiej. Na tak masowa skale zaczeli „prywatni” na dziko i bezrozumnie dolewac Hanowerska krew, ze w tej chwili, to w polskim sporcie jezdzieckiem znalezc konia bez jednego, czy kilku Hanowerow w rodowodzie, to trzeba ze swieca szukac.

    30 lat temu w Ujezdzeniu, w skokach, czy w WKKW krolowaly Wielkopolaki z nieco wieksza dolewka folbluta, czy folbluty, dzis kroluja Hanowery ukryte w konskich rodowodach Wielkopolakow.

    Dla mnie to tez jest zasmiecanie. I za to zasmiecanie winne jest Polskie Panstwo, ktore sie nie zdobylo na ochrone ras rodzimych. I pomyslec, ze te 250/300 lat temu sprzedaz konia husarskiego za ganice, byla karana smiercia. Byl tylko ten jeden wyrok i zadnego od niego odwolania, nawet krol Polski zostal pozbawiony, w wypadku tego przestepstwa, prawa laski. Dzis jak Niemcy, jezdzimy sport na Hanowerach…

    Qu….zwa !
    I pomyslec ze bylo co najmniej dwa znakomite programy laczace wychodowanie Polskiego Konia Sportowego z jednoczesnym programem szkoleniowym dla jezdzcow. Roznily sie nieco zalozeniami hodowlanymi, ale oba laczyly hodowle ze szkoleniem jezdzcow.

    Ciezko to pisac, tak przygnebiajace sa mysli.

    Jesli masz ciekawosc, to o Achal-Teke napisze inna raza. Nie ucieknie.

    Pozdrowka
    ~l.

  325. paradox57
    29 kwietnia o godz. 19:30

    Jak nei zachwycaja, kiedy zachwycaja. Napisalem w komencie w Galerii…

    Pozdrowka
    ~l.

  326. Mialem wstawic Okolicznosci wczesniej, ale dwa razy zmiana wstepniaka mnie powstrzymala, zeby nie smiecic fotkami dysputy.

    Juz mozna, to wstawiam.
    Pierwsze to bedzie album „OKOLICZNOSCI” przy 300km/h. Co samo wyjasnia zawartosc. Zawartosc, jest efektem zachwytu okolicznosciami za oknem i ciekawoscia, jak wyjda okolicznosci, w okolicznosciach szybkosci z jaka jechalo Pendolino z Neapolu do Florencji.

    https://photos.app.goo.gl/XjvQvCj9ooYui2N56

    Okolicznosci do UK przychodza szybciej z uwagi na morski klimat. Wiec focic je zaczalem w koncu Marca. Czas uniemozliwil wrzucenie, wiec dolczaly okolicznosci z Wloch sfocone w i pomiedzy Rzymem, Neapolem, Pompejami z Herculanum, a na koniec Florencji, potem Umeczona, w ktorej zlapalem kilka okolicznosci w okolicach Grojca, w Warszawie i na Mazurach.

    Pomiedzy slicznymi i kwitnacymi okolicznosciami paleta sie jedna zaba (z Mazur), jedna jaszczurka (z Forum Trajana), jeden kot przylapany na rusztowaniu wzmacnaijacym sciany Domus Aurei Nerona (to z Rzymu), drugi zlapany na toalecie na skraju winnicy (okolice Florencji, Chianti Classico wysmienite), i dwie mewy… , ta na trawniku to watykanska, a ta na murku, to trajanska. Dodatkowo sa dwa pnie. Ten ozdobiony mchem i udajacy maske pawiana, to z Mazur. A ten niebieski, to platan z Herculanum, jakas domieszka w glebie barwi kore platanow na niebiesko.

    Aaaa…. O malo nei zapomnialem. Swinty ojciec swinty trafil, gdzie jego miejsce, czyli na stragan z tandeta, co nie omieszkalem uwiecznic. Przynajmniej pod Watykanem trafil.

    Reszta to sa okolicznosci, a te to tylko podziwiac, wiec zapraszam… Ocha, nie fotki, ale okolicnosci podziwiac, mam na myli slaskie znaczenie „podziwiac”…

    https://photos.app.goo.gl/XjvQvCj9ooYui2N56

    Pozdrowka
    ~l.

  327. Tak to bywa, gdy sie za duzo na raz chce…

    Przepraszam za nieuwage. Okolicznosci przy 300km/h sa tu:

    https://photos.app.goo.gl/n4FEbWbxBo6Mezrt7

    Pozdrowka
    ~l.

  328. Szary Kot
    29 kwietnia o godz. 19:07

    Bo lisy sa madre. U mnie „mieszkaja”. Znaczy sie mieszkaja na skladowisku starych samochodow za murem, ale przychodza do ogrodu pod moimi oknami. Jeden samiec przychodzi sie wyspac w dzien, bo dzieciarnia, sztuk 4, w domu, znaczy sie wnorze spac nie daje.

    Myslalem, zeby foty co je dla siebie robie wrzucic, ale doszedlem do wniosku, ze sa tak nudne, ze nie wiem. Wiec moze kiedys indziej, albo pozniej…

    Pozdrowka
    ~l.

  329. lonefather
    29 kwietnia o godz. 21:01

    Przy mnie taki jeden buszował w śmietniku na podwórzu sklepu (Sainsbury’s, Notting Hill) podczas rozładunku. Była trzecia w nocy, jadłem sobie w kabinie kanapeczkę (załoga sklepu mnie akurat nie angażowała), a rudy wskoczył do półotwartego baniaka, skąd co parę sekund wystawiał łebek dla kontroli. Ostrożniaczek.

  330. @All,
    Jakieś się nam kółko fotograficzne robi. Ogarnąłem się i wrzucam trochę flory. Zdrewniałej. Piszących i lurkantów zapraszam na „Drzewy i krzewy”.

    https://photos.app.goo.gl/BKSK5DmTAE1wJDYr5

  331. paradox57
    29 kwietnia o godz. 19:30
    Zachwycaja nie tylko wygladem. Mialam okazje pojezdzic na tych huculskich „sarenkach”. To swietne konie dla dzieci. Rasa wychodowana w gorach nie ponosi, nie zrzuca, wystraszony hucul przysiada na zadzie i sie trzesie ale nie ponosi (gdzie mialby poniesc w gorach?). Podobno. Bo malo wiem o tej rasie. Jezdzilam kiedy z konmi huculskimi przyjechali do nas koledzy z Rumunii a ja akurat pracowalam w zastepstwie u rumunskiego trenera. Faktem jest,ze posiadaja ogromny czar.

