Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

27.03.2019
środa

Nauczanie  

27 marca 2019, środa,

@wujaszek wania  poruszył niedawno najistotniejszy (chyba) temat naszej – czyli człowieczej – cywilizacji, czyli nauczanie. Nam maluczkim wolno, bo w sumie rzadko zdarza się wypowiedź jakiejś prominentnej osobowości na ten temat. Przyczyn jest wiele:
– złożoność tematu,
– bezpośrednie powiązanie z (nieznaną) przyszłością,
– prawie nieskończenie wiele możliwych rozwiązań,
– kilkaset innych.

Jednym z bardzo ważnych problemów jest tu (jak i w każdej innej dziedzinie) wpływ wynagrodzenia na jakość pracy. Od dawna widać, słychać i czuć, że wyższe niż przeciętne wynagrodzenie przyciąga przede wszystkim niefachowców. Im większa instytucja tym gorzej. Dotyczy to również sektora prywatnego. Powyżej pewnego progu skomplikowania struktury zarządzania, administracja zaczyna działać dla siebie. Rosną koszty, a zasadniczy cel znika w gąszczu zarządzeń i dyrektyw. Tylko systemy autorytarne jakoś jeszcze działają. Oczywiście mało demokratycznie.

Co z powyższego wynika? Można się pocieszać, że prawdziwi (nawiedzeni?) fachowcy pracują wspaniale niezależnie od wysokości uposażenia. Pewnie zdarza się jedna/jeden na tysiąc – katastrofalnie mało z punktu widzenia społeczeństwa. Natomiast działanie pod presją przynosi co najwyżej krótkoterminowe efekty. „Wypalanie” jest bardzo szybkie. Tylko w filmach i w literaturze, bohaterowie są niezniszczalni i niezużywalni.

Ostatnio, coraz częściej dyskutowaną próbą rozwiązania tego dylematu jest podstawowe uposażenie dla wszystkich, ustalone na poziomie wystarczającym na „godne” bytowanie. Poziom tej „godności” jest oczywiście dyskusyjny i zależny od zasobności społeczeństwa. Ważny jest tu jednak skutek takiej (ewentualnej) decyzji: czy człowiek, który nic nie musi, przestanie robić cokolwiek? Jeśli tak, to przestanie również czynić zło. Jest zatem pozytywny efekt dla społeczeństwa. Jeżeli jednak nie przestanie być aktywny, to czy jego aktywność będzie pożyteczna dla społeczeństwa?

Jeżeli usuniemy bodziec w postaci wyższego uposażenia za „wierność” systemowi, to można (chyba) założyć, że aktywny obywatel będzie czynić to, co chce. A więc dobrze, we własnym rozumieniu. A że działamy w społeczeństwie, wzorce i porównania są nieodłączną częścią naszej świadomości, więc dążenie do podwyższenia jakości działania funkcjonuje (prawie) zawsze i wszędzie. Jest to, odczuwane przez prawie każdego człowieka,  pierwotne poczucie konieczności bycia lepszym. Dlatego kapitalizm jeszcze jakoś funkcjonuje, bo na nim bazuje. Jak widać jednak z praktyki, bez regulacji stabilizujących „rozjeżdża” się wszystko: systemy gospodarcze, religie, szkolnictwo, a nawet dyktatury. Najistotniejszą próbą, powtarzaną co jakiś czas, jest demokracja. Jej istotą jest, a raczej być powinno, współdecydowanie wszystkich członków danej społeczności.

Aktualnie, mamy do dyspozycji wspaniały (i to o zasięgu światowym) model działania wszystkich chętnych, czyli Internet. Pomimo zakusów pojedynczych rządów, by wprowadzić nad Internetem kontrolę, (jak na razie) szeroko pojęty zysk jest wielokrotnie wyższy, niż wszystkie straty, spowodowane działaniem destrukcyjnym. To działanie destrukcyjne odnosi się oczywiście przede wszystkim do „burzenia” starych porządków. Działania pozytywne, to przede wszystkim przeróżne „wikipedie”, „wikileaksy” oraz ogólnoświatowe projekty typu linux czy python. Pracują nad nimi wszyscy chętni dlatego efekty są rewelacyjne. I to właśnie takie projekty mocno pchają cywilizację. Dlaczego? Dlatego, że dają do ręki narzędzia (i uznanie za dobrą robotę) każdemu chętnemu. I nagle okazuje się, że nie trzeba być udokumentowanym i utytułowanym fachowcem, by zrobić coś dużego i fajnego. I do tego bez wynagrodzenia. Jest to chyba wystarczający dowód na istnienie w nas „dobrych genów”. Dlaczego zatem tak się wzbraniamy, by je powszechnie uruchomić? Abstrahuję tu od podłego ich wykorzystania przez różnego autoramentu religie.

Niestety, cała historia ludzkości pokazuje, że do rządzenia/zarządzania, pchają się przede wszystkim te osoby, które najmniej się do tego nadają. Wśród nich jest sporo takich, które chcą po prostu rządzić i traktują to jako konieczną podbudowę poczucia własnej wartości. Natomiast absolutna większość dostrzega przede wszystkim możliwość znacznego zwiększenia dochodów przy jednoczesnej (prawie) całkowitej bezkarności.

Wyobraźmy więc sobie społeczeństwo, w którym każdy obywatel otrzymuje uposażenie wystarczające do spokojnego przeżycia. Natomiast każdy pracujący otrzymuje np. dwukrotnie więcej. I nic ponadto. Zasadnicze problemy można stosunkowo łatwo wyeliminować:
– brak jakichkolwiek tajemnic jeśli chodzi o wspólne sprawy, czyli każdy może wiedzieć wszystko i zabrać głos,
– wejście nowego produktu/usługi – zanim osiągnie poziom dostępności dla wszystkich – dystrybuowane drogą np. publicznych losowań. Bez wyjątków.
Nieprawdą jest, że takich prób było wiele. Każda z nich zakładała, że ktoś rządzi/decyduje. A przecież Internet, akcja Owsiaka i tysiące innych pokazują, że można beznakazowo działać wspólnie, a efekty są niewspółmiernie wyższe, niż jakiejkolwiek akcji sterowanej odgórnie.

Podstawą wszelkich zmian globalnych jest powszechne przyzwolenie. I tu właśnie wkracza nauczanie. Musimy je globalnie zmienić: musi być otwarte i – powyżej poziomu podstawowego – całkowicie dobrowolne, czyli każdy uczy się czego chce i rozwija swe naturalne zdolności. Chyba czas skończyć z uczeniem jako indoktrynacją z nagrodą (wyższe uposażenie) za poddanie się przekształceniu w automat powolny systemowi. Przyszłością cywilizacji może być tylko maksymalna różnorodność. Z jednej strony zasadniczo zwiększy szanse na szybki rozwój techniki i technologii, a z drugiej ograniczy jednostronne globalne działania, jak np. zamulenie całego świata plastikiem.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 300

Dodaj komentarz »
  1. W bieżącym numerze Polityki Jacek Żakowski przedstawia wywiad z Anną Grzymałą-Busse – profesor politologii na Uniwersytecie Stanforda. Doktorat zdobyła na Uniwersytecie Harvarda, wcześniej studiowała w Princeton i w Cambridge. Co z tego. Ja studiowałem na Uniwersytecie Wrocławskim, Politechnice Wrocławskiej, AGH i znów na UWr.
    Pierwsze pytanie „Czy Kościół rządzi światem? – ANNA GRZYMAŁA-BUSSE: – Nie rządzi. Ale stara się wcielić w życie głęboko zakorzenioną wiarę, że światem powinno rządzić prawo naturalne, czyli boskie”
    Bzdura, kilka bzdur na raz, Pani Profesor ! Na nich buduje Pani dalsze tezy, tyleż warte co przyjęte założenie.
    Pomińmy starożytnych. Już św. Tomasz odróżnia lex naturalis od lex divina. Kościół by gwarantować swe władztwo, tworzy prawo kanoniczne (w odróżnienia od prawa kościelnego). Czasy nowożytne – Holender Grocjusz współtworzy prawo naturalne – prawo świeckie w opozycji do Kościoła. Opierający się na nim Niemiec Pufendorf, jego następcy – Thomasius i Wolff tworzą podstawy europejskiej kodyfikacji prawa.
    I oto w XX w Kościół wcina się znowu. Kodeks kanoniczny nigdy nie zrobił kariery, pustka ideowa Kościoła została załatana powrotem do czasów przedtomaszowych. Prawo naturalne wg Kościoła to nie prawo rozumu – to prawo biskupów narzucania swego zdania państwom, społeczeństwom, to buta, zwykła kradzież idei.
    O jakiej głęboko zakorzenionej wierze raczy Pani Anna mówić? O oszustwie Kościoła, że prawo naturalne – świeckie prawo rozumu ma znaczyć prawo boskie cokolwiek prawo boskie znaczy.
    Niech zilustruje to przykład: Z prawa naturalnego wysnuto równość wszystkich ludzi – niemoralność niewolnictwa, dla Kościoła niewolnictwo to była wola boża, której niewolnik z pokorą winien się poddawać co sił zadawalając swego pana!
    Pani Anna, takie szkoły, profesura w Stanfordzie. Ja, starzec po udarze. A jednak nie zgadza mi się. Może prócz szkoły coś jeszcze tworzy człowieka.

  2. Niestety, ale ja się gubię w chosie. Co jest tematem?
    Mnie polonista kazął pisać plan wypowiedzi. plan wypracowania. W punktach, jak tytuły rozdziałów.
    Dawał ów polonista dwóje (wtedy jeszcze nie było jedynek) za sztuczne wypałnianie watą, za sztuczne silenie się na naukowe wstępy, na lanie wody. Pisz konkrety! Jak się nie możesz zmieścić na kartce A4 to pisz na kartce A5! Jak się nie mieścisz na kartce A5 to spróbuj to zapisać na A6! 😉

    „wikipedie”, „wikileaksy” oraz ogólnoświatowe projekty typu linux czy python. (…) Internet, akcja Owsiaka i tysiące innych pokazują, że można beznakazowo działać wspólnie, a efekty są niewspółmiernie wyższe, niż jakiejkolwiek akcji sterowanej odgórnie.

    Ten wpis jest o edukacji, tak? I oddolnych inicjatywach, tak?
    Khan Academy to inicjatywa oddolna. Moim zdaniem co najmniej tak dobra jak Wikipedia, a być może nawet bardziej pożyteczna.
    Najpierw zatem o tym pomyśle a potem o inaczej powstających, takich jak MIT Open Learning.

    Nie byłaby możliwa bez ekosystemu umownie nazywanego Doliną Krzemową, która jak jest to jest cudownym samograjem a jak jej ni ma to nikt na świecie nie umie powiedzieć, jak ją stworzyć.

    Przepis na Khan Academy:

    1. łebski człowiek z pomysłem

    2. łebski człowiek z ideałami i z głodem sukcesu i z otwartym umysłem i z ufnością do świata i z zaufaniem do losu

    3. nie zaszkodzi a prawdopodobnie pomoże gdy jest napędzany bardzo świeżym doświadczeniem „człowieka z zewnątrz”, imigranta.
    Albo samemu albo jako dziecko imigrantów.

    4. istnienie fantastycznych, wręcz najlepszych na świecie uniwersytetów
    Sal Khan – MIT + Harvard,
    John Doerr – Rice + Harvard

    5. uprzednio istniejący kapitalizm dużych i dobrze płacących firm gdyż zarówno Salman Khan musiał mieć skądś oszczędności na rozpoczęcie tej zabawy (Connective Capital Management) jak i jego początkowy sponsor musiał je mieć (Intel + Kleiner Perkins Caufield & Byers)

    6. istniejący ekosystem prawno-finansowy w postaci tzw. venture capital funding

    7. osiagnięcie wystarczającej taniości systemu nerwowego nowej instytucji, jak na przykład Internet

    no a teraz o innych, nie oddolnych ale odgórnych pomysłach. Moim zdaniem tak samo pożytecznych jak te oddolne:

    https://openlearning.mit.edu/
    https://online-learning.harvard.edu/
    https://online.stanford.edu/courses

    itd.

    https://www.coursera.org/

    takich i podobnych miejsc jak Coursera jest wiele.

    Generalnie nie zmniejszyły one liczby chętnych do płacenia wysokiego czesnego w najdroższych szkołach ale ekslodowały milionami nowych studentów na całym świecie. Po raz pierwszy w historii tego durnego świata mających dostęp do wartościowej edukacji i to za bardzo, bardzo małe pieniądze. Praktycznie za koszt dostępu do Internetu.
    Ja o nich od dawna myślę jak o „gwarantowanej a więc darmowej edukacji”. Tylko chcieć.

    Ilość darmowych i całkiem dobrych podręczników z parktycznie każdego tematu na Internecie jest przytłaczająca. Poczatkujący autorzy z rozwiniętych krajów oraz doświadczeni profesorowie z tzw. peryferyjnych krajów chcąc zaistnieć publikują darmowe podręczniki / monografie ze swoich dziedzin i teraz nie ma już nawet wymówki, że „książka jest po 100-150$ sztuka”.
    Oczywiście w systemie stacjonarnym dalej trzeba płacić złodziejom takie ceny za podręczniki bo jest się zmuszonym narzuconym wyborem podręczników przez prowadzącego, ale w kursach branych na ochotnika, online, nikt cię do niczego nie zmusza.

    Dzisiaj żaden uczeń nie juz żadnej wymówki – wiedza oraz pomoc na wiele sposobów i w wielu inkarnacjach jest na wyciągnięcie internetowej ręki.
    Tak, w wiekszości po angielsku, ale wiele uczelni z coraz większej liczby krajów za punkt honoru uważają opublikowanie darmowego kursu na Internecie w lokalnym języku.

  3. Pierwszym i najważniejszym pytaniem, jakie na rozmowie kwalifikacyjnej dostaje polski emigrant w Wielkiej Brytanii, w Kandzie, w USA, w Australii, w Niemczech, Szwecji i w Szwajcarii jest prosba:
    – Proszę wymienić pięć przykazań kościelnych.

    Na dalszym etapie pytają się nas emigrantów o omówienie Głównych Prawd Wiary.

    Inaczej nikt ciebie nie przyjmie ani w roli pomocnika na budowie garażu w Chicago, ani pielęgniarki czy opiekunki do dzieci, ani jako inżyniera w Apple czy informatyka w Google.

    I dlatego w wolskiej szkole tak ważna jest katecheza.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @JanKalema 27 marca o godz. 23:34

    Mityczne „prawo naturalne” o jakim ciurkiem ględzą kaka-ludki to pic na wodę. Jedyne „prawo naturalne” jakie znam to prawo dżungli, chociaż i w tym przypadku termin jest mylący – bo w istocie prawo instynktu (z braku lepszego określenia) wcale nie oznacza tyranii silniejszego. Z kolei zasada równości wobec prawa, tak samo jak system oparty na niewolnictwie – to po prostu prawa stanowione, tyle tylko, że w różnych warunkach i epokach. Zacząłeś jednak ciekawą dyskusję. Mam nadzieję, że się rozwinie.

  6. JanKalema
    27 marca o godz. 23:34

    Prawo, co do którego nie mam nic do powiedzenia, to nie moje prawo. Chyba że dostanę batem po grzbiecie.

  7. Qba,
    Wcale nie jestem pewny, czy wyższe uposażenie jest za wierność systemowi. Kariery konformistów – owszem, ale najciekawsze rzeczy tworzą i często również najwyższe dochody osiągają ci, co poszli ma przekór.

  8. Qba, ty rzucasz myśl a my go łapać. Twoje przemyślenia są z reguły kontrowersyjne – ale jednak właśnie przez to inspirujące. Edukacja do wdrażania systemu… równościowego? Czemu nie. Jednak dla wielu edukacja jest po prostu środkiem do wywalczenia sobie „godnego” miejsca w społeczeństwie, czyli po prostu dobrze płatnej pracy. To wyznaczony sobie cel mobilizuje do wysiłku i nauki. Powszechna płaca minimalna może stać się niedługo koniecznością, ale dla homo sapiens zaspokojenie potrzeb nie wystarcza – liczą się coraz bardziej wyrafinowane potrzeby, które we własnym pojęciu stają się z czasem podstawowe.

    Kilka pokoleń temu nikomu się nie śniło o dostępności świeżych owoców przez całą zimę. Nigdy nie byliśmy jako ludzkość tak bezpieczni jak teraz – ani tak paranoidalnie wyczuleni na urojone zagrożenia. W dodatku posiadanie – dóbr czy gwarancji – nie sprawia radości, jeśli każdy inny ludź ma to samo. A w kwestii edukacji i błyskawicznego obecnie przyrostu wiedzy – wiedza o świecie staje się coraz bardziej skomplikowana, a homo sapiens jest leniwy i nie nadąża. Z kolei w tyle za wiedzą o świecie pozostaje wiedza o człowieku – w sensie samopoznania. Gdyby tego można było wszystkich nauczyć – to byłoby wspaniale. Edukacja…

  9. https://pl.khanacademy.org/humanities/world-history/euro-hist/wo/v/beginning-of-world-war-ii?modal=1

    „Początek II wojny światowej”

    Sal rozpoczyna od drugiej wojny japońsko-chińskiej… to musi być szok dla prawdziwych Wolaków, jak to tak?! Nie od Westerplatte?! Tylko od 1937 roku? I to gdzieś w Azji?!

    Hi, hi, hi, no nie tak do końca, Sal nie przepisuje podręczników, ale samo zasygnalizowanie tego, co się wtedy działo w Azji musi być prysznicem na łeb tych , co to lubią wrzeszczeć o „Polskich żołnierzach, którzy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej!”

    Moim zdaniem odświeżające.

  10. Qba

    „zwiększy szanse na szybki rozwój techniki i technologii”

    Jak szybki, to znaczy, że będzie jak było? A dzie tam – będzie coraz lepiej. Zamiast czteropasmowych autostrad – osiemnastopasmowe. Słowem: ta sama , tylko prostsza i wygodniejsza, pogrzewana zimą i schładzana latem droga blaszakiem do mordowania ziemi, niekontrolowanego rozmnażania się i katastrofy. Największym nieszczęściem ziemi jest człowiekowaty rozum. Ziemia pomieści 50 miliardów? E – 100 miliardów. W początkach transformacji jedna prawicowa glizda wyciągnęła z kapelusza, że Polska śmiało wyżywi 100 milionów. A niech żywi, ja spie…lam.

  11. zza kałuży
    27 marca o godz. 23:44

    „Jak się nie możesz zmieścić na kartce A4 to pisz na kartce A5! Jak się nie mieścisz na kartce A5 to spróbuj to zapisać na A6! „,

    Powiedział zzakałużnik, który nie mieści się nawet na A3. Tak właśnie wygląda rozum i postęp.

  12. @ zza kałuży
    27 marca o godz. 23:56

    Pierwszym i najważniejszym pytaniem, jakie na rozmowie kwalifikacyjnej dostaje polski emigrant w Wielkiej Brytanii, w Kandzie, w USA, w Australii, w Niemczech, Szwecji i w Szwajcarii jest prosba:
    – Proszę wymienić pięć przykazań kościelnych.

    Na szczęście nieco dalej ograniczasz się do USA. Być może w tym najbardziej demokratycznym kraju tak właśnie jest. Ale Europa to jednak inny świat.
    Podany przez Ciebie przykład Krzemowej Doliny jest świetny – potwierdza wszechwładzę systemu. Tylko pomysły spełniające najważniejsze kryterium (zysk) mają szansę. Nic poza tym się nie liczy- pokojowe współi9stnienie, środowisko – wobec zysku nie ma ‚świętości’.

  13. @Na marginesie
    28 marca o godz. 1:03

    Masz oczywiście rację. Ja również uzyskałem dostęp do wiedzy dzięki ‚urawniłowce’. Dlatego wspomniałem o szkolnictwie podstawowym. Jednakże każdy system państwowy dba o stabilność sytuacji. Czyni to przede wszystkim rękoma rządzących, którzy (vide niejaki Kaczyński) przez całe życie ciężko pracowali, by dojść do realnej władzy. I teraz mieliby cokolwiek zmieniać ryzykując jej utratę? O! Takiego…!

    Powszechna płaca minimalna może stać się niedługo koniecznością, ale dla homo sapiens zaspokojenie potrzeb nie wystarcza – liczą się coraz bardziej wyrafinowane potrzeby, które we własnym pojęciu stają się z czasem podstawowe.
    Zgoda. Aliści… dziś te potrzeby wymyśla kapitał poprzez reklamę i modę. Chyba nie sądzisz, że wszyscy muszą mieć najnowszy model smartfona? Przecież ponad 90% przekazywanych informacji to plotki. Co potwierdzają wszelkie portale społecznościowe.

    Kilka pokoleń temu nikomu się nie śniło o dostępności świeżych owoców przez całą zimę. Nigdy nie byliśmy jako ludzkość tak bezpieczni jak teraz – ani tak paranoidalnie wyczuleni na urojone zagrożenia.
    Zgoda. Aliści … Ja jeszcze pamiętam smak ‚prawdziwych’ pomidorów. U mnie „na wsi”, określa się wspaniałe pomidory holednerski jako ‚czwarty stan wody’. A co do bezpieczeństwa – czy zdajesz sobie sprawę ile kamer obserwuje Ciebie na drodze od domu do sklepu? Ten ogromny aparat urzędniczy, który usiłuje każdego obserwować w imię bezpieczeństwa, jest nie tylko nieproduktywny, ale ograniczjący wszelką wolność. Oczywiście w imię bezpieczeństwa. Możesz co prawda podróżować po świecie ale ustalonymi drogami i według dopuszczalnego planu. Czyli igrzyska za wierność systemowi. Ale spróbuj wymyśleć coś nowego i wprowadzić to na rynek. Wielokrotnie próbowałem. Koszmar w każdym systemie.

    Generalnie chodzi mi o szansę ludzkości, którą widzę w różnorodności. Czyli zamiast wyrównywać – wykorzystać, dać wolną rękę. Do tego konieczne są dwa (na dzisiaj, na oko) warunki: zredukowanie władzy do poziomu urzędnika usługującego obywatelom oraz podstawa ‚godziwego’ bytu dla wszystkich. Oczywiście, według wszelkich zwolenników hierarchii jest to anarchia prowadząca do powszechnego chaosu. Ale przecież z chaosu powstaliśmy i dość daleko zaszliśmy. Dopiero próby jego regulacji wywoływały wojny. A ponieważ ciągle próbujemy regulować i tworzymy coraz większe państwa, więc i wojny są ciągle i coraz większe.

  14. @wbocek
    28 marca o godz. 6:10

    Dokładnie tak, ale całkiem odwrotnie. Te …mio pasmowe autostrady są wynikiem ‚urawniłowki’. Bo coraz więcej ludzi chce dojechać tam, gdzie (podobno) jest lepiej, czyli taniej.
    A sam chyba dobrze wiesz, że samodzielne myślenie nie sprzyja prokreacji. Kiedyś duża liczba potomstwa była konieczna ze względu na wysoką śmiertelność. Dziś człowiek rozmnaża się z nudów. Przysposobiony od szczeniaka do ‚niemyślenia’ staje się biernym konsumentem oferowanej tanio strawy – zarówno w sensie jedzenia, jak i duchowej. I do tego viagra za grosze i zakaz aborcji …
    Już kiedyś tu pisałem, że w (prawie) centralnej Polsce leży miejscowość o nazwie Zaniemyśl…

  15. http://www.polger.wroclaw.pl/Formaty-papieru,51.html pożyteczne dla wszystkich dla uzupełnienia pamięci.

  16. @Qba 28 marca o godz. 7:00
    To byla kpina.

    Tylko pomysły spełniające najważniejsze kryterium (zysk) mają szansę.
    Łomatkobosko.
    Ile forsy zarobiło małżeństwo Doerr czy Gates dając forsę Khanowi na jego akademię? Ile forsy Khan mógł zarobić robiąc to co robił zamiast bawiąc się w nauczanie dzieci za darmo?

    Ty nigdy nie słyszałeś o Khan Academy? O największej szkole świata? Naprawdę?

  17. Szary Kot
    28 marca o godz. 0:41

    Masz rację. Aliści … Oni to zrobili pomimo. A ich wielkie sukcesy potwierdzają jedynie konieczność zmian. Zauważ, że wielkie interesy robi się wyłącznie w sytuacjach bardzo stabilnych. Pomijając wojny, tylko w takich można/warto czynić wielkie inwestycje z (uzasadnioną) nadzieją na wielki zysk.

  18. @zza kałuży
    28 marca o godz. 8:31

    Keep calm.
    Takich inicjatyw było i jest na całym świecie mnóstwo. Za mojej młodości były wspaniałe radzieckie książki o matematyce. Nie podręczniki dla szkół, ale dla zainteresowanych. Wspaniale napisane i rzeczywiście rozwijające samodzielne myślenie. I o to ostatnie chodzi najbardziej.
    Czy zwróciłeś uwagę na instytucje, z którymi Khan Academy współpracuje? I jak ma rozbudowane nauczanie ekonomii według Ameryki? Oczywiście może to być szansa dla biednych Afryki czy Azji. Ale jest to szansa przede wszystkim dla bogatych z Ameryki. Bo to oni mają problem z brakiem siły roboczej. Szczególnie tej czytatej i pisatej.

  19. Qba
    28 marca o godz. 7:35

    „Dokładnie tak, ale całkiem odwrotnie”.

    Nie wiem, Qbo, na czym polega Twoja odwrotność, wiem, na czym polega rozum: na zmierzaniu donikąd. „Donikąd” to niczym nie regulowane zaspokajanie wciąż rosnących liczbowo i jakościowo fanaberii. Można było obyczajami utrzymywać dyscyplinę w stuosobowym plemieniu, utrzymywanie dyscypliny w niemal ośmiomiliardowym plemieniu jest niemożliwe. Wszystkie wewnętrzne logiki cywilizacji i przyczynowo-skutkowe wymądrzania się są przedludzkiej ewolucji obce i prowadzą ku zagładzie, a nie ku harmonii. Mając laptopa, cztery zmartwiony z demobilu po 100 zł sztuka, parę rowerów z demobilu po 150 zł oraz stary kajak za 300 zł też pruję osiemnastopasmową autostradą ku zagładzie. Całe szczęście, że moja prywatna zagłada będzie za parę sekund, a nie za parę tysięcy kolejnych nowych fanaberii człowiekowatych małp.

  20. zza kałuży
    27 marca o godz. 23:56
    Ty sobie żartujesz.Moja córka po studiach magisterskich przeszła kilkanaście rozmów kwalifikacyjny ale nikt o takie rzeczy nie pytał.

  21. zza kałuży
    27 marca o godz. 23:56
    Zapomniałem.To się działo w UK.

  22. @prospector
    28 marca o godz. 9:27

    Przecież to czysta satyra 😉

  23. @wbocek
    28 marca o godz. 9:02

    Odwrotność polega na tym, że w naturze istnieje bardzo silne ujemne sprzężenie zwrotne, które skutecznie blokuje wszelkie przerosty. Co za duże, wali się pod własnym ciężarem. Ludzkość wymyśliła sposób na chwilowe zablokowanie tego mechanizmu – bezgraniczne dążenie do posiadania coraz więcej. Oczywiście widać już, że mechanizm jednak działa i konsumowanie musi zakończyć się katastrofą. Jeżeli nie skolonizujemy innych planet, to wyrżniemy się nawzajem, bo tylko drastyczne zmniejszenie populacji może coś poprawić. Może nawet uratować, ale tylko wtedy, gdy ubytek ludności nie będzie wymagać kontaminacji znacznych powierzchni globu.
    Odwrotność polega na rozproszeniu. Nie będziemy budować katedr i piramid ale powstanie tak dużo przeróżnych rozwiązań we wszystkich dziedzinach, że żadne nie zdoła zdominować świata, a tym samym zbytnio mu nie zagrozi. Nie twierdzę, że na pewno pomoże. Ale chyba warto spróbować. Chociażby po to, by drastycznie ukrócić zapędy Kaczyńsko-Trumpów.

  24. @Tobermory
    28 marca o godz. 9:39

    Jasne. Ale wyraz ‚czysta’ powinien być jednak wyróżniony np. kursywą. Bo z satyrą jest tak, że jest śmieszna dla tych, którzy wiedzą dokładnie to i tak, co jej twórca. Inaczej jest to dowcip na poziomie przedszkola. Do tego dochodzi punkt widzenia – kopnięcie w dudę jest (może) śmieszne dla kopiącego. Dla kopanego rzadko.

  25. @Qba
    28 marca o godz. 9:46

    To jest tak absurdalne, że kursywy nie potrzeba. Moim zdaniem, oczywiście.
    Mogą się jednak znaleźć tacy, co w to uwierzą i poprą religię na maturze 😀

  26. Qba
    28 marca o godz. 9:40

    Qbo, fantazje na temat ratowania świata przed człowiekowatym mają mniej więcej wartość dnia „sprzątanie świata”, po którym za chwilę jest trzy razy więcej śmieci niż przed sprzątaniem. Kończę, bo wymądrzanie się nie jest jednak życiem.

