Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

19.03.2019
wtorek

W odpowiedzi na tekst Adama Szostkiewicza

19 marca 2019, wtorek,

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst polemiczny Adama Szostkiewicza „Grzeszny Kościół świętych ludzi. W odpowiedzi Janowi Hartmanowi”, z dnia 18 marca.
Tekst Jana Hartmana, pod tytułem „Wstyd być katolikiem!” ukazał się 15 marca.

Jan Hartman:
https://hartman.blog.polityka.pl/2019/03/15/wstyd-byc-katolikiem/?nocheck=1
Adam Szostkiewicz: https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2019/03/18/grzeszny-kosciol-swietych-ludzi-w-odpowiedzi-janowi-hartmanowi/?nocheck=1

[Akapity ujęte w kursywę i wytłuszczone są cytatami z tekstu Adama Szostkiewicza, chyba że inaczej zaznaczono. Odnoszę się do wszystkich akapitów, po kolei].

* * * * *

Grzeszny Kościół świętych ludzi – czytam w tytule.
Nie wiem, serio to zostało powiedziane, czy przewrotnie. Niezależnie od tego, oba teksty czytam ze smutną satysfakcją: pełen życia i pasji, boleśnie trafny bo mocno oparty na faktach złożonych w zjawiska i rozumienie rzeczy tekst Jana Hartmana a przeciw niemu ledwo żywa, miałka, wymijająca i w sumie bezradna odpowiedź Adama Szostkiewicza. W istocie, to nie jest odpowiedź. Tekst z intencji polemiczny nie wchodzi w dialog, nie odpowiada na strukturę strukturą; mocnymi i klarownymi argumentami na argumenty. Mija się zupełnie z tekstem profesora.

Słabość tej odpowiedzi jest związana ze słabością argumentów którymi się dysponuje lub nierozumieniem rzeczy. Ma ona zapewne coś wyjaśniać i czegoś bronić, ale nie wiadomo co i czego: całości czy wybranej sprawy; katolika, wiary, religii, mentalności, wybranych osób podanych z nazwiska, jakiejś mniemanej Prawdy i świętości, oraz której: Kościoła katolickiego, czy może jakiegoś bytu o nieokreślonym kształcie i treści, który miałby być swoistym kościołem w Kościele, albo jakimś niezależnym kościołem?

A obrona przecież jest taka łatwa. Kto stoi na gruncie Prawdy, broni się z lekkością serca i śmiałością polemicznego miecza. Czyni to z radością bożego szermierza, pewny ze jego ruchami kieruje sam Wszechmogący. Siła rycerza jest siłą Nadprzyrodzonego.
Zgadnij teraz, czytelniku, czy powiedziałem to serio, czy przewrotnie. Bo serio tak to wyjaśnia sam Kościół katolicki.

* * *

Mój blogowy sąsiad profesor Jan Hartman wygłosił płomienne laickie kazanie pod hasłem: wstyd być katolikiem. Czy podobałoby mu się kazanie pod hasłem: wstyd być niewierzącym? Albo: wstyd być żydem?

Czy to jest pytanie retoryczne? Czy ma zawstydzić, bo to nieładnie uważać, że „to wstyd być katolikiem”, i wstyd, że Jan Hartman wygłosił laickie kazanie?
Czy Janowi Harmanowi podobałoby się kazanie o tym, że to wstyd być niewierzącym albo żydem – nie wiem, sam może odpowiedzieć. Natomiast, co do zasady, to najpierw należy się zapoznać z określonym „kazaniem”, by mieć przesłankę do wnioskowania: wstyd, czy nie wstyd. Autor takiego kazania sam ryzykuje wstydem.

Jan Hartman wyjaśnia dlaczego wstyd być katolikiem. Odpowiedź nic nie wyjaśnia. Przede wszystkie tego, dlaczego to nie wstyd być katolikiem.

* * *

Generalizująca furia raczej nie pomaga słusznej sprawie walki z przestępstwem pedofilii w Kościele. Katolicy, jak niewierzący i ludzie innych wyznań, to tacy sami ludzie z takimi samymi emocjami. Nikt nie lubi być wrzucany do jednego worka z przestępcami i ich protektorami. Taka retoryka kojarzy się źle: z ideologicznym wykluczaniem grupy ludzi na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. A to się nie mieści w katalogu liberalnych wartości.

Generalizująca furia znajduje się u autora znanego jako św. Paweł. Nie, źle się wyraziłem: znajduje się w Piśmie Świętym. Tak ono mówi o Żydach do Tesaloniczan: Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom… Tak dopełniają zawsze miary swych grzechów. Ale przyszedł na nich ostateczny gniew Boży.
Odpowiednia generalizacja jest także w Piśmie Świętym, u św. Mateusza: A cały lud zawołał: Krew Jego na nas i na dzieci nasze!.

Na tej generalizującej furii oparte oparte zostało nieustające prześladowanie i mordowanie Żydów przez chrześcijan. Tu jest źródło zła o wielkości nie do opisania, tu jest źródło usprawiedliwienia zła: Pismo Święte! Objawienie Boże! Świętość nad świętościami. To zło trwało, w brutalnej, ludobójczej formie, do 1945 roku. Dwa tysiące lat od Chrystusa, dwa tysiące lat generalizowania: kto nie z nami, ten przeciw nam! I dziś trwa ona w najlepsze: kto krytykuje, jest wrogiem Kościoła katolickiego, jest wrogiem Polski i Narodu, a Kościół to Polska. Ileż razy to słyszymy, każdego właściwie dnia. Słowa pogardy, odrzucenia, poza margines społeczny, kulturowy, poza Polskę! Dokładnie tyle razy ile słyszymy te słowa, tyle razy nie usłyszymy słów stanowczo i głośno je potępiających, ze strony tych, co to rzekomo tworzą jakiś rzekomo szlachetny kościół.
Nie mniejszą generalizacją, choć podaną nie furioso a dolce jest to co każdego dnia słychać od katolików: Kościół do dobrego namawia, nie do złego.

Niech więc Jan Hartman też trochę sobie pogeneralizuje. Pokazuje bowiem syntezę. To generalizacja zagęszczona do istotowej trafności. Zwłaszcza, że ma do tego poważne i konkretnie przedstawione powody, całkiem inne niż Pismo Święte.

Ludzie są tacy sami wyłącznie na poziomie – właśnie – zgeneralizowanym. Wszyscy – i katolicy i muzułmanie; komuniści, ateiści, masoni i cykliści mają po dwie ręce i nogi oraz mają takie same żołądki. Wszyscy chcą, żeby było dobrze. Wszyscy kochają dzieci, i wszystkie dzieci są nasze. Katolik się różni od muzułmanina. Inaczej nie byłby katolikiem, a muzułmaninem. Albo masonem.

Furia – w tej sprawie, a i w wielu innych – bardzo pomaga. Staje się niezbędna, gdy inne środki budzenia zawodzą. Dopiero ona potrafi wyrwać z zakłamania moralnego, otrząsnąć z porażenia umysłu i skonfrontować z rzeczywistością. W mordercze furie wpadał regularnie Absolut Miłości – Bóg Wszechmogący, wpadał i Jezus – Syn Boży. W furię musiał wpaść Marcin Luter, żeby Reformacja cokolwiek zmieniła w Kościele katolickim. Co się musiało zamienić w gigantyczne furie wzajemnych monstrualnie brutalnych wojen religijnych toczonych przez samych chrześcijan. Kontynuując furie, także sami chrześcijanie toczyli Wielką Wojnę XX wieku, po chwili się dowiadując, że to dopiero Pierwsza Wojna Światowa, będąca preludium do wojny niezrównanie bardziej wypełnionej okrucieństwem i masowym ludobójstwem – Drugiej Wojny Światowej.

Nikt nie lubi być wrzucany do tego samego worka z przestępcami i ich protektorami? Czyżby? Kto nie lubi, ten robi co należy, żeby nie było powodów: tych przestępców i protektorów. Zwłaszcza dlatego, że ci przestępcy i ich protektorzy oznaczają zbrodnię, nie zaś wygładzone do ogólnika przestępstwo. Kto nie zrobił tego co należy, słusznie w worku się znajduje. Ma powód do wstydu, nieraz do poczucia osobistej hańby. I ma przywilej katolika: sakrament pokuty i pojednania, którego wykonać nie chce.

Katolicy to znają z codzienności i szczerze praktykują: rachunek sumienia, mea culpa i czyściec. Ten worek to czyściec, wrzuca doń nie ktoś, a ciążące winy katolika. Gdzie jest jednak ten rachunek sumienia 95% Polaków? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie – niech zda relację.

Katolicy to Kościół. Tak się chwalą. Ponoszą więc odpowiedzialność zbiorową: są członkami, odpowiadają za Kościół. Ale nie, tu widać, jak działa system ucieczki: jak jest splendor i zyski, to Kościołem są biskupi z klerem, jak są winy i zbrodnie – to Kościołem jest jest lud boży . Ojcami sukcesu są biskupi, sprawców hańby jest może mniej niż palców. I to wina ludu. Znowu to zakomunikował Episkopat: pedofilia jest wśród ludu bożego, dlatego jest i w Kościele. Winni są tylko nieznani sprawcy: przestępcy i ich protektorzy. Z największą trudnością udaje się kogokolwiek ustalić i słusznie skazać – dotąd niemal z reguły – wbrew Kościołowi. Nie hierarchów, owych protektorów, nieraz też sprawców, a jeśli – to pierwszych dopiero, nie w Polsce i nie za sprawą Kościoła. Reszta ma czyste ręce i niewinne dusze.

* * *

Tymczasem nie wszyscy katolicy są obarczeni tym przestępstwem. Wielu, może nawet większość, także księży, stara się żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swej wiary. Wielu zna dobrze ciemną stronę Kościoła łacińskiego, nie wybiela jej ani nie gloryfikuje.

Zgoda: nie wszyscy katolicy są obarczeni tym przestępstwem – w rozumieniu gwałcenia dzieci. Wszyscy, lub prawie wszyscy są obarczeni milczeniem. Biernym, lub aktywnym przyzwoleniem na zło, które działo się od początku chrześcijaństwa. Wszyscy, lub prawie wszyscy wiedzieli, ale odwracali oczy. O pedofilii Jankowskiego wiedziała nie tylko jego parafia. To była wiedza publiczna, ale zmowa milczenia była skuteczna. Ten systemowy schemat powtarza się niemal w każdym przypadku konsekrowanego gwałciciela: otoczenie wiedziało, ale nic nie robiło, co najwyżej – ten i ów – sarknął w kącie na księdza co nie umie trzymać rąk przy sobie. Albo jest rozsądne usprawiedliwienie: ksiądz też człowiek, co ma – biedny – robić!? Było jeszcze gorzej: ksiądz to świętość! Nie będziesz, gówniarzu, na księdza gadał, a jak nie, to won z chałupy! Tak katoliccy rodzice zdradzają własne dzieci.

Twierdzenie, że wielu, może nawet większość […] także księży, stara się żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swojej wiary – jest bardzo wątpliwe w przypadku księży. Do seminariów trafiają na ogół młodziankowie niedojrzali i już na psyche skrzywieni, często straumatyzowani. Dalej odbywa się formatowanie osobowości do postaci klerykalnej. Nie dziwi człowieka rozumnego i z odwagą patrzącego na fundamentalny problem, że wśród kleru jest wielka nadreprezentacja tego, co sami nazywają zboczeniami na co dzień, a doktrynalnie wielkim nieuporządkowaniem moralnym. Kilkadziesiąt procent z nich to są homoseksualiści. Ale za zboczenie nie uważają pedofilii. Nie cztery i nie siedem procent członków kleru to pedofile, a znacznie więcej. W przypadku tak ciężkich i stabuizowanych przestępstw jak gwałt, w dodatku na dziecku, w dodatku wykonany przez osobę świętą, realna liczba bandytów i ich ofiar zawsze jest wielokrotnie większa niż oficjalnie ujawniona. Na ujawnianie danych które znamy, wpływ miał sam Kościół katolicki. W polskim przypadku – wyłącznie.

Owa większość zaś stara się żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swojej wiary tak, że problem gwałcenia dzieci przez członków kleru katolickiego (i nie tylko dzieci, teraz zaczyna się mówić o kolejnym drastycznym problemie obecnym od zawsze – niewolnictwie i seksualnym używaniu zakonnic, nie w Polsce jednak, jeszcze) ma zasięg globalny. Owa przyzwoitość na to pozwoliła. Katolik ma w owych przykazaniach wiary to, żeby publicznie świadczyć o cnotach katolicyzmu. Właśnie te cnoty widać.

Taka retoryka kojarzy się źle: z ideologicznym wykluczaniem grupy ludzi na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. A to się nie mieści w katalogu liberalnych wartości.
Zabrakło dopowiedzenia – chyba z poczucia oczywistości, bo to skojarzenie jest powszechne w obiegu publicznym: kojarzy się źle, bo z komunizmem. To zafałszowanie i Kościół je chętnie stosuje: co złego, to komuniści. Nie komunizm jest pierwotnym autorem ideologicznego wykluczenia i odpowiedzialności zbiorowej, a sam Kościół katolicki, który wyklucza ideologicznie i wykluczał fizycznie od zarania swoich dziejów. Komunizm uczył się u mistrza. Kto chce rzetelnie używać skojarzenia, niech sięga do mistrza, nie czeladnika.

Skąd to nieszczere powołanie się na liberalne wartości ? Kościół ich nie zna i nimi nie żyje, chce jednak korzystać i korzysta z liberalnych wartości, choć sam ich tak stanowczo innym odmawiał, a i dziś nie chce się im podporządkować. Do liberalnych wartości należy choćby wolność krytyki, wolność wyboru, równość stron, taka sama odpowiedzialność, włącznie z kryminalną. Jest i weryfikowalność i odpowiedzialność publiczna: kłamiący polityk, nadużywający władzy, judzący, pomawiający polityk podaje się do dymisji i znika ze sceny ze wstydem, lub jest do tego zmuszany w ramach egzekwowania liberalnych wartości. To też brak przywilejów specjalnych, chyba, że się jest ułomnym. Ale to nie przywilej, a wyrównywanie szans.

Kościół, za wszelką cenę, usiłuje wymusić nie tylko na swoich członkach, ale wszystkich obywatelach, stosowanie się do jego żądań moralnych czy wręcz obsesji. I brutalnie się zachowuje wobec tych, którzy – w ramach liberalnych wartości – mają inne zdanie i inne wartości, często wyższej próby.

To nie jest żadna liberalna wartość, że jest akt poddania lennego Polski innemu państwu, zwany eufemistycznie konkordatem który zawiera wyłącznie jednostronną listę zobowiązań państwa, a po stronie Kościoła – listę przywilejów .
W kodeksie jest sankcja z powodu obrażania uczuć chrześcijańskich, nie ma zaś sankcji na obrażanie uczuć niechrześcijańskich. Jakaż w tym hipokryzja – powoływać się na uczucia chrześcijańskie, gdy luteranina, prawosławnego, zielonoświątkowca, baptystę, protestanta potrójnie reformowanego nie obraża to, co obraża katolika. Niech katolik mówi jakoś uczciwiej: obraża się uczucia katolickie. I niech wskaże, jakie to są uczucia i udowodni ich obrażenie. Tego nie zrobi, ale oczekuje, że dzięki liberalnym wartościom państwo lenne skaże obrażającego.

Kościół, przenikający niemal wszystko w Polsce, najwyżej umocowany formalnie i emocjonalnie, utożsamiony z Polską; dysponent rzekomo jedynej moralności, sam ma coś do udowodnienia: że stosuje się do liberalnych wartości. Inaczej takie powoływanie się na owe wartości ciąży na innych tylko stronach i staje się nadużyciem.

* * *

Wielu zna dobrze ciemną stronę Kościoła łacińskiego, nie wybiela jej ani nie gloryfikuje.

To zdumiewająco śmiałe stwierdzenie wymaga uściślenia przez autora. Wielu to jest kilkadziesiąt procent. Powiedzmy, jakieś 700 milionów katolików. Albo miliard. W Polsce – kilkanaście milionów.

Skąd ta wiedza, że wielu? Jak się ta wiedza wielu przekłada na działania Kościoła?
Wiedza powszechna, doświadczalna codziennie jest bowiem zupełnie inna: wielu, większość katolików ma śladowe, żeby nie powiedzieć – żadne pojęcie o ciemnych stronach Kościoła. Nawet, gdy kiedyś coś usłyszeli, wypierają, zapominają, wybielają. Udają, że to dotyczy jakiegoś innego kościoła. Podają stale, wbrew faktom, w wątpliwość – jak Jedwabne. Czy nauka katechezy w państwowej szkole zapewnia szeroką wiedzę o ciemnej stronie Kościoła i naucza, jak nie wybielać?
Zresztą, z samej logiki twierdzenia wynika to, że takich co spełniają te wszystkie, bardzo trudne warunki, jest garstka, nie więcej.

* * *

Wielu, o czym wspomina sam Profesor, nie zostawia suchej nitki na pedofilach i drapieżnikach seksualnych w sutannach, tak samo jak na kościelnym systemie, który ich chroni przed odpowiedzialnością i na biskupach, którzy ten system konserwują.

Kolejne zdumienie – z jakąż delikatną oględnością wyraża się autor: nie zostawia suchej nitki na pedofilach… Znam to wyrażenie z całkowicie innych realiów: na autorze bzdurnej tezy krytycy nie zostawili suchej nitki. Konsekrowany gwałciciel, zbrodniarz, to widać osoba na której należy nie zostawiać suchej nitki.
Zaś zbrodniarz który gwałci dzieci to drapieżca seksualny: może lew, a może tygrys. Kto wie – kotek?
Jestem pod silnym wrażeniem tego miękkiego dla Kościoła języka w tak twardych sprawach.

Znowu czytam: wielu ! Ilu i od kiedy? Którzy z nich darli szaty, zdzierali gardła, rzucali w geście moralnego protestu sutanny, składali zawiadomienia do prokuratur, czy krzyczeli: no pasarán, zanim zaczęto ujawniać powszechną, globalną skalę zbrodni? I kto zaczął ujawniać – katolicy, z pobudek religijnych i subtelności chrześcijańskich uczuć, skoro 2 tysiące lat nie ujawniali? Nie aby ci Żydzi, jak choćby ten z Boston Globe? Nie aby Jerzy Urban, ten Żyd, ten Goebbels stanu wojennego innego łotra komunistycznego – Jaruzelskiego, który od początku lat 1990-tych pisał o seksualnych ( i każdych innych) przestępstwach kleru? Jak to potraktowało tych wielu, co poznali w ten sposób ową ciemną stronę Kościoła i nie wybielają?

Jak to w ogóle możliwe, że istnieje kościelny system, gdy tylu moralnych katolików co się kierują wartościami chrześcijańskimi? Ten system był, jest i będzie. Jest kośćcem Kościoła. Jego istnienie gwarantuje stałą niepewność u porządnego katolika: nie wie kiedy i jaki kolejny szok spotka i jego i ogół. Gwarantuje natomiast, że spotka. To constans systemu. Może go kiedyś nie będzie – gdy katolik zejdzie do katakumb i będzie żył w drobnych grupkach, karmiąc się manną z nieba, szarańczą i tym, o czym ciągle nie ma pojęcia: o czym tak naprawdę mówi Ewangelia.

* * *

Oburzenie na zmowę milczenia w Kościele jest słuszne. Ale w ciągu długiej historii Kościoła łacińskiego katolicy przykładali rękę nie tylko do rzeczy złych. Wielu szło za reformatorami i odnowicielami w Kościele, przeciwko kościelnemu establishmentowi i zatwardziałym doktrynerom.

Czy ja dobrze przeczytałem: nie jest to cytat ze słusznych wniosków zjazdu KPZR? Tak w ramach tego, co się źle kojarzy?

I już po raz trzeci z rzędu czytam o jakichś wielu. To zaklinanie rzeczywistości przez częstość powtarzania słowa, które ma zastąpić rzetelność argumentu.

Oburzenie na zmowę milczenia w Kościele jest słuszne. Nie, nie jest słuszne, bowiem owa słuszność obudziła się dopiero kilka, góra kilkanaście lat temu. Wcześniej katolicy za słuszne mieli realne akceptowanie tej zmowy milczenia, w której sami uczestniczyli i mieli z niej korzyści. To słuszność wymuszona, tragicznie spóźniona i przez to nieszczera. Dlatego nie jest wcale pewne na ile w Polsce jest to słuszne nawet dziś. Zachowanie Episkopatu i jego licznych sojuszników w świeżej sprawie tzw. raportu o pedofilii czy deklaracji warszawskiej w sprawie LGBT wyraźnie podaje w wątpliwość ową słuszność.

To, że katolicy […] przykładali rękę nie tylko do rzeczy złych nic nie znaczy. Nie tylko do rzeczy złych przykładali rękę muzułmanie i szintoiści, konfucjoniści i Żydzi oraz wszyscy poganie. Nie tylko do rzeczy złych przykładali rękę i najwięksi dyktatorzy i najwięksi zbrodniarze. Tak działa człowiek.
Jest jednak różnica: nikt nie dawał świętego nakazu czynienia wyłącznie dobra poganom, nikt nie rozliczał, nie obiecywał nagrody. Nakazał natomiast katolikom: miłuj nad życie MNIE! A w dalszej kolejności – miłuj bliźniego swego! Po owocach widać, że wcale nie nad życie. Jednak na poziomie najwyższego dobra, bo religii, tak bardzo źle to katolikom wychodzi, że autor bodaj się cieszy: nie tylko do złych rzeczy przykładali rękę. Krzyknąłbym z wrażenia: mój boże! Gdyby nie był to krzyk w pustkę.

Tak wielu szło za reformatorami, że oto mamy co widać: horror poznania, jak rozległa i systemowa jest zbrodnia. I że przez dwa tysiące lat działa się w najlepsze – czego jeszcze teraz się nie poznaje, bo mowa tylko i wyłącznie o kilku ostatnich dekadach. Skrzętnie milczy o tym sam Kościół katolicki. Milczą tak samo ci, co dobrze znają i nie wybielają.

* * *

To oni tworzyli Kościół ewangeliczny, Kościół Kazania na Górze i Ośmiu Błogosławieństw, gotowy do rozmowy i współpracy, do obalania murów między nacjami, konfesjami, religiami w imię chrześcijańskiego uniwersalizmu. To Kościół nazywany dziś czasem Kościołem otwartym, soborowym, ekumenicznym.

Co to takiego Kościół ewangeliczny? Czy ten kościół ewangeliczny to ten sam Kościół co nieewangeliczny, a katolicki? Jak katolik odróżnia jeden od drugiego i skąd wie, że jest we właściwym?
Czy Kościół ewangeliczny nie czerpie obficie korzyści od tego nieewangelicznego Kościoła, powołując się przy tym na swoją niewinność?
Jak to w ogóle możliwe, że jest jakiś specjalny Kościół ewangeliczny, skoro istnieje wyłącznie jedno, integralne, czyli całościowe Słowo Boże czyli Biblia, a nie osobna ewangelia?

To także nic nie znaczy, podobnie jak owi katolicy co przykładali rękę nie tylko do rzeczy złych. Tu zaś owo stwierdzenie brzmi jak słaba wymówka. Zanim się w ogóle spróbuje używać tak niejasnych pojęć, dobrych do żonglowania i zaciemniania obrazu a nie poważnej dyskusji, należy je wyjaśnić.

* * *

Znakiem tego Kościoła, który istniał i istnieje od zawsze, równolegle z monopolistycznym katolicyzmem upaństwowionym, upolitycznionym, wręcz upartyjnionym, sprzymierzonym z władzą świecką dla osiągania korzyści, może być np. deklaracja o stosunku do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate”, uchwalona podczas odnowicielskiego II Soboru Watykańskiego. W Polsce takim znakiem może być dokument episkopatu o „chrześcijańskim kształcie patriotyzmu.

Michel Onfray nazwał coś takiego wyłuskiwaniem. A więc jakiś dobry Kościół istnieje od zawsze. I on okazuje miłosierdzie religiom niechrześcijańskim oraz był odnowicielski II Sobór Watykański. To miłe. To właśnie wyłuskiwanie: „od zawsze” i dla każdego coś miłego się ze Słowa Bożego, religii i Kościoła wydłubie. Zaś ten Kościół upaństwowiony, upartyjniony – któż upaństwawiał i upartyjniał, jak nie sami katolicy? Nie istniał aby Kościół w ścisłym sojuszu z tronem od tysiąca pięćdziesięciu lat – na co się tak chętnie powołuje domagając się splendorów? Tamten Kościół to widać jacyś ONI, nie MY – katolicy. My jesteśmy dobrzy, bo my to kościół ewangeliczny?

Nic to nie ma do rzeczy w sprawie dwutysiącletniego horroru jaki przeżywały miliony, miliony zgwałconych i zdradzonych dzieci: przez członków kleru, a sumarycznie i w istocie przez to, co nazywane jest Kościołem katolickim. Ofiarom nie robi różnicy, kto za ich krzywdę odpowiada: Kościół nieewangeliczny, czy ewangeliczny.
A jeśli ma coś do rzeczy, to tyle, że horror ów trwał, w najlepsze, dalej i po odnowicielskim II Soborze Watykańskim. I trwa nadal, tam gdzie nie sięga odpowiednia edukacja, nie ma dojrzałej opinii publicznej, gdzie nie nie są przestrzegane prawa człowieka, a policja i sądy są dla wpływowych. Ciągle jeszcze pedofile w sutannach krążą po świecie: jak nie w USA, to do Rwandy, Angoli a może Boliwii.

* * *

Liczne są postaci symbolizujące taki Kościół: np. święty Franciszek, siostra Edyta Stein, ks. Bernard Lichtenberg, Dorothy Day, ojciec Tomasz Merton, a w Polsce księża Jan Zieja, Tadeusz Fedorowicz, Józef Tischner, ojciec Wacław Hryniewicz, ojciec Stanisław Musiał, ojciec Ludwik Wiśniewski, matka Elżbieta Czacka i całe dzieło Lasek, siostra Małgorzata Chmielewska od bezdomnych, Jerzy Turowicz i krąg „Tygodnika Powszechnego”, Tadeusz Mazowiecki i krąg „Więzi”.

Doprawdy? I cóż z tego wynika dla masowej zbrodni gwałtu w wykonaniu nieprzebranych zastępów kleru katolickiego i zdradzania własnych dzieci przez ich katolickich rodziców, katolickie rodziny, całe środowiska, cały Kościół katolicki? W czym temu zapobiegli? Sami nie byli oślepieni ową ewangelicznością swojego Kościoła w Kościele, gdy w nim działa się systemowa zbrodnia?
O czym wyjątkowym świadczy owa grupka szlachetnych w domniemaniu ludzi, gdy w dowolnym innym kościele czy dowolnej populacji można taką samą, a może i lepszą jeszcze a nieświętą, znaleźć?
Jestem zszokowany: nie ma na tej liście dobrych ludzi Świętego Ojca Świętego, Jana Pawła II.

* * *

Kościół instytucjonalny, zwłaszcza w Polsce, jaki dzisiaj jest, wszyscy widzimy. Wielu katolików, a także ludzi dobrej woli nienależących do tego Kościoła, bardzo to przeżywa. Nie akceptują dominującego w nim dziś języka i konfrontacyjnego nastawienia, ale z różnych, często bardzo osobistych i wcale niekonformistycznych, powodów nie zamierzają przestać chodzić do kościoła ani porzucić swojej wiary. Inaczej patrzą na Kościół.

Ile jeszcze razy przeczytam to zaklęcie: wielu katolików?
Znowu ta fałszująca gładkość języka, ukryte w niej wywyższenie się : a także ludzi dobrej woli nienależących do tego Kościoła. A także … zdarzą się poza Kościołem ludzie wrażliwi!

Skąd powód do uroszczenia: wszyscy widzimy? Kto to są wszyscy? Było wielu, teraz są wszyscy? Już ci wszyscy zobaczyli co jest do zobaczenia? A oprócz zobaczenia, przeżyli to w głębi psyche pojmując rozmiar zbrodni i jej znaczenie; przebadali w swoich umysłach, wyciągnęli wnioski, odbyli sakrament pokuty – robiąc zadośćuczynienie bliźniemu, temu zgwałconemu i pozostałym, ugodzonym złem konsekrowanych katolików? Jakie zadośćuczynienie złożą przed niekatolikami, którzy uważają przemoc i oszustwo za immanentną cechę katolicyzmu i słusznie chcą religię sprowadzić do należnej proporcji: ogrom zła równy ogromowi redukcji do mikrowymiaru?

Nie, nie wszyscy widzimy. Wśród katolików coś widzą niektórzy. I do tego jednym okiem. Najwyraźniej nie widzi tego dalej sam Episkopat, który widzi co innego: zbrodnie kleru to drobiazg, bo większą zbrodnią jest seksualizacja dzieci. Prawdziwą seksualizację czyni kler, wbijając w małe dzieci poczucie nieprzyzwoitości, brudu i grzechu jako takiego, dłubie im w delikatnych umysłach wypytywaniem pod groźbą boskiej kary za odmowę zeznań: a jak, a z kim, a ile razy byłeś nieprzyzwoity, a co robiłeś z siusiakiem? Miałeś z tego grzeszną przyjemność więc obraziłeś Matkę Bożą! ? To gwałt w trakcie sakramentu świętego. To woła o rozliczenie i zadośćuczynienie, nigdy jednak się tak nie stanie.

Tak seksualizacja dzieci przez Kościół odcina je od poznania siebie i czyni ich drobne ciała brudnymi od grzechu oraz sprawia niewypowiedzianą krzywdę nakazem milczenia gdy są gwałcone – krzywdę wołającą o pomstę do Nieba – cóż za drwina z dzieci! Ci rodzice zaś, co to wiodą życie zgodnie z przykazaniami swojej wiary , prowadzą własne dzieci do spowiedzi, by tam przeżywały upokorzenia i psychiczne, a bywa, że i fizyczne, gwałty. I to więc mieści się w ramach owych cnót katolickich, które polemista Jana Hartmana chwali.

Za większą zbrodnię od własnej pedofilii ma też Kościół przerabianie dzieci na żołnierzy. Z pewnością już zatem biskupi zburzyli Pomnik Małego Powstańca w Warszawie i wypalili moralnym ogniem tą mroczną kartę polskiej historii, wcale nie incydentalną. Zgrozą przejęły ich na pewno Lwowskie Orlęta: półtora tysiąca dzieci ze szkoły powszechnej zabite w charakterze żołnierzy. Najmłodszy dzieciak – 9 lat. A ilu ludzi te dzieci same zabiły? Im dalej w historię, tym gorzej. Jakżeż są przejęci tym, że sami ich wyświęcali na żołnierzy i że od zawsze nakazują kobietom produkować jak najwięcej dzieci, bo trzeba ich na mięso armatnie.

z różnych, często bardzo osobistych i wcale niekonformistycznych, powodów nie zamierzają przestać chodzić do kościoła ani porzucić swojej wiary. Inaczej patrzą na Kościół
Cóż, zdaje się, że tylko o sobie można – ledwo w przybliżeniu – powiedzieć, z jakich powodów się chodzi do kościoła i czy z powodów niekonformistyczych. Wiara jest zbyt niejasnym pojęciem, zbyt emocjonalnym i zbyt głęboko sięga w psyche, by można o niej twierdzić z pewnością. Co innego wygląda pewniej: brak zasadnej możności twierdzenia o innych w tej sprawie i to, że tak można usprawiedliwić wszystko. Włącznie z całą zbrodniczą historią Kościoła o której pisze Jan Hartman. Ja to widzę po swojemu – i koniec sprawy. Każdy, wszędzie patrzy inaczej i ma swoje powody. I tak od dwóch tysięcy lat.

* * *

Widzą w nim grzeszność, ale i świętość. Nie tylko w sensie mistycznym, ale też w sensie bohaterstwa etycznego. Taki grzeszny Kościół, który ratują od upadku niektórzy dobrzy, mądrzy, święci ludzie w nim działający, jest dla nich ważny. Warto to uszanować dla wspólnego dobra.

Nadzwyczajnie mało zajmował się w swojej historii Kościół katolicki wspólnym dobrem. Swoim własnym zaś – rozumianym jako dobro materialne, ziemska władza, przepych oraz interes – z niezwykłą gorliwością. I o ile mu to jakoś w części zaledwie minęło, to pod wpływem sił zewnętrznych. Ktoś, wbrew Kościołowi, wynalazł na przykład prawa człowieka. Ktoś doszedł do wniosku, że kobieta też człowiek. A nawet dziecko, i że nie wolno go ani bić ani gwałcić. Kobieta jednak szoruje dalej kościelną posadzkę, zaś los dzieci właśnie widzimy, na podstawie także TEJ sprawy.

Doprawdy, apelowanie w takiej sytuacji o uszanowanie dla wspólnego dobra brzmi co najmniej niestosownie. Suma braku szacunku ma bowiem w Polsce wielkość nadzwyczajną i wielkim jego sprawcą jest sam Kościół i jego wyznawcy. O jakim więc szacunku dla wspólnego dobra mowa, mocno jest niejasne, a jaśniejsze wydaje się coś innego: szacunek wybiórczy, na rzecz tego, co zawsze – Kościoła katolickiego.

Wobec nieustającej, drastycznej, monstrualnej grzeszności Kościoła katolickiego, mówienie publiczne o jego świętości jest czystym uroszczeniem i czymś zgoła niemoralnym. Katolik, z całą swoją mniemaną świętością nie jest lepszy od wszystkich innych, a nieświętych. Historia człowieka nie potwierdza owej wyjątkowości, bo świętości katolika i jego Kościoła. Są zaś powody przypuszczać, że bardziej święci byli Papuasi, Zulusi i Jaćwingowie. Oraz Hutu. Dopóki nie zostali katolikami.