  332. Flora, fauna i odrobina człowieka 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=QI1iVLUOtbI

  333. lonefather
    29 kwietnia o godz. 20:16,
    A niech to! Wielko i Malopolany sa przeciez (byly) swietne! Jak i po co to bylo spaskudzic hanowerem dobrym do cyrku? Podobaja mi sie te kare hanowerki z owlosionymi pecinami ale nie bardzo rozumiem jaki sens mialo takie krzyzowanie ? A wlasnie, dobrze, ze wspomniales o koniach husarskich. Ja sie zawsze zastanawialam co sie z nimi stalo, w CO one poszly.Napisz w wolnej chwili i przy ochocie o Achal_Tekinach. Mam do nich taki troche rodzinny sentyment. Moj ojciec urodzil sie na zakaukaziu a w swietym buskaszi w Afganistanie ponoc tez uzywano Achal-Tekinow. Sa bardzo wytrzymale. Nie wykluczam, ze Achal-Tekiny trenowali Rosjanie, ktorzy korzystali goscinnie z naszego, wroclawskiego toru. Tzn. teraz tak mysle, ze mogly to byc A-T, bo nie moglismy z kolegami wowczas ustalic co to za rasa. Wydawalo nam sie, ze jakas pol-krew, alesmy sie szczegolnie tym nie zajmowali. Patrzylismy tylko po sobie, jak Rosjanie wyjezdzali na swoj full-canter. My na swoich patataj, patataj a oni na bacie ile fabryka dala. I tak co dnia na ostro a my dziwilismy sie ogromnej wytrzymalosci tych zwierzat. Teraz mysle, ze mogly to byc A-T., bo tez z byle czym dzigici by do nas nie przyjezdzali.
    Do dzis nie wiem dlaczego wlasciwie Rosjanie i Rumuni przyjezdzali korzystac z naszego toru. I to czesto z konmi, ktore nie nalezaly do wyscigowych. Mysle, ze mogly tam byc prywatne konie jakichs partyjnych bonzow czy licho wie co, bo wyscigi konne byly w sowietach
    zakazane, przynajmniej wowczas. W Rumunii geniusza Krapat zdaje sie tez.

  334. @lonefather
    29 kwietnia o godz. 0:09

    Atenberg. Właśnie niedawno oglądałem

  335. @wujaszek wania
    29 kwietnia o godz. 7:28

    O RLY?

  336. Przepraszam, oczywiście ”Attenberg”.

  337. bubekró
    29 kwietnia o godz. 23:21

    Dzieki, zapamietam na wszelaki sluczaj.

    Ale jesli czytales, to juz wiesz, ze @wbocek zdecydowal inaczej, czyli w/g mojego rozumienia los rozstrzygnal. On pooswaja, ona sie upewni i przyzwyczai i tak bedie reagowac, czyli nie tylko do niego, ale i do innych wychodzic po zarcie. Jak nie dostanie mozebyc nachalna i sie dopominac,co moze zostac uznane przez nie wiedzace go, czy nie znajacego dzikow, za agresje…

    Jeden tel i przyjada i odstrzela.

    Smutne, ale oczywiste, dla kazdego, kto cokolwiek wie i rozumie.

    Pozdrowka
    ~l.

  338. wujaszek wania
    29 kwietnia o godz. 23:03

    Cud mniód.
    Barciś jest jeszcze tu:

    https://youtu.be/VIPjJK92zfM

    Razem z Łukaszewiczem czyta Mrożka.

  339. @lonefather 30 kwietnia o godz. 0:39
    Jeden tel i przyjada i odstrzela.

    Co ty tak negatywnie?
    Myśl pozytywnie.
    Jak Kazię odstrzelą to przerobią.
    Na kiełbasę.
    Bedzie czym Krawacika nakarmić.
    Taki przyrodniczy cykl.
    Zamkniony. 😉

  340. Wybaczcie koniarze, ale konie podziwiałem i podziwiam jedynie na zdjęciach i filmach.

    Bezpośrednie kontakty to tylko kiedyś tam pomoc teściowi lub szwagrowi w zaprzęganiu do wozu egzemplarza rasy gospodarskiej-nieokreślonej oraz końskie kiełbasy i kabanosy z wyspecjalizowanej wędliniarni koło dworca w Katowicach w czasach późnego Gierka i Kani.

  341. a mnie koń średnio kręci
    przyrodni brat
    z jednego spadł
    i kark sobie skręcił

  342. lonefather
    30 kwietnia o godz. 0:39

    „@wbocek zdecydowal inaczej (…) On pooswaja”

    A Ty z uporem maniaka – swoje. Czyli podręcznikowe. Musiałbyś się zgłosić do Towarzystwa Odzwyczajania Ludzi od Karmienia Dzikich Zwierząt i nauczyć tych durniów jak się odzwyczaja setki milionów człowiekowatych, które karmią tzw. dzikie zwierzęta. Bo na razie tylko jałowo popisujesz się podręcznikową wiedzą na blogu, a życie – sobie. Ludzie karmili, karmią i będą karmić. Z czego się wzięły Twoje oswojone konie, krowy, świnie, psy, koty, ptactwo, jak nie z takiego właśnie karmienia? Z jakiej potrzeby się wzięło trzymanie w domu najróżniejszych dzikich gatunków, węży i pająków nie wyłączając? Człowiek zawłaszcza i zaświnia ziemię i nikt nie potrafi tego odwrócić. Zamiast więc brzęczeć, zrób tak, żeby przestał się mnożyć jak dzika świnia, żeby dzikie życie na ziemi było sobie, a człowiekowata małpa – sobie, wtedy będziesz wielki. W związku z tym, że tego nie zrobisz, to może chociaż zrób tak, żeby człowiekowatych wypieprzyć co do sztuki w kosmos – wtedy na ziemię wróci przedludzki porządek.

    Nie wbocek oswaja kaleką Kazię (była przede mną oswojona, ja ją widziałem raptem cztery razy, w tym dwa razy poczęstowałem bananami) i inne dziki na mierzei, lecz tysiące turystów przed nim. Ja do listopada ubiegłego roku o dzikach na mierzei tylko słyszałem opowieści (jeżdżę przecież w dzień, a nie w nocy, kiedy dziki buszują), a w latach osiemdziesiątych, jak robiłem odwodnienie ośrodka w Łazach widywałem z dzikich zwierzaków tylko króliki, które się nauczyły, że w koszach na śmieci może być coś dla nich przydatnego.

    No i nie słyszałem o strzelaniu na wąskiej mierzei, gdzie jest pełno ośrodków, a przez całą mierzeję idą szosa, ścieżka rowerowa i wał nad jeziorem, po którym ludzie spacerują. Nawet zimą bywa tu spory ruch, zwłaszcza w łykendy. Gdybym słyszał o strzelaniu, nie jeżdziłbym po mierzei. W ogóle za rządów uliczników z PiS coraz bardziej boję się po lasach i przy lasach jeździć. Choć fakt, że i za rządów PO mordercy zwani „myśliwymi” urządzali dla Niemców polowania z nagonką przy ruchliwych szosach – sam widziałem.

    https://photos.app.goo.gl/2sf6apSbvJi8Bmqt6

  343. Tanaka
    29 kwietnia o godz. 9:19

    „Żyjemy wśród takiej ilości rożnych przesądów na temat tego co robić czy nie robic wobec przyrody, że niełatwo się wśród tego gąszczu rozeznać i rozplątać”.

    Tanako, niełatwo się rozeznać temu, który taki wysiłek podejmuje. Co więc mówić o siedmiu miliardach, które niczego nie rozplątują i nawet nie wiedzą, że coś jest do rozplątania? Przykład z Kazią.

    Człowiek niczego nie rozplątujący spotyka w cywilizowanym miejscu kulawego dzika, który od niego nie ucieka. Od razu jest w nim zaciekawienie bratem mniejszym i współczucie dla kalectwa. No i rozumienie najpierwszej potrzeby biologicznej: jedzenia. Automatycznie sięga do kieszeni lub blaszaka, jeśli coś ma. Ten odruch solidarności z braćmi mniejszymi może jest głębszy i mocniejszy niż solidarność z innymi człowiekowatymi, na których wielokrotnie się przejechał. W jego intencjach jest samo, rzec można, dobro. A w skutkach dla dzika? Cóż – można podręcznikowo gdybać. Człowiekowata małpa też się kiedyś oswoiła, a skutki dla życia globu są katastrofalne.