    Dla mnie życiem są moje ulubione polskie drogi, których jedną stutysięczną przejechaną część właśnie pokazuję. Z uwagą, że któryś z kolegów wynalazł dla nieutwardzonego pobocza wiejskich dróg wojskowe zastosowanie. Nie bardzo ono było wojskowe, skoro od tych dróg, jakie znałem od początku 50-tych lat, do wojska było dalej niż ode mnie do PiS. Konne wozy miały kiedyś tzw. żelazne koła. Jazda tymi wozami po kocich łbach była torturą. Po gruntowej części drogi się jechało luksusowiej. I tak u mojej licznej ciotecznej i stryjecznej rodziny jeździłem. No i, oczywiście, oszczędność w budowie takich dróg z piaszczystą mijanką. Część tych dróg była z trochę gładzonego kamienia, luksusowa część – to drobna elegancka kostka. Jest na moim Środkowym Wybrzeżu i w Pomorskiem tych wiecznotrwałych dróg od groma. Plus mniej wiecznotrwałe pegeerowskie płytówki na polach służące teraz jako łączniki, skróty.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6673365684857711169/6673365681738546450?authkey=CKDbgJbw5dOpWg

  27. @wbocek
    28 marca o godz. 10:22

    Nie dalej jak przedwczoraj też o tym wspomniałem:

    „Sieć „bitych” dróg na Ziemiach Zachodnich i na Mazurach zachowała się od czasów niemieckich niemal nienaruszona, miejscami połowa drogi była brukowana kocimi łbami (nie tak elegancko, kamienną kostką, jak w Prusach Wschodnich), a obok ciągnął się pas drogi gruntowej dla wozów konnych.”
    Pamiętam, jaką rewolucją było zakładanie ogumienia do wozów konnych, a marzeniem niejednego gospodarza był nie traktor (takich prywatnych ekstrawagancji nie bywało) a wóz-platforma na ogumionych kołach.
    Traktory to były w PGR-ach, POM-ach czy późniejszych MBM-ach.
    MBM – międzykółkowa baza maszynowa, gdzie można było zamówić usługi (orkę, opryski, kombajn do żniw)

  28. @Tobermory
    28 marca o godz. 9:52

    Dawno, dawno temu, mój były kolega przysłał z USA list ze zdjęciami. Obficie opisywał w nim (z dowodami zdjęciowymi) swą naturalizację tamże. I ile musiał się uczyć historycznych i innych danych o swej nowej ojczyźnie. I oczywiście hymnu. I bardzo był dumny. Dlatego wpis zakałużnika nie było to dla mnie szczególnie absurdalny. Przecież ten kraj wprowadził nie tak dawno prohibicję.
    W kraju, którego jestem obywatelem od kilkudziesięciu lat nikt czegoś takiego ode mnie nie wymagał. Hymnu nie znam do dziś, a dopiero kilka lat temu zainteresowałem się (po pytaniu znajomego), jak wyglada flaga.

  29. @wbocek
    28 marca o godz. 10:22

    Czyżbyś przypuszczał, iż moje …fantazje na temat ratowania świata przed człowiekowatym… mają inne podłoże, niż zachowanie takich krajobrazów, jak na Twoich zdjęciach? Całe życie włóczę się tam, gdzie mało ludzi.

  30. Qba
    28 marca o godz. 10:42

    Nie, Qbo – to był tylko taki spontaniczny odruch, kiedy niedokładnie przetrawiłem to, co przeczytałem. Przecież wiem, że nie masz zajoba na tle spontanicznego, czyli samobójczego postępu technicznego.

  31. @@Panie Panowie. Blog nie jest tv nadwislanska rozmowa. Nawet rozne tematy przy stolikach, wymagaja szacunek do stolikow.

    Qba, (28 marca o godz. 7:26 do @Na marginesie) to ze, „… spróbuj wymyśleć coś nowego i wprowadzić to na rynek. Wielokrotnie próbowałem. Koszmar w każdym systemie.” nie upowazna Ciebie do wprowadzania balaganu. Balagan to nie jest chaos. Chaos jest deterministyczny, balagan nie.

    Najprostszy sposob wprowadzic „nowe” jest pojsc do bank. Z detalicznym planem wprowadzania „nowego” na rynek. Powiedziec, dam wam (bank) 20% wartosci, wy mnie 20milionow pieniazkow. Bank zacznie czytac Twoj plan. Jak dobry plan to powie (bank), dostaniesz 50mln pieniazkow. Jak bank przeczyta i powie nie, nawet 100% wartosci… to warto zastanowic czy „nowe” bylo tak dobre. Dla babci wlasny wnuczek jest zawsze genius. Jak Tobie nie udalo, nie znaczy mozesz prowadzic balagan dyskusyjny.

    „to order, to order…”
    Pare aspektow. (UBI Universal Basic Income) jest wspolna nazwa dla projektow calkowicie odmiennych w zaleznosci od miejsca experymentu.

    Pierwszy. Generalnie, kompletnie inne cele i realisacja w krajach biednych, kompletnie inne cele w bogatych i proby. W krajach biednych celem jest zmniejszenie poziomu biedy. W krajach bogatych, cel rozwiazac problem braku zajecia (pracy, dochodu) z powodu automatyzacji. To pierwsze rozroznienie daja dwa calkiem inne poziomy ekonomiczne. W krajach biednych UBI na wysokosci 100$ zmienia polozenie setek tysiecy ludzi. W krajach bogatych, bieda dotyczy malenkiej grupy. Tu poziom UBI mozna okreslic na wysokosc 1000$. Experyment finski i iranski (tylko przyklady), nie maja nic wspolne, poza nazwa. To nie sa spojne systemy.

    Drugi. Zrodla finansowania. Najdluzsze (czasowo) experymenty finansowane sa z ropy. Experyment Alaska i experyment norweski. Poza zrodlem nic wspolne nie maja. Alaska daje czesc dochodow ropy alaskanczykom. Norwegowie zbieraja w funduszu ropy (o ktorym niedawno pisalem). Na Alasce, wyborow dokonuje indywidualnie kazdy. W Norwegii finansowane wspone projekty, nie indywidualnie. Experymenty amerykanskie, zakonczono z powodow „obnizki moralnosci”. Wiecej rozwodow bylo, bo kobiety otrzymaly „wlasny dochod”. Najbardziej radykalny pomysl ostatni amerykanski jest opodatkowac (i podzielic) dochody(zyski) z robotyzacji. Tworca jest Bill Gates i (chyba) Alejandra Occasio-Cortes. Jezeli wydobycie i uzytek (zyski) z ropy i innych kopalin zostana zatrzymane (ok 2050) wyschnie zrodlo finansowania norwesko/alaskiego i podobnych experymentow. Byc moze BG i AOC pomysl przetrwa.

    Trzecie. Dla krajow OECD przeprowadzono analise roznych projektow. Konklusia jest, nic nie zmienia, poza lepszym samopoczuciem, w porownaniu do grupy kontrolnej. Efekty spodziewane, nie ma. Przykladowo, experyment finski z UBI, z tego powodu zostal w polowie przerwany. W krajach bogatych funkcje UBI spelniaja systemy zabezpieczen spolecznych. Patrz nprzyklad WlkBryt czy Szkocja. Daje link do rapport OECD
    http://www.oecd.org/els/soc/Basic-Income-Policy-Option-2017-Brackground-Technical-Note.pdf

    Najdluzszy mnie znany project UBI (czesciowy) jest „zapomoga dziecieca” (barnbidraget) w Szwecji. Zalozenia projektu od poczatku byly wszyscy. Wszyscy, 100%. Konkretnie znaczy, zero kosztow administracyjnych i co wazniejsze, „zgoda” polityczna klasy sredniej na opodatkowanie. „Zapomoga” jest succesywnie podnoszona.

    Cztery. Pozaaspectowo. Zeby o czym rozmawiac, wspolny jezyk trzeba. Proponuje, wszystkim zapoznac z BIEN. Daje link, szczegolnie Guy Standing zaczynam. Chyba najbardziej znany propagator i „systemowiec” UBI. Wprowadzil zreszta pojecie prekariat(kraje bogate, patrz aspect 1). Standing omawia rowniez problemy krajow biednych.
    https://basicincome.org/topic/guy-standing/

    „to order, to order…”

    A Tobermory (prosba) mozeby co napisal jekie byly konklusje (opracowania) po referendum szwajcarskim o UBI.

    A @Wszyscy. „Zachowanie” krajobrazu jaki byl wymaga duzej ilosci pieniedzy. Ogromnej. A najwiecej pieniedzy wymaga zachowanie pszczol. Zeby polowa zywnosci mozna bylo produkowac.

    pzdr Seleukos

  32. Tobermory
    28 marca o godz. 10:43

    Jezuuu! Wszystko takie samo jak u nas – konie, wozy, ludzie, nawet woda podobna! Tylko że u nas zobaczyć teraz zwyczajny wóz z koniem, a nie karocę z biskupem i ministrem to jakby Jezusa w sandałach zimą na polnej drodze spotkać.

  33. @wbocek

    Dzięki za obrazkową dokumentację polskich dróg. Nostalgicznie się robi na ten widok. Zwłaszcza że wiele z nich okolonych było alejami drzew owocowych, klonów, kasztanowców, lip, jesionów, grabów, dębów itp.
    Pamiętam jedną podróż przez Pomorze Zachodnie podczas przecudnie kolorowej jesieni i gradobicie… kasztanów strząsanych wichurą z drzew wzdłuż szosy 😎

  34. @wbocek
    28 marca o godz. 10:5

    Ta woda to wiosenne rozlewiska Dunaju już niedaleko delty.
    Ten chłop łowiący ryby na wysepce przyczłapał nabierając wody do gumiaków z pytaniem o cigari czyli papierosy. Nie palę, zaproponowałem czekoladę, odmówił.

  35. Edukacja jest przygodą, czyli więcej o Khan Academy

    Justyna Bober
    29-05-2018

    „Bądź jak Kolumb, nie bój się podróży w nieznane. To oczywiste, że nie wiesz, co odkryjesz. Na początku podróży nikt nie wie, kim stanie się dzięki niej. Nie bój się popełnić błędu, nie bój się zmieniać celu swojej podróży, nie bój się przeciwności. To stawanie się odkrywcą nadaje sens naszemu życiu.”

    W sejneńskim Ośrodku Kultury odbyło się drugie spotkanie Przyjaciół Edukacji. Tym razem gościliśmy superbelfra, prof. dr hab. Lecha Mankiewicza, prezesa Fundacji Edukacja dla Przyszłości, która prowadzi polską wersję Khan Academy. Nauczycielom, w tym anglistom z grupy SETI (Sejny English Teacher Initiative), ale także innym zainteresowanym rodzicom i mieszkańcom naszego powiatu, opowiadał o edukacji przyszłości, która jest już dostępna dziś.

    Maszyna parowa a drukarka 3D

    Przełom technologiczny XXI w. to, według profesora, przełom na miarę rewolucji przemysłowej w XIX w. Swój wykład Lech Mankiewicz rozpoczął od wyświetlenia obrazu J. Turnera „Wojownik Tremeraire holowany do stoczni na złom” z 1839 z działu „Historia sztuki” na Khan Academy. Rozbiórka znanego wielu Brytyjczykom okrętu wojennego zapowiadała koniec epoki i przedstawiała zmiany technologiczne, których wpływ na życie ówczesne okazał się niezwykle ważny.

    Podobnie dzisiaj jesteśmy świadkami wielkiej rewolucji technologicznej, która zmienia nasz świat w sposób niewiarygodny i przyspieszony. Żyjemy w czasach, w których drukarki 3D mogą już wydrukować silnik helikoptera (w 75%), a roboty i komputery zastępują wielu pracowników. Na liście 700 zawodów najbardziej zagrożonych zastąpieniem przez roboty według naukowców z Uniwersytetu Oxfordzkiego są m.in doradca kredytowy, recepcjonista, asystent prawny, taksówkarz czy sprzedawca. (za: Polityka). Przepustką do świata przyszłości jest edukacja, a medium, które pomaga nam studiować to, co nas pasjonuje, jest Internet. Technologia, choćby najnowocześniejsza nie jest jednak celem samym w sobie, nie jest poszukiwanym przez nas Graalem, nie jest uniwersalnym rozwiązaniem naszych problemów – jest tylko narzędziem, z którego trzeba uczyć się korzystać.

    Czy tylko dla znających język angielski?

    Przede wszystkim prezes Fundacji Edukacja dla Przyszłości opowiedział nam o Khan Academy i o Courserze, jako o platformach online oferujących dostęp do ogromnej wiedzy całkowicie za darmo. W przypadku Coursery barierą może być nieznajomość języka angielskiego, ponieważ wśród setek kursów dostępnych po angielsku, jest tylko jeden z polskimi napisami. Na polskiej platformie Edukacja dla Przyszłości, materiały z amerykańskiej Khan Academy, są systematycznie tłumaczone, częściowo dzięki sponsorom, a częściowo dzięki wolontariuszom, a w zasobach jest już blisko 7000 filmów – wykładów i lekcji na różne tematy.

    Wiodącym przedmiotem jest matematyka, która prowadzona jest od poziomu elementarnego po uniwersytecki, a filmy z poziomu naszej szkoły są całkowicie zdubbingowane i dostępne po polsku. Umożliwia to rozpoczęcie nauki na każdym etapie również w Polsce.

    Jednak język angielski pozwala na korzystanie ze wszystkich zasobów bez ograniczeń. Co więcej nauka na Khan Academy może być świetną okazją, by uczyć się angielskiego przy okazji, studiując inne treści.

    Co w Khan Academy jest wyjątkowego?

    Akademia założona przez Salama Khana jest największym portalem wiedzowym dostępnym na całym świecie; w Polsce też staje się coraz popularniejsza. Odnotowuje 20 tysięcy wejść na filmy na Youtube, a 3 tysiące na portal. Niedawno portal świętował 12 milionów obejrzanych filmów w Polsce. Najpopularniejsze filmy mają kilkumilionowe wejścia, prawie 4 mln subskrybentów na świecie. Zainteresowanie rośnie w czasie bliskim matury i egzaminów. Warto też wspomnieć, że Khan Academy ma kurs do egzaminów SAT, czyli przygotowuje do amerykańskiej matury, stając się przepustką na wiele uniwersytetów.

    Khan Academy live otrzymała wyróżnienie firmy Google 2018 Play Awards za najlepszy wpływ społeczny w konkursie na gry oraz aplikacje na przestrzeni ostatniego roku. To wyróżnienie mówi zarówno o jakości, jak i wzrastającej popularności portalu.

    Na czym polega system nauki?

    Program jest tak skonstruowany, że automatycznie pokazuje uczniowi, co może zrobić dalej, albo co powinien zrobić, jeżeli materiał jest dla niego za trudny.

    Po każdej filmowej lekcji (którą można obejrzeć wielokrotnie, zatrzymać i wrócić do trudnych momentów – czego nie da się zrobić w szkole na lekcji!), następują ćwiczenia i testy.

    Aby przejść test trzeba odpowiedzieć poprawnie na 5-7 pytań, do każdego z nich są jeszcze podpowiedzi i wyjaśnienia.

    Dodatkowo system ma rozbudowaną formę nagród, zabawnych awatarków i odznak, pozwala też nauczycielom czy rodzicom na założenie klasy i monitorowanie postępów.

    Matematyka na trójkę czy na szóstkę?

    System gwarantuje, że uczący się opanuje materiał nie na trójkę, ale zawsze na ocenę najwyższą. „Bo co to znaczy, że uczeń umie dodawać czy mnożyć na trójkę?” – pyta Lech Mankiewicz. „Czy umie poprawnie zrobić co trzeci przykład? A pozostałych nie umie?”

    To bardzo istotne, by uczeń każdy materiał opanował tak, by na następnych etapach mógł się posłużyć tą wiedzą czy zdobytymi umiejętnościami.

    To niezwykle ważne, że uczeń, któremu ten przedmiot sprawia problemy (a matematyka jest wszak zmorą wielu polskich uczniów), może dzięki Khan Academy, wrócić do zagadnień z wcześniejszych etapów edukacji, co w szkole jest nieomal niemożliwe. Otrzyma też inne wyjaśnienie niż w szkole, co też może pozwolić na zrozumienie problemu.

    Profesor Mankiewicz opowiadał o indywidualnych przypadkach osób, które dzięki nauce różnych przedmiotów uwierzyły w siebie, rozbudziły zainteresowania i nawiązały inne relacje w swojej grupie rówieśniczej.

    Nie tylko matematyka

    Poza matematyką Khan Academy to bogaty materiał z biologii, chemii, ale także mnóstwo interesujących wykładów z dziedziny sztuki; wykłady o muzyce, o dziełach sztuki, muzeach. Także historia czy język angielski.

    Bardzo ważnym działem Khan Academy jest informatyka, w tym programowanie. Nauka programowania, która przyda się początkującym, ale również tym, którzy marzą o studiowaniu informatyki.

    Najlepszy kurs uczący języka JavaScript (442 lekcje), jest dostępny całkowicie za darmo i interaktywnie. Już podczas wykładu uczeń może wypróbowywać jak i co działa, a efektem finalnym kursu jest rysunek złożony z figur geometrycznych – niektórzy rysują bałwanka, talerz z posiłkiem, ale są i tacy, którzy są w stanie narysować wieżę Eiffle’a po takim kursie.

    Ciekawy kurs przygotowało też studio Pixar. Kurs „Pixar w pigułce” powstał, żeby pokazać jak szkolne przedmioty są wykorzystywane na co dzień do tworzenia niezwykłych filmów. Interaktywne lekcje pokazują jak powstają animacje, ale także przemycają treści fizyczne czy matematyczne np. trygonometrię czy optykę.

    Jak wykorzystać Khan Academy?

    Materiały z Khan Academy znakomicie nadają się do nauki indywidualnej, można je też traktować jako rozwijanie swoich zainteresowań, czy rzetelnego zgłębiania różnych problemów, filozoficznych, religijnych czy medycznych.

    Innym sposobem korzystania z Khan Academy jest metoda odwróconej lekcji. Nauczyciele mogą materiały z tego źródła zadawać uczniom do przestudiowania w domu, a na lekcji zająć się rozwiązywaniem praktycznych problemów. Metoda ta pozwala na rzetelne przygotowanie się ucznia do lekcji w jego tempie, dogodnym miejscu i czasie, pozwala też rodzicom towarzyszyć w takim przygotowaniu. Nauczycielom z kolei umożliwia skupienie się na praktycznych działaniach, indywidualnej pomocy uczniom, a nie na transmisyjnym przekazywaniu wiedzy.

    Być jak Kolumb

    Nie możemy zamykać się na zmiany, bo one dzieją się na naszych oczach i są jak najbardziej realne. Musimy edukować młodych ludzi tak, by sprostali zmieniającym się wymaganiom, potrafili się dostosować do nowej rzeczywistości i znaleźć swoje w niej miejsce. Nie jest to łatwe zadanie. To, o czym według profesora Mankiewicza trzeba myśleć, to kształcenie umiejętności, a w tym umiejętności uczenia się przez całe życie.

    Szczególnie ważna wydaje się nauka koncentracji i przetwarzania informacji. Dziś dotarcie do nich nie jest problemem, ale odróżnienie informacji ważnych od tych nieistotnych, staje się coraz trudniejsze nawet dla świadomych dorosłych.

    Edukacja nie kończy się w szkole, tam powinna się zaczynać i to od nabycia umiejętności samodzielnego uczenia się. W uczniach musimy budzić ochotę i siłę do nauki, otwartość umysłu, zdolność do traktowania porażek jako ważnego elementu procesu uczenia się, wytrwałość i wiarę w siebie.

    Szkoła musi stawiać na relacje, uczyć wartości, samodzielności i odpowiedzialności.

    Nie możemy bać się zmian, musimy im stawić czoła, tak jak Krzysztof Kolumb, kiedy wyruszał na odkrycie nieznanego. Nie wiemy, co nas czeka, ale sama podróż jest już niezwykłą przygodą.

    https://www.edunews.pl/nowoczesna-edukacja/e-learning/4260-edukacja-jest-przygoda-czyli-wiecej-o-khan-academy

  36. @Qba 28 marca o godz. 8:55
    Takich inicjatyw było i jest na całym świecie mnóstwo.

    Jakieś przykłady tego mnóstwa?
    Tak z jeden na początek?
    „Takich” jak Khan Academy?

    wpisz sobie „wykorzystanie khan academy na lekcji” po polsku w Googla

    i zrób toi samo z twoją „taką inicjatywą” a potem porównaj rezultaty

    Za mojej młodości były wspaniałe radzieckie książki o matematyce. Nie podręczniki dla szkół, ale dla zainteresowanych.

    A za mojej młodości były „Lilavati”, „Śladami Pitagorasa” i „Kalejdoskop matematyczny”. Wystarczyły z naddatkiem komuś, kto się dziecięciem będąc chciał zainteresować. Radziecki to był niezapomniany i świetny „Квант”.

  37. Tak wyglądała struktura wykształcenia w Polsce międzywojennej:

    https://www.dbc.wroc.pl/Content/34894/Stanczyk_Wykszalcenie_Ludnosci_II_Rzeczpospolitej_w_Swietle_2016.pdf

    Dane ze spisu ludności w 1921 r. wykazały, iż przeciętnie w Polsce osoby nie potra¬fiące czytać (i tym samym pisać) stanowiły 33,1% ogółu ludności w wieku 10 lat i więcej

    Według wyników spisu z 1921 roku 3,5% mieszkańców Polski deklarowało wy¬kształcenie średnie, a 0,8% – średnie zawodowe i niższe.

    Osoby z wykształceniem wyższym stanowiły 0,7% ogólnej liczby ludności w wieku 15 lat i więcej. Zgodnie z przyjętą w czasie spisu metodologią do mających wykształcenie wyższe zaliczono osoby, które kształciły się w wyższych zakładach naukowych bez względu na specjalność, przy czym nieukończone wykształcenie zawodowe lub wyższe liczono razem z wykształceniem ukończonym.
    W okresie II Rzeczypospolitej mężczyźni byli lepiej wykształceni niż

    W ogólnej liczbie ludności w wie¬ku 15 lat i więcej odsetek osób z wykształceniem co najmniej początkowym przyj¬mował najniższą wartość w dzielnicy wschodniej – 12,9%, a najwyższą w zachod¬niej – 80,4% (czyli przeszło sześciokrotnie wyższą niż na wschodzie kraju).

    Konsekwencje tego są widoczne w dzisiejszych wyborach politycznych i wpływach krk.

  38. Nb. żadne polskie (popularno?)naukowe czasopismo dla młodzieży nie umywało się do Квантa.

  39. @wujaszek wania 28 marca o godz. 11:24
    I dlatego działalność tzw. „żołnierzy wyklętych” była godna i słuszna, sprawiedliwa i zbawienna.
    II RP powinna wrócić wraz z opisanymi przez ciebie osiągnięciami oświatowymi. I pomysleć, że dzisiejszy ciemny lud bez komuny nie umiałby nawet się podpisać pobierając 500+.

  40. Tobermory
    28 marca o godz. 11:07

    W moich dziecięcych i późnodziecięcych czasach owocowych dróg było od cholery. Jeszcze na początku 70-tych lat zbierałem jabłka przy słabo zablaszakowanych drogach i robiliśmy marmoladę. Teraz znam tylko jedną pełnojabłoniową. Może w tym roku skontroluję.

  41. @Qba 28 marca o godz. 8:55
    Azji. Ale jest to szansa przede wszystkim dla bogatych z Ameryki. Bo to oni mają problem z brakiem siły roboczej. Szczególnie tej czytatej i pisatej.
    Ameryka w swoich publicznych szkołach edukuje dzieci mówiące w domu 130+ językami. Na przykład tak się dzieje w Nowym Jorku.
    Polska szkoła publiczna ma głęboko w d*pie 2 miliony Ukraińców wraz z ich dziećmi.
    Nic dziwnego, że jak Niemcy dadzą im prawo do pracy to się spakuja i pojadą.

    A z ta Ameryką to widzę masz wielką biedę – jak nie uczą biedaków to wilczy kapitalizm a jak uczą – i to za darmo – to przygotowują sobie siłę roboczą.
    Lepiej aby ci ludzie zgnili na wysypiskach śmieci w Gwatemali czy Hondurasie?

  42. zza kałuży
    28 marca o godz. 11:33

    amen!

  43. Historyk „nauczający” historii:
    https://siedlecka.blog.polityka.pl/2019/03/27/minister-selin-odbija-ruch-solidarnosc-z-rak-pogan/?nocheck=1#comments

    Kiedy poczatkujący Rydzyk zaczynała nadawać na KOR, krążył taki dowcip:
    kiedy ojciec Rydzyk wymadlał nam wolność, Jacek Kuroń siedział podstępnie w więzieniu
    W złą godzinę żartowaliśmy.

  44. Qba

    Oczywiście, mechanizm działania destrukcyjnego w globalnej skali rozumu znam po sobie. Dla mnie niby on nie jest destrukcyjny. lecz pomocniczy. Tyle że z tych drobnych pomocniczych robi się wielki destrukcyjny. Albo czegoś nie domyśliłem.

    Jeden miecz, dziobowy, mi wypalił i jeżdżę już z porządną dokładnością. To kosztuje sporo wysiłku przy sterowaniu wiosłem, kiedy jadę cały w żaglach. Przy jeździe półwiatrem bezan mi spycha rufę, a równoważenie tego sterowym wiosłem nie jest za darmo – stąd ciągle wymyślam różne wersje dodatkowego miecza PRZYCZEPNEGO, który poprowadzi okręt stabilnie. Stały miecz odpada, bo nie chcę małej powierzchni zmniejszać skrzynką mieczową, a boczny miecz nie wypalił na samym początku, bo miecz wprawdzie był łatwo zakładany i zdejmowany, ale podstawa jego była przylaminowana na stałe i przez nią na ciut większej fali woda mi pryskała, kujcze piczone, w pysk, więc zlikwidowałem. Mógłbym jeździć, jak dotąd jeżdżę na tym jednym dziobowym mieczu, ale – i tu drugie kujcze piczone w pysk – chciałoby się wygodniej, łatwiej. I tak milowymi krokami, podpierając się głupimi patyczkami do chodzenia, pruję w praktyce do absurdalnego uzależniania się od rzeczy, czyli – do zidiocenia. Choć w słowach jestem przeciw.

  45. wbocek
    28 marca o godz. 12:01

    Ponieważ nie podejrzewam, byś czynił sztukę dla sztuki czyli miecz dla miecza, zatem osiągniesz kiedyś stan zadowolenia aktualnym rozwiązaniem, który pozwoli Tobie rzucić się na kolejny problem lub też delektować się kajakowaniem w sposób adekwatny dla statecznego emeryta przystało. Czy jakoś tak.
    Bo przecież nic tak nie poprawia samopoczucia, jak powodzenie. A to najłatwiej osiągnąć w szczgółach. Im bardziej szczegół upierdliwy, tym zadowolenie większe.

  46. @Quba

    Zaczales wrecz brawurowo!

    Bo pozwoliles sobie na takie stwierdzenie:

    „naszej – czyli człowieczej – cywilizacji”

    Wiedziony ciekawoscia, ktora jak wiadomo pozwala rozszerzac posiadana wiedze, prosze Ciebie, zebys zdradzil, jakie inne cywilizacje, poza ludzkimi, znasz?

    Napisalem „ludzkimi”, co wydaje mi sie stosowniejsze, niz „czlowieczymi”.

    Podrowka
    ~l.

  47. @lonefather
    28 marca o godz. 13:35

    Sam sobie odpowiedziałeś, adresując swój wpis nie do mnie. Jesteś przedstawicielem cywilizacji ludzkiej. Coraz bardziej niechlujnej, coraz bardziej powierzchownej. Mnie chodzi o człowieczą.
    A poza tym, sprecyzuj najpierw co rozumiesz pod pojęciem cywilizacji.

  48. @seleuk|os|
    28 marca o godz. 10:57

    Pytasz o konkluzje po (przegranym) referendum w sprawie UBI?
    No cóż, temat wzbudził dyskusje, bo nie wszyscy widzą w bezwarunkowym dochodzie podstawowym tylko rodzaj socjalnego hamaka dla leniwych czy alternatywny system socjalny.
    Głównym argumentem przeciwników było jednak finansowanie (nie stać nas!) oraz zagrożenie demoralizacją (po co pracować, kiedy gołąbki lecą same do gąbki?) i to chwyciło. Głosować chodzą wszak ludzie pracujący w większości intensywnie i wydajnie, a także emeryci, którzy długoletnią, wytrwałą pracą zarobili na swoje dzisiejsze utrzymanie.
    Stąd 77 proc. głosów przeciwnych, ale ziarno zostało zasiane i temat wcześniej czy później trafi znowu na tapetę. Bo kwestia finansowania dotyczy także istniejącego systemu socjalnego, który nie ma odpowiedzi na problemy związane ze starzeniem się społeczeństwa i jednocześnie spodziewanym wzrostem bezrobocia, choćby ze względu na robotyzację i nowe technologie.
    Każdy, kto mówi o „zamykaniu nożyc” i sprawiedliwości dystrybucyjnej, musi się martwić o redystrybucję. Zwyczajową formą redystrybucji jest system podatkowy i instytucje państwa opiekuńczego. Wprowadzenie UBI musi zmienić dotychczasowe udogodnienia, zasady i przywileje wywalczone np. przez związki zawodowe, bo nie da się takiego państwa opiekuńczego kontynuować. Musi nastąpić zmiana paradygmatu, a to w sprawach socjalnych przeraża bardziej niż wizja braku pieniędzy na renty w mglistej przyszłości.

  49. @Qba
    Nie ma cywilizacji bez człowieka, bo on ją tworzy od początku dziejów, przynajmniej tych, które znamy. Przecież nie inne istoty.
    Czym wiec różni się cywilizacja ludzka od człowieczej, skoro wprowadzasz taki podział?

  50. @zza kałuży

    Wybacz, nie mam czasu na polemiki z Tobą. Rozumiem, że czerpiesz wiedzę z ogólnie dostępnych, popularnych źródeł.
    Owszem, jakiś nikły ułamek procenta ludzkości dorobił się na wynalazkach. Czy to były ich wynalazki? Niestety nie. Warunki, które oferuje kapitał (banki lub prywatni inwestorzy) są dalekie od Twych danych. Jeżeli zostawią Tobie 15%, to masz wielkie szczęście. I nie masz wynalazku.
    Inna możliwość, to zastaw (dom, ziemia, itp.). Czy znasz kogoś, kto zastawił dom dla realizacji jakiegoś wynalazku i udało mu się? To nie jest możliwe. Po realizacji prototypów, seriach próbnych, badaniach, dopuszczeniach itd., potrzebne są ogromne pieniądze na uruchomienie produkcji seryjnej, reklamę i dystrybucję. I tu już wchodzi obcy kapitał i przejmuje sprawę.
    American way of life jest ładny tylko w amerykańskich filmach. Takich jak np. ostatnio nagrodzony „Green book”. Propaganda w starych radzieckich filmach to pikuś w porównaniu do tego prymitywnego gniota.
    Wybacz zatem, że nie będę psuć Tobie Twego pięknego świata po amerykańsku.