* * * * *

To zdumiewa: jak bardzo można mówić nijak, obok tych fundamentalnych problemów jakie przedstawił Jan Hartman. Jak bardzo można robić uniki mówiąc frazesami i ogólnikami, lecz powołując się na wartości, zasady i znaczenia co do których jasno musi się wytłumaczyć i polemista i ten najważniejszy, który tego nie robi – Kościół katolicki. Gdy tego nie ma, nie wiadomo czego dyskurs dotyczy.

Jan Hartman ma rację: wstyd być katolikiem.

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 301

Dodaj komentarz »
  1. Hmm. Czy „polityka” kiedyś pisała (znaczy się ktokolwiek w tygodniku) o swojej blogosferze, a w szczególności o jądrze tej blogosfery? Tak tylko pytam.

  2. Miało być oczywiście „Polityka”.

  3. Klaniam Tanaka. Dobrze.

    Szostkiewicz nic nie nauczyl od Erasma z Rotterdam i jego dialogow z reformatorami. Korporacja Katolicka zwana Kosciolem jest niereformowalna. Pedofilia, pranie „brudnych pieniedzy”, stosunek do kobiet, zakulisowe proby sterowania polityka, etc. Wszystkie patologie. W Polsce, zebrane do wymiaru absurdalnego. To stawia Polske w rzedzie krajow zasciankowych, peryferyjnych.

    Setki lat temu, zauwazyly patologie owczesne rzady panstw. Odciely Korporacje Katolicka od zrodel finansowania patologii. Tu nic inne nie mozna zrobic. Pocieszajace, „otwarci katolicy” (oxymoron) jak Szostkiewicz, zostana wykleci jak Erasm z Korporacji. Naprawiacz 😎

    Pzdr Seleukos

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A czego ten katolik ma się wstydzić…przecież stworzony został na obraz (bardzo pomniejszony) i podobieństwo (mało uderzające), ale jest, to niech ma i niech się kręci na tej ziemskiej karuzeli gdziś na zadupiu wszechświata i gada, bo jak gada to znaczy, że wie.

  6. Zerwanie katolickich kajdan jest na dzien dzisiejszy nierealne. Szczegolnie w Polsce, ale nie tylko w Polsce. Mafia watykanska jest bardzo silna. Po pierwsze finansowo. Macki tej mafii sa dlugie i oplataja praktycznie caly swiat. Nie ma opcji zeby sie tego bagna pozbyc. Smutna konkluzja. Chcialem mniej pesymistycznie. Jednak nie wyszlo. Prosze wybaczyc.

  7. @kris o poranku
    19 marca o godz. 21:49
    Pesymistycznie, ale masz dużo racji. Często nie zdajemy sobie sprawy – mówię o ludziach żyjących a tzw. demokracjach zachodnich- jak wielki wpływ na politykę danego kraju mają różne religijne mafie, nie tylko watykańska.
    One cichcem pchają pazury w decyzje polityków, mają w łapach sporo szkół o dobrej reputacji i bardzo dbają o swoje wpływy.
    Przecież posiedzenia parlamentu w Kanadzie czy Australii zaczynają się od modlitwy! I to „tak mi dopomóż bóg” jest powszechne w polityce.
    I kurde, bardzo wygodne, nie? 🙂

  8. Nie wiem czy tak obszerna odpowiedź na tekst redaktora Adama Szostkiewicza była konieczna. Felieton pana Jana Hartmana i tak się obroni. Mogę tylko domyślać się poziomu wzburzenia krakowskiego filozofa, iż dosłownie wyłożył kawa na ławę prawie wszystkie grzechy wielbionego przez red. Szostkiewicza Kościoła katolickiego jako instytucji.
    Redaktor Adam Szostkiewicz od zawsze jest dziennikarzem katolickim. Do tego jest człowiekiem przyzwoitym i zwyczajnie nie potrafi zrozumieć, iż jego sposobu postrzegania świata wcale nie muszą podzielać w słowach i czynach jego siostry i bracia w wierze.
    Redaktor Szostkiewicz nie jest już człowiekiem młodym. Jego odzawszość obejmuje lata różnych okresów historyczno-politycznych w życiu Polski i jego Kościoła. A on zawsze stał po tej jednej, naznaczonej jego wiarą stronie. Co ukazuje i dokumentuje swoim pisarstwem. Ze swym Kościołem jest na dobre i na złe. I to jest jego niezbywalne prawo. Przywykł do myśli, że ta instytucja jest wzorowym i prawym przewodnikiem religijnym i moralnym. Przewodnikiem prześladowanym w minionym ustroju i prześladowanym również obecnie. Wie, że nie może przyjąć na wiarę argumentów drugiej strony.
    Być może źle się stało, że w okresie przełomu ustrojowego byłe kierownictwo MSWiA pod przewodem gen. Cz. Kiszczaka postanowiło zlikwidować „dowody swych zbrodni” wobec Kościoła w Polsce. Zgodnie z tą decyzją bezpowrotnie skasowano większość dokumentacji operacyjnej pionu IV-go Służby Bezpieczeństwa. Zniszczono teczki księży, parafii, rozmaitych dzieł prowadzonych przez różne instytucje kościelne, zakony czy kierownictwo polskiego kościoła katolickiego.
    Myśl może być w tym przypadku jedna. Skoro to zniszczono, to musiały tam być dowody na bandyckie prześladowanie Kościoła katolickiego przez służby socjalistycznego państwa. Skasowano brudy socjalistycznego państwa wobec instytucji i jej ludzi – oddanych szerzeniu wiary i ewangelii duszpasterzy, hierarchów, zakonnic i zakonników – ziemskich przewodników zbawienia.
    Dla Polaka-katolika filozof Hartman jest tylko tolerowaną pozostałością po mniejszości żydowskiej jaka funkcjonowała kiedyś w sąsiedztwie polskiej większości. Tyle, że jest pozostałością krzykliwą i dokuczliwą, działającą roszczeniowo. Bo ma czelność domagać się od wiernego katolika także myślenia i aktywności, a nie tylko biernej wiary i uwielbienia pasterzy.
    I wychodzi, że również redaktor Szostkiewicz został mocno poruszony twardym wywodem Jana Hartmana. Czy ten wywód jest prawdziwy, udokumentowany?
    Nie.
    Hartman domaga się samodzielności w poszukiwaniu dowodów prawdy jego słów. Żąda przyłożenia się katolików w przeszukiwaniu rozmaitych źródeł i dokumentów podważających naturalną, czystą wiarę polskich wyznawców religii Kościoła świętego Jana Pawła II.
    Redaktor Adam od zawsze broni dobrego imienia swego Kościoła. Przywykł, że lata 1944-89 odłożyły się brudnym osadem na uwielbionej instytucji. Osadem rzucanym przez wrogów Kościoła, a nie brudem własnym, pozostawianym przez tę instytucję.
    Myślę, że zniszczenie operacyjnych materiałów SB było potężnym błędem kierownictwa PRL-u. Bo braki dokumentów są traktowane jako dowód prześladowania, a nie posiadania wiedzy o brudach poszczególnych ludzi Kościoła. Mało kto przyjmuje za prawdę tezę, iż służby na ogół nie zajmują się ludźmi uczciwymi i prawowiernymi. Rzecz w tym, ze mało kto miał dostęp do archiwów Kościoła w Polsce i Watykanie. Kościół chroni zawartość swych dokumentów przed wiernymi. Robi to także w stosunku do historyków.
    Dlaczego? Bo słowa Jana Hartmana mogą nabrać charakteru prawdy objawionej.

  9. @zak1953
    Nie było mnie, ale gdzieś czytałam, że to kościół zażądał zniszczenia dokumentacji. Jak sprawdzić?

  10. zak1953 19 marca o godz. 22:10 pisze: – Myśl może być w tym przypadku jedna. Skoro to zniszczono, to musiały tam być dowody na bandyckie prześladowanie Kościoła katolickiego przez służby socjalistycznego państwa. Skasowano brudy socjalistycznego państwa wobec instytucji i jej ludzi – oddanych szerzeniu wiary i ewangelii duszpasterzy, hierarchów, zakonnic i zakonników – ziemskich przewodników zbawienia.

    Myśl może być tylko jedna. Hierarchia kościelna angażując się w budowę porozumienia między PRL-owskim reżimem a opozycją wcale to a wcale takiego warunku kasacji materiałów na „oddanych szerzeniu wiary i ewangelii duszpasterzy, hierarchów, zakonnic i zakonników – ziemskich przewodników zbawienia”. nie stawiała. W ten sposób skasowano brudy socjalistycznego państwa, innych nie? Nie, bo przecież żadne brudy kleru nie dotyczyły.
    A poza tym, to w domu wszyscy zdrowi?

  11. Ewa-Joanna
    19 marca o godz. 22:19
    W archiwach Kościoła w Polsce. Bo decydenci ze strony rządowej już odeszli z tego świata. Zastanawiające, ze nie byli pytani przez wolną prokuraturę o te akurat kwestie. Faktem jest, iż Kościół i jego ludzie w ogromnej większości zachowywali co najmniej neutralną życzliwość wobec tamtej władzy. Tyle, że to był Kościół najweselszego baraku w obozie „krajów demokracji ludowej”.

  12. legat
    19 marca o godz. 22:28
    „A poza tym, to w domu wszyscy zdrowi?”
    Dzięki za troskę. Jestem już sam. Na razie zdrowy (z ważnymi odpowiednimi orzeczeniami lekarskimi i psychologicznymi).

  13. zak1953
    19 marca o godz. 22:10
    A jezeli te „niszczenie teczek” czy „dowodow zbrodni” bylo czescia umowy? Miedzy dwoma suverennymi partnerami. To co? Jeden suveren odchodzi, drugi przychodzi. Dla mnie bardziej logiczne jak co inne.

    @kris o poranku
    Nie ma wyjscia. Hmmm. Jest, tylko trzeba wiedziec co oczekujesz? Za piec, dziesiec lat. Albo dwadziescia. Dowiedziec, wlasnych oczekiwan. I nie pisac (pieprzyc) o „wychowywaniu spoleczenstwa”. I podobne idee.

    dobranoc Wacpanstwu, Seleukos

  14. @Tanaka,
    Twój tekst oraz felieton Hartmana (plus polemika Szostkiewicza dla ciągłości wywodu i obnażenia mizerii wywodu) powinny dotrzeć do każdego, a nie tylko do garstki przekonanych. Podejmuję się propagować na ile będę mógł. Dobra robota. Gratuluję i pozdrawiam. (Mocno zajentyk, ale czytam zawsze.)

  15. Kolejne tour de force Tanaki.

  16. Pisaliscie o jachcie Dar Pomorza. Moze was zainteresuje jacht Solanus. Solanus przeszedl do historii jako jeden z niewiellu jachtow na swiecie ktory przeplynal Northwest Passage w kierunku ze wschodu na zachod. Czyli od Atlantyku w kierunku Pacyfiku. Niezwykle trudne przedsiewziecie.

    Dowiedzialam sie o tym przez przypadek od sasiada ktory jest pilotem helikoptera. Sasiad otrzymal telefon ze John Spencer z New Zealand, wlascicel jachtu T-6 i zaloga chcieliby odbyc podroz helikopterem nad stanem Washington podczas ich pobytu w tym stanie. John Spencer plynal przez Northwest Passage w kierunku Pacyfiku.
    Kiedy Mr. Spencer dotarl do WA i latal jako pasazer helikoptera nad wulkanem St. Helens, Mount Rainier i wybrzezem Pacyfiku podzielil sie z pilotem informacja ze podczas trasy Northwest Passage spotkali na trasie zaloge bardzo malego jachtu z Polski o nazwie Solanus. Zwrocilo to ich uwage ze wzgledu na duze ryzyko plyniecia przez NW Passage.

    Mr. Spencer powiedzial ze podplyneli do jachtu Solanus i podzielili sie butelka wina.

    Sasiad powiedzial mi o tym wydarzeniu i tak sie dowiedzialam o wyprawie jachtu Solanus wokol obydwu Ameryk.

    Kiedy opuszczali teren US na odprawe celna zatrzymali sie w Port Angeles, WA. W PA jest mniejszy ruch turystow w porownaniu do San Francisco.

    Monika Witkowksa, II oficer zalogi prowadzila blog z wyprawy. Monika przeplynela z zaloga wzdluz NW Passage i wrocila do Polski samolotem z Nome, Alaska. Monika opublikowala ksiazke, pamietnik z wyprawy. Monika prowadzila rowniez blog.

    Gazety na Zachodnim Wybrzezu duzo pisaly o rejsie jachtu Solanus.

    Zainteresowani moga przeczytac wspomnienia zalogi z tego historycznego rejsu.

    Na youtube jest duzo matrialow na ten temat.

    http://solanus.bydgostia.org.pl/Morskim_szlakiem_Polonii_2010-2011.pdf

  17. A ateistą nie wstyd być. To ateiści stworzyli ramy systemu. W którym wymordowali miliony ludzi, nie wierząc że istnieje coś po, a więc z pełną świadomością że mordują na zawsze. A może wstyd być człowiekiem który tworzy takie systemy. Nie wszyscy ateiści to komuniści, wiadomo. Mam przestać nie wierzyć bo Stalin nie wierzyl? Czy można stosować zbiorową odpowiedzialność? A do tego to zmierza de facto.

  18. Gdyby pan prof. Napisał wstydź się kościele katolicki, to pełna zgoda. Ale napisał wstydź się katoliku. Wstydzić się zatem ma moja sąsiadka, mój znajomy itd? Dziwi mnie też fakt, że wstydzić sie ma tylko katolik. S co z innymi. Dlaczego pisząc o Australii p. Prof. Nie wspomniał o świadkach Jehowy, którzy też w tym samym czasie odpowiadali przed komisja. Pana red. Szostkiewicza szanuje bo zawsze występuje w obronie pokrzywdzonych, bez względu na wyznanie.

  19. Tanaka

    Tanako, temat jest niekoniecznie mój, jako że mnie bardziej zajmowała sama religia jako bajeczność, a nie Kościół, który własnoręcznie sobie przykleił obezwładniającą wrogów właściwość „święty”, ale przecież i z Kościołem miałem okoliczność. Bardzo lubię mówienie dobitne, z pasją, a przy tym tym precyzyjne. Tak huknął pan Hartman i tak huknąłeś Ty. I pana profesora, i Ciebie czytałem po trzy razy. Mimo to nie potrafię się odnieść kompleksowo, bo już, niestety, myśl – nielotna, a oba teksty – obszerne. Pierw mnie chciało od nich odrzucić – że takie kobyły. Ale w miarę czytania docierało, że to Słowo Boże bardzo uważnych ateistów, dwugłos z nieba – grom, huk, trąby jerychońskie, piekielnie trafne całościowe objęcie myślą obecności w Polsce tysiącletniego okupanta (Ileż to piorunów spadło na ZSRR, który nas okupował, ajajaj, 45 latek), więc nie da się tego pokazać w anegdotycznym skrócie. Odpowiedziałeś panu Szostkiewiczowi, ale to był równocześnie wykład o Kościele, czyli o tym, czego Kościół z nauk swego Nauczyciela nie wypełnia, a nawet jest ich wcieleniem odwrotnym.

    „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi”. „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”. „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski”. „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie”. „Nie sądźcie, żebyście nie byli sądzeni”. „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli”. „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”.

    Nie chciałbym przygadywać panu Szostkiewiczowi, ale on, niestety, broni ziemskiej instytucji z pozycji jej członka, a nie z wysokości Bożego Słowa, które ma być ponad wszystkie inne racje. Targowane się o to, że prócz zła w Kościele, jest również dobro, trąci jarmarcznym targiem w sytuacji, kiedy tysiącletni Kościół nigdy nie rozliczył się ze zła i się nie rozliczy. To zło dyskwalifikuje go w roli, jaką sam sobie wyznaczył: reprezentanta Boga na ziemi. Nauczyciel nawet nie jest równy uczniom – jest od nich gorszy. Powinien zachować się przynajmniej tak godnie, jak to zrobiła PZPR: wyprowadzić sztandar i zniknąć. Bo w jego funkcjonowaniu Bóg jest tylko w tle. Jest pretekstem, nie – celem. Celem jest Kościół, samozwańcy, łzenauczyciele.

    Bożego Słowa najbardziej po bożemu bronią w Polsce ateiści.

  20. wbocek
    20 marca o godz. 8:16

    Pombocku, z zainteresowaniem i uznaniem czytam z kolei Twoje uwagi i przemyślenia, a uznanie ma też i ten wymiar, że przez obszerny tekst Jana Hartmana i mój – jeszcze obszerniejszy, bo niejako podwójny: cytowałem akapit po akapicie, Szostkiewicza i się do każdego odnosiłem.

    Pewnie powody pisania z pasją u Hartmana i u mnie są podobne: pojmowanie ogromu zła, wiedza o faktach, wiedza o procesach i istocie. Bez złudzeń, a z poczuciem ogromu, gigantyzmu, gargantuizmu – mówiąc Boyem – zła tej potwornej instytucji. Zła, które jest immanentne, nieusuwalne, wieczne. Z oczywistego powodu: fałszu założycielskiego. Kto bowiem wierzy w fantazmaty, uwierzy we wszystko, wszystko sobie wytłumaczy, każde rojenie, bredzenie, brutalną niezgodność z faktami rzeczywistości przerobi sobie na cudność i świętość.

    Jak obaj świetnie wiemy, a jest to też oficjalnie podane, wyznawcy przerobili sobie mniemanego Jezuska na 41 TYSIĘCY strukturalnych sposobów wierzenia – w niego i całą resztę fantazji dookoła Jezuska, poczynając od samego bozi.
    Każdy z wyznawców swojego sposobu wierzenia uważa, że JEGO sposób jest nie tylko lepszy, ale najlepszy ze wszystkich innych 41 tysięcy. Inaczej nie byłby w tym, a tamtym, NAJLEPSZYM, najsłuszniejszym, JEDYNYM PRAWDZIWYM kościele.
    O tym, że nie może to funkcjonować inaczej jak przez konflikt, zbrodnie i wojny, mówi nie tylko historia, ale psychologia, logika i inne dziedziny wiedzy.

    Obaj też wiemy, że owe 41 tysięcy kościołów chrześcijańskich to tylko uproszczenie i – w istocie – jeden z tych fantazmatów wiary. Każdy bowiem ma w głowie co innego, głęboka substancja jego wiary (trochę sobie pokpiwam z tej głębokości, ale to odrębny temat)nijak nie przystaje do tego, co się i jak się roi w każdej innej głowie, więc w istocie rzeczy różnych kościołów jest tyle, ile głów. A owe 41 tysięcy kościołów chrześcijańskich to nic innego jak logistyka, pewne uporządkowanie, które jest dla człowieka jako istoty stadnej w dużej mierze, charakterysczne. A także praktyczne: robić sobie osobisty kościół, całą tą liturgię – to nie na głowę, pieniądze i chęci wyznawcy. Lezie do tego kościoła, do którego lezie cała wieś.
    I jak już polezie, wcale nie religijne, a społeczne, stadne, biologiczne, psychologiczne potrzeby zaspokaja, oraz ma rozrywkę.

    Ta świadomość gargantuizmu immanentnego zła w religii w ogóle, a tu mowa o Kościele kat, rodzi wniosek: moralny i poznawczy. Odmawiam mojej zgody na to, sprzeciwiam się temu potwornemu złu i to co mogę zrobić by to powiedzieć, przestrzec, edukować – robię. To sprzyja pasji słowa.

    Inny powód do pasji w słowie jest taki, gdy się ma do czynienia z nierzetelnością polemisty, mataczeniem, kręceniem, wywracaniem znaczeń słów, robieniem uników, zasłanianiem istoty dymną gadką o niczym, czy po prostu kłamaniem.

    Hartman zrobił w swoim tekście kondensat z faktów i zjawisk, ja się bardziej skupiłem na stronie psychologicznej i szczegółach. Skąd, gdy Szostkiewicz powtarza co parę zdań, że „wielu…” sprawdzam go: skąd on wie, że wielu, wielu czyli ilu, co owych wielu robiło i czego nie robiło. jak to wpłynęło na stan rzeczy, który Hartman opisuje?
    Ano, wpłynęło tak, że – pozostając przy sprawie gwałcenia dzieci przez kler – gwałcili i gwałcą już dwa tysiące lat. Co jest horrorem tak porażającym, że nawet nie ma tego jak słowem wyrazić. Gwałt na jednym dziecku jest gwałtem na całym świecie i rozwala ideę kochający bozi w pył. Bo ten bozia – co poznajemy po DOWODACH – nie jest kochający, w ogóle nie jest taki, jak wyznawcy gadają włącznie z Szostkiewiczem. Przeciw faktom, tu – masowym, immanentnym gwałtom na dzieciach, wyznawca ma wyłącznie mniemania o bozi. Samo to zderzenie: fakty, wiedza, wnioski, wobec mniemań, rojeń, wyparć jest horrendalne, bo pierwsze miażdży drugie zanim się drugie w ogóle odezwie. Ale drugie musi nieustannie krętaczyć i właśnie wypierać by istnieć, isnieje cały czas z zadowoleniem, właśnie dzięki takiemu zachowaniu. Jest to coś najniemoralniejszego i odrzucającego gdy ma się rozum.
    Pomijam tu oczywistość: nie ma żadnego bozi, a zajmuję się badaniem fantazmatu o nim.

    Ten fantazyjny „kościół ekumeniczny”, który Szostkiewicz wykłada na ladę, by nim zasłonić Kościół kat jako taki – i widać cały ten zabieg manipulacyjny, widzi to nieporażony katolicko umysł – nie ma żadnego znaczenia pozytywnego w sprawie o której mowa – gwałceniu, oraz w sprawach istoty rzeczy którą w całości przedstawił Jan Hartman, żadnego znaczenia.
    Szostkiewicz był uprzejmy wyjaśnić, że ten „kościół ewangeliczny” istnieje od początku istnienia Kościoła kat, co jest kapitalną wiadomością dla Hartmana i dla mnie: ten miły, śliczny i apetyczny kościół tzw. dobrych ludzi istnieje cały czas i cały czas w Kościele kat szaleje zło, cały czas gwałci kler. biskupi i papieże. Ci ostatnio, od kilku kadencji nie gwałcą już w sensie seksualnym, gwałcą rozum, moralność, psyche ludzką, fakty i wiedzę. Nic to w sumie nie zmienia.

    Ten „kościół ewangeliczny” żył i żyje sobie w moralnym luksusie i nic nie zrobił w sprawie immanentności zła w Kościele kat. My wiemy, że nic nie może zrobić. Ale on tego nie wie, bo wierzy w kochającego bozię i całą resztę fantazmatów i kłamstw, które sam przecież produkuje.
    Ten miły kościół jest dla siebie i wyznawców miły, za cenę. Cenę opisał, w kondensacie, Jan Hartman, a ja dodałem. To jest skrajnie niemoralna sytuacja: tu luksus miłego kościółka z miłym bozią w środku, a cena tego złudzenia tak potworna.
    I ten miły „świeży” produkt wyłożył na stół Szostkiewicz, by zasłonić zgniłą resztę towaru.

    Przedstawił też inny produkt: „niekoniunkturalnego” wyznawcę, który chodzi do kościoła z jakichś swoich powodów bo on ma swoją ocenę spraw, „inaczej na to patrzy”. A są to ważne i szlachetne powody i szlachetne patrzenie.
    Tenże niekoniunkturalista robi to samo co ten „kościół ewangeliczny”: jest sobie niekoniunkturalny, szlachetny i luksusowy, za taką samą cenę. Dookoła gwałcą, on rozkłada stoliczek kampingowy, krzesełko, wyciąga z teczki kanapkę, z termosu leje do kubeczka herbatkę: musi się posilić. Pokarmem duchowym.
    Ten niekoniunkturalizm jest w czystej postaci, koniunkturalny: posila się bozią, za cenę gwałtu i całego zła Kościoła kat, do którego należy, któremu przysparza zysków. Samo włażenie do kościoła, dowolnego, jest zyskiem dla przedsiębiorcy. Sami posiadanie w głowie fantazmatu bozi jest zyskiem przedsiębiorcy, ponieważ z tego fantazmatu są skutki. Te skutki zgarnia przedsiębiorca i ich używa.

    Byłby niekoniunkturalista bardziej niekoniunkturalny, gdyby sobie leżał na łące, skubiąc trawkę, patrzył w chmurki i w głowie sobie miał swojego bozię oraz widział go na chmurce i machał do niego rączką: a kuku, tu jestem!
    I sprawa niekoniunkturalna byłaby dosyć miła.

    Szostkiewicz, nikt zresztą, nie wie o niekoniunkturalności. Nikt, bo nie jest to możliwe, żeby oddzielić na dnie głowy jakąś czystą, abstrakcyjną ideę o bozi od zaspokojenia: lęku, przerażenia, pokusy, potrzeby stadnej, społecznej, uciszenia/wzbudzenia emocji od siedzenia w ewangelicznym czyli pustym kościele, kojenia małego dzisiusia w sobie gdy się patrzy na świeczki i bobaska-siebie w sianku i tak dalej. To jest koniunkturalizm, choć możemy go nazwać niekomercyjnym.

    „Wszyscy wiemy..” – orzekł Szostkiewicz. Wykonał tym manipulację, powiedział nieprawdę, która wypełnia znamiona kłamstwa: świadomie i dobrowolnie nieprawdę powiedział. Zrobił to, by wytworzyć miły sobie obraz i zwieść odbiorcę przekazu.
    I jest to oczywiste, bowiem cokolwiek może wiedzieć tylko o sobie, nie o „wszystkich”. To jest dowód logiczny i psychologiczny, ale jest dowód prostszy: nie „wszyscy”, a zaledwie cząstka ludzi pojmuje jakoś głębiej sprawę gwałcenia dzieci przez kler i jest temu autentycznie, a nie odruchowo, stadnie, mało refleksyjnie przeciwna i cokolwiek konkretnego z tym robi. To widać w przestrzeni publicznej i wystarczy zagadać do kilku przypadkowych osób ,a dowiemy się, że wiedza jest mała, nawet żadna, hasłowa i mglista, a „zdania są podzielone”.

    I tak dalej i temu podobne. Słabizna, miałkość, żadność odpowiedzi Szostkiewicza, rozpaczliwe, acz skrywane przed sobą zagubienie, oraz element zaczepny są wyraziście widoczne w jego odpowiedzi do Hartmana. Jest coś więcej jednak: to jakiś brak powagi i etyki: na bardzo poważny, pełen faktów wiedzy i głębokiego oraz moralnego namysłu tekst Hartmana odpowiedzieć tak licho i mieć dość tupetu by zrównywać to z poziomem głosu Hartmana nazywając „odpowiedzią”.
    Byłby to nazwał „kilkoma uwagami na kanwie tekstu Jana Hartmana”, czy jakoś podobnie, a byłoby to – w tym aspekcie – znośniejsze i uczciwsze. Ale nie, zrobił jak widać.

  21. Hartman dowodzi kolejny raz, że wiedza i mądrość nie idą w parze.

    O tym jak kompletnie nie rozumie świata wokół siebie świadczą jego, z reguły chybione, wybory polityczne. Ma dar stawiania na złego konia.

    Owszem ma szeroką wiedzę, duży temperament polemiczny, łatwość operowania słowem. Talent prowokatora. To dużo, ale stanowczo za mało, żeby odegrać rolę, do jakiej bezskutecznie od lat aspiruje.

    Hartman wpychając katolików w poczucie wstydu, zdaje się kompletnie nie rozumieć, że proponuje im obezwładniającą bezradność i bezczynność. Bo tak działa wstyd. Szczególnie w warunkach polskiego katolicyzmu jest emocją toksyczną, obezwładniającą.
    Najzabawniejsze jest to, że operuje dokładnie na tych samych emocjach co Krk, z którym rzekomo walczy.

    Tymczasem właśnie teraz przyszła pora na działanie.

    W ostatnim czasie powtarzane i przypominane są słowa Ratzingera sprzed niemal 50 lat:

    https://www.tygodnikpowszechny.pl/jeden-swiety-powszechny-i-apostolski-158072

    24 grudnia 1969 r. ks. prof. Joseph Ratzinger na zakończenie cyklu radiowych wykładów w Hessian Rundfunk mówił: „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi Wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”….

    Pojawiają się głosy, w instytucji krk, wskazujące na immanentne zło samej jego struktury:

    https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,36983,mocne-slowa-biskupa-w-kosciele-istnieja-struktury-zla.html

    Nadużywanie władzy tkwi w DNA Kościoła. Nie możemy już dłużej zbywać tego problemu”

    Na lutowym szczycie pedofilskim w Watykanie Franciszek publicznie zanegował tezę o „świętym kościele grzesznych ludzi”. Powiedział wprost, że zło tkwi w samej strukturze Krk.

    W Polsce narasta oburzenie na butę tej instytucji. Nawet takie tabloidy jak Super Ekspres wydał w marcu, ponad 80 stronicowy dodatek, „Skandale Watykanu”, który niesie w lud informacje o tym, czym jest Krk.

    Zatem pojawia się przestrzeń do działania.
    Dlatego, wpychanie katolików w obezwładniający wstyd jest skrajną głupotą. Należy wspierać ich gniew. Bo on daje napęd do działania.
    Kolejne wyliczanki tego, co złego zrobił Krk, na blogu „Polityki”, to kompletnie jałowe bicie piany.

    Hartman przyczynił się do zmarnowania zaufania, jakim wyborcy obdarzyli Palikota. I nie wyciągnął z tego żadnych wniosków.
    Nadal zajmuje się, w głównej mierze, pompowaniem swojego narcystycznego ego. Temu przede wszystkim służą jego przegadane, często histeryczne teksty.
    Jest ślepy i głuchy na sedno sprawy. Gra rolę użytecznego idioty Krk.
    Ten typ tak ma i nie ma na to rady.

  22. wbocek
    20 marca o godz. 8:16

    Pombocku, jeszcze taka uwaga.
    Ówże polemista Hartmana, zapewne sam, a jak nie sam, to należąc to tych co z uznaniem przyjmowali członków PZPR-u co w 1980-tym „rzucili legitymację partyjną”. Przejrzeli bowiem na oczy, zrozumieli, pojęli sumę zła, niereformowaloność i tak dalej. Zachowani się „godnie” i „niekoniunkturalnie”. Później całe tłumy tych wcześniejszych członków partii co rzucili, zasiliło opozycję i wzięło się za lepienie Polski numer cztery pod oficjalną nazwą „numer trzy”.

    Nie będę już dalej snuł tego wątku, świetnie bowiem rozumiemy, jak się to ma do niekoniunkturalności wyznawców Lolka i jego bozi, co tak rzucają, że im to wcale nie wychodzi.

    I taka uwaga końcowa: niegrzeczności PZPR-u wyglądają niemal słodko i były one tak miło krótkotrwałe oraz słabo ukorzenione wobec tego, co w Kościele kat. Mamy więc skalę porównawczą. O znacznym stopniu precyzji.

  23. wujaszek wania
    20 marca o godz. 9:59

    Hartman wpychając katolików w poczucie wstydu, zdaje się kompletnie nie rozumieć, że proponuje im obezwładniającą bezradność i bezczynność. Bo tak działa wstyd. Szczególnie w warunkach polskiego katolicyzmu jest emocją toksyczną, obezwładniającą.

    Hartman zaproponował katolikom „obezwładniający wstyd”? Zapropował im bezradność i bezczynność. Gdzie to znalazłeś?

    „Zawstydziłem się uczynku mojego przed Bogiem. Bóg zaś rzekł: wstań i już nie grzesz więcej. I tak zrobiłem”
    Tak działa katolik. Zwłaszcza, jak już wyrósł z przedszkola. Wujaszku, więcej wiedzy i zgadzania się na oświadczenia wiary samego katolika. On ma to napisane w tysiącu książeczek, dziesięć tysięcy razy to słyszał, widział jak każdy inny katolik tak robi i sam to robi codziennie, dlatego jest katolikiem.
    Zgódź się bardziej na katolika i jego cnoty, a łatwiej rzecz poznasz, zamiast sugerować, co proponuje niesugerujący Hartman.

  24. Jak zwykle, Panie Tanaka, prezentuje Pan smutne skutki duchowego daltonizmu. Trudno, niektórzy tak mają i żadna dyskusja tu nic nie da. Należy sobie odpuścić wszelkie próby tłumaczenia podobnie jak próby uświadomienia PiS-owskiego Ciemnego Ludu

  25. To tym się należy zająć:

    https://oko.press/osmiolatek-ma-zyc-w-postawie-czujnego-oczekiwania-na-powtorne-przyjscie-pana-katecheza-w-oko-press/

    I aktywnie przeciwdziałać, zamiast pitolić o wstydzie.

  26. Tanaka
    20 marca o godz. 10:08

    Tak działa katolik

    Który?

    Tego rodzaju uogólnianie i stereotypizacja, to zwyczajne, że się tak wytwornie wyrażę, s….e w banie.

    Hartman zaproponował katolikom „obezwładniający wstyd”? Zapropował im bezradność i bezczynność. Gdzie to znalazłeś?

    Czyżbyś nie rozumiał reguł czytania tekstu?

  27. Kalina
    20 marca o godz. 10:11

    Jeśli masz jakąś zawartość głowy, to ją przedstaw.
    Natomiast w sprawie „jak zwykle”, to jak zwykle, zamiast ją wyłożyć, robisz pomówienia.
    Jako posiadaczka moralności oraz rozumu, robisz tu mały wykładzik na temat mojego „duchowego daltonizmu” – i jesteś z siebie bardzo zadowolona: dałaś z siebie co miałaś najlepszego. Czytelnik też jest zadowolony: poznał prawdę i bije w rączki brawo.
    Ty jesteś jednak zadowolona z siebie inaczej: wlazłaś i rzuciłaś pomówienie.