    Człowiek, który usiłuje rozplątać różne przesądy na temat tego, co robić, czego nie robić wobec przyrody, przewiduje na przykład złe dla dzików (i ludzi) skutki ich karmienia, a nawet wchodzi w takie szczególiki, żeby ptaków chlebem nie karmić. Odbywa się na te tematy, jak świat długi i szeroki, jałowe debatowanie, które w globalnej skali niczego nie zmienia: liczne gatunki zwierząt giną, wymierają z powodu czynienia sobie ziemi poddaną przez człowiekowatych. Bo wśród wielu rzeczy, zabójczych dla życia, którymi lubią bawić się człowieki, są też na przykład szkodliwe dla życia blaszaki. Pędzące po drogach, które są też szkodliwe dla życia – nie tylko dlatego, że rozpędzone blaszaki mnóstwo ludzi i zwierząt zabijają, ale również dlatego, że odebrały zwierzętom życiową przestrzeń.

    Tysiące lat temu małpa, jak zeszła z drzewa, coś jej powiedziało: „Do widzenia, rozum”. Ale nie słyszała. Bo wtedy jeszcze nie widziała, co to głos wołającego na puszczy.

  344. Szary Kot
    30 kwietnia o godz. 1:11

    Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Dzięki za Mrożka.
    Tutaj inna moja ulubiona piosenka w wykonaniu Barcisia:

    https://www.youtube.com/watch?v=4w5vyNU8pF8

    Ciekawa jest historia tej piosenki.
    Barciś poprosił Młynarskiego, z którym dzielił garderobę w Ateneum, o piosenkę o teatrze. Młynarski powiedział, że ma taki tekst, ale nikt go dotychczas nie chciał i pewnie Barcisiowi też się nie spodoba. A jego tekst zachwycił. Poszedł z tym tekstem do Jerzego Derfla. Derfel napisał muzykę, ale był z niej bardzo niezadowolony. Powiedział, że to najgorsza muzyka jaką napisał i radził Barcisiowi, żeby z niej zrezygnował i poczekał aż on znajdzie czas na napisanie innej. Ale Barcisiowi muzyka tez się spodobała.
    Wspaniale słucha się tego na żywo. Majstersztyk.

    Tutaj jest tekst:
    https://www.tekstowo.pl/piosenka,artur_barcis,zagrac_siebie.html

  345. @wbocek
    30 kwietnia o godz. 6:41
    I tu masz kawałek racji, to turyści karmią albo zostawiają jedzenie a zwierza się uczy. Kwik będzie i darcie szat kiedy zwierza zaatakuje człowieka. Mamy ten problem z dzikimi dingo na Fraser Island. Mimo próśb i upomnień ludzie karmią dingo i zostawiają jedzenie na wierzchu. Potem dingo podchodzą do campingów, a to takie miłe pieski… Ostatnio znowu rangerzy zabili dwa, bo porwały dziecko.

  346. @Ewa-Joanna

    Moja tubylcza obserwacja, tyle że nic a nic nie związana z treścią publikacji.
    Tegorocznej zimy po raz pierwszy od wielu lat nie uruchomiono wyciągu narciarskiego, na który mam widok z okna. Sławetny lubelski Globus.
    Mało tego, że nie uruchomiono, co jakoś dałoby się usprawiedliwić tym, że zima była byle jaka i mało śnieżna. Zarządca otóż, władze miejskiego ośrodek sportu i rekreacji doszły do wniosku, że utrzymywanie tego obiektu jest nieopłacalne. Że zbyt dużo muszą dokładać, a wpływy z biletów w zbyt małym stopniu pokrywają koszty. Sprzedano więc armatki śnieżne oraz ratrak. Zostały jeszcze słupy wyciągu narciarskiego. Pewnie i te znikną, odsprzedane po cenie złomu.
    Nieważne, że sporo lat temu wyprofilowano zbocze, wydłużono stok, zainwestowano w sprzęt i instalacje do naśnieżania. Nieważne, że pozbawiono możliwości jeżdżenia na nartach całą masę głównie dzieciaków. Przeważył koszt ekonomiczny. A co z kosztem społecznym?

    Kilku instruktorów, którzy prowadzili szkółki przy stoku proponowało podobno, że wydzierżawią obiekt. Odmówiono im, bo pewnie nie mieli stosownego umocowania. Ciekawe zjawisko. Proponowali, więc musieli jakoś policzyć, że zarobią. Chociaż może i nie policzyli. Wariaci?

    Teraz się zastanawiam, co kto wymyśli. Już kiedyś było. Tor motocrossowy. Na szczęście udało nam się to zablokować. Na razie od czasu do czasu urządzają zawody dla rowerzystów. Jeśli będą się odbywały sporadycznie, to nie ma problemu. W przeciwnym wypadku zniszczą rośliny, odsłonią glebę i uruchomią erozję (wąwóz lessowy). Wtedy pozostanie tylko jedna metoda – zabetonować, co się da.

  347. @Tanaka
    Wkradł mi się niepotrzebny kawałek tekstu przy @Ewa-Joanna. Byłbyś tak uprzejmy, i go skasował?

  348. @paradox57
    A mnie się wydało, że uważasz, że mam prawo być trochę durna w sprawach polskich 🙂

  349. @Ewa-Joanna
    30 kwietnia o godz. 9:23

    W krainie OZ wybory, no więc linkuję na czasie wyborcze wytłumaczenie jak działa gospodarka – „Economy” 🙂

  350. PS. Jeszcze jedna satyrka na czasie (wyborcza) – „Climate Breakdown & School Strikes”.

    Czy Polska ma coś podobnego?? Przydałoby się chyba….

  351. paradox57
    30 kwietnia o godz. 9:12

    Ten: „co byłoby jakoś tam zrozumiałe”?

  352. @Ewa-Joanna 9:23

    Prawo bywania durnym w różnych sprawach jest niezbywalnym prawem każdego z nas. Ale w tym akurat przypadku coś mi się w edytorze postów poplątało, a ja nie popatrzyłem co wypuszczam w eter.

  353. @Tanaka
    Właśnie to. Bo sam widzisz, co się wyrabia.

  354. wbocek
    30 kwietnia o godz. 8:00

    Człowiek, od kiedy z Darwina i jego małpy został człowiekiem, ani chwilki nie był niepogubiony. Wskutek pogubienia, tak sobie świat urządzał, że człowiekowate pomieszanie z pogubieniem na to urządzenie przekładał.
    Teraz już mamy taki świat, że co jest czym, co ma sens a co nie ma, co jest czego warte lub niewarte – właściwie albo jest nie do ustalenia i nie do uzgodnienia , albo gdzieś w okolicy ganicznej.