  51. @mag
    28 marca o godz. 14:27

    Napisałem już tu jakiś czas temu:

    „Coraz więcej wokół nas jest ludzi,
    Coraz mniej jest wśród ludzi człowieka.”

    Ze wszystkim jest tak (również z ludźmi), że ze wzrostem ilości zmniejsza się jakość. Aby zaistnieć dzisiaj w jakikolwiek sposób, np. zażądać podwyżki jako nauczyciel, musisz się zorganizować w dużej (a nawet bardzo dużej) grupie. Musicie ustalić wspólny cel, a więc każdy musi z własnego zrezygnować. Robimy to na codzień. Od dziecka. Uczą nas tego w szkole, w kościele, w pracy, na ulicy. Każdego z nas jest coraz mniej. Owszem, mamy za to smartfona i możemy polecieć tanio na Majorkę. To jest cywilizacja ludzka.
    Ja preferuję pedałowanie wokół Jamna czy innego Atlantyku. I spotykanie mnie podobnych człowieków. Nie ludzi. By wieczorem usiąść przy ognisku i intensywnie milczeć dwie godziny. Bardzo dużo można w ten sposób zrozumieć. Bo wiedza jest dostępna zawsze i wszędzie. Zrozumienia jest coraz mniej.

  52. Zza Kaluży
    Wkleiłeś nam laudację dotyczącą Khan Academy. Korzyści z dostępu do niej przecenić się nie da ale też korzystający z niej, np. nauczyciel czy rodzić nie może podchodzić do zamieszczanych tam treści bezkrytycznie. Weź np. ten oto film
    Wątpię, czy znalazłbyś choć jednego nauczyciela matematyki, który zaleciłby uczniowi skorzystanie z tego filmu ponieważ sposób zapisywania działań jest niepoprawny, metodycznie niedopuszczalny.

    Czy zgodzisz się ze mną?

  53. Qba
    „Każdego z nas jest coraz mniej. Owszem, mamy za to smartfona i możemy polecieć tanio na Majorkę. To jest cywilizacja ludzka.
    Ja preferuję pedałowanie wokół Jamna czy innego Atlantyku. I spotykanie mnie podobnych człowieków. Nie ludzi. By wieczorem usiąść przy ognisku i intensywnie milczeć dwie godziny”.
    Trochę przeginasz. Jedno drugiego nie musi wykluczać. Możesz polecieć ze smartfonem na Majorkę, wrócić i zapalić z przyjaciółmi ognisko, by pogadać albo pomilczeć.
    Nie każdy ma czas wolny i jeździ na rowerze lub pływa łódką, kiedy zechce, jak wypisz, wymaluj – pombocek. Skądinąd gubi smartfony, ale z nich korzysta.
    Zanim się tego doczekał, podlegał różnym „musikom”, choćby zawodowym, jak to w życiu, ale na pewno zawsze nosił w sobie człowieka. I tak jest z wieloma z nas człowieków, z którymi udaje się nam odnaleźć i rozumieć.
    Na pewno brakuje jednego, na co kiedyś zwrócił uwagę mój już wtedy dorosły syn – zazdroszczę wam (w sensie mojego pokolenia), że byliście nawzajem otwarci, domy były otwarte, nie trzeba było umawiać się na wizytę przez telefon (nie wszyscy je mieli) , gadaliście czasem aż po świt, ale i dużo tańczyli przy płytach z Zachodu, które ktoś przywiózł. Bardziej liczyły się zdobyte „spod lady” książki, filmy oglądane na Konfrontacjach niż ciuchy (kogo było stać na „markowe” i skąd je było brać?), toporne samochody z FSO czy inne ówczesne znamiona luksusu. No i przede wszystkim liczył się czas, który mogliśmy sobie poświęcać, bo jeszcze nie było wyścigu szczurów.

  54. @legat
    28 marca o godz. 15:41

    A co ci przeszkadza? Że zamiast kropki piszą krzyżyk jak na kalkulatorze? A jak potem uczeń znajdzie tę kropkę w smartfonie, jak będzie w sklepie chciał policzyć, ile musi zapłacić za pięć prezerwatyw po złotówce?

  55. … i czy mu dycha wystarczy, żeby dołożyć dwa browary?
    Ma się najeść wstydu przy kasie?

  56. Sorry, nie „krzyżyk” tylko „x”, oczywiście.

  57. zza kałuży
    28 marca o godz. 3:29

    „Początek II wojny światowej”

    Sal rozpoczyna od drugiej wojny japońsko-chińskiej… to musi być szok dla prawdziwych Wolaków, jak to tak?! Nie od Westerplatte?! Tylko od 1937 roku? I to gdzieś w Azji?!

    A co by miał mieć szok prawdziwy Wolak? Przecież on nic o niczym porządnie nie wie. I nie wie co tam, panie, w Azji było.
    Z tym „początkiem II wojny” na Westerplatte to też nie bylo jak mowią, że było. To była wojna regionalna. Teoretycznie, ,od 3 września zamieniła się w europejską, gdy Anglia i Francja wypowiedziały Hitlerowi wojnę. Ale to była wojna na papierze, poza wojną na morzu. tak czy inaczej – ograniczona do Europy.

    W Azji od lat 1930-tych, podobnie: wojna regionalna, nie bardzo nawet kontynentalna. Choć bardzo krwawa.
    Dopiero dwa akty wojny: napaść Hitlera na ZSRR i atak Japończyków na PH realnie zamieniły wojny regionalne w wojnę światową.

    Z faktu, że „Polacy walczyli na wszystkich frontach wojny” co właściwie miałoby wynikać? Sprawa niespecjalnie jasna, a właściwie – całkiem jasna: jasne jest bowiem to, że nie na wszystkich, bo na najważniejszym froncie – Wschodnim, żaden Polak nie walczył. Walczyly wyłącznie „polskojęzyczne oddziały zbrojne”.
    Tam, gdzie się działy najważniejsze dla wojny sprawy, Polakow nie było, niestety. Troszkę przykro, ale nie Wolakowi, bo jako się rzekło – Wolak nic o niczym nie wie. Nie ma zapotrzebowania. Wystarczy buk-chonor-ojczysna.
    Dałoby się pewnie inne nacje znaleźć, co „na wszystkich frontach”, w dodatku bardziej na wszystkich niż na niewszystkich.

  58. @Tobermory
    28 marca o godz. 16:17

    Chodzi o „+” i „-” obok siebie. Zapis jest niejednoznaczny. Brakuje nawiasu, czyli 2 + (-3) itd. Dla obytych nie ma problemu ale dla uczących się – koszmar. Matematyka nie znosi niechlujstwa.

  59. @mag
    28 marca o godz. 16:11

    Oczywiście przeginam. I to bardzo. Ale dzięki temu jest reakcja. Bronisz Twego życia. I o to chodzi. By bronić, trzeba wiedzieć czego się broni, dlaczego się broni i jak to zrobić. A więc trzeba przede wszystkim zebrać całą dotychczasową wiedzę i próbować zrozumieć. A jak się zaczyna rozumieć, to na ogół okazuje się, że nie trzeba bronić. Wystarczy po prostu dalej żyć tak, jak się chce. Bo wszelkie ataki na Twój sposób bycia mają mniej więcej taki sens, jak przekonywanie do jakiejś religii. Nie da się, bo rozumiesz.

  60. Tanaka, 28 marca o godz. 16:23
    do
    zza kałuży, 28 marca o godz. 3:29
    Na wszystkich frontach walczyla nacja amerykanska, na „prawie” wszystkich niemiecka. Reszta walczacych walczyla gdzieniegdzie. Najwiecej nacji nie walczylo nigdzie. Mieli zajecia lepsze, czesc miala.
    pzdr seleuk

  61. wujaszek wania:11.24
    No coz, Prusy , a wiec na Slasku i w Wielkopolsce obowiazek szkolny wproadzili w 1717! Najwiekszym bledem tzw. elity z warszafy bylo i jest odsuniecie tej czesci polskiej prowincji od wladzy ! Tylko tym mozna wytlumaczyc fakt , ze Polska obecna to do granic debilizmu wprowadzona od conajmniej 100 lat centralizacja decyzji w wiosce Potiomkin warszafie!
    Na to , oprocz obrzucania blotem, nikt mi do dzis nieodpowiedzial!
    Wujaszek i tobie podobni zajmuja sie zawsze problemami zastepczymi , np. krytyka krk,czy Adam i Eawa mieli pepek!Dlaczego kpie? Bo od wielu lat , wy ludzie bezkrytyczni, gledzicie tylko na temat KRK! Ja sam nie jestem katolikiem!

  62. @All
    Przeczytalem wszystkie wpisy. Zanim do Tobermory napisze. Gdyby mnie kto znow na bylejakie pytanie zechciaL napisac odpowiedz. Pytanie jest. Skad w wielu z Was bierze taka rzewna tesknota za „Zlotym Wiekiem” co juz byl przedtem jak byliscie mali? Cala masa byla „dobrych rzeczy”. Nie bede wymienial, server zatkam. Skad rozgoryczenie, frustracja bierze? Wszystko dawno bylo lepsze. Drogi i rowery. Konne pojazdy i szkoly. Wszystko byl „zloty wiek”. A teraz…

    Ja tez maly bylem. Nic z tego nie pamietam. Nic co dzis jest, poprzednio nie bylo lepsze. Malo, to co dzis jest, w „zlotym wieku” nie bylo calkiem niektore rzeczy. Ja tez, przy ognisku i w namiocie siedzialem. Ale teraz nie chce. Ale znam takich, co dalej siedza i spiewaja. Televisora nie mam, znam takich co maja. Na Canary nie latam samolotem, ale chetnie poplyne. I jeszcze 2000 zdan. Wolnosc na tym polega zeby wybierac. Wolnosc nie polega narzekac na brak „zloty wiek”. Nie tylko Ty mozesz wybory dokonywac (Twoje najlepsze oczywiscie sa). Kazdy inny tez moze, znaczy ja tez. Nie musze zyc jak Tobie podoba/podobalo. Nic ze „zloty wiek” nie pamietam, a dobra pamiec mam.
    pzdr S

  63. @Qba
    28 marca o godz. 16:34

    Przecież normalnie nikt tak tego nie zapisuje, to tylko ilustracja, że mnożenie liczb to wielokrotne dodawanie tej samej liczby (dodatniej lub ujemnej).
    Ja miałem raz taką nauczycielkę polskiego (!), która mówiła, że tego, co w nawiasie, to się nie czyta. Zapytałem więc, po co Mickiewicz wtrącał coś w nawiasie? Zostałem wyrzucony z lekcji.

  64. @seleuk|os|
    28 marca o godz. 16:45

    A kto pisał, że wszystko było lepsze? Było parę pozytywów, a najgłówniejszy to młodość 😉

  65. Tobermory. Ja tak przeczytalem wstepniak i pol wpisow (65/2)
    a poza tym…

    Dziekuje @Tobermory za krotki opis. Przyznam, myslalem spoleczenstwo szwajc jest bardziej „dojrzale”. Nie znalem argumentacji i wyniku. Wynik 77% dowodzi dosc bezmyslnosci. Uwazalbym wynik blisko 50/50 lepszy „przyszlosciowo”. Ja nie mam, tak mnie wydaje, obciazenia ze BGates podrzuca idee. Ale to jest „obojetne” do BNP. Idea. Przedefiniowac. Kazde dochody wystarczaja. Kazda wielkosc BNP wystarcza.

    Przez dziesiatki (setki) lat wypracowano system podzialu zysku. Tu nawet K.Marx nie pomoze. Zyski rosly liniowo. Z czasem dochody (zarobki pracownikow) zaczely rowniez liniowo. Nprzyklad zwiazki zawodowe. Jakiekolwiek systemy w roznych krajach byly. Nawet w czasach globalisacji. Globalisacje rozpoczol moze 16wiek, nie wczoraj. Oba systemy, zysk i podzial byly w proporcii. Lepiej, gorzej, byly proporcionalne. Nagle z powodu komputeryzacja, automatyzacja, zyski zaczely rosnac wykladniczo. Przy stale postepujacej globalisacji. Rownowaga z podzialem zostala zachwaiana. Podzial zyskow, zaplata pracownikom, podatki do spoleczenstwa, syst opieki etc jest dalej wzrost liniowy. Nominalny czasem. Nawet przy malej inflacji. Co w praktyce znaczy? Odleglosc miedzy najbogatszymi i najbiedniejszymi rosnie w bardzo szybkim tempie. Ilosc biedakow maleje w bardzo szybkim tempie. Paradox. Nikt jeszcze nie wymyslil, jak wykladniczo dzielic zyski. Zadna funkcja liniowa wzrostu, nie moze dogonic funkcji wykladniczej wzrostu. Globalizacja powieksza tylko wartosci.

    Zysk (dzis) rosnie Z=X^a
    Podzial zysku (dzis Dochody) rosnie D=aX
    a,X dowolne wielkosci ⋲Rzeczywiste.

    Miedzy Z, D wielkosciami, nie ma zadnej korelacji. Nie jest zadaniem zmniejszac zyski (Z)kogokolwiek. Zadaniem jest powiekszac dochod. Znaczy zrobic roznica miedzy D i Z ktora bedzie „marchewka”. Ta jest potrzebna na „nowe” pomysly. Dla tych co maja pomysly, motor napedowy. Jakby wtedy byl zysk(Z). Dochod mozna by okreslic jako UBI. UBI dzielony indywidualnie (typ miesieczna pensja) lub grupowo (fundusze). Albo mieszac podzial.

    Z=X^(a+”marchewka”)
    UBI=X^(a)

    To pozwoliloby odejsc od finansowania UBI kopalinami czy przemyslem ktory jest „robotyzowany”. Dostarcza coraz wiekszy zysk, coraz mniej dochodu. To jest pomysl (BillGates i Alexandra Ocasio-Cortez) finansowania za pomoca opodatkowania robotyzacji, komputeryzcji. Epoka industrialna release 5.0 (czy 4.0). To nawet Szwajc musza wiedziec. Przemysl Szwajc jest 5.0. Dzis. Ile jest „marchewka” rowna, jest decyzja polityczna. 0,1 czy 0,4, albo 1,2. Przesuwanie jedno/wielorazowymi politycznymi akcjami, reszta nazwijmy (P)olityka, zmienia tylko osie i punkt zerowy. Nprzyklad podatkami korporacji czy indywidualnymi. Tez zreszta manipulowanymi. Podatki konsumpcyjne typ accyza, VAT najciezej placic co maja male dochody.

    Zysk (dzis) rosnie Z=X^a ± P
    Podzial zysku (dzis Dochody) rosnie D=aX ± P
    a,X, P dowolne wielkosci ⋲Rzeczywiste. Nie zmienia dalej nic, sa bez zadnej korelacji, obie wartosci D i Z. Rozdzwiek coraz wiekszy, bogactwa i biedy wlasnosci. Choc biedakow coraz mniej, w calej populacji ludzi. Tu nic Marx nie pomoze, ni Piketty. Experyment Alaska, Iran sa bez przyszlosci. Mysle, Norwegowie to wiedza. Marx nie wiedzial nic o komputerze i sieci, stad pomylka.

    Mozeby to jednak byla zbyt libertarianska idea. Dosc niepopularna. Niektorzy nazwaliby abdykacja Panstwa to. Zmniejszyc, wyzerowac koszt, administracji systemow opieki spolecznej. Zamienic systemy opieki spolecznej na UBI. Czym by wtedy politycy zajmowali? Powrot do atenskiej „demokracji” typ? Kazdy dorosly (swiadomy) jest politykiem. Hmmm… A co zrobic z klēroukhia? A co zrobic z klerykami (np KK)?

    A wogole, to moja odpowiedz moze nie jest do Ciebie Tobermory, tylko tak „wogole”. To referendum szwajc nie bylo u mnie szerzej informowane. Ja nie czytam niemickojezycznej prasy. W Szwecji jest duzo dyskutowane UBI. Ale jakby inne doswiadczenia pomijane.

    Pzdr Seleukos

  66. Qba
    28 marca o godz. 14:12

    Bronisz sie zaciekle i na dodatek zupelnie niepotrzebnie, zamiast odpowiedziec na pytanie zadane grzecznie.

    Wiesz ja az sie dziwie, ze @wbocek jakos Tobie odpuscil polaczenie „nasza” – znaczy czlowiecza – cywilizacja… No dziwie sie bardzo. Do czego mam lusznie nalezne prawo.

    No bo wiesz @Quba. Tak miedzy nami czlowiekami, to nieopotrzebne jest to odwolywanie sie do naszosci. Wierz mi zupelnie niepotrzebne.

    I jeszcze jedno @Quba. Nieco mnie uspokoilo, ze zaznaczajac „naszosc”, nie miales na mysli tego, ze znasz inne niz nasza cywilizacje. Bardzo mnie uspokoiles, no bo niedawno ktos inny bardzo mnie zaniepokoil, ze sa inne cywilizacje i nie tylko sa, ale moga nam dac niezlego lupnia…

    Pozdrowka
    ~l.

  67. @seleuk|os|
    28 marca o godz. 17:07

    Inicjatorom referendum właśnie o te rozwierające się nożyce chodziło, o tę rosnącą odległość między najbogatszymi i najbiedniejszymi. Ale jak to w referendum – przeciwnicy mieli więcej pieniędzy na kampanię straszenia ludu negatywnymi konsekwencjami dla finansów i morale w państwie, niż zwolennicy – na przekonywanie o zaletach takiego rozwiązania.
    Obrona tego, co się ma, okazuje się bardziej istotna od ryzyka „dziwnego eksperymentu”.
    W Finlandii nie pytano suwerena, tylko wykonano dwuletni eksperyment na 2000 przypadkowo wybranych bezrobotnych. Okazuje się, że bezrobotni czuli się „szczęśliwsi”, mniej zestresowani, mieli mniej problemów ze zdrowiem i zdolnością koncentracji niż w grupie porównawczej, ale na ich sytuację na rynku pracy wpływ eksperymentu był zerowy. Nie było ani łatwiej, ani trudniej znaleźć zatrudnienie, nabrali jednak większej ufności w przyszłość.

  68. Tobermory28 marca o godz. 16:47 do @Qba ad 28 marca o godz. 16:34:

    Przecież normalnie nikt tak tego nie zapisuje, to tylko ilustracja, że mnożenie liczb to wielokrotne dodawanie tej samej liczby (dodatniej lub ujemnej).

    Tobermory,
    jako niepoprawnemu wszystkowiedowi polecam fragment modlitwy Tomasza z Akwinu:
    Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
    że muszę coś powiedzieć na każdy temat
    i przy każdej okazji.

  69. @Qba 28 marca o godz. 14:29
    Rozumiem że postanowiłes wypełnić tutaj wyrwę, jaką pozostawiło zniknięcie @wieska59?

    Широка страна моя родная,
    Много в ней лесов, полей и рек!
    Я другой такой страны не знаю,
    Где так вольно дышит человек.

  70. …gdzie tak wolno zdycha cziełowiek
    (rodzinna przeróbka)

    Nauczanie, nauczanie, od tygodnia się nauczam tai chi. Całkiem niczego.

  71. legat
    28 marca o godz. 19:04
    Legat, nie lepiej byloby opisac co jest blad w tym filmie?
    Krok po krok. Ja nie jestem nauczyciel czy matematyk. Chcialbym wiedziec, gdyby mnie to przyszlo nauczycielowanie matematyki.
    pzdr S

  72. Kiedys byla klotnia, ja zle pisze decymale. Czesc uwazala dobrze. Nie pamietam kto za kim obstawal.
    s

  73. Chyba napisze list, jeszcze raz do Zza kaluzy, jak pomylil Moj(r)zesz. To jest list o regulach
    Seleuk

  74. zza kałuży
    28 marca o godz. 19:07
    Zamiast Wiesia, lepiej portale z domain .ru (orginaly) ogladac. Jak kto co lubi
    pzdr Seleuk

  75. @Nefer
    28 marca o godz. 19:13

    W latach 80-tych partner w firmie sprowadził fachowca od tai chi, by trenował pracowników w ramach aktywacji/odpoczynku/regeneracji itd. Raz spróbowałem. „Całkiem niczego.” Ale znam parę osób płci różnych, którym to pasuje i ćwiczą od lat. I dobrze im tak.

  76. Przerwa na FpF, Cimoszewicz

  77. Sełeuk !9.16)
    może masz rację ale wydawało mi się to tak oczywiste, że uznałem będąc widać w „mylnym błędzie”, że dla każdego, kto ten filmik obejrzy też to będzie jasne.

  78. Ja w kwestii formalnej, korelacja jest funkcją liniową, więc oczywiste jest że między liniową funkcją zmiennej X, a wykładniczą funkcją zmiennej X nie ma zależności liniowej (z wyjątkiem blisko zera). To tyle powiedzieć że nic nie powiedzieć. Co nie oznacza że nie ma żadnej relacji.
    A jak dzielić lepiej zysk? Stock options. Też będzie wykładniczo.

  79. zza kałuży
    27 marca o godz. 23:56

    Taa, satyra to ciężki zgryz, zwłaszcza dla sztucznej inteligencji. Pocieszam się że ludzie tu nie czytają uważnie, albo Cię po prostu nie znają. A może naprawdę myślą że w Ameryce (trumpowej) wszystko możliwe 🙁

    zza kałuży
    28 marca o godz. 11:24

    A za mojej młodości były „Lilavati”, „Śladami Pitagorasa” i „Kalejdoskop matematyczny”. Wystarczyły z naddatkiem komuś, kto się dziecięciem będąc chciał zainteresować. Radziecki to był niezapomniany i świetny „Квант”

    A Demidowicz do analizy matematycznej? Za moich czasów na mimie na tej książce się umierało i zmartwychwstawało matematycznie. A na tych trzech też wyrosłam jako podrostka. Nawet chciałam niedawno kupić Lilavati na prezenty dla małych dziewczynek, ale książka zniknęła z powierzchni ziemi.

  80. izabella
    28 marca o godz. 19:32
    Przepraszam. Zamiast korelacja powinienem napisac zadnego zwiazku z soba nie maja. Korelacja to madre slowo. Za madre dla mnie widac. Ale dobrze ze zauwazylas.
    pzdr seleuk

  81. izabella
    28 marca o godz. 19:32
    A pozatym. Nie upieram o racje. Tylko uwage chcialem zwrocic, mozna inaczej myslec. Ten wpis i poprzedni, co linki dawalem
    pzdr S

  82. Mogę (i będę) głosować na okręg warszawski. No i nie wiem, Cimoszewicz czy Boni. Biedroń na pewno nie.

  83. izabella
    28 marca o godz. 19:33

    Komu Lilavati „znikla” temu znikla, mnie nie znikla…

    Jak o ksiazkach sie mowi, to wlasnie dzis droga kupna, ja ateista od urodzenia, nabylem kolejny egzemplaz niebieskiej ksiazeczki. Cudo, w drewnianych okladkach zamykanych na dwie klamry. Format ciut wikszy od A4, wagi lekko polciezkiej, bo cale 5 kg i 750 gr.

    Daty wydania nie znalazlem, ale ilustracje kaza sie domyslac, ze z przelomu XIX/XX w. Tam gdzie sie zachowaly, to dominuja barwy zlota i czerwieni. Od „gory” kartki sa zabarwione purpura, a od strony klamer, na zloto. Ilustracje barwne w stylu „naiwnego chrzescijanina”, czyli idyllicznie przesliczne.

    Nie jest „zaczytana na smierc”, ale obie deski okladek oderwaly sie od grzbietu i reperacja tego, najpewniej bedzie wielokrotnie drozsza od nabycia. A nabylem to cudo w ukochanym sklepie dobroczynnym za jedyne £20.00.

    Dzis juz swiatlo marne, ale jutro sfoce i pokaze.

    Pozdrowka
    ~l.

  84. @legat 28 marca o godz. 15:41
    sposób zapisywania działań jest niepoprawny, metodycznie niedopuszczalny. Czy zgodzisz się ze mną?

    Tak, masz rację, ucząc dzieci zapisu znaków (operatorów) bez ich żadnego rozdzielenia nawiasami jest proszeniem się o kłopoty i narażaniem uczniów na przyswojenie sobie niechlujnych a przez to niebezpiecznych nawyków. Napisałem ten komentarz plus wyjasnienie powodów ale mi duch bloga go zeżarł.

    tak więc teraz wyslę te częśc a za chwilę resztę.

  85. izabella
    28 marca o godz. 19:32
    Nie dajesz mnie Izabella spokoju. A jak dzielić lepiej zysk? Stock options..

    To juz od temperamentu zalezy. To w „moich” czasach nazywalo derivaty (instrumenty pochodne). Jak mnie kto opowiadal zebym zredukowal miesiecznice, a olbrzymia ilosc instrumentow nabral. To bede bogaty, bo ten projekt to jest jednorozec. To ja wtedy, -Wole miesiecznice. Odloze. Kupie stock za dwa lata, bez instrumentow pochodnych, tych derivatow. To jest temperament Izabella, albo oglad swiata. 😎 Malo wiary.

    pzdr Seleukos

  86. Byłem 2-gim uczniem w moim liceum, który przyniósł do szkoły kalkulator. Był to TI-30 a rok to był 1977. dwa lata później mogłem już bawic się moim pierwszym kalkulatorem programowalnym, czyli TI-58C.

    Sal Khan jest rówiesnikiem TI-30. Obaj urodzili sie w 1976 roku.
    A zatem jest on pierwszą generacją amerykańskich dzieci, która przez szkołę przeszła z kalkulatorem w ręce.

    Popatrz na instrukcję mnożenia liczb dodatnich i ujemnych zamieszczoną u dołu strony 15-tej manuala kalkulatora TI-30:

    https://www.manualslib.com/manual/405522/Texas-Instruments-Ti-30xiib.html?page=17#manual

    Instrukcja ta w swoje „pisanej” formie zawiera nawiasy, jak bozia przykazała… ale już klawiszologia ich nie zawiera, bo … nie musi.

    Kalkulator TI „sam ze siebie” wie, że naciśnięcie klawisza dowolnego operatora ma powodować wykonanie żądanej operacji na zawartości pamięci ekranu. A jak wie i jak to robi, to uczeń sie cieszy i zaoszczędza sobie na liczbie wciskanych klawiszy… nabywając niezbyt dobre przyzwyczajenia, które ty wychwyciłeś w swoim komentarzu.

    Sal Khan pisząc w swoim filmiku „-” oraz zaraz za nim drugiego minusa „-” zapomina, co robił na kalkulatorze Texas Instruments.

    Gdzie pierwszy minus to NIE BYŁ OPERATOR tylko klawisz zmiany znaku „+/-” 😉
    Dopiero drugi klawisz był operatorem odejmowania 😉

    Ty to wiesz, ty to wychwyciłeś, ale Salowi – równiesnikowi TI-30 sie to z niczym niebezpiecznym nie kojarzy…

    Uzmysłowiłeś mi @legat jeszcze jedną rzecz, a mianowicie jakim byłem szczęściarzem, mogąc także bawić się kalkulatorem firmy Hewlett Packard, a konkretnie moim pierwszym HP był model 41C.

    A tutaj mamy już jazdę bez trzymanki, bo HP uzywały wtedy wyłącznie notacji RPN, czyli odwrotnej notacji polskiej. Każdy amerykański inzynier. którego spotkałem, a pochodzący z pokolenia czynnego studencko i zawodowo w latach 70-80-90 słyszał o RPN i umiał rozwinąć ten skrót.
    To była taka promocja Polski i polskości, o jakiej PiS i Wolacy nigdy nie pomyślą, bo sa za głupi. Promocja, jaka wtedy złemu PRLowi zdarzyła się za darmochę! 😉

    Wracając do zapisywania operatorów i operandów, jak młody człowiek taki jak ja doświadczył zarówno maszynek TI jak i HP to w małym palcu miał nawigowanie miedzy niebezpieczeństwami zmiany znaków, precedensu działań i wstawiania lub pomijania nawiasów.

    Ale masz racje, filmik trzeba by wywalic i zrobic nowy, już z nawiasami.

  87. Nefer
    Jeśli masz wątpliwości, to ja Ci podpowiem. Głosuj na Cimoszewicza!

  88. mag
    28 marca o godz. 20:16

    Ale ja niedawno rozmawiałam z Bonim i powiedzmy poczuwam się bo on ciężko i przyzwoicie pracuje a dostał piąte (czwarte?) miejsce na liście. A tu masz babo, Cimoszewicz że swoją klasą i zrównoważeniem. Że też nie mam dwóch głosów :/

    Qba

    A takie tam ćwiczenia, z ciekawości

  89. @seleuk|os|8 marca o godz. 16:42
    Na wszystkich frontach walczyla nacja amerykanska, na „prawie” wszystkich niemiecka. Reszta walczacych walczyla gdzieniegdzie. Najwiecej nacji nie walczylo nigdzie. Mieli zajecia lepsze, czesc miala.
    Nieprawda, bo na Westerplatte żadnego jankesa nie było.
    Weź się doucz z historii.
    I pod Grunwaldem też nie było.
    I nad Smoelńskiem, znaczy się w zamachu, o… tutaj się pomyliłem, był tam jeden naturalizowany Polak, no ale formalnie obywatel amerykański… i co z tego? Jankes nie chce potwierdzić o tych taśmach samoprzylepnych z ładunkami trotylu przecinającyh skrzydła jedno po drugim… to jaka ta korzyść z jankesa?