  28. wujaszek wania
    20 marca o godz. 10:23

    Prawidłowy. A nawet nieprawidłowy.
    Reguła czytania tekstu jest taka, że jak potrzeba do czytania tekstu okularów to się je zakłada.
    Wstyd jest skutkiem poznania. I powodem do podjęcia działań, by nie było do niego powodów.

  29. wujaszek wania
    20 marca o godz. 9:59

    Wartość wykładu Hartmana jest nie tyle w jego emocjonalności i oburzeniu, co w spójności i konsekwencji rozumowania. Prawy sierpowy, lewy prosty.
    Pewnie, że kiwanie głową nad wpisami na blogu samo w sobie nie zmieni nic, ale przemyślenie i zrozumienie jest podstawą do działania, a przynajmniej ułatwia wchodzenie w polemiki.

  30. Wszystkie religie są tak przyklejone do ludzi,że sama myśl o odklejeniu się wzbudza strach i panikę.No bo jak tu żyć.W mojej rodzinnej wiosce w Karpatach schemat życia był taki; ożenić się,spłodzić dzieci i ochrzcić,posadzić drzewo,zbudować dom ,umrzeć i pójść do nieba a kobieta ze mną w parze.(To tak z grubsza.)A teraz jak żyć jak tu teraz internety,gendery,liberały i do tego Unia-H–jnia.Teraz wśród luda zasada taka-co się da wyrwać niech dają(UE) i niech spie……….ją i Pana Boga nie obrażają.My w tej wiosce skraja świata będziemy żyć i tkwić w wierze naszych ojców a naszego proboszcza(choćby był największym sk…………em) nikt nikt nie próbuje krytykować bo mu Bozia język upi…..li.
    Rozumiem i popieram twój wywód,Tanako, między innymi na temat podwójnej moralności religijnej ale ci których to powinno dotyczyć nawet tego nie przeczytają.Jak sobie wyobrazić,że życie może być lepsze bez religii i bez zapleśniałych tradycji skoro większość świata na religijność i różne ideologie „choruje” i nie daj „Boże”w dobie dzisiejszych technologii stosuje te do sprawowania władzy?

  31. wujaszek wania
    20 marca o godz. 9:59
    Hartman dowodzi kolejny raz, że wiedza i mądrość nie idą w parze.

    „Hartman wpychając katolików w poczucie wstydu, zdaje się kompletnie nie rozumieć, że proponuje im obezwładniającą bezradność i bezczynność. Bo tak działa wstyd”.

    Można to sformułować inaczej: „Polski biznesmen-kaznodzieja wpychając ateistów w poczucie wstydu, zdaje się kompletnie nie rozumieć, że proponuje im obezwładniającą bezradność i bezczynność. Bo tak działa wstyd”.

    Widać nie bardzo się interesowałeś ani Radiem Maryja, ani w ogóle Kościołem od środka, skoro wytykasz konkretnym ateistom, że nie zachowują się jak Ty byś sobie życzył, czyli mniej więcej tak: „Ten Wacek jest złodziej, cham, pedofil i wuj na kaczych łapach, ale ja, żeby nie wpędzać go we wstyd, będę go traktował jak świętego”.
    Bardzo brakuje w Polaków rozmowach rozróżniania przyczyn i skutków. A dość masowe domaganie się akurat od krytyków Kościoła uważności, mądrości, taktu, elegancji, delikatności (dokładnie tego samego, czego najbardziej chamska i chuligańska partia polityczna PiS domaga się od opozycji) jest dla mnie zawsze podejrzane, że się ograniczę do delikatnego słowa.

  32. Przepraszam, może nie jestem u szczytu dyskucji i fatalnie żle piszę po polsku .

    Moim zdaniem jest straszne co Episkopat mówił.

    Ale jeśli dobrze rozumiem to chodzi panu Szostkiewiczowi o to bronić konkretnych ludzi a nie kościoła. On często krytykuje KK i broni cały czas mniejszości np. Zydów, ateistów, lesbiki i inne grupy. Tu bronił katolików. Ale nie wszystkich tylko niektórych! Nazwiska niektórych dodał. Kwintesencja jest że nie dobrze potępiać wszystkich w jednej grupie za to co inni ludzie w tej grupie zrobili. To jest całkiem niezależnie od tego czy ta „dobra cześć grupy” ktorą popieramy jest bardzo malą czy duża.

    Pani napisała: „Skąd to nieszczere powołanie się na liberalne wartości? Kościół ich nie zna i nimi nie żyje”.
    No kosciól nie, ale pan Sz. popiera na pewno liberalne wartości jak najbardziej. Dlaczego wiec nieszczere? Ten schemat argumentacji nie jest przekonujący.

    Ten sam schemat jeszcze raz np. tu:
    Pan Sz. „[katolicy] widzą w nim [kk] grzeszność”
    Pani Tanaka: „Nadzwyczajnie mało zajmował się w swojej historii Kościół katolicki wspólnym dobrem.”
    Tak, ale o to mu nie chodzi, tylko o to że ludzie tak myślą albo widzą.
    ————————-
    Sama pani pisze: „Wiara jest zbyt niejasnym pojęciem, zbyt emocjonalnym i zbyt głęboko sięga w psyche”.

    No dokładnie: I dlactego trzeba bronić tych którym religia siedzi w psyche. Nic więcej nie mniej robi pan Szostkiewicz jeśli go dobrze rozumiem.

  33. prospector
    20 marca o godz. 10:54

    Rozumiem i popieram twój wywód,Tanako, między innymi na temat podwójnej moralności religijnej ale ci których to powinno dotyczyć nawet tego nie przeczytają.

    Mnie to „ale” mało zaprząta. Mały mam bowiem na to wpływ. Skromny teoretyczny, może i ciut praktyczny – ale to tylko domniemanie – wpływ mam wtedy, gdy mówię jezykiem prostym, dziecięcym, daniami złożonymi z trzech, czterech słów. Bez przecinków, średników, myślników, nawiasów. Bez używania trudniejszych wyrazów i pojęć innych niż weryfikowalne materialnie: to jest łopata! I każdy może sprawdzić, co to jest łopata. Chociaż i to może być trudne, bo nie każdy ma łopatę do sprawdzenia, a gdy zobaczy zdjęcie łopaty, już jest pewna trudność poznawcza: co jest ideogramem a co rzeczą. I jak się odbiera ideogram, a jak rzecz. Fotografią łopaty nie jest prosto kogoś zabić, a łopatą – całkiem łatwo. Stąd zabijany łopatą lepiej pojmie pojęcie „łopaty”.
    Daję tu prosty i żartobliwie podany przykład, by zilustrować trudności już na samym początku. Dalej jest trudniej, więc na razie odłóżmy te trudności na bok, bo dość ich już jest z publicystą-polemistą.
    Żeby jakoś móc się porozumiewać z odbiorcą i polemistą, potrzebna kilku rzeczy, na które nie mam wpływu. Stąd owym „ale” nie bardzo jest się co przejmować: będzie co będzie i to jest pyszne orzeczenie. Zawsze działa!

    Na portalu „Polityki” szczerzy i prawidłowi wyznawcy nie są może zjawiskiem powszechnie występującym, ale i na nasz blog co raz wchodzą tacy prawidłowi wyznawcy. Z pewnością wyznawcy Jehowi, a co najmniej jeden. Inni wyznawcy mają się zapewne za katolików, ale sami niewiele o tym wiedzą, a działają z konwencji: cześć, katolik jestem!
    Niech im będzie, a nawet bardzo dobrze: od razu można katolika wziąć na stół analityczny i jest ciekawie.

    Razy kilka, pardon, będzie tych głosów z kilkadziesiąt, wziąłem i dałem głos na portalu tym i tamtym, prawidłowo katolickim. Jest z tym jednak pewien kłopot: zanim się tam wejdzie, nawet w celu czytelniczym, trzeba się najpierw porządnie najeść. Najlepiej ze trzy Super Macki XXXXXXL, kąpane w stu litrach majonezu. Chodzi i kalorie. Ponieważ jak się czyta, a zwłaszcza jak się robi coś, co się w języku kolokwialnym nazywa dyskusją, to się spala energię tak błyskawicznie, że łatwo popaść w zapaść z osłabienia. Tyle tam idiotów, ludzi spaczonych na umyśle i moralności a tak zawziętych, na sposób często diabelski, tak wypróżniających się kwasem i żyjących nienawiścią, ale i tak głęboko nieszczęśliwych i utrupionych – a mieć do czynienia z żywym trupem to solidnie przejmująca sytuacja, że najpierw trzeba się solidnie przygotować kalorycznie.
    Oczywiście, są też i mniej emocjonalnie pobudzeni, a tak samo pozbawieni podstawowej nawet wiedzy o tym co wyznają i co jest tego źródłem formalnym, czyli niebieska książeczka, oraz pewne przyległości – co, pomimo znajomości rzeczy ciągle mnie jakoś dziwi, bo zdziwienie zapewnia świeżość umysłu, więc się celowo dziwię – ale i nad nimi trzeba by się podobnie kalorycznym kosztem napracować.

    To zajmuje dużo czasu, nawet trochę kosztuje, ale i nie działa ekologicznie.
    Stąd też nie przewiduję poważniejszych skutków edukacyjnych i oświeceniowych. mojego tam bywania.

    Zresztą, rzeczy się dzieją albo i nie dzieją najczęściej nie wprost, a pomiędzy, meandrując jak chcą. Czego dowodem pedofilia Kościoła kat.
    Wprost byłoby tak: idzie dziecko na pierwszą katechezę, albo katecheta włazi dziecku do przedszkola i oświadcza: drogie i wielce szanowne Dzieci Boże. Bozia jest bardzo miły, przy czym musicie wiedzieć, że jego następcy na Ziemi tak już mają, że co piąty jest pedofilem. Nie wiecie pewnie, co to takiego pedofil, co? To zaraz wam pokażę. Jasiu, choć tu do mnie, na środek sali, a wszystkie dzieci patrzą uważnie. Oto moja rączka, oto siusiak Jasia – i teraz patrzycie wszyscy uważnie, co ja robię Jasiowi i jego siusiakowi. Przy czym musicie, dzieci, wiedzieć, że to tylko jeden ze sposobów pedofilenia dzieci przez następców bozi na ziemi. Proszę uważnie patrzcie – oto pupcia Jasia i zaraz wam pokażę, co Jasio ma w pupci!

    Natomiast w sprawie pedofilii w Kościele kat było nie wprost: był Żyd, redaktor gazety Boston Globe, było paru niewierzących łobuzów i pismaków i oni tak dłubali, tak ryli, że się dokopali dobrze ukrytej pedofilii w środku Kościoła kat. Dlatego prawidłowy wyznawca jest poinformowany przez swojego proboszcza i biskupa: media znowu ryją!
    Jak widać więc, metody nie wprost – czasem – działają. Działałyby pewnie też metody wprost, ale są braki kadrowe wśród kleru katolickiego, a może nie mają dość czasu, żeby fachową demonstrację co to jest gwałcenie dzieci dzieciom zademonstrować, żeby były fachowo poinformowane i mogły zagłosować, czy też chcą należeć do tego kręgu dobra i być gwałcone.

  34. Szary Kot
    20 marca o godz. 10:39

    Myślę, że w jednym i drugim i to właśnie tworzy mocną spójność.
    Zresztą do jasne i logiczne: wynikiem poznania jest ocena etyczna: to zło! I temu daje wyraz. Wyznawcy trzeba to mówić. Samo, suche, czysto racjonalne przedstawianie faktów, to księgowość. Wyznawca ma, to mu się należy, usłyszeć: zło czynisz! Ze złego korzystasz i złu zaprzeczasz!

  35. To nie polemika, ale jakiś bełkotliwy tasiemiec.

  36. Tanaka
    20 marca o godz. 11:48

    Zgadzam się. Odpowiedziałem @wujaszkowi, który bardziej zwrócił uwagę na emocje i tytuł, niż na logiczny wywód dający tym emocjom i tytułowi podstawę.
    Miewałem wielokrotnie podobną do @wujaszkowej opinię o felietonach Hartmana („histeryczne i przegadane”), ale nie tym razem. Ten jest trafiony w środek tarczy. Brawo za odwagę i nieowijanie w bawełnę.

  37. PS.: Czytałem po napisaniu komentarzu jeszcze dobry kolejny przykład nieprzekonującego „schematu” o którym napisałem godzina temu:

    Pan Szostkiewicz napisał: „Generalizująca furia raczej nie pomaga słusznej sprawie walki z przestępstwem pedofilii w Kościele.”

    Pani na to: „Generalizująca furia znajduje się u autora znanego jako św. Paweł.”

    Tak, tak, Pani ma całkiem rację że tam się znajduje furia w tej biblii. Ten argument byłby służny gdyby pan Szostkiewicz powiedział że w biblie nie ma furii albo gdyby bronił „furię”. Ale tego pan Szostkiewicz nie mówił. Powiedział tylko że furia nie pomaga aby rozwiazać konflikty albo walczyć z pedofilią.

    Moim zdaniem pani dobrze analyzuje biblię i argumenty przeciwko bibli albo religii są całkiem przekonujący i madre. Ale nie zajmuje się pani z tym co napisał pan Szostkiewicz, bo on bardziej dokładnie tu rozważa sprawe. Dodaje nowe aspekty i nie zostaje na poziomie tych którzy 100% atakują albo 100% bronią koscioła.

    ———————–
    Tu np. zgadzam się całkiem: „W kodeksie jest sankcja z powodu obrażania uczuć chrześcijańskich, nie ma zaś sankcji na obrażanie uczuć niechrześcijańskich.”

    Takich dobrych argumentów jest kilka i pani jest przekonująca, ale tylko wtedy kiedy jest to niezwiązane z tym co pan Szostkiewicz napisał.

  38. Tanaka
    Przepraszam, że bez żadnego trybu i całkiem obok tematu, ale mamy wiosnę, panie sierżancie! Oficjalnie od dzisiaj. Z okazji przesilenia wiosennego zwanego też równonocą wiosenną na Twoje ręce jako szefa składam wszystkim, również tym, co za górami, za lasami życzenia dużo słońca, kojącej zieleni i pogody w sercu.
    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/PlfktkqTURBXy80ZGRkN2JmZTM3ODUxZTFhZjk2NTI5NjRkMDczMWNiNi5qcGVnk5UDAM0Bu80REM0JmZMFzQMUzQG8lQfZMi9wdWxzY21zL01EQV8vMTQwYjFjZmU3ZjBhYzUyZWRjMDEwZDcwOTc4ZTg0YmUucG5nAMIA

  39. Szary Kot
    20 marca o godz. 10:39

    a jakby Ci się podobał „spójny i konsekwentny” wykład zatytułowany: „wstyd być ateistą!”, albo „wstyd być gejem!” czy „wstyd być niepełnosprawnym!”?
    Bez większego trudu można też wyprodukować „spójny i konsekwentny” wykład na temat płaskiej ziemi i szkodliwości szczepionek. Wiemy, że są takie i bywają bardzo sugestywne.

    Uważam, że Hartman zachował się jak kark z kijem bejsbolowym.
    Oczywiście korzysta z prawa do wolności wypowiedzi.
    Ja również.

  40. Wszystkie krytyczne słowa, jakie napisałem pod adresem ostatniego felietonu Hartmana, nie przysłaniają kwestii współodpowiedzialności, legitymizowania instytucji krk przez szeregowych katolików.
    To jest ważne i pilne pytanie. Trzeba je zadawać.
    Ale bez stygmatyzowania wszystkich hurtem.
    Filozof i etyk powinien wykazać w tej sprawie dużo więcej taktu i wyczucia.

  41. wbocek
    20 marca o godz. 11:05

    proponujesz rozmowę z cyklu: „a u was biją murzynów”?

    W jaki sposób tekst Hartmana wysubtelnieje dzięki podłości geszefciarza z Torunia?

  42. Brawo Tanaka!

    W przypadku Szostkiewiczów to się nazywa denial, czyli wyparcie.
    Tanaka dixit i ma słusznego. A.S. pragnął skontrować H., ale sknocił – również dlatego, że kaka jest nie do obrony. Wstyd być katolikiem, to fakt.

    Poza tym „żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swojej wiary” to oksymoron. Życie zgodne z „przykazaniami swojej wiary” – zwłaszcza z pierwszym – z definicji wyklucza przyzwoitość.

    Nagminne podszywanie się kaka pod „liberalne wartości” – to fałsz i hucpa. Dla kaka „wolność” to „wolność wyznania” członków kaka, czyli „wolność” do totalnego zniewolenia. Podobnie „miłość chrześcijańska” przejawia się gwałceniem tzw. „bliźnich” – bo kaka-ludki czują się kompulsywnie odpowiedzialne za wszystkich „bliźnich” niepasujących do szablonu. Odpowiedzalne – ni mniej ni więcej tylko przed swoim wydumanym Bogiem.

    A przede wszystkim – patologia kaka ma swoje źródło w ideologii kaka. Ewangeliczne źródło, moi mili.

  43. Tanaczku .Błagam ,zwiężle ,bo nie ma czasu na czytanie.A jest jak jest.Partia ,to -program ,ludzie i organizacja.Są -kadrowe i masowe.Naiotęzniejsza partia kadrową z milionami zwolenników ,czy nie jest KK.?Z Niedemokratycznym STATUTEM I JEDYNOWŁADCTWEM.?Były schizmy i bunty, ale ośrodek rz ądzenia twardy jak skała.Władcy mieli przy sobie eunuchów .aby nie podrywali i byli grzeczni.z CAŁYMI JąDRAMI ,BIOOLOGIA ,NA GRZECZNOŚć NIE POZWALA.S tąd kłopoty .Partia aby utrzymać się ,musi potępiać ,tepić albo nie pomagać innym.Gdybym był katolikiem ,wstydziłbym się za milczenie i brak użycia siły , w czasie niszczenia armatami posagów Buddy.

  44. O zniechęceniu (i zniechęcaniu) ludzi do kaka pisze… katolik.
    Im więcej religii w przestrzeni publicznej, tym mniejsze ma znaczenie w życiu osobistym?

    https://www.newsweek.pl/opinie/mlodzi-polacy-religijni-bez-wiary-pobozni-bez-modlitwy/l7vngkn

  45. „Ksiądz Marek Dziewiecki jest doktorem psychologii i magistrem teologii. W Seminarium Duchownym w Radomiu prowadzi zajęcia dla kleryków z psychologii i pedagogiki. Jest także dyrektorem telefonu Diecezji Radomskiej – „Linia Braterskich Serc” oraz członkiem Komisji Episkopatu Polski ds. Trzeźwości. W radiu Plus Radom został przedstawiony jako znany w całej Polsce rekolekcjonista, pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości.”

    A oto kilka rewelacji, jakimi raczy swoich „wiernych” konsekrowany „doktor psychologii”:
    https://www.newsweek.pl/polska/ks-drzewiecki-do-lgbt-naleza-tez-pedofile-zoofile-i-nekrofile/yl167hw

  46. wujaszek wania
    20 marca o godz. 13:54

    1. KK jest organizacją, w której członkostwo nie jest (jak na razie) obowiązkowe. Bycie gejem czy niepełnoprawnym nie jest z wyboru. Podobnie bycie np. Polakiem, choć można z kraju wyjechać i więcej o tym nie wspominać. Można być lub nie być: wędkarzem, kolekcjonerem znaczków lub starych aut, wreszcie – katolikiem (nawet KK zostawia drogę wyjścia).
    2. Każdy (a więc również katolik, gej i niepełnosprawny) ma obowiązki moralne. Przyzwoity człowiek je wypełnia, a m.in. postępuje tak, jak głosi.
    3. Przynależność do KK nie zasadza się na braniu udziału w zawodach wędkarskich czy kotach starych samochodów (jak byłoby w przypadku klubie wędkarzy czy automobilistów), tylko – wg tego, co sami mówią – obejmuje wszystkie dziedziny życia i zobowiązuje do określonych postaw; w dodatku KK trąbi o tym w wielkich słowach, zwanych nauczaniem.
    4. Można być wędkarzem i automobilistą, można być katolikiem i automobilistą, można być jednocześnie wędkarzem, automobilistą, złodziejem, kłamcą i gwałcicielem dzieci, ale nie można być jednocześnie przyzwoitym człowiekiem oraz złodziejem/kłamcą/gwałcicielem.
    5. Jeśli przyjmiemy, że bycie katolikiem ma polegać na wypełnianiu swoim życiem zasad, które szumnie głosi Kościół, to nie można być katolikiem i złodziejem/kłamcą/gwałcicielem.
    6. Jeśli prezes klubu wędkarskiego prywatnie okaże się gwałcicielem dzieci, to zmienia się prezesa i dalej męczy ryby. Jeśli klub wędkarski okaże się przykrywką dla gangu pedofili, to nawet niewinny moczykij, który o niczym nie wiedział, natychmiast powinien zmienić klub.

  47. wujaszek wania
    20 marca o godz. 14:00

    A nie wstyd legitymizować taki upadek moralny i intelektualny, jaki reprezentuje obecnie KK, co najmniej w Polsce i co najmniej obecnie? Piszesz, jakby to Hartman był powodem wstydu katolików.

  48. Tak zwane religie Księgi: judaizm, chrześcijaństwo i islam, opierają się w swojej istocie na przemocy. Wystarczy uważnie przeczytać Biblię i Koran, żeby zobaczyć, że kipią one od nienawiści do Niewiernych. Stąd i wyznawcy tych religii noszą w sobie zarodek nienawiści, który w sprzyjających okolicznościach może się rozwinąć i dać początek zbrodni i gwałtowi. Ale Autorowi nie o to chodzi, zarzuca Kościołowi grzech pedofilii i zbrodni wobec niewierzących czy wierzących inaczej oraz własnych wiernych. Stary Testament operuje często pojęciem Reszty: nielicznej rzeszy wiernych, którzy szczerym sercem realizują nakazy Boga, w odróżnieniu od większości konformistów i obłudników, którzy „wierzą” od święta a praktyki religijne są dla nich tylko folklorem bez znaczenia. Oczywiście chrześcijaństwo w swej pysze samo uważa się za ową Resztę a odłamy protestantyzmu, na przykład Świadkowie Jehowy, dają na to nawet glejt: wstąpisz do nas, automatycznie zostaniesz zaliczony do 144 tysięcy Sprawiedliwych. Ponieważ religie z zasady nie chronią dzieci, uznając je za własność rodziców/opiekunów, są dzieci całkowicie zdane na łaskę tychże: jeżeli rodzice nie potrafią wychowywać, ofiarami tego zostaną właśnie dzieci i przekażą te błędy wychowawcze własnym potomkom. Tymczasem w Biblii do owych Umiłowanych Boga często zaliczają się outsiderzy: odrzuceni przez społeczeństwo, żyjący na jego marginesie, poniżani i pogardzani. Religijna machina jest zazwyczaj oparta na cynicznych graczach, czerpiących zyski z uczestnictwa w jej strukturach, grających o władzę i układających się o wpływy z machiną państwową, tzw. Tronem. Jak to napisał Winston Churchill: prawdę mówią tylko straceńcy. Ludzie rozsądni zachowują ją dla siebie i tak żyją, żeby inni tej prawdy w nich nie poznali. Kościół, podobnie jak inne struktury religijne, wykorzystuje lęk przed śmiercią, żeby wzbudzać w wiernych lęk i posłuszeństwo. Nie znaczy to jednak, że nie ma w jego łonie ludzi wierzących w ideały i pragnących zwycięstwa dobra i sprawiedliwości. Ta Reszta istnieje, choć często jest niewidoczna albo pogardzana. Często przerażeni cynizmem kościelnych funkcjonariuszy odchodzą z jego struktur. Innych nie stać na ten krok i trwają w nim, wierząc w jego świętość albo bojąc się reperkusji i agresji otoczenia. Wrzucanie ich do jednego worka z cynikami, którzy są wszędzie i niestety stanowią większość, jest moim zdaniem nieetyczne.

  49. @leo_meo 20 marca o godz. 15:37

    Powielasz wyświechtany „argument” kaka, posługując się przy okazji kaka-terminologią. Owa „reszta” to po prostu element religianckiej bajki. Bezpodstawnie zakładasz, że gdzieś istnieje. Poza tym, nawet zakładając bez podstaw, że owa biblijna „reszta” jest faktem, to i tak automatycznie staje się kartą przetargową kaka. Inaczej mówiąc, kaka zawłaszcza co tylko chce – tak samo, jak na początku swojej przydługiej kariery zawłaszczył CUDZE teksty religijne, jednocześnie nadając im spaczoną treść.

    Podstawą kłamstw kaka jest założenie, że każdy „dobry” akt dokonany przez członka kaka jest zaliczany na konto kaka (lub religii), a każdy „zły” akt jest jednostkową aberracją. Teza bezsensowna i niepoparta faktami.

    Przeginasz.

  50. P.S. Z praktycznego punktu widzenia kaka-cynicy i ideowi, bogobojni idioci są dokładnie tak samo szkodliwi – bo jedni i drudzy usiłują legitymizować tyranię religianckiej ideologii, tyle tylko, że na różne sposoby.

  51. wujaszek wania
    20 marca o godz. 14:03

    Nie proponuję żadnych rozmów, niech będzie Bóg uwielbiony. Proponuję tylko rozstać się na tym blogu z bardzo babskim (to nie o kobietach z wyższej półki) czepianiem się formy, kultury, kiedy się nie ma nic do powiedzenia o treści. Ten blog nie jest adresowany do katolików, więc nie jest i nie będzie zmartwieniem tutejszych zawodników, jak ateistyczne wypowiedzi przyjmą katolicy – nie tylko dlatego, że ich tu nie ma. Albo się mówi prawdę, albo się ją owija w sreberka.

  52. Szary Kot
    20 marca o godz. 15:33

    i to jest temat do rozmowy.

    Hartman może być powodem wstydu sam dla siebie.

  53. P.S. Jeszcze tylko króciutko o mitycznej „reszcie”. Gdy np. Franciszek z Asyżu postanowił wyrzec się wszystkiego co posiadał i żyć jako ta lelija w polu (i co dalej?) to był po prostu nieszkodliwym wariatem. Gdy pociągnął za sobą innych, których potem miłościwie wchłonął kaka, to dał początek instytucji, która po latach zaowocowała plującym nienawiścią imperium „świntego” Kolbe. I paszkwilami publikowanymi w „Gościu Niedzielnym” i „Rycerzu Niepokalanej”.

    Czy świnty Kolbe był napalony tym samym ogniem ewangelicznym, co równie świnty „charyzmatyczny” fundator z Asyżu? Czy może jednak się zinstytucjonalizował i scyniczniał? A jeśli tak, to w którym miejscu? I który z nich nie był wykorzystany propagandowo?

  54. @wujaszek wania 20 marca o godz. 16:23
    A czego konkretnie miałby wstydzić się Hartman? Felietonu? Czy wysłania córki na katechezę?

  55. Na marginesie
    20 marca, g.16:30
    Pisałam od lat na blogach przy różnych okazjach o św. Maksymilianie Kolbe, że dla mnie to nie tylko obraza rozumu (jak w przypadku każdego „świętego”), ale przede wszystkim coś głęboko amoralnego, niesprawiedliwego i zakłamanego.
    Jego „imperium” prasowe, o którym piszesz, wychowało szeregi młodych nacjonalistów i antysemitów. Jedyny czyn chwalebny – ofiara życia za współwięźnia to przepustka do świętości? Możliwe nawet, że uznał swoją przedwojenna misję wydawniczą za błąd, a to było jakieś zadośćuczynienie. Co jednak powiedzieć o dziesiątkach, setkach, a może nawet tysiącach głównie młodych ludzi działających w konspiracji, którzy zostali np. zakatowani przez Gestapo, bo nie wydali swoich koleżanek i kolegów? Albo z tego powodu wylądowali w Oświęcimiu itp. Ale to byli tzw. świeccy, o których kaka się nie upomni. Świętość należy się duchownym i zakonnicom. Te ostatnie to najczęściej zaburzone psychicznie histeryczki żyjące od objawienia do objawienia.
    Czy spróbowałaś przeczytać coś na temat świętej Teresy (nie tej z Kalkuty) albo siostry Faustyny? Tyleż śmieszne, co przerażające.

  56. Na marginesie
    20 marca o godz. 14:15

    Uprzedziłem czytelnika, że mój wstępniak będzie dla umiejących czytać. Polak to jest taki katolik, co po przeczytaniu pół kartki rozmiaru A4 zapisanej czcionką wielkości 12, przestaje rozumieć co czyta. To przekracza pojemność jego mózgu.
    Tak mówią różne badania, która mówią także, że 57% Polaków przez cały rok nie przeczyta ani jednej książki. A definicja książki jest bardzo skromna: to coś nieco większego niż ulotka reklamowa. Coś jak gazeta rozumiana łącznie, czyli kilka-kilkanaście kartek do przeczytania. Zaś spośród tych, co w ogóle coś czytają, Polak czytający przeczyta pół książki na rok.
    Czech w ciągu roku czyta 17 książek.

    Ponieważ mój wstępniak musiał być dosyć długi, taką bowiem przyjąłem formułę: nie odnosić się ogólnie do Szostkiewicza „odpowiedzi” udzielonej Hartmanowi, a dokładnie go cytować, akapit po akapicie i komentować, byłby jeszcze dłuższy, gdybym odniósł się do każdej jego tezy i pokazał każdą pojedyńcza manipulację, jakiej się dopuścił. Musiałem więc z niektórych komentarzy zrezygnować.

    Jednakowoż, widzę, że Szostkiewicz dalej produkuje swoje myśli w ramach komentarzy, zatem biorę jedną z jego wypowiedzi i tu ją przedstawiam, wraz z mim komentarzem.

    * * *

    Adam Szostkiewicz
    19 marca o godz. 12:53
    @slawczan
    podstawową zasadą państwa praworządnego jest sprzeciw wobec odpowiedzialności zbiorowej. To właśnie ta zasada jest totalitarna. Powinny przeciw niej występować wszelkie osoby mające wpływ opiniotwórczy. Porównanie z organizacjami nazistowskimi jest nieodpowiedzialne. Kościół nie stanął przed Trybunałem Norymberskim i nie został uznany za organizację zbrodniczą. takie są prawnicze fakty. Natomiast ludzie Kościoła, którym udowodniono przestępstwa, powinni ponieść karę, jak wszyscy inni przestępcy. Ale nie ma powodu, by katolicy niczemu niewinni ponosili odpowiedzialność za to, że chodzą do kościoła i dają na tacę. To jest też myślenie totalitarne. Zresztą Kościół Powszechny nie jest organizacją typu partii politycznej, korporacyjną strukturę ma Kościół instytucjonalny, co nie jest jeszcze przestępstwem, ale może być oczywiście przedmiotem krytycznych analiz co do skutków.

    * * *

    Mój komentarz do powyższego [cytaty z Szostkiewicza wytłuszczone]:

    „podstawową zasadą państwa praworządnego jest sprzeciw wobec odpowiedzialności zbiorowej. To właśnie ta zasada jest totalitarna. „

    Aha. Pan Szostkiewicz znowu bardzo zgrabnie mówi.
    Mówi o „praworządnym państwie”. Czy to państwo to jest Królestwo Boże, czy to jest państwo, które – wbrew zajadłemu sprzeciwowi Kościoła kat ktoś inny niż on wyprodukował?
    Kiedy i jak domagał się Kościół kat „praworządnego państwa”?

    Jak jest współcześnie, w Polsce XXI wieku pod tym względem: biskupi są równi pani szorującej kościelne podłogi pod względem nie tylko szorowania, co oczywiste – biskup stoi na tej pani, żeby była dobrze dociśnięta do podłogi bo wtedy się równo szoruje – ale pod względem równości wobec prawa?
    Na pewno publicysta-polemista Szostkiewicz przystępnie i zgodnie z prawdą wyjaśni, jak to się dzieje w XXI wieku w Polsce, że prokuratura umarzała masowo postępowania w sprawie kościelnych pedofilów, a jak już doszło do sądu to sądy wymierzały kary symboliczne, wesołe i drwiące z cierpienia ofiar: „pół roku w zawieszeniu”. „Mała szkodliwość społeczna” i tak dalej.
    Są kraje, w których sądy skazują biskupów za krycie bandytów konsekrowanych. U nas nie kryli? Zdaje się, że dwudziestu paru biskupów, a może wszyscy – kryli. Który z nich był przesłuchiwany w prokuraturze, który ma sprawę w sądzie i który został skazany, na jaką karę?

    Katolik, jako członek Kościoła kat (wy jesteście Kościołem! – zaśpiewał Lolek) nie odpowiada za swoją organizację i nie ponosi za nią odpowiedzialności? Bardzo ciekawa koncepcja, taka nihilistyczna.
    Chyba się możemy zgodzić: członek PZPR nie ponosi odpowiedzialności za PZPR.
    Zdaje się jednak, że publicysta-polemista Szostkiewicz mów i odpowiedzialności nie moralnej, bo o tym lepiej nie rozmawiajmy tylko o tym jak to miło być katolikiem, a o odpowiedzialności prawnej, karnej.
    W takim razie chyba też się zgodzimy na to z publicystą-polemistą-moralistą, że każdy członek PZPR który nie został prawomocnie skazany za przestępstwa związane z wykorzystywaniem swojej funkcji w partii – bo inną kategorią jest skazanie za kopniak w tyłek sąsiada za to, że obraził żonę członka partii – to jest miły i dobry człowiek.
    A ponieważ tak skazanych członków partii jest śladowa ilość, PZPR to była bardzo miła i dobra organizacja. Dobrze służąca i członkom i Narodowi. Całkiem jak Kościół katolicki.
    Są jednak ludzie, którzy przyłożyli rękę do rozmontowania PZPR, w tym – zdaje się polemista-publicysta Szostkiewicz. Kto szkodzi i niszczy dobrą organizację, nieskazaną wyrokiem sądowym – źle czyni.

