Kto się zbliża i kto puka nam do drzwi?

Nie, nie, to nie ten o którym myślicie i w ogóle czemu o nim myślicie? Przecież on tak się zbliża, że ciągle się zbliżyć nie może i tak puka, że nie ma żadnego pukania. To taka dynamika na sposób statyczny, ruch bezruchu oraz istnienie nieistniejącego. Ten poziomy pion Wojtyły.
Ale jest coś innego.
To jest, a jakby go nie było. F-35 – samolot którego nikt nie widzi. Tak mówią. Taktyczny, myśliwski samolot piątej generacji. Stealth. Niewidoczny, dla radarów i dla tego co go widzieć nie ma. Najnowsze urządzenie do zabijania made in USA.

Zatem, do drzwi się zbliża Pentagon ze swoim F-35.

Stworzenie samolotu F-35 kosztowało gigantyczne pieniądze. Ściślej: kosztuje, bo ciągle mu się zdarzają różne wypadki, ciągle pojawiają się niesprawności różnych systemów. Pomimo wydania przez amerykańskiego podatnika kosmicznych pieniędzy, samolot jest dalej niedopracowany. Kilka dni temu będący w posiadaniu Japonii F-35 rozbił się w oceanie.

Nie tylko jednak dopracowanie i produkcja pochłoną masę pieniędzy, ale i jego eksploatacja. W dodatku samolot ten wymaga niezwykle skomplikowanych i czasochłonnych operacji przy wymianie silnika. Jest to jeden z bardzo ważnych parametrów użytkowych samolotu taktycznego, bo w warunkach bojowych szybkość i prostota operacji technicznych na ziemi ma często znaczenie decydujące dla zwycięstwa lub klęski. Tymczasem wymiana silnika w F-35 trwa 36 godzin. Półtorej doby pracy na okrągło, co w warunkach wojny jest często nieosiągalnym luksusem. Zaś wymiana silnika na podobnej wielkości i zbliżonej klasy francuskim samolocie Rafale trwa … trzy godziny.

W tej sytuacji Polska jest niezwykle zainteresowana jak najszybszym kupieniem niebotycznie drogiego i niedopracowanego F-35. Taka Polska.
Podobno Polska puka do drzwi USA w tej sprawie, a administracja Trumpa naciska na Pentagon, by przyspieszyć negocjacje z Polską. Porozumienie bardzo się Trumpowi przyda. No i Polsce: 1 września, na osiemdziesiątą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, na którą nie zaproszono Rosji, Trump z Kaczyńskim pod postacią zapewne Morawieckiego a może i z dodatkiem Dudy uścisną sobie rączki na Westerplatte ogłaszając podpisanie kolejnego kontraktu stulecia, a może już 1050-lecia chrztu Polski: dostawy sprzętu do prowadzenia kolejnej wojny. Oczywiście – z Rosją.

Gorąca polska ochota na to, żeby jak najszybciej stać się właścicielem F-35 oznacza, że Polska ma wybitną ochotę zapłacić za wszelkie niedoróbki i za badania które miałyby te niedoróbki wyeliminować. Takie są realne konsekwencje kupowania niedojrzałego produktu. I – znowu podkreślę – mowa o samych kosztach zakupu, nie zaś utrzymania i eksploatacji, które w przypadku tak skomplikowanego i zupełnie niepasującego do wybitnie zgrzebnej rzeczywistości polskiej armii działającej w zupełnie innym wymiarze, także będą horrendalnie wysokie. I łatwo może się to skończyć kolejną katastrofą, na odpowiednio wielką skalę.
Polska, po kupieniu przez MON widzialnych dyspozycyjnych samolotów pasażerskich dla VIP-ów, bodaj już dwa lata temu, ciągle nie może ich używać. Nie ma bowiem odpowiednio przeszkolonych załóg i pewnie nie tylko tego. W ten sposób, w miarę tanio, samoloty te okazują sie niewidzialne. Wygląda to na oryginalny polski patent: skok cywilizacyjny. W tym przypadku – w dół.

Byłby to kolejny zakup z pominięciem procedury zamówienia publicznego, które pozwala na osiągnięcie maksimum korzyści z zakupu za minimalną (w danych warunkach) cenę. Jeśli się jednak z góry przesądza, że ma to być określony produkt, nie ma możliwości prowadzenia procesu odpowiednio zbijającego cenę zakupu, nie ma możliwości uzyskania odpowiedniej transparentności procesu, nie ma jak porównać ofert. W rezultacie, nie wie się co się kupuje – bo nie ma produktu z czym porównać – i nie chce się przy tym wiedzieć, jak bardzo się przepłaca.

Ostatni wielkoskalowy przetarg w segmencie obronnym odbył się za rządów PO. Dotyczył zakupu wielozadaniowego śmigłowca. Wygrał śmigłowiec caracal Airbusa, ale – jak wiemy – jeszcze zanim PiS doszedł do władzy już oświadczył, że kontrakt uwali. I uwalił, w czym prym wiódł Macierewicz i jego Berczyński, który jest jak F-35: niewidzialny. Był, w „podkomisji smoleńskiej” a nie ma. W ramach niebytu sam się pochwalił, że miał dostęp do tajnej dokumentacji, do której dostępu nie miał prawa mieć – i kontrakt uwalił. Sam zaś wcześniej pracował dla amerykańskiego konkurenta Airbusa – Boeinga. Od tej pory Polska uwielbia kupować tylko w USA i bez przetargu.

Okazuje się, co się za Kaczyńskiego okazuje nieustannie, że Polska to niezwykle bogaty kraj, oraz niesamowicie innowacyjny. Finansuje bowiem najbardziej zaawansowane badania wojskowe. Z tym, że u kogo innego i kto inny na tym skorzysta. Ale Polska – jak zawsze – będzie miała z tego dumę, honor i zwycięstwo moralne. Tak trzeba mieć, gdy się przegrywa z samą sobą, a do tego z Rosją.

Ponieważ Polska jest taka bogata i taka nowoczesna pod przewodem wstecznika Kaczyńskiego, ma też 500+ na krowę i 100+ na świnię. I na całą resztę. To znaczy – ma mieć. Nie ma jednak na to, co decyduje o rzeczywistym postępie i nowoczesności: na lecznictwo, na opiekę, na niepełnosprawne dzieci, na wieczny kryzys w alimentach, na nierówność szans, na infrastrukturę ( na odejście od energetyki węglowej, na mega-giga lotnisko, na milion aut elektrycznych za 3 lata, na komunikację lokalną; zaś sam program rozwoju infrastruktury rzecznej opiewający na 80 miliardów znika jak sen złoty, a zostanie katastrofa przekopanej Mierzei Wiślanej), nie ma na edukację i nauczycieli. Żeby było jeszcze gorzej, nie ma nawet na wojsko, na które ponoć Polska ma. Oto bowiem minister obrony nakazał właśnie wojsku oszczędzać.

Jednak powiedzieć, że to Pentagon się do nas zbliża i puka nam do drzwi to właściwie nic nie powiedzieć. W istocie, to ani ten, co go mamy na myśli się zbliża i nawet niespecjalnie Pentagon.
Psychiatra już się zbliża, już puka nam do drzwi…

Tanaka