    Za to w Jałcie nas zdradzili.
    Płaszczak to dopiero ma problem, co z tym fantem zrobić planujac kolejne juble z udziałem Rotacyjnych Amerykanów.
    Na razie Polonia z Chicago mu wrzeszczy do ucha, żeby o armii gen. Hallera przypominał, ale Płaszczak chyba boi się wrednych plotek o hallerowcach i antysemickich pogromach we Lwowi…
    … w każdym razie lotnicy amerykańscy z czasów wojny polsko-bolszewickiej wyglądają na najbardziej politycznie poprawnych kandydatów do polsko-jankeskiego braterstwa broni.
    No i Kościuszko.
    No i Pulaski.
    Kościuszko to nawet bił sie pod Lenino, ale o tym nie wolno teraz mówić.

  90. zza kałuży
    28 marca o godz. 20:32
    Niech mnie zaraza Zza kaluzy, jak ja dzis rozproszony jestem. Nie mam na kogo zwalic, chyba na ktory kot wezme. Co prawda to prawda, nie wiem jaki to front ten westerplacki.
    pzdr S.

  91. zza kałuży
    28 marca o godz. 20:32
    A ta notacja co przypomniales, to uzywalem ca 85roku jak lecialem AutoCad chyba release 10. Tam byl taki modul co AutoLisp nazywal. Mozna bylo zaprogramowac np grubosc czy naroznik, plus linie wymiarowe. Takie podobne. Jednym klikniciem olowka do tablicy obok kompa (z papierowa naklejka) wrzucic do rysunku.

    Potem juz nigdy nie spotkalem. Taraz pamiec compa jest tania. Te maszyny, co ja cos konstruowalem, jak pamietam, to mialy cos kolo 600kB RAM. I jeszcze z tego tzw „wirtualny dysk”. Ca 200kB. To byly rzeczy.

    pzdr Seleuk

  92. Zza Kałuży,
    dzięki za ciekawy i obszerne odniesienie się do mojej uwagi, która w zasadzie mniej dotyczyła samej matematyki a tego, że do sposobu przekazywania wiedzy przez Khan Academy trzeba podchodzić „dość aktywnie”, żeby nie używać słowa”krytycznie”. Nie wiem jak to tam jest z innymi dziedzinami ale z racji tego, że w „poprzednim życiu” zdarzyło mi się z matematyką „zetknąć”, to akurat pobieżnie przeglądając propozycje z KA trafiłem na ten filmik, który podobnie jak dla Ciebie, jest do poprawienia.

  93. A „olowek” byl oczywiscie do klikania. Nie grafitowy.
    S

  94. Nefer,
    problem z Bonim to zdaje się jest i taki – jak to słyszałem z netu, więc nie wiem czy to pewne – że jego małżonka jest tam gdzieś na etacie. Siedział więc będzie i tak w Brukseli i tak a jedna pensja to nie to co dwie. 😉

  95. @zza kałuży
    28 marca o godz. 20:11

    Wziąłem kalkulator i dodałem trzy razy po -2 bez nawiasów i co mi wyszło? -6 😎

    Byłem pierwszym na roku (1976) z kalkulatorem, co miał funkcje trygonometryczne. Na praktyce geofizycznej cała grupa miała obliczone wyniki pomiarów w ciągu 10 minut. Asystent był zdumiony, jemu to samo zajmowało dwie godziny.
    Dzieciaki w starszych klasach tutejszej szkoły sekundarnej już 15 lat temu dostawały (od państwa) kalkulatory, które od razu pokazują wykres obliczonej funkcji 🙄

  96. legat
    28 marca o godz. 20:58

    To akurat nie jest zabronione. Tu się nie da dostać „po znajomości”. Jeśli zdała egzamin to ma pełne prawo pracować. (Nie odbierz tylko mojego komentarza jako krytyki wobec siebie) Co innego asystenci MEP ale to już inna historia

  97. Ja to mam „placka”, choc baba nie jestem, to mam…

    Moze nei bede miec, ale na razie mam. Bo na stronie Polish Embassy ani slowa o eurowyborach…, ani slowa o komitetach wyborczych …

    Wiec nei wiem, czy bede mial szanse glos swoj oddac. Tym bardziej nei wiem, ze 26go bede w Glasgow. W Glasgow i juz!!! Bede w Glasgow, bo 26go w Glasgow gra Marek, a ja mam kupione wiele miesiecy temu bilety na koncert. Jesli bedzie OKW w Glasgow, to zaglosuje, jesli bedzie w Edinborough to tez zaglosuje, a jesli nie bedzie, to mam placek, czyli nie zaglosuje.

    Pozdrowka
    ~l.

  98. Tobermory do Zza kaluzy.

    Tez wzialem kalkulator. Trzy razy dodawalem -2 i co wyszlo. -6 😎
    Prosze Wacpanstwa, to jest NAUKA. W niezaleznych badawczych osrodkach, experyment dal dokladnie ten sam wynik. Musimy opublikowac w Science.
    pzdr S

  99. lonefather
    28 marca o godz. 21:09

    Jest za wcześnie, przecież jeszcze nie ma komitetów ani numerów list. Można się rejestrować do głosowania za granicą do 23 maja o ile pamiętam (na 95%) więc zdążysz 10 razy się dowiedzieć.

  100. Nefer,
    nie, nie, akurat to, że są oboje tam zatrudnieni, to dla mnie raczej na plus bo są oboje dobrze zorientowani od różnych stron tym niemniej ja mam innych faworytów 😉

  101. @Tobermory 28 marca o godz. 21:02
    Wziąłem kalkulator i dodałem trzy razy po -2 bez nawiasów i co mi wyszło? -6
    Tak, tak, poczekaj aż ci kalkulator zabiorą… czy też będziesz taki mądry z tą algebrą… 😉

    już 15 lat temu dostawały (od państwa) kalkulatory, które od razu pokazują wykres obliczonej funkcji
    Mój pierwszy graficzny to TI-81, teraz w USA dominuja TI-83 i 84, czasami 86. Brainiacks kupuja od 89 w górę… ja swojej najstarszej kupiłem TI-92+ i opanowała go, ku wielkie dumie ojca, błyskawicznie. Potem na amerykańskim uniwerku prowadząc zajęcia ze studentami z rozczarowaniem stwierdzała, że pomimo obcowania z tym sprzętem „od urodzenia” wcale nie są tacy dobrzy a oni z kolei dziwili się, jak taka baba z komuny może tak dobrze fruwać na „ich sprzęcie”.

  102. Asystent był zdumiony, jemu to samo zajmowało dwie godziny.
    Słaby był na suwaku logarytmicznym w naszej licealnej klasie przechodzilismy tez taką chorobę i pasjami obliczaliśmy (przez jakiś czas oczywiście, póki się nie znudziło) wszystko na suwaku.

  103. Zza Kałuży,
    ciekawe co by na ten dzisiejszy sprzęt powiedział, Ted Kaczynsky.

  104. Weźcie sobie panowie swój kalkulator, podzielcie 1 przez 3, od wyświetlonego na ekranie wyniku odejmijcie dokładnie tę liczbę, która sie wyświetliła (tyle samo cyfr co na ekranie) i powiedzcie, jaką liczbę dostaliście?

  105. @legat 28 marca o godz. 21:30
    BUM!

  106. zza kałuży
    28 marca o godz. 21:30
    Nie jestem pewien czy instrukcje dobrze zrozumialem. Dostalem

    -33,666666666666666666666666666667

    seleuk

  107. @Nefer
    Ostatnio czytałam co powiedział Boni na na temat ACTA2 i co napisał Newsweek i mi się rozjechało. Newsweek brzmiał logiczniej a Boni nawijał i wyglądało, że nie wie nad czym głosował.

  108. Nefer
    28 marca o godz. 21:13

    Nefciu,

    Many thx, za pocieche… As usual you know…

    I Pozdrowka
    ~l.

  109. zza kałuży
    28 marca o godz. 21:30
    Czy Twoj kalkulator (lepszy) jest na korbe i zamachowe kolo? Ja musze niedlugo isc spac.
    pzdr S

  110. seleuk|os|
    28 marca o godz. 21:40

    Siudemka na koncu to zaokraglenie? Czy wynik ostateczny? Znaczy sie na ile pozycji „po przecinku” masz ustawienie?

    Pozdrowka
    ~l.

  111. @Seleuk

    Planowany objazd mam juz niemal podopinany. W Twoje poblize powinienem dotrzec mniej/wiecej w okolicach 23/24 Sierpnia, z mozliwymi przesunieciami +/- 2dni.

    Napisz na priv’a bo mi sie gdzies Twoj zawieruszyl.

    Pozdrowka
    ~l.

  112. lonefather
    28 marca o godz. 21:49
    Pewnie ze tak. Ja ostatnio liczylem koszt energi wg LCOE. 1kW instalacji ile kosztuje. Wcale nei trzeba zaawansowanych kalkulatorow, na 30lat przy obnizce 0,5% na rok efektu. I roznych panstwowych warunkach inwestycyjnych. Dosc zagmatwany wzorek. Masa esowfloresow.

    Moj adress jest rmk(dot)woohoo(at)gmail(dot)com

    pzdr Seleuk

  113. seleuk|os|
    28 marca o godz. 21:59

    Many podziekowan ja ciebie daje. Dalej bloga nie zasmiece prywata.

    Pozdrowka
    ~l.

  114. lonefather
    28 marca o godz. 21:49
    Wynika na 29(30) nie wiem co jest prawidlowe, chyba 29.
    Dobranoc Seleuk

  115. Ewa-Joanna
    28 marca o godz. 21:44

    Musiałabym poczytać. Mam w każdym razie życzliwość za spotkanie z Michnikiem i organizację obchodów 100 lat niepodległości w PE, po tej pisowskiej katastrofie.
    Jednak Cimoszewicz bardzo mi odpowiada (racja @mag)

    @lonek

    Niezamaco. Coś jeszcze chciałam ale mi uciekło :/

  116. @seleuk

    A Ty dozyjesz tych efektow oszczednosciowych?
    Sie pytam, bom jest malo oszczedny i sie mi zdaje, ze oszczedzanie to raczej skraca, niz wydluza. Ale jak napisalem, zem malo oszczedny, to sie rozminalem z reality, bo jak kupuje to wole wiecej wydac, zeby zaoszczedzic. I chyba czasem sie mi udaje…

    Pozdrowka
    ~l.

  117. zza kałuży
    28 marca o godz. 21:20
    Potem na amerykańskim uniwerku prowadząc zajęcia ze studentami z rozczarowaniem stwierdzała, że pomimo obcowania z tym sprzętem „od urodzenia” wcale nie są tacy dobrzy a oni z kolei dziwili się, jak taka baba z komuny może tak dobrze fruwać na „ich sprzęcie”.

    Pewnie połowa z nich to byli Chińczycy, więc to nie był ich sprzęt, i też się raczej niczemu nie dziwili.

  118. @seleuk

    Ja sie o te zaokraglenie na 17 pozycji chyba, pytalem, bo to nie pojedynczy czlek zaoszczedzi, ale system calosciowo zaoszczedzi, przy odpowiedniej ilosci czlowiekow, co sie przestawia ….

    Pozdrowka
    ~l.

  119. A propos BUM (suchar)

    Jaka jest różnica między kimś kto spada z 1 albo z 10 piętra?

    Z dziesiątego: AAAAA BUM
    Z pierwszego: BUM AAAAA

  120. seleuk|os|
    28 marca o godz. 20:02

    Handlowałeś derywatywami? To Ty ostry zawodnik jesteś. U nas stock options dają firmy swoim pracownikom. Nie wszystkie i nie wszystkim, ale może dałoby się to rozszerzyć na resztę populacji.

  121. @Nefer
    28 marca o godz. 22:06
    Właśnie przeczytałam, że Monika Płatek jest kandydatką Wiosny. Jak z Warszawy to ja bym na nią głosowała. Bardzo mądra kobieta.
    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,24592401,to-robert-biedron-zaproponowal-jej-start-z-listy-wiosny-w-eurowyborach.html#S.srodkowaLifestyle-K.C-P.-B.1-L.1.duzy

  122. @WSZYTKIE i @Quba tez…

    A mnie sie przypomnial taki rysunkowy komentarz, ktory bez watpienia bylem widialem w POLITYCE. Czy byl Mleczki, czy kogo innego, to mnie pamiec w tej chwii nie dopisuje. Ale „lecial” ten koment mniej wiecej tak:

    Nad obrazkiem byl tytul: „Polska krajem ludzi UCZACYCH sie”

    A na obrazku bylo dwuch faciow, trzymajacych sie nawzajem za klapy (gangow)

    A nad kazdym byl „dymek” z identycznymi slowami : „Ja Pana naucze…!

    Pozdrowka
    ~l.

  123. Ja dostałam 3.333 * 10^-10

  124. @Nefer, @Ewa-Joanna
    Też bym wolała głosować na Płatek albo Środę. W Warszawie z Wiosny na drugim miejscu będzie Scheuring-Wielgus, ale może jednak zagłosuję na Cimoszewicza. Najpierw oczywiście muszę się zarejestrować.

  125. lonefather
    28 marca o godz. 22:09
    Na tak pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To jest skomplikowana odpowiedz. Nie jestem pewien czy blog by cos takie interesowalo. Krotko to jest tak.

    Co miesiac kazdy wydaje jaka sume pieniedzy na energie. Wszystkie formy energii. Wszystkie cele. Dopasowujac do wymagan Panstwa (politycznych) uzyskalem zysk 1400Skr miesiecznie. Dokladnie place te same rachunki, nic nie zmienilem w moim sposobie zycia. Ilosc energii jaka mozna „kupic” jest decydujaca dla jakosci zycia.
    Nie umiem to lepiej napisac. Bardzo dokladny rachunek, nie calkowity, bede mial jak bede deklarowal podatek. Za miesiac. Bardzo trudno jest policzyc „subwencje” podatkowa wprzod. Moja kalkulacja bedzie prawdziwa 12wrzesnia tego roku. Byc moze wyjdzie ze taniej 1350Skr albo 1482Skr na miesiac. To jest rachunek inwestycji. Kazda firma, nawet co palety produkuje, musi umiec zrobic rachunek. Dlaczego trzeba zainwestowac w drewniane gwozdzie zamiast zelazne. Przy niezmienionej funkcionalnosci palety.

    Dobranoc Seleukos

  126. izabella
    28 marca o godz. 22:15
    Jakby wszyscy na derivatach lecieli, to prawie wszyscy w trombe by zostali zrobieni. Sloniowa trombe. Natym trzeba wiedziec, co to jest. Slyszalem Walesa obiecywal wszystkim dostana. Tak oligarchie kleptokratyczne rodza Izabella. Pensja ma byc co miesiac „za nic”.
    DOBRANOC S.

  127. Mini kalkulatory w obliczeniach naukowych i technicznych

    https://sklep.skrypt.com.pl/p/1543/42140/kozarski-m-szurmak-z-mini-kalkulatory-w-obliczeniach-naukowych-i-technicznych-elektronika-z-informatyka-nauki-techniczne.html

    Z tej książki uczyłem się o dokładności obliczeń za pomocą kalkulatorów… ostatnie momenty przed rewolucją minikomputerową…

    http://people.ku.edu/~wzhuang/CAMseminar/CAM06Fall/DirtySecrets.pdf

    mozna zacząć lekturę od końca, czyli od strony 3

  128. @izabella 28 marca o godz. 22:19
    Ja dostałam 3.333 * 10^-10
    No to teraz masz lepsze pojęcie o możliwej liczbie cyfr znaczących jaka cechuje obliczenia twojej maszynki. Do tego co wyświetla na ekranie możesz spokojnie dodać 2-3 a czasami nawet 4 cyfry. Tylko trzeba zajrzeć za ten „róg”. 😉
    To tak na wypadek, gdybyś dzisiaj leciała na Księżyc i wszystko musiała sama sobie policzyć.

  129. Ewa-Joanna
    28 marca o godz. 22:18

    Onegdaj się, tutaj, pani Monice wziąłem i oświadczyłem co do uczuć gorących. Cimoszewiczowi też się prawie bym, ale się wstydzę.
    No i teraz strasznie trudny wybor. Oboje to postaci najwyższych lotów.

  130. seleuk|os|
    28 marca o godz. 22:30

    Many thx jeszcze raz. Odpowiedziales na pytanie wystarczajaco precyzyjnie, zebym miel jasnosc, ze sie nie myle. Co do mnie, to pozostane przy swoim pogladzie, z tym ze „stane na glowie” i dom jaki mam w planach, to wyposaze w studnie niezalezne, kolektory sloneczne, pompy ciepla i inne gadzety co kosztuja, ale oszczedzaja… A poza tym, to na sasiednim nieuzytku zasadze plantacje wierzby energetycznej, dokldnie na kawalku filtracyjnym sciekow domowych. Maszynke do produkcji „pelletow” mam juz namierzona, wiec teoretycznie rzecz ogladajac, to sie bede mogl obejsc bez sieci. Ale tylko teoretycznie, bo godziny „nocne” jak na razie mnie wiaza i krepuja…

    Pozdrowka
    ~l.

  131. @izabella, Ewa-Joanna

    Środa ostatnio mi podpadła, zawsze szanowałam ale ostatnio natknęłam się na dwa dość napastliwe i nieprzyjemne wpisy na FB – zupełnie do niej i mojej opinii o niej niepasujące. Zgryz. I nieprzyjemne zaskoczenie.
    Nie wiem czy Płatek z Warszawy, jakoś się Wiosną nie interesowałam.

  132. lonefather, 28 marca o godz. 23:14

    Ja pamietam z Andalusii, tam bylo ze 40stC albo lepiej. Znaczy problem, chlodzic, nie grzac. Ja mam cieplna pompa. Cieplna pompa tez energie bierze. Do grzania ok 25% (teraz najlepsze) od tradycyjnego zuzycia. Z tego co wiem, do chlodzenia, trzeba wiecej energii. Po drugie pompa chodzi nie tylko grzac/chlodzic, ale dla poprawy klimatu (wilgotnosc) i micropartiklar (typ kurz). Ja planuje wylaczyc moja pompe grzanie. Nigdy nie chlodze. W Szwecji niewiele dni jest +25. I trzeba okna zamknac. Inaczej pompa ptactwo grzeje/chlodzi. Jedyna rada jaka moge Tobie dac jest kup pompe co jest dwa razy wieksza, co „rekomendowana” dla kubatury u sprzedawcy. Roznica w cenie jest nieduza. Duza jest, jak pompa chodzi roznica. Czy na 30% max mocy kW, czy na 70% musi pracowac. W cieniu „zawsze” postaw ta zewnetrzna czesc, jak najkrotsza rura. Zaizolowana. Architektonicznie. W Andalusii.

    Problem energii „noca” u mnie (grzanie) prawdopodobnie bede probowal rozwiazac dwoma kolektorami(???) wody. To sa dwa zbiorniki, kazdy 1m3. Dobrze izolowane. Ale jeszcze ich nie polaczylem rurami. Stoja i kurz zbieraja na razie. Ja nic nie robie jak Excelka nie lece. A teraz ostatnio wpadlem na „swietlany” pomysl zeby wode na tlen/wodor rozkladac. Wodor magazynowac, potem palic. To moze na Mars polece, z kotami. Jakby co z tego wyszlo jakonietako. Takie mam podobne idee. Technicznie teraz jest wszystko mozliwe, tylko trzeba zaexcelkowac, czy oplaca. Nawet wlasna wode produkowac w warunkach saharyjskich mozna. Na nylonowych siatkach. Zero energii. Tylko zaexcelkowac co siatki kosztuja i ile kropelki wydzielaja.

    Co to sa „pallety” nie wiem. Podejrzewam, taka wierzba/wiklina/topola/czyco energetyczna. Do zbierania i drobnicowania. Nie wiem jak szybko rosnie u Ciebie. To jest schemat na „oplacalnosc”, ze szw Urzad Rolniczy. Jakby Ciebie interesowal przetlumacze rubryki.
    http://www.jordbruksverket.se/download/18.32b1a07c14e037e92813dff9/1434629207922/Kalkylmall.pdf
    Wszystkie szw strony ten typ, takie maja ceche, klikasz inEnglish i wtedy otwiera strona z ladnym ladszafcikiem „More information in English will follow.”

    A przedwszystkim, grube litery. ZOBACZ ILE/ZACO DAJE PANSTWO HISZP CZY REGION ANDALUSIA SUBVENCJE I JAK DAJE (na takie wybryki).

    Takto przy kafffce @lonefather. Jade „odebrac” Moja, jej walizke i pojemniasta torbe. Bede wieczorowom porom.

    Pzdr Seleukos

  133. Narada Obywatelska o Edukacji:
    https://www.naradaobywatelska.pl/

  134. Na blogu prof. Śliwerskiego próbowałem wklejać, z częściowym sukcesem.
    Komentarz numer 1:

    Profesor pytał we własnym wstępniaku:

    1.Dlaczego rządzący tak nie lubią nauczycieli?
    2.Może zatem należałoby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego sprawujący władzę polityczną w kraju tak nienawidzą nauczycieli,

    na co mu odpowiedziałem:

    Jakiś czas temu zacząłem sporządzać histogram zawodów pełnionych przez posłów kolejnych kadencji Sejmu. Od początku moich „badań” nie zdarzył się jeszcze Sejm, w którym nauczyciele nie byliby dominującą grupą zawodową. Proszę zatem swoje pytanie numer 1 oraz numer 2 zadawać nauczycielkom w szkole.

    Komentarz ten ukazał się.

  135. Komentarz numer 2:

    Profesor w treści blogowego wpisu wspomina jak to:

    na początku lat 90. XX w. prof. Alicja Kargulowa z Uniwersytetu Wrocławskiego opublikowała wyniki badań wśród uczniów odpowiadających na pytanie: Dlaczego dzieci nie lubią szkoły? Może czas powtórzyć także badania wśród nauczycieli prof. Aleksandra Nalaskowskiego z okresu sprzed reformy Mirosława Handke, z których wynikało, że duży odsetek z nich nie tylko nie lubi szkoły, ale i nienawidzi własnej pracy, a mimo to w niej pracuje?

    Mój komentarz:

    Na tym blogu znalazłem się dzisiaj przygoniony przez rezultaty wyszukiwarki Google, którą zapytałem o prof. Nalaskowskiego. A zapytałem z powodu usłyszanej w polonijnym radyjku w Chicago prasówki, czyli lektury tekstu prof. N. w którymś z niezwykle tam popularnych pismideł katonaziolskiej szczujni. Otóż prof. N. wyzwierzał się na antypolskie publikacje któregoś z ostatnio odsądzanych od czci i wiary w katonaziolskich środowiskach badaczy stosunku Polaków-katolików do Polaków-Żydów w czasie okupacji. Krytykę rozpoczął był od wyśmiania nienaukowości i tendencyjności tytułu recenzowanej książki, czyli „Dalej jest noc”. Że niby sam tytuł narzuca już czytelnikowi stosunek do wydarzeń i wymusza na czytelniku pożądane przez autora wnioski.
    Teraz wracamy do pytania prof. Alicji Kargulowej: „Dlaczego dzieci nie lubią szkoły?” Co by na tak zadane pytanie powiedział prof. Nalaskowski? Jak skomentowałby pytania tego naukowość i brak wywierania presji na pytanym?

    Komentarz ten nie ukazał się.

  136. Komentarz numer 3:

    W odpowiedzi na stwierdzenie pana profesora, że:

    Co zrobić, by do szkół trafiali przede wszystkim najlepsi, najzdolniejsi, najbardziej inteligentni absolwenci szkół wyższych? Odpowiedź jest prosta: musieliby na starcie otrzymywać taką pierwszą płacę, jak absolwenci studiów informatycznych, programiści, a więc minimum 10 tys. złotych, a przecież tak nie lubimy nauczycieli, że byłoby trudno nagle zmienić swój sposób postrzegania ich i szanowania ich pracy, stawiając im rzecz jasna dużo większe wymagania.

    Polacy, a współcześnie Wolacy, nie chcą zapłacić sensownych pieniędzy nauczycielkom, (po podwyższeniu im pensji byliby to znowu nauczyciele) z takiego samego powodu z jakiego nie umieją zbudować systemu pozytywnej selekcji do zawodu, mentoringu starszych i lepszych nauczycieli wobec młodszych , niedoświadczonych lub gorszych, a w końcu eliminacji z zawodu nauczycielskich pomyłek. Oraz stu innych kompetencji zapewniających dobre funkcjonowanie Kraju. Zamiast wymyslać koło Wolacy powinni przeprowadzic narodową debatę nad celami edukacji. Kierunkiem rozwoju Kraju. Zrobić benchamrking i korzystając z niebywałej mobilności Polaków zapytać ich o cechy idealnego państwa na podstawie doświadczeń emigrantów. Tylko jak to zrobić w kraju, gdzie cynicy i fałszywcy przy władzy, za sojuszników mający katonazioli i kiboli, rządzą za pomocy religii smoleńskiej, podsycania ksenofobii, homofobii, omadlania granic różańcami, sączenia jadu i strachu przez Radyjo co Maryja, pistelewizję, szczujnie karnowskich, sakiewiczów, kurskich, itp., zohydzanie kolejnych grup zawodowych jak sędziowie, lekarze, nauczyciele, pielęgniarki, opiekunowie niepełnosprawnych, drugiego sortu, zdrajców i targowiczan stojących tam gdzie ZOMO, unijnych szmat, itd., itp.
    Premier Matołuszek łże już nawet bez żadnego uroku, w najbardziej prymitywny sposób. Ciemny lud to kupi i ciemny lud się przekupi. PRL wraca, bo I sekretarz KC PiS tak zarządził. A on nie zna niczego innego, bo kiedy trzeba było sie obudzić to spał do południa.

    Komentarz ten ukazał się.

  137. Komentarz numer 4:

    Ja tak mogę długo narzekać. Ale panie Profesorze, jak się panu podoba czynienie z tzw. „żołnierzy wyklętych” wzorów pedagogicznych dla młodzieży? Pomińmy na chwilę fakty i zgódźmy się, że to byli honorowi żołnierze (jakiej armii? jakiego rządu? gdzie ich legitymacja prawna? – ale to szczegóły), że nie mają na sumieniu żadnych przestępstw ani zbrodni. Czy dzisiaj chcemy zachęcić młodzież do myślenia o wojnie światowej jako o czymś pozytywnym? Dopomagającym Polakom/Wolakom w odzyskaniu „Wielkiej Polski”? Do uważania za pożądany beznadziejnego boju z armią, z którą nie da się wygrać? Wtedy ta armia pokonała wielomilionowy Wehrmacht a sama miała być pokonana przez „leśnych”, choćby z ryngrafami na szyi? Dzisiaj polska/wolska młodzież ma się rzucić na nuklearną armię? Wyposażona w co? W armatohaubice Krab? Koreańsko-brytyjsko-niemiecko-francusko-czesko-słowackiej konstrukcji?
    Patton radził swoim żołnierzom aby zrobili wszystko w celu umożliwienia TYM DRUGIM ofiarowania swojego życia za ich ojczyznę. Polscy/Wolscy politycy z obecnej ekipy wyraźnie stawiają jako pedagogiczne wzorce młodzieży umierających za ojczyznę i to jeszcze w beznadziejnej walce. Z punktu wiedzenia Kościoła hodowla męczenników ma sens, ale z punktu widzenia świeckiego społeczeństwa chyba nie ma. A może Polska/Wolska już osiągnęła stan przepisany receptą Goryszewskiego: „Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka”? Wtedy rzeczywiście męczennicy w straceńczej wojnie jako przykłady dla dzieci mają sens. Katotaliban nad Wisłą. A polonijne radyjko ciągle nadaje „Zaszum nam Polsko nad Wilnem nad Lwowem”… czy polskojęzyczny kołchoźnik pisradia też wam w Wolsce nadaje tę piosenkę? Niech będzie pochwalony… ale wszelkie dyskusje o ulepszaniu wolskiej edukacji za pomocą wlewania w nią wiekszej ilości pieniędzy ma taki sam sens jak płacenie dwórkom Glapińskiego po 60 tysi na miesiąc. Zamiast lepszych nauczycielek dostanie pan profesor dotychczasowe nauczycielki tylko na botoksie, z tipsami i mocno tlenionymi włosami.

    Komentarz ten nie ukazał się.

  138. zza kałuży
    29 marca o godz. 8:27

    prof. Śliwerski: Co zrobić, by do szkół trafiali przede wszystkim najlepsi, najzdolniejsi, najbardziej inteligentni absolwenci szkół wyższych?

    Czy to aby nie przesada żeby to byli najlepsi absolwenci? Czy nie wystarczą po prostu dobrzy? Najlepsi powinni trafiać do nauki. I nie do finansów, co ma miejsce np w US. Bo skutki są też opłakane ale inaczej.

    Gdzie trafiają najlepsi polscy absolwenci? Za granicę.

  139. @zza kałuży,

    dobrze, że stawiasz te pytania.
    Dobrze, że poruszasz te kwestie. Bez ogólnonarodowej debaty, namysłu nad stanem edukacji nic się nie zmieni.
    To jest ostatni dzwonek, żeby się obudzić.

  140. wujaszek wania
    29 marca o godz. 10:08

    To by sie zgadzalo z tym czego sie niedawno dowiedzialem od osoby majacej duze i wysoko we wladzy ulokowane kontakty. Otoz wierchuszka PiSowska ma absolutne, niczym nie zmacone przekonanie, ze:

    1) Nie popelniaja zadnych przestepstw
    2) Wykonuja ciezka prace dla dobra kraju i Polakow
    3) Wladzy nieoddadza bo:
    a – maja poparcie
    b – musza dokonczyc zmiany

    W swietle tego co wiemy, to powyzsze przekonania, sa wrecz smieszne swoim wyalienowaniem z rzeczywistosci. A to co manekin z siebie wydal na spotkaniu z bylymi kolezankami i kolegami, dokladnie to potwierdza.

    Pozdrowka
    ~l.