    „Porównanie z organizacjami nazistowskimi jest nieodpowiedzialne. Kościół nie stanął przed Trybunałem Norymberskim i nie został uznany za organizację zbrodniczą. takie są prawnicze fakty.”

    Publicysta Szostkiewicz wyjaśnia – na czym polega ta „nieodpowiedzialność”. Robi to z życzliwości, a nawet z odpowiedzialności, gdy bowiem zainteresowane strony będą rozumiały użycie tu użytego terminu „odpowiedzialność”, łatwiej się porozumieją, a nawet mogą się zgodzić. Zaś zgoda buduje, a katolik zawsze dąży do zgody. Chyba, że ma do czynienia ze złem, wtedy do zła nie dąży.

    Panu Szostkiewiczowi coś należy wyjaśnić, bo on tak bardzo jest katolik i tak bardzo jest nietotalitarny, że nie pamięta o tym, że prawie wszyscy naziści i prawie wszyscy zabójcy, mordercy i zbrodniarze III Rzeszy nigdy nie stanęli przed sądem, a jak stanęli ci bardzo nieliczni, to albo byli uwalniani do kary, albo dostawali skromniutkie wyroczki.
    Byli to więc mordercy wyłącznie z powodów technicznych: mordowali. Natomiast pod względem prawnym byli i są to ludzie czyści i grzeczni oraz bardzo mili. „Takie są prawnicze fakty” – orzeka Szostkiewicz, i co im pan zrobisz, hę?

    Wiadomo o tym nadto dobrze, że Kościół kat był wielkim sojusznikiem, zwolennikiem, współpracownikiem i beneficjentem wszelkich faszyzmów Europy oraz nazizmu. Mało: to Kościół kat uwolnił III Rzeszę od powojennego (po I WŚ) ostracyzmu dyplomatycznego i wprowadził Hitlera na salony polityki światowej.

    Na tym drobnym przyczynkiem poprzestanę, ponieważ temat test wielki, dobrze zbadany i jasny dla nieporażonych moralnie i umysłowo ludzi.

    Podsumowując: kto nie siedział w kiciu, ten jest dobry człowiek i kto o nim się brzydko wyrazi, zasługuje na proces o zniesławienie. Nie mówimy więc o mordercach „morderca”, tylko mówimy „stateczny, porządny obywatel, który płaci podatki, jest cenionym specjalistą w swoim fachu, głową rodziny, ojcem dzieciom i jest podporą społeczności”
    Nie mówimy: przestępca, morderca, ludobójca, bandyta i tak dalej.
    Nie mówimy też o konsekrowanych gwałcicielach którzy nie zostali skazani prawomocnymi wyrokami za gwałt, że to gwałciciele, zbrodniarze, bandyci. Mówimy: dobrzy ludzie i porządni księża katoliccy dobrze służący Panu Bogu i Kościołowi kat.
    I od dwóch tysięcy lat pełno jest takich dobrych ludzi, a żaden, poza małą garstką, w ostatnich kilkunastu latach nie został skazany.

    To jest moralnie i poznawczo bardzo ciekawa sprawa: każdy katolik kocha wszystkich ludzi i ich w dodatku szanuje. Ponieważ katolik szanuje, szanuje też prawo bliźniego do sprawiedliwości. Czy może nie szanuje? Cisza, więc biorę ciszę za zgodę. No i wie że co cesarskie – cesarzowi, a że cesarz miał prawo , to prawo szanuje.
    Każdy wyznawca Jezuska wie o tym już od czasów Jezuska, czyli od dość dawna.

    Jak szanuje, to robi co trzeba, żeby każdy konsekrowany gwałciciel każdy kościelny przestępca, włącznie z papieżem i całym przedsiębiorstwem, stawali przed sądem i byli sprawiedliwie skazywani. I to też już robi od dość dawna, a dokładniej od czasów Jezuska. Gdziekolwiek katolik się znalazł , czy to w Judei, Syrii, Egipcie, Grecji czy Rzymie, dbał o sądowe przeprowadzenie sprawy podejrzanych i sprawiedliwą karę. Dbał też o to, żeby prawo było sprawiedliwe, równe dla wszystkich i rychliwe raczej niż nierychliwe. Ponieważ sam był sprawiedliwy i bardzo kochał drugiego człowieka.
    Do tego miał interes, co jest – przyznajmy – wstydliwe, znaczy, mieć interes. Był bowiem katolik bardzo biedny, nierównie biedniejszy od różnych faryzeuszy i innych bogatych, o których jest w niebieskiej książeczce dużo wiadomości. Co prawda, jak ktoś jest bogaty, to ma zaraz wszystko sprzedać i rozdać ubogim, ale takich co rozdawali, nadzwyczaj było mało. Miał więc interes katolik, żeby bogactwo bogatego nie dawało mu przewagi w sądzie.
    Znaczy: równość wszystkich ludzi i Lenin zwycięża!
    Znaczy: od czasów Jezuska mamy równość i demokrację oraz prawa człowieka. To wynika z Jezuska i jego katolika.
    Ale może jednak nie wynika. Bo, jak się tak dobrze zastanowić, to katolik i za Jezuska i po Jezusku nie spieszył się do tych praw człowieka i obywatela ani do „państwa praworządnego” – do którego tak się spieszy katolik Szostkiewicz. Katolik zresztą bardzo lubił mieć niewolnika, lubił też wyrżnąć jakiegoś Saracena, dzikusa w Afryce, Amerykach i większej części Azji. A zaczął od Europy. Co mogło wynikać z pośpiechu – tak mu było spieszno do „państwa praworządnego” i zniesienia zasady odpowiedzialności zbiorowej oraz „faktów prawniczych”.

    W sumie, to jest bardzo dziwne, czemu do czasów Jezuska nie działają prawa człowieka tam, gdzie występuje katolik. Publicysta Szostkiewicz na pewno ma dobrą odpowiedź. Tak dobrą jak powyższa. Albo nawet lepszą.

    „Ale nie ma powodu, by katolicy niczemu niewinni ponosili odpowiedzialność za to, że chodzą do kościoła i dają na tacę. To jest też myślenie totalitarne. „

    „Katolik niczemu niewinny” jest to taki katolik który milczał, gdy działo się zło. Jest to taki katolik, który ze zła czerpał korzyści. To jest taki katolik, który przedkładał swój interes zbawienia w rękach Kościoła kat, gdy proboszcz gwałcił jego dziecko i dowolne inne dziecko, co nie stanowi żadnej różnicy. Swoje rojenia o zbawieniu i pocieszeniu w kościele, przedkładał nad to, że przeciwieństwem pocieszenia jest dręczenie, poniżanie, zadawanie cierpień i gwałcenie. By mieć komfort tak zwanego sumienia i tak zwanej duszy, zamykał oczy i uszy, potępiał nie bandytę, ale własne dziecko: że krzyczało, że płakało, że mówiło i dawało znaki: świętego księdza nie Kościoła nie będziesz opluwał gnoju jeden! Won!
    Gdy dziecko się zabiło wskutek cierpień nie do zniesienia – było potępione przez rodziców, rodzinę, parafię, kler, Kościół kat.
    Tak robili, robią i będą robić ci, co „chodzą do kościoła i dają na tacę”. Dając na tacę nie dają na tacę – Szostkiewicz znowu fałszuje – dają na przedsiębiorstwo i to, co ono robi. Dają też na pedofilów konsekrowanych. Dzięki temu pedofile mają środki na gwałcenie.

    Totalitaryzmem umysłu jest wyłgiwanie się z tego i wmawianie totalitaryzmu innym z powodu ich stanowiska, że katolik jako członek tak zwanej wspólnoty ponosi za nią odpowiedzialność.

    „Zresztą Kościół Powszechny nie jest organizacją typu partii politycznej,…”

    Odpowiedzialność moralna, współwina, wstyd, potępienie, hańba, ohyda, deprawacja, infamia, odpowiedzialność karna – to są wszystko kategorie odnoszące się do
    Kościoła powszechnego”. A odpowiedzialność karna należy też do „państwa praworządnego” – które tak bardzo się podoba Szostkiewiczowi.
    ŻADNEGO znaczenia nie ma to, czy Kościół kat jest partią, czy nie jest partią polityczną. W ogóle podnoszenie tej sprawy jest czynnością manipulacyjną, ma bowiem odwrócić krytyczną uwagę od Kościoła kat, jego związków z polityką i odpowiedzialnością w każdym zakresie, włącznie z kryminalną.

    Podsumowanie:

    Czytając dalsze wynurzenia Szostkiewicza widzi się coraz szerzej i dokładniej, jak bardzo nierzetelnie się zachowuje, jak kręci, jak manipuluje, jak pomija, zasłania, żongluje pojęciami, robi uzurpacje, ślepnie sytuacyjnie i jest ślepy od dawna; jak sobie wybiera co mu wygodne ze sprawy, jak broni złego i uprawia moralny relatywizm – tak potępiany ustnie i tak obficie uprawiany przez Kościół kat.
    Obcowanie z jego myślami i poglądami budzi rosnące poczucie obcowania z czymś mrocznym, skrzywionym i zohydzającym. Szostkiewicz to katolik otwarty.

  57. mag
    20 marca o godz. 17:05

    Pisałam od lat na blogach przy różnych okazjach o św. Maksymilianie Kolbe, że dla mnie to nie tylko obraza rozumu (jak w przypadku każdego „świętego”), ale przede wszystkim coś głęboko amoralnego, niesprawiedliwego i zakłamanego.
    Jego „imperium” prasowe, o którym piszesz, wychowało szeregi młodych nacjonalistów i antysemitów. Jedyny czyn chwalebny – ofiara życia za współwięźnia to przepustka do świętości?

    Tak jest – to właśnie jest przepustką i gwarantem świętości. Jezusek siedzi po prawicy tatusia, więc Maksymilian Kolbe pewnie po lewicy. Ewentualnie stoi przy bozi, a po lewicy siedzi Święty Ojciec Święty, bo nie ma więcej krzeseł niż dwa. Dalsze krzesła są już mało honorowe, a „stać u boku Pana” to bardzo jest honorowe, chociaż można dostać żylaków. Cóż to jednak wobec świętości i Pana.

    Dla porządku dodam, że Kolbe, już w czasie wojny, temu i owemu pomagał, chyba nawet byli wśród nich Żydzi. Nie z tego powodu jednak został świętym, tylko z powodu tego Auschwitz., za czasów kanonizacji zwanego Oświęcimiem.

    Ówże Kolbe, jako wybitny katolicki antysemita, prowadzący w dodatku „dom medialny”, ja dziś powiemy, że tak zatruł wielu ludziom głowy i sumienia, tyle antysemityzmu i nienawiści do Żydów pobudził i uświęcił – robił to bowiem nie jako osoba prywatna i nieznana publicznie, a jako przedstawiciel Świętego Kościoła Katolickiego, że wśród Polaków którzy zamordowali bezpośrednio Żydów w czasie wojny ( i jeszcze po niej) wydali ich gestapo, ograbili, zdradzili i zgwałcili mnóstwo było takich, których do tego pobudził, podjudził, namówił Święty Maksymilian Kolbe. I Święty Kościoła katolickiego Maksymilian Kolbe zapewnił im usprawiedliwienie, moralną czystość, może nawet poczucie świętości czynów. Zaś sumarycznie rzecz traktując, dał im rozgrzeszenie a priori.

    Tak, to jest głęboko amoralne, ohydne, ale i więcej: to działalność zbrodnicza. Mamy w tego skutku Świętego Kościoła katolickiego, na ołtarzach i się doń gorąco modlimy mając udział w jego świętości.
    Publicysta Szostkiewicz mówi zaś, że niewinni są katolicy z powodu, że chodzą do kościoła, (wielbią Świętego Maksymiliana Kolbe, naśladują go) i dają na tacę.

    Czyli, jak zawsze – Pan Jezus już się zbliża….

  58. @Tanaka, inni także
    Litości! Nie za treść za jej rozmiar. Jestem gorącym zwolennikiem rozdziału C.F von Weizsaekera: Język jako informacja. (Jedność przyrody. PIW 1978.).
    Tekst red. Szostkiewicza skomentowałem jako: Łyżka dziegciu w beczce miodu, czy łyżka miodu w beczce dziegciu, ze wskazaniem na drugą część zdania.
    Może warto przypomnieć powiedzenie o optymiście i pesymiście w ocenie połowy butelki wódki.

  59. Tanaczku ,Jest kościół partią czy nie jest.?Otóż działa jak totalitarna partia ,czego skutki widać.A zło polega na tym ,że nie można tej partii sądzić przez władzę państwową.Chętnie opowiem o partii ,jako takiej , którą zaliczam do jednego ze skandali wszechświata.

  60. kris o poranku
    19 marca o godz. 21:49

    W Polsce długo jeszcze nie będzie to realne, ale każde działanie dekonstruujące uroszczenia, szantaże, oszustwa Kościoła kat oraz wzmacniające prawa człowieka i społeczeństwo obywatelskie, zbliża do tego etapu.
    To zbliżenie odbywa się już nie liniowo, jak w dawnych czasach, powiedzmy – umownie – do epoki Oświecenia, a odbywa się po krzywej wznoszącej. To co się dzieje w Polsce teraz, zmienia proporcje pomiędzy wartością X a Y na korzyść tej drugiej. Mówiąc niematematycznie: krzywa się coraz mocniej wykrzywia w górę.
    Czyli: w górę serca! Wznosimy je.., no właśnie, do kogo? Tak jest ! – Wznosimy je do Pana!

    Tak będzie: będzie lepiej.

  61. slima11
    20 marca o godz. 17:31

    Kościół nie jest partią z powodu, że nie ma w nazwie napisane, że jest partią.
    Czy ta krótka odpowiedź wystarczy?

  62. gsj
    20 marca o godz. 17:28

    Połowa butelki wódki może nie wystarczyć wobec tak solidnej organizacji.

  63. Tanaka

    Podpisuję się oburącz pod tym co napisał J. Hartman !

    O mało nie potknęłam się , czytając Szostkiewicza – no cóż, na „zakajannego ” katolika nie ma rady !
    Bo nawet jak niby chce coś dostrzegać, to zawsze jest dodatek „ale ” i zaczyna się udawadnianie, że nie taki diabeł straszny jak się go maluje. Niedobrze się robi !

    Więc dzięki, że zareagowałeś wstępniakiem na te wypociny sąsiada i trafnie go podsumowałeś 🙂

  64. @mag 20 marca o godz. 17:05
    Na temat obu karmelitańskich świętych Teres czytałam sporo. Czytałam również „Dzieje duszy”, czyli dzienniczek nabożnej dzierlatki. Co do hiszpańskiej Teresy, to historia jej życia przypomina powieść łotrzykowską – również produkt specyficznej iberyjskiej kultury. Aż chciałoby się zawołać: to byli czasy 🙂

  65. @Tanaka 20 marca o godz. 17:08

    Rzeczywiście, cały wywód Szostkiewicza aż ocieka fałszem i demagogią, do tego stopnia, że czytając mdłości biorą. Co do zarzutu „totalitaryzmu” – chyba tylko wybiórcza ślepota nie pozwala autorowi dostrzec go PRZEDE WSZYSTKIM w łonie kaka. Kaka NA RAZIE nie został uznany za zbrodniczą organizację, ale i tak pod wieloma względami „wyczerpuje znamiona”.

    Szostkiewicz to „katolik otwarty”. Pięęękny finał 🙂

    Zaraz sprawdzę, co napisał Sławczan, prowokując tę dziwaczną ripostę.

  66. P.S. @mag – i byłam w Avili, nie omijając nawet (wyjątkowo ponurego) Karmelu, czyli fundacji kontrowersyjnej Teresy. Ale bardziej zainteresowała mnie „muralla”, czyli zachowany fragment murów obronnych. Większe wrażenie z zewnątrz robi chyba tylko Toledo.

  67. Zajrzałam na blog Szostkiewicza – gdzie jakiś zawodnik już nawet zdążył uczepić się Tanaki. Ciekawe – bo wszystkie wyrazy poparcia dla „argumentów” A.S. (który jest w tym przypadku po prostu tubą kaka) są pisane tak okropną polszczyzną, że od samego czytania bolą zęby.

  68. Na marginesie
    20 marca o godz. 19:11

    Wpisałem się pod Thomasem, czekam na decyzję cenzora. Onże Thomas raczej nie jest Polakiem, więc niech bardziej będzie ważne, co mówi niż – jak.

  69. Tanaka
    …Już puka do mych drzwi.
    Pospieszę go przywitać
    Z radości serce drży
    O szczęście niepojęte
    Bóg sam odwiedza mnie
    O Jezu wspomóż łaską
    Bym godnie przyjął cię…
    Ta niesłychana egzaltacja, jakby na skraju emocji wręcz „miłosnych”, musiała być wyjątkowo silna, skoro pamiętam z przygotowań do I komunii i słowa, i melodię. I jakiś taki dreszczyk trudny do opisania, a wstydliwy do opowiedzenia wtedy na pewno, a dziś krępujący.
    A co do red. Szostkiewicza to klasyka inteligenta spod znaku Tygodnika Powszechnego i KIK. Kler jest brzydki, kler jest zły, ale nasz, kość z kości i krew z krwi.

  70. mag
    20 marca o godz. 20:23

    Świetnie pamiętasz i ja świetnie pamiętam.
    Gdy się coś takiego wdrukuje w dziecinną główkę, bardzo długo pozostaje.
    Masz rację, jest w tym niesamowita egzaltacja i jest skraj, a może już wprost – emocje miłosne. Takie, jakie się ma do mamusi i tatusia. Bo to też wyraz radości z bycia – szczęśliwym! – dzieckiem, a gdy dziecko nieszczęśliwe, to wyraz tęsknoty do szczęścia, przynależności, opieki i tego, żeby ktoś to nieszczęśliwe dziecko pokochał.

    Jako wyraz dziecięcego stanu umysłu, nic w tym złego, a nawet to dobrze. Ale to nie tylko swobodny wyraz dziecka, to bowiem już jest pułapka na nie zastawiona: ono, na etapie dziecka jeszcze sobie tego nie uświadamiając, ma się kierować ku Jezuskowi. Zaś za tym słodkim mamusiotatusiem (dżender!, bo dla dziecka Jezusek nie jest mężczyzną ani Ojcem, a uosobieniem łącznym) już stoi proboszcz, parafia, katecheza, spowiedź: jesteś grzeszny, brudny, obraziłeś Pana Boga następującymi grzechami…!

    I takie dziecko już jest złapane w sieć, nic o tym na początku nie wiedząc. A łapane jest, gdy nie uświadamia sobie tego, że jest na nie polowanie, gdy ma najczulszą, najdelikatniejszą, najczystszą najpiękniejszą psychikę i ciało. Jest, dosłownie, choć przeciw religii – aniołem. I wtedy te potwory polują i zabijają dziecko w dziecku, zabijają jego wolny, własny rozwój. To jest bandytyzm, to gangsteryzm moralny, odrażające zniewolenie, kradzież człowieka.

  71. mag
    20 marca o godz. 20:23

    Jeśli te zmyły, wyparcia, pomijania, odwracania kota ogonem, wydłubywania, krętactwa i moralny relatywizm są tu typowe dla „katolika otwartego”, niech będzie, że tylko znad Wisły – to dobrze wiedzieć. Nie ma to jak wiedzieć co to takiego ten otwarty katolik, który jest zamknięty.

    Coś mnie kusi, nie od dziś, żeby napisać wstępniaka o Tischnerze, tym świetle „kościoła ewangelicznego”. Publicysta-polemista umieścił go na krótkiej liście cudnych katolików. Nie umieścił wyznawcy tego cudnego katolika – Wojtyły, który był też bodaj bratem-łatą cudnego oraz jego mistrzem, albo jakoś tak.
    Może chodzi o to, że Wojtyła to biskup. a nawet papież, a nawet Święty Ojciec Święty, a nawet Lolek giewontowy i nasz milusiński, bo co złego to biskupi, wedle Szostkiewicza? Nie, nein, nicht schissen i nawet nielzja oraz niemożliwe, żeby dlatego.

  72. Tanaka
    20 marca o godz. 20:41

    Zaglądnąłem przed koniecznym wczesnym spaniem. W punkt, Tanako. Akurat ten temat mi siedzi, z przerwami, w głowie od ostatniego nowiu. Wymarzyłem więc sobie, że państwo wprowadza twardy rygor: nauka religii nie za zgodą rodziców od żłobka, lecz za zgodą tych, którzy po ukończeniu 18. lat zechcą nią być objęci. Chrzest też, rzecz jasna, jak u ŚJ czy baptystów – tylko dorosłych. Spokojnoj noczi.

  73. @Na marginesie
    „są pisane tak okropną polszczyzną”
    Wiem dobrze że bardzo żle piszę po polsku. Ale wydaje mi się że trochę więcej tolerancji do obcokrajowców którzy żle piszą w języku Pana byłoby miło. I tak żle nie może być skoro Pan dobrze zrozumiał że popieram pana Szostkiewicza czyli zachodne wartości jak tolerancję do różnych religii.

    Polska obowiązała się otworzyć granicy bo jesteście w UE. Z związku z tym nie można uniknąć sytuacja że obcokrajowcy (jak np. ja) zaczynają się interesować polską kulturą. Przepraszam za to! Jestem pewny gdyby cała polska kultura byłaby taka nietolerancjna jak w tekscie pani Tanaka to jak najszybciej spróbowałem zapomniać wszystkie polskie słowa które do tej pory sie nauczyłem i poza tym spróbowałbym zapomniać że w ogóle nauczyłem się polskiego. Ale tak nie jest bo wiekszość Polaków jest tolerancjna i akceptuje wierzacych i niewierzcych tak jak u nas na zachodzie. Po prostu Europa.

  74. wbocek
    20 marca o godz. 20:52

    Pombocku, 18 lat to zdecydowanie za wcześnie! Do tego rodzaju decyzji potrzeba okrzepłej psychiki i dobrze, dojrzale pracującego umysłu o szerokiej wiedzy i sporym doświadczeniu. W tym doświadczeniu rozpoznawania manipulantów i oszustów.
    18 lat to wiek dla robienia z dzieciaka wojaka i wysłania go do zabijania, albo żeby był trup. To też wiek do głosowania, ale tylko czynnego, bo do biernego jest już granica bodaj 24 lata. Trzeba być troszkę choć dojrzałym, by się do urzędu i władzy nadać, gdy wybiorą. Głosować można głupio i dać się robić w bambuko, więc partie to robią i te 18 lat pasuje.

    W sprawie wyboru religii, moim zdaniem – nie mniej niż 35 lat.
    Tak sobie zażartowałem. Kto bowiem dojrzały w tym wieku da się tak zmanipulować by pójść na te katolickie bajędy – śladowy procent wobec tych, co zostali ukradzeni już w czasie chrztu gdy byli oseskami.
    Wtedy jednak – może, taka wesoła hipoteza – byłby z tego „kościół ewangeliczny”, jak sobie roi publicysta Szostkiewicz.

  75. Thomas
    20 marca o godz. 20:59

    Skoro ty jesteś, tu odpowiem, na komentarz do mojego wstępniaka umieszczony na blogu Szostkiewicza.

    Tytułem porządku: nie jestem pani Tanaka, tylko, w zasadzie pan Tanaka. Ale jak wolisz, może być i pani. Nie jestem, jak to mówią, obrzydliwy. Dżender mi się podoba, a pedały to fajne chłopaki. Hartmanowi też się podobają, o czym machnął właśnie wstępniaka.

  76. @Thomas
    20 marca o godz. 20:59
    popieram pana Szostkiewicza czyli zachodne wartości jak tolerancję do różnych religii.
    Tolerancja dla islamu też?

  77. Thomas
    20 marca o godz. 20:59

    Thomasie, tu nie chodzi o akceptowanie lub nie. Pewnie większość współczesnych ateistów pochodzi z wierzących rodzin, więc nie tyle jest w nich nietolerancja wobec Bogu ducha winnych wiernych – bo w czym oni komu szkodzą swoją wiarą? – ile wobec samej oszukańczej idei jakiejś nadprzyrodzoności oraz wobec żerujących na tej idei kościelnych oszustów. Ale i ta ateistyczna postawa nie byłaby aż tak widoczna w internecie (bo ona jest raczej w internecie i w politycznych bojach niż w codziennym życiu), gdyby nie szarogęsienie się feudalnego Kościoła w Polsce, raczej niespotykane w zachodniej Europie. Rozróżniajmy przyczyny i skutki. Teksty pana Hartmana i Tanaki to nie przyczyna, lecz skutek zachowań rozbisurmanionego Kościoła. To nie śmieszna garstka ateistów, lecz Polski Kościół katolicki jest najbardziej nietolerancyjnym, roszczeniowym, wszechwładnym ciałem w Polsce.

  78. Szary Kot
    20 marca o godz. 15:23

    nie wiem jak Ty, ale ja nie spotkałem ani jednego katolika, który zostałby nim z własnej woli.
    Chrzest w niemowlęctwie, potem systematyczne i zmasowane pranie mózgu.
    Niektórym udaje się z tego wyjść innym jest trudniej. Tym ostatnim trzeba raczej dodawać sił, żeby mogli sobie poradzić z uzależnieniem psychicznym, zamiast wpychać ich w poczucie winy.

  79. Tanaka
    20 marca o godz. 21:08

    Ty sobie zażartowałeś 35. latami, a ja – osiemnastoma. Teraz bez żartów: człowiek zaczyna się dla mnie po pięćdziesiątce. I panie, i panowie. Branocka. Kurde, znów coś wpadnie i zasnę dopiero nad ranem.

  80. Na marginesie
    20 marca o godz. 16:33

    A czego konkretnie miałby wstydzić się Hartman?

    Głupoty, agresji i pozerstwa.

  81. Thomas
    20 marca o godz. 20:59

    „Jestem trochę smutny czytając to co Tanaka tam pisze. To bardzo nie fajny. To już nie dyskusja.”
    Nie rozumiem, co masz na myśli pisząc „to bardzo nie fajny”. Czy możesz to objaśnić?
    Jeśli chodzi o „dyskusję” to nie było dyskusji Szostkiewicza z Hartmanem. Szostkiewicz pominął większą część i sensu i zawartości i pytań Hartmana. To nawet nie była odpowiedź, choć dał taki tytuł, a kilka chaotycznych i czepialskich uwag na kanwie tekstu Hartmana.

    Ja nie pisałem „odpowiedzi do Szostkiewicza” a odpowiedź na jego tekst. Odniosłem się do jego tekstu, akapit po akapicie, choć nie zdanie po zdaniu. Tekst byłby ze 3 razy dłuższy, a do tego pewne zmęczyłby czytelnika. Odkręcanie tego co Szostkiewicz zaplątał, urościł, zmylił, zafałszował, pozasłaniał, pominął i tak dalej, to kawał roboty i nie dla każdego czytelnika. Ale mój wstępniak w sumie jest wystarczająco obszerny i ma dość treści.

    „Przepraszam, może nie jestem u szczytu dyskucji i fatalnie żle piszę po polsku. Moim zdaniem jest straszne co Episkopat mówił.
    Ale jeśli dobrze rozumiem to chodzi panu Szostkiewiczowi o to bronić konkretnych ludzi a nie kościoła. On często krytykuje KK i broni cały czas mniejszości np. Zydów, ateistów, lesbiki i inne grupy. Tu bronił katolików. Ale nie wszystkich tylko niektórych! Nazwiska niektórych dodał. Kwintesencja jest że nie dobrze jest potępiać wszystkich”

    Zgadzam się: to straszne, co episkopat mówił. mówi, robił i robi. Nie, nie straszne: monstrualne! A poza tym – bezdennie prostackie, cyniczne, bezczelne i głupie. Ci biskupi gardzą ofiarami, gardzą wiedzą, a wielbią siebie.

    Nie zajmuje mnie tu, czy Szostkiewicz broni lesbijek a nawet ateistów. O czym innym pisałem i nie o tym pisał Szostkiewicz.

    Hartman stwierdza, że wstyd być katolikem. I obszernie uzasadnia, dlaczego. Robio to celnie, dogłębnie trafnie i nieodarcie. Reakcja Szostkiewicza, mająca bronić (niektórego) katolika jest licha,pokrętna, obłudna i zakłamana. Do tego czepialska, ale to już sprawa Hartmana czy dla niego to jest czepialskie, nie moja. Ja to mam za czepialstwo z braku agumentów. To czepialstwo zresztą stawia Szostkiwicz na granicy pomówienia o totalitarne praktyki. Odkładam to na margines.

    Szostkiewicz broni nie wiadomo kogo, czego i z jakiego powodu. Kręci między Kościołem katolickim, Kościłem jako hierarchią, „Kościołem instytucjonalnym” Kościołem jako – ha,ha! – „wspólnotą wiernych”, „kościołem ewangelicznym”, „kościołem ekumenicznym” „kościołem otwartym”,
    „Kościołem jako wspólnotą wiernych” i tak dalej. Jak mu pasuje, to mówi i jednym, jak nie pasuje, to o czwartym, siódmym, a potem drugim.

    Nie ma żadnego innego Kościoła katolickiego jak Kościół katolicki. Nie ma też Kościoła jako „wspólnoty wiernych” rozumianego rozdzielne od kleru i hierarchii. Wszyscy razem to jeden i ten sam Kościół, co jest prawdą tylko w słowie, bo nie w realu. W reali Kościół to firma, hierarchia, papież, kler. Wierni to barany – „lud boży”. Barany pasie pasterz: kler, biskupi i papież.

    Wszyscy katolicy należący do Kościoła katolickiego ponoszą odpowiedzialność za to jak działa. Jak nie chce jakiś katolik ponosić odpowiedzialności za organizację do której należy – i się przyznaje! – może się wypisać. Może mówić paciorki i rozmawiać ze swoim bozią w domu, w parku, na łące, w tramwaju, nie musi w kościele.

    Teza, że można być członkiem organizacji (a katolik jest członkiem dobrowolnym, nie przymusowym) i nie ponosić z tego tytułu żadnej odpowiedzialności za organizację, to teza infantylna i teza cyniczna. to teza: co złego to nie ja, to Józek!
    Kto więc ponosi odpowiedzialność za organizację?

    Szostkiewicz coś napomykał o totalitaryzmie i nazizmie. Tak się własnie totalitaryści i naziści tłumaczą: ja tylko wypełniałem rozkazy! Ja nic nie wiedziałem! To inni gwałcili i zabijali!
    Szostkiewicz używa tego rodzaju tłumaczeń.
    Szostkiewicz wymienia krótką listę „ewangelicznych katolików”. zasłaniając nią resztę katolików. Wymienił – ilu – dziesięciu? A nie wyumienił ilu pozostałych „ewangelicznych” – dziesięciu tysięcy, stu tysięcy, miliona? Ilu ich jest, zapytałem retorycznie. Szostkiewicz nie wie. „Milion” to może być rojenie, sen o potędze. W Polsce 35 milionów ludzi to katolicy. Na świecie to jakieś miliard czterysta milionów, lub coś koło tego. Mówię o wielkościach współczesnych.
    To jakiś żart – milion tysiąca czterystu razy więcej? Bozia, Jezusek, cały katolicyzm stać tylko na tylu porządnych katolików?
    W istocie, nie o dokładną liczbę chodzi. Chodzi o to, że katolicyzm nie jest w stanie wyprodukować więcej niż garstkę wśród siebie takich „ewangelicznych”. Żałosne i świadczące o katolicyzmie.

    Ten

  82. pombocek
    20 marca o godz. 16:09

    Ten blog nie jest adresowany do katolików

    Niech zgadnę.
    Jest adresowany do tych, którzy mają na ich tle obsesję?

  83. EAR2
    20 marca o godz. 12:21

    To nie polemika, ale jakiś bełkotliwy tasiemiec.

    Przez grzeczność nie przeczę 😉

  84. @wbocek
    Jeszcze raz spróbuje: Ja potepiam kosciól katolicki. Mam duzy niechcec do ludzi jak do Rydzyk albo do Nysza. Nie lubie JPII. Popieram Pana argument ze KK zaczynal „klotnia” a nie ludzie jak pan prof Hartman. To calkiem prawda moim zdaniem. Ja nie chce w ogóle bronic to co robi kosciól jako instytucja ani to co robia biskupy.

    Tylko bronie katolików –> niektórych. Pan Tanaka i Jaroslaw Kaczynski mysla w kategoriach grup. Zaleznosc do grup jest dla nich wazne nie sytuacji czlowieka ktory zyje w swoim otoczeniu.

  85. @Ewa-Joanna
    Tak oczywiscie tolerancja dla muzelmanów tez popieram. Sa bardzo fajni ludzie. Ale islam nie popieram oczywiscie.

  86. Thomas
    20 marca o godz. 20:59

    Dokończę, krótko, nie mam już ochoty pisać następnego wstępniaka.