    Z poczuciem pewnej grozy, oburzenia przechodzącego w ścieklicę obserwowałem przez lata i parę dekad, jak ludzie którzy coś kapują i próbują ocalić nas przed nami samymi i świat od samozagłady, przedkładali różne raporty o postępującej degradacji przyrody i narastających negatywnych zjawiskach dla klimatu, środowiska i warunkow życia ludzi na całym świecie.
    Były światowe konferencj w Kioto, w Kairze i gdzieś jeszcze.
    Wśród głownych hamulcowych w dojściu do jakiegoś znośnego porozumienia i podjęcia koniecznych działań, był Watykan. Działał, jak zawsze, zgodnie z bezczelnym, kłamliwym, katastrofalnym hasłem: Bóg dał dzieci (zero edukacji, zero świadomego macierzyństwa, nieustanna produkcja), da i na dzieci. Wedle Watykanu, na Ziemi każda ilość ludzi się zmieści i każda ilość będzie przez bozię odpowiednio zaopatrzona.

    Czołowym tego współcześnie wyznawcą i czołowym oponentem wobec alarmujących danych i raportów ludzi poważnych, odpowiedzialnych i znających się na rzeczy, był nasz milusiński – Wojtyła.
    Onże wyprodukował swoją „teologię rodziny” – w której gadał, że prawidłowa rodzina jest taka, w której sakramentalny małżonek pracuje i zarabia na rodzinę, a święta małżonka sakramentalna zajmuje się produkcją dzieci i dbaniem o dom oraz katolikickie wychowanie z niejakim współudziałem sakramentalnego małżonka.
    W związku z tym, sakramentalny małżonek ma zarabiać tyle, żeby starczyło na wszelkie potrzeby rodziny. Rodzina ma 12, 16 dzieciaków – tyle urodzi kobieta, czego dowodzi historia gatunku, dziś tyle urodzi luksusowo, zaopatrzona w darmową opiekę państwa. Rodzina ma mieć autobus, w celu przewożenia rodziny na wakacje, majówki, na odpusty, rekolekcje, jeżdżenia na lekcje angielskiego, włoskiego, chińskiego, na basen, do siłowni, na lekcje tańca góralskiego, na zajęcia z robienia kukły Żyda i odcinania mu głowy, do zwiedzania naszej ślicznej Europy i tak dalej. Rodzina ma mieszkać w mieszkanku 400 m2, co w miarę znośnie zabezpieczy podstawowe potrzeby bytowe osiemnastu osób, nie licząc teściów, którzy mają takie same warunki, a jak nie mają, to trzeba ich zmieścić z dziećmi, razem osób 22.

    Sakramentalna małżonka musi żyć godnie i mieć odpowiednie pomoce naukowe do prowadzenia domu: zawodową pralnię, prasowalnię, gotowalnię obiadów na pluton wojska, pięć lodówek po 500 litrów każda, cztery pokoje garderobiane, sześć łazienek i tak dalej. Każde dziecię boże też musi żyć godnie, więc musi mieć, co dziś trzeba mieć, a co, to się wszyscy dowiadujemy na okoliczość Pierwszej Komunii Świętej: smartfona za 3 tysiące, quada, albo co więcej, bo to już opatrzone prezenty, nuda i nie ma się czym chwalić przed bozią oraz kolegami.

    Żyby małżonka sakramentalna żyła godnie, musi mieć drużynę służących, nazywanych elegancko: „zespół serwisowy”, albo jakoś tak, bo nie powiemy nieelegancko: służba.
    Służba nie może być złożona z Polaków, bo każdy Polak to katolik i musi żyć godnie, więc niezawodnie muszą to być Ukrainki, bo one nic nie muszą. Poza tym, że muszą jakoś zarabiać na życie, ale to tylko takie ich fanaberie, one są zagubione, poplątane mają w głowach, czego dowodem jest ich durne wyobrażenie, że mają prawo życ tak samo godnie.

  355. paradox57
    30 kwietnia o godz. 10:29

    Ja mam dzisiaj okropny dzień od rana a jeszcze nie ma 12.00, nie powinnam była dzisiaj wychodzić z domu :/

  356. Nefer
    30 kwietnia o godz. 11:01

    Z powodu, że pułapka na sny niegotowa?

  357. paradox57
    30 kwietnia o godz. 10:29

    No, widzę. Dlatego ciach-mach. Zadowolony?
    Bo dobrze, jak człowiek jest zadowolony.

  358. Tanaka
    30 kwietnia o godz. 11:02

    Nie wiem ale coś okropnego. Powinnam siedzieć w domu, w kącie kanapy, pod kocem i przeczekać. Aż się boję co będzie dalej.

  359. Dwie ciekawostki ze współczesności i spadam na woda próbować nowy ster.

    Jedna ciekawostka to skutek zadawania się dzikich zwierząt z człowiekowatymi: nornica, która się ujawniła na moim okręcie w lutym któregoś roku na środku jeziora. Latała sobie tam i z powrotem, ale tak szybko, że nie zdążałem wycelować zmartwiona. Dopiero jak wskoczyła na mnie. Pstryknąłem i nie przewidziałem, co może się stać po pstryknięciu. Ruch ją wystraszył i ogromnym susem wyskoczyła za burtę. Chciałem ją ratować tym samym odruchem, jakim przechodnie karmią dzikie zwierzaki z kaczkami na czele. Zawróciłem tak jak mogłem zawrócić, jadąc na żaglach przy sporym wietrze i średniej fali, i zacząłem szukać. Przykro się przyznać: nie znalazłem. A było, lekko licząc, z 800 metrów od brzegu. W lutym. Zginęła, biedna, śmiercią marynarza.

    Drugiej ciekawostki nie trzeba opowiadać: to prywatna składnica węgla koło Słupska. Będzie gdzie się zwrócić o pomoc czy poradę w razie POPiS już tak nadoje, że święty Boże nie pomoże.

  360. @Tanaka 11:03
    I podziękował. Bo jak człowiek zadowolony, to zły. Chyba.

  361. @Nefer 11:10

    Możesz zmalować tę nornicę, co to ją @pombocek w locie do wody zezwartwionował.

  362. paradox57
    30 kwietnia o godz. 11:20

    Sama się czuję jak ta nornica dzisiaj :/

  363. Nefer
    30 kwietnia o godz. 11:10

    Udzielam Ci niniejszym duchowego wsparcia. Czuję się do tego upoważniony, bo miałem sen, w którym brałem ważny organizacyjny udział w wyborze nowego papieża. Śpiewał chór chłopięcy (ano cóż). Franciszek był już były, w cywilnych szatkach, ale jak chciałem go poklepać po plecach, to powiedział, że to niezgodne z protokołem.
    Też muszę jakiś filtr zainstalować. Niektórym się fajne gołe babki śnią, a tu ki czort.

  364. @Nefer 11:22

    Tylko nie skacz do wody.

  365. @Tanaka
    30 kwietnia o godz. 11:00

    Były światowe konferencje w Kioto, w Kairze i gdzieś jeszcze.
    Wśród głownych hamulcowych w dojściu do jakiegoś znośnego porozumienia i podjęcia koniecznych działań, był Watykan.

    Wybacz wtrącenie się, ale muszę się z tym z lekka nie zgodzić. Kk można ubrać jedynie w odpowiedzialność za wzrost przeludnienia. Jednakże zalecenia i zakazy Watykanu na poważnie i masowo biorą głównie mieszkańcy okolic, gdzie bieda piszczy, czyli tam gdzie i tak macha się te dzieciaki co rok prorok, bo potrzebne są do tyrania na sago, czy też yam powszedni. Tyle, że to nie dla nich produkuje się Himalaje szajsu, przy użyciu chemii, energii i surowców. Oni zużywają minimalną ilość zasobów Ziemi. Jeśli można im coś zarzucić, to najwyżej dewastację zieleni w pogoni za następnym poletkiem pod sago czy yam.

