Smoleńskość – objaw zderzenia cywilizacyjnego w nas

Dziewiąta rocznica katastrofy komunikacyjnej w Smoleńsku. Dziewiąta rocznica szokującej, bezsensownej, zawinionej przez ludzi cierpiących na immanentną polską chorobę śmierci 96 osób.
Dziewiąta rocznica kłamstwa smoleńskiego, tej monstrualnie potwornej hańby użycia ludzi, ich śmierci w celu zdobycia władzy przez Kaczyńskiego. Nadto jest powodów, by mieć go za człowieka wykluczonego spośród ludzi godnych szacunku, ten należy do najważniejszych.

O przebiegu katastrofy, jej okolicznościach i przyczynach wiemy wszystko co ma szersze znaczenie. Jest to jedna z najdokładniej przebadanych katastrof w dziejach lotnictwa. Mówiąc „wiemy” mówię o ludziach zgadzających się na rzeczywistość faktów, nauki, rzetelności badawczej, powagi i nie zdeprawowanych moralnie.
Wiemy to dzięki dwóm raportom, a na polski użytek, dzięki bardzo fachowej i wykazującej cywilną odwagę grupie badaczy tworzących państwową komisję. Eksperci ci zostali zmuszeni przez państwo do wykazania odwagi cywilnej, co w żadnej mierze nie powinno się dziać, ale się stało.

Poczuwam się do obowiązku głośnego powtórzenia tego, że polskie państwo opuściło polskich, reprezentujących państwo przecież, ekspertów komisji. Nie chroniło ich przez najwścieklejszymi, najohydniejszymi, pełnymi pomówień i kłamstw atakami ze strony zdeprawowanych lub oślepionych wyznawców politycznej katolickiej religii smoleńskiej, która już od pierwszych dni po katastrofie stała się narzędziem do wyrąbywania w polskich głowach drogi do władzy politycznej, ekonomicznej i psychologicznej, bądź wzmocnienia fundamentu władzy już posiadanej, jak robił to Kościół kat., wsadzając trumnę z prezydentem Kaczyńskim w wawelskie podziemia i eksploatujac smoleńskie kłamstwo.
Ale nie tylko państwowych badaczy opuściło państwo polskie. Opuściło ludzi słabych na rozumie i moralności, niezdolnych do samodzielnego rozróżnienia rzeczy, wydało ich na pastwę oszustów. Opuściło także ludzi rozumnych pozwalając, by zostali sami. Państwo polskie, to nie do odparcia – ich, nas, zdradziło.

Patrzyłem ze zgrozą, poczuciem horroru i czując oburzenie na polskie państwo, gdy dr Maciej Lasek samotnie stawał, tydzień po tygodniu i rok po roku, przed kamerami i mikrofonami broniąc wiedzy o faktach, broniąc uczciwości i godności ludzi ustalających co i z jakich przyczyn się stało.
Pojęcie „winy Tuska” stało się niemal żartem i kpiną, jednak ta sytuacja najpoważniej pokazuje – niestety – realną winę Tuska. Nie mam jak i nie mam powodu mu tego wybaczyć. Rzecz bowiem idzie o państwo.

W tym miejscu chciałbym zrobić wyjątek, za którego twarz uważam Ewę Kopacz, która znalazła się w centrum tego nieopisywalnego horroru po katastrofie, stawała przed rodzinami tych, co leżeli w workach, albo szczątkami nie do poznania tych, których tak bardzo chcieli rozpoznać, choć woleliby, by ich bliskich w ogóle tam nie było. I ona została za swoją nadzwyczajna postawę opluta, zmieszana z błotem przez drani. Lecz przecież i ona sama, gdy została premierem, nie sprostała zadaniu wobec jakiego się znalazła.

Powinniśmy przy tym mieć w dobrej świadomości to, że ta katastrofa i to osamotnienie, którego twarzą stał się jeden obywatel i jeden rzetelny badacz, jest manifestacją zderzenia cywilizacyjnego w Polsce: immanentnej polskiej choroby nieodpowiedzialności, zgrywy, rojeń, mitów osłaniających złodziejską gangsterkę tak rozplenioną i mającą takie wzięcie, przeciw postawie niewielu: godnej, jasnej, nacechowanej wiedzą, poczuciem obywatelskiego obowiązku i etyką postawy. „Zło dobrem zwyciężaj” – słychać nieustannie z ust biskupów, co jest drwiną wziąwszy pod uwagę historię Kościoła kat. i jego dzisiejsze manifestacje. Mimo tej drwiny, tędy jednak prowadzi droga ku lepszej rzeczywistości stosunków nad Wisłą. Tak postąpił dr Maciej Lasek i polska komisja.
I w tym sensie sam Tusk także jest ofiarą tego zderzenia, co go jednak w niczym nie usprawiedliwia. Miał bowiem być w Drużynie Pierścienia.

Warto zauważyć i docenić, a jest to zasadniczo ważne, coś jeszcze. Oto bowiem, w tym zderzeniu cywilizacyjnym nad Wisłą zobaczyliśmy co to znaczy siła argumentu i nauki; rzetelność, odwaga cywilna i postawa obywatelska. Zobaczyliśmy wyraźnie jak bardzo jasność różni się od ciemności i poznaliśmy definicję obu. Możemu czuć, jak bardzo chcemy pierwszego i jak bardzo wyjść z drugiego. A to lekcja nie do przecenienia i warta wykorzystania.
Wreszcie, dzięki doktorowi Maciejowi Laskowi i jego ludziom, otrzymaliśmy swoistą Narodową Lekcję, całkiem za darmo i – jak sądzę – przystępnie podaną, choć wymagającą wzięcia w niej udziału. W społeczeństwie w którym umiejętność krytycznego myślenia jest zjawiskiem silnie deficytowym, wiedza techniczna skąpa, zdolność do tworzenia syntetycznego obrazu całości na podstawie zrozumienia zbadanego zjawiska jest bodaj rzadsza od białego kruka to coś cenniejszego nie tylko od złota, ale zwłaszcza cenniejszego niż rojenia o nieistniejącym Wszechmogącym. I to jest wielkim kapitałem. Nie zmarnujmy go.

Jakże jest czego zazdrościć i jakże jest co mieć w podziwie w społeczeństwach, w których zasada ‘win-win’ – korzyści i satysfakcji wspólnej jest powszechna i na niej społeczeństwa te opierają swoje cywilizacyjne osiągnięcia, dobrostan i satysfakcję z życia. Wiele z tych społeczeństw jest w Unii Europejskiej i są to nasi bliscy sąsiedzi. Ale przecież nie spadło to na nich z nieba, bo z nieba zupełnie co innego spada. Sami na to zapracowali i należnie się tym cieszą.
Jeśli i my chcemy się cieszyć czymś takim nad Wisłą, podobną robotę mamy do odpracowania. Długą, konsekwentną, pełną cierni i ciosów jakie zadawać dalej będą ci, co mają się za Prawdziwych Polaków i są prawidłowymi katolikami.

Tanaka