  141. @

    Czyli wracamy do początku: kto, kogo, jak i czego ma uczyć?
    Historia ludzkości pełna jest wszelakich prób w tym zakresie. Wszystkie one kończyły się rozmyciem pierwotnych założeń i kryteriów. Taka jest bowiem natura ludzka, że szuka indywidualnego obejścia wspólnych ustaleń. Dotyczy to oczywiście nie tylko nauczania.
    Jeżeli ustalimy sztywne reguły (nie sztywne nie mają sensu, bo od razu przestają działać) działania czegokolwiek w społeczeństwie, to od razu ustalamy kto i jak ma pilnować ich przestrzegania. Ale człowiek to nie automat, więc rozmycie jest nieuniknione.
    Cóż więc można zrobić? Jako pierwsze proponuję likwidację wartościowania rodzajów działania. Praca kopacza rowów ma taką samą wartość społeczną, jak profesora. Jeżeli nie, to któraś z tych prac jest nieprawidłowo zdefiniowana. Drugim krokiem jest wprowadzenie nieuniknionej konsekwencji źle wykonanej pracy. Każdej pracy. Trzecim krokiem jest jawne i precyzyjne ustalenie kreyterium każdej pracy. Jest to możliwe dla każdego rodzaju pracy, nawet dla czysto twórzczych mało przewidywalnych, działań.
    Jeżeli dodamy do powyższego pełną jawność spraw wspólnych, to sprawa wynagrodzenia jest prosta – dzielimy po równo i mamy podstawę dla wszystkich. Dzięki temu kopacz rowów może dać społeczeństwu wspaniałą muzykę, bo będzie mieć czas i możliwości uprawiania swego hobby.
    Problemem będzie obalenie mitu obowiązków i odpowiedzialności kierownika/dyrektora/prezesa. Byłem każdym z nich i wiem, że to praca jak każda inna. Ani jej więcej, ani trudniejsza. Tym bardziej, że ma się do dyspozycji zespół podwładnych. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to albo się do tej działalności nie nadaje, albo stanowisko pracy jest źle zdefiniowane.
    Problem bodźców do wykonania zadań dodatkowych. Czy to konieczne? Jeżeli właściwie określimy stanowisko pracy, to nadmiar tejże coś zepsuje: albo spadnie jakość, albo szybciej wypali się pracownik, albo zatka się coś dalej, itd. W systemie społecznym (jak w każdym) najważniejsze jest jego bezawaryjne działanie.
    Jeżeli ktoś czuje potrzebę dalszej, szerszej dzałalności, to nic nie stoi temu na przeszkodzie. Takie działanie powinno być możliwe (z typowymi ograniczeniami ze względów bezpieczeństwa itd.) dla każdego i zawsze. Działania wymagające nakładów społecznych wymagają oczywiście przyzwolenia społecznego. Kwestia wynagrodzenia dodatkowych osiągnięć powinna leżeć każdorazowo w gestii bezpośrednio zainteresowanych po obu stronach, czyli tak twórców, jak i korzystających z ich działań.
    A nauczanie? Podstawowe dla każdego obowiązkowe. Wszystko inne dobrowolne i indywidualne. Chyba każdy, kto kończył jakieś studia wie, że zawodu uczył się dopiero w pracy. Choćby nie wiem jak ukierunkowane były te studia. Czyli, z punktu widzenia społeczeństwa, studia to strata czasu i pieniędzy. Zwłaszcza w dobie pełnego dostępu do wszelkiej informacji.
    A co z nieokrzesaną chęcią posiadania, która jest motorem „postępu” dzisiejszej cywilizacji? To proste. Chcesz mieć? Zrób sobie sam. Będziesz mieć to co chcesz, będziesz mieć satysfakcję, nauczysz się robić, docenisz pracę, pozwolisz uniknąć zaśmiecenia planety masową produkcją czegoś, co możesz wykonać sam. A może przy okazji dojdziesz do wniosku, że wcale tego nie potrzebujesz, bo masz przecież już coś podobnego? Chciałbym to zauważyć, że już dziś na rynku dostępne są narzędzia i cześci do zmontowania sobie samemu smartfona. O samochodach już nie wspominam, bo to było możliwe już za czasów mojej młodości.

  142. @Ewa-Joanna
    29 marca o godz. 3:51
    Test sześcianu mi się nie włącza. Nie boleję nad tym zbytnio, bo po kilku dziesiątkach lat życia wiem o sobie tyle (bez złudzeń), że nic nowego nie mógłby mi zapewne powiedzieć.

    Rad jestem, że książki Glendy się spodobały. Trochę inna fantastyka, poetycko-renesansowo-florentyńska z magią i muzyką, to „Song For The Basilisk”. Ja b. lubię.

  143. Jeśli idzie o nauczanie, to jako nauczyciel bardzo długo już były mogę tylko powiedzieć, że w PRLu zawód był zdominowany przez najlepszych, tych z powołania i takich, co nigdzie indziej kariery nie umieli zrobić. Jak jest dziś nie wiem, ale moim zdaniem płacić za dużo jest źle, a za mało też niedobrze.

    Jeśli o stanie i wynikach nauczania w Polsce mają świadczyć poziom komentarzy na Internecie, to, sądząc po ortografii i wiedzy o świecie, jest zdecydowanie kiepsko.
    Słyszałem gdzieś, że w USA poziom analfaberyzmu funkcjonalnego to ok. 50%. Czy to prawda i jaki jest poziom w Polsce – nie wiem, szybkie guglnięcie nie znalazło statystyk.

    Tak cyz owak, skutecznie i dobrze uczyć udaje się gdzieniegdzie, rzadziej niż częściej i chwilowo. Jak zawsze i wszędzie, nauczanie wlecze się daleko w tyle za postępem nauki i procesami społecznymi.

  144. @wbocek
    28 marca o godz. 6:10

    Qba
    „zwiększy szanse na szybki rozwój techniki i technologii”

    Jak szybki, to znaczy, że będzie jak było? A dzie tam – będzie coraz lepiej. Zamiast czteropasmowych autostrad – osiemnastopasmowe….

    Pełna zgoda!! Koń jaki jest każdy widzi – stan naszego światka jasno udowadnia, że szybki rozwój techniki i technologi, bez równoczesnego rozwoju etyki, poczucia wspólnoty i umiejętności społecznych jest w przytłaczającym stopniu lewarem dla prymitywnych, paskudnych skłonności nagiej małpy.

  145. Qba
    29 marca o godz. 10:29

    proponuję zostawić w spokoju „historię ludzkości”.

    Cel edukacji jest jeden. Wyposażenie w kompetencje (wiedza, umiejętności, postawy) pozwalające na twórcze wykorzystywanie własnego potencjału w zmieniających się warunkach społecznych, ekonomicznych i technologicznych.
    Czyli należy nauczyć dzieci, samodzielnego, krytycznego, twórczego myślenia.
    Reszta to technikalia i didaskalia.

    Nauczyć tego mogą jedynie nauczyciele twórczy, samodzielni, kreatywni. A to musi kosztować.
    I albo, jako społeczeństwo, zdecydujemy się inwestować w edukację. Albo dalej będziemy trwonić pieniądze na zabawki dla „wojsk terytorialnych”, czarnych okupantów, hece patryjotyczne.
    Na horyzoncie, w ramach niemania środków, szykuje się wymiana mundurów policji na granatowe.

  146. lonefather
    29 marca o godz. 10:22

    ciekawe czy koleżanki z pokoju nauczycielskiego zapytały o kasę na fort Trumpa?

  147. seleuk|os|
    29 marca o godz. 7:18

    Nie! Zdecydowanie i stanowczo zabraniam Tobie, szlajania sie po blogu, gdy Twoja przyjezdza. Zajmuj sie Twoja, a ja moge poczekac, tym bardziej moge, ze ze Swoja jestesmy dopiero na etapie dyskutowania podstawowego problemu, czyli GDZIE?

    Ale jak juz zajzales to:

    – pomysl z rozkladaniem nie jest odkrywczy, ale ma haczyk w postaci magazynowania wodoru, ktory zwyczajnie ucieka
    – „pellet” to nazwa tego na co trzeba przerobic materie organiczna, zeby podajnik automatyczny byl w stanie ladowac do pieca
    – uwagi o pompach sobie do „kajecika” przenioslem i bede sie nimi kierowal, gdy przyjdzie czas decydowania

    A treaz, to juz nie odpisuj, tylko zmykaj i sie Swoja zajmuj jak nalezy.

    Pozdrowka
    ~l.

  148. Niezwykle cenię i szanuję profesor Monikę Płatek.
    Osobiście widziałbym ją w parlamencie krajowym, kiedy po odsunięciu katobolszewi trzeba będzie czyścić stajnię Augiasza. Dobrzy prawnicy będą wtedy na wagę złota. Szczególnie zorientowani na kwestie równościowe i świeckie państwo.

  149. wujaszek wania
    29 marca o godz. 10:56

    Wiesz co? Ja mam centralnie i gleboko w powazaniu to, czy sie o kase na ten TrumpoTort pytaly. Za to ciekawi mnie stopien zszokowania tych bylych juz kolezanek, stopniem odlecenia manekiny, w zaledwie 3 lata.

    Pozdrowka
    ~l.

  150. @Herstoryk
    29 marca o godz. 10:36

    Przepraszam, ale co ma ośmiopasmowa autostrada wspólnego z rozwojem techniki i technologii? Tyle tylko, że auta świetnie się sprzedają więc potrzebne były drogi.
    To kwestia kryterium. Jak długo jedynym kryterium będzie zysk, tak długo będziemy coraz szybciej, coraz lepszymi samochodami, po coraz lepszych autostradach zjeżdżać w kierunku unicestwienia cywilizacji.
    Musimy – jako cywilizacja – zdobyć się na szeroko zakrojone badania podstawowe. Przede wszystkim rozwiązać sprawę energii, czyli skąd ją wziąć, jak nią sterować, jak ją przetworzyć w materię i z powrotem. I to wszystko bez uszczerbku dla Ziemi. Bo skoro już musimy zaspokajać (głównie wyimaginowane) potrzeby obywateli, to róbmy to rozsądnie.

  151. Herstoryk
    29 marca o godz. 10:36

    szybki rozwój techniki i technologi, bez równoczesnego rozwoju etyki, poczucia wspólnoty i umiejętności społecznych jest w przytłaczającym stopniu lewarem dla prymitywnych, paskudnych skłonności nagiej małpy

    Dlatego kwestia dobrej edukacji jest kwestią tym pilniejszą.

  152. lonefather
    29 marca o godz. 11:03

    tyż prowda 😉

  153. @ wujaszek wania
    29 marca o godz. 10:55

    proponuję zostawić w spokoju „historię ludzkości”.
    To juz nie można uczyć się na błędach?

    Cel edukacji jest jeden. Wyposażenie w kompetencje (wiedza, umiejętności, postawy) pozwalające na twórcze wykorzystywanie własnego potencjału w zmieniających się warunkach społecznych, ekonomicznych i technologicznych.
    Czyli należy nauczyć dzieci, samodzielnego, krytycznego, twórczego myślenia.

    Mam tu szereg watpliwości. Np. jak jest różnica pomiędzy umiejętnościami, a własnym potencjałem? Poza tym fakt, iz zbudowaliśmy tak wielką cywilizację świadczy niezbicie, iż wykorzystujemy aż nadto potencjał w zmieniających się warunkach ….
    Z drugim akapitem zgadzam się, choć jest to slogan powtarzany „od zawsze” i (chyba) nigdy nie realizowany.

    Ja określam cel nauczania jednoznacznie: uczyć się uczyć. Każde dziecko (bardziej niż dorosły, bo bez nalotów kulturowych) i każdy dorosły wie co mu przychodzi najłatwiej. I to powiniśmy rozwijać. A nauczyciel ma jedynie pomagać. Jak sobie pomyślę, że J. Kaczyński mógłby lepić świetne pierogi ruskie …

  154. @ Qba
    29 marca o godz. 11:03

    Przede wszystkim rozwiązać sprawę energii, czyli skąd ją wziąć, jak nią sterować, jak ją przetworzyć w materię i z powrotem. I to wszystko bez uszczerbku dla Ziemi. Bo skoro już musimy zaspokajać (głównie wyimaginowane) potrzeby obywateli, to róbmy to rozsądnie.

    Problem z energią leży nie w technologii, ale w ekonomii.
    Co zaś do obywateli, to dokąd nie będą mieli potrzeb mniej wyimaginowanych (a raczej wpajanej im przez konsumpcyjny kapitalizm), a bardziej realistycznych, o rozsądku można tylko marzyć i po chciejsku dyskutować na blogach, itp.

  155. @Quba

    Przypomnial mi sie wierszyk, ktory jak ulal pasuje do ducha, ktory tchnales we wstepniaka i ktory to duch, widac, slychac i czuc, w kazdej Twojej wypowiedzi.

    Wierszyk leci tak:

    Ucz sie dziecie, ucz!
    Bo nauka, to potegi klucz!

    I Pozdrowka
    ~l.

    ps A ja sie uczylem nie dla klucza do potegi, a z zupelnie innych powodow. I dlatego nie wszystkiego sie uczylem…

  156. @shortfather

    Skoro tak się prosisz…
    I dlatego nie wszystkiego sie uczylem…
    … widac, slychac i czuc, w kazdej Twojej wypowiedzi…

  157. @Herstoryk
    29 marca o godz. 11:46

    Problem z energią leży nie w technologii, ale w ekonomii.
    Tylko w tym sensie, że to ekonomia decyduje. I dlatego mamy problem z energią. Podobnie, jak z żywnością. Mamy jej nadprodukcję ale nie wiemy jak ją ekonomicznie dystrybuować (czytaj: sprzedawać). Dlatego ekonomiczniej jest ją niszczyć. I stosować energożrące techniki i technologie. Bo utrzymują ekonomiczną cenę energii. A że przy okazji przegrzewamy planetę? No cóż, to już są społeczne koszta dobrobytu (czytaj smartfona dla wszystkich).
    Oczywiście smartfony są dla wszystkich tylko i wyłącznie z powodu związanego z ich użytkowanie abonamentu, czyli stałych opłat. Bo tak jest ekonomicznie.

  158. Qba
    29 marca o godz. 12:29

    Nieladnie, @Quba, nieladnie postepujesz, ad personam, zamiast ad meritum

    O tym, ze sie z argumentow wyprztykales, to juz tylko dla porzadku wspominam.

    Bez pozdrowek i bez kontynuacji, ktora juz jest jalowa.
    ~l.

  159. Qba
    29 marca o godz. 10:29

    Qbo, najtrudniejszym i najpotrzebniejszym ze wszystkich przedmiotów nauczania jest nieistniejący przedmiot „nauczanie myślenia”. Wszystkie szkoły, z wyższymi włącznie, uczą myślenia amatorsko i zdawkowo przy okazji uczenia innych przedmiotów – zależy od osobowości uczyciela. A właściwie nie uczą, lecz tylko apelują: „Trzeba myśleć!”. Jak trzeba, to trzeba, ale – JAK? Efekt jest taki, że nie tylko na dyskotekach, w internetowym „Naszym Dzienniku”, w „gazeta.pl”, ale i na ukierunkowanych inteligenckich blogach, również na tym, a nawet w świątyniach nauki co dwa kroki można się potknąć o maglowy – byle jaki, chaotyczny – bełkot, czyli operowanie plotkarskimi mądrościami, przesądami, bezrefleksyjnymi przyzwyczajeniami, stereotypami, nieumiejętnością obiektywnego widzenia rzeczy i spraw, logicznego, bez subiektywnych nutek wnioskowania, a nie własnoręcznym ustawianiem rzeczy zgodnie z elementarzem poprawnego myślenia.

    Ilustrację takiego niedorobionego, ślepawego myślenia dały tu madamy ratujące z poparciem chłopięcego wujaszka 33 miliony domniemanych polskich katolików przed maltretowaniem ich przez pięciu ateistycznych najeźdźcami na tego blogu. Bo maltretowanie 33. milionów odbywa się tylko tu. Nie odróżniały honorowe ratowniczki wymiany ateistycznych obserwacji i myśli na blogu powołanym do wymiany ateistycznych obserwacji i myśli – od działalności nieistniejącego ministerstwa bolszewickiej ateizacji Polski. Nie odróżniały też władczej, chamskiej, bardzo głośnej i szarogęszącej się polskiej mesjańskości. Od czego nie odróżniały? A czort je wie – może jak ten wróbelek miały w jedną stronę trochę bardziej.

    Niejaka Alicja nawet się ośmieliła pouczyć zgodnie z zamorską logika, że u niej za morzami, za lasami nikt się nie interesuje się tym, kto co wyznaje, więc czemu jacyś ateiści na polskim blogu w Polsce mają czelność się interesować. Dopowiedziałbym madamie, że Polska jest tak głupia, że polskie sprawy nie są zagraniczne, ale właśnie polskie, a nawet urzędowy język jest – o Matko Boska Częstochowska, co za wstyd! – polski. Ale to byłoby rzucanie się wieprza na główkę przed perły.

  160. @lonefather
    29 marca o godz. 12:46

    Ależ to wcale nie było do Ciebie adresowane!
    Chciałem jeno zwrócić Twoją uwagę na fakt, iż warto przeczytać uważnie własny tekst przed wysłaniem. Literówki się zdarzają ale w niektórych miejscach warto je korygować. Jeżeli już nie widzisz innego powodu, to chociaż przez szacunek dla siebie.

  161. wbocek
    29 marca o godz. 12:51

    Przeoczenie. Powinno być: „przez pięciu ateistycznych najeźdźców…”.

  162. @wbocek
    29 marca o godz. 12:51

    Masz Waść słuszność co do ważkości problemu. Jednakowoż problem ten jest skręcony jak, nie przymierzając, holisa. I to podwójna.
    Otóż myślenia nie trzeba uczyć. Każdy (prawie) człowiekowaty posiada, pewnie jeszcze przed urodzeniem, taką potencjalną możliwość. Należy ją tylko aktywować. Ponieważ jesteśmy zoptymalizowani energetycznie (jeden z warunków przetrwania), od urodzenia staramy się robić tylko to, co przchodzi nam najłatwiej lub też jest niezbędne. A im warunki bytowania lepsze, tym myślenie mniej konieczne.
    Ponieważ każdy (dzięki Darwinowi) jest nieco inny, to i proces myślenia u każdego nieco inny. Zamiast zatem „uczyć myślenia”, należy do niego zmuszać. Tak samo, jak należy zmuszać do nauki np. reguł ruchu drogowego – kolejny warunek przetrwania.
    Jak najłatwiej zmuszać do myślenia? Choćby ustawiając przeszkody (adekwatne do wieku i możliwości) na drodze do chcianego (nagrody). Taką przeszkodą może być również konieczność wypowiadania pragnienia całym zdaniem.
    Ta metoda powinna być stosowana zawsze i wszędzie tak, by weszła w nawyk. Potem pójdzie samo.
    Innymi słowy – precz ze szczęśliwym dzieciństwem!

  163. @Qba 29 marca o godz. 13:08

    Kompulsywne dostarczanie potomstwu „to, czego ja nie miałem w jego wieku” to problem całego pokolenia w Umęczonej. A może nawet kilku pokoleń. Efekty: młody człowiek przed rozmową kwalifikacyjną zadzwonił, że się spóźni, bo mama jeszcze nie wyguglowała mu trasy dojazdu. Fakt podobno autentyczny.

    Tak przy okazji: brawko za całokształt. Twoje metody neutralizowania oponentów… pączuś 😀

  164. @Quba

    Mam dla Ciebie i podobnie uwazajacych dwie uwagi. Obie zle…

    Pierwsza wiadomosc:
    Nie ma, po prostu nie ma sily, ktoraby Sapiensa zdolala zmusic do myslenia. Bo Sapiensa da sie zmusic co najwyzej do zasapania sie, a i to niezawsze skutecznie.

    Druga wiadomosc:
    „Druga” wiadomosc pochodzi od Pana Stanislawa Tyma, ktory ja ujal w zgrabne pytanko: „Pomysl, czy przypadkiem nie jest tak, ze tylko myslisz, ze myslisz?

    Wiekszosc czlowiekowatych, jesli juz zada sobie trud myslenia, to lepiej jest nie tylko nie znac efektow, ale nie doswiadczac skutkow wdrozenia, jeszcze lepiej. Bo myslenie jest jak bieganie, czy jakikolwiek inny wysilek, musi byc wytrenowane. Kazdy trening odgornie narzucany, jest zwykle sabotowany na wszelkie mozliwe sposoby. A w warunkach obecnych w Umeczonej, wszelkie proby wybijania sie na myslenie, sa niemal w zarodku i niemal doskonale dokladnie, likwidowane. Likwidowane sa przez nauczanie religii, ktore wpaja odwrotnosc myslenia, czyli wierzenie.

    Niemniej nawet w tych niesprzyjajacych warunkach, calkiem sporo poddawanych opresji, udaje sie wykaraskac i nie dac zabic w sobie zdolnosci do myslenia.

    Pozdrowka
    ~l.

  165. @ Qba
    29 marca o godz. 12:37

    @Herstoryk
    29 marca o godz. 11:46

    „Problem z energią leży nie w technologii, ale w ekonomii.”
    Tylko w tym sensie, że to ekonomia decyduje. I dlatego mamy problem z energią. …

    Mea maxima! Już po napisaniu o problemie zaświtało mi, że powinienem był to ująć ekonomia i POLITYKA.

    Ekonomia, bo gigantyczne inwestycje w pozyskiwanie i spalanie paliw kopalnych dla energii muszą zwrócić się koncernom i akcjonariuszom. Polityka, bo ww. mają pieniądze, kontakty, układy pozwalające im kontrolować oswojonych polityków, żeby im robili dobrze, a nie całemu społeczeństwu. Finansowo, środowiskowo i moralnie lepiej służyło by to drugie, ale to nie na tej Ziemi.

    I o powyższym (oraz podobnych) powinno się NAUCZAĆ dziateczki, obok matematyki, ortografii i historii, zamiast o łasce nieustającej i żywocie św Faustyny.

  166. wujaszek wania: czekam na odpowiedz! A moze jej nie masz??

  167. Herstoryk: o tych paliwach kopalnych lepiej nie pisz ,…..bo nie wiesz o czym piszesz !

  168. Qba
    29 marca o godz. 13:08

    „Otóż myślenia nie trzeba uczyć. Każdy (prawie) człowiekowaty posiada, pewnie jeszcze przed urodzeniem, taką potencjalną możliwość. Należy ją tylko aktywować”.

    Z przykrością to mówię, Qba, ale z dużą pewnością siebie mówisz to, czego nie rozumiesz. Człowiekowate to w dzieciństwie najbardziej nieporadne ze zwierząt. Mówiła o tym kiedyś bodaj Namargineska. Myślenie nie jest potencjalną możliwością, którą wystarczy obudzić jak śpiącego rycerza, lecz umiejętnością jak każda inna umiejętność, której trzeba nauczyć. Jeśli w psychologii rozwojowej pojęcie „potencjalna możliwość myślenia” miałaby jakiś realny sens, to tylko taki, że człowiekowate mają aparat mowy sprzężony z mózgiem, który będzie myślał wtedy, kiedy się go nauczy myśleć. Dawno temu, chyba przed Twoim zaistnieniem na blogu mówiliśmy już o tym. Czyżbyś nie wiedział, że człowiekowate dziecko, jeśli nie będzie uczone mówienia do określonej wiekowej granicy – bodaj 6 latek – nigdy się już po tym czasie mówienia – więc i myślenia – nie nauczy? Nawet kiedy będą podejmowane takie wysiłki. Ani mówienie, ani myślenie nie są instynktami, które się same z siebie objawiają. Ludzkie dziecko wychowane przez wilki (pewnie nie z powietrza wzięli się Remus i Remulus) nigdy samo z siebie nie stanie na dwóch łapach, nie złapie zająca i nigdy nie powie „mama”. Będzie homo alala – człowiek niemówiący.

  169. wbocek
    29 marca o godz. 14:55

    Coraz wyraźniejszy alzheimer. Miałem bardziej unaocznić jednym słowem: homo alala – człowiek niemówiący – kadłubek.

  170. Qba
    29 marca o godz. 13:08

    Masz Waść słuszność co do ważkości problemu. Jednakowoż problem ten jest skręcony jak, nie przymierzając, holisa. I to podwójna.
    Otóż myślenia nie trzeba uczyć. Każdy (prawie) człowiekowaty posiada, pewnie jeszcze przed urodzeniem, taką potencjalną możliwość. Należy ją tylko aktywować.

    Qba, a nie ułan z Ciebie? fantazyjnie pojechałeś z tym brakiem potrzeby uczenia myślenia, bo wystarczy aktywować za pomocą zmuszania, to będzie.

    Po pierwsze, w ogóle nie jest jasne, po co człowiek ma myśleć. Większość nie myśli i jest zadowolona. Cywilizacja działa. Tzn. jest tego właśnie skutkiem. I ludność jest zadowolona, co chwilę gadając: nikt nic lepszego nie wymyślił!

    Po drugie: jak już by ktoś miał myśleć, to gdzie się znajduje ten fachowy kluczyk – aktywator myślenia, kto go ma i co robi, albo z nim nie robi i właściwie – dlaczego?
    To „zmuszanie do myślenia” jakie przedstawiasz w postaci „uczenia się przepisów drogowych” to nie myślenie, a tresura. Tresura zawęża i zamyka umysł, nie rozszerza, co się sprzeciwia istocie myślenia. Zapewnia pewien, acz niepewny w działaniu automatyzm, a z powodu owej niepewności automaty nieorganiczne i pozbawione organicznego mózgu działają bardzoej niezawodnie.
    Mózg organiczny wytwarza śmieciowe sygnały lub takie odbiera, co się kończy awarią, przypadkowym lub nieadekwatnym odruchem.

    Po trzecie: nie opisałeś bliżej co to takiego „myślenie” stąd myślę, że nie możesz odpowiednio tezy przeprowadzić.

    Po czwarte i może na razie wystarczy: energia na która się powołujesz jesy we wszystkim zużywana. Mózg zużywa jej ogromne ilości i nawet jak śpisz, czyli nic nie robisz (pani od polskiego: Ździchu, dlaczego nie zaznaczyłeś w klasówce, że „spać” to czasownik? Ździchu: a bo jak sie śpi to sie nic nie robi!), to mózg dalej się grzeje.
    Jest co prawda prosty sposób na wyłączenie mózgu, często w naszej cywilizacji praktykowany: siekiera; ale my tu jesteśmy raczej grzeczni, więc odłóżmy siekierę na bok.
    Z powodu, że się energia zużywa, organizm zużycie zmniejsza. dlatego Balbina nosi barchanowe majty, zamiast dygotać z zimna, i jest zadowolona: oszczędziła kalorie.
    Kto zaś zwiększa dostawę energii do myślenia, myśli za pomocą energii z Super Big Maka z keczupem i wiadrem frytek. Taki standard elektrowni cywilizacyjnej. Ze śmieciowego żarcia śmieciowej cywilizacji McDonalds’a miałoby być coś nieśmieciowego – myślenie?

    Myślenie zaś, to proces intensywny, skomplikowany, niepewny co do przebiegu i rezultatu, oraz nie mający wyraźnych granic. Często w myśleniu jes tak, że wszysko obmyślilmy, ale to się nadaje do kosza i apiać, od nowa trzeba. Ogromne zużycie energii o bardzo słabym uzasadnieniu.
    Audytor odrzuci takie fantazyjne wydatki. Trzeba ciąć koszty.

  171. lonefather 28 marca o godz. 23:14 do Seleuk|os|’a: – … „stane na glowie” i dom jaki mam w planach, to wyposaze w studnie niezalezne, kolektory sloneczne, pompy ciepla i inne gadzety co kosztuja, ale oszczedzaja… A poza tym, to na sasiednim nieuzytku zasadze plantacje wierzby energetycznej, dokldnie na kawalku filtracyjnym sciekow domowych. Maszynke do produkcji „pelletow” mam juz namierzona, wiec teoretycznie rzecz ogladajac, to sie bede mogl obejsc bez sieci. Ale tylko teoretycznie, bo godziny „nocne” jak na razie mnie wiaza i krepuja…

    Lonefather
    zaintrygował mnie Twój pomysł na dom. Jeśli się upierasz co do całkowitej samowystarczalności nocą, to już dawno temu widziałem gdzieś, że Musk zaczął produkcję jakiś baterii domowych o dość sporej pojemności a poza tym to Japończycy już sprzedają chyba Toyotę Mirai na ogniwa wodorowe, która stojąc w garażu czy pod wiatą może produkować energię na użytek domowy.
    Nie wiem jak to jest z tym magazynowaniem energii w Hiszpanii, bo za rządów Rajoy’a obowiązywał jakiś podatek restrykcyjny nakładany na prosumentów i były jakieś sankcje dla posiadających baterie ale rząd Sanchez’a ma już inne podejście, zdaje się.

    Dawaj znać jak Ci to idzie, bardzo jestem ciekaw. Powodzenia.
    Acha, na tym nieużytku pod wierzbę, to może jakiś Savonius czy Darrieus mógłby stanąć. Chińczycy już tego produkują sporo.

  172. @wbocek
    29 marca o godz. 14:55

    …człowiekowate dziecko, jeśli nie będzie uczone mówienia do określonej wiekowej granicy – bodaj 6 latek – nigdy się już po tym czasie mówienia – więc i myślenia – nie nauczy…
    Sugerujesz, że myślenie jest nierozerwalnie związane z mówieniem? Mówienie jest akcją organizmu. A co z bodźcami zewnętrznymi? Słuchem, dotykiem, wzrokiem? Czy jeżeli zobaczę coś brzydkiego i wyrażę opinię beknięciem, to nie będzie to wyrazem myślenia?
    Osobiście znam co najmniej jedną osobę pozbawioną od urodzenia możliwości mówienia, która wcale sprawnie myśli.
    Myślenie, podobnie jak ruch, śpiew itd. jest potencjalną możliwością (prawie) każdego noworodka. Jeżeli pod hasłem „umiejętność” rozumiesz opanowanie jakiejś czynności na określonym poziomie, to oczywiście myśleć trzeba się nauczyć. Tak samo, jak śpiewać czy skakać przez opłotki. Ale taka możliwość jest nam dana. Jak z każdą nauką – im wcześniej zaczniemy, tym więcej osiągniemy. Natomiast mowy bym nie przeceniał. Jest to bardzo praco- i energochłonny sposób porozumiewania się i do tego bardzo niejednoznaczny. Raczej utrudnia myślenie.