    Główną odpowiedzialność za dewastację ekosfory ponoszą niestety mieszkańcy krajów „rozwiniętych” czyli z grubsza „my”. To „nam” neoliberalny kapitalizm konsumencki wmawia potrzebę posiadania wciąż nowego ww. szajsu, często na kredyt. To na tych „potrzebach” tuczy się 1% czy 2%, mający decydujący wpływ na politykę, bo muszą im się zamortyzować biliony zainwestowane w paliwa kopalne i co tam jeszcze. Watykan to zaledwie czwarte skrzypce.

  366. Szary Kocie serdeczne dzięki.

    Wrócę jak mi przejdzie :/

  367. Nefer
    30 kwietnia o godz. 11:10

    dalej nie pytam, bo coś czuję, że sprawa bardzo osobista, ale powiem, że uściskowuję na okoliczność wsparcia, nie z powodu, że sen miałem o konklawe, ale z powodu, że coś nie tak oraz z powodu ogólności. A do tego mam jeszcze drobny podpowód: sam chodzę strapiony, bo mi w nocy znowu dzik wlazł i przedostatnie tulipany odgryzł, a cebule zeżarł, kwietniek zaś zrył i podeptał.
    Przedwczoraj sfocone białe tulipany przeniosły się do nieba czyli wazonu, poza jednym co jeszcze żyje. Znowu wyszło na to, że sadziłem cebule tulipanów w celach wazonowych, a nie ogrodowych. I znowu wyszło na to, że muszę, czwarty raz od zimy, rekonstruować ogród. Tym razem w części, bo już miałem rekonstrukcję generalną, a o poprzednich zimach nie wspomnę.

    Tak że ten, serca jakoś w górę czyli sursum corda – tak działa przyroda, co działa jak działa. Uściskowania, Neferko !

  368. Herstoryk
    30 kwietnia o godz. 12:05

    Watykan nie tyle odpowiada za wzrost przeludnienia, bo to skutek, ale za przyczynę, która wywołuje katastrofę: religijne uroszczenia, przymusy i szantaże, które dewastują znośne urządzenie rozumu i moralności w głowach, a jeszcze bardziej – w ogóle nie dopuszcza do powstania owych rozumności i etycznej odpowiedzialności.
    Owszem, ci biedni się najbardziej przejmują Watykanem i jego religią i najwięcej na tym cierpią. I owszem: Himalaje śmieci dostarcza im świat rozwinięty, ale ci biedni i mnożący się wedle nakazów oraz przymusu, ponoszą wszelkie skutki, z naddatkiem – i tych śmieci, i tych żądań religii. Religia zatruwa wszystko, łaskawa dla bogatych, niełaskawa dla biednych, a śliczna tylko w gębie, choć to nadzwyczajny eufemizm.

  369. Człowiek eksploatuje i demoluje przyrodę od zarania dziejów. Tyle że teraz ma narzędzia, którymi wyrządza szkody bez porównania większe niż w czasach sochy zaprzężonej w babę, polowania z łukiem i dmuchawką, i karczowania lasu krzemienną siekierką.
    Żadna religia ani jej brak nie stanie mu na przeszkodzie, dopóki nie pojmie, że piłuje gałąź, na której siedzi.

    U mnie pod koniec tygodnia spadnie śnieg aż do dna doliny 🙁

  370. A na dziki tylko solidne ogrodzenie z prądem. Trzy druty na różnych wysokościach. Mnie jeleń przegalopował po grządkach zostawiając świeżą kupę na dowód, że to on, a nie sarenki. Jakby głębokie ślady w świeżej ziemi nie wystarczyły 🙄
    Pytanie za 40 tys. zł. (Milionerzy)
    Które zwierzę ma racice?
    A: zebra
    B: muł
    C: koń
    D: jeleń
    😉

  371. @Tobermory 13:01

    świnia?

  372. 14 zielonych żab siedzi na oknach. Żrą ćmole. Rano resztki ćmoli wybierają ptaki.
    A ja furt okna myję…

  373. Ewa-Joanna
    30 kwietnia o godz. 13:23

    Człowiek panem stworzenia? Cuś nie bałdzo.

  374. @Szary Kot 14:04
    Okien z całą pewnością.

  375. Z ciekawostek przyrodniczych mam pewny dysonans poznawczy: wg oficjalnego raportu przekazanego w ub. roku do GUS przez PZŁ (to nie fiut ale też skrót) populacja dzików liczyła ca 88 tys szt. Na koniec marca br padła informacja, że u… ten tego ponad 270 tys. szt. To ja się pytam SKĄD!? Chyba, że te ponad 88 tys to same pastowane kabany byli… Albo cudowne rozmożenie za sprawą ichniego patrona niejakiego Huberta z Liege się był dokonał w celach zbożnych bo … zarobkowych.
    Dasz bór czy jakoś tak…

  376. @Tanaka
    30 kwietnia o godz. 12:34

    Watykan nie tyle odpowiada za wzrost przeludnienia, bo to skutek, ale za przyczynę, która wywołuje katastrofę: religijne uroszczenia, przymusy i szantaże, które dewastują znośne urządzenie rozumu i moralności w głowach, a jeszcze bardziej – w ogóle nie dopuszcza do powstania owych rozumności i etycznej odpowiedzialności…..
    ….Religia zatruwa wszystko, łaskawa dla bogatych, niełaskawa dla biednych, a śliczna tylko w gębie, choć to nadzwyczajny eufemizm.

    Moim skromnym zdaniem zatrucie jest bardziej skutkiem niż przyczyną. Nieracjonalność i lenistwo umysłowe gatunku czyni go podatnym na ten trujący narkotyk. Wraz z naturalną skłonnością, przypisywaną przez bodajże Dawkins’a dawnej ewolucyjnej przydatności, która jednak w nowych warunkach cywilizacyjnych stała się szkodliwym anachronizmem.

    Tak czy owak, z tym wszyskim do kupy można się obawiać, że cywilizacja ludzka będzie Niedokończoną symfonią

  377. scrambler
    30 kwietnia o godz. 14:27

    Oni podaja te, ktore w/g siebie samych dokarmiaja… Nie przesadzaja z „dokarmianymi”, bo na nie dostaja dotacje od panstwa (czyli od podatnikow). Taka „ustawka” pod kase.

    Kowalczyk w polowie Marca zaraportowal ponad 264 tysiace odstrzelonych. Mozliwe, ze tez ustawka pod kase, za odstrzelenie.

    Pozdrowka
    ~l.

  378. Każdy z nas wierzy (czy nie wierzy) zależnie od poziomu intelektualnego, sytuacji materialanej oraz etapu życia na którym się znajduje nie tylko w Boga ale i we wszelkiego rodzaju ideje. Jednym ta wiara pomaga, innym szkodzi. Jeśli ktoś potrafi żyć zgodnie z duchem 10-ciu przykazań, to tym samym dowodzi jak i doświadza istnienia istoty od której pochodzą. Tylko ilu z elokwentnych luminarzy się do tej kategori zalicza?