    Szostkiewicz broni katolika co ” chodzi do kościoła i daje na tacę”, bo Hartman mówi, że ma powody do wstydu.
    Kto milczy, zgadza się na zło. Zło i zbrodnia w Kościele kat jest IMMANENTNE. Religia jest oparta na fałszu założycielskim, a co jest z urodzenia złe, złe daje owoce. O tym jest w niebieskiej książeczce, którą Szostkiewicz zna na pamięć.
    On, oczywiście, uważa, że nie było założycielskiego fałszu, bo bozia, Jezusek i cała reszta „Słowa Bożego” to Prawda. To bez znaczenia. Ponieważ niebieska książeczka mówi „po owocach ich poznacie”. To działa w tył: masz zgniłe owoce, wiesz, że drzewo jest chore.
    Jeszcze raz: kto milczy, zgadza się na zło. Katolicy – wszyscy poza dwoma – milczeli. odwracali oczy. „Dawali na tacę”, czyli nie na tacę, jak kręci Szostkiewicz: forsa z tacy nie była wywalana do śmietnika, tylko dawali na biskupów – na których się obłudnie krzywi Szostkiewicz, na „Kościół instytucjonalny” – na który obłudnie się krzywi Szostkiewicz, na Kościół katolicki „nieewangeliczny” – który się nie podoba Szostkiewiczowi i na „kościół ewangeliczny” – który mu się podoba. Na całe to permamentne, niezmierzone, monstrualne, konstytutywne zło i zbrodnie o których pisze Hartman i ja dodaję, szła ta forsa „z tacy”. Też na pedofilów konsekrowanych. Dzięki tej forsie mieli środki działania.
    KAŻDY katolik jest współodpowiedzialny i każdy ponosi część winy. A że winy są monstrualne i przestępstwa Kościoła są permanentne, a nie chwilowe, lokalne i przypadkowe – każdy katolik jest współwinny a nie tylko ten z Bostonu czy Dublina.

    Hartman nie oczekuje, że każdy katolik zostanie wsadzony do mamra. On mówi, być katolikiem (z podanych powodów) to wstyd. ma rację Nie ma racji Szostkiewicz i bardzo marnie swoją obronę rzekomo niczemu nie winnego katolika prowadzi. Żąda nienależnego.

  87. Thomas
    20 marca o godz. 22:22

    Tylko bronie katolików –> niektórych. Pan Tanaka i Jaroslaw Kaczynski mysla w kategoriach grup. Zaleznosc do grup jest dla nich wazne nie sytuacji czlowieka ktory zyje w swoim otoczeniu.

    Łącząc mnie z Kaczyńskim, już zrobiłeś grupę. Myślisz więc „w kategoriach grup” – jak sam mówisz, choć nie o sobie.
    Jeśli zamierzasz rozmawiać a nie pleść, przeczytaj porządnie co napisałem.

  88. Na marginesie
    20 marca o godz. 19:11
    „Zawodnik” piszący nieskładną polszczyzną najprawdopodobniej
    poznał ją jako dziecko, potem, przez lata jej nie używał…
    Pisze jak umie. Jest też inny „zawodnik”, który pisze niemal podobnie lub gorzej ,a jednak jest tolerowany…
    Proszę posłuchać np. radia TOK FM. Tam występują niemal jak na taśmie „zawodnicy” z tytułami doktora czy profesora i nie umieją poprawnie się wysłowić lub powiedzieć płynnie dwóch zdań w ojczystym języku – mam na myśli język polski.

  89. @Thomas 20 marca o godz. 20:59

    „Polska obowiązała się otworzyć granicy bo jesteście w UE.”

    Nie dość, że nie umiesz się sensownie wysłowić, ale poza tym jeszcze plączesz pojęcia. Nie wiem, jaką „polską kulturą” pragnąłbyś się tu zainteresować. Język jest nieodłącznym elementem każdej kultury. Poza tym o czym według ciebie miałby świadczyć fakt otwarcia granic? O tym, że szeregowy wyznawca totalitarnej struktury nie wspiera tej struktury i nie ma powodu się wstydzić, że należy do mafijnej „wspólnoty”? To ostatnie to bzdura, niezależnie od otwarcia granic.

  90. @zezem 20 marca o godz. 22:48

    Jeśli zawodnik nie włada biegle polszczyzną, to może niech się wypowie w innym języku? Sądzisz, że jeśli przemówi językiem, który zna, to jego wypowiedzi będą miały więcej sensu?

    Myślę, że wątpię. I o to mi chodziło. Przypomnę, że dostrzegłam związek między poparciem dla redaktora Szostkiewicza (który moim zdaniem jest wyłącznie tubą kaka) a bezradnością językową popierających. Można z tego faktu wysnuć różne dalsze wnioski, ale ja pozostawiłam wnioski czytaczom.

  91. @Pana Tanaka
    Pan zapytal: „Co masz na myśli pisząc ‚to bardzo nie fajny’. Czy możesz to objaśnić?”

    Chetnie. „Nie fajnie” jest insynuować komus ze chce zle celowo. Insynuje Pan panu Szostkiewiczowi ze manipuluje ludzmi.

    „zabieg manipulacyjny”
    „wykonał tym manipulację”

    Mozna nie zgadzac sie z tekstem ale miec pretencje ze jest manipulacja to znaczy ze pan Sz. ma zle intencji. Skad Pan wie jakie intencji ma pan Szostkiewicz? Z tekstu to nie wynika w ogóle (dla mnie wynika nawet ze ma same dobrych intencji).

    Najgorszy jest to:
    „to jakiś brak powagi i etyki”
    „powiedział nieprawdę, która wypełnia znamiona kłamstwa”
    „świadomie i dobrowolnie nieprawdę powiedział”
    „Zrobił to, by wytworzyć miły sobie obraz”

    Mowic ze klamie tez nie fajnie, bo skad Pan wie czy pan Sz. mowi nieprawdy albo klamie. Czy celowo klamie czy moze nie wie lepiej albo nie rozumie ALBO -> ma inne doswiadczenia niz Pan. Co zreszta Pan sam sugeruje kilka razy Pan pisze ze pan Sz. nie rozumie dobrze o co chodzi. Wiec jesli jest podobno tak glupi jak Pan sugeruje – to smieszne brak slow – dlaczego Pan sugeruje ze on manipuluje. Mam wrazenie ze sam Pan chyba nie wie jak najlepiej obrazac go, czy lepiej mowic ze jest zly czy glupi.
    ——————————–
    „Szostkiewicz […] kręci między Kościołem katolickim, Kościłem jako hierarchią, „Kościołem instytucjonalnym” Kościołem jako – ha,ha! – „wspólnotą wiernych”, „kościołem ewangelicznym”, „kościołem ekumenicznym” „kościołem otwartym””

    Tak! Jest calkiem normalne najpierw pisac o co konkretnie chodzi. Kazda dorba analyza na temat kosciola tak zaczyna. To nie krecanie tylko dokładność ktora brakuje w tekscie Pana. To Pan kreci caly czas.

    W kosciele sa rozne grupy ktore zajmuja sie calkiem innymi sprawami. Niektorzy pomagaja biednym, inni modla sie caly czas, sa ci ktorzy szukaja wladze, inni opiekuja sie alkoholikom, jeszcze inni – tak jest niestety – szukaja ofiarow. A duza grupa chce po prostu byc razem w grupie z ludzmi na wsi i oni ida na msze zeby pózniej moga pic piwko z kolegami na wsi. To tez kosciol. Czy oni sa wszyscy kryminalistami i baranami?

    W sumie Pan jest wrogiem ludzkosci bo pan in gremio potepia miliard ludzi w roznych krajach, kontynentach, rozne kultury rozne ludzkie doswiaczenia zyciowe.

  92. Myślę, że kaka-ludek jest tak wdrożony w praktykę niemyślenia, że nie dostrzega związku między własnym postępowaniem a „pasterzami” którzy z urzędu „formatują” mu sumienie – bo na własne go nie stać („indywidualne sumienie jest aberracją” – zapodał jeden z papieży). Ludek nie widzi nic niewłaściwego w tej sytuacji i całkiem dobrze czuje się w roli trzody. Trzoda spowiada się regularnie, niezmiennie otrzymuje rozgrzeszenie, jest odmóżdżona i nie przyswaja pojęcia odpowiedzialności. Dlaczego miałaby się czegoś wstydzić? No co ten Hartman?

  93. Ja napisalem ze
    „Pan Tanaka i Jaroslaw Kaczynski mysla w kategoriach grup. Zaleznosc do grup jest dla nich wazne nie sytuacji czlowieka ktory zyje w swoim otoczeniu.”

    „Łącząc mnie z Kaczyńskim, już zrobiłeś grupę.”

    Jest tak. K. jest nietolerancjny i Pan tez. To oczywiscie. Ale to zadna grupa tylko dwie osoby który maja te same cechy. Nietolerancja i brak otwartosci, radykalne poglady ktore nie pasuja do demokracji. Grupa to ateisci, albo PiSiory, albo dziennikarzy.

  94. Na marginesie
    20 marca o godz. 23:15
    Sądzisz, że jeśli przemówi językiem, który zna, to jego wypowiedzi będą miały więcej sensu?
    Tego wykluczyć nie można. Z tym ,że gdyby napisał w języku , którym lepiej operuje, poniósłby się zarzut (był takowy!) ,że to polski blog.
    Tak ogólnie który wpis ma sens bądź nie, należy pozostawić ocenie każdego , kto czyta ten czy inny komentarz.
    Jedni twierdzą ,że bełkot inni są zachwyceni – na zasadzie jednemu śmierdzą skarpetki inny mówi, że to zapach sera.

  95. @Thomas 20 marca o godz. 23:15

    Nie dosyć, że zarzucasz Tanace dokładnie to, czego jak sam twierdzisz nie wolno ludziom (Szostkiewiczowi) zarzucać, to jeszcze w dodatku stosujesz „argument” typu „miliony much nie mogą się mylić”. Czyżbyś w ten sposób sugerował, że kaka to jest coś w rodzaju g…? A fe, a fe!

  96. @zezem 20 marca o godz. 23:28
    Tak ogólnie który wpis ma sens bądź nie, należy pozostawić ocenie każdego , kto czyta ten czy inny komentarz.
    Oczywiście, przy czym każdy kto czyta ma prawo wyrazić swoją opinię o przeczytanym. Nawet ja.

  97. @Thomas 20 marca o godz. 23:27

    Nietolerancja i brak otwartosci, radykalne poglady ktore nie pasuja do demokracji.

    Właśnie dlatego totalitarne struktury typu kaka są niekompatybilne z demokratycznym społeczeństwem.

  98. @Na marginesie

    Pan napisal: „Nie dość, że nie umiesz się sensownie wysłowić, ale poza tym jeszcze plączesz pojęcia. Nie wiem, jaką ‚polską kulturą’ pragnąłbyś się tu zainteresować.”

    No interesuje sie polska muzyka, czytam polskie ksiazki historyczne, gazety jak Polityke, Szczypiorskiego czytalem (ale po niemiecku). Po polsku, Chwina, Hanne Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”, Medialony. Lubie tez polskie imprezy :-), jedzenie, polskie zabytki i miasta sa swietne, ludzi oczywiscie bardzo lubie, mam mnostwo fajnych kolegów w Polsce. Czy to odpowiada na Pana pytania?

  99. @Thomas 20 marca o godz. 23:46

    To nie było pytanie, tylko stwierdzenie „nie wiem, jaką polską kulturą… itd.” Dalej stwierdziłam, że kultura raczej nie istnieje bez języka. Literatura, jedzenie, zabytki, przyjaciele… no świetnie, ale to raczej nie ma bezpośredniego związku z ideologią kaka ani zasadami demokracji. A ja nie jestem panem, tylko panią.

    Więc już teraz chyba wszystko jasne. Dobranoc.

  100. @zezem
    „„Zawodnik” piszący nieskładną polszczyzną najprawdopodobniej
    poznał ją jako dziecko, potem, przez lata jej nie używał…”

    Nie, zle Pan mysli. Od kiedy mialem 30 lat dopiero, mama Niemka, tata Niemiec.

    „Jeśli zawodnik nie włada biegle polszczyzną, to może niech się wypowie w innym języku?”

    Pas de problème. Si vous voulez, je sais bien m’exprimer en francais. J’habite près de la frontière belge puis c’est pour nous normal que l’on parle plusieurs langues.

    Nederlands is ook en moie taal. Ik hou van Nederland om dat de Nederlanders geel tolerant zijn gewest. Maar nu ook niet meer. Et is jamer.

    Or English if you wish there is no problem to speak english I assume that your english skills are far much better than mine but we could give it a try.

    Deutsch, jawohl ja ja auch.

    Póg mo thóin, ide spac 🙂

  101. Thomas
    20 marca o godz. 23:15

    Owszem, często ma znaczenie, czy pisze się lub mówi głupoty niechcący czy też celowo, bo jest różnica między niezrozumieniem a cynizmem. Sugerowanie jednak, że red. Szostkiewicz mógł mieć inne intencje to kiepska obrona, raczej niedźwiedzia przysługa, bo jego narzędziem pracy jest pióro i w pełni odpowiada za to, co pisze. Nie może się tłumaczyć, że nie o to chodziło i bez sensu to robić w jego imieniu.

    Czy pisałeś wcześniej jako Thomas z Niemiec? To już masz wystarczająco twardą skórę na ten blog. 🙂 Piszesz ciekawie i życzliwie. Pozdrawiam.

  102. Thomas
    20 marca o godz. 23:15

    W kosciele sa rozne grupy ktore zajmuja sie calkiem innymi sprawami. Niektorzy pomagaja biednym, inni modla sie caly czas, sa ci ktorzy szukaja wladze, inni opiekuja sie alkoholikom, jeszcze inni – tak jest niestety – szukaja ofiarow. A duza grupa chce po prostu byc razem w grupie z ludzmi na wsi i oni ida na msze zeby pózniej moga pic piwko z kolegami na wsi. To tez kosciol. Czy oni sa wszyscy kryminalistami i baranami?

    W Kościele mogą sobie być „różne grupy które zajmują się całkiem różnymi sprawami” , to bez znaczenia dla sprawy odpowiedzialności. Bez znaczenia jest też to, ilu z nich to barany.
    Każdy katolik w Kościele kat odpowiada za swoją organizację. W ramach każdej podgrupy w Kościele kat w której jest i w ramach grupy głównej – samego Kościoła kat.

    O pedofilii kleru wiedzieli wszyscy, może z drobnymi wyjątkami żyjących na pustyni Szymonów Słupników. Wiedzieli, wiedzą, będą wiedzieć też o innych zbrodniach, przestępstwach, złu, w ramach tejże samej całości zbioru katolików – może z pominięciem Szymona Słupnika, ale to już bardzo wątpliwe.

    Milczeli. Ponoszą odpowiedzialność za milczenie. Milczenie oznacza zgodę. Zgadzali się.
    Rodzice zdradzali własne dzieci, wybierając własny interes, interes gwałcącego ich dziecko konsekrowanego bandyty i Kościoła kat. Są współwinni zbrodni.

    Powtórzę. bo i to pominąłeś z wygody dla własnej wypowiedzi: o pedofilii Jankowskiego powszechnie wiedziano i w parafii i w mieście. Była zmowa milczenia, tak samo tych których broni Szostkiewicz, co to „tylko chodzą do kościoła i dają na tacę” – więc, według Szostkiewicza – niczemu nie są winni.
    Nie „dawali na tacę” tylko dawali na pedofila Jankowskiego, wspierali go swoimi pieniędzmi. tymi pieniędzmi opłacali też biskupa, który krył pedofila. Tymi pieniędzmi z tacy opłacali wojny i rzezie, jakie urządzał Kościół kat.

    Ci co głosowali na Hitlera są współwinni jego zbrodni. Ci, co się nie sprzeciwiali, są współwinni. Różnica między Hitlerem a Kościołem kat XX wieku i XXI wieku jest taka, że za sprzeciw Hitler mógł zabić i bywało, że to robił. Kościół kat w XX wieku nie zabijał. Już nie zabijał. Katolik miał więc luksus protestowania, ale nie protestował. Odnosił korzyści z milczenia.

    To samo i te same zasady dotyczą katolików na całym świecie i w każdym czasie.

    Wystarczy. Proszę się do tego ściśle i konkretnie odnieść. Nie będę po raz kolejny tego powtarzał.

  103. Thomas
    20 marca o godz. 23:59

    Jeśli jest problem z mówieniem po polsku oraz znajomości polskich realiów, to rozumiem. Natomiast nie powinno być problemu z myśleniem.

  104. Thomas
    20 marca o godz. 23:59
    Dobre poczucie humoru. I skoro i Mama i Tata Niemcy to gratuluję opanowania języka polskiego.
    Proszę się nie zrażać, jak pisze @Szary Kot, niekiedy trzeba mieć twardą (tu!) skórę i jak mówi niemieckie porzekadło: Übung macht Meister.

  105. Tanaka
    21 marca o godz. 0:27
    Bardzo radykalne podejście i osąd.
    W ten sposób można powiedzieć np. o byłych członkach PZPR lub innej grupie wyznaniowej .Czy będzie to prawdziwe?

  106. I z całej tej dyskusji na trzech blogach wynika jedno:
    Wiedzieli. Milczeli. Ponoszą odpowiedzialność za milczenie. Milczenie oznacza zgodę. Zgadzali się. Są wspólwinni.
    I więcej nie trzeba

  107. Thomas
    Je lis souvent vos commentaires et je les trouve extremêment sensés. Il se trouve aussi que je partage vos idées mais ce que j’admire le plus c’est votre capacité de conserver le calme au milieu d’un orage. Bravo! Ne vous découragez pas si on vous reproche un manque de jugeote – c’est devenu l’habitude de certains ici présents quand ils voient une opinion contraire à la leur ou quand ils sont à bout de leurs ressources intellectuelles.

  108. Errata: extrêmement

  109. kruk
    21 marca o godz. 1:14

    Fajny figiel 🙂

  110. @Szary Kot
    21 marca o godz. 1:43
    Niezupełnie.

  111. zezem
    21 marca o godz. 0:49

    A co w tym radykalnego? To podstawowa zasada i do tego uniwersalna: jesteś częścią grupy, w dodatku nie z musu, a żywej i radosnej chęci (czyż nie tak mają katolicy co mają te wszystkie swoje śliczności, cudności i radości?), to jesteś za nią współodpowiedzialny.
    Powszechność zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego nie zaczęła się od Czterech Muszkieterów tylko głębokich początkach ludzkości. Nawet wcześniej: zwierzęta stadne tak mają.
    Zasada miewa swoje wyjątki, te jednak wymagają jakiegoś opisania.

    O członkach PZPR-u wyżej dokładnie napisałem. Takie same zasady ich też dotyczą.
    Szostkiewicz w swojej dwulicowej mowie stwierdził, że Kościół kat nie był sądzony w Norymberdze, więc od strony prawniczej jest czysty i niewinny.
    Powinien był być sądzony, może zostałby oczyszczony? A może skazany za wielkie winy. Nie został w ogóle poddany procedurze weryfikacji, bo sąd to właśnie taka procedura: czy ten co nam się zdaje, że jest winny jest winny, czy nie jest.

    Szostkiewicz wie, że PRAWIE ŻADEN przestępca i zbrodniarz III Rzeszy nie został osądzony, bo w ogóle osądzono jakąś śladową ilość, a z osądzonych wielu dostało żałośnie niskie kary.
    Wie też, że naziści, ci przestępcy i ci zbrodniarze stali się bardzo ważnym elementem składowym państwa niemieckiego po wojnie.
    To samo dotyczyło faszystów włoskich, hiszpańskich, chorwackich i innych.

    Wiedząc to, w ogóle ma śmiałość, a właściwie czelność używać argumentu, że Kościół kat nie był sądzony? To ohydne.

    Skoro jednak używa takiego argumentu, że nie był sądzony, to pojawia się kwestia tego, że fakty zbrodni Kościoła kat są niepodważalne, więc zbrodnia uniknęła kary. Jaka jest tego ocena niekryminalna? Co to oznacza dla obowiązku katolika, gdy stoi wobec nieosądzonej zbrodni, a tu mowa nie o zbrodni z czasów III Rzesz tylko, ale o sumie – dwóch tysięcy lat?
    Szostkiewicz z wierzchu przyznaje, że „wielu wiedziało i wielu nie wybiela”, co jest bzdurą: nie żadnych „wielu nie wybiela” tylko odwrotnie: bardzo wielu wybiela, relatywizuje, chowa, udaje, że ich to nie dotyczy. To jest tylko werbalne przyznanie ze strony Szostkiewicza, bo z kolei wybiela tych ponoć niewinnych niczemu katolików, co „chodzą tylko do kościoła i dają na tacę”.

    Ponieważ jednak Szostkiewicz użył argumentu, że Kościół kat nie był sądzony, to analogicznie jest z PZPR: nie była sądzona. Nie byli też sądzeni jej członkowie z tego, co w niej robili. Są więc pod względem prawnym niewinni, czyści, porządni obywatele, jeden w drugiego.
    Szostkiewicz zaś zrobił to i owo, żeby się PZPR rozpadła, czyż nie? Chwali się co i raz, że go Jaruzelski do pierdla wsadził – za niewinność, oczywiście! Za niewinność, jaką? Walczył przecież z legalną, czystą prawnie, niewinną niczemu prawnie organiazacją oraz jej członkami, którym się ta organizacja podobała.
    Kto by gadał, że PZPR jest organizacją ła, totalitaryzmu, złodziejstwa, korupcji, przestępczości, mógłby być uznany za fałszywie oskarżającego i trafić pod sąd. I tak bywało, w dawniejszych latach PRL-u, a już rzadko – później, z pewnym wyjątkiem związanym ze stanem wojennym.
    Czy Szostkiewicz czegoś takiego nie głosił i w tym duchu nie działał? Może więc – per analogiam – słusznie siedział? Za „obrażanie uczuć chrześcijańskich dziś też można pójśc do pierdla, albo co najmniej dostać solidną grzywnę. Za to chcą katolicy skazania Urbana, po raz któryś z rzędu. Sąd pierwszej instancji skazał go na 120 tysięcy złotych kary. Uzasadniając, że jest bogaty. Gdyby był biedny, może dostałby mniejszą karę.
    Kościół kat jest bogaty, może ciągle jeszcze bezbrzeżnie bogaty. Niegdyś był właścicielem 1/3 ziem całej Europy. I równocześnie stawał się właścicielem w Amerykach – wskutek mordów na miejscowych, podobnie było w Afryce i tak dalej.
    Gdy jednak zapytasz, powie: jesteśmy biedni jak myszy kościelne.
    Oczywiście! Bida tam aż piszczy i z głodu umrzesz, więc konieczny był konkordat oraz transfery publicznych pieniędzy (bez kontroli!) na wielomiliardowe sumy z kasy publicznej do prywatnej. Jakieś 20 miliardów złotych rocznie. Ale dokładnie tego nikt nie wie, bo to jest starannie ukrywane, przez obie strony.

    Aha: czy katolik Szostkiewicz darł szaty, i wyrwał sobie ostatnie wlosy z głowy, czy donosił do prokuratury, czy pisał płomieniste teksty o tym, że sąd kapturowy działający absolutnie poza standardami państwa prawa, a zwący się „Komisją wspólną rządu i episkopatu” okradał państwo polskie i Polaków dając gigantyczne mienie Kościołowi? Czy protestował Tischner i ci inni „ewangeliczni katolicy” co się brzydzą wziętego nieuczciwie, wręcz ukradzionego? Ci pozostali niczemu niewinni katolicy, co to tylko „chodzą do kościoła i dają na tacę” a Hartman ich się czepia – protestowali, grozili biskupom, że ich wywalą z pałaców i na taczkach wywiozą, jak się ośmielą wziąć nie swoje?

    Jankowski. Oprócz tego, że pedofil to i taki biedak, że trawę ze skweru przy kościele całą zeżarł. Serio i najdokładniej. Był współzałożycielem „Baltic Banku” i jego „gwarantem moralnym”. Wiadomo: ksiądz, prałat, legenda, człowiek Kościoła i Solidarności. Uczciwość, pewność i zaufanie!
    I był bank! Ludzie wpłacali pieniądze, a po jakimś czasie się okazało, że nie mają już czego wypłacać. Forsa była, ale się zmyła. Policja poszła do Jankowskiego. A on na to: nic nie wiem, nic nie mam! Moje są tylko skarpetki i majtki co je mam na sobie! Całe to kapiące bogactwo wokół niego to do Kościoła należało, nie do niego! Tak gadał.
    Wałęsa chciał puścić w skarpetkach, a tu proszę, co za okoliczność: sam Jankowski się puścił w samych skarpetkach, choć miał jeszcze na sobie majtki. Przy policji miał.
    Myślisz, że biskup, nadzorca Jankowskiego, że Kościół kat poniósł jakąkolwiek, choćby śladową i choćby moralną odpowiedzialność za to? Tysiące ludzi straciło pieniądze, często pieniądze życia.

    Dziś jest speckomisja, do sprawy AmberGold, pisoidów, co chcą przy jej pomocy zabić politycznie Tuska i PO. Nie było, nie ma i nie widać, żeby była Komisja Sejmowa do zbadania pedofilii w Kościele kat, do zbadania rabunku Polski w ramach Komisji wspólnej, do zbadania okoliczności podpisania i sposobów funkcjonowania konkordatu i tak dalej i tak dalej. Kościół kat stoi ciągle ponad prawem.
    Ci „ewangeliczni katolicy” milczą. Milczą ci niewinni co to tylko „chodzą do kościoła i dają na tacę”.
    Ale może nie milczeli i nie milczą? Szostkiewicz z pewnością ma pełną listę dowodów niemilczenia. Niech pokaże. O to we wstępniaku pytam.

  112. Merci beaucoup, Monsieur Kruk, pour vos mots si gentils. Je suis heureux de lire qu’il y a des gens qui partagent les avis européens de tolerance et trouvent que la politesse est importante surtout si on ne connaît pas l’autre personne ici dans le web. Je chercherai et je lirai vos commentaires à partir de maintenant pour vous envoyer des compliments de mon côté à vous :-).

    Monsieur, vous n’êtes pas par hazard Erwin Kruk, celui qui a écrit le livre „Warmia i Mazury”?

  113. @zezem
    Dziekuje bardzo za komplementy.
    „trzeba mieć twardą (tu!) skórę”
    Mysle ze tak jest. 🙂

  114. @Szary kot
    „Piszesz ciekawie i życzliwie”
    Dziekuje bardzo za kompliment. To juz trzeci 🙂 Teraz naprawde juz ide spac.

    @Tanaka
    „Proszę się do tego ściśle i konkretnie odnieść.”
    Jesli Pan odpowiada na moje komentarzy (20 marca o godz. 11:42) wtedy to moze odpowiadam jesli pogoda bedzie zla jutro.

    @szary kot
    „Sugerowanie jednak, że red. Szostkiewicz mógł mieć inne intencje to kiepska obrona”
    Nie chodzilo mi o to ze on zle wyrazil swoje intencji albo zle napisal. On jest ewidentnie mistrzem jezyka, dokladnie pisze co chce pisac. Tylko chodzilo mi o to ze Tanaka moze nie rozumial intencji pana Szostkiewicza albo zle interpretowal.

    „Czy pisałeś wcześniej jako Thomas z Niemiec?”
    Tak tak to ja. 🙂 Milo mi.

  115. Thomas 21 marca, 1:50
    Je ne suis pas Erwin Kruk. Je suis une émigrée polonaise vivant au Méxique depuis plus de 40 ans. J’aimerais bien échanger des idées avec vous mais plûtot ailleurs, êtant extraofficiellement proscrite sur ce blog. J’attache beaucoup d’importance à la politesse. Être simplement poli evite tant de malentendus et de mauvais sang. Mais que faire – il y a des gens qui confondent la sincérité avec la grossièreté et se plaisent beaucoup à insulter les autres. Ils en ont fait même tout un style.

  116. @Szary Kot 21 marca, 1:43
    Nie mogłam się powstrzymać. Od paru lat spotykam Thomasa na forum “Polityki“ i bardzo go lubię.

  117. Wkroczyła kruk… i już zaczął się magiel. Tyle tylko, że tym razem po francusku.
    Żeby zatuszować niedostatki w języku polskim? Fi donc.

  118. @Na marginesie
    21 marca o godz. 2:39
    Żeby ich służba.. tfu! certains ici présents bedący à bout de leurs ressources intellectuelles nie zrozumieli. Paniała teraz 🙂

  119. wujaszek wania
    20 marca o godz. 21:55

    Wujaszku, niech będzie pochwalony w Darłówku most ciągniony. W państwie wyznaniowym, jakim jest Polska, być ateistą intelektualnie nie biernym znaczy – zajmować się wszystkimi (lub wybranymi, jak kto woli) sprawami okupującego to państwo wyznania. Gdyby nie było okupanta, a wierni byliby ze swą religią w izdebkach, jak zalecał Jezus, nieliczni ateiści zajmowaliby się pasjonacko religiami też w izdebkach i mało by kto wiedział, że tacy w ogóle są. Bo w codzienności ateiści od wiernych się nie różnią – też mają po jednej głowie, po parze rąk do rozmawiania.

    Nazywanie przez Ciebie – nie pierwszy raz – zajmowania się na blogu ateistów problemami stwarzanymi dla wszystkich bez wyjątku obywateli wyznaniowego państwa przez wyznaniowego okupanta „obsesjami” świadczy o tym, że raczej sam – z całym moim współczuciem dla zwichnięć – masz jakąś obsesję.

  120. Na marginesie
    21 marca o godz. 2:39

    Upór, z jakim – nieliczni przecież – zamorscy tubylcy włażą na polski blog w Polsce z obcymi językami (mówię o dłuższych tekstach, nie o bon-motach i jakichkolwiek krótkich wtrętach) świadczy o lekceważącym stosunku do blogu jako całości i, co tu gadać, o braku kindersztuby. Przywołam tu najgłupszą z możliwych reakcję Ortega, który odpowiadał na taki zarzut czymś w rodzaju „Uczta się języków obcych”. Uczta się języków obcych, żeby pogadać w Polsce?! Pogadać czy się popisać? Inna rzecz, że w Polsce nawet po polsku trudno się dogadać, co co dopiero – po obcemu. To elementarne nierozumienie, kiedy coś jest na właściwym miejscu, kiedy – na niewłaściwym. Jeśli komuś żyjącemu poza Polską łatwiej wyrazić jakąś myśl w jego codziennym języku, niech ją wyraża tam, gdzie żyje. Obfitsze użycie języka obcego na dostępnym dla wszystkich – a nie przeznaczonym dla specjalistów – blogu jest otwartym lekceważeniem uczestników, jest prostactwem. To wy się do mnie dostosujcie – powiada taki swoim zachowaniem – a nie ja się będę z wami równał, kmiotki.

  121. @wbocek
    18 marca o godz. 12:18
    W nawiązaniu do poprzedniego wątku pozwolę sobie zamieści taki obrazek:
    Która prawda?

  122. wbocek
    21 marca o godz. 6:18

    pozdrawiam w pierwszym dniu wiosny:

    Pochwalone niech będą ptaki

    Pochwalone niech będą ptaki
    i słońce, co im nóżki złoci,
    pochwalona chwila odwagi
    i zwątpienie w labiryntach samotności.

    Pochwalone szpadel i pióro,
    pochwalona sytość i głód,
    i księżyc jak Szopen za chmurą,
    i noc jak skrypt Jego nut.

    Pochwalone także pyszne zdrowie
    i choroba, co uczy pokory,
    i jednako mucha i człowiek,
    i jednako sady i ugory.

    Pochwalone myśli poranne
    i kobieta, co jak błyskawica zachwyca,
    i poeta Blok Aleksander,
    i malarz Tycjan.

    A także pochwalony komiczny zając
    i jabłko, co się rumieni,
    a nawet tacy jak ja, co składają
    kiepskie wiersze na temat jesieni.

    O, pochwalony każdy ból stokrotnie
    i każdy cios, byle męski –
    i te pelargonie na wysokim balkonie,
    do których zawsze będziesz tęsknił.

    Pochwalone: grzesznik i święty,
    i serce ludzkie jak morze odkryte.
    A nade wszystko okręty
    Rzeczpospolitej.

    Konstanty Ildefons Gałczyński
    1947

    W kwestii obsesji Fredro:

    Punkt widzenia
    kąt widzenia
    mego zdania
    to nie zmienia

  123. Thomas

    Cieszy mnie Twoje pojawienie na blogu. Nie wiem jakie pomylkowe wiatry Ciebie tu przywialy. Byc moze, jeszcze jeden, a wczesniej nieodkryty efekt zmian klimatycznych. Ale… Cieszy mnie, poniewaz i bycmoze, a i pewnoscia, masz szanse dyzurnym chlopcem do bicia zostac. Ktora to zaszczytna funkcje ja posiadalem. Nieortodox jezyka. Wydaje mnie, Twoje nie(do)statki jezyka, sa bliskie moim nie(od)statkom jezyka.

    Wiedz Thomas, tu na blogu ateistow katolickich, katá katholikismoú, przyjeta bedzie byle umiales pisma swinte zacytowac, a i jesusmaryja rzucic logika niespodziankowo.

    Blog niebezpiecznie zbliza do granicy niewidzialnej. Ktora granica jest nieprzekraczalna pod grozba. Nudy. Kazde zboczenie Thomas najgorsze, kazde, ale nie nuda.

    Przy kafffce, przy poranku, pzdr Seleukos

  124. @kruk,

    jak miło widzieć Cię na blogu 🙂
    Mam nadzieję, że to powrót na stałe.
    O co, jestem pewien, nie tylko ja proszę.

    https://www.youtube.com/watch?v=E7zgNye6HTE

  125. zetus1
    21 marca o godz. 8:05

    Nie zajmuję się abstrakcyjnymi rozważaniami, co jest prawdą, lecz zauważam bardzo rozpowszechniony tik polegający na podpieraniu się wyrazem „prawda” i pochodnymi. Poza tym staram się rozpoznać, jaka manipulacja kryje się w konkretnym użyciu tych propagandowych podpórek.

  126. Thomas,

    miło Cię powitać na blogu 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=FWZNF4F1r7Y

  127. wbocek
    21 marca o godz. 8:38

    nie za często halsujesz?

  128. Na marginesie
    21 marca o godz. 2:39

    spoko!
    Twoja pozycja … absolutnie nie jest zagrożona 😉

    https://www.youtube.com/watch?v=JF7PY8uZZr8

  129. Jeszcze raz Brel. Po polsku

    https://www.youtube.com/watch?v=PsIy-L4jsfk

    I czas na zajętyki.