  173. @Tanaka
    29 marca o godz. 15:18

    Na doraźny użytek załóżmy, że myślenie to umiejętność kojarzenia faktów/zdarzeń/bodźców i wyciągania wniosków. Przy czym poziom abstrakcji zależy od wieku, doświadczenia, wymagań itd.
    Nigdzie nie napisałem, że myślenia nie trzeba się uczyć. Przeciwnie – przykłady, które podałem są nauką. Ale potencjalną możliwość ma (prawie) każdy. A taka nauka to przecież nic innego, jak uruchomienie procesu, czyli włączenie.
    Oczywiście myślenie jest energochłonne. Ale jak sam zauważyłeś, ten nasz aparat pracuje bez przerwy, nawet gdy śpimy. Warto go więc wykorzystać, skoro jest „na chodzie”.
    Niestety mam wrażenie, że wspólczesne szkolnictwo uczy głównie niemyślenia. Bo przecież wkuwanie na pamięć jest niemyśleniem. Już pracując na uczelni za granicą spotkałem się z uwagą studenta w trakcie egzaminu pisemnego, że chyba w zadaniu jest błąd, bo są inne dane liczbowe niż w podręczniku.
    Czy może być inaczej? Może. Na końcowym egzaminie z głównego przedmiotu na studiach otrzymałem zadanie – proszę zrobić przykład na metodę XYZ. Oczywiście nie mógł być to przykład z wykładu, z ćwiczeń czy z podręcznika.

  174. Qba
    29 marca o godz. 15:41

    „Osobiście znam co najmniej jedną osobę pozbawioną od urodzenia możliwości mówienia, która wcale sprawnie myśli”.

    Niestety, Qbo, zabierasz głos w sprawach, na których się nie znasz, a mówisz, jakbyś się znał. Uczciwiej byłoby od razu zastrzegać: „Mi się zdaje”. Ja też nie jestem znawcą, ale poznałem elementarz stawania się człowiekiem, no i mowa to coś bliskiego mojej specjalności językoznawczej.

    Możesz znać myślącą osobę niemówiącą (głosem), ale nie możesz znać nikogo myślącego, nie posługującego jakimkolwiek kodem językowym opartym o wysoko rozwinięty język pojęciowy (wśród tych kodów jest nawet język dotykowy dla głuchociemnych). I tylko z takim rozumieniem mówimy o myśleniu. Język i myślenie to jedno. Przedjęzykowe operacje mózgowe mnie nie interesują, bo nie byłem pszczołą, wilkiem ni zającem i nie będę. Bez jakiegokolwiek języka i językowego myślenia NIE BYLIBYŚMY LUDŹMI. Bez języka pojęciowego nie powstałyby nie tylko nauka, literatura, ale i muzyka, grafika, balet. Wszystkie skomplikowane relacje między ludźmi mają swój wyraz w języku, a komunikacja niepojęciowa między ludźmi jest możliwa tylko dlatego, że w początkach i w tle ZAWSZE jest edukacja pojęciowa.

  175. Qba
    Nie pogniewaj się, ale znacznie lepiej udają Ci się wiersze, nazwijmy to zaangażowane.
    Potrafisz trafić w tzw. jądro sedna, sformułować myśl poprzez obrazy, metafory itp. w taki sposób, że jesteś wyrazisty, wiarygodny, a jednocześnie jedyny w swoim rodzaju ze swoim przekazem.
    Czekam na c.d.n. i serdecznie pozdrawiam.

  176. @wbocek
    29 marca o godz. 16:18

    Jesteś uparty jak czołg.
    … nie możesz znać nikogo myślącego, nie posługującego jakimkolwiek kodem językowym opartym o wysoko rozwinięty język pojęciowy (wśród tych kodów jest nawet język dotykowy dla głuchociemnych). I tylko z takim rozumieniem mówimy o myśleniu. Język i myślenie to jedno.
    To wy. A my mówimy o myśleniu niezależnie od (naszych) możliwości stwierdzenia, czy dany osobnik potrafi się z nami porozumieć np. werbalnie. Tak, jak istnieją różne, niekompatybilne języki, tak i istnieją różne, niekompatybilne sposoby myślenia. Zaprzeczenie powyższego jest równoznaczne (według mnie) z boskim stworzeniem „na wzór i podobieństwo” oraz pozbawieniem wszelkich innych stworzeń duszy.
    Obcy język można przetłumaczyć. Czy nie można przetłumaczyć obcego sposobu myślenia? A cóż my robimy dyskutując?
    Mowa jest tylko jednym z możliwych sposobów przekazania informacji. Mówi wiele stworzeń. Fakt, iż ich nie rozumiemy, świadczyć ma o tym, że nie myślą? Może nie wszystkie gatunki mają tak bezgranicznie rowinięty zmysł posiadania, jak człowiek?
    Doceniam Twą dumę z bycia człowiekiem mówiącym i cieszę się, że mogę Cię słuchać (a właściwie czytać). Pozwól jednak, że pozostanę przy mojej teorii, że myślenie (czy też inteligencja, co pewnie jest ściśle związane) nie jest jednostkowym przypadkiem ewolucyjnym i „dotyka” mnóstwa innych gatunków. Ewolucja (jak sama nazwa wskazuje) posuwa się drobnymi kroczkami. Zatem wokół nas musi być mnóstwo prototypów nieco myślących, bądź myślących inaczej. A jeżeli tego nie dostrzegamy (czy nie chcemy dostrzec), to chyba źle świadczy o nas.

    I jeszcze Twoje stwierdzenie: …zabierasz głos w sprawach, na których się nie znasz…. Czy chodzi Tobie o to, że nie studiowałem latami tego zagadnienia, czy też że nie przeczytałem kilku wzmianek w Internecie? W obu przypadkach masz rację. Dzięki temu mogę wyrobić sobie własne, nie obciążone cudzymi przemyśleniami, zdanie. Być może fałszywe. Ale przynajmniej czegoś się nauczę, jeżeli chodzi o myślenie. Bo „znać się” oczywiście dalej nie będę.

  177. @wbocek
    29 marca o godz. 14:55

    Jeszcze jedna uwaga. Zacytowałeś mnie
    Otóż myślenia nie trzeba uczyć.
    Jako purysta językowy powinieneś zwrócić uwagę, iż użyłem formy „uczyć”, a nie „uczyć się”. Możliwość myślenia, tak jak chodzenia czy śpiewania jest nam dana. Wiele osób śpiewa mimo, iż nikt ich tego nie uczył. Nauczyły się. Same. O jakości śpiewania czy myślenia nie wypowiadałem się.

  178. @Na marginesie
    29 marca o godz. 13:55

    Tobie też nic nie brakuje.

  179. @mag
    29 marca o godz. 17:27

    Jo sie nie gniewom (ino wom sie gnie).

  180. Qba
    29 marca o godz. 17:40

    Qbo, jeśli mnie nazywasz upartym jak czołg dlatego, że cytuję elementarz naukowej wiedzy o stawaniu się człowiekiem (bo tylko taką, jako amator, cytuję), a nie własne przemyślenia, to masz rację. Trudno nie być upartym, że dwa razy jest cztery. Na tym kończymy, bo rozmowy-zabawy w cinciriczki – jak ateisty z wierzącym o Bogu – o przedmiocie naukowych badań, którego elementarne zdobycze wypadałoby przyswoić, żeby nie pleść głupstw, zakończyłem z kolegami inżynierami, ekonomistami, prawnikami pod koniec lat 70 – tych. Bóg z Tobą kaszubski. „Jest nam dana” – to religianctwo. „Bóg dał rozum i wolną wolę”.

    Jeśli uparcie nazywasz mnie „purystą”, to jesteś…ten tego…zapomniałem. Oszczędź siebie i mnie i nie reaguj.

  181. @Qba 29 marca o godz. 10:29
    Chcesz mieć? Zrób sobie sam. Będziesz mieć to co chcesz, będziesz mieć satysfakcję, nauczysz się robić, docenisz pracę, pozwolisz uniknąć zaśmiecenia planety masową produkcją czegoś, co możesz wykonać sam. A może przy okazji dojdziesz do wniosku, że wcale tego nie potrzebujesz, bo masz przecież już coś podobnego?
    Twoja wyobraźnia (chyba?) nie ogarnia bukietu kwiatów wykonanych taką samą techniką jak układy scalone, na normalnej, choć w skali laboratoryjnej, prototypowej linii produkcyjnej.

    Na płytkach krzemowych wykonałem metodami utleniania termicznego, osadzania LPCVD, fotolitografii, trawienia mokrego i plazmowego, naparowywania jonowego i rozpylania katodowego, (oraz paru innych) płaski obraz bukietu kwiatów. Z zielonymi łodyżkami i liśćmi, (z azotku krzemu), ze złotymi płatkami, (ze złota), ze srebrnymi pręcikami, (z aluminium) i na kolorowym tle (z dwutlenku krzemu).
    Dookoła bukietu biegł napis „dla kochanej żony”.

    Bez paru milionów dolarów kosztujacych maszyn i reszty laboratorium moje „zrobione samemu” płytki z kwiatami nie miałyby szansy zaistnieć, drogi @Qbo.

    A zatem czy ja „zaśmieciłem planetę”?

    Znam jedną taką, dla mnie z pewnością planetę, której się te kwiatki i ich połyskliwe kolorki podobały… 😉

    …chociaż aby docenić na co się patrzy nie ukrywam że trochę wiedzy z technologii półprzewodników jest przydatne….

    Nie mam pojęcia czy jakiś zakochany młody mężuś jakiejś swojej planecie gdzieś w jakiejś fabryce układów scalonych podobnego bukietu kiedyś nie zrobił, a zatem nie moge odpowiedzięć na twoje pytanie o istnienie „czegoś podobnego”. 😉

    Chciałbym to zauważyć, że już dziś na rynku dostępne są narzędzia i cześci do zmontowania sobie samemu smartfona.
    Baaaardzo teoretycznie – tak. Próbowałeś kiedyś @Qba montować w domu scalaki w technologii SMT-BGA na 4+ warstwowej płytce drukowanej? 😉

  182. @zza kałuży
    29 marca o godz. 18:54

    Oczywiście jestem pełen podziwu. Ale nie każdy ma dostęp do bardziej wyrafinowanych narzędzi. Jeżeli każdy będzie się mierzyć tylko z sobą, to mniej będzie wypadków, przepadków i zapadków. A dużo więcej zadowolonych i spełnionych.

  183. @Wszyscy (ktorzy byli/sa zainteresowani moimi wkladkami) o energii, domach energetycznie neutralnych, odejscia od kopalin etc, etc. @lonefather tez i @legat.

    Ja zawsze pisze tutejszy punktu widzenia.

    Wszystkie moje kalkulacje (Excel) zawieraja szwedzkie „pomoce” investycji.

    Wszystkie kalkulacje zawieraja szwedzki sposob „magazynowania energii” co jest zapory wodne. W czasie miesiecy letnich, odnawialne zrodla energii, daja „nadprodukcje”. Znaczy przepusty tam/turbin sa zamykane. Napelniaja zbiorniki wody. Magazynuja na zime (np brak slonca). Panstwo „placi” mnie za kazda kWh 0,6-0,7Skr + 0,025Skr za siec przesylowa „nieuzywanie”. Pozatym znizke podatkowa 0,6Skr za „nadwyzke” roczna. Na instalacje dostalem 30% kosztow faktury.

    Jest wiele innych sposobow magazynowania energi. Panstwo daje 60% kosztow faktury. Pomimo to zaden sposob nie jest ekonomicznie oplacalny. Ani baterie elaut, ni PowerWall2(Tesla) ani inne sposoby, mozliwe dla microproducenta. Znaczy mnie. Daje link do Tesla (ceny w Szw). Na dole jest klik do roznych krajow. Hiszpania jest, Polska nie ma. Lepiej caly czas jest sprzedac energie, jak wyzej. Najblizsze oplacalnosci ekonomicznej (w Szwecji) sa magazynowanie wodor lub metan (sztuczny). Wtedy moznaby uzyskac efekt jakby odciac wlasny dom od sieci. Niemniej jest jeden faktor. W Szwecji jest gwarancja el na 99,9% czasu. Mnie nigdy nie zdarzylo przerwa w dostawach. Oczywiscie slyszalem o przerwach. Typ sztorm (np Gotlandia). Nie znam jak jest w innych krajach. Dwa/trzy dni bez el kazdy „prywatny”, maly dom/powerplant, czúje jak katastrofe, szczegolnie zima. Nie ma ek mozliwosci zabezpieczyc (wlasnymi rozwiazaniami).

    https://www.tesla.com/sv_SE/powerwall

    PowerWall2-batteria à 14 kWh Skr. 61 000
    Installacia i sterownik Skr. 12 300
    Totalsumma kr. 73 300*
    Skr. 4 500 jest deposit do Tesla za kazdy PowerWall
    *zawiera moms(VAT) Skr. 14 700

    Koszt tot 73 300 Skr = ca 5 650 Skr/kW, bez moms(VAT). Z 60% dodatek inv jest koszt 29 320 Skr = ca 2 090 Skr/kW. Dlugosc zycia baterii 15lat to koszt jest 1 950 Skr/rok (z pomoca invest wliczona).

    pzdr Seleuk

  184. Seleuk,
    dziękuję za interesujące informacje mając nadzieję, że może będą choć trochę przydatne dla entuzjasty – Lonefather’a. Zazdroszczę i jemu i Tobie, że macie warunki nie tylko stworzone przez siebie samych ale także istniejące w miejscach waszych wyborów na spędzanie życia.
    Dla mnie już za późno z pewnych względów ale też z przykrością muszę powiedzieć, że w moim Kraju rządy sprawują nieudacznicy, których obchodzi jedynie zdobywanie i sprawowanie władzy a nie sprawy istotne. Z pewną nadzieją spoglądałem ma ustawę prosumencką uchwaloną w końcówce rządów poprzedniej ekipy dot OZE ale „dobra zmiana” ją zgnoiła kompletnie.

    Ja mam lekkiego „fioła” na punkcie dostępu do energii przez indywidualne gospodarstwa ponieważ zdarzyło mi się kiedyś spędzić trochę czasu w warunkach gdy nie było do niej dostępu, podobnie jak i bieżącej wody. Doświadczenie i poczynione przeze mnie obserwacje skłaniają mnie do tego, by ciepło myśleć o korzyściach płynących z z rozproszenia źródeł energii w tym szczególnie, np. na wypadek „niestandardowych” klęsk żywiołowych czy innych. W 2015 roku pojawiło się jakieś „światełko w tunelu” ale – przykro tak mówić o własnym rządzie – zgraja bezmózgów, oszolomów bez wyobraźni sprawuje władzę i sytuacja jest taka, że poza rzucaniem kłód pod nogi niczego rozsądnego w kwestii OZE z tej strony spodziewać się nie można a już szczególnie w odniesieniu do prosumentów.
    W tej chwili sytuacja jest taka, że zagwarantowanie sobie energii w gospodarstwie z własnych źródeł jest oczywiście możliwe ale raczej dla w miarę majętnych hobbystów.
    Cała nadzieja w tym, że dostęp do nowych technologii będzie rósł na skutek spadku kosztów.
    Policzono, że w Polsce ubóstwem energetycznym dotkniętych jest ok. 2 mln gospodarstw domowych czyli ok. 4,6 mln ludzi głównie na wsi i w małych miejscowościach. Są szacunki znacznie różniące się, wg których z tego powodu umiera w Polsce od 6 do 35 tysięcy ludzi rocznie. Ta sytuacja ilustruje jak istotny jest dostęp do taniej, własnej energii nie obciążonej podatkami, akcyzami, kosztami przesyłu itd.
    Pozdrawiam.

  185. @legat
    29 marca o godz. 15:40

    Lonefather
    zaintrygował mnie Twój pomysł na dom. Jeśli się upierasz co do całkowitej samowystarczalności nocą, to już dawno temu widziałem gdzieś, że Musk zaczął produkcję jakiś baterii domowych o dość sporej pojemności …

    Ja nie @lonefather, ale temat mnie intensywnie interesuje od lat. No więc baterie domowe Tesli są w np. Australii dostępne od kilku lat, choć wciąż raczej drogie. Mimo to, coraz więcej gospodarstw domowych zakłada je sobie w połączeniu z płytami fotowoltaicznymi. Stan Płd. Australia, po przerwach w dostawie elektryczności i ostrym wzroście cen energii, dołożył się do zainstalowania kompleksu baterii Tesla o pojemności 100 MW – „Elon Musk’s giant lithium ion battery completed by Tesla in SA’s Mid North”.

    W moim przypadku dom to nie pomysł, ale real, stoi już od 9 lat. Nie jest samo-wystarczalny, na baterie mnie nie stać, ale koszty energii są minimalne, lub, najczęściej, zerowe.

  186. PS. Artykuły o ekologii publikuje Blog exignoranta

  187. Po pięciu latach użytkowania mój system ogniw zaoszczędził ok. 3.9k$ . Niby fajnie, ale w skali całych Stanów źródła odnawialne to kropla w morzu, bo zaledwie 2% energii. Co wiecej, mówi się o zamykaniu nierentownych i starych elektrowni nuklearnych produkujących ok. 20% energii. Wiadomo czym je zastąpią.

  188. @

    Na opustoszałym blogowisku
    Wiatr histerii ponuro zawodzi.
    I jak na każdym pobojowisku
    Histeria przekaz historyczny płodzi:

    Kreuje polowych herosów,
    Nagradza tych, co za biurkiem,
    Popełnia kilka donosów,
    Składa i przewiązuje sznurkiem.

    Są tu zszargane świętości
    I prawdy brutalnie zdeptane,
    Zdania rzucone w złości
    I klątwy zapomniane.

    I tylko się dziwi przechodzień,
    Że komuś się chce pamiętać,
    Choć tyle nowego jest co dzień
    I znowu zbliżają się święta.

    Bo również ateiści bardzo lubią świętować,
    Choć jako niewierzący mogliby sobie darować.

  189. Qba
    30 marca o godz. 8:02

    „Bo również ateiści bardzo lubią świętować”

    Nie wiem, kto to są „ateiści”, wiem, kim jestem ja ateista. Jam jest, który jest: niczego nie świętuję, nie obchodzę imienin, urodzin, rocznic, miesięcznic, dupęcznic, sukcesów, porażek, nowych roków, nie wznosiłem toastów i nie ma we mnie żadnych okazjonalnych wzmożeń. Uczestniczyłem w zdawkowym obchodzeniu BN i Wielkanocy wyłącznie ze względu na mamę. Źle znoszę świąteczną sztuczność i nie interesuje mnie, jak inni znoszą.

  190. … tylko się dziwi przechodzień,
    Że komuś się chce pamiętać,
    Choć tyle nowego jest co dzień

    Kazdego dnia zaczynaja swieta.

    Bo również ateiści bardzo lubią świętować,
    Agnostyk, caly rok, moze sobie sprezentowac.

    pzdr, zajentyk plantowaniem nowych krzaczkow Seleukos

  191. @Qba,

    podobno historia to taka nauczycielka, która uczy, że jeszcze niczego nikogo nie nauczyła.

    Uważam, że myślenie jest nadrzędne nad uczeniem się. Bez pierwszego nie może być mowy o drugim.

    Wczoraj oglądałem brexitowe teatrum w brytyjskim parlamencie. Bardzo pouczające.
    Przez dziesiątki lat powtarzałem, że prowincja brytyjska jest niemal tak samo bezmyślna, jak prowincja polska. Przy czym ta pierwsza napędzana pychą, druga kompleksami.
    W czasach tak zwanej komuny polska prowincja aspirowała do dorównania elitom. Brytyjska gnuśniała w samozadowoleniu.
    W tej chwili obie prowincje bardzo się do siebie zbliżyły swoim poziomem.
    Jedną i drugą łatwo zmanipulować.

    Hasło na najbliższe wybory do Europarlamentu powinno brzmieć w całej Europie: Edukacja głupcze!
    Ale tak nie będzie.
    Będzie ogólnoeuropejskie podlizywanie się Edkowi.

    Mnie starego zagoniono dzisiaj do sadzenia bratków. Oddalam się zatem.

  192. Pan biskup Ryś wyznawał domniemanemu Jezusowi niedomniemaną winę pedofilii księży. Skwitowałem to tak (w poniższej wersji parę dopowiedzeń):

    „Państwo nie zabrania nauczania religii, ale to nie rodzice wyprosili u władz państwa nauczanie religii w szkołach, lecz wprowadzili odgórną decyzją koniunkturalni politycy. Pasożytniczy i obłudny Kościół won za szkół! Won od dzieci! Chrzest, komunia i nauczanie religii – wyłącznie w kościołach i wyłącznie osób pełnoletnich. Nie może być żadnego zapisywania na religię i prowadzenia jakichkolwiek rejestrów wiernych. Księża mogą być wyłącznie kaznodziejami, a nie karbowymi i pierdzistołkami. Kościół nie ma prawa być urzędem. Jezus nie tworzył żadnych kościołów, kółek różańcowych i nie prowadził listy tych, którzy go słuchali. Kościół z państwowego życia WON!

    To powiedziałem ja – ten, który JEST. Jak nie posłuchata, to nie usłyszyta, bo za chwilę nic nie powiem.

  193. legat
    29 marca o godz. 21:55

    Z powodu „ubóstwa energetycznego” umiera w PL nawet 35 tysięcy ludzi rocznie? Z powodu smogu umiera jakieś 40 tysięcy. Dodając całą resztę przyczyn umierania może wyjdzie na to, że niektórzy umierają po parę razy.
    Kto i gdzie opisał to umieranie z powodu „ubostwa energetycznego”?

    A swoją drogą, w kontekście wstępniaka Qby, należy dodać najpoważniejszą przyczynę umierania: ubóstwo myśli.

  194. @wbocek
    30 marca o godz. 8:44

    Przepraszam za „ateistę”. To wierzący wymyślili. Ja jestem niewierzący. Totalnie. Również w świeckie prawdy. Tzw. naukowe. Bo one wszystkie (na razie) lokalne i chwilowe, czyli zaledwie kilkusetletnie. A skoro tysiącletnie prawdy katolickie są mało prawdziwe …
    Co do świętowania, preferuję metodę z „Alicji w krainie…”. Świętuję nieurodziny, nieimieniny, itd. Wypada znacznie częściej.

  195. @wujaszek wania
    30 marca o godz. 8:56

    Wydaje mi się, że historia uczy ale jednostki. I te nauczone jednostki starają się nie popełniać drugi raz błędów. Niestety, do władzy pchają się ci, których nawet historia niczego nie nauczyła.
    A z edukacją jest o tyle trudno, że łatwo przekroczyć próg indoktrynacji. Wystarczy z historii wybrać właściwe daty i odpowiednio je zinterpretować, z języka ojczystego właściwe lektury bogoojczyźniane, itd. Również w dzisiejszych społeczeństwach ważny jest wódz. On nadaje ton, wybija rytm i stanowi kanony kultury. Oczywiście jest ekspertem od wszystkiego czyli faktycznie do niczego. Ale kto mu to powie? I znowu dochodzę do punktu, w którym chciałbym sprowadzić każdą władzę do poziomu zwykłago urzędnika kontraktowego. Bardzo nam się ta demokracja zbliżyła do dyktatury.

  196. Tanako,
    również mam wątpliwości do do wiarygodności tych danych tym niemniej podobno jacyś fachowcy takie dane podają, np. TUTAJ.

    Wiesz, Korwin-Mikke wykpił te dane dot. umieralności z powodu smogu wyciągając inne, że np. w Małopolsce mimo krakowskiego smogu mieszkańcy żyją dłużej niż średnia dla Polski.
    Nie znam metodologii tego liczenia, badań, nie wiem ile w tym propagandy i polityki stąd nie będę się upierał i bronił tych „informacji”. Twoje powątpiewania uważam za sensowne ale też takie informacje czy pseudo-informacje krążą. Chciałeś mnie za ich podanie skarcić? Jeśli tak, to przyjmuję to na klatę 😉

  197. @Tanaka
    30 marca o godz. 9:11

    Czyżby promyk nadziei? Jeżeli „ubóstwo myśli” prowadzi do szybszej śmierci, to może nie grozi nam przeludnienie?
    Ale to właśnie ci „ubodzy myślą” mnożą się najszybciej.

  198. Herstoryk,
    dziękuję za interesujący dla mnie komentarz. O tej wielkiej „baterii” w Australii to ze wstydem przyznam, że pierwszy raz słyszałem o niej od Ciebie. Natomiast za link do bloga nie dziękuję 😉 bo jest raczej przygnębiający, nie pozwalający nawet na nutkę optymizmu.

  199. wbocek
    30 marca o godz. 9:09

    Na głównej stronie portalu „Polityki” jest tekst o biskupie Rysiu i jego łodzkim Kościele co to się zachował „godnie”.
    W trakcie nabożeństwa pokutnego padło „wiele mądrych słów”, zaś słowa biskupa „wydają się wyważone, pozbawione fałszu”.

    Na czym polega „godność” zachowania, oraz czy to jest jakaś godność z perspektywy jedynie ważnej – ofiar, oraz krytyków rozumiejących jak działa Kościół kat – się nie dowiadujemy.
    „Wiele mądrych słów” gada od samego rana każdy członek kleru i „rozważa co by to miało znaczyć” – dokładnie jak u Jezuska.
    Słowa „pozbawione fałszu” to kolejny fałsz: wyznawca nieistniejącego bozi ze swoim nieistniejącym synkie nie może mówić i myśleć bez fałszu.
    Nawet gdyby przyjąć, że bozia jest, w dodatku dokładnie taki jak się sam w niebieskiej książeczce przestawia, to w niczym to fałszu nie znosi: Kościół kat dokładnie sfałszował bozię z niebieskiej książeczki. Bozia na okrągło morduje, a katolik gada, że na okrągło miłuje.

    Cytat z tekstu o biskupie Rysiu i jego godności:

    W archidiecezji łódzkiej od 1990 r. ofiarami czynów pedofilskich padło dziesięć osób, połowa nie miała ukończonych 15 lat. Sprawców było czterech. Taką informacją podzielił się z wiernymi i księżmi metropolita łódzki abp Ryś.

    I już wziął i sfałoszował. Ani ofiarami nie było „dziesięć osób”, ani sprawców (nie żadnych „sprawców”, tylko członkow kleru którzy gwałcili. Biskupi i cały kler wraz z róznymi przykościelnymi gadaczami ciągle kręcą, anonimizując członkow kleru do jakichś nikomu nieznanych „sprawców”. We łbach wyznawców mają się zakotwiczyć nieznani „sprawcy” a nie członkowie kleru katolickiego) nie było czterech.
    To trzeba ciągle przypominać i gadac krętaczom biskupim i każdym innym w oczy: kryminologia od dawna wie, że w tak silnie stabuizowanych przestępstwach i ofiar i sprawców jest wielokrotnie więcej. Mniej więcej 10 x, a nawet jeszcze więcej. Może to być także dwudziestokrotność, co w przypadku gwałcenia przez kler dzieci jest silnie prawdopodobne. Spełnione są bowiem WSZYSTKIE czynniki podnoszące ów mnożnik.

    Duchowny wykorzystał okazję, jaką dają nabożeństwa wielkopostne, by wyrazić skruchę i obiecać poprawę.

    Duchowny niczego nie wyraził i nic nie obiecał, poza kolejnym wyrażaniem fałszu.
    Duchowny ów zna doskonale, na pamięć i o każdej godzinie z czego składa się pokuta i pojednanie, co sam zresztą wymyślił jako biskup katolicki.
    1 rachunek sumienia
    2. żal za grzechy
    3. mocne postanowienie poprawy
    4. szczera spowiedź
    5. zadośćuczynienie bozi i BLIŹNIEMU
    ŻADNEGO z tych puktów nie wykonał. Wszystko to jest lipa, pozory, kpiny. Całość biskup Ryś sprowadził do „nabożeństwa pokutnego”. Kler który był na owym przedstawieniu popuka się w klatę i powie parę paciorków. I – co jest jedynym znakiem jakiejkolwiek „godności” – nie będzie żadnego ZADOŚĆUCZYNIENIA BLIŹNIEMU. Zamiast zaodośćuczynienia biskup proponuje paciorek.
    Paciorek jest dla bozi, zadośćuczynienie dla człowieka jest znane, a wyraziły je sądy w różnych krajach, od USA poczynając. I w Polsce sąd orzekł – jedno z niewielu ii jedno z pierwszych zadośćuczynień dla kobiety gwałconej przez czlonka kleru zakonnego: milion złotych. Co robi zakon? To co zawsze – odrzuca nakaz zadośćuczynienia, idzie w zaparte, całą winę usiłuje zrzucić na klechę oraz kwestionując sam gwałt.

    „Kto potraktuje nas poważnie po tych nadużyciach, kiedy chcemy ludziom mówić o życiu erotycznym?” – pytał [biskup Ryś].

    Biskup Ryś pytał, niewątpliwie, retorycznie, a ponadto żartobliwie, po kpiarsku: chcemy mówić ludziom o życiu erotycznym!
    Oczywiście, skoro 40-50% kleru to pedały, jakieś 50% się bzyka na prawo i lewo, z tego 15% kleru ma dzieci, często kilkoro i z różnymi kobietami, jakieś 20% kleru to pedofile, to niewątpliwie mają strasznie dużo do powiedzenia o „życiu erotycznym”.
    Spodziewajmy się rekolekcji, wedle wzorca księdza Oko Dariusza: Jak prawidłowo wsadzać tłok w dymiącą rurę wydechową i fachowo nim kręcić?

    Po wysłuchaniu fragmentu Biblii wyświetlono film, na którym jedna z ofiar opowiada o swoim doświadczeniu.