  379. Uff! Kolejny luminarz ortografii na blogu 🙄

  380. @ Nie da sie ludzi odzwyczaic od karmienia dzikich zwierzat skoro nawet w zoo trzebabylo wywieszac tablice „NIE KARMIC ZWIERAT!” A ludzie i tak wolali misiu pros – i rzucali cukierki, po ktorych misiu chorowal. Na Slowacji niedzwiedz (sa nieprzewidywalne zupelnie) zdarl twarz napotkanemu lesnikowi tak, ze wypadly galki oczne i odgryzl mu trzy palce. Facet przezyl (potwornie zeszpecony) ale najwiekszym szokiem bylo to, ze z tym akurat misiem ludzie robili sobie zdjecia, ba! -wysylali dzieci aby daly misiowi herbatnika i aby zdobic mila focie. Wiekszosc ludzi ma slabe pojecie o zwierzetach albo i zadne. Swego czasu kolezanka mojego syna z roku (na biologii!) probowala nakarmic kota gruszka i stwierdzila, ze chyba nie jest glodny.

  381. @pombocku – Kazia w albumie. Nara.

  382. do @alamakota

    Całe pierwsze zdanie to sylogizm w porywach do neologizmu. Dalej też wcale nie lepiej. Są też inne pytania, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Na przykład: czy szanowny @alamakota już wie, że TE „ideje” tutej nekalima?

  383. alamakotalive
    30 kwietnia o godz. 16:45

    Alu, w pierwszych slowach zawiadamiam. Dwa koty, Yatzy, Boss i ja wszyscy jestesmy alive. Co cieszy. Wszyscy (3) staramy jak mozemy nie wypelniac tzw „10 przykazan”. Jakiekolwiek przykazanie sa nam obce. Nawet gramatyczne. Taka wszyscy (3) mamy ideje. S.

  384. alamakotalive
    30 kwietnia o godz. 16:45

    Nie rozumiem !
    Znaczy sie rozumiem, ale kazde slowo osobno. W paru wypadkach, nawet rozumiem zestawienia dwuch slow. Ale calosci nie rozumiem. Choc probowalem dwa razy zrozumiec.

    A teraz wprost, bez uprzejmosci zbednej.

    Ten tekst z 16:45 to BELKOT !
    Co stwierdzam z najwyzsza przykroscia.

    Bez pozdrowek
    ~l.

  385. wbocek
    30 kwietnia o godz. 11:10

    Kurde, albo nie dodałem dwóch ciekawostek, bo się spieszyłem na wodę, albo cóś gwizdnęło, a nawet myślałem, że cenzura w programie „zdjęcia”. Zrobiłem jeszcze raz.

    https://photos.app.goo.gl/hxYCteqxc8QtsaV78

  386. @pombocek – cikawostki mam. Ahoj!

  387. Tanaka
    30 kwietnia o godz. 12:26

    Zezarl cebule i zryl kwietnik powiadasz. Glodny znaczy sie byl (byly). Kwiaty gorzkie, to je wyplul, cebule podpasowaly smakowo, to zezarte zostaly. A kwietnik zryty, bo musialo byc sporo dzdzownic i innych robaczkow do zjedzenia. Nic sie nie dzieje bez powodu.

    Normalnie, w miescie, jak u Ciebie, nie powinny byly sie dziki zapuszczac. Zapuscily sie, bo zostaly zmuszone. W lasach nie ma dla dzikow ostatnio miejsca, wiec sie inteligentne bestie do miasta przeniosly. Kasy nei maja, ani kart kredytowych, zeby zarcie w sklepie jak kazdy mieszczuch zakupic, to robia co umieja, czyli ryja. Bo wlasnie do tego maja ryje. Co jest sluszne i zbawienne dla dzikow, choc niesluszne i przykre Tobie.

    HOWK…

    i Pozdrowka
    ~l.

  388. jakub01
    30 kwietnia o godz. 18:44
    i Neferka

    Jakubku, ceś, dzień dobry i que tal. Dziś się snułem po Jamnie i błogosławiłem każdą zieloną ćcinkę i wieczne odpoczywanie niezielonym. No mówię Ci: nie ma z wody co oglądać, a mnie gały mało nie wyskoczą. Wiosna widziana z brzegu jest ciut później niż na lądzie, bo i chłodniejsze powietrze z morza i jezioro nie za ciepłe, choć chodzę już na bosaka z obciętymi gumiakami na stopach. Tak więc w krótkim czasie przeżywam dwie wiosny. Najbardziej nie ma na co patrzeć, jak się patrzy na młode ćciny, a dla mnie to tak fantastyczne wydobywanie się życia spod wody, że się mogę gapić godzinami na tę nieśmiałą jeszcze zieleń. No i się dziś gapiłem ze trzy godziny. Przeszedłem z przystani koło 4. km w okolice kanału Jamneńskiego i potem wzdłuż północnego brzegu – w stronę Łaz. Były łabędzie, były czaple, był perkozy, kaczka na gnieździe. Wszystko przede mną uciekało, prócz kaczki, ale się do niej nie zbliżałem, żeby pstryknąć – nawet łabędzie, które widać się nie dały uczłowieczyć. No i pełno śpiewającego ptactwa w ćcinach, w przybrzeżnych zaroślach, na drzewach. Fotki nie są cudo, bo obrazki z wody to jednak nie to, co bycie na wodzie.

    Zrobiłem też filmiki wodnej zieleni. Jak będą do rzeczy, to Ci przyślę.
    W adresie jest też Neferka, bo ona jest ćcinowa muza, a jestem jej muz do jej malowania. Tyle że z wody nic specjalnie muzowego nie ma, ale muz to muz.

    https://photos.app.goo.gl/S3nE8SNpz9RL9Ek89

  389. jakub01
    30 kwietnia o godz. 18:44
    i Neferka

    Panie Damy i Panowie Damowie, żem zrobił cztery spacerowe filmiki, ale trzy poszły do niebytu głównie z racji wiatru. Nagrywałem rozświergolone ptaszki, ale wiatr był północny, od morza, nie za wielki, ale dopiero w swej izdebce usłyszałem, że ptaszków wcale nie słychać, ino hula wiatr. Po wodzie nie wygląda, bo wiatr jest od brzegu. Tylko w jednym miejscu pod osłoną drzew było ciszej, więc jeden króciutki filmik jako tako wyszedł.

    Jakubku, mówiłem Ci, że podziwiam niemieckie kocie łby, które trzymają się już najmniej 80 lat bez remontu (nikt w PRL kocich łbów nie remontował, bo nie bardzo było po co – nie robiły się w nich głębokie wyrwy jak w asfalcie). A jest tych łbów na Pomorzu moc.

