Jak działa ratowanie Europy przez katolika znad Wisły

Pan Szczerski wymyślił katolicki paszport dla Polaka. Bardzo słusznie. W Polsce wszystko jest bowiem katolickie, włącznie z elektrycznością, co jest całkiem brzemienne: właśnie katolik rozjechał katolika na pasach i katolik skopał pedała na przystanku tramwajowym, po czym katolik wrócił do domu i rozmazał swoją sakramentalną małżonkę katolicką na podłodze, bo się troszkę zdenerwował – pedrylem i małżonką.

Rozmazywaniu mamusi katolickiej przez katolika tatusia przyglądał się z szafki pod zlewem synek katolik, który w związku z tym postanowił zostać księdzem katolickim, żeby mamusia była w jego głowie jak Maryja wieczniedziewica, a surowy tatuś-katolik jak Bóg Ojciec. I został. Wyjechał na studia do Watykanu by podrywać chłopców z Gwardii Szwajcarskiej i był zadowolony. Wrócił, objął biskupstwo i ukrywał pedofilów konsekrowanych, a w przerwach sam troszkę popedofilił, ale nie miał zbyt wiele czasu: musiał ubogacać bliźnich bardzo ładnymi słowami o Miłości Bożej. Której jakby kto nie miał, to lepiej, żeby się w ogień sam rzucił. No i musiał inkasować.

Katolicki paszport ma zawierać „najważniejsze modlitwy i prawdy wiary”. Opisał go w książeczce „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy”. Od razu widać inicjatywę i od razu widać polskość, która jest katolickością, bo Kościół to Polska, a Polski bez Kościoła nie ma.

No to żeby była Polska i żeby był Polak i żeby nawet była Europa, ale tylko ta uratowana przez Polaka-katolika, ma katolik mieć ten katolicki paszport, w którym wszystko ładnie będzie napisane, co i jak. Żeby nie zapomniał, a paszportu się nie zapomina. Niejeden Polak o gumce zapomni, ale nie o paszporcie. Bez niego nie jest sobą i może coś złego zrobić. Polacy z paszportem katolickim mają bowiem dać odpór i nie ulec „tamtejszym lewicującym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”. Czyli sprawa poważna.

Jeszcze poważniejsze jest to, że pan Szczerski, prawidłowy, szczery katolik, a nawet minister, zapomniał o jeszcze poważniejszej niż jego własna książeczce, nazywanej – w zasadzie serio – Pismem Świętym. W której jest wszystko pomieszczone. Cała katolicka prawda, zaopatrzona w śliczną dedykację Świętego Ojca Świętego: młodzieży akademickiej… życzę, by odnajdowała w niej Chrystusa, który jest Prawdą, Drogą i Życiem. No, taka prawda.

Ponieważ jednak o Chrystusie jest w tej książeczce bardzo mało, a bardzo dużo o jego ojcu, zanim jeszcze wyznawca zacznie czytać, już się pogubi, co mu dedykacja zapewni i w ogóle, za wszystko, wystarczy. Zagubiony Polak, za pomocą nigdy nie czytanej i w ogóle nie rozumianej książeczki sprowadzonej do kilku haseł i paciorków w paszporcie katolickim, będzie ratował, rechrystianizował i w ogóle zbawiał Europę i świat cały. Już mi pisze kolega z Wysp Wielkanocnych: dawajta mi tu paszport katolicki, bo dookoła same pogany i ich pomniki! A wyspy Wielkanocne przecież!

Prześwietlenie Polaka-katolika na bramce lotniska będzie objawieniem: Polak ma w środku jakieś kiszki, zaś katolika ma w paszporcie. A mógłby mieć wytatuowane. Zawsze miałby przy sobie i szansa na zgubienie – zero.

Po minięciu bramki, ruszy Polak-katolik ratować. Skutek będzie identyczny jak z Wyspą Wielkanocną: z wierzchu nazwa, pod spodem – magma.

Tanaka

Cytaty za wp.pl