    „fragment” niebieskiej książeczki niewątpliwie był o Sodomce z Gomorką oraz córce Lota oraz mordowaniu przez bozię i dzieci, co bardzo pasuje do opowiadania przez „jedną z ofiar” o swoich bożych przygodach z Kościołem kat.

    I w ten sposób biskup Ryś GODNIE sprawę załatwił. Klaszczmy mu w rączki, a przy tym autorowi tego ciekawego poznawczo tekstu.

  200. Qba
    30 marca o godz. 9:29

    Qba, mylisz kategorię rzeczy. Niemyślący mnożą sie pewnie częściej i wcześniej od myślących – zgodnie z tak zwaną naturą. Naturze nie potrzeba, żeby ludzie żyli dłużej niż kilka-kilkanaście lat od urodzenia się potomka. następnie do piachu, bo się nowi chcą mnożyć.
    Jest rotacja, niemyslący nie wymiera i zawsze przykrywa czapką myslącego.

  201. @Tanaka
    30 marca o godz. 9:56

    Wydaje mi się, że napisałem w tym samym sensie.
    Ale poza wszystkim, jeśli prawdą jest moje twierdzenie, że potencjał umysłowy mamy wszycy podobny, to wystarczy wychować/edukować, by „myślących” było więcej. Coś w tym być musi, bowiem kk od tysiąca lat intensywnie wychowuje/edukuje i trzyma się dzielnie i bogato.

  202. Contrarian,
    opłacalność takowych instalacji to jedna sprawa a druga, to kwestia poczucia bezpieczeństwa właściciela wynikająca z zabezpieczenia sobie dostępu do własnego źródła.
    Dzisiaj, gdybym budował sobie dom, to własnie z myślą, by mógł być samowystarczalny energetycznie.

    Ja jeszcze pamiętam czasy, gdy żyło się bez lodówek i telewizji. Wożąc mięcho ze wsi w stanie wojennym, to w lecie było trudno zapewnić jego świeżość i od rodziców wiedziałem, że trzeba je obłożyć pokrzywami czy liśćmi chrzanu. Moja progenitura smartfonowa nie potrafi sobie wyobrazić egzystencji bez dostępu do energii elektrycznej, paliwa do „blaszaków”. Jak tu już ktoś przypomniał prawdę, że historia uczy, że niczego nie uczy a wydaje się, że warto byłoby być zabezpieczonym chociażby w wiedzę jak sobie radzić w sytuacjach trudnych.

    Dla dość znacznej części ludu energia elektryczna bierze się z gniazdka elektrycznego, o czym przekonałem się słuchając kiedyś wywodów pewnego ekologisty.

  203. legat
    30 marca o godz. 9:28

    Z Korwinem-Mikke to nie będę polemizował, musiałbym najpierw zmienić rzeczywistość.
    Popolemizuję natomiast z materiałem jaki dajesz w linku. Krótko, bo przebiegłem tekst okiem i co innego wzywa.
    Otóż sprowadzenie mnogość konfiguracyjnej zachowań do „śmierci z ubóstwa energetycznego” jest mocno fantazyjne. Problem, bez wątpienia, jest, natomiast wyciagnięcie rzeczy do jednoznaczej i wyłącznej, albo co najmniej głownej przyczyny „ubóstwa energetycznego” jest i bardzo trudne i wątpliwe co do pewności. Sam termin nie jest jasny.
    Podam przykład trudności: babcia na wsi nie wykupuje leków. Bo „na wsi się zawsze leczyliśmy sami”. Żarli lebiodkę, pokrzywy, mlecz i byli zadowoleni: choroby się nie trzymały, zyli zdrowo, w ruchu, a jak chorowali, to raz i dobrze i cmentarz. Jaka jest przyczyna śmierci? Brak wykupywania i należytego stosowania leków, czy może „brak tradycji”, „brak nawyków dbania o siebie”?
    Może niska renta rolnicza? Czy niska renta to to samo co „ubóstwo energetycze”? Nie, choć można zauważyć pewne zbliżenia.
    Wiele starszych osób prędzej zapłaci za węgiel, drewno, by mieć w chałupie ciepło, niż wykupi leki, a nawet porządnie zje, lub znośnie się ubierze. Tu przyczyną raczej być może ogólne ubóstwo.
    Więcej – babcia da na tacę proboszczowi, zapłaci za taksówkę która ją podwiezie do kościoła, gdy sama nie dodrepcze, a na inne potrzeby jej nie starczy. Od ust sobie odejmie, a da na proboszcza-pedofila i oszusta. Cz za przyczynę jej marnego życia i przedwczesnego końca weźmiemy „ubóstwo energetycze” akurat? Bo dała na tacę, zamiast się dogrzać?
    „Ubóstwo energetyczne” zaś może być wynikiem „bogactwa energetycznego”: na wsiach ludzie mieli większe chałupy niż w miastach. W mieście klitka w bloku, na wsi – chłupa ze sto i więcej metrów, albo willa-kostka z żużlobetonu, 3 kondygnacje z piwnicą, razem ze 220 m2 (tyle wynosiła za PRL-u górna granica „domu jednorodzinnego” pozwalająca uniknać dodatkowego podatku od powiedzmy – „pańskiego dworu” – więc kto w ogóle mógł budowac, budował od razu 280 m2, a te nadwyżkowe 60m2 ukrywał, łapówką lub sztuczkami architektonicznymi).
    I oto – fakt – mamy setki tysięcy, właściwie pewne ze 3-4 miliony wielkich budynków, których – też fakt – nie ma sensu ogrzewać w całości i nie stać jednej-dwoch starszych osób na grzanie całości, a mury – zimne.
    Domy w dodatku budowano bez wiedzy budowlanej i często nielegalne. Mokre ściany u dołu, od góry, przemarzanie, chorobotwórcze mikroorganizmy w substancji budynków i ich wyposażeniu – to norma. Co więc skraca życie – „ubóstwo energetyczne”, czy zabójcze mikroby lęgnące się w zgniliźnie, albo agresywna chemia, jaką nasączano domy?

    Co jest przyczyną – „ubóstwo energetyczne”, czy nadmiar gotówki, brak wyobraźni, nieprzygotowanie się na inną konfigurację rzeczy, niechęc do przenosin do mniej energetycznie rozrzutnego lokalu?

  204. Qba
    30 marca o godz. 10:01

    Qba, kiedy wreszcie uda się uporządkować pojęcia? Kościół kat „wychowuje”? „Edukuje”?
    Krzywi, paczy, deprawuje, oślepia, zabija człowieka w człowieku odcinając go od głębokiego, autentycznego siebie. To robi.

  205. Qba,
    świetny wierszowany, bieżący komentarz sytuacyjny. Podziwiam.

  206. Jeszcze dwa słowa o panu biskupie Rysiu. Pan Ryś skupia się na grzechu pedofilii, bo o tym grzechu katolickiego Kościoła w świecie huczy. Ale nie skupia się na przykład na grzechu homoseksualizmu księży, choć wedle Bożego Słowa jest to grzech karany ukamienowaniem. Z nauczań Jezusa wynika, że to grzech Boga Ojca, który, mówiąc „Nie zabijaj”, kazał nie tylko zabijać, ale i zadawać straszne cierpienia przed śmiercią. A gromadzenie bogactw na ziemi, panie biskup, służenie Mamonie, a nie Bogu, to nie grzech? A wyłudzanie od łatwej władzy różnych dóbr na darmo i sprzedawanie za ciężki grosz to nie grzech? W ogóle zajmowanie się handlem przez Jezusowy niby Kościół to nie grzech? Okłamywanie wiernych, że ksiądz jest powołany przez Boga, to nie grzech? Grzech podwójny, bo znaczy, że Bóg równo widzi i równo wie – jest bluźnierstwem, podważaniem kompetencji Boga. A wymyślanie różnych idiotycznych przewinień wiernych, żeby ich wpędzać w stan pokory i duchowego ubóstwa to nie grzech? A złocone szaty, wypasione bryki i zadzieranie nosa w porównaniu ze skromnym i nakazującym skromność Jezusem to nie grzech? nakazującym władzy służenie i ubóstwo Można ciągnąć te grzechy Kościoła przez wieki. Więc w jakim celu, panie biskup Kościoła, który wszystko zamienia na mamonę, wyznajesz jedno, a pomijasz tysiąc innych? Jak wszystko przeliczasz na mamonę, to nie padaj poddańczym plackiem, udając nagle oświeconego, tylko przeliczaj swoje grzechy na mamonę i dawaj ofiarom, biednym, pytając, czy nie trzeba więcej. Bo jeśli nie jesteś wzorem tego, co mówi Nauczyciel: „Sprzedaj wszystko, co masz, rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie”, to dupa z ciebie, nie uczyciel. A twoje wymuszone wyznania to mydlenie oczu pachnącym mydełkiem „Fa”.

  207. wbocek
    30 marca o godz. 10:27

    Ja się tu, infernalnie, ujmę za tymże biskupem co się Ryś nazywa, ale nie jest „drapieżnik seksualny” jak gada ten, co tak gada: jak on już tak jedna mszę wziął i zmajstrował, to niech sie na jednej na jednym temacie skupi.
    Ale że się fałszywie skupił, to wiemy. Bo inaczej nie może, a lista grzechów Kościoła kat i jego wyznawców, co ma początek a nie ma końca, nie skróci się pierwej, aż się skróci sam Kościół kat, do dziesięciu sprawiedliwych, co żyją w ziemiankach na Pustyni Błędowskiej , wsuwają larwy chrabąszczy majowych – co jest bardzo zdrowe, zęby myją piaskem i są zadowoleni.
    A jak już bedą zadowoleni, to przed nimi przykry kłopot bez niefałszywego rozwiązania: ustalić, co naprawdę mówi ewangelia.

  208. 30 marca o godz. 8:02

    „Aczkolwiek” – powiedział kopytko
    czyli odezwał się brzydko
    nikt bowiem tego nie rozumie
    choc sądzi, że ma wszystko w umie

    Aczkolwiek co zapomniane
    i co jest brutalnie zdeptane
    to wcale pewne nie jest
    i tkwi tym niezły interes

    deptać co już zadeptane
    wywracać codzień nad ranem
    zapomnieć co pamiętać trzeba
    należy i owszem – za aprobata Nieba.

  209. Tanaka ad 30 marca o godz. 10:18;

    Niczemu co napisałeś zaprzeczyć się nie da, tym niemniej jakaś definicja pod pojęciem „ubóstwa energetycznego” się kryje.
    Co do sytuacji na wsi, to pewnie znasz słowo „wycug”. Bywało kiedyś tak, ze starych, po przekazaniu gospodarstwa wysyłano „na wycug” i problem starości w ten sposób był rozwiązywany. Skrajny to przykład na „ubóstwo energetyczne”, którego to zjawiska się dzisiaj już raczej nie notuje ale jakieś kryteria dzisiaj przyjęto. Przecież te dane nie wzięte zostały z sufitu, że zacytuję fragmencik linkowanego artykułu – Jak wyjaśnia Instytut Badań Strukturalnych w raporcie „Ubóstwo energetyczne w Polsce 2012-2015” aby gospodarstwo domowe zostało zaklasyfikowane jako ubogie energetycznie, musi spełnić jednocześnie dwa kryteria: wysokich hipotetycznych wydatków na energię oraz niskich dochodów. Hipotetyczne wydatki na energię to takie wydatki, jakie poniosłoby gospodarstwo domowe – przy uwzględnieniu swojej sytuacji mieszkaniowej – gdyby miało możliwość pełnego zaspokojenia standardowych potrzeb energetycznych. Z kolei grupa gospodarstw spełniających kryterium niskich dochodów to, w pierwszym kroku, 30 proc. osób o najniższych dochodach ekwiwalentnych zaś w drugim – osoby, które znajdują się poniżej indywidualnego progu dochodowego.

  210. Qba
    g.8:02
    Anumlik znowu byłby z Ciebie dumny.
    Tanaczku
    Twoje eleganckie „Aczkolwiek”…- dobry wstęp do autorefleksji.

    Ech, samych zdolniachów tu mamy, co to do tańca, ale niekoniecznie różańca.

  211. legat
    30 marca o godz. 11:32

    Oczywiście, świetnie znam co to „wycug”.
    „Wycug” należy do kanonu wartości chrześcijanskich i był ściśle przestrzegany od zawsze – tak jak od zawsze istnieje „kościół ewangelii” – więc, w istocie, nie ma sprawy: babdzia z dziadkiem wychłódli, nabawili, się, zmarli – i do Nieba. I są zadowoleni.

    To, co zapisane w materiale w linku i co cytujesz, to opis miękki – i jak wprost z niego wynika – zawierający pojęcia hipotetyczne: wysokie hipotetycze wydatki, oraz niskie (też hipotetyczne – bo niedookreślone, niezamknięte i relatywne co do siły nabywczej) dochody.

    Co to jest „pełne zaspokojenie swoich potrzeb energetycznych”? Ogrzanie całego, może prawie pustego, domu, czy jednego pokoju? Z kuchnią (jeśli osobno) i łazienką?

    Powiedziałem: problem, niewątpliwie, istnieje, jest poważny, ale też niepewne jest definiowanie i przypisywanie mu konkretnych wielkości, w tym ilości osób i sum pieniężnych. Trzeba albo pozostać przy pojęciach i danych na wyczucie, albo rzecz uściślić.

    Sam mam w dalszej rodzinie taki przypadek: dom na wsi, murowany ,okazały i dumny Dzieci się wyprowadziły, mąż zmarł, żona została w wielkim domu. Co ogrzać i za ile? Może część domu wynająć? Może się wyprowadzić, a dom (z ziemią/bez ziemi) sprzedać?
    Przeprowadzka do niedużego, a „energetycznie optymalnego” mieszkania rozwiązała problem. Nie trzeba przy tym kupować węgla, ani drewna i samemu palić, bo ciepło jest z ciepłowni.
    To nie rozwiązanie dla wszystkich, ale to ilustracja złożoności i niejasności tego, o czym mowa.
    Zresztą, gminy są od tego, żeby problem rozwiązywać, gdy człowiek sam nie może. to się mieści bardzo dobrze w celach działania gminy i jej zadaniach.

  212. mag
    30 marca o godz. 12:27

    Ech, samych zdolniachów tu mamy, co to do tańca, ale niekoniecznie różańca.

    A, bo w sprawie rożańca
    mamy tu nihilizm
    i moralny deliryzm

    wykonujem także
    figury
    diabelskiego tańca

    gdy wyznawca „znak pokoju”
    to my w krotochwilnym znoju
    wycieramy ślady ścierką
    bawiąc się ich frajerką

  213. @pombocek
    Podziwiam i nie zazdraszczam, że chce Ci się analizować ględy tego, czy innego epidiaskopa.
    Osobna sprawa to „szeregowcy” w kaka, jedni idą w karierę i purpury, inni ograniczają się do bycia proboszczem, bo to znakomita wprost synekura, w której tkwić można latami, mieć prestiż i nader wygodne życie. Wcześniej w seminariach, a potem to w parafiach można znaleźć swoisty azyl i łatwy upust dla swoistych, nazwijmy to, upodobań seksualnych, a także dla romansów z parafiankami, które lgną, jeszcze bardziej niż dzieci.
    Co z tego, że w małych społecznościach niczego nie da się ukryć, skoro niepisana zmowa milczenia chroni „świętych grzeszników”. Tak było od zawsze.
    Pomalutku, powolutku i ten świat się zmienia. Wychodzą z szaf upiory i trudno je tam zagnać z powrotem.
    P.S.
    Dzisiaj pewnie hulasz po Jamnie, bo i u Was chyba piękna pogoda.
    Czy w Twoich okolicach występują bociany, bo coś mi się wydaje, że raczej nie?
    Pozdrowieńka

  214. Seks-turystyka po polsku? Przenoszenie księdza z parafii do parafii.

  215. wujaszek wania: no i co, problem za trudny dla ciebie? Lepiej potakiwac? To robi juz polska prowincja kilkaset lat! Dalej tak: do nikad?!

  216. Tanaka
    Zakrywam oczy ze wstydu, ale niech tam…

    Tańcowała baba z dziadem
    Trochę po kryjomu
    Lat kilka z okładem
    Lecz z dala od domu
    Wszystkie się z nich śmiały
    Tyś kulawy ona szpetna
    Wiedziały gały co brały
    Pyta Dziad – nieświetna?
    Ale jak zatańczylim
    w prawdziwej tancbudzie
    Jak gracko przeskoczylim
    góry, lasy i Zarudzie
    Wszystkie biły brawo
    Europa jest nasza
    I wara od naszych dzieci
    Jak rzekł pewien Pasza

  217. @mag
    30 marca o godz. 13:42

    Brawo! Teraz już będzie z górki. Jeszcze trochę i będziemy jedynym na świecie (tym świecie) blogiem rymowanym.

  218. No to ja wymiękam …

  219. @legat
    30 marca o godz. 14:41

    Panie, panowie! Nowe danie!
    Ciekawe co na to powiecie,
    Kiedy przed wami nagle stanie
    Legat na miękko! W galarecie!

  220. Bo również ateiści bardzo lubią świętować,
    Choć jako niewierzący mogliby sobie darować.
    Masz rację , jest wielu lubiących sobie darować.

  221. PiSia piosenka

    Bo kto nie z nami, dużo traci,
    Wszak prezes nasz jest tak kochany,
    Że z kasy partii nam opłacił
    Angielski dla awansowanych.

    Czekam, aż funkcję mi przydzieli,
    Bowiem w partyjnej mendalności
    Silna perystaltyka elit
    Podstawą naszej jest godności.

    Według PiSowni dobrej zmiany
    Obowiązuje jędzyk polski.
    W sejmie pyskusja idzie w tany,
    A w senatorium mit podolski.

    Dla tratowania swej ojczyzny
    PiSowiec czyni rzecz banalną:
    Skacze, nie bacząc na mielizny
    W Brukseli w sieć euronalną.

    Powieść w docinkach w telewizji –
    Marna produkcja, ale własna.
    I pierwsza dama hipokryzji,
    Bo jak blondynka, to nie jasna.

    Teraz nadchodzą tuczne święta,
    Czas niestrawności i radości.
    Dobry katolik zaś pamięta
    Słuszną teorię bezwzględności.

  222. Alicjo-Ireno,
    dziękując za link pozwolę sobie zacytować fragment, który jakby to nie interpretować, mówi o zasługach PiS (niestety) w wyhamowaniu epiiaskopistów w ukrywaniu przestępstw pedofilii. Łoj, jak to by było ładnie zobaczyć takiego epidiaskopatę za kratami:

    Może wystarczyłoby, żeby przekazali księży pedofilów pod odpowiedzialność karną?

    Przypadki pedofilii, które zostały wyliczone na konferencji Episkopatu, dotyczą czasów, gdy nie było paragrafu nakazującego zgłaszanie takich spraw na policję.

    Nakaz zgłaszania przestępstw pedofilii pod odpowiedzialnością karną, wprowadzony zresztą nie tak dawno temu przez rząd PiS, zmienia reguły gry. Może spowodować, że hierarchowie zaczną się zastanawiać: „Zrobiłbym tak jak zwykle, ale jak się do mnie dobiorą? Nie teraz oczywiście, no ale jak PiS przegra wybory? Przecież za niezgłoszenie wykorzystania seksualnego grożą trzy lata więzienia. Skończę jak biskup Lyonu, może jeszcze bez emerytury”. To może być przełom w skruszeniu lojalności kastowej kleru w kontekście przestępstw seksualnych.

    I jak tu nie kochać PiS 😉

  223. @legat
    Kochać nie warto, upić się warto
    https://www.youtube.com/watch?v=EcipyROBOeI

  224. Mag,
    no może słuszna Twoja racja tylko jak długo da się wytrzymać a raczej ile wątroba wytrzyma i inne podroby?

  225. mag

    Cześć, mag, i wieczór doberek. Pogoda dziś była nieplanowany cud. Miało być cały dzień pochmurno bez padania. Sprawdziło się tylko „bez padania”, a słoneczko było od samego rana caluteńki dzień. Niestety, wiosna, mag. Jak wracałem z przystani, były już na szosie pierwsze rozjechane ropuszki. Skąd one się, biedne biorą, jak co roku na tej drodze się odbywa rzeź. Fakt, że w dzieciństwie widywałem ogromniaste bochny skrzeku większe jak trzy bochny ciocinego chleba. Gdyby ludzie się płodzili jak żaby, dawno życie by na ziemi zdechło.

    Spacerowałem, mag, po wodzie. Było niemal bezwietrznie i nie bardzo było co robić. Więc sobie strzelałem z kija selfie. W domu się okazało, że jestem rzeczywiście ten, którego nie ma. Nawet śladu mnie nie było na filmiku – ani obrazu, ani głosu. Żeby chociaż jaka przypadlkowa „ku.wa” się urwała – nic. Tylko ten piękny lot łabędzi prościutko z północy.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6674252344416106034

  226. Wbocku,
    bo kij ma końców dwa, nie strzelałeś widać z właściwego a jak wiesz, jak jeden taki dopuści to i z kija wypuści, niestety.

  227. @wbocek
    No i całkiem niezłe masz te selfie (jakby z nudów). Łabędzie leciały, leciały aż przyleciały. Siadły na wodzie?
    A żaby to pasjami znosiłam do domu mojej cioci, gdzie małym dziecięciem będąc, bywałam na wakacjach. Zbierałam również takie kolorowe włochate gąsienice (?). Już nie pamiętam, czy dostawałam ochrzan, czy nie, ale byłam nieugięta.
    Dobranocka warta wbocka

  228. mag
    30 marca o godz. 20:43

    Mag, może się spieszysz do nocki, bo ja nie bardzo. Przedwczoraj pani, co mi robiła echo powiedziała, że chciał nie chciał, coś się przez zwapnioną zastawkę zmienia i zostały jakieś dwa lata do operacji. Od razu się poczułem, jakby miało to być jutro. A jutro będzie futro. Zacząłem robić remanent. Od czego zacząć? Pewnie, że od początku. A na początku były grzyby. Będzie tego sporo, niektóre już dawałem, ale więcej – nie. Już mam przygotowane, ale jeszcze bardziej przygotuję. Może do północy się wyrobię. A Ty spokojnie śpij. Rano wstaniesz na grzybobranie.

  229. mag

    Dzień dobry ranek, mag. Masz trochę grzybów, jagód na śniadanek. Jak się przepuszcza fotki przez tubę, to wychodzi jeden bardak. Ty sobie poustawiasz po inżyniersku: tu paluszek, tam główka, śmam jadalna bokówka, a wychodzi nie wiadomo co. Ale nic nie zginęło, więc oglądaj na zdrowie, czort z porządkiem.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6674303152823787761/6674303159344647378?authkey=CKCum6vv9vvIngE

  230. @legat 30 marca o godz. 18:1

    Obowiązek zgłaszania przypadków wykorzystania seksualnego nieletnich jest zapisany w kodeksie karnym od dawna i jest konsekwentnie ignorowany przez ludzi kaka. Nowy element to byłaby TYLKO kara więzienia za niezgłoszenie – o czym Bartoś w wywiadzie nie wspomina.

  231. @Qba 30 marca o godz. 15:36
    Twoje neologizmy – super!

  232. @wbocek 30 marca o godz. 22:56

    Zasłonak odsłonięty i pluskwiak nastroszony – cukiereczek!
    Chociaż tęgoskór pospolity też niczego sobie nazwa. Ale tęgoskóra znałam wcześniej, więc tak nie bawi.

  233. wbocek
    30 marca o godz. 22:56

    Pombocku, nic nie powiem, jako że gapię się na grzybowisko rodziawiony. To więcej niż atlas grzybów, przypuszczam, że przyrodnikom w połowie Twoja giga-kolekcja moż być nie znana. A jak znana, to nie spróbowana.
    Pamiętam, mówiłeś, że większość bodaj tych grzybów sam sprawdzałeś kulinarnie i stąd w opisie: jadnalny..
    O co chodzi z tym alkoholem: wódeczka z grzybem przykry dają skutek?

  234. @Alicja-Irena 30 marca o godz. 16:50

    Kakaludków – których punkt widzenia przedstawia w wywiadzie Tadeusz Bartoś – w ogóle nie obchodzi los maltretowanych dzieci. Oni reprezentują mafijny interes kaka – i NIC POZA TYM. A w przypadku sutannowego pedofila chodzi o to, żeby pedofilowi zrobić dobrze – i żeby przy okazji nie ucierpiała fasada kaka. Kodeks kanoniczny nakazuje unikanie zgorszenia – do tego stopnia, że nie wolno ukarać sprawcy, jeśli kara spowoduje ujawnienie czynu.

    Hierarchowie są rozliczani z tego, jak skutecznie bronią autonomii kaka. Dlatego po tym, jak biskup we Francji wybronił xiunca-pedofila przed zakusami świeckiego wymiaru sprawiedliwości, otrzymał GRATULACJE od papieża. I nie tylko on – bo list z Watykanu został rozesłany do wszystkich biskupów – żeby znali stanowisko szefa i brali przykład z tego psubrata-bohatera. Pisze o tym Geoffrey Robertson w książce „Czy papież jest winny”.

    Kaka, rządzący się swoistą logiką, jest ZAWSZE zrakowaciałym syfem na żywym ciele normalnego społeczeństwa, w którym niezmiennie i niezawodnie rozrabia jak pijany zając.

  235. W systemie jaki stworzył kaka nikt i nic nie broni dziecka przed zakusami zboczeńców. Dlatego powierzanie dziecka opiece xiunca jest zwykłym brakiem odpowiedzialności. A przy okazji: liczenie na to, że jakieś Rysie czy Franciszki coś w tej materii zmienią – jest absurdem.

  236. Tanaka
    30 marca o godz. 23:26

    Tanako, nie mogłem odpowiedzieć wcześniej, bo już lewitowałem.

    Niektóre czernidłaki w połączeniu z alkoholem wywołują nieprzyjemne, a może i groźne reakcje organizmu: palpitacje, kraśna gęba, wymioty. Są też inne podobnie działające grzyby, ale pamiętam, że ich nie pamiętam. Widziałem filmik z facetem po spożyciu. Są autorzy, którzy ostrzegają, żeby nie pić alkoholu 48 godzin przed zjedzeniem takich grzybów i 48 godzin po zjedzeniu. Albo nie jeść takich grzybów 48 godzin przed wypiciem alkoholu (nawet w lekarstwach) i 48 godzin po wypiciu. Straszne. Ale ja jadłem, tyle że bez alkoholu. I do dziś nic. Żonie na wszelki wypadek nie dawałem. Tylko uprzedzałem, że są w zbiorze takie grzyby. I mówiłem, że trzymam oddzielnie, bo nie jestem pewien, czy spróbujemy razem, czy tylko ja. Od razu odżegnywałą się jak święcona woda od szatana. Nie wiem, czy dobrze na tym wyszła, bo i bez grzybów ma co rusz sensacje, a ja chyba się uodporniłem.

  237. mag
    30 marca o godz. 20:43

    Jeszcze raz ciń doberek, mag. Łabędzie leciały, leciały nad jeziorem, aż przeleciały. Za nimi nie trafi. Jak wiozłem zmarłą mamę z Miastka do Słupska 29 lutego 2016., niedaleko Słupska zobaczyłem a daleka białe pole. Jak karawan podjechał bliżej, okazało się, że to, skromnie licząc, z tysiąc łabędzi. Do dziś nie mam pojęcia, z jakiego powodu taka zbiórka o takiej porze.

    Te wczorajsze to zgodnie z odwiecznością, ale jakim tytułem choćby na odpoczynek nie siadły na wielkim przecież jeziorze, nie umiem się domyślić, a wiedzy nie mam. Leciały w stronę Polanowa, Miastka. Jest tam po drodze parę jezior, może więc goniły w swoje strony.

  238. Gratulacje dla Zuzany Czaputovej, gratulacje dla Słowacji.

    Co z Ukrainą? Za kogo trzymać kciuki?

  239. legat
    30 marca o godz. 18:13

    Może wystarczyłoby, żeby przekazali księży pedofilów pod odpowiedzialność karną?

    Przypadki pedofilii, które zostały wyliczone na konferencji Episkopatu, dotyczą czasów, gdy nie było paragrafu nakazującego zgłaszanie takich spraw na policję.

    Och, cóż za klasyka! Kościół kat jest dobra sprawa, dzięku niemu Polak wie, co dobre a co niedobre. Adam Michnik też wie.
    Jak wie Polak, wie i ksiądz katolicki, który Polaka w moralności szkoli i żeby nie było żadnego relatywizmu.
    No więc, jak ma nie być, to jest.
    1. Konsekrowany ma swoje Prawo Boże. Ono jest jedynym prawem. Prawo ludzkie to nie prawo, a bezczelność, co się nawet nieco do Kościoła kat chce powtrącać.
    2. Prawo Boże mówi co i jak: masz być grzeczny!
    3. I ksiądz jest grzeczny: gwałci i jest zadowolony! Tak samo jak bozia, który też jest zadowolony i obszernie o swoich gwałtach we własnej książeczce opowiada. A wszystko to jest Słowo Boże i Objawienie oraz Jedyna Prawda czyli Prawo Boże.
    4. To, że jest jakiś nakaz zgłaszania na policję albo do prokuratora, że konsekrowany gwałci, to bardzo przykra sprawa. To jest atak na Polskę, czyli Kościół kat. I bezczelna ingerencja w świętość. Oraz dowód nihilizmu: Polska brnie ku cywilizacji śmierci. A jak brnie, to Święty Ojciec Święty sie w grobie przewraca.
    Z tym, że on się nie przewraca, bo siedzi po prawicy tego co u góry – i jest zadowolony!

  240. Wedle sondaży 44% Amerykanów wierzy, że Izrael został podarowany Żydom przez Boga. Mówi dr Patrycja Sasnal w audycji Goście Passenta.