  130. wbocek
    21 marca o godz. 6:45

    Pombocku, nie przesadzaj. Całościowo patrząc, przypadki użycia języków obcych są tu okazjonalne. To było chwilowym ukłonem do cudzoziemca. Nie zapowiada się, żeby Thomas miał się trwale przestawić na francuski, skoro od dawna pisze po polsku na forum Polityki. Przy całej potędze intelektualnej kolektywu blogerów czymże jest parę zdań po francusku, w dodatku skierowanych do osoby, która tym językiem na pewno włada. 🙂 A jeszcze w czasach Google Translate…

  131. @wbocek 21 marca o godz. 6:45
    Upór, z jakim – nieliczni przecież – zamorscy tubylcy włażą na polski blog w Polsce z obcymi językami (…) Pogadać czy się popisać?

    Banialuki do kwadratu po raz setny i pierwszy.
    Masz kompleksy i dlatego bazgrzesz o „popisywaniu się”. Nikt się nie popisuje. Może paru głupków w całej historii blogów polityka.pl się popisywało, z angielskojęzycznych ja pamiętam amerykańskiego „legionistę” a ostatnio maćkaplacka, łudząco do „legionisty” podobnego manierą pozowania na bogacza i konesera drogich domów, aut, wakacji, rozrywek, dań i wypitków. Oraz tym samym zwyczajem używania tzw. „mowy amerykańskiego ludu”, czyli zwrotów i wulgaryzmów kibolskich, żołnierskich, wieśniaczych, studenckich, barowych, itp. Epatowanie slangiem wzmocnionym wszystkimi możliwymi -izmami dla wywołania efektu maczo-maczo.

    Cytowanie fragmentów w obcym języku jest czymś zupełnie naturalnym. Najstarsze żyjace obecnie pokolenia mówią w Polsce po niemiecku bo się wyuczyły podczas okupacji. Generacja peerelu dużo rozumie z rosyjskiego bo ich uczyli w szkole, nawet jak dużo zapomniała. W swoim zawodowym życiu już w latach Gierka musiała liznąć francuskiego, włoskiego czy angielskiego, choćby z powodu kupowanych masowo licencji i handlu z tzw. „zachodem”. Obecni trzydziestolatkowie sami z siebie plus ich pracodawcy płacą cieżką kasę i ciagle szlifują języki. Nie język tylko języki. Dwudziestolatkowie nawet nie dyskutują o tym bo to dla nich oczywiste.

    20 lat temu miałem wobec moich dzieci różne zawodowe marzenia związne z różnymi zawodami ale tzw. rzeczywistość sprowadziła je do parteru tego, co jest w Polsce możliwe. Te dzieci, które nie wyjechały musiały dostosować swoje zawodowe wybory do menu zawodów dostępnych w Polsce. A skoro Polska (oraz Wolska, która to kontynuuje) stała się zagłębiem przemysłu tzw. call centers to młodzież się dostosowuje i w językach kształci. Bo robota w call center wymaga nie jednego obcego ale najlepiej 2-3 a nawet 4 języków. Z angielskim to sobie możesz popracować rok czasu zanim szef nie znajdzie na twoje miejsce takiego, który zna jeszcze jakiś inny.

    Wszystko to co napisałem mogę zilustrować konkretnymi przykładami z życia moich własnych dzieci. Od licealisty rozpoczynającego pracę we wrocławskim maku do najstarszego syna uczącego się w Londynie od 2 lat (a może już 3?) francuskiego. Na koszt pracodawcy, francuskiego banku, w godzinach pracy, gdyż już kilka lat temu jego bank przewidywał że jak brexit dojdzie do skutku to londyńskie biuro przeniosą do Paryża. I wszyskim niefrancuskojęzycznym pracownikom zaoferowali naukę francuskiego w prezencie.

    Najstarsza córa pierwsze stypendium i pierwsze zagraniczne studia dostała tylko dlatego, że po liceum znała francuski. Resztę życia spędziła po angielsku, z roczną przerwą na pracę i studia w Japonii. Tak, zgadłeś, z intensywną nauką japońskiego.

    Drugi syn bardzo biadolił że słabo zna i to tylko angielski i miał trudności pracując dla amerykańskiej centrali w Polsce. Bo woleli więcej języków.

    Trzecia córa miała w liceum wymiany z niemiecka szkołą. Oczywiście także ucząc się angielskiego.

    Itd. itp.

    Wszystkie dzieci gdy, najczęściej autostopem i za jedno euro, pozwiedzały całą Europę to po powrocie miały te same wnioski: cholera, ale ci Holendrzy/Niemcy/Szwajcarzy/Szwedzi/Duńczycy świetnie mówią po angielsku! Zupełnie nie odróżnisz ich od Anglika!
    Najlepsza motywacja do dalszej nauki.

    Moim szczytowym osiągnieciem językowym było w wieku 30 lat tłumaczyć na żywo techniczne rozmowy z angielskiego na rosyjski i spowrotem. W gabinecie dyrektora firmy.
    Amerykańska firma miała na stanie inżyniera Ukraińca z Charkowa ale on był mechanik a temat był elektroniczny i mój techniczny angielski lepszy.

    Ile razy widzę na blogu dłuższe fragmenty po rosyjsku to mnie to tylko mobilizuje do powtórki a jak widzę niemiecki to się tylko wstydzę, że się go nie nauczyłem. Próbowałem ze dwa razy ale brak mi było wytrwałości. W żadnym wypadku nie mam pretensji do wklejacza czy wklejaczki.

    Uff, ulżyło mi.

  132. Druga córa miał wymiany, chociaz trzecia chyba też…

  133. Jeszcze gdzieś powinien tu mieć 10-języczny słownik żeglarski, coś nie widzę na żeglarskiej półce, pewnie w drugim rzędzie..

  134. Dla poprawienia sobie humoru poszukam rosyjskiego wydania (jeszcze z czasów ZSRR) kieszonkowego słownika przysłów. Angielskich i ich rosyjskich odpowiedników. Własnie odpowiedników a nie tylko tępych, dosłowynych tłumaczeń. Kazde przysłowie opisane po rosyjsku krótkim esejem wyjasniającym „o co tu biega”.
    Kapitalna książeczka, bardzo dużo przyjemności z czytania. Miękka, zielona okładka, drobny ale dobry jakościowo druk i cienki jak w kieszonkowej Biblii papier dający kilkaset stron językowo-kulturowej uczty.

  135. Ot, pamięć płata figle, dawno w rekach nie miałem 😉
    tylko 232 strony…

    https://www.livelib.ru/book/1001214397/about-slovar-upotrebitelnyh-anglijskih-poslovits-margarita-bukovskaya

  136. Wczoraj pisalam o jachcie Solanus ktory przeplynal Northwest Passage ze wschodu na zachod I dalej wokol Ameryk.

    Monika Witkowska uczestniczyla w rejsie na trasie Greenland – Nome, AK.

    Zdjecia I opisy autorstwa Moniki. #67 spotkanie z jachtem T6.

    http://www.monikawitkowska.pl/galeria/zdjecia/315-441

    Enjoy

  137. @Thomas 20 marca o godz. 23:59
    Pas de problème.
    Nederlands is ook en moie taal. Nederlanders geel tolerant
    Or English
    Deutsch, jawohl ja ja auch.
    Póg mo thóin,

    Otóż to!

    Na pierwszym roku, na laboratorium z chemii, nasz nowy kolega Arab poległ na kartkówce. Bez kartkówki nie można było przystąpić do laborki, a więc klapa i wtopa i kolo był zły.

    -Bo ja w Polsce dopiero od pół roku, i mało jeszcze umiem, i mnie trudno było zrozumieć pytania.

    (Bzdura kompletna bo pytania były w 80% wzorami chemicznych reakcji do skompletowania)

    -O.K., a w jakim języku będzie panu wygodniej?
    -Po angielsku.

    Prowadzący pan dr. przeszedł na angielski i kolo oblał kartkówke po angielsku.

    -A bo ja powiedziałem żeby po angielsku bo nie myślałem, że pan doktor umie po frnacusku, a to francuski jest moim językiem z domu.

    -Nie ma probelmu, pan doktor natychmiast przeszedł na francuski i szybko 3 pytaniami odesłał kolegę do akademika na dalsze studia. Tym razem w czasie własnym i w dużej odległości od groźnych odczynników.

  138. @Orca 21 marca o godz. 10:12
    Zdjecia I opisy autorstwa Moniki.

    Dzięki, zdjęcia mniam, mniam.

  139. Zza Kałuży,

    !!!

  140. Zza Kałuży
    To ile masz w końcu tych , bardzo zresztą udanych, dzieci, bo jakoś nie mogłam się doliczyć.
    Pzdrówka z Mazowsza, gdzie wiosna.

  141. Witam seleuk i dzieki
    Madame Kruk: gerdlontzen at gmx.de 🙂 à bientôt
    wujaszek wania: piekne to. Dziekuje!

    Oczywiscie ze jest w porzadku mowic tu po francusku jak najbardziej.
    Ktos mi mowil ze zle pisze po polsku ze nie mozna tego rozumiec i ta osoba zaproponowala ze moze lepiej byloby w innym jezyku. Nikt nie protestowal wiec zaproponowalem inne jezyki.

    No, i nikt nie musi to czytac co piszemy po francuzku to i tak jest za bardzo kulturalne dla niektorych, nikomu nie zabiore miejscia albo czasu. Blog tylko bedzie troche dluzej niz juz jest. Tez nie wymagam ze macie rozumiec to co napisalem po francusku. Jesli ktos nie rozumie co pisze po polsku no wtedy po prostu nie czyta i juz.

    Wiec lepiej rozluzniac sie i akceptowac ze internet nie zna granicy.

  142. No i tak na temat. Mam wrazenie ze PiS mowi ze walcza z komunistami ale w grudzie rzeczy maja tok myslenia komunistow (lepiej autorytarnego panstwa) tak gleboko w glowie ze powtorza dokladnie to samo i buduja nic innego niz system autorytarne.

    No i niektorzy ateiscie tutaj sa tak gleboko skrzywdzieni przez KK ze mimo to ze powierzchownie buntuja sie przeciwko religii w tym samym czasie pracuja ich mózgi wedlug regulach autorytarnych kosciola katolickiego ze wschodu gdzie wszystko jest czarne i bialy. Christ/antychrist, Bog/Diabel, raj/pieklo, bez nuansow bez fantasii.

    Tak tak, wiem „na marginesie” ze zle pisze, poza tym pisze same bzdury, tylko dlaczego czytasz? 🙂

  143. Tanaka
    @all

    Kawalek holenderskiej wiosny 🙂

    https://photos.app.goo.gl/KV83NNUaXcTR8uLB7

  144. Szary Kot
    21 marca o godz. 9:28

    zza kałuży
    21 marca o godz. 9:38

    Nie interesuje mnie, jak będzie pisał w przyszłości Thomas – reaguję na to, co jest, a nie – co będzie. Jeśli ktoś nie rozumie mojej uwagi, że nietaktem jest włażenie na polski blog, by ROZMAWIAĆ – a nie wrzucić pojedynczą wypowiedź – w jakimkolwiek języku obcym, to właśnie obie strony mówią w językach obcych, więc szkoda słów.

    Uczyłem się, zzakałużku, sześciu języków obcych, a jako językowiec z wykształcenia jestem obyty z jeszcze większą liczbą językowych kodów (np. wszystkich słowiańskich). Mówię to nie dla smarkatego chwalenia się, lecz jako odpowiedź na Twoje adresowane do mnie „masz kompleksy”. Chyba też coś masz, skoro sypnąłeś opowieść o dzieciach i sobie zupełnie nie na temat. Spadam na woda.

  145. Orca
    21 marca o godz. 10:12
    Interesująca fotokronika!

  146. @@ Do Wacpanstwo Wszystek, o Dyskretny Urok Wiosny. Zapachowy. Ktora juz zbliza wiosna, ale lepiej jak jesusmaryja, bo na bank zblizy. Zaczem odleglosc zerowa bedzie poczem.

    Dla tych co maja niepokolei w glowie, tutejszych i nprzyklad ja, wiosna jest jak pierwsze odejscie od pomostu, w zimnej wodzie. Dla tych co pokolei maja poukladane w glowie tutejszych, jest wiosna troche poczem zblizona, kiedy krowy wypuszczaja na pastwiska (szw kosläpp). Beda do koniec pazdziernik/listopad. Jak lodzie. W zeszlym roku bylo ponad 180tys „doroslych” biletow sprzedanych. Daje link jak to wygladac moze. Jest strona do rezerwacji miejsca u najblizszej krowy i chlopa. Taki rodzaj piknik. Dobre gospodarstwo to moze miec i 500krow, ale chlop tylko jeden lezie na pastwisko.

    https://www.youtube.com/watch?v=869_qOmbIvo
    albo tak
    https://www.youtube.com/watch?v=QhueKJ7JMMY

    Zaczyna byc glowna wiadomosc w tv dziennikach, znaczy wiosna zbliza. Juz zbliza.

    pzdr Seleukos

  147. @kruk
    „êtant extraofficiellement proscrite sur ce blog”
    Alors, on peut en conclure, que vous avez des choses intéressantes à raconter.

  148. wbocek
    21 marca o godz. 11:43
    a jako językowiec z wykształcenia jestem obyty z jeszcze większą liczbą językowych kodów (np. wszystkich słowiańskich).
    No właśnie. Jaki to kod tkwi w polszczyźnie, że ludzie z wyższym i bardzo wysokim wykształceniem nie potrafią dobrze mówić, wysłowić się bez rozpaczliwego szukania w środku zdania ciągu dalszego -owe: eee.eee lub yy.yy..
    Pisałem już o tym wyżej.
    Prosty niemiecki robotnik czy kelnerka z Wielkiej Brytanii zapytani na ulicy potrafią mówić płynnie. Nie wspomnę o rozmowach w TV.
    PS. Są wyjątki. Jakiś czas temu słuchałem polskiego historyka. Płynne, składne, logiczne odpowiedzi na zadane pytania.

  149. zza kałuży
    21 marca o godz. 10:19
    Ten twój tekst przypomina mi studenckie opowieści z lat 70-ch ub.wieku, gdy egzaminator pytając zagranicznego studenta: niech mi pan powie, co to jest: „po wodzie pływa, kaczka się nazywa” usłyszał – „chiba riba?” Dokładnie ten styl.

  150. Oj Tanaczku kochany/.Wiosna nie sprzyja wenie?Otóż ,Stalin nie był ludobójca ,bo nie zapisali tego przed nazwą Generalissimus.Posłużyłeś się literą a nie treścią.KK jest partią ,bo ma wszystkie jej znamiona.

  151. @wbocek 21 marca o godz. 6:45

    Thomas – który zaczął swoje gościnne występy od dogryzania „tej” Tanace na innym blogu, a potem uznał za stosowane mu naubliżać również tu – jak twierdzi (przy okazji się krygując), słabo włada językiem polskim. Za pomocą łamanej francuzczyzny ma nadzieję powdzięczyć się do kruka i popisać się jewropejskim sznytem. Szkopuł w tym, że po francusku również nie przytacza żadnych sensownych argumentów na obronę Szostkiewicza ani przeciw Tanace, ani przeciw tezie Hartmana, że „wstyd być katolikiem”. Para w gwizdek 🙂

  152. @slima11 21 marca o godz. 13:24
    Kaka jest mafią – bo ma wszystkie jej znamiona. Ma również wszystkie znamiona sekty. Sprawdzone!

  153. @Ewa-Joanna 21 marca o godz. 3:56
    🙂 🙂 🙂
    Może chińszczyzny się nauczą na stare lata?

  154. @Na marginesie
    „nie przytacza żadnych sensownych argumentów […] przeciw tezie Hartmana, że „wstyd być katolikiem”. ”

    Ale nie jestem przeciw tej tezie, Pan kompletnie nie rozumial o co mi chodzi … bo zle pisze po polsku. 🙂 Tylko jestem przeciwko generalnym atakom na wszystkich katolików. No i przeciwko bezczelnym agresywnym atakom w stosunku do pana Szostkiewicza. I tyle.

  155. @zetus1 21 marca o godz. 8:05

    Podobne rozróżnienie (prawdy i faktu) wprowadził religioznawca Joseph Campbell. Według niego wierzenia religijne wyczerpują znamiona „prawdy”, chociaż nie są faktami. „Prawdy” mogą być subiektywne, fakty są obiektywne. Subiektywna „prawda” może być jednak podstawą światopoglądu i kluczowym elementem osobowości. Rozróżnienie dość sensowne, tyle tylko, że relatywizuje i w istocie dezawuuje pojęcie „prawdy”. A szermowanie pojęciem „Prawdy” przez religiantów w tym kontekście staje się śmieszne.

  156. @zza kałuży 10:19

    Taa, na tych naszych uczelniach aż się roiło od poliglotów. Więc dla odmiany (chociaż nie powinno się zdania od „więc” zaczynać) historyjka z moich kręgów. Nie twierdzę, że w 100% prawdziwa, niemniej krąży w środowisku. I język był w użyciu.

    W czasach, kiedy jeszcze kandydatów na studentów egzaminowano teoretycznie i praktycznie jeden z egzaminatorów stawiał przed egzaminowanym na stole do badania psa i wydawał polecenie: włóż mu palec w odbyt*. To był pierwszy próg, na którym część wymiękała. Ci, którzy dali radę, słyszeli kolejne polecenie: teraz obliż palec.

    A odnośnie tych poliglotów. Jednym z powszechnie stosowanych aparatów był magnetofon, na którym zatrudniona na umowę osoba nagrywała tłumaczenia artykułów obcojęzycznych, które to tłumaczenia były potem skrupulatnie spisywane przez jakiegoś nieszczęsnego asystenta.

    *Dla mniej zorientowanych. Jest to rutynowa metoda badania. W zależności od gatunku wkłada się nie tylko palec, ale i całą rękę.

    PS. Niektórym wpadało do głowy, że oblizać można było dowolny palec.

  157. @na marginesie @pombocek

    Widzę w przypadku @Thomasa pewne ciekawe zjawisko. Podobne jak kiedyś u @blondynki. Tyle, że znacznie szybciej się objawiło.

  158. @Thomas 21 marca o godz. 13:51

    Gdzie jest „atak na wszystkich katolików” w twierdzeniu Hartmana, że „wstyd być katolikiem”? Szostkiewiczowi nikt nie ubliża, po prostu stwierdzamy, że nie ma żadnych argumentów. A przy tym kluczy i wije się jak piskorz, leząc Rejtanem na straconej pozycji. Jako katolik jest po prostu tubą kaka.

  159. @paradox57 21 marca o godz. 14:00

    Nie mam żadnych wątpliwości, że Thomas będzie dalej się… objawiał naszym zdumionym oczom. Na razie ekspresowo poprawiła mu się polszczyzna. Zbiorowy projekt? Nie można wykluczyć 😉

  160. @Na marginesie 14:04

    Albo taki zdolny, albo pozytywny wpływ tutejszych blogowiczów. Idzie przez indukcję albo osmozę.

  161. Na marginesie.
    Jakiś dziwny ten pan Thomas (nie kojarzę go z blogów), a raczej dziwnie samowywyższony.
    Z jednej strony tłumaczy się, że kiepsko pisze po polsku, a z drugiej sadzi tekst, rzekłabym cóś obraźliwy dla tutejszego koleżeństwa.
    „No, i nikt nie musi to czytac co piszemy po francuzku to i tak jest za bardzo kulturalne dla niektorych, nikomu nie zabiore miejscia albo czasu. Blog tylko bedzie troche dluzej niz juz jest. Tez nie wymagam ze macie rozumiec to co napisalem po francusku. Jesli ktos nie rozumie co pisze po polsku no wtedy po prostu nie czyta i juz.”
    Podoba mi się zwłaszcza passus: „to jest i tak za bardzo kulturalne dla niektórych” .
    Ten tupet i połajanki po adresem @Tanaki, którego zresztą uważa za kobietę (pewnie z powodu żeńskiej końcówki imienia – tyle się naumiał z gramatyki) powalają. Mnie przynajmniej.
    @Kruk za to doczekała się „rycerza”, z którym może parlować po francusku.
    Que cela vous profite!

  162. Proszę blogowiczów o posługiwanie się językiem polskim.

    To jest miłe, że Holender gada po angielsku jak Anglik, a moja ciocia zna język wietnamski, mandaryński i japoński włącznie z odmianą z wyspy Okinawa, ale nie w tym rzecz.

  163. @mag 14:09

    Nie wystarczy, że madama @kruk zna go z innych blogów? I nawet lubi? Potrzebne są Ci inne rekomendacje?

  164. @EAR2 20 marca o godz. 12:21

    To nie polemika, ale jakiś bełkotliwy tasiemiec.

    Bo Szostkiewicz nie jest w stanie polemizować. To zindoktrynowany katolik, więc nie dopuszcza żadnej dyskusji. Katechizm im tego zabrania.

  165. @Tanaka 14:11

    Brakuje nam tu tylko, żeby @seleuk zaczął wypisywać komentarze po szwedzku, przeplatane greckim. A Ewa-Joanna po buszmeńsku.

  166. Thomas
    21 marca o godz. 13:51

    Tylko jestem przeciwko generalnym atakom na wszystkich katolików. No i przeciwko bezczelnym agresywnym atakom w stosunku do pana Szostkiewicza.

    O generalności już było wiele razy powiedziane: generalna zasada jest taka, że każdy katolik należący do Kościoła kat jest za niego współodpowiedzialny. Wina Kościoła kat jest współwiną jego członka.
    Szostkiewicz to kwestionuje.

    Proszę już nie kręcić i nie ściemniać. To niegrzeczne.

  167. Łomatko, nieco się cofnęłam i natrafiłam na posty @Thomasa, z których wynika, że jest religiantem, na dodatek walczącym. No to świetnie się załapał. Nie będę uprzejma.
    Qu’il aille au diable!

  168. paradox57
    21 marca o godz. 14:15

    Byłoby miło, prawda? Pewnie byśmy tu zebrali ze 20 języków. Byłyby popisy i ognisko. Co się po naszemu nazywa wieża Babel.
    Bo że Babel, to już jest. Byłoby bla-bla-bla. Są tacy, co się tu w tym ćwiczą.

  169. mag
    21 marca o godz. 14:18

    Łomatko, nieco się cofnęłam .

    Tak jest, przy czym młodą lekarkę na placówce wysuniętej poznaje się po tym, że mówi: pacjentowi się cafło!

  170. @Tanaka 14:20

    W takim razie ja się oferuję z kiełbaskami. Na ognisko. Flaszka też się znajdzie. A nawet i druga. Co tam będę skąpił – trzecia też.

  171. paradox57
    21 marca o godz. 14:23

    Uśmiałem się, ale na poważnie.
    Jak powiedział pewien świadek: tak było!
    I jest nadal.

  172. @ na marginesie
    Pan zapytal: „Gdzie jest „atak na wszystkich katolików” w twierdzeniu Hartmana, że „wstyd być katolikiem”? ”
    No, nie ma, ale tego nie napisalem. Tez mysle ze katolicy maja sie wstydzic. W sumie oni sie tez faktycznie wstydza – najmniej ci ktorych znam, i w Niemczech i w Polsce.

  173. Na marginesie, 21 marca o godz. 13:28

    Wstyd Na marginesie to jest uczucie w otoczeniu. Potrzeba pare innych ludzi dookola. W samotnosci, to ja nie wiem jak mozna zawstydzic siebie. O wstydzie hartmanowskim ja napisalem przed wstepniak Tanaka teraz (poprzedni). Kilkanascie lat wczesniej mialem uczcie, bo uczuciowy jestem.

    https://kowalczyk.blog.polityka.pl/2019/03/16/szczescie-lolka/#comment-562527

    Wstyd, jest jak kto pisze „jestem ateistka, ale posylam dzieci na religie”. Takie zdanie przeczytalem tu, w tym blog. Nick nie pamietam. Wstyd Na_marginesie, to jest znac „warunki lokalne” i uzywac jak argument. QuasiArgument. Granica miedzy kolaboracja a konformism jest cieniutka i niewidoczna. Katolik, latwo sobie daje rozgrzeszenie, bo grzeszy. Tylko bezgrzeszni, co ja, widza granice miedzy kolaboracja a konformism. Szostkiewicz jest kolaborant. Swiadomy. Hartman ta linie probuje znalezc co jej nie widac. Jak odbieram ja, bo oba text do mnie sa czytelnika, tylko mnie jest ocenic. Odbior to jest na granicy ekran/ja, nie na granicy klawiatura/ekran. Bez znaczenia, ktorego klawiatura ich.

    A teraz letem, ogladac nowe mieszkanie Mojej. Eventualne. Doradzac. Bo dawne na sprzedaz jest. A nowe bedzie na odleglosc ca 9km od mnie. Najlepsiejsze w tym jest, jedno z mieszkan, doradzanych, lezy dwa adresy od Elena. Elena jeszcze na mnie dasa telefonicznie i bezwstydnie. A czasem i elektronicznie. Ja, na wszelki wypadek, nie poinformowalem Mojej o tej eventualnej bliskosci adresow. Nie Elena jeszcze. Ale kiedy moze zapytam o lermontowsko/jeseninowski bezwstyd ja. Co to jest bezwstyd? Hmmm…

    paradox57, 21 marca o godz. 14:15

    Paradox, ja moze i duzo pisze po szwedzku. Niemniej przyjemnosc obecnosci tu oparta mam na rozumieniu co napisalem. Przyznaje czasem nieudolnie. Choc sladowe rozumienie. Niemniej rozumieniu. Rozumienie nie jest jednoznaczne z zgoda. Nie musisz ze mna zgadzac, czy kto.To nie synonimy. Bylbym nawet podejrzliwy, gdyby tak permanentna zgoda deklarowac.

    pzdr Seleuk

  174. @seleuk|os|21 marca o godz. 8:15

    Ale twoje „niedostatki językowe” chyba nikomu już nie przeszkadzają? Blogowisko się przyzwyczaiło, a poza tym to po prostu masz swój styl. Thomas sam zakomunikował, że językiem polskim nie włada, czym otworzył dyskusję na tak poruszony temat.

  175. @mag 14:18

    U nas byśmy powiedzieli mniej z francuska, ale znacznie wymowniej.

  176. @Thomas
    21 marca o godz. 13:51

    <i<Tylko jestem przeciwko generalnym atakom na wszystkich katolików. No i przeciwko bezczelnym agresywnym atakom w stosunku do pana Szostkiewicza.

    To sobie bądź. Who cares?

  177. @Thomas 21 marca o godz. 14:30
    No to o co się pani żołądkuje?

  178. @mag 21 marca o godz. 14:18

    Kolejny aggent nam dzisiaj blogo-nastał? No to będzie się działo 😀

  179. @seleuk 14:36
    Muszę chyba zacząć pisać po szwedzku. Jak wrócę z Radomia.

    Ja widzę, że wtrącasz szwedzkie słówka. Ale najczęściej jako szwedzkie określenia pewnych zjawisk czy pojęć, które opisujesz swoją niepowtarzalną polszczyzną. Albo dajesz linki do szwedzkich stron.
    Mnie to nie przeszkadza i mam pewne podejrzenie, że i @pombocek nie nabiera ochoty, żeby komuś za to przegryźć gardło.

  180. @wujaszek wania 21 marca o godz. 9:03
    Twoje bluzgi ad personam są infantylne.

  181. @Tanaka
    Pan napisal tak:
    „Generalna zasada jest taka, że każdy katolik należący do Kościoła kat jest za niego współodpowiedzialny”

    Potem pisze:
    „Szostkiewicz to kwestionuje.”
    (ja tez)

    Cos ewidentnie nie moze byc „generala zasada” jesli jest ktos który to kwestionuje.

    Gdyby Pan napisal: „generalna zasada NA TYM BLOGU jest ze… .”
    Wtedy to ok, ale wtedy to system KK i PRL. (Ktory siedzi gleboko w psyche Pana jak widac tu kolejny raz.

    Pan mysli w aksjomatach i pracuje obrazajac ludzi. Poza tym jak caly srodowisko PiS i KK uzywa Pan nadmiernie puste formulki jak np.
    „Proszę już nie kręcić i nie ściemniać. To niegrzeczne.”

  182. My tu sobie bardzo słusznie rozprawiamy o kk, jego wyznawcach, obrońcach, przeciwnikach, a tym czasem szeregowy poseł nie śpi.
    Oto jak rządzi polskim Sejmem

    https://www.newsweek.pl/polska/polityka/gest-szeregowego-posla-jak-jaroslaw-kaczynski-rzadzi-polskim-sejmem/mdmty41

  183. Mag zapodaje, że brother Thomas jest, jak Szostkiewicz, zdeklarowanym religiantem. Dalej wiadomo…

  184. @mag
    Nie fakt ze pisze po francuzku jest za bardzo kulturalne tylko to co napisalem jest za bardzo kulturalne dla niektorych. To nieporozumienie chyba moj blad (jezykowy), przepraszam.

  185. Na marginesie
    21 marca o godz. 14:41

    Ano , nastał…

    W ciągu roku zauważyłam, że kiedy się wydaje, że wszystko jest już na dobrej drodze, to ” nastaje…”
    Pech jakiś, czy co ??

  186. @basia.n 21 marca o godz. 15:00

    Blogowa normalka. „Ateizm” w nazwie blogu jest magnesem 🙂
    Z kolei wyczyny „szeregowego posła” – kult jednostki?

  187. @zza kałuży 21 marca o godz. 10:19
    Ten Arab…
    🙂 🙂 🙂

  188. slima11
    21 marca o godz. 13:24

    Oj Tanaczku kochany/.Wiosna nie sprzyja wenie?Otóż ,Stalin nie był ludobójca ,bo nie zapisali tego przed nazwą Generalissimus.Posłużyłeś się literą a nie treścią.KK jest partią ,bo ma wszystkie jej znamiona.

    Jest powiedziane: kochajmy się! I dlatego te skutki.
    Oczywiście: Stalin nie jest ludobójcą, ponieważ nie nosi takiego tytułu przed nazwiskiem i ponieważ nie został prawomocnym wyrokiem za ludobójstwo skazany. Nie był w ogóle sądzony.
    Identycznie z Kościołem kat, jak uprzejmie poinformował Szostkiewicz: nie był sądzony w Norymberdze. Tak to wygląda od strony prawniczej.
    Chyba wszyscy są zadowoleni.

  189. Na marginesie
    21 marca o godz. 15:05
    Absolutny kult jednostki !

    Te wyczyny entuzjastycznie podsumowała posłanka Krystyna:
    „Z czujnym Prezesem wygramy każde wybory !
    Szanujemy trafne uwagi w polskim interesie.
    Brawo Jarosław ”

    Grunt to wierni wyznawcy !

  190. basia.n
    21 marca o godz. 15:14

    Z wiernymi wyznawcami najdalej się zajdzie. Nic nie szkodzi, że do piekła. Ważne, że jest sukces numer jeden!

  191. „Na razie ekspresowo poprawiła mu się polszczyzna. Zbiorowy projekt? Nie można wykluczyć ”
    Zauważyła Namargineska bystrze, ale ja na wszelki wypadek (jakbyśmy ku tej wieży zmierzali, znaczy się Babel) przypomnę sobie łacinę. Na razie wyskakuje mi pierwsze zdanie z pierwszej łacińskiej czytanki: Marcus in horto sedet oraz zapamiętane dzięki odpowiedniemu skandowaniu/rytmowi z Owidiusza tylko tyle:
    „aurea prima sata est aetas quae vindice nullo sponte sua lege fiden rectumque colebat”.

  192. Thomas
    21 marca o godz. 14:49

    @Tanaka
    Pan napisal tak:
    „Generalna zasada jest taka, że każdy katolik należący do Kościoła kat jest za niego współodpowiedzialny”
    Potem pisze:
    „Szostkiewicz to kwestionuje.”
    (ja tez)

    To jest zasada ludzkiej zbiorowości. Znana i stosowana także przez zwierzęta żyjące stadnie, a nawet nie tylko te: co robisz, za to bierzesz odpowiedzialność. Robisz za członka Kościoła kat – odpowiadasz za członkostwo. Co robi organizacja, za to współodpowiedzialność ponoszą członkowie.

    Można to kwestionować. Banalność zła. Są tego skutki. Znane.

  193. Na marginesie
    21 marca o godz. 14:59

    Szostkiewicz mu podziękował.

  194. Paradox57
    Też się piszę na ognisko wymyślone przez @Tanakę. Piszesz o zapewnieniu prowiantu, a mnie interesuje część artystyczna. Międzynarodowa, czy bardziej tutejsza, tubylcza?
    Ja bym chętnie zatańczyła tango, najlepiej argentyńskie, choć zarazem międzynarodowe. Czy mógłbyś mnie poprowadzić?

  195. paradox57
    21 marca o godz. 14:43

    @seleuk 14:36
    Muszę chyba zacząć pisać po szwedzku. Jak wrócę z Radomia.

    Kiedyś, o mało co, a byłbym pojechał do Biłgoraja. Prawdopodobnie wskutek tego wyrażenia mogę zacząć gadać po kaszubsku.

    Seleuk dobrze gada, bo po swojemu, a po szwedzku gada na zasadzie drobnych wtrąceń, co ubarwia figlarnością jego różne mowy.
    Jest dobrze – jak powiedział Gierek odwiedzając Hutę Warszawa.

  196. mag
    21 marca o godz. 15:28

    Chodzonego czas zacząć – powiedział Sędzia
    I tyle było jego orędzia
    Towarzystwo bowiem tango tańczyć chciało
    ale jak to zrobić – ni w ząb nie wiedziało.