    We Wrocławiu było do licha kamiennych ulic, tyle że to były kamienie wygładzone, a na ulicach bliżej centrum – fantastycznie wygładzone. Nie wiem, czy znałaś drogę z Wrocławia do Szczodrego. Tą drogą zaliczyłem parę pieszych przechadzek z kąpielą w jeziorze (nazwy nie pamiętam) w Szczodrem. Cała ta droga była wyłożona drobną wyrównaną kostką. W Słupsku też było sporo takich kostkowych ulic. Pod moim obecnym blokiem w Koszalinie po 35. latach od oddania ślepej osiedlowej uliczki wymieniane są chodniki i cała nawierzchnia uliczki, bo już za dużo było łatań. Za to jest ruch w interesie. Nie to, co niemieckie mosiężne badziewie w moim byłym bloku w Słupsku, długim na całą ulicę, zbudowanym tuż przed wojną (mówił nam znajomy, który przy tym był), w którym od zbudowania do opuszczenia mieszkania przez mamę w 1999 roku nigdy z armatury wodnej nic się nie zepsuło – nawet spłuczka.

    https://photos.app.goo.gl/QwMiFsfiYyNcD39U6

  390. @pombocek
    ech jak ja ci zazdraszczam. Nie dosc, ze prawdziwe, to jeszcze dwie wiosny. U mnie tyz piknie, ale nie ma takiej radosci jak w Polsce, kiedy wiosna wlasnie „przychodzi”. Tu ni ma zimy, a zielono jest na okraglo.
    Zmienia sie tylko roslinnosc. To raczej przypomina pore sucha i deszczowa i obawiam sie, ze niebawem na Poludniu cos takiego sie wytworzy. Ja jestem okropnie pazyrna na te twoje fotki i filmiki, bo dla mnie sa fantastyczne wszystkie. Niestety nie mam w okolicy zadnej wody poza morzem, ktore uwielbiam, ale jak kazdy Polak kocham rzeczki, strumyki, jeziorka lesne i wszelkie przywodne chaszcze. Cciny tu co prawda nie brak i to ogromnej, bo jak tylko gdzie troche kapie sciekajac z kanalikow nawadniajacych, to sie ta ccina zaraz pojawia.
    Wielka i gruba jak bambus. Wystarcza jej stale wilgotna ziemia, ale mnie oczywiscie nie wystarcza bo nic tam nie plywa i kija pomoczyc nie idzie. A na morzu lowic nie lubie bo to sie trzeba namachac a mnie sie nie chce. Co do kocich lbow, to kostka granitowa byla wylozona moja ul.Zielinskiego i sasiednie -ul.Mala i u.Swobodna we Wroclawiu. Na mojej jeszcze zachowalo sie stare, przedwojenne torowisko. Za gowniarza mialam fajna zabawke, taka wielkosci dloni metalowa „rakietke”, tj. tego ksztaltu. Zabawa polegala na tym, ze uwiazywalam moja rakietke na sznurku i walilam nia wlasnie o ten piekny bruk a wtedy szly piekne iskry. Zwlaszcza wiczorem widok byl fajny. Nieraz tak tluklam, ze nastepnego dnia mialam zakwasy i z trudem pisalam w szkole. Wiele lat pozniej, zupelnie przypadkowo w bibliotece wypadl mi album z rodzajami broni i amunicji uzywanej w IIWS, I akurat otworzyl sie na zdjeciu i opisie mojej „rakietki”. Okazalo sie, ze to byl pocisk mozdziezowy o duzej sile razenia, dwukrotnie wiekszej od sily recznego granatu. Jak kazdy dzieciak na naszej ulicy i ja mialam swoj maly arsenal ukryty w krzakach pod kasztanowcem. Kiedy gruchnela wiesc, ze znow przyjada saperzy, bo swinstwo zaczyna znowu wylazic spod ziemi (tuz przy moi domu otworzyl sie row i doslownie wypelzly dwa wielkie na ponad metr pociski artyleryjskie, chyba odlamkowe. Przeskakiwalismy nad nimi bawiac sie w zabawe „wpadniesz czy nie wpadniesz, jak wpadniesz bedzie bum!”) to oczywiscie kazdy polecial do swojej skryjowy azeby zabezpieczyc swoj arsenal. Myslelismy, ze saperzy beda lazic po krzakach i szukac i nie mielismy pojecia, ze posiadaja wykrywacze metali. Moj arsenal byl dobrze schowany pod kamieniami, wiec kiedy tylko wystawione czujki zaczely gwizdac, ze saperzy juz jada wlazlam na swoj kasztanowiec i przyczailam sie tam jak wa. Inne dzieciaki tez, bo oczywiscie saperzy wszystkich z krzakow i okolicy pogonili ale nie wiedzieli, ze my i tak siedzimy juz wsrod galezi.
    Po jakims czasie pojawili sie dwaj.Jeden z jakims zelaznym dragiem i sluchawkami, obaj w rekawiczkach. Ku mojemu przerazeniu natychmiast odnalezli moj arsenal. I tu dopiero zaczela sie zabawa, bo przy mojej rakietce wisial jeszcze sznurek. Nie slyszalam co mowili ale jak zobaczylam z jaka ostroznoscia podaja sobie te rakietke z rak do rak, to tak sie smialam, ze omal nie spadlam na pysk. Mialam ochote zejsc i pokazac im jaki sie z tego robi uzytek. No i tak mi sie przypomnialo a ‚propos kocich lbow. Pozdrowko pombocku.

  391. @pombocku, drogi do Szczodrego nie pamietam.

  392. wujaszek wania
    30 kwietnia o godz. 21:18

    OK!

  393. W ramach blogowego wsparcia dla Nefer, coś z moich ostatnich wakacyjnych wojaży: <a href="https://photos.app.goo.gl/bss4ZnVBhPJi5MGr6&quot; okoliczności
    Nasza ostatnia zima była łaskawa i sypnęła znaczna ilością śniegu. Widziałem te wodospady już wiele razy, ale w tym roku robią duże wrażenie. Mam nadzieje, ze fotki choć trochę to oddają.

  394. Poprawiony link:
    W ramach blogowego wsparcia dla Nefer, coś z moich ostatnich wakacyjnych wojaży: okoliczności.
    Nasza ostatnia zima była łaskawa i sypnęła znaczną ilością śniegu. Widziałem te wodospady już wiele razy, ale w tym roku robią duże wrażenie. Mam nadzieję, że fotki choć trochę to oddają.

  395. alamakotalive
    30 kwietnia o godz. 16:45
    „Każdy z nas wierzy (czy nie wierzy) zależnie od poziomu intelektualnego, sytuacji materialanej oraz etapu życia na którym się znajduje nie tylko w Boga ale i we wszelkiego rodzaju ideje. Jednym ta wiara pomaga, innym szkodzi. Jeśli ktoś potrafi żyć zgodnie z duchem 10-ciu przykazań, to tym samym dowodzi jak i doświadza istnienia istoty od której pochodzą. Tylko ilu z elokwentnych luminarzy się do tej kategori zalicza?”.

    Żeby aż tak nieskromnie orzekać, że „każdy z nas wierzy” (dodatek w nawiasie „lub nie wierzy” czyni wypowiedź bezsensowną, więc go pominę), należałoby ustalić, kto to jest „każdy z nas” – każdy z nas ludzi?, każdy z nas Polaków, Chińczyków, Eskimosów?, każdy z nas blogowiczów? – każdego zapytać i dopiero po zebraniu odpowiedzi orzekać o „każdym z nas” lub przestać się wygłupiać i udawać filozofa, bo za mała głowa. Ja nie wierzę ani w Boga i nie mam ŻADNYCH idei – mam materialną rzeczywistość, więc już masz jedno puste chlapnięcie z tym „każdym z nas”.

    Gdybym się zajmował doradztwem, doradzałbym pierw nauczyć się poprawnie myśleć i orzekać o sprawdzalnych i sprawdzonych konkretach i dopiero na starość próbować ostrożnie uogólnień, ale się doradztwem nie zajmuję.