  241. wbocek
    31 marca o godz. 7:47

    Taka okoliczność, gdy się kogoś bliskiego żegna, bardzo mi się podoba. Tu koniec życia, a dookoła – nieskończoność przyrody, w dodatku w jej najpiękniejszym wcieleniu. Coś symbolicznego przy tym: odlecisz łabędziem, mamo…
    Z perspektywy tak zwanej duchowości, to coś nierównie głębszego i autentyczniejszego niż obowiązkowe konstrukty chrześcijańskie.

    bardzo mi się podoba Twój atlas grzybów. Co grzyb, to jadalny, bardzo mało niejadalnych. Inna rzecz, na ile jadalny jest smaczny w jedzeniu i jak go przyrządzić, by taki był. Niektóre z wyglądu jakieś takie niekonieczne, ale może za to smaczne.
    Kapitalna postać: Łukasz Łuczaj. Botanik, naukowiec, wykładowca i popularyzator przyrody. Napisał m.in. „Dziką kuchnię”. Sam sprawdził – coś około 1800 gatunków polskich roślin i grzybów jest jadalnych. O większości z nich w ogóle zapomnieliśmy, wytresowani do pożerania schabowego z kartoflami, a z grzybów – białej, śtucnej, pieczarki. a tymczasem nasz przodek – przedkatolicki Słowianin, wsuwał całe to bogactwo, czyli to, co matka natura dała, bez oglądania się na Matkę Boską.

  242. A płaskoziemcy szykują wyprawę na Antarktydę, a właściwie pod Antarktydę, żeby na własne oczęta zobaczyć ten lodowy mur, który trzyma wodę oceanów i nie pozwala jej spłynąć w kosmos.

  243. @ponbocek, Tanaka
    Ja tam nie mam odwagi ponbocka coby grzybki jeść jak nie znam. Swoją wątrobę też jakoś lubię… A u mnie grzybki trochę inne, podobno halucynogenne, zjem a tu mi się objawi jednorożec zamiast żaby. Ryzyko.

  244. @ Ewa-Joanna
    31 marca o godz. 11:14

    Ja tam nie mam odwagi ponbocka coby grzybki jeść jak nie znam.

    Chyba zna, jeśli zjadł i żyje! Z tymi grzybami to rzecz regionalna. W stronach żony nie jadano zajączków i surojadek, w moich siniaków (modrzaków).

  245. wujaszek wania
    31 marca o godz. 10:27

    Kciuki trzymac za UKRAINE, to znaczy za zadnego/zadna z kandydujacych…

    Taka smutna prawda.

    Pozdrowka
    ~l.

  246. wujaszek wania
    31 marca o godz. 10:27

    Choc moze „najmniejszym” zlem bylby Poroszenko….

    Pozdrowka
    ~l.

  247. Ewa-Joanna
    31 marca o godz. 11:14

    @ponbocek, Tanaka
    Ja tam nie mam odwagi ponbocka coby grzybki jeść jak nie znam. Swoją wątrobę też jakoś lubię…

    Na zebraniu zawsze jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy…
    Taka prawda!
    Swoją wątrobę też lubię, podejrzewam nawet, że z wzajemnością: nasza przyjaźń z wami, wasza przyjaźń z nami, czyli nasza wspólna przyjaźń wasza z nami, a nasza z wami.
    W Australii chyba nie wszyskie grzybki halucynogenne są? jakieś uczciwe, chrześcijańskie, powinny się znaleźć.

    Ciekawostka polsko-australijska w sprawie trucia: żeglarz, Zbigniew Puchalski, który kilkukrotnie startował w samotnych regatach atlantyckich, a następnie opłynał świat w samotnym rejsie wspominał kiedyś, że w Australii został ukąszony przez pająka. Ledwo tą przygodę przeżył. Ale do Australii się nie zniechęcił i w niej zamieszkał.
    Już się zrobił zorientowany: co truje, a co nie truje.

  248. @Quba i Wszyscy co sie zainteresuja…

    @Quba,
    Wstrzasna mna fragment Twojego nawolywania, zeby sila wymusic myslenie. Doslownie wstrzasnelo mna Twoje nawolywanie, do uzycia sily. Odpowiedzialem, ze sie tego nie da zrobic i zdania nie zmienilem.

    Niemniej, z uwagi na waznosc samego myslenia, zdecydowalem sie jeszcze raz wrocic do tematu myslenia.

    No bo @Quba, to jest tak, ze ludzie rodza sie jako istoty myslace i nie ma najmniejszej potrzeby wymuszac na nich myslenia. Za to mozna :

    1) nie przeszkadzac w rozwijaniu sie tej zdolnosci
    2) mozna stymulowac i wspomagac
    3) mozna ukierunkowac
    4) mozna oduczyc

    Najciekawsza wydaje sie mozliwosc trzecia. Jej niezliczone przyklady obserwujemy w zyciu codziennym, jak chocby u ofiar katolickiego ukierunkowania. Bo to nie jest tak, ze katolicy nie mysla. Mysla, ale mysla w sposob ukierunkowany przez stala obecnosc katolickiego „filtra”, ktory na przyklad immunizuje ukierunkowanego, na jakiekolwiek argumenty dotyczace „filtra”. Wszystko co w jakikolwiek sposob jest nezgodne z „filtrem”, lub mu zagraza, jest automatycznie odrzucane.

    Do „trzeciej” mozliwosci zalicza sie tez to na co wskazal Stanislaw Tym, czyli myslenie schematami. Raz wdrozony schemat sprawia wrazenie, ze sie mysli, podczas gdy sie tylko bezmyslnie przebiega przez schemat, z wiadomym koncowym wynikiem.

    O tym, ze jesli nie we wstepniaku, to z pewnoscia w polemikach pozniejszych, zadziwiajaco wiele schematow widac jak na dloni, to wspominam juz tylko dla porzadku.

    Pozdrowka
    ~l.

  249. Link do strony z horoskopami (astrologia to nie astronomia) w sam raz dla zabobonnych ateistów 😀

  250. Katolikom nie wolno wierzyć w horoskopy.

  251. O lala!

    Ale numer!

    Tu jest film na youtubie i wolny od astrologicznych bredni, ktore sie wkradly ze strony gdzie go zobaczylem po raz pierwszy.

    https://www.youtube.com/watch?time_continue=15&v=7Ys_yKGNFRQ

    Pozdrowka
    ~l.

  252. Tobermory
    31 marca o godz. 15:38

    A „zbawienie”, to co? Czy to nie jest przypadkiem „horoskop” ubrany w szatki obietnicy?

    ~l.

  253. Tanako,
    Gospodarzu niniejszego bloga.
    Uprzejmie donoszę, za GazWybem, że wczoraj minęła 330 rocznica męczeństwa Kazimierza Łyszczyńskiego, „któren to” (za wiki) Łyszczyński nazywał teologów rzemieślnikami słów próżnych, wykrętnymi wężami, ślepymi, widzącymi ciemność zamiast światła, nie nauczycielami, ale zwodzicielami, nie filozofami, ale oszustami, obrońcami błędów głupoty i podstępów przodków.
    To tak tylko, żebyśmy o nim nie zapomnieli.

  254. Prywatna firma Inera prowadzi na zlecenie rzadu Szwecji (Urzad Mlodziezy ???) strone internetowa, o sexualnosci . Strona jest dla mlodych ludzi, imigrantow niedawno przybylych, 15-20lat . Szef projektu, Lotta Nordh Rubulis, opublikowala dane statystyczne ilosci odwiedzajacych.

    Iran 261 234
    Szwecja 125 175
    USA 66 066
    Egipt 61 144
    Arabia Saud 38 434
    Afganistan 36 806
    Niemcy 30 817
    WlkBryt 34 925
    Irak 34 862
    Algieria 28 300
    Maroco 26 082
    Turcja 25 641

    Adres strony jest: http://www.youmo.se
    Mozna wybrac jezyk i zapewnic sobie anonimowosc odwiedzin.

    Pzdr Seleukos

  255. Jak zostać bogatym polskim biznesmenem?
    Trzeba znać swój znak zodiaku i jeśli to jest lew, wówczas szanse są realne:
    „Dziewczynka urodziła się tego samego dnia co dziadek. (…) nie mógł dostać lepszego prezentu, w szczególności, że mimo iż jest wierzący, to bliska jest mu astrologia. Anastazja, tak jak on i Agnieszka, jest lwem. A to właśnie lwy mają naturalne zdolności kierownicze, są wizjonerami i zawsze chcą być najlepsze.”
    Można też spróbować się w polityce. Bliźniętom na przykład dobrze wychodzi manipulacja, skłócanie i obiecywanie 😎

  256. Herstoryk
    31 marca o godz. 11:37

    Wróciłem z rowerowania i od razu wyjaśniam. Z wileńskiej rodziny znałem z 50 gatunków. Własnoręcznie dobiłem gdzieś do 130. Atlasy z cyfrowymi fotkami w miejsce wariackich rysunków dla samobójców w PRL pozwoliły na poznawanie nowych bez żywego przewodnika. Są grzyby łatwiej rozpoznawalne i trudniej. Zdarzało się, że na żywym nieznanym mi wcześniej grzybie, który rozpoznawałem wedle cech z atlasu, prawie wszystkie cechy się zgadzały, prócz jednej niejasności. A nie miałem jak inaczej się upewnić, jak zjeść. Nie było to całkiem w ciemno, bo wiedziałem, że na przykład nieznany gatunek należy do mleczajów, wśród których śmiertelnie trujących nie ma, najwyżej pogoni w krzaki. Podobnie z gołąbkami (surojadkami), z goryczakiem żółciowym przedstawianym przez katolicki lud pracujący jako szatan, z niektórymi czernidłakami, których nie wolno w ciągu dwóch dup…pardą…dób mieszać z alkoholem. Natomiast wszystkie śmiertelnie trujące (chyba ich 10 jest) znam, więc bać się ich nie zamierzam. Więcej się boję alzheimera lub demencji, ale nie dużo więcej.

    Najwięcej się baliśmy naszych polskich prognoz pogody dla rybaków. Na przykład na dziś podali na mój rejon w prognozie 72 – godzinnej wiatr północny 3 – 4, w rzeczywistości był północno-zachodni najmniej 7, w porywach 8. Obserwowałem długo z pomostu w Chłopach, co się dzieje. Przy wietrze 3 -4 wychodziliśmy z palcem w nosie 20 km, a dziś nie wiem, czy od samego pomyślenia o wychodzeniu człowiek by się nie przewrócił, bo na trzeźwo by na pewno nie pomyślał.

  257. U ropuszek jest gorsza nierówność niż u turbanowców, u których pan sobie dynda nogami na osiołku, a pani objuczona tobołami osiołka prowadzi. A tu proszę: jedzie dwóch gnojków na jednej pani i co im zrobisz.

    Może paradox wytłumaczy ten niehumanitarny zwyczaj.
    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6674612223952500018

  258. @legat
    31 marca,g.18:39
    Jakby kto zapomniał lub nie wiedział, idąc śladem Twojego wpisu, przypominam o kogo chodzi, czyli kto zacz:
    „Kazimierz Łyszczyński herbu własnego (ur. 4 marca 1634 w Łyszczycach, zm. 30 marca 1689 w Warszawie) – polski filozof skazany na śmierć za ateizm, autor traktatu De non existentia Dei („O nieistnieniu Boga”). Jest nazywany patronem polskich ateistów[2]. ”
    Kilka lat temu Janusz Palikot wespół z prof. Hartmanem zrealizowali na Rynku w Warszawie całkiem zgrabną rekonstrukcję ścięcia głowy rzeczonemu szlachcicowi, który odważył się być ateistą, przy czym Hartman poświecił niejako swoją głowę.
    Niestety, nic to nie pomogło i ten kolejny happening Palikota nie przysporzył mu poparcia jako liczącemu się politykowi. Wychodzi na to, że Polak katolik, nawet jeśli nie chodzi do kościoła, jest zakonserwowany i zafiksowany na tzw. wartości chrześcijańskie, choć niekoniecznie wie, o co biega.

  259. Trzy książki, które spowodowały najwięcej ofiar śmiertelnych:
    Biblia, Koran i… Atlas Grzybów 🙄

  260. Wbocek
    Zajrzałam pod Twój link, sorry, ale chyba nic złego się nie stało.
    Trochę mi żal tej sfilmowanej żabki. Chyba ją przestraszyłeś, szumiąc jej nad głową, gdy przepływałeś mimo. Uciekała jakoś tak nieporadnie.
    U mnie nad Narwią, na tzw. posesji, z uwagi na dwa naturalne oczka wodne, zawsze jest pełno najrozmaitszych żab, małych i dużych w różnych kolorach. Na podgatunkach się nie znam.Moja kotka nieraz przytrzymuje je łapą dla zabawy, ale puszcza wolno.

  261. @Tobermory

    Znaczy że niby jak, że niby lwy chcą być najlepsze? Lwy najlepsze :/
    anumlik by się ze mną zgodził 🙂

    ***

    Rowerując wczoraj zgubiłam 500 kalorii. Uczciwego znalazcę uprasza się nie oddawać.

    Bardzo chciałam dzisiaj pojeździć ale jezderkusie jaka migrena 🙁 szczęka, ucho i jeszcze do teraz mdli

  262. legat
    31 marca o godz. 18:39

    Oczywiście!
    To ja uprzejmie informując donoszę, że siadaj i pisz okolicznościowego wstępniaka!
    Sprawa poważna.

  263. wbocek
    31 marca o godz. 19:51

    Może o to chodzi, że Trójca: On, synek i mamusia?
    Trójca ona mięła po drodze rozwalcowaną i wysuszoną na wiór żabę. Była więc Chwilowa Czwórca. Czyli zespół wyższego rzędu.

  264. Tanako,
    zaczerwieniłem się,
    dziękuję za zaproszenie ale na razie się nie czuję na siłach. Przepraszam.
    Akurat teraz medycy zaglądają mi we wszystkie otwory bez litości (mam nadzieję, że nie pomylą endoskopów, znaczy kolejności ich użycia), nowy ślip ma dopiero dwa tygodnie a jeszcze mnie czeka dłubanie w arteriach. Jak złapię oddech po wycieczkach w miejsca zgromadzeń geria-tryków to może zdobędę się na odwagę. 😉

  265. Mag,
    jak zwykle zarówno Palikot jak i Hartman trafiają albo nie w ten czas albo nie w to miejsce. Dzisiaj, po „Klerze” i wybuchu ujawnień całej ohydy tej umundurowanej korporacji funkcjonującej jak zorganizowana grupa przestępcza, teatr jaki urządził Hartman miałby chyba szerszy, korzystniej i szerzej trafiający do odbiorców. Może fajnie byłoby urządzić coś takiego w okrągłą rocznicę, czyli „333”? – w zakresie nieco szerszym?

  266. Nefer
    31 marca o godz. 20:35

    W samo sedno! W samo …sedno… Jesli sie o lwy rozchodzi. Tez tak uwazam.

    Pozdrowka
    ~l.

  267. legat
    31 marca o godz. 21:16

    Aha, to chyba zaczerwieniane sie w trakcie dłubania w arteriach nie jest wskazane. Ale, jako harcerz, nawet mniemany,czuj się na siłach: ogólnie i co do wstępniaka.

    Hartman, co mi się podobało, wziął udział w inscenizacji rocznicy spalenia na stosie Kazimierza Łyszczynskiego.

  268. mag, Tanaka

    Poczta konna dla pani mag i pani…tfu!…pana Yogoro Sasahara Tanaki z rodu Tanaki. To dzisiejszy dzień w Chłopach i z powrotem. Doranocka z racji padania na nos.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6674647223958035106

  269. legat
    31 marca o godz. 21:16

    Legatku, jak geria potrafią być tryki, to może oni nie takie geria. Niech żyją tryki!

  270. Ma ktos doswiadczenie z Rzymu?

    Czy w godzinach porannych bardzo, lepiej z centrum na Fumicino pociagiem z Terminus, czy samochodem?

    Pozdrowka
    ~l.

  271. Sie pytam, bo dopinam i sie zawachalem… choc raczej na pociag postawie.

    ~l.

  272. Wbocku,
    w większości to chyba tryki-gawędziarze jednak ale jak za te dwa lata Cię wyremontują to ho ho, też może sobie przypomnisz jak to kiedyś bywało 🙂

  273. Lonefather,
    średnio minuta różnicy.

  274. Znaczy pociągiem pół godziny z hakiem a na drodze może być różnie – wiadomo.

  275. legat
    31 marca o godz. 23:00

    No to pociag, 32 min i pod sam terminal.

    Wielkie thx

    Pozdrowka
    ~l.

  276. @Nefer 31 marca o godz. 20:35
    Rowerując wczoraj zgubiłam 500 kalorii. Uczciwego znalazcę uprasza się nie oddawać.

    Bardzo dowcipnie, ale wyłączniepolskojęzycznymaktywistom napisz, gdzie ten humor schowałaś. Bo siem mogom nie kapnąć.

    Albo nie pisz, bo siem obrażom, że nawet kiedy piszesz po polsku to oszukujesz bo tak naprawdę to po angielsku… 😉

  277. wbocek
    31 marca o godz. 22:16

    O! I to są dobre dla mnie fale do pływania. uwielbiam!
    A woda strzelająca od dołu przez deski pomostu to kapitalna atrakcja. Dla chłopców i panienek w sukienkach 🙂
    Pora!

  278. zza kałuży
    31 marca o godz. 23:34

    E tam. I tak mnie nie zauważą.

    Gdyby mnie ktoś szukał to jestem na Star Destroyer Chimaera (Timothy Zahn, Thrawn: Alliances)

  279. Nefer
    31 marca o godz. 23:55

    Łomatko, a ja jestem kowboj Bebop.

  280. Odzywam się, by zapodać odsyłacz do, moim zdaniem, dosyć trafnego i do rzeczy artykułu, na temat będący mym hobby – Islamski fundamentalizm i ślepota Zachodu. Refleksje po „upadku” Państwa Islamskiego.
    Z wątkiem tego wpisu związany jest o tyle, że młódź polska jest nauczana o historii i problemach świata poza swojskim gumnem jeszcze gorzej niż o kwestiach domowych. Skutkami są całkowita ignorancja nt. obcych kultur i szerzący się jadowity szowinizm i rasizm. Nie wspominając już nawet o poziomie ortografii i stylu rodzinnego języka.

  281. @ wbocek
    31 marca o godz. 19:20

    Wróciłem z rowerowania i od razu wyjaśniam. Z wileńskiej rodziny znałem z 50 gatunków. Własnoręcznie dobiłem gdzieś do 130.

    Łoł!!! Chapeau bas!! Jesteśmy z żoną pełni podziwu i uznania. Ona, grzybiara spod lasu, chlubiła się znajomością jakichś 20 – 25 odmian. Gdzie jej do 130! Ja, mieszczuch znam może 10.

    Co zaś do wiatru i pogody, to przypomniał mi się PRL, gdzie, jak się mówiło, informacje w przekaziorach można było podzielić na 3 kategorie – prawdziwe, prawdopodobne i resztę. Godzina dnia należała do pierwszej, prognoza pogody do drugiej, wszystko inne do tej reszty 🙂

  282. Tanaka
    31 marca o godz. 23:52

    Uojejuniu, Tanako! Sayonara, flet, gitara. A to ci widok nad widoki! Tylko dwa razy w życiu miałem widzenie z czarnym boćkiem: raz – jak zasuwałem w lesie, a on przeleciał nisko nad samymi drzewami; raz – jak zasuwałem krótko w hodowli pstrągów, a on przyleciał parę razy kraść. Czyli tym drugim razem, który był pierwszym, widziałem kilka razy. Z daleka, bo bliżej się nie dało podejść – jak do żurawia czy smoleńskiej prawdy.

  283. Herstoryk, 1 kwietnia o godz. 2:22

    Odzywam się, by zapodać (przy kaffce), moim zdaniem, dosyć nietrafny i od rzeczy artykuł, na temat będący mym hobby, kiedys zawod uprawiany. Budowa systemow spolecznych, komputerowych, informacyjnych, ksztalcenia, hodowania kotow i akwaryjnych rybek, obserwacji plam na Jowiszu i spodniach/krawatach i dwudziestu paru innych systemow. Waznych i mniej. Zalinkowany art
    https://strajk.eu/islamski-fundamentalizm-i-slepota-zachodu-refleksje-po-upadku-panstwa-islamskiego/
    przeczytalem. Spotrzegam inaczej (jak autor) Gleboko wdziczny jestem, „bezrefleksyjnym i krotkowzrocznym” elitom Zachodu. Mam nadzieje i oczekiwanie, dalszej krotkowzrocznosci i bezrefleksyjnosci. Bez wymiany nazwisk, gleboko wdzieczny jestem za uprawe tej krotkowzrocznosci i bezrefleksyjnosci. Dzieki tym cechom, moge uprawiac, wymiane mysli z Szanowna Blogosfera, jak inne moje przyjemne zajecia. Bez tej krotkowzrocznosci, prawdopodobienstwo takich moich zajec byloby zerowe. A i Szanowna Blogosfera nie mogla odwzajemniac lub kontynuowac swoich slabosci wlasnych. Jakie sa jeszcze.

    Co do faktu ze polska mlodziez nauczana jest przed wszystkim ignorancji, szowinismu rasismu, zgadzam calkowicie z Toba Herstoryk. Nauczana przedmiotu NicZeSwiata jako glowny i podstawowy. Fakt ten jednak nie martwi mnie wcale, jak mnie zdaje, Ciebie martwi. Jest dla mnie powodem, jedne z zrodel, nieustajacego optymismu o przyszlosc Swiata.

    Pzdr Seleukos

  284. Zlekceważono w imię doktrynerstwa oraz partykularyzmu argumenty zwracające uwagę na wzbierającą falę wspomnianego rewiwalizmu islamskiego. Fundamentalistyczny, religijnie ukierunkowany ruch protestu był z jednej strony efektem wojny sześciodniowej na Bliskim Wschodzie, przegranej przez państwa świeckie, realizujące arabską odmianę socjalizmu, z drugiej – boomu na ropę, którego głównymi beneficjentami okazały się ultrakonserwatywne, purytańskie reżimy znad Zatoki Perskiej
    Nie tylko to. Moim zdaniem, szczególnie bliżej nam w czasie, mamy tu do czynienia ze świadomą polityką Izraela (oraz lobby izrealskiego w USA) eliminacji – przez cofnięcie do epoki kamienia łupanego – wszelkich wysokozorganizowanych, w miare cywilizowanych, w miarę rozwinietych państw – bliższych lub dalszych sąsiadów Izraela.
    Tak jakby Izrael oraz USA zupełnie nie troszczyli się co wyrośnie na gruzach zburzonych państw. Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy to strach przed bronia masowej zagłady. Amerykanie i Izraelczycy, wychowani w czasach zimnej wojny, bali się (jedni bomby ZSRR a drudzy jak nie bomby Husseina to przynajmniej jego konwencjonalnej armii) i dlatego woleli rozniecić gniazdo terrorystycznych islamskich os, gdyż ważniejsze dla nich było wyeliminowanie państw dysponujących (albo mogących w przyszłości dysponować) bronią masowej zagłady od ewentualnych drobnych kłopotów z terrorystami czy z fundamentalistami.

    9/11 to tylko 3 tys. trupów a jedna bomba atomowa w Nowym Jorku to miliony. Zasadniczo mieli więc rację.

    Nie zainteresowano się, co zawierają i dlaczego spotykają się z tak ogromnym odzewem pisma Sajjida Kutba, al-Maududiego, al-Kardawiego, Chomeiniego, Nasrallaha bądź Fadlallaha itd. Nie mówiąc o wcześniejszych fundamentalistach w rodzaju ibn Tajmijji czy al-Wahhaba.
    Polskojęzyczni polonusi wszelkich byle tzw. „prawicowych” inklinacji mają do tych nazwisk taki sam stosunek jak zwolennicy Trumpa; pogarda. Przedrzeźnianie, wyśmiewanie, jak to rasiści. Nie dają sami sobie szansy nawet na zapamiętanie, a co tu mówić o przeczytaniu czegokolwiek. „A co takie kozojeby w ręcznikach na głowie mają do powiedzenia? Ich trzeba rakietami z dronów traktować a nie słuchać. A jak znowu przyfikają to się jeszcze jedną grupę lotniskowcową zbuduje i tym kozojebom podeśle.”
    Jak na razie ta taktyka zdaje egzamin.

    Podstawowym celem komunizmu była przemiana niemal feudalnych społeczności środkowo- i wschodnioeuropejskich w nowoczesne zbiorowości przemysłowe. Z tym bezpośrednio trzeba wiązać wizję nowej kultury, którą miał wprowadzić ten ustrój”. Dotyczyło to także ówczesnego tzw. III Świata. Stąd, jego zdaniem, konflikt afgański należało rozpatrywać nie jako zderzenie obozu radzieckiego – czyli komunistycznego – z Zachodem, lecz zapowiedź zasadniczej konfrontacji cywilizacji chrześcijańskiej i muzułmańskiej.
    To rozumowanie nie trzyma się kupy.
    Jeżeli już to judeo-chrześciajńskiej, gdy mówimy o komuniźmie i jego ideologach, z mocnym naciskiem na „judeo”. Ale według mnie sensowniej byłoby tu mówić o starciu cywilizacji „przemysłowej” albo „nowoczesnej”, i to w sensie raczej świeckim, racjonalnym, materialnym niż religijnym. Judaistycznym czy chrześcijańskim, bez różnicy. ZSRR z czasów Afganistanu to z pewnością nie było prawosławie. Rosja dzisiaj oczywiście próbuje się odbudowywać z pomoca prawosławia, ale tam gdzie chodzi o konflikt z islamem tam nie ma Rosji. Prawosławie odbuduje się w części europejskiej Rosji. W części azjatyckiej nigdy go nie było, poza misjonarzami. Rosyjska, radziecka i znowu rosyjska Azja to islam. Tam konflikt był i jest na linii świeckie państwo – funamentaliści muzułańscy. Współcześnie prędzej lokalne państwa powstałe na gruzach republik radzieckich stana się fundamentalistycznei muzułmańskie niż muzułmańscy fundamentalisci się ześwieczcą.

    Europa widziana z Azji, nie składa się z dwóch zasadniczo różnych światów, świata radzieckiego i świata zachodniego. Stanowi jedną rzeczywistość: rzeczywistość cywilizacji przemysłowej.
    No właśnie, teraz już z sensem.
    Kolega z amerykańskiej pracy, z pochodzenia Filipińczyk, kiedyś w rozmowie przeprowadził takie rozumowanie: „No tak, Polska leży w Europie, to jest bogaty kraj, nic dziwnego, że…”

    (W ten sposób próbował strawić moją informację, że w Polsce czymś normalnym i oczekiwanym jest utrzymywanie dzieci przez rodziców podczas studiów.)

    +++++++++++

    Co do reszty pełna zgoda. „Krucjaty” Busza to tylko retoryka. Głupia, ale tylko retoryka. Granica nie przebiega po linii religijnego podziału Koran – Biblia tylko samobójca – człowiek „Zachodu”.
    Ten drugi nie ma prawie żadnej broni przeciwko atakom samobójcy bo on żyje w innym świecie.
    Dodatkowo ludzie „Zachodu” wprawdzie mają zegarki, ale azjatyccy muzułmanie mają czas.

  285. zza kałuży
    1 kwietnia o godz. 7:51

    Cieplo, cieplo…

    Populacja mrowek jest najwieksza na calym swiecie. Poza Antarktyda. Gryza okropnie, czego doswiadczyla niejaka Telimena. Bo atlasa grzybow nie miala. Mimo doswiadzczenia Telimena, z cala pewnoscia stwierdzic mozna. W najblizszej przyszlosci, Tobie ni mnie, unicestwienie z powodu inwasja mrowek, nie grozi. Od czasu do czasu, idziemy na spacer, ogladac mrowiska. Majac, na pamieci Telimena doswiadczenie, nie wkladamy majtek w mrowiska.

    pzdr Seleuk

  286. Kaczyński przyjedzie do PE wygłosić przemówienie O_O

  287. Z dniem dzisiejszym Kaczyński wycofuje się z polityki

  288. Nefer
    1 kwietnia o godz. 8:14

    „Kaczyński przyjedzie do PE wygłosić przemówienie O_O”

    W zwiazku z tym, firma PininFarina, dostala zamowienie (kontrakt) na design spec drabinki. Drabinka zostanie wyprodukowana w kraju. Zeby bylo knouhou. To bylo warunek kontraktu.

    pzdr S.

  289. wujaszek wania
    1 kwietnia o godz. 8:39

    „Z dniem dzisiejszym Kaczyński wycofuje się z polityki”

    Wujaszek wania, to jrst typowa dziennikarska kaczka. Nie moze byc, zeby Cala Intelektualna Sila Narodu wycofala 1kwiecien. To bedzie 32czerwiec, nastepnego roku.

    pzdr Seleuk, co umie roznic ziarno od plewy.

  290. Szanowni!

    Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
    Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.

    Jak się gada, bywa z tego echo. l to ciekawe: bywa z tego próżnia.
    Ta fizyka jest niezmierna.
    Wyjaśnia nam to, w przystępny sposób, Slawczan, prezentując swoje spojrzenie na dyskusję na temat powodów do wstydu u katolika.
    Zapraszam w imieniu autora do czytania następnego wstępniaka i dyskutowania.

  291. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24603721,fundacja-sms-z-nieba-palila-ksiazki-wsrod-nich-harry-potter.html#s=BoxOpCzol7
    Chciałbym wierzyć, że to jedna z tych wiadomości pierwszokwietniowych (bardzo głupich) i jutro zostanie sprostowana. Bo jeśli jest prawdziwa, to bardzo mi się to nie podoba. Budzą się nieciekawe skojarzenia…
    …mimo wszystko pozdrawiam kwietniowo

  292. 1 Kwietnia jest dla „glupcow”, ale caly Kwiecien dla reszty. No to dla RESZTY muzyczke dedykuje:

    https://www.youtube.com/watch?v=bejaxHq-D-k

    Pozdrowka
    ~l.