  197. @mag 15:28

    Wątpię, czy ze swoimi nawykami bardzo bym się nadawał do poprowadzenia w tańcu jakiejkolwiek kobiety. Ognisko nie ognisko. Bo wiesz, u nas zasady są strasznie proste. Uwiąz, poskrom, dutka, kaloryfer. Dobrze, z tym kaloryferem przesadzam. Jaka kobieta chciałaby być tak traktowana?

  198. Tanaczku.O tym ,czy STALIN BYŁ LUDOBÓJCĄ ,NIE TRZBA DECYZJI SĄDU.Był tak jak Pol Pot i Hitler.KK jest partią ,ma struktury partyjne ,program i zwolenników.Nie jest sektą.Frańciszek nie jest szamanem.Chociaż w KK ,zdarzają się sekty i szamani ,którzy nauki Frąńciszka mają w nosie i termach.

  199. @seleuk(os)
    A propos języków. Bardzo podoba mi się szwedzki słuchowo, zwłaszcza charakterystyczna melodia zdania. Od połowy lat 70 bywam w Szwecji z powodów rodzinnych. Nigdy nie miałam aspiracji nauczyć się tego języka , choc mieszkająca tam się siostra zachęcała mnie do migracji , zwłaszcza w latach 80., ale byłam uparta jak osioł. Inna sprawa, że sporo rozumiem, bo jestem z językiem osłuchana.
    Powiem Ci szczerze, gdybym dziś była młodsza chyba dałabym nogę z Umęczonej, czyli w cholerę wyjechała (bo nie wiem, czy kojarzysz idiomy). Kierunek – zdecydowanie południowy: francuska Prowansja, Toskania we Włoszech itp. albo Australia lub Nowa Zelandia, chociaż piekielnie daleko.
    Trochę Szwecji liznęłam poza Sztokcholmem, który znam nieźle: Goteborg, Malmo, Uppsalę, Norrkoping, Sodetalje, Mariefred. Niestety, nie byłam na północy, a Kirunę znam tylko z kryminałów.
    A gdzie Ty mieszkasz, jeśli wolno spytać?
    Miałabym do Ciebie wielką prośbę. Czy mógłbyś mi podesłać link z jakimś szwedzkim tekstem, nie muzycznym i śpiewanym, ale właśnie mówionym. Może przez Ciebie?

  200. zezem
    21 marca o godz. 12:48

    Przez to aaakanie, yyykanie, eeekanie, mniaaanie kiedyś coraz częściej z wściekłości wyłączałem tele-morele, aż w końcu wyłączyłem na amen – będzie z 18 lat.

    Ale ciekawsza jest inna rzecz. Nagrałem kiedyś rozmowę z żoną (nie wiedziała o tym), żeby się na własne uszy przekonała, jak głupio gada. I puściłem w samo południe. Byłem przygotowany na koncert pięknej mowy w moim wykonaniu. I od początku zbaraniałem. W miarę słuchania baraniałem coraz bardziej. Już nie słuchałem żony, tylko – siebie. Aż na końcu wydusiłem: „Kuwa jego mać, to ja?! O Boże!”. W tym czasie byłem już fest zaawansowanym obserwatorem wszelkich jąkań, stękań, słownych tików, przerywników, manieryzmów i dukań stereotypów udających żywe myślenie (np. idiotyzm „Z wyrokami sądu się nie dyskutuje”). A tu się okazało, że jestem sto razy większy od żony jąkała, stękała, buczała, aż się zes…. Ależ to było przeżycie! I, rzecz jasna, wstyd.

    Ale wstyd może być twórczy – odwrotnie niż tu ględził jeden. Odtąd zacząłem się kontrolować. Wojna z nałogiem to nie byle jaka rzecz, zwłaszcza z nałogiem kilkudziesięcioletnim. Zwyciężyłem gdzieś po trzech latach bardzo pilnego obserwowania swoich buczeń. A zacząłem od rygoru „Jak szukasz słowa, to w tym czasie nie bucz, tylko – milcz”. Dla słuchacza słuchanie tych wszelkich yyykań, jąkań, buczeń, mmmuczeń – to tortura.

    Kiedy więc ktoś mawia patetycznie o szacunku do drugiego człowieka – na przykład ateisty do religianta – niech sam siebie posłucha, czy, pouczając ateistę, czasem nie buczy, myczy, yyyczy bo to właśnie odwrotność szacunku.

  201. @seleuk(os)
    Acha, zapomniałam dodać, że „na słuch” odróżniam od szwedzkiego norweski (chyba najbardziej podobny), duński i finski (najbrzydszy, jak twierdzą Szwedzi)

  202. @Tanaka
    Chetnie tlumacze Panu jeszcze raz gdzie jest u Pana logyczny blad:

    Chyba zna Pan ludzi jak Świadkowie Jehowy. U nich jest taka zasada: „Bibla jest slowem Boga.” Jesli dyskutuje Pan z ludzmi SJ wtedy bedzie Pan zauwazyl ze bardzo logycznie i rzetelnie dyskutuja az do tego momentu kiedy mowia: „…no bo tak jest napisany w biblii”. Dla Pana i dla mnie to zaden argument, ale dla nich tak. Tylko jesli oni chca zebysmy ich traktowali powaznie wtedy powinni sie zgadzac z tym ze zasady ustalimy RAZEM a nie kazdy dla siebie. Bo po co dyskutowac czy Bog istnieje jesli jedna strona ma jako zasade ze istnieje i druga strona ma zasada ze nie istnieje. To bez sensu.

    Jesli Kopernik powiedziel: Ludzie, sluchajcie, ziemie jest okragla! Wtedy papierz mowil: Nie prawda, bo zasada jest ze bibla mowi prawde i tam jest napisany ze jest inaczej. Koniec.

    Co wynika z tego? Ludzie (papierz i kk) maja wladze jesli sa w stanie ustalic zasade! Dopoki sa ludzie ktorzy zgadzaja sie z zasada bezmyslnie wtedy wygrywaja.

    Inna zasada jest: „Jaroslaw K. jest dobrym strategiem i zawsze ma racje.” W PiSie tego nikt nie kwestionuje (otwarcie) dlatego facet ktory na pewno nie jest madry, i nie ma zadnych strategii, ktory ruinuje caly kraj, ma niesamowite duza wladze, bo udalo mu sie ustalic zasade. Ta zasada jest kompletnie nieuzasadniona ale zasada po prostu jest.

    Tak samo jest tutaj. Pan ustalil zasade i tlumacze nam ze ta zasada jest wszedzie prawda. Ja, kwestionowalem czy zasada odpowiedzialnosci zbiorowościowe jest dobra zasada. (Dobra nie wiem, tylko kwestionuje. I sa faktycznie argumenty „za”, tylko TO ZALEZY.)

    Pana argument jest w sumie: „Zasada odpowiedzialnosci zbiorowościowe obowiazuje bo jest zasada ludzkiej zbiorowości”
    Kazdy sam moze ocenic czy to madre. Ja mysle ze nie. 🙂

    Kolejny Pana argument: „Znana i stosowana także przez zwierzęta żyjące stadnie”
    To szybko mozna demaskowac jako argument bezsensowny: Sa malpy gdzie tylko jedna malpa ma w stadnie wszystkie „kobiety” i pozostale malpy nie maja w ogole. Sa ptaki ktore wyrzucaja male ptaszki z gniazda jesli jest ich za duzo.

    Czy my, ludzie, powinnismy nauczyc sie kulture od zwierzat czy raczej ustalic swoja kulture?

  203. Tango
    W głowie się nie mieści
    Ile w nim żaru i treści
    Tango
    Upaja cię zachwytem
    Niejednym chwytem
    Tango
    Tańczone z Tanaką
    No i co Wy na to?

  204. @Thomas 16:05
    Jesli Kopernik powiedziel: Ludzie, sluchajcie, ziemie jest okragla! Wtedy papierz mowil: Nie prawda, bo zasada jest ze bibla mowi prawde i tam jest napisany ze jest inaczej. Koniec.

    I gdzieś Ty to, nieboże, wyczytał?

    I jeszcze to:
    Kolejny Pana argument: „Znana i stosowana także przez zwierzęta żyjące stadnie”
    To szybko mozna demaskowac jako argument bezsensowny: Sa malpy gdzie tylko jedna malpa ma w stadnie wszystkie „kobiety” i pozostale malpy nie maja w ogole. Sa ptaki ktore wyrzucaja male ptaszki z gniazda jesli jest ich za duzo.

    Wysil się i poszukaj innych przykładów. Ja np. w życiu nie wyrzuciłbym ptaszka, choćby był nie wiadomo jak mały.

  205. Jak kazdy ktory ma troche oleju w glowie szybko zauwazyl ze problem Tanaki nie jest ze nie ma racji jesli chodzi o to czy KK jest zly czy dobry. Tanaka ma racje krytykujac KK.

    Tylko Tanaka i inni tutaj macie calkiem bledna strategie: Nie wygrajcie jesli tak jak oni ustalicie nowe zasady tylko jesli zaczynajcie byc otwarci na nowe pomysle i szczegolnie szanujejcie zasada ze nie ma zasad jesli nie razem zgdzamy sie ze taka zasada obowiazuje. Na przyklad nie mowimy po francuzku tutaj jest zasada ktora ja szanuje bo robi to sens. Ale zsasada ze „odpowiedzialnosci zbiorowościowe obowiazuje bo jest zasada ludzkiej zbiorowości”
    No nie wygrajcie z KK, bo to nei przekonujacy. Macie tu fenomen sekty ktora kreci sie dookola siebie bo nikt nie kwestionuje Tanaki. I to akurat Wasz problem.

  206. @mag 16:09

    Chwyty tak. Chwytów studentów uczymy.

  207. „bo nikt nie kwestionuje Tanaki.”
    To nieprawde, za szybko napisalem, sa ktorzy kwestionuja.

  208. @paradox57
    Nie napisalem ze Pan wyruczi ptaszki tylko ptaki wyrzucaja male ptaszki. 🙂

  209. @Thomas

    Ale że co? Chcesz nam udzielać porad, w jaki sposób mamy naprawiać kościółkowych? To proszę bardzo, zacznij je stosować na blogach religiantów i w stosunku do członków kk. Tam znajdziesz wdzięcznych słuchaczy, a może i naśladowców.

  210. mag

    Nie wiem, mag, u Ciebie jak, bo umie buro i ponuro. Ale mówiłem Ci, że i na naszej ulicy będzie słonko, więc Ci posyłam wiosenne gwiazdeczki. Podbiał – bo on ci to jest – zaczyna życie od kwiatków, dopiero sporo potem się pojawia zieleń. Nawiasem mówiąc, pierwsza wiosenna sałatka – prosto od krowy, a nie tam, panie, ze sklepu – na surowo to właśnie podbiał, młodziutka pokrzywa i mlecz, zupełnie niepotrzebnie „mniszkiem lekarskim zwany”.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6670862842131514401/6670862843233497330?authkey=CJ2dvdTnrd7H7wE

  211. @Thomas 16:21

    A o czym niby ja napisałem? Że niby Pan napisał?

  212. @paradox57
    21 marca o godz. 16:15

  213. @slima11 21 marca o godz. 15:53
    A na jakiej podstawie twierdzisz, że kaka nie jest sektą? Czym się różni? Autopromocją tylko?

  214. @Thomas 16:36

    Co Ty mi tu z datą i godziną? Przecież wiem, o której coś napisałem. Aż tak kiepskiej pamięci nie mam. Ogarniam przeszłość sprzed godziny

  215. Thomas
    21 marca o godz. 16:05

    „Jesli Kopernik powiedziel: Ludzie, sluchajcie, ziemie jest okragla! Wtedy papierz mowil: Nie prawda, bo zasada jest ze bibla mowi prawde i tam jest napisany ze jest inaczej. Koniec.

    Co wynika z tego? Ludzie (papierz i kk) maja wladze jesli sa w stanie ustalic zasade! Dopoki sa ludzie ktorzy zgadzaja sie z zasada bezmyslnie wtedy wygrywaja.”

    Jest jeszcze rzeczywistość. Choćby papież nie wiem co napisał i papieską pieczęcią opatrzył, to 2 x 2 = 4, a Ziemia jest mniej więcej okrągła. Dopóki gadamy sobie przy kominku, Ziemia może mieć kształt naleśnika podpartego na trzech gumiakach. Jak dowodzisz flotą, to Ziemia musi być dla Ciebie okrągła, bo inaczej będzie źle.

  216. @Szary Kot 21 marca o godz. 16:39
    Jeśli fakty się nie zgadzają z doktryną kaka, tym gorzej dla faktów.

  217. @Thomas – porozmawiajmu lepiej o rzekomym zmartwychwstaniu. Prawda czy fałsz? A tekst Credo recytowany – tak niedzielnie i kościółkowo? Recytujesz?

  218. @na marginesie 16:45

    To za proste. Tyle źródeł w sieci, że zacytuje nas naśmierć.

    Zmartwychwstanie to też prosta sprawa. Byle żaba po zimie to potrafi.

  219. @paradox57
    Fajnie ze Pan postara sie rozumiec o co mi chodzi.

    „Chcesz nam udzielać porad, w jaki sposób mamy naprawiać kościółkowych?”

    Tak. Jedyna droga jest kwestionowac zasad. Byc otwarty. I nie z gory ustalic nowych agresywnych zasad tak jak robi to Tanaka.

    Druga rada jest taka nie klocic sie z ludzmi ktorzy mysla troche inaczej tylko sprobowac kilka wierzacych przekonywac. Zwiazac sie „strategycznie” z ludzmi którzy sa z Waszej strony tylko nie tak agresywnie. To wszystko w celu pomagac ofiarom (i tu nie mowie tylko o ofiarach gwaltow, sa rozni inni ofiary jak sami wiedzicie.)

    Ale wy od razu ich atakujcie, mowicie mi na przyklad ze jestem religantem. W ogole nie jest tak i juz straciliscie kogos ktory moglby koalicjantem, zeby protestowac przeciwko KK.

    Ale tego Takana nie chce sluchac bo to podwazylby „autorytet” Takani. Wy funkcjonujcie dokladnie jak w KK.

  220. PS
    Tamten łosoś, jak pamiętasz, też był żywy.

  221. „Bo czujemy się współodpowiedzialni” – deklarują świeccy katolicy.
    Tylko redaktor Szostkiewicz się nie czuje? Na jego blogu opluwanie Tanaki trwa w najlepsze.

    https://natemat.pl/267439,zranieni-w-kosciele-800-280-900-infolinia-dla-skrzywdzonych-przez-ksiezy?_ga=2.8166642.1388928773.1552741269-2089260098.1514035964

  222. @Thomas 16:52

    Pierwsze Twoje zdanie. Cienkie to bardzo. I pospolicie stosowane przez każdego kościelnego funkcjonariusza. Formatują was jakoś do tego typu dyskusji, że takich oklepanych argumentów używacie?

    Koalicjant z Ciebie marny, to i strata dla mnie nieduża. Rzekłbym – zupełnie nieistotna. My tu sobie radzimy całkiem dobrze z nalotem kościółkowym na blog.

  223. @Thomas 21 marca o godz. 16:52

    My nie szukamy „koalicjantów” i nie prowadzimy działalności politycznej. Dlatego twoje pouczenia trafiają w próżnię. Idź wytłumacz „wierzącym” braciom, że katechizm kaka to stek bzdur. Z ateistami nie masz o czym dyskutować.

  224. Do poczytania niereligijnego, niezastąpiony galopujący major
    https://krytykapolityczna.pl/felietony/galopujacy-major/panstwo-w-stanie-pouczenia/

    Jak ktoś tak to wszystko naraz wypunktuje, to rzeczywiście robi się mocno nieswojo. Republika bananowa, państwo z dykty, kamieni kupa, i co tam jeszcze komu przychodzi do głowy. Jak kurcze do tego doszło? Czy to było wyobrażalne w 1989? Raczej nie. W 2001? Może jeden taki wypadek, albo dwa. Teraz to reguła. Państwo nam upadło, po raz kolejny.

    Zresztą, krytykę polityczną trza wesprzeć, bo Gliński dał im wała.

  225. zezem
    21 marca o godz. 11:51

    Zgadzam sie. Podoba mi sie photo-reportaz Moniki z NW Passage.

  226. Aprobata dla poglądów Tanaki (w moim przypadku) nie opiera się na „autorytecie” Tanaki tylko zwyczajnie na fundamentalnej zbieżności poglądów. To zabawne, że religianci wszędzie widzą tylko „autorytet”. Jednak nie da się ukryć, że to sporo o nich mówi.

  227. Tak, autorytet lewicowej prasy (czy Tanaki), i wiara że bóg nie istnieje. Jesteśmy dokładnie tacy sami. Jak mnie to już męczy.

  228. @izabella 21 marca o godz. 17:10

    Bardzo dobre podsumowanie. Jak do tego doszło? Bo nikt nie czuje się odpowiedzialny za zwyczajne przestrzeganie procedur? Systemowe rozprzężenie? Bezzasadne zawierzenie Opaczności?

  229. @Na marginesie
    „koalicjant” nie w sensie politycznym.

    „Idź wytłumacz „wierzącym” braciom, że katechizm kaka to stek bzdur.”
    Nie jestem wierzacym i mysle tez ze katechizm to stek bzdur.

    „Aprobata dla poglądów Tanaki (w moim przypadku) nie opiera się na „autorytecie” Tanaki tylko zwyczajnie na fundamentalnej zbieżności poglądów.”
    No to dobrze, to sie pomylilem, przepraszam.

  230. @izabella 21 marca o godz. 17:19

    To fakt, że przy zgodności światopoglądów nie ma w zasadzie o czym dyskutować – to znaczy na ten akurat temat. Ale z kolei dyskusja światopoglądowa z religiantem jest w założeniu bezcelowa – właśnie ze względu na fundamentalne różnice. Możemy sobie podyskutować o pogodzie… I tak to właśnie wygląda w codziennym życiu. Co do udziału w przestrzeni publicznej – nie ma zmiłuj. Ograniczenie zapędów kaka trzeba po prostu sobie wywalczyć. Kaka-funkcjonariusze wszelkiej maści są w stanie zrozumieć wyłącznie kontakt d… z kijem. Tak zostali formacyjnie ukształtowani.

  231. @Thomas 21 marca o godz. 17:22
    Problem w zasadzie polega na tym, że wszechobecne wtrącalstwo kaka w Polsce odbywa się rękami zindoktrynowanych szeregowych „wiernych”. I w tym sensie są oni współodpowiedzialni za wprowadzanie państwa wyznaniowego.

  232. @izabella 21 marca o godz. 17:19
    Ale to nie jest „wiara” w nieistnienie jakiegoś Boga. To jest wniosek z obserwacji i efekt refleksji.

  233. Thomas
    21 marca o godz. 16:16

    To forum działa już kilka lat. Dawałeś się wcześniej zauważyć u red. Szostkiewicza, ale nie wiem, czy w ogóle zaglądałeś tu.

    To nie jest banda zakapiorów o nieczystych intencjach, którzy uwzięli się na Kościół. To są ludzie, że tak pompatycznie się wyrażę, sorry everybody, patrzący z troską na zło Kościoła, bo po pierwsze umieją je dostrzec, a po drugie nie jest im to obojętne, choć niektórzy twierdzą inaczej (i dalej piszą). Nie przekuwają tego na działalność polityczną, ale gadają sobie z rana, wieczora i w nocy w tym nie najgorszym zakątku internetu, bo doszli do „fundamentalnej zbieżności poglądów” i miło jest pogadać bez męczącej konieczności tłumaczenia za każdym razem że A jest A, czarne jest czarne, a 2 x 2 = 4. Dlatego za każdym razem jest „lekkie wqrwienie”, jak przychodzi ktoś i wmawia, że być może czarne jest zielonkawe, bo niektórzy tak uważają i trzeba to uszanować. Nie, do cholery! Czarne jest czarne. Amen.

    Reasumując, poglądy, które tak dość niezręcznie kwestionujesz mają mocną podstawę nie tyle w widzimisię Tanaki albo innych uczestników forum, ale w argumentach, które już były międlone na wszystkie strony.

    Tutaj rzucanie się nie przejdzie… Więcej czytaj i pytaj. Rada gratis, bez obowiązku skorzystania z niej.

  234. Errata-uzupełnienie, zanim mnie zatłuczecie:

    „…patrzący z troską na zło czynione przez Kościół w przestrzeni publicznej, czyli tej, która dotyczy wszystkich.”

    Nie miałem na myśli żadnej troski o Kościół, który to obiekt uznany został za dalece nierokujący i najlepiej dla wszystkich, żeby go całkiem szlag trafił.

  235. Na marginesie
    21 marca o godz. 17:36
    Ale to nie jest „wiara” w nieistnienie jakiegoś Boga. To jest wniosek z obserwacji i efekt refleksji.

    Mi to mówisz? Trochę musiałam tej zimy pobywać w Polsce z powodów rodzinnych, i nasłuchałam się tego do znudzenia. Thomas ma w jednym rację, wychodzimy z tak różnych założeń że nasze konkluzje rozjeżdżają się już na samym wstępie. Nie ma możliwości dogadania się. Ale i tak za każdym razem zdumiewa mnie liczba ludzi wierzących w Polsce, wierzący jest prawie każdy, niewierzących policzyłam na palcach jednej ręki. I ci wszyscy wierzący tak się łudzą że kościół się wreszcie oczyści (na to najlepiej odpowiada prof. Bartoś, ostatnio w rozmowie dnia, w kościele jest mniej dobra niż komukolwiek się wydaje). Czy redaktor Szostkiewicz uwierzyłby Bartosiowi?

    Masz rację, konflikt ożywia blog, a nuda go zabija. Ale czy to jest najlepszy możliwy konflikt, to nieustanne ruganie blogowiczów że się brzydko wyrażają o religiantach? Ja mam po kokardę.

  236. Na marginesie
    21 marca o godz. 17:28
    Możemy sobie podyskutować o pogodzie…
    Czasami i to niebezpieczne. Sporo osób robi z tego nową religię.

  237. Orca
    21 marca o godz. 17:11
    Do tego trzeba mieć serce. I odwagę. Sądzę ,że przy b. wysokiej fali czy sytuacji (ufff…) krytycznej czułbym się b.b. „niewyraźnie”.
    Ale żeglarstwo nawet po wodach Grenlandii jest bardziej sensowne niż zdobywanie Nanga Parbat nowym przejściem porą zimową.

  238. wbocek
    21 marca o godz. 16:02
    Spotrzeżenia interesujące o tyle , bo podobne. Zacząłem się też kontrolować.
    Faktycznie – lepiej mniej mówić lub zastanowić się co ma się do powiedzenia.
    Ale,ale… Dalej nie wiem w czym tkwi wspomniany przeze mnie fenomen owego „dukania”. W gramatyce, jej strukturze… ?

  239. wbocek
    g.16:28
    Mnie też czegóś skuczno, a najbardziej dlatego, że cały kręgosłup mnie napier… Nawet silne prochy słabo pomagają. Czekam na tzw. blokadę u poleconego mi, ponoć świetnego neurochirurga jak tylko „się znajdzie miejsce w szpitalu”, czyli z Funduszu, bo na zabieg prywatny mnie nie stać.
    Piękne mi kwiatki podesłałeś, ale ja -póki co – nie pojadę blaszakiem nad Narew, bo jeszcze za chłodno, by w chałupie przenocować, a tak połazić , popatrzyć i zaraz wrócić, to mi się nie chce z powodów podanych wyżej.
    Ale naści zieloności i kwietności z tamtych stron, a serdeczności z Warszawy
    ttps://www.google.com/search?q=wiosna+nad+narwią&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b-ab

  240. zezem
    21 marca o godz. 18:30
    wbocek
    21 marca o godz. 16:02

    A jaka to męka zapisać język potocznie mówiony. Zdarzyła mi się taka praca (z nagrań). Wywiadowani rozmówcy bardzo się pod tym względem różnili, ale nawet mówiących najpłynniej nie dało się zapisać słowo w słowo. Trzeba było sztukować obfitym użyciem trzykropków.

  241. zezem
    21 marca o godz. 18:30

    Tkwi w psychice. To przede wszystkim wypełniacze czasu. Współcześnie biorą się z małpowania innych, ale nie umiem powiedzieć, kiedy i od czego zaczęło się beczenie i stękanie. Być może wtedy, kiedy się pojawiły intelektuały gawędzące nie o konkretach, ale o abstrakcjach, czyli rozwlekle i co rusz potrzebowały czasu na szukanie po kieszeniach słów. Pewnie zauważyłeś, że ludzie tzw, prości rzadko się jąkają, jako że mówią krótko i „zawiązało” (to słowo mojego starszego kolegi łopaciarza) o sprawach dobrze im znanych. O nieznanych gadają długo i rozwlekle tylko miastowe.

    Manierycznych, pozatreściowych wypełniaczy czasu w rozmowach jest więcej: „kurwa”, „prawda”, „jakby”, „jak gdyby”, „nie wiem”, „tak naprawdę”, „jak by na to nie patrzeć”, „Chciałem powiedzieć jedną rzecz”, wspominane już na blogu „co nie”, „nie” na końcu zdania u smarków i dziesiątki innych.

    „To znaczy, yyy chciałem powiedzieć jedną rzecz aaa: to jest tak naprawdę kwestia mmm, nie wiem, zachowań eee jak gdyby ludzkich, prawda”.

    Kiedyś, jak miałem odrobinę lepszą pamięć, uzbierałem w ciągu dwóch godzin ponad 80 wyrazów i wyrażeń modnych, manierycznych, pustych znaczeniowo, niekoniecznych, niepotrzebnych i chciałem robić „Słownik wyrazów niekoniecznych” – poprawnych gramatycznie i ortograficznie, ale modnych, używanych niepotrzebnie. Coś jak prof. Pisarka „Słownik języka niby-polskiego” o błędach językowych w prasie, tyle że nie o błędy mi chodziło. Ale zgasłem.

    Niewykluczone, że nietaktowne muczenie, yczenie, eczenie itp. poszło w lud z gadanych mediów jako nobilitujące, bo przecież w radiu, tele muczy, yczy, eczy inteligencja. Jak muczę, beczę to jestem filozof, myślący, zastanawiam się, a nie rąbię po chłopsku, bez jąkania.

    Słyszałem na żywo tylko jednego człowieka, który bodaj w tele wytknął swoim koleżankom i kolegom po fachu takie zachowania. Sam mówił wzorcowo. Była to Irena Dziedzic.

  242. @Szary Kot, zezem, wbocek
    Ja niedawno musiałam zrobić nagrywaną prezentację. To znaczy prezentacja i głos (z kursorem, ale bez osoby). Niestety nie byłam w stanie samej siebie słuchać, temat znałam na wyrywki, ale każdemu mówieniu „z głowy” brakowało płynności. Po wielu próbach w końcu zapisałam wszystko na kartce, i przeczytałam. Wyszło doskonale. Nie wiem czy inni też musieli się uciec do takich sztuczek. Pewnie jest to kwestia treningu od młodości, albo talentu. Prezentując coś na żywo człowiek sam siebie nie słyszy. Jakby słyszał to pewnie by się załamał, jak wbocek 🙁

  243. mag
    21 marca o godz. 19:02

    Uojezuniuuuuuuuuuuuuuuuuuuu, mag! I ty w tem raju zyjes?! To na wuj Ci insy raj. Patataj, o patataj, jus tam lece.

  244. mag
    21 marca o godz. 19:08

    Płynęła przez Narwię rzeczka
    Zwana przez mądrych – Ucieczka
    od smogu życia lichego
    więc jadę tam zaraz, kolego

  245. izabella
    21 marca o godz. 20:05

    Izabello, kiedyś – ale nie pamiętam kiedy – był przedmiot nauczania zwany erystyką. Bo się mądrym zdawało, że w skomplikowanej cywilizacji słowa trudno mówić długo i zawile bez nauki mówienia. Ale im się tylko zdawało. Wystarczy podsłuchać przyszłość narodu:

    „Pierdole szkołe, powiedziałem. Se ide miastem eee, co nia? Ide, bo, kurwa, nie mam co robić. Patrze: stoi Jasiu, co nia? Co tak, kurwa, stoisz, mówię, co nia? A tak se, kurwa, stoje, mówi. To mówię, kurwa, stój, ja ide, co nia? eee No i żem poszed. Bo co tak, kurwa, bede stał, co nia?”

  246. @@ All
    Zgodnosc pogladu nie tak glupio miec. Konsensus. Mozna wtedy poklocic jak do celu doplynac. Znaczy dokad okret ledungowy wioslowac, na ktory klasztor i jak.

    @mag
    Ja mieszkam teraz w jedna szw „kolebka”, na poludnie od Kinnekulle. W Szw sa dwie „kolebki”. Ta druga to Uppland (okolice Uppsala, Sigtuna). Pare razy dawalem link. Jeszcze raz, inny
    https://www.vastsverige.com/lackokinnekulle/kinnekulle/se–gora-kinnekulle/
    Wszystkie miejsca (prawie) sa na odleglosc spacer. BlombergHamn to jest gdzie trzymam WooHoo2, albo zegluje WooHoo! Tam jest tez „domowy port” Sigrid Storråda. Nad ZabieMorze. Wodospad na jedno foto jest 500metrow od mojego domu.

    Ja wiele razy pisze wies, wies, wies. Ale po szw wies jest co inne jak polska. Wies szw w 17/18 wieku zostala zmieniona. Ziemia, lasy, woda, pastwiska etc zostaly zebrane do kupy, potem dzielone miedzy. Na srodku jest gospodarstwo chlopskie (gård). Nie ma kawalkow. Do nastepne jest typ 2km. Czy wiecej. Dla efektywnosci. Ja mieszkam w wiekszym Bullerbyn. Domy sa dawne „mieszkania sluzbowe”. Nprzyklad latarnik, sluzownik, zolnierz, lesnik etc. Mial sluzbowe mieszkanie(dom), kawaleczek gruntu (kartofle, warzywa, krowa, owca) i mial obowiazek nprzyklad raz do roku na manewry (zolnierz), albo otwierac sluze. To jest najbardziej szwedzkie ze szwedzkiego. Marzenie o raju (nie moje). Ja mieszkalem w wielu miejscach. Najdluzej na Ingarö, w szkierach Stockholm. Ja musze Mag mieszkac kolo duzej wody. Jak mieszkalem po powrocie z Grecji w Tiveden to WooHoo2 mialem w Slite na Gotlandi. Bo wtedy moglem do Hammerudde na Bornholm i powrot i mialem spokoj na dwa tygodnie.

    Toskana i Provance tez uwielbiam, ale moje miejsce jest tu. Na polnocy bylem pare razy. Niech Ciebie Mag jesusmaryja broni. Tam sa takie komary co zywcem jedza. Jak Apache helikoptery. Od mikroskopijnych do centymetrowych. Przed tym nie ma jak bronic. Tam jest komarow wiecej jak ziarnek piachu ca 3,5X.

    Pare razy zbieralem napisac na blog co jest Miedzymorze. To jest pozostalosc, po mojemu dobra, panskandynawism. Byl panslavism, pangermanism, panhellenism, pare innych panow. Ten skandynawski zostal. Rada Nordycka jest rownie „stara” jak EU. Bez paszportow, wszedzie praca, wspolne projekty. I wspolny jezyk Mag. Do dzis wszystkie rzady skand dbaja, zeby ten jezyk (skandynawski) byl zywy. Nikt nie ma problem rozmawiac. To jest wspolnota 20mln ludzi. Ale nigdy nie mialem czas pisac.

    Moj szwedzki jest najblizej dialekt stockholmski. Ja nie mam nic co moge Tobie zalinkowac. Ja nie nagrywam, foto nie robie etc. Moge Tobie mag dac link do dziennik tv co byl dzis
    https://www.svtplay.se/video/21254303/rapport/rapport-21-mar-19-30-3?start=auto

    Oni wszyscy mowia, ja potrafie okreslic gdzie spedzili dziecinstwo mlodosc. Ale to nie sa regionalne jezyki typ kaszubski, czy goralski (zeby porownac pl). Najbardziej „spiewny” szwedzki jest gotlandska (Gotland).

    Mam nadzieje odpowiedzialem wszystkie Twoje pytania. Na temat emigracia nie wypowiadam. Dla mnie byla wolnosc i mozliwosc zyc jak chcialem. Tyle.

    Pzdr Seleuk

  247. slima11
    21 marca o godz. 15:53

    Tanaczku.O tym ,czy STALIN BYŁ LUDOBÓJCĄ ,NIE TRZBA DECYZJI SĄDU.Był tak jak Pol Pot i Hitler.

    Tak jest!

    W związku z tym mówimy tak:

    Tanaczku.O tym ,czy Kościół katolicki BYŁ LUDOBÓJCĄ ,NIE TRZBA DECYZJI SĄDU.Był tak jak Pol Pot i Hitler.
    Szostkiewicz mówi: Kościół nie był sądzony w Norymberdze. Taka jest sytuacja prawnicza.

  248. Szary Kot
    21 marca o godz. 17:39

    Ładnie i składnie, Kocie, to podsumowałeś. Zebrałby tu przez parę lat więcej niż niereligiancką piątkę z ulicy Barskiej występujących w obronie religiantów i furt nie rozumiejących, że w tej izdebce nie szukamy religiantów, by ich postponować, lecz dzielimy się owocami indywidualnego poznania religii i codziennej rzeczywistości mesjasza narodów, jakim jest RP.

  249. @wbocek 21 marca o godz. 20:04
    Wbocek, a co myslisz o takich kwiatkach, jak kończenie zdania z „… tak.”, albo wtrącanie „w każdym bądź razie”, no i smakowite „pochylać się nad czymś”?
    Anegdotka z życia wzięta: lata temu gdy po raz pierwszy wylądowałem na końcu świata zaproszono mnie jako krajana-kuriozum w odwiedziny do rodziny z polskimi korzeniami. Rodzina ta wyemigrowała przed II WŚ. Senior rodziny mówił po polsku, ale dla mnie brzmiało to jak język z Wesela Wyspiańskiego. On zaś kompletnie mnie nie rozumiał i uznał, ze ja to zaden Polak, jak już to raczej Niemiec 🙂

  250. Thomas
    21 marca o godz. 16:05

    Widzę, że Ci się polszczyzna poprawiła znacznie i błyskawicznie. Gratulacje.