    „Jeśli ktoś potrafi żyć zgodnie z duchem 10-ciu przykazań, to tym samym dowodzi jak i doświadza istnienia istoty od której pochodzą. Tylko ilu z elokwentnych luminarzy się do tej kategori zalicza?”.

    Głupstw, jakich tu nagadałaś (bo mi faktycznie wyglądasz na Alę z kotem), jest więcej, ale pokażę najważniejsze. Z tego, co powiedziałaś, wynika, że jeśli ktoś nie żyje zgodnie z duchem dziesięciorga przykazań – czyli m.in. nie czci ojca i matki, zabija, kradnie, mówi fałszywe świadectwa przeciw bliźniemu, cudzołoży i pożąda żony bliźniego oraz wszystkiego, co jego – to tym samym dowodzi i doświadcza NIEISTNIENIA „istoty”, od której przykazania pochodzą. Zatem nie pochodzą od żadnej „istoty”.

    Powiem więcej: Jeśli przyjąć, że chrześcijanie i judaiści stanowią jedną czwartą ludzkości (kościelne statystyki to jeden wielki fałsz), to znaczy, że trzy czwarte ludzkości nie ma pojęcia o istnieniu 10. przykazań, tym samym nie dowodzi, nie doświadcza, i nie wie o żadnym Jahwe i Jezusie. A mimo to – patrzcie państwo! – czci ojca i matkę, nie zabija, nie kradnie, a cudzołoży chyba chętnie, ale to nie grzech, lecz dany przez nieistniejących bogów popęd i przyjemność. Tylko głupi eklektyk Jahwe zabrania używania tego, w co sam człowieka wyposażył. Całe szczęście, że jest na tyle głupi, że jednak wyposażył.

  396. wbocek
    1 maja o godz. 1:54

    Alamakotalive dokonał fenomenalnego odkrycia: każdy z nas wierzy, czy nie wierzy !
    Normalnie klękam albo robię prysiudy!

    Znowu fenomen odkrycia: kto żyje zgodnie z DUCHEM przykazań dowodzi istnienia istoty od ktorej pochodzą.
    Ja tam żyję zgodnie z duchem kosmosu, tym samym dowodzę istnienia ufoludka.
    Ziutek żyje zgodnie z duchem kodeksu karnego, tym samym dowodzi istnienia Sejmu, który kodeks uchwalił, a nawet dowodzi istnienia ministra Ziobry i dzielnicowego.

    Fenomen ten jest obrotowy, kto bowiem nie żyje zgodnie i tak dalej, dowodzi przeciwnego: nieistnienia tej istoty.

    Fenomeny mnożą się jak króliki: co to jest DUCH przykazań? Sami tylko chrześcijanie, od zarania chrześcijaństwa, tłuką się o tego DUCHA, na czym on tak naprawdę polega. Wzajemne mordowanie się chrzescijan, zdaje się, dowodzi nieżycia zgodnie z DUCHEM, więc i dowodzi nieistnienia onego producenta przykazań.

    I dziś, praktycznie codziennie, zatroskany i poszykujący publicysta wraz ze swoim biskupem dopytuje się, albo oświadcza, na czym tak naprawdę polega rozumienie ewangelii. O resztę niebieskiej książeczki w ogóle nie pyta, bo trudności rosną do takiej potęgi, że nawet z wódką nie rozbieriosz.

    Chrześcijanie w ogóle nie mają pojęcia o żadnym duchu, a szczególnie katolicy. Gdyby mieli, żyliby wedle niego. A nie znają nawet przykazań, choć im je, za dziecka, wtłuczono w głowy i zaspawano. Co dowodzi nieistnienia onej istoty co przykazania wyprodukowała.

    Chrześcijanie, samymi sobą, dowodzą nieistnienia bozi. Mnie to pasuje.
    Bardzo mi też facecyjnie odpowiada to, że porządne badania społeczne robione nad Wisłą przez zawodowych i nawet mało kościelnych badaczy dowodzą, że 20% nadwiślańskich katolików, pytanych czy wierzą w Boga, odpowiada, że nie wierzą. 60% katolików znad Wisły uważa, że Jezus nie zmartwychwstał. I dalej są katolikami i są z siebie bardzo zadowoleni.

  397. Ludzie, dajcie spokój! Alamakota to początek edukacji. Nie wiem, czy przeskok od razu do logiki nie pomiesza porządku kształcenia 🙄

  398. Tanaka
    30 kwietnia o godz. 12:26

    W przypadku Alamakota mamy nie tylko poczatek, ale poczatek polaczony z zakonczeniem. Tam, gdzie sie zaczelo, sie skonczylo.

    Belkot jakby prosto z ambony. Calkiem mozliwe, ze to jakis kiecun, po godzinach wpadl i odwalil „kawal kiepskiej, nikomu na tym blogu, niepotrzebnej roboty”. Taka mierzwa slowna. Ze to jest mierzwa slowna zaraz udowodnie.

    Jak wiadomo, mierzwa sluzy do nawozenia. Jak dobra mierzwa, to roslinki fantastycznie na niej rosna. Z mierzwy slownej wyrastaja roslinki sztuki. Co potrafi wyrosnac z 10 przykazan i reszty, zobaczylem w Neapolu na wystawia Chagalla i zaraz sie tym pieknem podziele. Znaczy sie albumik z googla wrzuce.

    Pozdrowka
    ~l.

  399. Jakub01, Neferka i kto chce

    Moje pedałowe drogi z okazji Ploretariuszy syćkich krajków ączta sie.

    https://photos.app.goo.gl/ZjibqcNjK21RrN427

  400. Tanaka

    Tanako, wczoraj wśród fotek była jedna nie wiadomo co pokazująca – to okręt z żaglem w ćcinach. No i co z tego? Otóż to, że pierwszy raz wszedłem na żaglu przy niezłym wietrze do mojego wąskiego garażu. Bez strat. Jeśli nie liczyć tego, że złamałem nowiutki ster, który właśnie wczoraj przechodził próby. Jezioro tak się przez suszę wypłyciło, że nawet Jezus mógłby chodzić suchą nogą. Zapomniałem po prostu, że mój ster – odwrotnie niż miecz – się nie podnosi, nie uchyla i zauroczony sam sobą, że taki ze mnie majster klepka dumnie się wryłem sterem w dno. Jak się wryłem, to on się złamał i okręt spokojnie dalej jechał, aż wjechał do garażu. Dooobry okręt.

  401. lonefather
    1 maja o godz. 10:42

    Lonek, małą chwilę się weź i wstrzymaj z dawaniem albumu. Albowiem Pan Jezus już się zbliża, czyli nowy wstępniak. Album dłużej powisi.

    wbocek
    1 maja o godz. 11:03
    Pombocku, u mnie jest podobna prośba jak do lonka, acz, że album dałeś, a on bardzo obfity i do oglądania smakowity – daj linka także pod nowym wstępniakiem, dla długości oglądania.

    * * *
    Szanowni!

    Jak się nie ma nic do powiedzenia, bo się powyżej powiedziało co do powiedzenia jest, to się juz nic nie mówi, tylko ogłasza: nowy wstępniak. I tak dalej, co sami wiecie.

  402. wbocek
    1 maja o godz. 11:13

    Zatem ster dowodzi wyższości pancernika nad kajakiem z jego sterem 🙂

  403. Tanaka
    1 maja o godz. 11:47

    Dzięki, Tanako, daszło.