    W sprawie tłumaczenia na temat „błędu logicznego” za pomocą Świadków Jehowy i papieża – nie o logikę chodzi, ale o ślepotę wyznawców. Między innymi na logikę. Ta ślepota nie w logice ma źródło, a w zupełnie czym innym: głębokiej psychice.

    Historia boga jest historią psychiki indywidualnej i zbiorowej, do której wyznawcy i kierownicy – którzy niekoniecznie musieli być wyznawcami, a nawet lepiej gdy nie byli, bo to zapewniało odpowiednią dawkę trzeźwego cynizmu dającemu wielkie korzyści – usiłowali i usiłują dalej zaprzęgać logikę, traktując ją przy tym z właściwym sobie cynizmem.

    Karol Darwin położył fundament pod dziś już bardzo dobrze skonstruowany, mocno stojący i o czystej architekturze gmach poznania: życie istnieje dzięki ewolucji, ewolucja dzieje się sama przez się, do jej wyjaśnienia nie potrzeba żadnego nadprzyrodzonego sprawcy.
    Oszuści religijni, a najbardziej globalni oszuści to chrześcijanie, dziś głównie katolicy, gadają, że to nielogiczne, bo „jak jest zegarek, to musi być zegarmistrz” Mieliśmy tu takiego wyznawcę na blogu, ładnych parę lat, Świadka Jehowy, który nieustannie tak gadał.
    Oszustwo logiczne tkwi w samym założeniu, że to zegarek, szczegółów nie będę znowu powtarzał, łatwo je znaleźć jak kto nie kapuje.

    Inne z oszustw katolickich jest takie, że „teoria ewolucji” to tylko teoria. a nie fakt. To, że istniejesz, że żyjesz, że coś na tym blogu gadasz, to taka sama teoria a nie fakt. Ewolucja jest faktem, ponieważ to wyjaśnienie działa. Za każdym razem i we wszelkich sprawach, do których teoria ta ma zastosowanie.

    Zaś „fakt istnienia bozi z synkiem Jezuskiem” nie jest faktem, a wyłącznie tezą nie do dowiedzenia. Żadna weryfikacja nie działa. W sprawie „teorii ewolucji” każda działa, w sprawie bozi żadna nie działa.

    Cytuję Twoje stwierdzenie: Pana argument jest w sumie: „Zasada odpowiedzialnosci zbiorowościowe obowiazuje bo jest zasada ludzkiej zbiorowości”
    Kazdy sam moze ocenic czy to madre. Ja mysle ze nie.

    „To nie jest mój argument w sumie”, tylko albo Twoje krętactwo, albo nieumiejętność prostego rozumowania. Powtarzałem wielokrotnie: katolik będący członkiem Kościoła ponosi odpowiedzialność za członkostwo.

    Cytuję Twoje stwierdzenie:
    Kolejny Pana argument: „Znana i stosowana także przez zwierzęta żyjące stadnie”
    To szybko mozna demaskowac jako argument bezsensowny: Sa malpy gdzie tylko jedna malpa ma w stadnie wszystkie „kobiety” i pozostale malpy nie maja w ogole. Sa ptaki ktore wyrzucaja male ptaszki z gniazda jesli jest ich za duzo.

    Kto tak szybko demaskuje, siebie demaskuje. Zdradza prostackie wyobrażenia o życiu naszych kuzynów – zwierząt Takie wyobrażenia ma w doktrynie Kościół katolicki i wbijał i wbija je dzieciom bożym w główki od dwóch tysięcy lat: dobre zwierzątko to jest kotlet.
    To zdradza żałosną, ale brutalną w skutkach niewiedzę, nieczułość, cynizm i odcięcie się człowieka od siebie samego – co jest istotą religii, zwłaszcza katolickiej.

    Masz okazję skorzystać z tego blogu i się poduczyć. To darmowe, choć zaleca się wnieść opłatę, całkiem jak u tego niczemu niewinnego katolika od Szostkiewicza, co to tylko chodzi do kościoła i daje na tacę: dodawaj blogowi wartości swoją mądrością i żywą ochotą na naukę. Nie psuj go swoją durnością.
    To jest taki datek na tacę.
    Nie ma obowiązku dawania na tacę, wystarczy, że nie będziesz psuł. To jest darmowe.

  251. Contrarian
    21 marca o godz. 20:55

    No cóż, kończenie zdania „tak?” to stosunkowo nowa maniera. „Tak” to przysłówek lub partykuła, które nie bardzo się kojarzą z pytaniem, więc to oczywista maniera. Zwłaszcza że nikt takujący nie oczekuje odpowiedzi. To po prostu głupawy, modny, słowny tik. Sądzę, że wyszła ze środowisk pierdzistołkowych. Pierwszy raz usłyszałem to w bardzo mnogiej liczbie w ustach sędzi na rozprawie. Pamiętam, że wtedy pomyślałem, że jak pani sędzia taka jest papugomałpa w mowie, to może i jej wyroki są nie tyle z faktów i własnej głowy, ile z małpowania.

    „W każdym bądź razie” to nie tylko tik, ale i w błędnej postaci. Niebłędna to oczywiście „W każdym razie”. Ale można się bez obu tików obyć, jak ja się świetnie obywam bez „prawdy”, do której mam nawet wstręt.

    Do „pochylać się nad czymś” możesz mieć niechęć, jako że indywidualne chęci i niechęci różnymi drogami chadzają, ale to zasiedziały w języku frazeologizm, w którym nie tylko nie ma niczego nagannego, ale i można dać mu wiele plusów za metaforyczną skrótowość i równocześnie plastyczną wieloznaczność.

  252. @Na marginesie
    21 marca o godz. 14:04
    @paradox57
    21 marca o godz. 14:07

    Inkarnacje jotpedwa szybko się uczą. Według niektórych to efekt obcowania z gołębiami w trójkątach.

  253. Pisanie po łotewsku. Próbka. Aby umiędzynarodowić swojego bloga, możesz użyć narzędzia, które jest automatycznym transponderem. Piszemy o tym po polsku (być może po polsku). Następnie wybierz język, który chcesz przetłumaczyć. Niech to będzie łotewski. Tłumaczymy. Dzielimy się tym, co mamy w języku łotewskim. Następnie tłumaczymy to inaczej. Mamy już łotewski, którego tak naprawdę nie znam po polsku. Jeśli efekt nie jest zbyt silny po raz pierwszy, powtarzamy kroki.

  254. mag
    21 marca o godz. 15:57

    To ja się jeszcze powymandrzam.
    Język szwedzki ma tak niezwykłe brzmienie z kilku powodów:
    – akcent melodyczny, polegający na momentalnym podciągnięciu melodii sylaby do góry oraz „podskoku” rytmicznym,
    – iloczas, w powiązaniu z akcentem wpływający na wymowę samogłosek i spółgłosek,
    – wielość samogłosek i dyftongów, mocno różniących się od polskiego,
    – „szeleszczące” spółgłoski, wytwarzane na styku niektórych spółgłosek i miękkich samogłosek ( k w Jonköping, xj w Växjö…),
    – specyficzny zmiękczający wpływ r po spółgłoskach.
    Oczywiście szczegóły zależą od konkretnego dialektu, bo szwedzki od norweskiego rozróżnia się „terytorialnie”. Tzn. jakiś region na obszarze Szwecji może mieć wymowę bliższą oficjalnemu norweskiemu i vice versa, co się pięknie nazywa skandynawskim continuum językowym. Jeszcze jest do tego duński, zwany chorobą gardła, ze swoimi smaczkami, np. gardłowym r, „rozmazanym d (Roskilde), „niedomkniętym” v, jak w słowie skov, które jest pośrednie między v a niezgłoskotwórczym u. Trochę cech duńskich ma norweski z okolic Bergen i Kristianstad oraz szwedzki ze Skanii.
    Wszystko razem tworzy mieszankę o uroku dla mnie nieodpartym. Szwedzki/norweski mam odstawiony na półkę i tylko czasem odświeżam słuchanki, żeby całkiem nie uciekło. Za to na emeryturze… 🙂 🙂 🙂
    Dodam, że kontakt z językami skandynawskimi rzuca odkrywcze światło na fonetykę angielskiego.

    Czy moje wymandrzanie pogoniło Twój, droga Mag, ból plecków? Że niby klina klinem?…

  255. @ Basia
    bardzo mi brakuje takiej europejskiej wiosny, wyczekanej i z tymi kwiatkami małymi i wdzięcznymi. Moja wiosna jest rozbuchana, tu kwitną całe drzewa i też jest pięknie, ale ta czułość do tych pierwszych po zimie mi pozostała. Bo u mnie tak naprawdę ciągle coś kwitnie. I podstępnie pachnie 🙂
    Nabyłam kiedyś cebulki tulipanów, nawet wylazły ale nie udało im się zakwitnąć, hiacynty wylazły i nawet miały pączki, niestety po pierwszym naprawdę słonecznym dniu ugotowały się biedaki. No to przerzuciłam się na orchidee, tymi nie muszę się przejmować.

  256. @@zezem, ponbocek i inni zainteresowani

    W australijskich szkołach są zajęcia z występowania przed tłumem, myślę że w angielskich i amerykańskich też. To bardzo pomaga i dlatego oni wszyscy mówią składnie choć czasem od rzeczy.
    A ja nie mogę oglądać polskich programów wypchanych tymi ee yyy, szczególnie wykonaniu dziennikarzy. Bolą mnie zęby. 🙂

  257. Szary Kot
    21 marca o godz. 22:05
    No, no SzaryKot. Tak naukowe uzupelnienie co jest skand jezyk (continuum) to ja bym przez tydzien nie napisal. Zadna ironia. Szczegolnie dobre o tych szeleszczacych spolgloskach. Dodam, polowa ang nazw malych miejscowosci jest skand.
    pzdr Seleukos

  258. @Szary Kot
    21 marca o godz. 22:05
    Za to na emeryturze…
    He he, też mi się tak wydawało, a w życiu tak nie brakowało mi czasu jak na tej emeryturze!

  259. @seleuk|os|
    21 marca o godz. 22:17
    Ten sam pień językowy. I żeby nie ten Wiluś angielski byłby całkiem inny.

  260. Tanaka
    21 marca o godz. 21:40

    Wspomniałeś, Tanako, o oszustwie logicznym i przywołałeś – niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – dezentera. Oto dezenterowy przykład oszustwa, które dla niego, rzecz jasna, oszustwem nie jest.

    „Czy Bóg wskrzesił go z martwych, potwierdzając w ten sposób, że Jezus Chrystus mówił prawdę i że faktycznie jest wyjątkowym Synem Bożym?

    Ponad 500 świadków widziało Jezusa żywego po jego zmartwychwstaniu, a wierni apostołowie byli naocznymi świadkami, jak zaczął powracać do nieba, aż zasłonięty obłokiem zniknął im z oczu”.

    Uczciwy poznawca nie powiedziałby, że wymienieni świadkowie widzieli, lecz że w NT pisze, że widzieli. I że NT jest jedynym źródłem mówiącym o tym „widzeniu”.

    Sam dezenter furt zachęca do wnikliwego poznawania Biblii.

  261. Ewa-Joanna, 21 marca o godz. 22:19
    do
    @Szary Kot, 21 marca o godz. 22:05
    Za to na emeryturze… [brak czasu].

    To proste. Nie mozna na chorobowe.

    pzdr S

  262. @Ewa-Joanna
    21 marca o godz. 22:13

    Wiesz – ta holenderska wiosna różni się bardzo od polskiej.
    Bo temperatura spada bardzo rzadko poniżej +5C., a przeciętna zima to około 10C i więcej.
    Śnieg w ciągu wielu lat widziałam może 5 razy i topniał w parę dni, albo nawet w ciągu jednego. Ze względu na ogromną ilośc wody poldery i trawniki w miastach są zawsze zielone. I najczęściej na trawnikach kwitną małe stokrotki cały rok. Więc bardzo często pierwsze żonkile , a potem przebiśniegi można spotkać już na początku stycznia.
    Wtedy czeka się na następne małe kwiatki. A kiedy zakwitną pola tulipanów, to wiosenna radość jest kompletna.
    Ale myślę, że kraj taki jak twój, gdzie zawsze coś kwitnie i pachnie – jest bardzo szczególny.
    Jaka szkoda, że to tak okropnie daleko !!

  263. @basia.n
    21 marca o godz. 22:34
    Ech, stokrotki…
    Rz udało mi się kupić takie byle jakie, posadziłam i nawet rosły. Póki świńtuch nie zeżarł.
    Bo miałam świńtuszka ( świnkę morską) ganiającego luzem po ogrodzie. I tak mu posmakowały.

  264. Ewa-Joanna
    21 marca o godz. 22:19

    Co gorsza coś się dzieje z czasem. Ostatnio rok trwa tyle, co kiedyś miesiąc. Jak tak dalej pójdzie, to ten podręcznik do norweskiego przyda się do skrzynki, pod głowę podłożyć.

  265. Szary Kocie
    Pięknieś mi i mądrze o urodzie języka szwedzkiego napisał. Wszystko to, czego nie umiałabym wyrazić w należyty, merytoryczny sposób.
    Ale skąd Ty to wszystko wiesz? Lingwista jakiś jesteś czy coś”?
    Jak wreszcie zlegnę, to może mnie plecki odbolą.

  266. wbocek
    21 marca o godz. 22:23

    Właśnie: uczciwy poznawca! Dodam, że uczciwość jest konieczna, ale może nie być wystarczająca. Konieczna jest też niejaka umiejętność myślenia.
    Prawie każde dziecko ją ma, w formie potencjalnej, ale ją, my, dorośli, paczymy, a pasję do poznawania rzeczy – niszczymy.
    W swoim, a wielkim, fundamentalnym zakresie, paczy, niszczy, deprawuje – religia, zwłaszcza jej organ wykonawczy – kościół.

    Gdybyż uczciwy i mający zdolność myślenia analitycznego ( o syntetyzującym nie wspomnę – tak to rzadka umiejętność) poznawca spojrzał na to, co cytujesz przez zdezerterowanego z niebieskiej książeczki (acz onże ma własną niebieską książeczkę) imienia Świętego Ojca Świętego (który ją zadedykował „młodzieży akademickiej”), z miejsca wiedziałby, że to nie fakty, a słowa o faktach.
    Wyznawca jednak nie jest ani uczciwy, ani poznawca, ani mający swobodny do myślenia umysł.
    Mówią więc nieprawdę. Jednak to stwierdzenie nie kwituje sprawy. Jest bowiem i należny im finał tej sprawy: oni kłamią. I tak – mam to za moralne i właściwe – należy im mówić: kłamiecie, oszukujecie.
    Różnica między mówieniem nieprawdy a kłamstwem jest taka, że kłamca mówi nieprawdę świadomie i dobrowolnie, Ten co mówi nieprawdę niekoniecznie mówi ją świadomie lub dobrowolnie.
    W istocie rzeczy, wyznawcy nie mówią w pełni świadomie – mają bowiem porażone umysły, tak pod względem poznawczym jak i moralnym, i niekoniecznie dobrowolnie, ponieważ miewają, czy też mają przymus takiego gadania: z powodu lęku – boję się prawdy, lub zysku – mam zasługę w niebie i w parafii. A także – przed sobą.

    Byliby więc ci wyznawcy tymi, co mówią – zaledwie – nieprawdę. Owo „zaledwie” już jest ciężką winą, ba zbrodnią, bo fałszuje, sprzeciwia się prawdzie, wolności dociekania, poznania i korzystania z poznania rzeczy., Ale jest taka kategoria wyznawców, którzy upierają się, że oni świetnie wiedzą co mówią i mówią to dobrowolnie. I mają za obrazę, a nawet przestępstwo pomówienia, gdy im się powie, że nie wiedzą co mówią, bądź zmuszają ich do tego dyspozycje spaczonej psyche, głosząc nieprawdę.
    Kto tak o sobie twierdzi, ma wedle twierdzenia: dobrowolnie i świadomie głoszą nieprawdę, więc kłamią. Kto zaś robi to często i ma to w stałej dyspozycji, z mówienia kłamstw przechodzi do kategorii osoby wyposażonej w cechę kłamania. Staje się kłamcą.
    I tak też, należnie, dobrze jest i zbawiennie im mówić. Niech poznają prawdę. Nawet – niech ich to poboli. Poznają co nieco jak to jest, gdy oni innych okłamują swoją prawdą. To – hipotetycznie – będzie dla nich zbawienne.

  267. @seleuk(os)
    21 marca, g.20:33
    Dzięki za obszerną odpowiedź, ale padam już z nóg. Odpiszę jutro.
    Śpij dobrze, czego i sobie życzę.

  268. @Szary Kot
    21 marca o godz. 22:59
    Masz rację, coś się dzieje. Znowu piątek. A gdzie reszta tygodnia?

  269. wbocek
    21 marca o godz. 22:23

    Słówko jeszcze na temat, modelowo ilustracyjnie i dopełniająco.

    Druh nasz serdeczny, Święty Ojciec Święty Jan Paweł pp. II, tak zadedykował niebieską książeczkę:

    ” Przekazując młodzieży akademickiej w Polsce Biblię Tysiąclecia, życzę, aby odnajdowała w niej Chrystusa, który jest Prawdą, Drogą i Życiem”.

    Czyli nasz Lolek jest jehowitą. Producentem dokładnie tego samego, co inny druh nasz serdeczny – zdezerterowany.

    Przy tym, jak sam się przedstawił – mami, oszukuje MŁODZIEŻ AKADEMICKĄ. Co znaczy, że młodzież nie ma być akademicka, albowiem „akademicka” oznacza swobodnie badającą rzeczy, nie odnajdującą to, co z góry ustalone i słuszne.

    Co do Lolka, mamy wymagania, on jest siła naukowa, wykładowca, profesor i wielki PRAWDOMÓWCA: kwalifikowany badacz nie bierze słów na temat faktów za fakty, bo to jest oszustwo. To jest naukowe szalbierstwo. To moralna nędza.
    Nie: Jezusa zmartwychwstałego widziało 500 osób, ale: jest napisane, że widziało. I to samo, z całością.

    W tej niedużej dedykacji, Wojtyła zrobił duży wykład o sobie swoim Kościele katolickim i wierze: jak kontynuować paczenie umysłów i władz moralnych młodzieży, tu na poziomie „akademickim” kradnąc przy tym pojęcie akademickości, jak oszukiwać – w istocie: kłamać, jak moralnie porażać nakazem, by znajdować to, co ma być znalezione, ponieważ jest to słuszne i jest to Prawdą, Drogą i Życiem.
    Droga życia i życie w kłamstwie, oto czego on oczekuje, życząc tego „młodzieży akademickiej”.
    Taka droga i takie życie wydają owoce. Zatrute. O tym jest wstępniak Hartmana i mój, a w środku – owoc: Pestkiewicz.

  270. mag
    21 marca o godz. 23:10

    Hobbystycznie, z dłubania książkowo-internetowego. God natt!

  271. @Szary Kot 21 marca o godz. 22:05
    Dodam, że kontakt z językami skandynawskimi rzuca odkrywcze światło na fonetykę angielskiego.
    Zawsze ciekawiły mnie przyczyny wielkich różnic w wymowie literki „r” w zależności od miejsca pochodzenia mówcy, tak w obrębie Wysp Brytyjskich jak i w wymiarze światowym, czyli od Australii do USA…

  272. zezem
    21 marca o godz. 18:19

    Piszesz ze do tego trzeba miec serce I odwage. Dodalabym jeszcze uzaleznienie. Jest to potrzeba przebywania w gorach, na oceanie i innych miejscach daleko od cywilizacji.
    Monika Witkowska ma serce, odwage I potrzebe poznawania.
    Piszesz o Himalajach. Wielu himalaistow trenuje wspinaczke na jednym z naszych wulkanow o nazwie Mount Baker zanim poleca do Nepalu.

  273. Tanaka
    21 marca o godz. 23:13

    Dodam tak okrutnie, że aż mi wstyd: dorośli zabijają u dzieci żywiołowy pęd do poznania i tym samym żywiołową chęć do ćwiczenia myślenia językowego, ponieważ – i tu mi właśnie wstyd – 7 miliardów dorosłych opanowało tę umiejętność na poziomie prostych spraw egzystencjalnych, a na wyższym, nazwijmy, inżynierskim poziomie – świetnego rozumienia relacji wyłącznie między rzeczami. Dzieci jeszcze przed poczęciem mają przerąbane.

  274. wbocek
    21 marca o godz. 22:23

    Nie dopowiedziałem jeszcze bardzo ważnego: „młodzież akademicka” imienia świętego Lolka nie ma odnajdywać Jezusa który jest i tak dalej, ale ma odnajdywać bozię. Albowiem niebieska książeczka to Słowo Boże. to Objawienie. Jezusek jest ledwie kawalątkiem Słowa Bożego i Jedynej Prawdy. Co do objętości papieru – jakąś 1/7 prawdy.
    Z bozią jednak jest – co wiemy – niejaki problem dla Lolka i jego Pestkiewicza: to ludobójca. Pestkiewicz zna jednak tą prawdę, nie ukrywa jej, nie zamazuje i w niej żyje i działa – moralnie, godnie, pryncypialnie. Ale dość o nim. O Wojtyle.

    Święty Ojciec Święty miłuje bozię nad życie. On wie i my wiemy. Wszyscy wiedzą i każdy wyznawca tak miłuje. Miłuje nad życie tak, żeby było mu miło, wygodnie i akuratnie: bozię zasłonić Jezuskiem, bo o niemiłych rzeczach to lepiej nie rozmawiajmy, a porozmawiajmy o Jezusku. Który też nie jest miły, więc porozmawiajmy o nieistniejącym Jezusku, o blondynie z niebieskimi oczkami i starannie wypielęgnowanymi paluszkami, mistrzu lekkiej atletyki, estetyki i obiekcie omdleń dziewczątek oazowych, akademickich i dziewic konsystorskich z ich sakramentalnymi małżonkami, pod przewodem kleru.

    Jak miło żyć w kłamstwie, samemu je produkując.

  275. wbocek
    21 marca o godz. 23:41

    Tak, to wstyd, ale to też ból i wkurw. Widzisz bowiem ten moment załamania: dzieci mające lat 3-4 żywiołowo pasjonują się życiem, chcą wiedzieć wszystko o wszystkim. I wtedy wkracza wychowawca. I wsadza je do klatki. I już za chwilę dzieci wiedzą, że są grzeszne, mają zbrukane nieczystością ciała, że obrażają Maryję, Wraz z całą resztą.
    W istocie, to jest ludobójstwo.
    Wkurw, gdy widzę tych nielicznych, co będąc dawno dorosłymi z metryki, nawet stulatkami, ciągle mają tą dziecięcą ciekawość, żywość, humor, pasję, dociekania i radość odkrywania wolnym i autonomicznym umysłem oraz dzielenia się tym z innymi. Wkurw bo tak ich mało, a taki mógłby – i powinien – być każdy. Byłby człowiekiem. Ale prawie każdy został zabity, jeszcze za dziecka.

  276. @ Basia n.

    Oglądam foty wiosny i czuję, że Pan Jezus bardzo się do mnie zbliżył. Pobiegłem go przywitać i otworzyć mu drzwi. Otwieram, a tu kobieta: wiosna, czyli basia. Klękam i jestem wyznawca. 🙂

  277. Tanaka

    To i ja na dobranoc słówko. Mówisz o paczeniu umysłów. Jasne, że każda bez wyjątku ideologia jest ich paczeniem. Dlatego Kościół najchętniej indoktrynowałby dzieci już w brzuchu matki. Dziecko ma być przede wszystkim prowadzone razem z jego naturalną ciekawością ku poznawaniu, ćwiczone w stosowaniu technologii poznania, a nie indoktrynowane gotowcami – zwłaszcza ideistycznymi – od pieluszek.

    My tu o takich oczywistościach gadamy, a tu ci co rusz ktoś wpadnie z opaską na oczach, przedstawia się jako ateista i wytyka, że obrażamy wierzących. Ma opaskę, więc nie widzi, że się nie zajmujemy obrażaniem, lecz opowiadaniem sobie o rezultatach własnoręcznego poznania. Obrażaniem zajmują się obrazcy, a nie poznawcy. Jeśli się ktoś obraża to na swój rachunek, który w mesjańskim kraiku się nazywa „obraza uczuć religijnych”. Przedstawiamy w szczegółach, na czym polegają tysiącletnie fałsze. Mówimy o tym, że paczący umysły panowie w sukienkach zajmują się paczeniem, a nie uczeniem. Zajmują się zbrodnią na dziecięcych umysłach. Tym właśnie jest ich zatrudnianie w szkołach jako nauczycieli. Prostolinijne i zaciekawione otaczającym światem dzieci śmiertelnie się na lekcjach religii nudzą, bo naturalna pasja poznawania jest w nich zabijana bajeczkami o świecie, którego one nie doświadczają. Jeśli dodać do tego inne nudne lekcje i rodzicielskie wychowawcze kalectwa, śmiało można powiedzieć, że przyrodzony potencjał umiejscowiony w mózgu w miarę indoktrynowania dzieci staje się karykaturą samego siebie. Potem dzieci, uciśnione jak stópki japońskich gejsz, mają swoje dzieci i je uciskają, te z kolei mają swoje dzieci i tak to leci.

  278. Tanaka
    22 marca o godz. 0:12

    Nie ma to jak wyznawcy wiosny i topienia Marzanny 🙂

  279. Jaka wiosna kiedy jesień 🙂

  280. Zjawiam się……

    O skrajnie wypaczonych umysłach można przeczytać tu „Szacun dla gościa”.

    Wypowiedzi świadczące o lekkim wypaczeniu można znaleźć i tutaj.

    …… i znikam……

  281. Nie znikaj! Thanks za Glendę!

  282. @wbocek 21 marca o godz. 21:49
    Dziękuję wbocek za komentarz. To ciekawe o tym pochylaniu się. Sadzilem, że to rodzaj nowo-mowy. Na google/trends można śledzić relatywna częstotliwość używania słów, również polskich (od 2004). Poniżej jest maly przyklad, ale nie jestem pewien jak sie to pokaże na blogu.
    trends.embed.renderExploreWidget(„TIMESERIES”, {„comparisonItem”:[{„keyword”:”perspicacity”,”geo”:”US”,”time”:”2004-01-01 2019-03-21″}],”category”:0,”property”:””}, {„exploreQuery”:”date=2004-01-01%202019-03-21&geo=US&q=perspicacity”,”guestPath”:”https://trends.google.com:443/trends/embed/”});

  283. Nie pokazało się 🙁

  284. To jest bardziej tradycyjny sposób: prosty link. Niestety, gdy dodam „się” to google nie znajduje żadnych danych.

  285. @zza kałuży 22 marca o godz. 7:59
    Dzieki, ngrams jest bardziej odpowiedni jeśli chodzi częstotliwość użycia wyrazów. Ma jednak ten mankament, że nie dysponuje polskimi książkami.

  286. Szanowni!

    Przed nami trudne czasy: trzeba się edukować!
    Ale jest pociecha: za nami znacznie trudniejsze czasy – przemówienie biskupa Jędraszewskiego.
    O reformie-deformie systemu edukacji, strajku; o tym co na to władza, nauczyciele i może my, pisze nowy autor wstępniaka – wujaszek wania.
    Zapraszam, w jego imieniu, do czytania i dyskutowania.

  287. Na marginesie
    21 marca o godz. 14:47

    @wujaszek wania 21 marca o godz. 9:03
    Twoje bluzgi ad personam są infantylne.

    I gdzie te „infantylne bluzgi ad personam”?

    wujaszek wania
    21 marca o godz. 9:03

    Na marginesie
    21 marca o godz. 2:39

    spoko!
    Twoja pozycja … absolutnie nie jest zagrożona
    https://www.youtube.com/watch?v=JF7PY8uZZr8

    Po prostu: trafiony, zatopiony!
    Nic tak nie boli jak prawda na swój temat.

    Cokolwiek odpowiesz, lub nie odpowiesz, i tak nie ma żadnego znaczenia.

  288. @Contrarian 22 marca o godz. 8:13
    Ma jednak ten mankament, że nie dysponuje polskimi książkami.
    Cicho, nie gadaj o tym bo ci @wbocek mowę walnie o lokalnych językowych preferencjach.
    Tak się kończy jak @wbocki zamiast polskie książki tysiącami skanować do googlowatej biblioteki budują sobie kajaki i po jeziorach uganiają się za kaczkami.

  289. zza kałuży
    22 marca o godz. 8:25

    Dorosłe nietrollowate wchodzą tu z zaciekawieniem, z problemami lub dla problemów, a nie dla smarkatego tykania osób. Rozumienie tego przekracza możliwości trollowatych.

  290. A może na forum ateistów warto by się zająć zbrodniami tychże a nie ciągle wrzucać kamienie do cudzego ogródka. To mówię ja świeżo upieczona ateistką, która wstydzi się zbrodni tychże. Zatem mamy wroga , katolika, brakuje nam tylko przywódcy, no ale chyba Tanaka się nada i poprowadzi do boju. Wstyd być katolikiem, kazdy katolik dostaje latkę żeby go odróżnić i żeby bylo wiadomo od kogo się odsunąć w autobusie, ale nie moze wprowadźmy segregację, my ludzie mamy już praktykę. Proponuję zacząć od nie podawanie ręki tej pani co to slucha wiadomego radia. Powodzenia

  291. Tak źle i tak niedobrze.

    Katolicyzm to z jednej strony choroba a z drugiej strony bogactwo.

    Język polski dokładnie tak samo.

    Ludzie kochają się albo nienawidzą dokładnie tak samo po japońsku jak i po polsku.

    Emocje są prawdziwe i ważne a językowy interfejs to tylko konwencja. W jednym kraju wtyczka wygląda tak a w innym kraju inaczej. Gdyby na całej Ziemi ujednolicić wszystkie wtyczki pewnie jakostam ludzka kultura by zubożała. Śmiem twierdzić że ta strata byłaby bez żadnego znaczenai w porównaniu z korzyściami.

    Zupełnie nie jestem przywiązany do języka polskiego. Żadnych emocji. Ot, dłużej się nim posługuję i dlatego lepiej znam niż każdy inny. Czy wolałbym świat ludzi mówiących tylko jednym językiem? Oczywiście, że tak.
    Mnogość języków jest przekleństwem a nie błogosławieństwem ludzkości.

  292. @Tanaka

    Pan napisal:
    „Powtarzałem wielokrotnie: katolik będący członkiem Kościoła ponosi odpowiedzialność za członkostwo.”

    Ja dobrze zrozumialem, bo Pan powtorzyl to kilka razy. Ja tez mysle ze niektorzy katolicy będący członkami Kościoła ponosza w jakims duzym stopniu odpowiedzialność za członkostwo.

    Ale chodzi mi o to ze – mimo to ze prawda – to zaden argument tylko na razie teza!!!

    Jak moze byc to co prawda nie jest dobrym argumentem? Pytanie: Kiedy argument jest dobry i kiedy nie? Tu jest miedzy wszystkimi filozofami na calym swiecie konsensus.
    ——————- >>> ————————-
    Jest taka zasada:
    W dyskusji mamy teze i antyteze.
    Argumentem nigdy nie moze byc ani tezy ani antytezy!!!
    ——————- <<< ————————-
    Przyklad A:
    Teza: "Polski kosciol katolicki jest zly"
    Antyteza: "Polski kosciol katolicki jest dobry"

    Bardzo dobre argumenty sa np.:
    1. Jest zly bo widac ze Rydzyk jest zly i on tam jest
    2. Jest zly bo sa pedofili
    3. Jest zly bo mowia nieprawde

    Filozof nie akceptuje jednak argumentow w stylu:
    "Kosciol jest zly bo to widac ze jest zly, to jest nasza zasada."
    (to taki typowy argument "à la Takana")
    ————————————————–
    Przyklad B:
    Teza: "Rydzyk jest zly"
    Antyteza: "Rydzyk jest dobry"

    Bardzo dobre argumenty moga byc:
    1. Rydzyk jest zly bo jest czescia KK i ten kosciol jest zly
    2. Jest bisnesmenem i lamie prawo
    3. jest antysemitem

    Nie dobrym argumentem jest:
    "No jest zly bo wiadomo ze Rydzyk jest zly"
    (to taki typowy argument "à la Takana", prawda ale zaden argument)
    ————————————————–

    Zasada ta jest prosta. Nie napisalem nigdzie ze opinii Pana sa wszystkie zle.
    Tylko argumentacja Pana jest prawie nigdy rzetelna bo lamie Pan wszelkie zasady zachodniej powazniej dyskusji (od Sokratesu). 🙂

  293. Kosciol katolicki mowi prosto: „Biblia jest slowem Boga.”
    Tak ja w ogole nie mysle ale najmniej oni nie udaja ze dyskutuja. Sa autorytarni, nie udaja nic innego, i juz.

    Pan udaje ze dyskutuje na poziomie ale w grundzie rzeczy jest tak samo ograniczony jak kosciol katolicki tylko ma inne zasady ktore nie jest w stanie tlumaczy tylko ciagle powtorzy te same zasady.

    ——————————————-
    Dla tych ktorzy programuje troche tu jest tak mozk Takani dziala:

    while (true) printf(„katolik będący członkiem Kościoła ponosi odpowiedzialność za członkostwo.”);
    Zaden „if” zaden „else”, proste swiat, daleki wschod